Skip to main content

Prestiż magazyn szczeciński (listopad 2025)

Page 1

Nowe cykle: • Szczeciński klasyk Polonez 125PN • Przekrój przez miasto Magdalena Olech, Ryszard Kamiński: Nie bójmy się żyć Celebracja nagości. Bez filtrów, bez wstydu

Łukasz Nazdraczew

Fotograf ekstremalny miesięcznik bezpłatny

|

nr 11

/

197

|

l i s t o p a d 2 02 5 r.


Na okładce: Łukasz Nazdraczew Autor: Karolina Bąk

SPIS TREŚCI 12. 15.

36

Słowo od naczelnej Nowe miejsca

WYDARZENIA 16. „Odwilż” po raz trzeci – kulisy produkcji 17. Kobiecość, siła i odwaga 19. Pielęgnacja i edukacja w sercu Szczecina 20. N adchodzi Baltic Economic Congress 22. Dekarbonizacja, innowacje i zielone standardy w miejskiej energetyce 23. Bajki, które uczą, jak ratować planetę 25. C iepło, wygoda, prostota 26. T eatr jest z bursztynu 29. Przystań pełna dobra i kobiecej siły 30. Spotkajmy się w Szczecinie 32. Obrazy polskiego Szczecina 33. Z achodniopomorskie tradycje kulinarne 34. Skarul na manowcach – pisze Zbigniew Skarul 36. G raficzne jeden na jeden

BIZNES 78. Stoczniowiec – początek nowej historii 80. Nowe alpejskie kierunki i rodzinne emocje na stoku 81. Dolce vita w Dworku nad Regą 82. S tarka kolekcjonerska 85. „ Świat Whisky i Wina” – opowieść zamknięta w szkle

ZDROWIE I URODA 86.

w leczeniu przebarwień 88.

Trądzik? Mamy na to sposób

89.

Dotyk, który leczy – o uważnej pielęgnacji i sile relaksu w kosmetologii

90. Na skórze widać nasze wybory… 92.

R ównowaga zgryzu

94.

Pomiędzy pięknem a zdrowiem

96. Profilaktyka męskiego zdrowia – dlaczego warto badać się

TEMAT Z OKŁADKI 38. Fotograf ekstremalny

regularnie? 98.

STYL ŻYCIA

73

46. P restiżowy przegląd dzielnic Szczecina 51. M alina Majewska i jej kobieca celebracja nagości PODRÓŻE 54. Codzienność za fasadą luksusu – szczecinianka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich 60. Królewska podróż MOTORYZACJA 66. Szczeciński klasyk

78

DESIGN 70. Przekrój przez miasto 73. F otograf, który „zdradził fotografię”

Precyzja światła – nowa era

N ie bójmy się żyć

100. M agia dobrego widzenia, czyli okulary z duszą 101. E kspert radzi

KULTURA 104. R ecenzje filmowe – pisze Daniel Źródlewski 105. Recenzje teatralne – pisze Daniel Źródlewski 106. Tajemnice szczecińskich ulic 108. Farba, emocje, wolność – świat Wilhelma Sasnala 111.

Trzy dni artystycznych doznań

112.

Zapowiedzi kulturalne

117.

KRONIKI


MIESZKANIE OZN. A.1.1 NR A.1

CLUB HOUSE

TM TSM

L

PIĘTRO I LICZBA POKOI: POW. UŻYTKOWA: WYSOKOŚĆ MIESZKANIA:

1

CLUB HOUSE

MIESZKANIE OZN. A.1.1 NR A.1 PRZYSTAŃ LUKSUSU

6,65 m2 5,09 m2 11,67 m2 TM TSM

L

1 PRZEDPOKÓJ 2 ŁAZIENKA 3 SYPIALNIA 4 SYPIALNIA 5 POKÓJ DZIENNY L Z ANEKSEM KUCHENNYM RAZEM

PRZYSTAŃ LUKSUSU 3m2 2 59,87m m² 2,67m2

10,44 m2 26,02 m2 59,87 m²

PIĘTRO I LICZBA POKOI: 3m2 2 POW. UŻYTKOWA: m m² MIESZKANIE59,87 OZN. A.1.1 WYSOKOŚĆ MIESZKANIA: 2,67m2

m2 59,87 m²

6 TARAS

30,82 m2

NR A.1

TM TSM

TM TSM

6

5

L

L

P

klimatyzator

2 LOKALIZACJA W BUDYNKU: 4 1 PIĘTRO I

1 PRZEDPOKÓJ 6,65 m2 2 ŁAZIENKA 5,09 m2 3 SYPIALNIA 11,67 m2 PIĘTRO I 4 SYPIALNIA 10,44 m2 LICZBA POKOI: 3m2 2 5 POKÓJ DZIENNY 2 POW. UŻYTKOWA: 26,02 m 59,87m m² Z ANEKSEM KUCHENNYM 59,87 m² WYSOKOŚĆ MIESZKANIA: 2 2,67m2 RAZEM m 59,87 m² 6 TARAS 1 PRZEDPOKÓJ

6

5 L

klimatyzator

TM TSM

P

4

1

30,82 m2 6,65 m2 2 ŁAZIENKA 5,09 m2 3 SYPIALNIA 11,67 m2 4 SYPIALNIA 10,44 m2 5 POKÓJ DZIENNY 26,02 m2 Z ANEKSEM KUCHENNYM 59,87 m² RAZEM m2 59,87 m²

2

3

6 TARAS LOKALIZACJA W BUDYNKU: PIĘTRO I

30,82 m2

17 x 175 27

TM TSM

N

P

3 pokoje / 59.87 m2 cena: 1 234 050 zł 3

2 LOKALIZACJA W BUDYNKU: PIĘTRO I

Apartamenty na sprzedaż

17 x 175 27

N

17 x 175 27

tel. +48 609 11 30 55 www.marina-developer.pl

Mieszkanie nr 1 zaprojektowane z myślą o detalu – meble na wymiar, wysokiej klasy materiały i przemyślany układ 17 x 175 27

N

17 x 175 27

N 1

2

3

4

5m

N

17 x 175 27

0

N 0

1

2

3

4

5m


3 pokoje / 82.09 m2 cena: 1 605 500 zł

Wybierz to, co najlepsze! Apartament nr 9 – 82,09 m² komfortu i nowoczesności wykończony w standardzie „pod Klucz”

Oba apartamenty dostępne od zaraz Sprawdź naszą ofertę: www.marina-developer.pl | Zadzwoń: 609 11 30 55


REDAKTOR NACZELNA: IZABELA MARECKA REDAKCJA: ANETA DOLEGA, DANIEL ŹRÓDLEWSKI, DARIUSZ STANIEWSKI, ANNA WYSOCKA, MICHAŁ SAROSIEK FELIETONIŚCI: ANNA OŁÓW-WACHOWICZ ZBIGNIEW SKARUL, SZYMON KACZMAREK DZIAŁ PODRÓŻE: EDYTA BARTKIEWICZ WSPÓŁPRACA: AGNIESZKA OGRODNICZAK, AGNIESZKA NOSKA, ALEKSANDRA MAGIERA WYDAWCA: WYDAWNICTWO PRESTIŻ BUDYNEK ZUS-U, JANA MATEJKI 22 70-530 SZCZECIN REKLAMA I MARKETING: KONRAD KUPIS, TEL.: 733 790 590 ALICJA KRUK, TEL.: 537 790 590 KARINA TESSAR, TEL.: 537 490 970 DZIAŁ PRAWNY: ADW. KORNELIA STOLF- PEPLIŃSKA STOLF-PEPLINSKA@KANCELARIACYWILNA.COM DZIAŁ FOTO: ALICJA USZYŃSKA, KAROLINA BĄK, DAGNA DRĄŻKOWSKA-MAJCHROWICZ, ALEKSANDRA MEDVEY-GRUSZKA, KAROLINA TARNAWSKA

Oczy szeroko zamknięte

SKŁAD GAZETY:

Patrzymy coraz więcej, a widzimy coraz mniej. Obrazy przewijają się z szybkością kalejdoskopu, w takim tempie, że nie jesteśmy w stanie ich zapamiętać. Newsy, rolki, nagłówki, powiadomienia – codziennie oglądamy rzeczy, które znikają z pamięci szybciej, niż zdążymy je zdefiniować. Jesteśmy coraz mniej uważni, coraz bardziej roztargnieni, za to coraz lepiej zdiagnozowani: ADHD, stany depresyjne, nerwica lękowa, wypalenie zawodowe. Do wyboru, do koloru.

DRUKARNIA:

AGATA TARKA, INFO@MOTIF-STUDIO.PL DRUKARNIA KADRUK S.C. REDAKCJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ REKLAM. REDAKCJA ZASTRZEGA SOBIE PRAWO DO SKRACANIA I REDAGOWANIA TREŚCI REDAKCYJNYCH.

Jeżeli do naszej codzienności dołożymy jeszcze AI, deepfake’i i wirtualną rzeczywistość wyłania się naprawdę ponury obraz. Jak pisze nasz felietonista Zbyszek Skarul: „Produkcja złudzeń stała się jedynym, rozwijającym się globalnym przemysłem, a wśród kreowanych masowo iluzji wielkim popytem będzie cieszył się strach. Polecam przeczytaćcałość felietonu. Jest bardzo na czasie.

OD NACZELNEJ

Dlatego tym bardziej w tym numerze chcemy skoncentrować się na tym co prawdziwe, namacalne i warte uwagi. Zatrzymamy się przy ludziach, którzy w różny sposób uczą nas patrzeć – i którzy, co nie bez znaczenia, pochodzą stąd, ze Szczecina i jego okolic. Polecam unikalną twórczość fotografa ekstremalnego – Łukasza Nazdraczewa, bohatera naszej okładki. Do grona naszych felietonistów dołączyła Ania Pazdur-Czarnowska, która pokaże nam jak patrzeć na architekturę. W odświeżonym, cyklu „Szczeciński klasyk” wrócimy do historii motoryzacji. Gdzie jeszcze poszukaliśmy prawdy? W zdjęciach Maliny Majewskiej. W świecie, który non stop każe nam się poprawiać, wygładzać i chować – ona mówi: „zdejmij to z siebie”. Nie tylko ubrania, ale też napięcie, oczekiwania, rolę, którą grasz od lat. Malina od pięciu lat tworzy wyjątkowy cykl zdjęć, na których kobiety – nagie, autentyczne i bez retuszu – stają razem w akcie wspólnoty, akceptacji i wolności. Izabela Marecka 12

Wydawnictwo Prestiż e-mail: redakcja@eprestiz.pl www.prestizszczecin.pl MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY


Bo uśmiech w życiu jest najważniejszy!

Aesthetic Dent,

polecam – Olga Adamska Piękny uśmiech zaczyna się tutaj.

+48 91 817 27 22 wyspianskiego@aestheticdent.pl ul. Wyspiańskiego 7, Szczecin


KASU KARAOKE

OPTYK KASIA KORDUS

DESIGN AND THE CITY

ALLEGRA

Miejsce dla miłośników śpiewu i dobrej zabawy. Oferuje prywatne, klimatyczne pokoje karaoke, doskonałe na wieczór z przyjaciółmi, urodziny, wieczór panieński czy spontaniczny wypad po pracy. Profesjonalny sprzęt, intuicyjny system wyboru piosenek oraz możliwość zamówienia napojów bezpośrednio do pokoju sprawiają, że każda wizyta to komfortowa i niezapomniana zabawa w gronie najbliższych.

To salon, w którym fachowo zadbają o dobre widzenie i styl swoich klientów. Oferuje pomiar ostrości wzroku, profesjonalne porady stylisty oraz dobór odpowiednich oprawek. Tutaj okulary to nie tylko korekcja wzroku, ale też modny dodatek. Każda wizyta to połączenie profesjonalizmu, wygody i indywidualnego podejścia. Warto przekonać się na własne oczy.

Studio aranżacji i wyposażenia wnętrz, łączące nowoczesną estetykę z polskim designem. Oferuje produkty najlepszych krajowych projektantów oraz profesjonalne wsparcie w projektowaniu i wyposażeniu zarówno mieszkań, jak i przestrzeni komercyjnych. To miejsce dla miłośników wnętrz, którzy szukają inspiracji, trendów i indywidualnych rozwiązań aranżacyjnych.

Nowa siedziba biura podróży Allegra to przestrzeń stworzona z myślą o wygodzie klientów i profesjonalnej obsłudze. W nowoczesnym wnętrzu można poznać aktualne oferty wyjazdów, skonsultować się z doradcami oraz zaplanować wymarzone wakacje i ferie. Biuro łączy doświadczenie z indywidualnym podejściem, zapewniając inspiracje i kompleksowe wsparcie w organizacji wyjazdów narciarskich w Alpy, zarówno dla rodzin i grup zorganizowanych.

Szczecin, ul. Jana Pawła II 50/u1

Szczecin, ul. Pocztowa 39/ U12

Szczecin, ul. Hangarowa 13, Top Shopping I piętro

Szczecin, ul. Tkacka 65 C

REKLAMA

Odzyskaj pewność siebie już dziś.

AS

ERE

L

M

L E CZ

IE ZĘ W BÓ

Nowy uśmiech w jeden dzień!

EN

ul. Sienna 4/1, 70-542 Szczecin | tel.: +48 91 812 15 41, +48 607 236 896 | www.koryznaclinic.com


„ODWILŻ” PO RAZ TRZECI – KULISY PRODUKCJI Przez kilka jesiennych tygodni ubiegłego roku i tegoroczną wiosną w Szczecinie realizowano trzecią część niezwykle popularnego serialu kryminalnego pod tytułem „Odwilż”. Efekty można już od połowy października oglądać w serwisie Max. Przedstawicielom Prestiżu udało się trafić na plan serialu oraz uczestniczyć w specjalnym – przedpremierowym pokazie dwóch odcinków trzeciej serii. Prezentujemy niepublikowane wcześniej zdjęcia oraz relację ze spotkania.

W YDARZENIA

Dwa pierwsze sezony „Odwilży" – kryminalnego serialu z plejadą gwiazd i akcją dziejącą się w Szczecinie błyskawicznie zdobyły wielką popularność. I to nie tylko w Polsce. Biły rekordy oglądalności w całej Europie stając się nawet numerem jeden na listach top popularnych filmów i seriali! Szczecin w „Odwilży” został pokazany jako miasto pełne mroku, tajemnic, zbrodni, zimne, w stylu skandynawskich kryminałów. W trzecim sezonie główni bohaterowie – aspirant Katarzyna Zawieja (Katarzyna Wajda) i jej asystent – policyjny partner Krzysztof Trepa (Bartłomiej Kotschedoff) prowadzą śledztwo w sprawie handlu narkotykami wśród młodzieży. Zdjęcia były realizowane m.in. przy placu Odrodzenia (mieszkanie głównej bohaterki), Trasie Zamkowej, na Prawobrzeżu – w szpitalu z Zdrojach oraz w jednym z zabytkowych budynków na terenie Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, w którym ulokowano filmową Komendę Policji. Swoje wrażenia z pobytu na planie oraz serię zdjęć fotoreporter Prestiżu Jarosław Gaszyński przedstawił w marcowym wydaniu Magazynu

16

Twórcami serialu są Bogumił Lipski (producent), Xawery Żuławski (reżyser), Tomasz Naumiuk (operator obrazu), Kevin Rundle (scenariusz), Bartosz Janiszewski (scenariusz), Marta Szymanek (oryginalna koncepcja serialu), Andrzej Besztak (producent wykonawczy Magnolia Films). Część z nich pojawiła się w tuż przed premierą trzeciej serii na specjalnym pokazie zorganizowanym w szczecińskim hotelu Grand Focus. Wzięli w nim udział także osoby współpracujące z ekipą w stolicy Pomorza Zachodniego m.in. niektórzy statyści. Były wspólne zdjęcia na „ściance” reklamującej serial, pokaz dwóch odcinków trzeciej serii „Odwilży” oraz uroczysty bankiet. – W hotelowym pokoju czułem się już jak w domu, spędziłem w nim przecież łącznie prawie ostatni rok. Lubię wracać do tego miasta. I tę przygodę kręcenie w nim filmu zaliczam do jednych z ciekawszych przeżyć w trakcie mojej pracy – stwierdził Xawery Żuławski, reżyser serialu.

– Jestem bardzo poruszony tym, że ta projekcja odbywa się w Szczecinie, w moich rodzinnych stronach – wyjaśniał Bartłomiej Kotschedoff, jeden z bohaterów „Odwilży”. – Szczecin jest dla mnie szczególnym miejscem na mapie Polski oraz szczególnym miejscem w moim sercu. Jestem bardzo wzruszona, z produkcją tego serialu przeżywałam pewien etap mojego życia. Oddajemy tę serię w ręce widzów i w ten sposób żegnamy się z tym miejscem. Ale na pewno będę wracać do Szczecina – dodała Katarzyna Wajda, czyli serialowa aspirant Zawieja. Producent „Odwilży” – Bogumił Lipski, przy okazji pokazu, ujawnił, że budynek na terenie Zarządu Portu, w którym realizowano część zdjęć został wynajęty na potrzeby produkcji już kilka lat temu, kiedy powstawała pierwsza seria. Przebudowano wnętrza i od tej pory pozostawał do dyspozycji filmowców. Okazuje się także, że pierwotna koncepcja serialu znacznie się różniła od tej zrealizowanej. – Scenariusz pierwszego sezonu był zupełnie inny. Zwłaszcza początek. Po przybyciu do Szczecina, odbyliśmy rejs po Odrze. I jak Xawery zszedł z łódki stwierdził: „nie, to wszystko trzeba zrobić inaczej”. „Ale jak to inaczej?” – pytam. „Musimy to miasto pokazać od strony wody” – powiedział Xawery. I od tego się zaczęło, to była genialna myśl, która w nas zakotwiczyła i dzięki temu przez trzy sezony konsekwentnie to miasto coraz bardziej penetrowaliśmy. Ale właśnie od strony wody. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy nam w tym pomagali, zwłaszcza zarządom i pracownikom dwóch stoczni oraz portu – za gościnę, za otwarcie przed nami wszystkich możliwych drzwi, nawet tych, których nie pokazaliśmy w serialu. W 90 procentach ten Szczecin jaki wygląda w serialu, to jest ich zasługa – zapewniał Bogumił Lipski. Trzecią serię serialu i dwie poprzednie można oglądać na platformie Max. ds./foto. Jarosław Gaszyński


KOBIECOŚĆ, SIŁA I ODWAGA W ostatnią niedzielę października w Szczecinie odbyło się wyjątkowe spotkanie kobiet, dla których życie po chorobie nowotworowej stało się początkiem nowego rozdziału. Wydarzenie zorganizowane przez Fundację Onkologiczną Areola EOS – pierwsze od momentu jej powstania – scaliło edukację, wsparcie i symboliczny powrót do poczucia piękna.

Fundacja Onkologiczna Areola EOS powstała z potrzeby serca. Jej misją jest pomaganie kobietom po leczeniu onkologicznym w odzyskaniu pewności siebie i akceptacji własnego ciała. W praktyce oznacza to zarówno działania terapeutyczne, jak i profilaktyczne – od mikropigmentacji brodawek po edukację w zakresie samobadania piersi i profilaktyki nowotworowej.

Jednym z najbardziej poruszających momentów spotkania była mikropigmentacja brodawki sutkowej, przeprowadzona na żywo przez założycielki fundacji, subtelny, a zarazem

symboliczny gest, przywracający kobietom poczucie pełni. W programie znalazły się także pokazy mody z udziałem amazonek – kobiet po leczeniu onkologicznym, które z dumą i wdziękiem zaprezentowały bieliznę marki Anita oraz produkty uciskowe Firmy Medi wspierające rehabilitację. Nie zabrakło również części edukacyjnej – pokazów automasażu i instruktażu samobadania piersi, prowadzonego przez Cezarego Karczewskiego, a także praktycznych warsztatów prowadzonych przez zespół Limfoterapii. Całość dopełniły profesjonalne makijaże, ciepła atmosfera i ogrom pozytywnej energii. Spotkanie zgromadziło blisko dwieście osób, były to pacjentki, ich rodziny i przyjaciele, a także kobiety, które po prostu chciały dowiedzieć się więcej o profilaktyce. Wydarzenie pokazało, że kobiecość nie kończy się wraz z diagnozą, a solidarność i wspólnota mają ogromną moc. Kobieta jest siłą, a siła jest kobietą!

W YDARZENIA

W programie wydarzenia znalazły się dwa inspirujące wystąpienia. Prof. dr hab. n. med. Jan Lubiński, wybitny genetyk i autorytet w dziedzinie nowotworów dziedzicznych, opowiadał o wpływie mikroelementów, takich jak selen i cynk, na zmniejszenie ryzyka zachorowania na raka. Mgr Agnieszka Wilczyńska-Halecka, specjalistka w dziedzinie rehabilitacji i terapii przeciwobrzękowej, poruszyła temat powrotu do sprawności po leczeniu onkologicznym, pokazując, jak ogromne znaczenie ma właściwa opieka i ruch.

K

ad / foto: materiały prasowe 17


Dom w cenie mieszkania

Nowe komfortowe domy niskoenergetyczne zaledwie krok od Szczecina

Przyjedź i zobacz Zakochasz się w tym miejscu

Radziszewo ul.Stokrotki/Liliowa


MYWAY AGNIESZKA BEYGER I WŁAŚCICIELKA ENKLAWA INSTITUTE MARTA CZERKAWSKA

PIELĘGNACJA I EDUKACJA W SERCU SZCZECINA Październik w Szczecinie upłynął pod znakiem wyjątkowego wydarzenia kosmetologicznego – „Give & Get Dermalogica”. To inicjatywa, która pozwala uczestnikom nie tylko podarować sobie profesjonalną pielęgnację, ale również otrzymać coś w zamian. Event został zorganizowany przez Martę Czerkawską-Burgs z Enklawą Institute we współpracy z marką Dermalogica – światowym liderem w dziedzinie profesjonalnej pielęgnacji skóry. Wydarzenie odbyło się w klubie fitness MyWay, co nadało mu wyjątkowy charakter. Już od wejścia widać było, że to nie jest zwykły pokaz kosmetyków. Elegancka scenografia, subtelne światło i zapachy preparatów tworzyły atmosferę relaksu i inspiracji. Uczestnicy mogli poczuć, że każdy detal został przemyślany – od stref konsultacyjnych po miejsce do ćwiczeń pilates, które stało się prawdziwą oazą dla ciała i umysłu.

Dodaje też bardziej osobisty wymiar swojej pracy: – Lubię spełniać się nie tylko w gabinecie. Tworzenie eventów, spotkań i przestrzeni pełnych piękna i inspiracji daje mi ogromną radość – wyznaje. – To kolejny sposób, by łączyć ludzi, dzielić się wiedzą i budować świat, w którym elegancja spotyka się z autentycznością.

„Give & Get Dermalogica” udowodniło, że dbanie o siebie może być doświadczeniem wielowymiarowym – łączyć edukację, relaks, kontakt z ekspertami i przyjemność płynącą z luksusowej pielęgnacji. Uczestniczki wychodziły z wydarzenia nie tylko z nową wiedzą i piękniejszą skórą, ale też z poczuciem, że w świecie pełnym pośpiechu warto znaleźć chwilę dla siebie. ad/ fot. materiały prasowe

W YDARZENIA

Jak zawsze wydarzenia organizowane przez Martę Czerkawską-Burgs łączą w sobie perfekcjonizm, edukację i pasję. – Chcemy, aby nasze eventy nie były tylko pokazem produktów, ale także przestrzenią, w której każdy uczestnik może dowiedzieć się czegoś nowego o pielęgnacji skóry i zdrowiu – podkreśla Marta.

Podczas wydarzenia wykonano około 200 profesjonalnych konsultacji – trychologicznych, dermatologicznych oraz fotodiagnostyki Observ, która pozwala wnikliwie przyjrzeć się kondycji skóry i zidentyfikować jej potrzeby. Dla uczestniczek przygotowano też aktywności ruchowe – zajęcia pilates, które połączyły relaks z dbałością o sylwetkę. Po wysiłku fizycznym można było przetestować produkty Dermalogica na własnej skórze, odkrywając ich dobroczynne właściwości i moc profesjonalnej pielęgnacji.

19


NADCHODZI BALTIC ECONOMIC CONGRESS Już 26 listopada odbędzie się czwarta edycja Baltic Economic Congress – międzynarodowego forum gospodarczego, które gromadzi przedstawicieli świata biznesu, nauki, administracji publicznej oraz organizacji pozarządowych z regionu Morza Bałtyckiego i całej Europy. BEC jest jednym z najciekawszych wydarzeń, które łączy naukę z gospodarką, wspiera rozwój innowacyjnych rozwiązań ekonomicznych oraz strategie rozwoju. Jego organizatorem jest szczecińska Północna Izba Gospodarcza.

W YDARZENIA

Jednego dnia spotkają się liderzy biznesu, polityki, nauki i technologii, by rozmawiać o przyszłości gospodarki, bezpieczeństwa energetycznego i cyfrowej transformacji. Kongres jest platformą do wymiany wiedzy, doświadczeń i pomysłów dotyczących wyzwań i szans rozwojowych stojących przed gospodarką Polski oraz regionu. Wydarzenie corocznie gromadzi blisko 700 uczestników. Łączy debatę akademicką z praktycznymi rozwiązaniami biznesowymi. Kongresowi towarzyszą liczne panele dyskusyjne, prezentacje wyników badań, spotkania networkingowe oraz sesje tematyczne prowadzone przez ekspertów – stwierdziła Hanna Mojsiuk, prezes PIG.

20

Tegoroczna edycja BEC będzie się składać z trzech bloków tematycznych. Pierwszy poświęcony jest gospodarce. W jego programie: „Polska i USA – inwestycje, handel i odporność na globalne zawirowania” oraz „Gospodarka Polski 2025: stabilizacja czy nowe turbulencje?” z udziałem prof. Marka Belki. Drugi z bloków zajmie się energią, bezpieczeństwem i technologią. Znajdą się w nim „Strategiczne wyzwania energetyczne” z udziałem prof. Jerzego Buzka oraz „Offshore 2030 – jak Pomorze Zachodnie może wygrać wyścig o energię z Bałtyku?”. Natomiast trzeci blok, to wyzwania technologiczne i infrastrukturalne, czyli „Cyfrowa transformacja: nauka, biznes, technologie” – innowacje, AI i współpraca jutra oraz Power Speech jednego z najlepszych sędziów piłkarskich świata W trakcie Gali Finałowej BEC zostanie rozstrzygnięty Konkurs Przedsiębiorca Roku Pomorza Zachodniego 2025. Uczestnicy są oceniani w czterech kategoriach związanych

z wielkością zatrudnienia: przedsiębiorstwo do 10 zatrudnionych (mikroprzedsiębiorstwo, w tym również jednoosobowe działalności gospodarczej, od 11 do 50 zatrudnionych (małe przedsiębiorstwo), od 51 do 250 zatrudnionych (średnie przedsiębiorstwo) oraz powyżej 250 zatrudnionych (duże przedsiębiorstwo). Ponadto, przedsiębiorcy będą oceniani także w kategoriach jakościowych: Menadżerka Roku Pomorza Zachodniego, Menadżer Roku Pomorza Zachodniego, Przedsiębiorstwo rodzinne, Współpraca nauki z biznesem, Kultura i sztuka oraz Społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR). W trakcie Gali na uczestników kongresu czekają także koncert TINA: Simply The Best oraz bankiet. Wśród gości specjalnych Kongresu znaleźli się m.in. Arkadiusz Marchewka – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, Adam Abramowicz – Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w latach 2018-2024, prof. Leszek Balcerowicz – były prezes Narodowego Banku Polskiego i były przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej, prof. Jerzy Buzek, dr Lars Gutheil – dyrektor generalny AHK Polska i Torsten Haasch – prezes IHK Neubrandenburg. W kongresie wezmą udział także przedstawiciele ministerstw: Rozwoju i Technologii, Infrastruktury Klimatu i Środowiska oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego a także Politechniki Morskiej w Szczecinie, Politechniki Koszalińskiej, Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie, Uniwersytetu Szczecińskiego, Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu Akademia Nauk Stosowanych i Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Tegoroczna edycja BEC odbędzie się w szczecińskim Teatrze Polskim. ds./foto. PIG, BCE


Już od ponad 30 lat rozświetlamy wnętrza ul. Jagiellońska 5, ul. Jagiellońska 8 Szczecin godziny otwarcia: pon-pt: 9:00 - 17:00, sb: 10:00 – 14:00 +48 516 133 009 , +48 513 103 062, info@5plus.com.pl

Przyjmiemy do pracy pracownika na stanowisko: sprzedawca-doradca klienta na pełen etat. Więcej informacji pod numerem telefonu: +48 500 214 830


DEKARBONIZACJA, INNOWACJE I ZIELONE STANDARDY W MIEJSKIEJ ENERGETYCE Już po raz kolejny stolica Pomorza Zachodniego gościła ekspertów zajmujących się nowoczesną i zieloną energetyką miejską. Druga edycja konferencji Energia Miasta Szczecin 2025 zgromadziła także przedstawicieli samorządów i biznesu, którzy wspólnie poszukiwali sposobów na dekarbonizację, zwiększenie efektywności energetycznej oraz wdrażanie zrównoważonych standardów w miejskiej infrastrukturze. Konferencja zorganizowana została równolegle z drugą edycją targów EduPower. Stworzyła przestrzeń do inspirujących rozmów, konsultacji eksperckich, prezentacji innowacyjnych rozwiązań i networkingu.

W YDARZENIA

– Szczecin to miasto z ogromnym potencjałem – nie tylko w wykorzystaniu wiatru, ale też słońca i innowacji. Konferencja to doskonała okazja, by wymieniać się doświadczeniami, inspirować i wspólnie szukać najlepszych, nowoczesnych rozwiązań dla funkcjonowania miasta przyszłości – podkreśliła Anna Szotkowska, Zastępczyni Prezydenta Miasta Szczecin. – Pierwsza część Energia Miasta Szczecin 2025 poświęcona była nowoczesnym technologiom wspierającym efektywność energetyczną w miejskich budynkach. Eksperci – Bartosz Marciniak (Smarte Sp. z o.o.), Oskar Kreft (AREX Sp. z o.o.) oraz Daniel Raczkiewicz (Energynat Sp. z o.o.) – zaprezentowali konkretne przykłady wdrożeń systemów monitoringu, automatyzacji i zarządzania energią w samorządach. Udowodniły one, że inteligentne rozwiązania nie tylko obniżają koszty, ale także pozwalają planować długofalowe inwestycje w duchu zrównoważonego rozwoju. Uczestnicy spotkania podkreślali, że optymalizacja zużycia energii zaczyna się od danych, a kończy na realnych oszczędnościach – zarówno finansowych, jak i środowiskowych. – Kolejnym punktem programu konferencji była debata po22

święcona dekarbonizacji szczecińskiego systemu ciepłowniczego. Wzięli w niej udział Anna Szotkowska, (Zastępczyni Prezydenta Miasta), Adam Kampa (Szczecińska Energetyka Cieplna) i Arkadiusz Szymański (PGE Energia Ciepła S.A.). Dyskutowano o kierunkach dekarbonizacji, roli współpracy publiczno-prywatnej oraz potencjale inwestycji w odnawialne źródła energii i odzyskiwaniu ciepła z odpadów. Panel podkreślił, że transformacja systemu ciepłowniczego to nie tylko kwestia technologii, ale również strategii wspólnych działań – stwierdził Maciej Homis, p. o. rzecznika prasowego Żegluga Szczecińska Turystyka Wydarzenia Sp. z o. o. Z kolei ostatnia część konferencji skoncentrowała się na roli certyfikacji środowiskowej – takich jak GDS-Index, BREEAM czy LEED – w budowaniu nowoczesnych i odpowiedzialnych miast. Ekspertki: Paula Kowzan (PM Services Poland), Anna Rojek (Szczecin Convention Bureau Project) i Justyna Korytkowska (Novotel, Ibis, Ibis Styles) przedstawiły, w jaki sposób zielone standardy przekładają się na efektywność energetyczną, komfort użytkowników oraz wizerunek firm. Druga edycja konferencji „Energia Miasta Szczecin 2025” podkreśliła, że przyszłość miejskiej energetyki kształtują wspólne działania samorządowców, spółek komunalnych i przedsiębiorstw technologicznych. ds. / foto: Żegluga Szczecińska


AL

BAJKI, KTÓRE UCZĄ, JAK RATOWAĆ PLANETĘ

I KOST NEK EK RA F , A

Czy nauka ekologii może być zabawą? Może – i to bardzo wciągającą. W połowie października w szczecińskich przedszkolach ruszył wyjątkowy projekt, który pokazuje, że nawet najmłodsi mogą zmieniać świat na lepsze. Fundacja Ekologiczna zaprosiła ponad 2500 dzieci do udziału w przygodach trójki bohaterów – Ali, Franka i ich kota Kostka. To oni prowadzą maluchy przez świat, w którym sortowanie śmieci, oszczędzanie wody i prądu stają się... prawdziwą frajdą. „Ekologiczne bajki” to projekt, który łączy dwa światy – przedszkolną zabawę i domowe rytuały rodzinne. Każde dziecko dostanie własną książeczkę, a audiobooki z przygodami bohaterów są dostępne dla wszystkich na Spotify i YouTube Fundacji Ekologicznej. Dzięki temu maluchy mogą poznawać historie o przyjaźni, trosce o środowisko i mocy dobrych nawyków – zarówno w grupie rówieśniczej, jak i wieczorem, podczas rodzinnego słuchania bajek. – Wielu rodziców przyznaje, że to właśnie tuż przed snem dzieci zadają te najważniejsze pytania: Dlaczego warto oszczędzać wodę? Po co segregujemy śmieci? – mówi Daria Prochenka, założycielka Fundacji Ekologicznej i pomysłodawczyni projektu. – Nasze bajki pomagają odpowiadać na te pytania i inspirują najmłodszych, by od małych kroków zaczynać wielkie zmiany.

RATUJĄ PLANETĘ Bajki dla dzieci o ekologii Posłuchaj: www.bajki.fundacjaekologiczna.pl

Dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie w ramach Programu EDUKACJA EKOLOGICZNA www.wfos.szczecin.pl

PATRONI

Seria obejmuje trzy oryginalne bajki autorstwa Anny Ołów-Wachowicz: „Kosz na medal, czyli wielka przygoda z segregacją”, „Łazienkowa ekomisja i deszczowy ogród” oraz „Pogromcy Pożeraczy Prądu”. To pełne humoru, ciepła i wiedzy opowieści, które uczą, że ekologia to nie obowiązek, ale przygoda. Głosów postaciom użyczyli m.in. Jakub Henke, Jakub Juźko i sama Daria Prochenka z dziećmi. Efekt? Bajki, które brzmią jak rozmowa z przyjaciółmi. Kulminacją projektu będzie konkurs plastyczny. Dzieci z przedszkoli w całym regionie stworzą prace z materiałów z odzysku. Najciekawsze trafią na mini wystawy, a trzy najlepsze placówki spotkają się w wielkim finale w Szczecinie. Na uczestników czekają eko-nagrody – od bidonów wielorazowych i toreb zero waste po sadzonki i nasiona. – Chcemy, by dzieci zrozumiały, że nawet segregacja śmieci może być superprzygodą – podkreśla Daria Prochenka.

Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, prezes ZWiK dodaje: – Woda to źródło życia, a świadomość ekologiczna to źródło przyszłości. Cieszymy się, że możemy być częścią projektu, który inspiruje najmłodszych do dbania o świat, w którym dorastają. Chcemy pomóc uczyć i umacniać postawy prozdrowotne i proekologiczne, a pomysł książeczek i audiobooków będzie idealnym do tego narzędziem. Bajki można posłuchać na Spotify i YouTube Fundacji Ekologicznej lub przez stronę: bajki.fundacjaekologiczna.pl

W YDARZENIA

Projekt powstał dzięki wsparciu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie oraz ZWiK Szczecin. Honorowy patronat objął Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego. – Przykład bohaterów opowieści: Ali, Franka i Kostka pokazuje dzieciom, że o środowisko można skutecznie dbać już od najmłodszych lat. Sortowanie odpadów, ograniczanie plastiku czy oszczędzanie prądu i wody to umiejętności przydatne także w dorosłym życiu – mówi Waldemar Miśko, prezes WFOŚiGW w Szczecinie. – Cieszymy się, że jako Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

w Szczecinie mogliśmy wesprzeć wydanie audiobooka, który promuje pozytywne nawyki. Jeśli uczyć ekologii i wrażliwości na środowisko, to właśnie w taki sposób.

ad/ fot. materiały prasowe / projekt graficzny: Motif Studio 23


Implantologia · Stomatologia estetyczna Licówki ceramiczne · Korony ceramiczne · Wybielanie zębów Endodoncja mikroskopowa · Ortodoncja Szczecin, ul. Śląska 9a · Pon – Pt 9.00 – 19.00 · Sob – 9.00 – 14.00 tel: 91 431 54 81 · biuro@dental-art.com.pl


PRZYSTAŃ PEŁNA DOBRA I KOBIECEJ SIŁY W czwartkowy wieczór 15 października Restauracja Hotel Jachtowa zamieniła się w miejsce, gdzie spotkały się emocje, empatia i kobieca siła. Pierwsza edycja Przystani Różowej Wstążki przyciągnęła kobiety z doświadczeniem onkologicznym, ich bliskich, przyjaciół, specjalistów i wszystkich tych, którzy chcieli spędzić ten wieczór w atmosferze wsparcia i zrozumienia.

Pomysł Joanny Sawickiej-Budziak z Fundacji MOŻESZ, zrealizowany wspólnie z zespołem Jachtowej, wyrósł z potrzeby stworzenia bezpiecznej przestrzeni – miejsca rozmów, inspiracji i zwyczajnej obecności. Bo czasem wystarczy filiżanka kawy, ciepły uśmiech i świadomość, że nie jest się samemu.

saż) oraz Anna Klaus (Studio Verabella). W ich słowach pobrzmiewało jedno przesłanie: pielęgnacja to nie luksus, to forma troski o siebie – szczególnie w trudnych chwilach. O ciele, emocjach i… śmiechu

Głos Amazonek i rozmowy o kobiecości

Przystań dobrej energii

Wzruszającym momentem był występ przedstawicielek trzech stowarzyszeń Amazonek – ze Szczecina, Stargardu i Polic. Panie dzieliły się swoimi historiami i mówiły o sile wspólnoty, o tym, jak ogromne znaczenie ma wsparcie i nadzieja po diagnozie.

Wieczór zakończył się wśród rozmów, śmiechu i wzajemnych uścisków. Jachtowa wypełniła się dobrą energią – tą, która zostaje na długo. Przystań Różowej Wstążki to nie tylko spotkanie. To symbol kobiecej solidarności, delikatności i siły, która – jak różowa wstążka – łączy ludzi niewidzialną nicią empatii.

Powitanie z sercem

O kobiecości, pięknie i trosce o ciało rozmawiały Kasia Machalska (Femeni.pl), Magda Markowicz-Wokrój (Dobry Ma-

W YDARZENIA

Spotkanie rozpoczęła gospodyni wieczoru, Joanna Sawicka-Budziak, która przedstawiła ideę wydarzenia i jego misję – integrację, wsparcie i budowanie mostów między osobami w trakcie leczenia onkologicznego, tymi po chorobie, a także ich bliskimi i specjalistami. Uczestnicy poznali też partnerów przedsięwzięcia – ludzi, którzy na co dzień działają w obszarze zdrowia, urody i dobrego samopoczucia. Wspólnie obejrzano też prezentację przypominającą emocje i energię Marszu Różowej Wstążki.

Część merytoryczną poprowadził dr Norbert Szram z Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii, tłumacząc, co dzieje się z ciałem podczas leczenia nowotworowego. Następnie w rozmowie moderowanej przez Joannę Dewecką (Radio Super FM) i Joannę Sawicką-Budziak poruszono temat wsparcia bliskich osób po diagnozie. Było szczerze, momentami trudno, ale też niezwykle potrzebnie. Na zakończenie – coś dla ducha i odrobina czystej rozrywki. Znakomity aktor Michał Janicki rozbawił publiczność spektaklem „Cały jestem z miłości”, udowadniając, że śmiech naprawdę potrafi leczyć.

ad / fot. materiały prasowe 25


TEATR JEST Z BURSZTYNU Trwa Plebiscyt Teatralny „Bursztynowy Pierścień”. To najstarszy konkurs Pomorza Zachodniego, organizowany z przerwami od 1965 roku przez redakcję „Kuriera Szczecińskiego”. Od lat „Prestiż” jest Partnerem tego przedsięwzięcia, a od dwóch sezonów funkcję Przewodniczącego Kapituły pełni W YDARZENIA

nasz recenzent teatralny i filmowy – Daniel Źródlewski.

26

Do właśnie zakończonego pierwszego etapu „Bursztynowa Kapituła” spośród wszystkich premier zachodniopomorskich teatrów wybrała 20 spektakli oraz 21 kreacji aktorski (nadprogramowa liczba wynikała z uporczywego remisu w głosowaniach jurorów). Ta lista została poddana weryfikacji przez publiczność, która w głosowaniu SMS-owym oraz przy pomocy kuponów drukowanych na łamach „Kuriera”

zredukowała ją o połowę. Głosowanie na dwie dziesiątki najlepszych – spektakli oraz kreacji – trwać będzie niemal przez cały listopad. O tym jak głosować przeczytają Państwo w specjalnej zakładce w serwisie internetowym najstarszego szczecińskiego dziennika. A finałowe „dziesiątki” dwóch konkursowych kategorii – najlepszy spektakl sezonu oraz najlepsza aktorka/aktor – publikujemy obok.


NOMINACJE W KATEGORII NAJPOPULARNIEJSZA AKTORKA / AKTOR SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2024/2025

Wielka gala odbędzie się 1 grudnia w Operze na Zamku. Zgodnie z wieloletnią tradycją finał konkursu organizuje teatr, którego spektakl rok wcześniej wskazali widzowie, a w 2024 roku takowym okazał się „Orfeusz w piekle”. Podczas uroczystości dowiemy się także na czyj palec trafi bursztyn dla najlepszej aktorki lub aktora. Tutaj rewolucja! Nagrody personalne (aktorskie) to obok splendoru i prestiżu także… 5 000 zł ufundowane przez Przedsiębiorstwo Budowlane „CALBUD” sp. z o.o. Wyróżnienia za najlepszy spektakl sezonu pozostaje honorowe. Bursztynowe jury wskaże też tytuł najlepszego według nich przedstawienia oraz nazwisko najlepszej aktorki lub aktora (tu także nagroda finansowa). Wręczone zostaną także kolejne wyróżnienia – „Srebrna ostroga” dla debiutanta, który oprócz statuetki otrzyma nagrodę w postaci weekendu w Unitral SPA w Mielnie. Kolejnym ważnym trofeum będzie Wielka Nagroda Jury. W tym roku Kapituła to – obok Źródlewskiego, także: Radosław Bruch, Małgorzata Frymus, Jacek Gałkowski, Anna Kosiorowska, Elżbieta Kubera, Piotr Michałowski, Aleksandra Skiba oraz Małgorzata Stoltman.

1.

BIBIANNA CHIMIAK, TEATR KANA W SZCZECINIE

2.

DOROTA CHRULSKA, TEATR POLSKI W SZCZECINIE

3.

MICHAŁ JANICKI, TEATR POLSKI W SZCZECINIE

4.

ALEKS JOŃSKI, TEATR LALEK PLECIUGA W SZCZECINIE

5.

KACPER KUJAWA, TEATR WSPÓŁCZESNY W SZCZECINIE

6.

MARTA ŁĄGIEWKA, TEATR LALEK PLECIUGA W SZCZECINIE

7.

DARIUSZ MIKUŁA, TEATR KANA W SZCZECINIE

8.

SYLWIA RÓŻYCKA, TEATR POLSKI W SZCZECINIE

9.

DAMIAN SIENKIEWICZ, TEATR POLSKI W SZCZECINIE

10.

KATARZYNA ULICKA PYDA, BAŁTYCKI TEATR DRAMATYCZNY W KOSZALINIE

NOMINACJE W KATEGORII NAJPOPULARNIEJSZY SPEKTAKL SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2024/2025 1.

AUTOTERAPIA, TEATR KANA W SZCZECINIE

2.

CZARODZIEJSKI FLET, OPERA NA ZAMKU W SZCZECINIE

3.

DOM NIESPOKOJNEJ STAROŚCI, TEATR WSPÓŁCZESNY W SZCZECINIE

4.

KRÓL TANGA, WILLA LENTZA W SZCZECINIE

5.

MYLOVE, TEATR POLSKI W SZCZECINIE

6.

NAJPIĘKNIEJSZA KOBIETA ŚWIATA, BAŁTYCKI TEATR DRAMATYCZNY W KOSZALINIE

Nazwiska laureatów oraz tytuły spektakli to wciąż tajemnica. Gwarantujemy, że w grudniowym numerze „Prestiżu” nie zabraknie pełnej listy bursztynowych Artystów. Tymczasem zachęcamy czytelników do włączenia się w tę artystyczną zabawę i ocenę propozycji zachodniopomorskich teatrów. im / foto: materiały prasowe

7.

POLITA, TEATR POLSKI W SZCZECINIE

8.

TRZY ŚWINKI – RÓŻOWE TRIO KONTRA WILCZY APETYT, TEATR LALEK PLECIUGA W SZCZECINIE

9. 10.

ZNAK Z JĘZYKIEM, TEATR WSPÓŁCZESNY W SZCZECINIE ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ NIEWIELKĄ, DOM KULTURY 13 MUZ W SZCZECINIE


Święta ze smakiem zorganizuj wigilię firmową w sali Europejska 33 lub zamów catering do swojej firmy

Sylwester w stylu Hoollywood Bal Maskowy Bilet 490 zł/os. Alkohol no limit Drinki no limit Ciepłe i zimne dania Światła bijące w niebo, czerwony dywan, ścianka do zdjęć z Oskarami, specjalne dekoracje Mały parkiet z muzyką elektroniczną Najpiękniejsze maski będą nagradzane!

SZCZECIN, UL.EUROPEJSKA 33 TEL.: 502 082 600

EMAIL: INFO@EUROPEJSKA33.EU EUROPEJSKA33


C CIEPŁO, WYGODA, PROSTOTA Jesień w pełni, a wraz z nią Sylwia Majdan prezentuje swoją najnowszą kolekcję ubrań na sezon, który kojarzy się z ciepłem, spokojem i przytulnością. Projektantka postawiła w niej na połączenie klasyki z odświeżonymi fasonami, które doskonale sprawdzą się w codziennym życiu.

W YDARZENIA

– Jesień zawsze kojarzy mi się ze spokojem, ciepłem i ubraniami, w które po prostu chce się wtulić – mówi projektantka. – W tym sezonie wracamy do kilku naszych ulubionych fasonów – tych, po które najchętniej sięgacie i które noszą się najlepiej – ale w nieco odświeżonej wersji. Do tego dorzuciłam kilka nowości, które powstały trochę z potrzeby chwili, trochę z tęsknoty za miękkimi materiałami i prostotą. Nowa kolekcja to przede wszystkim komfort i uniwersalność. Ubrania zostały zaprojektowane tak, by towarzyszyć nam w pracy, w pośpiechu po kawę czy podczas leniwego weekendu. Sylwia Majdan zadbała, aby każda rzecz była miękka, przyjemna w dotyku i dawała poczucie swobody, a jednocześnie zachwycała stylem i dbałością o detale. Dzięki tej kolekcji jesień staje się czasem, w którym moda spotyka się z wygodą. Sylwia Majdan po raz kolejny udowadnia, że ubrania mogą być nie tylko piękne, ale też po prostu dobre – dla ciała i dla ducha. ad/ fot. Karolina Tarnawska

29


S

SPOTKAJMY SIĘ W SZCZECINIE

Wraz ze zmianą właściciela Piastów Office Center zmienia się również sposób myślenia o tym

miejscu. Nowe inicjatywy wprowadzane przez przedstawicieli właściciela – fundusz INVESTIKA

Real Estate Fund mają na celu nie tylko rozwój komfortu najemców, ale także budowanie mostów

– międzykulturowych, międzyludzkich, zawodowych. Jedną z nich jest Expats Meet Up, wydarzenie, które w listopadzie będzie miało swoją już drugą edycję.

W YDARZENIA

Pomysł zrodził się z potrzeby zauważenia i docenienia różnorodności. Firmy zlokalizowane w Piastów Office Center zatrudniają wielu pracowników z zagranicy, to osoby, które wnoszą nowe perspektywy, wiedzę, energię i kulturową wrażliwość. Spotkania Expats Meet Up nie są jednak kierowane wyłącznie do obcokrajowców, ale są zaproszeniem do wspólnego stołu dla wszystkich: tych, którzy przyjechali do Szczecina z innych krajów, i tych, którzy tu mieszkają od zawsze.

30

Warto poznać się nawzajem czy to poprzez rozmowę, wykład, wspólne doświadczenie. Każde spotkanie ma swoją tematykę – listopadowa edycja poświęcona będzie m.in. tematom mieszkaniowym i wyzwaniom na rynku nieruchomości w Polsce oczami ekspertów. Porozmawiamy też o życiu w Szczecinie – o tym, co cieszy i zaskakuje, ale też o tym, co nadal stawia przed nami wyzwania.

Expats Meet Up to także budowanie dobrej atmosfery w miejscu pracy, zrozumienia w zespołach i wzmocnienie wizerunku firm jako miejsc otwartych, zaangażowanych i różnorodnych. Spotkanie odbędzie się 26 listopada o godzinie 16:30. Lokalizacja spotkania jest nieprzypadkowa, bowiem to serce społeczności biurowca – Brejk Bistro, przyjazna przestrzeń sprzyjająca rozmowie, wymianie myśli i nawiązywaniu kontaktów. Rejestracja na wydarzenie jest otwarta, mile widziani są nie tylko pracownicy firm zlokalizowanych w Piastów Office Center, ale także osoby spoza kompleksu. Zapraszamy do zapisów: https://app.evenea.pl/ event/688563-12/ Bo w pracy, tak, jak w życiu – najważniejsze są relacje. Dbajmy o nie!


Cena za pokój 2 osobowy od

2 860 zł 4 świąteczne noce w terminie 23–27.12.2025

Święta bez pośpiechu? Spędź je nad morzem, 23–27 grudnia 2025 r. Zaproś bliskich na świąteczny wypoczynek nad morzem i skorzystaj z pakietów ze specjalnej oferty. W cenie:

• Noclegi z widokiem na morze • Świąteczne śniadania i obiadokolacje • Wigilijna i świąteczna kolacja z muzyką na żywo • Open Bar (wino 24–25.12) • Nielimitowany dostęp do basenu, saun i strefy relaksu Możliwość przedłużenia pobytu – 600 PLN / doba Kolacja dla gości z zewnątrz – 350 PLN / os.

Spotkajmy się przy świątecznym stole Zaplanuj wigilię firmową 2025 w wyjątkowej nadmorskiej atmosferze – zostały ostatnie wolne terminy! Menu już od 199 zł / os.

Vienna House by Wyndham Amber Baltic Miedzyzdroje • Promenada Gwiazd 1, 72-500 Międzyzdroje T: 91 32 28 760 • E: info.amberbaltic@hrg-hotels.com • ViennaHouse.com


OBRAZY POLSKIEGO SZCZECINA W YDARZENIA 32

DWA GRZYBKI W SZCZECIŃSKIM BARSZCZU „Grzybek” – to było jedno z charakterystycznych miejsc w Szczecinie – tuż obok Bramy Portowej w której funkcjonował sklep Cepelii, Powszechnego Domu Towarowego Posejdon (zwanego „pedetem”) oraz popularnej restauracji „Europa” w której chętnie przesiadywali m.in. szczecińscy złodzieje oraz cinkciarze zazwyczaj wystający przed wejściem do banku PKO mieszczącego się wtedy w Pałacu Ziemstwa Pomorskiego (dziś Akademia Sztuki) w alei Niepodległości. Po drugiej stronie ulicy funkcjonowały „Koguciki” – drewniane budy z gastronomią m.in. lodami i chyba najlepszymi w mieście tostami z serem oraz pieczarkami. Można więc powiedzieć, że funkcjonował w ówczesnym samym centrum turystyczno-gastronomiczno-biznesoworozrywkowym. Ale nie był to jedyny „Grzybek” w Szczecinie. Był jeszcze „kosmiczny” – na Prawobrzeżu. „Grzybek”, czyli rotunda umieszczona na sporym cokole był tak oryginalnym obiektem, że od razu zwracał uwagę każdego – podróżnego i turysty, który zawędrował do centrum, nie sposób było go nie zauważyć. To pod nim często rozpoczynały się np. randki, tournée po knajpach, czy zwykłe wypady na zakupy. „Grzybek”, oprócz tego, że był w pewnym sensie atrakcją turystyczną pełnił jednak swoją ważną, profesjonalną rolę – był dyspozytornią skąd sterowano na Bramie Portowej tramwajowymi zwrotnicami. Był także centralą ruchu skąd utrzymywano kontakt radiotelefoniczny z tramwajami i autobusami. Tuż obok niego funkcjonowały kasy biletowe MZK. Ale zanim pojawił się „Grzybek” działała Kurza Stopka. W latach 60. XX wieku na stalowym palu wybudowano niewielką budkę, w której mieściła się pierwsza dyspozytorni w centrum Szczecina. Z podwyższenia widoczne było całe skrzyżowanie przy Bramie Portowej. I z tej budki sterowano tramwajowymi zwrotnicami. Nie mogli tego robić motorniczowie bezpośrednio z tramwajów (przy każdej, jednorazowej zmianie zwrotnicy musieliby z nich wysiadać, tamowaliby przejazd innym, powodując korki). W 1967 roku rozpoczęto przebudowę skrzyżowania i Kurza Stopka została zlikwidowana. W jej miejsce w 1970 roku, zgodnie z projektem architekta Kazimierza Stachowiaka powstał okrągły, modernistyczny, piętrowy pawilon, w którym mieściła się nowa dyspozytornia wraz z okrągłym budynkiem kas biletowych. Ze względu na charakterystyczny kształt obiektu zaczęto nazywać go „Grzybkiem”. W latach

80. XX wieku centralę ruchu przeniesiona a motorniczy mogli już bezpośrednio z tramwaju sterować zwrotnicami. Dyspozytor czuwał już tylko nad ruchem i jego płynnością. Stanowisko to zlikwidowano w latach 90. XX wieku. „Grzybek” został zamknięty a w jego pomieszczeniach widywano za to bezdomnych. W sąsiadującej z nim „Europie” powstał Mic Mac – pierwszy w mieście lokal typu fast food, bardzo popularny ze względu na podobieństwo do zachodnich restauracji – coś w stylu McDonald's. Ale nadal funkcjonowały kasy biletowe. Zlikwidowano je pod koniec kwietnia 2006 roku. Teren przy dawnej „Europie” został sprzedany a oba obiekty przeznaczono do rozbiórki, która zaczęła się w lipcu 2007 roku. „Wtedy „Grzybek” został zrównany z ziemią. Dziś w jego miejscu funkcjonuje biu-

rowiec „Brama Portowa I”. Ale „Grzybek” na Bramie Portowej nie był jedynym takim obiektem w Szczecinie. Podobny funkcjonował przy ulicy Gdańskiej, czyli „Grzybek” Baltony – okrągła konstrukcja przypominająca statek kosmiczny. Powstał w 1966 roku według projektu Andrzeja Korzeniowskiego (autora budynku szczecińskiego Kina Kosmos) i Marii Michałowskiej. Należał do Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego Baltona. Tuż obok niego działał sklep należący do tej firmy, w którym legalne zakupy (np. zagraniczne ubrania, słodycze, alkohole) mogli robić ci, którzy mieli wtedy dewizy oraz ci, którzy byli zatrudnieni za granicą np. marynarze, rybacy, dyplomaci. autor: Dariusz Staniewski / foto: sedina.pl


ZACHODNIOPOMORSKIE TRADYCJE KULINARNE

TY PIERNIKU! Trawestując słynne powiedzenie Mikołaja Reja z Nagłowic można śmiało stwierdzić: „niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż szczecinianie nie gęsi, iż swój piernik mają”. Bo choć kiedy ktoś zaczyna mówić o piernikach skojarzenia są dość oczywiste – toruńskie. A przecież nie tylko ! Nasz, szczeciński wcale nie był i nie jest gorszy, a może nawet lepszy. Tylko zabrakło mu dobrej kampanii marketingowej i promocyjnej. Według ekspertów tradycja wypiekania pierników na terenie Pomorza Zachodniego sięga roku 1845. Jaki był oryginalny tradycyjny przepis ? „Funt dobrego syropu cukrowego, funt drobnej mąki, ½ łuta oczyszczonego potażu, ½ łuta smalcu wieprzowego, cynamon, skórka cytryny, goździki, kwiaty cynamonu i nieco pieprzu do smaku, jednak tych dwóch ostatnich przypraw raczej w niedużej ilości, gdyż w przeciwnym wypadku pierniki będą zbyt ostre (…)” – podawała Marie Rosnack w książce pt. „Stettiner Kochbuch” (pol. „Szczecińska Książka Kucharska”, wyd. 1845 r.). Na pomorskich wsiach również wypiekano takie słodkości. Od jeziora Miedwie aż do wschodniej granicy Pomorza znane były pierniki zwane „z patelni” (Pfannback), „z popiołu” (Aschback) oraz „kamienne” (Steinback). Autentyczny piernik to ciasto pełne prawdziwego miodu i… pieprzu (z niemieckiego: Peperkoken – pieprzne ciasto), aromatyczne, pełne korzennych przypraw, rozgrzewające.

Dodawała, że ciasto piernikowe, by było smaczne, musi dojrzeć. Dlatego szczecińskie gospodynie świąteczne pierniki przygotowywały już w dniu świętej Katarzyny – 25 listopada. Ciasto przez cały okres Adwentu wisiało w izbach kuchennych u powały i tam dojrzewało. Ściągano je w Pierwszy Dzień Świąt – 25 grudnia i wtedy zaczynała się konsumpcja. Współczesny producent szczecińskich pierników (cukiernia „Filipinka” rodziny Tabińskich przygotowująca ten smakołyk ręcznie według tradycyjnej XIX-wiecznej receptury) przypomina, że w archiwalnych egzemplarzach tygodnika „Stettin. Nachrichtenblatt des Stettiner Verkehrvereins” (zeszyt nr 24 z 16.12.1938r.) z okazji Świąt Bożego Narodzenia zamieszczony został taki oto wierszyk: „Wesołych Świąt! / Szczeciński piernik / Najbardziej kuszący! / Wśród wszystkich znany / I ojców i ciotek / W Kanadzie i na południu. / Wszyscy go niosą w świątecznym czasie / Tego bardzo, bardzo dużego / Szczecińskiego piernika”. Natomiast w 1938 roku tygodnik „Stettin. Nachrichtenblatt des Stettiner Verkehrvereins” (pol. „Szczecin. Wiadomości Szczecińskiego Związku Komunikacji”) informował o nowej inicjatywie ówczesnych władz miasta – przystrajania choinek kolorowymi piernikowymi ozdobami w różnych kształtach m.in. marynarzy, kotwic, kutrów rybackich, mew, ryb. Dekoracja ta miała zostać zaprojektowana przed dr Reichowa, głównego architekta Szczecina. Wypiekane na podstawie XIX-wiecznej receptury Stettiner Peperkoken można było kupić niemal we wszystkich cukierniach i piekarniach na terenie miasta. Niektóre ozdabiał napis „Gruss aus Stettin” (pol. „pozdrowienia ze Szczecina”). Po II wojnie światowej, podobnie jak wiele innych tradycyjnych szczecińskich wyrobów, pierniki zniknęły z rynku. Królowały te toruńskie. Ale po wielu latach pojawiły się ponownie. 28 lipca 2011 roku Pierniki Szczecińskie zostały wpisane na Listę Produktów Tradycyjnych. Autor: Dariusz Staniewski Wykorzystano: Encyklopedia Pomorza Zachodniego, pierniki-szczecińskie.pl

W YDARZENIA

Kiedyś wyraziste w smaku ciasto było raczej wytrawną przekąską niż słodyczem, bowiem przed wiekami służyły jako… zakąska do wódki. Ponadto było to ciasto, które można było długo przechowywać, nie pleśniało, jak chleb. Ciasto z czasem stawało się coraz lepsze, więc świetnie nadawało się na dłuższe wyprawy –

opowiadała Prestiżowi Grażyna Zaremba – Szuba, autorka „Pomorskiej Książki Kucharskiej”.

33


Skarul na manowcach / Lem Siedzimy tak sobie ze Stachem i gawędzimy. Mija już pewnie trzecia godzina, a ja wciąż czekam na dobry moment, żeby zadać Stachowi fundamentalne pytanie, które od kilku miesięcy przewierca mi mózg. Wiem już, że sam sobie z odpowiedzią nie poradzę. Tu potrzebny jest ktoś taki jak Stach. No ale to jeszcze nie ten moment, jeszcze nie ten stopień zażyłości, zaufania, wiedzy o sobie, ani też właściwy poziom intymnej szczerości.

lowany skutek jego traumatycznej biografii. No ale dziś, w 2030 roku trzeba pozbyć się złudzeń. Stasiu, kurwa, skąd Ty to wszystko wiedziałeś? „Summa Technologiae” z 1964 roku to jedno z najbardziej przenikliwych dzieł o relacji człowieka z techniką! Twoje projekcje brzmią dziś zdumiewająco aktualnie, zwłaszcza w kontekście AI, deepfake’ów i wirtualnej rzeczywistości.

Nie spieszy mi się. Zresztą, obaj mamy dużo czasu. Stach całą wieczność. Wyczuwam, że trochę się niepokoi czy ja do roboty jakiejś już iść nie muszę. No bo my już tak piątą godzinę chyba gadamy. Fakt, mam zaraz ważną video-konferencję, ale wysłałem na nią swojego awatara. Poradzi sobie. Niewykluczone, że mój klient, z którym jestem umówiony, też posłuży się swoim awatarem. Na ostatnim spotkaniu trochę dziwnie się zachowywał, więc może już wtedy to nie był on?

W YDARZENIA

Gadamy sobie ze Stachem jak Polak z Polakiem. Głównie narzekamy. Wolałbym jak literat z literatem, ale Stach ma na koncie ponad czterdzieści książek, a ja ledwie czterdzieści felietonów. Nie ta liga. Ambicji mi jednak nie brakuje, więc może jakoś ten dystans do Stacha wyrównam. Mój wirtualny asystent od wszystkiego zbuduje asystenta od pisania książek a’ la Lem i będzie ok. Wczoraj pół dnia rozmawiałem z Leonardem, w wyniku czego powstało dziesięć malarskich arcydzieł, przy których Mona Lisa to zwykły bohomaz.

34

Szczerze mówiąc, nigdy nie byłem wielkim fanem beletrystyki Stacha. „Solaris” mnie wręcz znudził. Pogawędki z oceanem? To nie dla mnie – szybko zawyrokowałem. Dziś już bym tak nie pomyślał. Nie dałbym się złapać w pułapkę interpretacyjnej dosłowności. „Niezwyciężony” nawet mi się spodobał. Tytułowy statek – symbol ludzkiej potęgi i wiary w technikę – staje się bezradny wobec bezosobowego, pozaludzkiego porządku natury, pokazując, że człowiek nie jest już „panem wszechświata”. Bardzo aktualna metafora. Jeszcze parę lat temu można było mieć resztki nadziei, że ponure wizje Stacha to tylko jego obsesje, skumu-

– Stasieńku, jak ja kocham i podziwiam Twój mózg! No ale zobacz i on nie dał rady. Tak, to Ty w „Wizji lokalnej” napisałeś, że „nie będzie można już odróżnić złudzenia od prawdy, gdyż prawda będzie tylko jednym ze złudzeń”. Miałeś rację, ale jednak nie przewidziałeś skali katastrofy! Nie doszacowałeś! Nie przyszło Ci do głowy, że produkcja złudzeń stanie się jedynym, rozwijającym się globalnym przemysłem, że wśród kreowanych masowo iluzji tak wielkim popytem będzie cieszył się strach. Z jakimż rozrzewnieniem wspominam dziś początki AI. Cóż to były za niewinne czasy i jak wątłe – przy dzisiejszych – w naszych sercach obawy. Pamiętam, te śmieszne dylematy:

prawda czy deep fake, prawdziwy tresowany wieloryb czy wykreowany przez Sorę obraz? Czy to rzeczywiście Trump stroi głupie miny czy jego wirtualna emanacja. I jeszcze te naiwne pretensje do Mety, że zamiast szukać z pomocą AI lekarstwa na raka, uszczęśliwia ludzkość platformą Vibes. Muszę przerwać na chwilę naszą rozmowę ze Stachem, bo właśnie wybuchła III wojna światowa. To znaczy może wybuchła, a może nie wybuchła. Wybuchała w ostatnich paru latach już kilka razy. Do końca nie wiadomo. Wszyscy widzieli na własne oczy, ale chyba tylko na ekranach, więc w zasadzie nie wiadomo co widzieli. Premier za każdym razem uspakajał, że nasza armia jest niezwyciężona. Ale czy to był premier? Większość komentatorów twierdziła, że tak, ale czy to byli prawdziwi komentatorzy? – Stachu, nie gniewaj się, ale ty też nie jesteś prawdziwy. Na szczęście, całkiem zmyślony też nie jesteś. Złożyłem Cię z oceanu twoich słów i sensów, jakie te słowa kryły. Promptami wywołałem Cię do rozmowy, żeby zapytać jak żyć w świecie bez autorytetów, bez faktów, bez prawdy, bez twardych, konstrukcyjnych ram. Jak w takim świecie żyć, Stachu, jak żyć? To może już lepsze są te wciąż możliwe do kontrolowania – bo po części własne – iluzje? Nie podoba mi się ten świat. Pamiętam, przestrzegałem przed nim jakieś pięć lat temu w swoim felietonie opublikowanym w Prestiżu. Wtedy jeszcze nie było za późno. Zbigniew Skarul

Zbigniew Skarul Prezes szczecińskiej firmy Oskar Wegner. W latach 1986 – 1995 dziennikarz Polskiego Radia Szczecin i szczecińskiego ośrodka Telewizji Polskiej. Stypendysta United States Information Agency. Twórca programów szkoleniowych, ekspert zagadnień dotyczących rynku reklamy oraz w dziedzinie komunikacji marketingowej. Współtwórca strategii reklamowych, współautor koncepcji programów lojalnościowych, motywacyjnych i grywializacyjnych.


Kuchnia, w której styl nie przemija

Połączenie klasycznej elegancji z nowoczesnym charakterem sprawia, że Twoja kuchnia staje się ponadczasową wizytówką domu. Styl, który nigdy nie wychodzi z mody.

AS DESIGNING Sp. z o.o. | ul. Chmielewskiego 20C | 70-028 Szczecin Biuro: +48 883 551 551 | +48 516 688 228 | E-mail: info@asdesigning.pl asdesigning.pl


GRAFICZNE JEDEN NA JEDEN

Między prowokacją a przesłaniem Czy artysta powinien mieć zasady moralne? Czy wszystko mu wolno? Jaką rolę powinna spełniać albo spełnia sztuka? Bohaterowie tej odsłony naszego cyklu pochylili się nad tymi zagadnieniami, dając intrygujące i zastanawiające odpowiedzi. Patryk NASA Brodniewicz Grafik, ilustrator, fotograf, konstruktor. Projektant z ponad 30-letnim doświadczeniem. Pasjonuje się muzyką i czystą estetyką w sztuce. Projektuje scenografie i rekwizyty do spektakli, wideoklipów oraz gier komputerowych Obsługiwał branże odzieżowe projektując wzory na spersonalizowanym obuwiu. IG: @nasa3000 Tworzę… animowane wizualizacje do koncertów, okładki płyt i teledyski. Przede wszystkim rysuję i projektuję. Mój pierwszy rysunek przedstawiał… to był chyba RUDY 102 lub Plac Lotników, a dokładnie ten koszmarny pomnik z gwiazdą. Miałem wtedy chyba 6 lat. Nie pamiętam dokładnie. Inspiruje mnie… praktycznie wszystko. Książki, filmy, rozmowa, podróże, tubka pasty do zębów. Mam oczywiście twórców, którzy często powodują, że mam pomysł na rysunek lub zagospodarowanie przestrzeni. Od Leonarda da Vinci, przez Salvadora Dali, po George’a Lucasa, czy Quentin Tarantino. Listę trzeba rozszerzyć o muzyków, pisarzy... Inspiracją może być mucha lub płatek śniegu. A czasem nie ma nic. Ciemność widzę. Nagle wystarczy po prostu impuls (chyba to inspiracja). Słyszysz muzykę lub przeczytasz coś i BUM! Największym wyzwaniem dla artysty… W moim przypadku ukończenie pracy. Często coś odrzucam, nie kończę, leży w kącie nawet kilka tygodni tylko po tobym podszedł do tematu jeszcze raz i stworzył coś nowego.

W YDARZENIA

Czego artyście nie wolno, a może wolno wszystko? Moim zdaniem artyście chyba można wszystko. Widziałem rzeczy przekraczające wyobraźnię. To jest tak, artysta ma swój świat, własne jego wyobrażenie. Nie chciałbym kogoś urazić, ale artysta wewnątrz jest Bogiem, stwórcą. To tylko jego rzeczywistość, on ją tworzy. Ma wpływ, jaki ostateczny kształt będzie miało jego wewnętrzne dziecko. Co położy na płótno, papier, jak będzie wyglądała przestrzeń, w jakiej chciałby funkcjonować.

36

Czy twórca posiada kompas moralny? Pewnie, że artysta powinien mieć kompas moralny. Gdyby go nie miał mógłby naprawdę wszystko, chodziłby po mieście, zabijając ludzi, układając ich w jakiś wesołych pozycjach. Podpalałby domy i malował zgliszcza… Bazgrał po budynkach bez pozwolenia, a to robią tylko beztalencia i wandale niemający nic wspólnego ze sztuką. Artyści przedstawiają projekt architektowi miasta prosząc o pozwolenie nim coś wrzucą na ścianę. Nie ma nic fajniejszego niż mina policjanta widzącego pozwolenie… Mówię o tym, by młodzi ludzie wiedzieli, że artysta musi mieć kompas moralny i czasami czegoś nie powinno się zwyczajnie robić. Sztuka ma prowokować czy bawić? Sztuka powinna i prowokować i bawić. W moim przypadku uwielbiam bawić, ludzie mają teraz tyle zmartwień. Borykają się z depresją, mają długi, często nie potrafią powiązać końca z końcem, lądują na ulicy... Człowiek ma bardzo dużo zmartwień. Każdy może sobie coś do listy dodać. Artysta, czy to muzyk, aktor, plastyk itd... Powinien nieść radość.


Agata Wolniewicz Na Akademii Sztuki w Szczecinie, na Wydziale Grafiki, współprowadzi Pracownię Wolnego Wyboru Rysunku i Malarstwa. W 2023 r. uzyskała tytuł dr sztuki. Zanim zdecydowała się na malarstwo jako główny język wyrazu, jej zainteresowania koncentrowały się na medycynie oraz grafice projektowej, którą ukończyła na AS. Te dwie ścieżki oraz zdobyte doświadczenia wywarły istotny wpływ na jej konceptualne podejście do sztuki, skupionej na człowieku oraz jego cielesnym, emocjonalno-duchowym i społeczno-kulturowym wymiarze. IG: @agata_wolniewicz www: wolniewicz.info Tworzę… głównie wielkoformatowe malarstwo na płótnie, wykonane w technice olejnej. Niekiedy sięgam również po interdyscyplinarne rozwiązania. Mój pierwszy rysunek przedstawiał… błękitne niebo i rośliny. Pamiętam, jak długo walczyłam o harmonijny, jednostajny błękit. Niestety okazał się on nieosiągalny dla dziecka, które jeszcze niesprawnie operowało narzędziami. Po latach zdałam sobie sprawę, że mój umysł zawsze był o krok przed tym, co byłam w stanie stworzyć. Niezwykle frustrujące doświadczenie, ale niesie ze sobą nieodpartą chęć i przymus rozwoju. Inspiruje mnie… Odpowiedź „wszystko” będzie tutaj najwłaściwsza. Są to relacje międzyludzkie, czasami twórczość innych, światło odbijające się na mokrym chodniku, roślina przytulona do szyby, przeczytany zlepek słów. Czasem jest to chwila, a raczej błysk uruchamiający machinę myśli, wyobrażeń i planów, które są realizowane, innym razem długo we mnie dojrzewają, a niekiedy są odkładane na „półkę” i czekają. Największe wyzwanie dla artysty to… Każdy artysta, jak każdy człowiek, zmaga się z innymi wyzwaniami. Moje zależą od tego, na jakim etapie w danym momencie się znajduję. Obecnie największym wyzwaniem jest dla mnie znalezienie czasu na wszystko, czym potrzebuję się zająć. Czego artyście nie wolno, a może wolno wszystko? Nie wolno porzucać odpowiedzialności za to, jak i co się tworzy. Czy twórca posiada kompas moralny? Nie czuję granicy pomiędzy twórczą a nietwórczą częścią mnie. Jeśli człowiek posiada kompas moralny, to chyba posługuje się nim w każdej przestrzeni swojego życia. Ja zdecydowanie posiadam swój i nie rozstaję się z nim, przechodząc z jednej aktywności w inną.

W YDARZENIA

Sztuka ma prowokować czy bawić? Sztuka, która nie prowokuje, staje się tylko zwykłą ozdobą lub wizualną informacją i nie wnosi niczego więcej w nasze życie. A do czego powinna prowokować? Zdecydowanie do myślenia. Może przy tym bawić, poruszać poważne tematy, pobudzać ciekawość, zmysły, przenosić nas w czasie. Za sprawą swojej wizualnej strony powinna zaczepić, przytrzymać, później treścią wejść w dialog, wciągać w głąb… a dalej niech się dzieje.

37


Fo to graf

ekstremalny

Łukasza Nazdraczewa trudno złapać w jednym miejscu – jeśli już się to uda, to najpewniej z aparatem w ręku, gdzieś między startem a metą, skokiem a lądowaniem, ruchem a zatrzymaniem czasu. Od ponad dwóch dekad fotografuje na świecie to, co inni wolą podziwiać z bezpiecznej odległości: zawody kitesurfingowe, ekstremalne rajdy rowerowe, wyścigi Formuły 1, motocross. Zawsze jest tam, gdzie poziom adrenaliny sięga zenitu.


Pochodzący ze Szczecina Łukasz od początku związany jest z Red Bullem – marką, która nie tylko wspiera sportowców ekstremalnych, ale też współpracuje z elitą fotografów, potrafiących uchwycić momenty, które trwają ułamki sekund. W tej rozmowie zaglądamy z Łukaszem za kulisy jego pracy: do Kolumbii i Wenezueli, gdzie strach był realny; na tory, gdzie emocje wrą; i do chwil, kiedy człowiek z aparatem musi zaufać instynktowi bardziej niż technologii. Przed naszym spotkaniem próbowałam sobie przypomnieć, który to był dokładnie rok, kiedy zacząłeś pracować dla Red Bulla jako fotograf… 1998, 1999?

T E M AT Z O KŁ A D K I

To był 1998 rok i impreza Air & Water w Gdyni. Ale już rok wcześniej robiłem zdjęcia dla Red Bulla. Pracowałam razem z Krzyśkiem Bąkiem z New Music Art. On wymyślił Techno Dance Mission a Red Bull wszedł w to jako sponsor. Jeździliśmy z tą imprezą po całym kraju. Można powiedzieć, że to był początek mojej współpracy z Red Bullem, ale też ich początki w Polsce. Mieli siedzibę w willi, poupychani na piętrach, pracowali w kilkanaście osób. Z tego teamu może do dziś zostały 2-3 osoby.

40

Pozostańmy przy początkach Red Bulla i Techno Dance Mission. Byłeś w pewnym sensie żółtodziobem, jeśli chodzi o zdjęcia sportowe i zdjęcia z imprez. Przy didżejskich fotografiach kombinowałem ze światłem. Robiłem je gdzieś z boku, z lampą błyskową, na długim czasie naświetlania, żeby nie było po prostu... standardowo. Jeśli chodzi o sportowe akcje to pojechałem z aparatem, który miał rosyjski szerokokątny obiektyw z zablokowaną przysłoną. Robiłem tym pierwsze zdjęcia na rampie skateboarderom oraz chłopakom jeżdżącym na rowerach BMX.

I te zdjęcia im się spodobały? Tak, bardzo. Na tamte czasy tego typu fotografów było niewielu, sprzęt nie był tak łatwo dostępny. Liczyła się pomysłowość i oko. Pomysł, żeby robić zdjęcia szerokokątnym obiektywem wyszedł ode mnie. Później dołączyłem do tego tzw. rybie oko. Czy Red Bull od początku stawiał takie wysokie wymagania? Tak, mieli rygorystyczne zasady dotyczące logotypów, np. nie można było mieć kilku logo na jednym zdjęciu. Był manual, którego szybko się nauczyłem. Austria, gdzie znajduje się główna siedziba Red Bulla, szybko dostrzegła potencjał takich fotografów jak ja i zaczęli nas wspierać. Dawali sprzęt, plecaki, brandowane ubrania. A jak wyglądał Twój pierwszy zagraniczny event? Pojechałem do kopalni w Niemczech, około 800 metrów pod ziemią, gdzie Red Bull zorganizował zawody Downhill, czyli ekstremalnej odmiany kolarstwa górskiego, tylko po chodnikach kopalni. Zawodnicy jeździli z kaskami na głowach, lampkami na rowerach, w ciemnościach. To było ekstremalne doświadczenie i prawdziwy test dla mnie. Jak oceniasz zmiany w fotografii od tamtych czasów do dziś? Dzisiaj sprzęt jest łatwo dostępny, synchronizacja lamp jest dużo lepsza, wszystko jest prostsze. Wtedy była potworna walka o każdy kadr, każde światło. Teraz fotografów jest mnóstwo, ale ja nigdy nie przejdę na „instagramowy”, spłaszczony kolor — wolę swoje nasycone zdjęcia. Od momentu, kiedy zacząłem fotografować dla RedBull Photo-


files, musieliśmy pstrykać na slajdach i to był okres udręki, bo slajd nie wybacza – jest nieedytowalny. Potem weszły cyfrówki.

tek było na kliszy i bezpiecznie wrócił. Dzisiaj takie ujęcia nie robią już na nikim wrażenia, ale w 2000 roku to było coś!

Pozostańmy na chwile przy technicznej stronie fotografii. Jak u Ciebie wyglądają takie sekwencje zdjęć, gdzie na jednym ujęciu ta sama osoba stoi i jest ubrana tak a potem nagle jest ubrana inaczej albo znajduje się w innym miejscu?

A jak nauczyłeś się fotografii? Pamiętam, że w Liceum Plastycznym, w którym się poznaliśmy, nie było jeszcze Internetu, nie było tutoriali na podstawie których mogliśmy się nauczyć praktycznie wszystkiego.

Są na to patenty. Zdjęcia sekwencyjne, ale żeby było weselej, to część robię na długim czasie ekspozycji [rozmyte] a tylko jedno ostre. Złożone do kupy robi fajny efekt. Czyli robisz zdjęcia na długim czasie, żeby złapać ruch i potem jedno zdjęcie dopalasz dopalasz światłem i mrozisz? Dokładnie. Aparat umieszczam na statywie i kombinuje z czasem naswietlania i z lampami blyskowymi.To wymaga praktyki i cierpliwości. Ja się tego uczyłem metodą prób i błędów. Czyli w sumie byłeś samoukiem i do tego pomysłowym.

Hannes polatał nad Sopotem, cyknął 36 zdjęć, bo tyle kla-

Jak oceniasz dzisiejszą sytuację w fotografii? Młodzi mają sprzęt i narzędzia, ale co z ich marką i doświadczeniem? Młodzi robią świetne rzeczy i tanio, bo chcą się wkręcić w rynek, ale często wypychają tych, którzy już posiadają markę. To jest normalne, bo rynek się zmienia. Jednak dla dużych eventów i poważnych budżetów nadal jest miejsce dla profesjonalistów. Tam jakość musi być pewna. Masz jakąś historię z takiego eventu, która pokazuje, że profesjonalizm jest nadal w cenie? Był chłopak z niesamowitym portfolio, ale na BMX-owej imprezie pierwszego dnia nie zrobił żadnego dobrego zdjęcia i się poddał. Nie przyszedł do pracy drugiego dnia. Red Bull potrzebuje twardych ludzi, którzy nie załamują się presją.

T E M AT Z O KŁ A D K I

Zawsze kombinowałem jak jeszcze, można urozmaicić fotki. Kupiłem pro przyssawkę do przenoszenia dużych, ciężkich okien, szyb. Ojciec zamontował mi na tym głowicę Manfrotto i zamocowaliśmy to z Hannesem Archem na skrzydle samolotu. Pytanie było, czy to się utrzyma i jaki będzie miało wpływ na opory powietrza. Okazało się ze Zivko Edge 540, którym latał Hannes, nawet nie stęknął. Nie było czuć 3 kg dodatkowego obciążenia na skrzydle. Nie mówiąc o oporach powietrza. Różnica między GoPro to prawie 2800 g (Gopro 180 g)

To prawda, nie było jeszcze Internetu, ale też nie było też nikogo, kto by mnie tego nauczył. Szukałem i eksperymentowałem na własną rękę. W szkole interesowało mnie snycerstwo, czyli rzeźbienie w drewnie – więc miałem jakieś poczucie estetyki. Natomiast fotografia była dla mnie zupełnie nowym medium. Teraz wszystko mamy pod ręką, nawet AI podpowiada, jak coś poprawić w Photoshopie. Dawniej wszystko trzeba było robić samemu, wywoływać filmy, uczyć się na błędach.

41


A jak jest z niebezpieczeństwem podczas eventów ekstremalnych? Jak blisko znalazłeś się obok śmierci? Bardzo blisko. Śmigłowiec leci nad tobą, zawodnicy pędzą z ogromną prędkością, czasem jest ryzyko poważnych wypadków. Musisz mieć świadomość zagrożenia, ale nie może ciebie to sparaliżować, bo inaczej nic nie zrobisz. Czy zdarzyły się takie momenty, że pomyślałeś, że to już koniec? Bywały chwile, kiedy czułem, że jest naprawdę blisko. Ale wtedy skupiasz się na pracy i instynkcie. To jest trudne, ale potrzebne. Zdarzyło Ci się być świadkiem jakiejś dramatycznej sytuacji podczas zawodów, gdzie śmierć się wydarzyła? Tak, byłem świadkiem takiej tragedii. Pamiętam, jak na zamkniętym placu driftowym w Turcji, dzieciak — może 6-7 lat — został przygnieciony przez driftujący samochód. Stał plecami do toru, a tor nie był zabezpieczony żadnymi barierami. To było bardzo niebezpieczne miejsce. Jak to się stało, że dziecko znalazło się w takim miejscu? Ojciec robił zdjęcia, a dzieciak pozował, nieświadomy zagrożenia. Niestety, podczas jazdy driftowej coś poszło nie tak i doszło do tragedii. Masz jakieś zdjęcia lub dowody z tamtego zdarzenia? Tak, mam zdjęcia, dokładnie okulary tego dzieciaka, które zawisły w powietrzu. Dzieciaka już nie ma, są tylko te okulary. Wysłałem je potem jako dokumentację do organizatorów i pewnie była sprawa sądowa. To było bardzo smutne doświadczenie.

Dużo się traci sprzętu w takiej pracy? Bardzo dużo. Utopiłem aparaty w morzu podczas Sea to Sky, zawodów motocyklowych typu hard enduro. Miałem aparat zawieszony na szyi, ale też na kolanach, no i wszedłem do wody… Podnoszę się, słyszę, że jeden aparat jest na szyi — a drugiego nie ma. Wpadł do wody. Słona woda oznacza koniec. Obiektywy poniszczone. Bywało też, że obiektyw się wypiął z body i spadł na ziemię. Jak się wypiął i walnął, to cały blok optyczny szedł do pieca. Trzy tysiące – i po wszystkim. Trzy tysiące za jeden? I tak kilka razy? Tak, tu trzy tysiące, tam trzy tysiące i kolejne trzy… Miałem tak z dziesięć takich „bezpiecznych” obiektywów. Ale wiesz, w tej pracy to nie jest nic dziwnego. Czyli ci fotografowie, którzy robią np. Wielkiego Szlema albo Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, to w sumie mają trochę łatwiej? Nigdy nie będę dyskredytował żadnej fotografii. Absolutnie. Bo oni też robią świetne zdjęcia, ale fakt — pracują w bezpiecznej strefie. W swojej pracy spotykasz wielkich sportowców. Prawdziwe legendy jak mistrz base jumpingu, człowiek, który skakał ze stratosfery – Felix Baumgartner, którego śmierć w tym roku nas zaskoczyła. Wasza znajomość nie ograniczała się tylko do sesji zdjęciowych. Byliście kumplami. Tak, mieliśmy dobrą sztamę. Boże, jak usłyszałem o jego śmierci, myślałem, że to jakiś fejk. Że to jakaś ustawka, że to się nie dzieje naprawdę. No bo gdzie? Na paralotni, we Włoszech? Przecież on był nieśmiertelny. Naprawdę — nieśmiertelny. Ponoć dostał zawału podczas lotu.

Twój zawód wymaga dużej odporności psychicznej. Tak i dlatego nie każdy wytrzymuje taki klimat. Musisz być gotowy, mieć twardą głowę. To ciężka robota, bo wstajesz o 6:00, kładziesz się często o 22.00. Natomiast, finansowo to się naprawdę zgadza. Którą z dyscyplin sportowych, lubisz najbardziej fotografować? Które są pod tym kątem najlepsze? Takie, przy których mogę podejść blisko. Odpadają więc samoloty i trochę samochody. Chociaż przy samochodach też można być blisko, ale jednak lepsze są dyscypliny takie jak BMX, czy Downhill, gdzie naprawdę możesz podejść prawie pod koło. Czyli ryzyko się opłaca? Dokładnie tak. To nawet nie jest kwestia bezpieczeństwa, ale raczej takiego obcowania z atrybutem sportowca. BMX ma na przykład proporcje zbliżone do człowieka, co jest fajne.

W końcu skakał z kosmosu... To nie był ktoś zwyczajny. Dokładnie. Jeszcze dwa lata temu pamiętam, jak przyleciał na tor Silesia. Ja nawet nie wiedziałem, że ma tam być. Red Bull robił jakąś imprezę – dla pracowników, w podziękowaniu za wyniki. I tak po prostu się pojawił? Tak! Nagle ląduje śmigłowiec z brandingiem Red Bulla Patrzę – śmigło. Patrzę jeszcze raz – i widzę Feliksa. Gdy pojawił się na torze Silesia, to zrobiliśmy wspólny przelot Felixa, samolotu Lukasza Czepieli z przejazdem Porsche GT3RS z Januszem Dudkiem – szefem instruktorów Porsche. Mieliście okazję porozmawiać? Oczywiście. Wylądował, dał znak, żebym podszedł. Przywitaliśmy się, uścisnęliśmy. I wtedy go wkręciłem w temat Porsche, zrobiliśmy wspólne zdjęcia.

A samoloty?

Zawsze się zastanawiałam, czy podczas Twojej pracy nie boisz się o sprzęt. Nie myślałeś nigdy: "byle tylko nie w obiektyw"? Często myślę: „kurde, żeby tylko nie w obiektyw, żeby tylko nie w obiektyw" (śmiech) Prawdopodobieństwo jest dosyć spore, ale też nie takie, że to musi się wydarzyć. Kamień w obiektyw — jest taka opcja, ale może jednak nie wleci, prawda?

Masz je jeszcze? Tak. Był tam jeszcze Luke Czepiela i Janusz Dudek, no i Felix. I wiesz… to były moje ostatnie zdjęcia z nim. A teraz przyszła ta wiadomość... Że go już nie ma. Bardzo podobają mi się Twoje portrety sportowców. Szczególnie te z Adamem Małyszem – on wygląda niesamowicie na tych zdjęciach. On jest zajebisty. Serio. Od kiedy przestał skakać, złapał luz, zrobił się bardziej medialny. Ale pamiętam jeszcze czasy, kiedy był bardzo nieśmiały.

T E M AT Z O KŁ A D K I

Z samolotem jest duża dysproporcja między zawodnikiem a sprzętem i to trochę się gryzie wizualnie.

43


Są jeszcze inni sportowcy, z którymi lubisz pracować? Bo trochę się ich u Ciebie przewinęło. Szczególnie ci od motocykli — nie kojarzę nazwisk, ale zdjęcia są mocne. Pewnie, Tadek Błażusiak na przykład. Nie bez powodu zyskał przezwisko Terminator. Gość, który pięć razy wygrał Erzberg Rodeo – najcięższy wyścig hard enduro na świecie. Pierwszy raz pojechał tam jako kibic. Serio. Jeden z zawodników się połamał na treningu, a Tadek — wtedy jeszcze nie „redbullowy” – powiedział: „Dajcie mi motocykl, to ja wystartuję.” I wystartował. On był mistrzem Europy w trialu, więc miał technikę. Wygrał z taką przewagą, że drugi zawodnik przyjechał kilkanaście minut po nim. A on — pierwszy raz w hard enduro, na pożyczonym motocyklu. (śmiech) Jakie było najciekawsze miejsce, do którego trafiłeś zawodowo? Kolumbia i Wenezuela. Zdecydowanie. To były najcięższe przeprawy – przede wszystkim dla mojej głowy. Zlecenie przyszło z centrali, to był Showrun Formuły 1. Tydzień w Kolumbii, tydzień w Wenezueli. Podróż do Kolumbii ze sprzętem była mega stresująca. Nigdy wcześniej nie byłem w tamtym rejonie świata, więc to była trochę wyprawa w ciemno. Ale prawdziwy ciężar przyszedł w Wenezueli. Jeszcze przed wyjściem z hotelu mieliśmy spotkanie bezpieczeństwa. Dowiedzieliśmy się, że to Caracas to miasto z największą ilością broni z wszystkich miast na świecie. I że jeżeli idziesz ulicą z plecakiem fotograficznym i widzisz, że podjeżdża motocykl z pasażerem… to w 99% przypadków ten pasażer ma broń i planuje cię okraść. Co robisz w takiej sytuacji? Oddajesz sprzęt. Bez dyskusji. Bo jeśli wyjmie broń, a ty zaczniesz coś kombinować, to po prostu cię zastrzeli. Miałeś taką sytuację? Był jeden moment, który dał nam dużo do myślenia. Fotografowaliśmy samochód Formuły 1 przed jakimś ważnym pomnikiem w Caracas. Plecaki ze sprzętem leżały rozłożone na ziemi. Zrobił się tłum, pojawili się młodzi ludzie. Zaczęli się przyglądać – i chyba nie mogli uwierzyć, że jesteśmy tak bezmyślni. Zaczęli się zastanawiać: czy to przypadek, czy podpucha? Małysz – nieśmiały? Oj tak. Byłem kiedyś na wręczeniu jego kasku, który oddał na cele charytatywne. Generali – jego główny sponsor poza Red Bullem – kupił ten kask. Miałem zrobić zdjęcia z tej okazji. To były czasy, gdy on jeszcze skakał. I pamiętam, że miał podziękować kilku osobom… Ale nie był w stanie tego zapamiętać, więc napisał sobie wszystko na ręce. I co? Spociła mu się ręka, wszystko się rozmazało.

T E M AT Z O KŁ A D K I

I co zrobił?

44

Spojrzał na dłoń, spojrzał na Wojtka Paczyka, koordynatora, i mówi: „Wojtek, może ty przeczytasz?” – i to było urocze. Naprawdę. Taki bezbronny wtedy był. A teraz? Ma ogromny dystans, cięty język, ale w takim fajnym stylu. Lubię go jako człowieka.

I co wtedy? Zwinęliśmy sprzęt w tempie błyskawicy. Tam nikt się nie certoli. I to był taki moment, który uświadomił nam jedno: nie jesteśmy takimi kozakami, jak nam się czasem wydaje. Ile dni w roku tak pracujesz? Masz jeszcze czas na życie prywatne? 200, czasem 250 dni w roku. Jak już mam wolne, to pierwszy tydzień spędzam na kanapie, oglądając seriale. Ale po tygodniu zaczyna mnie nosić. Brakuje mi tej adrenaliny, która wiąże się z tym zawodem. Czyli nie musisz uprawiać sportów ekstremalnych, żeby poczuć dreszcz?

Widać na zdjęciach, że macie dobrą relację.

Nie. Ta praca sama w sobie jest ekstremalna. I wiesz co? Nie wyobrażam sobie robić niczego innego.

Bo ja nie przeciągam sesji. Sportowcy to lubią. Wbijam, robię swoje, nie męczę ich. Adam mówi, że lubi ze mną pracować właśnie za to – że szybko, konkretnie i zawsze coś fajnego wyjdzie.

Rozmawiała: Aneta Dolega / Zdjęcia Łukasza: Karolina Bąk, pozostałe: Łukasz Nazdraczew


Prestiżowy przegląd dzielnic Szczecina

Suburbia, część pierwsza W marcu 2024 roku opublikowaliśmy Prestiżowy Przegląd Dzielnic (osiedli) Szczecina. Opisaliśmy subiektywnie wybrane „topowe” części miasta, próbując odgadnąć ich charaktery i atmosferę. Echa artykułu – komentarze, żarliwa i dyskusja, a także prośby o więcej – skłoniły nas do kontynuacji, a tym samym do wartościującego spojrzenia na wszystkie szczecińskie „pomocnicze jednostki administracyjne”. We wrześniowym numerze temat dzielnic (osiedli) w granicach administracyjnych Szczecina wyczerpaliśmy. Teraz przekraczamy obszar miasta i zerkamy na suburbia, czyli sąsiadujące ze Szczecinem gminy. Jak się okazuje znaczna część ich mieszkańców to… szczecinianie, którzy choć zmienili wystawcę dowodu osobistego, to związków (zawodowych, praktycznych czy rekreacyjnych) ze stolicą Pomorza Zachodniego nie zerwali. Tym razem zajmiemy się czterema gminami otaczającymi Szczecin od północy i zachodu. Zaglądamy do gmin Dobra, Kołbaskowo, Police oraz Gryfino. Ostatni z odcinków, już w 2026 roku, będzie podróżą do gmin Kobylanka, Stargard, Goleniów oraz niemieckich przygranicznych gmin w powiecie Vorpommern-Greifswald.

ST YL Ż YCIA

Gmina Dobra

46

To właśnie do gminy Dobra Szczecin „wlał się” szerokim i gęstym (sic!) strumieniem. To tereny położone blisko centrum Szczecina i pozbawione mniej lub bardziej naturalnych przeszkód (np. wstęgi rzeki czy autostrady) stały się miejscem ekspansji bogatszych mieszczuchów. W 1995 roku mieszkało tu 6000 osób, dekadę później 15 000, a dziś gmina liczy ponad 30 000 obywateli. To obecnie największa „sypialnia” Szczecina, mogąca konkurować tylko z betonowymi molochami typu Słoneczne czy Przyjaźni. Granica między Dobrą a Szczecinem właściwie zanikła, w większości miejsc przebiega w (zbyt) gęsto zabudowanym obszarze, tak że łatwo ją przeoczyć. Często jedna strona ulicy należy do Szczecina, a druga już do sąsiadów. Tak jest choćby na Bezrzeczu, które w dużej części leży właśnie na terenie Dobrej (ulica Koralowa jako granica). Tu należy wyjaśnić, że właściwie Bezrzecze to tereny już poza granicami miasta, a formalnie – osiedle Krzekowo. Nazywanie tej części Bezrzeczem może mieć charakter jedynie nieformalny. Trudno także znaleźć granice Gumieńcami a Mierzynem, gdzie zabudowania ciągną się właściwie bez przerw.

Gmina Dobra rozciąga się na północ wzdłuż granicy z Niemcami, aż do okolic Dobieszczyna. Te stykające się ze Szczecinem miejsca są najbardziej znane, ale gmina Dobra to jeszcze liczne wsie (17 miejscowości, 12 sołectw), m.in. Dołuje, Lubieszyn, Stobno, Wąwelnica, Wołczkowo, Buk, Stolec czy Grzepnica. Gentryfikacja i ekspansja szczecinian w głębi gminy jest obecna, ale raczej na poziomie niskim i nieszkodliwym. Siedzibą Wójta i Urzędu Gminy (stolicą?) jest Dobra Szczecińska licząca niespełna 4000 mieszkańców. Przed wojną ta niewielka wioska na skraju Puszczy Wkrzańskiej nosiła nazwę Daber. Nie znajdziemy tu wyjątkowych atrakcji czy widowiskowych budowli. Owszem, w każdej z wiosek są zabytkowe kościółki, cmentarze, czy dawne zabudowania folwarczne. Zachowało się sporo przedwojennych domów, ale raczej skromnych. Na tym tle wyróżnia się pałac w Stolcu, niestety od lat w prywatnych rękach, bez dostępu dla osób postronnych. Walorem Gminy Dobra jest za to wspaniała przyroda. Puszcza Wkrzańska zajmuje niemal czwartą część całego obszaru gminy. Jest także otulina unikatowego Rezerwatu Przyrody Świdwie. Dobrą znam właśnie z wielu rowerowych eskapad, ale ich celem było właśnie „łono natury”, mniej zwracałem na aspekty związane z możliwością zamieszkania tu czy aspektami gospodarczymi. Jesienna, już samochodowa, wyprawa pokazała mi nieco inne oblicze znanych miejsc. Zobaczyłem niestety chaos, szczególnie na terenach graniczących ze Szczecinem. Dalej jak wspomniałem zmiana


jest, ale nie tak skokowa, nie tak szokowa. Uświadomiłem sobie także, że infrastruktura (zapewne także krytyczna) ma tu wydolność dla kilku, a nie kilkudziesięciu tysięcy osób. Na szczęście wpływy podatkowe z od „nadprogramowych” mieszkańców oraz przyciąganego biznesu (Dobra promuje się hasłem „Dobra inwestycja”.) pozwalają na jej nieustanne rozwijanie. Jednak tego rodzaju inwestycje są czasochłonne, więc mówimy o procesie, a nie nagłej zmianie. W wielu miejscach zamiast kanalizacji wciąż jest szambo (i towarzyszące temu zjawisku „atrakcje”, działające gównie na zmysł powonienia). Kontynuując myśl gospodarczą, to należy skazać okolice Skarbimierzyc i Dołuj z wielkim parkiem przemysłowym i logistycznym. W całej gminie jest kilka szkół podstawowych, m.in. w Bezrzeczu, Mierzynie, Dobrej (dwa imponujące kompleksy edukacyjne) oraz mniejsze placówki w Dołujach i Rzędzinach. W Mierzynie jest też zespół przedszkoli, ale na terenie gminy działa też sporo prywatnych placówek. Zamożność mieszkańców pozwoliła także na otwarcie licznych niepublicznych ośrodków zdrowia, choć ten NFZ-owski, także jest. Jest także Gminne Centrum Kultury i Bibliotek w Dobrej z filiami w Bezrzeczu, Dołujach, Rzędzinach, Skarbimierzycach, Stolcu, Wołczkowie i Wąwelnicy. Ikonicznym wydarzeniem, organizowanym od 2012 roku, jest Festiwal Róż, poświęcony pamięci mieszkającej w Rzędzinach (wówczas Nassenheide) słynnej angielskiej pisarki Elizabeth von Arnim. Artystkę upamiętniono także ławeczką na skwerze w centrum Dobrej. W gminie organizowane są także imprezy sportowe i przede wszystkim turystyczne, m.in. biegi, marsze, rajdy, eskapady rowerowe. A pozwala na to bogata infrastruktura oraz świetnie przygotowane szlaki. Dyskonty spożywcze są w samej Dobrej oraz oczywiście w Mierzynie i Bezrzeczu. Sklepy znajdziemy także przy samej granicy państwowej (Dołuje), ale te oblegane są głównie przez klientów z Niemiec. Co ciekawe, poza okolicami Szczecina, jest mało przybytków z płazem w logo, przetrwały za to małe, często rodzinne, sklepiki. Wydaje mi się jednak, że mieszkańcy robią zakupy w samym Szczecinie w drodze z pracy do domu. Oferta gastronomiczna koncentruje się w samej Dobrej (kilka lokali) oraz na Bezrzeczu i w Mierzynie. W głębi gminy takiej oferty brak, choć idę o zakład, że tu sytuacja podobna jak z zakupami. Niemal wszystkie miejscowość gminy są połączone ze Szczecinem dobrze pomyślaną komunikacją publiczną. Autobusy (numeracja od 221) jeżdżą jednak dość rzadko, zmuszając mieszkańców do rytmu powiązanego z rozkładem jazdy. Te najbardziej zaludnione obszary są jednak na tyle blisko szczecińskich węzłów komunikacyjnych (Osiedla Zawadzkiego czy Gumieńce), że do centrum łatwo dotrzeć. Niestety z uwagi na liczbę aut drogi są zatłoczone, często zakorkowane. Mieszkać w Dobrej, pracować w Szczecinie? Nie widzę większego problemu, jeśli byłyby to osady przylegające do granic Szczecina – Bezrzecze czy Mierzyn. Jako szczęśliwy „nie posiadacz” prawa jazdy bałbym się mieszkać w głębi

gminy. Przykładem przyjaciele, którzy muszą albo słono zapłacić za taksówkę po uprzednim dojeździe na rogatki, albo liczyć na zmotoryzowanych bliskich. Zniechęca mnie skala tych podmiejskich giga-enklaw mieszkaniowych. No i czy infrastruktura to wytrzyma? Jeśli chodzi o sprawy urzędowe czy formalne, to kameralna gmina z niewielkim magistratem może być pewnym ułatwieniem i decydować o znacznie szybszych procedurach. Sąsiedztwo wielkiego miasta i tak powoduje, że wszelkie inne „życiowe” sprawy, potrzeby, a nawet zachcianki załatwiane są w Szczecinie. W sumie to chyba wynika z definicji suburbiów. Gmina Gryfino Zupełnie inny charakter jako suburbia ma gmina Gryfino. Graniczące ze Szczecinem niewielkie miejscowości zamieszkują głównie autochtoni, nie ma tu wielkich zespołów domów jednorodzinnych czy przeskalowanych inwestycji deweloperskich. Jeszcze mniejszą interwencję mieszczuchów zaobserwujemy w głębi gminy, która zachowała w znakomitej większości pierwotny, rolniczy charakter. Związani zawodowo czy edukacyjnie ze Szczecinem to w znakomitej większości mieszkańcy samego Gryfina. Dla nich podstawowym środkiem transportu jest kolej regionalna oraz pekaes numer „1” kursujący do przystanku Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju w Zdrojach. Tu uwaga: komunikacja autobusowa na całym terenie gminy jest bezpłatna (finansowanie z rządowego Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych). Wspomniana kolej to część siatki połączeń Szczecińskiej Kolej Metropolitalnej ze składami kursującymi w regularnym takcie. Nie da się ukryć, że świetnie rozwinięty „zbiorkom” jest dużym walorem Gryfina. Gorzej, jeśli idzie o auto, bo sąsiadująca ze Szczecinem od południa gmina jest odległa od jego centrum (30 km). Mało tego, między miastami są utrudniające prosty i płynny przejazd rozlewiska Doliny Dolnej Odry oraz wstęga autostrady A6. Od zachodu gminę ogranicza granica państwa, przez którą znacznie szybciej można dotrzeć do Szczecina. Jednak wystarczy byle pandemia (sic!) albo remont mostu, by trasa była ograniczana lub całkowicie zamykana. Gmina Gryfino to, oprócz zamieszkałej przez 20 tysięcy osób „stolicy”, 29 niewielkich wsi i osad. Wszystkie przepięknie położone wśród imponującej przyrody – nad jeziorami, pośród morenowych wzgórz (Góry Bukowe) lub na terenach powstałych w procesie osuszania rozlewisk Odry. To ciągnące się wzdłuż drogi krajowej nr 31 ulicówki Radziszewo, Daleszewo, Czepino, na wschodzie jest Wełtyń i Gardno, a na południu Stare Brynki, Nowe Czarnowo czy Żabnica. Samo Gryfino ma bogatą historię sięgającą XIII wieku, ale niestety do dziś nie przetrwało zbyt wiele historycznej zabudowy. Centrum to przykre betonowe blokowisko, z kilkoma ostańcami – jest gotycki kościół, kilka zdobnych kamienic, fragmenty fortyfikacji z okazałą Bramą Bańską i imponujący stalowy most nad Odrą. Ikoną gminy jest rozsławiony na cały świat Krzywy Las. Niestety kto był, ten wie, że miejsce nie zachwycało, na szczęście na począt-

ST YL Ż YCIA 47


ku bieżącego roku zakończono prace rewitalizacyjne, które znacznie poprawiły wizerunek atrakcji. Powstały ławki, leżanki, kosze na śmieci, stojaki rowerowe, tablice informacyjne i kierunkowe oraz edukacyjna aplikacja, która pomaga w rozwikłaniu zagadki tego przyrodniczego (?) fenomenu. Kolejnym symbolem Gryfina są rozlewiska Odry. Niestety konserwatywne władze gminy nie wyraziły zgody na utworzenie na ich terenie parku narodowego. W momencie pisania tekstu nie jest też jeszcze znana decyzja Prezydenta, co do jego powołania. Trochę wstyd… Gryfino dało dupy (nie tylko wybierając włodarzy o tak ograniczonym światopoglądzie). We wschodniej części gminy jest spore Jezioro Wełtyńskie z popularnymi niegdyś plażami, ale niestety obecnie większość ośrodków (także tych na wyspach, gdzie kiedyś piszący te słowa wielokrotnie „wypoczywał” w ośrodku PŻM) jest w prywatnych rękach. Południe jest zdominowane przez przemysł. To obecnie wygaszana Elektrownia Dolna Odra. Przy niewydolnym węglowym molochu powstała mniejsza siłownia, tym, razem parowo-gazowa, a w planach są kolejne inwestycje, wykorzystujące odnawialne źródła energii. Jednak ta zmiana spowoduje likwidacje setek miejsc pracy, co z pewnością zmieni strukturę społeczną gminy. Na szczęście przy przebiegającej na granicy gminy ekspresowej trójce powołano przemysłowy Park Regionalny, którego największym najemcą (i pracodawcą) jest Zalando. Ach! Jest jeszcze pierwszy na Pomorzu Zachodnim park wodny (aqupark) „Laguna”. Zanim w Szczecinie otworzono „Fabrykę Wody” to właśnie gryfińskie baseny przyciągały rzesze miłośników sportów i rekreacji wodnej z całego regionu. Dziś obiekt wymaga kompleksowej modernizacji, póki co jest spór tutejszej uroczej władzy z pracownikami obiektu (gdy byłem to obiekt był obwieszony transparentami strajkowymi).

ST YL Ż YCIA

Wiejski charakter gminy sprawia, że większość udogodnień znajduje się w samym Gryfinie. To tu są urzędy, sklepy, dyskonty, ośrodki zdrowia, szpital, apteki oraz placówki edukacyjne. Szkoły podstawowe są jeszcze w Chwarstnicy, Gardnie, Czepinie i Radziszewie. Przedszkola publiczne i niepubliczne znajdziemy tylko w Gryfinie.

48

Kiedy kolejne wybory samorządowe? Swoją drogą to ciekawy przykład jaki wpływ może mieć polityka (nawet lokalna) na postrzeganie… Gmina Kołbaskowo Gminę Kołbaskowo, podobnie jak Dobrą, zjechałem rowerem wzdłuż i wszerz, poznając jej najbardziej tajemniczy zakamarki. To obszar położny na zachód i południowy zachód od granic administracyjnych Szczecina. Dominuje tu wspaniała przyroda (wraz z rozlewiskami Odry), a pomiędzy nią ulokowały się 24 miejscowości. Nie ma tu większego miasta, chociaż… zabudowa Przecławia i Warzymic ma charakter typowo miejski. Siedzibą Wójta jest malutkie Kołbaskowo z zaledwie półtysiącem stałych mieszkańców. Cała gmina liczy ponad 15 000 obywateli. W przypadku miejscowości przylegających do Szczecina mamy podobną sytuację jak w Dobrej, bo w Przecławiu i Warzymicach mieszka niemal połowa społeczności gminy. Obie osady scaliły się właściwie ze Szczecinem, trudno odnaleźć granicę między nimi. To właśnie owe „miasto” gminy, zresztą nie tylko w liczbie mieszkańców, ale także funkcjonalności, bo jest tu praktycznie wszystko, a nawet… więcej. Wystarczy wspomnieć kultową giełdę czy niezwykle prężnie działający dom kultury (GOKSiR), który zastępował szczecińską salę koncertową w czasie kryzysu, gdy zawalił się Zamek i pękł sufit w Słowianinie… Nie ma tu tez takiego chaosu w zabudowie, choć deweloperze robili chyba co chcieli. Być może to efekt, że tu jest więcej spójnych kompleksów (niestety często „za szlabanem”) mieszkaniowych, niż totalna samowolka architektury jednorodzinnej na każdej parceli. Odwiedzałem niedawno znajomych we wspaniałym domu w jednej z wiosek w głębi gminy. Po drodze widziałem sporo rozpoczętych budów domów jednorodzinnych, ale też równie dużo niedawno powstałych. Progres widać. Nie jest to jednak powszechna praktyka i poza Przecławiem i okolicami Gumieniec nie widać szeroko zakrojonej gentryfikacji.

Gryfino słynie także z… kultury. To legendarny Gryfiński Dom Kultury, w którym onegdaj panoszyły się teatralne festiwale (w których palce maczał i piszący te słowa), a później znakomicie funkcjonujący, zresztą do dziś, Festiwal Miejsc i Podróży „Włóczykij”. Szczecinianie pielgrzymują także tu na majówkę na Dni Gryfina, które od lat słyną z bardzo dobrych line up’ów.

Gospodarcze serce gminy Kołbaskowo to oczywiście mega magazyny Amazona przy zjeździe na autostradę A6. A tuż obok, jeszcze szczecińskiego, Ronda Hakena ulokowały się stadnie salony samochodowe ekskluzywnych marek. Kilka przemysłowych i logistycznych hal (z bazą potentata przesyłek) znajdziemy także na zachodnich rogatkach Przecławia. Na stronie internetowej gminy można znaleźć ofertę kolejnych wolnych jeszcze parceli idealnych na duże inwestycje. Ofertę „podbija” sąsiedztwo A6 oraz jej nowa (prawie) łącznica ze Szczecinem.

Mieszkać i żyć w Gryfinie, a pracować w Szczecinie? Komunikacyjnie łatwo, ale charakter gminy (wiejski), niezbyt urodziwe miasto oraz piętrzące się problemy (gospodarcze) nie zachęcają. Dodatkowym minusem są konserwatywne władze, co nie wróży szybkich zmian. Sprawa Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry nie przysparza gminie splendoru…

Gmina Kołbaskowo nie zbyt wiele „atrakcji” ani zabytkowych budowli. Jest ciekawy, kamienny kościółek w Będargowie, intrygujące ruiny świątyni w Karwowie oraz pałace w Ostoi czy Rajkowie. Dla wielu „atrakcją” mogą być przygraniczne targowiska, tzw. Polenmarkt. Na południu są jeszcze urocze wsie Kamieniec i Pargowo wraz z malowni-


czym fragmentem gminy wcinającym się klinem między granicę a Odrę. Ikoną gminy są dwie miejscowości leżące nad rzeką – Siadło Dolne i Moczyły, pełniące rolę bram do wodnego świata Doliny Dolnej Odry. Notabene Siadło Dolne świetnie wykorzystało swoje położenie i dzięki unijnym dotacjom zmodernizowało nadrzeczne bulwary, stając się celem weekendowych wycieczek mieszkańców Szczecina. Nie tylko na kajaki, ale choćby na spacer i dobrą kawę (nie wiem tylko czy te lokale działają sezonowo czy całorocznie). Mniej widowiskowo, ale równie uroczo jest w Moczyłach. Tutaj też od ponad dekady, pod koniec lata, organizowany jest festiwal muzyczny Dolina Dolnej Odry Poezją Śpiewaną z udziałem rewelacyjnych artystów. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, powstanie tu jeden z ośrodków edukacyjnych nowego parku narodowego. Jest coś co łączy obie miejscowości i to dosłownie! To Szlak Rowerowy Bielika, najpierw bardzo stromy (Wzgórze Widokowe nad Międzyodrzem, zwane także Morenką), a później przebiegający wzgórzami i polami, które wyglądają jak słynny wygaszacz ekrany Windowsa. Zresztą przyroda jest domeną Kołbaskowa. Podobne malownicze tereny znajdziemy na zachód od samego Szczecina, a pośród nich widowiskowe ścieżki rowerowe, którymi gmina jest gęsto opleciona (!). Z wielu jest zachwycający widok na wedutę stolicy regionu. Komunikacyjnie nie jest źle. Miejscowości graniczące ze Szczecinem posiadają często kursujące autobusy, rzadziej dociera komunikacja w głąb gminy. To podobnie jak w Dobrej autobusy będące w siatce połączeń szczecińskiego ZDiTM. Choć przez gminę w dwugodzinnym takcie przejeżdżają pociągi do R4 w kierunku Lubeki (nie kursują te w kierunku Berlina i nie wiadomo, kiedy zostaną przywrócone), to nie zatrzymują się na żadnej stacji, bo poza Stobnem żadna nie istnieje (sic!). W planach jest włączenie gminy w ofertę SKM i powołanie przystanków Warzymice, Stobno oraz Kołbaskowo. To znacznie zmieni komunikacyjną dostępność okolicy. Chociaż i tak rowerem dałbym radę… Mieszkanie w Kołbaskowie to z pewnością bliskość wspaniałej przyrody. Niestety jak w podobnych ościennych wiejskich gminach Szczecina większość funkcji oraz udogodnień dla mieszkańców skupia się w bezpośrednim sąsiedztwie wielkiego miasta. W gminie Kołbaskowo wszelkie sklepy, usługi, etc. znajdują się głównie w Przecławiu. W samym Kołbaskowie, jest właściwie tylko Urząd Gminy. Rządzi tu i twardą ręką od 15 lat Małgorzata Schwarz. To chyba tez atut, a na pewno stabilność. Czy chciałbym by Pani Swarz była wystawca mojego dowodu? Tak, to dobra gmina. Gmina Police Tu nie będzie tak łatwo… By zrozumieć tę gminę musimy wyodrębnić aż trzy obszary. Pierwszy, to cześć gminy na północ od szczecińskiego Głębokiego (Pilchowo, Tanowo), drugi to samo miasto Police, trzeci – obszar gminy na północ od siedziby Burmistrza. Każda z tych części jest totalnie inna. W całej gminie mieszka niespełna 40 000 osób, ale w mieście stołecznym aż 32 000. To wiele mówi o charakterze i strukturze gminy.

Miasto Police nie jest ani atrakcyjne, ale funkcjonalne. Mieszkańcy dzielą je na Stare i Nowe. W tych „starych”, praktycznie zmiecionych z powierzchni ziemi podczas wojny, pozostało dosłownie kilka ostańców. Jest nawet coś na kształt rynku (z paskudną fontanną ze schematyczna Sediną), a nawet dzielnica nad rzeką (Łarpią) z marina i ciekawą przyrodą. Niestety, to wszytko jest tu przypadkowe, jakby niedokończone, niedoskonałe, a często brzydkie. Nowe Police to klasyczne osiedle, choć trzeba przyznać, że dobrze zaplanowane, jakby na kształt „miasta”. Między starymi a nowymi Policami jest administracyjne, ale także kulturalne, edukacyjne, zdrowotne i sportowe serce miasta. Na niewielkim obszarze faktycznie zmieszczono wszystko, co potrzebne do wygodnego życia. To dobra „konstrukcja”. Środkowa część gminy Police to prawdziwe oko cyklonu! To tu znajduje się monstrualny obiekt przemysłowy Grupy Azoty – Zakłady Chemiczne „Police” S.A., które od ponad pół wieku są największym producentem nawozów w kraju. To nie tylko sama fabryka, ale także port obsługujący statki pełnomorskie oraz tereny pomocnicze i towarzyszące wraz z zajmującymi spore obszary hałdami. Choć to niezwykle malownicze „wzgórza” to chyba pod względem ekologicznym raczej… katastrofa. Jeśli dodamy do tego jeszcze teren ruin absolutnie unikalnej dawnej nazistowskiej Fabryki Benzyny Syntetycznej (Hydrierwerke Pölitz) to okaże się, że tereny przemysłowe zajmują trzecią część całej gminy. Mnie to przeraża. Ta wielkość, ta dominacja… Jednocześnie, choć podziwiam działania Stowarzyszenia „Skarb” i innych, to ubolewam, że tak fascynujący zabytek jest wciąż nie zagospodarowany i nie tak popularny, na co z pewnością zasługuje. Spójrzmy choćby na rugijską Prorę. Zachodnia i Północna część gminy Police to głównie Puszcza Wkrzańska. Nie ma tu większych miejscowości, a wspaniałe gęste lasy… Na samej północy jest położna nad Zalewem Szczecińskim Trzebież. To spora wioska słynąca z mariny, plaży oraz żeglarskiego ośrodka szkoleniowego. W żadnej z tych miejscowości – zachodnich i północnych nie widać wzmożonej gentryfikacji. Rytm życia jest tutaj raczej spokojny i od lat niezmienny. Zupełnie inny charakter mają południowe wsie gminy – Pilchowo, Tanowo, Bartoszewo i okolice. Tu gentryfikację i pochód mieszkańców Szczecina widać gołym okiem. Zresztą to nie tylko nowe domy, ale także popularne „dacze” w kompleksach ROD choćby nad jeziorem w Bartoszewie. Niestety słabo tu w temacie dyskontów czy jakichkolwiek usług (w Tanowie jest Dino). Owszem wszystko dostępne albo w Szczecinie albo w Policach. Mimo to jakoś tu dziwnie. A może to właśnie plus tej okolicy? Czy mógłbym być obywatelem gminy Police? Samego miasta, nie! Przepraszam, choć doceniam sprawne i sprawcze władze gminy i powiatu, to atmosfera Polic mnie od zawsze jakoś przerażała. Południowe wsie z uwagi na wspomniany (zbyt) kameralny charakter i braki w infrastrukturze, również mnie nie zachęcają. Obawiam się, że Police pozostaną znakomitymi terenami do jazdy na rowerze! W kolejnym wydaniu zapraszam na podróż do gmin Kobylanka, Goleniów, a także do Stargardu oraz miejscowości po niemieckiej stronie granicy.

ST YL Ż YCIA

Police to nietypowe miasto satelickie. Nie jest też miastem – sypialnią. Ot hybryda. Mało tego nie jest też tożsame z Gryfinem, które jest nie tylko położone znacznie dalej, ale nie posiada też tak wielkiej liczby „naczyń połączonych”. Police, choć są absolutnie osobnym, samorządnym i pełnoprawnym miastem, z mega molochem przemysłowym dającym zatrudnienie kilku tysiącom osób, nadal wydają się być dzielnicą wielkiego Szczecina. Czy to atut? Pod względem komunikacyjnym, czyli opleceniem południowej części gminy gęstą siatką autobusów (101, 107, 109, etc.) – z pewnością. Do Szczecina z Polic można wjechać przez Głębokie, Bukowo (ul. Pokoju) oraz Skolwin. Zaraz będzie jeszcze

lepiej, bo z Polic do Szczecina – via okalający śródmieście Szczecina szynowy ring – kursować będą składy Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej. Jeśli pomyślimy, że za kolejne kilka lat przez gminę będzie przebiegać ZOŚKA (Zachodnia Obwodnica Szczecina) z tunelem do Świętej, to mamy komunikacyjny raj!

Autor Daniel Źródlewski foto: Aleksandra Magiera 49


B


B

Bez filtrów, bez wstydu

Malina Majewska i jej kobieca celebracja nagości W świecie, który non stop każe nam się poprawiać, wygładzać i chować – ona mówi:

Fotografka Malina Majewska od pięciu lat tworzy wyjątkowy cykl zdjęć, na których kobiety – nagie, autentyczne i bez retuszu – stają razem w akcie wspólnoty, akceptacji i wolności. I nie jest to sesja glamour ani kampania modowa. To coś znacznie bardziej szczerego.

ST YL Ż YCIA

„zdejmij to z siebie”. Nie tylko ubrania, ale też napięcie, oczekiwania, rolę, którą grasz od lat.

51


Wszystko zaczęło się od… urodzin – To miała być zwykła babska impreza. Weekend z bliskimi kobietami, dom z sauną, wspólny czas, ale wtedy, spontanicznie, padł pomysł: zróbmy wspólne zdjęcie. Takie, na którym jesteśmy sobą. Bez ubrania, bez bielizny. Po prostu – sobą – mówi autorka zdjęć.

ST YL Ż YCIA

Od tamtej pory minęło pięć lat. Spotkania kobiet stały się cykliczne – raz w górach, raz w lesie, innym razem w domu, przy ogniu i świecach. Za każdym razem chodzi o coś więcej niż wypoczynek. Te wyjazdy zamieniają się w rytuały – pełne śmiechu, rozmów, emocji i… zdjęć. Zawsze pojawia się moment, kiedy kobiety zrzucają ubrania. Nie dla zdjęcia – dla siebie. – Każda z nas przyjeżdża z inną historią, innym ciałem, innym bagażem – podkreśla Malina. – Kiedy stoimy obok siebie – nagie, bez masek, bez ról – dzieje się coś niezwykłego. Pojawia się jedność. Znika wstyd. Zostaje tylko moment.

52

Ten moment trwa tylko 10 minut. Choć na fotografiach panuje cisza, spokój i niemal mistyczna atmosfera – proces ich tworzenia to eksplozja pozytywnej energii. – To jest jedna wielka zabawa. Tyle śmiechu, wygłupów, a potem, kiedy już wszystko jest ustawione – zapada cisza. Głęboki oddech. Dziesięć sekund samowyzwalacza. I mamy to – dodaje fotografka.

Na zdjęciach widzimy kobiety w różnym wieku, kształcie, kolorze skóry. W domowym cieple przy kominku, wśród lasu i skał, na tle surowej natury. Otaczają się ramionami. Patrzą w dal albo po prostu są – tu i teraz. Są odważne? Raczej wolne. A to różnica. Malina Majewska nie stoi tylko za aparatem – sama pozuje do większości zdjęć. – Zawsze miałam trochę więcej ciała, ale nigdy nie miałam z tym problemu – wyznaje. – Lubię je, szanuję. I widzę, jak inne kobiety, dzięki tym sesjom, też zaczynają patrzeć na siebie z łagodnością. Dla wielu uczestniczek to pierwsze takie doświadczenie – nagość nie jako coś erotycznego, ale jako forma terapii. Nagość jako powrót do prawdy. – Zrobiliśmy z nagości temat tabu, a przecież tak właśnie wyglądamy. Zrzucenie z siebie ubrań wyzwala, daje poczucie wolności. To skuteczna walka ze wstydem – podkreśla Malina. W czasach, gdy codzienność filtruje się przez aplikacje, a ciało traktuje jak projekt do poprawy, te fotografie zaskakują prostotą. Są prawdziwe. I dlatego poruszają. Bo pokazują, że piękno nie potrzebuje zgody algorytmu. Że siostrzeństwo może mieć formę uścisku w lesie. Warto stanąć nago – wobec siebie i z innymi – choć raz w życiu. Nie chodzi o odwagę. Chodzi o bycie sobą. Autorka: Aneta Dolega / fot. Malina Majewska


Codzienność za fasadą luksusu – szczecinianka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Egzotyka i luksus – to chyba dwa słowa najczęściej kojarzone z Dubajem. Wrażenie robi również błyskawiczny rozwój miasta: jeszcze w 1965 roku Dubaj liczył zaledwie około sto pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców, podczas gdy dziś jest to miasto prawie czteromilionowe. Stolica emiratu, noszącego tę samą nazwę,

C

przyciąga ludzi z całego świata bogactwem, możliwościami i wysoką jakością życia. Jak jednak wygląda codzienność w Dubaju – mieście skąpanym

w przepychu? Czy kryje się w nim także proza życia, czy może szara codzienność w ogóle tam nie istnieje? Na te pytania odpowiada Anna Wyganowska-Duda – rodowita szczecinianka, która mieszka w Dubaju już od piętnastu lat.


Anna Wyganowska-Duda jest absolwentką szczecińskiej podstawówki nr 65 w Zdrojach, a także liceum ogólnokształcącego nr 6 na profilu matematyczno-fizycznym. Podjęła, a następnie ukończyła studia na kierunku zarządzanie i marketing na ówczesnym Wydziale Zarządzania i Ekonomiki Usług Uniwersytetu Szczecińskiego. Wkrótce ukończyła także podyplomowe studia MBA. Miała więc dobrą pracę, a w dodatku rodzinę i przyjaciół na miejscu. Wszystko zmieniło się, gdy jej mąż otrzymał propozycję pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. – Dopiero wówczas zaczęliśmy rozważać możliwość wyjazdu – wspomina Anna Wyganowska-Duda. – Musieliśmy wybrać między stabilizacją w Polsce, a krokiem naprzód w Dubaju. Oferta okazała się „nie do odrzucenia” – przewidywała stanowisko kierownicze w branży shippingowej, dokładnie w zawodzie, który mąż Anny wykonywał już w Polsce. Perspektywa lepszych zarobków i rozwoju zawodowego przeważyła szalę decyzji. – Nie wszystko było jednak takie proste – przyznaje Anna. – Byłam już wówczas bowiem mamą. W momencie podjęcia decyzji państwo Duda mieli dwuletniego synka, a Anna była w ciąży z drugim dzieckiem. Ustalili więc, że mąż wyjedzie najpierw sam, aby przygotować grunt, a ona dołączy do niego pół roku po narodzinach młodszego syna – już z dwójką pociech. Wyjazd oznaczał też porzucenie dotychczasowej kariery zawodowej Anny w Polsce i rozstanie z bliskimi – to koszty, które zawsze stoją w cieniu emigracyjnych sukcesów. Młoda rodzina ruszała więc w nieznane z nadzieją na lepsze życie, ale i z wątpliwościami, czy wybór ten okaże się właściwy. Z Polski na pustynię Gdy nadszedł właściwy czas i cała trójka pojawiła się w końcu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Dubaj z marszu przywitał Annę olśniewającym bogactwem i słońcem. Gdy tylko wylądowała, zachwycił ją widok futurystycznego miasta skąpanego w jego blasku i wszechobecny luksus – przy czym, jak zaznacza, nie był to wyłącznie powierzchowny blichtr. Przyleciała w marcu, jednym z najbardziej komfortowych miesięcy pod względem pogody, gdy powietrze jest ciepłe, ale przyjemne. Szybko jednak zrozumiała, że klimat Dubaju to wyzwanie. – Przez kilka miesięcy w roku temperatura jest tu zbyt wysoka i przeszkadza w codziennym komforcie – mówi Anna. – Od czerwca do września upały przekraczają czterdzieści stopni, a gdy do tego wieje wilgotny wiatr od morza, staramy się unikać przebywania na zewnątrz, chroniąc się w klimatyzowanych pomieszczeniach. Od października do maja pogoda pozwala na komfortowe korzystanie z uroków Dubaju, a najbardziej zimowe miesiące przypominają polskie lato. Warunki klimatyczne determinują więc rytm życia mieszkańców – latem większość aktywności przenosi się do klimatyzowanych pomieszczeń. Mimo pustynnego położenia miasta, Anna nie odczuła braku zieleni. – Mieliśmy to szczęście, że mogliśmy wynająć mieszkanie w dzielnicy The Greens, która – jak sama nazwa wskazuje – jest bogata w roślinność – opowiada szczecinianka. – Osiedle otoczone jest piękną zielenią i sztucznymi jeziorami, co pozwala mi czasem zapomnieć, że żyję przecież na pustyni.

– Rzeczywiście stan dróg robi wrażenie – przyznaje Anna – ale również od kierowców sporo się wymaga. Co roku każdy właściciel auta musi przejść przegląd techniczny pojazdu, a przy okazji sprawdzana jest ważność ubezpieczenia i ewentualne niezapłacone mandaty. Nawet jeden zaległy mandat uniemożliwia odnowienie rejestracji samochodu – takie przepisy skutecznie dyscyplinują kierowców. Urzędy sprzyjają cudzoziemcom Rozpoczęcie życia w Dubaju wymaga dopełnienia kilku kluczowych formalności, które dla Anny nie stanowiły problemu. Jak mówi – wszelkie urzędy są tam nastawione na pomoc i łatwe załatwianie spraw, w dodatku w błyskawicznym tempie. Podstawą jest wiza rezydencka, uprawniająca do pobytu i pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zwykle ma ważność dwa–trzy lata i może być sponsorowana przez pracodawcę, rodzinę lub własną firmę, jeśli cudzoziemiec taką prowadzi. To jednak pracodawcy najczęściej pokrywają koszty wizy oraz pośredniczą w załatwieniu formalności. Istnieje także specjalna „Złota Wiza” (Golden Visa) dla inwestorów – otrzymuje ją osoba, która nabędzie w Emiratach nieruchomość wartą co najmniej 2 miliony dirhamow (1 dirham to około 1 polski złoty) lub osiąga dochody na wymaganym poziomie. Kolejnym niezbędnym dokumentem jest tzw. „Emirates ID” – karta tożsamości mieszkańca ZEA. Zawiera ona dane osobowe oraz odciski palców i jest wymagana przy każdej ważnej czynności urzędowej: od założenia konta bankowego, przez wynajem mieszkania, po podpisywanie umów. Bez Emirates ID codzienne funkcjonowanie w Dubaju praktycznie nie jest możliwe. Dla polskich przybyszów miłym zaskoczeniem jest kwestia prawa jazdy. Otóż polski dokument jest w Dubaju uznawany. Wystarczy okazać go w lokalnym wydziale komunikacji, wnieść opłatę i przejść podstawowe badanie wzroku. Jeśli wynik jest pozytywny, od ręki wydawany jest emiracki dokument prawa jazdy ważny na terenie całych ZEA. To duże ułatwienie – podczas gdy w wielu krajach trzeba zdawać lokalne egzaminy, w Dubaju doświadczenie kierowcy z Polski jest honorowane niemal bez dodatkowych wymagań. Macierzyństwo w Emiratach Mimo wielu plusów życia w Dubaju, Anna i jej mąż początkowo traktowali pobyt tam jako tymczasowy. Planowali pozostać trzy do pięciu lat, zaoszczędzić pieniądze i wrócić do Szczecina. Czas szybko jednak zweryfikował te założenia. Gdy urodziło się drugie dziecko, na Annę spadła odpowiedzialność za dom i rodzinę, a jej własna kariera zeszła na dalszy plan. – Była to dla mnie duża zmiana, gdy z osoby tak aktywnej zawodowo nagle stałam się... housewife – mówi z uśmiechem. Jak sama przyznaje, polskie określenie „kura domowa” nie brzmi najlepiej, więc woli się tytułować „menedżerem ogniska domowego”. – Przez pierwsze lata w Dubaju byłam w zasadzie zdana tylko na siebie – mówi Anna. – zabrakło bliskości babć i rodziny, na których pomoc mogłabym liczyć w Polsce. Tylko młode mamy wiedzą, co znaczy być z maleńkimi dziećmi samą, bez wsparcia bliskich – dodaje.

PODRÓŻE

Dodatkowym atutem lokalizacji była bliskość plaży oraz udogodnienia w budynku: basen i siłownia. Jest to standard w większości tamtejszych apartamentowców. Dzięki temu codzienne życie w Dubaju może przypominać wakacyjny resort – nawet zwykłe osiedle oferuje wygody, o których w Polsce można tylko pomarzyć w kontekście urlopu.

Na dubajskich ulicach już pierwszego dnia rzucił się w oczy także widok luksusowych samochodów. Mąż Anny z pasją obserwował modele aut mijających ich na ulicy: Ferrari, Lotus, Maserati – najdroższe marki świata są tu codziennością. Idzie to w parze z doskonałą infrastrukturą drogową. Szerokie, gładkie jezdnie utrzymane są w nienagannym stanie – władze miasta bez trudu sprostały wymaganiom super samochodów.

55


Zdecydowanie nie chciała oddawać synów pod opiekę obcych osób na pełen etat, więc świadomie zrezygnowała z zatrudnienia niani, co w Dubaju jest normą. To była trudna lekcja niezależności i przewartościowania dotychczasowego stylu życia. Z drugiej strony Anna cieszyła się pełnią macierzyństwa. – Medal ma zawsze dwie strony – to od nas zależy, na której chcemy się skupić – mówi – Mimo trudności i pracy na pełen etat jako mama dwójki maleńkich dzieci, oczywiście miło to wspominam. Kiedy chłopcy podrośli na tyle, by pójść do przedszkola, Anna zaczęła myśleć o powrocie do aktywności zawodowej. System opieki przedszkolnej w Dubaju okazał się jednak mało sprzyjający pracującym matkom – większość przedszkoli czynna jest tylko do wczesnego popołudnia, co nie pokrywa typowego dnia pracy. Nawet jeśli w niektórych miejscach można przedłużyć opiekę, to za słoną dopłatą. Anna postanowiła więc wykorzystać swoje pasje i umiejętności zdobyte jeszcze w Polsce. Od dziecka tańczyła, uprawiała fitness – sport zawsze był obecny w jej życiu. W Dubaju ukończyła kurs instruktora Zumby, a za namową przyjaciółki spróbowała swoich sił także w pilatesie. – Nawet nie bardzo wtedy wiedziałam, co to jest pilates – śmieje się dziś Anna. – Dziś nie wyobrażam sobie bez niego życia. Początkowo myślała, że wystarczy kilka tygodni szkolenia, by zostać instruktorką. Rzeczywistość ją zaskoczyła – kurs trwał pół roku i obejmował nie tylko naukę ćwiczeń, ale też zajęcia z anatomii, analizy postawy ciała, praktyki i wiele testów. Po zdaniu egzaminów teoretycznych i praktycznych Anna uzyskała niezbędne uprawnienia i od około dziewięciu lat pracuje jako instruktorka pilatesu. Przez pewien czas była związana z dużym studiem fitness, a obecnie skupia się na indywidualnych treningach z klientami. Ta zmiana branży okazała się strzałem w dziesiątkę. – Praca jest moją pasją, a efekty zadowolonych klientów dają mi niesamowitą satysfakcję – mówi Anna z dumą. – Dodatkowo, nie jestem związana sztywno ustalonymi godzinami, sama organizuję swój dzień. Mogę więc połączyć pracę z rolą mamy i żony, zająć się domem. Wydaje mi się, że to zawsze jest tak, że gdy zamkniemy za sobą jedne drzwi, to inne się otworzą. Tak było w moim przypadku – w Polsce pracowałam w banku, w systemie korporacyjnym. Tutaj – pod kątem zawodowym – jestem zupełnie kimś innym. Edukacja w trybie brytyjskim

PODRÓŻE

Wraz z upływem lat i dorastaniem dzieci pojawiły się decyzje dotyczące ich edukacji. Dubaj oferuje dwie główne ścieżki nauczania dla tzw. z angielska ekspatów (przybyszów z innych krajów): system brytyjski albo amerykański. Obie opcje są płatne – brak tu publicznych, darmowych szkół dla cudzoziemców. Anna wraz z mężem wybrała model brytyjski, który oznacza trzynaście lat nauki szkolnej. Edukacja dzieli się na etap primary school (szkoła podstawowa) i secondary school (odpowiednik szkoły średniej). W brytyjskim systemie cztery ostatnie lata to okres, w którym uczniowie wybierają ulubione przedmioty i zdają egzaminy – coś na kształt małej matury po dwóch latach oraz pełnej matury na zakończenie szkoły.

56

Ponieważ w Dubaju nie ma polskich szkół państwowych, państwo Duda zadbali, by synowie poznawali również ojczystą kulturę i język. Przez pierwszych osiem lat nauki chłopcy uczęszczali raz w tygodniu do Polskiej Szkoły przy ambasadzie, gdzie mieli zajęcia z języka polskiego, geografii i historii kraju. W domu Anna rozmawia z dziećmi po polsku, choć na co dzień w otoczeniu dominuje język angielski. Dzięki temu chłopcy są dwujęzyczni i świadomi swoich korzeni. Polska kultura jest obecna także w kalendarzu

rodziny: w polskiej szkole w Dubaju obchodzi się wszystkie najważniejsze polskie święta narodowe, a Boże Narodzenie czy Wielkanoc państwo Duda starają się spędzać w Polsce z bliskimi. Każde wakacje również upływają im w rodzinnych stronach – powroty do Szczecina stały się coroczną tradycją. Dzięki temu dzieci postrzegają Polskę jako swój drugi dom, podczas gdy dla Anny i jej męża drugim domem jest właśnie Dubaj. Co ciekawe, młodszy syn Anny planuje w przyszłości studia medyczne właśnie w Polsce – to dowód, że mimo wychowania na obczyźnie, polskie korzenie w rodzinie Wyganowskich-Dudów pozostają silne. Kobieta w męskim świecie Dubaj bywa nazywany „miastem mężczyzn” – statystyki demograficzne pokazują, że mężczyźni stanowią tu około siedemdziesiąt procent mieszkańców. Czy taka dysproporcja wpływa na odczucia kobiety żyjącej w tym arabskim kraju? Czy Anna jako atrakcyjna Europejka, kiedykolwiek czuła się niekomfortowo lub zagrożona w dubajskiej codzienności? – Zupełnie tak nie jest – zaprzecza stanowczo. – Przeciwnie – spotykam się z szacunkiem i bardzo dobrym traktowaniem. Nigdy nie byłam zaczepiana przez obcych ani nie czułam się zagrożona w żadnej sytuacji. Kobiety – zarówno cudzoziemki, jak i miejscowe – traktowane są w Dubaju bardzo dobrze. Nie odczuwa też żadnych napięć kulturowych czy narzucania norm dotyczących stroju. – Nie ma tu czegoś takiego – tłumaczy – trzeba jednak pamiętać, że pomimo iż ZEA są krajem nowoczesnym i otwartym, to jednak opartym na kulturze muzułmańskiej. Należy okazywać szacunek wobec miejscowych tradycji i religii, szczególnie w miejscach publicznych. Bezpieczeństwo to kolejna cecha, która wyróżnia Dubaj. – Czuję się tutaj naprawdę bardzo bezpiecznie. Mogę przejść pieszo całe miasto w środku nocy i wiem, że nikt mnie nie zaczepi ani nic mi się nie stanie – mówi Anna. – Choć może to zabrzmieć utopijnie, takie są realia: w Dubaju można swobodnie spacerować o każdej porze, nie obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Kobiety nie mają też żadnych prawnych ograniczeń w poruszaniu się po mieście samotnie czy nocą – to ważne podkreślenie, bo niektóre osoby wciąż mylnie wyobrażają sobie, że w krajach arabskich kobieta jest w przestrzeni publicznej ograniczana. Na wysoki poziom bezpieczeństwa wpływa kilka czynników. Prawo w ZEA jest surowe i bezwzględnie egzekwowane, a w całym Dubaju rozlokowany jest gęsty system monitoringu. W praktyce trudno tam popełnić przestępstwo i pozostać niezauważonym. Obowiązują też regulacje obyczajowe – np. spożywanie alkoholu w miejscach publicznych nieposiadających odpowiednich licencji jest zakazane. Wszystko to sprawia, że Dubaj regularnie plasuje się w czołówce najbezpieczniejszych miast świata. Kulturowa mozaika i życie społeczne Wbrew wyobrażeniom, życie w Dubaju nie oznacza konieczności pełnej asymilacji z arabską kulturą – to miasto jest prawdziwą wieżą Babel, zamieszkane w dziewięćdziesięciu procentach przez obcokrajowców. Największe grupy stanowią Hindusi, Pakistańczycy, Filipińczycy i obywatele Bangladeszu, a spośród przybyszów z Europy – dominuje licznie reprezentowana społeczność brytyjska, a także Rosjanie i Ukraińcy. Liczbę Polaków szacuje się na około sześć tysięcy – jest więc to także zauważalna grupa. W efekcie Dubaj to tygiel kultur, gdzie każdy przybysz może również znaleźć namiastkę świata, z którego przyjechał. – Trudno tu mówić o asymilacji w egzotycznej kulturze, skoro jest tutaj taka mieszanka ludzi z całego świata – twierdzi Anna.


Sama ma liczne grono polskich znajomych, działają tu także kluby polonijne, gdzie można spędzić choćby święta. – Celebrujemy te same święta, w taki sam sposób jak w Polsce, w ramach naszej społeczności – opowiada Anna. – Nie zamykamy się jednak we własnym gronie. Nawiązałam wiele przyjaźni z osobami innych narodowości, dużą część grona moich znajomych stanowią między innymi Libanki. Doświadczenie wspólnych przeżyć w Dubaju pokazuje jej, że kobiety na całym świecie świetnie się rozumieją i mają podobne pasje i problemy – niezależnie od kraju pochodzenia czy kultury. – Język kobiet jest ponad granicami – mówi Anna. – Zachęcam do śledzenia podcasty „Dziewczyny z Dubaju – Her Dubia Story”, na Spotyfy i You Tube tworzonego stąd przez moją przyjaciółkę Emilię Jaworską, która pokazuje życie Polek w Dubaju na co dzień. Tam można się o tym wszystkim przekonać, a bywa, że także i ja pojawiam się na ekranie. Różnorodność mieszkańców przekłada się także na wielokulturowy kalendarz wydarzeń. W Dubaju przez cały rok obchodzone są święta związane z krajami pochodzenia różnych społeczności. Boże Narodzenie, Diwali, Chiński Nowy Rok – te i wiele innych okazji są celebrowane przez lokalne grupy. Oczywiście swoje stałe miejsce ma także Ramadan, a dni wolne od pracy wyznaczają święta muzułmańskie. Ta wielość tradycji nikogo nie dziwi – jest raczej powodem do dumy i świadectwem otwartości miasta. Sportowy styl życia Emiratów Dubaj imponuje nie tylko możliwościami rozwoju kariery, ale i bardzo urozmaiconym życiem mieszkańców poza pracą. W 2022 roku ZEA oficjalnie dostosowały się do zachodniego systemu i obecnie typowy tydzień pracy trwa od poniedziałku do piątku (choć w niektórych emiratach nadal obowiązuje układ niedziela–czwartek). Godziny pracy również przypominają europejskie standardy – zaczyna się około ósmej rano i pracuje zwykle do szesnastej-osiemnastej. Po pracy miasto oferuje jednak niezliczone możliwości wypoczynku i rekreacji, wspierając utrzymanie odpowiednich proporcji w ramach tzw. work-life balance. Wieczorami miasto tętni życiem. Kluby, dyskoteki, bary i restauracje wypełniają się ludźmi każdej nocy. Jednocześnie stawia się tam na aktywny tryb życia – sport jest niemal stylem bycia. Oferta jest imponująca: od sportów wodnych (kitesurfing, wakeboarding, kajaki, nurkowanie) przez wspinaczkę i rajdy po pustyni, aż po codzienne bieganie i jazdę na rowerze. – Aktywności do wyboru jest naprawdę niezliczona ilość – podkreśla Anna. – Ostatnim naszym odkryciem są pustynne wyprawy, połączone z nocowaniem pod gołym niebem. Widok rozgwieżdżonego nieba, gdy wokoło jest tylko piasek, zapiera dech. Taka forma spędzania głównie weekendów, zyskuje na popularności. W Dubaju aktywność fizyczną promuje się także odgórnie. Co roku organizowany jest rządowy program Dubai Fitness Challenge 30x30, zainicjowany przez księcia koronnego Hamdana bin Mohammeda Al Maktouma. Przez trzydzieści dni w roku mieszkańcy zachęcani są do podejmowania trzydziestu minut aktywności dziennie. W całym mieście odbywają się darmowe treningi, zajęcia sportowe i wydarzenia propagujące zdrowy tryb życia.

– Jazda na nartach pod palmami czy łyżwy w pustynnym kraju to atrakcje, które przypominają, że w tym mieście nie ma rzeczy niemożliwych. – śmieje się szczecinianka. – Nieza-

Blaski i cienie codzienności Po piętnastu latach w ZEA Anna była świadkiem ogromnych zmian, jakie zaszły w Dubaju. Początkowo planowany krótki epizod zamienił się w decyzję o pozostaniu na stałe. Co skłoniło rodzinę do takiego kroku? Z pewnością udana kariera męża i stabilizacja finansowa, ale także fakt, że dzieci wychowały się w Dubaju i tam toczy się ich życie. Czy dziś poleciłaby to miasto jako miejsce do życia? – Zachęcałabym, jednakże doradziłabym dokonanie sumiennego researchu. Nigdy i nigdzie nie jest tak, że są tylko plusy, raj na ziemi – przyznaje szczerze Anna. – Ogromne koszty generuje wynajem czy zakup mieszkania. Ceny nieruchomości poszybowały w górę w ostatnich latach -są dziś znacznie wyższe niż te, które zastałam zaraz po przyjeździe, a już wtedy były szokująco wysokie!

PODRÓŻE

Co ciekawe, w gorącym klimacie Zatoki Perskiej dostępne są też sporty zimowe. W Dubaju działa sztuczny stok narciarski pod dachem (w słynnym centrum handlowym Mall of the Emirates) oraz całoroczne lodowiska.

leżnie od pory roku i temperatury za oknem, miasto zapewnia rozrywki dla każdego – od pustynnych safari, przez zakupy w klimatyzowanych gigantycznych centrach handlowych, po kąpiele w ciepłym morzu lub sztucznych lagunach. Tutaj dostępne jest chyba wszystko, co tylko jest możliwe.

57


Do tego dochodzą astronomiczne wydatki na edukację dzieci – czesne w szkołach międzynarodowych to poważne obciążenie dla budżetu. – Gdybym miała podać konkretne kwoty, to rzucę dla przykładu trzydzieści pięć tysięcy dirhamów za pierwszy rok nauki dziecka… – ujawnia Anna. – To równowartość trzydziestu pięciu tysięcy złotych. Taka kwota za rok szkoły podstawowej pokazuje skalę kosztów, z jakimi musi liczyć się rodzina w Dubaju. Również klimat nie zawsze bywa sprzyjający. Poza wspomnianymi wcześniej najbardziej gorącymi miesiącami, przez większość roku próżno tu czekać na deszcz. Średnio notuje się zaledwie około czterech deszczowych dni w roku. Paradoksalnie, kiedy już ulewy się zdarzają, mogą powodować poważne problemy. Dwa lata temu intensywne opady deszczu wywołały w Dubaju powódź – miasto nie było na to przygotowane, bo przez dekady nie istniały tu porządne systemy kanalizacji burzowej. – Od tamtej pory wiele się robi, aby infrastruktura pozwoliła zapobiec podobnym zjawiskom w przyszłości – zaznacza Anna. – Rozbudowuje się systemy odpływowe, które wcześniej nie były potrzebne w suchym klimacie. Zdarzają się tutaj nadal także burze piaskowe znad pustyni – wówczas mieszkańcy kryją się w domach, a wychodząc muszą zakładać maski, by nie wdychać pyłu unoszącego się w powietrzu. Kolejnym minusem są korki i natężenie ruchu na ulicach. Mimo imponującej infrastruktury drogowej (główna arteria Dubaju ma nawet osiem pasów w jedną stronę i dopuszczalną prędkość 120 km/h), w godzinach szczytu można utknąć na długo w ogromnych zatorach. – To inna skala zjawiska, niespotykana w Polsce – przyznaje Anna. – Alternatywą jest komunikacja publiczna, czyli metro i autobusy. Dubajskie metro – w większości naziemne i w pełni zautomatyzowane – jest stale rozbudowywane, ale na razie nie dociera do wszystkich zakątków miasta. Na plus warto zaznaczyć, że wszystkie stacje metra i przystanki autobusowe są klimatyzowane, co w upale jest zbawienne. Warte podkreślenia jest to, że mimo tłoku panuje też wysoka kultura jazdy i podróżowania w ogóle. Tutaj nikt się nie awanturuje ani nie trąbi bez powodu. Surowe mandaty za przekroczenia przepisów oraz sprawna policja skutecznie temperują zapędy kierowców. A co z codziennymi urokami życia w Dubaju? Nasza rozmówczyni zapewnia, że pozytywów jest cała masa. Jednym z nich jest niezwykła różnorodność kulinarna miasta. Ponieważ mieszkańcy pochodzą zewsząd, w Dubaju spróbować można kuchni praktycznie z każdego zakątka świata. Restauracje i usługi cateringowe prześcigają się w ofercie dań arabskich, azjatyckich, europejskich czy amerykańskich, a dostawy jedzenia do domu są na porządku dziennym. Nawet polskie smaki są dostępne – od 2022 roku działa tu restauracja „Polonia”, serwująca tradycyjne dania naszej kuchni. Anna przyznaje jednak z uśmiechem, że często sama gotuje w domu żurek, bigos czy pierogi, by zaszczepić synom miłość do polskich potraw.

PODRÓŻE

– Chcąc pokazać chłopcom nasze specjały, zaraziłam ich nimi i teraz się ich domagają – śmieje się. – Niektóre składniki, jak zakwas na żurek, muszę przyrządzać własnoręcznie od podstaw, bo nie sposób ich kupić na miejscu.

58

wości – tak opisuje je z jednej strony. Jest też ta druga, czyli codzienne życie toczące się swoim rytmem. Zmagania z upałem, wysokimi kosztami i ulicznymi korkami. Piętnaście lat spędzonych w Emiratach to szmat czasu.

Paradoksalnie więc wyjazd do centrum świata sprawił, że Anna zbliżyła się do podstaw polskiej tradycji kulinarnej. Gotuje – jak mówi – więcej polskich dań niż kiedykolwiek wcześniej, a rodzimymi przysmakami częstuje też znajomych z innych krajów, którzy często są zachwyceni naszym jedzeniem.

– Bardzo intensywnego czasu, którego nie zamieniłabym na nic innego – przekonuje. – Raz w kolorach luksusu i przygody, a czasem – zupełnie zwyczajnie lub bardzo wymagająco. Dubaj stał się moim drugim domem, dając rodzinie bezpieczeństwo i komfort, a mi samej szansę na nową pasję i rozwój. Jednocześnie Polska pozostała w sercu – i to chyba najlepszy przepis, by nawet na końcu świata pozostać sobą, pamiętając skąd się wyruszyło.

Anna Wyganowska-Duda nadal zachwyca się za to Dubajem. Miasto pełne blasku nowoczesności, egzotyki i możli-

Autor: Michał Sarosiek / foto: Krzysztof Zawodniak @motionshots.dxb


Królewska

podróż Królestwo Jordanii jest jednym z najbezpieczniejszych państw Bliskiego Wschodu, które w niezwykły sposób łączy starożytną historię z nowoczesnym, kosmopolitycznym życiem. Wezwania do modlitwy płynące z wysokich minaretów przeplatają się tu z dźwiękami kościelnych dzwonów, kobiety w kolorowych hidżabach uśmiechają się do tych, którym religia nie nakazuje zakrywania włosów, natomiast herbata stanowi jedyny w swoim rodzaju gest szacunku łączący ludzi z najróżniejszych zakątków globu. Wśród drapaczy chmur, ruin dawnych miast oraz skrytych w mroku wąwozów poznałam legendarną gościnność mieszkańców Jordanii, a wspomnienie tej podróży ma w sobie to samo ciepło, co rozgrzany słońcem pomarańczowy piach Wadi Rum. Mieszanka doskonała

kroczą dostojnie z mocno wyprostowanymi plecami – zupełnie jak Rzymianie, którzy w 63 r. p.n.e. podbili miasto i otaczające go ziemie, wciągając je pod protektorat Rzymu. Poniżej horyzontu Trasa mojej podróży biegnie na południe i spędzam ją na wymianie licznych uśmiechów z przydrożnymi sprzedawcami, którzy próbują przekonać mnie, że do szczęścia potrzebuję całej torby dorodnych granatów, a nie tylko jednego. Po zaledwie godzinie jazdy z Ammanu docieram do najniżej położonego punktu na lądzie – Morza Martwego, które wypełnia część głębokiej doliny ryftowej przecinającej Jordanię. Jego woda o niemal dziesięciokrotnie większym zasoleniu, niż ta w oceanach jest zupełnie pozbawiona życia i wyklucza zanurzenie, oferując w zamian możliwość swobodnego unoszenia się na jej powierzchni. W brzegach zbiornika ukryte jest ciemnoszare, pełne cennych minerałów błoto odżywiające skórę jak żaden inny produkt na świecie, które z powodzeniem łagodzi stany zapalne oraz wszelkie alergie skórne. Kilkadziesiąt minut po wysmarowaniu ciała szarą glinką ze sporym wysiłkiem próbuję zanurzyć się w ciepłej wodzie, a już pierwsze chwile po kąpieli przynoszą uczucie lekkości i głębokiego relaksu oraz przyjemnie wygładzoną skórę. Morze Martwe, którego lustro znajduje się obecnie na 439 m p.p.m., słynie z surowego i niedostępnego brzegu skrywającego w sobie wielkie niebezpieczeństwo. Choć dzikie plaże kuszą z daleka swoim bajkowym urokiem oraz wizją całkowitej prywatności, dostanie się do nich wymaga zejścia ze stromych zboczy pełnych osuwających się kamieni, lepkiego błota oraz ton porzuconych śmieci. Każdego roku poziom wody w morzu drastycznie spada, a wraz z nią obniża się poziom wód gruntowych, które wypłukują podziemne warstwy solanki

PODRÓŻE

Swoją podróż po stolicy Jordanii, Ammanie rozpoczynam od wizyty w niepozornej jadłodajni Hashem założonej w 1956 roku, gdzie serwowane są najlepsze falafele na świecie, którymi delektować ma się sam król Abd Allah II ibn Husajn wraz ze swoją rodziną. Restauracja czynna przez całą dobę nieustannie wypełniona jest radosnym gwarem, a chętni do spróbowania pozycji z menu, które istnieje wyłącznie w formie ustnej, stoją w długich kolejkach, aby skosztować słynnych, świeżo wypiekanych kulek z ciecierzycy. Już po pierwszym kęsie wiem, że chrupiące falafele połączone z obłędnie pysznym humusem, listkami mięty, soczystymi pomidorami oraz puszystym chlebkiem są jedną z najlepszych rzeczy, jaką w całym swoim życiu jadłam i stanowią zapowiedź udanej podróży po Jordanii. Kiedy kończę posiłek żałując, że ta kulinarna przygoda nie może trwać w nieskończoność, kieruję się do okazałej cytadeli uważanej za najważniejszy zabytek miasta. Wznoszą się na niej ruiny świątyni mitycznego Herkulesa, pozostałości kościoła bizantyjskiego oraz pałacu Umajjadów otoczone z każdej strony przez fale białych domów tworzących rozległą metropolię. Spośród nich w górę pnie się wysoki na 126 metrów maszt z flagą kraju, która powiewając dostojnie nad pobliskimi wzgórzami, napawa widoczną dumą mieszkańców stolicy. Około 50 km na północ od Ammanu znajduje się miasto Jerash założone między III a IV wiekiem p.n.e. przez samego Aleksandra Wielkiego i jego generała Perdikkasa, które skrywa w sobie ruiny jednego z najlepiej zachowanych rzymskich miast z okresu starożytności na całym świecie. Ogromne forum owalne, dwa teatry, liczne łaźnie, hipodrom z widownią na 15 tysięcy osób oraz dziesiątki świątyń sprawiają, że pomimo palącego słońca i wszechobecnego pyłu niektórzy odwiedzający to miejsce

61


w pobliżu linii brzegowej. Napływająca słodka woda rozpuszcza warstwy soli, tworząc podpowierzchniowe wgłębienia, a te z czasem przeradzają się w dziury o najróżniejszych rozmiarach. Miejsce ich wystąpienia jest niemożliwe do przewidzenia, dlatego tak niebezpieczne jest chodzenie samotnie brzegiem tego akwenu – nowo powstały otwór może mieć zaledwie metr głębokości, ale może mieć również dwadzieścia i pochłonąć ze sobą wszystko, co jest ponad nim. Jordania słynie z obecności jednej z najstarszych nieprzerwanie działających wspólnot chrześcijańskich na świecie, a miejsca położone w pobliżu Morza Martwego takie jak góra Nebo, z której Mojżesz ujrzał Ziemię Obiecaną, niewielka oaza u brzegów rzeki Jordan, gdzie Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa z Nazaretu czy cerkiew św. Jerzego w Madabie, której wnętrza zdobi datowana na VI wiek mapa przedstawiająca Ziemię Świętą odwiedzane są przez liczne pielgrzymki wyznawców wszystkich religii abrahamowych.

PODRÓŻE

W poszukiwaniu ukrytego miasta

62

Dzień, w którym postanawiam odwiedzić jeden z siedmiu nowych cudów świata rozpoczynam znacznie wcześniej, niż planowałam – wszystko za sprawą muezzina, który na długo przed nastaniem świtu nawołuje okolicznych mieszkańców do porannej modlitwy z minaretu znajdującego się tuż za oknem mojego pokoju. Droga w kierunku legendarnej Petry, czyli miasta wykutego w skałach przez lud Nabatejczyków ponad dwa tysiące lat temu prowadzi przez wąwóz Al-Siq pogrążony o wczesnym poranku w całkowitych ciemnościach. Wędruję w zupełnej ciszy między wysokimi na niemal 80 metrów ścianami, mając wrażenie, że z każdym krokiem cofam się w czasie o setki lat. Nabatejczycy byli jednym z najpotężniejszych ludów zamieszkujących Bliski Wschód, którzy potrafili przeciwstawić się samej pu-

styni. Początkowo trudnili się rabunkiem, napadając na bezbronne karawany, lecz z czasem zaczęli nakładać na nie podatki w zamian za ochronę, co przyniosło im wielkie bogactwa oraz pełną kontrolę ekonomiczną nad starożytnym szlakiem handlowym łączącym Arabię z Europą i Afryką. W II wieku p.n.e. ich stolicą została Petra – pustynna forteca, która ukryta między skałami olbrzymiej doliny, dawała przewagę nad najeźdźcami oraz oferowała schronienie tym, którzy pragnęli bezpiecznie przetransportować skarby z dalekich ziem takie jak kadzidło, przyprawy, tkaniny, metale szlachetne czy perfumy. Skalne ściany Al-Siq wciąż są przyozdobione pozostałościami po akweduktach i kanałach stanowiących wyrafinowany system przechowywania wody, z którego dawniej słynęło miasto. Gdy jeden z zakrętów wąskiego wąwozu zupełnie bez ostrzeżenia staje się tym ostatnim, kończąc nagle moją samotną wędrówkę, podarowuje mi widok, jakiego nie da się zapomnieć. Zza ukrytych w mroku skał przygląda mi się piaskowo-różowa fasada potężnego Al Khazneh – Skarbca będącego symbolem Petry, który wieki temu w podobny sposób witał starożytnych kupców przybywających z Egiptu, Afryki Północnej czy Jedwabnego Szlaku. Obecnie, o tak wczesnej porze, ta wysoka na 40 metrów budowla otoczona jest tylko przez gromadę ziewających wielbłądów, które wraz ze swoimi wciąż zaspanymi opiekunami wyczekują nadejścia zwiedzających. Miasto składa się z dziesiątek wykutych w skałach domów, okazałych grobowców oraz imponującego teatru mogącego pomieścić aż 8500 widzów i choć wciska się w wysokie ściany, tworząc spektakularny widok, jego najważniejszym zabytkiem jest Klasztor Ad Dajr zbudowany u podnóża wzniesienia Dżabal-Ad-Dajr. Aby się do niego dostać, muszę przejść około 800 schodów prowadzących na szczyt wysokiej góry. Wędrówka jest wymagająca, jednak niesamowite widoki wymuszają częste przerwy na chwilę zachwytu nad okolicą. Pokonywana na własnych


nogach trasa trwająca około godziny niesie ze sobą większą przyjemność, niż przejażdżka na niewielkich osiołkach, które z wielkim trudem wspinają się po skalnych stopniach, dźwigając na swoich grzbietach turystów żądnych zobaczenia Petry bez choćby kropli własnego zmęczenia. Podziwiając różowe miasto, którego blisko 80% wciąż znajduje się pod piaskami pustyni trudno uwierzyć, że po niszczycielskim trzęsieniu ziemi w 363 roku popadło w zapomnienie i przez stulecia było znane jedynie miejscowym Beduinom, dopóki w 1812 roku o jego istnieniu nie przypomniał światu szwajcarski odkrywca Johannes Burckhardt. Gdy moja podróż po Petrze dobiega końca i po raz ostatni spoglądam na Al Khazneh, utwierdzam się w przekonaniu, że niemal wszyscy, którzy na niego patrzą, mają miny jak Indiana Jones oraz bohaterowie filmu „Ostatnia krucjata”, którym z wrażenia na widok Skarbca dosłownie odebrało mowę.

Na południu Jordanii odnalazłam miejsce, w którym wiatr przemyka z głośnym świstem między splątanymi kanionami, a piaszczyste wydmy swoim intensywnym kolorem przywodzą na myśl czwartą planetę od słońca. Dolina Wadi Rum o niepowtarzalnej, czerwono-pomarańczowej sza-

Jordania to miejsce pełne fascynującej historii, w którym największe religie świata przeplatają się ze sobą, współistniejąc w zgodzie od tysięcy lat. Bezpieczeństwo, niesamowita kuchnia oraz unikatowość narodowych skarbów takich jak Petra, Jerash czy Wadi Rum sprawiają, że ten niezwykły kraj rozkochuje w sobie przyjezdnych, otaczając ich gościnnością już od wielu lat.

PODRÓŻE

Inna planeta

cie pełna jest tajemniczych petroglifów pozostawionych wieki temu przez koczownicze plemiona pasterskie, odcisków wielbłądzich stóp rozrzuconych na miękkim piasku oraz milionów gwiazd, które w bezksiężycową noc mrugają nieśmiało nad okazałymi, skalnymi mostami. Obszar ten od wieków zamieszkiwany jest przez Beduinów, którzy swoją legendarną gościnność okazują w prostym geście, jakim jest dzielenie się herbatą. Niepozorny napój podawany w małych szklankach, wzbogacany najczęściej świeżymi listkami mięty jest sposobem powitania oraz okazania szacunku wobec gościa i stanowi podstawę beduińskiej kultury, która łączy obecne pokolenia ze starożytnymi tradycjami ludów pustyni.

Foto i tekst: Edyta Bartkiewicz 63


dr Marek Tawakol lekarz dentysta współwłaściciel / założyciel Dental Center Wejt & Tawakol

30 lat doświadczenia

dr n. med. Edyta Wejt-Tawakol współwłaścicielka Dental Center Wejt & Tawakol

Adrian Borawski lekarz dentysta

Adam Wiejkuć lekarz dentysta

Grzegorz Matuszak lekarz dentysta

Natalia Walczuk lekarz dentysta

dwa pokolenia dentystów • zaufanie rzetelność • profesjonalizm • troskliwość wiedza • uśmiech • zaangażowanie holistyczne podejście • praca zespołowa nowoczesna technologia

Joanna Matuszak lekarz dentysta

Agnieszka Czernichowska lekarz dentysta

Agnieszka Rawska dyplomowana higienistka stomatologiczna

Dawid Besztak mgr fizjoterapii

Julia Sipurzyńska lekarz dentysta

Recepcja


Dbamy o Twój zdrowy uśmiech Szczególne miejsce na mapie Polski w sercu Szczecina implantologia • estetyka • protetyka • ortodoncja • pedodoncja periodontologia • endodoncja • fizjoterapia • anestezjologia • profilaktyka

Szczecin, ul. Mariacka 6/U tel. 91 423 57 57 kontakt@dentalcenter.pl klinika.edentist www.dentalcenter.pl


SZCZECIŃSKI KLASYK

Auto Borewicza:

Polonez 125PN Na ekrany wszedł niedawno serial pt. „Heweliusz”, który przybliża wydarzenia, jakie rozegrały się na Bałtyku na początku 1993 roku. Pomińmy tym razem jednak samą historię będącą kanwą zekranizowanej opowieści, zachowując tym samym szacunek dla jej uczestników. Na produkcję spojrzeliśmy tym razem okiem retrospekcji – zwracając uwagę na scenografię, w tym także samochody, jakie możemy oglądać na ekranie. Jeden z nich – Polonez 125PN – jest dziś naszą gwiazdą kina, której przeglądamy się z bliska.


Biały, lśniący wóz jest jednym z tych, które pojawiają się na ekranie na tle dobrze odtworzonego świata wczesnych lat dziewięćdziesiątych. To właśnie szczeciński Polonez jest taksówką, która wiezie Magdalenę Różdżkę, wcielającą się w rolę żony kapitana promu.

Ale wróćmy do naszego modelu 125PN. Popularny „Borewicz” na planie serialu o agencie 07 pojawił się…w 1977 roku, czyli rok przed rozpoczęciem produkcji seryjnej. Jak to możliwe? Otóż – wykorzystano tak zwany egzemplarz przedprodukcyjny. Świetny w swej roli Bronisław Cieślak jeździł więc zupełnym –można rzec – prototypem, autem przyszłości, co oczywiście doskonale wpasowało się w jego nowoczesny wówczas i ekstrawagancki styl. Super policjant, agent, a przede wszystkim tym amant nie mógł przecież jeździć tym, co mógł mieć przeciętny „Kowalski”. Co prawda, w pierwszych odcinkach, w których Borewicz

MOTORYZACJA

Polonez 125PN – tak, tutaj nie ma pomyłki. To właśnie Fiat 125P jest jego poprzednikiem, na jego bazie został zbudowany. Starano się przy tym wprowadzić pewne zmiany i unowocześnić konstrukcję samochodu, ale to właśnie nadwozie najbardziej różniło go od popularnego „dużego fiata”. Produkowano je zresztą równolegle, i to przez wiele lat. Pierwszy Polonez zjechał z tak zwanej taśmy w 1978 roku, a ostatni Fiat 125p – w roku 1991. Koniec produkcji Poloneza to z kolei rok…2002. Choć trzeba pamiętać, że wówczas – od roku 1997 – rynek zalewał absolutny hit motoryzacji tamtych lat w Polsce – samochód w wersji Plus. Czyli Caro Plus jako hatchback i Atu Plus w wersji sedan. Niestety,

trudno jest znaleźć liczbowe dane mówiące o ilości sprzedanych modeli w kraju, ale faktem jest, że pojawiły się nagle i to w dużej ilości na ulicach polskich miast. Jeździły nimi także wszelkie służby – policja, straż miejska, straż pożarna czy pogotowie. Zresztą, ostatni Polonez z policji został wycofany dopiero w 2009 roku!

67


MOTORYZACJA

P

bez litośnie ścigał przestępców, poruszał się brązowym Fiatem 125P. Polonez był jego drugim samochodem, a dziś to właśnie on jest kojarzony najbardziej z agentem 07. Choć niektóre sceny wyraźnie umieszczone są w serialu z pewnym przyspieszeniem obrazu, to nasz 125NP i tak dałby sobie radę bez tego zabiegu. Moc maksymalna 80KM dziś wrażenia nie robi, ale na ówczesnym tle nie prezentowała się źle. Zresztą, jakże mogłoby być inaczej, skoro – jak już wspomnieliśmy – poza nadwoziem był to nieco zmodernizowany „duży fiat”, a za największą konkurencję, liczbowo, na ulicach polskich miast mógł mieć co najwyżej „maluchy”. Napęd zatem – jak w „kredensie” – czyli na tył. Pojemność – także bez niespodzianek: 1300 oraz jak nasz bohater – 1500. Choć już nieco tylko późniejsze modele doczekały się pięciobiegowej skrzyni biegów, to nasz bohater wyprodukowany w 1981 roku, jeszcze nie załapał się na tą modernizację. A dlaczego PN? To już wymysł włoskich konstruktorów (choć polscy inżynierowie także brali udział w tworzeniu nowego nadwozia). Polacco Nuova – to właśnie oznacza skrót, a tłumaczyć tych słów raczej nie trzeba. Skąd więc nazwa Polonez? Tą wybrali już czytelnicy „Życia Warszawy” w specjalnym plebiscycie. tekst: Michał Sarosiek / foto: Bogusz Kluz

68


Specjaliści prawa karnego Mateusz Szurmiej Adwokat t: 508 254 658 e: szurmiej @kancelariakarna.com

Piotr Rycombel Adwokat t: 508 777 899 e: rycombel @kancelariakarna.com

ul. Kaszubska 4/6 71-403 Szczecin www.kancelariakarna.com

Mikołaj Marecki Adwokat t: 693 333 369 e: marecki @kancelariakarna.com


Impresje z Biennale Architettura Jedną nogą w architekturze, drugą w sztuce. W tym roku obie zaprowadziły mnie prosto na Biennale Architettura do Wenecji. Wydarzenie kultowe dla fanów doznań estetycznych sprawdza kondycję naszej wyobraźni: czy potrafimy projektować mądrzej, czulej, wspólnie. Pierwsza edycja Biennale przypadaj na rok 1895 i przez następne 80 lat prezentuje szeroko pojętą sztukę międzynarodową. Od kiedy w 1975 roku Biennale otwarło część architektoniczną na kartach historii zapisały się wydarzenia do dziś wywołujące debaty, jak przebudowa pawilonu Germania na stylistykę nazistowską w 1938 (nic od tego czasu nie zmieniono); w 1993 roku Hans Haacke w ramach swojej instalacji rozbija jego marmurową posadzkę i zachęca do podobnego działania odwiedzających, zaś tegoroczny pawilon Izraela jest zamknięty oficjalnie z powodu remontu (nieoficjalnie jako sprzeciw organizatorów wobec wojny w Gazie).

DESIGN

Dziś Biennale Architettura spogląda daleko w przyszłość. Gdy w 2023 roku zaczęłam regularnie korespondować z Carlo Rattim, dyrektorem Biennale, od razu czułam, że jego myślenie o architekturze jutra świetnie nadaje się na temat międzynarodowej wystawy architektonicznej. I choć tegoroczne hasło – Intelligens. Natural. Artificial. Collective – brzmi dość technicznie, w praktyce dotyczy spraw z naszej codzienności.

70

W Corderie dell’Arsenale pokazano około trzystu projektów. Zamiast poruszania się po klasycznej osi „od A do Z”, widz wchodzi tu w sieć wątków. To potrafi męczyć – nadmiar bodźców jest celowo wpisany w scenariusz – ale gdy robi się przerwy, dostaje się w zamian wgląd w to, jak dziś myślimy o mieście i domu. Każda z czterech sekcji pyta: jak żyjemy teraz i jak moglibyśmy żyć lepiej. Instalacje rozplanowano nielinearnie, sieciowo, bez jednego centrum, co odzwierciedla nasze współczesne, ograniczone możliwości skupienia uwagi. Uprzedzam, że łatwo o przebodźcowanie, co zresztą omawiałam z Carlo Rattim – nadmierna stymulacja ma pokazywać świat, który budujemy. Pawilony krajów na terenie ogrodów Arsenału prezentują osobne interpretacje tematu przewodniego z różnym skutkiem. Pawilon Polski to projekt Lary i penaty. O budowaniu poczucia bezpieczeństwa w architekturze kuratorki

Aleksandry Kędziorek i jej zespołu. W ramach odpowiedzi na kwestie budowania poczucia bezpieczeństwa w architekturze jako bezpiecznego schronienia grupa twórców dość losowo ulokowała w pawilonie różnego rodzaju symbole z tym związane – od czujników dymu, przez ołtarze z centralnie zawieszoną gaśnicą, po artefakty kulturowe, np. drewniany próg wejścia do domu. Chyba trudno o bardziej dosłowne i chaotyczne potraktowanie tematu, stąd zachęcam do odwiedzenia mojego top three wśród wystaw – pawilonu Serbii, Chin i Litwy. Serbia – „Unravelling: New Spaces” (kurat. Slobodan Jović i zespół) urzekła mnie połączeniem tradycji tkania wełny z algorytmicznym projektowaniem przestrzeni. Prosty gest – zawieszenie pod sufitem złożonej, wełnianej tkaniny –sprawia, że wnętrze zamienia się w namiot o wielu załamaniach. Uwagę przyciąga delikatny dźwięk kilkudziesięciu szpul wełny zamontowanych na ścianie, które nieustannie się obracają, rozplatają tkaninę i stopniowo ją obniżają. Ten proces biegnie według zaplanowanych algorytmów, więc struktura tkaniny zmienia się od dnia instalacji aż do finału wystawy, kiedy – zgodnie ze scenariuszem–dąży do pełnego rozwinięcia. Wrażenie hipnozy miałam również w Pawilonie Chińskiej Republiki Ludowej. Szczególnie polecam pracę „Skarbiec Nieba” autorstwa Zigeng Wang. Instalacja zgłębia chińską filozofię natury i kosmologii, a powstała z zielonej siatki budowlanej rozpiętej na stelażu wykonanym w tradycyjnej technice wyplatania bambusa. Nad głową widza koncentrycznie przesuwają się ruchome okręgi, które przywołują skojarzenia z papierowym teatrem cieni – proste środki z poetyckim efektem. Największym zaskoczeniem okazał się dla mnie pawilon Litwy, ulokowany w kościele Santa Maria dei Derelitti. W barokowym wnętrzu stanęła futurystyczna instalacja: monumentalny sześcian z wyświetlaną animacją, któremu towarzyszy seria elektronicznych dźwięków. Już samo przejście z ruchliwej weneckiej uliczki do takiego wnętrza


było jak surrealna podróż. Praca „Archi/Tree/tecture” (kurat. Gintaras Balčytis) – z rozłożystym konarem drzewa przed kubikiem – nawiązuje do miasta jako tkanki: kiedyś naturalnej i porośniętej roślinnością, dziś tworzącej sztucznie zbudowany ekosystem. Ten kontrast odczuwa się tu bardzo wyraźnie i długo zostaje w głowie.

ANNA PAZDUR-CZARNOWSKA – DOKTORA I WYKŁADOWCZYNI NA WYDZIALE ARCHITEKTURY ZACHODNIOPOMORSKIEGO UNIWERSYTETU TECHNOLOGICZNEGO W SZCZECINIE. CZŁONKINI ZARZĄDU ORAZ SEKRETARZ KONKURSÓW W SARP. WSPÓŁPRACOWAŁA Z PROFESORAMI BAUHAUSU PRZY MIĘDZYNARODOWYCH WARSZTATACH W NIEMCZECH, JEST PRELEGENTKĄ KONFERENCJI NAUKOWYCH I LAUREATKĄ NAGRODY CRYSTAL PLAQUE AWARD WE FLORENCJI. W CYKLU „PRZEKRÓJ PRZEZ MIASTO” POKAZUJE ARCHITEKTURĘ Z INNEJ PERSPEKTYWY – TROCHĘ UCZY, TROCHĘ BAWI, A PRZEDE WSZYSTKIM ZACHĘCA, BY SPOJRZEĆ NA MIASTO UWAŻNIEJ. PO WIĘCEJ SIĘGAJCIE DO

DESIGN

Trzy dni na zwiedzanie to czas optymalny. Jeden dzień też ma sens, jeśli spojrzy się na Biennale bardziej jak na miasto, a nie checklistę. To, co dla mnie wybrzmiało najmocniej, to projektowanie w małej skali i praca zespołowa. Coraz częściej przy projektowaniu na równych prawach spotykają się mieszkańcy, urzędnicy, architekci i badacze. Partycypacja przestaje być dodatkiem do „wielkiej wizji”, a staje się rdzeniem procesu. To spojrzenie powinno być bliskie realiom

Szczecina (czy jest?), więc warto dla inspiracji zobaczyć Biennale, które otwarte będzie jeszcze do 23 listopada.

IG @CITYBYANNA.

71


Fotograf, który „zdradził fotografię” W reklamie przepracował ponad trzy dekady, był szefem kreacji w Agencji Reklamowej Oskar Wegner, zna zasady kompozycji, estetyki i komunikacji. Ale kiedy opuścił agencję, postanowił wszystko zacząć od nowa. Dziś tworzy obrazy, które wyglądają jak malarstwo, ale powstają z fotografii. Sam prowokacyjnie mówi o sobie: "fotograf, który zdradził fotografię".

Zacznijmy od końca: jesteś na emeryturze. Czyli w teorii – to czas na odpoczynek. Tymczasem wygląda na to, że dopiero teraz zacząłeś tworzyć na serio. Nie wiem, czy na serio, na pewno bez przymusu. Bez briefu. Bez klienta. W reklamie pracowałem ponad trzydzieści lat i owszem, była to szkoła warsztatu, ale praca w agencji – w większości – jest pracą zespołową, a ja zawsze chciałem zrobić coś sam, po swojemu. I kiedy nadszedł moment pożegnania z agencją, to zamiast odpoczynku pojawiła się przestrzeń. I potrzeba. Twoje obrazy trudno przypisać do jednej kategorii. To nie do końca fotografia, ale też nie klasyczne malarstwo. Jak narodził się ten wizualny język?

Tak, to celne spostrzeżenie. Fotografia jako tworzywo, które warstwa po warstwie można łączyć, ciąć, przekształcać. Jeden fragment to blacha ze stoczni, drugi to leśny detal, trzeci to piasek z plaży. Czasem to całkowicie odwrócone kolory, a innym razem drobiazgowo dobrana faktura. Kiedy obraz "się klei", kiedy zaczyna żyć – zostawiam. I wtedy wiem, że jest gotowy. Wiele z tych warstw pochodzi z miejsc, które są mi szczególnie bliskie – z lasu, zwłaszcza Puszczy Bukowej, oraz z nadmorskich plaż Bałtyku i Morza Północnego. Wydmy, piach, korzenie, ślady na wodzie – to moje naturalne archiwum obrazów. Ale również z przestrzeni industrialnych czerpię sporo materiału do moich obrazów. A takich miejsc w Szczecinie i okolicach jest sporo, choćby zakłady w Policach czy nasza stocznia. Który obraz uznałbyś za przełomowy, czy w ogóle jest taki obraz? Nie mam pewności co do tego który, ale na pewno jednym z nich był obraz, który zatytułowałem: „Wooden Modigliani”. Zestawiłem dwie fotografie starych, dziwnie wygiętych de-

DESIGN

Nie umiem wskazać jednej daty czy przełomu. To był raczej powolny proces. Przez lata robiłem różne zdjęcia – dla mojej agencji, z wycieczek, z podróży, dla banków zdjęć. Ale w pewnym momencie spojrzałem na to wszystko i pomyślałem: nie chcę już się ścigać z tymi setkami tysięcy innych fotografów, z tymi samymi kadrami, zachodami słońca nad Toskanią. Nie chcę robić "kolejnych dobrych zdjęć". Zacząłem traktować fotografię jako punkt wyjścia, nie jako cel.

Czyli potraktowałeś fotografie jak tworzywo?

73


sek z wiejskiego płotu i zobaczyłem w nich postać – smukłą, wydłużoną, przywodzącą na myśl sylwetki z obrazów Modiglianiego. To był moment, w którym poczułem, że moje intuicje mają sens, a gotowy obraz traci tę fotograficzną dosłowność. Zdarza się, że widzowie widzą w twoich obrazach coś zupełnie innego, niż zamierzałeś? Bardzo często. I to jest wspaniałe. Czasem słyszę interpretację, która nie przyszłaby mi do głowy, a która wzbogaca obraz. Nie trzymam widza za rękę. Może sobie iść, gdzie chce. Mówisz o sobie: "fotograf, który zdradził fotografię". To prowokacja? Trochę tak, ale raczej to żart z ziarnem prawdy. Nie interesuje mnie już, czy obiekt będzie ostry, czy poprawnie skadrowany. Czasem wykorzystuję tylko fragment obrazu, reszta znika. Fotografowie pewnie się oburzą, jak przeczytają ten wywiad. Ale cóż. A jak można by określić styl w jakim tworzysz? Nie mam jednego stylu – i chyba mi z tym dobrze. Wielu artystów traktuje styl jak swój znak firmowy. Często ten styl jest pochodną prostych zabiegów formalnych, a mnie nie interesuje zamknięcie się w klatce powtarzalnych form. Nie szukam powtarzalności, bo wierzę, że sztuka – jak natura – nie potrzebuje jednego kształtu by być prawdziwa. Każdy mój obraz rodzi się z innej potrzeby – z faktury, koloru, światła, emocji. Pozwalam, żeby to obraz sam wybrał swój język. Szerzej na ten temat piszę na moim blogu na mojej stronie internetowej. Masz 65 lat. Świat sztuki lubi „nowe twarze”. Młodość, tempo, Instagram. Czujesz się wykluczony? Mam świadomość, że wiek może być barierą. Ale nie zamierzam się nim zasłaniać. Mam za sobą dziesiątki lat patrzenia na obrazy, tysiące idei, spotkania, konteksty. To wszystko jakoś we mnie pracuje. Może wolniej niż u 25-latka z tabletem graficznym, ale za to z innym filtrem. Łatwiej mi teraz podjąć decyzję co wybrać, a z czego zrezygnować. Co dalej? Masz marzenia? Oczywiście. Jedno z nich już się spełniło. Moje dwie prace pokazałem podczas ostatniej edycji wystawy „Mistrz i Morze”. Zawisły tam obok prac uznanych artystów. Obecność na tej wystawie dała mi pewność, że moje obrazy bronią się w kontakcie z publicznością, że mają w sobie coś, co przyciąga i zatrzymuje. W połowie listopada weźmiesz udział w 6 edycji Artshow w Warszawie. Co to za impreza? To dla mnie kolejne ekscytujące wydarzenie. To coś więcej niż targi sztuki – to święto sztuki, miejsce spotkań ludzi, którzy odbierają ją wszystkimi zmysłami. Cieszę się na możliwość rozmowy z odbiorcami, którzy znają moje prace tylko z internetu. Na Artshow będzie można zobaczyć je na żywo, dotknąć faktury papieru, na którym zostały wydrukowane, zobaczyć, jak zmieniają się w świetle, jak się prezentują w pięknych ramach. Wirtualny obraz nigdy tego nie odda.

RYSZARD FILIPOWICZ FOTOGRAFUJE OD 2005 ROKU. POCZĄTKOWO DLA POTRZEB KAMPANII REKLAMOWYCH. Z CZASEM FOTOGRAFIA STAŁA SIĘ OSOBISTYM MEDIUM WYPOWIEDZI.

DESIGN

PRZESZEDŁ DŁUGĄ DROGĘ: OD FOTOGRAFII PRODUKTOWEJ, PRZEZ RE-

Czego Ci zatem życzyć?

PORTERSKĄ I PORTRETOWĄ, AŻ PO AUTORSKĄ FORMĘ, KTÓRĄ TWORZY

Żeby te moje obrazy znalazły „swojego człowieka”, i z nim zamieszkały.

JEST CZŁONKIEM STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY RP. W JEGO ROZ-

DZIŚ.UKOŃCZYŁ AKADEMIĘ FOTOGRAFII TOMASZA TOMASZEWSKIEGO. WOJU WAŻNĄ ROLĘ ODEGRALI RÓWNIEŻ INNI ZNAKOMICI FOTOGRAFICY: LESZEK SZURKOWSKI, ERNESTO BAZAN, MICHAŁ MROZEK, JACEK

rozmawiał: Zbigiew Skarul 74

POREMBA.WWW.RYSZARDFILIPOWICZ.COM


F

DESIGN

75


PRZYJDŹ i ZOBACZ PORÓWNAJ & ZDECYDUJ Charakter & Elitaryzm Piękno & Historia Jakość & Design Przestrzeń & Chillout Kolejny etap – 21 apartamentów (od 57 m2 do 95 m2) w wyjątkowym, kameralnym, chronionym kompleksie w otoczeniu pięknej architektury i zabytkowego parku! – w cenie 12 - 14 tys/m2 brutto – oznakowane miejsce parkingowe w cenie – możliwość wynajęcia kolejnych miejsc. Balkony od 8 m2, tarasy 25 m2! Folwark Apartamenty to doskonałe miejsce do życia (prestiżowe mieszkanie docelowe) lub do zainwestowania (wynajem długoterminowy).

www.folwark-apartamenty.pl

tel: 516 177 420


www.folwark-apartamenty.pl

tel: 516 177 420


MATERIAŁ REKLAMOWY

Stoczniowiec – początek nowej historii Ulica Parkowa to jedna z tych ulic w naszym mieście, której nie trzeba przedstawiać. Przed laty wdzięczyła się elegancją kamienic i rytmem mieszczańskiego stylu. Potem rozbrzmiewała gwarem wózków zakupowych w popularnym Supersamie „Stoczniowiec”. Dziś to zupełnie inna historia. W bezpośrednim sąsiedztwie Parku Żeromskiego, zaledwie kilka kroków od Wałów Chrobrego i nadodrzańskich bulwarów, powstaje nowy projekt Marina Developer. Inwestycja nie dominuje przestrzeni, a dopełnia ją. Nie rywalizuje z otoczeniem, lecz korzysta z jego walorów z poszanowaniem proporcji, światła i pamięci miejsca.

BIZNES

Historia i teraźniejszość

78

Ulica Parkowa należy do tego wąskiego grona to miejska oś, która wiedzie przez dzielnicę z własnym, spokojnym tempem. Po jednej stronie znajduje się Park im. Stefana Żeromskiego, 22 hektary zieleni, ścieżek i drzew, których korony niemal muskają elewacje budynków. Po drugiej – planowany, ogólnodostępny park kieszonkowy, nowa enklawa spokoju wpisana w dziedziniec inwestycji. Za budowę parku odpowiedzialna będzie Marina Developer. Zielone ramy codzienności będą eleganckie i bezpretensjonalne i, co najlepsze – dostępne dla każdego!

Trzy akty Dawniej była to Gustav-Adolf-Straße tętniąca życiem już pod koniec XIX wieku. W zabudowie ulicy dominowały kamienice o zwartej bryle, z wyważonym detalem i klasycznymi proporcjami. Mieściła się tu kawiarnia Gasthaus Gustav Adolf, a w okolicznych mieszkaniach przebywali przedstawiciele szczecińskiego mieszczaństwa i inteligencji. Po wojnie, w nowej rzeczywistości PRL-u, miejsce zyskało inne oblicze – jako Supersam „Stoczniowiec”, z koszykami, wózkami i produktami z kącika nowości. Dla wielu szczecinian jest to symbol codzienności tamtych lat. Dziś przy Parkowej 11 otwiera się kolejny rozdział tej opowieści – nowoczesny, ale niepozbawiony szacunku dla przeszłości. Forma z charakterem Bryła budynku dopełnia istniejącą zabudowę, przywracając przerwany fragment pierzei. Projekt nie podąża za modą, lecz za ideą długowieczności – z wyciszoną kolorystyką,


rytmiczną elewacją i detalem, który stawia na jakość. Części wspólne budynku dopełni mozaika – autorski projekt inspirowany miejską estetyką Szczecina, charakterystyczną dla lat 60. i 70. To nie tylko ukłon w stronę lokalnego dziedzictwa, a także element tożsamości budynku, który mówi o miejscu, w którym powstał. Inwestycja premium

Stoczniowiec powstaje dla tych, którzy rozumieją wartość kontekstu, znaczenie historii i wagę detali, dla tych, którzy potrafią dostrzec piękno nie w tym, co spektakularne, lecz w tym, co dopracowane i trwałe. W mieście, które nieustannie się przeobraża, Parkowa 11 przypomina, że to, co najlepsze, powstaje wtedy, gdy forma podąża za szacunkiem do miejsca. autorka: Anna Wysocka / foto: materiały prasowe

Marina Developer www.marina-developer.pl marinaszczecin

BIZNES

Stoczniowiec odpowiada na współczesne oczekiwania z ponadczasową jakością. Mieszkania będą: jednopokojowe (od 25 do 40 m²), dwupokojowe (od 36 do 48 m²), trzypokojowe (od 51 do 63 m²) oraz czteropokojowe (od 71 do 120 m²). Wyposażone będą w ogrzewanie podłogowe zapewniające komfort i większą swobodę w aranżacji wnętrz. Każde miejsce parkingowe w hali garażowej zostało zaplanowane z myślą o elektromobilności, umożliwiając podłączenie ładowarki do samochodów elektrycznych. Budynek obsługiwać będzie także usługa concierge, a całość dopeł-

nią cichobieżne windy i materiały wykończeniowe wysokiej klasy.

79


MATERIAŁ REKLAMOWY

Nowe alpejskie kierunki i rodzinne emocje na stoku Kiedy razem z dniami w kalendarzu zbliża się zima, myślami przenosimy się w góry – tam, gdzie świeże powietrze, szum nart na stoku i zapach gorącej czekolady tworzą idealny przepis na wypoczynek. Dla szczecińskiego biura podróży Allegra takie chwile to codzienność – od lat organizują wyjazdy, które łączą sport, relaks i rodzinne wspomnienia. Zimowe wakacje z Allegrą to coś więcej niż tylko ferie. To czas, kiedy rodzice mogą cieszyć się jazdą po perfekcyjnie przygotowanych stokach, a dzieci – pod okiem doświadczonych instruktorów – uczą się techniki, odwagi i miłości do nart. A wszystko wśród zjawiskowych alpejskich krajobrazów – od Włoch, przez Austrię, po Szwajcarię. Sezon zimowy 2025/2026 zapowiada się wyjątkowo emocjonująco, bo Allegra rozszerza swoją ofertę o trzy nowe kierunki. – To świeże propozycje dla tych, którzy szukają alpejskiego klimatu w najlepszym wydaniu – mówi Paulina Kryszko-Zubowicz, współwłaścicielka Allegry – Wśród nich jest Bad Kleinkirchheim w Austrii. Położone w samym sercu austriackiej Karyntii zachwyci zarówno miłośników aktywnego wypoczynku, jak i tych, którzy szukają relaksu w otoczeniu górskiej natury. Miejscowość, otoczona szczytami pasma Nockberge z majestatycznym Klonmnockiem (2331 m n.p.m.), tworzy malowniczą scenerię, idealną dla zimowych przygód i to dla całych rodzin. To także jeden z najbardziej różnorodnych ośrodków narciarskich w Austrii – na gości czeka tu ponad 185 kilometrów tras o zróżnicowanym stopniu trudności, obsługiwanych przez 24 nowoczesne wyciągi. Po dniu spędzonym na stokach goście mogą zanurzyć się w leczniczych termalnych źródłach oraz odpocząć w czterogwiazdkowym hotelu.

BIZNES

Zarówno to jak i pozostałe miejsca, Allegra wybrała z myślą o całych rodzinach. Mamy tu doskonałą infrastrukturę, przyjazne hotele i gwarancję, że najmłodsi są zawsze w dobrych rękach.

80

Kolejna informacja z pewnością ucieszy wszystkich miłośników sportów zimowych. Allegra znalazła się w elitarnym gronie polskich szkół narciarskich z licencją na prowadzenie kursów kadrowych na podstawowe stopnie instruktora narciarstwa SITN PZN. To świetna okazja dla dzieci i dorosłych, którzy z pasją doskonalą swoje umiejętności i marzą

Allegra Biuro Podróży ul. Tkacka 65C, 70-556 Szczecin tel +48 91 818 1234

o tym, by kiedyś stanąć po drugiej stronie – jako instruktorzy. – W ramach tygodniowych wyjazdów na ferie zimowe będzie można ukończyć m.in. kurs Pomocnika Instruktora, który jest przeznaczony dla dzieci w wieku 12–15 lat i które swobodnie radzą sobie na trasach – wymienia Michał Palejczyk, drugi z właścicieli Allegry. – Druga opcja jest przeznaczona dla młodzieży powyżej 16 roku życia oraz osób dorosłych i są to Kursy Kadrowe. Ciekawostką jest to, że naszych instruktorów wpierać będą osoby, które uczyły się u nas jeździć 15 lat temu. W portfolio szczecińskiego biura nie tylko rodziny znajdą coś dla siebie. Allegra od lat organizuje także narciarskie spersonalizowane wyjazdy firmowe, które łączą integrację, wypoczynek i odrobinę alpejskiego luksusu. – To doskonała forma podziękowania pracownikom za ich zaangażowanie lub sposób na zacieśnienie relacji z partnerami biznesowymi – podkreśla Paulina Kryszko-Zubowicz. – Uczestnicy mogą liczyć na doskonale dobrane hotele, wspólne kolacje w lokalnych restauracjach i zabawę do białego rana w klimatycznych górskich barach. To nie wszystkie nowości Allegry. Biuro podpisało umowę z dwiema prestiżowymi markami, które wspierają miłośników narciarstwa. Völkl to niemiecka firma, która produkuje jedne z najlepszych nart na świecie a Mammut to legendarna szwajcarska marka specjalizująca się m.in. w wysokiej jakości odzieży outdoorowej Nowy sezon narciarski w wykonaniu Allegry to dowód, że w Szczecinie działa biuro podróży, które myśli o każdym detalu – od komfortu rodzin z dziećmi – ma pod tym kątem największe portfolio, przez rozwój młodych narciarzy oraz potrzeby firm szukających wyjątkowych doświadczeń dla swoich zespołów, po korzystanie z najlepszego narciarskiego asortymentu. ad/ fot. materiały prasowe


MATERIAŁ REKLAMOWY

Dolce vita w Dworku nad Regą To miejsce niezwykłe – z duszą, klimatem, pełne uroku. Prawdziwa oaza spokoju, choć położona blisko ważnego szlaku komunikacyjnego prowadzącego nad Bałtyk, od którego dzieli je zaledwie 6 km. Z gościnności Dworku nad Regą w Nowielicach od lat chętnie korzystają osoby, które szukają odpoczynku, relaksu połączonego z komfortowym pobytem w kameralnym obiekcie, oraz bliskiego kontaktu z naturą.

– Funkcjonujemy przez cały rok. Dysponujemy czterema salami różnej wielkości. Jesteśmy więc gotowi na różnego rodzaju wyzwania – zarówno na duże wesela, eventy, szkolenia, warsztaty, jak i bardziej kameralne przyjęcia – mówi Agata Polikowska-Wójtowicz, właścicielka Dworku nad Regą. Okazuje się, że choć nie brakuje firmowych eventów, to jednak największym zainteresowaniem cieszą się śluby, rocznice, chrzciny, urodziny i pobyty rodzinne. – Dworek, to miejsce prowadzone przez rodzinę i dla rodzin. Dlatego każde z wydarzeń o takim charakterze traktujemy wyjątkowo i dokładamy wszelkich starań, aby wszystko odbyło się tak, jak sobie wymarzą nasi goście. Szczególnie wiele naszej uwagi zajmują wesela. Pragniemy więc, aby były niezapomniane. To podróż, w której towarzyszymy Parom Młodym od pierwszego dnia, aż po dzień zaślubin, a nawet dłużej. Bardzo dużą popularnością cieszą się śluby w plenerze. Ponadto naszym atutem jest duża baza noclegowa – 98 miejsc – dodaje właścicielka obiektu. Jedno jest pewne – nie lubimy sztampy. Im więcej atrakcyjnych pomysłów, im bardziej wyjątkowe marzenia, tym lepiej!

wość skorzystania ze wszystkich atrakcji, jakie oferuje Dworek, czyli basen, sauny, grota solna, siłownia, 6 hektarów ogrodów, staw, mini golf, boisko do siatkówki. Do tego okoliczne trasy rowerowe, spokojne plaże w niedalekim Mrzeżynie, spływy kajakowe oraz obfite lasy. Wielu gości pojawia się również w spokojniejszych miesiącach jak maj czy październik, kiedy można odpocząć z dala od zgiełku dużych miast, skorzystać ze spa, czy choćby tylko po prostu cieszyć się sielską atmosferą i podziwiać otaczającą przyrodą Jednakże do najbardziej popularnym wśród gości Dworku nad Regą jest czas Bożego Narodzenia i Sylwestra. – Przyjeżdżają wtedy całe rodziny, niektóre są z nami w te dni już od lat, delektują się domowymi potrawami, ciepłą, rodzinną atmosferą. Bardzo częstymi gośćmi w Dworku nad Regą są artyści. Co ich przyciąga? — Wielokrotnie mieliśmy okazję gościć gwiazdy polskiej sztuki i sceny, jak i znanych sportowców. Ich nazwiska pozostają anonimowe – chcemy, żeby czuli się u nas spokojnie i bezpiecznie. Wszyscy nasi goście cenią sobie kameralną atmosferę, obcowanie z naturą oraz domową kuchnię. Atrakcyjnie położony obiekt, wspaniały teren, który posiadamy, doświadczenie oraz wyobraźnia powoduje, że wszystko staje się możliwe – zapewnia Agata Polikowska–Wójtowicz.

Lato – z oczywistych względów. Przyjemna pogoda, możli-

Autor: Dariusz Staniewski/foto: Łukasz Haruń

Dworek nad Regą | Nowielice 72-320 Trzebiatów Tel. +48 602 645 644, mail: hotel@dworek-rega.pl dworeknadrega | dworeknadregahotel

BIZNES

Obiekt funkcjonuje przez cały rok. Jest jednak w nim kilka okresów, które cieszą się szczególnym zainteresowaniem gości.

81


MATERIAŁ REKLAMOWY

Starka kolekcjonerska Starka to jedna z najstarszych i najbardziej legendarnych marek wódki w Polsce, a jej historia sięga aż XVI wieku. Choć dziś niewiele trunków może pochwalić się tak głęboko zakorzenioną tradycją, Starka przez wieki zachowała swój niepowtarzalny charakter i jest dumą regionu Pomorza Zachodniego. Szczecińska Starka, produkowana przez lata w zakładach Polmos Szczecin, a po ich likwidacji w Szczecińskiej Fabryce Wódek Starka, jest symbolem klasy i rzemieślniczej jakości. Początki Starki wiążą się z dawną tradycją szlachecką. Legenda głosi, że ojciec, witając narodziny syna, zakopywał beczkę świeżo destylowanego trunku w ziemi, by ją wydobyć dopiero w dniu jego ślubu. Po latach wódka nabierała bursztynowego koloru, miękkości i głębi aromatu. To symboliczne dojrzewanie w dębowych beczkach stało się fundamentem późniejszej przemysłowej produkcji Starki, która od XIX wieku była jednym z najcenniejszych skarbów polskiego gorzelnictwa. Szczecińska Starka zyskała światową sławę w drugiej połowie XX wieku, kiedy Polmos Szczecin opracował unikalny proces starzenia w dębowych beczkach po winie, nierzadko przez kilkadziesiąt lat.

BIZNES

W przeciwieństwie do zwykłych wódek Starka nie jest filtrowana i rozlewana natychmiast po destylacji – dojrzewa w sposób zbliżony do whisky czy koniaku. Dzięki temu rozwija bogaty bukiet aromatyczny z nutami wanilii, suszonych owoców, dębiny i przypraw. W zależności od wieku beczki i warunków leżakowania każda Starka nabiera nieco innego charakteru, co czyni ją wyjątkowym obiektem dla kolekcjonerów. Kolekcjonowanie Starki ma w Polsce status niemal kultowy. Najcenniejsze roczniki, takie jak 1947, 1956, 1968 czy 1973, osiągają dziś ceny sięgające kilku, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych za butelkę, a edycje limitowane mają podobny potencjał, by w nieodległej przyszłości osiągnąć podobne wartości.

82

Współczesny rynek kolekcjonerski Starki rozwija się dynamicznie, mimo że produkcja zakończyła się w 2019 roku. Rzadkość dostępnych egzemplarzy tylko zwiększa ich wartość. Kolekcjonerzy z Polski, Niemiec, Skandynawii czy Stanów Zjednoczonych traktują Starkę jak unikatowy artefakt – symbol zanikającej tradycji gorzelniczej, której nie da się już odtworzyć w identyczny sposób. Dla wielu inwestorów Starka stała się „polskim odpowiednikiem whisky inwestycyjnej” – trunkiem, który łączy emocje z realnym potencjałem wzrostu wartości. Zbieranie Starki to również pasja, która łączy pokolenia. Wielu kolekcjonerów zaczyna od jednej butelki znalezionej na strychu lub w piwnicy po dziadku, by po latach stworzyć imponującą kolekcję obejmującą różne

dekady produkcji. Każda z nich ma swoją unikalną barwę, aromat i historię. Z czasem kolekcjonowanie przeradza się w swoistą misję zachowania polskiego dziedzictwa gorzelniczego, które dziś należy już do rzadkości. Kolekcjonowanie można rozpocząć, wydatkując stosunkowo niewielkie kwoty, bo ceny Starki sprzedawanej w sklepach specjalistycznych zaczynają się od kilkudziesięciu złotych. Dostępne są na rynku Starki starzone w beczkach przez 3, 6 i 9 lat oraz rzadka Starka biała o nazwie Prestige. Bardziej zasobni mogą się zaopatrzyć w Starkę w ozdobnych kartonikach o wieku starzenia w beczkach: 21, 25, 30 i 35 lat. Prawdziwymi rarytasami spośród jeszcze dostępnych są edycje limitowane – 40-letnia w skórzanym etui oraz 18i 30-letnia o zawartości alkoholu 50%. Starki butelkowane jeszcze przez zamknięty szczeciński Polmos to prawdziwe perełki, które nawet trudno wycenić. Warto zadać sobie trochę trudu i poszukać Starki w najlepszych cenach, bo na rynku istnieje duża rozpiętość cenowa. Starka pozostaje żywym symbolem dawnej sztuki gorzelniczej. Jej legenda trwa dzięki kolekcjonerom, pasjonatom i znawcom alkoholi, którzy dostrzegają w niej coś więcej niż tylko wódkę – widzą w niej część historii Polski, zamkniętą w szkle i dębowym aromacie.

MAREK POPIELSKI PRAWNIK, PRZEDSIĘBIORCA, MIŁOŚNIK I ZNAWCA WIN. WYRÓŻNIONY TYTUŁEM NAJLEPSZEGO IMPORTERA W POLSCE W 2008 ROKU PRZEZ MAGAZYN WINO. WRAZ Z CÓRKĄ ANNĄ, POSIADAJĄCĄ I I II STOPIEŃ WSET, ZWIĄZANĄ Z BRANŻĄ WINIARSKĄ OD PONAD 10 LAT, PROWADZI WINOTEKĘ 101 WIN – STUDIO WYBITNYCH ALKOHOLI.


Odkryj wyjątkowe zestawy prezentowe z winem – idealny wybór dla klientów, partnerów biznesowych i bliskich osób.

Poznaj najlepsze wina i smaki na Podzamczu!

Paweł Smoleński

Wine Bar & Shop La Passion du Vin ul. Sienna 8, 70-542 Szczecin p.smolenski@citywine.pl, 91 488-81-72

Planujesz firmową kolację świąteczną? Zorganizuj ją w kameralnej, wypełnionej winem atmosferze Wine Bar & Shop La Passion du Vin


UL. MŚCIWOJA II 8 W W W. B R OWA R W YS Z A K . P L


MATERIAŁ REKLAMOWY

„ŚWIAT WHISKY I WINA” – OPOWIEŚĆ ZAMKNIĘTA W SZKLE Gdzie szukać pomysłu na prezent, który zaskoczy i zachwyci, będzie zarówno unikatowy, jak i wyrafinowany? Odpowiedź kryje się w „Świecie Whisky & Wina” w Galerii Nowy Turzyn w Szczecinie. To nie tylko butelki wykwintnego alkoholu, ale także mała podróż do najdalszych zakątków świata. Może to być szkocka whisky, meksykańska tequila, francuski koniak czy brazylijski rum. W „Świecie Whisky & Wina” starannie dobrane butelki nie są zwykłym towarem na półce, ale opowieściami zamkniętymi w szkle. Prezent, który zapamiętasz „Świat Whisky & Wina” proponuje szeroką gamę zestawów prezentowych, które zachwycą każdego miłośnika dobrych trunków. Można skorzystać z gotowych opcji lub stworzyć spersonalizowany zestaw, dopasowany do indywidualnych preferencji i upodobań. Każdy zawiera alkohol najwyższej jakości oraz dodatki, które dopełniają całość. „Świat Whisky & Wina” to także ukłon w stronę lokalnych producentów. Sklep szczyci się wyjątkową półką pełną trunków pochodzących z naszego regionu. Na półkach króluje szczecińska wódka Starka, która zdobywa uznanie zarówno w Polsce, jak i za granicą. „Świat Whisky & Wina” jest również właścicielem marki „Sedinum”, w skład której wchodzą 6- i 10-letnia Whisky Sedinum Cranes, czysta wódka ziemniaczana Sedinum wraz z 40% wódkami smakowymi np.: gruszka z goździkiem, która zdobyła popularność na terenie całego kraju. Poza tym Sedinum to także wysokiej jakości kawa z kraftowej palarni.

Sklep to nie tylko miejsce, w którym kupimy alkohol, to także degustacje, podczas których można odkryć tajniki produkcji i sztukę degustacji różnych rodzajów alkoholu, poznając ich wyjątkowe smaki i aromaty. Właściciele sklepu stawiają na edukację i promocję kultury degustacji, co czyni to miejsce wyjątkowym na tle innych. — Jako enolog z wykształcenia, osobiście prowadzę degustacje win. Natomiast do degustacji whisky, rumów czy wódek zapraszamy ekspertów, którzy dzielą się swoją wiedzą i pasją – mówi Michał Darcz. Degustacje dla firm, które cieszą się coraz większą popularnością, są organizowane w wybra-nym przez klienta miejscu lub w miejscu, które my zaproponujemy. To doskonały pomysł na firmowe spotkania integracyjne czy kameralne przyjęcia. „Świat Whisky & Wina” proponuje szeroką gamę zestawów prezentowych, które zachwycą każdego miłośnika dobrych trunków. Można skorzystać z gotowych opcji lub stworzyć spersonalizowany zestaw, dopasowany do indywidualnych preferencji i upodobań. Każdy zawiera alkohol najwyższej jakości oraz dodatki, które dopełniają całość. — W naszym sklepie klienci mogą również zaopatrzyć się w oryginalne kubańskie cygara — dodaje współwłaściciel Michał Darcz. Zakupione zestawy mogą być dostarczone bezpośrednio pod wskazany adres. Podarunek dotrze do odbiorcy w eleganckiej i nienagannej formie, a następnie zachwyci smakiem i wyjątkową historią. BIZNES

Świat Whisky & Wina Ul. Bohaterów Warszawy 40 | Szczecin, Galeria Nowy Turzyn Sklep czynny od pon do sob od 10.00 – 20.00 tel 530455008 | mdarcz@whiskyiwina.pl świat whisky i wina | www.whiskyiwina.pl

Szczecińskie trunki to tradycja i duma miasta.

85


MATERIAŁ REKLAMOWY

Precyzja światła – nowa era w leczeniu przebarwień Na naszej skórze są miejsca, które zapamiętują więcej, niż byśmy chcieli. Delikatne ślady po słońcu, subtelne plamy po lecie, po stanach zapalnych czy w okresie zmian hormonalnych. Przebarwienia mają różne źródła – mogą być pamiątką po ekspozycji słonecznej, efektem wahań hormonalnych, a czasem konsekwencją stanu zapalnego lub urazu. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że odbierają skórze świetlistość i czystość, sprawiając, że cera traci naturalną równowagę. Ale nie piękno – ono wciąż tam jest, ukryte pod cieniem pigmentu. Wystarczy pomóc jej na nowo rozbłysnąć. Nowoczesne podejście do terapii przebarwień Współczesna medycyna estetyczna nie próbuje już wymazać historii zapisanej w skórze. Zamiast tego uczy się ją rozumieć, działać z nią w harmonii i przywracać jej pierwotną jasność. Każde przebarwienie ma swoją przyczynę i głębokość, dlatego skuteczna terapia wymaga indywidualnego podejścia. Inaczej traktujemy zmiany hormonalne, inaczej pozapalne czy posłoneczne – kluczem jest precyzja i dobór właściwego źródła światła. Moc światła – skuteczna tylko w rękach doświadczenia W Klinice Zawodny dysponujemy szerokim zapleczem technologii laserowych i światłoterapeutycznych, które pozwalają działać na różnych poziomach skóry – od naskórka po głębsze struktury. Naszą uwagę skupiamy na wyjątkowo skutecznych rozwiązaniach: świetle szerokopasmowym, świetle wąskopasmowym (IPL) oraz laserach pikosekundowych. W ciągu 17 lat doświadczeń z laseroterapią stworzyliśmy własne, autorskie procedury oparte na różnych rodzajach laserów frakcyjnych – tulowym, erbowym, CO2 oraz frakcyjnej laseroterapii pikosekundowej. Technologie te harmonijnie się uzupełniają, a w praktyce często łączymy je z innymi metodami, tworząc spersonalizowane protokoły zabiegowe. Plan terapii opracowujemy indywidualnie – zgodnie z potrzebami skóry, jej typem, głębokością pigmentu i oczekiwanym tempem regeneracji. Nawet najnowocześniejszy sprzęt nie spełni jednak swojej roli, jeśli nie znajdzie się w odpowiednich rękach. To doświadczenie specjalisty, jego znajomość fizyki światła, biologii skóry i reakcji tkanek decydują o skuteczności i bezpieczeństwie zabiegu. Świadome wykorzystanie technologii i precyzyjne komponowanie procedur pozwalają wydobyć z niej to, co najcenniejsze – naturalny, długotrwały efekt. W Klinice Zawodny każdy zabieg jest starannie zaprojektowaną procedurą, w której technologia spotyka się z doświadczeniem i perfekcją wykonania. Bo światło samo w sobie nie czyni cudów – dopiero odpowiednie ręce potrafią uczynić z niego sztukę.

Światło szerokopasmowe działa najszerzej – jego energia przenika różne warstwy naskórka, wychwytując obszary o podwyższonej ilości melaniny. To idealne rozwiązanie przy nierównym kolorycie, plamach posłonecznych i pierwszych oznakach starzenia. Delikatne i nieinwazyjne, poprawia ogólną jakość skóry, rozświetla ją i przywraca świeżość – bez efektu maski i bez konieczności rekonwalescencji. Światło wąskopasmowe (IPL) to bardziej selektywna forma

Laser tulowy działa w obrębie naskórka i górnej części skóry właściwej – tam, gdzie gromadzi się pigment i gdzie zaczyna się proces odnowy komórkowej. Jego precyzyjna wiązka delikatnie usuwa zrogowaciały naskórek i melaninę, jednocześnie stymulując regenerację. Skóra po zabiegu staje się gładsza, miękka i świetlista. Lasery pikosekundowe to rozwiązanie dla głębokich, utrwalonych lub mieszanych przebarwień. Ultrakrótki impuls (trwający pikosekundy) rozbija cząsteczki melaniny na mikroskopijne fragmenty, które następnie są usuwane przez organizm. Działanie opiera się na precyzji, nie na cieple, dlatego nie uszkadza tkanek i nie wymaga okresu rekonwalescencji – zapewniając spektakularne efekty w pełnym komforcie i bezpieczeństwie. Najważniejsze w nowoczesnej terapii światłem jest to, że nie narusza indywidualności skóry. Nie zmienia rysów twarzy ani jej charakteru – wydobywa jedynie czystość, miękkość i światło, które w niej było, tylko chwilowo przygasło. W połączeniu z odpowiednią pielęgnacją domową – ochroną przeciwsłoneczną, witaminą C, retinolem, niacynamidem czy kwasem azelainowym – efekty utrzymują się długo i stają się częścią codziennego rytuału dbania o siebie. Jasna filozofia pielęgnacji W Klinice Zawodny każda terapia to osobna opowieść o skórze. Czasem wymaga kilku etapów, czasem jednego – ale zawsze zaczyna się od uważnego wsłuchania w potrzeby pacjenta. Bo światło nie tylko rozjaśnia – ono przywraca równowagę, energię i naturalny rytm skóry. Kiedy cera odzyskuje przejrzystość, twarz natychmiast zyskuje młodość i świeżość. To nie zmiana – to powrót do siebie, do własnej, prawdziwej wersji piękna. Praca ze światłem w Klinice Zawodny to nie tylko nowoczesna technologia. To filozofia pielęgnacji, w której nauka spotyka się z estetyką, a każdy zabieg staje się doświadczeniem piękna. Bo najczystsze światło pochodzi z wnętrza – a skóra, wolna od przebarwień, potrafi odbić je w najdoskonalszy sposób. Zapraszamy do doświadczenia terapii światłem – tam, gdzie pielęgnacja staje się sztuką, a każda twarz odzyskuje swój naturalny blask.

ZDROWIE I URODA

Różne źródła światła – różne efekty

terapii. Wąski zakres długości fali pozwala działać punktowo i z większą precyzją, minimalizując ryzyko przegrzania tkanek. Doskonale sprawdza się przy zmianach naczyniowo-barwnikowych, przebarwieniach hormonalnych i pozapalnych. Wymaga serii zabiegów, lecz każdy przynosi widoczną poprawę – skóra staje się jaśniejsza, bardziej jednolita i odzyskuje wewnętrzny blask.

87


MATERIAŁ REKLAMOWY

Skóra pod lupą

DR JUSTYNA MAKAREWICZ

Trądzik? Mamy na to sposób Trądzik to problem, który dotyka wielu młodych osób i często bywa źródłem nie tylko problemów skórnych, ale i obniżonej pewności siebie. Niestety, wiele błędów pielęgnacyjnych może nasilać zmiany, a domowe sposoby leczenia często przynoszą więcej szkody niż pożytku. Aby rozwiać wątpliwości i poznać skuteczne metody walki z trądzikiem, rozmawiamy z dr Justyną Makarewicz, dermatolożką, specjalistką medycyny estetycznej ze szczecińskiej Twojej Przychodni. Pani doktor, jakie błędy pielęgnacyjne najczęściej popełniają młodzi ludzie zmagający się z trądzikiem? Należą do nich m.in. używanie zbyt agresywnych środków myjących, brak wystarczającego nawilżania skóry, stosowanie zbyt wielu kosmetyków naraz, wybieranie tłustych, komedogennych formuł w kosmetykach do makijażu, brak ochrony przeciwsłonecznej, brak higieny w zakresie akcesoriów kosmetycznych, nadmierne dotykanie twarzy rękami, telefonem, a także wyciskanie zmian trądzikowych. Czy dieta rzeczywiście ma wpływ na stan skóry? Dieta ma istotny wpływ na nasilenie trądziku. Należy unikać przede wszystkim żywności o wysokim indeksie glikemicznym (słodyczy, białego pieczywa, słodzonych napojów, fast foodów), która podnosi poziom insuliny i IGF-1, stymulując gruczoły łojowe. Niekorzystne są także produkty wysoko przetworzone i bogate w tłuszcze trans. Z kolei dieta bogata w warzywa, produkty pełnoziarniste, ryby, orzechy i cynk może łagodzić trądzik i wspierać regenerację skóry. Jakie składniki w kosmetykach warto wybierać przy skórze trądzikowej, a których unikać? Warto wybierać kosmetyki zawierające składniki, które regulują wydzielanie sebum, działają przeciwzapalnie i nie zapychają porów. W pielęgnacji ważne są retinoidy, które złuszczają martwy naskórek i zapobiegają powstawaniu zaskórników. Dobrze

Twoja Przychodnia Wyzwolenia 46/16U, Szczecin (Hanza Tower) (+48) 91 828 84 88 twojaprzychodnia.com

sprawdzają się również preparaty z kwasem salicylowym, cynkiem, niacynamidem, kwasem azelainowym czy nadtlenkiem benzoilu. Skórę warto jednocześnie łagodzić i nawilżać stosując odpowiednio dobrane dermokosmetyki. Należy unikać kosmetyków z olejem kokosowym, parafiną, wazeliną, masłem kakaowym, a także produktów zawierających alkohol, sztuczne zapachy i barwniki, ponieważ mogą podrażniać skórę i nasilać zmiany trądzikowe. Codzienna pielęgnacja powinna być lekka, niekomedogenna i uzupełniona o ochronę przeciwsłoneczną. Czy domowe sposoby leczenia trądziku mogą przynieść więcej szkody niż pożytku? Domowe sposoby leczenia trądziku bardzo często mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Wiele popularnych metod, takich jak nakładanie pasty do zębów, soku z cytryny, czosnku, spirytusu czy sody oczyszczonej, działa drażniąco, zaburza naturalne pH skóry i niszczy jej barierę ochronną. Efektem może być podrażnienie, zaczerwienienie, przesuszenie, a nawet nasilenie zmian zapalnych. Istnieją również delikatne zabiegi, np. maseczki z glinki, napary z rumianku czy aloes, które mogą wspomagać pielęgnację, jednak nie zastąpią leczenia dermatologicznego. Skóra trądzikowa wymaga preparatów o udowodnionym działaniu, dopasowanych do rodzaju trądziku i stanu skóry. Jak wygląda nowoczesne leczenie trądziku? To kombinacja dobrego planu miej-

scowego, ewentualnie leczenia systemowego, zabiegów wspierających i właściwej pielęgnacji. Jest efektywne, ale nie natychmiastowe i wymaga konsekwencji pacjenta oraz nadzoru specjalisty. Czy trądzik zawsze mija z wiekiem, czy może utrzymywać się latami? Trądzik nie zawsze mija z wiekiem. Choć u wielu osób ustępuje po okresie dojrzewania, u części może utrzymywać się latami, a nawet pojawić się po raz pierwszy w dorosłości. Wpływ na to mają przede wszystkim hormony, predyspozycje genetyczne, zaburzenia rogowacenia naskórka prowadzące do zatykania porów oraz czynniki środowiskowe i styl życia, takie jak stres, dieta o wysokim indeksie glikemicznym czy stosowanie nieodpowiednich kosmetyków. Dzięki właściwemu podejściu i konsekwencji w leczeniu trądzik można w dużej mierze opanować, niezależnie od wieku. Co powiedziałaby Pani młodym osobom, które z powodu trądziku tracą pewność siebie? Powiedziałabym, że trądzik nie definiuje tego, kim jesteś. To powszechny i wyleczalny problem, który z czasem można skutecznie opanować. Twoja wartość nie zależy od wyglądu skóry — pewność siebie buduje się na tym, kim jesteś, a nie na tym, jak wyglądasz. Nie bój się szukać pomocy i daj sobie czas. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Aneta Dolega / Fot. Karolina Tarnawska


W świecie, w którym tempo życia nieustannie przyspiesza, coraz więcej osób szuka wizy u kosmetologa nie tylko dla urody, ale i dla ukojenia. Natalia Pawłowska, kosmetolog z gabinetu dr Wiśniowski w rozmowie z nami opowiada o terapeutycznej mocy dotyku, znaczeniu relaksu w procesie regeneracji skóry oraz o tym, dlaczego masaż może być równie ważny, jak najlepszy krem. Pani Natalio, jakie znaczenie ma dotyk w trakcie zabiegów? Czy może on realnie wpływać na efekty terapeutyczne? W kosmetologii działa podwójnie – biologicznie i emocjonalnie. Po pierwsze, poprzez dotyk pobudzamy mikrokrążenie, drenaż limfatyczny i regenerację tkanek. Po drugie – obniżamy poziom stresu, a to bezpośrednio wpływa na kondycję skóry. Kiedy organizm przestaje być napięty, lepiej reaguje na zabieg i składniki aktywne, bo nie „broni się” przed bodźcami.

Kobido i Hadado, które łączą techniczną precyzję z niezwykłym działaniem odprężającym. W mojej ofercie dostępne są również wersje tych masaży połączone z zabiegami pielęgnacyjnymi, dzięki czemu możemy jednocześnie zadbać o kondycję skóry i głęboki relaks całego organizmu. Każdy zabieg pielęgnacyjny w moim gabinecie kończę krótkim masażem dłoni – to mały gest, który pomaga ciału „wyjść z trybu napięcia” i przedłuża uczucie spokoju po wizycie.

Czy organizm, który się odpręża podczas zabiegu, reaguje inaczej na substancje aktywne czy techniki manualne?

Czy są konkretne techniki masażu lub rytuały, które poleca Pani osobom zestresowanym, spiętym, żyjącym w biegu?

Zdecydowanie tak. W stanie relaksu uruchamia się układ przywspółczulny – ten odpowiedzialny za regenerację i stan odprężenia. Skóra jest lepiej ukrwiona, a to zwiększa jej zdolność do wchłaniania substancji aktywnych. Z kolei techniki manualne, takie jak masaż, stają się skuteczniejsze, bo mięśnie nie są spięte, a tkanki bardziej elastyczne. Dlatego często mówię, że relaks to nie dodatek do zabiegu, ale jego część terapeutyczna. Dlatego podczas moich zabiegów odprężenie nie jest „miłym dodatkiem” – to fundament skutecznej pielęgnacji.

Najlepiej opisują to rytuały pielęgnacyjne na twarz – szczególnie masaż

Jak wygląda idealna wizyta u kosmetologa z perspektywy osoby szukającej zarówno efektu estetycznego, jak i ukojenia?

dr Wiśniowski Chirurgia i Medycyna Estetyczna ul. Janusza Kusocińskiego 12/LU3 | 70–237 Szczecin | tel.: 91 820 95 54 / dr WIŚNIOWSKI chirurgia i medycyna estetyczna | www.drwisniowski.pl

M

D

SP M W Z BI

Fenomen

WŁAŚCIWOŚCI LUDZKIEGO ORGANIZMU CZASU WYKORZYSTUJE TO MEDYCYNA, NE, W KTÓRYCH WYKORZYSTUJE SIĘ WŁ

O FENOMENIE TERAPII AUTOLOGICZNEJ R MEDYCYNY

Idealna wizyta to taka, z której wychoCzym sązzabiegi autologiczne? dzi się nie tylko piękniejszą skórą, ale Zabiegi autologiczne szeroki wachlarz też z poczuciem lekkości i tospokoju. regeneracyjnej, którychmoże wykorzystujemy To moment, w którymwklientka do odnowy i regeneracji. Najbard odłożyćorganizmu telefon, wyciszyć głowę i zaz wykorzystaniem osocza ufać, żelarnymi ktoś sięsą o zabiegi nią zatroszczy. Efekt które uzyskujemy po odwirowaniu estetyczny jest wtedy naturalnym na- krwi pacje W medycynie regeneracyjnej korzystamy tak stępstwem. wej oraz wycinków skórnych.

Jakie rady dałaby Pani osobom, które Dla kogoświadomie jest przeznaczony ten rodzaj ter chcą bardziej korzystać ty? kosmetologicznych? z zabiegów te możemy wykonywać Zacząć Zabiegi od słuchania swojego cia-zarówno u m w każdym skóry. wieku. Stosujemy je nie tylko w ce ła i obserwacji Nie kierować ale ani także w przypadku leczenia się modą „zabiegiem, który robiąblizn, rozstęp siętylko ran, łysienia czy przewlekłych wszyscy”, tym, czego naprawdę stanów za śniowo szkieletowego. potrzebuje nasza skóra. Zawsze powtarzam: zadbaj, zanim zaczniesz – przygotuj organizm, zadbaj o nawodnienie, Czym się te zabiegi różnią od tradycyjnych sen i wewnętrzny spokój. nowej czy kwasu hialuronowego?

Toksyna botulinowa jest lekiem o konkretny Na czym polega „dotyk, który leczy” – cym połączenia nerwowo-mięśniowe, a co za w Pani rozumieniu? jącym mięśnie. Nie uzyskamy dokładnie tak stosując autologiczne. Inaczej jest w p To dotyk, który zabiegi daje poczucie bezpieluronowego, który służy dotylko uzupełniania u czeństwa. Nie jest mechaniczny, tego celu użyć uważny Do – obecny tumożemy i teraz. także Wierzę, żetkanki tłusz nio przygotowanego osocza bogatopłytkowe w kosmetologii najpiękniejsze efekty niusię może stanowić autologiczny pojawiają wtedy, gdy człowiek zo- wypełniacz. oprócz samego wypełnienia takż staje potraktowany całościowo – nieuzyskujemy tylko jego skóra, ale i emocje. Dotyk, który leczy, to ten, który przypomina nam, że Jak w ogóle medycyna odkryła fakt, że wł możemy na chwilę zwolnić, odetchnąć zmu mają działanie regenerujące i odmład i po prostu być. Po raz pierwszy osocze bogatopłytkowe z podczas operacji kardiochirurgicznej. Zauwa Dziękuję za rozmowę. spiesza ono gojenie głębokich ran mostka. wania PRP ulegały rozszerzeniu Rozmawiała: Aneta Dolega/ fot. mate- i były coraz Kolejne badania potwierdzały skuteczność riały prasowe zabiegi autologiczne są szeroko stosowane medycyny. ZDROWIE I URODA

Jakie zabiegi w Pani ofercie łączą pielęgnację skóry z głębokim relaksem?

Tak – przede wszystkim masaże, które pozwalają oderwać się od codziennego pędu i wrócić do kontaktu z własnym ciałem. Kobido i Hadado to nie tylko lifting twarzy, ale też głęboki reset emocjonalny. Choć ich tempo bywa dynamiczne, przynoszą ogromne ukojenie – zwłaszcza w połączeniu z końcową akupresurą twarzy. To właśnie ten etap często wprowadza klientki w stan głębokiego odpoczynku, a niekiedy wręcz krótkiego snu. Każdy masaż rozpoczynam od chwili wyciszenia – zanim sięgnę po kosmetyki, daję przestrzeń na spokojny oddech i odpuszczenie napięcia.

MATERIAŁ REKLAMOWY

Dotyk, który leczy – o uważnej pielęgnacji i sile relaksu w kosmetologii

MATERIAŁ REKLAMOWY

Medycznie & Estetycznie

dr W 89


Okiem dermatologa Dr Kamila Stachura

Na skórze widać nasze wybory… Twoja skóra to Twoja historia – nie zapisuj jej, korzystając z przypadkowych działań. Metoda prób i błędów też się tu nie sprawdzi.

Skóra każdego z nas starzeje się inaczej. Prowadzimy różny tryb życia, stosujemy różne diety, mamy często zupełnie odmienne podejście do pielęgnacji, a także różne oczekiwania i potrzeby dotyczące swojego wyglądu. Moje doświadczenie, ciągłe uzupełnianie wiedzy, międzynarodowa perspektywa i fakt, że jestem lekarzem dermatologiem, kształtują moją wizję opieki nad skórą pacjenta

w klinice, którą prowadzę. Tu nie ma miejsca na beztroskie podejście do zabiegów, bo medycyna estetyczna to… medycyna. A to oznacza, że w pełni mogą panować nad jej efektami jedynie lekarze i pielęgniarki, we współpracy z kosmetologami. Dlatego tak świadomie buduję mój zespół i ofertę. Stąd w klinice kolejne lekarki dermatolożki, a także nowa pani chirurg.


MATERIAŁ REKLAMOWY

Dlaczego powiększamy zespół? Zabiegi medycyny estetycznej muszą być zindywidualizowane, przemyślane, zaplanowane i dostosowane do konkretnych potrzeb. Aby takie działania realizować, niezbędne są różne kompetencje w klinice, a więc i różne specjalizacje. Liczy się także doświadczenie wyniesione z dotychczasowej pracy, pasja rozwoju oraz wymiany informacji z lekarzami na całym świecie. Taki jest mój zespół. Niezbędnik kliniki to także możliwości technologiczne miejsca – zaawansowane urządzenia (i to nie jedno czy dwa, lecz pełen park maszynowy) oraz odpowiednio dobrane preparaty. Wtedy zyskujemy komfort proponowania rozwiązań z całej gamy tego, co dostępne w medycynie estetycznej, i możemy tworzyć indywidualny plan postępowania na podstawie światowe rozwiązania. Tylko w takich warunkach możemy mówić o osiąganiu pełnych, możliwych rezultatów i o komforcie proponowania tego, do czego lekarz czy kosmetolog jest przekonany – a nie tylko tego, co ma w ofercie. Czy w medycynie estetycznej wiedza jest dana raz na całe życie? Nie. To dlatego lekarze i kosmetolodzy muszą się kształcić właściwie przez cały czas, bo rzetelność w medycynie estetycznej to aktualna wiedza, umiejętność oceny i weryfikacji wszelkich „nowości”. Szkolenie, uzupełnianie wiedzy i przede wszystkim jej weryfikacja są naszym obowiązkiem i częścią tej pracy.

Tu nie ma miejsca na beztroskie podejście do zabiegów, bo medycyna estetyczna to… medycyna. A to oznacza, że w pełni mogą panować nad jej efektami jedynie lekarze i pielęgniarki, we współpracy z kosmetologami

Każdego dnia pracujemy na delikatnej i wymagającej materii, jaką jest skóra. Pracujemy, aby osiągać efekty estetyczne, ale o skórze naszych pacjentów myślimy w perspektywie wielu lat – jak działania, które wykonujemy teraz, wpłyną na jej kondycję i jakość w przyszłości. Nazywam to odpowiedzialnością – niezbędnym elementem podejścia do pacjenta. Wiedza i dostęp do odpowiednich metod działania dają komfort planowania terapii łączonych – narzędzia, z którego korzystamy w pracy, a które jest zarezerwowane dla tych, którzy odpowiedzialnie podchodzą do oczekiwań pacjentów. Jeśli ktoś przychodzi z życzeniem np. „odmłodzenia skóry”, powinien otrzymać plan działania na najbliższe miesiące, a czasami nawet lata. Szybkie, powierzchowne rozwiązania dadzą tylko wrażenie efektu, a nie trwały i korzystny dla pacjenta wynik. Koniec roku to czas intensywnego poszukiwania rozwiązań z zakresu medycyny estetycznej Zachęcam do sprawdzania i weryfikowania miejsc, do których chodzimy. Dopytujcie o to, co nie jest zrozumiałe i co budzi wątpliwości. Wybierając miejsca i lekarzy, pamiętajmy, że nasza skóra jest jak płótno – każdy zabieg i każde działanie mogą pozostawić na niej ślad. Korygujmy niedoskonałości, patrzmy na skórę z perspektywy leczenia, nie eksperymentujmy, ale szukajmy miejsc, które podejdą kompleksowo do naszych oczekiwań. Duet lekarz i kosmetolog lub trio lekarzy różnych specjalności plus profesjonalna kosmetologia to połączenia, które dają szeroką gamę możliwości. Nasza skóra lubi odpowiednio dobrane terapie łączone – zaplanowane indywidualnie i dostosowane do jej potrzeb.

ul. Jagiellońska 87 | 70–437 Szczecin tel. 535 350 055 | www.klinikadrstachura.pl

Dynamiczny rozwój medycyny estetycznej pozwala dziś bardzo precyzyjnie dobierać działania dla skóry pacjentów. Od nas – osób pracujących na rzecz tego największego organu człowieka, Twojej skóry – wymagaj stałego poszerzania wiedzy, bezpieczeństwa, jakości na każdym etapie działania i gotowości do odpowiedzi na Twoje pytania. To niedużo. A niuanse w zabiegach – także np. w sposobie ich wykonania – miewają kluczowe znaczenie dla ostatecznego efektu. Dobrze poprowadzone terapie łączone w medycynie estetycznej dają ukojenie skórze i zadowolenie z wyników – nam, specjalistom wykonującym zabiegi, i pacjentom, którzy cieszą się z efektów. To, co widoczne na stronie internetowej czy w kanałach social media, to pojedyncze przekazy i informacje o możliwościach kliniki – o naszych możliwościach. Mamy je, korzystamy z nich i umiemy nimi żonglować w taki sposób, by zdobywać to, co najcenniejsze – zaufanie naszych pacjentów. Bezcenne wyróżnienie. Nie zawsze to, co najnowsze na rynku, przekłada się na dobry wynik pracy z pacjentem – czasem wystarczy sprawdzona od lat technologia. Ważne, by mieć do dyspozycji oba rozwiązania i wiedzieć, kiedy oraz jak z nich korzystać. Warto mieć to na uwadze zawsze – także, teraz gdy wchodzimy w sezon zabiegów laserowych, w którym liczba i jakość technologii laserowych dostępnych w klinice mają znaczenie dla tego, jak Twoja skóra skorzysta z zabiegu. Niech koniec roku będzie czasem dobrych decyzji i planów – także tych zabiegowych.


MATERIAŁ REKLAMOWY

Równowaga zgryzu Na pierwszy rzut oka wszystko może wydawać się w porządku. Zęby są równe, nie bolą, funkcjonujemy z pozoru normalnie. A jednak ciało zaczyna wysyłać subtelne sygnały: napięcia, trzaski, ścieranie szkliwa, poranna sztywność żuchwy. Z czego to wynika? Wiele problemów zaczyna się w miejscu, o którym mało kto myśli na co dzień:

ZDROWIE I URODA

w układzie żucia i jego kluczowym elemencie, czyli okluzji.

92

O okluzji, stawach skroniowo-żuchwowych, szynoterapii i podniesieniu wysokości zwarcia rozmawialiśmy z lek. dent. Marcinem Tęczą z gabinetów Biała Szuflada.

Z jakimi objawami najczęściej trafiają do Pana pacjenci z zaburzeniami stawu skroniowo-żuchwowego? Jakie sygnały od ciała mogą świadczyć o tym, że coś dzieje się ze stawami skroniowo-żuchwowymi?

Czym jest okluzja i dlaczego jej prawidłowe ustawienie ma tak ogromne znaczenie?

Wielu pacjentów trafia do gabinetu z powodu bólu, który z pozoru przypomina ból zęba. Tymczasem jego źródło może leżeć znacznie głębiej, w stawach skroniowo-żuchwowych lub mięśniach żucia. Czasem pacjent zauważa przeskakiwanie, trzeszczenie lub ograniczenie ruchomości w okolicy ucha. Innym razem to napięcie, bóle głowy, migreny, a nawet zmiany w proporcjach twarzy. Sam ból może mieć różne źródła. Czasem jest pochodzenia stawowego – pacjent zauważa, że nie może szeroko otworzyć ust, że coś „przeskakuje”, strzela lub trzeszczy w okolicy

Okluzja to sposób, w jaki szczęka górna i żuchwa kontaktują się ze sobą podczas gryzienia i żucia. Można to porównać do puzzli: każdy ząb powinien idealnie pasować do swojego przeciwstawnego odpowiednika. Nieprawidłowa okluzja może powodować nie tylko pęknięcia szkliwa, starcia, a nawet złamania koron i korzeni zębów, ale też napięcia mięśniowe i ból w obrębie twarzy czy karku.


ucha, częściej jednak ma pochodzenie mięśniowe – wynika ze skurczu, przeciążenia lub zapalenia mięśni żwaczy. Zdarzają się też przykurcze, a nawet przerost mięśni. Wielu pacjentów skarży się na bóle głowy lub migreny, które wracają mimo leczenia neurologicznego. Często dopiero w gabinecie stomatologicznym okazuje się, że przyczyna leży właśnie w układzie żucia. Ale objawy to nie tylko ból. To także nadwrażliwość zębów na temperaturę i kwaśne pokarmy, pęknięcia w szkliwie, obumarcie miazgi, zmiany w przyzębiu i recesje dziąsłowe, a nawet zaburzenia w proporcjach dolnej części twarzy. Wielu pacjentów mówi, że ich „uśmiech się postarzał”. Co istotne, problem dotyczy nie tylko osób starszych, ale coraz częściej młodych dorosłych. Jak wygląda diagnostyka? Obserwacja TMD (zaburzenia skroniowo-żuchwowe (z ang. temporomandibular disorders) zaczyna się już w momencie, gdy pacjent wchodzi do gabinetu. Zwracamy uwagę na postawę, ułożenie głowy, napięcia w obrębie karku i twarzy. Podczas badania wewnątrzustnego oceniamy zakres ruchu żuchwy, symetrię, przeskakiwania w stawach. Sprawdzamy napięcie mięśni przez dotyk (palpację). Wykonujemy też badania obrazowe – pantomogram i tomografię komputerową stawów, która pozwala na precyzyjną ocenę ich struktury. W jakich przypadkach rozważa się podniesienie wysokości zwarcia i jakie efekty może to przynieść? Wskazaniem jest znaczne starcie zębów lub przeciążenie układu żucia. Zabieg ten poprawia nie tylko estetykę uśmiechu, ale przede wszystkim przywraca prawidłowe relacje anatomiczne i odciąża układ. Pacjenci zauważają wyraźną poprawę nie tylko w wyglądzie, ale też w codziennym komforcie – ustępują bóle, napięcia, znika uczucie sztywności. A czym jest szynoterapia? To jeden z pierwszych etapów leczenia TMD. Polega na noszeniu specjalnej, przezroczystej nakładki (szyny okluzyjnej), która odciąża zęby, stawy i mięśnie. Pacjent nosi ją najczęściej nocą, czasem również w ciągu dnia. Szyna pomaga rozluźnić mięśnie, ustabilizować żuchwę i przywrócić naturalną, zdrową pozycję. Można powiedzieć, że to swoisty "reset" układu żucia. Czasem to wystarczy. W innych przypadkach konieczna jest dalsza terapia: ortodoncja, odbudowa protetyczna lub wsparcie chirurga. W Białej Szufladzie staramy się działać maksymalnie oszczędnie – bez wiertła, bezboleśnie, z poszanowaniem tkanek. Zęby odbudowujemy za pomocą kompozytowych nakładów (overlay), które cementujemy do naturalnych tkanek różnymi systemami łączącymi. Czy bywa tak, że pacjent przez lata nie wie, że ma zaburzoną okluzję? Jakie mogą być skutki tego niezauważonego problemu? Oczywiście, że tak. Organizm ma niesamowite zdolności adaptacyjne i przez długi czas "kompensuje" błędy zgryzowe. Ale tylko do czasu. W końcu pojawiają się objawy: ból, złamania zębów, nadwrażliwość, recesje dziąseł, a nawet rozchwianie zębów. Wszystko to może być skutkiem przeciążeń. Im wcześniej zauważymy problem, tym mniej inwazyjne (i tańsze) jest leczenie.

Dlaczego to takie ważne? Bo dobrze ustawiona okluzja to nie tylko zdrowe zęby. To komfort życia, brak bólu, lepszy sen, spokojniejsze mięśnie, a w efekcie lepsze codzienne funkcjonowanie. Dlatego warto regularnie kontrolować swój zgryz, nawet jeśli nic nas nie boli. Na koniec muszę się do czegoś przyznać. Moja pasja do leczenia zaburzeń TMD narodziła się dzięki dr Patrycji Dziuban, mojej szefowej. To ona pokazała mi, jak fascynujące jest przywracanie pacjentowi równowagi okluzyjnej. Oboje uczestniczyliśmy w kursie protetyki addycyjnej na Uniwersytecie w Chieti we Włoszech, zgłębiając nowoczesne metody odbudowy zgryzu przy użyciu kompozytów o właściwościach zbliżonych do naturalnego szkliwa. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Anna Wysocka / foto: Alicja Uszyńska

ul. Wyszyńskiego 14 lok U/01, 70-201 Szczecin | tel. +48 91 433 13 65 | email: info@bialaszuflada.pl ul. Koralowa 86/88, 71-220 Bezrzecze | tel. +48 533 943 394 | email: koralowa@bialaszuflada.pl ul. Mur Południowy 3, 73-200 Choszczno | tel. 95 71 59 059 | email: choszczno@bialaszuflada.pl


MATERIAŁ REKLAMOWY

Pomiędzy pięknem a zdrowiem Dzisiejsza kosmetologia to dziedzina, która łączy w sobie naukę, technologię, a nawet dietetykę. O ewolucji i interdyscyplinarności kosmetologii rozmawiamy z Magdą Skowrońską

ZDROWIE I URODA

z Atelier Zdrowia i Urody.

94

Jak Pani zdaniem zmieniła się rola kosmetologa w ostatnich latach? Na pewno przeszła ogromną transformację. Jeszcze 10 lat temu (jak otwierałam gabinet) kojarzyła się głównie z pielęgnacją i poprawą wyglądu. Dziś kosmetolog to specjalista, który łączy wiedzę z zakresu dermatologii, fizjologii, chemii kosmetycznej, dietetyki, a często także psychologii. Naszym

celem nie jest już tylko poprawa wyglądu skóry, lecz zrozumienie jej problemu i znalezienie przyczyny. W pracy coraz częściej spotykamy się z zaburzeniami bariery hydrolipidowej czy mikrobiomu, problemami hormonalnymi czy przewlekłym stresem, które odbijają się na kondycji skóry i włosów. Dlatego kosmetolog staje się partnerem w procesie świadomej pielęgnacji – osobą, której można zaufać.


W ostatnim czasie coraz częściej słyszymy o trycholo-

hi-tech z terapiami pielęgnacyjnymi oraz odpowiednio do-

gii. Czy zwiększyło się zapotrzebowanie na tę dziedzi-

braną pielęgnacją domową, osiągamy efekty, które jeszcze

nę nauki?

kilka lat temu były możliwe tylko po zabiegach medycyny

Trychologia, czyli nauka o skórze głowy i włosach, jest

estetycznej.

odpowiedzią na rosnącą liczbę osób borykających się z problemami takimi jak wypadanie włosów, łojotok,

Czy w takim razie można powiedzieć, że skuteczność za-

łupież czy podrażnienia skóry głowy. Obserwuję, że te

biegów to nie tylko technologia, ale również relacja mię-

dolegliwości coraz częściej mają podłoże stresowe lub

dzy specjalistą a pacjentem?

wynikają z niewłaściwej pielęgnacji, diety czy zaburzeń hormonalnych. Kluczowe jest holistyczne podejście – nie ograniczamy się do samego badania skóry głowy. Analizujemy styl życia, nawyki żywieniowe, badania krwi, stale współpracujemy z lekarzem endokrynologiem czy reumatologiem. To współdziałanie specjalistów daje realne efekty.

Absolutnie tak. Najlepsze efekty osiągamy wtedy, gdy klient jest zaangażowany w proces terapeutyczny. W moim gabinecie zawsze podkreślam, że pielęgnacja to współpraca – nie ma cudownych zabiegów, które w godzinę rozwiążą problem skóry. Potrzebna jest regularność, świadomość i zaufanie. Podczas konsultacji staram się dokładnie tłumaczyć, co się dzieje ze skórą, dlaczego reaguje w taki sposób

Dodatkowo trychologia stale się rozwija, na kongresach

i jakie działania przyniosą trwały efekt. Pacjent, który rozu-

dzielimy się wiedzą, poznajemy nowe przypadki, uczymy

mie proces, czuje się bezpiecznie i jest bardziej zmotywo-

się nowych rozwiązań. Dzięki nim możemy dobrać tera-

wany do współpracy. Wspólnie tworzymy plan pielęgnacyj-

pię trychologiczną i skutecznie zahamować procesy utra-

ny – zarówno gabinetowy, jak i domowy – a efekty są często

ty włosów.

nie tylko widoczne, ale i odczuwalne: poprawia się wygląd, samopoczucie i pewność siebie.

A jeśli chodzi o depilację laserową – mimo jej popularności wiele osób wciąż ma obawy przed zabiegiem.

Holistyczne podejście to dziś modne hasło, ale co ono na-

Obawy są naturalne, ale wynikają głównie z braku wiedzy.

prawdę oznacza w praktyce kosmetologicznej?

Depilacja laserowa to bezpieczny i skuteczny zabieg, pod

Dla mnie holistyczna kosmetologia to filozofia pracy. Skóra

warunkiem, że wykonuje ją wykwalifikowany kosmetolog

jest organem, który odzwierciedla to, co dzieje się w całym

i z użyciem certyfikowanego sprzętu. W gabinecie korzy-

organizmie. Problemy skórne to często sygnał – nie efekt ze-

stamy z technologii hi-tech, które łączą różne długości fal

wnętrznego czynnika, lecz informacja o zaburzeniu równo-

światła i systemy chłodzenia skóry, co znacząco zwiększa

wagi wewnętrznej. Wierzę, że piękno jest stanem równowa-

komfort zabiegu. Przed rozpoczęciem terapii zawsze wy-

gi: między ciałem, emocjami a pielęgnacją.

konujemy konsultację, wywiad zdrowotny – to podstawa budowania zaufania. Dzięki temu klient wie, że zabieg jest bezpieczny, a efekty przyjdą w odpowiednim czasie.

Na zakończenie – co chciałaby Pani przekazać osobom, które rozważają wizytę w gabinecie kosmetologicznym,

Warto też podkreślić, że depilacja laserowa to nie tylko

ale wciąż się wahają?

kwestia estetyki, ale również higieny i komfortu skóry. Co-

Przede wszystkim – kosmetologia to nie luksus, lecz ele-

raz więcej pacjentów zgłasza się z problemami zapalenia

ment dbania o zdrowie i dobre samopoczucie. Każda skó-

mieszków włosowych, wrastających włosków czy podraż-

ra ma swoją historię, a naszym zadaniem jest ją zrozumieć

nień – laser rozwiązuje te problemy u źródła.

i wspierać w procesie regeneracji. Zapraszam do gabinetu wszystkich, którzy szukają nie tylko zabiegu, ale również

Wspomniała Pani o technologiach hi-tech. Jakie rozwiązania uważa Pani za najbardziej przełomowe w nowoczesnej kosmetologii? Urządzenia hi-tech pozwalają nam działać nieinwazyjnie, ale bardzo skutecznie. Mam tu na myśli m.in. technologie wykorzystujące fale radiowe (RF), ultradźwięki, mikronakłuwanie frakcyjne, światło LED, czy zabiegi z użyciem lasera. Te metody stymulują naturalne procesy regeneracji skóry, pobudzają fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, po-

opieki. To przestrzeń, w której nauka spotyka się z technologią, a pielęgnacja – z troską o człowieka. Gabinet Atelier Zdrowia i Urody Magda Skowrońska to nowoczesne centrum kosmetologii i trychologii, w którym nauka spotyka się z empatią. Specjalizujemy się w holistycznych terapiach opartych na diagnozie, wiedzy i najnowszych technologiach hi – tech. Naszą misją jest przywracanie skórze równowagi, zdrowia i naturalnego blasku – w atmosferze zaufania i profesjonalizmu.

prawiają gęstość skóry, a jednocześnie są bezpieczne i nie wymagają rekonwalescencji. Dzięki połączeniu zabiegów

Atelier Zdrowia i Urody Magda Skowrońska www.atelier.szczecin.pl gabinet.atelier.szczecin@gmail.com | tel.: 530 018 012 Łukasińskiego 41S/3, 71-215 Szczecin

Fot. Karolina Tarnawska


MATERIAŁ REKLAMOWY

DR N.MED ADAM KURPIK UROLOG

Profilaktyka męskiego zdrowia – dlaczego warto badać się regularnie? Listopad od kilku lat kojarzony jest nie tylko z jesienną aurą, lecz także z akcjami społecznymi, które mają zwrócić uwagę na zdrowie mężczyzn. To miesiąc, w którym mężczyźni na całym świecie zapuszczają wąsy w ramach akcji „Movember” – nie chodzi tu tylko o zabawę z zarostem – to przede wszystkim przypomnienie, że zdrowie mężczyzn wciąż bywa tematem tabu oraz że regularne badania profilaktyczne mogą uratować życie. Jako lekarz urolog pragnę podkreślić, jak istotna jest świadomość oraz wczesne wykrywanie chorób nowotworowych, szczególnie raka prostaty i raka jądra.

Rak prostaty – cichy przeciwnik Rak gruczołu krokowego (prostaty) jest aktualnie najczęściej diagnozowanych nowotworem u mężczyzn po 50. roku życia. Niestety, we wczesnym stadium rozwija się bezobjawowo – nie boli, nie daje jednoznacznych sygnałów ostrzegawczych. Dlatego tak ważne są badania profilaktyczne: oznaczenie poziomu PSA (antygenu swoistego dla prostaty) we krwi, badanie per rectum (palcem przez odbytnicę), w razie potrzeby – badania obrazowe, np. USG. Wczesne wykrycie raka prostaty daje ogromne szanse na pełne wyleczenie i powrót do normalnego życia. Rak jądra – problem młodych mężczyzn Choć rak jądra występuje rzadziej, jest najczęstszym nowotworem złośliwym u mężczyzn między 20. a 40. rokiem życia. Dobra wiadomość jest taka, że wcześnie wykryty jest jednym z najlepiej rokujących nowotworów. Podstawą profilaktyki jest samobadanie jąder – raz w miesiącu, najlepiej po ciepłej kąpieli lub prysznicu, kiedy moszna jest rozluźniona. Każda wyczuwalna zmiana: guz, zgrubienie, asymetria czy uczucie ciężaru, powinna być sygnałem do pilnej konsultacji z urologiem.

ZDROWIE I URODA

Dlaczego mężczyźni unikają badań?

96

Wciąż pokutuje mit, że badania urologiczne są wstydliwe czy krępujące. W praktyce to kilka minut, które mogą zadecydować o zdrowiu i życiu. Lekarze urolodzy doskonale rozumieją obawy pacjentów, a naszym zadaniem jest stworzenie bezpiecznej atmosfery i szybka, profesjonalna ocena stanu zdrowia. Profilaktyka to inwestycja w przyszłość Zachęcam każdego mężczyznę – niezależnie od wieku – do: corocznej wizyty kontrolnej u urologa po ukończeniu 40–45 lat (lub wcześniej, jeśli w rodzinie występowały no-

wotwory narządów moczowo-płciowych), regularnego samobadania jąder, dbania o styl życia: zdrową dietę, aktywność fizyczną, ograniczenie alkoholu i unikanie tytoniu. Listopadowe akcje przypominają nam, że troska o zdrowie nie jest powodem do wstydu, lecz wyrazem odpowiedzialności – za siebie i swoich bliskich. Wczesna diagnostyka ratuje życie, nie odkładajmy jej na później. Listopad to dobry moment, by zrobić pierwszy krok.


Nie bójmy się

żyć

Boimy się wypadku na drodze. Boimy się, że zabraknie nam środków do pierwszego. Boimy się o zdrowie. Boimy się o najbliższych. O przyjaciół też się martwimy. Piszemy, dzwonimy, pytamy o zdrowie i samopoczucie. Musimy mieć pewność. Czy grypa się skończyła? Czy ukochana osoba dojechała na miejsce bez niespodzianek po drodze? Kurczowo trzymamy się kontroli. Czego tak naprawdę się boimy?

Wyszliśmy z założenia, że strach przed śmiercią jest przecież czymś naturalnym. Boimy się straty. Boimy się śmierci. Nie wiemy co czeka nas po drugiej stronie. Czy raj, czy piekło, czy wszechogarniająca pustka, niebyt. Niewiedza boli. Z bólu wyrastają kiełki niepewności a stąd już prosta droga do niepokoju, który prowadzi do paraliżującego strachu. Dlaczego boimy się śmierci? Dr n. med. Ryszard Kamiński: Bo może boimy się życia? Bo życie jest niczym innym, jak procesem ciągłej utraty. Rodzimy się z nadzieją na wieczność, a od pierwszych dni zaczynamy tracić. To naturalne, ale trudne. Tracimy bliskich, zdrowie, relacje, często także wiarę w siebie. Pomimo to pragniemy stałości. Stałości, której przecież świat nam nie daje. A jednak staramy się tę stałość budować – rodzina, dom, zawód, przywiązania.

ZDROWIE I URODA

Dr Kamiński: Tak, budujemy wokół siebie systemy bezpieczeństwa. Rodzina, monogamia, wierność, lojalność – wszystko to nadaje kształt naszemu życiu. Ale to też ogranicza nasze decyzje. Boimy się utraty tych bezpieczników. W głębi duszy chcielibyśmy, żeby nic się nie zmieniało. Ale życie to zmiana. Panta Rhei. Wszystko płynie. I jeśli nie potrafimy tej zmienności zaakceptować, zamieniamy się w metaforyczne bajoro.

98

Pani Magdo, skąd bierze się ten lęk? Magda Olech: To lęk przed nieznanym. Nasz mózg lubi wiedzieć, mieć kontrolę. A śmierć to największa tajemnica, jakiej nie umiemy objąć rozumem. Boimy się jej, bo nie da się jej przewidzieć, zaplanować, ani – co dla wielu najtrudniejsze – zatrzymać. I paradoksalnie, choć wszyscy mamy świadomość, że od momentu narodzin zbliżamy się do końca, to wciąż próbujemy o tym nie myśleć. Zamiast żyć świado-

mie, spieszymy się i martwimy, jakby to miało nas ochronić przed nieuniknionym. Mimo to myśl o śmierci wciąż nas paraliżuje. Dr Kamiński: Bo mocno wiążemy się z tym, co zdobywamy – z relacjami, dobrem materialnym, statusem, tożsamością. Śmierć to nie tylko koniec życia, to utrata tego wszystkiego. A człowiek nie chce tracić. Nie lubimy rezygnować – nawet z rzeczy, które nas ograniczają. Życie to nieustanne podejmowanie decyzji. A każda decyzja to eliminacja innych opcji. Wybierając jedno – rezygnujemy z reszty. To trudne, bo kultura uczy nas raczej gromadzić niż puszczać. Czy nie dlatego jesteśmy tak zmęczeni? Życie staje się próbą utrzymania w pionie wszystkich talerzy? Dr Kamiński: W cyrku artysta kręci talerzykami na patykach – jeden, drugi, trzeci. Ale przy czwartym musi wracać do pierwszego, bo inaczej spadnie. I tak właśnie żyje współczesny człowiek. Im więcej ma, tym więcej musi podtrzymać. Aż któryś talerz upadnie. Utrata jest nieunikniona. Śmierć to finał tej utraty i wielu ludzi boi się jej nie dlatego, że nie wiedzą, co będzie potem, tylko dlatego, że nie chcą stracić tego, co mają teraz. Ale przecież nie wiemy, co jest po drugiej stronie. Czy ten lęk nie wynika także z tej niepewności – czy czeka nas pustka, czy coś więcej? Dr Kamiński: Paradoksalnie – nie. Bo nie możemy bać się czegoś, czego nie znamy. Nie jesteśmy w stanie zaznać śmierci „na próbę”, nie da się jej sprawdzić, zrozumieć. A to, czego naprawdę się boimy, to… tego, że dziś coś się zmieni. Że coś stracimy. Lęk przed śmiercią to projekcja dzisiejszego lęku o zdrowie, relacje, pozycję. Tego się trzymamy, jak tych talerzy. I to nas wyczerpuje.


W jaki sposób rozmawiać o śmierci, aby lęk stał się mniejszy? Dr Kamiński: Po prostu rozmawiać. To najważniejsze. Im bardziej się czegoś boimy, tym bardziej powinniśmy to oswajać właśnie rozmową. Śmierć nie powinna pojawiać się w dialogu tylko wtedy, gdy wydarza się coś dramatycznego. Wtedy temat jest zbyt trudny, a my jesteśmy zbyt rozedrgani, aby unieść go emocjonalnie. Śmierć powinna być obecna jako naturalna część życia. Nie jako temat tabu wyciągany „na specjalną okazję”, ale jako coś, co współistnieje z codziennością, jak narodziny, dorastanie, wybory, zmiany. Kiedyś dziecko dorastało, mając kontakt z umieraniem – uczestniczyło w czuwaniach, widziało bliskich zmarłych, rozumiało rytuały pożegnania. Śmierć była częścią życia rodzinnego, społecznym doświadczeniem. Dziś izolujemy dzieci od tematu śmierci. Nie chcemy, żeby widziały, żeby się bały. One i tak wiedzą, ale po swojemu, przez filmy, internet, rozmowy. Tyle że bez przewodnika, bez emocjonalnej mapy. Rozmawiajmy. Odważnie. Nie ucinajmy tematów. Nie pocieszajmy „będziesz żył wiecznie” tylko dlatego, że nie umiemy udźwignąć prawdy. Każdy z nas ma swoją metę i kiedyś przyjdzie nam ją zobaczyć. A to, co robimy pomiędzy – to właśnie życie. Strata bliskiej osoby zawsze boli. Czy czas rzeczywiście leczy rany? Dr Kamiński: To zależy. Czas sam w sobie nie ma magicznej właściwości gojenia ran. On jedynie może pomóc, pod warunkiem, że my sami zdecydujemy się dalej żyć. To znaczy: angażować się w nowe relacje, doświadczenia, w codzienność. Jeśli po stracie bliskiej osoby otwieramy się na świat, na to, co wciąż przed nami, wtedy tak, czas może działać kojąco. Ale jeśli nosimy w sobie przeszłość jak ciężki plecak – tę nieżyjącą mamę, partnera, żal, który nie dostał ujścia – to żadna ilość czasu nie pomoże. Rana, która zamiast się zagoić, jest codziennie rozdrapywana, sprawia, że ból się utrwala.

tach wróciła do tematu i jasno powiedziała, że każdy przeżywa stratę po swojemu. Żałoba nie ma terminu ważności, nie ma jednego scenariusza, który trzeba odegrać. Mamy prawo przeżywać ją tak, jak czujemy. A co jeśli ta żałoba nie mija? Jak powinna wyglądać zdrowa żałoba? Magda Olech: Jeśli żałoba trwa bardzo długo i zaczyna utrudniać codzienne funkcjonowanie, warto porozmawiać o tym z kimś, kto może pomóc, np. z bliską osobą, a jeśli odczuwamy taką potrzebę – z terapeutą, albo psychologiem. Mam wrażenie, że kiedyś społeczeństwo było bardziej oswojone ze śmiercią i stratą. Czy się mylę? Magda Olech: Nie, absolutnie się Pani nie myli. Kiedyś śmierć była częścią codzienności – dosłownie. Ludzie umierali w domach, w otoczeniu bliskich. Ciała zmarłych były wystawiane w otwartych trumnach, czuwano przy nich, palono gromnice. Dzieci, dorośli, starsi – wszyscy uczestniczyli w tym doświadczeniu. Śmierć przeżywano razem, we wspólnocie. A dziś… coraz częściej mówi się o zinstytucjonalizowanej śmierci. Umieramy w szpitalach, za zamkniętymi drzwiami. Ciało odbiera zakład pogrzebowy, a bliscy często nawet nie widzą zmarłego po śmierci. Śmierć przestała być doświadczeniem wspólnotowym – stała się urzędowa, szpitalna, anonimowa. Dr Kamiński: Kiedyś zmarły leżał w domu, przez kilka dni. Dzieci uczestniczyły w pożegnaniu, widziały ciało, wiedziały, że coś się kończy. Dziś dzieci się izoluje. Nie pokazuje im się śmierci, nie mówi się o niej. A to wszystko z jednego powodu – naszego własnego lęku. To my się boimy, więc boimy się także konfrontować nasze dzieci z tym, co nieuniknione. Nie bójmy się żyć. Wtedy przestaniemy bać się śmierci. Rozmawiała: Anna Wysocka foto: Alicja Uszyńska

Magda Olech: To nie czas leczy rany – to my uczymy się żyć z tym, co boli. Uczymy się funkcjonować bez osoby, która była ważna, ale ona i tak już zawsze będzie częścią naszego wewnętrznego krajobrazu. I to nie jest nic złego. Nie ma jednego właściwego sposobu przeżywania żałoby. A jednak kultura masowa lubi nam taki schemat narzucić. Jakbyśmy musieli „zmieścić się w czasie” albo „zrobić to dobrze”.

MAGDA OLECH - PSYCHOLOŻKA I PSYCHOTERAPEUTKA CBT (IN SPE), WYKŁADOWCZYNI AKADEMICKA, TWÓRCZYNI PODCASTU „CZUŁOST-

Co ma Pani na myśli?

KI-CZULE, DELIKATNIE, ŁAGODNIE O

Magda Olech: Chodzi mi o presję, jaką dziś często odczuwamy w związku z tym, jak powinniśmy przeżywać żałobę. W latach 60. Elisabeth Kübler-Ross opublikowała książkę o umieraniu, opartą na rozmowach z osobami terminalnie chorymi. Zauważyła u nich pewne wspólne reakcje: zaprzeczenie, targowanie się, gniew, depresję, akceptację. To były luźne obserwacje. Problem w tym, że kultura masowa zinterpretowała jej wnioski jako uniwersalny schemat przeżywania żałoby z konkretną kolejnością i jasno określonym przebiegiem. Każdy przeżywa ją inaczej, w swoim tempie i na swój sposób. A ta uproszczona narracja sprawia, że ludzie zaczynają się martwić, że „nie żałują właściwie”, że „coś z nimi jest nie tak”, bo np. nie czują gniewu, albo nie potrafią się „pozbierać” po kilku tygodniach.

ŻYCIU”. SPECJALIZUJE SIĘ W LECZENIU ZABURZEŃ LĘKOWYCH, DEPRESYJNYCH I ADHD DOROSŁYCH. WIĘCEJ NA STRONIE: MAGDAOLECH.PL

DR N. MED. RYSZARD KAMIŃSKI – PSYCHOLOG KLINICZNY, PSYCHOTERAPEUTA I SUPERWIZOR, ZAŁOŻYCIEL ZACHODNIOPOMORSKIEGO INSTYTUTU PSYCHOTERAPII. SPECJALIZUJE SIĘ W PSYCHOTERAPII INDYWIDUALNEJ, GRUPOWEJ ORAZ SUPERWIZJI PRACY KLINICZNEJ. AUTOR LICZNYCH PUBLIKACJI, WYKŁADOWCA AKADEMICKI,

Czyli żałoba nie ma terminu ważności? Dla przykładu – jeśli umiera współmałżonek, słyszymy często, że żałoba „powinna trwać rok”. Czy to jeszcze aktualne? Magda Olech: Zdecydowanie nie. To nie działa w ten sposób. Sama Elisabeth Kübler-Ross, której obserwacje zostały niesłusznie przekształcone w sztywne „etapy żałoby”, po la-

CERTYFIKOWANY PSYCHOTERAPEUTA I SUPERWIZOR POLSKIEGO TOWARZYSTWA PSYCHOLOGICZNEGO ORAZ POLSKIEGO TOWARZYSTWA PSYCHIATRYCZNEGO. PRZEZ LATA ZWIĄZANY Z KLINIKĄ PSYCHIATRII POMORSKIEJ AKADEMII MEDYCZNEJ. OBECNIE AKTYWNIE DZIAŁA NA RZECZ ROZWOJU PSYCHOTERAPII I KSZTAŁCENIA KOLEJNYCH POKOLEŃ SPECJALISTÓW. KONTAKT: KAMINSKI@ZIP.ORG.PL.


MATERIAŁ REKLAMOWY

Magia dobrego widzenia, czyli okulary z duszą Kiedy wchodzisz do salonu Katarzyny Kordus przy ulicy Pocztowej w Szczecinie, od razu czujesz ten spokój. Zapach świeżo parzonej kawy, kolorowa poczekalnia, miękkie fotele i uśmiech – to miejsce, w którym można odetchnąć. Choć to salon optyczny, ma w sobie coś z przytulnej kawiarni i.… odrobiny magii. Już neon wiszący nad wejściem przyciąga wyglądem i klimatem. – Po prostu lubię to, co robię – mówi z uśmiechem Katarzyna Kordus. – To jest chyba najważniejsze. Zatrudniając moją optometrystkę, chciałam, żebyśmy tworzyły miejsce, w którym zarówno my, jak i nasi pacjenci czują się dobrze. Połowę życia spędzamy w pracy – niech więc będzie to miejsce dobrej energii. Nowy początek Po 18 latach pracy w jednym z dużych salonów w galeriach handlowych pani Katarzyna postanowiła zrobić coś po swojemu. – Zawsze marzyłam o tym, żeby stworzyć przestrzeń, w której będzie spokój, rozmowa i czas na kawę. W galeriach zawsze był szum, pośpiech. A tu, w tej bocznej uliczce, można się zatrzymać, usiąść, porozmawiać i oczywiście wybrać idealnie dobrane okulary – opowiada. Nowy salon otworzył się na początku października. – To było niesamowite – przez dwa dni przewinęło się prawie sto osób! Bałam się, że przez te dwa miesiące przerwy ludzie o mnie zapomnieli. A oni przyszli, przytulali, mówili, że tęsknili. To było bardzo wzruszające. Okulary szyte na miarę Dla Katarzyny Kordus dobre okulary to nie tylko modne oprawki. – Dobre okulary to takie, które dają najlepsze możliwe widzenie. Współpracujemy z fantastycznymi okulistami – dr. Gosławskim, dr Podborączyńska-Jodko czy dr Ewą Wojciechowską, która czyni cuda z dziećmi. Dzięki temu pacjent jest zaopiekowany kompleksowo. Proces doboru zaczyna się od rozmowy i pomiaru refrakcji. – Pytamy, do czego okulary mają służyć, jak wygląda dzień pacjenta, jak pracuje. Jedni potrzebują okularów do komputera, inni do prowadzenia auta, a jeszcze inni – uniwersalnych, progresywnych. Wszystko dobieramy indywidualnie. A potem przychodzi czas na wybór oprawek – moment, w którym pojawia się błysk w oku. – Okulary muszą być wygodne, dopasowane do twarzy i stylu życia. Mają również

cieszyć. Dla mnie okulary są jak biżuteria – potrafią zmienić nastrój, dodać pewności siebie i być piękną ozdobą. Kolor, odwaga i styl Kiedy pytam o trendy, pani Katarzyna uśmiecha się. – Zawsze powtarzam, że modne jest to, w czym dobrze wyglądasz, ale rzeczywiście – pacjenci są coraz bardziej odważni. Coraz częściej wybierają kolory, nietypowe kształty, przezroczyste materiały. I to nie tylko kobiety – podkreśla. – Panowie, co cieszy, również są otwarci w tym temacie i coraz chętniej sięgają po oprawki transparentne czy w delikatnych barwach. W salonie znajdziemy zatem oprawki stworzone dla każdego, zarówno dla dorosłych osób, jak i dla tych najmłodszych – Mam oprawy marek włoskich i polskich, które są również na bardzo wysokim poziomie. Zresztą staram się, by połowa naszych oprawek była właśnie polska, bo warto promować to, co dobre i lokalne. Z sercem i kawą Salon Katarzyny to nie tylko optyka – to mały świat stworzony z pasji. Są tu świeże kwiaty, dobra muzyka, pyszna kawa z lokalnej palarni i antyki, w tym przyciągający wzrok niezwykły zegar. – Każdy detal jest przemyślany. Chcę, żeby ludzie, którzy tu przychodzą, mieli chwilę dla siebie i nie mieli poczucia, że są w lekarskim gabinecie. Dlatego z moją współpracowniczką nie zakładamy białych fartuchów. To też nie jest miejsce, w którym robi się okulary w biegu. To miejsce, gdzie rozmawiamy, szukamy najlepszych rozwiązań i tworzymy coś, co zostaje z człowiekiem na co dzień. I trudno się nie zgodzić – w końcu okulary towarzyszą nam od rana do wieczora. A jeśli mogą być nie tylko praktyczne, ale też piękne i stworzone z sercem – to właśnie w tym tkwi magia dobrego widzenia. ad / foto: Katarzyna Pancewicz-Kunka

Optyk Kasia Kordus | ul. Pocztowa 39/U12 - wejście od 5 lipca tel. +48 512 815 134 | optyk@kasiakordus.pl | OPTYKKasiaKordus


MATERIAŁ REKLAMOWY

Ekspert radzi

Dzień dobry, Panie doktorze, mam 45 lat, całe życie borykam się z przetłuszczaniem skóry i rozszerzonymi porami, a teraz jeszcze doszły zmarszczki. Chciałabym poprawić jakość skóry i poczuć się młodziej. Jakie zabiegi będą dla mnie najlepsze? Katarzyna Pani Katarzyno, W Pani wieku skóra naturalnie traci elastyczność i jędrność. Przy cerze tłustej, ze skłonnością do rozszerzonych porów, szczególnie istotne jest, aby zabiegi nie tylko poprawiały strukturę skóry, lecz także regulowały pracę gruczołów łojowych. Najlepsze efekty przynosi terapia łączona, wykorzystująca: laseroterapię frakcyjną, światło szerokopasmowe, radiofrekwencję mikroigłową oraz peelingi chemiczne. W terapii przeciwzmarszczkowej podstawą jest połączenie lasera frakcyjnego i radiofrekwencji mikroigłowej, które stymulują fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny. Dzięki temu skóra staje się bardziej napięta, pory zwężają się, zmarszczki spłycają, a nadmierna produkcja sebum stop-

Dzień dobry, Panie doktorze, chciałabym wprowadzić retinol do swojej pielęgnacji, ale jednocześnie skorzystać z zabiegów laserowych. Czy można połączyć jedno z drugim? A jeśli tak, to jak powinno to wyglądać? Milena

Pani Mileno, Tak, retinol i laseroterapia mogą stanowić doskonałe uzupełnienie – pod warunkiem zachowania odpowiednich odstępów czasowych oraz właściwego przygotowania i regeneracji skóry. Retinol stymuluje odnowę komórkową, pobudza fibroblasty do produkcji kolagenu i poprawia strukturę naskórka. Zabiegi laserowe działają selektywnie w głębszych warstwach skóry, inicjując procesy naprawcze. Połączenie tych metod zwiększa efektywność terapii odmładzającej, poprawiając jędrność, gęstość i koloryt skóry. Najlepsze rezultaty uzyskujemy, gdy pacjent stosuje retinol

jesienią lub zimą, gdy ekspozycja na słońce jest ograniczo-

pomiędzy seriami zabiegów laserowych – skóra staje się

na, oraz ścisłe przestrzeganie zaleceń pozabiegowych.

bardziej elastyczna, a koloryt wyrównany.

Rekomenduję konsultację ze specjalistą, który oceni stan

Podsumowując – można i warto łączyć retinol z laserotera-

skóry, Pani oczekiwania i dobierze indywidualny plan tera-

pią, ale zawsze etapowo i zgodnie z planem ustalonym ze

pii, aby uzyskać skuteczne i trwałe efekty.

specjalistą.

Pozdrawiam, dr n. med. Piotr Zawodny

Z poważaniem, dr n. med. Piotr Zawodny

ZDROWIE I URODA

niowo się normalizuje. Zaleca się wykonywanie zabiegów

101


SVS Szczecin: Inwestycja w Globaln PrzyszCo[ Twojego Dziecka W dzisiejszym, dynamicznym [wiecie, wybór [cie}ki edukacyjnej jest kluczow decyzj . Rodzice pragn cy zapewni swoim pociechom przyszCo[ na najwy}szym poziomie, poszukuj rozwi zaE oferuj cych co[ wi cej ni} tylko wiedz . Odpowiedzi jest ekskluzywny program International Baccalaureate (IB), którego autoryzowanym realizatorem w Szczecinie s SzkoCy SVS (Szczecin Vitruvian School).

Elitarne Standardy Globalne

Fundament Globalnego Lidera

Ekskluzywne [rodowisko Wsparcia

Mi dzynarodowy program IB

Do[wiadczeni pedagodzy SVS

Kameralne grupy i indywidualne

otwiera drzwi do

ksztaCtuj przyszCych liderów,

podej[cie buduj pewno[ siebie

nieograniczonych mo}liwo[ci i

gotowych na wyzwania

i piel gnuj talenty.

presti}owych uczelni.

globalnego rynku.

SVS SzkoCa Podstawowa: Unikalne poC czenie Programu PYP i polskiej podstawy programowej 01

02

03

Program PYP

Rozwój Talentów

Holistyczny rozwój, interdyscyplinarne

Indywidualne podej[cie wzmacnia

KsztaCtowanie Globalnego Obywatela

nauczanie, my[lenie krytyczne i

naturalne talenty, pasje i

Wdra}anie postaw szacunku,

kreatywne, uczenie si oparte na

predyspozycje, prowadz c do

otwarto[ci kulturowej i

dociekaniu (inquiry-based learning).

globalnego sukcesu.

odpowiedzialno[ci spoCecznej, budowanie sieci przyszCych liderów.

Zainwestuj w PrzyszCo[ . Rekrutacja do SVS Trwa! Nie przegap tej wyj tkowej szansy na [wiatow edukacj . Zapraszamy do kontaktu i umówienia si na spotkanie informacyjne. Telefon: 512 868 176 Odkryj, jak program IB w SVS mo}e zapewni Twojemu dziecku uprzywilejowan pozycj na arenie mi dzynarodowej. Odwied{ nasz stron internetow https://svs.edu.pl/. PrzyszCo[ Twojego dziecka zaczyna si ju} dzi[!


IB Diploma Programme w LO SVS: Przepustka do [wiatowych Uczelni Czy ambicje PaEstwa dziecka si gaj najznamienitszych uczelni [wiata? International Baccalaureate Diploma Programme (DP) w LO SVS to starannie zaprojektowana [cie}ka, która ksztaCtuje wizjonerów, niezale}nych my[licieli i odpowiedzialnych liderów, gotowych do obj cia globalnych stanowisk.

Theory of Knowledge (TOK)

Extended Essay

CAS

Rozwija krytyczne my[lenie i analiz ,

Wymagaj ca praca badawcza o

Program Kreatywno[ci, Aktywno[ci i

przygotowuj c przyszCych liderów do

randze akademickiej, niezb dne

UsCugi, który piel gnuje empati ,

oceny wiedzy i formuCowania

przygotowanie do elitarnych

przywództwo i odpowiedzialno[

wCasnych perspektyw.

programów uniwersyteckich.

spoCeczn .

Dlaczego absolwenci IB s poszukiwani przez najbardziej presti}owe uczelnie? Uniwersalny Klucz do Sukcesu

Elitarne My[lenie Globalne

Dyplom IB z LO SVS to symbol

Nasi absolwenci to wizjonerzy,

Drzwi do Mi dzynarodowych Karier

intelektualnej niezale}no[ci i

którzy adaptuj si do

Oferujemy narz dzia i

dowód na wybitne

dynamicznych [rodowisk i

ekskluzywn perspektyw ,

przygotowanie badawcze,

wnosz przeComowy wkCad w

otwieraj c drog do studiów na

doceniane przez [wiatowe

globaln spoCeczno[ .

renomowanych uczelniach i

uniwersytety.

budowania wpCywowych karier.

Szczecin: Ku{nia Mi dzynarodowych Talentów w Prywatnym Liceum OgólnoksztaCc cym Leonardo SVS Oferuj c program IB nasza szkoCa jest inkubatorem wybitnych osobowo[ci. Dajemy PaEstwa dzieciom konkretne narz dzia i ekskluzywn , globaln perspektyw , by staCy si przyszCymi liderami na [wiatowej arenie.

[wiatowe Standardy

Strategiczna Inwestycja

Akredytowana placówka IB oferuj ca

Rozwój akademicki i globalne perspektywy dla

bezkompromisow edukacj , przygotowuj c do

PaEstwa dziecka to gwarancja przewagi i

wyzwaE XXI wieku.

nieocenionego kapitaCu na caCe }ycie.

Zapisy Otwarte! Inwestycja w PrzyszCo[ Twojego Dziecka Zapraszamy do kontaktu i zapoznania si z ekskluzywn ofert naszej szkoCy w Szczecinie. Odwied{ nasz stron internetow https://liceum.svs.edu.pl/ lub zadzwoE pod numer 502 225 260.


Recenzje filmowe „Chopin Chopin” reż. Michał Kwieciński, scen. Bartosz Janszewski

K U LT U R A

Dawno nie było w polskich kinach filmu, który tak by rozbudził oczekiwania publiczności i publicystów. Fryderyk Szopen (Frédéric Chopin) wielkim kompozytorem był! Największym. Zrodzony z najbardziej polskich pół, łąk, jezior, rzek, stawów, lasów, a przede wszystkim wierzb… Nasz brylant! I nagle: trach, jeb, bum! Chopin okazał się człowiekiem z krwi i kości. Z wątpliwościami i słabościami. On czuje, mówi, patrzy, śmieje się, ma swoje zdanie, swoją, a nawet popełnia błędy. I mówi nie po polsku. Oh, mon Dieu! Szok!

104

Fala krytyki spadła na scenariusz Bartosza Janiszewskiego. Autorowi zarzuca się, że nie oddał wiernie biografii kompozytora, że jedne zdarzenia pominął, inne zmyślił, a kolejne niepotrzebnie wyróżnił. Jak śmiał „ujawnić”, że był cynikiem i prowadził hulaszczy tryb życia, albo że był narcyzem, bucem i gardził uczuciami rozkochanych w nim kobiet. Dumny Chopin wstał spod odlanej w brązie wierzby w Łazienkach i został… człowiekiem. Młodym człowiekiem. Przecież oglądamy dwudziestoparolatka korzystającego z życia na salonach stolicy ówczesnego artystycznego świata. I nagle… Tu znów: trach, jeb, bum! Ma Pan, Panie Chopin, gruźlicę i za kilka lat Pan umrze, a lek na tę chorobę wynaleziemy (My, ludzkość) dopiero za sto lat. Jak na informację o nieuleczalnej chorobie i perspektywie dalszego życia w męczarniach, może zareagować młody chłopak? Co ma myśleć jurny przystojniak, gdy słyszy, że zaraz przestanie mu stawać, a jedyne co będzie mu puchnąć, to nogi… Co się dzieje z człowiekiem i jego moralnością w obliczu takiego stanu rzeczy? Na tym zdaje się skupiać scenarzysta filmu. Nie interesuje go zbytnio dość nudny życiorys kompozytora. Proszę przeanalizować biografię Chopina. Czy są tam jakieś przygody? Nieoczekiwane albo zaskakujące wydarzenia lub „zwroty akcji”? Czy w życiu Monsieuer Frédérica jest coś co nadawało by się na ekranizację? Tym samym za trafny uważam wybór Janiszewskiego, by skupić się na analizie psychologicznej nie samego bohatera, ale jego choroby, albo inaczej: na analizie psychologicznej bohatera wobec choroby. Wizualna strona obrazu Kwiecińskiego absolutnie

Michała zachwy-

ca. O rozmachu produkcyjnym wiele powie jedna z pierwszych scen, gdy Chopin w drodze na fortepianowy pojedynek przemierza ulice XIX-wiecznego Paryża. Scenografia Katarzyny Sobańskiej oraz Marcela Sławińskiego to najprawdziwsze arcydzieło. To wspaniałe miejskie plenery oraz imponujące wnętrza. Dopełnieniem są kolejne arcydzieła – kostiumy Magdaleny Biedrzyckiej i Justyny Stolarz. Ich projekty wiernie odwzorują modę sprzed wieków. Kamera Michała Sobocińskiego doskonale wie co i jak pokazywać, by uzyskać fascynujące obrazy. Także dosłownie, bo wiele kadrów ma absolutnie malarski potencjał.

Twórcy pozwolili sobie także na… żarty. Jak inaczej potraktować powierzenie epizodycznej roli matki Chopina Mai Ostaszewskiej? To właśnie z nią Eryk Kulm tworzył osobliwy duet – (Małgorzata + Partner) w drugiej części kultowych „Teściów”. Druga humorystyczna scena to wątek… nikotynowy. Gdy podczas posiłku z młodym Carlem Filtschem Georg Sand wchodzi z papierosem, ten upomina ją by nie paliła przy stole. Niewtajemniczonym przypomnę, że w latach 90. XX wieku na polski rynek

trafiły papierosy „Georg Sand”. Marka była „uwielbiana” przez kobiety, które mogły zaciągać się feministycznymi emocjami w dymie firmowanymi przez kochankę wielkiego Polaka… I wreszcie Eryk Kulm jako Fryderyk Chopin. Tak pisałem na łamach „Prestiżu” o jego kreacji w „Filipie”: w jednym z wywiadów Eryk Kulm junior powiedział: „mam plan, żeby zostać pierwszym polskim aktorem, który dostanie amerykańskiego Oscara”. Pomyślałem zatem, że to jakiś zarozumiały, nadęty bufon i narcyz. Weryfikacja tej opinii nastąpiła błyskawicznie, już po kilku pierwszych scenach filmu, a po zakończeniu przeobraziła się w pewność, że „plan na Oscara” faktycznie jest w zasięgu ambitnego artysty. To faktycznie aktor totalny! I co? Dziś te słowa można powtórzyć. To faktycznie aktor totalny! Dodam jedynie, że Kulm w „Chopinie” jest absolutnie magnetyczny! Każdy jego gest, spojrzenie, słowo wydają się być przemyślane i konsekwentne. Nie ma tu udawania językowego, bo Kulm włada biegle francuskim. Nie ma tu udawania muzycznego, bo Kulm doskonale gra na fortepianie. Arcytrudna kreacja o wielkich oczekiwaniach. Dla mnie – bez zawodu. Nie zachwycił za to drugi plan. Nie! Nie aktorsko, bo tutaj znów mistrzowskie popisy, lecz… interpretacyjnie. Kwieciński i Janiszewski nie dali zbytnio przestrzeni do wybrzmienia ich postaci. Film jest pełen muzyki. Nie dziwne, skoro mowa o obrazie traktującym o jednym z najwybitniejszych kompozytorów wszechczasów. Tu na uznanie zasługuje sztab dźwiękowców, bo muzyka w „Chopin, Chopin!” wybrzmiewa doskonale. Wspominałem także o świetnych scenach aktorskich, w których na fortepianie gra odtwórca tytułowej roli Eryk Kulm. Klawiaturę oraz „akrobatykę” dłoni znakomicie portretował Michał Sobociński, autor zdjęć. Są tu jeszcze sceny, w których przestrzeń dźwiękowa nie pochodzi z epoki. Kilka znaczących czy najważniejszych sekwencji oprawiono transowym rytem. Wspaniały to kontrapunkt. Dziękuję Michałowi Sobocińskiemu i Bartoszowi Janiszewskiemu za odwagę złamania niełamanego dotychczas mitu Szopena (Chopina). Dziękuje za kino na światowym poziomie – realizacyjnym wizualnym, dźwiękowym, aktorskim. Niedosyt? Niech to pozostanie subiektywnym doświadczeniem. A tymczasem: Narodzie do kin!


Recenzje teatralne „Pilch / Dzienniki" reż. Artur W. Baron Teatr Polski w Szczecinie Siłą spektaklu, obok rewelacyjnej kreacji Sławomira Kołakowskiego, jest tekst. Mowa o podstawie literackiej, czyli (tytułowych) „Dziennikach” Jerzego Pilcha oraz wyborze innych tekstów (felietony, wywiady, biografia), które złożyły się na autorski scenariusz Agaty Dąbek. To rzetelny literacki teatr o inteligenckich inklinacjach. Choć nie ma tu typowej dynamicznej opowieści z zaskakującymi punktami zwrotnymi, ani widowiskowych scen czy zbiorowych pochodów, to rzecz przez bite dwie godziny trzyma linkę koncentracji w pełnym napięciu. Rolę „atrakcji akcji” przejęło słowo. W sumie mógłby to być monodram, być może wzbogacony o video. Twórcy zdecydowali się jednak powołać pełnowymiarowe pilchowskie uniwersum. Stworzyli także bohaterów wielce zaskakujących – Młodego Pilcha oraz Chorobę. To właśnie z nimi dialoguje bohater – to rozmowy filozoficzne, momentami ocierające się o zaawansowaną psychologię, nie tylko uzależnień czy postępujących stadiów śmiertelnej choroby. To także krzyk rozpaczy i beznadziei. Czasami też podszyta ironią i czarnym humorem osobliwa gra. To wreszcie rozmowy o literaturze i języku. Obok rodziców, którzy tak często pojawiali się w jego dziełach, są jeszcze bohaterowie z kart jego powieści oraz literaci, z którymi Pilch polemizował. Oni wszyscy odwiedzają albo nawiedzają mieszkanie pisarza, a ich krótkie, lecz intensywne rozmowy stanowią intelektualną esencję przedstawienia. Pilch ewidentnie widział więcej i przenikliwie. Strukturę spektaklu i jego rytm definiuje przestrzeń z funkcjonalnie zaprojektowaną scenografią (Łukasz Błażejewski). Makietę mieszkania otacza literacki bezkres (kosmos) obsypany tysiącami wyrwanych kartek z notatnika pisarza. Powierzenie aktorom po kilka postaci wymagało odpowiednio zróżnicowanej powierzchowności. Kostiumy Emilii Sargi to kolejny z wyrazistych atutów przedstawienia, gdy wejrzeć w ich szczegóły, szczególnie kolorystykę, można zauważyć, że autorka nie tylko dobrze przeczytała Pilcha, ale świetnie zrozumiała intencje reżysera. Zanim Parkinson zyskał eponim odkrywcy, schorzenie było określane mianem drżączki poraźnej (paralysis agitans). Swoją drogą to dobre imię dla scenicznej egzemplifikacji choroby – Drżączka Poraźna. Niezłe! A tak całkiem poważnie to powoła-

nie tej postaci pozwoliło pełniejsze wybrzmienie problemu, który w rozmowie, a nie monologu, może być czytelniejszy i przystępniejszy. Katarzyna Sadowska sportretowała ją na zasadzie osobliwego kontrapunktu, zaproponowała jej czułą interpretację. Im postęp choroby większy, tym subtelność i delikatność intensywniejsza. Znakomita rola! Ach, no i świetna charakteryzacja! Rok temu Marcin Sztendel został nagrodzony „Srebrną ostrogą” – wyróżnieniem dla młodego i obiecującego aktora zachodniopomorskich scen towarzyszącym Nagrodzie Teatralnej „Bursztynowy Pierścień”. Jego kreacja w tym spektaklu potwierdza słuszność decyzji Jurorów. Młody aktor tak strzelił z ostrogi, że pognał hen daleko! Jego Młody Pilch to rola dojrzała i niezwykle solidna. Nie potrafię znaleźć dobrego słowa na to, co zaproponował Sławomir Kołakowski. Jeśli użyję określenia „brawura” albo „porywające wykonanie” można spodziewać się szerokiego, dynamicznego i widowiskowego gestu, a tego tu przecież nie ma. Jest niezwykłe skupienie, cierpliwość, niespotykana rzetelność i zrozumienie psychologii postaci, aż wreszcie miraż pełnego zespolenia interpretatora z postacią. I z chorobą! Postępujące fizyczne zmiany, zasygnalizowane drżącymi kończynami, Kołakowski rozpisał niczym najlepszą partyturę muzyczną. Choroba toczyła jego ciało i głowę, co również potrafił zaznaczyć ledwo widocznym grymasem. Zaufanie jakim aktor obdarzył reżysera, ale przede wszystkim samego Jerzego Pilcha procentuje fenomenalną synergią, znacznie przekraczającą biograficzne zacięcie spektaklu. Mistrzostwo! Ciężar naznaczonej nieuleczalną chorobą opowieści reżyser „rozrzedza” muzycznie pozornie pokrzepiącym „Just a perfect Day” Lou Reeda. Pozornie, bo ukrytym podmiotem

utworu jest… heroina. Pytanie czy to „hołd” dla atmosfery literatury Pilcha, czy skrzętnie przemyślany wybór, bo przecież Reed kończy utwór pewnym ostrzeżeniem: Zbierzesz dokładnie to, co zasiałeś (You're going to reap just what you sow). Przewrotnie to choroba uratowała go przed zapiciem się na śmierć, stąd muzyczne wyznanie miłości w prologu – tylko czy „Lili Marleen” było zadedykowane Drżączce Poraźnej?

Daniel Źródlewski Kulturoznawca, animator i menedżer kultury, dziennikarz prasowy oraz telewizyjny, konferansjer, PR-owiec. Rzecznik prasowy Muzeum Narodowego w Szczecinie, związany także z Przeglądem Teatrów Małych Form Kontrapunkt w Szczecinie oraz świnoujskim Grechuta Festival. Założyciel i reżyser niezależnego Teatru Karton.


TAJEMNICE SZCZECIŃSKICH ULIC

Niewierna księżna, agent z Bombaju i pierwszy poległy Wiele ze szczecińskich ulic nosi imiona lokalnych patriotów, ludzi ważnych dla miasta, bohaterów, poetów, pisarzy, malarzy, polityków, władców, wodzów, artystów. Są też nazwy przyrodnicze, geograficzne, krajobrazowe. Ale są też i takie, które budzą zdziwienie, rozbawienie, ale i ciekawość. Czy znamy bohaterów niektórych naszych ulic? Co oznaczają nazwy wielu z nich? Co miesiąc staramy się je rozszyfrować. Oto kolejne z nich.

K U LT U R A

Ulica Księżnej Elżbiety

106

Jej historia może być potwierdzeniem wielu prawd życiowych związanych z miłością m.in., że jest jak sraczka – przychodzi znienacka, że jest ślepa, że trudno ją zataić – podobnie jak kaszel, że nie zważa na tytuły i pochodzenie oraz że kobiety już przed wiekami traciły głowy i serca dla muzyków. Księżna Elisabeth Christine Ulrike von Braunschweig-Wolfenbüttel – w Szczecinie znana jest jako księżna Elżbieta Brunszwicka. Była żoną Fryderyka Wilhelma II – od roku 1786 króla Prus (to on doprowadził do dwóch rozbiorów Polski), który cenił sobie wielkie uczty i wystawne życie oraz znany był także z licznych miłosnych skandali, przedkładając śpiewaczki i tancerki nad towarzystwo żony. Choć nie było wtedy plotkarskich portali internetowych ani „brukowców”, to i tak informacje o jego wyczynach oraz kochankach krążyły nie tylko na dworze. Jak to często bywa w życiu za-

niedbywana przez męża Elżbieta (księżna miała wtedy 23 lata) nawiązała romans z jednym z dworskich muzyków – Pietrem, z pochodzenia Włochem. Gdy przechwycono jej korespondencję z kochankiem (w jednym z listów miała nazwać męża „grubasem”) została oskarżona o cudzołóstwo. W roku 1769 orzeczono rozwód z jej winy, Elżbieta została pozbawiona tytułu arcyksiężnej i zesłano ją najpierw do twierdzy w Kostrzynie nad Odrą, a potem do Szczecina. Miasta, które wtedy było prowincjonalną dziurą z ponurą twierdzą. Do swojej dyspozycji otrzymała trzy komnaty w zaniedbanym Zamku Książąt Pomorskich, poza tym obowiązywał ją zakaz opuszczania jego murów i przyjmowania wszelkich wizyt. Z czasem pozwolono jej na spacery po mieście i spędzanie czasu w letniej rezydencji w Jasienicy k. Polic. W 1797 roku zmarł były mąż Elżbiety i na tron pruski wstąpił Fryderyk Wilhelm III. W 1810 roku, kiedy Szczecin za-


jęli Francuzi, Elżbieta kupiła dawny młyn (Pädagogenmühle) w okolicach dzisiejszej ulicy Żubrów. Został on przebudowany na pałac letni i nazwany na cześć nowego władcy Friedrichsgnade (Łaska Fryderyka). Księżna prowadziła w nim salon towarzyski i wspierała artystów. Według historyków była lubiana i ceniona przez szczecinian. Kiedy umierała w wieku 93 lat, w całym mieście rozdzwoniły się dzwony. Po śmierci księżnej, pałacyk zwany powszechnie Prinzessinschloss stał się siedzibą Nowego Towarzystwa Śpiewaczego, a później działała w nim gospoda. Budynek rozebrano w 1940 roku. Ulica Maksymiliana Golisza

Ulica Franciszka Ratajczaka Jeden z bohaterów Powstania Wielkopolskiego. Choć nie walczył w nim długo. Ratajczak, wielkopolanin w pochodzenia od 14 roku życia pracował w Westfalii w kopalni. Był też bardzo aktywnym członkiem Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, które przed I wojną światową, oprócz dbania o tężyznę fizyczną, zajmowało się także przygotowywaniem do walki o wolna Polskę. Ratajczak jako poddany niemiecki, po wybuchu wojny, trafił do armii. Walczył na froncie zachodnim. W 1918 roku z grupą „Sokołów” przedostał się do Poznania. 27 grudnia w mieście wybuchły walki zbrojne, które doprowadziły do wybuchu powstania. Podczas walk, Franciszek Ratajczak – dowódca plutonu jednego z powstańczych oddziałów, został trafiony pociskiem z karabinu maszynowego. Ciężko ranny zmarł kilka godzin później. Został uznany za pierwszego poległego w Poznaniu w czasie Powstania Wielkopolskiego.

K U LT U R A

Wielbiciele historii najnowszej oraz popularnego serialu „Pogranicze w ogniu” wiedzą, że przed II wojną światową Szczecin był jednym z głównych ośrodków, z których wywiad niemiecki podejmował działania przeciwko Polsce. Placówka Abwehry działała w nim już od 1921 roku. Ale stolica Pomorza Zachodniego była także ważnym ośrodkiem wywiadu II RP. Nic dziwnego, że utworzono w niej placówkę o kryptonimie „Bombaj”. Prężnie działała ona aż do wybuchu II wojny światowej. Do jej współpracowników należał m.in. nauczyciel Maksymilian Golisz – obywatel niemiecki, ale gorący polski patriota. Był działaczem Związku Polaków w Niemczech. W 1934 roku reprezentował szczecińską Polonię na II Światowym Kongresie Polaków z zagranicy. W stolicy Pomorza Zachodniego kierował polską szkołą, a także Domem Polskim. Założył też pierwszą w Szczecinie polską drużynę harcerską „Gryf". Za działalność polonijną Niemcy w 1934 roku pozbawili go możliwości nauczania. Przeniósł się wtedy do Berlina. Po wybuchu wojny Maksymilian Golisz został aresztowany i uwięziony w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu a potem w Sachsenhausen. Ale Niemcy nie wiedzieli wtedy jeszcze, że był on agentem polskiego wywiadu. Dlatego, podobnie jak wielu innych Polaków z niemieckim obywatelstwem, zwolnili go z obozu a w 1940

roku wcielili do wojska. Podczas kampanii wrześniowej w ręce Niemców wpadła potężna część archiwów polskiego wywiadu. Konsekwencje były tragiczne – wiele osób aresztowano i skazano na śmierć. Niemcy przez wiele miesięcy dokładnie badali przejęte dokumenty i na ich podstawie dowiedzieli się także kto współpracował z polskim wywiadem. Wśród nich znalazł się Golisz. W październiku 1941 roku został ponownie zatrzymany przez hitlerowców pod zarzutem zdrady stanu. W lipcu 1942 roku sąd wojenny w Berlinie skazał go na karę śmierci przez ścięcie toporem. Wyrok wykonano 1 kwietnia 1943 roku w więzieniu w Brandenburgu. W tej miejscowości został pochowany. W 1972 roku urnę z prochami Maksymiliana Golisza sprowadzono do Szczecina i umieszczono w Alei Zasłużonych Cmentarza Centralnego.

Autor: Dariusz Staniewski 107


NA ZDJĘCIU: WILHELM SASNAL Z ŻONĄ ANKĄ

FARBA, EMOCJE, WOLNOŚĆ – ŚWIAT WILHELMA SASNALA W Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Szczecinie odbyło się wyjątkowe spotkanie z jednym z najwybitniejszych współczesnych polskich artystów – Wilhelmem Sasnalem. Wydarzenie dało niepowtarzalną okazję do rozmowy o sztuce, wolności twórczej oraz odpowiedzialności artysty wobec współczesnego świata.


UNTITLED (RITA IN POOL), 2024

SHOAH (LAS)”, 2003

Gość opowiadał o swojej drodze artystycznej, inspiracjach oraz znaczeniu społecznego zaangażowania w twórczości, nie unikając także trudnych tematów. Podczas spotkania podkreślał rolę sztuki w kształtowaniu postaw i wrażliwości młodych ludzi, dzieląc się doświadczeniem, które inspiruje kolejne pokolenia. Wizyta malarza odbyła się w ramach programu „Sięgajcie Gwiazd!”, realizowanego od piętnastu lat w szczecińskim Plastyku dzięki wsparciu Jolanty Drąszkowskiej, prezes zarządu firmy Neptun Developer Sp. z o.o., oraz Doroty Kaweckiej, kanclerz Fundacji Neptuna „Sięgajcie Gwiazd”. Program ten umożliwia uczniom rozwój artystyczny oraz spotkania z wybitnymi twórczyniami i twórcami sztuk wizualnych.

ślałem, że Bauhaus to coś związanego z architekturą, bo Bauhaus to była przecież szkoła artystyczna w Weimarze. Dopiero później odkryłem, że to zespół brytyjski, grający mroczną muzykę.

Wilhelm Sasnal jest twórcą znanym z odwagi, wrażliwości i artystycznej prawdy, a także wyrazistego stanowiska wobec kwestii społecznych i politycznych. Dorobek Sasnala jest imponujący: jego wystawy indywidualne prezentowane były m.in. w nowojorskim Museum Of Modern Art i paryskim Centre Pompidou. W 2006 roku otrzymał Europejską Nagrodę Sztuki Współczesnej im. Vincenta van Gogha, a tygodnik „Polityka” uznał jego obraz „Samoloty” za jedno z dziesięciu najważniejszych dzieł ostatnich trzech dekad. Artysta został także odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Poza licznymi obrazami, na koncie ma m.in. mural poświęcony Jackowi Kuroniowi, a także jest twórcą pierwszej polskiej powieści komiksowej „Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001”. Razem z żoną Anką Sasnal tworzy projekty filmowe, produkcje mieszczące się w bardzo różnych estetykach tego medium: dzieł strukturalnych, dokumentalnych, kina autorskiego, czy muzycznych teledysków. Z metalu do malarstwa

Później zacząłem słuchać muzyki alternatywnej. Pamiętam dokładnie, że w 1989 roku w radiu usłyszałem nocną audycję poświęconą zespołowi Bauhaus. Na początku my-

Architektura jako przystanek Najpierw przez dwa lata studiowałem architekturę na Politechnice Krakowskiej, ale szybko zrozumiałem, że to tylko substytut tego, co naprawdę mnie interesowało – malarstwa. Postanowiłem więc przygotować się do Akademii Sztuk Pięknych. Udało się, i to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Na Akademii szybko zauważyłem, że klasyczna edukacja nie do końca mi odpowiada. Nie miałem mistrza, ale był to ważny czas kontaktu ze sztuką i ludźmi, którzy ją tworzyli. Kupiłem taką niemiecką książkę o sztuce współczesnej z początku lat dziewięćdziesiątych. Lektura jej bardzo mnie otworzyła na współczesność. Moja żona Anka, z którą poznaliśmy się w klasie naturalnej i razem dorastaliśmy, stała się moją pierwszą krytyczką – osobą, której zdanie na temat moich obrazów liczyło się dla mnie bardziej niż głos profesorów na ASP, których oczywiście bardzo ceniłem. Muszę też wspomnieć o Leszku Misiaku, który pozwolił mi właściwie być tym, kim jestem. Większość profesorów w szkole nie akceptowała tego, co robiłem, ponieważ podążałem dość osobną ścieżką. Nie chciałem malować tak jak inni – chciałem tworzyć rzeczy, które naprawdę mnie interesowały, a nie te, które były narzucane przez konserwatywny program Akademii Sztuk Pięknych. Codzienność, muzyka i spowiedź Równolegle cały czas inspirowała mnie muzyka, która w dużym stopniu odnosi się do sztuki. Malowałem rzeczy

K U LT U R A

Moje zainteresowanie sztuką wzięło się poniekąd od muzyki, której słuchałem od dziecka. Jako nastolatek byłem metalowcem. Paradoksalnie odkryłem swoje umiejętności plastyczne, przerysowując okładki płyt zespołów heavy metalowych. Malowałem na plecach katan lub rysowałem długopisem, który wówczas był moim głównym narzędziem.

Poszukiwanie źródeł tej nazwy skierowało mnie do literatury o sztuce: przeczytałem książkę o dadaizmie, kubizmie, co otworzyło mnie na architekturę i sztukę nowoczesną. W ten sposób połączyły się trzy światy: świadomość moich umiejętności plastycznych, muzyka alternatywna oraz fascynacja sztuką współczesną. Wtedy już wiedziałem, że chciałbym zajmować się sztuką, choć byłem w technikum i było za późno, by przenieść się do liceum plastycznego. Moja droga do sztuki nie była więc klasyczna.

109


ELYSIAN PARK, 2023

codzienne, zwyczajne, a nie wielkie idee jak prawda czy miłość. To była dla mnie forma osobistej spowiedzi, niezależnej od dominujących trendów. Wśród malarzy, którzy wywarli na mnie największy wpływ, wymieniłbym Gerharda Richtera. Jego nowy język malarstwa realistycznego był dla mnie niezwykle inspirujący. Poznałem też młodych ludzi z Fundacji Galerii Foksal, którzy podsunęli mi albumy z ówczesnym malarstwem takich artystów jak: Marlene Dumas czy Luc Tuymans. W mojej pracy często pojawiają się elementy zapożyczone z innych dzieł, ale zawsze staram się nadawać im osobisty charakter. Każde dzieło jest w pewnym sensie moim przesłaniem – czasem wielkim, czasem zwyczajnym. Nawet abstrakcyjne obrazy mają dla mnie realistyczny kontekst, wynikający z obserwacji świata. Tabu, symbole i minimalizm Jeżeli chodzi o granice sztuki, nigdy nie podejmowałem tematu ludzkich ofiar bezpośrednio, np. zdjęć z wojny czy Holocaustu. Zamiast tego operuję symbolami, artefaktami, inspiruję się literaturą czy filmem, np. komiksem „Maus” H. Spiegelmana. Pewne tematy są dla mnie zbyt bolesne, by próbować je realistycznie przedstawiać. W moim warsztacie staram się być ekonomiczny, czyli maksymalnie klarowny w formie. Lubię minimalizm, zarówno w malarstwie, jak i w muzyce czy architekturze. Nie pozostawiam obrazów niedokończonych; jeśli coś nie działa, zaczynam od nowa. Proces wymaga czasu, eksperymentu i cierpliwości wobec farby, która czasem „nie słucha”. Fotografia w mojej pracy pełni rolę narzędzia wspomagającego obraz służy jako szkic. Nie jest celem samym w sobie, choć lubię ją robić. Inspiruje mnie m.in. Zofia Rydet. Gra z widzem, sukces bez presji

K U LT U R A

Dla mnie sztuka jest grą – z samym sobą, z widzem, z kontekstem. Czasem nie wiem, dlaczego wybieram dany motyw, ale podczas pracy pojawia się odpowiedź. Widz może interpretować moje obrazy według własnego doświadczenia; nie narzucam jednej interpretacji.

110

Myślę, że szczęściem mojego pokolenia, osób 40–45+, było to, że nie myśleliśmy o sukcesie. Dorastaliśmy w rzeczywistości, w której sukcesem było zrobienie lokalnej wystawy. Możliwość pokazania się za granicą praktycznie nie istniała. Nie mieliśmy presji ani wsparcia, a rywalizacja była naturalna, więc łatwiej było nam podejść do pracy bez spięcia.

Nie czekaliśmy, że ktoś zaoferuje współpracę czy sprzeda nasze prace – po prostu robiliśmy to dla siebie. Moja droga była też nietypowa, interesowały mnie różne dziedziny sztuki od samego początku. Nie kalkulowałem, jak osiągnąć sukces – podążałem własną ścieżką. Dziś, jako człowiek w średnim wieku, z pewnością pomaga mi w komunikacji język angielski oraz szeroka wiedza kulturowa zdobyta dzięki książkom. Szczęście w Bazylei Wspominając początek współpracy z Fundacją Galerii Foksal, zostałem zauważony dzięki liczbie prac, jakie przedstawiłem. To pokazuje, że czasem szczęściu trzeba pomóc. Dużo pracowałem, ale kluczowy moment przyszedł w 2002 roku podczas stypendium w Stuttgarcie. W Bazylei, gdzie odbywają się najważniejsze targi sztuki na świecie – Art Basel, Fundacja Galerii Foksal zdecydowała się pokazać wyłącznie moje prace – zawiesili je i zrobili prezentację tylko ze mną. To zainteresowało zagraniczne galerie i znacząco otworzyło mi drzwi do kariery. Emocje w farbie Jeśli chodzi o inspiracje emocjonalne: bardzo przeżywam krytyczne wydarzenia społeczne, np. sytuację na granicy polsko-białoruskiej czy działania polityków prawicowych, które uważam za obrzydliwe. Namalowałem ich w taki sposób, by oddać mój stosunek do nich – twarze są zamazane, a postacie przedstawione jako symbolicznie „paskudne”. To czysta reakcja emocjonalna na rzeczywistość. Jeśli chodzi o film, moimi ulubionymi są klasyki polskiego kina, np. „Pociąg” Kawalerowicza, „Człowiek na torze” Muncha, „Wodzirej” Feliksa Falka, „Przyjęcie” Jerzego Gruzy. Z nowszych polecam brytyjską reżyserkę Andreę Arnold, a także film „Sirat” z festiwalu Nowe Horyzonty. Warto szukać kina, które nie jest powszechnie dostępne, pozwala na kontakt z inną rzeczywistością. Miłość i gniew Emocjonalnie w pracy malarskiej najważniejsza jest miłość – do bliskich: Anki, córki, syna i jego partnera. Ale równie często inspiruje mnie krytyczny stosunek do świata, polityki i ignorancji, które obserwuję. Właśnie to krytyczne myślenie o rzeczywistości – wspomagane literaturą, sztuką i doświadczeniem – jest dla mnie fundamentem twórczości. Autor: Aneta Dolega / Fot. Karolina Bąk


FOT. MAŁGORZATA FATALSKA

FOT. MARCIN OLIVA SOTO

TRZY DNI ARTYSTYCZNYCH DOZNAŃ Na kulturalnej mapie regionu GOKSiR Przecław od lat wyznacza artystyczne kierunki z pasją i profesjonalizmem, przyciągając twórców z całej Polski. To miejsce, gdzie sztuka ma ogólnopolski wymiar, a relacja z publicznością pozostaje wyjątkowo bliska. Pod koniec listopada odbędzie się cykl „Pamiętamy o…”, poświęcony legendom polskiej muzyki. Tegoroczna edycja uhonoruje Grzegorza Ciechowskiego – artystę, który zmienił język polskiego rocka.

za specjalistę od artystycznych biografii.

W piątek, 28 listopada, zabrzmi koncert „Re publika marzeń” w wykonaniu Krzysztofa Baranowskiego i Macieja Sikorskiego. Rockowa poetyka i poruszające teksty Ciechowskiego nabiorą nowego blasku dzięki współczesnym aranżacjom.

30 listopada Proxima zaprezentuje spektakl „Kazik, ja tylko żartowałem”, według tekstu Ziemowita Szczerka – autora znanego z błyskotliwego i ostrego spojrzenia na współczesność. Spektakl zdobył m.in. Nagrodę Główną Festiwalu Komedii TALIA 2021 oraz Nagrodę Publiczności Katowickiego Karnawału Komedii 2022 i jest jednym z najgłośniej komentowanych tytułów ostatnich lat.

W sobotę, 29 listopada, program otworzy spotkanie ze Zbigniewem Krzywańskim, gitarzystą Republiki. Wieczorem publiczność zobaczy spektakl „Nie pytaj. Ciechowski” w wykonaniu Teatru Nowego Proxima z Krakowa, uznawanego

Przed nami trzy dni pełne emocji i artystycznych doznań, podczas których scena GOKSiR zabrzmi muzyką i teatrem na najwyższym poziomie. Spotkajmy się w Przecławiu, gdzie kultura naprawdę ma głos.

Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji ul. Rekreacyjna 1 | 72-005 Przecław www.goksirprzeclaw.pl | GOKSiR Przecław |

goksirprzeclaw


FOTO: NATALIA KABANOW

PO BURZY Spektakl na podstawie „Burzy” Williama Szekspira, inspirowany gestem przepisania „Burzy. Czarci pomiot” Margaret Atwood oraz na motywach prawdziwych wydarzeń z życia polskiego środowiska artystycznego. Historia prześnionej rewolucji antyprzemocowej polaryzującej środowisko pewnej amatorskiej, szekspirowskiej trupy teatralnej. Wizualna i plastyczna narracja, prowadzona z rozmachem godnym szekspirowskiej sceny, skupia się na tym co intymne, małe i z rozmysłem ukryte w kulisach oraz niedostępne dla widowni i przemilczane w codziennym życiu artystek i artystów. Szczecin, Teatr Polski, 22 i 23. 11, godz. 16, 27 i 28. 11, godz. 19, 29.11, godz. 16

FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

NIE CAŁUJ MNIE TERAZ Spektakl w reżyserii Olgi Ciężkowskiej na podstawie tekstu Julii Nowak opowiada historię dwóch queerowych artystek i bojowniczek ruchu oporu – Claude Cahun i Marcel Moore, które działały w trakcie niemieckiej okupacji wyspy Jersey. Ich sztuka zawsze znajdowała się w rewolcie wobec dominujących norm społecznych, wprowadzając lesbijskie i często niebinarne wątki w pole modernistycznych eksperymentów fotograficznych. Wykorzystując swoje artystyczne doświadczenie, tworzyły ulotki, banery i graffiti, by podważać morale nazistowskich żołnierzy. To opowieść o walce z bezsilnością i o małych (ale znaczących) aktach odwagi. Szczecin, Teatr Współczesny, 15 i 16.11, godz. 19

FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

K U LT U R A

JAKUB JÓZEF ORLIŃSKI NA ZAMKU

112

Jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych tej jesieni w Szczecinie. Na scenie Sali Bogusława X wystąpi Jakub Józef Orliński – jeden z najbardziej rozpoznawalnych kontratenorów na świecie, którego niezwykła charyzma, wszechstronność i ekspresja wokalna podbijają serca publiczności od nowojorskiej Metropolitan Opera po sale koncertowe Tokio, Londynu czy Paryża. The New Yorker nazwał Orlińskiego „Justinem Timberlakiem opery”. Artysta słynie z mistrzowskich interpretacji barokowego repertuaru, ale też z umiejętności łączenia tradycji z nowoczesną wrażliwością, co czyni jego recitale doświadczeniem niepowtarzalnym. . Szczecin, Zamek Ks. Pomorskich, 21.11, godz. 19


FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

WARSZTATY W OPERZE „Emocje! Moc opery”, to spotkania w nowoczesnej, wyjątkowej formule łączące muzykę, teatr, sztuki plastyczne, przypominające interaktywny spektakl. To doskonała okazja, by zobaczyć, że opera może być przystępna i twórcza dla uczestników w różnym wieku. Warsztaty Opery na Zamku w Szczecinie prowadzone przez solistkę Sandrę Klarę Januszewską przeznaczone są dla dzieci od 6. roku życia w dwóch grupach wiekowych. Gwarantowana zabawa, dowcip i istne szaleństwo wśród lalek, kostiumów, tańca na żywo i projekcji multimedialnych. Szczecin, Opera na Zamku, 16. 11, 17,11, 24.11, 01.12 godz. 10 i 12

FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

NIENAUCZALNI Spektakl na podstawie książki Gordona Kormana o tym samym tytule, wydanej przez Wydawnictwo Literackie. On – obojętny i zgorzkniały nauczyciel zawiedziony życiem, oni – klasa spisanych na straty „nienauczalnych”. Do czego może doprowadzić ich spotkanie? Jakie tajemnice skrywa szkoła prowadzona przez mściwą dyrektorkę, czującą się jak ryba w wodzie w skostniałym systemie? „Nienauczalni”, to fantastyczna komedia pomyłek, które niejednokrotnie poprowadzą bohaterów do wielkiej katastrofy, ale zbudują ich wiarę w siebie i przyjaźń. Szczecin, Teatr Lalek Pleciuga, 16.11, g. 11

FOTO: JOANNA GAŁUSZKA

PILCH/DZIENNIKI

Szczecin, Teatr Polski, 6 i 7.12, godz. 16

K U LT U R A

Poetycko-biograficzna opowieść o życiu Jerzego Pilcha. Ten jeden z najwybitniejszych, polskich pisarzy słynął z zadziornego spojrzenia na świat i nieprzeciętnego poczucia humoru. W „Dziennikach” napisał: „Całymi latami marzyłem o byciu literackim urzędnikiem, a przyrosła mi cyganeryjna gęba lekkoducha, bankietowicza i Bóg wie kogo”. W spektaklu pojawiają się najważniejsze dla Pilcha znajomości, cenieni przez niego pisarze, jak Schulz i Gombrowicz, pojawia się Milva, by zaśpiewać i pogawędzić z Pilchem o kobietach. Są również – młody Pilch, jego rodzice, babka Czyżowa i jest … choroba. Scenariusz spektaklu: Agata Dąbek, współpraca – Artur Więcek „Baron”, reżyseria: Artur Więcek „Baron”.

113


FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

SZTUKA CRANACHÓW Wystawa „Warsztat geniuszu. Sztuka Lucasa Cranacha Starszego i Lucasa Cranacha Młodszego” ukazuje fenomen jednego z najważniejszych rodów artystycznych XVI wieku. Twórczość mistrzów, głęboko zakorzeniona w duchu renesansu, stanowiła wyraz europejskich ideałów oraz odzwierciedlenie ówczesnych przemian artystycznych, religijnych i społecznych. Ich wpływ sięgał daleko poza granice Wittenbergi, oddziałując na sztukę Europy Środkowej. Stworzyli oni (szczególnie Cranach Starszy) nie tylko wspaniałe dzieła, ale także imponujący warsztat pełen uczniów-pomocników, uznawany za jedno z najbardziej fascynujących artystyczno-biznesowych przedsięwzięć swoich czasów. Zaprezentowane zostaną liczne dzieła malarskie i grafiki, w tym także portrety postaci historycznych. Nie zabraknie prac przedstawiających najczęściej podejmowane motywy. Zobaczyć można m.in.: słynne przedstawienie „Adama i Ewy”, alegoryczny obraz „Herkules u Omfale”, moralizatorską scenę „Niedobrana para”. Szczecin, Zamek Ks. Pomorskich, do 17 maja 2026 roku

FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

PI007ENKI Z BONDA

K U LT U R A

Juan Carlos Cano i Jarek Chilkiewicz proponują muzyczną podróż w rejony, do których nie dotarłby nawet Moonraker. Podczas tego wyjątkowego wieczoru będzie można usłyszeć akustyczne wykonania piosenek znanych z filmów o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości James’a Bonda. Od „Żyj i pozwól umrzeć” po „Znasz moje imię”. Juan Carlos Cano, to pochodzący z Meksyku wokalista i autor tekstów, związany z zespołami Enclose i House Of Death. W 2014 roku wygrał IV edycję Voice Of Poland. Natomiast Jarosław Chilkiewicz jest gitarzystą, kompozytorem i producentem pochodzącym z Goleniowa, znanym ze współpracy z Kasią Kowalską, Urszulą, Eweliną Flintą i Braćmi. Aktualnie gitarzysta i kierownik muzyczny zespołu Piotra Cugowskiego oraz gitarzysta House Of Death. Zamieszany również w projekt Polish Metal Alliance.

114

Szczecin, Morskim Centrum Nauki, 29.11, godz. 19 i 20:30


FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

NOWE ROZDANIE EVY SAND Eva Sand - charyzmatyczna wokalistka i songwriterka o mocnym, piaskowym głosie otwiera nowy rozdział. Zaprezentuje go w trakcie autorskiego koncertu pt. „Eva Sand Band- Nowe Rozdanie”. To artystka sensualna, odważna i nieprzewidywalna. Jej twórczość, to muzyka popularna w najlepszym tego słowa znaczeniu. Porywające melodie, cała paleta emocji i dobre polskie teksty. Po wydaniu debiutanckiej płyty, której patronem jest Pomorze Zachodnie, czas na nowe piosenki. Jej najnowszy singiel „Miasto” jest poświęcony Szczecinowi, bo to właśnie stąd pochodzi. Artystka zagra z energetycznym zespołem w składzie: Radek Ułoga- piano, Bartek Janczak- gitara, Kamil Żuchowski- gitara basowa, Radosław Winczewski- perkusja Szczecin, Jazment Klub, 21 listopada o godzinie 20

FOTO: MATERIAŁY PRASOWE

PRAWDZIWA ZBRODNIA To spektakl dla dorosłych nawiązujący do gatunku domestic noir. Historia zaczyna się od martwego małżeństwa i ich córeczki. Co tu się wydarzyło? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Podchodzimy do miejsca zbrodni, badamy je, by rozwikłać zagadkę, niczym współczesny Sherlock Holmes, ale zamiast lupy mamy inne, psychologiczne zaplecze interpretacyjne. Szukamy odpowiedzi na pytanie nie tylko: kto zabił? Ale czy tak musiało się stać? Akcja sztuki rozgrywa się w opuszczonym, starym, nieco sennym domu, z którym kontrastują dynamiczne dialogi z elementami ironicznego humoru. Spektakl z mroczną, oryginalną scenografią, wciągający widza w teatralną rzeczywistość, w której odbija się nasze własne życie. Szczecin, Teatr lalek Pleciuga, 21.11, 22.11, 04.12, 23.01.2026, g. 18:00 REKLAMA


Swing Shine &

Kulinarny rejs Sylwestrowy w rytmie lat 30.

Twoje eventy nad Odrą Hotel & Restauracja Jachtowa | ul. Lipowa 5, 71-734 Szczecin | tel. 91 421 55 24, +48 791 558 933 e-mail: biuro@jachtowa.szczecin.pl |

jachtowa1924 |

Przestrzeń na Twoją

wigilię firmową i nie tylko!

jachtowa | www.jachtowa.szczecin.pl


FOTO: DAGNA DRĄŻKOWSKA-MAJCHROWICZ

EduPower po raz drugi Konferencja EduPower już na stałe wpisała się w eventową mapę naszego miasta. To były dwa dni pełne spotkań, rozmów, a przede wszystkim próby zainteresowani tematami energetyki, a w szczególności energii odnawialnej. Organizatorzy – Witold Szczepkowski I Michał Wilczewski już zapowiadają kolejną edycję w przyszłym roku. im

KYRIAKOS KOSMIDIS I PATRYK PAWŁOWSKI RODOPI WIND SERVICE, ADAM WALCZAK FLEXWIND

LILI WOLNY SZCZECIŃSKA ENERGETYKA CIEPLNA, KRZYSZTOF ŁOBODZIEC CENTRUM ŻEGLARSKIE, BEATA ŚMIECIŃSKA WICEPREZES ZARZĄDU SZCZECIŃSKA ENERGETYKA CIEPLNA

EWA KAZISZKO MOTIF STUDIO, DARIA

MARTA ADAMCZEWSKA-PIETRZAK WINDAR POLSKA, WITOLD SZCZEPKOWSKI EDUPOWER, PATRYK ZBROJA ZBROJA ADWOKACI

ZESPÓŁ FAIRWIND & EUROPEAN WIND ACADEMY

ZESPÓŁ M4WIND, OMEGAWIND

ZESPÓŁ WINDAR POLSKA PLUS MICHAŁ WILCZEWSKI I WITOLD SZCZEPKOWSKI EDUPOWER

MICHAŁ WILCZEWSKI I WITOLD SZCZEPKOWSKI EDUPOWER, ZESPÓŁ POLITECHNIKI MORSKIEJ W SZCZECINIE

ZESPÓŁ WINDAR, MICHAŁ WILCZEWSKI I WITOLD SZCZEPKOWSKI EDUPOWER

EDUPOWER TEAM & PRZYJACIELE

KRONIKI

DARIA JEZIORNA VESTAS, ANDRZEJ WIEDER MILWAUKEE CEE

PROCHENKA CLOCHEE

117


FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Piętnaście sezonów alpejskich przygód 10 października odbyło się wyjątkowe wydarzenie – otwarcie nowej siedziby firmy Allegra przy ul. Tkackiej 65c. Uroczystość połączono ze świętowaniem 15. sezonu rodzinnych wyjazdów w Alpy, które na przestrzeni lat stały się znakiem rozpoznawczym marki. Zespół Allegry gościł blisko 200 osób – klientów, którzy od lat uczestniczą w wyjazdach, przedstawicieli firm współpracujących, instruktorów oraz bliskich. Goście zostali zaproszeni na włoski poczęstunek, słodkości, aromatyczną kawę oraz – zgodnie z alpejskim klimatem – kieliszek prosecco. Punktem kulminacyjnym wieczoru było symboliczne zdmuchnięcie 15 świeczek na torcie. ad DAGMARA BOGACKA-ISKRA, KLAUDIA FEDOROWICZ-ANDRZEJEWSKA, KAROLINA GÓRSKA

EWA BRYŁA, OLIWIA MERSKA, LESZEK KUCZYŃSKI

MARZENA I MARCIN KOŹLIK, PAULINA KRYSZKO-ZUBOWICZ, PIOTR ZUBOWICZ

PAULINA KRYSZKO-ZUBOWICZ, MARIAN TROSZCZYŃSKI, MICHAŁ PALEJCZYK

MAGDA I BARTEK MARKOWSCY, MICHAŁ PALEJCZYK

MIKOŁAJ MARECKI I MICHAŁ PALEJCZYK

PAULINA KRYSZKO-ZUBOWICZ, ALEKSANDER ZATKE


FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Biznes z sercem W październiku w Hotelu Marriott odbyła się druga edycja konferencji Master Class, organizowanej przez Gentlemen’s Business Group. Wydarzenie, które łączy w sobie wysokiej klasy wiedzę merytoryczną z ideą działania społecznego, po raz kolejny okazało się sukcesem. Dzięki hojności uczestników oraz partnerów wydarzenia, aż 282.650 zł trafiło do Fundacji Liga Superbohaterów – szczecińskiej organizacji pozarządowej niosącej pomoc najmłodszym potrzebującym wsparcia. Konferencja pokazała, że biznes i dobroczynność mogą iść w parze, tworząc inspirującą przestrzeń do rozwoju i współpracy. ad ANDRZEJ MŁYNARCZYK, HANNA MOJSIUK, ARKADIUSZ FALIŃSKI, ARKADIUSZ TERMAN

GENTLEMENS BUSINESS GROUP Z TOMASZEM SOZANIĄ

GRZEGORZ KARAPUDA I DANIEL MAKOWSKI

PAWEŁ SKOTNICKI

LICYTACJA CHARYTATYWNA W KULUARACH

I OPERATOR 2 SHOTS

UCZESTNICY KONKURSU

KRONIKI

KRZYSZTOF PIETRUSEWICZ, PRZEMYSŁAW HUMIENIECKI

119


FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Euromusicdrama po raz 10! Festiwalu Euromusicdrama Szczecin – „Muzyka w Teatrze, Teatr w Muzyce” – jedyny i niepowtarzalny festiwal, który odbywa się tylko w Szczecinie! Jego 10 – jubileuszowa edycja została zainaugurowana 17 października w Teatrze Polskim premierą sztuki teatralnej pt. „Świt wolności” Patrycji Fessard – autorki i dramatopisarki od lat związanej ze szczecińską Euromusicdramą. Muzykę do spektaklu skomponował znany francuski kompozytor muzyki teatralnej Olivier Penard. To była już druga sztuka poświęcona legendzie Evity Peron jaka została zaprezentowana w trakcie festiwalu. Fani muzyki w teatrze nie zawiedli, wszystkie miejsca na widowni były wypełnione. A po spektaklu na gości czekał mały bankiet w teatralnym bufecie. Były więc smakowite przeżycia nie tylko duchowe, ale i cielesne. ds

MAŁGORZATA I MICHAŁ PRZEPIEROWIE, ZOFIA JANICKA

MACIEJ SZCZEPANIK, PATRYCJA FESSARD, MARCO JIMENEZ, ARMAND WITOLD

MARTIN SMETAK, MICHAŁ JANICKI, PIOTR KOTFIS

MICHAŁ JANICKI, TOMASZ NAGAJ, PIOTR PROWANS, MAŁGORZATA MICHAŁ JANICKI I ADAM OPATOWICZ

PROWANS, EWA NAGAJ, EWA ROGOWSKA, BOGDAN ROGOWSKI, ZOFIA JANICKA

PATRYCJA FESSARD, MARZENA PERZANOWSKA-STEFAŃSKA, JEAN-MARC FESSARD

ZOFIA JANICKA, DOROTA GĄSIOROWSKA

PIOTR PIECHOCKI, JEAN-MARC FESSARD

TOMASZ I EWA NAGAJ, MICHAŁ I ZOFIA JANICCY, MAŁGORZATA I PIOTR PROWANS


FOT. KATARZYNA PANCEWICZ-KUNKA

Szczecin w nowych oprawkach Przy ulicy Pocztowej 39 odbyło się uroczyste otwarcie nowego salonu Optyk Kasia Kordus Wydarzenie zgromadziło licznych gości i sympatyków marki. Uczestnicy mieli okazję zapoznać się z najnowszymi trendami mody okularowej oraz odkryć unikatowe kolekcje oprawek dostępnych w salonie. Artystycznym akcentem spotkania był występ Kacpra Kujawskiego, nagradzanego artysty i wieloletniego pacjenta pani Kasi, który dostarczył zgromadzonym niezapomnianych emocji.ad

GOŚCIE OTWARCIA SALONU OPTYK KORDUS

KACPER KUJAWSKI

KATARZYNA KORDUS, ELWIRA RURKA

ALEKSANDRA HERCZYŃSKA, MACIEJ BIS, KASIA

OLA CYBULSKA, ELWIRA RURKA, MACIEJ MAŁŁEK,

KORDUS

KATARZYNA KORDUS, KATARZYNA BIELAK

FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Śródziemnomorski wieczór 5 października w eleganckich wnętrzach Hotelu Bosak odbyła się wyjątkowa degustacja win śródziemnomorskich, zorganizowana przez Świat Whisky & Wina. Wydarzenie zgromadziło blisko 100 gości, których uraczono nie tylko wybornymi trunkami, ale również wykwintnymi daniami kuchni śródziemnomorskiej, serwowanymi przez hotelową restaurację. Całości dopełniała nastrojowa grecka muzyka na żywo. Wieczór miał również wymiar charytatywny — podczas licytacji na rzecz Fundacji Onkologicznej Areola EOS udało się zebrać 20 tysięcy złotych.

MAGDALENA TERMAN, KATARZYNA MACHALSKA, ARKADIUSZ TERMAN

KRONIKI

EWELINA I MARCIN GAWLIK

MICHAŁ DARCZ I ALEKSANDRA SYREWICZ-DARCZ

CEZARY I KATARZYNA KAMIŃSCY

121


lista dystrybucji BIZNES Acta Nova, Kapitańska 1/9 Aloha Biurowiec, Janosika 17 Eureka Restrukturyzacje, Bohaterów Warszawy 21 Foton Novelty Group , Mickiewicza 69 HMI, Moczyńskiego 13B Mennica Mazovia, Jagiellońska 85/8 Nova Praca Group, Krzywoustego, CH Kupiec Pazim recepcja, Rodła 9 Piastów Office Center, Aleja Piastów 30 PKO Bank Polski (2piętro), Niepodległości 44 POLFUND Fundusz Poręczeń Kredytowych S.A., Brama Portowa 1 Północna Izba Gospodarcza, Wojska Polskiego 86 Technopark, Cyfrowa 6 GABINETY LEKARSKIE Aesthetic Dent Tutak, Wyspiańskiego 7 Aesthetic Med., Niedziałkowskiego 47 AMC, Langiewicza 28/U1 Biała Szuflada, Koralowa 86/88 Dental Art, Śląska 9A Dental Implant Aesthetic Clinic, Panieńska 18 Dental Service, Niedziałkowskiego 25 Dentalcenter, Mariacka 6/U1 Dentallica, Mickiewicza 48 Dentus, Mickiewicza 116/1 Dobosz Implanty, Piastów 3 Dom Lekarski, Bagienna 6 Dom Lekarski, Rydla 37 Dr Rami, Kwiatkowskiego 1/26 Dr Wiśniowski Chirurgia i Medycyna Estetyczna, Kusocińskiego 12/lu3 Estetic Klinika Zawodny, Ku Słońcu 58 Fabryka Zdrowego Uśmiechu , Ostrawicka 18 Gabinety Cukrowa, Kwiatkowskiego 1/27 lok 6 Gabinety Dr Żółtowski, Powstańców Wielkopolskich 79 Gabinety Pocztowa, Pocztowa 11/2 Gabinety Tuwima, Dembowskiego 9/U5 Gabinety Tuwima, Tuwima 27 Gajda, Narutowicza 16A Galaxy Med., Malczewskiego 34b Hahs Protodens, Felczaka 10 Hahs, Czwartaków 3 Jadczyk Stomatologia, Bandurskiego 15/2 Klinika dr Stachura, Jagiellońska 87 Klinika Koryzna Stomatolog, Sienna 4 Lighthouse Dental, Arkońska 51/5 Luxmedica, Welecka 1A Mediklinika, Mickiewicza 55 Medimel, Nowowiejska 1 E Olimedica (Kupiec), Krzywoustego 9-10 Ortho Expert, Jagiellońska 87B Platanus Dent, Moniuszki 9/2 Prywatna Praktyka Ginekologiczna, Skłodowskiej -Curie 5/2 ST Medical Clinic, Kwiatkowskiego 1/26 Stomatologia Agnieszka Kalinowska, Bolesława Śmiałego 6 Stomatologia Kamienica 25, Wielkopolska 25/10 Stomatologia Mikroskopowa , Żołnierska 13A/1 Twoja Przychodnia - SCM, Słowackiego 19 Twoja Przychodnia , Wyzwolenia 46/16U Vitrolive , Wojska Polskiego 103

Kancelaria Krzysztof Ławrynowicz, Zbroja Adwokaci, Przestrzenna 11/4

Krawczyk Nieruchomości, Jagiellońśka 22/2

Velpa, Bogusława 12

Kancelaria Licht Przeworska, Tuwima 27/1

Kurkowa Apartments, Kurkowa 2A

Velpa, Modra 62

Lider House, Cynamonowa 32A

WineLand, Wojska Polskiego 70

Litwiniuk Property , Tkacka 55/4a

Winoteka 101, Wojska Polskiego 215

Kancelaria Marek Mikołajczyk, Wyszyńskiego 14 Kancelaria Mariusz Chmielewski, Odzieżowa 4/U1 Kancelaria Mikołaj Marecki, Kaszubska 4/6 Kancelaria Notarialna Daleszyńska, Jana Pawła II 17 Kancelaria Notarialna Małgorzata Posyniak, Piłsudskiego 20 Kancelaria Notarialna, Jana Pawła II 22 Kancelaria Prawna Kamil Zieliński, Narutowicza 11/14 Kancelaria Skotarczak, Dąbrowski, Olech, Narutowicza 12 Kancelarie Adwokackie Łyczywek, Krzywoustego 3 Mazurkiewicz, Wesołowski, Mazur, Klonowica 30/1 More than Law, Mostnika 12 Najda Consulting, Kwiatkowskiego 1/23

KANCELARIE Adwokat Przemysław Manik, Królowej Korony Polskiej 3 Kancelaria Adowokacka Michał Gajda, Bogusława 1/10 Kancelaria Adwokacka Tomasz Kordus, Felczaka 11 Kancelaria Adwokacka Dariusz Jan Babski, Bogusława 5/3 Kancelaria Adwokacka Grzegorz Dutkiewicz, Monte Cassino 19C Kancelaria Adwokacka Krzysztof Tumielewicz, Bohaterów Warszawy 93/5 Kancelaria Agnieszka Aleksandruk-Dutkiewicz, Wyszyńskiego 14 Kancelaria Krzysztof Ławrynowicz, Kaszubska 66/3

Master House, Lutniana 38/70

SPORT I REKREACJA

Siemaszko, Powstańców Wielkopolskich 91A

Astra, Wyzwolenia 85

Świat Nieruchomości, Piastów 14/2

Binowo Park Golf Club, Binowo 62

Tomaszewicz, Kaszubska 20/4

Fabryka Energii, Łukasińskiego 110

Vastbouw, Wojska Polskiego 125

My Way Fitness, Sarnia 8

WGN Nieruchomości, Plac Lotników 7

Polmotor Arena, Wojska Polskiego 127 PRIME Fitness Club, 5 Lipca 46

RESTAURACJE

PRIME Fitness Club, Modra 80

Bajgle Króla Jana, Nowy Rynek 6

Szczeciński Klub Tenisowy, Wojska Polskiego 127

Bananowa Szklarnia, Jana Pawła II 45

ZdroFit, Galaxy

Bistro Na Zdrowie, Unii Lubelskiej 1

ZdroFit, Kaskada

True North Legal Wiszniewski Oryl , Felczaka 16/1

Bombay, Rynek Sienny 1

Waldemar Juszczak – kancelaria adwokatów , Niepodległości 17

Bonjour, Małopolska 3

ZDROWIE I URODA

Brasileirinho Brazylijska Kuchnia & Bar, Sienna 10

Akademia Fryzjerska Gawęcki, Wojska Polskiego 20

Wódkiewicz, Sosnowski, adwokaci i radcowie prawni, Stoisława 2

Browar Wyszak, Księcia Mściwoja II 8

Aspekt 3, Bogusława 10

Chałupa, Południowa 9

Atelier Piękna, Mazurska 21

Chief, Bulwar Gdyński 1 Colorado, Wały Chrobrego

Atelier Zdrowia i Urody Magda Skowrońska, Łukasińskiego 41S/3

Columbus, Wały Chrobrego

Beauty Hand & Feet - Katarzyna Woźniak, Bema 11/2

DeVibez Restaurant, Wojska Polskiego 50

Centrum Rehabilitacji Duet, Wojska Polskiego 70

Dzień dobry, Śląska 12

CMC Klinika Urody, Jagiellońska 77

Emilio Restaurant, Jana Pawła II 43

De Novo, św. Wojciecha 11

Epicka, Bogusława 1-2

DepiLab, Głowackiego 17

Figle Restaurant, Bulwar Piastowski - al. Żeglarzy 1

DNA Beauty Code, Emilii Plater 3/u1

Food Port Montana, Hryniewickiego 1

Dom Lekarski, Piastów 30

Forno Nero, Brama Portowa 1

Dr Irena Eris KOSMETYCZNY INSTYTUT, Felczaka 20

Jachtowa, Lipowa 5

Enklawa Day Spa, Wojska Polskiego 40/2

Jagiellonka, Jagiellońska 10

Ernest Kawa, Jagiellońska 95

Jin Du, Jana Pawła II 17

Fizjopomoc, Witkiewicza 61

Karczma Polska Pod Kogutem, Plac Lotników

Fryzjerskie Atelier Klim, Królowej Jadwigi 12/1

Kitchen meet & eat, Bulwar Piastowski 3

GabiBeauty, Rajkowo 50/21

KAWIARNIE Alternatywnie, Wojska Polskiego 35 Biancafe, Ostrawicka/róg W.Polskiego Cafe 22, Rodła 8 Costa Cofee, Galaxy O pietro S Costa Cofee, Kaskada -1 Korona, Jagiellońska 89/2 Lili by Dutkiewicz, Wojska Polskiego 49/U2 Limone Cafe, Moniuszki 9 Miejsce, Wojska Polskiego 61 Między wierszami, Moniuszki nr 6/1 Mozaika, Śląska 43/U1 Nata Lisboa, Wojska Polskiego 47 Orsola, Przestrzenna 4 Przystań na kawę, Rayskiego 19 Skycoffee, Staromiejska 11/U3 Sowa Cukiernia, Wojska Polskiego 17 Starbucks, Galaxy O pietro S Starbucks, Kaskada +2

KOKU Sushi, Wojska Polskiego 40

Gabinet Posh , Bogusława 45/10

La Rotonda, Południowa 18/20

Gabinet zdrowia, urody i fizjoterapii, Wyszyńskiego 32/34

Mała Tumska, Mariacka Nad Piekarnią, Krzywoustego 15/U3 NAGA Thai & Sushi, Staromłyńska 5 Nowy Browar, Partyzantów 2

KULTURA 13 Muz, Plac Żołnierza 2 ArtGalle, Śląska 53 Filharmonia – sekretariat, Małopolska 48 GOKSiR, Rekreacyjna 1 Muzeum Narodowe, Staromłyńska 27 Opera na Zamku, Korsarzy 34 Stara Rzeźnia Kubryk literacki, Wendy 14 Teatr Pleciuga, pl. Teatralny 1 Teatr Polski, Swarożyca Teatr Współczesny, Wały Chrobrego Trafostacja Sztuki, Św Ducha 4 Willa Lenza, Wojska Polskiego 84 Zamek Punkt Informacyjny, Korsarzy 34 MOTORYZACJA Auto Club Hyundai, Mitsubishi, Suzuki, Ustowo 56 BMW, Hangarowa 17 BMW, Ustowo 55 Cichy-Zasada Audi , Południowa 6 Cichy-Zasada Seat, Południowa 6

HOTELE Courtyard by Marriott Hotel, Brama Portowa 2 Hotel Atrium, Wojska Polskiego 75 Hotel Campanille, Wyszyńskiego Hotel Dana, Wyzwolenia 50 Hotel Focus, Małopolska 23 Hotel Grand Focus, 3 Maja 22 Hotel Grand Park, Słowackiego 18 Hotel Novotel, 3 Maja 31 Hotel Park, Plantowa 1 Hotel Plenty, Rynek Sienny 1 Hotel Radisson BLU (recepcja), Rodła 10 Hotel Restauracja Bosak, Podbórzańska 3 Ibis Styles, Panieńska 10 Moxy Szczecin City Hotel, Brama Portowa 2 Willa Flora, Wielkopolska 18

Marina Club, Przestrzenna 11

Orro, Arkońska 28 Paprykarz, Jana Pawła II 42 Podgrzany Talerz, Niepodległości 22 U Prosto z pieca, Jana z Kolna 7 Public Fontanny, Jana Pawła II 43 Ramen Shop, Zielonogórska 31 Razem, Janosika 17 Rosso Fuoco, Wielka Odrzańska 20 Sake, Rynek Sienny 2 Si, Słowackiego 18 Spotkanie, Jana Pawła II 45 Tkacka 7 , Tkacka 7 Towarzyska, Bogusława Deptak 50 Trattoria Toscana, Plac Orła Białego U Kelnerów, Wyzwolenia 41/3A Ukraineczka, Panieńska 19 Unagi, Jana Pawła II 42 Yakku Sushi, Topolowa 2 C Zielone Patio, Posejdon, Brama Portowa 1 SKLEPY 10 Days, Kaskada

Gabinety Niedziałkowskiego, Niedziałkowskiego 47/2 Hall No 1, Wyszyńskiego 37 Imperium Wizażu, Jagiellońska 7 JK Studio, Monte Cassino 1/14 Klinika Beauty, Zielonogórska 31 Klinika Pięknego Ciała, Welecka 10B Kosmetologia Monika Turowska, Duńska 38 L.A. Beauty (Posejdon), Brama Portowa 1 La Fiori, Kwiatkowskiego 1A/6 La Grazia, Plac Lotników 7 Laser Studio, Jagiellońska 85 Medestetic, Niemcewicza 2/U2 Medincus, Wyzwolenia 46/13u MJ Clinik, Potulicka 20C Modern Design Piotr Kmiecik, Śląska 45/1 MOON Hair & Beauty Paweł Regulski, Jana Chryzostoma Paska 34D Natural Skin Clinic, Krasińskiego 10/5 Nitka, Waryńskiego 22 Nova Clinic, Bogusława 1/3 Od stóp do głów, Batalionów Chłopskich 39A Optyk Dziewianowski, Kaszubska 17/U1 Orient Massage, Janosika 17 Oxy Beauty , Felczaka 18/U1 Paulina Mądrzak Atelier, Bogusława 45/12

5 Plus, Jagiellońska 5

Perładent - Gabinet Stomatologiczny, Powstańców Wielkopolskich 4C

Arkadia perfumeria, Krzywoustego 7

Reha Team, Elżbiety 3

Atelier Sylwia Majdan, Wojska Polskiego 45/2

Salon Fryzjerski Paweł Zieliński, Gorkiego 26

Batlamp, Milczańska 30A

Salon Masażu Baliayu, Wielka Odrzańska 30

Brancewicz, Jana Pawła II 48

Shivago, Wyzwolenia 46

Centrum Mody Ślubnej, Kaszubska 58

SPA Evita, Przecław 96E

City Wine, Sienna 8

Studio Figura, Bohaterów Warszawy 40

Cloche, Wojska Polskiego 14/U1

Studio Monika Kołcz, Św.Wojciecha 1/9

Polmotor Dacia/Renault, Struga 71

Concept store/zrobione w Szczecinie, Piastów /róg Małkowskiego 60

Thai Lanna, Wojska Polskiego 42

Polmotor KIA, Nissan, Subaru, Ustowo 52

Dorothee Schumacher, Jana Pawła II 46/U1

Polmotor KIA, Struga 71

Energy Sports, Welecka 1A

Polmotor SsangYong, Szymborskiej 8

Fine Wine, Nowy Rynek 3

Porsche, Południowa 12

GP Spółka z o.o. , Struga 80A

Skoda City Store, Brama Portowa 1

Harley Davidson, Gdańska 22A

Skoda, Struga 1A

Hexeline , Galaxy O pietro

Toyota- dostawcze Kozłowski, Struga 31B

Hoca Candle, Jagiellońska 37

Toyota, Mieszka I 25B

Jubiler Kleist, Rayskiego 20

Toyota, Struga 17

Kaskada - do biura, Kaskada +4

Volvo, Pomorska 115B

Kwiaciarnia Prowansja, Szwedzka 28/U2

VW, Struga 1B

Madras Styl, Małopolska 9

Cichy-Zasada VW, Seat, Audi , Południowa 6 Ford Bemo, Ustowo 56 Ford, Pomorska 115B Honda, Rondo Hakena 57A Land Rover/Jaguar, Ustowo 58 Lexus Kozłowski, Mieszka I 25 Mazda Kozłowski, Struga 31B Mojsiuk, Pomorska 88 Peugeot, Citroen AutoClub, Andre Citroena 1

Manufaktura Wzroku, Monte Cassino 40

Verabella, Jagiellońska 23 Wojciech Bukański Salon Fryzjerski, Reymonta 3 NNE Animal Eden, Warzymice 105B Centrum Informacji Turystycznej, Aleja Kwiatowa Europejska 33 , Europejska 33 Event Arena, Staszica 1 Gazeta Wyborcza, Krasińskiego 10-11 Noraco, Mieszka I 73 Pałac w Ostoi, Ostoja 10 Pogoń Szczecin biuro marketingu, Karłowicza 28 Radio Super FM, Rodła 8

NIERUCHOMOŚCI

Marella, Wojska Polskiego 20

Agnieszka Drońska Architekt Baszta, Hangarowa 13

MaxMara, Bogusława 43/1

Assethome, Jana Pawła II 11

Moda Club, Wyzwolenia 1

Baszta Nieruchomości , Panieńska 47

Mooi, Wojska Polskiego 20

Calbud, pokoj 15 parter, Kapitańska 2

OMNI Molo, Mieszka I 73

Extra Invest, Wojska Polskiego 45

Optyk Lepert, Wojska Polskiego 60

Graz Deweloper, Plac Zgody 1A

Patrizia Aryton, Jagiellońska 96

Urząd Wojewódzki biuro prasowe p.100, Wały Chrobrego

Idea Invest, Tkacka 14/U1

Rosenthal, Bogusława 15/1A

Vetico, Wita Stwosza 13

Sail International School, Judyma Szczecińska Szkoła Wyższa Collegium Balticum, Mieszka I 61C Urząd Marszałkowski, Mazowiecka Urząd Miejski prezydent , Armii Krajowej 1


/ niszczenie dokumentów / zarządzanie archiwami / normatywy archiwalne / archiwizacja dokumentów – kompleksowe wsparcie / przechowywanie dokumentów – archiwum zewnętrzne / depozyty dokumentów – sposób na zabezpieczenie danych

Kontakt: tel.+ 48 91 422 33 25 biuro@actanova.pl

Siedziba: ul. Kapitańska 1/9 71-602 Szczecin

Biuro i Składnica Akt: ul. Antosiewicza 1 71-642 Szczecin


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook