Przedmowa
Spis treści
Przedmowa do wydania drugiego polskiego
Rozdział 1. Dlaczego zebry nie mają wrzodów? 1
Rozdział 2. Gruczoły, gęsia skórka i hormony 23
Rozdział 3. Udar, zawały serca i śmierć voodoo 45
Rozdział 4. Stres, przemiana materii i upłynnianie aktywów
Rozdział 5. Wrzody, biegunka i lody z gorącą czekoladą 93
Rozdział 6. Karłowatość i znaczenie matek
Rozdział 7. Seks i rozmnażanie 159
Rozdział 8. Odporność, stres i choroba
Rozdział 9. Stres i ból
10. Stres i pamięć
Rozdział 11. Stres i dobry sen
Rozdział 12. Starzenie się i śmierć 323
Rozdział 13. Dlaczego stres psychologiczny jest stresujący? 341
Rozdział 14. Stres i depresja 365
Rozdział 15. Osobowość, temperament i ich związane ze stresem konsekwencje
Rozdział 16. Uzależnienie od narkotyków i adrenaliny a przyjemność
Rozdział 17. Patrząc z dołu
Rozdział 18. Skuteczne radzenie sobie ze stresem 513
źródeł ilustracji
ROZDZIAŁ 1
Dlaczego zebry nie mają wrzodów?I
Jest druga nad ranem, leżysz w łóżku. Następnego dnia czeka cię bardzo ważne wydarzenie, jakieś będące wyzwaniem zadanie, na przykład decydujące spotkanie, prezentacja, egzamin. Potrzebujesz więc dawki solidnego odpoczynku, jednak twoje ciało i umysł wciąż są całkowicie rozbudzone. Wypróbowujesz różnorodne strategie, by się odprężyć, oddychasz wolno i głęboko, wyobrażasz sobie kojące górskie krajobrazy. Jednak zamiast odczuwać przynoszący ulgę spokój, cały czas myślisz o tym, że jeśli zaraz nie zaśniesz, to twoja kariera legnie w gruzach. I tak oto leżysz, a twoje napięcie rośnie z każdą sekundą.
Jeśli przytrafia ci się to regularnie, to około drugiej trzydzieści, kiedy kleisz się od potu, w twojej głowie bez wątpienia pojawią się całkiem nowe myśli, całkowicie pozbawiające cię spokoju. Nagle, jakby mało ci było zmartwień, zaczynasz zastanawiać się nad tym nieokreślonym bólem pojawiającym się w boku, nad tym poczuciem ogromnego zmęczenia, które ci ostatnio towarzyszy, częstymi bólami głowy. Jak grom z jasnego nieba spada na ciebie świadomość tego, co właśnie się dzieje: to straszna choroba! Umierasz! Dlaczego objawy wcześniej nie złożyły ci się w całość? Dlaczego je zignorowałeś? Dlaczego nie skłoniły cię do wizyty u lekarza? Podczas takich nocy o drugiej trzydzieści zawsze mam guza mózgu. Guzy tego rodzaju są niezwykle przydatne w takich czarnych scenariuszach, ponieważ w zasadzie każdy wyobrażalny, niespecyficzny objaw może zostać im przypisany i twój atak paniki będzie w pełni uzasadniony. Może też masz guza mózgu? A może leżysz i myślisz, że masz raka albo wrzody, a może właśnie twój mózg doznaje udaru?
Chociaż cię nie znam, jestem pewny, że nie pomyślałaś: „Już wiem, mam trąd!” Prawda? Jest wielce prawdopodobne, że jeśli właśnie zaczął padać ulewny deszcz, twoja obsesja poważnej choroby nie dotyczy rozprzestrzeniającej się w takich warunkach czerwonki. Niewielką grupę będą stanowiły osoby przekonane o tym, że w ich ciałach roi się od pasożytów jelitowych czy motylicy wątrobowejII

1.1. Epidemia hiszpanki, 1918 rok.
Jasne, że nie. Nasze noce nie są pełne zmartwień na temat szkarlatyny, malarii czy dżumy. W naszych społecznościach cholera nie rozprzestrzenia się w szalonym tempie; ślepota rzeczna1, malaria i słoniowacizna2 to dla nas egzotyka rodem z Trzeciego Świata. Niewielka liczba czytających tę stronę kobiet umrze podczas porodu, jeszcze mniejsza grupa czytelników może być niedożywiona.
1 Onchocerkoza, postać filariozy; choroba inwazyjna, spotykana gł. w Afryce wzdłuż płynących wód, wartkich rzek, w pobliżu których żyją meszki przenoszące przez ukłucie nicienie (Onchocerca volvulus) na człowieka; zapalenie często obejmuje narząd wzroku (zapalenie spojówek, naczyniówki i siatkówki), prowadząc do ślepoty (przyp. tłum., źródło: Encyklopedia PWN).
2 Elefantiaza, przerost tkanki łącznej powstający wskutek zmian zapalnych i zastoju w układzie limfatycznym; przyczyny różnorodne, np. występuje w przebiegu chorób pasożytniczych; powoduje zgrubienie poszczególnych części ciała, gł. kończyn dolnych (mogą przybierać monstrualne kształty) i krocza (przyp. tłum., źródło: Słownik terminów biologicznych, PWN).
Dzięki rewolucyjnemu postępowi medycyny i zdrowia publicznego wzorce zachorowań uległy zmianie i nie leżymy już bezsennie, martwiąc się z powodu chorób zakaźnych (poza, oczywiście, AIDS i gruźlicą) czy chorób wynikających z niedoży wienia i braku higieny. Dla porównania: główne powody śmierci w Stanach Zjednoczonych w roku 1900 to zapalenie płuc, gruźlica i grypa (a w przypadku młodych, gotowych podjąć to ryzyko kobiet, także poród). Kiedy ostatnio niepokoiły cię doniesienia o masach ludzi umierających na grypę? Tylko w roku 1918 właśnie grypa zabiła wielokrotnie więcej ludzi, niż zginęło podczas całej I wojny światowej, uchodzącej za jeden z najbardziej barbarzyńskich konfliktów zbrojnych w historii III . Obecne wzorce zachorowań byłyby nie do pomyślenia u naszych pradziadków, a także u większości ssaków. Inaczej mówiąc, zapadamy na odmienne choroby i prawdopodobnie umrzemy w inny sposób niż większość naszych przodków (a także niż większość ludzi żyjących współcześnie w mniej uprzywilejowanych częściach ziemskiego globu). Nasze noce są wypełnione zmartwieniami o odmiennej klasie chorób; żyjemy dziś wystarczająco dostatnio i długo, by ulegać powolnemu rozpadowi.
Choroby, które dziś nas nękają, wynikają ze stopniowego narastania uszkodzeń i niekorzystnych zmian – choroby serca, rak, choroby mózgowo-naczyniowe. I choć żadna z nich nie należy do przyjemności, to niewątpliwie można je uznać za postęp, jeśli odniesiemy je do umierania w wieku lat dwudziestu po tygodniowym zmaganiu się z sepsą3 lub dengą4. Wraz ze względnie niedawną zmianą wzorca zachorowań, przekształcił się też sposób, w jaki postrzegamy proces chorobowy. Zauważyliśmy niebywale złożone powiązania naszej biologii i emocji, nieskończone możliwości odzwierciedlania i wzajemnego wpływania osobowości, uczuć i myśli na to, co dzieje się w naszych organizmach. Jednym z najciekawszych przejawów dostrzeżenia tych zależności jest zrozumienie, że skrajne przeżycia emocjonalne mogą mieć na nas zgubny wpływ. Wyrażając to słowami, do których przywykliśmy, stres może nas wpędzić w chorobę. Punktem zwrotnym w medycynie było zrozumienie, że stres może być czynnikiem wywołującym wiele powoli postępujących, wyniszczających chorób lub pogarszającym ich przebieg.
3 Posocznica, stan ostrego ogólnego zakażenia organizmu wskutek obecności we krwi drobnoustrojów i wytworzonych przez nie toksyn; choroba, najczęściej o ciężkim lub bardzo ciężkim przebiegu; p. towarzyszą dreszcze, obfite poty, gorączka o dużych wahaniach dobowych i bardzo złe samopoczucie, zmiany narządowe (przyp. tłum., źródło: Encyklopedia PWN).
4 Ostra choroba zakaźna wywoływana przez wirusy denga z grupy Flaviviridae, przenoszona przez komara z człowieka na człowieka w strefie subtropikalnej i tropikalnej; występuje w trzech postaciach: klasycznej u osób nieuodpornionych, łagodnej atypowej i najcięższej – gorączki krwotocznej denga (przyp. tłum., źródło: Słownik terminów biologicznych, PWN).
W pewnym sensie nie jest to nic nowego. Wieki temu wrażliwi klinicyści intuicyjnie rozpoznawali znaczenie różnic indywidualnych w podatności na choroby. Dwie osoby mogły zapaść na to samo schorzenie, jednak przebieg choroby mógł być zgoła odmienny i w mało uchwytny, subiektywny sposób podkreślający indywidualne, osobowościowe właściwości chorego. Lekarz mógł też dostrzec, że niektóre typy ludzi były bardziej podatne na określone rodzaje chorób. Ale od XX wieku, kiedy to do owych raczej luźnych obserwacji czynionych przez klinicystów dodano rygorystyczne wymogi naukowe, fizjologia stresu – czyli obszar badawczy zajmujący się reakcjami organizmu na stresujące zdarzenia – stała się prawdziwą dyscypliną naukową. W rezultacie istnieje dziś nieprawdopodobna liczba danych z obszaru fizjologii, biochemii i biologii molekularnej, wskazujących, w jaki sposób różne nieuchwytne zjawiska naszego życia mogą wpłynąć na bardzo rzeczywiste reakcje w naszym ciele. Zjawiska te obejmują niepokój emocjonalny, właściwości psychologiczne człowieka, naszą pozycję w społeczeństwie oraz to, w jaki sposób społeczność, w której żyjemy, traktuje osoby zajmujące takie a nie inne miejsce w hierarchii. I mogą one wpływać na kwestie medyczne, na przykład na to, czy cholesterol zatka naczynia krwionośne, czy będzie bezpiecznie usuwany z układu krążenia; czy komórki tłuszczowe przestaną reagować na insulinę i pogrążą nas w cukrzycy; czy komórki nerwowe w naszym mózgu przeżyją pięciominutową przerwę w dostawie tlenu podczas zatrzymania akcji serca.
Ta książka jest elementarzem stresu, chorób z nim związanych i mechanizmów radzenia sobie z tym problemem. Jak się to dzieje, że nasz organizm jest w stanie przystosować się do niektórych stresujących sytuacji krytycznych, podczas gdy inne wpędzają go w chorobę? Czemu niektórzy ludzie są szczególnie podatni na choroby powiązane ze stresem i jak się to ma do naszej osobowości? W jaki sposób czysto psychologiczne napięcie może wywołać chorobę? Co stres może mieć wspólnego z naszą podatnością na depresję, tempem starzenia się czy prawidłowym funkcjonowaniem pamięci? Co łączy wzorce chorób powiązanych ze stresem z pozycją zajmowaną na drabinie społecznej? I w końcu, w jaki sposób możemy zwiększyć skuteczność wysiłków nakierowanych na radzenie sobie z otaczającym nas, stresującym światem?
Parę słów wprowadzenia
Najlepszym wstępem będzie stworzenie wykazu spraw, które uważasz za stresujące. Nie mam wątpliwości, że natychmiast zaproponujesz kilka oczywistych przykładów: ruch uliczny, terminy, relacje rodzinne, problemy finansowe. A ja odpowiem ci na to:
„Myślisz jak człowiek skoncentrowany wyłącznie na swoim gatunku. Przez chwilę pomyśl jak zebra”. I nagle na szczycie twojej listy pojawią się nowe pozycje: poważne zranienie, drapieżniki, głód. To, że taka podpowiedź jest konieczna, ilustruje coś niezmiernie ważnego – ty i ja mamy znacznie większe szanse na wrzody niż zebra. Dla takich zwierząt jak zebry największym zmartwieniem w życiu są ostre fizyczne zagrożenia. Jesteś zebrą, lew właśnie zaatakował i zranił cię w brzuch, udało ci się jednak uciec. Teraz przez godzinę musisz się ukrywać, gdyż lew wciąż cię ściga. Albo inna sytuacja, równie stresująca: jesteś lwem, półżywym z głodu, i albo dasz radę przebiec sawannę z dużą prędkością i upolować coś do jedzenia, albo nie przeżyjesz. To są niezwykle stresujące zdarzenia, wymagające natychmiastowej fizjologicznej adaptacji, jeśli chce się przeżyć. Reakcje twojego organizmu są genialnie przystosowane do radzenia sobie z tego rodzaju sytuacjami krytycznymi. Organizm może być też nękany przewlekłymi fizycznymi wyzwaniami. Szarańcza zniszczyła plony i przez następnych sześć miesięcy będzie trzeba przemierzać wiele kilometrów dziennie, aby zdobyć odpowiednią ilość pożywienia. Susza, głód, pasożyty i tym podobne przykrości nie należą do doświadczeń częstych w naszym życiu, ale są kluczowymi zdarzeniami w życiu ludzi spoza zachodniego kręgu kulturowego i większości innych ssaków. Reakcje stresowe organizmu są całkiem skuteczne w radzeniu sobie z takimi przedłużającymi się klęskami.

Rycina 1.2. Ostra kłótnia o ostatnie podwójne latte?
Zasadnicza dla podejmowanej w tej książce tematyki jest trzecia kategoria niekorzystnych sytuacji – psychologicznych i społecznych zdarzeń negatywnych. Nieważne, jak głęboki jest nasz konflikt z członkiem rodziny, czy jak mocno zdenerwowaliśmy się utratą miejsca parkingowego, rzadko uciekamy się do załatwienia tego rodzaju spraw w walce na pięści. Podobnie, raczej rzadko zmuszeni jesteśmy zaczaić się i osobiście pokonać naszą przyszłą kolację. Chodzi o to, że my, ludzie, żyjemy wystarczająco dostatnio i wystarczająco długo, i jesteśmy dostatecznie inteligentni, by tworzyć wszystkie możliwe rodzaje stresujących zdarzeń jedynie w naszych głowach. Ile hipopotamów zamartwia się tym, czy ich ubezpieczenie społeczne będzie ważne do końca ich życia lub tym, co mają powiedzieć na pierwszej randce? Patrząc z perspektywy ewolucji, przedłużający się stres psychologiczny jest w królestwie zwierząt wynalazkiem nowym, w dużym stopniu ograniczonym do ludzi i innych naczelnych żyjących w społecznościach. Umiemy doświadczać niesamowicie silnych emocji (prowokujących nasze ciała do podnoszenia towarzyszącego im larum), wywołanych jedynie myślą5 , IV. Dwie osoby mogą siedzieć naprzeciwko siebie, nie robiąc nic bardziej wyczerpującego fizycznie niż przesuwanie, od czasu do czasu, małych kawałeczków drewna. Jednak może to być doświadczenie niezwykle wyczerpujące emocjonalnie: potrzeby metaboliczne wielkich mistrzów szachowych podczas turniejów są porównywalne z potrzebami atletów w szczytowym momencie zawodów 6 , V. Człowiek może też nie robić nic bardziej ekscytującego niż podpisanie kawałka papieru: ale jeśli właśnie, po wielu miesiącach knucia i podchodów, złożył podpis pod dokumentem zwalniającym z pracy znienawidzonego przeciwnika, to jego reakcja fizjologiczna będzie szokująco podobna do tej stwierdzonej u pawiana zamieszkującego sawannę, który właśnie rzucił się na konkurenta i wymierzył mu cios w sam środek pyska, zadając głęboką ranę. A jeśli komuś przez długie miesiące wywracają się wnętrzności z powodu lęku, złości czy napięcia, spowodowanych problemami emocjonalnymi, to ma duże szanse, że doprowadzi się do choroby.
To jest najważniejsza kwestia w tej książce: jeśli byłbyś zebrą walczącą o życie albo lwem goniącym za posiłkiem, mechanizmy reakcji fizjologicznych twojego organizmu byłyby idealnie przystosowane do poradzenia sobie z takimi krótkotrwałymi kryzysami natury fizycznej. Dla większości zwierząt zamieszkujących tę planetę
5 Neurolog Antonio Damasio przypomina o wspaniałym badaniu przeprowadzonym z udziałem dyrygenta – Herberta von Karajana. Serce Mistrza biło równie szybko, kiedy słuchał fragmentów muzyki, jak wtedy, kiedy dyrygował.
6 Niewykluczone, że dziennikarze mają tego świadomość; przyjrzyjmy się opisowi walki Kasparov–Karpov z 1990 roku: „Kasparov natarczywie brnął w stronę morderczego ataku. Blisko końca Karpov musiał się przeciwstawić fali przemocy, uciekając się do tych samych metod, i partia przerodziła się w jatkę”.
stres to właśnie krótkotrwały kryzys: albo kończysz się ty, albo stres. Kiedy tak sobie siedzimy i zamartwiamy się różnymi kłopotami, uruchamiamy te same reakcje fizjologiczne. Jednak wywoływane w sposób ciągły sprowadzają na nas potencjalną katastrofę. Bardzo liczne dowody pokazują, że choroby związane ze stresem pojawiają się głównie wtedy, gdy nadmiernie aktywizujemy układy fizjologiczne, które wyewoluowały jako przystosowanie do reakcji na ostre zagrożenia natury fizycznej. My uruchamiamy je na kilka miesięcy bez przerwy, kiedy martwimy się hipotekami, związkami czy awansami.
Różnica w sposobie, w jaki stresujemy się my i zebry, stanowi punkt wyjścia do zmierzenia się z paroma definicjami. Żeby rozpocząć, muszę przywołać pojęcie, którym torturowano cię na lekcjach biologii i o którym, dzięki Bogu, nie musiałeś od tamtej pory myśleć – homeostaza. Ach, to pamiętane jak przez mgłę pojęcie, założenie, że organizm ma określony idealny poziom wysycenia tlenem, idealny stopień kwasowości, idealną temperaturę i tak dalej. Wszystkie te zmienne utrzymywane są w homeostatycznej równowadze, czyli w stanie, w którym wszelkie rodzaje wskaźników fizjologicznych znajdują się na optymalnym poziomie. Mózg, co należy zaznaczyć, wyewoluował, aby dążyć do homeostazyVI
To pozwala na stworzenie kilku prostych, roboczych definicji, wystarczających na potrzeby zebry czy lwa. Stresor to jest to wszystko w świecie zewnętrznym, co wytrąca cię ze stanu równowagi homeostatycznej, a reakcją stresową są wszystkie działania podejmowane przez twój organizm, aby powrócić do stanu homeostazy.
Jeśli jednak pomyślimy o ludzkiej skłonności do zamartwiania się na śmierć, musimy poszerzyć znaczenie stresora i nie ograniczać go wyłącznie do spraw, które wytrącają nas z równowagi homeostatycznej. Stresorem może bowiem być też samo przewidywanie, antycypacja tego, co może się zdarzyć. Czasem jesteśmy wystarczająco mądrzy, by pewne zdarzenia przewidzieć, i na tej tylko podstawie włączamy tak silną reakcję stresową, jakby sytuacja ta rzeczywiście wystąpiła. Niektóre przejawy antycypowanego stresu nie są tylko domeną ludzi: czy jesteś człowiekiem otoczonym przez bandę zbirów na opustoszałej stacji metra, czy zebrą stojącą oko w oko z lwem, twoje serce będzie prawdopodobnie walić, choć żadna fizyczna szkoda (jesz cze) ci się nie stała. Ale inaczej niż dzieje się to w przypadku mniej rozwiniętych poznawczo gatunków, my jesteśmy w stanie uruchomić reakcję stresową, myśląc o potencjalnym stresorze, który wytrąciłby nas z równowagi homeostatycznej dopiero w bardzo odległej przyszłości. Na przykład pomyślmy o afrykańskim farmerze, patrzącym na chmarę szarańczy, która właśnie wylądowała na jego polu. Zjadł porządne śniadanie i nie cierpi na zaburzenie homeostazy wynikające z głodu, jednak w jego organizmie z pewnością
zajdzie reakcja stresowa. Zebry i lwy przewidują nadejście kłopotów w ciągu nadchodzącej minuty i mobilizują organizm do antycypowanej reakcji stresowej, ale nie przeżywają stresu z powodu zdarzeń, które wystąpią kiedyś w przyszłości. My, ludzie, potrafimy się też stresować z powodu spraw całkowicie bezsensownych z punktu widzenia lwa czy zebry. Nie jest bowiem szczególnie typową właściwością ssaków, aby być pełnym obaw w związku z hipoteką, urzędem skarbowym, koniecznością publicznego przemawiania, rozmową kwalifikacyjną w sprawie pracy czy też nieuchronnością śmierci. Ludzkie doświadczenie pełne jest stresorów psychologicznych, jakże odległych od fizycznego świata głodu, zranień, utraty krwi czy ekstremalnych temperatur. Kiedy uruchamiamy reakcję stresową z powodu strachu przed czymś, co okazuje się realnym zagrożeniem, gratulujemy sobie umiejętności poznawczych pozwalających je przewidzieć i zmobilizować konieczne siły obronne. Te przewidywane działania obronne mogą nas chronić, ponieważ wiele elementów reakcji stresowej ma na celu przygotowanie nas do stawienia czoła stresorom. Jednak kiedy całe to fizjologiczne zamieszanie, związane z reakcją stresową, pojawia się bez powodu lub w odpowiedzi na coś, na co zupełnie nie mamy wpływu, mówimy o „lęku”, „nerwicy”, „paranoi” czy „nieuzasadnionej wrogości”.
Tak oto reakcja stresowa może zostać uruchomiona nie tylko w odpowiedzi na fizyczne czy psychologiczne zniewagi, ale także w odpowiedzi na ich przewidywanie. I właśnie ta ogólność reakcji stresowej jest najbardziej zaskakująca –układ fizjologiczny jest uaktywniany nie tylko przez najróżniejsze szkody i urazy o charakterze fizycznym, ale także przez samo myślenie o nich. Na tę ogólność 65 lat temu7 jako pierwszy zwrócił uwagę jeden z ojców fizjologii stresu, Hans Selye. Pozwalając sobie w tym miejscu na odrobinę humoru, można by rzec, że fizjologia stresu jako dyscypli na naukowa istnieje tylko dlatego, że ten człowiek był z jednej strony wnikliwym naukowcem, z drugiej zaś strony nieudacznikiem w obchodzeniu się ze szczurami laboratoryjnymi.
W latach trzydziestych ubiegłego wieku Selye rozpoczynał pracę w obszarze endokrynologii, w badaniach nad hormonalną komunikacją w organizmie. Naturalne było, że jako młody, nikomu nieznany badacz poszukiwał czegoś, co pomogłoby mu rozpocząć karierę naukową. Biochemik z pokoju obok właśnie wyizolował jakiś ekstrakt z jajników i współpracownicy zastanawiali się, co też takiego owa substancja może powodować w organizmie. Selye pozyskał więc trochę substancji od biochemika i rozpoczął badania jej skutków. Chciał codziennie wykonywać swoim szczurom zastrzyki, jednak najwidoczniej nie czynił tego z wielką zręcznością. Próbował zrobić
7 Pierwsze wydanie książki Sapolsky’ego ukazało się w 1998 r. (przyp. tłum.).
zastrzyk, upuszczał szczura lub w niego nie trafiał; szczury spadały, Selye pół dnia ganiał za nimi po laboratorium lub wymachiwał miotłą, aby je wygonić zza zlewu i tak dalej. Po kilku miesiącach takich zabaw Selye zbadał swoje szczury i wykrył coś zadziwiającego: szczury miały wrzody w przewodzie pokarmowym, znacząco powiększone nadnercza (które są źródłem dwóch ważnych hormonów stresu) i zredukowane tkanki układu odpornościowego. Był zachwycony odkryciem działania tajemniczego ekstraktu z jajników.
Ponieważ był dobrym naukowcem, do badania włączył grupę kontrolną: szczury, którym wstrzykiwał codziennie roztwór soli fizjologicznej zamiast ekstraktu z jajnika. Mówiąc wprost, także te szczury codziennie otrzymywały zastrzyki poprzedzone upuszczaniem, ganianiem i łapaniem. I tak, na koniec badania, okazało się, że szczury z grupy kontrolnej miały takie same wrzody trawienne, powiększone nadnercza i atrofię tkanek układu odpornościowego.
W takiej sytuacji przeciętny, dobrze zapowiadający się młody naukowiec uniósłby ręce w akcie rozpaczy i potajemnie złożył podanie o przyjęcie do szkoły biznesu. Selye natomiast dokładnie przemyślał to, co zaobserwował. Zmiany fizjologiczne nie mogły być rezultatem działania ekstraktu z jajnika, ponieważ te same zmiany wystąpiły zarówno w grupie kontrolnej, jak i w grupie eksperymentalnej. Co łączyło obie te grupy? Selye doszedł do wniosku, że elementem wspólnym były zastrzyki w jego wykonaniu, którym bliżej było do sytuacji traumatycznej niż neutralnego zabiegu. Pomyślał, że owe zmiany w ciałach szczurów mogły być czymś w rodzaju niespecyficznej reakcji ich organizmów na nieprzyjemności, jakich doznawały. Aby to sprawdzić, umieścił kilka szczurów na dachu budynku badawczego w zimie, a kilka w przegrzanej kotłowni. Jeszcze inne były zmuszane do forsownych ćwiczeń fizycznych lub poddawane zabiegom chirurgicznym. U wszystkich szczurów stwierdził częstsze występowanie wrzodów układu pokarmowego, powiększenie nadnerczy i atrofię tkanek układu odpornościowego.
Dziś dokładnie wiemy, co obserwował Selye. Właśnie odkrył czubek góry lodowej chorób powiązanych ze stresem. Legenda (najmocniej rozgłaszana przez samego Selyego) mówi, że to Selye był tym, który w poszukiwaniu sposobu opisania owej niespecyficzności związanej z reakcjami szczurów na przykre doświadczenia zapożyczył pojęcie z fizyki i ogłosił, że szczury doświadczały „stresu” VII . W rzeczywistości, w latach dwudziestych XX wieku pojęcie stresu pojawiło się już w medycynie w mniej więcej tym kontekście, w jakim posługujemy się nim dziś, za sprawą fizjologa Waltera Cannona. Wkładem Selyego było sformalizowanie tego pojęcia na podstawie dwóch założeń:
• Organizm dysponuje zadziwiająco podobnym zestawem reakcji (nazwanych przez
Selyego ogólnym zespołem przystosowawczym, a przez nas dziś reakcją stresową) w odpowiedzi na szeroką gamę stresorów.
• Jeśli stresory utrzymują się zbyt długo, to mogą doprowadzić do choroby.
Homeostaza plus, czyli allostaza
Koncepcja homeostazy była w ostatnich latach modyfikowana w pracach Petera Sterlinga i Josepha Eyera z Uniwersytetu Stanu Pensylwania i rozszerzana przez Bruce’a McEwena z Uniwersytetu Rockefellera 8 . Opracowali oni nowe założenia teoretyczne, które początkowo niezłomnie starałem się ignorować, a którym teraz uległem, gdyż w błyskotliwy sposób unowocześniły pojęcie homeostazy, pozwalając jeszcze lepiej wytłumaczyć stres (choć nie wszyscy w moim środowisku te założenia przyjęli, odwołując się do obrazowego „starego wina w nowej butelce”).
Pierwotna koncepcja homeostazy opierała się na dwóch założeniach. Po pierwsze, istnieje jeden optymalny poziom, jedna określona, pożądana liczba czy ilość dla każdego wskaźnika w organizmie. Ale to nie może być prawdą – w końcu idealne ciśnienie krwi podczas snu będzie z dużym prawdopodobieństwem inne od tego, które jest optymalne podczas skoków narciarskich. Coś, co jest idealne w warunkach neutralnych, będzie się różniło od stanu idealnego podczas stresu; jest to założenie kluczowe dla myślenia allostatycznego. (W środowisku używa się pojęcia à la zen, mówiącego, że allostaza to „stałość poprzez zmianę”. Nie jestem całkiem pewny, czy rozumiem, o co chodzi, ale kiedy wyskakuję z tym podczas wykładów, efektem jest zawsze znaczące i pełne uznania kiwanie głowami).
Drugim założeniem homeostazy jest osiąganie idealnego punktu równowagi za pomocą określonych miejscowych mechanizmów regulacyjnych, podczas gdy allostaza uznaje, że każdy punkt równowagi może być regulowany na bardzo wiele sposobów, z których każdy pociąga za sobą określone konsekwencje. Wyobraźmy sobie, że w Kalifornii zaczyna brakować wody. Rozwiązanie homeostatyczne: wydać zalecenie montowania toalet zużywających mniejsze ilości wody 9. Rozwiązanie
8 McEwen i jego praca będą się w tej książce często pojawiać, gdyż jest on gigantem na tym polu (a oprócz tego wspaniałym człowiekiem i, dawno temu, moim promotorem).
9 Fizjologowie faktycznie poświęcają mnóstwo czasu na rozmyślanie o mechanizmach działania toalet.
allostatyczne: toalety zużywające mniej wody, przekonywanie ludzi do oszczędzania wody, kupowanie ryżu z Azji Południowo-Wschodniej zamiast prowadzenia zużywających ogromne ilości wody upraw w półpustynnym stanie USA. A teraz wyobraźmy sobie, że wody brakuje w twoim organizmie. Rozwiązanie homeostatyczne: nerki są narządami, które ten fakt odkrywają i reagują, wytwarzając mniej moczu, by oszczędzać wodę. Rozwiązanie allostatyczne: mózg odkrywa brak wody, zleca nerkom, aby robiły swoje, wysyła sygnały, żeby odciąć wodę od miejsc, z których łatwo paruje (skóra, usta, nos), sprawia, że zaczynasz odczuwać pragnienie. Homeostaza to majstrowanie przy określonym wentylu czy urządzeniu. Allostaza dotyczy mózgu, który koordynuje zmiany ogarniające całe ciało, często włączając w to zmiany zachowania. Ostatnia właściwość myślenia allostatycznego pięknie łączy się z myśleniem o zestresowanych ludziach. Organizm nie uruchamia całości swoich złożonych mechanizmów regulacyjnych w celu skorygowania jednego ustawienia, które wyszło poza optymalny zakres. Potrafi dokonywać zmian allostatycznych, antycypując określony parametr, który prawdopodobnie się rozreguluje. I tak oto powracamy do kluczowego punktu sprzed kilku stron: my nie stresujemy się ucieczką przed drapieżnikiem.
Uruchamiamy za to reakcję stresową, przewidując stojące przed nami wyzwania, a zazwyczaj są one czysto psychologiczno-społecznym niepokojem, który nie miałby najmniejszego sensu dla zebry. Będziemy ciągle powracać do tego, co allostaza ma do powiedzenia na temat chorób powiązanych ze stresemVIII .
Co robi twoje ciało, aby przystosować się do ostrego stresora
W poszerzonych ramach teoretycznych stresor możemy zdefiniować jako wszystko, co wytrąca nasz organizm z równowagi allostatycznej, a reakcja stresowa jest podejmowaną przez niego próbą przywrócenia allostazy, to jest wydzielanie określonych hormonów, hamowanie uwalniania innych, aktywacja pewnych części układu nerwowego i tak dalej. I niezależnie od rodzaju stresora – czy jest to zranienie, głód, gorąco, zimno czy stresor psychologiczny – włączamy tę samą reakcję stresową. Właśnie ta ogólność jest zastanawiająca. Jeśli znasz się na fizjologii, to na pierwszy rzut oka nie ma to sensu. W fizjologii zazwyczaj uczymy się, że specyficzne wyzwania stawiane organizmowi uruchamiają specyficzne reakcje i działania przystosowawcze.
Ogrzewanie ciała powoduje pocenie się i rozszerzanie naczyń krwionośnych w skórze. Schładzane organizmu zaś – reakcje przeciwne: kurczenie się naczyń i dreszcze. Uczucie zbytniego gorąca wydaje się bardzo specyficznym wyzwaniem fizjologicznym, różnym od sytuacji, w której jest nam zbyt zimno. Logiczne byłoby więc, żeby reakcje ciała na te dwa bodźce były skrajnie odmienne. Zamiast tego mamy do czynienia ze zwariowanym układem wewnątrz organizmu, który uruchamia się, gdy jest nam zbyt gorąco lub zbyt zimno, nieważne, czy jesteśmy zebrą, lwem czy stremowanym nastolatkiem szykującym się na szkolny bal. Po co twoje ciało miałoby mieć tak zgeneralizowaną i stereotypową reakcję na stres, całkowicie oderwaną od rodzaju tarapatów, w które wpadasz?
Jeśli się nad tym zastanowić, to jednak jest w tym sens, biorąc pod uwagę procesy adaptacyjne pojawiające się w wyniku reakcji stresowej. Jeżeli jesteś bakterią przeżywającą stres w związku z brakiem pożywienia, przechodzisz w stan zawieszenia, uśpienia. Ale jeśli jesteś głodnym lwem, musisz coś upolować. Będąc z kolei rośliną zestresowaną czyimś zamiarem zjedzenia cię, wytwarzasz w liściach trujące substancje. Ale jeżeli jesteś zebrą, którą goni wspomniany lew, musisz ratować się ucieczką. Dla nas, kręgowców, cała reakcja stresowa jest zbudowana wokół kluczowego faktu, że nasze mięśnie muszą pracować jak szalone. I tak oto mięśnie potrzebują energii, teraz i natychmiast, w jej najbardziej dostępnej postaci, a nie zmagazynowanej gdzieś w komórkach tłuszczowych w oczekiwaniu na zapowiadany na przyszłą wiosnę projekt budowlany. Jedną z najbardziej typowych cech reakcji stresowej jest szybka mobilizacja energii, wydobywanej z miejsc jej magazynowania, oraz zahamowanie dalszego jej gromadzenia. Glukoza i najprostsze postacie białek i tłuszczów gwałtownie wylewają się z komórek tłuszczowych, wątroby i mięśni jedynie po to, by „dołożyć do pieca” w każdej z grup mięśni walczących właśnie o uratowanie twojej skóry.
Jeśli twoje ciało zmobilizowało całą tę glukozę, to musi ją dostarczyć do mięśni tak szybko, jak to tylko możliwe. Częstość akcji serca i oddychania oraz ciśnienie krwi rosną, aby transportować składniki odżywcze i tlen jeszcze szybciej.
Podobnie logiczna jest kolejna właściwość reakcji stresowej. Podczas nagłej sytuacji kryzysowej sensowne jest, żeby twoje ciało zatrzymało wszystkie długotrwałe, kosztowne projekty budowlane. Jeśli na dom zwala się tornado, to nie jest to najwłaściwsza chwila na malowanie garażu. Zatrzymaj wszystkie perspektywiczne przedsięwzięcia do momentu, w którym będziesz wiedział, że masz tę perspektywę. Dlatego też podczas stresu zahamowane jest trawienie. Nie ma wystarczająco dużo czasu, aby czerpać energetyczne korzyści z powolnego procesu trawienia, więc po co marnować na niego już posiadaną energię? Masz chyba lepsze zajęcie niż trawienie
śniadania w chwili, w której sam możesz stać się czyimś obiadem? To samo dotyczy procesów wzrostu i reprodukcji, które są kosztowne i optymistycznie patrzące w przyszłość (zwłaszcza jeśli jesteś kobietą). Jeżeli ściga cię lew i jest dosłownie o dwa kroki z tyłu, to jajeczkowaniem czy rosnącym porożem i wytwarzaniem plemników należy martwić się kiedy indziej. Podczas stresu wzrost i naprawa uszkodzonych tkanek jest ograniczona, popęd seksualny obniża się u obu płci; samice mają mniejsze prawdopodobieństwo owulacji lub donoszenia ciąży, a samce zaczynają mieć kłopoty z erekcją i wydzielają mniej testosteronu.
Wraz z tymi zmianami dochodzi też do zahamowania odporności. Układ odpornościowy, broniący nas przed zakażeniami i chorobami, jest idealny, by wykryć komórkę rakową, która może cię zabić za rok, lub by wyprodukować wystarczającą ilość przeciwciał, które ochronią cię za kilka tygodni, ale czy rzeczywiście jest potrzebny w tej chwili? Rozsądne byłoby analogiczne działanie: szukaj nowotworów trochę później, teraz wydatkuj energię racjonalniej. (Jak zobaczymy w rozdz. 8, z pomysłem, że układ odpornościowy jest hamowany w celu oszczędzania energii, wiąże się kilka poważnych problemów. Ale na tę chwilę takie założenie jest wystarczające).
Inna właściwość reakcji stresowej staje się widoczna w chwilach ekstremalnego bólu fizycznego. Podczas wystarczająco długotrwałego stresu percepcja bólu może ulec stępieniu. Jest sam środek bitwy; żołnierze w ferworze walki przypuszczają szturm na twierdzę. Jeden z nich zostaje postrzelony, poważnie ranny, jednak nawet tego nie zauważa. Być może spostrzeże krew na ubraniu i zacznie się martwić, że któryś z jego towarzyszy został ranny lub zacznie się zastanawiać, czemu nie ma czucia we wnętrznościach. Po zakończeniu walk ktoś ze zdziwieniem wskaże jego rany – czy to nie bolało jak diabli? Otóż nie bolało. Taki brak odczuwania bólu wywołany stresem jest nader przystosowawczy i bardzo dobrze udokumentowany. Jeśli jesteś zebrą i ciągniesz za sobą własne wnętrzności, to nie zmienia to faktu, że wciąż musisz uciekać. To nie jest najlepszy moment, aby doznać szoku spowodowanego bólem nie do wytrzymania.
W końcu, podczas stresu pojawiają się zmiany postrzegania i odczuwania. Nagle poprawiają się określone aspekty pamięci, co jest zawsze pomocne, jeśli próbujesz znaleźć wyjście z niebezpiecznej sytuacji: czy coś takiego już się kiedyś wydarzyło? Czy jest tu dobra kryjówka? Co więcej, wyostrzają się twoje zmysły. Przypomnij sobie oglądanie przerażającego filmu w telewizji, jak siedzisz na skraju fotela, a napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny. Najlżejszy dźwięk – skrzypnięcie drzwi – powoduje, że o mało nie wyskoczysz ze skóry. A zatem lepsza pamięć, ostrzejsze odczuwanie doznań to mechanizmy całkiem przystosowawcze i pomocne.
Podsumowując, reakcja stresowa jest idealnie przystosowawcza dla zebry czy lwa. Energia jest mobilizowana i dostarczana do tych tkanek, które jej najbardziej potrzebują; długoterminowe procesy budowania i naprawiania tkanek są wstrzymane aż do przeminięcia katastrofy. Ból jest stępiony, spostrzeganie się wyostrza. Walter Cannon, fizjolog, który na początku XX wieku utorował drogę dla pracy Selyego i jest postrzegany jako drugi ojciec tej dziedziny, koncentrował się na adaptacyjnym aspekcie reakcji stresowej w radzeniu sobie z podobnymi kryzysami. To on sformułował dobrze znany zespół walki–ucieczki (ang. fight-or-flight syndrome), by opisać reakcję stresową, i widział ją w wielce pozytywnym świetle. Jego książki, noszące takie tytuły, jak The Wisdom of the Body ( Mądrość ciała) były przepełnione ujmującym optymizmem na temat zdolności organizmu do znoszenia wszelkich stresorów.
A mimo to stresujące wydarzenia mogą nas doprowadzić do choroby. Dlaczego?
Selye wraz ze swoimi cierpiącymi na wrzody szczurami zmagał się z tą łamigłówką i opracował odpowiedź, która była tak zła, że prawdopodobnie kosztowała go utratę szansy na otrzymanie Nagrody Nobla za całokształt pracy10. Rozwinął trzyczęściową koncepcję działania reakcji stresowej. W początkowej (alarmowej) fazie stresor zostaje zauważony. Metaforyczne dzwonki zaczynają dzwonić w twojej głowie, infor mując cię, że się wykrwawiasz, że zamarzasz, że poziom cukru we krwi jest za niski lub za wysoki, czy że zagraża ci jeszcze coś innego. Druga faza (odporności, przystosowania) następuje wraz ze skuteczną mobilizacją systemu reakcji stresowej i odbudowaniem równowagi allostatycznej.
Długotrwały, utrzymujący się stres sprawia, że wkraczamy w trzecią fazę, którą Selye nazwał „wyczerpaniem”, kiedy to pojawiają się choroby związane ze stresem. Selye wierzył, że w tej fazie zapadamy na choroby, ponieważ wyczerpują się zapasy hormonów wydzielanych podczas reakcji stresowej. Tak jak armia, której kończy się zapas amunicji, nagle zostajemy pozbawieni obrony przed zagrażającym nam stresorem.
Jednak, o czym się przekonamy, niezmiernie rzadko dochodzi do wyczerpania któregokolwiek z kluczowych hormonów, nawet podczas skrajnie długotrwałego działania bodźców stresowych. Armii nie kończy się amunicja. Natomiast organizm tak wiele wydaje na obronę, że zaniedbuje edukację, opiekę zdrowotną i politykę społeczną (dobra, przyznaję się, przemycam tu prywatę). Nie chodzi o to, że reakcja stresowa się wyczerpuje, ale raczej o to, że przy wystarczająco silnej aktywacji reakcja stresowa może powodować większe szkody niż sam stresor. Dzieje się tak zwłaszcza
10 Hans Selye był wielokrotnie wymieniany jako kandydat do Nagrody Nobla, jednak ostatecznie jej nie otrzymał (przyp. tłum.).
wtedy, gdy stres jest natury czysto psychologicznej. To jest zasadniczy punkt, wskazujący przyczyny pojawiania się wielu schorzeń związanych ze stresem.
To, że sama reakcja stresowa może stać się groźna, nabiera sensu, jeśli przyjrzymy się zjawiskom pojawiającym się w odpowiedzi na stres. Są one zazwyczaj krótkowzroczne, nieefektywne i fałszywie oszczędne, bo oszczędne w sprawach drobnych, a na większą skalę marnują zasoby. Należą jednak do tej kategorii kosztownych działań, które organizm musi podjąć, by skutecznie poradzić sobie z sytuacją kryzysową. Jeżeli każdy dzień jest dla ciebie sytuacją kryzysową, to przyjdzie ci zapłacić za to słony rachunek.
Jeśli stale mobilizujesz energię kosztem jej magazynowania, to nigdy nie uda ci się odłożyć nadwyżki. Będziesz się szybciej męczyć, a ryzyko, że zachorujesz na cukrzycę, wzrośnie. Konsekwencje chronicznego aktywizowania układu sercowo-naczyniowego są podobnie niszczące: jeśli twoje ciśnienie krwi podniesie się do 180/100 w trakcie ucieczki przed goniącym cię lwem, jest to reakcja przystosowawcza, ale jeśli osiągasz 180/100 za każdym razem, gdy spojrzysz na bałagan w pokoju twojej nastoletniej pociechy, to zmierzasz w kierunku sercowo-naczyniowej katastrofy. Stałe odkładanie długoterminowych projektów budowlanych spowoduje, że nic nigdy nie zostanie naprawione. Z paradoksalnych powodów, które objaśnię w dalszych rozdziałach, zwiększa się ryzyko, że zachorujesz na wrzody układu trawiennego. U dzieci może dojść do zahamowania procesu wzrostu, aż do rzadkiego, ale rozpoznawanego pediatrycznego zaburzenia endokrynologicznego o nazwie karłowatość deprywacyjna czy psychospołeczna, a u dorosłych do zakłócenia procesów naprawy i przebudowy kości oraz innych tkanek. Jeśli ciągle jesteś pod wpływem stresu, to mogą się pojawić liczne zaburzenia procesów rozrodczych. U kobiet cykl miesięczny może się rozregulować lub całkowicie zaniknąć; u mężczyzn może dojść do obniżenia liczby plemników i poziomu testosteronu. U obu płci zmniejsza się zainteresowanie zachowaniami seksualnymi.
To dopiero początek twoich problemów w odpowiedzi na przewlekłe lub powtarzające się stresory. Jeśli tłumisz funkcje układu odpornościowego zbyt długo i zbyt mocno, to zwiększasz prawdopodobieństwo, że padniesz ofiarą licznych chorób zakaźnych, a dodatkowo zmniejsza się twoja zdolność do radzenia sobie z nimi, kiedy już cię zaatakują.
Te same obwody mózgu, które w trakcie stresu działają bardziej sprawnie, mogą zostać uszkodzone przez pewną klasę hormonów wydzielanych podczas stresu. Jak zostanie dalej wykazane, może to mieć związek z szybkością, z jaką nasze mózgi tracą komórki w procesie starzenia się, i z tym, jak wiele pamięci zostanie w podeszłym wieku utracone.
Wszystko brzmi dość ponuro. W obliczu powtarzających się stresorów jesteśmy wprawdzie w stanie w jakimś stopniu odzyskać allostazę, ale koszt jest wysoki, a wysiłki nakierowane na odtworzenie równowagi w końcu prowadzą do znaczącego zużycia. Można o tym myśleć jako o modelu chorób powiązanych ze stresem pt. „dwa słonie na huśtawce”. Wsadź dwójkę małych dzieci na huśtawkę (typu deska podparta na pieńku), a będą w stanie całkiem nieźle złapać i utrzymać równowagę. To jest równowaga allostatyczna, kiedy nic złego się nie dzieje, a dzieci przedstawiają niski poziom różnorakich hormonów stresu, które przedstawię w dalszych rozdziałach. W przeciwieństwie do tego, strumienie tych samych hormonów stresu uwalnianych przez stresor można zobrazować jako dwa masywne słonie na tej samej huśtawce. Z dużym wysiłkiem one także będą w stanie utrzymać równowagę. Ale jeśli nieprzerwanie starasz się utrzymać w równowadze dwa wielkie słonie zamiast dwójki małych dzieci, pojawią się najróżniejsze problemy:
• I tak, ogromne zasoby energetyczne obu słoni są zużywane na łapanie równowagi na huśtawce zamiast na rzeczy bardziej pożyteczne, jak koszenie trawnika czy płacenie rachunków. Jest to odpowiednik odbierania energii z różnych projektów długoterminowych po to, by rozwiązywać bieżące stresujące kryzysy.
• Wykorzystanie dwóch słoni do wykonania zadania pociągnie za sobą szkody wynikające właśnie z tego, jak wielkimi, niezdarnymi i mało subtelnymi są zwierzętami. Rozdepczą kwiaty podczas wchodzenia na plac zabaw, rozsieją resztki i śmieci po całym terenie ze względu na konieczność częstego spożywania przekąsek podczas utrzymywania równowagi na huśtawce, szybciej zużyją i zniszczą huśtawkę. To odpowiada wzorcowi schorzeń związanych ze stresem, który będzie się przewijał przez wiele rozdziałów tej książki. Trudno jest rozwiązać jeden poważny problem, występujący w organizmie, bez wytrącenia z równowagi innego elementu (esencją allostazy jest bowiem rozprzestrzenianie się na wszystkie układy). Tak oto będziesz w stanie wyrównać część nierównowagi spowodowanej stresem za pomocą słoni, czyli bardzo wysokich poziomów różnych hormonów stresu, jednak tak wielkie ilości owych hormonów mogą uszkodzić inny składnik całego procesu. A ciągnące się latami wykorzystywanie słoni prowadzi do zużycia całego ciała, czyli do przeciążenia allostatycznego.
• Ostatni, drobny problem: kiedy dwa słonie balansują na huśtawce, to zejście z niej jest dość trudne. Albo jeden zeskoczy, a drugi spadnie na ziemię, albo mamy do czynienia z niezmiernie delikatnym zadaniem skoordynowania ich subtelnych, pełnych gracji zeskoków w tym samym momencie. To jest metafora dla innego tematu, który będzie się przewijał w następnych rozdziałach – czasem choroby powiązane ze stresem mogą się pojawić na skutek zbyt wolnego wyłączenia reakcji
stresowej lub na skutek dezaktywacji różnych jej składowych z różną szybkością.
Kiedy wydzielanie jednego z hormonów reakcji stresowej powróci już do normy, a inny wciąż jest uwalniany jak szalony, to mamy odpowiednik słonia nagle pozostawionego samemu sobie na huśtawce i zwalającego się na ziemię11
Poprzednie strony tej książki powinny sprawić, że docenisz dwa wnioski. Pierwszy głosi, że jeśli planujesz się zestresować jak normalny ssak stający w obliczu nagłego fizycznego zagrożenia i nie jesteś w stanie prawidłowo włączyć reakcji stresowej, to jesteś w niezłych tarapatach. Żeby się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się komuś, kto nie może uaktywnić reakcji stresowej. Jak wyjaśnię w kolejnych rozdziałach, podczas reakcji stresowej są wydzielane dwie podstawowe klasy hormonów. W pewnym schorzeniu, chorobie Addisona, nie jesteś w stanie wydzielać jednej z owych klas hormonów. W innym, nazwanym chorobą Shy’a-Dragera12, zaburzone jest wydzielanie drugiej klasy hormonów. U osób z chorobą Addisona lub Shy’a-Dragera nie występuje zwiększone ryzyko raka czy cukrzycy, czy innego zaburzenia wynikającego z powolnego gromadzenia się różnych szkód i zniszczeń. Jednak osoby z nieleczoną chorobą Addisona w obliczu silnego stresora, jak na przykład wypadek samochodowy czy choroba infekcyjna, doświadczają przełomu nadnerczowego, podczas którego ich ciśnienie krwi gwałtownie spada, nie są w stanie utrzymać krążenia krwi i wpadają we wstrząs. W zespole Shy’a-Dragera wystarczająco trudne jest samo wstanie, nie mówiąc o pogoni za zebrą na kolację – zwykle stanie powoduje poważny spadek ciśnienia krwi, mimowolne skurcze mięśni, zawroty głowy i wszelkie możliwe nieprzyjemności. Te dwa schorzenia uczą nas czegoś ważnego, a mianowicie, że potrzebujemy reakcji stresowej podczas wyzwań natury fizycznej. Choroby Addisona i Shy’a-Dragera przedstawiają katastrofalną w skutkach niezdolność do uruchomienia reakcji stresowej IX . W dalszych rozdziałach przedstawię kilka zaburzeń obejmujących bardziej subtelne postaci niewystarczającego wydzielania hormonów stresu. Obejmują one zespół przewlekłego zmęczenia, fibromialgię, reumatoidalne zapalenie stawów, pewien podtyp depresji, pacjentów w stanie krytycznym i prawdopodobnie osoby z zaburzeniem po stresie traumatycznym X Pierwszy wniosek jest w widoczny sposób kluczowy, zwłaszcza dla zebry, która od czasu do czasu musi biec, ratując własną skórę. Drugi jest znacznie istotniejszy
11 Jeśli ta analogia wydaje ci się niepoważna, to wyobraź sobie posługującą się nią grupę naukowców podczas konferencji poświęconej stresowi. Byłem na spotkaniu, na którym to porównanie po raz pierwszy się pojawiło i w mgnieniu oka powstały odłamy proponujące analogie z udziałem słoni skaczących na sprężynach, słoni na drabinkach i karuzelach, zawodników sumo na huśtawkach itd.
12 Od nazwisk: George Milton Shy i Glenn Albert Drager (przyp. tłum.).
dla nas, beznadziejnie tkwiących w korkach ulicznych, zamartwiających się wydatkami, rozmyślających nad napiętymi stosunkami ze współpracownikami. Jeśli w powtarzający się sposób włączasz reakcję stresową albo nie jesteś w stanie jej wyłączyć, kiedy skończy się stresujące zdarzenie, reakcja stresowa może potencjalnie stać się niszcząca. Ogromny odsetek chorób powiązanych ze stresem to zaburzenia wynikające z nadmiernych reakcji stresowych.
Przy ostatnim założeniu, będącym jedną z głównych idei tej książki, należy wspomnieć o kilku istotnych ograniczeniach. Na bardzo powierzchownym poziomie można sformułować płynący z niego wniosek, że stresory wpędzają nas w chorobę lub, co podkreślałem na kilku ostatnich stronach, że to przewlekłe lub powtarzające się stresory wpędzają nas w chorobę. Bardziej właściwie byłoby powiedzieć, że przewlekłe lub powtarzające się stresory potencjalnie mogą wpędzić nas w chorobę lub podwyższyć ryzyko, że zachorujemy. Stresory, nawet te najsilniejsze, powtarzające się czy z założenia przewlekłe, nie prowadzą do choroby w sposób automatyczny. A tematem ostatniego działu tej książki jest wyjaśnienie, dlaczego niektórzy ludzie zapadają na choroby powiązane ze stresem łatwiej niż inni, narażeni na identyczne stresory. Trzeba jeszcze podkreślić pewną dodatkową kwestię. Stwierdzenie, że „przewlekłe lub powtarzające się stresory mogą zwiększyć twoje ryzyko zachorowania” jest błędne, choć w sposób na tyle subtelny, że zdawać by się mogło, iż chodzi o semantyczne poszukiwanie dziury w całym. Tak naprawdę nigdy nie mamy do czynienia z przypadkiem, w którym stres sprawia, że zachorujesz lub tylko zwiększysz ryzyko zachorowania. Stres zwiększa ryzyko zapadnięcia na choroby, które sprawiają, że ktoś jest chory, a jeśli już złapał chorobę, stres zwiększa ryzyko, że jego układ obronny sobie z nią nie poradzi. To rozróżnienie jest istotne z kilku powodów. Po pierwsze, umieszczając więcej kroków między stresorem a zachorowaniem, możemy lepiej wytłumaczyć różnice indywidualne – dlaczego tylko niektórzy chorują. Co więcej, wyjaśniając pewien ciąg zdarzeń między stresorami a chorobą, łatwiej jest opracować sposoby ingerowania w ów proces. I w końcu dzięki temu zaczynamy rozumieć, dlaczego koncepcja stresu wielu lekarzom wydaje się podejrzana czy śliska. Medycyna kliniczna tradycyjnie jest całkiem niezła w formułowaniu stwierdzeń typu: „Czujesz się chory, bo masz chorobę X”, jednak zazwyczaj znacznie gorzej sobie radzi z wyjaśnieniem, dlaczego zapadłeś właśnie na chorobę X. I dlatego lekarze często mówią: „Czujesz się chory, bo masz chorobę X, a nie ze względu na jakieś powiązane ze stresem bzdury”. Takie podejście ignoruje pierwotną rolę stresorów w powstawaniu czy pogarszaniu przebiegu choroby. Pamiętając założenia teoretyczne, możemy teraz przejść do zadania polegającego na zrozumieniu poszczególnych elementów tej układanki. Rozdział 2 przedstawia
hormony i układy mózgowe związane z reakcją stresową: które się uaktywniają podczas stresu, a które są hamowane. To prowadzi do rozdziałów od 3 do 10, które w tym kontekście prześwietlają pojedyncze układy naszego organizmu. W jaki sposób owe hormony zwiększają napięcie w układzie sercowo-naczyniowym podczas stresu i jak przewlekły stres wywołuje choroby serca (rozdz. 3)? Jak hormony i układy neuronalne mobilizują energię podczas stresu i jak nadmiar stresu przyczynia się do schorzeń związanych z energetycznym funkcjonowaniem organizmu (rozdz. 4)? I tak dalej. Rozdział 11 omawia interakcje między stresem a snem, koncentrując się szczególnie na tym, jak stres zaburza sen i jak brak snu jest stresorem. Rozdział 12 opisuje rolę stresu w procesie starzenia się i niepokojące doniesienia, że trwające przez dłuższy czas działanie określonych hormonów wydzielanych podczas stresu może fak tycznie przyspieszyć starzenie się mózgu. Jak zostanie wykazane, procesy te są często wielokroć bardziej złożone i subtelne, niż wynikałoby to z prostego obrazu, który tam nakreślam. Rozdział 13 wprowadza nas w temat o wyraźnie zasadniczym znaczeniu dla zrozumienia naszej skłonności do chorób związanych ze stresem: dlaczego psychologiczny stres jest stresujący? Jest to wstęp do pozostałych rozdziałów. Rozdział 14 przygląda się dużej depresji, przerażającej chorobie psychicznej, dręczącej wielu ludzi, często ściśle związanej ze stresem psychologicznym. Rozdział 15 omawia rolę odmienności osobowościowych w indywidualnym zróżnicowaniu wzorców schorzeń powiązanych ze stresem. To jest świat zaburzeń lękowych i Wzoru Zachowania A oraz kilku niespodzianek związanych z zaskakującymi połączeniami między osobowością i reakcją stresową. Rozdział 16 zajmuje się zagadkowym obszarem, pojawiającym się tu i tam w trakcie czytania tej książki – czasami stres jest odczuwany pozytywnie, wystarczająco pozytywnie, abyśmy byli gotowi zapłacić sporo pieniędzy za przerażający horror w kinie czy dostarczającą mocnych wrażeń przejażdżkę kolejką górską w wesołym miasteczku. I tak rozdział ten wyjaśnia, kiedy stres jest dobry, zajmuje się też interakcjami między odczuwaniem przyjemności wywoływanym przez niektóre stresora a procesem uzależnienia.
Rozdział 17 wychodzi poza poziom jednostki, przyglądając się temu, jak twoje miejsce w społeczeństwie i rodzaj społeczności, w której żyjesz, wiążą się z wzorcami chorób powiązanych ze stresem. Jeżeli nie zamierzasz czytać dalej, to chociaż weź sobie do serca jeden z wniosków końcowych tego rozdziału: jeśli chcesz zwiększyć swoje szanse na uniknięcie chorób związanych ze stresem, zrób wszystko, żeby przez nieuwagę nie urodzić się człowiekiem biednym.
Obszar, z którym się zapoznajemy w drodze do ostatniego rozdziału, jest przepełniony złymi wiadomościami; jesteśmy raczeni dowodami na to, jak nowo poznane i nieoczekiwane części naszego ciała i umysłu są nękane i psute przez stres. Ostatni
rozdział powstał po to, aby dać trochę nadziei. Przy tych samych zewnętrznych stresorach określone ciała i psychiki radzą sobie ze stresem lepiej niż inne. Co ci ludzie robią dobrze i czego cała reszta może się od nich nauczyć? Przyjrzy my się głównym zasadom skutecznego radzenia sobie ze stresem i kilku zaskakującym i ekscytującym sferom, w których zostały one zastosowane z niebywałym sukcesem. Podczas gdy poprzednie rozdziały dokumentują liczne słabości i podatność na choroby związane ze stresem, rozdział ostatni pokazuje, że dysponujemy olbrzymim potencjałem, żeby się przed wieloma z nich chronić. Z całą pewnością nie wszystko jest stracone.
Przypisy końcowe
I. Przez całe lata podczas wykładów, by uatrakcyjnić swój wywód, porównywałem wzorce schorzeń występujących u ludzi z tymi, które widzimy u zebry. Kiedy więc zasiadłem do pisania tej książki, ogarnęła mnie panika – nie byłem pewny, jak to rzeczywiście jest z tymi zebrami i wrzodami. Co by nam to wtedy dało? Ile warta jest książka zatytułowana Dlaczego zebry zapadają na wrzody rzadziej niż my i to z bardzo różnych powodów, choć są one mocno skomplikowane? Jednak, jak twierdzi M. Fowler w książce Zoo and Wild Animal Medicine (1986; Philadelphia: Saunders, wyd.2), i jak udało mi się ustalić telefonicznie z licznymi weterynarzami, zajmującymi się zebrami w ogrodach zoologicznych w Brookfield, Bronx, National, Philadelphia i w San Diego, wrzody są u zebr niezwykle rzadkie. Mogą się pojawić jedynie u zwierząt przeżywających bardzo poważny, całkowicie nienaturalny stres (np. pierwszy transport do ogrodu zoologicznego), ale to jest chyba jedyna okoliczność. Czyli tak, jak sformułowano to w założeniu tej książki, kiedy zostawi się je w spokoju (czy to w ich naturalnym otoczeniu, czy na wystarczająco dużych wybiegach w ogrodach zoologicznych), zebry nie mają wrzodów.
II. Wiele pomysłów zawartych w tym rozdziale ma długą tradycję w fizjologii stresu. Główna teza została trafnie sformułowana przez Waltera Cannona ponad pół wieku temu: „W występowaniu chorób w naszym kraju zaszła wielce istotna zmiana [...] poważne infekcje, wcześniej rozległe i zgubne, zostały znacząco ograniczone lub wręcz całkowicie zanikły, [...] tymczasem mamy coraz więcej schorzeń obejmujących obciążenie układu nerwowego” (Cannon, W. (1936). The role of emotion in disease. Annals of Internal Medicine 9(2) (maj)).
III. Patrząc przez pryzmat II wojny światowej, zdajemy się wspominać I wojnę światową z jakimś dziwnym sentymentem – dźwięki Irvinga Berlina (1888–1989; amerykański kompozytor białoruskiego i żydowskiego pochodzenia – przyp. tłum.), kolorowe mundury, rozklekotane samochody
i przywódcy państwowi ze śmiesznymi tytułami i wielkimi wąsami. W bezsensownej rzezi znanej jako I wojna światowa zginęło 8,5 mln ludzi (Fromkin, D. (1989). A Peace to End All Peace. New York: Avon Books, s. 379). Grypa, która w tym samym czasie przetoczyła się przez świat, zabiła 20 mln ludzi (McNeill, W. (1976). Plagues and Peoples. New York: Doubleday Books, s. 255). „Liczba amerykańskich marynarzy i żołnierzy, którzy zmarli z powodu grypy i zapalenia płuc w 1918 r., przekracza 43 tys., co stanowi około 80% ofiar zabitych w walkach podczas wojny” (Crosby, A. (1918/1976). Epidemic and Peace. London: Greenwood Press, s. 36). A także: Kolata, G. (1999). Flu. New York: Farrar, Straus and Giroux.
IV. Przypis dolny: historię o von Karajanie można przeczytać w: Damasio, A. (2002). Błąd Kartezjusza: emocje, rozum i ludzki mózg. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
V. Rozstrzygające badanie szachistów przeprowadzili fizjolog Leroy DuBeck i jego doktorantka
Charlotte Leedy. Okablowali kilku szachistów, aby mierzyć częstość, z jaką oddychają, ciśnienie krwi, skurcze mięśni itd. i monitorowali graczy przed ważnymi turniejami, podczas turniejów i po nich. Odkryli, że częstość oddechów wzrastała trzykrotnie, pojawiały się skurcze mięśni, ciśnienie skurczowe przekraczało 200 – a więc zmiany pojawiające się u sportowców podczas zawodów. Patrz: oryginalna praca doktorska Leedy, C. (1975). The effects of tournament chess playing on selected physiological responses in players of varying aspirations and abilities. Wydawnictwo: Temple University, lub krótkie opracowanie Leedy, C. i DuBeck, L. (1971). Physiological changes during tournament chess. Chess Life and Review, 708. W rozmowie telefonicznej DuBeck opowiedział także historię międzynarodowego meczu na początku lat siedemdziesiątych XX wieku, między arcymistrzami Bentem Larsonem i Bobbym Fisherem, podczas którego ten pierwszy musiał otrzymać leki przeciwdziałające nadciśnieniu w połowie przegrywanej partii; jego ciśnienie krwi utrzymywało się na podwyższonym poziomie jeszcze przez kilka kolejnych dni. Doniesienie z pojedynku Kasparov–Karpov pochodzi z gazety New York Times, z 20 grudnia 1990 r. A znakomitym prezentem dla tych szczególnych fanów gry w szachy, którym nigdy dość literatury na ten temat, będzie kopia artykułu: Glaserov, V. i Sobol, E. (1987). Hygienic evaluation of the changes in work capacity of young chess players during training. Gigiena i Sanitariia 24, oryginał po rosyjsku.
VI. Mózg wyewoluował, aby dążyć do homeostazy: McMillan, F.D. (w druku). Stress, distress, and emotion: distinctions and implications for animal well-being. W: F.D. McMillan (red.), Mental Health and Well-being in Animals. Ames, Iowa: Iowa State Press. (Praca McMillana została pierwszy raz wydana w 2005 r. – przyp. red.).
VII. Selye opublikował liczne autobiograficzne artykuły i książki, z których wiele zawierało historię o ekstrakcie z jajnika i odkryciu niespecyficznej reakcji na stres; dobrym przykładem jest:
Selye, H. (1979). The Stress of My Life. New York: Van Nostrand. Książka zawiera też stwierdzenie Selyego, iż był pierwszym, który użył pojęcia stres w kontekście biomedycznym, a nie technicznym. W rzeczywistości jednak Walter Cannon wyprzedził go o dziesięciolecia (Cannon, W. (1914). The interrelations of emotions as suggested by recent physiological researches. American Journal of Psychology 25, s. 256). Ta sprawa pojawiła się też w barwnej debacie między Selyem i Johnem Masonem, psychiatrą, którego pionierskie prace na temat psychologicznej reakcji stresowej omawiam w dalszej części książki (Mason, J. (1975). A historical view of the stress field. Journal of Human Stress 1(6): cz. II, 1, s. 22); Selye, H. (1975). Confusion and controversy in the stress field. Journal of Human Stress 1, s. 37.
VIII. Wprowadzenie w świat allostazy: Sterling, P. i Eyer, J. (1988). Allostasis: a new paradigm to explain arousal pathology. W: S. Fisher i J. Reason (red.), Handbook of Life Stress, Cognition, and Health. New York: Wiley. Patrz też: Sterling, P. (2003). Principles of allostasis: optimal design, predictive regulation, pathophysiology and rational therapeutics. W: J. Schulkin (red.), Allostasis, Homeostasis, and the Costs of Adaptation. Cambridge: MIT Press; McEwen, B. (2002). The End of Stress. New York: Joseph Henry Press; Schulkin, J. (2003). Allostasis: a neural behavioral perspective. Hormones and Behavior 43, s. 21. Podejście stojące w opozycji do poglądu na temat allostazy patrz: Dallman, M. (2003). Stress by any other name...? Hormones and Behavior 43, s. 18.
IX. Opisy zespołu Addisona można znaleźć we wszystkich podręcznikach endokrynologii, gdyż jest to jedno z najlepiej poznanych schorzeń endokrynologicznych. Choroba Shy’a-Dragera jest rzadsza i odkryta później – została po raz pierwszy opisana w 1960 r. Opis z pierwszej ręki: Shy, G. i Drager, G. (1960). A neurological syndrome associated with orthostatic hypotension. A.M.A. Archives of Neurology 2, s. 41–511. Patrz też: Low, P. (1987). Seminars in Neurology 7(1), 53; Bannister, R. i Mathios, C. (1992). Autonomic Failure. New York: Oxford University Press.
X. Przegląd zespołów, w których reakcja stresowa jest niewystarczająca: Raison, C. i Miller, A. (2003). When not enough is too much: the role of insufficient glucocorticoid signaling in the pathophysiology of stress-related disorders. American Journal of Psychiatry 160, s. 1554.