NATASZA SOCHA MAGDA STACHULA RENATA KOSIN KAROLINA WILCZYŃSKA KATARZYNA MISIOŁEK DOROTA MILLI KATARZYNA JANUS
Zima w Pensjonacie pod Bukami Poczuj magiczną moc bieszczadzkiej zimy.
ISBN 978-83-8075-153-8
NATASZA SOCHA MAGDA STACHULA RENATA KOSIN KAROLINA WILCZYŃSKA KATARZYNA MISIOŁEK DOROTA MILLI KATARZYNA JANUS
Zima w Pensjonacie pod Bukami Poczuj magiczną moc bieszczadzkiej zimy.
Spis treści NATASZA SOCHA Domino
7
MAGDA STACHULA Madame
61
RENATA KOSIN Czuły wyjątek
101
KAROLINA WILCZYŃSKA Prawdziwa miłość zawsze zwycięża
169
KATARZYNA MISIOŁEK Na szlaku przeznaczenia
223
DOROTA MILLI Prawdziwe kocham
267
KATARZYNA JANUS Zacznijmy od nowa
311
NATASZA SOCHA •
Domino Nie ma nic bardziej tragicznego niż żebranie o gest, o uśmiech od ukochanej Istoty.
Przy tej tragiczności blednie wielka inna tragiczność, tragiczność cielesnego kalectwa,
tragiczność duchowego kalectwa…
wielka tragiczność blednie przy tragiczności żebrania o miłość. E. Stachura Dziennik. Zeszyty podróżne 1
Nigdy nie przypuszczała, że właśnie to może się jej zdarzyć. Kumulacja sennych koszmarów, które stają się rzeczywistością. Wypuszczone z klatek demony urządziły sobie niezły seans z nią w roli głównej. Owszem, 7
każdy słyszał o efekcie domina, ale co innego słyszeć, a co innego doświadczyć na własnej skórze. Zaczęło się całkiem ładnie, niemal jak w bajce. Była połowa listopada i Anastazja pomyślała, że grudzień chciałaby spędzić w górach. Nie w okresie świątecznym, kiedy są tłumy, tylko jakoś wcześniej. Bo tam jest śnieg. Bo klimat zupełnie inny. Bo będzie romantycznie, bez tysięcy ludzi na ulicach, bez ponurych myśli, za to z uśmiechem na twarzy i kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Może i banalnie, ale ona to lubiła. Grzesiek o niczym nie wiedział i bardzo dobrze. To miał być prezent mikołajkowo-świąteczny. Tydzień w uroczej starej chacie, gdzieś w Bieszczadach, gdzieś z dala od ludzi, gdzieś, gdzie mogliby być tylko sami i wreszcie się sobą nacieszyć. Długo przeglądała propozycje internetowych portali wynajmujących mieszkania, hotele i apartamenty. W zasadzie wszystko było w nich idealne – piękne zdjęcia, zachwycające opisy i w niektórych przypadkach – całkiem dobre ceny. Cieszyła się jak małe dziecko. Spontaniczny wypad w góry i to z ukochanym facetem. Życie potrafi być czasem zupełnie znośne. – Yyy, ogólnie to pomysł całkiem niezły, ale trochę mnie zaskoczyłaś. Wolę jednak sam planować swoje wolne dni. – Grzesiek nie należał do zbyt roman8
tycznych osób, ale Anastazja się tym nie przejmowała. Wystarczy, że ona miała w sobie zapas marzeń, uczuć i liryczności za ich dwoje. Nie każdy musi odczuwać świat podobnie, poza tym to przeciwieństwa się przecież przyciągają. – Wiem, po prostu chciałam ci zrobić niespodziankę. Jeśli zaczęlibyśmy wszystko ustalać, to pewnie nic by z tego nie wyszło. Dlatego spontaniczność jest czasem najlepszym rozwiązaniem. – Przytuliła się do niego. – Pomyśl tylko, tylko my we dwoje w uroczym mieszkanku. Będziemy codziennie rano parzyć kawę, a potem włóczyć się po górskich szlakach. Będziemy patrzeć, jak pada śnieg i może nawet ulepimy bałwana. Grzesiek spojrzał na nią wzrokiem, który niczego nie wyrażał, ale Anastazja tylko machnęła ręką. Na pewno mu się spodoba. Jej facet był wolnym strzelcem, naprawiał ludziom komputery i wszystko, co związane z elektroniką, a dodatkowo zrobił kurs tatuażysty. Anastazja musiała przyznać, że miał do tego rękę. Nie był co prawda artystą i nie tworzył własnych, oryginalnych projektów, ale charakteryzował się niewiarygodną precyzją. Jego kreska wyglądała tak, jakby ją dziarał przy pomocy linijki. Żadnych przeciągnięć, nierówności, niedokładności. Najczęściej tatuował ludziom cytaty i postaci z kreskówek. Grono jego klientów stale się poszerzało, 9
zresztą Anastazja poznała go właśnie dzięki temu, co robił. Z okazji trzydziestych urodzin dostała w prezencie bon na tatuaż. – Fajny gość i na pewno będziesz zadowolona – zachwalała Aśka, przyjaciółka Anastazji, która przez znajomych na Instagramie również trafiła na Grześka. A potem wszystko potoczyło się szybko i trochę jak w książkach. Anastazja wytatuowała sobie na przegubie dłoni napis: „Do it”, a Grzesiek zapytał, czy można pod to podciągnąć wspólny wypad na piwo. Zgodziła się raz, drugi, a także dziesiąty, a po kilku miesiącach uznała, że chyba są parą. Chyba. Grzesiek nie przedstawiał jej jako „swojej dziewczyny”, ale mówił: „a to moja Nastka właśnie”. Nie byli w końcu nastolatkami, którzy oficjalnie oświadczają wszystkim, że „ze sobą chodzą” i są zakochani. Spędzali razem sporo czasu, Grzesiek u niej nocował, ale kiedy wspomniała niby mimochodem, że mógłby się do niej przeprowadzić, natychmiast odmówił. – Nie, mała, żadnej zabawy w rodzinę. Na to jest chyba za wcześnie. Od tamtej rozmowy minęło półtora roku i w zasadzie niewiele się zmieniło. Anastazja w skrytości ducha marzyła o jakiejś deklaracji, czymś, co pozwoliłoby jej 10
uwierzyć, że to związek na dłużej, a może i na zawsze, ale Grzesiek chyba myślał inaczej. Nie przedstawił jej swoim rodzicom, wykręcał się również od spotkań z jej matką. – Daj spokój, nie jestem typem od rodzinnych obiadów i domowej mizerii. Pozwól mi żyć po swojemu. Anastazja nie miała zatem innego wyjścia, jak godzić się na to, co dostawała. Była zakochana, co więcej – z każdym kolejnym dniem wydawało jej się, że kocha jeszcze mocniej. Aż ją samą czasem to przerażało. – Musisz trochę odpuścić – poradziła jej Aśka. – Co masz na myśli? – Za bardzo ta miłość z ciebie wypływa. Jak rzeki po tygodniowych ulewach. Jesteś pewna, że Grzesiek czuje dokładnie to samo? Anastazja tylko wzruszała ramionami. A kto powiedział, że w miłości musi być sprawiedliwie? Równo? A jeśli czasem jest tak, że jedno kocha ciut mocniej, czy to oznacza, że związek nie ma żadnych szans? Ostatecznie i tak wychodzi sto procent, nawet jeśli jedna strona daje, załóżmy… sześćdziesiąt… Siedemdziesiąt? Bez sensu. To nie matematyka. To emocje, a tych nie wolno sprowadzać do liczb. Poza tym każdy człowiek inaczej okazuje uczucia. Jedni są wylewni i mają serce na dłoni, a drudzy zamykają się w sobie i wszystko trzeba z nich wyciągać po trochu. Ale czy to znaczy, że nie 11
potrafią kochać? Po prostu nie trąbią o tym na prawo i lewo. Tydzień przed wyjazdem Grzesiek zadzwonił do niej jakoś wieczorem i całkowicie normalnym tonem oznajmił, że nie może wziąć wolnego w zaplanowanym terminie. Anastazja początkowo myślała, że to jakiś żart, ale jej facet brzmiał wyjątkowo poważnie. – Nie ma opcji, mała, dostałem fajne zlecenie. Dwa rękawy do dziarania, sama wiesz, że to kupa roboty. A facet ma czas tylko w weekend. Dla mnie to duża sprawa, no i niezła reklama. Anastazja poczuła, jak robi jej się gorąco. – Ale noclegi mamy od soboty do soboty. – Wiem. Jedź spokojnie sama, a ja dołączę w poniedziałek. Nie ma sensu, żebyś marnowała te dwa dni. Poza tym i tak nie będę miał dla ciebie czasu. – Chciałam jechać z tobą. – Żałośnie to zabrzmiało, ale naprawdę zrobiło jej się przykro. Roześmiał się. – Słuchaj, jak chcesz, to odprowadzę cię na pociąg i może nawet pomacham białą chusteczką, chociaż nie obiecuję. Ale potem to już chyba dasz radę sama, prawda? Połazisz po miasteczku, po górach, albo pójdziesz na jakiś masaż czy co tam lubisz, a w poniedziałek odbierzesz mnie z dworca. I tak dobrze, że w ogóle uda mi się wyrwać. Mówiłem ci kiedyś, że nie lubię takich niespodzianek. 12
Nie tak to miało wyglądać. Anastazja poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale postanowiła, że nie da niczego po sobie poznać. W końcu to faktycznie tylko dwa dni. Będzie dobrze. Romantycznie. Będzie śnieg i ta cholerna gorąca herbata w kubku. Będzie dokładnie tak, jak sobie to wymarzyła. Tyle że w dominie właśnie przewrócił się pierwszy klocek… *** Anastazja raz jeszcze sprawdziła adres. Ulica się zgadzała, numer również. Właśnie w tym miejscu miało znajdować się niewielkie mieszkanko, które wynajęła przez internet. Tyle że jego właściciel kompletnie nie rozumiał, dlaczego miałby oddać komuś obcemu klucze i wyprowadzić się na tydzień z własnego lokum. – Ale ja przecież zapłaciłam. – Anastazja powtórzyła to po raz kolejny i po raz kolejny dostała taką samą odpowiedź. – Komu? I za co? To moje mieszkanie, a ja z całą pewnością nie otrzymałem żadnych pieniędzy. Zresztą nie bardzo wiem po co. – Chwileczkę. – Anastazja wyciągnęła z torebki komórkę i zaczęła w niej nerwowo szukać. – O, proszę, jest! Potwierdzenie rezerwacji. 13
Facet westchnął i zerknął na wyświetlacz. – Obawiam się, że padła pani ofiarą oszustwa, a przynajmniej niezłej ściemy. Owszem, znajduje się pani w Cisnej i owszem, nazwa ulicy pasuje idealnie do tej, którą ma pani w rezerwacji. Numer również. Ale to zdecydowanie nie są zdjęcia mojego mieszkania. – Jak to? – Anastazja patrzyła na niego coraz bardziej bezradnie. – Ktoś wrzucił w sieć jakieś fotki, podał ulicę, żeby było bardziej wiarygodnie, i naciągnął panią na niezłą kasę. Swoją drogą, jak pani zapłaciła? Podała im numer karty kredytowej? – Nie. Napisali do mnie trzy dni wcześniej, że proszą o przelew. – Aha. I pani go po prostu zrobiła. Anastazja miała ochotę się rozpłakać. – No tak… Mężczyzna rozłożył ręce. – Przykro mi. Dała się pani głupio naciągnąć. – I co teraz? – wyszeptała. – Jest późno, a ja muszę gdzieś przenocować. Facet przygryzł wargę. – Jeśli się pani nie boi, zapraszam do środka. Zaparzę kawę i spróbuję jakoś pomóc. Anastazja zawahała się na moment. Nie wyglądał na przestępcę, ale chyba rzadko kiedy przestępca wygląda 14
na tego, kim jest. Ten tu miał trochę kręcone włosy, brązowe spojrzenie, które od razu skojarzyło jej się z labradorem, i bluzę z kaczorem Donaldem. Był od niej nieco starszy i sprawiał wrażenie normalnego, sympatycznego gościa. Chyba mogła zaryzykować? – Nie namawiam – od razu ją wyczuł. – Ale jest pani trochę w dupie, że się tak wyrażę, więc proszę pozwolić sobie pomóc. Nie mam na dziś żadnych innych planów. – Okej. I dziękuję – uśmiechnęła się niepewnie. Mieszkanie faktycznie w niczym nie przypominało tego ze zdjęć. Było znacznie większe i zupełnie inaczej urządzone. Prosto, bez żadnych dodatków i upiększeń. Bez zdjęć, obrazków, niepotrzebnych bibelotów. Duży pokój gościnny był połączony z popielatą kuchnią, w której usiedli przy metalowo-szklanym stole. – Swoją drogą powinna pani lepiej przyglądać się fotkom w sieci. Wie pani, co niemal od razu rzuciło mi się w oczy? – spytał mężczyzna, nalewając wody do czajnika. Anastazja pokręciła przecząco głową. – Gniazdka od prądu oraz włączniki. Na moje oko pasowały do napięcia 110 V, a to raczej nie Europa. Fakt. – Mogę raz jeszcze zerknąć na to ogłoszenie? A tak przy okazji, jestem Michał – uśmiechnął się do niej. 15
– Anastazja. I jeszcze raz strasznie przepraszam za to całe zamieszanie. – Spokojnie, zdarza się. O, kolejny przykład. Zobacz sama, ten obiekt nie ma żadnych opinii. Jasne, został „podwieszony” w sieci cztery miesiące temu, więc jest to jakieś wytłumaczenie, ale na przyszłość byłbym ostrożny. Opinie innych ludzi przynajmniej świadczą o tym, że dane lokum faktycznie istnieje. – W ogóle o tym nie pomyślałam. – No i najważniejsze. Nikt w takich przypadkach nie kontaktuje się z tobą, żeby ominąć pośrednika. Zresztą, jak widać na screenie, ktoś dość nieudolnie przerobił grafikę z adresem, wklejając maila z zupełnie inną czcionką niż cały tekst. Anastazja spuściła głowę. – Mam niezłą nauczkę. Następnym razem dziesięć razy wszystko sprawdzę, zanim cokolwiek zarezerwuję. Jeśli w ogóle do tego dojdzie. Chwilowo mam dość podróżowania – ciężko westchnęła. – Tylko co teraz? Michał zamyślił się. – Niedaleko stąd znajduje się Pensjonat pod Bukami. Prowadzi go Róża, a ona słynie z tego, że chętnie pomaga innym. To bardzo fajna starsza pani. Sekunda. – Wstał od stołu i cofnął się w głąb korytarza, a potem podał Anastazji karteczkę z adresem. – To przynajmniej sprawdzona miejscówka, a nie żadne 16
mieszkanie widmo. A na przyszłość faktycznie nieco bardziej uważaj. W sieci można sprzedać wszystko. Nawet miłość. – Puścił do niej oko, ale jej nie było do śmiechu. Dopiła kawę i raz jeszcze podziękowała Michałowi za pomoc. Swoją drogą dobrze, że na nią nie naskoczył, kiedy chciała mu się wpakować do mieszkania, sugerując, że za nie zapłaciła. Boże, jak ona mogła być aż tak głupia? Kiedy wyszła na ulicę, chciało jej się wyć. Była wściekła na siebie, że tak łatwo dała się oszukać i wściekła na Grześka, że z nią nie przyjechał. Że została z tym całym bałaganem zupełnie sama. Nie chciała jednak do niego dzwonić i przyznawać się do swojej porażki. Tylko by ją wyśmiał i po raz kolejny oznajmił, że to najwyraźniej nie był dobry pomysł. Musiała coś znaleźć, nawet gdyby miała poprosić matkę o pożyczkę. Miała na koncie jeszcze trochę oszczędności, ale nie wiedziała, ile przyjdzie jej zapłacić za pobyt w Pensjonacie pod Bukami. Cena za mieszkanie w Cisnej od początku wydawała jej się dość niska, ale właśnie dlatego skusiła się na ten wyjazd. Do tego te piękne zdjęcia… – Chwila! – olśniło ją. – Przecież mam numer telefonu. Rozmawiałam z jakimś gościem! Wyciągnęła komórkę i nerwowo zaczęła wystukiwać cyfry. 17
„Abonent czasowo niedostępny”. Nagle zaczęła się histerycznie śmiać. Przez moment wydawało jej się, że to wszystko jest jakimś surrealistycznym snem, z którego zaraz się obudzi. – To przecież niemożliwe, że stoję tu kompletnie sama, bez noclegu i bez faceta, który powinien mi pomóc. Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich wdechów. – Okej. Jestem dorosła, dam radę – powiedziała na głos. Taksówka podwiozła ją pod adres zapisany na karteczce. Pensjonat Pod Bukami. Nie tak miała wyglądać ta przygoda, ale teraz najważniejsze było to, żeby gdziekolwiek przenocować. Na dworze było już ciemno, a Anastazja nie miała najmniejszej ochoty na nocną podróż pociągiem. Poza tym musiała znaleźć jakieś inne lokum. W końcu w poniedziałek miał przyjechać Grzesiek, a ona nie wyobrażała sobie, że wróci wcześniej do domu i oznajmi mu, że z wyjazdu nici. – Nie mam wolnych pokoi. – Do Anastazji dopiero po paru sekundach dotarło, co mówi do niej starsza pani. – Ale ja muszę tu zostać – powiedziała żałosnym tonem. – Skarbie, wszystko mam zajęte. To niewielki pensjonat i dość chętnie wynajmowany. Szkoda, że wcześniej 18
nie zadzwoniłaś. Nie bardzo wiem, jak ci pomóc. – Kobieta bezradnie rozłożyła ręce. Anastazja nagle usiadła na ziemi i wybuchnęła płaczem jak mała dziewczynka. Kompletnie nie przejmowała się tym, że kapie jej z nosa, że rozmazała na policzkach tusz i że zanosi się jak dziecko, któremu właśnie odleciał balonik. – Hej, mała, spokojnie, razem coś wymyślimy. – Pani Róża podeszła do zanoszącej się Anastazji i próbowała ją uspokoić. – To jeszcze nie koniec świata, zresztą mam już jakiś pomysł. Podzwonię po znajomych i zapytam, czy ktoś ma wolny pokój. Jest przed sezonem, więc na pewno coś się znajdzie. Nie płacz już, bo czuję się z tym nieswojo. A może jesteś głodna? – Nie, dziękuję. Wszystko jest nie tak, jak być powinno. Mieliśmy przyjechać tu razem z moim facetem, ale coś mu wypadło. Więc dojedzie w poniedziałek. A mieszkanie, które wynajęłam przez internet, nie istnieje. Straciłam kasę i nie mam gdzie spać. Jestem beznadziejna – wychlipała Anastazja. Pani Róża ostrożnie dotknęła jej ramienia. – To po prostu splot niefortunnych okoliczności. Zdarza się każdemu. Zobaczysz, jutro wszystko będzie wyglądać inaczej. Daj mi chwilę, czegoś poszukam. A ty usiądź w fotelu, tu przy kominku. Zaparzę ci dobrej herbaty. 19
Są takie miejsca, które mają magiczną mocznowu czarowania Anastazja pokiwała głową, a po chwili wybuchnęła płaczem narzeczywistości. widok wielkiego kubka, który przyniosła jej pani Róża. To był on. Wymarzony, prześliczny, nieco odpustowy, błękitny kubek w niezapominajki. Tyle że herbatę miała Stary, odrestaurowany bieszczadzki Pensjonat pod Bukami pić z niego w zupełnie innych okolicznościach. A już kryje w sobie moc zagubionych z całąmagiczną pewnością nieprzyciągania z cieknącymwszystkich nosem, bez pieniędzy dusz. Tej zimy także na odwiedzą go goście, którzy poszukują własnego i perspektyw romantyczny urlop. miejsca w życiu i czekają na swoją szansę, dzięki której odnajdą szczęście. Czy będzie to Maciej, który po śmierci żony wciąż *** pozostaje samotny? Miłosz – podekscytowany spotkaniem z dawno niewidzianą ukochaną, Zosia, która Domino to prosta gra polegająca napostanowiła ustawianiuleczyć rany po zawodzie miłosnym? A może Anastazja, choć ona trafiła klocków na wąskiej podstawie, w niewielkich odlegw to miejsce przypadkiem. Jednak znając magię pensjonatu łościach jeden od drugiego. Stojący na początku i urokliwych bieszczadzkich zakątków, wiemy, że nie ma klocek zostaje pchnięty i przewraca się, uderzając przypadków. Wszystko ma swój sens. w sąsiedni, co również skutkuje jego przewróceniem Zapraszamy zatem do Pensjonatu pod Bukami, otulonego i uderzeniem w kolejny element, aż do przewrócenia miękkim białym puchem, wypełnionego gwarem rozmów się wszystkich. i odgłosem drewna trzaskającego w kominku. W życiu jest podobnie. Jedno zdarzenie uruchamia szereg następujących po sobie sytuacji, które wynikają jedna z drugiej. Szkoda tylko, że najczęściej są to procesy gwałtowne, destrukcyjne, niemożliwe do opanowania. Nie można ich zatrzymać, bo człowiek jest zbyt powolny, zbyt długo myśli o tym, co zrobić i jakie podjąć decyzje. W tym czasie domino przewraca się cena 44,90 zł dalej. ISBN 978-83-8195-716-8
20
9 788381 957168