POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1641 (1941) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK
Tomasz Bagnowski
![]()
NUMER 1641 (1941) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK
Tomasz Bagnowski
Prezydent przekroczy³ swoje uprawnienia konstytucyjne nak³adaj¹c szeroko zakrojone c³a na niemal wszystkich partnerów handlowych USA – uzna³ S¹d Najwy¿szy. Decyzja ta stanowi powa¿ny cios dla programu gospodarczego drugiej kadencji Donalda Trumpa.
Wyrok wydany w minionym tygodniu stosunkiem g³osów 6 do 3 niesie istotne konsekwencje dla gospodarki amerykañskiej, konsumentów oraz polityki handlowej Stanów Zjednoczonych. Administracja Trumpa wczeœniej wskazywa³a, ¿e przegrana przed S¹dem Najwy¿szym mog³aby zmusiæ rz¹d do rozwi¹zania umów handlowych z innymi pañstwami oraz do wyp³aty znacznych zwrotów importerom.
Donald Trump dla wprowadzenie ce³, jako pierwszy szef pañstwa w historii, powo³a³ siê na ustawê o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych z lat 70 (znan¹ jako IEEPA), która nie zawiera w swej treœci pojêcia „c³a”, twierdz¹c, i¿ uprawnia go ona do jednostronnego na³o¿enia tych op³at nawet bez zgody kongresu.
W uzasadnieniu wyroku przewodnicz¹cy S¹du Najwy¿szego John Roberts napisa³, ¿e wspomniana wy¿ej ustawa nie upowa¿nia prezydenta do wprowadzania ce³ wskazuj¹c, ¿e konstytucja USA mówi wyraŸnie, i¿ prezydent musi w tej sprawie uzyskaæ zgodê kon-
gresu. Roberts podkreœli³, ¿e przez pó³ wieku ¿aden prezydent nie powo³ywa³ siê na IEEPA w celu na³o¿enia jakichkolwiek ce³, tym bardziej o takiej skali. Wskaza³ równie¿ na naruszenie doktryny „major questions”, wymagaj¹cej wyraŸnego upowa¿nienia kongresu do szeroko zakrojonych dzia³añ gospodarczych w³adzy wykonawczej. Warto przypomnieæ, ¿e doktryna ta pos³u¿y³a wczeœniej do uniewa¿nienia programu umorzenia po¿yczek studenckich prezydenta Joe Bidena. Opiniê odmienn¹ wyrazili sêdziowie: Clarence Thomas, Samuel Alito oraz Brett Kavanaugh. Sêdzia Kavanaugh argumentowa³, ¿e prezydent powinien mieæ mo¿liwoœæ nak³adania ce³ w ramach prowadzenia polityki zagranicznej, wskazuj¹c na ich rolê w negocjacjach handlowych. Jednoczeœnie zwróci³ uwagê na alternatywne ustawy umo¿liwiaj¹ce nak³adanie op³at celnych, sugeruj¹c, ¿e decyzja nie ograniczy znacz¹co prezydenckiej w³adzy w przysz³oœci, lecz wywo³a powa¿ne praktyczne problemy w krótkim terminie.
➭ Uroczystoœæ w Placówce 12 - Bensalem, PA – str. 2
➭ W Œrodê Popielcow¹ na Manhattanie – str. 3
➭ O³owiane dzieci w Blenderze Kulturalnym – str. 5
➭ Sukcesy Krakowianek i Górali – str. 10
➭ Darowizny - Jak uchroniæ siê przed... – str. 13
➭ Brzydota nie jedno ma imiê – str. 15

Ma³olaty z Domu Seniora na Greenpoincie ze swoj¹ œniegow¹ rzeŸb¹

Iwona Hejmej
Organizacja Pulaski Association of Business and Professional Men Inc., przyzna³a wyró¿nienie Cz³owieka Roku Bogdanowi Bachorowskiemu, jej wieloletniemu cz³onkowi, znanemu dzia³aczowi polonijnemu, w³aœcicielowi biura podró¿y Pol-Travel Service. W rozmowie z Iwon¹ Hejmej Pan Bogdan opowiada o swojej drodze do Ameryki, trudnych pocz¹tkach i dzia³alnoœci na rzecz Polonii.
– Bardzo dziêkujê wszystkim, którzy zadecydowali o przyznaniu mi tytu³u Cz³owieka Roku – powiedzia³ Bogdan Bachorowski. – Jestem wdziêczny, ¿e doceniono mój wk³ad w dzia³alnoœæ organizacji, nie tylko tej, ale i innych, w którch dzia³am, jak równie¿ za dzia³alnoœæ dla Polonii i ca³ego Nowego Jorku. Sk¹d Pan pochodzi z Polski i kiedy przyjecha³ Pan do Ameryki? Wychowywa³em siê w Ko³obrzegu, ale do szko³y œredniej pojecha³em do Szczecina. Skoñczy³em tam technikum samochodowe i zatrudniono mnie w oddziale osobowym PKS Szczecin. Pracowa³em jako dyspozytor i zarz¹dza³em ponad 200 osobami. Równoczeœnie z³o¿y³em dokumenty na Politechnikê
Szczeciñsk¹ i zosta³em przyjêty, ale w marcu 1981 r. w tajemnicy przed wszystkimi, nawet rodzicami, z ówczesn¹ narzeczon¹ Gra¿yn¹, wyjecha³em z Polski do Wiednia. Marzyliœmy o emigracji do Australii. W tamtym czasie wielu Polaków stara³o siê o wyjazd do tego kraju. Niestety, przez skalê zjawiska Australia przesta³a przyjmowaæ aplikacje od emigrantów. Zacz¹³em wiêc rozwa¿aæ wyjazd do Kanady, Republiki Po³udniowej Afryki lub Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie zdecydowa³em siê na Stany. Wyjecha³em jako uchodŸca. Chcia³em ¿yæ w kraju, w którym ludzie s¹ mili i ¿yczliwi, a trawniki równo przystrzy¿one. To by³a moja definicja normalnoœci. Z dzisiejszej perspektywy jestem bardzo zadowolony, ¿e zdecydowa³em siê na emigracjê do Ameryki.

Wyró¿nieni medalem Kazimierza Pu³askiego El¿bieta Swieszek-Szarejko i Piotr Spilger, w obecnoœci Tadeusza Antoniaka i Janusza Romanskiego

Przemawia Tadeusz Antoniak, Komendant Naczelny SWAP, obok Jacek Szklarski Komendant PL 12
24 stycznia 2026 w siedzibie Placówki 12 SWAPu w Bensalem, PA odby³o siê weterañskie spotkanie po³¹czone z tradycyjnym Op³atkiem, w którym uczestniczyli obok weteranów, oficjalni goœcie, grupa sympatyków Placówki 12 z rodzinami, cz³onkowie organizacji polonijnych, oraz Polonia z Filadelfii.
Oficjalnego otwarcia wetrañskiego Opatka dokona³ Komendant Okrêgu 10 Janusz Romañski, wraz z krótkim wprowadzeniem do uroczystoœci, która jest kontynuacj¹ wieloletnich tradycji w Placówce 12, SWAP.
Komendant Placówki 12 Jacek Szklarski powita³ weteranów Placówki 12 i 91 oraz reprezentatów Polonii w Filadelfii.

Na weterañskie spotkanie przybyli: Tadeusz Antoniak z ma³¿onk¹ Anet¹ – Komendant Naczelny SWAP
Zygmunt Bielski– adiutant finansowy ZG SWAP z ma³¿onk¹ harcmistrzyni¹ Mari¹ Bielsk¹ Zbigniew Wrzos – Honorowy Komendant Pl 12 z ma³¿onk¹ Zofi¹.
Dr Janusz Romañski – Komendant Okrêgu 10, Prezes Honorowy Stowarzyszenia Polonia Technica
Miros³aw Plotka i Piotr Glinka – weterani, reperezntanci Pl 91 Trenton, NJ
El¿bieta Œwiêszek-Szarejko - reprezentuj¹ca Katolicki Klub Dyskusyjny.
Piotr Stilger – Klub Gazety Polskiej Tomasz Mas³owski z córk¹ El¿biet¹Witryna „ma³aPolska” NJ

Niski testosteron rzadko wchodzi z fanfarami. Czêœciej robi to po cichu: spada libido, pojawia siê zmêczenie „jak po przeprowadzce”, forma s³abnie mimo starañ, brzuch roœnie szybciej ni¿ motywacja, a nastrój bywa „burzowy”.
Z czasem dochodz¹: s³absza si³a i spadek masy miêœni, trudniejsza regeneracja, a nawet konsekwencje dla koœci i gospodarki metabolicznej.
Wa¿ne: objawy s¹ nieswoiste. Podobnie potrafi¹ wygl¹daæ niedobory snu, przewlek³y stres, bezdech senny, depresja, oty³oœæ, cukrzyca czy problemy z tarczyc¹. Dlatego sensowna droga to zawsze „dwa klucze naraz”: objawy plus potwierdzenie w badaniach (najczêœciej poranny testosteron, zwykle powtórzony).
A co, jeœli mê¿czyzna chce najpierw podejœæ do tematu „od strony wsparcia” – m¹drze, bez dopalaczy z internetu i bez obietnic w stylu „20 lat mniej w siedem dni”? Tu ciekawie wypada Complete Testosterone Support firmy Terry Naturally. To istotne: produkt nie jest testosteronem w kapsu³ce. To kompozycja sk³adników, które maj¹ wspieraæ organizm w obszarach, gdzie najczêœciej „rozje¿d¿a siê” mêska witalnoœæ: synteza hormonów, stres, metabolizm estrogenów, dostêpnoœæ frakcji wolnej.
Pierwszy filar to cynk (15 mg w formie bisglicynianu). Jest on dla steroidogenezy tym, czym dobry klucz do œruby: bez niego praca idzie, ale byle jak. Klasyczne dane pokazuj¹, ¿e ograniczenie cynku potrafi obni¿aæ testosteron, a suplementacja u osób marginalnie niedoborowych (zw³aszcza starszych) mo¿e go poprawiaæ.
Drugi sk³adnik to witamina B6 w aktywnej formie P-5-P (10 mg). B6 jest kofaktorem wielu reakcji, aw kontekœcie testosteronu interesuj¹ca jest jej rola w dzia³aniu enzymów zwi¹zanych ze steroidogenez¹ oraz w osi dopamina–prolaktyna (prolaktyna bywa „hamulcem rêcznym” dla libido i hormonów p³ciowych). To nie „rakieta”, tylko rozs¹dny element uk³adanki – szczególnie, gdy ktoœ ma niedobory i ¿yje na wysokich obrotach.
Trzeci filar brzmi jak „zio³o, ale z dyplomem”: ashwagandha EP35™ (250 mg, standaryzacja > 35% witanolidów). Jej si³a jest
Tadeusz Antoniak Komendant Naczelny SWAP, przypomnia³ bogate tradycje wieczerzy Op³atkowej, która od lat jednoczy weterañsk¹ spo³ecznoœæ w pokoju i bratnich uczuciach, daj¹c wyraz g³êbokiemu oddaniu i szacunkowi dla patrotycznych s³ów: Bóg, Honor i Ojczyzna. Weterani tradycyjnie jednocz¹ siê wokó³ has³a „Semper Fidelis”. ¯yczenia weteranom Pl 12 przes³ali: Teresa Chruszcz – konsul z Waszyngtonu, genera³ Krzysztof Nolbert – Defense, Military, Naval i Air Attaché, Anna Maria Anders – by³a Ambasdor Polski w Rzymie, cz³onkini SWAP. Joseph DiGirolamo – burmistrz Bensalem.
ZDJÊCIA ZYGMUNT BIELSKI
czêsto poœrednia: mniej stresu, lepszy sen i regeneracja - wtedy organizm chêtniej wraca do równowagi hormonalnej. Badania w ró¿nych populacjach mê¿czyzn (m.in. wysi³kowych i zestresowanych) sugeruj¹ mo¿liwoœæ poprawy parametrów zwi¹zanych z testosteronem, choæ efekt zale¿y od ekstraktu i sytuacji wyjœciowej. W formule jest te¿ BR-DIM® (60 mg) – zwi¹zek z warzyw krzy¿owych, znany z wp³ywu na metabolizm estrogenów. W badaniach klinicznych DIM potrafi³ zmieniaæ profil metabolitów estrogenowych i podnosiæ SHBG w okreœlonych grupach. Dla mê¿czyzn to nie jest „gaz do dechy”, raczej element dbaj¹cy o hormonalny balans – a przy okazji przypomnienie, ¿e czasem w hormonach trzeba stroiæ orkiestrê, a nie podkrêcaæ jedn¹ ga³kê. Najmocniejszym graczem jest DHEA (15 mg) – prekursor hormonów p³ciowych. Metaanalizy wskazuj¹, ¿e suplementacja DHEA mo¿e zwiêkszaæ testosteron, ale skala efektu bywa ró¿na. I tu mój „gor¹cy”, komentarz: DHEA to temat, który warto skonsultowaæ z lekarzem – szczególnie u mê¿czyzn 50+ i przy ryzyku chorób hormonozale¿nych (np. prostata), bo to ju¿ nie jest zwyk³a witamina. Na koniec bor (3 mg jako calcium fructoborate). Mo¿e on wp³ywaæ na SHBG i krótkoterminowo podnosiæ frakcjê wolnego testosteronu w ma³ych badaniach, a jednoczeœnie bywa kojarzony ze wsparciem koœci, co przy ni¿szym testosteronie ma dodatkowy sens. Ca³a ta formu³a ma jedn¹ przewagê nad „boosterami z megafonem”: jest zbudowana logicznie i nie udaje, ¿e kapsu³ka zast¹pi sen, ruch i diagnostykê. Trzeba zrobiæ badania, zadbaæ o sen i trening, a suplement potraktowaæ jak partnera w naprawie formy, nie kierowcê ca³ej przemiany. Bo testosteron lubi, gdy mu pomagamy… ale najbardziej, gdy przestajemy go sabotowaæ.

W czwartek 5 marca o godz. 18-ej zapraszamy na spotkanie z Ann¹ Frajlich, które poprowadzi nasz redakcyjny kolega Andrzej Józef D¹browski.
G³ównym tematem spotkania bêdzie przewodnik po twórczoœci i biografii tej znakomitej poetki, którym jest ksi¹¿ka „Szklany sufit jêzyka”. Jest to dzie³o typu wywiad-rzeka, które powsta³o z trzynastu rozmów przeprowadzonych ze znan¹ i lubian¹ nie tylko poetk¹, ale równie¿ eseistk¹, publicystk¹ oraz wyk³adowczy-
ni¹ jêzyka polskiego i polskiej literatury na Columbia University. Przeprowadzi³ je profesor S³awomir Jerzy ¯urek, znakomity literaturoznawca i badacz kultury z pogranicza polsko-¿ydowskiego. Anna Frajlich wy³ania siê z nich jako twórczyni o to¿samoœci polsko-¿ydowsko-amerykañskiej i jako bystra obserwatorka losów ludzkich w wielu aspektach, a tak¿e jako dzielna kobieta, córka, ¿ona i matka. W rozmowach s¹ informacje o kolejnych rozdzia³ach jej biografii, odnajdujemy w nich równie¿ ciekawe przemyœle-

W Œrodê Popielcow¹ (18 lutego br.) ojciec Micha³ i ojciec Jan, paulini pos³uguj¹cy w parafii Œw. Stanis³awa Biskupa i Mêczennika na Manhattanie, rozpoczêli wraz z wiernymi i funkcjonariuszami policji czas Wielkiego Postu.
Tego dnia kap³ani udali siê na posterunek 9th Precinct (321 E 5th Street) w Nowym Jorku, gdzie przewodniczyli modlitwie z okazji rozpoczynaj¹cego siê okresu pokuty i duchowej odnowy.
W atmosferze skupienia i powagi rozbrzmia³y s³owa: „Nawracajcie siê i wierzcie w Ewangeliê” oraz „Prochem jesteœ iw proch siê obrócisz”, przypominaj¹ce o kruchoœci ludzkiego ¿ycia i potrzebie nieustannego zwracania siê ku Bogu. Paulini wspólnie z policjantami modlili siê w intencji ich rodzin, prosz¹c o jednoœæ, pokój i bezpieczeñstwo w domach. Szczególn¹ pamiêci¹ objêto funkcjonariuszy, którzy oddali ¿ycie na s³u¿bie, wypraszaj¹c dla nich dar ¿ycia wiecznego, a dla ich bliskich – umocnienie i nadziejê. Modlitw¹ ogarniêto równie¿ ca³e miasto, prosz¹c o pokój, sprawiedliwoœæ oraz wzajemny szacunek wœród jego mieszkañców.

Dokonano obrzêdu posypania g³ów popio³em – widzialnego znaku pokuty, nawrócenia i zawierzenia Bogu. Gest ten sta³ siê wyrazem wiary oraz gotowoœci do podjêcia wielkopostnego wysi³ku: modlitwy, postu i ja³mu¿ny.
Spotkanie by³o œwiadectwem duchowej jednoœci Koœcio³a z tymi, którzy na co dzieñ pe³ni¹ odpowiedzialn¹ i wymagaj¹c¹ s³u¿bê na rzecz bezpieczeñstwa spo³eczeñstwa. Wspólna modlitwa sta³a siê momentem zatrzymania, refleksji i umocnienia na drodze wiary.
¯yczymy wszystkim b³ogos³awionego i owocnego czasu Wielkiego Postu – czasu przemiany serca, pojednania oraz pog³êbienia relacji z Bogiem i drugim cz³owiekiem.
nia o ¿yciu w Polsce i na emigracji, dope³niane refleksyjnymi wierszami. Niektóre sta³y siê póŸniej subtelnymi piosenkami. Ksi¹¿ka „Szklany sufit jêzyka” zosta³a wysoko oceniona przez znawców i sta³a siê ostatnio tematem kilkunastu spotkañ z poetk¹ w polskich miastach i oœrodkach uniwersyteckich. Spotkanie w „Kurierze Plus” bêdzie nie tylko jej prezentacj¹, po³¹czon¹ z przypomnieniem twórczoœci Anny Frajlich, ale tak¿e okazj¹ do bezpoœrednich rozmów z ni¹ sam¹.

Galeria

Zg³oszenia kandydatów do pracy spo³ecznej
Komisja Nominacyjna Centrum Polsko-S³owiañskiego zawiadamia swoich cz³onków, i¿ przyjmuje zg³oszenia kandydatów, do pracy spo³ecznej w CPS w Radzie Dyrektorów i Komisji Rewizyjnej. Zg³oszenie powinno zawieraæ: dane osobowe, ¿yciorys (CV) oraz list motywacyjny kandydata/kandydatki, okreœlaj¹cy doœwiadczenie w pracy spo³ecznej – ze szczególnym uwzglêdnieniem dzia³alnoœci na rzecz CPS – oraz motywacjê do kandydowania do Zarz¹du CPS lub Komisji Rewizyjnej. Kandydaci powinni jednoznacznie wskazaæ, czy ubiegaj¹ siê o cz³onkostwo w Zarz¹dzie, czy w Komisji Rewizyjnej. Osoby ubiegaj¹ce siê o miejsce w Zarz¹dzie lub Komisji Rewizyjnej, zgodnie ze Statutem CPS, musz¹:
byæ cz³onkami CPS od co najmniej dwóch lat, przedstawiæ dokument z PSFUK potwierdzaj¹cy op³acenie sk³adek cz³onkowskich na rzecz CPS w lutym 2024 r., lutym 2025 r. oraz lutym 2026 r.,
posiadaæ sta³y pobyt w Ameryce, – wyraziæ zgodê na przeprowadzenie weryfikacji kryminalnej (background check). – Ponadto kandydat/kandydatka powinien (-na) wyraziæ pisemn¹ zgodê na nominacjê oraz na objêcie funkcji w przypadku wyboru.
Kandydaci do Zarz¹du i Komisji Rewizyjnej powinni byæ gotowi do przejêcia obowi¹zków dyrektora lub cz³onka Komisji Rewizyjnej, do których nale¿¹ w szczególnoœci: – przygotowywanieiudzia³wcomiesiêcznychposiedzeniachorazzebraniachnadzwyczajnych, – wspó³tworzenie strategii dzia³ania organizacji, – wyznaczanie celów i zadañ oraz nadzorowanie ich realizacji, – realizacja za³o¿eñ planu strategicznego, – dzia³ania na rzecz urzeczywistniania misji i wizji organizacji.
Kandydaci, którzy chc¹ ubiegaæ siê o którekolwiek stanowisko, powinni wys³aæ wymagane dokumenty najpóŸniej do pi¹tku 20 marca 2026 r. dogodziny 14:00. na adres e-mail: pscadmin@polishslaviccenter.org lub dostarczyæ osobiœcie do siedziby CPS: 176 Java St Brooklyn, New York 11222 Pierwsze piêtro, Pokój 3 lub 1 Rozmowy z kandydatami zostan¹ przeprowadzone 27 marca 2026 r Komitet Nominacyjny: Pawe³ Pachacz, Zbigniew Solarz, Edyta Greer, Jolanta Olechowski, Mieczys³aw Paj¹k
Ekspozycja obejmuje blisko 30 prac Artura Skowrona (1982-2022), wykonanych w technikach oleju, akrylu i pasteli, które nie by³y dot¹d
pokazywane. Kameralnoœæ czyni te ma³e formy malarskie idealnymi do ekspozycji w niewielkich przestrzeniach galeryjnych.
sta³a wspó³praca
redaktor naczelna
Zofia Doktorowicz-K³opotowska
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska
Serdecznie zapraszamy czytelników Kuriera Plus do odwiedzenia wystawy. Bêdzie j¹ mo¿na ogl¹daæ od 2 marca do 25 kwietnia 2026 r.
Fine Art Corner, 680 Manhattan Avenue, Brooklyn, NY 11222
fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Kurier Plus, Inc.
Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com
Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


Ks. Ryszard Koper
Jezus wzi¹³ z sob¹ Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadzi³ ich na górê wysok¹, osobno. Tam przemieni³ siê wobec nich: twarz Jego zajaœnia³a jak s³oñce, odzienie zaœ sta³o siê bia³e jak œwiat³o. A oto ukazali siê im Moj¿esz i Eliasz, rozmawiaj¹cy z Nim. Wtedy Piotr rzek³ do Jezusa: „Panie, dobrze, ¿e tu jesteœmy; jeœli chcesz, postawiê tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Moj¿esza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówi³, oto ob³ok œwietlany os³oni³ ich, a z ob³oku odezwa³ siê g³os: „To jest mój Syn umi³owany, w którym mam upodobanie, Jego s³uchajcie!” Uczniowie, s³ysz¹c to, upadli na twarz i bardzo siê zlêkli. A Jezus zbli¿y³ siê do nich, dotkn¹³ ich i rzek³: „Wstañcie, nie lêkajcie siê!” Gdy podnieœli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykaza³ im, mówi¹c: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, a¿ Syn Cz³owieczy zmartwychwstanie. (Mt 17, 1-8)
Wœród moich znajomych na FB jest poetka Barbara Sitek-Wyrembek. Zainspirowana jednym z moich postów postanowi³a do mnie napisaæ: „Ten opis – Œlady na pla¿y – przywo³a³ mi moje wspomnienie. Przed laty by³am nad morzem. Pracowa³am w trudnych warunkach w sto³ówce i jako prowadz¹ca klubo-kawiarniê w pewnym pensjonacie, by zarobiæ, i z³apaæ dystans do spraw, które dzia³y siê wokó³ mnie. Muzyka, piwo etc., to nie by³y moje upodobanie. Wyjecha³am nagle, co wywo³a³o szok u gospodarzy obiektu. Ale w czasie wolnym godziny spêdzone nad morzem, dawa³y uspokojenie i wyciszenie. Pewnego razu podczas spaceru zahaczy³am nog¹ o wystaj¹cy piêkny korzeñ, i poci¹gnê³amza niego. Z piasku wy³oni³a siê porwana sieæ rybacka. – Pomyœla³am – zabiorê ten kawa³ek do domu na pami¹tkê. Mocowa³am siê jak i w ¿yciu. A to by³ znak dla mnie – tak myœla³am póŸniej. Ta porwana sieæ to tak¿e moje ¿ycie, do naprawy, pocerowania najlepiej jak potrafiê... Uda³o siê. A teraz opowiadam innym i pokazujê na spotkaniach autorskich. To moje œwiadectwo. Proszê uwierzyæ, ¿e to mocowanie w wydobyciu porwanej sieci mia³o sens. Teraz razem z piêknym korzeniem wyp³ukanym przez morze, zdobi mój pokój... pe³en ¿ycia, ksi¹¿ek, obrazów i historii...”.
Ktoœ mo¿e pomyœleæ jaki to ma zwi¹zek z dzisiejsz¹ Ewangeli¹, która porusza piêknem opisu i uskrzydla ogromem nadprzyrodzonego wydarzenia, które mia³o miejsce na Górze Tabor. W drug¹ niedzielê Wielkiego Postu czytamy fragment Ewangelii o przemienieniu Jezusa. Mia³o ono na celu umocnienie wiary Piotra, Jakuba i Jana przed nadchodz¹c¹ mêk¹ i œmierci¹ Chrystusa.
Jezus przygotowywa³ uczniów na trudne dni, ukazuj¹c, ¿e krzy¿ nie jest koñcem, a droga do chwa³y prowadzi przez cierpie-
nie. Przemieniony Jezus umacnia wiarê uczniów przez ukazanie swojej boskiej natury, co mia³o przypominaæ im, ¿e cierpi¹cy Mistrz jest prawdziwym Synem Bo¿ym. Obecnoœæ Moj¿esza i Eliasza potwierdzi³a, ¿e Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem, wype³niaj¹cym zapowiedzi Starego Testamentu. Zaœ rozmowa o „odejœciu”, które mia³o dokonaæ siê w Jerozolimie, by³a bezpoœrednim odniesieniem do mêki Chrystusa. Widok chwa³y przemienienia mia³ zapobiec zw¹tpieniu uczniów, gdy bêd¹ patrzeæ na ukrzy¿owanego Mistrza. G³os Boga Ojca: „To jest mój Syn umi³owany... Jego s³uchajcie” przypomina uczniom, ¿e maj¹ pod¹¿aæ za Chrystusem, nawet w najtrudniejszych chwilach.
Przes³anie z Góry Przemienienia skierowane jest do ka¿dego z nas. Jeœli bêdziemy pod¹¿aæ za Chrystusem, to z pewnoœci¹ na naszej drodze, szczególnie w chwilach doœwiadczeñ ¿yciowych odnajdziemy swoj¹ Górê Tabor, górê umocnienia wiary. Mo¿e nie bêdzie ona tak spektakularna jak Góra Tabor dla aposto³ów. A to mo¿e dlatego, ¿e nasza wiara jest na tyle ugruntowana, ¿e nie potrzebujemy w ¿yciu duchowym góry przemienienia podobnej do tej, na któr¹ wspi¹³ siê Jezus z aposto³ami. Mo¿e wystarczy spokojny spacer piaszczyst¹ pla¿¹, nad któr¹ ko³uj¹ rozkrzyczane mewy i kawa³ek korzenia zapl¹tanego w sieæ ryback¹, która przypomni Chrystusa, ukazuj¹cego nam przez cierpienie i krzy¿ swoj¹ przemienion¹ bosk¹ postaæ, która staje siê dla nas inspiracj¹ i moc¹ w d¹¿eniu do zwyciêstwa i zmartwychwstania.
Jeœli bêdziemy wspó³pracowaæ z ³ask¹ bo¿¹ to sakramenty œwiête, które przyjmujemy mog¹ staæ siê dla nas górami przemienienia, górami umocnienia wiary.
A zatem przypomnijmy je sobie. Przez Chrzest stajemy siê cz³onkami wspólnoty chrzeœcijañskiej, jesteœmy namaszczeni do

godnoœci kap³añskiej, prorockiej i królewskiej i stajemy siê „podobni do Chrystusa”. Sakrament bierzmowania przemienia nas i wzywa do odnowienia przyrzeczeñ chrzcielnych. Bierzmowanie nape³nia nas moc¹ Ducha Œwiêtego, a Jego dary: m¹droœæ, rozum, rada, mêstwo, wiedza, pobo¿noœæ i bojaŸñ Bo¿a – daj¹ nam narzêdzia do szerzenia przes³ania Jezusa. Sakrament Eucharystii przemienia nas i umacnia. Przyjmuj¹c Jezusa w Eucharystii przemieniamy siê na Jego podobieñstwo. Sakrament pojednania, w mocy Chrystusa przemienia nasz¹ grzeszn¹ drogê ¿ycia w drogê œwiêtoœci prowadz¹c¹ do zbawieniu. Sakrament namaszczenia chorych umacnia nas w najtrudniejszym momen-
cie naszego ¿ycia jakim jest choroba, a szczególnie choroba nieuleczalna. Ten sakrament daje nam ³askê pokoju i odwagi w dŸwiganiu naszego krzy¿a i umacnia nas wobec pokus i z³a, które w tym momencie mo¿e warowaæ u naszych drzwi. Sakrament œwiêceñ przemienia mê¿czyznê w diakona, kap³ana lub biskupa. Œwiêcenia umo¿liwiaj¹ kap³anowi sprawowanie Eucharystii. Kap³an otrzymuje niezwyk³¹ moc odpuszczania grzechów w imieniu Chrystusa. Kap³an otrzymuje moc przemieniania chleba i wina w cia³o i krew Jezusa Chrystusa. Poprzez œwiêcenia mê¿czyzna zostaje przemieniony i staje siê szafarzem mocy Chrystusa wœród nas. Sakrament ma³¿eñstwa przemienia dwoje w jedno. Chrystus mówi: „A tak ju¿ nie s¹ dwoje, lecz jedno cia³o”. Ma³¿eñstwo to nie tylko zwi¹zek mê¿czyzny i kobiety, ale co wa¿niejsze, zwi¹zek pary ma³¿eñskiej z Bogiem. Sakrament ma³¿eñstwa przemienia mê¿czyznê i kobietê, stawiaj¹c Boga w centrum ich œwiêtej i sakramentalnej relacji.
Czêsto, przyjmuj¹c sakramenty i towarzysz¹c¹ im ³askê, nie zdajemy sobie sprawy z tej przemieniaj¹cej mocy sakramentów. Nie jesteœmy nieraz œwiadomi tej mocy, podobnie jak trzej aposto³owie nie zdawali sobie do koñca sprawy z tego, co dzia³o siê na Górze Tabor. Przemienienie oznacza coœ wykraczaj¹cego poza fizyczny wygl¹d. Innymi s³owy, przemienienie dokonuje siê w naszych sercach i umys³ach. Tak jak to jest z sakramentach, które s¹ widzialnymi znakami niewidzialnej ³aski Bo¿ej. Nie mo¿emy zatrzymaæ siê na widzialnej stronie znaku, ale pod¹¿aæ do tego co niewidzialne, do przemienionego Chrystusa. ❍
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl



11 lutego na platformie Netflix zadebiutowa³ serial „O³owiane dzieci” („Lead Children”) z Joann¹ Kulig w roli g³ównej.
Aktorka znana m.in. z „Zimnej Wojny” Paw³a Pawlikowskiego, filmu z trzema nominacjami do Oscara, czy „Idy” tego samego re¿ysera, wciela siê w rolê lekarki, która trafia do przychodni na Œl¹sku, gdzie odkrywa epidemiê o³owicy u dzieci.
„Jest rok 1974. W Szopienicach pe³n¹ par¹ pracuje Huta Metali Nie¿elaznych. Ciemny py³ wydobywa siê z kominów i spada na s¹siaduj¹c¹ z zak³adem dzielnicê mieszkaln¹. Osiada na ziemi i wsi¹ka g³êbiej. Powietrze ma metaliczno-s³odki smak – wspomn¹ po latach mieszkañcy okolicznych familoków. Wtedy nie przywi¹zuj¹ do tego zbytniej wagi. Dzieci bawi¹ siê na czarnych klepiskach, pod obgryzanymi paznokciami maj¹ py³, oddychaj¹ metalicznym tlenem i jedz¹ <zdrowsze> warzywa wychodowane w ogródkach przez ich matki. Problemem s¹ tylko te bia³e ko³nierzyki w szkolnych mundurkach, które ci¹gle szarzej¹ i nieustannie brudne okna” – czytamy. „Jolanta Wadowska-Król pracuje w szopienickiej przychodni od kilku lat. Wœród pacjentów przybywa dzieci z nawracaj¹c¹ anemi¹. S¹ za ma³e na swój wiek, maj¹ podkr¹¿one oczy, dziwny, jakby bociani chód i gorzej radz¹ sobie w szkole. Jeœli siê uœmiechn¹, na dzi¹s³ach ujawnia siê czarna obwódka. Wœród tych dzieci jest Karolek z ulicy Westerplatte. <Królka> – bo tak mówi¹ o lekarce okoliczni, kieruje ch³opca do zabrzañskiej kliniki profesor Bo¿eny Hager-Ma³eckiej. Wojewódzka konsultant w dziedzinie pediatrii dopiero co wróci³a z konferencji w Szwajcarii, gdzie omawiano przypadek o³owicy u dziecka. Profesor ³¹czy kropki i orientuje siê, ¿e ta – jak powszechnie s¹dzono – choroba zawodowa hutników, dotyka tak¿e Karolka. Wkrótce wraz z Jolant¹ Wadowsk¹-Król odkryj¹, jak przera¿aj¹ca jest skala problemu” – takie s¹ fakty historyczne. A w serialu? Wygl¹da to nieco inaczej. Bo – jak mówi¹ twórcy – „O³owiane dzieci” s¹ jedynie inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. „To nie jest film dokumentalny” – t³umacz¹.
Po przedpremierowym pokazie córka dr Jolanty Wadowskiej-Król mówi³a: „Przepiêkny serial, ja jestem poruszona. Do tej pory nie mogê siê uspokoiæ. Joanna Kulig idealnie odtwarza moj¹ mamê”. Z kolei Œl¹zacy podkreœlali, ¿e ceni¹ realizm jêzyka w serialu. I ciesz¹ siê, ¿e ta historia powsta³a.
Ale nie wszyscy. Mimo pochlebnych recenzji krytyków i widzów, na Górnym Œl¹sku pojawi³y siê g³osy oburzenia. Po pierwsze – Œl¹zacy uwa¿aj¹, ¿e „zostali przedstawieni w negatywnym œwietle jako brudny, wulgarny i zacofany mot³och”. Po drugie – jak wypowiedzia³a siê Magdalena Majcher, autorka ksi¹¿ki „Doktórka od



familoków”, w której opisa³a historiê Wadowskiej-Król, postaæ profesor Hager-Ma³eckiej zosta³a ewidentnie skrzywdzona przez scenarzystów serialu, poniewa¿ w rzeczywistoœci to ona zdiagnozowa³a tak zwanego „pacjenta zero” i jej rola w leczeniu szopienickich dzieci by³a kluczowa. Jednak w produkcji Netflixa zastosowano zabieg dramaturgiczny i rzeczona profesor wystêpuje – przynajmniej do pewnego momentu – jako oponentka m³odej, gorliwej, pe³nej pasji i idea³ów „Matki Boskiej Szopienickiej” – czyli dr Wadowskiej-Król. „Ja siê nie obra¿am na to, ¿e film czy serial operuj¹ fikcj¹ – by³oby to niepowa¿ne. Natomiast tutaj mam poczucie, ¿e w grze autentycznymi zdarzeniami i autentycznymi ¿yciorysami przekroczono jak¹œ granicê” – dodaje wnuk profesor Bo¿eny Hager-Ma³eckiej, Stanis³aw Torbus. Po trzecie zarzuca siê „O³owianym dzieciom”, ¿e „wziêto prawdziw¹ historiê, która wydarzy³a siê wœród Œl¹zaków i starannie oczyszczono j¹ ze œl¹skich postaci pozytywnych”. Kamil Turecki, urodzony na Œl¹sku dziennikarz, autor m.in. reporta¿u „Za ho³d¹ s³oñce zachodzi inaczej” mó-


wi: „Sceneria w serialu przypomina film katastroficzny i apokaliptyczny krajobraz. Domyœlam siê, ¿e gra kolorem to te¿ swego rodzaju metafora, hiperbola, by uwydatniæ trudy tamtych czasów. To artystyczna wizja twórców serialu, który jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Tak jak produkcja mia³a prawo do takich zabiegów, tak rozumiem tych, którym siê to nie podoba” – broni mieszkañców swojego regionu. Poza tym, zwraca uwagê na zabieg scenariuszowy, czyli zmianê pochodzenia g³ównej bohaterki. W serialu Wadowska-Król nie pochodzi ze Œl¹ska, tylko „jawi siê jak ktoœ z lepszego œwiata, bardziej oœwieconego, którego œl¹ski mot³och nie chce s³uchaæ”. Trudno nie przyznaæ dziennikarzowi racji, gdy mówi: „Netflix nie odwa¿y³by siê na taki krok z ¿adn¹ mniejszoœci¹ maj¹c¹ g³os w amerykañskim dyskursie publicznym. Gdyby powsta³ serial na temat identycznych wydarzeñ wœród Indian, Latynosów, Afroamerykanów, Azjatów, gdzie g³ówn¹ bohaterkê zmieniono by na bia³¹, to firma przez kolejne miesi¹ce zmaga³aby siê z wizerunkowym i finansowym koszmarem. Dlaczego wiêc jedne mniejszoœci firma traktuje inaczej ni¿ inne? Zapewne z niewiedzy. Ale je¿eli siê dzia³a na œl¹skim rynku i chce siê zarabiaæ na œl¹skich abonentach, to ma siê obowi¹zek tego dowiedzieæ” – ocenia Kulik. Z kolei inny dziennikarz, Mateusz Schuler t³umaczy, ¿e chodzi o konstrukcjê, to „w jaki sposób niektóre rzeczy siê pokazuje, na co k³adzie siê akcenty”. Wed³ug niego Polka z zewn¹trz, która przyje¿d¿a na Œl¹sk ratowaæ biedotê, jest figur¹ „bia³ego wyzwoliciela” i na to nie powinno byæ zgody. Tym bardziej, ¿e w rzeczywistoœci legendarna „doktórka” mieszka³a dwie dzielnice dalej i nie mog³a byæ – jak pokazuje serial – zaskoczona mentalnoœci¹ przeciêtnego robotnika w œl¹skiej dzielnicy robotniczej. „Mechanizm polskiego wyzwoliciela jest szczególnie dotkliwy dla Œl¹zaków, bo to dzia³o siê i w mojej rodzinie, i w wielu tutejszych rodzinach, które znam. Osoby na wy¿szych stanowiskach, mówiê tutaj choæby o nauczycielkach w szko³ach, które przyje¿d¿a³y na Œl¹sk po wojnie, po prostu zachowywa³y siê wobec miejscowych dzieci, jakby trafi³y do d¿ungli i ¿y³y wœród dzikusów, które nie potrafi¹ wypowiadaæ siê w jêzyku obowi¹zuj¹cym w tym kraju. Powracaj¹ wiêc te mechanizmy, z³e wspomnienia u Œl¹zaków i st¹d to oburzenie” – ocenia Schuler. „Czêsto s³yszê kontrargument, ¿e Œl¹zacy proœci albo Ÿli te¿ istniej¹. Oczywiœcie, Œl¹zacy to tak samo zró¿nicowana grupa jak ka¿da inna. Ale takie stawianie sprawy jest niezrozumieniem problemu. Nie chodzi o to, ¿e pokazano z³ych Œl¹zaków, ale o to, ¿e nie pokazano ¿adnych innych” – dodaje Kulik. Mimo wszystko, „O³owiane dzieci” warto obejrzeæ. By zachowaæ pamiêæ o rodzinach, których dosiêgnê³a ta tragedia. I wyrobiæ sobie w³asne zdanie.

W roku 1866 Austria dozna³a dotkliwej klêski w wojnie z Królestwem Pruskim. Nastêpstwem tego by³o powstanie monarchii dualistycznej, czyli Cesarstwa Austro-Wêgierskiego.
Nowe prawo zapocz¹tkowa³o g³êbokie zmiany równie¿ w ustroju Galicji, ziem polskich zale¿nych od Wiednia. Istniej¹cy ju¿ od pewnego czasu we Lwowie Sejm Krajowy uzyska³ wiêksz¹ w³adzê jako samorz¹dowe cia³o ustawodawcze. Funkcje administracyjne mia³ spe³niaæ rz¹d zwany Wydzia³em Krajowym.
Nieco póŸniej jêzyk polski, który jeszcze wczeœniej dopuszczono do szkó³ i s¹dów, zosta³ uznany jako urzêdowy na terenie Galicji. W 1870 r., polski sta³ siê podstawowym jêzykiem wyk³adowym na Uniwersytecie Jagielloñskim. Podobne zmiany wprowadzono na uniwersytecie i politechnice we Lwowie.
Warto dodaæ, ¿e ju¿ od roku 1817 Lwów by³ siedzib¹ Ossolineum, instytucji za³o¿onej przez Józefa Maksymiliana Ossoliñskiego dla propagowania polskiej sztuki i nauki.
Polska kultura mog³a rozwijaæ siê swobodnie. S³ynny teatr Stary w Krakowie wystawia³ polskie dramaty i komedie. W 1876 r. otwarto Muzeum Czartoryskich, w którym mieœci³a siê galeria sztuki, biblioteka oraz archiwum. Warto wspomnieæ o ¿yciu kawiarnianym w Krakowie i we Lwowie, które s³u¿y³o dyskusjom i sporom elit intelektualno-artystycznych. W zadymionych salach krakowskiej Jamy Michalikowej, gdzie wystêpowa³ kabaret „Zielony Balonik”, spotykali siê poeci, dziennikarze, ar-
tyœci i politycy. Liczba ksi¹¿ek i czasopism wydawanych w Galicji po polsku przekroczy³a liczbê wydawnictw w zaborze rosyjskim i pruskim. Ogromne znaczenie dla rozwoju wiêzi narodowych mia³y organizowane w Krakowie i Lwowie zjazdy polskich naukowców, lekarzy, prawników lub ekonomistów ze wszystkich trzech zaborów. G³êbokim echem na ziemiach polskich odbi³a siê sprawa wykupienia przez spo³eczeñstwo Zamku Wawelskiego, gdzie przez kilkadziesi¹t lat mieœci³y siê koszary austriackie. Okazj¹ do zamanifestowania jednoœci narodu sta³y siê w roku 1910 uroczystoœci piêæsetletniej rocznicy bitwy pod Grunwaldem zwi¹zane z ods³oniêciem pomnika grunwaldzkiego w Krakowie.
Polacy odgrywali du¿¹ rolê nie tylko w ¿yciu politycznym Galicji, lecz równie¿ w strukturach rz¹dowych Wiednia. Profesor Julian Dunajewski by³ ministrem finansów, Kazimierz Badeni premierem, Agenor Go³uchowski ministrem spraw zagranicznych.
Autonomia galicyjska kojarzy siê czêsto z osob¹ cesarza Austrii (od roku 1867 Austro-Wêgier) Franciszka Józefa, jednego z najd³u¿ej panuj¹cych monarchów w historii Europy (1848-1916). Franz Josef zyska³ sobie miano „dobrego cesarza”, równie¿ wœród ludnoœci polskiej. Galicja by³a jedynym rejonem ziem polskich gdzie rozwija³a siê swobodnie narodowa kultura i oœwiata. Zupe³nie inaczej wygl¹da³a sytuacja w zaborach pruskim i rosyjskim. W Wielkopolsce kanclerz Otto Bismark wprowadzi³ w roku 1873 politykê Kulturkampfu. By³a ona zwrócona przeciwko Koœcio³owi katolickiemu do którego nale¿a³a olbrzymia wiêkszoœæ ludnoœci tego regionu. Wladze zamyka³y seminaria i domy zakonne, cenzurowa³y kazania i domaga³y siê by by³y wyg³aszane po niemiecku. Germanizacja objê³a równie¿ szkolnictwo. W roku 1901 g³oœno by³o w ca³ej Europie o wydarzeniach we Wrzeœni, gdzie polskie dzieci protestowa³y przeciwko nauczaniu religii po niemiecku, za co zosta³y poddane karze ch³osty.
W roku 1886 rz¹d pruski utworzy³ Komisjê Kolonizacyjn¹, której zadaniem by³o wykupywanie maj¹tków ziemskich od polskich w³aœcicieli. Obrona polskich interesów polega³a na zak³adaniu kó³ek rolniczych, towarzystw przemys³owych i handlowych oraz w³asnych banków i spó³dzielni.
Orzeczenie pozostawia niepewnoœæ co do zakresu ewentualnych zwrotów zap³aconych ju¿ ce³. Sêdzia Kavanaugh ostrzega³, ¿e proces refundacyjny móg³by okazaæ siê powa¿nym problemem. Stany Zjednoczone „mog¹ byæ zmuszone do zwrotu miliardów dolarów importerom, którzy uiœcili te op³aty”, nawet jeœli czêœæ kosztów zosta³a ju¿ przerzucona na konsumentów lub inne podmioty – zaznaczy³ w swoim zdaniu odrêbnym Kavanaugh. Departament Skarbu zebra³ oko³o 240 miliardów dolarów z tytu³u ce³ od 2 kwietnia 2025 roku. Wed³ug wstêpnych szacunków ewentualne zwroty mog³yby wynieœæ oko³o 120 miliardów dolarów, co odpowiada 0,5 proc. PKB. Decyzja s¹du, poparta g³osami sêdziów reprezentuj¹cych ró¿ne spektrum ideologiczne, stanowi rzadki przyk³ad ograni-
czenia przez S¹d Najwy¿szy programu prezydenta Trumpa. Dwóch sêdziów mianowanych przez niego: Neil M. Gorsuch oraz Amy Coney Barrett, g³osowa³o przeciwko c³om. Popar³ go trzeci nominowany – Bratt Kavanagh. Trump wyrazi³ g³êbokie rozczarowanie wyrokiem. Szczególnie ostro skrytykowa³ tych sêdziów, którzy g³osowali przeciwko niemu, stwierdzaj¹c: „wstydzê siê za niektórych cz³onków s¹du, absolutnie wstydzê siê za brak odwagi, by zrobiæ to, co s³uszne dla naszego kraju”. Doda³ równie¿, ¿e s¹d by³ w tej sprawie „po wp³ywem obcych interesów”, nie precyzuj¹c jednak o co dok³adnie chodzi. Trump zapowiedzia³ te¿ podpisanie rozporz¹dzeñ zmierzaj¹cych do przywrócenia ce³ na podstawie innych przepisów. Sprawa trafi³a do S¹du Najwy¿szego po tym jak 12 stanów oraz grupa ma³ych
Kazimierz Wierzbicki

Najtrudniejsza sytuacja ludnoœci polskiej panowa³a w zaborze rosyjskim. Wi¹za³o siê to z represjami wprowadzonymi po klêsce powstania styczniowego. Jêzyk polski by³ usuwany z ¿ycia publicznego i szkolnictwa. Nauka wszystkich przedmiotów, poza religi¹, odbywa³a siê po rosyjsku. Jak na ironiê, lekcje jêzyka polskiego prowadzone by³y równie¿ po rosyjsku.
Autonomia galicyjska mia³a olbrzymie znaczenie dla przysz³ych losów spo³eczeñstwa polskiego. Po odzyskaniu niepodleg³oœci wiêkszoœæ kadry urzêdniczej i s¹downiczej bior¹cej udzia³ w budowie nowego pañstwa pochodzi³a z Galicji. Tu równie¿ formowa³y siê polskie jednostki bojowe, które póŸniej by³y podstaw¹ tworz¹cego siê wojska polskiego.
Galicja zyska³a sobie miano polskiego Piemontu. Nazwa pochodzi od regionu w pó³nocnych W³oszech, który w po³owie XIX wieku rozpocz¹³ proces wyzwalania i jednoczenia Italii. ❍

przedsiêbiorstw, w tym producent zabawek edukacyjnych i importer win, z³o¿y³o pozew przeciwko c³om argumentuj¹c, ¿e prezydent bezprawnie naruszy³ konstytucyjn¹ prerogatywê kongresu w zakresie nak³adania podatków. Przedsiêbiorstwa zale¿ne od importu wskazywa³y, i¿ c³a zak³óci³y ich dzia³alnoœæ, spowodowa³y wzrost cen dla konsumentów oraz doprowadzi³y do redukcji zatrudnienia. Reakcje g³ównych partnerów handlowych USA na decyzjê S¹du Najwy¿szego by³y powœci¹gliwe. Wiêkszoœæ przywód-
ców pañstw od Ottawy po New Delhi uzna³o, ¿e orzeczenie najprawdopodobniej nie oznacza koñca polityki celnej prezydenta. Na Kapitolu niewielka grupa republikanów przy³¹czy³a siê do demokratów w pochwale decyzji s¹du. Senator Mitch McConnell, od dawna bêd¹cy w nie³asce prezydenta stwierdzi³: „jeœli chodzi o uprawnienia konstytucyjne, nie ma ju¿ miejsca na w¹tpliwoœci: wykorzystanie IEEPA do obejœcia kongresu przy nak³adaniu ce³ jest nielegalne”. Kontestowana ustawa umo¿liwia prezydentowi podejmowanie dzia³añ w odpowiedzi na „nadzwyczajne zagro¿enie” dla bezpieczeñstwa narodowego, polityki zagranicznej lub gospodarki USA, w tym regulowanie importu. Poprzedni prezydenci opierali siê na niej przy nak³adaniu sankcji lub embarg, lecz nie ce³. Administracja argumentowa³a, ¿e uprawnienie do „regulowania” importu obejmuje równie¿ c³a. Zanim spraw¹ zaj¹³ siê S¹d Najwy¿szy, trzy s¹dy ni¿szej instancji uzna³y c³a wprowadzone przez prezydenta za niezgodne z prawem.


Czujê, ¿e zwariujê. Za du¿o jest we mnie wszystkiego. O wiele za du¿o, pocz¹wszy od najró¿niejszych pasji, obsesji, namiêtnoœci, przesz³oœci, nieokie³znanej ciekawoœci i zbyt wielu zainteresowañ. Stanowczo zbyt wielu. Czytam dziesiêæ ksi¹¿ek na raz i zanurzam siê w dzienniki osobniczek i osobników, których jestem ciekaw. G³ównie ze œwiata nauki, sztuki, historii i polityki. Podczas lektury ich ¿ycie zaczyna siê mieszaæ z moim, a ich myœli z moimi. Ogl¹dam kolejne premiery i wznowienia Teatru Telewizji Polskiej oraz filmy dawne i nowe. Polskie i zagraniczne. Nieustaj¹co buszujê w internecie, nierzadko do drugiej w nocy. Polityka mnie poch³ania ponad wszelk¹ normê. Rzucam siê na wiadomoœci, w nadziei, ¿e bêd¹ dobre. Ale gdzie tam – przewa¿aj¹ te z³e. ¯eby o nich nie myœleæ, pieszczê swoje szekspiriana i albumy o sztuce. Wci¹¿ kocham ulubionych w m³odoœci malarzy, rzeŸbiarzy, grafików, re¿yserów teatralnych i filmowych, aktorów, kompozytorów i pisarzy. Interesuje mnie tak¿e codzienne ¿ycie, jakie widujê za oknami, czy te¿ w oknach znajduj¹cych siê w polach mojego widzenia. ¯eby je lepiej widzieæ kupi³em sobie siln¹ lornetkê. Bojê siê jednak, ¿e od tego codziennego nadmiaru wra¿eñ, myœli i bodŸców obrazowych mózg w koñcu odmówi mi pos³uszeñstwa. Muszê tedy nauczyæ siê ¿yæ wolniej, wêziej i skromniej. W ka¿dym wymiarze. A moim przypadku bêdzie to bardzo trudne.

Œroda
Andrzej Józef D¹browski Tymczasem dzisiaj nikt i nic we mnie nie umiera. Nieustaj¹co i wrêcz chorobliwie czujê, ¿e jestem coœ winny niemal wszystkim, z którymi ¿y³em, których zna³em i których znam. Najbli¿szym, bliskim, dalszym i najdalszym. Nieustaj¹co myœlê, ¿e powinienem s³owem pobudzaæ pamiêæ o nich lub rozpoznawaæ ich duszê. Choæby s³owem niedoskona³ym. Niestety widzê, ¿e wychodzi mi to tylko po³owicznie. Mo¿e z powodu braku talentu?
Rzeczony nadmiar wra¿eñ, myœli i wszystkiego, co prze¿ywam, ju¿ teraz bywa mocno wyczerpuj¹cy. Tyle¿ psychicznie, co fizycznie. Coraz czêœciej padam bez zmys³ów na ³ó¿ko i uciekam w sny. Ale i w nich przeœladuje mnie ostatnio sporo najró¿niejszych wizji, g³ównie przestrzenno-krajobrazowych, surrealistycznych i rodem z horroru. W snach odzywaj¹ siê równie¿ egzystencjalne lêki oraz sytuacyjne zagro¿enia. Wci¹¿ przed kimœ lub czymœ uciekam. Chowam siê w dobrze zakonspirowanych pomieszczeniach lub zau³kach zapamiêtanych w m³odoœci. Do niektórych wróci³bym dzisiaj w realu. Mam bowiem siln¹ potrzebê wracania do miejsc, które by³y œwiadkami tego, co dzia³o siê kiedyœ we mnie lub ze mn¹. Przypominam sobie, jak wygl¹da³y kiedyœ i sprawdzam, co siê w ich zmieni³o. Silne zwi¹zki z miejscami to jedna z moich najosobliwszych osobliwoœci. Niekiedy przywo³uj¹ mnie nawet wzgórza Gianicolo w Rzymie i San Miniato al Monte we Florencji.
Coraz czêœciej czujê siê pasa¿erem w³asnego przeznaczenia. Niezale¿nego ode mnie. Coraz czêœciej czujê siê igraszk¹ w rêkach losu i zarazem samotnikiem. Odejdê zapewne tak, jak teraz ¿yjê – osobno. Moje odejœcie dla nikogo nie bêdzie zmartwieniem. Dla tych, którzy mnie skrzywdzili mo¿e staæ siê ulg¹. I pomyœleæ, ¿e zawsze by³em wierny i lojalny. Tyle¿ w mi³oœci, co w przyjaŸni.
Jaros³aw Iwaszkiewicz – „Œwiat nasz w³asny i jedyny musi nam wystarczyæ do œmierci i po œmierci. Byle tylko nie zg³êbiaæ tej myœli do koñca, byle tylko nie przemyœleæ tego fizycznie. Obumieranie r¹k, m¹cenie siê myœli, sen wieczysty prze¿yty naprawdê: wtedy chwyta paroksyzm piekielnego, kurczowego strachu. Odejdziemy tak, jakeœmy naprawdê ¿yli: osobno. Zawsze pomiêdzy potwornie wielkim œwiatem i potwornie wielkim niebem, samotni”. („Ksiê¿yc wschodzi”).
To by³o show jak ¿adne inne. Producent telewizyjny i prezydent USA w jednej osobie, Donald Trump 2026 przebi³ nawet producenta i prezydenta Donalda Trumpa z 2025 r. W rekordowym, 108-minutowym przemówieniu (w zesz³ym roku by³o „tylko” 100 minut) przed po³¹czonymi izbami Kongresu, Trump przede wszystkim chwali³ samego siebie. Prezydent stwierdzi³, ¿e przez rok jego rz¹dów inflacja „gwa³townie spada”, a „dzisiaj wiêcej Amerykanów pracuje ni¿ kiedykolwiek w historii naszego kraju”. – Nikt nie wierzy w³asnym oczom, gdy widzi te wyniki, zw³aszcza jeœli chodzi o spadki cen energii – powiedzia³. Dalej by³o o Ameryce, krainie miodem i mlekiem p³yn¹cej. Prezydent przekonywa³, ¿e dziêki nowemu, rz¹dowemu portalowi TrumpRx ceny leków na receptê „spad³y z najwy¿szych na œwiecie do najni¿szych”, z ró¿nic¹ siêgaj¹c¹ nawet „300, 400, 500, 600 proc. i wiêcej”. Cena jajek i benzyny – w dó³. Zw³aszcza z pali-
wem dobrze, bo ceny „ju¿ poni¿ej 2,30 dolara za galon w wiêkszoœci stanów, aw niektórych wynosz¹ nawet 1,99 dolara”. Przed skrytykowaniem sêdziów S¹du Najwy¿szego za uchylenie jego rozporz¹dzeñ wprowadzaj¹cych c³a, stwierdzi³, ¿e „pozyska³ zobowi¹zania na ponad 18 bilionów dolarów nap³ywaj¹ce z ca³ego œwiata”, a jego polityka celna jest tak dobra, ¿e bêdzie j¹ kontynuowa³ choæby nie wiem co. I tak dalej…
Oczywiœcie, sprawdzacze faktów, szybko ustalili, ¿e wiêkszoœæ tych i innych informacji, jest co najmniej przesadzona, ale od dawna wiemy, ¿e bardziej ni¿ fakty u Trumpa liczy siê nastrój chwili. A ta by³a podnios³a: oto Ameryka jest w mo¿liwie najlepszym stanie, wszystko idzie dobrze – co ja piszê, najlepiej w 250-letniej historii kraju – nie tak, jak za Bidena i rz¹dów Demokratów. Prezydent bez zaj¹kniêcia przedstawia³ siê jako zwolennik ruchu „Przede wszystkim Ameryka” (America First) i obroñca tych zapomnianych na co dzieñ Amerykanów. – Od handlu po opiekê zdrowotn¹, od energii po imigracjê – wszystko zosta³o skradzione i zmanipulowane, aby wysysaæ bogactwo z produktywnych, ciê¿ko pracuj¹cych ludzi, którzy napêdzaj¹ nasz kraj – powiedzia³ Trump, dodaj¹c: – Teraz jesteœmy najgorêtszym krajem na œwiecie.
A mo¿e dlatego, ¿e to, co jest w drugim cz³owieku najwa¿niejsze, nigdy nie jest w pe³ni odkryte. Przekona³em siê o tym przed laty, pisz¹c „Mieszkañców mojej pamiêci” i „Okna pe³ne nadziei”. Po stokroæ mia³ racjê Jonathan Swift twierdz¹c, ¿e „widzenie rzeczy niewidzialnych jest sztuk¹”. Ja widzê du¿o, ale wci¹¿ za ma³o.
Czy pamiêtamy ludzi dopóki umiemy ich opisaæ, czy dopóki nie umiemy tego zrobiæ?

Wspomnienie jest form¹ spotkania. ❍
Oczywiœcie by³oby jeszcze lepiej, gdyby nie kolejna k³oda na drodze do jeszcze wiêkszego sukcesu – Rezerwa Federalna z jej polityk¹ niezbyt szybkiego obni¿ania stóp procentowych. Trump pochwali³ siê, ¿e jego polityka obni¿y³a koszty mieszkañ, opieki zdrowotnej i energii. Ktoœ z³oœliwie móg³by zapytaæ, skoro jest tak dobrze, to czemu popularnoœæ Trumpa spad³a poni¿ej 40 proc., a Amerykanie narzekaj¹ na wysokie koszty ¿ycia, ale zostawmy te ironie, pytania i w¹tpliwoœci, skoro tak rzek³ Donald Trump… Wyst¹pienie zawiera³o niewiele nowych propozycji, ale obfitowa³o w sztandarowe has³a Trumpa: obni¿anie przestêpczoœci, likwidacjê programów DEI (ró¿norodnoœæ, równoœæ i inkluzywnoœæ) oraz wzmacnianie granic. Trump mówi³ o ulgach podatkowych w ustawie One Big Beautiful Bill Act, o tzw. Trump Accounts, niedawno og³oszonym planie zwiêkszenia przejrzystoœci kosztów opieki zdrowotnej oraz o dzia³aniach maj¹cych u³atwiæ dostêp do kredytów hipotecznych. Zaproponowa³ tzw. zobowi¹zanie ochrony odbiorców energii, które wymaga³oby od firm technologicznych samodzielnego zabezpieczania swoich potrzeb energetycznych i „budowy w³asnych elektrowni”. – Mamy najsilniejsz¹ armiê na œwiecie. Odbudowa³em wojsko w mojej pierwszej kadencji. Bêdziemy to kontynuowaæ. W³aœnie zatwierdziliœmy bud¿et w wysokoœci biliona dolarów; nie mamy wyboru – pochwali³ siê Trump.
Byli te¿ nagrodzeni owacj¹ na stoj¹co hokeiœci USA, zdobywcy z³otego medalu na igrzyskach olimpijskich, bohaterowie w mundurach nagradzani medalami, wreszcie ofiary przestêpstw dokonanych przez nielegalnych imigrantów. No i by³a codzienna polityczna nawalanka, bo Trump specjalnie siê nie szczypa³, atakuj¹c Demokratów i ich politykê. Niemal z radoœci¹ prowokuj¹c do reakcji, które zarejestruj¹ kamery. W pewnym momencie poprosi³ znajduj¹cych siê na sali, aby wstali, jeœli zgadzaj¹ siê ze sformu³owaniem: „Pierwszym obowi¹zkiem rz¹du amerykañskiego jest ochrona obywateli amerykañskich, a nie nielegalnych imigrantów”. Kamery pokaza³y Republikanów, którzy stali i wiwatowali, podczas gdy druga po³owa sali siedzia³a nieruchomo. Trump tylko na to czeka³: „Ci ludzie s¹ szaleni. Mówiê wam. S¹ szaleni,” powiedzia³ o Demokratach. Pdobny numer zrobi³ kilka razy. S³owem, nic nowego. Wa¿ne jednak, jeœli nie najwa¿niejsze to, co nie pad³o podczas orêdzia. Nie, Trump nie zadeklarowa³, ¿e zaatakowa³ Iran, nie wyg³osi³ s³ów w stylu: „w czasie, kiedy przemawiam, nasi dzielni ¿o³nierze przeprowadzaj¹…” i tak dalej, i tym podobne. To znaczy, ¿e na razie nie jesteœmy jeszcze na wojnie z Iranem.
„Na razie”, dobre i tyle, gdy w ka¿dej chwili jest prawdopodobne, ¿e zobaczymy na naszych ekranach z³owieszcz¹ zbitkê s³ów, „wojna” i „Iran”.

Bitwa pod Verdun to jedna z najkrwawszych i najd³u¿szych bitew Wielkiej Wojny. Rozpoczê³a siê 21 lutego 1916 roku od trwaj¹cego 9 godzin niemieckiego ostrza³u artyleryjskiego i trwa³a do 18 grudnia. Ewentualne zdobycie Rejonu Ufortyfikowanego Verdun otwiera³o Niemcom drogê na Pary¿.
Dla Niemców twierdza Verdun od wieków by³a przegrod¹ w ich pochodzie na Zachód. Po klêsce Francji w wojnie z Prusami w 1871 r. miasto pozosta³o w jej granicach, staj¹c siê jedn¹ z twierdz granicznych. Latem 1914 r., kiedy rozgrywa³a siê bitwa nad Marn¹, Verdun opar³o siê wszystkim niemieckim atakom, uniemo¿liwiaj¹c wrogom wejœcie od wschodu do serca Francji.
Ponownie do pomys³u ataku na twierdzê Verdun Niemcy wrócili pod koniec 1915 r., wierz¹c ¿e w koñcu szala zwyciêstwa przechyli siê na ich stronê. Jej zdobycie by³o celem gen. Ericha von Falkenhayna. Zak³ada³ on wyniszczenie armii francuskiej i pozbawienie jej rezerw, przez co Francja musia³aby wycofaæ siê z wojny. Kapitulacja z kolei zmusi³aby brytyjski korpus ekspedycyjny do wycofania siê na Wyspy. Ponadto twierdza mia³a dla Francuzów symboliczne znaczenie i zdobycie jej mog³oby obni¿yæ morale walcz¹cych ¿o³nierzy. Przez 7 tygodni poprzedzaj¹cych atak Niemcy budowali nowe tory kolejowe, aby dostarczyæ na front ludzi i zaopatrzenie. U¿yto do tego 1,3 tys. sk³adów towarowych. Dysponowali w tamtym rejonie 14 liniami. Podczas ofensywy w rejon bitwy przybywa³o dziennie ponad 30 poci¹gów z amunicj¹ artyleryjsk¹. Francuzi mieli dwie linie, z czego jedna by³a przeciêta przez pozycje niemieckie, a druga bieg³a bardzo blisko frontu, wiêc by³a nara¿ona na ostrza³. Niemieckie przygotowania by³y os³aniane przez prawie 170 samolotów, które uniemo¿liwia³y francuskiemu lotnictwu przeprowadzenie dzia³añ zwiadowczych.
Fortyfikacje pod Verdun
Po³o¿one na brzegu rzeki Mozy Verdun by³o okolone pierœcieniem fortyfikacji. Miasto otacza³o 19 fortów oraz 47 umocnionych punktów obserwacyjnych uzbrojonych w dzia³a, karabiny maszynowe oraz obsadzonych przez ok. 65 tys. ¿o³nierzy. Umocnienia fortów pod Verdun w 1916 roku (np. Douaumont, Vaux) by³y szczytowym osi¹gniêciem in¿ynierii wojskowej prze³omu XIX/XX wieku. Fortyfikacje by³y wykonane z grubych warstw betonu zbrojonego, pokryte ziemi¹ dla zamaskowania i amortyzacji wybuchów. Fort by³ budowl¹, o zarysie zbli¿onym do regularnego piêcioboku. Sk³ada³ siê z dwupoziomowych koszar szyjowych po³¹czonych z pancern¹ wie¿¹, dwóch ar-
mat 75 mm, dwóch schronów bojowych dla dzia³ uzbrojonych w 4 armaty 75 mm i trzech pancernych punktów obserwacyjnych. Otaczaj¹ca fort sucha fosa by³a broniona przez podwójn¹ kaponierê czo³ow¹ i dwie pó³kaponiery – przykryte budowle fortyfikacyjne po³¹czone z wnêtrzem fortu podziemnymi chodnikami o konstrukcji betonowej. Cysterny zapewnia³y zapas wody dla 250 osobowej za³ogi. W przededniu I wojny œwiatowej forty by³y dobrze uzbrojone i przygotowane do walki. Od czasu walk we wrzeœniu 1914 r., odcinek Verdun nale¿a³ do spokojniejszych. Si³y francuskie by³y tu nieliczne – jeden korpus, z tego 3 dywizje w pierwszej linii. Naczelne dowództwo nie spodziewa³o siê ataku niemieckiego w³aœnie w tym miejscu. Informacje wywiadu i apele dowódcy Rejonu Ufortyfikowanego Verdun o wzmocnienie tego odcinka obrony nie wzbudza³y niepokoju francuskiego wodza naczelnego, gen. Josepha Joffre'a. Dopiero tu¿ przed atakiem wzmo¿ono przygotowania do odparcia przeciwnika. Dowódc¹ twierdzy Verdun, ca³ego kompleksu fortyfikacji i umocnieñ by³ na pocz¹tku bitwy Genera³ Joffre, w póŸniejszej fazie gen. Philippe Pétain, który w odró¿nieniu od wiêkszoœci opowiadaj¹cych siê za atakiem, by³ przede wszystkim zwolennikiem koncepcji defensywnych.
W samym centrum miasta Verdun znajduje siê Citadelle Souterraine, podziemna forteca wydr¹¿ona w skale. Pod cytadel¹ w latach 1886-1893 wykopano podziemne sztolnie, zaprojektowane tak, aby pomieœciæ i utrzymaæ 2000 ¿o³nierzy. Podczas I wojny œwiatowej cytadela by³a „sercem” obrony dla ¿o³nierzy walcz¹cych na okolicznych wzgórzach. W 1914 roku ³¹czna d³ugoœæ sztolni wynosi³a oko³o 4 km. Pod koniec wojny by³o ich 7, w tym 6 magazynów prochu, 7 z amunicj¹, piekarnia, m³yn, centrala telefonicz-

na i telegraficzna, maszyny do podnoszenia wody dla miasta i fortów, kuchnie i ogromne sklepy. Dziœ czêœæ tych podziemnych galerii mo¿na zwiedzaæ „wagonetk¹”. W jednej z kazamat zwiedzaj¹cy mog¹ zobaczyæ rekonstrukcjê ceremonii z 10 listopada 1920 r., kiedy Nieznany ¯o³nierz zosta³ wybrany i z³o¿ony pod £ukiem Triumfalnym w Pary¿u. To podziemne miasto odegra³o wa¿n¹ rolê w bitwie 1916 roku.
„Voie sacrée” – Œwiêta droga Ta nazwa zosta³a nadana 72-kilometrowej drodze ³¹cz¹cej Bar-le-Duc z Verdun. Spe³nia³a ona funkcjê ¿yciodajnej arterii zaopatrzeniowej, któr¹ od 21 lutego do 22 marca 1916 r. oko³o 600 kursuj¹cych codziennie ciê¿arówek dostarczy³o 48 tys. ton amunicji, 6400 ton ¿ywnoœci, leków, koców, mundurów i innych materia³ów oraz przewioz³o 263 tys. ¿o³nierzy na pola bitewne pod Verdun. W tym okresie wstrzymano na „œwiêtej drodze” wszelki ruch konny i cywilny. Wszystkie francuskie po³¹czenia kolejowe z Verdun zosta³y ju¿ w 1914 r. zablokowane, zniszczone lub przejête przez Niemców. „Voie

sacrée” sta³a siê jedynym ³¹cznikiem pól bitewnych wokó³ Verdun z g³êbokim zapleczem armii. Nad utrzymaniem drogi i sprawnego transportu czuwa³o 16 batalionów in¿ynieryjno-saperskich. Aby dostarczyæ kamienne kruszywo niezbêdne do nieustannej reperacji drogi, wznowiono wydobycie w pobliskich kamienio³omach. Sama droga zosta³a poszerzona do 7 metrów.
Komunikacjê samochodow¹ nadzorowa³a specjalna jednostka licz¹ca 300 oficerów i 8500 ¿o³nierzy. W odbywaj¹cym siê nieprzerwanie ruchu samochodowym bra³o udzia³ 3500 ciê¿arówek typu Berliet i Renault oraz 800 ambulansów. Awarie, jakie siê zdarza³y, powodowa³y natychmiastowe zepchniêcie samochodu na pobocze drogi. Warsztaty w Bar-le-Duc i Troyes zapewnia³y uszkodzonym maszynom natychmiastow¹ naprawê, g³ównie wymianê opon. Równie wa¿n¹ rolê w zaopatrywaniu frontu odgrywa³a w¹skotorowa kolejka Le Chemin de Fer Meusien, biegn¹ca równolegle do „œwiêtej drogi”. Dziennie dostarcza³a 1800 ton zaopatrzenia, a w drodze powrotnej zabiera³a rannych. Kolejka dostarcza³a ¿ywnoœæ dla francuskiej armii znajduj¹cej siê na linii frontu, to znaczy dla 16 600 oficerów, 420 tys. ¿o³nierzy i 136 tys. koni.
Atak
Niemiecki atak na Verdun mia³ zmusiæ francuski sztab generalny do rzucenia wszystkich ludzkich zasobów do obrony, która dodatkowo by³a utrudniona, poniewa¿ przez miasto przep³ywa rzeka Moza, dziel¹ca twierdzê na dwa punkty oporu, a ka¿dy z nich mo¿na by³o zaatakowaæ z dwóch stron naraz, co zwiêksza³o szanse na jej zdobycie. Szef niemieckiego Sztabu Generalnego gen. Erich von Falkenhayn w „Memoriale Bo¿onarodzeniowym” z 1915 r. przedstawi³ plan zdobycia twierdzy Verdun. Zadanie zosta³o powierzone V Armii. Celem g³ównodowodz¹cego armi¹ niemieck¹ gen. Ericha von Falkenhayna by³o nie tyle prze³amanie frontu, ile doprowadzenie do wykrwawienia armii
przeciwnika. Bitwa ze zmiennym szczêœciem by³a toczona w 6 fazach. Ofensywê pod Verdun Niemcy rozpoczêli 21 lutego 1916 r. od potê¿nego ostrza³u artyleryjskiego, który oddano z piêtnastocalowego dzia³a wyprodukowanego w zak³adach Kruppa. Pocisk wystrzelony z odleg³oœci 30 km trafi³ centralnie w Katedrê Notre-Dame de Verdun. Ogieñ na francuskie pozycje otworzy³o 850 dzia³ i prowadzi³o go przez dziewiêæ godzin bez przerwy. W czasie tego ostrza³u wystrzelono 2 mln pocisków. Nastêpnie do ataku ruszy³o 140 tys. niemieckich ¿o³nierzy. Pewien francuski kapral zanotowa³, ¿e po niemieckiej nawale artyleryjskiej „na ka¿dych piêciu ¿o³nierzy, dwóch zosta³o pogrzebanych ¿ywcem, dwóch by³o l¿ej lub ciê¿ej rannych, a pi¹ty czeka³ na swoj¹ kolej”. Tego samego dnia Niemcy u¿yli gazów bojowych. Francuzi odpowiedzieli tym samym. Drugiego dnia Niemcy wprowadzili „tajn¹ broñ” – 90 miotaczy ognia. Na domiar z³ego, francuscy obroñcy zostali omy³kowo ostrzelani przez w³asn¹ ciê¿k¹ artyleriê. To spowodowa³o pierwszy wy³om w ich obronie.
25 lutego, bez wiêkszego oporu ze strony Francuzów, Niemcy zajêli wa¿ny strategicznie punkt – fort Douaumont i okupowali go przez nastêpne osiem miesiêcy wykorzystuj¹c jako schronienie dla swoich ¿o³nierzy i punkt wsparcia do kontynuowania ofensywy. Dalsze walki toczy³y siê o wioskê Douaumont, któr¹ Niemcy zdobyli z pocz¹tkiem marca.
Francuskie linie obrony by³y w rozsypce. Dowodzenie pod Verdun przej¹³ gen. Philippe Pétain, który zorganizowa³ na nowo obronê. Na lewym brzegu Mozy rozmieœci³ artyleriê, dozbroi³ forty, nakaza³ budowê mostów przeprawowych przez Mozê. W celu odci¹¿enia pierwszych linii obrony wprowadzi³ tzw. „kierat”, czyli system rotacji, w którym wyczerpane jednostki bojowe by³y wycofywane i zastêpowane œwie¿ymi. Jego nastawione na defensywê dzia³ania przywróci³y spokój i dyscyplinê w szeregach obroñców. Kolejna faza bitwy zaczê³a siê pod koniec marca i trwa³a oko³o miesi¹ca. Pocz¹tkowo Francuzom uda³o siê odbiæ czêœæ obszaru straconego na lewym brzegu Mozy. Jednak w wyniku ataku rozpoczêtego 30 marca Francuzi wycofali siê, a Niemcy zajêli kilka miejscowoœci. Jednak na prawym brzegu rzeki po pocz¹tkowym sukcesie wrócili na pozycje wyjœciowe. Równie¿ kwietniowe natarcie nie przynios³o ¿adnych istotnych zmian.
Atak na Wzgórze 304 i fort Vaux W dniach 4-7 maja Niemcy uderzyli na wzgórze 304. Teren o powierzchni nieca³ych 2 km2 ostrzeliwa³o 500 niemieckich dzia³ nieprzerwanie przez 36 godzin. Przy ogromnych stratach w³asnych Niemcy zdobyli wzgórze, które w wyniku tysiêcy


Niemiecki artylerzysta przygotowuje siê do ostrza³u wroga z ciê¿kiej armaty. Bezpoœrednie trafienia zawala³y œciany okopów i bunkrów Verdun
padaj¹cych pocisków armatnich by³o po walkach o 7 metrów ni¿sze. 8 maja w forcie Douaumont wybuch³ sk³ad amunicji – 700 Niemców zginê³o na miejscu. Zap³on spowodowa³a kuchenka, na której ¿o³nierze gotowali posi³ki. 22 maja Francuzi kontratakuj¹ na bagnety, chc¹c odzyskaæ fort Douaumont. Ponosz¹ jednak znaczne straty. Niemcy pospiesznie zastêpuj¹ poleg³ych m³odymi, niedoœwiadczonymi ¿o³nierzami. Francuzi wymieniaj¹ dywizje wed³ug uprzednio opracowanego systemu zwanego „kieratem”. Podczas ataku na fort Vaux Niemcy byli odpierani zmasowanym ogniem broni maszynowej. W oblê¿onym forcie brakowa³o wody – francuscy ¿o³nierze zlizuj¹ j¹ ze œcian. Szerz¹ siê ataki paniki. 7 czerwca, po 5-dniowym oblê¿eniu, Niemcy zajmuj¹ fort Vaux. Za³oga fortu skapitulowa³a dopiero po wyczerpaniu zapasów i braku szans na odsiecz. Go³¹b pocztowy, który dostarczy³ ostatni¹ wiadomoœæ z fortu Vaux, po czym zdech³ z wyczerpania, zosta³ odznaczony Legi¹ Honorow¹ i nadano mu zaszczytny tytu³ „Mort pour la France” – „Umar³ za Francjê”.
Ostatnia niemiecka ofensywa
22 czerwca Niemcy rozpoczynaj¹ ostrza³ artyleryjski. 230 armat wystrzeliwuje ponad 100 tys. pocisków z truj¹cym gazem. Francuzi jednak odpieraj¹ atak. Niemiecki atak na fort Sauville za³amuje siê, ale Fleury czêœciowo pada ³upem Niemców. Francuzi bombarduj¹ pozycje niemieckie w miasteczku. Niemcy zbli¿aj¹ siê do Verdun, jednak wieczorem walki ustaj¹. Panuje przeraŸliwy upa³, ¿o³nierzom brak amunicji i wody. Francuzi wycofuj¹ siê przez Verdun. Panuje chaos, w mieœcie kopane s¹ okopy. Niemców przygwa¿d¿a do ziemi artyleria francuska. W bitwie 80 procent ofiar by³o wynikiem ostrza³u artylerii. Ci, którzy prze¿yli, byli dziesi¹tkowani w czasie ataków na umocnione pozycje wroga ogniem karabinów maszynowych.
Od pocz¹tku bitwy do 15 czerwca wojsko francuskie zu¿y³o 11 mln pocisków 75 mm, 1,2 mln pocisków od 80 mm do 105 mm i 2,6 mln pocisków wiêkszych kalibrów. £¹cznie w 116 dni Francuzi wystrzelili 15 mln pocisków. Na polu bitwy dysponowali dzia³ami 75 mm, 90 mm, 105 mm, 120 mm, 150 mm, 155 mm.
Niemieckie dzia³ania zaczepne charakteryzowa³y siê zaskoczeniem i zastosowaniem potê¿nych œrodków artyleryjskich. W walce udzia³ wziê³o 500 niemieckich dzia³ ma³ego kalibru i 1500 wielkiego kalibru. Nigdy dot¹d nie u¿yto podobnej iloœci artylerii.
Oni nie przejd¹!
1 lipca 1916 r. na pó³nocy, nad Somm¹, rozpoczê³y ofensywê si³y angielsko-francuskie, odci¹¿aj¹c tym samym front
pod Verdun. Francuzi stracili tam 200 tys. ¿o³nierzy. Walki by³y toczone z wielk¹ zaciêtoœci¹. Niejednokrotnie dochodzi³o do staræ na bagnety. By³a to prawdziwa bitwa na wyniszczenie. 12 lipca Niemcy bezskutecznie atakowali wyniesiony fort Sauville. Linia frontu zmienia³a siê z godziny na godzinê. Mordercze walki tocz¹ siê o ka¿dy metr terenu. ¯o³nierze grzêzn¹ w b³ocie, pij¹ z kraterów po pociskach, ranni umieraj¹ w mêczarniach. Tego dnia gen. Robert Nivelle wypowiada s³owa, które przesz³y do legendy: Ils ne passeront pas! Oni nie przejd¹!
Z pocz¹tkiem sierpnia Niemcy zaatakowali po raz kolejny, chc¹c umocniæ siê na odcinku Fleury– Thiaumont, które przechodzi z r¹k do r¹k. ¯o³nierze obu stron s¹ ju¿ skrajnie wycieñczeni. Chêtnie poddaj¹ siê wrogowi, odmawiaj¹ szturmów. Niemcom brakuje amunicji, armat i œwie¿ych uzupe³nieñ. Linia frontu praktycznie nie istnieje. Teren walk pokrywa b³oto usiane kraterami i rozk³adaj¹cymi siê cia³ami poleg³ych. Genera³ Falkenhayn sk³ada rezygnacjê. Dowodzenie przejmuje Paul von Hindenburg oraz gen. Erich Ludendorff. 2 wrzeœnia Hindenburg nakazuje zatrzymanie niemieckich operacji pod Verdun.
Piek³o Verdun
To najbardziej trafne okreœlenie stopnia brutalnoœci i intensywnoœci walk. Zw³aszcza, ¿e obie strony stosowa³y najnowoczeœniejsze wówczas rozwi¹zania, takie jak gazy bojowe i broñ maszynow¹. Wioski znajduj¹ce siê w rejonie walk, zosta³y ca³kowicie zniszczone, a ich mieszkañcy, którzy nie uciekli, ginêli od ognia artyleryjskiego, karabinów maszynowych i gazów bojowych. Pola by³y poorane wybuchami pocisków armatnich i przypomina³y ksiê¿ycowy krajobraz. Bitwa pozycyjna, w niewielkim stopniu wp³ywaj¹ca na sytuacjê na froncie, fatalnie odbi³a siê na morale ¿o³nierzy, którzy miesi¹cami wykrwawiali siê w okopach. Spêdzali w nich dni, tygodnie, miesi¹ce. Szerzy³y siê choroby (dezynteria, stopa okopowa), spada³o morale, czêsto zdarza³y siê ataki paniki i przypadki ob³êdu. Ros³a liczba dezerterów. Okopy by³y wype³nione rannymi i martwymi cia³ami. Odrêtwiali, bladzi i brudni od gêstego b³ota ¿o³nierze, widz¹ cia³a pozbawione g³ów, nóg, z dziur¹ w brzuchu, z odstrzelonym czo³em, z dziur¹ w piersi. Drêczy ich upa³, pragnienie, szczury, zapach potu i zw³ok, obrzydliwy zapach ekskrementów i okropny strach… Pomimo krwawej ³aŸni pod Verdun i nad Somm¹ ¿ycie w Pary¿u toczy siê jakby nie by³o wojny. Dzia³aj¹ kawiarnie, rewie i teatry, ludzie bawi¹ siê w parkach rozrywki. Swoje triumfy sceniczne œwiêc¹ gwiazdy wystêpuj¹ce w Moulin Rouge.
Francuska kontrofensywa Niemcy przeszli do defensywy. Artyleria francuska rozpoczê³a zmasowany ostrza³ pozycji niemieckich. Ju¿ 24 paŸdziernika Francuzi odzyskali 3 km utraconego na pocz¹tku bitwy terenu, a tak¿e opuszczony przez Niemców fort Douau-


mont. 2 listopada wchodz¹ do wysadzonego przez Niemców fortu Vaux. Do po³owy grudnia odzyskali wszystkie forty, wioski i strategiczne pozycje i odrzucili si³y niemieckie na pozycje wyjœciowe z lutego 1916 r. Bitwa pod Verdun – wielomiesiêczna krwawa jatka – koñczy siê praktycznie w miejscu, gdzie siê zaczê³a. Jednak g³ówny cel Ericha von Falkenhayna, czyli wykrwawienie si³ francuskich, zostaje w du¿ej mierze osi¹gniêty. Straszliwe ofiary obu walcz¹cych stron s¹ daremne – ¿adna ze stron nie przesunê³a linii frontu, nie zdoby³a i nie odzyska³a ¿adnych terytoriów.
Bitwy pod Verdun i nad Somm¹ nieomal wykrwawi³y armiê francusk¹ na œmieræ, która jest na granicy otwartego buntu. Trzeba ca³ej bezwzglêdnoœci, ale te¿ rozumu gen. Philippe’a Pétaina, aby powstrzymaæ jej rozk³ad i doczekaæ momentu, kiedy we Francji wyl¹duj¹ pierwsze oddzia³y armii USA, które w 1918 r. przechyl¹ ostatecznie szalê zwyciêstwa na stronê aliantów.
Straty stron
„Piek³o Verdun” by³a jedn¹ z najbardziej krwawych bitew I wojny œwiatowej i prawdziwym dramatem ludzkiej rzezi. Poch³onê³a ogromn¹ liczbê ludzkich istnieñ. Zarówno dowódcy niemieccy, jak i francuscy wydawali rozkazy, nie licz¹c siê z ofiarami. Po stronie francuskiej straty wynosi³y ok. 360 tys. ¿o³nierzy, a po tronie niemieckiej niewiele mniej – 340 tys. Okolice Verdun zosta³y po walkach uznane za tzw. czerwona strefê – obszar wy³¹czony z wszelkiej aktywnoœci ludzkiej, poniewa¿ w ziemi wci¹¿ zalega³y szcz¹tki ludzkie i zwierzêce oraz niewybuchy, a teren by³ ska¿ony chemicznie. Bitwa wstrz¹snê³a europejsk¹ opini¹ publiczn¹. Spowodowa³a niechêæ spo³eczeñstwa francuskiego do obrony ojczyzny, co przynios³o swój gorzki owoc na pocz¹tku kolejnej wojny œwiatowej.
Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz
Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003
e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org



Zespó³ „Krakowianki i Górale” powsta³ ponad 86 lat temu, przy parafii œw. Stanislawa Kostki na Greenpoincie. Przetrwa³ dekady dziêki troskliwej opiece i zaanga¿owaniu kolejnych proboszczów, nauczycieli i rodziców.
W 2024 roku zespó³ zosta³ uhonorowany gratulacyjnym dyplomem z okazji Dnia Dziedzictwa Polskiego za wk³ad w utrzymanie polskiej kultury i tradycji poza granicami kraju.
Po tym zaszczytnym wyró¿nieniu Krakowianki Górale nie spoczêli na laurach. Wrêcz przeciwnie. Zespó³ bierze czynny udzia³ we wszystkich obchodach patriotycznych, konkursach i festiwalach, a tak¿e wystêpuje na zaproszenie ró¿nych organizacji, polonijnych i amerykañskich.
Obecnie Krakowianki i Górale przygotowuj¹ wiosenny spektakl, który weŸmie udzia³ w festiwalu muzycznym w Centrum Polsko-S³owiañskim i obchodach z okazji rocznicy 3 maja.
Próby zespo³u odbywaj¹ siê w Akademi œw. Stanislawa Kostki we wtorki o 5:30 dla m³odszych dzieci i o 6:30 dla starszych.
Serdecznie zapraszamy wszystkie dzieci, które lubi¹ tañczyæ i œpiewaæ do cz³onkostwa w naszym zespole.
Dyrekcja: El¿bieta Hetnar – Kierowniczka, nauczycielki - Halina Kalitka, Maria Bielska, Joanna Bis-Zuk i asystentka Emilia Idec oraz Komitet Rodzicielski.
Opiekun duchowy: Ks. Proboszcz Grzegorz Markulak.



19 lutego w Restauracji Retro na Greenpoincie odby³ siê wernisa¿ fotografii Kamili Lata³y pt. „Niestabilne struktury”.
Urodzona w Polsce artystka, zakochana w Greenpoincie, gdzie mieszka ju¿ trzynaœcie lat, przedstawi³a szeœæ prac, pokazuj¹cych tê dzielnicê.
Kamila na swoich zdjêciach fragmentuje i ponownie “sk³ada” powierzchnie architektoniczne, przerywaj¹c ich ci¹g³oœæ przestrzenn¹ i dekonstruuj¹c architekturê. Ka¿de zdjêcie jest jednoczeœnie portretem budynku i refleksj¹ nad nim i zmianami jakie zachodz¹ w dzielnicy. Prace Kamili podejmuj¹ temat niestabilnoœci i transformacji.


Artystka ukoñczy³a kurs fotografii w School of Visual Arts w Nowym Jorku. W swojej twórczoœci bada pamiêæ, intymnoœæ oraz emocjonaln¹ architekturê miejsca. Greenpoint pozostaje dla niej zarów-


no miejscem zamieszkania, jak i polem refleksji, które ukszta³towa³o jej sposób patrzenia i fotografowania.
Kamila Lata³a jest mened¿erem w studiu filmowym i fotograficznym na Brooklynie.

Cold Spring. O tej porze roku wymar³e. Wzgórza oprószone œniegiem. Jak cukrem pudrem. Rzeka skuta lodem. W sklepikach ze starociami znu¿eni sprzedawcy. Niechêtnie odpowiadaj¹ na pytania. Pewnie te¿ maj¹ dosyæ zimy. Która nie mo¿e siê skoñczyæ. Czekaj¹ a¿ wreszcie ruszy sezon. Turyœci obsi¹d¹ kawiarniane stoliki przypominaj¹c ruchliwe, g³oœne ptaki. Zazieleni¹ siê zbocza. Zakwitn¹ ³¹ki. Ale na razie jest œrodek lutego. I miasteczko hibernuje. Na drzwiach kartki: „nieczynne do odwo³ania”. „Otwarte tylko w weekendy”. „Zamkniête na sezon zimowy”. „Do zobaczenia na wiosnê”. Przy wejœciu do bodegi kafelki uk³adaj¹ siê w napis: you are loved. Po drugiej stronie torów oty³y mê¿czyzna sprzedaje rêcznie robion¹ czekoladê i fudge. Czêstu je kawa³kami. Opowiada o swojej pasji do

wyrobów cukierniczych. Zachwala. Goœcie z Polski, którzy nam towarzysz¹, kupuj¹ cztery rodzaje. Na spróbowanie. Po polsku fudge t³umaczy siê „krówka”, ale amerykañski przysmak ma niewiele wspólnego z ci¹gn¹cymi siê lub krusz¹cymi cukierkami, które znamy z dzieciñstwa. To „aksamitnie g³adkie, kremowe, daj¹ce siê równo pokroiæ bloki: czekoladowe, waniliowe, karmelowe, o smaku mas³a orzechowego i wiele, wiele innych, z surowym ciastem w³¹cznie”. Intensywne. Skondensowane. I zwykle s³odkie jak ulepek. Nie przepadam. Chyba, ¿e produkcji domowej. Ze zmniejszon¹ zawartoœci¹ sacharozy. Po degustacji których nie grozi œpi¹czka cukrzycowa. Czy pomyœla³abyœ, ¿e bêdziemy razem szlifowaæ nowojorskie bruki? – pyta cokolwiek retorycznie A., nawi¹zuj¹c do sentencji wyg³aszanej szyderczo przez mojego ojca, gdy wraca³yœmy z codziennej ³azêgi po mieœcie. To by³y lata 90, liceum ogólnokszta³c¹ce. Po zajêciach, zamiast do domu na obiad, sz³yœmy siê przejœæ. Zwykle myszkowa³yœmy w secondhandach. Pi³yœmy herbatê w „Szarot-
ce”. Albo przechadza³yœmy siê wokó³ rynku, w nadziei na spotkanie z ch³opakami z technikum, albo VET-u. Którzy udawali siê na miasto dok³adnie w tym samym celu. Towarzyskim. To by³y czasy – wspominamy. Dodaj¹c, ¿e ¿adna z nas nie potrafi³aby sobie wtedy nawet wyobraziæ tej sceny. ¯e idziemy ulicami ma³ego miasteczka na wschodnim wybrze¿u Stanów Zjednoczonych. Pod rêkê. I rozprawiamy o przysz³oœci osiemnastoletniej córki jednej z nas, która wybiera siê do szko³y teatralnej. Jest zima. Hudson River pod œniegiem. A my za rok skoñczymy 50 lat. Przecie¿ tak niedawno siedzia³yœmy w ostatniej ³awce. Na historii. Pod oknem. I zamiast s³uchaæ wyk³adów profesora Szuby, pisa³yœmy do siebie w zeszytach. Spogl¹daj¹c têsknie w stronê kwitn¹cych drzew. Czekaj¹c na ostatni dzwonek.
Nastêpny przystanek: Dia Beacon. Muzeum mieœci siê w dawnej drukarni zbu-
dowanej w 1929 roku. Le¿y na powierzchni 12 hektarów w pobli¿u rzeki Hudson. Jeœli ktoœ nie ma samochodu, mo¿e wybraæ siê poci¹giem. Piêæ minut spacerem od stacji. Lubiê to miejsce. Jego skalê. Œwiat³o (padaj¹ce z ponad 34 000 stóp kwadratowych (!) œwietlików). Przestrzeñ, w której wieloformatowe instalacje mog¹ wzi¹æ oddech. Stalowe rzeŸby Richarda Serry wyrastaj¹ce jak maszty statków. Monumentalna praca Warhola z lat 80. zatytu³owana „Shadows”. Ale te¿ obiekty o skromniejszych gabarytach, jak chocia¿by p³ótna Roberta Rymana w wiêkszoœci utrzymane w odcieniach koloru œciany, na której wisz¹. Niezmiennie wzruszaj¹ mnie te „niezamalowane” p³achty, o których ³atwo mo¿na pomyœleæ: hucpa! Tak, to i ja potrafiê! A jednak wystarczy spróbowaæ, by okaza³o siê, ¿e nie jest to wcale takie proste.
Bielszy odcieñ bieli – ¿artuje K., odnosz¹c siê do tytu³u hymnu Procol Harum, przy dŸwiêkach którego moi rodzice brali œlub. W ma³ej kapliczce. W szczerym polu. Gdzieœ pod Wrzeœni¹. I znowu wracamy na tamte ulice. Pod bramy. Drzwi. I okna. Dzieciñstwa.
Od którego nie da siê uciec. Nawet na drugi koniec œwiata.
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Jan Latus
Jeszcze raz, ju¿ ostatni, o Bangkoku. To by³y tylko cztery dni, ale intensywne, takie do zapamiêtania, w odró¿nieniu od dni takich jak poprzednie i nastêpne, w Angeles City. Jak ju¿ pisa³em, podró¿owanie to nie tylko przyjemnoœæ i rozrywka, ale te¿ i stres, zw³aszcza jeœli kogoœ nie staæ na asystentów i w³asny samolot. Mój odlot z Bangkoku jest w czwartek o 19: 30. Ktoœ móg³by wiêc pomyœleæ, ¿e mia³em dla siebie ca³y dzieñ. Niech wyjaœniê, jak to wygl¹da w praktyce – zacznijmy odliczanie czasu, i to wstecz. Bramka do samolotu otwiera siê o 7 p.m. Ale przecie¿ wczeœniej muszê przejœæ odprawê biletow¹, paszportow¹ i bezpieczeñstwa. Dobrze, ¿e mam tylko baga¿ podrêczny. Lot jest miêdzynarodowy, a gdy przylecia³em w poniedzia³ek na to lotnisko, by³y tu t³umy do odprawy. Tak wiêc powinien byæ tu o pi¹tej popo³udniu, ok, niech bêdzie o szóstej. I by³em – na szczêœcie do odprawy biletowej linii Cebu Pacific nie by³o kolejki. –Jak d³ugo zamierza Pan pozostaæ na Filipinach? – pyta Filipinka w uniformie linii. –No nie wiem… trzy lata? Pani wcale siê na to nie uœmiecha. – Mo¿e Pan pokazaæ bilet wylotu z Filipin?! Wiem, ¿e o to prosz¹, wiêc wczeœniej wykupi³em najtañszy, jaki
znalaz³em, onward ticket w terminie przed wygaœniêciem miesiêcznej wizy. Rejs 15 lutego, Angeles City – Hongkong, za 40 dolarów. Bêdzie do wyrzucenia. W odprawie paszportowej spêdzam minutê. W sklepie bezc³owym, okazawszy paszport i kartê pok³adow¹, kupujê upominek dla Jenny (pamiêtacie j¹ jeszcze?): myde³ko w kszta³cie s³onika. W samolocie ju¿ swojsko – sami Filipiñczycy, zapewne zatrudnieni na kontraktach w Tajlandii, albo nawet turyœci (do Tajlandii nie potrzebuj¹ wiz). W samolocie raczê siê filipiñskim piwem San Miquel. Lotnisko Clark/Angeles jest puste o pó³nocy. Urzêdnik imigracyjny bez pytañ wbija mi miesiêczn¹ wizê, mimo ¿e w paszporcie widzi przed³u¿ane wizy za ostatnie trzy lata. Pokazujê jeszcze wype³nion¹ w Internecie przed odlotem deklaracjê, mijam znudzonych celników i za chwilê zamawiam taksówkê. Wkrótce jestem w domu, bo chyba tak mogê obecnie nazywaæ wynajmowane mieszkanie, skoro w lodówce czekaj¹ na mnie sery, wêdliny i chleb. Wróæmy jednak do odliczania czasu wstecz. Na lotnisku w Bangkoku musia³em byæ o 6, a przedtem wzi¹æ metro i kolejkê dojazdow¹ do portu lotniczego. Da³em sobie na to godzinê. Tak wiêc mamy ju¿ pi¹t¹. Nie oznacza to jednak, ¿e mia³em dla siebie prawie ca³y dzieñ. Przecie¿ z hotelu trzeba siê wymeldowaæ o 12! Pozwalaj¹ mi zostawiæ w recepcji baga¿e. Mam piêæ godzin, aby jeszcze pochodziæ po mieœcie, ale nie za daleko, zjeœæ lunch albo dwa lunche. A co robi³em do 12? Sprê¿y³em siê: wstawszy rano, po po-
spiesznym œniadaniu na ulicy, podjecha³em metrem do a¿ do rzeki Chao Phraya, gdzie wzi¹³em prom nale¿¹cy do wspania³ej galerii handlowej Iconsiam. Ca³e piêtro na stoiska z jedzeniem, kolejne na elektronikê i modê, tarasy z widokiem na rzekê. Przypomnia³em sobie to piêkne, choæ drogie miejsce – i zasuwa³em z powrotem do hotelu, by zd¹¿yæ przed dwunast¹.
Podobnie by³o w dzieñ przyjazdu do Bangkoku: w hotelu znalaz³em siê ju¿ po pó³nocy, tak wiêc jedyne co zrobi³em, to wyszed³em na róg na kolacjê.
Tak wygl¹daj¹ nasze podró¿e: godziny na lotniskach, godziny w dojazdach, godziny oczekiwania w kolejkach: przed muzeum, do odprawy paszportowej, do stoiska z polecanym jedzeniem. Na chybcika, ¿eby zaliczyæ, bo przecie¿ wyjazd turystyczny to nie rezydencja, kiedy to na wszystko ma siê czas. Ocieraj¹c pot, targaj¹c ze sob¹ – niezbêdn¹ w tropikach – butelkê wody, plecaczek, jak¹œ bluzê do mocno sch³odzonych pomieszczeñ. Dobrze schowany paszport i karty kredytowe oraz nieod³¹czny dziœ telefon, s³u¿¹cy do robienia zdjêæ co minutê, sprawdzania kierunków, p³acenia w sklepach i na stacjach. Nie zauwa¿am ani jednego turysty, który nie trzyma³by w d³oni smartfona, który by turyst¹ kierowa³, a te¿ uwiecznia³ jego wspania³¹ eskapadê. Któr¹ za chwilê „polubi” tysi¹c jego „przyjació³” na Facebooku.
Mo¿e jestem ju¿ stary, a mo¿e niepokorny, ale po Bangkoku chodzê bez telefonu i paszportu, bo i po co mi one? Miasto znam dobrze, a w kieszeni mam wystarczaj¹c¹ iloœæ gotówki na obiad czy taksówkê.
Czy jednak nie jest mi ¿al, gdy widzê jakiœ piêkny widok, atrakcjê, œmieszn¹ sytuacjê uliczn¹? Trochê ¿al, ale co naprawdê wniesie fakt, ¿e zrobiê zdjêcia piêknego, zbudowanego na bagnach, parku Benjakitti, z jego jeziorem i zawieszonymi nad bagnami mostkami dla spacerowiczów? Wystarczy wejœæ na google, by obejrzeæ setki takich zdjêæ. Podobnie z galeri¹ Iconsiam: fotografii jest pe³no, w tym wiele o profesjonalnej jakoœci, której aparat w telefonie nie zapewnia. A prawdziwego aparatu tym bardziej nie chce mi siê taszczyæ. Poza tym, z niezrozumia³ych powodów, telefonem mo¿na robiæ zdjêcia niemal wszêdzie, ludzie z du¿ym aparatem wywo³uj¹ natomiast alarm stra¿ników. Tak wiêc wra¿enia zostan¹ u mnie w g³owie – tak jak do dzisiaj pamiêtam z dzieciñstwa wycieczki w Tatry, do Malborka, do Budapesztu. Owszem, zachowa³o siê z nich kilka, czarno-bia³ych, zdjêæ. Ale reszta jest w pamiêci.
Teraz w mojej g³owie pozostanie ha³as ulic Bangkoku, przyt³umiony szum miasta, gdy wjedzie siê na najwy¿sze piêtro wie¿owca do jednego ze s³ynnych rooftop bars, a tak¿e inne, zmys³owe doznanie: zapach marihuany. Jest ona tu na ogó³ legalna i najwyraŸniej popularna, zw³aszcza wœród zagranicznych turystów, którzy odreagowuj¹ w Azji zniewalaj¹cy ich, biedactwa, system prawny w Europie czy USA. Mijam wiêc fasady sklepów o pomys³owych nazwach: Greenpeace, Weed King, Wonderland, Cannabeast i najbardziej dla polskiego patrioty zachêcaj¹cej - SNUS. Zostawmy jednak te bezeceñstwa i przewiñmy czas z powrotem do przodu, do mojego spokojnego domku w Angeles City, gdzie zamiast trawki czeka na mnie mleczko i chude serki w lodówce.
Iwona Hejmej
Wróæmy do Wiednia. Trafi³ Pan do obozu dla uchodŸców?
Do obozu nas nie przyjêto – i to by³ pocz¹tek ogromnych problemów. A wszystko przez to, ¿e towarzyszy³ mi m¹¿ mojej dobrej kole¿anki, Austriak. Urzêdnicy zapytali go, czy mnie zna. Odpowiedzia³ zgodnie z prawd¹, ¿e tak. Us³yszeliœmy wtedy: „Nie mamy miejsc dla takich ludzi, tylko dla tych, którzy naprawdê nie maj¹ siê gdzie podziaæ i odnotowali to w moich papierach.” Ludzie, którzy trafili do obozów czêsto dziœ mówi¹, ¿e spotka³a ich krzywda. A prawda jest taka, ¿e ktokolwiek by³ w obozie, mia³ dach nad g³ow¹, jedzenie i zagwarantowan¹ emigracjê. Spokojnie sobie czekali na wyjazd. Ci, którzy – jak ja – do obozu siê nie dostali, byli w najgorszej sytuacji. Momentami zupe³nie nie wiedzia³em co robiæ, bo nie chcia³em wracaæ do Polski. Znam takich, którzy sprzedawali krew, ¿eby prze¿yæ, albo chodzili w czwartki do rzeŸnika po darmowe koœci i gotowali na nich zupê.
Jak Pan wspomina ten trudny czas w Wiedniu?
Jako najciê¿szy okres mojego ¿ycia. Paradoksalnie uwa¿am jednak Austriê za wspania³y kraj. Kiedy po raz pierwszy od wyjazdu odwiedzi³em Polskê, to odwiedzi³em te¿ Austriê, bo uwa¿am, ¿e tam jest moja kolejna ojczyzna i jestem im wdziêczny za mo¿liwoœæ pracy i tymczasowego zamieszkania przed moim kolejnym etapem ¿ycia. Przez cztery miesi¹ce szukaliœmy organizacji, która przyjê³aby nasze aplikacje. W koñcu dotarliœmy do PARC – Polish American Immigration Organization i oni nam pomogli, ale powiedzieli wprost: „Za³atwimy wam dokumenty emigracyjne i wyjazd, ale niczego wiêcej nie gwarantujemy. Nawet tego, czy ktoœ odbierze was z lotniska.” To jednak wystarczy³o.
Ilu by³o takich jak Pan, którzy przyjechali do Ameryki bez pomocy obozów? Tego dnia, którego wylatywa³em, lecia³y dwa samoloty. Oko³o 500 osób. Ten wylot by³ filmowany nawet przez polsk¹ telewizjê. W ci¹gu sierpnia i wrzeœnia 1981 roku wylecia³o oko³o dziesiêciu takich transportów. Ci, którzy przyjechali przez obozy, mieli op³acone przeloty, kieszonkowe, sponsorów w ró¿nych stanach. Przez pó³ roku mieli zapewnione wszystko. Pomimo, ¿e byliœmy zdani sami na siebie, uwa¿am, ¿e nie mam powodów do narzekania. By³em bardzo zadowolony i od pocz¹tku wszystko mi siê podoba³o.
Jak zapamiêta³ Pan pierwsze dni w Nowym Jorku?
Umieszczono nas w hotelu Murray Hill na Manhattanie przy 35. ulicy i Pi¹tej Alei. Manhattan powita³ nas strajkiem pracowników oczyszczania miasta. Wielu poczu³o siê zawiedzionych i kilka osób w ci¹gu najbli¿szych dni wróci³o do Austrii. A ja czu³em wdziêcznoœæ, ¿e siê uda³o i jestem na ziemi Waszyngtona. Moja narzeczona – dzisiejsza ¿ona Gra¿yna – przez dwa tygodnie rozpacza³a i têskni³a za Wiedniem.
Jak zaczê³a siê Wasza nowojorska codziennoœæ?
Nastêpnego dnia po przyjeŸdzie poszliœmy do organizacji PARC, której siedziba znajdowa³a siê przy 15 Irving Place. Najpierw ktoœ zacz¹³ nam t³umaczyæ system
emerytalny – nam, dwudziestolatkom. Jeden z nas zdoby³ siê na odwagê i powiedzia³ „przecie¿ my mamy po 20 lat, chcemy informacji jak znaleŸæ pracê, a nie jaki jest system emerytalny, który dziœ nas nie dotyczy”. Dostaliœmy mapê metra i krótk¹ wskazówkê jak szukaæ zatrudnienia: „JedŸcie na Greenpoint i pytajcie.” I tyle. Poinformowano nas te¿, ¿e w restauracjach zostawia siê napiwek. I ¿e zostawia siê go równie¿ w taksówce i u fryzjera. I ¿e w metrze, nie musimy ustêpowaæ miejsca starszej pani, bo ona mo¿e wracaæ od fryzjera, a my zmêczeni z pracy. Z t¹ wiedz¹ pojechaliœmy na Greenpoint i chodziliœmy od drzwi do drzwi ró¿nych biznesów. W koñcu trafiliœmy do Centrum Polsko-S³owiañskiego. By³a tam oferta pracy dla kobiety w biurze podró¿y – na dwa tygodnie. Kole¿anka odmówi³a, bo nie chcia³a pracy na tak krótko. Powiedzia³em wtedy do Gra¿yny: „Bierzemy to.” I tak zaczê³a pracê drugiego dnia po przyjeŸdzie. A dziœ jest w³aœcicielk¹ tej firmy.
A co dzia³o siê z Panem?
Z dwoma kolegami zostaliœmy skierowani do doktora Ignacego Senkowskiego, lekarza pracuj¹cego wówczas w fabryce produkuj¹cej windy – Williamsburg Steel Products. Doktor by³ cz³owiekiem o wielkim sercu i zawsze pomaga³ rodakom. W tamtym czasie wspar³ nie tylko nas, ale – jak siê póŸniej okaza³o – ponad stu Polaków. Kiedy tylko pojawiliœmy siê w gabinecie, doktor bez wahania wys³a³ sekretarkê po jedzenie. I wtedy po raz pierwszy zobaczyliœmy prawdziwe amerykañskie kanapki: ogromne, wypchane po brzegi miêsem, a do tego obowi¹zkowo Coca-Cola. Patrzyliœmy na nie z niedowierzaniem, zastanawiaj¹c siê, czy to porcja dla jednej osoby, czy trzeba siê ni¹ dzieliæ, a mo¿e lepiej zabraæ na póŸniej.
Dziêki doktorowi trafiliœmy na rozmowê o pracê. By³o nas trzech: Zdzichu z Ka-

Przy swojej taksówce, lata 90.

towic, Piotrek z Gdañska i ja – z Ko³obrzegu. Przyj¹³ nas Günter, brygadzista niemieckiego pochodzenia. ¯aden z nas nie mówi³ po angielsku, ale ja zna³em niemiecki i ³atwo mo¿na by³o siê porozumieæ. Pokaza³ mi jakieœ urz¹dzenie i zapyta³, czy wiem, jak je obs³ugiwaæ. Odpowiedzia³em uczciwie, ¿e nie, ale jeœli mi poka¿e, to siê nauczê – po technikum samochodowym maszyny nie mia³y przede mn¹ tajemnic. Zostaliœmy przyjêci. Zaczynaliœmy od stawki 5,50 dolarów za godzinê. Praca by³a ciê¿ka, fizyczna, zaczynaliœmy o siódmej rano. Mieszkaliœmy wtedy tymczasowo na Bronksie. Metro kursowa³o tak, ¿e pod fabryk¹ by³em ju¿ oko³o szóstej, ¿eby siê nie spóŸniæ. Czeka³em na rozpoczêcie zmiany, drzemi¹c pod jedn¹ z maszyn. Günter to zauwa¿y³ i zaproponowa³ mi inn¹, lepsz¹ posadê. Po oœmiu miesi¹cach zarabia³em tyle, co ludzie pracuj¹cy tam od czterdziestu lat. Nauczy³em siê obs³ugi nowoczesnych – jak na tamte czasy – komputerowo sterowanych maszyn do ciêcia blachy, a z czasem awansowa³em na coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska. Równoczeœnie, w weekendy, pracowa³em na stacji benzynowej. W 1983 roku zacz¹³em te¿ jeŸdziæ na taksówce, bo wiedzia³em, ¿e jeœli chcê stan¹æ na nogi, muszê pracowaæ jeszcze wiêcej.
Czy praca taksówkarza to by³ œwiadomy wybór?
Tak, choæ to bardzo ciê¿ki kawa³ek chleba. Nie chcia³em jednak ca³e ¿ycie
Bogdan Bachorowski jest jednym z najaktywniejszych dzia³aczy polonijnych.
Jako cz³onek wielu organizacji skutecznie dzia³a dla dobra Polonii.
➦ Od 1992 do teraz – by³y prezes i wiceprezes Pulaski Association of Business and Professional Men
➦ Od 1992 do teraz – cz³onek Rady Dyrektorów Kongresu Polsko-Amerykañskiego, aktywnie zaanga¿owany w rejestracjê polsko-amerykañskich wyborców.
➦ Od 2000 r. do teraz – cz³onek Stowarzyszenia Polsko-Amerykañskich Biur Podró¿y w USA i Kanadzie (SPATA)
➦ 2001-2018 – cz³onek Klubu Demokratycznego im. Johna Smolenskiego w Nowym Jorku
➦ 2003 i 2009 – Wybrany Cz³owiekiem Roku Klubu Demokratycznego Seneca w Nowym Jorku
➦ 2009 – otrzyma³ nagrodê Prezydenta Brooklynu Marty Markowitza za dzia³alnoœæ charytatywn¹, poœwiêcenie i zaanga¿owanie na rzecz miasta Nowy Jork.
➦ 2009 – Marsza³ek Parady im. Genera³a Pu³askiego w Nowym Jorku kontygentu Greenpoint
➦ 2009 – Otrzyma³ Z³oty Krzy¿ Zas³ugi z r¹k Prezydenta Polski Lecha Kaczyñskiego za dzia³alnoœæ na rzecz Polonii w USA
➦ 2011 – do teraz – cz³onek Brooklyn Community Board 1. Pe³ni³ funkcjê przewodnicz¹cego Komisji ds. Koncesji Alkoholowych dla miasta Nowy Jork, obecnie jest wiceprzewodnicz¹cym. Anga¿uje siê w sprawy bezpieczeñstwa publicznego i pomoc spo³eczn¹, us³ugi socjalne dla osób starszych i niepe³nosprawnych.
pracowaæ dla kogoœ. Kupi³em w³asny medalion taksówkowy tzw. „Yellow Cab Medallion”. Jego cena by³a wtedy wy¿sza, ni¿ cena kamienicy na Greenpoincie. Kamienica kosztowa³a 70-80 tysiêcy dolarów, medalion – 88 tysiêcy, plus nowy samochód. Na ca³e przedsiêwziêcie otrzyma³em po¿yczkê z Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej i tym samym sta³em siê jednym z pierwszych takich po¿yczkobiorców. Muszê tu podkreœliæ: aby zarobiæ na taksówce, trzeba pracowaæ znacznie wiêcej ni¿ 40 godzin tygodniowo. Przy czterdziestu godzinach wychodzi siê na zero. Dopiero potem zaczyna siê zarabiaæ. Po szeœciu i pó³ roku takiej orki by³em po prostu zmêczony. Wynaj¹³em mój „Yellow Cab Medalion” innej osobie. A sam zacz¹³em wspó³pracowaæ z ¿on¹.
W tym czasie Pana ¿ona rozwija³a ju¿ firmê...
Tak. Gra¿yna pracowa³a wtedy w niewielkim biurze spedycyjno-podró¿niczym. Z czasem, kiedy w³aœciciele przeszli na emeryturê, ¿ona przejê³a firmê i nada³a jej nowy kierunek. Nie ograniczy³a siê tylko do sprzeda¿y biletów lotniczych – rozszerza³a ofertê o us³ugi agencyjne, wysy³kê paczek, przekazy pieniê¿ne. Kiedy do niej do³¹czy³em, do³o¿yliœmy kolejne oferty. Dziêki mojemu doœwiadczeniu zaczêliœmy pomagaæ ludziom znacznie szerzej – nie tylko w sprawach podró¿y, ale te¿ w codziennych, czêsto bardzo skomplikowanych formalnoœciach. Udzielaliœmy porad, asystowaliœmy w urzêdach, tak¿e w urzêdzie imigracyjnym. Dla wielu byliœmy miejscem, do którego przychodzili po pomoc, gdy nie wiedzieli, od czego zacz¹æ ¿ycie w nowym kraju. Od 1986 roku, jesteœmy w³aœcicielami „Pol-Travel Service” – jednego z najstarszych polskich biur podró¿y w Nowym Jorku. Kiedyœ na samym Greenpoincie dzia³a³o ponad trzydzieœci takich biur. Dziœ zosta³y pojedyncze. Tym bardziej czujê dumê, ¿e nasze przetrwa³o i wci¹¿ s³u¿y kolejnym pokoleniom Polonii.
Równolegle zacz¹³ Pan inwestowaæ w nieruchomoœci.
Wszystko zaczê³o siê w 1985 roku. Wtedy kupiliœmy nasz pierwszy dom na Greenpoincie, chocia¿ nie by³ to ani oczywisty, ani modny wybór. Dla wielu dzielnica by³a po prostu miejscem tymczasowym. Ja jednak od pocz¹tku czu³em, ¿e tu tkwi ogromny potencja³.
Dziœ Greenpoint znam jak w³asn¹ kieszeñ – ka¿dy budynek, ka¿dy biznes, ka¿dego w³aœciciela. Od 1981 roku obserwujê, jak wszystko zmienia³o siê na lepsze, jak okolica rozkwita³a. To nie jest dla mnie tylko punkt na mapie Nowego Jorku. To mój dom, moje miejsce na Ziemi. By³ moment, kiedy rozwa¿a³em przeprowadzkê, nawet na Manhattan, ale szybko doszed³em do wniosku, ¿e wygodniej byæ nie mo¿e. Tutaj z ¿on¹ mamy pracê, tutaj ulokowaliœmy nasze inwestycje, wszystko mamy na wyci¹gniêcie rêki. A od 1995 roku Greenpoint zacz¹³ zmieniaæ siê naprawdê dynamicznie – z roku na rok stawa³ siê coraz lepsz¹, coraz bardziej atrakcyjn¹ dzielnic¹. I dziœ z pe³nym przekonaniem mogê powiedzieæ: nie zamieni³bym go na ¿adn¹ inn¹ lokalizacjê.

Darowizna to jeden z najpiêkniejszych gestów, jakie mo¿emy wykonaæ wobec drugiego cz³owieka. To wyraz zaufania, troski i chêci zabezpieczenia przysz³oœci bliskich. Rodzice przekazuj¹ dzieciom mieszkania, dziadkowie wspieraj¹ wnuki pieniêdzmi, a rodzeñstwo pomaga sobie w trudnych momentach. Jednak ka¿dy, kto choæ raz doœwiadczy³ niewdziêcznoœci obdarowanego, wie, jak bolesne potrafi byæ to rozczarowanie.
Przyk³ad z ¿ycia #1
Pan Jan przez lata marzy³ o powrocie do Polski i w³asnego domu pod Krakowem. Budowê powierzy³ siostrzeñcowi, któremu ufa³ jak synowi. Podczas jednej z wizyt w kraju przekaza³ mu kilkadziesi¹t tysiêcy dolarów i podpisa³ dokumenty, które, jak zapewniano, mia³y usprawniæ formalnoœci. Potem, ju¿ z Ameryki, dosy³a³ kolejne transze pieniêdzy. Siostrzeniec regularnie przesy³a³ zdjêcia z placu budowy, pokazuj¹c rosn¹ce mury i zapewniaj¹c, ¿e wszystko idzie zgodnie z planem. Kiedy Jan przeszed³ na emeryturê, postanowi³ zamkn¹æ swoje amerykañskie sprawy i wróciæ do Polski na sta³e. Mia³ ju¿ kupiony bilet, spakowane walizki i g³owê pe³n¹ nadziei. Wtedy zadzwoni³a ¿ona siostrzeñca. Jej s³owa by³y jak cios: „Niech pan nie przyje¿d¿a. Ten dom nie jest pañski”. I od³o¿y³a s³uchawkê. Jan by³ wstrz¹œniêty. Próbowa³ dzwoniæ, prosiæ o wyjaœnienia, zrozumieæ, co siê sta³o. Nikt nie odbiera³ telefonu. Cisza po drugiej stronie linii by³a gorsza ni¿ najgorsza odpowiedŸ. Okaza³o siê, ¿e bêd¹c w Polsce, Jan nieœwiadomie podpisa³ dokumenty przekazuj¹ce dzia³kê siostrzeñcowi, po czym siostrzeniec budowa³ siê „na swoim”.
Przyk³ad z ¿ycia #2
Pani Zofia wraz z mê¿em przez lata dorobi³a siê dwóch nieruchomoœci: ³adnego domu jednorodzinnego i niewielkiej, dwurodzinnej kamieniczki tu¿ obok. Po œmierci mê¿a i wraz z up³ywem lat utrzymanie dwóch domów sta³o siê dla niej zbyt du¿ym ciê¿arem. Mia³a jednak plan: chcia³a przekazaæ kamienicê siostrzenicy. Dziewczyna mog³aby tam zamieszkaæ, wynajmowaæ drugie mieszkanie i jednoczeœnie byæ blisko, by w razie potrzeby pomóc starszej cioci. Siostrzenicy i siostrze pomys³ bardzo siê spodoba³. Zofia przepisa³a kamienicê i czeka³a, a¿ siostrzenica siê wprowadzi. Mija³y tygodnie, potem miesi¹ce. T³umaczono jej, ¿e s¹ pewne problemy, ¿e trzeba poczekaæ. Pewnego dnia Zofia zobaczy³a pod kamienic¹ ciê¿arówkê i obcych ludzi wnosz¹cych
meble. Okaza³o siê, ¿e siostrzenica sprzeda³a dom, nie informuj¹c o niczym cioci. Zostawi³a starsz¹ kobietê bez wsparcia, bez opieki, bez domu i bez s³owa wyjaœnienia. Zofia sta³a na chodniku, patrz¹c, jak obcy ludzie zajmuj¹ dom, który mia³ byæ jej zabezpieczeniem na staroœæ. W jednej chwili zrozumia³a, ¿e zosta³a oszukana przez osobê, której ufa³a najbardziej.
Dlaczego darowizny bez warunków bywaj¹ ryzykowne
W praktyce wiele darowizn odbywa siê „na s³owo honoru”. Darczyñca wierzy, ¿e obdarowany bêdzie wdziêczny, odpowiedzialny i lojalny. Niestety, ¿ycie pokazuje, ¿e nie zawsze tak jest.
Zdarza siê, ¿e po przekazaniu mieszkania dziecko przestaje utrzymywaæ kontakt z rodzicem. Albo ¿e osoba, której pomogliœmy finansowo, zaczyna traktowaæ nasz¹ dobroæ jak obowi¹zek. Bywa, ¿e darczyñca zostaje sam, bez wsparcia, a obdarowany zachowuje siê tak, jakby dar by³ czymœ nale¿nym.
W takich sytuacjach pojawia siê pytanie: Czy mo¿na by³o temu zapobiec? OdpowiedŸ brzmi: tak – poprzez darowiznê warunkow¹
Polska: Darowizna warunkowa i ochrona darczyñcy
Polskie prawo daje darczyñcy szerokie mo¿liwoœci zabezpieczenia siê przed niewdziêcznoœci¹. Najwa¿niejsze narzêdzia to: ➦ Darowizna z poleceniem. Polecenie to zapis, w którym darczyñca okreœla, co obdarowany ma zrobiæ w zamian za dar. Mo¿e to byæ: obowi¹zek opieki nad darczyñc¹, utrzymanie nieruchomoœci w okreœlonym stanie, zapewnienie darczyñcy prawa do mieszkania, pomoc finansowa w okreœlonych sytuacjach, czy utrzymywanie kontaktu lub wspó³pracy przy sprawach rodzinnych. Polecenie nie tworzy stosunku pracy ani obowi¹zku „s³u¿enia”, ale jest prawnie wi¹¿¹ce. Jeœli obdarowany go nie wykonuje, darczyñca mo¿e ¿¹daæ jego realizacji, a w skrajnych przypadkach odwo³aæ darowiznê.
➦ Darowizna plus s³u¿ebnoœæ osobista mieszkania to jedno z najskuteczniejszych zabezpieczeñ. Darczyñca przekazuje nieruchomoœæ, ale zachowuje do¿ywotnie prawo do mieszkania. Nawet jeœli obdarowany sprzeda dom, s³u¿ebnoœæ nadal obowi¹zuje. Darczyñca nie mo¿e zostaæ wyrzucony ani zmuszony do wyprowadzki.
➦ Umowa do¿ywocia – alternatywa dla darowizny. Darczyñca przekazuje nieruchomoœæ, a obdarowany zobowi¹zuje siê do zapewnienia mu opieki, wy¿ywienia, mieszkania, pomocy w chorobie, organizacji pogrzebu. Jeœli obdarowany nie wywi¹zuje siê z obowi¹zków, s¹d mo¿e zamieniæ œwiadczenia na rentê lub nawet rozwi¹zaæ umowê.
➦ Odwo³anie darowizny w Polsce z powodu ra¿¹cej niewdziêcznoœci. Polskie prawo chroni darczyñcê wyj¹tkowo mocno. Zgodnie z art. 898 Kodeksu cywilnego darowiznê mo¿na odwo³aæ, jeœli obdarowany dopuœci³ siê ra¿¹cej niewdziêcznoœci. Polskie s¹dy uznaj¹
za ni¹ m.in.: odmowê pomocy w chorobie, agresjê s³own¹ lub fizyczn¹, zniewa¿anie darczyñcy, wyrzucenie go z domu, zerwanie kontaktu w sposób krzywdz¹cy. Darczyñca ma rok od momentu, gdy dowiedzia³ siê o niewdziêcznoœci, aby odwo³aæ darowiznê. To jest droga, któr¹ móg³by pójœæ pan Jan z przyk³adu powy¿ej.
USA: Darowizna warunkowa – trudniejsza, ale mo¿liwa W Stanach Zjednoczonych darowizna jest traktowana jako czynnoœæ nieodwracalna. Sama niewdziêcznoœæ obdarowanego nie jest podstaw¹ do cofniêcia daru. Jednak istniej¹ sposoby, by zabezpieczyæ siê przed nadu¿yciami, z których powinna by³a skorzystaæ pani Zofia. ➦ Conditional gift: darowizna warunkowa. W USA mo¿na przekazaæ dar pod warunkiem, ¿e obdarowany spe³ni okreœlone zobowi¹zania. Warunek musi byæ: jasno zapisany, mo¿liwy do wykonania i zgodny z prawem. Przyk³ady: „Przekazujê dom pod warunkiem, ¿e bêdziesz zapewniaæ mi opiekê.” „Dam ci pieni¹dze, jeœli ukoñczysz studia.” „Przekazujê samochód, ale nie sprzedaj go przez piêæ lat.” Jeœli warunek nie zostanie spe³niony, dar mo¿e zostaæ cofniêty, ale tylko wtedy, gdy warunek by³ formalnie zapisany.
➦ Life estate: prawo do¿ywotniego zamieszkania. To amerykañski odpowiednik polskiej s³u¿ebnoœci. Darczyñca przekazuje nieruchomoœæ, ale zachowuje prawo do mieszkania do koñca ¿ycia. Obdarowany nie mo¿e go wyrzuciæ ani ograniczyæ jego praw.
El¿bieta Baumgartner nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Planowanie spadkowe”, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem”, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
Podsumowanie
Darowizna to piêkny gest, ale wymaga rozwagi. W Polsce prawo chroni darczyñcê bardzo mocno; mo¿na odwo³aæ darowiznê z powodu ra¿¹cej niewdziêcznoœci, ustanowiæ s³u¿ebnoœæ, polecenie lub umowê do¿ywocia. W USA darowizna jest trudniejsza do cofniêcia, ale mo¿na zabezpieczyæ siê przez postawienie warunków w pisemnej umowie, ustanowienie life estate lub trust. Porozmawiaj o tych sprawach z kompetentnym prawnikiem. Dawaj m¹drze – z sercem, ale te¿ chroni¹c samego siebie. ❍
➦ Contract for care: umowa o opiekê W USA popularne jest podpisywanie umów, w których obdarowany zobowi¹zuje siê do opieki nad darczyñc¹. Jeœli obdarowany nie wywi¹zuje siê z obowi¹zków, darczyñca mo¿e: pozwaæ go do s¹du za naruszenie umowy, ¿¹daæ odszkodowania, a w niektórych stanach ¿¹daæ zwrotu daru. ➦ Trust: najbezpieczniejsza forma przekazania maj¹tku. W USA najskuteczniejszym narzêdziem ochrony darczyñcy jest trust. Zamiast przekazywaæ maj¹tek bezpoœrednio, darczyñca umieszcza go w trust fund i okreœla zasady: kto korzysta, kiedy, na jakich warunkach oraz co siê stanie, jeœli obdarowany oka¿e siê niewdziêczny. Trust pozwala zachowaæ pe³n¹ kontrolê nad maj¹tkiem nawet po jego przekazaniu.
Masz tam maj¹tek? Pomog¹ ci ksi¹¿ki El¿biety Baumgartner
„Powrót do Polski” – finansowe i prawne dylematy amerykañskich reemigrantów. „Emerytura reemigranta w Polsce” – podrêcznik seniora wracaj¹cego do Polski. „Emerytura polska i amerykañska” ich ³¹cznie i skutki Umowy emerytalnej. Ksi¹¿ka dla osób pozostaj¹cych w USA.
Równie¿: „Amerykañskie emerytury“, „Ubezpieczenie Social Security“, „Obywatelstwo z przeszkodami“, „Planowanie spadkowe“, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem“, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ dostêpne tylko w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

Proszê powiedzieæ kilka s³ów o rodzinie.
Przyjechaliœmy tu z ¿on¹ jako narzeczeñstwo. Tutaj wziêliœmy œlub i od tamtej pory jesteœmy razem – prze¿yliœmy dobre i trudne chwile. Mamy jednego syna, Micha³a. Urodzi³ siê w Stanach, ale od pocz¹tku zale¿a³o nam, ¿eby nie straci³ wiêzi z polskoœci¹. Chodzi³ do polskiej szko³y, biegle mówi i pisze po polsku, a nawet uczy³ m³odsze dzieci naszego jêzyka. Ukoñczy³ tak¿e kurs jêzyka polskiego na Uniwersytecie Jagielloñskim w Krakowie, co by³o dla nas szczególnym powodem do dumy. Edukacjê œredni¹ zdoby³ w Loyola High School, a nastêpnie ukoñczy³ Bentley University w Bostonie, gdzie zdoby³ tytu³ magistra z finansów i rozwoju nieruchomoœci. W 2006 roku napisa³ pracê magistersk¹ poœwiêcon¹ rozwojowi Greenpointu – i co niezwyk³e, z du¿¹ trafnoœci¹ przewidzia³, jak ta dzielnica bêdzie wygl¹daæ dziœ. Patrz¹c na jego drogê, nie kryjemy dumy. Staraliœmy siê wychowaæ go w szacunku do pracy, rodziny i korzeni. Do dziœ w naszym domu pielêgnujemy polskie tradycje i wartoœci, bo wierzymy, ¿e to one daj¹ cz³owiekowi solidny fundament, niezale¿nie od tego, gdzie ¿yje.
Jest Pan znanym i aktywnym dzia³aczem polonijnym. W 2011 roku dosta³ siê Pan do Rady Dzielnicy Brooklynu (Brooklyn Community Board 1). Proszê o tym opowiedzieæ.
W 2010 r. z kolegami doszliœmy do wniosku, ¿e Polonia powinna znacznie aktywniej uczestniczyæ w ¿yciu miasta i mieæ realny wp³yw na to, co dzieje siê w dzielnicy. Z³o¿y³em wiêc aplikacjê do Community Board. Zosta³em przyjêty, a po zaledwie pó³ roku powierzono mi funkcjê przewodnicz¹cego komisji State Liquor License. Komisja ta zajmuje siê opiniowaniem wniosków o wydanie licencji na sprzeda¿ alkoholu dla barów, restauracji i hoteli. W Nowym Jorku obowi¹zuj¹ dwa rodzaje licencji: tzw. „ma³a”, obejmuj¹ca sprzeda¿ piwa i wina oraz „ca³kowita”, pozwalaj¹ca na sprzeda¿ wszystkich alkoholi. W skrócie procedura wygl¹da nastêpuj¹co: ka¿dy, kto chce otworzyæ lokal musi najpierw wyst¹piæ o opiniê Community Board. Rada ta jest cia³em doradczym – wydaje opiniê, czy dana inwestycja bêdzie korzystna dla dzielnicy. Z t¹ opi-

ni¹ wnioskodawca udaje siê do stanowego organu New York State Liquor Authority, który podejmuje ostateczn¹ decyzjê o przyznaniu licencji. Choæ formalnie jesteœmy komisj¹ doradcz¹ dla stanu, w praktyce stoimy na stra¿y interesów i dobra naszej dzielnicy.
Oprócz tego nale¿ê do komisji Public Safety & Human Services, która obejmuje trzy kluczowe obszary: policjê, stra¿ po¿arn¹ oraz szpitale. Przez pewien czas pe³ni³em funkcjê wiceprzewodnicz¹cego tej komisji, a obecnie nadal aktywnie dzia³am w radzie dzielnicy.
Jest Pan te¿ d³ugoletnim cz³onkiem Pulaski Association of Business and Profesional Men, która wybra³a Pana na Cz³owieka Roku. Od kiedy Pan dzia³a w jej szeregach?
Do Pulaski Association do³¹czy³em w 1992 roku. To organizacja za³o¿ona w 1959 roku przez Amerykanów polskiego pochodzenia. Mnie zaprosi³ do niej Grzegorz Wiœniewski. Prezesem by³ wówczas Vincent Brunhard Junior – cz³owiek, który bardzo du¿o mnie nauczy³ i wprowadzi³ w struktury polityczne Nowego Jorku. Po trzech latach znalaz³em siê w zarz¹dzie. Od 1995 r. odpowiadam za corocznie wydawany Pulaski Association Journal, co siê wi¹¿e ze zbieraniem funduszy, dziêki którym organizacja wspiera finansowo ró¿ne grupy spo³eczne, organizacje i instytucje nie tylko polonijne, a tak¿e sponsoruje stypendia dla uzdolnionych polonijnych studentów. W 1999 roku zaproponowano mi funkcjê prezesa. Ba³em siê. By³em pierwszym prezesem urodzonym w Polsce. Ale nauczy³em siê jednej rzeczy: ludzi trzeba umieæ do siebie przekonaæ.
Gratulujemy wyró¿nienia i dziêkujemy za rozmowê.




NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY
● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION
● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW 152



T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653
pieniêdzy i paczek
– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018
www.drshuguicui.com
Brzydota nie jedno ma imiê Czes³aw Karkowski
Nowy cykl jest chyba najbardziej ryzykownym przedsiêwziêciem z dotychczasowych serii tematycznych o malarstwie, publikowanych w „Kurierze Plus” od lat. Dotyczyæ bêdzie brzydoty w sztuce – wszystkiego co wstrêtne, ohydne, odra¿aj¹ce, straszne i przera¿aj¹ce.
Artyœci z luboœci¹ malowali to, co ogólnie nazwiemy brzydot¹. Dlaczego? Czêœciowo celem przeciwstawienia wyobra¿onego szkaradzieñstwa z tym, co piêkne; w równym chyba stopniu, aby widokiem tego, co „nie piêkne” zaszokowaæ odbiorców.
„Czêœciowo” – jak zaznaczy³em, bowiem sprawa brzydoty w sztuce jest niezmiernie skomplikowana i w tym krótkim wstêpie nie chcê siê na ten temat rozwodziæ; bêdzie czas na wyjaœnienia w poszczególnych szkicach z tego cyklu. Teraz tylko parê s³ów na temat ryzykownego charakteru tego projektu. Wiele prezentowanych w tym cyklu obrazów mo¿e raziæ (niekiedy g³êboko) uczucia odbiorców – czytelników „Kuriera”. Nie tylko ich poczucie estetyki, ale przede wszystkim wra¿liwoœæ moraln¹. Na przyk³ad, przez setki lat deformacjê cielesn¹ kojarzono wprost i bezpoœrednio z moraln¹ szpetot¹. W takim etycznie negatywnym kontekœcie widok poczwarnych, okaleczonych cia³ ludzkich mo¿e dziœ budziæ sprzeciw. O tej historycznej wzglêdnoœci pojêæ, upodobañ etycznych nastawieñ nale¿y stale pamiêæ.
Jak i o drugiej, g³ównej sprawie zwi¹zanej z brzydot¹ w sztuce: w naszej chorobliwej ludzkiej jaŸni tkwi fascynacja tym, co szkaradne, okrutne, brutalne, wstrêtne. Ludzie garn¹ siê do ogl¹dania ohydy, potwornoœci (jak w dawnych czasach – do uczestnictwa w egzekucjach), nie mog¹ oderwaæ oczu od koszmaru, makabry, brzydoty.
Poza tym, widoki, które w rzeczywistoœci by nas silnie odstrêcza³y, przedstawione na obrazie uwa¿amy za interesuj¹ce, ba – zgo³a piêkne.
Ale doœæ teoretyzowania – bêdzie po temu niejedna sposobnoœæ w dalszych tekstach.
*
Zaloty w podesz³ym wieku
Na pocz¹tek spójrzmy na „Brzydk¹ ksiê¿n¹” jednego z najwybitniejszych flamandzkich artystów, Quentina Matsysa. To bardzo s³ynny obraz, nie tylko z uwagi na rangê malarza, ale te¿ i dlatego, ¿e gdziekolwiek mówi siê o brzydocie w sztuce, ten wizerunek podawany jest jako pierwszy przyk³ad. Co on przedstawia? Trudno powiedzieæ, albowiem rozmaite interpretacje okreœlaj¹ odmienny punkt widzenia na to dzie³o. Najczêstsza wyk³adnia, narzucaj¹ca siê w³aœciwie ka¿demu, kto na nie patrzy, sugeruje satyryczn¹ intencjê. Ogl¹damy bowiem karykaturalnie zeszpecon¹ przez wiek kobietê, prezentuj¹c¹ swe zwiêd³e wdziêki z dum¹ i bezwstydnie; pomarszczona skóra na ramionach, piersiach i na twarzy z wielk¹ brodawk¹ na policzku zdradza podesz³y raczej wiek. Ubrana bogato – zauwa¿my drogie pierœcienie na palcach, kunsztown¹ broszê na fantazyjnym przybraniu g³owy. W palcach trzyma zalotny kwiatuszek. Bogata ary-
stokratka, pró¿na kobieta nadal s¹dzi, ¿e mo¿e byæ atrakcyjne, a niedostatki urody pokrywa bi¿uteri¹ i wysokim szlacheckim tytu³em – wartoœciami, które mog¹ zwabiæ m³odych zalotników.
Zgodnie z tak¹ interpretacja „Brzydka ksiê¿na” by³aby satyr¹ na czêsty brak umiaru i rozs¹dku kokietek, które do póŸnego wieku chc¹ przy pomocy kosmetyków i klejnotów zatrzeæ œlady nieub³aganego czasu.
Choroba i cierpienie
Inaczej na obraz Matsysa z 1513 r, patrz¹ lekarze. Interpretacja z 1989 r, póŸniej potwierdzona przez innych specjalistów, g³osi, i¿ modelka cierpi na rzadk¹ chorobê zwyrodnienia koœci (przypad³oœæ ta ma nawet medyczna nazwê), która spowodowa³a wielkie spustoszenie w organizmie, karykaturalnie zniekszta³ci³a jej twarz (zauwa¿my, na przyk³ad, nienaturalnie wyroœniêt¹ koœæ czo³a i ³uki brwiowe) i ca³e cia³o, którego na tym portrecie nie widzimy. Wed³ug niektórych historyków sztuki, portret ma przedstawiaæ ksiê¿niczkê tyrolsk¹, Ma³gorzatê, s³yn¹c¹ podobno z brzydoty. Sugestia w¹tpliwa, bowiem dama ta zmar³a 150 lat przed powstaniem obrazu Matsysa.
W ka¿dym razie, jeœli uwzglêdnimy medyczny punkt widzenia, to ogl¹damy nieszczêœliw¹ kobietê zdeformowan¹ przez chorobê i przedstawiona postaæ winna raczej budziæ wspó³czucie z powodu nieszczêœcia, ni¿ œmiech z uwagi na sugerowan¹ pró¿noœæ podstarza³ych niewiast.
Trzecia, najmniej wiarygodna interpretacja wi¹¿e siê z modn¹ wspó³czeœnie mani¹ transp³ciowoœci. Obraz Metsysa mia³by przedstawiaæ mê¿czyznê, albo raczej kogoœ p³ci obojnaczej ubranego w strój kobiecy na co pozwala³a wielowiekowa karnawa³owa tradycja przebierañstwa, zak³adania odlotowych, œmia³ych obyczajowo strojów.
Dawniej obowi¹zywa³o popularne wyjaœnienie obrazu Metsysa wp³ywem Leonarda da Vinci, który z jak¹œ patologiczn¹ ciekawoœci¹ szkicowa³ karykaturalnie zniekszta³cone twarze ludzkie; w jego kolekcji znajduje siê równie¿ wizerunek „brzydkiej ksiê¿nej”. Po bli¿szym zbadaniu sprawy okaza³o siê, ¿e by³o na odwrót – ten szkic Leonarda to wp³yw inspiracji Metsysa – obaj artyœci pozostawali w kontakcie.
Estetyczny czy moralny?
Dla uzupe³nia parê o s³ów o obrazie pt. „Quasimodo” belgijskiego artysty, Antoine Wiertza, o którym nie raz bêdzie mowa w tym cyklu. Quasimodo jest jednym z bohaterów powieœci Victora Hugo „Dzwonnik z Notre Dame”. To opowieœæ o s³ynnym z brzydoty kalece i pó³g³ówku, w który ma z³ote serce –w przeciwieñstwie do piêknych z wygl¹du, ale szpetnych moralnie innych postaci tej s³ynnej powieœci. Wielokrotne ekranizacje koncentrowa³y siê naturalnie na stosownym wyobra¿eniu postaci paskudnego z wygl¹du dzwonnika. Widzia³em chyba wszystkie filmowe wersje i powiadam: najlepszym Quasimodem by³ mistrz kina niemego, Lon Chaney. Polecam tê w³aœnie ekranizacjê. ❍


