Skip to main content

Saturnin (Ukázka, strana 99)

Page 1

dziadka, z którym pewnie chciała porozmawiać wcześ­ niej niż ja. Idąc z nimi w moją stronę, bardzo szybko coś dziadkowi klarowała. Starszy pan słuchał jej nieuważnie, jednocześnie uśmiechał się do panny Barbory i przyjaźnie kiwnął jej ręką. Kiedy doszli do nas, dziadek powiedział, że to niemożliwe, i spytał, gdzie jest klucz. Ciotka powiedziała, że właśnie o to chodzi, klucza nie ma. Dziadkowi przypomniała się jakaś dziecięca rymo­ wanka i zaraz ją wyrecytował: „Była ryba, bo był ruczaj, klucz w jej pysku tkwił; nie ma ryby, nie ma klucza, co z tego, że był”. Potem powiedział, że kiedy woda opadnie i stanie nowy mostek, możemy posłać po ślusarza. Na razie Milouš musi to jakoś wytrzymać. Ciotka zrobiła kwaśną minę i zaserwowała nam przy­ słowie: „Kto innym szkodzi, temu się źle powodzi”. Spojrza­ ła na mnie hardo, jak gdyby chciała powiedzieć, że będzie wplatać do swoich wypowiedzi tyle przysłów, ile zechce, i dodała, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”, i prosi nas, byśmy zaraz zrobili wszystko co konieczne dla uwolnienia Milouša. Dziadek oznajmił, że on z kolei kieru­ je się przysłowiem „nie gaś tego, co cię nie parzy”. Potem dodał, że ciotka chyba nie chce, żebyśmy wyłamali drzwi albo żeby Milouš wyskoczył przez okno, a on, dziadek, łapał go w prześcieradło. W końcu poradził jej, by popro­ siła o pomoc Saturnina, bo to człowiek wielkich talentów. Ciotka odeszła, a ja właśnie chciałem opowiedzieć dziadkowi o jej grubiaństwie, ale zauważyłem, że panna Barbora patrzy na mnie błagalnie zza pleców doktora Vla­ cha, trze dłonią o dłoń, wierci się i kręci głową. Wyglądała przy tym tak uroczo, że nie mogłem jej odmówić, chociaż byłem na ciotkę Kateřinę bardzo rozgniewany. Dziadek i doktor Vlach usiedli na ziemi i spytali na­ szej ślicznej kucharki, co dostaną na śniadanie. Panna Barbora odparła, że pieczone ziemniaki i czarną kawę. ( 98 )

Ukázka elektronické knihy, UID: KOS257399


Usprawiedliwiała się, naśladując starszych kelnerów, że nie ma większego wyboru, i rozśmieszyła tym obu panów. Mówiła, że w spiżarni jest jeszcze trochę słoniny, ale nie wiemy, jak długo przyjdzie nam odgrywać Robinsonów, a słonina lepiej przyda się na jakiś obiad. Potem rozpaliła oba ogniska i każdy z panów zajął się jednym z nich. Po chwili wróciła ciotka i oznajmiła, że Saturnin znik­ nął. Dziadek poprosił, żeby nie używała tak powieścio­ wych fraz. Doktor Vlach zauważył, że w takich zniknię­ ciach gustują autorzy kryminałów, ponieważ dzięki nim rośnie napięcie. Po paru dniach zaginiony często się od­ najduje w jakimś odległym miejscu ze śladami popełnio­ nego na nim wielokrotnego morderstwa. Jeśli natomiast ktoś znika w życiu codziennym, to zwykle bardzo szybko wraca i mówi, że spacerował na świeżym powietrzu albo że zaniósł list na pocztę. Ponieważ w naszej sytuacji jest wykluczone, żeby Saturnin udał się na pocztę, nietrudno zgadnąć, że poszedł się przejść. Wróci mniej więcej za trzy minuty. Doktor Vlach stwierdził, że tak sądzi na podstawie wysokości słońca, kierunku wiatru i faktu, że już go tam daleko widać. Saturnin przyszedł z lasu, niósł w ręku koszyk. Życzył nam wszystkim dobrego dnia i zaskoczył nas mniej więcej dziesięcioma pięknymi borowikami. Panna Barbora przy­ woływała błogosławieństwa na jego osobę i zapropono­ wała, żebyśmy po południu wybrali się do lasu w większej liczbie osób i poszli w ślady Saturnina. Na kolację będą smażone grzyby. Wszyscy obecni z wyjątkiem ciotki Ka­ teřiny byli gotowi wziąć udział w wyprawie. Potem położyliśmy się na trawie i czekaliśmy, aż ziem­ niaki z ogniska będą gotowe. Słońce przypiekało, a ja zauważyłem, że panna Barbora ma trochę spalony nosek. Po śniadaniu miałem możliwość porozmawiania z Saturninem w cztery oczy. Powiedziałem mu, że ktoś ( 99 )

Ukázka elektronické knihy, UID: KOS257399


zamknął Milouša w pokoju, a Saturnin oznajmił, że wie o tym. Spytałem, skąd wie, a Saturnin odparł, że sam go tam zamknął, co całkiem dobrze pamięta. Zauważył, że jedynie w ten sposób spełniał przysięgę, bo zobowiązał się przecież karać Milouša przy każdej okazji. Myślałem, że zrobił to w nocy, ale jak się okazało, wszystko rozegrało się już wieczorem. Saturnin mówił, że nie jest całkowicie pewien, czy panna Terebová życzyłaby sobie, żeby mi to zdradził, ale ponieważ nie zakazała mu o tym wspominać, nie będzie nic przede mną ukrywać. Potem opowiedział mi mniej więcej taką oto historię: Kiedy panna Terebová udała się wieczorem do swojego pokoju, znalazła tam pana Milouša. Początkowo sądziła, że pan Milouš w ciemności pomylił pokoje, i poprosiła, żeby poszedł do swojego. Pan Milouš odmówił i jął w ob­ cesowy sposób wyznawać pannie Terebovej miłość. Panna Terebová natychmiast opuściła pokój i poprosiła Saturni­ na, który był akurat w pobliżu, o pomoc. Saturnin odpro­ wadził Milouša do przydzielonego mu pokoju i z całą sta­ nowczością poradził, żeby w przyszłości nie mylił drzwi. Spytałem Saturnina, w jaki sposób odprowadził Milo­ uša, odpowiedział, że w sposób zauszny. Ponieważ pan Mi­ louš dawane w najlepszej wierze rady przyjmował krnąbr­ nie i istniała obawa, że znowu spróbuje naprzykrzać się pannie Terebovej, chociażby tylko pukając do drzwi pokoju, w którym się zamknęła, Saturnin zmuszony był zastosować niezbędne środki bezpieczeństwa. Zamknął mianowicie Milouša w jego pokoju, a klucz schował. Nie­ stety, nie pamięta dokładnie, gdzie go wieczorem położył, i będzie musiał trochę się rozejrzeć, żeby go znaleźć. Sądzi, że panu Miloušowi przyjdzie wytrzymać w swoim więzieniu mniej więcej do siódmej wieczorem, ponieważ do tego czasu Saturnin będzie zajęty ważniejszymi spra­ wami niż poszukiwania wsadzonego gdzieś klucza. ( 100 )

Ukázka elektronické knihy, UID: KOS257399


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook