nurkowanie freediving pasja wiedza
nr 47 5 (47)/2026
WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK
cena 33,00 zł cena z dostawą na terenie PL 45 zł
Jezioro
GEISELTALSEE
HIT na nurkowej mapie Europy!
Fotografia high-key Indonezyjski BINTAN w jasnych barwach 1
TECLINEDIVING.EU 2
słowo wstępne
Wojciech ZGOŁA Redaktor Naczelny
Jesień przypomina nam o nadchodzącej zimie. Są plusy i to nawet kilka Woda ma lepszą przejrzystość, mniej ludzi się kąpie, a po nurkowaniu można wyskoczyć na grzyby. Można też wyjechać w cieplejsze strony, np. na Lanzarote, do Lembeh, Bali i Nusa Penida, Meksyku czy do Bintan. O tych destynacjach piszemy w najnowszym wydaniu. Dodam, że w Bonito Diving Lanzarote na hasło „Perfect Diver” dostaniecie rabat! Brak funduszy rekompensuje, choć w małym stopniu, nasze e-wydanie. Sebastian Dobrowolski próbuje zdecydować, gdzie robić swój pierwszy kurs. Gdzieś daleko w ciepłych krajach, czy blisko domu, lokalnie. Plusy i minusy, za i przeciw… A Ty, gdzie robiłaś/robiłeś swój pierwszy kurs nurkowy i czy był to dobry wybór? Okładka. Należy do Marcina Trzcińskiego i jego „brzydkiej” żabnicy. Bo… zimne wody też są bardzo ciekawe. Zobaczcie, jak powstało to zdjęcie – a może macie lepsze? W tym wydaniu piszemy więcej o zimnych wodach. Wreszcie udało mi się namówić
Wieśka Baskę do opublikowania swoich zdjęć. Udało się dlatego, że Adam Krupa opisał miejsce. A wychodzi na to, że jest to „Hit na nurkowej mapie Europy”! Mowa o Geiseltalsee w Niemczech… Zresztą sami zobaczcie jak tam wygląda. Na zimno mamy jeszcze Jezioro Piłakno w opowieści Jacka Kubiaka, Jezioro Łęsk w tekście Magdaleny Gil, Gruzja Beaty Pytel i niesamowite spotkanie z lwem patagońskim, gdzieś na obrzeżach Argentyny, w materiale Piotra Bałazy. Nie zabrakło kolejnego artykułu o fotografii podwodnej. Temat niełatwy, traktuje o tym, jak fotografować przyrodę, szczególnie tę, która się rusza, która jest nieprzewidywalna i zaskakująca. Przy okazji kilka wskazówek z etyki fotografa w tekście Piotra Stósa. Mamy jeszcze ciepłe i kolorowe kadry rafy koralowej Przemka Zybera, jest kalendarium, w którym przypominamy o trwającym konkursie Nautica Safari. Wydanie zamyka praktyczny tekst autorstwa Wojtka A. Filipa pt. „A co, jeśli to nieprawda”. O czym on tam pisze? Sprawdźcie osobiście!
Opowiadaj o nas znajomym. Spędzaj czas na artykułach, czerp inspirację i wiedzę. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Spodobało Ci się to wydanie? Postaw nam wirtualną kawę buycoffee.to/perfectdiver Odwiedź naszą stronę www.perfectdiver.pl, zajrzyj na Facebooka www.facebook.com/PerfectDiverMagazine i Instagrama www.instagram.com/perfectdiver/
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
3
spis treści
14
podróże 10 14 18 22 30 34 38
LANZAROTE. Lawa pod wodą Fotografia high-key. Indonezyjski BINTAN w jasnych barwach LEMBEH. Kraina ślimakami i krewetkami płynąca NUSA PENIDA i BALI. Tam, gdzie prowadzą marzenia Bałem się wrócić! MORZE CZERWONE GRUZJA. Batumi, góry Kaukaz i Chinkali DOS OJOS
słodka woda 44
HIT na nurkowej mapie Europy! Jak GEISELTALSEE zamieniło się z księżycowego krajobrazu w nurkowy raj 48 Ikona mazurskiego nurkowania. JEZIORO PIŁAKNO 54 ŁĘSK. Niepozorne jezioro, które zaskakuje
mój punkt widzenia 58
4
30
KURS NURKOWY. Blisko domu czy na wakacjach?
10
44
22
Spis treści
foto podwodna
74
64 Jak fotografować podwodną przyrodę 72 ŻABNICA ze Skjelfjordu 74 Oko w oko z LWEM
sprzęt 52 Ewolucja legendy. Dlaczego Fourth Element ARCTIC X wyznacza nowy standard nurkowego ciepła?
wydarzenia 78 KALENDARIUM
porady i ciekawostki
64
80
80 JETY tylko dla technicznych? A co, jeśli to nieprawda?
Wydawca PERFECT DIVER Sp. z o.o. ul. Folwarczna 37, 62-081 Przeźmierowo redakcja@perfectdiver.com ISSN 2545-3319
Redaktor Naczelny
Wojciech ZGOŁA
Nurek techniczny Geografia świata i podróże Reportaż Doradztwo wizerunkowe Tłumacze języka angielskiego Opieka prawna Grafik Reklama
Tomek KULCZYŃSKI Anna METRYCKA Dominika ABRAHAMCZYK Waldemar RYDZAK Agnieszka GUMIELA-PAJĄKOWSKA, Arleta KAŹMIERCZAK, Piotr WITEK, Tomek KULCZYŃSKI Adwokat Joanna WAJSNIS Brygida JACKOWIAK reklama@perfectdiver.com
MAGAZYN ZŁOŻONO KROJAMI PISMA Montserrat (Julieta Ulanovsky), Acumin Pro (Robert Slimbach, Adobe), Source Serif 4 (Frank Grießhammer, Adobe)
DYSTRYBUCJA sklep internetowy sklep.perfectdiver.pl redakcja@perfectdiver.com
DRUK Wieland Drukarnia Cyfrowa, Poznań, www.wieland.com.pl
www.perfectdiver.pl
Podoba Ci się ten numer magazynu, wpłać dowolną kwotę! Wpłata jest dobrowolna. PayPal.Me/perfectdiver
FOTOGRAFIA NA OKŁADCE Marcin TRZCIŃSKI MIEJSCE Norwegia, Skjelfjord NA ZDJĘCIU Żabnica
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, nie odpowiada za treść ogłoszeń oraz zastrzega sobie prawo do skracania, redagowania, tytułowania nadesłanych tekstów oraz doboru materiałów ilustrujących. Przedruk artykułów lub ich części, kopiowanie tylko za zgodą Redakcji. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za formę i treść reklam.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
5
redakcja
Wojciech ZGOŁA
Dominika ABRAHAMCZYK
Tomek KULCZYŃSKI
Człowiek, który podróżuje nurkując. Od dzieciństwa związany z wodą – od nauki pływania, przez żeglarstwo, po odkrywanie tajemnic podwodnych jezior, mórz i oceanów. Później przyszła pasja do fotografii i pisania, które pozwalają mu dzielić się pięknem podwodnego świata i ciekawostkami miejsca. Ma na koncie ponad 900 nurkowań w Polsce i w odległych, egzotycznych ciepłych i zimnych miejscach. Każde zanurzenie traktuje jak spotkanie z naturą i historią. Jest miłośnikiem Natury w jej najczystszej postaci i wierzy, że nurkowanie to nie tylko sport, ale sposób budowania świadomości – o środowisku, drugim człowieku i samym sobie.
Zarażona pasją do nurkowania przez Perfect Diver. Wciąż poszerza swoje nurkowe umiejętności. Choć jest zdecydowanie ciepłolubna, zakłada suchy skafander i eksploruje również zimniejsze zbiorniki. Ulubione nurkowania to te z dużą ilością zwierzaków! Ostatnio bierze pod wodę telefon w obudowie i próbuje swoich sił w amatorskim fotografowaniu. Zaciekawiona medycyną nurkową. Zawodowo mgr pielęgniarstwa – instrumentariuszka.
Dla Tomka nurkowanie zawsze było największą pasją. Zaczął swoją przygodę w wieku 14 lat, rozwijając się został instruktorem nurkowania rekreacyjnego, technicznego, Instruktorem pierwszej pomocy oraz technikiem branży nurkowej. Aktualnie prowadzi 5* Centrum Nurkowe Compass Divers Pobiedziska koło Poznania, gdzie przekazuje swoją wiedzę i umiejętności początkującym oraz zaawansowanym nurkom, co sprawia mu ogromną radość i satysfakcję z bycia częścią ich podwodnej przygody…
Anna METRYCKA
Waldemar RYDZAK
„Człowieku! Zanurz się pod wodę. Jeśli piękno, które ujrzysz nie wstrząśnie Tobą – to nic ciekawego Cię już w życiu nie czeka.” Pasjonatka nurkowania, od zawsze związana z wodą. Pierwszy kurs nurkowy zrobiła w wieku 14 lat, i od tamtej pory nie rozstaje się z nurkowaniem!:) Pracę magisterską napisała o turystyce nurkowej na studiach geograficznych UW. Od 2013 roku pisywała do magazynu nuras.info, brała udział w podwodnych sesjach fotograficznych. Od 2018 pisze artykuły do Magazynu nurkowego Perfect Diver (wcześniej jako Ania Sołoducha), a od kilku lat jest również częścią redakcji. Przelewa na papier swoją wiedzę i doświadczenie, propagując właśnie to, co kocha najbardziej – czyli nurkowanie. Przez 13 lat organizowała wyprawy nurkowe na całym świecie, bo praca z ludźmi i kreatywne projekty to właśnie to, w czym się spełnia. Uczestniczy w targach i eventach nurkowych oraz sprzątaniu jezior. Wielokrotnie miała przyjemność wystąpić jako prelegentka na targach i konferencjach nurkowych. Ma kilka nurkowych webinarów na koncie. Nurkowała już w wielu miejscach na Ziemi, ale lista marzeń cały czas rośnie! Od kilku miesięcy właścicielka swojej firmy organizującej wyprawy nurkowe oraz aktywne – Umiko Expeditions, z głową pełną pomysłów na kolejne wyjazdy! Optymistka, zawsze z uśmiechem na ustach i indywidualnym podejściem do każdego Klienta:) Jej najlepszy rodział życia – właśnie się rozpoczyna! www.umikoexpeditions.pl anna@umiko.pro +48 516 621 211
Pochodzi z regionów górniczych, gdzie woda była raczej wyjątkiem niż codziennością. Pływania i nurkowania nauczył się, żeby przełamać strach przed wodą – i z czasem zamienić go w ciekawość świata pod powierzchnią. Z nurkowaniem jest związany od 2000 roku (Dive Master, CMAS). Nie goni za głębokością ani rekordami: woli spokojne odkrywanie, uważność i detale, które łatwo przeoczyć, gdy człowiek się spieszy. Na co dzień jest naukowcem i praktykiem komunikowania się (dr hab., prof. UEP), związanym z pracą badawczą i dydaktyczną w obszarach rynków kreatywnych oraz komunikowania się cyfrowego i kryzysowego. W redakcji Perfect Diver wspiera zespół tam, gdzie spotykają się treść i technologia – przy produkcjach wideo, analizie danych i budowaniu strategii marki.
stała współpraca
Wojciech A. FILIP
Jakub BANASIAK
Łukasz METRYCKI
Sylwia KOSMALSKA-JURIEWICZ
Nurkuje od 35 lat. Spędził pod wodą ponad 16 tysięcy godzin, z czego większość nurkując technicznie. Był instruktorem i instruktorem mentorem wielu organizacji m.in. CMAS, GUE, IANTD, PADI. Współtworzył programy szkoleniowe niektórych z tych organizacji. Jest profesjonalistą z ogromną wiedzą i doświadczeniem praktycznym. Uczestnik wielu projektów nurkowych, w których brał udział jako lider, eksplorator, pomysłodawca czy prelegent. Jako pierwszy Polak nurkował na wraku HMHS Britannic (117 m). Jako pierwszy eksplorował głęboką część jaskini Glavas (118 m). Wykonał serię nurkowań dokumentujących wrak ORP GROM (110 m). Dokumentował głębokie (100–120 m) części zalanych kopalń. Jest pomysłodawcą i konstruktorem wielu rozwiązań sprzętowych podnoszących bezpieczeństwo w nurkowaniu. Jest Dyrektorem Technicznym w firmie Tecline, gdzie m.in. kieruje placówką badawczo-szkoleniową Tecline Academy. Jest autorem kilkuset artykułów o nurkowaniu oraz książek dotyczących diagnostyki i napraw sprzętu nurkowego. Nurkuje w rzekach, jeziorach, jaskiniach, morzach i oceanach na całym świecie.
Zoopsycholog, badacz i znawca behawioru delfinów, oddany idei ochrony delfinów i walce z trzymaniem ich w delfinariach. Pasjonat M. Czerwonego i podwodnych spotkań z dużymi pelagicznymi drapieżnikami. Członek Dolphinaria-Free Europe Coalition, wolontariusz Tethys Research Institute oraz Cetacean Research & Rescue Unit, współpracownik Marine Connection. Od ponad 15 lat uczestniczy w badaniach nad populacjami dzikich delfinów, audytuje delfinaria, monitoruje jakość rejsów whale watching. Jako szef projektu „Free & Safe” (wcześniej „NIE! dla delfinarium”) przeciwdziała trzymaniu delfinów w niewoli, promuje etyczny whale & dolphin watching, szkoli nurków z odpowiedzialnego pływania z dzikimi delfinami, popularyzuje wiedzę na temat delfinoterapii przemilczaną bądź ukrywaną przez ośrodki zarabiające na tej formie animaloterapii.
Luke Divewalker Dawno dawno temu w odległej galaktyce był chaos… …czyli natłok myśli i zachwytów po moim pierwszym zanurzeniu głowy pod wodę w 2005 roku, w postaci intro, na wakacjach w Egipcie. Już wtedy całkowicie się „zatopiłem” w podwodnym świecie i chciałem, żeby odbijał on coraz większe piętno na moim życiu. 2 lata później zrobiłem kurs OWD, który dostałem w ramach prezentu z okazji 18 urodzin, a z czasem pojawiały się kolejne kursy i doskonalenie umiejętności. „Fotografia” pojawiła się niewiele później, ale początkowo w formie jednorazowego podwodnego „kodaka” z którego zdjęcia wychodziły oszałamiająco niebieskie Nie jestem wielbicielem jednego typu nurkowania, choć największą słabość mam na ten moment – do dużych zwierząt pelagicznych. Wyspy Galapagos były do tej pory moją najlepszą okazją do sfotografowania tak wielu gatunków morskiej fauny. Pasję nurkowo-fotograficzną dzielę ze swoją buddy, która prywatnie jest moją żoną IG: luke.divewalker www.lukedivewalker.com
Podróżniczka i fotograf dzikiej przyrody. Absolwentka dziennikarstwa i miłośniczka dobrej literatury. Żyje w zgodzie z naturą, propaguje zdrowy styl życia, jest joginką i wegetarianką. Angażuje się w ekologiczne projekty, szczególnie bliskie jej sercu są rekiny i ich ochrona, o których pisze w licznych artykułach oraz na blogu www.blog.dive-away.pl Swoją przygodę z nurkowaniem zaczęła piętnaście lat temu przez zupełny przypadek. Dzisiaj jest instruktorem nurkowania, odwiedziła ponad 60 państw i nurkowała na 5 kontynentach. Na wspólną podróż zaprasza z biurem podróży www.dive-away.pl, którego jest współzałożycielem.
Laura KAZIMIERSKA
Przemysław ZYBER
Marcin TRZCIŃSKI
Barbara GLENC
Laura jest dziennikarką, trenerem instruktorów, nurkiem CCR i jaskiniowym. Przez ponad dekadę rozwijała swoją karierę nurkową, zdobywając wiedzę i doświadczenie z różnych dziedzin. Jej specjalnością są profesjonalne szkolenia nurkowe, ale pasja do środowiska podwodnego i jego ochrony skłania ją do odkrywania różnych miejsc na całym świecie, od głębin Cieśniny Lombok, jaskiń w Meksyku i wraków na Malcie po Malediwy, gdzie prowadzi centrum nurkowe nagrodzone przez ministerstwo turystyki tytułem najlepszego centrum nurkowego na Malediwach. Aktywnie przyczynia się do promowania ochrony środowiska morskiego, biorąc udział w projektach naukowych, kampaniach przeciw zaśmiecaniu oceanów i współpracując z organizacjami pozarządowymi. Znajdziesz ją na: @laura_kazi_diving www.divemastergilis.com
Fotografuję – bo lubię, filmuję – bo to mnie kręci, piszę – bo lubię się dzielić, szkolę – bo wspieram rozwój, podróżuję – bo uwielbiam odkrywać nowe. www.facebook.com/przemyslaw.zyber www.instagram.com/przemyslaw_zyber/ www.deep-art.pl
Absolwent UW. Fotograf i filmowiec podwodny nurkujący od 1995 roku. Współpracownik Zakładu Archeologii Podwodnej U.W. Publikuje w polskich i zagranicznych magazynach nurkowych. Właściciel firmy FotoPodwodna będącej Polskim przedstawicielstwem firm Ikelite, Nauticam, Inon, Keldan, ScubaLamp. www.fotopodwodna.pl m.trzcinski@fotopodwodna.pl
Jestem podróżniczką i nurkiem technicznym, a świat odkrywam zarówno na lądzie, jak i pod wodą. Nurkowaniem zajmuję się od 16 lat. Z racji tego, że z zawodu jestem fotografką, od pierwszego zanurzenia towarzyszy mi aparat. Zaczynałam od nurkowań rekreacyjnych, ale z czasem zdobyłam uprawnienia full trimix i full cave, co pozwala mi eksplorować jaskinie, wraki i duże głębokości. Pod wodą odnajduję spokój, który trudno znaleźć na powierzchni. Każde nurkowanie to dla mnie nie tylko przygoda, ale też okazja, by zatrzymać na fotografii niezwykły podwodny świat. barbaraglenc.foto@gmail.com
piszą dla nas
Piotr STÓS
Paula SUSZKO
Jacek KUBIAK
Fotograf, biolog, gawędziarz, SSI Instructor Trainer. Nauczanie nurkowania na każdym poziomie uważa za swój obowiązek. Od zarania dziejów związany z Nauticą nierozerwalną pępowiną współwłaścicielstwa. Gniazduje na chorwackiej wyspie Vis, na łodziach safari w Egipcie oraz tam, gdzie pod wodą pięknie, jak świat długi i szeroki. Pracuje w Nautica Safari. nautica.pl, piotr.stos@nautica.pl
Nurkuje od 15 lat, a pierwsze kroki stawiała nad Hańczą z CN Adriatic. Kolejne lata spędziła w Irlandii, mierząc się z zimnymi wodami Zatoki Dublińskiej i Atlantyku. Od 2018 roku mieszka w Singapurze. Na co dzień pracuje w dużej korporacji jako menedżer kontraktów zewnętrznych, natomiast w weekendy jako instruktor SSI uczy i prowadzi grupy w lokalnym centrum Cuddlefish Divers. Każdą wolną chwilę poświęca na podwodną eksplorację wysp Azji Południowo-Wschodniej, dokumentując na fotografiach niezwykłą bioróżnorodność tamtego regionu. IG: @pauladives
Ma 45 lat i jest żonaty, od 25 lat pracuje zawodowo w branży metalurgicznej, nurkuje od 2009 roku i nurkowanie stało się dla niego sposobem na życie i pasją. Mieszka w Kętrzynie, a związany jest z Klubem Mazursharks.
Adam SOKÓLSKI
Beata PYTEL
Magdalena GIL
Nurek, instruktor nurkowania, fotograf podwodny. Nurkuję od 28 lat, a fotografią podwodną zajmuję się od 18. Mam na swoim koncie tysiące nurkowań w Polsce, Europie, Afryce i Azji. Nurkowanie, szkolenie nowych nurków oraz robienie zdjęć podwodnych to nie tylko mój zawód, ale przede wszystkim ogromna pasja. Najbardziej fascynuje mnie fotografia makro, dlatego pod wodą najchętniej robię zdjęcia małym, bardzo małym i wręcz mikroskopijnym stworzeniom. Zawsze z radością wracam na Filipiny, do Indonezji i Malezji, gdzie podwodne życie zachwyca swoim bogactwem. Moje zdjęcia ukazały się m.in. w National Geographic.
Kobieta, której jak zamkną drzwi wejdzie oknem, a jak zamkną okno wejdzie kominem. W jej słowniku nie ma słów: nie da się, bowiem nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Od urodzenia opolanka lubiąca wyzwania. Gdy poznała swego przyszłego męża Marka zaczęła dla niego i z nim nurkować, początków nie wspomina miło, ale upór się opłacił – dziś świat podwodny to miejsce jej azylu i odskocznia od pędzącego stylu życia jaki prowadzi. A życie kręci się od jednego do drugiego wyjazdu, często brakuje czasu na przepakowanie walizki. Biuro podróży które prowadzi jest jej pasją, dzięki niemu zwiedza świat również pod wodą. Zafiksowana właścicielka foksteriera szorstkowłosego o imieniu Santi. tel. 501 693 578, 71 340 50 63; fax. 77 557 14 46 infolinia: 801 000 701 wew. 63 opole@traveliada.pl www.traveliada.opole.pl
Nurkuję od 6 lat. Kiedy zaczynałam, byłam przekonana, że moja przygoda zakończy się na kursie OWD. Kilka nurkowań, trochę podwodnego świata i pewnie na tym koniec. Nie miałam pojęcia, jak bardzo się mylę. Nurkowanie wciągnęło mnie na dobre. Z hobby stało się częścią mojego życia, a z czasem również moją pracą. Cały czas podnoszę swoje uprawnienia, uczę się nowych rzeczy i stawiam sobie kolejne wyzwania, żeby móc schodzić głębiej i odkrywać to, co znajduje się jeszcze dalej. Dziś mam głowę pełną nurkowych marzeń. I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze – kiedy zaczynałam, nawet nie przypuszczałam, że kiedyś będę marzyć o rzeczach, które dziś wydają mi się całkiem realne. Mam nadzieję, że uda mi się spełnić wszystkie. Nawet te, o których sześć lat temu nie odważyłabym się nawet pomyśleć.
Adam KRUPA
Wiesiek BASKA
Sebastian DOBROWOLSKI
Piotr BAŁAZY
Nurkuje od 2021 roku. To, co zaczęło się od ciekawości podwodnego świata, szybko stało się jego prawdziwą pasją i ważną częścią życia. Jest nurkiem technicznym, a doświadczenie zdobywał w wielu różnorodnych akwenach. Na co dzień prowadzi własną działalność gospodarczą, natomiast wolny czas najchętniej spędza pod wodą. Od pewnego czasu zajmuje się również filmowaniem podwodnym, utrwalając niezwykłe miejsca i dzieląc się z innymi osobliwym pięknem podwodnego świata. www.youtube.com/@adamk8802
Jak zagospodarować czas na emeryturze? Zrób to o czym marzyłeś. Więc w 2015 roku zrealizowałem swoje marzenie... kurs OWD. Potem to już z górki. Dzisiaj, nurek techniczny i divemaster z podwodnym fotograficznym hobby. Kamerka towarzyszyła mi od samego początku. Nawet OWD robiłem z kamerką przyczepioną do głowy. I tak mi zostało. Uwielbiam robić zdjęcia nurkom w ciekawym otoczeniu, a że pod wodą i tak zapominają o ustaleniach z powierzchni więc reporterskim okiem staram się łapać te ulotne chwile, aby później, przeglądając zdjęcia mieli frajdę z oglądania siebie „moimi oczami”. www.facebook.com/wiesiek.baska www.instagram.com/wiesiek_baska/
Jest współzałożycielem i CEO IDF – International Diving Federation. Jako Instructor Trainer nurkowania jaskiniowego i technicznego od ponad 25 lat zajmuje się nurkowaniem i eksploracją jaskiń. Jest współautorem kilkunastu podręczników z zakresu nurkowania rekreacyjnego, jaskiniowego, technicznego i rebreatherowego. Zawodowo służy w Państwowej Straży Pożarnej, szkoli nurków ratowników oraz żołnierzy jednostek specjalnych, a także organizuje wyprawy nurkowe w najdalsze zakątki świata. Specjalizuje się w szkoleniu nurków jaskiniowych, promując nowoczesne i odpowiedzialne podejście do edukacji nurkowej, oparte na filozofii „Safety First” – bezpieczeństwo przede wszystkim.
Biolog morza, adiunkt w Zakładzie Ekologii Morza i oficer nurkowy Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk (IO PAN). www.piotrbalazy.com
artykuł sponsorowany
LANZAROTE Lawa pod wodą
Tekst i zdjęcia Wojciech ZGOŁA, Dominika ABRAHAMCZYK
Lanzarote jest inna. Już po kilku kilometrach jazdy po wyspie zaczynamy rozumieć – dlaczego. Wulkaniczny krajobraz, stożki w kolorach czerni, brązu i czerwieni, brak reklam, wysokich budynków i plątaniny przewodów. Zamiast tego przestrzeń, wiatr i ocean.
C
ésar Manrique, najsłynniejszy kanaryjski architekt, zrobił wiele, aby Lanzarote nie zamieniła się w kolejną masową destynację turystyczną.
A pod wodą? Tutaj zaczyna się kolejna historia. W sierpniu ponownie odwiedziliśmy naszych przyjaciół z Bonito Diving Lanzarote w Playa Blanca. Głównie opiekowała się nami Kasia – manager CN. Ocean miał wtedy przyjemne 24–25°C.
10
Dla nurków to niemal luksus, choć temperatura tej wielkości nie jest na Lanzarote czymś oczywistym. Widoczność była nieco słabsza niż podczas naszych wcześniejszych jesiennych czy wiosennych pobytów i wynosiła mniej więcej 10–20 m. Nadal jednak wystarczająco, aby zachwycać się tym, co stworzyła tutaj natura. A stworzyła niezwykłe konstrukcje. Gorąca lawa, która przed wiekami spływała do oceanu, zastygając, budowała pod powierzchnią niezwykły, wielopoziomowy świat. Są wypiętrzenia, ścianki, tunele, groty, zagłębienia
artykuł sponsorowany
i przejścia. Pomiędzy nimi piasek – czarny, szary albo jasny. Każdy kolejny kawałek dna może wyglądać trochę inaczej. Playa Flamingo jest jednym z tych miejsc, które z pozoru nie zapowiadają wielkich emocji. Wystarczy jednak zanurzyć głowę pod powierzchnię. W piasku wypatrujemy płaszczek, fląder i jaszczurników. W szczelinach siedzą mureny, kraby i krewetki. Wprawne oko może znaleźć konika morskiego, krabopająka albo niewielką mątwę, która próbuje zniknąć na tle dna. Płaszczki są zresztą stałym elementem tutejszych nurkowań. Możemy spotkać stingraye, butterfly ray, ale również płaszczki elektryczne. Te ostatnie potrafią pojawić się niemal niezauważenie, leżąc częściowo przysypane piaskiem. Playa Flamingo szczególnie lubimy po zachodzie słońca. Nocne nurkowanie zmienia ten sam kawałek oceanu w zupełnie inne miejsce. Pojawiają się zwierzęta, których w ciągu dnia często nie widać. Duże cętkowane zające morskie, ośmiornice, kraby, skorpeny, mątwy i mnóstwo jeżowców. W toni polują złote mureny. Podczas jednego z naszych nocnych nurkowań byliśmy świadkami sceny, której raczej nie zapomina się szybko. Jedna z muren złapała mątwę i na oczach Domi-
niki i Kasi rozpoczęła ucztę. Kilkanaście minut później pojawiła się jeszcze duża stingray. Niby zwykłe nurkowanie z brzegu, a jednak pod wodą cały czas coś się dzieje. Lanzarote ma oczywiście znacznie więcej do zaoferowania. W Puerto del Carmen znajdują się między innymi wraki, które można odwiedzić podczas jednego nurkowania. Zodiakiem wypływamy z portu i po około pięciu minutach jesteśmy na miejscu. Jeden wrak leży na około 20 m, przechylony na burtę. Drugi, a właściwie jego większe i mniejsze fragmenty, spoczywa na około 40 m. Właśnie tam kilka lat temu spotkałem półtorametrowego rekina anioła. Leżał spokojnie na piasku, w sąsiedztwie żelaznych elementów wraku. Innym razem pomiędzy wrakami pojawiły się duże stingraye. I chyba właśnie za to lubię Lanzarote – nigdy do końca nie wiadomo, co znajdziemy podczas kolejnego zanurzenia. Rekin anioł jest zresztą jednym z najbardziej pożądanych spotkań na wyspie. Najlepszy czas na jego obserwację przypada mniej więcej od końca września do kwietnia. Później jest trudniej. Bonito Diving Lanzarote od lat uczestniczy również w akcji liczenia tych coraz rzadszych ryb.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
11
artykuł sponsorowany
Bonito Diving Lanzarote nadal rozwija bazę. Pojawiła się nowa sprężarka, pozwalająca napełniać butle powietrzem oraz nitroxem do 40%. Sprzęt jest sukcesywnie wymieniany na nowy, wszystkie wymagane legalizacje są pilnowane, a centrum ma podpisaną umowę z komorą dekompresyjną na wypadek sytuacji awaryjnej.
12
”
Tym razem przyjechaliśmy przede wszystkim spotkać się z naszymi przyjaciółmi i zobaczyć, co zmieniło się w centrum. Okazało się, że sporo.
Lawa, piasek, groty, ścianki, wraki, płaszczki, groupery, mureny i – jeśli dopisze szczęście – rekin anioł. Do tego nurkowania dzienne i nocne. Bonito Diving Lanzarote pozwala tę różnorodność zobaczyć.
To rzeczy, których podczas nurkowego urlopu najlepiej w ogóle nie zauważać. Dobrze jednak wiedzieć, że ktoś o nich pomyślał. Bo Bonito to przede wszystkim ludzie. Wciąż mają w sobie pasję i – co bardzo ważne – nadal im się chce. Chce im się rozmawiać, tłumaczyć, doradzać, szukać dobrego miejsca zależnie od warunków i cierpliwie odpowiadać na pytania. Jest profesjonalnie, ale bez niepotrzebnego dystansu. Jest życzliwie i po prostu po ludzku. A to podczas nurkowania ma ogromne znaczenie.
REKLAMA
artykuł sponsorowany
Po każdym nurkowaniu wracamy do bazy w Playa Blanca. Płuczemy i rozwieszamy sprzęt, uzupełniamy logbooki, pijemy coś zimnego i rozmawiamy o tym, co zobaczyliśmy. Czasami rozmowa schodzi na kolejne nurkowanie, czasami na restaurację, a czasami na zupełnie inne tematy. Na miejscu można również znaleźć papierowe wydanie Perfect Diver. Miło zobaczyć własny magazyn w miejscu, z którego nurkowie ruszają na Ocean Atlantycki. I chyba właśnie tak najlepiej opisać Bonito Diving Lanzarote. Nie jako centrum, które ma „wszystko”. Tylko jako ekipę, która zna wyspę, zna tutejsze nurkowiska i potrafi zabrać nurków tam, gdzie w danym momencie warto zanurkować. Bo różnorodność jest tutaj przede wszystkim zasługą Lanzarote. Lawa, piasek, groty, ścianki, wraki, płaszczki, groupery, mureny i – jeśli dopisze szczęście – rekin anioł. Do tego nurkowania dzienne i nocne. A Bonito Diving Lanzarote pozwala tę różnorodność zobaczyć. Po naszym sierpniowym pobycie jedno się nie zmieniło. Nadal chce nam się tutaj wracać. Nie tylko dla ciepłej wody i oceanu, ale również dla ludzi, z którymi można ponownie wskoczyć pod powierzchnię i sprawdzić, co tym razem przygotowała Lanzarote.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
13
PODRÓŻE
Fotografia high-key
Indonezyjski BINTAN w jasnych barwach Tekst i zdjęcia Paula SUSZKO
Płetwonurek i rozdymka
Bintan jest największą wyspą w indonezyjskim Archipelagu Riau, położonym na południowy wschód od Półwyspu Malajskiego, u wylotu Cieśniny Malakka. Bintan oddziela od Singapuru tylko wąski pas Cieśniny Singapurskiej, a szybkie promy w godzinę pokonują dystans między metropolią a północnym wybrzeżem wyspy.
Z
najdują się tam ekskluzywne hotele, pola golfowe, wykwintne restauracje i zagospodarowane plaże – nastawione na weekendowych turystów z Singapuru. Większość gości zna Bintan wyłącznie z tej perspektywy. A wystarczy zjechać z utartych szlaków turystycznych na wschód lub południe wyspy, by trafić do kampungów – tradycyjnych wiosek rybackich położonych na skraju lasów namorzynowych, gdzie życie toczy się wolnym rytmem. Przez wieki wyspy Riau stanowiły schronienie dla tzw. Orang Laut („Ludzi Morza”)
14
– nomadycznych żeglarzy i rybaków, których życie od pokoleń związane było wyłącznie z morzem, i do dziś tradycje oraz kultura tych ludów są tu żywe.
Baza na falach Lokalni rybacy korzystają nie tylko z łodzi, ale przede wszystkim z kelongów – pływających lub wzniesionych na palach platform, powszechnych w wodach Indonezji, Malezji i Filipin. Zbudowane z lokalnego drewna (często pni palmy i bambusa) kelongi operu-
Podróże
Pływający kelong
Otoczeni wodą
ją głównie nocą i nad ranem: silne światła przyciągają ryby i kałamarnice, a sieci są po prostu opuszczane pod platformę, a następnie wyciągane razem ze zdobyczą. Kelongi bywają też adaptowane na kameralne „agroturystyki” morskie, w tym także bazy nurkowe, jak na przykład centrum Bintan Black Coral. Pobyt w takiej bazie sprawia wrażenie, jakby zatrzymał się czas: nie ma specjalnych wygód, zamiast klimatyzacji jest bryza morska, a jedzenie jest proste, ale smaczne. Rytm dnia wyznaczają pływy i wiatr, a pod podłogą słychać ciągły szum wody. Doświadczona załoga doskonale zna lokalne warunki oraz prądy morskie i planuje nurkowania tak, by dostosować je do bieżącej sytuacji.
cych się z łąkami trawy morskiej oraz skupiskami koralowców i ukwiałów. Nurkujemy powoli, szukając fauny makro. Na jasnym piasku spoczywają barwne rozgwiazdy, wśród delikatnych ramion miękkich koralowców kryją się przezroczyste krewetki symbiotyczne oraz całe rodziny ruchliwych błazenków. Zobaczy-
my tu przeróżne ślimaki nagoskrzelne, skorupiaki, czasem nieśmiałego konika morskiego oraz głowonogi. Ośmiornice kryją się w piasku lub chronią w pustych muszlach albo pozostawionych przez ludzi skorupach starych naczyń. Łatwo przeoczyć mątwy, których kamuflaż pozwala im wtopić się w otoczenie. W nocy pojawiają się liczne kałamarnice zwabione światłami kelongów. Brak tu spektakularnych głębin czy pionowych ścian, ale zdarzają się spotkania z większymi gatunkami: rekinami bambusowymi i koralowymi, płaszczkami i ogończami czy żółwiami zielonymi i szylkretowymi.
Magia techniki high-key
Podwodny Bintan
Przejrzystość wód dookoła Bintanu bywa zmienna: od 5 do 15 metrów, ale nawet przy niższej widoczności światło penetruje do samego dna. Przy słonecznej pogodzie pod wodą jest jasno, a rafa mieni się pastelowymi kolorami. To idealne warunki do wypróbowania techniki fotograficznej high-key (tzw. fotografia „wysokiego klucza”).
Płytkie, ciepłe wody otaczające Bintan zazwyczaj pozwalają na długie relaksujące nurkowania, choć prądy potrafią zaskoczyć i nagle przybrać na sile. Woda o temperaturze 28-30°C stwarza komfortowe warunki przez całą porę suchą trwającą od kwietnia do października. Pod wodą zobaczymy mozaikę piaszczystych połaci, przeplatająSztuka morza
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
15
podróże
Ślimaki z rodzaju Costasiella, prawdopodobnie C. ocellifera
Mała rybka z rodziny lirowatych
Młody błazenek dzieli ukwiał z krewetką szklistą
16
Młody pławikonik tygrysi
W klasycznej podwodnej makrofotografii dominują kadry mocno skontrastowane, często z czarnym tłem uzyskanym za pomocą nakładek typu snoot. Fotografia high-key stanowi całkowitą odwrotność tego podejścia. W technice tej celowo prześwietla się kadr (zazwyczaj o jedną lub dwie działki), pozwalając, aby światło zdominowało scenę, a tło stało się niemal białe, mleczne lub delikatnie pastelowe. W podwodnej fotografii estetyka ta jest niezmiernie popularna w Japonii. Tamtejsi fotografowie niezwykle cenią sobie lekkość stylu oraz poetycki „akwarelowy” nastrój. Obraz nie ma krzyczeć ostrością, lecz budzić wrażenie sennego marzenia – technika ta nawet bywa czasem określana mianem yume-iro ( jap. „senne kolory”). Od strony sprzętowej kluczem do sukcesu jest praca na bardzo otwartej przysłonie. Zamiast klasycznego f/8 („i być tam”) czy częstego dla makro f/16 lub wyżej, wybieramy wartości rzędu f/2.8 do f/5.6. Lampy błyskowe skręcamy do minimum, tak aby delikatnie oświetlić nasz obiekt, a dla podświetlenia tła polegamy na świetle zastanym. Praca z otwartą przysłoną niesie ze sobą spore wyzwania: głębia ostrości jest grubości kartki papieru i mierzy ułamki milimetra. Wystarczy drobny ruch wody lub głębszy oddech czy drgnięcie ręki, by punkt ostrości uciekł z oka zwierzęcia. Jednak w tej trudności kryje się też pewne urokliwe „oszustwo”. W fotografii high-key techniczna doskonałość zdjęcia przestaje być priorytetem. Naszym celem nie jest już osiągnięcie „ostrości brzytwy” – staje
Babka Larsona Ośmiornica chroni się w porzuconej szklance
się nim miękkie rozmycie obiektu, a artystyczne tło bokeh ma nadać obrazowi senny nastrój. Ewentualne niedociągnięcia w ostrości zamieniają się w zamierzony zabieg artystyczny. W kadrach wysokiego klucza dobrze prezentują się stworzenia o przezroczystym lub jasnym ciele: szkliste krewetki symbiotyczne, jaskrawe błazenki pośród jasnych ukwiałów, kolorowe ślimaki nagoskrzelne, a także małe głowonogi na piaszczystym tle. Warto przełamywać utarte schematy i eksperymentować z nowymi technikami. I co najważniejsze – nie trzeba lecieć na drugi koniec świata, aby to zrobić. Fotografię high-key można ćwiczyć wszędzie tam, gdzie woda jest na tyle płytka, by wpuścić dużo naturalnego światła: na rajskich rafach Azji, ale też w płytkich, przejrzystych zatoczkach polskich jezior czy w płytszych partiach kamieniołomów.
Młoda mątwa szerokoramienna
Sezon nurkowy i warunki: Sezon trwa od kwietnia do października, w okresie monsunu południowo-zachodniego, kiedy morze pozostaje spokojne, a opady są niewielkie. Należy unikać miesięcy od listopada do marca, gdyż monsun północno-wschodni przynosi silny wiatr i falowanie. Temperatura wody wynosi 28-30°C, co pozwala na nurkowanie w cienkiej piance 3 mm lub wręcz w samej koszulce ochronnej.
Wskazówki sprzętowe: W fotografii makro w stylu high-key najlepiej sprawdza się aparat z obiektywem makro o ogniskowej 60 mm lub 90-105 mm. Do uchwycenia mniejszych okazów mogą przydać się dioptrie. Zamiast wąskiego strumienia światła ze snoota należy zastosować lampy błyskowe z dyfuzorami rozpraszającymi.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
INFORMACJE PRAKTYCZNE
Jak się tam dostać? Najwygodniejszy dojazd na Bintan prowadzi bezpośrednio z Singapuru. Z terminalu promowego Tanah Merah, położonego nieopodal lotniska Changi, kursują szybkie, komfortowe promy, a rejs na wyspę trwa zaledwie 50-60 minut. Po dopłynięciu na miejsce dalsza podróż na wschodnie lub południowe wybrzeże odbywa się lokalnym transferem samochodowym, po którym następuje krótki przepływ łodzią wprost na wybrany kelong.
17
PODRÓŻE
LEMBEH
Kraina ślimakami i krewetkami płynąca Tekst i zdjęcia Adam SOKÓLSKI
Za górami, za lasami, w dalekiej Indonezji, niedaleko Manado, znajduje się bajkowa kraina, o odwiedzeniu której marzą wszyscy fotografowie podwodnego makro. To Cieśnina Lembeh.
N
urkowałem w wielu miejscach, które potrafią przyspieszyć puls fotografa – na Filipinach, na Bali, w Malezji. A jednak do Lembeh droga jakoś zawsze się wydłużała. Najpierw świat zrobił sobie przerwę zwaną COVID-em, potem okazało się, że nie jest to kierunek, na który jedzie się spontanicznie, typu: „a może w przyszłym tygodniu?”, bo budżet miał w tej sprawie sporo do powiedzenia. Ale w końcu się udało! I po pierwszym pobycie mogę powiedzieć jedno: określenie „światowa stolica makro” wcale nie wydaje mi się przesadzone. Można oczywiście toczyć niekończące się dyskusje, czy Lembeh jest lepsze od Anilao, Dauin czy Semporny. Zrobić tabelkę, przyznawać punkty za liczbę znalezionych ślimaków na godzinę czy wielkość frogfishy, powołać komisję ekspertów... Tylko po co? Każde z tych miejsc jest świetne i ma swój charakter, a dla mnie
18
ciekawsze od pytania „które jest najlepsze?” jest to, co można znaleźć właśnie tutaj oraz jak dobrze działa baza nurkowa i podwodni przewodnicy.
Czarny piasek? Tak. Ale nie tylko Lembeh kojarzy się przede wszystkim z nurkowaniami typu muck – szukaniem stworów na pozornie pustym, pokrytym wulkanicznym piaskiem dnie. Miejsca te na pierwszy rzut oka nie wyglądają, jakby było tam coś, co warto fotografować, ale w rzeczywistości potrafią skrywać superciekawe stworzenia. I rzeczywiście, sporo nurkowań wygląda właśnie tak: puste piaszczyste dno, trochę kamieni i nic więcej. Okazuje się jednak, że Lembeh ma też zupełnie inne oblicze: naprawdę ładne rafy. Zdrowe korale, ciekawe formacje, kadry, które spokojnie mogłyby trafić do folderu reklamującego klasyczne tropikalne nurkowa-
Podróże
nie. Jechałem tam nastawiony na czarny piasek i dziwne stworzenia wyglądające, jakby ktoś je zaprojektował po niezłej imprezie – ale przekonałem się, że można tu równie dobrze zanurkować na rafie, jak i zrobić klasyczne zdjęcia makro na piasku. I chyba właśnie to zaskoczyło mnie najbardziej. Lembeh ma reputację światowej stolicy muck divingu, ale zamykanie go wyłącznie w tej kategorii byłoby trochę niesprawiedliwe.
Ponad 50 powodów, żeby wejść do wody W Cieśninie Lembeh jest ponad 50 miejsc nurkowych. Kiedy się tam przyjeżdża pierwszy raz, można przygotować bardzo długą listę życzeń. Z reguły są to: koniki morskie, ośmiornice, ghost pipefishe, frogfishe, krewetki i cała armia ślimaków o dziwnych nazwach. Czasem podróżuję z listą stworów, które chciałbym zobaczyć i sfotografować. Ponieważ był to mój pierwszy wyjazd do Lembeh, tym razem zdałem się zupełnie na wyczucie przewodników. Wiedzą dokładnie, co i gdzie można znaleźć, a także co aktualnie pojawia się w poszczególnych miejscach. Podczas mojego pobytu praktycznie każdy dzień przynosił coś nowego. Jednego dnia udawało się znaleźć stworzenia, na które czekałem od dawna, a następnego – przewodnik pokazywał coś, czego w ogóle się nie spodziewałem. I właśnie ta nieprzewidywalność podobała mi się najbardziej: Lembeh potrafi codziennie czymś zaskoczyć. Zgodnie z najlepszymi standardami baz nastawionych na fotografię makro, pod wodą mieliśmy bardzo dużo czasu na zdjęcia. Bez pośpiechu mogliśmy pracować nad kolejnymi kadrami, zmieniać ustawienia i próbować innego podejścia. Nurkowania były długie i spokojne, dokładnie takie, jakie najbardziej lubię. Jeśli znaleźliśmy interesujące zwierzę, mogliśmy zostać przy nim dłużej, zamiast po kilku minutach płynąć dalej zgodnie z wcześniej ustaloną trasą. Nie było presji na realizowanie konkretnego planu ani zaliczanie kolejnych punktów. Każdy mógł skupić się na tym, co akurat go interesowało, i poświęcić na to tyle czasu, ile potrzebował.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
19
podróże
Przy małych i ruchliwych zwierzętach taki komfort ma ogromne znaczenie. Można spokojnie obserwować, próbować kolejnych ujęć, zmieniać ustawienia aparatu i szukać innego sposobu na pokazanie tego samego obiektu. Bez nerwowego zerkania na zegarek i bez obawy, że trzeba będzie odejść od interesującego zwierzęcia tylko dlatego, że reszta grupy płynie dalej.
Cztery kadry, które zapamiętam najdłużej Podczas tego wyjazdu zrobiłem sporo zdjęć, które naprawdę lubię. Oto kilka z nich, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Denise pygmy seahorse. Na samym początku wyprawy zrobiłem zdjęcie, które do dziś lubię bardziej niż większość tego, co przywiozłem z Lembeh: mały konik morski siedzący na szczycie swojego koralowego domu, z otwartymi wszystkimi polipami. Otwarte polipy zwykle oznaczają, że wcześniej nic ani nikt nie zaburzył tej scenerii – i właśnie dlatego takie ujęcie daje więcej radości. Darek, jeden z uczestników wyjazdu, tak bardzo chciał mieć podobne ujęcie, że wracaliśmy w to samo miejsce jeszcze trzy razy. Za każdym razem byliśmy pierwsi – i za każdym razem polipy były zamknięte. Czasem fotografia makro to w równym stopniu umiejętności, co zwykłe szczęście Coconut octopus. Ośmiornica znana z chowania się w połówkach muszli albo skorupach kokosa. Mimo kilku tysięcy nurkowań, które mam na koncie, było to moje pierwsze spotkanie na żywo z tym stworzeniem. I szczerze mówiąc, obserwowanie ośmiornicy w akcji było znacznie ciekawsze, niż się spodziewałem. Przenosiła schronienia, znikała pod muszlą, domykała „domek” mackami. Wszystko to sprawiało, że trudno było oderwać od niej wzrok.
20
REKLAMA
WYJAZDY DLA FOTOGRAFÓW PODWODNYCH I NURKÓW
ON ROMBPIL NY FILI
ANILAO FILIPINY
Bargibanti pygmy seahorse. Znaleźliśmy cudowną scenę – dwa mikroskopijne koniki siedzące obok siebie na pięknym wachlarzu gorgonii. Zacząłem robić im zdjęcia, ale w pewnym momencie oderwałem oko od wizjera, żeby lekko poprawić ustawienie lamp błyskowych. Kiedy spojrzałem znowu, już ich nie było. A raczej: były, tylko ja ich nie widziałem. Bargibanti kamufluje się w swoim domu tak dobrze, że nawet mając stuprocentową pewność, gdzie dokładnie siedzi, można go stracić z oczu z odległości kilku centymetrów. Tozeuma shrimp. Krewetka o bardzo ostrym, kanciastym kształcie, która chętnie pozuje, siedząc na źdźbłach trawy morskiej albo patykowatych gąbkach. Było ich w Lembeh zaskakująco dużo. Kolorowe ciało i nietypowa sylwetka tej krewetki dają sporo możliwości fotograficznych, szczególnie gdy uda się znaleźć odpowiednie, kontrastowe tło. To jeden z tych małych bohaterów Lembeh, których początkowo można przeoczyć, a potem nagle okazuje się, że trudno oderwać od nich obiektyw.
SIPADAN MALEZJA
LEMBEH
BEN AM TUL BALI
INDONEZJA
BUNAKEN INDONEZJA
Czy wrócę? Zdecydowanie. Lembeh należy do tych miejsc, z których wyjeżdża się z poczuciem, że na pewno zostało jeszcze mnóstwo stworzeń do znalezienia i sfotografowania. A potem przegląda się zrobione zdjęcia i pojawiają się dodatkowo myśli: to źle skadrowałem, do tego mogłem podejść inaczej, a ten stwór za szybko uciekał, a to oko wydawało się ostre, ale niestety nie jest... I okazuje się, że nie ma innego wyjścia, jak tam wrócić
AMBON INDONEZJA
RAJA AMPAT INDONEZJA
www.bluephoto.com.pl info@bluephoto.com.pl PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
21
PODRÓŻE
NUSA PENIDA i BALI Tam, gdzie prowadzą marzenia Tekst i zdjęcia Barbara GLENC
Pojechaliśmy do Indonezji w jednym celu – spełnić marzenie o spotkaniu z Mola mola. Nie przypuszczaliśmy jednak, że będzie to dopiero początek podróży pełnej niezwykłych nurkowań, spontanicznych decyzji i magicznych miejsc.
P
o wylądowaniu w Denpasar, z lotniska pojechaliśmy od razu do portu i wsiedliśmy na speedboat, który zabrał nas na wyspę. Rejs trwał krótko, ale już wtedy było czuć, że coś się zmienia – im dalej od Bali, tym bardziej surowa i dzika stawała się woda i horyzont. Na Nusa Penida przypłynęliśmy bez niczego – bez noclegu, bez rezerwacji, bez planu. Wysiedliśmy w porcie i przez chwilę po prostu chodziliśmy po okolicy z całym sprzętem nurkowym, zastanawiając się, co dalej. Bardzo szybko znaleźliśmy nocleg, właściwie przypadkiem. Pierwsze miejsce, do którego weszliśmy, okazało się wystarczające i po krótkiej rozmowie zostaliśmy tam na kilka nocy. Rzuciliśmy sprzęt do pokoju i jeszcze tego samego dnia poszliśmy szukać bazy nurkowej. Było około południa. Weszliśmy do pierwszej bazy trochę bez oczekiwań, bardziej żeby zapytać,
22
co i jak. Atmosfera była jednak tak naturalna, a ludzie tak życzliwi, że od razu wiedzieliśmy, że nie będziemy już szukać dalej. Umówiliśmy dwa nurkowania na następny dzień – jedno na Mola mola, drugie na Manta Point. I to był cały plan. Reszta miała wydarzyć się sama. Pierwszy poranek z Mola mola. Budzik zadzwonił jeszcze przed piątą rano. Na wyspie panowała cisza, przerywana jedynie odgłosami skuterów i fal rozbijających się o brzeg. W bazie nurkowej wszyscy krzątali się w milczeniu. Składaliśmy sprzęt, sprawdzałam aparat, obudowę i butle, a w powietrzu było czuć ekscytację. Każdy miał ten sam cel – spotkać samogłowa oceanicznego. Jeszcze przed wschodem słońca odbiliśmy od brzegu. Łódź przecinała spokojną taflę morza, a nad horyzontem powoli pojawiały się pierwsze promienie światła. Nikt nie rozmawiał zbyt wiele. Każdy
Podróże
CIEKAWOSTKI O MOLA MOLA (samogłów oceaniczny) Mola mola to jedna z najbardziej niezwykłych ryb świata. Wielkość i waga: mogą osiągać nawet 3 metry długości i ważyć ponad 2 tony. Dieta: żywią się głównie meduzami, planktonem, małymi rybami i larwami. Długość życia: szacuje się, że żyją około 10-20 lat, choć dokładne dane są trudne do ustalenia. Rozmnażanie: samice są rekordzistkami w świecie kręgowców – mogą złożyć nawet do 300 milionów jaj jednorazowo. Ciąża: nie mają klasycznej ciąży jak ssaki – ikra jest zapładniana w wodzie, a rozwój odbywa się zewnętrznie. Młode: z milionów jaj przeżywa tylko niewielki procent. Ciekawostka: mimo ogromnych rozmiarów są zupełnie niegroźne dla człowieka i poruszają się bardzo spokojnie, jakby „dryfowały” w oceanie. Ich wygląd jest tak nietypowy, że trudno uwierzyć, że to wciąż ryba.
był skupiony na tym, co miało wydarzyć się za chwilę. Po kilkunastu minutach dopłynęliśmy do Crystal Bay. Krótka odprawa, sprawdzenie partnerskie i po chwili znikamy pod powierzchnią. Już po kilku metrach czuć było, że to nie jest typowe indonezyjskie nurkowanie. Temperatura wody spadła do zaledwie 18°C. Chłód natychmiast przedostał się pod piankę i przypomniał, że to właśnie zimne prądy przyciągają w to miejsce samogłowy oceaniczne. Prądy były umiarkowane – wystarczające, żeby czuć siłę oceanu, ale nie na tyle mocne, by utrudniały nurkowanie. Schodzimy na około 40 m głębokości i ustawiamy się przy ścianie. Czekamy. Na tej głębokości czas płynie inaczej. Każda sekunda wydaje się dłuższa, a wzrok nieustannie przeczesuje błę-
kit, próbując dostrzec choćby najmniejszy ruch. Nagle przewodnik energicznie wskazuje ręką przed siebie. Patrzę w kierunku, który pokazuje i najpierw widzę tylko niewyraźny cień, który z każdą chwilą staje się coraz większy i coraz wyraźniejszy.
Mola mola Nie pojawia się gwałtownie. Powoli wyłania się z błękitu, jakby od zawsze tam była, tylko wcześniej pozostawała niewidoczna. Ogromna, spokojna i majestatyczna płynie prosto w naszym kierunku. Instynktownie unoszę aparat, ale już wiem, że to nie będzie tylko kolejne zdjęcie.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
23
podróże
”
Widok dwóch samogłowów jednocześnie to coś absolutnie wyjątkowego. Tym razem nie fotografuję bez przerwy. Częściej po prostu patrzę.
24
Podróże
To będzie spotkanie, na które czekałam od lat. Przepływa zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od obudowy aparatu. Nie ucieka. Krąży obok nas przez kilka minut, obracając się powoli i pokazując swój niezwykły profil. Mam wrażenie, jakby świadomie pozowała do zdjęć. W tej chwili przestaję myśleć o głębokości, czasie dennym czy ustawieniach aparatu. Czuję tylko przeszywające całe ciało ciarki i ogromne niedowierzanie. Naprawdę się udało. Pierwsze nurkowanie. Pierwsza próba. A nasze największe marzenie właśnie spełnia się na naszych oczach. Przez lata oglądałam zdjęcia i filmy przedstawiające Mola mola jako spokojną, niemal powolną rybę. Tym większym zaskoczeniem było to, co wydarzyło się chwilę później. Jedno mocniejsze uderzenie płetwy i nagle ten pozornie ociężały olbrzym wystrzelił w błękit z prędkością, której kompletnie się nie spodziewałam. Po kilku sekundach po rybie nie było śladu. Jeszcze długo patrzyłam w miejsce, w którym zniknął… Kiedy wynurzyliśmy się na powierzchnię, wszyscy mieliśmy uśmiechy od ucha do ucha. Emocje były tak duże, że decyzja mogła być tylko jedna. Jutro wracamy.
Spokojnie krążą w toni, podpływając do stacji czyszczenia, gdzie małe ryby usuwają pasożyty z ich skóry. Widok dwóch samogłowów jednocześnie to coś absolutnie wyjątkowego. Tym razem nie fotografuję bez przerwy. Częściej po prostu patrzę. To jeden z tych momentów, które chce się zapamiętać, a nie tylko nagrać. Po kilku minutach ryby powoli odpływają w błękit, a my rozpoczynamy wynurzanie. Na około 15 metrach dzieje się coś niesamowitego – jedna z Mola mola odłącza się od ściany i podpływa bardzo blisko naszej grupy. Zatrzymuje się na chwilę, jakby nas obserwowała, po czym spokojnie obraca się i znika w głębinie. Na powierzchni długo nikt się nie odzywa. Każdy przeżywa to po swojemu. Drugie nurkowanie tego dnia przeniosło nas do Manta Point, jednego z najbardziej znanych miejsc na Nusa Penidzie. Woda była bardziej otwarta, prądy silniejsze, a atmosfera zupełnie inna niż w Crystal Bay. Nie trzeba było długo czekać. Najpierw pojawiła się jedna manta, potem kolejna. Z gracją krążyły nad stacją czyszczenia, wykonując powolne, hipnotyzujące ruchy. Patrzenie na nie to czysta magia – ogromne zwierzęta poruszające się z niesamowitą lekkością.
Drugi dzień – Mola mola i Manta Point
Nusa Penida – wyspa z powierzchni
Po emocjach poprzedniego dnia wróciliśmy do Crystal Bay z nadzieją, że ocean jeszcze raz nas zaskoczy. Następnego ranka znów budzik zadzwonił przed piątą. W bazie szybkie przygotowania, kawa i sprawdzenie sprzętu. Nikt nie mówił tego głośno, ale każdy liczył na powtórkę spotkania z Mola mola. Po raz kolejny schodzimy na około 40 metrów i czekamy przy ścianie. I nagle są. Najpierw jedna, potem druga Mola mola.
Na Nusa Penida spędziliśmy tylko trzy noce, ale to wystarczyło, żeby zobaczyć zupełnie inny rytm życia niż na Bali. To nie jest wyspa resortów „do leżenia”. Wszystko jest bardziej surowe, bardziej prawdziwe i dużo mniej wygładzone. Najlepszym sposobem poruszania się był skuter i od pierwszego dnia stał się naszym głównym środkiem transportu. Drogi są wąskie, kręte, często kamienne. Miejscami asfalt znika i pojawia się kurz oraz nierówności, które wymuszają pełną
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
25
podróże
glądała zupełnie inaczej. Mogliśmy jechać, gdzie chcieliśmy i nurkować we własnym tempie. Naszą bazą było Amed – spokojna nadmorska miejscowość, gdzie życie płynie dużo wolniej. Każdego ranka ruszaliśmy stąd na kolejne nurkowania i szybko okazało się, że to zupełnie inny klimat niż Nusa Penida.
Tulamben – wrak, który ożył Jednym z pierwszych przystanków był legendarny USAT Liberty w Tulamben. To jeden z niewielu wraków na świecie, do którego można po prostu dopłynąć z plaży. Statek został storpedowany podczas II wojny światowej, a po erupcji wulkanu Agung w 1963 roku osunął się do morza, gdzie leży do dziś na głębokości od kilku do około 30 metrów. Największe wrażenie robi jednak nie sama historia, tylko to, jak natura go przejęła. Cała konstrukcja porosła koralowcami i stała się domem dla niezliczonych gatunków ryb. Ławice lucjanów, barakudy, mureny, skrzydlice i papugoryby sprawiają, że trudno uwierzyć, że to kiedyś był zwykły statek.
Boga Wreck – wrak, który dostał drugie życie
uwagę na każdym zakręcie. Jazda tutaj mie ma nic wspólnego z komfortem – to doświadczenie samo w sobie, bo co chwilę zza zakrętu pojawiają się widoki, które dosłownie zatrzymują myśl na sekundę. Wzgórza, zielone klify, ocean poniżej i nagłe spadki terenu, które przypominają, że jesteś na wyspie, która nie została jeszcze w pełni „ułożona pod turystów”. Każdy przejazd wyglądał trochę inaczej, bo droga sama w sobie była atrakcją. Jednym z miejsc, które zrobiło na nas największe wrażenie, była Kelingking Beach. To jedno z najbardziej znanych miejsc na Nusa Penida i w całej Indonezji. Klif, który z góry przypomina kształt dino-
26
zaura, opada stromo w dół do małej, turkusowej zatoki. Widok z góry jest nierealny, bo kontrast między pionową ścianą skały, a kolorem wody jest tak mocny, że trudno uwierzyć, że to nie jest zdjęcie z drona albo wizualizacja. Samo stanie na krawędzi klifu daje poczucie skali tej wyspy i oceanu, który ją otacza. Przez te trzy dni Nusa Penida była dla nas miejscem przejściowym, ale jednocześnie bardzo intensywnym.
Amed – nowe oblicze Bali Po trzech intensywnych dniach na Nusa Penidzie wróciliśmy na Bali i wynajęliśmy samochód. Od tego momentu podróż wy-
Kilka kilometrów na północ od Tulamben, w niewielkiej miejscowości Kubu, znajduje się Boga Wreck – wrak zupełnie inny od słynnego Liberty. Nie ma za sobą wojennej historii ani dramatycznego zatonięcia. Został celowo zatopiony w 2012 roku, aby stworzyć sztuczną rafę i nowe miejsce dla podwodnego życia. Do wraku docieramy z brzegu, idąc po czarnym, wulkanicznym piasku. Początkowo wokół nas jest tylko błękit, aż nagle przed oczami pojawia się ciemna sylwetka statku. Wrak zachował sporą część swojej konstrukcji, dzięki czemu można opłynąć kadłub i zaglądać w jego kolejne zakamarki. Temperatura wody wynosi około 27–30°C, ale nurkowanie może być wymagające ze względu na prądy, które potrafią być silne. Wrak zaczyna się na około 18 m, a jego najgłębsze partie sięgają około 40 m, dlatego jest to miejsce przede wszystkim dla doświadczonych nurków. Dziś Boga jest już mocno porośnięty. Między stalowymi elementami pojawiają się miękkie koralowce, gąbki i wachlarze,
Podróże
a wokół konstrukcji krążą ławice ryb. Można tu spotkać żółwie, a czasami w pobliżu pojawiają się również rekiny rafowe i płaszczki. Szczególnie ciekawie obserwuje się, jak sztucznie stworzona konstrukcja z czasem przestaje wyglądać na zatopiony statek, a zaczyna przypominać naturalną część rafy. Ocean nie potrzebował wielu lat, żeby nadać mu nowe życie. Boga jest więc czymś więcej niż kolejnym wrakiem – to miejsce, w którym można zobaczyć, jak konstrukcja stworzona przez człowieka powoli staje się domem dla mieszkańców oceanu.
Królestwo makrofotografii Amed i Tulamben to prawdziwy raj dla fanów makro. Tutaj nurkuje się zupełnie inaczej. Bez pośpiechu, bez gonienia za dużymi zwie-
rzętami. Zamiast tego – powolne przesuwanie się nad czarnym, wulkanicznym piaskiem i cierpliwe wypatrywanie najmniejszych mieszkańców rafy. Ogromną rolę grają lokalni przewodnicy. Ich wprawne oko potrafi wypatrzyć stworzenia, które dla większości nurków są kompletnie niewidoczne. Kolorowe ślimaki nagoskrzelne, koniki morskie, ghost pipefish udające kawałki roślin, żabnice czy maleńkie krewetki – każde nurkowanie przypominało fotograficzne safari.
Menjangan i Pemuteran – spokojniejsze oblicze Bali Ostatnie dni naszej podróży spędziliśmy w północno-zachodniej części Bali, w okolicach Pemuteran i wyspy Menjangan. Już po przyjeździe było czuć, że to zupełnie inny świat. Mniej tury-
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
27
podróże
stów, a zatem mniej hałasu i znacznie spokojniejsze tempo życia. Zauważyliśmy również wyraźną zmianę kulturową – charakterystycznych balijskich świątyń było znacznie mniej, a coraz częściej mijaliśmy meczety i słyszeliśmy nawoływania do modlitwy. Ta część wyspy ma zupełnie inny klimat niż okolice Amed czy Ubud. To właśnie tutaj postanowiliśmy zakończyć naszą balijską przygodę. Pierwsze nurkowanie zrobiliśmy z brzegu, w jednej z bardziej popularnych miejscówek niedaleko portu. Polecano nam to miejsce jako obowiązkowy punkt podczas pobytu w tej części Bali, dlatego mieliśmy spore oczekiwania. Niestety okazało się ono największym rozczarowaniem całego wyjazdu. Pod wodą zamiast kolorowych raf i bogatego życia morskiego zobaczyliśmy głównie zmęczone, miejscami martwe koralowce, sporo mułu, ograniczoną widoczność oraz śmieci zalegające na dnie. Ryby pojawiały się sporadycznie, było ich niewiele, a większość doskonale wtapiała się w szare otoczenie. Całość sprawiała wrażenie miejsca mocno nadwyrężonego przez działalność człowieka i bliskość portu. Już po kilku minutach złapałam się na tym, że zamiast z ciekawością rozglądać się dookoła, zaczęłam odliczać czas do wynurzenia. Takie nurkowania też się zdarzają i warto o nich mówić, bo ocean nie zawsze pokazuje swoje najpiękniejsze oblicze. Na szczęście nawet tego dnia ocean potrafił nas zaskoczyć. Przewodnik pokazał nam maleńkiego konika morskiego. Spodziewałam się zobaczyć go wśród koralowców lub morskich roślin, tymczasem jego domem okazała się… plastikowa rurka leżąca na dnie. Wokół zalegały śmieci, a ten niewielki konik próbował przystosować się do świata stworzonego przez człowieka. To był jeden z najbardziej poruszających obrazów całej wyprawy. Z jednej strony cieszyło mnie, że natura potrafi walczyć o prze-
28
trwanie nawet w tak trudnych warunkach. Z drugiej trudno było ukryć smutek i złość, że to właśnie człowiek doprowadził do takiego stanu. Na szczęście w okolicach Pemuteran od lat prowadzone są projekty odbudowy raf koralowych i z roku na rok coraz większe fragmenty dna odzyskują życie. To daje nadzieję, że natura, jeśli tylko dostanie szansę, potrafi się odrodzić. Następnego dnia popłynęliśmy łodzią na wyspę Menjangan, położoną na terenie Parku Narodowego Bali Barat. Już po kilku minutach pod wodą wiedzieliśmy, że trafiliśmy do zupełnie innego świata. Rafa wokół Menjangan różni się od tej, którą poznaliśmy wcześniej w okolicach Tulamben i Amed. Zamiast czarnych, wulkanicznych stoków i miejsc idealnych do fotografii makro pojawiły się imponujące, pionowe ściany, porośnięte miękkimi koralowcami, ogromnymi gorgoniami, kolorowymi gąbkami i wachlarzami koralowymi. Wszystko było bardziej przestrzenne, jaśniejsze i niezwykle kolorowe. Doskonała widoczność pozwalała podziwiać całe ściany pokryte życiem. Ławice ryb, żółwie, mureny i dziesiątki innych gatunków tworzyły jeden z najpiękniejszych podwodnych krajobrazów, jakie widzieliśmy podczas całej wyprawy. Tutaj nie szukałam już pojedynczych ślimaków ani koników morskich. Wystarczyło płynąć wzdłuż ściany, chłonąć kolory, ogrom przestrzeni i cieszyć się spokojem tego miejsca. To było idealne zakończenie naszej podróży. Po emocjach związanych z Mola mola, godzinach spędzonych na fotografowaniu makro w Tulamben i setkach kilometrów przejechanych po Bali mogliśmy po prostu zanurzyć się w ciszy oceanu i jeszcze raz zachwycić jego pięknem. Bo właśnie takie jest Bali. Potrafi zachwycić, zaskoczyć, wzruszyć, a czasem także rozczarować. I może właśnie dlatego chce się tam wracać.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
29
PODRÓŻE
Bałem się wrócić! Tekst i zdjęcia Przemysław ZYBER
Ostatni raz odwiedziłem Morze Czerwone w 2024 roku i byłem przekonany, że to moja pożegnalna podróż w te rejony. Chyba już każdy słyszał o zjawisku bielenia raf, które tamtego roku zebrało katastrofalne żniwo.
P
onieważ życie morskie, a w szczególności rafy koralowe, są niezwykle bliskie mojemu sercu, widok bezkresnych, białych cmentarzysk – tam, gdzie wcześniej dominowała eksplozja barw – głęboko mnie zniechęcił. Po dwóch latach postanowiłem jednak wrócić, aby na własne oczy przekonać się, czy Morze Czerwone zostało już bezpowrotnie spisane na straty.
Strach i wspomnienia z południa Nie ukrywam, że się bałem. Ostatnim razem żegnałem Egipt ze łzami w oczach. Brałem wtedy udział w safari południowym,
30
a podwodny krajobraz w niczym nie przypominał widoków, które tak dobrze znałem z poprzednich wypraw. Miejsca dawniej tętniące życiem wyglądały jak po wybuchu bomby atomowej. Martwa struktura przypominała szczyty alpejskich gór pokrytych śniegiem – gdziekolwiek okiem sięgnąć, dominował tylko jeden, przerażający kolor: biały. Wiedziałem, że na północy korale trzymają się jeszcze stosunkowo dobrze, podczas gdy południe przegrało walkę o przetrwanie.
Kierunek: Północ Aby uniknąć ponownego rozczarowania i bólu serca, tym razem wybrałem trasę północną – wrakową. Dookoła uśpionych, stalowych gigantów rafa od zawsze tętniła życiem, a piękno tamtejszych koralowców potrafiło zwalić z nóg. Pełen obaw, ale i tlącej się nadziei, ruszyłem sprawdzić sytuację. Pragnąłem wierzyć, że zobaczę jeszcze te podwodne metropolie w ich pełnej krasie.
I wiecie co? Nie zawiodłem się! Już podczas pierwszego nurkowania w lagunie w pobliżu Dolphin House niedaleko Hurghady przywitała mnie tęcza barw oraz tysiące ryb. Na skarpie rozciągającej się po horyzont dumnie prężyły się twarde koralowce, pnąc się ku słońcu. W ich zakamarkach chroniły się różnobarwne stworzenia. Czerwone antiasy tańczyły w rytm fal, a stada lucjanów kontrastowały jaskrawym, żółtym ko-
Podróże
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
31
podróże
32
REKLAMA
lorem z głębokim błękitem morza. Jakby tego było mało, przez moment towarzyszyły nam delfiny. Wyłoniły się nagle z toni i płynęły wprost na nas niczym orszak powitalny. Przebijające się przez taflę słońce tworzyło pod wodą świetlne lasery, dodając magii całemu widowisku.
Kamień z serca Kiedy wskakiwałem do wody, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Zastanawiałem się, czy postępujące bielenie ostatecznie odbierze mi miłość do Egiptu, czy wręcz przeciwnie – znowu ujrzę tętniące życiem głębiny. Już po kilku minutach wiedziałem, że to safari będzie wyjątkowe. Niepokój natychmiast ustąpił miejsca zachwytowi. Z każdym kolejnym nurkowaniem ten zachwyt tylko przybierał na sile. Byłem w tych miejscach wielokrotnie, ale nigdy wcześniej rafa nie prezentowała się tak dobrze. Oczywiście oceniam to przez pryzmat ostatnich dziewięciu lat mojej nurkowej działalności. Pewnie osoby z dłuższym stażem powiedzą, że dwadzieścia lat temu było jeszcze piękniej. Jednak za mojej kadencji te rafy nigdy nie były w tak doskonałej kondycji. W żadnym z odwiedzonych miejsc nie dostrzegłem śladów bielenia. Natura zachwycała pełną różnorodnością form i gatunków.
Nadzieja dla podwodnego świata Rafa się odradza, a zwierząt przybywa. Czyżby najgorsze było już za nami? Od przewodników usłyszałem wspaniałe wieści: nawet na południu, gdzie ekosystem wydawał się doszczętnie zniszczony, powoli wracają kolory i życie. Ta ewidentna poprawa niezmiernie mnie cieszy i sprawia, że już wkrótce z całą pewnością zaplanuję kolejną wyprawę na południowe safari. Na nowo pokochałem nurkowanie w Morzu Czerwonym i już teraz planuję powrót do Egiptu w przyszłym roku.
Dlaczego warto? To kierunek stosunkowo bliski, przystępny cenowo, a przede wszystkim niezwykle kolorowy i różnorodny. Ciepła woda i gwarancja pogody zapewniają niezapomniane przeżycia. Co ważne, to miejsce idealne dla nurków na każdym etapie zaawansowania. Fotografowie mogą tu szlifować swoje umiejętności w szerokim kącie, a pasjonaci makro i detali z pewnością nie będą się nudzić. Penetratorzy zatopionych statków pokochają trasę wrakową, z kolei wielbiciele podwodnych jaskiń i widowiskowych korytarzy idealnie odnajdą się na południu.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
33
PODRÓŻE
GRUZJA
Batumi, góry Kaukaz i Chinkali Tekst Beata PYTEL
Zdjęcia Traveliada.pl
Od dziecka wybrzmiewała mi w głowie piosenka Filipinek „Batumi, ech, Batumi” – Gruzja, która wzbudzała pozytywne emocje po opowieściach z pobytu „starszego pokolenia”, oczarowanego rajskim klimatem...
N
o i ziściło się, samolot i kierunek Kutaisi, a potem nocny przejazd w komfortowych warunkach do położonego przy przepięknej promenadzie z palmami (rodem z hiszpańskiej Costa Brava) – Batumi. Batumi potrafi zrobić wrażenie, choć plaża wąska i z ogromnymi kamieniami wielkości „malucha” wymaga dobrej koordynacji ruchowej i butów do wody jak w Chorwacji. Temperatura wody w czerwcu dość rześka i daleko jej do lazuru jakiego byśmy oczekiwali... Lądujące w Batumi samoloty dosłownie kołami witają Morze Czarne i wprowadzają adrenalinę u pasażerów, a turyści stojący nad brzegiem robią nieziemskie zdjęcia fruwających metalowych maszyn. Batumi na pierwszy rzut oka wygląda jak dostojny New York czy magiczna kolumbijska Cartagena – niejedno miasto na świecie może się pochwalić tyloma drapaczami chmur, taką architekturą jaką widzimy w wybudowanych i budowanych co chwila drapaczach – architekci się prześcigają w pomysłach, a Arabia Saudyjska, która wykupiła nad samym morzem ogromne hektary ziemi buduje drugi Dubaj. Batumi – to mieszanka nowoczesności, ale głównie urzeka zwłaszcza w części starej, pośród przepięknych cerkwi, kościołów czy meczetów oraz pomników odwiedzamy nadmorski Bulwar czy ruchomą rzeźbę Alego i Nino. Te widoki sprawiają, że uśmiecha-
34
my się sami do siebie mrużąc oczy jak we śnie. Kolejna fantastyczna „rzecz” – na szczycie kultowej Wieży Alfabetu – Atmosphere – znajduje się wyjątkowa, obrotowa restauracja (polecam na genialne oświadczyny z zaskoczenia), oferująca zapierający dech w piersiach panoramiczny widok (360°) na Morze Czarne i drapacze chmur, w których nie tlą się światła magią barw ( jak na Manhattanie), w których brak życia... Gruzja nie może się obejść bez prawdziwego off-roadu po Kaukazie, gdzie na wysokości 2400 m n.p.m. w czerwcu mamy jeszcze jęzory lodowcowe, przez które musimy się przebić samochodami, które wiozą nas śmiało umilając czas muzyką gruzińską, tlącą się z radia kierowcy. Jeziora krystaliczne, wyłaniające się niespodzianie na łąkach
Podróże
między pagórkami, w setkach odmian kwiatów robią wrażenie – to tu można zanurkować i tu warto zanurkować, trzeba tylko mieć organizatora, który dowiezie sprzęt na miejsce i organizacyjnie ogarnie zejście do wody (są takie biura, na dodatek prowadzone przez Polaków). Postoje w czasie drogi są super, bo mamy przez to bezpośredni kontakt z owcami, psami pasterskimi i Gruzinami z Kaukazu (którzy od razu chcą nas ugościć – przynoszą mocną czaczę (potrafi mieć nawet 82% alk.), sery kozie, dobre gruzińskie zimne piwko – dają poczucie jakbyśmy byli oderwani od rzeczywistości, jakby to był piękny sen, który nie chcemy by się kończył… Zapach kwiatów, łyk wody z górskiej rzeczki, chwila odpoczynku i szybkiego snu na ławce w przestrzeni Kaukaz – Ja, czy spędzenie we dwoje czasu przy ogromnej huśtawce z widokiem na Piękny Świat przez wielkie P jest nie do opisania. To trzeba poczuć samemu, dla takich chwil warto żyć... Jeśli chodzi o nurkowanie w Morzu Czarnym w rejonie Batumi, znaleźliśmy jedno centrum nurkowe (monopolista), z którym komunikacja była bardzo ciężka. Na wiadomości odpisywali z kilkudniowym opóźnieniem, a jak nam się już wydawało, że ustaliliśmy termin, przestali się odzywać i dopiero popołudniu przed zaplanowanym dniem odezwali się, że możemy w następnym dniu nurkować. Niestety na kolejny dzień mieliśmy już inne plany. No i ceny nie zachęcają, za dzień nurkowy (2 nurkowania) trzeba zapłacić około 400-600,00 PLN (w zależności, które miejsce nurkowe wybierzesz). Gruzja to wciąż biedna wieś, gdzie czasami jedyną atrakcją są turyści, którzy zapraszani są jak bracia na wypicie wspólnego kielicha czaczy, bo czacza rządzi Gruzją,
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
35
podróże
a Gruzini czaczą. Był takim moment w życiu Gruzinów, gdzie rodzina otrzymała na gospodarstwo rolne 1 krowę, kawałek ziemi, by się utrzymać, a krowa to mleko, masło, śmietana, a ziemia to ziemniaki, warzywa, owoce i „jakoś się żyje”, bo życie w Gruzji nie należy do najłatwiejszych ze względu na to, że nic do narodu gruzińskiego tak naprawdę nie należy. Rosja, Turcja, Kazachstan, Azerbejdżan przejęły kluczowe gospodarki Gruzji, np. tamy na rzekach i związany z tym prąd ma, jak to się ładnie mówi, „partner strategiczny” – Turcja. Gruzja za rządów Saakaszwiliego straciła przez sprzeniewierzenie środków budżetowych swój przepiękny kraj, którym teraz „władają” inne narody. W wiejskim sklepie po drodze z off-roadu, gdzie wykupiliśmy połowę towaru i sprzedający miał utarg dniowy jak utarg roczny, liczy się wciąż liczydłem, jak kiedyś w pierwszej klasie podstawówki w latach 80-tych w Polsce, cena każdego towaru to „loteria”, jednemu się liczy 1 lari (GEL), a drugiemu 2 lari za tego samego loda czy ciastko. W sklepie spożywczym od razu nam podgrzewają chaczapuri z serem, kupujemy przepyszne sery, bo Gruzja słynie z produkcji serów, około 250 tradycyjnych gatunków robionych z mleka krowiego, owczego, koziego lub bawolego. Jedzenie w Gruzji jest przepyszne, świeże i głównie oparte na wyrazistych smakach, świeżych ziołach, orzechach i mięsie. Wiele potraw mącznych współgra z przepysznymi serami w różnej
REKLAMA
36
postaci. Warto jest spróbować kuchni gruzińskiej, w Batumi znajdziemy ogrom restauracji serwujących: chaczapuri adżarskie; chinkali; badridżani: smażone paski bakłażana zwijane z pastą z orzechów włoskich, czosnku i świeżej kolendry oraz ostri: pikantny gulasz wołowy z pomidorami, czosnkiem i ziołami. Nie zlekceważcie też charcho: sycąca, gęsta zupa mięsna z ryżem, pomidorami i dużą ilością przypraw. No i koniecznie spróbujcie wina (raczej będą to nuty słodkie lub półsłodkie), ciężko tu o wytrawne wino no może za wyjątkiem „Mukuzani”. Często w nazwie będzie zapis: dry wine i wcale nie musi on obrazować wina wytrawnego, raczej nastawmy się na wina lekkie o kwiatowo-owocowym smaku. Degustacje win i czaczy w Gruzji to tak zwany MUST HAVE. Do Gruzji wrócę, bo urzeka, rozkochuje i pokazuje jak niewiele człowiekowi jest potrzebne do szczęścia, by pędzić życie w spokoju i harmonii, bez pośpiechu, bez bata nad samym sobą. „Podobno, gdy Bóg dzielił ziemie między narody, Gruzini się spóźnili – akurat wznosili toasty na Jego cześć. Gdy w końcu się stawili, Bóg dał im ten kawałek lądu, który zachował dla siebie.” Tak przynajmniej o tym opowiadają w swoim folklorze. Jeśli gdzieś czuć ten rajski klimat, to zwłaszcza w Batumi – uwielbianym przez turystów kurorcie na wybrzeżu Morza Czarnego, do którego zapraszam z całego serca.
Każdy dopracowany detal tworzy idealną całość.
CUT THROUGH THE DARKNESS PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
37
PODRÓŻE
DOS OJOS Tekst i zdjęcia Tomasz KULCZYŃSKI
Jak wiecie z poprzedniego artykułu, pisałem, że każda z cenot jest na tyle bajeczna, że poświęcę jej osobny artykuł… No to zaczynamy od samiutkiej wisienki na torcie, czyli Dos Ojos.
S
ądzę, że jest to na pewno jedna z najpopularniejszych cenot, między innymi ze względu na to, że pojechaliśmy tam już pierwszego dnia! Biorąc pod uwagę wszystkie cenoty, dojazd do Dos Ojos jest najbardziej dostępny. Stajemy przy bramie wjazdowej z wielkim, kolorowym napisem, na miejscu mamy recepcję, sklepy, murowane schody prowadzące do wejścia. Widać po prostu, że mnóstwo się tam dzieje. Oczywiście było to najbardziej zatłoczone miejsce, w jakim byliśmy. Nie ma co jednak przesadzać – cały czas jest to lekkie zatłoczenie, szczególnie jeśli porównamy je z Honoratką w weekend Zacznijmy od tego, kto może zanurkować w cenocie. Oficjalnie potrzebujemy kwalifikacji na poziomie AOWD. Weźcie pod uwagę, że tych cenot jest od wyboru do koloru. Są takie
38
dla AOWD, ale jest też mnóstwo takich, które są przeznaczone wyłącznie dla nurków jaskiniowych. Największym problemem jest to, że nurkujemy w całym systemie i z naszej linii możemy przypadkowo odbić w stronę części jaskiniowej! Na szczęście przed każdym takim odbiciem znajduje się specjalna tabliczka informująca nas o tym, że wpływamy w zaawansowaną część jaskini. Fotkę tej tabliczki zostawię sobie na potem, bo jest z nią związana cała historia. Jak to zatem jest rozwiązane, że chodzimy do cenoty i nie musimy mieć uprawnień jaskiniowych? Z opisu przewodnika wygląda to tak, że jeżeli w jakimkolwiek miejscu coś by się komuś stało, wtedy mamy bezpośredni dostęp do wyjścia, ale nie jest to wejście. Jest to po prostu otwarta przestrzeń pomiędzy
lustrem wody a sufitem jaskini albo po prostu dziura w ziemi w dżungli Temat jest troszeczkę zagmatwany, ale generalizując: AOWD wystarczy, by nurkować i tutaj musimy mieć certyfikowanego przewodnika! Przejdźmy więc do crème de la crème: Dos Ojos (oficjalnie po hiszpańsku: Sistema Dos Ojos, dosłownie „System Dwojga Oczu”), to część zalanego systemu jaskiń położonego na północ od Tulum, na kara-
ibskim wybrzeżu półwyspu Jukatan, w stanie Quintana Roo w Meksyku. Czyli – Riviera Maya! Eksploracja Dos Ojos rozpoczęła się w 1987 roku i trwa do dziś. Zbadana długość systemu jaskiń wynosi około 82 km, a znanych jest 28 wejść w formie zapadlisk, lokalnie nazywanych cenotami. W styczniu 2018 roku odkryto połączenie między Sistema Dos Ojos a Si-
stema Sac Actun. W wyniku tego odkrycia mniejszy system Dos Ojos stał się częścią Sac Actun, czyniąc Sistema Sac Actun najdłuższym znanym podwodnym systemem jaskiń na świecie. Dodam tylko, że parę ekip próbowało znaleźć to połączenie i nasz rodak Krzysztof Starnawski bardzo aktywnie go poszukiwał… Niestety koniec końców znalazł je kto inny. Dos Ojos znajduje się na północ od pozostałej części systemu Sac Actun. Jako odrębny system Dos Ojos od końca lat 80-tych pozostawał wśród dziesięciu, a okresowo nawet trzech, najdłuższych podwodnych systemów jaskiń na świecie. Dos Ojos zawiera najgłębszy znany korytarz jaskiniowy w Quintana Roo, znajdujący się w miejscu zwanym „The Pit”. Ma on 119,1 m głębokości i został odkryty w 1996 roku przez nurków jaskiniowych, którzy dotarli do niego z głównego wejścia oddalonego o około 1500 m. Do głębokich partii jaskini należą między innymi Wakulla Room, Beyond Main Base (BMB) passage, Jill's Room oraz The Next Generation passage. W sierpniu 2012 roku Dos Ojos zostało połączone z Sistema Sac Actun poprzez suchy korytarz. W marcu 2014 roku całkowita długość połączonego systemu wynosiła 319,05 km. Dos Ojos jest jaskinią anchialinową, czyli systemem jaskiń wodnych mających
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
39
podróże
połączenie z wodą morską oraz podlegających wpływom pływów. Punkty, w których wody tego systemu wypływają do wybrzeża, nie zostały jeszcze zbadane przez ludzi aż do samego oceanu. Badania z użyciem barwników wykazały jednak, że duże ilości wód gruntowych przepływają w kierunku Caleta Xel-Ha, pobliskiej laguny przybrzeżnej. Nazwa Dos Ojos oznacza „Dwoje Oczu” i odnosi się do dwóch sąsiadujących ze sobą cenot, które łączą się w ogromną, wspólną komorę. Z powierzchni przypominają one dwa wielkie oczy prowadzące do podziemnego świata. To właśnie przez te cenoty rozpoczęto pierwsze eksploracje nurkowe całego systemu. Podwodny system jaskiń Dos Ojos został pokazany w filmie IMAX „Journey Into Amazing Caves” z 2002 roku, a także w serialu BBC/Discovery Channel „Planet Earth” z 2006 roku. Część scen hollywoodzkiego filmu „The Cave” z 2005 roku również nakręcono w systemie jaskiń Dos Ojos. Temperatura wody przez cały rok wynosi około 25°C, a maksymalna głębokość w pobliżu cenot Dos Ojos to około 10 metrów. Woda jest wyjątkowo przejrzysta, ponieważ deszczówka jest filtrowana przez wapienne podłoże, a w tym regionie występuje bardzo mało gleby ze względu na wysoką czystość wapienia. Z reguły dzień nurkowy z cenotami wygląda tak, że robimy jedno nurkowanie, potem pakujemy się i jedziemy na dru-
40
REKLAMA
G A L A PA G O S 26.11–12.12.2026 NURKOWA WYPRAWA ŻYCIA
gie. Nie są one aż tak wielkie, żeby warto było robić dwa nurkowania w jednym miejscu. Dos Ojos jest inne. Jest bardzo fajna infrastruktura, można coś zjeść, odpocząć i przede wszystkim – tutaj mamy miejsce na dwie linie. Bat Cave – jak sama nazwa wskazuje, mamy tutaj trasę, na której w połowie znajduje się jaskinia pełna nietoperzy!!! Normalnie wynurzamy się w otwartej jaskini, do której wpada ostry słup światła przez otwór o średnicy około 2 metrów. Na całym stropie wisi natomiast stado śpiących nietoperzy!!! Jaskinia jest bardzo specyficzna – dla niektórych super, inni szybko chcą płynąć dalej. Co mi przyszło do głowy, to coś kompletnie odbiegającego od nurkowania. Skoro w środku dżungli znajduje się taka nieduża dziura, to każdy nieświadomy tego niebezpieczeństwa może w nią wpaść, a uwierzcie mi, nie byłoby szans, żeby o własnych siłach stamtąd wyjść… Majowie wykorzystywali ten stan rzeczy, ale to również zostawię na później. Oprócz jaskini mamy tutaj przepiękne formacje skalne i grę światła nie z tej ziemi. Miejsca jest dość sporo i wystarczy po prostu podziwiać! Myślę, że zdjęcia najlepiej przekażą to, co tam się dzieje, gdyż są to przeżycia wręcz nie do opisania! Barbie Line – to trasa o długości 500 m i pierwsza z dwóch tras w Dos Ojos. Obie trasy rozpoczynają się i kończą w tej samej cenocie – Pierwszym Oku (East Eye). Trasa prowadzi nurków wzdłuż West Eye (Zachodniego Oka), gdzie można podziwiać tańczące promienie światła, skamieniałości oraz niezwykłe formacje skalne. W połowie trasy znajduje się charakterystyczny punkt z przymocowaną figurką Barbie i krokodyla, który stanowi jeden z ciekawszych elementów nurkowania. To właśnie od tej figurki powstała sama nazwa trasy. Mam nadzieję, że po dzisiejszym artykule będziecie już wiedzieć, jak wygląda sprawa kwalifikacji nurkowych oraz nurkowania w cenotach. Myślę, że o Dos Ojos dowiedzieliście się też na tyle dużo, by móc sobie choćby trochę wyobrazić, jak wygląda tego typu nurkowanie. A uwierzcie mi – tego, co zobaczyliśmy pod wodą, nie da się tak po prostu opowiedzieć. To trzeba zobaczyć samemu!
rekiny młoty • manty • lwy morskie
Może właśnie teraz jest moment, żeby spełnić swoje największe nurkowe marzenie. PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
41
artykuł sponsorowany
UCZYMY, WSPIERAMY, INSPIRUJEMY.
42
artykuł sponsorowany
KURSY NURKOWANIA REKREACYJNEGO
POWIETRZE / NITROX / TLEN / HEL DO 300 BAR
KURSY NURKOWANIA TECHNICZNEGO
KURSY PIERWSZEJ POMOCY EFR.
WYPRAWY NURKOWE
AUTORYZOWANY SERWIS SPRZĘTU NURKOWEGO
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
43
SŁODKA WODA
HIT
NA NURKOWEJ MAPIE EUROPY! Jak Geiseltalsee zamieniło się z księżycowego krajobrazu w nurkowy raj Tekst Adam KRUPA
Zdjęcia Wiesiek BASKA
Majowy weekend to dla większości z nas oficjalny start sezonu. Kiedy planowaliśmy tegoroczną majówkę, w mojej głowie od razu pojawiła się jedna myśl: musimy tam wrócić. Chodzi o miejsce, o którym w naszym środowisku robi się coraz głośniej – niemieckie Geiseltalsee.
B
yłem już tam wcześniej, ale ta woda ma w sobie coś, co każe wracać. To fascynujący dowód na to, jak niesamowitą metamorfozę może przejść teren totalnie zniszczony przez przemysł ciężki. Dziś to największe sztuczne jezioro nurkowe w Niemczech, a dla mnie – absolutny hit na nurkowej mapie Europy. Kiedy stoi się na brzegu, trudno uwierzyć, że przez niemal 300 lat wydobywano tu węgiel brunatny. Skala tej industrialnej machiny była ogromna – zrównano z ziemią 16 miejscowości, a tysiące ludzi straciło swoje domy. Po zamknięciu kopalni pozostał gigantyczny, surowy krater – księżycowy krajobraz.
44
Wszystko zmieniło się, gdy wpuszczono tu wodę. Napełnianie tej gigantycznej niecki (8 na 4 kilometry!) trwało aż 10 lat. Kiedy zanurzasz się w Geiseltalsee, szybko orientujesz się, że to nie jest zwykłe jezioro. Pod wodą wciąż czuje się ducha prawdziwego odkrywcy. Wciąż są tam tysiące metrów kwadratowych zupełnie niezbadanego terenu, tzw. strefy eksploracji, które tylko czekają na nasze latarki. Jezioro oferuje obecnie około 18 zróżnicowanych tras. Podczas tego wyjazdu skupiliśmy się na dwóch flagowych punktach: podwodny las i kanion (alter einlauf). Nurkowaliśmy schodząc do 30 metrów z lekką dekompresją. Przy takich profilach
Słodka woda
zdecydowanie warto zabrać ze sobą nitrox – pozwala on bezpiecznie wydłużyć czas denny i znacznie dłużej cieszyć się tym, co akwen ma do zaoferowania. A oglądać jest co, bo wizura podczas naszej majówki była wręcz genialna i potrafiła sięgać ponad 20 metrów!
Oto miejsca, które po prostu trzeba tam zaliczyć: ● Unterwasserwald (Podwodny las): To prawdopodobnie największa taka atrakcja w Europie. Pływanie między zatopionymi, monumentalnymi drzewami na głębokości do 30 metrów to wręcz doświadczenie nie z tej ziemi. Kryształowa woda sprawia, że światło słoneczne przecina gałęzie, tworząc niesamowity, mistyczny i głęboki klimat. ● Alter Einlauf: Miejsce przesiąknięte historią. Pod wodą wciąż można odnaleźć techniczne relikty dawnej kopalni, w tym potężną budowlę dawnego wlotu wody. Konstrukcje pokryte podwodnym życiem, wyłaniające się z dwudziestometrowej przejrzystości, robią niesamowite wrażenie i dają potężny zastrzyk adrenaliny. ● Wrak „Pauline”: Stalowa, 13-metrowa łódź kabinowa. Leży idealnie na 13 metrach – doskonały cel na spokojne, rekreacyjne nurkowanie w przerwie między głębszymi wejściami. ● Tarasowe zbocza: Schodząc w głąb, wyraźnie widać dawne ukształtowanie kopalni odkrywkowej. Dno opada charakterystycznymi, gigantycznymi stopniami. ● Platformy szkoleniowe: Rozwieszone na 5, 10, 16 i 20 metrach – idealne miejsce, jeśli chcecie na spokojnie poćwiczyć trym czy przetestować nowy sprzęt przed sezonem. Od 20 maja 2026 roku oficjalnie otwarto tzw. Pole Zachodnie (Westfeld). Dla nas, nurków, oznacza to jedno: legalny dostęp do najgłębszych, mrocznych partii jeziora sięgających aż 84 metrów! Całą logistyką na miejscu dowodzi ekipa z Tauchzentrum Geiseltal na półwyspie Stöbnitz. Obowiązkowo trzeba zarejestrować się w bazie (www.tauchzentrum-geiseltal.de). Centrum prowadzi zgrana rodzina – Anja, Darius oraz Heiko Günzelów. To pasjonaci, z którymi od razu łapie się
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
45
słodka woda
wspólny język. Bazę nad jeziorem budują od 2008 roku i doskonale wiedzą, czego nurek potrzebuje do szczęścia Nasza majówka nad Geiseltalsee okazała się strzałem w dziesiątkę. Połączenie przejrzystej wody, unikalnych widoków i świetnej infrastruktury sprawia, że to obowiązkowy punkt dla każdego z nas. Na pewno wrócę tam jeszcze niejeden raz!!!
46
Od Redakcji: Od granicy Niemcy-Polska, ze Zgorzelca, jest to odległość około 260 km. Pierwsza udokumentowana wzmianka o wydobyciu węgla brunatnego w Geiseltal pochodzi z 1698 roku. W XIX wieku działało w okolicy od 4 do 12 mniejszych kopalń. W latach 1906/1907, po połączeniu mniejszych kopalń rozpoczęło się przemysłowe wydobycie odkrywkowe. W 1949 roku utworzono tu wielką kopalnię odkrywkową Tagebau Mücheln, której wyrobisko stanowi dziś zasadniczą część Geiseltalsee. Wydobycie węgla brunatnego zakończono definitywnie 30 czerwca 1993 roku. Ciekawostka: przez cały okres eksploatacji Geiseltal wydobyto około 1,03 miliarda ton węgla brunatnego.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
47
SŁODKA WODA
Ikona mazurskiego nurkowania
Jezioro PIŁAKNO Tekst i zdjęcia Jacek KUBIAK
Moja przygoda z nurkowaniem trwa 17 lat, a biorąc pod uwagę fakt, że mieszkam na Mazurach trudno żebym nie był częstym gościem tego akwenu. Odkąd sięgam pamięcią zawsze rozmowom o nurkowaniu na Piłaknie towarzyszy uśmieszek na ustach i to nie u pojedynczych osób, ale u wszystkich.
T
ak się jakoś składa, że wszyscy mają jakieś miłe wspomnienia i opowieści związane z nurkowaniem w tym magicznym jeziorze. Nawet ostatnio z ciekawości zapytałem mojego instruktora Piotra Płuciennika z Bydgoszczy jak wspomina nurkowania na Piłaknie? Na reakcję nie musiałem długo czekać, uśmieszek i… – ,,na Piłaknie pamiętam jak nas wywozili na te 56 m, od razu dzwon na dół i powrót po poręczówkach”, wypowiedziane z wielką satysfakcją. Według Piotra Aquarius w tamtych latach
48
i jego kadra szkoleniowa Michał i Krzysztof był najlepszą bazą nurkową w Polsce. Zanim zagłębimy się w tematy nurkowe kilka słów o samym jeziorze. Jezioro Piłakno to jedno z najczystszych i najgłębszych jezior na pojezierzu mrągowskim, w gminie Sorkwity, w województwie warmińsko-mazurskim. Leży w dorzeczu rzeki Krutyni, a jego powierzchnia sięga 260 ha. Najważniejszą cechą nurkową tego akwenu jest głębokość maksymalna 56,6 m, co czyni jezioro wyjątkowo atrakcyjnym do nurkowania. Linia brzegowa po wschodniej stronie jeziora jest dobrze rozwinięta, po zachodniej zalesiona. Akwen jest również zasilany przez nieliczne cieki. W internecie wyczytamy, że przy zachodnim brzegu jeziora znajdują się pozostałości po osiedlu nawodnym z wczesnej epoki żelaza datowane na 400-120 r. p.n.e. Jest to drewniana zabudowa mieszkalna z kultury kurhanów zachodniobałtyjskich. Jednak po przeprowadzeniu kilku wywiadów z różnymi płetwonurkami, którzy bliżej zagłębili temat tej zabudowy odradzam nurkowanie w tej strefie jeziora, ponieważ wszyscy zgodnie twierdzą, że jest to szukanie kawałków drewna w mule, na pewno nie atrakcyjne, wręcz dywersyjne dla tego stanowiska archeologicznego. Na pewno czynnikiem, które wyróżnia jezioro Piłakno nurkowo, oprócz batymetrii jest wizura. Nawet w sezonie letnim, gdzie w większości jezior jest przysłowiowa zupa, tu sięga nawet
Słodka woda
8 m. W sierpniu zrobiłem 5 nurów w Piłaknie i faktycznie w litoralu do 6 m wizura ok. 6-8 m, poniżej 2-3 m, dobrze zaczyna się od 20 m – 5-7 m, oczywiście mówimy o lecie, gdzie wizura jest najsłabsza, jesień i zima rozdają nowe karty wizury. Co do miejsc nurkowych osobiście wyróżniam trzy, ale ze względu na czas poświęcony temu miejscu muszę zacząć od centrum nurkowego Aquarius. Jest to centrum nurkowe z Bydgoszczy, które od ponad 2 dekad ma swoją siedzibę na Piłaknie. Doskonale pamiętam jeszcze starą siedzibę Aquariusa po wschodniej stronie jeziora przy ośrodku „Duszak”. Świetna miejscówka centralnie na przeciwko największej głębiny jeziora. Pisząc o Aquariusie muszę wspomnieć o jego założycielu Michale Górnym, człowieku, który poświęcił kawał życia tworząc bazę na Mazurach. Niedawno miałem przyjemność poznać Michała i porozmawiać o centrum i o jeziorze. Jak wspomina Michał nie było lekko. Baza powstała w 2002 roku . Przez kolejne 17 lat przez bazę przewinęło się setki, jak nie tysiące nurków. Baza Aquariusa była filarem nurkowania w Polsce. Nie było płetwonurka, który by tu nie nurkował, a na pewno o niej nie słyszał. Jak wszyscy pamiętamy wszechobecna pandemia koronawirusa odbiła się na całej branży turystyczno-nurkowej, tak samo padło na Aquariusa. Siła wyższa doprowadziła do przerwania świetnej passy i trzeba było wstrzymać działalność centrum na Mazurach. Po opadnięciu popiołu
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
49
słodka woda
po koronawirusie baza wznowiła swoją działalność na Piłaknie, tym razem w innej lokalizacji, w urokliwej północnej części jeziora na terenie ośrodka wczasowego „Widok”. Świetna lokalizacja naprzeciwko wyspy, panorama na dzień dobry robi niesamowite wrażenie. Baza Aquariusa spełnia wszystkie oczekiwania. Kompletne zaplecze stanowiskowo-sprzętowe, także posiadają do dyspozycji łódź, która zabiera nurków na ulubioną batymetrię. Rozglądając się po magazynie Aquariusa dostrzegłem także skutery Suexa czekające na odpalenie do splądrowania głębin – czego chcieć więcej. Nieodzownym symbolem bazy na pewno jest postać uśmiechniętego rekina, który zarówno w starej, jak i nowej bazie towarzyszy wszystkim nurkom. Jak mówi Michał jezioro Piłakno jest szczęśliwym jeziorem do nurkowania, ponieważ nie odnotowano tu nigdy śmiertelnego wypadku nurkowego. Biorąc pod uwagę jego głębokość i liczbę osób nurkujących tu przez lata to możemy
50
śmiało powiedzieć, że to naprawdę szczęśliwy akwen i niech tak zostanie. Drugim miejscem jakie polecam do nurkowania na jeziorze Piłakno jest ośrodek wypoczynkowy „Królewska sosna”. Miejsce kultowe jeśli chodzi o nurkowanie, ponieważ przez lata swoje bazy mieli tu między innymi Ś.P. Paweł Rosłaniec, centrum nurkowe „Kurka wodna”, czy też „Nautica”. Ośrodek jest wyjątkowo położony w centralnej części jeziora, na jego wschodniej ścianie. Niezwykle malownicze miejsce z bardzo szerokim dostępem do jeziora, długie pomosty i liczna infrastruktura wodna, która cieszy licznych wczasowiczów ośrodka. Jeśli chodzi o nurkowanie przy
REKLAMA
ośrodku to możemy liczyć na naturalną poręczówkę, którą tworzy ostry spadek. Strome zbocze jeziora umożliwia nurkowanie nawet bez kompasu. Ciekawostką dla zainteresowanych nurkowaniem może być fakt, iż zarówno do „Królewskiej sosny” jak i do Aquariusa corocznie, od 10 lat, na szkolenia w nurkowaniu do 50 m przyjeżdżają Żołnierze Wojska Polskiego na obozy. Jest jeszcze dla mnie jedno ciekawe miejsce do nurkowania na Piłaknie, tylko od razu wspomnę, że wymagające dużo doświadczenia i odradzam je z pewnością początkującym nurkom. To tak zwany punkt czerpania wody, przynajmniej od lat w tym miejscu była taka tabliczka. To miejsce, do którego możemy dojechać jadąc od strony Mrągowa do „Królewskiej sosny” będzie prosto, a my musimy skręcić w lewo, takie jakby małe kamienne rondo gdzieś z 500 m przed ośrodkiem, przed starą bazą Aquariusa. Na miejscu zobaczymy pomost z kilkoma drewnianymi łodziami lokalnych wędkarzy. Nurkowo jest to bardzo ciężkie wejście, ale batymetria w tym miejscu wynagradza wysiłek. Musimy uważać na bardzo grząskie, muliste dno przy pomoście. Zakładając twina i wchodząc od brzegu wpadamy od kolan prawie po pas w muł i tak jest jeszcze ze 100 m. Najlepiej napompować jacket, czy skrzydło i suchara i od razu na płyciźnie kłaść się na plecy i na plecach pokonywać ten ciężki odcinek. W tym miejscu możemy liczyć na świetne ścianki iłowe tworzące wrażenie skalnych, jest to najbliższa droga do tych 56 m z płetwy. Osobiście uwielbiam tą miejscówkę. Jezioro Piłakno to przede wszystkim bardzo czysta woda, świetne położenie w środku lasu, ale i bardzo duża ilość ryb, których widok umila nam nurkowanie. Występują tu szczupaki, okonie , sielawy, liny, płocie, leszcze, węgorze , sandacze i sumy. No i wiadomo – koło Aquariusa kręci się wielki uśmiechnięty rekin. Jak mam chęć nagrać szczupaki, czy liny to na pewniaka jadę na Piłakno, z Kętrzyna to tylko 44 km – bajka. Gdybym miał porównywać nurkowanie i miejsca kultowe do nurkowania ze słuchaniem muzyki rockowej i odwiedzaniem ikonicznych miast ze sceną rockową, to Piłakno to taki Jarocin. Jeśli słuchasz rocka i nie byłeś w Jarocinie to żaden z ciebie rockmen, tak samo jeśli nurkujesz od lat i nie byłeś na Piłaknie to żaden z ciebie nurek.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
51
artykuł sponsorowany
Ewolucja legendy Dlaczego FOURTH ELEMENT
ARCTIC X wyznacza nowy standard nurkowego ciepła? Przez ponad dekadę klasyczny Fourth Element Arctic był synonimem niezawodności w nurkowaniu w suchym skafandrze. Używali go wszyscy: od instruktorów w kamieniołomach, przez nurków jaskiniowych, po jednostki specjalne i ekipy badawcze na Antarktydzie. Kiedy wydawało się, że w dziedzinie izolacji pod skafander powiedziano już wszystko, brytyjski producent zaprezentował jego bezpośredniego następcę. Poznajcie Fourth Element Arctic X – ocieplacz, który redefiniuje pojęcie swobody ruchu i komfortu termicznego w zimnej wodzie.
K
ażdy, kto regularnie nurkuje w suchym skafandrze w na-
● Rdzeń izolacyjny: Gęsta, ultralekka struktura z mikropora-
szych wodach, doskonale zna ten dylemat: jak ubrać
mi, która zatrzyma odpowiednią ilość powietrza (najlep-
się na tyle ciepło, by nurkowanie nie zamieniło się w wal-
szego izolatora), zapobiegając jego swobodnemu prze-
kę z hipotermią, a jednocześnie nie czuć się pod wodą jak
mieszczaniu się pod skafandrem.
w sztywnym pancerzu? Zbyt grube warstwy oznaczają ko-
● Wewnętrzna wyściółka fleece: Przyjemna dla skóry war-
nieczność dołożenia kilogramów ołowiu, większą objętość
stwa, która błyskawicznie odprowadza pot z powierzchni
gazu w suchym skafandrze do skompensowania i utrudniony
bielizny termoaktywnej na zewnątrz, pozostawiając ciało
dostęp do zaworów. Projektanci Fourth Element postanowili
całkowicie suche.
rozwiązać ten problem raz na zawsze.
Co najważniejsze – Arctic X zachowuje legendarną ce-
Rezultatem wieloletnich prac inżynieryjnych i testów
chę swojego poprzednika: działa i chroni termicznie nawet
w najzimniejszych zakątkach globu jest Arctic X – struktura,
wtedy, gdy dojdzie do rozszczelnienia manszety czy awarii
która zamiast iść w grubość materiału, stawia na zaawanso-
zamka i woda przedostanie się do środka. Zamiast tracić cie-
waną technologię włókien.
pło pod wpływem wilgoci, włókna wciąż zatrzymują ciepło wytwarzane przez ciało nurka.
Trójwarstwowy materiał z powłoką DWR tkaniny, która działa w sposób w pełni zintegrowany:
Projektowany w trymie (do sylwetki nurka pod wodą) – swoboda, jakiej dotąd nie było
● Warstwa zewnętrzna (DWR): Wytrzymała, elastyczna
Większość tradycyjnych ocieplaczy projektuje się „na sto-
powłoka zabezpieczona hydrofobowym wykończeniem
jąco”. W efekcie, gdy nurek przyjmuje poziomą pozycję
Durable Water Repellent. To ogromny krok naprzód – kro-
w toni, materiał na plecach napina się, nogawki podciągają
ple wody i wilgoć skroplona wewnątrz powłoki skafandra
do góry, a sięgnięcie ręką do zaworów wymaga sporego
spływają po materiale, zamiast w niego wsiąkać.
nakładu siły.
Sekret Arctic X tkwi w unikalnej, trójwarstwowej strukturze
52
artykuł sponsorowany
W przypadku Arctic X podejście było zupełnie inne. Cały kombinezon został anatomicznie skrojony pod kątem trymu horyzontalnego:
(rockboot lub flexboot) bez powodowania niebezpiecznego ucisku tamującego dopływ krwi. Posiadają anatomiczny krój, który nie zsuwa się ze stopy
Pełny 4-Way Stretch: Materiał rozciąga się we wszystkich czterech kierunkach, pracując razem z nurkiem jak jego
podczas wchodzenia do skafandra i nie marszczy się pod stopą w trakcie intensywnej pracy płetwami.
druga skóra. Przegubowe rękawy i kolana: Specjalne panele eliminu-
Detale tworzone przez praktyków
ją marszczenie się tkaniny pod kolanami i w zgięciach łokci,
Fourth Element słynie z dbałości o szczegóły, które docenia
co radykalnie podnosi komfort pracy w płetwach techniką
się dopiero pod wodą:
żabki oraz operowania sprzętem. Mniej balastu: Niska objętość przy maksymalnej izolacji oznacza, że zabierzesz odczuwalnie mniej ołowiu, a Twoja pływalność stanie się stabilniejsza i łatwiejsza do kontrolowania.
Wyjście pod P-valve: Zarówno w wersji jednoczęściowej, jak i w spodniach dwuczęściowych przygotowano fabryczne, wzmocnione przepusty na przewód zaworu ulgi. Praktyczne kieszenie: Bezpieczne kieszenie zapinane na zamek pomieszczą kluczyki czy drobiazgi przed wejściem
Pełna modułowość: Wersja całościowa czy dwuczęściowa?
do wody.
Nurkowie różnią się nie tylko budową ciała, ale również przy-
produktem typu unisex. Wersje damskie zostały zaprojekto-
zwyczajeniami i profilem nurkowań. Dlatego Fourth Element
wane od zera z uwzględnieniem kobiecej anatomii (zupełnie
zaprojektował
inne taliowanie, linia bioder i biustu), a nie jedynie przeskalo-
Perfekcyjne dopasowanie dla każdego: Arctic X nie jest
wane w dół z męskiej tabeli.
Arctic X w dwóch wariantach konstrukcyjnych:
Łatwa pielęgnacja: Ocieplacz można bez obaw prać w zwykłej pralce, bez ryzyka utraty jego unikalnych właści-
Wersja całościowa (jednoczęściowy kombinezon):
wości sprężystych i termicznych.
Klasyczny, najlepszy wybór dla nurków ceniących jednolitość. Materiał nie podwija się, nie rozsuwa i gwarantuje jednolitą
Ciepło w zgodzie z oceanem: OceanPositive
izolację na całej długości ciała od karku aż po kostki. Wypo-
Warto podkreślić, że Arctic X to również manifest ekologiczny
sażony w elastyczne strzemiona na stopy i pętle na kciuki
marki. W myśl filozofii OceanPositive, ocieplacz oraz skarpe-
ułatwiające zakładanie skafandra.
ty powstały z wykorzystaniem certyfikowanych materiałów pochodzących z recyklingu (standardy GRS, Bluesign oraz
Wersja dwuczęściowa (bluza + spodnie):
Oeko-Tex 100), a do klienta trafiają w biodegradowalnym
Maksymalna elastyczność i wygoda użytkowa. Genialne
opakowaniu całkowicie wolnym od plastiku. Nurkując w nim,
rozwiązanie dla osób o niestandardowej sylwetce, które po-
realnie wspierasz ochronę środowiska wodnego.
trzebują innego rozmiaru góry (np. XL) i dołu (np. L). Zestaw dwuczęściowy sprawdza się znakomicie podczas przerw
Werdykt: Czy warto zainwestować w Arctic X?
powierzchniowych na łodzi lub w bazie – wystarczy zrzucić suchy skafander i bluzę, by w komfortowych spodniach cze-
Dla kogo?
kać na drugie zanurzenie. Przedłużony tył bluzy oraz wysoki
Dla każdego, kto nie chce, by przeszywający chłód skracał
stan spodni gwarantują, że nawet w głębokim wygięciu plecy
czas denny i psuł frajdę z nurkowania. Niezależnie od tego,
pozostają całkowicie zasłonięte i chronione przed zimnem.
czy planujesz długą dekompresję w Bałtyku, nurkowanie jaskiniowe, czy rekreacyjne jesienno-zimowe wypady – Fourth
Kropka nad „i”: Dedykowane skarpety Arctic X
Element Arctic X daje to, co najcenniejsze: absolutny komfort
Każdy nurek wie, że stopy wychładzają się najszybciej. Zre-
cieplny przy pełnej kontroli nad trymem.
dukowane krążenie krwi w dolnych partiach nóg oraz ucisk
Wybierz wersję jednoczęściową lub dwuczęściową, załóż
w butach nurkowych sprawiają, że to właśnie zmarznięte pal-
skarpety Arctic X i przekonaj się, jak wygląda nurkowanie,
ce stóp najczęściej zmuszają nas do zakończenia nurkowania.
w którym zapominasz o istnieniu zimnej wody.
Skarpety wykorzystują tę samą zaawansowaną, trójwarstwową tkaninę z hydrofobową powłoką DWR, co kombinezon.
Kompletny system Fourth Element Arctic X (wersja
Zapewniają potężną dawkę ciepła bez nadmiernego
jednoczęściowa, dwuczęściowa oraz skarpety termicz-
zwiększania objętości – wsuwają się gładko w but suchy
ne) jest już dostępny w sprzedaży w Centrach nurkowych.
Dystrybutor w Polsce Extreme Divers Lublin
mail: info@extremedivers.pl tel. +48 667 341 349 PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
53
SŁODKA WODA
ŁĘSK Niepozorne jezioro, które zaskakuje Tekst Magda GIL
Zdjęcia Anna ŁUBIŃSKA
Nie trzeba schodzić głęboko, żeby odkryć, że pod powierzchnią wody czeka całkiem sporo niespodzianek. Nie jestem wielką fanką polskich wód. Zdecydowanie bardziej kuszą mnie ciepłe, tropikalne morza, dobra widoczność i kolory, których w polskich jeziorach czasem trzeba się po prostu… domyślać.
A
le uwielbiam być pod powierzchnią. Dlatego mimo zimna, ciemności i tych wszystkich małych lęków, które czasem pojawiają się jeszcze przed wejściem do wody, coraz częściej zanurzam się w polskich jeziorach. Bo kiedy schodzę pod powierzchnię, wszystko nagle cichnie. Zostają tylko bąbelki, oddech i zupełnie inny świat. Nie jest ciepło, nie zawsze jest jasno, a czasem zamiast widoku na kilkadziesiąt metrów masz widok… na własną rękę
54
Ale właśnie w tym jest coś wyjątkowego. Polskie jeziora mają swój klimat. Surowy, tajemniczy i trochę nieprzewidywalny. I choć daleko im do tropikalnych raf, pod wodą wciąż znajduję to, co kocham najbardziej – ciszę, spokój i poczucie, że na chwilę jestem w zupełnie innym świecie. Tym razem moim podwodnym celem jest Jezioro Łęsk. Jest to jezioro polodowcowe, które osiąga około 40 metrów głębokości. Ma charakterystyczne, szybko opadające dno – miejscami piaszczyste, miejscami piaszczysto-żwirowe, a tylko w nielicznych częściach bardziej zamulone. Do Ośrodka Wypoczynkowego „Nemo” w Kulce przyjeżdżam razem z Klubem Nurkowym Manta z Nowej Dęby. Samo miejsce znam już wcześniej, ale nigdy nie byłam tutaj nurkowo. Tym razem, dzięki zaproszeniu klubu, mam okazję spojrzeć na Łęsk z zupełnie innej perspektywy – tej znajdującej się kilka metrów pod powierzchnią. Manta przyjeżdża tutaj od lat, więc dla klubowiczów jest to dobrze znany i sprawdzony akwen. Dla mnie jest to pierwsze nurkowanie w Łęsku i jestem bardzo ciekawa, co znajdziemy między powietrzem a dnem. A jest czego szukać. Pod wodą przygotowano wiele atrakcji i tras nurkowych. Poręczówki prowadzą do zatopionych obiektów, dzięki czemu
Słodka woda
Zdjęcia Magda Gil
łatwiej zaplanować nurkowanie i odnaleźć kolejne miejsca. Na trasach znajdziemy między innymi platformy szkoleniowe na około 6 i 25 metrach, zatopionego trabanta, żaglówkę, kajak, kuchnię polową, kółka, przez które można przepływać, a także wiele innych podwodnych ciekawostek. Pierwszego dnia zaczynamy nurkowanie po prawej stronie jeziora. Po wejściu do wody poręczówką płyniemy w kierunku platformy znajdującej się na około 6 metrach. Zawieszone na niej lustro pozwala początkującym poćwiczyć trym, a bardziej zaawansowanym sprawdzić, czy w pozycji pod wodą można jeszcze coś poprawić.
Tuż pod platformą natrafiamy na dużą ilość niewielkich rybek – jazgarzy z rodziny okoniowatych, z charakterystyczną kolczastą płetwą grzbietową. W połączeniu z siatką zawieszoną pod platformą tworzą naprawdę ciekawy podwodny klimat. Ruszamy dalej. Niestety na głębokości około 8 metrów widoczność zaczyna mocno spadać. Z każdym metrem robi się coraz mniej przejrzyście i poręczówka staje się naszym najlepszym przyjacielem. Przy takiej widoczności trzeba jej pilnować, żeby nie zgubić trasy. Mimo kiepskich warunków dopływamy do pierwszej atrakcji – kajaka. I tutaj czeka mnie małe zaskoczenie. Spodziewałam się,
że kajak będzie leżał na dnie, a tymczasem jest wbity w dno i stoi dziobem do góry. Trochę mnie to zaskakuje, ale przecież właśnie za takie nieoczywiste niespodzianki lubimy nurkowanie. Kolejna poręczówka prowadzi nas do następnej atrakcji – zatopionej kuchni polowej, znajdującej się na około 10 metrach. To miejsce mogą zobaczyć również nurkowie z podstawowymi uprawnieniami. Tego dnia prawa strona jeziora nie rozpieszcza nas jednak widocznością, dlatego podczas kolejnego nurkowania postanawiamy sprawdzić lewą stronę. I tutaj sytuacja zmienia się zdecydowanie na lepsze. Lewa strona jeziora wita nas znacznie lepszą przejrzystością wody. Jest jaśniej, spokojniej i możemy dokładniej przyglądać się temu, co dzieje się wokół. Biorąc pod uwagę, że niektórzy z nas są trochę zmarzluchami i nie wszyscy mają ciepły ocieplacz, zostajemy na płytszej części jeziora. I okazuje się, że wcale nie trzeba schodzić głęboko, żeby sporo się działo. Jest tutaj bujna roślinność i niezliczona ilość małych rybek, które pływają w dużych ławicach. Jest też mnóstwo okoni, które pływają razem z nami. Tego dnia mamy również słoneczną pogodę. Promienie wpadające pod powierzchnię sprawiają, że rybki mienią się w wodzie i cały podwodny krajobraz wygląda naprawdę pięknie. Po drodze spotykamy średniej wielkości szczupaki. Jedne są pochowane w zaroślach i niemal idealnie wtapiają się w otoczenie, inne stoją spokojnie, jakby zupełnie nie przejmowały się naszą obecnością. I wtedy zaczynam się zastanawiać, czy te polskie jeziora naprawdę są takie złe Drugiego dnia ponownie schodzimy pod wodę. Tym razem mamy konkretny cel – chcemy dotrzeć do zatopionego trabanta. Warunki niestety nie są już tak dobre jak poprzedniego dnia. Widoczność mocno się pogorszyła, więc nawigacja wymaga większego skupienia, a poręczówki ponownie stają się naszym najlepszym przyjacielem. Płyniemy dalej, trochę po omacku, wypatrując tego, czego właściwie prawie nie widać. I w końcu jest!
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
55
słodka woda
Trabant. No dobrze… „jest” to może trochę za dużo powiedziane, bo przy tej widoczności nie możemy go sobie dokładnie obejrzeć. Bardziej wiemy, że go znaleźliśmy, niż naprawdę go widzimy. Ale jaka jest radość! Bo właśnie takie momenty są w nurkowaniu najlepsze. Nie zawsze chodzi o idealne zdjęcie, świetną widoczność czy spektakularny widok. Czasem największą frajdę daje samo odnalezienie celu, do którego płynęliśmy, szczególnie kiedy warunki wcale nam tego nie ułatwiają. Trabant zaliczony. Możemy płynąć dalej. Ponownie wybieramy płytszą trasę po lewej stronie jeziora. Mimo gorszej
56
widoczności szybko okazuje się, że nadal jest tutaj co oglądać. Jednym z elementów, który robi na mnie największe wrażenie, są duże, powalone do wody gałęzie. Ich rozłożyste konary tworzą pod powierzchnią coś w rodzaju zatopionego lasu. Pomiędzy nimi przepływają ryby, a roślinność oplatająca drewno sprawia, że całość wygląda niezwykle tajemniczo. Duże gałęzie wystające z dna, gęsta roślinność i ograniczona widoczność tworzą klimat, którego nie da się porównać z tropikalną rafą. Jest surowo, trochę mrocznie i momentami naprawdę magicznie. Wśród roślinności spotykamy raki spokojnie przemierzające dno, karpie i sporo
okoni. Są również szczupaki, które cierpliwie czekają w swoich kryjówkach. Po drodze trafiamy na zatopione kółka, przez które można przepływać. Dla początkujących mogą być świetnym miejscem do ćwiczenia pływalności i kontroli pozycji pod wodą, a dla bardziej doświadczonych są po prostu ciekawym elementem trasy i odrobiną podwodnej zabawy. I właśnie wtedy dociera do mnie, że każde nurkowanie w Łęsku może wyglądać zupełnie inaczej. Pierwszego dnia prawa strona pokazuje nam słabą widoczność już na około 8 metrach, podczas gdy lewa pozwala cieszyć się znacznie lepszą przejrzystością. Następnego dnia nawet ta sama część jeziora wygląda już inaczej. Raz skupiamy się na zatopionych obiektach, innym razem zatrzymujemy się przy rybach albo płyniemy między dużymi konarami. I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze. Pod wodą nigdy nie masz gwarancji, że zobaczysz dokładnie to, czego się spodziewasz. Czasem będzie to kajak stojący dziobem do góry zamiast leżącego na dnie. Czasem ławica okoni pojawiająca się nagle w roślinności. Innym razem rak spacerujący po dnie, karp przepływający obok, szczupak ukryty w zaroślach albo Trabant, którego bardziej znajdujesz, niż naprawdę widzisz. A czasem wystarczy duża, powalona gałąź, między którą przepływasz i przez chwilę masz wrażenie, że nurkujesz w zatopionym lesie. Łęsk jest akwenem, który można poznawać stopniowo. Są płytsze miejsca dla osób z mniejszym doświadczeniem, platformy szkoleniowe, zatopione obiekty i głębsze partie jeziora dla bardziej zaawansowanych nurków, gdzie widoczność się poprawia. Pod wodą znajduje się również ścianka iłowa, która jest jedną z ciekawostek tego akwenu. Niestety tym razem nie udało mi się jej zobaczyć. Może po prostu zostawiła mi powód, żeby wrócić tutaj jeszcze raz. Ścianę i głębsze atrakcje muszę zostawić na kolejna wizytę w tym miejscu. Do tego dochodzą poręczówki i mapa podwodnych atrakcji, dzięki którym można zaplanować kolejne nurkowania i za każdym razem wybrać inny cel.
Słodka woda
REKLAMA
„Nemo” zapewnia wygodne zaplecze dla nurków. Można tutaj przygotować sprzęt na stołach, nabić butle powietrzem lub nitroksem, a w chłodniejszych miesiącach skorzystać z ogrzewanych pomieszczeń. Po wyjściu z zimnej wody możliwość ogrzania się jest naprawdę dużym plusem. A jeśli ktoś nie nurkuje, również nie będzie się tutaj nudził. Na terenie ośrodka można korzystać między innymi z kajaków, desek SUP czy rowerków wodnych, a także z boiska do siatkówki i badmintona oraz podgrzewanej bani. I właśnie dlatego Manta z Nowej Dęby wraca tutaj od lat. Jedni nurkują, inni korzystają z atrakcji oferowanych przez ośrodek, jeszcze inni po prostu odpoczywają. Każdy spędza ten czas trochę inaczej, ale na koniec wszyscy wyjeżdżają stąd zadowoleni. Ja tym razem przyjechałam tutaj przede wszystkim po to, żeby zanurkować w Łęsku. I muszę przyznać, że jezioro trochę mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się tropikalnej rafy i widoczności na kilkadziesiąt metrów. Dostałam za to coś zupełnie innego – ciszę, tajemnicę, ryby, zatopione obiekty, raki, karpie, mnóstwo okoni, szczupaki, podwodne kółka i duże gałęzie tworzące prawdziwy zatopiony las. I chyba właśnie o to chodzi w nurkowaniu. Nie zawsze chodzi o to, żeby zobaczyć najgłębszy punkt, największy wrak czy mieć idealną widoczność. Czasami wystarczy zanurzyć się w zimnej polskiej wodzie, złapać poręczówkę i ruszyć przed siebie. Bo nigdy nie wiadomo, co czeka za kolejnym zakrętem. A ja, choć nadal zdecydowanie bardziej kocham ciepłe, tropikalne morza, po tych nurkowaniach w Łęsku muszę przyznać jedno: polskie jeziora potrafią naprawdę wciągnąć i zaskoczyć.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
57
MÓJ PUNKT WIDZENIA
KURS NURKOWY Blisko domu czy na wakacjach? Tekst Sebastian DOBROWOLSKI
Zdjęcie Wojciech Zgoła
„Gdzie najlepiej zrobić pierwszy kurs nurkowy – blisko domu czy podczas urlopu w ciepłych wodach?” – to jedno z tych pytań, które na forach i grupach nurkowych wracają z żelazną regularnością, ustępując popularnością chyba tylko pytaniu o możliwość zakupu niewielkiej butli, którą dałoby się napełnić pompką do roweru.
Z
częstotliwości, z jaką jest zadawane, wynika, że dla osób początkujących sprawa jest naprawdę ważna, natomiast z liczby całkowicie sprzecznych odpowiedzi – że wcale nie jest tak oczywista, jak chcieliby ją przedstawiać zwolennicy jednej lub drugiej opcji. Jedni przekonują, że prawdziwego nurka można wyszkolić wyłącznie w zimnej, ciemnej wodzie, najlepiej takiej, w której własne płetwy ogląda się dopiero po wyjściu na brzeg. Drudzy odpowiadają, że uczenie się nurkowania w podobnych warunkach przypomina naukę jazdy samochodem rozpoczętą podczas śnieżycy, nocą i na drodze bez asfaltu. Obie strony mają kilka dobrych argumentów, obie też chętnie wyciągają z nich wnioski znacznie szersze niż te argumenty rzeczywiście uzasadniają. Spróbujmy więc przyjrzeć się najczęściej powtarzanym opiniom, ograniczając się do podstawowego kursu Open Water Diver. Szkolenia zaawansowane i techniczne rządzą się nieco innymi prawami i zasługują na osobny artykuł.
58
MIT 1 – „w ciepłych wodach niczego się nie nauczysz” Według tej wersji wydarzeń kursant w wakacyjnej bazie jest zanurzany w wodzie na kilka chwil niczym torebka herbaty w kubku, po czym – jeszcze wilgotny, ale już certyfikowany – zostaje wypuszczony w świat. Takie kursy bez wątpienia istnieją, podobnie jak kiepskie kursy na, wspomniane we wstępie, prawo jazdy. Równolegle istnieją jednakże źle prowadzone kursy w jeziorach, kamieniołomach i basenach. Problem polega na tym, że nie są one konsekwencją temperatury ani zasolenia wody, lecz modelu biznesowego bazy, liczebności grupy, organizacji zajęć i podejścia konkretnego instruktora. Ciepła woda ma z punktu widzenia szkolenia kilka bardzo realnych zalet. Kursant wolniej marznie, może spędzić pod wodą więcej czasu, zwykle używa cieńszego skafandra i mniejszej ilości balastu, a więc już na początku ma do opanowania nieco mniej elementów. Łatwiej mu skoncentrować się na oddychaniu, pływalności i pracy płetwami, kiedy nie walczy jednocześnie z grubymi
Mój punkt widzenia
Zdjęcie Wojciech Zgoła
Zdjęcie Dominika Abrahamczyk
rękawicami, zmarzniętymi palcami i nieprzyjemną myślą, że utrata czucia w stopach być może wcale nie jest pożądanym objawem. Dłuższe nurkowanie szkoleniowe oznacza więcej czasu na oswojenie się ze sprzętem, spokojne powtarzanie ćwiczeń i zwyczajne przebywanie pod wodą, czego nie da się zastąpić nawet najlepszym wykładem. Współczesne standardy szkoleniowe określają minimalny zakres wiedzy, umiejętności i praktyki, ale minimum pozostaje dokładnie tym, czym jest – dolną granicą, a nie opisem kursu idealnego. Ta sama liczba nurkowań może oznaczać zajęcia zakończone natychmiast po wykonaniu wymaganych ćwiczeń albo długie, spokojne sesje, podczas których kursant zaczyna nie tylko odtwarzać procedury, lecz także rzeczywiście czuć się w wodzie swobodnie. Kłopot związany z kursami w miejscach urlopowych pojawia się wtedy, gdy kurs zostaje wciśnięty między przylot, wycieczkę fakultatywną i lot powrotny, a centrum nurkowe w szczycie sezonu działa jak linia produkcyjna. Jeżeli grupa jest duża, harmonogram napięty, a kolejni klienci czekają już na swoją kolej, ciepła woda nie pomoże – pozwoli jedynie prowadzić kiepski kurs w bardziej komfortowej temperaturze. Nie jest to jednak wada tropików, lecz skutek masowej organizacji szkolenia. Dlatego, decydując się na kurs podczas wyjazdu, warto szukać instruktora prowadzącego zajęcia indywidualnie lub w małej grupie, najlepiej w języku, w którym bez wysiłku rozumiemy także krytyczne uwagi. Nawet bardzo dobra znajomość języka obcego nie oznacza automatycznie swobody w posługiwaniu się terminologią
nurkową, a podczas omawiania ćwiczeń, procedur awaryjnych i zasad komunikacji nie powinno być miejsca na domysły. Przed wejściem do wody musisz dokładnie rozumieć, co będziesz robić, w jaki sposób instruktor zasygnalizuje kolejne ćwiczenia i jak należy zareagować, gdy coś nie będzie przebiegać zgodnie z planem. Dobrym rozwiązaniem może być również wyjazd z instruktorem, który na co dzień działa w naszym regionie. Taki wyjazd łączy komfort ciepłej wody z możliwością wcześniejszego przygotowania, nauką w ojczystym języku i zachowaniem kontaktu po zakończeniu kursu. Często daje też coś, czego nie widać w programie szkolenia: grupę ludzi, z którymi będzie można później nurkować, rozwijać umiejętności i planować kolejne wyjazdy. To znacznie ważniejsze niż mogłoby się wydawać, ponieważ bez stałej ekipy, partnerów i naturalnych okazji do kolejnych nurkowań nurkowa kariera często kończy się, zanim na dobre zdąży się rozpocząć.
MIT 2 – „Kto nauczył się nurkować w zimnej i ciemnej wodzie, poradzi sobie wszędzie” W tym miejscu zawsze przypomina mi się żart o niewidomym koniu, który świetnie radził sobie w biegu z przeszkodami, ponieważ ich nie widział. Umiejętność nurkowania w ograniczonej widoczności ma oczywiście wartość, podobnie jak doświadczenie z termokliną, grubym skafandrem, większą ilością balastu, osadem łatwo podnoszącym się z dna czy nieco bardziej skomplikowanym wejściem do wody. Z tego nie wynika jednak, że trudniejsze warunki automatycznie tworzą lepszych nurków.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
59
mój punkt widzenia
Zdjęcie Dawid Strączek
Trudne warunki mogą wzbogacić szkolenie, ale same w sobie nie uczą prawidłowej techniki. Wszystko zależy od tego, czy instruktor wykorzystuje je do rozwijania umiejętności kursanta, czy też nie. Jeśli wszystkie ćwiczenia odbywają się w pozycji klęczącej na platformie, każde nurkowanie prowadzone jest tuż nad dnem, a przystanek bezpieczeństwa wykonuje się kurczowo trzymając liny, kursant może zaliczyć cały program, nie ucząc się swobodnego utrzymywania głębokości w toni. Dopóki pod nim znajduje się dno na sześciu metrach, problem pozostaje mało widoczny. Nad ścianą opadającą na kilkadziesiąt metrów ujawnia się natychmiast. Z drugiej strony szkolenie w ciepłym morzu nie zapewnia automatycznie doświadczenia potrzebnego do nurkowania w zimnym jeziorze lub kamieniołomie. Nurek, który nigdy nie używał grubego skafandra, nie zetknął się z gwałtownym spadkiem temperatury, osadem ograniczającym widoczność do kilkudziesięciu centymetrów ani mrokiem pojawiającym się już na niewielkiej głębokości, nie powinien zakładać, że kolorowy certyfikat zawierający chwytliwą nazwę zdobytego stopnia rozwiąże te problemy. Dokładnie tak samo nurek wyszkolony wyłącznie w wodach śródlądowych nie musi umieć poruszać się w prądzie, wykonywać wejścia z łodzi, wracać na nią przy fali, kontrolować wynurzenia w toni ani właściwie reagować na spotkanie z organizmami, których wcześniej nie widział nawet w akwarium. Zimna woda uczy nurkowania w zimnej wodzie. Ograniczona widoczność uczy funkcjonowania w warunkach ograniczonej widoczności. Nurkowanie
60
w prądzie, przy fali, z łodzi czy w otwartej przestrzeni również wymaga nabycia osobnego doświadczenia. Żadne środowisko nie zawiera pełnego katalogu problemów, z którymi nurek może spotkać się na świecie. Uniwersalność nie powstaje więc przez wybór jednego „najtrudniejszego” miejsca na pierwszy kurs, lecz przez stopniowe i rozsądne poznawanie różnych warunków po jego zakończeniu. Pierwszy kurs ma stworzyć solidną podstawę, a nie w ciągu kilku dni przygotować człowieka na wszystkie akweny i warunki, z którymi może się później zetknąć – podobnie jak przywołany już dwukrotnie kurs prawa jazdy.
MIT 3 – „kursy prowadzone lokalnie są archaiczne, a wyjazdowe nowoczesne” Międzynarodowe organizacje szkoleniowe poświęcają wiele uwagi standaryzacji. Określają wymagane kompetencje, minimalną praktykę, zasady bezpieczeństwa, kryteria certyfikacji i kwalifikacje kadry, a także zapewniają podręczniki, prezentacje oraz egzaminy dostępne w wielu językach. Dzięki temu kurs Open Water Diver prowadzony pod tym samym szyldem w różnych częściach świata powinien prowadzić do porównywalnych rezultatów. Słowo „powinien” jest tutaj ważniejsze niż może się wydawać. Standard wyznacza ramę i minimalny poziom, ale nie usuwa różnic pomiędzy instruktorami, podobnie jak ta sama podstawa programowa zatwierdzona przez ministerstwo nie sprawia, że każ-
www.rehasport.pl PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
61
mój punkt widzenia
warunki pozwalające stopniować poziom trudności. Ciepłe morze oferuje natomiast naturalną różnorodność, kontakt z życiem podwodnym, możliwość nauki nurkowania z łodzi i często daje znacznie większą motywację do pozostania dłużej pod wodą. Żadna z tych cech sama w sobie nie przesądza o jakości kursu. Są to jedynie narzędzia, które dobry instruktor potrafi wykorzystać, a zły – z powodzeniem zmarnować.
Certyfikat nie jest paszportem do wszystkich wód świata
Zdjęcie Dawid Strączek
dy nauczyciel matematyki uczy równie dobrze. Jeden instruktor potraktuje materiały szkoleniowe jako punkt wyjścia do rozmowy i szerszego wyjaśnienia tematu, drugi ograniczy się do wyświetlenia prezentacji i możliwie szybkiego odczytania jej treści. Niektórzy mogą oczywiście uznać, że całą teorię załatwia samodzielnie przeklikany e-learning – najlepiej w kolejce do lekarza, od którego za chwilę odbiorą zaświadczenie o braku przeciwwskazań do nurkowania. Podobnie wygląda część praktyczna: jeden instruktor będzie powtarzał ćwiczenie do chwili, w której kursant wykona je spokojnie i samodzielnie, drugi uzna, że jednorazowe wykonanie „wystarczająco dobrze” wystarcza, gdyż plan dnia nie przewiduje opóźnień. Archaiczne metody nie mają narodowości. Można je spotkać zarówno w małej lokalnej szkole, jak i w nowoczesnym centrum położonym przy pięknej plaży. Podobnie nowoczesne, świadome szkolenie znajdziemy w tropikalnej zatoce, w chłodnym morzu, w jeziorze, kamieniołomie lub innym akwenie, którego nazwa nie ma najmniejszych szans znaleźć się na turystycznej mapie świata. Lokalne miejsca nurkowe bywają zresztą znakomicie przygotowane do nauki: mają platformy, oporęczowane trasy, wygodne strefy wejścia, odpowiednią infrastrukturę powierzchniową oraz
62
Jedna z podstawowych zasad bezpiecznego nurkowania mówi, że samodzielnie – co w nurkowaniu rekreacyjnym najczęściej oznacza nurkowanie w parze z odpowiednio wyszkolonym partnerem – powinniśmy nurkować w warunkach podobnych do tych, w których odbyliśmy szkolenie i zdobyliśmy doświadczenie. Kiedy trafiamy do nowego środowiska, rozsądnie jest skorzystać z pomocy lokalnego centrum, instruktora albo przewodnika, który zna to miejsce i związane z nim zagrożenia. Ta zasada działa w obie strony. Osoba wyszkolona w ciepłym, przejrzystym morzu nie powinna bez przygotowania planować samodzielnego nurkowania w zimnej wodzie o słabej widoczności. Osoba wyszkolona w jeziorze nie powinna z kolei zakładać, że doświadczenie zdobyte w wodzie stojącej przygotowało ją również do nurkowania w silnym prądzie. To zupełnie nowe warunki, wymagające odpowiedniego planowania, techniki i właściwych reakcji. Kurs podstawowy nie jest obietnicą, że absolwent poradzi sobie zawsze i wszędzie. Jest potwierdzeniem określonego poziomu kompetencji oraz początkiem procesu zdobywania doświadczenia. Dobry instruktor powinien wyjaśnić tę różnicę, ponieważ nurek świadomy własnych ograniczeń jest znacznie bezpieczniejszy od nurka przekonanego, że zapisany na certyfikacie limit głębokości jest jedynym ograniczeniem dotyczącym warunków, w których może nurkować.
Dobrze, ale gdzie właściwie zrobić kurs? Najkrótsza odpowiedź brzmi: tam, gdzie znajdziesz dobrego instruktora, odpowiednio małą grupę i program, w którym terminu wydania certyfikatu nie ustala się z góry, niezależnie od poziomu twoich umiejętności. Przed zapisaniem się na kurs warto zapytać nie tylko o cenę, maksymalną dopuszczalną głębokość i liczbę dni szkoleniowych, lecz także o faktyczną liczbę osób przypadających na instruktora, przewidywany czas spędzany w wodzie oraz możliwość zorganizowania dodatkowej sesji, jeśli okaże się potrzebna. Dobrze jest wiedzieć czy zawsze ten sam instruktor będzie prowadził poszczególne części szkolenia (co znakomicie wpływa na efekt końcowy) i co stanie się wtedy, gdy kursant nie będzie gotowy do certyfikacji w ostatnim dniu przewidzianym w harmonogramie. Odpowiedzi na te pytania mówią o jakości kursu znacznie więcej niż temperatura wody w akwenie. Jeżeli planujesz nurkować regularnie w pobliżu miejsca zamieszkania, odbycie kursu właśnie tam ma wiele sensu. Poznasz środowisko, do którego będziesz najczęściej wracać, lokalne procedury, bazę, instruktorów oraz potencjalnych partnerów. Jeżeli natomiast nurkowanie ma być przede wszystkim częścią podróży,
REKLAMA
Zdjęcie Jacek Michno
kurs w ciepłych wodach może być równie rozsądnym początkiem – pod warunkiem, że nie wybierzesz go wyłącznie dlatego, że da się go zmieścić między śniadaniem a wieczornymi animacjami odbywającymi się nad hotelowym basenem. Można także podzielić szkolenie: teorię i zajęcia w wodach ograniczonych odbyć blisko domu, a nurkowania w wodach otwartych zrealizować podczas wyjazdu. To dobre rozwiązanie, jeśli obie części prowadzi ten sam instruktor, a pomiędzy etapami nie powstaje długa przerwa. Pozwala ograniczyć czas poświęcony na naukę podczas urlopu, nie zamieniając jednocześnie wyjazdu w kilkudniowy wyścig po certyfikat. Najważniejszy pozostaje jednak nauczyciel. To jego podejście, cierpliwość, wymagania i umiejętność budowania poczucia bezpieczeństwa zdecydują, czy po kursie będziesz chciał wrócić pod wodę, czy też uznasz, że nurkowanie jest działalnością polegającą głównie na marznięciu, stresie i próbach przypomnienia sobie, do czego służy ten przewód po lewej stronie. Warto korzystać z opinii innych, ale również z własnej intuicji. Jeżeli podczas pierwszej rozmowy czujesz, że instruktor cię nie słucha, bagatelizuje pytania, obiecuje certyfikat niezależnie od przebiegu kursu albo po prostu nie budzi twojego zaufania, poszukaj kogoś innego. Nurkowanie rekreacyjne powinno być nie tylko bezpieczne, lecz także przyjemne i wolne od zbędnego stresu. Nie istnieje jedno najlepsze miejsce na rozpoczęcie nurkowania. Istnieją dobre i złe kursy, dobrze i źle wykorzystane warunki oraz instruktorzy, którzy uczą, i tacy, którzy jedynie realizują program. Ciepła woda nie oznacza złego szkolenia, podobnie jak zimna woda nie gwarantuje wyszkolenia nurka doskonałego. Jeżeli więc czujesz, że nurkowanie może być czymś dla ciebie, nie czekaj przez kolejne lata na idealny kraj, idealną porę roku i idealną temperaturę. Znajdź właściwego instruktora i zacznij w dostępnych warunkach, a potem stopniowo poznawaj kolejne. W końcu pierwszy kurs ma otworzyć ci drogę do nurkowania, a nie raz na zawsze rozstrzygnąć, w której części świata wolno ci czuć się pod wodą jak u siebie.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
63
FOTO PODWODNA
JAK FOTOGRAFOWAĆ PODWODNĄ PRZYRODĘ
Tekst i zdjęcia Piotr STÓS
Gody mandarynów wspaniałych, mają miejsce każdego dnia o zmroku, a mimo to nie jest łatwo uwiecznić intymną relację tych płochliwych, niewielkich rybek. (Cieśnina Lembeh, Indonezja)
Z wielką przyjemnością obserwuję od lat z jaką pasją osoby zajmujące się fotografią podwodną dokumentują życie pod powierzchnią wody i jak wiele satysfakcji daje im dzielenie się efektami swojej pracy.
O
czywiście doświadczam tych samych emocji, kiedy podejmuję próby fotografowania organizmów (lub ich zachowań), z którymi wcześniej nie miałem okazji się spotkać. Prawdopodobnie, również dla Ciebie, zdjęcia przyrodnicze będą stanowiły jeden z celów aktywności fotograficznej.
Podwodna fotografia przyrodnicza, czyli właściwie co? Podwodna fotografia przyrodnicza koncentruje się przede wszystkim na rejestrowaniu zwierząt wodnych w różnych skalach odwzorowania i z zastosowaniem różnych technik. Mieszczą
64
się w niej zarówno ujęcia szerokokątne, pokazujące organizmy w kontekście ich środowiska: przykładowo żółwie zielone żerujące na piaszczystym dnie zatok w pobliżu Marsa Alam w Egipcie, jak i fotografie supermakro przedstawiające mniejszych mieszkańców podwodnego świata, takich jak koniki pigmejskie czy słodkowodne wodopójki. Oznacza to, że powinieneś umieć dostosować sposób pracy nie tylko do samego obiektu, ale także do warunków środowiskowych i charakteru obserwowanej sceny, wybierając optymalną ogniskową obiektywu i decydując czy fotografować przy świetle zastanym czy z użyciem lampy błyskowej. Zakres podwodnej fotografii przyrodniczej nie ogranicza się jednak wyłącznie do świata zwierząt. Jej istotną część stanowi również fotografia krajobrazowa, w której ważną rolę odgrywają: podwodna roślinność, połacie rafy koralowej oraz elementy przyrody nieożywionej, takie jak skały, osady denne, ściany, jaskinie czy układ światła w toni wodnej. W tym ujęciu fotografia podwodnej przyrody odnosi się do całego środowiska naturalnego, nie tylko do pojedynczych organizmów, lecz także do przestrzeni, w której funkcjonują. Jest więc ona zawsze nie tylko sposobem rejestrowania rzeczywistości, ale również formą jej poznawania i zrozumienia. Należy również wspomnieć o roli nurka-modela, który występuje na wielu zdjęciach dokumentujących przyrodę. Jego obecność
Foto podwodna
Rola modela w zdjęciach przyrodniczych jest bezcenna. Na tym zdjęciu sylwetka nurka pozwala lepiej ocenić wielkość ławicy ostroboków. (Blue Corner, Palau)
zapewnia skalę odniesienia, która umożliwia ocenę rozmiarów zarówno elementów podwodnego krajobrazu jak i fotografowanych zwierząt. Dotyczy to zwierząt o większych rozmiarach, jak: manty, diugonie czy rekiny wielorybie, jak i tych mniejszych, przykładowo: muren, ośmiornic czy koników morskich. Informacja ta poprawia odbiór obrazu u osób, które albo nie są nurkami, albo jeszcze nie miały okazji obserwować tych zwierząt w naturze.
sprawności technicznej, lecz także cierpliwości, uważności i gotowości do reagowania na sytuacje, których nie da się w pełni zaplanować. Szczęście i przypadek bez wątpienia odgrywają tu istotną rolę, bo czasem trzeba po prostu znaleźć się we właściwym miejscu o właściwej porze, ale o wykorzystaniu potencjału takiej chwili decyduje to, czy potrafisz rozpoznać, że masz przed sobą coś naprawdę wyjątkowego i wartego sfotografowania.
Nieprzewidywalna i spontaniczna
Dlaczego nie jest łatwo
Na tle innych dziedzin fotografii podwodnej fotografia przyrodnicza wyróżnia się ograniczonym stopniem kontroli nad przebiegiem sytuacji zdjęciowej. Możesz być pewien, że wrak i jaskinia są zawsze na swoim miejscu, model zachowa się pod wodą tak jak ustaliłeś to z nim przed nurkowaniem, a wiele elementów sesji możesz wcześniej przewidzieć, zaplanować i częściowo powtórzyć. W fotografii zwierząt taka przewidywalność występuje w znacznie mniejszym stopniu. Zwierzęta nie reagują zgodnie z założonym scenariuszem, nie pojawiają się na żądanie i nie pozwalają podporządkować procesu fotografowania Twojej intencji. Sprawy nie załatwia też współczesny sprzęt fotograficzny, bo nawet kiedy jesteś w posiadaniu najnowszej technologii, to nadal warunki dyktują zwierzęta. To właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że fotografia przyrodnicza jest dużo bardziej spontaniczna i naturalna, niż każdy inny rodzaj fotografii podwodnej. Wymaga od ciebie nie tylko
Istnieje jeszcze jedna zasadnicza różnica między fotografią przyrodniczą na lądzie a jej podwodnym odpowiednikiem. Fotograf pracujący na powierzchni może wykorzystać teleobiektyw i obserwować zwierzę z dużej odległości, ograniczając własną obecność w jego bezpośrednim otoczeniu. Pod wodą taka metoda nie ma zastosowania, ponieważ środowisko wodne wymusza pracę z małego dystansu. Aby uzyskać obraz dobrej jakości, niemal zawsze musisz znaleźć się blisko fotografowanego organizmu. Ta konieczność bliskości sprawia, że pod wodą możemy się znaleźć znacznie bliżej dzikich zwierząt niż na lądzie. To ekscytujące, ale jednocześnie nakłada na nas dużą odpowiedzialność. Znajomość zachowania zwierzęcia, jego tolerancji na obecność człowieka oraz możliwych reakcji obronnych staje się fundamentalna. Decyduje nie tylko o szansie wykonania wartościowego zdjęcia, lecz także o Twoim bezpieczeństwie i o tym, czy samo spotkanie przebiegnie bez nadmiernej ingerencji w naturalne zachowanie
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
65
foto podwodna
Płochliwe kosogony najłatwiej spotkać w płytkich strefach czyszczenia. Niepłoszone spontanicznie skracają dystans umożliwiając skuteczne wykonanie zdjęcia. Korzystanie z lamp błyskowych jest przy tym zabronione. (Kimud Shoal, Filipiny)
66
zwierzęcia. Kto próbował zrobić zdjęcie rogatnicy pilnującej swojego gniazda i został przegoniony na cztery wiatry przez kłapiącą zębami rybę, ten dobrze wie o czym mówię. Nie pomaga również to, że pod wodą działasz w znacznie krótszym okienku czasowym niż fotograf przyrody na lądzie. Siedząc w czatowni, można czekać godzinami, a niekiedy nawet całymi dniami, na odpowiedni moment. Pod wodą czas pracy ograniczają warunki nurkowania, zapas gazu, głębokość, temperatura i fizjologia samego nurka. Oznacza to, że wybór tematu i decyzja o wykonaniu zdjęcia muszą zwykle nastąpić szybciej i przy znacznie mniejszym marginesie błędu.
wach w określonych miejscach i w konkretnych porach roku. Spektakularne gody papugoryb garbogłowych (bumphead parrotfish) można oglądać na Palau wyłącznie przez 2-3 poranki podczas każdej pełni księżyca. Posiadanie takich informacji jest warunkiem wstępnym. Szukaj ich na forach fotograficznych, w prasie nurkowej oraz rozmawiaj z innymi fotografami, którzy na ogół bardzo chętnie dzielą się posiadaną wiedzą. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że najcenniejszej pomocy dostarczą Ci lokalni przewodnicy i centra nurkowe, znający doskonale zachowania oraz lokalizacje, w których spotkasz przedstawicieli miejscowych gatunków.
Przygotowanie
Interakcja na warunkach zwierzęcia
Równie ważne jak znajomość zachowania interesujących Cię organizmów jest to, abyś wiedział, gdzie i kiedy trzeba ich szukać. Zwierzęta będące tematem fotografii przyrodniczej nie występują przypadkowo we wszystkich morzach i oceanach ani nie są dostępne w każdym miejscu przez cały rok. Wiele gatunków można spotkać tylko w określonych rejonach, lub specyficznych siedliskach, a wiedza n/t sezonowości ich pojawiania się lub wzmożonej aktywności, sprawia, że prawdopodobieństwo ich spotkania rzeczywiście rośnie. Oczywiście zdarza się spotkać pojedyncze manty w Morzu Czerwonym, ale żerujące stada mant obserwujemy na Maledi-
Jedną z najtrudniejszych spraw w fotografii przyrodniczej jest wyznaczenie granicy między byciem obserwatorem a intruzem. Przez lata fotografowania pod wodą sam popełniałem błędy i widziałem, jak popełniają je inni. Najczęściej prowadziły one do stresu u zwierząt i utraty szansy na dobre zdjęcie. Największym błędem jest, gdy fotograf zmienia obserwację w pościg. Bardzo łatwo dać się ponieść emocjom i ruszyć za zestresowanym obiektem, który właśnie odpływa. To zrozumiałe, ale rzadko prowadzi do dobrego zdjęcia. Powiedzmy sobie szczerze: pod wodą i tak nie mamy realnych szans dotrzymać kroku większości mieszkańców rafy, toni czy dna.
Foto podwodna Krewetka czyściciel i murena śródziemnomorska to typowa, poszukiwana przez fotografów ilustracja zachowań symbiotycznych. (Vis, Chorwacja)
Podsumowując, kluczową cechą podwodnego fotografa przyrody powinien być spokój i cierpliwość. Jeśli nie gonisz zwierząt, nie odcinasz im drogi ucieczki i nie zasłaniasz kryjówek, zwiększasz szansę na naturalne zachowanie fotografowanego organizmu. A właśnie takie spotkania są najcenniejsze: zwierzę, które czuje się bezpiecznie, pozwala podejść bliżej, pozostać dłużej i zobaczyć więcej. Etyczne zachowanie pod wodą przynosi korzyść wszystkim: zwierzętom, środowisku i fotografowi. Daje większą szansę na lepsze poznanie fotografowanych gatunków i autentyczne, wartościowe ujęcia.
Strefy karmienia, czyli między obserwacją, a inscenizacją
Drugim częstym błędem jest zbyt agresywne skracanie dystansu. Jeśli zwierzę zaczyna się wycofywać, zmienia kierunek, chowa się, przyspiesza albo wykazuje oznaki niepokoju, najlepszą strategią jest zatrzymanie się i cierpliwe czekanie. Warto pamiętać, że ucieczka nie jest dla zwierzęcia drobną niedogodnością, tylko realnym kosztem. Każdy organizm musi się napracować, żeby zdobyć pokarm, znaleźć partnera, obronić terytorium albo przetrwać spotkanie z drapieżnikiem. Energia, którą wymuszasz niepotrzebną ucieczką, zostaje zabrana właśnie z tego budżetu. Fotograf, który prowokuje panikę tylko po to, żeby podejść bliżej, nie tylko psuje sobie szansę na dobre zdjęcie, ale narusza zasoby energetyczne i dobrostan zwierzęcia.
Szczególnie źle działa zbliżanie się do zwierzęcia bezpośrednio z góry. Dla wielu organizmów taki ruch jest sygnałem zagrożenia, dlatego często prowokuje natychmiastową ucieczkę. Zamiast tego najlepiej zbliżać się z przodu lub z boku, w miarę możliwości na wysokości oczu zwierzęcia. Pozwól mu widzieć Cię przez cały czas i zostaw wolną przestrzeń do oddalenia się. Dzięki temu zwiększasz szansę, że nie zostaniesz odebrany jako agresor, a zwierzę pozostanie na miejscu i pozwoli Ci zajrzeć do swojego świata. Jeśli obiekt zaczyna odpływać, spróbuj przewidzieć jego trasę, ustaw się spokojnie z boku albo lekko przed nim i pozwól, żeby to zwierzę zdecydowało, czy chce się zbliżyć czy nie.
Strefy karmienia dużych zwierząt morskich: przede wszystkim rekinów, budzą skrajne emocje. Z jednej strony są okazją do obserwacji gatunków, które w naturalnych warunkach pozostają poza zasięgiem większości nurków. Z drugiej, niosą ryzyko zmiany zachowań, stresu, przyzwyczajenia zwierząt do obecności człowieka, a w skrajnych przypadkach uzależnienia ich od łatwego źródła pokarmu. Warto rozróżnić dwie sytuacje: dokarmianie i wabienie. Dokarmianie oznacza regularne dostarczanie zwierzętom pokarmu, który staje się dla nich realnym elementem bilansu energetycznego. To praktyka najbardziej problematyczna, bo może zmieniać naturalne trasy żerowania, rytm aktywności i relacje między osobnikami. Zwierzę zaczyna kojarzyć człowieka nie tylko z obecnością, ale z jedzeniem. Wabienie jest czymś innym: polega na użyciu zapachu, śladów pokarmowych lub niewielkiej ilości przynęty, aby zwiększyć szansę spotkania, bez stałego karmienia lokalnej populacji. To nadal ingerencja, ale zwykle mniejsza niż systematyczne dokarmianie. Granica bywa jednak cienka, dlatego znaczenie mają skala, częstotliwość, ilość pokarmu, gatunek, miejsce i sposób prowadzenia całej interakcji. Kluczowa różnica leży także w przestrzeni i możliwości wyboru. Otwarte środowisko, w którym zwierzę może podpłynąć, zignorować sytuację albo odejść, to zupełnie inny przypadek niż zamknięty obszar, w którym interakcja jest wymuszona. Im większą swobodę ma zwierzę, tym
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
67
foto podwodna
Magia interakcji na warunkach zwierzęcia. Nie każda foka szara pozwala na wykonanie sobie zdjęcia portretowego. A jednak czasem cud się zdarza i zwierzę chce spędzić kilka minut w naszym towarzystwie. (Farne Islands, Anglia)
bliżej jesteśmy obserwacji. Im bardziej kontrolujemy miejsce, czas, zachowanie i „ustawienie” zwierzęcia pod potrzeby widza lub fotografa, tym bardziej zbliżamy się do inscenizacji. Nie oznacza to, że wszystkie nurkowania w strefach karmienia należy z góry potępiać. W wielu miejscach bezpiecznie prowadzone interakcje z dużymi drapieżnikami stały się ważnym argumentem za ich ochroną. Rekin, manta czy inny wielki mieszkaniec oceanu, który przyciąga nurków, fotografów i filmowców, zaczyna mieć dla lokalnej społeczności wartość większą jako zwierzę żywe niż jako zdobycz. Zatem, popularyzowanie świadomego, bezpiecznego kontaktu z drapieżnikami może ograniczać presję połowową, wspierać lokalną gospodarkę i budować społeczne poparcie dla ochrony gatunków. Dla fotografa jest to również jedna z największych szans na bliskie spotkanie z wielkimi drapieżnikami. Trzeba jednak pamiętać, że możliwość wykonania efektownego zdjęcia nie zwalnia z odpowiedzialności. Przed udziałem w takim nurkowaniu warto sprawdzić, kto je organizuje, jakie stosuje procedury, czy współpracuje z lokalnymi przewodnikami i biologami, czy ogranicza ilość pokarmu, czy nie wymusza kontaktu i czy zachowanie nurków nie prowokuje zwierząt do rywalizacji lub agresji.
Fotografia dokumentacyjna W opozycji do inscenizacji stoi fotografia dokumentacyjna. Cicha,
68
często pozbawiona fajerwerków, ale niezwykle wartościowa. Rejestruje stan środowiska, zachowania zwierząt bez poprawiania, bez ingerencji, bez ustawiania świata pod potrzeby efektownego kadru. To właśnie ten rodzaj fotografii zyskuje na wartości z upływem czasu. Staje się świadectwem zmian, punktem odniesienia, czasem dowodem. Wbrew pozorom nie wymaga mniejszych umiejętności. Wręcz przeciwnie, wymaga cierpliwości, uważności i rezygnacji z łatwych efektów. Czasem największe znaczenie mają ujęcia technicznie niedoskonałe, kompozycyjnie przeciętne, ale niosące informację, której inaczej nie udałoby się zebrać. Zdjęcia dokumentacyjne mogą pomagać w identyfikacji konkretnych osobników, śledzeniu ich migracji, potwierdzaniu występowania gatunków na danym obszarze albo opisywaniu zmian środowiskowych. Najczęściej myślimy tu o degradacji: zanikaniu raf, obumieraniu gorgonii, zniszczeniach po kotwiczeniu, dryfujących sieciach (ang. ghost nets) czy śmieciach zalegających na dnie. Ale dokumentować warto również procesy pozytywne: rekultywację siedlisk, powrót życia na wcześniej zniszczone miejsca, odradzanie się bioróżnorodności. Szczególnie ciekawe bywają ujęcia pokazujące zwierzęta korzystające z odpadów, które nigdy nie powinny znaleźć się pod wodą. Krab wykorzystujący nakrętkę jako schronienie, ryba ukryta w butelce, ośmiornica budująca kryjówkę z puszek po pi-
Foto podwodna Lokalni przewodnicy bywają niezastąpieni w wyszukiwaniu organizmów interesujących fotografa. Zdjęcie „mamy-mantis” (rawka błazen) z kulą jajeczek zawdzięczam znajomości terenu i zaangażowaniu jednego z guidów w Anilao Photo Academy. (Anilao, Filipiny)
wie. To nie zawsze są zdjęcia „ładne”, ale są ważne, bo pokazują kontekst, jak elementy ludzkiej cywilizacji przenikają do świata zwierząt wodnych. Jeżeli takie zdjęcie zawiera informację o dacie, lokalizacji i głębokości, przestaje być tylko pamiątką z nurkowania. Staje się dokumentem, który może przyczynić się do rozwoju wiedzy o środowisku wodnym i jego mieszkańcach. Nie zmarnuj okazji, żeby dostarczyć takiego materiału. W takich chwilach stajesz się bardziej przyrodnikiem niż artystą – i to jest jedna z najcenniejszych ról fotografa podwodnego.
nie, kompozycyjnie i ciekawszych tematycznie. Coraz większe znaczenie ma nie tylko to, co fotografujesz, ale także to, jak to pokazałeś. W kolejnym etapie pojawia się nieodparta potrzeba zbudowania własnej kolekcji gatunków ikonicznych. Chcesz mieć w swoim dorobku zdjęcia szczupaków, żółwi, błazenków, rekinów, delfinów i innych zwierząt, które stały się symbolami podwodnego świata. Taki etap jest czymś naturalnym, bo porządkuje fotograficzne ambicje i pomaga określić kierunki dalszego działania.
Droga mistrza Rozwój fotografa podwodnej przyrody zwykle przebiega etapami i rzadko od razu zaczyna się od świadomego wyboru tematów i cierpliwego budowania opowieści. Najczęściej pierwszy etap jest znacznie prostszy: fotografujesz niemal wszystko, co spotkasz pod wodą. Każde zwierzę wydaje się interesujące, a samo udokumentowanie spotkania daje dużą satysfakcję. To naturalny i potrzebny etap, który uczy spostrzegawczości, sprawnego korzystania z posiadanego sprzętu, szybkiego reagowania i oswaja Cię z emocjami towarzyszącymi fotograficznym łowom. Z czasem samo „poprawne” zdjęcie przestaje jednak wystarczać. Zaczniesz wracać do gatunków, które już sfotografowałeś i szukać lepszych ujęć: bardziej dopracowanych techniczUbarwienie maskujące pozwala płastudze wtopić się w wulkaniczny, czarny piasek. (Komodo, Indonezja)
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
69
foto podwodna
Agresywne zachowania rozrodcze samca rekina brodatego obejmują gryzienie płetw piersiowych samicy. Gody odbywały się w silnym prądzie, pamiętam, że mocno się zadyszałem, próbując się zbliżyć do tej pary kochanków. (Północny Atol Male, Malediwy)
Wreszcie możesz dojść do etapu najbardziej świadomego, w którym przestajesz fotografować wszystko po kolei, a zaczynasz planować nurkowania i całe wyjazdy pod kątem wybranych gatunków lub konkretnych zachowań. To już nie jest dokumentowanie przy okazji nurkowania, ale celowe foto-projekty oparte na wcześniejszym wywiadzie i zebraniu informacji dotyczących wyboru miejsca, pory roku, warunków i wymagań sprzętowych. Wtedy jedno naprawdę dobre zdjęcie staje się wystarczającą nagrodą za cały włożony wysiłek. Czasem też, właśnie dla tego jednego kadru, warto wracać w to samo miejsce wielokrotnie i cierpliwie czekać na właściwy moment. Na tym poziomie zaczynasz też inaczej patrzeć na niepowodzenia: stają się one naturalną częścią procesu, a nie powodem do zniechęcenia. Wiesz już, że poprzeczka została zawieszona wysoko i że osiągnięcie zamierzonego efektu
NAJCZĘSTSZE TEMATY fotografii przyrodniczej W praktyce, pomimo rozmaitości gatunków zwierząt wodnych występujących na całym świecie, podwodna fotografia przyrodnicza najczęściej koncentruje się na kilku powtarzających się wątkach. Pomimo tego nuda nam nie grozi, ponieważ zbiór „wariacji na temat” wydaje się nieskończony. Do najczęściej wybieranych należą: ● fotografie ławic i skupisk zwierząt, ● ujęcia prezentujące organizmy w ich typowych siedliskach, ● zachowania rozrodcze i godowe, ● zachowania obronne, ● polowanie i zachowania pokarmowe, ● maskowanie, ● symbioza, ● opieka nad potomstwem.
70
bywa trudne, czasochłonne i w dużej mierze zależne od czynników, nad którymi nie masz pełnej kontroli. A jeżeli nie udało się tym razem zrobić wymarzonego zdjęcia? Cóż, zadbasz o to, żeby pojawiła się kolejna okazja! Piotr Stós/ Nautica Safari Tekst stanowi fragment przygotowywanej książki o fotografii podwodnej.
PODSTAWOWE ZASADY fotografowania podwodnej przyrody: ● stawiaj dobro środowiska i jego mieszkańców na pierwszym miejscu, ● kontroluj pływalność i pilnuj swojego położenia względem podłoża, ● nie dotykaj i nie przemieszczaj fotografowanych organizmów, ● daj zwierzęciu czas, aby mogło oswoić się z Twoją obecnością lub przestrzeń do ucieczki, ● nie napływaj z góry i podpływaj wolno do fotografowanego obiektu, ● czytaj „mowę ciała” fotografowanych organizmów, ● wykonaj testowe ujęcie zanim zbliżysz się do swojego obiektu, ● ograniczyć ilość zdjęć z fleszem do 10 ujęć, ● nie pozostawiaj miejsca na przypadek i zbierz informacje, kiedy, gdzie i jak sfotografować interesujący Cię organizm, ● świadomie wybieraj operatorów nurkowych i przewodników. ● PAMIĘTAJ: najbardziej przyjemne i satysfakcjonujące doświadczenie w kontakcie z dziką przyrodą to takie, w którym zwierzęta wchodzą w interakcję na własnych warunkach!
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
71
FOTO PODWODNA
ŻABNICA ze Skjelfjordu
Tekst i zdjęcie Marcin TRZCIŃSKI
Czasem człowiek ma po prostu pecha. Niby wszystko sobie dokładnie zaplanuje, a potem, gdy przyjdzie co do czego, cały jego misterny plan idzie w diabły.
72
Parametry ekspozycji: tryb M, 1/20 sek., f/6.3, ISO 640 Aparat: Nikon D300 Obiektyw: Sigma 10-20 f/4-5.6 (ustawiona na 12 mm) Obudowa: Ikelite + port kopułowy 6” Lampy: 2 x Ikelite DS160
Porażka przez cały wieczór nie dawała mi spokoju. Myśl o niej ciągle siedziała mi gdzieś z tyłu głowy nie przestając dręczyć. W końcu, gdzieś nad ranem, po długim, bezsennym wierceniu się w łóżku miałem gotowy nowy plan. Wymyśliłem, że przekonam kogoś, by zamiast ustalonego nurkowania przy ściance w Hamnoy znów pojechać nad Skjelfjord. Potem skombinuję jeszcze samochód, by dowieźć tam sprzęt oraz dogadam się z mapą pływów w kwestii możliwych godzin nurkowania. Całość wyglądała jak bułka z masłem, więc w końcu zasnąłem. Rano o dziwo poszło całkiem sprawnie. Kaśka i Jacek zgodzili się dołączyć do mojej małej wyprawy, Dominik bez większych problemów oddał kluczyki do swojej Navary (swoją droga całkiem fajny z niej pojazd na jazdę w terenie z nurkowymi gratami na pace), a Neptun obiecał trzymać się odgórnego planu pływów. Dochodziła jedenasta, gdy zaparkowałem na żwirowym podjeździe tuż obok niewielkiego molo. Szybki klar sprzętu, ostatnia kontrola i w szumie wylatujących z automatu bąbelków zniknęliśmy pod powierzchnią. Opadałem wzdłuż biegnącej gdzieś w ciemną toń grani, zerkając od czasu do czasu na partnerów, chcąc być pewnym, że nie przeoczę żadnego z ich znalezisk. Na chwilę odwróciłem od nich wzrok patrząc na pokrywające zbocze brunatnice, gdy nagle coś przykuło moja uwagę. Spod dużych liści wystawał całkiem sporych rozmiarów ogon. Znieruchomiałem. Skoro był ogon, to pewnie gdzieś pod liśćmi kelpu znajdowała się i przednia część ryby. Przepłynąłem na drugą stronę skalnego grzbietu i… bingo! Paskudny, wykrzywiony w szyderczym uśmiechu pysk i wpatrujące się we mnie złośliwe oczka zwiastowały kolejny tego dnia sukces. Odsunąłem się trochę i dobierając parametry ekspozycji łapiąc w kadr sąsiedni kamień przygotowałem się do zdjęcia. Byliśmy na 23 metrach, więc światła zastanego nie było już zbyt dużo. Chcąc mieć jasny drugi plan podniosłem trochę czułość, po czym dość mocno wydłużyłem czas ekspozycji. Delikatnie odwróciłem się w stronę mojego modela. Pierwsze dwa zdjęcia były ok., ale najwyraźniej wredota jego charakteru dorównywała brzydocie. Nie dając mi szansy na zmianę kadru poderwał się i opływając grzbiet skały ruszył wzdłuż zbocza, lekko zwiększając głębokość. No w mordę jeża! Ruszyłem za nim usiłując wyprzedzić go na tyle, by mieć go z przodu. Nie płynął na szczęście szybko, więc po kilku metrach, gdy się odwróciłem, miałem go en face, płynącego w moja stronę. Oczywiście znów szyderczo wyszczerzonego. Ale na trzy zdjęcia pozwolił…
REKLAMA
N
o bo jak inaczej określić popołudniowe nurkowanie w Skjelfjord, na którym wszyscy widzieli duże żabnice (niektórzy i po kilka) podczas gdy ja przez 48 minut wytrzeszczałem ślepia nie mogąc niczego dostrzec. Widzicie, mój problem pod wodą polega na tym, że w niczym nie przypominam Nattyego Bumppo (znanego lepiej jako Sokole Oko) a bardziej krecika. Dlatego trzymam się innych licząc, że dojrzę coś, co będą fotografowali. A że jako pierwszą znaleźli malutką żabnicę (tak małą, że jej zdjęcia powinny podpadać pod kategorię makro) to właśnie przy niej się trochę zasiedziałem. Tyle że mając szerokokątny obiektyw nie tylko niczego sensownego nie uchwyciłem w kadrze, to jeszcze nie zarejestrowałem kolejnych, znacznie większych okazów, odległych o raptem kilka metrów.
FOTO PODWODNA
Oko w oko
z LWEM
Tekst i zdjęcia Piotr BAŁAZY
Młody samiec patagońskiego lwa morskiego Otaria byronia. Kanał Beagle, Ziemia Ognista. 5 m głębokości.
B
ył to ostatni dzień nurkowy i koniec naszego pobytu poświęconego na badania lasów kelpowych. Po pierwszym nurkowaniu na najbardziej oddalonym od Ushuaia miejscu mięliśmy zanurkować w najpiękniejszym, najbardziej rozległym, najgęstszym i obfitującym w największe gąbki lesie Macrocystis. Bardzo cieszyliśmy się na tego nurka, ponieważ byliśmy tam już wcześniej i widzieliśmy na własne oczy wszystkie skrywające się tam cuda, z delfinowcami południowymi patrolującymi jego granice włącznie. Ale oczywiście zajęci pracą naukową nie mięliśmy aparatów przy sobie… Tyle że stało się jednak inaczej. Nurkujący z nami przyjaciel, Argentyńczyk, świetny nurek, fotograf i jeszcze lepszy filmowiec, znający te wody jak własną kieszeń, jakimś cudem zdołał nas przekonać, aby jechać gdzie indziej, na jak to mówił „otro bosque” (hiszp. inny las). Jak się okazało cofnęliśmy się z miejsca znajdującego się pod bezpośrednim wpływem otwartego oceanu w kierunku do wnętrza kanału. Woda była tam już znacznie słabsza, a i sam las marniejszy. Jakie było nasze rozczarowanie
74
po zanurzeniu, kiedy widoczność nie przekraczała kilu metrów, a kolor wody z ciemno-niebieskiego zmienił się na zielonkawy. Przeklinaliśmy więc to „otro bosque” cedząc niecenzuralne słowa przez automaty oddechowe i myśląc jak tu „pozdrowić” lokalnego przyjaciela po wynurzeniu. Pewnie i tak by się stało, gdyby nie spotkanie pod koniec nurkowania, na którym nieco zbłądziliśmy. Na początku na granicy widoczności zauważyłem tylko szybko przemieszczający się szary cień, który zbagatelizowałem myśląc, że to wyobraźnia płata mi figle. Chwilę później cień już był przeze mnie wypatrzony wcześniej, więc mogłem się upewnić, że to nie omamy wzrokowe. Pojawiał się tylko na chwilę i przemykał z dala z dużą prędkością. Serce zabiło mocniej. Już wiedziałem, że mam do czynienia z czymś dużym, jakimś ssakiem. W tym miejscu, najpewniej z uchatkami patagońskimi, bo na lamparty morskie było już za późno. Zrobienie im zdjęcia graniczyło jednak z cudem, więc po kilku nieudanych próbach i rozglądaniu się dookoła (nigdy nie było wiadomo skąd nadpłynie kolejny) zacząłem się wycofywać. To był już koniec nurkowania i zbliżałem się do re-
zerwy. Jakie było moje zdziwienie, gdy nagle przede mną wyrósł o wiele większy niż dotychczas kształt. Płynął z ogromną prędkością, jeszcze przyspieszając tuż przede mną, po czym wykonał gwałtowny zwrot. To był samiec, zwany przez lokalesów „macho, lobo marino”. Spotkanie niespodziewane i gwałtowne, bo przy zwrocie zwierzę wypuszczało dodatkowo bąble powietrza jakby szczekając pod wodą. Nie trzeba być behawiorystą, żeby domyślić się, że chodziło o demonstrację siły, obronę terytorium i samic przemykających skrycie nieopodal przed dziwnym, nieporadnym płetwiastym stworzeniem wypuszczającym takie same bąble powietrza, więc być może (?) prowokującym całą sytuację. Dla fotografa spotkanie marzenie, bo zwierzak był charyzmatyczny i zdecydowanie nie bojący się bliskości człowieka, jednak budził lekki dyskomfort, bo to przecież duże zwierzę, tak zwinne pod wodą i nadpływające z tak zaskakujących kierunków, że nie sposób było to kontrolować. Zdecydowanie pod wodą jesteśmy niemal ślepi i głusi w porównaniu do zwierząt tam mieszkających. Więc czułem się nieswojo, ale koniecznie chciałem to spotkanie udokumentować. Wycofując się (choć ciężko było to nazwać wycofywaniem w jakimś konkretnym kierunku, bo nie chcąc być zaskoczonym od tyłu kręciłem się trochę wokół własnej osi), za którąś próbą to się udało i tak właśnie powstało to zdjęcie. Cieszę się, że udało się uchwycić kawałek powierzchni pokazując nie tylko samą uchatkę, ale i środowisko, w którym bytuje.
Pomimo, że zdjęcie prezentowane było już publicznie na kilku wystawach, w prasie i konkursach zdecydowałem się je opisać, ponieważ ciekawa ( jak mi się wydaje) historia nie dotyczy tylko okoliczności w jakich powstało, ale także różnego jego odbioru. Na jednym z liczących się polskich konkursów dotyczących fotografii przyrodniczej zostało usunięte z konkursu pod zarzutem niepokojenia zwierząt (nie mam o to żalu!), co mogło wynikać z mojego niefortunnego opisu, bo przecież nikt z nas celowo na terytorium samca nie wpływał – żadnej znanej kolonii w tym miejscu nie było. Na drugim konkursie z kolei, już bardziej dedykowanym podwodnym fotografom, jak się dowiedziałem w kuluarach zostałoby lepiej ocenione, gdyby było bardziej wyczyszczone z pojawiających się w lewej części kadru odbić wstecznych… Na poprzednim konkursie jakakolwiek modyfikacja kadru nie jest mile widziana więc i tego tutaj nie zrobiłem. Konkursowe losy tego zdjęcia były więc niemal równie przewrotne jak samo nurkowanie – dla jednych było w nim zbyt wiele ingerencji w życie zwierzęcia, dla innych zbyt mało ingerencji w sam obraz. Najpierw nie chcieliśmy płynąć do „otro bosque”, później chcieliśmy z niego jak najszybciej wracać, a dziś właśnie z tego miejsca mam jedno z najbardziej pamiętnych zdjęć z całego wyjazdu. I może jest w tym jakaś lekcja: pod wodą nie zawsze warto zbyt szybko oceniać miejsce, nurkowanie ani nawet niepozorny szary cień majaczący na granicy widoczności.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
75
SPOKÓJ POD WODĄ JEST ZARAŹLIWY Just a dive – Twoja Szkoła Nurkowania szkolimy i uczymy, pomagamy wrócić do nurkowania i odzyskać komfort pod wodą – nawet jeśli po OWD masz problem z pływalnością, oddechem czy stresem - bez ocen, bez presji, bez „beznadziejnych przypadków”.
SZKOŁA NURKOWANIA STWORZONA PRZEZ LUDZI, KTÓRZY CHCĄ UCZYĆ. Nie jesteśmy centrum nurkowym. Jesteśmy szkołą, która stawia na jakość, relację i realne umiejętności Szkolimy spokojnie, bez pośpiechu i bez presji – od pierwszego zanurzenia, przez kolejne stopnie i specjalizacje, aż po świadome, bezpieczne nurkowanie. Uczymy. Tłumaczymy. Zabieramy pod wodę. Uczymy nurkować świadomie i bezpiecznie. Program powrotu do nurkowania po przerwie. Szkolimy również w języku angielskim.
76
sprzęt DOBÓR I DORADZTWO
wyprawy
edukacja
POLSKA
DOSKONALENIE UMIEJĘTNOŚCI NURKOWYCH
EUROPA
KURSY NURKOWANIA OD PODSTAWOWEGO DO ZAAWANSOWANEGO
ŚWIAT
NURKOWY COMEBACK
KOMPLEKSOWE WYPOSAŻENIE
Dla kogo jest Just a dive? dla osób, które chcą zacząć nurkować świadomie dla nurków wracających do pasji po przerwie dla wszytkich, którzy chcą wrócić do formy lub poprawić technikę dla tych, którzy chcą pod wodą czuć się pewnie dla ludzi, którzy szukają jakości, a nie masówki kształtujemy nurków pewnych siebie, nie „zaliczających poziomy”
Parafialna 16, Wrocław biuro@justadive.pl
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
77
kalendarium
Konkurs Fotografii Podwodnej Nautica Safari TRWA!
WEŹ W NIM UDZIAŁ!
23-25 października 2026 10-11 października 2026 Weekend Testowy w Bazie Nurkowej Honoratka Spotykamy się w godzinach 9:30-16:30 Testy sprzętu ECN-Systemy Nurkowe Będą między innymi: szpejownia.com oraz nurkersi.pl
78
Konferencja Diving Talks Gdzie dokładnie: Cordoaria Nacional – Torreao Central, Avenida da India Lizbona, Portugalia Kontakt: divingtalks@divingtalks.com divingtalks.com
03-06 listopada 2026
21-22 listopada 2026
DEMA Show 2026 Nowy Orlean, USA demashow.com
Konferencja Baltictech Gdzie dokładnie: Gdynia, Biblioteka Główna Akademii Marynarki Wojennej Kontakt: website@baltictech.com
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
79
porady i ciekawostki ACADEMY
Jety tylko dla technicznych?
A CO, JEŚLI TO NIEPRAWDA? Tekst Wojciech A. FILIP
Zdjęcie Tecline
W tym artykule napiszę, jak dobrać płetwy tak, aby pasowały do twojego sposobu nurkowania, pomagały ci w utrzymaniu dobrej pozycji i sprawdzały się w czasie akcji ratowniczych.
Typowy wybór wygląda zwykle tak: kupujesz płetwy, które pasują na twoją za dużą, za małą czy w inny sposób nietypową stopę. Jak zrobić to lepiej?
Jakiego skafandra używasz? 1. Pływam w piance Wybierz płetwy pozytywnie pływalne – wrzucone do wody pozostają na powierzchni, nie toną. Przykład? LightJet. Aby jeszcze wyżej trzymały twoje stopy nad dnem, wymień sprężynę na gumę bungee. Dlaczego taki wybór?
80
Pianka kompresuje się wraz z głębokością i coraz bardziej opadają ci nogi. Dodatnio pływalne płetwy pomogą ci w utrzymaniu dobrej pozycji. 2. Pływam w suchym Wybierz płetwy tonące, ważące w wodzie 250 lub więcej gramów. Przykład? LightJet w wersji „Negative” albo PowerJet. Dlaczego taki wybór? Suchy skafander może „wyciągać” ci nogi w górę przez całe nurkowanie. Lekkie dociążenie w postaci płetw może znacząco podnieść komfort i bezpieczeństwo nurkowania.
porady i ciekawostki ACADEMY
Ważna uwaga: waga płetw na powierzchni jest różna od tej pod wodą. Nie sugeruj się tym, że para płetw waży 3 kg, więc tak bardzo obciążysz stopy. Nie zdejmuj też balastu. Takie płetwy ważą pod wodą dużo mniej. Przykładowo: PowerJet waga jednej płetwy to 1,69 kg, a pod wodą 0,37 kg JetStream waży 1,69 kg, a pod wodą 0,47 kg LightJet (idealne do pianki) waży 1 kg, a pod wodą jest pozytywnie pływalna.
Zdjęcie Tecline
Co dają dobrze dobrane płetwy? Płetwy zwiększają twoje możliwości pod wodą. Dobrze dobrane: ● poprawią stabilność pozycji, ● zmniejszą zużycie gazu, ● pomogą w pływaniu wieloma technikami.
nianymi podeszwami i rockbootsy albo… trampki w ulubionym kolorze. Rockbootsy lepiej wypełniają kieszeń płetwy i zapewniają stabilne połączenie stopy z płetwą. Trampki to nie żart. Jeżeli bardziej pasują do twojego nurkowego outfitu, sprawdzą się równie dobrze.
Wybrałem płetwy, ale moje buty do nich nie pasują
Plan B – kieszeń w płetwie jest bardzo wąska
Wybrałem płetwy o bardzo dobrych parametrach, ale moje neoprenowe buty są w nich za luźne. Jak dopasować płetwy do stopy?
Zastosuj samą skarpetę ze wzmocnionym spodem. Ciekawostką może być to, że możesz wtedy używać płetw kaloszowych.
Pływam w piance
Plan C – nic mi nie pasuje…
Wykorzystaj technikę stosowaną przez nurków zaawansowanych. Masz do dyspozycji neoprenowe skarpety, neoprenowe buty i tzw. rockbootsy, czyli buty wielozadaniowe, z których korzystają różne grupy nurków, w tym ratownicy, siły specjalne i osoby poruszające się w trudnym terenie. Wybierz rozwiązanie najwygodniejsze i zapewniające duży komfort cieplny. Przetestuj 2-3 opcje przed zakupem.
Skarpeta + but neoprenowy w większym rozmiarze lub o innym kształcie. Szukaj modeli różnych producentów. Takie rozwiązanie wypełni kieszeń płetwy o średniej objętości lub szerokości.
Plan A – największe możliwości Do pianki zamiast butów neoprenowych wybierz neoprenowe skarpety ze wzmac-
To, o czym warto pamiętać: płetwy powinny ci efektywnie pomóc w holowaniu partnera zarówno na powierzchni, jak i w czasie akcji ratowniczej pod wodą.
Pływam w suchaczu Największe możliwości dopasowania różnych modeli płetw będzie miał suchy skafander zakończony neoprenowymi skarpetami. Podobnie jak w przykładach powyżej można wtedy zastosować: ● rockbootsy, ● trampki,
Zdjęcie Kira Rauner
Ważna uwaga: dobór płetw powinien nastąpić przed doborem butów – opis jak to zrobić znajdziesz na końcu tego artykułu.
PERFECTDIVER nr 5 (47)/2026
81
porady i ciekawostki ACADEMY
Jak to wyglądało wcześniej? Warto wiedzieć, że zanim powstały buty typu turbosole czy flexsole, najpopularniejszym rozwiązaniem były skarpety neoprenowe + rockbootsy. Z biegiem czasu do skarpet nurkowie zaczęli podklejać podeszwy z cienkiej mikrogumy, a producenci skafandrów rozbudowali to rozwiązanie o dodatkowe wzmocnienia pięty i palców.
● buty neoprenowe, ● same skarpety. Dobrym pomysłem jest wybrać rozmiar skarpet tak, aby zmieściły się do nich 2 pary grubych wewnętrznych skarpety docieplających, pozostawiając stopę nieściśniętą. Najmniej możliwości dopasowania różnych modeli płetw dają buty typu turbosole albo flexsole. Popularne flexy mają wiele zalet, ale mają też wadę: trudno je poszerzyć, czyli dopasować do szerszej kieszeni na płetwę. Jak dobrać płetwy? Nawet jeżeli jesteś początkujący, poniżej dostaniesz przepis na najlepsze dla ciebie płetwy.
Jeden test dla wszystkich modeli płetw Wybierz właściwy test: ● dla początkujących, ● dla zaawansowanych. Przeczytaj dokładnie opis, dobierając elementy testu do twoich wymagań i planów nurkowych. Zapisz je w wetnotesie albo na tabliczce.
Zdjęcie Karola Takes Photos
…a mój instruktor twierdzi, że jet’y powodują ból gardła u początkujących!? Kompletny opis testu znajdziesz w numerze 17 Perfect Diver na stronie 70.
Zapraszam ciebie i instruktora do Akademii Tecline – pokażę kilka naturalnych sposobów walki z bólem gardła WAF
https://teclinediving.eu/pl/akademia-tecline/#/
82
Seacraft GO! rewolucja w segmencie kompaktowych skuterów podwodnych office@seacraft.eu, www.seacraft.eu
ATTACK
WYTRZYMAŁE NA ZEWNĄTRZ – ULTRA MIĘKKIE W ŚRODKU TECLINEDIVING.EU