Oficjalny program reprezentacji Polski kobiet na kwietniowe mecze z Irlandią
Drodzy Kibice!
Przed reprezentacją Polski kobiet dwa bardzo ważne starcia z Irlandią. Stawka jest wysoka – to kolejny krok w walce o awans na mistrzostwa świata 2027. Ten dwumecz może mieć duże znaczenie dla układu tabeli i dalszego przebiegu rywalizacji. Każdy punkt będzie niezwykle cenny w kontekście realizacji naszego celu.
Ostatnie spotkania pokazały, że biało-czerwone potrafią rywalizować z wymagającymi przeciwnikami. W meczu z Holandią było widać odwagę i dobrą organizację gry, a przeciwko Francji – mimo porażki – również mieliśmy swoje momenty. Zespół prowadzony przez selekcjonerkę Ninę Patalon konsekwentnie się rozwija i zbiera
doświadczenie, które będzie kluczowe w kolejnych spotkaniach.
Pierwszy mecz z Irlandią rozegramy już we wtorek, 14 kwietnia o godzinie 18:00 w domu reprezentacji Polski kobiet – na Polsat Plus Arenie Gdańsk. Liczymy na gorące wsparcie kibiców. Obecność na trybunach i doping naprawdę pomagają drużynie – dodają energii, motywują i budują atmosferę, która potrafi ponieść zespół w kluczowych fragmentach meczu. Warto być częścią tych emocji i wspólnie wspierać biało-czerwone.
Łączy nas piłka!
CEZARY KULESZA
Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej
Redaktorzy prowadzący: Paweł Drażba, Aleksandra Stronkowska.
Redakcja: Aneta Galek, Malwina Kozłowska-Prokopowicz, Wiktoria Łabędzka, Patrycja Maciąg, Weronika Możejko, Magdalena Paduch, Piotr Wiśniewski, Piotr Chołdrych, Maciej Witkowski (dane statystyczne).
Projekt okładki: Rafał Jagielski. Skład graficzny: Piotr Przychodzeń.
To pierwsza w historii trenerka, która doprowadziła reprezentację Polski kobiet w piłce nożnej do turnieju finałowego mistrzostw Europy. Pod jej wodzą drużyna dwukrotnie awansowała także do Dywizji A Ligi Narodów UEFA, potwierdzając rosnącą siłę polskiej piłki kobiecej na arenie międzynarodowej.
Patalon ma bogate doświadczenie w pracy z młodzieżą – wcześniej prowadziła reprezentacje Polski U-17 oraz U-19. Sama również była zawodniczką, występując m.in. w młodzieżowych kadrach narodowych. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zdobyła najwyższe kwalifikacje trenerskie – jako pierwsza kobieta w Polsce uzyskała licencję UEFA Pro. 29 kwietnia 2021 r. została oficjalnie powołana na stanowisko selekcjonerki seniorskiej reprezentacji Polski kobiet.
W latach 2019–2025 pełniła również funkcję Koordynatorki Szkolenia Piłki Nożnej Kobiet w PZPN, odpowiadając za rozwój systemu szkolenia oraz współpracując z Wojewódzkimi Związkami Piłki Nożnej i klubami w całym kraju. Jej zadaniem była także analiza i wdrażanie rozwiązań służących długofalowemu rozwojowi kobiecego futbolu w Polsce.
Polski Komitet Olimpijski uhonorował Ninę Patalon nagrodą „Trenerki Roku 2024”, doceniając historyczny awans reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy 2025.
Małgorzata Rak trenerka przygotowania motorycznego i GPS
Patryk Polaczek fizjoterapeuta
Rafał Malinowski psycholog
Olga Maroszek team manager
Bartosz Krajewski kitman
zespołem, który ma odwagę grać według własnych zasad NINA PATALON: Chcemy być
TEN DWUMECZ MOŻE MIEĆ DUŻE ZNACZENIE
DLA UKŁADU GRUPY. NIE ZMIENIA TO JEDNAK PODEJŚCIA
NINY PATALON. SELEKCJONERKA REPREZENTACJI POLSKI
KOBIET W KWIETNIOWYCH SPOTKANIACH
Z IRLANDIĄ CHCE WIDZIEĆ ZESPÓŁ, KTÓRY GRA
WEDŁUG WŁASNYCH ZASAD, NIE GUBI TOŻSAMOŚCI
I JEST UWAŻNY PRZEZ 90 MINUT.
Dwumecz z Irlandią może mieć duży wpływ na dalszy przebieg kwalifikacji. Czy widzi Pani w nim jednak coś więcej niż „tylko” dwa spotkania?
Dwa mecze, a tak naprawdę jeden – ten, który jest przed nami. Kwalifikacje do mistrzostw świata to kolejny etap procesu. Każdy taki dwumecz pozwala nam się rozwijać, a także zdobywać cenne doświadczenie, które pomaga wejść na wyższy poziom. Analizujemy naszą grę – to, jak reagujemy na różne momenty i na ile jesteśmy konsekwentni
w realizacji założeń. Cały czas chcemy się rozwijać. Ciągle jesteśmy głodni nowych wyzwań.
Jeśli spojrzymy na ostatnie spotkania szerzej niż tylko na wynik końcowy, to w jakim miejscu znajdujecie się jako drużyna? Myślę, że jesteśmy w momencie, w którym coraz lepiej rozumiemy siebie jako zespół. To nie jest jeszcze etap, w którym wszystko funkcjonuje idealnie, ale widzimy bardzo wy raźnie kierunek, w którym zmierzamy. Coraz lepiej potrafimy interpretować momenty w meczu i podejmować właściwe decyzje, narzucając także swój styl gry. Wyniki są ważne, ale dla mnie równie istotne jest to, jak funkcjonujemy na boisku – czy jesteśmy spójni, czy realizujemy założenia, czy potra fimy reagować na ważne momenty.
Pytam nie bez przyczyny. W marcu sporo mówiliśmy bowiem o grze przeciwko naj lepszym. Po meczach z Holandią i Francją jest w Was bardziej niedosyt czy poczucie, że jesteście na dobrej drodze?
Z perspektywy sportowej zawsze jest niedo syt, bo każdy mecz daje poczucie, że można było zrobić coś lepiej – szybciej zareagować, lepiej wykorzystać moment, być bardziej skutecznym. Natomiast równolegle mamy poczucie, że jesteśmy na dobrej drodze. Te mecze pokazały nam, że jesteśmy w stanie rywalizować na wysokim poziomie, ale też bardzo jasno wskazały obszary, które wymagają poprawy. Dla mnie to jest najważniejsze – żebyśmy z każdego spotkania wychodzili bogatsi o konkretne doświadczenia i potrafili je przełożyć na kolejne mecze.
„Skupiamy się przede wszystkim na sobie, ponieważ rywal jest tak groźny, na ile mu na to pozwolisz” – to Pani słowa sprzed miesiąca. Na ile jednak trudno „nie zgubić siebie” w tak kluczowych momentach?
To jest jedno z największych wyzwań w piłce na tym poziomie. Kiedy grasz z wymagający mi rywalami, łatwo jest wejść w tryb reago wania – dostosowywania się tylko do tego, co robi przeciwnik. Dlatego tak ważne jest, żeby mieć jasno określoną tożsamość oraz
Nina Patalon
Chciałabym zobaczyć odwagę w grze, ale też odpowiedzialność – czyli umiejętność wania
właściwych decyzji óżnych fazach spotkania.
do niej wracać w trudnych momentach. Chcemy być zespołem, który ma odwagę grać według własnych zasad, a także jest zdyscyplinowany i potrafi szybko adaptować się do sytuacji na boisku.
Irlandia to zespół bardzo zdyscyplinowany i konsekwentny. Jakiego meczu się Pani spodziewa?
Spodziewam się wymagającego spotkania, w którym kluczowa będzie cierpliwość i koncentracja przez cały mecz. Irlandia to drużyna zorganizowana w obronie, przy tym bardzo konsekwentna w ataku. Szukająca przewag pozaboiskowych, co będzie wymagało od nas, żebyśmy byli zespołem odpowiedzialnym, świadomym i konsekwentnym w realizacji naszego planu. Skupiamy się przede wszystkim na swojej grze.
Czy przebieg meczu Irlandii z Francją (1:2) był dla Pani zaskakujący? „Trójkolorowe” długo przegrywały, a gole na wagę zwycięstwa strzeliły dopiero po 70. minucie. Nie, bo to tylko potwierdza, w jakim kierunku idzie dziś piłka nożna. Różnice między zespołami się zmniejszają, a dobrze zorganizowana drużyna, która jest konsekwentna i zdyscyplinowana, jest w stanie postawić się każdemu. Dla nas to jest jasny sygnał, że nie możemy patrzeć na przeciwnika przez pryzmat nazw czy potencjału indywidualnego. Musimy być maksymalnie skoncentrowani na swoich zadaniach i przygotowaniu.
Co chciałaby Pani zobaczyć w tym dwumeczu, żeby powiedzieć: „to jest nasza droga”?
Przede wszystkim powtarzalność i konsekwencję w tym, co robimy. To jest dla mnie kluczowe. Żebyśmy byli drużyną, która wie, co chce robić na boisku i potrafi to realizować niezależnie od momentu meczu. Chciałabym zobaczyć odwagę w grze, ale i odpowiedzialność – czyli umiejętność podejmowania właściwych decyzji w różnych fazach spotkania. I przede wszystkim zespół, który wspiera się, reaguje oraz funkcjonuje jako całość. ROZMAWIAŁA
KINGA SZEMIK – od Teksasu do reprezentacji olski
BRAMKARKA REPREZENTACJI POLSKI KOBIET MOGŁABY
ŚMIAŁO PRACOWAĆ JAKO… PRZEWODNICZKA PO TEKSASIE
– STANIE, W KTÓRYM ODBĘDĄ SIĘ MECZE
TEGOROCZNEGO MĘSKIEGO MUNDIALU.
TO WŁAŚNIE TAM PRZED LATY STUDIOWAŁA,
AŁA W PIŁKĘ I POZNAWAŁA LOKALNĄ
KULTURĘ. DZIŚ NIE MA WĄTPLIWOŚCI,
ŻE TEGO DOŚWIADCZENIA NIE ZAMIENIŁABY
NA NIC INNEGO. W TEKSASIE ZGŁĘBIAŁA
TAKŻE PSYCHOLOGIĘ – WIEDZĘ, Z KTÓREJ
DO DZIŚ CZERPIE NA BOISKU I POZA NIM.
OBECNIE WYSTĘPUJE W ANGLII, DZIĘKI CZEMU DOSKONALE ZNA
STYL GRY ZESPOŁÓW Z WYSP
– W TYM NASZYCH
NAJBLIŻSZYCH RYWALEK, IRLANDII.
Twój obecny klub – West Ham United – walczy o utrzymanie w Women's Super League. Cel przed sezonem był jednak zupełnie inny. Jak się w tym odnajdujesz? Założenie było takie, aby zająć jak najwyższe miejsce w historii tego projektu. Życie potrafi jednak zweryfikować plany. Dla mnie ten sezon to prawdziwa szkoła życia. Miałyśmy bardzo trudny początek rozgrywek. Przez kilka miesięcy nie potrafiłyśmy wygrać meczu. Ciągłe analizy, wyciąganie wniosków i kiedy wydawało się, że już z tego wyjdziemy, to znów przytrafiała się porażka… Wdała się stagnacja, a to najgorsze, co może się zdarzyć. Miałam pretensje do siebie. Pracowałam jeszcze mocniej, chociaż
moje „baterie”, z racji sytuacji w lidze, były na skraju wyczerpania. To bardzo trudne doświadczenie. W grudniu nową trenerką West Hamu została Rita Guarino. Jej przyjście dało nam nową energię. Wierzę, że z nią będziemy częściej wygrywały.
Rozgrywasz drugi sezon w Anglii, w zespole kojarzonym w Polsce ze względu na Łukasza Fabiańskiego. Mieliście okazję dłużej porozmawiać? Spotkaliśmy się kilka razy. Łukasz to bardzo sympatyczna osoba.
Fabiański swoją postawą zapracował na pomnik w West Hamie. Doświadczyłaś tego, jak jest traktowany w klubie?
Gdy przychodziłam do klubu, to ludzie wokół dużo i często opowiadali o Łukaszu. Widać, że bardzo go szanują. Oprócz tego, że mówią, że jest dobrym człowiekiem, to także czuć wdzięczność za to, co zrobił dla West Hamu. Zgodzę się z tym, że postawił tutaj swój pomnik. Obecnie Fabiański realizuje się w innej roli. Na pewno zrobię, co w mojej mocy, żeby kontynuować dobre, polskie tradycje w bramce West Hamu.
Przemawia przez Ciebie duży spokój i opanowanie, nawet gdy opowiadasz o klasie rywalek. Czy wpływ na Twoje postrzeganie rzeczywistości mają studia psychologiczne?
Studia pomogły mi radzić sobie z emocjami, ale najwięcej zyskałam dzięki pracy poza studiami – tak na co dzień. Pewne wzorce zachowań nakreśliły mi książki. Cały czas rozwijam się i dokształcam w obszarze emocji, w ramach psychologii sportu. Czytanie to najlepszy trening dla głowy i kierowania emocjami. Kwestia mentalna w dzisiejszym sporcie jest bardzo ważna, więc czerpię, skąd tylko mogę. Odpowiednia reakcja na to, co się dzieje, na przykład podczas meczu, jest kluczem do wszystkiego. Bardzo intryguje mnie plastyczność naszego mózgu. Będąc w pełni świadomymi, jesteśmy w stanie wpłynąć na wiele rzeczy.
Świadomie lub nieświadomie możemy kontrolować zachowania na boisku?
Tutaj kluczowe jest nastawienie i kontekst. Jeśli wychodzisz na boisko, wyrzucając z siebie negatywne emocje, co pozwoli na wydobycie z siebie dobrej energii, to tym lepiej dla przebiegu meczu. Trzeba w pełni skupić się na konkretnych założeniach. Rezultat to proces. Pochodna tego, jak funkcjonujemy na boisku. Elementów jest wiele.
A Ty, jako bramkarka, jesteś kluczowym
„elementem”. Od Ciebie wszystko się zaczyna i wszystko się na Tobie kończy. Jak nad tym zapanować?
Życie nauczyło mnie mieć w sobie dużo pokory, nawet gdy wydaje ci się, że już jesteś na świetnym poziomie. Nie bez powodu mówiłam o naszej sytuacji z początku sezonu w West Hamie – z takich momentów wyciąga się najwięcej. Nie wtedy, gdy idzie, ale kiedy nie idzie. Analizę siebie zaczynam od analizy tego, na co miałam wpływ na boisku. Żebym wiedziała, jak dany błąd „przetrenować” w głowie. W meczu, w ferworze walki często się odcinasz, gorzej, kiedy potem na spokojnie przetrawiasz wszystko ze świadomością wagi błędu. Ale błędy uczą. Na ich podstawie budujesz swój charakter.
Najpierw chciałaś być bramkarką czy pójść w kierunku psychologii?
Piłka była ze mną, odkąd na dobre zaczęłam biegać. Z kolei psychologią zainteresowałam się już w wieku dwunastu lat. Do dziś pamiętam, jakie piętno odcisnęła na mnie książka „Potęga podświadomości”. Od razu po jej przeczytaniu zaczęłam pracować nad swoim nastawieniem – przede wszystkim myśl pozytywnie. Stawianie przed sobą celów, ich wizualizacja jest twoim drogowskazem w ciężkich momentach. Warto więc zadbać o zbudowanie w swojej głowie zaufania do siebie. To duży komfort, kiedy wiesz, że masz cel.
Kiedy w Twojej głowie narodziła się myśl, że będziesz piłkarką?
Gdy byłam dzieckiem miałam mnóstwo marzeń, które często się zmieniały. Interesowałam się wieloma rzeczami. Uprawiałam chyba każdy możliwy sport. Całkiem dobrze radziłam sobie w szachy. Siatkówka? Miałam ku temu predyspozycje. Moi bracia trenowali łucznictwo i też mocno się w nie zaangażowałam. Co do futbolu – był dla mnie łatwiejszy od łucznictwa, w którym cały czas trzeba być skoncentrowanym. Lubię się ruszać, więc gra w piłkę była naturalną przestrzenią do wyzwolenia ogromnych pokładów energii, które mam w sobie.
Skąd pomysł na wyjazd do Stanów w młodym wieku?
Po rozmowie z rodziną, gdy miałam może 11-12 lat, zdałam sobie sprawę, że mogę tam wyjechać i połączyć naukę z grą w piłkę. Kilka lat później zgłębiłam temat. Czytałam, co muszę zrobić, żeby dostać się na tamtejsze studia, jakie formalności trzeba spełnić. Z początku moi rodzice pomyśleli, że sobie żartuję. Ale z biegiem czasu przetrawili to. Przede mną jednak była długa droga, by studiować w USA. Najpierw musiałam zdać maturę amerykańską i inne egzaminy. Dużo wszystkiego, ale marzenie pchało mnie do celu. Teraz wiem, że to była jedna z moich najlepszych decyzji w życiu.
Dlaczego?
Jako człowiek zyskałam najwięcej. Mam na myśli całokształt doświadczeń. W wieku osiemnastu lat znalazłam się na drugim końcu świata, całkowicie sama. Nagle musiałam posługiwać się językiem innym niż mój ojczysty. Już wtedy dobrze władałam j. angielskim, ale odnaleźć się w innej kulturze to zupełnie inna bajka. Nie masz rozmów jeden na jeden. Bierzesz udział w debatach, do tego dochodzą emocje. Taki żywy język bardzo się różni od tego nauczonego. Różne dialekty, odmiany. Jeden język, a mnogość akcentów. W pierwszych
miesiącach głowa aż mi codziennie od tego pulsowała. Mój organizm był bardzo przebodźcowany. W Stanach musiałam się nauczyć zarządzania czasem. Przed wyjazdem obiecałam sobie, że pójdę na studia, na których będę miała zapewnione pełne stypendium, żeby nie musieć prosić nikogo o pomoc. Sama chciałam wszystko udźwignąć.
Studiowałaś i jednocześnie grałaś. Tak, drużyna nazywała się University of Texas Rio Grande. Graliśmy w najwyższej lidze akademickiej. Od razu dodam, że w Stanach była wtedy inna kultura piłki kobiecej. Już w młodym wieku
powierzchnia, bogata kultura, piękna przyroda. Wiadomo: country, kowboje, pyszne jedzenie z mocnym wpływem Ameryki Południowej. Steki to jedno, a drugie to pyszne tacosy!
Pomówmy jeszcze o reprezentacji Polski. Skład Waszej grupy kwalifikacji do mistrzostw świata 2027 i wyniki pierwszych spotkań tylko potwierdzają, że mierzycie się z dużym wyzwaniem. Teraz czas na dwumecz z Irlandią, której styl jest Ci doskonale znany. Skoro jako drużyna chcemy iść do przodu, to musimy mierzyć się z najlepszymi. Innej metody nie ma. Idealnym przykła-
szkolono dziewczynki. Rzeczą normalną i powszechną było, że funkcjonowały osobne drużyny dziewczęce na poziomie szkolnym czy wyższym. Sam szczebel uniwersytecki stoi na różnym poziomie.
To ciekawe, co mówisz, bo przecież piłka nożna nie jest w Stanach zbyt popularna.
Nie do końca, jest masa ludzi trenujących piłkę. Chociaż wiadomo, sporty pierwszego wyboru są inne – baseball czy futbol amerykański. Przez cztery lata pobytu w Teksasie pokochałam go. Ogromna
dem jest ubiegłoroczne EURO i droga, jaką przeszłyśmy, żeby się tam znaleźć. Można powiedzieć, że zrobiłyśmy krok do przodu, bo rywalizujemy jeszcze z lepszymi zespołami niż w kwalifikacjach do mistrzostw Europy. Zawsze trzymałam się zasady, że trzeba skupiać się tylko na sobie – na tym, co my możemy zrobić, żeby na boisku pokazać swoje argumenty. Piłka jest dynamiczna i wszystko szybko się zmienia. Dlatego najważniejsze to być gotowym wykorzystać swój moment.
ROZMAWIAŁ PIOTR WIŚNIEWSKI
PRZED REPREZENTACJĄ POLSKI KOBIET
KOLEJNY WAŻNY MOMENT – DWUMECZ Z IRLANDIĄ.
O PROCESIE, SWOJEJ ROLI W DRUŻYNIE
ORAZ WYZWANIACH, KTÓRE PRZED NIĄ STOJĄ, OPOWIADA NAM OLIWIA WOŚ.
OLIWIA WOŚ: Zostawiamy na boisku serce i walczymy do końca
Kolejny miesiąc, kolejne zgrupowanie i wyzwania przed Wami. Trudno jednak nie powrócić w tym miejscu na moment do Waszego ostatniego spotkania z Francją. Choć minęło od niego już trochę czasu, czego zostało w Was więcej: złości czy motywacji przed dwumeczem z Irlandią?
Na pewno motywacji. Mecze z Irlandią są dla nas bardzo ważne, a być może nawet najważniejsze. Chcemy w nich zdobyć komplet punktów, ale absolutnie nie lekceważy-
my przeciwnika. Liga Narodów wielokrotnie pokazywała, że takie spotkania często są wyrównane i wszystko może się w nich wydarzyć. Spodziewamy się starcia na styku, ale tym bardziej traktujemy to jako szansę, żeby pokazać, że potrafimy nie tylko rywalizować z najlepszymi, ale też wygrywać.
Proces – myślę, że to hasło jest bardzo dobrze znane nam obu. Dużo mówiło się o nim w kontekście budowania reprezentacji. Na jakim etapie jesteście dziś?
Myślę, że jesteśmy w momencie, w którym wiemy, że możemy rywalizować z najlepszymi. Mamy świadomość, że mecze, które rozgrywamy, nie zakończą się naszym zwycięstwem 3:0 lub wyżej, ale możemy – a przede wszystkim chcemy – stawiać się rywalkom. Wiemy, jak to robić i zawieszamy poprzeczkę jak najwyżej. I właśnie ta gotowość, ambicja i sposób, w jaki podchodzimy do takich wyzwań, to jest ten proces, o którym mówimy. Krok po kroku zbliżanie się do poziomu, kiedy możemy wygrywać nawet z najbardziej wymagającymi przeciwnikami.
Irlandia gra bardzo fizycznie i bezpośrednio – czego się spodziewasz po tym meczu?
Spodziewam się bardzo solidnego i wymagającego przeciwnika. Irlandia to drużyna, która niedawno była na mundialu, więc jest doświadczona w tego typu sytuacjach. Gra bardzo bezpośrednio, fizyczne oraz mocno w pojedynkach indywidualnych. Jako zespół wyróżniają się dużym zaangażowaniem oraz charakterem – widać, że reprezentowanie kraju jest dla zawodniczek bardzo ważne, daje im dodatkową energię na boisku. Nie miałam jeszcze okazji z nimi grać, więc jestem ciekawa tego starcia.
„Widać, że reprezentowanie kraju jest dla nich bardzo ważne, daje im dodatkową energię na boisku” – to samo można powiedzieć o Was. Zdecydowanie! Zawsze powtarzamy, że na boisku trzeba zostawić serce i walczyć do końca. Taktyka oraz umiejętności są ważne, ale takie cechy jak zaangażowanie czy charakter również często odgrywają istotną rolę. To coś więcej niż gra w piłkę – to gra dla drużyny, reprezentacji i kraju, co dodaje dodatkowego „kopa”.
Choć irlandzka piłka rządzi się swoimi prawami, czy gra na Wyspach może być Twoim atutem w tym starciu? Czy Twoje doświadczenie – zdobywane zarówno tutaj, jak i w lidze niemieckiej czy szwajcarskiej – pomaga w płynnym przechodzeniu między meczami?
Myślę, że każde doświadczenie, które zbieram, przygotowuje mnie na kolejne wyzwania. Niezależnie od tego, czy mówimy o Niemczech, Szwajcarii czy teraz Anglii – wszystkie z tych lig czegoś mnie nauczyły. Grając w FC Nuernberg, walczyłyśmy o utrzymanie. Teraz, w Bristol City, gramy o awans, ale w obu tych przypadkach liczą się detale i każdy punkt. To buduje gotowość, bo w takich sytuacjach nie ma miejsca na momenty słabości. Do tego dochodzą różnice w stylu – w Anglii tempo jest bardzo wysokie. Często trzeba działać natychmiast, bez chwili na zastanowienie. Z kolei w innych zespołach gra była bardziej bezpośrednia albo oparta na utrzymaniu piłki. To wszystko sprawia, że czuję się dziś przygotowana i elastyczna jako zawodniczka, nawet jeśli nie myślę o tym na co dzień. Skupiam się na tym, żeby każdego dnia dać z siebie maksa – to najbardziej pomaga mi później w takich meczach.
Przygotowując się do naszej rozmowy, znalazłam materiał, w którym zostałaś nazwana „drapieżną defensorką”. Jak to odbierasz?
(śmiech) Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, co to znaczy. Jednak zapewne jest w tym trochę prawdy. Na boisku przede wszystkim staram się być spokojna. Chcę dawać drużynie poczucie bezpieczeństwa – żeby każda zawodniczka wiedziała, że nawet jeśli popełni błąd, to ja tam będę i go naprawię. Drapieżność? Może czasem się pojawia – szczególnie w sytuacjach, kiedy trzeba zareagować, wejść mocniej, wygrać pojedynek. Musiałabym jednak zobaczyć konkretne przykłady.
Czasem mawia się, że masz „niepolską” mentalność, za co zresztą jesteś ceniona.
To ważne, żeby mieć mentalność, która daje pewność nie tylko mnie samej, ale też spokój całej drużynie. Czuję, że jako obrończyni powinnam być „murem” – kimś, zapewniającym poczucie bezpieczeństwa, nawet kiedy coś się nie układa. Ta moja mentalność na pewno wynika też ze środo-
wiska, z którego się wywodzę – wspierającej rodziny, powtarzającej mi od dzieciństwa, by nieustannie iść do przodu. Duże znaczenie ma również zespół, bo to jego wiara pozwala grać z większą pewnością i spokojem. To dla mnie kluczowe – możesz popełnić błąd, ale nie poddać się. Chcesz dalej jak najlepiej wykonać swoje zadanie, a co za tym idzie – pomóc drużynie.
Czy ta mentalność, w połączeniu ze wspomnianą wcześniej drapieżnością, może okazać się pomocna w starciu z tak fizycznym przeciwnikiem?
Na pewno. Choć każda z nas podchodzi do meczu trochę inaczej, wszystkie mamy ten sam cel. I to jest nasza siła. Możemy się różnić, mieć swoje indywidualne cechy, ale jako drużyna jesteśmy bardzo spójne. Żadna z nas nie zapomina, że najważniejszy jest obrany przez nas kurs.
Stabilizujesz swoją pozycję w kadrze i przeżywasz z nią ważne – historyczne wręcz – momenty. Jak dużo Ci to dało – jako zawodniczce, ale i osobie?
Myślę, że przede wszystkim spokój, ale staram się do tego nie przywiązywać. Nawet jeśli gram w pierwszym składzie, to po zgrupowaniu wszystko się dla mnie resetuje – wracam do pracy i skupiam się na tym, żeby znów być gotowa na kolejne wyzwania. Nigdy nie możesz być pewna gry, bo to wszystko zależy od formy, potrzeb drużyny i decyzji sztabu. I to jest dla mnie w porządku, bo najważniejszy jest zespół i wspólny cel. Gra w pierwszym składzie to dla mnie oczywiście ogromna duma i coś, do czego dążę. Jednak równie ważne jest to, żeby być gotową w momencie, kiedy druży na mnie potrzebuje. Myślę, że to właśnie najbardziej mnie zbudowało.
Skupiasz się na „tu i teraz”, ale czy takie momenty jak walka o mundial i mecze z Irlandią mimo wszystko dają Ci dodatkową motywację?
Tak, zdecydowanie. Kiedy patrzę na dziewczyny przed meczem, czuć ogromną energię i siłę – i wtedy wszystko skupia się wokół jednego celu. To naprawdę napędza. Gra w reprezentacji zawsze była
dla mnie czymś wyjątkowym. Jeszcze w „młodzieżówce” – dziesięć lat temu i to również z trenerką Niną Patalon – odczuwałam ogromne emocje. Dziś są może inne, bardziej świadome, ale radość, duma i energia wciąż są takie same. Teraz po prostu jeszcze bardziej to doceniam – drużynę, atmosferę i wspólną walkę.
Skoro sama do tego nawiązałaś: jak to jest być – w pewnym sensie – prowadzoną przez jedną trenerkę przez te wszystkie lata?
Czuję się z tym bardzo dobrze. Trenerka od początku mocno stawia na rozwój
– nie tylko sportowy, ale też budowanie atmosfery w drużynie – i to jest dla nas ważne. Wiele z nas miało już z nią kontakt wcześniej, w różnych momentach swoich karier. Najważniejsze jest jednak to, że rozwijamy się razem. Mamy świadomość, że nie jesteśmy idealne, ale wspólnie nad tym pracujemy i idziemy w jednym kierunku. I myślę, że właśnie dlatego jesteśmy jak rodzina – bo każda z nas chce tu być. Dokładać swoją część do tego procesu.
Co daje Ci największe poczucie pewności siebie na boisku?
Na pewno przygotowanie z drużyną – treningi, wspólna praca i to, jak wchodzimy w mecz jako zespół. Dużo daje też energia tego dnia i atmosfera wokół meczu.
Co ten dwumecz może powiedzieć o Was jako zespole?
Niezależnie od wyniku i przeciwnika chcemy pokazać jedno: że zostawiamy na boisku serce i walczymy do końca. Że jesteśmy zespołem, który nie odpuszcza, zawsze grając o swoje.
ROZMAWIAŁA WIKTORIA ŁABĘDZKA
PAULINA TOMASIAK: Boisko to dla mnie zupełnie inny świat
KAŻDY MECZ W JEJ WYKONANIU
POWODUJE KOLEJNY ZACHWYT, JAKĄ
JEST ZAWODNICZKĄ. PRZEBOJOWA, SZYBKA I ZE ŚWIETNYM NOSEM
STRZELECKIM, CO UDOWODNIŁA, M.IN. W NIEDAWNYM SPOTKANIU
REPREZENTACJI POLSKI Z HOLANDIĄ
W KWALIFIKACJACH DO MISTRZOSTW
ŚWIATA. TERAZ PRZED PAULINĄ
TOMASIAK I BIAŁO-CZERWONYMI
KOLEJNE WYZWANIE: DWUMECZ
Z IRLANDIĄ. – MUSIMY BYĆ W NIM
NAJLEPSZĄ WERSJĄ SIEBIE
– PRZYZNAJE 24-LETNIA NAPASTNICZKA.
Na boisku zawsze byłaś odważna, nigdy nie brakowało Ci werwy. Czujesz, że praca z psychologiem przekłada się także na Twoją postawę w ważnych meczach?
Chyba nie, dla mnie boisko to zupełnie inny świat niż życie prywatne. Na murawie moja psychika i charakter rządzą się swoimi prawami. Zawsze walczę o zwycięstwo.
Ten charakter było widać w ostatnich spotkaniach reprezentacji, m.in. z Holandią, w którym strzeliłaś gola. A trafić do siatki takiego przeciwnika wcale nie jest przecież łatwo.
Na pewno to duże wyzwanie, ale tamten gol to w ogromnej mierze zasługa Eweliny
Kamczyk, która dała mi świetną prostopadłą piłkę. Ja tylko wykorzystałam to podanie. Uważam, że to bramka „Kamyka”, a ja tylko dołożyłam stopę.
Czyli Ewelina Kamczyk strzeliła gola Pauliną Tomasiak? (śmiech) Tak, tym razem właśnie tak było, role się zmieniły i to Ewelina strzeliła gola mną, a nie na odwrót.
Jako reprezentacja czujecie się coraz lepiej pośród tuzów piłki nożnej, prawda?
Zgadza się. Czujemy się mocne, jesteśmy jednością, a to nam służy, bo przekłada się na boisko. Jeśli jest się rodziną także poza murawą, na niej jest dużo łatwiej.
Po wspomnianej Holandii mierzyłyście się z Francją. W tym przypadku musiałyście uznać wyższość rywalek, które wygrały 4:1. Ten rezultat spowodował w Was jakiś dołek, czy może liczyłyście się z takim scenariuszem?
Podeszłyśmy do tego meczu z ogromną motywacją, co było widać. Walczyłyśmy do samego końca, nie chciałyśmy odpuszczać. Wydaje mi się, że zrealizowałyśmy to założenie, nawet jeśli wynik nie do końca to pokazuje.
Trudno Ci było grać przeciwko tak silnym, szczególnie fizycznie, zawodniczkom, jak Francuzki?
Początkowo faktycznie odczuwałam ich fizyczną przewagę, ale z każdą kolejną minu-
tą było mi łatwiej. Miałam w głowie myśl, że owszem, jest trudno, ale dam radę.
Przed Wami dwumecz z Irlandią, w teorii najłatwiejszym przeciwnikiem w grupie. Chyba jednak nie podchodzicie do tych spotkań w taki sposób?
Oczywiście, że nie. Każdy mecz jest dla nas równie ważny, każdego rywala darzymy dużym szacunkiem. Irlandię potraktujemy więc tak samo jak Francję czy Holandię.
Jak oceniłabyś potencjał Irlandii?
To będzie trudny rywal. Jeśli jednak przygotujemy się do tych spotkań bardzo solidnie, zarówno fizycznie, jak i taktycznie, zagramy swoją piłkę, myślę, że będzie dobrze. Musimy po prostu być najlepszą wersją siebie.
Pierwszy mecz z Irlandią zagracie w Gdańsku ze wsparciem kibiców. Jak ważna jest dla Ciebie ich obecność?
Bardzo się cieszę, że na trybunach pojawia się coraz więcej kibiców, że są naszym dwunastym zawodnikiem. Muszę jednak przyznać, że w trakcie meczu zazwyczaj się „odłączam” od wszystkiego, co jest poza boiskiem. Ich doping dociera do mnie tak naprawdę po końcowym gwizdku, gdy mogę do nich podejść, porozmawiać i podziękować za dodanie nam wiatru w żagle.
Poruszyłaś temat, który mnie zawsze fascynował, czyli… czy zawodnik/zawodniczka w trakcie meczu słyszy doping trybun. W twoim przypadku odpowiedź brzmi „nie”. (śmiech) W moim przypadku rzeczywiście nie. Staram się skupiać tylko na piłce, by swoją grą dać kibicom jak najwięcej radości.
Zarówno piłkarki, jak i piłkarze, zazwyczaj mówią, że najlepszy mecz jest dopiero przed nimi. Jeśli jednak miałabyś wskazać spotkanie w biało-czerwonych barwach, z którego jesteś najbardziej zadowolona, na które byś postawiła? Chyba na mecz z Rumunią.
Wygrałyście 3:0, a Ty zdobyłaś dwie bramki i zanotowałaś asystę przy golu wspomnianej już Eweliny Kamczyk.
Tak, świetnie czułam się wtedy na boisku. Miałam poczucie, że ten mecz może się nie kończyć.
Świetną formę prezentujesz nie tylko w reprezentacji, ale także klubie. Z Górnikiem Łęczna plasujecie się aktualnie na trzecim miejscu w tabeli Orlen Ekstraligi, macie o trzy punkty mniej niż druga Pogoń Szczecin i tracicie pięć „oczek” do lidera – Czarnych Sosnowiec. Ambicje w Łęcznej zawsze są duże, więc jak oceniasz formę drużyny?
Jest dobra. Skupiamy się na każdym kolejnym meczu, na tym, by je wygrywać. W lidze może się zadziać jeszcze wiele rzeczy, więc cały czas liczę na wyższe miejsce w tabeli.
Nawiązując do plebiscytu tygodnika „Piłka Nożna”, czujesz się „Odkryciem Roku 2025”?
Szczerze, trudno mi przyjąć to do świadomości.
Trochę czasu już od tej gali minęło.
To fakt, aczkolwiek nadal to do mnie nie dociera. Gdy ktoś mówi o „odkryciu roku”, dopiero po chwili uświadamiam sobie, że chodzi o mnie. W ogóle nie spodziewałam się takiego wyróżnienia. Jest jednak ogromną motywacją i każdego ranka, gdy spoglądam
na tę statuetkę, mówię sobie „dobra, to będzie mój dzień”.
Naprawdę nie spodziewałaś się takiej nagrody? Na początku 2025 roku przeniosłaś się z 1-ligowej UKS 3 Weronica Staszkówka Jelna do Górnika, błyskawicznie stałaś się jego gwiazdą, podbiłaś najwyższą klasę rozgrywkową i zadomowiłaś się w kadrze Polski… Przemawia przez Ciebie skromność?
Może brak wiary w siebie.
A podobno już nad tym popracowałaś. Nadal mocno pracuję! Być może nie jestem jednak osobą, która lubi pochwały. Trudno mi się je przyjmuje.
Docenienia Twojej gry jest sporo. Podobno pojawiają się też propozycje z klubów zagranicznych. Dużo masz takich sygnałów?
Bardzo dużo. Na razie chcę to jednak zostawić dla siebie.
A jest jakaś liga, o której marzysz? W której chciałabyś się sprawdzić?
Chyba nie. Jeśli jednak miałabym wyjechać za granicę, to tylko po to, by grać i cieszyć się piłką.
ROZMAWIAŁA ANETA GALEK
WYSPIARSKI FUTBOL KOBIET
NABIERA ROZPĘDU,
A REPREZENTACJA IRLANDII
CORAZ ŚMIELEJ ZAZNACZA
SWOJĄ OBECNOŚĆ NA
MIĘDZYNARODOWEJ SCENIE.
DRUŻYNA PROWADZONA
PRZEZ CARLĘ WARD
KONSEKWENTNIE BUDUJE
SWOJĄ TOŻSAMOŚĆ.
POZNAJCIE BLIŻEJ NAJBLIŻSZEGO
PRZECIWNIKA POLEK.
Organizacja i walka jako podstawa gry Irlandii
Irlandia
Miejsce
w rankingu FIFA: 27
Występy Irlandii
na mistrzostwach świata:
2023: faza grupowa
O reprezentacji
W poprzedniej edycji Ligi Narodów Irlandki zaprezentowały się solidnie, kończąc rozgrywki na drugim miejscu w grupie. Choć zgromadziły tyle samo punktów co Słowenia, o końcowej klasyfikacji zdecydował mniej korzystny bilans bramkowy. Kluczowy okazał się jednak baraż o awans do dywizji A, w któ-
rym Irlandia zmierzyła się z Belgią. Dwumecz ten zakończył się sukcesem zespołu Carli Ward, co pozwoliło mu znaleźć się w gronie europejskiej elity.
Trzon kadry stanowią zawodniczki występujące na co dzień w lidze angielskiej, jednej z najmocniejszych na świecie. Wśród powołanych na ostatnie zgrupowanie znalazły się piłkarki takich klubów, jak Arsenal, Everton, Brighton, Aston Villa, Liverpool czy West Ham. To pokazuje, że reprezentacja Irlandii opiera się na zawodniczkach ogranych na solidnym poziomie ligowym, co przekłada się na jakość gry zespołu.
Największą gwiazdą i niekwestionowaną liderką drużyny pozostaje Katie McCabe. Kapitanka reprezentacji nie tylko nadaje ton grze zespołu, ale również regularnie bierze na siebie odpowiedzialność za wynik. Jej doświadczenie i charyzma sprawiają, że jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci kobiecego futbolu na Wyspach.
Istotnym aspektem ostatnich powołań są powroty do kadry. Po dłuższej przerwie do zespołu wróciła Jess Ziu, której absencja trwała od października 2025 roku.
Zespół „The Girls in Green” rozpoczął bieżącą kampanię eliminacyjną od dwóch porażek, które mimo niekorzystnych wyników pokazały potencjał drużyny. W meczu z Francją
Irlandki objęły prowadzenie po trafieniu McCabe i przez długi czas utrzymywały ten rezultat. Co więcej, oddały więcej celnych strzałów niż rywalki (6 do 3), a to tylko potwierdza ich odwagę. Ostatecznie jednak dwa trafienia Melvine Malard odwróciły losy spotkania.
Podobny scenariusz miał miejsce w starciu z Holandią. Ponownie Irlandki postawiły się wyżej notowanemu rywalowi, ponownie do siatki trafiła McCabe i ponownie zabrakło niewiele. Oba spotkania pokazały jednak jedno – Irlandia nie boi się rywalizacji z najlepszymi i potrafi być dla nich zagrożeniem. Charakterystyka tej drużyny jest klarowna: fizyczność, intensywność oraz nieustępliwość. To zespół, który nie kalkuluje i który potrafi utrudnić życie każdemu przeciwnikowi.
Ostatni turniej
Jedynym jak dotąd wielkim turniejem w historii kobiecej reprezentacji Irlandii pozostają mistrzostwa świata w 2023 roku, rozegrane w Australii i Nowej Zelandii. Decydujący moment nastąpił w październiku 2022 roku, kiedy Amber Barrett zdobyła zwycięską bramkę w meczu barażowym ze Szkocją. Gol ten zapewnił Irlandii pierwszy w historii awans na mistrzostwa świata i wywołał sporą euforię wśród kibiców. Na turnieju Irlandki trafiły do wymagającej grupy, gdzie ich rywalkami były Australia, Kanada oraz Nigeria. Debiut na tak dużej imprezie okazał się trudnym doświadczeniem. Po porażkach z Australią (0:1) i Kanadą (1:2) oraz remisie (0:0) z Nigerią, Irlandia zakończyła rywalizację na ostatnim miejscu w grupie.
Mimo to turniej przyniósł momenty, które na stałe zapisały się w historii. Najbardziej spektakularnym z nich była bramka Katie McCabe zdobyta bezpośrednio z rzutu rożnego w meczu z Kanadą. Trafienie to błyskawicznie obiegło media
i stało się jednym z symboli turnieju.
Debiutancki mundial był dla Irlandii cenną lekcją.
Zespół zdobył doświadczenie, które dziś może zaprocentować w kolejnych eliminacjach. Cel pozostaje jasny, powrót na największą piłkarską scenę.
Trenerka
Nowy rozdział w historii reprezentacji rozpoczął się na początku 2025 roku, gdy stanowisko selekcjonerki objęła Carla Ward, zastępując Eileen Gleeson. Kontrakt trenerki obowiązuje do zakończenia kampanii kwalifikacyjnej do mistrzostw świata. Decyzja o zmianie na stanowisku trenera była konsekwencją braku awansu na mistrzostwa Europy.
Ward prowadziła wcześniej Sheffield United, Birmingham City oraz Aston Villę, zdobywając uznanie w środowisku. W 2024 roku była również częścią sztabu szkoleniowego reprezentacji Stanów Zjednoczonych podczas Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, zakończonych zdobyciem złotego medalu przez Amerykanki. Władze irlandzkiej federacji podkreśliły, że wybór Ward to inwestycja w przyszłość. Jej wiedza, doświadczenie i podejście do pracy mają pomóc Irlandii w realizacji ambitnych
celów, czyli regularnej gry na wielkich turniejach i rywalizacji z najlepszymi drużynami świata.
Pierwsze efekty tej współpracy są już widoczne. Awans do dywizji A Ligi Narodów to istotny krok w rozwoju zespołu i ważny sygnał przed kolejnymi wyzwaniami.
Gwiazdy reprezentacji
Kluczową postacią drużyny pozostaje Katie McCabe. Piłkarka Arsenalu od lat stanowi o sile reprezentacji. Do Londynu trafiła w 2015 roku, a jej największym osiągnięciem klubowym jest triumf w Lidze Mistrzyń UEFA. Również w 2015 roku zadebiutowała w seniorskiej kadrze Irlandii, a już dwa lata później została kapitanką zespołu. W ubiegłym roku setny występ w reprezentacji tylko potwierdził status jej legendy. McCabe to zawodniczka kompletna, waleczna i skuteczna. Jej wpływ na grę zespołu jest nie do przecenienia. W bramce kluczową rolę odgrywa Courtney Brosnan. Choć jej klubowy sezon bywa nierówny, indywidualne występy często stoją na bardzo wysokim poziomie. Interwencje przeciwko czołowym drużynom ligi angielskiej, w tym Chelsea, pokazały jej klasę i refleks.
W ofensywie warto zwrócić uwagę na Kyrę
Carusę, która występuje w lidze amerykańskiej. Jej doświadczenie zdobyte na mundialu w 2023 roku może okazać się ważne w kolejnych spotkaniach eliminacyjnych.
Filarem defensywy jest natomiast Caitlin Hayes. Choć w reprezentacji zadebiutowała stosunkowo późno, to szybko stała się liderką linii obrony. Jej rola w organizacji gry defensywnej jest kluczowa, zwłaszcza w starciach z silniejszymi rywalkami.
Podsumowanie
Choć indywidualności odgrywają ważną rolę, największą siłą reprezentacji Irlandii pozostaje kolektyw. To zespół, który nadrabia ewentualne braki zaangażowaniem, dyscypliną i ogromną wolą walki.
Mecze z Francją i Holandią pokazały, że Irlandia jest gotowa rywalizować na najwyższym poziomie. To drużyna, której nie można lekceważyć, niewygodna, ambitna i zdolna do sprawiania niespodzianek.
Dla reprezentacji Polski oznacza to jedno: czeka ją wymagające spotkanie z przeciwnikiem, który nigdy nie odpuszcza.
WERONIKA MOŻEJKO
Irlandzka podróż w czasie i droga do gwiazd
POD KONIEC LAT 90. XX W. REPREZENTANTKI POLSKI
W RAMACH KWALIFIKACJI DO MUNDIALU ZAGRAŁY
DWUMECZ Z IRLANDIĄ. U SIEBIE WYGRAŁY 3:0, NA WYJEŹDZIE ZWYCIĘŻYŁY PO GOLU, KTÓREGO
NIE BYŁO DOBRZE WIDAĆ NAWET… Z BOISKA.
TAMTE WYDARZENIA WSPOMINAJĄ DZIŚ
PIERWSZOPLANOWE POSTACIE ÓWCZESNEJ DRUŻYNY:
SELEKCJONER WŁADYSŁAW SZYNGIERA
I LEGENDA NASZEJ KOBIECEJ PIŁKI
– MARIA MAKOWSKA.
Tak hartowała się stal
Rywalizacja z Irlandią rozpoczęta w 1997 roku była częścią eliminacji mistrzostw świata. Polska nie grała wówczas bezpośrednio o awans, lecz w ramach grupy B walczyła o promocję do grona najlepszych drużyn w walce o mundial. W stawce, prócz Irlandii,
znajdowały się Walia oraz Białoruś. Selekcjonerem reprezentacji był wówczas Władysław Szyngiera. – Na początku mojej pracy, a więc od 1991 roku, wybór zawodniczek do kadry rozpoczynał się od kilku, kilkunastu klubów. Z czasem kobiecy futbol rósł w siłę i przed meczem z Irlandią byliśmy już
drużyną, na którą patrzyło się poważnie – opowiada selekcjoner.
Wykładowca katowickiej AWF wspomina, że w ciągu kilku lat przed tamtymi eliminacjami reprezentacja dopiero pukała do drzwi europejskich salonów. Udało się zdobyć pierwszy punkt w kwalifikacjach do mistrzostw Europy, w kraju rosła licz-
ba drużyn, a piłkarki grały na coraz wyższym poziomie, także za granicą. Wciąż jednak do czołówki było bardzo daleko.
Kapitańską opaskę na ramieniu nosiła w tamtej drużynie Maria Makowska, która strzeliła pierwszego gola w historii polskich eliminacji mistrzostw Europy. Posiadaczka wielu piłkarskich rekordów w kadrze zagrała 111 razy, co w Klubie Wybitnych Reprezentantów stawia ją na drugim miejscu, za Robertem Lewandowskim.
– Wtedy rywalki dominowały nad nami przede wszystkim przygotowaniem fizycznym, ale technicznie też były bardziej zaawansowane. Czym wygrałyśmy?
Przede wszystkim ambicją i wolą walki – wspomina dziś Makowska. I choć mówi, że dla niej każdy mecz kończył się po gwizdku, i rzadko jakieś szczegóły pozostawały w pamięci, emocjonalnie opisuje gola z pierwszego meczu w Dublinie. Polki wygrały wtedy 1:0 po trafieniu Agnieszki Szondermajer.
Gol, którego nie widziano
– Na stadionie, na którym grałyśmy, tuż za bramką ustawiona była mała trybuna i reklama. Gdy piłka wpadła do bramki, zawinęła się w siatce za tą reklamą i z początku nikt nie wiedział, co się dzieje. Stanęłyśmy na boisku i szukałyśmy wzrokiem piłki: gol czy nie? To była wyjątkowa sytuacja – mówi Makowska.
To zdarzenie przywołuje z pamięci także trener Szyngiera. – Z ławki rezerwowych obserwowałem, jak piłka znakomicie uderzona z dystansu przez Szondermajer prawie wpada do bramki, ale co się potem stało, już nie widziałem. Futbolówka wyszła w pole, nie byłem pewny, czy był gol, czy nie. Dopiero wieczorem, kiedy zobaczyłem skrót meczu w telewizji, zorientowałem się, co się stało – wspomina z uśmiechem selekcjoner tamtej drużyny. Mecz odbył się 2 listopada 1997 roku.
Droga do gwiazd
– Reprezentacja Polski, gdy zaczynałam w niej grać, była w kraju traktowana trochę z przymrużeniem oka. Zwrot za
bilety kolejowe był tylko na drugą klasę, a za każdy dzień zgrupowania za granicą wyliczono nam po 8 dolarów. My i tak cieszyłyśmy się, że gramy, że jedziemy, na przykład do Barcelony, chociaż podróż autobusem trwała ponad dwa dni bez noclegu. Grałyśmy z coraz lepszymi przeciwniczkami i w tamtych eliminacjach także szło nam całkiem dobrze – wspomina Makowska.
Ten sam kataloński wyjazd opisuje z uśmiechem także selekcjoner. – Dla nas to była duża rzecz, że jechaliśmy na turniej do Barcelony. Nawet pomimo, że dwie doby spędziliśmy w autobusie. Podobnie było w podróży do Warny, ale realia naszej kobiecej piłki były coraz lepsze i później lataliśmy już samolotem, mieliśmy zgrupowania i zagraniczne wyjazdy – mówi trener.
Jego zdaniem przez blisko 30 lat od tamtych wydarzeń kobiecy futbol mocno się rozwinął i stał się sportem masowym. – Przez wszystkie działania związku, Puchar Tymbark, pracę w klubach i dzięki wynikom reprezentacji kobieca piłka nożna poszła mocno do przodu we wszystkich
aspektach, uległa dużej popularyzacji, a wciąż ma pole do rozwoju – cieszy się Władysław Szyngiera.
Na mecz do Irlandii w 1997 roku drużyna poleciała już samolotem, skromnie wygrywając w nieco osłabionym składzie. Nie mogły zagrać dwie napastniczki – Marta Otrębska, która zachorowała, oraz Jolanta Nieczypor, gdyż nie dostała zwolnienia z klubu w Niemczech. W rewanżu, w 1988 roku, Polki nie pozostawiły już rywalkom złudzeń. Mecz, który rozegrano w Łukowie, nasze reprezentantki wygrały 3:0 po dwóch golach Jolanty Nieczypor i kolejnym trafieniu Agnieszki Szondermajer.
Nowe czasy, stare marzenia
W pokonanym polu po bojach eliminacyjnej grupy B reprezentacja zostawiła wówczas także Białorusinki, a z Cardiff wywiozła zwycięstwo aż 5:1. Po wygraniu grupy B na drodze stanęły jednak
Szwajcarki. W barażach Polki przegrały z nimi dwukrotnie i sny o mundialu trzeba było odłożyć na później. Czy dziś, blisko trzy dekady później, uda się spełnić tamte marzenia?
– Jest o co walczyć i przecież mamy dziś bardzo dobry zespół, a choćby Ewa Pajor jest w gronie najlepszych piłkarek na świecie. Każdy mecz jest tu ważny, bo będzie decydować też o ewentualnych rywalach w meczach barażowych. Bardzo kibicuję tej drużynie i liczę na zwycięstwo z Irlandią – mówi były selekcjoner, który otrzymał specjalne zaproszenie na spotkanie w Gdańsku.
Historia zatoczy koło, choć blisko 30 lat temu Władysław Szyngiera nie zajmował miejsca na trybunach, lecz na ławce rezerwowych. Pozostaje wierzyć, że tak jak wówczas, po ostatnim gwizdku Polki znów będą mogły wznieść ręce w geście zwycięstwa. PIOTR CHOŁDRYCH
PAULINA KAWALEC: Plan, proces i spełnianie marzeń
– TO NIE JEST PRZYPADEK, TO PROCES I REALIZACJA NASZEGO PLANU – MÓWI TRENERKA
REPREZENTACJI POLSKI U-17 KOBIET PAULINA KAWALEC
PO WYWALCZENIU AWANSU NA MISTRZOSTWA EUROPY.
BIAŁO-CZERWONE W MAJU ZAGRAJĄ NA TURNIEJU W IRLANDII PÓŁNOCNEJ Z FRANCJĄ, HISZPANIĄ I FINLANDIĄ.
Czy emocje po sukcesie już opadły?
Ta ogromna radość z wywalczenia awansu na mistrzostwa Europy tak naprawdę dopiero do nas dociera. Gdy wróciliśmy do Polski, na miejscu czekała delegacja PZPN – był dyrektor sportowy Marcin Dorna, koordynator piłki nożnej kobiet Tomasz Borkowski. Wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni, a zawodniczki zaskoczone, bo do końca trzymaliśmy informację o tym spotkaniu w tajemnicy. Widziałam, że dziewczyny czuły się docenione i były wzruszone. Mentalnie na pewno dało im to dodatkową energię.
Z jakim nastawieniem jechaliście na turniej eliminacyjny do Walii?
Chcieliśmy powalczyć o powtórzenie sukcesu z zeszłego roku, czyli awansować na turniej. Pierwsze dwa mecze zagraliśmy zgodnie z planem i – tak, jak się spodziewaliśmy – ostatnie starcie z Holandią miało decydować o tym, kto pojedzie na mistrzostwa Europy. Naszym celem w tym meczu było zagranie dobrych 90 minut, co pozwoliłoby nam spełnić marzenia. Pokonanie 4:3 Holandii, mistrzyń w tej kategorii wiekowej z ubiegłego roku, było podsumowaniem całego procesu, który doprowadził do sukcesu i awansu. Wciąż mamy
jednak nad czym pracować i zarówno sztab, jak i zawodniczki wiedzą, że to kolejny etap w procesie rozwoju tej drużyny.
Drużyny, którą zna Pani już dość dobrze, prawda?
Tak. Z tą reprezentacją jestem drugi rok, ale z wieloma zawodniczkami znam się już od czterech lat z kadry U-15. Zaczynaliśmy wspólną pracę, gdy dziewczyny miały jeszcze 14 lat, a ostatnio na zgrupowaniu kilka z nich obchodziło swoje 17. urodziny. To też pokazuje, że proces rozwoju i budowania drużyny, systematyczna praca, którą wykonujemy, przynosi efekty. Dziś wiemy już, że to działa i… że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Po drodze mieliśmy sporo trudnych sytuacji, ale ten turniej i ostatni mecz pokazały, że praca całego sztabu, zaufanie ludzi wokół kadry i przede wszystkim samych piłkarek, daje owoce.
Co było decydującym czynnikiem tego sukcesu?
Uwierzyliśmy w nasz plan i krok po kroku go realizowaliśmy. To nie jest przypadek, to nie jest tak, że nam się udało, my po prostu to zrobiliśmy. Za dużo czasu i pracy wkładamy
w proces budowania tej drużyny, by mówić: „udaje nam się”. Nie, nie udało się, mamy pewność siebie i świadomość, że realizując plan, prędzej czy później on zadziała. Muszę też podziękować całemu sztabowi i zawodniczkom właśnie za to, że w rozmaitych sytuacjach potrafimy pokazać konsekwencję, wiarę i umiemy przekuć wszystkie, nawet niekomfortowe sytuacje w coś pozytywnego.
Czy to właśnie ten „proces” był kluczowy w decydującym meczu z Holandią?
Od wielu lat w strukturach PZPN stawiamy konsekwentnie na proces i kolejne etapy utwierdzają nas w przekonaniu, że to działa. W meczu z tak mocnym rywalem wyszarpaliśmy to zwycięstwo, co pokazało nasz charakter. Tak jesteśmy też postrzegani jako kraj: wola walki do ostatniej sekundy meczu, determinacja, charakter, trzymanie gardy i mocne kontry. My nigdy się nie poddamy i zawsze będziemy walczyć do końca. Niezależnie, czy mieliśmy wynik 3:1, czy 3:3, cały czas walczyliśmy o zwycięstwo. Ten sukces musimy jednak przyjąć na spokojnie i z chłod-
ną głową, bo najważniejsze mecze dopiero przed nami.
Jakie cele stawia Pani przed drużyną na EURO?
To będzie duża impreza, która może dać nam też kwalifikację na mistrzostwa świata. Będąc w gronie najlepszych drużyn Europy, to naturalne, że celujemy w mundial. Drugi w historii awans na mistrzostwa świata byłby dużym osiągnięciem i nasze kluczowe słowa – proces i plan – wybrzmiałyby jeszcze głośniej. Teraz najważniejsze dla mnie jest jednak to, żeby na maj zawodniczki były zdrowe i w dobrej dyspozycji. Wtedy możemy na EURO osiągnąć naprawdę dużo i spełnić kolejne marzenia.
W 2013 roku reprezentacja U-17 z Ewą Pajor w składzie wygrała mistrzostwa Europy. Czy możemy liczyć, że to kolejna „złota” drużyna, z której narodzą się następne wielkie gwiazdy?
Wierzę w ten zespół. Wierzę w każdą zawodniczkę, która wywalczyła ten awans i każdą,
która pojedzie na EURO. Mamy olbrzymi potencjał, ale na to pytanie trudno mi dziś odpowiedzieć… Czasami grasz świetny mecz, a nie wygrywasz. Kiedy indziej grasz średnio, ale zwyciężasz. Chcę, żeby reprezentacja U-17 kojarzyła się wszystkim z dobrą grą w piłkę, z odwagą, olbrzymim potencjałem, ale i wolą walki. Jeśli to pokażemy i zrealizujemy plan, to wierzę, że wszystko może się wydarzyć. Na sukces składa się mnóstwo czynników i w decydujących momentach wiele elementów musi współgrać, ale też nie boję się wielkich słów: wierzę w ten zespół i wiem, że możemy wygrać z każdym.
Jak ocenia Pani losowanie grup EURO?
Zagramy z Francją, Finlandią i Hiszpanią. Trafiliśmy do bardzo wymagającej grupy, ale wierzę w proces i odpowiednie przygotowanie naszej reprezentacji. Turniej wygrywa się odwagą i dobrą grą, a nie losowaniem. Każdy mecz będzie okazją, żeby pokazać, jak daleko zaszliśmy. Wiemy, z kim się mierzymy. Szczególnie Francja i Hiszpania to bardzo mocne federacje, które co roku meldują się na mistrzostwach Europy, pokazując dużą jakość. Znając jednak potencjał naszego zespołu, jestem przekonana, że zagramy z nimi dobre mecze. Będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i dać trochę radości, a także dumy naszym rodzinom oraz kibicom przed telewizorami czy na trybunach.
Jak będą wyglądały przygotowania do turnieju?
Jeśli chodzi o zgrupowania, to już w dniach 13-17 kwietnia mamy zaplanowaną akcję szkoleniową w Warszawie. Powołałam na nią trochę szerszą kadrę, żeby móc przyjrzeć się wszystkim zawodniczkom, które mają szansę pojechać na mistrzostwa. Z wyselekcjonowaną drużyną spotkamy się 28 kwietnia i rozpoczniemy ostatnie przygotowania do turnieju.
Mistrzostwa rozpoczniecie meczem z Francją, a później czekają was starcia z Finlandią i Hiszpanią.
To fajny, logiczny i sprzyjający układ spotkań, który pozwala naszemu zespołowi na dobre rozpoczęcie turnieju. Bardzo chcę, żeby ten ostatni mecz był o wysoką stawkę, i byśmy mogli pokazać, że nie znaleźliśmy się na EURO przez przypadek. Liczę, że starcie z Hiszpanią będzie podsumowaniem całego procesu rozwoju naszej drużyny i tego, co zrobiliśmy we wcześniejszych meczach. Wierzę w ten zespół i wiem, że możemy rywalizować ze wszystkimi drużynami, które awansowały do turnieju finałowego. Chcemy grać odważnie, do przodu i skutecznie w bronieniu. Jesteśmy gotowi i nie możemy się doczekać pierwszego meczu.
ROZMAWIAŁ PIOTR CHOŁDRYCH
Czas na ostateczne starcia! Orlen Puchar Polski wchodzi w decydującą fazę
SPONSOR TYTULARNY
PUCHARU POLSKI KOBIET
Finał
Orlen
Pucharu Polski
16 MAJA 2026
GODZ. 12:00
STADION MIEJSKI
im. Floriana Krygiera w Szczecinie, ul. Mieczysława Karłowicza 28
Więcej o sprzedaży biletów już wkrótce na PZPN.pl
ZOSTAŁY JUŻ TYLKO CZTERY DRUŻYNY.
CZARNI ANTRANS
SOSNOWIEC, GKS KATOWICE, LECH POZNAŃ UAM
I POGOŃ SZCZECIN
– TO WŁAŚNIE MIĘDZY TYMI ZESPOŁAMI
ROZSTRZYGNIE SIĘ WALKA
O ORLEN PUCHAR POLSKI.
PRZED NAMI PÓŁFINAŁY,
KTÓRE ZAPLANOWANO
NA 21 KWIETNIA, A WIELKI
FINAŁ ODBĘDZIE SIĘ
16 MAJA W SZCZECINIE.
TO WTEDY POZNAMY DRUŻYNĘ, KTÓRA
SIĘGNIE PO JEDNO
Z NAJWAŻNIEJSZYCH
TROFEÓW W KOBIECYM
FUTBOLU W POLSCE.
Historia Pucharu Polski sięga 1985 roku. To właśnie wtedy po raz pierwszy rozegrano finał kobiecych rozgrywek, a jego triumfatorkami zostały piłkarki z Sosnowca. W decydującym meczu pokonały Pafawag Wrocław 2:1, do historii zaś przeszło trafienie Marzeny Jamrozy – autorki pierwszego gola w dziejach finałów. Dziś rozgrywki wchodzą w swoją 42. edycję i ponownie dostarczają emocji, które budują historię kobiecego futbolu. Jaką drogę przeszły zespoły, które znalazły się w półfinale?
CZARNI ANTRANS SOSNOWIEC – doświadczenie i jakość
Jako pierwsze miejsce w półfinale zapewniły sobie zawodniczki z Sosnowca – najbardziej utytułowanego klubu w historii rozgrywek i aktualnych obrończyń trofeum. W ćwierćfinale zmierzyły się z AP 2010 ORLEN Gdańsk i od początku narzuciły swoje tempo. Już w pierwszym kwadransie objęły dwubramkowe prowa-
dzenie po trafieniach Zofii Buszewskiej i Klaudii Miłek.
W dalszej części spotkania gra była bardziej wyrównana, a akcje przenosiły się z jednej połowy na drugą. Zespół z Gdańska próbował odwrócić losy meczu, częściej atakując skrzydłami w końcówce, jednak nie znalazł drogi do bramki. Ostatecznie to drużyna z Sosnowca pewnie zameldowała się w półfinale, w którym zmierzy się z Pogonią Szczecin.
GKS
KATOWICE – charakter mistrzyń
Jako drugie awans do półfinału wywalczyły zawodniczki GKS-u Katowice. Ich ćwierćfinałowe starcie z Legią Ladies było jednym z najbardziej emocjonujących meczów tej fazy rozgrywek. Przez długi czas utrzymywał się bezbramkowy remis, a wynik otworzył dopiero gol Legii w 89. minucie. Katowiczanki odpowiedziały błyskawicznie – 60 sekund później Amelia Bińkowska strzeliła wyrównującego gola, doprowadzając do dogrywki. Tam GieKSa pokazała swoją siłę i determinację, zdobywając zwycięską bramkę w 101. minucie.
– Cieszę się, że po takim wymagającym boju udało nam się wygrać. Wprawdzie dopiero po dogrywce, co kosztowało nas dużo sił. Pokazałyśmy, do czego jesteśmy zdolne, chcemy jeszcze więcej – skomentowała ten mecz bramkarka i kapitanka GKS-u Kinga Seweryn, która została powołana na kwietniowe mecze reprezentacji Polski z Irlandią, lecz ze względów zdrowotnych nie pojawi się na zgrupowaniu.
W półfinale GKS Katowice zmierzy się z Lechem Poznań UAM.
– historia pisze się na naszych oczach
Dla Lecha Poznań UAM tegoroczny Orlen
Puchar Polski to już wyjątkowa przygoda. Beniaminek Orlen Ekstraligi dotarł
do półfinału, osiągając najlepszy wynik w historii klubu. Ćwierćfinałowy mecz z Górnikiem Łęczna zapowiadał się jako jedno z najciekawszych spotkań tej rundy – i nie zawiódł. Od pierwszych minut nie brakowało sytuacji podbramkowych, a Lechitki były bardzo blisko objęcia prowadzenia już na po-
czątku meczu. Ostatecznie o wszystkim zadecydowały ostatnie sekundy. W doliczonym czasie gry bohaterką została Oliwia Związek, która zdobyła jedyną bramkę spotkania i zapewniła swojej drużynie awans do półfinału. Teraz przed zespołem z Poznania kolejne wyzwanie – starcie z GKS-em Katowice.
POGOŃ SZCZECIN
– czas na rewanż
Dla Pogoni Szczecin tegoroczna edycja ma szczególny wymiar. W poprzednim sezonie była o krok od triumfu, przegrywając finał z Czarnymi Sosnowiec dopiero w serii rzutów karnych. Teraz nadarza się okazja, by napisać nowy rozdział tej historii. Droga do półfinału nie była jednak łatwa. W ćwierćfinale Szczecinianki zmierzyły się z zespołem Lecha Poznań UAM U18 i musiały odrabiać straty. Po golu dla Poznanianek
Pogoń długo szukała wyrównania, które przyszło dopiero w końcówce meczu za sprawą Anastasiji Poļuhovičy.
W dogrywce emocje sięgnęły zenitu – obroniony rzut karny, kolejne akcje i wreszcie decydujący moment. Zwycięską bramkę zdobyła Suzuka Yosue, dając swojej drużynie awans i szansę na rewanż w starciu z Czarnymi. Przed nami decydujące rozstrzygnięcia i mecze, które mogą przejść do historii tych rozgrywek. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie aż do ostatniego gwizdka.
Ta kampania to inicjatywa PZPN, która powstała z jednej, bardzo prostej potrzeby – żeby jak najwięcej dziewczyn w Polsce spróbowało piłki nożnej i poznało środowisko, które będzie je wspierać. Futbol to dziś bowiem nie tylko sport. To emocje, relacje i doświadczenia, które zostają na lata. – Coraz więcej dziewczynek dostrzega, że piłka nożna jest przestrzenią również dla nich – miejscem do rozwoju, współpracy i czerpania radości z gry. Takie inicjatywy jak kampania „Dziewczyny. Drużyna nie tylko na boisku” pomagają im to zobaczyć i zrobić pierwszy krok w piłkarskiej historii – podkreśla selekcjonerka Nina Patalon. I właśnie o to w tej kampanii chodzi. O pokazanie, że nie trzeba mieć doświadczenia, talentu czy konkretnych umiejętności na start. Wystarczy ciekawość i chęć spróbowania. Reszta przychodzi z czasem – razem z drużyną.
Mapa, od której wszystko się zaczyna
Najprostszą drogą do wejścia w świat piłki nożnej jest jedno miejsce – www.druzynadziewczyn.pl. To właśnie tam, w zakładce „Znajdź drużynę”, znajduje się interaktywna mapa klubów i akademii w całej Polsce. Kilka kliknięć wystarczy, żeby znaleźć miejsce blisko domu i zrobić pierwszy krok. Dla wielu rodziców i opiekunów to ogromne ułatwienie. Zamiast szukać informacji w różnych miejscach, wszystko jest pod ręką – przejrzyście i konkretnie. A dla dziewczynek? To moment, w którym pomysł zaczyna zamieniać się w działanie. – Gdy zaczynałam grać w piłkę, najważniejsze było to, że po prostu sprawiało mi to radość. Dziś wiem, jak ważne jest, żeby dziewczynki miały przestrzeń, w której mogą spróbować, rozwijać się
i poczuć, że naprawdę tu pasują. Każda z nich może znaleźć swoją drogę w futbolu – na własnych zasadach i w swoim tempie – mówi bramkarka reprezentacji Polski Kinga Szemik.
Pierwszy kontakt? Festiwale!
Elementem kampanii są także ogólnopolskie festiwale piłkarskie dla dziewczyn – pełne zabawy i dobrej energii. To często pierwszy kontakt z piłką: bez presji, za to z ogromną dawką radości. Dziewczynki mogą spróbować, pobawić się, poznać inne uczestniczki i zobaczyć, że futbol naprawdę jest dla nich. Festiwale organizowane są w każdym województwie w Polsce i w tym roku odbędą się od maja do września. – W Polskim Związku Piłki Nożnej jesteśmy przekonani, że piłka nożna to sport dla
wszystkich. Dlatego – poprzez takie wydarzenia jak festiwale piłkarskie – chcemy zachęcić dziewczynki do spróbowania swoich sił. Podczas tych dni tworzymy przestrzeń pełną uśmiechu, aktywności i wspólnoty – mówi o trasie festiwali Łukasz Wachowski, Sekretarz Generalny PZPN.
Wszystkie daty festiwali zostaną opublikowane wkrótce – śledź kanały @laczynaspilkakobieca, żeby być na bieżąco!
Spróbuj i Ty!
Na końcu wszystko sprowadza się do jednego prostego kroku – decyzji, żeby spróbować. Bo może właśnie tam, na najbliższym treningu, zacznie się coś więcej niż sportowa przygoda. Wejdź na www.druzynadziewczyn.pl i znajdź drużynę dla siebie.
ALEKSANDRA STRONKOWSKA
Więcej niż sport
– Reprezentacja Polski
Niesłyszących
Kobiet i jej sukces na EURO
NIE WSZYSTKIE REPREZENTACJE TRAFIAJĄ NA PIERWSZE
STRONY GAZET I NIE WSZYSTKIE GRAJĄ W ŚWIETLE
REFLEKTORÓW, PRZY PEŁNYCH TRYBUNACH. JEDNAK SĄ TAKIE, KTÓRE NIEZALEŻNIE OD OKOLICZNOŚCI REGULARNIE WRACAJĄ
Z WIELKICH TURNIEJÓW Z MEDALAMI. REPREZENTACJA POLSKI
NIESŁYSZĄCYCH KOBIET JEST JEDNĄ Z NICH.
Podczas ostatnich mistrzostw Europy w futsalu odbywających się w chorwackim Poreču Polki sięgnęły po srebrne medale, pisząc kolejny rozdział w historii drużyny, która od kilku lat konsekwentnie odnosi sukcesy na arenie międzynarodowej. – Ten medal smakuje trochę inaczej niż poprzednie. Dla nas to przede wszystkim potwierdzenie, że potrafimy się odbudować, że nawet jeśli coś nie idzie po naszej myśli, to jesteśmy w stanie wrócić silniejsze. I chyba właśnie to daje największą satysfakcję – opowiada Wiktoria Aumiiller, zawodniczka reprezentacji, na co dzień związana z drużyną rezerw GKS Katowice.
Zimny prysznic na początek
Turniej rozpoczął się od meczu, który bardzo szybko zweryfikował ambicje Polek, pokazując jednocześnie, jak wymagająca będzie to rywalizacja. Biało-czerwone błyskawicznie objęły prowadzenie w starciu z Anglią. Spotkanie przez długi czas układało się po ich myśli – dobra organizacja gry i kontrola nad wydarzeniami
na boisku wzmacniały pewność siebie zawodniczek. Jednakże z upływającymi minutami to Angielki zyskiwały przewagę i ostatecznie odwróciły losy meczu, zwyciężając 4:2 i zostawiając Polki z poczuciem niewykorzystanej szansy.
– To był bardzo trudny moment, bo miałyśmy wrażenie, że mamy ten mecz pod kontrolą. A potem zaczęłyśmy tracić pewność siebie, brakowało spokoju w prostych sytuacjach. Anglia była bezlitosna w ataku i skuteczna w obronie. Po końcowym gwizdku wiedziałyśmy, że jeśli chcemy zajść daleko, musimy coś zmienić – mentalnie i jako drużyna – wspomina Aumiiller.
Przełamanie z Francją
Kolejne grupowe spotkanie ze Szwajcarią Polki wygrały walkowerem 5:0, gdyż przeciwniczki nie przyjechały na turniej. Sprawdzian rzeczywistych umiejętności nastąpił dopiero w meczu z Francją. Wygrana 5:0 z „Trójkolorowymi” stała się momentem przełomowym. Nie tylko ze względu na wynik, ale przede wszystkim
na sposób gry i energię, z jaką Polki wróciły na boisko.
– Ten mecz był dla nas jak reset. Nagle wszystko zaczęło funkcjonować tak, jak powinno. Znowu zaczęłyśmy grać odważnie, bez kalkulowania. Wtedy poczułyśmy, że możemy wrócić do walki o najwyższe cele – mówi Wiktoria.
Od tego momentu turniej nabrał zupełnie innego tempa, a zespół, który jeszcze chwilę wcześniej szukał swojej tożsamości, zaczął grać z przekonaniem i konsekwencją, które doprowadziły go aż do finału.
Finał i niedokończona historia
W decydującym meczu Polki ponownie zmierzyły się z Anglią, co nadało całej historii
Siła drużyny
Droga do finału pokazała, że ta reprezentacja potrafi reagować na trudne momenty i podnosić się po porażkach. Jednak źródło tej siły sięga znacznie głębiej niż same doświadczenia boiskowe. – My na co dzień funkcjonujemy w dwóch światach. W świecie sportu i w świecie, który nie zawsze jest dostosowany do naszych potrzeb. Są dziewczyny, które nie słyszą w ogóle, a grają w klubach ze słyszącymi zawodniczkami, pracują, uczą się. To wymaga ogromnej determinacji i odwagi. I my tę siłę wnosimy potem na boisko – tłumaczy Wiktoria. To doświadczenie buduje zespół, który potrafi radzić sobie z presją i trudnościami. Bo dla tych zawodniczek wyzwania nie zaczynają się w dniu meczu, lecz towarzyszą im przez
Joanna Kaczmarczyk Lidia Maziarz Wiktoria Aumiiller, Agnieszka Boćkowska Maria Dydymska Oliwia Gała, Marta Kaczmarczyk Klaudia Łasicka Agata Murawska, Justyna Siwek Paulina Suchorowska Clarissa Toma; Adam Gołubowski (I trener) Andrzej Kopiński (II trener), Karol Koguciuk (fizjoterapeuta)
dodatkowego znaczenia, ponieważ była to nie tylko walka o złoty medal, ale również szansa na rewanż i symboliczne zamknięcie turniejowej drogi. Tym razem rywalki znów okazały się skuteczniejsze, a Polki – mimo ambitnej postawy – przegrały finał 0:2, sięgając ostatecznie po srebrne medale mistrzostw Europy.
– Z jednej strony czujemy ogromną dumę, bo mamy świadomość, ile pracy i wysiłku włożyłyśmy w ten turniej, ale z drugiej – pozostaje niedosyt, bo byłyśmy naprawdę blisko. To jest uczucie, które zostaje ze sportowcem na długo, ale jednocześnie daje motywację, żeby pracować jeszcze ciężej – przyznaje Aumiiller. Indywidualne wyróżnienia tylko podkreśliły siłę tego zespołu. Agnieszka Boćkowska, jedna z najbardziej doświadczonych zawodniczek, została wybrana do najlepszej piątki turnieju. Z kolei Oliwia Gała odebrała nagrodę dla najlepszej młodej zawodniczki mistrzostw Europy (U-21).
całe życie. Dlatego też gra w reprezentacji ma dla wielu z nich szczególne znaczenie. To nie tylko rywalizacja, ale też poczucie sprawczości i reprezentowania czegoś większego.
– Czasem mam wrażenie, że ludzie przyzwyczaili się do tego, że zdobywamy medale. A dla nas każdy z nich to ogrom pracy, poświęceń i często pokonywania barier, których nie widać z zewnątrz – dodaje.
Więcej niż srebro
Historia tych mistrzostw Europy zamyka się klamrą. Od porażki z Anglią na początku – do porażki z tym samym rywalem w finale. Ale pomiędzy tymi meczami wydarzyło się coś, co definiuje tę drużynę. – Ten turniej pokazał nam, że jako drużyna jesteśmy w stanie przejść przez naprawdę trudne momenty i wyjść z nich silniejsze – podsumowuje Aumiiller. Srebrny medal jest więc nie tylko wynikiem. Jest opowieścią o drodze, którą warto zobaczyć. I drużynie, którą warto poznać.
MAGDALENA PADUCH
Wszystko o reprezentacjach Polski znajdziesz na portalu