Skip to main content

Magazyn nurkowy Perfect Diver nr 46 nurkowanie, kursy nurkowania, sklep nurkowy

Page 1

nurkowanie freediving pasja wiedza

FREEDIVING

i przełamywanie strachu

nr 46 4 (46)/2026

LIPIEC/SIERPIEŃ

cena 33,00 zł cena z dostawą na terenie PL 45 zł

Klątwa „Szczęk” czyli jak odwrócić pół wieku zbiorowej histerii

„Akwanauta” 70 lat Poznańskiego

Klubu Podwodnego PTTK 1


TECLINEDIVING.EU 2


słowo wstępne

Wojciech ZGOŁA Redaktor Naczelny

Co jest lepsze, kupić sobie butlę z automatem oddechowym o pojemności 1 litra, czy zrobić kurs freediving’owy? Kto wytrzyma dłużej pod wodą i która opcja jest bezpieczniejsza? Co jakiś czas pojawiają się reklamy butli o pojemności 0,5 czy 1 litra z pompką. Często jest napisane, że to butla nurkowa, że możesz w niej nurkować na 10 czy 20 metrów głębokości, nawet to 20 minut… Cała prawda w krótkim materiale Wojtka A Filipa. Wystarczy trochę matematyki, świadomości i podstawowej wiedzy z zakresu nurkowania. Sami zobaczcie, a być może uratujecie komuś życie lub zdrowie? Mnie niezmiennie raduje obecność, obok stałych współpracowników Redakcji, nowych Autorów. Tym razem jest ich aż czworo, a właściwie pięcioro, bo Małgorzata Sobońska – Szylińska prezentowała już na łamach PD swoje zdjęcia – teraz dzieli się swoimi spostrzeżeniami i zdjęciami na temat szczęk. Jest Iza Lisek i Martin Petrus (gratuluję okładki) w swoim artykule o freedivingu. Jest Paula Suszko, a jej materiał o nurkowaniach wokół Singapuru, który raczej dla ogromnej większości jest portem na międzylądowanie niż destynacją docelową, może przyjemnie zaskoczyć.

Przeczytajcie też artykuł Beaty Pytel, który wziął się z praktycznego podejście Polaków i nie tylko – do „last minute”. Fotograficznie jest dużo podwodnego świata makro, a przy okazji możecie zobaczyć konkretne spoty nurkowe. Pojawia się Komodo i Meksyk ze swoimi cenotami. Jest kolejna opowieść o jednym, wybranym kadrze, a także kolejna część poradnika na temat takich zdjęć, które przyciągają wzrok. Co jakiś czas pojawiają się w magazynie QR kody prowadzące do filmów. Tak też dzieje się i w tym wydaniu. A do tego jest jeszcze artykuł o magii ruchomego obrazu. Publikujemy również ciekawy materiał o jednym z klubów, który kończy w tym roku 70 lat. Jest to poznańska Akwanauta. Niedawno rozmawialiśmy z nimi w świetle kamer – sprawdźcie QR kod. Zapraszam również do kalendarium! Czy to już wszystko? Oczywiście, że nie, bo w wydaniu jest jeszcze mnóstwo zdjęć i kontentu. My przygotowujemy już kolejne wydanie, a w mediach społecznościowych pokazujemy Wam różne ciekawostki i przypominajki. Dlatego oprócz tego, że wiecie, że jesteśmy – zaglądajcie do środka.

Opowiadaj o nas znajomym. Spędzaj czas na artykułach, czerp inspirację i wiedzę. Jesteśmy tu dla Ciebie!

Spodobało Ci się to wydanie? Postaw nam wirtualną kawę buycoffee.to/perfectdiver Odwiedź naszą stronę www.perfectdiver.pl, zajrzyj na Facebooka www.facebook.com/PerfectDiverMagazine i Instagrama www.instagram.com/perfectdiver/

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

3


spis treści

10

podróże 10 16 22 30 54

22

W cieniu drapaczy chmur. Podwodne skarby SINGAPURU SEMPORNA. Czy legenda może być prawdziwa? KOMODO. Królestwo mant, smoków i oceanicznych prądów MEKSYK, początek... Last minute

freediving 42

Freediving i przełamywanie strachu

foto podwodna 34 48

62

16

Nagroda za cierpliwość Zdjęcia, które przyciągają wzrok. O Wielkiej Piątce fotografii podwodnej i efekcie „WOW” Magia ruchomego obrazu. Wyjść poza czerwony przycisk

słodka woda 58

4

Zanurkuj w jeziorze pomiędzy kanałami, zanurkuj w jeziorze pełnym niespodzianek. JEZIORO JAGODNE

62

48


Spis treści

planeta ziemia 36 Klątwa „SZCZĘK”. Czyli jak odwrócić pół wieku zbiorowej histerii 75 NIE! DLA delfinarium. Błękitna ewolucja polskich biur podróży

36

sprzęt 56 Divepro S50Z – Regulowany strumień światła pod pełną kontrolą

wydarzenia 68 Poznański Klub Podwodny PTTK „AKWANAUTA” ma już 70 lat 70 Więcej niż zdjęcie. VIII Zlot Fotografów Podwodnych na Visie 74 KALENDARIUM

76

porady i ciekawostki 76 Mała butla, duży problem

Wydawca PERFECT DIVER Sp. z o.o. ul. Folwarczna 37, 62-081 Przeźmierowo redakcja@perfectdiver.com ISSN 2545-3319

Redaktor Naczelny

Wojciech ZGOŁA

Nurek techniczny Geografia świata i podróże Reportaż Doradztwo wizerunkowe Tłumacze języka angielskiego Opieka prawna Grafik Reklama

Tomek KULCZYŃSKI Anna METRYCKA Dominika ABRAHAMCZYK Waldemar RYDZAK Agnieszka GUMIELA-PAJĄKOWSKA, Arleta KAŹMIERCZAK, Piotr WITEK, Tomek KULCZYŃSKI Adwokat Joanna WAJSNIS Brygida JACKOWIAK reklama@perfectdiver.com

MAGAZYN ZŁOŻONO KROJAMI PISMA Montserrat (Julieta Ulanovsky), Acumin Pro (Robert Slimbach, Adobe), Source Serif 4 (Frank Grießhammer, Adobe)

DYSTRYBUCJA sklep internetowy sklep.perfectdiver.pl redakcja@perfectdiver.com

DRUK Wieland Drukarnia Cyfrowa, Poznań, www.wieland.com.pl

www.perfectdiver.pl

Podoba Ci się ten numer magazynu, wpłać dowolną kwotę! Wpłata jest dobrowolna. PayPal.Me/perfectdiver

FOTOGRAFIA NA OKŁADCE Martin PETRUS MIEJSCE Indonezja, Gili Air NA ZDJĘCIU Izabela LISEK Żółw zielony Chelonia mydas

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, nie odpowiada za treść ogłoszeń oraz zastrzega sobie prawo do skracania, redagowania, tytułowania nadesłanych tekstów oraz doboru materiałów ilustrujących. Przedruk artykułów lub ich części, kopiowanie tylko za zgodą Redakcji. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za formę i treść reklam.

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

5


redakcja

Wojciech ZGOŁA

Dominika ABRAHAMCZYK

Tomek KULCZYŃSKI

Człowiek, który podróżuje nurkując. Od dzieciństwa związany z wodą – od nauki pływania, przez żeglarstwo, po odkrywanie tajemnic podwodnych jezior, mórz i oceanów. Później przyszła pasja do fotografii i pisania, które pozwalają mu dzielić się pięknem podwodnego świata i ciekawostkami miejsca. Ma na koncie ponad 900 nurkowań w Polsce i w odległych, egzotycznych ciepłych i zimnych miejscach. Każde zanurzenie traktuje jak spotkanie z naturą i historią. Jest miłośnikiem Natury w jej najczystszej postaci i wierzy, że nurkowanie to nie tylko sport, ale sposób budowania świadomości – o środowisku, drugim człowieku i samym sobie.

Zarażona pasją do nurkowania przez Perfect Diver. Wciąż poszerza swoje nurkowe umiejętności. Choć jest zdecydowanie ciepłolubna, zakłada suchy skafander i eksploruje również zimniejsze zbiorniki. Ulubione nurkowania to te z dużą ilością zwierzaków! Ostatnio bierze pod wodę telefon w obudowie i próbuje swoich sił w amatorskim fotografowaniu. Zaciekawiona medycyną nurkową. Zawodowo mgr pielęgniarstwa – instrumentariuszka.

Dla Tomka nurkowanie zawsze było największą pasją. Zaczął swoją przygodę w wieku 14 lat, rozwijając się został instruktorem nurkowania rekreacyjnego, technicznego, Instruktorem pierwszej pomocy oraz technikiem branży nurkowej. Aktualnie prowadzi 5* Centrum Nurkowe Compass Divers Pobiedziska koło Poznania, gdzie przekazuje swoją wiedzę i umiejętności początkującym oraz zaawansowanym nurkom, co sprawia mu ogromną radość i satysfakcję z bycia częścią ich podwodnej przygody…

Anna METRYCKA

Waldemar RYDZAK

„Człowieku! Zanurz się pod wodę. Jeśli piękno, które ujrzysz nie wstrząśnie Tobą – to nic ciekawego Cię już w życiu nie czeka.” Pasjonatka nurkowania, od zawsze związana z wodą. Pierwszy kurs nurkowy zrobiła w wieku 14 lat, i od tamtej pory nie rozstaje się z nurkowaniem!:) Pracę magisterską napisała o turystyce nurkowej na studiach geograficznych UW. Od 2013 roku pisywała do magazynu nuras.info, brała udział w podwodnych sesjach fotograficznych. Od 2018 pisze artykuły do Magazynu nurkowego Perfect Diver (wcześniej jako Ania Sołoducha), a od kilku lat jest również częścią redakcji. Przelewa na papier swoją wiedzę i doświadczenie, propagując właśnie to, co kocha najbardziej – czyli nurkowanie. Przez 13 lat organizowała wyprawy nurkowe na całym świecie, bo praca z ludźmi i kreatywne projekty to właśnie to, w czym się spełnia. Uczestniczy w targach i eventach nurkowych oraz sprzątaniu jezior. Wielokrotnie miała przyjemność wystąpić jako prelegentka na targach i konferencjach nurkowych. Ma kilka nurkowych webinarów na koncie. Nurkowała już w wielu miejscach na Ziemi, ale lista marzeń cały czas rośnie! Od kilku miesięcy właścicielka swojej firmy organizującej wyprawy nurkowe oraz aktywne – Umiko Expeditions, z głową pełną pomysłów na kolejne wyjazdy! Optymistka, zawsze z uśmiechem na ustach i indywidualnym podejściem do każdego Klienta:) Jej najlepszy rodział życia – właśnie się rozpoczyna! www.umikoexpeditions.pl anna@umiko.pro +48 516 621 211

Pochodzi z regionów górniczych, gdzie woda była raczej wyjątkiem niż codziennością. Pływania i nurkowania nauczył się, żeby przełamać strach przed wodą – i z czasem zamienić go w ciekawość świata pod powierzchnią. Z nurkowaniem jest związany od 2000 roku (Dive Master, CMAS). Nie goni za głębokością ani rekordami: woli spokojne odkrywanie, uważność i detale, które łatwo przeoczyć, gdy człowiek się spieszy. Na co dzień jest naukowcem i praktykiem komunikowania się (dr hab., prof. UEP), związanym z pracą badawczą i dydaktyczną w obszarach rynków kreatywnych oraz komunikowania się cyfrowego i kryzysowego. W redakcji Perfect Diver wspiera zespół tam, gdzie spotykają się treść i technologia – przy produkcjach wideo, analizie danych i budowaniu strategii marki.


stała współpraca

Wojciech A. FILIP

Jakub BANASIAK

Łukasz METRYCKI

Sylwia KOSMALSKA-JURIEWICZ

Nurkuje od 35 lat. Spędził pod wodą ponad 16 tysięcy godzin, z czego większość nurkując technicznie. Był instruktorem i instruktorem mentorem wielu organizacji m.in. CMAS, GUE, IANTD, PADI. Współtworzył programy szkoleniowe niektórych z tych organizacji. Jest profesjonalistą z ogromną wiedzą i doświadczeniem praktycznym. Uczestnik wielu projektów nurkowych, w których brał udział jako lider, eksplorator, pomysłodawca czy prelegent. Jako pierwszy Polak nurkował na wraku HMHS Britannic (117 m). Jako pierwszy eksplorował głęboką część jaskini Glavas (118 m). Wykonał serię nurkowań dokumentujących wrak ORP GROM (110 m). Dokumentował głębokie (100–120 m) części zalanych kopalń. Jest pomysłodawcą i konstruktorem wielu rozwiązań sprzętowych podnoszących bezpieczeństwo w nurkowaniu. Jest Dyrektorem Technicznym w firmie Tecline, gdzie m.in. kieruje placówką badawczo-szkoleniową Tecline Academy. Jest autorem kilkuset artykułów o nurkowaniu oraz książek dotyczących diagnostyki i napraw sprzętu nurkowego. Nurkuje w rzekach, jeziorach, jaskiniach, morzach i oceanach na całym świecie.

Zoopsycholog, badacz i znawca behawioru delfinów, oddany idei ochrony delfinów i walce z trzymaniem ich w delfinariach. Pasjonat M. Czerwonego i podwodnych spotkań z dużymi pelagicznymi drapieżnikami. Członek Dolphinaria-Free Europe Coalition, wolontariusz Tethys Research Institute oraz Cetacean Research & Rescue Unit, współpracownik Marine Connection. Od ponad 15 lat uczestniczy w badaniach nad populacjami dzikich delfinów, audytuje delfinaria, monitoruje jakość rejsów whale watching. Jako szef projektu „Free & Safe” (wcześniej „NIE! dla delfinarium”) przeciwdziała trzymaniu delfinów w niewoli, promuje etyczny whale & dolphin watching, szkoli nurków z odpowiedzialnego pływania z dzikimi delfinami, popularyzuje wiedzę na temat delfinoterapii przemilczaną bądź ukrywaną przez ośrodki zarabiające na tej formie animaloterapii.

Luke Divewalker Dawno dawno temu w odległej galaktyce był chaos… …czyli natłok myśli i zachwytów po moim pierwszym zanurzeniu głowy pod wodę w 2005 roku, w postaci intro, na wakacjach w Egipcie. Już wtedy całkowicie się „zatopiłem” w podwodnym świecie i chciałem, żeby odbijał on coraz większe piętno na moim życiu. 2 lata później zrobiłem kurs OWD, który dostałem w ramach prezentu z okazji 18 urodzin, a z czasem pojawiały się kolejne kursy i doskonalenie umiejętności. „Fotografia” pojawiła się niewiele później, ale początkowo w formie jednorazowego podwodnego „kodaka” z którego zdjęcia wychodziły oszałamiająco niebieskie  Nie jestem wielbicielem jednego typu nurkowania, choć największą słabość mam na ten moment – do dużych zwierząt pelagicznych. Wyspy Galapagos były do tej pory moją najlepszą okazją do sfotografowania tak wielu gatunków morskiej fauny. Pasję nurkowo-fotograficzną dzielę ze swoją buddy, która prywatnie jest moją żoną  IG: luke.divewalker www.lukedivewalker.com

Podróżniczka i fotograf dzikiej przyrody. Absolwentka dziennikarstwa i miłośniczka dobrej literatury. Żyje w zgodzie z naturą, propaguje zdrowy styl życia, jest joginką i wegetarianką. Angażuje się w ekologiczne projekty, szczególnie bliskie jej sercu są rekiny i ich ochrona, o których pisze w licznych artykułach oraz na blogu www.blog.dive-away.pl Swoją przygodę z nurkowaniem zaczęła piętnaście lat temu przez zupełny przypadek. Dzisiaj jest instruktorem nurkowania, odwiedziła ponad 60 państw i nurkowała na 5 kontynentach. Na wspólną podróż zaprasza z biurem podróży www.dive-away.pl, którego jest współzałożycielem.

Laura KAZIMIERSKA

Przemysław ZYBER

Marcin TRZCIŃSKI

Barbara GLENC

Laura jest dziennikarką, trenerem instruktorów, nurkiem CCR i jaskiniowym. Przez ponad dekadę rozwijała swoją karierę nurkową, zdobywając wiedzę i doświadczenie z różnych dziedzin. Jej specjalnością są profesjonalne szkolenia nurkowe, ale pasja do środowiska podwodnego i jego ochrony skłania ją do odkrywania różnych miejsc na całym świecie, od głębin Cieśniny Lombok, jaskiń w Meksyku i wraków na Malcie po Malediwy, gdzie prowadzi centrum nurkowe nagrodzone przez ministerstwo turystyki tytułem najlepszego centrum nurkowego na Malediwach. Aktywnie przyczynia się do promowania ochrony środowiska morskiego, biorąc udział w projektach naukowych, kampaniach przeciw zaśmiecaniu oceanów i współpracując z organizacjami pozarządowymi. Znajdziesz ją na: @laura_kazi_diving www.divemastergilis.com

Fotografuję – bo lubię, filmuję – bo to mnie kręci, piszę – bo lubię się dzielić, szkolę – bo wspieram rozwój, podróżuję – bo uwielbiam odkrywać nowe. www.facebook.com/przemyslaw.zyber www.instagram.com/przemyslaw_zyber/ www.deep-art.pl

Absolwent UW. Fotograf i filmowiec podwodny nurkujący od 1995 roku. Współpracownik Zakładu Archeologii Podwodnej U.W. Publikuje w polskich i zagranicznych magazynach nurkowych. Właściciel firmy FotoPodwodna będącej Polskim przedstawicielstwem firm Ikelite, Nauticam, Inon, Keldan, ScubaLamp. www.fotopodwodna.pl m.trzcinski@fotopodwodna.pl

Jestem podróżniczką i nurkiem technicznym, a świat odkrywam zarówno na lądzie, jak i pod wodą. Nurkowaniem zajmuję się od 16 lat. Z racji tego, że z zawodu jestem fotografką, od pierwszego zanurzenia towarzyszy mi aparat. Zaczynałam od nurkowań rekreacyjnych, ale z czasem zdobyłam uprawnienia full trimix i full cave, co pozwala mi eksplorować jaskinie, wraki i duże głębokości. Pod wodą odnajduję spokój, który trudno znaleźć na powierzchni. Każde nurkowanie to dla mnie nie tylko przygoda, ale też okazja, by zatrzymać na fotografii niezwykły podwodny świat. barbaraglenc.foto@gmail.com


piszą dla nas

Piotr STÓS

Paula SUSZKO

Jacek KUBIAK

Fotograf, biolog, gawędziarz, SSI Instructor Trainer. Nauczanie nurkowania na każdym poziomie uważa za swój obowiązek. Od zarania dziejów związany z Nauticą nierozerwalną pępowiną współwłaścicielstwa. Gniazduje na chorwackiej wyspie Vis, na łodziach safari w Egipcie oraz tam, gdzie pod wodą pięknie, jak świat długi i szeroki. Pracuje w Nautica Safari. nautica.pl, piotr.stos@nautica.pl

Nurkuje od 15 lat, a pierwsze kroki stawiała nad Hańczą z CN Adriatic. Kolejne lata spędziła w Irlandii, mierząc się z zimnymi wodami Zatoki Dublińskiej i Atlantyku. Od 2018 roku mieszka w Singapurze. Na co dzień pracuje w dużej korporacji jako menedżer kontraktów zewnętrznych, natomiast w weekendy jako instruktor SSI uczy i prowadzi grupy w lokalnym centrum Cuddlefish Divers. Każdą wolną chwilę poświęca na podwodną eksplorację wysp Azji Południowo-Wschodniej, dokumentując na fotografiach niezwykłą bioróżnorodność tamtego regionu. IG: @pauladives

Ma 45 lat i jest żonaty, od 25 lat pracuje zawodowo w branży metalurgicznej, nurkuje od 2009 roku i nurkowanie stało się dla niego sposobem na życie i pasją. Mieszka w Kętrzynie, a związany jest z Klubem Mazursharks.

Adam SOKÓLSKI

Małgorzata SOBOŃSKA-SZYLIŃSKA

Beata PYTEL

Nurek, instruktor nurkowania, fotograf podwodny. Nurkuję od 28 lat, a fotografią podwodną zajmuję się od 18. Mam na swoim koncie tysiące nurkowań w Polsce, Europie, Afryce i Azji. Nurkowanie, szkolenie nowych nurków oraz robienie zdjęć podwodnych to nie tylko mój zawód, ale przede wszystkim ogromna pasja. Najbardziej fascynuje mnie fotografia makro, dlatego pod wodą najchętniej robię zdjęcia małym, bardzo małym i wręcz mikroskopijnym stworzeniom. Zawsze z radością wracam na Filipiny, do Indonezji i Malezji, gdzie podwodne życie zachwyca swoim bogactwem. Moje zdjęcia ukazały się m.in. w National Geographic.

Nurkuje od 1998 r. i ma wrażenie, że była już wszędzie. A jednak wciąż odnajduje nowe podwodne lokalizacje, które napełniają ją zachwytem. Z aparatem fotograficznym nie rozstaje się od wczesnej młodości. Pierwszy aparat zabrany przez nią pod wodę jeszcze w ubiegłym wieku był analogiem. Marzyła o byciu ichtiologiem albo Tonym Halikiem, lecz z miłości do Temidy została prawniczką. Jest absolwentką 2-letniego studium Akademii Fotografii w Warszawie oraz dyplomowaną filozofką. Fascynują ją duże zwierzęta, pełne życia ławice i każde miejsce, w którym może odkrywać tajemnice oceanu. Poprzez swoje teksty i zdjęcia w prasie nurkowej i lifestyle’owej stara się zarażać czytelników empatią do zwierząt i podziwem dla natury, której piękno zasługuje na troskę i ochronę. I, co dla niej oczywiste w tym kontekście, od co najmniej 3 dekad, z szacunku do świata przyrody, nie je zwierząt.

Kobieta, której jak zamkną drzwi wejdzie oknem, a jak zamkną okno wejdzie kominem. W jej słowniku nie ma słów: nie da się, bowiem nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Od urodzenia opolanka lubiąca wyzwania. Gdy poznała swego przyszłego męża Marka zaczęła dla niego i z nim nurkować, początków nie wspomina miło, ale upór się opłacił – dziś świat podwodny to miejsce jej azylu i odskocznia od pędzącego stylu życia jaki prowadzi. A życie kręci się od jednego do drugiego wyjazdu, często brakuje czasu na przepakowanie walizki. Biuro podróży które prowadzi jest jej pasją, dzięki niemu zwiedza świat również pod wodą. Zafiksowana właścicielka foksteriera szorstkowłosego o imieniu Santi. tel. 501 693 578, 71 340 50 63; fax. 77 557 14 46 infolinia: 801 000 701 wew. 63 opole@traveliada.pl www.traveliada.opole.pl

Izabela LISEK

Martin PETRUS

Instruktorka freedivingu i aktywna zawodniczka, specjalizująca się zarówno w konkurencjach basenowych, jak i głębokościowych. Jest współzałożycielką klubu sportowego Quest Freediving w Warszawie, w ramach którego prowadzi kursy i szkolenia freedivingowe na basenie oraz w wodach otwartych, łącząc praktykę sportową z pracą instruktorską. W 2024 roku wzięła udział w Mistrzostwach Świata oraz została powołana do reprezentacji narodowej na Głębokościowe Mistrzostwa Świata. Skoncentrowana na dalszym rozwoju sportowym, regularnych treningach oraz konsekwentnym podnoszeniu poziomu sportowego i szkoleniowego.

Martin jest instruktorem freedivingu oraz trenerem Polskiego Związku Freedivingu (PZF). Jako aktywny zawodnik regularnie startuje w krajowych i międzynarodowych zawodach freedivingowych. Specjalizuje się w technikach oddechowych, koncentrując się na integracji poprawy zdrowia z budowaniem wydolności fizycznej i mentalnej. W swojej pracy wykorzystuje oraz naucza metod takich jak Pranayama, metoda Buteyko, Tlenowa Przewaga oraz Oddech Transformacyjny. W swojej praktyce Martin łączy różnorodne metodologie integrując podejście naukowe z wymiarem duchowym. Pracuje zarówno z freediverami, jak i innymi sportowcami, łącząc nowoczesne techniki treningu hipoksji z tradycyjnymi praktykami Pranayamy w celu optymalizacji wydajności i regeneracji.


PODRÓŻE

W CIENIU DRAPACZY CHMUR

Podwodne skarby

SINGAPURU

Tekst i zdjęcia Paula SUSZKO Płaziniec z rodzaju Pseudobiceros

Singapur to – obok Hongkongu, Tajwanu i Korei Południowej – jeden z legendarnych azjatyckich tygrysów finansowych. To bogate państwo-miasto jest globalnym hubem biznesowym i logistycznym i kojarzy się nam głównie z lasem drapaczy chmur w otoczeniu pięknej, ale mocno kontrolowanej przez ludzi przyrody.

D

la większości nurków podróżujących do Azji Południowo-Wschodniej Singapur bywa jedynie stacją przesiadkową w drodze do Indonezji, Malezji czy na Filipiny. Kraje te leżą w samym sercu słynnego Trójkąta Koralowego – epicentrum morskiej bioróżnorodności – i to tam zwykle kierujemy swoje podwodne kroki. Sam Singapur rzadko pojawia się na mapie marzeń przeciętnego nurka. Czy słusznie?

10

Globalny hub logistyczny Możliwości nurkowania w tym wyspiarskim państwie są mocno ograniczone. Z 64 wysp należących do Singapuru, legalna eksploracja podwodna jest dozwolona zaledwie w kilku miejscach. Główną przeszkodą są ekstremalnie trudne warunki. Singapur to jeden z najruchliwszych portów przeładunkowych na świecie – gigantyczny, globalny hub, przez który nieustan-


Podróże

Przystań Keppel Bay

Pławikonik tygrysi

W drodze na Pulau Hantu – Wyspę Duchów

nie przepływają setki potężnych kontenerowców. Prace przy pogłębianiu torów wodnych, bliskość wielkiego przemysłu oraz ciągłe projekty pozyskiwania gruntów sprawiają, że widoczność pod wodą rzadko przekracza 3 metry, a bardzo często spada do zaledwie jednego metra. Silne prądy pływowe dodatkowo utrudniają zadanie. Jednak tam, gdzie jest woda, zawsze znajdą się nurkowi zapaleńcy. Tak też i w Singapurze jest mała, ale prężna nurkowa społeczność. Na tych, którym niestraszna jest słaba widoczność i prądy morskie, czekają pod wodą ukryte skarby: skorupiaki, głowonogi i ślimaki nagoskrzelne, a nawet czasem rekiny czy żółwie morskie.

Wyspa Duchów Najczęstszym celem dla singapurskich nurków jest Pulau Hantu, wyspa oddalona zaledwie pół godziny drogi od głównego lądu. W języku malajskim nazwa ta oznacza „Wyspę Duchów”.

Legenda głosi, że straszą tam duchy starożytnych wojowników, którzy stoczyli tu śmiertelny bój. Z geologicznego punktu widzenia, dzisiejsze Pulau Hantu to fascynująca hybryda natury i ludzkiej inżynierii. Pierwotnie były to dwie małe, naturalne wysepki koralowe otoczone płytką rafą: Pulau Hantu Besar (Wielka) oraz Pulau Hantu Kecil (Mała). W latach 1974-1975 rząd Singapuru przeprowadził tam gigantyczny projekt hydrotechniczny. Używając ponad 400 tysięcy metrów sześciennych piasku, wypłycono przestrzeń dzielącą dwie wysepki, tworząc sztuczne laguny rekreacyjne, wybudowano kamienne falochrony i betonowe mury zabezpieczające oraz wielokrotnie powiększono obszar wysepek z niewiele ponad dwóch hektarów do aż 12. Co ciekawe, tuż obok Pulau Hantu leży Pulau Bukom. To kolejna wyspa, która została drastycznie powiększona poprzez zasypywanie morza. Dziś mieści się tam potężny, industrialny kompleks rafineryjny koncernu Shell. Widok z łodzi nurkowej na Pulau Hantu jest surrealistyczny: z jednej strony mamy tropikalną zieleń i palmy, a tuż za wodą dymiące kominy rafinerii i sunące powoli tankowce. Choć prace te bezpowrotnie zniszczyły oryginalną, płytką rafę koralową, natura okazała się jednak niezwykle silna – z czasem

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

11


podróże

Samiec kardynałka z ikrą w pyszczku

12


Baby shark – młody rekin koralowy

Singapurskie ośmiornice są zazwyczaj dość nieśmiałe

gąbki i koralowce, a z nimi inne gatunki morskie zaczęły powracać na lokalne wysepki i kolonizować sztuczne struktury. To właśnie tam – w sąsiedztwie wielkiego przemysłu naftowego – można dziś uciec od miejskiego zgiełku i na pół dnia zanurzyć się w podwodnym świecie.

Gdy widoczność nie rozpieszcza… Nurkowanie w Singapurze wymaga zupełnie innego nastawienia niż to, które towarzyszy nam na rajskich, przejrzystych rafach sąsiednich państw. Tutaj nie szuka się szerokich planów, błękitu i widowiskowych formacji koralowych. Kluczem do sukcesu jest cierpliwość, doskonałe opanowanie pływalności oraz bystre oko. Singapurskie nurkowania to zdecydowanie gratka dla fanów makro. Przy odrobinie szczęścia (i z pomocą lokalnych przewodników, których oczy nawykły do ciemności panujących nawet na 10 metrach) znajdziemy tu niektóre gatunki ślimaków, które rozsławiły Anilao na Filipinach czy Tulamben w Indonezji: te z rodzaju Costasiella, Doto, Hypselodoris, Elysia czy Janolus. Są tu też przeróżne skorupiaki i głowonogi. Wiele ośmiornic, kałamarnic i mątw chowa się w ciągu dnia, ale po zachodzie słońca wyruszają one na łowy, więc nocne nurkowania mogą tu być bardzo ekscytujące. Czasem udaje się znaleźć też większe zwierzęta, jak żółw szylkretowy, płaszczki wstęgowate czy niewielkie rekiny mar-

Widok po nocnym nurkowaniu – rafineria Shella

Ślimak Doto greenamyeri ze wstęgą jajek

murkowe i bambusowe, ale fotografowanie ich w warunkach niskiej widoczności pozostaje wyzwaniem. Lokalni miłośnicy fotografii podwodnej skupiają się głównie na małych stworzeniach. Dla wytrwałych nagrodą jest odkrycie przepięknego podwodnego świata, a ci, którzy nurkują tu często i mają cierpliwość, by zatrzymać się na kilka minut (lub dłużej), mogą również zaobserwować ciekawe zachowania: gody, składanie jajek, żerowanie czy symbiozę między różnymi gatunkami.

Podwodny Singapur: hit czy kit? A zatem, czy warto nurkować w Singapurze? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Jeśli planujesz wyprawę wyłącznie po to, by nurkować w tutejszych wodach, słaba widoczność i zniszczone rafy mogą Cię rozczarować. Singapur nie jest konkurencją dla rajskich ogrodów koralowych sąsiednich krajów. Jeśli jednak spędzasz tu kilka dni biznesowo, turystycznie lub planujesz dłuższą przesiadkę w drodze do Indonezji czy na Filipiny, a Twoją pasją jest świat makro, Singapur może pozytywnie zaskoczyć. Zamiast spędzać kolejny dzień w klimatyzowanym centrum handlowym lub na lotnisku Changi, warto spakować aparat, wsiąść na łódź jednego z tutejszych centrów nurkowych i dać szansę tutejszym wodom. Ukryte tu podwodne życie udowadnia, że fascynujące makro skarby można znaleźć w najbardziej nieoczywistych miejscach na świecie.

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

13


podróże

Ślimak nagoskrzelny Hypselodoris bullockii

Krytycznie zagrożony żółw szylkretowy

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Ślimak z rodzaju Costasiella

14

Jak się tam dostać? Do Singapuru bez problemu dolecisz bezpośrednio z wielu europejskich lotnisk. Na samo Pulau Hantu najłatwiej dostać się, rezerwując miejsce na jednej z kilku lokalnych łodzi nurkowych, które odpływają z centralnie położonej przystani Keppel Bay lub nieco bardziej oddalonej od centrum mariny Republic of Singapore Yacht Club. Podróż trwa około 30-45 minut. Wyspa jest bezludna, znajdują się na niej jedynie toalety i wiaty piknikowe. Operatorzy

Młoda mątwa szerokoramienna

zapewniają wodę i małe przekąski, oraz balast i napełnione butle. Możliwy jest też wynajem sprzętu. Sezon nurkowy: nurkować można przez cały rok, jednak najlepsze warunki (i nieco lepsza widoczność) panują zazwyczaj od marca do czerwca. W okresie monsunu południowo-zachodniego (czerwiec-wrzesień) oraz monsunu północno-wschodniego (grudzień-luty) falowanie i prądy mogą być znacznie silniejsze,

co może też negatywnie wpłynąć na widoczność. Zalecany sprzęt fotograficzny: zdecydowanie aparat z obiektywem makro. Kluczowe będzie oświetlenie – najlepiej lampa błyskowa z nakładką snoot, które pozwolą oświetlić punktowo główny obiekt zdjęcia i wyeliminować problem zawiesiny w wodzie. Przydatna będzie również dioptria do uchwycenia najmniejszych okazów.


PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

15


PODRÓŻE

SEMPORNA

Czy legenda może być prawdziwa? Tekst i zdjęcia Adam SOKÓLSKI

Na An trafiłem przypadkiem, przeglądając Instagram. Od wielu lat nurkuję i fotografuję pod wodą. Widziałem setki stworzeń, odwiedziłem wiele znakomitych miejsc do makrofotografii i wydawało mi się, że niewiele może mnie jeszcze zaskoczyć. A jednak.

P

rzeglądając zdjęcia publikowane przez An z nurkowań w Sempornie w Malezji, co chwilę zatrzymywałem się przy kolejnych fotografiach i zadawałem sobie pytanie: „Co to właściwie jest?”. Oczywiście część stworów znałem, ale wiele wyglądało zupełnie inaczej niż te, które wcześniej spotkałem pod wodą. Różnorodność była naprawdę niesamowita. Im więcej oglądałem jej zdjęć, tym bardziej chciałem zobaczyć to miejsce na własne oczy. Kiedy zacząłem szukać informacji o jej centrum nurkowym, Semporna Macro Critters, natknąłem się na coś jeszcze ciekawszego – legendy. W różnych miejscach świata, podczas wypraw nurkowych i fotograficznych, spotykałem ludzi, którzy znali An albo przynajmniej słyszeli o niej od znajomych. Historie były zaskakująco podobne. Mówiono, że jest jedną z najlepszych przewodniczek makro w Azji. Że terminy trzeba rezerwować nawet na kilka

16

lat naprzód. Że dostanie się do niej graniczy z cudem. Że wielu nurków nigdy nie widziało jej bez maski. Że potrafi znaleźć ślimaka nagoskrzelnego na rafie szybciej, niż większość nurków znajduje własnego partnera nurkowego. A czasem nawet, że ma siódmy zmysł łączący ją mentalnie ze ślimakami – niczym podwodna ninja. Im więcej słuchałem tych opowieści, tym bardziej chciałem sprawdzić, ile jest w nich prawdy, a ile jest efektem zbyt długiego wpatrywania się w piach przez obiektyw makro. W końcu nadarzyła się okazja. Akurat organizowałem wyjazd grupowy na Sipadan, a Semporna była po drodze. Pomyślałem, że to idealna okazja, żeby przekonać się, o co właściwie tyle zamieszania. Napisałem do niej wiadomość i, ku mojej radości i zdziwieniu, był wolny termin, który od razu zarezerwowałem. Już pierwsze nurkowania pokazały, że legendy nie wzięły się znikąd.


Podróże

An – królowa makroświata Od początku imponowała mi nie tylko liczba znajdowanych stworzeń, ale przede wszystkim ich różnorodność. Każde nurkowanie przynosiło coś nowego. Czasami były to gatunki, które znałem jedynie ze zdjęć. Innym razem stworzenia, których wcześniej nigdy nie widziałem. Wiedza An o podwodnych stworzeniach jest wręcz encyklopedyczna. Nie chodzi tylko o to, że potrafi znaleźć praktycznie wszystko. Zna nazwy gatunków, odmian i podgatunków, a czasami miałem wrażenie, że orientuje się również w poziomach klasyfikacji, o których większość nurków, a często także biologów morskich, nigdy nie słyszała. Najlepiej o jej podejściu świadczy historia z początków jej nurkowej przygody. Jeszcze zanim zdobyła certyfikat nurkowy,

znała już nazwy większości ślimaków nagoskrzelnych. Miała też kupiony aparat do fotografii podwodnej. Można więc powiedzieć, że zanim nauczyła się nurkować, wiedziała już, czego będzie pod wodą szukać. Podobnie jak w innych czołowych destynacjach makrofotograficznych, nurkowania z An są długie, a fotografowie mają tyle czasu przy obiekcie, ile potrzebują. Nie ma pośpiechu ani presji szybkiego przemieszczania się między kolejnymi znaleziskami. Jeśli stworzenie jest interesujące, można zostać przy nim dłużej, obserwować jego zachowanie, czekać na odpowiedni moment lub dopracowywać kadr. An zabiera pod wodę maksymalnie pięć osób. Przyznam, że początkowo miałem pewne obawy, bo wydało mi się, że to sporo. W wielu miejscach znalezienie ciekawego obiektu

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

17


podróże

w takiej grupie oznacza kolejkę fotografów czekających na swoją szansę. Tutaj działało to zupełnie inaczej. Liczba stworzeń była na tyle duża, współpraca między fotografami tak dobra, a opieka An tak uważna, że wszystko przebiegało wyjątkowo sprawnie. Nurkowania zachowywały kameralny charakter. Nie było tłoku, pośpiechu ani sytuacji, w której kilka osób jednocześnie próbuje fotografować ten sam obiekt.

Dlaczego w Sempornie podobało mi się tak bardzo? Przez lata nurkowałem w wielu świetnie prowadzonych miejscach nastawionych na fotografię makro. Długie nurkowania, małe grupy czy przewodnicy rozumiejący potrzeby fotografów nie są czymś, czego nie da się znaleźć gdzie indziej. Różnica polegała na czymś trudniejszym do opisania. Semporna Macro Critters sprawia wrażenie miejsca stworzonego przez osobę autentycznie zafascynowaną makroświatem. Nie jest to kolejne centrum nurkowe, które przy okazji organizuje nurkowania dla fotografów. Tutaj fotografia makro wydaje się być całym sensem jego istnienia. To właśnie pasja An robi największą różnicę. Nie chodzi wyłącznie o to, że potrafi znaleźć niezwykłe stworzenia, ale o to, że z takim samym entuzjazmem potrafi o nich opowiadać, zna je na wylot oraz poświęca im ogromną uwagę. Trudno nie zarazić się tą fascynacją. Nurkowanie z nią przypomina trochę wejście do świata znanego głównie wtajemniczonym. Świata, o którym makrofotografowie opowiadają sobie po cichu na łodziach i podczas festiwali fotograficznych. Trochę jak tajne bractwo makroświrów, do któ-

18


PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

19


podróże

20


REKLAMA

WYJAZDY DLA FOTOGRAFÓW PODWODNYCH I NURKÓW

ON ROMBPIL NY FILI

rego trudno się dostać, ale gdy już się uda, szybko rozumie się, skąd wzięła się cała legenda. Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że nurkowanie w Sempornie jest wyjątkowe. Na miejscach nurkowych zawsze byliśmy sami. Tylko An i jej niewielka grupa fotografów. Żadnych innych łodzi, żadnych kolejek do ciekawych stworzeń, żadnego zamieszania. To luksus, którego w wielu popularnych lokalizacjach nurkowych coraz bardziej brakuje. Sama Semporna nie jest miejscem, do którego pojechałbym wyłącznie dla atmosfery miasteczka. Na szczęście większość dnia spędzałem na łodzi. Trzy długie nurkowania dziennie sprawiały, że kontakt z lądem ograniczał się właściwie do minimum – zjeść coś, naładować baterie i pójść spać. Część nurkowań odbywała się na klasycznych, pięknych rafach porośniętych gęstymi, zdrowymi koralami. Oprócz obserwowania małych stworzonek można było wtedy na chwilę podnieść wzrok i zobaczyć bardziej rozległe, „krajobrazowe” oblicze podwodnego świata. Jednak największe wrażenie robiły nurkowania typu muck diving. Pozornie puste, piaszczyste dno na pierwszy rzut oka nie obiecywało niczego szczególnego. Po kilku minutach okazywało się jednak, że życie kryje się tam dosłownie wszędzie i na dodatek ma imponujące zdolności kamuflażu. Ryby udające liście, kraby udające gąbki, krewetki udające patyki... W pewnym momencie zacząłem mieć wrażenie, że niemal wszystko próbuje wyglądać jak coś innego. Nie wiem, czy Semporna jest najlepszym kierunkiem do makrofotografii na świecie, ale na pewno należy do najbardziej niezwykłych, jakie miałem okazję odwiedzić. Choć wciąż szukam nowych miejsc i tematów do fotografowania, u An byłem już dwa razy. I jestem pewien, że jeszcze tam wrócę. A jeśli kiedyś będziesz nurkować z An i zobaczysz, że pod wodą wyciąga aparat z kieszeni i zaczyna robić czemuś zdjęcia, rzuć wszystko i podpłyń bliżej. To prawdopodobnie jakiś fioletowo-żółty koziorożec albo coś jeszcze dziwniejszego.

ANILAO FILIPINY

SIPADAN MALEZJA

LEMBEH

BEN AM TUL BALI

INDONEZJA

BUNAKEN INDONEZJA

AMBON INDONEZJA

RAJA AMPAT INDONEZJA

www.bluephoto.com.pl info@bluephoto.com.pl PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

21


PODRÓŻE

KOMODO

Królestwo mant, smoków i oceanicznych prądów

Tekst i zdjęcia Barbara GLENC

Niektóre miejsca pojawiają się na nurkowej liście marzeń i czekają cierpliwie na swoją kolej. Komodo było właśnie takim miejscem. Od lat oglądałam zdjęcia mant krążących nad stacjami czyszczącymi, kolorowych raf pełnych życia i nurków unoszonych przez silne prądy.

W

iedziałam, że kiedyś tam polecę. Nie przypuszczałam jednak, że rzeczywistość okaże się jeszcze bardziej spektakularna niż wszystkie fotografie, które wcześniej widziałam. Po wylądowaniu w Labuan Bajo weszliśmy na pokład łodzi, która przez kolejne dni miała stać się naszym pływającym domem. Nasza ekipa szybko odnalazła się w nowej rzeczywistości. Już od pierwszych chwil było wiadomo, że nie będzie to zwykły pobyt na łodzi. Drewniana jednostka miała niezwykły klimat – skrzypiące pod stopami pokłady, szum fal i bezkresne morze wokół sprawiały, że można było poczuć prawdziwego ducha morskiej przygody. Każdy dzień wyznaczały nurkowania, briefingi i wspólne posiłki. To właśnie przy stole spędzaliśmy wiele wyjątkowych chwil. Śniadania przed pierwszym nurkowaniem, obiady pełne opowie-

22

ści z ostatniego zanurzenia i kolacje przeciągające się do późnego wieczora. Po kilku dniach miałam wrażenie, że nie uczestniczymy w safari nurkowym, lecz spotykamy się przy jednym wielkim rodzinnym stole. Było w tym coś niezwykle ciepłego i naturalnego. Atmosfera przypominała wigilijną kolację – codziennie gromadziliśmy się w tym samym gronie, dzieląc wspólne przeżycia, śmiech i emocje. A wokół rozciągały się krajobrazy, które trudno opisać słowami. Zielone wyspy wyrastające z turkusowej wody, puste plaże, skaliste wzgórza i zachody słońca malujące niebo wszystkimi odcieniami pomarańczu, czerwieni i fioletu. Bywały chwile, kiedy siadałam na pokładzie z kubkiem kawy i po prostu patrzyłam przed siebie, chłonąc tę niezwykłą atmosferę. Dopiero wtedy naprawdę poczułam, że zaczyna się przygoda, o której marzyłam od lat.


Podróże

Pierwsze nurkowania były spokojne i pozwalały oswoić się z lokalnymi warunkami. Nie goniliśmy jeszcze za mantami. Skupialiśmy się na rafach i ich najmniejszych mieszkańcach. Wśród koralowców wypatrywaliśmy koników morskich, nagoskrzelnych ślimaków, maleńkich krewetek i innych stworzeń, które łatwo przeoczyć bez wprawnego oka przewodnika. To właśnie wtedy po raz pierwszy zobaczyłam, jak niezwykle różnorodne jest Komodo. Jednego dnia zanurzaliśmy się nad rafą przypominającą podwodny ogród. Miękkie koralowce falowały w rytmie prądu niczym kolorowe pola kwiatów poruszane wiatrem. Różowe, czerwone i pomarańczowe kolonie Dendronephthya oraz Sinularia tworzyły bajkową scenerię, a pomiędzy nimi krążyły tysiące anthiasów. Wystarczyło zatrzymać się na chwilę i rozejrzeć, aby dostrzec życie dosłownie wszędzie. Następnego dnia krajobraz był zupełnie inny. Dominowały twarde koralowce tworzące rozległe konstrukcje przypominające podwodne miasta. Pomiędzy nimi przemykały niewielkie ryby rafowe, a światło wpadające z powierzchni rysowało na dnie niezwykłe wzory. Największe wrażenie robiły jednak rozległe pola koralowców Acropora przypominających poroża reniferów. Ich rozgałęzione struktury tworzyły naturalne labirynty pełne życia. Z perspektywy fotografa były wymarzonym miejscem do budowania kompozycji. Każdy metr rafy oferował nowy pomysł na zdjęcie.

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

23


podróże

” 24

... w mantach jest coś wyjątkowego. Nie chodzi wyłącznie o ich rozmiar. Jest w nich spokój i elegancja, które sprawiają, że trudno oderwać wzrok.


Podróże

A potem przyszedł dzień, na który wszyscy czekaliśmy od początku wyprawy, nurkowanie na Manta Point było jednym z największych przeżyć całego safari. Briefing był krótki. Wskakujemy do wody, odnajdujemy stację czyszczącą i czekamy. Kilka minut po zanurzeniu przewodnik wskazał przed siebie. Najpierw pojawiła się jedna manta. Chwilę później druga. Potem trzecia. A po kilku minutach było ich już tyle, że trudno było zdecydować, w którą stronę patrzeć. Manty spokojnie wykonywały kolejne okrążenia nad stacją czyszczącą. Podpływały niezwykle blisko – czasem na dwa metry, czasem na metr, a niektóre niemal na wyciągnięcie ręki. Oczywiście nikt nawet nie próbował ich dotykać. Wystarczyło siedzieć nieruchomo i obserwować. Ich ruchy były hipnotyzujące. Kilkumetrowe zwierzęta poruszały się z niewiarygodną lekkością, jakby nie ważyły nic. Co chwilę jedna z nich wykonywała elegancki zwrot, odsłaniając biały brzuch, po czym wracała na swoją trasę, zataczając kolejne koło nad stacją czyszczącą. Czas przestał mieć znaczenie. Nikt nie patrzył nerwowo na komputer nurkowy. Nikt nie myślał o powrocie na łódź. Chcieliśmy zostać tam jak najdłużej. Przez obiektyw aparatu widziałam już rekiny, wieloryby, delfiny i niezliczoną liczbę morskich stworzeń. Jednak w mantach jest coś wyjątkowego. Nie chodzi wyłącznie o ich rozmiar. Jest w nich spokój i elegancja, które sprawiają, że trudno oderwać wzrok. Przez chwilę byliśmy tylko gośćmi w ich

świecie, a one pozwoliły nam uczestniczyć w swoim codziennym rytuale. Kiedy wróciliśmy na łódź, emocje jeszcze długo nie opadały. Każdy miał swoją historię, swoje zdjęcie i swoją ulubioną mantę. Rozmowy o tym nurkowaniu trwały do późnego wieczora. Komodo jednak nie zamierzało zwalniać tempa.

Jednym z punktów naszego safari była wizyta na wyspie Komodo, położonej na terenie Komodo National Park. Park Narodowy Komodo, wpisany na listę UNESCO, obejmuje kilkadziesiąt wysp i słynie nie tylko z waranów, ale także z niezwykłej różnorodności przyrodniczej. Suche sawanny przeplatają się tu z tropikalnymi lasami, a okoliczne wody należą do najbogatszych ekosystemów morskich na świecie. Po zejściu na ląd wyruszyliśmy na spacer w towarzystwie lokalnego przewodnika–rangera, który czuwał nad naszym bezpieczeństwem i opowiadał o życiu mieszkańców wyspy. Już sam marsz robił ogromne wrażenie. Wysuszone słońcem wzgórza, pojedyncze drzewa i surowy krajobraz wyspy. Pierwszego warana zobaczyliśmy niemal od razu. Leżał w cieniu, pozornie niezainteresowany otoczeniem. Dopiero gdy zaczął się poruszać, można było uświadomić sobie jego imponujące rozmiary. Kilka metrów muskularnego ciała, potężne łapy zakończone ostrymi pazurami i charakterystyczny rozwidlony

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

25


podróże

język nieustannie badający otoczenie robiły ogromne wrażenie. W czasie spaceru spotkaliśmy kilkanaście osobników. Nasz ranger opowiadał o ich zwyczajach, sposobach polowania i niezwykłej skuteczności tych gadów. Choć sprawiają wrażenie powolnych, potrafią osiągać zaskakującą prędkość na krótkich dystansach. Są oportunistami żywieniowymi – polują na ptaki, małe ssaki, jelenie i dziki, ale nie gardzą również padliną, którą potrafią wyczuć z odległości kilku kilometrów. Trudno uwierzyć, że te prehistorycznie wyglądające gady przetrwały do naszych czasów właśnie tutaj, na kilku niewielkich wyspach archipelagu Komodo. Po południu czekała nas kolejna atrakcja. Łódź zakotwiczyła u podnóża jednej z najbardziej charakterystycznych wysp archipelagu. Cel był prosty – zachód słońca oglądany ze szczytu. Podejście nie było długie, ale w tropikalnym upale potrafiło zmęczyć. Każdy kolejny krok wynagradzały jednak coraz piękniejsze widoki. Kiedy dotarliśmy na górę, przed nami rozciągała się panorama dziesiątek wysp wyrastających z turkusowego morza. A potem rozpoczął się spektakl. Słońce powoli zaczęło opadać ku horyzontowi. Złoto przechodziło w pomarańcz, pomarańcz w czerwień, a czerwień w odcienie różu i fioletu. Morze odbijało wszystkie kolory nieba, a otaczające wyspy stopniowo zamieniały się w ciemne sylwetki. To był jeden z tych momentów, których nie da się zaplanować ani odtworzyć na zdjęciu. Fotografia może pokazać obraz, ale nie odda ciszy,

26

zapachu oceanu i emocji, które towarzyszą takim chwilom. Następnego dnia przyszła pora pożegnać Komodo i ruszyć dalej na Bali. Los postanowił jednak dopisać do naszej historii jeszcze jeden rozdział. Kilka godzin przed planowanym wylotem nasze telefony zaczęły wibrować jeden po drugim. Najpierw pojedyncze wiadomości. Potem kolejne. W końcu pojawił się mail, którego żaden podróżnik nie chce zobaczyć podczas wyprawy… Lot odwołany. Na wyspie Lombok doszło do erupcji wulkanu. Chmura popiołu unosiła się nad regionem, a kolejne lotniska wstrzymywały operacje. Przez chwilę wszyscy patrzyliśmy po sobie w milczeniu. Jeszcze kilka godzin wcześniej oglądaliśmy zachód słońca nad Komodo, a teraz zastanawialiśmy się, czy w ogóle uda nam się dostać na Bali. Na szczęście nasza grupa nie należała do tych, które łatwo

się poddają. Pojechaliśmy na lotnisko. Im bliżej byliśmy terminala, tym więcej pojawiało się sprzecznych informacji. Jedni mówili, że wszystkie loty zostały anulowane. Inni twierdzili, że część połączeń wraca do rozkładu. Nikt niczego nie był pewien. Aż w końcu usłyszeliśmy wiadomość, na którą czekaliśmy. Nasz lot został przywrócony. Najpierw była cisza. Potem śmiech. A chwilę później kompletne zamieszanie i radość. Kiedy samolot oderwał się od pasa startowego, a wyspy Komodo zaczęły znikać pod skrzydłem, wiedziałam już, że była to jedna z tych wypraw, które zostają z człowiekiem na długo. Nie tylko ze względu na manty. Nie tylko dzięki niezwykłym rafom. Nie tylko przez warany, zachody słońca czy fotografie przywiezione na kartach pamięci. Komodo okazało się miejscem, które zaskakiwało każdego dnia. Miejscem, gdzie silne prądy przynoszą życie, a każda rafa wygląda inaczej niż poprzednia. Miejscem, w którym można spędzić godzinę wpatrując się w konika morskiego wielkości paznokcia, by następnego dnia znaleźć się twarzą w twarz z mantą o rozpiętości skrzydeł większej niż człowiek. Dla nurka – jedno z najbardziej ekscytujących miejsc na świecie. A dla mnie? Spełnione marzenie, które przez lata czekało na swoją kolej. I jedno z tych miejsc, do których wraca się jeszcze długo po powrocie do domu. Najpierw we wspomnieniach. Potem na zdjęciach. A w końcu... planując następną podróż.


PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

27


TWÓJ TWÓJ SKAFANDER SKAFANDER TWOJE TWOJE NURKOWANIE SKAFANDRY CIEBIE, SKAFANDRY DIVE DIVE SYSTEM SYSTEM -- SZYTE SZYTE DLA DLA CIEBIE, GOTOWE GOTOWENA NA KAŻDE KAŻDE WYZWANIE WYZWANIE

Perfekcyjne dopasowanie Perfekcyjne dopasowanie Maksymalny Maksymalny komfort komfort Niezawodność Niezawodność w w każdych każdych warunkach warunkach 28

Znajdź Znajdź swój swój model model


DIVESYSTEM DRYSUITS DRYSUITS DIVESYSTEM Od pierwszego pierwszegosuchego suchegoskafandra skafandrapo ponajbardziej najbardziej Od wymagającenurkowania nurkowaniatechniczne. techniczne. wymagające Seria Solo obejmuje obejmujemodele modelestworzone stworzonezzmyślą myśląoo Seria DiveSystem DiveSystem Solo nurkowania, wykonane wykonanezzwytrzymałych wytrzymałych różnych stylach nurkowania, różnych stylach materiałów klasy Rip-Stop, Rip-Stop, Kevlar KevlariiDyneema. Dyneema. materiałów klasy

Solo N Dyneema Dyneema

Solo Shipboarding ShipboardingNATO NATO Solo

SoloCave CavePlus Plus Solo

Solo Expedition Solo Expedition

13 700,00 zł

12 12500,00 500,00zł zł

1111000,00 000,00złzł

1111 000,00 zł zł 000,00

Solo Cave Solo Cave 10 700,00 zł 10 700,00 zł

Solo SoloPolluce Polluce 10 300,00 zł 10 300,00 zł

Solo SoloRanger Ranger 9460,00 zł 9460,00 zł

Solo Adventurer Solo Adventurer 9400,00 zł 9400,00 zł

WWW.SPRZETDONURKOWANIA.PL WWW.SPRZETDONURKOWANIA.PL

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

29


PODRÓŻE

MEKSYK POCZĄTEK... Tekst i zdjęcia Tomasz KULCZYŃSKI

POCZĄTEK CZEGO??? Podróży, pasji, nurkowania, a może jakiejś drogi… Zacznijmy więc od początku, w samym zarodku.

O

glądacie jakiś film dokumentalny, przeglądacie social media, a może jesteście zupełnie przypadkiem świadkami rozmowy i pstryk – w Waszej głowie nagle pojawia się myśl o wyjeździe do Meksyku. Przepadliście!!! Zostając jeszcze w sferze planów, nigdy w życiu nie spotkałem się z tak ogromną ilością sprzecznych informacji na temat jednego miejsca. Z jednej strony wiele osób uważa nurkowanie w cenotach za jedno z najlepszych w swoim życiu. Z drugiej – równie spora grupa twierdzi, że jest to przereklamowane i nudne. Dlaczego tak? Pójdźmy tropem Google’a i zostawmy na chwilę te wszystkie zachwyty, bo one zawsze są. Skupmy się na tym, co negatywne. Te opinie, które ja słyszałem, kręciły się głównie wokół jednego: że cenoty to tylko caverny. Że po dwóch,

30

trzech dniach wszystko zaczyna wyglądać tak samo. Że nie ma tam życia, kolorowych ryb, raf… tylko ciasne przestrzenie, mało miejsca i półmrok. Czyli w skrócie – „ładna dziura w ziemi i tyle”. Zostaje jeszcze Meksyk jako państwo. I tutaj opinie potrafią być jeszcze bardziej „kolorowe”. Uprowadzą Cię i sprzedadzą Twoje narządy. Okradną do zera. Nie wychodź z hotelu, bo jest niebezpiecznie. Kartele, narkotyki, chaos. I człowiek, który to wszystko czyta przed wyjazdem, zaczyna się zastanawiać, czy on tam jedzie nurkować, czy przeżyć. Zatem od początku… Czy warto wybrać się do Meksyku na nurkowanie w cenotach? Odpowiedź nie jest prosta. I to jest chyba pierwsze, co trzeba sobie uczciwie powiedzieć – każdy z nas jest inny.


Pisałem już o tym w osobnym artykule, ale tutaj widać to jeszcze bardziej. W mojej grupie zdania były mocno podzielone. Dla mnie osobiście Meksyk jest na pierwszym miejscu ze Scapa Flow!!! Choć uczciwie – trudno to porównywać jeden do jednego, bo w Szkocji byłem jakieś trzynaście lat temu. Ale mimo wszystko coś w tym Meksyku mnie totalnie „kupiło”. Co? Pod względem nurkowania – przede wszystkim gra światła i cienia. Wyobraźcie sobie coś takiego: idziecie przez dżunglę, nic specjalnego, zwykłe zarośla, trochę błota, trochę ziemi… i nagle schodzicie kilka kroków w dół i przed Wami pojawia się wejście. Zwykła, niepozorna dziura w ziemi. Jakby ktoś u babci w ogródku zostawił otwartą studnię i o niej zapomniał. A potem robicie krok do wody. I wszystko się zmienia. Krystalicznie czysta, słodka woda. Ciepła, spokojna, jakby czas płynął tam wolniej. Haloklina, która nagle rozmywa obraz jak rozlane szkło. Chmury siarkowodoru, które wyglądają jak podwodne mgły. Drzewa wystające z dna, jakby ktoś je zasadził w innym świecie. Formacje skalne, które sprawiają wrażenie, jakby były żywe. I nagle okazuje się, że ta „dziura w ziemi” to wejście do czegoś, co trudno porównać z czymkolwiek innym. Historia sprzed tysięcy lat. Inny świat pod powierzchnią. To temat, który budzi sporo emocji i jeszcze więcej nieporozumień. Żeby nurkować w cenotach, potrzebny jest autoryzowany przewodnik z odpowiednimi licencjami i tego nie da się pominąć. To nie jest miejsce, gdzie po prostu wchodzisz do wody i płyniesz przed siebie.

Główne trasy są tak przygotowane, że przez cały czas pozostajemy w bezpiecznej i legalnej strefie cavern. Czyli takiej, w której zawsze mamy możliwość powrotu w stronę światła lub wyjścia na powierzchnię. I tutaj zaczyna się pierwsze zaskoczenie. Bo bardzo często wygląda to tak, że wchodzisz do wody, schodzisz niżej i nagle masz wrażenie, że jesteś w klasycznej jaskini. Wpływasz jednym wejściem, poruszasz się korytarzami, a potem wychodzisz gdzieś indziej. I wtedy w głowie pojawia się pierwsza myśl: „Ale przecież to są jaskinie…” Dopiero później przewodnik tłumaczy, że cały system jest tak poprowadzony, aby w każdej chwili można było wrócić do strefy otwartej. I właśnie to odróżnia nurkowanie rekreacyjne od nurkowania jaskiniowego. Oczywiście, odchodzą też boczne korytarze stricte cave – i tam już nie ma przypadków. Przed każdym takim wejściem stoi charakterystyczny znak z czaszką, który mówi wprost: dalej nie idź, jeśli nie masz odpowiednich uprawnień. I szczerze mówiąc – robi to wrażenie. Przy każdej cenocie znajdują się również tablice z informacją o poziomie trudności. Dzięki temu można realnie ocenić, czy dane miejsce jest dla nas. I tutaj ważna rzecz – pływalność. Musi być naprawdę dobra. Nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale też dlatego, że te miejsca są niezwykle delikatne. Każde dotknięcie może uszkodzić formacje skalne, które powstawały przez tysiące lat. Przewodnicy bardzo tego pilnują. I jeśli ktoś

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

31


podróże

nie kontroluje swojej pływalności, potrafią zareagować bardzo szybko i bardzo konkretnie. Dodatkowo wiele osób zwraca uwagę na wynurzanie. Są cenoty, gdzie schodzi się pionowo w dół, na większe głębokości, a potem wynurza się stopniowo, krążąc i oglądając wszystko dookoła. Ale są też miejsca, gdzie wynurzanie odbywa się praktycznie „w górę”, w wąskim pionowym korytarzu. Wtedy robi się naprawdę specyficznie – co chwilę patrzysz w górę, kontrolujesz przestrzeń, a setki bąbli unoszące się nad Tobą tworzą coś w rodzaju podwodnego vertigo. Nie każdy to lubi. Typowy dzień nurkowy wygląda dość prosto: dwa nurkowania – albo w dwóch różnych cenotach, albo dwa w jednej większej, gdzie są różne trasy. Wyjazd zazwyczaj około 9:00, powrót około 16:00. Brzmi spokojnie, ale trzeba pamiętać, że cenoty są rozrzucone po całym regionie, więc dojazdy potrafią zająć ponad godzinę. I to też jest część całej układanki – to nie jest „jedna baza i jeden spot”. To ciągłe przemieszczanie się między zupełnie różnymi światami pod wodą. Podsumowując nurkowanie w cenotach – nie są one dla każdego, ale moim zdaniem każdy powinien spróbować na własnej skórze, bo to naprawdę miejsce z kategorii „trudno uwierzyć, dopóki się nie zobaczy”. Przewodnicy są w stanie dobrać cenoty praktycznie pod każdego nurka. Są miejsca płytsze, głębsze, z halokliną, z chmurami siarkowodoru, z drzewami wyrastającymi z dna albo z niesamowitymi formacjami skalnymi, które wyglądają jak z innego świata. Moim zdaniem trzy dni nurkowe w cenotach to absolutne minimum, żeby zobaczyć te najważniejsze miejsca i złapać, o co w tym wszystkim chodzi. My zrobiliśmy sześć dni nurkowych, bo po prostu przehandlowaliśmy dni wolne na kolejne zejścia pod wodę  Szczerze mówiąc – ja zrobiłbym jeszcze więcej. Dla niektórych to już było za dużo, dla innych nadal za mało. Bardzo dobrym pomysłem jest połączenie cenot z czymś bardziej „klasycznym”. W naszym przypadku były to nurkowania z bull shark’ami oraz rafy dostępne z Playa. I to robi ogromną różnicę, bo nagle po kilku dniach w podziemnym świecie wracasz do otwartego morza, kolorów i wszystkiego tego, z czym większości osób kojarzy się egzotyka. Do tego dochodzi Belize, które w naszym przypadku zrobiło ogromny kontrast i każdy miał tam coś dla siebie.

32

W większości przypadków bazą noclegową dla nurków jest Playa del Carmen. Oczywiście są też inne opcje, jak Cancun czy Tulum, ale Playa ma jedną dużą przewagę – położenie. Jest w takim miejscu, że do większości cenot dojazd jest mniej więcej podobny. Dzięki temu nie spędza się całych dni w samochodzie, tylko realnie nurkuje. Samo miasto też ma wszystko. Lokalne sklepy, restauracje, supermarkety, nocne życie, sklepy z pamiątkami, a nawet rzeczy, które z turystyką mają niewiele wspólnego – jak zdjęcia z małymi tygrysami, które oczywiście są nielegalne i przede wszystkim nieetyczne. Na jedną rzecz chciałbym zwrócić szczególną uwagę – jedzenie. Już śniadanie w Meksyku potrafi wyglądać jak solidny obiad  Tam naprawdę widać, że jedzenie jest ważne. Mnóstwo lokalnych knajpek, street food’ów i miejsc, gdzie wszystko robione jest na świeżo. I co ważne – ostrość jest mocno przereklamowana. Wszystkie historie o „piekielnie ostrym Meksyku” w naszym przypadku się nie sprawdziły. Nie trafiliśmy na nic, czego nie dałoby się normalnie zjeść. Podróżując trochę po świecie, człowiek zaczyna zauważać, że każde miejsce ma swój własny charakter. Architektura, klimat, zapach, światło – to wszystko składa się na coś, czego nie da się łatwo opisać. I Meksyk jest właśnie takim miejscem. Nie da się go łatwo porównać do innych krajów. On po prostu ma swój własny styl. Oczywiście są rzeczy, które mogą zaskakiwać – jak kontrole policyjne czy wojsko na ulicach. Ale po kilku dniach staje się to po prostu elementem krajobrazu, czymś codziennym.


REKLAMA

G A L A PA G O S 26.11–12.12.2026 NURKOWA WYPRAWA ŻYCIA

”

Moim zdaniem trzy dni nurkowe w cenotach to absolutne minimum, żeby zobaczyć te najważniejsze miejsca i złapać, o co w tym wszystkim chodzi.

Jeżeli ktoś zostaje na dłużej, to naprawdę jest co robić. Tulum, Bacalar Lagoon, Chichén Itzá, Ichkabal i mnóstwo mniejszych, klimatycznych miejsc. Każde z nich jest inne i każde daje coś innego. Bacalar Lagoon moim zdaniem jest absolutnym „topem” i miejscem, które trzeba zobaczyć. Chichén Itzá to już klasyk i obowiązkowy punkt programu, jeśli ktoś chce powiedzieć, że naprawdę był w Meksyku. W tym momencie pewnie macie w głowie jedno pytanie – jak to wszystko zmieścić w jednym artykule? Odpowiedź jest prosta: Nie da się! Dlatego każda cenota dostanie osobny materiał, bo każda zasługuje na swoją historię. Mam nadzieję, że udało mi się rozbudzić ciekawość, bo to dopiero początek tej historii. A kolejna część będzie już o konkretnej cenocie… tej, która ma coś wspólnego z oczami  Do zobaczenia w następnym artykule – będzie się działo.

rekiny młoty • manty • lwy morskie

Może właśnie teraz jest moment, żeby spełnić swoje największe nurkowe marzenie. PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

33


FOTO PODWODNA

NAGRODA za cierpliwość

Parametry ekspozycji: 1/60 sek., f/6.3, ISO 500 Aparat: Olympus PEN E-PL7 Obiektyw: Olympus M.Zuiko Digital 14-42 f/3.5-5.6 EZ (ustawiony na 14mm) Konwerter: Inon UWL-H100 + port kopułowy Tekst Marcin TRZCIŃSKI Zdjęcie Aleksandra GOLDI GODLEWSKA

34

Obudowa: Olympus PT-EP12


Olę wysłuchał i przekazał słowem pisanym Marcin Trzciński

REKLAMA

W

yspy St. Johns w południowej części Egipskich wód Morza Czerwonego. Wśród wielu zlokalizowanych tu dive spotów Goldi zależało zwłaszcza na Claudii. A właściwie na przypominającej szwajcarski ser (albo jeszcze bardziej Polską dziurę budżetową) znajdującej się tam kawernie. O odpowiedniej porze dnia, gdy promienie słońca wpadają przez otwory stropu pod właściwym kątem, wewnątrz powstaje prawdziwie magiczna katedra, rozświetlona nierealnymi wręcz, pionowymi kolumnami światła. Wiedziała o tym, bo była tam już kilkukrotnie, w czasie poprzednich safari. Tyle, że wciąż nie miała swojego wymarzonego zdjęcia. Wiedziała, jak ma wyglądać, ale… najpierw na osiągnięcie celu nie pozwalały fotograficzne umiejętności, a gdy trochę się w tym podszkoliła, los postanowił zadrwić z niej okrutnie. Kilkukrotnie, i to każdorazowo właśnie w tym miejscu. Raz padła bateria w aparacie (choć była pewna, że ją wymieniła), kolejnym zachmurzenie nie pozwoliło na wydobycie subtelności miejsca. W następnym podejściu w kawernie panował ruch jeszcze większy niż na Piccadily. I to w godzinach szczytu. A przecież każda próba okupiona była koniecznością uczestniczenia w długim safari… Wiecie, tydzień na łodzi, codziennie po cztery nurkowania, na powierzchni kierat, przy którym obozy rekrutacyjne Navy Seals i SAS, nawet razem wzięte wydają się bułką z masłem. Wiecie, brak czasu na cokolwiek innego poza ładowaniem akumulatorów, zgrywaniem i analizą (na szybko) plików, czyszczeniem i konserwacją sprzętu… Gdy od czasu uda się coś przekąsić albo (bo raczej rzadko i) złapać odrobinę snu, człowiek czuje jakby wygrał los na loterii. „Tak było i tym razem. W pewnym momencie jedno po drugim zaczęliśmy odpadać, bo tylko rezygnacja z któregoś z nurów dawała szansę na upragnioną drzemkę. Problemem stało się nie czy, ale który nur odpuścić, by stracić jak najmniej…” W końcu, po kilku dniach katorgi na briefingowej tablicy pojawiła się wreszcie długo wyczekiwana nazwa. Claudia. „Nie mogłam się doczekać zejścia pod wodę. Sprawdziłam wszystko. Aparat, obiektyw, konwerter. Także pora była idealna, na niebie żadna chmura nie przesłaniała słońca. Tym razem musiało się udać”. Tyle że… Zamiast wejść do wody jako pierwsza para, Goldi i Wojtek dali się wyprzedzić złym ludziom. Na tyle złym, że płynąc przez jaskinię podnieśli z dna chmury osadów, skutecznie psując i wizurę, i szansę na jakiekolwiek przyzwoite ujęcie. Normalnie płakać się chciało. Kolejnego dnia, po pierwszym, poprzedzonym wiadrem mocnej kawy nurkowaniu, obydwoje postanowili odpuścić drugie. Po prostu zimno, niewyspanie i ogólne znużenie wyraźnie zaczynały brać już górę. Idąc do kabin zerknęli jeszcze na brifingową tablicę. Upsss… Albo ze zmęczenia wzrok płatał im figle, albo ktoś zmienił plany, wstawiając na drugie nurkowanie znów kawerny Claudii! Kolejne wiadro kawy, tym razem jeszcze mocniejszej i sprint na deck, by tym razem nie dać się nikomu ubiec. Gnali tak, że przy nich Struś Pędziwiatr popadłyby w kompleksy, więc gdy w końcu znaleźli się w wodzie i dotarli na miejsce, mieli całą przestrzeń kawerny dla siebie. I to nie przez minutę czy dwie, ale połowę nurkowania! Z krystalicznie czystą wodą, tańczącymi promieniami słońca i możliwością pozowania sobie nawzajem tak, by stworzyć wymarzone zdjęcia. Korzystając tylko ze światła zastanego Goldi rejestrowała kolejne ujęcia, czasem z Wojtkiem, a czasem bez niego w kadrze. Z kolumnami światła w centrum, a potem z boku. W takich chwilach człowiek zatraca się kompletnie w realizacji pomysłu, a czas mija niepostrzeżenie. Ale nie ma się co dziwić. Czekała przecież na to tyle czasu. I w końcu… udało się.


PLANETA ZIEMIA

KLĄTWA „SZCZĘK”

Czyli jak odwrócić pół wieku zbiorowej histerii Tekst i zdjęcia Małgorzata SOBOŃSKA-SZYLIŃSKA

Strach przed rekinami jest jednym z najbardziej skutecznych lęków, jakie kiedykolwiek udało się zaszczepić ludziom. Większość osób nigdy nie widziała rekina na żywo, nigdy nie pływała w oceanie daleko od brzegu, a mimo to zawsze reaguje na słowo „rekin” przyspieszonym tętnem.

T

o niezwykłe – bać się zwierzęcia, z którym statystycznie nigdy nie będziemy mieć żadnego kontaktu. Ten pierwotny lęk wzmocniła popkultura i seria filmów „Szczęki”, które dla wielu stały się mrocznym filtrem na całe dekady zniekształcającym prawdziwy obraz tych wspaniałych drapieżników. Nie dziwi więc, że kwestia tzw. nęcenia rekinów podczas nurkowań od lat budzi gorące spory – zwłaszcza w miejscach, gdzie spotkania z nimi są niemal codziennością, jak np. na Bahamach, znanych z obecności m.in. rekinów tygrysich i młotów olbrzy-

36

mich. Dla jednych stanowi ono skuteczne narzędzie edukacji oraz realne wsparcie działań na rzecz ochrony zagrożonych drapieżników. Dla innych jest niedopuszczalną ingerencją w świat dzikiej przyrody, prowadzącą do zmiany naturalnych zachowań zwierząt i podporządkowywania ich ludzkiej pogoni za adrenaliną. Spróbujmy rozbroić ten spór faktami.

Nęcenie rekinów – o czym w ogóle mówimy? W potocznym wyobrażeniu wszystko, co ma związek z używaniem zanęty wrzuca się do jednego wielkiego worka pt. „karmienie”. A to błąd. Nęcenie, prowadzone w sposób odpowiedzialny, w odróżnieniu od karmienia, odbywa się według ściśle określonej procedury. Polega na wykorzystaniu bodźca zapachowego (chum), wyznaczeniu stałego miejsca spotkań oraz przestrzeganiu jasnych zasad: zachowaniu dystansu, odpowiednim ustawieniu grupy, wyraźnej roli przewodnika, braku karmienia rekinów oraz ograniczeniu czasu i intensywności oddziaływania bodźca. Celem tak prowadzonej praktyki nie jest „karmienie drapieżników”, lecz zwiększenie przewidywalności i powtarzalności ich obserwacji w rozległej przestrzeni oceanu. To rozróżnienie nie ma wyłącznie charakteru językowego – ma również wymiar praktyczny. Prowadzony przez Florida Mu-


Planeta Ziemia

seum of Natural History International Shark Attack File (ISAF) dzieli bowiem incydenty pogryzień ludzi przez rekiny na zdarzenia nieprowokowane oraz prowokowane. Do tych drugich zalicza się sytuacje, w których człowiek bezpośrednio ingeruje w zachowanie zwierzęcia – np. poprzez dotykanie lub nękanie rekina, próbę jego połowu, manipulowanie rybą na haku czy właśnie karmienie, czyli podawanie zwierzęciu pokarmu. Są to okoliczności, w których człowiek sam podnosi poziom ryzyka, inicjując interakcję z drapieżnikiem. Karmienie oznacza zatem bezpośrednie podawanie zwierzęciu pokarmu. Nęcenie polega natomiast jedynie na wytworzeniu w wodzie zapachu, który może przyciągnąć rekina w dane miejsce – bez przekazywania mu jedzenia. Różnica jest zasadnicza: w pierwszym przypadku zwierzę otrzymuje pokarm od człowieka i wchodzi z nim w bezpośrednią interakcję, w drugim jedynie pojawia się tam, gdzie wyczuło zapach potencjalnego pożywienia.

Skąd sprzeciw wobec nęcenia? Najczęściej pojawiające się obawy brzmią podobnie: „rekiny się uzależnią”, „zmienimy ich naturalne zachowania”, „wzrośnie ryzyko ataku”, „to nieetyczne”. To uzasadnione wątpliwości w świetle tego, że każdy kontakt człowieka z drapieżnikiem szczytowym, jakim jest rekin, trudno uznać za całkowicie neutralny. Ich rozwianie wcale nie jest proste ani jednoznaczne. Wiele zależy od miejsca, gatunku, skali działania, sposobu kontroli oraz obowiązujących regulacji prawnych. Bahamy stanowią

tak interesujące studium przypadku, ponieważ większość tych warunków została tam świadomie uregulowana. Na Bahamach interakcje nurkowe z rekinami nie odbywają się w próżni prawnej. Funkcjonują w ramach jednego z najbardziej restrykcyjnych na świecie systemów ochrony rekinów, w którym działalność turystyczna – w tym nurkowania wykorzystujące bodźce zapachowe – podlega kontroli licencjonowanych operatorów i określonym procedurom bezpieczeństwa.

Co dobrego daje nęcenie i gdzie znajduje się granica? Wiedza i dokumentacja W miejscach, do których rekiny wracają regularnie, każde kolejne zanurzenie przestaje być tylko spotkaniem z anonimowym drapieżnikiem. Z czasem zaczynają wyłaniać się znajome sylwetki – rozpoznawalne po układzie pręg, kształcie płetw czy bliznach, które są jak linie papilarne. Dopiero wtedy można dostrzec relacje między poszczególnymi osobnikami, ich miejsce w hierarchii, sezonowość ich obecności i subtelne zmiany w sposobie reagowania na człowieka. Podczas naszej tegorocznej wyprawy na Bahamy niemal każdego dnia na Tiger Beach pojawiała się przy nas Emma – nestorka rodu wśród tamtejszych rekinów tygrysich, spokojna i pewna swojej pozycji. Jej obecność porządkowała przestrzeń wokół, jakby inne rekiny instynktownie uznawały jej pierwszeństwo. Z kolei u wybrzeży Bimini co pewien czas z błękitu wyłaniała

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

37


planeta ziemia

się Gaja, największa z obserwowanych tam samic młota olbrzymiego. Jej powolne, szerokie zataczanie kręgów wokół nurków zawsze zapowiadało moment szczególnego napięcia i skupienia. Obie samice są zachipowane, stąd historie ich życia są znane i dobrze udokumentowane. To właśnie powtarzalność takich spotkań pozwala odróżnić przypadek od wzorca – a na tym właśnie rozróżnieniu oparte jest naukowe rozumienie świata przyrody. Dla fotografa i filmowca każdy zarejestrowany kadr staje się czymś więcej niż tylko obrazem. Jest zapisem zachowania, do którego można wracać po miesiącach i latach, analizować go, porównywać i wyciągać wnioski. Obraz, który zmienia emocje Zdjęcia i filmy z nurkowań pokazują, że rekin najczęściej, albo wręcz w ogóle nie „poluje na człowieka”. Jest natomiast ciekawski, ostrożny, a czasem nawet wycofany, jeśli przykładać do niego ludzkie wzorce zachowań. Rekin tygrysi potrafi podpłynąć spokojnie jak sterowiec i odpłynąć, gdy „oceni” sytuację. Po czym wraca i bada dalej. Można odnieść wrażenie, że wręcz pozuje. W ten sposób, krok po kroku, powstaje materiał pozwalający budować nową opowieść – taką, w której rekin przestaje być postrzegany jako bezmyślna krwiożercza bestia, a jawi się jako

38

obiekt fascynacji. Zmiana narracji to konieczny warunek, by ludzkość zamiast przyklaskiwać bezsensownemu zabijaniu rekinów, zaczęła wreszcie dostrzegać potrzebę ich ochrony. Jak wygląda „odpowiedzialne” nęcenie w praktyce? Granica między edukacją a ryzykowną atrakcją nie przebiega w samym użyciu bodźca zapachowego, lecz w sposobie, w jaki prowadzone jest nurkowanie. Wszystko zależy od kultury pracy operatora. Najlepsze zespoły – te, które jako nurek i fotograf miałam okazję obserwować – działają według prostych zasad. Spotkania organizowane są w stałych miejscach, z dala od intensywnego ruchu ludzi. Sesje odbywają się o określonych w porach dnia i są ściśle ograniczone w czasie (przerw w kolejnych nurkowaniach albo w ogóle nie ma, albo są one bardzo krótkie), a nurkowie ustawiani są tak, by rekin widział całą grupę i mógł swobodnie ocenić sytuację. Spoty nurkowe są płytkie. Kluczową rolę odgrywa przewodnik, który uważnie obserwuje zachowanie zwierząt i w razie potrzeby bez wahania kończy nurkowanie. Gdy rekin ma przestrzeń, nie jest osaczany i nie doświadcza chaotycznych ruchów, najczęściej wybiera spokój i po prostu przypływa i odpływa. Ryzyko pojawia się dopiero wtedy, gdy stworzy je człowiek, np. goniąc zwierzę, próbując je dotknąć, wychodząc z ustalonego ustawienia lub nieświadomie za-


Planeta Ziemia

mykając rekina w wąskim korytarzu między nurkami. Dlatego podczas dobrze prowadzonych nurkowań każdy zna swoje miejsce – także fotograf – a „najlepsze ujęcie” nigdy nie jest ważniejsze niż bezpieczeństwo i dobrostanem zwierzęcia.

ochrony: płacą za nią nurkowie, a zyskuje lokalny łańcuch usług. W praktyce prowadzi to do osiągnięcia upragnionego celu, jakim jest społeczna „zgoda” na ochronę przyrody, bo rekiny stają się powodem, by dbać o morze.

Absurd strachu w liczbach: ile osób ginie „przez reCzy nęcenie zmienia zachowanie rekinów? Uczciwie rzecz ujmując, nęcenie może w pewnym stopniu kiny”? wpływać na zachowanie rekinów. Są to zwierzęta inteligentStrach przed rekinami ma często niemal filmowy charakter. ne – uczą się, zapamiętują miejsca i kojarzą bodźce. Jeśli W zbiorowej wyobraźni urastają one do jednego z największych więc w określonej lokalizacji od czasu do czasu pojawia zagrożeń oceanu, choć statystyki mówią coś zupełnie innego. się zapach sugerujący obecność pożywienia, rekin może Dane ISAF pokazują, że w skali całego świata liczba śmiertelpowracać tam częściej. Nie oznacza to jednak zmiany jego nych, nieprowokowanych pogryzień ludzi przez rekiny pozostaje skrajnie niska – w latach 2020–2024 wynosiła odpowiednio: 10, naturalnego trybu życia. W skali oceanu takie spotkania pozostają jedynie krótkim epizodem – niewielkim fragmentem 9, 5, 10 i zaledwie 4 przypadki rocznie. dnia zwierzęcia, które większość czasu spędza, przemierzając Co łączy ze sobą tragiczne incydenty z udziałem rekinów? ogromne przestrzenie i polując zgodnie z instynktem kształtoNajczęściej nie sam gatunek zwierzęcia, lecz kontekst. Do incydentów dochodzi zwykle podczas aktywności takich jak pływanym przez miliony lat ewolucji. Paradoks polega na tym, że największa zmiana ma wanie na desce surfingowej w strefie przyboju, gdzie szansę wystąpić nie po stronie rekina, lecz człowiesylwetka człowieka z perspektywy rekina może ka. Powtarzalne spotkania międzygatunkowe przypominać naturalną zdobycz. Znaczenie pozwalają człowiekowi zobaczyć zwierzę nie mają także miejsca obfitujące w pokarm jako anonimowe zagrożenie, ale jako konoraz lokalne warunki – ograniczona wiW przeliczeniu na czas kretną istotę, kierującą się przewidywalnydoczność wody, obecność ławic ryb czy oznacza to, że każdej mi zachowaniami. To właśnie z tej zmiany temperatura morza. minuty z oceanów znika perspektywy rodzi się wiedza, a wraz z nią W 2022 roku dwa śmiertelne zdarzeponad 150 rekinów – – gotowość do ochrony gatunku, który nia, do których doszło tego samego dnia od dekad jest bezmyślnie wybijany, gdyż u wybrzeży Egiptu, pokazały również, niemal niezauważalnie, budzi paniczny strach. że okresy podwyższonego ryzyka mogą ale nieprzerwanie. Warto pamiętać, że „rekin” nie jest jedpojawić się nawet w regionach uznawanych nym archetypem – spośród ponad 600 gatunza stosunkowo bezpieczne. Analiza raportów ków tylko dosłownie kilka z nich może, w okrepokazuje również, że takie przypadki nie rozkłaślonych warunkach, stanowić realne zagrożenie dla dają się równomiernie na świecie, lecz koncentrują się człowieka. Dlatego w praktyce nie liczy się powierzchowna wokół określonych aktywności i lokalizacji. ideologia, lecz wiedza na temat konkretnego gatunku oraz Dane ISAF wskazują, że w 2023 roku to właśnie surfing odpowiadał za około 42% nieprowokowanych incydentów ocena miejsca, sezonu i sytuacji. A z perspektywy czysto „ludzkiej” – nęcenie ma jeszcze jedną z udziałem rekinów na świecie, a część zdarzeń śmiertelnych wartość: pozwala ludziom pobyć z rekinem długo i spokojnie miała miejsce podczas surfowania w Australii. Wniosek płynący w jego naturalnym środowisku. Długość tego kontaktu skuteczz tych statystyk nie polega na lekceważeniu ryzyka. Pokazują one raczej, że kluczowe znaczenie ma sposób zarządzania nim, nie rozbraja wyobraźnię. Po kilku/ kilkunastu minutach często czyli wybór miejsca, pory dnia, rodzaju aktywności i warunków dzieje się coś zaskakującego: strach zmienia się w uważność, środowiskowych. To jest dużo bardziej rozsądne niż demonizoa uważność w zachwyt. wanie całej grupy zwierząt.

”

Bahamy jako laboratorium ochrony rekina: prawo, turystyka i społeczny zysk Bahamy pokazują, że ochrona rekinów nie musi być wyłącznie romantycznym hasłem. W ich przypadku jest twardą polityką państwa. Ustanowienie narodowego sanktuarium rekinów, obejmującego zakaz ich połowu, posiadania i handlu produktami z nich pochodzącymi, odwróciło dotychczasową logikę: rekin przestał być traktowany jak surowiec, a zaczął – jako część przyrody, której największą wartością jest to, że pozostaje żywa. W badaniu opublikowanym w „Biological Conservation” oszacowano wkład rekinów i płaszczek w gospodarkę Bahamów na ok. 114 mln USD (dla roku 2014), z dominującą rolą turystyki. Turystyka „rekinowa” działa tu jak mechanizm finansowania

Odwrócona dysproporcja: ile rekinów ginie przez ludzi? Tu dopiero robi się niewygodnie. Te dane były już przytaczane, ale warto je powtórzyć. Od lat naukowcy szacują, że w światowych połowach ginie około 100 mln rekinów rocznie. Najnowsze analizy opublikowane w czasopiśmie Science pokazują, że mimo wprowadzania kolejnych regulacji ograniczających handel płetwami, rzeczywista śmiertelność połowowa w ostatniej dekadzie utrzymywała się na poziomie około 76–80 mln osobników rocznie. W przeliczeniu na czas oznacza to, że każdej minuty z oceanów znika ponad 150 rekinów – niemal niezauważalnie, ale nieprzerwanie.

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

39


planeta ziemia

Źródła tego zjawiska są dobrze znane: międzynarodowy handel płetwami, przyłów w rybołówstwie przemysłowym, eliminowanie rekinów jako „konkurencji” oraz postępująca degradacja ich siedlisk. Problem polega jednak na czymś głębszym. Rekiny nie są rybami zdolnymi do szybkiego odbudowywania populacji. Większość gatunków dojrzewa późno, wydaje na świat niewiele młodych i rozmnaża się powoli. Dlatego dziesiątki milionów rekinów zabijanych każdego roku to nie tylko statystyka połowowa. To stopniowe uszczuplanie biologicznego kapitału oceanu – zasobu, którego tempo odtwarzania jest po prostu wolniejsze niż tempo jego eksploatacji.

Cisza po drapieżnikach... Jak brak rekinów wpływa na ocean? Zniknięcie drapieżnika szczytowego może prowadzić do zaburzenia równowagi całego łańcucha pokarmowego: wzrasta presja ze strony średnich drapieżników, zmienia się liczebność ryb roślinożernych, a rafy koralowe coraz trudniej konkurują z ekspansją glonów. Tego rodzaju kaskady troficzne są bardzo dobrze udokumentowane w literaturze poświęconej ekosystemom rafowym, a instytucje zajmujące się ochroną oceanów od lat podkreślają kluczową rolę drapieżników szczytowych w utrzymaniu stabilności środowisk morskich. Zatem postulat o wzmożenie wysiłków poprawiających ochronę dla rekinów nie jest ani niczym abstrakcyjnym, ani niczym nowym.

Rekiny – może podziw bardziej właściwy niż strach? Jeśli więc rekiny odgrywają tak istotną rolę w równowadze oceanu, warto zadać sobie prostsze pytanie: kim właściwie są zwierzęta, których tak bardzo się obawiamy? Im więcej o nich wiemy, tym wyraźniej strach ustępuje miejsca ciekawości. Rekiny potrafią się uczyć i zapamiętywać doświadczenia, korzystają z informacji płynących od innych osobników, a podczas wędrówek orientują się w przestrzeni, wykorzystując naturalne pole magnetyczne Ziemi. Ich świat odbierany jest jednak zupełnie inaczej niż nasz – poprzez zestaw zmysłów doskonale przystosowanych do trójwymiarowego środowiska wody. Mają coś

40

o czym my, ludzie możemy tylko pomarzyć – elektrorecepcję. Pozwala im ona wykrywać impulsy elektryczne generowane przez żywe organizmy: linia boczna rejestruje najdrobniejsze drgania, a niezwykle czuły węch prowadzi je przez ocean niczym niewidzialny kompas. W wielu aspektach – zwłaszcza w odbiorze bodźców i poruszaniu się w wodzie – rekiny przewyższają człowieka. Czytają swoje otoczenie szybciej i pełniej, niż my. Jest jeszcze jeden szczegół, który zawsze fascynuje słuchaczy, gdy się o nim opowiada. Skóra wielu gatunków rekinów pokryta jest mikroskopijnymi łuskami, tzw. denticles, zmniejszającymi opór i turbulencje wody. To dzięki nim rekin potrafi podpłynąć niemal bezszelestnie – nie dlatego, że poluje, lecz dlatego, że w swoim środowisku jest po prostu doskonale zaprojektowany przez ewolucję.

Spójny świat i „kumple” po obu stronach Nurkowie mówią: „rekiny nie jedzą nurków, bo nurkowie to kumple”. Chciałabym, żeby to działało w obie strony: ludzie nie zabijają morskich zwierząt, bo to kumple. Nie jem mięsa, ryb ani owoców morza od prawie 30 lat, czyli odkąd zaczęłam nurkować – bo nie potrafię zachwycać się fauną, również tą pod wodą, a potem traktować ocean jak sklep. Tytaniczna praca nad zmianą podejścia zaczyna się od zmiany narracji: od strachu do ciekawości, od mitu do faktów, od obojętności do troski. Kto nie zatroszczy się o kumpla w potrzebie? Na koniec warto przywołać słowa samego Stevena Spielberga, który po latach przyznał: „Szczerze i do dziś żałuję, że książka i film doprowadziły do tak wielkiego zniszczenia populacji rekinów.” Reżyser „Szczęk” wypowiedział je w wywiadzie dla programu „Desert Island Discs” w BBC Radio 4, wyemitowanym 18 grudnia 2022 roku, odnosząc się do wzrostu sportowych połowów rekinów po premierze filmu w 1975 r. Podobny żal przed śmiercią wyrażał również autor powieści „Szczęki”, Peter Benchley, który później aktywnie wspierał ochronę rekinów. Nic dodać, nic ująć…


Każdy dopracowany detal tworzy idealną całość.

CUT THROUGH THE DARKNESS PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

41


FREEDIVING

FREEDIVING

i przełamywanie strachu

Tekst i zdjęcia Izabela LISEK i Martin PETRUS, Quest Freediving

Zeskanuj i zobacz, jak wygląda pierwszy trening freedivingu!

Większość osób uważa, że freediving uczy przede wszystkim nurkowania na wstrzymanym oddechu. W praktyce jednak, bardzo często, staje się on czymś więcej – treningiem psychiki.

U

czy regulacji emocji, zachowania spokoju pod presją, kontaktu z własnym ciałem i działania mimo odczuwanego lęku. Woda szybko obnaża schematy, które na co dzień potrafimy ukrywać albo ignorować. Kiedy zanurzasz się pod wodę i schodzisz coraz głębiej, jest spora szansa, że oprócz ciśnienia i chłodu poczujesz jeszcze coś innego – strach. Strach zna każdy z nas. Towarzyszy nam niemal codziennie – przy trudnych decyzjach czy sytuacjach, nad którymi nie do końca mamy kontrolę. W freedivingu pojawia się właściwie zawsze, prędzej czy później. I chyba dlatego to nie jest tylko sport. To

42

coś więcej – sposób, żeby popracować z własnymi emocjami, zamiast przed nimi uciekać. Pod wodą nie da się od siebie uciec. Nie ma rozmów, telefonu, niczego, co odwróci uwagę. Zostajesz sam ze swoim oddechem, ciałem i tym wszystkim, co akurat dzieje się w głowie. I właśnie dlatego freediving tak bezlitośnie pokazuje, jak reagujemy na stres. Nie da się tam udawać.

Czym jest strach? Strach jest naturalny. Więcej – jest nam absolutnie niezbędny. To dzięki niemu nasi przodkowie potrafili w porę rozpoznać zagrożenie i przeżyć kolejny dzień. Dziś działa dokładnie tak samo – ostrzega nas przed niebezpieczeństwem i mobilizuje ciało do działania. Nie zawsze objawia się tak samo. Czasem to tylko lekkie napięcie gdzieś w środku, innym razem – silny lęk, a w skrajnych przypadkach nawet atak paniki. Strach to nie tylko myśl czy wyobrażenie w głowie. To bardzo realna reakcja fizjologiczna – i naprawdę czuję ją w sytuacjach stresowych jakich doświadczam każdego dnia. Serce przyspiesza, mięśnie się napinają, oddech się zmienia. Ciało robi się gotowe do walki, ucieczki albo zamrożenia w miejscu. Kiedy pierwszy raz przeczytałam o ciele migdałowatym – tej niewielkiej strukturze w mózgu odpowiedzialnej między innymi za wykrywanie zagrożeń – dużo mi się wyjaśniło. Okazuje


Zdjęcie Jakub Wittchen

się, że jest ono wrażliwe również na wzrost poziomu dwutlenku węgla we krwi. To był dla mnie moment „aha” – właśnie dlatego przy dłuższym zatrzymaniu oddechu zaczynamy czuć narastający niepokój. Organizm odczytuje rosnące CO₂ jako alarm i robi wszystko, żeby zmusić nas do zaczerpnięcia powietrza, nawet jeśli tlenu wciąż mamy pod dostatkiem. Dobra wiadomość? Układ nerwowy da się oswoić. Sama to potwierdzam – regularny, bezpieczny trening wstrzymywania oddechu z czasem zwiększył moją tolerancję na CO₂ i złagodził tę reakcję stresową. Strach nie znika całkowicie i szczerze mówiąc, chyba nie powinien. Zmienia się za to moja relacja z nim.

Freediving jako trening psychiki Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że freediving polega przede wszystkim na doskonaleniu techniki, wydłużaniu czasu zatrzymania oddechu czy zdobywaniu kolejnych metrów głębokości. W praktyce jednak największe zmiany zachodzą nie w ciele, lecz w psychice. Zaczynając swoją przygodę z freedivingiem, nie miałam o tym pojęcia. Myślałam, że to sport jak każdy inny – trenujesz ciało i trochę umysł, ale tylko po to, żeby się nie poddawać, przebiec dalej czy podnieść więcej. Po pierwszych kilku nurkowaniach zaczęłam się zastanawiać, co właściwie się dzieje i dlaczego nie mogę zejść głębiej, dlaczego czuję się „inaczej” po wynurzeniu. I wtedy dotarło do mnie, że to moje nurkowanie wcale nie jest o głębokości. Jest o mnie. A to, co czułam, było strachem – strachem przed samą sobą, przed byciem ze sobą w stu procentach. Od tamtego momentu zaczęłam patrzeć na ten sport inaczej. Traktuję go teraz trochę jak „darmową terapię” – każde nurkowanie ma dla mnie wydźwięk terapeutyczny. Pozwala sprawdzić, jak naprawdę się mam. Dopiero pod wodą czuję, gdzie moje ciało jest napięte, jak funkcjonuje moja głowa, czy się czymś martwię, czy jestem po prostu wesoła, a może odczuwam lęk – i czym on właściwie jest. To zauważanie napięć i emocji pod wodą zmusza mnie do ich zaakceptowania – i właśnie to jest w tym piękne. Kiedy walczę z trudnymi emocjami albo na siłę próbuję rozluźnić napięcie, działa to odwrotnie i nie jestem w stanie zejść głęboko. Dopiero kiedy odpuszczę, kiedy zgadzam się z tym, jak akurat jest – takie nurkowanie może stać się piękne. Ta nauka odpuszczania i akceptacji świetnie przekłada się później na stresujące rozmowy, wystąpienia publiczne czy trudne decyzje. Widzę ogromną różnicę w tym, jak radzę sobie ze stresem na co dzień. I mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć jedno: freediving naprawdę zmienił moje życie.

Co naprawdę wywołuje strach pod wodą? Wiele osób jest przekonanych, że największym źródłem lęku pod wodą jest brak powietrza. Bardzo często słyszę od osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z freedivingiem, to samo pytanie: „A co, jeśli zabraknie mi powietrza na głębokości?”. To zupełnie naturalna obawa. Ja też ją miałam. Ale prawda jest taka, że to wcale nie brak powietrza nas ogranicza. Nasz organizm potrafi wytrzymać na jednym oddechu znacznie dłużej niż nam się wydaje. Ta silna potrzeba zaczerpnięcia

Zdjęcie Kostek Strzelski

powietrza, którą czujemy, pojawia się dużo wcześniej, zanim faktycznie zabraknie nam tlenu. Sama to zauważyłam – to, co na początku wydawało mi się granicą możliwości, było tak naprawdę tylko sygnałem, jednym z wielu, na które mój organizm reagował, zanim cokolwiek naprawdę groźnego zaczęło się dziać. Więc skąd ten strach się bierze, jeśli nie z braku tlenu? Z mojego doświadczenia – najczęściej z niepewności. Nie wiesz, czego się spodziewać, jak zareaguje Twoje ciało, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Dochodzi do tego poczucie utraty kontroli – pod wodą nie funkcjonujesz tak jak na powierzchni, a zmysły odbierają wszystko zupełnie inaczej. Pamiętam, jak na początku przerażała mnie sama cisza – to totalne odcięcie od wszystkich bodźców, do których jestem przyzwyczajona na co dzień. Innym razem to była świadomość ogromu wody nade mną – kilku, kilkunastu metrów, które dzielą mnie od powierzchni. I w końcu – konfrontacja z samą sobą. Ciało wysyła sygnały dyskomfortu, a głowa zaczyna dopisywać scenariusze, które najczęściej nie mają nic wspólnego z tym, co naprawdę się dzieje. Nieraz łapałam się na tym, że w mojej głowie działo się dużo więcej, niż faktycznie działo się z moim ciałem. I właśnie dlatego uważam, że freediving jest tak skutecznym treningiem psychicznym. W bezpiecznych, kontrolowanych

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

43


freediving

warunkach uczysz się odróżniać realne zagrożenie od zwykłej reakcji układu nerwowego. Zamiast automatycznie poddawać się lękowi, zaczynasz go obserwować, poznawać, oswajać. Z czasem odkrywasz, że wiele rzeczy, które wcześniej wydawały się przerażające, to po prostu nowe doświadczenia – takie, do których Twój układ nerwowy jeszcze się nie zdążył przyzwyczaić. Bo to nie warunki pod wodą się zmieniają. Zmienia się nasza reakcja na nie. „Pamiętam, jak podczas jednego z moich pierwszych nurkowań, na głębokości około 10 metrów, nagle pojawił się bardzo silny lęk. Przestraszyła mnie ogromna ilość wody nade mną i natychmiast wypłynąłem na powierzchnię. Dopiero później uświadomiłem sobie, że była to reakcja związana z doświadczeniem z dzieciństwa, kiedy przez krótką chwilę się topiłem. Kolejne nurkowania stały się świadomą pracą nad rozpoznawaniem tego lęku i stopniowym odpuszczaniem go. Po kilku sesjach to uczucie zniknęło i już nigdy nie wróciło." – Martin Petrus Doświadczenie Martina pokazuje też coś bardzo ważnego. Pod wodą często nie spotykamy się wyłącznie z aktualnym wyzwaniem. Czasami konfrontujemy się z historiami zapisanymi w naszym ciele wiele lat wcześniej.

Kiedy przełamywanie strachu przestaje być zdrowe? Łatwo zachwycić się historiami o przekraczaniu własnych granic. W mediach społecznościowych widzimy spektakularne osiągnięcia i kolejne rekordy głębokości. Można więc odnieść wrażenie, że rozwój polega wyłącznie na robieniu coraz więcej. Rzeczywistość wygląda inaczej. Nie każde przekraczanie granic prowadzi do rozwoju. Czasami staje się jedynie ucieczką przed samym sobą albo próbą zaspokojenia ego kolejnym osiągnięciem. Sama znam to uczucie – moment, w którym łapię się na tym, że bardziej zależy mi na pokazaniu wyniku niż na tym, jak naprawdę się czuję pod wodą. Freediving może działać terapeutycznie, ale potrafi też wzmacniać niezdrowe schematy. Zdarza się, że ktoś zaczyna obsesyjnie skupiać się na wynikach, głębo-

44

Zdjęcie Federico Buzzoni


Zdjęcie Claudio Bonato

kości, porównywaniu się z innymi. Wtedy nurkowanie przestaje być drogą do spokoju, a staje się kolejnym źródłem presji. Jedną z najważniejszych umiejętności we freedivingu jest słuchanie własnego ciała. Ignorowanie sygnałów zmęczenia, napięcia czy przeciążenia może prowadzić nie tylko do gorszych wyników, ale też do kontuzji i naprawdę niebezpiecznych sytuacji. Paradoksalnie, dojrzali nurkowie najczęściej wiedzą, kiedy odpuścić. Rozumieją, że odpoczynek jest częścią treningu, a nie jego przeciwieństwem. Ja sama musiałam się tego nauczyć – i wciąż się uczę. Wiem już, że jedno spokojne, świadome nurkowanie, potrafi dać więcej niż dziesięć wykonanych pod wpływem ambicji. Prawdziwa odwaga nie polega na ignorowaniu strachu. Polega na umiejętności rozpoznania, kiedy warto zrobić kolejny krok, a kiedy rozsądniej jest poczekać.

”

Jak pracować ze strachem?

Celem nie jest całkowite wyeliminowanie straFreediving nie uczy chu. Byłoby to zresztą niemożliwe, a nawet Dlatego tak ważne jest cierpliwe buniebezpieczne. Strach pełni ważną funkcję dowanie doświadczenia. Nie trzeba się życia bez strachu. ochronną i pomaga podejmować rozsądne spieszyć z kolejnymi metrami głębokości. Uczy życia w taki decyzje. Najważniejsze jest nauczenie się Znacznie cenniejsze jest wielokrotne wykosposób, żeby strach działania mimo jego obecności. nanie spokojnych, świadomych nurkowań – nie decydował Pierwszy krok to uważna obserwacja takich, podczas których organizm ma czas za nas. na adaptację. własnych reakcji. Zamiast od razu oceniać swoje emocje, warto je po prostu zauważyć. Co Po pewnym czasie można zauważyć coś naprawdzieje się w ciele? Jakie myśli pojawiają się w głodę niezwykłego. Sytuacja, która jeszcze kilka miesięcy wie? U mnie sama świadomość tych procesów często sprawia, wcześniej wywoływała silny stres na samą myśl o niej, staje się czymś całkowicie naturalnym. Nie dlatego, że zniknęło zagrożenie że przestaję być przez nie całkowicie kontrolowana. – zmienił się sposób, w jaki reaguje na nie mój układ nerwowy. Z czasem zmienia się też moja relacja z lękiem. Przestaje być I na tym właśnie polega jedna z największych wartości freczymś, czego za wszelką cenę chcę unikać. Staje się po prostu informacją wysyłaną przez organizm – mogę ją zauważyć, zrozuedivingu. Nie uczy życia bez strachu. Uczy życia w taki spomieć i świadomie zdecydować, jak na nią odpowiedzieć. sób, żeby strach nie decydował za nas. Dzięki cierpliwości, regularnej praktyce i stopniowemu budowaniu zaufania do właNajskuteczniejszą metodą budowania odporności psychicznej jest stopniowa ekspozycja. Powtarzanie tych samych snego ciała odkryłam, że moje największe ograniczenia bardzo sytuacji w bezpiecznych warunkach uczy układ nerwowy, często nie znajdowały się pod wodą – tylko w sposobie, w jaki że nie stanowią one realnego zagrożenia. Każde kolejne spointerpretowałam własne doświadczenia. A kiedy zmieniła się ta kojne zanurzenie wzmacnia poczucie bezpieczeństwa i zaufania perspektywa, zmieniło się nie tylko moje nurkowanie, ale też to, do własnych umiejętności – sama to obserwuję na sobie od lat. jak funkcjonuję na co dzień.

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

45


artykuł sponsorowany

UCZYMY, WSPIERAMY, INSPIRUJEMY.

46


artykuł sponsorowany

KURSY NURKOWANIA REKREACYJNEGO

POWIETRZE / NITROX / TLEN / HEL DO 300 BAR

KURSY NURKOWANIA TECHNICZNEGO

KURSY PIERWSZEJ POMOCY EFR.

WYPRAWY NURKOWE

AUTORYZOWANY SERWIS SPRZĘTU NURKOWEGO

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

47


FOTO PODWODNA

ZDJĘCIA , KTÓRE PRZYCIĄGAJĄ WZROK o Wielkiej Piątce fotografii podwodnej i efekcie „WOW” Tekst i zdjęcia Piotr STÓS

Fotografia podwodna zmienia swoje oblicze. Dzieje się to stopniowo, niemal niezauważalnie, ale wystarczy sięgnąć do zdjęć z magazynów nurkowych sprzed kilkunastu czy dwudziestu lat, by zobaczyć, jak bardzo różnią się od współczesnych publikacji.

F

otografujemy dziś inaczej. Inaczej oświetlamy, inaczej kadrujemy, inaczej edytujemy. Co kilka lat pojawia się nowa technologia, która pozwala świeżym okiem spojrzeć na stare tematy, a wraz z nią pojawiają się nowe pomysły i mody. W czasach swobodnego dzielenia się fotografiami liderzy szybko znajdują licznych naśladowców, a w medialnym obiegu pojawiają się setki lub tysiące podobnych kadrów. Wtedy wyścig o uwagę widza zaczyna się od nowa.

48

Dobre zdjęcie, czyli jakie? Chociaż wszyscy chcemy robić świetne zdjęcia, dla każdego z nas oznacza to coś trochę innego. Inaczej patrzy początkujący fotograf, inaczej juror konkursu fotograficznego. Inaczej zareaguje nurek, który zna podwodny świat, a inaczej osoba, która nigdy nie zanurzyła głowy pod powierzchnię. Dla jednych ujęcie rozgwiazdy na tle traw morskich będzie świetnym zdjęciem, dla innych banalnym kadrem bez większej wartości. Trudno z tym polemizować, bo piękno naprawdę tkwi w oku patrzącego. Parafrazując słowa Marka Kondrata dotyczące wina, można by rzec, że dobre zdjęcie to takie, które ci się podoba. Jest jednak pewien problem. Zdjęcie, które podoba się autorowi, nie zawsze przykuwa uwagę odbiorcy. Każdy fotograf zna to uczucie. Wracamy z nurkowania z kadrem, który jest dla nas szczególnie ważny, bo wiemy, ile kosztowało nas jego wykonanie, a dla innych to tylko „fotka”. Pierwsze zdjęcia wraku, rekina, żółwia czy delfina dają zawsze ogromną satysfakcję, nawet jeśli po latach wywołują raczej czułość niż dumę. To zupełnie normalne. Co zatem sprawia, że niektóre zdjęcia przyciągają uwagę, absorbują, czasem nawet irytują, ale na długo zostają w pamięci?


Foto podwodna

Podczas jednego z porannych nurkowań na rafie Elphinstone w Egipcie natknąłem się na hiszpańską tancerkę – pięknego, czerwonego ślimaka nagoskrzelnego, składającego jajeczka. Koronkowe tasiemki jaj tego ślimaka widuje się dość często, ale sam akt ich składania należy do rzadkości. Mimo tysięcy nurkowań w Morzu Czerwonym zobaczyłem to po raz pierwszy. Pech chciał, że miałem założony obiektyw typu „rybie oko”, przeciętnie nadający się do fotografowania niewielkich obiektów. Zdjęcie, które wtedy zrobiłem, ma dla mnie ogromną wartość emocjonalną i dokumentalną, choć u oglądających zwykle nie wywołuje szczególnego zachwytu. I nie ma w tym nic złego. Za to, jak trafnie skomentował mój partner nurkowy: „Wszyscy mówią, że takie jajka składa hiszpańska tancerka, ale tylko my dwaj wiemy, że tak jest na pewno.”

Pięć pytań Nie wierzę w jedną prostą receptę. Ansel Adams powiedział kiedyś: „Nie istnieją reguły opisujące dobrą fotografię, są tylko dobre fotografie”. Brzmi pięknie, ale początkującemu fotografowi nie zawsze taka opinia pomaga. Bo skoro nie ma reguł, to czego właściwie się uczyć? Jak odróżnić przypadek od świadomego kadru? Jak zrozumieć, dlaczego jedno zdjęcie działa, a inne, choć poprawne, szybko znika z pamięci? Na własny użytek lubię myśleć o dobrej fotografii podwodnej przez pryzmat Wielkiej Piątki. Nie jest to sztywny przepis. Raczej pięć pytań, które warto zadać oglądając zdjęcie: czy jest technicznie dobre, czy ma czytelny temat, czy zostało wykonane z bliska, czy jest piękne i czy potrafi zaintrygować? Zdjęcia spełniające wszystkie kryteria Wielkiej Piątki nie są standardem i właśnie dlatego robią tak duże wrażenie. Dobra wiadomość jest taka, że większość błędów popełnianych przez fotografów podwodnych dotyczy podstaw, które można stosunkowo szybko opanować: fotografowania z bliska, kontroli ostrości i ekspozycji, czytelnego wyboru tematu oraz świadomej kompozycji. Wielka Piątka porządkuje sposób myślenia o fotografii podwodnej i pozwala świadomie oceniać zarówno cudze zdjęcia, jak i własne realizacje. Pokazuje, jakie warunki musi spełniać fotografia, by była dobra, bardzo dobra lub wybitna. W praktyce jednak samo spełnienie tych warunków nie gwarantuje jeszcze zdjęcia, które zatrzyma uwagę widza na dłużej. Zdjęcia poprawne technicznie, dobrze skomponowane i „na temat” mogą być wciąż jedynie kolejnymi wariacjami znanych schematów.

Na początek technika Pierwszy warunek jest najbardziej oczywisty. Zdjęcie musi być technicznie poprawne: ostre, dobrze naświetlone, czytelne.

Możemy dyskutować o artystycznych wyjątkach, ale w praktyce fotografia podwodna rzadko wybacza techniczny chaos. Na szczęście współczesne aparaty coraz skuteczniej pomagają nam w uzyskaniu ostrości i właściwej ekspozycji i kiedy przestajemy walczyć z aparatem, możemy naprawdę zająć się obrazem.

Zdjęcie na temat Każde zdjęcie potrzebuje jasno określonego tematu, głównego motywu, sytuacji lub historii. Jeśli go zabraknie, fotografia staje się opowieścią „o wszystkim”, czyli w praktyce o niczym. Zbyt wiele elementów konkuruje wtedy o uwagę widza, a intencje autora pozostają nieczytelne.

Zdjęcie z bliska Woda pochłania i rozprasza światło, dlatego w fotografii podwodnej kluczowe znaczenie ma minimalizowanie odległości między obiektem a obiektywem. Poza wyjątkowymi warunkami przejrzystości i oświetlenia dobre zdjęcia wykonuje się z bardzo bliska, często z odległości kilkudziesięciu centymetrów (pisaliśmy o tym więcej w poprzednim numerze Perfect Diver). Poprawia to kontrast, nasycenie kolorów i czytelność szczegółów, a także pozwala ograniczyć wpływ odbić wstecznych od zawiesiny, czyli powstawanie efektu „backscatter”. Oczywiście zawsze musi się to odbywać z poszanowaniem bezpieczeństwa, dobrostanu zwierząt i dbałości o środowisko.

Zdjęcie piękne Dobre zdjęcia wywołują estetyczne emocje. Kolor, światło i kompozycja współgrają w nich w naturalny sposób. Umiejętność połączenie tych elementów to dla jednych fotografów kwestia intuicji i wrodzonej wrażliwości, dla innych efekt świadomej praktyki, bo umiejętność „widzenia fotograficznego” można rozwijać. Pomagają w tym klasyczne zasady kompozycji, świadome ope-

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

49


foto podwodna

rowanie światłem, kontrola koloru, praca z tłem i konsekwentne analizowanie dobrych zdjęć.

Zdjęcie intrygujące I wreszcie piąty element – ten, który najczęściej decyduje o efekcie „WOW”. Zdjęcie musi intrygować. Poprawne technicznie, ładne zdjęcie „na temat” to duży sukces, zwłaszcza na początku fotograficznej drogi. Z czasem jednak zaczynamy widzieć, że wiele zdjęć podwodnych jest bardzo podobnych do siebie. Te same ryby, te same rafy, te same sylwetki nurków, takie same kadry. Wszystko jest poprawne, czasem nawet bardzo ładne, ale kompletnie nie zostaje w pamięci. Stanisław Orzepowski, autor wydanej w 1975 roku książki Fotografia podwodna, pisał: „Z fotografowaniem żeglarstwa, windsurfingu czy z fotografią podwodną jest tak samo. Wszystkie zdjęcia są do siebie podobne, jeżeli nie wykrzesa się ze zdjęcia czegoś, czego jeszcze nie było. Szukanie właśnie, tego »czegoś«, to największa frajda, dlatego trzeba dużo fotografować – czasem Neptun coś podrzuca, szczególnie upartym”. Napisane pół wieku temu słowa pozostają zaskakująco aktualne. Dziś być może trudniej niż kiedykolwiek zaskoczyć odbiorcę. Łatwo ulec wrażeniu, że wszystko już było i że ucieczka od fotograficznego banału staje się coraz większym wyzwaniem. Jak zatem zwiększyć szanse na zdjęcie z efektem „WOW”?

50

Moment, który ożywia kadr Fotografia, w przeciwieństwie do filmu, jest obrazem statycznym. Może go ożywić kompozycja, perspektywa, światło, a przede wszystkim akcja uchwycona w odpowiednim momencie: gest, ruch, interakcja lub punkt kulminacyjny rozgrywającej się sceny. Ta ulotna chwila nosi nazwę decydującego momentu. Pojęcie to wprowadził Henri Cartier-Bresson, francuski fotograf, współzałożyciel agencji Magnum, uznawany za ojca reportażu i nurtu fotografii określanego dziś jako street photography. „Decydujący moment” to kadr, który pozwala opowiedzieć historię jednym obrazem. Jego siła zależy od tego, czy naciśnięcie spustu migawki nastąpi dokładnie w chwili kulminacji akcji. Ryba w gwałtownym skręcie, rozwarta tuż przed obiektywem paszcza rekina, dynamiczny gest nurka, płetwy wyginające się pod naporem wody albo błyskawiczna interakcja dwóch zwierząt – to właśnie takie momenty nadają zdjęciom energię i emocjonalny ciężar. Warto ćwiczyć oko i opanować obsługę aparatu w stopniu pozwalającym reagować bez zastanowienia. Szybkostrzelny aparat i tryb zdjęć seryjnych zwiększają szansę na sukces, ale ostateczna decyzja, moment podniesienia aparatu, wybór kierunku patrzenia i selekcja najlepszego ujęcia, zawsze należy do fotografa.


Foto podwodna

Kiedyś fotografowałem grupę przyjaciół wyskakujących z łódki safari do wody. Takie sceny wyglądają prosto tylko w wyobraźni. W praktyce ktoś skoczy za wcześnie, ktoś za późno, ktoś zasłoni twarz, ktoś wpadnie do wody w niezgrabnej pozycji. Tym razem ekipa zgodziła się powtórzyć skok i dopiero wtedy udało się uchwycić właściwy moment. To drobiazg, ale właśnie z takich drobiazgów składa się gotowość fotografa.

Zdjęcia nie lubią pośpiechu Ile czasu powinieneś poświęcić na wykonanie jednego zdjęcia? Mój przyjaciel opowiedział mi kiedyś historię z pleneru fotograficznego na Kubie. Grupa fotografów codziennie rano wychodziła na ulice Hawany, by polować na sceny z życia miasta. Po południu okazywało się, że najlepsze zdjęcia ma ich mentor, doświadczony fotograf streetowy. Zapytany o sekret odpowiedział: „Wy biegacie za tematem. Ja siadam w jednym miejscu i czekam, aż wydarzy się coś ciekawego”. Rafa, podobnie jak ulica, żyje własnym rytmem. Tymczasem podczas nurkowań fotograficznych często pędzimy przed siebie, robiąc dziesiątki zdjęć w nadziei, że coś „się trafi”. Czy rafa się tym przejmuje? Nie sądzę. Podobnie jak hawańska ulica próbuje żyć swoim życiem, o ile jej w tym nie przeszkadzamy. Spłoszone ryby uciekają, drobne organizmy chowają się w swoich kryjówkach, a my, rozproszeni nadmiarem bodźców, nie poświęcamy żadnemu potencjalnemu tematowi wystarczającej uwagi. Zatrzymanie się w jednym miejscu i cierpliwa

obserwacja często przynoszą lepsze efekty. Oczywiście rzeczywistość nie rozpieszcza: grupa płynie dalej, a fotograf, dręczony wyrzutami sumienia, porzuca temat i zaczyna ją gonić. Wiele dobrych zdjęć powstaje „w biegu”, ale prędzej czy później takie tematy „instant” się wyczerpują, a bardziej wymagające ujęcia potrzebują czasu. Czas pod wodą to dla fotografa waluta o najwyższej wartości. Odczujesz to szczególnie wyraźnie, fotografując ruchliwe zwierzęta, robiąc zdjęcia w skali supermakro albo mierząc się z fotografią w przestrzeniach zamkniętych: w jaskiniach i wewnątrz wraków. Nie zostawiaj tych sytuacji przypadkowi. Uzgadniaj swoje potrzeby z partnerami, szukaj fotograficznych buddy, wybieraj wyprawy i bazy przyjazne fotografom. To inwestycja, która zwróci się szybciej, niż myślisz.

wyzwaniem fizycznym i psychicznym. Łatwo odpuścić. Łatwo powiedzieć: „następnym razem”. Tylko że następnego razu może nie być. Wyobraź sobie, że zdjąłeś już sprzęt, gdy ktoś mówi, że kilkadziesiąt metrów od łodzi leży stonefish, którego szukałeś od początku wyjazdu. Możesz machnąć ręką albo ponownie przygotować aparat i wrócić do wody. Podobne sytuacje zdarzają się częściej niż chcielibyśmy przyznać. Wiele magicznych spotkań pojawia się podczas zwykłych check dive’ów, na nurkowaniach, które z pozoru nie zapowiadają niczego szczególnego. Na Shaab El Erg w pobliżu Hurghady potrafią pojawić się delfiny butlonose. Albo przygotowałeś się na czas i masz aparat przy sobie, albo po nurkowaniu oglądasz delfiny na cudzych zdjęciach. Robert Capa, wybitny fotoreporter wojenny, zapytany kiedyś, co doradziłby ludziom, którzy chcą robić lepsze zdjęcia, odpowiedział krótko: „Przysłona f/8 i być tam”. W fotografii podwodnej to zdanie działa doskonale. Nie chodzi bynajmniej o ustawienia aparatu. Chodzi o postawę. O gotowość i umiejętność przewidywania. O cierpliwość i świadomość, że najciekawsze sytuacje rzadko anonsowane są z dużym wyprzedzeniem.

Przysłona f/8 i być tam Jest jeszcze jeden warunek: obecność. Brzmi banalnie, ale w praktyce często decyduje o wszystkim. Podczas safari, gdy wykonuje się kilka nurkowań dziennie, ponowne założenie mokrej pianki bywa

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

51


foto podwodna

Szczęście sprzyja przygotowanym Zdjęcie z efektem „WOW” rzadko jest dziełem czystego przypadku. Częściej powstaje na styku przygotowania i szczęścia. Trzeba znać sprzęt, być sprawnym nurkiem, rozumieć światło, kontrolować pływalność, przewidywać zachowania zwierząt i mieć odruch sięgnięcia po aparat dokładnie wtedy, kiedy trzeba.

Często o sile zdjęcia decyduje chwila, w której naciskamy spust migawki. Płytka kawerna przy wyspie Greben, po wschodniej stronie Visu. W świetle otworu wejściowego pojawia się freediverka. Przez chwilę nie wiemy, czy wpłynie do środka, czy tylko minie kawernę. Porusza się lekko, z wdziękiem, ale wygięte płetwy zdradzają energię drzemiącą w każdym ruchu. Widać od razu, że woda jest jej żywiołem. Nic dziwnego, to Emilia Biała, jedna z najlepszych polskich instruktorek freedivingu. Dziękuję za tę sesję, Emilko.

52

Trzeba też pogodzić się z tym, że wiele prób się nie uda. Że idealny moment minie o pół sekundy za wcześnie. Że ryba odwróci się ogonem. Że lampa nie zdąży się naładować. Że zawiesina zepsuje tło. To część tej gry.

Neptun nagradza upartych Nie ma zatem jednej tajemnej sztuczki

na zdjęcie, które przykuje uwagę widza. Wielka Piątka pomaga uporządkować myślenie o zdjęciach. Technika, temat, mały dystans, piękno i intrygujący moment nie zawsze są gwarancją sukcesu, ale tworzą mocny fundament. Większość błędów, które popełniamy pod wodą, dotyczy właśnie tych podstaw, a najciekawsze zdjęcia powstają wtedy, gdy


Foto podwodna

Fotografia przyrodnicza często zaczyna się od zatrzymania. Do tego ukwiała na Gota w Marsa Alam zaglądałem od dawna, ale zawsze tylko na chwilę. Podpływałem z grupą, pokazywałem kto w nim mieszka i trzeba było płynąć dalej. Tym razem miałem dla siebie dwadzieścia minut. Gdy błazenki i półprzezroczyste krewetki przestały reagować na moją obecność, ukazała się cicha magia symbiozy, której nie da się zarejestrować w pośpiechu. To jedno z moich ulubionych zdjęć przyrodniczych.

wszystkie elementy spotykają się w jednym kadrze. Najważniejsze jednak, to wytrwale nurkować z aparatem nawet wtedy, gdy nic szczególnego nie było obiecane. Czasem Neptun rzeczywiście coś podrzuca. Najczęściej tym, szczególnie upartym.

Praktyczne rady Jeśli chcesz zwiększyć swoje szanse na zdjęcie, które naprawdę zatrzyma uwagę: ● uważnie słuchaj briefingu i dowiedz się, jakie tematy są możliwe podczas nurkowania; ● korzystaj z doświadczenia przewodników i innych fotografów przy wyborze obiektywu lub konwertera; ● dobierz sprzęt do najbardziej prawdopodobnego tematu, a nie do wszystkich możliwych tematów naraz; ● pływaj z uruchomionym aparatem; ● przewiduj, co może pojawić się za chwilę w polu widzenia; ● wstępnie ustaw ekspozycję i wykonaj testowe zdjęcie; ● nie wyłączaj aparatu do samego końca nurkowania; ● ogranicz przeglądanie zdjęć na wyświetlaczu LCD, bo chwila nieuwagi może kosztować najlepszy kadr dnia; ● korzystaj z trybu zdjęć seryjnych, kiedy fotografujesz dynamiczne sceny; ● po nurkowaniu analizuj nie tylko udane zdjęcia, ale również te, w których spóźniłeś się o ułamek sekundy. Tekst stanowi fragment przygotowywanej książki poświęconej fotografii podwodnej.

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

53


PODRÓŻE

LAST MINUTE Tekst Beata PYTEL Zdjęcia Traveliada.pl

Wraz z mężem Markiem od 12 lat prowadzimy biuro podróży i dzielimy swój czas między podróżowaniem a nurkowaniem. Kilka lat temu wpadliśmy na pomysł, by te dwie pasje połączyć ze sobą i organizujemy wyjazdy za granicę na wypoczynek połączony z nurkowaniem.

Z

aczynaliśmy od bliskiego naszemu sercu Egiptu, w którym stawialiśmy pierwsze kroki łącząc posiadanie biura podróży oraz pasji instruktorskiej Marka – nurkowania. I tak się rozkręciliśmy, że z „naszymi grupami” w kolejnych latach lądowaliśmy już w Azji, na Karaibach, w Ameryce Południowej i Środkowej, a niebawem uderzamy do Indonezji i kolejnych nowych destynacji. 12 lat w branży turystycznej wiele nas nauczyło i pokazało, jak bardzo niestabilny potrafi być rynek turystyczny i jak wiele niewiadomych może stanąć na naszej drodze do spełnienia wymarzonego wyjazdu. Zawsze uważaliśmy, że jesteśmy po to, by takie marzenia spełniać, bo zadowolony klient to nasz sukces. Ostatnimi czasy (z naszych obserwacji od około 3 lat) Polacy pokochali dwa słowa: LAST i MINUTE (z ang. „na ostatnią chwilę”) i w 2026 roku zdecydowanie planują zakup wyjazdu wakacyjnego właśnie w takiej formule.

54

Rok 2026 w branży turystycznej jest rokiem ciężkim i wymagającym współpracy na linii agent-klient, spytacie: dlaczego? Faktycznie przyzwyczailiśmy się do ofert last minute, które na kilka dni przed zaplanowanym urlopem pojawiały się w sporych ilościach i mogliśmy „za dobrą kasę” polecieć rodzinnie na wakacje marzeń. Nie tym razem. Niestety nie wszyscy biorą pod uwagę fakt, że mamy czynniki wpływające na brak last minute. Co to za czynniki? 1. Zakup First Minute – zakup z wielomiesięcznym wyprzedzeniem z profitami i niskimi zaliczkami (często gwarancja niezmienności ceny w gratisie, zmiany na rezerwacji bez opłat, parking etc), przez co zmniejsza nam się pula wolnych miejsc w samolocie i wybór hoteli w późniejszym okresie. A wiele osób zaczęło z tej opcji korzystać. 2. Zarządzanie przewoźnikami – na jesień, przed każdym sezonem podpisywane są kontrakty z liniami lotniczymi, gdzie kalkuluje się, ile każdy organizator będzie potrzebował miejsc na czarterze, dlatego często woli on sprzedać wyjazd nieco taniej miesiąc przed wylotem niż ryzykować puste fotele, które generują straty na kilka dni przed wyjazdem. 3. Zmiany rynkowe – zmiany kosztów paliw, opłaty lotniskowe, zamknięte lotniska z uwagi na działania wojenne, sytuacja geopolityczna; to wszystko wymusza kalkulowanie kosztów i zamiast obniżek podwyższanie cen wyjazdów. 4. Ograniczenia infrastrukturalne – przepustowość popularnych lotnisk oraz baza hotelowa są ograniczone, liczba miejsc w samolotach jest często mniejsza niż zainteresowanie klientów, a nie często się zdarza, by organizator w środku sezonu dodawał nowe połączenia


rawy pod Opolem, wyjdzie z biura podróży zniesmaczona i rozgoryczona. Trzeba pamiętać również, że lastów może brakować lub po prostu ich nie być wtedy, gdy są święta, w szczycie sezonu (lipiec, sierpień a nawet wrzesień). Jeśli wybieracie last minute musicie być bardzo elastyczni – gotowi do szybkiego podjęcia decyzji, spakowani i dostosowani do warunków i hotelu, a co najważniejsze, gotowi do szybkiego sfinalizowania i zakupu wyjazdu w biurze podróży, czasami są to naprawdę minuty, by wakacje były Wasze. Pomyślicie: o rany – toż to wyścig szczurów! Jako agent muszę to potwierdzić, tak właśnie jest. Co więcej, już od jakiś 2 lat sezon wakacyjny to nie tylko lipiec i sierpień. Coraz więcej osób widząc wysokie ceny decyduje się przesunąć urlop na początek czerwca lub wrzesień, bo wtedy będzie taniej. Ale niestety dużo taniej nie jest. Bardzo szanuję klientów, którzy nam ufają, wierzą w to, co im mówimy i ich transakcje są wzorcowe – szybkie, do minimum

skracające stres po obu stronach, cieszą się jak słyszą ode mnie: Uff! Udało się. Życzę wszystkim cudownych wakacji, zwiedzajcie świat, bo jest piękny i czeka na Was na różnych kontynentach. Nie bójcie się ryzyka – ono często popłaca, znajdźcie agenta, który Was poprowadzi przez rezerwacje szybko i bezstresowo i znajdzie Wam wasz wyjazd życia, bo o to w tym wszystkim przecież chodzi.

”

Patrząc na czynniki, bez których się nie obędzie, coraz częściej zamiast obniżenia ceny przed samym wylotem mamy sytuację odwrotną – cena idzie w górę, bo pobyt jest tak ogromny, że „i tak to ktoś kupi”. Ważnym elementem Last Minute jest również to, że dotyczy on z reguły kilku miejsc, niezrozumiałe jest czekanie na niego przez kilka zaprzyjaźnionych rodzin, które chcą razem spędzić wakacje. Ciężko jest się podjąć takiego tematu będąc agentem, bo ilość miejsc w hotelu, jak i w samolocie, jest ograniczona i pamiętajmy, że systemy rezerwacyjne biur podróży działają w tysiącach miejsc w Polsce i właśnie Państwo Kowalscy ze Szczecina w jednym z salonów kupują dla siebie i sąsiadów wyjazd do Turcji i wykupują „na lasta” ostatnie 2 pokoje w hotelu X. Telefony, e-maile czy wiadomości jakie odbieramy ewidentnie mówią, że wakacje 2026 Polaków będą „lastowe”, niestety wielu z nich obróci się na pięcie i z zapłakanymi dziećmi, którym trzeba wytłumaczyć, że w tym roku pojedziemy na tydzień do Tu-

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. Mark Twain

REKLAMA

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

55


artykuł sponsorowany

DIVEPRO S50Z

REGULOWANY STRUMIEŃ ŚWIATŁA POD PEŁNĄ KONTROLĄ

Oświetlenie w nurkowaniu to temat rzeka. Szukamy kompromisu między wąskim, dobrze skupionym snopem światła do komunikacji i penetracji osadów, a szerokim promieniem, który doświetli wrak czy ściankę w całej okazjonalnej krasie. Czy zoom w głowicy latarki ma prawo działać pod wodą precyzyjnie i bezawaryjnie? Do naszych testów trafił najnowszy gracz w kategorii światła ze zmiennym kątem – Divepro S50Z.

56

PIERWSZE WRAŻENIE I ERGONOMETRIA Latarka trafia do nas w solidnym, dedykowanym etui transportowym wraz z akumulatorem 26800, ładowarką USB, smyczą i zapasowymi o-ringami. Pierwszy kontakt po wyjęciu z pudełka? Solidna konstrukcja. Korpus wykonany z twardego anodowanego aluminium leży w dłoni bardzo pewnie. Mimo kompaktowych gabarytów (192 mm długości i 52 mm średnicy głowicy), czuć, że to sprzęt gotowy na trudne warunki. Przycisk główny umieszczony jest ergonomicznie pod kciukiem. Posiada wbu-

dowany podświetlany wskaźnik stanu naładowania akumulatora (niebieski – zielony – czerwony), co daje pełne poczucie kontroli jeszcze przed wejściem do wody i podczas samego nurkowania.

CYFRY, KTÓRE ROBIĄ WRAŻENIE Spójrzmy w specyfikację techniczną. S50Z posiada potężny strumień 5000 lumenów z pojedynczej, wysokowydajnej diody LED. Sercem konstrukcji jest jednak płynna regulacja kąta świecenia (ZOOM) w zakreśleniu od ultra-wąskich 3° do szerokich 45°. Za zasilanie odpowiada akumulator 26800, który zapewnia do 95 minut pracy na maksymalnym trybie. W praktyce oznacza to pełne wykonanie długiego, 60-minutowego nurkowania rekreacyjnego


artykuł sponsorowany

kąt 3°

lub dwóch krótszych bez konieczności doładowywania akumulatora pomiędzy wejściami do wody. Wodoszczelność do 150 metrów sprawia, że S50Z z powodzeniem wykracza poza obszar czystej rekreacji.

W WODZIE: PRAKTYKA I PRACA ZOOMU Testy przeprowadziliśmy w warunkach polskiej wodnej klasyki o zmiennej przejrzystości w Jeziorze Piaseczno w woj. lubelskim na pojezierzu łęczyńsko-włodawskim. Największe obawy przy latarkach typu „zoom” dotyczą obsługi pod ciśnieniem oraz nieszczelności. W Divepro S50Z mechanizm regulacji kąta działa nadzwyczaj płynnie. Przesunięcie pierścienia głowicy wymaga delikatnego, pewnego oporu – nie ma mowy o przypadkowym przestawieniu ogniskowej, a sam ruch nawet w grubej, 5-milimetrowej rękawicy czy rękawicy w suchym skafandrze jest intuicyjny i bezproblemowy.

kąt 45°

Kąt 3° – miecz świetlny w osadzie Skompresowanie 5000 lumenów do zaledwie 3 stopni daje efekt dosłownego „miecza świetlnego”. Wiązka jest niezwykle gęsta i skupiona. W polskiej wodzie o ograniczonej widoczności skupiony promień przebija doskonale zawiesinę. Kąt 3° okazuje się doskonałym narzędziem do komunikacji z partnerem – sygnały świetlne są czytelne nawet z dużej odległości.

Kąt 45° – szeroki plan Jeden szybki ruch głowicą i wkraczamy w zupełnie inny wymiar oświetlenia. Przy kącie 45° światło rozkłada się miękko i równomiernie, bez irytujących „gorących punktów” (Hot-spotów) w centrum kadru. Temperatura barwowa 6500K ładnie wyciąga naturalne kolory. Kąt ten doskonale sprawdził się podczas doświetlania wnętrz wraku oraz przy nagrywaniu wideo z bliskiej odległości.

DLA KOGO JEST DIVEPRO S50Z? Divepro S50Z to wyjątkowo uniwersalna konstrukcja. 1. Dla nurka rekreacyjnego: to idealne rozwiązanie typu „All-in-One”. Nie musisz posiadać osobnej latarki głównej ze skupionym światłem i osobnej szerokiej do podwodnej fotografii czy filmowania. 2. Dla nurka technicznego: ze względu na pancerne wykonanie, szczelność do 150m oraz mocny, 3-stopniowy strumień, S50Z doskonale sprawdzi się jako potężne światło zapasowe (backup) lub światło do zadań specjalnych.

O latarki pytajcie w Waszym Centrum Nurkowym!

PODSUMOWANIE Zalety:

● Potężny strumień światła (5000 lumenów) przy zachowaniu kompaktowych wymiarów. ● Płynny i niezawodny mechanizm ZOOM (3°–45°) działający bez oporu pod ciśnieniem. ● Długi czas pracy na jednym ogniwie 26800 (ponad 90 min na max mocy). ● Precyzyjny wskaźnik naładowania baterii w przycisku. ● Szczelność do 150 m oraz bogaty zestaw fabryczny (etui, ładowarka, akumulator, zapasowe oringi). Divepro S50Z przełamuje stereotypy dotyczące latarek ze zmiennym kątem. Łączy w sobie najlepsze cechy punktowego oświetlenia komunikacyjnego z szerokim strumieniem ekspozycyjnym. Jeśli szukasz jednej, mocnej latarki, która zaadaptuje się do każdego akwenu i warunków – S50Z powinna znaleźć się na samej górze Twojej listy zakupowej.

Dystrybutor w Polsce Extreme Divers Lublin

mail: info@extremedivers.pl tel. 667341349

Zapraszamy do testowania i zakupów! PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

57


SŁODKA WODA

Zanurkuj w jeziorze pomiędzy kanałami, zanurkuj w jeziorze pełnym niespodzianek

Jezioro JAGODNE Tekst i zdjęcia Jacek KUBIAK

Jezioro Jagodne to jezioro rynnowe w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich, w województwie warmińskomazurskim, pomiędzy kanałami Kula, a kanałem Szymońskim.

D

ługość jeziora to 8,7 km, a szerokość do 1,8 km. Głębokość maksymalna to 37,4 metra według Wikipedii, jednak często przemierzając to jezioro, widziałem na echosondzie w łajbie głębokości sięgające 40 m. Płynąc wzdłuż jeziora napotykamy na cztery bezimienne wyspy, rozgraniczające głębię jeziora, od cichych nieśmiałych zatoczek czekających na odkrycie. Ze względu na położenie geograficzne jezioro stało się punktem tranzytowym, ponieważ leży praktycznie pośrodku szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. To bardzo duży akwen, ponieważ powierzchnia zwierciadła wody wynosi w przybliżeniu 900 ha. Największa głębia to okolice Prażmowa, czyli zachodnia część jeziora. Nazwa tej miejscowości przewinie się w dalszej

58

części artykułu, bo z nurkowaniem w tym miejscu jest do opowiedzenia, mam nadzieję, świetna historia. Jezioro jest położone pomiędzy kanałami Szymońskim prowadzącym w kierunku Mikołajek, czy Rynu, a kanałem Kula prowadzącym w kierunku północnym szlaku Wielkich Jezior Mazurskich przez Jezioro Boczne na Jeziora Niegocin i Giżycko. Miejscowości położone wzdłuż jeziora to wsie, które od czasów pruskich zajmowały się i żyły z rybołówstwa. Są to Jagodne Wielkie i Małe po wschodniej stronie jeziora, a także Prażmowo i Kozin po zachodniej stronie. Historycznie tereny te zostały napiętnowane poprzez działania wojenne w pierwszej wojnie światowej, ponieważ akurat tędy przebiegała linia frontu. Ślady tego wydarzenia możemy spotkać w okolicznych lasach naokoło jeziora, gdzie znajdują się liczne mogiły pruskich żołnierzy. Sam kanał Kula i jego okolica na przełomie XIX i XX wieku stał się Fortem Kula, czyli zespołem fortyfikacji wojskowych pruskich, jako zabezpieczenie mostu pomiędzy jeziorami, jako punktu strategicznego. Jest to moje ulubione miejsce do nurkowania w czasie, gdy na wszystkich mazurskich jeziorach zalega jeszcze lód, nurt w kanale pomiędzy jeziorami Boczne i Jagodne sprawia, że w kanale i zatoczce przy kanale nie ma lodu i można swobodnie nurkować przy wizurze w styczniu nawet do 10 m, gdzie w sezonie letnim możemy liczyć już tylko na metr.


Słodka woda

Tak naprawdę jezioro pod względem nurkowym jest dosyć ciężkie w okresie wiosenno-letnim, ponieważ rowy odwadniające pola i łąki w okresie wiosennym wnoszą znaczne ilości związków azotowych i fosforanów, co ma niestety wpływ na wizurę w jeziorze. Na szczęście zawsze, gdzie są minusy pojawiają się i plusy. Poprzez fakt, iż właśnie wizura w okresie letnim jest dość ograniczona i nurkowanie wymaga doświadczenia w przemieszczaniu się w zbiornikach o ograniczonej widoczności powoduje to, że mało kto tu nurkuje i wszystko co wpada do wody, a jest to jezioro szlakowe pozostaje w wodzie i nurkując tu możemy znaleźć skarby. Przekonał się o tym miejscowy płetwonurek, który kilka lat temu znalazł ponad 200 letnią kotwicę admiralską z jednego z flagowych pruskich promów. Obecny rok jest wyjątkowy dla tego jeziora, a z racji tego, że spędzam tu wszystkie wolne chwile od 30 lat, raczej wiem co mówię. Wyjątkowo zimny maj i słabiutki w temperaturę czerwiec spowodowały, że zalegające związki chemiczne w wodzie jeziora wolniej je absorbują, przez co lepsza wizura dłużej nam towarzyszy. Przekonałem się o tym osobiście, ponieważ nurkując tu w maju czy czerwcu mogłem do tej pory liczyć na 1 do 1,5 m, a w tym roku pojawiło się nawet 4 do 5 m. Osobiście uwielbiam nurkowania w jeziorach na szlaku WJM, ponieważ nigdy nie wiesz czego się spodziewać i co możesz znaleźć. Jak to mówi mój zaprzyjaźniony włoski instruktor z Sardynii – Duccio, jak widzi zdjęcia z tego, co można u nas znaleźć, ty Jacek jesteś trochę jak taki nurkowy Indiana Jones. Na co możemy liczyć nurkując w tym akwenie. Dla miłośników ryb to bajka. Wszystkie gatunki zamieszkujące wody szlaku mazurskiego, przede wszystkim spore sandacze, których jest tu bardzo dużo. Dlaczego? Wzdłuż jeziora jest bardzo dużo lasów i opadające do wody drzewa i gałęzie tworzą dla nich naturalną „rafę”. Moim ulubionym miejscem jest wrak starej ponad 100 letniej barki, na której sandacze i okonie mają gniazda i kiedykolwiek bym tam nie nurkował, mogę liczyć na ich towarzystwo. To nie-

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

59


słodka woda

samowite przeżycie, bo naruszając przestrzeń bytową sandaczy staję się ich wrogiem i cały czas krążą dookoła mnie. Jest to bardzo duży akwen z wyspami, zatoczkami, kilkoma miejscowościami, które historycznie wpłynęły na to, co można znaleźć pod wodą. Głośnym echem wśród lokalnej ludności odbiła się spektakularna akcja wydobycia ponad 300 sztuk broni z jeziora w latach 1992-95. Spektakularna, ponieważ miało to miejsce zimą pod lodem i to nie przez specjalistyczne służby, a przez lokalnych płetwonurków. Podobno krążą nawet zdjęcia z tej akcji, ale to oczywiście Top Secret. Wiadomo,

60

że mieszkańcy Prażmowa mają oczy i uszy i takie akcje nie przejdą bez echa. Najważniejsze: pamiętajmy, że jest to jezioro na szlaku WJM bez strefy ciszy i musimy zwrócić szczególną uwagę na bezpieczeństwo nurkowania, czyli bojki, flagi, a suport powierzchniowy jest jak najbardziej mile widziany. Na miejscu i w okolicy nie ma centrum nurkowego, ani żadnej bazy także przyjeżdżamy z własnym sprzętem. Jest to mój 5 artykuł na łamach Perfect Diver o nurkowaniu na Mazurach i myślę, że nie ostatni. Do zobaczenia na szlaku.


www.rehasport.pl PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

61


FOTO PODWODNA

Magia

RUCHOMEGO OBRAZU Wyjść poza czerwony przycisk

Tekst i zdjęcia Przemysław ZYBER

62


Foto podwodna

Wielu z nas uważa fotografię podwodną za szczyt rzemiosła w świecie podwodnej sztuki. Fotograf musi przecież w ułamku sekundy idealnie skomponować kadr, precyzyjnie wymierzyć światło i zamrozić ruch. Filmowanie wydaje się przy tym proste.

W

spółczesna technologia sugeruje, że wystarczy wziąć kamerę sportową, wskoczyć do wody i nacisnąć czerwony przycisk, a algorytmy oraz cyfrowa stabilizacja zrobią resztę. Rzeczywistość profesjonalnej produkcji podwodnej brutalnie weryfikuje to wyobrażenie. Ruchomy obraz realizowany za pomocą profesjonalnego aparatu stawia przed operatorem wymagania, przy których pojedyncze zdjęcie okazuje się znacznie prostszym zadaniem.

Pułapka „czerwonego przycisku” Prawdziwa różnica między amatorską zabawą, a profesjonalnym filmowaniem podwodnym, leży w kontroli nad procesem twórczym. Kamera sportowa opiera się na automatyce. Sama decyduje o ekspozycji, ostrości i barwach, co w trudnych warunkach oświetleniowych drastycznie degraduje jakość obrazu. Gdy schodzimy pod wodę z profesjonalnym korpusem bezlusterkowca, zamkniętym w aluminiowej obudowie, automatyka staje się wrogiem. Fotograf podwodny ma ten komfort, że chwilowy brak stabilności, czy drobne błędy, może skorygować potężnym błyskiem lamp i zaawansowanym retuszem jednego pliku RAW. Filmowiec nie ma takiego marginesu błędu – on potrzebuje ciągłości. Każda sekunda ujęcia wymaga: ● Utrzymania stałej, idealnej płynności ruchu w trójwymiarowej przestrzeni. ● Bezbłędnego śledzenia ostrości w środowisku o niskim kontraście. ● Perfekcyjnego panowania nad balansem bieli, który drastycznie zmienia się przy zmianie głębokości o zaledwie kilka metrów. W profesjonalnej produkcji nie ma miejsca na przypadek. Operator staje się podwodnym inżynierem, dla którego naci-

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

63


foto podwodna

śnięcie przycisku nagrywania to zaledwie finał skomplikowanej procedury.

Próba filmowania szerokich planów zestawem makro (lub odwrotnie) skończy się technicznie bezwartościowym materiałem.

Przedprodukcja: Co i jak chcemy opowiedzieć?

Muzyka i tempo jako fundament montażu

W filmowaniu podwodnym faza planowania na sucho determinuje każdy kolejny ruch. Na lądzie zmiana koncepcji w trakcie zdjęć wymaga jedynie krótkiej przerwy. Pod wodą ta elastyczność przestaje istnieć. Zamknięcie profesjonalnego aparatu w obudowie przypomina przygotowanie statku kosmicznego do misji. Zanim operator założy skafander, musi dokładnie wiedzieć, jaki film chce przynieść na powierzchnię.

Profesjonalny operator myśli montażem już na etapie planowania ujęć. Kluczem do sukcesu jest wcześniejszy dobór muzyki lub precyzyjne określenie rytmu i emocji filmu: ● Dynamika i akcja – jeśli film opowiada o szybkim nurkowaniu w prądzie czy polowaniu drapieżników, muzyka musi być szybka i rytmiczna. Operator stosuje wtedy krótkie, cięte ujęcia w standardowym klatkażu (25 kl./s) i zdecydowane ruchy kamerą. ● Majestatyczny bezruch (Slow motion) – gdy celem jest oddanie magii jaskiń lub głębin, idealnym rozwiązaniem jest rejestracja w wysokim klatkażu (50, 100 lub 200 kl./s). Spowolniony obraz potrzebuje muzyki stonowanej, przestrzennej i filmowej. Pozwala ona widzowi celebrować każdy powolny ruch płetw czy taniec pęcherzyków powietrza. Zaplanowanie tego na brzegu pozwala dobrać odpowiednie parametry zapisu w aparacie, oszczędza przestrzeń na kartach pamięci i pozwala uniknąć chaosu w postprodukcji.

Architektura kadru: Szeroki kąt czy makro? Pierwsza decyzja dotyczy skali opowieści. Operator musi jednoznacznie wybrać temat, ponieważ pod wodą nie ma możliwości zmiany obiektywu: ● Szerokie kadry – idealne, gdy celem są majestatyczne wraki, jaskinie, zalane kopalnie czy wielkie ssaki morskie. Taki obraz wymaga użycia obiektywów szerokokątnych lub typu „rybie oko” oraz zamontowania wielkiej, półkolistej szklanej kopuły, która koryguje zniekształcenia optyczne wody. ● Świat makro – skupienie się na mikroświecie niewidocznym dla przeciętnego oka (ślimaki nagoskrzelne, krewetki). Wymaga obiektywów o długiej ogniskowej, ekstremalnie precyzyjnego ostrzenia oraz płaskiego portu optycznego.

64

Techniczna konfiguracja: Standard PAL i fizyka klatkażu Po ustaleniu wizji artystycznej operator konfiguruje aparat pod kątem technicznym. Poważnym błędem amatorów jest bez-


krytyczne nagrywanie w amerykańskim standardzie NTSC (24, 30 lub 60 kl./s). Profesjonalna produkcja przeznaczona na rynek europejski rządzi się innymi prawami, których zignorowanie niszczy płynność obrazu.

Dlaczego Europa wymaga systemu PAL? W Europie obowiązującym standardem telewizyjnym i produkcyjnym jest system PAL. Wynika on bezpośrednio z częstotliwości prądu przemiennego w europejskich sieciach energetycznych, która wynosi dokładnie 50 Hz. Z tego powodu sercem każdego podwodnego projektu realizowanego w Europie musi być klatkaż oparty na liczbie 25, 50 lub wielokrotnościach 25 klatek na sekundę.

Matematyka płynności w postprodukcji Wybór odpowiedniego klatkażu ma kolosalne znaczenie dla końcowego montażu. Aby materiał na ekranach i platformach streamingowych nie „rwał się”, oś czasu w programie montażowym musi współgrać z plikami źródłowymi: ● Naturalny ruch (Real-time) – nagrywanie w 25 kl./s przy czasie naświetlania (shutter speed) ustawionym na 1/50 sekundy daje idealne, kinowe rozmycie ruchu zgodne z percepcją człowieka. ● Perfekcyjne spowolnienie (Slow-motion) – ujęcia nagrane w 50 kl./s lub 100 kl./s zwalnia się w postprodukcji dokładnie dwu – lub czterokrotnie na osi czasu 25 kl./s. Dzięki temu każdy ruch zachowa matematyczną płynność, bez gubienia klatek i mikro-przycięć obrazu.

Rzemiosło balansu bieli: Walka z utratą kolorów Światło pod wodą zachowuje się zupełnie inaczej niż na powierzchni. Woda działa jak potężny, naturalny filtr, który z każdym metrem głębokości bezwzględnie pochłania kolejne barwy. Zrozumienie tej fizyki i umiejętność manualnego zarządzania balansem bieli (White Balance) to najważniejsza umiejętność oddzielająca profesjonalistę od amatora.

Znikające spektrum Własna percepcja szybko weryfikuje teorię: wraz z opuszczaniem się w głąb akwenu, kolory uciekają w ściśle określonej kolejności: ● Na głębokości około 3–5 metrów całkowicie znika kolor czerwony. ● W okolicach 10–15 metrów woda pochłania pomarańcz i żółć. ● Na większych głębokościach wszystko wokół staje się monotonne, niebiesko-zielone i szare. Amatorska kamera w trybie automatycznego balansu bieli (AWB) próbuje desperacko ratować sytuację na podstawie algorytmów. W efekcie obraz drastycznie zmienia zabarwienie w trakcie jednego ujęcia – od wściekłego fioletu po nienaturalną zieleń. Profesjonalny aparat zmusza nas do przejęcia pełnej, manualnej kontroli.

Święta procedura: Ręczny balans bieli pod wodą Aby oszukać naturę i przywrócić obrazowi żywe barwy, operator musi regularnie wykonywać procedurę manualnego ustawia-

nia balansu bieli (Custom WB). Ponieważ filtracja światła zależy od grubości warstwy wody nad nami, balans bieli zmienia się z każdym metrem głębokości. Zmiana o zaledwie 2–3 metry wymaga ponownej kalibracji. Aparat potrzebuje punktu odniesienia, do czego wykorzystuje się sprawdzone patenty: ● Karta szarości lub biała tabliczka – operator zabiera ze sobą specjalną, matową płytkę z tworzywa sztucznego. Na danej głębokości umieszcza ją przed obiektywem tak, aby padało na nią światło zastane i wymusza w aparacie sczytanie wzorca. Aparat natychmiast koryguje dominantę, podbijając odcięte czerwone tony. ● Butla nurkowa lub płetwa partnera – pod wodą trzeba być elastycznym. Jako punkt odniesienia może posłużyć jasnoszara, aluminiowa butla partnera lub biały element jego ekwipunku. Wystarczy skierować tam obiektyw, zrobić zdjęcie testowe i zdefiniować je w menu jako wzorzec. Dzięki temu matryca rejestruje bogatą paletę barw, a skóra nurków czy kolory rafy odzyskują naturalny blask bezpośrednio w pliku wideo.

Trójkąt ekspozycji w ciemnościach: Pułapka wysokiego ISO W filmowaniu na lądzie praca w trybach półautomatycznych (np. Auto-ISO) jest powszechna. Pod wodą to najkrótsza droga do zniszczenia materiału. Operator musi bezwzględnie kontro-

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

65


foto podwodna

lować trzy parametry: czas naświetlania, przysłonę oraz czułość matrycy. Wyzwanie polega na tym, że w miarę schodzenia w głąb światła drastycznie ubywa, a każdy element trójkąta ma sztywne ograniczenia.

Sztywne ramy czasu naświetlania (Shutter Speed) Filmowiec nie może swobodnie wydłużać czasu naświetlania, aby wpuścić więcej światła. Trzymając się żelaznej zasady kąta otwarcia migawki 180 stopni, czas ten musi być ściśle powiązany z klatkażem. Dla standardu 25 kl./s wynosi on dokładnie 1/50 sekundy, a dla slow-motion (50 kl./s) – 1/100 sekundy. Czas jest więc zablokowany „na sztywno” i nie rozjaśnimy nim ciemnego kadru.

Przysłona a fizyka portu Mogłoby się wydawać, że w ciemnej kopalni najprościej jest otworzyć obiektyw do maksimum (np. f/1.8 lub f/2.8). To błąd. Szeroko otwarta przysłona drastycznie zawęża głębię ostrości. W ruchomej wodzie, przy ciągłym mikro-ruchu operatora i obiektu, utrzymanie ostrości przy f/2.8 graniczy z cudem. Dodatkowo, aby optyka obiektywu idealnie współgrała z zaokrąglonym portem kopułowym obudowy i zapewniała ostrość na brzegach kadru, przysłonę należy przymknąć (zazwyczaj do f/5.6 – f/11).

Krytyczny moment i destrukcja cyfrowa Skoro czas migawki i przysłona są ograniczone, na głębokości

66

20–30 metrów aparat wpada w głęboką ciemność. Jeśli operator zostawi czułość w trybie Auto-ISO, procesor drastycznie wzmocni sygnał z matrycy, a czułość wystrzeli w kosmos (np. ISO 12800). Skutki dla pliku wideo są opłakane: ● Obraz niszczą potężne szumy cyfrowe, które w ciemnej wodzie wyglądają jak ruchoma kasza. ● Drastycznie spada rozpiętość tonalna – czernie stają się szare, a detale w cieniach znikają. ● Cyfrowe odszumianie „rozmywa” obraz, przez co film wygląda na nieostry. Gdy brakuje naturalnego światła do utrzymania niskiego, czystego ISO (np. bazowego ISO 640 lub 800), profesjonalista nie pozwala aparatowi na samowolkę. Uruchamia potężne, zewnętrzne oświetlenie wideo, wprowadzając fotony bezpośrednio przed obiektyw. Opanowanie tych trzech ustawień wideo pod wodą bywa niezwykle trudne. Istnieje jednak na szczęście „Złoty Klucz”, który pozwala okiełznać te parametry. *

Budowanie dynamicznych opowieści pod wodą Gdy sprzęt jest skonfigurowany, a Ty jako doświadczony nurek techniczny masz pełną kontrolę nad swoją pływalnością – czas zająć się reżyserią obrazu. Praca z kamerą pod wodą rządzi się bezwzględnymi prawami, a ruchomy obraz czerpie z tych zasad pełnymi garściami. *


Jedną z najważniejszych reguł budowania głębi jest świadome operowanie słońcem. Wiele scen warto kręcić bezpośrednio pod słońce. Taki zabieg drastycznie podnosi kontrast obrazu, uwypukla krawędzie obiektów i nadaje ujęciom kinową jakość. Przebijające się przez wodę promienie tworzą na ekranie zjawiskowe, dynamiczne kurtyny świetlne.

REKLAMA

Światło jako główny sprzymierzeniec

Unikaj „ponurego dna” Tworząc kompozycję, musisz kategorycznie unikać kadrów, w których obiektyw skierowany jest prosto w dół. Piasek czy muł są zazwyczaj ciemne, płaskie i pozbawione dynamiki. Zamiast tego staraj się budować kadr tak, aby co najmniej połowę przestrzeni stanowiła otwarta toń wodna, zamknięta u góry rozświetloną taflą. Obecność powierzchni z tańczącymi promieniami słońca daje widzowi punkt odniesienia, tworzy przestrzeń i pozwala poczuć prawdziwy, majestatyczny ogrom podwodnego świata.

Postprodukcja: Cyfrowa ciemnia ruchomego obrazu Gdy zrzucisz materiał na dysk, zaczyna się etap, który ostatecznie decyduje o kinowym charakterze Twojego dzieła. Ta faza wymaga zachowania pełnej spójności barwnej i tonalnej w obrębie całych sekwencji. Profesjonalny montaż podwodny obejmuje kluczowe procesy: ● Color grading (Ratowanie kolorów) – wyciąganie kontrastów, przywracanie brakującej czerwieni i precyzyjne dopasowywanie unikalnej tonacji toni wodnej. ● Praca w cieniach – cyfrowe odzyskiwanie detali z mrocznych, niedoświetlonych zakamarków jaskiń czy wraków. ● Denoising (Odszumianie) – usuwanie ziarna cyfrowego z niedoświetlonych partii obrazu bez jednoczesnej utraty ostrości krawędzi. ● Stabilizacja – mikro-korekta płynności ruchu w celu uzyskania idealnie gładkich najazdów kamery. Surowe pliki wideo o wysokim bitrate potrafią rzucić na kolana nawet mocne komputery. Proces ten jest jednak w pełni do ogarnięcia, jeśli wybierzesz odpowiednie środowisko pracy.

DaVinci Resolve: Hollywoodzkie narzędzie w Twoich rękach Najlepszym programem do tego celu jest DaVinci Resolve. Wersja Studio oferuje pełnię możliwości, ale wersję bazową można pobrać z sieci całkowicie za darmo. To oprogramowanie stanowi absolutny standard w branży kinowej. Nawet w darmowym wariancie otrzymujesz potężne narzędzie, w którym możesz dopracować każdy odcień, skorygować ostrość i wyciągnąć głębię z podwodnych kadrów. Praca na tak zwanych węzłach (nodes) daje totalną kontrolę nad ekspozycją i barwami. Pozwala to zamienić surowy, szary plik z aparatu w soczysty, pełen detali obraz rodem z produkcji National Geographic.

Podsumowanie Filmowanie podwodne to bezlitosne, ale niezwykle satysfakcjonujące rzemiosło. Wymaga ono jednoczesnego bycia opanowanym nurkiem technicznym, precyzyjnym inżynierem sprzętu, artystą wizualnym oraz sprawnym montażystą. Każdy element – od testu próżniowego na sucho, przez rygorystyczny klatkaż standardu PAL, manualny balans bieli, kompozycję kadru pod słońce, aż po zaawansowany color grading w DaVinci Resolve – decyduje o tym, czy Twój film zachwyci widza, czy przejdzie niezauważony. * Dla zainteresowanych podpowiem, że temat jest poszerzony w mojej książce o kanonach fotografii, a bardziej rządnych wiedzy i sekretów, jak opanować sztukę filmowania zapraszam na mój kurs autorski

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

67


WYDARZENIA

Poznański Klub Podwodny PTTK

„AKWANAUTA”

ma już 70 lat Tekst i zdjęcia AKWANAUTA

24 września 1956 roku w lokalu przy Starym Rynku, z inicjatywy Andrzeja Marchwickiego, spotkało się sześciu entuzjastów podwodnych eksploracji: Edward Ciołkowiak, Włodzimierz Niewiecki, Czesław Płoszajczak, Lech Sokołowski i Wojciech Wiewiórowski. Poznaj 70 lat historii Klubu – zeskanuj i obejrzyj film

T

ych sześciu panów założyło Sekcję Turystyki Podwodnej przy Oddziale Poznańskim PTTK. Była to druga w kraju sekcja turystyki podwodnej, zaraz po warszawskiej i początek dzisiejszego klubu Akwanauta. Pierwszym prezesem sekcji został Lech Sokołowski. Mimo iż już w połowie października 1956 roku sekcja rozpoczęła treningi na pływalni przy ulicy Wronieckiej, a prasa lokalna chętnie o niej pisała, sekcja musiała początkowo zmierzyć się z trudnościami organizacyjnymi ze strony Zarządu Oddziału Poznańskiego PTTK, któremu trudno było uznać turystykę podwodną za rodzaj turystyki w ogóle. Niezrażeni niechęcią władz Oddziału, członkowie sekcji organizowali treningi, wystawy sprzętu do nurkowania na Międzynarodowych Targach Poznańskich oraz pokazy filmów popularyzujących

nurkowanie swobodne. Dzięki swoim staraniom i przedsiębiorczości w 1957 roku klub, jako pierwszy w kraju, posiadał doskonały sprzęt francuskiej firmy L. Spirotechnique – 2 aparaty powietrzne i przenośną sprężarkę ALIZE. 2 czerwca 1958 roku sekcja uzyskała samodzielność i została przemianowana na Poznański Klub Podwodny PTTK, z własnym regulaminem i co ważniejsze, możliwością statutowego finansowania. Działający sprawnie i prężnie członkowie Poznańskiego Klubu Podwodnego PTTK w latach 1959-1966 brali udział w badaniach nad początkami państwa polskiego w zakresie poszukiwań podwodnych. Eksplorowane przez nich jeziora Lednickie, Koskowickie i Bnińskie ujawniły liczne artefakty słowiańskie odkryte i wydobyte przez członków klubu we współpracy z naukowcami Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Badania archeologiczne na odnalezionych stanowiskach trwają do dziś. Lata 60-te były dla klubu czasem budowy struktur, gromadzenia sprzętu, prowadzenia badań archeologicznych, ale i sukcesów w zawodach „Srebrna Płetwa miasta Poznania”, których organizatorem był klub, udziałem w Zimowych Mistrzostwach Adriatyku w Łowiectwie Podwodnym, czy organizacją ogólnopolskich kursów dla płetwonurków w Jugosławii. Od 1967 roku Poznański Klub Podwodny PTTK przyjmuje nazwę „Akwanauta”, której pomysłodawcą był Norbert Skupniewicz. Kolejne dziesięciolecie – lata 70-te to czasy specjalizacji członków klubu w pro7 dekad AKWANAUTY

68


Wydarzenia

Z Kroniki AKWANAUTY Powstanie Poznańskiej Sekcji Płetwonurków, 1956

Z Kroniki AKWANAUTY, J. Góreckie pokaz, 1958

Kurs P1 Giewartów, 2008

Kurs P1, 2026

wadzeniu dochodowych wówczas prac podwodnych, które przynosiły środki na finansowanie działalności klubu, zakup sprzętu i wynagrodzenia dla klubowiczów. Akwanauta działa nadal społecznie organizując zawody, obozy szkoleniowe i bierze udział w pierwszych wyjazdach zagranicznych ORIENT 77 i SYCYLIA 1980. Z kadry Akwanauty wywodzą się członkowie nowopowstających poznańskich klubów zrzeszających płetwonurków: PKDP oraz Mistral. W latach 80-tych trzydziestoletni już klub Akwanauta realizował zadania szkoleniowe w nieco ograniczonych stosunkami polityczno-gospodarczymi warunkach, nawiązał współpracę z Berlińskim Klubem Deutscher Underwasser Club, zorganizował wyprawy płetwonurkowe do Jugosławii i Grecji, niestety braki finansowe wymusiły zawieszenie organizacji zawodów „Srebrna Płetwa miasta Poznania”. Lata 90 i 2000 to okres burzliwych przemian społecznych i gospodarczych, klub jak i wszystkie organizacje społeczne borykał się z problemami finansowymi i musiał dostosować działalność do nowej rzeczywistości, nadal jednak szkolił płetwonurków i organizował wspólne wyjazdy krajowe i zagraniczne. Dzisiejszy Klub Akwanauta to sprawna organizacja, nadal pozostająca w strukturach PTTK, nadal pozostająca organizacją non-profit o charakterze społecznym, działającą na rzecz swoich członków i mieszkańców miasta Poznania oraz Wielkopolski. Klub organizuje liczne wyprawy turystyczno-nurkowe zarówno w kraju jak i zagranicą, szkoli płetwonurków na wszystkie stopnie nurkowe certyfikowane przez CMAS, posiada 6 czynnych instruktorów w stopniach M1 i M2, oraz… Członków – czyli Akwanurków! Wychowankowie, członkowie

klubu, mogą pochwalić się rekordami w głębokości nurkowania (Nurkowie Trymiksowi – nurkujący z użyciem mieszanin gazowych Michał Piechocki – 105 m w jeziorze Hańcza i 150 m w Blue Hole w Egipcie, oraz Jarosław Gabryelski i Jan Mikliński – 120 m w Blue Hole w Egipcie), spotykają się regularnie w siedzibie klubu w Poznaniu oraz w letniej bazie nurkowej nad jeziorem Powidzkim w Giewartowie, tworząc zwarte środowisko łączące ludzi o wspólnej pasji – nieustanie zaszczepiając nowym członkom klubu słowa Dr Charlesa Williama Beebe`a (motto, które towarzyszy klubowi już kilkadziesiąt lat) – Człowieku, zanurz się pod wodę! Jeśli piękno, które ujrzysz nie wstrząśnie tobą, to nic ciekawego cię już w życiu nie czeka!!!

Lednica 1960, 1000-letnia Dłubanka

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

69


WYDARZENIA

WIĘCEJ NIŻ ZDJĘCIA VIII Zlot Fotografów Podwodnych na Visie Czy fotografia podwodna zaczyna się od aparatu? Po tygodniu spędzonym na VIII Zlocie Fotografów Podwodnych na Visie można stwierdzić, że na pewno nie. Zaczyna się od patrzenia. To było dobrze widać podczas tegorocznego spotkania. Kilkudziesięciu fotografów, różne doświadczenie, spory rozstrzał jakości sprzętu, różne fotograficzne temperamenty. Jedni schodzili pod wodę z kompaktowym Olympus TG-6, inni z zestawami przypominającymi niewielkie stacje kosmiczne. A kiedy wieczorem oglądaliśmy efekty, okazywało się, że o jakości zdjęcia wcale nie decydowała wielkość obudowy. Najlepszym przykładem była Zosia, najmłodsza uczestniczka Zlotu – fotografowała niewielkim kompaktem, a jej makrofotografie wzbudziły uznanie także wśród autorów fotografujących od wielu lat. To był świetny dowód na to, że w fotografii podwodnej sprzęt pomaga, ale najważniejszy element zestawu fotograficznego nadal znajduje się między maską a kapturem. Pod wodą wszyscy patrzymy na ten sam świat. Dopiero po wynurzeniu okazuje się, jak różne historie udało nam się opowiedzieć... Poza tym – na Zlocie nikt nie ukrywa sposobu ustawienia lamp błyskowych, ani nie traktuje wiedzy jak waluty. Obok siebie siedzą osoby, które pierwszy raz zabrały aparat pod wodę, i fotografowie publikujący swoje prace w magazynach oraz zdobywający nagrody w konkursach. Zamiast rywalizacji jest ciekawość, a zamiast oceniania – rozmowa. A to w świecie fotografii wcale nie jest takie oczywiste. Przez tydzień odwiedziliśmy najciekawsze miejsca nurkowe Visu. Były wraki Vassilios, Teti, Brioni, Ursus, bombowce B-24 i B-17, stanowiska archeologiczne z amforami, kawerny Bili Bok i Velika Špilja, a także odległe wyspy Svetac i wulkaniczne oblicze Adriatyku – Brusnik. Szczególnym punktem programu było nurkowanie w Pelinkovej Špilji, miejscówce zlokalizowanej przez załogę Nautica Vis zaledwie kilka miesięcy temu. Grupę poprowadził tam Piotr Stós, dla którego eksploracja i odkrywanie nowych miejsc nurkowych wokół Visu od lat pozostają równie ważne, jak powracanie do tych doskonale już znanych.

70

Jednym z mocnych fotograficznych motywów tegorocznego Zlotu były zdjęcia połówkowe. Kto próbował je zrobić, ten wie, że są doskonałym ćwiczeniem cierpliwości. Potrzeba spokojnego morza, odpowiedniego światła, dobrego wyczucia chwili i kilkunastu prób. Wysiłek się opłacił. Powstały kadry, które fenomenalnie połączyły krajobrazy Visu z tym, co kryje się pod powierzchnią morza. Nad całością imprezy czuwał zespół Nautica Vis Diving Center. Dobra organizacja, sprawna obsługa i doskonała znajomość miejsc nurkowych pozwoliły w pełni wykorzystać wyjątkowo korzystne lipcowe warunki. Zmiana terminu z września na początek lipca okazała się trafioną decyzją! Długie dni, ciepła woda i znakomita przejrzystość pozwoliły zrealizować cały program nurkowy, łącznie z najbardziej odległymi lokalizacjami. Dziękujemy wszystkim uczestnikom VIII Zlotu Fotografów Podwodnych, za zaufanie, z jakim od lat wracacie na Vis, za dzielenie się wiedzą, inspirujące rozmowy i za atmosferę, która sprawia, że Zlot jest czymś więcej niż serią wspólnych nurkowań. Dziękujemy również zespołowi Nautica Vis Diving Center, który przez cały tydzień dbał o to, aby można było skupić się wyłącznie na fotografowaniu.

Tak rodzi się społeczność, do której chce się wracać.

Najlepsze zdjęcia w tej edycji Zlotu wykonali: Andriej Szypiłow i Bartosz Bieniek – gratulujemy! Ale fotografia podwodna nie kończy się dla nas wraz z ostatnim nurkowaniem Zlotu ;) Dlatego już 1 sierpnia 2026 roku rusza kolejna edycja Konkursu Fotografii Podwodnej Nautica Safari. 16-17 stycznia 2027 roku fotografowie ponownie spotkają się podczas Foto Weekendu w Deepspot, by doskonalić warsztat przed rozpoczęciem nowego sezonu. A IX Zlot Fotografów Podwodnych na Visie odbędzie się w dniach 3-10 lipca 2027 roku. Jeżeli więc lubicie nurkować wolniej i wracać do domu z nowymi pomysłami i znajomościami, widzimy się na Visie za rok, prowadzimy już zapisy: rezerwacje@nautica.pl

Do zobaczenia pod wodą!


PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

71


SPOKÓJ POD WODĄ JEST ZARAŹLIWY Just a dive – Twoja Szkoła Nurkowania szkolimy i uczymy, pomagamy wrócić do nurkowania i odzyskać komfort pod wodą – nawet jeśli po OWD masz problem z pływalnością, oddechem czy stresem - bez ocen, bez presji, bez „beznadziejnych przypadków”.

SZKOŁA NURKOWANIA STWORZONA PRZEZ LUDZI, KTÓRZY CHCĄ UCZYĆ. Nie jesteśmy centrum nurkowym. Jesteśmy szkołą, która stawia na jakość, relację i realne umiejętności Szkolimy spokojnie, bez pośpiechu i bez presji – od pierwszego zanurzenia, przez kolejne stopnie i specjalizacje, aż po świadome, bezpieczne nurkowanie. Uczymy. Tłumaczymy. Zabieramy pod wodę. Uczymy nurkować świadomie i bezpiecznie. Program powrotu do nurkowania po przerwie. Szkolimy również w języku angielskim.

72


sprzęt DOBÓR I DORADZTWO

wyprawy

edukacja

POLSKA

DOSKONALENIE UMIEJĘTNOŚCI NURKOWYCH

EUROPA

KURSY NURKOWANIA OD PODSTAWOWEGO DO ZAAWANSOWANEGO

ŚWIAT

NURKOWY COMEBACK

KOMPLEKSOWE WYPOSAŻENIE

Dla kogo jest Just a dive? dla osób, które chcą zacząć nurkować świadomie dla nurków wracających do pasji po przerwie dla wszytkich, którzy chcą wrócić do formy lub poprawić technikę dla tych, którzy chcą pod wodą czuć się pewnie dla ludzi, którzy szukają jakości, a nie masówki kształtujemy nurków pewnych siebie, nie „zaliczających poziomy”

Parafialna 16, Wrocław biuro@justadive.pl

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

73


kalendarium ● 8 sierpnia 2026

Zawody w nawigacji podwodnej II edycja Barlinek Promenada przy ul. Jeziornej Start godzina 11:00

info: Zbyszek tel: 602688713

● 1 sierpnia 2026

rusza Konkurs Fotografii Podwodnej Nautica Safari

• Fundacja Nasza Ziemia, • Perfect Diver, • Stowarzyszenie Nurków Opolskich, • Miasto Opole

● 8-9 sierpnia 2026

● 19 września 2026

● 26-27 września 2026

● 23-25 października 2026

Demo Days ECN-Sytemy Nurkowe nad J. Hańcza – Parking nr 3

Deepspot Expo 2026 ul. Warszawska 50, Mszczonów

74

Podwodny Finał Sprzątania Świata Kamionka Piast w Opolu

Konferencja Nurkowa Diving Talks Portugalia szczegóły i bilety: divingtalks.com


planeta ziemia

NIE! DLA delf inarium

Adaland

BŁĘKITNA EWOLUCJA

ZOO Lizbona

POLSKICH BIUR PODRÓŻY

Tekst i zdjęcia Jakub BANASIAK

K

ampania NIE! DLA DELFINARIUM, którą twierdzając, że nie prowadzi sprzedaży wycieczek do delfiDelfin „Perfect Diver” wspiera od samego początnariów ani programów pływania z delfinami przetrzymyjest żywą istotą ku, nie traci impetu. Połączone siły dwóch wanymi w niewoli. Jak dowiadujemy się z przesłanego a nie organizacji – Fundacji Viva! oraz Captain Paul oświadczenia – tego typu atrakcji nie ma ani w ofercie atrakcją Watson Foundation Poland, „płetwa w płetwę” Grecos, ani w ofercie współpracujących z Grecos biur przekonują polskie biura podróży do rezygnacji z prolokalnych. Nie rekomendują również swoim Klientom turystyczną! udziału w tego typu aktywnościach i nie promują ich jako mocji i sprzedaży wycieczek do delfinariów. W ciągu trzech miesięcy trwania kampanii udało się atrakcji turystycznych. Bo jeśli spotkania z delfinami, to tylko już pozyskać cztery z dziesięciu największych polskich biur w czasie wycieczek statkiem na otwartym morzu. podróży. Spośród TOP10 firm turystycznych w Polsce, EXIM Tours Multiagenci turystyczni: Wakacje.pl i Travelplanet.pl (będący Polska jako pierwszy oficjalnie potwierdził, że nie oferuje i nie promuobecnie pod jednym zarządem) także chcą postawić na odpowiedzialną je w żaden sposób wycieczek do delfinariów! Niedługo później eSky turystykę i deklarują podjęcie aktywnego dialogu ze swoimi partnerami Group – globalne internetowe biuro podróży – polska firma, działająca handlowymi – biurami podróży, w celu wypracowania rozwiązań pozwalających zakończyć sprzedaż wycieczek do delfinariów. Również biuro na ponad 50 rynkach po obu stronach oceanu, właściciel rozpoznawalpodróży Rainbow Tours podjęło decyzję o stopniowym wycofywaniu nej na całym świecie marki Thomas Cook, również potwierdziła w przez oferty wycieczek obejmujących wizyty w delfinariach. Jak czytamy słanym oświadczeniu: „Nie prowadzimy działań promujących wycieczki w oświadczeniu Rainbow Tours: „Naszym celem jest całkowite wyelimido delfinariów ani innych miejsc opartych na wykorzystywaniu zwierząt nowanie z oferty programów i atrakcji, które mogą mieć szkodliwy wpływ przetrzymywanych w niewoli.” na dobrostan delfinów. Czujemy się odpowiedzialni za jakość doświadczeń W gronie firm odcinających się od pseudoatrakcji z delfinami w nieKlientów i za wpływ, jaki turystyka wywiera na środowisko i zwierzęta. woli jest też Best Reisen, touroperator, który specjalizuje się w wielu krajach, w których dalej niestety funkcjonują delfinaria. Dlatego tak ważWobec czego nie chcemy wspierać popularyzacji rozrywek mających tak ne jest oświadczenie firmy, że Best Reisen nie publikuje i nie promuje negatywny wpływ na delfiny”. atrakcji opartych na pokazach zwierząt czy bezpośrednich interakcjach Konkretnych ruchów ze strony Wakacje.pl, Travelplanet.pl czy Rainbudzących kontrowersje etyczne. Wszystkie te firmy nie tylko złożyły ofibow Tours należy się spodziewać zapewne dopiero w kolejnym sezonie, ze cjalne deklaracje, ale też usunęły wcześniejsze oferty wycieczek do delfiwzględu na podpisane wcześniej kontrakty i umowy, ale „błękitna ewonariów i wszystkie wpisy, które w jakikolwiek sposób mogłyby sugerować lucja” w kierunku turystyki przyjaznej delfinom jest już faktem! klientom, że delfinaria są miejscami wartymi odwiedzenia. WIELKIE BRAWA DLA WSZYSTKICH BIUR W czerwcu do EXIM Tours, eSky Group i Best Reisen dołączyło kolejne PODRÓŻY, KTÓRE URUCHOMIŁY FALĘ! biuro podróży z TOP 10 polskiej branży travel – GRECOS Holiday, po-

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

75


porady i ciekawostki ACADEMY

MAŁA BUTLA

DUŻY PROBLEM Tekst Wojciech A. FILIP Zdjęcie Tecline

REKLAMA nr 1

REKLAMA nr 2

1-litrowa butla wystarczy ci nawet na 15 minut nurkowania.

0,5-litrowa butla wystarczy ci nawet na 10 minut nurkowania. Czyżby słowo „reklama” potrafiło zmieniać prawa matematyki?

REKLAMA nr 3 Przeczytaj ten artykuł i... ...nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę ten oklepany slogan z mediów społecznościowych:

„Końcówka naprawdę cię zaskoczy”. Tym razem może nawet nie będzie to kłamstwo.

Zakładam, że jako nurkowie spotykacie osoby pytające o takie mikro butle „do nurkowania”. Przeczytajcie tekst poniżej i podzielcie się nim z tymi, którzy zamierzają nurkować w ten sposób.

76

Zasady nurkowania dla nienurkujących. 1. Aby nurkować trzeba umieć pływać – zawsze możesz wynurzyć się w miejscu, gdzie nie dosięgniesz stopami dna – nurkowie używają specjalnych zasilanych powietrzem kamizelek – ty takiej nie masz.


porady i ciekawostki ACADEMY Grafika AI na bazie autorskiego prompta Perfect Diver

Jakie jest twoje spalanie?

2. Zanurzając się zaciskaj palcami nos i dmuchaj w ten zatkany nos – tym sposobem wyrównasz ciśnienie w bolących uszach – takie nurkowe czary mary. Jeżeli tego nie zrobisz  możesz uszkodzić sobie błonę bębenkową a wtedy lipa. 3. Jeżeli pod wodą przestraszysz się, albo poczujesz, że źle ci się oddycha, albo czujesz, że właśnie wziąłeś ostatni oddech, to wynurzając się wydychaj powietrze – jeżeli tego nie zrobisz, możesz stracić zdrowie, a częściej życie – to nie żart, to umiejętność, której uczy się każdy nurek od samego początku. 4. Kiedy siedzisz w fotelu i czytasz ten tekst potrzebujesz powietrza – oddychasz nie zastanawiając się ile go zużywasz (prawdopodobnie nikt tego nie robi ), tymczasem pod wodą jego ilość ograniczy się do tej małej butelki, której chcesz użyć do nurkowania. Nauczę cię jak sprawdzić, ile czasu spędzisz z nią pod wodą.

Kiedy czytasz ten tekst potrzebujesz ok. 8 litrów powietrza na minutę. Tak jak w samochodzie, lepiej przyjąć, że spalanie jest trochę większe, bo będzie bezpieczniej. Sam zastosowałbym 10 litrów/ minutę. W pewnym uproszczeniu oznacza to, że gdybyś miał 10-litrową butlę, to wysysając z niej powietrze wystarczyłoby ci go na 1 minutę, a potem silnik by zgasł z braku paliwa  Nurkowie sprężają powietrze – oznacza to, że mogą go załadować do butli dużo więcej niż wynosi jej pojemność. Na tej małej butelce podane jest ciśnienie pracy – to ważna informacja (np. 200 bar albo 3000 psi). Jest tam też podana jej pojemność np. 1 litr. Jeżeli do takiej butli wtłoczyć powietrze pod ciśnieniem 10 barów – albo atmosfer (dla naszych potrzeb możemy przyjąć, że oznacza to to samo) – to wewnątrz będzie sprężonych 10 litrów powietrza – czyli dokładnie tyle ile potrzebujesz na przeczytanie tego artykułu – o ile zdążysz w 1 minutę.

Tymczasem proponuję żebyś się zastanowił, dlaczego nawet początkujący nurkowie używają butli ponad 10 razy większych? Również wtedy, kiedy chcą tylko spróbować nurkowania…

Jeżeli dokładnie przeczytałeś reklamę tej butelki – to od razu powiesz: hej! w tej butli będzie 200 bar! Oznacza to, że będziesz miał 200 litrów powietrza. Jeżeli podzielisz to przez twoje minutowe zużycie (10 l/min) to okaże się, że siedząc w fotelu możesz czytać Perfect Diver przez 20 minut!

Na początek trochę o wakacjach. Planując wyjazd na wakacje tankujesz samochód i wiesz, ile szacunkowo przejedziesz na baku, bo wiesz, ile spala twoja maszyna. Dodatkowy wskaźnik pokazuje ci, ile masz jeszcze paliwa. To powoduje, że możesz bezpiecznie dojechać do celu, a kiedy zbiornik będzie prawie pusty – możesz zatankować i kontynuować podróż. Myślę, że jest to tak oczywiste, że nikt się nad tym nie zastanawia, a po prostu tak się dzieje. Nurkowie uczą się planować swoje nurkowania – czyli wiedzą, ile „spalają” albo raczej na ile wystarczy im powietrza w butli. Dodatkowo mają do tego różne przyrządy, zasady, a na sytuacje niespodziewane uczą się tzw. procedur.

Kilka ważnych spraw zanim wpadniesz na pomysł, że teraz to już tylko kupić harpun i biegiem do okolicznego stawu, gdzie można zapolować na podwodnego potwora… Twoje zużycie powietrza w fotelu, to jak zużycie paliwa w samochodzie z włączonym silnikiem na postoju – jest ono bardzo niskie. Kiedy wejdziesz do wody, jeszcze zanim się zanurzysz, zaczniesz oddyŹródło Internet

PERFECTDIVER nr 4 (46)/2026

77


porady i ciekawostki ACADEMY

chać szybciej, a kiedy zaczniesz płynąć, twoje spalanie może się zwiększyć nawet 3-krotnie, czyli na każdą minutę będziesz potrzebował nawet 30 litrów powietrza. Hola hola! Nie spalam tak dużo! Jestem wysportowany, dużo biegam i pływam kilka razy w tygodniu! Serio? Jeżeli tak jest w istocie, to zastosuj zużycie takie, jakie ma wielu dobrych nurków – 20 litrów na minutę. Chwila zastanowienia… masz 200 barów powietrza w butli o pojemności 1 litra. Jeżeli pomnożysz 200 barów x pojemność butli otrzymasz ilość litrów powietrza, którą dysponujesz, czyli 200 litrów. Jak już powiedziałeś, jesteś sprawną osobą, więc twoje zużycie wynosi 20 litrów na minutę. 200 litrów dzielisz przez 20 i wychodzi ci, ile czasu możesz oddychać z butli na powierzchni. Wchodząc pod wodę dochodzi jeszcze jeden bardzo ważny element, którego nie możesz pominąć:

Ciśnienie Na 5 m ciśnienie jest o połowę większe niż na powierzchni, na 10 metrach jest 2 razy większe. Dokładnie o tyle wzrośnie twoje zużycie powietrza. Czyli masz 200 litrów/20 litrów = 10 minut na powierzchni, ale podziel jeszcze przez 1,5 jeżeli chcesz pływać do 5 m. Co wyszło? 6 i pół minuty. A gdyby tak na 10 metrów? Podziel te 10 minut przez 2, czyli 5 minut. Gdyby pojawił się spory stres to obliczenie mogłoby wyglądać tak: 200 litrów w butli / 50 litrów zużycia w stresie / 2 atmosfery ciśnienia na 10 metrach. Co wychodzi? 2 minuty czasu, do momentu, kiedy nie będziesz miał czym oddychać. Stres i większe zużycie pojawiły się np. w wyniku skurczu – nurkowie uczą się go

Zdjęcie Tecline

usuwać – również pod wodą i zajmuje im to kilka minut. Ty będziesz miał 2. No dobra… Muszę ci coś powiedzieć. Ta butla o pojemności 1 litra kosztuje za dużo, więc kupiłem półlitrową – reklama była, że wystarczy nawet do 10 minut! Matematyka nurkowa jest na szczęście prosta – jeżeli na 1-litrowej butli wyliczyłeś, że będziesz miał 2 minuty, to na butli 2 razy mniejszej będzie to 1 minuta.

Kilka uwag – przeczytaj i sam zdecyduj co z nimi zrobić 1. Zużycie powietrza u osoby nie tak bardzo wysportowanej może spokojnie osiągnąć 30 i więcej litrów na minutę. Jeżeli taka osoba się zestresuje pod wodą – np. złapie ją skurcz – to 50 litrów na minutę nie będzie żadnym problemem. Oblicz na ile wystarczy ci powietrza…

2. Ta mała butelka kosztuje 500-1500 zł. Zadzwoń do najbliższego centrum nurkowego i zapytaj, ile kosztuje tzw. Intro nurkowe. Zrób je – naprawdę warto (bardzo prawdopodobne, że będzie tańsze niż tematyczna butla). 3. W reklamach podobnych urządzeń często znajdziesz informacje o 10, 15, a czasem nawet 20 minutach pod wodą. Nie musisz wierzyć ani mnie, ani reklamie. Masz już wszystkie dane potrzebne do wykonania własnych obliczeń. Jeżeli w reklamie przeczytasz o 15 minutach pod wodą, sprawdź sam, jakie zużycie powietrza i jaka głębokość były potrzebne, żeby taki wynik uzyskać. Na wspólne liczenie zapraszam oczywiście do Akademii Tecline. WAF

https://teclinediving.eu/pl/akademia-tecline/#/

78


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Magazyn nurkowy Perfect Diver nr 46 nurkowanie, kursy nurkowania, sklep nurkowy by perfectdiver - Issuu