Wstęp Przez większość dorosłego życia byłam zupełnym przeciwieństwem kobiety zrelaksowanej. Całymi latami moje dni wypełniała rozedrgana mieszanka stresu, pośpiechu i wyczerpania. Desperacko próbowałam pogodzić mnóstwo obowiązków, kierowana potrzebą zadbania o kwestie finansowe, ale także głębokim poczuciem, że nie zasługuję na nic innego. Jako mała dziewczynka nie byłam taka. Byłam wrażliwa, ciekawa świata, wesoła i dzika. Razem z siostrą spędzałyśmy całe dnie na czytaniu bajek, wspinaniu się na drzewa i wyplataniu ze stokrotek wianków, a właściwie kwietnych łańcuchów tak długich, że można było nimi niemal opleść cały ogród. Odpoczynek i zabawa przychodziły nam zupełnie naturalnie. Żyłyśmy chwilą, bez pośpiechu, bez zastanawiania się nad kwestiami takimi jak produktywność czy perfekcja, bez dążenia do jak najlepszych wyników czy zadowalania innych. A potem, w pewnym momencie drogi do kobiecości – gdzieś między ósmym a trzynastym rokiem życia – przestałam odpoczywać i bawić się, a swoje poczucie wartości zaczęłam opierać na tym, czyje oczekiwania zaspokoiłam i ile osiągnęłam. W miarę nasiąkania przekazem społecznym na temat tego, jaka powinna być „dobra dziewczynka” i „kobieta sukcesu” – opa nowana, raczej milcząca i poświęcająca się – straciłam kontakt Wstęp
11