Skip to main content

Kurier Plus - e-wydanie 21 lutego 2026

Page 1


POLISH WEEKLY MAGAZINE

NUMER 1640 (1940) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 21 LUTEGO 2026

Bagnowski

Cena za amerykañski parasol

W ci¹gu roku europejscy przywódcy us³yszeli kilka wizji tego, jak administracja Donalda Trumpa wyobra¿a sobie przysz³oœæ relacji z sojusznikami. Ka¿da mia³a odmienny ton, ale wszystkie nios³y wspólne przes³anie: zaanga¿owanie Waszyngtonu w obronê Europy nie jest ju¿ bezwarunkowe i wkracza w now¹ fazê.

Pierwsz¹ przedstawi³ w ubieg³ym roku podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeñstwa wiceprezydent JD Vance, ostro krytykuj¹c europejski model demokracji. Przekonywa³, ¿e fala migracji oraz ograniczenia nak³adane na europejskie partie prawicowe stanowi¹ dla kontynentu wiêksze zagro¿enie ni¿ rosyjska agresja.

Drug¹, znacznie ³agodniejsz¹ wersjê podobnego przekazu zaprezentowa³ w Monachium w miniony weekend sekretarz stanu Marco Rubio. Odwo³a³ siê on do wspólnej, choæ momentami idealizowanej historii kulturowej Europy i Stanów Zjednoczonych, ostrzegaj¹c przed „cywilizacyjnym wymazaniem”, jeœli Zachód nie zdo³a skutecznie kontrolowaæ swoich granic.

Z kolei podczas tej samej konferencji podsekretarz obrony do spraw polityki Elbridge Colby zaproponowa³ klasyczne, amerykañskie ujêcie bezpieczeñstwa narodowego. Zamiast wartoœci akcentowa³

wspólne interesy i apelowa³, by skupiæ siê na „konkretnych, technicznych kwestiach”. Zarówno Vance, jak i Rubio mog¹ w 2028 roku rywalizowaæ o republikañsk¹ nominacjê prezydenck¹, albo wystartowaæ razem. Ich s³owa by³y wiêc skierowane nie tylko do sojuszników z NATO, lecz tak¿e do krajowej publicznoœci i wyborców ruchu MAGA, sceptycznych wobec zagranicznych interwencji USA, od Wenezueli po Iran, Syriê czy Grenlandiê. Wyst¹pienie Vance’a przed rokiem przyjêto w milczeniu, momentami z niedowierzaniem. Przemówienie Rubio w monachijskim hotelu Bayerischer Hof, symbolicznym miejscu dawnej Europy, zakoñczy³o siê owacj¹ na stoj¹co. Przewodnicz¹ca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen uzna³a je za uspokajaj¹ce. Przewodnicz¹cy konferencji Wolfgang Ischinger zwróci³ uwagê, ¿e o ile Vance mówi³ o NATO u¿ywaj¹c trzeciej osoby, Rubio u¿ywa³ formy „my”.

➭ Szafranowa Wstêga w Central Parku – str. 2

➭ Blender kulturalny poœwiêcony Ewie Bem – str. 5

➭ Sybirackie obchody w Bridgeport – str. 8-9

➭ Je¿owce - kolczasty przysmak morza – str. 10

➭ NiedŸwiedzia przys³uga - kiedy dobra intencja... – str. 13

➭ Platynowy Jubileusz – str. 15

Urszula i Maryla, czyli zderzenie gwiazd

Lata 70-te XX wieku w polskiej piosence to czas, w którym estrad¹ niepodzielnie rz¹dzi³y dwie kobiety, stanowi¹ce dwa przeciwstawne bieguny artystycznej wra¿liwoœci. Z jednej strony Urszula Sipiñska – pos¹gowa studentka architektury o aksamitnym tembrze g³osu, która przy fortepianie czarowa³a liryzmem i klasyczn¹ elegancj¹ „œlicznej dziewczyny”. Z drugiej Maryla Rodowicz – kolorowa, folkowa hippiska z gitar¹ w rêku, burz¹ blond w³osów i odwag¹, by w szarym PRL-u lœniæ najbardziej ekstrawaganckimi barwami.

Ich rywalizacja by³a czymœ znacznie g³êbszym ni¿ tylko wyœcigiem o nak³ady p³yt czy miejsca na listach przebojów. To by³o zderzenie dwóch œwiatów i dwóch ró¿nych wizji kobiecoœci, które przez dekady rozpala³o wyobraŸniê fanów i do dziœ pozostaje najbardziej fascynuj¹cym, pe³nym pasji rozdzia³em w historii polskiej popkultury.

Jeœli Maryla Rodowicz by³a niekwestionowan¹ „królow¹ Wschodu”, dominuj¹c¹ na rynkach „bratnich” narodów socjalistycznych, to Urszula Sipiñska stanowi³a nasz najbardziej ekskluzywny towar eksportowy na Zachód. Polska tamtych lat ¿y³a ich rzekom¹ rywalizacj¹ – kontrastem miêdzy drapie¿n¹

blondynk¹, a pos¹gow¹ i eleganck¹ (równie¿) blondynk¹. Sipiñska gra³a jednak w innej lidze zasiêgów. Podczas gdy inni marzyli o festiwalu w Sopocie, ona kolekcjonowa³a laury w miejscach, które dla przeciêtnego Polaka by³y w tamtych czasach równie realne co powierzchnia Marsa: w Tokio, Meksyku, Puerto Rico czy na s³onecznej Teneryfie. By³a powiewem wielkiego œwiata i „tward¹ walut¹” polskiej estrady, udowadniaj¹c, ¿e polska piosenka potrafi obroniæ siê bez politycznego protektoratu, po prostu czystym, œwiatowym sznytem.

Szafranowa Wstêga

Znana artystka Sabina Szafrankowska 15 lutego zorganizowa³a spotkanie pod pomnikiem W³adys³awa Jagie³³y W Cetral Parku.

Spotkanie odby³o siê z okazji 21 rocznicy pamiêtnego wydarzenia – otwarcia Szafranowych Bram (The Gates) zainstalowanych przez parê artystów Christo i Jeanne-Claude w Central Parku w 2005 roku.

Podziw Sabiny Szafrankowskiej, dla Szafranowych Bram i dodatkowe skojarzenie z jej nazwiskiem, zaowocowa³o wystaw¹ fotograficzn¹ o tym samym tytule w 2005 roku w Warszawie w Bu³garskim Instytucie Kultury oraz w stolicy Bu³garii Sofii w Polskim Instytucie Kultury.

W Polsce Sabina pracowa³a w wydawnictwach fotograficznych jako ekspert od kolorowej fotografii.

Szafrankowska fotografuje od kilkudziesiêciu lat. W jej pracach mo¿na dostrzec wra¿liwoœæ na przyrodê, przywi¹za-

E-Z Mg™ – cichy bohater twojego uk³adu nerwowego w zimowej ods³onie

Zima to ten moment w roku, kiedy budzik dzwoni za wczeœnie, s³oñce pojawia siê na niebie niechêtnie, a mózg rano zachowuje siê tak, jakby nadal by³ na urlopie. Niby wszystko dzia³a, ale wolniej. Myœli potrzebuj¹ rozbiegu, koncentracja ma opóŸnienie, a odpornoœæ na stres spada szybciej ni¿ temperatura za oknem. I nagle okazuje siê, ¿e to nie brak motywacji, lenistwo, tylko czysta biologia w zimowej ods³onie.

Mniej œwiat³a s³onecznego oznacza mniejsz¹ produkcjê serotoniny, rozchwiany rytm dobowy i sen, który bardziej „jest” ni¿ „regeneruje”. Do tego dochodzi stres, który zim¹ jakoœ ³atwiej siê kumuluje, oraz dieta – czêsto syc¹ca, ale uboga w minera³y. Efekt? Zimowy marazm, rozdra¿nienie, mg³a w g³owie i wra¿enie, ¿e psychika pracuje w zwolninym trybie oszczêdzania energii. W tym miejscu na scenê wchodzi magnez – nie jako cudowny eliksir szczêœcia, ale jako jeden z najwa¿niejszych minera³ów dla uk³adu nerwowego.

Magnez wspiera przewodzenie impulsów nerwowych, pomaga utrzymaæ równowagê neuroprzekaŸników i sprawia, ¿e organizm nie reaguje na ka¿dy mail jak na alarm przeciwpo¿arowy. Problem? Wiêkszoœæ z nas

zim¹ ma go po prostu za ma³o. I tu robi siê ciekawie, bo E-Z Mg™ od Standard Process nie idzie drog¹ „im wiêcej, tym lepiej”. Zamiast jednej agresywnej formy magnezu, która czêsto koñczy siê rozmow¹ z ³azienk¹, dostajemy magnez pochodzenia roœlinnego – z boæwiny i gryki – wystêpuj¹cy w wielu naturalnych formach. Czyli dok³adnie tak, jak w jedzeniu, tylko bez koniecznoœci jedzenia kilogramów zielonych liœci dziennie.

To tzw. magnez „bez zgadywania”. Organizm sam wybiera, które formy i gdzie wch³onie, a jelita nie czuj¹ siê zaskoczone.

Dawka 70 mg magnezu elementarnego nie próbuje udawaæ terapii medycznej. To œwiadome, fizjologiczne wsparcie, które pomaga uzupe³niæ realn¹ lukê dietetyczn¹ – tê, któr¹ zim¹ ma wiêkszoœæ populacji.

Najlepsze jest to, ¿e E-Z Mg pasuje do codziennego ¿ycia. Nie wymaga rewolucji, nie obiecuje, ¿e po tygodniu bêdziesz mistrzem zen. Ale bardzo czêsto sprawia, ¿e:

g³owa pracuje trochê czyœciej, – stres przestaje byæ a¿ tak „na ostrzu no¿a”,

sen daje wiêksze szanse, ¿eby faktycznie odpoczywaæ, a nie tylko trwaæ.

nie do historii oraz artystyczne utrwalanie duchowoœci, przejawiaj¹ce siê w fotografowaniu sztuki sakralnej.

Na spotkanie w Parku Centralnym przyby³o wielu Polaków, m.in. cz³onków Polsko – Amerykañskiego Klubu Fotografika. By³ urodzinowy tort z Riviery oraz tort œniegowy z miniaturowymi bramami, ma³a wystawa zdjêæ Sabiny oraz happening – pozowanie z inicjatork¹ spotkania w szafranowo-pomarañczowych materia³ach. Zainteresowani nasz¹ celebracj¹ parkowi spacerowicze, dopytywali siê równie¿ o pomnik Jagie³³y, by³a to wiêc okazja do

Trochê ¿artobliwie mo¿na powiedzieæ, ¿e E-Z Mg to jak ciep³y sweter dla uk³adu nerwowego. Nie za³atwi wszystkiego, ale nagle robi siê ³atwiej, mniej nieprzyjemnie. A zim¹ to ju¿ bardzo du¿o.

Jeœli wiêc szukasz preparatu, który nie krzyczy marketingowo, dzia³a w zgodzie z natur¹ i wspiera psychikê wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuje – E-Z Mg to bardzo rozs¹dny wybór.

Cichy bohater zimowych miesiêcy. Bez peleryny, ale z chlorofilem.

Sabina Szafrankowska
Dariusz Kanarek z rodzin¹ i Sabin¹

w Central Parku

promocji Polski. Sabina wydrukowa³a zaproszenie, „Remembrance the Gates”, które rozdawa³a przyby³ym.

Artyœci Christo i Jeanne-Claude ju¿ nie ¿yj¹. Pochodz¹ca z Maroko Jeanne-Claude zmar³a w 2009 r., a jej urodzony w Bu³garii m¹¿ w 2020, obydwoje w Nowym Jorku. Istnieje natomiast za³o¿ona przez nich Fundacja od której Sabina do dziœ otrzy-

muje ¿yczenia, zaproszenia, podziêkowania.

A my ze swojej strony dziêkujemy Sabinie Szafrankowskiej za przypomnienie parkowego performansu, który odbi³ siê szerokim echem na ca³ym œwiecie i œwietny pomys³ zorganizowania naszego niedzielnego spotkania.

Wieczór autorski w Kurierze Plus

5 marca (czwartek) o godz. 18:00 zapraszamy na wieczór autorski poetki i pisarki Anny Frajlich Zaj¹c, która bêdzie mówi³a o swoich ksi¹¿kach, ostatnio wydanych w Polsce. Spotkanie poprowadzi red. Andrzej Józef D¹browski

176 Java Street, Greenpoint NY 11222, 1 piêtro, pokój numer 9 Budynek Centrum Polsko- S³owiañskiego

Artur Skowron - Miniatury malarskie

Ekspozycja obejmuje blisko 30 prac Artura Skowrona (1982-2022), wykonanych w technikach oleju, akrylu i pasteli, które nie by³y nigdy wczeœniej pokazywane. Hameralnoœæ czyni te ma³e formy malarskie idealnymi do ekspozycji w niewielkich przestrzeniach galeryjnych. Serdecznie zapraszamy czytelników Kuriera Plus do odwiedzenia wystawy. Bêdzie j¹ mo¿na ogl¹daæ od 2 marca do 25 kwietnia 2026 r.

Fine Art Corner, 680 Manhattan Avenue, Brooklyn, New York, 11222

sta³a wspó³praca

redaktor naczelna

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

Z diab³em na pustyni

Ryszard Koper

Duch wyprowadzi³ Jezusa na pustyniê, aby by³ kuszony przez diab³a. A gdy poœci³ ju¿ czterdzieœci dni i czterdzieœci nocy, poczu³ w koñcu g³ód. Wtedy przyst¹pi³ kusiciel i rzek³ do Niego: „Jeœli jesteœ Synem Bo¿ym, powiedz, ¿eby te kamienie sta³y siê chlebem”. Lecz On mu odpar³: „Napisane jest: „Nie samym chlebem ¿yje cz³owiek, ale ka¿dym s³owem, które pochodzi z ust Bo¿ych”. Wtedy wzi¹³ Go diabe³ do Miasta Œwiêtego, postawi³ na szczycie naro¿nika œwi¹tyni i rzek³ Mu: „Jeœli jesteœ Synem Bo¿ym, rzuæ siê w dó³, napisane jest bowiem: „Anio³om swoim da rozkaz co do ciebie, a na rêkach nosiæ ciê bêd¹, byœ przypadkiem nie urazi³ swej nogi o kamieñ”. Odrzek³ mu Jezus: „Ale napisane jest tak¿e: „Nie bêdziesz wystawia³ na próbê Pana, Boga swego”. Jeszcze raz wzi¹³ Go diabe³ na bardzo wysok¹ górê, pokaza³ Mu wszystkie królestwa œwiata oraz ich przepych i rzek³ do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeœli upadniesz i oddasz mi pok³on”. Na to odrzek³ mu Jezus: „IdŸ precz, szatanie!”. (Mt 4, 1-9)

W pierwsz¹ niedzielê Wielkiego Postu Koœció³ ostrzega nas przed uleganiem pokusom. Jest to bardzo wa¿ne poniewa¿ pokusa mo¿e zniweczyæ w nas misterium zbawienia, które dokonuje siê w mocy zmartwychwsta³ego Chrystusa, co bêdziemy uroczycie celebrowaæ w czasie Wielkanocy. A zatem kilka zdañ o pokusach.

Dzisiejsza Ewangelia mówi, ¿e za pokus¹ kryje siê z³o, którego uosobieniem jest diabe³. Pokusy diab³a to dzia³ania maj¹ce na celu odci¹gniêcie cz³owieka od Boga, pchniêcie go ku grzechowi. Kluczowym momentem jest akceptacja pokusy przez woln¹ wolê cz³owieka. Wtedy to diabe³ odnosi zwyciêstwo.

Diabelska pokusa przybiera ró¿ne formy. A oto niektóre z nich. Pokusa pychy szepcze cz³owiekowi, ¿e mo¿e byæ równy Bogu i zaj¹æ Jego miejsce. Cz³owiek w swojej pysze staje na miejscu Boga i decyduje co jest dobre, a co z³e. Decyduje o ¿yciu i œmierci cz³owieka, ustanawiaj¹c prawa dopuszczaj¹ce eutanazjê i aborcjê. Pokusy cielesne i materialne, przybieraj¹ce formê ¿¹dzy pieniêdzy, w³adzy, s³awy czy przyjemnoœci prowadz¹ czêsto do na³ogów i ¿yciowego wypaczenia. Pokusa przybieraj¹ca formê zw¹tpienia i manipulacji prowadzi do podwa¿ania przykazañ bo¿ych i sugeruje, ¿e s¹ ³atwiejsze sposoby u³o¿enie naszych spraw ¿yciowych. Czasami diabelskie pokusy przybieraj¹ formê fizycznego ataku i nêkania, jak to mia³o miejsce w ¿yciu wielu œwiêtych w tym znana walka z diab³em œw. Jana Mari Vianneya. Ka¿da pokusa ma swój mechanizm dzia³ania. Najpierw pojawia siê sugestia prowadz¹ca do z³ego uczynku, maj¹ca swoj¹ przyczynê w kontakcie ze z³ym, ale atrakcyjnym przedmiotem. Mowa tu o wp³ywie wewnêtrznym, kiedy sugestia powstaje w umyœle pod postaci¹ wyobra-

¿eñ i urojeñ. Wp³yw zewnêtrzny wystêpuje wtedy, kiedy pokusa rozpoczyna siê pod wp³ywem otoczenia, z³ej rozmowy czy kontaktu fizycznego z przedmiotem po¿¹dania. Wp³yw zewnêtrzny obejmuje tak¿e pokusy o pochodzeniu diabelskim. Drugim momentem pokusy jest instynktowne zadowolenie lub upodobanie, odruchowe odczucie przyjemnoœci w sferze zmys³owej lub umys³owej. Ostatnim punktem ewolucji pokusy jest reakcja woli, czyli wyra¿enie zgody na grzech lub odrzucenie pokusy. Jest to punkt kulminacyjny, kiedy zapada decyzja. A jest ona zale¿na od naszej samodyscypliny i otwarcia na ³askê bo¿¹. Skutek jest zale¿ny od woli cz³owieka.

Zdolnoœæ cz³owieka do opierania siê pokusom zale¿y od jego dyspozycji duchowej. Obok Sakramentów i modlitwy olbrzymi¹ rolê w walce z pokusami odgrywa pokuta. Niejeden raz diabe³ wyprowadza nas na pustyniê pokus. Wczeœniej jednak podsunie nam wiele rzeczy, wartoœci i zarazi nas rz¹dz¹ ich posiadania. Mog¹ to byæ pokusy jakie diabe³ podsun¹³ Jezusowi na pustyni. ¯¹danie zamiany kamieni w chleb – pokusa zaspokojenia potrzeb materialnych. Pokusa wykorzystania swojej boskiej mocy dla w³asnej wygody. Jezus odpowiedzia³, ¿e „nie samym chlebem ¿yje cz³owiek”. Pokusa wystawienia Boga na próbê i spektakularnego cudu oraz propozycja w³adzy nad œwiatem w zamian za pok³on szatanowi – pokusa w³adzy i ba³wochwalstwa. Diabe³ namawia³ Jezusa do skoku z najwy¿szego punktu œwi¹tyni, argumentuj¹c, ¿e anio³owie go uratuj¹. By³a to próba zmuszenia Boga do interwencji i demonstracji mesjanizmu. Jezus odpowiedzia³: „Nie bêdziesz wystawia³ na próbê Pana, Boga twojego”. Szatan zaoferowa³ Jezusowi królestwa œwiata w zamian za oddanie mu pok³onu. Jezus odpowiedzia³: „IdŸ precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu

Bogu swemu bêdziesz oddawa³ pok³on i Jemu samemu s³u¿yæ bêdziesz”.

Ojciec Œwiêty Franciszek nawi¹zuj¹c do Ewangelii o kuszeniu Jezusa mówi³, ¿e Jezus swoim przyk³adem uczy nas co mamy czyniæ, aby nie ulec pokusie: „Szatan chce odwieœæ Jezusa z drogi pos³uszeñstwa i uni¿enia – bo wie, ¿e w ten sposób, na tej drodze, z³o zostanie pokonane – i sk³oniæ Go do obrania fa³szywego skrótu, sukcesu i s³awy. Ale wszystkie zatrute strza³y diab³a zostaj¹ odparte przez Jezusa za pomoc¹ tarczy S³owa Bo¿ego, które wyra¿a wolê Ojca. Jezus nie wypowiada w³asnych s³ów – odpowiada jedynie S³owem Bo¿ym. I tak Syn, pe³en mocy Ducha Œwiêtego, wychodzi z pustyni zwyciêski”. A zatem w mocy S³owa Bo¿ego szukajmy si³y w walce z pokusami.

Na koniec tych rozwa¿añ chcê przytoczyæ przyk³ad jak skomplikowana w naszym ¿yciu mo¿e byæ koegzystencja z pokusami. Nina Andrycz by³a gwiazd¹, która mówi³a, ¿e bardziej od ma³¿eñstwa kocha³a teatr. Dlatego nie chcia³a mieæ dzieci. Uwa¿a³a, ¿e jako aktorka woli „rodziæ role”. Po raz pierwszy usunê³a ci¹¿ê kilka lat po maturze. Dziewiêæ lat póŸniej wysz³a za m¹¿ za Józefa Cyrankiewicza, premiera PRL, z którym rozwiod³a siê w 1968 roku. Od samego pocz¹tku zapewnia³a, ¿e nie chce zostaæ matk¹, jednak on nie dawa³ te-

mu wiary. By³ przekonany, ¿e w koñcu zmieni zdanie. Tak siê nie sta³o. Nina Andrycz ba³a siê bólu porodowego, nie czu³a instynktu macierzyñskiego. W trakcie ma³¿eñstwa z politykiem dwukrotnie to udowodni³a. Aborcje sta³y siê koœci¹ niezgody pomiêdzy nimi, w pe³ni nie akceptowa³a tego tak¿e jej matka: „Jak za drugim razem sz³am na zabieg, moja mama siê pop³aka³a. T³umaczy³a mi: ‘Nie rób tego drugi raz. Z pierwszym zabiegiem siê pogodzi³am, ale drugiego ci nie darujê. Bo pokazujesz, ¿e ci na mnie nie zale¿y”. Pojecha³am na zabieg”. Przed œmierci¹, w szpitalu obserwowa³a le¿¹c¹ obok niej pacjentkê, która opiekowa³a siê swoim dzieckiem i wtedy z ¿alem wyzna³a: „Chcia³abym mieæ córkê”. Artystka zmar³a w 2014 roku w wieku 101 lat. Tu¿ przed œmierci¹ pojedna³a siê z Bogiem. Poprosi³a o wizytê ksiêdza. Kapelan szpitala Mieczys³aw Królik wspomina: „Czeka³a na mnie. Mia³a ³zy w oczach. Pojedna³a siê z Bogiem. Ja jestem tylko pomocnikiem, wszystko jest w rêkach Boga”. ❍

Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl

Katolicki Klub Dyskusyjny

Zapraszamy w niedzielê, 22 lutego, po Mszy œw. o godz. 12:00, na spotkanie zatytu³owane: „Rok Jubileuszowy upamiêtniaj¹cy 800. rocznicê œmierci œw. Franciszka z Asy¿u”. Spotkanie poprowadzi o. Micha³ Czy¿ewski, paulin.

Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Str., Manhattan miêdzy 1 Av i Av A. Info: 718-437-6099

Blender kulturalny

„Tego siê nie spodziewa³am, przenigdy taki scenariusz nie narodzi³ siê w mojej g³owie, choæ mam spor¹ wyobraŸniê. Nie by³am przygotowana, jak sobie radziæ z nag³¹, wszechogarniaj¹c¹ pustk¹” – mówi Ewa Bem, która rok temu po¿egna³a mê¿a. Osiem lat wczeœniej, na glejaka, zmar³a jej córka. Wokalistka, znana z takich przebojów, jak „Moje serce to jest muzyk” czy „¯yj kolorowo” równie¿ choruje na nowotwór. Tak mówi o tym nie³atwym dla niej czasie:

„Mam jakiœ wyrzut wobec Boga i trudno mi siê od tego uwolniæ; mimo ¿e bardzo stara³am siê zrozumieæ, pogodziæ, to nic do mnie nie dociera. Nie przekonuje mnie, ¿e taki by³ plan, którego my tu nie rozumiemy. Rozmawia³am z wieloma teologami, ksiê¿mi, ludŸmi g³êboko wierz¹cymi i NIC. Nikt nie powiedzia³ jednego zdania, które by to jakoœ t³umaczy³o, pomog³o. Kiedyœ moja przyjació³ka powiedzia³a, ¿e Pamela ju¿ dotar³a do koñca, a my jeszcze jesteœmy w drodze. Mo¿e… Ale odesz³a przepiêkna dziewczyna, która mia³a zaledwie 39 lat, zostawi³a dwoje malusieñkich dzieci. By³a wyj¹tkowo dobrym cz³owiekiem. To niesprawiedliwe” – zwierza siê Bem. M¹¿ odszed³ rok temu. Niespodziewanie. Zaledwie szeœæ tygodni od diagnozy.

„By³am przekonana, ¿e to ja odejdê pierwsza. Od dwóch lat ciê¿ko chorowa³am, przesz³am operacjê p³uca, tygodniow¹ œpi¹czkê, w koñcu zdiagnozowali mi raka jajnika IV stopnia. Miesi¹c w szpitalu na P³ockiej, miesi¹c w Instytucie Onkologii. Baliœmy siê o moje ¿ycie. Ryszard przysiêga³ na wszystkie œwiêtoœci, ¿e jak wrócê do domu, to zaplanujemy jakiœ wyjazd tylko we dwoje, przestanie tak du¿o pracowaæ i pou¿ywamy trochê ¿ycia” – wspomina. „Ja nie lubiê lataæ, nie wybralibyœmy siê wiêc na koniec œwiata ani do jego ukochanej Afryki, pewnie pojechalibyœmy do jakiegoœ ma³ego miasteczka we W³oszech, ¿eby sobie podreptaæ, coœ piêknego zobaczyæ. Albo na nasze ukochane Mazury, gdzie mieliœmy dom przez czterdzieœci lat i ani razu nie byliœmy tam sami, a bardzo chcieliœmy. Nie

zd¹¿yliœmy. Ju¿ nie by³o czasu, g³owy i si³y na skubniêcie ¿ycia” – wspomina. Po œmierci bliskich Ewa Bem postanowi³a skorzystaæ z pomocy psychiatry i zacz¹æ przyjmowaæ leki. Równolegle rozpoczê³a psychoterapiê. „Trafi³am na kogoœ, kto mi bardzo pomaga. Na pocz¹tku chodzi³am raz w tygodniu, po jakimœ czasie pomyœla³am, ¿e mo¿e to g³upie tak ca³y czas chodziæ i mówiæ. Ale nie, to bardzo rozpakowuje cz³owieka. Kiedyœ ludzie regularnie siê spotykali, mieli swoje rytua³y, kobiety siedzia³y i dar³y pierze albo haftowa³y i gada³y ze sob¹. I te nieszczêœcia stawa³y siê jakieœ mniejsze. Teraz tego nie ma, a musisz uwolniæ emocje, komuœ o nich opowiedzieæ, i w³aœnie do tego s³u¿y terapeuta. Bardzo zachêcam do wizyt u psychiatrów i terapeutów, oczywiœcie nie na si³ê, tylko je¿eli ktoœ czuje tak¹ potrzebê, sam sobie nie radzi” – t³umaczy. „Z³y stan psychiczny ma wp³yw na wszystko, bardzo nas dekonstruuje. Ja osobiœcie jestem wielk¹ entuzjastk¹ psychoterapii. Dobry specjalista nie daje wskazówek, tylko sp³aszcza silne emocje. Uczy, jak walczyæ ze strasznymi myœlami, odsuwaæ je. Po dobrej terapii cz³owiek wychodzi l¿ejszy” – podsumowuje wokalistka. Têsknota za mê¿em, z którym Ewa Bem prze¿y³a 42 lata, jest dojmuj¹ca. Ryszarda – nazywanego „D¿ind¿im” wspomina z wielk¹ mi³oœci¹. „Nigdy siê nie pok³óciliœmy, w rzeczach wa¿nych byliœmy jednomyœlni, nie by³o miêdzy nami sporów. Oboje nienawidziliœmy cichych dni. W codziennych drobiazgach m¹¿ mia³ na mnie metodê – wpuszcza³ lewym uchem, wypuszcza³ prawym i doskonale wiedzia³, co jest wynikiem nag³ego zdenerwowania, a co rzecz¹ wa¿n¹”. Wokalistka podkreœla te¿, ¿e by³ wyj¹tkowo przystojnym mê¿czyzn¹. „Zdawa³ sobie sprawê ze swojej fizjonomii. Nie raz mu mówi³am: <Przestañ siê gapiæ w lustro, bo diabe³ ci siê poka¿e>” – ¿artuje Bem. „Czasem siê zdarza³o, ¿e ja ju¿ gdzieœ by³am, Ryszard doje¿d¿a³ po jakimœ czasie

steœ ca³ym moim wszechœwiatem>” –wspomina Bem. „Nie znoszê powiedzenia <czas leczy rany>. Kiedyœ m¹dra pani psycholog mi powiedzia³a, ¿e na najciê¿sze rany mo¿emy siê nauczyæ robiæ m¹dre opatrunki, ale one zawsze z nami bêd¹” – podsumowuje.

Na szczêœcie Ewa Bem pozostaje aktywna zawodowo. Tydzieñ po pogrzebie mê¿a artystka sta³a ju¿ na scenie. Ba³a siê, czy da radê, czy g³os nie uwiêŸnie w gardle, ale wszystko siê uda³o. „W tej strasznej czeluœci mam jedno ko³o ratunkowe – muzykê. To, ¿e koncertujê, jest wielkim darem. Bez tego bym oszala³a” – twierdzi. „Najgorszy czas zaczyna siê po pogrzebie, ludzie przestaj¹ dzwoniæ, jedni uwa¿aj¹, ¿e ju¿ po wszystkim, inni boj¹ siê dotkn¹æ jakiejœ czu³ej struny. A ¿a³oba dopiero wtedy siê zaczyna, coraz mocniej do nas dociera, ¿e sta³o siê coœ najgorszego i nieodwracalnego. Na szczêœcie muzyka, kontakt z ludŸmi daj¹ mi si³ê”.

i kiedy wchodzi³, moja pierwsza myœl: <Ale super facio>, a po chwili orientowa³am siê, ¿e to przecie¿ mój m¹¿. Albo w œwiêta czy w sylwestra, jak wychodzi³ od siebie z garderoby w garniturze i muszce, to mdlejcie narody. Nie okazywa³am zazdroœci, raz tylko powiedzia³am: <Jak siê o czymœ dowiem, to bêdzie bitwa pod Grunwaldem>” – œmieje siê wokalistka. Para przez czternaœcie lat ¿y³a „na kartê rowerow¹”, ale w którymœ momencie artystce zaczê³o ci¹¿yæ bycie w zwi¹zku niesakramentalnym; fakt, ¿e nie mo¿e przystêpowaæ do komunii. W koñcu postanowili siê pobraæ. Rok póŸniej Ewa Bem urodzi³a drug¹ córkê. Mia³a 45 lat i – jak zaznacza – nie by³o to in vitro. Ci¹¿a jednak by³a zagro¿ona. Przez siedem miesiêcy wokalistka musia³a le¿eæ w ³ó¿ku. Ale nie narzeka³a. By³a szczêœliwa, ¿e „jej wspania³y mê¿czyzna bêdzie mia³ swoje biologiczne dziecko”.

„Kiedy czasem brakuje mi przytulenia, ca³uska, przypominam sobie, jak D¿ind¿i, który nie by³ specjalnie wylewny, czasem podchodzi³ do mnie ni st¹d, ni zow¹d, unosi³ moj¹ g³owê, a by³ sporo wy¿szy ode mnie, patrzy³ mi w oczy i mówi³: <Je-

23 lutego Ewa Bem koñczy 75 lat. Na pytanie, jak patrzy w przysz³oœæ, odpowiada, ¿e czuje g³êboki ¿al, ¿e „nie ma ju¿ nic przed ni¹”. Ale, podkreœla, nie ma o to pretensji. „Dosyæ siê najad³am ¿ycia […] Nic bym w nim nie zmieni³a, niczego nie cofnê³a. Ale póki by³ ze mn¹ Ryszard, mia³am jakieœ plany, ¿e gdzieœ wyjedziemy, razem coœ zrobimy, a teraz…” – zawiesza g³os. „Zaraz za domem mam las i dziesi¹tki œcie¿ek spacerowych. Lubiliœmy z Ryszardem chodziæ razem, nie wyci¹ga³ mnie z domu, ¿e <chodŸ, musisz siê ruszaæ>, tylko ka¿de wyjœcie to by³a nasza randka. A teraz bojê siê wyjœæ sama, przez chemiê mam neuropatiê i problemy z chodzeniem” – stwierdza. Artystka mówi o mi³oœci do wnuków, do córki Gabrysi, do fanów. Jednak da siê wyczuæ poczucie rezygnacji i dojmuj¹cy smutek po odejœciu towarzysza ¿ycia. „Nie by³o nas oddzielnie, byliœmy ze sob¹ zespawani. I to mo¿e jest trochê zgubne, kiedy jedno odchodzi” – mówi Bem. Jednak zaraz dodaje: „Ja z gruntu jestem osob¹ pogodn¹, mam w sobie du¿o œwiat³a. I jak ju¿ doci¹gnê do moich okr¹g³ych urodzin, to dobrze by by³o, ¿eby w moim ¿yciu wydarzy³o siê jeszcze coœ mi³ego. Nie chodzi o jakieœ wielkie przyjemnoœci, ale chocia¿ ¿eby fajnie mi by³o obudziæ siê rano”.

Tego ¿yczymy jednej z najwa¿niejszych polskich wokalistek jazzowych. Niech los bêdzie dla niej odrobinê ³askawszy. ❍

– Czasem szczêœcie jest ju¿ wtedy, gdy nie dzieje siê nic z³ego – uwa¿a Ewa Bem
Z córk¹ Pamel¹
Z mê¿em Ryszardem i córkami: Pamel¹ i Gabrysi¹

Polskie wczoraj i dziœ

Z kurzem krwi bratniej...

Myœmy wszystko zapomnieli, Mego dziadka pi³¹ r¿neli, Mego ojca gdzieœ zadŸgali, Gdzieœ zat³ukli, spopychali... Stanis³aw Wyspiañski, Wesele, Akt I

Rabacja galicyjska by³a jednym z najwiêkszych powstañ ch³opskich w nowo¿ytnej Europie. W³aœnie mija 180 lat od tej koszmarnej tragedii.

Sytuacja ludnoœci wiejskiej w zaborze austriackim by³a niezwykle ciê¿ka. W odró¿nieniu od Wielkopolski i Kongresówki, w pierwszej po³owie XIX wieku istnia³a tam ci¹gle pañszczyzna. Dwór mia³ równie¿ w³adzê s¹downicz¹ nad poddanymi. Z surowych kar nak³adanych na ch³opów mo¿na wymieniæ ch³ostê oraz trzymanie w dybach pod go³ym niebem przez szereg dni. Wszystko to zaowocowa³o krwaw¹ rewolt¹ ch³opsk¹ na obszarach Ma³opolski zim¹ 1846 r., która przesz³a do historii pod nazw¹ rabacji galicyjskiej. Wydarzenia rabacji zwi¹zane s¹ z prób¹ wzniecenia powstania narodowego we wszystkich trzech zaborach. Organizacj¹ zrywu zajmowa³y siê zwi¹zki niepodleg³oœciowe w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. W tym ostatnim osi¹gniêto poro-

zumienie w sprawie utworzenia Rz¹du Narodowego. Kraków i jego najbli¿sze okolice tworzy³y formalnie niepodleg³¹ Rzeczpospolit¹ Krakowsk¹ pozostaj¹c¹ jednak pod protektoratem zaborców.

Datê rozpoczêcia powstania wyznaczono na 21 lutego 1846 r. W Poznaniu, wskutek zdrady i denuncjacji, dosz³o do uwiêzienia przywódców konspiracji. W zaborze rosyjskim nie podjêto ¿adnych wiêkszych wyst¹pieñ. W tej sytuacji Rozwa¿ano mo¿liwoœc podjêcia walki w Krakowie i Ma³opolsce Zachodniej.

Je¿eli powstanie listopadowe by³o Ÿle przygotowane i niefortunnie przeprowadzone, to rewolta 1846 r. by³a kompletnym fiaskiem od samego pocz¹tku. Kiedy wiadomoœæ o aresztowaniach w Poznaniu dotar³a do Krakowa, cz³onkowie Rz¹du Narodowego podjêli decyzjê o odwo³aniu powstania. Nieco póŸniej cofniêto to postanowienie.

Ostatecznie 22 lutego Rz¹d Narodowy og³osi³ manifest proklamuj¹cy ogólnopolskie powstanie, zniesienie przywilejów i pañszczyzny oraz uw³aszczenie ch³opów. W Krakowie niewielki garnizon austriacki zosta³ zmuszony do opuszczenia miasta.

Na czo³o powstania krakowskiego wysun¹³ siê m³ody szlachcic, radykalny rewolucjonista, Edward Dembowski. Zdo³a³ on zorganizowaæ niewielk¹ armiê licz¹c¹ kilka tysiêcy ochotników. Tymczasem w³adze austriackie pos³u¿y³y siê prowokacj¹. Zaczêto rozpuszczaæ pog³oski, ¿e szlachta szykuje pogrom ch³opstwa. W rezultacie, ludnoœæ wiejska uzbrojona w kosy, wid³y i inne narzêdzia rolnicze zaczê³a atakowaæ dwory szlacheckie. Atakowano równie¿ oddzia³y powstañcze id¹ce do Krakowa, z których niektóre utkne³y w zawiei œnie¿nej. Trudno wyjaœniæ dlaczego zdecydowano siê na podjêcie powstania w œrodku zimy.

W Krakowie, Dembowski planowa³ przekonaæ ch³opów aby przeszli na stronê powstania. W tym celu wyruszy³ na czele procesji koœcielnej, na spotkanie grup ch³opskich maszeruj¹cych na miasto pod os³on¹ oddzia³ów wojska. Zgin¹³ od pierwszej salwy oddanej przez ¿o³nierzy austriackich.

Tymczasem w Galicji pali³y siê szlacheckie dwory, a bandy ch³opskie mordowa³y w okrutny sposób dziedziców, ich rodziny oraz urzêdników dworskich. W powiecie tarnowskim spalono ponad

Cena za amerykañski parasol

Entuzjazm szybko ust¹pi³ jednak ostro¿noœci. Amerykañski sekretarz stanu niemal nie wspomnia³ o zagro¿eniach ze strony Rosji i innych przeciwników Zachodu. Skupi³ siê raczej na obronie bia³ego, chrzeœcijañskiego dziedzictwa, które – jak mówi³ – ³¹czy Europê i Amerykê. Choæ nie odwo³ywa³ siê wprost do partii prawicowych, którym przychylnoœæ okazywa³ Vance, sugerowa³, ¿e strategia bezpieczeñstwa powinna s³u¿yæ ochronie „jednej cywilizacji: cywilizacji zachodniej”.

Rubio podkreœla³ wspólnotê losu ukszta³towan¹ przez wieki wspólnej historii, wiary, kultury i ofiar ponoszonych dla „najwiêkszej cywilizacji w dziejach ludzkoœci”. Zapewnia³, ¿e administracja Trumpa nie chce byæ „uprzejmym zarz¹dc¹ kontrolowanego upadku Zachodu”. Po

wizycie w Monachium Rubio uda³ siê na S³owacjê i Wêgry, kraje rz¹dzone przez polityków sceptycznych wobec Unii Europejskiej i bardziej przychylne dialogowi z Rosj¹, zw³aszcza w kontekœcie wojny na Ukrainie.

Holenderski historyk Luuk van Middelaar oceni³ przemówienie Marco Rubio jako „zrêczne, ale niebezpieczne”. Jego zdaniem propozycja nowego paktu opartego na wspólnej cywilizacji pomija fakt politycznego zbli¿enia Waszyngtonu do prawicy w Europie, czasem skrajnej i europejskich sojuszników MAGA. W efekcie Europa mo¿e jego zdaniem wpaœæ w pu³apkê narracji wykluczaj¹cej niebia³ych Europejczyków. Jeden z wysokich rang¹ unijnych urzêdników wypowiadaj¹cy siê anonimowo w „New York Timesie” okreœli³ argumentacjê Rubio jako „zatrut¹ pi-

gu³kê”. Ochrona „zachodniej cywilizacji” mia³aby byæ cen¹ za amerykañski parasol bezpieczeñstwa, z sugesti¹, ¿e chodzi o zachowanie bardziej bia³ej i chrzeœcijañskiej Europy. Taka retoryka utrudni³aby europejskim rz¹dom relacje z reszt¹ œwiata, a tak¿e z w³asnymi niechrzeœcijañskimi obywatelami – mówi unijny urzêdnik.

Wyst¹pienie Elbridge’a Colby’ego nie zawiera³o wiêkszych kontrowersji. Nie jest on jednak politykiem, lecz konserwatywnym ekspertem do spraw obronnoœci. Mówi³ o „zdrowym rozs¹dku i elastycznym realizmie”, dystansuj¹c siê od retoryki wspólnych wartoœci. Sojusz powinien jego zdaniem opieraæ siê na trwa³ych, konkretnych interesach, a nie na sentymencie.

Colby zapewni³ o przywi¹zaniu do zasady zbiorowej obrony i amerykañskich gwarancji nuklearnych, zaznaczaj¹c jednak, ¿e w d³u¿szej perspektywie Europa musi byæ gotowa samodzielnie prowadziæ wojnê konwencjonaln¹. Obecnoœæ USA

90 procent dworów. Dok³adna liczba ofiar nie jest znana. Ocenia siê, ¿e zginê³o od tysi¹ca do trzech tysiêcy osób w tym kilkudziesiêciu ksiê¿y katolickich. Znamienne, ¿e mieszkaj¹ca w Galicji ludnoœæ ¿ydowska i niemiecka nie odnios³a ¿adnych strat. Bunt by³ zwrócony przeciwko „polskim panom”.

Na czo³o rewolty wysun¹³ siê Jakub Szela, rolnik ze wsi Smar¿ewa na Podkarpaciu. Istniej¹ przes³anki, ¿e dzia³a³ na polecenie w³adz austriackich.

Rabacja trwa³a do koñca marca. Obawiaj¹c siê dalszego rozszerzenia rewolty, wojsko austriackie rozpoczê³o pacyfikacjê band ch³opskich. Szela zosta³ deportowany na Bukowinê (Ruœ Zakarpacka), gdzie otrzyma³ du¿e gospodarstwo. Tragedia wydarzeñ 1846 r. polega na tym, ¿e mówi¹cy po polsku ch³opi mordowali patriotycznie nastawion¹ szlachtê walcz¹c¹ o niepodleg³oœæ. Istotê tej tragedii oddaj¹ s³owa pieœni „Chora³” autorstwa Kornela Ujejskiego: „Z dymem po¿arów, z kurzem krwi bratniej, Do Ciebie Panie bije ten g³os, Skarga to straszna, jêk to ostatni. Od takich mod³ów bieleje w³os.” ❍

w rdzeniu NATO – jak mówi³ – ma zapobiegaæ eskalacji konfliktu do poziomu nuklearnego.

Po zakoñczeniu konferencji w Europie pozosta³o pytanie: która Ameryka siê liczy? Ameryka Trumpa, JD Vace’a, Rubio, czy mo¿e amerykañskich wojskowych?

Bu³garski politolog Ivan Krastev z wiedeñskiego Instytutu Nauk o Cz³owieku uwa¿a, ¿e ci, którzy w wyst¹pieniu Rubio widz¹ powrót do modelu relacji znanego od zakoñczenia II wojny œwiatowej tylko siê ³udz¹. Wed³ug niego Europa, w obliczu prawie piêcioletniej wojny na Ukrainie, jest dziœ od Stanów Zjednoczonych jeszcze bardziej zale¿na ni¿ w 1989 roku, gdy upad³ mur berliñski.

Najwiêksze obawy nie dotycz¹ jednak zwiêkszonych wydatków obronnych czy amerykañskiego zwrotu ku Chinom. Nowoœci¹ jest gotowoœæ USA do ingerowania w europejsk¹ politykê wewnêtrzn¹ –uwa¿a Krastev.

W 180. rocznicê rabacji przedstawiciele w³adz Bochni sk³adaj¹ wieñce na mogile ofiar wydarzeñ 1846 r.
Jakub Szela

Kartki z przemijania

Ju¿ cztery lata Ukraina heroicznie walczy z rosyjsk¹ nawa³¹. I ju¿ cztery lata œwiat jest wobec tej nawa³y bezradny. Nie pomagaj¹ ¿adne sankcje na³o¿one na Rosjê ani s³owa potêpienia pod adresem Putina. Prezydentowi Donaldowi Trumpowi o wiele bardziej zale¿y na jak najlepszych stosunkach z Moskw¹ ni¿ na niepodleg³oœci Ukrainy. Gdyby móg³, zmusi³by si³¹ jej prezydenta do ustêpstw na rzecz Rosji. Jego poprzednik Joe Biden nie uzale¿nia³ pomocy dla walcz¹cych Ukraiñców od transakcji biznesowych i nie szczêdzi³ im s³ów uznania oraz otuchy. Nie szczêdzi³ te¿ jednoznacznych s³ów potêpienia wobec Putina i popieraj¹cych go Rosjan. JeŸdzi³ do Kijowa, spotyka³ siê z cywilami i ¿o³nierzami z frontu, i przed ca³ym œwiatem rosyjsk¹ agresjê nazywa³ z³em niezawinionym przez Ukrainê. S³owa uznania kierowa³ tak¿e do jej prezydenta Wo³odymyra Ze³enskiego. Przypomnijmy sobie choæby jego wyst¹pienia na dziedziñcu Zamku Królewskiego w Warszawie. Trump nigdy siê na takie akty nie zdoby³. Nie sposób oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e nie lubi ani walcz¹cych Ukraiñców, ani ich przywódcy. A przecie¿ dzielnie opieraj¹ siê o wiele silniejszemu najeŸdŸcy. Obieca³, ¿e b³yskawicznie zakoñczy tê wojnê, kiedy zostanie prezydentem, a tu ju¿ min¹³ rok i zamiast jasnego stanowiska mamy wybiegi, kluczenia, dzia³ania pozorne i okazywanie przyjaŸni agresorowi. Niekiedy wrêcz ostentacyjnej. A przecie¿ sytuacja jest czarno-bia³a: to kolosalna Rosja napad³a na o wiele s³absz¹ Ukrainê, a nie odwrotnie.

Œroda

Zbigniew Brzeziñski: „Ameryka jest zbyt s³aba, by sama rozwi¹zywaæ problemy œwiatowe i zbyt potê¿na, by mo¿na je rozwi¹zaæ bez niej”.

W Europie najbardziej Ukrainie pomagaj¹ Niemcy (21,29 mld euro), Wielka Brytania (18,61 mld euro), Holandia (10,89 mld euro) i Francja (7,56 mld euro). Na drugim koñcu skali znalaz³y siê Wêgry, S³owenia i Grecja, które przekaza³y od 0,05 mld euro do 0,15 mld euro. Polska przekaza³a prawie 5,5 mld euro i plasuje siê pod tym wzglêdem na 11. pozycji na œwiecie.

Jestem przeciwko polityce historycznej. W jej wyniku, zamiast nauki, mamy najczêœciej mitologiê. Ju¿ w 1873 roku Józef Szujski przestrzega³ i¿ „fa³szywa historia jest mistrzyni¹ fa³szywej polityki”. Jeœli historia ma byæ przys³owiow¹ nauczycielk¹ ¿ycia i przestrog¹ przed pope³nianiem b³êdów, to nie mo¿e niczego idealizowaæ ani mitologizowaæ. Ma uczyæ i pobudzaæ krytyczne myœlenie, maj¹c na wzglêdzie teraŸniejszoœæ i przysz³oœæ, a nie g³askaæ narodow¹ dumê. Tyle¿ zbiorow¹, co indywidualn¹.

