HISTORIA ANDRIEJA CZIKATIŁY, JEDNEGO Z NAJBARDZIEJ OKRUTNYCH SERYJNYCH MORDERCÓW XX WIEKU.
PETER CONRADI
PETER CONRADI
KRWAWY RZEŹNIK Przełożyła Joanna Grabarek
Dla Roberty
Rys. 1. Zachodni region byłego ZSRR i sąsiadujące z nim kraje
Rys. 2. Główny obszar działania Czikatiły
WPROWADZENIE COLINA WILSONA
Peter Conradi stworzył moim zdaniem jedno z najlepszych opracowań historii seryjnego mordercy od czasu publikacji w 1932 roku Der Sadist („Sadysta”) Karla Berga – studium „wampira z Düsseldorfu” Petera Kürtena. Jako profesor medycyny sądowej Akademii Medycznej w Düsseldorfie Berg został wezwany, kiedy 14 maja 1930 roku policja wreszcie aresztowała zabójcę, który terroryzował miasto od piętnastu miesięcy. W tym czasie „Potwór” zabił ośmioro ludzi – mężczyznę, trzy kobiety i czworo dzieci. Dusił, zadawał ciosy nożyczkami lub młotkiem. Berg z zaskoczeniem skonstatował, że Berg jest łagodnym, niepozornym z wyglądu mężczyzną, ujmującym i inteligentnym. Jego sąsiedzi na początku byli przekonani, że policja popełniła 9
jakąś absurdalną pomyłkę. Kürten z wyraźną przyjemnością opowiedział Bergowi swoją dziwaczną historię seksualną, w rezultacie czego powstało pierwsze szczegółowe studium narodzin psychopatycznego zabójcy. Od tamtej chwili pojawiło się niewiele równie drobiazgowych opisów tego typu przestępców. W Ameryce, w połowie lat trzydziestych, sadystyczny zboczeniec seksualny Albert Fish (skazany na śmierć za zabicie i częściowe zjedzenie dziesięcioletniej Grace Budd) w szczerej rozmowie z psychiatrą Frederickiem Werthamem opowiedział mu o życiu pełnym sadyzmu i dzieciobójstw. Wertham jednak postanowił poświęcić Fishowi zaledwie jeden rozdział swojej książki The Show of Violence (Pokaz przemocy). Od zakończenia drugiej wojny światowej następował stały wzrost zbrodni na tle seksualnym, a od lat siedemdziesiąctych – przerażający skok w liczbie masowych morderców (obecnie nazywamy ich seryjnymi zabójcami). Ani jedno, ani drugie nie było jednak badane z taką dokładnością, jaką Berg przeanalizował sprawę Kürtena. Sprawa Czikatiły jest satysfakcjonującym wyjątkiem. Kilku psychiatrów, włączając w to Aleksandra Buchanowskiego, badało mordercę od jego aresztowania w listopadzie 1990 roku i niektórzy z nich udostępnili Peterowi Conradiemu niezwykle szczegółowy opis rozwoju psychicznego Rzeźnika z Rostowa. Dzięki temu potrafimy zrozumieć Czikatiłę dużo lepiej i głębiej niż jakiegokolwiek innego seryjnego 10
zabójcę od czasów Kürtena. Pozwala nam to dostrzec wiele interesujących podobieństw do innych znanych spraw morderstw na tle seksualnym. Natychmiast przychodzi na myśl jeden z zabójców – Reginald Christie z Notting Hill. Podobnie jak Czikatiło, Christie był tak koszmarnie nieśmiały, że czyniło go to impotentem. Jako nastolatek był przezywany „Reggiem bez fiutka” i „Nie-staje-mi-Christiem”. Tak jak Czikatiło, Christie był inteligentny, skłonny do depresji, miał niskie poczucie wartości i usiłował skrywać się za oficjalną maską: Christie był rezerwowym policjantem, a Czikatiło – członkiem partii komunistycznej niższego stopnia. Obu udało się zdobyć żonę, przy których jakoś zdołali pokonać wrodzoną nieśmiałość i impotencję, lecz obaj okazali się niezbyt entuzjastycznymi mężami, jeśli chodzi o seks. Podstawowy wzorzec psychologiczny przestępcy seksualnego to powolny rozwój pragnienia seksualnego poprzez fantazjowanie. Peter Kürten w wieku dziewięciu lat został wprowadzony w świat sadyzmu przez hycla, który lubił się znęcać nad zwierzętami. Jednak to po pobycie w więziennej izolatce, do której trafił skazany za włamanie, jego marzenia o gwałcie zmieniły się w pragnienie krwi. Fantazje Christiego dotyczyły pogwałcenia pasywnej, niebroniącej się ofiary. Wprowadzał swoje myśli w czyn, zachęcając kobiety, aby usiadły na leżaku i pooddychały sobie specjalną miksturą do inhalacji, do której dodatkowo dodał gaz koksowniczy. 11
Kiedy ofiary traciły przytomność, Christie przestawał być impotentem. Potem, aby zapobiec odkryciu wszystkiego, musiał te nieszczęśnice zabić. Na nieszczęście Czikatiło pracował jako nauczyciel, co dało mu możliwość rozwinięcia swoich fantazji seksualnych o uprawianiu seksu z nieletnimi dziewczynkami, przy których czuł się mniej onieśmielony niż przy dorosłych. Właśnie w tamtym okresie ścieżka jego rozwoju rozbiegła się z tą Christiego – Czikatiło doświadczył orgazmu, bijąc ucznia linijką po rękach. Kiedy zaś w grudniu 1978 roku zwabił dziewięcioletnią dziewczynkę do swojego domu, gdzie usiłował ją zgwałcić, przeszkodził mu w tym wprawdzie nagły nawrót impotencji, ale widok krwi dziecka wywołał w nim atak sadystycznej agresji. Był to „najbardziej decydujący moment jego życia”, jak to ujął Conradi. Kiedy Czikatiło dźgał ofiarę na śmierć, nóż zastąpił mu jego niedziałający narząd płciowy. W tamtej chwili przestał być potencjalnym Christiem, a stał się kolejnym Kürtenem, dla którego zadawanie ciosów nożem i widok krwi przynosiły zaspokojenie seksualne. Od tego momentu stał się jednym z najniebezpieczniejszych ludzi w Rosji. W Europie lub Ameryce jego kariera dobiegłaby zapewne końca wkrótce potem, kiedy policja postanowiła go przesłuchać. Czikatiło miał już opinię pedofila, jego sąsiedzi zaś widzieli odwiedzające go w mieszkaniu liczne prostytutki. Liczba ran po ciosach noża sugerowała, że miejsce, 12
w którym zginęła ofiara, musi być pełne śladów krwi. Nawet najbardziej powierzchowne oględziny kryminalistyczne dużego pokoju w domu Czikatiły natychmiast wskazałyby go jako zabójcę. Jednak szczęście było po jego stronie: milicja zainteresowała się zamiast tego jego sąsiadem, który raz już został skazany za morderstwo na tle seksualnym. Ostatecznie to Aleksandra Krawczenkę stracono za zbrodnie Czikatiły. Czikatiło tymczasem, podobnie jak Christie i Kürten, stał się obsesyjnym „wielokrotnym zabójcą” – człowiekiem, dla którego akt morderstwa przynosił uwolnienie od kompleksu niższości i depresji. Tylko w jednym aspekcie Czikatiło nadal przypominał bardziej Christiego – pozostał „żałosnym potworem” zamiast zmienić się w demonicznego sadystę. Mimo to jego zbrodnie były wystarczająco demoniczne, a dowody potwierdzają, że torturował ofiary przed zabiciem. Stał się niewolnikiem swojej niezdrowej obsesji na kolejne dwanaście lat, do czasu aresztowania. Zdołał zabić w tym czasie ponad pięćdziesiąt osób. Niesamowite szczęście nadal mu sprzyjało. Kiedy w 1984 roku zatrzymano go jako podejrzanego o morderstwo, a w jego torbie znaleziono linę i nóż, ostatecznie został wypuszczony na wolność. Okazało się bowiem, że Czikatiło był jednym z niezwykle rzadko spotykanych przypadków, których grupa krwi różni się od zestawu antyciał w spermie. Zwolniono go zatem, aby mógł torturować i zabić kolejne dwadzieścia jeden osób. W przeciwieństwie do wielu innych 13
seryjnych morderców Czikatiłę złapano nie z powodu jego nieostrożności (która często wynika z pragnienia, aby ich pochwycono), lecz przez przypadek, kiedy został spisany przez milicjanta. Dr Magnus Hirschfeld, wielki „seksolog”, który poświęcił życie badaniom anomalii seksualnych, wierzył niezachwianie, że wszyscy przestępcy seksualni powinni być uważani za niezrównoważonych psychicznie. Od 1970 mieliśmy do czynienia z kilkoma przypadkami świadczącymi, iż nie do końca miał rację: działania Teda Bundy’ego, Deana Corlla czy Johna Gacy’ego wskazywały na świadomą decyzję rozpoczęcia polowań na ludzi. Jednak ze wszystkich seryjnych morderców, o których wiem, Andriej Czikatiło jest chyba najmocniejszym argumentem przemawiającym za hipotezą Hirschfelda. Jest niepokojącym przykładem człowieka uwięzionego w uścisku obsesji, nad którą nie ma kontroli – archetypowym „żałosnym potworem”.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Wskazówki zegara na stacji autobusowej, za pękniętą szybką, zatrzymały się na godzinie ósmej. Na zewnątrz było jeszcze dość ciepło – typowy letni wieczór na południu Rosji. Mężczyzna rozejrzał się dookoła: ponurzy robotnicy spieszący do domu po zakończeniu zmiany, młode pary próbujące złapać kilka dodatkowych chwil razem, bezdomni z butelką wódki, zakładający „obóz” na noc. Mężczyzna był na dyżurze przez cały dzień i w oczach zaczęło mu się ćmić od zalewu masy ludzi. Kalendarz na ścianie wskazywał 13 września 1984 roku. Jego spojrzenie przyciągnął sposób poruszania się tego człowieka: ukradkowy, nerwowy, niczym myśliwy podchodzący zwierzynę. Inspektor Aleksander Zanasowski z milicji 15
w Rostowie nad Donem obserwował go uważnie przez kilka godzin. Po raz pierwszy zobaczył tego mężczyznę dwa tygodnie wcześniej, po drugiej stronie hali głównej na stacji kolejowej: wysoki, silny, z grubymi okularami na nosie, odziany w schludny garnitur. Miał czterdzieści kilka lat, może nawet był już po pięćdziesiątce. W ręku niósł wypakowaną teczkę. Człowiek ten próbował podrywać na stacji kobiety i to z niesamowitym uporem – Zanasowski nigdy przedtem się z czymś takim nie spotkał. W ciągu godziny obserwacji nieznajomy nawiązał kontakt z tuzinem lub więcej kobiet; kilka słów, uśmiech i już ruszał do kolejnej, niemal natychmiast. Po godzinie wyszedł na dwór i zaczął robić to samo na przystanku autobusowym. Właśnie wtedy Zanasowski podszedł do niego i poprosił, aby udał się z nim do małego posterunku milicji przed stacją autobusową w celu rutynowej kontroli dokumentów. Wciąż pamiętał jego nazwisko: „Czikatiło, Andriej Romanowicz”. Dziwaczne nazwisko, może ukraińskie. Z całą pewnością nie w rodzaju Iwanowa czy Jakowlewa. Według paszportu był żonaty, miał dwoje dzieci i był szefem działu zaopatrzenia w jednej z głównych fabryk w okolicy. Ukończył również filozofię na miejscowym uniwersytecie. Zanasowski nie miał powodu, aby go zatrzymać. Nie powstrzymało go to jednak przed zadaniem pytania: co takiego robi? – Czekałem na pociąg powrotny do domu i nudziło mi się – odparł mężczyzna. – Chciałem z kimś pogadać. Poza tym lubię 16
młodych ludzi. Kiedyś byłem nauczycielem i interesuję się nimi: tym, gdzie mieszkają, co robią i jakie mają zainteresowania. Jedna z dziewczyn, z którą widział go Zanasowski, potwierdziła tę historyjkę: – Wypytywał mnie, gdzie się uczę i dokąd w tej chwili zmierzam – powiedziała. Minęły dwa tygodnie i mężczyzna pojawił się znowu, zachowując się w dokładnie ten sam sposób. Zanasowski pewnie nie zwróciłby na to większej uwagi: uznałby, że to jakiś facet w średnim wieku, który chce zdradzić swoją żonę. To wszystko. Jednak lato 1984 roku w Rostowie nie było zwykłym latem. Gdzieś tam czaił się seryjny morderca. Miasto wrzało od plotek i strachu. Trzeba było znaleźć zabójcę, zanim ten uderzy znowu. Im dłużej Zanasowski przyglądał się nieznajomemu, tym bardziej jego zachowanie wydawało mu się podejrzane. – Tym razem nie wypuszczę go tak łatwo – mruknął pod nosem do swojego młodszego kolegi, stojącego na posterunku wraz z nim. Minęły już ponad dwa lata od znalezienia pierwszego ciała. Luba Biriuk miała trzynaście lat i była miłą dziewczyną z dobrej rodziny, siostrzenicą oficera milicji z miejscowego wydziału zabójstw – było to niemal jak utrata członka rodziny. Jej szczątki leżały na leśnej ścieżce obok drogi prowadzącej przez Donskoj – małą wioskę około trzydziestu kilometrów na północ od Rostowa. 17
Morderstwo nie było niczym niezwykłym. Okolice Rostowa miały najwyższy współczynnik zbrodni w kraju. Zawsze tak było – to kwestia zwyczajnej geografii: pograniczne miasteczko przyciągało różnego rodzaju ludzi, dobrych i złych. W całym regionie co roku ginęło tu zabitych średnio trzysta osób, czyli prawie jedna na dzień. Sprawa Biriuk się wyróżniała – zamordowano dziecko. Poza tym była jeszcze kwestia obrażeń: ponad trzydziestu głębokich ran zadanych nożem i okropne ślady pobicia wokół oczu. Milicjanci sprowadzeni na scenę zbrodni powiedzieli, że nigdy w życiu nie widzieli czegoś podobnego. Od tamtego czasu nieznany sprawca nadal mordował, a milicja nie zbliżała się ani na krok do jego pojmania. Istniało wiele teorii, ale niewiele dowodów. Ciało Biriuk znaleziono po dwóch tygodniach, a do tego czasu trop już się urwał. Ludzkie zwłoki szybko się rozkładają w południowym słońcu, które z łatwością rozgrzewa powietrze do ponad 35 stopni Celsjusza. Szczątki innych, odkryte po kilku miesiącach, były już praktycznie tylko szkieletami. W wielu przypadkach nikt nie zauważył zniknięcia ofiar, a jeśli nawet, to nie zgłosił tego na milicję. Sporo zamordowanych osób było kloszardami, prostytutkami albo dzieciakami, które uciekły z domu. Już sama ich identyfikacja była koszmarem. Niektórzy musieli zostać wysłani do specjalistycznego instytutu w Moskwie, gdzie eksperci próbowali odtworzyć rysy ich twarzy. 18
Jak dotąd mordercę zauważono tylko raz. W marcu tego roku na obrzeżach pobliskiego miasta Szachty zostało zabite kolejne dziecko, Dima Ptasznikow. Pewna kobieta twierdziła, że widziała go w towarzystwie dziwnego mężczyzny. To jednak jedynie dodało niejasności, ponieważ milicja miała już za kratkami kilku podejrzanych odsiadujących wcześniejsze morderstwa. Dwóch młodych mężczyzn z miejscowego ośrodka dla upośledzonych umysłowo zostało aresztowanych i następnie przyznało się do winy. W takim razie co sobie myśleć o ostatnim zabójstwie? Czy była to część serii, a jeśli tak, to co z ludźmi, których już aresztowali? Jakkolwiek na to spojrzeć, sprawa była jedną wielką katastrofą. Co gorsza, zaczęły się tym interesować władze w Moskwie. Związek Radziecki nie miał tak wyglądać. Zbrodnie miały zanikać – a przynajmniej tak głosiły oficjalne postulaty. Trudno w to jednak było uwierzyć, kiedy człowiek pracował w terenie, zwłaszcza w mieście takim jak Rostów. Gdyby zapytać zwykłych mundurowych, powiedzieliby coś zupełnie przeciwnego. Ludzie wydawali się bardziej nieuczciwi i agresywni. Mimo to seryjne morderstwa należały do zupełnie innej kategorii – coś takiego zdarzało się tylko w Ameryce, podobnie jak brak zatrudnienia, bezdomność i łapówkarstwo: sprawy, o których opowiadano w wiadomościach telewizyjnych lub pisano w ogólnokrajowych gazetach typu „Prawda”. Seryjni zabójcy nie istnieli w okolicach Rostowa. Tylko że teraz właśnie wyglądało na to, że jednak jeden im 19
się trafił, i Zanasowski czuł, że może być człowiekiem, który Zanim radziecki seryjny morderca Andriej Czikatiło został doprowadzi do jego schwytania. Zaczynał zapadać zmierzch postawiony przed sądem w 1992 roku, zabił ponad 50 kobiet, i milicjant przeczuwał, że zapowiada się długa noc. dzieci i nastolatków, często wykorzystując seksualnie swoje Po zagadnięciu kilku kobiet na stacji autobusowej mężofiary i zostawiając ich ciała potwornie okaleczone. czyzna wyszedł na dwór, wsiadł do jednego z biało-czerwonych rozklekotanych miejskich trolejbusów i ruszył w kieNa podstawie własnych wywiadów i zapisów z przebiegu runku lotniska. Pojazd był dość pełny, ale nie na tyle, żeby nie rozprawy Peter Conradi – dziennikarz i redaktor londyńskiego można się było przepchnąć między pasażerami uczepionymi „Sunday Times” – opowiada, jak ojciec, mąż i dziadek, były skórzanych pasków do trzymania. Mężczyzna nie tracił ani nauczyciel, mordował przez 12 lat, tuż pod nosem milicji. chwili. Zanasowski, siedzący po drugiej stronie trolejbusu, przyglądał się z fascynacją, jak tamten przechodzi wzdłuż Conradi zagłębia się w życie jednego z najbardziej pokładu, usiłując przyciągnąć wzrok pasażerek. przerażających seryjnych morderców. Detektywi moskiewskiej Dwa przystanki później mężczyzna wysiadł, przeszedł milicji opowiadają o szaleńczym pościgu za potworem w ludzkiej przez ulicę i, śledzony przez dwóch milicjantów, wsiadł do skórze. Było to śledztwo z wieloma ślepymi zaułkami, zanim autobusu jadącego z powrotem do miasta. Z tego autobusu zakrojona na szeroką skalę tajna akcja umożliwiła również wkrótce wysiadł i wskoczył do następnego. I tak ujęcie Czikatiły. dalej, i tak dalej. Przez cały ten czas próbował zagadywać kobiety, ale z uśmiechem, a nie w agresywny sposób. Nie można „KRWAWY RZEŹNIK” TO PRZYPRAWIAJĄCE O DRESZCZE było powiedzieć, że był natarczywy – schludny mężczyzna WEJRZENIE W OBŁĄKANY UMYSŁ POTWORA. w średnim wieku, w grubej marynarce i pod krawatem poWYCZERPUJĄCY I SZOKUJĄCY ZAPIS PRAWDZIWYCH mimo upalnego dnia. ZBRODNI JEDNEGO Z NAJNIEBEZPIECZNIEJSZYCH – Z minuty na minutę byłem coraz bardziej pewny, że MORDERCÓW XX WIEKU ORAZ HISTORIA PRÓB JEGO UJĘCIA. to on – powiedział później Zanasowski. Miał to przeczucie już dwa tygodnie wcześniej, podczas pierwszego spotkania. Teraz tylko się nasiliło, ale mimo to było jeszcze za wcześnie na aresztowanie. Zanasowski musiał go śledzić jeszcze przez
cena 44,90 zł
mrocznastrona.pl wydawnictwofilia.pl
20
NA FAKTACH
ISBN 978-83-8195-705-2
9 788381 957052