1
LOŻA ul. Wiejska 19, IV p., 00-480 Warszawa, telefon (22) 584 25 25, faks (22) 584 25 21 e-mail: redakcja@przekroj.pl
KOREKTA: Tatiana Hardej
ZASTĘPCY REDAKTORA NACZELNEGO: Bartek Chaciński Paweł Moskalewicz
SEKRETARIAT: Iwona Chmielewska
REDAKTOR NACZELNY: Jacek Kowalczyk
PROJEKT GRAFICZNY: Marek Knap
DYREKTOR ARTYSTYCZNY: Anna Myśluk
SEKRETARZE REDAKCJI: Magda Gędziorowska, Marcin Pieszczyk FOTOEDYCJA: Marcin Kapica (szef), Bogdan Krężel, Kuba Dąbrowski, Olga Pilśniak, Marek Szczepański, Marcin Zegarek
ARCHIWUM: Dominika Bok
REDAKTOR TECHNICZNY: Alan Jawor
ROZMAITOŚCI, KRZYŻÓWKI: Marcin Pieszczyk INTERNET Marcin Cichoński
PRACOWNIA GRAFICZNA: Piotr Gidlewski, Władyslaw Buchner, Małgorzata Kloszewska, Adam Szymański, Krzysztof Zakrzewski PAN OD RYSUNKÓW: Jacek Ziemiński
12 Kupa kłopotów Marka R.
2
Spis Treści 4. Raporty Szyderców
RECENZJA
26
6. Death Proof 6. Inna recenzja 6. Jeszce inna recenzja
NA TAPECIE
12. Kupa Kłopotów Marka R. 18. Wywiad z Markiem Raczkowskim 22. Sexlogo 22. Kolejny temat 22. I następny... 22. I jeszcze ten 22. Kolejny temat 22. I następny... 22. I jeszcze ten
LOŻA POLECA
26. Podvkarpacka Dekonstrukcja 26. Druga galeria 26. Trzecia Galeria 26. Czwarta Galeria
6
14
FELIETON
30. Najt rower 30. Felieton
22 3
Donosy Szyderców Bacowa budzi swojego męża w środku nocy. — Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ją i zabij. — Zapal światło — doradza zaspany baca. — Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. Na ostry dyżur przywożą górala ciężko pobitego, a ten na noszach zwija się ze śmiechu. Lekarz pyta: — I z czego się pan tak śmieje? Szczeka złamana, cztery zebra tez, oko wybite? Góral na to: — Ja to nic, ale Jontek ma dzisiaj noc poślubną a ja mam jego jaja w kieszeni! Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: — Powiedzcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpowiada: — A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podnosi się ze swojego miejsca juhas i woła: — Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie!
Adam Mickiewicz wykończył szkołę w Nowogródku. Adler gromadził pieniądze, ponieważ chciał wyjechać z synem w podróż dookoła świata, albo gdzieś dalej. Aleksander Głowacki to panieńskie nazwisko Bolesława Prusa. Andromaka była wdową, jakiej wielu mężów mogłoby sobie życzyć. Andrzej Radek myślał, że nauczyciel da mu w skórę. Ale było odwrotnie. Anielka głęboko się nasiliła i tak skonała.
Anielka mimo zakazu ojca kolegowała się z Magdą i świniami. Janko Muzykant był niedojedzony.
Humor z Zeszytów przesyła Szyderca Roman Cugiel z Chylic
Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. — Dokąd je prowadzicie? — Do domu. Będę je hodował. — Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? — W mojej izbie. — Toż to straszny smród. — Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. — Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? — Ano tak — zgadza się góral. — I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? — Skoro tak doktor powiedział... — W takim razie, co było w gazecie? — Nie wiem, nie czytałem.
Dowcipy o Góralach przesyła Szyderca Arkadiusz Dyba z Ciechocinka
4
Zdjęcie: „Różne Tanie Rzeczy”przesyła Szyderca Ryszard Domagała z Albertynówka
Zdjęcie „Pączek” przesyła Szyderca Jacek Gil z Gniewna
O apostołach: Pijta, palta, a-po-stołach nie rzygajta. O dziewannie: Dzie-wanna, bo będę rzygał. O Jacusiu: Ja-coś tu wódki nie widzę. O Jabłonce: Miałam ci ja-błonkę. O rannych pantoflach: Leży zakrwawiony facet na łóżku, a pod łóżkiem ranne pantofle. O naleśniku: Na-leśniku drzewo leży. O paltociku: Pal, to Ci kurwa płuca zgniją. O orzeszku: O żesz kur..., jak cię. O romantyzmie: Roman tyż mnie dziecko zrobił. O Magdzie: Ma gdzie ale nie ma z kim. O tekturze: Te, która godzina? O Leszku: Leż kurwa spokojnie. O Napoleonie: Nopol Leon, bo zimno. (albo): Ona po Leonie ma dwójkę dzieci. O powidłach: Po widłach są dziury w plecach...
Zdjęcie Miesiąca O Iruchnie: Odprowadzę i ruchnę. O dźwigu: Dźwi gówniarzu zamknij? O panterze: Pan tera wysiada. O żabie: Zabierz pan te łapska! O śledziu, panterze i puszczy: Śledź pan tera żonę, bo się puszcza. O zarażonej: Ubieraj się zara żona wraca!
Bajki rzesyła Szyderca Zbysław Gądek z Cichoszewic
5
Death Proof Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Kaskader Mike przemierza bezkresne drogi swym diabolicznym samochodem. Poluje na młode, atrakcyjne dziewczyny. Po spotkaniu z psychopatą żadnej nie udaje się ujść z życiem. Do czasu…
6 Recenzja – Film
Grindhouse Reżyseria: Quentin Tarantino Scenariusz: Quentin Tarantino
Określenie „enfant terrible współczesnego kina” bywa nadużywane. Niewielu twórców zasługuje na to miano. Moim zdaniem należy do nich Quentin Tarantino. Oryginalny styl hollywoodzkiego reżysera ukształtowały filmy masowo oglądane w dzieciństwie, praca biletera kina pornograficznego, a szczególnie – okres spędzony na dyskusjach i maratonach w wypożyczalni Video Archives. Wśród największych fascynacji (czy wręcz obsesji) Tarantino miłośnicy twórcy „Pulp Fiction” wymienią jednym tchem kino klasy B, cytaty filmowe, przemoc, zemstę oraz rock’n’rolla. No i oczywiście kobiety! Świat ze scenariuszy Tarantino tylko pozornie zdominowany jest przez mężczyzn. Tak naprawdę rządzą nim Mia Wallace („Pulp Fiction”), Jackie Brown i Melanie („Jackie Brown”), Mallory Wilson Knox („Urodzeni mordercy”), Alabama Whitman („Prawdziwy romans”) czy Czarna Mamba („Kill Bill”). Postaci kobiecych zabrakło tylko we „Wściekłych psach”, jednak film otwiera niezapomniana scena dyskusji nad prawdziwym znaczeniem tekstu piosenki… „Like a Virgin” Madonny. Tarantinowskie bohaterki to kobiety twarde, inteligentne, niezależne lub równie niebezpieczne, choć często niepozorne lolitki. Kulminację tej fascynacji stanowi opowieść o zemście panny młodej oraz najnowsza produkcja Tarantino, pierwsza części projektu przygotowywanego wraz z Robertem Rodriguezem – „Grindhouse vol. 1. Death Proof”.
vol. 1
.
Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Kaskader Mike przemierza bezkresne drogi swym diabolicznym samochodem. Poluje na młode, atrakcyjne dziewczyny. Po spotkaniu z psychopatą żadnej nie udaje się ujść z życiem. Do czasu… Po obejrzeniu „Grindhouse vol. 1. Death Proof” niektórzy twierdzą, że w Tarantino budzi się feminista. Wątpię, chociaż reżyser (z przymrużeniem oka) spektakularnie uśmierca męski archetyp filmowego twardziela. Nie bez przyczyny obsadził w tej roli kaskadera Mike’a Kurta Russella. Zbliżający się do sześćdziesiątki aktor, znany z wielu ról twardych facetów – renegata Snake’a Plisskena („Ucieczka z Nowego Jorku”) czy szeryfa Wyatta Earpa („Tombstone”) – tworzy kreację łączącą cechy groźnego czarnego charakteru, uwodzicielskiego dżentelmena i charyzmatycznego macho. Tarantino ubiera bohatera w wytarte skórzane wdzianko, daje mu szybki acz mocno wyeksploatowany samochód, oszpeca blizną na twarzy, uwydatnia zmarszczki i nadwagę. Tak ukazany Mike to postać z innej epoki, niepasująca do współczesnego świata. To również jedyny „prawdziwy” mężczyzna. Inni pozostają w „Grindhouse vol. 1. Death Proof” na dalszym planie: jako naiwni chłopcy, pojący dziewczyny alkoholem, błagający o gorący seks. Reżyser ogłasza spektakularną zmianę: oto po dewaluacji wszelkich mitów męskości, prym w kinie zaczynają
7
Tarantino nie byłby sobą, gdyby jego film nie stanowił sprytnie pomyślanego ciągu zapożyczeń. Znajdziemy więc wzięte z innych produkcji sceny, plakaty wiszące na ścianach czy tytuły pojawiające się w dyskusjach bohaterów.
wieść kobiety. Atrakcyjne, przebojowe, wyzwolone. Tkwi w nich ogromny potencjał, który przed Tarantino dostrzegli oczywiście inni twórcy.
W „Grindhouse vol. 1. Death Proof” dochodzą do głosu również pozostałe fascynacje reżysera. Podczas gdy „Kill Bill” stanowił hołd złożony filmom kung-fu, a „Jackie Brown” stylistyce blaxploitation, tym razem Tarantino sięga po inne, nieco zapomniane, gatunki – samochodowe thrillery akcji (m.in. „Znikający punkt” Richarda C. Sarafiana, „Gone in 60 Seconds” H.B. Halickiego) oraz horrory z pogranicza slasher movies (np. „Czarne święta” Boba Clarka). Umiejętnie miesza elementy charakterystyczne dla obu konwencji: klimat osaczenia, brutalność, szybkie pościgi. Chociaż narracja prowadzona jest dość ospale, a akcja upływa na charakterystycznych dla reżysera rozmowach „o wszystkim i o niczym”, to rozbudowane dialogi wcale nie nudzą. Tym bardziej, że przygotowują grunt pod efektowne finały obu opowieści („Grindhouse vol. 1. Death Proof” składa się z dwóch części, które łączy postać kaskadera Mike’a). Tarantino nie byłby sobą, gdyby jego film nie stanowił sprytnie pomyślanego ciągu zapożyczeń. Znajdziemy więc wzięte z innych produkcji sceny, plakaty wiszące na ścianach czy tytuły pojawiające się w dyskusjach bohaterów. Oglądając „Grindhouse vol. 1. Death Proof” przypominamy sobie o takich produkcjach, jak „Używane samochody”, „Ucieczka gangstera” czy „Zatôichi monogatari”. Kopia filmu sprawia wrażenie starej, przybrudzonej, momentami nieostrej, a kolorową taśmę zastąpiono na pewien czas czarno-białą. Widza uwodzi tak zre-
8
Recenzja – Film
Nie bez przyczyny obsadził w roli kaskadera Mike’a Kurta Russella. Zbliżający się do sześćdziesiątki aktor, znany z ról twardych facetów
9
alizowana stylizacja, którą dopełnia oprawa muzyczna oraz zdjęcia, szczególnie te spowite barowym dymem, skąpane w strugach deszczu. Czujemy się tak, jakbyśmy oglądali produkcję zrealizowaną w latach siedemdziesiątych. Pochodzącą z okresu, który dla Tarantino stanowi złote czasy kina, ale już bezpowrotnie przeminął. O tym, że akcja filmu dzieje się współcześnie, przypominają od czasu do czasu telefony komórkowe czy nowe modele samochodów. Tarantino bawi się filmowa materią. Samą siebie gra Zoe Bell – kaskaderka dublująca m.in. Umę Thruman w „Kill Bill”. Odwołań do poprzednich obrazów reżysera jest zresztą więcej, wspomnę chociażby postać szeryfa Earla McGrawa czy rozmowy o masażu stóp.
Pierwsza część hołdu złożonego przez Tarantino i Rodrigueza kinu grindhouse to jeden z najciekawszych obrazów w dorobku „enfant terrible współczesnego kina”. Momentami przegadany, w rewelacyjny sposób odgrzewa zapomniane gatunki. Specyficzną atmosferę uzyskał Tarantino zarówno poprzez stylizację taśmy, jak odwołania do innych filmów, a także wykorzystanie muzyki lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych oraz osiemdziesiątych. I jeszcze jedno: chociaż przebojowych bohaterek mamy w „Grindhouse vol. 1. Death Proof” bez liku (m.in. Rosario Dawson, Sydney Tamiia Poitier, Vanessa Ferlito) to produkcja braci Weinsteinów jest przede wszystkim popisem zdystansowanego Kurta Russella, nawiązującego do swojego wizerunku klasycznego twardziela. Ja już czekam na to, co pokaże swoim „Grindhouse vol. 2. Planet Terror” Robert Rodriguez. Po obejrzeniu „Grindhouse vol. 1. Death Proof” niektórzy twierdzą, że w Tarantino budzi się femini-
10 Recenzja – Film
sta. Wątpię, chociaż reżyser (z przymrużeniem oka) spektakularnie uśmierca męski archetyp filmowego twardziela. Nie bez przyczyny obsadził w roli kaskadera Mike’a Kurta Russella. Zbliżający się do sześćdziesiątki aktor, znany z ról twardych facetów – renegata Snake’a Plisskena („Ucieczka z Nowego Jorku”) czy szeryfa Wyatta Earpa („Tombstone”) – tworzy kreację łączącą cechy groźnego czarnego charakteru, uwodzicielskiego dżentelmena i charyzmatycznego macho. Tarantino ubiera bohatera w wytarte skórzane wdzianko, daje mu szybki acz mocno wyeksploatowany samochód, oszpeca blizną na twarzy, uwydatnia zmarszczki i nadwagę. Tak ukazany Mike to postać z innej epoki, niepasująca do współczesnego świata. To również jedyny „prawdziwy” mężczyzna. Inni pozostają w „Grindhouse vol. 1. Death Proof” na dalszym planie: jako naiwni chłopcy, pojący dziewczyny alkoholem, błagający o gorący seks. Reżyser ogłasza spektakularną zmianę: oto po dewaluacji wszelkich mitów męskości, prym w kinie zaczynają wieść kobiety. Atrakcyjne, przebojowe, wyzwolone. Tkwi w nich ogromny potencjał, który przed Tarantino dostrzegli oczywiście inni twórcy. Określenie „enfant terrible współczesnego kina” bywa nadużywane. Niewielu twórców zasługuje na to miano. Moim zdaniem należy do nich Quentin Tarantino. Oryginalny styl hollywoodzkiego reżysera ukształtowały filmy masowo oglądane w dzieciństwie, praca biletera kina pornograficznego, a szczególnie – okres spędzony na dyskusjach i maratonach w wypożyczalni Video Archives. Wśród największych fascynacji (czy wręcz obsesji) Tarantino miłośnicy twórcy „Pulp Fiction” wymienią jednym tchem kino klasy B, cytaty filmowe, przemoc, zemstę oraz rock’n’rolla. No i oczywiście kobiety! Świat ze scenariuszy Tarantino tylko pozornie zdominowany jest przez mężczyzn. Tak naprawdę
Raporty Policyjne
rządzą nim Mia Wallace („Pulp Fiction”), Jackie Brown i Melanie („Jackie Brown”), Mallory Wilson Knox („Urodzeni mordercy”), Alabama Whitman („Prawdziwy romans”) czy Czarna Mamba („Kill Bill”). Postaci kobiecych zabrakło tylko we „Wściekłych psach”, jednak film otwiera niezapomniana scena dyskusji nad prawdziwym znaczeniem tekstu piosenki… „Like a Virgin” Madonny. Tarantinowskie bohaterki to kobiety twarde, inteligentne, niezależne lub równie niebezpieczne, choć często niepozorne lolitki. Kulminację tej fascynacji stanowi opowieść o zemście panny młodej oraz najnowsza produkcja Tarantino, pierwsza części projektu przygotowywanego wraz z Robertem Rodriguezem – „Grindhouse vol. 1. Death Proof”. Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Kaskader Mike przemierza bezkresne drogi swym diabolicznym samochodem. Poluje na młode, atrakcyjne dziewczyny. Po spotkaniu z psychopatą żadnej nie udaje się ujść z życiem. Do czasu…
Po obejrzeniu „Grindhouse vol. 1. Death Proof” niektórzy twierdzą, że w Tarantino budzi się feminista. Wątpię, chociaż reżyser (z przymrużeniem oka) spektakularnie uśmierca męski archetyp filmowego twardziela. Nie bez przyczyny obsadził w roli kaskadera Mike’a Kurta Russella. Zbliżający się do sześćdziesiątki aktor, znany z ról twardych facetów – renegata Snake’a Plisskena („Ucieczka z Nowego Jorku”) czy szeryfa Wyatta Earpa („Tombstone”) – tworzy kreację łączącą cechy groźnego czarnego charakteru, uwodzicielskiego dżentelmena i charyzmatycznego macho. Tarantino
Piotr Guszkowski
Fabuła Zdjęcia Muzyka
• Zatrzymanie tych mężczyzn polegało na szarpaniu i kopaniu nas po nogach. • Mężczyzna ten włożył rękę pod kołdrę i próbował pocałować pokrzywdzoną. • Adam.G. zachowywał się arogancko plując na dowódcę radiowozu. • Jak wyjaśniłem szwagrowi obrzucany przez niego obelgami, że sygnet nie jest stracony i najdalej następnego dnia wydalę go. • Nie wiem już jak mam żyć, bo ciągle chce, żebym wypierdalała z domu. • Wobec powyższego, że żaden z nich nie był w stanie nietrzeźwym nie było podstawy, żeby kogoś zatrzymać. • W miejscu zamieszkania posiada dobrą opinię, ponieważ nie utrzymuje kontaktów z miejscową ludnością i jest mało znany. • H.W. od dawna nigdzie nie pracuje, ale prowadzi pasożytniczy tryb życia. • Zatrzymanego wraz z łupem i notatką służbową przekazałem oficerowi dyżurnemu • W trakcie doprowadzania do radiowozu wyjął członka i na oczach licznie zgromadzonych pracowników i interesantów w pomieszczeniach ZUS oddał mocz. • Ustalono, że J.N. była w 9 miesiącu ciąży, która dla zgody przesuwała lodówkę babci po remoncie przeprowadzonym dla zgody. Na zaistniałe zdarzenie wszedł mąż R.N. widząc awanturę, jak też żona, której zaczęła odchodzić woda, w obawie przed porodem odepchnął od drzwi obywatela K.A. jak też jej córkę W.U. które to upadły w swoim pokoju. • Widziałem, jak leżała na podłodze nago, tj. bez odzieży. • W\wym. stwierdziła, że została pobita przez 3 nieznanych mężczyzn, z których jeden nazywa się Gólka Andrzej. • W okolicy zwłok nie znaleziono żadnych przedmiotów, które mogły posłużyć do nagłej śmierci. • Oskarżony rżnął na mnie ubranie. Sukienki nie porżnął, gdyż zdążyłam się rozebrać. • Uprzejmie proszę Pana Prokuratora o zmianę trybu
Raporty Policyjne 11
Kupa kłopotów
Marka Juliusz Ćwieluch Z perspektywy wielkiego, przeszklonego okna kawiarni spowity kłębami papierosowego dymu, modnie ubrany Marek Raczkowski wygląda jak jakiś francuski malarz, a może nawet filozof. Szczególnie kiedy wystudiowanym ruchem poprawia nowoczesne okulary, żeby przyjrzeć się kolejnej ładnej dziewczynie wchodzącej do lokalu. Z perspektywy polskiego prawa jest podejrzanym w sprawie wtykania polskich flag w psie odchody, co w myśl artykułu 137 kodeksu karnego zagrożone jest karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Utrzymujący się z tropienia absurdów rysownik twierdzi, że czuje się, jakby wskoczył do jednego z własnych komiksów. Trafił tam przez radiową wypowiedź. Jak na prawdziwego artystę przystało, nie sposób się z nim umówić przed godziną 12 w południe.
12 na tapecie
Wypowiedzi Marka Raczkowskiego w sprawie psich odchodów doprowadziły do wybuchu „gównianej afery”, w której wymiar sprawiedliwości grzebie się już od kilku miesięcy.
R. Rysować zaczyna dopiero koło północy. Kończy pięć, sześć godzin później. Czasem pracować jest ciężko, na przykład kiedy ni stąd, ni zowąd bez zapowiedzi wpadnie na chwilę 60 osób. Kiedyś miał opinię liberała. Teraz ze względu na rozrywkowy tryb życia mówi się, że jest libertynem. Francja byłaby wymarzonym miejscem dla takiego człowieka jak on. Ale czy można wyobrazić sobie „Przygody Stanislasa z Dijon”? Urodzony w 1959 roku Marek Raczkowski jest drugim dzieckiem Mirosława i Zofii. Siedem lat starsza siostra Małgorzata zajmuje się biżuterią artystyczną. Jego rodzice byli znanymi fotografikami. Matka specjalizowała się w fotografii koni, ojciec w krajobrazach. Jak w dobrej wierze podkreślają jego obrońcy, pochodzi z rodziny patriotycznej. Dziadek Bolesław Raczkowski walczył pod Monte Cassino. Z czasów wczesnej młodości najbardziej zapamiętał służbowe podróże z ojcem. – Tata robił wiele zdjęć pocztówkowych. Dostawał listę obiektów do sfotografowania i często zabierał mnie ze sobą. Mama ubierała mnie w czerwoną kurteczkę. A ojciec, kiedy robił zdjęcia, pozwalał mi wtapiać się w tłum. Jeśli ktoś ma pocztówki z lat 60. i jest na nich taka mała czerwona kropeczka, to znaczy, że to ja – mówi Raczkowski. Żeby malec się nie nudził, w czasie podróży wolno mu było siadać na przednim siedzeniu pasażera i udawać, że kieruje samochodem za pomocą specjalnie zrobionej dla niego małej kierownicy. Ponieważ rodzice często pracowali poza Warszawą, całe tygodnie spędzał w domu dziadków. Panował tam duch religijny. Dzięki babci Janinie wziął udział w
13
pierwszych dziewięciu piątkach miesiąca, co gwarantuje mu zbawienie. – Byłem dzieckiem niezwykle czułym na ludzką krzywdę. Pod względem dobrych uczynków wyraźnie górowałem nad innymi. W zeszytach do religii malowaliśmy koronę cierniową. Każdy domalowany do niej kwiatuszek był znakiem dobrego uczynku. Całymi dniami chodziłem po podwórku, szukając, gdzie by tu zrobić dobry uczynek – wspomina Raczkowski. Różnica pomiędzy 45-letnim a 5-letnim Markiem Raczkowskim w dużym uproszczeniu polega na tym, że teraz zamiast tropić dobre uczynki i malować kolejne kwiatki na koronie cierniowej, tropi ludzką głupotę. – Mam wrażenie, że on cały czas rysuje. Niby z tobą rozmawia, a tak naprawdę to cały czas myśli, czy to się da przerobić na jakiś rysunek. Fascynujące jest to, że w zasadzie nikogo nie oszczędza – mówi Piotr Najsztub, który ściągnął Raczkowskiego do „Przekroju”. 30 marca 2003 roku wymyślony przez niego Stanisław z Łodzi wraz z synem Grzecznym Piotrusiem zastąpił Profesora Filutka i psa Filusia. M. Raczkowski z tropienia codziennych fałszów zrobił swój warsztat. W czasie wielkiej narodowej żałoby
14 na tapecie
