Redaktor: Ewa Biernacka Wydawca: hematoonkologia.pl Agnieszka Giannopoulos Projekt i opracowanie graficzne: Aleksandra Szatkowska
Fot. 1. Profesor Krystyna Zawilska w Australii (archiwum Marii Podolak-Dawidziak)
Spis treści WYWIAD KOAGUOLOGIA - MON AMOUR Ewa Biernacka ......................................3 WSTĘP Ewa Biernacka .........................................................................................................11 WPROWADZEWNIE Prof. Maria Podolak-Dawidziak w imieniu Grupy do spraw Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów ....................................................................14 WSPOMNIENIA Prof. Eugenia Częstochowska ........................................................17 Prof. Andrzej Dorobisz .....................................................................19 Dr Piotr Gajewski ...............................................................................21 Prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak ......................................................22 Prof. Jacek Juszczyk ...............................................................................23 Prof. Magdalena Łętowska .................................................................26 Mec. Sylwester Niziński ...............................................................28 Dr Ber nadetta Pieczy ńska .........................................................30 Prof. Maria Podolak-Dawidziak .........................................................32 Prof. Aleksander Skotnicki ...............................................................35 Dr Zigmunt Stankiew icz .............................................................37 Prof. Adam Torbicki ...............................................................................40 Prof. Anetta Undas .........................................................................41 Prof. Jerzy Windyga ..........................................................................44 Prof. Marek Wojtukiewicz ...............................................................47 Dr Joanna Zdziarska .....................................................................49 MOWA POGR Z E BOWA .............................................................53
ywiad z Profesor Krystyną Zawilską o miejscu zagadnień hemostazy w jej pracy badacza rozmawiała Ewa Biernacka
KOAGULOLOGIA – MON AMOUR HEMATOONKOLOGIA.PL: Była Pani stypendystką w Instytucie Hematologii Paryżu w okresie kluczowym dla rozwoju hematologii. Jak pojawiły się w polu Pani zainteresowań hematologia i skazy krwotoczne? Prof. Krystyna Zawilska: Po raz pierwszy wyjechałam do Francji w 1971 r. Poznanianka w czasach głębokiego PRL-u, uzyskałam stypendium rządu francuskiego, po zdaniu egzaminu w Ambasadzie Francuskiej ze znajomości języka. Wybrałam najlepszy ośrodek hematologii w Europie, prowadzony przez prof. Jeana Bernarda w Paryżu: l’Institut de Recherche sur les Maladies du Sang w szpitalu Saint-Louis. To prof. Bernard z Marcelem Bessisem po raz pierwszy uzyskał remisję w ostrej białaczce, a zainspirowany przez niego Jean Dausset odkrył system zgodności tkankowej HLA (Nagroda Nobla w dziedzinie medycyny w 1980 r.). Trafiłam tam do laboratorium koagulologicznego zajmującego się diagnostyką skaz krwotocznych. Tam to wykryto m.in. obecność glikoprotein na powierzchni płytek krwi – prof. Bernard i prof. Jean Pierre Soulier opisali rzadką genetycznie uwarunkowaną chorobę (zespół Bernarda i Souliera), spowodowaną mutacją w genie kodującym syntezę kompleksu glikoprotein Ib/IX/V, niezbędnego do zachodzącej z udziałem czynnika von Willebranda adhezji płytek do warstwy podśródbłonkowej naczyń krwionośnych. Tam dokonano odkryć dotyczących patofizjologii wielu zaburzeń czynności płytek krwi. Nauczyłam się badania agregacji płytek, izolacji płytek, metod oceny uwalniania substancji wewnątrzpłytkowych, do dziś stosowanych. HEMATONKOLOGIA.PL: Podejmowała Pani wówczas tematy, teraz na powrót aktualne. Prof. K. Zawilska: Jednym z nich był udział płytek krwi w procesach zapalnych. Wspólnie z kolegami francuskimi opublikowałam dwie prace na temat udziału płytek krwi w zapaleniu, następnie opracowałam monografię na ten temat. Ostatnio wraca się do badań udziału płytek krwi w innych procesach – nie tylko w krzepnięciu. Płytki po aktywacji wydzielają szereg substancji, które mogą stymulować
3
zapalenie, ale też niektóre z nich przeciwnie – działać przeciwzapalne. Ta ich wielokierunkowość działania jest niezbyt dobrze poznana. HEMATOONKOLOGIA.PL: Jaki wpływ na Pani późniejszą drogę hematologa miały doświadczenia francuskie – obcowanie z wybitnym ośrodkiem klinicznym i osobowościami medycznymi? Prof. K. Zawilska: To był bardzo owocny okres badań naukowych, Instytut tętnił życiem. Oprócz szefa, prof. Bernarda, pracowali tam też profesorowie: Jacques Caen i Alen Nurden, którzy opisali glikoproteiny płytkowe i następnie odkryli zaburzenie syntezy kompleksu glikoprotein IIb/ IIIa w chorobie Glanzmanna. Pracował prof. Victor Izrael, wybitny hematolog, a także prof. Nageant, który dużo wniósł do badań radioizotopowych, stosowanych w hematologii. I prof. Gluckmann, która właśnie wróciła ze Stanów Zjednoczonych i stworzyła ośrodek przeszczepowy w Paryżu. Zapewne najlepszy wówczas w Europie. HEMATOONKOLOGIA.PL: Z tych badań powstała praca habilitacyjna dotycząca roli ADP w agregacji płytek? Prof. K. Zawilska: Powstała ona później, podczas kolejnego stypendium we Francji w latach 1982 i 1983. Potem pracowałam we Francji jako lekarz-rezydent zagraniczny, zajmując się hematologią kliniczną – leczeniem chorych hematologicznych ionkohematologicznych na oddziale klinicznym w Instytucie Hematologii. Pracę przedstawiałam w Paryżu na zjeździe ISTH, w wtedy prof. Gustav Born, twórca turbidymetrycznej metody badania agregacji płytek, szeroko stosowanej i uznawanej do dzisiaj za złoty standard, zaproponował mi stypendium brytyjskie. W latach 1980-1981 pracowałam w Kings College University w Londynie w jego pracowni - znów nad rolą ADP. Badałam rolę płytek w zakrzepicy doświadczalnej. Powstałe prace opublikowałam w British Journal of Haematology. HEMATOONKOLOGIA.PL: Koagulologia dynamicznie się rozwija… Prof. K. Zawilska: Nauka o krzepnięciu jest fascynująca. Jej główne osiągnięcia wiążą się z postępem nauk podstawowych – biochemii, biofizyki i genetyki. Głębsza wiedza na temat poszczególnych zagadnień układa się w ciąg logiczny zdarzeń, a zarazem osiągnięć poznawczych. Poznanie biochemii czynników krzepnięcia dało asumpt do udoskonalenia profilaktyki i skutecznego leczenia zakrzepicy, np. dzięki opracowaniu nowych leków przeciwzakrzepowych, co uważam za wielkie osiągnięcie. Poznaliśmy rolę naturalnych antykoagulantów. Wiedza na temat ich niedoboru doprowadziła do poznania wro-
4
dzonej, a później także nabytej trombofilii, m.in. zespołu antyfosfolipidowego. Mechanizm krzepnięcia poznaliśmy niecałkowicie. Dopiero ostatnio zaczynamy rozumieć rolę czynnika XII. W kaskadzie krzepnięcia podkreśla się rolę drogi zewnątrzpochodnej – czynnika tkankowego TF, który w kompleksie z czynnikiem VII aktywuje krzepnięcie. W ostatnich latach pojawiło się wiele prac na temat znaczenia drogi wewnątrzpochodnej, którą zapoczątkowuje aktywacja czynnika XII przez polifosforany wydzielane z płytek. Wiemy, że proces ten odgrywa ważną rolę w krzepnięciu, a zwłaszcza w stabilizacji i propagacji zakrzepu, …i zakrzepicy. HEMATOONKOLOGIA.PL: Co koagulologia zawdzięcza genetyce? Prof. K. Zawilska: Rozwój genetyki umożliwił poszerzenie zakresu diagnostyki skaz krwotocznych. Aktualnie umiemy rozpoznać ich wiele, a także niektóre bardzo rzadkie wrodzone skazy płytkowe. Oznaczamy defekty chromosomalne w wielu chorobach. W niedalekiej przyszłości diagnostyka wrodzonych skaz krwotocznych będzie w szerszym niż obecnie zakresie polegać na badaniach genetycznych. HEMATOONKOLOGIA.PL: Po powrocie do kraju zajmowanie się koagulologią było niejako przesądzone… Prof. K. Zawilska: Tak, nauka o krzepnięcie pozostała dla mnie fascynującą dziedziną i obiektem badań naukowych, w Polsce początkowo głównie klinicznych, choć w uprawianiu jej napotkałam wiele trudności. HEMATOONKOLOGIA.PL: Stworzyła Pani znaczący ośrodek zajmujący się zaburzeniami krzepnięcia krwi w Polsce, pracownię hemostazy przy Klinice Hematologii Akademii Medycznej w Poznaniu, a potem w Oddziale Hematologii i Chorób Wewnętrznych Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia, sale izolacyjne dla chorych na ostre białaczki. Jakie programy badawcze prowadził Pani ośrodek? Prof. K. Zawilska: Pracownia Hemostazy oficjalnie powstała w 1987 r. jako wyodrębniona jednostka poznańskiej Akademii Medycznej. W 2000 r. przeszła standaryzację, otrzymała akredytację European Concerted Action on Thrombosis (ECAT), ale w 2013 r. została niestety zlikwidowana. Co do osiągnięć, jako pierwsi w kraju zastosowaliśmy streptokinazę w leczeniu zatorowości płucnej, ratując życie chorych z masywną zatorowością płucną, którzy często wcześniej ginęli. Heparyna bowiem – wcześniejszy standard – nie rozpuszczała zakrzepów, tymczasem
5
po zastosowaniu streptokinazy dochodziło do lizy zmian zakrzepowych i szybkiego ustąpienia groźnych nieraz dla życia zmian hemodynamicznych. Jako drudzy – po prof. Stanisławie Łopaciuku – zastosowaliśmy streptokinazę w leczeniu zawału serca. Otrzymaliśmy ją dzięki moim kontaktom zagranicznym i zastosowaliśmy ją, właściwie eksperymentalnie, z bardzo dobrymi wynikami, po czym weszła do leczenia na stałe. HEMATOONKOLOGIA.PL: A „fibrynogen Poznań”? Prof. Zawilska: Ponieważ trudne przypadki kierowano do nas z całego regionu, mieliśmy możliwość stawiania rzadkich rozpoznań. Rozpoznaliśmy m.in. występującą rodzinnie hipodysfibrynogenemię, charakteryzującą się skazą krwotoczną. Wykryliśmy zupełnie nową mutację genu kodującego syntezę fibrynogenu, a odkrycie opublikowaliśmy w czasopiśmie zagranicznym. „Nasz” fibrynogen został wpisany na listę nieprawidłowych fibrynogenów jako „fibrynogen Poznań”. Do tematów badawczych należała też m.in. diagnostyka nadkrzepliwości, optymalizacja profilaktyki przeciwzakrzepowej i rola trombofilii w patogenezie żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. Do sukcesów zaliczam też powstanie w 2007 r. Grupy ds. Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów, której przewodniczę. Grupa stara się rozpowszechniać naukę o krzepnięciu. Zaburzenia krzepnięcia są problemem o charakterze interdyscyplinarnym. Mają z nimi do czynienia lekarze wszelkich specjalności: ginekolodzy, chirurdzy, neurolodzy, onkolodzy – a skądinąd – nie jest ona ich „mocną stroną”. Publikujemy wytyczne diagnozowania i leczenia skaz krwotocznych. Opublikowaliśmy kilka dotyczących diagnostyki i leczenia wrodzonej i nabytej hemofilii, rzadkich osoczowych skaz krwotocznych, wrodzonych zaburzeń czynności płytek krwi, diagnostyki i leczenia pierwotnej małopłytkowości immunologicznej. Bierzemy udział w opracowywaniu wytycznych profilaktyki i leczenia żylnej choroby zakrzepow0-zatorowej. Organizujemy co roku konferencje w Sopocie „Postępy w hemostazie”. Tegoroczna jest jubileuszową X (25-26 maja). Organizujemy warsztaty interdyscyplinarne i interaktywne: lekarze z naszej Grupy w różnych ośrodkach w Polsce mają wykłady dla hematologów, ale też internistów, lekarzy rodzinnych, chirurgów, anestezjologów, ginekologów itd. Materiały edukacyjne są też zamieszczane na stronie internetowej Grupy ds. Hemostazy: www.chorobykrwi.pl. HEMATOONKOLOGIA.PL: Przypuszczam, że przewidziane w Sopocie wykłady to zarazem przegląd nowości naukowych…
6
