Skip to main content

Kurier Plus - e-wydanie 1 sierpnia 2026

Page 1


POLISH WEEKLY MAGAZINE

NUMER 1663 (1963) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 1 SIERPNIA 2026

➭ Powstañcza flaga na maszt! – str. 2

➭ „Pamiêæ o emigracji“ - recenzja ksi¹¿ki – str. 3

➭ W Blenderze: Przemyk, Bunny, Bellingham – str. 7

➭ Bok choy - kapusta chiñska – str. 10

➭ Czas to pieni¹dz... – str. 13

➭ Znêcanie siê nad ludŸmi – str. 15

Rz¹d kosztów ¿ycia

Tomasz Bagnowski

Nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham og³osi³ sk³ad swojego rz¹du, okreœlaj¹c go „gabinetem kosztów ¿ycia”. Priorytetem ma byæ walka z rosn¹cymi cenami, które coraz mocniej obci¹¿aj¹ zwyk³ych Brytyjczyków.

Burnham, nazywany w Wielkiej Brytanii „Królem Pó³nocy”, zapowiedzia³ utworzenie nowej filii rz¹du zwanej „Number 10 North”. Premier planuje spêdzaæ tam przynajmniej jeden dzieñ w tygodniu, co ma pokazaæ, ¿e nie bêdzie zaniedbywa³ biedniejszej pó³nocy.

By³y burmistrz Manchesteru, a dok³adniej ca³ego dystryktu, który obejmuje to miasto, po³o¿one oko³o 330 km na pó³noc od Londynu, w³aœnie dziêki sukcesom w tym regionie zast¹pi³ na stanowisku Keira Starmera. Premiera s³abego, przeciwko któremu zbuntowa³a siê nawet czêœæ jego w³asnej partii. Pozostaje jednak pytanie, czy sukces odniesiony tam prze³o¿y siê automatycznie na sukces ca³ej Wielkiej Brytanii? Czy on i przebudowany gabinet bêd¹ w stanie na nowo zdefiniowaæ historyczne za³o¿enia Partii Pracy, czêsto kojarzone z demokratycznym socjalizmem, czy te¿ szybko ulegnie on presji partii Reform UK i jej prawicowo-populistycznej agendzie.

Nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e jako burmistrz Burnham dokona³ znacz¹cych zmian. Poprawi³ funkcjonowanie regionu, wspiera³ prawa pracownicze, poprawi³ jakoœæ ¿ycia i wielokrotnie podkreœla³, ¿e pó³noc Anglii potrzebuje silniejszego g³osu w polityce krajowej. Teraz jego przysz³oœæ zale¿y od zdolnoœci do utrzymania kontroli nad w³asnym rz¹dem, si³y politycznego przywództwa oraz tego, czy spo³eczeñstwo zaakceptuje proponowany przez niego kierunek zmian.

Pierwsze decyzje wskazuj¹ na próbê dynamicznych dzia³añ. Od paŸdziernika, przez co najmniej szeœæ miesiêcy, zniesiony ma zostaæ VAT na rachunki za energiê elektryczn¹ dla gospodarstw domowych oraz czêœci mniejszych firm. Dla przeciêtnego Brytyjczyka oznacza to jednak niewielk¹ ulgê szacowan¹ na oko³o 45 funtów (60 dolarów) rocznie. Krok ma³y, choæ zgodny z kierunkiem zmian. Burnham zapowiedzia³ równie¿ ograniczenie migracji, ale szczegó³y dotycz¹ce sposobu realizacji tego celu pozostaj¹ niejasne.

1 sierpnia – 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego

➭ 6

Odrobina szczêœcia w mi³oœci

Mankiewiczówna w filmie „Pani minister tañczy“

Warszawa lat miêdzywojennych by³a miastem kontrastów, w którym kawiarniany gwar miesza³ siê z wysok¹ kultur¹ operow¹, a kariery rodzi³y siê w blasku jupiterów. Jednak jedna z najjaœniejszych gwiazd tego z³otego wieku, Tola Mankiewiczówna, przysz³a na œwiat w zupe³nie innej rzeczywistoœci.

Urodzona jako Teodora Oleksa w g³uchej podlaskiej wsi Bronowo, pod rosyjskim zaborem, wydawa³a siê skazana na los wyznaczony przez ch³opsk¹ strzechê. Jej droga na szczyty sto³ecznej hierarchii artystycznej nie by³a jedynie kwesti¹ szczêœcia, lecz splotem niesamowitej determinacji i mecenatu, który w tamtych czasach zakrawa³ na cud. Pierwszy publiczny wystêp przysz³ej diwy nie odby³ siê na deskach teatru, lecz przed o³tarzem koœcio³a w WiŸnie. Piêcioletnia Tola, s³ysz¹c podczas mszy potê¿ne, wibruj¹ce dŸwiêki organów, wpad³a w rodzaj artystycznego transu. Ku zdumieniu i zgorszeniu wiernych, dziewczynka zaczê³a tañczyæ i œpiewaæ w nawie g³ównej. Reakcja dziecka na muzykê by³a tak szczera i gwa³towna, ¿e doroœli instynktownie rozstêpowali siê, robi¹c jej miejsce. Gdy póŸniej matka próbowa³a j¹ skarciæ za ten niecodzienny „wystêp”, ma³a artystka odpar³a z rozbrajaj¹c¹ pewnoœci¹: „muszê przecie¿ œpiewaæ i tañczyæ, skoro graj¹!”

Kluczem do wielkiego œwiata okaza³ siê wuj artystki, brat jej matki – ksi¹dz Mankiewicz. To on, dostrzegaj¹c w siostrzenicy iskrê bo¿¹, wyci¹gn¹³ j¹ z Bronowa, op³aci³ naukê w £om¿y, a nastêpnie sprowadzi³ do swojego domu na warszawskiej Woli. Wujaszek by³ opiekunem surowym; aby chroniæ dziewczynê przed wielkomiejskimi pokusami, przydzieli³ jej specjaln¹ opiekunkê, która pilnowa³a Toli jak cerber. To wuj finansowa³ jej naukê u wspania³ej œpiewaczki Julii Mechówny, a póŸniej pokry³ gigantyczne koszty dwuletnich studiów w Mediolanie. Co istotne, Mankiewiczówna wyjecha³a do W³och ju¿ jako uznana artystka, maj¹ca w dorobku role w „Carmen” czy „Fauœcie”. Wuj interweniowa³ równie¿, gdy zakochany w³oski impresario namówi³ Tolê na ryzykowny kontrakt w Szanghaju. Ksi¹dz bez wahania zerwa³ umowê i z w³asnej kieszeni pokry³ wszelkie odszkodowania, byle tylko sprowadziæ siostrzenicê z powrotem pod bezpieczne skrzyd³a warszawskiej opery.

PE£NE WYDANIE KURIERA W
Chris Miekina

Dr Robert Lerch

Laryngolog, od ponad 30 lat

pracuj¹cy w polonijnym œrodowisku, zawiadamia o zmianie adresu.

Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422)

Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.

Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy.

Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu

zg³oszenia

Wykonuje badania imigracyjne.

Mówimy po polsku

NeuroRegenex – kiedy

mózg prosi o troskê

Trzecim sk³adnikiem jest gotu kola, czyli w¹krota azjatycka. W tradycji ajurwedyjskiej kojarzona jest ze wspieraniem pamiêci, koncentracji i jasnoœci umys³u. Zawiera charakterystyczne triterpeny i bywa stosowana jako roœlina wspieraj¹ca zdolnoœæ organizmu do przystosowania siê do okresowego stresu psychicznego. To gotu kola nadaje ca³ej formule szczególnie „umys³owy” charakter.

Czy bywa, ¿e Pañstwa mózg urz¹dza sobie ma³y urlop wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny? Nazwisko znajomego nagle umyka w pamiêci, klucze rozp³ywaj¹ siê w powietrzu, a po wejœciu do pokoju pojawia siê pytanie: „Po co ja tu przyszed³em?”. Czêsto jest to sygna³, ¿e nasz najbardziej zapracowany organ potrzebuje wiêcej snu, ruchu, œwie¿ego powietrza, dobrego od¿ywiania i odrobiny rozs¹dnego wsparcia.

Wœród ró¿nych formu³ zio³owych zwraca uwagê NeuroRegenex firmy MediHerb, dostêpny za poœrednictwem Standard Process. To nie kolejna przypadkowa mieszanka wrzucona do jednej tabletki. Preparat ³¹czy cztery starannie dobrane sk³adniki roœlinne, które maj¹ wspieraæ prawid³owe funkcje poznaw cze, pamiêæ, koncentracjê, jasnoœæ myœlenia, ochronê antyoksydacyjn¹ oraz naturaln¹ odpo wiedŸ organizmu na codzienne obci¹¿enia.

Nazwa NeuroRegenex brzmi niemal elektryzuj¹co. Mo¿e przywo³ywaæ obra zy budz¹cych siê neuronów i umys³u pracuj¹cego jak nowy komputer. Trze ba jednak powiedzieæ jasno: jest to suplement diety, a nie lek. Nie mo¿na twierdziæ, ¿e regeneruje komórki nerwowe, odwraca zaburzenia

pamiêci, leczy demencjê, chorobê Alzheimera, neuropatiê ani jakiekolwiek inne schorzenie. Jego zadaniem jest wspieranie prawid³owych funkcji organizmu Pierwszym bohaterem tej formu³y jest kurkuma, ceniona w tradycyjnych systemach zielarskich. Dostarcza kurkuminoidów, w tym kurkuminy, która wspiera aktywnoœæ antyoksydacyjn¹ organizmu oraz pomaga utrzymaæ prawid³ow¹ odpowiedŸ zapaln¹. W NeuroRegenex zastosowano technologiê FenuMAT, wykorzystuj¹c¹ sk³adniki pochodz¹ce z kozieradki. Ma ona poprawiaæ biodostêpnoœæ kurkuminy, która w swojej tradycyjnej postaci nie zawsze ³atwo przedostaje siê do organizmu. Obok kurkumy pojawia siê Boswellia serrata, czyli kadzid³owiec indyjski. Jej ¿ywica jest prawdziw¹ gwiazd¹ ajurwedyjskiej tradycji. Zawiera naturalne kwasy bosweliowe, które wspieraj¹ fizjologiczne mechanizmy zwi¹zane z prawid³ow¹ odpowiedzi¹ zapaln¹. Kurkuma i boswellia tworz¹ razem zio³owy duet, który przyci¹ga uwagê osób zainteresowanych utrzymaniem dobrej kondycji organizmu wraz z up³ywem lat.

Kompozycjê zamyka korzeñ Bupleurum, znany w zielarstwie chiñskim i japoñskim. Dostarcza naturalnych saponin triterpenowych i stanowi dope³nienie tej czterosk³adnikowej orkiestry. Ka¿da roœlina gra tu innym g³osem, lecz razem maj¹ tworzyæ harmonijn¹ formu³ê wspieraj¹c¹ codzienn¹ sprawnoœæ umys³ow¹. Producent zaleca przyjmowanie dwóch tabletek trzy razy dziennie lub zgodnie z zaleceniem specjalisty. Osoby przyjmuj¹ce leki przeciwkrzepliwe, przeciwp³ytkowe, preparaty wp³ywaj¹ce na w¹trobê albo wiele leków jednoczeœnie, powinny wczeœniej skonsultowaæ suplementacjê z lekarzem lub farmaceut¹. Ostro¿noœæ jest równie¿ wskazana przed zabiegami chirurgicznymi. Produkt nie powinien byæ stosowany w ci¹¿y ani podczas karmienia piersi¹ bez wyraŸnego zalecenia specjalisty.

NeuroRegenex nie zast¹pi snu, spaceru, dobrej diety, rozmowy z bliskimi ani codziennego æwiczenia pamiêci. Mo¿e jednak staæ siê elementem œwiadomego programu troski o umys³. Bo mózg, podobnie jak serce i miêœnie, lubi byæ u¿ywany, od¿ywiany i szanowany.

Nie czekajmy wiêc, a¿ klucze do mieszkania znajdziemy w lodówce. Warto zadbaæ o jasnoœæ myœlenia wczeœniej – rozs¹dnie, regularnie i z g³ow¹.

Oœwiadczenia dotycz¹ce tego produktu nie zosta³y ocenione przez Food and Drug Administration. Produkt nie jest przeznaczony do diagnozowania, leczenia, wyleczenia ani zapobiegania jakiejkolwiek chorobie.

Pamiêæ o emigracji

Marek Bober w ksi¹¿ce „Wolnoœci potrzeba Pol sce. Emigracja niepodle g³oœciowa lat 80. w wym Jorku” podejmuje temat, który przez lata pozostawa³ na margine sie opowieœci o najnow szej historii Polski.

Pisano wiele o „Solidarno œci”, stanie wojennym, podzie miu wydawniczym, Okr¹g³ym Stole i przemianach Znacznie rzadziej przypominano ludzi, któ rzy po drugiej stronie Atlantyku prowadzili w³asny front walki o woln¹ Ojczyznê.

Autor nie napisa³ klasycznej monografii. Stworzy³ wielog³osow¹ opowieœæ zbudowan¹ ze wspomnieñ, rozmów, dokumentów, fotografii i osobistych œwiadectw. We wstêpie zaznacza, ¿e jego celem by³o zachowanie pamiêci o ludziach i wydarzeniach, które mog³yby odejœæ w zapomnienie. To w³aœnie ta intencja nadaje ksi¹¿ce szczególn¹ wartoœæ. Nie jest ona ch³odnym katalogiem faktów, lecz prób¹ ocalenia ¿ywej pamiêci o emigracji niepodleg³oœciowej lat osiemdziesi¹tych.

Na kartach publikacji pojawiaj¹ siê m.in. Jan Parys, Andrzej B³aszczyñski, Andrzej Burghardt, Zygmunt Staszewski, Marek Ruszczyñski, Wojciech Budzyñski, Jerzy Prus, Edward Fia³kowski, Marek Ludwikiewicz, Bolko Skowron, Jerzy Surdykowski, Pawe³ Zyzak, Marian Faryniarz, Andrzej Cisek, Witold Bagieñski, Grzegorz Wo³k, Andrzej Myc, Andrzej Ko³odziej oraz p³k Marian Go³êbiewski. Ka¿da z tych postaci wnosi do ksi¹¿ki w³asne doœwiadczenie, w³asn¹ pamiêæ i w³asn¹ ocenê wydarzeñ. Dziêki temu czytelnik otrzymuje nie jedn¹, lecz wiele perspektyw dzia³alnoœci Polonii amerykañskiej i polskich emigrantów politycznych. Szczególnie cenne jest to, ¿e Bober nie ogranicza siê do znanych nazwisk i wielkich deklaracji. Pokazuje codzienn¹ pracê ludzi, którzy organizowali demonstracje, zbierali pieni¹dze dla opozycji, docierali do amerykañskich polityków, przygotowywali materia³y informacyjne, prowadzili dzia³alnoœæ wydawnicz¹ i przypominali œwiatu, ¿e Polska pozostaje krajem zniewolonym przez system komunistyczny. W ksi¹¿ce wyraŸnie widaæ, ¿e walka o niepodleg³oœæ nie koñczy³a siê na granicach PRL. Toczy³a siê tak¿e w Nowym Jorku, Chicago, Waszyngtonie i innych oœrodkach polonijnych. Autor umiejêtnie pokazuje równie¿ ró¿nice wewn¹trz œrodowisk emigracyjnych. Nie wszyscy oceniali wydarzenia tak samo. Nie wszyscy z takim samym entuzjazmem przyjmowali kompromisy polityczne koñca lat

redaktor naczelna

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

osiemdziesi¹tych. Dla jednych wybory czerwcowe 1989 roku by³y pocz¹tkiem prze³omu, dla innych bolesnym ustêpstwem wobec komunistów. Ta wieloœæ opinii wzmacnia wiarygodnoœæ ksi¹¿ki. Bober nie pisze laurki, ale opowiada realnych ludziach, ich sporach, nadziejach, rozczarowaniach i konsekwentnej pracy dla Polski.

Du¿e znaczenie ma tak¿e obecnoœæ historyków, takich jak Witold Bagieñski, Grzegorz Wo³k czy Pawe³ Zyzak. Dziêki nim œwiadectwa uczestników zostaj¹ osadzone w szerszym kontekœcie badañ nad aparatem bezpieczeñstwa PRL, finansowaniem opozycji, dzia³alnoœci¹ emigracji i mechanizmami walki politycznej. Ksi¹¿ka zyskuje przez to wymiar nie tylko wspomnieniowy, ale równie¿ Ÿród³owy. Bêdzie potrzebna ka¿demu, kto zechce rzetelnie badaæ rolê emigracji niepodleg³oœciowej w latach osiemdziesi¹tych. Szczególne miejsce w tej opowieœci zajmuje p³k Marian Go³êbiewski. Jego obecnoœæ pozwala zobaczyæ ci¹g³oœæ polskiej walki o niepodleg³oœæ: od Polskiego Pañstwa Podziemnego, przez opór wobec komunizmu, a¿ po emigracyjne dzia³ania na rzecz wolnej Polski. W ten sposób ksi¹¿ka Bobera przestaje byæ wy³¹cznie publikacj¹ o jednym œrodowisku i jednym czasie. Staje siê opowieœci¹ o polskiej wiernoœci sprawie wolnoœci.

Najwiêksz¹ zas³ug¹ autora jest przywrócenie proporcji. Przez lata opisuj¹c najnowsz¹ historiê Polski, koncentrowano siê g³ównie na wydarzeniach w kraju. Tymczasem bez wsparcia emigracji politycznej, bez jej pieniêdzy, kontaktów, mediów, demonstracji i nacisku na opiniê publiczn¹ Zachodu, obraz lat osiemdziesi¹tych by³by niepe³ny. Marek Bober tê lukê konsekwentnie wype³nia.

„Wolnoœci potrzeba Polsce” to ksi¹¿ka wa¿na, potrzebna i napisana z poczuciem odpowiedzialnoœci za pamiêæ historyczn¹. Jej bohaterowie nie zabiegali o pomniki. Czêsto nie oczekiwali nawet wdziêcznoœci. Robili to, co uwa¿ali za swój obowi¹zek wobec zniewolonej Ojczyzny.

Dobrze, ¿e przynajmniej czêœæ z nich znalaz³a swoje miejsce na kartach tej publikacji. Bo naród trwa tak d³ugo, jak d³ugo trwa jego pamiêæ.

A pamiêæ, jeœli nie zostanie zapisana, odchodzi razem z ludŸmi.

(Zamówienia na ksi¹¿kê mo¿na sk³adaæ poprzez Amazon po wpisaniu imienia i nazwiska autora lub tytu³u ksi¹¿ki)

sta³a wspó³praca

Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

„ATTITUDES

- POSTAWY”

➦ 29 lipca - 29 sierpnia 2026 r. ➦ FINE ART CORNER, 680 Manhattan Ave., Brooklyn, NY 11222

Ma³e formy malarskie to miniatury, obejmuj¹ce szkice olejne, akrylowe, gwasz, pastele i akwarele. Wymagaj¹ od artysty du¿ej precyzji, skupienia i zwiêz³oœci w oddaniu tematu. Czêsto stanowi¹ intymne zapisy wra¿eñ…

Do udzia³u w pi¹tej wystawie miniatur w Fine Art Corner zaprosi³em artystów z Podkarpacia oraz uczestników Miêdzynarodowego Pleneru Malarsko-RzeŸbiarskiego w Kolbuszowej. To cykliczne dzia³ania artystyczne, które w tym roku doczeka³y siê XXIV edycji. Gromadz¹ twórców sztuk wizualnych z kraju i ze œwiata. W nowojorskiej wystawie ma³ych form malarskich prace prezentuj¹: Helena Sad³ek, Ewa Suchy, Katarzyna Lewandowska, Agnieszka Daniecka, Paulina Preneta, El¿bieta Salamon, Józefa Czachor, Katarzyna Cesarz, Maryna Vorobiova, Ma³gorzata Mizia, Iwona Urbañska-Baæ, Zuzanna Gajos, Monika Nowociñska, Katarzyna Ocios, El¿bieta Weso³kin, Klaudia Potapowa, Eugeniusz Potapow, Luigi Priore, Kamil Jurasek, Józef Macha³a, Marcin Lubera, Henryk Lasko, Maksymilian Starzec i Janusz Skowron.

Sk³adamy serdeczne wyrazy wspó³czucia

z powodu œmierci Ich

Pawe³ Pachacz - Prezes, Rada Dyrektorów, Komisja Rewizyjna, Agnieszka Granatowska - Dyrektor Wykonawczy oraz pracownicy Centrum Polsko S³owiañskiego

fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy

John Tapper

Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Kurier Plus, Inc.

Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6

Tel: (718) 389-3018

E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Redakcja

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Dziel siê, nie chowaj

A gdy nasta³ wieczór, przyst¹pili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest pustkowiem i pora ju¿ póŸna. Ka¿ wiêc rozejœæ siê t³umom: niech id¹ do wsi i zakupi¹ sobie ¿ywnoœci”. Lecz Jezus im odpowiedzia³: „Nie potrzebuj¹ odchodziæ; wy dajcie im jeœæ!” Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz piêciu chlebów i dwóch ryb”. On rzek³: „Przynieœcie Mi je tutaj”. Kaza³ t³umom usi¹œæ na trawie, nastêpnie wzi¹wszy piêæ chlebów i dwie ryby, spojrza³ w niebo, odmówi³ b³ogos³awieñstwo i po³amawszy chleby, da³ je uczniom, uczniowie zaœ t³umom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozosta³o, zebrano dwanaœcie pe³nych koszy u³omków. Tych zaœ, którzy jedli, by³o oko³o piêciu tysiêcy mê¿czyzn, nie licz¹c kobiet i dzieci. (Mt 14, 16-21)

Co raz czêœciej w pisaniu wracam do swoich wspomnieñ. Niektórzy mówi¹, ¿e jest to oznaka staroœci. Prawdê mówi¹c nie wiem, kiedy cz³owiek zaczyna siê starzeæ. W czasie forsownych wyjazdów turystycznych i pielgrzymkowych niektórzy znaj¹c mój wiek, prawie 74 lata daj¹ mi do zrozumienia, ¿e mo¿e w tym wieku trzeba trochê przyhamowaæ. A ja odpowiadam: „Jak bêdê stary, to bêdê siedzia³ w domu”. Nie wiem, kiedy bêdê siedzia³ w domu, a wiêc, kiedy bêdê stary. S¹dzê, ¿e metryka to tylko jeden z elementów wyznaczaj¹cych nasz¹ staroœæ. Dlatego wspomnieñ nie traktuje jako oznaki staroœci, ale jako Ÿród³o inspiracji tak¿e na dzieñ dzisiejszy. Tym razem wspomnienie dotyczy moich lat kleryckich.

To by³o po po¿arze w Seminarium Duchownym w Lublinie. Z koniecznoœci niektóre sale wyk³adowe zamieniono na miejsce zamieszkania alumnów. W pokoju dla m³odszych roczników by³ zawsze alumn ze starszego rocznika. Nazywaliœmy go instruktorem. Czuwa³ on nad porz¹dkiem w pokoju oraz instruowa³ m³odszych seminarzystów. W czasie po¿aru by³em klerykiem czwartego roku i zosta³em instruktorem w pokoju, zamieszkanym przez pierwszy rocznik. Byli to bardzo ró¿ni kandydaci na kap³anów; z powo³ania i bez powo³ania. Zazwyczaj po³owa z nich rezygnowa³a albo Seminarium rezygnowa³o z nich.

W sali w której by³em instruktorem mieszka³o kilkunastu alumnów. Bardzo czêsto budzi³ mnie w nocy szelest papierów i mlaskanie. Zacz¹³em szukaæ Ÿród³a tych odg³osów. Wkrótce wiedzia³em ju¿ co siê dzieje. Otó¿ jeden z alumnów otrzymywa³ z domu paczki z ¿ywnoœci¹, która w porównaniu z naszym seminaryjnym wy¿ywieniem wygl¹da³o jak uczta Baltazara. Alumn nie chcia³ siê dzieliæ z kolegami. Czeka³ a¿ wszyscy zasn¹

i wtedy wyci¹ga³ ma³¹ walizkê spod ³ó¿ka i mlaskaj¹c rozpoczyna³ swoj¹ ucztê. Zapewne nie tylko samolubstwo ale i inne cechy sprawi³y, ¿e zosta³ usuniêty z Seminarium.

Od tej uczty przejdŸmy do uczty, któr¹ przygotowa³ Jezus dla swoich s³uchaczy. Jezus, widz¹c t³umy zapyta³ uczniów sk¹d wezm¹ tyle ¿ywnoœci, aby wszystkich nakarmiæ. Zaskoczeni uczniowie podaj¹ kwotê, jak¹ dysponuj¹ – dwieœcie denarów. Zaœ aposto³ Andrzej wskaza³ ch³opca, który przyniós³ ze sob¹ piêæ chlebów jêczmiennych i dwie ryby.

Wszystkie oczy skierowa³y siê na Jezusa, a On wzniós³ oczy ku niebu odmówi³ dziêkczynienie i dokona³ cudu rozmno¿enia chleba i ryb. Nakarmiono 5000 mê¿czyzn, nie licz¹c kobiet i dzieci. Zebranymi u³omkami nape³niono dwanaœcie koszów. Wszyscy wiedzieli, ¿e Jezus dokona³ cudu.

Egzegeci przytaczaj¹ wiele ró¿nych interpretacji tego wydarzenia. Przytoczê trzy z nich. Nie wykluczaj¹ siê one wzajemnie, ale uzupe³niaj¹. Na pierwsz¹ teoriê mo¿emy spojrzeæ przez pryzmat historii z Seminarium opowiedzianej na wstêpie. WyobraŸmy sobie tak¹ scenê. Jest póŸne popo³udnie, a wokó³ Jezusa ogromne t³umy. Wszyscy s¹ g³odni. Czy to mo¿liwe, ¿e zdecydowana wiêkszoœæ zgromadzonych uda³a siê w drogê bez ¿adnego prowiantu? Raczej nie. W kulturze tamtych czasów w ka¿d¹ podró¿ zabierano ze sob¹ jedzenie. Zebrani mieli zapewne ¿ywnoœæ, jednak nikt nie chcia³ jej wyci¹gaæ z powodu egoizmu. S¹dzili, ¿e jeœli to zrobi¹, to trzeba podzieliæ siê z tymi, którzy nic nie maj¹. I wtedy Jezus przej¹³ inicjatywê. Prosz¹c Ojca o b³ogos³awieñstwo z radoœci¹ zacz¹³ dzieliæ siê tym co mia³. Wówczas wszyscy zaczêli otwieraæ swoje zapasy i dzieliæ siê nimi. Jedzenia

Do mnie najbardziej przemawia druga interpretacja cudu rozmno¿enia chleba. To by³ dos³ownie cud. Przypomnijmy sobie czym jest cud. Jest to zjawisko lub zdarzenie, którego nie da siê wyjaœniæ za pomoc¹ znanych praw natury czy nauki, i które przypisywane jest dzia³aniu si³y Boga. To bezpoœrednia, potê¿na ingerencja Boga w prawa przyrody. Zdarzenia takie jak uzdrowienia, wskrzeszenia czy te¿ rozmno¿enie chleba maj¹ na celu wzmocnienie wiary i ukazanie mi³osierdzia. Za najwiêkszy cud uznajemy zmartwychwstanie Jezusa.

Jezus, kieruj¹c siê mi³oœci¹ dokona³ dos³ownie rozmno¿enia chleba, aby nakarmiæ zg³odnia³e t³umy oraz skierowaæ uwagê s³uchaczy na Boga wœród nich. W tym cudzie mo¿emy dopatrywaæ siê trzeciego wymiaru. Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu mówi o Bo¿ej opatrznoœci. Bóg troszczy siê o ubogich, potrzebuj¹cych i wdowy. Jest Bogiem pe³nym troski i mi³oœci. Jezus w dzisiejszej Ewangelii jasno ukazuje swego Ojca, który karmi swój lud ziemskim pokarmem. Bóg daje nam pokarm ziemski po to, byœmy zrozumieli, ¿e jest On Dawc¹ ¿ycia, który poprowadzi nas do kolejnego etapu, jakim jest ¿ycie duchowe. W sferze ducha potrzebujemy pokarmu, który przygotowuje nas do ¿ycia wiecznego. Tym pokarmem staje siê Jezus, który mówi: „Ja jestem chlebem ¿ywym, który zst¹pi³ z nieba. Jeœli kto spo¿ywa ten chleb, bêdzie ¿y³ na wieki”. A zatem cud rozmno¿enia chleba mo¿na odczytywaæ jak zapowiedŸ Eucharystii, która jest pokarmem na naszej drodze ku wiecznoœci.

wystarczy³o dla wszystkich. Jeœli tak w³aœnie siê sta³o, to nie by³ to cud rozmno¿enia chleba i ryb, lecz cud przemiany ludzi samolubnych w hojnych pod wp³ywem dotkniêcia Chrystusa. By³ to cud narodzin mi³oœci w egoistycznych sercach. Cudu zaspokojenia g³odu mo¿emy doœwiadczaæ ka¿dego dnia, gdy otworzymy swoje serca dla Chrystusa, który uto¿samia siê z potrzebuj¹cymi. Ludzkie g³ody s¹ ró¿ne. Oprócz g³odów fizycznych s¹ g³ody, które nazywamy „g³odami ludzkich serc”. Odnosz¹ siê one do fundamentalnych, niefizycznych potrzeb cz³owieka. Obejmuj¹ g³êbokie pragnienia duchowe i emocjonalne, takie jak potrzeba mi³oœci, akceptacji, poczucia bezpieczeñstwa, bliskoœci z innymi oraz poszukiwania sensu ¿ycia. W kontekœcie religijnym g³ody te oznaczaj¹ tak¿e pragnienie transcendencji, przebaczenia oraz nieskoñczonego szczêœcia, które mo¿e zaspokoiæ jedynie Bóg. Ksi¹dz Burghardt SJ w ksi¹¿ce zatytu³owanej „Siedem g³odów Eucharystii” napisa³: „Jedno jest pewne: tam, gdzie jest Chrystus, zmêczeni znajduj¹ odpoczynek, a g³odni zostaj¹ nakarmieni. Obecnoœæ Chrystusa zaspokaja nie tylko g³ód pokarmu, ale tak¿e g³ód prawdy, wolnoœci, pokoju, zrozumienia, sprawiedliwoœci i mi³oœci”.

Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl

Polityka wci¹¿ mnie dotyka. Boleœnie. Nie umiem od niej uciec. Ani w naukê, ani w sztukê, ani w siebie samego ze sw¹ przesz³oœci¹ i teraŸniejszoœci¹. W stopniu najwy¿szym irytuje mnie nieprzewidywalnoœæ Trumpa oraz jego megalomania i narcyzm. Nie rozumiem tych, którzy widz¹ w nim obroñcê i zarazem uosobienie prawicowo-konserwatywnych wartoœci oraz twórcê wielkoœci Ameryki. Czy nie widz¹ nasilaj¹cych siê w niej problemów prawnych, gospodarczych i spo³ecznych? Czy nie wiedz¹, ¿e wielu najubo¿szych seniorów zosta³o pozbawionych œwiadczeñ pomocowych i korzystnych dla nich ubezpieczeñ medycznych? W Polsce natomiast nie rozumiem tych, którzy nie widz¹, ¿e wiêkszoœæ energii spo³ecznej i politycznej idzie na obrzydliw¹ walkê o w³adzê, a nie na rozwój kraju i na kreatywne dlañ dzia³ania. Dochodzimy ju¿ do sytuacji, w których Polak staje siê wrogiem Polaka z powodów politycznych, partyjnych i œwiatopogl¹dowych. Coraz czêœciej stajemy siê równie¿ œwiadkami przemocowej nienawiœci do mniejszoœci etnicznych, seksualnych i do przybyszy z Bliskiego Wschodu. Id¹ w górê notowania nacjonalistów, zatem czujê siê w obowi¹zku przestrzec, ¿e Polska brunatnieje.

W odniesieniu do roz³amu, do jakiego dosz³o ostatnio w PiS-ie, w pe³ni przemawia do mnie komentarz profesora Andrzeja Nowaka, zwi¹zanego z t¹ parti¹ znakomitego historyka. Napisa³ w nim, ¿e samo rozstanie w obozie Zjednoczonej Prawicy mo¿na zrozumieæ, lecz forma obecnej walki jest „destrukcyjna”. Oburzaj¹ go: „wzajemne opluwanie, insynuacje, obelgi”. Uwa¿a, ¿e to „¿a³osne widowisko”. Ano ¿a³osne. Ob³udy, fa³szu, spiskowych oskar¿eñ i rzeczonej nienawiœci w nim nie brakuje. W swej wypowiedzi prof. Nowak zwróci³ uwagê tak¿e na dzia³alnoœæ proPiSowskich mediów – „Z jeszcze

Wtorek rano

wiêkszym przygnêbieniem obserwujê degrengoladê czêœci mediów tzw. prawicy. Czêœæ z ich dziennikarzy œciga siê wrêcz na polecenie swoich szefów w wydobywaniu ze sk³óconych teraz polityków jak najbardziej „>efektownych< epitetów pod adresem niedawnych kolegów. Byle by³a sensacja, byle klikalnoœæ ros³a. Byle wyprzedziæ konkurencjê… To dopiero ¿a³osne”. Ano ¿a³osne! I pomyœleæ, ¿e prawica uwa¿a siê zawsze za bardziej wartoœciow¹, moralniejsz¹ i bardziej patriotyczn¹ od lewicy.

Wszystko dla Polski.

Mam nadziejê, ¿e wewnêtrzne zawirowania w PiS-ie nie zepchn¹ na dalszy plan problemu olbrzymiego kryzysu w polskiej s³u¿bie zdrowia, zawinionego po 1989 roku przez wszystkie rz¹dy, nie wy³¹czaj¹c obecnego. Koalicja 15 PaŸdziernika nie radzi sobie z nim, wprowadzaj¹c doraŸne rozwi¹zania po³owiczne, zamiast ca³kowitej reformy. Sytuacja nie jest ³atwa, bo patologia organizacyjna i finansowa istnieje w ca³ym kraju w wielu przychodniach i szpitalach. W dodatku pojawi³y siê groŸby ze strony czêœci lekarzy, ¿e z nimi ¿aden rz¹d nie wygra. O rzeczonej reformie politycy mówi¹ podczas ka¿dej kampanii wyborczej, po czym o niej zapominaj¹. Czy¿by nie by³o w Polsce ¿adnego gremium profesjonalistów, które mog³oby j¹ kompleksowo przygotowaæ? O dobru pacjenta mówi siê nieustannie, tymczasem kolejki do specjalistów siê wyd³u¿aj¹ i rosn¹ ceny lekarstw, na które nie staæ wielu emerytów i osób o niskich dochodach.

Program „800 plus” niestety nie dzia³a. Miêdzy Odr¹ a Bugiem oraz miêdzy Ba³tykiem a Tatrami rodzi siê coraz mniej dzieci. Coraz wiêcej jest zamykanych ¿³obków, przedszkoli i szkó³. W Biuletynie Statycznym G³ównego Urzêdu Statystycznego (GUS-u) znajduje siê informacja,

Tydzieñ na kolanie

Mia³o byæ ³atwo i szybko, najwy¿ej trzy tygodnie, dzisiaj wchodzimy w szósty miesi¹c i koñca nie widaæ…

Wojna z Iranem.

Wkrótce po wspólnym izraelsko-amerykañskim ataku z 28 lutego prezydent

Donald Trump oœwiadczy³, ¿e Iran jest „ca³kowicie pokonany i chce porozumienia”. W marcu zapowiedzia³, ¿e amerykañskie si³y zbrojne zakoñcz¹ kampaniê przeciwko Iranowi w ci¹gu dwóch do trzech tygodni. „Wkrótce wyjedziemy” – powiedzia³.

Zaczyna siê szósty miesi¹c. Po prawie dwóch tygodniach ataków i kontrataków Trumpowi uda³o siê powstrzymaæ kolej-

n¹, powa¿n¹ eskalacjê. Jednak status quo pozostaje: Iran zablokowa³ nie tylko Cieœninê Ormuz ale poprzez swoich sojuszników z Jemenu drugi szlak morski, na Morze Czerwone. Pomimo propagandy o „ca³kowitym zniszczeniu”, dalej ze swobod¹ ostrzeliwuje cele powi¹zane z Ameryk¹ w Zatoce Perskiej a nawet w Jordanii. I nie widaæ znaków szybkiego, antyrz¹dowego powstania, które tyle razy obiecywa³ Benjamin Netanjahu. Znane s¹ za to ogromne koszty ludzkie i materialne. Zginê³o osiemnastu amerykañskich ¿o³nierzy a prawie 600 zosta³o rannych (pomimo ¿onglowania liczbami przez Pentagon, otrzymaliœmy w koñcu te dane). Koszt wed³ug Departamentu Wojny 37,5 miliarda dolarów, choæ Ÿród³a niezale¿ne oceniaj¹, ¿e mo¿e byæ ju¿ nawet 100 miliardów. W nalotach zginê³o 1700 irañskich cywilów, zdewastowana infrastruktura od Iranu po Izrael, wojna w Libanie, cierpienia setek tysiêcy, jeœli nie milionów cywilów. Trzeba te¿ dodaæ szok

i¿ jeszcze pod koniec 2024 roku w Polsce by³o 37 mln. 489 tys. mieszkañców. Pod koniec 2025 roku by³o 37 mln i 333 tys. Obecnie jest 37 mln i 243 tys. tych¿e mieszkañców, co oznacza, ¿e w dwa i pó³ roku ich liczba zmniejszy³a siê o ok. 246 tysiêcy. W 2023 roku, liczba ludnoœci w Polsce przekracza³a 38 mln osób.

Na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie z grobowca wielkiej aktorki Heleny Modrzejewskiej zniknê³a zabytkowa p³askorzeŸba z jej wizerunkiem. Dzieñ wczeœniej Ma³opolska Policja poinformowa³a, ¿e pod os³on¹ nocy na tym samym cmentarzu zniszczono grób ukraiñskiego poety, profesora Bohdana £epkiego. Zatem w tym miejscu warto przypomnieæ wiersz Kazimierza Wierzyñskiego, z którego grobu na Starych Pow¹zkach w Warszawie skradziono mosiê¿ne litery:

„Lekcja konwersacji” –

„Nie mów o Polakach i ¯ydach, To pole minowe.

Nie mów o Polakach i Ukraiñcach, To pole minowe.

Nie mów o Polakach i Czechach, To pole minowe.

Nie mów o Polakach i Litwinach, To pole minowe, Wylecisz w powietrze.

S¹ jeszcze inne, Na które wst¹piliœmy przedtem

I nie ma o czym gadaæ.

Tak by³o dawniej, Tak jest teraz

I tak bêdzie zawsze

Póki bêdziemy paœæ siê

Na ³¹ce zacietrzewionych os³ów.”

dla globalnej gospodarki, wysokie ceny benzyny w zwi¹zku z zablokowaniem importu ropy naftowej oraz innych produktów jej destylacji. A koñca nie widaæ. Irañscy ajatollahowie umocnili w³adzê i wbrew zapowiedziom Trumpa co dwa, trzy dni, nie wygl¹da wcale, ¿e „b³agaj¹ o pokój”. Kolejne eskalacje i bombardowania Iranu wcale tego nie zmieniaj¹, dodatkowo wyczerpuj¹c rezerwy broni i amunicji si³ zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Klincz trwa i naprawdê nie widaæ politycznego rozwi¹zania konfliktu, które nie wzmocni³oby Teheranu oraz nie usankcjonowa³oby kontroli Iranu nad Cieœnin¹ Ormuz. Alternatywa to Wietnam, Korea, wojna w Iraku czy Afganistanie, lata, lata…

* * *

A w Polsce podzia³ PiS. Dokona³o siê. I jak to przy rozwodzie: strasznie, z obelgami, bez klasy za to ze wzajemnymi oskar¿eniami. Wytoczono najciê¿sze dzia³a, wyci¹gaj¹c wszelakie brudy przeciw „roz³amowcom” od Mateusza Morawieckiego, a prym wiedzie, graj¹cy na siebie i powrót do du¿ej polityki, Jacek Kurski. „Harcerze” od by³ego premiera nie pozostaj¹ d³u¿ni. Najbardziej cieszy siê pewnie premier Donald Tusk – jego s³abe rz¹dzenie rzuci³o go na liny na politycznym ringu, ju¿ s³ania³ siê na sonda¿owych nogach, ju¿, ju¿… No wiêc najwiêksza opozycyjna partia postanowi³a mu pomóc, dziel¹c siê i rozwodz¹c Mleko siê rozla³o. Wraz z Morawieckim z PiS-u wyrzucono 44 pos³ów, europos³ów, w tym jednego sanatora. Na pewno „coœ” stworz¹, a i PiS nie zniknie, choæ wybiera siê teraz na te same ³owiska co dwie Konfederacje (Brauna oraz Bosaka i Mentzena), wiêc na ch³opski rozum, bêdzie ciasno. Dobrze by by³o, ¿eby obie czêœci przesta³y siê obrzucaæ b³otem, a bardziej skupi³y siê na wyborcach czy programie. Ale b¹dŸmy realistami: polscy politycy to chyba najs³absza czêœæ imponuj¹cych przemian jakie siê w Polsce dokona³y w ci¹gu ostatnich 30 lat. Ale do kogo pretensje? Sami ich wybieramy – narzekamy, narzekamy, a potem i tak g³osujemy na tych samych. Klasyka. „Sam tego chcia³eœ, Grzegorzu Dynda³o”…

Jeremi Zaborowski

Polskie wczoraj i dziœ

Cudzoziemcy w powstaniu warszawskim

W oddzia³ach powstañczych w sierpniu i wrzeœniu 1944 r. znalaz³o siê kilkuset obcokrajowców reprezentuj¹cych wiêkszoœæ narodów Europy.

Byli to na ogó³ uciekinierzy z obozów jenieckich lub koncentracyjnych, dezerterzy z Wermachtu, jak równie¿ osoby, które mieszka³y w Wrszawie jeszcze przed wojn¹.Szacuje siê, ¿e obcokrajowcy, choæ by³o ich kilkuset , reprezentowali dwadzieœcia krajów.

Jedn¹ z najwiêkszych grup byli S³owacy, którzy wchodzili w sk³ad 535. plutonu pod dowództwem podporucznika Miros³awa Iringha pseudonim „Stanko”. S³owacki pluton walczy³ w obronie Belwederu, a tak¿e na terenie Czerniakowa.

Drug¹ liczn¹ grup¹ byli Wêgrzy – uciekinierzy z oddzia³ów wêgierskich stacjonuj¹cych pod Warszaw¹. Wêgry by³y sojusznikiem Niemiec, ale ich wojska nie bra³y udzia³u w walkach z Polakami.

Wœród ochotników bior¹cych udzia³ w powstaniu byli równie¿ Gruzini, Francuzi, Holendrzy, Brytyjczycy, Rosjanie, Ukraiñcy, Grecy, Czesi i przedstawiciele innych narodowoœci.

Wœród powstañców byli tak¿e ¯ydzi, w wiêkszoœci obywatele RP. Ich liczba jest trudna do okreœlenia, poniewa¿ wielu

z nich posiada³o polskie nazwiska. Ocenia siê, ¿e do szeregów powstañczych zg³osi³o siê oko³o 800 ¿ydowskich bojowników. W olbrzymej wiêkszoœci byli to wyzwoleni wiêŸniowie. Ju¿ 1 sierpnia batalion „Zoœka” uwolni³ ponad 350 ¿ydowskich wiêŸniów i wiêŸniarek z Gêsiówki. ¯ydowcy bojownicy walczyli w szeregach zarówno Armii Krajowej jak i Armii Ludowej. Udzia³ w powstaniu by³ dla nich oczywisty. Jeden z przywódców ¯ydowskiej Organizacji Bojowej wyda³ odezwê w której czytamy: „Stoimy dziœ wespó³ z ca³ym narodem polskim w walce o wolnoœæ. Wzywamy wszystkich bojowców ¯ydowskiej Organizacji Bojowej do kontynuowania oporu i walki.” Wielu Zydów ukrywaj¹cych siê po “stronie aryjskiej” pomaga³o przy budowie barykad oraz jako ³¹cznicy i sanitariusze.

kosztów ¿ycia

Du¿ym wyzwaniem dla premiera pozostaje system opieki spo³ecznej. Kto powinien ponosiæ koszty jego finansowania i czy opieka spo³eczna powinna byæ bezp³atna, podobnie jak wiele œwiadczeñ brytyjskiej Narodowej S³u¿by Zdrowia finansowanej przez wszystkich podatników? Burnham ju¿ od pierwszych dni urzêdowania zacz¹³ te¿ szukaæ oszczêdnoœci. Zdecydowa³ na przyk³ad opóŸniæ realizacjê planów swojego poprzednika dotycz¹cych wprowadzenia cyfrowych dowodów to¿samoœci. Z drugiej strony przedstawi³ plan zwiêkszenia wydatków obronnych do poziomu 3 proc. PKB rocznie do 2030 roku. Nowy premier doprowadzi³ te¿ do zmian w sk³adzie rz¹du. By³y minister obrony John Healey, polityk, który przyczyni³ siê doodsuniêcia od w³adzy Starmera, zosta³ mianowany na stanowisko Kanclerza Skarbu, czyli ministra odpowiedzialnego za finanse pañstwa. Zmiana

nast¹pi³a tak¿e na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Dotychczas pe³ni¹ca tê funkcjê Yvette Cooper zosta³a przeniesiona na stanowisko minister zdrowia i opieki spo³ecznej. Na arenie miêdzynarodowej Wielk¹ Brytaniê reprezentowa³ bêdzie teraz Ed Miliband. Jednoczeœnie

Zupe³nie nietypowym obcokrajowcem zwi¹zanym z powstaniem by³ pochodz¹cy z Nigerii czarnoskóry muzyk jazzowy August Agbola O’Brown, który osiedli³ siê w Krakowie w 1922 r. i poœlubi³ Polkê Zofiê Pytko. Po kilku latach rozsta³ siê z ¿on¹ i zamieszka³ w Warszawie, gdzie gra³ w lokalach rozrywkowych.

W powstaniu uczestniczy³ pod pseudonimem „Ali”, lecz bezpoœredniego udzia³u w walkch nie bra³ pracuj¹c na zapleczu. Po wojnie wyemigrowa³ do Wielkiej Brytanii, gdzie zmar³ w 1976 r.

W sierpniu 2019 r. u zbiegu pasa¿u Wiecha i Chmielnej w Warszawie ods³oniêto tablicê pami¹tkow¹ ku czci Augusta O’Browna.

W sierpniu 2024 r. w 80. rocznicê powstania, staraniem Instytutu Pamiêci Narodowej, na dziedziñcu Zamku Królew-

z gabinetu zniknê³y dwie wa¿ne postaci: Rachel Reeves oraz David Lammy, który w przesz³oœci zadar³ z Donaldem Trumpem, nazywaj¹c go „zwolennikiem Ku Klux Klanu i rasist¹”.

Na razie widzimy wiêc g³ównie przetasowania personalne i skromne kroki oszczêdnoœciowe, co nie os³abi raczej ataków na rz¹d ze strony rosn¹cej w sonda¿ach partii Reform UK, która ostatnio nawet w wielu tradycyjnych bastionach Partii Pracy zaczê³a zdobywaæ poparcie. Partia ta postuluje m.in. obni¿ki podatków, rezygnacjê z polityki ochrony klimatu, ograniczenie regulacji dla przedsiêbiorstw, likwidacjê Izby Lordów, zmianê systemu wyborczego z wiêkszoœciowego na proporcjonalny oraz opuszczenie Europejskiego Trybuna³u Praw Cz³owieka. Burnham z pewnoœci¹ bêdzie uwa¿nie obserwowa³ sonda¿e. Kilka dni przed rezygnacj¹ Starmera badania opinii publicznej wskazywa³y, ¿e Partia Reform UK i Partia Pracy id¹ ³eb w ³eb i obie mog¹ liczyæ na 24 proc. poparcia. Partia Konserwatywna, równie¿ licz¹ca siê w Wielkiej

skiego otwarto wystawê „Cudzoziemcy w powstaniu warszawskim.” Wystawa trwa³a do koñca wrzeœnia i cieszy³a siê ogromnym powodzeniem. ❍

Brytanii, ma 21 proc. poparcia, a Liberalni Demokraci oraz Zieloni po 11 proc. Wielu brytyjskich komentatorów wskazuje, ¿e dzisiejsza polaryzacja polityczna kraju (widoczna dobrze w cytowanym sonda¿u) to wynik decyzji by³ego premiera Davida Camerona, który w czerwcu 2016 roku doprowadzi³ do referendum w sprawie cz³onkostwa kraju w Unii Europejskiej. Niespodziewane dla wielu wyjœcie z UE znane jako Brexit mia³o wed³ug nich doprowadziæ w³aœnie do wewnêtrznego politycznego rozbicia. Nie jest to chyba jednak tak oczywiste, poniewa¿ polaryzacja widoczna by³a ju¿ przedtem. Wystarczy spojrzeæ na historyczny podzia³ miêdzy bogatszymi i ubo¿szymi Brytyjczykami i os³abienie licznej klasy œredniej. Brexit pog³êbi³ wiêc raczej jedynie istniej¹ce ju¿ podzia³y. Warto wspomnieæ, ¿e wed³ug ostatnich badañ IPSOS UK, 52 proc. Brytyjczyków opowiada siê za powrotem do Unii Europejskiej, podczas gdy jedynie 23 proc. chce utrzymania obecnego statusu poza wspólnot¹.

Kazimierz Wierzbicki
¯o³nierze s³owackiego plutonu
Nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham
August Agbola O’Brown

Blender kulturalny

„Jedno z moich ulubionych powiedzeñ brzmi: <Cz³owiek m¹drzeje z wiekiem i najczêœciej jest to wieko trumny>. Nigdy nie nauczymy siê wszystkiego i nigdy nie bêdziemy tak naprawdê m¹dre. Natomiast widzê progres” – ¿artuje Renata Przemyk. Wokalistka, znana z takich piosenek, jak „Babê zes³a³ Bóg” czy „Kochana” mówi: „Sk³adam siê z traum zakodowanych w pamiêci komórkowej, genów i wychowania. Z kobiet, po których dziedziczê od pokoleñ, i ze wszystkich wersji samej siebie – zaczynaj¹c od 12-letniej dziewczynki, która sama chodzi³a do dentysty, przez studentkê odkrywaj¹c¹ œwiat po samoœwiadom¹ artystkê, która œpiewa <Biegnê>, bo ju¿ wie którêdy” – opowiada. Zanim stanê³a na scenie i charyzmatycznym, lekko chropowatym g³osem wyœpiewa³a „tañczê na stole, kieckê zadzieram, t³ukê butelki, depczê szk³o” by³a – jak przyznaje – zamkniêta w sobie, introwertyczna, zdystansowana. „Zero kokieterii, wdziêku, czarowania. Teraz mówiê, kiedyœ mówi³am niewiele. Wola³am obserwowaæ. Wychowa³am siê w robotniczej dzielnicy Bielska-Bia³ej, gdzie królowa³ przemys³ w³ókienniczy, fabryka ma³ego Fiata i studio rysunkowe <Bolka i Lolka>. Mieszkaliœmy w szóstkê w bloku, na 50 metrach, z inn¹ rodzin¹ w drugim pokoju. Wtedy dziecko nie by³o partnerem do rozmowy. Nikt nam nie t³umaczy³ œwiata, nie uczy³ jeŸdziæ na rowerze, p³ywaæ. Pojawiliœmy siê na œwiecie, wiêc byliœmy” – wspomina nie³atwe dzieciñstwo.

„W przedszkolu pozna³am pani¹ Halinkê, wychowawczyniê. Uœmiechniêt¹, kochaj¹c¹ dzieci, czu³¹. By³am jedn¹ z jej ulubienic, bo szybko siê uczy³am. Widzia³am podziw w jej oczach – to, co ka¿demu dziecku nale¿y siê jak psu miska. Poczu³am siê widziana. Po latach pani Halinka przysz³a na mój koncert. Do tej pory utrzymujemy kontakt. Ma 90 lat, wci¹¿ jest elegancka i wiecznie uœmiechniêta. Ona pierwsza dostrzeg³a mój talent, namawia³a rodziców, ¿eby pos³ali mnie do szko³y muzycznej. To siê nie uda³o. Posz³am do lokalnej podstawówki. Po latach bardziej ich rozumiem. Byli zarobieni po pachy, zmêczeni, szczególnie mama. To by³ tradycyjny, patriarchalny, zwyczajny dom. D³ugo nie wiedzia³am, ¿e mo¿na ¿yæ inaczej” – podsumowuje. Artystka, która w lutym skoñczy³a 60 lat, wyzna³a, ¿e po raz pierwszy zakocha³a siê po… czterdziestce. Mi³oœæ przysz³a dopiero wtedy, kiedy przesta³a jej szukaæ. „Od kiedy pamiêtam, w relacjach towarzyszy³ mi jakiœ rodzaj napiêcia. Przekonanie, ¿e to ja muszê siê staraæ, ja muszê zas³u¿yæ, ja muszê byæ wystarczaj¹co dobra, a najczêœciej najlepsza, ¿eby w ogóle zostaæ zauwa¿ona” – opowiada. „Dopiero przy tym pierwszym zakochaniu poczu³am akceptacjê cia³a i harmoniê wszystkich zmys³ów z t¹ drug¹ osob¹. Nie da siê tego opowiedzieæ. Nie poczujesz smaku, dotyku, zapachu z czyichœ opowieœci. Musisz to prze¿yæ. Ale jak prze¿yjesz, to ju¿ potem wiesz” – przekonuje.

