Jedno jest tylko w życiu szczęście – kochać i być kochanym.
W Y DA N I E S P ECJA L N E
• N A PA M I ĄT K Ę D N I A Ś LU BU
25 KM DO MIŁOŚCI Przez lata mieszkali zaledwie 25 kilometrów od siebie, nie mając pojęcia o swoim istnieniu. Kiedy wreszcie się spotkali, złapali wspólne flow i od tej chwili wydarzenia ruszyły w tempie, którego chyba żadne z nich wcześniej nie wpisało do planu.
DZIŚ IGA I DANIEL ROBIĄ KOLEJNY KROK: BIORĄ ŚLUB. IGA • Panna Młoda Na co dzień urzędniczka samorządowa, a do tego podoficer rezerwy. Krótko mówiąc: potrafi zachować zimną krew zarówno przy urzędowym piśmie, jak i w sytuacjach wymagających nieco poważniejszej mobilizacji. Lubi, kiedy w życiu jest równowaga – trochę obowiązków, trochę odpoczynku i odpowiednia dawka ruchu. Regularnie trenuje siłowo, jeździ na rolkach i rowerze, a kiedy
DANIEL • Pan Młody Wykształcenie techniczne oraz zawodowa służba wojskowa. Dyscyplina? Jest. Aktywność? Zdecydowanie. Siedzenie bezczynnie? Raczej nie znajduje się wysoko na liście jego ulubionych zajęć. Najchętniej spędza wolny czas na siłowni, rowerze albo przy innej aktywności, która pozwala się po-
trzeba zwolnić tempo, wybiera długie spacery. Dba o zdrowe odżywianie, choć nie oznacza to całkowitej rezygnacji z tego, co w życiu dobre. Kuchnię polską ceni bardzo mocno, a regionalne trunki traktuje – rzecz jasna – przede wszystkim jako interesujący element rodzimej kultury. Rozsądna, opanowana i konkretna. Choć patrząc na tempo, w jakim rozwinęła się historia z Danielem, najwyraźniej nawet rozsądek czasem robi sobie wolne.
rządnie zmęczyć. W kuchni stawia natomiast na sprawdzone rozwiązania: prosto, konkretnie i smacznie. Najlepiej po polsku albo po włosku. Do tego rodzinny i – jak się okazało – całkiem skuteczny w podejmowaniu życiowych decyzji. W końcu do stanięcia na ślubnym kobiercu nie potrzebował wielu analiz strategicznych.
Przed Wami specjalne wydanie poświęcone tej dwójce – czytajcie dalej i bawcie się dobrze, ale nie zapomnijcie też odłożyć gazety na bok i ruszyć na parkiet!
11.07.2024
18.09.2025
10.03.2026
18.09.2026
PIERWSZA RANDKA
PIERWSZE WAKACJE RAZEM
NASZE ZARĘCZYNY
TO JUŻ DZIŚ: ŚLUB
M I Ł O Ś Ć J E S T W T E D Y, K I E D Y T R Z E Ź W Y C Z Y P I J A N Y D Z W O N I S Z D O T E J S A M E J K O B I E T Y.
2
3
Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego, jaki jest, a nie takiego, jakim by się go chciało.
NASZE LOVE STORY Od zawsze byliśmy blisko. Wychowaliśmy się 25 kilometrów od siebie. Ale do maja 2024 nie wiedzieliśmy o swoim istnieniu. A potem nadszedł ten dzień: 11 lipca 2024 roku. Pierwsze spotkanie. Od razu wspólne flow. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. A co najlepsze? To były urodziny Daniela. Nie mógł dostać lepszego prezentu! Wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie. Sami się tego nie spodziewaliśmy. 434 dni później odwiedziliśmy razem gorący Cypr. A równo 607 dni od pierwszego wejrzenia.
Z AR ĘCZYLIŚM Y SIĘ! Dziś mija 800 dni, odkąd się poznaliśmy. To pełne 2 lata, 2 miesiące i 9 dni cudownej historii. Nasze przygotowania w liczbach: Przymierzone suknie: 3 Sprawdzone garnitury: 3 Obejrzane sale weselne: 1 I pewność, że połączyło nas ta jedna ważna rzecz:
MIŁOŚĆ Dziś tworzymy zgraną parę. A od teraz zgrane małżeństwo.
4
Aby miłość trwała przez całe życie, trzeba ją pielęgnować starannie jak ogród.
5
Znaczenie imion Pary Młodej IGA To imię o delikatnym brzmieniu, które choć krótkie, skrywa w sobie głęboką symbolikę. Wywodzi się od starogreckiego imienia Aiga oznaczającego „kobietę z wyspy” lub „pochodzącą z morza”. W średniowieczu było związane z nazwą rzymskiej bogini natury i opiekunki zwierząt, co idealnie pasuje do kobiet noszących to imię – bliskich przyrodzie, czułych i empatycznych. Odznaczają się wewnętrzną siłą, odwagą i determinacją w dążeniu do celu, mimo że z pozoru mogą wydawać się ciche i skromne. Nieprzypadkowo mawia się, że „w małym ciele wielki duch” – bo choć imię krótkie, to jego prostota i wdzięk przyciągają cechy takie jak pracowitość, zorganizowanie i siłę.
DANIEL Jedno z najstarszych męskich imion, które swoimi korzeniami sięga języka hebrajskiego – Danijjel (tłumaczone jako „moim sędzią jest Bóg” albo według tekstów akadyjskich „potężny jest mój Bóg”) to biblijny prorok, autor jednej z ksiąg Starego Testamentu, patron górników. Biblijny Daniel zasłynął z daru mądrości, czego odzwierciedlenie do dziś odnajdujemy u mężczyzn o tym imieniu. To indywidualiści, uparci w swoich dążeniach, wybierający nietypowe zawody. Nie lubią słomianego zapału i braku konsekwencji, są perfekcjonistami. Daniel jest przy tym mężczyzną spokojnym, nie znoszącym pośpiechu. Cechuje go życiowa odpowiedzialność.
6
P RAW DZ I WA M I ŁO Ś Ć OZ N ACZ A , Ż E Z A L E Ż Y C I N A S ZCZ Ę Ś C I U D R UG I EG O CZ ŁO W I E K A BA R DZ I EJ N I Ż N A W Ł A S N Y M , B E Z W ZG L Ę DU N A TO, P R Z E D JA K BO L E S N Y M I W Y BO RA M I STA J E S Z .
Małżeńskie gody są nadawane „ustawowo”, by celebrować niepodległość i wielkość małego, zjednoczonego państewka miłości. Cały kłopot w tym, że niezwykle łatwo poplątać się w owych rocznicach. Papierowa, drewniana, płócienna. Co ma piernik do wiatraka, a małżeństwo do... drewna? Czasami może być romantycznie. Już ta najmłodsza, pierwsza rocznica ślubu jest ujmująca. Niby staż mały i może niezbyt imponujący, ale uczucie silne. Wciąż płynąc na miłosnej emfazie, wyznajemy tak ogromny kult miłości, że papier całego świata nie byłby w stanie oddać jej bezmiaru. Fakt, że niektórym ten „papier” z pierwszych godów kojarzy się z podpisanym cyrografem… tak, wiele wyjaśnia się w tym pierwszym roku. Druga rocznica, zwana bawełnianą. Że niby małżeństwo niczym 100% cotton? Czemu nie! Wciąż czysta bawełna, czyli miłość bez syntetyków. Tylko high quality bez made in China. Dalej robi się ciekawiej. Trzecia rocznica, skórzana. Nie ma wątpliwości, że nazywa się tak, ponieważ czujemy już przez skórę, gdy małżonek(-ka) coś kręci. Znacie się jak łyse konie. Gratulacje! Zaczynają się lata,
gdy rozumiecie się bez słów. Kwiatowa rocznica jest tą najbardziej oczywistą – Wasze małżeństwo przechodzi rozkwit, niczym starannie pielęgnowany kwiat. Szanowni Mężowie, skoro jesteśmy przy kwiatach: czerwone róże czynią cuda, dlatego warto czasem złożyć kwiaty pod pomnikiem miłości. Pięciolecie to drewniana rocznica. Kamień milowy we wspólnej historii małego państewka. Wspólnie płyniecie niezmiennie na tej małżeńskiej tratwie przez ocean życia i wiecie już, że niesie Was solidny kawał… drewna, któremu niestraszne sztormy ni burze. Ze zgraną załogą żegluga jest cudowną przygodą, a nie tylko walką z morskim żywiołem. Nie zawsze jest tak ekstremalnie. Po drewnianej rocznicy następują miłe i otulające serca rocznice wełniane, a także te słodkie cukrowe. Poczucie siły w małym rodzinnym państewku sięga wyżyn i każda późniejsza rocznica to jak formalne poparcie dla trwałości i niezawisłości małżeństwa: spiżowa, blaszana, cynowa… to prawda, że niektórzy słyszą tu szczęk oręża. Wówczas na skutek rozbicia dzielnicowego jedna połówka zamieszkuje
sypialnię, druga przenosi się na kanapę i odgradza zasiekami z nieupranych skarpet. Los lubi zmiennym być, dlatego po metalowych latach nadchodzi rocznica trzynasta – nie taka pechowa, bo (a jakże!) koronkowa. A kiedy już odczynicie pecha i klątwę trzynastki, czeka Was moc kryształu, ekskluzywność porcelany, perły i koralowce, aby w końcu dojść do złotej, 50-tej rocznicy ślubu. To święto, które jest honorowane autentycznym Medalem za Długoletnie Pożycie Małżeńskie nadawanym przez prezydenta. Miłosne odznaczenie ma 35 mm średnicy i kształt gwiazdy. Dostajecie własną, oksydowaną gwiazdkę z nieba, choć najjaśniej i tak świeci dla Was ta, której powiedzieliście sakramentalne „tak”. Najlepsze jest to, że do takich świąt nie trzeba szykować wykwintnych potraw. Małżeńskie gody karmią się tylko jednym: miłością przyprawioną szczyptą ciepła i serdeczności. Uczucie, które jest między dwojgiem ludzi, smakuje jak najlepszy koktajl świata. Pijcie go na zdrowie, niezależnie od tego, czy wychylacie toast za pierwszą, piątą czy piętnastą rocznicę. Oby zawsze miał słodki smak miłości!
7
KIEDYŚ
MIEJSCE WESELA
Bursztynowy Pałac Wieża jak z zamku, ogród pamiętający XVIII wiek i ziemniak, który zrobił międzynarodową karierę. Bursztynowy Pałac w Strzekęcinie ma za sobą ponad sto lat historii tak dobrej, że spokojnie wystarczyłaby na serial. Teraz dopisuje do niej kolejny rozdział – wesele Igi i Daniela. Najpierw pojawiła się wieża. Wysoka, ośmioboczna, przykryta spiczastym hełmem i zupełnie nieprzystająca do wyobrażenia o spokojnej pomorskiej wsi. Potem wyłoniły się szczyty, balkony, wykusze, tarasy i kolejne połacie dachu. Tak powstał Bursztynowy Pałac w Strzekęcinie, który wygląda tak, jakby architekt dostał polecenie: „ma być z rozmachem” – i potraktował je bardzo serio. Narodowy Instytut Dziedzictwa zalicza go do najbardziej okazałych rezydencji ziemiańskich dojrzałego historyzmu na Pomorzu Zachodnim. Historia samego Strzekęcina sięga znacznie dalej. Wieś pojawia się w źródłach już w XIII wieku. Przez stulecia funkcjonowała jako część większych dóbr ziemskich, a właścicielami majątku byli m.in. przedstawiciele rodu von Wolde, aż w 1795 roku Dunowo, Strzekęcino i Jarzyce kupiła rodzina von Kameke, z którą miejsce związało się na następne półtora wieku. Prawdziwy rozmach przyszedł wraz z Kartzem von Kameke. W 1897 roku przejął zarządzanie rodzinnymi dobrami, a zaledwie dwa lata później rozpoczęła się budowa nowej reprezentacyjnej siedziby. W latach 1899–1901 powstał pałac łączący neorenesans z romantyczną wizją średniowiecznego zamku – asymetryczny, pełen wieżyczek, balkonów, ozdobnych szczytów i architektonicznych niespodzianek.