Prof. K. Zawilska: Przewidujemy sesję na temat najtrudniejszego problemu w leczeniu hemofilii – pojawienia się inhibitora i na temat koncentratów czynnika VIII i IX o przedłużonym okresie półtrwania. Przypuszczam, że duże zainteresowanie wzbudzi wykład Prof. Johannesa Oldenburga z Niemiec na temat nowych metod leczenia hemofilii z zastosowaniem bispecyficznego przeciwciała zastępującego czynnik VIII i leku hamującego antytrombinę, podawanych podskórnie. Wykładowcy omówią także m.in. problem zakrzepicy żylnej u dzieci, zagrożenie zakrzepowe związane z trombofilią i doustną antykoncepcją, a także praktyczne aspekty leczenia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. HEMATOONKOLOGIA.PL: Czego jeszcze w koagulologii nie wiemy? Prof. K. Zawilska: Co do skaz krwotocznych – wchodzą na rynek – co jest wielkim osiągnięciem – koncentraty rekombinowanych czynników krzepnięcia o przedłużonym działaniu, umożliwiające zmniejszenie częstotliwości ich podawania. Jest już – to wielki postęp – koncentrat rekombinowanego czynnika IX o przedłużonym działaniu (podawany raz w tygodniu albo co 10 dni). Wyzwaniem jest opracowanie koncentratów czynników krzepnięcia do podawania inną drogą niż dożylna. W trakcie badań klinicznych są w hemofilii leki, które nie bazują na substytucji deficytowego czynnika krzepnięcia, ale na zastąpieniu jego funkcji np. przez bispecyficzne przeciwciało łączące aktywny czynnik IX z czynnikiem X, albo na hamowaniu naturalnych antykoagulantów – antytrombiny lub inhibitora drogi krzepnięcia aktywowanej przez czynnik tkankowy (TFPI) w celu przywrócenia równowagi hemostatycznej. Leki te można podawać podskórnie w odstępach czasu od tygodnia do miesiąca, co może w znacznym stopniu poprawić zależną od zdrowia jakość życia chorych na hemofilię. Toczą się badania nad zapobieganiem autoimmunizacji: powstawaniu inhibitorów u chorych na hemofilię, co jest najgorszym powikłaniem ich leczenia. Dąży się do opracowania koncentratów, które by nie powodowały pojawiania się inhibitora. W zakresie zakrzepicy przede wszystkim poszukuje się leków nowej generacji – skutecznych, a zarazem niepowodujących powikłań krwotocznych. Poszukiwania dotyczą inhibitorów czynnika XII i XI, odgrywających rolę w propagacji zakrzepów, bez wpływu na tworzenie się czopu płytkowego w miejscu uszkodzenia ściany naczyniowej. To ważne w kontekście starzejącej się populacji. Wiele osób w starszym wieku bierze leki przeciwkrzepliwe, np. z powodu migotania przedsionków albo żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, co je naraża na powikłania krwotoczne z powodu interakcji z lekami stosowanymi z powodu chorób współistniejących, czy też z powodu np. niewy-
7
dolności nerek czy upadków związanych z zaburzeniami równowagi. Nowe doustne antykoagulanty stanowią postęp: można nimi łatwiej leczyć starszych chorych, choć nadal nie bez powikłań krwotocznych. Dlatego poszukuje się leków jeszcze bezpieczniejszych. Nasza Grupa w ramach grantu prowadzi badanie na temat oceny skuteczności tzw. preparatów „omijających” w leczeniu nabytej hemofilii i hemofilii powikłanej inhibitorem. W chorobach tych, kiedy nie możemy podać czynnika VIII, stosujemy preparaty „omijające” rekombinowany aktywny czynnik VII albo aktywowany koncentrat czynników rodziny protrombiny APCC. Nie ma, jak dotąd, metod oceny ich skuteczności. Badamy w tym celu przydatność nowego globalnego testu hemostazy – testu generacji w osoczu trombiny, kluczowego enzymu w krzepnięciu. Mamy też do dyspozycji test tromboelastometrii. Badania te wykonujemy z nadzieją, że testy te umożliwią wybór i indywidualne dawkowanie preparatu „omijającego”, optymalne dla każdego chorego. HEMATOONKOLOGIA.PL: O czym w Pani Profesor dorobku należałoby jeszcze powiedzieć? Prof. K. Zawilska: W tym miejscu chciałabym podziękować Koleżankom i Kolegom, którzy pracują w Grupie ds. Hemostazy, poświęcając swój czas na szerzenie wiedzy z zakresu koagulologii. Przy okazji też muszę wspomnieć o naszych staraniach o wprowadzenie umiejętności „koagulologia” – potwierdzającej kompetencje w zakresie zaburzeń hemostazy lekarzy różnych specjalności. Prowadzimy warsztaty, przyznajemy punkty edukacyjne, ale, mimo złożenia szczegółowego programu odpowiednich szkoleń, nie uzyskaliśmy akceptacji MZ. Szkoda, bo przypadki krwotoków czy zakrzepicy często przebiegają z zagrożeniem życia, a wiedza na temat hemostazy może to życie uratować.
8
stęp
Fot. 2. Prof. Krystyna Zawilska
Wspomnienia przyjaciół o zmarłej Profesor Krystynie Zawilskiej W nawiązaniu do francuskiego etapu kształcenia i życiowej pasji dla tematu hemostazy, a także chcąc oddać specyficzną aurę, pełną ciepła, osoby, swój wywiad z panią profesor Zawilską o miejscu zagadnień hemostazy w jej pracy badacza, przeprowadzony przed konferencją w Sopocie w 2018 r., zatytułowałam Koagulologia – mon amour. Na fotografii towarzyszącej publikacji wywiadu moja rozmówczyni ma na szyi apaszkę w groszki. To okazało się być (w relacji naocznego świadka) niemal ostatnie zdjęcie, a apaszka czymś więcej niż przypadkowym drobiazgiem, skoro Pani Profesor nie rozstała się z nią do końca życia. Teraz dla portalu Hemostaza.edu.pl stworzyłam zapisy wspomnień o Zmarłej na podstawie rozmów z jej współpracownikami, bez wyjątku przyjaciółmi, i tekstów źródłowych, jak mowa pożegnalna prof. Andrzeja Dorobisza, niewygłoszona z powodu jego choroby. Profesorowie z różnych dziedzin medycyny przyjęli zaproszenie do rozmowy lub do napisania krótkiego wspomnienia: Eugenia Częstochowska, Andrzej Dorobisz, Wiesław W. Jędrzejczak, Magdalena Łętowska, Adam Torbicki, Jerzy Windyga, Marek Wojtukiewicz, Aleksander Skotnicki, Anetta Undas, Jacek Juszczyk, Maria Podolak-Dawidziak oraz – dr Zigmunt Stankiewicz, dr Bernadetta Pieczyńska, dr Piotr Gajewski, dr Joanna Zdziarska, mec. Sylwester Niziński. Nagłość odejścia Pani Profesor Krystyny Zawilskiej nie sprzyjała pogłębionej refleksji, epickiej narracji. Dzisiaj zebranie wspomnień o Niej to wyraz pewności, że nadal tu jest. To było niezwykłe, bo we wszystkich wypowiedziach pojawił się motyw tęsknoty, i to nie tylko z powodu poczucia straty, ale też głębokiego przeżycia — odejścia człowieka wraz z całym uniwersum wspólnych chwil i dzielonych z nim uczuć i wartości. Skojarzyło mi się to z początkiem mowy noblowskiej Olgi Tokarczuk Czuły narrator, która tęsknocie nadała w niej wymiar ontologiczny (opowiadała, jak jej matka tęskniła za nią, nim się urodziła).
11
To było niezwykłe, bo te narracje dowodzą też, jak osobiste kontakty z Panią Profesor, bycie w kręgu oddziaływania jej osobowości w związku z pracą zawodową, m.in. w Grupie ds. Hemostazy w tle dały moim rozmówcom „zapas mocy” (znów cytat w nawiązaniu do wspomnianej mowy). Praktycznie bez wyjątku wszystkie opisują radość ze spotkania w swoim życiu kogoś tak wyjątkowego, co zarazem uświadamia nasz – ludzi — istniejący deficyt. Co więcej – zebrałam wypowiedzi (głównie) lekarzy o lekarzu, naukowców o naukowcu, intelektualistów o wszechstronnym humaniście, którzy z trudem, w związku z nawałem obowiązków — znaleźli dla mnie chwilę między badaniem pacjentów, porannym obchodem, podróżą na konferencję. Przemyśleli, co chcą powiedzieć o Zmarłej: żeby nie było za mało, i żeby nie było za dużo, żeby było prawdziwie. I czasem szczerze sami są zdziwieni, że wspominają „anioła”, a aniołów przecież nie ma. W końcu – to było niezwykłe, bo te telefoniczne rozmowy w blasku dnia, szybko osiągały poziom skupienia i intymności. Kontakt z realnymi faktami, a zarazem z niematerialnymi uczuciami, wymagał od rozmówców wiele. Na przykład znajdowania słów dla opisania nieobliczalnego nurtu emocji. Wątki wspomnień konkurowały o pierwszeństwo, epitety ad hoc testowały swoją trafność, narzucały się, powtarzały. Poszukiwanie właściwych słów było ujmujące, jak każda próba dotarcia do prawdy. Ten zbiór krótkich wspomnień opatrzyłam cytatem ze wspomnianej mowy noblistki — o czułości. Jest w nim wszystko to, co moi rozmówcy powiedzieli, i to, czego nie powiedzieli, pozostając (nie całkiem) w ramach konwencji wspomnień o zmarłej wybitnej specjalistce w dziedzinie hemostazy. Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. (…) Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”. (…) Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny. Ewa Biernacka
12
prowadzenie
Maria Podolak-Dawidziak W imieniu Grupy do spraw Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów W naszym życiu spotykamy nieliczne osoby, które potrafią sprawić, że chcemy być lepsi, mądrzejsi i staramy się ich nie zawieść. Tak Profesor Krystyna Zawilska oddziaływała na grono hematologów koagulologów. Wprawdzie znaliśmy się wcześniej, ale bliższą współpracę nawiązaliśmy w 2007 roku, kiedy to Pani Profesor utworzyła Grupę do spraw Hemostazy afiliowaną przy Polskim Towarzystwie Hematologów i Transfuzjologów kierowanym wówczas przez prof. Andrzeja Hellmanna. Naszym wspólnym celem była i jest poprawa diagnostyki i leczenia skaz krwotocznych i zakrzepicy w Polsce. Wprawdzie każdy człowiek jest na swój sposób unikalny, ale Pani Profesor posiadała jednocześnie kilka niezwykłych cech. Najważniejszą było własne prawdziwe zainteresowanie koagulologią i medycyną oraz niebywały profesjonalizm. Prawdziwy naukowiec dąży do spełnienia swoich marzeń, co nie jest łatwe. Sama wiedza bez działania nie wystarcza a realizacja pasji jest wymagająca i często brakuje czasu na inne niemniej ważne obowiązki. Otoczenie nie zawsze tę pasję akceptuje i docenia. Dlatego też współpraca Pani Profesor z grupą ludzi podobnie myślących, z już ukształtowaną osobowością naukową, była potrzebna obu stronom i okazała się twórcza. Łączyły nas zainteresowania, cele i konsekwencja w działaniu, ale też przyjaźń i czerpanie przyjemności ze wspólnego przebywania zarówno zawodowo jak i prywatnie. Medycy wcześnie i nieuchronnie są konfrontowani z odchodzeniem ludzi, ale nie oznacza to akceptacji. Dojmująco żal gdy trzeba żegnać tak światłe, mądre i urocze Osoby
14
jak Pani Profesor. Zebrane migawki wspomnień wyrażają mocną emocjonalną wieź i podziękowanie. Do zobaczenia Pani Profesor, do zobaczenia Krysiu…
15
spomnienia
Prof. Eugenia Częstochowska Uniwersytet Medyczny w Gdańsku, internista, hematolog na emeryturze Pracując całe życie, od ukończenia studiów, na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, prowadziłam Klinikę Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Zaburzeń Hemostazy. Prof. Stanisław Łopaciuk z Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie współpracował z osobami interesującymi się hemostazą, wśród nich z prof. Zawilską, prof. Podolak-Dawidziak i ze mną. W czasie wspólnych prac - zajmowaliśmy się głównie koagulologią nasze kontakty były bardzo bliskie. Powstało kilka wspólnych publikacji. W ciągu ostatnich lat moje kontakty zawodowe z Krystyną były rzadsze, głównie ze względu na mój status emerytki, ale te prywatne pozostały ożywione. Podczas spotkań naszej trójki wymieniałyśmy między sobą poglądy na temat tego, co się dzieje, nie tylko w koagulologii. Z panią profesor można było zawsze porozmawiać, rozwiać wątpliwości w kwestii prowadzonych badań, dyskutować na każdy temat. Była mocno zaangażowana we współpracę z Instytutem Hematologii w War-
Fot. 3. Prof. Stanisław Łopaciuk i prof. Krystyna Zawilska
17
szawie, głównie z prof. Łopaciukiem, ściślej niż ze mną współdziałała z panią prof. Podolak-Dawidziak. Ale dopóki pracowałam, kontakty naukowe, ale też przyjacielskie, były bardzo, bardzo żywe. Była niezwykle serdeczna, niezwykle życzliwa, a przede wszystkim szczera. Gdy nie miałam racji, mówiła to wprost - czy to były badania, czy poglądy na życie. Te jej cechy sprzyjały podtrzymywaniu bliskich z nią kontaktów. Zawiadomiona przez panią prof. Podolak-Dawidziak o jej śmierci – niemal nie miałam z nią w ostatnim roku kontaktów, głównie ze względu na własny stan zdrowia – naprawdę bardzo żałowałam, że nie mogłam być na jej pogrzebie. Poprosiłam panią profesor, żeby w moim imieniu złożyła kwiaty na grobie Krystyny.
18
Prof. Andrzej Dorobisz, angiolog, chirurg naczyniowy, Klinika Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej - Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu Mowa pogrzebowa (niewygłoszona) Żegnamy dzisiaj prof. Krystynę Zawilską. Mowa, którą przygotowałem, jest jak ja – smutna i pełna żalu z powodu jej śmierci. Dla każdego z nas, zgromadzonych tutaj, była kimś ważnym: członkiem rodziny, przyjacielem, współpracownikiem, mistrzem, lekarzem. Jesteśmy pyłkami we wszechświecie, ale zdarzają się też jasne gwiazdy. Nią właśnie była pani profesor w dziejach polskiej medycyny. Obdarzona wieloma talentami, nie zmarnowała ich. Zarazem – jak to w życiu bywa – zabrakło jej czasu na zebranie wszystkich plonów. Jeden talent – wyjątkowy i rzadki – był wartością ponad i poza czasem: bezinteresownie kochała ludzi, a ludzie kochali ją. We współczesnym świecie żyjemy w pośpiechu, ale na szczęście nie przestaliśmy dzielić się przemyśleniami – to właśnie w spotkaniach z Krysią ceniłem najbardziej. Rozmawialiśmy o pracy – nikt z nas lekarzy nie potrafi o tym nie rozmawiać – ale też o życiu. Podczas wspólnego pobytu w Australii jej znakomity umysł, poczucie humoru i uśmiech konkurowały w moich przeżyciach z urokami zwiedzania i zapamiętałem głównie jej radość. Jej myśli wędrowały, nieraz zdumiewały oryginalnością. Miała nie tylko wyjątkowe poczucie humoru, ale też trafnie ripostowała, inteligentnie ironizowała, co wszyscy uwielbialiśmy. Z nią nuda nie miała szans. Będąc człowiekiem o walecznym sercu, upartym i wytrwałym, nie poddawała się nigdy, nie zakładała niepowodzenia i nawet nas, „prostych” chirurgów, potrafiła przekonać do swoich idei. Zapisała się w naszej pamięci jako człowiek pełen wiary i nadziei.
19
Przede wszystkim jednak była lekarzem i naukowcem – konsekwentnie prowadząc badania nad zakrzepicą i propagując płynące z nich wnioski. To czyniąc, uratowała życie dziesiątków tysięcy pacjentów. Mądra, skuteczna, zdeterminowana. Mistrz i nauczyciel pokoleń lekarzy o cechach herosa walczącego o lepszą medycynę, o lepszy świat. Żegnaj Kr ysiu!
20
Dr Piotr Gajewski Redaktor naczelny „Medycyny Praktycznej”, Redaktor prowadzący Interny Szczeklika Panią prof. Krystynę Zawilską poznałem za pośrednictwem śp. prof. Andrzeja Szczeklika przed 15 laty, kiedy została zaproszona do współpracy z wydawnictwem Medycyna Praktyczna. Przez ten okres napisała do miesięcznika „Medycyna Praktyczna” ponad 50 artykułów dotyczących zaburzeń hemostazy i żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, była autorem kilku rozdziałów w podręczniku Interna Szczeklika, wielokrotnie wykładała na konferencjach i kursach organizowanych przez „Medycynę Praktyczną”. Liczby nie oddadzą jednak tego, jak bardzo ceniliśmy sobie współpracę z Panią Profesor. Była w Polsce niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie koagulologii, a przy tym osobą bardzo życzliwą, sumienną, o niezwykłym uroku osobistym i rzadko dzisiaj spotykanej klasie – prawdziwą damą polskiej medycyny.
21
Prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak hematolog, były Prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów, były konsultant krajowy w dziedzinie hematologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny Nasze kontakty sprowadzały się do tego, że będąc konsultantem krajowym w dziedzinie hematologii, musiałem również być ekspertem w koagulologii, dziedzinie trudnej i dla mnie egzotycznej. Potrzebowałem pomocy osoby lepiej się na tym znającej, i tą osobą była prof. Zawilska. Zawsze do niej się zwracałem i zawsze otrzymywałem pomoc. Nasze relacje miały więc motyw przewodni: pytanie - odpowiedź w kwestiach koagulologii. Nie pozostając dłużny, bardziej od niej obyty w sferze organizacyjno-administracyjnej, starałem się z kolei jej pomagać, np. w reorganizacji opieki nad chorymi na hemofilię itp. Była wielką damą. Osobą o wielkiej urodzie, o niemal dystyngowanym sposobie bycia, wysokiej kulturze osobistej – mówiąc najkrócej, bez rozwodzenia się. Mimo tych atrybutów nie stwarzała dystansu, nie była wyniosła, ale też jej wygląd, prezencja, stosowny ubiór, a zwłaszcza właściwe słowa we właściwym momencie – obligowały otoczenie. Pamiętam, że kiedy zdarzyła mi się merytoryczna wpadka, dała mi do zrozumienia, że jestem w błędzie. Zrobiła to bez nagany, z pełną dyskrecją, w tajnym nas dwojga porozumieniu. Pochlebiam sobie, że nie brnąłem w swój błąd i szybko przyznałem pani profesor rację.
22
Prof. Jacek Juszczyk specjalista chorób zakaźnych i wątroby. Wieloletni dyrektor szpitala chorób zakaźnych na poznańskich Zawadach, 1991-2008 kierował Katedrą i Kliniką Chorób Zakaźnych Akademii Medycznej w Poznaniu, 1998-2008 ordynator oddziału chorób zakaźnych Szpitala im. Strusia tamże Wspomnienie o Krysi Kruszczyńskiej-Zawilskiej Pisząc o tych, którzy odeszli, zawsze piszemy i o nich, i o sobie. Wszyscy, z którymi losowo splótł nas czas, stają się bowiem częścią naszego życiorysu (oczywiście nie w sensie bezdusznego CV). Siatka powiązań między ludźmi jest jedną z tajemnic naszego istnienia. Jednak wobec śmierci nie tyle sam jej opis ma sens, ile oświetlenie tych fragmentów życia związanych z drugim człowiekiem, które zostawiły ślad w naszej pamięci. Ja dzielę wspomnienia na dwie kategorie: zdawkowe (papierowe) i żywe (rodzinne vel emocjonalne). Te o Krysi należą do tej drugiej, choć nie byliśmy spokrewnieni. Gdybyśmy pisali – np. pamiętnik – o sobie nawzajem w różnych okresach życia, te narracje by się różniły. Gdyby nam było dane przeczytać pośmiertne wspomnienia o nas, bylibyśmy twórczo olśnieni, widząc siebie w postaci stworzonej przez współtowarzyszy naszego losu w neutralnej (to nie znaczy obiektywnej) sytuacji, niepodlegającej już naszej korekcie. Poznaliśmy się na rok przed maturą, a więc w roku 1953. W Kaliszu odbywały się lekkoatletyczne zawody średnich szkół wielkopolskich; ona z Poznania, ja z Ostrowa Wielkopolskiego. Krysia była uzdolniona w tej dziedzinie, a ponadto przyjaźniła się ze swoimi rówieśniczkami, m.in. olimpijkami (np. z Basią Lerczakówną). Wtedy nie rozmawialiśmy o planach pomaturalnych, lecz kiedy po roku, bardzo przelotnie, spotkaliśmy się w Collegium Anatomicum na egzaminie pisemnym z biologii, poczułem się trochę pewniej, ponieważ w środowisku poznańskim nie znałem rówieśników. Wspomnienie pierwszych naszych spotkań symbolicznie odżyło w dniu, w którym nasza Alma Mater, poznańska Akademia Medyczna, już jako Uniwersytet Medyczny, zaprosiła nasz rok na uroczystość odnowienia dyplomu po 50 latach od zakończenia studiów.
23
Mieliśmy z Krystyną tego samego promotora - hematologa prof. Kazimierza Wysockiego - i w latach sześćdziesiątych pracowaliśmy w tym samym szpitalu im. Józefa Strusia: Krystyna w III Klinice Chorób Wewnętrznych, a ja wybrałem drogę lekarza chorób zakaźnych. Koleją zawodowych losów spotykaliśmy się często, z wzajemną satysfakcją śledząc postępy zwieńczone egzaminami specjalizacyjnymi i stopniami oraz tytułami naukowymi. Byłem Jej wdzięczny za zaproszenia jako wykładowcy na współorganizowane przez Nią sympozja naukowe. Wyjeżdżałem z nich jak po nieplanowanym i nadzwyczajnym dla mnie kursie szkoleniowym o wysokim poziomie merytorycznym. Ostatni raz spotkaliśmy się na zjeździe absolwentów naszego roku, kilka tygodni przed Jej odejściem. Na wieść o tym odczułem, poza głębokim żalem i poczuciem straty osoby z mego przyjacielskiego kręgu, dojmujące uczucie domknięcia się długiej i jakże ważkiej epoki własnego życia. Śmierć Krysi była dla mnie osobistym przeżyciem. Przez kilkadziesiąt lat mieliśmy wielu wspólnych pacjentów, bardzo często z grona osób nam obojgu bliskich – rodzinnie i towarzysko. Potocznie nazywane konsultacjami, spotkania z problemami naszych chorych były dla mnie zawsze naznaczone Jej cechami: wnikliwością analizy problemu klinicznego i złożonej diagnostyki różnicowej w dziedzinie jakże trudnej specjalności, konsekwencją w realizowaniu ustalonych zasad postępowania i niezwykłą życzliwością dla pacjentów. Znajdowała rozwiązania wymagające znajomości zawiłego systemu rodzimej opieki zdrowotnej – dla lekarza spraw oczywistych, dla innych w sposób niepojęty – niezrozumiałych. W życiu prywatnym, obdarzona niezwykłym wdziękiem i urodą, zachowywała szczególny rodzaj zdystansowanej godności, subtelny humor. Prowadziła rozmówcę zakolami życiow ych zdarzeń dotyczących innych osób w sposób dystyngowany tak, że w Jej sądach – nawet jeśli były ku temu jawne powody – nie pojawiała się chęć negatywnego etykietowania bohatera (-ki) zdarzenia. Zawsze elegancka, z wyraźnie wybrzmiewającą, niedefiniowalną nadsekwańską gracją, była świetną partnerką do rozmów o sztuce we wszystkich jej przejawach. Nie formułowała jednoznacznie kategorycznych opinii o dziełach czy zjawiskach w dziedzinach malarstwa, rzeźby etc., jeśli ich nie przemyślała po swojemu. Jeśli już dzieliła się subiek-
24
tywnymi wrażeniami, to nim temat się wyczerpał rozmówca często modyfikował swoje pierwotne tezy. Po prostu trafiała w sedno, a wymiana zdań była zawsze owocna. Ponieważ jesteśmy z tamtego pokolenia, postanowiłem uczcić wspomnienie o zawsze młodej, pięknej i będącej nadal wśród nas Krysi – łacińską sentencją: Vita mortuorum in memoria est positive vivorum.
25
Prof. Magdalena Łętowska internista, hematolog, Klinika Zaburzeń Hemostazy i Chorób Wewnętrznych Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie Pani profesor Zawilska, poza tym, że była jednym z najwybitniejszych specjalistów hematologów w Polsce, ze szczególnym zamiłowaniem do koagulologii, była cudownym człowiekiem. W 2007 r. powołała Grupę ds. Hemostazy PTHiT, w której się znalazłam. Weszły też do niej osoby z różnych ośrodków hematologicznych z całej Polski. Zaczęła w tym gremium wspólną pracę nad wytycznymi, nad publikacjami, nad organizacją konferencji. Pierwsze były „Postępy w Hemostazie”, potem konferencja w Światowy Dzień Zakrzepicy w Warszawie. Przygarnęła nas i stworzyła – tak naprawdę swoim ciepłem, swoim postępowaniem – grupę przyjaciół. Dzięki niej spotykaliśmy się zawodowo, ale też niezawodowo. Wiedzieliśmy, że możemy na nią liczyć zawsze, w każdej sytuacji. Pamiętam taką swoją sytuację. Wracaliśmy z nart z Włoch, przez Niemcy, i mój brat miał ból za mostkiem. Zadzwoniłam i powiedziałam: Krysiu, jesteśmy niedaleko Poznania, i opisałam problem. Kazała natychmiast przyjechać. Przyjechaliśmy prosto na jej Oddział, gdzie mój brat miał zrobioną pełną diagnostykę. Okazało się wtedy, że nic złego się nie dzieje. Dzwoniło się do niej w sprawie konsultacji, ale też we wszystkich życiowych sprawach. I pani profesor też do nas dzwoniła, i do mnie dzwoniła, bardzo się lubiłyśmy. Niezwykle ją szanowałam. Jeszcze przed powstaniem Grupy była recenzentką moich prac – doktorskiej i habilitacyjnej, bowiem IHiT, gdzie pracuję od ponad 40 lat, był z panią profesor ściśle związany. W pewnym okresie wchodziła w skład jego Rady Naukowej, wielokrotnie powoływano ją na recenzenta prac naukowych pracowników. Była niezwykle spokojna, niezwykle wyważona, niezwykle ciepła. Otwarta na udzielenie pomocy – jakiejkolwiek pomocy. Brała na siebie, czego do końca nie byliśmy świadomi, mnóstwo obowiązków. Miała tyle lat, ile
26
miała, ale nie czuliśmy jej wieku wobec jej niezwykłej wszechstronnej aktywności. Kiedy się okazało, że jest chora, poruszyliśmy niebo i ziemię, próbując pomóc, ale niestety nie było na to szans. Od rozpoznania, chorowała bardzo krótko. Po tym szybkim, w sumie bardzo niespodziewanym odejściu okazało się, ile aktywności zostało, w których powinniśmy jako Grupa ds. Hemostazy zastąpić panią profesor. Nie dało rady złożyć tego na barki jednej osoby. Jedno z nas zostało kierownikiem Grupy, ktoś inny kierownikiem portalu, komuś innemu powierzono obowiązki związane z „Medycyną Praktyczną”. Tak to rozłożyliśmy, żeby to, co pani profesor zaczęła, nie przepadło, by dalej istniało. Była niezwykle zaangażowana w dydaktykę. Zainicjowała organizację warsztatów z udziałem różnych wykładowców, by szerzyć wiedzę koagulologiczną. Wszyscy się cieszyliśmy, spotykając ją na tych warsztatach, po prostu się cieszyliśmy. To był dla nas zaszczyt i przyjemność. Prowadziliśmy rozmowy polityczne, rozmowy o kulturze, o wszystkim. Pani profesor była intelektualistką, humanistką, zgodnie z dawnym przesłaniem prof. Aleksandrowicza – Lekarz jest humanistą. I ona była. Cudowna była. Po prostu cudowna. I bardzo nam jej brakuje.
27
Mec. Sylwester Niziński radca prawny, Kancelaria Prawnicza LEXPOL Trudnym jest dla mnie zadaniem spisanie wspomnień o Pani Profesor Krystynie Zawilskiej. Nie tylko nie jestem w stanie pogodzić się z jej śmiercią, ale też przyznać, że już nie jest z nami w wielu zapoczątkowanych przez nią przedsięwzięciach służących lekarzom i chorym na skazy krwotoczne, nadal funkcjonujących zgodnie ze swoim założycielskim duchem, w zgodzie z jej wolą. Panią Profesor poznałem kilkanaście lat temu przy tworzeniu Fundacji Hemofilia, a następnie Fundacji: skazy krwotoczne i zakrzepica. Od początku pełniła funkcję prezesa i kierowała pracami tej drugiej. Inicjowała i aktywnie uczestniczyła w organizacji kursów, sympozjów dla lekarzy i pielęgniarek zajmujących się leczeniem chorych z zaburzeniami krzepnięcia krwi. Z jej to inicjatywy corocznie organizowano konferencje „Postępy w hemostazie”. Podczas XII edycji widziałem się z Panią Profesor po raz ostatni, gdy podczas obrad Grupy do spraw Hemostazy ustalała termin kolejnej konferencji w 2020 r. Nie było to dla niej zadanie łatwe, ponieważ aktywnie pracowała zawodowo oraz jako ceniony lekarz i naukowiec, znający biegle język angielski i francuski, uczestniczyła w wielu konferencjach i sympozjach na całym świecie, którym jej obecność dodawała rangi i znaczenia. Wieczorem, w przeddzień zamknięcia obrad XII konferencji, Pani Profesor – w bardzo dobrej formie fizycznej, w świetnym humorze – spotkała się na tarasie hotelu z grupą uczestników. Mówiła o swoich planach związanych z wyjazdem na konferencję do Australii, a także z właściwym sobie poczuciem humoru opowiadała anegdoty. Była wzorem elegancji i kultury, a także wielkim autorytetem dla wszystkich. Każdy mógł liczyć na jej pomoc i radę. Wielu lekarzy po jej śmierci wspomina jej gotowość do niesienia pomocy – nigdy nie odmówiła konsultacji trudnych przypadków. Jedną z inicjatyw Pani Profesor była organizacja corocznych konferencji z okazji Światowych Dni Zakrzepicy, adresowanych nie tylko do lekarzy i chorych na zakrzepicę, ale też szerzej – do społeczeń-
28
stwa, w celu pogłębiania wiedzy ogółu o chorobach związanych z zaburzeniem krzepnięcia krwi, skazą krwotoczną i żylną chorobą zakrzepowo-zatorową. Podczas obrad pierwszej konferencji uczestniczący w niej licznie dziennikarze po raz pierwszy dowiedzieli się o zagrożeniach związanych z tymi chorobami, o profilaktyce, a także możliwościach rehabilitacji chorych. Dzięki tej inicjatywie informacje na temat chorób związanych z zakrzepicą dotarły do osób spoza medycyny. Ostatnim przedsięwzięciem Pani Profesor, w którym miałem przyjemność uczestniczyć, było utworzenie Portalu edukacyjnego dla lekarzy i pacjentów chorych na hemofilię: www.hemostaza.edu.pl, w IV kwartale 2018 r. Pod tym adresem zamieszczane są artykuły i streszczenia zagranicznych prac na temat leczenia chorych na hemofilię. Jeden z działów portalu przeznaczony jest do kontaktów z chorymi i ma na celu udzielenie im wszechstronnej pomocy w walce z chorobą. Zawsze będę wspominać nasze prywatne spotkania i dyskusje na temat przyszłości Fundacji. Pani Profesor była otwarta na ludzi, umiała walczyć o swoje przekonania. Miała niekwestionowany autorytet oparty na jej wiedzy i doświadczeniu. Reprezentowała pokolenie, które niestety już odchodzi, pamiętające czas II wojny światowej, mające system wartości oparty na solidnych podstawach edukacji. Była niezłomna w swych przekonaniach, potrafiła bezkompromisowo wyrażać swoje stanowisko w poszczególnych sprawach, nie zważając na nierzadko groźne konsekwencje. Jestem szczęśliwy, że miałem okazję poznać Panią Profesor i wiele lat z nią współpracować. Zaszczytem i wielką przyjemnością było służenie jej pomocą prawną i organizacyjną. Poznałem jej syna i wnuczkę, z których była niezwykle dumna. Mam nadzieję, że pomimo odejścia Pani Profesor jej dzieło poprawy istniejących metod leczenia chorych będzie kontynuowane przez jej najbliższych współpracowników. Umiała bowiem zebrać wokół siebie grono wspaniałych ludzi, którzy realizowali i realizują po jej śmierci jej dzieło i przesłanie: leczenie chorych na hemofilię i edukowanie w tych kwestiach społeczeństwa.
29
Dr Bernadetta Pieczyńska Wyższa Szkoła Języków Obcych im. Samuela Bogumiła Lindego w Poznaniu, prorektor ds. studenckich Szukałam w życiu Mistrza wśród humanistów – poetów i powieściopisarzy. Tymczasem spotkałam go w medycynie, najbardziej humanistycznej nauce wśród nauk biologicznych. Po ojcu odziedziczyłam bowiem gen odpowiedzialny za hemofilię i przekazałam go jednemu z moich synów. W związku z tym właśnie spotkałam prof. Zawilską, 15 lat temu, na szkoleniu na temat tej choroby. Często wykładała na konferencjach, uważnie w wystąpieniach ekspertów śledząc postępy naukowe mogące służyć poprawie skuteczności leczenia i komfortu życia pacjentów. Dzieliła się tą wiedzą, wnosząc promyk nadziei w czasach, gdy w Polsce standard terapii chorych na skazy krwotoczne daleko odbiegał od tych europejskich i światowych. Podziwiałam, jak prosto umie mówić o rzeczach skomplikowanych, złożone zagadnienia medyczne przekazuje zrozumiale nie tylko studentom medycyny, ale też niewtajemniczonym. Z ramienia Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Hemofilię organizowałam z nią szkolenia dla pacjentów. Wskazywała najważniejsze w danej chwili potrzeby zasługujące na priorytetowe traktowanie. Zmierzała ku światowym standardom w polskiej opiece medycznej. Zabiegała o tworzenie ośrodków referencyjnych kompleksowo leczących pacjentów ze skazami krwotocznymi. To, co się udało, jej zawdzięczamy. Nasza współpraca nabrała szczególnego charakteru w minionym roku, kiedy zaproponowała mi redakcyjne prowadzenie działu „Pacjent” w portalu hemostaza.edu.pl. Była wtedy naczelnym redaktorem – a portal jej oczkiem w głowie. Autoryzowała każdy mój tekst, weryfikując merytorycznie i językowo teksty o medycynie – pióra filologa. Ta szkoła pisania dała mi więcej niż wszystkie studia filologiczne. Nauczyłam się dostrzegać w przekazie rzeczy najważniejsze i używać terminologii w zrozumiały sposób.
30
Jej celem było promowanie nowoczesnej diagnostyki i innowacyjnej terapii zaburzeń hemostazy. W każdym pacjencie widziała przede wszystkim czującego człowieka. Nikogo nie pozostawiała bez pomocy. Szukała metod zrobienia często kosztownych badań. Znajdowała rozwiązania korzystne dla pacjenta. Miała dla chorych czas. Gdy kiedyś zachorowałam, na sekretarce mojego telefonu pozostawiła wiadomość: – Pani Bernadetto, jeśli się pani źle poczuje, proszę dzwonić, o każdej porze! Takich słów się nie zapomina. Tacy wyjątkowi, rzadkiej dobroci ludzie, nawet jeśli są w naszym życiu krótko, to obdarzają nas tą dobrocią na resztę życia. Podobno każdy człowiek zostawia nam jakieś słowo. Pani profesor pozostawiła nam niejedno. I nie były to kunsztownie wystylizowane frazy naukowe, ale uwagi w kuluarach konferencji, i słowa kogoś, kto już wie, że umiera. Nagła choroba i odejście Pani Profesor były dla mnie lekcją. Ostatnim przesłaniem dla rodziny, pacjentów, współpracowników. Z udziałem słów: „diagnostyka” i „za późno” , które zatrzymały się na granicy życia i śmierci. Jak tę lekcję nazwać? Co z niej zapamiętać? Co do samego odejścia – Troszcz się także o siebie? Co do spraw, jakie zostawiamy – Zostaw następców godnych swojego dzieła? Pani Profesor zostawiła wiele wskazówek, jak wszystko poukładać bez niej – troskliwych, ostatnich. Jakiś czas dzieliliśmy z nią odpowiedzialność za jej i nasze dzieła - nauczyła nas tego! Była i jest naszym Mistrzem.
31
Prof. Maria Podolak-Dawidziak hematolog, onkolog kliniczny, specjalista chorób wewnętrznych, Katedra i Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytet Medyczny, we Wrocławiu Profesor Krystyna Zawilska odeszła po ciężkiej chorobie 23 sierpnia 2019 r. Spoczęła 7 września 2019 na cmentarzu Junikowskim w Poznaniu. Ukazały się wspomnienia o Niej, m.in. artykuł Doroty Juszczyk w poznańskiej „Gazecie Wyborczej”, prof. Jacka Musiała z Krakowa w „Polskim Archiwum Medycyny Wewnętrznej”, prof. Lidii Gil z Poznania w „Acta Haematologica Polonica” i dr Bernadetty Pieczyńskiej, także z Poznania, na portalu hemostaza.edu.pl. Przyjaciółka Przedstawił nas sobie podczas Zjazdu w Gdańsku w 1975 r. wybitny uczony prof. Hugon Kowarzyk, ówczesny Prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów. Powiedział, że lubi nas obie i ma nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. Potem w czerwcu 1978 r. w Polanicy Zdroju podczas zorganizowanej przez naszą Klinikę międzynarodowej konferencji Krystyna Zawilska miała ciekawy wykład, a wieczorem zachwycała urodą, strojem i tańcem na parkiecie. Odbiegała od stereotypu uczonej. Była osobą mądrą, ciężko pracującą, krytyczną i obowiązkową. Profesjonalistka w każdym calu, zawsze rzetelnie przygotowana do wystąpienia i aktywnego udziału w dyskusji. Chwaliła nieczęsto i nie za byle co. Była odważna, np. otwarcie krytykując przeciętność życia naukowego i publicznego. Ponadczasowa piękność – zawsze elegancka i kobieca, delikatna i krucha – dbała o wygląd i nadążała za modą. Jednak można było odnieść wrażenie, że nie dostrzegała własnego blasku. Traktowała ludzi uprzejmie i z szacunkiem, lecz z niewieloma osobami była na „Ty”. Nie miała potrzeby opowiadania swego życia. Jeśli w rozmowie pojawiała się przeszłość, to raczej w komentarzu lub w anegdocie. Była wierna w przyjaźni, czuła, błyskotliwa i dowcipna. Interesowała ją muzyka, literatura, film, dawne samochody. Uczestniczyła w zjazdach swoich imienniczek.
32
Kochała przyrodę i ruch. Pierwszy raz do Francji pojechała jako siatkarka na zawody studenckie. Świetnie jeździła na nartach, pływała, uczestniczyła w spływach kajakowych, uprawiała nordic walking. Obie kochałyśmy hortensje i jamniki. Badacz Krystyna Zawilska nie tylko zgłębiała problemy hemostazy, lecz ją pokochała mądrą i trwałą miłością. Jej prace badawcze dotyczą patogenezy i leczenia skaz krwotocznych płytkowych i osoczowych (Fibrynogen Poznań I i II) oraz problemów zakrzepicy. Rozwijała i doskonaliła swój warsztat naukowy podczas pobytów stypendialnych w renomowanych ośrodkach w Paryżu i w Londynie, skąd wracała do Poznania. Od ukończenia studiów pracowała w Klinice Hematologii, gdzie stworzyła bardzo dobre specjalistyczne laboratorium hemostazy, następnie była ordynatorem Oddziału Chorób Wewnętrznych i Hematologii w Szpitalu im. J. Strusia (2007-2013) łącząc te obowiązki z kierowaniem Centrum Diagnostyki i Terapii INTERLAB (1994-2019). Lekarz Krystyna Zawilska, córka lekarza internisty Kajetana Kruszczyńskiego, była dociekliwym, wnikliwym i sumiennym lekarzem. Starała się zapewnić chorym najlepszą możliwą diagnostykę i nowoczesne leczenie, np. poprzez włączenie ich do badań klinicznych, także w innych ośrodkach, m.in. w naszej Klinice. Dzieliła się swoją wiedzą jako konsultant wojewódzki. Efektywnie współdziałała z lekarzami różnych specjalności – chirurgami naczyniowymi, ginekologami, onkologami i in. Godne podziwu i szacunku jest oddanie, z jakim wspierała chorych na hemofilię, współpracując ze Stowarzyszeniem Chorych na Hemofilię. Przez wiele lat walczyła o utworzenie w Polsce specjalistycznych Ośrodków dla Chorych na Hemofilię i pokrewne skazy krwotoczne, oferujących wszechstronną opiekę. Interweniowała w Ministerstwie Zdrowia i w Sejmie. Zabiegała o należyte zaopatrzenie w niedoborowe czynniki krzepnięcia. Kształt i wdrożenie „Programu Leczenia Hemofilii i Pokrewnych Skaz Krwotocznych na lata 2019 -2023” wiele zawdzięczają jej determinacji i umiejętnościom negocjacyjnym. Także dzięki jej staraniom grupa chorych na hemofilię powikłaną inhibitorem i ciężkimi uszkodzeniami narządu ruchu od roku jest bezpiecznie i profesjonalnie rehabilitowana na turnusach stacjonarnych w Poznaniu oraz w miejscu zamieszkania. Inna Jej cenna inicjatywa – to ocena przestrzegania zaleceń lekarskich przez chorych na hemofilię z inhibitorem i bez inhibitora. Przyczyniła się też znacząco do poprawy rozpoznawania i leczenia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej m.in. kierując interdyscyplinarnym ze-
33
społem ekspertów opracowujących wytyczne postępowania, m.in. w chorobie nowotworowej. Nauczyciel i organizator Była osobą wymagającą i krytyczną wobec siebie i innych. Jej wykłady, prace przeglądowe, komentarze, rozdziały w podręcznikach były zawsze na światowym poziomie. Autorytet i takt prof. Zawilskiej sprzyjały współpracy ekspertów różnych specjalności. Kilka razy recenzowałyśmy te same rozprawy habilitacyjne, byłyśmy zgodne w ocenach, a przy okazji miałyśmy tematy do ciekawych rozmów. Trwałym osiągnięciem prof. Krystyny Zawilskiej jest utworzenie w 2007 r. Grupy do spraw Hemostazy PTHiT, do której zaprosiła specjalistów z różnych ośrodków. Współpraca w ramach Grupy owocuje publikacją zaleceń diagnostycznych i leczniczych, organizacją corocznych konferencji na temat skaz krwotocznych i zakrzepicy. Z jej inicjatywy powstała Fundacja „Skazy Krwotoczne i Zakrzepica” wspierająca inicjatywy edukacyjne oraz Portal hemostaza.edu.pl. Uhonorowanie Prof. Krystynie Zawilskiej przyznano godność Członka Honorowego Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów, była członkiem Rad Naukowych Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej, „Acta Haematologica Polonica” i „Medycyny Praktycznej”. Miasto Poznań uhonorowało Ją pośmiertnie – spoczęła w Alei Zasłużonych. Testament Krystyna telefonicznie poinformowała mnie o swej chorobie i złym rokowaniu. Prosiła o wspieranie rozpoczętych przez Nią działań. Nie jest łatwo temu sprostać, bo doba Krystyny trwała dłużej niż 24 godziny, a ona nadążała za podjętymi zadaniami, przemieszczając się sprawnie na wysokich obcasach. Podzieliliśmy się Jej obowiązkami: ja kieruję Grupą do spraw Hemostazy i Fundacją „Skazy Krwotoczne i Zakrzepica”, prof. Magdalena Łętowska zarządza Portalem hemostaza.edu.pl. Wspieramy działania profesora Jerzego Windygi, Przewodniczącego Rady Naukowej „Programu Leczenia Hemofilii i Pokrewnych Skaz Krwotocznych na lata 2019-2023”. Grupa do spraw Hemostazy razem przygotowuje konferencje, opracowuje nowe zalecenia lecznicze i rozdziały do książek. Bardzo brak mi prof. Krystyny Zawilskiej, uroczej, mądrej i dobrej Przyjaciółki.
34
Prof. Aleksander Skotnicki hematolog, Collegium Medicum Uniwersytet Jagielloński Na początek wspomnienie sentymentalne. Czterdzieści lat temu, kiedy moi znajomi z Wiednia z firmy Immuno przyjeżdżali do Krakowa, jeden z nich dr Jorda jechał dalej z Krakowa do Poznania i zawsze mówił, że prof. Zawilska jest najpiękniejszą, najelegantszą damą polskiej hematologii. Pani profesor, tak jak ja, była filokartystką, zbierała stare pocztówki – ona z Poznania, ja z Krakowa. Czasem nimi wymienialiśmy się. To było nasze pozamedyczne hobby, wiążące ludzi mających sentyment do historii, do małego dzieła sztuki, jaką była dawna pocztówka, zwłaszcza przedwojenna, kiedy korespondencja była jedną z niewielu form komunikacji międzyludzkiej. Na jej piękno składał się widoczek, ale też tekst i znaczek. Często pochodziły jeszcze z czasów zaborów i niosły patriotyczne przesłanie odzyskania niepodległości. W dziedzinie koagulologii pani profesor była autorytetem. Słyszałem ją na wielu zjazdach prowadzącą sesje, wygłaszającą wykłady. To była jej prawdziwa pasja. To, że dzisiaj w Polsce skuteczniej leczymy chorych z hemofilią czy z innymi wrodzonymi niedoborami czynników krzepnięcia, z chorobą von Willebranda, to w dużej mierze jej zasługa. Była nie tylko ekspertem wykształconym we Francji u słynnego prof. Jean Bernarda (który bywał też w Krakowie u prof. Juliana Aleksandrowicza), ale znała się na laboratorium, co dzisiaj należy do rzadkości. Tymczasem moim zdaniem specjaliści od krwi powinni spędzać rok - dwa lata w laboratorium, bo to zwiększa możliwość rozumienia, interpretacji wyników, pozwala zgłębić istniejącą klinicznie patologię. Ja sam rok w Ameryce i pół roku w Anglii siedziałem w próbówkach, wirowałem krew, dodawałem immunomodulatorów i oceniałem efekty w supernatancie (nadsączu). Profesor Zawilska namawiała młodych lekarzy, żeby obok pracy przy chorym zgłębiali laboratoryjne aspekty badań koagulacyjnych, by oglądali preparaty krwi i szpiku pod mikroskopem itd. Co do sposobu uprawiania medycyny, dziś zamienionej na świadczeniodawców i świadczeniobiorców, była lekarzem z prawdziwego zdarzenia. Nie tylko „wąskim” hematologiem, ale też internistą, aczkolwiek hema-
35
tologia ma tyle działów, że nie ma już ekspertów jednocześnie od onkologicznych i nieonkologicznych chorób krwi. Odeszła niespodziewanie. Była jeszcze na moim 70-leciu – już prawie dwa lata temu – w Krakowie. I kiedy po roku wydałem związany z tym jubileuszem pamiątkowy album, to musiałem w kilku miejscach obwieźć jej nazwisko czarną ramką. Żałuję, że tyle mi czasu zajęło jego wydanie, że nie mogłem go jej osobiście wręczyć. Dla mnie cenne było to, że chciała przyjechać do Krakowa. Nic takiego ważnego - jedynie przyjacielska wizyta - ale przyjechała. To był wyraz nie tylko pewnego stylu jej funkcjonowania – pełnego szlachetności, elegancji, wytworności – ale też przejaw ciepła i przyjaźni. Gdy byłem kierownikiem kliniki, moją młoda asystentkę Joannę Zdziarską uczyniłem „swoim człowiekiem” w koagulologii: reprezentowała mnie w Polskiej Grupie ds. Skaz Krwotocznych, jeździła na konferencje naukowe itd. I prof. Zawilska potrafiła dostrzec w znacznie młodszej koleżance wręcz partnera. Kiedyś zadzwoniła: – Alku, jaką masz świetną Joasię Zdziarską, która tyle dobrego z taką pasją robi (chodziło m.in. o opiekę w Krakowie nad 200 chorymi z hemofilią). Profesor Zawilska, tyle lat starsza, traktowała o wiele młodszą osobę jak równorzędnego partnera w walce o dostęp do czynników krzepnięcia z urzędnikami Ministerstwa Zdrowia itd. To pokazuje jej klasę. Nieważne, ile kto miał lat, ważne, ile serca wkładał w pracę, w zaangażowanie, bezinteresownie, w soboty, niedziele – o czym pani profesor wiedziała i co doceniała. Czasem odwiedzałem ją w Poznaniu, bywała na różnych naszych zjazdach w Krakowie. Pamiętam spotkanie na Wawelu w 1997 r., przy organizacji ogólnopolskiego kongresu Hematologów i Transfuzjologów. Zawsze mogliśmy na nią liczyć w kwestii konsultacji merytorycznych, ale też emanowała ciepłem, a urokiem osobistym zjednywała sobie ludzi. Byłem szczęśliwy, że mogłem być jednym z tych, których darzyła sympatią, i że mogłem z nią i innymi kolegami odegrać pewną rolę w rozwoju polskiej hematologii. Bardzo żałuję, że Jej już nie ma wśród nas.
36
Dr Zigmunt Stankiewicz Studia medyczne w Akademii Medycznej w Poznaniu, dyplom lekarza w 1958 r.; 1959-1979 praca w szpitalach i klinikach AM w Katowicach; specjalizacja I i II st. z chorób wewnętrznych i kardiologii; doktorat z synchronokardiografii 1976. Od 1979 w Szwecji; 1980-2000 kardiolog, później ordynator i naczelny lekarz w szpitalach rejonowych i klinikach w Sztokholmie. Czołowy działacz niepodległościowy w Szwecji, gdzie założył polskie harcerstwo. Współpraca z „Kulturą” paryską oraz polskim Rządem na Uchodźstwie w Londynie. Od 2000 r. rezydent na wyspie Lanzarote (Hiszpania). „Kto ratuje życie drugiemu ratuje cały świat” – takim przesłaniem chciałbym otworzyć moje wspomnienia o zmarłej Krysi oraz o pewnym zdarzeniu z mojego życia, w którym pojawiła się jako lekarz, człowiek i zrządzenie Losu. Oprócz głównej roli w wątku medycznym, zaistniała też w całym splocie wydarzeń – skomplikowanych, postępujących w czasie, zdających się nie mieć pomyślnego rozwiązania. Jej nieoczekiwany pomysł i starania całkowicie odmieniły zgubny bieg wydarzeń. To nie był „przypadkowy zbieg okoliczności” (ulubiony termin scjentystów!), a raczej zmiana poza zasięgiem potocznego doświadczenia. Towarzyszyła mi świadomość, że moje zdrowie nie zależy jedynie od realnych okoliczności, wyraźnie czułem rękę Losu. Wiem dokładnie, co mówię, i proszę wierzyć, nie jestem mistykiem, dewotem ani fantastą. Przeciwnie, jestem realistą (dowodzi tego mój esej O naturze czasu w paryskiej „Kulturze” 1999, nr 11/625). Czuję się w obowiązku napisać to objaśnienie, znając pospolite opory przed podobną interpretacją wydarzeń. Jestem doświadczonym lekarzem, mam za sobą ponad 40 lat pracy w dużych szpitalach i klinikach uniwersyteckich. Sam uratowałem życie wielu chorym, bezpośrednio i skutecznie – i w żadnej mierze nie postrzegałem tego w kategoriach mistycznych. Studiowałem razem z Krystyną medycynę, pięć lat w tej samej grupie. Po dyplomie zmieniłem miasto, potem kraj. Krystyna w rozmowach wywoływała zawsze u rozmówcy pewien rodzaj dystansu. Nie dlatego, by była wyniosła czy zarozumiała. Przeciwnie, słuchała uważnie i życzliwie, ale też wyczuwało się jej wielki intelekt oraz pewną ekskluzywność:
37
aurę szacunku, poczucia wartości i godności osobistej – współdzieloną z rozmówcą. Była zawsze prawdziwą damą. Docierały do mnie zdawkowe informacje na jej temat, a to że wybrała hematologię czy że została profesorem naszej uczelni. Minęły dziesiątki lat, nim spotkaliśmy się ponownie, gdy Krystyna, wraz z rodziną przyjechała na krótkie wakacie na tropikalną wyspę, na której od dawna mieszkałem. Nadal miała w zachowaniu rys arystokratyczny, ale podczas tego pobytu polubiła mnie – chyba pierwszy raz ?! – była bardzo serdeczna i szczerze cieszyła się ze spotkania. Kilka miesięcy po jej w yjeździe, ciężko zachorowałem. Samotny, unieruchomiony w bólach, znalazłem się w czeluści bez dna. Wówczas, nagle, bez uprzedzenia nawiązała ze mną kontakt. Zaleciła nieinwazyjną operację, która mogła być moim ostatnim ratunkiem. Nagle wszystko zaczęło biec niespotykanie szybko, gładko, niezawodnie i szczęśliwie. Tego właśnie epizodu dotyczy druga część moich o Niej wspomnień. Mam przekonanie, że aby opisać osobę, NIE wystarczy lista publikacji czy zawodowych sukcesów. Nawet „prorok” neopozytywizmu oraz scjentyzmu Ludwig Wittgenstein w swoim Traktacie (pseudo-biblii ateistów), napisał: „Człowiek nie jest w świecie. Człowiek jest świata granicą”. Piszę o tym, ponieważ rzekoma metafizyka, którą mi przy okazji dzielenia się tymi przeżyciami zarzucono, jest nieporozumieniem. Tylko pomocy i życzliwości Krystyny zawdzięczam powrót do zdrowia. Przywróciła mi zdrowie, być może nawet uratowała życie, które wydawało się być wtedy na krawędzi... Wówczas poznałem Krystynę jako pacjent, objęty zostałem jej mądrą opieką, wielką wiedzą oraz solidarnością koleżeńską. Gdy w jakiś czas po moim zabiegu wróciłem do równowagi, zwłaszcza psychicznej, zdałem sobie sprawę, że spotkał mnie cud. Prawdziwy, osobisty cud! Notabene nie wiem czy lub czym sobie nań zasłużyłem. Zawsze dostrzegałem w rzeczywistości jej wymiar duchowy, nie wierzę, że człowiek ma rzekomo być jedynie problemem wędrującym po Ziemi. Rozmyślając nad przebiegiem, kolejnością zdarzeń i zbawiennym skutkiem zabiegu, nie mogłem jedynie racjonalnie przyjąć, że był to szczę-
38
śliwy traf. Z tej przesłanki wyłonił się trzeci obraz Krystyny: mojej koleżanki jako wysłanniczki Losu, sprawczego impulsu zmiany mej doli, zwiastuna przeznaczenia. Dalej był już tylko krok do podświadomego pojmowania osoby Krystyny jako istoty ponadczasowej. Dlatego okrutna wieść o Jej odejściu wzbudziła mój gniew. Potężny, irracjonalny gniew! Mimo smutku i żalu, nadal go czuję. Wzburzenie graniczące z pasją z powodu utraty tak miłej koleżanki, lekarki i dobrego człowieka. Poczucie niesprawiedliwości...
39
Prof. Adam Torbicki kierownik Kliniki Krążenia Płucnego, Chorób Zakrzepowo-Zatorowych i Kardiologii CMKP w Europejskim Centrum Zdrowia Otwock Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Panią Profesor. Nie tak dawno widziałem ją po raz ostatni. Chociaż nie pamiętam dokładnych dat, musiało między nimi upłynąć przynajmniej 30 – 35 lat. Pani Profesor była osobą, której nie dotykał czas. Dotyczyło to nie tylko jej urody i stylu, który reprezentowała. Także dobrze rozumianej nowoczesności i niezmiennej ciekawości świata. Nie było w niej niczego z rutyny, rezygnacji czy cynizmu, który czasami może wynikać z obserwacji otaczającego nas świata. Zawsze zainteresowana nowościami, perspektywami, przyszłością. Może dlatego lgnęli do Niej ciekawi, wartościowi ludzie, którzy nieśli dalej standardy naukowe, zawodowe i towarzyskie reprezentowane przez Nią. Spotykaliśmy się w czasie tych kilku dekad wielokrotnie, zawsze przy okazji spotkań naukowych poświęconych zaburzeniom krzepnięcia prowadzącym do powikłań zakrzepowo-zatorowych. Były to spotkania interdyscyplinarne i – z perspektywy kardiologa – mogłem obserwować środowisko hematologów i wielki szacunek, którym jego przedstawiciele obdarzali Panią Profesor. Cieszę się, że mogłem tego doświadczać dzięki Jej zaproszeniom, zwłaszcza do udziału w Światowych Dniach Zakrzepicy, które szczególnie pielęgnowała w ostatniej dekadzie. Wielką uwagą bowiem obdarzała dydaktykę na najwyższym poziomie, wiedząc doskonale, jak pomnaża ona dobro, przenosząc wiedzę nielicznych ekspertów na praktykę codziennego życia prowadzoną w większych, mniejszych i całkiem małych ośrodkach w kraju. Bardzo dbała o to, by w organizowanych przez Nią i Jej przyjaciół sympozjach nie zabrakło miejsca i czasu na dyskusję, w ogniu której dopiero stawało się jasne, czy prawdy objawione w wykładach i na pięknych barwnych przeźroczach bronią się także w praktyce.
40
Prof. Anetta Undas specjalista chorób wewnętrznych, kierownik Zakładu Kardiochirurgii, Anestezjologii i Kardiologii Doświadczalnej Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Pracowni Podejmowania Decyzji w Praktyce Klinicznej (Evidence-Based Medicine) tej uczelni, kierownik Ośrodka Nowoczesnej Diagnostyki Laboratoryjnej w Szpitalu im. Jana Pawła II w Krakowie Poznałam Panią Profesor Zawilską w 1993 r. na początku mojej kariery zawodowej jako wykładowcę na jednej z konferencji naukowych w Łodzi. Wtedy i zawsze potem robiła wrażenie osoby dystyngowanej, dbającej nie tylko o treść, ale i o formę, o wyjątkowej osobowości. Do danych z badań własnych i obcych odnosiła się krytycznie, domagała się od nauki dowodów najwyższej jakości. Dla mnie uosabiała archetyp kobiety naukowca w formie à rebour do tradycyjnej – kogoś mądrego, pięknego, zadbanego, nie baby-chłopa w grubych okularach, w butach na płaskim obcasie i w rozciągniętym swetrze. Jej kobiecość, na równi z przenikliwym umysłem, wydawała się służyć nauce nie tylko jako atrybut osoby, ale jako wartość przydająca wiarygodności jej osiągnięciom naukowym, rzetelności i dokładności jej opiniom. Jej perfekcyjny wygląd, dbałość o formy bycia – to w nauce, nie tylko polskiej, rzadkość. Była wizytówką polskiej hematologii na międzynarodowych konferencjach – osobą nie tylko wybitną, ale też piękną. Akcentuję tak mocno wątek jej elegancji, sposobu formułowania opinii, atrybutów dystyngowanej damy i atrakcyjnego wyglądu jako wartość samą w sobie, ale też jako – w jej przypadku – element jej autorytetu i wyjątkowości. Odkąd ją poznałam, chciałam być do niej podobna, nadal się staram… Poznałam panią profesor lepiej, kiedy jako recenzentka mojej rozprawy habilitacyjnej brała udział w kolokwium habilitacyjnym w Collegium Medicum UJ w Krakowie w październiku 2001 r. podczas obrony mojej rozprawy pt. „Przeciwzakrzepowe działania simwastatyny” na Radzie Wydziału, a wyniki moich badań ukazały się m.in. w artykule na łamach „Circulation” w maju 2001 r. Dyskusja z nią o związanej z moją pracą zależności TAFI, wtedy enzymu niedawno odkrytego, od układu białka C pozwoliła mi docenić jej błyskotliwą orientację w naj-
41
nowszych badaniach w tej szybko rozwijającej się dziedzinie związków krzepnięcia krwi z fibrynolizą. To był jej znak firmowy. Profesor Zawilska była też recenzentką mojego wniosku o nagrodę Prezesa Rady Ministrów z 2007 r., a nasza współpraca niezmiennie bardzo dobrze się układała. W 2008 r. zainicjowała polskie starania o diagnozowanie pacjentów z niedoborem antytrombiny oraz z zaburzeniami ilościowymi i jakościowymi fibrynogenu. Do tamtego momentu Polska nie miała ani jednego opisanego przypadku takich nieprawidłowości z konkretną mutacją odpowiadającą za nieprawidłowości w zakresie tych zaburzeń. Nie tylko z naukowego, ale też z patriotycznego punktu widzenia – kiedy na konferencjach Polska była jedną wielką białą plamą bez ani jednego opisanego przypadku tych zaburzeń scharakteryzowanego genetycznie – ta inicjatywa pani profesor była bardzo cenna. Dzięki niej udało się rozwinąć możliwości diagnostyczne w moim ośrodku w Krakowie oraz nawiązać współpracę z zagranicznymi ekspertami, która doprowadziła do opublikowania pierwszych polskich antytrombin i polskich fibrynogenów, m.in. fibrynogenu Poznań, opisanego u pacjenta pani profesor. Do dziś jestem dumna z ówczesnych moich pionierskich dokonań z inspiracji prof. Zawilskiej - polegających na dokładnym opisaniu – wraz z oceną genetyczną – pierwszych w Polsce mutacji genów kodujących łańcuchy fibrynogenu, które odpowiadają̨ za zaburzenia ilościowe i/lub jakościowe fibrynogenu, a w konsekwencji wrodzone zmiany struktury i czynności fibryny. Aktywność pani profesor była nakierowana na stymulowanie innych do robienia rzeczy ważnych z punktu widzenia polskiej hematologii i koagulologii. Aktywność pani profesor doprowadziła do ostatniej naszej wspólnej publikacji w „Thrombosis Research” w 2019 r., gdzie znalazła się pierwsza seria przypadków polskich pacjentów ze scharakteryzowaną genetycznie hipo-, afibrynogemią lub dysfibrogenemią wraz z ich odległą kliniczną obserwacją. Od 2006 r., kiedy zaczęłam prowadzić swoją jednostkę naukową, rozpoczęłam badania nad fibryną jako wcześniej nieznanym czynnikiem zwiększającym ryzyko wystąpienia incydentów zakrzepowo-zatorowych – począwszy od zakrzepicy żylnej i zatorowości płucnej, do udarów i zawałów serca. W badaniach nad fibryną, a właściwie nad strukturą fibryny i zaburzeniami fibrynolizy u pacjentów po przebytym incydencie choroby żylnej zakrzepowo-zatorowej, pani profesor wraz z zespołem brała czynny udział – od koncepcji, przez rekrutację pacjentów
42
po interpretację danych – a owocem tej współpracy była nasza wspólna publikacja z 2009 r., oryginalna praca, która ukazała się na łamach najlepszego hematologicznego czasopisma na świecie – „Blood”, cytowana już ponad 150 razy. Na początku lipca 2019 r. na kongresie International Society on Thrombosis and Haemostasis (ISTH) w Melbourne pani profesor była z nami, chodziła na wykłady, ale wróciła wcześniej – już się czuła źle, już było widać, że coś jest nie w porządku z jej zdrowiem, i w ciągu zaledwie 6 tygodni po powrocie odeszła. Było to dla nas wszystkich wielkim szokiem. Jej odejście jest – mówiąc najprościej i ocierając się o patos – wielką niepowetowaną stratą dla polskiej hematologii, a jej zasługi są nie do przecenienia. Mimo wieku, była bardzo aktywna, solidna, terminowa – spiritus movens Grupy do spraw Hemostazy PTHiT. Będzie jej nam bardzo brakować.
43
Prof. Jerzy Windyga hematolog, internista, kierownik Zakładu Hemostazy i Chorób Metabolicznych Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie Profesor Krystyna Zawilska jest taką postacią, o której trudno byłoby powiedzieć coś krytycznego. Mówi się, że po ziemi nie chodzą anioły, i nawet najlepsi mają słabsze strony, ale u niej nie potrafię ich znaleźć. Zresztą nie tylko ja. Rozmawialiśmy o tym w gronie członków Grupy Hemostazy – wszyscy podzielają to zdumienie. Nikogo z nas nie zaskoczyła jakąś reakcją kontrowersyjną, a co wręcz niewyobrażalne – naganną. Poznałem panią profesor zaraz na początku mojej kariery zawodowej, pracuję w IHiT od 1992 r. Moim mentorem był prof. Stanisław Łopaciuk, indywidualność w zakresie zaburzeń hemostazy. Pani profesor, już wówczas wielka postać w dziedzinie hematologii i hemostazy, była nie tylko uroczą osobą, ale też piękną kobietą. Opowiadały mi, trochę ode mnie starsze koleżanki z pracy – o wielu mężczyznach w niej zakochanych. Nie od parady nazywano ją „pierwszą damą polskiej hematologii”, ale nawet to nie oddaje w pełni – podzielanego przez jej otoczenie – podziwu dla jej sposobu bycia, nienagannej elegancji i niezwykłej urody. Prezentowała zaangażowanie naukowe, ale też kochała pacjentów. Była oddanym lekarzem, konsultowała z nami tzw. trudne przypadki, poszukując rozwiązań, dróg pomocy, przejęta stanem chorego i w tych działaniach nieustępliwa. To wygląda na laurkę pośmiertną, ale tym nie jest. Opisuję osobę, która ciekawość medycznego problemu łączyła z imperatywem cechującym najlepszych lekarzy – z chęcią pomocy. Pacjent nie był dla niej pionkiem w rozgrywaniu klinicznej i naukowej kariery, tylko zdobywane doświadczenie i rozwój naukowy były narzędziem służącym do postawienia właściwej diagnozy, wywołania remisji choroby, poprawy jakości życia itp. Była jakaś harmonijna jedność, wzajemne wzmacnianie się tych pól: praktyki klinicznej i pracy badawczej. Mówiąc znów słowami laurki: znakomity lekarz, niekwestionowany autorytet w swojej dziedzinie. I – jakby naturalnie z tego zrodzona pasja edukacyjna – nie do pouczania, epatowania, błyszczenia, a do uczenia skomplikowanych zasad hemostazy, inspirowania młodych do zdoby-
44
wania tych kompetencji, wskazywania im drogi i dzielenia trudów, jak pracowity himalajski szerpa. To ona powołała Grupę ds. Hemostazy składającą się z kilkunastu hematologów, tworząc własną reprezentację dziedziny hemostazy, pole do jej rozwoju. Różne aspekty zjawisk krzepnięcia interesowały ją dogłębnie, już od początku pracy naukowej: płytki krwi, układ fibrynolizy. Inicjowała i tworzyła publikacje, wymyślała konferencje, pokonując trudy ich organizacji, koordynacji, układania programów naukowych, w tym 13 października doroczną konferencję w dniu obchodów World Thrombosis Day, w rocznicę urodzin Rudolfa Virchowa, twórcy pojęć „zakrzepica”, „zatorowość” oraz tzw. triady. Ponieważ zaburzenia hemostazy dotyczą różnych specjalności medycznych, zadawali na niej konkretne, kliniczne-praktyczne pytania chirurdzy, ortopedzi, interniści, hematolodzy, kardiolodzy i inni, konsultując swoje przypadki i wątpliwości dotyczące m.in. leków przeciwkrzepliwych itd. Może właśnie dlatego zagadnienia hemostazy są tak fascynujące, bo ich interdyscyplinarność wykracza poza medycynę narządową, wymaga holistycznego oglądu wszystkich narządów zasilanych przez krew. Pani profesor przy takiej konferencji, stojąc na czele Naukowej Rady Programowej, Komitetu Organizacyjnego, prowadząc sesje tematyczne nie wchodziła w rolę Wielkiego Edukatora, choć tym właśnie była, nie lśniła w światłach medialnych fleszy, pracowała. I mówię to z pełnym 100-procentowym przekonaniem, bo tak po prostu było. Hemostaza to trudna dziedzina, na swój sposób ekskluzywna. Wystarczy podzielić hematologię na części onkologiczną i klasyczną nieonkologiczną, do której hemostaza się zalicza, by to zobaczyć. Onkologia, z oczywistych względów, zdominowała medycynę. Specjalistów znających się na wrodzonych skazach krwotocznych, na skłonności do zakrzepicy, głównie żylnej, do choroby zakrzepowo-zatorowej, a tym właśnie ostatnio pani profesor się głównie zajmowała, jest niewielu. pani profesor była pierwszym autorem wytycznych opublikowanych w „Medycynie Praktycznej” odnośnie do postępowania w tej chorobie. Kiedy odeszła, ukazały się nagle osierocone, równolegle przez nią prowadzone projekty – i spadły na nas. Jej aktywność robi wielkie wrażenie. Było tego co niemiara, a osoba wśród nich się uwijająca – niemłoda. Je j stosunek do siebie i do ludzi dobrze ilustr uje ma ła s y tuacy jna anegdota . Kilka lat temu podczas zjazdu hematologów w Warszawie w pięknym hotelu odbywało się wykwintne przyjęcie. Przy deserze kelnerka niechcący wylała zawartość pucharka z jakimś
45
kolorowym musem na kreację pani profesor. Jej reakcja wszystkich zdumiała – po chwili zaskoczenia zaczęła się śmiać. Niczego negatywnego, żadnej złości – nic. W tej reakcji jak w soczewce spotkały się pani profesor wewnętrzna równowaga, spokój, dystans do siebie. W jej oczach poplamiona sukienka na uroczystej imprezie nie pomniejszała jej prestiżu, ani dobrego samopoczucia wśród przyjaciół. Nie chciałem tu mówić o dorobku naukowym pani profesor, o biografii zawodowej, sukcesach. Jej publikacje i osiągnięcia znamy. Chciałem powiedzieć o niej coś ciepłego. Znałem ją 26 lat i niezmiennie przez te wszystkie lata ta znajomość była miła, sympatyczna, pełna szacunku. Nieczęsto się w życiu zdarza, że można z kimś rozmawiać o wszystkim, że w małej Grupie Hemostazy tyle lat, ile się spotykaliśmy, wzajemnie się lubiliśmy. Oczywiście dobrą atmosferę współtworzyliśmy wszyscy, ale sądzę, że na początku jej kreatorem była pani profesor i potem już tylko – trwała. Łączyła nas jakaś aura, rodzaj przyciągania się wzajemnego ludzi o podobnym podejściu do życia, patrzących w przód, pragnących budować, konstruktywnie rozwiązywać problemy. Nasze gremium było przyjazne i rzeczowe, a osią wszystkiego – spiritus movens – był wiarygodny, prawdziwy autorytet, który nie rozgrywa ludzi i spraw, tylko je układa w jakimś pożytecznym celu. Uprzedzałem, wyszła laurka. Ale nie mogło być inaczej. Miałem szczęście spotkać w życiu wspaniałego człowieka. Żyć z nim pod jednym zawodowym „dachem”, dzielić czas, coś razem tworzyć. I wiem, że nie tylko dla mnie było to doświadczenie bezcenne.
46
Prof. Marek Wojtukiewicz onkolog, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku Kontakt z panią profesor Krystyną Zawilską zawsze był uroczy. Każdy, bez wyjątku – telefoniczny, a tym bardziej osobisty. Przez wszystkie lata naszej znajomości i współpracy darzyliśmy się ogromną sympatią. Na swój widok zawsze uśmiechaliśmy się, nawet dźwięk głosu przez telefon wywoływał uśmiech na twarzy. Lubiliśmy się, a zarazem szanowaliśmy się w sensie naukowym, i tak zwyczajnie, po ludzku. Prof. Krystyna Zawilska była wspaniałym człowiekiem, a co więcej prawdziwie wielką damą, kobietą z klasą. Mówiąc to, nie boję się przesady. Bardzo mi takich postaw w otoczeniu brakuje, za nimi tęsknię, bo zawsze zjednywały mój podziw. A ona taka była. Reprezentowała klasę w sposobie bycia, w sposobie prezentowania idei, dyskutowania. Miała niezwykłą osobowość, sposób ekspresji naukowej i osobistej, sposób mówienia, przedstawiania swoich racji – wszystko w niej było naprawdę pełne uroku osobistego. Mnie zjednywała do siebie każdym słowem, gestem, ruchem. Była niezwykle kompetentna, merytoryczna, zawsze na bieżąco z najnowszymi doniesieniami, ale przekazując je, dodawała do nich swoje przemyślenia. W jej wydaniu przestawały być suchymi faktami, stawały się przekazem wzbogaconym refleksjami przenikliwego umysłu. Co niezwykle istotne, prof. Zawilska przy tym wszystkim była osobą skromną, stroniła od wywiadów, stanowisk we władzach towarzystw czy uczelni itp. Było w niej wszystko to, czego można by szukać we wspaniałej kobiecie i naukowcu wielkiej klasy. Taki bynajmniej nie peryferyjny przykład: Nigdy nie pozwoliła pocałować się w rękę. Ja, wychowany według starych zasad męskiej kurtuazji wobec kobiety, mam taki zwyczaj. Witając się z nią, zawsze czułem jej twardy uścisk dłoni – ale nie był to uścisk żołnierza, tylko wyczuwalny uścisk pełen energii, a zarazem nieodparcie kobiecy. Pogodzić w jednym geście te dwie tak różne konwencje samo w sobie było kunsztem: podanie ręki z gracją i stanowcze odrzucenie starej formuły przywitania, ale też – nieostentacyjna i niekonwencjonalna – bliskość w tym dotyku. W każdym calu wielka dama. Do tego jak-
47
kolwiek by nie była ubrana, zawsze pozostawała piękną i elegancką kobietą. Nic nie było w stanie zaszkodzić jej urodzie i niezwykłemu urokowi. Jej nienaganne maniery widać też było w trakcie pracy zespołowej. Nawet gdy racje pani profesor różniły się od poglądu innego członka gremium, potrafiła dyskutować w sposób delikatny i kulturalny – i na koniec przekonać go, albo też przyjąć jego argumenty. Zawsze prezentowała pełen szacunek dla kogoś mającego inne zdanie. Jej odejście strasznie mnie przygnębiło. Myślę – nie jedynie na potrzeby tych wspomnień – że są osoby, których nam brakuje, ale pani profesor Krystyny Zawilskiej brakuje mi w sposób szczególny. Na jej przykładzie widać bowiem, jak ważna jest osobowość człowieka i jego inspirująca postawa. Wartości, które reprezentowała prof. Krystyna Zawilska, zasługują na kultywowanie, na nowe wcielenia w środowisku medycznym i naukowym.
48
Dr n. med. Joanna Zdziarska Ośrodek Leczenia Hemofilii w Krakowie, Katedra i Klinika Hematologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego Moje pierwsze kontakty z Panią Profesor Zawilską, obiektywnie rzecz biorąc, nacechowane były ogromnym dystansem zawodowym: Pani Profesor była uznanym autorytetem, osobą o ogromnym dorobku naukowym i unikatowym doświadczeniu klinicznym, u szczytu sławy w środowisku medycznym; ja natomiast młodą lekarką, która niedawno ukończyła studia i rozpoczynała dopiero swoją przygodę z medycyną. Dzięki przychylności i motywacji Pana Profesora Aleksandra Skotnickiego, wieloletniego Kierownika Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, od początku życia zawodowego mogłam realizować swoją pasję, którą jest koagulologia. Nie mogło być więc inaczej: od samego początku znałam Panią Profesor, podziwiałam Ją, w końcu miałam ogromną przyjemność i zaszczyt przez 12 lat ściśle z Nią współpracować w ramach Grupy ds. Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów. Z mojej perspektywy, osoby uważającej się za uczennicę i naśladowczynię Pani Profesor, najbardziej niezwykły i uderzający był Jej stosunek do młodych, uczących się lekarzy. Od samego początku zwracała się do mnie z wielką życzliwością i szacunkiem, traktując w dyskusjach jak pełnoprawną partnerkę. Jeżeli pouczała, to dyskretnie i taktownie, jeżeli korygowała błąd – to z uśmiechem i zrozumieniem. Znacznie częściej jednak zachęcała, dziękowała, doceniała. Nie tworzyła dystansu. Zakłopotanie i onieśmielenie osób takich jak wówczas ja, które poczytywały sobie za niezwykły zaszczyt móc z Nią rozmawiać i spędzać czas, rozładowywała uroczym uśmiechem, czasem eleganckim żartem. Do dziś brzmi mi w uszach Jej ciepły, spokojny głos, mówiący nieodmiennie i z uśmiechem „pani Joasiu”. W każdym emailu, a w związku ze wspólnymi aktywnościami wymieniałyśmy ich dużo i o każdej porze doby, znalazła miejsce na miłe powitanie, pozdrowienie, ciepłą dygresję. Jednocześnie była merytoryczna, pomocna, krytyczna, niezwykle wnikliwa i spostrzegawcza. Zawstydzała, ale przede wszystkim motywowała, swoją pracowitością, sumiennością i umiejętnością organizacji, ogromną i bieżącą wiedzą….
49
Pani Profesor była nieprzeciętną dyplomatką. Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniach z urzędnikami, przedstawicielami kluczowych instytucji ochrony zdrowia, dziennikarzami, pacjentami – wielokrotnie jako jedyna z nas, lekarzy, do końca nie dawała się ponieść emocjom i zachowywała dystans, dbając jednocześnie o merytoryczny poziom dyskusji i bezkompromisowo dążąc do celu, jakim zawsze była poprawa opieki nad chorymi na skazy krwotoczne i zakrzepicę w Polsce. Gdy trzeba było walczyć, walczyła, argumentowała, przekonywała. Postęp, który dokonał się w ostatnich dziesięcioleciach w zakresie opieki nad chorymi na skazy krwotocznew Polsce, można przypisać determinacji i ciężkiej pracy kilku osób: pierwszą z nich jest niewątpliwie Pani Profesor. Pani Profesor była założycielką, przewodniczącą, mentorką i „dobrym duchem” Grupy ds. Hemostazy. Zgromadziła w niej niezwykłe osoby: wybitnych koagulologów, nieprzeciętnych klinicystów i naukowców, którzy dzielili z Nią pasję i zamiłowanie do hemostazy oraz serdeczną troskę o pacjenta. Byłam zaszczycona, mogąc dołączyć do tego grona. Unikatowa życzliwość i wsparcie członków Grupy, profesorów i wybitnych hematologów, zdeterminowało całe może życie zawodowe i aktywność naukową. Pani Profesor stworzyła grupę wyjątkowych osób, których połączyły nie tylko więzi zawodowe, ale też serdeczna przyjaźń. Ani jednym słowem czy gestem nie dała mi nigdy odczuć, że jestem najmłodsza, najmniej doświadczona, nieporadna czy niezaznajomiona jeszcze z mechanizmami rządzącymi światem medycyny. Wspierała, motywowała, doradzała, dyskretnie obserwowała. Co niezwykłe, zawsze wykazywała zrozumienie dla osobistych problemów, pamiętała o powierzonych jej w zaufaniu troskach, ciepło i życzliwie pytała o rodzinę, dzieci, zdrowie. Z wdziękiem i ciekawością poznawała nowinki technologicznie i z nich korzystała. Bez trudności poruszała się w przestrzeni naszego portalu internetowego, dbając o jego stały rozwój merytoryczny i technologiczny. Nigdy nie usunę z mojej skrzynki pocztowej ostatniej wiadomości Pani Profesor, napisanej 21 lipca 2019 roku, dzień po tym, gdy powiadomiła nas oficjalnie o swojej chorobie. „Pani Joasiu, bardzo dziękuję za wsparcie i chęć pomocy. Serdeczne pozdrowienia, Krystyna Zawilska”. Nawet w obliczu śmiertelnej choroby, mimo dolegliwości, w natłoku spraw wymagających uwagi oraz osób, które zapewne chciała pożegnać, skreśliła do mnie kilka osobistych słów. Pomyślałam wtedy, zauroczona tym gestem, że do końca w kontaktach z nami pozostała sobą: elegancką, niezwykle kulturalną, uważną kobietą, która żadnej wiadomości nie zostawiała
50
bez reakcji, żadnego pytania bez odpowiedzi, żadnego pozytywnego zdarzenia bez komentarza. Pani Profesor odeszła w pełni aktywności zawodowej, czynna i silna, młoda duchem. Taką Ją zapamiętamy…..
51
owa pogrzebowa
Profesor Krystyna Zawilska zmarła 23 sierpnia 2019 r.
Była wybitną internistką i hematologiem oraz wiodącym ekspertem w dziedzinie zakrzepicy i hemostazy w Polsce. W ciągu ostatnich 12 lat miała duży wpływ na dziedzinę zaburzeń hemostatycznych w naszym kraju jako współinicjator i prezes Grupy Roboczej ds. Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Medycyny Transfuzyjnej. W ciągu swojej długiej i wybitnej kariery związana była z ukochanym Poznaniem. Profesor Zawilska ukończyła w 1960 r. Wydział Lekarski Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. W 1967 r. obroniła pracę doktorską z zakresu medycyny. W 1977 r. uzyskała tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1989 r. profesora. Profesor Zawilska specjalizowała się w medycynie wewnętrznej, hematologii i angiologii. Prawie cała jej kariera zawodowa i naukowa związana była z Uniwersytetem Medycznym w Poznaniu, gdzie początkowo pracowała na Oddziale Chorób Wewnętrznych, a później na Oddziale Hematologii. W latach 2007–2013 kierowała oddziałem chorób wewnętrznych i hematologii Szpitala im. J. Strusia w Poznaniu. Od 1994 roku do ostatnich dni pełniła również funkcję dyrektora Centrum Diagnostyki i Terapii INTERLAB w Poznaniu. Od samego początku jej zainteresowania naukowe koncentrowały się na układzie hemostatycznym i jego zaburzeniach. W 1971 r. otrzymała stypendium Claude’a Bernarda i spędziła rok w Institut de Recherches sur les Maladies du Sang w Paryżu. Wracała do Paryża w latach 1973–1974 i 1982–1983. Stypendium British Heart Foundation pozwoliło prof. Zawilskiej spędzić rok w King’s College London. Jej główne zainteresowania badawcze koncentrowały się na czynności płytek krwi, żylnej chorobie zakrzepowo-zatorowej, zakrzepicy tętniczej, dziedzicznej i nabytej trombofilii oraz wrodzonych zaburzeniach krwawienia. Krystyna Zawilska jest autorką i współautorką ponad 270 prac naukowych i 48 rozdziałów podręczników. W ciągu ostatnich kilku lat opisała nową mutację w genie fibrynogenu (fibrynogen Poznań) prowadzącą do łagodnej tendencji do krwawień i była współautorką cech opisowych polskich pacjentów z odziedziczonym niedoborem inhibitorów krzepnięcia osocza.
53
Jej obszar działania, głównie jako przewodniczącej Grupy do spraw Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów, był znacznie szerszy. Jej wyrafinowane maniery, ogromna wiedza i umiejętności organizacyjne pozwoliły jej z powodzeniem walczyć o poprawę usług zdrowotnych i dostępności leczenia dla pacjentów z wrodzonymi zaburzeniami krzepnięcia, głównie z hemofilią. Ostatnio prof. Zawilska była m.in. członkiem Rady Naukowej „Narodowego
54
Fot. 4. Prof. Krystyna Zawilska z dyplomem lekarza i kwiatami przed Aulą Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w gronie Rodziny i Przyjaciół, od lewej strony stoją: drugi - dr Kajetan Kruszczyński (Tato), trzecia – Wanda Kruszczyńska (Mama), siódmy – Michał Korytowski (Dziadek od strony Mamy)
Fot. 5. Prof. Krystyna Zawilska – dyplom ukończenia College de Medicine w Paryżu
Fot. 6. Prof. Krystyna Zawilska z prof. Jeanem Bernardem
Programu Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne na lata 2019-2023”. Pomagała również w tworzeniu krajowych rejestrów pacjentów z dziedzicznymi zaburzeniami krzepnięcia. Profesor Zawilska była również aktywnie zaangażowana w organizację ważnych okresowych konferencji edukacyjnych, takich jak Postępy w hemostazie (12 konferencji) i polska edycja konferencji zainicjowanej przez Międzynarodowe Towarzystwo Zakrzepicy i Hemostazy, Światowy Dzień Zakrzepicy. Konferencje te odbywają się co roku 13 października – w urodziny Rudolfa Virchowa.
55
Fot. 7. Prof. Krystyna Zawilska z synem Januszem, fizjoterapeutą
Jako internista profesor Zawilska zajmowała się zapoznawaniem polskich lekarzy z ważnymi międzynarodowymi standardami i wytycznymi dotyczącymi diagnozowania i leczenia zaburzeń hemostatycznych, głównie skaz krwotocznych i żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. Jej ostatnią inicjatywą było stworzenie edukacyjnego portalu elektronicznego (hemostaza.edu.pl) zarówno dla lekarzy, jak i dla pacjentów z zaburzeniami hemostatycznymi. Jej działania edukacyjne i społeczne w tych dziedzinach zasługują na najwyższe uznanie. Profesor Zawilska była członkiem wielu polskich i międzynarodowych towarzystw naukowych: International Society on Throm- bosis and Hemostasis, American Society of Hematology, European Hematolog y Association, World Federation of Hemophilia , Towarzystwa Internistów Polskich oraz Polskiego Towarzystwa Hematologów I Transfuzjologów, które przyznało Jej zaszczytny tytuł Członka Honorowego. Była reprezentantką Polski w European Thrombosis and Haemostasis Alliance. Profesor Zawilska była członkiem Rady Naukowej Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej oraz Acta Haematologica Polonica. Została pochowana 7 września 2019 roku w Poznaniu, na Cmentarzu Junikowskim w Alei Zasłużonych.
56
Spełnienie Profesor Krystyna Zawilska 2020