Lubiê ogl¹daæ filmiki ze studniówek w polskich liceach. „Poloneza” Wojciecha Kilara z filmu „Pan Tadeusz” tañcz¹ w nich odœwiêtnie ubrani maturzyœci w najró¿niejszych uk³adach choreograficznych, czasem wymyœlnych. Dziewczêtom dyganie w takcie na 3/4 wychodzi lepiej ni¿ ch³opcom, którzy zazwyczaj s¹ zbyt sztywni. Z przyjemnoœci¹ jednak patrzê na ich uroczyste miny i skupienie, by nie pomyliæ kroku. Z przyjemnoœci¹ te¿ patrzê na wiele ³adnych twarzy p³ci obojga, które posuwiœcie przesuwaj¹ siê przed kamer¹. W najnowszym pokoleniu rodaków nie brakuje urodziwych dziewcz¹t i takich¿e m³odzieñców.

Uwielbia³em Annê German. 14 lutego skoñczy³aby 90 lat. Jej piosenkarski artyzm by³ najwy¿szego lotu, co do-

Tydzieñ na kolanie

Na œmieræ Polski 2050… Znaczy niby ona jeszcze bêdzie istnieæ, ale ca³y „projekt” Szymona Ho³owni poszed³ siê czochraæ. Oczywiœcie, niezbyt trudno to by³o przewidzieæ: partia Ho³owni koñczy jak wiêkszoœæ „nowych jakoœci” na polskiej scenie politycznej…

Nie pisa³bym o tych, nazwijmy rzecz po imieniu, raczej marnych ludziach, którzy zostali politykami, bo raczej nie byli siê w stanie niczym innym, no mo¿e poza samym Ho³owni¹, wyró¿niæ. Taki polski system – Polacy sami sobie robi¹ krzywdê wybieraj¹c “do W³adzy”, pod ka¿dym wzglêdem ludzi o wiele gorszych ni¿ ogó³. Chodzi o œledzenie procesu i byæ mo¿e, oby, wyci¹ganie wniosków na przysz³oœæ. W poniedzia³ek siê roz³ama³o oficjalnie. Stronnicy Pauliny Hennig-Kloski powo³aj¹ klub parlamentarny Centrum. Bêdzie w nim 18 parlamentarzystów – 15 pos³ów i troje senatorów. – Podjêliœmy

w³aœnie decyzjê, ¿e chcemy utworzyæ klub parlamentarny, w którym odzyskamy przestrzeñ do pracy i realizacji postulatów z 2023 r. – powiedzia³a w poniedzia³ek w Sejmie Paulina Hennig-Kloska. Posz³o oczywiœcie o to, ¿e pani Paulina nie zosta³a przewodnicz¹c¹ partii, a zosta³a ni¹ Katarzyna Pe³czyñska-Na³êcz. Ponoæ zaraz potem w ca³ej partii zapanowa³ zamordyzm, wiêc Pani Paulina bêdzie tworzyæ Centrum. Byæ mo¿e Partiê Centrum, miejmy nadziejê, ¿e nie nowe Porozumienie Centrum (ale¿ to by³aby ironia). S³owem, potasuje te same, brudne i t³uste karty w nowym rozdaniu, przy czym wszystko zostanie po staremu: koalicja Donalda Tuska zostaje bez zmian, a Pani Paulina zapewne ze swoj¹ grup¹ trafi nied³ugo na listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej (oczywiœcie nie wszyscy, miejsca nie ma, tylko wybrani).

Pan Szymon Ho³ownia skomentowa³ po swojemu: sentymentalnie i z rozumem. Najpierw nie kry³ emocji: – To, co siê sta³o, rozdziera mi serce jako za³o¿ycielowi tego ruchu. Potem racjonalnie, przynajmniej w miarê: – Ta grupa, która dziœ opuszcza Polskê 2050 pod wodz¹ Pauliny Hennig-Kloski, nie odchodzi z powodów programowych – mówi³. – Powód jest jeden: nienawiœæ do wybranej w demokra-

D¹browski

ceniali s³uchacze we wszystkich krajach, w których wystêpowa³a, œpiewaj¹c po polsku, rosyjsku, w³osku, hiszpañsku, angielsku, niemiecku i po ³acinie. Rosjanie nosili j¹ na rêkach, a ich komunistyczny przywódca Leonid Bre¿niew chcia³ stworzyæ dla niej raj pod Moskw¹. Odmówi³a. Telewizja rosyjska nakrêci³a po latach serial o niej. Œpiewa³a piosenki z najlepszymi tekstami, które starannie wybiera³a lub które pisano specjalnie dla niej. Lirycznie, delikatnie, ze œwietn¹ dykcj¹ i ujmuj¹cym wdziêkiem. By³a moim typem kobiety. Piêknej, subtelnej, skromnej i szlachetnej. Nie mia³a w sobie nic z gwiazdy. Lubi³em wszystkie jej piosenki. P³aka³em przy „Ko³ysance dla synka”. Jej g³os by³ zjawiskowy: od sopranu do altu. Porusza³ w s³uchaczach najczulsze struny. Poeta Jerzy Ficowski zanotowa³, ¿e Anna German – „Zamiast duszy mia³a muzykê; nie œpiewa³a, ale gra³a na swoich strunach g³osowych jak nikt. To by³ cudowny instrument o rzadko spotykanej doskona³oœci”. Wed³ug jej g³osu mo¿na by³o stroiæ fortepiany – zauwa¿y³a Irena Santor. Ma³o kto pamiêta, ¿e Anna German by³a tak¿e kompozytork¹. Skomponowa³a m.in. muzykê do psalmów „Hymnu o mi³oœci” œwiêtego Paw³a i do „Modlitwy Pañskiej”. Ma³o kto te¿ pamiêta, ¿e 2 listopada 1975 r. ukraiñska astronomka Tatiana Smirnowa odkry³a kolejn¹ planetoidê miêdzy orbitami Marsa i Jowisza i nada³a jej nazwê „Annagerman”. To piêkny ho³d dla polskiej artystki. ❍

tycznych wyborach przewodnicz¹cej Katarzyny Pe³czyñskiej-Na³êcz (…) Bêd¹ funkcjonowaæ jako klub parlamentarny bez partii, bez zaplecza i struktur. To mo¿e wystarczyæ do krótkoterminowych negocjacji i politycznych gierek, ale nie wystarczy, by w 2027 roku byæ czymœ wiêcej ni¿ wype³niaczem list Koalicji Obywatelskiej – podsumowa³. Wystarczy. Mam nadziejê, ¿e nie bêdê ju¿ musia³ zajmowaæ siê tym mocno politycznie przechodzonym towarzystwem, które po raz kolejny chce siê nam zaprezentowaæ jako nowe, centrowe, cud-dziewice…

Œroda Popielcowa

Zaczyna siê Wielki Post. Wpis ojca Mateusza Filipowskiego z tej okazji, bardzo trafny. W³aœciwie nie mam nic do dodania, poza fragmentem z dzisiejszego czytania „rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!” (Jl 2, 12-18).

Reszta jest tu: „Wielki Post w ukryciu. Najwa¿niejsze jest to, ¿e Ojciec widzi. On naprawdê widzi i œwiadomoœæ ta jest wystarczaj¹ca. Innych nagród nie przyjmuj. Za innymi spojrzeniami siê nie ogl¹daj. Ocenami innych ludzi siê nie zamartwiaj. Czyñ tak, aby lewica i prawica ¿y³y w nieœwiadomoœci. Placów i naro¿ników ulic unikaj. Aktorem w teatrach oczekiwañ nie b¹dŸ. Przez modlitwê zbli¿ siê do Pana. Przez ja³mu¿nê do drugiego cz³owieka. Przez post do samego siebie. Jak? W ukryciu. Tam bowiem nasze ego umiera. Bacz jedynie na wszelkie pokazówki. Ego uwielbia do nich tañczyæ. Uwielbia melodie nabo¿ne, triumfalne, o doskona³ych taktach i sterylnych interwa³ach. G³êbokie zaœ i wewnêtrzne ja dozna prawdziwego przebudzenia i oœmieli siê wyœpiewaæ swoje Laudem Gloriae jedynie w ukryciu, w izdebce, pod os³on¹ nocy, pod czu³ym spojrzeniem Ojca. Tam dokonuje siê mi³osne rozdzieranie serca i prawdziwe pojednanie. W ukryciu, w samotnoœci, gdy publiki brak, gdy nikt ju¿ nie patrzy… w³aœnie tutaj, œwiat³o prawdy o nas, o naszych intencjach, nieœwiadomych motywacjach, rozb³yska i przeœwietla, rozpraszaj¹c ciemnoœci fa³szywego ja.

On widzi w ukryciu… i odda w izdebce. Wystarczy.”

Czego i Wam Czytelnicy ¿yczê.

Jeremi Zaborowski
Anna German
Katarzyna Pe³czyñska-Na³êcz, Szymon Ho³ownia i Paulina Hennig-Kloska

Marsz, marsz Polonia

Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody Sybirackie obchody

w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport w Bridgeport

W mroŸn¹ niedzielê 8 lutego 2026 roku w koœciele œw. Micha³a Archanio³a w Bridgeport, CT, mia³y miejsce obchody 86. rocznicy pierwszej masowej zsy³ki Polaków z Kresów Wschodnich na Sybir, przeprowadzonych przez Sowietów pamiêtnej, tragicznej nocy z 10/11 lutego 1940 roku.

Szacuje siê, ¿e 86 lat temu podczas bardzo mroŸnej zimy (temperatura siêga³a blisko – 40 C, np. w Grodnie zanotowano -38 C) wyrwano z rodzinnych stron i wywieziono w bydlêcych wagonach na „nieludzk¹ ziemiê” Zwi¹zku Sowieckiego oko³o 140 tys. osób, g³ównie osadników wojskowych i cywilnych, leœników i ich rodzin, bez wzglêdu na wiek i stan zdrowia. Spoœród wywiezionych 43,6% stanowi³y dzieci poni¿ej 17 lat. Œmiertelnoœæ w grupie deportowanych w lutym 1940 roku siêga³a 30%.

Po pierwszej lutowej wywózce w lutym 1940 roku nast¹pi³y nastêpne: w kwietniu 1940, czerwcu 1940 oraz w maju/czerwcu 1941 r. Wg. szacunków Instytutu Pamiêci Narodowej w latach 1940-1941 w g³¹b Zwi¹zku Sowieckiego wywieziono ³¹cznie oko³o 800 tys. osób. Wczeœniejsze opracowania podawa³y liczbê nawet do 1,5 miliona osób.

Dla uczczenia tragedii, jak¹ by³y masowe wywózki na Sybir, w Bridgeport, CT, oby³a siê doroczna uroczystoœæ zorganizowana staraniem 99-letniej Heleny Knapczyk (naczelnej prezeski Korpusu Pomocniczego Pañ przy SWAP, która w lutym 1940 roku maj¹c 13 lat zosta³a z rodzin¹ wywieziona na Sybir. Na „nieludzkiej ziemi” straci³a matkê i m³odsz¹ siostrê. Z ojcem i trzema siostrami wydosta³a siê z armi¹ genera³a W³adys³awa Andersa z sowieckiego „raju” do Persji (dzisiejszy Iran), nastêpnie przez Indie i Keniê trafi³a do Tengeru – obozu dla polskiej ludnoœci cywilnej w Tanganice (obecnie Tanzania).

W 1948 roku opuœci³a Afrykê i wyjecha³a do Anglii, gdzie pozna³a swojego przysz³ego mê¿a, Wincentego Knapczyka, równie¿ sybiraka, ¿o³nierza 2 Korpusu Polskiego. W 1959 roku pañstwo Knapczykowie z trzema córkami wyemigrowali do USA i osiedlili siê Bridgeport, CT, gdzie przysz³a na œwiat ich czwarta córka. Mimo wielu obowi¹zków rodzinnych, udzielali siê w ¿yciu spo³ecznym miejscowej Polonii, nale¿¹c do kilku organiza-

cji. Z czasem Helena Knapczyk zosta³a wybrana naczeln¹ prezeskê Korpusu Pomocniczego Pañ przy Stowarzyszeniu Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, a jej m¹¿ Wincenty Knapczyk, zosta³ komendantem tego stowarzyszenia. Oboje od wielu lat w okolicach daty 10 lutego organizowali w Bridgeport, CT, doroczne obchody upamiêtniaj¹ce zbrodnicze, masowe deportacje Polaków z Kresów Wschodnich na Sybir.

Dostojni sybiracy na obchodach w Bridgeport. Od lewej: Helena Knapczyk, Fryderyk Dammont, Stanis³awa Dorynek, W³adys³aw Slanda. Obok nich: ambasador Krzysztof Szczerski i konsul Mateusz Sakowicz.

Helena Knapczyk, po odejœciu jej mê¿a na wieczn¹ wartê w 2019 roku, przejê³a ster kontynuowania tych uroczystoœci w kolejnych latach, które przerodzi³y siê w jedno z najwa¿niejszych polonijnych wydarzeñ w stanie Connecticut.

Nie inaczej by³o i w tym roku. Uroczyst¹ Mszê Œwiêt¹ i okolicznoœciow¹ akademiê koœciele œw. Micha³a Archanio³a w Bridgeport, CT, zaszczycili swoj¹ obecnoœci¹ sêdziwi sybiracy: Helena Knapczyk, Stanis³awa Dorynek, Fryderyk Dammont i W³adys³aw Slanda, oraz honorowi goœcie:

• Krzysztof Szczerski – Sta³y przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej przy Narodach Zjednoczonych w Nowym Jorku,

• Mateusz Sakowicz – Konsul Generalny RP w Nowym Jorku,

• Komandor Albert Proszowski – Attache wojskowy Sta³ego Przedstawicielstwa RP przy Narodach Zjednoczonych w Nowym Jorku,

• P³k Mateusz Jaworski – Z-ca Attaché Obrony przy Ambasadzie RP w Waszyngtonie,

• Rita Cosby – amerykañska dziennikarka telewizyjna, trzykrotna laureatka Nagrody Emmy, córka powstañca warszawskiego Ryszarda Kossobudzkiego,

• Wies³aw Wierzbiañski – Prezes Kongresu Polonii Amerykañskiej na Wschodnim Wybrze¿u,

• Marsza³kowie Parady Pu³askiego w Nowym Jorku – Jadwiga Kopala (2021) i Piotr Praszkowicz (2024),

• Aneta Matyszczyk i Agnieszka Kasprzak – przedstawicielki Centrali Polskich Szkó³ Dokszta³caj¹cych,

• liczna grupa cz³onków Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce i Korpusu Pomocniczego Pañ m. in. naczelny komendant SWAP Tadeusz Antoniak, Zbigniew Rostkowski – 1-wiecomendant naczelny SWAP, Marek Chroœcielewski (adiutant generalny SWAP) i Zygmunt Bielski (adiutant finansowy SWAP), których rodzice byli sybirakami i uczestnikami bitwy o Monte Cassino; Waldemar Ogorza³ek – kmdt Okrêgu IV SWAP i Janusz Romañski – kmdt Okrêgu 10 SWAP. Obecni byli koledzy weterani z nastêpuj¹cych placówek SWAP: Pl. 12 w Filadelfii, Pl. 24 w Bridgeport (wraz z korpusem Pomocniczym Pañ), Pl. 36 w Clifton (wraz z korpusem Pomocniczym Pañ), Pl. 37 w Bostonie (wraz z korpusem Pomocniczym Pañ), Pl. 51/99 w Jersey City, Pl. 81 w Trenton, Pl. 111 w New Britain (wraz z korpusem Pomocniczym Pañ), Pl. 119 w Hartford (wraz z korpusem Pomocniczym Pañ), Pl. 123 w Nowym Jorku. W³adze Korpusu Pomocniczego Pañ reprezentowane by³y przez naczeln¹ prezeskê Helenê Knapczyk, 1-wiceprezeskê Mari¹ Stasiewicz i 2-wieceprezeskê Bo¿enê D¿oñ.