Projekt miał być efektowny i był. Nawet konserwatorzy opisują jego formę jako fantazyjną, niemal bajkową. I w tym miejscu opowieść robi nagły skręt. W stronę… ziemniaków. Kartz von Kameke nie był bowiem wyłącznie właścicielem pięknej rezydencji. Był także jednym z najważniejszych hodowców ziemniaka swojej epoki. W Strzekęcinie prowadził doświadczenia, laboratoria i szklarnie, a założone przez niego przedsiębiorstwo stało się jednym z największych ośrodków hodowlanych tego typu. Największą gwiazdą była odmiana Parnassia – odporna na zarazę ziemniaczaną i tak popularna, że w pewnym momencie zajmowała około 30 procent niemieckich upraw ziemniaka. W latach 20. materiał siewny przedsiębiorstwa Kamekego miał trafiać nawet na ponad połowę areału ziemniaczanego w Niemczech. Krótko mówiąc: zanim Strzekęcino zaczęło robić wesela, robiło międzynarodową karierę w branży ziemniaczanej. Równie spektakularne jest otoczenie rezydencji. Dzisiejszy pałac stoi pośród 12-hektarowego parku, którego historia zaczyna się prawdopodobnie już w XVIII wieku. Zachowały się tu stare tarasy ogrodowe, potężne dęby o obwodzie pni dochodzącym do 540 centymetrów, cisy, bukszpany i grabowe żywopłoty. Z czasem do klasycznych kompozycji dołączył park krajobrazowy, aleja
platanowa, staw, lodownia ukryta w zboczu wzgórza i wzniesiona w 1922 roku wieża ciśnień. Po drugiej stronie parkowej zieleni stoi jeszcze Biały Pałac. I tutaj historia puszcza oko do wszystkich weselników: według materiałów gminy wzniesiono go w 1935 roku jako… prezent ślubny dla ostatniego dziedzica dóbr dunowskich. Potem przyszła wojna i zupełnie inna epoka. Rodzina von Kameke straciła majątek, a kompleks został upaństwowiony. W Białym Pałacu miał przez pewien czas mieścić się sztab sowieckiego marszałka Gieorgija Żukowa. Później były tu kolejno Stacja Hodowli Roślin, ośrodek wypoczynkowy Jelczańskich Zakładów Samochodowych, internat, a w końcu obiekt zarządzany przez milicję. Na początku lat 90. mocno zniszczony kompleks przeszedł w prywatne ręce i został odrestaurowany oraz zamieniony w hotel. Dziś najbardziej reprezentacyjnym wnętrzem jest 132-metrowa Sala Kryształowa – restauracyjna sala z ogromnymi żyrandolami oraz pałacowym wystrojem. To właśnie tutaj historia von Kameków, wojenne zawieruchy, ziemniaczane eksperymenty i ponad stuletnie mury zejdą na chwilę ze sceny. Bo tego wieczoru najważniejszą datą w dziejach Bursztynowego Pałacu będzie data ślubu Igi i Daniela.
Bursztynowy Pałac Strzekęcino 1, 76-024 Świeszyno k/Koszalina (94) 316 12 27 | 506 210 491 recepcja@bursztynowypalac.pl
DZIŚ
8
Skąd przyjechali nasi goście?
OBAN SZKOCJA
KOSZ ALIN TYCHO WO
DARŁO WO
POLSKIE TRADYCJE ŚLUBNE Opolszczyzna: KOŁACZ
BOBOLICE SZCZECINEK
Na Śląsku i Opolszczyźnie tydzień przed weselem rodzinę, sąsiadów i znajomych obdarowuje się ciastem. Ale nie zwykłym! Chodzi o śląski „kołocz”, tradycyjnie z serem, jabłkami lub makiem. Każda obdarowana osoba dostaje także czasem gałązkę mirtu i kartkę z wierszykiem. Przyjęcie kołacza oznaczało dawniej, że gość pojawi się na weselu. Czasem ci, którzy roznoszą kołacz, są poprzebierani za różne postacie np. księdza, zakonnicę lub pannę młodą.
POZNAŃ POLSKA JAWOR
KRAKÓ W
HONGKONG CHINY
Prawdziwa miłość to pozwolić drugiej osobie być dokładnie tym, kim jest.
Kochani Weselnicy, Dziękujemy, że jesteście dziś z nami. Najgłębsze ukłony kierujemy do naszych Rodziców. Dziękujemy za Waszą miłość, wychowanie i ogromne wsparcie, dzięki któremu dzisiejsze przyjęcie mogło się odbyć. Bez Was nie bylibyśmy w tym miejscu. Z ogromnym szacunkiem zwracamy się również do naszych Babć, Dziadków i starszych członków rodziny. Bardzo doceniamy wysiłek, jaki włożyliście, by być tu z nami. Wasza obecność i życiowa mądrość to dla nas prawdziwy zaszczyt. Wszystkim gościom dziękujemy, że w tym pięknym i ważnym dla nas dniu zdecydowali się pojawić u naszego boku. To, że jesteście tutaj i że możemy świętować nasz ślub razem z Wami, to dla nas najlepszy prezent.
BAWCIE SIĘ DZIŚ DOBRZE! Iga & Daniel
Łódzkie: WYKRADANIE BUTÓW Ten zwyczaj praktykuje się zwłaszcza na terenie łódzkiego, ale w tej lub innej formie pojawia się także w innych regionach. Polega na tym, że podczas wesela goście zabierają buty (tzw. fanty) parze młodej, czasem tylko pannie młodej. Zadaniem jest wykupienie fantów, a walutą jest tradycyjnie wódka.
Podkarpacie: ZWIADY Na czym polegają podkarpackie Zwiady? Rodzina pana młodego wysyła do rodziców panny młodej zaufaną osobę (najczęściej jest to świadek lub starosta). Zadanie jest proste: przekonać ich oraz ich córkę do wybranka. Zwyczajowo na koniec następują negocjacje wysokości posagu.
Śląsk POLTERABEND Polterabend (tzw. trzaskanie) to zwyczaj praktykowany w trzech regionach: również w Wielkopolsce i na Pomorzu. Dzień przed weselem rodzina i znajomi gromadzą się pod domem
panny młodej, żeby… potłuc szkło i porcelanę dla pomyślności oraz szczęścia nowożeńców. W ruch idą talerze, misy, szklanki. Aby wróżba się spełniła, młodzi muszą je osobiście posprzątać.
Lubelszczyzna: WYKUPINY Porwanie panny młodej to zwyczaj spotykany również na Mazowszu. W pewnym momencie wesela panna młoda znika – porwana przez gości, najczęściej mężczyzn. Zadaniem pana młodego jest odnalezienie ukochanej i wykupienie jej z rąk porywaczy. Ceną za jej wolność bywa butelka wóki weselnej, taniec lub zabawna przysięga.
Mazowsze: ZBIERANIE NA WÓZEK Tradycja popularna na Mazowszu to zbieranie na wózek. Przed oczepinami para młoda wychodzi na parkiet i rozpoczyna „odbijanego”. Goście mogą zatańczyć z panną młodą lub panem młodym, ale za taniec trzeba zapłacić do koszyczków, których pilnują świadkowie. Symboliczne kwoty zgodnie ze zwyczajem mają być przeznaczone na zakup wózka dla pierwszego dziecka nowożeńców.
Kujawy: PRZENOSINY To moment, w którym panna młoda symbolicznie opuszcza dom rodzinny i przeprowadza się do męża. Tradycji tej towarzyszy tzw. oracja weselna wygłaszana przez starszego drużbę. W uroczysty, rymowany sposób dziękuje on rodzicom za wychowanie córki. Najbardziej poruszającym elementem jest jednak osobiste pożegnanie panny młodej – zgodnie ze zwyczajem
musi ona symbolicznie ukłonić się i pożegnać z domowymi kątami, piecem, progiem, a dawniej nawet ze zwierzętami w gospodarstwie, co miało zapewnić jej pomyślność i szczęście na nowej drodze życia.
Podlasie: SWATY Na Podlasiu, gdy kawaler pojawia się w domu wybranki, musi ją wywołać. Zanim to ona pojawi się w drzwiach, wychodzi ku niemu jeden z mężczyzn przebrany za niezbyt urodziwą pannę, która w kabaretowym stylu próbuje poderwać młodego. Ta zabawa powtarza się minimum trzykrotnie.
Pomorze: TANIEC MASZKAR Na Pomorzu w trakcie wesela na parkiecie pojawiają się przebierańcy. Postaciami typowymi dla tego teatru są m.in. przynosząca zapowiedź dobrych zbiorów baba zwana kulejką, a także weselny byk oraz koń. Maszkary z pomocą orkiestry zabawiają gości, organizując konkursy i inscenizując śmieszne scenki sytuacyjne.
Małopolska: OBGRYWKA Obgrywka to małopolska tradycja weselna. Wodzirej, zaraz po obiedzie, podchodzi z kapelą do każdego gościa i śpiewa o nim krótką rymowankę – wymyślaną na bieżąco. Kapeli towarzyszą dwie osoby (jedna z rodziny panny młodej, a druga od pana młodego), które podpowiadają, kto jest kim i co o danej osobie można zaśpiewać. Za obgranie goście wrzucają drobniaki do koszyka – zwyczajowo przekazywane są one dla zespołu/wodzireja.