Renata Przemyk, która ostatnio pokazuje siê czêœciej w telewizji, wygl¹da lepiej ni¿ kiedykolwiek wczeœniej. „Promieniejesz, œwiecisz” – pisz¹ fani. I trudno siê z tym nie zgodziæ. „Lubiê moment, w którym jestem. Akceptujê siê, chocia¿ czasem myœlê, ¿e mo¿e powinnam czêœciej stosowaæ kremy na zmarszczki, ¿eby wy-

prostowa³o siê tu i ówdzie” – przekomarza siê. „A z drugiej strony ka¿da z tych zmarszczek jest uczciwie zapracowana œmiechem i ¿yw¹ mimik¹. Dopiero z wiekiem wychodzi charakter na twarz. Cieszê siê, ¿e uda³o mi siê pokonaæ problemy ze zdrowiem. Podesz³am do tego zadaniowo: wyci¹æ, po³ataæ, wyleczyæ, rehabilitowaæ. Pokonaæ i iœæ dalej. Jako dziecko by³am cherlawa, z anemi¹, ale zaskakuj¹co odporna. G³êboko we mnie tkwi³a si³a przetrwania, jakiœ instynkt. Po latach dowiedzia³am siê, ¿e imiê Renata jest od renatus, czyli odradzaj¹ca siê. Jednym s³owem: wañka-wstañka” – ¿artuje artystka. W najnowszym singlu œpiewa: „M³odsza ju¿ nie bêdê, lecz szczêœliwsza mogê byæ”. Zapytana o stan ducha, odpowiada: „Coraz czêœciej czujê siê szczêœliwa. ¯yjê tu i teraz. I to jest najfajniejsze, bo w tym momencie czujê smak dobrej kawy, któr¹ obie pijemy, ciekawi mnie nasza rozmowa, doceniam, ¿e nic mnie nie boli. Mam zdrowe dziecko. ¯e mogê robiæ to, co kocham. ¯e mój g³os wci¹¿ jest silny. ¯e uda³o mi siê – œwiadomie czy nieœwiadomie – wszystko pouk³adaæ. Jestem w fajnym momencie. Nigdy nie akceptowa³am siebie tak bardzo jak teraz” – deklaruje Przemyk. I to widaæ. W sposobie jak mówi, porusza siê, uœmiecha. A, co najwa¿niejsze, œpiewa.

*

Kim jest Bad Bunny? Jeœli nie wiecie, pora to zmieniæ. Ten portorykañski raper wdar³ siê szturmem na listy przebojów i do serc oraz uszu s³uchaczy na ca³ym œwiecie. Kiedy w kwietniu tego roku najpopularniejszy serwis streamingowy opublikowa³ zestawienie najchêtniej s³uchanych artystów i artystek, p³yt oraz piosenek – okaza³o siê, ¿e wygra³ jego album „Un Verano Sin Ti”, a jako artysta uplasowa³

siê na drugiej pozycji, tu¿ za Taylor Swift. Jego wystêp podczas Super Bowl skomentowa³ (negatywnie) sam Donald Trump, ale artysta nic sobie z tego nie zrobi³.

„Muzyk od pocz¹tku kariery klei³ przebojow¹ hybrydê ze ¿wawego latino i melodyjnego, chwytliwego rapu. Tworzy³ utwory przeznaczone do tañca, ekstrawertyczne, seksowne – z za³o¿enia mia³y brzmieæ jak udana randka albo przynajmniej bardzo obiecuj¹ca impreza. A¿ napisa³ album o toksycznym romansie Portoryko z Ameryk¹, która bierze wiêcej, ni¿ jest sk³onna daæ.

Choæ ju¿ wczeœniej Bunny mia³ epizody, podczas których wypowiada³ siê politycznie, wyra¿a³ sprzeciw wobec przemocy i nierównoœci i anga¿owa³ siê w akcje charytatywne, dopiero na p³ycie „Debí Tirar Más Fotos” pozwoli³ sobie na kategoryczn¹, kompletn¹ wypowiedŸ na ten temat – czytamy. „Trend przybra³ na sile, gdy Donald Trump zosta³ po raz pierwszy prezydentem Stanów Zjednoczonych, a jego wypowiedzi o imigrantach z Meksyku i Ameryki Po³udniowej zmobilizowa³y mniejszoœæ hispanoamerykañsk¹ do obrony w³asnej kultury, choæby w tak symbolicznych gestach jak wybór muzyki.

Bad Bunny by³ jednym z liderów latynoskiego przewrotu na listach przebojów, a jego karierê czêsto czytano jako triumf imigranta w bran¿y, która z za³o¿enia faworyzuje swoich, choæ oczywiœcie imigrantem nie jest, bo posiada, jak ka¿dy Portorykañczyk, amerykañski paszport”.

Od tego czasu Bad Bunny siê nie zatrzymuje. Jest – dla wielu – ikon¹… rewolucji.

Na razie tylko w muzyce.

*

„Bêd¹c m³odym zawodnikiem w Birmingham, wpisywa³em swoje nazwisko w internet i czyta³em wszystko, co o mnie pisali. Ale nawet jeœli komentarze by³y pozytywne, zacz¹³em siê zastanawiaæ, dlaczego mia³bym pozwoliæ, by opinia osób, które mnie nie znaj¹, wp³ywa³a na to, jak sam o sobie myœlê? Wierzy³em, ¿e jestem dobrym zawodnikiem, zanim jeszcze przeczyta³em to w mediach spo³ecznoœciowych. Jaki wiêc by³ sens czytania komentarzy innych? Oczywiœcie, gdybym natkn¹³ siê na negatywne uwagi, mia³oby to odwrotny skutek. Wiêc znowu zada³em sobie pytanie: dlaczego w taki bezsensowny sposób obci¹¿am tym swoje zdrowie psychiczne?” – powiedzia³ w wywiadzie Jude Bellingham – jedna z najjaœniejszych gwiazd minionego mundialu. Brytyjczyk urodzi³ siê w 2003 roku w Stourbridge w hrabstwie West Midlands. Dorasta³ w domu, w którym ceniono ciê¿k¹ pracê i dyscyplinê. Jego ojciec przez wiele lat s³u¿y³ jako sier¿ant policji, jednoczeœnie buduj¹c imponuj¹c¹ karierê pi³karsk¹ na poziomie amatorskim. Choæ nigdy nie wystêpowa³ w Premier League, sta³ siê prawdziw¹ legend¹ angielskiego futbolu non-league w której zdoby³ ponad 700 bramek, zyskuj¹c przydomek „Pele”. W licznych wywiadach zawodnik Realu Madryt podkreœla³, ¿e to w³aœnie za spraw¹ ojca pokocha³ football. Godzinami ogl¹da³ jego mecze i ch³on¹³ atmosferê stadionów. Z kolei matka Bellinghama, odpowiada³a za organizacyjn¹ stronê ¿ycia. Gdy Jude dosta³ anga¿ w Borussii Dortmund, przeprowadzi³a siê z nim do Niemiec. Podobnie by³o cztery lata póŸniej, gdy m³ody zawodnik zacz¹³ karierê w hiszpañskim klubie. Wsparcie obojga rodziców by³o – co zawsze podkreœla – nieocenione. Jednak

mimo tego, Jude miewa³ chwile zw¹tpienia i momenty, w których musia³ zatroszczyæ siê o swój dobrostan. Zdumiewa fakt, ¿e jest jednym z niewielu sportowców, którzy mówi¹ o tym otwarcie.

„Rozwój mediów spo³ecznoœciowych i technologii sprawi³, ¿e jest wiêcej sposobów na to, by kogoœ zaatakowaæ, by go przygnêbiæ. Jednak wci¹¿ istnieje stereotyp dotycz¹cy mówienia o zdrowiu psychicznym. ¯e lepiej siê nie przyznawaæ do s³aboœci” – stwierdzi³ Bellingham w jednym z wywiadów. I doda³: „Zdarza³y siê chwile, kiedy czu³em siê bezbronny, w¹tpi³em w siebie i potrzebowa³em kogoœ, z kim móg³bym porozmawiaæ, ale zamiast siê na to zdecydowaæ, stara³em siê za wszelk¹ cenê podtrzymywaæ wizerunek macho-sportowca, który mówi: <Nikogo nie potrzebujê>. Prawda jest taka, ¿e potrzebujê. Ka¿dy potrzebuje. Dlatego pamiêtaj: poczujesz siê o wiele lepiej, mówi¹c o swoich uczuciach i emocjach” – zwróci³ siê do swoich fanów. „Jako sportowcom, wydaje nam siê, ¿e mamy ca³y œwiat u stóp: mo¿emy robiæ, co chcemy, zarabiaæ mnóstwo pieniêdzy i nie odczuwaæ z tego powodu ¿adnych niedogodnoœci. Ale prawda jest taka, ¿e jeœli potrafimy przyznaæ siê do w³asnej wra¿liwoœci, to dajemy przestrzeñ do tego, by rozmawiaæ o trudnych sprawach i tym samym pomagaæ innym osobom, które zmagaj¹ siê z ciemnoœci¹” – powiedzia³ zawodnik Realu. „Nigdy nie by³em w g³êbokiej depresji psychicznej, ale spotyka³em ludzi, którzy j¹ mieli. I rozumiem, przez co przechodz¹. Uwa¿am, ¿e obowi¹zkiem osób takich, jak ja, jest bycie wzorem do naœladowania. Dlatego chcia³bym byæ takim koleg¹ z dru¿yny, z którym zawsze mo¿na porozmawiaæ o problemach i zwierzyæ siê z trudniejszych stanów psychicznych” – zapewni³ Bellingham. „Pamiêtajmy, ¿e mi³oœæ, jak¹ otrzymuje sportowiec, jest niesamowita. Ale na ka¿d¹ osobê lub osoby, które ciê kochaj¹, przypada ktoœ, kto gardzi tob¹ z powodu dru¿yny, w której grasz lub czegoœ, co zrobi³eœ. Ta nienawiœæ mo¿e byæ naprawdê trudna do uniesienia i doskonale rozumiem tych, którzy zmagaj¹ siê z problemami psychicznymi” – podsumowa³. 23-latek nie ukrywa³ wzruszenia, gdy po meczu z Norwegi¹, który zapewni³ Anglii miejsce w pó³finale Mistrzostw Œwiata, tysi¹ce kibiców zaœpiewa³o na jego czeœæ piosenkê Beatlesów „Hey Jude”. Na murawie stara siê przestrzegaæ regu³ fair play No i ci¹gle s³ucha siê… mamy. Podobno w jednym z meczów unikn¹³ ¿ó³tej kartki, poniewa¿ wzi¹³ sobie do serca jej s³owa. Dodaj¹c do tej listy dojrza³oœæ emocjonaln¹ i wysok¹ œwiadomoœæ – nale¿a³oby powiedzieæ: taki syn to skarb!

MissMedia
Renata Przemyk
Jude Bellingham
Bad Bunny

Marsz, marsz Polonia S³owo jako broñ

O prasie Powstania Warszawskiego

Powstanie Warszawskie mia³o dwa fronty – front walki i front s³owa. Gdy 1 sierpnia 1944 roku Warszawa chwyci³a za broñ, niemal równoczeœnie rozpoczê³a siê walka o informacjê. S³owo drukowane sta³o siê broni¹ nie mniej istotn¹ ni¿ karabin czy granat. W piwnicach, schronach i prowizorycznych drukarniach rodzi³y siê gazety, biuletyny, ulotki i plakaty. Ka¿dy egzemplarz by³ aktem odwagi, a ka¿da kartka papieru œwiadectwem istnienia wolnej Polski poœród ruin.

Powstañcza dzia³alnoœæ wydawnicza nie by³a jednak dzie³em przypadku ani spontaniczn¹ inicjatyw¹ pierwszych dni sierpnia 1944 roku. Jej korzenie siêga³y pierwszych tygodni niemieckiej okupacji. Ju¿ jesieni¹ 1939 roku, kiedy legalna polska prasa zosta³a zlikwidowana przez okupanta, zaczê³y powstawaæ pierwsze konspiracyjne gazetki drukowane na prymitywnych powielaczach. Niemcy doskonale rozumieli znaczenie informacji. Natychmiast zamknêli polskie redakcje, przejêli drukarnie, skonfiskowali maszyny drukarskie i wprowadzili œcis³¹ cenzurê. Pozostawiono jedynie tzw. prasê gadzinow¹ – gazety wydawane pod kontrol¹ w³adz okupacyjnych, których zadaniem by³o szerzenie propagandy i os³abianie ducha oporu spo³eczeñstwa. Polacy odpowiedzieli na tê politykê w sposób charakterystyczny dla Polskiego Pañstwa Podziemnego – stworzyli w³asny system informacji. W ca³ym kraju zaczê³y funkcjonowaæ tajne drukarnie, które wydawa³y gazety, broszury, ksi¹¿ki i odezwy. By³o to przedsiêwziêcie niezwykle ryzykowne, mog³o zakoñczyæ siê aresztowaniem, a czêsto kar¹ œmierci.

Przed godzin¹ „W” Najwa¿niejszym oœrodkiem podziemnego drukarstwa w okupowanej Europie sta³a siê Warszawa. To tutaj dzia³a³y najlepiej zorganizowane redakcje, najsprawniejsze drukarnie i najbardziej rozbudowana sieæ kolporta¿u. Wszystko odbywa³o siê w warunkach g³êbokiej konspiracji. Szczególn¹ rolê odgrywa³ „Biuletyn Informacyjny”, najwa¿niejszy organ informacyjny Zwi¹zku Walki Zbrojnej, a póŸniej Armii Krajowej. Jego historia rozpoczê³a siê ju¿ w listopadzie 1939 roku, kiedy ukaza³ siê pierwszy numer podziemnego pisma redagowanego przez Aleksandra Kamiñskiego – póŸniejszego autora „Kamieni na szaniec”. „Biuletyn” mia³ opiniê najbardziej wiarygodnego Ÿród³a wiadomoœci w konspiracyjnej Polsce. Podczas okupacji wykszta³ci³o siê ca³e pokolenie dziennikarzy i drukarzy. Nauczyli siê oni funkcjonowaæ

bez dostêpu do legalnych drukarni, zdobywaæ papier na czarnym rynku, ukrywaæ maszyny drukarskie i organizowaæ tajny kolporta¿. Ta wiedza okaza³a siê bezcenna w sierpniu 1944 roku. Kluczow¹ rolê odegra³o Biuro Informacji i Propagandy Armii Krajowej (BIP AK), które jeszcze przed 1 sierpnia 1944 roku przygotowywa³o struktury odpowiedzialne za dokumentowanie przysz³ych wydarzeñ. Gdy wybuch³o Powstanie, istnia³y ju¿ gotowe zespo³y redakcyjne, zapasy papieru, zakonspirowane drukarnie oraz sieci dystrybucji prasy. Dziêki temu ju¿ pierwszego dnia walk rozpoczêto wydawanie gazet przeznaczonych dla walcz¹cej stolicy.

Informowano o miejscach wydawania chleba, punktach poboru wody, lokalizacji szpitali, dy¿urach lekarzy oraz godzinach

nabo¿eñstw. Historycy szacuj¹, ¿e w czasie szeœædziesiêciu trzech dni Powstania Warszawskiego ukaza³o siê ponad sto piêædziesi¹t tytu³ów gazet i czasopism. Liczba ta obejmuje zarówno pisma wydawane regularnie, jak i krótkotrwa³e biuletyny ukazuj¹ce siê jedynie przez kilka dni. Wydawcami by³y komendy Armii Krajowej, Delegatura Rz¹du na Kraj, organizacje polityczne, œrodowiska harcerskie, oddzia³y wojskowe, a nawet pojedyncze dzielnice i zgrupowania powstañcze. Tak bogata dzia³alnoœæ wydawnicza nie mia³a odpowiednika w ¿adnym innym walcz¹cym mieœcie Europy. G³os walcz¹cego miasta Pierwsze dni Powstania przynios³y prawdziwy wybuch aktywnoœci wydawniczej. Redakcje, które jeszcze kilka dni wczeœniej dzia³a³y w g³êbokiej konspiracji, zaczê³y funkcjonowaæ niemal jawnie na terenach opanowanych przez powstañców. Ukaza³y siê dziesi¹tki nowych tytu³ów. Powstawa³y równie¿ niewielkie gazetki tworzone przez oddzia³y wojskowe, szpitale polowe czy grupy harcerskie.

Najwiêkszym autorytetem cieszy³ siê „Biuletyn Informacyjny”, który ukazywa³ siê praktycznie ka¿dego dnia. Na jego ³amach publikowano komunikaty Komendy G³ównej Armii Krajowej, meldunki z poszczególnych odcinków walk, informacje dotycz¹ce sytuacji politycznej oraz wiadomoœci nap³ywaj¹ce z zagranicy. Teksty mia³y równie¿ wzmacniaæ morale czytelników, przypomina³y o obowi¹zku wytrwania, podkreœla³y bohaterstwo ¿o³nierzy i mieszkañców oraz przekonywa³y, ¿e walka ma g³êboki sens polityczny i moralny. Drugim niezwykle wa¿nym tytu³em by³a „Warszawa Walczy”. Pismo koncentrowa³o siê przede wszystkim na relacjonowaniu walk prowadzonych w po-

szczególnych dzielnicach stolicy. Publikowano reporta¿e z barykad, wspomnienia ¿o³nierzy, rozmowy z mieszkañcami oraz opisy codziennego ¿ycia miasta. Na ³amach czêsto pojawia³y siê teksty pokazuj¹ce niezwyk³¹ solidarnoœæ mieszkañców Warszawy. Opisywano kobiety gotuj¹ce posi³ki dla powstañców, dzieci pomagaj¹ce przy budowie barykad, sanitariuszki pracuj¹ce bez chwili odpoczynku oraz ksiê¿y odprawiaj¹cych msze œwiête w piwnicach kamienic. Tego rodzaju relacje mia³y ogromne znaczenie psychologiczne. Pokazywa³y, ¿e walczy ca³e miasto, a nie tylko oddzia³y wojskowe. „Wiadomoœci z Miasta i Œwiata” – to jedno z najciekawszych, mniej znanych pism powstañczych. Ukazywa³o siê dwa razy dziennie, dlatego czêsto wyprzedza³o „Biuletyn Informacyjny” i inne gazety o kilka-kilkanaœcie godzin. Redaktorzy skupiali siê na sprawdzonych, lokalnych informacjach, unikaj¹c plotek i przesadnego optymizmu. Bardzo dok³adnie opisywano, gdzie tocz¹ siê walki, które ulice s¹ przejezdne, gdzie powsta³y nowe barykady, które budynki zosta³y zdobyte, gdzie pojawi³y siê niemieckie czo³gi, gdzie dzia³a kuchnia polowa, gdzie mo¿na otrzymaæ wodê, gdzie funkcjonuj¹ szpitale. Historyk i uczestnik Powstania W³adys³aw Bartoszewski, który wspó³tworzy³ to wydawnictwo, wspomina³, ¿e celem redakcji by³o rejestrowanie „drobnych, ale mo¿liwie pewnych i sprawdzonych faktów dotycz¹cych ¿ycia ludnoœci oraz dzia³añ bojowych”. Pismo korzysta³o z patroli informacyjnych, relacji uciekinierów z innych dzielnic, komunikatów w³adz cywilnych oraz depesz Polskiej Agencji Telegraficznej. Szczególne miejsce zajmowa³a „Barykada Powiœla”, jedna z najlepiej redago-

Powstañcy czytaj¹cy prasê w przejœciu na barykadzie.
Ludnoœæ cywilna czytaj¹ca komunikaty powstañcze na drewnianym p³ocie.

wanych gazet dzielnicowych. Obok informacji wojskowych publikowano komunikaty dotycz¹ce punktów sanitarnych, miejsc wydawania ¿ywnoœci, dy¿urów lekarzy oraz ostrze¿eñ przed kolejnymi bombardowaniami. Dziœ w³aœnie te krótkie informacje stanowi¹ niezwykle cenne Ÿród³o wiedzy o codziennoœci Powstania.

Du¿¹ popularnoœci¹ cieszy³a siê „Rzeczpospolita Polska”. By³o to pismo o wyraŸnie politycznym charakterze. Redakcja wiele miejsca poœwiêca³a przysz³oœci odradzaj¹cego siê pañstwa polskiego, przypominaj¹c, ¿e Powstanie nie jest jedynie walk¹ o wyzwolenie Warszawy, lecz czêœci¹ szerszego wysi³ku zmierzaj¹cego do odbudowy niepodleg³ej Polski. Na ³amach gazety publikowano komentarze polityczne, odezwy w³adz Polskiego Pañstwa Podziemnego oraz analizy sytuacji miêdzynarodowej.

„Dzieñ Warszawy” – skierowane by³o przede wszystkim do mieszkañców cywilnych. £¹czy³o informacje o sytuacji wojennej z tekstami dotycz¹cymi ¿ycia spo³ecznego i kulturalnego. Publikowano wiadomoœci lokalne, komentarze oraz materia³y podnosz¹ce na duchu.

„Dziennik Radiowy” by³ opracowywany przez zespó³ Kwatery Radiowej Oddzia³u VI Sztabu AK. Stanowi³ codzienny serwis najwa¿niejszych wiadomoœci pochodz¹cych z nas³uchu radiowego oraz komunikatów wojskowych. Ukazywa³ siê przez niemal ca³e Powstanie Warszawskie. Niezwykle interesuj¹cym zjawiskiem by³y gazety tworzone przez konkretne oddzia³y wojskowe. Mia³y one bardzo niewielki nak³ad, zawiera³y informacje dotycz¹ce danego odcinka walk, wspomnienia ¿o³nierzy oraz humorystyczne komentarze opisuj¹ce codzienne ¿ycie oddzia³u. Choæ by³y skromne pod wzglêdem edytorskim, dziœ nale¿¹ do najrzadszych zabytków prasy powstañczej.

Na ³amach gazet pojawia³y siê równie¿ nekrologi poleg³ych ¿o³nierzy i cywilów. W wielu numerach zamieszczano tak¿e podziêkowania dla lekarzy, sanitariuszek, stra¿aków i ochotników nios¹cych pomoc rannym. Dziêki temu prasa dokumentowa³a nie tylko przebieg dzia³añ wojennych, lecz tak¿e historiê zwyk³ych mieszkañców miasta.

Powstañcza prasa nie ogranicza³a siê wy³¹cznie do informacji wojskowych. W wielu gazetach drukowano wiersze, opowiadania, felietony, humorystyczne rysunki i satyry. Ukazywa³y siê recenzje przedstawieñ teatralnych organizowanych w piwnicach oraz relacje z koncertów odbywaj¹cych siê mimo nieustannych bombardowañ.

Dzisiaj zachowane egzemplarze tych gazet nale¿¹ do najcenniejszych Ÿróde³ poznania Powstania Warszawskiego. Dziêki nim mo¿emy œledziæ wydarzenia niemal dzieñ po dniu, widzieæ je oczami ludzi, którzy byli ich bezpoœrednimi uczestnikami, i zrozumieæ, jak ogromn¹ rolê odgrywa³o s³owo drukowane w mieœcie walcz¹cym o swoj¹ wolnoœæ.

S³owo na murach walcz¹cej Warszawy W mieœcie, gdzie ka¿dego dnia zmienia³a siê sytuacja wojskowa, a dostêp do prasy nie zawsze by³ mo¿liwy, ogromn¹ rolê odgrywa³y krótkie i szybko przygotowywane materia³y drukowane – ulotki, odezwy, afisze i plakaty. To one pozwala³y b³yskawicznie przekazywaæ rozkazy, ostrze¿enia i najwa¿niejsze wiadomoœci. Pojawia³y siê na murach kamienic, bramach, barykadach i w miejscach, gdzie

„Warszawa Walczy” ¿o³nierska gazeta œcienna. Nr 50, 29 sierpnia 1944 r.

gromadzili siê mieszkañcy. By³y papierowym g³osem w³adz powstañczych, wojska i spo³eczeñstwa. Ich forma by³a prosta, ale w³aœnie ta prostota decydowa³a o skutecznoœci. Krótki tekst, wyraŸny nag³ówek i najwa¿niejsza informacja pozwala³y dotrzeæ do du¿ej liczby osób w bardzo krótkim czasie. W warunkach wojny, gdy liczy³y siê godziny, a czasem minuty, taka forma komunikacji mia³a ogromne znaczenie.

Ju¿ w pierwszych dniach Powstania pojawi³y siê pierwsze odezwy. Mia³y charakter oficjalnego komunikatu, czêsto podpisywanego przez dowództwo wojskowe lub przedstawicieli w³adz cywilnych. Informowa³y mieszkañców o rozpoczêciu walk, wzywa³y do zachowania spokoju i podporz¹dkowania siê rozkazom w³adz powstañczych. Przypomina³y, ¿e Warszawa znajduje siê pod kontrol¹ polskich struktur wojskowych i cywilnych oraz ¿e ka¿dy mieszkaniec mo¿e odegraæ rolê w organizacji ¿ycia miasta.

Osobn¹ grupê stanowi³y ulotki wojskowe przeznaczone dla powstañców. Zawiera³y rozkazy, instrukcje, informacje o sytuacji na poszczególnych odcinkach frontu oraz wezwania do okreœlonych dzia³añ. Ich treœæ musia³a byæ krótka i jednoznaczna. Liczy³a siê konkretna wiadomoœæ, która mog³a wp³yn¹æ na bezpieczeñstwo oddzia³u.

Szczególne znaczenie mia³y materia³y skierowane przeciwko niemieckiej propagandzie. Okupant prowadzi³ intensywn¹ kampaniê informacyjn¹, próbuj¹c przekonaæ mieszkañców Warszawy, ¿e Powstanie nie ma szans powodzenia i jest bezsensownym zrywem. Powstañcze ulotki odpowiada³y na te dzia³ania, przedstawiaj¹c w³asn¹ interpretacjê wydarzeñ i podkreœlaj¹c znaczenie walki o niepodleg³oœæ.

„Biuletyn Informacyjny”, wydanie z 2 sierpnia 1944 r.

Charakterystycznym symbolem pojawiaj¹cym siê na wielu plakatach by³a kotwica Polski Walcz¹cej – znak nadziei i oporu przeciwko okupantowi. Symbol ten, stworzony jeszcze podczas okupacji, w czasie Powstania sta³ siê powszechnie rozpoznawalnym znakiem polskiego podziemia.

Ludzie powstañczego s³owa

Praca redaktora w sierpniu i wrzeœniu 1944 roku nie by³a prosta. Dziennikarze czêsto pisali artyku³y przy œwietle œwiec, w piwnicach pe³nych rannych i uchodŸców. Wiadomoœci zdobywano przez wojskowe meldunki, relacje œwiadków, informacje przekazywane przez ³¹czników oraz nas³uch radiowy. Redaktorzy musieli decydowaæ, które s¹ sprawdzone i mog¹ zostaæ opublikowane, a które nale¿y pomin¹æ, aby nie wywo³aæ paniki. Jednoczeœnie starali siê przeciwdzia³aæ plotkom. W mieœcie odciêtym od œwiata pog³oski rozprzestrzenia³y siê b³yskawicznie. Gazety prostowa³y nieprawdziwe informacje, apeluj¹c do mieszkañców o zachowanie spokoju.

Równie wa¿n¹ grupê stanowili drukarze i zecerzy. Wœród nich znajdowali siê doœwiadczeni fachowcy z przedwojennych zak³adów poligraficznych, ale równie¿ ludzie, którzy podczas okupacji nauczyli siê obs³ugi maszyn i technik powielania. Ich praca wymaga³a ogromnej precyzji i cierpliwoœci, odbywa³a siê w warunkach skrajnie utrudnionych przez trwaj¹ce walki. Drukarze pracowali czêsto nocami, w piwnicach i schronach panowa³a wilgoæ, brakowa³o œwiat³a. Zdarza³o siê, ¿e w trakcie sk³adu kolejnego numeru budynek zostawa³ trafiony bomb¹. Wówczas ratowano przede wszystkim ludzi, maszyny drukarskie, zapasy papieru i gotowe matryce, przenosz¹c je do kolejnego schronu.

Wœród osób tworz¹cych powstañcze wydawnictwa znajdowali siê równie¿ graficy i ilustratorzy. To oni projektowali winiety gazet, plakaty oraz znaki rozpoznawcze. W warunkach wojny grafika nabiera³a szczególnego znaczenia – prosty symbol lub has³o mog³y byæ zrozumia³e nawet dla osób, które nie mog³y przeczytaæ ca³ego tekstu. Bia³o-czerwone barwy oraz patriotyczne symbole sta³y siê wizualnym jêzykiem oporu.

Wœród ruin Warszawy dzia³a³a grupa ludzi, których dziœ mo¿na nazwaæ reporterami wojennymi, choæ ich status by³ wyj¹tkowy. Byli to czêsto ¿o³nierze AK, harcerze Szarych Szeregów, dziennikarze przedwojenni i fotografowie, a wœród nich m.in.: Sylwester Braun „Kris” – fotograf, który dokumentowa³ ¿ycie i walkê miasta, Eugeniusz Lokajski „Brok” – lekkoatleta i fotograf, który stworzy³ jedne z najbardziej znanych zdjêæ Powstania, Jerzy To-

maszewski „Jur” – najm³odszy fotograf powstañczy oraz liczni anonimowi reporterzy BIP. Ich praca by³a skrajnie niebezpieczna. Fotografowanie czy zbieranie informacji oznacza³o koniecznoœæ przemieszczania siê miêdzy liniami walk. Aparat fotograficzny stawa³ siê równie ryzykownym „orê¿em” jak broñ. Wielu z nich nie prze¿y³o Powstania. Ich negatywy i notatki by³y czêsto ratowane w ostatniej chwili lub ukrywane w ruinach. Nie mniej niebezpieczna by³a praca kolporterów. Nawet najlepsza gazeta nie mia³a znaczenia, jeœli nie dotar³a do czytelników. Sieæ kolporta¿u by³a jednym z najtrudniejszych elementów ca³ego procesu wydawniczego. Gotowe egzemplarze trzeba by³o odebraæ z drukarni, ukryæ przed przypadkowym wykryciem i dostarczyæ do okreœlonych punktów miasta. W czasie walk oznacza³o to czêsto przechodzenie przez ostrzeliwane ulice, przekraczanie barykad i poruszanie siê wœród ruin. W tej pracy ogromn¹ rolê odegra³y kobiety – ³¹czniczki i sanitariuszki. Przenosi³y nie tylko prasê, ale tak¿e meldunki, rozkazy i korespondencjê miêdzy oddzia³ami, ryzykuj¹c ¿ycie przy ka¿dym przejœciu przez teren objêty ostrza³em. Ich dzia³alnoœæ wymaga³a odwagi, znajomoœci miasta i umiejêtnoœci zachowania zimnej krwi. Szczególne miejsce zajmowali harcerze z Szarych Szeregów. Jeszcze przed Powstaniem zdobywali doœwiadczenie w s³u¿bie ³¹cznoœci, ma³ym sabota¿u i kolporta¿u prasy podziemnej. Dostarczali gazety do oddzia³ów, szpitali i cywilów ukrywaj¹cych siê w piwnicach. Harcerze nie byli jedynie roznosicielami gazet. Ich znajomoœæ ulic, odwaga i dyscyplina sprawia³y, ¿e byli niezast¹pieni w sytuacji, gdy normalne œrodki komunikacji przesta³y dzia³aæ. Wydawnictwa powstañcze wymaga³y równie¿ sprawnego systemu zaopatrzenia. Papier, farba, matryce i czêœci do maszyn musia³y byæ dostarczane do drukarni w sposób niewidoczny dla przeciwnika. Pomagali w tym ³¹cznicy i mieszkañcy. Los wielu twórców powstañczej prasy by³ tragiczny. Wielu zginê³o podczas walk lub zosta³o zamordowanych przez Niemców, inni po wojnie musieli ukrywaæ swoj¹ dzia³alnoœæ z powodu sytuacji politycznej w Polsce. Ich nazwiska czêsto nie zachowa³y siê w pamiêci zbiorowej, choæ bez ich pracy nie by³oby jednego z najwa¿niejszych œwiadectw Powstania Warszawskiego.

Dzisiaj, ogl¹daj¹c egzemplarze gazet powstañczych, widzimy przede wszystkim papier i drukowane s³owa. Œlady nierównego druku, po¿ó³k³y papier i skromna forma graficzna przypominaj¹, ¿e za ka¿d¹ stron¹ kryje siê historia konkretnych ludzi – ich odwagi, poœwiêcenia i wiary. Dziêki nim Warszawa, nawet w czasie najwiêkszego zniszczenia, zachowa³a w³asny g³os.

FOTO: MUZEUM WARSZAWY

Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz

Adres redakcji:

P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003

e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

Afisze i plakaty powstañcze

Dooko³a sto³u Adam Ma³osolny

Bok choy - delikatna i wszechstronna kapusta w³aœciwa chiñska

Wizyta na stoisku warzywnym czêsto koñczy siê na znanych i sprawdzonych produktach.

BojaŸliwie omijamy pojawiaj¹ce siê tam „dziwnie” i nieznajomo wygl¹daj¹ce liœcie czy bulwy. Na ostateczn¹ decyzje zakupu czêsto wp³ywa tak¿e nazwa i gdy z niczym siê nam nie kojarzy, instynkt nakazuje wybraæ coœ bezpiecznie znanego.

Bo czy mo¿na kupiæ coœ, co siê nazywa „bok choy”? Warzywo wygl¹da jak przeroœniêta roszponka i nie dorobi³o siê nawet solidnej angielskiej nazwy, co jeszcze bardziej potêguje dystans do pomys³u o kulinarnej nowoœci w naszej kuchni.

Tymczasem bok choy w niczym nie zas³u¿y³ sobie na tak podejrzliwe traktowanie, bo to po prostu odmiana najzwyklejszej kapusty.

Oficjalna polska nazwa tego warzywa to „kapusta w³aœciwa chiñska”. Jest sklasyfikowana jako Brassica rapa, nale¿y do rodziny kapustowatych. Choæ na talerzu wygl¹daj¹ zupe³nie inaczej, botanicznie rzepa, rzepak czy kapusta pekiñska to ten sam gatunek. Bok choy to po prostu linia rozwojowa, w której postawiono na g³adkie, miêsiste liœcie zamiast na korzeñ czy nasiona oleiste. Do tego dochodz¹ jeszcze bliscy kuzyni kapusty tacy jak chrzan, rukola czy gorczyca.

To, co czyni bok choy wyj¹tkowym warzywem, to unikalna architektura tej kapusty. Ka¿da jej g³ówka sk³ada siê z grubych, soczystych ogonków liœciowych (czêsto nazywanych ¿ebrami) oraz ciemnozielonych blaszek liœciowych, które maj¹ charakterystyczny kszta³t ³opatki. Te dwie czêœci oferuj¹ zupe³nie inne doznania sensoryczne. Bia³e ¿ebra s¹ grube i miêsiste. Zachowuj¹ przyjemn¹, œwie¿¹ chrupkoœæ nawet po krótkiej obróbce termicznej w zupie czy sma¿eniu stir-fry. Ciemnozielone liœcie pod wp³ywem ciep³a miêkn¹, staj¹c siê delikatne i lekko ci¹gliwe, ale w przeciwieñstwie do szpinaku nie rozpadaj¹ siê ca³kowicie. Dla kucharza amatora zakupy mog¹ byæ wyzwaniem, poniewa¿ bok choy to roœlina o tysi¹cu imion. Wynika to z faktu, ¿e nazwa „bok choy” (lub „pak choi”) to ró¿ne próby zapisu kantoñskiego okreœlenia na „bia³e warzywo”. W zapisie mandaryñskim, który tworzy w Chinach najwieksza grupê jêzykow¹, ta sama nazwa oznacza kapustê pekiñsk¹. W sklepach i przepisach mo¿na siê spotkaæ siê z nazwami takimi jak: kapusta chiñska, kapusta selerowa, kapusta ³y¿kowa lub choy sum, traktowana jako osobna odmiana.

Mimo tego chaosu, w wiêkszoœci przypadków mamy do czynienia z t¹ sam¹ ³agodn¹ roœlin¹ o liœciach u³o¿onych w luŸn¹ rozetê przypominaj¹c¹ p³atki kwiatu.

Bok choy to roœlina, która kocha temperatury „pokojowe” – najlepiej roœnie w wa-

runkach umiarkowanych, choæ potrafi przetrwaæ zarówno upa³, jak i przymrozki. W odpowiednich warunkach mo¿na cieszyæ siê jej zbiorami nawet trzy razy w roku. Nie trzeba jej zbieraæ w ca³oœci i czasami wystarczy tylko œcinaæ zewnêtrzne liœcie, pozwalaj¹c œrodkowi rosn¹æ dalej. Jeœli bok choy „pójdzie w pêdy” i wypuœci ma³e, ¿ó³te kwiatuszki – nie trzeba ich wyrzucaæ. S¹ jadalne, s³odkawe i stanowi¹ piêkn¹ dekoracjê talerza. M³ode okazy s¹ bardzo delikatne. Im roœlina starsza, tym bardziej staje siê w³óknista, a jej smak nabiera goryczy, co sprawdza siê w mocno doprawionych daniach. W potrawie bok choy nie dominuje nad innymi sk³adnikami. Ma ³agodny, warzywny profil z subteln¹ nut¹ pieprznoœci. Pod wzglêdem od¿ywczym to potêga b³onnika i cennych mikrosk³adników.

Aby w pe³ni wykorzystaæ jego potencja³ i poczuæ sytoœæ, botanicy i szefowie kuchni zalecaj¹ ³¹czenie go z bia³kiem oraz t³uszczem. Idealnie nadaje siê na potrawy typu stir-fry, jako farsz do piero¿ków czy na domowe kiszonki. To warzywo ³atwe w uprawie, szybkie w przygotowaniu i oferuj¹ce unikalny kontrast tekstur. Doskonale odnajdzie siê zarówno w wykwintnej kuchni azjatyckiej jak i w codziennym, domowym gotowaniu.

Dla badaczy historii kulinariów bok choy to „prawdziwe utrapienie”. Najwiêkszym wyzwaniem jest chaos nazewniczy, który od wieków sprawia, ¿e roœlina ta jest nagminnie mylona z kapust¹ pekiñsk¹. Choæ obie nale¿¹ do tej samej rodziny, dla wprawnego oka ró¿nica jest zasadnicza: bok choy charakteryzuje siê g³adkimi, ciemnozielonymi liœæmi o grubych, miêsistych ³odygach, podczas gdy jego „pekiñska” kuzynka posiada liœcie karbowane, tworz¹ce zwart¹, wyd³u¿on¹ g³ówkê. Ten brak precyzji w dawnych zapiskach to nie tylko k³opot dla historyków, ale i dowód na to, jak ewolucja jêzyka oraz regionalnych nazw potrafi skutecznie zatrzeæ granice miêdzy odrêbnymi gatunkami, tworz¹c kulinarn¹ mg³ê, przez któr¹ musimy siê dziœ przebijaæ.

Choæ tradycyjne podrêczniki wskazuj¹ na dwutysi¹cletni¹ historiê uprawy bok

choy w Chinach, najnowsze ustalenia naukowe rewiduj¹ tê wiedzê. Okazuje siê, ¿e przodek roœliny, Brassica rapa, zosta³ udomowiony w Azji Œrodkowej od 4000 do nawet 6000 lat temu. To, co dziœ k³adziemy na talerzu, nie jest dzie³em przypadku, lecz efektem tysiêcy lat selektywnej hodowli. Rolnicy w Azji Wschodniej i Europie cierpliwie modyfikowali wczesne odmiany rzepy, wybieraj¹c egzemplarze, które posiada³y najd³u¿sze i najbardziej soczyste liœcie. W dawnych Chinach bok choy by³o produktem tak cennym, ¿e ka¿da partia, której nie sprzedano na targu, l¹dowa³a w beczkach z solank¹. Kiszenie w solance by³o metod¹ konserwacji, pozwalaj¹c¹ spo³eczeñstwom przetrwaæ trudne, zimowe miesi¹ce. Najbardziej uderzaj¹cym dowodem na kulturowy status bok choy jest fakt, ¿e podobizna tej kapustki stanowi skarb narodowy Tajwanu. W Muzeum Pa³acowym w Tajpej znajduje siê s³ynna rzeŸba z jadeitu z koñca XIX wieku, która – mimo, ¿e czasem b³êdnie identyfikowana jako kapusta pekiñska – dziêki g³adkim liœciom i specyficznej budowie bezsprzecznie przedstawia bok choy. Artysta z niezwyk³¹ wnikliwoœci¹ uwieczni³ w kamieniu nawet drobne owady siedz¹ce na liœciach. Twórca tej rzeŸby wykaza³ siê genialnym sprytem, wykorzystuj¹c naturalne skazy, przebarwienia i niedoskona³oœci jadeitu, aby oddaæ specyficzn¹ fakturê bok choy. Te same cechy kamienia, które uniemo¿liwi³yby stworzenie idealnie g³adkiego wazonu, sta³y siê kluczem do hiperrealistycznego oddania natury.

To fascynuj¹cy paradoks: najcenniejszy, oblegany przez turystów eksponat muzealny nie przedstawia mitycznego smoka czy potê¿nego w³adcy, lecz warzywo bêd¹ce symbolem codziennoœci i powszednioœci, wyniesione do rangi najwy¿szej sztuki.

Zanim bok choy sta³o siê bohaterem programów kulinarnych, spe³nia³o tak¿e rolê domowej apteczki. W tradycyjnej medycynie ludowej wykorzystywano tê kapustkê jako œrodek na kaszel, przeziê-

bienia oraz dolegliwoœci ¿o³¹dkowe. Ta roœlina, zdolna do pe³nego wzrostu w zaledwie dwa miesi¹ce, by³a idealnym kandydatem na „lek pierwszego kontaktu”. Historia bok choy przypomina nam o czasach, w których kuchnia i apteka stanowi³y ca³oœæ, a wybory ¿ywieniowe by³y podyktowane nie tylko smakiem, ale przede wszystkim przetrwaniem i zdrowiem. Ekspansja bok choy na Zachód to pasjonuj¹ca kronika podró¿y. Istniej¹ teorie sugeruj¹ce jej obecnoœæ w pó³nocnej Europie ju¿ w czasach staro¿ytnego Rzymu, jednak twarde dowody historyczne kieruj¹ nas ku XVIII wiekowi. W 1751 roku szwedzki przyrodnik Per Osbeck, uczeñ s³ynnego Karola Linneusza, sprowadzi³ nasiona bok choy do Europy. W tym samym czasie jezuiccy misjonarze przekazywali te same nasiona niemieckim naukowcom pracuj¹cym w Rosji. Kolejny rozdzia³ dopisa³a kalifornijska gor¹czka z³ota w XIX wieku, gdzie bok choy przyby³ wraz z azjatyckimi imigrantami. Popularnoœæ warzywa ros³a jednak szybciej ni¿ precyzja jego opisu, co doprowadzi³o do kuriozalnego chaosu na rynkach. Dopiero w 2005 roku w Australii wprowadzono rygorystyczn¹ standaryzacjê nazw, by ukróciæ handlow¹ samowolê. To w³aœnie wtedy ustalono system, w którym nazwa „buk choy” (pisana przez „u”) zosta³a zarezerwowana dla odmian o bia³ych ³odygach, natomiast „pak choy” dla tych o ³odygach zielonych. To doskona³y przyk³ad tego, jak kulinarna globalizacja wymusza na nowoczesnych systemach prawnych tworzenie nowego, precyzyjnego jêzyka handlu.

Dziœ, gdy ogl¹damy bok choy w telewizyjnych programach kulinarnych, w internetowych vlogach czy znajdujemy je w lokalnym warzywniaku, rzadko myœlimy o nim jako o podró¿niku z Azji Œrodkowej czy natchnieniu dla rzeŸbiarzy. Kapustka sta³a siê integraln¹ czêœci¹ globalnej diety. W „ma³osolnej” kuchni bok choy jest czêœci¹ cotygodniowego menu. Mo¿e dlatego, ¿e azjatycka kuchnia ma wiele do zaoferowania, a ka¿dy posi³ek to w rzeczywistoœci spotkanie z histori¹ cywilizacji, któr¹ zbyt czêsto konsumujemy bez nale¿ytej refleksji. ❍

Kwitn¹ce bok choy
Zbiory warzywa
Bok Choy w sosie czosnkowym

Elegia

O siódmej rano s³ychaæ ptaki. Siadam z kubkiem herbaty i gapiê siê w okno. Po chwili na parapet wskakuje Pani Matka. Pora œniadania. Wiêc z pretensj¹ w g³osie. Z uniesionym ogonem. Hardo. Podchodzi do kanapy. Siada na wprost. I wpatruje siê natarczywie. Przy okazji wydaj¹c dŸwiêki w rejestrach, które trudno zbagatelizowaæ. Miauczy tak d³ugo, a¿ nie wstanê. I nie podam pe³nej miski. Dziœ kuchnia serwuje pasztet z jagniêcia. Zdobyczne puszki nowozelandzkiej marki zawieraj¹ równie¿ miêso kangurze (!) i dziczyznê. Wszystkie wersje, oprócz makreli, zosta³y zaakceptowane. Co – o czym wiedz¹ opiekunowie czworono¿nych – trzeba rozpatrywaæ w kategorii sukcesu. Niejeden kot to francuski piesek.

Pani Matka je ³apczywie. A¿ trzês¹ siê wibrysy. Nastêpnie pobie¿nie myje pyszczek. I wskakuje na sofê. Gotowa do pieszczoty. K³adzie siê na plecach. Ods³ania

brzuch. Rozcapierza palce ugniataj¹c powietrze. Przypomina wtedy niewinne kociê. Jakby nie mia³a za sob¹ kilku ci¹¿ i wielu lat ¿ycia na ulicy. Bezbronna. Ufna. Siêgam po szczotkê. Kupi³am specjaln¹, do wyczesywania sierœci. Nadstawia grzbiet. Œlini siê z uciechy. Po kwadransie wychodzi. Bez s³owa po¿egnania. K³adzie siê pod liœciem cukinii. I zapada w wielogodzinn¹ drzemkê.

*

Siêgam po „Star¹ szko³ê” Tobiasa Wolffa. Wczoraj mia³am tylko zajrzeæ. Dwie, trzy strony „na smak”, bo na wiêcej nie by³o czasu. Ale nie mog³am jej od³o¿yæ. Gdyby nie obowi¹zki, przeczyta³abym za jednym zamachem. Znakomita! Inteligentna, przejrzysta proza. Która mo¿e nie porywa skomplikowan¹ fabu³¹, ale – jak pisze Jacek Lech – „jest zapisem pewnego spo³ecznego doœwiadczenia, doœwiadczenia zakorzenionego we wstydzie, aspiracji i nieustannym odgrywaniu samego siebie”. Od zawsze mia³am s³aboœæ do coming-of-age stories czyli historii o dorastaniu. Najlepiej rozgrywaj¹cych siê w murach elitarnych szkó³ z internatem, jak w przypadku „Stowarzyszenia Umar³ych Poetów” Petera Weira,

od którego to filmu wszystko siê zaczê³o. W powieœci Wolffa, która zreszt¹ jest bardzo mocno nas¹czona autobiograficznie, mamy w³aœnie takie miejsce. Uczelnia na Wschodnim Wybrze¿u, lata szeœædziesi¹te ubieg³ego wieku i m³ody ch³opak z aspiracjami. „Narrator-bohater jest stypendyst¹ pochodz¹cym z ni¿szej klasy spo³ecznej, ch³opakiem, który od samego pocz¹tku […] próbuje przyswoiæ sobie zasady rz¹dz¹ce œwiatem, do którego nigdy tak naprawdê nie by³o mu dane nale¿eæ. Mamy wiêc tutaj do czynienia z eksploracj¹ problematyki, o jakiej w swoich autofikcjach pisz¹ choæby Annie Ernaux i Didier Eribon. Ale dla historii opowiadanej przez Wolffa wa¿ne jest to, ¿e powieœciowa szko³a organizuje konkursy literackie, a ich zwyciêzcy w ramach nagrody mog¹ sam na sam spotkaæ siê z wielkimi pisarzami odwiedzaj¹cymi ich kampus. Na kartach „Old School” pojawiaj¹ siê wiêc sylwetki Roberta Frosta, Ayn Rand i Ernesta Hemingwaya. Literatura jest tutaj traktowana z namaszczeniem, jako cenna spo³eczna waluta, oczywisty przejaw presti¿u oraz przynale¿noœci i przede wszystkim przepustka aspiruj¹cego literata do lepszego ¿ycia” – pisze w recenzji Jacek Lech. Kultura wysoka, dziœ nie maj¹ca dobrej prasy, „jest oczywist¹ przestrzeni¹ autentycznej duchowej formacji, ale zarazem bardzo brutalnym mechanizmem selekcji”. Narrator podpatruje dzieciaki z wy¿szych sfer i za wszelk¹ cenê próbuje siê do nich upodobniæ. Niewiele zdradza o sobie. Pozwala na domys³y. Nie przyznaje siê do ¿ydowsko-robotniczych korzeni. I ¿yje w nie-

ustannym lêku przed zdemaskowaniem. Jego wysi³ki zakoñcz¹ siê kompromitacj¹. Ale ostatecznie i tak osi¹gnie sukces. A nam, przy okazji, zaszkli siê oko czytaj¹c tê „elegiê dla œwiata, w którym literatura posiada³a jeszcze realn¹ kulturow¹ w³adzê”.

*

„Usiad³em tam, gdzie mnie zostawili. Okno by³o zamkniête, ale z dziedziñca nadal dolatywa³y krzyki, œmiechy i st³umiona muzyka. Odk¹d wszed³em do gabinetu, s³ysza³em te dŸwiêki, wiedzia³em, ¿e rozbrzmiewaj¹ nadal, niezale¿nie od tego, co dzieje siê w œrodku. By³y to odg³osy […] podœwiadome jak w³asny puls, a jednak przez ca³e spotkanie dociera³y do mnie z nadzwyczajn¹ ostroœci¹, odci¹gaj¹c moj¹ uwagê od realnoœci rozgrywaj¹cej siê sceny. W najgorszych snach szczekanie psa w oddali albo pomruk lodówki upewniaj¹ nas, ¿e wkrótce powrócimy do prawdziwego ¿ycia. Jakimœ sposobem, bezwiednie, us³ysza³em tak¹ obietnicê we wrzaskach i pohukiwaniach ch³opaków za oknem. Teraz odbiera³em je inaczej. Sama beztroska tych g³osów by³a miar¹ dystansu, jaki nas rozdzieli³. Ich ochocza, buzuj¹ca weso³oœæ ju¿ w tej chwili zdawa³a siê bezmiernie odleg³a – nie jak z prawdziwego ¿ycia, które œwita co rano, lecz jak z bledn¹cego snu”. * ❍

* Tobias Wolff, Stara Szko³a w przek³adzie Krzysztofa Umiñskiego. Wydawnictwo Czarne, Wo³owiec 2026.

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com

Niepotrzebnie z tego wyros³em

Jan

Latus

Wyros³em ju¿ dawno z: kibicowania, zajmowania siê polityk¹, szybkiego zakochiwania siê, obsesyjnej troski o urodê i zdrowie, zwracania uwagi na modê, marki, wywierane wra¿enie. Wyros³em z samochodów, sprzêtu stereo i zegarków. Wyros³em z kolekcjonowania zwiedzanych krajów i miast. Wyros³em z ich fotografowania. Wyros³em z kompulsywnego dzielenia siê moimi zdjêciami i przemyœleniami na piœmie z czytelnikami. Co ze mnie zosta³o? Wrak cz³owieka, pusta wydmuszka, stary rupieæ? Czy mo¿e kondensat ¿yciowej m¹droœci, wzór m¹drego minimalizmu, starczej m¹droœci?

A jak Wy uwa¿acie? ¯a³osny wrak mê¿czyzny ze mnie, czy stare, szlachetne wino? Kliknijcie na jedn¹ z odpowiedzi. Do wygrania s¹ czapeczki z moimi inicja³ami.

Dziœ w czerwonych czapeczkach chodz¹, nawet na pogrzeb, nobliwi panowie, prezydenci i pos³owie. Nigdy z tego nie wyroœli? Czy te¿ jest przyzwolenie, ¿eby nawet w³adcy tego œwiata zachowywali siê i ubierali, jak w³adcy piaskownicy?

Kiedyœ to by³o du¿o prostsze, jeszcze pamiêtam te czasy. Wtedy na pewne sprawy istnia³o przyzwolenie tylko gdy by³o siê dzieckiem. W miarê przybywania lat ubywa-

³o rzeczy, które wypada³o robiæ. Ta obyczajowoœæ bywa³a zbyt restrykcyjna, dusz¹ca i drobnomieszczañska, niemniej by³a w niej jakaœ logika. Szczeniaczek albo kociak nieustannie siê bawi i podgryza na niby; gdy doroœleje, bawiæ siê przestaje, zaczyna polowaæ, kopulowaæ oraz gryŸæ i drapaæ ju¿ bez ¿artów – zaczyna siê zwierzêca doros³oœæ.

Z pewnych rzeczy siê wyrasta³o, i to raz na zawsze. Czasem dos³ownie: z ubrañ i butów, które w zwi¹zku z tym przekazywa³o siê m³odszemu bratu albo dzieciom z zaprzyjaŸnionych rodzin. Wyrasta³o siê te¿ z pewnego stylu: dziecku pasowa³y jaskrawe kolory i œmieszne wzorki; starsi ch³opcy i dziewczynki ubierali siê w stonowany sposób.

Zdziwienie wywo³uj¹ dziœ u nas zdjêcia – albo sceny z historycznych filmów – maj¹ce ledwie kilkadziesi¹t lat: Nowego Œwiatu w Warszawie, parku Corona na nowojorskim Queensie. Panowie s¹ tam w garniturach i kapeluszach, nawet na niedzielnym spacerze, panie w sukienkach.

Za moich czasów nawet do komunii starsi ch³opcy szli w d³ugich spodniach. Nasi ojcowie nigdy nie chodzili po du¿ym mieœcie w krótkich spodniach, a matki w szortach, nawet gdy by³ upa³. Takie ekstrawagancje uchodzi³y tylko na letnisku. Sprzedaj¹cy sto lat temu gazety na chicagowskiej ulicy ch³opiec ubrany by³ w rodzaj garnituru, a na g³owie mia³ kaszkiet. Do szko³y chodzi³ w mundurku. Gdy mu siê w ¿yciu powiod³o i dosta³ pracê w biurze, przychodzi³ do niego w garniturze, a¿ do emerytury. Nie by³o nawet casual Fridays. Dzieci wczeœniej zaczyna³y pracowaæ, wiêc te¿ ich dzieciñstwo by³o krótsze i ubo¿sze w atrakcje ni¿ dzisiaj.

Takie to by³y sztywne czasy: doros³ym ludziom nie wypada³o ju¿ jeŸdziæ na rowerze, graæ w pi³kê, biegaæ. Mê¿czyŸni mieli byæ powa¿nymi, odpowiedzialnymi ¿ywicielami rodziny; kobiety mia³y byæ skrzêtnymi gospodyniami. W ¿adnej z tych ról nie by³o miejsca na luz, na wyg³up. Nawet odpoczynek po pracowitym dniu by³ majestatyczny: celebrowany rodzinnie obiad, kanapa przed telewizorem, serial albo sport, mo¿e piwo albo szklaneczka whisky w rêku pana domu, ale to wszystko. Fantazje towarzyskie ogranicza³y siê do barbecue przed domem 4 lipca.

A potem ktoœ nam powiedzia³, ¿e jesteœmy wiecznie m³odzi, co by³o wierutnym k³amstwem, bo dziœ bardziej ni¿ kiedykolwiek ignoruje siê i lekcewa¿y w zachodnim œwiecie starszych ludzi, choæ publicznie nikt siê do tego nie przyzna.

No to jestem w matni: mam zachowywaæ siê zgodnie z wiekiem, dostojnie, z klas¹ i godnoœci¹ osobist¹? Czy przeciwnie: czuæ siê i zachowywaæ jak wieczny m³odziak, bo podobno jesteœmy tak m³odzi, jak siê czujemy?

W Polsce, w ogóle w Europie, pewnie by³bym powa¿ny i zawsze zachowywa³bym siê stosownie do wagi sytuacji i otoczenia.

W Ameryce nauczy³em siê wiêkszego luzu, pocz¹wszy od rzeczonych casual Fridays, na codziennej paradzie legginsów w Walmarcie skoñczywszy. Na Filipinach jest jeszcze luŸniej. Strój obowi¹zuj¹cy urzêdników pañstwowych, na przyk³ad w biurze imigracyjnym, to ciemne spodnie i pó³buty (i kostium dla pañ), ale ju¿ koszula jest z krótkimi rêkawami i krawatów siê nie zak³ada. Podobny ubiór obowi¹zuje zagranicznych klientów agencji rz¹dowych, choæ nie zauwa¿y³em, aby siê tym przejmowali. Raczej optuj¹ za lini¹ modow¹ Walmart. Na Filipinach mo¿na pozostaæ dzieckiem, wrêcz wpisuje siê to w lokaln¹ mentalnoœæ. Amerykañscy weterani paraduj¹ w szortach i t-shirtach uszytych z amerykañskiej flagi i oczywiœcie nosz¹ czapeczki ty³ na przód, jak w czasach grania w baseball w college’u. Niemcy przypominaj¹ sobie szkolne wycieczki do lasu i znowu chodz¹ w sanda³ach zak³adanych na skarpetki. Luz blues dotyczy te¿ Filipiñczyków. Prawie wszyscy chodz¹ w klapkach typu flip-flop, nawet gdy jad¹ motocyklem lub pracuj¹ na rusztowaniach. Dziewczyny uwielbiaj¹ chodziæ w pokracznych sabotach marki Crocs (zwykle podróbach). W klapkach i plastikowych drewniakach nie chodzi siê, lecz cz³apie. Trudno w nich nawet podbiec. Ubiór ch³opczyka: krótkie spodnie i lekka koszulka, nie zmienia siê przez ca³e doros³e ¿ycie, a¿ do œmierci. Trochê z powodu gor¹cego klimatu, a trochê z powodu faktu, ¿e Filipiñczycy Ÿle siê czuj¹ w smutnych i powa¿nych okolicznoœciach. Msze w koœciele oraz ceremonie pogrzebowe mo¿e nie s¹ weso³e, ale te¿ nie ma w nich do³uj¹cego smutku i sztywnoœci. Ktoœ tam pop³acze, ale raczej wspomina siê ciep³o zmar³ego i przystêpuje do konsumpcji prosiaka oraz picia rumu. Zacz¹³em, ¿e wyros³em z wielu rzeczy. A mo¿e to sobie tylko wmówi³em – niepotrzebnie. Na Filipinach znowu mogê jeŸdziæ na rowerku, wyœpiewywaæ przeboje muzyki pop do mikrofonu karaoke, ogl¹daæ œmieszne filmiki w internecie i opery mydlane w telewizji. Mogê na nowo staæ siê dzieckiem. To te¿ jakaœ recepta na wieczn¹ m³odoœæ.

Odrobina szczêœcia w mi³oœci

Tola Mankiewiczówna by³a przede wszystkim wybitnym sopranem lirycznym. Jej ambicje siêga³y najwy¿szych rejestrów klasyki – zachwyca³a w „Verbum nobile” Moniuszki czy „Kawalerze srebrnej ró¿y” Straussa. Jednak los bywa przekorny. Gdy warszawska scena operowa ostatecznie splajtowa³a, artystka, by przetrwaæ, musia³a odnaleŸæ siê w l¿ejszym repertuarze. To w³aœnie w operetce i teatrzykach rewiowych sta³a siê ikon¹, a jej szlagiery nuci³a ca³a ulica. Symbolem tego awansu (lub, jak chcieli niektórzy, upadku) sta³a siê zmys³owa „Tangolita”: Dziœ usta mam dla ciebie naj³askawsze, a jutro œwit roz³¹czy nas na zawsze. Bo kochaæ umiem tak, jak Tangolita, jak Tangolita, na jedn¹ noc Œpiewa³a rownie¿ komediowe utwory takie jak „Ja jestem tuman”: Ja jestem tuman, ach, co za tuman, kompletny tuman, a¿ strach! Ja nic nie umiem, nic nie rozumiem, i to jest w sumie mój fach.

Choæ scenami rewiowymi w³ada³y takie s³awy jak Hanka Ordonówna, Mira Zimiñska czy Zula Pogorzelska, ¿adna z nich nie mog³a równaæ siê z Mankiewiczówn¹ pod wzglêdem technicznym. Jej kole¿anki z bran¿y autentycznie „¿ó³k³y z zazdroœci”, s³ysz¹c skalê g³osu, która dla zwyk³ej pieœniarki kabaretowej by³a nieosi¹galna. Krytycy, w tym surowy zazwyczaj Tadeusz Boy-¯eleñski, opisywali jej g³os jako „anielski”, „soczysty” i „dŸwiêczny jak trele skowronka”.

Mankiewiczówna by³a zjawiskiem kompletnym: niebieskooka blondynka, kszta³tna niczym „statuetka z saskiej porcelany”, potrafi³a po³¹czyæ operow¹ dyscyplinê z estradowym temperamentem i humorem. W œwiecie rewii artystka korzysta³a g³ównie z niezbyt ambitnych tekstów dyrektora teatru „Morskie Oko” Andrzeja W³asta. Pisa³ on piosenki na kolanie, czêsto lekcewa¿¹c gramatykê i sens na rzecz rymu. To on by³ autorem s³ynnego jêzykowego koszmarku, w którym ¿eñska „g³usza” zmieni³a siê w mêski „g³usz”, byle tylko pasowa³a do s³owa „ju¿”. Mankiewiczówna, choæ rzadko

zmienia³a same s³owa, toczy³a cich¹ walkê o poziom artystyczny poprzez interpretacjê. Umyœlnie, wbrew partyturze, zmienia³a rytm i stosowa³a pauzy tam, gdzie wymaga³ tego sens dramatyczny. Ta artystyczna autonomia sprawia³a, ¿e nawet najbardziej b³ahe piosenki W³asta w jej wykonaniu nabiera³y szlachetnoœci i g³êbi.

Prawdziwym prze³omem w karierze Mankiewiczówny by³y wystêpy w filmach fabularnych. By³y to w wiêkszoœci b³ahe, muzyczne komedyjki, ale film „Œluby u³añskie” z 1935 roku sta³ siê zarzewiem nieoczekiwanej kontrowersji w œrodowisku ówczesnych elit. Sfery wojskowe poczu³y siê g³êboko dotkniête fabu³¹, zarzucaj¹c twórcom obrazu naruszanie honoru polskiego munduru. G³ównym powodem oburzenia by³ fakt, ¿e filmowy podoficer zamierza³ o¿eniæ siê z dworsk¹ kuchark¹, co uznano za niedopuszczalny mezalians. Sprawa rozesz³a siê ostatecznie po koœciach a armii zarzucono, ¿e strzela z armaty do wróbla i nie ma poczucia humoru.

Niezwyk³y profesjonalizm Mankiewiczówny objawi³ siê podczas przygotowañ do widowiska Gwiazdy Areny w s³ynnym Cyrku Staniewskich. Artystka, chc¹c, aby bior¹ce udzia³ w spektaklu go³êbie przywyk³y do jej obecnoœci, co rano zrywa³a siê skoro œwit, by osobiœcie karmiæ ptaki. Choæ poranne próby przebiega³y w pe³nej harmonii, premiera przynios³a pechowy i wyj¹tkowo komiczny fina³. Na oczach galowej publicznoœci go³êbie pomyli³y ewolucje, zostawiaj¹c na œnie¿nobia³ej sukni gwiazdy wyraŸne dowody swojej „ekspresowej przemiany materii”. Mimo tego incydentu Mankiewiczówna dokoñczy³a wystêp z nienagann¹ klas¹, udowadniaj¹c, ¿e dla ówczesnych artystek rzemios³o by³o œwiêtoœci¹. Blask reflektorów wymaga³ od przedwojennych gwiazd nie tylko talentu, ale i determinacji.

Najs³ynniejszy utwór Mankiewiczówny, wykonany w filmie „Co mój m¹¿ robi w nocy”, sta³ siê swoistym hymnem jej prywatnego szczêœcia. Tekst piosenki niemal proroczo opisywa³ jej póŸniejsze losy u boku ukochanego mê¿czyzny. Odrobinê szczêœcia w mi³oœci Odrobinê serca czyjegoœ Jedn¹ ma³¹ chwilê radoœci Przy boku kochanego. Stan¹æ z nim na œlubnym kobiercu Nawet ³zami zalaæ siê. Potem stan¹æ sercem przy sercu I us³yszeæ: kocham ciê.

Artystka przez lata odwleka³a ma³¿eñstwo, spalaj¹c siê w pracy u boku takich amantów jak Aleksander ¯abczyñski, z którym tworzy³a legendarn¹ parê w „Manewrach mi³osnych” œpiewaj¹c do dziœ popularny szlagier „Powróæmy jak za dawnych lat”.

Dopiero w wieku 35 lat wysz³a za m¹¿ za Tadeusza Raabego, zamo¿nego w³aœciciela fabryk obuwniczych w Bia³ej Podlaskiej i £omiankach, prawnika i mecenasa warszawskiej bohemy. To w³aœnie Raabe by³ wspó³twórc¹ kawiarni „Pod Picadorem”, gdzie deklamowali Lechoñ, Tuwim czy S³onimski. Po cichym œlubie w grudniu 1935 roku Tola pozowa³a do zdjêæ w luksusowym futrze z ocelotów, trzymaj¹c bukiet herbacianych ró¿.

W 1937 roku Tola Mankiewiczówna wyst¹pi³a wraz z ¯abczyñskim w kolejnym kinowym przeboju „Pani minister tañczy”. Zagra³a tam zarówno tytu³ow¹ pani¹ minister ochrony moralnoœci publicznej, jak i jej siostrê bliŸniaczkê – piosenkarkê rewiow¹ Lolê. To by³o apogeum

popularnoœci Toli, jej artystycznych sukcesów i szczêœcia w zwi¹zku z Tadeuszem Raabe. Pod koniec 1939 roku mia³a jeszcze wyruszyæ w tournée po USA i zagraæ w amerykañskim filmie u boku Jana Kiepury. Plany te przerwa³ „buldo¿er wojny”, stawiaj¹c ma³¿eñstwo przed œmiertelnym zagro¿eniem ze wzglêdu na ¿ydowskie pochodzenie Tadeusza. Raabe zosta³ aresztowany przez gestapo, ale uda³o mu siê wykupiæ, po czym razem z ¿on¹ podjêli dramatyczn¹ próbê ucieczki na wschód, w stronê Bia³egostoku. Na granicy zatrzyma³o ich NKWD. Tolê zwolniono, ale Tadeusza wywieziono do dalekiego Tad¿ykistanu. Przez lata artystka ¿y³a w niepewnoœci, nie wiedz¹c, czy jej m¹¿ w ogóle prze¿y³ choæ jak siê okaza³o, poradzi³ sobie tam nadzwyczaj dobrze. Zamiast do armii Andersa, wst¹pi³ do armii Berlinga i w stopniu majora, wiosn¹ 1945 roku wróci³ do Polski. Nieœwiadoma tego Tola dawa³a w³aœnie w podwarszawskim Otwocku koncert dla rannych ¿o³nierzy. W przerwie otrzyma³a bukiet kwiatów z bilecikiem od mê¿a, który – jak siê okaza³o – siedzia³ na widowni. Fina³ wystêpu wyœpiewa³a przez prawdziwe ³zy szczêœcia, a ich zwi¹zek przetrwa³ nienaruszony a¿ do œmierci Tadeusza.

Mimo osza³amiaj¹cej kariery powojenne losy artystki w realiach PRL-u naznaczone by³y postêpuj¹c¹ marginalizacj¹. By³a symbolem beztroskiej II Rzeczypospolitej, a w³adza ludowa nie chcia³a takich porównañ.

Przedwojenna legenda, która niegdyœ hipnotyzowa³a Polskê, zosta³a niemal ca³kowicie wymazana z publicznej przestrzeni. Jej ¿ycie by³o mostem miêdzy luksusem ocelotowych futer, a ruinami powojennego œwiata. Bêd¹c ju¿ w podesz³ym wieku, chora na serce i upokorzona prosi³a o przyznanie jej wy¿szej renty, bo to, co dostawa³a ledwie wystarcza³o na zaspokojenie elementarnych potrzeb ¿yciowych. Maj¹tek po mê¿u odda³a na odbudowê Zamku Królewskiego w Warszawie. Zmar³a dziesiêæ lat po nim w 1985 roku. Mo¿e wiêc warto na nowo odkryæ g³os, który kiedyœ dawa³ Polakom odrobinê szczêœcia?

W filmie „Manewry mi³osne“
Tola Mankiewiczówna, 1932 r.
S³ynna scena z go³êbiami
W filmie „Pani minister tañczy“

El¿bieta Baumgartner radzi

Czas to pieni¹dz. Dlaczego jego utrata kosztuje nas wiêcej, ni¿ myœlimy

W œwiecie finansów osobistych istnieje jedno zdanie, które s³yszymy tak czêsto, ¿e przestajemy na nie zwracaæ uwagê: czas to pieni¹dz. Powtarzamy je w codziennych rozmowach, czytamy w poradnikach, s³yszymy na wyk³adach. Rzadko jednak myœlimy o tym jak dos³owne jest to stwierdzenie. Ono nie ma charakteru metaforycznego ani symbolicznego. Jest do bólu matematyczne i ¿yciowe.

Czas to najczystsza waluta, pierwotny kapita³ i fundament, na którym opieraj¹ siê odsetki, ale i ca³a jakoœæ naszego funkcjonowania. W gruncie rzeczy czas to po prostu potêga we wzorze na udane ¿ycie i procent sk³adany. I w³aœnie dlatego najwiêkszym zagro¿eniem dla naszego dobrostanu s¹ nie tylko b³êdne decyzje, lecz niewidoczne przeszkody, które po cichu zjadaj¹ nasz czas, bezpowrotnie odbieraj¹c nam przestrzeñ, spokój i pieni¹dze, których braku na pocz¹tku nawet nie rejestrujemy.

Z³udzenie, ¿e „mamy jeszcze czas” Najwiêkszy z³odziej maj¹tku dzia³a w ukryciu. To przekonanie, ¿e z wa¿nymi decyzjami mo¿emy poczekaæ na „lepsze czasy”. Jednak procent sk³adany (compoud interest), finansowy i ¿yciowy, nie uznaje kompromisów. Koszt utraconego czasu najlepiej widaæ na przyk³adzie inwestycji. Przeanalizujmy to przy odk³adaniu $500 miesiêcznie w przeciêtne fundusze inwestycyjne przynosz¹ce 7% do 65. roku ¿ycia.

➦ Start w wieku 30 lat daje imponuj¹ce $900,000.

➦ Start w wieku 40 lat przynosi ju¿ tylko $405,000 (dekada zw³oki kosztuje a¿ $495,000!).

➦ Start w wieku 50 lat oznacza skromne $160,000

Strata miêdzy 30-latkiem, a 50-latkiem to a¿ $740,000. Twoje niewp³acone sk³adki to zaledwie $120,000, a ca³a reszta to utracony przyrost kapita³u: surowa kara za odebranie naszym walorom czasu na wzrost. Ta sama zasada dotyczy zdrowia czy nauki: odk³adanie nawyków sprawia, ¿e na starcie starszego wieku dysponujesz zaledwie u³amkiem zasobów.

Parali¿ w szumie informacyjnym ¯yjemy w czasach g³êbokiego paradoksu informacyjnego. Nigdy w historii ludz-

koœci nie mieliœmy tak swobodnego dostêpu do darmowej wiedzy, a jednoczeœnie nigdy nie byliœmy tak bardzo zagubieni. Informacyjny ha³as poch³ania pok³ady naszej energii, zmuszaj¹c nas do ci¹g³ego czytania, filtrowania, porównywania i weryfikowania sprzecznych danych.

Ten szum informacyjny bezpoœrednio odbiera nam czas na dzia³anie. Zamiast podj¹æ decyzjê, czytamy kolejne artyku³y, analizy i opinie. Spêdzamy godziny na portalach internetowych i w mediach spo³ecznoœciowych pod pretekstem „bycia na bie¿¹co”. W efekcie nie robimy nic. D³ugoterminowy sukces nie wymaga codziennego œledzenia wiadomoœci i rynkowego zgie³ku. On karmi siê œwiêtym spokojem. Prosta, powtarzalna i skrajnie nudna strategia inwestycyjna, która jest ca³kowicie uodporniona na informacyjny szum, przynosi o wiele lepsze rezultaty ni¿ nerwowe skakanie z kwiatka na kwiatek po przeczytaniu kolejnego sensacyjnego nag³ówka.

Nadmiar rzeczy w pêtli konsumpcjonizmu Wspó³czesny rynek próbuje nas przekonaæ, ¿e szczêœcie i status mierzy siê stanem posiadania. Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieni¹dze, których czêsto nie mamy, by zaimponowaæ ludziom, których nawet nie lubimy. Jednak prawdziwy, ukryty koszt ka¿dego zakupu rzadko wyra¿a siê w samej cenie na metce. Najwiêkszym kosztem posiadania jest stracony czas.

Ka¿da nowa rzecz w twoim ¿yciu (kolejny gad¿et, nowy samochód, czy nawet dodatkowa para butów) to zjadacz czasu. Rzeczy trzeba wybraæ, kupiæ, przywieŸæ, a potem czyœciæ, serwisowaæ, naprawiaæ, ubezpieczaæ i organizowaæ dla nich przestrzeñ. Nadmiar przedmiotów generuje szum wizualny i psychiczne obci¹¿enie. Zamiast cieszyæ siê wolnoœci¹, stajesz siê kustoszem we w³asnym muzeum rzeczy. Czas, który poœwiêcasz na zarabianie na te przedmioty oraz na ich póŸniejsze utrzymanie, to czas wyrwany z twojej osobistej osi procentu sk³adanego. Pieni¹dze wydane na zbêdn¹ konsumpcjê nie pracuj¹ na twoj¹ wolnoœæ finansow¹, a opieka nad nimi zabiera ci godziny, które mog³eœ przeznaczyæ na odpoczynek lub pasjê.

Nadmiar powierzchownych kontaktów Cyfrowa rewolucja zniwelowa³a dystans, ale przy okazji drastycznie rozwodni³a jakoœæ naszych relacji. Przekonanie, ¿e posiadanie setek „znajomych” w mediach spo³ecznoœciowych i utrzymywanie dziesi¹tek powierzchownych kontaktów buduje nasz kapita³ spo³eczny, to b³¹d. Utrzymywanie relacji, które nic nie wnosz¹ do twojego ¿ycia, odpowiadanie na dziesi¹tki zdawkowych wiadomoœci i uczestnictwo w spotkaniach towarzyskich z czystego poczucia obowi¹zku to gigantyczny drena¿ energetyczny. Powierzchowne kontakty zjadaj¹ czas, który powinien

zostaæ ulokowany w trybie g³êbokim, albo na budowanie prawdziwych, intymnych, wieloletnich przyjaŸni i relacji rodzinnych, albo na spokojn¹ pracê nad w³asn¹ przysz³oœci¹. Rozproszona uwaga towarzyska sprawia, ¿e jesteœmy wiecznie zajêci, ale skrajnie samotni i efektywnie puœci.

Brak automatyzacji i zmêczenie Przewlek³e zmêczenie nadmiarem rzeczy, kontaktów i bodŸców to kluczowe bariery, o których rzadko wspomina siê w klasycznych podrêcznikach. Bardzo czêsto ludzie nie podejmuj¹ wa¿nych decyzji, nie edukuj¹ siê i nie inwestuj¹ pieniêdzy na przysz³oœæ wcale nie dlatego, ¿e brakuje im dobrych chêci czy wiedzy. Robi¹ to, poniewa¿ po ca³ym dniu filtrowania szumu informacyjnego, zarz¹dzania nadmiarem rzeczy i powierzchownych interakcji s¹ po prostu zbyt wyczerpani.

Zmêczenie nie jest to¿same z lenistwem; to wyraŸny sygna³, ¿e twój codzienny system jest zbyt skomplikowany. Wspó³czesny œwiat da³ nam jednak narzêdzia automatyzuj¹ce: od zleceñ sta³ych na inwestycyjnym rachunku, po proste systemy zarz¹dzania zadaniami. Budowanie stabilizacji nie wymaga codziennego heroizmu. Wymaga stworzenia prostego, bezobs³ugowego mechanizmu, który bêdzie skutecznie dzia³a³ i pomna¿a³ kapita³ ca³kowicie poza twoj¹ œwiadomoœci¹, uwalniaj¹c twój bezcenny czas.

Jak odzyskaæ czas w ka¿dym aspekcie ¿ycia? Odzyskanie kontroli nad w³asn¹ osi¹ czasu wymaga rygorystycznej diety eliminacyjnej. Musisz zacz¹æ zarz¹dzaæ swoimi minutami z tak¹ sam¹ bezwzglêdn¹ dyscyplin¹, z jak¹ zarz¹dza siê portfelem w czasie kryzysu. ➦ Radykalny minimalizm zakupowy. Zanim kupisz kolejn¹ rzecz, przelicz jej cenê

El¿bieta Baumgartner nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim. Jej najnowsza ksi¹¿ka to „Jak inwestowaæ pieni¹dze bez stresu i ich nie straciæ”. Jest ona dostêpna w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492

na godziny swojej pracy, a potem dodaj do tego czas, jaki spêdzisz na jej obs³ugê. Czêsto oka¿e siê, ¿e dany przedmiot po prostu nie jest wart twojego ¿ycia. ➦ Selekcja relacji. Postaw na jakoœæ, nie na iloœæ. Ogranicz powierzchowne interakcje w mediach spo³ecznoœciowych na rzecz g³êbokich, wartoœciowych spotkañ. Naucz siê mówiæ „nie” wydarzeniom, które jedynie drenuj¹ twój kalendarz.

➦ Automatyzacja procesów. Ustaw automatyczne przelewy w dniu wyp³aty, uproœæ codzienne rutyny. Ustaw sta³¹ listê zakupów w supermarkecie i jad³ospis na tydzieñ. Im mniej decyzji musisz podejmowaæ w ci¹gu dnia, tym wiêcej energii zachowasz na rzeczy naprawdê kluczowe.

➦ Odetnij rynkowy i informacyjny szum Wy³¹cz powiadomienia w telefonie, ogranicz sprawdzanie wiadomoœci do jednego bloku dziennie. Przestañ analizowaæ rzeczy, na które nie masz bezpoœredniego wp³ywu.

Podsumowanie

Slogan „czas to pieni¹dz” to uniwersalne, bezwzglêdne prawo. Ka¿da minuta, któr¹ dobrowolnie oddajesz na rzecz chaosu, zbêdnych zakupów, powierzchownych kontaktów czy informacyjnego ha³asu, kosztuje ciê realne zasoby – te, które mog³yby powstaæ dziêki sile procentu sk³adanego.

Czas to twój pierwotny i najwa¿niejszy kapita³. Jeœli otoczysz go odpowiedni¹ ochron¹ i dasz mu dzia³aæ w spokoju, czas wykona za ciebie najciê¿sz¹ pracê. Jeœli pozwolisz go sobie ukraœæ nadmiarowi wspó³czesnego œwiata, matematyka bezlitoœnie zadzia³a na twoj¹ niekorzyœæ. Najlepszym ruchem, jaki mo¿esz wykonaæ w tej chwili, jest natychmiastowe uproszczenie swojego ¿ycia i odzyskanie kontroli nad w³asnym kalendarzem. ❍

Jak pomniejszyæ podatki dowiesz siê z ksi¹¿ek El¿biety Baumgartner

“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej” Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic. Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.

Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy

Tel. 347.280.8434 –Tadeusz

➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿:

Deerfield Beach:

2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000

Fort Lauderdale:

3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000

Pompano Beach: nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000

Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net

NA GAZOWE

● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS

● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY

● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION

● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW

T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653

pieniêdzy i paczek

Acupuncture and Chinese Herbal Center

Cui, L.Ac, OMD,

– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê

● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice

● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu

● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku

144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354

Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956

1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223

Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com

Brzydota nie jedno ma imiê

Za pokrewn¹ wobec poprzedniego w¹tku dotycz¹cego kalectwa i cierpienia, mo¿na niew¹tpliwie uznaæ tematykê celowego mêczenia ludzi, tortur, wymyœlnie zadawanych katuszy. W malarstwie zagadnienie obejmowa³o zw³aszcza ogromny zakres przedstawieñ œwiêtych mêczenników cierpi¹cych z r¹k pogan za wiarê. Takich wizerunków jest co niemiara.

Mêczennicy za wiarê

Oto jeden z przyk³adów „sumarycznego” ¿e tak siê wyra¿ê, potraktowania tematu przez jednego z najwiêkszych twórców póŸnego gotyku, Stefana Lochnera. Ów doskona³y artysta na dwóch skrzyd³ach tryptyku z centralnym wizerunkiem S¹du Ostatecznego, namalowa³ na desce dwanaœcie niewielkich obrazków przedstawiaj¹cych mêczeñsk¹ œmieræ aposto³ów

wiernych towarzyszy i uczniów Jezusa, którzy g³osili po œwiecie jego naukê i za prawdê wiary spotka³a ich okrutna œmieræ; ka¿dego (no prawie) – innego rodzaju.

Zachwyt nad koñcowym dzie³em Lochnera by³ tak wielki, ¿e wkrótce tryptyk rozdzielono i jedno skrzyd³o zawêdrowa³o do Frankfurtu, a drugie pozosta³o w Kolonii, gdzie artysta œwiêci³ najwiêksze sukcesy i gdzie zmar³ wskutek zarazy d¿umy. Jako ilustracjê do tematu tego szkicu wybieram lewe, koloñskie, skrzyd³o. Kolejno mamy obrazy œw. Piotra ukrzy¿owanego g³ow¹ w dó³, œw. Paw³a, któremu œciêto g³owê, œw. Andrzeja ukrzy¿owanego na narzêdziu tortur w kszta³cie X (od tamtych czasów nazywanym krzy¿em œw. Andrzeja), œw. Jana Ewangelistê – ugotowanego zwolna w oleju (st¹d w popularnym okreœleniach zwanym „Janem w oleju”) – choæ prze¿y³ tê torturê i zosta³ wygnany z Rzymu; œw. Jakuba – œciêto mu g³owê i œw. Bart³omieja – ¿ywcem obdartego ze skóry. Obrazki – jak widaæ – s¹ bardzo udane, ozdobne, kolorowe, postaciom brak typowo gotyckiej sztywnoœci, scenki wyobra¿one z inwencj¹, choæ hamowan¹ nakazami wiary (na przyk³ad, œw. Andrzej i œw. Bart³omiej do koñca mimo tortur nauczali o prawdziwej wierze); wielu z mêczenników ma twarz jak¹ zwyczajowo przyporz¹dkowujemy wizerunkowi oblicza Chrystusa; ich przeœladowcy wygl¹daj¹ jak muzu³manie, albo ¯ydzi. ¯ywcem ze skóry

Jak ju¿ mowa o œw. Bart³omieju to warto zwróciæ uwagê na nierzadkie przedstawienia starogreckiego mitu o Apollinie i Marsjaszu, tak¿e wi¹¿¹cym siê z obdzieraniem ze skóry.

Po krótce: jeden z satyrów przechwala³ siê, ¿e w sztuce gry na flecie przeœcignie

Znêcanie siê nad ludŸmi

samego mistrza muzyki, boga Apollina. Przegra³ wyzwanie na tego rodzaju pojedynek, tote¿ mistrz liry obdar³ Marsjasza ze skóry, karz¹c go za nies³ychan¹ zu-

chwa³oœæ – próbê równania siê z bogiem. Zastanawia mnie, jak mo¿na by³o porównywaæ grê na flecie z muzyk¹ instrumentu strunowego. Poza tym, z mitu wia-

domo, ¿e ów turniej z góry zosta³ „ustawiony” na niekorzyœæ nieszczêsnego satyra, bo kiedy jeden z sêdziów konkursu, król Midas, odwa¿y³ siê uznaæ kunszt Marsjasza, Apollo w gniewie obdarzy³ go oœlimi uszami (¿e rzekomo nie zna siê na muzyce). Naukê st¹d wziêli natychmiast inni: z bogiem lepiej nie zadzieraæ i przyznaæ mu racjê.

Jest znany wiersz Zbigniewa Herberta o finale tego nierównego pojedynku, ale powsta³o te¿ wiele dzie³ malarskich przedstawiaj¹cych tê scenê z greckiej mitologii, w tym wstrz¹saj¹cy obraz barokowego hiszpañskiego artysty (aktywnego g³ównie we W³oszech), Jose Ribery. Jakby polski poeta stworzy³ w 400 lat póŸniej swój wiersz po obejrzeniu tego dzie³a znajduj¹cego siê w Neapolu. Ogl¹damy skutki nieroztropnych przechwa³ek Marsjasza: le¿y na wznak (jak œw. Piotr przywi¹zany g³ow¹ w dó³ do krzy¿a). Krzyczy wniebog³osy, bo oto Apollo z min¹ raczej obojêtn¹ przyst¹pi³ do zdzierania zeñ skóry. Zacz¹³ od rêki. Wykonuje swoj¹ robotê sprawnie i bez emocji, z nastawieniem zawodowca, który ma do wykonania okreœlon¹ pracê. Napiêcie emocjonalne obrazu artysta uzyskuje przez przeciwstawienie potwornego bólu „skazañca” – po skurczu na twarzy i szeroko otwartych ustach mo¿emy domyœlaæ siê niewiarygodnych katuszy satyra ¿ywcem obdzieranego ze skóry, z obojêtnoœci¹, niewra¿liwoœci¹ na ludzkie cierpienie boga zupe³nie pozbawionego „ludzkiej” wra¿liwoœci. Œwiadkowie z prawej nie mog¹ znieœæ ogromu udrêki doznawanej przez ofiarê mêczeñstwa, zatykaj¹ sobie uszy, nie chc¹ patrzeæ na tê scenê katorgi. I podobnie jak póŸniej Herbert – Ribera przeciwstawia olimpijsk¹ urodê i elegancjê Apolla – z wieñcem laurowym na g³owie i narzucon¹ na boskie cia³o fioletow¹ (na innych wersjach tego obrazu – krwisto-czerwon¹) opoñcz¹ – cz³owiecz¹ sylwetkê Marsjasza z miêœniami napiêtymi w skurczu krañcowego bólu, brodatego i zaroœniêtego.

Wiezieñ nie cz³owiek Alessandro Magnasco, póŸnobarokowy w³oski artysta, znany ze scen religijnych i rodzajowych, by³ jednak twórc¹ niekonwencjonalnym, a nawet wed³ug XVIII-wiecznych standardów – osobliwym w tym sensie, i¿ fascynowa³y go tematy spoza przyjêtej i uznanej tematyki malarskiej –makabra, groza, brzydota i strach. To nie by³y w¹tki akceptowane ani przez dyktatorów sztuki, ani przez zwyczajnych nabywców wol¹cych ze zrozumia³ych wzglêdów przyjemne „widoczki” na œcianach dworów, rezydencji i pa³aców.

Jego „Przes³uchanie w wiêzieniu” nale¿y do tego „podziemnego” nurtu twórczoœci Magnasco. Znêcanie siê nad wiêŸniami niezale¿nie od stopnia ich wystêpków, przekracza nasze dzisiejsze kryteria tolerancji moralnej i emocjonalnej. Nie chcê nawet zatrzymywaæ uwagi Czytelnika nad poszczególnymi przypadkami „przes³uchañ” – zawsze przy pomocy tortur, zadawania bólu, masakrowania cia³. ❍

Stefan Lochner – Mêczeñstwo aposto³ów
Jose Ribera – Apollo i Marsjasz Alessandro Magnasco – Przes³uchanie w wiêzieniu

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Kurier Plus - e-wydanie 1 sierpnia 2026 by Kurier Plus - Issuu