Obecne by³y te¿ reprezentacje nastêpuj¹cych szkó³ polonijnych: Polskiej Szko³y Sobotniej im. Bl. Ks. Jerzego Popie³uszki w Derby, CT, Szko³y Kultury i Jêzyka Polskiego im. Jana Paw³a II w Bridgeport, CT; Szko³y Jêzyka Polskiego im. Jana Pa³a II w New Britain, CT; Polskiej Szko³y Sobotniej im. Adama Mickiewicza w Stamford, CT; Polskiej Szko³y im. Œw. Stanis³awa Kostki w Wallington, NJ i Polskiej Szko³y Dokszta³caj¹cej Gniazda 946 Soko³ów Polskich w Ameryce z Manville, NJ. W uroczystoœci udzia³ wziê³a liczna grupa harcerek i harcerzy.

Mszê Œwiêt¹ odprawi³ i wyg³osi³ podnios³¹ homiliê, proboszcz Parafii Œwiêtego Micha³a Archanio³a w Bridgeport, CT. Piêkn¹ oprawê muzyczn¹ zapewni³ Chór Œw. Faustyny w Bridgeport pod kierownictwem Joanny Kocab. Po Mszy Œwiêtej w czêœci oficjalnej g³os zabra³a Helena Knapczyk, która przypomnia³a gehennê swojej rodziny wywiezionej 86 lat temu na Syberiê i zaapelowa³a do wszystkich zebranych, aby nie zapominali o straszliwych doœwiadczeniach Polaków na „nieludzkiej ziemi” Zwi¹zku Sowieckiego i o tych, którzy pozostali tam na zawsze. Swoje wzruszaj¹ce wyst¹pienie zakoñczy³a s³owami: – Pamiêtajmy, pamiêtajmy, pamiêtajmy! W dalszej kolejnoœci g³os zabierali: ambasador Krzysztof Szczerski, konsul Mateusz Sakowicz, Rita Cosby i naczelny komendant SWAP Tadeusz Antoniak,

który odczyta³ list minister Agnieszki Jêdrzak z Kancelarii Prezydenta RP, skierowany do uczestników sybirackich obchodów w Bridgeport.

W czêœci artystycznej wyst¹pili m. in. Wojciech Baranowski (wokalista i kompozytor), który wykona³ „Hymn Sybiraków” oraz swój utwór „Serce Polonii”. Uczniowie ze szkó³ polonijnych recytowali wiersze, œpiewali patriotyczne piosenki i wyst¹pili w scence rodzajowej pt. Listy na p³atkach œniegu. Owacjê na stoj¹co otrzyma³ uczeñ Leopoldo Kulis-Jankowski z Polskiej Szko³y Sobotniej im. Adama Mickiewicza w Stamford, CT, za nadzwyczajn¹ recytacjê wiersza Feliksa Konarskiego pt. Ballada zes³añców

Jest to jeden z piêkniejszych poetyckich utworów oddaj¹cych tragizm Polaków masowo wywo¿onych w bydlêcych wagonach na Syberiê i do Kazachstanu w lutym 1940 roku. Feliks Konarski, to póŸniejszy autor tekstu do s³ynnej pieœni Czerwone Maki na Monte Cassino, napisanego w maju 1944 roku.

W fina³owej czêœci akademii wyst¹pi³ Chór Paderewski z New Britain, CT. Wspólne odœpiewanie „Roty” by³o ostatnim punktem tej poruszaj¹cej akademii.

ZDJÊCIA: ZYGMUNT BIELSKI

Redakcja: Jolanta Szczepkowska, Teofil Lachowicz Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003 e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

Goœcie, weterani i „korpusianki” podczas Mszy Œw.
Helena i Wincenty Knapczykowie, 2017 r.
Krzysztof Szczerski
Homiliê wyg³asza Ojciec Norbert Siwiñski
Tadeusz Antoniak
Rita Cosby
Mateusz Sakowicz
Wspólne zdjêcie po zakoñczeniu akademii
Leopoldo Kulis-Jankowski recytuje Balladê zes³añców Feliksa Konarskiego

Dooko³a sto³u Adam Ma³osolny

Je¿owce - kolczasty przysmak morza

Spoczywa na dnie morza niczym mroczny klejnot, strze¿ony przez setki sztyletów.

Je¿owiec to stworzenie, które instynktownie ka¿e zachowaæ dystans, budzi respekt i ostro¿noœæ. Widz¹c je¿owce podczas nurkowania, myœlimy raczej o bezpieczeñstwie ni¿ o degustacji. To ¿ywa forteca, której g³ównym celem zdaje siê byæ odstraszanie wszelkich intruzów. Jak to siê sta³o, ¿e ktoœ, patrz¹c na to naje¿one kolcami stworzenie, postanowi³ zaryzykowaæ i sprawdziæ, czy jest jadalne i co wiêcej, czy mo¿e byæ pyszne? Ten, ktoœ – byæ mo¿e przyparty do muru g³odem – roz³upa³ tê kolczast¹ kulê, by odkryæ, ¿e za najgroŸniejsz¹ zbroj¹ mo¿e kryæ siê delikatny smako³yk – kremowa, s³odka esencja oceanu, która dos³ownie rozp³ywa siê na jêzyku. Dziœ je¿owiec, to jeden z najbardziej cenionych przysmaków, jaki oferuje ocean. W restauracjach na karcie menu figuruje on jako uni i jest to jadalna czêœæ je¿owca. Oznacza to, ¿e to, co l¹duje na talerzu, nie jest miêœniem ani t³uszczem. S¹ to gonady, czyli narz¹dy rozrodcze samca lub samicy je¿owca. Mimo, ¿e nie brzmi to apetycznie, jest to prawdziwy rarytas. Miêso to jest niezwykle piêkne, czêsto o jaskrawo pomarañczowej lub ¿ó³tej barwie, przypominaj¹cej kolor szkolnego autobusu. Ka¿dy p³at ma od trzech do szeœciu centymetrów d³ugoœci. Choæ smak mo¿e siê nieznacznie ró¿niæ w zale¿noœci od gatunku, esencjê uni mo¿na opisaæ jako „s³ony, kremowy, rozp³ywaj¹cy siê w ustach, lekko s³odki, nietypowy w smaku k¹sek”. Najczêœciej podaje siê go na surowo w formie sashimi lub nigiri, ale jest te¿ doskona³ym, luksusowym dodatkiem do dañ z makaronem. Nie bez powodu uni zyska³ przydomek „foie gras morza” – jego konsystencja i bogactwo smaku s¹ naprawdê wyj¹tkowe.

Kontrast miêdzy zewnêtrzn¹, a wewnêtrzn¹ stron¹ je¿owca jest uderzaj¹cy. Z zewn¹trz mamy do czynienia z kulist¹, naje¿on¹ ostrymi, ruchomymi kolcami skorup¹. Wewn¹trz jednak znajduje siê coœ absolutnie przeciwnego – delikatnoœæ w najczystszej postaci. Ta „kolczasta forteca” strze¿e skarbu tak cennego, ¿e przyci¹ga nie tylko ludzi. Drapie¿niki takie jak homary czy wydry morskie równie¿ próbuj¹ dostaæ siê do tego delikatnego wnêtrza. To w³aœnie ta nieustanna presja wyjaœnia, dlaczego najs³odsza przek¹ska oceanu potrzebuje tak potê¿nej zbroi. Anatomia je¿owca jest tyle¿ dziwna, co fascynuj¹ca. Jego kulisty szkielet z wêglanu wapnia, w zoologii nosi fachow¹ nazwê „test” i jest podziurawiony licznymi otworami. To przez nie je¿owiec wysuwa swoje nó¿ki ambulakralne, by powoli sun¹æ po dnie oceanu. A to dopiero pocz¹tek anatomicznych dziwactw! Na spodzie jego cia³a znajduje siê otwór gêbowy, a w nim zdumiewaj¹ca struktura znana jako „latarnia Arystotelesa”. To skomplikowana szczêka, której nazwê nada³ sam grecki filozof opisuj¹cy to stworzenie. Sk³ada siê z piêciu trójk¹tnych zêbów, które ³¹cz¹ siê w ro-

dzaj dzioba, piêciok¹tnej piramidy. S³u¿y do chwytania i rozdrabniania po¿ywienia, a ca³oœæ chroni¹ wspomniane ju¿ ruchome kolce, które oprócz obrony pomagaj¹ w poruszaniu.

Je¿owce nie s¹ rzadkoœci¹ ograniczon¹ do jednego regionu. Te niezwyk³e zwierzêta morskie zamieszkuj¹ dna wszystkich oceanów na naszej planecie, od ciep³ych wód tropikalnych a¿ po mroŸne strefy polarne. Je¿owce nale¿¹ do wiêkszej rodziny szkar³upni, co oznacza, ¿e maj¹ doœæ zaskakuj¹cych krewnych. Ich najbli¿szymi kuzynami w królestwie zwierz¹t s¹ miêdzy innymi rozgwiazdy i ogórki morskie. Podawane w restauracjach gonady je¿owca, pe³ni¹ równie¿ funkcjê magazynu sk³adników od¿ywczych, które pozwalaj¹ zwierzêciu przetrwaæ trudniejsze czasy. W ciep³ych miesi¹cach, gdy po¿ywienia jest pod dostatkiem, gonady znacznie siê powiêkszaj¹. Je¿owce gromadz¹ w nich energiê, przygotowuj¹c siê do tar³a, które odbywa siê w ch³odniejszych miesi¹cach. Jeœli zostan¹ z³owione tu¿ przed tar³em, w szczycie swojego sezonu, ich gonady s¹ du¿e, miêsiste i najwy¿szej jakoœci. W tym okresie mog¹ stanowiæ a¿ jedn¹ czwart¹ ca³kowitej masy cia³a zwierzêcia. Ten cykl biologiczny jest kluczowy dla sezonowoœci i jakoœci je¿owców jako produktu kulinarnego. Na pó³kuli pó³nocnej s¹ one dostêpne od póŸnego lata do wczesnej zimy, w zale¿noœci od konkretnego gatunku.

Ró¿norodnoœæ je¿owców jest ogromna: ich jadalna czêœæ mo¿e mieæ kolor od z³ocisto¿ó³tego do ciemnopomarañczowego. Konsystencja równie¿ siê zmienia – od g³adkiej i kremowej na pocz¹tku sezonu, po bardziej ziarnist¹ u osobników po³awianych póŸniej. W przeciwieñstwie do wielu innych owoców morza, je¿owce praktycznie nie s¹ hodowane na farmach. Szacuje siê, ¿e oko³o 99 proc. z nich pochodzi z dzikich po³owów w ich naturalnym œrodowisku. Po³awia siê je za pomoc¹ specjalnych sieci przeci¹ganych po dnie morskim lub s¹ zbierane rêcznie przez nurków.

Chocia¿ istniej¹ specjalne wylêgarnie, które chroni¹ m³ode je¿owce w najwczeœniejszym, najbardziej wra¿liwym okresie ¿ycia, ich cykl wzrostu jest niezwykle powolny. Mo¿e min¹æ nawet piêæ lat od wyklucia z jaja, zanim je¿owiec osi¹gnie wielkoœæ handlow¹, pozwalaj¹c¹ na jego sprzeda¿. Ten d³ugi cykl ¿ycia, po³¹czony z trudami dzikiego po³owu, jest jednym z g³ównych powodów, dla których je¿owce morskie s¹ produktem tak drogim i luksusowym.

Chocia¿ je¿owce s¹ najbardziej znane jako uni podawane na ry¿u, ich zastosowanie w kuchni jest znacznie szersze i bardziej kreatywne. Ich intensywny, bogaty smak sprawia, ¿e wystarczy niewielka iloœæ, aby odmieniæ charakter dania. Doskonale komponuj¹ siê z aksamitnym, maœlanym risotto lub prost¹ jajecznic¹, dodaj¹c im g³êbi i luksusowego charakteru. Czysty, skoncentrowany smak oceanu rozsmarowany na chrupi¹cej bagietce to pro-

sty, ale niezwykle elegancki sposób na ich podanie. Dodane na samym koñcu gotowania do jasnego, kremowego sosu, dodaj¹ mu niezrównanej morskiej g³êbi i subtelnej s³odyczy. Nale¿y je tylko lekko podgrzaæ, aby nie straci³y swojej delikatnej tekstury.

Najwiêcej je¿owców je siê w Japonii. Te najbardziej poszukiwane ¿yj¹ w wodach wyspy Hokkaido. Zawdziêczaj¹ swój wyj¹tkowy, ceniony na ca³ym œwiecie smak specyficznemu gatunkowi wodorostów, stanowi¹cemu ich g³ówne po¿ywienie. Skala popularnoœci je¿owców w Japonii jest trudna do wyobra¿enia. Wed³ug danych z 2017 roku, kraj ten odpowiada za a¿ 80proc. ca³kowitej œwiatowej konsumpcji je¿owców. To pokazuje nie tylko kulinarn¹ preferencjê, ale sugeruje system g³êboko zakorzenionych tradycji, wyspecjalizowanych rynków i kulinarnego rzemios³a, które nie ma sobie równych nigdzie indziej na œwiecie.

Ka¿dego roku w marcu w po³udniowej Francji odbywa siê festiwal, podczas którego zbiera siê oko³o 20 000 je¿owców. Za symboliczn¹ kwotê oko³o piêciu euro mo¿na tam otrzymaæ kieliszek bia³ego wina i talerz œwie¿ych, surowych je¿owców podanych z bagietk¹ i mas³em. To kwintesencja francuskiego art de vivre – prosta, elegancka celebracja darów morza, która pokazuje, ¿e najlepsze smaki nie potrzebu-

j¹ skomplikowanej oprawy. Tradycjê tê podchwycono równie¿ w innych miejscach – od niedawna podobny festiwal odbywa siê tak¿e w czerwcu, w Kalifornii.

Choæ dziœ gonady je¿owca (uni) s¹ przysmakiem w wielu kuchniach œwiata, ich kulinarna historia jest pe³na zwrotów akcji. W Japonii przez d³ugi czas by³y u¿ywane g³ównie jako przynêta na ryby. Dopiero w XIX wieku kucharze sushi odkryli ich potencja³ i zaczêli podawaæ je z ry¿em, choæ pocz¹tkowo danie by³o znane tylko jako lokalny specja³. Jego prawdziwa s³awa nadesz³a póŸniej – gdy kuchnia japoñska podbi³a œwiat w po³owie XX wieku, a sushi z je¿owcem sta³o siê globalnym rarytasem. W Korei przez wieki istnia³a tradycja, w której to kobiety nurkowa³y na wstrzymanym oddechu, aby za pomoc¹ no¿y zbieraæ je¿owce z dna morskiego. By³a to niezwykle trudna i niebezpieczna praca. Wymaga³a niesamowitego treningu w zakresie kontroli oddechu i si³y, tworz¹c fascynuj¹c¹, choæ ma³o znan¹, historiê kulturow¹.

Ekscentryczny artysta Salvador Dalí by³ wielkim fanem je¿owców. Jego fascynacja by³a tak silna, ¿e w latach 30tych XX wieku wyst¹pi³ w krótkim filmie, w którym z pasj¹ demonstrowa³, jak nale¿y je jeœæ. W swojej ksi¹¿ce „50 tajemnic magicznego rzemios³a” zawar³ nawet szczegó³owe instrukcje dla tych, którzy chcieliby pójœæ w jego œlady:

„Na pocz¹tek zjedz trzy tuziny je¿owców zebranych w ci¹gu dwóch dni poprzedzaj¹cych pe³niê ksiê¿yca, wybieraj¹c tylko te, których gwiazda jest koralowo-czerwona –a odrzucaj¹c ¿ó³te – które maj¹ w³aœciwoœci uspokajaj¹ce i narkotyczne tak szczególne i tak sprzyjaj¹ce zbli¿aj¹cej siê drzemce.”

Mi³oœæ Dali do tych stworzeñ nie koñczy³a siê na talerzu – w 1967 roku ukoñczy³ obraz zatytu³owany „Je¿owiec”.

W latach 70. i 80. XX wieku popyt na je¿owce gwa³townie wzrós³ w Stanach Zjednoczonych, napêdzany przez japoñskich handlarzy owocami morza. Ta nowa fascynacja kulinarna rozpêta³a istn¹ gor¹czkê z³ota, a liczby pokazuj¹, ¿e nie jest to ¿adna przesada.

Nurkowie w Maine i Kalifornii, gotowi podj¹æ ka¿de ryzyko, ³¹cznie z atakami rekinów, zarabiali nawet 2500 dolarów tygodniowo. Niestety, ten niekontrolowany boom doprowadzi³ do katastrofy ekologicznej. W wyniku prze³owienia populacja je¿owców w regionie spad³a o 90 procent. Spowodowa³o to koniecznoœæ wprowadzenia dzia³añ na rzecz zrównowa¿onego rozwoju, maj¹cych na celu ochronê m³odych osobników i odbudowê zdziesi¹tkowanych zasobów. Je¿owiec to znacznie wiêcej ni¿ tylko kolczaste stworzenie czy kulinarny rarytas. To istota, która znajduje siê na styku kultury, nauki, ekonomii i ekologii, pokazuj¹c, jak skomplikowane i kruche s¹ nasze relacje ze œwiatem przyrody.

Je¿owiec na rafie...
...i na stole
Salvador Dalí jedz¹cy je¿owce

Blejtram

Zaraz po przebudzeniu przeczyta³am wiersz. Rumuñskiej poetki. Której nazwiska nie zd¹¿y³am zapisaæ. Potem nastêpny. I jeszcze jeden. Zapamiêta³am wers o czarnych pinezkach wron przytrzymuj¹cych krajobraz. I rozstrzelanych mrozem drzewach.* Spojrza³am w kierunku okna. Wszystko mo¿na opowiedzieæ inaczej, pomyœla³am. P³achtê œniegu zamieniæ w p³ótno. Framugê w blejtram. Kreski ga³êzi w znaki. Pokrêciæ ga³k¹. I zmieniæ czêstotliwoœæ. W której odbieramy œwiat. W której nadajemy. Ale taki stan trudno utrzymaæ d³u¿ej. W koñcu coœ nas z niego wytr¹ci.

Ju¿ wystarczy tej zimy. Niech ktoœ j¹ sprz¹tnie. I og³osi nowy sezon. Na korytarzu liszaje po soli. W k¹cie szufla. I worek skrystalizowanego chlorku sodu. Jakby czeka³y na kolejn¹ rundê. Ale w prognozach nie ma œniegu. S³oñce coraz wy¿ej. I jeœli siê bardzo wytê¿yæ, mo¿na wyczuæ w powietrzu w¹t³¹ nitkê zapachu zwiastuj¹cego zmiany. Na razie jest surowo. W szczelinach osadza siê py³. Pêkaj¹ rury. £uszczy farba. W zamarzniête ha³dy œniegu wrastaj¹ œmieci. Parafrazuj¹c Kazika – czy by³eœ kiedyœ w lutym na Ridgewood w nocy? Jest tak brudno i brzydko, ¿e pêkaj¹ oczy. W dzieñ lepiej nie patrzeæ

* Piotr Durak z tomu „Zepsutoœæ”. ** Tomasz Ró¿ycki, Drugi jipotyk Stany wewnêtrzne

pod nogi. W s³oñcu wszystko wygl¹da jeszcze gorzej. Odk¹d do Nicholasa, wnuka landlorda, wprowadzi³a siê dziewczyna – zaniedbuje obowi¹zki gospodarza domu. Po raz pierwszy od lat nie uprz¹tn¹³ ogródka przed zim¹. Nie wyci¹³ uschniêtych pêdów. Nie schowa³ metalowych tyczek. Gdyby widzia³ to Jeremia Pajovic, pêk³oby mu serce z ¿alu. Ale stary Jugol nie ¿yje. Jego ¿ona, dobrze po osiemdziesi¹tce, te¿ coraz mniej obecna. Nie ma si³y na niezapowiedziane inspekcje. Przesta³a siê liczyæ. Puœci³a stery. Jest coœ przygnêbiaj¹cego w tym, jak nastêpne pokolenia traktuj¹ dorobek przodków. Ci¹gle pamiêtam historie, które opowiada³ Jerry, o morderczej pracy w rzeŸni na dwie zmiany. ¯eby kupiæ dom. Potem drugi. Wykszta³ciæ córkê. Pomóc rodzinie w kraju. Spadkobiercy nie musz¹ siê o nic troszczyæ. Czekaj¹. Cierpliwie. Na swoj¹ kolej.

Pierwszy T³usty Czwartek œwiêtujê w sobotê. Jak co roku, w Larchmont. Wysma¿amy. Nadziewamy. Ozdabiamy. Poch³aniamy. Pok³adamy siê. W cukrowej malignie. Potem kilka dni postu. I znowu. Pierogi Boys oferuj¹ kraftowe p¹czki. Z ró¿¹. I czekolad¹. Biegnê z samego rana. Ale po kwadransie od otwarcia nie ma ani jednego! Rozesz³y siê! Nastêpna szansa w Walentynki. Tym razem jestem punktualnie. Warto by³o czekaæ! Puszyste ciasto. I duuu¿o nadzienia w³asnej roboty. Ró¿ane, lekko kwaskowe. Najlepsze. W domu niespodzianka. Œwiêty Walenty wsta³ z ³ó¿ka i zza pazuchy wyci¹gn¹³ prezent. S¹ ró¿owe wst¹¿eczki. Zapachowe myde³ka. Gustowna kartka. Bomby do k¹pieli z p³atkami ró¿. I inne precjoza. Jak mawia klasyk: mi³oœæ jest jak sraczka, prawdziwa jest rzadka. Ha! Kotka te¿ w nastroju mi³osnym. To znerwicowane, wiecznie roztrzêsione (nie) boskie stworzenie wczoraj po raz pierwszy wskoczy³o na kanapê, na której siedzia³am.

I zaczê³o siê ³asiæ. Pokazywaæ bia³e podbrzusze. Tr¹caæ nosem. I ugniataæ moje kolana. Co w kocim jêzyku jest wyrazem najwy¿szego zaufania. Ba³am siê ruszyæ. ¯eby nie sp³oszyæ. Tej chwili. Bo mo¿e ju¿ siê wiêcej nie powtórzyæ, myœla³am. Szczêœliwie, mia³am blisko telefon. I mog³am wykonaæ seriê zdjêæ dokumentalnych. Inaczej K. by mi nie uwierzy³. ¯e po 12 latach Pani Matka Ogrodowa ostatecznie prze³ama³a barierê strachu. I postanowi³a zbli¿yæ siê do osobnika dwuno¿nego. Idzie wiosna, koty marcuj¹ – podsumowa³a znajoma, kiedy podzieli³am siê t¹ histori¹. Tak jakby co roku o tej porze kotka lgnê³a do ludzi. Jakby ten moment by³ z innego, zwyczajnego, porz¹dku. A nie nale¿a³ do kategorii cudów; zjawisk nadprzyrodzonych.

Je¿eli to z mi³oœci, bêdzie nam wybaczone, pozostan¹ za nami ³ó¿ka niepoœcielone i napoczête miasta, rozchylone zas³ony, ledwo dotkniête rzeczy i trochê brudnych naczyñ. Je¿eli to z mi³oœci, nie pozostanie po nas pustka, jest taka wrodzona gramatyczna niezgodnoœæ, pustka nie mo¿e zamieszkaæwmiejscachprzeznaszecia³anaznaczonych,wyjd¹ natomiast z nich dzieci, kraje i wszelkie kolory.

Je¿eli to z mi³oœci, stan¹ po naszej stronie zwierzêta, psy porzucone. One wybacz¹ nam tê nieruchomoœæ i ten zagubiony gdzieœ w sobie wzrok. Bêdziemy le¿eæ i bêd¹ po nas chodziæ dni i przeci¹gi. Zbuduj¹ na nas miasto i wolne elektrony bêd¹ nad nami siê roiæ, warczeæ, i sny, sny bêd¹ nasze na zawsze.**

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com

Za przyjemnoœæ p³aci siê podwójnie

Jan Latus

Trzeba podwójnie zap³aciæ, jeœli coœ jest dwa razy lepsze, nie ma na to rady. Tak wiêc bêd¹c w Bangkoku, p³acê 200 procent cen filipiñskich. £atwo to przeliczyæ: tajski baht to dwa filipiñskie peso. £apiê siê, ¿e widzê tu jak¹œ cenê, na przyk³ad barow¹ reklamê piwa w czasie Happy Hour: tylko 140! Niez³a cena – myœlê –i zaraz uœwiadamiam sobie, ¿e to przecie¿ 280 peso. W Angeles zap³aci³bym najwy¿ej sto. Tak jest ze wszystkimi cenami. Ciastko za 65 bahtów? Kupujê, bo je lubiê. Ale to przecie¿ 130 peso, ponad dwa dolary. Ale jakie to by³o ciastko! Nie jestem jakimœ szczególnym smakoszem, w wyrafinowanych restauracjach siê mêczê. Niemniej, jak ka¿dy z nas, mam swoje ulubione produkty i dania: zapamiêtane z rodzinnego domu i m³odoœci, charakterystyczne dla Nowego Jorku, kulinarne odkrycia z innych krajów. W Nowym Jorku zwykle jada³em pospiesznie i tanio, niemniej mia³em swoje ulubione miejsca. Chiñskie piero¿ki przy 14. Ulicy, Joe Pizza w Greenwich Village, lamb gyro przy 9. Alei, babeczki z owocami w cukierni

Veniero’s, gulasz wieprzowy z kopytkami w Christina’s na Greenponcie. Maszeruj¹c do pracy, jeszcze w „Nowym Dzienniku” albo wracaj¹c do domu, wchodzi³em na dworcu Port Authority do cukierni Au Bon Pain, gdzie bra³em jeszcze ciep³e ciastko cheese danish. Jakoœ nie zauwa¿y³em tej sieci w Polsce i w innych odwiedzanych krajach. A jak czegoœ nie mo¿na dostaæ, to siê têskni. Na Filipinach têskniê na przyk³ad do zrazów z kluskami (pyzami) na parze, zupy z suszonych grzybów, tatara. I do cheese danish. Ale maj¹ swoj¹ cukierniê w Bangkoku; pamiêta³em j¹ z poprzedniego pobytu. Popêdzi³em wiêc tam, ale ciastko by³o jakieœ mniejsze od amerykañskiego i nie tak dobre. Chyba dlatego, ¿e by³o ju¿ popo³udnie, wiêc by³o czerstwe. Nie chcia³em, ¿eby moje wspomnienia zosta³y zrujnowane. Jestem upartym, nie poddaj¹cym siê ³atwo Kozioro¿cem, poszed³em wiêc tam nastêpnego dnia – niestety, ju¿ moje ciastka wyprzedali. Pobieg³em tam znowu rano, w dniu odlotu. By³y, œwie¿e i tak smaczne, jak zapamiêta³em. W ogóle Tajlandia znana jest z doskona³ego jedzenia. S³awne jest jedzenie uliczne. W odró¿nieniu od Filipin, gdzie potrawy gotuje siê rano, a potem le¿¹ sobie w metalowych rynienkach przez ca³y dzieñ (a jak siê nie sprzedadz¹ – w dzieñ kolejny), Tajowie gotuj¹ na naszych oczach. Ich jedzenie jest lekkie i kolorowe, bo wielosk³adnikowe (pomarañczowa

marchewka, czerwone chili, zielsko, miêsko, ry¿). Mieszaj¹ siê w nim smaki: pikantny i to czasem bardzo, s³odki, s³ony, kwaœny i umami. Na Filipinach do bia³ego ry¿u dostajê br¹zowego kurczaka, który jest s³ony. Jedna potrawa, jeden smak i kolor, bez niuansów. Wszystko jest tu prostsze, prymitywniejsze, ubo¿sze. Tajowie wyczyniaj¹ cuda na swoich ulicznych wokach. Maj¹ do gotowania serce; jakoœæ jedzenia jest te¿ bardzo wa¿na dla ich klientów.

Pierwszego dnia w Bangkoku, po przebudzeniu, podchodzê do straganu obok hotelu. Na moich oczach koleœ sma¿y mi omlet z krewetkami. Na plastikowym stoliczku, jak zawsze, bateria przypraw: sos sojowy i rybny, sól i pieprz, ocet, papryczki. Ka¿dy doprawia do swojego smaku. Jedzenie jest pyszne i obiecujê sobie, ¿e tam wrócê. Ale nie wrócê, bo odkrywam kolejne fajne miejsca.

Na przyk³ad restauracyjkê o mi³ym wystroju: drewniane sto³y, rustykalnie, dwa poziomy. Jest w niej komplet klientów, g³ównie Tajów, elegancko ubranych pracowników okolicznych biur. W kolejce stoj¹ na zewn¹trz kolejni. Knajpka serwuje dania z ubogiej prowincji Issan, przede wszystkim – wariacje na temat s³ynnej, pikantnej, a zarazem s³odkiej i s³onej, sa³atki z zielonej papai i pomidorków, czyli som tam. Zamawiam wersjê z kawa³eczkami surowego ³ososia. Na moich oczach wiejskie kobity ubijaj¹ sk³adniki moŸdzierzem w kamiennych michach. Trwa to d³ugo, ale czekaæ warto. Wracam tam na kolejny obiad – obs³uga mnie rozpoznaje; niestety nie mówi po angielsku. Odkrywam przy mojej ruchliwej ulicy Sukhumvit otwierany wieczorem targ na œwie¿ym powietrzu. Kilkadziesi¹t stoisk, serwuj¹cych ryby w soli, grillowane oœmiornice, a tak¿e œwierszcze, glisty i inne robale (jakoœ nie mia³em ochoty). Id¹c dalej dojdzie siê do, otwartej ledwie w ubieg³ym roku, ogromnej i efektownej hali, w której umieszczono kilkaset stanowisk z jedzeniem z ca³ego œwiata. Tu ju¿ jest dro¿ej, ale te¿ droga jest ta ca³a miêdzynarodowa dzielnica. ¯ywiê siê wiêc na ulicy. Kobiety z prowincji sprzedaj¹ œwie¿o wyciskany sok z granatów albo ananasy z posypk¹ z soli i chili (zupe³nie jak w Malezji).

Tu nawet zagraniczne jedzenie jest dobre – dlatego, ¿e Tajowie po prostu lubi¹ gotowaæ i maj¹ do tego talent. Jest wiêc dzielnica arabska, s¹ dobre restauracje indyjskie, a dla stêsknionych za ojczyzn¹ Filipiñczyków – restauracyjka z ich dwukolorowym i jednosmakowym jedzeniem. Przypominam sobie o istnieniu najlepszego dealu, gdy chodzi o jedzenie w Bangkoku. Na wysokim piêtrze galerii handlowej Terminal 21 zbudowano targ z kilkudziesiêcioma stoiskami z jedzeniem. Do wyboru, do koloru, a wszêdzie tanio – od jednego do trzech dolarów.

Urszula i Maryla, czyli zderzenie gwiazd

Pocz¹tek wielkiej rywalizacji obu piosenkarek mia³ miejsce na opolskiej scenie, która w tamtych latach by³a jedyn¹ przepustk¹ do masowej wyobraŸni. Urszula Sipiñska zadebiutowa³a tam w 1967 roku, œpiewaj¹c „Zapomnia³am twoje oczy”. Utwór b³yskawicznie sta³ siê szlagierem, ale wywo³a³ te¿ nieoczekiwan¹ ogólnopolsk¹ debatê lingwistyczn¹. Media i jêzykoznawcy spierali siê, czy artystka powinna œpiewaæ „zapomnia³am co” (twoje oczy), czy te¿ poprawna forma dope³niaczowa powinna brzmieæ „zapomnia³am czego” (twoich oczu). W czasach, gdy festiwal mia³ moc edukacyjn¹, Sipiñska nieœwiadomie sta³a siê nauczycielk¹ gramatyki dla milionów Polaków.

Zaledwie dwa lata póŸniej, w 1969 roku, do walki o tron stanê³a Maryla Rodowicz, triumfuj¹c z hitem „Jad¹ wozy kolorowe”. Urszula Sipiñska nagra³a w tym samym roku piosenkê „Poziomki” utwór, który do dziœ jest jej znakiem rozpoznawczym. Od tego momentu Polska wiedzia³a ju¿, ¿e na scenie nie ma miejsca dla dwóch królowych o tym samym kolorze w³osów – zw³aszcza ¿e obie, mimo sukcesów, rzetelnie dokoñczy³y studia, udowadniaj¹c, i¿ za ich talentem stoi równie¿ twarda, akademicka dyscyplina.

W dusznej atmosferze PRL-owskiej estrady, gdzie ka¿dy gest mia³ znaczenie, konflikt Maryli Rodowicz i Urszuli Sipiñskiej sta³ siê czymœ wiêcej ni¿ tylko plotkarskim tematem – by³o to starcie dwóch diametralnie ró¿nych archetypów kobiecoœci i wizji artystycznej. Podczas gdy Rodowicz budowa³a swoj¹ hegemoniê na s³owiañskim ¿ywiole, Sipiñska aspirowa³a do zachodniego wyrafinowania, tworz¹c estradowy dualizm, który przez dekady napêdza³ wyobraŸniê masowej publicznoœci.

Maryla Rodowicz, ze swoj¹ gitar¹ i ekstrawaganckimi kostiumami rodem z Cepelii lub stylizacji na Dziki Zachód, sta³a siê bezdyskusyjn¹ „Madonn¹ RWPG”, dominuj¹c¹ na rynkach bloku wschodniego. Z kolei Urszula Sipiñska, zasiadaj¹ca przy fortepianie w lirycznym i stonowanym antura¿u, odnosi³a sukcesy na festiwalach za „¿elazn¹ kurtyn¹”, w œwiecie kapitalistycznym.

Rywalizacja obu gwiazd przenika³a do najbardziej intymnych sfer ich twórczoœci. Agnieszka Osiecka, wybitna poetka i autorka tekstów, wspomina³a, ¿e Maryla Rodowicz potrafi³a wrêcz „myszkowaæ” w jej mieszkaniu w poszukiwaniu najlepszych utworów, narzekaj¹c, ¿e: „Najlepsze piosenki dajesz Uli”. Przyk³adem jest tu spór o utwór „Weselne dzieci”. Piosenka powsta³a podczas nocnej se-

sji u Katarzyny Gaertner, z tekstem Agnieszki Osieckiej dyktowanym przez telefon o 6:30 rano. Sipiñska, która pierwsza nagra³a tê piosenkê w 1975 roku, nada³a jej osobisty, intymny ton. Jednak w 1998 roku Rodowicz nagra³a w³asn¹ jej wersjê na p³ytê „Przed zakrêtem”, sugeruj¹c w wywiadach, ¿e utwór od zawsze by³ przeznaczony dla niej. Smaczku sprawie dodaje fakt, ¿e w pierwotnej wersji Sipiñskiej na gitarze zagra³ Zbigniew Ho³dys – by³y gitarzysta Rodowicz, od lat bêd¹cy z ni¹ w g³êbokim konflikcie. Katarzyna Gaertner podsumowa³a ten spór brutalnie szczerze: Rodowicz „przyczai³a siê” i po latach „wyrwa³a” tê piosenkê rywalce. Zdaniem kompozytorki, choæ Sipiñska by³a pierwsza, to Maryla nagra³a ten utwór po prostu lepiej, udowadniaj¹c swoj¹ artystyczn¹ bezwzglêdnoœæ.

Konflikt obu artystek dotyczy³ jednak nie tylko repertuaru, ale i detali wizerunkowych, takich jak s³ynna grzywka. Artystki oskar¿a³y siê nawzajem o kopiowanie stylu, fryzur, a nawet miejsc, w których robi³y zakupy. Ta dychotomia by³a tak silna, ¿e piosenkarki konsekwentnie unika³y wspólnych wyjazdów zagranicznych organizowanych przez Pagart, buduj¹c wokó³ siebie mury izolacji. Szczerze nie znosi³y sytuacji, w których je ze sob¹ mylono, co w tamtym czasie zdarza³o siê nadzwyczaj czêsto.

Próba zakoñczenia tej estradowej „wojny podjazdowej” nast¹pi³a w programie Kazimierza Kutza „Nareszcie razem”. Pomys³odawczyni¹ by³a Sipiñska, która zaproponowa³a, by obie wyst¹pi³y w identycznych perukach i niemal takich samych strojach, co mia³o symbolizowaæ pojednanie.

Mimo wizualnego ujednolicenia, konfrontacja ta obna¿y³a sceniczn¹ przepaœæ. Rodowicz, dysponuj¹ca potê¿niejsz¹ charyzm¹, bez trudu zdominowa³a rywalkê w ka¿dym elemencie wystêpu. Zamiast rozejmu, publicznoœæ otrzyma³a dowód na absolutn¹ dominacjê Maryli, co dla Sipiñskiej sta³o siê pocz¹tkiem jeszcze bardziej desperackich kroków wizerunkowych.

Konflikt wszed³ w fazê otwartej wrogoœci, gdy Sipiñska zaczê³a zdaniem krytyków i samej Rodowicz kopiowaæ wizerunek rywalki.

Co ciekawe, Sipiñska kopiowa³a wówczas tak¿e „modelki z Zachodu”, despe-

racko szukaj¹c nowoczesnego wyrazu, którego brakowa³o jej w dostarczanych kompozycjach. Symbolem tego „podbierania” sta³ siê utwór „Urodzajny rok” – napisany dla Sipiñskiej, a b³yskawicznie przejêty przez Rodowicz, która nagra³a go w trzech jêzykach, pieczêtuj¹c swój miêdzynarodowy zasiêg.

Punktem kulminacyjnym rywalizacji sta³ siê festiwal w Opolu w 1977 roku. To tam dosz³o do incydentu, który na sta³e wpisa³ siê w historiê polskiej popkultury jako „szermierka kapeluszami”. Po wystêpie artystki dosta³y furii. Kiedy Sipiñska skoñczy³a œpiewaæ zdjê³a swój bia³y kapelusz i zamachnê³a siê nim na Rodowicz, a ta bez namys³u z³apa³a swój kapelusz i zaczê³y siê nimi ok³adaæ rywalkê jakby walczy³y na szpady. W pewnym momencie Sipiñskiej pêk³ nawet rêkaw w bia³ej marynarce. Sytuacjê próbowali ratowaæ Wojciech M³ynarski i Wies³aw Go³as, podczas gdy artystki zaczê³y rzucaæ w siebie owocami. Do dziœ pozostaje tajemnic¹, czy by³ to spontaniczny wybuch gniewu, czy te¿ – jak sugeruj¹ niektórzy – starannie wyre¿yserowane show zaplanowane przez sam¹ Agnieszkê Osieck¹. Choæ Sipiñska po latach próbowa³a ratowaæ sytuacjê, nazywaj¹c to „zaplanowanym happeningiem”, œwiadkowie i sama dynamika zajœcia wskazuj¹ na czyst¹, ludzk¹ nienawiœæ. By³ to moment, w którym maski opad³y, a estradowa rywalizacja zamieni³a siê w fizyczne starcie.

Obie artystki w odmienny sposób budowa³y swoj¹ pozycjê, co wynika³o z ich ró¿nych korzeni i osobowoœci. Urszula Sipiñska, poznanianka i studentka architektury wnêtrz, by³a postrzegana jako „dziewczyna z s¹siedztwa”. Jej wykszta³cenie i uporz¹dkowanie prze³o¿y³o siê na stworzenie jednego z pierwszych w Polsce profesjonalnych fanklubów. Oddane wielbicielki jeŸdzi³y za ni¹ na koncerty, pomaga³y za kulisami i budowa³y mit artystki bliskiej ludziom, a jednoczeœnie niezwykle stylowej.

Maryla Rodowicz, pochodz¹ca z W³oc³awka studentka warszawskiej AWF, funkcjonowa³a jako gwiazda w nowoczesnym, ekspresyjnym wydaniu. Jej ¿ycie prywatne – g³oœne romanse z Danielem Olbrychskim czy synem premiera, rajdowcem Andrzejem Jaroszewiczem – oraz ekstrawaganckie kreacje sprawia³y, ¿e by³a postaci¹ wyrazist¹, niemal skandalizuj¹c¹ na tle szarej rzeczywistoœci PRL-u. Podczas gdy Sipiñska stawia³a na liryzm w utworach takich jak „Nim zakwitnie tysi¹c ró¿”, Rodowicz budowa³a swoj¹ potêgê na folkowej energii i hitach pokroju „Ma³goœki”.

Dziœ, mimo up³ywu lat, relacje miêdzy diwami pozostaj¹ lodowate. Urszula Sipiñska, która wycofa³a siê z estrady, wci¹¿ wbija szpilki rywalce, twierdz¹c, ¿e Rodowicz „nie ma wstydu” i dawno powinna zakoñczyæ karierê. Maryla, niez³omna i wci¹¿ znajduj¹ca siê w centrum uwagi, odpowiada krótko: bêdzie œpiewaæ tak d³ugo, jak bêd¹ fani.

Gdy w 2018 roku Maryla zaproponowa³a wspólny wystêp pojednawczy, Sipiñska pozostawi³a tê ofertê bez komentarza.

Historia ich konfliktu pozostaje fascynuj¹cym studium ambicji i walki o tron. Z jednej strony mamy Marylê Rodowicz – niekoronowan¹ królow¹, która dziêki niespo¿ytej energii i obecnoœci na estradzie przez kolejne dekady, w oczach wielu ostatecznie wygra³a ten wyœcig. Z drugiej strony Urszula Sipiñska pokaza³a rzadk¹ w show-biznesie klasê. W latach 90. œwiadomie wycofa³a siê z estrady, by powróciæ do wyuczonego zawodu architekta, uznaj¹c, ¿e nale¿y wiedzieæ, kiedy zejœæ ze sceny niepokonanym.

Ekscentryczna Maryla Rodowicz
Urszula Sipiñska w Sopocie
W programie pojednawczym Kazimierza Kutza
Sipiñska i Rodowicz walka na kapelusze

El¿bieta Baumgartner radzi

NiedŸwiedzia

W codziennym ¿yciu czêsto kierujemy siê sercem. Chcemy pomóc bliskim, przyjacio³om, s¹siadom. Wydaje nam siê, ¿e drobna przys³uga nic nas nie kosztuje, a mo¿e komuœ u³atwiæ ¿ycie. Jednak istnieje szczególny rodzaj pomocy, która zamiast rozwi¹zywaæ problemy, tworzy nowe i to czêsto wiêksze ni¿ te pierwotne. To w³aœnie niedŸwiedzia przys³uga, czyli dzia³anie w dobrej wierze, które przynosi odwrotny skutek. W finansach osobistych i sprawach domowych takie sytuacje zdarzaj¹ siê czêœciej, ni¿ mog³oby siê wydawaæ. Co gorsza, szkoda dotyka nie tylko osobê, której pomagamy, ale równie¿ nas samych.

Porêczenie po¿yczki – klasyk, który rujnuje relacje i bud¿ety

Jednym z najbardziej znanych przyk³adów niedŸwiedziej przys³ugi jest porêczenie po¿yczki. Ktoœ bliski prosi o pomoc, bo bank wymaga dodatkowego zabezpieczenia. S³yszymy zapewnienia, ¿e „to tylko formalnoœæ”, „sp³acê wszystko na czas”, „niczym nie ryzykujesz”. W rzeczywistoœci ryzykujemy wszystkim.

W momencie podpisania umowy stajemy siê wspó³odpowiedzialni za d³ug. Jeœli osoba, której pomagamy, przestaje sp³acaæ raty, bank nie bêdzie prowadzi³ z ni¹ d³ugich rozmów ani negocjacji, a po prostu zwróci siê do nas. To my bêdziemy musieli regulowaæ zaleg³oœci, a jeœli tego nie zrobimy, nasza historia kredytowa zostanie zniszczona. W efekcie mo¿emy mieæ trudnoœci z uzyskaniem w³asnego kredytu, a nawet zwyk³ej karty kredytowej. Oprocentowanie naszej karty kredytowej idzie w górê, mieæ bêdziemy mniejsz¹ szansê na uzyskanie dobrej pracy. Co gorsza, porêczenie czêsto psuje osobiste relacje. Osoba, której pomagaliœmy, czuje siê winna lub zaczyna unikaæ kontaktu. My czujemy z³oœæ, rozczarowanie i bezradnoœæ. Z dobrej intencji rodzi siê konflikt, który potrafi trwaæ latami. To klasyczna niedŸwiedzia przys³uga - chcieliœmy pomóc, a zaszkodziliœmy i sobie, i drugiej stronie.

U¿yczenie adresu koledze – kosztowna przys³uga

W polonijnych spo³ecznoœciach to bardzo czêsty scenariusz. Ktoœ wraca do Polski, ktoœ zmienia mieszkanie, ktoœ inny potrzebuje adresu „na chwilê”. Wydaje siê, ¿e to nic wielkiego – przecie¿ to tylko listy. Jednak w amerykañskim systemie adres to nie jest drobiazg. To dowód miejsca zamieszkania, element weryfikacji

przys³uga - kiedy dobra intencja szkodzi

to¿samoœci i podstawa do ustalania ulg podatkowych, stawek ubezpieczeniowych czy spo³ecznych œwiadczeñ.

Jeœli kolega poda nasz adres w DMV, IRS, SSA czy banku, instytucje automatycznie uznaj¹, ¿e mieszka w naszym domu. To mo¿e prowadziæ do obni¿enia ulg podatkowych w³aœciciela domu (Homeowner Exemption, Senior Exemption czy Senior Freeze). Ubezpieczyciel naszego domu mo¿e uznaæ, ¿e mamy dodatkowego lokatora, co wp³ywa na ocenê ryzyka i wysokoœæ sk³adki.

Do tego dochodzi ba³agan korespondencyjny. Listy z IRS, SSA, banków, funduszy emerytalnych czy nawet kancelarii prawnych zaczynaj¹ przychodziæ na nasz adres. Jeœli kolega ma d³ugi, zaleg³oœci podatkowe lub sprawy s¹dowe, to my odbieramy wezwania i ponaglenia. Nie ponosimy odpowiedzialnoœci prawnej, ale stres i zamieszanie s¹ realne.

Chcieliœmy pomóc, a w efekcie wci¹gnêliœmy siebie w cudze problemy, a kolegê w ryzyko, ¿e wiadomoœci o jego sprawach nie dotr¹ na czas. To kolejna niedŸwiedzia przys³uga.

Wspólne konto z doros³ym dzieckiem, czyli mi³oœæ, która komplikuje ¿ycie

Rodzice czêsto zak³adaj¹ wspólne konto z doros³ym dzieckiem, ¿eby „u³atwiæ mu ¿ycie” albo ¿eby mog³o pomagaæ im w p³aceniu rachunków. Intencja jest dobra, ale skutki mog¹ byæ op³akane. Wspólne konto oznacza, ¿e pieni¹dze staj¹ siê wspóln¹ w³asnoœci¹. Dziecko mo¿e je legalnie wyp³aciæ, nawet jeœli nie taki by³ cel. Jeœli ma d³ugi, alimenty, sprawy s¹dowe lub rozwód, pieni¹dze na koncie rodziców mog¹ zostaæ zajête.

Po œmierci rodzica wspólne konto nie wchodzi do masy spadkowej, przechodzi automatycznie na wspó³w³aœciciela, co mo¿e prowadziæ do konfliktów miêdzy rodzeñstwem. Jedno dziecko dostaje wszystko, inne czuj¹ siê skrzywdzone. Zamiast uproœciæ sprawy, stworzyliœmy rodzinny problem, który bêdzie siê ci¹gn¹³ latami.

Wziêcie dla kogoœ abonamentu lub telefonu „na siebie”

To czêsta niedŸwiedzia przys³uga wœród znajomych. Ktoœ bliski nie ma zdolnoœci kredytowej, wiêc prosimy operatora o dodatkow¹ liniê na nasze nazwisko. Wszystko dzia³a dobrze… dopóki dzia³a.

Jeœli osoba, której pomagamy, przestaje p³aciæ, d³ug trafia do nas. Operator nie bêdzie œciga³ trudnego do zlokalizowania lekkoducha, a bêdzie œciga³ nas – spokojnych ludzi ze sta³¹ prac¹ i adresem. Nasza historia kredytowa ucierpi, a my zostaniemy z rachunkami, które nie s¹ nasze. Pomoc mia³a byæ drobna, a zamienia siê w finansow¹ pu³apkê.

Pu³apka wspólnej karty kredytowej

Wiele par, przyjació³ czy wspó³lokatorów decyduje siê na wspóln¹ kartê kredytow¹. Wydaje siê to wygodne: jedna karta, jedno konto, ³atwiejsze rozliczenia. Jednak jeœli druga osoba zacznie wydawaæ ponad stan lub spóŸniaæ siê ze sp³at¹, konsekwencje ponosimy oboje.

Bank nie rozró¿nia, kto zrobi³ zakupy. Jeœli karta jest wspólna, odpowiedzialnoœæ jest wspólna. Jedna osoba mo¿e zniszczyæ historiê kredytow¹ drugiej, nawet jeœli ta druga by³a zawsze odpowiedzialna.

Wspó³zamieszkanie bez umowy – ta pomoc mo¿e skoñczyæ siê eksmisj¹ Czasem ktoœ potrzebuje dachu nad g³o w¹ „na chwilê”. Zgadzamy siê, bo chce my pomóc. Jednak bez umowy sytuacja mo¿e szybko wymkn¹æ siê spod kontroli i skoñczyæ siê eksmisj¹.

Jeœli wspó³lokator nie chce siê wyprowadziæ, musimy przejœæ formaln¹ s¹dow¹ procedurê eksmisji, nawet jeœli by³a tylko goœciem. Jeœli nie p³aci rachunków, p³acimy my. Jeœli coœ zniszczy, ubezpieczyciel mo¿e odmówiæ wyp³aty, bo nie zg³osiliœmy dodatkowego mieszkañca. Pomoc z serca mo¿e zamieniæ siê w prawny koszmar.

Po¿yczanie pieniêdzy bez umowy – przys³uga, która koñczy siê strat¹

Po¿yczanie pieniêdzy znajomym lub rodzinie bez umowy wydaje siê naturalne. Przecie¿ siê znamy, ufamy sobie. Jednak brak dokumentu oznacza brak dowodu. Jeœli osoba nie odda pieniêdzy, nie mamy jak tego wyegzekwowaæ.

Relacje siê psuj¹, pojawia siê ¿al, pretensje i poczucie wykorzystania. Zamiast pomóc, stworzyliœmy konflikt i stratê finansow¹.

Wspólne inwestycje bez zasad

Wspólne kupno samochodu, inwestycja w biznes czy remont „na pó³” mog¹ wydawaæ siê œwietnym pomys³em. Jednak bez jasnych zasad i umowy trudno ustaliæ, kto ile pracuje i za co odpowiada.

Gdy pojawiaj¹ siê problemy, a pojawiaj¹ siê zawsze, zaczyna siê przerzucanie winy, nieporozumienia i konflikty. To kolejny przyk³ad, jak dobra intencja mo¿e obróciæ siê przeciwko wszystkim.

El¿bieta Baumgartner

nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Ubezpieczenie spo³eczne Social Security”, „¯ycie od nowa” czy „Amerykañskie emerytury”, poœwiêconej indywidualnym programom emerytalnym. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492

Dobra intencja to za ma³o NiedŸwiedzia przys³uga to nie z³a wola, to brak przewidywania skutków. W finansach i ¿yciu codziennym takie dzia³ania mog¹ prowadziæ do strat, konfliktów i stresu. Pomagaj¹c innym, warto pamiêtaæ, ¿e:

➦ nie ka¿da proœba jest rozs¹dna, ➦ nie ka¿da pomoc jest bezpieczna, ➦ nie ka¿da dobra intencja prowadzi do dobrego rezultatu. Najlepsza pomoc to taka, która nie szkodzi ani nam, ani drugiej osobie. Czasem oznacza to powiedzenie „nie” – i to te¿ jest forma troski. ❍

Wracasz do Polski?

Masz tam maj¹tek? Pomog¹ ci ksi¹¿ki El¿biety Baumgartner „Powrót do Polski” – finansowe i prawne dylematy amerykañskich reemigrantów. „Emerytura reemigranta w Polsce” – podrêcznik seniora wracaj¹cego do Polski. „Emerytura polska i amerykañska” ich ³¹cznie i skutki Umowy emerytalnej. Ksi¹¿ka dla osób pozostaj¹cych w USA.

Równie¿: „Amerykañskie emerytury“, „Ubezpieczenie Social Security“, „Obywatelstwo z przeszkodami“, „Planowanie spadkowe“, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem“, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej” i wiele innych.

Ksi¹¿ki s¹ dostêpne tylko w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

Szukaj¹

pracy:

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy

Tel. 347.280.8434 –Tadeusz

➦ Szukam pracy niezbyt obci¹¿¹j¹cej fizycznie.

Szybko siê uczê. Mam doœwiadczenie w bran¿y sprzeda¿owej i dobrze sobie radzê w kontaktach z klientami.

Tel. 917.207.2449 – Darek

➦ 60-letni mê¿czyzna szuka lekkiej pracy w œrodowisku polskojêzycznym.

Tel. 646.220.5832 – Jacek

Za przyjemnoœæ p³aci siê podwójnie

W³aœcicielom drogiej i pustawej galerii zale¿y na przyci¹gniêciu klientów, wiêc wybranym w drodze konkursu kucharzom proponuj¹ prowadzenie stoisk bez p³acenia czynszu (!). Wszyscy ju¿ o tym wiedz¹ – s¹ t³umy Tajów i turystów. Na jednym stoisku robi¹ tylko omlety, w tym mój ulubiony, z ostrygami. W innym s¹ zupy, w jeszcze innym

kurczak po chiñsku. S¹ stragany z jedzeniem zagranicznym: steki, ryba z frytkami, s¹ te¿ ze œwie¿ymi sokami owoco-

wymi i z dobr¹ kaw¹. U pani w kasie kupuje siê kartê, prosi o za³adowanie do niej, powiedzmy, 20 dolarów i potem w stoiskach tylko przyk³ada siê kartê do terminala p³atnoœci (jak siê nie wyda wszystkiego, pani w kasie wyp³aci resztê balansu). Poniewa¿ Terminal 21 jest naprzeciwko mojego hotelu, bywam tam kilka razy dziennie i w rezultacie, wracam po czterech dniach w Tajlandii roztyty nie do poznania.

Polski kierowca w Indy NXT

Tymek Kucharczyk to 19-letni polski kierowca wyœcigowy, który po latach sukcesów w kartingu i udanych startach w europejskich seriach juniorskich (m.in. trzecie miejsce w hiszpañskiej Formule 4 i brytyjskiej GB3) w 2025 roku siêgn¹³ po tytu³ mistrza Euroformula Open Championship – presti¿owej serii wyœcigowej bolidów jednomiejscowych w Europie, gdzie zdoby³ tytu³ po niezwykle zaciêtym finiszu na torze Monza. Ten sukces potwierdzi³ jego umiejêtnoœci oraz gotowoœæ do rywalizacji na jeszcze wy¿szym poziomie. W 2026 roku Tymek wykona³ wa¿ny krok w rozwoju swojej kariery, awansuj¹c jako pierwszy Polak do serii Indy NXT, oficjalnego zaplecza IndyCar: najbardziej presti¿owych wyœcigów bolidów jednomiejsco-

wych w Ameryce Pó³nocnej, które s³u¿¹ jako droga rozwoju dla kierowców aspiruj¹cych do startów w tej topowej serii lub Formu³y 1. Najzdolniejsi kierowcy rywalizuj¹ na torach sta³ych, ulicznych i owalnych. Walcz¹ o tytu³ mistrzowski oraz wsparcie finansowe, u³atwiaj¹ce awans do IndyCar. Indy NXT przyci¹ga tysi¹ce kibiców. Start ju¿ 1 marca na ulicach St. Petersburga na Florydzie.

NA GAZOWE

● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS

● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY

● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION

● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW 152

T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653

pieniêdzy i paczek

Acupuncture and Chinese Herbal Center

Cui, L.Ac, OMD,

– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê

● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice

● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu

● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku

144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354

Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956

1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223

Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com

Platynowy Jubileusz

70-lecie œwiêceñ kap³añskich ksiêdza Józefa Szpilskiego

W niedzielê 8 lutego w koœciele œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie odby³a siê wzruszaj¹ca uroczystoœæ; Platynowy Jubileusz, 70-ta rocznica œwiêceñ kap³añskich, bardzo lubianego, zas³u¿onego dla Polonii ksiêdza Józefa Szpilskiego, CM. O tym jakim szacunkiem cieszy siê ksi¹dz Józef, œwiadczy³y t³umy wype³niaj¹ce koœció³. Ksi¹dz Prowincja³ Marek Sobczak CM, Prze³o¿ony Prowincji Nowej Anglii Zgromadzenia Ksiê¿y Misjonarzy œw. Wincentego a Paulo, wyg³osi³ wzruszaj¹ce kazanie, podkreœlaj¹c jak wielkim darem jest kap³añstwo: „Dzisiejsza uroczystoœæ to nie tyle celebracja d³ugowiecznoœci, co przede wszystkim cud ³aski Bo¿ej. W Psalmie 16 czytamy: Panie, Ty jesteœ moim dziedzictwem. Te s³owa Towarzyszy³y Ci, Czcigodny Ksiê¿e Józefie, przez te wszystkie lata. Mia³eœ je zawsze wyryte w swoim sercu. W momentach radosnych, gdy udziela³eœ sakramentów i w chwilach trudnych, nios¹c krzy¿ codziennoœci. W sercu kap³ana nie ma miejsca na pró¿noœæ, na oczekiwanie pochwa³y, nagrody. Serce kap³ana powinna wype³niaæ zawsze wdziêcznoœæ ku Chrystusowi, za to ¿e go wybra³ i powo³a³ do kontynuacji zaszczytnej misji zbawiania drugiego cz³owieka. Ta misja jest piêkna, ale równie¿ trudna i wymagaj¹ca. Niekiedy prowadzi przez doœwiadczenie pora¿ki i wszelkie trudy. Tak by³o i w ¿yciu Jezusa i w ¿yciu Jubilata, ks. Józefa. Dziêkujemy Ci Ksiê¿e Jubilacie za Twoj¹ niez³omn¹ wiarê, za to, ¿e przez tyle lat by³eœ dla nas mostem do Boga.”

Ksi¹dz Marek Sobczak, CM, przewodniczy³ w Mszy Œwiêtej w asyœcie ksiê¿y: ks. Grzegorza Markulaka, CM, proboszcza parafii Œw. Stanis³awa Kostki, ks. Józefa Szpilskiego, CM, ks. dr. Szczepana Szpotona, CM, Rektora Instytutu Teologicznego ksiê¿y Misjonarzy w Krakowie oraz ks. Eugeniusza Kotliñskiego, CM, proboszcza parafii Œw. Cyryla i Metodego.

Ksi¹dz Józef Szpilski urodzi³ siê 12 marca 1933 r. w Wojs³awicach, ko³o Radomia. Jego rodzicami byli Andrzej i Janina z domu Kiraga. Szko³ê rozpocz¹³ w Radomiu, a skoñczy³ w Krakowie. Studia teologiczne oraz z historii sztuki ukoñczy³ w Krakowie. Œwiêcenia kap³añskie otrzyma³ z r¹k biskupa Stanis³awa Rosponda 24 czerwca 1956 roku. Po œwiêceniach kap³añskich pracowa³ w Warszawie i w Zaganiu. W 1964 zosta³ przetransferowany do Stanów Zjednoczonych. Pracowa³ w ró¿nych stanach USA. Przez 20 lat pracowa³ w grupie misyjnej. Od 1973 do 1982 sprawowa³ funkcjê proboszcza w parafii Œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie. Kolejno pracowa³ jako duszpasterz w Parafii Œw. Józefa w Ansonii, CT oraz w Parafii Œw. Micha³a w Derby, CT. Najd³u¿szy okres, bo 27 lat ksi¹dz Szpilski s³u¿y³ w koœciele Œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie. Oprócz tego Ksi¹dz by³ kapelanem i wspó³pracowa³ m. in. z takimi organizacjami jak: Polska Sobotnia Szko³a imienia Marii Konopnickiej, Zwi¹zek Narodowy Polski, Kongres

Polonii Amerykañskiej, Centrum Polsko-S³owiañskie, Fundacja Jana Paw³a II, Pulaski Association of Business and Professional Men, Zespó³ Krakowianki i Górale, Polski Dom Narodowy, Zwi¹zek Harcer-

stwa Polskiego, Róze Ró¿añcowe, Chór Œw. Cecylii, Szko³a Jêzyka Polskiego przy Parafii Œw. Micha³a w Derby, CT. W 1978 Ks. Józef za zas³ugi nad utrzymaniem jêzyka polskiego i polskiej kultu-

ry og³oszony zosta³ obywatelem roku przez tygodnik „Polish American World”. Ks. Józef by³ równie¿ autorem wielu artyku³ów w takich gazetach jak: „The Polish American Journal”, „G³os”, „Nowy Dziennik” i „Polonia”.

Uroczyst¹ Mszê Œwiêt¹ swoimi wystêpami uœwietnili: Zespó³ „Przystañ”, parafialna scholka dzieciêca pod kierunkiem Magdaleny Garandza, oraz organista Andrzej Raczkowski.

Po Mszy Œw. Ksi¹dz Szpilski, ubrany w piêkny ornat, na którym by³ kolorowy pas z uœmiechniêtymi twarzami dzieci z ca³ego œwiata otrzymywa³ kwiaty i ¿yczenia od przedstawicieli polonijnych organizacji i instytucji. Radê Parafialn¹ reprezentowa³a Iwona Hartley, w towarzystwie mê¿a Erica, która przeczyta³a wzruszaj¹cy list dziêkczynny; licznie wyst¹pili ministranci; w imieniu Centrum Polsko-S³owiañskiego zas³u¿onemu kap³anowi dziêkowa³a dyrektor Bo¿ena Konkiel, a towarzyszyli jej cz³onkowie Rady Dyrektorów, Zbigniew Solarz, Artur Dybanowski, Robert Chibowski, z Komisji Rewizyjnej, Monika Bolkun-Robert, Edyta Greer oraz dwie Miss Polonia: Julia Greer i Monica Chibowski; Zespó³ Krakowianki i Gorale; Marie Sklodowski-Curie Professional Women’s Association, Inc. z przedstawicielk¹ Ma³gorzat¹ Olszewsk¹; dyrekcja Polskiego Domu Narodowego i organizacji które w nim dzia³aj¹, z przedstawicielk¹ Gra¿yn¹ Moœcicki; Zwi¹zek Harcerstwa Polskiego, z Micha³em Moœcickim; Ró¿e Ró¿añcowe z przedstawicielk¹ Mariann¹ Truszkowsk¹; Ko³o Przyjació³ Fundacji Jana Paw³a II w Nowym Jorku z przedstawicielami Mieczys³awem Paj¹kiem, Prezesem Honorowym oraz nowym Prezesem Januszem Grabiñskim; Pulaski Association of Business and Professional Men z przedstawicielami, Arturem Dybanowskim i Bogdanem Bachorowskim; Polska Sobotnia Szko³a im. Marii Konopnickiej z dyrektork¹ Danut¹ Bronchard, która oprócz gratulacji i podziêkowañ wrêczy³a Ksiêdzu Jubilatowi niewielk¹ flagê amerykañsk¹ – jako pami¹tkê wieloletniego pobytu w Stanach Zjednoczonych oraz znak pamiêci o Polonii, blisko 60 latach spêdzonych w Ameryce io ludziach, którzy na zawsze pozostan¹ bliscy sercu.

Przy okazji sk³adania ¿yczeñ wszyscy pozowali do zdjêæ, a na zakoñczenie do zdjêcia grupowego. Nastêpnie wszyscy zostali zaproszeni na s³odki poczêstunek. Wtedy nast¹pi³o dalsze sk³adanie ¿yczeñ do których. wierni ustawili siê w d³ugiej kolejce. Dziêkowano ksiêdzu za jego dobroæ i duchowe ojcostwo.

Za miesi¹c Ksi¹dz Szpilski skoñczy 93 lata, przechodzi wiêc na zas³u¿on¹ emeryturê i wraca do Krakowa. Choæ bêdzie Go nam bardzo brakowa³o, wiemy, ¿e Jego dziedzictwo pozostanie ¿ywe w naszej parafii.

Ksi¹dz Józef Szpilski
8 lutego w koœciele œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie odby³a siê uroczystoœæ 70-tej rocznicy œwiêceñ kap³añskich ksiêdza Józefa Szpilskiego

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook