POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1639 (1939) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK
Tomasz Bagnowski
![]()
NUMER 1639 (1939) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK
Tomasz Bagnowski
W ostatnich tygodniach chiñski przywódca Xi Jinping intensywnie przyjmowa³ zachodnich liderów, którzy zabiegaj¹ o ocieplenie relacji z drug¹ po USA najwiêksz¹ gospodark¹ œwiata.
Wizyta kanadyjskiego premiera Marka Carneya zakoñczy³a siê porozumieniem handlowym obni¿aj¹cym c³a na chiñskie samochody elektryczne oraz kanadyjski rzepak. Brytyjski premier Keir Starmer osobiœcie naprawia³ w Pekinie nadwyrê¿one od lat stosunki, a jeszcze w tym miesi¹cu do Chin ma siê udaæ kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Z Xi spotka³ siê tak¿e premier Finlandii Petteri Orpo.
Ta dyplomatyczna ofensywa to wynik tego, ¿e od czasu ponownego objêcia urzêdu przez Donalda Trumpa porz¹dek miêdzynarodowy ulega wyraŸnym przesuniêciom. Najbli¿si sojusznicy USA coraz czêœciej szukaj¹ przestrzeni do wspó³pracy z Chinami po sporach z Trumpem o c³a oraz po jego postulatach przejêcia Grenlandii od sojuszniczej Danii. Mimo ryzyka dra¿nienia Waszyngtonu, pañstwa te koryguj¹ relacje z krajem od dawna postrzeganym jako strategiczny rywal Zachodu i g³ówny konkurent gospodarczy USA. „Dzia³amy szeroko i strategicznie, z otwartymi oczami” – mówi³ Mark Carney

Czes³aw Bojarski
podczas niedawnego Œwiatowego Forum Ekonomicznego w Davos. „Mierzymy siê z rzeczywistoœci¹ tak¹, jaka jest, zamiast czekaæ na tak¹, jakiej byœmy chcieli.”
Czêœæ polityków i ekspertów obawia siê, ¿e zmiana ta wzmocni pozycjê Pekinu kosztem Waszyngtonu. Inni wskazuj¹, ¿e zarówno Chiny, jak i USA wywieraj¹ presjê, kieruj¹c siê w³asnymi interesami. Niezale¿nie od ocen, uk³adanie siê pañstw wobec dwóch supermocarstw wyraŸnie siê zmienia.
„Zamiast budowaæ wspólny front wobec Chin, popychamy naszych najbli¿szych sojuszników w ich ramiona” – ostrzega cytowana w Associated Press senator Jeanne Shaheen, czo³owa demokratka w senackiej komisji spraw zagranicznych.
Donald Trump zapytany o niedawn¹ wizytê Keira Starmera w Pekinie stwierdzi³, ¿e to „bardzo niebezpieczne”. Doda³ te¿, ¿e jeszcze bardziej ryzykowne jest zacieœnianie relacji Kanady z Chinami (mimo ¿e sam planuje wizytê w Pekinie w kwietniu). „Nie mo¿na traktowaæ Chin jako odpowiedzi na nasze problemy” – stwierdzi³ Trump.
➭ Moja misja w Kakooge – str. 3
➭ Oklahoma! w Carnegie Hall – str. 5
➭ Sto lat miasta Gdynia – str. 8-9
➭ Blender kulturalny – str. 10
➭ Finansowy jêzyk mi³oœci – str. 13
➭ Kabaret ERKA zaprasza – str. 15

14 lutego – Dzieñ Zakochanych – Walentynki
Chris Miekina
Historia Czes³awa Bojarskiego, polskiego in¿yniera i wynalazcy, jest jedn¹ z najbardziej fascynuj¹cych odpowiedzi na to pytanie. To opowieœæ o cz³owieku, którego desperacja i niezwyk³e zdolnoœci zaprowadzi³y na szczyty przestêpczego rzemios³a, zmuszaj¹c ca³e pañstwo do bezradnego roz³o¿enia r¹k. Bojarski nie by³ bowiem zwyk³ym kryminalist¹. By³ artyst¹, naukowcem i konstruktorem, który w piwnicy w³asnego domu, w ca³kowitej tajemnicy, stworzy³ machinê do fa³szowania pieniêdzy tak doskona³¹, ¿e jego dzie³a by³y niemal nie do odró¿nienia od orygina³u. Jego historia, pe³na nieprawdopodobnych zwrotów akcji, udowadnia, ¿e rzeczywistoœæ bywa znacznie dziwniejsza ni¿ fikcja.
W lipcu 1952 roku na biurko Émila Benhamou, dyrektora francuskiego urzêdu do spraw œcigania fa³szerzy, trafi³ podejrzany banknot o nominale 100 franków. Na pierwszy rzut oka, nawet pod lup¹ najbardziej doœwiadczonego œledczego, wydawa³ siê autentyczny. Perfekcja by³a tak absolutna, ¿e Benhamou zacz¹³ powa¿nie w¹tpiæ, czy w ogóle ma do czynienia z podróbk¹.
Nowe, stufrankowe banknoty z wizerunkiem Napoleona uchodzi³y za jedne z najlepiej zabezpieczonych banknotów na œwiecie. Podróbki Bojarskiego by³y tak doskona³e, ¿e wykrycie ich by³o niezwykle trudne i nikt nie by³ w stanie oceniæ ile fa³szywych banknotów trafi³o do obiegu.
Dopiero drobiazgowe badania fizykochemiczne, zlecone ekspertom z Banque de France, ujawni³y prawdê. Okaza³o siê, ¿e choæ papier i farby by³y niemal identyczne, ich sk³ad chemiczny nieznacznie siê ró¿ni³. Fa³szywce brakowa³o równie¿ kilku ukrytych znaków zabezpieczaj¹cych. Jednak najbardziej obrazowym, niemal poetyckim detalem, który przes¹dzi³ o sprawie, by³ wizerunek Napoleona Bonaparte na banknocie. Na podróbce cesarz Francuzów mia³ „jeden w³os za krótki”. Ten mikroskopijny szczegó³ œwiadczy³ o tym, jak diabolicznie bliskie idea³u by³o dzie³o Bojarskiego – tak doskona³e, ¿e do jego zdemaskowania potrzebna by³a najnowoczeœniejsza technologia i aptekarska precyzja. To dlatego francuska policja, œcigaj¹ca fa³szerzy by³a przekonana, ¿e ma do czynienia z doskonale zorganizowan¹, du¿¹ szajk¹ przestêpcz¹.
WyobraŸmy sobie cienk¹, niemal niewidoczn¹ granicê oddzielaj¹c¹ geniusza od przestêpcy. Co sprawia, ¿e wybitny umys³, zdolny do tworzenia cudów techniki, nagle kieruje swój talent na mroczn¹ œcie¿kê? ➭ 12
Instytut Józefa Pi³sudskiego w Ameryce zaprasza do udzia³u w Biegu Pamiêci ¯o³nierzy Niez³omnych, który odbêdzie siê 1 marca 2026 roku o godz. 12:00 w Forest Park na Queens.
Wydarzenie ma formê biegu i marszobiegu i jest otwarte dla uczestników w ka¿dym wieku – zarówno dla osób biegaj¹cych regularnie, jak i tych, które preferuj¹ spokojniejsze tempo. Zapraszamy ca³e rodziny! Po biegu doros³ych i m³odzie¿y od 13. roku ¿ycia odbêdzie siê bieg dla dzieci w wieku 5-12 lat na krótszym dystansie.
Symboliczny dystans 1963 metrów nawi¹zuje do roku œmierci ostatniego ¯o³nierza Niez³omnego, Józefa Franczaka pseudonim „Lalek”.
Bieg odbywa siê pod honorowym patronatem Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Nowym Jorku, Mateusza Sakowicza, a jego celem jest uczczenie pamiêci ¿o³nierzy polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego oraz popularyzowanie wiedzy historycznej wœród Polonii.
G³ównym Sponsorem Biegu jest Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa.
Rejestracja: www.pilsudski.org


31 stycznia Polskie Linie Lotnicze LOT zosta³y uhonorowane nagrod¹ Business of the Year, przyznawan¹ przez Chicago Society, dzia³aj¹ce przy Zwi¹zku Narodowym Polskim. Podczas gali wrêczone zosta³y równie¿ inne odznaczenia, jak np. Przyjaciel Polonii. Chicago Society to jedno z najstarszych stowarzyszeñ polsko-amerykañskich, prê¿nie dzia³aj¹ce na rzecz Polonii.
Od 97 lat LOT ³¹czy nie tylko ludzi i kraje. Przybli¿anie polskiej kultury czy podejmowanie wspó³pracy z rodzimymi markami s¹ równie istotne w misji Narodowego PrzewoŸnika, pe³ni¹cego rolê nieformalnego ambasadora Polski na arenie miêdzynarodowej. To nie

Gdyby ¿o³¹dek prowadzi³ w³asny kalendarz, T³usty Czwartek by³by w nim zaznaczony czerwonym flamastrem, podkreœlony trzy razy i podpisany: „dzieñ prób wytrzyma³oœci”. To przecie¿ piêkna chrzeœcijañska tradycja ostatniego czwartku przed Wielkim Postem – moment, kiedy p¹czek oficjalnie dostaje immunitet, a my z radoœci¹ sprawdzamy, czy „jeden” znaczy „jeden”… czy jednak „jeden plus dok³adka, bo to przecie¿ tradycja”. A potem nasz brzuch, jak recenzent kulinarny, publikuje swoj¹ opiniê bez zw³oki: ciê¿koœæ, odbijanie, nieprzyjemne wzdêcia. W Markowej Aptece czêsto s³yszymy wtedy pytanie: „Czy jest coœ, co pomo¿e, ¿ebym po kim posi³ku nie czu³ siê jak po maratonie… tyle ¿e siedz¹c?” I tu warto powiedzieæ wprost: cza sem wcale nie chodzi o „chorobê”, tylko o k³¹ fizjologiê. T³uszcz jest potrzebny (i my siê – potrafi byæ wybitnie smaczny), ale bywa wymagaj¹cy. To jak goœæ, który wpada „na chwilkê”, po czym pyta, czy mo¿e jeszcze jedn¹ herbatê, najchêtniej z deserem. Uk³ad trawienny musi taki posi³ek „rozbroiæ” etapami, a w tej operacji kluczow¹ rolê graj¹ enzymy – bia³kowe katalizatory, przyspieszaj¹ce reakcje i pomagaj¹ce

roz³o¿yæ jedzenie na mniejsze fragmenty. Firma Enzymedica opisuje je obrazowo jako ma³e „no¿yczki”, które tn¹ pokarm tak, by organizm móg³ go ³atwiej wykorzystaæ. W³aœnie dlatego istniej¹ preparaty enzymatyczne takie jak Lypo Gold firmy Enzymedica. To suplement zaprojektowany pod k¹tem komfortu po ciê¿szych posi³kach, szczególnie tych t³ustych, bo jego „gwiazd¹” jest lipaza – enzym wyspecjalizowany w trawieniu t³uszczów. W jednej kapsu³ce Lypo Gold znajduje siê Lipase Thera-blend™ 15,500 FIP, a obok niej dwóch pomocników, którzy czuwaj¹ nad reszt¹ menu: Amylase Therablend™ 8,500 DU (dla wêglowodanów) oraz Protease blend™ 20,000 HUT (dla bia³ek). Brzmi jak sk³ad dru¿yny pi³karskiej? Tak – tylko zamiast bramek mamy cz¹steczki do pociêcia, a stawk¹ jest to, czy po obiedzie wracamy do ¿ycia, czy przechodzimy w tryb „mogê tylko le¿eæ”. Co robi¹ te enzymy w praktyce? Lipaza pomaga rozk³adaæ t³uszcze na formy ³atwiejsze do wch³oniêcia. Producent podkreœla, ¿e skoncentrowana iloœæ lipazy w Lypo Gold mo¿e wspieraæ rozk³ad nawet do 22 gramów t³uszczu na kapsu³kê – co brzmi szczególnie interesuj¹co, gdy w grê wchodzi posi³ek „z tych bogatszych”. Amylaza bierze na warsztat skro-
tylko partnerstwa w takich przedsiêwziêciach jak Parada Pu³askiego w Nowym Jorku, czy parada z okazji Œwiêta Konstytucji 3 maja w Chicago, ale równie¿ patronaty nad najwa¿niejszymi artystycznymi wydarzeniami, jak np. Konkursem Chopinowskim – jednym z kluczowych wydarzeñ pianistycznych.
Wyró¿nienie Business of the Year przyznawane jest za konsekwentne i wieloletnie wspieranie Polonii, zaanga¿owanie w dzia³alnoœæ na rzecz spo³ecznoœci polonijnej oraz aktywn¹ promocjê polskich wartoœci i przedsiêbiorczoœci na œwiecie. Nagroda ta dla Polskich Linii Lotniczych LOT jest nie tylko docenieniem dzia³añ na rzecz Polonii, ale równie¿ zobowi¹zaniem do dalszego promowania polskiego dziedzictwa i kultury.

biê i wêglowodany z³o¿one – czyli to, co w p¹czku (oprócz t³uszczu) te¿ ma swoj¹ godn¹ i s³odk¹ reprezentacjê. Proteaza z kolei „rozmontowuje” bia³ka na mniejsze fragmenty. W efekcie posi³ek, który normalnie potrafi³by zrobiæ w brzuchu „korek na autostradzie”, mo¿e przejœæ przez uk³ad pokarmowy sprawniej – a my cieszyæ siê energi¹, zamiast negocjowaæ z kanap¹ warunki rozejmu. Enzymedica podkreœla tak¿e swoj¹ technologiê Thera-blend™: enzymy maj¹ dzia³aæ w szerokim zakresie pH przewodu pokarmowego – czyli nie tylko w jednym „idealnym” punkcie, ale w ró¿nych warunkach. Czyli: jeœli uk³ad trawienny jest kapryœny, produkt ma byæ bardziej „elastyczny” – jak parasol, który radzi sobie nie tylko z m¿awk¹, ale i z porz¹dnym deszczem.
Oczywiœcie, najlepsz¹ strategi¹ pozostaje to, co zalecaj¹ zasady ¿ywienia: wiêcej warzyw, sensowne proporcje, regularnoœæ – bo trawienie lubi rytm i spokój. Ale ¿ycie to nie zawsze idealny talerz. Czasem jest T³usty Czwartek, czasem wesele, czasem „tylko ma³a pizza”, a czasem dzieñ, w którym jedzenie ma po prostu poprawiæ humor. W takich sytuacjach Lypo Gold bywa wsparciem doraŸnym – producent sugeruje 1 kapsu³kê z posi³kiem (i wiêcej w razie potrzeby).
Enzymy maj¹ pomóc, ¿eby przy kulinarnych œwiêtach by³o mniej dyskomfortu i wiêcej swobody.
W Markowej Aptece wiemy, ¿e wystarczy daæ trawieniu m¹dre wsparcie – ¿eby tradycja mog³a zostaæ tradycj¹, a nie testem charakteru.

Pochodzê z Nowego S¹cza, a do Zakonu Franciszkañskiego wst¹pi³em w 1986 roku.
Gdy w 1992 roku szed³em na pielgrzymkê z Wroc³awia do Czêstochowy, og³oszono, ¿e w Peru zabito dwóch moich wspó³braci: b³ogos³awionych Zbigniewa Strza³kowswkiego i Micha³a Tomaszka. To wydarzenie mn¹ wstrz¹snê³o i postanowi³em pojechaæ na misjê.
Pierwszego sierpnia 2001 roku przyby³em do Ugandy, aby tworzyæ now¹ franciszkañsk¹ misjê. Na pocz¹tku miejscowy biskup zapyta³ mnie:
– Co chcecie tu robiæ?
– Odpowiedzia³am, ¿e jako franciszkanie chcemy ¿yæ razem z ubogimi i g³osiæ im Ewangeliê.
Biskup odpowiedzia³ tak:
– Biedy tu wam nie zabraknie, bo wszêdzie jej pe³no, ale chcia³bym te¿, ¿ebyœcie pomogli ludziom wyjœæ z tej biedy.
Zgodnie z tym zaleceniem przez lata realizowaliœmy wiele socjalnych projektów: wybudowaliœmy kaplice, szko³y i dwa szpitale. Ponadto pomogliœmy znaleŸæ sponsorów i zebraæ pieni¹dze na op³aty szkolne dla ponad tysi¹ca dzieci.
Na pocz¹tku ¿ycie na misji by³o trudne. Mieszka³em z moim franciszkañskim wspólbratem 70-letnim ojcem Marcinem Zagórskim w prymitywnych warunkach w klasie szko³y katolickiej. Ci¹gle brakowa³o wody, jedzenie by³o inne ni¿ to do którego byliœmy przyzwyczajeni i bardzo ubogie. by³o te¿ bardzo gor¹co, a ja w tych nowych dla siebie warunkach musia³em prowadziæ budowê klasztoru i koœcio³a. Ponadto uczy³em siê jêzyka luganda. Do tego w pierwszym roku pobytu by³em dziesiêæ razy chory na malariê. Pierwsze wra¿enia pobytu w ugandyjskim Kakooge to: inne zapachy, zupe³nie inne powietrze, nie takie rzeœkie jak u nas, w polskich górach, tylko wilgotne i ciê¿kie. Inna, czerwona ziemia, ogromna bieda i du¿y prymitywizm, w³aœciwie pod ka¿dym wzglêdem.
W koœciele, który wybudowaliœmy odprawialiœmy co niedzielê mszê, a do 14 wiosek jeŸdziliœmy raz na miesi¹c. Sprawowa³em te¿ wiele mszy tzw. „misjonar-



skich”, odprawianych pod go³ym niebem w wioskach, gdzie nie by³o kaplic, w buszu. Niejeden raz za naczynia liturgiczne s³u¿y³y mi plastikowe butelki, u¿ywa³em te¿ wody z ka³u¿y, co sprawi³o, ¿e zachorowa³em na tyfus.
W niektórych wioskach na msze razem z ludŸmi przychodz¹ krowy i psy. Krowy pas¹ siê ko³o kaplicy, a psy siedz¹ ko³o w³aœcicieli. Jest tylko zadaszenie z trawy nad o³tarzem. Kiedyœ podczas mszy krowa zjad³a pó³ dachu. Istna szopka betlejemska po³¹czona z msz¹ franciszkañska. W mojej ugandyjskiej misji dzieci z utêsknieniem czekaj¹ na sezon deszczowy, bo wtedy z ziemi wychodz¹ bia³e mrówki, tzw. termity i dzieci mog¹ siê nimi po¿ywiæ. Nie id¹ wtedy do szko³y, tylko zbieraj¹ te mrówki, pakuj¹ je prosto do ust i wype³niaj¹c nimi pusty ¿o³¹dek, zaspakajaj¹c w ten sposób pierwszy g³ód. Potem zbieraj¹ mrówki do plastikowych toreb na zapas.
sta³a wspó³praca
redaktor naczelna Zofia Doktorowicz-K³opotowska
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska
W Afryce wiele praw fizyki wydaje siê dzia³aæ inaczej. Motorek wyprodukowany w Japonii, przystosowany do przewozu dwóch osób, tutaj sprawdza siê przy dwa razy wiêkszej liczbie pasa¿erów, a zdarza siê, ¿e i trzy razy wiêkszej, jeœli mowa o dzieciach. Na rowerach przewozi siê wszystko: stosy skrzynek z napojami, setki jaj, d³ugie metalowe prêty, meble, trumny, a nawet zmar³e osoby.
Du¿o opisywanych tu scen widzia³em wczeœniej na filmach, ale gdy nagle trzeba ¿yæ w tym œwiecie, to trzeba szybko mentalnie siê przestawiæ. I to nie jest ³atwe. Przychodz¹ kryzysy, bo to inny œwiat ni¿ ten, w którym siê dorasta³o, wiêc pierwszym odruchem jest chêæ ucieczki.
W naszym œrodowisku opowiada siê, ¿e pierwsi misjonarze, Ojcowie Biali, przybywaj¹cy do Afryki, palili swoje paszporty, bo wtedy mieli jasn¹ sytuacjê:
fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek
ju¿ nie maj¹ drogi powrotu i musz¹ siê poœwiêciæ g³oszeniu Ewangelii. Pierwsz¹ ksi¹¿kê „Spaliæ paszport” napisa³em, gdy powsta³a potrzeba utrzymania szko³y zawodowej – St. John Paul II Technical Institute. W tej szkole m³odzie¿ uczy siê ró¿nych zawodów, m.in. rolników, stolarzy, krawcowch, kucharzy, sekretarek oraz nabywa umiejêtnoœci obs³ugi komputerów.
Jak ksi¹¿kê przeczytali moi wspólbracia, to zaczêli ¿artowaæ, ¿e pal¹ paszporty, ale w Polsce – by ich prowincja³ na misjê nie wys³a³.
Opisujê w ksi¹¿ce moje ¿ycie na misji w Kakooge w okresie 15 lat. Poniewa¿ ksi¹¿ka odnios³a sukces i mia³em pieni¹dze na utrzymanie szko³y, zachêcony tym napisa³em drug¹ ksi¹¿kê „Oddech S³oñca”. Obie s¹ przet³umaczone na jêzyk angielski. Ksi¹¿ki bêdzie mo¿na nabyæ na spotkaniu autorskim w Kurierze Plus.
Spotkanie z misjonarzem i wystawa akwarelii
Na spotkanie z ojcem Bogus³awem D¹browskim zapraszamy do Ma³ej Galerii 26 lutego (czwartek), o godz. 18:00 Poprowadzi je red. Ma³gorzata Ka³u¿a Spotkanie po³¹czone bêdzie z wernisa¿em nastrojowych obrazów Henryka Lasko
176 Java Street Greenpoint Budynek Centrum Polsko S³owiañskiego, 1 piêtro, pokój numer 9
Kurier Plus, Inc. Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Ks. Ryszard Koper
Jezus powiedzia³ do swoich uczniów: „Jeœli wasza sprawiedliwoœæ nie bêdzie wiêksza ni¿ uczonych w Piœmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. S³yszeliœcie, ¿e powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by siê dopuœci³ zabójstwa, podlega s¹dowi. A Ja wam powiadam: Ka¿dy, kto siê gniewa na swego brata, podlega s¹dowi. S³yszeliœcie, ¿e powiedziano: ‘Nie cudzo³ó¿”. A Ja wam powiadam: Ka¿dy, kto po¿¹dliwie patrzy na kobietê, ju¿ siê w swoim sercu dopuœci³ z ni¹ cudzo³óstwa. S³yszeliœcie równie¿, ¿e powiedziano przodkom: ‘Nie bêdziesz fa³szywie przysiêga³, lecz dotrzymasz Panu swej przysiêgi”. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysiêgajcie. Niech wasza mowa bêdzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Z³ego pochodzi”. (Mt 5, 20-22a. 27-28. 33-34a. 37)
Dzisiejsze s³owo na niedzielê trafi do naszych r¹k w czasie, gdy bêdziemy bombardowani tysi¹cami serc i serduszek najprzeró¿niejszego kszta³tu. A to za spraw¹ œw. Walentego, którego w liturgii Koœcio³a wspominamy 14 lutego. Kilka zdañ o Œwiêtym bez konotacji serduszkowych. Walenty by³ biskupem Terni w Umbrii. Wiadomoœci o nim s¹ doœæ sk¹pe i niejednoznaczne. ¯y³ w III w. i by³ kap³anem rzymskim. Tam w czasie przeœladowañ wraz ze œw. Mariuszem i krewnymi, asystowa³ mêczennikom w czasie ich procesów i egzekucji. Wkrótce sam zosta³ pojmany i doprowadzony do prefekta Rzymu, który przeprowadzi³ rutynowy proces polegaj¹cy na wymuszaniu odstêpstwa od Chrystusa. W tym celu kaza³ u¿yæ kijów. Poniewa¿ nie przynios³o to oczekiwanego rezultatu, kaza³ œci¹æ Walentego. Sta³o siê to 14 lutego 269 roku. Pochowano go w Rzymie przy via Flaminia. Brak bli¿szych wiadomoœci nie przeszkodzi³ w szybkim rozwoju jego kultu. By³ wzywany jako orêdownik ciê¿kich chorób, zw³aszcza nerwowych i epilepsji. W Anglii, a póŸniej w Stanach Zjednoczonych, czczono œw. Walentego jako patrona zakochanych. W Polsce œwiêtowanie tego dnia z ka¿dym rokiem przybiera na sile.

¿e brat twój ma coœ przeciwko tobie, zostaw tam dar swój przed o³tarzem, a idŸ najpierw pojednaæ siê z bratem swoim, a potem przyjdŸ i z³ó¿ dar swój”.
na kobietê, ju¿ siê w swoim sercu dopuœci³ z ni¹ cudzo³óstwa”.Chodzi tu o kwestiê rozró¿nienia miêdzy mi³oœci¹, a po¿¹daniem, co dzisiaj sprawia trudnoœæ. Ewangelia nakazuje mi³oœæ i zakazuje po¿¹dania. Jaka jest ró¿nica miêdzy nimi? Mówi¹c wprost, mi³oœæ pyta: „Co mogê zrobiæ dla tej osoby, ¿eby j¹ uszczêœliwiæ?” Po¿¹danie natomiast pyta: „Jak mogê wykorzystaæ tê osobê, aby czerpaæ z niej jak najwiêcej przyjemnoœci dla siebie?”
Dlaczego patron zakochanych? Odpowiedzi trzeba szukaæ w mniej potwierdzonych przekazach, czy po prostu w legendach. Jedna z nich mówi, ¿e Walenty udziela³ potajemnie chrzeœcijañskiego œlubu parom, których rodzice byli przeciwni zwi¹zkowi, a zw³aszcza ¿o³nierzom, którym cesarz zabroni³ œlubu w czasie s³u¿by wojskowej a¿ do 37 roku ¿ycia. Za ³amanie tego prawa Walenty zosta³ wtr¹cony do wiêzienia, a tam zakocha³ siê w niewidomej córce stra¿nika, która pod wp³ywem jego uczucia odzyska³a wzrok. Na wieœæ o cudzie cesarz rozkaza³ zamordowaæ Walentego. Dzieñ przed straceniem Walenty napisa³ do ukochanej list, podpisuj¹c go: „Od Twojego Walentego”. Jak widzimy legendzie nie przeszkadza nawet zakochanie biskupa. I tak Walenty, patron od epilepsji, sta³ siê tak¿e patronem zakochanych. Takie zestawienie patronatów nie budzi jednak zdziwienia, bo jak wiemy czasami szalone zachowania zakochanych niewiele siê ró¿ni¹ od objawów chorobowych.
A ju¿ ca³kiem powa¿nie, wróæmy do dzisiejszej Ewangelii, zaczynaj¹c od s³ów Jezusa: „Jeœli wiêc przyniesiesz dar swój przed o³tarz i tam przypomnisz sobie,
Ten fragment przypomina szczególnie walentynkowym partnerom, ¿e w znaczeniu chrzeœcijañskim s¹ dla siebie tak¿e bratem i siostr¹. Maj¹ byæ partnerami i przyjació³mi w swojej duchowej powró¿y do Boga. Walentynkowe partnerstwo jeœli ma siê staæ partnerstwem prawdziwej mi³oœci, partnerstwem ma³¿eñskim, powinno uwzglêdniaæ ten duchowy wymiar i stwarzaæ przestrzeñ dla jego odpowiedniego wyra¿ania. Jednak niektóre pary dziel¹ ze sob¹ wszystko, z wyj¹tkiem ¿ycia duchowego. Umawiaj¹ siê na kolacjê w restauracji id¹ razem na koncert, ale rzadziej myœl¹ o wspólnym pójœciu do koœcio³a, wspólnej modlitwie. Walentynkowi partnerzy, zdaj¹c sobie sprawê, ¿e s¹ tak¿e braæmi i siostrami w Chrystusie zawsze znajduj¹ czas na wspóln¹ modlitwê i umacnianie siê w wierze, co jest wa¿nym sposobem wzajemnego duchowego wspierania siê oraz wzajemnego wybaczenia zanim stan¹ przed o³tarzem ze swoim darem.
A teraz przejdŸmy do innego fragmentu Ewangelii, który ukazuje zarówno mi³oœæ jak i grzech w najg³êbszym wymiarze. Jezus kieruje do nas s³owa, które odnosz¹ siê nie tylko do walentynkowych partnerów: „S³yszeliœcie, ¿e powiedziano: ‘Nie bêdziesz cudzo³o¿y³”. Ja wam jednak powiadam: „Ka¿dy, kto po¿¹dliwie patrzy
To odnosi siê tak¿e do innych sytuacji ¿yciowych: „S³yszeliœcie, ¿e powiedziano przodkom: ‘Nie zabijaj”; a kto by siê dopuœci³ zabójstwa, podlega s¹dowi. A Ja wam powiadam: Ka¿dy, kto siê gniewa na swego brata, podlega s¹dowi”. W Biblii serce jest uwa¿ane za siedlisko ludzkich uczuæ i emocji. Ono okreœla osobowoœæ cz³owieka. To z serca wyp³ywaj¹ impulsy do dzia³ania cz³owieka. Ewangelia mówi, ¿e to z serca pochodzi wszelkie z³o: „Z wnêtrza bowiem, z serca ludzkiego pochodz¹ z³e myœli, nierz¹d, kradzie¿e, zabójstwa, cudzo³óstwa, chciwoœæ, przewrotnoœæ, podstêp, wyuzdanie, zazdroœæ, obelgi, pycha, g³upota. Ca³e to z³o z wnêtrza pochodzi i czyni cz³owieka nieczystym”. Uwzglêdnia to wyznanie grzechów w czasie sprawowania Eucharystii: „…zgrzeszy³em myœl¹, mow¹ i uczynkiem”. Na zasadzie odwrotnoœci mo¿emy powiedzieæ, ¿e wszelkie dobro pochodzi z naszego wnêtrza. I do tego wnêtrza odwo³uje siê Chrystus w dzisiejszej Ewangelii, bo tam siê wszystko zaczyna.
Jezus wyraŸnie mówi, ¿e nawet z³a myœl nie wprowadzona w czyn jest grzechem. Jeœli kogoœ nienawidzimy i ¿yczymy mu œmierci, to ju¿ stajemy siê zabójcami. A¿ trudno sobie wyobraziæ, ¿e czasami zabójca stoi obok i poklepuje nas po plecach. Podobnie jest z cudzo³óstwem. M¹¿ lub ¿ona mog¹ byæ przekonani, ¿e nigdy nie zdradzili partnera, co bywa b³êdnym przekonaniem, bo z po¿¹daniem patrzyli na kogoœ innego. W œwietle prawdy Chrystusowej mo¿na z ¿on¹, mê¿em siedzieæ przy walentynkowym stole i cudzo³o¿yæ.
Chrystus ¿¹da byœmy stanêli w prawdzie a¿ do bólu, bo tylko wtedy mo¿emy w³aœciwie u³o¿yæ swoje relacje z Bogiem i bliŸnim.
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl

Czytelnicy, moich artyku³ów na temat muzyki klasycznej nie podejrzewaj¹ zapewne, ¿e ich autor posiada s³aboœæ do musicalu, czyli amerykañskiego teatru muzycznego.
A ja kocham te tradycyjne, historyczne ju¿ przedstawienia, na których wychowa³y siê pokolenia Amerykanów W 2026 r. wiele amerykañskich instytucji muzycznych bêdzie obchodziæ 250 rocznicê powstania Stanów Zjednoczonych i wówczas prezentowane bêd¹ przeró¿ne formy z których sk³ada siê dziœ wspó³czesna kultura muzyczna.
W zwi¹zku z tym w swoich planach na obecny sezon Carnegie Hall uwzglêdni³a tak¿e najlepsze, co amerykañska kultura mia³a do zaoferowania w dziedzinie musicali i wybór pad³ na powsta³e w 1943 przedstawienie „Oklahoma!”, autorstwa legendarnej pary twórców Richarda Rogersa (muzyka) i Oscara Hammersteina II (libretto i teksty piosenek). Warto przypomnieæ dlaczego ten musical mia³ tak wyj¹tkowe znaczenie w historii amerykañskiego teatru muzycznego.
Premiera odby³a siê w 1943 roku, czyli w momencie, kiedy Ameryka przyst¹pi³a do udzia³u w II wojnie œwiatowej - na widowni znalaz³o siê wielu ¿o³nierzy, którzy wkrótce mieli zostaæ wys³ani na front. Po triumfalnej premierze, mimo wojny, show nie schodzi³ ze sceny przez nastêpne kilka lat, prezentuj¹c musical ponad 2,200 razy.
W przeciwieñstwie do tradycyjnych widowisk w stylu wodewilu: trochê piosenek, trochê ¿artów, trochê tañca; dzie³o, bêd¹ce pocz¹tkiem wspó³pracy Rogersa i Hammersteina na trwa³e zmieni³o schemat tworzenia musicali nadaj¹c im spójnoœæ przez po³¹czenie libretta, muzyki i tañca w jedn¹ ca³oœæ. Oprawê baletow¹, opracowa³a Agnes de Mille, która z czasem zyska³a legendarn¹ s³awê jako jedna z najwiêkszych choreografów amerykañskiej sceny baletowej.
Geniusz obydwu panów i pani de Mille, polega³ na stworzeniu niezwykle atrakcyjnych melodii, które niemal natychmiast zapada³y w pamiêæ, wspania³ej orkiestracji – idealnego po³¹czenia s³owa z muzyk¹, i ruchem scenicznym, a ze strony autora tekstów wrêcz wirtuozerii jêzykowej. Rogers deklarowa³: „kiedy mam ju¿ muzyczny plan na piosenkê, zanim napiszê jedn¹ nutê ju¿ s³yszê orkiestrê, ju¿ czujê zapach estrady, ju¿ widzê jaki typ aktora bêdzie pasowaæ do tej muzyki, ju¿ jestem œwiadom reakcji publicznoœci”
Jeœli chodzi o jêzyk którym pos³uguj¹ siê aktorzy w „Oklahomie”, to od czasu kiedy George Gershwin i jego brat Ira, autor libretta, u¿yli w operze „Porgy and Bess” ¿argonu i dialektu spo³ecznoœci murzyñskiej w Po³udniowej Karolinie, by³ to pierwszy raz, gdy wspó³czesny musical oparty zosta³ na amerykañskim dialekcie. Pewne s³owa brzmi¹ oczywiœcie zabawnie pretty (œliczna) staje siê teraz „perty”, a dead (zmar³y) staje siê „daid”) ale w koñcu „Oklahoma! to nie historia uniwersyteckich elit, ale amerykañskich pionierów buduj¹cych nowy kraj.

Jeœli mia³bym kilkoma s³owami okreœliæ atmosferê „Oklahomy”, to by³yby to: optymizm, wiara w promienn¹ przysz³oœæ, prostolinijnoœæ i pogoda ducha. Warto pamiêtaæ, ¿e w trudnych, latach 1940-ch, naród tego potrzebowa³ i prawdopodobne, ¿e te optymistyczne s³owa rezonowa³y bardziej ni¿by to by³o mo¿liwe nawet dwie dekady poŸniej (1963, œmieræ Johna Kennedyego…). Jeœli nawet optymizm w finale przedstawienia jest zbyt wyidealizowany, to ³atwo to by³o w 1943 roku zrozumieæ i wybaczyæ.
Co stanowi o oryginalnoœci tego musicalu?
Jednym z najwiêkszych osi¹gniêæ „Oklahomy!” jest innowacyjne wykorzystanie muzyki i tañca do rozwijania akcji dramatycznej. Wczeœniejsze musicale czêsto traktowa³y piosenki jedynie jako rozrywkê, niezwi¹zan¹ bezpoœrednio z fabu³¹. Rodgers i Hammerstein sprawili, ¿e utwory takie jak „Oh, What a Beautiful Mornin, „People Will Say We’re in Love” czy tytu³owa „Oklahoma!” wynikaj¹ bezpoœrednio z emocji bohaterów i popychaj¹ akcjê naprzód. Pod koniec I aktu, szczególn¹ rolê odgrywa tak¿e nowatorski baletowy epizod Agnes de Mille „Dream Ballet”, w symboliczny sposób ukazuj¹cy wewnêtrzne lêki i pragnienia wa¿nej bohaterki - Laurey, dot¹d nigdy osobiœcie niewypowiedziane. Musical ma równie¿ wyraŸny wymiar historyczny i patriotyczny. Jego premiera odby³a siê w czasie II wojny œwiatowej, a opowieœæ o budowaniu wspólnoty i jednoœci mia³a dla amerykañskiej publicznoœci szczególne znaczenie. Fina³owa piosenka „Oklahoma!” celebruje ideê wspólnoty i wiary w przysz³oœæ, co wzmacnia optymistyczny wydŸwiêk ca³ego dzie³a. „Oklahoma!” jest jednoczeœnie kawa³kiem Americana (dziedzictwa historycznego Ameryki). I podobnie do wielu musicali, ilustracj¹ rodz¹cej siê mi³oœci dwojga niezmiernie pozytywnych bohaterów, z dodatkiem w¹tku zazdroœci, bo o urocz¹ Laurey stara siê te¿ inny mê¿czyzna. W skrócie. Ch³opak jest zakochany w dziewczynie, której on te¿ siê podoba, ale nie chce siê do tego przyznaæ. Jest te¿ inny, atrakcyjny facet ale, ona siê go boi – kilka piosenek póŸniej kochaj¹ca siê para zawiera ma³¿eñstwo. Tak wiêc akcja „Oklahomy!” koncentruje siê na losach uroczej farmerki Laurey
Williams i jej prostodusznych relacjach z dwoma rywalizuj¹cymi mê¿czyznami: pogodnym kowbojem Curlym McLainem i mrocznym, wyobcowanym parobkiem Judem Fryem. Równolegle rozwija siê w¹tek komediowy zwi¹zany z energiczn¹ Ado Annie i jej problemami sercowymi i absolutnej niemo¿liwoœci oparcia siê zalotom p³ci przeciwnej (s³ynna piosenka „I am a girl that cain’t say „no”).
Musical porusza tematy tradycyjne jak zazdroœæ, wyobcowanie, odrzucenie, a tak¿e konflikty pomiêdzy spo³ecznoœciami czy rodz¹ce siê poczucie wspólnej to¿samoœci. Przyk³adowo: drugi akt rozpoczyna siê wspó³n¹ zabaw¹ podczas pikniku i ilustruj¹c¹ istotny konflikt piosenk¹ „The farmer and the cowboy can be friends”.
Potrzebna jest znajomoœæ historii, aby zrozumieæ rzeczywisty konflikt egzystencjalny. Na otwartych przestrzeniach, na ziemi nie przypisanej jeszcze nikomu, wolno pas¹ca siê trzoda kowbojów wyjada³a nêdzne czêsto plony „farmerów”. Drut kolczasty, dziel¹cy obszary pól i pastwisk ten konflikt jeszcze zaostrzy³.
W II akcie, wa¿nym elementem spektaklu by³a ilustracja tradycyjnego wówczas zwyczaju „Box Special”. By³ to typowy rodzaj mêsko-damskich zalotów, ale te¿ rodz¹cych siê zwyczajów spo³ecznych. Polega³o to na tym, ¿e kilka „panienek do wiêcia” przygotowywa³o kosz piknikowy z wykwintnym lunchem i podczas zabawy m³odzi panowie licytowali siê na wartoœæ danego kosza. Ten, z najwiêkszym przebiciem mia³ szansê zjedzenia posi³ku z wymarzon¹ dziewczyn¹. Zebrane pieni¹dze, w przypadku „Oklahomy!” przeznaczone by³y na remont jednoklasowej szko³y. Innym doœæ frywolnie przedstawionym w finale przedstawienia elementem by³ rodzimy system wymiaru sprawiedliwoœci. Odrzucony ch³opak rzuca siê z no¿em na Curly i podczas walki ginie, przebity w³asnym no¿em. Mamy wiêc tak¿e wgl¹d w coœ, co po angielsku nazywa³o siê frontier justice (przygraniczna sprawiedliwoœæ). Sêdzia pokoju protestuje kiedy Ciocia Eller, jedna z bohaterek, domaga siê, ¿eby og³osi³ Curly niewinnym. „Nie mogê ³amaæ prawa!” mówi sêdzia/szeryf, „Ale mo¿esz je odrobinê nagi¹æ” sugeruje praktyczna ciocia.
Jednym z najwiêkszych osi¹gniêæ „Oklahomy!” jest innowacyjne wykorzystanie muzyki i tañca do rozwijania akcji dramatycznej. Wczeœniejsze musicale czêsto traktowa³y piosenki jedynie jako rozrywkê, niezwi¹zan¹ bezpoœrednio z fabu³¹. Rodgers i Hammerstein sprawili, ¿e utwory takie jak „Oh, What a Beautiful Mornin”, „People Will Say We’re in Love” czy tytu³owe „Oklahoma!” wynikaj¹ z emocji bohaterów i popychaj¹ historiê naprzód. Szczególn¹ rolê odgrywa baletowy „Dream Ballet”, który ukazuje wewnêtrzne lêki i pragnienia Laurey. Jak wspomnia³em, „Oklahoma!” ma wymiar historyczny i patriotyczny. Premiera odby³a siê w czasie II wojny œwiatowej, a opowieœæ o budowaniu wspólnoty i jednoœci mia³a dla amerykañskiej publicznoœci szczególne znaczenie. Fina³owa piosenka „Oklahoma!” celebruje ideê wspólnego pañstwa i wiary w przysz³oœæ, wzmacnia³a optymistyczny wydŸwiêk ca³ego dzie³a. Wystawienie przedstawienia tak z³o¿onego, w którym ruch sceniczny wymaga nale¿ytej przestrzeni, jest zadaniem wymagaj¹cym i wydaje mi siê, ¿e wersja, jak¹ zaprezentowa³a na Carnegie Hall jedynie po³owicznie siê sprawdzi³a. Bezapelacyjnym plusem by³a obecnoœæ na scenie znakomitej Orkiestry Œw. £ukasza, doskonale przygotowanej przez Roba Bermana. Grali wspaniale i pomogli zab³ysn¹æ efektownej orkiestracji Rogersa. Obsada z³o¿ona by³a z doœwiadczonych aktorów Broadwayu, którzy œwietnie sprawdzili siê w partiach wokalnych. Obok ról g³ównych obecne by³y ma³e grupy chórzystów i niezbêdnych dla tego musicalu tancerzy. Tutaj mo¿liwoœci na prawdziwie teatraln¹ choreografiê by³y ograniczone miejscem - nawet na obszernej estradzie Carnegie Hall. Nie przeszkodzi³o to grupie tanecznej prowadzonej przez Chase Brock na kilka doskona³ych popisów. Jednym z takich momentów jest w „Oklahomie” s³ynna baletowa sekwencja Agnes de Mille, „Sen Laurey” która by³a jednym z rewolucyjnych osi¹gniêæ tego musicalu. Po raz pierwszy tematy libretta s¹ tañczone raczej ni¿ œpiewane czy mówione i po raz pierwszy taniec sta³ siê w musicalu równorzêdnym elementem. Najbardziej przekonywuj¹cym aktorsko i wokalnie by³ bohater przedstawienia ukochany Laurey – Curly, w interpretacji Emmetta O’Hanlon’a.
Po uwerturze, co jest dla Rogersa first ever, spektakl zaczyna siê piosenk¹, jedn¹ z najs³ynniejszych w amerykañskim musicalu „Oh, What a Beautiful Mornin”. Curly swoj¹ piosenkê rozpocz¹³ nie na scenie, ale przechadzaj¹c siê przejœciem pomiêdzy rzêdami publicznoœci.
Inn¹ dobrze przygotowan¹ rol¹ by³ Jud, Jonathan Christopher, „czarny charakter” w tym musicalu. Inne role by³y poprawne jak g³ówna bohaterka Laurey (Micaela Diamond) czy Jasmine Amy Rogers w roli kochliwej Ado Annie.
W sumie Oklohoma! pokazana w Carnegie Hall jest niezmiennie wa¿nym amerykañskim misicalem, ale pozostawi³a we mnie poczucie niedosytu.

¯ony królów polskich by³y wielokrotnie obiektem zainteresowania historyków, publicystów, pisarzy.
Królow¹, która sta³a siê bohaterk¹ wielu dzie³ literackich, filmów i dramatów teatralnych by³a ¿ona Zygmunta Augusta Barbara Radziwi³³ówna (1520-1551). Przysz³a królowa Polski by³a córk¹ hetmana wielkiego litewskiego Jerzego Radziwi³³a. Poprzez matkê spokrewniona by³a z trzeci¹ ¿on¹ W³adys³awa Jagie³³y El¿biet¹ Pileck¹. Zygmunt August zosta³ koronowany za ¿ycia swego ojca Zygmunta Starego i ju¿ jako dziesiêcioletni ch³opiec piastowa³ tytu³ króla Polski. Barbara i Zygmunt poznali siê w roku 1543. Rezultatem tego spotkania by³a mi³oœæ od pierwszego wejrzenia. Barbara by³a ju¿ wdow¹, a polski monarcha by³ ¿onaty. Dopiero po œmierci ma³¿onki móg³ poœlubiæ swoj¹ Litwinkê. Ze wzglêdu na ogólny sprzeciw wobec tego zwi¹zku, ceremonia œlubna odby³a siê potajemnie w 1547 roku.
Zwi¹zek Zygmunta i Barbary nie zosta³ zaakceptowany przez króla Zygmunta Starego i królow¹ Bonê. Zdecydowany
sprzeciw wyrazi³a Izba Poselska i Senat Rzeczpospolitej. Spodziewano siê, ¿e nastêpca tronu poœlubi ksiê¿niczkê z jakiejœ potê¿nej dynastii europejskiej, na przyk³ad Habsburgów. Ma³¿eñstwo polskiego w³adcy i litewskiej szlachcianki okreœlano jako mezalians „godz¹cy w powagê dynastii i pañstwa”. Domagano siê uniewa¿nienia zwi¹zku.
Zygmunt August sta³ murem za ¿on¹ iw 1550 r. przeforsowa³ jej koronacjê na królow¹ Polski. Kilka miesiêcy póŸniej Barbara zmar³a. Ówczesne plotki mówi³y, ¿e zosta³a otruta przez królow¹ Bonê lub zmar³a na chorobê weneryczn¹. Badanie szcz¹tków Barbary wykluczy³y drug¹ przyczynê. Œmieræ nast¹pi³a prawdopodobnie, zdaniem wspó³czesnych lekatzy wskutek nowotworu szyjki macicy.
Barbara Radziwi³ówna jest bohaterk¹ wielu dzie³ literackich, miêdzy innymi autorstwa Stanis³awa Wyspiañskiego i Lucjana Rydla. Zrealizowano dwa filmy fabularne na podstawie jej ¿yciorysu (w roku 1936 i 1982). W pierwszym tytu³ow¹ rolê zagra³a Jadwiga Smosarska, a w drugim Anna Dymna.
Maria Kazimiera d’Arquien (zwana przez Polaków Marysieñk¹) by³a ¿on¹ Jana III Sobieskiego.
Przyby³a z Francji do Polski w dzieciñstwie i zosta³a dwórk¹ Marii Ludwiki Gonzagi – ¿ony króla Jana Kazimierza. W roku 1655, podczas jednej z zabaw dworskich, pozna³a Jana Sobieskiego, przysz³ego króla Polski.
Sobieski zrobi³ du¿e wra¿enie na m³odej panience (mia³a zaledwie 14 lat, a przysz³y hetman i król by³ 12 lat od niej starszy). Spotkanie zaowocowa³o g³êbokim uczuciem. Jednak decyzj¹ królowej Marii Lu-
Czêœæ analityków widzi „zwrot ku Chinom”, bardziej jako próbê wzmocnienia Europy jako ca³oœci, ni¿ odwracania siê od Stanów Zjednoczonych.
Polityka Pekinu tymczasem jest agresywna, nie w sensie militarnym, ale Pekin coraz czêœciej na przyk³ad omija instytucje Unii Europejskiej, prowadz¹c rozmowy bezpoœrednio z europejskimi stolicami, licz¹c na specjalne traktowanie lub na brak jednoœci krajów UE. Chiny chc¹ te¿ utrzymywaæ korzystny dla nich status quo: dostêp do zamo¿nych europejskich konsumentów przy ograniczonych ustêpstwach wobec firm z UE.
Jak jednak zmieni³a siê sytuacja dobrze pokazuje w³aœnie przyk³ad Kanady. W 2024 r. rz¹d Justina Trudeau na³o¿y³ 100-procentowe c³a na chiñskie auta elektryczne, dzia³aj¹c zreszt¹ w porozumieniu z administracj¹ Bidena. Teraz, podczas pierwszej od oœmiu lat wizyty kanadyjskiego premiera w Pekinie, Carney obni-
¿y³ te same stawki w zamian za lepsze warunki dla kanadyjskich produktów rolnych. Relacje handlowe z Chinami nazwa³ dodatkowo: „bardziej przewidywalnym ni¿ z USA”, wspominaj¹c o groŸbach celnych amerykañskiego prezydenta. „Pañstwa œredniej wielkoœci musz¹ dzia³aæ wspólnie. Jeœli nie bêdziemy przy stole, znajdziemy siê w menu” – mówi³ Carney w Davos, a s³owa te odbi³y siê szerokim echem w Europie. Europa Zachodnia zreszt¹ nie œpi. Keir Starmer by³ pierwszym od oœmiu lat brytyjskim premierem odwiedzaj¹cym Chiny. Mimo sporów o bezpieczeñstwo, technologie i Hongkong (dawna kolonia brytyjska), Londyn i Pekin zapowiedzia³y strategiczne partnerstwo. Wizyta przynios³a porozumienia biznesowe, obni¿ki ce³ na szkock¹ whisky oraz ruch bezwizowy dla Brytyjczyków. Finlandia podpisa³a z Chinami umowy o wspó³pracy m.in. w budownictwie i energetyce.

dwiki Marysieñka zosta³a ¿on¹ wojewody sandomierskiego Jana Sobiepana Zamoyskiego, który zmar³ kilka lat po œlubie.
M³oda wdowa by³a wolna iw 1665 r. zawar³a potajemny zwi¹zek z Sobieskim, jeszcze przed pogrzebem swego pierwszego mê¿a. Oficjalna ceremonia œlubna odby³a siê kilka tygodni póŸniej. By³o to ma³¿eñstwo z mi³oœci, co w ówczesnych sferach arystokratycznych zdarza³o siê rzadko. Maria Kazimiera i Sobieski doczekali siê trzynaœciorga dzieci, z których tylko czworo osi¹gnê³o doros³oœæ. Œwiadectwem wielkiej mi³oœci miêdzy Sobieskim i Marysieñk¹ jest korespondencja, która mia³a miejsce w czasie roz-
W ostatnich tygodniach Pekin odwiedzili tak¿e przywódcy Francji, Irlandii i Korei Po³udniowej. Pod koniec lutego do³¹czy do nich kanclerz Niemiec.
Czêœæ analityków ostrzega, ¿e zbli¿enie sojuszników USA do Chin pog³êbi podzia³y Zachodu. „Zjednoczenie siê przeciwko Chinom lub wypracowanie wspólnych warunków wspó³pracy stanie siê praktycznie niemo¿liwe” – ocenia Scott Kennedy z Center for Strategic and International Studies.
Z drugiej jednak strony w¹tpliwe by sojusznicy USA z Europy chcieli paliæ mosty ze Stanami Zjednoczonymi. W koñcu nie wiadomo na ile obecna amerykañska polityka jest sta³a. Czy przetrwa tak¿e po odejœciu Donalda Trumpa, czy jednak zmieni siê wraz z koñcem jego kadencji?
Niektóre posuniêcia obecnego prezydenta budz¹ zdumienie nawet w szeregach jego zwolenników, a decyzji takich jak wycofanie USA z ponad 60-ciu miêdzynarodowych organizacji (Trump wyda³ niedawno dekret w tej sprawie) trudno nie uznaæ za ekstremalne. Niewykluczone zatem, ¿e agresywna polityka zagraniczna Ameryki, zw³aszcza

stañ – podczas królewskich polowañ i wypraw wojennych. Z listów Jana III do ¿ony wynika, ¿e król by³ czu³ym, emocjonalnym kochankiem. Korespondencja zawiera mnóstwo erotycznych szczegó³ów w rodzaju: „Ca³ujê milion milionów razy”. Król opisuje swój stan emocjonalny podczas roz³¹ki (bezsennoœæ, brak apetytu). Zgodnie z opini¹ historyków i znawców literatury by³a to totalna mi³oœæ bez hamulców. Królowa Marysieñka owdowia³a w roku 1696. Kilka nastêpnych lat spêdzi³a w Rzymie. Zmar³a we Francji w 1716 r. Jej szcz¹tki spoczywaj¹ w katedrze na Wawelu obok trumny króla Jana. ❍

wobec sojuszników, zostanie w przysz³oœci z³agodzona w jej najostrzejszych elementach. Trump zreszt¹ sam straszy³ c³ami w sprawie Grenlandii, by w koñcu nagle odst¹piæ od tego zamiaru. Lekcewa¿enie, które okazuje on liderom europejskim zostawi jednak œlad na d³ugo. Europa bêdzie wobec USA du¿o ostro¿niejsza, a Chiny to taki backup


Przera¿a mnie agresja nasilaj¹ca siê coraz bardziej w ¿yciu politycznym Polski i Ameryki. I tam, i tu nie ma autorytetów, które mog³yby j¹ zatrzymaæ i zapobiegaæ jej w przysz³oœci. Wszelkie apele nie przynosz¹ ¿adnych efektów. Bojê siê, ¿e niebawem dojdzie do rozruchów na wielk¹ skalê. Wiêksz¹ ni¿ niedawne manifestacje m.in. w Waszyngtonie, Minneapolis, Bostonie, Chicago i Nowym Jorku. W Polsce i Ameryce trwa nieustaj¹ce wyszukiwanie lub kreowanie coraz to nowych wrogów, których siê maksymalnie demonizuje. Wulgarnym przymiotnikom nie ma koñca. Ob³udzie, k³amstwom i chamskim zachowaniom te¿ nie. Dobrej woli nie widzê w dzia³aniu polityków zarówno polskich, jak i amerykañskich. Bardzo z³y to prognostyk. W obu krajach wybitnych mê¿ów stanu mo¿na ze œwiec¹ szukaæ. Osobiœcie nie ufam ¿adnemu politykowi. Polskiemu i amerykañskiemu. ¯adnemu! Historykom i naukowcom uwik³anym w politykê i ró¿ne ideologie te¿ nie ufam. Odwróciæ siê od tej¿e polityki nie umiem, bo mocno wwierca siê w moj¹ œwiadomoœæ. Parê razy próbowa³em siê udaæ na emigracjê wewnêtrzn¹, ale nie uda³o mi siê to. W Polsce zreszt¹ trudno jest siê na ni¹ udaæ, bo wszystko jest w niej upolitycznione na maksa. Nawet rozmowy w sklepie.
Kiedy czytam wspomnienia antykomunistycznych wiêŸniów politycznych i internowanych dzia³aczy Solidarnoœci, to dziêkujê Najwy¿szej Instancji, ¿e uchroni³a

Œroda œwitem
mnie przed aresztowaniem i uwiêzieniem. A by³ czas, kiedy siê tego ba³em. Nawszelki wypadek nosi³em codziennie w plecaku Bibliê oraz saszetkê z myd³em, ma³ym rêcznikiem, szczoteczk¹ i past¹ do zêbów. Zaprzesta³em, kiedy jeden z zaprzyjaŸnionych solidarnoœciowców, raz po raz zatrzymywanych na 48 godzin, ostrzeg³ mnie, ¿e Biblia i rzeczona saszetka s¹ znakami rozpoznawczymi podczas ulicznych rewizji dokonywanych przez zomowców i ubeków. W Stanie Wojennym iw okresie póŸniejszym jakoœ udawa³o mi siê nie wpadaæ w rêce tych¿e panów podczas ró¿nych solidarnoœciowych akcji i manifestacji m.in. w Trójmieœcie, Warszawie, Wroc³awiu i Nowej Hucie, które fotografowa³em i opisywa³em dla podziemnych mediów. Przestrzega³em zasad konspiracyjnego bezpieczeñstwa, których uczyli mnie dawni AKowcy walcz¹cy w Powstaniu Warszawskim. Uwiêzienia zacz¹³em siê baæ, kiedy ostrze¿ono mnie, ¿e za audycje nagrywane w moim domu i w mojej re¿yserii dla II Programu Podziemnego Radia Solidarnoœæ mogê trafiæ na siedem lat do wiêzienia. A jestem ju¿ namierzony, zatem powinienem siê dobrze schowaæ. Ostrze¿enie by³o wiarygodne, wiêc nasila³y siê naciski, bym znikn¹³. Dopomóg³ mi w tym Jan Lityñski, z którym redagowa³em artyku³y przeznaczone dla antykomunistycznego wydawnictwa „Myœl”. Na jego proœbê otrzyma³em b³yskawicznie wizê do USA.
Popieram wszelkie rodzaje pomocy udzielane Ukrainie przez polskie spo³eczeñstwo, polski rz¹d, koœció³ i organizacjê Caritas. Irytuj¹ mnie antyukraiñskie wypowiedzi w internecie i w rozmowach rodaków oraz has³a wznoszone przez nacjonalistów pod wodz¹ m.in. Grzegorza Brauna. Owszem, trzeba cierpliwie i stanowczo zabiegaæ, aby ludobójcze i tragiczne rozdzia³y w dawnych relacjach polsko-ukraiñskich powyjaœniaæ spokojnie do cna. I wzajemnie siê za nie przeprosiæ. Ostatecznie. Nie mo¿na jednak z ich powodu nie pomagaæ dzisiaj Ukraiñcom walcz¹cym z nawa³¹ rosyjsk¹. Wolna Ukraina jest pod ka¿dym wzglêdem w interesie Polski. Przy sposobnoœci warto przypomnieæ ten rozdzia³ w historii, w którym Polacy i Ukraiñcy na niektórych frontach walczyli wspólnie z najazdem bolszewickim
Z ca³ej tej raczej oczywistej, a w rezultacie automatycznej produkcji byle jakich treœci w Jego Wysokoœci Internecie da siê czasem znaleŸæ prawdziwe pere³ki. Jak choæby z konta Portal od Historii dzisiaj na Facebooku. Dzia³o siê dawno, 84 lata temu… ale poczytaæ warto:
„Niemcy myœleli, ¿e tablica na pomniku Kopernika jest nie do ruszenia, ale „Alek” odkrêci³ j¹ go³ymi rêkami. Wszystko przez towot, którym dwa lata wczeœniej potajemnie posmarowa³ œruby polski rzeŸbiarz, licz¹c na tak¹ w³aœnie okazjê.
11 lutego 1942 roku o œwicie Maciej Aleksy Dawidowski stan¹³ pod monumentem przy Krakowskim Przedmieœciu. Mimo siarczystego mrozu siêgaj¹cego minus 20 stopni i bliskoœci posterunku policji, zdo³a³ w kilka chwil zdj¹æ ciê¿k¹, niemieckojêzyczn¹ p³ytê. Gdy stukilogramo-
wy metal z hukiem zsun¹³ siê na stopnie, przechodnie celowo nie zareagowali, a „Alek” ukry³ p³ytê w pryzmie œniegu. Wydarzenie to rozpoczê³o g³oœn¹ „wojnê pomników” w okupowanej Warszawie. W odwecie za czyn Dawidowskiego gubernator Fischer nakaza³ demonta¿ pomnika Jana Kiliñskiego. „Alek” nie pozosta³ mu d³u¿ny, odnalaz³ ukryty w Muzeum Narodowym pos¹g i zostawi³ na nim s³ynny napis: „Jam tu. Ludu W-wy. Kiliñski Jan!”.
M³ody harcerz zakpi³ z okupanta jeszcze raz, wywieszaj¹c na pomniku Kopernika og³oszenie o przed³u¿eniu zimy o szeœæ tygodni w ramach kary za usuniêcie Kiliñskiego.” To by³y ¿arty, ale ¿arty inteligentne, dodaj¹ce ducha i otuchy
Takich mieliœmy bohaterów, Panie i Panowie. A teraz? Co po nas zostanie? Œroda
Nie wiem czy tylko ja, ale naprawdê… czujê siê wycieñczony i zbrzydzony ca³¹ t¹ polityk¹. W Ameryce i w Polsce, ci¹g³a naparzanka dwóch plemion, nawalaj¹cych siê maczugami, bo ju¿ nie sztachetami wyrwanymi z jakiegoœ spróchnia³ego p³otu.
Andrzej Józef D¹browski

w 1920 roku. Ukraina nie odnios³a z tej wspólnoty ¿adnych politycznych korzyœci i w koñcu zosta³a sama, co oznacza³o, ¿e przesta³a istnieæ jako niepodleg³e pañstwo. Wœród dokumentów z tej wspólnej walki znajduje siê wymowne zdjêcie prezentuj¹ce Józefa Pi³sudskiego i ukraiñskiego przywódcê Symona Petlurê wraz z oficerami polskimi i ukraiñskimi. Zosta³o zrobione w Stanis³awowie 5 wrzeœnia 1920 roku.
Przypomnê po raz n-ty: nacjonalizm zawsze pobudza nacjonalizm. Zawsze! I wtedy jest wet za wet. Nie podzielam mitomañskiego przekonania, ¿e jesteœmy narodem wybranym przez Boga.
Juliusz S³owacki wymyœli³ imiê Kordian, które dzisiaj nosi prawie piêæ tysiêcy Polaków. Imiê to oznacza „daj¹cy serce”. Gdybym mia³ syna, chcia³bym, ¿eby mia³ na imiê w³aœnie Kordian. Jest równie piêkne jak dramat o nim. Przejmuje mnie on od najwczeœniejszej m³odoœci a¿ do szpiku koœci.
Wspania³y poeta Jan Kasprowicz – „Bóg oddycha³ przez s³owa S³owackiego”. Genialne!
Nieustaj¹ca wojna, ka¿dego dnia kilka ofensyw i obron. Apokalipsa ka¿dego dnia, wszystko w takim tempie, ¿e o prawdziwej krwi, o prawdziwych trupach zapominamy po jednym dniu.
A przecie¿ obok nas, najwiêksza od czasów II wojny œwiatowej, wojna trwa naprawdê. Po obu stronach coraz wiêcej zabitych i rannych. A cywile? Ludnoœæ ukraiñska, w przyfrontowej sferze, mimo srogiej zimy pozbawiona jest œwiat³a, wody i gazu.
Wydaje siê, ¿e mened¿er pierwszej prezydenckiej kampanii Donalda Trumpa, Steve Bannon, zwyciê¿y³. Realizowana jest jego wizja infosfery czyli strategii „zalewania strefy” informacyjnym szambem. Strategia Bannona polega na atakowaniu opozycji wieloma, czêsto kontro-
wersyjnymi, dzia³aniami lub historiami jednoczeœnie – „trzema rzeczami ka¿dego dnia” – aby uniemo¿liwiæ jej skupienie siê na jednym problemie, co ostatecznie prowadzi do przyt³oczenia mediów i opozycji iloœci¹ informacji. Za przyk³adem Donalda Trumpa i jego stronników, zaczêli de facto tak siê zachowywaæ wszyscy, co wzmacnia zatomizowane Ÿród³a informacji i media spo³ecznoœciowe. W efekcie coraz wiêcej i wiêcej ludzi ma po prostu doœæ, rzyga tym chaosem i ha³asem. Ja te¿…
A mo¿e jak doradza³ Wojciech M³ynarski:
I po prostu wyjedŸ w Bieszczady, Tak jak rano jedzie siê do biura! Pluñ na bajki, pluñ na ballady, Tylko mêska literatura!
Wieczór autorski w Kurierze Plus
5 marca (czwartek) o godz. 18:00 zapraszamy na wieczór autorski poetki i pisarki Anny Frajlich Zaj¹c Spotkanie poprowadzi red. Andrzej Józef D¹browski
176 Java Street, Greenpoint NY 11222
Budynek Centrum Polsko- S³owiañskiego, 1 piêtro, pokój numer 9


Gdynia le¿y nad Zatok¹ Gdañsk¹, powy¿ej Sopotu, poni¿ej Rumi, Redy i Pucka. Jako wieœ znana jest od X wieku, w œredniowieczu podarowana zakonowi cystersów z Oliwy, póŸniej zakonowi kartuzów, po I rozbiorze Polski w 1772 r. w³aœciwie do 1920 r. by³a pod pruskim zaborem. W 1920 r. Gdynia zosta³a przejêta przez gen. Józefa Hallera (jak i czêœæ Pomorza) z r¹k niemieckich na mocy traktatu wersalskiego; symbolicznych zaœlubin Polski z Morzem gen. Haller dokona³ w Pucku w 1920 r. Przez kolejne kilka lat by³a to w³oœciañska polska wieœ rybacka w pow. wejherowskim. Prawa miejskie otrzyma³a od Rady Ministrów 10 lutego 1926 roku; od 1929 r. Gdynia by³a starostwem grodzkim. Imponuj¹cy by³ rozwój tego miasta i portu w miêdzywojniu, efekt polskiej gospodarnoœci, ofiarnoœci i rozmachu. W 1921 r. Gdynia mia³a 1.300 mieszkañców, w 1926 – 12.000, 1932 – 38.000, a w 1939 r. ju¿ 120.000; w 1992 r. osi¹gnê³a 252.000, dziœ liczy ok. 241.000.
Porty i stocznie
Wielki rozwój Gdyni i wrêcz jej fenomen wi¹¿e siê tak¿e z problemami Polski z Wolnym Miastem Gdañsk (WMG) i wielkimi utrudnieniami z dostêpem do portu w Gdañsku, ogromnymi op³atami celnymi i innymi problemami w korzystaniu z niego. Niemcy utrudniali nam dostêp do tego portu – mimo przyznania po 1920 r. tak Polsce, jak im, równych praw gwarantuj¹cych dostêp do niego. Poza tym port w Gdañsku nie mia³ zbyt wielkich zdolnoœci prze³adunkowych, np. ma³o du¿ych ¿urawi portowych, a Polska po I wojnie pilnie potrzebowa³a eksportowaæ wêgiel i mia³a na niego odbiorców g³ównie w Europie. Polski port w Gdyni wyposa¿ono w takie nowoczesne urz¹dzenia, by³ jednym z najwiêkszych i najnowoczeœniejszych portów w Europie! Gdy Niemcy zaczêli traciæ na braku polskiego klienta w porcie w Gdañsku, zaniepokojeni i buñczuczni ¿¹dali nawet wstrzymania przez Polskê dalszych inwestycji budowy portu w Gdyni! Nie zwa¿aj¹c na nich budowaliœmy tam stocznie i porty: pasa¿erski, handlowy, rybacki, Marynarki Wojennej.
Po odzyskaniu niepodleg³oœci w 1918 r., odzyskaniu dostêpu do morza na konferencji pokojowej w Wersalu w 1919 r. – co w³aœciwie wczeœniej „za³atwi³” I. J. Paderewski z prezydentem USA W. Wilsonem – po wojnie polsko-bolszewickiej, przyst¹piono do budowy w³asnego portu na podstawie uchwa³y Sejmu z 23 IX 1922 r. Z powodu utrudnieñ ze strony Niemiec ¿eglugi po dolnej Wiœle – WMG zajê³o szeroki obszar obejmuj¹cy ujœcie Wis³y do Ba³tyku – by³y nawet pomys³y, by port w Gdyni po³¹czyæ z Wis³¹ kana³em z Tczewa, Gniewu lub Bydgoszczy. ¯egluga na Wiœle, statki rzeczne i ca³y ten œródl¹dowy transport by³ bardzo wa¿ny w polskiej gospodarce, teraz i morskiej. Gdyniê ju¿ w 1923 r. po³¹czono torami kolejowymi z Bydgoszcz¹, omijaj¹c Gdañsk, przy czym tory kolejowe z Gdañska do Szczecina, przez Gdyniê, Niemcy poprowadzili w 1870 r. i Polska korzysta³a po 1920 r. i z tej linii kolejowej. Transportowaliœmy ni¹ np. towary odbierane z portu w Szczecinie. W 1928 r. zaczêto budowaæ magistralê kolejow¹ ³¹cz¹c¹ gdyñski port z Dolnym Œl¹skiem; ukoñczono j¹ przed wojn¹. Dowo¿ono ni¹ wêgiel, koks, drewno, p³ody rolne, cukier – to na eksport, a do portu przywo¿ono m.in.: nawozy sztuczne, ry¿, rudy ¿elaza ze Skandynawii, z³om ¿elazny, owoce np. banany etc. W 1925 r. wp³ynê³o do Gdyni 85 statków, aw 1928 ju¿ 1108, które przywioz³y 191 tys. ton towarów, zaœ wyp³ynê³o w tym¿e 1928 r. 1093 statków wywo¿¹c 1,77 mln ton. W 1938 r. w Gdyni prze³adowano 8,7 mln ton towarów – np. w 2024 prze³adowano 16,9 mln ton wêgla (eksport-import). Polacy z wielk¹ eufori¹ wracali nad w³asne morze. Marynarze ju¿ w 1918 r. za³o¿yli „Banderê Polsk¹” przekszta³con¹ w 1919 w „Ligê ¯eglugi Polskiej”, w 1924 w „Ligê Morsk¹ i Rzeczn¹”, a w 1930 w „Ligê Morsk¹ i Kolonialn¹”. LMiK mia³a osi¹gn¹æ milion cz³onków, posiada³a oddzia³y w: Australii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Brazylii, Kolumbii, Francji, Austrii, Maroku. By³a organizacj¹ masow¹, wspieraj¹c¹ w kraju i na œwiecie polski program morski, budowa³a œwiadomoœæ morsk¹, popiera³a ¿eglugê rzeczn¹ i morsk¹, rozwój marynarki

handlowej i wojennej, budowê w Gdyni portów; wreszcie zbiera³a fundusze na te projekty narodowe, inspirowa³a ofiarnoœæ. Organizacja by³a bardzo patriotyczna, stale aktywna, sprawna propagandowo; wydawa³a miesiêcznik „Morze” w nak³adzie 250.000 egz., miesiêcznik dla m³odzie¿y „Polska na Morzu”. W 1930 r. na czele LMiK jako prezes Zarz¹du G³ównego stan¹³ gen. dyw. Gustaw Orlicz-Dreszer: kawalerzysta, szwole¿er, wielki pasjonat lotnictwa i marynarki wojennej, cz³owiek o ogromnym autorytecie. Sprawy morskie, ¿eglugi wojennej, kolonialne, zosta³y jego ogromn¹ prac¹ bardzo wzmocnione.
Port budowa³o „Konsorcjum francusko-polskie dla budowy portu Gdyni”, pocz¹tkowo trochê opieszale… Ale gdy po Maju 1926 sprawy nadzoru budowy Gdyni przej¹³ minister przemys³u i handlu Eugeniusz Kwiatkowski (1888-1974), minister tego resortu do 1930 r., sprawy ruszy³y ze zdwojon¹ si³¹, zacz¹³ te¿ szybciej rosn¹æ nasz morski eksport i import. Pamiêtaæ trzeba, ¿e autorem pierwszych projektów z 1920 r. i budowniczym portu w Gdyni od pocz¹tku by³
in¿. Tadeusz Wenda (1863-1948). On, jako pracownik Ministerstwa Przemys³u i Handlu wybra³ miejsce na budowê portu, by³ projektantem i kierownikiem jego budowy, rozpoczyna³ inwestycjê i w 1923 r. do portu wszed³ ju¿ pierwszy statek. Po 1932 r. in¿. Wenda by³ naczelnikiem wydzia³u w Urzêdzie Morskim w Gdyni. Na pocz¹tku port mia³ drewniane ³amacze fal i nabrze¿e z molo o d³ugoœci raptem 500 metrów, budowa sz³a wolno i by³a niedoinwestowana. Jeszcze w 1927 r., gdy zacumowa³ tu francuski statek parowy „Suffren” z „wielk¹ zbiorow¹ wycieczk¹ do Polski” z Ameryki urz¹dzon¹ przez SWAP (z weteranami Armii Polskiej w Ameryce), na zdjêciach i filmie z wycieczki widaæ wielk¹ budowê. Pasa¿erowie schodzili schodkami „Gangway netto” wzd³u¿ burty statku na piaszczysty l¹d, na pla¿ê wrêcz, odbierali baga¿e spuszczane im dŸwigiem pod nogi, widoczne by³y wokó³ fundamenty pod nowe obiekty portowe. W pocz. lat 30 Gdynia posiada³a ju¿ 13 km nabrze¿y (dziœ jest to 17,7 km), utwardzone tereny, rozprowadzone do nabrze¿y tory kolejowe itd. Wybudowano wielkie molo wêglowe z dŸwigami bramowymi i mostowymi 5- i 7- tonowymi, wywrotnice wagonów do 20 ton, magazyny, ch³odnie, etc. W 1930 r. uruchomiono polsk¹ ¿eglugê do Nowego Jorku, obs³ugiwa³a je pocz¹tkowo polsko-duñska firma (póŸniej tylko polska) linia oceaniczna „Gdynia-Ameryka Linie ¯eglugowe SA”. Na trasie tej p³ywa³o osiem statków, w tym nowoczesne transatlantyki MS „Pi³sudski”, MS „Batory”, tak¿e „Chrobry”, „Sobieski”; przed wybuchem II wojny œwiatowej, pod polsk¹ bander¹ p³ywa³o ju¿ ponad 70 du¿ych statków. Trasê Gdynia-Nowy Jork, MS „Pi³sudski” dowodzony przez kpt. Mamerta Stankiewicza pokonywa³ w rekordowym tempie poni¿ej 8 dni. Wynikiem tym pobi³ np. tempo statków angielskich pokonuj¹cych przecie¿ krótsz¹ drogê do Nowego Jorku, ni¿ my z Gdyni. Statki zamawialiœmy m.in. we w³oskich stoczniach i sp³acane by³y eksportem wêgla, tak by³o i z ww. MS „Pi³sudskim”. Dziewiczy rejs z Gdyni do Nowego Jorku odby³ we wrzeœniu 1935 r., na pok³adzie

byli m.in. gen. gen. Orlicz-Dreszer i Wieniawa-D³ugoszowski, delegacja rz¹dowa. W 1922 r. powsta³a stocznia remontowa; w 1923 r., nieco na pó³nocy Gdyni, w Oksywie, wybudowano Port Wojenny –póŸniejsz¹ bazê Polskiej Marynarki Wojennej; w 1931 przeniesiono z Tczewa Pañstwow¹ Szko³ê Morsk¹; w 1933 r. otwarto Dworzec Morski (2500 m2), obok dworca Magazyn Tranzytowy (5200 m2), tworzono kolejne morskie instytucje, wiele czynnych jest do dziœ. W porcie by³o wiele zak³adów przemys³owych bazuj¹cych na przywo¿onych towarach, w tym przetwórnie ryb, magazyny œledzi, dojrzewalnia bananów, ³uszczarnie ry¿u, którego import z Indii Brytyjskich wynosi³ przed wojn¹ ok. 100.000 ton rocznie. Po II wojnie port w Gdyni by³ jednym z trzech najwiêkszych polskich portów: Gdañsk, Gdynia, Szczecin. Stocznia gdyñska otrzyma³a imiê Komuny Paryskiej, by³o tu kilka stoczni remontowych, Stocznia Marynarki Wojennej, terminal kontenerowy, du¿e prze³adunki masowe (np. wêgla, zbo¿a), Dalmor – Przedsiêbiorstwo Po³owów Dalekomorskich, siedziba Polskich Linii Oceanicznych i in.
„Szwole¿erowie gotowi”?
Aktywnoœæ gen. Dreszera przy budowie Gdyni przejawia³a siê tak¿e na polu kultury, „w³¹cza³” do zagadnieñ gospodarczych i militarnych pisarzy, poetów, filmowców, jakby wiedzia³ to, co m³odziutki w tym czasie Karol Wojty³a, przysz³y papie¿ i Œwiêty Jan Pawe³ II powie za kilkadziesi¹t lat:
Przysz³oœæ nale¿y do kultury, nie do polityki.
A budowniczowie Gdyni nie zapominali o kulturze, o wierze i religii, wieszczach narodowych, sile m¹drej patriotycznej propagandy. Oto bowiem, gdy w 1933 r. ods³aniano w Rozewiu na latarni morskiej tablicê pami¹tkow¹ Stefana ¯eromskiego, gen. Dreszer sprowadzi³ na uroczystoœæ szwadron 2. Pu³ku Szwole¿erów Rokitniañskich stacjonuj¹cych w Starogardzie. Nastêpnego dnia nakaza³ im wziêcie udzia³u w krêceniu filmu dokumentalnego propagandowego o polskim wybrze¿u, Gdyni, niemieckim antypolonizmie i próbach zaw³aszczania przez nich Pomorza Gdañskiego. Film pokazywany by³ w kinach w Polsce i za granic¹. W jednej ze scen Genera³ stoi przed szwadronem i pyta donoœnym g³osem szwole¿erów, bohaterów niedawnej wojny polsko-bolszewickiej, kontynuatorów tradycji polskiej jazdy, spadkobierców niezwyciê¿onej husarii: – Szwole¿erowie gotowi?
– GOTOWI, PANIE, GENERALE! – „ryknêli” ¿o³nierze.
Podobno scena ta wywo³ywa³a w kinach podczas projekcji spontaniczne oklaski. By³a to jakaœ manifestacja si³y, okres przewagi zbrojnej nad Niemcami i Sowietami, okres chwa³y kawalerii polskiej, budowy przez Dreszera mocarstwowoœci Polski, szukania dla przeludnionego kraju zamorskich posiad³oœci, kolonii. W tym czasie Pi³sudski proponowa³ Anglii i Francji wojnê prewencyjn¹ z Niemcami, by unieszkodliwiæ Hitlera. Marsza³ek nawet sam mocno go postraszy³ w 1932 r. w zaognionej sytuacji w³aœnie w kwestii Wolnego Miasta Gdañska, portów w Gdañsku i budowy naszego w Gdyni. Niemcy s³ali ró¿ne skargi na Polskê do Hagi, nie przed³u¿yli umowy na korzystanie z portu w Gdañsku przez polskie statki zgodnie z ustaleniami w Lidze Narodów, nasza marynarka straci³a mo¿liwoœæ np. witania w Gdañsku wp³ywaj¹cych „z goœcin¹” okrêtów zaprzyjaŸnionych i z nami pañstw.

W odwecie za stawiane problemy Pi³sudski postraszy³ w³aœnie Hitlera, ¿e zbombarduje Gdañsk. Nakaza³ oto, aby na powitanie trzech angielskich okrêtów wojennych sk³adaj¹cych wizytê w Gdañsku w VI 1932 r., do portu wszed³ przed nimi i polski okrêt wojenny, uzbrojony i gotowy do akcji militarnej ORP „Wicher”. Okrêt mia³ podp³yn¹æ do oczekuj¹cych na redzie Anglików, po powitaniach wp³yn¹æ znimi do Gdañska, zacumowaæ, a gdyby Niemcy robili jakieœ przeszkody i obrazili nas, uw³aczyli np. polskiej fladze, „Wicher” mia³ zburzyæ (zbombardowaæ) najbli¿szy niemiecki budynek rz¹dowy w Gdañsku. To przestraszy³o Niemców i ust¹pili – na jakiœ czas.
Któ¿ z Czytelników nie pamiêta piêknej piosenki, któr¹ œpiewaliœmy w szkole: my po wojnie, a nasi ojcowie i dziadkowie przed wojn¹. Autor Adam Kowalski (1896-1947), ¿o³nierz I Brygady Legionów, piosenka z koñca lat 20. XX w.:
Chocia¿ ka¿dy z nas jest m³ody, Lecz go starym wilkiem zw¹, Stra¿nikami polskiej wody Marynarze polscy s¹!
Morze, nasze morze, Bêdziem ciebie wiernie strzec!
Mamy rozkaz ciê utrzymaæ, Albo na dnie, na dnie twoim lec!
Albo na dnie, z honorem lec! ¯adna si³a, ¿adna burza, Nie odbierze Gdyni nam!
Nasza flota choæ niedu¿a, Wiernie strze¿e portów bram!
Morze, nasze morze (…)
Gen. Dreszer zapocz¹tkowa³ organizacjê w Gdyni „Œwiêta Morza” – póŸniej organizowano je w ca³ym kraju. Na pierwsze 31 lipca 1932 r. przyby³o 100 tys. uczestników z ca³ej Polski, obecny by³ prez. Ignacy Moœcicki, biskupi, kontradmira³ Jerzy Œwirski, min. E. Kwiatkowski, marsza³ek
Sejmu K. Œwitalski, gen. Dreszer; defilada na ul. 10 Lutego trwa³a 3 godziny. „Œwiêto Morza” przed wojn¹ by³o znakomicie przygotowan¹ doroczn¹ patriotyczn¹ uroczystoœci¹, a w Gdyni wszystkie kutry i statki rybackie, statki i du¿e okrêty zacumowane w porcie i zakotwiczone na redzie by³y wtedy w gali banderowej.
Miasto Gdynia
Gdynia, jak wspomniano bardzo szybko siê rozwija³a, przybywa³o ludnoœci, budowano nowe ulice, gmachy cywilne i wojskowe, obiekty portowe, restauracje w tym s³ynne Casino. We wrzeœniu 1922 r. rozpoczêto budowê koœcio³a – wieœ nale¿a³a wczeœniej do parafii w Oksywiu oddalonego o 3,5 km. Koœció³ w Gdyni oddano ju¿
(poœwiêcono) w 1924 r. To du¿a œwi¹tynia z dwuspadowym dachem, jednowie¿owa, dziœ Bazylika Morska pw. Najœwiêtszej
Maryi Panny Królowej Polski, przy ul. Œwiêtojañskiej u zbiegu z ob. ul. Armii Krajowej. W fundamencie koœcio³a umieszczono kamieñ z balastu statku, który pierwszy zacumowa³ w nowopowsta³ym porcie w Gdyni. Przy ul. 10 Lutego niedaleko Œwiêtojañskiej ustawiono w 1994 r. popiersie min. Kwiatkowskiego. W mieœcie stoi pomnik in¿. T. Wendy i jest „jego” tablica pami¹tkowa na domu przy ul. Waszyngtona, jest pomnik „Ludziom Morza”, uhonorowano przyjaŸñ polsko-amerykañsk¹ m.in. nazywaj¹c imieniem prezydentów USA ulice i obiekty portowe.
G³ówn¹ i reprezentacyjn¹ kiedyœ ulicê Œwiêtojañsk¹, biegn¹c¹ równolegle do zatoki, przecina id¹ca od torów kolejki ulica 10 Lutego, biegn¹ca w kierunku morza, przechodzi w du¿y Skwer Koœciuszki. Urz¹dzono na nim np. istn¹ alejê gwiazd statków, bo cumuj¹ tu: ORP „B³yskawica”, ¿aglowce „Dar M³odzie¿y”, „Dar Pomorza”, w deptaku umieszczono ok. 30. kamiennych tablic z nazwami i widokami s³ynnych statków pasa¿erskich, wycieczkowych i in., które tu przyp³ywa³y. Po II wojnie w Gdyni – poza portami i stoczniami z du¿ych instytucji morskich dzia³a³y m.in.: Akademia Marynarki Wojennej, Wy¿sza Szko³a Morska, Morski Instytut Rybacki, Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej, Urz¹d Morski, kapitanat portu i in. Jest na Oksywiu ma³y wojskowy Cmentarz Marynarki Wojennej za³o¿ony w 1936 r. po œmierci gen. Dreszera, którego na nim pochowano. W inskrypcji umieszczonej na mauzoleum zosta³ nazwany „Stra¿nikiem Morza”.
Po 1990 r. oddawano ludziom zabrane po 1945 r. domy, dzia³ki; miasto od¿y³o i zaczê³o siê znowu szybko rozwijaæ. Po przemianach politycznych w 1989 r., po pierwszych wyborach samorz¹dowych w 1990 r. prezydentem Gdyni zosta³a Franciszka Cegielska (1946-2000). Po jej dwóch kadencjach, od 1998 do 2024 r. prezydentem by³ jej „wychowanek” polityczny dr Wojciech Szczurek (ur. 1963), który rz¹dzi³ doœæ sprawnie i samodzielnie przez 26 lat! Miasto siê rozrasta³o, du¿¹ inwestycj¹ by³a obwodnica Gdyni i inne inwestycje drogowe. Niestety jak w innych du¿ych miastach i tu tzw. ruch i ¿ycie z g³ównej ulicy – Œwiêtojañskiej, przenios³o siê do galerii, tj. centrum handlowo-kulturalnego z restauracjami, barami, bezp³atnymi parkingami – w Gdyni urz¹dzonej na Wzgórzu Œw. Maksymiliana. Dziœ Gdynia s³ynie m.in. z organizacji tu Festiwalu Polskich Filmów Fabular-
nych, du¿ego tygodniowego Open’er Festivalu na lotnisku w Gdyni-Kosakowo, a pierwszy jednodniowy odbywa³ siê w 2002 r. na Skwerze Koœciuszki (rock, pop, hip-hop). Do wa¿nych instytucji kultury nale¿¹: Teatr Muzyczny, Teatr Dramatyczny, Muzeum Miasta Gdyni, Muzeum Emigracji, Muzeum Marynarki Wojennej, Muzeum Stanis³awa Szukalskiego, Akwarium Gdyñskie. Wiêksze atrakcje turystyczne: zabytkowa ulica Œwiêtojañska, serce miasta czyli Skwer Koœciuszki z zacumowanymi obok na sta³e: zakupionym w 1929 r. ¿aglowcem „Dar Pomorza” oraz okrêtem-muzeum ORP „B³yskawica”. Czynna jest kolejka trójmiejska, a gdyñskie nazwy stacji od strony Sopotu to: Or³owo, Red³owo, Wzgórze Œw. Maksymiliana, Gdynia G³ówna, Stocznia-Uniwersytet Morski, Grabówek, Leszczynki, Chylonia, Cisowa. Nazwa Wzgórze Œw. Maksymiliana istnieje od 1990 r., w PRL by³o to Wzgórze Nowotki, przed wojn¹ Wzgórze Focha. Jest tu tak¿e: kolejka szynowa na Kamienn¹ Górê; obok Skweru Koœciuszki wie¿owce Sea Towers z 2008 r., wy¿szy ma 141,6 m, urokliwe molo w Or³owie i molo Red³owskie, k¹pielisko i pla¿e (³adna w Or³owie), mola, Klif Or³owski czyli stromy piaszczysty brzeg morza. Ze sportu: Stadion Miejski, klub Arka Gdynia, Pomorzanin Gdynia, korty tenisowe, silna dru¿yna rugby. W 1991 r. przywrócono w Gdyni obchody „Œwiêta Morza”.
Grudzieñ 1970
Nie sposób nie wspomnieæ o protestach robotniczych i zaatakowaniu ich seriami z karabinów maszynowych w grudniu 1970 r. w Gdyni. Stoczniowcy protestowali tu przeciwko podwy¿kom cen ¿ywnoœci (w³adza wprowadzi³a je przed Œwiêtami!), zawi¹zali komitet strajkowy, ale zosta³ szybko aresztowany. Gdy w³adza wezwa³a robotników do przyjœcia do pracy – pos³uchali! Ale gdy17 grudnia rano szli do stoczni, wojsko otworzy³o do nich ogieñ z karabinów maszynowych. Protesty wybuch³y wtedy i w Gdañsku, Szczecinie, Elbl¹gu, S³upsku; zginê³y 44 osoby. Wymienione wy¿ej nazwy Grabówek i Chylonia znane s¹ z „Ballady o Janku Wiœniewskim” opisuj¹cej zastrzelenie Zbyszka Godlewskiego w czwartek 17 grudnia 1970 r. w Gdyni; napisa³ j¹ Krzysztof Dowgia³³o: Ch³opcy z Grabówka, ch³opcy z Chyloni, Dzisiaj milicja u¿y³a broni, Dzielnieœmy stali i celnie rzucali Janek Wiœniewski pad³. Na drzwiach ponieœli go Œwiêtojañsk¹ Naprzeciw glinom, naprzeciw tankom Ch³opcy stoczniowcy pomœcijcie druha Janek Wiœniewski pad³. (…)
Przy pisaniu artyku³u korzysta³em m.in. z ksi¹¿ki Przemys³awa Olstowskiego „Genera³ Orlicz-Dreszer”.
Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz
Adres redakcji:
P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003
e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org
Ma 88 lat. I ca³y czas pozostaje aktywna zawodowo. Spektakle, próby, plany filmowe. Dziennikarze narzekaj¹, ¿e bardzo trudno umówiæ siê z ni¹ na rozmowê. Maja Komorowska. Ikona. Legenda. Instytucja. Mówi: „Staram siê szanowaæ ka¿dy dzieñ, nie zawieœæ siebie”. I dodaje: „Zawsze mo¿na zrobiæ coœ dobrego”.
Aktorka od pocz¹tku mia³a szczêœcie do wybitnych re¿yserów filmowych i teatralnych. Grotowski, Axer, Lupa, Wajda, Zanussi – by wymieniæ tych najwa¿niejszych. Kochana przez krytyków, publicznoœæ i œrodowisko. Spod jej skrzyde³ wysz³y pokolenia m³odych adeptów sztuki aktorskiej. Ka¿dy, kto zetkn¹³ siê z ni¹ w szkole, na deskach teatru albo planie filmowym, mówi: wspania³a, ciep³a, dobra.
„Jeœli cz³owiek myœli, ma wra¿liwoœæ, czuje, to zawsze jest w nim potrzeba zrobienia wielu rzeczy lepiej. Zawsze mamy kogo przeprosiæ, komu coœ daæ, komu byæ wdziêcznym. […]
Czasem sama siê dziwiê, ale kiedy próbujê zrozumieæ tê potrzebê, ten przymus dzia³ania, posuwania siê naprzód, poprawiania tego, co mo¿na zrobiæ lepiej, myœlê, ¿e mia³o na to wp³yw moje bardzo wczesne zetkniêcie siê z cierpieniem Rodziców, w ogóle z trudnymi warunkami ¿ycia. To spowodowa³o, ¿e wczeœnie zaczê³am doceniaæ ka¿dy dzieñ. Stara³am siê nie zawieœæ zaufania Rodziców, moich bliskich, ale te¿ i samej siebie. To by³ pierwszy etap. Potem, ju¿ w doros³oœci, to, co prze¿y³am, miêdzy innymi napad w windzie i jego konsekwencje, umieranie bliskich, wzmocni³o moje staranie siê o to, by nie zmarnowaæ ¿adnego dnia” – mówi Komorowska.
Staroœæ, dla wielu, to czas gdy popada siê w rozgoryczenie. ¯ycie staje siê trudne, samotne. Nie jest ³atwo „oczarowaæ siê ¿yciem” – jak radzi aktorka. Twierdz¹c, ¿e jest to mo¿liwe w ka¿dych okolicznoœciach.
„Mi³osz napisa³, ¿e oczarowanie w bardzo m³odym wieku jest sakramentem, doœwiadczeniem, którego pamiêæ dzia³a przez ca³e nasze ¿ycie. Cia³o jest pamiêci¹ –Grotowski mia³ racjê. Wierzê, ¿e wszystko jest w nas zakodowane i to, jak ¿yjemy, jest jakby odwo³ywaniem siê do najwczeœniejszych prze¿yæ” – mówi Komorowska. „Mnie miêdzy innymi przyroda – ogród, kwiaty, drzewa, zapachy – do dziœ pomaga reagowaæ na œwiat i na to, co mnie spotyka. Poczucie bycia kochan¹. Poczucie bezpieczeñstwa jest chyba najwa¿niejszym œwiat³em, które mo¿e nas rozjaœniaæ – do koñca ¿ycia. Tak samo wa¿ne jest to, ¿eby byæ œwiadomym, jaki mamy cel. Viktor Frankl, austriacki psychiatra, przetrwa³ obóz koncentracyjny, poniewa¿ ka¿dego dnia stawia³ przed sob¹ jakiœ ma³y cel. Mimo œmierci ¿ony i matki umia³ go znaleŸæ. Po wojnie prowadzi³ terapiê poprzez uœwiadamianie innym, jak wa¿ne jest to, ¿eby zrozumieæ, po co ¿yjemy ka¿dego dnia. Pisa³, ¿e <cz³owiekowi mo¿na odebraæ wszystko, prócz jednego: ostatniej ze swobód – wyboru postawy w danych okolicznoœciach, wyboru w³asnej drogi>. St¹d mo¿e p³yn¹æ niewyczerpana si³a ¿ycia” – podsumowuje. To wspania³a postawa, szczególnie, gdy weŸmie siê pod uwagê fakt, ¿e dzieciñstwo Komorowskiej nie nale¿a³o do naj³atwiejszych. „Tak, by³o wtedy trudno, ciê¿ko. By³o mnóstwo cierpienia. I mimo to – a mo¿e nawet tym bardziej – to, jak ¿yliœmy, o czym rozmawialiœmy, jak pielêgnowaliœmy œwiêta – kolêdy, robienie ³añcuchów na choinkê, szykowanie prezentów – oczarowa³o mnie. Jak widaæ – na zawsze” – mówi aktorka. „Kto dawa³ przyk³ad? Rodzice przede wszystkim, rodzina. Potem przyjaciele. By³ taki sylwester wojenny. Mama w d³ugiej sukni, z niesprzedanym jeszcze medalionem, tañczy walca angielskiego z Tatusiem, ubranym najpiêkniej jak by³o to wtedy mo¿liwe. Spod sukni wygl¹da³y obanda¿owane stopy w za du¿ych butach. Tañczy³am z bratem bliŸniakiem, Piotrem, a potem z Tatusiem. Mama mówi³a: nie wolno podskakiwaæ, trzeba p³yn¹æ, p³yn¹æ. Koniec tañca. Tatuœ poca³owa³ mnie w rêkê. By³am szczêœliwa. […] Mam w sobie wiele takich obrazów, które przetrwa³y. Choæby to, jak fruwa³am na ¿yrandolu w spektaklu w re¿yserii Jarockiego. <Wszystko jest do kochania, gamoniu…>, wykrzykiwa³am w litanii mi³oœci. Takich oczarowañ by³o wiele. Te obrazy s¹ we mnie. ¯yj¹”. Te „jasne wspomnienia” mog¹ byæ pocieszeniem w najtrudniejszych momentach, uwa¿a Maja Komorowska. Kiedy aktorka miêdzy matur¹, a studiami pracowa³a


