A A T N E T Z A ŁA G ZP BE
ZE SZWECJI DO POLSKI NA DESCE WINDSURFINGOWEJ
29 letni Max Wójcik, żeglarz UKS Kotwica Gdynia jest pierwszym człowiekiem, który przepłynął Bałtyk na desce windsurfingowej. Pokonanie prawie 400 kilometrów trasy z Karlskrony do Gdyni zajęło mu 22 godzin i 15 minut. Najszybciej płynął nocą, bo prawie 40 km na godzinę. Grzegorz Bryszewski
Przygotowania do nietuzinkowej i pionierskiej wyprawy trwały trzy miesiące. Przez ten czas organizatorzy zbierali pieniądze potrzebne do wyprawy (część pieniędzy przekazała Gdynia z puli przeznaczonej na promocję), zadbano także o bezpieczeństwo rejsu. Ostatecznie udało się zorganizować specjalny i szybki ponton (napędzany przez dwa 300 konne silniki) na którym ubezpieczało wyprawę dwóch sterników, dwóch ratowników WOPR oraz mechanik. Max Wójcik zadbał także o swoją formę fizyczną i intensywnie ćwiczył, żeby wytrzymać długotrwały i uciążliwy rejs. Chociaż uczestnicy wyprawy pojawili się w Karlskronie już w poniedziałek 17 czerwca to przez kilka dni czekano z wypłynięciem z powodu zbyt złabego wiatru. Wyprawę pod kątem meteorologicznym wspierał Marek Zwierz, pracujący w Instytucie Oceanologii w Sopocie, który w piątek dał organizatorom „zielone światło”. Max Wójcik wypłynął z Karlskrony o 17 ale dopiero miedzy 1 a 5 w nocy żeglarz trafił na rewelacyjne warunki pogodowe. - Gnał z prędkością dochodzącą do 40 km/h – podkreśla Paweł Rogalski, współorganizator wyprawy. W planie wyprawy, która trwała ponad 22 godziny nie prze-
czwartek, 27 czerwca 2013 r. Nr 24 (194) NAKŁAD 15 000 EGZ.
Fot. Piotr Morzuch
g.bryszewski@expressy.pl
widziano dłuższych przystanków. Podczas tych krótkich przystanków żeglarz żywił się batonikami i żelkami, zawierającymi substancje odżywcz. Pragnienie gasił natomiast w trakcie żeglowania, przy pomocy rurki przymocowanej do butelki z płynem, znajdującej się w plecaku. Wyczerpująca i trudna wyprawa była na żywo relacjonowana na blogu żeglarza. Tam można było śledzić aktualną pozycję podróżnika, pojawiło
się także zdjęcie pokazujące odciski na dłoniach Maxa Wójcika. Na szczęście była to jedyna kontuzja, do której doszło podczas wyprawy. Po 22 godzinnym rejsie, dokładnie o 15.15 Max Wójcik dotarł do mety i wylądował na plaży miejskiej w Gdyni. Tam witały go oklaskami plażowicze, ekipy telewizyjne i dziennikarze, nie obyło się oczywiście bez polewania szampanem plażowiczów. Po powrocie do Gdyni i kil-
kugodzinnej sesji wywiadów prasowych i telewizyjnych żeglarz wrócił do domu, aby odespać wyprawę i odpocząć podczas 15 godzinnego snu. - Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim kibicom, którzy przywitali mnie na plaży w Gdyni. Trudno mi opisać, jak bardzo wdzięczny byłem za całe wsparcie, które doświadczyłem na mecie. To był jedyny moment, w którym zapomniałem o zmęczeniu – pisał żeglarz na swoim blogu.
Po przepłynięciu do Gdyni i zasłużonym odpoczynku Max Wójcik pojechał do Francji,gdzie odbywają się Mistrzostwa Europy w klasie RS:X - Nie wykluczamy, że dojdzie do kolejnej wyprawy przez Bałtyk, ale na innej trasie i w innej formule, bo zakończona się wyczerpała – zapowiada Paweł Rogalski.
Gdynia powitała lato z rozmachem udostępnianym imprezowiczom. Wraz z nadchodzącym wieczorem impreza gromadziła coraz większą liczbę imprezowiczów. Gdy grał raper L.U.C i awangardowa piosenkarka Julia Marcell znalezienie wolnego miejsca na gdyńskiej plaży z widokiem na scenę było praktycznie niemożliwe. Sytuacja się zmieniła podczas występu głównej gwiady Ayo,
fot. Paweł Jóźwiak/MałaCzarnaKropka
Około 46 tys. osób powitało lato na plaży w Gdyni w sobotę 22 czerwca podczas imprezy Cudawianki. Tego dnia dopisała pogoda, dopisali organizatorzy no i zdecydowanie dopisali uczestnicy. Nietuzinkową atmosferę Cudawianków można było zobaczyć już wczesnym w Parku Rady Europy. Właśnie tam organizatorzy pokazali rodzinną stronę imprezy - wziąć udział w warsztatach plecenia wianków, powymieniać się ciuchami, nauczyć się tańca, zobaczyć pokazy mody ulicznej czy też towarzyszyć najmłodszych w ciekawych zajęciach gdyńskiego Centrum Experyment. Wielu uczestników wybierało jednak mniej aktywną formę wypoczynku i piknikowało na leżakach lub trawie zajadając się zdrowym jedzeniem sprzedawanym w kilku punktach. Bardziej odważni korzystali z punktu Silent Disco, gdzie tańczy się do kilku rodzajów muzyki serwowanej w słuchawkach
której ballady były zbyt mało atrakcyjne dla imprezowiczów i wielu z nich rozczarowanych opuszczało plażę. Ostatni z zespołów -elektroniczna grupa z Nowego Jorku Hercules & Love Affair zrekompensowała jednak niespecjalnie udany wcześniejszy występ. Rozbujana publiczność przy żywiołowych dźwiękach amerykańskiego zespołu bawiła się prawie do 2 w nocy. GB