






























Krople spot-on dla psów
![]()































Krople spot-on dla psów

OCHRONA
DLACZEGO WARTO WYBRAĆ REFORDOG?
REDUKUJE RYZYKO TRANSMISJI BORELIOZY, BABESZJOZY, LEISZMANIOZY I ERLICHIOZY
ODPOWIEDNI DLA SZCZENIĄT POWYŻEJ 7 TYGODNIA ŻYCIA.
PRODUKT WYŁĄCZNIE DLA PSÓW
MOŻE BYĆ STOSOWANY W LECZENIU ALERGICZNEGO PCHLEGO ZAPALENIA SKÓRY, PO KONSULTACJI Z LEKARZEM WETERYNARII.
CZAS DZIAŁANIA DO 6 w 1
KLESZCZE, PCHŁY, KOMARY, MUCHY PIASKOWE, MUCHY STAJENNE I WSZY
4 tyg*
AKTYWNA BARIERA
ZABIJA, ODSTRASZA I OGRANICZA ŻEROWANIE PASOŻYTÓW
produkt leczniczy jest wskazany wyłącznie w przypadku, gdy wymagane jest zastosowanie produktu jednocześnie przeciwko wszystkim poniższym gatunkom pasożytów. Do leczenia zapobiegania inwazji pcheł (Ctenocephalides canis Ctenocephalides felis) oraz do leczenia inwazji wszy (Trichodectes canis). Pchły na psie giną w ciągu jednego dnia od rozpoczęcia leczenia. Jednorazowe zastosowanie zapobiega dalszej inwazji pcheł przez cztery tygodnie. Weterynaryjny produkt leczniczy może być stosowany jako element złożonego leczenia alergicznego pchlego zapalenia skóry (APZS). Weterynaryjny produkt leczniczy wykazuje trwałe działanie roztoczobójcze i odstraszające wobec inwazji kleszczy (Rhipicephalus sanguineus Ixodes ricinus przez cztery tygodnie Dermacentor reticulatus przez trzy tygodnie). Odstraszając i zabijając kleszcza Rhipicephalus sanguineus będącego nosicielem, weterynaryjny produkt leczniczy zmniejsza prawdopodobieństwo przeniesienia patogenu Ehrlichia canis, redukując tym samym ryzyko wystąpienia erlichiozy u psów. Badania wykazały, że zmniejszenie ryzyka występuje już po 3 dniach od zastosowania weterynaryjnego produktu leczniczego utrzymuje się przez 4 tygodnie. Kleszcze uprzednio żerujące na psie mogą nie zostać zabite w ciągu dwóch dni od podania produktu mogą pozostać przytwierdzone oraz widoczne. Z tego względu, zalecane jest usuwanie kleszczy obecnych na psie w momencie podawania produktu, aby zapobiec ich przytwierdzaniu się pobieraniu krwi. Jednorazowe zastosowanie zapewnia działanie odstraszające (zapobiegające żerowaniu) wobec muchy piaskowej (Phlebotomus papatasi przez dwa tygodnie Phlebotomus perniciosus przez trzy tygodnie), działa odstraszająco na komary (Aedes aegypti przez dwa tygodnie Culex pipiens przez cztery tygodnie) oraz zapobiega żerowaniu much stajennych (Stomoxys calcitrans) przez cztery tygodnie. Zmniejszenie ryzyka zarażenia Leishmania infantum przenoszonego przez muchy piaskowe (Phlebotomus perniciosus) przez okres do 3 tygodni. Efekt jest pośredni, ze względu na aktywność weterynaryjnego produktu leczniczego wobec wektora. PODMIOT ODPOWIEDZIALNY: Vetpharma Animal Health, S.L. Gran Via Carles III, 98, 7th Floor, 08028 Barcelona, Hiszpania. LOKALNY PRZEDSTAWICIEL PODMIOTU ODPOWIEDZIALNEGO: Vet-Agro TRADING Sp. z.o.o. ul. Mełgiewska 18, 20-234 Lublin. ChPL: 20.01.2026 r. Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania.

Prowadzi na YouTubie treningi pełne energii, tańca i wzmacniania ciała. Swoim podejściem pokazuje, że aktywność może być przyjemnym elementem codzienności, również wtedy, gdy jesteśmy w podróży.
Podróże często wybijają nas z rutyny. Jak podejść do ruchu, żeby nie zamienił się w kolejny obowiązek?
Wakacje potrafią wybić z rytmu, szczególnie jeśli na co dzień mamy swoje treningi i poukładany plan dnia. Mamy więcej spontaniczności, lokalnych smaków, późnych kolacji i zwyczajnej potrzeby wyluzowania.
To zupełnie normalne. Sama nie widzę się na hotelowej siłowni o świcie ani na wyciskaniu ciężarów przed śniadaniem. Urlop nie powinien być testem silnej woli. Jednocześnie uważam, że najprzyjemniej żyje się wtedy, gdy ruch jest naturalną częścią dnia, a nie próbą „odpracowania” wakacyjnych przyjemności. Zdrowe podejście zaczyna się w głowie: na urlopie nie trzeba rezygnować z aktywności, ale też nie trzeba mieć idealnego planu. Czasem wystarczy jedna aktywna rzecz dziennie, żeby ciało poczuło różnicę, a głowa nadal miała luz.
Na co dzień tworzysz treningi na YouTubie. Jakie podejście do aktywności chcesz przekazywać swojej społeczności?
Najbardziej zależy mi na tym, żeby dziewczyny czuły, że ruch jest dla nich, a nie one dla ruchu. Muzyka w moich treningach ma ogromną moc – potrafi zmienić nastawienie i sprawić, że aktywność z obowiązku staje się przyjemnością.
Ruch jest ogromną częścią mojego życia, ale to nie znaczy, że zawsze musi być ciężko i perfekcyjnie. Najbardziej wierzę w aktywność, do której chce się wracać. Dla jednej osoby będzie to taneczny trening, dla drugiej bieganie, pływanie czy rower.
Jak znaleźć aktywność dla siebie w nowym miejscu?
Najlepiej zacząć od pytania: co to miejsce mi daje? Jeśli jestem na city breaku, bardzo często rezygnuję z taksówek i staram się chodzić pieszo. To najprostszy sposób na aktywne zwiedzanie. Kroki robią się same, a przy okazji trafia się na zakamarki, lokalne kawiarnie i widoki, których nie zobaczylibyśmy zza szyby.
Przed wyjazdem lub już na miejscu lubię też sprawdzić, jakie aktywności są popularne w danej okolicy. Nad wodą może to być pływanie, kajaki, paddleboard albo długi spacer plażą. Ostatnio w Hiszpanii odkryłam padel i badminton – w domu nigdy mi z tym nie po drodze, a pod palmami to była świetna atrakcja! Po locie, długiej trasie czy godzinach siedzenia ciało często potrzebuje prostego ruchu – wtedy stawiam na krótkie rozciąganie.
Czasem jedna aktywna rzecz dziennie wystarczy, by ciało się poruszyło,

głowa odpoczęła, a wakacje pozostały wakacjami.
Czy na urlopie warto trzymać się swojej rutyny treningowej?
To zależy. Jeśli ktoś ma swoją rutynę i bez tego czuje się gorzej, to warto wygospodarować na to czas. Ja też na wyjazdach często wykonuję swoje standardowe treningi, bo nagrywam je dla moich obserwatorek i nie potrafię zostawić tych widoków tylko dla siebie. Dzięki temu moje treningi są takie przyjemne. Ale wakacje są też świetnym momentem, żeby zmienić formę aktywności. To, że ruch wygląda inaczej niż w domu, nie znaczy, że jest gorszy. Czasem jest nawet lepszy, bo daje ciału nowy bodziec, a głowie więcej frajdy.
Jeden urlop nie niszczy formy. Dużo bardziej szkodzi nam podejście „wszystko albo nic”. Jeśli nie zrobiłam pełnego treningu, ale dużo chodziłam, pływałam, to też jest ruch. Dla mnie aktywne wakacje oznaczają słuchanie siebie i wybieranie ruchu, który pozwala mi doświadczać jak najwięcej.
Znajomość języków sprawiła, że podróże przestały być powierzchowne. Otworzyły się przede mną możliwości, do których nie dociera większość turystów: zaproszenia do domów, rozmowy bez filtrów, dostęp do lokalnych inicjatyw czy projektów.
Jaką rolę odgrywa znajomość języków obcych podczas pana podróży?
Języki są dla mnie absolutnie kluczowe i odgrywają niezwykle ważną rolę w każdej podróży. To one pozwalają nie tylko poruszać się po danym kraju, ale przede wszystkim zanurzyć się w kulturze, zrozumieć ludzi, ich sposób myślenia, codzienne problemy i radości. Dla mnie właśnie ten lokalny aspekt jest najważniejszy. Doskonałym przykładem jest język hiszpański, który bardzo pomógł mi podczas podróży po krajach Ameryki Południowej. Dzięki niemu mogłem nawiązywać naturalne rozmowy z mieszkańcami, słuchać ich historii i być traktowanym nie jak turysta, lecz jak ktoś „z wewnątrz”. Gdyby nie moja znajomość hiszpańskiego, nie powstałby dokument, nad którym pracowałem – bo jego fundamentem były autentyczne rozmowy i zaufanie lokalnych ludzi. Bez języka ten projekt po prostu nie miałby sensu.
W ilu językach potrafi się pan porozumiewać i czy zdarzyło się panu używać ich w nietypowych sytuacjach?
Potrafię porozumiewać się w pięciu językach, choć oczywiście na różnych poziomach. Biegle mówię po angielsku, hiszpańsku i po polsku. Na poziomie komunikatywnym posługuję się francuskim, a całkiem dobrze radzę sobie również z niderlandzkim. Wszystko to wynika z mojej drogi edukacyjnej – najpierw studia w Holandii, a później w Belgii. Co ciekawe, w Brazylii spotkałem wielu turystów z Flandrii – i to właśnie niderlandzki okazał się językiem, który nas połączył. To pokazuje, że języki często przydają się w zupełnie nieoczekiwanych momentach i miejscach.
Czy znajomość języków obcych otworzyła przed panem nowe możliwości podróżnicze? Zdecydowanie tak. Znajomość języków sprawiła, że podróże przestały być powierzchowne. Otworzyły się przede mną
możliwości, do których nie dociera większość turystów: zaproszenia do domów, rozmowy bez filtrów, dostęp do lokalnych inicjatyw czy projektów. Języki pozwoliły mi podróżować wolniej, głębiej i bardziej świadomie, a także podejmować projekty medialne i dokumentalne,, które wymagają realnego kontaktu z ludźmi.
Jak wygląda pana metoda nauki języków? Dla mnie kluczem jest komunikacja i pozwolenie sobie na błędy. Odchodzę od perfekcji, bo wiem, że język żyje wtedy, gdy się go używa. W dzisiejszym społeczeństwie poprawność stała się wręcz klątwą – ludzie boją się oceny, krytyki, popełnienia błędu. To często blokuje ich przed mówieniem. Właśnie dlatego stworzyłem podcast, w którym przełamuję bariery językowe, rozmawiając z celebrytami po angielsku. Chcę pokazać, że język to narzędzie do kontaktu z drugim człowiekiem, a nie egzamin. Najważniejsze jest mówić, próbować i się nie bać.

Języki pozwoliły mi podróżować wolniej, głębiej i bardziej świadomie.
Twórca i dziennikarz, który łączy wrażliwość dokumentalisty z dynamiką współczesnych mediów. W swojej pracy skupia się na autentyczności, komunikacji i poszukiwaniu ludzkich historii, które niosą emocje i znaczenie. Tworzy projekty dokumentalne, podcasty i formaty wideo, w których stawia na szczerość, odwagę i otwartość w rozmowie. Jest autorem filmu dokumentalnego „Nieusłyszane”, opowiadającego o Polakach mieszkających w Ameryce Południowej. Prowadzi także podcast „Damian’s Corner”, w którym rozmawia o odwadze, relacjach, komunikacji i przełamywaniu barier, zarówno językowych, jak i emocjonalnych. W centrum jego pracy zawsze stoi człowiek – prawdziwy, nieidealny, szczery. Jego twórczość łączy dziennikarską rzetelność z artystyczną wrażliwością i potrzebą zrozumienia drugiego człowieka.