na oddziale chirurgii dzieciêcej, gdzie opiekowa³a siê dzieæmi przed operacjami serca i po nich, przynosi³a lalki z teatru i rozœmiesza³a ma³ych pacjentów. To, jak mówi, da³o jej poczucie, ¿e zawsze mo¿na zrobiæ coœ konkretnego, jak¹œ niewielk¹ rzecz, która komuœ pomo¿e. Czasami wystarczy dobra rozmowa, jedno ciep³e zdanie, które dla drugiego cz³owieka mo¿e okazaæ siê tratw¹ ratunkow¹. „Trzeba – mimo wszystko – robiæ to, co mo¿liwe, by ka¿dy dzieñ by³ dobry. Nie odk³adaæ niczego na póŸniej. Nie poddawaæ siê, ucieszyæ siê mimo wszystko, nie zapomnieæ, co nas wiedzie. Nie straciæ zachwytu nad urod¹ œwiata. W nas jest przemijanie, a w przyrodzie trwa wiecznoœæ, harmonia. Przypominaj¹ mi siê dwa wiersze – Mi³osza i Szymborskiej. On w wierszu „Dar” mówi: „Dzieñ taki szczêœliwy,/ Mg³a opad³a wczeœnie,/ pracowa³em w ogrodzie…”. Ona w „Starym profesorze” pyta go, czy bywa szczêœliwy. „Pracujê” – odpowiada jej. Bardzo mi to bliskie. To, ¿e mogê jeszcze pracowaæ w moim wieku, jest wielkim darem, szczêœciem… Dzieñ wa¿ny, dobrze prze¿yty to taki, w którym nie zrobi³o siê niczego z³ego, ale te¿ uda³o siê zrobiæ coœ, co jest dobre i wymierne. Pokonaæ siebie. Mam potrzebê konkretu. Muszê siê czegoœ uchwyciæ. To pomaga daæ sobie radê z bezradnoœci¹. Uspokaja” – t³umaczy 88-latka. I warto z tych s³ów czerpaæ inspiracjê.
*
„Wygl¹da³a jak królowa i mia³a maniery królowej. Nigdy wczeœniej nikogo takiego nie spotka³am. Mia³a na sobie d³ug¹ tunikê w³asnego projektu i ogromny kapelusz. Z³ote bransolety z diamentami wydawa³y siê ogromne na jej szczup³ych nadgarstkach, tak samo jak wieczny pierœcieñ na jej palcu, który dosta³a od swojego wielbiciela prawie pó³ wieku wczeœniej. Jej twarz by³a pe³na zmarszczek od nadmiernego opalania siê i palenia papierosów. Uderzy³y mnie zw³aszcza jej oczy. Ogromne, przeszywaj¹ce, w kolorze niebieskiej wody, podkreœlone cienk¹ czarn¹ kresk¹, dodaj¹c¹ dramatyzmu. By³a w nich si³a, ale te¿ ³agodnoœæ” – tak wspomina pierwsze spotkanie ze swoj¹ prababci¹ Marisa de Lempicka. Polska artystka, jedna z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicielek stylu art déco w malarstwie, nie pozwala³a nazywaæ siebie babci¹. Wola³a, by mówiono do niej „Chérie”, czyli „kochana”. „Nie by³a typow¹ babci¹. Nie tuli³a, nie okazywa³a mi³oœci werbalnie, ale wyra¿a³a j¹ w inny sposób” – wspomina prawnuczka. „Kiedy z nami rozmawia³a, poœwiêca³a nam sto procent uwagi. Mo¿na by³o przy niej poczuæ siê kimœ wa¿nym i bardzo wielu rzeczy siê nauczyæ”.
„Jej wspania³a rezydencja by³a otwarta na basen i piêkny japoñski ogród, bo Tamara uwielbia³a naturalne œwiat³o. To jedne z najszczêœliwszych wspomnieñ z mojego dzieciñstwa. Ca³y dom pachnia³ tuberoz¹. Wszêdzie sta³y bukiety ze œwie¿ych kwiatów, po które raz w tygodniu moja prababka posy³a³a swoj¹ kucharkê na targ. Wszystko w domu by³o bia³e i lawendowe, od sypialni, salonu a¿ po jadalniê. Œciany i kanapy, jej ³ó¿ko mia³y jasny lawendowy kolor” – wspomina.
O s³awnej prababci mówi, ¿e by³a perfekcjonistk¹ w ka¿dym calu. „Wszystko musia³o byæ tak, jak chcia³a. Uczy³a swój personel, jak podawaæ do sto³u w stary europejski sposób. Pokojówce pokaza³a, jak sk³adaæ serwetki, wiêc jednego dnia mia³y kszta³t go³êbia, innego kszta³t kwiatu czy wachlarza. Siadaliœmy do lunchu na tarasie w cieniu bananowców. WyobraŸ sobie, ¿e stó³ by³ codziennie nakryty w innym meksykañskim kolorze – fuksji, turkusu, ¿ó³ci, fioletu” – opowiada Marisa. Tamara £empicka, jak wiêkszoœæ s³awnych artystów, mia³a siln¹ osobowoœæ. By³a przy tym szalenie oryginalna. „W malarstwie rozwinê³a w³asny, niezwykle unikalny styl, jakiego wczeœniej nie znano. Po³¹czy³a swoich ukochanych mistrzów renesansu i manieryzmu, bo widzimy w jej obrazach piêkne, œwiec¹ce siê cia³a, z ówczesnym modernizmem, z samochodami, ze strojami i oczywiœcie z kubizmem. By³a bystra i inteligentna i doskonale wiedzia³a, co dzia³o siê w œwiecie. No có¿, czyta³a piêæ gazet dziennie w ró¿nych jêzykach. Niewiele kobiet mog³o jej dorównaæ” – ¿artuje prawnuczka. Mo¿e dlatego o Tamarze £empickiej œwiat sztuki i kultury nie zapomina. ❍
Weronika Kwiatkowska

smugi na szybie. Luty. Mrozem skuty. Nie mo¿e siê skoñczyæ.
Po œniegu zosta³o rozjechane b³oto. I znaczone psi¹ uryn¹ ha³dy. Od dwóch dni wy³y pó³nocne wiatry. W³adze miasta ostrzega³y przed wychodzeniem z domu. Odczuwalna temperatura minus 11 stopni Fahrenheita – ekscytowa³ siê w telewizji mê¿czyzna w garniturze. I wskazywa³ na mapie nacieraj¹ce pr¹dy arktycznego powietrza. Nie potrafi³ ukryæ zadowolenia. ¯e ma swoje piêæ minut. ¯e wreszcie jest s³uchany. Doceniany. Wa¿ny. Ze swad¹ objaœnia³ anomalia pogodowe. Przypomnia³ mi siê skecz Wojciecha Manna. By³ œwietny w roli pogodynki, pomyœla³am. I wyjrza³am do ogródka. Wysypane wieczorem ziarno ju¿ prawie zjedzone. Otworzy³am okno. Kilka drobnych ptaków zidentyfikowanych jako Junco hyemalis – wêdrowne, z rodziny pasówek – zerwa³o siê do lotu. Zza pleców budynku wyziera³a niebieska p³achta nieba. Kotka spa³a pod sto³em. S³oñce podœwietla³o

W nastroju schy³kowoœci. Oraz w wyniku zapaœci finansowej. Postanawiam wyzbyæ siê rzeczy. Oczyœciæ ze z³ogów. Zrobiæ miejsce na nowe. Pod m³otek idzie kolekcja p³yt winylowych. Wiedziona niezrozumia³ym impulsem w pierwszej kolejnoœci siêgam po kr¹¿ek z bananem na ok³adce. Wpisujê do wyszukiwarki: The Velvet Underground & Nico. Produced by Andy Warhol. ¯eby sprawdziæ, ile taki album mo¿e byæ wart. Pierwszy wynik: 4.500.00 dolarów. Tyle pieniêdzy? Liczê zera. Niemo¿liwe. Czytam opis. Sprawdzam oznaczenia. Szybko siê okazuje, ¿e to pierwsze wydanie. Poza tym p³yta jest w idealnym stanie. I ma nalepkê – pisze poznany na grupie mi³oœników starych p³yt entuzjasta z Australii – a to wa¿ne Rzeczywiœcie, przygl¹dam siê ok³adce. Ta za miliony monet ma banana, którego mo¿na oderwaæ. Na mojej owoc jest wydrukowany. Ale nadal, p³yty z identycznymi numerami, chodz¹ po szeœæset, osiemset dolarów. Postanawiam wybraæ siê do lokalnego sklepu z winylami. Zabawne, ¿e w logo Deep Cut Records widnieje do-
bary na szczycie wie¿owców. W Bangkoku jest ponad 460 wie¿owców maj¹cych wiêcej ni¿ 100 metrów wysokoœci (dla porównania: tyle ma warszawski hotel Forum, dziœ Novotel). Tak wiêc dla ka¿dego coœ mi³ego, jednak¿e niemal wszyscy po kilku dniach w niezwykle gor¹cej i mêcz¹cej stolicy udaj¹ siê dalej, na wyspy i na rajskie pla¿e.
k³adnie ta sama warholowska grafika – tylko banan jest uœmiechniêty, ma dready i jamajsk¹ czapeczkê. Znak?
W³aœciciel przybytku ma na imiê Brendon. Nosi rogowe okulary. I we³niany sweter z dziurami. Kiedy mówiê w czym rzecz, zdecydowanie siê o¿ywia. Szybko koñczy rozmowê z poprzednim klientem. I wychodzi zza biurka. Jak rozpoznaæ, czy znaleziony poœród setek p³yt skarb rzeczywiœcie ma jak¹œ wartoœæ? – pytam. Radzi, by sprawdziæ ty³ ok³adki. W pierwszym wydaniu – t³umaczy –na fotografii z koncertu znajdowa³y siê dwie powiêkszone twarze, ale jedna z tych osób nie zgodzi³a siê na u¿ycie swojego wizerunku i w kolejnych publikacjach zosta³a tylko podobizna z prawej strony. Jeœli masz wersjê z dwoma g³ówkami, to mo¿esz dostaæ za to naprawdê sporo pieniêdzy – koñczy wywód. Dobra, dam ci znaæ – mówiê. I biegnê do domu w poczuciu, ¿e zaraz oka¿e siê, ¿e jestem bogata. ¯e za jeden kr¹¿ek, który kurzy³ siê na szafie od lat, bêdê mog³a op³aciæ rok terapii. Albo pojechaæ na wakacje. I to mo¿e nawet kilka razy w roku! W drodze powrotnej, która trwa jakieœ siedem minut, prze¿ywam równoleg³e ¿ycie. Szeleszcz¹ banknoty. Spada z³ote konfetti. Pijê drinki z palemk¹ przy basenie.
Robiê nowe zêby. Takie hollywoodzkie. Jak z katalogu. I oczywiœcie adoptujê zgrajê bezpañskich kotów. Bo mogê. Bo mnie staæ. A co, jeœli w kolekcji znajduje siê nie jeden Z³oty Graal, a kilka? Lub kilkanaœcie? – puszczam wodze fantazji. Muszê dok³adnie przejrzeæ ca³oœæ, zanim zdecydujê siê sprzedaæ – myœlê gor¹czkowo. Czy¿by astrologiczne przepowiednie, ¿e po latach posuchy dla Ognistego Wê¿a nadchodz¹ czasy prosperity, mia³y okazaæ siê prawd¹? Ciarki na plecach. Przyspieszony puls. Jeszcze tylko kilka kroków. Kropelki potu wstêpuj¹ na czo³o. Klucz w zamku. Jedne drzwi. Drugie. Zrzucam p³aszcz w przedpokoju. Dopadam do pó³ki. Wyci¹gam rzeczony album. Odwracam. I… Jak mawia³ klasyk: koniec marzeñ, koniec snów.
*
A mog³o byæ tak piêknie. Nieskromnie ca³kiem. Mo¿e nawet euforycznie. Ju¿ œpiewa³am z Janerk¹: Jezu, jak siê cieszê/ z tych króciutkich wskrzeszeñ/ kiedy pe³n¹ kieszeñ/ znowu mam. Znowu mogê myœleæ/ trochê jakby œciœlej/ I obmyœlaæ œmia³o/ nowy plan. Ju¿ by³am w ogródku. Ju¿ wita³am siê z g¹sk¹. Ale „golden goose” okaza³a siê wydmuszk¹. Atrap¹. Obietnic¹ bez pokrycia. Raz jeszcze los zadrwi³ okrutnie. Lodowate powietrze chlusnê³o prosto w twarz. Prognozy by³y – jak to zwykle o tej porze roku – ma³o optymistyczne. Mia³a przyjœæ wiosna. Ale nikt nie wiedzia³ kiedy. ❍
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Na pocz¹tku by³em zaszokowany, wrêcz przera¿ony t³umami, ha³asem izgie³kiem. Czego innego mog³em siê jednak spodziewaæ? W zesz³ym roku do Tajlandii przyjecha³o 39 milionów zagranicznych turystów, a na Filipiny – tylko szeœæ milionów. Bangkok by³ najczêœciej odwiedzanym miastem na œwiecie – 30 mln turystów! – bij¹c dawnych faworytów, jak Londyn (23), Istambu³ (20), Dubaj (19), Pary¿ (18) czy Nowy Jork (13). Proszê jednak zwróciæ uwagê na proporcje: na 100 mln turystów przyje¿d¿aj¹cych do Francji, tylko co pi¹ty odwiedza Pary¿, bo wielu od razu zmierza w Alpy albo na Riwierê. Podobnie jest w Stanach: a¿ 72 milionów przybyszy i wielu leci od razu do Kalifornii albo na Florydê (chyba, ¿e ktoœ sprawdzi ich telefon na granicy, wtedy siê wróc¹ do domu).
Jako ogromne miasto z dwoma lotniskami, Bangkok jest wrotami do rajskiej Tajlandii. Sam ma te¿ wiele do zaoferowania: buddyjskie œwi¹tynie, Chinatown, œwietne jedzenie uliczne, przejazdy ³ódkami po kana³ach, fantastyczne centra handlowe, bajeczne ¿ycie nocne, efektowne
S³yszê na ulicach polski. Kiedyœ byli to samotni turyœci z plecakiem i rozdziawion¹ z zachwytu gêb¹. Dziœ mijam rodziny z dzieæmi, które, jakby nigdy nic, jak ja kiedyœ w Zakopanem lub Gdañsku, id¹ na obiad i na ka¿de ¿yczenie kupuj¹ dzieciom lody. Ceny w Tajlandii nie s¹ wy¿sze ni¿ w Polsce, ale przelot kosztuje sporo. NajwyraŸniej jednak wielu Polaków staæ ju¿ na takie rodzinne eskapady, z czego siê cieszê.
Pe³no s³yszê te¿ Rosjan. W kurortach Phuket i Pattaya wrêcz dominuj¹ na ulicach, ale i w Bangkoku raz po raz mijam wielkie, wysokie jak Aryna Sabalenka, dzidy z jakiejœ Syberii. Bynajmniej nie s¹ tak piêkne jak rosyjskie modelki i gwiazdki porno. Krzywdy im nie zrobiê, drogê wska¿ê, ale nie jestem w stanie byæ wobec nich przyjazny, bije z nich bowiem jakaœ arogancja, poczucie imperialnej wy¿szoœci.
Tak czy inaczej, jestem w miejscu turystycznym, jak Nowy Jork, gdzie a¿ do koñca œwiata, na przyk³ad jako przewodnik w turystycznym autobusie, móg³bym codziennie widzieæ innych ludzi.
Jest te¿ w Bangkoku pe³no ekspatów. W moim mieœcie wojewódzkim Angeles City przewa¿aj¹ dziadkowie wydzielaj¹cy ze swoich emeryturek pieni¹dze na warzywa na targu. W Tajlandii trudniej jest przed³u¿aæ wizê, trzeba te¿ mieæ wiêcej pieniêdzy na ¿ycie. Tajlandia nastawia siê na szybki zysk z turystów i nie chce mieæ na karku tysiêcy oszczêdnych, bia³ych, starszych ludzi. Tak wiêc ci biali, których tam mijam, to albo turyœci, albo ludzie zamo¿ni, których staæ na prawników i za³atwienie wizy pobytowej. Albo te¿ pracownicy miêdzynarodowych korporacji. Takich jak Anglik, który siedzia³ obok mnie w metrze, wracaj¹cy z pracy. W koszuli dobrej jakoœci z d³ugim rêkawem i ze skórzan¹ teczk¹. Takich to u nas w miasteczku nie ma. Czujê, ¿e znowu jestem w Azji. Filipiny to nie Orient, to by³a kolonia Hiszpanii i Stanów Zjednoczonych, kraj katolicki i angielskojêzyczny. W Tajlandii znowu porozumiewam siê na migi. Pokazujê pani jedzenie, które chcê kupiæ, ona pokazuje cenê, uœmiechamy siê do siebie. Oczywiœcie, recepcjonistki w hotelu znaj¹ angielski, dogadam siê te¿ z dziewczyn¹ w barze i sprzedawczyni¹ owoców, ale jednak ich jêzyk, religia, sposób myœlenia to dla mnie inna planeta. Tajlandia nigdy nie by³a skolonizowana i Tajowie nie maj¹ poczucia ni¿szoœci wobec bia³ych, wrêcz przeciwnie. Wcale mi to nie przeszkadza – tak jak nie przeszkadza³o mi, ¿e w Ameryce jej rodowici mieszkañcy patrzyli czasem na mnie z wy¿szoœci¹. Kwestia poczucia w³asnej wartoœci, jak s¹dzê. Dlatego te¿ nie imponuje mi, przeciwnie –wzbudza za¿enowanie czo³obitnoœæ Filipiñczyków wobec mnie. Jestem dla nich lepszy, bo jestem bia³y, mam pieni¹dze, mo¿e im pomogê, mo¿e zabiorê do siebie, do lepszego œwiata. Jestem znowu w mieœcie, które mi imponuje, które ma rozmach i œwiatowy polor. Po ulicach chodz¹ turyœci, ale mieszaj¹ siê z tajskimi pracownikami biur – panach w krawatach i paniach w czarnych kostiumach. Tajowie s¹, na ³eb, dwa razy bogatsi ni¿ Filipiñczycy, i dwa razy biedniejsi ni¿ Polacy. Niemniej, w tak wielkim mieœcie klasa œrednia jest liczna, tak wiêc ulice zapchane s¹ tysi¹cami samochodów. Wielkie i widoczne s¹ te¿ wyspy bogactwa: luksusowe wie¿owce z basenami, si³owniami i najwy¿szym standardem wykoñczenia. S¹ te¿ dzielnice willowe, gdzie za wysokim murem kryj¹ siê przeszklone, nowoczesne domy otoczone roœlinnoœci¹. Ale te¿ coraz to mija nas biedak ci¹gn¹cy za sob¹ swój dobytek, jakieœ graty albo widzimy wieœniaczkê sma¿¹c¹ na ulicy tanie potrawy z ry¿u i makaronu. (Tajlandia nale¿y do krajów o najwiêkszych dysproporcjach maj¹tkowych.)
Ulice i parki publiczne s¹ czyste, zadbane i oœwietlone. Nie ma porównania z Filipinami, gdzie œmiecie walaj¹ siê wszêdzie, powiêkszaj¹c wra¿enie biedy i beznadziei.
Bangkok dorobi³ siê kilku linii metra – podziemnego i na estakadzie. Perony s¹ klimatyzowane, wagony te¿. Nasuwaj¹ siê skojarzenia ze stolic¹ Filipin, Manil¹, która ma tylko jedn¹ liniê kolejki i tak zat³oczon¹, ¿e nale¿y rozpocz¹æ jazdê na pocz¹tkowym przystanku, ¿eby usi¹œæ, albo ¿eby w ogóle siê zmieœciæ. Je¿d¿ê tam iz powrotem po Bangkoku, próbuj¹c zaliczyæ wszystkie miejsca, które kiedyœ pozna³em, a mo¿e i coœ dodaæ do listy faworytów. Ale o nich – za tydzieñ. ❍ Jan Latus
Historia Czes³awa Bojarskiego to nie opowieœæ o cz³owieku ogarniêtym ¿¹dz¹ bogactwa, lecz o umyœle przypartym do muru.
Bojarski urodzi³ siê w £añcucie w 1912 roku. Z wykszta³cenia by³ in¿ynierem budownictwa po Politechnice Lwowskiej, cz³owiekiem o ogromnym potencjale. Jego wojenne losy nie s¹ do koñca jasne. Wed³ug jednej z wersji wzi¹³ udzia³ w kampanii wrzeœniowej w 1939 roku, po której trafi³ do niewoli niemieckiej. Wiêkszoœæ wojny mia³ spêdziæ w obozach jenieckich. Wiosn¹ 1944 roku, podczas transportu do Francji, w celu budowy umocnieñ, jego konwój zosta³ zbombardowany przez aliantów. Bojarski wykorzysta³ chaos, by uciec i dotrzeæ do Pary¿a, gdzie doczeka³ koñca wojny.
Uzna³ ¿e nie chce wracaæ do rz¹dzonej przez komunistów Polski, o¿eni³ siê z Francuzk¹, Suzanne Teissedre i zosta³ we Francji. Szczêœcie jednak wyraŸnie siê od niego odwróci³o. S³aba znajomoœæ jêzyka francuskiego uniemo¿liwia³a mu znalezienie pracy w zawodzie, a ciê¿ar utrzymania rodziny spoczywa³ na barkach ¿ony.
Gdy Suzanne zachorowa³a i straci³a pracê, w domu Bojarskich zapanowa³a skrajna bieda. Czes³aw podejmowa³ siê ró¿nych zajêæ – próbowa³ si³ jako szewc, rysownik, a nawet œpiewak – lecz ka¿da próba koñczy³a siê niepowodzeniem. Jego drobne wynalazki równie¿ nie przynosi³y dochodu. Opracowa³ i opatentowa³ model szczoteczki do zêbów i zatyczki do pojemników. Stworzy³ projekt plastikowego o³ówka, nowy typ maszynki do golenia a tak¿e kapsu³ki kawowe. ¯aden z jego pomys³ów nie znalaz³ uznania i jego firma „Obtura” zbankrutowa³a.
Frustracja i poczucie beznadziei pchnê³y go w koñcu do wykorzystania swoich unikalnych zdolnoœci w zupe³nie inny sposób. Jak sam t³umaczy³ podczas procesu: zawsze by³ porz¹dnym cz³owiekiem, a do podjêcia takiego kroku zmusi³a go bieda.
Ta motywacja, tak odleg³a od stereotypowego wizerunku bezwzglêdnego przestêpcy, czyni jego postaæ bardziej z³o¿on¹ i tragiczn¹, pokazuj¹c, jak niewiele potrzeba, by porz¹dny cz³owiek zszed³ na z³¹ drogê.
W grudniu 1949 roku, po dziewiêtnastu miesi¹cach morderczej pracy, Bojarski wprowadzi³ do obiegu pierwsz¹ partiê fa³szywych banknotów. Przez kolejne tygodnie z dusz¹ na ramieniu nerwowo przegl¹da³ gazety, oczekuj¹c alarmuj¹cych doniesieñ o wykryciu jego podróbek. Ku jego zdumieniu, w mediach panowa³a absolutna, grobowa cisza. Dni zamienia³y siê w tygodnie, a jego lêk powoli ustêpowa³ miejsca zdziwieniu, a w koñcu zuchwa³ej pewnoœci siebie.
Bojarski nie wiedzia³, ¿e francuskie w³adze, aby nie siaæ paniki mia³y wewnêtrzne przepisy, które zabrania³y publicznego informowania o wykryciu fa³szywych pieniêdzy. W rezultacie brak jakiejkolwiek reakcji zinterpretowa³ Bojarski na swój sposób. Jak wyjaœnia³ póŸniej w s¹dzie, doszed³ do wniosku, ¿e „nikt nie by³ zainteresowany kwesti¹ fa³szowania banknotów”. Ta ironiczna pomy³ka sta³a siê dla niego cichym przyzwoleniem. Procedura policyjna, która mia³a chroniæ spo³eczeñstwo, w jego uszach zabrzmia³a jak

zachêta do rozwiniêcia dzia³alnoœci na niewyobra¿aln¹ skalê.
Przez lata Czes³aw Bojarski by³ jednoosobow¹ fabryk¹. W piwnicy swojej willi stworzy³ miniaturow¹ mennicê: samodzielnie produkowa³ papier, miesza³ farby, grawerowa³ p³yty drukarskie, a nawet konstruowa³ maszyny mechanizuj¹ce proces druku. Aby nowe, prosto z taœmy banknoty nie rzuca³y siê w oczy, opracowa³ technikê ich „postarzania”, mieszaj¹c je z zebranym z koœcio³ów kurzem i popio³em.
Jego ¿ona by³a kompletnie zaskoczona odkryciem nielegalnej fabryki dzia³aj¹cej tu¿ pod jej stopami. Jednak praca ponad si³y w koñcu Bojarskiego wyczerpa³a. Zmusi³o go to do z³amania ¿elaznej zasady i zatrudnienia pomocników: krewnego Antoniego Dowgierda oraz francuskiego kolegê.
To w³aœnie wtedy policja, która w koñcu namierzy³a Bojarskiego dziêki jego przesz³oœci zawodowej (przez krótki czas pracowa³ w drukarni produkuj¹cej prawdziwe banknoty), pope³ni³a kluczowy b³¹d w ocenie sytuacji. Byli przekonani, ¿e Bojarski jest jedynie trybikiem w wielkiej, zorganizowanej grupie przestêpczej, a nie ca³ym mechanizmem. Tymczasem prawdziwe zagro¿enie dla Bojarskiego nadesz³o z zupe³nie innej strony. Dowgierd, wbrew jego wyraŸnym ostrze¿eniom, poszed³ do banku z plikiem œwie¿o wydrukowanych i niepostarzonych banknotów, by wymieniæ je na marki niemieckie. Nienaturalna nowoœæ banknotów natychmiast wzbudzi³a podejrzenia.
To, co nast¹pi³o póŸniej, by³o scen¹ godn¹ filmu sensacyjnego. Policja, œledz¹c Dowgierda, dotar³a do willi Bojarskiego przy ulicy Grenelle i przez blisko dziesiêæ godzin drobiazgowo przeszukiwano dom, nie znajduj¹c absolutnie nic. Zrezygnowani policjanci, mieli ju¿ opuœciæ posesjê, gdy dowodz¹cy akcj¹ oficer postanowi³ ostatni raz rozejrzeæ siê po salonie. Jego uwagê przyku³a nietypowa szczelina w parkiecie, ukryta pod dywanem. Po podwa¿eniu desek oczom policjantów ukaza³o siê wejœcie do piwnicy. To nie b³¹d geniusza, lecz ludzka pomy³ka i ³ut szczêœcia œledczych, zniweczy³y lata perfekcyjnej, samotnej konspiracji.



Historia Bojarskiego nie koñczy siê wraz z wyrokiem skazuj¹cym. Przyzna³ siê, ¿e wprowadzi³ do obiegu fa³szywe banknoty o ³¹cznej wartoœci blisko miliona franków, ale nie by³o ¿adnego sposobu aby potwierdziæ, ¿e powiedzia³ on prawdê. W 1978 roku, po przedterminowym zwolnieniu z wiêzienia, Bojarski wróci³ do domu i zabra³ ¿onê na d³ugo wyczekiwane wakacje. I wtedy los dopisa³ kolejny nieprawdopodobny rozdzia³. Pod ich nieobecnoœæ w willi dosz³o do powa¿nej awarii kanalizacji, która spowodowa³a zalanie posiad³oœci.
Wezwani na miejsce stra¿acy, wypompowuj¹c wodê, natknêli siê na niezwyk³e znalezisko. W jednej ze skrytek w domu ukryte by³o ponad jedenaœcie kilogramów z³ota. Zgodnie z procedur¹, natychmiast powiadomili policjê, co doprowadzi³o do drugiego procesu Bojarskiego w 1980 roku i konfiskaty skarbu. Co ciekawe, wiele wskazuje na to, ¿e nie by³a to nawet ca³oœæ jego ukrytego maj¹tku.

Czes³aw Bojarski zosta³ okrzykniêty przez francusk¹ prasê „najniebezpieczniejszym fa³szerzem pieniêdzy w historii Francji”. By³o w tym wiêcej ni¿ tylko medialna przesada. Jego dzia³alnoœæ stanowi³a fundamentalne zagro¿enie dla stabilnoœci finansowej pañstwa do tego stopnia, ¿e Banque de France podj¹³ jedyn¹ mo¿liw¹ decyzjê: przyzna³ siê do pora¿ki. Wycofano z obiegu ca³¹ seriê banknotów 100frankowych i zaprojektowano now¹, z zupe³nie innym wizerunkiem. Jeden cz³owiek, pracuj¹cy w piwnicy, zmusi³ do kapitulacji, potê¿ny, narodowy bank. Na wniosek komisarza Benhamou powsta³ o nim film dokumentalny, który pokazuje siê do dziœ na szkoleniach policyjnych. Dziennik „Le Parisienne” nazwa³ Bojarskiego „Cézanne fa³szywych banknotów”. Dominique Raymond Poirier napisa³ o nim ksi¹¿kê „Król fa³szerzy banknotów”. Na podstawie jego losów nakrêcono nawet film pt. „Ogrodnik z Argenteuil”. Obecnie na ekrany kin wchodzi najnowszy film o Bojarskim zatytu³owany: „L’Affaire Bojarski” czyli „Sprawa Bojarskiego”. Czes³aw Bojarski zmar³ we Francji w 2003 roku w wieku 90 lat. Najwiêksz¹ ironi¹ losu jest jednak jego poœmiertne dziedzictwo. Fa³szywe banknoty autorstwa Bojarskiego, które kiedyœ wstrz¹snê³y francuskim systemem bankowym, dziœ s¹ cennymi przedmiotami kolekcjonerskimi. Na aukcjach osi¹gaj¹ ceny przekraczaj¹ce 7000 dolarów za sztukê, bêd¹c œwiadectwem jego niezwyk³ego, choæ mrocznego talentu.
Pozostaje tylko otwarte pytanie: jak potoczy³aby siê historia Czes³awa Bojarskiego, gdyby swój niezwyk³y geniusz i determinacjê móg³ wykorzystaæ w innych okolicznoœciach?

El¿bieta Baumgartner radzi

Mi³oœæ ma wiele jêzyków – s³owa, gesty, dotyk, czas, obecnoœæ. Ale istnieje jeszcze jeden, o którym rzadko mówi siê wprost, choæ towarzyszy nam ka¿dego dnia: jêzyk pieniêdzy. Nie chodzi o materializm ani o przekonanie, ¿e „mi³oœæ kosztuje”. Chodzi o to, ¿e finansowe decyzje s¹ czytelnym sposobem okazywania troski, odpowiedzialnoœci i szacunku. Walentynki staj¹ siê wiêc idealnym momentem, by spojrzeæ na pieni¹dze nie jak na Ÿród³o konfliktów, lecz jak na narzêdzie budowania relacji. Wbrew pozorom to, jak wydajemy, oszczêdzamy i planujemy, mówi o nas wiêcej ni¿ s³owa.
Pieni¹dze jako lustro wartoœci
Ka¿da para, niezale¿nie od wieku, kultury czy statusu, pos³uguje siê w³asnym „finansowym dialektem”. Dla jednych pieni¹dze oznaczaj¹ bezpieczeñstwo, dla innych wolnoœæ, a dla jeszcze innych s¹ sposobem na okazywanie mi³oœci. W praktyce mo¿e to byæ kupienie partnerowi ulubionej kawy, odk³adanie na wspóln¹ przysz³oœæ albo op³acenie rachunków, zanim druga osoba zd¹¿y o nich pomyœleæ. Wszystkie te dzia³ania s¹ aktami troski.
Pieni¹dze same w sobie nie s¹ ani romantyczne, ani ch³odne. To intencja nadaje im znaczenie. Gdy ktoœ mówi: „Zap³aci³em za twoje ubezpieczenie zdrowotne, bo chcê, ¿ebyœ by³ bezpieczny”, nie jest to transakcja, lecz komunikat: „Twoje zdrowie jest dla mnie wa¿ne”. W³aœnie dlatego finansowe decyzje tak czêsto staj¹ siê odbiciem naszych wartoœci i emocji.
Gdy styl finansowy staje siê jêzykiem mi³oœci Psychologowie mówi¹ o piêciu jêzykach mi³oœci: s³owach, dotyku, prezentach, czasie i pomocy. W ka¿dym z nich pieni¹dze odgrywaj¹ subteln¹, ale istotn¹ rolê. Niektóre osoby wyra¿aj¹ mi³oœæ przez prezenty. Nie musz¹ byæ one luksusowe, bo liczy siê uwa¿noœæ: kwiatek kupiony bez okazji, ksi¹¿ka, o której partner wspomina³, bilet na koncert ulubionego zespo³u. To nie koszt jest wa¿ny, lecz sygna³: „S³ucham ciê. Znam ciê. Myœlê o tobie”. Dla innych najwa¿niejszy jest czas. Wtedy finansowe decyzje polegaj¹ na rezygnacji




z nadgodzin, by byæ na szkolnym przedstawieniu dziecka, albo na wziêciu wolnego, by pojechaæ z partnerem do lekarza. To równie¿ jest wydawanie, ale walut¹ jest czas. S¹ te¿ osoby, które okazuj¹ mi³oœæ poprzez pomoc. Zrobienie zakupów, zorganizowanie bud¿etu domowego, wype³nienie formularzy podatkowych to nie s¹ techniczne czynnoœci, lecz komunikaty: „Chcê ci u³atwiæ ¿ycie”. W ten sposób styl finansowy staje siê jêzykiem mi³oœci, czêsto bardziej wymownym ni¿ s³owa.
Kiedy pieni¹dze staj¹ siê rozmow¹ o bezpieczeñstwie
Jednym z najg³êbszych przejawów mi³oœci jest tworzenie poczucia bezpieczeñstwa. W finansach oznacza to wspólny fundusz awaryjny, ubezpieczenie na ¿ycie, planowanie emerytury, sp³acanie d³ugów czy unikanie ryzykownych decyzji, które mog³yby zaszkodziæ rodzinie. To nie s¹ romantyczne tematy, ale w³aœnie one buduj¹ fundamenty stabilnej relacji. Wiele par unika rozmów o pieni¹dzach, bo boi siê, ¿e „zepsuj¹ atmosferê”. Tymczasem brak rozmowy psuje j¹ bardziej. Mi³oœæ nie polega na tym, by omijaæ trudne tematy, lecz by je wspólnie udŸwign¹æ. Rozmowa o finansach jest rozmow¹ o bezpieczeñstwie, a wiêc o trosce.
Finansowa czu³oœæ w codziennych drobiazgach Najbardziej wzruszaj¹ce gesty finansowe nie maj¹ nic wspólnego z wielkimi wydatkami. To drobiazgi, które mówi¹: „Jestem obok ciebie”. Partner tankuje samochód, albo robi kanapki, ¿eby rano nie by³o stresu. Ktoœ zostawia w portfelu drugiej osoby kilka dolarów „na dobr¹ kawê”. Ktoœ inny p³aci rachunek wczeœniej, ¿eby partner nie musia³ siê martwiæ. Ktoœ kupuje ciep³e rêkawiczki, bo widzi, ¿e druga osoba marznie. Takie gesty s¹ mikroinwestycjami w dobrostan drugiej osoby. W œwiecie, w którym wszystko jest szybkie, staj¹ siê kotwicami – przypominaj¹, ¿e ktoœ o nas myœli, nawet wtedy, gdy nie wypowiada tego na g³os.
Gdy pieni¹dze rani¹ –i jak to naprawiæ Tak jak pieni¹dze mog¹ wyra¿aæ troskê, mog¹ te¿ raniæ. Ukrywanie wydatków, tajne konta, krytykowanie partnera za sposób wydawania czy wykorzystywanie pieniêdzy jako narzêdzia kontroli, to nie s¹ problemy finansowe, lecz relacyjne. Ka¿dy konflikt o pieni¹dze jest konfliktem o wartoœci, lêki i potrzeby, a nie o same dolary. Dlatego zamiast pytaæ: „Dlaczego tyle wyda³eœ?”, lepiej zapytaæ: „Co by³o dla ciebie wa¿ne w tej decyzji?”. Taka zmiana tonu rozmowy otwiera przestrzeñ na zrozumienie, a nie na oskar¿enia. Finansowe rany goj¹ siê wtedy szybciej, bo para zaczyna rozmawiaæ o emocjach, a nie o kwotach.
Wspólne planowanie jako akt bliskoœci
Planowanie finansów to nie tylko bud¿et i tabelki. To rozmowa o marzeniach: gdzie

El¿bieta Baumgartner
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in.
„Planowanie spadkowe”, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem”, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
chcemy mieszkaæ, jak chcemy spêdzaæ czas, na co chcemy odk³adaæ, jak¹ przysz³oœæ chcemy zbudowaæ. Wspólne cele finansowe s¹ jak mapa relacji – pokazuj¹, dok¹d para zmierza i czy idzie tam razem. Walentynki to œwietny moment, by zrobiæ „finansow¹ randkê”. Bez telefonów, bez poœpiechu, z kubkiem herbaty lub lampk¹ wina mo¿na zapytaæ siebie nawzajem: „Co mogê zrobiæ, ¿ebyœ czu³ (a) siê bardziej zadbany (a) finansowo?”. To pytanie otwiera drzwi do szczeroœci, zaufania i wspó³pracy.
Pieni¹dze jako narzêdzie budowania, nie mierzenia mi³oœci
Pieni¹dze s¹ jednym z najcichszych, a jednoczeœnie najpotê¿niejszych jêzyków mi³oœci. Mówi¹ o trosce, odpowiedzialnoœci, bezpieczeñstwie i uwa¿noœci. Warto je traktowaæ nie jako tabu, lecz jako narzêdzie budowania relacji. Gdy pieni¹dze maj¹ kierunek, przestaj¹ byæ Ÿród³em stresu, a staj¹ siê sposobem na okazywanie bliskoœci. ❍
Masz tam maj¹tek? Pomog¹ ci ksi¹¿ki El¿biety Baumgartner „Powrót do Polski” – finansowe i prawne dylematy amerykañskich reemigrantów.
„Emerytura reemigranta w Polsce” – podrêcznik seniora wracaj¹cego do Polski.
„Emerytura polska i amerykañska” ich ³¹cznie i skutki Umowy emerytalnej. Ksi¹¿ka dla osób pozostaj¹cych w USA.
Równie¿: „Amerykañskie emerytury“, „Ubezpieczenie Social Security“, „Obywatelstwo z przeszkodami“, „Planowanie spadkowe“, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem“, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ dostêpne tylko w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy
Tel. 347.280.8434 –Tadeusz
➦ 60-letni mê¿czyzna szuka lekkiej pracy w œrodowisku polskojêzycznym.
Tel. 646.220.5832
Jacek
Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w soboty od 15:00 do 21:00
Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www.RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie.














– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com



Kabaret ERKA zaprasza na wyj¹tkowy spektakl zatytu³owany „Mi³oœæ ci wszystko wybaczy”. Spektakl oparty jest na poruszaj¹cej historii ¿ycia oraz utworach artystki, która ju¿ dawno odesz³a ze sceny, ale jej twórczoœæ wci¹¿ wraca i chwyta za serce. Mowa tu o niezwyk³ej, wspania³ej HANCE ORDONÓWNIE. Spektakl zostanie zaprezentowany w sobotê, 21 lutego, o godzinie 18:00, w auli Centrum Polsko-S³owiañskiego przy 177 Kent Street na Greenpoincie.
Któ¿ z nas nie zna takich utworów jak „Mi³oœæ Ci wszystko wybaczy” czy „Uliczka w Barcelonie”? W³aœnie tytu³ spektaklu zosta³ zaczerpniêty z tej pierwszej piosenki. Muzykê skomponowa³ Henryk Wars, a s³owa napisa³ Julian Tuwim. W³aœnie wykonanie piosenki „Mi³oœæ ci wszystko wybaczy” w filmie „Szpieg w masce” przynios³o Hance Ordonównie nieprzemijaj¹c¹ s³awê. Warto przypomnieæ jej s³owa, bo piosenkê tê do dzisiaj œpiewaj¹ kolejne pokolenia Polaków.
Mi³oœæ Ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni Ci w œmiech
Mi³oœæ tak piêknie t³umaczy
Zdradê i k³amstwo, i grzech
Choæbyœ j¹ przekl¹³ w rozpaczy ¯e jest okrutna i z³a
Mi³oœæ Ci wszystko wybaczy
Bo mi³oœæ, mój mi³y, to ja
Gdy pokochasz, tak mocno, jak ja
Tak tkliwie, ¿arliwie, tak wiesz
Do ostatka, do sza³u, do dna
To zdradzaj mnie wtedy i grzesz
Mi³oœæ Ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni Ci w œmiech
Mi³oœæ tak piêknie t³umaczy
Zdradê i k³amstwo, i grzech
Choæbyœ j¹ przekl¹³ w rozpaczy ¯e jest okrutna i z³a
Mi³oœæ Ci wszystko wybaczy
Bo mi³oœæ, mój mi³y, to ja
Sentymentalna podró¿ z Hank¹ Ordonówn¹
Kabaret ERKA zabierze Pañstwa w niezwyk³¹ podró¿ do czasów miêdzywojennych, kiedy to Hanka Ordonówna podbija³a serca publicznoœci nie tylko w Polsce, ale niemal na ca³ym œwiecie. Cz³onkowie kabaretu, przygotowuj¹c spektakl,

poznali wiele ciekawych faktów z Jej ¿ycia oraz historiê ludzi, którzy mieli najwiêkszy wp³yw na Jej karierê, którzy j¹ kochali i wspierali. I t¹ wiedz¹ podziel¹ siê z widzami. Hanka Ordonówna nie mia³a silnego i dŸwiêcznego g³osu, ale kiedy œpiewa³a, te niedoskona³oœci schodzi³y na dalszy plan. Najwa¿niejsza stawa³a siê jej interpretacja, a tê umiejêtnoœæ opanowa³a do perfekcji. Mistrzostwo osi¹gnê³a równie¿ w podkreœlaniu swojej charyzmatycznej osobowoœci, przy okazji wyznaczaj¹c modowe trendy. Nosi³a wydekoltowane sukienki, spodnie (jako jedna z pierwszych w Polsce kobiet) i kapelusze, nasuwane na prawe ucho, ¿eby ukryæ bliznê, która przypomina³a jej o nieszczêœliwej pierwszej mi³oœci. Kiedy wystêpowa³a w kabarecie „Weso³y Ul” w Lublinie, ju¿ jako Hanka Ordonówna, zyska³a popularnoœæ jako wykonawczyni piosenek o tematyce ¿o³nierskiej, miêdzy innymi „O mój rozmarynie” i „U³ani, u³ani, malowane dzieci”. W tym okresie nawi¹za³a romantyczn¹ relacjê z re¿yserem Januszem Sarneckim. Nieszczêœliwie w nim zakochana, próbowa³a pope³niæ samobójstwo, strzelaj¹c sobie w skroñ; nieudany postrza³ pozostawi³ na jej czole bliznê, któr¹ zakrywa³a kapeluszami lub toczkami. Historycy nie maj¹ w¹tpliwoœci, ¿e Hanka Ordonówna by³a jedn¹ z najjaœniejszych gwiazd II Rzeczpospolitej.
„Nie by³a piêknoœci¹, nie mia³a scenicznego g³osu, ale promieniowa³a magnetyzmem przyci¹gaj¹cym publicznoœæ” – napisa³a o Ordonównie Anna Mieszkowska w ksi¹¿ce „Hanka Ordonówna. Mi³oœæ jej wszystko wybaczy”, która ukaza³a siê w 2019 roku. Tytu³ nawi¹zuje do najbardziej znanego przeboju piosenkarki. Jest to
intymna historia Hanki Ordonówny napisana na podstawie jej prywatnych zapisków i listów. Ta ksi¹¿ka to historia polskiego kopciuszka – ubogiej dziewczyny, która sta³a siê najwiêksz¹ gwiazd¹ II Rzeczypospolitej. Nazywana by³a „czarodziejk¹ sceny”.
Trochê o ¿yciu i karierze Hanki Ordonówny opowie w trakcie spektaklu Andrzej Kuszewski, który póŸniej wciela siê w postaæ jej mê¿a, hrabiego Micha³a Tyszkiewicza.
– Hanka Ordonówna, a w³aœciwie Marianna Pietruszyñska, urodzi³a siê 4 sierpnia 1902 roku w Warszawie. Spektakl „Mi³oœæ ci wszystko wybaczy” jest ballad¹ o kobiecie, która wyprzedza³a swoj¹ epokê pod wieloma wzglêdami. By³a artystk¹. Jej kariera nie polega³a li tylko na szczêœciu i talencie, ale na ogromnej pracy i pokorze. Temu, co robi³a na scenie, oddawa³a siê do koñca.
W Ordonce kocha³a siê w ca³a Warszawa. By³a dam¹ nie tylko dlatego, ¿e wysz³a za m¹¿ za hrabiego Tyszkiewicza, przede wszystkim by³a uosobieniem dobra i mi³oœci. Rozdawa³a tê mi³oœæ tam, gdzie jej by³o brak. Doœwiadczali tej mi³oœci i ¿o³nierze polscy w okopach ca³ego, wojennego œwiata i dzieci.
Los wojennego œwiata splata³ siê nierozerwalnie z losem Hanki Ordonówny. Bez granic i do koñca Jej ¿ycia. Ratowa³a dzieci z po¿ogi wojennej, daj¹c im poczucie ciep³a i mi³oœci, przywracaj¹c im ludzk¹ godnoœæ. Ta karta Jej ¿ycia zosta³a z premedytacj¹ zapomniana w polskiej powojennej rzeczywistoœci. A przecie¿ w swojej ksi¹¿ce „Dzieci tu³acze” opisa³a losy tych dzieci, bez ¿alu i pretensji do kogokolwiek. Zrobi³a to dla nich, bo tak
trzeba by³o. Zap³aci³a za to najwy¿sz¹ cenê – umiera na gruŸlicê, wycieñczona prac¹ ponad si³y. Jak sama opowiada³a, wiele zawdziêcza³a dobrym ludziom, których w najwa¿niejszych momentach ¿yciowych mia³a ko³o siebie. Gdy choroba nie pozwala³a Jej ju¿ œpiewaæ, zaczê³a malowaæ i na tym polu wykaza³a wielki talent – podkreœla Andrzej Kuszewski. Hanka Ordonówna zmar³a na tyfus 8 wrzeœnia 1950 roku w Bejrucie, stolicy Libanu. Mia³a zaledwie 48 lat. Zosta³a pochowana na tamtejszym polskim cmentarzu. W 1990 roku jej prochy przeniesiono do Polski i pochowano w Alei Zas³u¿onych na Cmentarzu Pow¹zkowskim w Warszawie.
Podczas spektaklu na pewno nie zabraknie emocji Bêdzie te¿ trochê nostalgii, troszeczkê melancholii i wzruszeñ, ale przede wszystkim bêdzie sporo humoru i dobrej zabawy. Zapewne ten czas spêdzony wspólnie z Kabaretem ERKA pozostanie w Pañstwa pamiêci na d³ugo.
W spektaklu wyst¹pi¹: Anna Kucay jako Hanka Ordonówna, Ola Watras jako Zofia Bajkowska, Edyta Sitarz wcieli siê w rolê Tacjanny Wysockiej, Andrzej Kuszewski zaprezentuje siê jako hrabia Micha³ Tyszkiewicz – m¹¿ Hanki Ordonówny, z kolei Janusz Szlechta wcieli siê w postaæ Fryderyka Jarosego konferansjera wêgierskiego pochodzenia i re¿ysera teatralnego, który skrad³ i z³ama³ serce Haneczki (tak j¹ nazywa³); Tadeusz Nowak wyst¹pi jako re¿yser spektaklu, Alicja Kenig jako pianistka, a Antoni Wilczek jako pracownik sceny.
* * *
Kabaret ERKA ma na swoim koncie kilka spektakli, które wzbudza³y prawdziwy zachwyt. A s¹ to: „Powróæmy jak za dawnych lat”, „Tu idzie rodak”, „Baby, ach te baby…” i „Œwiat nie jest taki z³y... mimo wszystko”. Ci, którzy uczestniczyli w tych spektaklach, z ca³¹ pewnoœci¹ nie zawahaj¹ siê, aby obejrzeæ kolejny. Kabaret gwarantuje dobr¹ zabawê, du¿o humoru i œwietn¹ atmosferê. A wiêc do zobaczenia na premierze w CPS na Greenpoincie w sobotê, 21 lutego Kabaret zaprezentuje ten spektakl równie¿ w Klubie Wis³a w Garfield, w New Jersey (73 Main Str.) w sobotê, 7 marca ZDJÊCIA: MARCIN D¹BROWSKI, BOGDAN K
