zaangażowane społecznie, through socially engaged cinema
po produkcje o międzynarodowym zasięgu. to productions with an international reach.
Zapraszam wszystkich filmowców do odkrywania Kujaw i Pomorza jako przestrzeni otwartej na sztukę i filmowe opowieści.
Wierzę, że razem możemy tworzyć kino, które porusza, buduje tożsamość i zostaje na długo w pamięci widzów.
Piotr Całbecki Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego
Komedia romantyczna Piernikowe serce jest dobrym przykładem, jak produkcje filmowe i seriale mogą promować miasto – w tym przypadku Toruń. Akcja dzieje się na klimatycznej starówce, w tle można zobaczyć m.in. jarmark bożonarodzeniowy, a w kadrach pojawiają się najbardziej rozpoznawalne miejsca. Ponadto w obsadzie są znani aktorzy związani z Toruniem (Katarzyna Żak, Olga Bołądź i Piotr Głowacki).
To wizualna wizytówka zachęcająca turystów do odwiedzenia miasta. Również inne kujawsko-pomorskie miejscowości coraz częściej występują na małym i dużym ekranie. W filmach grały już m.in. Bydgoszcz, Włocławek czy Ciechocinek.
Na dofinansowanie samorządu mogą liczyć twórcy filmów fabularnych, dokumentalnych czy animacji. Kluczowym kryterium wyboru projektów jest ich związek z regionem, wyrażony poprzez tematykę lub miejsce realizacji zdjęć. Strategia ta nie tylko promuje lokalne dziedzictwo na ekranie, ale też buduje wizerunek województwa jako miejsca otwartego na sztukę i inwestycje. Filmy powstają we współpracy z Funduszem Filmowym Kujawy Pomorze przy wsparciu środków unijnych. Projekt ten służy także promocji lokalnych mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, umożliwiając im lokowanie produktów i usług w realizowanych produkcjach.
TEKST:
DARIUSZ CZOŁGOWSKI, PAWEŁ JANKOWSKI
– Korzyści te nie ograniczają się wyłącznie do branży hotelarskiej czy gastronomicznej, które bezpośrednio korzystają z obecności ekip filmowych w regionie. Istotne znaczenie mają również efekty dla przedsiębiorców funkcjonujących w sektorach kreatywnych, takich jak plakaciści, graficy, firmy produkcyjne czy podwykonawcy współpracujący przy realizacji produkcji filmowych. Szczególną wartość stanowi możliwość współpracy ze znanym reżyserem lub uznaną produkcją, której efekty często trafiają do międzynarodowej dystrybucji i są prezentowane na festiwalach filmowych na całym świecie. W rezultacie region zyskuje dodatkową ekspozycję w wymiarze wizerunkowym, nawet jeśli liczba scen zrealizowanych na jego terenie jest niewielka lub lokalizacja nie jest bezpośrednio eksponowana w filmie. Dodatkowo obecność na Kujawach i Pomorzu twórców o międzynarodowej renomie oraz rozpoznawalnych gwiazd kina wzmacnia prestiż regionu i generuje szereg pośrednich korzyści dla lokalnych przedsiębiorców. Sprzyja to budowaniu długofalowego wizerunku miejsca jako atrakcyjnego partnera dla branż kreatywnych, kultury
GRAFIKA: MAJA RUSEK DLA UMWKP
Nagroda „Innowacyjny Samorząd” dla Funduszu Filmowego Kujawy Pomorze
W 2026 roku Fundusz Filmowy Kujawy Pomorze zajął 3. miejsce w kategorii województw – w konkursie „Innowacyjny Samorząd”, organizowanym przez Serwis Samorządowy PAP. Uznanie kapituły zyskało unikalne połączenie rozwoju kultury z realnym wsparciem gospodarki regionalnej. O zwycięstwo rywalizowało 147 projektów podzielonych na sześć kategorii.
i przemysłów audiowizualnych. Film staje się w tym kontekście nośnikiem emocji, narracji i tożsamości miejsca, a nie jedynie narzędziem jego wizualnej prezentacji. Są to wartości trudne do osiągnięcia za pomocą tradycyjnych instrumentów promocji, a jednocześnie mające istotne znaczenie dla budowania rozpoznawalności i atrakcyjności regionu w dłuższej perspektywie – mówi Edyta Macieja-Morzuch, koordynatorka Funduszu.
Ostatnie głośne produkcje zrealizowane z udziałem Funduszu to najnowszy film Michała Kwiecińskiego Chopin, Chopin! i dramat Dom dobry Wojtka Smarzowskiego. W kwietniu 2026 roku swoją premierę miała kryminalna opowieść Morderstwo w filharmonii kręcona w Bydgoszczy, której reżyserem jest Maciej Hydr. W listopadzie 2025 roku widzowie zobaczyli komedię romantyczną w gwiazdorskiej obsadzie –Piernikowe serce Piotra Wereśniaka, zrealizowane na toruńskiej starówce. Wcześniej wsparcie otrzymali: pierwsza anglojęzyczna produkcja Jana Komasy Good Boy, która premierę miała w 2025 roku podczas 50. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto oraz debiut reżyserski Dominiki Montean-Pańków Skrzyżowanie z Janem Englertem. Dzięki Funduszowi powstał w Toruniu m.in. film Sezony Michała Grzybowskiego. Wsparcie uzyskały także krótkie metraże: Taksiarz Ryszarda Kruka, w którym swoją ostatnią główną rolę zagrał Jan Nowicki, uRodziny Marianny
Korman czy Matka młodego reżysera z naszego regionu – Sebastiana Kwidzyńskiego.
Szczególnym zainteresowaniem Funduszu Filmowego Kujawy Pomorze cieszą się produkcje filmowców związanych z województwem. Dofinansowane zostały dwa filmy bydgoskich twórców: Miasto Marcina Sautera i Negatyw Roberta Wichrowskiego oraz Ta, która kocham Torunianina Pawła Hejsbudzkiego.
Na środki z Funduszu mogą liczyć także twórcy filmów dokumentalnych. Otrzymali je Janusz Majewski na film Jazz outsider czy Krzysztof Paluszyński na Megality
Rok 2026 ma obfitować w premiery filmowe związane z Kujawami i Pomorzem. Droga rzadziej przemierzana to film Zuzanny Grabowskiej kręcony głównie
w Górznie i Szubinie. Na pierwszy pokaz czeka już kontynuacja komedii romantycznej Narzeczony na niby 2. Dzięki wsparciu samorządu swoje najnowsze dzieło – Całopalenie – stworzył w regionie także Krzysztof Zanussi. Dokumentalny film o surrealiście Jacku Yerce wyreżyseruje z kolei Ryszard Kruk. I to oczywiście nie koniec produkcji filmowych w Kujawsko-Pomorskiem. Mimo iż formalnie Fundusz jest najmłodszą tego typu inicjatywą w Polsce, to Samorząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego wspiera kinematografię od ponad dziesięciu lat. W 2015 roku środki otrzymały: polski kandydat do Oscara 11 minut Jerzego Skolimowskiego oraz nagrodzony Srebrnymi Lwami film Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy Janusza Majewskiego, Ważną częścią zainteresowań Funduszu jest działalność edukacyjna, obejmująca np. wydanie dwóch komiksów przypominających związane z regionem aktorki przedwojennego kina. Pierwszy Podróż do gwiazd poświęcony jest pochodzącej z Lipna Poli Negri, drugi Nigdy nie trać nadziei – Toruniance Helenie Grossównie. Pod patronatem Funduszu Filmowego Kujawy Pomorze ukazała się również biografia autorstwa Marka Telera Helena Grossówna. Optymistką być
Kadr z filmu Piernikowe serce, reż. Piotr Wereśniak
NASZE PREMIERY 2026.
TE FILMY POWSTAŁY
W PARTNERSTWIE
Z FUNDUSZEM FILMOWYM
DOBRY CHŁOPIEC, REŻ. JAN KOMASA
Dobry chłopiec, reż. Jan Komasa. Na zdjęciu: Stephen Graham (znany m.in. z Dojrzewania) i Monika Frajczyk
Pięć filmów zrealizowanych we współpracy z Funduszem Filmowym Kujawy Pomorze zadebiutowało na ekranach. Czekamy na kolejne!
TEKST: DARIUSZ CZOŁGOWSKI, PAWEŁ JANKOWSKI
Film trafił na ekrany polskich kin 6 marca. Tego samego dnia miał premierę w Stanach Zjednoczonych, gdzie nosi tytuł Heel. To thriller, opowiadający o Tommy’m, młodzieńcu obracającym się w świecie narkotyków i przemocy. Pewnego razu 19-latek zostaje porwany przez tajemniczego mężczyznę, który chce go zresocjalizować i zrobić z niego „dobrego chłopca”. W roli głównej występuje Anson Boon, którego kunszt mogliśmy podziwiać m.in. w 1917 i miniserialu Pistol o historii
zespołu Sex Pistols. Stephen Graham, aktor znany z serialu Dojrzewanie, Piratów z Karaibów i Irlandczyka, zagrał porywacza. W jego żonę wcieliła się Andrea Riseborough – Brytyjka, która za swoją kreację w Dla Leslie otrzymała nominację do Oscara. Recenzje filmu zamieściły na swoich stronach internetowych prestiżowe amerykańskie dzienniki. Robert Abele w „Los Angeles Times” nazwał go „niepokojącym thrillerem” i chwalił świetne aktorstwo. Krytyk docenił też reżysera oraz porównał film Komasy do wczesnych dzieł Romana Polańskiego.
KANDYDACI ŚMIERCI, REŻ. MACIEJ CUSKE
Długo wyczekiwany film bydgoskiego reżysera Macieja Cuske miał premierę w marcu na Thessaloniki International Documentary Festival, jednym z najważniejszych europejskich festiwali kina dokumentalnego. Polska publiczność mogła go zobaczyć po raz pierwszy w maju na 23. Millennium Docs Againts Gravity. Kandydaci śmierci to projekt, nad którym prace trwały prawie dwie dekady. Punktem wyjścia jest historia sprzed lat: wspólne wakacje, na które Cuske zabrał syna Stasia oraz dwóch jego kolegów i chcąc oderwać ich od monitorów komputerów, rzucił pomysł nakręcenia amatorskiego horroru. Z czasem letnia zabawa przerodziła się w długotrwały, twórczy rytuał, a dokument stał się zapisem dorastania, relacji i przemian bohaterów.
MORDERSTWO
W FILHARMONII, REŻ. MACIEJ HYDR
Pokaz przedpremierowy z udziałem aktorów i twórców odbył się 8 kwietnia w CKK Jordanki w Toruniu. Film – jak mówił reżyser – jest „kryminałem kameralnym w stylu retro”, osadzonym w realiach końca lat 70. XX wieku. Fabuła koncentruje się wokół tajemniczego morderstwa jednego z widzów podczas koncertu w filharmonii. Wszyscy obecni –dyrygent, muzycy, organizatorzy – stają się podejrzanymi. Prowadzący śledztwo odsłania skomplikowaną sieć zależności, ambicji, ukrytych konfliktów i zazdrości. Zdjęcia zrealizowano głównie w Bydgoszczy, m.in. w przestrzeniach Filharmonii Pomorskiej, Polskim Radiu PiK i Parku Kazimierza Wielkiego. Główne role grają takie gwiazdy, jak: Jarosław Boberek, Piotr Głowacki czy Aleksandra Hamkała.
DROGA RZADZIEJ
PRZEMIERZANA, REŻ. ZUZANNA GRABOWSKA
Produkcja w reżyserii Zuzanny Grabowskiej miała premierę na początku maja na Festiwalu Kino na Granicy w Cieszynie. Film został nakręcony m.in. głównie w Górznie i Szubinie. Bohaterki – Julia (Zuzanna Grabowska) i Weronika (Agata Wątróbska) – spotykają się, by wspólnie wyruszyć na pogrzeb przyjaciółki. Podróż staje się okazją do powrotu do dawnych doświadczeń i niedopowiedzianych spraw, które przez lata naznaczały ich
relację. W rolach drugoplanowych wystąpili m.in. Andrzej Grabowski, Janusz Chabior, Mirosław Zbrojewicz oraz Paweł Domagała, który jest także producentem filmu.
PIERNIKARKI
REŻ. RYSZARD KRUK
Prapremiera najnowszego filmu Ryszarda Kruka odbyła się 24 maja w kinie „Niebieski Kocyk” w Toruniu. To opowieść o tradycji piernikarskiej widzianej z kobiecej perspektywy. Na ekranie pojawią się m.in. ekspertki związane z muzealnictwem i historią piernikarstwa. Wśród bohaterek znalazła się Anna Kornelia Jędrzejewska – dyrektorka Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy i specjalistka zajmująca się formami piernikarskimi. Widzowie poznają również Beatę Pranke-Zdziebło – snycerkę tworzącą tradycyjne formy do wypieku pierników. Jest ona jedną z zaledwie dwóch kobiet w Polsce trudniących się tym unikatowym rzemiosłem. Anna Kowalska – wiceprezeska największej w Europie fabryki pierników Kopernik czy Dorota Swobodzińska prowadząca Piernikarnię Starotoruńską i kafejkę opowiedzą o współczesnym obliczu tej tradycji. Filmowcy odwiedzili również Koło Gospodyń Wiejskich „Bronisławianki”, którego członkinie od pokoleń wypiekają charakterystyczne pierniki z dodatkiem ziemniaków.
ŚWIAT JEST PRZESIĄKNIĘTY TAJEMNICĄ
„Całopalenie” to próba opowiedzenia o luce, która wytworzyła się w naszej kulturze. Znika w niej wymiar duchowy, transcendencja, nadprzyrodzoność, czyli to, co towarzyszyło ludzkości od zarania dziejów – twierdzi Krzysztof Zanussi.
ROZMAWIAJĄ: DARIUSZ CZOŁGOWSKI I PAWEŁ JANKOWSKI
Na początek chciałbym zapytać, co się dzieje z lwem? Z lwem?
Tak, z lwem… Którym lwem?
Złotym. Stoi na jakiejś wystawie, ktoś go ode mnie pożyczył i na razie nie mam go na półce w domu. Ale pamiętam o nim.
Pytam o Złotego Lwa, ponieważ dostał go Pan na festiwalu w Wenecji za dzieło nakręcone w Toruniu ponad 40 lat temu. Jakie ma Pan wspomnienia związane z Rokiem spokojnego słońca?
Wspomnienie jest bardzo smutne, bo w dniu, w którym przyjechaliśmy do Torunia na premierę, w Wiśle we Włocławku znaleziono ciało zamordowanego księdza Jerzego Popiełuszki. I pamiętam, że ta wiadomość dotarła do nas tego samego wieczoru i premierę mieliśmy przykrytą smutkiem. Ale same zdjęcia w Toruniu to była niezwykle miła przygoda.
Wspominaliśmy przed rozmową z Panem, że jako licealiści, oglądaliśmy zza płotu, jak kręci Pan Rok spokojnego słońca…
To bardzo miłe. Mieliśmy takie poczucie, że mieszkańcy Torunia są chętni, że znoszą te różne drobne niewygody, że cieszy ich ta realizacja, a nie smuci. Ponieważ dużo jeździłem po świecie i kręciłem w wielu miejscach, wiem, że są kraje, gdzie wtargnięcie filmowców powoduje
rozdrażnienie mieszkańców. Są też takie, gdzie ludzie to bardzo lubią. Toruń zakwalifikował się do grona miast południowych, jak we Włoszech, Hiszpanii, czy południowej Francji, gdzie na ogół wszystkim bardzo się podoba, że kręcimy film. Można zostawić swoje codzienne zajęcia i przyjrzeć się, co oni tam robią na planie. Ale w Szwajcarii, Skandynawii czy Anglii często słyszymy: po co nam tu przeszkadzacie i tak was nie oglądamy.
Przed Rokiem spokojnego słońca też nakręcił Pan film w Toruniu… Tak, dużo wcześniej, w latach 70., kręciłem tu Hipotezę i myślę, że sporo osób z Torunia rozpoznałoby się jeszcze wśród statystów w kostiumach. Zresztą miałem podobne doświadczenie w Przemyślu. Tam też robiłem film, jeden z moich pierwszych i pięćdziesiąt lat później go pokazałem. Jest tam scena, gdzie dzieci kąpią się w rzece. I jakiś starszy człowiek obecny na tym seansie po latach woła: to ja, ten na lewo, to ja, pamiętam jak film do nas przyjechał.
Czyli Całopalenie to już trzecia Pana produkcja w Toruniu.
Tak, trzecia, a byłaby czwarta, bo poprzedni film („Liczba doskonała” – przyp. red.) też bardzo chciałem nakręcić w Toruniu, ale niestety warunki materialne temu nie sprzyjały i zrealizowałem go w Płocku, skąd po prostu można było na noc wrócić do Warszawy, a w Toruniu trzeba by nocować w hotelu.
Zdjęcie z planu filmu Całopalenie Krzysztofa Zanussiego
Są kraje, gdzie wtargnięcie filmowców powoduje rozdrażnienie mieszkańców.
Są też takie, gdzie ludzie to bardzo lubią. Toruń zakwalifikował się do grona miast południowych, jak we Włoszech, Hiszpanii, czy południowej Francji, gdzie na ogół wszystkim bardzo się podoba, że kręcimy film.
Dlaczego teraz zdecydował się Pan na realizację w tym mieście?
To trochę tak jak Edmunda Hillary’ego zapytali, dlaczego wszedł na Mount Everest. Odpowiedział: bo on był. Więc, gdyby Torunia nie było, to bym się nie zdecydował. A zdecydowałem się, ponieważ Toruń jest miastem tak bardzo wdzięcznym i ładnym. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że jest tak pięknie odświeżony.
Robi wrażenie miasta zamożnego: odmalowane domy, porządne jezdnie. Jakby to była nie środkowa Europa, ale zachodnia. Taki wielki optymizm stąd bije.
Na ile scenariusz nowego filmu odzwierciedla Pana niedawne, dramatyczne doświadczenia związane z poważną operacją?
Tam jest troszkę ślad tego, co się ze mną działo, bo mając perspektywę realnego odchodzenia, człowiek natychmiast myśli o sprawach ostatecznych.
O czym więc będzie Całopalenie?
To pytanie jest pułapką, dlatego że każdy utwór artystyczny jest zawsze obdarzony pewną autonomią. On działa jak chce. To, co ja chciałem pokazać, nigdy nie spełni się w stu procentach. Wystarczy inna twarz aktora i ten sam dialog znaczy co innego. Bardzo się boję obiecywać, co będzie w tym filmie. Będzie na pewno zastanowienie nad tym, po co jest ten świat i po co to wszystko… Ale to są pytania, które towarzyszyły ludzkości od tysięcy lat i w naszej cywilizacji technicznej jakby przygasły. Ludzie dopiero w ostatnich kilkudziesięciu latach właściwie zaniechali takich podstawowych refleksji. Chyba ze stratą dla swojej własnej świadomości. Filozof Leibniz pytał: Czy jest coś, czy nie ma nic? – warto się nad tym zastanawiać. I rozstrzygnąć w swoim własnym odczuciu: czy wierzę, że poza rzeczywistością materialną jest jeszcze jakaś inna rzeczywistość duchowa?
Całopalenie to próba opowiedzenia o tej luce, która wytworzyła się w naszej kulturze. Znika w niej wymiar duchowy, transcendencja, nadprzyrodzoność. Mój bohater za tym tęskni, tego szuka. Resztę trzeba będzie zobaczyć na ekranie. Tym filmem chciałbym przekazać, że świat jest przesiąknięty tajemnicą. To, co o nim wiemy, jest tylko małą cząstką rzeczywistości, która nas otacza.
Użył Pan słowa cywilizacja. Ostatnio takim najnowszym objawem cywilizacji jest sztuczna inteligencja. AI jest Pana zdaniem zagrożeniem czy przyszłością? W moim wieku z łatwością mógłbym powiedzieć, że mnie to już nic nie obchodzi. Spodziewam się wielkiej rewolucji w całym życiu społecznym, ale zupełnie na innych polach niż się w tej chwili mówi. To nie technika, to kwestia funkcjonowania społeczeństw się zmieni, dlatego że idea pracy realizuje się w innych rejonach. W krajach zamożnych mamy perspektywę pensji podstawowej i wielkiego pytania: co zrobić z życiem, skoro nie musimy na nie zarabiać? Jak żyć pięknie, rozsądnie i twórczo, mimo że nikt od nas tego nie wymaga, tylko możemy sobie taki cel postawić? To jest to, co się moim zdaniem otwiera jako taka perspektywa.
Nie tak dawno AI „wskrzesiła” postać zmarłego w zeszłym roku aktora Vala Kilmera, którego wizerunek stworzony przez sztuczną inteligencję zagrał w filmie As Deep as the Grave, co wzbudziło ogromne kontrowersje. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?
Myślę, że to nie pójdzie tak bardzo daleko, bo te sztuczne twory zawsze wydają się bardzo schematyczne, są odbiciem czegoś już istniejącego i nie mają, jak to się mówi, duszy. Ale tak do końca nie jestem tego pewien, bo nikt z nas nie jest pewien, jak daleko sztuczna inteligencja zajdzie. Mam wrażenie, że to jest troszkę taki strach, który się sam wygenerował, ale czy tak będzie
naprawdę – nie wiem. Miałem okazję kilka razy rozmawiać z chatbotem i nie poczułem dreszczu grozy, że rozmawiam z jakimś demiurgiem, tylko po prostu, że ktoś otwiera encyklopedię na właściwej stronie i czyta dawno ułożone hasła.
Czym różni się praca z aktorami przy Całopaleniu od tej przy Roku spokojnego słońca 43 lata lat temu? Rok spokojnego słońca to był film oparty na dwujęzyczności i dla aktorów to było ogromne wyzwanie. Dwoje głównych bohaterów – Polka i amerykański żołnierz – nigdy nie komunikowało ze sobą słowami, bo się nie rozumieli wzajemnie i to wydawało mi się bardzo ciekawym wyzwaniem. Amerykanin przyjechał z całym swoim ciężarem amerykańskich doświadczeń, Polka zupełnie inaczej przeżywała świat. Tam grały same gwiazdy, przecież nawet w epizodach wystąpili Janusz Gajos, Marek Kondrat czy Ewa Dałkowska. Wtedy to
była również ucieczka, bo to był czas świeżo po bojkocie telewizji publicznej, a tu pojawił się film, który był międzynarodowym przedsięwzięciem i dopuszczał, że będą w nim grali ludzie z najwyższej półki, którzy odmawiali innych zaproszeń. Także na to, żeby mieć w epizodzie Zbigniewa Zapasiewicza, trzeba było specjalnych okoliczności, które wtedy nastąpiły.
Czy Całopalenie będzie rzeczywiście Pana ostatnim filmem?
Tak powiedziałem, ponieważ rozsądek wskazuje, że dobijając do dziewięćdziesiątki, długo już nie pociągnę…
Nie należy ograniczać zamiarów
Opatrzności – mówił Jan Paweł II, gdy wierni śpiewali mu „Sto lat…”. Dlatego jestem pełen nadziei, że może mi zostanie przyznany jakiś bonus w postaci jeszcze paru lat pracy. I jeśli by się to udało, to będę się bardzo cieszył.
TĘSKNOTA ZA SENSEM NA PLANIE CAŁOPALENIA
W maju przez tydzień gościliśmy w regionie ekipę filmową, która realizowała zdjęcia do najnowszej produkcji w reżyserii Krzysztofa Zanussiego Całopalenie. Wcześniej twórcy pracowali w Warszawie, a w czerwcu kręcili sceny w Bułgarii. Premiera odbędzie się jeszcze w 2026 roku. Partnerem produkcji jest Fundusz Filmowy Kujawy Pomorze.
TEKST: DARIUSZ CZOŁGOWSKI I PAWEŁ JANKOWSKI
ZDJĘCIA: ANDRZEJ GOIŃSKI DLA UMWKP
Ikona kina moralnego niepokoju, 87-letni reżyser, kręcił w naszym regionie plenery do produkcji, która w środowisku filmowym zapowiadana jest jako jego pożegnanie z kinem. Zdjęcia do Całopalenia rozpoczęły się 18 maja. Ekipę filmową można było spotkać w centrum Torunia, na lotnisku oraz w gminie Zławieś Wielka. Szczegóły scenariusza na razie są tajemnicą, ale wiadomo, że Zanussi pozostaje wierny swoim wieloletnim poszukiwaniom artystycznym. Całopalenie ma być dramatem dotykającym pytań o duchowość, boską ingerencję
oraz granice ludzkiej sprawczości i stanowi logiczne dopełnienie dwóch poprzednich obrazów mistrza: Eter i Liczba doskonała. Osią filmu jest historia trójki bohaterów. Ich losy przenikają się w dziwny, całkowicie niewytłumaczalny sposób, a wzajemne relacje zmuszają do refleksji nad tym, jak wielki wpływ mamy na własne życie, a na ile kieruje nami siła wyższa.
KAŻDY UTWÓR MA SWOJĄ AUTONOMIĘ
Na planie na Kępie Bazarowej nad Wisłą zapytaliśmy reżysera, o czym będzie jego nowy film. – Strategia marketingowa mówi, żeby nie udzielać żadnych informacji, bo może film będzie lepszy, niż przypuszczamy. Tego nigdy nie wiadomo. Bez kokieterii już, po tylu latach pracy w tym niezwykłym zawodzie, potwierdzam, że każdy utwór ma swoją autonomię i żyje swoim życiem. Ja nie mogę dzisiaj przed końcem zdjęć orzec, o czym to naprawdę będzie. Ekipa filmowa poruszała się ściśle według harmonogramu. Pierwszy klaps padł nad Wisłą w okolicach tarasu widokowego, gdzie mimo przenikliwego zimna kręcono scenę na plaży, a aktorzy paradowali w slipkach, by tuż po zakończeniu ujęcia zakładać grube kurtki. W tle widać było piękną panoramę toruńskiej Starówki. Z Kępy Bazarowej filmowcy przenieśli
się na Rynek Nowomiejski i Rynek Staromiejski oraz ulice w centrum. Sceny balonowe kręcone były na lotnisku Aeroklubu Pomorskiego. Na koniec ekipę można było spotkać na Bulwarze Filadelfijskim oraz na ulicach Browarnej i Różanej.
Reżyser zaprosił do współpracy znanych aktorów młodego i średniego pokolenia. Główne role grają: Ksawery Szlenkier (Paweł), Karolina Kominek (Zosia) i Mateusz Rusin (Ignacy). W obsadzie znaleźli się również m.in. Marcin Hycnar, Bartłomiej Kotschedoff, Michał Czarnik, Mateusz Więcławek oraz Maria Mamona.
– Ten film ma zagospodarować tęsknotę współczesnego człowieka za sensem, za znaczeniem. Mój bohater też
sobie zadaje to pytanie: po co ja jestem? A jeżeli do tego dochodzi jeszcze romans i wszystko się dzieje w kontekście relacji z drugą osobą – miłości, która kiełkuje – staje się to tym bardziej dojmujące –mówił o swojej roli Ksawery Szlenkier.
TORUŃ W FILMOWEJ OPOWIEŚCI
Za stronę wizualną odpowiada doświadczony operator Piotr Niemyjski. Filmy z jego zdjęciami były wielokrotnie nominowane na Festiwalu Camerimage (Liczba doskonała, Eter, Obce ciało, Lęk wysokości). – Jestem pod wrażeniem tego, jak Toruń wygląda latem. Żałuję, że nie jesteśmy tutaj dłużej i w większej liczbie miejsc. Toruń jest wspaniały, nie tylko jeśli chodzi zwartą i spójną architekturę, ale też taką rzeczywistość ludzi. To jest bardzo unikalne. Spotykamy się z życzliwością i statystów, i mieszkańców, których poprosimy czasami o wstrzymanie ruchu czy jakiejś pracy. Co ciekawe, dopisuje nam też pogoda. Wtedy, kiedy trzeba, pada, a kiedy potrzebujemy, świeci słońce. Jestem tylko smutny, że tak krótko tutaj będziemy, ale mam nadzieję, że jeszcze wrócimy.
Ważną rolę w ekipie Całopalenia gra Joanna Macha – jedna z najbardziej cenionych polskich scenografek filmowych, która pracowała przy wielu ważnych polskich produkcjach (m.in.
Drogówce, Jacku Strongu, Córkach dancingu, Pokocie, Eterze, Znachorze czy Raporcie Pileckiego). Za scenografię do filmu Wenecja Jana Jakuba Kolskiego otrzymała nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz Orła – Polską Nagrodę Filmową. – To miejsce jest kanwą dla naszych bohaterów – powiedziała nam na planie zdjęciowym. – Okolice są tak bogate, różnorodne, silne również w wyrazie plastycznym, że jest to dla nas bardzo pomocne i istotne. Bohaterowie są tutaj osadzeni bardzo konkretnie i głęboko. Duża jest różnorodność w architekturze, tkance miejskiej, plenerach. Również duża różnorodność obiektów. Na przykład teraz jesteśmy na terenie aeroklubu z bogatymi tradycjami baloniarskimi, o których dowiadujemy się coraz więcej. To wszystko sprzyja i buduje naszą opowieść.
UDANA WSPÓŁPRACA
Plan zdjęciowy w Toruniu odwiedziła dyrektorka Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych Agnieszka Będkowska, która przypomniała wieloletnią współpracę z naszym Funduszem Filmowym. – Byliśmy tu ostatnio z filmem „Ekscentrycy” Janusza Majewskiego i bardzo dobrze wspominamy wsparcie regionu oraz współpracę z Funduszem – i to w różnych aspektach. Po pierwsze to jest najprostsze współfinansowanie.
Spotykamy się z życzliwością mieszkańców. Co ciekawe, dopisuje nam też pogoda. Wtedy, kiedy trzeba, pada, a kiedy potrzebujemy, świeci słońce. Jestem tylko smutny, że tak krótko tutaj będziemy, ale mam nadzieję, że jeszcze wrócimy – mówił operator Piotr Niemyjski w trakcie pobytu w Toruniu.
Po drugie – duże wsparcie logistyczne. Odkrywamy nowe lokacje. Ich koordynacja w regionie jest nam bardzo potrzebna. Przyjeżdżając z Warszawy, nie znamy tutejszych zwyczajów, nie wiemy, co jest najbardziej atrakcyjne i korzystamy z wiedzy o tych najbardziej interesujących miejscach. W Toruniu jesteśmy bardzo zaopiekowani i nasi twórcy czują się tutaj komfortowo. Ta współpraca niesamowicie ułatwia nam produkcyjną pracę na planie. Co również istotne – my jako producenci też zostawiamy coś dla regionu, czyli wynajmujemy hotele i ekipa tutaj funkcjonuje przez jakiś czas. A lokacje z danego regionu są uwiecznione w filmie.
To trzecia produkcja Krzysztofa Zanussiego w naszym regionie. W 1983 roku w Toruniu i Grudziądzu nakręcił Rok spokojnego słońca – historię miłości Polki (Maja Komorowska) i amerykańskiego żołnierza (Scott Wilson) w trudnych realiach powojennej Polski. Obraz jest największym artystycznym sukcesem reżysera: został nagrodzony Złotym Lwem na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Wcześniej, bo w 1972 roku, Zanussi zrealizował w Toruniu mniej znaną w jego dorobku Hipotezę z Jerzym Zelnikiem i niedawno zmarłą Stanisławą Celińską.
W 2024 roku reżyser otrzymał Nagrodę Filmową Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego im. Poli Negri.
CZUJĘ WIĘŹ Z TORUNIEM
Mam wrażenie, że jest to film, który zagospodarowuje potrzebę ciszy w każdym człowieku. Potrzebę kontemplacji i pobycia samemu ze swoimi myślami, swoimi pytaniami, również tymi sięgającymi najgłębiej – mówi Ksawery Szlenkier.
ROZMAWIA: PAWEŁ JANKOWSKI
Czym jest dla Pana praca z Krzysztofem Zanussim?
Myślę, że to bardzo mocny akcent w życiu każdego artysty – móc się spotkać z mistrzem, człowiekiem o takiej klasie i kulturze, wiedzy i doświadczeniu. Szczególną miarą klasy pana Krzysztofa jest to, że nie narzuca się z tym. Jest po prostu skromny. I to sprawia, że relacja jest ludzka i kiedy już pracujemy nad konkretnymi scenami, pan Krzysztof jest też uważny na aktora, kieruje, ale nie wymusza, daje pewną wolność. Dzięki temu czuję się współtwórcą tego filmu.
Trochę podglądałem, jak reżyser wprowadzał Pana i partnerkę do pracy nad sceną – na planie nad Wisłą. Spokojna rozmowa w przyciemnionym namiocie, tłumaczenie roli. To zawsze tak wygląda?
Dużo zależy od osobowości reżysera, od konstelacji ludzkiej wokół niego. Na planie filmowym nie ma demokracji i przykład idzie z góry. Jeżeli reżyser rozmawia spokojnie, jest cierpliwy wobec zespołu i aktora, który potrzebuje czasu, żeby ułożyć sobie sekwencję czynności, połączyć z emocjami, to takie podejście przenosi się na całą ekipę. Czasami pomysł aktora i wizja reżysera się ścierają. Wtedy potrzebna jest cierpliwość i wzajemny szacunek. Tutaj mamy poczucie,
że panuje spokój, koncentracja, wszyscy wiedzą, co mają robić, więc jest czas na spokojną rozmowę. Pan Krzysztof mówi, w którym kierunku chciałby, żeby scena poszła od strony emocjonalnej, mamy chwilę, żeby to przedyskutować – czy tak, czy inaczej, a może tym sposobem, może trzeba zmienić w tekście jakieś słowo, żeby lepiej zaakcentować daną intencję. Jeżeli praca jest oparta na rozmowie, a rozmowa jest oparta na obustronnym szacunku, wszystkie strony czują się komfortowo. I mam nadzieję, że to się też przeniesie na efekt, że wyjdzie kino… Boję się tego słowa, ale dobrze – że wyjdzie film głęboki, nie będzie błahy. I to właśnie byłoby wykwitem osobowości i doświadczenia pana Krzysztofa Zanussiego. Warto w takim celu oddać na planie cząstkę siebie.
Ile zostaje w aktorze, jako człowieku, po filmie? Po granej postaci? Po każdym filmie zostaje pamięć o spotkaniu z konkretnymi ludźmi. Z kimś jest lepsza energia, z kimś gorsza, to oczywiste, ale zapamiętuje się ludzi. To też jest jeden z plusów mojego zawodu – za każdym razem pracuje się z inną ekipą. Często po latach wpadasz na kogoś, z kim przeżyłeś już kiedyś filmową przygodę, jest dużo wspomnień. Jeśli jednak chodzi o sam film – w Całopaleniu mój bohater dotyka spraw ostatecznych, z pewnymi emocjami zderza się, jak ze
ścianą. Nie potrafi ich opanować, one są silniejsze od niego. Myślę, że z tego planu zostanie mi w głowie pamięć, że miałem do czynienia ze skrajnymi emocjami bohatera. Również to, że spróbowałem nowych rzeczy, choćby latania balonem. Poczucie, że daliśmy absolutnie wszystko, co można było dać w tych konkretnych scenach, przynosi zawodową satysfakcję, poczucie, że właśnie się dotknęło czegoś niebanalnego. Kino Krzysztofa Zanussiego to jest inny poziom, inna przestrzeń niż sama rozrywka. Mam wrażenie, że to jest film, który zagospodarowuje potrzebę ciszy w każdym człowieku. Potrzebę kontemplacji i pobycia samemu ze swoimi myślami, swoimi pytaniami, również tymi sięgającymi najgłębiej.
Ta filmowa przygoda już na zawsze ze mną zostanie. Tym bardziej, że czuję pewną więź z Toruniem. Nasza rodzinna historia jest taka, że uciekając z Niemiec przed przemocą na tle religijnym, przed pożogą Wojny Trzydziestoletniej, Szlenkierowie – wtedy Schlenkerowie – schronili się w Toruniu. Tutaj rozwijali swój fach, rzemiosło garbarskie i dopiero później w XIX wieku przenieśli się do Warszawy i tam dalej rodzina się rozwijała. Jednak początki i pierwsze schronienie przed zawieruchą historii były właśnie w Toruniu. Myślę, że ten duch opiekuńczości i gościnności tutaj trwa. Dziękuję za to, że mogę tutaj z państwem być.
FESTIWALOWY SERIAL FILMOWY
Przy wsparciu Samorządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego w regionie organizowane są liczne festiwale filmowe, cieszące się uznaniem nie tylko w Polsce.
TEKST: DARIUSZ CZOŁGOWSKI
Zbigniew Suszyński i Wicemarszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego Zbigniew Ostrowski na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych Animocje 2026
Wkwietniu 2026 roku odbył się 15. Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych Animocje. Wydarzenie organizowane jest w Miejskim Centrum Kultury w Bydgoszczy od 2011 roku. Prezentuje ambitne i poszukujące swojego wyrazu artystycznego kino animowane z całego świata, przełamując stereotyp animacji jako formy wyłącznie dla dzieci. Na festiwalu odbywają się warsztaty, spotkania z twórczyniami i twórcami oraz inne formy przybliżające widzom niezwykły świat animacji. W tym roku podczas wydarzenia po raz pierwszy wręczona została Nagroda Filmowa Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego za szczególne osiągnięcia w dziedzinie dubbingu. 26 kwietnia, w ostatnim dniu Animocji, odebrał ją związany z naszym regionem aktor Zbigniew Suszyński. To jednak dopiero początek imprez, na których wszystko kręci się wokół filmu. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage w Toruniu debiutował jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku. Obejmuje prestiżowe konkursy, premiery filmów, spotkania z gwiazdami światowego kina, prezentacje nowinek technologicznych dla twórców i realizatorów, a także wystawy i koncerty. Niewiele krótszy staż ma Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST w Toruniu, od ponad 20 lat stawiający na niepokorność, nieszablonowe pomysły i realizacje. Z roku na rok coraz większą rozpoznawalność zdobywają bydgoskie festiwale: Przeźrocza, Fonomo i Old Film. Warto też pamiętać o Przeglądzie Twórczości Filmowej „Pola i inni”, będącym hołdem dla wielkiej gwiazdy kina niemego – Poli Negri.
24. MIĘDZYNARODOWY
FESTIWAL FILMOWY BellaTOFIFEST
(27.06-3.07.2026)
To festiwal o wyraźnie autorskim charakterze, skupiony na twórcach, podejmujących tematy wykraczające poza główny nurt kina. – Niepokorność to kręgosłup ideologiczny festiwalu, to odwaga pokazywania dorobku nieszablonowych twórców, wciąż niepoznanych kinematografii, zaskakującego łączenia w programie różnych esencji X Muzy. To właśnie magnetyzujący, twórczy niepokój powoduje, że jesteśmy niepowtarzalni –twierdzi Kafka Jaworska, dyrektorka BellaTOFIFEST
Toruński festiwal wyrósł z inicjatyw offowych i od początku był platformą dla kina niezależnego. W kolejnych edycjach z lokalnego przekształcił się w międzynarodowe wydarzenie, zachowując jednocześnie swój oryginalny charakter i programową niezależność. Ważnym elementem są konkursy filmowe, w tym międzynarodowy konkurs główny oraz sekcje poświęconej polskiej kinematografii. W tegorocznej edycji znajdzie się m.in. przegląd „Aktorki Andrzeja Wajdy”. Głównym trofeum BellaTOFIFEST jest Złoty Anioł.
12. PRZEŹROCZA FESTIWAL FILMOWY
(29.08-5.09.2026)
Na mapie najciekawszych wydarzeń filmowych na Kujawach i Pomorzu wyraźnie zaznacza swoją obecność festiwal Przeźrocza – autorski projekt bydgoskiego Stowarzyszenia Koloroffon. Przeźrocza od początku – od 2015 roku – koncentrują się na odkrywaniu nowych zjawisk w kinie, jednocześnie pozostając w dialogu z historią i klasyką. Festiwal łączy tradycję i nowoczesność, kino autorskie i eksperyment, obraz i inne dziedziny sztuki. Program opiera się na trzech filarach: dokument, klasyka i awangarda. Szczególne miejsce zajmuje konkurs „Błysk oka” poświęcony nowemu polskiemu kinu dokumentalnemu, w którym przyznawane jest Grand Prix dla reżysera najlepszego filmu, a także nagrody za montaż oraz zdjęcia. Oprócz projekcji filmowych odbywają się spotkania z twórcami, warsztaty i działania łączące kino z innymi formami sztuki. – Jesteśmy między tym, co analogowe, zapomniane, cierpliwie wydobyte z filmowych zakamarków, a tym co w kinie nowe i odkrywcze. Chcemy patrzeć inaczej, łączyć ze sobą różne dziedziny sztuki, wciągać widzów w interdyscyplinarny świat festiwalu i ciągle odkrywać filmowych rewolucjonistów – deklarują organizatorzy Przeźroczy.
Agnieszka Dulęba-Kasza z Nagrodą Filmową Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym BellaTOFIFEST 2025
Jan Jakub Kolski podczas wręczenia Nagrody Filmowej Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego na festiwalu Przeźrocza 2023
19. PRZEGLĄD
TWÓRCZOŚCI FILMOWEJ
(18-20.09. 2026)
Festiwal organizowany jest przez Lipnowskie Towarzystwo Kulturalne im. Poli Negri. To odbywające się od 2007 roku wydarzenie stanowi hołd dla urodzonej w Lipnie wielkiej gwiazdy światowego kina i ma na celu przywracanie pamięci o jej życiu, twórczości oraz prezentowanie współczesnych polskich twórców i aktorów, głównie tych działających na arenie międzynarodowej. Lipno dzięki filmowej imprezie staje się miejscem spotkań, dyskusji, wymiany doświadczeń między artystami a widzami. Główna nagroda lipnowskiego przeglądu to statuetka Politka. Jej projektantem jest artysta rzeźbiarz
Zdzisław Ostrowski, a pierwotny odlew wykonał toruński artysta rzeźbiarz
Tadeusz Porębski. Przedstawia Polę Negri w kreacji z filmu niemego Hiszpańska tancerka z 1923 roku. W ostatniej, 18. edycji laureatami Politki zostali: Kamil Mróz – urodzony w Lipnie aktor teatralny, filmowy i dubbingowy oraz Dagmara Domińczyk – amerykańska aktorka polskiego pochodzenia, znana z ról w filmach i serialach – m.in. Sukcesja czy Hrabia Monte Christo
15. FONOMO MUSIC & FILM FESTIVAL
(15-18.10.2026)
Wydarzenie łączy dwa światy: muzyki i filmu. I właśnie hasłem „Zobacz muzykę, posłuchaj filmu” organizatorzy zachęcają do udziału w tej imprezie. Pierwsza edycja bydgoskiego festiwalu odbyła się w 2012 roku. Każdej jesieni miłośnicy ych form sztuki mogą uczestniczyć projekcjach, koncertach, warsztatach, wystawach oraz panelach dyskusyjnych. Sceną dla obrazów i dźwięków stają się Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy i klub Mózg. – Naszym celem jest rozbudzanie ciekawości świata poprzez sztukę, obraz i dźwięk oraz jednoczesne pomaganie w odkrywaniu siebie i rozumieniu naszych relacji z otaczającym światem – twierdzą organizatorzy Fonomo z Fundacji Nowa Sztuka Wet Music. – Fascynuje nas różnorodność, eklektyzm i interdyscyplinarne podejście do sztuki. Każdego roku starannie dobieramy program, prezentując filmy i zapraszając osoby artystyczne, które dzięki swojej twórczości wnoszą unikalną perspektywę, sprzyjającą bliskiemu kontaktowi z dziełem.
Dagmara Domińczyk z Nagrodą Politki wręczoną podczas Przeglądu Twórczości Filmowej „Pola i inni” 2025
Kompozytor Jerzy Rogiewicz z Nagrodą Filmową Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego podczas Fonomo Music & Film Festiwal 2025
6. OLD FILM FESTIVAL
(3-8.11.2026)
W listopadzie Kujawy i Pomorze po raz kolejny staną się miejscem filmowych wspomnień. W Bydgoszczy odbędzie się szósta już edycja Old Film Festival, wydarzenia poświęconego klasyce światowego i polskiego kina, a także artystom, którzy przeszli do historii sztuki filmowej. Motto festiwalu brzmi: „Stare kino się nie starzeje". – Naszą misją jest przywracanie blasku zapomnianym arcydziełom i twórcom, których wpływ na dzisiejsze kino wciąż pozostaje żywy. Wierzymy, że przeszłość kina może inspirować jego przyszłość, a każdy pokaz to okazja do odkrywania na nowo klasyki ekranu – uważa dyrektor festiwalu Józef Herold. – Każde spotkanie to nie tylko pokaz, ale także konfrontacja pasji i emocji, które towarzyszą sztuce filmowej. W programie Old Film Festival widzowie znajdą seanse filmowych klasyków, spotkania ze znanymi aktorami, reżyserami i krytykami. Organizowane są również pokazy niemych filmów z muzyką na żywo oraz projekcje specjalne, które przeniosą publiczność do czasów początków kinematografii. Na festiwalu honorowane są osobistości polskiego kina. Organizatorzy wręczają dwie główne nagrody: Złoty Kadr – Filmową Nagrodę Bydgoszczy oraz Statuetkę Poli Negri –Nagrodę Filmową Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego.
34. MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL FILMOWY
ToruńCAMERIMAGE (7-14.11.2026)
To jedno z najważniejszych wydarzeń filmowych na świecie, poświęconych sztuce operatorskiej. Na Camerimage w centrum uwagi znajdują się zdjęcia filmowe, język wizualny oraz innowacje technologiczne w tej dziedzinie. To właśnie w Toruniu nagradzani są „czarodzieje kamery”, którzy poprzez obraz budują emocje i narrację filmową. Oprócz konkursu głównego w programie festiwalu są sekcje poświęcone dokumentom, serialom telewizyjnym czy debiutom operatorskim. Najważniejszym wyróżnieniem jest Złota Żaba przyznawana za najlepsze zdjęcia. Impreza przyciąga na Kujawy i Pomorze największe nazwiska światowego kina: nie tylko operatorów, ale też aktorów, reżyserów i producentów.
W 2026 roku wydarzenie po raz kolejny znalazło się na prestiżowej liście 50 Festiwali Filmowych Wartych Odwiedzenia, przygotowywanej przez amerykański magazyn „MovieMaker” – jako jedna z zaledwie dwóch polskich imprez poświęconych kinematografii.
Józef Herold, dyrektor Old Film Festival
Krzysztof Zanussi podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Camerimage 2023, z Nagrodą Filmową Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego za całokształt twórczości
Ustanowiona w 2022 roku (w 125. rocznicę urodzin gwiazdy) nagroda upamiętnia pochodzącą z Lipna legendę kina niemego – pierwszą Europejkę, która podbiła Hollywood. Wyróżnienie to promuje szeroko pojętą jakość w rodzimej kinematografii. Mogą je otrzymać artyści lub twórcy filmowi: od aktorów i reżyserów przez autorów zdjęć, scenarzystów, po kompozytorów czy popularyzatorów kina.
Nagroda trafia zarówno do sław, jak i obiecujących debiutantów, których praca oraz osiągnięcia mają szczególne znaczenie dla polskiej kultury. Wręczana jest głównie podczas festiwali filmowych w naszym regionie. Laureaci otrzymują statuetkę w formie stylizowanej taśmy filmowej, która przechodzi w wizerunek Poli Negri. Jej autorem jest toruński artysta Zbigniew Mikielewicz, absolwent Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Pomysłodawca i projektant wielu rzeźb oraz pomników, w 2010 roku uhonorowany został Medalem Thorunium, w 2025 roku otrzymał Nagrodę Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego za całokształt twórczości, a w 2026 roku medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
LAUREACI NAGRODY FILMOWEJ IM. POLI NEGRI
(wręczonej do 31 maja 2026 roku)
2022
JULIA SZCZEPAŃSKA
– aktorka młodego pokolenia, doceniona za rolę w filmie Wiarołom; nagroda za debiut; Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST
MAREK PIESTRAK
– kultowy reżyser polskiego kina gatunkowego, uhonorowany za film Wilczyca, uznawany za najlepszy horror w historii rodzimej kinematografii; nagroda za klasykę gatunku; Przeźrocza Festiwal Filmowy
AGNIESZKA SMOCZYŃSKA
– jedna z najoryginalniejszych polskich reżyserek, zrealizowała m.in. głośny dramat biograficzny Silent Twins; nagroda za inspirującą harmonię obrazu i dźwięku w filmach; Fonomo Music & Film Festiwal
BARTOSZ BRZEZIŃSKI
– obiecujący reprezentant młodego pokolenia filmowców; nagroda za debiut reżyserski – film Skowyt; Barć Film Festiwal
JERZY SKOLIMOWSKI
– legenda polskiego i światowego kina, reżyser, scenarzysta, a także aktor, poeta i malarz; nagroda za osiągnięcia życia; Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage
2023
PIOTR PACEK
– pochodzący z Bydgoszczy utalentowany aktor, znany z ról w filmie Kos i serialach: Król, Sexify oraz Śleboda; nagroda dla aktora młodego pokolenia; Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST
JAN JAKUB KOLSKI
– reżyser, scenarzysta, operator i producent, stworzył własny, rozpoznawalny język filmowy, łączący magię, realizm i duchowość; nagroda za film Jańcio Wodnik; Przeźrocza Festiwal Filmowy
ALEKSANDRA TERPIŃSKA
– reżyserka i scenarzystka, pełnometrażowy debiut Inni ludzie – adaptacja rapowego poematu Doroty Masłowskiej – przyniósł jej wiele nagród w kraju i za granicą; nagroda za inspirującą harmonię obrazu i dźwięku w filmach; Fonomo Music & Film Festiwal
STANISŁAW JANICKI
– wybitny krytyk i dziennikarz, twórca kultowego programu „W starym kinie”, najdłużej nadawanego w Polsce cyklu filmowego; nagroda za całokształt twórczości; Old Film Festival
LUIZA BUDEJKO
– należy do najmłodszego pokolenia polskich twórców filmowych, międzynarodowe uznanie przyniosło jej dyplomowe dzieło Wskrzeszenie; nagroda za debiut reżyserski; Barć Film Festiwal
JAN HOLOUBEK
– reżyser i operator, jego debiut fabularny 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy oraz seriale Rojst, Wielka woda i Heweliusz otrzymały wiele nagród; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage
2024
MAGDALENA RÓŻCZKA
– aktorka ceniona za wszechstronność, zagrała m.in. w nakręconym w Toruniu serialu Lekarze; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST
KATARZYNA FIGURA
– ikona polskiego kina, nagrodzona za ponadczasową kreację aktorską w filmie Żurek; nagroda w kategorii klasyka gatunku; Przeźrocza Festiwal Filmowy
IN MEMORIAM
LEONARD PIETRASZAK
– niezapomniany Kramer z Vabanku i pułkownik Krzysztof Dowgird z Czarnych chmur, urodził się w Bydgoszczy; nagroda dla wybitnego aktora; Old Film Festival
KRZYSZTOF ZANUSSI
– intelektualista kina, twórca takich arcydzieł jak Iluminacja, Barwy ochronne czy Constans; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage
2025
JAN ENGLERT
– mistrz aktorstwa i pedagogiki, od ponad sześciu dekad współtworzy historię polskiego teatru i kina; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST
AGNIESZKA DULĘBA-KASZA – aktorka doceniona za subtelne kreacje w takich produkcjach, jak Biały potok czy Sezony; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST
DANIEL OLBRYCHSKI
– widzowie pokochali go za rolę Kmicica w Potopie. Zagrał w ponad 150 filmach, z których pięć
nominowanych było do Oscarów; nagroda filmowa; Przeźrocza Festiwal Filmowy
WOJCIECH SMARZOWSKI
– reżyser bezkompromisowy, nie boi się dotykać najtrudniejszych polskich tematów; nagroda filmowa, premiera filmu Dom dobry
JERZY ROGIEWICZ
– kompozytor i instrumentalista, doceniony za połączenie precyzji kompozytorskiej z wrażliwością na obraz i intuicją improwizatora; nagroda filmowa; Fonomo Music & Film Festiwal
ANNA DYMNA
– w trwającej przeszło pół wieku karierze aktorskiej zagrała ponad 400 ról teatralnych i filmowych, m.in. w słynnej produkcji w reż. Janusza Majewskiego Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy; nagroda filmowa; Old Film Festival
GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA
– jedna z największych gwiazd polskiego kina, związana z Bydgoszczą i Toruniem; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage
ERYK KULM
– zaliczany do grona najciekawszych i najbardziej utalentowanych młodych aktorów, brawurowo zagrał tytułową rolę w superprodukcji Chopin, Chopin!; nagroda filmowa; Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage
2026
ZBIGNIEW SUSZYŃSKI
– pochodzący z Rypina artysta, który dzięki charakterystycznemu, głębokiemu głosowi stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów dubbingowych w Polsce; nagroda filmowa za szczególne osiągnięcia w dziedzinie dubbingu; Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych Animocje
ROBIENIE FESTIWALU SPRAWIA MI FRAJDĘ
Zawsze mówię, że najważniejsze w naszym życiu, dla naszej cywilizacji są dwie gałęzie – kultura i edukacja. One nas tworzą, kształtują. Nasza wrażliwość, świadomość i dziedzictwo kulturowe są nieśmiertelne. Tak jak i kino, które żywot ma wieczny – mówi Kafka Jaworska dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BellaTOFIFEST.
ROZMAWIAJĄ: PAWEŁ JANKOWSKI I DARIUSZ CZOŁGOWSKI
Skąd pomysł, żeby w Toruniu zorganizować duży festiwal filmowy? Pomysł narodził się dość spontanicznie. Myślę, że w życiu najwspanialsze są te chwile, kiedy dzieje się coś, co w sposób pozytywny na zawsze odmienia nasz los. Pewnego dnia zadzwonił telefon z propozycją, czy nie chciałabym zorganizować festiwalu filmowego. Z małym dzieckiem w ramionach i pracą magisterską na temat kina Krzysztofa Kieślowskiego, podjęłam, jak się okazuje, decyzję, która wpłynęła na całe moje zawodowe życie. Ani nie było to wówczas moje marzenie, ani
pomysł i plan na przyszłość. Zapukano do mnie ze wspaniałą propozycją, a ja ją przyjęłam. Nadal sama nie wierzę w tę historię, trochę jak z bajki, która wywróciła moje życie do góry nogami, rozkochała w sobie i towarzyszy do dziś.
Początki nigdy nie są łatwe… W tamtych czasach, powiedzmy sobie szczerze, budżet festiwalu wynosił zero. Organizował go Dom Muz z siedzibą przy ulicy Podmurnej. W maleńkim oddziale pracowaliśmy tak naprawdę w niewielkim zespole kilku osób, przyjaciół. Prezentowaliśmy wówczas kino tak zwane „offowe”, czyli nurt, który już nie istnieje. Zaczynaliśmy od prezentacji tego rodzaju produkcji, skupiając się w dużej mierze na filmach krótkometrażowych. Proces był niezwykły: selekcja filmów w domu na taśmach VHS, projekcje z taśmy 35 mm…
Trochę się zmieniło przez te prawie 25 lat…
Podstawową rzeczą jest to, że w 2005 roku została uchwalona ustawa o kinematografii, dzięki której powstał Polski Instytut Sztuki Filmowej. To był przełom, bo bez takiej instytucji dofinansowanie rynku audiowizualnego, czyli zarówno festiwali filmowych, jak i producentów czy reżyserów, było niemożliwe. Powstanie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, udział w pierwszych kongresach kultury, nie tylko poruszyły tkankę filmową, cała kultura poszła też do przodu. To był idealny moment do ruszenia z naszym festiwalem. Co się w tym czasie zmieniało, mogłabym wyliczać długo. Zmieniła się chociażby technologia. Nie musimy już być super silni, żeby przenosić kopie, które ważyły wówczas po 20 kilogramów i były pakowane w wielkie metalowe skrzynie. Zwiększyło się spektrum dofinansowań, bo kultura nie jest w stanie sama na siebie zarobić. Zawsze mówię, że najważniejsze w naszym życiu, dla naszej cywilizacji są dwie gałęzie – kultura i edukacja. Budynki zostaną zburzone, to wszystko może nas nie przetrwać.
Natomiast jeśli społeczeństwo nie będzie odpowiednio wyedukowane, to jacy my będziemy? Kultura nas definiuje. Wiem, że brzmi to trochę idealistycznie, ale myślę, że w kulturze jest raczej więcej osób, które widzą to podobnie, bo sami działają z pasji. Od razu podkreślę, że pasji nie powinno się robić za darmo. Kultura, a film szczególnie, jest bardzo dużym wyzwaniem –merytorycznym i wymagającym talentu organizacyjnego. Do tego trzeba jeszcze mieć odpowiedni charakter. Festiwal filmowy to żywy organizm i nawet jeśli mamy wszystko dopracowane, zawsze na samym końcu może się zdarzyć coś niespodziewanego. Najczęściej jest to czynnik ludzki, typu – artystka bądź artysta nie dojechał, bo zachorował. Robienie festiwalu filmowego, w ogóle robienie kultury, jest obarczone naprawdę ogromnym ryzykiem, ale ja z tego czerpię frajdę. Nauczyło mnie to
Nadal sama nie
wierzę w tę historię, trochę jak z bajki, która wywróciła moje życie do góry nogami, rozkochała w sobie i towarzyszy do dziś.
przewidywania, dało taką wewnętrzną siłę, przekonanie, że nawet jak świat się zawali, to trzeba szukać rozwiązań, a nie usiąść i się zamartwiać.
A jak sam festiwal zmieniał się przez te wszystkie lata?
Rósł. To chyba będzie najlepsze podsumowanie festiwalowej historii, która jeszcze się nie skończyła. Rósł, jeśli chodzi o długość trwania czy liczbę projekcji, zmieniał też nazwę i daty, dostosowując się w pewnym sensie do mapy kulturalnej miasta. Rósł także budżetowo, co jest dla nas bardzo
ważne, dlatego, że inflacja dotyczy również kosztów kopii filmowych, dojazdów czy biletów lotniczych. Zmienialiśmy profil, zmienialiśmy nazwę, zmienialiśmy miejsca projekcji…
Czy jest jakaś jedna rzecz, z której jesteś szczególnie zadowolona? Raczej krytycznie patrzę na przeszłość, wyciągam wnioski, które powodują, że chcę ciągle wszystko robić lepiej. Częściej myślę bardziej do przodu, niż podziwiam to, co zrobiłam. Mogłabym usiąść i się chwalić, ale nie czuję takiej potrzeby. Nie potrzebuję autopromocji, bo wiem, że ci, którzy kochają nasz festiwal, po prostu wiedzą, jaki kawał znakomitej roboty robimy. Ktoś, kto kocha kino, kto chce porozmawiać z artystami, nie nazywając ich gwiazdami – ponieważ to nie są gwiazdy na niebie, tylko ludzie – po prostu zna nasze doświadczenie, historię i przebierając nogami czeka na kolejną edycję.
Trudno ściągnąć do Torunia artystów? Trzeba ich jakoś szczególnie namawiać?
Nie. Festiwal ma prawie ćwierć wieku – to dopiero brzmi dostojnie – więc nie jesteśmy już najmłodsi i w związku z tym staliśmy się bardzo dobrze rozpoznawalni. Przede wszystkim w europejskiej branży filmowej, bo to nasze środowisko. Tu raczej kwestie dotyczą zgrania terminów i dostępności. Nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby ktoś powiedział mi, że nie chce przyjechać do Torunia. Już pomijam, że z większością się przyjaźnimy, ale serce rośnie, gdy słyszymy, że nie mogą się doczekać aż niedługo się zobaczymy.
A zdarza się, że słyszysz: nareszcie mnie zaprosiliście?
Też tak bywa. Pamiętać jednak trzeba, że festiwal ma swoją pojemność, także budżetową. Miasto hotelowo jest takie, a nie inne. Organizujemy wydarzenie w okresie letnim, w sezonie turystycznym. To jest dla nas fantastyczne, bo publiczność się miesza. Są to nie tylko osoby z branży filmowej, ale też turyści i mieszkańcy.
Miasto żyje wówczas nie tylko samymi kawiarniami, ale też wysoką kulturą, jaką prezentujemy na festiwalu.
Jak wspomniałaś, początki to były jeszcze czasy filmów na kasetach VHS, obecnie mamy erę streamingu… Pamiętam, że startowaliśmy z 20 tytułami, obecnie mamy w programie ponad 120 filmów. Zaczynaliśmy od krótkich metraży, skupiając się tylko na kinie polskim. W tej chwili dominują u nas filmy pełnometrażowe, w tym fabuły. Nie zapominamy jednak o kinie dokumentalnym, które dedykowane jest konkretnym tematom, a realizują te sekcje nasi kuratorzy. W programie mamy nie tylko premiery polskie, ale i europejskie, a to jest dla nas niezwykle istotne. Staramy się śledzić repertuar, który oferują platformy streamingowe, bo cały sektor audiowizualny bardzo się zmienił, szczególnie po pandemii, kiedy moda na streamingi po prostu w sposób naturalny się rozwinęła. Nie znam osoby, która by z tego teraz nie korzystała. Wychodzę jednak z założenia, że jedno napędza drugie. A kino artystyczne, europejskie zawsze wygra.
Co sprawia, że dany tytuł trafia do programu festiwalu?
Selekcja odbywa się na trzy sposoby. Po pierwsze mamy platformy internetowe
W programie mamy nie tylko premiery polskie, ale i europejskie, a to jest dla nas niezwykle istotne.
– jedna jest anglojęzyczna, druga polska – przez które twórczynie i twórcy mogą zgłaszać swoje filmy. Po drugie jako długoletni organizatorzy festiwalu skierowanego na kino ambitne, autorskie, nieznane, jesteśmy bardzo dobrze zaznajomieni z rynkiem, nazwijmy go dystrybucyjnym, na całym świecie i sami możemy wybierać ciekawe propozycje. Dla przykładu: zanim odbędą się projekcje filmów zakwalifikowanych na festiwal w Cannes, my już mamy do nich wgląd. A trzeci jest sposób jest taki, że mamy kuratorów, którzy odpowiadają za swoje sekcje i to oni dokonują wyboru w porozumieniu ze mną, jako tym człowiekiem, który stawia kropkę nad i.
Czym w tym roku kuratorzy mogą zaskoczyć widzów? W tym roku postanowiliśmy pokazać pasmo „Z innej perspektywy”.
Będzie to autorski projekt dziennikarki i krytyczki filmowej Oli Salwy należącej do FIPRESCI (Międzynarodowa Federacja Krytyków Filmowych – przyp. red.), która jest znawczynią kina Bliskiego Wschodu i pokaże nam ten rejon świata z innej strony. To będą filmy nowe, zaskakujące. Mamy również kuratora konkursu polskiego – krytyka, dziennikarza filmowego, publicystę i pisarza Łukasza Maciejewskiego oraz kuratora pasma „Niepokorne” – tworzy je prorektor Warszawskiej Szkoły Filmowej i krytyk filmowy Artur Zaborski.
To pasmo jest Ci szczególnie bliskie… Nasz festiwal od lat definiuje wspomniana niepokorność, która niezależnie od sytuacji społecznej, politycznej i wreszcie tej najważniejszej – artystycznej, zawsze się broni. I to jest tak naprawdę nasz fundament, czyli tworzenie takiego wydarzenia, które konsekwentnie, odważnie mówi o niełatwych tematach czy problemach. Ale mówi tak, że zarówno jakość filmu, jak i jego forma jest na najwyższym poziomie.
W tym roku widzowie zobaczą na festiwalu sekcję „Aktorki Andrzeja Wajdy”, której kuratorem jest również Łukasz Maciejewski. Skąd pomysł na pokazanie twórczości Wajdy przez pryzmat kobiet w jego filmach?
Mamy rok Andrzeja Wajdy. Urodziłam się tego samego dnia co on, więc mam szczególny sentyment do tego jednego z najważniejszych twórców w historii kina. Zastanawiałam się długo, czy honorować Wajdę, czy nie będzie przesytu, jeśli chodzi o festiwale filmowe w Polsce, bo tę 100. rocznicę urodzin naszego mistrza na pewno wszyscy wykorzystają. Ale mój znajomy krytyk filmowy napisał świetny felieton właśnie o tym, jak bardzo aktorki Wajdy nie zostały nigdy docenione. Zadzwoniłam do niego i zapytałam, co by powiedział, gdybym chciała ten temat wykorzystać. Na co usłyszałam: Tylko ty możesz wpaść na taki
Kafka Jaworska i Robert Więckiewicz na festiwalu w 2011 roku
pomysł, to jest rewelacja. Ponieważ od zawsze na festiwalu byliśmy nastawieni na promowanie kobiet-artystek – zarówno w treści filmów, jak i jako twórczyń dzieł – ten temat „Aktorki Andrzeja Wajdy” wydał mi się naprawdę świetny. Zaplanowaliśmy przegląd retrospektywny, z udziałem aktorek, które u niego grały i które nam o tym też opowiedzą. Bo całości będzie towarzyszyło wielkie spotkanie z zaproszonymi aktorkami Wajdy, takimi, które w jego twórczości zapisały się szczególnie. Nie będę zdradzała teraz nazwisk, ale to naprawdę bardzo ważne wydarzenie. Organizujemy je we współpracy z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Ciekawym festiwalowym pomysłem jest kino plenerowe. Gdzie w tym roku zaprosicie widzów?
Na festiwalu prezentujemy najnowsze produkcje i klasykę, kino trochę cięższe i trudniejsze w odbiorze, ale też kino lżejsze. Do tego są plenery. W tym roku dojdzie nam jeszcze jedna lokalizacja, czyli w sumie będą już cztery. Projekcje odbywają się w ogrodzie przy Dworze Mieszczańskim oraz na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego. Trzy lata temu wyszliśmy poza Starówkę i działamy też na Mokrem, w industrialnej części jaką jest Centrum Bumar. Ta lokalizacja przyjęła się fantastycznie. Mieszkańcy chętnie wychodzą z okolicznych bloków i idą na film. W tym roku zawitamy po raz pierwszy do Muzeum Etnograficznego, gdzie będzie można zobaczyć szerokie spektrum kina, od produkcji starszych po najnowsze.
Zawsze ciekawiła mnie nazwa festiwalu, która brzmi słodko. Skąd wziął się „Tofifest”?
Przez te 23. edycje festiwalu tyle się zmieniało i tak bardzo wszystko pączkowało i pączkuje nadal, że zwyczajnie nie pamiętam, w jakich okolicznościach ta nazwa powstała. Ale bardzo się cieszę, gdy słyszę, że się podoba. Połączyliśmy w niej Toruń z „offem”, czyli kinem niezależnym oraz festiwalem.
24. edycja festiwalu odbywa się w dniach 27.06–3.07.2026 r. Projekcje zaplanowano w CKK Jordanki, Cinema City, Centrum Kultury Dwór Artusa oraz kinie plenerowym. Tegorocznym motywem przewodnim będzie film 12 małp w reżyserii Terry’ego Gilliama. To kultowy thriller science fiction z elementami czarnego humoru. Akcja zaczyna się w 2035 roku, gdy ludzkość została niemal całkowicie zniszczona przez tajemniczego wirusa, wypuszczonego w 1996 roku. Ci, którzy ocaleli, żyją pod ziemią. Więzień James Cole zostaje wysłany w przeszłość przez grupę naukowców, aby zdobyć próbkę wirusa. Ta rola Bruce’a Willisa uchodzi za najlepszą w jego karierze. – Gilliam stworzył dzieło ponadczasowe: im więcej czasu mija od jego premiery, tym bardziej aktualne wydają się jego pytania. To jest właśnie kino, które chcemy celebrować na BellaTOFIFEST – mówi Kafka Jaworska.
Na festiwalu pokazana zostanie też krótkometrażowa produkcja z 1962 roku La Jetée Chrisa Markera, która stała się inspiracją dla reżysera 12 małp. W programie znajdą się również tytuły docenione na prestiżowych światowych festiwalach. Filmem otwarcia będzie No Good Men afgańskiej reżyserki Shahrbanoo Sadat. Akcja dzieje się w Kabulu tuż przed powrotem talibów. Bohaterką jest operatorka kamery w jednej ze stacji telewizyjnych. Uwikłana w małżeństwo z niewiernym mężem jest przekonana, że w Afganistanie nie ma dobrych mężczyzn. Światowa premiera tego obrazu odbyła się na tegorocznym Berlinale.
Wojciech Gostomczyk (na zdjęciu z mikrofonem) i Andrzej Konopka na premierze Domu dobrego w Operze Nova w Bydgoszczy.
„Dom dobry” to film, który otwiera rozmowę tam, gdzie przez lata panowała cisza – mówi Wojciech Gostomczyk, producent dzieła Wojciecha Smarzowskiego i szef bydgoskiego studia „Lucky Bob”.
ROZMAWIA: DARIUSZ CZOŁGOWSKI
Skończył Pan studia reżyserskie w Warszawskiej Szkole Filmowej. Co było impulsem do zajęcia się produkcją filmową, a nie wyłącznie reżyserią?
Była to znajomość z Wojtkiem Smarzowskim. To on zaproponował mi wspólną produkcję, przy której będę mógł się wiele nauczyć o reżyserii. I okazało się, że taka praktyka jest znacznie cenniejsza niż jakiekolwiek zajęcia w szkole filmowej. Wspólnie zrealizowaliśmy już kolejny film i jestem pewien, że Dom dobry to nie koniec naszej współpracy. Wojtek to prawdziwa kopalnia wiedzy i genialny nauczyciel, a praca z nim daje mi ogromną radość i motywację. Wiem, że kiedyś zrobię swój wielki film, ale na razie propozycje od Wojtka są po prostu nie do odrzucenia.
A czym właściwie zajmuje się producent filmowy?
To taka to osoba, która organizuje i nadzoruje cały proces powstawania filmu – od pomysłu aż po jego premierę. Producent pilnuje, żeby film powstał, był skończony na czas i zmieścił się w budżecie. Oczywiście bierze na siebie też odpowiedzialność finansową i merytoryczną za cały projekt. Do moich głównych zadań należy zdobywanie pieniędzy na produkcję. Zatrudniam także całą ekipę, potrzebną do realizacji, a więc reżysera, scenarzystów, aktorów, techników… Zajmuję się koordynowaniem budżetu i harmonogramu zdjęć. Do mnie
należy nadzór kreatywny, czyli dbanie, by film powstawał zgodnie z założeniami. Na końcu jest jeszcze jeden etap – promocja i dystrybucja gotowego filmu. I czekanie, czy ta produkcja się skomercjalizuje.
Pana firma producencka „Lucky Bob” to dziś rozpoznawalna marka. Jej opiekunem artystycznym jest Wojciech Smarzowski, jeden z najbardziej wziętych polskich reżyserów. Skąd pomysł na stworzenie studia w Bydgoszczy, z dala od oczywistych filmowych centrów?
Realizuję filmy w Bydgoszczy, ponieważ jestem głęboko związany z tym miejscem. Wierzę w potencjał naszego regionu i chcę aktywnie przyczyniać się do jego rozwoju. Zamiast podążać utartymi ścieżkami największych ośrodków filmowych, wolę budować wartość i kulturę tutaj, gdzie są moje korzenie i serce. Każda produkcja powstająca w naszym województwie to dla mnie nie tylko projekt artystyczny, ale także inwestycja w lokalną społeczność i jej przyszłość.
Które z dotychczasowych produkcji uważa Pan za najważniejsze z zawodowego punktu widzenia? Najważniejszymi projektami w mojej dotychczasowej karierze były trzy produkcje: Wesele Wojtka Smarzowskiego z 2021 roku, The Palace Romana Polańskiego z 2023 roku oraz ta najnowsza –Dom dobry. Każdy z tych filmów stał
się dla mnie kamieniem milowym z zupełnie innych powodów. Z Wojtkiem współpracuję, bo razem tworzymy kino, które porusza, prowokuje i naprawdę coś zmienia. Z perspektywy czasu to właśnie te wspólne filmy są dla mnie największym spełnieniem marzeń – dają poczucie, że mam swój autentyczny wkład w polską kinematografię i że mój głos wybrzmiewa w rozmowach o trudnych, często przemilczanych tematach.
Z kolei praca z Romanem Polańskim była spełnieniem marzenia z dzieciństwa. Jako chłopak chłonąłem wszystko, co rodziło się w legendarnym Hollywood, i gdzieś po cichu wierzyłem, że kiedyś sam będę częścią tego świata. Udział w produkcji The Palace był chwilą, w której ten sen stał się rzeczywistością – momentem, który pokazał, że jeśli konsekwentnie idziesz swoją drogą, to nawet najbardziej odległe marzenia mają kiedyś szansę się spełnić.
Dom dobry był największym polskim hitem 2025 roku, w kinach obejrzało go prawie 2,5 mln widzów. Spodziewał się Pan aż takiego sukcesu?
Szczerze? Absolutnie nie. Dom dobry to film, który nie daje łatwych odpowiedzi i naprawdę baliśmy się, że widzowie będą chcieli odsunąć od siebie tak wymagający temat. A tymczasem stało się coś pięknego: ludzie nie tylko poszli na ten film, ale też chcieli o nim rozmawiać, dzielić się swoimi historiami i emocjami. Można
powiedzieć, że Dom dobry dodał kobietom sił i odwagi, by zacząć mówić o swojej krzywdzie. To pokazało, że nasze społeczeństwo dojrzewa do tego, by mierzyć się z rzeczami trudnymi, bolesnymi, niewygodnymi, a kino może i powinno poruszać ważne sprawy. Aż takiego sukcesu frekwencyjnego się nie spodziewałem. I to była dla mnie największa nagroda – zobaczyć, że na tak trudny film przyszły prawdziwe tłumy.
Ten film boli jak siniak, jest jak uderzenie młotkiem w głowę i to bez zapewnienia, że za chwilę nie stanie się to jeszcze raz, nawet silniej – napisał krytyk Tomasz Raczek. Jak zrodził się pomysł na ten film? Pomysł na Dom dobry wziął się z potrzeby opowiedzenia historii, która dotyka realnych problemów społecznych. Po Weselu czuliśmy z Wojtkiem, że chcemy zrobić film, który znów zabierze głos w ważnej sprawie, tym razem bardziej intymnej i bliskiej codzienności wielu rodzin. Statystyki dotyczące przemocy domowej po pandemii były naprawdę przerażające, a my uznaliśmy, że nie możemy przejść obok tego obojętnie. Dom dobry powstał więc z potrzeby reagowania na rzeczywistość i pokazania jej taką, jaka jest.
Problem przemocy domowej – nie tylko fizycznej, ale też psychicznej i często seksualnej – jest bardzo
aktualny, ale przez lata pozostawał tematem tabu. Czy Dom dobry pomoże to zmienić trwale? Efekty są widoczne, instytucje pomocowe jak np. Niebieska linia czy Feminoteka twierdzą, że po obejrzeniu filmu znacznie więcej osób, głównie kobiet, zgłasza przemoc i szuka wsparcia. Czy Dom dobry przełamuje tabu? Po tym co czytałem na stronach internetowych i słyszałem na spotkaniach z widzami, nie mam żadnych wątpliwości, że tak właśnie jest. Dotknęliśmy tematów przemocowych, o których na co dzień mówiło się dotąd półgłosem albo wcale. Nasz film wszedł w przestrzeń pełną lęku, wstydu i przemilczeń –i rozbija to milczenie z siłą symbolu. Śmiem twierdzić, że Dom dobry przełamuje tabu przemocy domowej niczym berliński mur w 1989 roku –zdecydowanie, odważnie i w sposób, którego nie da się już cofnąć. Z mediów społecznościowych i ze spotkań z widzami w całej Polsce wiem, że to film, który otwiera rozmowę tam, gdzie przez lata panowała cisza. Stąd zapewne wzrost liczby osób dzwoniących i szukających wsparcia po seansie w kinie.
Współpraca ze Smarzowskim to wielki prestiż, ale i duże wyzwanie? Co jest w niej najtrudniejsze? Najtrudniejsze we współpracy z Wojtkiem jest to, że nie ma miejsca na żadne błędy ani niedociągnięcia. To
Takiego sukcesu frekwencyjnego się nie spodziewałem.
I to była dla mnie największa nagroda – zobaczyć, że na tak trudny film przyszły prawdziwe tłumy.
bardzo poważny artysta, poruszający równie poważne tematy, dlatego każda część produkcji musi być dopięta na ostatni guzik. Od prawników, przez finanse, po całą organizację – wszystko musi funkcjonować perfekcyjnie.
Smarzowski jest znany z bezkompromisowości artystycznej a Pan musi pilnować budżetu… To nie zawsze idzie w parze i pewnie nie ułatwia współpracy. Taka współpraca wymaga pełnej odpowiedzialności i koncentracji, ale daje też poczucie, że tworzysz kino najwyższej próby.
Wiadomo już o czym będzie kolejna wspólna produkcja ze Smarzowskim? Marzę o tym już od wielu lat, żeby zrobić z Wojtkiem wielkie, historyczne widowisko o Słowianach, o początkach państwa polskiego, Mieszku I i jego decyzji o przyjęciu chrześcijaństwa. To będzie z pewnością jedna z największych i najdroższych polskich produkcji, przede wszystkim ze względu na budżet związany ze scenografią. Widowiska historyczne dobrze się sprzedają, dlatego wierzę w sukces takiego przedsięwzięcia, firmowanego na dodatek nazwiskiem Smarzowskiego.
Czy praca nad głośnymi tytułami jak Dom dobry czy The Palace zmieniła Pana sposób myślenia o ryzyku, skali produkcji i odpowiedzialności producenta?
Zdecydowanie. Zrozumiałem, że podejmowanie ryzyka w produkcji
Wojciech Gostomczyk przed pokazem filmu Dom Dobry w Operze Nova w Bydgoszczy
filmowej nie polega tylko na odwadze czy intuicji – to też pełna odpowiedzialność za ludzi, budżet i logistykę. Każda decyzja musi być przemyślana, ale jednocześnie trzeba mieć odwagę, by stawiać na nieoczywiste rozwiązania. To doświadczenie nauczyło mnie balansować między odwagą a bezpieczeństwem, co jest kluczowe przy tworzeniu ambitnego kina.
Jak wygląda proces decyzji o wejściu w dany projekt, co się musi zgadzać, żeby powiedział Pan: okej, robimy to?
Decyzję, że robimy film, podejmuję, gdy wszystko do siebie pasuje –podoba mi się scenariusz, wierzę w twórców i czuję, że naprawdę warto wyciągnąć kamerę z bagażnika. To motto, którym zaraziłem się od Wojtka: trzeba robić film po coś, a nie tylko dla pieniędzy. Jeśli to „po coś” jest obecne, wtedy wiem, że projekt ma sens i warto w niego wejść całym sercem.
Czy po latach pracy w branży potrafi
Pan usiąść w sali kinowej jak zwykły widz, bez kalkulowania frekwencji czy budżetu?
Tego się nie da zupełnie wyłączyć, ale wciąż zdarzają się seanse, gdy dobry film mnie po prostu wciąga jak każdego widza. I wtedy właśnie wiem, po co to wszystko robię. Bo jeśli choć raz na jakiś czas sam mogę się dać porwać historii na ekranie, to znaczy, że kino ma sens.
A jakie trzy filmy zabrałby Pan na bezludną wyspę?
Jeśli chodzi o kino polskie, to do moich ulubionych należą filmy
Wojtka: Dom zły, Drogówka czy Róża i wziąłbym je ze sobą na bezludną wyspę. Zagranicznych tytułów mogę wymienić mnóstwo, generalnie lubię kino historyczne z takimi wspaniałymi produkcjami jak Braveheart Mela Gibsona, Lista Schindlera Stevena Spielberga czy Pianista Polańskiego na czele. To prawdziwe arcydzieła, które się nie starzeją.
DOM DOBRY POLSKIM FILMEM ROKU
Dom dobry był najchętniej oglądanym polskim filmem w 2025 roku. W kinach zobaczyło go prawie 2,5 mln widzów. Dostał pięć „polskich Oscarów”, czyli Polskich Nagród Filmowych Orłów 2026, w tym wszystkie najważniejsze: został uznany najlepszym filmem minionego roku, Wojciech Smarzowski otrzymał statuetkę Orła za reżyserię, Agata Turkot i Tomasz Schuchardt – za pierwszoplanowe role aktorskie, a Mikołaj Trzaska – za muzykę.
Partnerem filmu jest Samorząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Dom dobry powstał we współpracy z Funduszem Filmowym Kujawy Pomorze oraz przy wsparciu funduszy europejskich, w ramach projektu unijnego promującego lokalne mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) – ze szczególnym uwzględnieniem branży kreatywnej, poprzez lokowanie produktów i usług w filmie. W jego powstanie były zaangażowane podmioty i osoby z naszego regionu. Za produkcję odpowiadała firma „Lucky Bob”, producentami wykonawczymi i koproducentami byli Joanna Drzewiecka, Andrzej Drzewiecki oraz Adam Gudell, a koproducentem – Waldemar Kotecki.
Wojciech Smarzowski
KOPERNIK BEZ CENZURY. FILMOWY PORTRET ASTRONOMA
Wszyscy znają Kopernika w kontekście jego wielkiego odkrycia, a my tak naprawdę chcemy pokazać go także jako człowieka borykającego się z prozą życia – mówi Sebastian Bartkowski, prezes Unisławskiego Towarzystwa Historycznego, autor scenariusza i reżyser filmu o Mikołaju Koperniku.
ROZMAWIA: PAWEŁ JANKOWSKI
Wydaje się, że o Mikołaju Koperniku wiemy już wszystko. No właśnie, tak się tylko wydaje. Bardzo dużo jest rzeczy, których tak naprawdę nie wiemy. Niejednokrotnie informacje o nim to raczej obrazy utrwalone siłą tradycji, powielane przez stulecia, które z czasem zaczęły funkcjonować jako fakty. W ten sposób powstało wiele wyobrażeń dotyczących wydarzeń z życia wielkiego astronoma, choć ich rzeczywiste podstawy bywają kruche lub wręcz nieistniejące.
Wszyscy znają go w kontekście jego wielkiego odkrycia, a my tak naprawdę chcemy pokazać go także jako człowieka borykającego się z prozą życia. Parał się przecież najróżniejszymi rzeczami.
To będzie budowanie pomnika czy odbrązawianie?
Pokazanie człowieka w jego codzienności – to nasz najważniejszy cel. Wielkiego człowieka osadzonego w zwyczajnym życiu, z jego rytmem, obowiązkami i drobnymi sprawami dnia powszedniego – tak najtrafniej można określić nasz zamysł.
Impuls do takiego ujęcia nie wziął się znikąd. Docierały do nas wyraźne głosy o braku podobnej perspektywy. Turyści odwiedzający Szlak Kopernikowski – prowadzący przez województwa kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie i pomorskie – często przyznawali, że o Koperniku jako człowieku wiedzą zaskakująco niewiele. Znają jego odkrycia, rozumieją ich znaczenie, ale
Na planie filmu „Kopernik – oblicza nieznane”
nie potrafią powiedzieć, kim był na co dzień – jak żył, z kim rozmawiał, co jadł, czym zajmował się poza pracą naukową. A przecież to właśnie budzi niemałą ciekawość.
Czujemy satysfakcję, że jako instytucja możemy pozwolić sobie na pełną niezależność w kształtowaniu tej opowieści. Nie podlegamy odgórnym naciskom – to nasza wizja i nasza interpretacja. Jednocześnie mamy świadomość odpowiedzialności. Naszym zadaniem jest pozostać jak najbliżej faktów, zachować maksymalną rzetelność i obiektywizm. Nie ma tu miejsca na dowolne domysły czy literackie fantazje – wszystko, co pokazujemy, opieramy na źródłach i ogromnej literaturze przedmiotu.
Czy są w takim razie materiały źródłowe na temat Kopernika –człowieka?
Oczywiście, i są w nich aspekty bardzo mało znane szerszemu gronu odbiorców. Na przykład z kim się wadził o pieniądze, ile zarabiał, jakie miał relacje z kobietami, przyjaciółmi i wrogami, jak mógł wyglądać jego zwykły dzień.
Jest chociażby około sześć tysięcy listów biskupa Jana Dantyszka, z których wyłania się obraz tego, co się naokoło Kopernika działo. To jest taki duch epoki. Bardzo ważna baza źródłowa. Dowiadujemy się nie tylko o samym astronomie, ale i o ludziach, z którymi w tamtym czasie przebywał.
Listy ujawniają pikantne szczegóły jego życia?
Tak, ale nie chcielibyśmy zdradzać zbyt wiele. Z pewnością nie interesuje nas tania sensacja. Poruszane przez nas kwestie dotykają spraw finansowych, a także relacji osobistych – zwłaszcza tych związanych z kobietami. Nawet tutaj jednak pozostają pewne niejednoznaczności: mówimy o jednej, a być może dwóch osobach, co nadal nie zostało ostatecznie rozstrzygnięte. Niezwykle intrygujące są także postacie z jego najbliższego otoczenia – biskup Łukasz Watzenrode, Aleksander Sculteti, Tiedemann Giese czy Georg Joachim Rheticus – osoby
uznawane za szczególnie mu bliskie. Ich losy i biografie są na tyle fascynujące, że z powodzeniem mogłyby stać się kanwą odrębnej filmowej opowieści.
Kopernik był kanonikiem, więc także politykiem i administratorem. Czy to też będzie poruszane w filmie? Powiedzielibyśmy raczej, że był bardziej administratorem niż politykiem. W świat spraw publicznych został wciągnięty przez wuja, Łukasza Watzenrode, biskupa warmińskiego, jednak nigdy nie była to jego pasja. Raczej obowiązek, który przyjął i wykonywał, koncentrując się przede wszystkim na zagadnieniach ekonomicznych i kwestiach monetarnych. Jego prawdziwą fascynacją pozostawała astronomia. Gdziekolwiek miał ku temu sposobność, prowadził obserwacje i badania. Co ciekawe, w swoich czasach był znacznie bardziej znany jako lekarz – świadczą o tym liczne relacje, zwłaszcza biskupów korzystających z jego usług. Bywał wzywany nawet do Królewca, na dwór Albrechta Hohenzollerna. Konsultował się w sprawach medycznych z najlepszymi medykami w kraju. Jego badania nad niebem pozostawały na marginesie świadomości współczesnych – niewielu o nich wiedziało, a jeszcze mniej potrafiło je zrozumieć.
Warto też pamiętać, że kanonicy, do których należał, byli związani z Kościołem przede wszystkim w sensie administracyjnym, niekoniecznie duszpasterskim czy religijnym. W praktyce tylko nieliczni z nich byli wyświęconymi kapłanami – czasem na kilkunastu kanoników przypadał zaledwie jeden lub dwóch księży.
Pokażecie to w filmie?
Pokażemy, jak wyglądała tamta rzeczywistość i jak bardzo różni się od współczesności. A jednak – mimo upływu stuleci – ludzkie zachowania pozostają zaskakująco podobne. W tle niezmiennie obecne są pieniądze. To, co dziś nazwalibyśmy nepotyzmem, było wówczas czymś naturalnym, oczywistym i nie budziło
w zasadzie żadnej kontrowersji. Wzajemne przysługi, sieć zależności i rekomendacji stanowiły podstawę funkcjonowania życia publicznego. Sam Kopernik został kanonikiem dzięki wujowi, a potem zabiegał skutecznie, by jego stanowisko objął członek rodziny. Obowiązki administracyjne bywały znaczne, jednak pod względem materialnym dawały poczucie bezpieczeństwa i finansowej niezależności. To właśnie taka sytuacja pozwalała Kopernikowi poświęcić się badaniom.
Przygotowaliście także materiał o dacie urodzin astronoma. To kolejna z licznych zagadek związanych z jego życiem. Poświęciliśmy naprawdę wiele czasu, by ustalić datę narodzin Kopernika. Przyjmuje się, że był to 19 lutego 1473 roku, jednak nasz film pokazuje, że równie dobrze mógł urodzić się w kilku innych terminach. Nie zachowało się żadne źródło powstałe za jego życia, które jednoznacznie by tę kwestię rozstrzygało. Opieramy się w zasadzie tylko na astrologicznych horoskopach. Biografia autorstwa jego ucznia Retyka niestety nie przetrwała. Z kolei w XVII wieku profesor Jan Brożek z Uniwersytetu Jagiellońskiego zgromadził obszerny materiał źródłowy, który zamierzał opublikować, lecz dokumenty te zaginęły. Nawet data śmierci Kopernika nie jest całkowicie pewna. Wskazuje się też różne miejsca jego zgonu i pochówku.
Ciekawym wątkiem jest historia poszukiwania grobu Kopernika. To pełen tajemnic wątek – jeden chyba z najbardziej intrygujących w całej historii Kopernika. Poszukiwania jego grobu trwają właściwie nieprzerwanie od XVI wieku, począwszy od działań biskupa Marcina Kromera. W kolejnych stuleciach sprawą zajmowali się m.in. wspominany prof. Jan Brożek, oficer Napoleona – Gérard Gley, a na początku XIX wieku także Tadeusz Czacki, który był przekonany, że odnalazł szczątki astronoma we Fromborku. Zdeponowane są one
dzisiaj w Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Niebawem jedziemy zajrzeć co skrywa naprawdę stojący tam tajemniczy sarkofag z napisem „ZWŁOKI KOPERNIKA”.
W XX wieku do badań powrócono – w 1939 roku niemiecki zespół z Królewca prowadził eksploracje, podczas których otwarto kilka grobów i pobrano szczątki, wykonując nawet ich zdjęcia rentgenowskie. Najbardziej znane są jednak odkrycia najnowsze. W 2005 roku polscy archeolodzy rozpoczęli prace nad odnalezieniem szczątków przypisywanych
Kopernikowi i jak sądzili – zwieńczyli je sukcesem. Ustalenia te przez jednych uznawane są za rozstrzygające, u innych wciąż budzą poważne wątpliwości. W filmie pokażemy również głosy badaczy, którzy podchodzą do tych wyników z rezerwą i wskazują na istniejące zastrzeżenia.
Rozumiem, że to nie tylko badanie archiwaliów, ale także współpraca z ekspertami.
Pozyskaliśmy do naszego filmu najlepszych fachowców z rożnych dziedzin – historii, historii kościoła, edytorstwa źródeł, archeologii,
antropologii i historii sztuki. Są to głównie naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu: prof. dr hab. Krzysztof Mikulski, prof. dr hab. Janusz Małłek, dr hab. Teresa Borawska, prof. dr hab. Małgorzata Grupa, dr hab. Tomasz Kozłowski, prof. dr hab. Justyna Olszewska-Świetlik, prof. dr hab. Elżbieta Basiul, a także ks. prof. dr hab. Andrzej Kopiczko z UWM Olsztyn, prof. dr hab. Michał Kokowski z Instytutu Historii Nauki PAN w Krakowie, dr hab. Anna Skolimowska z Uniwersytetu Warszawskiego i dr Jerzy Sikorski z Olsztyna. Cieszymy się z faktu, że wspiera nas mnóstwo prestiżowych instytucji: Międzynarodowe Centrum Badań Kopernikańskich, w skład którego wchodzą Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie oraz Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, Książnica Kopernikańska w Toruniu, Muzeum Okręgowe w Toruniu Dom Kopernika, Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, Kujawsko Pomorskie Centrum Dziedzictwa w Toruniu, Kujawsko-Pomorska Akademia Innowacji, Fundacja Dziedzictwa Kulturowego
„Nostra Cultura” i Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Film powstaje dzięki wsparciu finansowemu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Urzędu Miasta Torunia i Starostwa Powiatowego w Toruniu. Mamy deklaracje pomocy z Chełmna, Włocławka i Lubawy. Wsparł nas także Ekochem oraz WZZ Forum Oświata. Trwają rozmowy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Warmińsko-Mazurskiego.
Mikołaj Kopernik w swoim życiu wiele podróżował i zmieniał miejsce zamieszkania. Gdzie będziecie kręcić?
Będzie to ogromny rozmach lokalizacyjny. Fabularyzowane sceny realizować będziemy w Toruniu, Fromborku, Lidzbarku Warmińskim, Olsztynie, Morągu i Zamku Bierzgłowskim. Będą również nagrania w Krakowie, Warszawie, Uppsali oraz Strasburgu.
A czy wiemy, jak Kopernik wyglądał?
I znowu tajemnica. Wybieramy się specjalnie do Strasburga, żeby zobaczyć jeden z najstarszych portretów
Twórcy filmu w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie
astronoma. Znany malarz Tobias Stimmer namalował go na podstawie nieistniejącego już autoportretu. Zagadkowych portretów jest więcej. Wybieramy się też do Uppsali w Szwecji, by zobaczyć księgi, które należały do biblioteki Mikołaja, a były wywiezione podczas wojny ze Szwedami. Z jednej strony trudno nie odczuwać żalu, że znalazły się poza naszym krajem, z drugiej jednak –paradoksalnie – być może właśnie dzięki temu przetrwały do naszych czasów. Chcemy przyjrzeć się im uważnie i wydobyć z nich drobne, lecz niezwykle znaczące szczegóły –marginalne zapiski, odręczne notatki, szkice. To właśnie one pozwalają dostrzec coś więcej niż tylko dzieło –odsłaniają człowieka.
Nie jest tajemnicą, że w życiu Kopernika była kobieta. Zapewne o tym też powiecie. Naturalnie. Być może były nawet dwie. Jedna z nich to Anna Schilling. Nie ulega wątpliwości, że odegrała ona w jego życiu pewną rolę – pozostaje jednak pytanie: jaką dokładnie? W świetle zachowanych źródeł trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W tej kwestii bardzo łatwo popaść w skrajności – i to jest szczególnie niebezpieczne – bo każdą z interpretacji można próbować odpowiednio podeprzeć tym samym materiałem źródłowym. Naszym celem jest zachowanie równowagi i możliwie największego obiektywizmu. Istotną
Bardzo dużo jest rzeczy o Koperniku, których tak naprawdę nie wiemy. Niejednokrotnie informacje o nim to raczej obrazy utrwalone siłą tradycji, powielane przez stulecia, które z czasem zaczęły funkcjonować jako fakty.
trudność stanowi także język źródeł –wszystkie dotyczące tej sprawy zostały spisane po łacinie. W przekładach nawet pojedyncze słowo może mieć ogromne znaczenie i całkowicie zmienić sens wypowiedzi.
Z tym wiąże się kolejna zagadka: czy Kopernik był księdzem? Czy przyjął święcenia? Jeśli tak, to jakie? To pytanie do dziś pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. A przecież jest jeszcze historia jego brata Andrzeja i ich ciekawej relacji. Przez wiele lat w historiografii uważano, że Andrzej był starszy od Mikołaja. Najnowsze badania wskazują chyba słusznie, że był jednak młodszy. Losy Andrzeja to naprawdę historia nie mniej barwna i intrygująca. Przez wiele
Unisławskie Towarzystwo Historyczne od lat zajmuje się badaniem i popularyzacją historii Ziemi Chełmińskiej, Unisławia i okolic, wydaje periodyk „Unisławskie Zeszyty Historyczne”, organizuje konferencje, publikuje materiały książkowe i multimedialne, a także angażuje społeczność lokalną. W jego ramach działa Instytut Filmowy, który produkuje filmy dokumentalne opowiadające o wydarzeniach historycznych, szczególnie tych z okresu II wojny światowej na terenie Pomorza i Kujaw – takie jak Dzieci Szmalcówki czy Barbarka 1939. Teraz filmowcy postanowili sięgnąć głębiej w przeszłość i nakręcić fabularyzowany film dokumentalny o Mikołaju Koperniku. Produkcja wpierana jest przez Fundusz Filmowy Kujawy Pomorze.
lat jako kanonik kapituły warmińskiej przebywał we Włoszech. Zmagał się także z okrutną i wstydliwą chorobą… Nie chcę jednak zdradzać szczegółów – wszystko wybrzmi w filmie, gdzie jego opowieść znajdzie swoje pełne rozwinięcie.
Na jakim etapie produkcji filmu jesteście?
W rzeczywistości pierwsze zdjęcia mamy już za sobą. Jesienią zarejestrowaliśmy rozmowę z doktorem Jerzym Sikorskim – znawcą życia prywatnego Kopernika. Część fabularyzowana wciąż pozostaje przed nami, jednak przygotowania nabierają tempa. Do castingu zgłosiło się ponad pięćset osób. To ogromne zainteresowanie napawa nas prawdziwą satysfakcją, zwłaszcza że tyle osób zdecydowało się zaangażować bez wynagrodzenia, praca bowiem na planie ma charakter społeczny.
Na razie nie chcemy zdradzać szczegółowego harmonogramu, ale jedną datę możemy już ujawnić. Premierę planujemy na 19 lutego 2027 roku – w symboliczny, przypisywany Kopernikowi dzień urodzin. O postępach prac informujemy na bieżąco na profilu Instytutu Filmowego Unisławskiego Towarzystwa Historycznego na FB.
Nowością w porównaniu do poprzednich Waszych filmów jest to, że pojawią się znani aktorzy. Z tego bardzo się cieszymy. Rolę Mikołaja Kopernika przyjął Mariusz Drężek – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny znany z takich produkcji jak: Na dobre i na złe, M jak miłość, Złotopolscy, Ojciec Mateusz, Pitbull, Korona królów, Dalej jazda i wielu innych. Już cieszymy się na tę współpracę. W rolę kobiety u boku Kopernika wcieli się Aleksandra Popławska, którą znamy z Belfra, Szadzi, Watahy, Klangoru czy Kobiet mafii. W rolę kanonika Feliksa Reicha wcieli się aktor legenda – Lech Dyblik. Znany z niezapomnianych ról w takich produkcjach jak Wesele, Dom zły, Róża, Wołyń i wielu innych.
HELENA GROSSÓWNA – ŻYCIE NICZYM SCENARIUSZ FILMOWY
Przez całą wojnę prowadziła podwójną grę: występowała na scenie, zachowując maskę lojalności wobec okupanta i jednocześnie była zaangażowaną bohaterką polskiego podziemia – mówi Marek Teler, autor książki „Helena Grossówna. Optymistką być”, biografii urodzonej w Toruniu jednej z najpopularniejszych aktorek przedwojennej kinematografii.
ROZMAWIA: PAWEŁ JANKOWSKI | ZDJĘCIA: NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE
Mam wrażenie, że życiorys
Heleny Grossówny byłby dobrym scenariuszem filmowym. Myślę, że tak. Helena Grossówna była i tancerką, i aktorką, i dowódczynią oddziału kobiecego Batalionu Sokół, i wywiadowczynią w organizacji „Wachlarz”. Faktycznie kobieta niezwykła, niesamowita! Była też bardzo zdolną choreografką, potrafiła co tydzień stworzyć inny taniec, wcielać się w inną rolę. Jeśli powstałby film o jej życiowych perturbacjach, to te wszystkie wątki, również prywatne, można by było pokazać w ujęciu tanecznym – jak ona tym tanecznym krokiem idzie przez życie. Grossówna tańczyła między innymi taniec japoński, żydowski i tańce akrobatyczne. Potem była znakomitą aktorką u boku Bodo, Dymszy. W czasie okupacji przeżyła dramatyczną historię miłosną, bo utraciła miłość swojego życia –Tadeusza Jasłowskiego z Chóru Dana. Musiała radzić sobie jako kobieta samotna w czasie wojny i mimo to się odnalazła. Po okupacji z pokorą znosiła zepchnięcie na drugi plan spowodowane działalnością w Armii Krajowej. Jak wspominała: jeśli jej było przykro, to raczej „w środeczku”, nie pokazywała tego na co dzień. Pamiętajmy, że przeszła przez dwa obozy jenieckie i tam podobno każdego dnia, gdy wstawała, to mówiła: Jestem szczęśliwa i życie jest piękne. Właśnie stąd tytuł książki Optymistką być W jednej piosence śpiewała, że w życiu ważne jest, żeby optymistą być. Ten tytuł wymyślił profesor Krzysztof Trojanowski i myślę, że jest znakomity.
Helena Grossówna była bardzo zdolną aktorką, która w krótkim
czasie stała się prawdziwą gwiazdą polskiego kina – chociaż nakręciła tylko kilkanaście filmów, czyli jak na tamte czasy niedużo.
Przede wszystkim warto wspomnieć, że Grossówna jako aktorka zadebiutowała w wieku – nie bójmy się użyć tego słowa – późnym. Aktorki przedwojenne zaczynały karierę mając około 20 lat, chociażby Ina Benita, Elżbieta Barszczewska czy Karolina Lubieńska. Tymczasem Grossówna zaczęła tę karierę w wieku trzydziestu jeden lat. Wcześniej co prawda miała jeden epizodzik w filmie Tajemnica lekarza, zresztą bardzo ważnym, bo to były pierwsze słowa w historii polskiej kinematografii, jakie zanotowano na taśmie filmowej. Jednak to w 1935 roku zagrała pierwszą większą rolę. Jej kariera aktorska właściwie trwała tylko cztery lata, ale od razu dostawała role z pierwszoligowymi artystami –Dymszą i Bodo. Wcześniej przez
W filmie
„Tajemnica lekarza” Grossówna zagrała w otwierającej tanecznej scenie. I to ona wypowiedziała pierwsze słowa w języku polskim, jakie zarejestrowano na taśmie filmowej.
10 lat zawodowo tańczyła. Jej droga była bardzo konsekwentna – od chórzystki, dziewczyny, która tańczyła w tle, przez tancerkę już pełnowartościową, a po kilku latach choreografkę w teatrze w Poznaniu. Później występowała w roli pieśniarki w poznańskim kabarecie literackim Różowa Kukułka. W Warszawie, obok grania w filmach, uczestniczyła też w rewiach w Cyruliku Warszawskim czy Qui Pro Quo. Jej kariera rozwijała się na wielu poziomach.
Zwróciłem uwagę na jedną rzecz: znajomość z Polą Negri i jej wsparcie. Wielka gwiazda kina znacząco pomogła młodej aktorce.
To jedna z trochę kontrowersyjnych historii. Helena Grossówna przez 10 lat była żoną Jana Gierszala, który, jak twierdzi rodzina Grossówny, był homoseksualistą. Pola Negri w swojej posiadłości w Seraincourt pod Paryżem stworzyła miejsce spotkań
artystycznych. Zapraszała wielu polskich artystów, a najlepiej się czuła właśnie wśród homoseksualnych osób. Jej sekretarz Leopold Brodziński przyjaźnił się z Janem Gierszalem. Gdy trafił do Seraincourt, zabrał ze sobą Helenę. Prawdopodobnie ta sympatia, jaką Pola Negri darzyła Gierszala, po prostu przeniosła się na jego młodziutką, piękną żonę. Negri miała wtedy bardzo mocną pozycję jako artystka hollywoodzka i chyba postanowiła zostać mecenaską sztuki. Widząc potencjał Grossówny, pomogła jej dostać się na lekcje do Bronisławy Niżyńskiej, czyli siostry najwybitniejszego tancerza tamtych czasów Wacława Niżyńskiego. Załatwiła jej też naukę u Matyldy Krzesińskiej w jej paryskim studiu. Była to prima balerina teatrów carskich, a wcześniej polska kochanka cara Mikołaja II. Te dwie silne osobowości taneczne ukształtowały młodą Grossównę, która miała już pierwsze doświadczenia taneczne w Toruniu,
ale dopiero po tych znajomościach i lekcjach się rozwinęła. Właściwie po powrocie z Francji od razu została choreografką. Niestety w krachu na Wall Street, czyli słynnym Czarnym Czwartku, Pola Negri straciła bardzo dużą część majątku i nie mogła już pomagać. Wtedy też sprzedała
Seraincourt i małżeństwo Gierszalów wróciło do Polski, gdzie dalej potoczyła się kariera Grossówny.
Wcześniej wspomniał Pan o filmie Tajemnica lekarza, niezwykle ważnym dla kinematografii… Dzięki wsparciu Poli Negri, Helena w 1930 roku trafiła na plan tego filmu. To był niesamowity projekt, początki kina dźwiękowego. Nagrania realizowane były w studiu Joinville pod Paryżem. Dubbing dopiero raczkował, więc po prostu przyjeżdżało kilkanaście ekip i nagrywało jedna po drugiej ten sam film. W kręconej tam Tajemnicy lekarza Grossówna zagrała w otwierającej, tanecznej scenie. I to
ona wypowiedziała pierwsze słowa w języku polskim, jakie zarejestrowano na taśmie filmowej.
Jak gwiazdy filmowe były odbierane w tamtych czasach? Czy podobnie jak teraz?
Na pewno dużo jest podobieństw. Dzisiaj mamy oczywiście media społecznościowe, które wiele zmieniły. Już tak często nie podchodzi się do gwiazd ze zdjęciem po autograf. Możemy zrobić sobie selfie z idolem. Dawniej były na przykład czekoladki Wedla, do których dodawano zdjęcia artystów. Tymi zdjęciami potem pensjonarki się między sobą wymieniały. Pisano listy do gwiazd, dziś to już raczej rzadkość. Adresy, nieraz prywatne, były udostępniane. I faktycznie Grossówna dostawała mnóstwo listów. Ale podobnie jak dziś artyści byli też zaczepiani na ulicy, najczęściej z pytaniem o autograf. Wydaje mi się też, że kiedyś ludzie darzyli gwiazdy większym szacunkiem i czuli dystans, bo wiedzieli, że to ktoś naprawdę wielki. Dzisiaj za sprawą mediów społecznościowych to wszystko spowszedniało. Artyści są normalnymi ludźmi, pokazują swoją codzienność. Dawniej młode kobiety chciały być jak Grossówna, niektóre pewnie też się na nią stylizowały. Teraz oczywiście również jest parę takich gwiazd, autorytetów, ale chyba to trochę zanika. Realizowano też kampanie reklamowe z udziałem aktorek – Grossówna reklamowała trzy czy cztery różne produkty w prasie. Choćby kontrowersyjne kosmetyki na bazie radu.
Trzeba wspomnieć o tym, że nie było paparazzi. Gwiazdy mogły bardziej kontrolować swój wizerunek – nikt nie fotografował ich z zaskoczenia po drodze do sklepu, bez makijażu, nikt im nie wytykał złego ubioru. Owszem, były pokazywane nieraz ujęcia gwiazd w domu, ale nie robione zza płotu przez szybę. Zapraszano fotografa albo robiono jakąś sesję pozowaną.
Helena Grossówna w czasie II wojny światowej brała czynny udział w działaniach podziemia i miała
Po okupacji z pokorą znosiła zepchnięcie na drugi plan spowodowane działalnością w Armii Krajowej. Jak wspominała: jeśli jej było przykro, to raczej „w środeczku”, nie pokazywała tego na co dzień.
trudne zadanie, bo występowała w koncesjonowanych przez okupanta teatrach, więc mogła być postrzegana jako kolaborantka. To bardzo ryzykowne.
Tak, faktycznie występowała w teatrach jawnych, czyli działających za zgodą niemiecką, ale za wiedzą Polskiego Państwa Podziemnego, Związku Walki Zbrojnej, później Armii Krajowej. Przez niemalże cały okres okupacji była zaangażowana w działalność organizacji „Wachlarz” pod pseudonimem Bystra. Mówiła o tej współpracy, że wszystko chętnie zrobi, byle nie pod nazwiskiem. Pozostawała skromna. Sama wspominała, że występując na scenie, rozglądała się, bo przychodzili tam różni kolaboranci, współpracownicy gestapo. Na scenie z jednej strony grała, z drugiej dyskretnie, trudno nawet powiedzieć w jaki sposób, wypatrywała, czy przypadkiem jakiś konfident nie siedzi na widowni. Poza tym uczestniczyła w przewozie broni i różnych materiałów na odcinku WarszawaBaranowicze i Warszawa - Brześć. Uczestniczyła też w przygotowaniach akcji uwolnienia więźniów polskich w Pińsku. Dostała za to Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Jednocześnie występowała i przez cały okres okupacji ani razu nie wpadła, nie była nawet przesłuchiwana w żadnej sprawie,
więc działała naprawdę dyskretnie. Po wojnie nie mówiła nikomu dokładnie, co robiła, jedynie gdzieś półsłówkami w wywiadach. Synowi opowiadała, że w czasie powstania tylko latała z torbą, podczas gdy tak naprawdę była dowódczynią oddziału kobiecego. Przez całą wojnę prowadziła podwójną grę – występowała na scenie, zachowując maskę lojalności wobec okupanta i jednocześnie była zaangażowaną bohaterką polskiego podziemia.
Helena Grossówna trafiła do niemieckiego obozu, gdzie śpiewała dla współwięźniów. Tak, z Żenią Magierówną stworzyły taki duet w obozie. Mało tego, te kobiety w obozie stworzyły własny teatr. Nawet jakąś rewię sylwestrową wystawiały. Myślały też o poważniejszym repertuarze, ale wyzwolenie szczęśliwie przeszkodziło w pokazaniu tego dzieła. Prowadziły tam kabaret, który się nazywał „Niebieskie Majtki”, żeby wnieść odrobinę radości do smutnego obozowego życia, gdzie codziennością było odwszawianie, roboty, upokorzenia ze strony Niemców, wyłączanie zimnej wody. To wszystko było tak dramatyczne, a jednak panie nie traciły nadziei, zabawiały nawzajem siebie i ludzi obok przez kratę. Można powiedzieć, że nie da się zdusić artystycznej duszy, więc nawet w takich warunkach musiała gdzieś swą ekspresję pokazywać. Przypomnę, że w Powstaniu Warszawskim tańczyła na stole i śpiewała, mimo że miała dużo zajęć jako dowódczyni oddziału kobiecego. Potrafiła wykrzesać z siebie energię do artystycznych aktywności, więc właściwie była artystką zawsze. Myślę, że ci przedwojenni artyści mieli to w sobie, chociaż jednocześnie na co dzień pozostawali normalnymi, skromnymi ludźmi. Mieli w sobie tę klasę, ten wdzięk i czar. Helena Grossówna jest tego doskonałym przykładem.
Z powodu przynależności do AK po wojnie nie miała lekko. Tak. Nie dość, że należała do Armii
Krajowej, to jeszcze wyszła za mąż za Tadeusza Cieślińskiego, czyli żołnierza generała Maczka. A on, jak to się mówiło, „miał życiorys Maczkiem pisany” i właśnie dlatego nie mógł po wojnie w ogóle znaleźć pracy. Najpierw chciał wyjechać z żoną do Kanady, ale ona zostawiła matkę w Toruniu, więc postanowiła wrócić do Polski. Nie wyobrażała sobie życia poza krajem. No i faktycznie za to, że była w AK odsunięto ją. Nie mogła grać większych ról. Proponowano jej, że jeśli wstąpi do partii, dostanie stanowisko dyrektorskie. Nawet mogła wybrać, w którym teatrze chce być dyrektorką, ale od razu mąż jej powiedział, żeby wybiła to sobie z głowy. Helena Grossówna nigdy nie była w partii. Wstąpiła do takich pobocznych organizacyjek w stylu Liga Kobiet czy Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Tak myślę, że gdyby za okupacji nie działała bardzo dyskretnie, to mógłby ją spotkać los aktora Andrzeja Szalawskiego, czyli nawet jakieś więzienie. Jednak zdecydowała się na te chociaż poboczne organizacje. I była tak bardzo popularna przed wojną, tak lubiana, uważana za swojską, sympatyczną, wspaniałą dziewczynę, że ludzie by po prostu nie dali się nabrać na to, że jest jakąś złą osobą. Grossówna miała bardzo ciekawe życie, ale było ono również przyzwoite – tak bym to ujął.
PUBLIKACJA BEZPŁATNA
koncepcja
Edyta Macieja-Morzuch dla UMWKP
redaktorka prowadząca
Lucyna Tataruch
teksty
Dariusz Czołgowski dla UMWKP
Paweł Jankowski dla UMWKP
projekt i skład
Ilona Koszańska-Ignasiak
zdjęcie na okładce
Dima Kutz, archiwum Festiwalu CAMERIMAGE
Wszelkie prawa zastrzeżone
ROK WYDANIA 2026
Publikacja powstała na zlecenie Samorządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego
Kujawsko-Pomorskie promuje
lokalne MŚP
w produkcjach filmowych
Województwo Kujawsko-Pomorskie otwiera się na świat filmu, oferując przestrzeń i wsparcie dla twórców z Polski i zagranicy. Celem Funduszu Filmowego Kujawy Pomorze jest nie tylko rozwój sektora audiowizualnego, ale także promocja regionu jako atrakcyjnej lokalizacji filmowej. Jak można zdobyć wsparcie? Jesteś producentem? Weź udział w naborze!
Celem organizowanych naborów jest wyłonienie podmiotów, które w realizowanych produkcjach filmowych będą promować lokalnych przedsiębiorców z sektora MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw).
Można ubiegać się o środki na różne etapy produkcji — od developmentu aż po zdjęcia i postprodukcję. www.filmowelove.eu
KONTAKT:
Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego w Toruniu plac Teatralny 2, 87-100 Toruń, tel. 56 62-18-600, 56 62-18-610