świat
idee
literatura
kultura
Brazylijski rynek religijny: aby założyć Kościół wystarczy wypełnić wniosek, zatwierdzić nazwę i statut – pisze R. Siuda-Ambroziak — s. 40
E. Cassirer: Jeśli judaizm przyczynił się do złamania siły współczesnych mitów politycznych, to wypełnił swój obowiązek — s. 60
Zabierz ślepego psa na spacer – opowiadanie F. Zawady: „Czas jest matematycznie podzielonym smutkiem” — s. 94
Co to jest (polskie) muzeum? – L. Jodliński o istotnych kwestiach dla przyszłości rodzimego muzealnictwa — s. 86
Nr
726
iSSN 0044-488X indeks 383716
cena: 19,90 zł | vat 5% (w prenumeracie: 13 zł) listopad (11) 2015
Białoruś Pobyt tymczasowy Z jakimi problemami tożsamościowymi zmaga się społeczeństwo białoruskie? Czy możliwa jest Białoruś bez Rosji? O czym świadczą problemy z językiem narodowym? — s. 4‒35
1
Dominika Kozłowska
Oddawać głos niezależni obserwatorzy nie mają wątpliwości, że także i tym razem podczas wyborów prezydenckich na Białorusi nagminnie łamano prawo – oficjalna rekordowa frekwencja to efekt nacisków na wyborców oraz sfałszowania ich liczby. Może właśnie dlatego, że przebieg wydarzeń nie mógł być zaskoczeniem, jeden z białoruskich poetów, Ihar Babkou, na wieść o tym, że tegoroczną laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury została Swietłana Aleksijewicz, ironicznie skomentował sytuację polityczną słowami: „To fantastyczna wiadomość! Nieważne już, kto zostanie prezydentem”. Ani prezydent, ani białoruski minister kultury nie złożyli noblistce oficjalnych gratulacji. To być może także nie powinno dziwić. Jednak zestawienie tych dwóch wydarzeń: przyznania najważniejszej literackiej nagrody autorce, która w książkach oddaje głos innym – swoim bohaterom, oraz wyborów prezydenckich, które tylko pozornie miały na celu oddanie głosu ludziom – obywatelom, jest wymowne. Na spotkaniach z czytelnikami noblistka otwarcie opowiada, że podczas letnich upałów niektóre zakłady były zmuszone skrócić czas pracy do kilku dni w tygodniu i że realna płaca spadła nawet do 100 dolarów miesięcznie. Kilka miesięcy temu wspominała także o możliwym przesunięciu terminu wyborów prezydenckich z listopada na październik – Aleksander Łukaszenka wiedział, iż każdy kolejny tydzień niesie coraz większą groźbę załamania gospodarczego kraju. Dlatego dla Łukaszenki złagodzenie sankcji nałożonych przez Unię Europejską w 2010 r. było tak ważne. O tym, że ostatnie wybory mogą przyczynić się do poprawy stosunków jego kraju z Zachodem „tylko, jeśli sam Zachód tego chce”, przypominał w przemówieniu wygłoszonym w lokalu komisji wyborczej wkrótce po oddaniu głosu. Polityczna przyszłość Białorusi, możliwość demokratycznych reform, przestrzeganie praw człowieka są dla nas sprawami ważnymi. Zdecydowaliśmy jednak, aby w listo-
padowym numerze „Znaku” pisać o Białorusi z innej perspektywy. Jak sformułowała to Urszula Pieczek, redaktorka Tematu Miesiąca, naszym celem jest zrozumienie dylematów tożsamościowych, z którymi mierzy się społeczeństwo białoruskie lawirujące pomiędzy co najmniej dwiema wizjami historii, dwiema kulturami i dwoma językami. Jedną z inspiracji do takiego ujęcia tematu stał się dla nas numer miesięcznika Imperialne oblicze Rosjan z września 2014 r., zwłaszcza rosyjsko-ukraińsko-białoruski trójgłos na temat stosunku Rosjan do państwowości Białorusinów i Ukraińców. Okazało się, że z tych trzech krajów najmniej wiemy o Białorusi. Numer otwiera fotoreportaż Andrzeja Muszyńskiego o doświadczeniu przekraczania białoruskiej granicy. Autor przemierza współczesną Białoruś, mając w pamięci złożoność historycznych wpływów, odciskających piętno na tych terenach. Siarhej Chareuski, białoruski artysta, literat, historyk sztuki i kulturoznawca, zaznacza z kolei, że „Białoruś buduje najnowszą tożsamość, kompilując ją wyłącznie z mitów powojennej epoki radzieckiej. W dodatku, na przekór zdrowemu rozsądkowi, przekonuje się nas, że Litwa i Łotwa to »daleka zagranica«, a Kirgizja i Tadżykistan – »bliska«”. Bohaterem tego tematu jest też jednak trudna relacja łącząca dwa języki: rosyjski i białoruski. Z jednej strony „język rosyjski jest obecnie postrzegany na Białorusi nie jako język innego narodu, lecz jako własność Białorusinów, część składowa ich tożsamości” – pisze Nelly Bekus, z drugiej, Andrej Rasinski, białoruski krytyk filmowy, dziennikarz, pokazuje, w jaki sposób język białoruski staje się przestrzenią budowania tożsamości niezależnej od tej oficjalnej, wspieranej przez reżim. Jak ścisłe są te tożsamościowe sploty, pokazuje również historia tegorocznej noblistki, pisarki o pochodzeniu białorusko-ukraińskim, tworzącej w języku rosyjskim i od dwóch lat znów mieszkającej w Mińsku. — listopad 2015 |
2
SPIS TREŚCI
Andrej Rasinski
96 | Nr 726
40
Brazylia religią muzykalna Renata Siuda-Ambroziak
88
Zabierz ślepego psa na spacer Filip Zawada
fot. Gerard/Reporter, Budzma.by, Jan Sochor/ LatinContent/Getty, Marta Gliwińska
26
Anima Białorusi
Leszek jodliński
Czas po boomie. Muzealna Polska Kondycja muzealnictwa w Polsce bywa (o co najłatwiej) postrzegana z perspektywy tego, ile i co się buduje. „Czas muzeów” w Polsce, by odwołać się do tytułu publikacji Katarzyny Jagodzińskiej, nigdy nie był lepszy, ale czy to może nas satysfakcjonować?
3
ul. Tadeusza Kościuszki 37, 30-105 Kraków tel. (12) 61 99 530, fax (12) 61 99 502 e-mail: miesiecznik@znak.com.pl www.miesiecznik.znak.com.pl
Temat miesiąca
6 Na zakolu widzę dąbrowę Andrzej Muszyński
14 Białoruś. Pobyt tymczasowy
Siarhej Chareuski (tłum. Małgorzata Buchalik)
20 Paradoksy postradzieckiej hybrydyzacji Nelly Bekus
26 Anima Białorusi
68 Cassirer i judaizm Przemysław Parszutowicz
72 Do sedna rzeczy Joanna Chwiej w rozmowie z Anną Mateją
80 Naprawa świata Janusz Poniewierski
82 Mąciciele o dwóch głowach:
Andrej Rasinski (tłum. Joanna Bernatowicz)
Planeta bezlitosnych mięczaków
MITOLOGIA WIELIEJ PŁYTY
rozmawiają: Olga Drenda i Bartłomiej Dobroczyński
36 Antropogonia Wit Szostak
Znaki w znaku
39 Jak podbiliśmy Justyna Bargielska
Społeczeństwo ◆ świat
40 Brazylia religią muzykalna Renata Siuda-Ambroziak
STACJA: LITERATURA
88 Zabierz ślepego psa na spacer Filip Zawada
ludzie ◆ ksiĄŻki ◆ zdarzenia
96 Czas po boomie.
Muzealna Polska Leszek Jodliński
106 Błogosławiony stan różnicy Krzysztof Siwczyk w rozmowie z Anną Marchewką
50 Przyczajony tygrys Paweł Słoń
112 Siła i piękno Marta Duch-Dyngosz
PUBLICYSTYKA
54 Samodzielne czy samotne matki? Dominika Kozłowska
Felietony
59 Ogrody pamięci Janusz Poniewierski
87 Coraz bliżej albo coraz mniej Józefa Hennelowa
IDEE
60 Judaizm a współczesne mity polityczne Ernst Cassirer
116 Wiem, że wiem mniej Marzena Zdanowska
120 Wszystko w porządku Dawid Matuszek
121 Wielka cisza albo przeczucie raju Iwona Boruszkowska
122 Noty o książkach 124 Moi, mistrzowie Wojciech Bonowicz
126 Niezła sztuka KAWS
redakcja: Mateusz Burzyk (sekretarz redakcji), Marta Duch-Dyngosz, Monika Gałka, Ilona Klimek, Dominika Kozłowska (redaktor naczelna), Urszula Pieczek, Janusz Poniewierski, Agnieszka Rzonca, Krystyna Strączek, Henryk Woźniakowski zespół: Wojciech Bonowicz, Bohdan Cywiński, Tomasz Fiałkowski, Tadeusz Gadacz, Jarosław Gowin, Stanisław Grygiel, ks. Michał Heller, Józefa Hennelowa, Wacław Hryniewicz OMI, Jerzy Illg, Piotr Kłodkowski, Janina Ochojska-Okońska, bp Grzegorz Ryś, Władysław Stróżewski, Karol Tarnowski, Stefan Wilkanowicz zmarli członkowie zespołu: Franciszek Blajda, Antoni Gołubiew, Maria Morstin-Górska, Leon Halban, ks. Jan Kracik, Hanna Malewska, Maria Michałowska, Jerzy Radkowski, Stefania Skwarczyńska, Marek Skwarnicki, Stanisław Stomma, Stefan Swieżawski, ks. Józef Tischner, Jerzy Turowicz, Elżbieta Wolicka, Jacek Woźniakowski, Jerzy Zawieyski współpraca: Paulina Bulska, Piotr Cebo, Aleksander Gomola, Elżbieta Kot, Daniel Lis, Artur Madaliński, Anna Marchewka, Anna Mateja, Andrzej Muszyński, Tomasz Ponikło, Jolanta Prochowicz, Adam Puchejda, Miłosz Puczydłowski, Justyna Siemienowicz opieka artystyczna: Władysław Buchner projekt graficzny pisma: Władysław Buchner, Rafał Buchner skład i łamanie: Barbara Sadowska fotoedycja: Marcin Kapica korekta: Barbara Gąsiorowska druk: Drukarnia Colonel, Kraków, ul. Dąbrowskiego 16 nakład: 1600 + 100 egz. promocja i reklama: Monika Gałka, tel. (12) 61 99 530, e-mail: galka@znak.com.pl prenumerata: Joanna Dyląg, tel. (12) 61 99 569, e-mail: dylag@znak.com.pl Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
listopad 2015 |
Temat Miesiąca
4 Czujne oko Aleksandra Łukaszenki spogląda ze ściany w mińskiej księgarni, czerwiec 2013 r. fot. Tom Pilston/Panos/Czarny Kot
| Nr 726
5
Temat Miesiąca
Białoruś: możliwość Współczesna Białoruś to – jak napisał poeta Andrej Chadanowicz – „kraj w przeciągach Europy”. Wielu uważa ją za przyczółek Rosji, państwo reżimowe, którego twarzą jest Aleksander Łukaszenka. Tymczasem to kraj podwójnych symboli narodowych, niesymetrycznych podziałów społecznych, traumatycznej historii, a wreszcie niedocenionej, ponieważ nieznanej, kultury. Z jakimi problemami tożsamościowymi i traumami zmagają się Białorusini i Białorusinki? Czy możliwa jest Białoruś bez Rosji? Jak Białoruś postrzegana jest z zewnątrz? O czym świadczą problemy z językiem narodowym? Jaką wizję historii przekazuje białoruska animacja? Odpowiadają: Andrzej Muszyński, Siarhej Chareuski, Nelly Bekus i Andrej Rasinski
s. 6–35
listopad 2015 |
Temat Miesiąca
6
Na zakolu widzę dąbrowę Andrzej Muszyński
Pierwszy raz leciałem nad Białorusią w piękną pogodę: na dole dokładnie było widać przebieg granicy. Od Warszawy szachownica żółtych pól i nagle ciemnozielony nieprzerwany bór. Długo myślałem, że to złudzenie, ale z dołu wygląda to podobnie, jakby Unia wyznaczała na Wschodzie niewidzialną i szczelną barierę, o którą rozbijają się billboardy i banery, narastając bezładnie gdzieś od Białej Podlaskiej
P
ierwszy raz wystraszyłem się, kiedy spojrzałem na mapę. Mój szkolny atlas historyczny na ostatniej karcie przedstawia zmiany terytorialne państwa polskiego, nakładając na siebie przebieg granic. Te z 1634 r., wysunięte het na północ po Psków, Polanów, a raczej już samą Moskwę i Charków, budzą lęk. Od polskiego Smoleńska do granicy było jeszcze paręset kilometrów. W dolnym prawym rogu wystaje Morze Azowskie. Próbowałem sprawdzić, jak wtedy znaczono granice, bo raczej nie pokrywały się z naturalnymi barierami jak
| Nr 726
7
rzeki, choćby na południowym wschodzie na Dzikich Polach, gdzie tworzyły dziwnie regularny łuk. Pomogli eksperci z portalu historycy.org – to Szlak Murawski, którym Tatarzy wybierali się na handel, a przede wszystkim po kolejne łupy. Granicy strzegły ziemne kopczyki, w które wbijano często dębowe pale. Dodatkowo budowano twierdze, z których granic pilnowały patrole. Inaczej było na Wschodzie, gdzie kopano rowy albo stawiano zasieki, żeby zapobiec nielegalnym imigrantom z Rosji. Tak wyglądało to teoretycznie, bo rzadko kto potrafił ujarzmić bezkres Wschodu, i często przypominało to raczej płótna Brandta z wizjami kozackich obozów – step, białe od żaru kamienie i raczej obietnica egzotycznej śmierci niż przygody. Słonim w pobliżu Prypeci, podkreślony przerywaną linią, co znaczy, że odbywały się tam sejmiki szlacheckie, leżał dokładnie w środku kraju. Tam jechaliśmy z granicy w Terespolu. * dziesięć lat temu przypominało to powstanie. Torby z poliestru porywał wiatr. Pod dworcem w Terespolu stały setki ludzi, pomiędzy którymi błyszczały butelki przemycanej wódki. Jedni kucali skupieni, inni, jakby nieco zawstydzeni, stali nieruchomo pod ścianą, pozostali wciskali człowiekowi do kieszeni białoruskie fajki. Po drugiej stronie granicy było ciekawiej, bo tam się zbroili. Półnadzy, zlani potem faceci w kolejowym kiblu stali z podniesionymi do góry rękami, pozwalając obkleić się taśmą w szeleszczącą zbroję z paczek papierosów. Przechodzili przez wagon czujnie, szybko i z błyskiem w oku. Blond gwiazdą pociągu była pani Krysia, chyba spod Siedlec, która owijała wokół palca wracających ze Wschodu backpackersów barwnymi opowieściami o swojej intelektualnej przeszłości w pracy z pouczającymi i atrakcyjnymi towarzysko delegacjami, niezauważenie wciskając im w dłonie kolejny szmugiel. Paszporty sprawdzali wtedy w pociągu, który zatrzymywał się zaraz za Bugiem. Spocony białoruski pogranicznik w rozchełstanym mundurze oczywiście wyciągnął od nas łapówkę, całe pięć dolarów, bo dopatrzył się jakiejś nieścisłości w wizie. Teraz pod dworcem nie było prawie nikogo prócz kilku podróżnych. Strzałki poprowadziły nas do kontroli paszportowej przez sieć nowych szklanych korytarzy z ostrzeżeniami unijnymi o zakazie wwozu nabiału ze Wschodu. Chyba nawet pociąg zmienili. Tamten był dłuższy, ten składa się już tylko z dwóch wagonów, ale w środku jest tak samo – typowe wagony z klasą „plackartnyj”, czyli półotwartymi boksami z łóżkami i stolikiem pomiędzy nimi. W korytarzu stały kupione w Polsce telewizory plazmowe. Latem w pocią-
gach jest duszno i co chwilę słychać syk, gdy ludzka skóra odkleja się od tej sztucznej na siedzeniu. Ludzie tylko szeptali. Jestem gotów przyznać, że rosyjski to najpiękniejszy język na świecie w szepcie, najlepiej kobiecym. Tak było w pociągach w Irkucku, Omsku i na Kaukazie. Jakby ten język, bo przecież nie włoski czy niemiecki, stworzony był tylko do szeptu, co najwyżej mówienia półgłosem, z tymi miękkimi „sz” i „ć”, które nie tyle usypiają, ile wprowadzają w stan dawno wyczekiwanej błogości nieosiągalnej przez sen. Trwało to tylko do dworca w Brześciu, bo tam dostaliśmy od celniczki pierwszy ochrzan, w którym rosyjski ujawnił swoje drugie oblicze w rejestrze krzyku. Nie zapytaliśmy w porę o karty imigracyjne, które trzeba wypełnić, a jej śpieszyło się do domu. Była zupełnie jak wyszkolone do bycia życzliwymi stewardesy Aeroflotu, które kiedyś podczas lotu z Warszawy do Moskwy zachowywały się tak, jakby dosłownie miały ochotę wszystkim przywalić. Wystarczy przyjechać tu kilka razy, by wziąć to za dobrą wolę i kwitować uśmiechem zdegustowanie kompanów podróży. Wtedy leciałem pierwszy raz nad Białorusią. Pogoda była piękna i na dole dokładnie było widać przebieg granicy. Od Warszawy szachownica żółtych pól i nagle ciemnozielony nieprzerwany bór. Długo myślałem, że to złudzenie, ale z dołu wygląda to podobnie, jakby Unia wyznaczała na Wschodzie niewidzialną i szczelną barierę, o którą rozbijają się billboardy i banery, narastając bezładnie gdzieś od Białej Podlaskiej. Nic, żadnych reklam przy drodze. Pierwszą miałem zobaczyć dopiero w Słonimiu niedaleko pomnika Lenina. Nic, tylko lasy, pola i wielkie, skupione stada bydła w oddali pod czarną kreską puszczy. Puste, równe drogi o łagodnych zakrętach, pustawe stacje benzynowe z kiblami, w których wszystko wygląda inaczej, bo pokrywają je jakąś dziwną boazerią. Zadbane puste przystanki autobusowe z nowymi tabliczkami z nazwami miejscowości, pomalowane w trzy kolorowe poziome pasy. Wzrok przywykły do bardziej wymagającego pejzażu filuje za zmianą, ale nic takiego nie następuje. I żadnego najmniejszego śmiecia. Sasza przyjechał po nas do Brześcia. Opowiadał, że gdy z jadącego okna wypada butelka, to pewnie prowadzi Polak albo Rosjanin, bo Białorusinów podobno Łukaszenka skutecznie oduczył śmiecić. Jechaliśmy przenocować pod Puszczą Białowieską w jego chałupie. W chałupie, bo to stary drewniany dom, jak pozostałe we wsi. Sklep na kółkach, czyli awtomagazin, przyjeżdża tu dwa razy w tygodniu, jak w większości białoruskich wsi. Sasza wykupił pół wymarłej wsi z pięć lat temu i ją odremontował. W dwóch innych chałupach mieszkają listopad 2015 |