Skip to main content

Opowieści Zuzanny

Page 1

Piękna historia o trudnych przeszkodach do pokonania i o miłości, która scala wszystko w jeden piękny obraz.

Zuzanny

OPOWIEŚCI

KATARZYNA JANUS


KATARZYNA JANUS

Zuzanny

OPOWIEŚCI


Copyright © by Katarzyna Janus, 2020 Copyright © by Wydawnictwo FILIA, 2021 Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych. Wydanie I, Poznań 2021 Projekt okładki: Agencja Interaktywna Studio Kreacji Zdjęcie na okładce: © Stephen Mulcahey / Trevillion Images

Redakcja i korekta: Sylwia Chojecka | Od słowa do słowa Skład i łamanie: Tomasz Chojecki | Od słowa do słowa

ISBN: 978-83-8195-571-3 Wydawnictwo FILIA ul. Kleeberga 2 61-615 Poznań wydawnictwofilia.pl kontakt@wydawnictwofilia.pl


Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie. Adam Mickiewicz, Dziady. Część III


Mamo, Zuzanno – ta książka jest dla Ciebie. Kocham Cię.


PROLOG

*** Park tej jesieni wyglądał wyjątkowo cudownie. Prawdopodobnie zawdzięczał to ciepłej słonecznej pogodzie, która przez trzy październikowe tygodnie codziennie cieszyła swoją łaskawością ten pędzący w nieznane świat. Drzewa mieniły się wszystkimi barwami tęczy, a najwięcej było żółcieni i karminowych czerwieni, dodatkowo rozświetlonych wczesnopopołudniowymi promieniami słońca, które to wygrywały walkę z mniej ekspansywnymi brązami i ciemnymi zieleniami. Świergot ptaków burzył panującą wokoło ciszę, dzięki czemu 9


od strony widocznej w oddali ulicy nie docierały do przechodniów żadne dźwięki samochodowych silników. Ciepło przyjemnie rozgrzewało spacerowiczów, którzy porozpinawszy kurtki, wystawiali swe twarze w kierunku słońca, chłonąc być może ostatnie jego promienie tej jesieni. Artur szedł wolno szeroką alejką, dostosowując swój krok do drobnych kroczków stawianych przez starszą panią, która trzymając jego ramię, rozglądała się wokoło z nieukrywanym zachwytem. – Zobacz, jak tu jest pięknie – odezwała się, przerywając panującą między nimi ciszę. – Uwielbialiśmy z dziadkiem spacerować tymi alejkami. A kiedy jeszcze Foksia z nami była, dziadek zawsze rzucał jej jakiś patyk, o tam, na tę polanę. – Wskazała palcem na rozległy trawnik przed nimi. – A psina ganiała za nim do upadłego. Była niezmordowana! Babcia Zuzanna uśmiechała się łagodnie. Artur wiedział doskonale, że w tej chwili widzi tam, przed sobą, swego ukochanego męża i ganiającego za patykiem skocznego foksteriera. – Tęsknisz za nim? – zadał pytanie, które właściwie było retoryczne, doskonale znał odpowiedź. Starsza pani kiwnęła głową. – Myślę o nim codziennie. Każdego dnia zdarzy się 10


coś, jakaś drobna sprawa, która mi o nim przypomni. A to banalny gest zauważony u kogoś nieznajomego, a tak bardzo przypominający jego ruchy, a to śmiech zasłyszany podczas stania w sklepowej kolejce, a to znowu powtórka programu telewizyjnego, który lubiliśmy razem oglądać… Westchnęła, ale jej twarzy nie opuszczał łagodny uśmiech. – Wiesz, babciu… ja właściwie niewiele wiem o twojej przeszłości. Pojedyncze informacje, których nie jestem w stanie złożyć w całość. Chciałbym usłyszeć więcej. O tobie, twojej rodzinie, dzieciństwie; o tym, jak poznałaś dziadka… – Hmm… – Babcia pokiwała głową, zamyślona. – A nie znudzi cię ta opowieść? To naprawdę długa historia, tak jak długie jest moje życie. – Mam czas, nigdzie mi się nie spieszy. Jak nie skończysz jej dzisiaj, to dokończysz jutro, pojutrze, za miesiąc. Mamy czas…


ROZDZIAŁ PIERWSZY

Wspomnienia… Jak dobrze, że chociaż one jej zostaną. Wróciła do wczesnego dzieciństwa, do momentu, w którym jej pamięć zaczęła cokolwiek rejestrować. Przypominała sobie opowieści rodziców o nich samych, ich rodzinach, korzeniach… Jak ten czas szybko mija. Żyjesz, męczysz się, radujesz, tworzysz coś, poznajesz nowych ludzi, zakładasz rodzinę, rodzisz dzieci, a potem… Pogrzeb… posprzątane, pozamiatane, nie ma człowieka.

13


*** Dawno, dawno temu… Jej mama miała na imię Ewa. Jak ta pierwsza kobieta stworzona z żebra Adama. Ewa Rechul. Skąd takie nazwisko, nikt w rodzinie nie wiedział. Krążyły przypuszczenia, że wzięło się od Szkotów, którzy kiedyś tam w przeszłości osiedlili się w okolicach podwarszawskich Lasek, ale ile było w tych rodzinnych legendach prawdy, trudno zweryfikować. Mała Rechulówna urodziła się w tysiąc dziewięćsetnym roku, w Laskach właśnie, z donośnym krzykiem rozpoczynając nowe stulecie. Zuzanna nie wiedziała wiele o rodzinie mamy, zupełnie nie znała jej rodziców ani rodzeństwa. Zresztą niewiele się o nich w domu mówiło. Zastanawiała się nawet, dlaczego nie utrzymywali kontaktów z tymi krewnymi, ale rodzice zawsze pomijali jej pytania milczeniem albo zmieniali temat rozmowy. Kiedy Ewa była dzieckiem, przenieśli się w okolice Lwowa. I właśnie w pociągu powrotnym do domu ze Lwowa poznała swego przyszłego męża. Oczarował ją od pierwszej chwili. Był wysoki, przystojny, elegancko ubrany w doskonale skrojony garnitur, białą koszulę i modny krawat, w ręce trzymał nowy kapelusz. Jednak nie postura i świetny wygląd, a sumiaste wąsy 14


przykuły jej uwagę. Nosił je zresztą przez całe życie w hołdzie Józefowi Piłsudskiemu, jego imiennikowi, który to w rodzinie Józefa Barana był bezwarunkowo czczony i podziwiany. – Panienka tak sama podróżuje? – zagadnął ją po dłuższej chwili dyskretnego przyglądania się. Ewa spojrzała nieśmiało na mężczyznę i nie odważywszy się podtrzymywać rozmowy, skinęła jedynie głową, a na jej urodziwą buzię wpełzł młodzieńczy rumieniec. – Chodzi panienka we Lwowie do szkół? – kontynuował, niezrażony jej milczeniem. – Tak… Uczyłam się krawiectwa – wyszeptała. – Właśnie zdałam egzaminy końcowe i wracam do domu. Spuściła wzrok i nieświadomie miętosiła w dłoniach bawełniane kremowe rękawiczki, tak modne tej wiosny, które dopiero co zakupiła na bazarze we Lwowie za zaoszczędzone parę groszy. – A gdzie panienka mieszka, jeżeli można spytać? – Józef nie dawał za wygraną. Nie dało się ukryć, że dziewczyna wpadła mu w oko. – Nie mogę rozmawiać z nieznajomymi, pan wybaczy. – Ewa, pouczana wielokrotnie przez matkę i nauczycielki, usiłowała zachowywać się jak przystoi młodej pannie. – Zatem pozwoli panienka, że się przedstawię. Józef 15


Baran, mistrz młynarski z Ludwikówki. Uniosła głowę i spojrzała na niego uważniej. „Fiu, fiu… – pomyślała. – Mistrz młynarski, nie byle kto. Dlatego taki z niego elegancik, stać go na taki garnitur”. – W Bubryce – sama nie wiedziała, dlaczego odpowiada temu człowiekowi. Chyba dlatego, że było w nim coś, co wzbudzało zaufanie. Jakaś powaga, duma… Podobieństwo do Piłsudskiego? – Mieszkam w Bubryce, a na imię mam Ewa. Rodzina Józefa pochodziła prawdopodobnie ze starej szlachty zagrodowej, ale czy rzeczywiście tak było? Takie informacje przynajmniej przekazywano między sobą wśród krewnych. Niezaprzeczalnie jednak byli rodziną bardzo dumną i hołdującą tradycjom patriotycznym. W domach wszystkich czterech braci wisiały portrety Piłsudskiego, a w przeszłości męscy członkowie rodziny Baranów nie poskąpili swojej krwi w walce z zaborcą. Dziadek Józefa, mieszkaniec Królestwa Polskiego, biorący czynny udział w powstaniu listopadowym, kiedy to naród stanął zbrojnie do walki przeciwko Imperium Rosyjskiemu, w obawie przed grożącymi represjami tuż po jego upadku – śmiercią w najgorszym wypadku, a zsyłką na Sybir – w najlepszym, w tysiąc osiemset trzydziestym pierwszym roku zmuszony był 16


wraz z rodziną uciekać ze swych rodzinnych stron. Wielu uczestników powstania osiedliło się w tym czasie w Galicji Wschodniej – zaborze austriackim. Na szczęście prześladowania ze strony Austriaków nie były tak dokuczliwe, a dziadek i jego rodzina pragnęli jedynie zaznać wreszcie spokoju. Osiedlili się w niewielkiej Ludwikówce, miejscowości w okolicach Rohatyna, powiatowego miasta położonego między Lwowem a Stanisławowem, gdzie zamieszkiwali do chwili pamiętnego spotkania Ewy i Józefa w pociągu jadącym na trasie Lwów– Rohatyn. Ta niewielka osada była idealną przystanią dla uciekinierów z zaboru rosyjskiego. Znajdowało się tam wszystko, co udręczonym powstańcom było potrzebne do wygodnego życia: szkoła, kościół, młyn, sklepy. I spokój. Józef pochodził z wielodzietnej rodziny, w której wszyscy męscy potomkowie posiadali wykształcenie rzemieślnicze. A nie było to byle co w tamtych czasach, zapewniało im i ich rodzinom dostatnie życie. Poza tym interesowali się historią, polityką, udzielali się w życiu publicznym, brali udział w regularnych spotkaniach w swoich cechach rzemieślniczych. A i nosili się godnie, zawsze zadbani, na specjalne okazje i wyjścia odziani w garnitury, z elegancko wywiązanymi pod 17


szyją krawatami. Do tego mężczyźni odziedziczyli po dziadku powstańcu wysoką, dobrze zbudowaną sylwetkę, a ciężka praca wyrobiła w ich ciałach doskonale zarysowane mięśnie. Mogli się podobać płci przeciwnej, oj mogli. Byli jak ta opoka, fundament pod przyszłe życie. Ojciec Józefa był właścicielem młyna, on sam i jego brat Ludwik byli również młynarzami, Stanisław – krawcem, który szlify w tym fachu zdobywał w Paryżu, natomiast Karol zajmował się budową dróg. Nie byli zwykłymi robotnikami czy też rzemieślnikami, o nie! Specjalizowali się w swoich dziedzinach, a to się wtedy liczyło. Mieli jeszcze dwie siostry, które wyszły dobrze za mąż i nie narzekały na swój byt. Czym Józef zdołał przekonać do siebie nieśmiałą Ewę? Być może serdecznością, bezpośredniością, a może oczarował ją swoim wyglądem? Kto to wie? Czasem trudno jednoznacznie określić, jakie cechy drugiej osoby sprawiają, że czujemy do niej sympatię, zakochujemy się w niej czy też dla odmiany pałamy do niej niechęcią lub wręcz nienawiścią. Był starszy od Ewy o jedenaście lat, urodzony w tysiąc osiemset osiemdziesiątym dziewiątym roku, niejedno już zdążył przeżyć. Podobnie jak jego dziadek walczył o wolność ojczyzny. Podczas pierwszej wojny światowej przebył 18


długą drogę jako żołnierz Legionów Polskich pod wodzą Józefa Piłsudskiego, a kiedy wojna się skończyła, mając trzydziestkę na karku, poczuł, że już najwyższy czas się ustatkować, założyć rodzinę i stać się nobliwym obywatelem Ludwikówki. Już po kilku dniach od ich pamiętnej podróży pociągiem zjawił się w domu Ewy w Bubryce. Nie wiedział, gdzie jej szukać, nie znał nawet jej nazwiska. Ale… koniec języka za przewodnika. W pobliskim sklepie o nazwie Skład Towarów Mieszanych wypytał o młodą, uroczą dziewczynę o imieniu Ewa, która dopiero co zakończyła naukę krawiectwa i wróciła ze Lwowa do domu. Kilka kobiet robiących zakupy, zaciekawionych nowym przybyszem, usłużnie udzieliło mu wszelkich potrzebnych informacji i po kwadransie, odprowadzany kilkoma parami ciekawskich oczu, ruszył w stronę domu dziewczyny. Rodzice Ewy nie byli zachwyceni niespodziewanym pojawieniem się nieznanego mężczyzny; Ewa słowem nie wspomniała o nawiązanej w pociągu znajomości. Mama by tego z pewnością nie pochwaliła. Jednak… cóż mieli robić, nie wypadało zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, tym bardziej że przybyły wyglądał dostojnie i wręczył paniom piękne bukiety kwiatów; mniejszy dla mamy, większy, z karminowych róż, dla Ewy. Jeszcze 19


Jakże często zdarza się, że przypadek kieruje naszym życiem? Stawia na naszej drodze ludzi, nigdy nikt niewkrótce podarowałstają jej taksię pięknej którzy dlawiązanki! nas kimś Zuzanna nie wiedziała, czy tym Józef niesłychanie ważnym. przekonał

do siebie dziewczynę, czy też swoją cierpliwością i uporem… Podobnie jak kropla drąży skałę, tak on „wychodził” sobie to na małżeństwo. Zuzanna, urodzona Kresach Wschodnich, doskonale Po ślubie zamieszkali w Ludwikówce, tam na świat pamięta realia sprzed wojny oraz jej pierwszych lat. O późniejszej ucieczce, tułaczce, niechlubnych przyszło pięcioro ich dzieci: Janina, wreszcie Mieczysław, Rozalia, latach komunizmu wnukowi, Arturowi. Aniela i ostatnia,w Polsce, zupełnieopowiada nieplanowana – właśnie Chłopak przekonuje się, jakie ma szczęście, ona, Zuzanna. Wszystkie porody oczywiście żyjąc odbyływ czasach się znacznie spokojniejszych odmiejscowej czasów wojennych. w domu, z nieocenioną pomocą akuszerki. Józef, już teraz ojciec i głowa rodziny, dostał pracę Historia Zuzanny z przeszłości, o poszukiwaniu miłości w rohatyńskim młynie jako specjalista od „maszynerii”. i mozolnym budowaniu rodzinnego szczęścia, przeplata się Sam Rohatyn był w tych czasach istnym narodowym z losami Artura w czasach obecnych. Czy i jego wreszcie tyglem, mieszaniną wielu nacji. Zamieszkiwali w tym

spotka szczęście? Czy odnajdzie swoją miłość? Kim stanie miasteczku i okolicach w przeważającej liczbie Ukraińcy, się dla niego Ania, zwana przez chłopaka przekornie ale też Polacy, Żydzi, Niemcy, Ormianie, nawet Grecy „Czupurkiem”?

i Austriacy. Za zaoszczędzone pieniądze rodzice Zuzanny wybudowali dom niedaleko od przedmieść Rohatyna, SIĘ PIĘKNA HISTORIA O PRZEPLATAJĄCYCH które toLOSACH, nazywano Babińcami, a nazwa tych terenów ZE SOBĄ TRUDNYCH PRZESZKODACH prawdopodobnie od czasów pogańskich, DOpochodziła POKONANIA I O MIŁOŚCI, KTÓRA SCALA kiedy to na tym właśnie obszarze stać miała świątynia WSZYSTKO W JEDEN PIĘKNY OBRAZ. poświęcona czci bogini Lady lub Baby. W sąsiedztwie Babińców było Podwinie, niewielka wieś, prawie łącząca się z przedmieściem – tam właśnie powstał dom rodzinny cena 39,90 zł Baranów. Budynek postawiono, wykończono część ISBN 978-83-8195-571-3

20

9 788381 955713


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Opowieści Zuzanny by Filia - Issuu