Skip to main content

Po śmierci będzie o mnie głośniej niż za życia. Cuda św. ojca Pio

Page 1

Roberto Allegri

PO ŚMIERCI

BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ NIŻ ZA ŻYCIA Cuda świętego ojca Pio

przełożyła

Agnieszka Zielińska

Wydawnictwo Esprit


Originally published under the title Farò più rumore da morto che da vivo. I testimoni raccontano prodigi di Padre Pio Copyright © 2020 ÀNCORA S.r.l. «Farò più rumore da morto che da vivo» Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2022 All rights reserved Materiały okładkowe: © Farabola / Bridgeman Images / PhotoPower Redakcja: Agnieszka Zielińska Korekta: Alicja Laskowska, Anna Adamczyk Skład i łamanie: Lucyna Sterczewska ISBN 978-83-66859-81-4 Wydanie I, Kraków 2022 Druk i oprawa: Abedik Wydawnictwo Esprit sp. z o.o. ul. Władysława Siwka 27a, 31-588 Kraków tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19 e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl ksiegarnia@esprit.com.pl biuro@wydawnictwoesprit.com.pl Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl


Drogiej babci Jolandzie, wspominając jej pieszczoty, uśmiech i głos, gdy w dialekcie mówiła: „Jedz chlebek, jedz, to urośniesz!”


„Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam” (Iz 50, 7)


WSTĘP San Giovanni Rotondo Krypta świętego ojca Pio, godzina 7 rano

Siedzę na ławce w głębi krypty, panuje niemal całkowita cisza. Na zewnątrz, gdy pieszo zbliżałem się do kościoła, powietrze było chłodne i rozbrzmiewało radosnymi ptasimi trelami – muzyką świtu. Teraz, tu, w krypcie, słychać tylko szept modlitw nielicznych obecnych. To też jest muzyka. Brzmi jak rytmiczny ­oddech, jak kołysanka uspokajająca myśli. W pierwszych rzędach jakaś staruszka na kolanach ledwo dosłyszalnym szeptem odmawia różaniec. Jest pogrążona w modlitwie, ma zamknięte oczy, porusza jedynie ustami. W drobnych palcach mocno ściska różaniec, jakby się bała go upuścić albo jakby trzymała w ręku najcenniejszy skarb. Kolejne zdrowaśki unoszą się od niej niczym dym kadzidła, wypełniając kryptę o pozłacanym sklepieniu. Są tak żarliwe, że prawie ­namacalne. To bardzo intensywna modlitwa. Jest też mężczyzna w kombinezonie ogrodnika; stoi przed trumną z ciałem św. Pio, opiera dłoń o szklane wieko, pragnie kontaktu. Ma pochyloną głowę i zamknięte oczy. Coś mówi. Rozmawia ze świętym,


10

PO ŚMIERCI BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ…

pewnie zawierza mu jakąś troskę, problem, a może radość. Robi to z prostotą dziecka, które zwraca się do rodzica; czuje w swym sercu tę samą niezachwianą ufność. Obserwuję ich z boku. Nie mogę nie myśleć o przyczynie mojego pobytu tutaj, o pokonanej drodze i o osobach spotkanych do tej pory. I o tym świętym, o którym słyszałem opowieści, odkąd byłem dzieckiem. Święty Pio z Pietrelciny. Choć wszyscy nazywają go wciąż po prostu o. Pio, jakby świadomość, że jest świętym, nieco go oddalała, odsuwała go hen, w chmury, gdzie trudno do niego dotrzeć. Dlatego ludzie wciąż wolą mówić o nim „ojciec” – jak za jego życia. Być może również dlatego, że tak łatwiej się do niego zwracać. „Nie bój się, chłopcze! Nie martw się. Módl się i nie przejmuj się” – to zdania, które wiele osób słyszało od o. Pio. Ludzie jeździli do niego, by prosić o pomoc, o łaskę, o uzdrowienie, a on – jak ojciec, który uspokaja dziecko – mawiał: „Nie martw się, jestem z tobą”. I dodawał swoje typowe dialektalne zawołanie: „chłopcze”, wyrażające uczucie i tkliwość. Działo się tak nie tylko za jego życia. Ileż razy dał on poczuć swoją obecność również po śmierci! Liczne uzdrowienia i nawrócenia dokonały się po tym, jak dał się wyczuć jego słynny zapach – znak jego obecności, lub też po czyimś śnie, w którym, uśmiechając się, o. Pio powtarzał: „ Jestem tu!”. Zresztą sam wprost powiedział: „Nie wejdę do raju, dopóki nie przyłączy się do mnie ostatnie z moich


