M. Leighton
jestes moim TERAZ Przełożyła Katarzyna Agnieszka Dyrek
Książkę tę dedykuję każdemu, kogo zraniła bliska osoba. Na końcu tunelu znajduje się światło, nadzieja i miłość
Gdzie nienawiść, tam cierpienie. Gdzie wybaczenie, tam uzdrowienie. Gdzie miłość, tam... wszystko.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość. – Pierwszy list do Koryntian Hymn o miłości Biblia Tysiąclecia
ROZDZIAŁ 1
2004 Trzydzieści dwa lata Nie zamierzałam zwalniać na widok tablicy powitalnej z nazwą Shepherd’s Mill. Moja stopa samowolnie wcisnęła hamulec. To odruch niczym natychmiastowe zabranie ręki, gdy po raz pierwszy dotkniesz tych ładnych pomarańczowych kółek na kuchence elektrycznej. Pamięć mięśniowa w odpowiedzi na zapamiętany ból. A ja, rety, sporo wycierpiałam. Zarzekałam się, że nigdy tu nie wrócę, choć mam świadomość, że po upływie całego tego czasu sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Z pewnością. Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Powód, dla którego przemierzam ulice tego zapyziałego miasteczka, siedzi obok mnie w samochodzie, a nie ma niczego, czego bym dla niego nie zrobiła. Nie istnieje ryzyko, którego bym nie podjęła. Głębina, w którą bym nie wskoczyła. Nawet jeśli oznacza to powrót do tej mieściny. Właśnie tak postępują matki. Cóż, na pewno nie moja, ale właśnie dlatego, kiedy byłam mniej więcej w wieku Celiny, obiecałam sobie, że jeśli urodzę córkę, będę kochać ją ponad wszystko i wszystkich. Nigdy nie przedłożę pieniędzy, statusu społecznego czy mężczyzny ponad nią, jak w moim przypadku zrobiła mama. 11
Nie potrafię wyobrazić sobie, bym nie dotrzymała tego przyrzeczenia. Celina jest całym moim światem. Dodaję gazu, jakby nie paraliżował mnie właśnie strach. Podobnie od niechcenia zerkam na córkę, by sprawdzić, czy zauważyła moje zawahanie. Może i ma tylko czternaście lat, ale jej zielone oczy – takie same jak moje – są bardzo spostrzegawcze, zupełnie jak u dorosłych. Może nawet bardziej. Oczywiście musiałam urodzić małego psychoterapeutę. – Dlaczego to robisz, mamo? – pyta nie po raz pierwszy. – Dlaczego tak naprawdę to robisz? Dawno temu popełniłam błąd i powiedziałam Celinie, z jakiego powodu nie odwiedzamy tego miejsca. Cóż, tak jakby. Nigdy nie wyznałabym jej całej prawdy. Niektóre rzeczy potrafią tylko skomplikować życie, więc zrobię wszystko, co w mojej mocy, by jej tego oszczędzić. Podjęłam jednak emocjonalną decyzję i przyznałam, jak bardzo nienawidziłam tego miejsca, kiedy byłam mała. Było to lekkomyślne i godne pożałowania, a w tej chwili wróciło, by kopnąć mnie w tyłek. Córka wie, że nigdy bym tu nie wróciła, gdyby sytuacja nie była tragiczna. A taka właśnie jest. Nie powiem jej tylko jak bardzo tragiczna. Ma na głowie zbyt wiele własnych zmartwień. Kiedy nie odpowiadam od razu, wyciąga własne wnioski. Wyrzuty sumienia i smutek w jej głosie łamią mi serce. – Robisz to przeze mnie, prawda? Po prostu nie chcesz mi powiedzieć. Niewielki owal jej twarzy jest piękny, choć blady. Dziewczyna wygląda na wyczerpaną, a jej oczy już od jakiegoś cza12
su nie lśnią jak dawniej. Właśnie dlatego tu jesteśmy. Jestem zdeterminowana, by przywrócić im ten błysk, bez względu na to, jak wielką przyjdzie mi zapłacić cenę. Fizyczną bądź psychiczną. – Córeczko, robię to dla siebie. I dla twojej babci. Choć ona nigdy tego nie przyzna, potrzebna jest jej pomoc, a będzie też dobrze, jeśli spróbujemy naprawić naszą relację. Jedziesz ze mną, bo jestem niesamowita i nigdy nie chciałabym pozbawiać cię tej swojej niesamowitości. Taka jestem troskliwa. – Uśmiecham się do niej, a półprawda z łatwością wychodzi z moich ust. Jestem pewna, że nie jest wskazane okłamywanie własnego dziecka, ale moim jedynym życiowym celem jest ochrona córki, nawet jeśli oznacza to ściemnianie. – Dlaczego nie przeprowadzi się do Maryland, by zamieszkać z nami? Nienawidzisz tego miasta. – Babcia opuści je jedynie w trumnie, więc ktoś musi być na tyle szalony, by do niej pojechać. A tą osobą jestem ja. – Robię najlepszą wariacką minę. – Przecież wiesz, jaka jestem. Loco en la cabeza. Widzę uśmiech na twarzy. Odkąd mała zaczęła uczyć się hiszpańskiego, śmieje się, ilekroć używam tych kilku słów, które znam. Uważa, że kiedy próbuję mówić w innym języku, ujawnia się mój południowy akcent. Oczywiście sama tego nie słyszę, ale Celina zarzeka się, że to prawda i właśnie przez to się śmieje. Świadomie lub nie, mogłam to wykorzystać przy kilku ważnych okazjach. Dobra, robiłam to świadomie. Jestem niepohamowana w wysiłkach rozśmieszania jej. Lub rozpraszania, w zależności od potrzeb. 13
Następuje krótka chwila ciszy, w czasie której liczę na to, że córka odpuści. Chociaż nie jestem zaskoczona, gdy tak się nie dzieje. Celina jest wytrwała. Jest wspaniała i delikatna niczym mały pitbull. – Czegoś mi nie mówisz. Dlaczego? Jadąc powoli główną ulicą miasta, tą, której już nigdy nie chciałam oglądać, wyciągam prawą rękę i kładę ją na chłodnym, jedwabistym policzku córki. Rośnie mi serce, łączy się w nim nieskończona miłość i nieznośny lęk. Poważnieję i odpowiadam: – Masz wystarczająco dużo zmartwień, nie muszę ci ich dokładać. Jesteś moim dzieckiem. Nie powinnaś nosić mojego ciężaru. – A co, jeśli chcę? Dobry Boże. Jest tak bezinteresowna. Tak ofiarna i kochająca. Nie wiem, skąd jej się to bierze. Przełykam z trudem ślinę, ponieważ mam ściśnięte gardło. Śmieję się i żartuję tak często, jak to tylko możliwe, ale przeważnie jestem na granicy płaczu. – Kochanie, wiem, że chcesz, ale moją rolą, jako matki, jest ci na to nie pozwolić. Moim zadaniem jest stworzenie ci tak beztroskiego życia, jak mogę. Póki mogę. Przyjdzie czas, gdy nie ustrzegę cię przed cierpieniem, ale w tej chwili jesteś moją córeczką. Moją słodką, kochaną Celiną. Oddałabym za ciebie życie, gdyby oznaczało to, że zaoszczędzę ci choć chwili cierpienia. – Przecież moje życie nie było kolorowe i bezbolesne, mamo. Tłumię uśmiech na widok gorzkiego grymasu na jej twarzy. Przypomina mi o tym, że jest nastolatką. 14
Żebym nigdy o tym nie zapomniała, myślę sardonicznie. – Wiem o tym. Do tej pory przeżyłaś więcej bólu niż niektórzy przez całe swoje życie, ale właśnie dlatego pragnę cię chronić przed wszystkim, przed czym zdołam. Wsadziłabym cię sobie z powrotem do brzucha, gdybym mogła, więc się ciesz, że strzegę cię tylko tak. – Mamo! Ohyda! Śmieję się z jej reakcji. Przeciąga samogłoski w „mamo”. – Poważnie, Celino, postaraj się tym nie przejmować. Bądź normalną czternastolatką. Cóż, tak normalną, jak tylko możesz, mając moje DNA. Mówi tak cicho, że niemal jej nie słyszę: – Nie pamiętam nawet, jak smakuje normalność. Przeszywa mnie kolejna fala smutku. Patrząc w prawo, widzę zwieszoną głowę i nadąsane usta mojej córeczki. W takich chwilach zastanawiam się, czy aby moje serce nie pęka dosłownie na pół, a żadna jego część nie będzie już nigdy cała i zdrowa. – Znów jej zaznasz, kochanie. – Proszę, Boże, pozwól jej ponownie zakosztować normalności. – I przypomnisz sobie, jaka jest nudna. – Proszę, pozwól jej to przetrwać. Liczę, że moje słowa brzmią przekonująco, ale powątpiewam, gdy Celina przytakuje. Zastanawiam się, czy potrafi mnie przejrzeć, wejrzeć w głąb mojej osoby, gdzie zupełnie nie czuję się pewnie. Może jestem przypadkiem jak naznaczona plamami po owadach przednia szyba samochodu. – A dopóki tak się nie stanie, możemy co wieczór spotykać się w moim dawnym pokoju i naśmiewać ze spodni babci. Założę się, że nosi spodnie jak staruszka. I wielkie babcine 15
galoty. No wiesz, tak duże, że zachodzą na cały jej brzuch. Aż pod pachy. Marszczę nos, patrząc na córkę, na co Celina odpowiada tym samym i jednocześnie rzucamy: – Fuuuj. Chwilę później mała wzdycha ciężko. Głośno. Dramatycznie. Typowy nastoletni bunt. – Chyba spoko. Nie może być przecież jeszcze gorzej. Nie mówię, że zawsze może być gorzej i z pewnością nie powiem, że często właśnie tak jest. Nie musi o tym wiedzieć. Będę pilnować, by się o tym nie dowiedziała, tak długo, jak tylko zdołam. Chciałabym, by to samo ktoś zrobił dla mnie. Niestety życie nie było dla mnie łaskawe przez dwie długie dekady, począwszy od dnia, w którym przeprowadziłam się tutaj, gdy miałam dwanaście lat. – Uszy do góry, ślicznotko. Nigdy nie wiadomo. Może to być najlepsze, co cię spotka. – Pociągam głośno nosem, wdychając zapach świeżo skoszonej trawy, słońca i czegoś słodkiego, unikalnego dla Shepherd’s Mill. – Czujesz? Od piętnastu lat nie czułam tej specyficznej mieszanki woni. Niemal wywołuje we mnie mdłości. – Co to za zapach? Puściłaś bąka? – Celino Holland, nie, niczego nie puściłam. To, młoda damo, jest zapach nowego początku. – Ponownie wdycham powietrze, tym razem się krzywiąc. – I prawdopodobnie krowiego łajna. Córka kręci głową i zamyka oczy. – Dziwna jesteś. – Cała ja. Dziwna, ale niesamowita. Milkniemy, a kiedy przetaczamy się przez serce Shepherd’s Mill, próbuję spojrzeć na miasto tak jak Celina – odkładając na bok wszystkie uprzedzenia. 16
Chodniki po obu stronach głównej ulicy są puste, na wszystkich witrynach sklepowych wciąż wiszą tabliczki „zamknięte”. Nie ma samochodów zaparkowanych na wyznaczonych miejscach, których linie przy krawężniku są niczym szwy, i nie słychać żadnych dźwięków. To trochę dziwne, jeśli nie zna się tych ludzi. Brakuje jedynie suchego krzaka, przetaczającego się przed nami, by dopełnić wizerunku tego wymarłego miasteczka. Chociaż byłoby to mylące. To miasto nie jest opuszczone, zamieszkują je diabły, które teraz są w kościele. – Gdzie są ludzie? Celina przyzwyczajona jest do zgiełku większego miasta. Obawiała się przeprowadzki do małej mieściny, ale to… to zapewne naprawdę ją przeraża. – W kościele. Jak na komendę, gdy zbliżamy się do jedynego miejsca kultu w tym mieście, otwierają się drzwi frontowe i z budynku wysypują się ludzie, wylewając się na betonowe chodniki niczym woda na kamienie. Z doświadczenia wiem, że czekają na pastora, który stanie w wyjściu, by na odchodne mogli uścisnąć mu dłoń. Zawsze zakładałam, że to z jego strony ostatnia próba nakłonienia ich, by nie grzeszyli, przynajmniej do końca dnia. Z doświadczenia również wiem, że to nigdy nie działa, choć muszę przyznać, że doceniam chodzenie do jedynego miejsca, w którym mają szansę przekształcić się w przyzwoitych ludzi. Pierwsi z nich obracają się, by nam się przyjrzeć, gdy przejeżdżamy. Opieram się pokusie, by ze wstydu osunąć się na fotelu. Jestem pewna, że wysnują własne wnioski na temat tego, dla17
czego Brinkley Sommers wróciła po tylu latach, i to w dodatku z dzieckiem. Na samą myśl rzucam im pełne buntu spojrzenie i macham, jakbym nie wiedziała, o czym dokładnie myślą. Jakbym nie wiedziała jacy są. Tak naprawdę śmieję się z ich oniemiałych twarzy. Dawno temu by mi to przeszkadzało, ale teraz już nie. Ci ludzie nie wiedzą, że nie mogą mnie już kontrolować. Nie wiedzą, że nie zamierzam żyć i umierać według ich zasad. Nie znają mnie. Już nie. W końcu mijamy biały budynek. Po raz ostatni rzucam na niego okiem w lusterku wstecznym. Chciałabym w tej chwili opuszczać to miasto, a nie do niego wracać, jednak… Moje rozmyślania zostają przerwane przez krzyk córki, dzięki któremu wracam uwagą do drogi. – Mamooo! Odruchowo mocniej ściskam kierownicę i wciskam hamulec, ledwie mijając zwierzę, które spaceruje sobie swobodnie po bruku. – O w mordę! Co to było? – Celina pochyla się i wygląda przez przednią szybę, trzymając ręce na desce rozdzielczej. – Koza – odpowiadam bez tchu, a serce bije mi jak oszalałe. – A na co ci to wyglądało? – Skąd się wzięła na środku drogi i w środku miasta? Uśmiecham się lekko drwiąco do mojej jedynaczki. – Witaj w Shepherd’s Mill, kochanie. Nie potrafię powstrzymać się od śmiechu, gdy zakrywa twarz dłońmi i jęczy. Dokładnie wiem, co czuje.
ROZDZIAŁ 2
1984 Dwanaście lat – Fuuj, Brinkley, jesteś ohydna! Lauren Stringer. Najpopularniejsza dziewczyna w szkole. Dlaczego musi być akurat tą, na przyjaźń z którą naciskała mama, gdy przeprowadziłyśmy się tutaj kilka miesięcy temu? Była okropna. Wstrętna. Dlaczego to musiała być ona? Znałam odpowiedź i wiedziałam, że nie miało znaczenia, jak okropna była Lauren i jej kumpelki. Dostałam rozkaz, którego nie można było podważyć. Od pierwszego dnia szkoły miałam przeczucie jak będzie. – Musisz zmienić podejście, Brinkley – powiedziała mama, gdy mój pierwszy dzień w gimnazjum w Shepherd’s Mill nie wyglądał tak, jak się tego spodziewała. – Jesteśmy teraz bogatymi ludźmi, więc właśnie tak musisz się zachowywać, młoda damo. Oznacza to, że musisz być miła, nie odzywać się i, na miłość boską, nie bawić w błocie! Miała na myśli ubrudzony już czubek całkiem nowego, bielusieńkiego buta Nike. Przedreptałam przecież tylko kilka kółek na naszym zakurzonym podjeździe, czekając na szkolny autobus. To była tylko ziemia. Przecież nie bawiłam się kupą czy czymś równie ohydnym. Bez względu na źródło brudu, takie rzeczy były teraz sprzeczne z zasadami. Najwyraźniej bycie bogatym oznaczało, że już nigdy nie będę mogła się ubrudzić. 19
Dla czytelników, którzy kochają romance drugiej szansy, będzie idealna. Westchnęłamtanapowieść samą myśl. Miałam nadzieję, że nasze Alex/goodreads
poświęcenie w końcu będzie coś warte. Jak na razie jednak nie widziałam, dokąd to zmierzało, choć miałam świadomość, Przepiękna powieść! Cudowni bohaterowie. […] że tylko ja musiałam się pilnować. Mama była w siódmym Dużo bólu ale też uleczenia a dodatkowo te wszystkie emocje! niebie. BJ’s book blog/goodreads Od zawsze byłyśmy same. Nie znałam ojca, a odkąd sięgałam pamięcią, matka chciała mieć za towarzysza bogatego mężczyznę, kogoś, kto zlikwidowałby wszystkie jej kłopoty. był moim sąsiadem. Kłopoty, jakDane praca James na dwa etaty, by związać koniec z końcem, aby kupić córce ubranie do szkoły, gdy tak naprawdę chciaSilny i sumienny, stanowił mnie łaby sprawić sobie coś ładnego. dla Sądziła, że zakazany pieniądze sąowoc. odpowiedzią na wszystko. Podejrzewam, że mogą wydawać się Alezbawieniem, zakochaliśmy w sobie wejrzenia. kiedy się się ich nie ma.od Niepierwszego wiedziałam, czy rzeczywiście tak było, mimo próbowała nauczyć,poddać że taka się Choć pragnęliśmy być to razem, nie mnie mogliśmy właśnie była prawda. Chociaż mnie nie przekonała. Doale tej los uczuciu. Kochaliśmy się przez większość życia, pory dla pieniądze były dla mnie Wiedział, tylko wrzodem miał nas inne plany. że na siętyłku. zakochamy, I nie powinnam już mówić „tyłek”. wiedział, że się rozstaniemy. Wpadliśmy w powtarzający Zakazktóry przekleństw i brudu wszedł w życiepowracającego w kwietniu, się cykl, był niczym przekleństwo gdy w spełniło się jej marzenie – ślub z bogatym mężczykoszmaru lub nadzieja na znajomy, dobry sen. zną – i przeniosłyśmy się przez pół Karoliny Południowej. Zamieszkałyśmy w mieście o nazwie Shepherd’s Mill. Teraz, Nasza przeszłość była burzliwa, przyszłość rysowała się jak mi nieustannie przypominała, musiałyśmy grać swoje role, niewesoło, ale zawsze mieliśmy nasze piękne by mogła zatrzymać przy sobie tego mężczyznę. Według teraz. niej oznaczało to – prócz pilnowania języka i czystych ubrań – że W końcu jednakzaprzyjaźnić i to zostało nam odebrane. musiałam od początku się z właściwymi ludźmi, po czym zachowywać się tak jak oni. Sama tak robiła i oczekiwała tego ode mnie. Zakolegowałam się więc z Lauren Stringer i jej świtą, ponieważ te dzieciaki były „największymi osobowościami” cena 39,90 zł w tym mieście. Właśnie tego chciała ode mnie mama. Była ISBN 978-83-8075-544-4
Bookaholic 20
9 788380 755444