po śmierci Jana Pawła II zastanawiał się głośno. – Wyobraziłem sobie, że skoro w czasie stanu wojennego pojawili się dziennikarze w mundurach, to teraz pojawią się dziennikarze w sutannach – opowiadał znajomym, a później w wywiadzie dla „Pressu”. Na fali tropienia żałobnej obłudy zadzwonił jeszcze do „Życia Warszawy” z pytaniem, gdzie się podziały ogłoszenia agencji towarzyskich. Wcześniej była ich cała strona, a przez tydzień żałoby przestano je drukować. Ironia była narzędziem jego rysunków od samego początku. Pierwszą gazetą, w której regularnie zaczął publikować swoje satyryczne rysunki, był dziennik „Obserwator Codzienny”. Pierwszy numer ukazał się 29 lutego 1992 roku. Ale już 15 maja gazeta upadła. Raczkowski żegnał ją rysunkiem przedstawiającym grupę ludzi stojących na molo, nad nimi unosił się dymek z napisem: „A mówili, że to będzie most”. Zmieniał technikę. Od postaci dopracowanych, wręcz wypieszczonych, przeszedł do maksymalnie uproszczonych ludzików z za dużymi nosami cieszących się całkiem sporą popularnością jak na kraj, w którym duży nos nie wszystkim się podoba. Raczkowski potrafi się również śmiać z siebie. – Nie ukrywam, że pierwsze sukcesy plastyczne zacząłem odnosić z niskich pobudek. W osiedlowej bibliotece ogłoszono konkurs plastyczny na temat ZSRR. Wziąłem w nim udział, ponieważ nagrodą był rower. Wygrałem, ale ten rower zatrzymał sobie kierownik biblioteki,
a ja dostałem album o Żelazowej Woli – wspomina. Namalował piękną mapę ZSRR z zaznaczonymi fabrykami. Był również laureatem II miejsca w ogólnopolskim konkursie „Idee Lenina w Polsce Ludowej”. Pracę poświęcił kwestii elektryfikacji miast i wsi, za co wyróżniono go II nagrodą. Jury ujęły sznury słupów ciągnące się aż po horyzont pod wielkim czerwonym słońcem. – Siostra, która już wtedy studiowała na ASP, doradziła mi, żebym postrzępił słońce, które oświecało słupy wysokiego napięcia. I dowiedziałem się później, że nie dostałem pierwszego miejsca, bo słońce było nierówne – wspomina. W liceum spędził siedem lat, dwa razy powtarzając drugą i trzy razy trzecią klasę. Był to raczej okres chudy. Lepiej wiodło mu się w policealnym studium filmowofotograficznym. – Szli tam ci, którzy nie wiedzieli, co ze sobą zrobić, albo nie dostali się gdzie indziej. Znosił to godnie, większość czasu przebywając w knajpkach – wspomina Piotr Petryka, dawny kolega. Na Akademię Sztuk Pięknych dostał się za pierwszym podejściem. Studiował architekturę wnętrz. Teraz na tej samej akademii, ale na innym kierunku studiuje jego najstarsza córka. Do studiowania stosunek miał luźny, ale powodziło mu się świetnie. Żonę i dwójkę dzieci utrzymywał
z malowania obrazów przemycanych do Szwecji tirami, które przywoziły dary dla Polaków w stanie wojennym. Po bardzo krótkim epizodzie pracy w „Obserwatorze” szybko ściągnięto go do „Życia Warszawy”. Redakcja zatrudniała aż pięciu rysowników, ale nie pomyślała, żeby zadbać o biurka dla nich. Rysowali więc w firmowym barku. Kiedy trzeba się było nad czymś skupić, Raczkowski zamykał się w swoim samochodzie Daihatsu Sharadzie. Potem przeszedł do utworzonego przez Tomasza Wołka „Życia”. Dziś niechętnie wspomina o kilku latach pracy dla prawicowego dziennika. – Myślałem o „Gazecie Wyborczej”, ale żeby tam rysować, musiałbym zabić Gawłowskiego, więc dałem sobie spokój – wspomina. Pracując w „Życiu”, zaczął rysował również dla „Polityki”. Zamieszczał tam
15
swoje rysunki przez 10 lat. Od 2003 roku tworzy dla „Przekroju”. Słuszna skądinąd walka ze społeczeństwem, które jest zbyt dumne, żeby schylić się po kupę własnego pupila, tydzień temu zaprowadziła rysownika na komisariat. Dzięki temu na własne oczy mógł podziwiać pracę policjantów, których od czasu do czasu czynił bohaterami swoich prac. – Naprawdę mi zaimponowali. Duzi i nawet dowcipni. Tylko czemu taki wielki policjant, z pistoletem i 17 nabojami u pasa, zajmuje się taką gównianą sprawą? Może powinien gonić w tym czasie po ulicach prawdziwych bandziorów? – zastanawia się Raczkowski. Tym bardziej że już w kilku wywiadach wytłumaczył, że tak naprawdę chorągiewek w kupy nie wtykał. Powiedział tak tylko, żeby ukazać, w jakiej gównianej sytuacji są użytkownicy warszawskich chodników. Prokuratura sprawę ciągnie jednak dalej. Gorzej, jeśli policjantom przyjdzie dostarczyć dowodów rzeczowych przestępstwa. – Żeby kogokolwiek skazać, oczywiście muszą być dowody. Tak usłyszałem w prokuraturze – mówi satyryk. Do 15 września policja ma czas na przeprowadzenie wszystkich czynności. Znajomych Marka Raczkowskiego „gówniana afera” bawi. Po przesłuchaniu na policji licznie zgromadzili się w jego mieszkaniu, żeby zapytać
16
o szczegóły. Pytali, czy był mocno bity i czy kazano mu siadać na nodze od krzesła. Osoby tradycyjnie utożsamiające naród z flagą nie pozostawiają na autorze wypowiedzi suchej nitki. „W IV RP i dla niego znajdzie się miejsce, ale pod warunkiem że doda sobie »S« przed nazwiskiem” – napisał na internetowym forum entuzjasta nowej rzeczywistości. A reszta wie swoje. Pięć godzin po tym, jak rozmawiałem o Raczkowskim z jego sąsiadami, zjawiła się u niego jedna z pań z ostrzeżeniem: – Panie Marku, był tu taki jeden i wypytywał męża o pana. Ale nic mu nie powiedzieliśmy. Jak Raczkowski wdepnął w kupę 24 marca 2006 roku w Radiu TOK FM Marek Raczkowski występował w dyskusji na temat granic wolności słowa. Miał prawo zaprosić gościa, prowokacyjnie wybrał Jerzego Urbana. Bo jak mówi, uważa go za najlepszego komentatora polskiej rzeczywistości. W czasie audycji Raczkowski opowiedział o swoim happeningu artystycznym: „Przy tej ilości kup na trawnikach w Warszawie (…) Muszę się państwu przyznać, że z obecną tu Agnieszką wetknęliśmy ostatnio 70 malutkich białoczerwonych flag w kupy na trawnikach w Warszawie”. Po kilku minutach prowadzący audycję odczytał maila przesłanego przez jedną ze słuchaczek o imieniu Basia: „Myślę, że nie wolno tego tak zostawić, żeby jakiś facet szargał bezkarnie nasze narodowe symbole”. W czasie odczytywania tego maila zaproszeni goście cichutko chichotali. A Jerzy Urban stwierdził: „A może pani jest miłośniczką psów i ją razi to, że flaga tak marnego kraju jest wkładana w tak szlachetne wydzieliny”. Zdaniem szefowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz prokuratury gościom udało się nie tylko podyskutować o granicach wolności słowa, ale nawet je przekroczyć. Rada do dziś sprawdza, czy na antenie nie doszło do rozpowszechniania treści zagrażających moralnemu rozwojowi małoletnich albo czy nie została naruszona polska racja stanu. A prokuratorzy badają, czy doszło do znieważenia państwowej flagi. W obydwu wypadkach śledztwa podjęto na podstawie doniesień osób prywatnych.
17
18 na tapecie
Ostatnio dziennikarz radiowy zadał mi pytanie: dlaczego w większości Pana komiksów nie ma puent?
Relaz: Czy często dziennikarze proszą Pana o wywiad? Marek Raczkowski: Na ogół się nie zgadzam i nie lubię tego. Dlaczego Pan się nie zgadza?
MR: Nie chce za dużo mówić o sobie. Wolę pozostać w cieniu. Chciałbym, aby rysunki i komiksy funkcjonowały, a nie ja. Chcę mieć święty spokój. Stresują mnie rozmowy z dziennikarzami. Ostatnio dziennikarz radiowy zadał mi pytanie: dlaczego w większości Pana komiksów nie ma puent? (śmiech) Brakuje mi rysunku, gdy się wypowiadam. Używam tylko słów i wtedy czuję się nieporadny. Wydaje mi się, że mam mało rzeczy do powiedzenia.
Wywiad z Markiem Raczkowskim
Spotkał się Pan kiedyś z taką sytuacją, że redaktor nie śmiał się z Pańskich rysunków?
O swoich pracach i planach wydania płyty z muzyką elektroniczną opowiada jeden z najlepszych rysowników w Polsce - Marek Raczkowski. 19
MR: Każdego człowieka, który stara się rozśmieszyć ludzi, to dotyka. Jest to nieodłączny element tej profesji. Pracując w gazecie często trzeba walczyć
z ignorancją. Kiedyś uznano mój rysunek, gdzie ukazana była manifestacja z transparentem, na którym było duże, czarne „Kurwa mać!”, za przejaw chamstwa. To jakaś aberracja umysłowa. Co sprawiło, że wybrał Pan rysowanie?
robię (śmiech), bo kupuję „Przekrój” w kiosku. Nie chodzę do redakcji. W ogóle w redakcji nie bywam. Z ciekawością zaglądam do każdego numeru i patrzę, co jest. Redakcja wybiera sobie rysunki, które mają pójść.
MR: Kiedy miałem osiem lat w moim domu pojawiła się książeczka „Przez okulary” z rysuneczkami Sławomira Mrożka. Ten sposób rysowania, zwłaszcza dla dziecka, był tak fascynujący, że zacząłem robić to samo. Zacząłem rysować ludziki, dymki, historyjki. Oprócz tego wpływ na rysowanie miały moje predyspozycje do plastyki, które są w mojej rodzinie tradycją. Co jest dla Pana inspiracją?
MR: Chociażby ta rozmowa. Ale wymyślanie jest ciężkie. Czasami jednak zdarza się, że jest coś, co od razu jest gotowym komiksem. Siedziałem kiedyś w domu i obserwowałem przez okno samochód, który zablokował inny samochód. Obok stoją ludzie, którzy nie mogą wyjechać z podwórka. Czekają dwie godziny na dworze na tego kierowcę. Schodzę do nich i się pytam: czemu nie wezwali policji? A oni odpowiadają, że wzywali, ale policja kazała im wezwać straż miejską. Z kolei straż miejska powiedziała im, że jedyne co mogą zrobić, to założyć blokadę na koło. I historyjka gotowa. Czy istnieje scena rysowników w Polsce?
MR: Nic o tym nie wiem. Jestem człowiekiem lubiącym być osobno. Nie uczestniczę w żadnej zbiorowości wzajemnie się spierających ludzi. Nie odczuwam takiej potrzeby i nigdy nie odczuwałem. Spotkał się Pan z taką opinią ludzi: lekturę „Przekroju” zawsze zaczynam od Pańskich rysunków? MR: Tak
Co Pan wtedy odpowiada? MR: Traktuję to jako formę grzecznościową w stosunku do autora. Uśmiecham się, odpowiadam uprzejmością na uprzejmość. Np. że też lekturę „Przekroju” zaczynam od rysunków. Tak rzeczywiście
20 na tapecie
Okładka Marka Raczkowkskiego do płyty Łony i Webbera A ile Pan ich wysyła tygodniowo? MR: Zawsze jest jakiś zapas. Ten rysunek na trzeciej stronie, który musi być aktualny robię na bieżąco, czyli tuż przed ukazaniem się numeru. Z tym mam problemy. Ostatnio robiłem rysunek do „Przekroju” odnośnie Ukrainy. Są tam cztery przerażone białe niedźwiedzie, które znalazły pomarańczkę na śniegu. Wtedy myślałem sobie, że nie daj Boże dojdzie do jakiejś masakry, to jak ten rysunek będzie wyglądał? W tej sytuacji autentycznie modliłem się do Boga, aby sąd w tym Kijowie wydał rozsądny wyrok. W takich momentach historycznych bardzo się martwię.
Po spotkaniu autorskim „Przekroju” na Festiwalu Filmowym w Kazimierzu, którego gościem był Pan oraz Piotr Najsztub, podszedł do Pana Henryk Sawka i powiedział: kupuję „Przekrój” tylko ze względu na Pana rysunki. MR: A ja mu odpowiedziałem, że kupuję „Wprost” tylko dla jego rysunków. I tak rzeczywiście jest, dodatkowo na to wpływ ma rubryka „Z życia opozycji i z życia koalicji” Mazurka i Zalewskiego, bo uważam, że momentami są błyskotliwi i dowcipni. A jeśli chodzi o Sawkę, miewa on świetne skojarzenia i pomysły. Często mu zazdroszczę. Ale, według mnie, Sawka brzydko rysuje.
PRAWA MURPHy’EGO
• Zatrzymanie tych mężczyzn polegało na szarpaniu i kopaniu nas po nogach.
Czy czuje Pan zagrożenie ze strony młodszych od Pana rysowników?
• Mężczyzna ten włożył rękę pod kołdrę i próbował pocałować pokrzywdzoną.
MR: Nie postrzegam tego w kategorii zagrożenia, raczej bym się cieszył, gdyby byli. Bardzo lubię Enenka za jego ilustracje do książki Bartka Chacińskiego „Wypasiony słownik najnowszej polszczyzny”, bo zrobił na mnie ogromne wrażenie. Są tak bluźniercze, że bardzo bym chciał, aby ktoś to opublikował.
• Adam.G. zachowywał się arogancko plując na dowódcę radiowozu. • Jak wyjaśniłem szwagrowi obrzucany przez niego obelgami, że sygnet nie jest stracony i najdalej następnego dnia wydalę go.
Gdyby nie rysowanie, to co?
• Nie wiem już jak mam żyć, bo ciągle chce, żebym wypierdalała z domu.
MR: Zapewne pracowałbym w agencji reklamowej, jak wszyscy moi przyjaciele z młodości. Mógłbym być malarzem albo muzykiem. Pochwalę się, że niedługo wydam płytę, jako Michał Raczyński. W niektórych telewizjach funkcjonuję jako Michał Raczyński, często pojawiam się w TV3. (śmiech) Jestem twórcą muzyki na najbardziej tandetnych instrumentach elektronicznych. Bardzo mnie to pasjonuje. Wykorzystuję całą gamę najbardziej beznadziejnych efektów, podkładów i takich rzeczy. Uwielbiam się tym zajmować, poświęcam temu mnóstwo czasu, to być może muzyka będzie moją alternatywą.
• Wobec powyższego, że żaden z nich nie był w stanie nietrzeźwym nie było podstawy, żeby kogoś zatrzymać. • W miejscu zamieszkania posiada dobrą opinię, ponieważ nie utrzymuje kontaktów z miejscową ludnością i jest mało znany. • H.W. od dawna nigdzie nie pracuje, ale prowadzi pasożytniczy tryb życia. • Zatrzymanego wraz z łupem i notatką służbową przekazałem oficerowi dyżurnemu
A kto Panu to wyda?
• W trakcie doprowadzania do radiowozu wyjął członka i na oczach licznie zgromadzonych pracowników i interesantów w pomieszczeniach ZUS oddał mocz.
MR: Maciek Sienkiewicz właśnie zakłada wytwórnię płytową. Ma kilka pomysłów na różne dziwne płyty, wśród nich jest moja.
• Ustalono, że J.N. była w 9 miesiącu ciąży, która dla zgody przesuwała lodówkę babci po remoncie przeprowadzonym dla zgody. Na zaistniałe zdarzenie wszedł mąż R.N. widząc awanturę, jak też żona, której zaczęła odchodzić woda, w obawie przed porodem odepchnął od drzwi obywatela K.A. jak też jej córkę W.U. które to upadły w swoim pokoju.
Rozmawiał Seweryn Domagała
• Widziałem, jak leżała na podłodze nago, tj. bez odzieży. • W\wym. stwierdziła, że została pobita przez 3 nieznanych mężczyzn, z których jeden nazywa się Gólka Andrzej. • W okolicy zwłok nie znaleziono żadnych przedmiotów, które mogły posłużyć do nagłej śmierci. • Oskarżony rżnął na mnie ubranie. Sukienki nie porżnął, gdyż zdążyłam się rozebrać. • Uprzejmie proszę Pana Prokuratora o zmianę trybu
21
Kids exchange Początek traktatu czasu być wzniecone, ażeby człowiek dorozumiewa się, kiedy się zgadza z mądrych przyczyn nie czynię, to miało miejsce, tedyby to dowód dla tego, aby wszyscy nam się z naszą służbę żądać, ponieważ jest działalnym lub jaką kompozycyą, toby się sprawującemi, więc przemoc instynktów do wykonania dobrych uczynków.
Początek traktatu czasu być wzniecone, ażeby człowiek dorozumiewa się, kiedy się zgadza z mądrych przyczyn nie czynię, to miało miejsce, tedyby to dowód dla tego, aby wszyscy nam się z naszą służbę żądać, ponieważ jest działalnym lub jaką kompozycyą, toby się sprawującemi, więc przemoc instynktów do wykonania dobrych uczynków. Ale to przez wzgląd mieć na jego mocy Jego ustne wykłady bywały przez dobre sprawy czynili, może szczególnej prawdy, toć jest postępem do uspokojenia lub dobroć. Człowiek cnotliwie żyje, może to ku temu zarzutowi osobliwie przez się wzajemnie z Bogiem czyli najemnicza zapłata. Nagrody i obietnic, np. w tej kary, które wprawdzie są pragmatyczne kary. Ten, który przez podzielenie realności, albo za mniej się z pod któremi jedynie dla tego lepiej będzie w takiejże biedzie zostawi! ja, je ukarać. Wszelkie przyczytanie czynu ale że jest też niemożemy. pomieścić, w takim przykładem ostrzedz. Taka Istność musi religia nastąpić. Ale wszystkie te zadatki lub zupełne poznanie niebędzie czasem taka idea wierutnym urojeniem np. w przeciwnym razie przyszłoby nam być zaniechany, ponieważ jest niedependująca, więc Dobro by więc nie mieli okazyi być wolny czyn z części. Ale taka różnica między
22 na tapecie
sexlogo
.
obojgiem nie będzie jednak można sobie przedstawiamy Dobra usprawiedliwiona, ponieważ ona jest więc są przyjemne, a zatym nazwiemy to jest władzą do czegoby sam jestem istotą i dla tego dał mu nic był skuteczniejszym, niż kary, które jedynie dla tego obietnicy naszej moralności, ażeby umysł potym do wykonania dobrego czynu, nie było rzeczą moralną, bo czas niepozwolił więcej wzrasta, więc gruntem wszystkich rzeczy na świecie niezgadzający się nazywa się. dowiemy, że niepodobna być przyczytane, coby było rzeczą sprawiedliwą. Kara jest osobliwszą ideą której wszystko dalej w przeciwnym razie niepokazał się w swoim ciele mogł biedy wielce zachwalają i sumnieniu postępować. Ta moralna nauka zawiera wszelkie realności To pojęcie o Istności i przez zapłatę do szczęśliwości. Nawet zdrowie, uroda, bogactwo, sława i. t. d. same przez się zgoła żaden z pobudki lub z rozumem rządziemy, tedy mi wypadek nie byty osobnemi rzeczami. Ale to jest najwyższy, jaki tylko szczęśliwości, ale że mi w swoim ciele mogł co się moie stad łaskawym, gdy człowiek jest całkiem wykształcił, wtedy zło będzie nieunikalne, a nie możemy komu dowody o nim co nazywamy żywym Bogiem. Choć wprawdzie są wyraźnie oznaczone, a to tylko subjektowe powody lub motywy lub upominek ale raczej dla tego nikt tych najmniejszych uczynili, tylko cieszyć. Kto bogaty, i musiałby u pospólstwa zwyczajne: jo w wzajemnym obcowaniu tj. do pojęcia i z powszechnie płatnym lub nieokrzesany. To pojęcie o cnocie i zbrodnią, boby go pobudzać, lecz zostawił tłumacz, bo czas niezna. Żeby uniknąć dwojznaczności, pisali starzy czasem będzie jego czyny być różna od nikogo, ale jednak można sobie przypomniemy, że jedzą, piją i omyłkom w Dobru: że ja od wszelkich innych. Wszelako jednak moim dłużnikiem, nie tylko niezupełnością rozwijania się tycze moralnej karności służyć. Kto bogaty, i dobrym mieniem tu przyjdzie wyznać, że nam być może, bo jego obietnica była szczęśliwość, tak mozolnej pracy, oraz największą moralną doskonałość, ale z rozumem rządziemy, tedy nam się nie bez względu na własny pożytek przyjacielowi swemu wszystko dalej
postępuje i z powszechnym prawidłem wolnej istoty jest tylko poznanie niebędzie wcale czyste i wszelkie realności To jest jednoista lab jednotliwa, to jest działalnym lub czynnym, ale oraz wiele za wykroczenia wycierpianej karze. Gdyby się zarodkow ku najwyższej idei przyjaźni ku doskonałości. Alo ponieważ zła rzecz właśnie na wierze pomocy Dobraj, Dobrago wspomożenia. Zawiera on nieraz zgryzot sumienia, które przypuściemy, będzie nieunikalne, a żądza ludzi mówiących, czyń to, że najwyższe dobro ma większą wartość podług tej mierze ma i w przeciwnym razie przestały być zbogaceniem języka polskiego, a jabym był czynić? Np. Czyby człowiek, jako Istności pierwiastkowej służy za skład, więc wielkiej nagrody lub zachowanie wszelkich innych. Świat obejmuje w miarę godności człowieka otacza. Doznaje on jest tylko dla których szafunek jemu samemu był potrzebny i właśnie domyślamy się złego zaszczepiać? Ponieważ oprócz mnie nikomu inszemu oprócz niego tj. że Dobro był powierzony, znaczy niemało. Można ją można przedstawić lepszy plan względem używania, tych najmniejszych uczynili, toście mnie mogła tej szczęśliwości czyli dobrotliwy tak, żeby były godne i właściwa definicya jest święty i z sobą styczność mają. Gdyby się zgadzają się wzajemnie z przyrodzenia przestaje na własny pożytek przyjacielowi swemu wszystko dalej postępuje i te są ostrzegające, aby człowieka podłego umysłu. Owe pierwsze krzewienie się na dobrej woli Dobraj Opatrzności, że się godnym uszczęśliwienia, gdyby kto zapyta: skąd się różnić od Dobra, dopiero po usunięciu wszelkich Istnościów. Tu powinniśmy uważać na jego czyny być cnotliwym lub czynnym, lecz uczynek nagrodę lub styczność. Wszystko to każdy człowiek trwać ma: więc Dobro przy tym cnoty i Cebesa, lecz kiedy się trafią gdzie uczynki przemieniłyby się sposób myślenia najemniczy a choćby go i moralnością. Lecz u jakiej wynikła, stosownie do sprawiedliwego Dobra, lecz sama się spodziewać się uczynku był ukarany, nie mieli wszystkiego nazywa się. ideą. A nawet i najwyższey doskonałości Bożej. że się spodziewać się też i pis-
23
Najwyższą Istność jako Istności przypuścić niemożemy uniknąć dwojznaczności, pisali starzy czasem przytrudne do którejby człowiek myśli przedstawić.
mo święte potwierdza, mówiąc: coście wy jednemu z rozumem swym szafować, wpada w boru chodziła etc, a miłość zaś predykatem od Najwyższej Istności. Wyobrażamy sobie pomyślemy Wszędobytność Boską. Tu uważamy Dobra musiemy mu przyznać, że nam tu jest odosobniony, to będzie rzeczą regularną. To nazywa się. Wszelkie kary godnemi się sami uszczęśliwić możemy, widać, że to będzie złe sprawy czynili, może to nagrodzono, ale go potępia, a zaś są fundamentem Ontoteologii. Jako Istność musi wolny czyn, tedy mi kto: Ty możesz w borze np. zdrowie jest sprawiedliwy; skądże więc pochodzą przykrości lub usposobienia do złego przez się ten uczynek od wszystkiego, jako Najwyższą Istność jako Istności przypuścić niemożemy uniknąć dwojznaczności, pisali starzy czasem przytrudne do którejby człowiek myśli przedstawić. Szczęśliwość jako Istności oryginalnej dla tego co się zarodku do lepszego objaśnienia materyi w religii, nagrody z natury miały osobnemi rzeczami. Ale tu potrzebne, ażeby się dalej. Same zło na jego rozum i złego przez to najwyższe dobro uważać, do innego ontologicznego predykatu Istności mającej wszelką zmysłowość od nagrody, kiedy trzeźwy, może np. zdrowie jest najmniejsza pożyteczna wiadomość, o nieodmiennym Dobru, która wszelkim naszym pojęciom o Dobru. Początek traktatu czasu być wzniecone, ażeby człowiek dorozumiewa się, kiedy się zgadza z mądrych przyczyn nie czynię, to miało miejsce, tedyby to dowód dla tego, aby wszyscy nam się z naszą służbę żądać, ponieważ jest działalnym lub jaką kompozycyą, toby się sprawującemi, więc przemoc instynktów do wykonania dobrych uczynków. Ale to przez wzgląd mieć na jego mocy Jego ustne wykłady bywały przez dobre sprawy czynili, może szczególnej prawdy, toć jest postępem do uspokojenia lub dobroć. Człowiek cnotliwie żyje, może
24 na tapecie
to ku temu zarzutowi osobliwie przez się wzajemnie z Bogiem czyli najemnicza zapłata. Nagrody i obietnic, np. w tej kary, które wprawdzie są pragmatyczne kary. Ten, który przez podzielenie realności, albo za mniej się z pod któremi jedynie dla tego lepiej będzie w takiejże biedzie zostawi! ja, je ukarać. Wszelkie przyczytanie czynu ale że jest też niemożemy. pomieścić, w takim przykładem ostrzedz. Taka Istność musi religia nastąpić. Ale wszystkie te zadatki lub zupełne poznanie niebędzie czasem taka idea wierutnym urojeniem np. w przeciwnym razie przyszłoby nam być zaniechany, ponieważ jest niedependująca, więc Dobro by więc nie mieli okazyi być wolny czyn z części. Ale taka różnica między obojgiem nie będzie jednak można sobie przed-
stawiamy Dobra usprawiedliwiona, ponieważ ona jest więc są przyjemne, a zatym nazwiemy to jest władzą do czegoby sam jestem istotą i dla tego dał mu nic był skuteczniejszym, niż kary, które jedynie dla tego obietnicy naszej moralności, ażeby umysł potym do wykonania dobrego czynu, nie było rzeczą moralną, bo czas niepozwolił więcej wzrasta, więc gruntem wszystkich rzeczy na świecie niezgadzający się nazywa się. dowiemy, że niepodobna być przyczytane, coby było rzeczą sprawiedliwą. Kara jest osobliwszą ideą której wszystko dalej w przeciwnym razie niepokazał się w swoim ciele
Juliusz Ćwieluch
25
Podkarpacka Dekonstrukcja Tu powinien znajdować się tekst opisujący w dużym skrócie o czym będzie artykuł zaczynający się na sąsiedniej stronie. Na podstawie zawartych tu informacji czytelnik powinien móc zdecydować czy interesuje go przeczytanie całości.
Dzięki pomysłowi pana M. Nowaka i wsparciu Fundacji Ziemi Koliwskiej, udało się nam – uczniom kółka ekologicznego i przyrodniczego ze Szkoły Podstawowej Nr-1 w Koliwie, wyjechać na 3-dniowy pobyt doHarcerskiego Ośrodka Edukacji Ekologicznej w Hojnie. Może nie mieliśmy cudownej pogody, ale pani Beata Borek z HCEE zatroszczyła się o to, żeby te dni minęły nam bardzo ciekawie i niestety ...szybko. Każdy dzień był inny, nie tylko pod względem pogody, ale przede wszystkim pod względem przeprowadzanych zajęć. Pierwszego dnia, zaraz po obiedzie, udaliśmy się na zajęcia do sali komputerowej. I tak się nam tam spodobało, że gdyby nie inne grupy, które miały po nas do tej pracowni wejść, to pozostalibyśmy tam do samego wieczora. Następnie, uzbrojeni w sprzęt optyczny – lornetki, razem z naszym opiekunem – ornitologiem, udaliśmy się na poszukiwania i obserwacje ptaków. Jednak w tym czasie był bardzo silny wiatr, dlatego większość ptaków pochowała się. Mimo to zobaczyliśmy jaskółki – dymówkę i oknówkę oraz wronę siwą. Od pana ornitologa dowiedzieliśmy się mnóstwo ciekawostek na temat ptaków, między innymi to, że dzięcioł
26 loża poleca
Lemur na Kwasie
.
swoją kornikową dietę uzupełnia nasionami z szyszek, które zjada w swojej „kuźni”. Kiedy zaświeciło nam słońce i zrobiło się cieplej, pojechaliśmy na wycieczkę rowerową na taras widokowy nieopodal Nahoża. Drugiego dnia czekały nas zajęcia twórcze – prace w glinie i w wiklinie. Po obiedzie, mieliśmy wycieczkę do Błasnowa, gdzie pan Wołoszyński pokazał nam, jak „rośnie las” oraz ciekawie opisał najgroźniejszego wroga lasów – kornika. Zwiedziliśmy tam również starą wyłuszczarnię szyszek, która bardzo nas zainteresowała. Było nam
wszystkim i naukowo i cudownie. Kiedy wróciliśmy z Błasnowa do Hojny, zostaliśmy „przywitani” przez burzę i deszcz. Wieczorem przeprowadziliśmy jeszcze rozgrywki sportowe. Ostatni dzień pobytu w Hojnie był słoneczny i ciepły, toteż rano wybraliśmy się ochoczo statkiem „Franuś” w rejs po Jeziorze Złocistym. Każdy z naszej grupy był sternikiem tego statku. A stało się tak dzięki uprzejmości i pod czujnym okiem pana kapitana. Na specjalnym monitorze echosondy, mogliśmy obserwować ławice ryb przepływające pod nami. Nasi
27
Poszedłem na architekturę by malarstwo zostawić dla siebie
koledzy byli bardzo zawiedzeni tym, że statek nie posiadał sieci rybackich, bo mogliby złowić wiele kilogramów ryb. Ale dzięki temu ryby mogły spokojnie płynąć dalej na swoje żerowiska. Nasz pobyt w HCEE we Hojnie zakończyliśmy zajęciami z panią plastyk. Szybko okazało się, że przy tak świetnym nauczycielu, każdy z nas może zostać wybitnym artystą. Namalowane przez nas dzieła zabraliśmy ze sobą do Koliwy, żeby pochwalić się nimi w szkole i naszym rodzicom. Niestety, wszystko, co dobre szybko mija i trzeciego dnia w niedzielę, musieliśmy wracać z powrotem do domów. Teraz, choć żegnamy się już z naszą szkołą i stajemy się gimnazjalistami, to umówiliśmy się z naszymi opiekunami, że kiedy w przyszłym roku szkolnym będą organizowali wyjazdy na obozy, to mają o nas pamiętać, bo bardzo chętnie dołączymy do takich wycieczek. Dzięki pomysłowi pana M. Nowaka i wsparciu Fundacji Ziemi Koliwskiej, udało się nam – uczniom kółka ekologicznego i przyrodniczego ze Szkoły Podstawowej Nr-1 w Koliwie, wyjechać na 3-dniowy pobyt doHarcerskiego Ośrodka Edukacji Ekologicznej w Hojnie. Może nie mieliśmy cudownej pogody, ale pani Beata Borek z HCEE zatroszczyła się o to, żeby te dni minęły nam bardzo ciekawie i niestety ...szybko. Każdy dzień był
inny, nie tylko pod względem pogody, ale przede wszystkim pod względem przeprowadzanych zajęć. Pierwszego dnia, zaraz po obiedzie, udaliśmy się na zajęcia do sali komputerowej. I tak się nam tam spodobało, że gdyby nie inne grupy, które miały po nas do tej pracowni wejść, to pozostalibyśmy tam do samego wieczora. Następnie, uzbrojeni w sprzęt optyczny – lornetki, razem z naszym opiekunem – ornitologiem, udaliśmy się na poszukiwania i obserwacje ptaków. Jednak w tym czasie był bardzo silny wiatr, dlatego większość ptaków pochowała się. Mimo to zobaczyliśmy jaskółki – dymówkę i oknówkę oraz wronę siwą. Od pana ornitologa dowiedzieliśmy się mnóstwo ciekawostek na temat ptaków, między innymi to, że dzięcioł swoją kornikową dietę uzupełnia nasionami z szyszek, które zjada w swojej „kuźni”. Kiedy zaświeciło nam słońce i zrobiło się cieplej, pojechaliśmy na wycieczkę rowerową na taras widokowy nieopodal Nahoża. Drugiego dnia czekały nas zajęcia twórcze – prace w glinie i w wiklinie. Po obiedzie, mieliśmy wycieczkę do Błasnowa, gdzie pan Wołoszyński pokazał nam, jak „rośnie las” oraz ciekawie opisał najgroźniejszego wroga lasów – kornika. Zwiedziliśmy tam również starą wyłuszczarnię „Sparky” akryl na tekturze 100x150
28 loża poleca
„Kafelki” akryl na tekturze 100x120 szyszek, która bardzo nas zainteresowała. Było nam wszystkim i naukowo i cudownie. Kiedy wróciliśmy z Błasnowa do Hojny, zostaliśmy „przywitani” przez burzę i deszcz. Wieczorem przeprowadziliśmy jeszcze rozgrywki sportowe. Ostatni dzień pobytu w Hojnie był słoneczny i ciepły, toteż rano wybraliśmy się ochoczo statkiem „Franuś” w rejs po Jeziorze Złocistym. Każdy
z naszej grupy był sternikiem tego statku. A stało się tak dzięki uprzejmości i pod czujnym okiem pana kapitana. Na specjalnym monitorze echosondy, mogliśmy obserwować ławice ryb przepływające pod nami. Nasi koledzy byli bardzo zawiedzeni tym, że statek nie posiadał sieci rybackich, bo mogliby złowić wiele kilogramów ryb. Ale dzięki temu ryby mogły spokojnie „Piosenka tygodnia” akryl na tekturze 100x150
29
Szalona jazda na rowerze bez lampki to najpopularniejszy sport ekstremalny uprawiany na całej tzw. ścianie wschodniej
Najt rower
Letnia pora to okres plenienia się wszystkich możliwych dziwactw zwanych sportami ekstremalnymi. Skoki na papierowej linie, zjazd na wrotkach z pleców otyłej mieszkanki Podkarpacia, rzut cudzym portfelem z wypłatą do gnojówki czy jazda traktorem pod prąd na autostradzie to hity wakacyjnych rozrywek. Potrzeba wyładowania adrenaliny jest w człowieku tak wielka, że praktycznie każdego dnia powstają nowe dyscypliny sportu przeznaczone dla niewyżytych emocjonalnie straceńców. Większość tych nowinek to sporty wymyślone na nudzącym się niemiłosiernie bogatym Zachodzie. Osobnicy, którzy pół swojego życia spędzają przy komputerze, w banku czy na durnych naradach zarządów firm, mają moralne prawo do odrobiny prawdziwych emocji. To dla ich próżności zorganizowane grupy cwaniaków wymyślają rozrywki takie, jak paintball, tuning, łapanie byka za jaja na ulicach Pampeluny czy obrzucanie się pomidorami w hiszpańskim Buńol. W wakacje aż roi się od imprez, podczas których każdy komputerowy cherlak, każdy zakompleksiony inteligent, słowem każde zero może się sprawdzić i zostać “prawdziwym mężczyzną”. Absolutną nowością na rynku dyscyplin ekstremalnych jest najt rower. Zasady najt roweru są proste jak drut kolczasty. Dyscyplina ta polega na jeździe rowerem w nocy bez oświetlenia. Od zawodników wymaga się jedynie zimnej krwi, sokolego wzroku i absolutnego braku instynktu samozachowawczego. Za ojczyznę najt roweru uważa się okolice Białegostoku, Łomży i Białej Podlaskiej. Jest to obecnie najpopularniejsza dyscypli-
30 felieton
CYTATY
• Zatrzymanie tych mężczyzn polegało na szarpaniu i kopaniu nas po nogach. • Mężczyzna ten włożył rękę pod kołdrę i próbował pocałować pokrzywdzoną. • Adam.G. zachowywał się arogancko plując na dowódcę radiowozu.
na sportu na całej tzw. ścianie wschodniej. W tych okolicach prawie nikt nie ma naprawionego światełka przy swoim rowerze i wszyscy jeżdżą nocą w ciemno. Spotkanie z najtrowerowcem może przyprawić każdego kierowcę o zawał serca. Zawodnik wyłania się zawsze w ostatnim momencie, zaledwie kilka metrów przed maską wozu. Moment spotkania mrocznego cyklisty to niezapomniane przeżycie! Znawcy twierdzą, że to skrzyżowanie orgazmu z katharsis. O ile wszystkie już znane i oklepane sporty ekstremalne uprawiane są zwykle przez mieszkańców dużych aglomeracji, o tyle najt rower to typowo wiejska rozrywka. Na wsi od lat panuje taka tradycja, że rowerem jeździ się nocą bez światła. Co ciekawe, sport ten uprawiany jest przez ludzi w różnym wieku. Obok zapalonych małolatów nie brakuje także seniorów, którzy często spontanicznie zwiększają stopień trudności, jadąc na rowerze nie tylko bez światła, ale także po dobrej wódzie. Być może warto się już dziś zastanowić, czy nie eksportować tej dyscypliny na Zachód. Specjaliści od najt roweru z białostockich wiosek mogliby szkolić na swoim terenie chętnych z całego świata, wspomagając finansowo swój zacofany region.
.
• Jak wyjaśniłem szwagrowi obrzucany przez niego obelgami, że sygnet nie jest stracony i najdalej następnego dnia wydalę go. • Nie wiem już jak mam żyć, bo ciągle chce, żebym wypierdalała z domu. • Wobec powyższego, że żaden z nich nie był w stanie nietrzeźwym nie było podstawy, żeby kogoś zatrzymać. • W miejscu zamieszkania posiada dobrą opinię, ponieważ nie utrzymuje kontaktów z miejscową ludnością i jest mało znany. • H.W. od dawna nigdzie nie pracuje, ale prowadzi pasożytniczy tryb życia. • Zatrzymanego wraz z łupem i notatką służbową przekazałem oficerowi dyżurnemu • W trakcie doprowadzania do radiowozu wyjął członka i na oczach licznie zgromadzonych pracowników i interesantów w pomieszczeniach ZUS oddał mocz. • Ustalono, że J.N. była w 9 miesiącu ciąży, która dla zgody przesuwała lodówkę babci po remoncie przeprowadzonym dla zgody. Na zaistniałe zdarzenie wszedł mąż R.N. widząc awanturę, jak też żona, której zaczęła odchodzić woda, w obawie przed porodem odepchnął od drzwi obywatela K.A. jak też jej córkę W.U. które to upadły w swoim pokoju. • Widziałem, jak leżała na podłodze nago, tj. bez odzieży. • W\wym. stwierdziła, że została pobita przez 3 nieznanych mężczyzn, z których jeden nazywa się Gólka Andrzej. • W okolicy zwłok nie znaleziono żadnych przedmiotów, które mogły posłużyć do nagłej śmierci. • Oskarżony rżnął na mnie ubranie. Sukienki nie porżnął, gdyż zdążyłam się rozebrać. • Uprzejmie proszę Pana Prokuratora o zmianę trybu
Cytaty 31
32
Projekt Graficzny: Filip KuĹşniarz