Kijów Teheran
CHANAT ZŁOTEJ ORDY
CZAGATAJSKI CHANAT
WIELKIEGO CHANA/ DYNASTIA YUAN ILCHANAT
Hongkong
Podział największego ciągłego terytorialnie imperium, jakie kiedykolwiek istniało, pod koniec XIII wieku. Wiele regionów graniczących z imperium, takich jak
Ruś Kijowska, wciąż było zmuszonych do płacenia trybutu
przez następne stulecie. Jednak już wtedy jego status jako Wielkiego Chana był w dużej mierze nominalny. Gdy w 1259 roku jego brat Mongke zmarł, nie wyznaczywszy następcy, skutkiem była (zatrzymaj mnie, jeśli już o tym słyszałeś) wojna domowa, a potem rozpad imperium na cztery ogromne części: część wschodnioeuropejską (Złota Orda), część bliżej Bliskiego Wschodu (Ilchanat), część środkowoazjatycką (Chanat Czagatajski) oraz Yuan, który rządził Chinami i Azją Wschodnią. Teoretycznie wszystkie pozostałe miały być wierne cesarzowi Yuan; w praktyce – niekoniecznie.
Choć Mongołowie, jako jedno państwo, istnieli krótko, imperium pozostało przez dekady przestrzenią kulturową. Co więcej, stało się też swego rodzaju strefą wolnego handlu. Sieć szlaków handlowych zna-
na jako Jedwabny Szlak działała już od II wieku p.n.e.: 6500 km tras karawanowych, którymi luksusowe dobra z Chin – jedwab i przyprawy – trafiały na zachód, do regionu Morza Śródziemnego, a w zamian do Chin wędrowało złoto, srebro i inne pożądane towary. Jednak wraz z rozpadem imperiów klasycznych szlaki te stały się bardziej niebezpieczne: więcej drobnych lokalnych władców łaknących daniny, więcej walczących królestw utrudniających podróż, mniej władz zdolnych radzić sobie z bandytami.
Mongołowie, trzeba przyznać, mieli słabość do wolnego handlu. Ich koczowniczy, pasterski tryb życia zawsze oznaczał gospodarkę bardziej opartą na hodowli bydła niż na produkcji czegokolwiek, więc wiele z potrzebnych im dóbr musieli pozyskiwać od ludów osiadłych, które dysponowały warsztatami rzemieślniczymi zdolnymi do wyrobu naczyń, odzieży czy broni. W Chinach kupców uważano za klasę niskiego statusu, ponieważ niczego nie wytwarzali; Mongołowie cenili ich jako ludzi, którzy dostarczali im rzeczy.
Choć nie było to ich głównym celem, jednym z ważnych efektów posiadania imperium był po prostu rozwój komunikacji i handlu. Po zakończeniu mongolskich podbojów i łupieżczych wypraw, podróżowanie stało się tak proste, że epoka ta bywa określana lekko ironicznym mianem Pax Mongolica. Co więcej, Mongołowie aktywnie realizowali politykę mającą ułatwiać przepływ towarów: stworzyli sieć stacji przekaźnikowych oferujących żywność i nocleg, a także instytucje zwane ortoghami – stowarzyszenia handlowe wspierane przez władze, które pozwalały kupcom łączyć zasoby i ryzyko w formie czegoś na kształt ubezpieczenia, a nawet udzielano im nisko oprocentowanych pożyczek.
Zwykle myślimy o okresie mongolskim jako o złotych czasach dla ludzi z kilkoma końmi i mieczem, a złych dla niemal wszystkich innych. Nie kojarzymy go raczej ze złotą erą wolnego handlu. A jednak nią była. Powód, dla którego właśnie wtedy powstały „Podróże Marco Polo”, jest prosty: po raz pierwszy włoski kupiec mógł w miarę bezpiecznie przemieszczać się między Wenecją a Chinami po dobrze utrzymanych
Wyobraź sobie, drogi przyjacielu, że pewnego wieczoru siedzimy razem na plaży – Ty, ja i nasz potrzebujący akceptacji znajomy Jules. Na horyzoncie, za pasmem iskrzącego się morza, widać rozsiane, bujnie zielone wyspy.
Tak więc, będąc w kapryśnym nastroju, po kilku koktajlach wypitych z kokosowych łupin, zawieramy pakt. Zgadzamy się, że wszystko po lewej stronie tej postrzępionej skały, odtąd i na wieczność będzie Twoją domeną – możesz tam panować pod dowolnym tytułem, jaki najbardziej Ci odpowiada. Wszystko po prawej stronie tej skały natomiast należy do mnie. Jules nie dostaje nic, ale tak bardzo zależy mu na naszej aprobacie, że po krótkim namyśle zgadza się być świadkiem i zatwierdzić nasze porozumienie, po czym wszyscy trzej ściskamy sobie dłonie. I tak zostaje postanowione.
Gdyby coś takiego rzeczywiście się wydarzyło, podejrzewam, że obudzilibyśmy się następnego ranka z niezbyt dobrym samopoczuciem po kokosowych trunkach i poczulibyśmy się nieco zażenowani, bo przecież nie wiemy nic o tych wyspach, kto na nich mieszka ani co mogą mieć do powiedzenia w tej sprawie. Władcy wczesnonowożytnej Iberii jednak nie odczuwali takich skrupułów: 7 czerwca 1494 roku hiszpańska
i portugalska korona, które wówczas razem zajmowały nieco mniej niż 1 procent całej ziemi na świecie, uzgodniły warunki, na jakich podzielą planetę między siebie. Jeśli można wskazać jeden moment, w którym padł pierwszy strzał rozpoczynający niemal pół tysiąclecia europejskiego imperializmu, byłby to traktat z Tordesillas. Lata 90. XV wieku były ekscytującym okresem dla Hiszpanów29 W 1492 roku, wraz z upadkiem Emiratu Grenady, zakończyła się rekonkwista – trwający 700 lat proces, w którym różne chrześcijańskie królestwa „odbiły” części Półwyspu Iberyjskiego będące od VIII wieku pod panowaniem muzułmańskim. Co więcej, większość różnych królestw na półwyspie stanowiła teraz, jeśli nie jedno państwo, to przynajmniej unię koron pod rządami jednej rodziny: Ferdynanda Aragońskiego i jego żony Izabeli Kastylijskiej, znanych wspólnie jako „Katoliccy Królowie”. Po wiekach podziałów powstało coś, co można by nazwać „Hiszpanią”.
Jeszcze bardziej ekscytujące było inne wielkie wydarzenie, które miało miejsce w 1492 roku. Wyprawa Krzysztofa Kolumba może i zakończyła się fiaskiem w swoim oficjalnym celu – znalezieniu nowej, zachodniej drogi do Indii (pomieszał obliczenia i sądził, że Ziemia jest mniej więcej o jedną czwartą mniejsza, niż jest w rzeczywistości) – ale miał za to niemałe pocieszenie w postaci „odkrycia” Ameryki. Ponieważ jego wyprawa została sfinansowana przez koronę kastylijską, nowo odkryte ziemie uznał za własność Kastylii. Hiszpania była gotowa, by stać się imperium.
Była tylko jedna mała przeszkoda. Spośród dwóch królestw na Półwyspie Iberyjskim, które pozostawały poza zasięgiem Ferdynanda
29 Powinienem właściwie powiedzieć, że był to ekscytujący czas dla chrześcijańskich Hiszpanów, ponieważ 1492 rok był także rokiem, w którym miejscowa ludność żydowska została postawiona przed nieprzyjemnym wyborem: konwersja, wygnanie albo śmierć. W kolejnych dekadach podobny wybór czekał muzułmanów. Generalnie Hiszpania lat 90. XV wieku: świetna dla katolików, niezbyt dobra dla wszystkich innych.
świata. 47 opowieści o tym, jak linie na mapie zmieniły historię
Jakby tego było mało, był jeszcze drobny problem z tym, co później stało się Delaware. Powód, dla którego okręg wokół New Castle został wykluczony z darowizny Penna, jest taki, że król przekazał go swojemu bratu, Jakubowi, księciu Yorku. Osada ta, wraz z rozległym pasem ziem między rzekami Delaware i Connecticut, była nagrodą za jego rolę w wyrzuceniu Holendrów z Ameryki Północnej. Penn jednak chciał, by jego kolonia miała dostęp do morza. I tak udało mu się przekonać księcia, który później na krótko panował jako Jakub II, zanim, ironicznie, sam został wypędzony z Anglii przez Holendrów, by wydzierżawił mu ten okrąg oraz trzy „niższe hrabstwa” na południu półwyspu. Była to spora niespodzianka dla Calvertów, którzy byli przekonani, że to część Marylandu.
Karol zrobił co mógł, by umyć ręce od bałaganu, który w dużej mierze sam stworzył, mówiąc Pennowi i Calvertowi, by rozstrzygnęli sprawę między sobą. Ich pierwsza próba rozwiązania problemu polegała na tym, że każda strona wysłała listy do kolonistów mieszkających na spornych ziemiach, informując ich, że pod żadnym pozorem nie mają płacić podatków drugiej stronie, co mówi nam wszystko, co trzeba wiedzieć o tym, jakie były szanse powodzenia tego rozwiązania. Scena była gotowa na dekady kłótni, oficjalnych komisji, ignorowania ich ustaleń i kosztownych procesów w Londynie. Wszystko to okraszone okazjonalnymi wybuchami przemocy.
Po około osiemdziesięciu latach tego wszystkiego i z niemałą pomocą ze strony sądów, wszyscy mniej więcej zgodzili się, że granice lokalne powinny wyglądać następująco: linia między Pensylwanią a Marylandem miała przebiegać ze wschodu na zachód wzdłuż równoleżnika 25 km na południe od ówczesnego najbardziej wysuniętego na południe punktu Filadelfii. To dawało szerokość geograficzną 39°43 , gwarantowało, że stolica Pensylwanii rzeczywiście znajduje się w Pensylwanii i wydawało się niemal rozczarowująco prostym rozwiązaniem sporu, który trwał tyle, co wojna o niepodległość Niderlandów.
Granica między Delaware a Marylandem była bardziej skomplikowana. Wymagała odnalezienia środka Linii Transpółwyspowej, która dzieliła wspomniany półwysep pomiędzy Wirginię na południu
PENSYLWANIA
Klin (Delaware)
39°43' szerokości
39°43' szerokości północnej
Wilmington
Masona-Dixona
linia Masona-Dixona
MARYLAND
linia łuku
Newark
linia północna
New Castle New
linia styczna dwudziestokilometrowe koło
DELAWARE
Chesapeake
linia transpółwyspowa zatoka
Różne cechy geograficzne używane do wyznaczenia granic stanowych na i wokół półwyspu Delmarva