MON I K A A .OL E K SA Piękna opowieść o poszukiwaniu szczęścia i miłości w malowniczym zakątku nad Bugiem.
Nad rzeką wspomnień
MON I K A A .OL E K SA
Nad rzeką wspomnień
Moim Synom, Michałowi i Miłoszowi, oraz Przyjaciołom – tym, którzy szli ze mną krok w krok i uwierzyli, że powstanę silniejsza… Ale przede wszystkim Temu, który dał mi tę siłę i dar pisania. Z wdzięcznością, Tato…
Pachniała wiosną A wzrok miała jesieni Deszczowe krople W błękicie oczu Płaczesz? Nie! - przeciekam I zakwitła uśmiechem lata… Iwona Wierzchowiecka (z domu Sawicka)
PROLOG
Przychodzi taki moment, kiedy wszystko staje się jasne i odkryte. Brakujące elementy sczepiają się ze sobą i układają w wyraźny i zrozumiały obraz, którego nic już nie zamazuje i nie zniekształca. Kontury stają się ostre i wyraźne, a rozum już nawet nie podpowiada ucieczki. Nie ma innej drogi. Jest tylko ta jedna i ten moment, kiedy dotyk już nie ma w sobie czułości, tylko wybudza strach. Czuła ten strach. Był tak realny, jakby w jej ciele zamieszkał jakiś pasożyt, pełzający po jej wnętrznościach. Słyszała tłukące się w jej piersi serce i łapczywie łapała powietrze. Próbowała uspokoić oddech, by nie odsłonić swojej słabości, ale nie miała już złudzeń. Znalazła się w takim miejscu, z którego nie było wyjścia. Był tylko koniec.
9
Oczy, które miała przed sobą, wpatrywały się w nią nieruchomym spojrzeniem. W migoczącym świetle świecy dostrzegła w nich jedynie obłęd i przeszywające zimno, od którego przez jej ciało przebiegł dreszcz. Wiedziała, że już nic tego nie zatrzyma.
JEDEN...
1 Człowiek i natura są nierozerwalnie ze sobą złączeni. Od momentu swojego narodzenia człowiek żyje z nią w symbiozie, wkomponowując własną kruchość w jej siłę. Czerpie z niej, uczy się od niej, wrasta w nią, ale jednocześnie bezmyślnie ją niszczy, uważając za poddaną sobie. I nie rozumie, że w ten sposób dokonuje autodestrukcji, bo będąc elementem systemu naczyń połączonych, każdą szkodę i brak odczuje dotkliwie i boleśnie. Tylko w harmonii z naturą życie ludzkie nabiera pełnego sensu, stając się cyklem wzrastania, dojrzewania i wydawania owoców. Pełnią, do której człowiek dąży i której poszukuje.
11
Czułam to. Tę pełnię i moje zespolenie z miejscem, w które od dwóch lat się wtapiałam, miejscem, które wybrało sobie mnie, zupełnie jakby wiedziało, że będę tu pasowała. Biegnąc pustą plażą, której fragmenty znałam tak dobrze, że z zamkniętymi oczami mogłabym odtwarzać jej topografię i charakterystyczne szczegóły, oddychałam miarowym rytmem morza, słysząc w uszach swój głośny puls i uderzenia fal rozbijających się o drewniane falochrony. Moja codzienna trasa z punktem docelowym przy przekopie na Kopaniu, której nie podejmowałam tylko wtedy, gdy na Bałtyku szalał sztorm. Morze uczyło mnie pokory. Przy nim łagodniałam i wyciszałam w sobie te wszystkie burze, które przeszły przez moje życie, pozostawiwszy w nim ślady zniszczeń. Od niego czerpałam siłę i uczyłam się odradzania, obserwując naturę i jej niezwykłą moc odnawiania i wybudzania. Powstawania do życia i jego kolejnego etapu. – Daria, zatrzymaj się! – Gdzieś zza moich pleców dobiegło mnie wołanie Justyny. Zdyszany głos przyjaciółki doleciał wraz z wiatrem, który bawił się kosmykami moich włosów, wysuniętymi z niedbale związanego na karku kucyka. Przystanęłam, zginając się wpół i opierając dłonie o kolana. Oddychałam szybko, próbując odnaleźć w tym oddechu miarowy rytm, by zapobiec kolce. Justyna zrównała 12
się ze mną i opadła na piasek, chowając głowę między kolanami. Przez chwilę żadna z nas nic nie mówiła, tylko nasze głośne oddechy wymieniały się nawzajem tempem i przechwałkami o ćwiczonej kondycji. Wyprostowałam się i podeszłam do przyjaciółki, a potem usiadłam obok niej na trzymającym jeszcze ciepło dnia piasku. – Wszystko okej? – Położyłam otwartą dłoń na skulonych plecach Justyny. – Daria, babo, jesteś nie do zdarcia. – Moja przyjaciółka wyprostowała się i spojrzała na mnie z nieukrywanym podziwem. Spodobało mi się to. – Mimo moich prawie codziennych treningów wymiękam przy tobie. Ja, policjantka, rozumiesz to? Uśmiechnęłam się. – Myślę, że słowa „prawie codziennie” mają tu kluczowe znaczenie. Ja stałam się tak zawzięta, że odpuszczam tylko przy sztormie. Poza tym ty biegasz głównie po utwardzonej nawierzchni, a ja po piasku, lesie i wiejskich drogach. To hartuje. – Jesteś cholernie silna. – Spojrzenie mojej przyjaciółki złagodniało. – Też byś była, gdyby życie nie dało ci wyboru. – Zawsze jest jakiś wybór. I ty go dokonałaś. Pokiwałam głową, przenosząc wzrok na morze. Falowało niespokojnie, jakby czymś poruszone. Miałam wrażenie, że ono mnie rozumie i w jakiś sposób dostosowuje 13
się do moich nastrojów i emocji. Od dwóch lat zadziwiało mnie to, że każdego dnia było inne. Zmieniało kolory i wygładzało się lub wybrzuszało, gniewało lub łagodziło spokojem. Czasami niepokoiło bezruchem, ale częściej zaczepnie prowokowało do interaktywnego kontaktu. Żyło, pokazując mi, że moje życie też jest cyklem, a to znaczy, że po tych gorszych dniach nadejdą te lepsze. – Cieszę się, że przyjechałaś. – Uśmiechnęłam się do dziewczyny o piwnych oczach i wystawiłam twarz do słońca, przymykając powieki. – Po tych rewelacjach, które mi powiedziałaś, nie mogłabym usiedzieć na tyłku. – Głos Justyny brzmiał podekscytowaniem. Kiedy dzwoniłam do niej kilka dni temu, wiedziałam, że po tym, co jej zakomunikowałam, wsiądzie na swój motor i przyjedzie, choćby miała urlop wyrywać pazurami. – Kurczę, Daria, jeden z najbogatszych Polaków, który niezwykle skutecznie strzeże swojej prywatności i nigdy nikomu nie udzielił wywiadu, dzwoni do ciebie i proponuje ci wywiad rzekę. Co to ma być, kurczę, spowiedź życia? I dlaczego ty? Wzruszyłam ramionami. Od ostatnich kilku dni sama sobie zadawałam to pytanie, bezskutecznie próbując znaleźć na nie odpowiedź. – W pewnym wieku ludzie robią rachunek sumienia. Może w ten sposób chce się skonfrontować ze swoją prze14
szłością? – Myślałam na głos, wiedząc, że odpowiedź uzyskam dopiero wtedy, gdy przyjmę propozycję Zbigniewa Puchacza. – Ale dlaczego chce ją konfrontować akurat z tobą? – Justyna niczego mi nie ułatwiała. Zawsze taka była, waliła prosto z mostu, często bez znieczulenia. – Może dlatego, że podoba mu się mój styl pisania? A może uważa, że moje książki są dobre, a ja jestem wystarczająco inteligentna, by sprostać temu wyzwaniu? Otworzyłam oczy i zwróciłam twarz w stronę przyjaciółki. – A jeśli w tym jest jakieś drugie dno, Daria? Justyna wydawała się skupiona, jak zawsze, gdy intensywnie o czymś myślała. Tą postawą niczego mi nie ułatwiała. – Kontrakt, który mi proponuje, brzmi sensownie. – Masz zostawić swoje życie na dwa miesiące i przenieść się nad Bug, gdzieś na wschód Polski, żeby napisać książkę, w której Zbigniew Puchacz ujawni, kim tak naprawdę jest i jak doszedł do majątku, który dla mnie jest abstrakcją. Nie możecie tego zrobić w czasie kilku spotkań gdzieś w połowie drogi? Pokręciłam głową. – Takiej książki nie da się napisać w połowie drogi. Zresztą ja go rozumiem. Nie chce, aby cokolwiek wyciekło, zanim wywiad nie będzie skończony i nie pojawi się w dru15
ku. Czy ty wiesz, ilu wydawców będzie chciało to opublikować? Ta książka sprzeda się, zanim jeszcze zostanie napisana. I sprzeda się za takie pieniądze, jakich ja, jako pisarz, nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Co więcej, jakaś część z nich będzie moim udziałem. Wydaje mi się to logiczne i uczciwe, nie widzę i nie chcę doszukiwać się drugiego dna. Justyna nie wydawała się przekonana. – Może to zboczenie zawodowe, ale patrzę na to inaczej niż ty. I najzwyczajniej w świecie martwię się o ciebie. Jesteś dla mnie cenna i ważna. Nie chciałabym, abyś zniknęła gdzieś nad Bugiem dlatego, że dowiesz się czegoś za dużo. – To rzeczywiście skrzywienie zawodowe. – Podniosłam się z piasku i otrzepałam leginsy z jasnych, poprzyklejanych do nich ziarenek. – Nie wyjeżdżam do kraju, gdzie zabiorą mi paszport i zamkną w baraku, zmuszając do niewolniczej pracy, tylko do nadbużańskiej miejscowości o wdzięcznej nazwie Świerże. – Gdzie to w ogóle jest? – Justyna też się podniosła i, podobnie jak ja, otrzepała z piasku. – Przy granicy polsko-ukraińskiej, niedaleko Dorohuska. – Miejsce w sam raz na kryminał. – Hej! – Pogroziłam jej palcem. – Nie jadę tam szukać inspiracji do swojej książki, tylko wysłuchać opowieści o czyimś życiu i odpowiednio ją opisać. 16
– Zawsze możesz upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. – Przyjaciółka przekrzywiła głowę i uśmiechnęła się do mnie przekornie. – I znając ciebie, nie odpuścisz takiej szansy.
2 Pokochałam Cisowo i dom, w którym zamieszkałam, od pierwszego z nim spotkania. Położona około trzech kilometrów od nadbałtyckiego Darłówka wioska urzekła mnie swoją topografią, pewnego rodzaju wycofaniem od zgiełku nadmorskich miejscowości i spokojem, za którym najbardziej tęskniłam. Odkryłam to miejsce podczas mojego pobytu w Darłowie, gdzie przyjechałam na spotkanie autorskie, na zaproszenie Krystyny Krakowiak, ówczesnej dyrektor Biblioteki Miejskiej im. Agnieszki Osieckiej. Krystyna od razu ujęła mnie swoją szczerością i sposobem, w jaki poprowadziła moje spotkanie z tutejszymi czytelnikami. Podczas wspólnej kawy, którą wypiłyśmy już „za kulisami”, z taką pasją opowiadała o miejscowości, za którą, jako sołtys, czuła się odpowiedzialna, że wzbudziła mój apetyt na Cisowo i okoliczne wioski. Zapragnęłam je obejrzeć, rozglądając się przy okazji za moim potencjalnym domem. – Jest u nas jeden dom do sprzedania. Gdybyś była zainteresowana, mogę cię umówić z właścicielką. 17
Szybko przeszłyśmy z Krystyną na „ty”. Nie lubię narzucać dystansu i kiedy tylko czuję, że spotykam pokrewne dusze, skracam go. – Zostanę kilka dni w Darłowie, więc z chęcią obejrzę dom. – Wypowiedziałam te słowa nieświadoma, że ta jedna rozmowa stanie się początkiem przewrotu w moim życiu, takim kamykiem, który uruchamia lawinę. Ta, która ruszyła, wymiotła wszystko. Nie zostawiła nawet wspomnień. Zanim dojechałam do Cisowa, obejrzałam Zakrzewo, Kopnicę, Drozdowo i Barzowice. W tych ostatnich spodobało mi się ich położenie, nieco na uboczu, ale jedyne, co tam mogłam kupić, to działkę rolną. Nie miałam ani siły, ani czasu, aby zajmować się budową. Potrzebowałam gotowego domu, nawet do remontu, ale takiego, do którego mogłabym się wprowadzić od zaraz. Znalazłam go w Cisowie. Gdy tylko przekroczyłam jego próg, poczułam, że jestem u siebie. Nie był duży. Parterowy, ze strychem, na który prowadziły wąskie zakręcone schody. Trzy sypialnie, salon, duża kuchnia i taras na tyłach domu, z widokiem na półdziki ogród. Osiemnaście arów ziemi i solidna, poniemiecka obora, służąca właścicielce jako kuchnia letnia. Budynek z ogromnym potencjałem. – Chcę kupić ten dom – wypowiedziałam te słowa bez żadnego przemyślenia. I bez wahania. Gdzieś w głę18
bi siebie czułam, że to miejsce zostało mi przeznaczone. A może to ja byłam przeznaczona jemu? – Jeśli go pani kupi, musi mi obiecać jedno. – Wyblakłe, niebieskie oczy właścicielki patrzyły na mnie z przekazem, którego się domyśliłam, kiedy dostrzegłam w nich wilgoć łez. – Musi mi pani obiecać, że będzie go kochać i dbać o niego jak o przyjaciela. Powoli pokiwałam głową. Dotrzymałam słowa. Pokochałam ten dom, a on przyjął mnie i zaakceptował. Wrastałam w Cisowo powoli, małymi krokami zdobywając zaufanie i przychylność jego mieszkańców. Ale po dwóch latach mogłam powiedzieć, że tu jest mój dom, moje miejsce na ziemi.
3 Na kościelnej górce powietrze pachniało rozgrzaną łąką, na której pasła się krowa. Łagodna cisza usypiającego dnia koiła szelestem liści poruszanych przez wiatr i bzyczeniem owadów, pracowicie uwijających się wśród rozkwitających pąków. Widoczne na horyzoncie wiatraki leniwie obracały się cyklicznym ruchem skrzydeł, wkomponowując się w krajobraz z morzem i jeziorem w tle. – Pamiętam, jak Krystyna przyprowadziła mnie tutaj po raz pierwszy. Słońce zachodziło wtedy podobnie jak te19
raz,ŻYCIE ja patrzyłam na ten widok jak zaczarowana, a Krystyna CZŁOWIEKA JEST JAK WITRAŻ. MAŁE, powiedziała, żeNIE za chwilę będę świadkiem najpiękniejszego POZORNIE PASUJĄCE DO SIEBIE KAWAŁECZKI zachodu słońca na świecie. I miała rację. SIĘ W OBRAZ, KOLOROWEGO SZKŁA, UKŁADAJĄ KTÓRY ODSŁANIA SIĘ DOPIERO ODPOWIEDNIM Justyna nic nie odpowiedziała. Stała W obok mnie, wpaŚWIETLE I DZIĘKI UWAŻNOŚCI PATRZĄCEGO. trzona w żółtopomarańczową kulę, schodzącą coraz niżej w odległy fragment morza. Nie widziałam jej oczu skry32-letnia Daria dostaje zlecenie napisania biografii znanego tych za ciemnymi szkłami przeciwsłonecznych okularów, biznesmena, całe dostrzegłam życie strzegłnaswojej prywatności. ale w pewnym który momencie jej policzku kroPrzyjeżdża nad Bug, do niezwykle malowniczego plę, która spłynęła w dół, ku kącikowi ust, zostawiającmiejsca, po taksobie odosobnionego jak jej gospodarze. Nadbużańskie Świerże mokry ślad. przyjmują Darię z życzliwością, ale powietrze gęste jest od Podeszłam bliżej, objęłam przyjaciółkę ramieniem niedopowiedzeń kobietanie próbuje i oparłam głowę i tajemnic, o jej bark. które Milczałam, chcąc odkryć. zaKim jest dziewczynka, która pojawia się nocą w jej sypialni? kłócić ciszy, w którą Justyna się wtopiła. Patrzyłam na I jaki związek z tym wszystkim ma Malwina Różańska, wiatraki i na złotą poświatę kładącą się na dużej łące kobieta, która zniknęła bez słowa z życia Darii dwadzieścia przed nami. Widoczny stąd kawałek morza iskrzył się lat wcześniej... jak sukienka wyszyta kryształkami. Miałam wrażenie, że tym roziskrzeniem morze przyzywa mnie i pozdrawia. Byłam pewna, że ono wie, że swoją siłę czerpię właśnie Pióro Moniki Oleksy jest zawsze urzekające, lekkie, czułe od niego. i kusząco wielobarwne. Lektura na jeden haust. – Zazdroszczę ci – wyszeptała Justyna, otwartą dłonią - Paweł Rosak, artysta muzyk, wokalista, kompozytor, autor. wycierając policzek. – Zazdroszczę ci tego miejsca i twojej odwagi. – Nie jest trudno znaleźć w sobie odwagę, kiedy ma się przyjaciół, którzy cię wspierają. Przyjaźń jest jak skała, Justa. Nie rozkruszy się tak łatwo i zawsze będzie fundacena 42,90 zł mentem, na którym możesz budować wszystko na nowo. ISBN 978-83-8195-484-6 20
9 788381 954846