Skip to main content

Mnich, który sprzedał swoje ferrari

Page 1

Robin S. Sharma Przekład

Eleonora Karpuk

GALAKTYKA


Tytuł oryginału: The Monk who sold his ferrari Copyright © 2000 by Robin S. Sharma. All rights reserved. Po raz pierwszy książkę opublikował: HarperCollins Publisher Ltd., Toronto, Kanada w 1997 r. ISBN wydania oryginalnego: 0-00-638512-5 Copyright © for the Polish edition: Galaktyka Sp. z o.o., Łódź 2008 90-562 Łódź, ul. Łąkowa 3/5 tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17 e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl www.galaktyka.com.pl Wydanie II, zmienione, dodruk 2011 ISBN: 978-83-7579-050-4 Przekład z języka angielskiego: Eleonora Karpuk Projekt okładki: Anna Ślusarska Redakcja techniczna: Małgorzata Kryszkowska Redaktor prowadzący: Marek Janiak Redakcja: Małgorzata Gołąb Korekta: Magdalena Kry cińska DTP: Izabela Knorowska Druk i oprawa: Imprima Spółka Jawna

Księgarnia internetowa!!! Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych Zapraszamy www.galaktyka.com.pl kontakt e-mail: info@galaktyka.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani czę ciowo, ani w cało ci. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek rodków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.


Spis treści 1 Dzwonek alarmowy ....................................................9 2 Tajemniczy gość.......................................................... 17 3 Cudowna przemiana Juliana Mantle....................... 21 4 Spotkanie z Mędrcami Sivany ...............................33 5 Uczeń mędrców .......................................................... 37 6 Mądrość przemiany osobistej....................................43 7 Niezwykły ogród ........................................................53 8 Rozpal swój wewnętrzny ogień ...................................83 9 Prastara sztuka kierowania sobą ........................... 105 10 Potęga dyscypliny ...................................................155 11 To, co najcenniejsze ................................................ 171 12 Ostateczny cel życia ............................................... 185 13 Odwieczny sekret szczęścia ..................................... 193


ROzDZIAŁ 1

Dzwonek alarmowy Upad³ na rodku zat³oczonej sali s¹dowej. By³ jednym z najbardziej wziêtych adwokatów. Słynął w równym stopniu z w³oskich garniturów po trzy tysi¹ce dolarów sztuka, w które wciska³ swoje t³uste cielsko, jak i szeregu zwyciêstw w g³o nych procesach. A ja sta³em tam kompletnie sparaliżowany widokiem, jaki roztaczał się przed moimi oczami. Wielki Julian Mantle osunął się na ziemię i w mgnieniu oka przeistoczył w ofiarę, złożoną cierpieniem, wstrząsaną konwulsjami i zlaną zimnym potem. Od tej chwili mia³em wra¿enie, ¿e wszystko porusza siê w zwolnionym tempie. Bo¿e, Julian zas³ab³! piszcza³a jego pomocnica, teatralnym gestem pokazuj¹c to, co i tak wszyscy dok³adnie widzieli. Przera¿ona pani sêdzia szybko wymamrota³a co do telefonu zainstalowanego specjalnie na wypadek takich w³a nie nieprzewidzianych okoliczno ci. A ja nadal sta³em jak wryty, oszo³omiony i zdezorientowany, błagając w my lach: „Proszê, nie umieraj. Jeszcze nie pora, ¿eby ciê spisaæ na straty. Nie zas³ugujesz na tak¹ mieræ!”. Woźny sądowy, który przed chwil¹ tkwi³ w miejscu nieruchomy jak mumia, jednym susem wkroczy³ do akcji i podj¹³ reanimacjê


10

mnich, który sprzedał swoje ferrari

bohatera, powalonego na polu prawniczej walki. Asystentka pochyla³a siê z drugiej strony, bezwiednie muskaj¹c nienaturalnie zaczerwienion¹ twarz Juliana d³ugimi blond lokami i pocieszaj¹c go czu³ymi s³owami, których oczywi cie nie móg³ s³yszeæ. Zna³em Juliana od siedemnastu lat. Spotkali my siê po raz pierwszy, kiedy by³em m³odym studentem prawa, zatrudnionym na czas wakacji przez jednego z jego wspólników. Ju¿ wtedy mia³ wszystko. By³ b³yskotliwym, przystojnym, odwa¿nym adwokatem, marzącym o wielkim sukcesie. Traktowano go w kancelarii jak wschodz¹c¹ gwiazdê, jak prawdziw¹ nadziejê na przysz³o æ. Wci¹¿ pamiêtam, jak pracuj¹c pewnej nocy, przechodziłem przez jego gabinet i ukradkiem rzuci³em okiem na oprawiony w ramkê cytat, ustawiony przy krawêdzi masywnego dêbowego biurka. S³owa Winstona Churchilla mówi³y bardzo wiele o cz³owieku, jakim by³ wówczas Julian: Z pewno ci¹ jeste my dzisiaj panami swego przeznaczenia. Wierzê, ¿e postawione przed nami zadania nie przerastaj¹ naszych si³, a trud i ból nie jest nie do zniesienia. O ile tylko mamy wiarê w nasz¹ sprawê i niepokonan¹ wolê walki, zwyciêstwo bêdzie nale¿eæ do nas. Julian wcielił w życie wskazówki wielkiego polityka. By³ twardy, nieustêpliwy, gotów pracowaæ po osiemna cie godzin na dobê na sukces, który, jak wierzy³, jest jego przeznaczeniem. Wszyscy wiedzieli, ¿e jego dziadek by³ senatorem, a ojciec zasiada³ w s¹dzie najwy¿szym. To jasne, ¿e sta³y za nim pieni¹dze, a na jego barkach, odzianych w stroje od Armaniego, spoczywał ciężar wielkich nadziei. Muszê jednak przyznaæ, ¿e by³ klas¹ sam dla siebie. Wszystko robi³ po swojemu i uwielbia³ siê popisywaæ. Jego nieprawdopodobne popisy oratorskie nie schodzi³y z pierwszych stron gazet. Bogaci i s³awni biegli do niego, ilekroæ potrzebowali doskona³ego prawnika, który przed s¹dem potrafi³ bez pardonu zaatakowaæ stronê przeciwn¹. Nietuzinkowy styl ¿ycia


dzwonek alarmowy

11

tak¿e dodawał mu rozgłosu. Do historii firmy przeszły nocne wypady do najdro¿szych restauracji z seksownymi m³odymi modelkami, szalone pijackie wyprawy z ha³a liw¹ band¹ brokerów, których nazywa³ ekip¹ rozbiórkow¹ . Nadal nie wiem, dlaczego akurat mnie wybra³ na asystenta przy odbywaj¹cym siê tego lata sensacyjnym procesie o morderstwo. Chocia¿ skoñczy³em prawo na Harvardzie, jego macierzystej uczelni, na pewno nie zaliczałem się do najbystrzejszych sta¿ystów w kancelarii, a w moich ¿y³ach nie p³ynê³a ani kropla b³êkitnej krwi. Mój ojciec po s³u¿bie w marines ca³e ¿ycie przepracowa³ jako ochroniarz w miejscowym banku, a matka wychowa³a siê w Bronksie i nie mia³a ¿adnych szczególnych aspiracji. Jednak wybra³ w³a nie mnie spo ród wszystkich innych, którzy dyskretnie starali siê o przywilej zostania jego praw¹ rêk¹ w procesie, który wkrótce okrzykniêto królem procesów o morderstwo . Powiedzia³, ¿e spodoba³ mu siê mój g³ód sukcesu . Oczywi cie wygra³ sprawę, a pewien go æ z kierownictwa du¿ej firmy, oskar¿ony o brutalne zamordowanie ¿ony, odzyska³ wolno æ. Lub raczej by³ wolny na tyle, na ile pozwala³o mu jego parszywe sumienie. Owego lata wiele się nauczyłem. Zyskałem umiejętno ć wzbudzania w ³awie przysiêg³ych w¹tpliwo ci tam, gdzie wszystko by³o jasne jak s³oñce. Czego takiego nie potrafi³ ¿aden z najznakomitszych adwokatów. To by³a lekcja sztuki wygrywania i rzadka sposobno æ podpatrzenia mistrza w akcji. Ch³on¹³em te nauki jak g¹bka. Z inicjatywy Juliana zosta³em w firmie i wkrótce zawi¹za³a siê miêdzy nami przyja ñ. Prawdê powiedziawszy, nie by³ naj³atwiejszym szefem. Praca w charakterze jego asystenta wiązała się ze stresem i nie raz doszło między nami do gło nych awantur. Konsekwentnie budował cie¿kê, a raczej autostradę kariery. W swoim mniemaniu by³ nieomylny. Jednak pod mask¹ despotycznego zrzêdy kry³ siê cz³owiek, który naprawdê troszczy³ siê o ludzi.


12

mnich, który sprzedał swoje ferrari

Choæby by³ nie wiem jak zajêty, zawsze pyta³ o Jenny, któr¹ nazywam moj¹ pann¹ m³od¹ , chocia¿ pobrali my siê, zanim rozpocz¹³em studia prawnicze. Dowiedziawszy siê od innego sta¿ysty, że ledwie wiążę koniec z końcem, Julian za³atwi³ mi szczodre stypendium. To prawda, ¿e by³ twardym graczem, a chwilami po prostu awanturnikiem, ale nigdy nie zaniedbywa³ przyjació³. Natomiast prawdziwym problemem była jego obsesja na punkcie pracy. Przez pierwszych parê lat usprawiedliwia³ ci¹g³e przesiadywanie w kancelarii dobrem firmy . Powiada³, ¿e wkrótce we mie miesi¹c urlopu i pojedzie na Kajmany, a je li nie teraz, to nastêpnej zimy ju¿ na pewno . Jednak z czasem s³awa Juliana jako wybitnego prawnika ros³a i co za tym idzie, przybywa³o mu pracy. Procesy stawa³y siê coraz powa¿niejsze, coraz ciekawsze, a Julian, który zawsze podejmowa³ najciê¿sze wyzwania, zmusza³ siê do coraz intensywniejszego wysi³ku. Przyznawa³, ¿e podczas niezwykle rzadkich momentów odpoczynku nie potrafi³ spaæ d³u¿ej ni¿ parê godzin, a i tak budził siê z poczuciem winy, ¿e za mało czasu spędzał nad aktami s¹dowymi. Wkrótce sta³o siê jasne, ¿e po¿era go g³ód sukcesu chcia³ wiêcej presti¿u, wiêcej s³awy, wiêcej pieniêdzy. Tak jak można się było spodziewać, mia³ niebywa³e osi¹gniêcia. Zdoby³ wszystko, o czym wiêkszo æ ludzi mo¿e tylko pomarzyæ: reputacjê gwiazdy w swym zawodzie, roczny dochód liczony w milionach, imponuj¹c¹ posiad³o æ w ekskluzywnej dzielnicy, prywatny samolot, letni dom na tropikalnej wyspie i najulubieñsze cacko l ni¹ce czerwone ferrari, które zwyk³ parkowaæ na samym rodku podjazdu. Mimo to wiedzia³em, ¿e sprawy wcale nie wygl¹da³y tak idealnie, jak by siê mog³o wydawaæ. Dostrzega³em oznaki nadci¹gaj¹cej katastrofy, nie dlatego ¿e by³em szczególnie spostrzegawczy, ale dlatego ¿e spêdza³em z nim najwiêcej czasu. Zawsze byli my razem, poniewa¿ zawsze razem siedzieli my w pracy. A jej tempo nigdy nie spadało. Co chwila na horyzoncie pojawia³a siê jaka naprawdê


dzwonek alarmowy

13

niebywała sprawa sądowa, bez porównania bardziej interesuj¹ca ni¿ poprzednia. Julian nigdy nie uwa¿a³, ¿e jest dostatecznie przygotowany. Co siê stanie, je li broñ Bo¿e sêdzia podniesie tê lub tamt¹ kwestiê?! Co siê stanie, je li nasze odpowiedzi bêd¹ nie do ć precyzyjne? Co siê stanie, je li kto zdo³a go zaskoczyæ na rodku przepe³nionej sali s¹dowej jak sarnê o lepion¹ reflektorami samochodu? A wiêc obaj wytê¿ali my si³y do granic mo¿liwo ci i tym samym zamykali my siê w wiecie, gdzie istnia³a wy³¹cznie praca. Harowali my jak niewolnicy gdzie na sze ædziesi¹tym czwartym piêtrze molocha ze stali i szk³a, podczas gdy wszyscy ludzie przy zdrowych zmys³ach siedzieli w domu ze swymi rodzinami. My leli my, ¿e z³apali my Pana Boga za nogi, za lepia³a nas wizja sukcesu. Im wiêcej czasu spêdza³em z Julianem, tym lepiej widzia³em, ¿e dos³ownie wpêdza siê do grobu. Odnosiło się wra¿enie, ¿e kieruje nim swoiste pragnienie mierci. Nigdy nie mia³ do æ, nigdy go nic nie zadowala³o. W koñcu jego ma³¿eñstwo siê rozpad³o, przesta³ rozmawiaæ z w³asnym ojcem i chocia¿ posiad³ wszelkie dobra materialne, wci¹¿ gonił za czym nieokre lonym. Czego mu brakowa³o emocjonalnie, fizycznie i duchowo. W wieku piêædziesiêciu trzech lat wygl¹da³, jakby by³ grubo po siedemdziesi¹tce. Jego twarz pokrywa³y zmarszczki niezbyt chwalebny wynik bezkompromisowego d¹¿enia do sukcesu, nawet po trupach, ci¹g³ego napiêcia i niezdrowego trybu ¿ycia. Pó ne kolacje w drogich francuskich restauracjach, ciê¿kie kubañskie cygara i niezliczone kieliszki koniaku poch³aniane jeden po drugim spowodowa³y uci¹¿liw¹ nadwagê. Bez przerwy narzeka³, ¿e jest chory i zmêczony tym, ¿e jest zmêczony i chory. Straci³ poczucie humoru i w ogóle przesta³ siê miaæ. Entuzjastyczn¹ niegdy naturê Juliana zast¹pi³a miertelna powaga. Wydawa³o mi siê, ¿e ¿ycie przestało mieć dla niego sens.


14

mnich, który sprzedał swoje ferrari

Najsmutniejsze jednak by³o to, ¿e straci³ dawny polot na sali s¹dowej. Kiedy ol niewał wszystkich obecnych elokwencj¹, obezw³adnia³ celnymi wnioskami koñcowymi, teraz godzinami glêdzi³ na temat nieistotnych szczegó³ów, które mia³y niewielki zwi¹zek ze spraw¹. Dawniej z wdziêkiem i swad¹ odpiera³ zarzuty strony przeciwnej, teraz coraz czê ciej dra¿ni³ wszystkich gorzkim sarkazmem, wystawiaj¹c na próbê cierpliwo æ sêdziów, którzy swego czasu uwa¿ali go za prawniczego geniusza. Krótko mówi¹c, wyró¿niaj¹ca Juliana iskra bo¿a zaczê³a przygasaæ. Nie tylko napiêcie, wywo³ane szalonym tempem ¿ycia, sprawia³o, ¿e wydawa³ siê idealnym kandydatem do zawa³u. Czu³em, ¿e chodzi³o o co znacznie g³êbszego. Podejrzewa³em, ¿e kryzys dotyczy³ psychiki. Julian skar¿y³ siê niemal codziennie, ¿e nie żywi nawet odrobiny zapa³u do tego, co robi, ¿e ogarnęło go uczucie pustki. Opowiada³, ¿e jako m³ody prawnik naprawdê kocha³ prawo, chocia¿ na pocz¹tku do wyboru tej profesji sk³oni³y go aspiracje rodziny. Zawi³o ci prawne i sta³e wyzwania intelektualne pasjonowa³y go i stanowi³y niewyczerpane ród³o energii. Prawo stale inspirowa³o go jako narzêdzie przemian spo³ecznych. Kiedy naprawdê by³ kim wiêcej ni¿ tylko bogatym dzieciakiem z Connecticut. Naprawdê postrzega³ siebie jako przedstawiciela Dobra, jako narzêdzie doskonalenia spo³eczeñstwa, cz³owieka, który móg³ wykorzystaæ swoje niezaprzeczalne talenty z po¿ytkiem dla innych. Ta wizja nadawa³a sens jego ¿yciu, wyznacza³a cel i podsycała nadzieje. Kryzys Juliana mia³ zwi¹zek nie tylko ze sposobem, w jaki zarabia³ na ¿ycie. Zanim przyszed³em do firmy, prze¿y³ jak¹ wielk¹ tragediê. Wed³ug jednego ze starszych wspó³pracowników, przydarzy³o mu siê co naprawdê nie do opisania. W ka¿dym razie nikt nie chcia³ o tym wspominać. Nawet stary Harding, notoryczny gadu³a z zarz¹du, spêdzaj¹cy wiêcej czasu w barze Ritza-Carltona ni¿ w swym


dzwonek alarmowy

15

przygnêbiaj¹co wielkim gabinecie, powiedzia³ tylko, ¿e przyrzek³ dochowaæ tajemnicy. Czegokolwiek dotyczył ten głęboko skrywany sekret, podejrzewałem, że nie pozostawał bez wp³ywu na fatalny stan Juliana. Oczywi cie, po¿era³a mnie ciekawo æ, lecz przede wszystkim pragn¹³em mu pomóc. By³ nie tylko moim mentorem, ale z biegiem dni stawa³ siê tak¿e najlepszym przyjacielem. W koñcu doszło do najgorszego. Potê¿ny atak serca, który powali³ wspania³ego Juliana Mantle, przypomnia³ mu, że jest człowiekiem miertelnym. Wydarzyło się to w poniedziałkowy ranek, na samym rodku sali numer siedem, tej samej, gdzie wygrali my pamiętny proces.


ROzDZIAŁ 7

Niezwykły ogród Wiêkszo æ ludzi zamyka się fizycznie, intelektualnie, moralnie w bardzo ciasnym krêgu ograniczonych możliwo ci. Tymczasem mamy w sobie rezerwy, które mogliby my uruchomiæ. Jednak nawet nie próbujemy o tym marzyæ. William James

W tej przypowie ci ogród jest symbolem naszego umys³u powiedzia³ Julian. Je li dbasz o swój umys³, odpowiednio go od¿ywiasz i pielêgnujesz, zakwitnie piękniej, niż by się spodziewał. Ale je li pozwolisz, by opanowa³y go chwasty, nigdy nie zaznasz prawdziwego spokoju ducha i g³êbokiej harmonii wewnêtrznej. Pozwól, ¿e zadam ci jedno proste pytanie, John. Gdybym wszed³ do twojego wypieszczonego ogródka, o którym mi tyle opowiada³e , i porozrzuca³ jakie toksyczny odpady na wszystkie twoje ukochane petunie, czy¿ nie by³by oburzony? Oczywi cie! Wiêkszo æ dobrych ogrodników strze¿e swych ogrodów i uwa¿a, ¿eby nie dosta³y siê tam ¿adne mieci. Popatrz jednak, ile najró¿niejszych truj¹cych odpadków wrzuca wiêkszo æ ludzi do ¿yznego ogrodu swego umys³u. I to codziennie. Zmartwie-


54

mnich, który sprzedał swoje ferrari

nia i lęki, rozpamiêtywanie przesz³o ci, niepokój o przysz³o æ i wszystkie te zmy lone, niczym nieuzasadnione obawy, które wprowadzaj¹ chaos i rujnuj¹ ca³y twój wewnêtrzny wiat. W prastarym jêzyku Mêdrców Sivany, który istnieje od kilku tysiêcy lat, symbol oznaczaj¹cy zmartwienie jest niemal identyczny z tym, który symbolizuje stos pogrzebowy. Jogin Raman uwa¿a³, ¿e to nie przypadek. Niepokój wysysa z umys³u wiêkszo æ mocy i wcze niej czy pó niej rani duszê. Chc¹c ¿yæ pe³ni¹ ¿ycia, musisz staæ na stra¿y swego ogrodu i wpuszczaæ do rodka tylko dobre informacje. Nie mo¿na sobie pozwoliæ na luksus negatywnych my li nawet na jedn¹ z³¹ my l. Wiêkszo æ radosnych, dynamicznych i zadowolonych ludzi na tym wiecie niczym siê nie ró¿ni od ciebie czy ode mnie pod wzglêdem fizycznym. Wszyscy sk³adamy siê z cia³a i ko ci. Wszyscy wyszli my z tego samego ród³a. Jednak¿e ci, którzy nie tylko egzystuj¹, ci, którzy rozniecaj¹ i podtrzymuj¹ p³omieñ swego ludzkiego potencja³u i rzeczywi cie w³¹czaj¹ siê w magiczny taniec ¿ycia, robi¹ nieco inne rzeczy ni¿ ci, którzy niczym się nie wyróżniają. Jedn¹ z najwa¿niejszych rzeczy, które robi¹, jest przyjęcie pozytywnego nastawienia do wiata i wszystkiego, co siê w nim znajduje. Julian doda³: Mêdrcy powiedzieli mi, ¿e ka¿dego dnia przez umys³ przeciêtnego cz³owieka przebiega oko³o sze ædziesiêciu tysiêcy my li. Jednak najbardziej mnie zdumia³o, ¿e dziewiêædziesi¹t piêæ procent tych my li jest dok³adnie taka sama, jak poprzedniego dnia! Naprawdê? spyta³em z niedowierzaniem. Tak. To jest w³a nie tyrania ja³owego my lenia. Ludzie, którzy ka¿dego dnia generują te same my li (przewa¿nie z³e), wpadli w z³e my lowe nawyki. Zamiast skupiæ siê na tym, co w ich ¿yciu jest dobre i co zrobiæ, by by³o jeszcze lepsze, s¹ niewolnikami swojej przesz³o ci.


niezwykły ogród

55

Niektórzy zamartwiaj¹ siê z powodu nieudanych zwi¹zków lub problemów finansowych, inni bez koñca prze¿ywaj¹ dzieciñstwo, mo¿e nie ca³kiem doskona³e. Inni gryz¹ siê jeszcze bardziej b³ahymi sprawami: k¹ liw¹ uwag¹ kolegi z pracy albo tym, w jaki sposób potraktowa³ ich jaki sprzedawca. Ci, którzy w ten sposób zarz¹dzaj¹ swoim umys³em, pozwalaj¹, by strach pozbawi³ ich wszelkiej witalno ci. Blokuj¹ olbrzymi potencja³ swego umys³u, który móg³by zdzia³aæ cuda i daæ im wszystko, czego pragn¹ w sferze fizycznej, emocjonalnej i duchowej. Ci ludzie nie potrafi¹ zrozumieæ, ¿e panowanie nad umys³em jest zarazem panowaniem nad swoim ¿yciem. Sposób, w jaki my lisz, jest tylko pewnym nawykiem kontynuowa³ Julian. Wiêkszo æ ludzi nie zdaje sobie sprawy z potêgi swego umys³u. Dowiedzia³em siê, ¿e nawet najwiêksi my liciele u¿ywaj¹ tylko niewielkiej czê ci swych rezerw umys³owych. Mêdrcy Sivany na co dzieñ odwa¿aj¹ siê eksploatowaæ swe nieograniczone zdolno ci. Rezultaty tego s¹ niebywa³e. Jogin Raman poprzez regularne i konsekwentne æwiczenia tak opanowa³ swój umys³, ¿e by³ w stanie na ¿yczenie zwolniæ bicie swego serca. Dziêki treningom potrafi³ ca³ymi tygodniami obchodziæ siê bez snu. Wcale nie sugerujê, ¿e powiniene mieæ podobne aspiracje, ale nalegam, aby zacz¹³ postrzegaæ swój umys³ jako wielki dar natury. Czy jest jakie æwiczenie, które móg³bym wykonywaæ, aby odblokowaæ moc umys³u? Umiejêtno æ zwalniania rytmu serca na pewno zrobi³aby ze mnie przebój sezonu na wszystkich przyjêciach za¿artowa³em. Od³ó¿my to na pó niej, John. Podam ci kilka praktycznych wskazówek i rad, które bêdziesz móg³ zastosowaæ pó niej i które uka¿¹ ci prawdziw¹ si³ê tych staro¿ytnych technik. Teraz najwa¿niejsze, aby zrozumia³, ¿e mistrzostwo osi¹ga siê poprzez odpowiedni trening. Wiêkszo æ z nas dysponuje takimi samymi mo¿liwo ciami od


56

mnich, który sprzedał swoje ferrari

chwili, gdy po raz pierwszy zaczerpnêli my powietrza w piersi. Tym, co odró¿nia ludzi, którzy osi¹gaj¹ wiêcej albo s¹ szczê liwsi od innych, jest sposób, w jaki pos³uguj¹ siê otrzymanymi mo¿liwo ciami, w jaki sposób je wykorzystuj¹. Je li po wiêcisz siê budowaniu swego wiata wewnêtrznego, szybko przeniesiesz się do królestwa cudów, zamiast dryfowaæ po ród codziennej szarzyzny. Mój nauczyciel z ka¿d¹ chwil¹ wpada³ w coraz wiêkszy zapa³. Jego oczy p³onê³y, kiedy mówi³ o magicznej sile umys³u i dobrodziejstwach, jakie mo¿e zdzia³aæ. Wiesz, John, kiedy wszystko siê ju¿ powie i zrobi, pozostaje tylko jedna rzecz, nad któr¹ mamy absolutn¹ w³adzê. Nasze dzieci? u miechn¹³em siê dobrodusznie. Nie, przyjacielu, nasz umys³. Nie jeste my w stanie kontrolowaæ pogody, ruchu ulicznego czy nastrojów otaczaj¹cych nas ludzi, ale na pewno mo¿emy kontrolowaæ nasz stosunek do tych zjawisk. Mamy moc wyboru, o czym bêdziemy my leæ w ka¿dym momencie. Ta umiejêtno æ, miêdzy innymi, czyni z nas ludzi. Jedna z fundamentalnych z³otych zasad m¹dro ci, jakiej nauczy³em siê podczas podró¿y na Wschód, jest zarazem jedn¹ z najprostszych. Julian zrobi³ pauzê jak przed wrêczeniem bezcennego daru. I có¿by to mog³o byæ? Otó¿ nie istnieje ¿adna obiektywna rzeczywisto æ, ¿aden prawdziwy wiat . Nie ma ¿adnych absolutów. Twarz twego najwiêkszego wroga mo¿e byæ twarz¹ mego najlepszego przyjaciela. Wydarzenie, które jednemu wydaje siê tragedi¹, dla kogo innego mo¿e byæ zal¹¿kiem nowych mo¿liwo ci. Tak naprawdê ludzi, którzy s¹ zawsze pe³ni otuchy i optymizmu, od tych, którzy s¹ wiecznie nieszczê liwi i skwaszeni, odró¿nia tylko sposób, w jaki interpretuj¹ okoliczno ci. W jaki sposób tragedia mo¿e byæ czymkolwiek innym ni¿ tylko tragedi¹?


niezwykły ogród

57

Podam ci przykład: kiedy by³em w Kalkucie, pozna³em Malikê Chand, nauczycielkê. Uwielbia³a uczyæ i traktowa³a swoich podopiecznych jak w³asne dzieci, z olbrzymi¹ cierpliwo ci¹ kszta³tuj¹c i rozwijaj¹c ich zdolno ci. Jej motto brzmiało: Twoje I can potrafiê jest znacznie wa¿niejsze od twego IQ ilorazu inteligencji . W swojej spo³eczno ci uchodzi³a za osobê, która ¿yje, by dawaæ, by s³u¿yæ ka¿demu, kto tego potrzebuje. Niestety jej ukochaną szko³ę, niemego wiadka wspania³ego rozwoju kolejnych pokoleñ, pewnej nocy strawił ogień podłożony przez podpalacza, co wszyscy uznali za wielk¹ stratê. Ale z czasem z³o æ ust¹pi³a miejsca apatii, pogodzili siê z faktem, ¿e dzieci nie bêd¹ mia³y szko³y. A Malika? Ona by³a inna. Je li istniej¹ prawdziwi optymi ci, to ona się do nich zaliczała. W przeciwieñstwie do wszystkich uzna³a to, co siê sta³o, za niesamowit¹ okazjê. Powiedzia³a wszystkim rodzicom, ¿e ka¿de niepowodzenie przynosi równowa¿n¹ korzy æ, co zrozumiej¹, je li przez chwilê siê nad tym zastanowi¹. Nie ma tego z³ego, co by nie wysz³o na dobre. Szko³a, która sp³onê³a do cna, by³a stara i zniszczona. Dach przecieka³, pod³oga przegni³a i w koñcu zaczê³a siê zapadaæ pod ciê¿arem mnóstwa rozbieganych stóp. To by³a szansa, aby po³¹czyli siê jako spo³eczno æ i zbudowali o wiele lepsz¹ szko³ê, która mog³aby s³u¿yæ w przysz³o ci jeszcze wiêkszej liczbie dzieci. I tak oto, pod wpływem silnej sze ædziesiêcioczteroletniej kobiety, mieszkañcy zebrali fundusze wystarczaj¹ce na wybudowanie piêknej nowej szko³y wspania³ego dowodu na to, ¿e upór i wiara mog¹ daæ zadziwiaj¹ce rezultaty. Czyli ¿e to jest trochê tak jak w starym porzekadle, wedle którego postrzega się szklankę jako do połowy pełną, a nie w połowie pustą. Tak wła nie należy patrzeć na te sprawy. Bez wzglêdu na to, co siê dzieje w twoim ¿yciu, ty sam wybierasz sposób, w jaki na to zareagujesz. Je li wyrobisz sobie zwyczaj poszukiwania dobrej


58

mnich, który sprzedał swoje ferrari

strony w ka¿dych okoliczno ciach, twoje ¿ycie osiągnie wyższy wymiar. To jedno z najwa¿niejszych praw natury. A wszystko zaczyna siê od bardziej efektywnego wykorzystywania umys³u? W³a nie, John. Ka¿dy ¿yciowy sukces, czy to materialny, czy duchowy, rodzi siê w ponad czterokilogramowej bryle, któr¹ ka¿dy dźwiga na szyi. A dok³adniej, od my li, które powstają w umy le ka¿dego dnia, w ka¿dej godzinie i sekundzie. Twój wiat zewnêtrzny jest tylko odbiciem twego wiata wewnêtrznego. Kontroluj¹c swoje my li i sposób, w jaki odbierasz dotycz¹ce ciê wydarzenia, zaczynasz rz¹dziæ swoim losem. To brzmi sensownie, Julianie. Tylko dlatego, ¿e jestem okropnie zagoniony, nigdy nie mia³em czasu zastanowić się nad tego rodzaju sprawami. Na studiach mój najlepszy przyjaciel Alex zaczytywa³ siê ksi¹¿kami kszta³tuj¹cymi umys³. Powiada³, ¿e motywuj¹ go i daj¹ energiê, by stawiæ czo³a przyt³aczaj¹cemu nadmiarowi pracy. Pamiêtam, jak opowiada³, ¿e w jednej z ksi¹¿ek by³o napisane, i¿ chiñski ideogram, oznaczaj¹cy kryzys sk³ada siê z dwóch mniejszych znaków. Jeden oznacza niebezpieczeñstwo , a drugi okazjê . To chyba potwierdza, ¿e staro¿ytni Chiñczycy równie¿ wierzyli, i¿ istnieje jaka jasna strona najczarniejszych okoliczno ci. Oczywi cie je li tylko masz odwagê, ¿eby jej poszukaæ. Jogin Raman uj¹³ to w ten sposób: W ¿yciu nie ma b³êdów, s¹ tylko lekcje . Nie istnieje co takiego jak z³e do wiadczenie, są tylko okazje, ¿eby siê rozwijaæ, uczyæ i czyniæ postêpy na drodze samodoskonalenia. W walce rodzi siê si³a. Nawet ból mo¿e byæ znakomitym nauczycielem. Ból? Nie s¹dzê zaprotestowa³em. Zdecydowanie. Aby wspó³czuæ komu w bólu, musisz go najpierw sam do wiadczyæ. Albo inaczej, poznasz rado æ wej cia na


niezwykły ogród

59

szczyt dopiero wtedy, gdy zejdziesz do najg³êbszej doliny. Rozumiesz? ¯eby doceniæ dobro, trzeba poznaæ z³o? Tak. Ale proponujê, ¿eby przesta³ klasyfikowaæ zdarzenia jako dobre albo z³e. Po prostu spróbuj ich do wiadczaæ, cieszyæ siê nimi i wyciągać z nich wnioski. Ka¿de wydarzenie daje ci lekcjê. Te ma³e lekcje s¹ si³¹ napêdow¹ dla wewnêtrznego i zewnêtrznego rozwoju. Bez nich utkn¹³by w miejscu. Pomy l o tym. Wiêkszo æ ludzi robi najwiêksze postêpy dziêki najtrudniejszym do wiadczeniom. A je li wynik nie by³ taki, jakiego siê spodziewa³e , i czujesz siê nieco rozczarowany, pamiêtaj, ¿e prawa natury gwarantuj¹, ¿e kiedy jedne drzwi siê zamykaj¹, otwieraj¹ siê inne. Julian z przejęciem rozpostar³ ramiona. Wygl¹da³ teraz jak kaznodzieja przemawiaj¹cy do swojej trzódki. Jak tylko zaczniesz konsekwentnie stosowaæ te zasady w swoim codziennym ¿yciu, jak tylko nastroisz swój umys³, by odbiera³ ka¿de wydarzenie jako pozytywne, dodające siły, na zawsze wyzbêdziesz siê lêku. Przestaniesz byæ wiê niem swojej przesz³o ci. Przeciwnie, staniesz siê architektem przysz³o ci. Dobrze, rozumiem za³o¿enia. Ka¿de do wiadczenie, nawet najgorsze, stanowi dla mnie lekcjê. Dlatego powinienem otworzyæ swój umys³, wyci¹gaæ wnioski z ka¿dego zdarzenia. W ten sposób stanê siê silniejszy i szczê liwszy. A co jeszcze móg³by zrobiæ skromny adwokat z klasy redniej, aby naprawić wiat? – Przede wszystkim powinien korzystać w większej mierze z wyobraźni niż pamięci. – Wyłóż to ja niej. – Chcę powiedzieć, że aby wyzwolić potencjał swego umysłu, ciała i duszy, musisz najpierw poszerzyć wyobraźnię. Widzisz, wszystko jest zawsze tworzone dwukrotnie: pierwszy raz w warsztacie umysłu, a dopiero potem, i tylko potem, w rzeczywisto ci. Nazywam ten proces „szkicowaniem”, ponieważ wszystko, co two-


60

mnich, który sprzedał swoje ferrari

rzysz w swoim wiecie zewnętrznym, powstało pierwej jako szkic w wiecie wewnętrznym, na ekranie twego bogatego umysłu. Kiedy nauczysz się panować nad swymi my lami i będziesz potrafił, zgodnie z ogólnym prawdopodobieństwem, żywo wyobrazić sobie to wszystko, czego pragniesz, obudzą się w tobie u pione siły. Zaczniesz korzystać z wszelkich możliwo ci twego umysłu, zdolnego do stworzenia wspaniałego życia, na które, jak wierzę, zasługujesz. Od dzi zapomnij o przeszło ci. Odważ się marzyć, że jeste czym więcej niż tylko sumą bieżących okoliczno ci. Uwierz, że czeka cię wszystko, co najlepsze. Zadziwią cię wyniki. Wyobraź sobie, że przez lata pracy adwokackiej my lałem, że wiem bardzo dużo. Całymi latami uczyłem się w najlepszych szkołach, czytałem wszystkie książki prawnicze, jakie tylko wpadły mi w ręce, pracowałem z najlepszymi specjalistami, stanowiącymi dla mnie wzór. Oczywi cie, należałem do zwycięzców w grze zwanej prawem. Jednak teraz zrozumiałem, że przegrywałem grę, jaką jest życie. Byłem tak zajęty pogonią za wielkimi przyjemno ciami, że umknęły mi wszystkie małe. Nigdy nie czytałem książek, które podsuwał mi ojciec. Nie potrafiłem się z nikim zaprzyjaźnić. Nigdy nie nauczyłem się słuchać muzyki. A jednak uważam, że miałem szczę cie. Atak serca był momentem przełomowym, nazwijmy go moim „przebudzeniem”. Wierz albo nie, ale on dał mi szansę na bogatsze, pełniejsze życie. Tak jak Malika Chand, w smutnym do wiadczeniu dostrzegłem zarodki zmiany. Co więcej, miałem odwagę, by je pielęgnować. Odkryłem, że Julian odmłodniał zewnętrznie, ale stał się dojrzalszy wewnętrznie. Zrozumiałem, że ten wieczór był czym znacznie ważniejszym niż tylko fascynującą rozmową ze starym przyjacielem. Poczułem, że najbliższa noc może stać się dla mnie momentem przełomowym, i szans¹ na nowy pocz¹tek. Zacz¹³em rozwa¿aæ to wszystko, co by³o z³e w moim w³asnym ¿yciu. To jasne, ¿e mia³em wspania³¹ rodzinê i dobr¹ pracê jako dobrze no-


niezwykły ogród

61

towany prawnik. Jednak chwilami czu³em, ¿e chcia³bym czego wiêcej. Musia³em zape³niæ tê pustkê, która zaczyna³a wkradaæ siê do mojego ¿ycia. Jak¿e wspania³e mia³em marzenia, kiedy by³em dzieckiem! Czêsto wyobrażałem sobie, że jestem mistrzem sportu albo potentatem finansowym. Naprawdê wierzy³em, ¿e mogê robić to, na co mam ochotę, mieć wszystko, czego zapragnę, i stać się tym, kim zechcê. Kiedy by³em m³odym ch³opakiem ze s³onecznego Zachodniego Wybrze¿a, radowa³y mnie bardzo proste przyjemno ci. Jak¿e cudownie by³o nurkowaæ przez ca³e popo³udnie albo je dziæ po lesie na rowerze. Kierowała mną ogromna ciekawo æ wiata. Kocha³em przygodê. Przysz³o æ mog³a przynie æ wszystko, bez ¿adnych ograniczeñ. Szczerze mówi¹c, nie czu³em takiej swobody i rado ci przynajmniej od piêtnastu lat. Co siê ze mn¹ sta³o? Mo¿e straci³em z oczu marzenia, kiedy wydoro la³em i zacz¹³em zachowywaæ siê tak, jak w powszechnym przekonaniu powinni zachowywaæ siê doro li? Mo¿e zgubi³em je, kiedy poszed³em na uniwersytet i zacz¹³em mówiæ tak, jak uwa¿a siê, ¿e prawnicy powinni mówiæ? Tak czy owak, ten wieczór nad fili¿ank¹ wystyg³ej herbaty, z Julianem, który otwierał przede mną serce, sprawi³, że postanowi³em spêdzaæ trochê mniej czasu na zarabianiu pieniêdzy, a trochê wiêcej na kreowaniu w³asnego ¿ycia. Wygl¹da na to, ¿e zmusi³em ciê, aby pomy la³ o w³asnym ¿yciu domy li³ siê Julian. Zacznij dla odmiany my leæ o swoich marzeniach, tak jak wtedy, kiedy by³e dzieckiem. Jonas Salk wyrazi³ to najlepiej, pisz¹c: Czasem mam pogodne sny, a czasem mam koszmary. Pokonujê koszmary dziêki marzeniom . Nie bój siê odkurzyæ swoich marzeñ, John. Zacznij na nowo kochaæ ¿ycie i ceniæ wszystkie jego mo¿liwo ci. Obud siê i otwórz na mo¿liwo ci w³asnego umys³u. Gdy to zrobisz, wszech wiat stanie siê twym sojusznikiem w tworzeniu cudów.


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Mnich, który sprzedał swoje ferrari by Wydawnictwo Galaktyka - Issuu