SIMONE PIERANNI
2100 JAK AZJA TWORZY NASZA PRZYSZŁOSC
PRZEKŁAD ANNA OSMÓLSKA-METRAK
WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2026
Tytuł oryginału 2100. Come sarà l’Asia, come saremo noi © 2024 Mondadori Libri S.p.A., Milano Projekt okładki Joëlle Noharet Adaptacja okładki Adam Gutkowski | goodkowskydesign.com Redaktorka nabywająca Pola Biblis Redaktorki prowadzące Kinga Janas Hanna Mickiewicz. Promocja Ewelina Juszyńska Opieka redakcyjna Katarzyna Mach Adiustacja Aleksandra Kiełczykowska Korekta Barbara Gąsiorowska Bogusława Wójcikowska Łamanie CreoLibro Copyright © for the translation by Anna Osmólska-Mętrak Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026 ISBN 978-83-8427-024-0
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, 2026. Printed in EU
Wstęp
Pod koniec XIX wieku Chiny rządzone są przez wymierającą dynastię Qing, a terytorium cesarstwa zajmowane jest stopniowo przez potęgi zachodnie, do których wkrótce dołączy Japonia. W Indiach mamy Raj, czyli dominium kolonialne podległe Koronie Brytyjskiej. W Indochinach są Francuzi, w Singapurze Brytyjczycy, na dzisiejszych terytoriach Malezji i Indonezji – Holendrzy. Wszystko wygląda na ustalone, zorganizowane, postanowione. Panowanie kolonialne wydaje się czymś, co jest w stanie trwać wiecznie. Na przełomie wieków potwierdza ten pogląd jedno wydarzenie: w obliczu powstania bokserów w Chinach, buntu silnie antyzachodniego, główne mocarstwa europejskie, wraz w Japonią i Rosją, sprzymierzają się, by pokonać militarnie chińską rebelię. Wiecznotrwałość, która zdaje się przeznaczeniem europejskiego kolonializmu, nie ma wyłącznie 5
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
formy militarnej, wspierana jest bowiem również przez ruch kulturowy. Potęgi zachodnie, w celu usankcjonowania swojej wyższości, zaczynają tworzyć pewną charakterystykę, która na długo zdeterminuje nasze wyobrażenie o Azji jako miejscu zacofanym, zamieszkanym przez ludzi niezbyt godnych zaufania, rządzonym zazwyczaj przez despotów nieprzywykłych do demokracji i praw człowieka. Jakby tego było mało, nad dużą częścią terytorium azjatyckiego, bliższego Europie i określanego od tamtej pory mianem „Bliskiego Wschodu”, ciąży islam, opisywany prawie zawsze jako religia straszna, okrutna i nieludzka (zresztą już Dante umieścił Mahometa pośród najgorszych w piekle, praktycznie tuż obok Szatana). W taki oto sposób powstają wówczas „Zachód” i „Wschód”, pojęcia całkowicie abstrakcyjne, które jednak w epoce kolonialnej służą określeniu przeciwstawienia „my” i „oni”: Europejczycy ugruntowują swoją rzekomą tożsamość, zbudowaną na nauce, rzetelności, uniwersalnych wartościach, opisując Azjatów jako podstępnych, brutalnych, niezdyscyplinowanych i zacofanych. Są to cechy, które badacz Edward Said pomieścił w terminie „orientalizm”, pojęciu, które – zakładając obiektywną wyższość kulturową Zachodu – zaczęło przenikać opowieści z Azji, a także uformowało nasze wyobrażenie o tym kontynencie na długie lata, a tak naprawdę po dziś dzień. Jednocześnie, podczas gdy kształtuje się myśl „orientalistyczna”, Azjaci zaczynają się zastanawiać nad samą 6
Wstęp
ideą Azji, a przede wszystkim zaczynają się nawzajem poznawać, odkrywać różnorodność etniczną, językową i religijną własnego terytorium. Do tej „znajomości” przyczyniają się osoby podróżujące po tych regionach: intelektualiści, uczeni, aktywiści, rewolucjoniści, anarchiści wypędzeni przez rządy kolonialne i poszukujący sobie podobnych. Odnajdują się w wielu miejscach, które z czasem stały się przyczółkami oporu: w Guangzhou (Kanton), Kalkucie, Szanghaju, Singapurze, Batavii (dzisiejsza Dżakarta). Na początku XX wieku zaczyna się rozpowszechniać wizja Azji jako terytorium zamieszkanego przez ludy etnicznie i religijnie odmienne, ale mające jeden wspólny element, cierpiące na tę „samą chorobę”, jak określa to zjawisko wielu ówczesnych intelektualistów: opór przed kolonizacją. Takie wyobrażenie Azji próbują sprecyzować indyjski poeta i pisarz Rabindranath Tagore (przyszły laureat Nagrody Nobla – z 1913 roku), indonezyjski rewolucjonista Tan Malaka, pierwsza chińska feministka Qiu Jin, intelektualiści wietnamscy, filozofowie i archeolodzy japońscy: zarysowuje się pierwsza wizja terytorium, które po wyzwoleniu się spod kolonializmu mogłoby zapewnić lepszą przyszłość wszystkim, całej ludzkości. W rzeczywistości chodzi tylko o moment w historii: kolonializm upada w istocie pod naciskiem wielu czynników, między innymi lokalnych rebelii; w innych przypadkach kończy się próbą pozostawienia po sobie śladu pod postacią granic wyznaczonych bez specjalnego namysłu, czego 7
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
konsekwencje są wciąż zauważalne. Wyłania się z tego Azja taka, jaką dziś znamy: już nie rozległy obszar szukający domniemanej i niemożliwej jedności, co wynika ze zróżnicowania i odmienności między społecznościami i miejscami, religiami i filozofiami, lecz ogromne terytorium złożone z wielu państw narodowych. Z okresu po drugiej wojnie światowej Azja dotarła do naszych czasów po cichu, aż w końcu została dostrzeżona: wiek XXI wielokrotnie opisywany był jako „wiek azjatycki”, co jest określeniem zrodzonym z kilku ustaleń. Gdy na Zachodzie szalała zimna wojna, w Azji rozpoczął się wzrost gospodarczy. Przeniesienie dużej części produkcji wytwórczej do krajów azjatyckich, przede wszystkim do Chin, wzbogaciło te regiony, w wyniku czego kontynent zyskał nowe życie i ambicje. Potem, kiedy u nas w 2008 roku nastąpił kryzys finansowy, a wraz z nim przyszła niepewność jutra i poczucie tymczasowości, „miliardy młodych Azjatów poznały stabilność geopolityczną, dobrobyt gospodarczy i rosnącą dumę narodową”, jak napisał indyjski politolog (naturalizowany w Stanach Zjednoczonych) Parag Khanna. Ich doświadczeniem nie jest kryzys świata zachodniego, ale azjatycki wzrost. Jego symbol stanowią Chiny, jednak za Pekinem kryje się tętniący życiem wszechświat, który proponuje rozwiązanie wielu dylematów i patrzy w przyszłość. Wyjaśnijmy sobie od razu jedno: nie jest powiedziane, że przyszłość azjatycka ma być również naszą 8
Wstęp
przyszłością, wręcz przeciwnie. W Azji rozwinęły się systemy autorytarne lub demokracje, które w naszej szerokości geograficznej określilibyśmy jako nieliberalne: pewne regulacje prawne postępują naprzód, inne się cofają, rozwijane są nowe koncepcje miast, ale też nadzoru, kontroli i manipulacji informacyjnej. Pozostaje wszelako jedna kwestia: warto obserwować, w jaki sposób w dzisiejszej Azji dyskutuje się na tematy, o których debatuje się również u nas, wprowadzone tam rozwiązania wpłyną bowiem ostatecznie na cały świat z uwagi na ekonomiczne i geopolityczne znaczenie wielu krajów z tamtego kontynentu. Co będziemy w przyszłości jeść? Jak zapewnić stabilność i jakość życia w naszych miastach? W jaki sposób ewoluują prawa, wizje dotyczące rodziny, koegzystencji albo w jaki sposób owe prawa słabną, chwieją się lub są odrzucane? Jak podchodzi się w Azji do tematów takich jak praca, informacja, inwigilacja, sztuczna inteligencja? W tle tego wszystkiego pozostaje zagadnienie zmian klimatycznych, o którym mówi cała planeta, a które w Azji jest priorytetem. Analiza tego, co myślą i w jaki sposób działają Azjaci, pozwala nam też pokonać pewne ograniczenia w podejściu historycznym, „orientalistycznym”, i spojrzeć podejrzliwie na wizję świata, która po raz kolejny wydaje się stawiać w opozycji do siebie Zachód i Wschód. Celem tej książki nie jest projekcja naszych lęków ani pragnień na część świata tak odległą geograficznie 9
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
i kulturowo, tylko wsłuchanie się w to, o czym Azjaci nam opowiadają, oddanie im głosu, żeby sami wytłumaczyli nam swoją wizję przyszłości. Taka perspektywa pozwala wyodrębnić dwa istotne elementy kładące kres owemu „zderzeniu cywilizacji”, o którym ostatnio znów zaczęło się mówić. Pierwszy z nich pozwala nam odróżnić rządy od ludzi. Zazwyczaj kiedy mówimy o Chinach, Indiach, Japonii, odnosimy się do Komunistycznej Partii Chin, do Narendry Modiego, do władz Japonii. W tej książce nie będziemy się zajmować wyłącznie rządami, kierownictwem politycznym: spróbujemy przyjrzeć się zakamarkom codzienności, pomysłom, środkom zaradczym i odpowiedziom społeczeństw na przemiany, jakie przeżywają. Protagonistami tych rozważań będą właśnie ludzie. Druga uwaga jest następująca: miejsce opisywane często jako tajemnicze, egzotyczne, niezrozumiałe, niemal jakby było inną planetą, okaże się nadzwyczaj podobne do naszego świata. Dzisiejsi młodzi Azjaci są bowiem o wiele bliżsi młodym Europejczykom niż ich rodzice, dlatego że przeżywają takie same transformacje, takie same niepokoje, mają jednakowe marzenia. Obserwowanie Azji od środka pozwala nam zatem znaleźć wiele punktów wspólnych, mniej lub bardziej oczywistych, które powinny zachęcić nas do dyskusji, do zrozumienia, nie zaś do konfrontacji. Nie jest powiedziane, że wszystkie pomysły i propozycje przychodzące ze Wschodu będą w naszych oczach interesujące, niektóre 10
Wstęp
z nich uznalibyśmy wręcz za groźne, inne za zaskakujące, jeszcze inne mogłyby nas zaciekawić i nakłonić do wyobrażenia sobie rozwiązań niebranych do tej pory pod uwagę. Intencją tej książki jest przyjrzenie się kontynentowi, z którego możemy czerpać przykłady, inspiracje, przeczucia. Albo którego błędów możemy uniknąć.
I
Pożywienie przyszłości
OD OPIUM PO MEDUZY
W Singapurze jest kilka ulic, które wydają się pomyłką: nie mają nic wspólnego z biznesowym duchem miasta. W pewnym punkcie, po kilometrach linii prostych tworzących płaskie finansowe downtown, jedna z ulic zaczyna mieć tego dość i zmienia się w nietypowe podejście, wrzucając nas do wnętrza innego świata umieszczonego w środku Singapuru. Ann Siang Hill bierze nazwę od Chia Ann Sianga, biznesmena, który postanowił nadać temu asfaltowemu wzgórzu swoje imię. Przychodzili tu kiedyś Chińczycy, żeby wysyłać pieniądze krewnym w Chinach, mieściły się tu bowiem agencje dokonujące przelewów. Przychodzili też pisarze i wykształceni ludzie pomagający Chińczykom napisać kilka słów, które w zaklejonych kopertach miały towarzyszyć wysyłanej gotówce. Dzisiaj 13
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
na Ann Siang Hill pełno jest małych lokali, kawiarni, restauracji. Są to miejsca, które nazwalibyśmy może pretensjonalnymi, gdybyśmy nie byli w Singapurze, gdzie wszystko mogłoby się nam wydawać pretensjonalne. Wystarczy odejść kilka kroków od Ann Siang Hill, by znaleźć się w kolejnym magicznym miejscu, na Amoy Street, ulicy, gdzie wyczuwa się atmosferę brytyjskiego kolonializmu, słychać echa położonego tuż obok Chinatown i gdzie panuje niemal meksykańska powolność. Amoy Street była ulicą opium, zanim jeszcze Singapur stał się światowym centrum finansowym. Mieści się tu bar o nazwie Fura, będący miejscem kłopotliwym, bo podważa nasze wyobrażenia o jedzeniu, środowisku, naszej roli w świecie. Lokal prowadzą dwie dziewczyny, Dunka i Singapurka, a polecono mi go, bo – jak mi powiedziano – podaje się tu pożywienie przyszłości. Fura to po szwedzku „sosna”: wnętrze lokalu, nazywanego gastrobarem, jest minimalistyczne, znajduje się tu zaledwie jedno okno, które wpuszcza nikłe światło do otwartej kuchni. To tutaj pracuje para, którą singapurskie media nazywają power couple, Christina Rasmussen i Sasha Wijidessa. Nie są początkujące w swoim zawodzie. Zbierały doświadczenia w znanych restauracjach, jak na przykład odznaczona gwiazdkami Michelin Noma, brały udział w rozmaitych eksperymentach kulinarnych, aż w końcu po spotkaniu w Kopenhadze postanowiły dzielić życie i projekty zawodowe w Singapurze. 14
Pożywienie przyszłości
Menu jest dziwne, jak każde menu, które nie przewiduje klasycznych składników. W martini znajdziemy nie oliwkę, lecz meduzę, kawior jest z czosnku, a ponieważ pomidory w Singapurze nie należą do najlepszych, poddaje się je długiej fermentacji w glutaminianie sodu, potem zaś dodaje do koktajlu, który natychmiast przyciąga uwagę swoją nazwą: Make Local Tomatoes Great Again. Ta zaskakująca nuta sarkazmu połączona z listą koktajli i potraw, które „The New York Times” określił jako „surrealistyczne”, zdaje się kłócić z powagą, z jaką power couple prowadzi swój lokal. Christina Rasmussen siada przy kuchennym stole, żeby wytłumaczyć mi, gdzie się znalazłem. I oto ona i ten chłodny, minimalistyczny lokal mówią mi coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć, bo słowa i wrażenia umykają niczym meduza lub oddalają się, jakby mogła to zrobić przypalona szarańcza położona na talerzyku, który wygląda jak normalny talerzyk, ale w rzeczywistości wykonany jest z odzyskanych skorup ostryg, podobnie jak klosze zrobione są z resztek czerwonej kapusty. Dzieje się tak, bo Christina mówi stłumionym głosem, który mogłaby chyba zagłuszyć nawet cicha muzyka ambient. Ten lokal odpycha mnie, niepokoi; niepokoi mnie też uśmiech Christiny, kiedy komentuje: „Znakomity wybór”, gdy wskazałem w menu na koktajl Caviar Papi, bo zdaje się, jakby mówiła mi coś, co nie do końca chcemy usłyszeć. 15
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
Rzecz w tym, że nie wszystko jest takie proste, jak się zdaje: to, o czym mówi Fura, jest bardzo na czasie tu, w Singapurze, i jest to właściwe, bez cienia wątpliwości. Właścicielkom lokalu bardzo leży na sercu pojęcie „przetrwanie we współpracy”, to znaczy współzależnej relacji, jaką utrzymujemy z naturą i innymi gatunkami, aby wszyscy mogli się rozwijać. Założycielki Fury głoszą, że w ekosystemie wszystkie gatunki obdarzają się wzajemnym zaufaniem, aby żyć. Ale my, ludzie, robiliśmy do tej pory coś przeciwnego. Nadeszła chwila na odnalezienie równowagi z przyrodą. Powinniśmy zatem spożywać na przykład składniki pochodzące od gatunków zwierzęcych, których jest obfitość albo nadmiar. Stąd meduzy, szarańcza, insekty. Weźmy szarańczę: w Furze fermentuje się ją i układa warstwowo ze słodką dynią i burakami w occie. Albo mączniki młynarki: w Furze trafiają na patelnię, a następnie nasącza się je destylatem z chili i miesza z likierem z pomarańczy i limonki, aby stworzyć margaritę zdecydowanie sui generis. Innymi słowy, zmiany klimatyczne doprowadziły do konieczności zmodyfikowania naszego systemu żywienia białkowego i umożliwiły używanie składników, których dziś nie brakuje, a które my, ludzie, możemy, by tak rzec, zrównoważyć. Tyle że jeśli meduza jest już w Furze szeroko stosowana, to na insekty trzeba jeszcze poczekać. Rząd Singapuru nie wydał zezwolenia, którego spodziewano się z początkiem 2024 roku, więc po czymś 16
Pożywienie przyszłości
w rodzaju tajnej degustacji drink w menu opatrzono uwagą: Coming soon. W oczekiwaniu na insekty cała reszta – w tym dyskusja na temat zrównoważonego rozwoju czy konieczności skrócenia łańcucha dostaw – wydaje się bardzo prosta, nawet oczywista. Dochodzą do tego jednak ceny koktajli, dosyć wysokie (Caviar Papi kosztuje trzydzieści osiem miejscowych dolarów, czyli dwadzieścia cztery euro), ale jesteśmy w końcu w Singapurze, gdzie wszystko jest drogie, również dlatego, że nie wszystkie składniki mogą pochodzić z hydroponicznych upraw w ciasno zabudowanym Singapurze, a „hodowlane mleko” w rzeczywistości produkowane jest w Izraelu. Kiedy wychodzi się z Fury i wraca na Amoy Street, można odnieść wrażenie, że przecięło się jakąś granicę czasu i przestrzeni, że powróciło się z przyszłości, której zarysy nie do końca się zrozumiało i która pozostawia za sobą coś trudnego do uchwycenia. Idąc Amoy Street i skręcając w stronę Chinatown, ziemski, teraźniejszy, namacalny Singapur – którego możesz dotknąć, opierając się o popielnice ustawione na skrzyżowaniach w pobliżu sygnalizacji świetlnych, składający się z food courts, olbrzymich hal, celebrujących wrzący olej, zarżnięte prosiaki i gazowane napoje – rozpala populistyczne uczucia, w których mieszają się tradycje, korzenie, genetyka i dawne smaki. Pożywienie przyszłości z trudem wydostaje się z Fury, nawet w prawomyślnym Singapurze, który w kwestii pieniędzy nikogo się nie obawia, mieście 17
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
rekordów, podziemnych bogactw budujących kolejne bogactwa. Trzeba więc dokonać wysiłku. Trzeba wrócić do finansowego city, do prostopadłego labiryntu drapaczy chmur, gdzie mamy do czynienia ze światem, w którym Singapur funkcjonował przez wieki. Każdy krok przez ulice miasta jest krokiem w przeznaczenie wpisane w geografię. Miejsce zaniedbane, dziwaczne, zubożałe, które uzyskało niepodległość niemal w prezencie od Federacji Malajskiej w 1965 roku, bierze odwet za swoją niedawną historię w downtown wypełnionym siedzibami najważniejszych banków i funduszy inwestycyjnych. Centrum finansowe, łącznik między światami, gościnny pojemnik dla chińskich kapitałów wyrywających się ze szponów partii komunistycznej, emigrantów cieszących się możliwością wysokich zarobków, mieszkania w luksusowych domach z basenem na ostatnim piętrze i usługą wywozu śmieci, która była wysoko rozwinięta już trzydzieści lat temu. Powiedzieć o Singapurze smart city – to nie powiedzieć nic, czego potwierdzeniem są uniesione w górę spojrzenia przesuwające się po wertykalnych lasach. Podobny widok w Mediolanie czyni z niego ledwie przedmieście Little India. W tym gąszczu wieżowców mieszających się z obecną tu kiedyś dżunglą, którą można gdzieniegdzie dostrzec, znów wzywa przyszłość. Bo nawet jeśli w Furze nie ma jeszcze insektów, Singapur jest miastem o nieskończonym pragnieniu górowania i przodowania. Postanowiło 18
Pożywienie przyszłości
być pierwszym na świecie miejscem, gdzie można jeść mięso hodowane, mięso pochodzenia zwierzęcego pod każdym względem, które nie przewiduje jednak ani śmierci zwierzęcia, ani – teoretycznie – emisji towarzyszących intensywnym hodowlom. Zdecydowała o tym elita, z której Singapur jest dumny, ta, która dyscyplinuje, rządzi, obdarza i karze. Ustaliła to nie z jakichś egzotycznych powodów, chęci zdobywania albo niszczenia cywilizacji bardzo dumnych z lokalnych kiełbas: zdecydowała o tym z konieczności, z pełną świadomością, że nie można żyć dalej tak jak do tej pory, nie jest to możliwe ani dla Singapuru, ani dla świata.
NAZWAĆ MIĘSO
Inny przedsmak jedzenia, jakie będziemy spożywali w przyszłości, możemy dostrzec w drapaczu chmur o nazwie Raffles Quay. Próba dostania się tam wiąże się z kilkakrotnym pomyleniem głównego wejścia, szybowaniem na dwudzieste piętro i znalezieniem przezroczystych drzwi z napisem: „Good Startup istnieje dla wyeliminowania zwierząt z systemu żywienia”. Za tymi drzwiami czekają na mnie Jayesh Parekh i Neha Poddar. Za nimi jest biurko i ekran; biuro przypomina jedno z tysięcy, jakie widziałem w Azji: trochę szare, bez wyrazu, jak niebo oglądane przez nie do końca czyste szyby. Jednak próba patrzenia na rzeczywistość jest bezcelowa: te biurka, 19
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
te komputery i te dwie osoby, które zapraszają mnie do środka i pytają, czy chcę kawę, a ja odpowiadam: „Ciepłą wodę”, mają oparcie w rynku, który według szacunków McKinseya do 2030 roku osiągnie wartość około dwudziestu pięciu miliardów dolarów, jeśli ograniczymy się wyłącznie do czystego mięsa. Dla porównania: to niewiele w stosunku do trzystu miliardów przewidzianych dla gier wideo albo stu dziewiętnastu miliardów dla rynku samochodów elektrycznych; jednocześnie jest to liczba identyczna z obrotami nielegalnych zakładów bukmacherskich we Włoszech. Mówimy wciąż jednak o sektorze, który jeszcze nie istnieje, ma więcej inwestorów niż klientów, ale który opisywany jest, szczególnie przez osoby angażujące w niego swój czas i pieniądze, jako nasze nieuchronne przeznaczenie. Problemem nie jest transport, jest nim globalne ociep lenie: to mantra, którą nie tylko w Singapurze słyszy się za każdym razem, gdy pojawia się temat mięsa hodowanego oraz poszukiwania alternatywnych źródeł białka. Praca Jayesha Parekha i Nehy Poddar jest tym właśnie: znajdowaniem przedsiębiorstw, które wydają się najbardziej innowacyjne i obiecujące, finansowaniem ich, gromadzeniem funduszy. Jayesh i Neha zarządzają zainwestowanym majątkiem w wysokości pół miliona dolarów i są przekonani, że podążają właściwą drogą. Doświadczenia im zresztą nie brakuje: Jayesh wymienia liczby i raz na jakiś czas uśmiecha się z przebiegłą miną osoby, która niejedno widziała i której nieobce 20
Pożywienie przyszłości
są powątpiewające spojrzenia w obliczu jej planów. Zanim przyszedł do Good Startup, miał same owocne doświadczenia, na przykład w Sony w Dolinie Krzemowej. Studiował w Stanach Zjednoczonych, jest inżynierem, nieustannie odmawia różaniec terminów technicznych, przerywany bardziej filozoficznymi refleksjami albo zachętami do przeczytania ostatniej książki Elona Muska, na którego temat nasze opinie wyraźnie się rozmijają. Ale to właśnie ta para menedżerów z Good Startup wyjaśnia mi, że będziemy się mogli żywić mięsem bez konieczności zabijania zwierząt i prowadzenia intensywnych hodowli, a także bez ich skutków w zakresie emisji i szkód dla ekosystemu. Założycieli Good Startup charakteryzuje pewność ludzi, którzy już wielokrotnie spoglądali w przyszłość i załapali, o co chodzi, jakby mówili: „Tak właśnie będzie”. Jest też jednak trzeźwe spojrzenie na ograniczenia, jakie napotyka dziś owa przyszłość. I kiedy wpadające przez okno światło Singapuru przygasa, a nadchodzący zmrok zapowiadają pierwsze błyski zaznaczające na niebie szczyty drapaczy chmur, rozbrzmiewa mi w głowie jedno słowo: „koszt”. Dzisiaj kilogram hodowanego mięsa wciąż kosztuje zbyt dużo, nawet czterdzieści euro: jest drogie, biorąc pod uwagę, że za kilogram „normalnego” kurczaka zapłaci się w supermarkecie nie więcej niż dziesięć euro. Ale według konsultantów Good Startup to kwestia czasu: „Poczekaj pięć lat i zobaczysz je w supermarketach, będzie dostępne dla wszystkich” – mówią mi. W tym duchu pojawił się 21
2100. JAK AZJA TWORZY NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ
niebagatelny sygnał z Chin, które nie mogły oczywiście pozostać nieczułe na nowy rynek, w dodatku tak innowacyjny. W sierpniu 2023 roku chińska spółka rolnictwa komórkowego CellX wydała przyjęcie, podczas którego serwowała hodowane mięso jagnięce (szaszłyki i mielone). Cena każdego dania miała wynosić według CellX poniżej czternastu euro. Chiny zawsze poruszają się ekonomicznie w skali wydajności, a ich wejście do tego sektora postrzegane jest jako potencjalny game changer, prawdziwy punkt zwrotny dla całego światowego rynku. Tymczasem, w oczekiwaniu, aż Chińczycy przekonają swoją klasę średnią, że czysta jagnięcina ma taką samą wartość jak chuar, jagnięce szaszłyki, które zajada się na singapurskich ulicach, poszukiwanie nowych protein pobudzane jest trzema podstawowymi czynnikami: po pierwsze, to potrzeba, bo Singapur importuje dziewięćdziesiąt procent swojej żywności. Po drugie, to inwestycja. Po trzecie – konieczność, biorąc pod uwagę, że jesteśmy w regionie świata, w którym zmiany klimatyczne nie są czymś, co spowoduje katastrofy dopiero w przyszłości. Już dziś wywołują fatalne efekty, jak na przykład znikanie terytoriów, ludzi, zwierząt, bioróżnorodności. Obowiązek pilnego działania w sferze klimatu jest oczywisty, jaskrawy, nikt nie podaje go w wątpliwość, bo jest niezaprzeczalny, widoczny gołym okiem. Nie można się też zatrzymać na uczuciach, jakich doświadczyłem po wyjściu z Fury: obronie tradycji, strachu przed zagubieniem w zmieniającym się świecie, który na 22
Spis treści
Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
5
VII. Pożywienie przyszłości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 Od opium po meduzy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13 Nazwać mięso . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 II. Miasta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Wymyślona stolica . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Inteligencja Kuala Lumpur . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Akköl, wizja kazachska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
35 35 43 50
III. Prawa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 „Nie” kobiet koreańskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 Kraj ludzi starych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 67 IIV. Różnorodność . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . „Towarzysze” i komórki jajowe w Chinach . . . . . . . . . . . Filipiny i Watykan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Awangarda na Tajwanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
253
77 77 88 93
SPIS TREŚCI
IIV. Dynastie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 99 Trzy dynastie dla archipelagu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 99 Były Czerwony Khmer, który uczynił się królem . . . . . . 109 Wszędzie krewni: Japonia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 118 VI. Rodzinne interesy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 Opony, polityka, dziedzictwo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 Tajlandzki miliarder, który kupił sobie Manchester City . . 129 Boss z Singapuru . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 133 VII. Informacja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 143 Pierwsze prawo przeciw fake newsom . . . . . . . . . . . . . . 143 Hindusi kontra media . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149 Chińska pewność . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159 VIII. Nadzór . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 169 „Małe Chiny” też lubią nadzorować . . . . . . . . . . . . . . . . 169 Modi, nadzorca cybernetyczny (z pomocą Japonii) . . . . 176 Kim Dzong Un chce wiedzieć wszystko . . . . . . . . . . . . . 181 Junta dokonująca puczu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 187 IX. Pracować (mniej) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 193 Wstrętne ubrania do biura . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 193 Kapitał permisywny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 199 Koniec z tradycjami . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 205 Styl japoński i luka demograficzna . . . . . . . . . . . . . . . . . 209 IIX. Technologie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 213 Zmarli, więźniowie i awatary: wybory w dobie AI . . . . 213 Chip w mózgu i wojna kognitywna . . . . . . . . . . . . . . . . . 217 AI i medycyna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 228 Źródła. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 235 Bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 247 Podziękowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 251