24.06.2022 | godz. 19.30 sala koncertowa
Twoje miejsce w sercu muzyki
Lawrence Foster
dyrygent
Plamena Mangova
fortepian
NOSPR Franz Schubert (1797–1828) I Symfonia D-dur D 82 (1813) Adagio – Allegro vivace | Andante | Menuetto. Allegretto | Allegro vivace
Felix Mendelssohn-Bartholdy (1809–1847) II Koncert fortepianowy d-moll op. 40 (1837) Allegro appassionato | Adagio. Molto sostenuto | Finale. Presto scherzando
4 CZERWCA
ogłoszenie programu koncertów abonamentowych NOSPR na sezon 2022/2023
4–30 CZERWCA
wymiana abonamentów
4–15 LIPCA
możliwość dokupienia kolejnych serii dla dotychczasowych posiadaczy abonamentów NOSPR w ramach dostępnej puli miejsc
16 SIERPNIA
ogłoszenie całości programu NOSPR na sezon 2022/2023
16 SIERPNIA– 2 WRZEŚNIA
sprzedaż nowych abonamentów i przedsprzedaż koncertów sezonu dla posiadaczy abonamentów
OD 5 WRZEŚNIA otwarta sprzedaż biletów na koncerty NOSPR współfinansują
Patroni medialni
*** Eduard Resatsch UKRAINA – den Opfern des Krieges (2022) Edward Elgar (1857–1934) Wariacje „Enigma” op. 36 (1899) Theme (Andante) | Var. I. C.A.E. (L’istesso tempo) | Var. II. H.D.S-P. (Allegro) Var. III. R.B.T. (Allegretto) | Var. IV. W.M.B. (Allegro di molto) Var. V. R.P.A. (Moderato) | Var. VI. Ysobel (Andantino) | Var. VII. Troyte (Presto) Var. VIII. W.N. (Allegretto) | Var. IX. Nimrod (Adagio) Var. X. Dorabella (Intermezzo: Allegretto) | Var. XI. G.R.S. (Allegro di molto) Var. XII. B.G.N. (Andante) | Var. XIII. *** (Romanza: Moderato) Var. XIV. E.D.U. (Finale: Allegro–Presto)
Partner motoryzacyjny
www.nospr.org.pl
Czas trwania koncertu (łącznie z przerwą): ok. 110 min
Prosimy o niefotografowanie i wyłączenie telefonów komórkowych
Prosimy o powstrzymanie się od oklasków między częściami utworów
Koncert abonamentowy
Abonament NOSPR
Oznaki przełomu
U
twór bywa zwiastunem przełomu, który dopiero nadejdzie. Czasem rodzi się w bólach, bo przełom dokonuje się w innej sferze. Bywa też, że krzyczy o przełomie, który właśnie nadszedł. Początki kariery Schuberta były tak trudne, że wielu miłośników jego twórczości niesłusznie usuwa w cień wszystko, co powstało przed rokiem 1818, kiedy kompozytor ostatecznie porzucił pracę w szkole, został bez grosza przy duszy i poszedł za swym powołaniem dzięki hojnemu wsparciu przyjaciół. Wygląda jednak na to, że brzemienna w skutki decyzja zapadła już wcześniej, być może w roku 1813, kiedy Schubert ukończył swą pierwszą symfonię – w wieku zaledwie szesnastu lat, w piątym roku nauki w prestiżowym Kaiserlich-königliches Konvikt w Wiedniu. Ojciec kompozytora, Franz Theodor Florian, był nie tylko uzdolnionym muzykiem, lecz przede wszystkim niezwykle ambitnym nauczycielem. Po przeprowadzce spod Ołomuńca w dwa lata zyskał niezbędne uprawnienia i założył nieźle prosperującą szkołę w Lichtental na północnych obrzeżach Wiednia. Mały Franz został jej uczniem w wieku lat pięciu, odebrawszy wcześniej od ojca pierwsze lekcje gry na fortepianie. Trzy lata później zaczął się uczyć gry na skrzypcach: niedługo potem grywał już na altówce w rodzinnym kwartecie. Zanim skończył lat dziesięć, miał już za sobą pierwsze próby kompozytorskie, zdradzał też niepospolite uzdolnienia wokalne. Zdaniem Franza Theodora, miał wystarczające zadatki na wszechstronnego muzyka dworskiego, a z czasem – następcę ojca w roli dyrektora szkoły w Lichtental.
Finis et fine Właśnie dlatego Franz Theodor wystarał się dlań o stypendium na naukę w Stadtkonvikt i polecił swego najmłodszego syna uwadze Antonia Salieriego, szefa wiedeńskiej Hofkapelle. Nieśmiały chłopak doskonalił umiejętności pod okiem organisty Wenzla Ružički, co dzień grywał w szkolnej orkiestrze (po kilku miesiącach został jej koncertmistrzem), zdarzało mu się nawet zastępować mistrza Ružičkę za pulpitem dyrygenckim. Z resztą przedmiotów szło mu raczej niesporo. Gdyby nie Salieri, który z miejsca docenił drzemiący w nim talent i zaczął udzielać mu prywatnych lekcji teorii i kompozycji, młody Schubert zapamiętałby lata nauki w konwikcie jako nieustające pasmo frustracji i niespełnionych ojcowskich oczekiwań. I Symfonia D-dur poniekąd zwieńczyła młodzieńczy etap w jego twórczości – po wielu i tak już udanych próbach w dziedzinie muzyki fortepianowej, kameralnej, chóralnej i orkiestrowej. Klasyczna w formie i treści, z ewidentnymi nawiązaniami do symfonii londyńskich Haydna, Symfonii „Praskiej” oraz serenad Mozarta, z drugiej zaś strony przezornie niewzbudzająca skojarzeń z symfoniką Beethovena – zdaniem współczesnych badaczy zdradza nie tylko oznaki doskonałego opanowania rzemiosła, ale też niezwykłego wyczucia czasu, które wraz z romantycznymi innowacjami dadzą w pełni o sobie znać w późniejszych
symfoniach Schuberta. Kompozytor opatrzył partyturę adnotacją finis et fine – jakby tym dobitniej pragnął zaznaczyć ważną cezurę, moment decyzji, na której nie zaważyły nawet późniejsze lata wymuszonej przez ojca pracy w szkole.
Miesiąc miodowy i cynowe gody Przełom w życiu Mendelssohna – tyle że innej natury – dokonał się w marcu 1837 roku. Kompozytor, opromieniony sukcesem oratorium Paulus w Lipsku i Bostonie, szczęśliwy w miłości, stanął na ślubnym kobiercu z prześliczną Cecylią Jeanrenaud, po czym wyruszył z nią w blisko dwumiesięczną podróż po Nadrenii i w góry Schwarzwaldu. Nie spodziewał się, że małżeńskie uciechy zaburzą jego dotychczasowy rytm pracy. Z II Koncertem fortepianowym d-moll zmagał się od początku kwietnia aż do prawykonania we wrześniu. Po żadnym z jego utworów nie zostało tyle odrzuconych szkiców. Rezultat zawiódł jego oczekiwania, krytycy też zachowali rezerwę. Schumann ubolewał, że kompozycja jest wtórna, a co gorsza – nie wykazuje żadnych znamion rozwoju w porównaniu z wcześniejszym o blisko dekadę I Koncertem fortepianowym g-moll. Sam twórca skwitował swoje fiasko kąśliwą uwagą, że tak właśnie kończą się próby napisania czegokolwiek w tonacji molowej podczas miesiąca miodowego. Dzieło wróciło jednak do światowego repertuaru, i jeśli wzbudza dziś jakiekolwiek zastrzeżenia, to tylko z uwagi na względnie nieskomplikowaną partię solową fortepianu. Żona może być też katalizatorem twórczego przełomu, o czym Elgar przekonał się prawie 10 lat po ślubie, w październiku 1898 roku, kiedy wrócił do domu po wyjątkowo męczącym dniu pracy z uczniami. Zjadł kolację, zapalił cygaro i usiadł przy fortepianie. Alice przerwała mu po kilku minutach i wykrzyknęła: „Podoba mi się ta melodia! Co to takiego?”. Edward odparł, że nic, ale coś pewnie można z tym zrobić. Słowa dotrzymał. W ciągu niespełna trzech miesięcy skomponował cykl 14 wariacji orkiestrowych na „temat własny”, rozwinięty z zaimprowizowanej w tamten wieczór melodii i nazwany później Enigma. Utwór zadedykował sportretowanym w wariacjach bliskim. Prawykonanie w St. James’s Hall w Londynie, pod batutą Hansa Richtera, zakończyło się pełnym sukcesem i ugruntowało pozycję Elgara jako najwybitniejszego angielskiego twórcy swego pokolenia. Na pytania o tytułową enigmę – cisnące się krytykom na usta, bo Elgar słynął z zamiłowania do szyfrów – kompozytor odpowiadał, że zagadka musi pozostać nierozwiązana. Niemal rok w rok pojawiają się nowe hipotezy, wysuwane nie tylko przez muzykologów, lecz także literaturoznawców i kryptografów. Jedni szukają zaszyfrowanej w temacie liczby π, drudzy odniesień do Szekspira i Pisma Świętego; jeszcze inni twierdzą, że słynny temat jest kontrapunktem do jakiejś powszechnie znanej melodii. Ostatni z przełomów dokonuje się na naszych oczach. Eduard Resatsch, wiolonczelista Bamberger Symphoniker, w niespełna 5-minutowej UKRAINIE zmieścił wszystko, o czym co dzień czytamy w nagłówkach gazet: modlitwę, zgiełk wojny, hymn Europy i Szcze ne wmerła Ukrajiny i sława, i wola. Jak z utworem obejdzie się czas, jeszcze nie wiadomo. Oby los obszedł się jak najłaskawiej z pozostałymi w ojczyźnie rodakami ukraińskiego muzyka.
Dorota Kozińska