Skip to main content

Czas na nową miłość - Kinga Gąska - fragment

Page 1

Czas na nową miłość

Prawdziwe życie zaczyna się... po rozwodzie!

KINGA GĄSKA


KINGA GĄSKA

Czas na nową miłość


Było, minęło. Najgorsze za nami. Trochę łez się uroniło, kilka nocy nie przespało, parę planów zmodyfikowało. Niektóre rzeczy wyrzuciło do kosza, inne oddało potrzebującym. Część schowało na dnie kartonu podpisanego „Dowody czasowej niedyspozycji mózgowej. Nie otwierać szybciej niż trzydzieści lat po mojej śmierci”, przykryło poszarpanym welonem i zniosło do piwnicy. Postawiło nowe dekoracje, wyznaczyło cele i ruszyło. Parostatkiem w piękny rejs? A może pociągiem? Tylko nie byle jakim. Człowiek nauczony doświadczeniem omija zasieki, wilcze doły i miny przeciwpiechotne. Wystarczy postawić krok na odpowiedniej ścieżce. Nie oglądać się przez ramię. To se ne vrati. I takie tam. Powtarzasz co wieczór.

5


Bzdety. Truizmy. Mrzonki naiwnych panien. Sny złaknionych chwili spokoju optymistów. Bo nagle uświadamiasz sobie: rozwód. Klamka zapadła. Tylko co wydarzy się potem?


ewelinka_malinka96 proud mom #littleprincess hairdresser #garncarska70 my world, my love, my life


#perfectfamily

Po raz kolejny z kieszeni fartuszka zaczął dochodzić dźwięk wibracji. Ewelina zerknęła przepraszająco na klientkę, ale ta była i tak zajęta przeglądaniem gazety. Farba musiała zostać na włosach jeszcze przez kilka minut, więc dziewczyna zdecydowała się odebrać przychodzące połączenie. Zrobiła to z pewnym ociąganiem. – Ewelina? – rozległo się, gdy tylko przyłożyła telefon do ucha. – Czego chcesz? – Dlaczego nie odbierasz? – W pracy jestem. – Kasę przelałem. – Dzięki. – Wszystko okej? – Tak. – Nikt dziwny koło was się nie kręci? – Jaki dziwny? – zniżyła głos do szeptu. – Sebek, o czym ty w ogóle… – Dobra, to cześć.

9


W słuchawce rozległ się dźwięk przerwanego połączenia. Z niesmakiem zerknęła jeszcze na wyświetlacz i szybko schowała telefon z powrotem do kieszeni. Właśnie tak wyglądała teraz ta jej wymarzona rodzina.


#pierwszekotyzapłoty

Jesienią do ich klatki wprowadził się nowy sąsiad. O wszystkim wiedziała od mieszkającej naprzeciwko starszej pani, która hobbystycznie zajmowała się osiedlowym monitoringiem. Zanim Ewelina na własne, piękne oczy zobaczyła tego kolesia, zdążyła poznać opisy rzeczy, jakie do mieszkania wnosiła ekipa od przeprowadzek, a także pewne osobiste szczegóły z życia pana spod siódemki, jak rodzaj pieczywa kupowanego codziennie rano w osiedlowym sklepiku, ulubione piosenki nucone pod prysznicem oraz, co najważniejsze, brak drugiej połówki. – Pani Ewelinko, świeżynka się nam trafiła, tylko brać. – Cmokała z zadowoleniem sąsiadka. – To my Brada Pitta mamy w klatce? Nie zauważyłam. – A to akurat nie jest dobry przykład. – Sąsiadka zmarszczyła brwi i zaczęła wyliczać na palcach: – Rozwodnik, z tabunem dzieci, w dodatku z nie najlepszą reputacją, jak się niestety okazuje. Jak brać, to najlepiej takiego bez zobowiązań – pouczyła poważnym tonem starowinka.

11


– Niech się pani nie krępuje, może to ten jedyny? – zakpiła Ewelina, bo już miała dosyć rozmów o nowym sąsiedzie. Zaczynała czuć lekki strach na myśl, że kojarzenie par stanie się kolejną pasją pani Jasi. O ile śledzenie poczynań wszystkich sąsiadów było momentami nawet zabawne, monitorowanie obcych przydatne, o tyle swatanie w jej wykonaniu brzmiało niebezpiecznie. Bo na kim staruszka mogłaby trenować? Oczywiście na tym, kto mieszkał najbliżej! A Ewelina nie była pewna, czy chce brać udział w takich eksperymentach. Co innego słuchać ploteczek, a co innego je wywoływać. – Ech, dziecko. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Ale tobie by się taki przydał, młody, dyspozycyjny. Mało rozmowny, to prawda, ale zapewne inteligentny. Waży słowa, to dobrze, znaczy, że stateczny. – Albo tępy jak stado pędzących imadeł – sarknęła, bo w bajki i szczęśliwe zakończenia przestała wierzyć jakiś czas temu. – Nie można się uprzedzać, trzeba dać człowiekowi szansę. Ja tu wypatruję, rękę na pulsie trzymam, wszystko będzie dobrze. Ewelina nie była tego wszystkiego zbyt ciekawa, ale wysłuchiwała starowinki, kiwała głową i uciekała do swoich spraw. Nowy sąsiad interesował ją tyle, co zeszłoroczny śnieg. Jednak pewnego dnia los sprawił, że ich drogi się przecięły. Dość gwałtownie, a mianowicie zderzyła się z nim w drzwiach wyjściowych. Spieszyła się, bo zabrakło jej śmietany do zupy. Pomyślała, że Zuzia jest do tego stopnia grzeczna i duża, by mogła na moment zostać sama

12


w domu. Ewelina wolała jednak dmuchać na zimne, dlatego szarpnęła za klamkę od drzwi wyjściowych, zamierzała paroma skokami pokonać odległość dzielącą ją od osiedlowego sklepiku i natychmiast wrócić do mieszkania, zanim mała wpadnie na jakiś genialny pomysł, po którym będzie trzeba dzwonić pod sto dwanaście, a ona sama zostanie okrzyknięta najwyrodniejszą matką tego stulecia. Dopiero nabierało tempa, więc miałaby spore szanse zająć miejsce w czołówce wyklętych. Z impetem otworzyła drzwi… po czym spektakularnie rozpłaszczyła się na chuderlawej klatce piersiowej. – Robi pan piorunujące wrażenie – mruknęła, lekko zataczając się w tył. – Najmocniej przepraszam, nic się pani nie stało? – Mnie? Chyba panu? – Gdy spoglądała na przekrzywione okulary, na jej ustach wykwitł kpiący uśmieszek. – Och, nic takiego. – Dobrego dnia – rzuciła i chciała go wyminąć. – Może pozwoli mi się pani przeprosić? – zapytał, poprawiając okulary i rozmasowując szczupłą ręką rachityczny tors. – Nie ma za co – prychnęła. – Dzięki, cześć. – A może jednak? – Popatrzył na nią z nadzieją. Przyjrzała mu się. Trochę nie w jej typie, ale na bezrybiu… Jak to mówiła sąsiadka z naprzeciwka? Młody, dyspozycyjny, kulturalny? – Czemu nie – odparła. – To może skoczy mi pan po śmietanę? Zapraszam na kawkę, pod siedemnastkę – rzuciła i pędem zawróciła do mieszkania. – Tylko śmietana

13


osiemnastka – zastrzegła jeszcze, nim zniknęła mu sprzed oczu. Sąsiad po kwadransie przyniósł nie tylko śmietanę, lecz także ciasto do kawy. Posiedzieli, pośmiali się i Ewelina w pierwszym zachwycie pomyślała, że życie singielki jest usłane różami. Dopiero co została matką samotnie wychowującą dziecko, a już kogoś poznała. Jednak, jak to często bywa, jej zapał słabł z każdym spotkaniem. I prawdę mówiąc, ta przygoda nie trwała zbyt długo. Nie należała też do porywających, wywołujących motyle w brzuchu czy dreszczyki ekscytacji. Powiedziałaby raczej, że delikatne ziewnięcia i coraz częstsze zerkanie na zegarek podczas ich spotkań. Arek przyszedł do nich kilka razy, zaprosił je nawet do siebie na obiad, próbował być miły, ale Ewelinę to nudziło i co najważniejsze, chyba męczyło jej córeczkę. Zuzia w jego towarzystwie nie czuła się dobrze. Ewelina bacznie obserwowała zachowanie małej, próbowała jeszcze wspólnych spacerów, wypadu do Term Maltańskich, ale nawet wieczór filmowy nie nastroił pozytywnie dziewczynki do nowego mężczyzny w ich życiu. Arek z kolei coraz częściej narzekał na poprzednie dziewczyny i Ewelina pomyślała, że niekoniecznie chce zasilić to niechlubne grono. Może i był wrażliwym mężczyzną, całkiem sympatycznym, choć jak na jej gust zbyt zachowawczym. To robił krok w kierunku nowej znajomości, to cofał się o dwa albo nawet trzy. Ewelina doszła do wniosku, że takie zabawy nie są na jej nerwy i ukróciła tę znajomość. Dobrze było im we dwie. Tylko czasami wieczorem trochę smutno.


#mikołajki

Hejka kochane! Jak tam u was? Mikołaj był? Zostawił coś dobrego? U nas fun nieziemski, bo przyniósł Zuzinkowi nowe kredki, kolorowankę, ale żeby tak nudą nie wiało, to uwaga… bierki! He, he! Ogarniacie, co to takiego? Czy tylko takie dinozaury jak ja jeszcze kojarzą, o co z tym kaman? Mała to najpierw oczy wielkie robiła, ale potem? Wyjaśniłam, co i jak, a ona tylko by grała! Samemu bez sensu przecież, więc mamuśkę od roboty odciąga. Nie powiem, chętnie się z nią pobawię, bo zaraz mi się przypominają dawne czasy. Za dzieciaka nie miało się jakichś większych zmartwień, tylko żeby kogoś do zabawy znaleźć, a teraz? Co ja wam będę przynudzać, same wiecie. He, he. Co do mikołajek jeszcze, to upiekłyśmy nawet takie specjalne ciasteczka i postawiłyśmy szklankę mleka przy bucikach Zuzinka. Mikołaj zostawił tylko okruszki, więc musiało mu smakować. Mała nie mogła swoim oczom uwierzyć, a kto to wszystko posprzątał? Wiadomo, matka. Ale też ubaw niezły przy tym wszystkim miałam, a ciasteczek wyszło więcej i Zuzinek część zaniesie babci. Już nawet uszykowałam taką

15


ozdobną puszeczkę. Kiedyś chyba dostałam w niej świąteczną herbatkę od teściowej, to teraz będzie, jak znalazł. Ładnie zapakowane, puszka powędruje dalej, same plusy. Przepis łatwy, podpatrzyłam na jednej stronce, ale wszystko, krok po kroku wam nagrałam i zapiszę w wyróżnionej story. Możecie zamiast pierników na święta zrobić albo zachować na przyszły rok. Mikołaj był zadowolony, mówię wam. A w ogóle, znacie taki zwyczaj, żeby zostawiać łakocie dla świętego w podziękowaniu za prezenty? U mnie w domu to tylko buty kazała mama wyczyścić, o żadnych innych duperelach mowy nie było. Zuzi przyniosła z zerówki taką nowinę, podobno pani im opowiadała. Jak ktoś nam coś daje, zawsze trzeba się odwdzięczyć, mówiła z taką poważną miną, że ho, ho! I pomyślałam sobie: no nawet wychowawcze. Choć jak zgooglałam sprawę, to oczywiście pani sama nie wpadła na taki genialny pomysł, tylko z Ameryki moda do nas przyszła. Typowe, nie? Co tam jeszcze u mnie? Powoli do generalnych porządków się szykuję, bo grudzień, święta za pasem, ja do roboty przecież codziennie chodzę, to samo się nie zrobi. Chyba że mi jakieś krasnoludki pomogą, ale na takie bajki to już raczej za duża jestem. Dlatego wszystko rozplanowałam. Wiecie, taką checklistę zrobiłam nawet. Jedni to mają kalendarze adwentowe ze słodkościami, inni z prezentami, a ja taki z obowiązkami. I codziennie sobie odhaczam, co już zdążyłam zrobić, żeby tuż przed świętami nie paść na mordkę ze zmęczenia, ale wszystko mieć względnie ogarnięte. Póki co działa i nawet mała mi trochę pomaga. W miarę możliwości oczywiście, ale dodałam takie zadanka typowo dla niej: przewietrzyć pluszaki na balkonie,

16


zrobić porządek w ozdobach do włosów czy udekorować pomarańczę goździkami. Normalnie pół listopada myślałam nad tymi wyzwaniami dla niej, ale się opłaciło. Zuzi nawet mi przypomina, że musimy sprawdzać zadania i bez ponaglania robi swoje. Ale, ale! Porządki, kupowanie prezentów i pichcenie to jedno. Tylko nie zapominajcie o sobie, babeczki kochane! Jeżeli potrzebujecie odświeżyć kolorek albo chcecie zaskoczyć rodzinkę nową fryzurką, to powoli ostatni moment, żeby się załapać na wizytę u nas jeszcze przed świętami. Garncarska 70 i pamiętajcie o rabaciku! Ewelina skończyła dodawać relację i wsunęła telefon do kieszeni fartuszka. Stronę salonu prowadziła co prawda Elka, ale Ewelina polecała różne zabiegi, kosmetyki i chwaliła się efektami strzyżenia także na swoim profilu. Długo biła się z myślami, ale w końcu postanowiła zagadnąć o to szefową, a przy okazji przecież dobrą koleżankę.


#myjob

– Można spróbować – orzekła Elka, gdy Ewelina wyłożyła jej całą sprawę. – Świata na razie nie zawojujemy, ale zawsze warto, żeby o salonie w różnych miejscach było głośno. – Widzisz, ja to tak rozpracowałam na babski rozum, bo na chłopski bym nie liczyła. – Mrugnęła porozumiewawczo, a szefowa zaśmiała się w głos. – Skoro i tak czasami coś tam wstawię, to żaden problem przecież o salonie wspomnieć. Tylko nie wiedziałam, czy się zgodzisz. W końcu co konto służbowe, to służbowe – powiedziała z powagą. Ewelina pracowała przecież od niedawna i była tym faktem przejęta. Cieszyła się, że umiejętności nabyte jeszcze w szkole nie wyparowały z głowy, a Elka dała jej sporo rad. Miała swoje triki, może nie wszystkie się Ewelinie podobały, ale też nie zamierzała dyskutować. Szefową jest nie od dziś, myślała. – Czy ja wiem. – Wzruszyła tylko ramionami. – A może to i lepiej, jak pracownica sama, u siebie będzie polecać efekty pracy? Na stronie salonu wiadomo, muszę wrzucać regularnie posty, ale co ja tam wstawiam? Fry-

18


zurki, czasami jak się klientka zgodzi porównania przed i po, zdjęcia salonu i w zasadzie tyle. Trochę nuda. Ty masz w znajomych te wszystkie mamy z przedszkola, koleżanki, znają cię, jesteś dla nich wiarygodna. – Myślisz? – Jasne. Fajnie, że się angażujesz. I wiesz co? – Elka potarła w zamyśleniu brodę. – Już od dawna o tym myślałam. A teraz mam więcej czasu, bo siedzę i czekam, aż młody się wykluje – pomasowała się po wydatnym brzuchu – to i układam sobie niektóre rzeczy w głowie. Zrobimy takie ankiety. Nic spektakularnego ani skomplikowanego, żeby babeczki się nie zniechęciły na dzień dobry. – No raczej. Jak mi ktoś podsuwa pod nos papierzyska, to aż się wzdrygam. – Otrząsnęła się z obrzydzeniem. – I dlatego proste musi być. Na koniec wizyty poprosisz o wypełnienie krótkiego formularza i po sprawie. Dodamy punkt: skąd dowiedziała się pani o nas. Co myślisz? – Szczerze? – Pokiwała w zamyśleniu głową. – Ja tam nie lubię takich ankiet wypełniać. – Jasna sprawa, ale chodzi o informację zwrotną. Nie będę stać w miejscu, przecież konkurencja nie śpi. Opornym najwyżej zmiękczysz serduszko i powiesz, że taka opinia jest dla nas bezcenna, bo chcemy się rozwijać. Oczywiście dla dobra klientek. – Oczywiście. – Ewelina wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Tylko jaki to ma związek ze mną? – Jak taka zaznaczy, że dowiedziała się o salonie z twojego Instagrama, dostaniesz za nią dziesięć procent ekstra do premii.

19


Stało się. Na horyzoncie zamajaczyło widmo rozwodu. Czas rzucić się w wir randek i wreszcie wziąć los w swoje ręce! Trzy kobiety i jeden mężczyzna. Ewelina stawia coraz śmielsze kroki na drodze do samodzielności, ale nieprzyzwyczajona do samotnych wieczorów zaczyna poszukiwać szczęścia na własną rękę. Pomóc w tym próbuje jej sąsiadka, a potem… Tinder. Joanna powoli dochodzi do siebie po nieudanym związku. Zaczyna osiągać równowagę życiową, oddycha pełną piersią, ale wszystko psuje pewien list. Na szczęście u jej boku pojawia się przystojny adwokat. Jadwiga wreszcie zaczyna odcinać się od tych, którzy ją ranią. Podejmuje decyzje wyzwalające od toksycznych relacji. Tylko czy jej wrażliwe serce to wytrzyma?

Trzy kobiety, młoda fryzjerka, ambitna bizneswoman i zafascynowana ogrodnictwem bibliotekarka, zaczynają nowe życie. Nadchodzi czas na nową miłość.

cena 39,90 zł ISBN 978-83-8195-600-0

9 788381 956000


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Czas na nową miłość - Kinga Gąska - fragment by Filia - Issuu