
Czego pozbawia nas Ai?
str. 6
w czym pomaga muzykoterapia?
str. 14
Jak ma się teatr współczesny?
str. 18
Z pamiętnika studenta
![]()

Czego pozbawia nas Ai?
str. 6
w czym pomaga muzykoterapia?
str. 14
Jak ma się teatr współczesny?
str. 18
Z pamiętnika studenta
autorka: Martyna LaLik

Ostatnie tygodnie były niezwykle monotematyczne. Kładłem się spać. Późno. Wcześnie wstawałem. Szedłem na kolokwium. Jadłem obiad, ale już nie byle jaki, bo moje wnioski z poprzednich sesji jednoznacznie wskazują na ścisłą korelację dobrego samopoczucia z odpowiednim odżywianiem. Później biegłem do pracy, na siłownię lub spacer i wieczorem uczyłem się do kolejnego egzaminu. I znowu… kładłem się spać. Wcześnie wstawałem…
Na domiar złego świat obrócił się przeciwko mnie i rozchorowałem się zaraz po sylwestrze. Z gorączką powtarzałem materiał do pierwszych egzaminów, co przyniosło opłakany, choć przewidywalny skutek: sesję poprawkową. Zazwyczaj nie okazuję stresu, jednak tym jednym egzaminem martwiłem się nie na żarty. W akademiku zgrywałem kozaka, powtarzając młodszym kolegom, że nie po to rektor dał drugie terminy, żeby z nich nie korzystać, ale nawet samego siebie tym nie pocieszałem.
W wieczór przed egzaminem odpuściłem naukę i postawiłem na sen. Wstałem, czując się dziwnie lekko. Zagotowałem wodę w garnku, bo ogólnodostępny czajnik, z którego korzystało całe piętro, znów zniknął. Wszystkie moje kubki również wyparowały, więc zaparzyłem herbatę w słoiku po domowych gołąbkach. No dobra, kto tak nie robił? Potem ubrałem się w najlepszą koszulę i wyszedłem na pole.
Właśnie wtedy zaczęło się robić dziwnie. Każdy, kogo mijałem, wy-

glądał tak, jakby urwał się z planu filmu kostiumowego o międzywojniu. Panowie w nienagannie skrojonych płaszczach i filcowych kapeluszach, panie w długich sukniach i futrzanych etolach, mimo że mróz był raczej symboliczny. Tramwaj, który podjechał na przystanek, przypominał ten, który w wakacje stanowi atrakcję turystyczną.
W środku siedziałem na twardej, drewnianych ławie, a powietrze pachniało smarem, mokrą wełną i tytoniem z fajek.
Chciałem jeszcze przejrzeć notatki, ale widok za oknem zupełnie mnie oszołomił. Kraków, który znałem, zniknął! Gdzie podziały się jaskrawe, neonowe szyldy Żabek na każdym rogu? Gdzie te wszystkie krzykliwe banery reklamujące „najlepszego kebaba w mieście”? Zamiast szklanych witryn widziałem rzeźbione, drewniane portale sklepów kolonialnych, zakładów szewskich i pracowni kapeluszy. Sięgnąłem po telefon, żeby sprawdzić trasę, ale z przerażeniem odkryłem, że go nie mam. Czy ja go w ogóle dzisiaj widziałem?
Wbiegłem na uczelnię. Portier zmierzył mnie surowym spojrzeniem, gdy pędziłem w stronę auli. Moim oczom ukazały się ciężkie, dębowe ławy, a wysokie okna w sali przepuszczały smugi zakurzonego światła. Nie było laptopów, rzutników ani plastikowych długopisów. Na pulpitach leżały za to arkusze papieru i wieczne pióra. Usiadłem zlany zimnym potem, a starszy wykładowca zaczął nam dyktować pytania egzaminacyjne. Poczułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg. W ogóle nie wiedziałem, jak na nie odpowiedzieć! Moja głowa była pusta. Patrzyłem na niezapisaną kartkę, a ciszę przerywało jedynie skrobanie stalówek o papier. Nagle poczułem na ramieniu ciężką dłoń. Profesor, o twarzy przypominającej czerwoną bryłę lodu, spojrzał na moją niezapisaną kartkę i z pogardą wyrywał mi ją z rąk.
– Panie kolego, to jest skandal! Egzamin jest niezaliczony! Proszę opuścić salę i nie wracać bez elementarnej wiedzy!
I nagle… obudziłem się. Serce waliło mi jak oszalałe. Szybko zerknąłem na telefon leżący na biurku obok pustego słoika po herbacie. Wyświetlacz rozbłysnął zbawiennym światłem, była 7:00. Egzamin miałem za dwie godziny. Co za ulga!
Wstałem, czując się dziwnie lekko. Prysznic, szybka kawa, tym razem w czystym kubku, który cudem znalazłem w szafce, i ostatnia powtórka. Na uczelnię poszedłem pieszo, ciesząc się widokiem każdej mijanej Żabki.
Pod salą spotkałem Bartka i Anię.
– Stary, wszystko okej? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha – rzucił Bartek, poprawiając kołnierzyk. – Nawet nie pytaj – mruknąłem, wchodząc do sali.
Zająłem miejsce i wyciągnąłem długopis. Po chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł Profesor X – ten sam, który we wrześniu dał mi trzy zero za umiejętność myślenia, a nie za wiedzę. Uśmiechnął się do nas w ten swój specyficzny, nieco złowieszczy sposób i zaczął rozdawać arkusze z pytaniami. Napisałem całkiem niezłą odpowiedź i oddałam kartkę.
– Brawo. Tym razem nie jest pusta – powiedział X. Myślałem, że się przesłyszałem. Przecież to niemożliwe, żeby wiedział… Dobrze, że to już koniec. Jadę na ferie do domu i po kolejne gołąbki w słoiku.
Tekst, jak i cały cykl, ma charakter satyryczny. Osoby, zdarzenia i miejsca w nich wymienione są fikcyjne.
ambasador karier ue
Ambasadorowie Karier Unii Europejskiej to program stworzony i koordynowany przez EPSO –Europejski Urząd Doboru Kadr. Koordynacją na poszczególnych uniwersytetach zajmują się biura karier, w tym też na Uniwersytecie Jagiellońskim. W roku akademickim 2025/2026 bierze w nim udział 251 uniwersytetów z Europy i 474 ambasadorów studentów. Uczestniczą oni w obowiązkowym szkoleniu na początku roku akademickiego oraz w szkoleniach dodatkowych typu masterclass. Ambasadorem z ramienia UJ został Błażej Matuła.
Na co dzień to student drugiego roku studiów magisterskich International relations: Europe from Visegrad Perspective. Angażuje się w działalność studencką w ramach grupy zadaniowej sojuszu uniwersyteckiego UNA Europa oraz Koła Studentów Stosunków Międzynarodowych UJ. Ponadto bierze udział w pozauniwersyteckich inicjatywach oraz wydarzeniach, takich jak European youth Event czy Visegrad Summer School. W przeszłości działał wolontariacko w Polskim Czerwonym Krzyżu.
Będąc osobą od zawsze zaangażowaną w różnego rodzaju wolontariaty i działalność studencką, naturalną koleją rzeczy było zaangażowanie się w kolejny, tym razem nakierowany na całą społeczność studencką Uniwersytetu Jagiellońskiego projekt w postaci Ambasadorstwa Karier UE. – Jako ambasador karier chcę promować prestiżowe programy stażowe, takie jak Blue Book w Komisji Europejskiej czy staż im. roberta Schumana w Parlamencie Europejskim. Chcę pokazać, że poza programem Erasmus i Eu-

ropejskim Korpusem Solidarności istnieje znacznie więcej możliwości. Wyjazd do Brukseli, Luksemburga czy Strasburga to nie tylko szansa na zdobycie cennego doświadczenia zawodowego, ale także rozwój osobisty. Jestem przekonany, że takie kroki mogą stać się przełomowymi momentami w życiu młodych ludzi, poszerzając ich perspektywy i otwierając drzwi do międzynarodowej kariery – mówi Błażej Matuła.
– Wierzę, że dzięki moim działaniom więcej studentów UJ zdecyduje się spróbować swoich sił w strukturach Unii Europejskiej, co w dłuższej perspektywie przyczyni się do zwiększenia reprezentacji Polaków pracujących m.in. w Komisji Europejskiej, Parlamencie Europejskim czy unijnych agencjach – dodaje.
Do jego zadań należy udzielanie porad studentom, prowadzenie działalności informacyjnej na Facebooku oraz organizacja wydarzeń poświęconych stażom i pracy w instytucjach UE –zarówno tych, podczas których sam dzieli się swoją wiedzą, jak i spotkań z zaproszonymi gośćmi.

Z Błażejem kontaktować się można za pośrednictwem maila: eucareers.jucracow@gmail.com lub oficjalnego profilu EU Careers Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Pismo Studentów „WUJ – Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego”
Redakcja: ul. Piastowska 47, 30-067 Kraków
Wydawca: Fundacja Studentów i Absolwentów UJ „Bratniak” e‑mail: wuj.redakcja@gmail.com; tel. 668 717 167
Strony internetowe: www.issuu.com/pismowuj oraz www.facebook.com/pismowuj
Redaktor naczelny: Adrian Burtan
Zespół: LUDZIE I rELACJE: Justyna Arlet-Głowacka, Alicja Bazan, Izabela Biernat, Karolina Jońca, Iwona Łaciak; KULTU r A I INSPI r ACJE : Karolina Iwaniec, Michał Jarosz, Natalia Krajenta, Adam Kwiatek, Martyna Lalik, Wiktoria Piwowarska, Gabriela Wolińska, Oliwia Wójciak; SŁOWA I MyśLI: Zofia Betlej, Klaudia Katarzyńska, Daria Kopczyńska, Wojciech Seweryn, Maria Wieruszewska; SPOrT I rEKrEACJA: Michał Kowal, Wojciech Skucha; KADr I OBrAZ: Emilia Czaja, Lucjan Kos, Agata Kurzepa, Martyna Szulakiewicz-Gaweł
Korekta: Karolina Iwaniec, Wiktoria Piwowarska
PR i marketing: Justyna Arlet-Głowacka
Media społecznościowe: Izabela Biernat, Marta Kwasek
Okładka: Lucjan Kos
Reklama: wuj_reklama@op.pl
Numer zamknięto: 30 stycznia 2026 roku
– O wszystkich wydarzeniach informuję na bieżąco na moim profilu facebookowym – mówi nowy ambasador karier UE z UJ. Informacja prasowa
Znajdź nas!
Będą uczyć się o innowacjach w medycynie
Zarówno w Europie, jak i na całym świecie, coraz większe znaczenie dla efektywnego funkcjonowania systemu ochrony zdrowia ma analiza danych: genowych, administracyjnych, epidemiologicznych oraz klinicznych. Europejska Przestrzeń Danych Zdrowotnych może być bardzo pomocna w opracowywaniu najlepszych rozwiązań, szczególnie przy wsparciu systemów opartych na AI. Zmiany te sprawiają, że eksperci z zakresu health data science są bardzo potrzebni. Dlatego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego zdecydowało się na otwarcie nowego kierunku studiów podyplomowych – Innowacje w medycynie i systemach zdrowia: era analiz danych. – Nasze studia mają na celu nie tylko rozwijanie kompetencji analitycznych, lecz przede wszystkim przygotowanie uczestników do aktywnego udziału w projektowaniu, testowaniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań w ochronie zdrowia – wyjaśnia, cytowany przez uj.edu.pl, dr roman Topór-Mądry, kierownik studiów i dyrektor Interdyscyplinarnego Centrum Danych o Zdrowiu.
Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego wystartowały w narciarstwie alpejskim, snowboardzie oraz siatkówce na śniegu podczas corocznych Akademickich Mistrzostwach Polski w sportach zimowych. Tym razem zawody odbyły się we włoskich Dolomitach. reprezentanci polskich uczelni zdobyli łącznie aż 19 krążków, w tym siedem złotych. Trzy złote medale przypadły przedstawicielkom Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wśród innych szkół wyższych z Polski, które odniosły sukces, znalazły się m.in. Uniwersytet Warszawski, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie i Politechnika Wrocławska.
– Cała rywalizacja była bardzo przyjemna i świetnie się bawiłam –zapewnia, cytowana przez uj.edu.pl, Olga Kaciczak, która zwyciężyła w slalomie gigancie oraz w slalomie równoległym. – W tym roku medal jest dla mnie większą niespodzianką, bo konkurencja była większa – przyznała z kolei Maja Chyla, zdobywczyni złota w slalomie gigancie oraz brązu w slalomie.
Dlaczego ludzie się starzeją?
Ludzie starzeją się biologicznie w różnym tempie. Wpływ na to mają nie tylko czynniki środowiskowe, ale również genetyczne. Interdyscyplinarna grupa polskich badaczy postanowiła przeprowadzić badania nad tym zjawiskiem. W grupie znaleźli się naukowcy, między innymi z Uniwersytetu Łódzkiego, Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Warszawie, Akademii Kultury Fizycznej w Krakowie oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dane objęły 735 osób z populacji polskiej. Wyniki pokazały, że występuje interakcja pomiędzy czynnikami genetycznymi i epigenetycznymi w procesie starzenia się skóry. Badacze zidentyfikowali nowe geny, między innymi EDA r i N r G1, których metylacja DNA wiąże się z powstawaniem zmarszczek.
Wnioski wyciągnięte z badania będą miały ogromne znaczenie w wielu dziedzinach, takich jak kosmetologia i dermatologia. Mogą być też wykorzystywane w kryminalistyce i antropologii.


Jak uJ oszczędza wodę?
Uniwersytet Jagielloński przykłada dużą wagę do przeciwdziałania niekorzystnym zmianom klimatu oraz promocji zdrowego trybu życia. realizuje to między innymi poprzez Strategię Klimatyczno-Ekologiczną UJ. Podejmuje też działania sprzyjające osiąganiu Celów Zrównoważonego rozwoju ONZ.
Dlatego w drugiej połowie 2025 roku uczelnia podjęła nową inicjatywę: w kilkudziesięciu jej lokalizacjach zostały zamontowane poidełka umożliwiające bezpłatne napełnianie pojemników wielorazowego użytku wodą pitną. Urządzenia posiadają dezynfekujące lampy UV oraz filtry, dzięki którym nie trzeba martwić się o jakość wody. Tak mówi (cytowany przez uj.edu.pl) o korzyściach płynących z tego przedsięwzięcia dr hab. Piotr Szwedo, prof. UJ, pełnomocnik rektora UJ ds. zrównoważonego rozwoju: – Pomaga to ograniczyć zużycie plastiku, ułatwia bezpłatny dostęp do wody i wspiera naszą społeczność w budowaniu dobrego nawyku picia wody zamiast innych napojów.

Proces przerzutowania może znacząco ograniczać skuteczność terapii nowotworu piersi. rak może się rozprzestrzeniać między innymi do płuc i mózgu, dlatego niezwykle istotne jest zapobieganie temu procesowi. Dr Sonia Trojan z Katedry Biochemii Lekarskiej UJ CM, dzięki uzyskaniu stypendium The Kościuszko Foundation, odbyła staż podoktorski w Instytucie Technologicznym Massachusetts oraz przez blisko dwa lata kontynuowała prace naukowe na tej uczelni. Analizowała, w jaki sposób ograniczanie dostępu do wybranych składników odżywczych w poszczególnych tkankach wpływa na zdolność komórek raka piersi do powstawania przerzutów. Wyniki badań wykazały, że jest to kwestia znacznie bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać, gdyż obecność pojedynczego składnika odżywczego w tkance nie jest jedynym czynnikiem decydującym o tym, czy pojawi się przerzut. Prowadzone są dalsze badania, które w przyszłości mogą okazać się przełomowe dla leczenia raka piersi.
Źródło informacji: uj.edu.pl
Anna Wojnar

d iety roślinne
Być na diecie „wege”. Czyli jakiej?
Coraz więcej osób przychylnym okiem patrzy na diety roślinne. Jaki mają wpływ na nasz organizm? I jak świadomie zdecydować się na wegetariański tryb życia?
Jeszcze niedawno wegetariańskie menu w restauracjach nie należało do normy. Chociaż dalej w wielu miejscach dominuje mięsny jadłospis, coraz częściej, jedząc „na mieście”, stykamy się z alternatywami uwzględniającymi różne potrzeby żywieniowe. Nie jest to zaskakujące – społeczność wegan i wegetarian przestaje być marginalna. rośnie także nasza świadomość dotycząca konsumpcji mięsa i jego wpływu na zdrowie oraz środowisko.
Jak zdefiniować dietę roślinną i z jakich produktów się składa? Tak tłumaczy to dr Jadwiga Kryczyk-Kozioł, asystentka w Zakładzie Bromatologii UJ: – Termin ten odnosi się do całego wachlarza wzorców żywieniowych opar-
tych głównie na spożyciu produktów roślinnych, ale przy jednoczesnym ograniczeniu lub całkowitej eliminacji produktów odzwierzęcych. Do najczęściej spotykanych rodzajów diety roślinnej należą: weganizm, laktoowowegetarianizm, peskatarianizm oraz fleksitarianizm.
Wytłumaczmy po kolei te pojęcia. Weganizm zakłada eliminację wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego, a więc mięsa, nabiału, jaj, ryb, ale także miodu.
Z kolei osoby decydujące się na dietę laktoowowegetariańską spożywają tylko niektóre grupy produktów odzwierzęcych, tj. nabiał i jaja. Peskatarianizm dopuszcza dodatkowo także ryby i owoce morza. Fleksitarianizm to dieta polegająca na zmniejszeniu częstotliwości spożycia wymienionych wyżej składników.
Z jaką skalą wegetarianizmu mamy do czynienia w Polsce?
Według badań agencji badawczej Insight Lab, przeprowadzonych na zlecenie Pyszne.pl, w 2023 roku z mięsa zrezygnowało 4,5 mln Polaków. Co ciekawe, prawie połowa badanych przyznała, że choć raz próbowała zmienić swoje zwyczaje żywieniowe, eksperymentując z wegetariani-
zmem lub weganizmem. – Stosowanie alternatywnych dla „diety tradycyjnej” modeli żywienia staje się coraz wyraźniejszym trendem, zwłaszcza w grupie osób młodych – podkreśla dr Jadwiga Kryczyk-Kozioł. – Powody, dla których decydujemy się na porzucenie dotychczasowych diet, to m.in. kwestie ekologiczne, etyczne, zdrowotne, jak również preferencje smakowe – dodaje naukowczyni.
Zwłaszcza prozdrowotne właściwości mogą znacząco wpływać na popularność wegetarianizmu. – Obecnie diecie roślinnej przypisuje się korzystny wpływ m.in. na układ sercowo-naczyniowy, zmniejszenie ryzyka rozwoju cukrzycy typu 2 czy otyłości. Ponadto zwraca się także uwagę na jej działanie przeciwzapalne – tłumaczy dr Kryczyk-Kozioł. Dzięki zwiększeniu zainteresowania dietami roślinnymi prowadzi się też więcej badań w tym obszarze, co zwiększa świadomość, zarówno korzyści, jak i zagrożeń bycia „wege”. Dostarczanie składników odżywczych naszemu organizmowi to niezwykle złożony proces. Jeśli decydujemy się na wyeliminowanie produktów odzwierzęcych, musimy liczyć się z ryzykiem nie-
autorka: justyna arLet‑Głowacka

doborów pewnych istotnych elementów „składowych”. – Mówiąc o zagrożeniach diety „wege”, istotne jest zwrócenie uwagi na jej określony wariant – precyzuje naukowczyni. – W Polsce głównym źródłem jodu, poza solą jodowaną, są ryby i nabiał. Te produkty są wykluczone w diecie wegańskiej, ale dopuszczone w peskatarianizmie, zatem ryzyko niedoboru tego składnika mineralnego będzie większe u weganina – tłumaczy dr Kryczyk-Kozioł. Do grupy potencjalnie niedoborowych składników specjalistka dodaje również m.in. witaminę B12, wapń, żelazo czy kwas eikozapentaenowy i dokozaheksaenowy (należące do rodziny kwasów tłuszczowych omega 3).
Należy zaznaczyć, że decyzja o zmianie dotychczasowego sposobu odżywiania powinna zostać podjęta świadomie, najlepiej poprzedzona konsultacją ze specjalistą.
sZ tuka i technologia
autorka: Maria wieruszewska

Sztuczna inteligencja stopniowo wkradła się do wszystkich aspektów współczesnego życia, nie pomijając procesu twórczego. Jakie to może mieć dla nas konsekwencje?
Ostatnio sporą część dnia spędzam na przystankach, stając się przypadkową obserwatorką ludzi jeszcze zaspanych, w biegu, takich, którzy woleliby być gdziekolwiek indziej niż tu, czekając w ciemny wieczór na swój autobus. Od czasu do czasu moją uwagę zwracają też dzieci. Po szkole, przed zajęciami dodatkowymi lub w drodze na urodziny koleżanki, stają się katalizatorem wspomnień. Mimowolnie je obserwuję i przysłuchuję się ich rozmowom.
Dziwnie mi z tym, co widzę. Bluzy, plecaki, bidony – trudno doszukać się znajomych twarzy superbohaterów, księżniczek czy kreskówkowych zwierzaków. Wiele z grafik jest do siebie podobnych. Perfekcyjnie wygładzone, jakby oglądane przez niepokojąco upiększający filtr, nie są ani fotografiami, ani stworzonymi przez artystów ilustracjami. Podobieństwo zawdzięczają natomiast siostrzanym aplikacjom sztucznej inteligencji do generowania grafik za pomocą określonych komend. Na przedmiotach i gadżetach jednak się nie kończy. Dziecięca mowa również przesiąkła fascynacją sztuczną inteligencją i po paru minutach przysłuchiwania się mogłabym ułożyć pokaźną listę włoskich brainrotów, czyli surrealistycznych grafik powstałych przy użyciu AI, którym to zostały nadane włosko brzmiące nazwy –jak chociażby rekin w sneakersach o imieniu Tralalero Tralala. I gdy już mam wsiadać do autobusu, kątem oka rejestruję reklamę pluszaków oferowanych w loterii przez jeden ze sklepów spożywczych. One również wyglądają podejrzanie sztucznie i bynajmniej nie chodzi tu o poliester, z którego zostały wykonane. Moglibyśmy uznać, że to w zasadzie nic szkodliwego i skoro przed tym nie uciekniemy, to po co stawiać jakikolwiek opór. Jednak rozpowszechnienie AI wśród dzieci aż na taką skalę rodzi pewne wątpliwości – skoro wszystko, czego obecnie doświadczają, jest sztuczne i wygenerowane, a nie stworzone od początku do końca przez drugiego człowieka, jak
wpłynie to na ich wyobraźnię?
Czy będą potrafiły jeszcze snuć historie, opowiadać o otaczającej je rzeczywistości i naginać ją za pomocą własnych pokładów kreatywności, bez wplatania w to przesiąkniętej absurdem i płytkością algorytmów AI? Jak zmieni się ich język, a co za tym idzie, umiejętność posługiwania się nim oraz wyrażania emocji?
Tworzenie opowieści i przekazywanie ich dalej to naturalny instynkt człowieka, dokumentowany od tysiącleci. Nawigujemy przez życie za pomocą historii – książek, komiksów, seriali, a nawet reklam. Mimesis, czyli reprezentacja życia w sztuce, jest tożsama z naszym człowieczeństwem. Sztuczna inteligencja odbiera nam to, co zyskujemy dzięki interakcji z czyimś słowem i obrazem. To już nie odległe zagrożenie, stoimy na linii frontu już dziś.
Sięgając po generatywne AI, czyli takie, które w parę sekund od zera stworzy nam wiersz, opowiadanie, grafikę, a nawet realistyczne wideo, szkodzimy sobie bardziej dotkliwie i długofalowo, niż chcielibyśmy wierzyć.
Twórczość człowieka niesie ze sobą intymność: kiedy ktoś otwiera się przed nami, pokazuje nam swoje dzieło i zaprasza nas tym samym do dialogu. Poprzez tę interakcję zyskujemy pewną elastyczność. Pozwalamy, by przekazywana historia na nas wpłynęła, wywołała określoną reakcję i dodała kolejne pociągnięcie pędzlem do naszego mentalnego portretu, wrażliwego na odbierane treści. Nie musimy czegoś szczególnie popierać lub lubić, aby nas ukształtowało; być może kształtuje nas nawet bardziej, gdy wzbudza opór lub niepokój.
Kluczowa jest jednak świadomość tego, co wywołało naszą reakcję i jakie niesie to konsekwencje dla nas jako jednostki, a także dla otaczającej nas rzeczywistości. Nie nauczymy się tego inaczej niż poprzez aktywne tworzenie i odbieranie literatury, sztuki i innych przejawów kultury, za których istnieniem stoi człowiek. Generatywna sztuczna inteligencja to nie

Tworzenie opowieści i przekazywanie ich dalej to naturalny instynkt człowieka, dokumentowany od tysiącleci. Mimesis, czyli reprezentacja życia w sztuce, jest tożsama z naszym człowieczeństwem. Sztuczna inteligencja odbiera nam to, co zyskujemy dzięki interakcji z czyimś słowem i obrazem.

Postęp nie jest jedynie źródłem zła i zguby cywilizacji. Zachłyśnięci jednak tym, co nam oferuje, przyjmujemy go często bezkrytycznie i ufnie. W tym wypadku wybierając AI jako główne narzędzie do tworzenia, niejako zagrażamy naszemu człowieczeństwu i podważamy nieodłączną potrzebę przekuwania rzeczywistości w sztukę.
zdobyta fartem przewaga w planszówce, pozwalająca nam przeskoczyć kilka pól i dzięki temu szybciej oraz łatwiej osiągnąć cel. Posługując się analogią gry, stanowi ona raczej utrudnienie, które oddala nas od mety, mimo że miało być taktyką do prostej wygranej. Paradoksalnie podważa to istotę technologii jako głównego źródła ułatwień w naszym życiu, obietnicy wygody umożliwiającej efektywniejsze wykorzystanie czasu. W dalszej perspektywie może się bowiem okazać, że dobrowolnie wprowadziliśmy do własnego życia więcej przeszkód niż udogodnień – a w tym wypadku przycisk „cofnij” niestety już nie zadziała.
Co więcej, dziś trudno o inną formę postępu, która budziłaby tak wiele moralnych i etycznych wątpliwości. Duże modele językowe i narzędzia zaliczane do generatywnej sztucznej inteligencji opierają się na tym, na czym zostaną nakarmione. By więc stworzyć tekst lub obraz w odpowiedzi na prompt, potrzebny jest najpierw materiał w postaci innych twórców – ludzi. Ten zaś często nie jest pozyskiwany etycznie, a artyści nie dostają nic w zamian za korzystanie z ich dorobku, co pogłębia już i tak trudną sytuację finansową oraz dewaluację kultury. Jeśli myśleliśmy, że stoi za tym głównie piractwo przeciętnych
użytkowników sieci, teraz musimy zmierzyć się jeszcze z megakorporacjami, które sięgają nielegalnie po zbiory książek w formacie PDF i przekształcają je w przynoszący zyski biznes.
Nie tylko twórcy doświadczają konsekwencji generatywnego AI. Serwery napędzające sztuczną inteligencję zużywają zatrważające ilości prądu oraz wody, którym towarzyszy zwiększająca się co roku – a szczególnie od momentu wprowadzenia dużych modeli językowych – emisja dwutlenku węgla. Przy założeniu, że do wygenerowania jednej grafiki AI potrzeba tyle energii, co do naładowania smartfona, a grafik tych
powstają codziennie tysiące, zaczyna robić się gorąco. Postęp nie jest jedynie źródłem zła i zguby cywilizacji. Zachłyśnięci jednak tym, co nam oferuje, przyjmujemy go często bezkrytycznie i ufnie. W tym wypadku wybierając AI jako główne narzędzie do tworzenia, niejako zagrażamy naszemu człowieczeństwu i podważamy nieodłączną potrzebę przekuwania rzeczywistości w sztukę. Pozorne ułatwienie może w istocie okazać się utratą wrażliwości, ukształtowanej jeszcze w dzieciństwie – pielęgnowanej nie tylko poprzez interakcję z kulturą, ale przede wszystkim z tym, co ludzkie.

Wiele narzędzi sztucznej inteligencji jest dostępnych za darmo. Korzysta z nich ponad miliard ludzi na świecie – nie sposób więc ignorować faktu, że już teraz AI wpływa na akademicką rzeczywistość. W jaki sposób?
Od wieków powstawały rozwiązania, które zmieniały sposób na przekazywanie wiedzy i sprawdzanie zdobytych wiadomości. Jednym z najważniejszych było wynalezienie i upowszechnienie pisma. Ogromny przewrót spowodowało także powstanie i upowszechnienie internetu. Uczniowie i studenci nie musieli już udawać się do bibliotek, gdyż coraz więcej podręczników było dostępnych w wersji cyfrowej, a możliwość uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytanie stała się szybsza niż kiedykolwiek. Chociaż wiadomości w wielu kwestiach można było otrzymać bez wychodzenia z domu, to odnalezienie ich w dostępnych źródłach wymagało skupienia uwagi i poświęcenia czasu. Powszechny, darmowy dostęp do narzędzi AI wprowadził jednak kolejną rewolucję. Duże modele językowe (ang. LLM – Large Language Model) mogą w kilkana-
ście sekund stworzyć tabelę prezentującą wyniki badań naukowych w danym obszarze, znaleźć wiele cytatów osób uznawanych za autorytety w swojej dziedzinie, a nawet wygenerować długi tekst, na przykład esej. Kolejne osoby decydują się, w mniejszym lub większym zakresie, na korzystanie z tych rozwiązań, co rodzi liczne pytania dotyczące oceny moralnej takiego postępowania. Dlatego tak istotną dziedziną jest etyka sztucznej inteligencji, której zadaniem jest zapobieganie nadużyciom wynikającym z nadmiernego lub niewłaściwego korzystania z inteligentnych narzędzi.
Po pierwsze: regulować W obliczu błyskawicznie rozwijającej się technologii AI prawo musi starać się nadążać za tym rozwojem i regulować wszystkie kluczowe obszary wykorzystania technologii. To niezbędne,
aby uniknąć używania jej w sposób nieuczciwy i niebezpieczny. Dlatego obecnie uczelnie tworzą odpowiednie przepisy, które nakazują transparentność oraz przestrzeganie prawa autorskiego. Na Uniwersytecie Jagiellońskim obowiązuje Zarządzenie nr 115 rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego z dnia 27 listopada 2025 roku, które określa zasady, których muszą przestrzegać zarówno osoby prowadzące zajęcia dydaktyczne, jak i studenci. W dokumencie zaznaczono: „Uniwersytet Jagielloński dostrzega w rozwoju sztucznej inteligencji szansę na wzbogacenie dydaktyki oraz poszerzenie możliwości twórczych, badawczych i poznawczych [...]”. – Dla mnie jako naukowczyni sztuczna inteligencja jest olbrzymim ułatwieniem w pracy naukowej, jednak zawsze precyzyjnie określam, w jakich aspektach została ona przeze mnie użyta – mó-
wi doktor Dota Szymborska, która zaangażowana jest w promowanie wysokich standardów etycznych w wykorzystaniu AI oraz prowadzi pionierskie badania nad jej integracją ze szkolnictwem wyższym. Przeprowadza wśród swoich studentów egzaminy ustne, uważając je za najbardziej obiektywną formę oceny. Podkreśla, że na ten moment nie ma tak naprawdę żadnego skutecznego narzędzia, które pozwoliłoby stwierdzić, czy dany tekst został napisany przez człowieka, czy wygenerowany przy wykorzystaniu modeli językowych. Mimo to pozwala swoim studentom wspomagać się narzędziami AI, ostrzegając przed związanymi z tym zagrożeniami.
Mój doskonały (?) asystent
W kontekście zdobywania wiedzy i tworzenia materiałów wielu traktuje narzędzia sztucznej

W obliczu błyskawicznie rozwijającej się technologii AI, prawo musi starać się nadążać za tym rozwojem i regulować wszystkie kluczowe obszary wykorzystania technologii. To niezbędne, aby uniknąć używania jej w sposób nieuczciwy i niebezpieczny.
Szacuje się, że w 2025 roku AI zużyła między 312,5 a 764,6 miliarda litrów wody. To więcej niż cała ludzkość wypiła w ciągu ubiegłego roku!

inteligencji, przede wszystkim LLM, jako doskonałych asystentów osobistych. AI w końcu nigdy się nie męczy, nie potrzebuje odpoczynku i odpowie na zadane pytanie nawet w środku nocy. Działa bardzo szybko: szybciej niż jakikolwiek człowiek. Trzeba jednak pamiętać, że bynajmniej nie jest idealna, a pokładanie w niej bezgranicznego zaufania może przynieść negatywne konsekwencje.
Sztuczna inteligencja, jeśli nie znajduje danych, niekiedy zaczyna „halucynować” – powołuje się na badania, które nigdy nie zostały przeprowadzone, lub cytuje słowa ekspertów, którzy nie istnieją. Przy czym błędy i przeinaczenia nie dotyczą wyłącznie AI, lecz szerzej nowych technologii. Zdarza się, że na podstawie danych powielane są zachowania dyskryminacyjne na tle rasowym czy kulturowym. Przykłady są liczne. Google Photos ponad dekadę temu automatycznie otagował osoby czarne jako goryle, a system COMPAS, używany przez sędziów w USA w szacowaniu recydywy przestępstw, zawyżał statystyki w stosunku do osób czarnych i do kobiet, a zaniżał w stosunku do białych mężczyzn. Amazon kilka lat temu wykorzystywał system, który miał analizować nadesłane CV i samodzielnie selekcjonować potencjalnych kandydatów. Algorytm dyskryminował kobiety, opierając się na danych z poprzednich dziesięciu lat, kiedy dla Amazona pracowało więcej mężczyzn. Firma
ostatecznie zrezygnowała z tego rozwiązania.
Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa danych. Popularne modele AI nie gwarantują ich ochrony w należyty sposób. Muszą o tym pamiętać zarówno pojedyncze osoby, jak i całe instytucje. – Uczelnia powinna wzbraniać się przed zbieraniem i wrzucaniem do systemów danych wrażliwych, nawet jeśli teoretycznie da się je jakoś wykorzystać analitycznie czy zanonimizować. Minimalizacja danych powinna być już od lat inherentną częścią naszej praktyki ochrony prywatności, choć jako społeczeństwo wciąż się tego uczymy – mówi Zuzanna Karcz, referentka w Ministerstwie Cyfryzacji, studentka prawa i badaczka z Uniwersytetu Warszawskiego.
AI „pije” więcej wody niż ludzkość
Kiedy rozmawiamy o kwestiach etycznych związanych ze sztuczną inteligencją, nie wolno zapominać o jej wpływie na środowisko naturalne. Szacuje się, że w 2025 roku AI zużyła między 312,5 a 764,6 miliarda litrów wody. To więcej niż cała ludzkość wypiła w ciągu ubiegłego roku! Tymczasem co czwarta osoba na świecie nie ma dostępu do bezpiecznej wody pitnej. Systemy sztucznej inteligencji emitują również ogromne ilości dwutlenku węgla. Aby można było mówić o moralnym wykorzystywaniu AI, konieczne będzie znalezienie rozwiązań dla tych problemów
i chronienie zasobów naturalnych, które nie są nieograniczone. Coraz częściej podnoszone są też kwestie dotyczące ochrony praw autorskich; w końcu popularne modele językowe czerpią swoją wiedzę z dostępnych w sieci źródeł, w tym książek w formie elektronicznej, artykułów i obrazów. Ich autorom, dzięki którym sztuczna inteligencja jest w stanie cokolwiek wygenerować, nikt nie płaci, a każdy może w jakiś sposób skorzystać na ich pracy. Budzi to coraz większy sprzeciw. John Carreyrou, dziennikarz śledczy „New york Timesa” oraz laureat Nagrody Pulitzera, wraz z pięcioma innymi autorami złożył w sądzie federalnym w Kalifornii pozew przeciwko xAI, Anthropic, OpenAI, Meta, Google i Perplexity, zarzucając im bezprawne trenowanie systemów sztucznej inteligencji na jego książkach. Twórcy sztuki i literatury coraz częściej i głośniej mówią, że nie zgadzają się na takie funkcjonowanie AI, kiedy ich praca nie jest należycie doceniana.
Odpowiedzialny zawsze jest człowiek W związku ze zwiększającymi się gwałtownie możliwościami ogólnodostępnych narzędzi AI, pojawiają się pytania między innymi o to, czy sztuczna inteligencja może być uznawana za autora, a więc czy należy jej przypisywać choćby częściową odpowiedzialność za treści generowane w odpowiedzi na wpisany prompt. – To człowiek bierze odpowiedzialność
za to, pod czym się podpisuje, nawet jeśli wygenerowała to sztuczna inteligencja – tłumaczy doktor Dota Szymborska.
Sztuczna inteligencja, nawet jeśli będzie coraz bardziej pomocna w wykonywaniu żmudnych zadań i rozwiązywaniu globalnych problemów, nigdy nie powinna stać się dla człowieka ważniejsza niż jego własna inteligencja. Dbanie o rozwój i ciągłą sprawność umysłową jest konieczne. Niestety, nadmierne korzystanie z AI może prowadzić do obniżenia poziomu kreatywności i do rozleniwienia intelektualnego. Wskazują na to badania naukowców z MIT Media Lab, Wellesley College i MassArt. Zespół podzielił badanych na trzy grupy, z których każda miała napisać wyznaczony tekst. Osoby z pierwszej grupy mogły korzystać z ChatGPT, osoby z drugiej grupy z wyszukiwarki Google, natomiast osoby z trzeciej grupy mogły pisać wyłącznie na podstawie posiadanej wiedzy. Podczas eksperymentu mierzono poziom aktywności mózgu uczestników za pomocą EEG. Wyniki pokazały, że osoby korzystające z AI miały problemy z zacytowaniem fragmentów swoich tekstów, a nawet z opowiedzeniem, o czym one były. Natomiast prace pisane tylko na podstawie posiadanej wiedzy były najbardziej różnorodne językowo. Te wyniki jednoznacznie pokazują, że nie należy rezygnować z przyswajania wiedzy na rzecz szybkich, z pozoru skutecznych rozwiązań.
komunikacja a edukacja
autorka: anastazja Baniewska

Jeśli przyjrzymy się komunikacyjnej mapie Polski, różnice w dostępie do podstawowej komunikacji zbiorowej – pociągów, autobusów – stają się wyraźne. Efekt? Tam, gdzie ten dostęp jest łatwiejszy, zauważa się większą liczbę osób studiujących, dojeżdżających do dużych miast akademickich. Natomiast młodzi z gorzej skomunikowanych regionów częściej rezygnują ze studiów lub porzucają naukę wyższą.
Edukacja jest fundamentem rozwoju. Polska oferuje naprawdę duży wachlarz możliwości, jeśli chodzi o wybór uczelni czy kierunku studiów. Dlaczego więc tak wielu studentów rezygnuje z nauki w szkole wyższej? Ilu ludzi, tyle powodów, ale zdecydowanie jednym z głównych czynników porzucenia nauki jest dostępność transportu publicznego, a konkretnie jego brak. Brakuje dostępu do pociągów, linii tramwajowych czy autobusów. Wciąż istnieją powiaty, które nie posiadają ani jednej stacji kolejowej, a sieć autobusów kursuje nieregularnie lub wcale.
Co o sytuacji mówią studenci? – Mieszkam w Mielcu na Podkarpaciu. Przez 20 lat nie było tu żadnych pociągów bezpośrednich do Krakowa, ale niedawno uruchomiono połączenie. W listopadzie niestety połączenie zostało usunięte przez remonty torów kolejowych, przez co pociągów nie będzie co najmniej do pierwszego kwartału 2028 roku. Zostają więc busy – niewygodne, często opóźnione przez korki czy wypadki na autostradzie. Na szczęście kursują przynajmniej kilka razy dziennie i miejsc jest sporo, jednak ceny są wysokie: niemal dwa razy droższe niż bilety na pociąg – mówi studentka 3. roku edytorstwa. Pytam, czy jej zdaniem ma to wpływ na rezygnację ze studiów przez studentów, na co odpowiada bez wahania: – Na pewno jest to jeden z powodów, dla których część osób po szkole średniej niechętnie wybiera studia z daleka od swoich rodzinnych stron. Studenci nie mają za bardzo opcji przyjazdu do domu na weekend, bilety są drogie, koszty utrzymania wysokie. Dla kogoś bardziej związanego z domem rodzinnym to może być bariera nie do pokonania – twierdzi studentka. Problemem jest również likwidacja połączeń. Przykładem jest rybnik – miasto liczące prawie 130 tys. mieszkańców, i choć liczba ta od dłuższego czasu maleje, nie zmienia to faktu, że funkcjonuje tu wiele placówek edukacyjnych, do których uczęszczają młodzi ludzie. Samych szkół średnich jest osiem. W pewnym momencie ogłoszono, że w grudniu bezpośrednie połączenie między rybnikiem a Krakowem zostanie zlikwidowane. Informacja ta wywołała poruszenie wśród mieszkańców: rozpoczęły się protesty, petycje i apele do władz. Dla wielu osób była to codzienna trasa do pracy lub na studia w Krakowie. Likwidacja połączenia nie tylko oznacza obniżenie komfortu i wydłużenie czasu podróży, ale przede wszystkim zwiększy koszty dla pasa-

żerów. Teraz dojazd z okolic powiatu rybnickiego będzie możliwy z przesiadką w Katowicach, Gliwicach lub Bielsku. Studia to ogromny wydatek. Przeciętny student wydaje na nie średnio prawie 4 tys. zł miesięcznie (dane z raportu „Portfel Studenta 2025”). Kwota ta obejmuje zakwaterowanie, jedzenie, naukę, rozrywkę oraz dojazdy. Gdy ceny biletów rosną dwukrotnie, młoda osoba musi albo obciąć wydatki, albo w najgorszym
Studia to ogromny wydatek. Przeciętny student wydaje na nie średnio prawie 4 tys. zł miesięcznie (dane z raportu „Portfel Studenta 2025”). Kwota ta obejmuje zakwaterowanie, jedzenie, naukę, rozrywkę oraz dojazdy. Gdy ceny biletów rosną dwukrotnie, młoda osoba musi albo obciąć wydatki, albo w najgorszym przypadku zrezygnować z nauki.
przypadku zrezygnować z nauki. Odcięcie pojedynczej linii staje się realną barierą w dostępie do edukacji i pracy. W efekcie młodzi ludzie, zamiast wybierać uczelnie położone bliżej domu, ale o mniejszej renomie, decydują się na natychmiastowe wejście na rynek pracy. Brak komunikacji odbiera im szansę na dostęp do edukacji pomimo posiadanych ambicji.
t ydZień jakości k s Z tałcenia 2026
Już wkrótce na Uniwersytecie
Jagiellońskim społeczność akademicka po raz trzynasty będzie miała okazję zaangażować się w cykl wydarzeń organizowanych w ramach programu
Tygodnia Jakości
Kształcenia (TJK).
Organizatorzy –Dział Rozwoju
i Jakości Kształcenia w Centrum Wsparcia
Dydaktyki – planują urozmaicony wachlarz inicjatyw. Tegoroczna edycja wydarzenia odbędzie się w dniach 16–20 marca.
Nadchodzący Tydzień Jakości Kształcenia, podobnie jak w latach ubiegłych, będzie skoncentrowany na problematyce szeroko rozumianych działań projakościowych. Temat przewodni TJK 2026 to „Otwarci na jakość. Umiędzynarodowienie kształcenia akademickiego w praktyce”. Zachęca on do podejmowania zagadnień związanych m.in. z rozwijaniem uniwersyteckiej oferty kierunków wspólnych, promowaniem mobilności akademickiej, dydaktyczną współpracą międzynarodową i budowaniem umiędzynarodowionego kampusu.
Podczas wydarzenia nie zabraknie zróżnicowanej, co do formy i treści, oferty skierowanej zarówno do studentów, doktorantów, jak i wszystkich pracowników uczelni. TJK łączy wszystkich członków społeczności akademickiej, zapraszając do dzielenia się

doświadczeniami, dobrymi praktykami i pomysłami dotyczącymi organizacji uczelni oraz procesu dydaktycznego. Tydzień Jakości Kształcenia to przede wszystkim czas refleksji, spotkań i rozmów, które mają na celu poprawę komunikacji i współpracy między jednostkami.
Ubiegłoroczna edycja TJK cieszyła się dużym zainteresowa-
niem, bowiem łączna liczba uczestników poszczególnych wydarzeń przekraczała 2000 osób. Wśród proponowanych inicjatyw znalazły się m.in. warsztaty, seminaria, konferencje, debaty, a także wycieczki. Uczestnicy będą mieli możliwość wybrania najbardziej odpowiednią dla nich formę wydarzeń: od stacjonarnych, przez
hybrydowe, aż po te prowadzone całkowicie zdalnie. Organizatorzy serdecznie zachęcają do rejestracji na poszczególne wydarzenia. Zapisy rozpoczną się pod koniec lutego. Wszelkie szczegółowe informacje o harmonogramie wydarzeń można już teraz śledzić na stronie internetowej: tjk.uj.edu.pl. Informacja prasowa
10 stycznia 2026 roku z głębokim żalem i smutkiem przyjęliśmy wiadomość o nagłej śmierci dr. hab. Piotra Horbatowskiego, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W latach 2009-2011 Profesor był wykładowcą wizytującym na polonistyce Tokyo University of Foreign Studies (TUFS), gdzie stał się ważną częścią naszej katedry polonistyki i bliską osobą dla studentów. Zarażał japońskich studentów pasją do kultury
Warto pamiętać, że chociaż dla jednych Piotr Horbatowski był Panem Profesorem, dla innych był po prostu Piotrkiem, mężem, tatą, kuzynem, wujkiem, szalenie pozytywną postacią rodzinnych spotkań. W takich chwilach, gdy z dnia na dzień znika ktoś, kto jeszcze przed chwilą sypał żartami z rękawa, pojawiają się wyrzuty sumienia, że za rzadko się spotykaliśmy, że za długo odwlekaliśmy tę kawę, która już wystygła… Niech ten ostatni wykład, ta lekcja o odchodzeniu, którą dał nam Piotrek, przypomni każdemu z nas, że czasem nie warto czekać, zwlekać i przekładać planów na wieczne „potem”, które może nigdy nie nastąpić. Bądźmy tu i teraz, cieszmy się słońcem i ludźmi, którzy są obok i niech nigdy nie zabraknie nam uśmiechu, którym Piotrek tak szczerze obdarowywał innych. Nasze ostatnie wspomnienie? To rodzinny aktor, wielbiciel sztuki i literatury z ogromnym dystansem do siebie. Tylko on mógł założyć blond perukę, wziąć koszyk i skakać przez rabatki w ogrodzie, wcielając się w mickiewiczowską bohaterkę. Dla nas, Piotrze, zawsze będziesz naszą Telimeną. Justyna Arlet-Głowacka
polskiej. Był niezwykle otwartym człowiekiem i zawsze znajdował czas na spotkanie i rozmowę.
Profesor był pomysłodawcą naszej gazetki studenckiej „Cześć” i to pod jego opieką studenci rozpoczęli jej wydawanie. Gazetka prezentowała zarówno Polskę –studenci opisywali zajęcia na polonistyce, Juwenalia, wspomnienia z kursów języka polskiego w Polsce – jak i Japonię, jej tradycję, literaturę, mangi, filmy czy muzykę, a wszystko to w języku polskim. Kilka lat później Profesor Horbatowski, opierając się na swoich doświadczeniach z polonistyką TUFS, dzielił się swoją pasją w innych ośrodkach azjatyckich, w których gościnnie pracował. W 2015 roku redagował „TAK, ALE...” – gazetkę polonistyki Kantońskiego Uniwersytetu Spraw Międzynarodowych (Guangdong University of Foreign Studies, Chiny), a w latach 20172018 „Prędko, prędzej!” – gazetkę studentów polonistyki HUFS (Hankuk University of Foreign Studies, Korea Południowa).
Po powrocie do Krakowa nadal pielęgnował relacje z naszym uniwersytetem i aktywnie utrzymywał kontakt ze studentami TUFS-u przyjeżdżającymi na Uniwersytet Jagielloński. Co więcej, ta współpraca nie ograniczała się tylko do relacji między Tokio a Krakowem. Warto podkreślić, że mieliśmy szczęście spędzić intensywny czas z Profesorem także w Seulu. Kolejne inspirujące i niezwykle ważne spotkania odbyły się w ramach ośmiodniowego wyjazdu studyjnego naszych studentów do polonistyki Hankuk University of Foreign Studies (HUFS). W latach 2017-2018 dwukrotnie mieliśmy okazję odwiedzić Profesora, który pracował tam jako profesor wizytujący. Podczas pobytu nasi studenci uczestniczyli w jego zajęciach języka polskiego i poznali seulskich polonistów, nawiązując z nimi kontakt w języku polskim. Dzięki jego życzliwości nasza delegacja mogła blisko poznać koreańskich studentów i wykładowców. Tę wyjątkową więź ja-
pońsko-koreańską, która narodziła się poprzez język polski, zawdzięczamy właśnie Profesorowi. Profesor zawsze traktował nas, bez wyjątku, jako partnerów do rozmowy. Miał w sobie coś, co potrafiło łączyć ludzi, nawet tych z bardzo odległych zakątków świata. świadczy o tym fakt, że po jego śmierci z wielu ośrodków w Polsce i na świecie napłynęły kondolencje, pełne żalu i serdecznych wspomnień.
My wszyscy, którzy mieliśmy ogromne szczęście z nim współpracować, będziemy pamiętać, jak wiele mu zawdzięczamy. Wielu jego studentów kontynuuje dziś swoją przygodę z polszczyzną i kulturą polską, a w ich drodze akademickiej i zawodowej wyraźnie widać ślad jego inspiracji. W naszej pamięci Profesor Piotr Horbatowski pozostanie symbolem otwartości, życzliwości i prawdziwej akademickiej wspólnoty. Koji Morita, yumeko Kawamoto (tokyo university of Foreign Studies)

stał się ważną częścią naszej katedry polonistyki i bliską osobą dla studentów. Zarażał japońskich studentów pasją do kultury polskiej. Był niezwykle otwartym człowiekiem i zawsze znajdował czas na spotkanie i rozmowę.
Felieton
autorka: Daria kopczyńska

„Mikrozdrada”, „ick”, „situationship” – to słowa często używane teraz w kontekście randkowania. I choć powstają naturalnie, trzeba postawić pytanie, czy nie usiłujemy kategoryzować abstrakcji, która nigdy nie była zaprojektowana pod konkret?
Wydawałoby się, że za każdą abstrakcją stoi jej przyziemny odpowiednik, jej skutek będący namacalnym odciskiem linii papilarnej na rzeczywistości. śladów wpływów kapitalizmu możemy szukać drogą tropikalnych rajów podatkowych, ostrego podziału klasowego zarysowanego między tymi co mają, a tymi, co jeszcze dążą. Na potrzebę postępu czy rozwoju świadectwem stały się oświetlone gęstymi sieciami miasta, pnące się po osi igreków słupki PKB, statystyki samobójstw w Japonii czy horyzonty polskich dzielnic naznaczone symboliczną zielenią żabkowych ledów.
Odpowiedzią na troskę o życie człowieka było przyjrzenie się mu z perspektywy jego ukrwienia, układu nerwowego i neuronów. Wszelkie odczucia i potrzeby człowieka, początkowo na pozór wyjątkowe i indywidualne, zamknięto w dość niesprawiedliwej statystyce. Na rzecz użyteczności dla społeczeństwa konieczne zdawało się umasowienie, wygładzenie wszelkich wyjątków, niedociągnięć, niewiadomych. Zaczęliśmy dążyć do uproszczeń – czy to drogą zaokrąglania niepełnych wyników do pierwszej cyfry po przecinku, czy doszukując się sprawiedliwości w ustrojach demokratycznych, gdzie wygrywa głos nie najgłośniejszy, a najbardziej wspólny. W celu nadania codziennemu życiu rytmu osadzenie kwestii egzystencji człowieka w ramach i systemach zdawało się najrozsądniejszym ruchem, pozwalającym uniknąć anomii.
Ale jak jest z miłością? Czy abstrakcja ta, tak znana i wielokrotnie roztrząsana, zostawia nam trochę tlenu, daje przestrzeń na metafizykę, niewytłumaczalność? Czy nadal możemy traktować miłość jako sprawę własną i prywatną?
Zastanówmy się, czy posiadamy do niej prawa autorskie, czy uczyniliśmy z niej kolejną ideę wbudowaną w organizm społeczny, zjawisko powszechne, przekładające się na utarg kwiaciarni i restau-

racji po walentynkach. Albo podręczniki tłumaczące pojęcia atrakcyjności i pożądania z perspektywy biologicznej i psychologicznej, sprowadzające miłość do fizjologii, rozbijające ją na związki chemiczne – dopaminę, adrenalinę, fenyloetyloaminę.
Poszukując przestrzeni, gdzie miłość nie musi być „doświadczeniem” o potencjale badawczym, o precyzyjnych parametrach, zdaje się ona obładowana kontekstami, wiecznie sprowadzalna do konkretu. Może to właśnie ludzkie uwielbienie do schematów pozwoliło na to, że dzięki mediom miłość teraz ma swoje typy, a nawet slang.
Gdyby nadać miłości wymiaru osobistego, kształtu nie uogólnionego przez media, nie zracjonalizowanego przez matematykę, stałaby się może trochę bliższa –czyli tym tokiem myślenia idąc –niebezpieczna. Bo to, co przeżyliśmy, to nasze. Te nostalgie do początków, zaczynających się w optymistycznych okienkach przedpołudniowej bieli. Wstręty do zakończeń, osypującej się z nich bladej farby, analogowo-
Jak jest z miłością? Czy abstrakcja ta, tak znana i wielokrotnie roztrząsana, zostawia nam trochę tlenu, daje przestrzeń na metafizykę, niewytłumaczalność? Czy nadal możemy traktować miłość jako sprawę własną i prywatną?
ści urwanych filmów, pyłu i wypłowiałych resztek sentymentu. I wszystko, co trwało pomiędzy. Przemilczane wersy, pęknięcia w winylach. Len zapomnianych koszul – pozostałości. Po zalążkach światła ulicznego, balkonowego życia zapyziałych kamienic – nigdy nie należące do nas, wszystko, co było przed.
Na to nie ma terminu naukowego ani slangowego. Więc może warto odpuścić próby odbierania sobie głębi, redukcji znaczeń, a tym samym – intymnej natury odczuwania.
Tłumaczymy sobie, że dziś do miłości trzeba mieć podstawy, typy, warunki, tak jakby to od nas zależało. Bo jak śmiemy kochać, jeszcze do tego bez powodu? Gdy to absolutnie nam nie sprzyja? Karzemy spontaniczność, bo nie jest zgodna z naszymi przewidywaniami. Porządkowanie nieuporządkowanego. Człowiek kontra jego irracjonalność – gdy dane jest mu kochać tych, co kochać nie planował. Gdy zaczyna mu brakować, a nigdy dotychczas nie potrzebował.
Wykształciliśmy w sobie kolejne mechanizmy, tendencje do zwrotów, opancerzowienia. To tłumaczy naszą pasję do logiki i spójności. Spoglądając na ideę z zewnątrz, jak na zwierzątko w klatce – idąc drogą faktografii, wykresów, literatury – dystansujemy się. A wiara w schemat bywa prostsza niż dążenie do prawdy. W przeciwieństwie do statystycznych odzwierciedleń, ona zawsze nas dotyczy, nie pomija wad, nie wygładza zmarszczek. I jest znacznie trudniejsza do przetrawienia, a nawet czasem upokarzająca.
Choć czy scenariusz, w którym ryzyko dopuszczenia do siebie prawdy nie jest nam przeznaczone, nie wydaje się znacznie tragiczniejszy? W końcu wszyscy dobrze wiemy, że od szczerości nie ma odwrotu. Traktuje o goryczy spalonej kawy i rozlanym mleku – ruchach nie do odwrócenia i obawie, że jesteśmy malowani czernią i bielą. Że nie ma usprawiedliwień na pęknięcia, których może być w nas więcej, niż się wydaje.
Zastosowanie muZ ykoterapii
autor: aDaM kwiatek

Już Arystoteles zauważył, że określone skale muzyczne wywierają wpływ na nasze emocje. Jednak czy melodie mogą nam… poprawić zdrowie?
Badania nad religiami pierwotnymi pokazują, że początki muzykoterapii są bardzo odległe. Szamani podczas rytuałów leczniczych stosowali muzykę: śpiew, granie na instrumentach oraz taniec. Takie praktyki są wciąż popularne wśród wielu plemion afrykańskich. W starożytnej Grecji filozofowie poświęcili muzyce wiele uwagi, a jednym z nich był Pitagoras, który opisywał wpływ, jaki muzyka wywiera na duszę. W średniowieczu muzyka była wykorzystywana jako jeden ze środków do walki z melancholią. różne formy muzykoterapii towarzyszą ludziom od wieków. Nawet Arystoteles zauważył, że muzyka oddziałuje na emocje. Współczesna, naukowa forma terapii powstała w cieniu tragedii II wojny światowej. W Stanach Zjednoczonych u pacjentów szpitali wojskowych zaobserwowano szybszy powrót do równowagi psychicznej dzięki temu, że mieli oni kontakt z muzyką. Ta obserwacja wyznacza punkt, w którym ta forma terapii zyskała szersze zainteresowanie wśród współczesnych naukowców. Dogłębne badania pozwoliły na wykształcenie dziedziny, która łączy w sobie wiedzę z zakresu wielu kategorii nauki, sztuki, psychologii, psychoterapii oraz medycyny.
Co nam robi muzyka?
Muzykoterapia nie polega na słuchaniu popu ze starego odtwarzacza ani muzyki relaksującej. To proces, który prowadzi wykwalifikowany muzykoterapeuta dobierający metody dostosowane do indywidualnych potrzeb pacjenta. Proces leczenia pozwala na poprawę funkcjonowania oraz powrót do zdrowia pacjentom zmagającym się z wieloma różnymi problemami, zarówno pochodzenia umysłowego, jak zaburzenia osobowości czy depresja, jak i fizycznego. Muzykoterapia wykazuje skuteczność wśród osób z różnymi zaburzeniami. Dzieci będące w spektrum autyzmu dzięki regularnemu uczestnictwu w sesjach terapeutycznych znacznie częściej nawiązują kontakt wzrokowy czy wcho-
dzą w interakcje społeczne. Kluczową zaletą tej terapii jest to, że próg wejścia ulokowany jest stosunkowo nisko, ponieważ nie wymaga komunikacji werbalnej, nie ogranicza więc pacjentów z np. otępieniem starczym, czy w spektrum autyzmu.
Badania naukowe potwierdzają, że słuchanie utworów muzycznych staje się potężnym narzędziem w walce ze stresem. Naukowcy z Uniwersytetu w Magdeburgu udowodnili, że słuchanie muzyki obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) i pozwala wyregulować układ nerwowy. Zaobserwowano również istotną poprawę nastroju wśród pacjentów z depresją przy użyciu tej metody terapii. Współcześnie muzykoterapia jest coraz częściej stosowana jako metoda komplementarna. Metaanaliza „Music therapy for autistic people” wykazała, że pacjenci w spektrum autyzmu uzyskują istotną poprawę funk-
cjonowania emocjonalnego, jak i społecznego. Dodatkowo, jak zauważył prof. dr hab. med. Józef Opara z Katedry Fizjoterapii Klinicznej Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, muzykoterapia poprawia także jakość życia pacjentów z chorobą Parkinsona. Może też być wykorzystywana w celu rytmicznej stymulacji słuchowej podczas ćwiczeń, a także znacząco wpływać na wyciszenie takich objawów choroby jak drżenie dłoni, ciała i zaburzenia mowy. Profesor Michael H. Thaut z Uniwersytetu w Toronto, zajmujący się naukowo muzyką i neuronauką, uważa z kolei, że „rytm jest potężnym bodźcem neurologicznym, który może organizować czas, ruch i zachowanie w sposób bardziej efektywny niż inne bodźce sensoryczne”.
Czerpanie z tradycji Współcześnie muzykoterapia stała się ustrukturyzowaną formą
terapii, która może funkcjonować jako w pełni samodzielna terapia lub jako wsparcie procesu leczniczego. Obecnie w Polsce i na świecie obserwuje się rosnącą profesjonalizację środowiska muzykoterapeutów. Od 2012 roku Polskie Stowarzyszenie Muzykoterapeutów (PSMT) prowadzi certyfikację, której celem jest zapewnienie pacjentom i instytucjom dostępu do osób, które najbardziej rzetelnie wykonują swoją pracę. W skład komisji wydającej certyfikaty wchodzą więc wybitni eksperci zajmujący się tą dziedziną, nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. Muzykoterapia, czerpiąca z wielowiekowej tradycji i osiągnięć naukowych doby ponowoczesności, stanowi doskonały przykład harmonijnej współpracy nauki i sztuki, przynosząc realne korzyści pacjentom i całemu społeczeństwu.

Badania naukowe potwierdzają, że słuchanie utworów muzycznych staje się potężnym narzędziem w walce ze stresem. Naukowcy z Uniwersytetu w Magdeburgu udowodnili, że słuchanie muzyki obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) i pozwala wyregulować układ nerwowy. Zaobserwowano również istotną poprawę nastroju wśród pacjentów z depresją.
o Z aniku polskich tradycji
autorka: nataLia krajenta

Niektóre zwyczaje znikają po cichu. Nikt nie ogłasza ich końca, nie towarzyszy im żaden symboliczny gest pożegnania. Po prostu któregoś dnia przestajemy je powtarzać. Odkładamy rozmowę z sąsiadem, skracamy świąteczne rytuały, rezygnujemy z wizyt bez zapowiedzi. Dopiero po czasie zauważamy, że znika coś więcej niż tylko forma.
Tradycja coraz częściej krąży bez właściciela. Jest obecna w sloganach, dekoracjach i sentymentalnych wspomnieniach, ale coraz rzadziej w codziennym życiu. Polskie zwyczaje rozpływają się w rutynie, ustępując miejsca nowym rytmom, priorytetom i sposobom myślenia o świecie. Tu kryje się problem: w utracie znaczenia i relacji, które tradycję niegdyś podtrzymywały.
Nie mamy czasu na tradycję Najłatwiej obarczyć winą młode pokolenie, wychowane w świecie ekranów, niecierpliwe, zdystansowane wobec przeszłości. To jednak wygodne uproszczenie. Zmiany w tradycji są efektem decyzji podejmowanych przez ludzi w każdym wieku. To starsze pokolenia pierwsze zaczęły cenić prywatność bardziej niż wspólnotę, a wygodę bardziej niż rytuał. Po transformacji ustrojowej wielu z nich świadomie wybrało model życia oparty na komforcie i konsumpcji. Tradycja nie znika dlatego, że młodzi jej nie chcą, to stopniowa przemiana w wyniku długotrwałych zmian społecznych, mentalnych i kulturowych.
Zwyczaje, które kiedyś porządkowały codzienność, dziś bywają postrzegane jako relikt przeszłości, niepasujący do tempa współczesnego życia. Dawniej wolny czas był przestrzenią wspólnych działań: pracy fizycznej, hobby wynikającego z konieczności majsterkowania, pracy w ogródku czy wspólnego spędzania weekendów. Dziś stał się dobrem indywidualnym, przeznaczonym na regenerację, rozwój lub ucieczkę od obowiązków. W świecie nastawionym na efektywność i samorealizację, tradycja bywa postrzegana jako ciężar, gdyż wymaga zaangażowania oraz regularności.
Zanik dawnych zwyczajów nie oznacza, że przestaliśmy szukać wspólnoty. Zamiast trwałych wię-

Odkładamy rozmowę z sąsiadem, skracamy świąteczne rytuały, rezygnujemy z wizyt bez zapowiedzi. Dopiero po czasie zauważamy, że znika coś więcej niż tylko forma.
zi wybieramy ich substytuty: media społecznościowe, wydarzenia jednorazowe, sezonowe inicjatywy. Dają one krótkotrwałe poczucie bycia razem, ale bez zobowiązań. Nowoczesna wspólnota woli intensywność niż trwałość. Można do niej dołączyć jednym kliknięciem, opuścić ją bez tłumaczeń
i wrócić, gdy znów będzie potrzebna. Tradycja była pod tym względem bardziej wymagająca, narzucała bowiem rytm i obecność, ale w zamian oferowała poczucie przynależności rozciągnięte w czasie. Wspólnota zastępcza rzadko zostaje na dłużej.
Fundament życia stał się dekoracją
Szycie, dzierganie, robienie przetworów czy majsterkowanie, które kiedyś były koniecznością, dziś wracają jako hobby, warsztaty, trend. Zamiast przekazywania umiejętności w rodzinie pojawiają się kursy i poradniki. Zamiast potrzeby − element wizerunku. Tradycja zmieniła swoją funkcję: przestała służyć życiu, a zaczęła je ozdabiać. W święta mamy wolność wyboru tego, jak chcemy je spędzać, lecz bywa, że jest to wolność od wysiłku, rozmowy i bycia razem. Coraz częściej traktujemy święta jako dni wolne, które trzeba po prostu „zagospodarować”. Wybieramy wersję najprostszą: telewizor w tle, gotowe potrawy, minimum przygotowań i maksimum spokoju. Nie dlatego, że nie szanujemy tradycji, lecz dlatego, że jesteśmy zmęczeni nadmiarem obowiązków, presją pracy i ciągłym pośpiechem. Odkładamy odwiedziny, skracamy spotkania, wybieramy samotność lub wąski krąg zamiast szerokiej rodziny. święta, które kiedyś zmuszały do wyjścia z własnej codzienności i konfrontacji z innymi, dziś coraz częściej spędzamy na kanapie. Zanik polskich tradycji nie jest ani katastrofą, ani zdradą przeszłości. Kultura nigdy nie była czymś stałym. Zawsze się zmieniała, dopasowując się do ludzi, warunków i czasu. Nie porzuciliśmy zwyczajów nagle; po prostu coraz rzadziej znajdowaliśmy dla nich miejsce w codziennym życiu. Czy to znaczy, że polskie tradycje wkrótce znikną? Niekoniecznie. Kultura nie zamierza się pożegnać. Potrzebuje jedynie obecności i świadomej decyzji, by czasem zwolnić, spotkać się, powtórzyć prosty gest. Wraca wtedy naturalnie − nie w tej samej formie, ale z tym samym sensem: by łączyć ludzi.
s tudenckie pr Zepisy kulinarne
Karnawał – moment spotkań, śmiechu i drobnych przyjemności, którym niemal zawsze towarzyszy coś pysznego do przekąszenia. To nie tylko bale i huczne imprezy, lecz także domowe spotkania, wieczory przy muzyce czy długie rozmowy przy stole. Aromaty prostych przekąsek i szybkie przepisy potrafią stworzyć wyjątkową atmosferę bez konieczności spędzania wielu godzin w kuchni.
Właśnie dlatego warto sięgnąć po pomysły, które są uniwersalne – sprawdzą się zarówno podczas rodzinnego spotkania, jak i luźnego wieczoru z przyjaciółmi. Zapraszam do kulinarnej podróży po karnawałowych przekąskach, które łączą prostotę przygotowania z wyrazistym smakiem. To propozycje idealne dla każdego, kto chce cieszyć się karnawałem z dobrą energią, nastrojem i pysznym jedzeniem. Smacznego!
Składniki:
y 1 opakowanie ciasta francuskiego
y 100 g serka śmietankowego
y 100 g sera feta
y 1 jajko
y słoik żurawiny
y świeży tymianek do dekoracji
Sposób przygotowania:


Przygotowanie rozpoczynamy od rozgrzania piekarnika do 180°C. W tym czasie rozwijamy ciasto francuskie na płaskiej powierzchni, najlepiej pozostawiając je na papierze do pieczenia. W osobnej misce łączymy serek śmietankowy z pokruszoną fetą, mieszając składniki do uzyskania jednolitej, kremowej konsystencji. Tak przygotowaną masę serową równomiernie rozsmarowujemy na połowie ciasta francuskiego, a następnie zakrywamy drugą częścią. Kroimy ciasto na paski o grubości około 2 cm. Każdy z nich delikatnie zawijamy, formując niewielkie gniazda i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Każde gniazdo smarujemy roztrzepanym jajkiem. Przygotowane zawijasy pieczemy w nagrzanym piekarniku do momentu, aż nabiorą złocistego koloru i staną się chrupiące (około 15 minut). Po upieczeniu dekorujemy je żurawiną oraz świeżym tymiankiem.

Składniki:
y 1 opakowanie rukoli
y 1 sztuka czerwonej cebuli
y 1 słoik suszonych pomidorów w zalewie
y 1 opakowanie orzechów włoskich
y 1 kostka sera cheddar
y ocet balsamiczny
Sposób przygotowania: rukolę wsypujemy do dużej miski, która posłuży jako baza sałatki. Następnie obieramy czerwoną cebulę i kroimy ją w cienkie piórka, po czym dodajemy do rukoli. Suszone pomidory odsączamy z zalewy i kroimy na mniejsze kawałki. Orzechy włoskie lekko rozdrabniamy, a następnie dodajemy do pozostałych składników i całość dokładnie mieszamy. Ser cheddar ścieramy na grubej tarce. Na koniec polewamy całość octem balsamicznym według uznania. Sałatkę najlepiej podawać z ciepłą, chrupiącą bagietką.
rekomendacje kulturalne dZiennikarZy „wuj a”:
Zmiana klimatu dzieje się w nas samych

Przyjaźń aż po grób

Zamknięci
w gorsecie
poprawności

świat jest zmęczony, a wyczerpanie to możemy zaobserwować także w nas samych. Clayton Page Aldern w delikatny, aczkolwiek dosadny sposób uświadamia, jak zmiany klimatu odbijają się na mózgu i ciele człowieka. Autor „Ciężaru natury” nie chce siać niepotrzebnej paniki, mimo że przytaczane przez niego fakty potrafią przerazić. Jego książka jest raczej swoistym wyciągnięciem ręki, zaproszeniem do przejścia wspólnej drogi i zrozumienia, że to, „jak czuje się świat”, wpływa na to, jak czujemy się my.
Autor, trzymając czytelnika za metaforyczną rękę, spokojnie i z wyczuciem przeprowadza go przez tematy trudne. Pokazuje, że niektóre z naszych zachowań mają proste wytłumaczenie w skompli-
Trzydziestoletnią tradycję spotkań czterech przyjaciółek, które regularnie grają razem w karty, przerywa niespodziewana śmierć jednej z nich. To jednak nie powstrzymuje pozostałej trójki, która postanawia po raz ostatni zagrać w brydża w pełnym składzie, nawet jeśli oznacza to uprowadzenie z zakładu pogrzebowego urny z prochami zmarłej towarzyszki.
„Umrzeć ze śmiechu” to błyskotliwa komedia wyreżyserowana na deskach Teatru Bagatela przez samego Cezarego Żaka, znanego przede wszystkim z przerysowanych ról w kultowych „Miodowych latach” czy „ranczu”. Widownia zanosiła się śmiechem już od pierwszych minut spektaklu, a to za
Być może polscy widzowie nie są jeszcze gotowi na taką sztukę, ale to nie znaczy, że teatr nie powinien konfrontować nas z tym, co trudne i co wykraczające poza znany nam świat.
Kurtyna pruderii, pozornej cnoty i poprawności politycznej skutecznie oddziela nas od problemów spoza naszej bańki, a „Sodoma” zdecydowanie się temu przeciwstawia. reżyser młodego pokolenia, Piotr Mateusz Wach, kolejny raz udowadnia, że nie ma dla niego tematów tabu. Sięgając do trudnej autobiografii, zabiera widzów w czeluści gejowskiego świata naznaczonego przemocą, upodleniem i rozpaczliwym wołaniem o bliskość drugiego człowieka. Wach zrywa tutaj z wizerunkiem „przyjaznego geja z są-
kowanej rzeczywistości zmieniającego się klimatu. Tym samym „Ciężar natury” trafia na półkę książek nie tylko ważnych, lecz także tych szumnie określanych mianem „lektur do przeczytania przed śmiercią”. Choć książka stanowi swoiste kompendium wiedzy, została napisana przystępnym językiem. Momentami autor wprowadza subtelne elementy humorystyczne, zwracając się w nich bezpośrednio do czytelnika, co pozwala rozładować napięcie narastające podczas lektury. A książka dotyka kwestii trudnej i nieodwracalnej, jaką jest zmiana klimatu i wynikające z tego konsekwencje.
O wielu opisywanych zjawiskach wcześniej nie wiedziałam, w związku z tym nie dostrzegałam pewnej korelacji pomiędzy
sprawą wyróżniających się bohaterek, łączącej je dynamicznej relacji, oraz kuriozalnej sytuacji, w której się znalazły, a także podejmowanych przez nie prób wybrnięcia z niej. Na szczególną uwagę zasługuje także scenografia, przygotowana z pieczołowitą starannością o detale oraz klimatyczna gra świateł towarzysząca wystąpieniom jedynego męskiego bohatera całego spektaklu. Choć śmiech bez wątpienia jest dominującą emocją, z jaką widzowie opuszczali mury teatru tego wieczoru, nie można pominąć faktu, że nucie wesołości towarzyszyła również szczypta refleksji i wzruszenia. Sam Cezary Żak w jednym z wywiadów zwrócił
siedztwa”, tego, który mówi „dzień dobry”, płaci podatki i chodzi na parady z tęczową flagą. Zamiast tego pokazuje świat pełen bólu, narkotyków, przemocy seksualnej, samotności i błagania o pomoc, którego nikt nie słyszy. Twórcy sięgają po wyraziste środki przekazu, mieszają brutalność z delikatnością, powagę z zabawą, a cierpienie z przyjemnością. Jest to spektakl skrajnie cielesny, jednak nagość na scenie z czasem przestaje onieśmielać, a ciało staje się narzędziem do opowiedzenia historii i zniuansowania szeregu stłamszonych emocji. Przyglądając się młodym aktorom-performerom, możemy nie tylko podziwiać ich kondycję fizyczną, ale także delikatność, z jaką oddają się performowaniu własnych ciał.
własnym samopoczuciem, a tym, co dzieje się za oknem. To książka, która otwiera oczy i mówi: ,,spójrz, to mechanizm naczyń połączonych”. Jesteśmy częścią tego systemu. Nie tylko na niego wpływamy, ale on w niemal równym stopniu oddziałuje na nas. Jednocześnie książka ta pozostawia czytelnika z nadzieją, że zmiana na lepsze jest możliwa. Nie obiecuje jednak, że będzie ona łatwa. Gabriela wolińska
Clayton Page Aldern, ,,Ciężar natury. Jak zmiany klimatu wpływają na umysł, mózg i ciało”, wydawnictwo uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2025
uwagę, że zadaniem reżysera teatralnego jest przemycenie takich emocji, nawet jeśli tylko w niewielkiej ilości. Dotyczy to zarówno „poważnych” sztuk teatralnych pisanych przez wielkie „Sz”, jak i rozrywkowych komedii, których głównym zadaniem jest rozbawić do łez. Spektakl „Umrzeć ze śmiechu” bez wątpienia sprostał temu oczekiwaniu. Pod warstwą humoru kryje się opowieść o sile prawdziwej przyjaźni oraz o tym, by nie odkładać życia na później, bo to „później” może nigdy nie nadejść. izabela Biernat „umrzeć ze śmiechu”, aut. Paul elliot, reż. Cezary Żak, teatr Bagatela, Kraków 2025
Pierwsze spojrzenie widza jest nieśmiałe i oblane rumieńcem, ale im dłużej się w nie wpatrujemy, tym bardziej wciągają nas te cielesne meandry. Z czasem to nagie ciało przestaje mieć nawet jakąkolwiek płeć…
Opowieść, którą proponuje Wach, każdy z nas może odebrać na innym poziomie, lecz w tym właśnie tkwi siła sztuki. „Sodoma”, walcząc z tym, co reżyser określa mianem kastracji ludzkiej wyobraźni we współczesnym teatrze, nie podaje gotowych odpowiedzi. Pozwala natomiast znaleźć to, czego naprawdę szukamy. Justyna Arlet-Głowacka
„Sodoma”, reż. Piotr Mateusz wach, teatr nowy Proxima, Kraków 2025
r oZmowa o współc Zesny teatr Ze
Teatr jako instytucja kultury towarzyszy człowiekowi od czasów sprzed naszej ery, odbijając niczym lustro społeczne przemiany, trendy i namiętności. Jakie miejsce zajmują spektakle w dobie sztucznej inteligencji, streamingów i nowych mediów? Jak teatr adaptuje się do nowej rzeczywistości i czy technologia staje się jego wrogiem, czy przyjacielem? O tym mówi nam doktor
Judyta Pogonowicz, teatrolożka i medioznawczyni.
Czym jest teatr nowo-, postmedialny?
Dr Judyta Pogonowicz : Pojęć do opisu teatru nowych mediów i technologii mamy sporo. Nowomedialny to taki, w którym media pojawiają się jako narzędzia, „nowinki”, środki wyrazu. Postmedialny to stan, w którym technologie stają się naturalnym elementem rzeczywistości. Teatr bywa również transmedialny, opowiadając historię na wielu różnych platformach. Może być także cyfrowy, czyli immersyjny na poziomie wykorzystania mediów, i sieciowy, co oznacza całkowite przeniesienie do przestrzeni wirtualnej. Jak ujął to Patrice Pavis: „we współczesnej inscenizacji media są zjawiskiem tak powszechnym, że nie zawsze przywiązujemy do nich wagę”.
A w jaki sposób transformuje się polski teatr? Jak zmienia go technologia? Myślę, że zależy to od reżysera i zespołu, z którym pracuje


Judyta PogonowicZ – doktor nauk humanistycznych, teatrolożka i medioznawczyni. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego (teatrologia, etnologia, dziennikarstwo) oraz Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. W swojej pracy badawczej koncentruje się na relacjach między teatrem a nowymi technologiami, mediatyzacją sztuki oraz na teatrze cyfrowym i sieciowym. Jest autorką monografii poświęconej twórczości reżysera Krzysztofa Garbaczewskiego pt. „W teatrze Krzysztofa Garbaczewskiego” oraz licznych artykułów naukowych i krytycznych. Współpracowała jako recenzentka z „Dziennikiem Teatralnym” i portalem „Teatr dla Was”, a w czasie studiów także z „Wiadomościami Uniwersytetu Jagiellońskiego”.
nad spektaklem. Nie zapominajmy, że wciąż możemy zobaczyć wiele przedstawień, w których celowo unika się nowych technologii. Media oraz ekrany rozproszyły naszą uwagę, przez co pokazywanie spłaszczonej rzeczywistości zza czwartej ściany może okazać się niewystarczające, by opowiadać o współczesnym świecie. Czy jednak spektakle pozbawione mediów pozostają jedynie
w sferze nostalgii? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć tę kwestię. Jeśli chodzi o to, czy technologia zmienia teatr, skłaniam się ku tezie, że to teatr wchłania technologię. Działo się tak już wcześniej z elektrycznością czy z pierwszymi mikrofonami (co początkowo również nie było przyjmowane entuzjastycznie przez widzów), a obecnie korzystanie z takich rozwiązań jak wirtualna rzeczy-
wistość (virtual reality) staje się dla twórców naturalnym krokiem.
Jednym z reżyserów, który odważnie eksperymentuje z nowymi technologiami na scenie, jest Krzysztof Garbaczewski. Dlaczego zajęła się Pani badaniem jego twórczości?
Doskonale pamiętam rok 2013 i premierę spektaklu „Poczet Króautorka: justyna arLet‑Głowacka
lów Polskich” w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Sposób, w jaki Krzysztof Garbaczewski wykorzystał ekrany na scenie, był niezwykle odkrywczy, choć dla części widowni zapewne przytłaczający. Myślę, że ta inscenizacja pozwala postrzegać reżysera jako projektanta pionierskich rozwiązań, który radykalnie i świadomie podąża za własną wizją artystyczną. Spektakle, które proponuje, układają się w mapę rozwoju nieustannie wypełnianą nowymi pomysłami. Szerzej oczywiście opowiadam o tym w książce.
Jaki jest według Pani stosunek polskich teatrów do nowych mediów?
relacja ta jest niejednoznaczna i opiera się na napięciu między fascynacją a dystansem. Na wielu scenach wciąż dominuje sceptycyzm wynikający z obawy, że nadmiar bodźców cyfrowych może zniszczyć spotkanie aktora z widzem. Jednak, jak wspomniałam, polski teatr jest transmedialny i sieciowy, a media i technologie stały się już pełnoprawnym językiem sztuki.
A jak do tych zmian ma się sztuczna inteligencja? Słowem: jaka jest jej rola już teraz?
Cóż, odpowiem, że edukacyjna. Teatr może stać się platformą, miejscem wymiany myśli na temat tego, czym jest technologia i jak jej używamy, a może to ona używa nas? „Zhakowanie” technologii przez artystów to nie tylko używanie narzędzi cyfrowych, ale naginanie ich pod siebie, psucie, czy wykorzystywanie wbrew ich przeznaczeniu, nie pod dyktat korporacji, które „udostępniają” nam technologię lub „testują” na nas swoje narzędzia. To zapoznawanie z nowymi mediami mogłoby odbywać się właśnie na scenach teatralnych.
teatr jest coraz bardziej obecny w mediach społecznościowych, ale czy media są w teatrze?
Niektóre teatry są bardzo obecne w social mediach i tworzą kontent pod specyficzne platformy, czy to rolki na Instagrama, czy specjalnie produkowane trailery udostępniane w serwisie youTube. Natomiast na scenie social media stają się elementem świata przedstawionego. Często widzimy projekcje ekranów smartfonów, transmisje live prowadzone przez aktorów w trakcie spektaklu, a nawet

Dr Judyta Pogonowicz jest autorką monografii poświęconej twórczości reżysera Krzysztofa Garbaczewskiego pt. „W teatrze Krzysztofa Garbaczewskiego” oraz licznych artykułów naukowych i krytycznych.
interakcje z widzami za pośrednictwem dedykowanych aplikacji czy linków. Ma to na celu nie tylko uatrakcyjnienie formy, ale przede wszystkim krytyczną analizę tego, jak cyfrowe zapośredniczenie zmieniło nasze relacje z innymi ludźmi oraz sposób, w jaki się ze sobą komunikujemy.
Przejdźmy do nieodłącznego elementu teatru, czyli recenzji. Czy dzisiaj jej siła nadal jest znacząca?
rola tradycyjnej recenzji teatralnej wydaje się słabnąć. Z jednej strony pojawiają się recenzje-newsy generowane przy pomocy sztucznej inteligencji, które są krótkie, powierzchowne i nastawione na szybkie przekazanie informacji. Funkcjonują one obok pogłębionych tekstów krytycznych, na które trzeba czekać znacznie dłużej, a są one często analizami kulturoznawczymi, nieczytelnymi dla odbiorców spoza kręgu teoretyków sztuki. W tę lukę komunikacyjną wchodzą młodzi twórcy treści w mediach społecznościowych, którzy profesjonalny żargon zastępują osobistym doświadczeniem i emocjami. Przekaz pojawia się szybko, w krótkiej formie, ale z wartościową treścią. Jednak czy tego rodzaju komunikat realnie przekłada się na świadome uczestnictwo w kulturze, czy pozostaje jedynie powierzchownym sygnałem dla odbiorcy?
no właśnie? Jakie więc wyzwania stoją przed współczesnym teatrem?
To bardzo obszerne pytanie. Teatr z pewnością rywalizuje ze streamingiem o uwagę i zaangażowanie widza. Widowiskowość przedstawień, a także adaptacje najnowszych scenariuszy, szczególnie w teatrach muzycznych i komediowych, pozwalają skutecznie zapełniać sale. Z kolei teatry dramatyczne, w których pojawia się m.in. klasyka oraz – upraszczając –spektakle intertekstualne, również starają się przyciągnąć odbiorców. Główny Urząd Statystyczny podaje w raporcie za rok 2024 (w porównaniu do 2019) kilkuprocentowy wzrost osób uczęszczających do teatru. Wchłanianie i przetwarzanie przez teatr dostępnych technologii oraz mediów wprowadza współczesny język do spektaklu i pozwala wykreować świat bliski dzisiejszemu odbiorcy. Czy jesteśmy już zmęczeni byciem online i czy odbije się to również na realizacjach teatralnych? To okaże się w najbliższych sezonach.
Przenieśmy się jeszcze na chwilę na deski krakowskiego teatru. Co na nich dzieje się ciekawego?
Jesteśmy już po premierze „Wegetarianki” Han Kang w reżyserii Pawła Miśkiewicza i czekamy na „Wyzwolenie”, również w Teatrze im. J. Słowackiego, które domknie
narodowy tryptyk w reżyserii Mai Kleczewskiej. W Narodowym Starym Teatrze, po spektaklu Katarzyny Kozyry, mieliśmy jesienną premierę „Piramidy zwierząt” w reżyserii Michała Borczucha o Kozyrze, ale przede wszystkim o pracowni „Kowalnia”. Na deskach pojawiła się także sztuka dla młodszego widza, czyli „Bankructwo małego Dżeka” w reżyserii Macieja Podstawnego. Krakowskie Centrum Choreograficzne (KCC), organizator Krakowskiego Festiwalu Tańca, z pewnością pokaże coś nowego oraz zaprosi twórców z zagranicy do Krakowa. Natomiast na szersze diagnozy jest chyba jeszcze trochę za wcześnie. Jesteśmy po zmianach dyrekcji teatrów w wielu miastach, więc przed nami na pewno sporo nowości. Jeśli chodzi o tematykę, pozwolę sobie przewidzieć, że nadchodzące sezony mogą zdominować mikronarracje związane z życiem na wsi i kulturą ludową w różnym epokach historycznych.
Jakie są Pani teatralne plany na 2026 rok?
Mam nadzieję zobaczyć performace Mariny Abramović „Balkan Erotic Epic” w Gran Teatre del Liceu w Barcelonie, a bliżej nas – obejrzeć więcej spektakli duetu Piaskowski–Sulima, rozpoczynając od „Strach zżera duszę” w Teatrze śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach.





