Skip to main content

Komiksowe dziwadła epoki przełomu

Page 1


Komiksowe dziwadła epoki przełomu

Spis treści

7 Zapnijcie pasy

15 Maszkarony z wyspy

Umpli-Tumpli

16 Bal maskowy

19 Formiki z kosmosu

22 Kosmiczne zoo

25 Latający ludzie

28 Wilki z kosmosu

32 Autorzy się rozkręcają

33 Roy 37 Chris telepata

40 Dack Yold

44 Rycerze Ziem Jałowych 49 Wirus

52 Dla dzieci, czyli miało być łatwiej

53 Dwaj z Galaktyki Gryfa

56 Dawid i Sandy

61 Pierścien Tutanchamona

65 Sindbad Żeglarz i ptak Rok

68 Witajcie w Hipucji 72 Zabawy z Malcharkiem

Fistaszki

Mafalda

Tarzan wśród małp

Podróże z przygodą

Psia dola

Powrót Tarzana

Fistaszki miniatura

Powiew komiksowej Ameryki

Elektra

Indiana Jones i ostatnia krucjata

Conan

Blade Runner

Batman

Klasycy wchodzą i wychodzą bokiem

Tomek Grot 128 Kleks i złota rybka • Tajemnica VII b

Klik

Monstrum

Tyfus, Homek i Erotomek

KRON

152 Eksperymentowanie

z literaturą

153 Folwark zwierzęcy

158 Dracula

159 Dwie podróże Guliwera

163 Pani Twardowska

167 Tomek w krainie kangurów

173 Sienkiewicz przewraca się w grobie

174 Krzyżacy

179 Szwedzka intryga • Złowrogi

półksiężyc

183 W pustyni i w puszczy

188 Dzikie Pola

192 Przedruki, pulpa i piraci

193 Klątwa Atacamy

197 GaWa Press

203 Ostatnie polowanie

208 Diabolik

211 Old Baron

219 Rekin

226 Zamiast świerszczyków

227 Eroteski

230 Królewna Pi…

234 Love robot

238 Seks? Ojej, co to jest?

242 Głębokie pchnięcie

245 Czytelnik dostał łupnia

246 Dwa miecze

249 Bitwa pod Legnicą

254 Działa Nawarony

257 Rok 1109. Głogów – Psie Pole

260 Pozostałości ze strychu

261 Początki państwa polskiego • Pilot śmigłowca

268 Rok 1917

272 Reszta nie jest milczeniem

284 Podziękowania

Zapnijcie pasy

W naszych poprzednich pozycjach poświęconych tematyce komiksowej przyglądaliśmy się kolejno: najważniejszym naszym zdaniem albumom i seriom z czasów PRL-u (Od Nerwosolka do Yansa: 50 komiksów z czasów PRL-u, które musisz przeczytać przed śmiercią), twórczym ścieżkom Bogusława Polcha (Polch. Kowal od komiksów), później także życiu i dorobkowi innych komiksowych autorów (Zatrzymane w kadrze. Komiksowi twórcy z czasów PRL-u – rozmowy i wspomnienia). Mimo ogólnie dobrego przyjęcia wspomnianych pozycji, gdzieniegdzie odzywały się głosy znużenia bądź zniecierpliwienia w stylu: Dość tej tematyki komiksu w PRL-u!

Dlaczego nie bierzecie na tapet lat 90. czy XXI wieku?

Istotnie, prawda jest jednak taka, że tematyka lat 90. w polskim komiksie jest stosunkowo zaniedbana w publicystyce książkowej. Niemniej jednak, choć był to okres, kiedy sporo się w polskim komiksie działo, to niekoniecznie przecież działo się dobrze. A to rodzi pytanie: Jak to się stało, że w czasach transformacji ustrojowej, w warunkach przełamania monopolu państwa i zaistnienia wolnego rynku, uwolnienia przedsiębiorczości i zniesienia cenzury, polski komiks zamiast poszybować gwałtownie w górę, wyraźnie obniżył loty? Na to pytanie nie da się jednak odpowiedzieć, nie patrząc wstecz.

Lata 80., ostatnia dekada PRL-u, to czas dla polskiego komiksu nierówny. Siłą rozpędu i ukonstytuowanej nieraz w latach 70. popularności, kontynuowane są wciąż popularne serie (niektóre ukazują się po raz pierwszy w formie albumowej), ale powstają też nowe, nie brak również tyleż ciekawych co nieoczywistych inicjatyw wydawniczych. Prężnie działa w temacie komiksów „Świat Młodych”, ukazuje się wciąż pismo „Relax”, choć już niedługo. Wprowadzenie stanu wojennego w Polsce pod koniec 1981 roku oraz kryzys ekonomiczny nie pozostają bez wpływu na sytuację komiksu w Polsce. Zamknięta zostaje np. seria Kapitan Żbik

(władza już nie potrzebuje wizerunku przyjaznego młodzieży milicjanta), przestaje ukazywać się wspomniany „Relax”, braki materiałowe dotyczące np. papieru, farby drukarskiej sprawiają, że część tytułów, mimo niesłabnącego popytu na komiks, musi długo czekać na swoją kolej, inne zaś wydawane są na marnej jakości papierze, jeszcze inne nie materializują się. Z drugiej strony, to właśnie w latach 80. ukazują się prawdziwe perły polskiego komiksu jak Hernán Cortés i podbój Meksyku, czy Figurki z Tilos.

Imponują nakłady – czasem kilkaset tysięcy egzemplarzy to za mało, żeby pożądany komiks mógł trafić w ręce wszystkich zainteresowanych. Czołowi autorzy polskiego komiksu mimo różnych niedogodności o różnym stopniu natężenia, ogólnie mogą spać spokojnie (i oczywiście spokojnie pracować), są wciąż bowiem pewni zleceń i swojej niezachwianej pozycji. Nadchodzi jednak kres starej rzeczywistości, kończy się PRL, idzie nowe w szerokim sensie. A potem nastają pierwsze lata gwałtownych zmian zwanych transformacją ustrojową. Znaczą je wielka nadzieja, wielkie zmiany, ale zarazem niemały chaos, trudne do uchwycenia

Idzie nowe. Reklama komiksów TM-Semic zamieszczona w „Świecie Młodych” w 1990 roku.

prawidłowości. Dla niektórych to duża, wyczekana szansa na niezależność, rozwój, bogacenie się, dla innych czas bolesnych przeobrażeń i niepewności. Postępuje prywatyzacja. Nie wszystkie zachodzące procesy są zrozumiałe, transparentne i sprawiedliwe, a powstające biznesy czy inwestycje trwałe. W takiej atmosferze rozmaitym przekształceniom ulegają państwowi wydawcy, w tym ci zasłużeni dla polskiego komiksu, m.in. Krajowa Agencja Wydawnicza czy Sport i Turystyka. Pod koniec lat 80. i na początku lat 90. liczba wydawanych przez nie tytułów spada, próżno również szukać wśród oferty wydawniczej jakichś elektryzujących tytułów, nie brakuje jednak nazwisk nowych autorów. W sierpniu 1993 roku wychodzi ostatni numer „Świata Młodych” – gazety niezwykle zasłużonej dla rozwoju polskiego komiksu, zarazem skupiającej znanych komiksowych twórców. Zanim to nastąpi, „Świat Młodych” od komiksu się odwróci, nieudolnie próbując konkurować z importowaną prasą zachodnią (szczególnie „Bravo” i „Popcorn”) poprzez częste artykuły o gwiazdach muzyki czy filmu.

I tu powstaje ważne dla naszych rozważań pytanie, co się dzieje z twórcami – klasykami polskiego komiksu w okresie przełomu? Niektórzy dają sobie spokój z rysowaniem komiksów, zajmując się zawodowo ilustracją (przypadek Marka Szyszki). Niektórzy odpuszczają ze względów zdrowotnych – przypadek Janusza Christy, który po wydanym w 1990 roku albumu Mirmił w opałach decyduje się nie tylko na rozstanie ze swoimi najsłynniejszymi bohaterami, ale i w zasadzie z komiksem w ogóle. Niektórzy nie złożyli broni – pracowity Jerzy Wróblewski zajmuje się w swoim stylu, całą masą projektów wydawniczych, nigdy nie zamykając się na kolejne przedsięwzięcia. Jeszcze inni kontynuują czy budują twórczą przyszłość za granicą (odpowiednio Grzegorz Rosiński i Zbigniew Kasprzak). Jedno jest pewne – skończyły się definitywnie czasy, w których nazwisko polskiego twórcy jest gwarantem komiksowych zamówień z jednej strony czy zainteresowania z drugiej. Państwo nie daje już artyście stabilizacji, o zlecenia trzeba konkurować z innymi uczestnikami otwartego rynku, a i samą przychylność czytelnika nie

tak łatwo uzyskać w czasach, kiedy komiks nie jest już oknem na świat i atrakcją per se, a jedynie jedną z wielu dostępnych form rozrywki. Za chwilę polski komiks popadnie zresztą w kryzys, bo okaże się, że dużo łatwiej, szybciej i bezpieczniej z punktu widzenia spodziewanych zysków jest kupić licencję z Zachodu niż wydać autorski projekt polski. Pisze o tym do rysownika Jerzego Wróblewskiego scenarzysta Stefan Weinfeld już w marcu 1990 roku: „W każdym razie aktualna sytuacja wygląda tak, że wydawcy wolą otrzymać coś gotowego, nadającego się bezpośrednio do druku, a więc zawieranie umowy o scenariusz, a następnie czekanie na jego narysowanie niespecjalnie ich bawi”.

Zanim jednak wspomniany kryzys nastąpi, na początku lat 90. wielu przedsiębiorców wychodzić będzie jeszcze z założenia, na podstawie wniosków odwołujących się do czasów PRL-u, że inwestowanie w komiks to gwarancja pewnego sukcesu. Owocem takich założeń będzie wydanie rozmaitych tytułów pochodzących tak od doświadczonych autorów, jak i mało rozgarniętych czy wręcz zupełnie niekompetentnych twórców. Pojawiają się rzeczy wątpliwej jakości, swoiste komiksowe kurioza – czasem ta kuriozalność wynika z wątpliwego scenariusza, kiedy indziej z marnych rysunków, w innym jeszcze przypadku ze sposobu wydania danego komiksu. Nieraz jest to niestety kombinacja złych czynników. Konsekwencją nieudanych jakościowo przedsięwzięć z jednej strony, nadmiernych oczekiwań i przeszacowanych nakładów z drugiej, będą sterty niesprzedanych egzemplarzy zalegających na księgarskich półkach czy w magazynach dystrybutorów. Skończyły się czasy, kiedy polskie komiksy sprzedawały się jak świeże bułeczki wśród wygłodniałych, czytelniczych mas.

Nie jest też tak, że wysyp nowych inicjatyw wydawniczych w warunkach wolności gospodarczej, w tym często przecież efemerycznych, służyć będzie samym autorom. Po pierwsze, mają oni trudności z wyborem odpowiedniej oficyny – charakterystyczny jest tutaj casus serii Na wyspie Umpli-Tumpli Mirosława Stecewicza, który z jakiegoś powodu wydawał ją w wielu różnych wydawnictwach. Po drugie staną się

Jedna z pierwszych zachęt wstąpienia do enigmatycznego klubu oraz skorzystania z oferty sprzedaży wysyłkowej.

oni ofiarami nieuczciwych praktyk – przed takimi przestrzega Jerzego Wróblewskiego we wspomnianej wcześniej korespondencji Stefan Weinfeld: „Dużo teraz powstało wydawnictw prywatnych, i, choć część z nich rzeczywiście jest atrakcyjna finansowo, trzeba się mieć na baczności. W każdym razie ja nastawiam się na kontakty przede wszystkim z wydawnictwami warszawskimi, ponieważ będąc na miejscu łatwiej można ustalić, kto jest kim”.

Pierwsze próby wprowadzania na polski rynek superbohaterów czy zachodnich komiksów, też bywają kuriozalne, o czym w naszej książce również wspominamy. Dopiero TM-Semic odpowiednio zagospodarowuje tę przestrzeń, zarazem stając się hegemonem na polskim rynku przez całą dekadę lat 90. Choć polscy twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, czy to rozpoczynając tak duże przedsięwzięcie jak pierwsza komiksowa adaptacja Wiedźmina (Parowski i Polch), czy to skupiając swoją aktywność wokół komiksowych magazynów, zinów i alternatywnych projektów, to obiektywnie rzecz biorąc, z opisanych wyżej powodów, nie jest to dobry czas dla polskiego komiksu.

Okazuje się więc, że lata 80. i 90. w polskim komiksie, zwłaszcza ich przełom, to czas tyleż niezwykle dynamiczny i barwny, co pełen jakościowych kontrastów, w którym roi się od wydawniczych kuriozów.

Postanowiliśmy więc wziąć pod lupę schyłkową dekadę PRL-u i pierwszą dekadę nowej Polski, przyglądając się temu, co działo się na komiksowej scenie z perspektywy tych licznych komiksowych dziwadełek, które wówczas się ukazały, a które są świadectwem czasów, z jakich się wywodzą. Dziś część z nich jest już słusznie zapomniana, inne często są wspominane w kategoriach ciekawostek, przy których nasuwa się podstawowe pytanie: jak coś takiego mogło się w ogóle ukazać?

Trzeba przy takiej okazji podkreślić, jak zwykle zresztą przy tego typu publikacjach, że jest to mocno subiektywny wybór tytułów, a jego kryteria nie zawsze mogą wydawać się jasne i czytelne, choć każdy jest uzasadniony w omówieniu. Jesteśmy świadomi, że zawsze pojawi się komentarz, dlaczego określona pozycja znalazła się w książce, a innej już zabrakło. Albo dlaczego jednej nadano szczególne znaczenie, a inną zmarginalizowano. Ktoś inny spyta, dlaczego jednych twórców znanych z epoki PRL-u wspominamy na łamach naszej książki w niezbyt entuzjastycznym tonie, drugich tutaj pomijamy. Oczywiście, jakieś względy

Reklamy trzech magazynów komiksowych. I trzy różne historie. Po „Komixie” została wyłącznie grafika, nie ukazał się ani jeden numer (1990). Z „CDN-em” było trochę lepiej. Wydrukowano numer premierowy (1992). I „Super Boom!” z imponującym wynikem, jak na tamte lata. Dziesięć numerów w latach 1992–1994.

sentymentalne rzutujące na obiektywizmie zawsze będą przy tego rodzaju selekcji odgrywać pewną rolę.

I jeszcze dla jasności, znalezienie się w naszej książce jakiegoś tytułu nie jest automatycznym powodem ujmy dla jego autora/autorów. Nieraz jest tak, że komiks, o którym piszemy, sam w sobie nie jest zły czy niepotrzebny, ale jest w nim coś, co go dyskwalifikuje czy obniża jego rangę albo czyni wartym wspomnienia. Tak jest np. w przypadku próby przeniesienia na polski grunt postaci Jana Tennera, rysowanej przez Bogusława Polcha, która w sposób edytorski została podjęta w sposób wyjątkowo niedbały. Podobnie było z Szarlotą Pawel, której wydane już po przełomie Kleksy daleko odstawały od tego, do czego pierwsza dama polskiego komiksu zdążyła przyzwyczaić przez lata czytelników. Innym przykładem będą Fistaszki – bo mając zastrzeżenia do niektórych pomysłów Mirosława Malcharka, pozostajemy mu wdzięczni za podjętą w trudnych warunkach skuteczną próbę przeniesienia na polski grunt legendarnego komiksu Charlesa Schulza.

Skupiamy się w naszym opracowaniu, poza wyjątkami, na pojedynczych albumach. Raczej nie wspominamy o komiksach pojawiających się w gazetach, czasopismach czy zinach, bo nie da się ukryć, że gdyby naszą ambicją było wyczerpanie tej kwestii, temat rozmyłby się poważnie w analizach dziesiątków, jeśli nie setek dziwadeł stamtąd się wywodzących. Zresztą, trudno i nie fair czynić zarzuty młodym czy alternatywnym (wówczas) twórcom, poszukującym wciąż jeszcze swojego miejsca. Zaznaczamy, że nie jest naszym celem nikogo upokarzać czy odbierać czyjejś twórczości racji bytu. Piszemy wyłącznie o swoich subiektywnych odczuciach – być może do kogoś krytykowana przez nas twórczość jednak trafiła bądź trafia, być może ktoś ma związane z nią dobre wspomnienia; nic nam do tego oczywiście.

Żeby już nie przedłużać wstępu, zapnijcie Państwo pasy bezpieczeństwa, i udajcie się z nami w sentymentalną przejażdżkę à rebours, podczas której będziemy zatrzymywali się przy stacjach komiksowych kuriozów, kiczu, żenady, niedowierzania, ale bywa, że zwykłej,

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Komiksowe dziwadła epoki przełomu by wydawnictwo_Kurc - Issuu