Wstęp 11

dzieci”. Jest to obietnica kogoś, kto czuwa, chroni, stoi przy nas i nas wspiera. Jest on jednym z najbardziej kochanych świętych oraz jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Ileż o nim napisano książek i artykułów w gazetach, ile powstało programów telewizyjnych mówiących o jego życiu, świętości oraz o wielu cudach, jakich dokonał. Wiadomo o nim praktycznie wszystko – albo prawie wszystko. Istnieją dziesiątki biografii, tysiące artykułów, a także strony internetowe pełne przeróżnych informacji i szczegółów. A w San Giovanni Rotondo, miasteczku na półwyspie Gargano, gdzie o. Pio żył przez pięćdziesiąt lat, gdzie zmarł i gdzie spoczywają jego zwłoki, opowiada o nim każdy kamień. Gdyby nawet istniał ktoś, kto nigdy o nim nie słyszał, wystarczyłoby, aby spędził jeden dzień w San Giovanni Rotondo, by dowiedzieć się wszystkiego z tablic informacyjnych, broszur, książek, wycieczek z przewodnikiem, plakatów i wydarzeń. Jest też jednak inna droga. Pomyślałem, by spróbować do niego dotrzeć poprzez opowieści tych, którzy otrzymali od niego łaski, którzy stali się obiektem wstawiennictwa i doświadczyli ziszczenia się modlitwy o pomoc; tych, którzy znaleźli się w centrum wydarzeń „niemożliwych”, niewyjaśnionych z punktu widzenia racjonalnego, naukowego; tych, którzy poczuli czułą bliskość ojca, który przed śmiercią zapowiedział: „­Będzie o mnie głośniej po śmierci niż za życia”.


12

PO ŚMIERCI BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ…

Ojciec Pio urodził się w 1887 roku i zmarł w 1968. Nie jest jednak świętym z przeszłości. Nie da się go przypisać wyłącznie do jego czasów, czyli do pierwszej połowy xx wieku. Jest wciąż aktualny, nowoczesny, współczesny. Dlaczego? Ponieważ wciąż dokonuje cudów. Wiele niezwykłych zdarzeń nastąpiło dzięki wstawiennictwu o. Pio po jego śmierci, a ich liczba wciąż się powiększa, wzbudzając coraz większe zainteresowanie jego postacią. Całe jego życie, odkąd był dzieckiem, było pełne cudów i nadprzyrodzonych epizodów. Tych, które wydarzyły się wokół niego, kiedy żył w klasztorze w San Giovanni Rotondo i spotykał się z ludźmi, praktycznie nie da się policzyć. Uzdrowienia, proroctwa oraz porady odnoszące się do kwestii, które mogły znać tylko osoby bezpośrednio zainteresowane, pozwalały odnieść wrażenie, że poprzez zakonnika działały niebiosa. Najgłośniejsze fakty zostały później zebrane, przeanalizowane oraz dogłębnie zbadane i wykorzystane w procesie kanonizacyjnym, który doprowadził do ogłoszenia o. Pio błogosławionym 2 maja 1999 roku, a w końcu świętym, 16 czerwca 2002 roku. Istnieją jednak setki innych przypadków; wciąż odkrywane są nowe, tak jakby o. Pio był niewyczerpanym źródłem, z którego bez ustanku tryska woda. Spotkałem wiele osób, które zaznały tej wyjątkowej bliskości, osób określanych jako „cudownie doświadczone”, będących świadkami wydarzeń niemożliwych i wprawiających w zdumienie, których sama nauka nie


Wstęp 13

jest w stanie wyjaśnić, lecz jednocześnie ewidentnych i niepodważalnych. Zebrałem tu historie tych osób, ich emocje oraz zadziwienie i radość wyłaniające się z ich opowieści. Wiele z tych osób przed spotkaniem z tajemnicą było niewierzących i nie wiedziało nawet, kim jest o. Pio. Później jednak stawały się najgorliwszymi wyznawcami jego kultu. Wszyscy mogli poczuć się przez niego chronieni, otoczeni ciepłem porównywalnym z ciepłem rodzicielskich ramion. Niniejsza książka prezentuje niektóre z tych nadzwyczajnych faktów. Jest to jednak zaledwie niewielka ich część, gdyż otwierając drzwi na „świat o. Pio”, ­odkrywamy naprawdę bezkresny świat.


1

PINO PEDANO

„Było to silne światło” • Spotkanie z Pinem Pedanem, patrzenie na jego uśmiech i słuchanie jego delikatnego głosu, gdy opowiada o cudach, których był uczestnikiem, to fascynujące doświadczenie: jakbyśmy się zanurzali w przepięknej baśni. Pedano jest wielkim artystą, marzycielem, energicznym i głębokim. Urodził się w 1944 roku. Między 1977 a 1992 rokiem był jednym z najbardziej uznanych na świecie artystów włoskich. Jest rzeźbiarzem i hebanistą, czyli stolarzem artystycznym; może się poszczycić wystawami indywidualnymi i zbiorowymi w najbardziej ekskluzywnych galeriach Paryża, Nowego Jorku, Tokio, Zurychu, Bazylei, Hamburga i Londynu, nie wspominając oczywiście o tych w rozlicznych miastach we Włoszech. W szczytowych latach sukcesu Pedana każda jego wystawa była wydarzeniem. Przez najbardziej wyrafinowaną krytykę był uznawany za nadzwyczajnego, awangardowego artystę, zdolnego do inicjowania nowych trendów, mód


16

PO ŚMIERCI BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ…

i popularnych stylów. O jego dzieła zabiegali najwięksi kolekcjonerzy sztuki. Pojawiały się one nawet w hollywoodzkich produkcjach, jak na przykład w jednej ze scen z filmu Tajemnica mojego sukcesu z 1987 roku z Michaelem J. Foxem. W 1992 roku Pino Pedano nagle zniknął z życia publicznego. Spowiła go medialna cisza, która trwała czternaście lat. W tym czasie artysta całkowicie odmienił swoje życie, przeobrażając się niczym poczwarka, która przeradza się w motyla. Doszło do tego na skutek nadzwyczajnych, niewiarygodnych wydarzeń. Obecnie Pedano w dalszym ciągu pracuje, organizuje wystawy i poświęca się tworzeniu imponujących dzieł, lecz ich tematyka obejmuje teraz wiarę, duchowość i relację z Wszechmogącym. „W rzeczywistości umarłem dawno temu” – opowiedział mi Pedano. „Uratował mnie o. Pio i od tamtej pory jestem tylko robotnikiem, wykonawcą. Autorem wszystkich projektów, które wykonuję, jest o. Pio, jest Bóg, nie ja. Wszystkie wystawy, które organizuję, cała moja praca jest teraz pośmiertna, gdyż nie powinno mnie tu już być. A jednak jestem. Oczywiście jestem inną osobą niż wiele lat temu. Jestem nowym człowiekiem i nowym artystą. To Bóg dokonał we mnie przewrotu. Przez całą moją karierę pracowałem jak szalony, aby osiągnąć sukces. Później zdarzył się cud, który pozwolił mi otworzyć oczy na nieznany mi dotąd świat i zacząłem wszystko od początku”.


1. Pino Pedano 17

Pracownia Pedana w Torricella di Verzate, w prowincji Pawia, to pracownia ślusarsko-stolarska. Spędziliśmy w niej długie godziny na rozmowach, siedząc na kawałkach drewna wielkich jak głazy, ze stopami w trocinach. Przed nami widniało gigantyczne dzieło, nad którym akurat pracował Pedano, powstające ku czci Jana Pawła ii. „Nigdy nie poznałem o. Pio osobiście – opowiadał Pedano – lecz wzrastałem, słuchając opowieści o nim. Pochodzę z Sycylii, z Pettineo w pobliżu Messyny. Moja babcia, rodzice, wszyscy krewni byli czcicielami o. Pio i zawsze mi o nim opowiadali. Później jednak, z biegiem lat, przestałem o nim myśleć. Praca, sukces, chaotyczne życie w Mediolanie sprawiły, że trochę o nim zapomniałem. Mówię «trochę», gdyż kiedy zdarzało mi się coś nieprzyjemnego, znów o nim myślałem. Nasze decydujące «spotkanie» miało jednak miejsce w czerwcu 1990 roku. Byłem od niedawna żonaty, miałem już dwoje dzieci. Wszystko układało mi się znakomicie, przynajmniej pozornie. W rzeczywistości czułem się bardzo znużony, jakby pusty w środku. Życie wydawało mi się pozbawione sensu; miałem wrażenie, że nie wiem, co jest naprawdę ważne. Czułem się zagubiony. Pewnego wieczora przeczytałem artykuł o o. Pio i myślami wróciłem do czasów dzieciństwa, do słów mojej babci i mamy. Czułem, jakby mi mówiły: «Zawierz się o. Pio!». Zacząłem się więc modlić.


18

PO ŚMIERCI BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ…

Nagle poczułem intensywny zapach. Obok łóżka leżała sterta czasopism i w pierwszej chwili pomyślałem, że może pośród nich znajdował się flakonik perfum, jakaś próbka, którą dodają w prezencie, zostawiona tam przez moją żonę. Zapytałem ją o to, ale powiedziała, że nic nie czuje i że nie zostawiła wśród czasopism żadnych perfum. Ja natomiast czułem bardzo silny zapach. Oczywiście nawet nie pomyślałem o o. Pio. Słyszałem o tajemniczym zapachu będącym znakiem jego obecności, lecz nie myślałem, że mogło to spotkać właśnie mnie. Zignorowałem więc ten fakt, choć w głębi czułem, że o. Pio mnie obserwuje. Trudno to wyjaśnić, ale tak właśnie było. W 1992 roku przygotowałem wystawę w Rotonda della Besana w Mediolanie. Było to nadzwyczajne wydarzenie, ale potem byłem wykończony. Czułem się ciągle zmęczony, miałem silne bóle żołądka i traciłem na wadze. Jakiś miesiąc później miałem krwotok i zostałem przyjęty na ostry dyżur. Diagnoza lekarzy brzmiała jak wyrok: miałem raka płuc i tak ciężką cukrzycę, że nie mogłem być operowany. Miałem przed sobą kilka miesięcy życia. Możecie sobie wyobrazić moją rozpacz. Miałem żonę i troje małych dzieci; wydawało mi się, że oszaleję na myśl, że zostaną sami. Na stoliku przy szpitalnym łóżku ustawiłem kilka zdjęć, między innymi wizerunek o. Pio znaleziony na podłodze domu, który kupiłem jakiś czas wcześniej. To było jak znak: miałem kupić stary dom na wsi;


1. Pino Pedano 19

wchodzę, aby go obejrzeć, i pierwsze, co widzę na podłodze, to zdjęcie o. Pio. Jak długo tam leżało? Czekało na mnie? Później pytania te nabrały dla mnie sensu. Kiedy zostałem w szpitalu, płacząc, przycisnąłem to zdjęcie do piersi. We łzach prosiłem o. Pio o pomoc, gdyż nie chciałem, by moje dzieci, tak jeszcze małe, pozostały bez ojca. W końcu zasnąłem. O świcie nagle się obudziłem, jak gdyby ktoś mną mocno potrząsnął. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że pokój był zalany jasnym, oślepiającym światłem, które mnie otulało. I nie tylko: czułem, jak przenikało moje ciało i oczyszczało je. Wyraźnie odczuwałem obecność o. Pio. Nie widziałem go, ale to nie było ważne. Byłem pewien, że on był w tym świetle. Następnie światłość znikła, a ja poczułem się doskonale. Chciałem zawołać lekarzy, opowiedzieć o tym doświadczeniu, lecz się powstrzymałem. Wzięliby mnie za wariata. Nic więc nie powiedziałem. W dzień lekarze przeprowadzili różne badania, lecz szybko zorientowali się, że po nowotworze nie ma ani śladu. Zaskoczeni dyskutowali, konsultowali się ze sobą nawzajem, martwili się i poddawali mnie nieskończonej liczbie badań. Rak jednak zniknął. Po tygodniu powiedziałem do lekarzy: «Nie macie czego szukać; raka już nie ma. Ojciec Pio przyszedł i mnie uzdrowił». Z pewnością sądzili, że zwariowałem. Ja jednak czułem się dobrze, wypuścili mnie więc ze szpitala. Po powrocie do domu opowiedziałem o tym wydarzeniu mojej żonie Annette. Wspomniałem o zapachu, który czułem kilka


20

PO ŚMIERCI BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ…

lat wcześniej, i światłości, którą widziałem w szpitalu. Ona jednak nie chciała mi wierzyć. Było mi przykro; kiedy rozmyślałem nad tym, co się wydarzyło, Annette przyszła cała roztrzęsiona i wyjąkała: «Poczułam zapach». Akurat się ubierała i myślała, że oszalałem, gdy otoczył ją silny, cudowny zapach. Rozejrzała się, by znaleźć jego źródło, myślała nawet, że dochodził z zewnątrz. Kiedy stwierdziła, że zapach nie ma żadnego logicznego wyjaśnienia, pojęła, że był to znak od o. Pio, aby mogła uwierzyć, że to, co jej opowiedziałem, było prawdą”. Przed domem na wsi, gdzie znajduje się również jego pracownia, Pino Pedano w podziękowaniu za uzdrowienie postawił pomnik ku czci o. Pio. Artysta wybudował ciąg siedmiu dużych nisz, pokrywających niemal całą ścianę domu, ustawionych w półkolu. W każdej z nich umieścił fotografię twarzy o. Pio w dużym powiększeniu o różnej ostrości: w pierwszej twarz jest ledwie zarysowana, w drugiej wyraźniejsza, w trzeciej jeszcze wyraźniejsza, aż po ostatnią, w której zdjęcie jest doskonałej ostrości. „To tak, jakby o. Pio stopniowo odkrywał się przed oczami oglądającego” – wyjaśnił mi Pedano. „Dla kogoś, kto ogląda dzieło z drogi, przejeżdżając samochodem, efekt jest piękny, bardzo sugestywny. Ojciec Pio jawi się niczym wschodzące słońce lub rozwijający się kwiat. Obserwator odczuwa jego obecność, która natychmiast zaczyna dominować. To przede wszystkim oczy świętego przeszywają duszę


1. Pino Pedano

21

przechodnia i pozostawiają na niej niezatarty ślad”. Pomnik jest naprawdę wyjątkowy. Widać go nawet z bardzo daleka. Przed niszami Pedano pozostawił rozległą przestrzeń ograniczoną drewnianymi ławkami, stwarzającą wrażenie przebywania w miejscu kultu, w kaplicy pod gołym niebem. Przechodnie zatrzymują się, robią znak krzyża, niektórzy przyklękają i się modlą. Przy pomniku stoją zapalone znicze i leżą kwiaty. „Ojciec Pio nigdy nie przestał przy mnie być. Jest ze mną każdego dnia, chroni mnie. Kilka lat temu na przykład, kiedy pracowałem nad wystawą w bazylice św. Ambrożego w Mediolanie, miałem poważny wypadek samochodowy. Przygotowałem płyty wiórowe na wystawę i załadowałem je do samochodu, aby przewieźć je z pracowni do miasta. Był luty, zimno, więc kiedy wyjechałem wczesnym rankiem, włączyłem ogrzewanie w samochodzie. Po półgodzinie zdarzył się wypadek. Ciepłe powietrze sprawiło, że ulotnił się formaldehyd, którym potraktowałem płyty, i wdychając go, zatrułem się. Zasnąłem, jakbym był pod wpływem narkotyków, i wjechałem na rondo. Obudziłem się, kiedy poczułem uderzenie, próbowałem odzyskać panowanie nad pojazdem, lecz było to niemożliwe. Wtedy samochód – bez mojej ingerencji – wykręcił i zaparkował wzdłuż ulicy, tak że moje drzwiczki znajdowały się od strony chodnika, abym mógł bezpiecznie wysiąść. Powoli zdałem sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Spałem przez co najmniej pięć minut! A najbardziej


22

PO ŚMIERCI BĘDZIE O MNIE GŁOŚNIEJ…

niezwykła była droga, jaką przebyłem, śpiąc, zanim dotarłem do fatalnego ronda: najpierw prosty odcinek, następnie kilka zakrętów, a nawet most nad rzeką. Jak to było możliwe? Jestem pewien, że samochodem ­k ierował o. Pio”.


SPIS TREŚCI Wstęp 9     1.     2.     3.     4.     5.     6.     7.     8.     9. 10. 11. 12. 13. 14. 15. 16. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. 24.

Pino Pedano 15 Carlo Bini 23 Gennaro Contaldo 31 Graziella Maina 37 Angela Maffia 45 Pio Corvino 51 Ulisse Sartini 57 Mena Ugliano 61 Teresa Sorrentino 67 Lisa Gastoni 71 Isabella Ricci 81 Giancarlo Genova 87 Giovanni De Luca 91 Toni Santagata 95 Antonio Sibiriu 103 Bobo Mainini 107 Robert Davi 113 Rosario Vecchione 117 Riccardo Garofalo 123 Gerardo Bellettieri 129 Ojciec Marciano Morra 133 Tony Palladino 143 Adolfo Affatato 149 Ivana Spagna 155


25. Antonella Brenca 159 26. Ojciec Fortunato Grottola 163 27. Memo Remigi 167 28. Lisa Festa 171 29. Carlo Paci 177 30. Andrea Pagnini 183 31. Carla Pandolfi 191 32. Gico 197 33. Silvano Scapin 203 34. Angioletto Gianfrate 211 35. Florinda Cirillo 217 36. Ilaria Masi 221 37. Ksiądz Leonardo Reggiani 225 38. Francesca Panio 231 39. Ojciec Leonardo Civitavecchia 237 40. Graziella Idini 243 41. Maria Fini 247 42. Ksiądz Giorgio Costantino 253 43. Gianni Mozzillo 259 44. Ojciec Rodolfo Saltarin 265 45. Elia Stelluto 271 46. Roberto Scarfò 279 47. Giuseppe Moretti 287 48. Giuseppe Gorruso 293 49. Marco Delpino 297 50. Gianni Testa 303 51. Giovanni Scarale 309 Zakończenie 317


„W niebie będę mógł wam więcej pomóc. Kiedy przygotuję wam miejsce, przyjdę z Jezusem i zabiorę was ze sobą. Bądźcie wierni i wytrwali, nigdy nie opuszczajcie owczarni. Tam, gdzie ja będę, będziecie i wy”.

– o. Pio Ojciec Pio przez wielu jest znany z niezwykłych mistycznych zjawisk: stygmatów, bilokacji czy tajemniczych zapachów, które czuł każdy, kto go spotykał. Jednak to liczne cuda za jego wstawiennictwem potwierdzają najmocniej jego świętość i potężne wsparcie, które daje wiernym z nieba. Włoski dziennikarz – RobeRto AllegRi – zebrał tylko niewielką część świadectw osób, które doświadczyły łask za wstawiennictwem kapucyna z San Giovanni Rotondo. Artyści, zakonnicy, nauczyciele opowiadają o uzdrowieniach oraz nawróceniu, które zawdzięczają temu świętemu zakonnikowi. Wszystkie te opowieści jednoznacznie dowodzą, że o. Pio nieustannie wysłuchuje naszych próśb i działa z nieba! Roberto Allegri – włoski dziennikarz i pisarz. Publikuje głównie książki biograficzne oraz związane z tematyką wiary. Pracuje we włoskim magazynie „Chi”. Prywatnie jest synem znanego dziennikarza Renzo Allegriego.

Cena 39,90 zł (5% VAT) www.esprit.com.pl ISBN 978-83-66859-81-4

Patronat


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook