Skip to main content

Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, kwiecień 2026

Page 1


Półhucuły, czyli Dyktando Krakowskie

 str. 5

Gdzie nas boli stres?

 str. 12

Dlaczego warto czytać poezję?

 str. 19

Sześć tysięcy kilometrów od Krakowa. Lekarze z UJ pomagają w Tanzanii

Dzień otwarty na UJ

Kitle, etniczne stroje i słowiańskie tatuaże

autor: Michał Jarosz

Dzień Otwarty Uniwersytetu Jagiellońskiego, odbywający się tradycyjnie w Auditorium Maximum, to jedno z najważniejszych wydarzeń dla maturzystów zainteresowanych studiowaniem na krakowskiej uczelni. Stanowi on wspaniałą okazję dla integracji między osobami pragnącymi rozpocząć naukę na UJ oraz tymi już studiującymi. W organizację Dnia zaangażowało się wielu studentów, którzy obsługiwali stoiska oraz rozdawali ulotki.

W centrum wydarzeń znajdowały się dwie sale – Aula Duża oraz Sala Wystawowa. W pierwszej z nich odbywały się wykłady otwarte. Z kolei w Sali Wystawowej znajdowały się stoiska, na których studenci i pracownicy jednostek Uniwersytetu udzielali informacji o oferowanych przez nie kierunkach studiów. Wszystkie wydziały starały się przykuć uwagę odwiedzających. Efekt? Paleta kolorów, w której studenci z Wydziału Farmaceutycznego ubrani w kitle sąsiadowali z reklamującymi Studia Euroazjatyckie wolontariuszkami w etnicznych strojach.

Do licznego grona wolontariuszy należała studiująca zarządzanie informacją Julia. – Najcudowniejsze jest to, że studenci wszystkich wydziałów sami wy-

szli z inicjatywą, by pokazać właśnie to, co na ich studiach jest ciekawe. Dzięki temu można poznać bardziej niszowe kierunki –mówiła.

Wizytujący mogli zapoznać się nie tylko z wydziałami uczelni, ale też z mniejszymi jednostkami. Widać było stoiska MISH-u (Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych), czy Instytutu Porównawczych Studiów Cywilizacji. Jak opowiedziała reprezentująca tą drugą jednostkę Pani Magdalena, Dzień Otwarty umożliwia pokazanie przyszłym studentom, jak szeroki mają wybór po maturze. Zachęcała też wszystkich zainteresowanych kulturami pozaeuropejskimi do wyboru studiów proponowanych przez jej jednostkę.

– Nasi studenci mają dużą swobodę w wyborze lektoratów, mogą też zaangażować się w działalność dwóch kół naukowych. Mamy też jedyny w całym kraju kierunek studiów nad buddyzmem – podkreślała.

Nie tylko stoiska i wykłady

Na uczestników czekały też różnego rodzaju atrakcje. Zaliczyć do nich można chociażby punkt z robieniem południowosłowiańskich tatuaży, zorganizowany przez studentów filologii słowiańskiej.

W korytarzach Collegium Paderevianum można było z kolei spotkać stoiska organizacji studenckich, takich jak Bractwo Czapki Studenckiej czy All in UJ. Na tym drugim wolontariuszka Magda

Wszystkie wydziały starały się przykuć uwagę odwiedzających. Efekt? Paleta kolorów, w której studenci z Wydziału Farmaceutycznego ubrani w kitle sąsiadowali z reklamującymi Studia Euroazjatyckie wolontariuszkami w etnicznych strojach. fot. Mikołaj Cembaluk

opowiadała o różnych formach aktywności organizowanych przez to stowarzyszenie, które – jak podkreśliła – są otwarte także dla studentów z innych uczelni. Wydarzenie cieszyło się wielkim zainteresowaniem. Niektórych tłum ludzi mógł wręcz przytłoczyć. Tego zdania byli chociażby Ania i Kuba, uczniowie liceum, którzy powiedzieli, że samo wydarzenie było ciekawe i inspirujące. Dodali też, że Dzień Otwarty na UJ stanowi dla nich tylko jeden z elementów wyboru kierunku, w którym jednak ogromną rolę odgrywają też rozmowy ze znajomymi. Tym niemniej możliwość spotkania przyszłych kolegów oraz wykładowców z pewnością pomoże im w podjęciu decyzji. 

ne U ron US & yoU ng P t BU n 2026 n eU roS cience ForU m

spotkanie młodych naukowców w Krakowie

Zapraszamy Państwa na wyjątkowe spotkanie młodych naukowców – 14. edycję

NEURONUS & Young

PTBUN Neuroscience Forum, która ponownie odbędzie się w krakowskim Auditorium Maximum.

Konferencja organizowana jest przez studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego i gromadzi uczestników z całego świata. Ugruntowała swoją pozycję jako jedno z ważniejszych wydarzeń poświęconych neuronauce w Europie. Stanowi wyjątkową przestrzeń spotkania dwóch światów – energii i świeżych pomysłów młodego pokolenia badaczy oraz doświadczenia uznanych profesorów, będących autorytetami w swoich dziedzinach.

Co to za wydarzenie?

Głównym celem konferencji jest stworzenie przestrzeni umożliwiającej badaczom prezentację najnowszych odkryć, wymianę wiedzy i doświadczeń oraz nawiązywanie wartościowych kontaktów

z naukowcami reprezentującymi różnorodne obszary neuronauki. Prezentowane zagadnienia obejmują współczesne kierunki badań w neuronauce – od mechanizmów molekularnych, immunologicznych i metabolicznych funkcjonowania mózgu, przez procesy poznawcze, percepcję i zachowanie, aż po nowoczesne metody obrazowania, integracji danych oraz kliniczne zastosowania w diagnostyce i leczeniu chorób układu nerwowego. Program wydarzenia podzielony jest na cztery bloki tematyczne: Cognitive, Biological, Computational oraz Medical Neuroscience. Pierwszy obejmuje m.in. badania psychofizjologiczne nad percepcją i przetwarzaniem emocji. Drugi koncentruje się na podstawowych mechanizmach neurobiologicznych, w tym podłożu chorób neurodegeneracyjnych. Blok Computational dotyczy neuroinformatyki i modelowania procesów mózgowych, natomiast Medical Neuroscience prezentuje zagadnienia neurologii i psychiatrii oraz wybrane przypadki kliniczne chorób układu nerwowego.

W planie przewidziane są m.in. prezentacje ustne, sesje posterowe oraz wykłady plenarne, które wygłoszą eksperci w dziedzinie badań nad układem nerwowym. W tym roku zaproszenie przyjęli: Aaron Gitler (Stanford University), yanchao Bi (School of Psychologi-

cal and Cognitive Sciences, Peking University), Carmen Sandi (Laboratory of Behavioral Genetics, EPFL), rafael yuste (Columbia University), Pieter roelfsema (Netherlands Institute for Neuroscience), Carolina rezával (University of Birmingham) oraz wielu innych wybitnych naukowców.

Gdzie i kiedy?

Konferencja odbędzie się w dniach 24–26 kwietnia 2026 r. w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W dniu poprzedzającym konferencję (23 kwietnia) zaplanowano warsztaty dotyczące

Pismo Studentów „WUJ – Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego”

Redakcja: ul. Piastowska 47, 30-067 Kraków

Wydawca: Fundacja Studentów i Absolwentów UJ „Bratniak”

e‑mail: wuj.redakcja@gmail.com; tel. 668 717 167

Strony internetowe: www.issuu.com/pismowuj oraz www.facebook.com/pismowuj

Redaktor naczelny: Adrian Burtan

Zespół: LUDZIE I rELACJE: Justyna Arlet-Głowacka, Alicja Bazan, Izabela Biernat, Karolina Jońca, Iwona Łaciak; SZTUKA I INSPIrACJE: Karolina Iwaniec, Michał Jarosz, Natalia Krajenta, Adam Kwiatek, Martyna Lalik, Wiktoria Piwowarska, Gabriela Wolińska, Oliwia Wójciak; SŁOWA I MyśLI: Zofia Betlej, Maja Janoszek, Klaudia Katarzyńska, Daria Kopczyńska, Wojciech Seweryn, Maria Wieruszewska; SPOrT I rEKrEACJA: Michał Kowal, Wojciech Skucha; KADr I OBrAZ: Mikołaj Cembaluk, Emilia Czaja, Lucjan Kos, Agata Kurzepa, Martyna Szulakiewicz-Gaweł

Korekta: Karolina Iwaniec, Wiktoria Piwowarska

PR i marketing: Justyna Arlet-Głowacka

Media społecznościowe: Izabela Biernat, Marta Kwasek

Okładka: archiwum prywatne

Reklama: wuj_reklama@op.pl

Numer zamknięto: 30 marca 2026 roku

fot. Paweł Ziółkowski / stock.adobe.com

analizy danych naukowych oraz wydarzenie networkingowe, stanowiące niepowtarzalną okazję do zdobywania doświadczenia, rozwijania umiejętności i nawiązywania nowych kontaktów. Więcej informacji znajdą Państwo na naszej stronie internetowej: www.neuronusforum.pl. Zachęcamy również do obserwowania nas na Facebooku, LinkedIn oraz Instagramie. „Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego” objęły patronat medialny nad wydarzeniem. 

Informacja prasowa

Znajdź nas!

Co nowego na uJ?

studenci uJ prawo mają we krwi

Nieprzerwanie od 2006 roku absolwenci Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego osiągają najlepsze wyniki podczas egzaminów wstępnych na aplikacje prawnicze. Nie inaczej było w ubiegłym roku. Ostatnie spotkanie przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości wraz z dziekanami wydziałów prawa uczelni publicznych oraz niepublicznych, mające na celu omówienie przygotowanej analizy wyników, potwierdziło bezkonkurencyjność absolwentów UJ. Do zeszłorocznych egzaminów wstępnych na aplikację adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą przystąpiło 5317 osób, a z sukcesem zdało je 68,8 proc. kandydatów. Analizy wskazują, że z roku na rok zainteresowanie aplikacjami ze strony absolwentów wydziałów prawa wzrasta – w ubiegłym roku wyniosło ono 49,2 proc. Najlepsze wyniki egzaminacyjne otrzymali absolwenci Uniwersytetu Jagiellońskiego (egzamin zdało 88,9 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowali się studenci Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Gdańskiego oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Mediacje na najwyższym poziomie

W Paryżu podczas XXI Międzynarodowego Konkursu Mediacji Gospodarczej ICC wzięło udział ponad 60 uczelni z całego świata, w tym drużyna złożona ze studentów Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, która przygotowywała się pod okiem dr Małgorzaty Kożuch z Katedry Prawa Europejskiego WPiA UJ. reprezentanci naszej uczelni (Igor Cichosz, Anna Jarek, Szymon Łabuś oraz Katarzyna Sikora) wrócili do Krakowa ze statuetką przyznaną im za najlepszą interakcję z mediatorem. W ramach międzynarodowych zmagań ponad 290 studentów z całego świata musiało polubownie, z udziałem mediatora, rozwiązać spory gospodarcze. Poczynaniom tym przyglądało się grono sędziowskie, w skład którego weszli renomowani specjaliści z obszaru prawa, mediacji oraz arbitrażu. reprezentanci UJ podkreślali, że sesje, w których mieli okazję wziąć udział, były niezwykle merytoryczne, a każda z drużyn postawiła przed nimi nowe wyzwania, prezentując unikalne podejście do procesu negocjacji.

Ku pamięci nauczających w czasie

okupacji

najwięcej stypendiów powędrowało do studentów uJ

Stypendium Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyznawane za znaczące osiągnięcia naukowe, artystyczne lub sportowe cieszy się dużą popularnością wśród studentów polskich uczelni. Ma ono charakter jednorazowy, a jego wysokość wynosi 17 tysięcy złotych.

W tegorocznej edycji nadesłano 1171 wniosków, z czego 1155 spełniało warunki otrzymania stypendium. Minimalny próg punktowy był różny i zależał od konkretnej dyscypliny. Ostatecznie wyłoniono 402 laureatów reprezentujących niemal wszystkie gałęzie wiedzy.

Najwięcej stypendiów otrzymali studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego (61), a następnie: Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Politechniki Warszawskiej, Politechniki Wrocławskiej, Politechniki śląskiej oraz Politechniki rzeszowskiej. również w ubiegłym roku to właśnie studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego otrzymali najwięcej stypendiów MNiSW.

ruszyła budowa domów studenckich na ruczaju

Symbolicznie wbito łopaty pod budowę jednego z dwóch planowych domów studenckich w pobliżu Kampusu 600-lecia. Akademik o powierzchni ponad 7,8 tys. m kw. będzie zlokalizowany w pobliżu Wydziału Matematyki i Informatyki UJ przy ul. prof. Stanisława Łojasiewicza. Budynek ma pomieścić 214 mieszkańców, do których dyspozycji zostanie przeznaczonych 110 pokoi 1- i 2-osobowych oraz rodzinnych. Ponadto każdy z nich będzie umeblowany, wyposażony w węzeł sanitarny oraz potrzebny sprzęt AGD.

W planach uczelni jest również budowa kolejnego domu studenckiego na ruczaju, który ma stanąć obok powstającego budynku. Łączny koszt tych inwestycji oszacowano na ponad 74 miliony złotych.

Zarówno prof. Piotr Jedynak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak i Michał Oronowicz, przewodniczący Samorządu Studentów UJ, podkreślają, że rozpoczęcie budowy akademika na ruczaju to bardzo ważny moment dla społeczności studenckiej oraz jedna z najbardziej radosnych chwil w życiu uniwersytetu.

W marcu minęła 81. rocznica dnia, gdy po latach tajnego nauczania w czasach hitlerowskiej okupacji rektor UJ prof. Tadeusz Lehr-Spławiński zainaugurował wznowienie oficjalnej działalności Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na pamiątkę tego dnia społeczność akademicka wraz z członkami Stowarzyszenia ,,Ne Cedat Academia” złożyła kwiaty pod pamiątkowymi tablicami wmurowanymi w Collegium Novum oraz umieszczonymi przy ul. Podwale 2.

Nasza uczelnia wraz z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim była jedną z pierwszych, które zaraz po zakończeniu okupacji nazistowskiej wznowiły nauczanie. Prof. Jarosław Górniak, prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej, podkreślał w czasie uroczystości upamiętniającej to wydarzenie, że na sukces ten pracowała cała uniwersytecka społeczność, która mimo okupacji nie zaprzestała działalności dydaktycznej. Pierwsza z tablic upamiętniających historyczną inaugurację wmurowana została w 2018 roku jako hołd studentom, wykładowcom i organizatorom tajnego nauczania. Z kolei druga umieszczona została na ścianie kamienicy, gdzie w tamtym czasie znajdowało się biuro prof. Mieczysława Małeckiego, organizatora i kierownika konspiracyjnego nauczania.

Źródło informacji: uj.edu.pl

fot. Adam Koprowski, Bartosz Zawiślak,
autorka: Gabriela Wolińska

i X Dyktan D o k rakow Skie

autorka: MaJa Janoszek

Półhucuły, śryż i gips, czyli ortograficzny slalom w Krakowie

„Dokądżeż to pędzisz, bajoku? – spytał mnie ów ultra Krakowiak, wymachując zszarzałym szalikiem Cracovii. – Studia to nie chyży chart, nie uciekną. Chodźżeż ze mną, poczujesz tętno miasta” – to fragment tegorocznego Dyktanda Krakowskiego, prawdopodobnie najtrudniejszego dyktanda w życiu większości uczestników. Pewnie, jak się domyślacie, nie obyło się bez błędów.

Auditorium Maximum wypełniło się młodymi i zaawansowanymi wiekiem adeptami ortografii, z bliska i daleka; ludźmi wykonującymi różne zawody i mającymi różne wykształcenie. Łączy ich miłość do języka, wyzwań i ortografii. Dlatego to oni zmierzyli się 7 marca w słynnym Dyktandzie Krakowskim.

W obliczu nowych zasad Juniorzy próbowali bezbłędnie przepisać ze słuchu treść tekstu „Żegnaj, marzanno!”, natomiast starsi zmierzyli się z „Genius loci albo fatalne zauroczenie”. Teksty dyktanda były tworzone z myślą o nowych zasadach językowych. W styczniu 2026 roku weszła w życie reforma ortografii, więc uczestnicy mieli dwa miesiące, aby przyswoić wprowadzone reguły. Czy wpłynęło to na tegoroczną liczbę błędów?

– Możliwe, że te zasady są jeszcze nieprzyswojone. Stąd tyle potknięć. Natomiast sam tekst nie był łatwy – był bardzo długi. Zasada jest taka, że im dłuższy tekst, tym więcej błędów można popełnić –mówi prof. Mirosława Mycawka, autorka tekstów.

– Pojawiło się dużo przykładów będących efektem tej reformy, ale również obce słowa, takie typowe dla Krakowa. Na przykład vis-à-vis. Nie znałam tego wcześniej – dodaje Karolina, uczestniczka.

– To nie było moje pierwsze dyktando. Brałem udział także w warszawskim. Lubię zabawę słowem i nasz ojczysty język. Była to dla mnie świetna zabawa, ale pamiętam tylko jeden wyraz: pół-Tuareżki. Nawet nie wiem, co to jest –komentuje dr inż. Adam Mirek, gość specjalny, twórca internetowy i promotor nauki. Oprócz niego z dyktandem zmierzył się również Grzegorz Turnau. Budynek wypełnili uczestnicy, media oraz liczni wolontariusze i koordynatorzy odpowiedzialni

fot. Anna Wojnar

Juniorzy próbowali bezbłędnie przepisać ze słuchu treść tekstu „Żegnaj, marzanno!”, natomiast starsi zmierzyli się z „Genius loci albo fatalne zauroczenie”. Teksty dyktanda były tworzone z myślą o nowych zasadach językowych. W styczniu 2026 roku weszła w życie reforma ortografii, więc uczestnicy mieli dwa miesiące, aby przyswoić wprowadzone reguły.

za sprawdzanie prac. – Sprawdzamy pracę według klucza. Jeśli pojawiają się kwestie sporne, rozstrzyga je grono profesorskie. Prace mające najmniej błędów są później sprawdzane ponownie, a spośród nich wyłaniany jest mistrz ortografii – mówi jedna z wolontariuszek. Inna dodaje: – To przyjemność, lubię sprawdzać te prace. W zeszłym roku również tu byłam i sprawdziłam osiem prac.

Jak być ortograficznym Wernyhorą?

Odpowiedź na to pytanie znają laureaci dziewiątej edycji dyktanda.

Wśród juniorów najlepsza okazała się Nina Gacek, która popełniła zaledwie siedem błędów. W starszej kategorii triumfowała Zdzisława Gruzla, robiąc 16 błędów. Laureatka nie kryła zdziwienia i radości – rok temu była szósta, a dwa lata temu zajęła drugie miejsce. Zwróciła uwagę na dużą liczbę terminów związanych z Krakowem, które były dla niej obce. Pani Gruzla pochodzi z Częstochowy. Ortografia i dyktanda to dla niej rozrywka w czasie emerytury. Przyszłym mistrzom radzi, aby korzystać ze słownika, również tego dostępnego online. Podkreślała

przy tym, że systematyczność to klucz do sukcesu.

Organizatorzy przygotowali nie tylko dyktando, lecz wielkie święto języka. Uczestnicy mogli wziąć udział w panelu członków rady Języka Polskiego poświęconym regionalizmom oraz spotkać się z dr. inż. Adamem Mirkiem. W przyszłym roku odbędzie się jubileuszowe X Dyktando Krakowskie. – Na pewno będę, może nie jako uczestnik, bo laureaci nie mogą, ale zjawię się chociażby dla atmosfery – zapewnia Zdzisława Gruzla. 

t y Dzień Jakości kS ztałcenia

edukacja bez granic: jakość, mobilność, przyszłość

autorka: Wiktoria PiWoWarska

Tydzień Jakości Kształcenia na Uniwersytecie Jagiellońskim to inicjatywa, która na stałe wpisała się w kalendarz akademicki. Tegoroczna edycja, odbywająca się w dniach 16–20 marca, udowodniła, że o edukacji należy mówić wielogłosowo – z perspektywy studentów, wykładowców i ekspertów.

Program wydarzenia był w tym roku wyjątkowo bogaty – uczestnicy mogli wybierać spośród 80 debat, warsztatów, paneli i prezentacji odbywających się zarówno online, jak i stacjonarnie lub hybrydowo. różnorodność form szła w parze z bogatą ofertą tematów: od umiędzynarodowienia kształcenia i nowych metod dydaktycznych, przez kwestie dobrostanu i dostępności dla osób o różnych potrzebach, aż po kształtowanie kompetencji międzykulturowych. Nie zabrakło także rozważań nad rolą sztucznej inteligencji w globalnej edukacji akademickiej. Wspólnym motywem wszystkich spotkań była natomiast refleksja nad tym, jak uczyć skutecznie w coraz bardziej międzynarodowym i dynamicznie zmieniającym się świecie.

O globalnych wyzwaniach Kluczowe wydarzenia dotyczyły problematyki wyznaczonej hasłem przewodnim tegorocznej edycji TJK: „Otwarci na jakość. Umiędzynarodowienie kształcenia akademickiego w praktyce”. Podkreślano w nich znaczenie mobilności w środowisku akademickim jako możliwej drogi przed dyplomem i po nim. Program Erasmus+ od wielu już lat otwiera studentom dostęp

do zagranicznych uczelni i cennych doświadczeń, zwłaszcza że oferta w ostatnich latach została znacząco poszerzona choćby o wyjazdy w celu odbycia praktyk, jak również tzw. BIP-y, czyli „Blended Intensive Programmes”. To krótkoterminowe wymiany obejmujące także komponent wirtualny.

Zwracano uwagę na rozwój szeregu innych możliwości, dzięki którym umiędzynarodowienie kształcenia akademickiego zyskuje znacznie bardziej pogłębiony i intensywny wymiar. Uniwersytet Jagielloński od lat prowadzi kierunki wspólne we współpracy z europejskimi uczelniami partnerskimi. Nowością, która pojawiła się w ofercie uczelni w roku 2025/2026, są studia „Joint Bachelor in Sustainability” (tzw. BASUS) prowadzone dzięki współpracy uniwersytetów zrzeszonych w sieci Una Europa. To właśnie alianse uczelni stanowią nowy wymiar pogłębiający doświadczenie międzynarodowe w wymiarze nie tylko naukowo-badawczym, ale również dydaktycznym.

W trakcie debat zastanawiano się również, jak globalne wyzwania przekładają się na lokalne realia oraz jakie rozwiązania mogą wspierać rozwój studen-

tów w międzynarodowym środowisku. Studenci i doktoranci podzielili się własnymi doświadczeniami i oczekiwaniami wobec systemu edukacji. Natomiast kadra akademicka wskazywała narzędzia i proponowała strategie możliwych rozwiązań. Zwracano także uwagę na rosnące zainteresowanie językiem polskim jako obcym oraz ogromną potrzebę rozwijania kompetencji międzykulturowych i wrażliwości kulturowej (ACTIN) jako skutecznego narzędzia integracji.

Technologie i dostępność edukacji Istotnym wątkiem była również rola nowych technologii oraz zmieniających się form nauczania – od asynchronicznych kursów online, przez wykorzystanie AI, aż po innowacyjne metody pracy ze studentami (jak chociażby Vr). Nie mniej istotnym tematem była dostępność edukacji – tegoroczna edycja wskazywała na potrzebę tworzenia przestrzeni przyjaznej osobom o zróżnicowanych potrzebach, w tym osobom neuroatypowym. Obalono najczęściej pojawiające się mity i stereotypy dotyczące autyzmu. Omówiono również strategie wspierające

Program Tygodnia

Jakości Kształcenia był w tym roku wyjątkowo bogaty – uczestnicy mogli wybierać spośród 80 debat, warsztatów, paneli i prezentacji.

studentów z autyzmem, zwracając uwagę na realne trudności towarzyszące im w procesie studiowania, takie jak przeciążenie bodźcami sensorycznymi czy bariery w komunikacji. Wśród proponowanych rozwiązań pojawiały się m.in. możliwość korzystania ze słuchawek wygłuszających na zajęciach czy wydłużenie czasu na egzaminach.

Niesłabnące zainteresowanie

Nie ulega wątpliwości, że tegoroczna edycja TJK cieszyła się dużym zainteresowaniem. Nic zresztą dziwnego, w swojej najnowszej odsłonie wydarzenie pokazało, że współczesna edukacja akademicka stoi na styku wielu procesów: globalizacji, cyfryzacji, a przy tym rosnącej świadomości społecznej. To ich połączenie wyznacza kierunki zmian, które coraz wyraźniej kształtują rzeczywistość i codzienność studentów oraz wykładowców. Nie bez znaczenia jest również kwestia dostępności, w tym dokładania wszelkich starań, aby stworzyć miejsca i przestrzenie przyjazne osobom o różnych potrzebach, także z neuroróżnorodnością. „Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego” były patronem medialnym wydarzenia. 

fot. screen Tydzień Jakości Kształcenia

autorka: klaudia katarzyńska

Czy w świecie A i będziemy potrafili się komunikować?

W świecie treści tworzonych przez sztuczną inteligencję prawdziwą wartością staje się to, co niepodrabialne: unikalny styl i szczere intencje nadawcy. Właśnie dlatego eksperci od komunikacji są dziś potrzebni bardziej niż kiedykolwiek.

Wchodzimy na portal informacyjny, otwieramy newsletter albo czytamy post na LinkedInie i – wszędzie widzimy to samo: przesadnie uprzejmy ton, nienaganna struktura i charakterystyczne słownictwo. W czasach, kiedy każdy może brzmieć poprawnie, prawdziwą wartością staje się to, czego nie da się skopiować. Dlatego to właśnie unikalny, ludzki pierwiastek stanowi fundament kierunku studiów „Język polski w komunikacji społecznej”, który znajdziemy w ofercie Wydziału Polonistyki UJ. Eksperci współtworzący ten kierunek nie mają wątpliwości: naszą największą przewagą pozostaje to, co nieobliczalne – autentyczna intencja i kulturowy niuans, których nie da się zastąpić algorytmem.

Maska algorytmu

Narzędzia AI potrafią generować treść, ale trudno poruszyć nią czytelnika. Dzieje się tak, ponieważ w komunikacji oprócz poprawnych zdań szukamy kontaktu z drugim człowiekiem. – rozmawiając, interpretujemy intencje naszych rozmówców, odbierając zarówno przekaz werbalny, jak i niewerbalny. AI zapewne będzie coraz lepiej naśladowało także ludzkie gesty czy mimikę, ale działa to jak sztuczna maska dostosowana do ludzkich oczekiwań. Na szczęście wciąż potrafimy rozpoznać tę nienaturalność, która wywołuje poczucie tak zwanej doliny niesamowitości – wyjaśnia dr Mikołaj Borkowski, językoznawca z Wydziału Polonistyki UJ. Komunikacja jest relacją, w której rodzi się to, co niewypowiedziane. Literaturoznawca profesor Michał rusinek podkreśla, że AI pozostanie jedynie imitacją głosu i inteligencji: – W samą ideę inter-

pretacji wpisany jest człowiek-czytelnik, osoba, która ma konkretne życiowe i lekturowe doświadczenia. To one tworzą konteksty interpretacji, które sztuczna inteligencja może co najwyżej imitować. Czy kiedyś się tego nauczy? Nie wiadomo – wyjaśnia. To właśnie te ludzkie konteksty stanowią dla technologii barierę nie do pokonania. – Mam nadzieję – choć raczej płonną – że sztuczne sposoby komunikowania się nie wpłyną na styl komunikacji międzyludzkiej. Może jednak algorytmy rozwiną się na tyle, że ich styl stanie się nieodróżnialny od naszego? Nie wiem, czy to z mojej strony nadzieja, czy obawa – przyznaje prof. rusinek. różnica między autentyczną komunikacją a jej technologiczną imitacją ujawnia się szczególnie wyraźnie w samym języku. – Indywidualna ekspresja to wciąż domena ludzka – mówi dialektolog i leksykograf dr Artur Czesak. Właśnie ta zdolność świadomego i twórczego posługiwania się słowem stanowi sedno kształcenia polonistycznego. Ekspert zwraca też uwagę na ograniczenia technologii: – Sztuczna inteligencja, mimo że przypisuje się jej rolę korektora, powiela błędne schematy (jak chociażby zakaz zaczynania zdania od „Ale”) oraz niezgodne z normą; albo statystycznie częste stawianie przecinka, np. po słowie „Ponadto” – wymienia. W jego ocenie prawdziwe rozumienie języka wciąż wymaga doświadczenia i wrażliwości użytkownika. – Ludzka intuicja i sowizdrzalskie [przekorne i demaskujące sztuczność sztywnych reguł – przyp. red.] podejście do zasad wciąż pozwalają zdemaskować uśrednione i ugrzecznione tezy, wyabstrahowane z masy dość

sztampowych tekstów – podkreśla językoznawca, wskazując, że właśnie takie kompetencje rozwijają studia polonistyczne.

Intuicja kontra schemat

To sowizdrzalskie oko jest nam potrzebne nie tylko do demaskowania sztucznych tekstów, ale przede wszystkim do zachowania sprawności własnego umysłu. – Jeśli posiłkujemy się czatami AI przy wyszukiwaniu informacji, podejmowaniu decyzji czy logicznym myśleniu, to zwalniamy z pracy te części naszego umysłu, które są odpowiedzialne za te umiejętności. A narząd nieużywany zanika i to jest coś, czego musimy być świadomi – ostrzega językoznawczyni dr hab. Anna Chudzik. Według specjalistki, choć AI potrafi coraz lepiej emulować humor czy ironię, pozostaje bezradna wobec tego, co stanowi fundament ludzkiego poznania. – Najsłabiej radzi sobie z tą częścią ludzkiej wiedzy,

która nie jest w pełni werbalizowana, jak na przykład odczucia sensoryczne ciała czy intuicyjna wiedza kulturowa – podkreśla.

Studiowanie to w tej perspektywie trening umiejętności: krytycznej analizy i rozumienia kontekstów, których nie da się zapisać w zerach i jedynkach. Jak dodaje dr hab. Chudzik: – Może AI zrobi coś lepiej, ale my dzięki temu mądrzejsi nie będziemy.

Dzisiaj przewaga na rynku pracy nie należy do tych, którzy najszybciej generują znaki, lecz do tych, którzy potrafią dostrzec to, co nieoczywiste tam, gdzie maszyna widzi jedynie statystykę. Właśnie taką przestrzeń dla językowej odwagi i charakteru stworzono na kierunku „Język polski w komunikacji społecznej” na UJ. Tutaj rozwija się kompetencje, których nie da się zaprogramować, a w świecie doskonałych imitacji najsilniejszą marką zawsze pozostanie autentyczny, ludzki głos. 

W czasach, kiedy każdy może brzmieć poprawnie, prawdziwą wartością staje się to, czego nie da się skopiować. Dlatego to właśnie unikalny, ludzki pierwiastek stanowi fundament kierunku studiów „Język polski w komunikacji społecznej”, który znajdziemy w ofercie Wydziału Polonistyki UJ. informacje o kierunku studiów studia.uj.edu.pl/kierunki/wpol/jezyk.pols.komu.spol www.facebook.com/JeZyKPOLsKiwKOMuniKACJisPOLeCZneJ

r ozmowa o eDUkac J i D

szkoła w domu.

„to nie jest system dla każdego”

autorka: karolina Jońca

W ostatnich latach rośnie zainteresowanie edukacją domową, która budzi jednocześnie wiele emocji. Rodziny nierzadko decydują się na odejście od tradycyjnego modelu kształcenia. O szkole w domu, jej zaletach oraz wadach rozmawiamy z doktor Agnieszką Handzel, mamą, dyrektorką Szkoły Podstawowej i Przedszkola w Kobielniku oraz nauczycielką akademicką na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Dlaczego edukacja domowa zdobywa taką popularność?

 Dr Agnieszka Handzel: Edukacja domowa funkcjonuje w Polsce od kilkudziesięciu lat. To system, który niedawno zyskał na rozgłosie i zmienił nieco charakter działania. Gdy pojawiły się lekcje online, dla bardzo wielu osób edukacja domowa zlała się z lekcjami przez internet. Niewątpliwie rosnąca popularność takiej formy nauki łączy się ze wzrostem oczekiwań mojego pokolenia. rodzicami zostali millenialsi, którzy liznęli trochę psychologii czy edukacji. Wielu z nas wie już, czego byśmy nie chcieli i w jakich obszarach system edukacji nie spełnia naszych oczekiwań.

na czym więc polega edukacja domowa?

 Posyłając dziecko do placówki oświatowej, rodzic zawiera niepisaną umowę ze szkołą – zakłada, że uczeń opanuje określony zakres materiału. Natomiast w praktyce, szczegółowe informacje dotyczące zakresu treści są ogólnodostępne w rozporządzeniu o podstawie programowej. Obowiązkiem instytucji oświatowej również wobec dzieci, które są w nauczaniu domowym, jest więc sformułowanie i określenie wymagań edukacyjnych. Oznacza to wskazanie treści, które uczeń powinien przyswoić, z uwzględnieniem jego potrzeb. Zadaniem dziecka jest więc jedynie opanowanie niezbędnego materiału. W przypadku edukacji domowej to rodzic mówi: „Biorę odpowiedzialność za to, że dziecko się nauczy”, zaś szkoła jako instytucja państwowa ma za zadanie sprawdzić, czy uczeń faktycznie opanował treści zgodne z podstawą programową. Oprócz egzaminów, ośrodki kształcenia organizują również konsultacje, spotkania z edukatorami i oferują platformy z materiałami online.

Co ciekawe, uczniowie mogą również realizować edukację do-

– W przypadku edukacji domowej to rodzic mówi: „Biorę odpowiedzialność za to, że dziecko się nauczy”, zaś szkoła jako instytucja państwowa ma za zadanie sprawdzić, czy uczeń faktycznie opanował treści zgodne z podstawą programową – tłumaczy dr Agnieszka Handzel.

mową w zwykłej szkole samorządowej. Główną ideą nauczania domowego jest więc przejęcie przez rodzica odpowiedzialności za proces edukacji swojego dziecka.

Jakie są najważniejsze różnice między szkołą tradycyjną, stacjonarną a edukacją domową?

 Szkoła ma cztery podstawowe funkcje: opiekuńczą, czyli zapewnia dziecku opiekę w momencie, gdy rodzic jest w pracy; poznawczą, czyli kształcącą; wychowawczą oraz socjalizacyjną. Niemniej to właśnie kwestia zapewnienia opieki jest w edukacji domowej najczęstszym wyzwaniem. Wówczas rodzic deklaruje, że będzie sprawował opiekę nad dzieckiem w określonych godzinach, co wymaga dobrej organiza-

cji życia rodzinnego. Jeżeli jest to opiekun, który pracuje zdalnie, ma nienormowany czas pracy lub może wymienić się obowiązkami z innym członkiem rodziny, to nie ma problemu. Gorzej w przypadku, jeśli takiej możliwości nie ma. W odpowiedzi na ten problem powstały jednak tzw. „szkoły parasolowe”. Są to miejsca, w których uczniowie realizujący obowiązek szkolny poza szkołą – w ramach edukacji domowej – spędzają czas do południa, gdy ich rodzice pracują. Drugą kwestią, ale równie istotną, jest socjalizacja, czyli funkcjonowanie w grupie rówieśniczej. To argument, którego często używają rodzice decydujący się na powrót dzieci do stacjonarnej szkoły – ich pociechy potrzebują kontaktu z rówieśnikami. Opiekunowie mają bardzo często określone wyobra-

żenia oraz wymagania w stosunku do nas i szkoły. Wiedzą, czego chcą, dlatego, że wcześniej to oni mieli kontrolę nad edukacją swoich dzieci i zdobyli w tym doświadczenie. Socjalizacja jest więc tym aspektem życia szkolnego, który skłania rodziny do podjęcia decyzji o powrocie dzieci do szkoły stacjonarnej. W przypadku dzieci z rodzin wielodzietnych, które były w edukacji domowej, ważne dla rodziców jest to, aby każde z rodzeństwa miało własną grupę znajomych. Widzą, że ich pociechy zbudowały między sobą cudowne relacje, jednak każde z nich potrzebuje własnego świata.

Przyznam, że myśląc o edukacji domowej, sama dostrzegam więcej minusów niż plusów.

– To, w jakim otoczeniu wychowuje się dziecko, w dużej mierze określa poziom jego sukcesu edukacyjnego. Jeżeli takie środowisko będzie miało duży wpływ na kształcenie jednostki, może to przyczynić się do pełnego wykorzystania jej potencjału – mówi dr Handzel.

 Na pewno na takie spojrzenie wpłynęła pandemia, która utrudniła nam funkcjonowanie w grupach. Niemniej byłabym bardzo ostrożna w ocenianiu, ile jest pozytywnych, a ile negatywnych aspektów takiego rozwiązania. Najważniejsze jest to, kim są opiekunowie, którzy przejmują odpowiedzialność za proces edukacji. To jest szansa dla rodziców, którzy mogą pracować z dowolnego miejsca na świecie. Wówczas poziom edukacji, jaki otrzymują te dzieci, zwiedzając, zanurzając się w kulturach, językach, spotykając różnych ludzi, jest nieporównywalny z tym, czego doświadczają dzieci siedzące przez osiem godzin dziennie w szkolnej ławce. ryzyko pojawia się wtedy, kiedy rodzic nie jest w stanie zapewnić odpowiedniego wsparcia merytorycznego. Opiekun musi podejmować decyzje świadomie i brać pod uwagę własne kompetencje. Gdybym miała uczyć moich synów literatury, sztuki, nauk społecznych, dałabym radę. Natomiast wiem, że musiałabym mieć spore wsparcie w przypadku nauki przedmiotów ścisłych, bo nie byłabym w stanie tego zrobić.

Grzegorz Czerwiński

na ile wiedza dziecka w takim systemie jest odzwierciedleniem poziomu wykształcenia jego rodziców?

 Tu wchodzimy w obszar kapitału kulturowego i czynników środowiskowych, które są głównymi determinantami rozwoju poznawczego. To, w jakim otoczeniu wychowuje się dziecko, w dużej mierze określa poziom jego sukcesu edukacyjnego. Jeżeli takie środowisko będzie miało duży wpływ na kształcenie jednostki, może to przyczynić się do pełnego wykorzystania jej potencjału. Niestety, dla wielu rodzin o wysokim poziomie kapitału kulturowego i społecznego, system ten jest ograniczający. Model edukacji tradycyjnej prezentuje pewien zakres materiału, który może być niewystarczający lub niezgodny z tym prezentowanym w domu. W niektórych przypadkach szkoła pozwala wyrównać pewne deficyty, a dziecko dostanie wiedzę, której nie otrzyma w domu. Niemniej jednak w edukacji włączającej często bywa tak, że to uczniowie zdolni tracą. Każdy przypadek warto rozpatrywać indywidualnie.

Jakie są więc zalety realizacji nauki w systemie edukacji domowej?

 Przede wszystkim to, że ci uczniowie nie muszą opanowywać tego samego materiału w tym samym tempie, co inne dzieci. Według mnie główną wadą tradycyjnego systemu jest to, że oczekujemy od naszych podopiecznych osiągnięcia tych samych umiejętności w tym samym czasie. Nie zwracamy wtedy uwagi na ich wiek rozwojowy, rozwój psychiczny czy dojrzałość emocjonalną. Zakładam, że rodzic podejmujący decyzję o przejściu na edukację domową jest w stanie rozpoznać możliwości i potrzeby swojego dziecka i ma do tego kompetencje. Może więc dopasować program nauki do aktualnych zdolności dziecka. Przykładowo, nie będę wymagać od mojego syna pisania kursywą w linijkach, ponieważ na tym etapie jego umiejętności obejmują wyłącznie pisanie drukowanymi literami w dużych linijkach. Wiem, że za jakiś czas to opanuje, ale na tę chwilę przekracza to jego możliwości. To jest właśnie to, co daje edukacja domowa, czyli praca na miarę aktualnych predyspozycji.

Są też uczniowie, którzy mają za sobą różne traumy i przeraża ich powrót do szkoły. Edukacja domowa jest dla nich szansą kontynuowania nauki bez stresu i presji ze strony otoczenia.

u kogo sprawdzi się edukacja domowa?

 To jest bardzo indywidualna kwestia, ale jestem głęboko przekonana, że edukacja domowa nie jest systemem dla każdego. Moja opinia wynika z kontaktów z opiekunami, którzy wiedzą, że skutecznie poprowadzili edukację swoich pociech. Jednocześnie znam też rodziców, którym nie udało się sprostać temu zadaniu.

Do naszej szkoły uczęszczają dzieci, które wcześniej korzystały z możliwości nauki w systemie domowym. Jedne z nich radzą sobie doskonale, a inne wymagają szczególnej uwagi w zakresie podstawowych umiejętności szkolnych. Historia każdej rodziny jest wyjątkowa, a edukacja domowa to bardzo złożony temat. Dla niektórych to będzie sukces, dla innych forma ucieczki od systemu. Od nas, rodziców i nauczycieli, zależy, jak do tego podejdziemy. 

relac Ja z miSJ i UJ cm w Dar e S Salaam

serce na równiku

autorka: klaudia katarzyńska

Ponad sześć tysięcy kilometrów od Krakowa nasi lekarze pomagali pacjentom i rozwijali współpracę naukową. Misja Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Tanzanii to skomplikowane operacje i początek wielkiej przygody. Sprawdzamy, jak umiejętności krakowskich medyków pomagają chorym po drugiej stronie globu.

Kiedy myślimy o współpracy międzynarodowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, zazwyczaj przed oczami mamy biblioteki i laboratoria w wielkich miastach. Tym razem jednak wektor naukowego rozwoju skierował się na południe – prosto do gorącego Dar es Salaam. Krakowscy lekarze wrócili z misji w Tanzanii, gdzie w pierwszej połowie lutego pracowali nad wspólną przyszłością obu medycznych światów. Ta wizyta rozpoczyna strategiczne partnerstwo, które realnie wpłynie na życie pacjentów zarówno w Polsce, jak i w Afryce.

Więcej niż teoria Wizyta delegacji UJ CM w Dar es Salaam to początek szeroko zakrojonego projektu, mającego na celu budowę trwałej współpracy między polską a tanzańską medycyną. Misja, której przewodniczył prof. Bartłomiej Guzik, pełnomocnik Prorektora UJ CM ds. Pomocy Humanitarnej oraz dyrektor 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie, pozwoliła omówić możliwe dalsze kierunki współpracy. W spotkaniach uczestniczyli także przedstawiciele Ambasady r P w Tanzanii, podkreślając znaczenie projektu dla rozwoju współpracy naukowej i medycznej pomiędzy obydwoma krajami. Głównym założeniem wyjazdu było wyjście poza ramy teoretycznych ustaleń – postawiono na budowanie realnego potencjału w trzech obszarach: zaawansowanych badaniach naukowych, nowoczesnej edukacji medycznej oraz wysokospecjalistycznych procedurach kardiologii interwencyjnej. Współpraca z Muhimbili University of Health and Allied Sciences, jedną z najważniejszych uczelni medycznych w Tanzanii, stwarza konkretne szanse dla studentów: wyjazdy w ramach Erasmusa+ oraz wspólne doktoraty. Dzięki temu Tanzania staje się dla UJ CM pełnoprawnym partnerem naukowym, a nie tylko punktem na mapie misji humanitarnych. równolegle krakowscy eksperci przecierają szlaki na Zanzibarze. W szpitalu Lumumba pomo-

– Największym wyzwaniem była konieczność szybkiej adaptacji do zupełnie innych realiów pracy. W Krakowie, pracując w nowoczesnym ośrodku, mamy dostęp do dużego zaplecza diagnostycznego, szerokiego wyboru sprzętu, mamy też inne standardy opieki. W Dar es Salaam trzeba było nauczyć się działać bardziej elastycznie – często improwizować, podejmować decyzje w oparciu o ograniczone dane i dostępne materiały – mówi dr Wojciech Zajdel.

gą zbudować od podstaw oddział kardiologii, co stwarza możliwość rozwijania nowych rozwiązań organizacyjnych i medycznych.

Przy stole operacyjnym Podstawą każdej misji medycznej jest bezpośrednia pomoc pacjentom i wymiana doświadczeń. W Tanzanii tę rolę wziął na siebie dr Wojciech Zajdel, Kierownik Ośrodka Interwencji Sercowo-Naczyniowych 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie. Jego praca w Jakaya Kikwete Cardiac Institute szybko zweryfikowała przyzwyczajenia

europejskie. – Największym wyzwaniem była konieczność szybkiej adaptacji do zupełnie innych realiów pracy. W Krakowie, pracując w nowoczesnym ośrodku, takim jak 5 WSzK, mamy dostęp do dużego zaplecza diagnostycznego, szerokiego wyboru sprzętu, mamy też inne standardy opieki. W Dar es Salaam trzeba było nauczyć się działać bardziej elastycznie – często improwizować, podejmować decyzje w oparciu o ograniczone dane i dostępne materiały – tłumaczy kardiolog.

W polskim systemie wiele procedur wykonuje się rutynowo,

opierając się na komforcie szerokiego zaplecza technicznego i stabilnym finansowaniu. Afrykańska rzeczywistość wymusza selekcję priorytetów. Według dr. Zajdla taka sytuacja wymaga całkowitego przedefiniowania podejścia do zawodu: – Każdy cewnik czy stent [mikroskopijna proteza naczyniowa, która udrożnia tętnice i pozwala uniknąć zawału serca – przyp. red.] miał swoją wartość, nie tylko medyczną, ale też logistyczną. Praca w takich warunkach uczy pokory, planowania, odpowiedzialności za zasoby i leczonego pacjenta. Jednoczefot. archiwum prywatne

– Zdecydowanie warto się angażować. To trudniejsze organizacyjnie, ale daje zupełnie inną perspektywę na medycynę i badania. Poznaje się ludzi z różnych systemów ochrony zdrowia i uczy współpracy międzykulturowej. Trudniej jest badania bez znajomości lokalnych realiów miejsca, którego one dotyczą, na przykład chorób w Afryce – mówią uczestnicy misji.

śnie pokazuje, że w medycynie liczą się wiedza i doświadczenie, a nie wyłącznie technologia. Ta odpowiedzialność ma też swoje mroczne oblicze, pełne dylematów, z którymi lekarze w Europie rzadko mierzą się tak bezpośrednio – przyznaje dr Zajdel. – Decyzje czasem były z pogranicza etyki. W sytuacji braku możliwości i środków finansowych lub świadomości pacjenta o przewlekłości terapii, bezpieczniejszą opcją było niewykonanie zabiegu – dodaje.

Dwa światy

Mimo tych barier, tanzańscy medycy nadrabiają braki systemowe ogromnym zaangażowaniem. Współpraca z nimi była dla krakowskiej delegacji lekcją determinacji. Choć polscy specjaliści przywieźli ze sobą medycynę opartą na dowodach naukowych, sami również wyjechali z nową wiedzą o funkcjonowaniu systemów opieki w krajach rozwijających się. Dysproporcje, z jakimi mierzy się Tanzania, najlepiej obrazują liczby, które przytacza dr Zajdel: – W Polsce mamy około 5000 kardiologów, w Tanzanii, według różnych danych, jedynie 45-70 lekarzy tej specjalizacji, z czego zdecydowana większość pracuje w stolicy przy dwukrotnie większej populacji ogólnej.

Dla krakowskiego lekarza misja stała się ostatecznie powrotem do korzeni profesji i doświadczeniem pracy w miejscu z innymi możliwościami organizacyjnymi. – Motywacją była przede wszystkim chęć podzielenia się doświadczeniem, a także potrzeba chwilowego wyjścia poza codzienną rutynę pracy w Polsce. Medycyna ma wymiar uniwersalny – choroby serca są podobne niezależnie od szerokości geograficznej, ale dostęp do leczenia już nie. Udział w misji był dla mnie nie tylko wyzwaniem zawodowym, lecz także doświadczeniem osobistym i przypomnieniem, dlaczego wybrałem tę profesję: by pomagać tam, gdzie pomoc jest potrzebna – podkreśla specjalista.

Nauka w praktyce O ile dla doświadczonych klinicystów misja była testem sprawności w trudnych warunkach, o tyle dla zespołu naukowców stała się okazją do obserwacji pracy klinicznej i konfrontacji wiedzy akademickiej z realiami systemu ochrony zdrowia. W wyjeździe uczestniczyli również doktoranci Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum – Alicia del Carmen yika oraz Mateusz Wylaź, którzy towarzyszyli prof. Guzikowi w działaniach prowadzonych na miejscu. Pobyt w Tanzanii pozwolił im zobaczyć

realia pracy klinicznej i funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. – Na miejscu zobaczyliśmy dużo szerszy kontekst: wielu pacjentów trafia bardzo późno, często z powikłaniami, które w Europie widujemy już rzadko. To zmienia perspektywę: zamiast skupiać się wyłącznie na mechanizmach choroby, zaczynasz myśleć także o dostępności diagnostyki, organizacji systemu opieki i o tym, jak badania mogą realnie pomóc w takich warunkach – mówią uczestnicy wyjazdu.

Praca podczas misji w Tanzanii wymagała dostosowania się do zupełnie innej dynamiki funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Ogromne znaczenie miała elastyczność i zdolność adaptacji do nowych warunków pracy. – Przede wszystkim nauczyliśmy się pracy w zupełnie innym systemie ochrony zdrowia i w międzynarodowym zespole. Tam trzeba nauczyć się szukać naukowej wartości w tym, co jest dostępne. To uczy dużej elastyczności i bardzo praktycznego podejścia do medycyny i badań – podkreślają. Uczestnicy wyjazdu zwracają uwagę, że współczesny badacz nie może zamykać się w murach laboratorium, zwłaszcza jeśli jego praca dotyczy problemów globalnych. Ich zdaniem, osobiste zaangażowanie w takie projekty jest

nieodzowne dla rzetelności nauki. – Zdecydowanie warto się angażować. To trudniejsze organizacyjnie, ale daje zupełnie inną perspektywę na medycynę i badania. Poznaje się ludzi z różnych systemów ochrony zdrowia i uczy współpracy międzykulturowej. Trudniej jest prowadzić badania bez znajomości lokalnych realiów miejsca, którego one dotyczą, na przykład chorób w Afryce – podkreślają. Jak dodają, obecność na miejscu obnaża ograniczenia systemu, ale jednocześnie otwiera oczy na dziesiątki możliwości badawczych, które pozostają niewidoczne z poziomu pracy zdalnej.

różnica w standardach opieki zdrowotnej między Polską a Tanzanią to przede wszystkim inna codzienność pacjenta, dla którego droga do specjalisty jest często wielomiesięcznym wyzwaniem, a zaawansowanie choroby w momencie diagnozy bywa drastycznie większe niż w Europie. Wyjazd do Dar es Salaam był obustronną lekcją: tanzańskie ośrodki zyskały wsparcie w budowie nowoczesnych procedur, a krakowska delegacja doświadczenie pracy w innej rzeczywistości medycznej. To partnerstwo skraca dystans tysięcy kilometrów do jednego, wspólnego celu – ratowania zdrowia i życia człowieka. 

SkU tki D łUgotrwałego S tre SU

Jak czytać sygnały z ciała?

autorka: klaudia katarzyńska

Zaciśnięta szczęka czy „kamień” w żołądku to sygnały wysyłane przez organizm, które mogą mieć różne źródła. Warto za każdym razem dokładnie im się przypatrywać, ale też mieć świadomość, że przyczyny mogą tkwić zarówno w naszej psychice, jak i wynikać z poważnej choroby. Jak długotrwałe napięcie wpływa na tkanki i dlaczego psychosomatyka pomaga zrozumieć współczesne schorzenia?

Współczesna diagnostyka sugeruje, aby na sygnały z naszego organizmu patrzeć przez pryzmat dwóch procesów. Pierwszy to stany chorobowe – mierzalne zmiany w tkankach wywołane przez wirusy, bakterie, błędy genetyczne lub urazy mechaniczne. Drugim jest psychosomatyka, czyli zjawisko, w którym psychika bezpośrednio oddziałuje na naszą fizyczność.

To właśnie trudność w rozróżnieniu tych dwóch ścieżek sprawia, że pacjenci często latami szukają przyczyny swoich dolegliwości, nie podejrzewając nawet ich emocjonalnego podłoża.

– Ostatnio często spotykałem się z pacjentami, którzy zgłaszali izolowany ból kolana [ból ograniczony tylko do jednego stawu kolanowego – przyp. red.]. Po dokładnym wywiadzie okazywało się, że źródło tego bólu wiązało się ze stresem w życiu osobistym – zauważa lek. med. Zygmunt Czyżycki, na co dzień pracujący w krakowskim Szpitalu Zakonu Bonifratrów, wskazując, jak zaskakujące mogą być projekcje napięcia w naszym układzie ruchu. Choć ból kolana bywa mylący, istnieje całe spektrum

znacznie częściej spotykanych sygnałów, które tworzą w naszym ciele napięcia.

– Najczęstszymi objawami fizycznymi wynikającymi z przewlekłego stresu, z którymi spotykam się w gabinecie, są przede wszystkim napięcie i sztywność w obrębie górnej części ciała. Dotyczy to zwłaszcza okolicy szyi, obręczy barkowej oraz górnego odcinka kręgosłupa – wylicza fizjoterapeutka, mgr Weronika Bryndal, dodając, że ten stały „pancerz” mięśniowy rzutuje bezpośrednio na komfort życia. – Bardzo często napięcie to prowadzi do napięciowych bólów głowy. Pacjenci zgłaszają również problemy z zaciskaniem szczęki, bóle w okolicy skroni oraz nadmierne napięcie mięśni żwaczy –wymienia specjalistka.

Fizjologiczna reakcja na lęk rzadko ogranicza się do jednej partii mięśni; znacznie częściej rozlewa się po całym ciele. – Kolejną grupą objawów są dolegliwości ze strony układu pokarmowego, takie jak wzdęcia, zaparcia czy bóle brzucha. Przewlekły stres wpływa na pracę przepony i napięcie

– Układ nerwowy szczególnie dobrze reaguje na spokojny, rytmiczny i ciepły dotyk, który wysyła do organizmu sygnał bezpieczeństwa. W takich warunkach ciało stopniowo wychodzi ze stanu nadmiernej mobilizacji i zaczyna się rozluźniać –wyjaśnia fizjoterapeutka mgr Weronika Bryndal.

kwiecień

Lek. med. Zygmunt Czyżycki: – Ostatnio często spotykałem się z pacjentami, którzy zgłaszali izolowany ból kolana. Po dokładnym wywiadzie okazywało się, że źródło tego bólu wiązało się ze stresem w życiu osobistym.

powięzi w obrębie jamy brzusznej, co może wtórnie oddziaływać także na odcinek lędźwiowy kręgosłupa – podkreśla mgr Bryndal. W efekcie człowiek wpada w błędne koło fizycznego dyskomfortu, ponieważ, jak wspomina fizjoterapeutka, wielu pacjentów zgłasza także uczucie ogólnego napięcia całego ciała, trudności z głębokim oddychaniem, płytki tor oddechowy oraz problemy z koncentracją i skupieniem uwagi.

Kiedy do lekarza?

Choć siła psychosomatyki jest ogromna, nie należy zbyt pochopnie przypisywać każdej dolegliwości wyłącznie sferze psychiki. Kluczem do rozróżnienia somatyzacji od stanu chorobowego jest obserwacja, jak ból reaguje na zmianę otoczenia i regenerację. – Z mojego doświadczenia ból związany wyłącznie ze stresem wyzwalany jest przez czynnik „stresowy” i z reguły ustępuje po odpowiednim odpoczynku lub ustaniu sytuacji stresującej –wyjaśnia Zygmunt Czyżycki. Jeśli jednak objawy stają się chroniczne, konieczna jest pogłębiona diagnostyka medyczna. – Przykładowo, jeżeli ból głowy jest regularny

i nie ustępuje pomimo prób ograniczania czynników stresujących, możemy mieć do czynienia z innym źródłem pochodzenia – podsumowuje lekarz.

Droga do rozluźnienia

Dopiero mając pewność, że za bólem nie stoi poważna choroba, możemy w pełni skupić się na uwalnianiu napięć, które przez miesiące, a nawet lata kumulowały się w naszych tkankach.

– W pracy z napięciem wynikającym ze stresu najlepiej sprawdzają się delikatne, regulujące techniki manualne. Układ nerwowy szczególnie dobrze reaguje na spokojny, rytmiczny i ciepły dotyk, który wysyła do organizmu sygnał bezpieczeństwa. W takich warunkach ciało stopniowo wychodzi ze stanu nadmiernej mobilizacji i zaczyna się rozluźniać – wyjaśnia mgr Bryndal.

Warto być uważnym, obserwować swoje emocje i reakcje ciała, ale jeśli ból nie ustępuje mimo zaopiekowania się układem nerwowym, priorytetem jest diagnostyka medyczna. równowaga między ciałem a psychiką daje szansę na życie bez bólu i poczucie bezpieczeństwa w swoim ciele. 

fot. archiwum prywatne

oS o B y ze SP ektrU m aU tyzm U

niezwykłe historie, niezwykłe supermoce

: adaM kWiatek

Na początku kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Został on ustanowiony w 2008 roku i od tamtej pory co roku stanowi dobrą okazję do przełamywania stereotypów dotyczących autyzmu i popularyzacji wiedzy na jego temat. Autyzm bowiem może wiązać się zarówno ze specyficznymi trudnościami w codziennym życiu, jak i z wyjątkowymi uzdolnieniami.

Spektrum autyzmu nie zalicza się do chorób. Jest to zróżnicowane zaburzenie neurorozwojowe, które objawia się różnicami w funkcjonowaniu ludzkiego mózgu. Autyzm często bywa mylony z ADHD, ponieważ oba należą do tej samej grupy zaburzeń neurorozwojowych i niejednokrotnie wiążą się z podobnymi objawami. Kluczową

różnicą między nimi jest sedno problemu: w ADHD głównym wyzwaniem jest impulsywność i trudność w regulacji uwagi, natomiast w autyzmie są to trudności w komunikacji społecznej i percepcja bodźców.

Osoby z autyzmem mogą doświadczać trudności w relacjach z innymi ludźmi, inaczej odbierać

Emocjonalny głos pokolenia

Eldo, a właściwie Leszek Kaźmierczak, należy do grona najważniejszych reprezentantów „starej szkoły” polskiego hip-hopu. Jako założyciel zespołu Grammatik odegrał istotną rolę w definiowaniu brzmienia polskiego rapu na przełomie stuleci. W twórczości zespołowej i solowej Eldo poświęcił dużo miejsca motywom samotności i poszukiwania sensu. Jest jednym z prekursorów tzw. rapu intelektualnego, który cechuje się dbałością o warstwę liryczną utworu, refleksją i opisywaniem rzeczywistości nie z perspektywy osiedlowej, lecz emocjonalnej.

bodźce sensoryczne, a jednocześnie często przejawiać silne i głębokie fascynacje. Przedmiotem ich zainteresowań może być wszystko: od stereotypowych pociągów i szachów, przez kosze na śmieci określonej marki, po fizykę jądrową i historię. Umiejętność głębokiej koncentracji i nieszablonowe myślenie tworzą jednak ogromne

Wyobraźnia, która tworzy kultowe historie

Dan Aykroyd – aktor i scenarzysta, którego pamiętamy szczególnie z ról w kultowych komediach lat 80., takich jak „The Blues Brothers” i „Pogromcy duchów”. W tamtym okresie aktor otrzymał nie tylko znaczące role w świetnych produkcjach, ale także diagnozę Zespołu Aspergera (według obecnych standardów mieści się to w spektrum autyzmu). Diagnoza w późnej dorosłości była typowa dla okresu, gdy wiedza i świadomość na temat ASD (z ang. Autism Spectrum Disorder) były ograniczone. W wielu wywiadach aktor podkreślał, że jego silne fascynacje miały ogromny wpływ na jego karierę – zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi pomogło mu współtworzyć scenariusz do filmu „Pogromcy duchów”. Aykroyd jest doskonałym przykładem osoby, która potrafiła przekuć swój odmienny sposób myślenia i pasję w wybitną działalność twórczą.

Determinacja, która poruszyła świat

możliwości. Osoby w spektrum autyzmu potrafią wykorzystać swoje „supermoce” i osiągać ponadprzeciętne wyniki w określonych, wybranych przez siebie dziedzinach. Historie bohaterów opisane poniżej – u których zdiagnozowano spektrum autyzmu – pokazują, że neuroróżnorodność może iść w parze z dużymi osiągnięciami. 

Głos młodego pokolenia

Mata, a właściwie Michał Mat czak, należy do grona najpopularniejszych przedstawicieli młodego pokolenia polskiego rapu. W programie „Autentyczni” przyznał się do diagnozy i opowiedział o jej wpływie na swoje codzienne życie. Publiczne wyznanie tak rozpoznawalnej osoby wspiera debatę na temat zdrowia psychicznego i pomaga przełamywać stereotypy na temat osób z ASD. W jego twórczości często poruszane są problemy młodych ludzi dorastających w Polsce. Tematyka jego utworów sprawia, że publiczność może utożsamiać się z doświadczeniami artysty. Poza rapem Mata udziela się społecznie, m.in. tworząc Fundację 420, której działania współfinansuje.

Greta Thunberg – szwedzka aktywistka klimatyczna, która swoją popularność zawdzięcza działaniom nagłaśniającym zmiany klimatyczne. W 2018 roku rozpoczęła strajk przed budynkiem szwedzkiego parlamentu, czym zapoczątkowała ruch młodzieżowy „Fridays for Future”. Była trzykrotnie nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla i w 2019 roku została nagrodzona tytułem Człowieka roku magazynu „Time”. Jej wystąpienia cechuje bezpośrednia krytyka polityków za zbyt wolne wprowadzanie zmian mających na celu ratowanie klimatu.

autor

rodzina z wyboru.

Gdy zawodzą więzy krwi

autorka: izabela Biernat

Wkraczanie w etap młodej dorosłości to moment redefiniowania naszego dotychczasowego życia i próba wyklarowania wizji tego, jak chcemy je prowadzić.

Jednym z filarów poddawanych takiemu „audytowi” są relacje – zarówno te, które budujemy samodzielnie, jak i te, którymi zostaliśmy związani w momencie narodzin. W perspektywie kolejnych lat i dekad naszego życia to poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „z kim u boku dotrwaliśmy do tego punktu, a z kim u boku zamierzamy iść dalej?”. Proces ten rzadko ma charakter jednorazowej decyzji – jest raczej rozciągnięty w czasie, pełen korekt, rewizji i momentów zawahania. Wraz z kolejnymi doświadczeniami zmienia się bowiem nie tylko nasze otoczenie, lecz także oczekiwania wobec bliskości i trwałości relacji.

Coraz częściej odpowiedź na powyższe pytanie nie pokrywa się z oczywistym, kulturowo utrwalonym podziałem na rodzinę i pozostałe relacje. Obok więzi opartych na pokrewieństwie wyłania się bowiem kategoria trudna do jednoznacznego zdefiniowania przez

swój nieformalny charakter, a jednocześnie coraz bardziej znacząca. To osoby, które – za sprawą świadomego wyboru – uznajemy za równorzędne rodzinie opartej na więzach krwi. To szczególna grupa bliskich przyjaciół, którzy na dobre zadomowili się w naszym życiu i odwrotnie, choć wcale nie stało się to z dnia na dzień. Wręcz przeciwnie: stopniowo zaczęliśmy budować wzajemne zaufanie, wspierać się w codziennych rozterkach i większych kryzysach, aż dotrwaliśmy do momentu, w którym nie wyobrażamy sobie utraty kontaktu. Nie dlatego, że łączy nas etykieta „rodzina”, a dlatego, że zdołaliśmy od zera zbudować relację, która stała się wszystkim tym, czym w zasadzie powinna być rodzina. Paradoksalnie, nie zawsze rodzina biologiczna odzwierciedla ten archetyp. Możliwe że właśnie przez swój biologiczny charakter, gdzie związek krwi często staje się wystarczającym powo-

dem, by zaniechać wszelkich dodatkowych wysiłków związanych z pielęgnacją wzajemnych relacji, a staje się powodem, dla którego członkowie rodziny traktowani są jako pewnego rodzaju oczywistości, „pewniki”. W świetle tego, brak formalnych struktur i świadomy wybór związany z pogłębianiem relacji wewnątrz rodziny z wyboru, zdaje się przemawiać na jej korzyść, jako argument potwierdzający trwałość i głębię takiej wspólnoty.

Nie jest to zjawisko całkowicie nowe, jednak współcześnie nabiera szczególnej widoczności. Styl życia młodych dorosłych sprzyja zarówno rozluźnianiu więzi zastanych, jak i wzmacnianiu tych wybranych, które z czasem stają się głównym punktem odniesienia. Mobilność, częste zmiany miejsca zamieszkania, niepewność ekonomiczna czy elastyczne formy zatrudnienia sprawiają, że trwałość relacji nie opiera się już wyłącznie

na strukturach instytucjonalnych. W ich miejsce pojawiają się więzi budowane na kompatybilności, zaufaniu i gotowości do wzajemnego zaangażowania.

W tym kontekście rodzina z wyboru nie stanowi alternatywy wobec rodziny biologicznej, lecz raczej jej uzupełnienie lub przekształcenie. Oznacza przesunięcie akcentu z relacji odziedziczonych na relacje wybrane. Bliskość przestaje być dana raz na zawsze, a zaczyna być efektem świadomej decyzji każdej ze stron – powtarzanej i potwierdzanej w codziennym funkcjonowaniu. Ze względu na brak biologicznego zakorzenienia wymaga nierzadko znacznie większego wysiłku, by utrzymać i pogłębić wzajemne zobowiązanie. relacje tego typu stawiają przed nami wyzwania charakterystyczne dla każdego rodzaju relacji, choć w tym przypadku bywają one nieco bardziej wyraźne. Zdarza się też, że inne, dotychczasowe relacje w naszym

życia młodych dorosłych sprzyja zarówno rozluźnianiu więzi zastanych, jak i wzmacnianiu tych wybranych, które z czasem stają się w pewnym momencie głównym punktem odniesienia. Mobilność, częste zmiany miejsca zamieszkania, niepewność ekonomiczna czy elastyczne formy zatrudnienia sprawiają, że trwałość relacji nie opiera się już wyłącznie na strukturach instytucjonalnych.

Styl

Rodzina z wyboru jest projektem wymagającym. Oferuje większą autonomię, ale jednocześnie nakłada większą odpowiedzialność. Pozwala na budowanie relacji dopasowanych do indywidualnych potrzeb, lecz nie zwalnia z konieczności ich podtrzymywania.

życiu po prostu zawiodły, co potęguje trud konieczny do tego, aby stworzyć głębszą relację. Do tych wyzwań zalicza się m.in. jasną komunikację potrzeb, negocjowanie granic strefy komfortu oraz reagowanie na zmieniające się okoliczności.

Taka rodzina z wyboru różni się poziomem trwałości, zaangażowania i odpowiedzialności w porównaniu do „zwykłej” przyjaźni. Nie wystarcza już tylko i wyłącznie wspólne spędzanie czasu czy doraźne wsparcie emocjonalne – w grę wchodzi realne uczestnictwo w życiu drugiej osoby, nie tylko od święta. Oznacza to obecność w momentach trudnych, wymagających: kryzysach, niełatwych decyzjach i przełomowych zmianach, które w żaden sposób nie są przyjemne ani wygodne, jednak stanowią pewnego rodzaju zobowiązanie jednej osoby względem drugiej.

Jednocześnie brak formalnych ram sprawia, że relacje te pozostają bardziej kruche. Nie istnieją instytucjonalne mechanizmy regulujące ich trwałość, zakres obowiązków czy sposoby rozwiązywania konfliktów. To, co w rodzinie biologicznej bywa narzucone, tutaj musi zostać samodzielnie wypracowane. Każde niedopowiedzenie, asymetria zaangażowania czy rozbieżność oczekiwań stają się bardziej odczuwalne, ponieważ nie są amortyzowane przez społeczne ramy. Z drugiej strony to właśnie ten brak formalnych ram przesądza o sile takiej relacji. Jej członkowie, choć w żaden sposób nie są związani przez jakiekolwiek normy społeczne, postanawiają każdego dnia wybierać siebie nawzajem. W tym sensie rodzina z wyboru jest projektem wymagającym. Oferuje większą autonomię, ale jednocześnie nakłada większą odpowiedzialność. Pozwala na budowanie

relacji dopasowanych do indywidualnych potrzeb, lecz nie zwalnia z konieczności ich podtrzymywania. Wymaga od swoich uczestników kompetencji, które wcześniej nie były aż tak istotne – umiejętności komunikacji, regulowania konfliktów czy świadomego zarządzania bliskością.

Pozostaje pytanie, czy mamy do czynienia z trwałą zmianą w sposobie organizowania relacji, czy raczej z etapem charakterystycznym dla określonego momentu życia. Niewykluczone, że dla niektórych osób rodzina z wyboru okaże się rozwiązaniem przejściowym, które z czasem ustąpi miejsca bardziej tradycyjnym formom. równie możliwe jest jednak, że stanie się ona jednym z równoprawnych modeli budowania bliskości, współistniejącym z innymi formami relacyjności.

Niezależnie od odpowiedzi, samo pojawienie się i upowszech-

nienie tej kategorii mówi wiele o współczesnym rozumieniu relacji. Gdy zawodzi pokrewieństwo, przestaje ono być wystarczającym uzasadnieniem trwałości więzi, a wybór nie jest już traktowany jako coś tymczasowego. W efekcie granica między tym, co dane, a tym, co wybrane, staje się coraz mniej wyraźna, a relacje definiuje nie ich źródło, lecz jakość. Być może właśnie w tym rozmyciu kryje się istota zmiany. rodzina przestaje być wyłącznie strukturą, w której się rodzimy, a staje się relacją, którą sami tworzymy. I choć nie zawsze przybiera formy znane z wcześniejszych pokoleń, wciąż odpowiada na te same potrzeby –przynależności, bezpieczeństwa i bliskości. Jednocześnie uświadamia, że żadna relacja – nawet ta najbardziej znacząca – nie jest dana raz na zawsze, lecz wymaga nieustannego podtrzymywania i potwierdzania swoją obecnością. 

Znajdź nas!

c ykl „wokół kół”

umiłowanie mądrości

Czy w świecie, który nieustannie przyspiesza, jest jeszcze miejsce na refleksję?

W dobie krótkich komunikatów i natychmiastowych odpowiedzi filozofia bywa postrzegana jako coś odległego – a niekiedy nawet niepraktycznego. Członkowie Koła Naukowego Studentów Filozofii UJ udowadniają jednak, że myślenie nadal ma znaczenie. Co więcej – może być przestrzenią spotkania, dialogu i wspólnego odkrywania świata.

Koło Naukowe Studentów Filozofii UJ to organizacja o wyjątkowo długiej tradycji. Jej korzenie sięgają 1900 roku, kiedy z inicjatywy prof. Maurycego Straszewskiego powstało pierwsze koło filozoficzne. Współczesna działalność, po okresie nieformalnych inicjatyw, została oficjalnie wznowiona w 2002 roku i trwa nieprzerwanie do dziś. Koło działa pod opieką dr. radosława Strzeleckiego i liczy około 50 członków. Na jego czele stoi Klaudia Białek, funkcję wiceprzewodniczącego pełni Franciszek Mularczyk, a sekretarzem i skarbnikiem jest Kacper Mrożek.

Między Platonem a Freudem

Choć historia koła jest długa, jego idea pozostaje aktualna. Członkowie podkreślają, że najważniejszym celem jest tworzenie przestrzeni do rozmowy – takiej, na którą często brakuje czasu i miejsca w codziennym biegu. – Koło umożliwia dyskusję z ludźmi, których interesują podobne tematy. Pozwala mi sięgać po zagadnienia, które nie są omawiane na zajęciach – podkreśla jedna z członkiń koła.

Filozofia w ich wydaniu nie jest zamknięta w podręcznikach ani ograniczona do sal wykładowych. To żywa dziedzina, która pozwala spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy i zatrzymać się, choćby na chwilę.

Koło skupia osoby o bardzo różnych zainteresowaniach, a jego struktura opiera się na licznych sekcjach tematycznych – od filozofii starożytnej, przez myśl współczesną i filozofię kultury, aż po filozofię techniki, literatury czy nur-

E‑mail: zarzad.knsfuj@gmail.com

Facebook: www.facebook.com/knsf.uj

Instagram: @kolo_filozofiiuj

autorka: karolina iwaniec

Obok inicjatyw naukowych ważne miejsce w życiu koła zajmuje także integracja i działalność społeczna. Wśród wydarzeń pojawiają się spotkania integracyjne, mecze czy kiermasze książek o charakterze charytatywnym. Członkowie angażują się także w działania popularyzujące naukę.

ty psychoanalityczne. Nie brakuje też przestrzeni dla refleksji nad etyką, religią czy bardziej spekulatywnymi kierunkami myślenia. – Sekcje są miejscami spotkań i integracji członków, a koło pełni rolę spoiwa, które trzyma nas razem – zaznacza Klaudia Białek, przewodnicząca.

Myślę, więc jestem

Działalność koła wykracza daleko poza regularne spotkania sekcji. Studenci aktywnie angażują się w organizację konferencji naukowych, które z roku na rok przybierają coraz większą skalę.

Już w kwietniu odbędzie się jubileuszowa międzynarodowa konferencja naukowa „Współczesne badania w filozofii” (24–26 kwietnia 2026), która ma szansę stać się ważnym wydarzeniem na akademickiej mapie – nie tylko dla studentów, lecz także dla wszystkich zainteresowanych współczesną

refleksją filozoficzną. To inicjatywa otwarta, skierowana również do słuchaczy spoza środowiska koła. – Będzie nam bardzo miło gościć każdego, kto zechce przyjść i posłuchać – podkreśla przewodnicząca.

Koło nie zapomina również o tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z filozofią. Co roku organizowane są spotkania wprowadzające dla studentów pierwszego roku, które pomagają odnaleźć się w akademickiej rzeczywistości i lepiej zrozumieć specyfikę studiów.

Obok inicjatyw naukowych ważne miejsce zajmuje także integracja i działalność społeczna. Wśród wydarzeń pojawiają się spotkania integracyjne, mecze czy kiermasze książek o charakterze charytatywnym. Członkowie angażują się także w działania popularyzujące naukę, biorąc udział w dniach otwartych, Tygodniu Sztuki czy cy-

klu „Uniwersytet bliżej Was”, prowadząc spotkania dla licealistów.

Tu każdy głos ma znaczenie

Choć działalność koła obejmuje wiele inicjatyw, jego siłą pozostają przede wszystkim ludzie. To oni tworzą przestrzeń otwartą na dialog, różnorodność poglądów i intelektualną ciekawość. W najbliższych planach koła jest dalszy rozwój, przede wszystkim w obszarze konferencji naukowych, które stają się jednym z filarów jego działalności. Koło pozostaje otwarte na wszystkich, którzy chcą doświadczyć „umiłowania mądrości” w praktyce. Dołączyć można w każdej chwili, przychodząc na spotkanie wybranej sekcji koła. – To miejsce dla osób, które chcą zgłębiać wiedzę i spotkać innych równie zaangażowanych ludzi –podkreślają członkowie. 

Druga twarz torby materiałowej

Materiałowa torba stała się symbolem ekologii i zrównoważonego, pozbawionego plastiku życia. Ale nawet ona ma swoje drugie, mniej zielone oblicze, o którym powinniśmy pamiętać.

Noworoczne porządki uświadomiły mi jeden, dość zadziwiający fakt – posiadane przeze mnie materiałowe torby, nazywane również „tote bag”, osiągnęły taką liczbę, że mogłabym uszyć z nich obrus, a nawet zasłony w zestawie.

To ciekawe, bo w życiu zazwyczaj kieruję się minimalizmem i nie kupuję kilku egzemplarzy, kiedy potrzeba mi zaledwie jednej sztuki. Skąd więc w mojej szafie kilkanaście, jak nie więcej, toreb, skoro regularnie używam może dwóch lub trzech?

Haczyk tkwi w tym, że nie weszłam w ich posiadanie całkowicie dobrowolnie.

Obecnie trudno uniknąć widma „tote bagów”, rozdawanych entuzjastycznie jako podziękowanie za udział w konferencjach naukowych, targach czy studenckich wydarzeniach. Są wszędzie: najczęściej w tym samym rozmiarze mieszczącym A4, z długimi uszami i oczywiście z logo danej instytucji lub wydarzenia. Często nie ma się nawet szansy odmówić –otrzymujemy je automatycznie, a co więcej, zaczynamy traktować ich obecność jako standard. Kilka pierwszych być może przyjmujemy chętnie, ale gdy ich liczba rośnie, dociera do nas, że większości nigdy prawdopodobnie nie użyjemy.

Wiele z darmowych toreb nie może się poszczycić dobrą jakością. Biorąc pod uwagę wręcz masową skalę produkcji i minimalne koszty, ich cienki materiał, słabo wzmocnione uchwyty i logo nadrukowane niczym etykieta na owocach przestają dziwić. Paradoksalnie, całkowicie zaprzecza to ich idei wielorazowego użytku.

Choć zachwalane jako alternatywa dla swoich plastikowych odpowiedników, popularne „tote bagi” trudno jednoznacznie określić jako ekologiczne. Jak dowiadujemy się z danych projektu „Stop Suszy”, na wyprodukowanie jednej takiej torby potrzeba około 2,6 tys. litrów wody. Co więcej, aby rzeczywiście stała się ona przy-

jazna środowisku i prześcignęła w wartości ekologicznej klasyczną reklamówkę, należałoby użyć jej tysiąc razy. Problem w tym, że jakość takiej torby nam na to nie pozwala, a dodatkowo, posiadając ich kilka lub kilkanaście, musielibyśmy korzystać z każdej z nich codziennie, żeby osiągnąć wymaganą liczbę użyć. Być może szczególnie problematyczny jest fakt, że szczyty popularności „tote bagi” osiągają w środowisku akademickim i na organizowanych wokół niego wydarzeniach – warsztatach, konferencjach, dyskusjach. Przy rejestracji na dane wydarzenie często nie jesteśmy nawet pytani, czy chcemy je otrzymać – decyzje podejmuje się za nas. Zastanawia mnie jednak, czy powinno to być praktykowane aż na tak dużą skalę i czy rzeczywiście istnieje taka

potrzeba rozdawania obowiązkowych toreb. Akademicy, naukowcy i studenci przybywają na wydarzenia ze swoimi plecakami i bagażami, nie mają więc problemu, by przechować gdzieś identyfikator, teczkę czy długopis. Trudno też zakwalifikować takie torby materiałowe jako pamiątki, przynajmniej w tym kontekście, skoro oprócz nich otrzymujemy program wydarzenia, jasno dokumentujący nasz udział.

Co zatem stoi za fenomenem „tote bagów”, jeśli zakwestionujemy ich jednoznaczną wartość użytkową i ekologiczną? W końcu czasami kupujemy je również sami – jest to nasz samodzielny wybór konsumencki, niezależny od nacisków ze strony organizatora wydarzenia.

autorka: Maria WieruszeWska

Można pokusić się o stwierdzenie, że materiałowe torby są nośnikiem naszej tożsamości, wyznacznikiem tego, kim jesteśmy i tego, co chcemy pokazać innym, nawet jeśli mijamy ich zaledwie przez kilka sekund na ulicy. Kluczową rolę odgrywa tutaj przede wszystkim logo, które sygnalizuje, w jakich miejscach bywamy, w jakich wydarzeniach uczestniczymy, jaką kulturę wybieramy. „Taką wiedzę posiadam, takie książki czytam, tak podróżuję” – zdają się mówić torby, dokładając cegiełkę do naszego wizerunku. Mogą też pełnić funkcję znaku rozpoznawczego dla innych fanów, członków danej grupy społecznej czy organizacji, pokazując przez to, że my także do niej należymy i tworzymy społeczność – jako pojedyncze ogniwa połączone z innymi. Nie ma nic złego w tym, że chcemy zaznaczyć i zakomunikować innym swoją tożsamość poprzez przedmioty. To zupełnie naturalne, że organizator wydarzenia będzie chciał promować je czymś, co towarzyszy uczestnikom w życiu codziennym. Fenomen materiałowych toreb powinien jednak dać nam do myślenia: czy rzeczy, które uznajemy za ekologiczne i wartościowe, rzeczywiście takie są? Za zielonym sloganem może bowiem czaić się druga, mroczniejsza twarz, a pierwszym krokiem do zmiany jest świadomość, że istnieje. 

alternatywa

plastikowych odpowiedników, popularne „tote bagi”

jednoznacznie określić jako ekologiczne. Jak dowiadujemy się z danych projektu „Stop Suszy”, na wyprodukowanie jednej takiej torby potrzeba około 2,6 tys. litrów wody.

Choć zachwalane jako
dla swoich
trudno

Przepis na wielkanocnego

baranka z ryżu preparowanego i serniko-brownie

Kwiecień to czas, w którym wiosna spotyka się z tradycją. Wielkanoc przynosi ze sobą nie tylko pierwsze naprawdę ciepłe dni, ale też wyjątkową atmosferę – pełną spokoju, rodzinnych wspomnień i zapachów, które kojarzą się z domem.

Wśród świątecznych symboli nie może zabraknąć klasycznego baranka – prostego, ale niezwykle uroczego elementu wielkanocnego stołu. Z drugiej strony coraz częściej sięgamy po nowoczesne smaki i szybkie rozwiązania, które pasują do studenckiego trybu życia. I właśnie dlatego obok tradycji pojawia się coś bardziej współczesnego – sernikobrownie, czyli

idealne połączenie klasyki z odrobiną kulinarnej kreatywności.

W tym wydaniu magazynu staram się połączyć te dwa światy –to, co dobrze znane i kojarzące się z domem, z tym, co szybkie, proste i dopasowane do codzienności. Bo nawet w studenckiej kuchni można poczuć prawdziwy klimat świąt.

sernikobrownie

Składniki:

y 200 g gorzkiej czekolady

y 200 g masła

y 6 jajek

y 300 g cukru

y 120 g mąki

y 700 g twarogu (zmielonego lub serka sernikowego)

y 1 łyżeczka cukru waniliowego

y 1 saszetka budyniu waniliowego

y 1 łyżeczka soli

y 1 paczka mrożonych malin

Sposób przygotowania:

Przygotowanie ciasta zaczynamy od rozpuszczenia czekolady z masłem na małym ogniu – mieszamy, aż powstanie gładka masa, a następnie odstawiamy ją do przestudzenia. W osobnej misce ubijamy 4 jajka z cukrem (150 gramów) na jasną, puszystą masę. Dodajemy przestudzoną czekoladę, delikatnie mieszamy, a na końcu wsypujemy mąkę i szczyptę soli. Następnie przygotowujemy masę serową – twaróg łączymy z pozostałymi jajkami, cukrem, budyniem i cukrem waniliowym, mieszając do uzyskania gładkiej konsystencji. Do formy wyłożonej papierem do pieczenia wylewamy część masy czekoladowej, następnie wykładamy masę serową (najlepiej łyżką, w różnych miejscach), a na wierzch dodajemy resztę masy brownie. Delikatnie mieszamy patyczkiem, tworząc efekt marmurka. Na koniec układamy maliny. Ciasto pieczemy w temperaturze 175°C przez około 50–60 minut. Po upieczeniu studzimy stopniowo w lekko uchylonym piekarniku. Smacznego!

Baranek wielkanocny z ryżu preparowanego

Składniki: y 300 g cukierków krówek y 125 g margaryny lub masła y 2 łyżki wody y 60 g ryżu preparowanego

Sposób przygotowania:

Przygotowanie baranka rozpoczynamy od rozpuszczenia krówek. Do garnka wrzucamy krówki, dodajemy margarynę lub masło oraz wodę i podgrzewamy na małym ogniu. Całość mieszamy, aż składniki się połączą i powstanie jednolita, gładka masa – ważne, aby jej nie zagotować. Do ciepłej masy wsypujemy ryż preparowany i dokładnie mieszamy, tak aby wszystkie ziarenka zostały równomiernie pokryte. Gotową masę przekładamy do foremki w kształcie baranka (lub formujemy ręcznie na talerzu), dokładnie dociskając, aby zachowała kształt. Następnie odstawiamy na kilka godzin, a najlepiej na całą dobę, aby całość dobrze stężała. Po zastygnięciu delikatnie wyjmujemy baranka z formy.

autorka: oliwia WóJciak

r aP ort o S tanie P oez J i

nie czytamy poezji. to może być błąd

autorka: Maria WieruszeWska

W przeciętnej księgarni na poezję przeznaczony jest zwykle jeden regał – i to taki niewielkich rozmiarów. Kryminały czy romanse zajmują natomiast całą ścianę półek i zazwyczaj cieszą się największym zainteresowaniem wśród klientów. Kto w takim razie kupuje poezję? I czy ktokolwiek w ogóle jeszcze ją czyta?

Jeśli coś rzeczywiście wynieśliśmy ze szkoły, to jest to pokaźna lista najróżniejszych utworów lirycznych przyswojonych przez lata na lekcjach języka polskiego. Są wśród nich takie utwory, których nie sposób zapomnieć i takie, których tytuł ledwo coś nam mówi, ale jedno pozostaje pewne: jako uczniowie czytaliśmy naprawdę sporo wierszy. A co po szkole?

Jeśli trafimy na studia humanistyczne lub do kręgu literackich znajomych, szanse na obcowanie z poezją rosną, jednak nadal nie może ona konkurować z fantastyką czy kryminałami – a statystyki jasno to pokazują.

Poezja w liczbach W raporcie o stanie czytelnictwa w Polsce na rok 2024 na liście autorek i autorów najpoczytniejszych książek znalazł się zaledwie jeden poeta – Adam Mickiewicz. Można więc założyć, że liryka rzadko trafia do koszyków i na karty biblioteczne, ustępując miejsca chętnie czytanej prozie. Co ciekawe, w zbiorze Biblioteki Narodowej dokumentującym ruch wydawniczy, w tym samym roku zarejestrowano 1704 pozycje poetyckie – więcej niż w 2023 i 2022 roku. Publikuje się więc dużo, ale trzeba zaznaczyć, że wielu autorów to amatorzy działający poza głównym rynkiem komercyjnym. Wśród nich są niektóre publikacje wydawane w modelu self-publishing [samodzielne wydawanie książek przez autorów – przyp. red.], a pozostałe dzięki stowarzyszeniom, kołom czy fundacjom.

Mamy więc do czynienia z kontrastem między tym, ile się czyta, a ile tworzy. Do nurtu popularnego przebija się zaledwie garstka twórców, często poprzez nagrody czy kontrowersje, jak chociażby w przypadku zbioru wierszy Justyny Bargielskiej, napisanego przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. reszta natomiast zdana jest na promocję swojej twór-

W raporcie o stanie czytelnictwa w Polsce na rok 2024 na liście autorek i autorów najpoczytniejszych książek znalazł się zaledwie jeden poeta – Adam Mickiewicz. Można więc założyć, że liryka rzadko trafia do koszyków i na karty biblioteczne, ustępując miejsca chętnie czytanej prozie.

czości w mediach społecznościowych, gdzie zasięg odbiorców i tak nie osiąga takich rozmiarów jak w przypadku pisarzy prozy, szczególnie w kategorii young adult.

Nowa rola

Na półce kurzy się wiele zapomnianych tomików, znanych jedynie najbliższym kręgom poetów. Zyskują one uwagę jedynie podczas specjalnych wydarzeń i warsztatów. Czy jednak powinniśmy się tym martwić?

– Niszowość poezji jest jej atutem – podkreśla Jadwiga Malina, pisarka, redaktorka i moderatorka warsztatów Peron Literacki. – Moim zdaniem nigdy nie przestaniemy czytać poezji; jej forma może się zmieniać, ale zawsze znajdzie się grupa, która zmęczona nadmiarem, będzie szukała wyjścia –dodaje.

O przyszłość liryki możemy być więc spokojni, szczególnie biorąc pod uwagę popularność spotkań skupionych na jej pisaniu i czytaniu. Kraków pełen jest warsztatów i grup zrzeszających przede wszystkim amatorów. Jeden z nich to wcześniej wspomniany Peron Literacki, działający przy miejskiej Bibliotece, który oferuje wsparcie początkującym twórcom poprzez współpracę z cenionymi autorami oraz krytykami, takimi jak Antonina Tosiek, Zuzanna Sala, czy Jakub Kornhauser. Efekty są widoczne w publikacjach Peronowiczów w pismach, nagrodach konkursowych oraz debiutach na poetyckich scenach.

Inicjatywa ta to jednak coś więcej niż pisanie. Przez lata zbudowała przestrzeń, w której uformowało się wiele przyjaźni i więzi, a licznie odwiedzane spotkania

na żywo, organizowane przy okazji wakacji czy świąt, tylko to udowadniają. – Wyraźnie widać, że powody, dla których osoby piszące chcą brać udział w tych warsztatach, wykraczają daleko poza czysto literackie ambicje – wyjaśnia Jadwiga Malina. Wśród nich wymienia osobisty rozwój, a także bycie we wspólnocie o podobnym podejściu do życia i otaczającą nas rzeczywistość.

Nie da się ukryć, że poezja pełni również rolę społecznościową i być może to jest jej najważniejszym zadaniem w XXI wieku. Z natury personalna, ściśle związana z emocjami i wrażliwością odbierania świata, samoistnie stwarza sposobność do poznania drugiego człowieka. Każe nam się zatrzymać, poświęcić więcej czasu jednostce i dostrzec te cechy, które zazwyczaj pozostają nie-

Wiersz to nie tylko ładunek emocjonalny – równie dobrze zamiast niego moglibyśmy dyskutować o kartkach z pamiętnika. To także przestrzeń do bawienia się językiem, udoskonalania go i rozwijania umiejętności wyrazu poprzez jego środki.

zauważone. Jadwiga Malina dodaje: – To jest zresztą rola kultury. Wyciszać, otwierać, tłumaczyć, stwarzać przestrzeń porozumienia, zadawać pytania, a może niekiedy dawać odpowiedzi.

Poezja będzie zatem tworzona, czy to do szuflady, czy na warsztatach, gdzie staje się czymś więcej niż tekstem literackim do zredagowania – tego mamy pewność. Pozostaje jednak pytanie: czy jednak będzie ona pisana w sposób, który może zagwarantować jakościowe, kulturowe dziedzictwo?

A co z czytaniem? środowisko amatorów jest w tym sensie zróżnicowane. Są wśród nich aspirujący twórcy dobrze obeznani z poezją zarówno uznaną za klasyki światowej i polskiej literatury, jak i z jej współczesnymi nurtami. Nie każdy jednak posiada taką wiedzę i niechętnie po nią sięga. – Część z tej grupy zatrzymała się na lekturze poezji na etapie liceum, część nie czyta w ogóle nowej poezji, a myśląc „nowa”, mam na myśli tę powstałą po 1989 roku. Moim zdaniem nie ma dobrego pisania bez czytania – zauważa Jadwiga Malina.

Czy możemy w takim razie mówić o pisaniu dobrej liryki bez zaznajamiania się z tą, która przetar-

ła szlaki? Wiersz to nie tylko ładunek emocjonalny – równie dobrze zamiast niego moglibyśmy dyskutować o kartkach z pamiętnika. To także przestrzeń do bawienia się językiem, udoskonalania go i rozwijania umiejętności wyrazu poprzez jego środki. Forma, rytmika, swoboda lingwistyczna to te aspekty poezji, które nabywa się wyłącznie poprzez interakcję z powstałymi już utworami. Odrzucając zatem twórczość innych, szczególnie współczesnych poetów, początkujący twórca pozbawia się świadomości oraz wrażliwości poetyckiej. Nie trzeba zachwycać się konkretnym wierszem lub nurtem, aby czerpać z jego konstrukcji językowej czy doboru słów. Żadne warsztaty nie przyniosą realnych rezultatów, jeśli uczestnictwo w nich nie wykracza poza czas spędzony na spotkaniu. Poszukiwanie nowych artystów i badanie ich pod literacką lupą to obowiązek aspirującego poety – szczególnie gdy ma w planach karierę twórczą.

Pisać każdy może

Niektórzy nie zamierzają czekać, aż przygotowany przez nich materiał zostanie zaakceptowany przez tradycyjne wydawnictwo. Biorą sprawy w swoje ręce i sięgają po „vanity press” albo wspo-

mniany self-publishing. Pierwszy termin odnosi się do wydawców, którzy nie przeprowadzając selekcji propozycji, chętnie wydadzą każdy tekst, jeśli autor zapłaci wyznaczoną kwotę, często opiewającą na kilka tysięcy złotych. „Self-publishing” zakłada natomiast pełną odpowiedzialność ze strony autora za proces wydawniczy, włączając skład, oprawę graficzną, oraz redakcję. Oba te modele działają poza głównym nurtem publikowania i zakładają, że to twórca sfinansuje swoją twórczość.

W teorii oferujące swobodę, mają jednak także swoją ciemną stronę. – Moim zdaniem ten rodzaj publikacji psuje literaturę i język polski. Dziś każdy może sobie wydać książkę. Ze smutkiem obserwuję, że stawia się znak równości między artystycznym dziełem a publikacją z przepisami kulinarnymi – wyjaśnia Jadwiga Malina. –

To psuje rynek, ale też pozycję twórcy, wydawcy, redaktora korektora, tłumacza, a w dalszej kolejności psuje odbiorcę.

Praktyka ta, z pozoru nieszkodliwa, niesie jednak długoterminowe konsekwencje i napędza rynkowe tendencje, które przynoszą nie do końca pożądane zmiany. Umniejsza się rolę tych, którzy

dbają o publikację jako nośnik bogactwa języka i troszczą się o każdy przecinek. Efekty widać w zwiększającej się liczbie literówek, błędów stylistycznych, a nawet ortograficznych, co przekłada się na sposób, w jaki czytelnik odbiera tekst i co z niego wynosi. Paradoksalnie można więc założyć, że niezredagowana twórczość literacka utrwala niepoprawne użytkowanie języka – a to przecież kłóci się z ideą rozwijania w odbiorcy sprawności językowej – dodaje poetka.

Wyciągając dłoń do poezji Choć świadomość tego, co dzieje się na rynku wydawniczym i w raportach czytelniczych, może napawać pesymizmem, wiele sprowadza się do indywidualnych decyzji. Być może warto zacząć od tego, by nie omijać w księgarniach regału z tomikami wierszy, a w wolny wieczór wybrać się na bezpłatne wydarzenia organizowane chociażby przez KBF Kraków, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich czy lokalne biblioteki.

Poezja to bowiem nie tylko odległe, zamglone pojęcie z lekcji języka polskiego – to spotkanie, czułość, intymność. I w swej istocie wymaga zaledwie jednego: wrażliwości na cudze doświadczenie. 

koncert

r ytuał oczyszczenia

Koncert Florence + The Machine na krakowskiej Tauron Arenie udowodnił, że muzyka na żywo wciąż jest potrzebna – a publiczność być może pragnie jej bardziej niż kiedykolwiek.

Wirujące suknie, zjednoczony chór głosów i łzy – tak można podsumować koncert brytyjskiego zespołu Florence + The Machine, który 7 marca zamienił Tauron Arenę w epicentrum muzycznej magii. Ich ostatni występ w Polsce odbył się ponad dekadę temu, w Krakowie w 2013 roku, nic więc dziwnego, że fani z ekscytacją wyczekiwali artystów i równie entuzjastycznie ich przyjęli. A zespół nie zawiódł. The Everybody Scream Tour to trasa promująca najnowszy album o takim samym tytule, „Everybody Scream”, który ukazał się 31 października 2025 roku. Dzięki osobistym, poetyckim tekstom wokalistki Florence Welch, a także kompozycjom sięgającym po mroczny folk z elementami chóralnymi, słuchacz przenosi się w świat wiedźm, pierwotnych instynktów oraz mistycznej kobiecości. Tematy straty i trudnych relacji przeplatają się z kwestiami kariery i seksizmu w branży muzycznej. Nie brak tu wyzwalającego krzyku, lecz także bezbronnych, miękkich w swym brzmieniu wyznań. Słowem – po-

dróż do hipnotyzującej, przesiąkniętej magią krainy. Koncert wszystko to odzwierciedla, a nawet przekuwa w rytuał, dzięki któremu publiczność wraz z zespołem, tancerkami, a przede wszystkim z frontmanką, przechodzi oczyszczenie i dzieli się niezwykłą energią. Welch jest mistrzynią w interakcjach z tłumem i panowaniu nad sceną. Wyważona setlista na przemian porywa do tańca i nakłania do refleksji, a niekiedy wywołuje płacz. Piosenki promujące nowy album przeplatają się z największymi przebojami grupy: żywiołowe „Dog Days Are Over” podnoszą z krzeseł całą Arenę, a „Say My Name” wybrzmiewa jako entuzjastyczny hymn zachęcający do akceptacji własnej tożsamości. Gdy na zakończenie utworu „Never Let Me Go” Florence włącza publiczność, śpiewa absolutnie każdy –a capella, bez telefonów, ponad podziałami.

Nic dziwnego, że bilety na wydarzenie rozeszły się praktycznie w sekundy. Jednocześnie naturalne i dopracowane występy Floren-

ce + The Machine to hołd złożony muzyce na żywo, a udział w nich to doświadczenie, po którym trudno jest powrócić do szarej codzien-

ności. Być może to właśnie największy urok koncertów – magia zabrana spod sceny prosto w kuluary codzienności. 

autorka: Maria WieruszeWska

rekomenDacJe kUltUralne Dziennikarzy „w UJ a”:

Między mitem a marazmem

Niezwykła opowieść o legendarnym komentatorze

La Vie Boheme!

Po 123 latach, w rocznicę prapremiery „Wyzwolenia” Stanisława Wyspiańskiego, dramat powrócił na deski Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, tym razem w reżyserii Mai Kleczewskiej, znanej m.in. z głośnych inscenizacji „Dziadów” i „Wesela”. Choć obie premiery dzieli ponad wiek, tematy poruszane w „Wyzwoleniu” pozostają zaskakująco aktualne. Spektakl przypomina, że dramat Wyspiańskiego to wciąż przejmująca opowieść o narodzie zagubionym, nieustannie poszukującym własnej tożsamości oraz odpowiedzi na pytanie, czym właściwie jest „polskość”. Interpretacja Mai Kleczewskiej podejmuje próbę konfrontacji z utrwalonymi narodowymi

mitami i stereotypami. reżyserka wydobywa z tekstu Wyspiańskiego te wątki, które obnażają słabości polskiego społeczeństwa – jego skłonność do symbolicznych gestów, powracania do romantycznych narracji oraz trudności w podejmowaniu realnych działań. Dzięki temu spektakl staje się nie tylko reinterpretacją klasycznego dramatu, ale również krytycznym komentarzem do współczesności. Kleczewska prowadzi widza przez kolejne warstwy znaczeń, ukazując, że mimo upływu czasu wiele diagnoz Wyspiańskiego pozostaje niepokojąco trafnych. „Wyzwolenie” w tej inscenizacji stawia pytanie, czy polskie społeczeństwo rzeczywiście potrafi

wyjść poza powtarzane od pokoleń schematy myślenia i działania. Finał spektaklu nie daje jednoznacznej odpowiedzi – pozostawia raczej gorzką refleksję, że choć rzeczywistość się zmienia, narodowy marazm wciąż trwa, przyjmując jedynie nowe, często bardziej subtelne formy.

izabela Biernat

„wyzwolenie”, autor: stanisław wyspiański, reż. Maja Kleczewska, teatr im. J. słowackiego, Kraków 2025

Głos Dariusza Szpakowskiego towarzyszy fanom futbolu od niemal pół wieku. Dla wielu z nas to komentator kojarzony z historycznymi meczami reprezentacji Polski. Oprócz relacjonowania emocji na piłkarskiej murawie miał on także okazję komentować wiele medalowych występów polskich sportowców na igrzyskach olimpijskich. Jego wyjątkową karierę przedstawia książka „Wita Państwa Dariusz Szpakowski. Autobiografia”, napisana przez innego dziennikarza sportowego – Przemysława rudzkiego. Całość otwiera prolog, poświęcony mundialowi w Katarze w 2022 roku, który stał się punktem wyjścia do kolejnych wspomnień. W nich Dariusz Szpakowski opowiada o poszczególnych etapach swojego życia i kariery zawodowej.

525 600 minut – jak zmierzyć rok, który właśnie upływa? Zastanawiają się nad tym bohaterowie kultowego musicalu r ENT, o którym słyszał chyba każdy fan gatunku. Twórcą amerykańskiego pierwowzoru był Jonathan Larson, a świat po raz pierwszy usłyszał utwór „Seasons of love” w 1996 roku. To historia opisująca rok życia grupy młodych nowojorskich artystów, którzy każdego dnia walczą o przetrwanie w ubogiej dzielnicy NyC w czasach epidemii AIDS. r ENT był jednym z pierwszych dzieł adresowanych do szerokiej publiczności, które tak bezpośrednio dotykały tematów związanych z narkomanią, homoseksualizmem i transseksualizmem. Wywołał wiele kontrowersji, ale

W każdym z jedenastu rozdziałów poznajemy przeciwności losu, którym musiał stawiać czoła już jako doświadczony dziennikarz, ale obserwujemy też krok po kroku jego wcześniejszą drogę do ogólnopolskiej popularności. Liczne opowieści, przepełnione miłością do sportu, pozwalają nam lepiej poznać postać komentatora. Są one także źródłem wielkiej inspiracji i pokazują, że warto dążyć do realizacji marzeń.

Książkę uzupełniają rozmowy z żoną oraz córkami legendarnego dziennikarza, dzięki którym możemy jeszcze lepiej poznać Dariusza Szpakowskiego. Pozwalają one zrozumieć, jak ważną rolę w jego życiu odgrywają zarówno komentowanie sportowych wydarzeń, jak i rodzina. Dzięki temu całość tworzy niezwykle

na przestrzeni lat zyskał miano jednego z najpopularniejszych musicali na świecie, również dzięki filmowej adaptacji z 2005 roku.

Utrzymany w konwencji rock opery zabiera nas w podróż po marginesie nowojorskiej społeczności, ukazując codzienną walkę z systemem o godność, wolność i marzenia. Przed zespołem Krakowskiego Teatru VA r IETE pojawiło się nie lada wyzwanie, bo wzięcie na warsztat takiego dzieła wiązało się ze sporym ryzykiem, odpowiedzialnością i wysokimi oczekiwaniami widzów.

Jednym z najmocniejszych elementów tej produkcji jest niewątpliwie muzyka na żywo, odwzorowana niemal jeden do jednego w stosunku do oryginału, co wy-

ciekawą, a zarazem bardzo osobistą opowieść. Jak podkreślono w posłowiu, publikacja nie miała być po prostu biografią, a „wręcz fabularną powieścią o różnych epokach” z życia komentatora. Po jej przeczytaniu można stwierdzić, że to się udało. Lektura książki „Wita Państwa Dariusz Szpakowski. Autobiografia” to źródło niezwykłych sportowych historii, ale też inspiracji, dzięki czemu jest ona świetną propozycją dla każdego. wojciech skucha

Przemysław rudzki „wita Państwa Dariusz szpakowski. Autobiografia”, wydawnictwo sQn, Kraków 2025 

wołuje w publiczności sentymentalne uniesienie. Już dźwięk kilku pierwszych akordów porywa nas do tańca w rytmie świata artystycznej bohemy. Ciekawe rozwiązania scenograficzne budują klimat, a kostiumy aktorów idealnie wpasowują się w całą konwencję. Dla osób, które znają oryginalne wykonania utworów, niektóre partie wokalne mogą być nieco rozczarowujące, ale mimo pewnych niedociągnięć to wciąż przyjemność móc zobaczyć taki klasyk na krakowskiej scenie.

Justyna Arlet-Głowacka

„rent ”, reż. Jakub wocial, santiago Bello, Krakowski teatr VAriete, Kraków 2024

Wojnę zaczyna słowo

Potrzaskane relacje w zwolnionym tempie

Éric Branca posiada rzadką umiejętność łączenia warsztatu rzetelnego historyka z lekkim, reporterskim piórem. W swojej najnowszej książce „Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny. Wywiady z Hitlerem” przedstawia wnikliwe historyczno-dziennikarskie śledztwo na temat początku medialnego sukcesu Hitlera – winni są dziennikarze i prasa.

Autor zebrał szesnaście wywiadów, których Adolf Hitler udzielił zagranicznym korespondentom w latach 1923–1940. Są to rozmowy, o których nikt nie mówił nam na lekcjach historii. Widzimy tu Hitlera, który w rozmowach z dziennikarzami z USA czy Wielkiej Brytanii nie przypomina szaleńca z wieców. To człowiek spo-

Czerwone framugi i soczysta zieleń to kadry spokojnie wprowadzające nas w tę norweską opowieść –o rodzinie, trudnych relacjach, drugiej szansie i przeszłości, od której trudno się uwolnić. W życiu dwóch sióstr, Agnes i Nory, po latach nieobecności pojawia się ojciec-reżyser. Niczym syn marnotrawny wraca i próbuje odbudować relację z już dorosłymi córkami. W tym celu tworzy swój ostatni film, który staje się jego głosem w tym rodzinnym dramacie.

„Wartość sentymentalna” w reżyserii Joachima Triera to z jednej strony wzruszająca historia rodziny próbującej posklejać połamane serca i potrzaskane relacje. To dzieło ukazujące piękno i głębię siostrzanej relacji, małżeńskie

Dyrektor Teatru Nowego Proxima, Piotr Sieklucki, zdecydował się na krok, którego w europejskim teatrze jeszcze nie widzieliśmy. Jego najnowsza produkcja to pierwsza w Europie muzyczna adaptacja najsłynniejszej powieści Oscara Wilde’a „Portret Doriana Graya”. Choć historia młodzieńca sprzedającego duszę za wieczną młodość doczekała się dziesiątek ekranizacji i inscenizacji, nigdy wcześniej nie powstał spektakl muzyczny o tak nowoczesnym, technologicznym rodowodzie. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji oraz najnowocześniejszych technologii wizualnych historia Doriana staje się ostrym komentarzem do współczesności.

kojny, niemalże pacyfista, który z troską mówi o „europejskim pokoju” i wspieraniu samorozwoju kobiet. Odwraca pojęcia i stawia się w roli ofiary. Najbardziej uderza postawa zachodnich mediów: giganty pokroju „The New york Times” pozwalały się uwodzić charyzmie Führera, często pomijając fakty w imię rzekomego „obiektywizmu”. To oskarżenie pod adresem elit intelektualnych, które dawały Hitlerowi głos uspokajający i przyciągający tłumy. Branca nie tylko publikuje treść rozmów, ale także opatruje je wnikliwym komentarzem, demaskując strategię dyktatora. Dodatkowo każdy artykuł uzupełnia licznymi przypisami i kontekstem historycznym, a na końcu książki

kryzysy, ale też dziecięcy uśmiech i wołanie o bliskość. Z drugiej strony to kinematograficzne doświadczenie, jakiego dawno nie było na ekranach. Przyzwyczajeni do wartkiej akcji, przebodźcowania efektami specjalnymi i szybko zmieniających się kadrów, podczas seansu Triera zwalniamy, nabieramy oddechu i mamy czas na to, aby pomyśleć, zrozumieć i zauważyć. Kilkusekundowe zbliżenia na drewniane okno rodzinnego domu, mastershot (długie ujęcie bez cięć), stonowane kolory, portrety bohaterów w całym spektrum emocji, spokojne i wyważone przejścia między scenami – wszystkie te zabiegi uspokajają widza i uczą na nowo odbierania filmowej rzeczywistości. Dzisiaj wszystko dzie-

Spektakl to przejmująca opowieść o fascynacji doskonałością i przemocy estetycznych ideałów. W wizji Siekluckiego piękno przestaje być darem, a staje się przekleństwem i więzieniem. Tytułowy portret nie jest już tylko płótnem ukrytym na strychu, a zaawansowanym systemem operacyjnym, bezlitosnym archiwum danych o ludzkich lękach, pragnieniach i moralnych kompromisach. W tej interpretacji ciało jest projektem podlegającym nieustannemu ulepszaniu, a proces starzenia się zostaje uznany za błąd systemu, który należy wyeliminować za wszelką cenę. Siłą spektaklu jest również jego obsada – na scenie spotykają się młodzi, debiutujący aktorzy oraz doświadczeni artyści

znajduje się pomocne kalendarium oraz notki o dalszych losach dziennikarzy, którzy ulegli urokowi Adolfa Hitlera. Jest to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów historii, polityki i dziennikarstwa. To książka dla każdego, bo dziś właściwie każdy z nas przekazuje informacje i decyduje, komu poświęcić swoją uwagę. A słowo, jak pokazuje autor, może zapoczątkować wojnę. Maja Janoszek

Éric Branca, „Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny. wywiady z Hitlerem”, wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2026

je się szybko, tu i teraz. W „Wartości sentymentalnej” nasze własne życie dostraja się do tempa kadrów, które nie pędzą, a krok po kroku budują trudną historię rodziny nieumiejącej być razem. To cenna lekcja uważności – nie tylko wobec drugiego człowieka, ale także w codziennym dostrzeganiu detali, w skupieniu i zachwycie nad czerwoną framugą zanurzoną w zieleni drzew. Justyna Arlet-Głowacka „wartość sentymentalna”, reż. Joachim trier, 2025-2026, norwegia, niemcy, Dania, Francja, szwecja

reprezentujący różne dziedziny: od architektury po naukę. Ta interdyscyplinarność przekłada się na niezwykle bogatą formę wizualną, w której znajdziemy zarówno odważne sceny erotyczne, jak i futurystyczne akcenty, chociażby w postaci robota-psa. To bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń sezonu, które udowadnia, że klasyka Wilde’a w połączeniu z technologią AI potrafi uderzyć w najczulsze struny współczesnego widza.

Martyna Lalik

„Dorian Grey”, reż. Piotr sieklucki, teatr nowy Proxima, Kraków 2026

F O t O re PO rt A ż

Morze hiacyntów. Hallerbos, Belgia

autorka: teresa
kuleJ

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook