rozmowa
debaty
idee
kultura
J. Derrida – niepublikowany wywiad o przemocy wobec zwierząt i sprzecznościach wegetarianizmu — s. 34
Romowie i Romki – jak pogodzić stygmat przypisanej tożsamości z dumą etniczną? Odpowiada A. Mirga — s. 44
Jak dziedziczymy cierpienie? B. Janusz i J. Tokarska-Bakir o traumie międzypokoleniowej i obowiązku pamięci — s. 66
Dzikusy – o twórczości śląskich artystów urodzonych w latach 80. i sile przeskoku cywilizacyjnego — s. 82
Nr
720
cena: 19,90 zł | vat 5% (w prenumeracie: 13 zł) maj (05) 2015
iSSN 0044-488X indeks 383716
Zwierze˛, którym jestes´ Ilustracja: Olka Osadzińska
Jaki obraz człowieka wyłania się z refleksji nad zwierzętami? Czym jest status osoby nie-ludzkiej? Jakim językiem mówić w imieniu zwierząt? Czy ludzie są odpowiedzialni za ich szaleństwo? — s. 4‒43
1 Dominika Kozłowska
Koniec historii uprzedmiotowienia
W
szelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niech się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi, i wszystkie ryby morskie zostały bowiem oddane wam we władanie” (Rdz 9, 2). Ten fragment z Piśma św. przywoływano przez wieki jako uzasadnienie przedmiotowego traktowania zwierząt. Podejście to wynikało z rozumienia samej natury człowieka: skoro ludzie stworzeni są na obraz i podobieństwo Boga, mają nieśmiertelną duszę i noszą w sobie ślad Jego osobowej natury, to od świata zwierząt oddziela ich nieprzekraczalna granica. Wprawdzie w historii chrześcijaństwa pojawiały się postaci o radykalnie innym podejściu do „mniejszych” braci i sióstr, jak chociażby św. Franciszek z Asyżu, zdecydowanej większości bliższe jednak było stanowisko św. Tomasza, który twierdził, iż zasada miłości rozciąga się jedynie na ludzi, nie dotyczy zaś zwierząt.
Próbę zrozumienia przyczyn trwającej przez wieki niewrażliwości chrześcijańskiego świata na los zwierząt podjął Leszek Kołakowski. W jednym z esejów opublikowanych w Jeśli Boga nie ma... pisał, że „sam Jezus nie był, jak się zdaje, szczególnie zainteresowany pozaludzkimi formami życia; zwracał na nie uwagę tylko jako źródło pożywienia lub materiał do przypowieści; wyciągając diabły z opętanego, wpędzał je w świnie, ryby zagarniał do sieci rybaków, klątwę rzucił na bezpłodne drzewo figowe”. Dodawał też przy tym, że co najmniej od czasów Kartezjusza utrwaliło się przekonanie, że zwierzęta są nieczułymi automatami, maszynami niezdolnymi do cierpienia. Nawet ci myśliciele, którzy przyznawali, że zwierzęta cierpią, podkreślali zarazem, że cierpią inaczej i mniej niż ludzie. Stosunku Zachodu do istot żywych nie można postrzegać w oderwaniu od wrażliwości społeczno-etycznej. „Skoro bito dzieci, służbę, chłopów czy żołnierzy, trudno się dziwić, że w równie bezwzględny sposób traktowane były zwierzęta” – w opublikowanym kilka lat temu numerze „Znaku” (637) poświęconym cierpieniu zwierząt pisał Janusz Tazbir, autor książki Okrucieństwo w nowożytnej Europie. Ostatnie dekady przynoszą na szczęście coraz wyraźniejszą zmianę tej postawy. Nowe podejście kształtuje się zarówno wskutek lepszej znajomości świata zwierząt, jak i przeobrażającej się pod wpływem tej wiedzy wrażliwości etycznej. Skutkuje to nie tylko modyfikacją społecznej wrażliwości, ale i prawa. Jakiś czas temu władze Indii zasugerowały, że delfinom należy się status non-human persons. Od wielu lat etolodzy badali niezwykłe zdolności poznawcze tych ssaków. Dzięki nim wiemy, że delfiny są nie tylko samoświadome, ale także używają narzędzi i języka oraz potrafią przekazywać tę wiedzę kolejnym pokoleniom. Nadanie zwierzętom pozaludzkim statusu osoby stawia nas w centrum pytań o podmiotowość. Kwestię tę w najnowszym numerze miesięcznika „Znak” podejmują znakomici autorzy: Andrzej Elżanowski bada różnice między podmiotami osobowymi i nieosobowymi, Jacques Derrida zastanawia się nad coraz mniej wyraźną granicą między człowiekiem a zwierzęciem, Zbigniew Mikołejko opowiada o doświadczeniach cierpienia i śmierci, które łączą ludzi i zwierzęta w sposób niepodważalny. Wątki te dopełniają głosy Miry Marcinów na temat szalonych zwierząt i Krzysztofa Koransa o szympansach, bonobo i Homo sapiens. Chrześcijaństwo, akcentując wyższości natury człowieka wobec pozostałych istot żywych, na drugi plan odsuwało zapowiedź, że dzieło Zbawienia ogarnia całe stworzenie. „Dziś – o czym w przywoływanym już numerze sprzed kilku lat pisał Wacław Hryniewicz – nie sposób się zgodzić z ponurym werdyktem średniowiecznych myślicieli, iż w przeobrażonym świecie zmartwychwstania znajdą się jedynie ciała ludzkie oraz minerały, a rośliny i zwierzęta popadną w nicość”. Najważniejsze jednak, aby przemianie ulegała także nasza codzienna postawa wobec stworzenia.
2 maj 2015 nr 720 TEMAT MIESIĄCA: Zwierzę, Którym Jesteś Jak szanować ludzko-nieludzką różnicę i różnorodność? Dlaczego traktowanie nie-ludzi na równych (z ludzkimi) prawach jest wizją utopijną? Jakim językiem mówić o zwierzętach? 6 Ty jesteś tym, Ze Zbigniewem Mikołejką rozmawia Justyna Siemienowicz 14 O podmiotach nieosobowych i osobowych, Andrzej Elżanowski 19 Coraz bardziej człekoształtne małpy, Krzysztof Kornas 26 Schizofretki i kotpulsywni psychopaci, Mira Marcinów
66
34 Przemoc wobec zwierząt, Jacques Derrida w rozmowie z Élisabeth Roudinesco
Jak dziedziczymy cierpienie?
idee 68 Niewypowiedziane cierpienia. Międzypokoleniowy przekaz traumy, Bernadetta Janusz
44
między stygmatem a dumą
DEBATy 44 Między stygmatem a dumą, Anna Mirga 57 Trudny wybór Mołdawii, Z Oazu Nantoim rozmawia Tomasz Horbowski
RYS. BARTOSZ ZASKÓRSKI
fot. Jeannette Gregori
74 Zbiorowe traumy, prywatne obowiązki. O sporze Paula Ricoeura z Jacques’em Le Goffem, Joanna Tokarska-Bakir
82
nigdy dość rzeczywistości
3
RYS. PATRYCJA PODKOŚCIELNY
ul. Tadeusza Kościuszki 37, 30‒105 Kraków tel. (12) 61 99 530, fax (12) 61 99 502 www.miesiecznik.znak.com.pl e-mail: miesiecznik@znak.com.pl
LUDZIE – KSIĄŻKI – ZDARZENIA 82 Nigdy dość rzeczywistości, Marta Lisok 92 Fińskie haiku, Beata Chomątowska 96 Jabłko czy stopy?, Artur Madaliński 99 Huculski Odys na wygnaniu, Łukasz Tischner 105 n-wymiarowość, n-tropie, n-igmy... O Bezwymiarze iluzji Jerzego Olka, Dobrawa Lisak-Gębala 110 Odjazdowe pisanie, Piotr Augustyniak 113 Świat daje wszystko, Ilona Klimek 114 Bocheńska Betesda, Tadeusz Zatorski 119 Roku zerowego nie było, Daniel Lis
STAŁE RUBRYKI 64 Józefa Hennelowa: Coraz bliżej albo coraz mniej 124 Jerzy Illg: Mój przyjaciel wiersz 126 Janusz Poniewierski: Ogrody pamięci
redakcja: Mateusz Burzyk, Marta Duch-Dyngosz, Monika Gałka, Dominika Kozłowska (redaktor naczelna), Urszula Pieczek, Janusz Poniewierski, Agnieszka Rzonca, Krystyna Strączek, Karol Tarnowski, Henryk Woźniakowski zespół: Wojciech Bonowicz, Bohdan Cywiński, Tomasz Fiałkowski, Tadeusz Gadacz, Jarosław Gowin, Stanisław Grygiel, ks. Michał Heller, Józefa Hennelowa, Wacław Hryniewicz OMI, Jerzy Illg, Piotr Kłodkowski, Janina Ochojska-Okońska, bp Grzegorz Ryś, Władysław Stróżewski, Stefan Wilkanowicz współpraca: Andrzej Brylak, Paulina Bulska, Piotr Cebo, Aleksander Gomola, Ilona Klimek, Elżbieta Kot, Cezary Kościelniak, Daniel Lis, Artur Madaliński, Anna Mateja, Andrzej Muszyński, Tomasz Ponikło, Jolanta Prochowicz, Adam Puchejda, Miłosz Puczydłowski, Justyna Siemienowicz opieka artystyczna: Władysław Buchner projekt okładki: Władysław Buchner skład i łamanie: Barbara Sadowska projekt graficzny pisma: Marek Zalejski/Studio Q fotoedycja: Marcin Kapica korekta: Barbara Gąsiorowska druk: Drukarnia Colonel, Kraków, ul. Dąbrowskiego 16 nakład: 1600 egz. promocja i reklama: Monika Gałka, tel. (12) 61 99 530, e-mail: galka@znak.com.pl prenumerata: Joanna Dyląg, tel. (12) 61 99 569, e-mail: dylag@znak.com.pl Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo ich redagowania i skracania. Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych ogłoszeń. Rozpowszechnianie redakcyjnych materiałów publicystycznych bez zgody wydawcy jest zabronione. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
4 temat miesiąca ZNAK 05•2015
Zwierzę, którym jesteś Pytanie o status zwierzęcia jest być może jednym z najistotniejszych, które musi sobie zadać współczesna filozofia. Okazuje się bowiem, że różnica między człowiekiem a zwierzęciem (czy szerzej: między tym, co ludzkie i nieludzkie) nie jest trwała, niepodważalna i wieczna. Wprost przeciwnie – „zwierzęcość” destabilizuje dotychczasowe rozumienie podmiotu, prowokuje przesunięcie granic humanizmu, rozbija oczywistość Homo sapiens. Czy wyrzucone niegdyś na marginesy antropologii zwierzę nie wzbogaca międzygatunkowej wspólnoty, a tym samym człowieka? Jak szanować ludzko-nieludzką różnicę i różnorodność? Dlaczego traktowanie nieludzi na równych (z ludzkimi) prawach jest wizją utopijną? Jakim językiem mówić w imieniu tych, których języka człowiek nie potrafi zrozumieć?
5
05•2015 ZNAK
Eksperymentalnym dowodem na posiadanie samoświadomości refleksyjnej jest tzw. test lustra | fot. Cyril Ruoso/ JH Editorial/Minden Pictures/Corbis
6 temat miesiąca
ZNAK 05•2015
Ty jesteś tym Jesteśmy dopiero na progu głębszego poznania zwierząt, nie tylko w sensie intelektualnym, ale też w tym głębszym znaczeniu, które zakłada współistnienie z nimi
Ze Zbigniewem Mikołejką rozmawia Justyna Siemienowicz
Gaja – ładne imię. Ile miała lat, gdy odeszła? Szesnaście. I przez ostatnie miesiące mówiliśmy sobie dzień w dzień, jak bardzo się kochamy. Ona, skubana, rozumiała kilkaset słów, miała wyrazistą ekspresję, cały język, którym wyrażała nie tylko uczucia czy nastroje, ale też inne, bardziej skomplikowane treści. Od początku też nawiązywała kontakt ze wszystkimi, nawet gdy była nowa w okolicy. Dialogowała, zaczepiała dzieci, „wózkowe”, zwierzęta. Wychodziły z tego nieraz śmieszne historie. Jedną z nich opowiedziała mi moja sąsiadka pani Kasia. Robotnicy, którzy zmie-
niali jej kafelki na tarasie, przyszli do niej w pewnym momencie na skargę: „Na sąsiednim balkonie siedzi kot i od dwóch godzin nas kontroluje!”. To właśnie była Gaja. Jak wyglądała? Mała, cała czarna, prawie – bo miała takie cieniutkie białe stringi, ale o tym sza! Miała też czarne wąsiki, ale nie tak wielkie, grube czarne wąsiska jak zmarły półtora roku wcześniej jej brat bliźniak Natan. Jego też wspominam z czułością i bólem serca. To np., że któregoś dnia jeden z tych wspaniałych wąsów zrobił się biały jak śnieg. „Misiu, starzejesz się” – powiedziałem. I tak mi się smutno zrobiło. Bo na tych wąsach zaczęło się „pisać” przemijanie. Oczywiście zgadzam się z Szymborską, że koty to najdoskonalszy twór Pana Boga. Chociaż psy też miewałem i kochałem. Kundel Diasek, z którym – siedząc w lesie, na dawnym żydowskim cmentarzu – paliliśmy razem papierosa… Albo Kajetan, przecudnej urody owczarek nizinny, straszny lubieżnik i dzieciorób… Albo Elfie, buldożek angielski sąsiadów, w całej swojej tłustości bardzo inteligentny i koleżeński, w odróżnieniu od jego przyjaciółki tej samej rasy, która zawsze trzymała się na dystans. Różne zwierzaki, własne i cudze, były więc w moim życiu. Jednak koty zawsze zajmowały w nim szczególne miejsce. Muszę wymienić je po imieniu, niczym paciorki różańca: czarny i czuły Oskar, szalony i pręgowany Dominik, piękny jak marzenie i bardzo rozumny Maurycy, wreszcie kociczka Kostek, też czarna jak Gaja, która zginęła śmiercią tragiczną w przeddzień mojego wyjazdu na zawsze z Lidzbarka Warmińskiego. No i kot Eryk, bezpański, z obciętym ogonem, którego z losowych powodów nie mogłem wziąć do domu, lecz tylko go dokarmiałem… Skąd ta słabość? To ta słynna kocia niezależność. Ona czyni z kota partnera. Trzeba sobie z nim różne rzeczy wynegocjować, ułożyć się. Oczywiście są też takie rodzaje zwierząt, których nie cierpię. Padlinożercy, zwłaszcza ptaki padlinożerne, wywołują we mnie straszny odruch, nienawiść właściwie – bo to ikony śmierci i rozkładu, jeśli myśleć symbolicznie. Nie wiem natomiast, jaki mam w zasadzie stosunek do gadów. Ja chyba wiem – szczególny. W otwierającym Pana książkę o wisielcu rozdziale refleksję nad „kulturą wysoką” przecina taki oto akapit: „W horrendalnym
7 przemyśle mody dzisiejszego świata los ten [Marsjasza], absolutnie poza mitem i rytuałem, i poza horyzontem zachodnich dekalogów, przechodzą tysiącami także pytony indonezyjskie, obdzierane żywcem na Jawie i Sumatrze, by nie wspomnieć o innych wielkich jatkach naszej industrialnej i postindustrialnej doby. Po schwytaniu przewozi się je do specjalnej rzeźni – połowa jeszcze żyje – gdzie się je wiesza, a następnie powietrzem z kompresora wetkniętego w odbyt i wodą z węża ogrodniczego wetkniętego w paszczękę (…) rozciąga ciało, aż staje się rozdęte niczym balon, aby potem żyletką dokonać oskórowania. Żeby nie uszkodzić skóry i unieruchomić (obezwładnić) zwierzęta, do wieszania używa się nierzadko drutu wprowadzonego przez nozdrza do mózgu. Jednak ich mózg jest bardzo niewielki i trudno go de facto uśmiercić, a nawet – w wypadku dekapitacji – głowa gada będzie żyła jeszcze przez godzinę lub dwie, całkowicie przytomna, całkowicie wrażliwa na ból, strach i wszystko inne”. Tak. Wąż jako przeklęty, wyrzucony na margines stworzeń, współwinny ludzkiego upadku jest mi jakoś bliski. Pewien mój kolega miał zresztą węża. Obaj zginęli jednocześnie. I ten kolega, i wąż – i jeszcze kot razem z nimi. Zaczadzili się. Śmierć więc dla wszystkich jednaka – przynajmniej niekiedy. Ten wąż był całkiem sympatyczny. Nie mogłem jednak znieść, że trzeba było go karmić żywymi stworzeniami. Nie lubi Pan okrutnych zwierząt. Tak, podobnie jak okrutnych ludzi. Popadam wówczas w jakiś stan pośredni pomiędzy nienawiścią i pogardą. Bliski mi duchowo Marian Zdziechowski napisał kiedyś broszurę o okrucieństwie, w której pełno jest obrazów rozszarpujących się zwierząt. To bardzo ekspresyjne, drastyczne opisy, które w jaskrawy sposób pokazują, że problem zła nie kończy się na naszym ludzkim świecie. Okrucieństwo zwierzęce przekracza też bowiem – wbrew temu, co potocznie myślimy – konieczność. Nie wynika więc ono tylko z tego, że zwierzę musi zabijać, bo jest głodne czy też dlatego, że samce muszą walczyć o teren i o samice. Nie, zwierzę też potrafi być kreatywne i bezpardonowe w swym okrucieństwie. Kot zanim zabije mysz, lubi się nią bawić. Podobno dlatego, że w organizmie myszy pod wpływem ogromnego stresu wydziela się glukoza, która
sprawia, że jej mięso jest słodsze, a przez to smaczniejsze dla oprawcy. Można dyskutować, czy to już okrucieństwo na miarę człowieka, czy wyższy przejaw naturalnej konieczności. To chyba bez znaczenia. Ostatecznie nawet najbardziej wyrafinowane okrucieństwo człowieka także można uznać za wyższy przejaw konieczności, wysubtelniony instynkt. Niemniej jednak to nas różni od innych zwierząt, że mamy pewne unikalne narzędzia intelektualne czy duchowe, żeby sobie zakazać nadmiernego okrucieństwa. Bo zupełnie go nie unikniemy, z tej choćby racji, że jesteśmy jako mięsożercy skażeni, jak mówi Nowosielski, grzechem nie do usunięcia, a więc w tym sensie grzechem pierworodnym. Nie myślimy o tym na co dzień, ale ta nasza przypadłość stygmatyzuje nas bardzo mocno. Staramy się na różne sposoby uciec od poczucia winy. Jeśli już jesteśmy w raju, to wystarczy przypomnieć, że tym, który pierwszy podnosi rękę na zwierzęta, jest Bóg. Samej sceny zabicia w Biblii nie ma, ale przed wypędzeniem z raju pierwsi rodzice zostają przyodziani przez swego Stwórcę w ubrania ze skór. To prawda. Rola Boga w tym całym procederze jest tajemnicza. Czyżby pierwszy pokazał ludziom, jak się zabija? Ostatecznie jednak to wszystko konsekwencja ich pierwotnego nieposłuszeństwa, więc co najwyżej możemy mówić tu o współudziale, nie o całkowitym uniewinnieniu. Bóg przypieczętowuje nowy ziemski ład, ten już po upadku, ale początek dał mu człowiek w chwili zerwania jabłka z drzewa życia. Skusił nas owoc, a skończyliśmy jako żądni krwi systematyczni zabójcy. A raczej skusiło nas zwierzę i pierwsze padło ofiarą tego skuszenia. Czy Pana inicjacja w zło łączyła się, tak jak w przypadku pierwszych ludzi, ze zwierzętami? Jako kilkunastoletni chłopak mieszkałem na strychu. Przychodziła tam do mnie mysz. Karmiłem ją okruszkami, a ona tym chętniej przybiegała. Kiedyś siedziałem i, ot tak, tupałem nogą. Nie zauważyłem, kiedy przyszła. Dostała się pod stopę, zabiłem ją. Zabiłem zwierzę, które nie czuło lęku przede mną. I to je zgubiło. Do tej pory mam wielki wyrzut sumienia, gdy o niej myślę. Byłem też oczywiście świadkiem okrucieństwa innych ludzi wobec zwierząt. Miałem kuzyna, który jako sześciolatek w okrutny sposób zamordował kota. W moim prowincjonalnym dzieciństwie na porządku dziennym było topienie rodzących się kociąt albo
05•2015 ZNAK