Laszlo bał się ciemności.
Ciemność mieszkała w tym samym domu co Laszlo: w wielkim domu ze skrzypiącym dachem, twardymi, zimnymi szybami w oknach i mnóstwem schodów.
Czasami ciemność kryła się w schowku.
Czasami czyhała za zasłonką od prysznica.
Ale większość czasu spędzała w piwnicy. Przez cały dzień czekała w najdalszym kącie, z dala od piszczącej i grzechoczącej pralki, wciśnięta między jakieś stare zawilgłe paczki i komodę, do której nikt nie zaglądał.
Oczywiście nocami stamtąd wychodziła i oblepiała sobą okna i drzwi domu.
Rano wracała do piwnicy, gdzie było jej miejsce. Laszlo codziennie rano do niej zaglądał.
– Cześć! – mówił do ciemności.
Laszlo pomyślał, że jeśli on będzie odwiedzał ciemność w jej pokoju, to ona nigdy nie przyjdzie do niego.
Ale pewnej nocy –
przyszła.
– Laszlo – powiedziała ciemność. W ciemności.
Ciemność miała głos skrzypiący jak dach domu i twardy i zimny jak szyby w oknach. Mimo że była blisko chłopca, zdawało się, że jest bardzo daleko.
– Czego chcesz? – spytał Laszlo.
– Chcę ci coś pokazać – powiedziała ciemność.
– Tutaj? – Nie – odrzekła ciemność.