s. MICHAELA RAK
Mężczyźni mojego życia W ROZMOWIE
Z MAŁGORZATĄ TERLIKOWSKĄ O MIŁOŚCI, MIŁOSIERDZIU I DOBRYM POMAGANIU
Wydawnictwo Esprit
Copyright © Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki & Małgorzata Terlikowska 2022 Copyright © for this edition by Wydawnictwo Esprit 2022 All rights reserved Materiały okładkowe: © archiwum Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie Redakcja: Zofia Marduła-Duraj Korekta: Anna Adamczyk, Monika Nowecka Skład i łamanie: Lucyna Sterczewska ISBN 978-83-67291-05-7 Wydanie I, Kraków 2022 Druk i oprawa: Abedik Wydawnictwo Esprit sp. z o.o. ul. Władysława Siwka 27a, 31-588 Kraków tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19 e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl ksiegarnia@esprit.com.pl biuro@wydawnictwoesprit.com.pl Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl
WSTĘP
Gdzieś w głębi Litwy, nawet już dobrze nie pamiętam gdzie, całą rodziną zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Wchodząc po kawę, zastanawialiśmy się głośno, czy lepiej poprosić o nią po angielsku, czy po rosyjsku. Nagle zza lady uśmiechnął się do nas młody mężczyzna i powiedział: „Zamawiajcie kawę po polsku. Ja przetłumaczę”. Okazało się, że to Polak, który od wielu lat mieszka na Litwie. Pytał, jakie miejsca odwiedziliśmy, co udało nam się zobaczyć. Padło także pytanie: „A w Wilnie u siostry Michaeli już byliście?”. Nasz rozmówca, jak dowiedzieliśmy się w czasie przesympatycznej rozmowy, to jeden z wielu wolontariuszy pomagających w wileńskim hospicjum, którego dyrektorem od dekady jest polska zakonnica, siostra Michaela Rak. Zabawne było, że nawet w najdalszym zakątku Litwy wszyscy o niej słyszeli. Kiedy w mediach społecznościowych publikowaliśmy zdjęcia z naszej podróży po Litwie, pod wieloma postami 7
pojawiały się propozycje miejsc, które jeszcze powinniśmy zobaczyć, a przy okazji sugestia, byśmy w Wilnie koniecznie zajrzeli do hospicjum i spotkali się z jego dyrektorką. Siostra Michaela od lat przywraca godność osobom chorym i umierającym. Ma dla nich zawsze otwarte serce i jeśli trzeba, przychyli im nieba. Jak wielokrotnie powtarza, dla człowieka umierającego jest w stanie zrobić wszystko, o co ten tylko poprosi. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Daje temu wyraz każdego dnia i pięknie opowiada o tym w tej książce. Mnie samej w czasie tej rozmowy nieraz zakręciła się łza w oku. Hospicjum, którym od wielu lat kieruje, to życie. Siostra Michaela robi wszystko, by dodać życia do ostatnich dni swoich przyjaciół (tak zawsze mówi o osobach przebywających w tej niezwykłej placówce). Kiedy pierwszy raz zadzwoniłam do siostry Michaeli, by namówić ją na tę rozmowę, trafiłam na szczególny moment. Lada dzień miało być otwierane hospicjum dla dzieci. Wszelkie procedury i biurokracja tak ją pochłaniały, że nie było wówczas szans na rozmowę. Umówiłyśmy się więc na marzec 2020 roku. Dziecięca część hospicjum miała już być gotowa, a siostra zapewniła, że będzie miała więcej czasu. Kupiłam bilet na samolot i 16 marca miałyśmy spotkać się w Wilnie. 8
Tego planu nie udało się zrealizować. Kilka dni wcześniej cały świat się zatrzymał. Powiało grozą, pojawił się tajemniczy wirus i wywrócił do góry nogami życie bardzo wielu ludzi. Kwiecień i maj spędziliśmy w zamknięciu. W czerwcu wirus zaczął odpuszczać, a Litwa otworzyła granice. Zapakowaliśmy się do samochodu i całą rodziną pojechaliśmy zwiedzać kraj naszych sąsiadów. Przy okazji odwiedziliśmy siostrę Michaelę. Kiedy dojechaliśmy do Wilna, czekał na nas nie tylko obiad, ale także przemiły pan przewodnik, który oprowadził nas po mieście. Na nocleg w Kownie dojechaliśmy późną nocą. Umówiłyśmy się, że jeszcze w wakacje przyjadę i nagramy rozmowę. Znów wszystko zaplanowałam i znów się nie udało. Wirus się uaktywnił, osoby przyjeżdżające na Litwę trafiały na obowiązkową, dwutygodniową kwarantannę. W tej sytuacji znów trzeba było zmodyfikować plany. Kolejny raz udało nam się dotrzeć na Litwę rok później, w lipcu 2021 roku. A i wtedy trudno było znaleźć czas na rozmowę. Interesanci, telefony, bieżąca praca hospicjum to wszystko bardzo pochłaniało siostrę Michaelę. Do tego goście, którzy każdego dnia ją odwiedzali. A siostra, jak dobra matka, każdego przyjęła, o każdego się zatroszczyła, każdego wysłuchała. Siostra Michaela nie wstydzi się łez, potrafi się świetnie bawić, 9
żartować i… tańczyć. Pełna ciepła, macierzyńskiej troski, całą sobą pokazująca, że ważny jest dla niej każdy człowiek. Będąc w Wilnie, mogłam przekonać się o tym na własne oczy. Rozmowa z siostrą Michaelą nie jest łatwa. Poruszamy w niej wiele poważnych tematów nie tylko związanych ze śmiercią, umieraniem czy samotnością. Siostra opowiada także swoją trudną historię rodzinną, mówi też o wielu przeciwnościach, z którymi na różnych etapach życia musiała się mierzyć. Ale nie jest to książka pesymistyczna. Jest w niej wiele radości, nadziei, a także miłości i przebaczenia. Nie brakuje w niej uśmiechu, ciepła i serdeczności. Bo taka jest siostra Michaela. Kobieta spełniona, która swoimi pięknymi ciemnymi oczami patrzy na człowieka z miłością. Jak sama mówi, została powołana przez Boga, by temu człowiekowi służyć. Dziękuję siostrze Michaeli za gościnę i zaufanie, jakim mnie obdarzyła. Mam nadzieję, że książka ta przyczyni się do rozpropagowania misji hospicyjnej, a także uwrażliwi jeszcze więcej osób na ten problem.
ROZDZIAŁ 1
Jestem siostra Michaela ze ścierniska
Pan Bóg to ma poczucie humoru… Zawsze żartuję, że jestem dowcipem Pana Boga, bo mam na nazwisko Rak, a w pracy z rakiem nie mogę się rozstać. Jako kilkunastoletnia dziewczyna przeczytałam książkę o misjach, o dzieleniu się bogactwem wiary i miłości do drugiego człowieka. Od dziecka chciałam pomagać ludziom, a najbardziej pragnęłam nieść tę pomoc na misjach. To pomaganie mam we krwi, odziedziczyłam je po mamie… Lata sześćdziesiąte, ósme dziecko. O mały włos nie byłoby cię na świecie… Przede wszystkim Panu Bogu dziękuję za to, że urodziłam się jako ósme dziecko, że przyszłam na świat w takiej, a nie innej rodzinie. Moja historia to gotowy scenariusz na film o wartościach, o przegranych w życiu, o stratach, o zwycięstwach, o miłości, o egoizmie. Tego wszystkiego uczyłam się od moich bliskich. Nigdy nie 13
zapomnę moich osiemnastych urodzin. Nie dlatego, że zaczęłam formalnie być dorosła… I nawet pewnie nie dlatego, że mogłaś mieć dowód osobisty? Tego dnia dostałam od mamy siekierę. Żartujesz? To dość niekonwencjonalny prezent. Od razu powiem, że to nie była jakaś pierwsza lepsza siekiera. Ona naprawdę była niezwykła. Czekała, aż dorosnę. „Proszę, ja ją trzymałam, żeby ci ją dać w prezencie, jak już będziesz pełnoletnia” – powiedziała mi wtedy mama. Nie przestraszyłaś się, kiedy mama wyskoczyła z tą siekierą? Siekiera była pięknie przyozdobiona kolorową wstążką, a do trzonka miała przywiązany kwiatek. Mama ciepło się uśmiechała. Nie powiem, bardzo się zdziwiłam. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego mama daje mi taki prezent. Prosiłam, żeby mi wytłumaczyła, o co chodzi. A wtedy mi powiedziała: „Kiedy okazało się, że będę miała ósme dziecko, miałam prawie pięćdziesiąt lat. Była bieda, nie było co jeść. Bardzo się bałam. Chodziłam, płakałam, myślałam, co zrobić, żebyś się nie urodziła. Specjalnie nosiłam pięćdziesięciokilogramowe worki ze zbożem, żeby tylko 14
ciebie na świecie nie było. W pewnym momencie podszedł twój tata i powiedział: «A co ty robisz? Czemu dźwigasz?». Płacząc, powiedziałam mu, że ja tego dziecka nie chcę. Tata akurat szedł rąbać drzewo, trzymał w ręku siekierę i zawołał: «Jeżeli temu dziecku coś się stanie, to ja ci tą siekierą łeb odrąbię»”. To były słowa wypowiedziane w prawdzie i w miłości. Mama w tym momencie zrozumiała, co tak naprawdę powiedziała: „Dotarło do mnie, jaką jestem egoistką i jak bardzo nie ufam Panu Bogu, jak bardzo nie liczę na innych, tylko na siebie, i jak bardzo nie potrafię dostrzec, że dać mogę komuś szczęście”. Trzymała tę siekierę tyle lat, bo ona uratowała życie jej dziecka. To paradoks, bo siekiera niekoniecznie służy do ratowania życia. Długo na kolanach, w samotności myślałam o tej siekierze. W odruchu, w porywie można siekierą zrobić komuś krzywdę, a nawet pozbawić go życia. Ale można jej użyć do czegoś innego i dać komuś szczęście, ciepło, radość, coś wybudować, coś ociosać, coś upiększyć. Mama musiała być niesamowicie dzielną kobietą… To prawda. Na jej życiu piętno odcisnęły wojna, doświadczenie obozu koncentracyjnego. Trafiła tam za pomoc Żydom. 15
Mama opowiadała o swoich doświadczeniach obozowych? Często jest tak, że te doświadczenia są tak traumatyczne, że się je wypiera. Opowiadała je ze łzami w oczach. Mama do obozu trafiła jako młoda dziewczyna. Zanim jednak dojdę do tego wątku, istotna jest historia moich rodziców, ona wiele wyjaśnia. Mój tata pochodził z rodziny szlacheckiej, herbowej. Zaręczony był z Węgierką, na imię miała Prakseda, również z dobrej, szlacheckiej rodziny. We wrześniu 1939 roku, zaraz po wybuchu drugiej wojny światowej, kiedy na tereny polskie wkroczyły wojska radzieckie, ta kobieta została zamordowana. To była okrutna śmierć. Najpierw żołnierze ją bestialsko zgwałcili, a potem zabili. Tata został zwerbowany do wojska, był na linii frontu. Mama z kolei pochodziła z rodziny chłopskiej. Urodziła się w 1917 roku. Moja babcia, a jej mama, była wdową, samotnie wychowywała dzieci. Pomocną rękę wyciągnęli do niej ojcowie bernardyni. Przyjęli ją z czwórką dzieci pod swój dach i dali pracę w klasztorze. Mama rosła, patrząc, jak jeden człowiek pomaga drugiemu. Była bieda, babcia nie miała pieniędzy, żeby posłać mamę do szkoły. W domu sama nauczyła ją czytać i pisać. W 1939 roku mama była już zaręczona ze Stanisławem, prostym mężczyzną z ziemi lubelskiej. Kiedy dowiedziała się, że on zginął na wojnie, zgłosiła się do pomocy 16
jako sanitariuszka. Moi rodzice w warunkach wojennych się spotkali, w warunkach wojennych się pobrali. Kiedy po zakończeniu wojny tata zawiadomił swoją rodzinę, że ma żonę, padło pierwsze pytanie: czy nasza? Znaczy, czy jest szlachcianką? Powiedział, że nie, więc rodzina postawiła mu ultimatum: albo się jej pozbywasz, albo my pozbywamy się ciebie. Tata postanowił, że mimo wszystko zostaje przy mamie. Tak rozpoczęła się ich wspólna droga na Ziemiach Odzyskanych, a konkretnie na ziemi szczecińskiej. W ten czas wojny wpisany jest też epizod związany z obozem koncentracyjnym. Jak mama tam trafiła? Mama organizowała pomoc dla Żydów skazanych na śmierć głodową. Przemycała dla nich żywność, lekarstwa i inne potrzebne rzeczy. W czasie jednego przerzutu została złapana i trafiła na Majdanek. Tam, w warunkach obozowych, urodziła moją siostrę. To są bardzo bolesne wydarzenia, które kształtowały życie moich rodziców, ale które też były lekcją życia dla nas wszystkich. Starsze rodzeństwo rozmawiało z mamą o wojnie, o tych dramatach, o rozdartych sercach. Ale kiedy w telewizji pojawiały się tematy związane z wojną, 17
ze śmiercią, z męczeństwem, moi starsi bracia mówili: „Wyłącz telewizor”, albo sami podchodzili i go wyłączali. Wiedzieliśmy, że musimy oszczędzić mamie trudnych wspomnień, że musimy te wojenne rany posmarować balsamem, który będzie leczył echa tamtych wydarzeń. I jeszcze taki zatrzymany kadr z mojego dzieciństwa. Pamiętam taki obrazek: mam kilkanaście lat, trzymam głowę na kolanach mamy, a ona zaplata mi włosy w długi warkocz. Rozmawiamy o wojnie, a ja wprost ją pytam: „Mamo, przecież ty wiedziałaś, że za pomaganie Żydom grozi śmierć?”. Ona wtedy bardzo spokojnym głosem mi odpowiedziała: „Dziecko, kiedy człowiek jest w potrzebie, nie wolno się bać, trzeba iść i mu pomóc”. To jest myśl, która zawsze mi towarzyszy, mój życiowy wektor. W życiu chodzi o to, by zauważyć człowieka w potrzebie i zdecydować, że po to jestem, by mu pomóc, by go zobaczyć, zabezpieczyć, wesprzeć. W obozie koncentracyjnym człowiekowi towarzyszą głód i nieustanny lęk o życie. Więzień nie ma tam niczego. Jak wielką siłę wewnętrzną trzeba mieć, żeby temu wszystkiemu podołać? Taka była moja mama. W czasach powojennych praktycznie sama wychowała ośmioro dzieci. Było jej bardzo trudno. Była ogromna bieda, wszystkiego brakowało. 18
Spis treści Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Rozdział 1 Jestem siostra Michaela ze ścierniska . . . . . . . 11 Rozdział 2 Bóg wie . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33 Rozdział 3 Hospicjum to życie . . . . . . . . . . . . . 73 Rozdział 4 Za miłość się nie płaci . . . . . . . . . . . . 121 Rozdział 5 Misja hospisas . . . . . . . . . . . . . . . 157 Rozdział 6 Najważniejszy jest człowiek . . . . . . . . .
197
Rozdział 7 Mężczyźni mojego życia . . . . . . . . . . . 231 Rozdział 8 Jedno serce, dwie komory . . . . . . . . . . 267
Gdy była dzieckiem, chciała zostać… księdzem. Dzieciństwo w wielodzietnej rodzinie i dorastanie w domu z problemami ukształtowało jej charakter. Była już narzeczoną, ale postanowiła realizować swoje powołanie w życiu zakonnym i pomaganiu innym. S IOSTRA M ICHAELA R AK jest założycielką i dyrektorem hospicjum w Wilnie, gdzie od lat towarzyszy drugiemu człowiekowi w trudnych momentach choroby i odchodzeniu z tego świata. W rozmowie z M AŁGORZATĄ T ERLIKOWSKĄ opowiada swoją poruszającą historię, z której wydobywa się obraz kobiety spełnionej, silnej, pełnej ciepła i macierzyńskiej troski. To wzruszająca opowieść o zakonnicy, która nie przejdzie obojętnie obok potrzebującego, zapuka do każdych drzwi, prosząc o wsparcie, i nie boi się rozmawiać o śmierci. Jest to także świadectwo kobiety, która uczy nas na nowo odkrywania radości życia, wprowadzania miłosierdzia w czyn i walki o dobro w świecie. S . M ICHAELA R AK – polska siostra zakonna ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, założycielka i dyrektor Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Nazywana jest przyjaciółką chorych i ubogich. Odznaczona m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
M AŁGORZATA T ERLIKOWSKA – redaktorka, etyczka, współautorka książek (m.in. Dzięki Bogu jestem zakonnicą, Chodzi mi tylko o życie). Prywatnie żona i mama pięciorga dzieci. Cena 39,90 zł (5% VAT) www.esprit.com.pl ISBN 978-83-67291-05-7
Patronat