Skip to main content

CRN Polska 5/2026

Page 1


Spis treści 5/2026

9 | Rising Stars: lokalne rozwiązania na fali Relacja z VI konferencji Rising Stars of Cybersecurity zorganizowanej przez Dagma Bezpieczeństwo IT

10 | Gateway Poland 2026

Tematyka suwerennej AI i rozbudowy infrastruktury obliczeniowej to wycinek szerokiej dyskusji, jaka toczyła się podczas tegorocznej konferencji

12 | Vertiv gotowy na AI Rozmowa z Igorem Grdicem, dyrektorem regionalnym Vertivu na Europę Środkową

13 | Nowy rozdział w historii Apple’a 1 września Tim Cook pożegna się z fotelem dyrektora generalnego Apple‘a. Jego następcą zostanie John Ternus

14 | 35 lat Clico Od pionierów internetu do architektów cyberbezpieczeństwa regionu

16 | GTDC Summit EMEA Dystrybucja na krzywej rosnącej

18 | Nowa rzeczywistość nam sprzyja Rozmowa z Patrycją Gawarecką, dyrektorem sprzedaży AB

21 | baramundi: pod rękę z dystrybutorem

Producent oprogramowania UEM rozpoczął sprzedaż za pośrednictwem dystrybutora VAD – QBS Prianto

22 | Nowe otwarcie SoftwareOne Od korporacji po sektor SMB

24 | Silky Coders: skala paliwem dla algorytmów Rozmowa z Krzysztofem Radziwonem, Directorem of IT Strategy & Execution w Silky Coders, spółce z grupy LPP

27 | Chmura po hype’ie Dlaczego partnerzy IT wracają do gry (Whitesky)

28 | Cyfrowy Bunkier w chmurze, czyli… …jak zamienić dwa miliony na abonament (Engave)

30 | Blackwall: młot na boty Boty generują już większość ruchu w sieci, co oznacza, że w nowej rzeczywistości cyberzagrożeń muszą odnaleźć się nawet najmniejsze firmy i instytucje

31 | Infrastruktura krytyczna: wiele problemów do rozwiązania W przypadku infrastruktury krytycznej skala oraz zaawansowanie zagrożeń rosną szybciej niż zdolności obronne

36 | Uczymy współpracy OT z IT Rozmowa z Łukaszem Kolendą-Parakielem, prezesem Alma

37 | Ochrona infrastruktury krytycznej W ocenie specjalistów Fortinet skala i zaawansowanie zagrożeń wymierzonych w infrastrukturę krytyczną rosną dziś szybciej niż zdolności obronne większości organizacji

38 | Rynek serwerów pod presją Małe firmy płacą za gorączkę AI

41 | Bezpieczne dokumenty, bezpieczna firma Stare oprogramowanie może kosztować firmę więcej niż kupno nowych licencji (AutoID)

42 | Platforma kontra prompt Wojna o szybkość tworzenia aplikacji

46 | TSL: cyfryzacja sposobem na usprawnienie biznesu

Rynek TSL wchodzi w fazę dojrzalszego wzrostu

49 | IPv8? Dlaczego nie?

Felieton Krzysztofa Jakubika

50 | Peryferyjni gracze wchodzą do poważnej gry

Gdy giganci zmieniają zasady gry, otwiera się pole do działania również dla mniejszych firm

52 | Stawiamy na mniejsze modele językowe Rozmowa z Pawłem Kuligiem, CEO firmy Gaius-Lex

55 | Ciemna strona rozwoju AI, czyli kryzys na rynku pamięci

Analiza Macieja Piekarskiego z firmy NIQ (wcześniej GfK)

56 | AI: hype i co dalej

Marża i przewaga przesuwają się z „pokazania AI” do „dowiezienia AI”

58 | Zamówienia publiczne w IT

Sektor IT jest jednym z kluczowych beneficjentów zamówień publicznych, ale jego potencjał jest w tym zakresie o wiele wyższy

60 | Prawo do naprawy to dopiero początek Jak unijne dyrektywy zmieniają branżę elektroniki i AGD w rynek oparty na trwałości i relacjach z klientem

62 | Puls branży IT

Trendy produktowe, technologiczne, biznesowe, w oparciu o dane dotyczące głównie Europy i Polski

64 | LinkedIn Park

Sprawdzamy o czym branża IT (i nie tylko) dyskutuje na największym biznesowym portalu społecznościowym

66 | Opłata w oparach absurdu Felieton Wojciecha Urbanka

Infrastruktura krytyczna: wiele problemów do rozwiązania

W przypadku infrastruktury krytycznej skala i zaawansowanie zagrożeń rosną szybciej niż zdolności obronne. Z czego to wynika i jak sobie z tym radzić?

Platforma kontra prompt

Rynek low-code i no-code przez dekadę rósł na obietnicy, że „każdy może tworzyć aplikacje bez pisania kodu”. Teraz AI składa tę samą obietnicę i to bez zamykania użytkownika w gotowych komponentach.

AI: hype i co dalej

Po pierwszej fali zachwytu nad LLM-ami, warto zadać pytanie, gdzie dziś naprawdę, w tym kontekście, powstaje wartość dla partnerów IT.

Zamówienia publiczne w IT

Rynek zamówień publicznych dostępny dla branży ICT wyceniany jest na kilkaset miliardów złotych rocznie, ale sektor ten w zbyt ograniczonym stopniu z tego potencjału korzysta.

„JEŻELI HANDEL TOWARAMI PRZYNOSI POKAŹNE ZYSKI, TO I TAK SĄ ONE NIEWIELKIE W PORÓWNANIU

Z POŻYTKIEM, JAKI PŁYNIE Z WYMIANY MYŚLI”

David S. Landes, „Bogactwo i nędza narodów”

Tomasz Gołębiowski

Redaktor naczelny

Promujemy polskie firmy za granicą!

Na naszych łamach coraz częściej pojawiają się opinie, wedle których postrzeganie polskich produktów za granicą jest dużo lepsze niż jeszcze kilka lat temu. Nie brakuje głosów, że polscy producenci i integratorzy, również ci mali czy niszowi, nie tylko nie ustępują globalnym konkurentom pod względem technologicznym, ale czasem potrafią sprawniej doradzić czy zareagować w odpowiedzi na konkretne potrzeby klientów. Ba! Niedawno podczas jednej z branżowych debat usłyszałem, że „polscy dostawcy są technologicznie lepsi od światowych graczy, bo nie dysponując milionowymi budżetami na marketing, muszą bronić się jakością i dbałością o klienta”.

Znamienna w tym kontekście jest wypowiedź Artura Bickiego, z którym nasz dziennikarz rozmawiał podczas tegorocznych targów CyberSec Asia w Bangkoku: „Mamy świetnych, interdyscyplinarnych inżynierów i szkoda byłoby ograniczać się do jednego rynku. Rozwijamy obecnie działalność na wielu zaniedbanych przez dużych dostawców rynkach afrykańskich, jak Rwanda czy Nigeria, a także w krajach Azji Centralnej i Południowo-Wschodniej, jak ZEA, Kazachstan, Tajlandia, Wietnam czy Indonezja. W wielu krajach rozwijających się jest bardzo silna potrzeba suwerenności technicznej. Klienci chcą mieć system ‘u siebie’, bez uzależnienia od zagranicznych centrów danych czy polityk korporacyjnych. W krajach, w których działamy, większe znaczenie ma partnerskie podejście i szacunek dla lokalnych uwarunkowań. Naszą przewagą konkurencyjną jest to, że nie zmuszamy do ‘wchodzenia’ w określoną platformę ani do budowania wokół niej całej infrastruktury”.

POLAND: DIGITAL HEART OF EUROPE!

Biorąc to wszystko pod uwagę, podążając za coraz silniejszym trendem rynkowym oraz potrzebą biznesową, rozpoczęliśmy – pod hasłem „Poland: Digital Heart of Europe!” – promocję polskich firm technologicznych z myślą o wsparciu ich działań wizerunkowych na rynkach zagranicznych. Na przeznaczonej nowemu projektowi podstronie portalu CRN.pl –crn.pl/it-from-poland –publikujemy anglojęzyczne wywiady z liderami polskiego sektora technologicznego oraz artykuły opisujące rodzime produkty przeznaczone dla klientów z różnych regionów świata.

Nowy projekt jest skierowany nie tylko do największych polskich firm IT, ale też mniejszych, nierzadko niszowych, które dysponują najwyższej klasy specjalistami i rozwiązaniami, gwarantującymi sukces na najbardziej nawet wymagających globalnych rynkach. Tłumaczeniem na język angielski zajmuje się specjalistka z dyplomem University of Westminster, a także z doświadczeniem w branży IT.

Projekt „Poland: Digital Heart of Europe!” – prowadzony pod adresem crn.pl/it-from-poland – zapewnia rodzimym liderom, jak też ich firmom i produktom, obecność na łamach niezależnego, wiodącego medium biznesowo-technologicznego. Tym samym pomagamy w zwiększaniu widoczności lokalnych przedsiębiorstw w globalnej sieci web, tym bardziej, że nasze treści są „zasysane” przez popularne chatboty GenAI. Dodatkowo, nasz projekt niejako „uwiarygadnia” działania promocyjne rodzimych przedsiębiorstw, które prowadzą one na swoich platformach w mediach społecznościowych. Zapraszamy do współpracy!

MIESIĘCZNIK CRN POLSKA www.CRN.pl

Rok 29, numer 5 (519), 20 maja 2026 PL ISSN 2080-8607

REDAKCJA

Aleja Stanów Zjednoczonych 51, lok. 508 04-028 Warszawa redakcja@crn.pl

Tomasz Gołębiowski tg (redaktor naczelny) tel. 608 425 699 tomasz.golebiowski@crn.pl

Wojciech Urbanek wu (zastępca red. naczelnego) tel. 691 672 065 wojciech.urbanek@crn.pl

Karolina Marszałek km (sekretarz redakcji) karolina.marszalek@crn.pl

Krzysztof Jakubik kj krzysztof.jakubik@crn.pl

Krzysztof Pasławski kp krzysztof.paslawski@crn.pl

Tomasz Janoś tj tomasz.janos@crn.pl

FELIETONY

Krzysztof Jakubik, Wojciech Urbanek GOŚCINNIE

Mikołaj Niewirowski, Maciej Piekarski, Przemysław Wierzbicki

GRAFIKA, LAYOUT, Tomasz Baziuk

FOTOGRAFIE

Theta Art Studio Tomasz Pisiński, PhotobyMysluk.pl, Adrian Stykowski, archiwum

PRENUMERATA prenumerata@crn.pl

REKLAMA I PROJEKTY SPECJALNE Agata Myśluk tel. 694 455 426 agata.mysluk@crn.pl

Jacek Goszczycki tel. 601 935 513 jacek.goszczycki@crn.pl

WYDAWCA

Peristeri Sp. z o.o.

Aleja Stanów Zjednoczonych 51, lok. 508 04-028 Warszawa

Reklamy są przyjmowane w siedzibie wydawnictwa. Za treść ogłoszeń redakcja nie ponosi odpowiedzialności. © 2026 Peristeri Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. CRN Polska contains articles under license from The Channel Company. © 2026 The Channel Company. All rights reserved.

Miesiąc na plusie miesiąc na minusie

Sygnity w I kw. 2026 r. zwiększyło przychody o 40 proc. rok do roku, a zysk netto powiększył się o 77 proc. Tym samym integrator kontynuuje solidne wzrosty odnotowane w 2025 r., kiedy to sprzedaż urosła o blisko 20 proc., do ponad 350 mln zł, a zysk netto poprawił się o 28 proc wobec 2024 r. (do poziomu 77,3 mln zł). „Uważam, że rok 2026 będzie czasem umiarkowanego wzrostu na polskim rynku IT, z tym że inwestycje nie zwiększą się we wszystkich obszarach. Klienci będą inwestować selektywnie, a więc tam, gdzie technologia ma wyraźne uzasadnienie biznesowe i w mierzalny sposób wspiera efektywność kosztową” – prognozował Mariusz Jurak, wiceprezes Sygnity w rozmowie z CRN Polska pod koniec ub.r.

Centrum Zakupów dla Sądownictwa zakończyło przetarg na dostawę rozwiązania SIEM/SOAR (Security Information and Event Management/Security Orchestration, Automation And Response) wraz z usługami i gwarancją. CZdS na sfinansowanie zamówienia zamierzało przeznaczyć ponad 80 mln zł. W lutym br. zakończyło przyjmowanie ofert. Zgłosiła się jedna firma – Passus, proponując produkty Splunka oraz cenę blisko 80 mln zł. Pod koniec kwietnia br. Centrum Zakupów dla Sądownictwa ogłosiło wybór oferty Passusa. Integrator dostarczy system składający się z rozwiązania SIEM i SOAR wraz ze wsparciem technicznym i 3-letnią gwarancją. Będzie on chronić sądy powszechne, Ministerstwo Sprawiedliwości i Służbę Więzienną.

Palantir i Vertiv to firmy z łańcucha dostaw AI, które zyskały najwięcej na wartości w ostatnich latach – wynika z danych BestBrokers. Chodzi o wzrost kapitalizacji spółki, licząc od 2021 r. do 2025 r. Sukces Palantira jest związany z komercyjnym skalowaniem jego Platformy Sztucznej Inteligencji (AIP), co przekształciło firmę z dostawcy rozwiązań do analityki danych w „operacyjną warstwę sztucznej inteligencji” wbudowaną w systemy decyzyjne przedsiębiorstw i podmiotów publicznych. Vertiv, kluczowy dostawca systemów chłodzenia i zasilania dla centrów danych gotowych na AI, odnotował zwiększenie kapitalizacji o 583 proc. od 2021 r. Skala tego wzrostu odzwierciedla rosnące znaczenie infrastruktury fizycznej do obsługi obciążeń sztucznej inteligencji na dużą skalę.

Lenovo przejęło dział BIOS-u oprogramowania układowego Phoenix Technologies, jego własność intelektualną i wiedzę specjalistyczną. Zakup wzmacnia możliwości producenta w zakresie kontroli i inżynierii w całym portfolio komputerów. Obie firmy współpracują od ponad 20 lat. Phoenix jest dostawcą BIOS-u dla produktów ThinkPad. Przejęte zostaną także zasoby inżynieryjne, wspierające rozwój i sprzedaż tych urządzeń.

Also Holding w I kw. 2026 r. zwiększyło zysk netto rok do roku o 69 proc., co było możliwe między innymi dzięki wzrostowi przychodów do poziomu 4,3 mld euro (+31 proc.).

Powiedzieli

„Nie żyjemy już w cyklach ‘wzrost – spowolnienie’. Żyjemy w stanie trwałej zmienności” – Patrycja Gawarecka, dyrektor sprzedaży AB.

„Podatek od smartfona”, a więc rozszerzenie opłaty reprograficznej, ma wejść w życie po 6 miesiącach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw RP. Decyzję o wprowadzeniu nowych stawek podjęło pod koniec kwietnia Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Obejmą nowe kategorie urządzeń, w tym smartfony, telewizory, tablety, laptopy i dekodery. Zgodnie z przyjętym rozporządzeniem dystrybutorzy elektroniki będą płacić daninę w wysokości 1 proc. od ceny netto tych urządzeń na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. „To rozwiązanie w praktyce oznacza wprowadzenie dodatkowego podatku, który obciąży krajowy rynek. Nie zapłacą go globalni giganci, jak błędnie twierdzi Ministerstwo Kultury, ale polskie firmy – dystrybutorzy, operatorzy i handel” – komentuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. .

Liczba ofiar ataków ransomware wzrosła o 389 proc. rok do roku – ustalił Fortinet. Przyczyniła się do tego dostępność gotowych narzędzi dla cyberprzestępców i wykorzystanie AI. Trzy najczęściej atakowane branże to produkcja (1284 ofiary), usługi biznesowe (824) i handel detaliczny (682). Według raportu FortiGuard w przypadku krytycznych zagrożeń czas od ujawnienia podatności do jej wykorzystania (Time-To-Exploit, TTE) wynosi obecnie zaledwie 24–48 godzin. We wcześniejszych raportach było to natomiast średnio 4,76 dnia.

Meta zwolni w maju 10 proc. pracowników (około 8 tys. osób), w ramach działań na rzecz usprawnienia struktury organizacyjnej i sfinansowania gigantycznych inwestycji w sztuczną inteligencję. Firma poinformowała o tym 30 kwietnia w wewnętrznym komunikacie. Jak wynika z komunikatu, firma rezygnuje również z planów rekrutacji na 6 tys. otwartych stanowisk.

Składka ZUS w przyszłym roku dla osób prowadzących działalność gospodarczą będzie kosztować 2039,46 zł – szacuje InFakt. To o ponad 112 zł więcej niż w 2026 r. (1926,76 zł). Jest to tzw. duży ZUS – suma składki emerytalnej, rentowej, chorobowej, wypadkowej oraz na fundusz pracy, bez składki na NFZ. Podstawą do obliczania wysokości ZUS-u jest prognozowane przeciętne wynagrodzenie na dany rok. W 2027 roku ma ono wynieść 9971 zł brutto. Jednocześnie przy zakładanym wzroście wynagrodzeń i inflacji na poziomie 2,5 proc. w br. można spodziewać się dalszego wzrostu składki zdrowotnej.

Microsoft został pozwany w imieniu blisko 60 tys. brytyjskich firm. Zarzuty dotyczą zawyżonych opłat za korzystanie z Windows Server na platformach takich jak AWS, Google Cloud i Alibaba – informuje Reuters. Otóż gigant pobiera wyższe stawki hurtowe za licencje Windows Server na konkurencyjnych platformach chmurowych niż dla użytkowników Azure. . Roszczenie może być warte nawet 2,1 mld funtów (2,8 mld dolarów). Wniosła je w imieniu przedsiębiorców prawniczka ds. konkurencji Maria Luisa Stasi.

„Dostrzegamy dalszy znaczący potencjał wzrostu w nadchodzących latach” – Wolfgang Krainz, CEO Also Holding.

„MŚP wyraźnie ograniczyły apetyt na rozwój” – Radosław Woźniak, prezes EFL.

Nowe informacje

z branży IT

355 mln zł na rządową chmurę

Ponad 355 mln zł zostanie przeznaczone na rozbudowę Rządowej Chmury Obliczeniowej i rozwój projektu TRUST (Tożsamość Cyfrowa i Rozwój Uwierzytelniania oraz Podpisów w Systemach Teleinformatycznych). Rządowa chmura to infrastruktura dla instytucji publicznych. Warty grube miliony projekt ma na celu rozszerzenie dostępnych usług, wzmocnienie ochrony systemów i zapewnienie ich nieprzerwanego działania. Z kolei rozwój TRUST-u obejmie prace nad dostosowaniem polskich systemów do rozporządzenia eIDAS2, czyli regulacji dotyczących tożsamości cyfrowej, identyfikacji elektronicznej i usług zaufania.

Sharp: nowa marka w Europie

Sharp Europe wprowadził na rynek nową markę – Sharp DX (Digital Experience). Nowa jednostka biznesowa łączy ponad 500 specjalistów z całej Europy i dostarcza zintegrowany pakiet usług IT. Aby wzmocnić ofertę Sharp DX IT Services, koncern zapowiedział zwiększenie inwestycji w rozwój Europejskiego Centrum Wsparcia Technologicznego w Warszawie. Ośrodek obsługuje klientów w całej Europie. Producent planuje podwoić jego zasoby w ciągu najbliższych dwóch lat.

Polska firma wygrała przetarg w Anglii

Spyrosoft wygrał przetarg brytyjskiego Ordnance Survey na dalszy rozwój platformy OS Maps. Jako wykonawca została wybrana należąca do polskiej grupy brytyjska spółka zależna – Spyrosoft Ltd. Maksymalna wartość kontraktu wynosi 55 mln funtów netto (ok. 270 mln zł) w okresie do 7 lat. Ordnance Survey to agencja rządowa odpowiedzialna za sporządzanie map. Spyrosoft zajmie się usługami IT i rozwojem oprogramowania dla OS Maps.

IT from Poland: nowa przestrzeń promocji polskich firm IT

Na poświęconej nowemu projektowi podstronie portalu CRN.pl – IT from Poland – publikowane są wywiady z liderami polskiego sektora technologicznego i artykuły opisujące rodzime produkty przeznaczone dla klientów w regionach: EMEA, APAC, NA i LATAM. Wszystkich tłumaczeń na język angielski dokonuje dyplomowana specjalistka z doświadczeniem w branży IT. Projekt „Poland: Digital Heart of Europe!” – prowadzony pod adresem: www.crn.pl/it-from-poland – zapewnia rodzimym liderom, jak też ich firmom i produktom, obecność na łamach niezależnego, wiodącego medium biznesowo-technologicznego. Dzięki ugruntowanej pozycji portalu CRN.pl, zwiększa to widoczność lokalnych przedsiębiorstw w światowej sieci web (w tym jako content dla popularnych chatbotów GenAI), zarazem uwiarygadniając indywidualne działania promocyjne rodzimych firm w social mediach. Firmy zainteresowane udziałem w projekcie „Poland: Digital Heart of Europe!” prosimy o kontakt pod adresem: redakcja@crn.pl

Crayon zmienia się w SoftwareOne

SoftwareOne, dostawca rozwiązań programistycznych i chmurowych z centralą w Szwajcarii, ogłosił zakończenie rebrandingu spółki Crayon. Od teraz będzie ona funkcjonować pod marką SoftwareOne. Decyzja ta stanowi kluczowy etap integracji obu organizacji. Fuzja SoftwareOne i Grupy Crayon z centralą w Oslo została sfinalizowana w lipcu 2025 r. Proces ujednolicania marki na rynkach lokalnych następuje etapami i rozpoczął się 1 kwietnia 2026 r. Połączona organizacja działa w ponad 70 krajach, w tym w Polsce. „Rebranding to wyraz naszej ewolucji w stronę spójnej, globalnej organizacji” – oświadczyli Melissa Mulholland i Raphael Erb, Co-CEO SoftwareOne.

Polska firma wchodzi do Niemiec

Warszawska firma BCA Engineering Group uruchamia spółkę i biuro w rejonie Frankfurtu nad Menem. Specjalizuje się w usługach commissioningu (weryfikacja i testowanie infrastruktury centrum danych) i audytach infrastruktury data center. Nowa lokalizacja ma obsługiwać projekty na rynku DACH i wspierać dalszy rozwój firmy w regionie. Na czele niemieckiej spółki BCA stanął Władysław Szewczuk, dyrektor ds. rozwoju biznesu.

Astrix wchłonięty przez Cisco

Cisco uzgodniło zakup Astrix Security, startupu z Nowego Jorku, zajmującego się ochroną tożsamości, w celu wzmocnienia oferty zabezpieczania agentów AI. Astrix tworzy rozwiązania, które umożliwiają przedsiębiorstwom odnajdywanie agentów AI i NHI (tożsamości nie będące ludźmi), zabezpieczanie nadmiernych uprawnień i zagrożeń w czasie rzeczywistym i bezpieczne wdrażanie agentów AI. Firma działa od 2021 r. Jej technologia zostanie zintegrowana z platformą Cisco Identity Intelligence. Według calcalistech.com wartość transakcji oszacowano na około 400 mln dol.

Ponad 40 mln zł na licencje VMware

Poczta Polska zamawia produkty VMware’a dla data center wraz ze wsparciem. Są to głównie subskrypcje Cloud Foundation per core – 3,7 tys. szt. i taką samą liczbę vDefend Firewall (Bundle) per core. Umowa z wykonawcą zostanie zawarta na 5 lat. Operator na realizację zamówienia zamierza przeznaczyć 41,3 mln zł brutto. Stawki w ofertach przekroczyły jednak tę kwotę. Złożyli je: Simplicity, IT Solution Factor oraz konsorcjum Levelite Prosta i Euvic Solutions.

Sevenet analizuje opcje

Zarząd Sevenetu podjął decyzję o rozpoczęciu przeglądu opcji strategicznych. Celem jest rozpoznanie możliwych kierunków rozwoju firmy i wyboru najkorzystniejszej ścieżki. Wśród rozważanych opcji jest pozyskanie inwestora strategicznego lub finansowego, zawarcie partnerstw strategicznych, fuzje lub przejęcia oraz przejście z rynku NewConnect na warszawskiej giełdzie na główny parkiet. Obecnie analiza opcji znajduje się na wstępnym etapie. Jak dotąd nie podjęto żadnych wiążących decyzji i zobowiązań w sprawie realizacji konkretnego scenariusza. Nie ma też pewności, czy takie decyzje zostaną podjęte – zastrzega kierownictwo firmy.

Wybór w przetargu wartym blisko 400 mln zł

Centrum Informatyki Resortu Finansów wybrało najkorzystniejsze oferty w przetargu na dostawę produktów i usług Microsoftu lub równoważnych. W części pierwszej postępowania, która obejmuje dostawę w ramach programów licencjonowania grupowego MEA (Microsoft Enterprise Agreement), wykonawcami zostali SoftwareOne Polska i APN Promise. Natomiast w części drugiej z dostawą w ramach programów MPSA (Microsoft Products And Services Agreement) CIRF wybrało wszystkie trzy oferty, czyli złożone przez: SoftwareOne Polska, APN Promise oraz konsorcjum Span Polska i Span D.D. Z tymi wykonawcami zostanie podpisana umowa ramowa na trzy lata. W sumie na realizację obu części przetargu CIRF zamierza przeznaczyć 398 mln zł brutto.

Wyłudzili unijne dotacje

Prokurator skierował do Sądu Okręgowego w Kielcach akt oskarżenia przeciwko 9 osobom. Według śledczych w latach 2012–2016 wyłudzili oni 2,2 mln zł grantów z PARP. Dofinansowanie miało pokryć koszty realizacji projektów informatycznych B2B. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia. Według krakowskiej prokuratury podejrzani celowo zawyżali refundowane koszty, aby wyłudzić nienależne im dofinansowanie. Robili to głównie poprzez pozorne podnoszenie cen kupowanych produktów i usług. Wykorzystywali w tym celu nierzetelne faktury VAT, wystawiane przez pośrednika. Jak twierdzą śledczy, spółka która miała realizować projekty informatyczne, faktycznie nie robiła nic, wystawiając tylko faktury. Łącznie w sprawie wyłudzeń grantów z PARP do Sądu Okręgowego w Kielcach skierowano 5 aktów oskarżenia wobec 37 osób.

Zakup za blisko 8 mld dol.

ServiceNow przejął Armis, specjalistę od identyfikacji i śledzenia zagrożeń w zasobach fizycznych i wirtualnych firm. Zakup ma pomóc poprawić widoczność urządzeń w firmie i rozpoznawać związane z nimi ryzyka. Wartość transakcji wyniosła 7,75 mld dol. To kolejne przejęcie dostawcy cyberbezpieczeństwa przez ServiceNow, który dostarcza oprogramowanie do zarządzania przepływem pracy w przedsiębiorstwach. W marcu br. kupił Veza, specjalistę ds. ochrony tożsamości opartej na AI.

Vertiv kupuje Strategic Thermal Labs

Vertiv przejął Strategic Thermal Labs, specjalistę od technologii chłodzenia cieczą z siedzibą w Teksasie. Przejęcie poszerza zdolności inżynieryjne koncernu w obszarze projektowania płyt chłodzących, chłodzenia serwerów i walidacji termicznej środowisk o wysokiej gęstości mocy. Nie ujawniono wartości transakcji. Przedstawiciele Vertiva podkreślają, że przejęcie nie zmienia zobowiązania firmy do bazowania na otwartych ekosystemach.

Akt oskarżenia za przestępstwa typu BEC

Przedsiębiorcy z kilkudziesięciu krajów stracili łącznie 28 mln zł wskutek oszustw metodą Business E-mail Compromise – ustaliła warszawska prokuratura, kierując do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Podejrzani w firmowej korespondencji e-mail podszywali się pod kontrahentów oszukanych firm. W tym celu zakładali (na dane „słupów”) działalności gospodarcze o nazwach łudząco podobnych do rzeczywistych kontrahentów pokrzywdzonych. Następnie wysyłali im wiadomości e-mail, w których jako numery kont do płatności podawali rachunki „słupów”. Poszkodowani, którzy nie zachowali czujności, przelewali należności z faktur na te właśnie konta. Śledztwo jest prowadzone przeciwko 36 podejrzanym.

Seagate zbył biznes chmurowy

Wasabi Technologies przejęło od Seagate’a działalność Lyve Cloud – platformy pamięci masowej dla przedsiębiorstw. Nie ujawniono warunków finansowych, natomiast zgodnie z umową Seagate stał się akcjonariuszem Wasabi. Koncern koncentruje się obecnie na dostarczaniu pamięci masowej o dużej pojemności. Celem jest zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na przechowywanie danych. Z kolei dla Wasabi akwizycja wzmacnia pozycję firmy jako globalnego dostawcy pamięci masowej w chmurze.

Nowy kontrakt OpenAI i Microsoftu

OpenAI i Microsoft zawarły nową umowę, która zapewnia OpenAI więcej swobody. Do tej pory twórca ChataGPT był ściśle związany z ekosystemem Azure. Teraz może oferować swoje produkty i trenować modele u dowolnego dostawcy chmury. Usunięto też klauzulę dotyczącą Sztucznej Inteligencji Ogólnej (AGI), która pozwalała OpenAI odciąć Microsoft od przyszłych technologii. Uzgodniono, że koncern zachowa dostęp do technologii startupu co najmniej do 2032 r., co daje stabilność przy rozwoju usługi Copilot. Do 2030 r. OpenAI nadal będzie dzielić się przychodami z Microsoftem, jednak wprowadzono sztywne limity wypłat. Renegocjacja kontraktu to efekt narastających napięć. Jak donosił The Wall Street Journal w 2025 r. rozważano całkowite zerwanie współpracy.

Zmiany na stanowiskach

W dynamicznej branży IT personalna karuzela kręci się szybciej niż w innych. Prezentujemy kilka najważniejszych zmian, które nastąpiły w minionych tygodniach.

Lipiński na czele Bitdefendera w Polsce

Mikołaj Lipiński dołączył do polskiego oddziału Bitdefender. Producent zapowiada inwestycje i przyspieszenie rozwoju w kraju, w tym działania w zakresie pozyskiwania nowych partnerów i pogłębiania współpracy z obecnymi. Mikołaj Lipiński wnosi do Bitdefendera doświadczenie zdobyte w projektach strategicznych oraz doradczych dla firm z różnych sektorów – od technologii i cyberbezpieczeństwa, po FMCG i media. Mikołaj Lipiński odpowiadał między innymi za projekty realizowane dla przedsięwzięć biznesowych Anny i Roberta Lewandowskich.

Maciej Małecki w Brotherze

Maciej Małecki jako Account Manager zasilił zespół Business Channel w Brother Polska. Ma blisko 20 lat doświadczenia, które ostatnio zdobywał w HSM Polska jako regionalny kierownik sprzedaży (2017 – 2026), a wcześniej w Lyreco. W Brotherze będzie odpowiadał za rozwój zarządzanych usług druku (MPS). Producent zamierza zwiększać skalę projektów MPS w segmencie B2B.

Britenet: nowy CFO

Damian Megger został dyrektorem finansowym Britenetu. Będzie odpowiedzialny za całość działu finansowego, w tym za strategię finansową, kontroling, zarządzanie płynnością. Poprzednio był dyrektorem finansowym w Ergo Technology & Services. Wcześniej przez 10 lat był CFO sopockiej spółki Atena Usługi Informatyczne i Finansowe, która połączyła się z Ergo.

Marcin Piesiak szefem Ciklum w Polsce

Marcin Piesiak objął stanowisko Head of Poland w Ciklum. To firma z centralą w Londynie, która zajmuje się Experience Engineeringiem napędzanym przez AI. Marcin Piesiak dołączył do Ciklum w wyniku integracji tej firmy z GoSolve, gdzie pełnił funkcje dyrektorskie. Odegrał kluczową rolę w ujednolicaniu procesów operacyjnych obu organizacji. Przejęcie GoSolve nastąpiło w 2025 r. Wcześniej Marcin Piesiak doświadczenie zdobywał w NG Logic i Netguru.

Adam Parzonka: z Samsunga do NTBX

Adam Parzonka objął stanowisko Managing Directora w NTBX, które jest dostawcą sprzętu IT i AV z siedzibą we Wrocławiu. Do 2024 r. spółka działała pod nazwą Notebooki.pl. Adam Parzonka dotychczas przez blisko 10 lat był związany z Samsungiem, gdzie ostatnio pełnił rolę Head Of Sales Displays. Wcześniej przez 11 lat był Senior Country Managerem w Hyundai IT Europe. Doświadczenie zdobywał rownież w AB oraz Incomie.

Jacek Klee w Zendesk

Jacek Klee objął stanowisko Senior Enterprise Executive CEE w Zendesk – dostawcy oprogramowania i usług opartych na AI z centralą w San Francisco. Jacek Klee zajmie się rozwojem biznesu firmy w Polsce, Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Wcześniej przez blisko 5 lat, do października 2025 r., pełnił rolę Head of Sales w Samsungu, odpowiadając za biznes monitorów. Doświadczenie zdobywał także jako dyrektor działu sprzedaży w IT Boom i Head of Retail w HP, jak również pracował w Xeroxie i Lyreco.

Niedźwiedź

szefem

sprzedaży w TD Synnex

Piotr Niedźwiedź objął stanowisko Sales Unit Directora w TD Synnex. Odpowiada za całość działalności sprzedażowej firmy w Polsce, z  wyłączeniem obszaru retail. Z TD Synnex (a wcześniej Avnet Technology Solutions) jest związany od 2004 r. Ostatnio pełnił funkcję Field Sales Unit Directora (2017–2025).

Z anim rozpoczął pracę w dystrybucji, w IBM odpowiadał za sprzedaż serwerów i pamięci masowych.

Paweł Pisarczyk ma nową rolę w Atende Industries

Dotychczasowy prezes spółki przechodzi do rady nadzorczej. Decyzja ta jest elementem strategicznego planu koncentracji na rozwoju spółki Phoenix Systems z Grupy Atende i jej systemu operacyjnego Phoenix-RTOS. Paweł Pisarczyk stał na czele Atende Industries przez ponad 5 lat. Wcześniej przez blisko 10 lat kierował Atende Software.

Zmiana u steru Asseco Poland

Adam Góral, założyciel i wieloletni prezes zarządu Asseco Poland, wraz z końcem 2026 r. ustąpi ze stanowiska i przejdzie do rady nadzorczej. Od 1 stycznia 2027 r. na czele największej polskiej grupy informatycznej stanie Rafał Kozłowski, obecnie wiceprezes Asseco Poland. Sukcesja była przygotowywana od lat. Rafał Kozłowski jest związany z największą polską grupą informatyczną od dwóch dekad. Od 2020 r. jest szefem Asseco Enterprise Solutions, a z początkiem 2025 r. wszedł do zarządu Asseco Poland.

Rising Stars:

lokalne rozwiązania na fali

Suwerenność cyfrowa i odwrót od globalnych rozwiązań

cyberbezpieczeństwa – przez pryzmat tych wątków rozmawiano o biznesie podczas VI konferencji Rising Stars of Cybersecurity.

Spotkanie w Bronisławowie zgromadziło integratorów zainteresowanych najnowszymi trendami na rynku cyberbezpieczeństwa, lepszym poznaniem rozwiązań z porfolio DAGMA Bezpieczeństwo IT, przykładami wdrożeń i oczywiście wymianą doświadczeń. Ważnym tłem wydarzenia były zawirowania geopolityczne i napięcia między supermocarstwami, które sprawiają, że spada zaufanie do rozwiązań IT security oferowanych przez globalnych dostawców oraz regulacje prawne rozszerzające obowiązki firm i instytucji w zakresie ochrony przed cyberatakami. – Te kwestie wpływają na wzrost popytu na rozwiązania z naszego porfolio. Dodatkowo nastąpił w yraźny zwrot odbiorców biznesowych w kierunku narzędzi ochronnych pochodzenia europejskiego i  jednocześnie da się zauważyć spadek zaufania do rozwiązań globalnych. Temat suwerenności cyfrowej nabrał znaczenia i partnerzy skutecznie używają tego argumentu w rozmowach z klientami o produktach i wdrożeniach – mówi Stanisław Horak, dyrektor handlowy w DAGMA Bezpieczeństwo IT.

Przekaz VI konferencji Rising Stars potwierdzają dane raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2025”, przygotowanego przez ESET we współpracy z DAGMA Bezpieczeństwo IT: blisko 60 proc. specjalistów IT woli dostawców systemów bezpieczeństwa IT z Europy, a około połowa postrzega zależność od oprogramowania spoza kontynentu jako zagrożenie. – Część p artnerów uczestniczących w Rising Stars stwierdziła, że zauważyła już te trendy i  potrzeby klientów związane z  cyberochroną. Wielu uznało je za warte uwypuklenia podczas spotkań z odbiorcami biznesowymi. Pojawiły się też głosy mówiące o  konieczności dywersyfikacji produktów oferowanych klientom, w  taki sposób, aby rozwiązania lokalne grały pierwsze skrzypce, a globalne były co najwyżej uzupełnieniem – mówi Stanisław Horak.

Od teorii do praktyki

Wpływ regulacji prawnych związanych z cyberbezpieczeństwem został omó-

wiony podczas Rising Stars na przykładzie branży transportowej, ochrony zdrowia i przemysłu, objętych dyrektywą NIS 2. Nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, wdrażająca nowe unijne regulacje w Polsce, weszła w życie na początku kwietnia bieżącego roku.

–  Mamy jedną ustawę, natomiast dotyka ona różnych sektorów, do których trzeba podchodzić w  zupełnie inny sposób – zarówno pod względem technologii, jak i całościowej strategii budowania cyberbezpieczeństwa. Tym razem skoncentrowaliśmy się na warstwie technologicznej i zaprezentowaliśmy partnerom szereg case study, które obrazują, jak można dostosować rozwiązania producentów z naszego portfolio do wymogów tak różnych klientów – jednym z  przykładów, o  którym mówiliśmy najwięcej, był Stormshield – tłumaczy Michał Sroka, Enterprise Account Manager w DAGMA Bezpieczeństwo IT. Sroka podkreśla, że europejskie – dokładnie francuskie – rozwiązanie UTM Stormshield zupełnie inaczej zostanie zaimplementowane w firmie transportowej o rozproszonej strukturze, a inaczej w szpitalu i zakładzie produkcyjnym, gdzie struktura będzie najczęściej scentralizowana. Przy czym produkt wyróżnia się certyfikatami, które potwierdzają jego zdolność do ochrony danych strategicznych: NATO Restricted oraz EU Restricted. Stormshield otrzymał także klasyfikację TEMPEST poziomu B. Co istotne, Stormshield aktywnie reaguje na rosnący krajobraz zagrożeń – producent zapowiedział przyspieszenie roadmapy produktowej i zwiększenie inwestycji w cyberbezpieczeństwo właśnie w 2026 r.

Podczas Rising Stars zespół DAGMA Bezpieczeństwo IT tradycyjnie już podkreślał, że katowicki VAD kompleksowo zajmuje się cyberbezpieczeństwem. Nie proponuje tylko produktów z portfolio, ale kompleksową obsługę z pełnym wsparciem technicznym, szkoleniami, audytami, pentestami i własnymi usługami SOC.

Udział w Rising Stars of Cybersecurity realnie wzmocnił naszą pozycję ekspercką – pozwolił na wymianę doświadczeń

Mateusz Pawlikowski, Managing Partner, Entereo Zdaniem partnera z vendorami i partnerami oraz lepsze zrozumienie aktualnych trendów i realnych wyzwań klientów w obszarze cyberbezpieczeństwa. Zauważamy wyraźny wzrost liczby zapytań o europejskie rozwiązania, szczególnie w kontekście suwerenności danych, zgodności z regulacjami oraz zaufania do dostawców spoza ekosystemu non EU. Klienci coraz częściej pytają o alternatywy wobec globalnych producentów i konkretne różnice w podejściu do bezpieczeństwa.

Konferencja dostarczyła nam praktycznych wytycznych dotyczących wdrożenia dyrektywy NIS 2 oraz bezpośredniego dostępu do ekspertów. Waldemar Hajnosz, Manager ds. Kluczowych Klientów, BonaSoft

Dla DAGMA BezpieczeńStwo IT wyraźnym trendem jest suwerenność technologiczna, czyli promowanie rozwiązań z Polski i Europy jako bezpiecznej alternatywy dla gigantów globalnych. Takie podejście pozwala uniezależnić infrastrukturę krytyczną od zawirowań geopolitycznych i dostawców z regionów wysokiego ryzyka. W 2026 roku priorytetem stała się budowa odporności w oparciu o lokalne kompetencje inżynierskie, a nie tylko zakup licencji.

Jeżeli chcemy sprostać dzisiejszym cyberzagrożeniom, to niestety jesteśmy zmuszeni do Łukasz Has, właściciel, Magazyn Aplikacji

częściowego korzystania z rozwiązań globalnych, ponieważ za pomocą tych lokalnych nie jesteśmy w stanie wszystkiemu zaradzić. Niemniej należy wspierać europejskie produkty ze względu na niestabilną sytuację geopolityczną na świecie. W szczególności musimy uniezależniać się od rozwiązań chińskich, rosyjskich, ale także – niestety – również od amerykańskich, gdyż korzystanie jedynie z nich nie daje nam możliwości dywersyfikacji.

Karolina Marszałek

Gateway Poland 2026:

suwerenność mierzona w megawatach

Podczas drugiej edycji Gateway Poland po raz pierwszy przyznano wyróżnienia PLDCA Industry Awards.

Wpierwszym dniu kwietniowej konferencji, podczas wieczoru galowego, byliśmy świadkami świetnej rozmowy z profesorem Andrzejem Draganem o tym, czym już jest i czym może się stać sztuczna inteligencja. I kiedy gość specjalny zawyrokował ze sceny, że w Polsce trudno będzie o obsługujące ją centra danych, bo mamy za drogą energię, mogło komuś przyjść do głowy, że nazajutrz nie będzie o czym rozmawiać.

Nic z tych rzeczy. Drugi dzień Gateway Poland 2026, z programem wypełnionym przede wszystkim dyskusjami panelowymi, pokazał, że nic nie jest jeszcze przesądzone, a do rozważenia – poza kosztami energii – jeszcze wiele innych rzeczy. A chociaż infrastruktura gotowa na AI to obecnie najgorętszy temat, agenda konferencji obfitowała także w inne wątki.

– Tematyka suwerennej sztucznej inteligencji i rozbudowy infrastruktury obliczeniowej to zaledwie wycinek szerokiej dyskusji, jaka toczyła się podczas tegorocznej konferencji Gateway 2026. Równie ważnym i szeroko omawianym aspektem całego wydarzenia była kwestia bezpieczeństwa energetycznego i dekarbonizacji. Jak podkreślali prelegenci, globalni inwestorzy traktują wejście na nasz rynek nie jak krótkoterminowy trend, lecz infrastrukturalny maraton obliczony na kilkanaście lat –  komentował na gorąco wydarzenie Piotr Kowalski, dyrektor zarządzający w Polskim Związku Centrów Danych (PLDCA).

Zdaniem specjalisty

Paola Manteca, General Manager for Modular Data Center Europe, Schneider Electric

W tym kontekście tzw. zielona transformacja, rozwój OZE oraz nadchodzące inwestycje w polski atom stanowią warunek konieczny dla napływu zagranicznego kapitału. Branża jest zgodna: Polska posiada dziś kluczowe atuty – wykwalifikowane kadry, potężny rynek wewnętrzny i unikalną pozycję bramy między Europą a Azją – aby stać się nowym centrum cyfrowym kontynentu. O ostatecznym sukcesie zdecyduje jednak to, jak szybko uda nam się zapewnić sektorowi data center dostęp do stabilnej, czystej energii oraz szybkich ścieżek procedowania procesów inwestycyjnych.

Cel: wyjście z niszy technologicznej

Celem PLDCA, organizatora konferencji, od początku było to, aby centra danych przestały być domeną wyłącznie branży IT i zaczęły być postrzegane jako jeden z warunków poprawy pozycji Polski w cyfrowym świecie i rywalizacji w rozwoju AI.

Podobnie jak inne regiony świata, Europa mierzy się z określonymi ograniczeniami w dostępie do sieci energetycznej. Wygrywają strategiczne huby, które dysponują pewnym dostępem do stabilnej energii. Obserwujemy dynamiczny rozwój AI, wzrost obciążeń i zapotrzebowania, a także zwiększoną liczbę wdrożeń tradycyjnych centrów danych. AI wymaga w praktyce więcej energii oraz bardziej zaawansowanego chłodzenia. Szafy IT mają coraz większą moc, co wiąże się z potrzebą zwiększenia wydajności chłodzenia, a także rozbudowanej dystrybucji energii i wprowadzania nowych architektur. Jedną z najważniejszych rzeczy przy wdrażaniu centrów danych stał się time to market – widzimy, że realizacje przebiegają wyraźnie szybciej niż

jeszcze kilka lat temu. W odpowiedzi na te wszystkie wyzwania prefabrykowane, modułowe centra danych stają się rozwiązaniem pierwszego wyboru.

Schneider Electric zdobył certyfikat

Channel Master 2026

I ten cel najwyraźniej udaje się realizować, jeśli wziąć pod uwagę mocną reprezentację rządową na konferencji.

– Sektor centrów danych w Polsce jest dziś znacznie większy niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Rozwój ten odbywa się dzięki ogromnemu zaangażowaniu przedstawicieli branży, którzy budują ten ekosystem w miastach i mniejszych miejscowościach w całej Polsce – mówił na początku swojego wystąpienia Dariusz Standerski, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

To wystąpienie mogło świadczyć, że w optyce decydentów centra danych stają się wreszcie jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa narodowego. Cyfrowa suwerenność ma być zadaniem inwestycyjnym, opartym na stabilnym dostępie do energii, odporności na cyberataki i ścisłej współpracy rządu z biznesem. – W kwestii cyfrowej przyszłości Europy mamy przed sobą tylko dwie drogi: albo zrealizujemy niezbędne inwestycje na miejscu, albo będziemy całkowicie zależni od innych. Zrobię wszystko, abyśmy pozostali suwerenni i wolni od obcych zależności. By ten cel osiągnąć, rozmawiamy z Komisją Europejską, by w większym stopniu stawiała na partnerstwa publiczno-prywatne. Inwestycje ze środków publicznych nie wystarczą, aby zabezpieczyć nasz rozwój w nadchodzących dekadach –  zaznaczył Dariusz Standerski.

Polskie AI: szanse w modelach domenowych

W obsłudze naszych potrzeb i wspieraniu rozwoju państwa infrastruktura data center, jako niezbędny tego fundament, musi być połączona z polskimi danymi i lokal-

Nagrody PLDCA Industry Awards 2026 wręczone

Podczas uroczystości Gateway Poland Gala Dinner w Warszawie 14 kwietnia po raz pierwszy wręczono PLDCA Industry Awards – wyróżnienia przyznawane przez Polski Związek Centrów Danych, honorujące projekty, firmy i liderów rozwijających infrastrukturę cyfrową w Polsce i Europie.

Lista laureatów PLDCA Industry Awards 2026 w podziale na kategorie:

l Kategoria Innovation

Design – Linar Projekt (Aurora AI / HPC Reference Design)

Technology – Georg Fischer (Polymer piping for Data4 DC02)

Prefabrication – Polonez Plus (Data4 WAW1_DC02, 87 proc. off-site prefab piping)

Sustainability – Beyond.pl (DC/ /district heating sector coupling)

nymi modelami językowymi. „Polska powinna szukać swoich szans na budowanie przewagi poprzez tworzenie wyspecjalizowanych modeli domenowych” – to jeden z wniosków, które wybrzmiały podczas konferencji.

Zdaniem regulatora polskiego rynku o sposobie podejścia do rozwiązań opartych na danych powinien decydować konkretny przypadek użycia. Czym innym są systemy działające na danych otwartych, a czym innym te wykorzystujące dane osobowe lub wrażliwe. W tym drugim przypadku kluczowe są niezależność, kontrola i szczególna ostrożność na każdym etapie ich tworzenia i wykorzystywania.

– To uwzględnianie szerszego kontekstu jest bardzo ważne, bo na budowanie suwerenności cyfrowej trzeba patrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat jej kluczowego elementu, czyli infrastruktury. Warto patrzeć na inne elementy stosu technologicznego, takie jak modele, w tym specjalistyczne, dane, otoczenie regulacyjne, mniejsze komponenty, budowanie kompetencji czy tworzenie warunków sprzyjających wyborowi rozwiązań krajowych –  mówiła Aleksandra Tomaszewska, dyrektorka Departamentu Badań i Innowacji Ministerstwa Cyfryzacji.

Przykładem rosnących kompetencji Polski w obszarze wyspecjalizowanych modeli językowych są takie projekty, jak PLLuM czy Bielik. Inicjatywy rozwijane przez polskich inżynierów i specjalistów IT znajdują już zastosowanie w biznesie oraz instytucjach publicznych. Jak podkreślano podczas debaty, rozwój własnych modeli językowych stanowi istotny element budowania suwerenności technologicznej, dając organizacjom realną alternatywę wobec rozwiązań oferowanych przez globalnych dostawców. n

l Kategoria Impact

Local Manufacturing – Anord Mardix (Bielsko-Biała Manufacturing Hub)

Community – Beyond.pl (Guided Data Center Tours)

Young Talent – Olga Dziedzic, AODC

Woman of the Year – Aneta Czaińska, PLDCA

Zdaniem integratora

Michał Redlich, wiceprezes, FAST Group

l Kategoria Project of the Year International BCA Engineering Group (Hyperscale AI, Scandinavia CxA)

l Kategoria Project of the Year: Poland Beyond.pl (AI Factory the F.I.N)

l Kategoria Honorary Award

Outstanding Industry Contribution – Dariusz Standerski, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji

WEuropie dużo mówi się dziś o suwerenności cyfrowej – o strategiach, regulacjach i wspólnych kierunkach. W praktyce jednak suwerenność budowana jest lokalnie, przez poszczególne kraje, które z jednej strony współpracują, a z drugiej rywalizują o te same unijne inwestycje.

FAST Group otrzymał tytuł IT Master 2026

Efekt? Europa porusza się zbyt wolno. Na Gateway Poland 2026 spotykają się przedstawiciele najważniejszych krajowych organizacji związanych z rynkiem centrów danych w Europie. To wyjątkowa okazja, by skonfrontować perspektywy i odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie: co realnie działa w poszczególnych krajach – i czy faktycznie współpracujemy,

czy raczej działamy obok siebie. Wniosek z tej dyskusji może być tylko jeden: jeśli Europa chce wzmocnić swoją suwerenność cyfrową i realnie konkurować na globalnym rynku, musi zacząć współpracować – na wielu poziomach i w sposób skoordynowany. Innej drogi po prostu nie ma.

Vertiv gotowy na AI

„Jeśli nie jesteś w stanie dostarczyć infrastruktury centrum danych szybko, tracisz impet. Dlatego stworzyliśmy platformę, która pozwala na bardzo szybkie dostarczanie potrzebnej

mocy” – mówi Igor Grdic, dyrektor regionalny Vertivu na Europę Środkową.

Jaką rolę pełnią rozwiązania Vertiv w rozwoju infrastruktury gotowej na AI?

Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że jesteśmy jednym z liderów w tej dziedzinie. Kilka lat temu nawiązaliśmy strategiczne partnerstwo z NVIDIA. Połączyliśmy siły i zaangażowaliśmy się w rozwój referencyjnych modeli projektowych. To wszystko, aby stworzyć infrastrukturę zdolną sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię i chłodzenie, niezbędne do działania procesorów graficznych GPU. Vertiv był jednym z pionierów rozwiązań chłodzenia cieczą i dostarcza produkty oraz technologie wspierające rozwój infrastruktury AI.

Jak duże znaczenie dla Vertivu ma współpraca z NVIDIA?

Kluczowe, ponieważ partnerstwo z NVIDIA pozwala nam przewidywać wymagania związane z kolejnymi generacjami GPU i odpowiednio projektować rozwiązania infrastrukturalne. Dostawca ten jest powszechnie uznawany za lidera rynku GPU w obszarze AI i przetwarzania graficznego, a ścisła współpraca z jego specjalistami pomaga nam lepiej zrozumieć wymagania dotyczące obciążeń oraz oczekiwania w zakresie wydajności.

INWESTORZY CHCĄ JAK

NAJSZYBCIEJ ZOBACZYĆ ZWROT Z INWESTYCJI.

Co jest najnowszym efektem tej współpracy?

Niedawno zaprezentowaliśmy platformę

Vertiv OneCore Rubin DSX – konwergentny projekt infrastruktury fizycznej dla NVIDIA Vera Rubin DSX AI Factory oraz NVIDIA Omniverse DSX Blueprint. Zapewnia nam to uniwersalną podstawę, którą możemy skalować w różnych kierunkach i wy-

korzystywać w wielu projektach. Efektem tej współpracy jest więc w pełni skalowalna platforma, która sprawdza się zarówno przy mniejszych, jak i dużych wdrożeniach. Jej fundamentem jest integracja systemów elektrycznych, mechanicznych, sterowania i usług w jednym zintegrowanym module. Powielając ten moduł wielokrotnie, można uzyskać dużą moc, natomiast stosując go pojedynczo czy podwójnie możliwe jest tworzenie odpowiednio mniejszych instalacji. Nie mówimy już dziś osobno o chłodzeniu, zasilaniu, UPS-ach czy chillerach – to podejście należy do przeszłości. Obecnie mówimy o zintegrowanym bloku, który łączy wszystkie te elementy i który można skalować poprzez jego powielanie.

Jak to działa w praktyce?

Vertiv OneCore umożliwia szybkie dostarczanie wysokiej jakości infrastruktury obliczeniowej dla AI – od bloków 12,5 MW po kampusy danych o skali dziesiątek lub setek megawatów i więcej. Może być wykorzystywana w projektach na całym świecie, w których skróci czas wdrożenia nawet o połowę. W Europie projekty centrów danych stopniowo zbliżają się do 250 MW w wybranych lokalizacjach, ale projekty o gigawatowej skali prawdopodobnie pozostaną tu rzadkością ze względu na ograniczoną liczbę miejsc zdolnych zapewnić tak dużą moc w jednej lokalizacji. Jeśli chodzi o Polskę, jest tutaj potencjał, aby realizować wdrożenia o mocy przekraczającej 100 MW, co pozwala wspierać ekonomikę takich projektów dla inwestorów. Można je następnie powielać w innych częściach kraju – tam, gdzie dostępna jest odpowiednia infrastruktura energetyczna.

Zatem obecnie kluczowe są skalowalność, efektywność i szybkość wdrożenia?

Dokładnie tak. Wiele osób nadal nie docenia znaczenia czasu wejścia na rynek,

czyli „time to market”. W kontekście wdrożeń centrów danych dla środowisk AI uczestnicy rynku używają określenia „time to token”, aby opisać jak szybko można uruchomić infrastrukturę AI i rozpocząć wnioskowanie. Inwestorzy chcą jak najszybciej zobaczyć zwrot z inwestycji i to podejście różni się od wcześniejszego modelu chmurowego czy kolokacji. W świecie chmury czas wdrożenia również był ważny, ale nie aż tak. Budowało się centra danych na bazie kontraktów z hiperskalerami, a następnie realizowało długoterminowe umowy – często na 10–15 lat. Dziś jest inaczej. Jeśli nie jesteś w stanie dostarczyć infrastruktury centrum danych szybko, możesz stracić impet. NVIDIA doskonale to rozumie i my również. Dlatego stworzyliśmy platformę, która pozwala na bardzo szybkie dostarczanie potrzebnej mocy. Zapewnia ona wysoką efektywność, szybkość wdrożenia oraz znacząco ogranicza prace wykonywane na miejscu, ponieważ większość elementów powstaje w fabryce i jest jedynie montowana na miejscu. Ostatecznie kluczowy jest czas wejścia na rynek, co przekłada się na lepszy całkowity koszt użytkowania.

Rozmawiamy na zakończenie konferencji Gateway Poland. Jak oceniasz to wydarzenie, a także jak postrzegasz pozycję Polski na rynku centrów danych?

To było znakomite wydarzenie. Duże uznanie należy się zespołowi PLDCA – Polish Data Center Association. W stosunkowo krótkim czasie udało im się zbudować silną organizację branżową i już drugi rok z rzędu zorganizować konferencję o dużej skali i wysokiej frekwencji. Widać wyraźnie, że branża zyskuje na znaczeniu – nie tylko w Polsce, ale w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie to pokazało również silne wsparcie rządowe, co ma duże znaczenie dla jej rozwoju.

Nowy rozdział

w historii Apple’a

1 września Tim Cook pożegna się z fotelem dyrektora generalnego Apple‘a. Jego następcą zostanie John Ternus, inżynier z 25-letnim stażem w koncernie z Cupertino.

Wynalezienie iPhone’a na zawsze będzie przypisywane Steve’owi Jobsowi. I chociaż Tim Cook nie jest typem wizjonera, wykorzystał sukcesy swojego poprzednika do zbudowania prawdziwego imperium. Pod jego rządami kapitalizacja rynkowa Apple wzrosła z 350 mld dol. do 4 bilionów (!). Gdy obejmował stery, roczne przychody firmy sięgały 100 mld dol. Dziś same iPhone’y generują ich ponad 200 mld rocznie.

władnych, jego następca zyskał reputację człowieka ostrożnego, dostępnego i zrównoważonego. Styl zarządzania Ternusa jest zdecydowanie bliższy temu, co reprezentuje Cook, niż temu, z czego słynął Jobs.

Tim Cook, który w tym roku kończy 65 lat, przejdzie do historii jako menedżer, któremu udało się zwiększyć wartość Apple’a do gigantycznych wielkości, chroniąc przy tym łańcuch dostaw przed

„GWIAZDĄ PÓŁNOCNĄ” TERNUSA BĘDZIE PRAWDOPODOBNIE PRODUKT.

poważnymi zakłóceniami i lawirując między geopolitycznymi oraz gospodarczymi turbulencjami.

Wybór pięćdziesięcioletniego Johna Ternusa na przyszłego dyrektora generalnego nie zaskoczył obserwatorów rynku IT. Tim Cook mówi o nim jako o „genialnym inżynierze i myślicielu, który spędził ostatnie 25 lat na budowaniu produktów Apple‘a kochanych przez użytkowników”. Erik Woodring z Morgan Stanley określił tę decyzję jako „poważną zmianę, ale nie poważną zmianę kierunku”.

Przypomnijmy, że Tim Cook objął najwyższe stanowisko w swojej karierze w 2011 r., na krótko przed śmiercią Steve’a Jobsa. Nie brakowało wówczas opinii, że to zbyt duże wyzwanie dla jednej osoby. Od początku dawał jednak jasno do zrozumienia, że nie zamierza wzorować się na poprzedniku – trzymał się z dala od studia projektowego i delegował wiele decyzji dotyczących produktów swoim współpracownikom. Muzyk Bono nazwał go kiedyś „mistrzem zen”. Podczas gdy Jobs bywał znany z lekceważenia pomysłów pod-

Ternus jest „super miłym facetem“ – tak często mówią ludzie, którzy z nim współpracowali. Pracownicy szczególnie cenią jego zdolność do załatwiania spraw, a także preferencje do bezpośrednich spotkań z pracownikami niższego szczebla, bardziej zaznajomionymi z produktami, niż z ich menedżerami, którzy mają mniej szczegółową wiedzę.

John Ternus, jako jeden z czołowych menedżerów ds. sprzętu z 25-letnim stażem w firmie, pracował kolejno przy iPadzie, Macu i AirPodach, by ostatecznie przejąć odpowiedzialność za cały portfel produktów Apple’a, w tym za iPhone’a. Jednym z największych osiągnięć Johna Ternusa było przeprojektowanie komputerów Mac pod kątem własnych układów scalonych Apple‘a, szybszych i mniej energochłonnych niż dotychczas stosowane procesory Intela.

Nowy szef, stare pytanie

Nowy szef Apple’a stoi przed trudnym zadaniem wprowadzenia bezpiecznego biznesu na bardzo ryzykowny teren. iPhone okazał się fenomenem rynkowym, który przekształcił Apple‘a w jedną z najbardziej dochodowych firm na świecie. Dziś jednak tempo wzrostu wyraźnie wyhamowało — dwucyfrowe wyniki sprzedaży zdarzają się już tylko sporadycznie. Jednak ten sukces jest prawie niemożliwy do powtórzenia. Inne gadżety z logo nadryzionego jabłuszka, takie jak Apple Watch i AirPods, generują około jednej szóstej rocznego przychodu ze sprzedaży iPhone’a.

Ternus będzie musiał znaleźć sposób, by dominującą pozycję Apple‘a na rynku urządzeń przełożyć na silną obecność w obszarze sztucznej inteligencji. To wyzwanie zupełnie inne niż to, przed którym stoją wielkie firmy technologiczne ścigające się w wyścigu o AI jako taką.

Pierwszym krokiem mogłoby być udane wdrożenie gruntownie przeprojektowanego asystenta głosowego Siri. To byłby jednak dopiero początek metamorfozy i wstęp do głębszej wymiany. Apple nie dysponuje modelami biznesowymi bazującymi na chmurze i reklamie cyfrowej, tymi samymi, które pozwalają wielkim rywalom technologicznym swobodnie dystrybuować usługi AI.

Z drugiej strony, koncern nieraz już wykonywał ryzykowne zwroty. Z trzeciej strony to nie jest już firma komputerowa z przebojowym cyfrowym odtwarzaczem muzyki. Apple pod dowództwem Tima Cooka to wypłacający dywidendę składnik indeksu Dow Jones, który generuje wysokie marże i co roku skupuje własne akcje za niemal 100 mld dol. Czym dokładnie stanie się Apple Johna Ternusa w erze sztucznej inteligencji, to się dopiero okaże.

Kiedy Tim Cook został liderem najważniejszej firmy technologicznej na świecie, Steve Jobs dał mu nieoczekiwaną radę, którą powinien się kierować przy podejmowaniu wszystkich decyzji:“Nie pytaj, co bym zrobił. Po prostu zrób to, co należy.“

Jakie jest z kolei przesłanie Tima Cooka do kolegi, który 1 września przejmie po nim schedę? „Trzymaj się mocno swojej ‚Gwiazdy Północnej‘ tych wartości, które wyznaczają kierunek firmie. Bo jeśli te wartości są właściwe, jeśli nie tracisz tej ‚gwiazdy‘ z oczu, możesz zostać zepchnięty z kursu, ale ostatecznie zawsze na niego wrócisz“ – doradza Tim Cook.

„Gwiazdą Północną” Ternusa będzie prawdopodobnie produkt. Przez ostatnie 25 lat pracował nad wszystkimi – począwszy od AirPods po iPhone’a, i nadzorował przejście od Intela do układów projektowanych przez Apple‘a, które umocniły pozycję firmy na rynku sprzętowym. Choć przyszły CEO ma niewielkie doświadczenie w dziedzinie sztucznej inteligencji, Apple nie wypadło jeszcze z tego wyścigu.

Materiał przygotowany na podstawie The Wall Street Journal.

GTDC Summit EMEA:

dystrybucja na krzywej rosnącej

Ani w tym, ani w przyszłym roku Chiny nie zaatakują Tajwanu, natomiast już w tym kwartale branża IT w jeszcze większym stopniu niż dotychczas odczuje skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie. Takie wnioski płyną z tegorocznego zjazdu dystrybutorów, producentów i analityków na zaproszenie Global Technology Distribution Council.

Uczestnicy tegorocznego GTDC Summit EMEA różnili się pomiędzy sobą w poszczególnych sprawach, ale co do jednego panowała powszechna zgoda: rozwój sytuacji rynkowej staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Jak ujęła to Patrycja Gawarecka, dyrektor sprzedaży AB: „nie żyjemy już w cyklach ‘wzrost – spowolnienie’. Żyjemy w stanie trwałej zmienności, napędzanej geopolityką, napięciami handlowymi, regionalizacją i niepewnością regulacyjną. W takim świecie firmy nie wygrywają dzięki perfekcyjnym planom, tylko dzięki zdolności do adaptacji”.

NIE ŻYJEMY JUŻ W CYKLACH „WZROST – SPOWOLNIENIE”.

Powyższa uwaga dotyczy także analityków, którzy w ostatnich latach są zmuszani do regularnych aktualizacji swoich wcześniejszych prognoz. Należą do nich specjaliści Economist Intelligence Unit

(dział badań i analiz brytyjskiego koncernu medialnego The Economist Group), którzy po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie obniżyli tegoroczną prognozę wzrostu światowego PKB do poziomu 2,7 proc. Swoją drogą, bieżący rok byłby pierwszym od okresu lockdownów, w którym ten globalny wskaźnik spadłby poniżej 3 proc. Miejmy zatem chociaż nadzieję, że utrzyma się ta prognoza EIU, według której w najbliższych latach nie wybuchnie wojna o Tajwan, natomiast w tym, a najdalej w przyszłym roku, brytyjscy analitycy spodziewają się zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Konfliktom zbrojnym od pewnego czasu towarzyszy globalna wojna celna. Emily Mansfield, dyrektor regionalna EIU na Europę zwraca w tym kontekście uwagę na fakt, że w lipcu upływa okres obowiązywania nowych ceł nałożonych przez administrację Donalda Trumpa wiosną ubiegłego roku na niemal wszystkie kraje świata. Wydarzenie to prezydent USA określił wówczas jako „Liberation Day”

– „Dzień Wyzwolenia”, natomiast jego entuzjazmu nie podzielił Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. W związku z tym okres „wyzwolenia” kończy się 24 lipca tego roku i na dzień dzisiejszy wielką niewiadomą pozostaje, jakie będą dalsze decyzje prezydenta Trumpa w kwestii ceł. Emily Mansfield podkreśla, że budżet USA potrzebuje dodatkowych wpływów, a więc pokusa dalszej „liberalizacji” globalnej gospodarki przez Biały Dom z pewnością nie zniknie.

– Tymczasem Chiny nie wydają się specjalne poszkodowane. Wręcz przeciwnie, jesteśmy świadkami trzeciej fali globalnej chińskiej ekspansji, wzmacnianej amerykańskim protekcjonizmem. Teraz już nie tylko rząd w Pekinie, ale też prywatne firmy inwestują w rozwój eksportu. W efekcie, chociaż rozwój chińskiego eksportu do Ameryki Północnej spowolnił, za to przyspieszył w przypadku takich rynków, jak Unia Europejska, Ameryka Łacińska, Afryka oraz kraje azjatyckie zrzeszone w organizacji ASEAN – mówi Emily Mansfield. W przypadku Europy mamy z kolei do czynienia z próbą reanimacji największej gospodarki w UE. Niemiecki rząd zamierza w najbliższych latach zasilić tamtejszą gospodarkę kwotą 1,15 biliona euro, z myślą o inwestycjach w sektor obronny oraz tzw. transformację klimatyczną, ale fundusze popłyną także na rozwiązania cyberbezpieczeństwa. Analitycy EIU spodziewają się stałego wzrostu niemieckiego PKB w latach 2026–2030.

„Zoomerów” tylu, co „Boomerów” Turbulencje geopolityczne, które wpływają na sytuację w branży IT, to tylko jeden z elementów dużo większej układanki, której częścią są także zmiany pokoleniowe. Omówił je Norbert Herzog, Head of Global Strategic Insights w NielsenIQ, wskazując na fakt, że osiągnęliśmy właśnie równowagę w tym zakresie pomiędzy Gen Z („Zoomerzy”) a Baby Boomerami („Boomerzy”). Powinni to przede wszystkim wziąć pod uwagę autorzy strategii sprzedażowych w sektorze retailu.

– Klienci zmienili się bardziej niż rynek. Jesteśmy świadkami transformacji generacyjnej i widać wyraźne różnice w decyzjach zakupowych pomiędzy grupami wiekowymi – mówi Norbert Herzog.

Tomasz Gołębiowski, Noordwijk aan Zee

Przykładem zmian jest stopień wykorzystania generatywnej AI w procesie zakupowym. W 2025 r. około 10 proc. klientów w sektorze e-commerce korzystało z takich narzędzi, jak ChatGPT czy Gemini, podczas gdy według prognoz NielsenIQ w II kw. tego roku odsetek ten będzie wynosił 17 proc., a w IV kw. to może być już 22 proc. Do tej grupy zaliczają się przede wszystkim właśnie „Zoomerzy”, korzystając z AI do porównywania modeli sprzętu, szukania najlepszych cen i ofert, bądź wyjaśniania znaczenia wybranych funkcji sprzętu. Jednocześnie „młodzi” w mniejszym stopniu niż „Boomerzy” kierują się przy wyborze ceną, a w większym rekomendacjami (w tym na przykład 15 proc. z nich bierze pod uwagę przy zakupach to, co się pisze o określonym sprzęcie w mediach społecznościowych).

Warto przy tym podkreślić, że według danych NielsenIQ przybywa konsumentów, którzy uznają swoją sytuację finansową za gorszą niż rok wcześniej, tłumacząc to wzrostem cen żywności, ale też skutkami ciągłych kryzysów geopolitycznych i ekonomicznych (przy czym z największym odsetkiem pesymistów mamy do czynienia w Europie Wschodniej).

Dystrybutorzy mistrzami adaptacji

Cieszy fakt, że mimo wielu zmian i wyzwań, europejska dystrybucja pozostaje w dobrej kondycji. Według danych Contextu w styczniu br. sprzedaż w tym sektorze rok do roku wzrosła o 2,9 proc., aby w lutym przyspieszyć do 8,9 proc., a następnie wręcz wystrzelić w marcu dwucyfrowym, 12-procentowym wynikiem. Z kolei według analityków NielsenIQ, w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku wartość sprzedaży poprzez europejskich dystrybutorów wzrosła o 8 proc. (rok do roku), osiągając wartość 23,6 mld euro, przy czym w sektorze B2B wynik poprawił się o 12 proc., podczas gdy w sektorze B2C jedynie o 2 proc. Przypomnijmy

jeszcze, że rok 2025 zamknął się dla całej europejskiej dystrybucji wzrostem na poziomie 5,3 proc. (dane Contextu).

– Dystrybutorzy, niezależnie od rosnących komplikacji w  kontekście biznesu, technologii i  geopolityki, wspierają producentów i  partnerów notując przy tym systematyczny wzrost – podkreśla Frank Vitagliano, CEO GTDC.

To duże osiągnięcie zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę narastające zamieszanie wokół AI. Analitycy Contextu zwracają uwagę, że o ile w 2024 r. 15 proc. klientów uznawało swoje organizacje za przygotowanie do zastosowania AI (wskaźnik „AI readiness”), o tyle w roku ubiegłym mówiło tak o sobie już tylko 9 proc. organizacji. Temat ten stanowi także wyzwanie dla regulatorów poszczególnych, europejskich rynków.

– Już sama definicja AI stanowi wyzwanie, zwłaszcza że wciąż pojawiają się nowe technologie i  pola zastosowań. Jednocześnie mamy różne jurysdykcje, w  związku z czym Europa może ten temat postrzegać inaczej niż USA, Chiny czy państwa Bliskiego Wschodu. Podobnie złożona jest kwestia suwerennej AI, jak bowiem o tym mówić bez rozwiązania kwestii suwerenności danych – mówi Lord Holmes, członek Izby Lordów

JUŻ SAMA

DEFINICJA AI STA-

NOWI WYZWANIE, ZWŁASZCZA ŻE WCIĄŻ POJAWIAJĄ SIĘ

NOWE TECHNOLOGIE ORAZ POLA ZASTOSOWAŃ. facebook.com/crnpolska

Wielkiej Brytanii oraz autor autorskiego projektu „Artificial Intelligence Bill”, który ma na celu uregulowania kwestii AI i wpływu tej technologii na społeczeństwo. Również według Patrycji Gawareckiej brak jasnych zasad, odpowiedzialności i kontroli generuje większe ryzyko niż sama regulacja. Jej zdaniem bez zaufania nie będzie masowej adaptacji AI w biznesie. Regulacje nie są więc hamulcem, ale wręcz warunkiem skalowania technolo-

JESTEŚMY ŚWIADKAMI TRANSFORMACJI POKOLENIOWEJ.

gii. Z czym zgodził się Joe Turner, wiceprezes Contextu, zwracając przy tym uwagę na znaczącą rolę dystrybutorów jako łącznika pomiędzy producentami a partnerami w kontekście konsultingu dotyczącego kwestii „AI readiness”.

– Dla dystrybucji te wszystkie zmiany i  turbulencje oznaczają coś b ardzo konkretnego: coraz częściej staje się ona stabilizatorem rynku, buforem ryzyka zarówno dla vendorów, jak i  dla partnerów oraz klientów końcowych – podsumowuje Patrycja Gawarecka n

Nowa rzeczywistość nam sprzyja

„Dysponujemy czymś, czego globalni gracze nie są w stanie zbudować samą skalą: krótką ścieżką decyzyjną oraz głębokim zakorzenieniem w lokalnym rynku” – mówi Patrycja Gawarecka, dyrektor sprzedaży AB.

Według danych Omdia, AB znajduje się w gronie 15 największych dystrybutorów na świecie. Co ciekawe, ta właśnie „wielka piętnastka” ma coraz większe udziały w całym globalnym dystrybucyjnym torcie. Czy efekt konsolidacji będzie postępował?

Patrycja Gawarecka Tak, konsolidacja postępuje i dane pokazują to jednoznacznie. Według najnowszego raportu Omdia „Global Distributor 250”, piętnastu największych dystrybutorów skupia już 72,9 procent całkowitego wolumenu światowej dystrybucji IT. Dla porównania, jeszcze w 2024 roku było to 61 procent. Wzrost o ponad 10 punktów procentowych w ciągu roku to tempo, które trudno zignorować. Przyczyny tego stanu rzeczy są strukturalne i dlatego ten trend nie wygaśnie. Pierwszą przyczyną jest technologia. Budowa własnej platformy dystrybucyjnej integrującej e-commerce, marketplace’y, zarządzanie subskrypcjami i automatyzacja procesów wymaga dziś ogromnych inwestycji. Jako AB mamy swoją platformę AB Online

do sprzedaży hardware’u i Cloud Services for you dla sprzedaży subskrypcyjnej. To inwestycje, na które wielu mniejszych graczy po prostu nie stać. A kto nie ma platform, traci w erze cloud i subskrypcji.

A kolejne przyczyny?

Druga przyczyna to marże. Konsolidacja jest napędzana potrzebą skali i specjalizacji, ale też presją marżową. W dystrybucji wolumenowej marże operacyjne wynoszą dziś 1–2 procent. Żeby zarobić na tej działalności, trzeba obracać ogromnymi wolumenami. Mały dystrybutor po prostu nie jest w stanie wygenerować wystarczającej efektywności kosztowej przy niskich marżach. I wreszcie trzecia przyczyna to zakupy i finansowanie. W środowisku niedoborów komponentów, skracających się okien ważności wycen i zmienności cen – duży dystrybutor ma zdecydowaną przewagę. Dzięki sile finansowej może z wyprzedzeniem budować zapasy. Tymczasem mniejszy gracz kupuje często wtedy, gdy już najlepsza dostępność jest poza za-

sięgiem. Podsumowując, postępująca konsolidacja zmienia kryteria sukcesu. Rynek coraz wyraźniej premiuje dystrybutorów, którzy — niezależnie od skali — potrafią łączyć specjalizację, dane, kompetencje i znakomite rozumienie lokalnego rynku.

Co to oznacza dla polskiego rynku i dla AB?

Tu jest właśnie sedno. Dla AB ten trend jest dobrą wiadomością, bo konsolidacja eliminuje słabszych graczy i wzmacnia tych, którzy zbudowali realną przewagę. My od lat świadomie inwestujemy w elementy, które dziś decydują o pozycji dystrybutora: zasięg regionalny w CEE, kompetencje techniczne w obszarach AI, chmury i cyberbezpieczeństwa, jak też własne platformy i kompleksowe narzędzia dla resellerów oraz zdolność do finansowania kanału i zabezpieczania wolumenów w trudnych warunkach rynkowych. Jednocześnie dysponujemy czymś, czego globalni gracze nie są w stanie zbudować samą skalą: krótką

ZAKUPY W 2026 ROKU

WYMAGAJĄ

WCZEŚNIEJSZEGO

PLANOWANIA, ZABEZPIECZANIA WOLUMENÓW

ORAZ REWIZJI PODEJŚCIA

BUDŻETOWEGO.

ścieżką decyzyjną oraz głębokim zakorzenieniem w lokalnym rynku. To połączenie — skali wynikającej z pozycji jednego z pięciu największych dystrybutorów w Europie oraz elastyczności charakterystycznej dla regionalnego gracza — daje nam unikalne pozycjonowanie. Z jednej strony mamy skalę wystarczającą do prowadzenia negocjacji na poziomie europejskim, z drugiej — zdolność szybkiej adaptacji do lokalnych realiów rynkowych. W efekcie dla vendorów wchodzących na rynki CEE lub rozwijających tu swoją obecność jesteśmy bardzo często pierwszym wyborem, a nie alternatywą wobec globalnych broadlinerów. Krótko mówiąc, konsolidacja rynku nam sprzyja, bo im wyżej jest poprzeczka wejścia do gry w dystrybucji, tym bardziej rośnie wartość tego, co zbudowaliśmy przez ponad trzydzieści lat.

Ubiegły rok był rewelacyjny dla polskiej dystrybucji. Według Contextu krajowa sprzedaż wzrosła o 11 procent rok do roku. Jednak na ten rok

Context przewiduje stagnację w  okolicach zera. Czy słusznie? Te prognozy mają swoje uzasadnienie, jeśli patrzymy na dane europejskie. Natomiast ja patrzę na polski rynek z ciut większym optymizmem. Dlaczego? Po pierwsze są do rozdysponowania środki z KPO, w przypadku których obowiązuje twardy deadline. Wszystkie projekty w ramach KPO muszą zostać zakończone do 31 sierpnia 2026 roku. To jest nieprzesuwalna data i ona generuje bardzo realny popyt – szczególnie w sektorze publicznym i samorządowym. Po drugie – cyberbezpieczeństwo jako kategoria, która nie zna stagnacji. W 2025 roku CERT Polska odnotował ponad 120 tysięcy incydentów cyberbezpieczeństwa, z czego 34 procent dotyczyło sektora MŚP – i w efekcie średnie wydatki polskich firm na cyberbezpieczeństwo wzrosły o 42 procent rok do roku. Po trzecie – polska makroekonomia jest odmienna od europejskiej średniej. Unia Europejska prognozuje dla Polski wzrost PKB na poziomie 3,5 procent w 2026 roku, przy jednoczesnym spadku inflacji poniżej 3 procent. Przy niskim bezrobociu i rosnących płacach siła nabywcza polskich firm i konsumentów jest znacznie lepsza niż w Europie Zachodniej, która przeżywa stagnację. Jesteśmy rynkiem, który ma własne motory napędowe.

To dość optymistyczna wizja… Przy czym nie twierdzę, że będzie łatwo. Jednak tych realnych czynników wzrostu trochę mamy – poza KPO także inwestycje w AI, cyberbezpieczeństwo, koniec wsparcia technicznego dla Windows 10, postcovidowa wymiana sprzętu, czy presja cen pamięci. Kluczem będzie to, kto jest przygotowany: kto zabezpieczył wolumeny, kto ma kompetencje do projektów AI i cybersecurity, kto działa proaktywnie z klientami na temat nadchodzących okien budżetowych. Ci wygrają ten rok.

A jednak obecnie na rynku mamy do czynienia z nierównowagą popytu i podaży, ograniczoną dostępnością produktów oraz rosnącą zmiennością cen. Wygląda na to, że zakupy w 2026 wymagają wcześniejszego planowania, zabezpieczania w olumenów o raz rewizji budżetów.

To jest absolutnie kluczowy temat i cieszę się, że go poruszamy. Obserwacje rynkowe i branżowe debaty są jednoznaczne: zakupy w 2026 roku wymagają wcześniejszego planowania, zabezpieczania wolumenów i rewizji podejścia

budżetowego. Kończy się era, w której można było zamawiać wtedy, kiedy się chce, i dostawać wtedy, kiedy się potrzebuje. Widzimy wyraźną nierównowagę popytu i podaży, której centrum są dziś pamięć DRAM, dyski SSD i procesory – szczególnie klasy enterprise, choć nie tylko. To właśnie w tych komponentach ceny znacząco urosły, a dostępność się skurczyła. I to przekłada się dalej w górę łańcucha – na serwery, storage, komputery i stacje robocze, bo one wszystkie zależą od tych samych ograniczonych zasobów. Analitycy TrendForce i IDC są tu zgodni: presja cenowa rośnie kwartał do kwartału i nie ma sygnałów, żeby miało się to szybko zmienić.Dla działów zakupów oznacza to jedno – projekt wyceniony dziś może wyglądać zupełnie inaczej za trzy miesiące. Dodatkowo okna ważności wycen u głównych dostawców mocno się skracają. Jeśli wewnętrzny proces zatwierdzania budżetu w firmach trwa dłużej niż okres ważności oferty, organizacja automatycznie płaci według wyższego cennika. To nie jest przejściowa turbulencja – to nowe reguły gry. Przyczyn jest kilka i wszystkie nakładają się na siebie jednocześnie.

Na pewno jest to boom na infrastrukturę AI, o czym tak wiele się mówi od dłuższego czasu…

Natomiast zbyt cicho jest wciąż o kryzysie helowym. To przykład na to, jak odległy czynnik geopolityczny może w kilka tygodni sparaliżować globalną produkcję półprzewodników. W marcu 2026 roku irańska armia uderzyła w katarskie instalacje w Ras Laffan – jeden z zaledwie dwóch obiektów na świecie zdolnych do produkcji helu klasy półprzewodnikowej. Katar dostarczał jedną trzecią światowych zasobów tego gazu, czyli około 63 milionów metrów sześciennych rocznie. Ten wolumen zniknął z rynku niemal z dnia na dzień. W momencie, w którym rozmawiamy (23 kwietnia – przyp. red.) cieśnina Ormuz pozostaje de facto zam-

KONSOLIDACJA ELIMINUJE

SŁABSZYCH GRACZY I WZMACNIA TYCH, KTÓRZY ZBUDOWALI

knięta dla zachodnich statków – około 200 wyspecjalizowanych kontenerów kriogenicznych utknęło w regionie. Hel musi być przetransportowany w ciągu 45 dni od skroplenia – po tym czasie po prostu odparowuje. Dlaczego hel jest tak

krytyczny? To proste – bez niego nie ma zaawansowanych chipów. I tu jest sedno, które warto dobrze zrozumieć: pełnych konsekwencji tego kryzysu jeszcze nie widzimy – i właśnie to jest najbardziej niepokojące. Fabryki mają bufor zapasów helu na kilka tygodni. Chipy wyprodukowane dziś trafiają do gotowych produktów – serwerów, kompu-

FUNDAMENTALNA ZMIANA TO KONIECZNOŚĆ PORZUCENIA MO-

DELU JUST-IN-TIME JAKO DOMINUJĄCEJ STRATEGII ZAKUPOWEJ.

terów, sprzętu sieciowego – dopiero po kilku miesiącach. Zakłócenia w produkcji, które zaczynają się teraz, odczujemy jako realne braki sprzętowe na rynku dopiero w drugiej połowie roku. Ceny będą rosły, a dostępność malała zanim wiele działów zakupów zdąży w ogóle zareagować. To nowa rzeczywistość, do której trzeba dostosować strategię zakupową.

Jakie będą tego konsekwencje dla polskich firm?

Fundamentalna zmiana to konieczność porzucenia modelu just-in-time jako dominującej strategii zakupowej. To model, który działał w warunkach przewidywalności. Dziś mamy środowisko ciągłej zmienności – geopolityka, kryzysy surowcowe, cła, wahania walut. W takim środowisku wygrywają ci, którzy planują z wyprzedzeniem, mają elastyczne budżety i partnerów zdolnych do szybkiej reakcji. Komunikat do resellerów i integratorów jest prosty: projekty planowane w horyzoncie kolejnych kwartałów powinny być przedmiotem rozmów już dziś. Wczesne zabezpieczenie wolumenu i ustalenie ceny to dziś warunek zachowania rentowności – nie opcja. Działy zakupów i finansów muszą współpracować ściślej niż kiedykolwiek, bo skokowa zmienność cen może wywrócić marżę projektu skalkulowanego na bazie historycznych poziomów. I tu widać, dlaczego w takim środowisku przewagę zyskują dystrybutorzy o odpowiedniej skali. Silna pozycja finansowa, zdolność magazynowania, wcześniejszego rezerwowania wolumenów oraz możliwość finansowania partnerów pozwalają stabilizować projekty po stronie resellera.

Napisałaś niedawno na LinkedInie, że „dystrybucja coraz częściej bierze odpowiedzialność nie tylko za skalę, ale też za dojrzałość całego ekosystemu.

Dystrybucja coraz częściej staje się architektem strategii go to market, łącząc technologię, model biznesowy, finansowanie, dane i  skalę. Równolegle rośnie jej rola jako edukatora rynku  bo w erze AI, chmury i  subskrypcji sama dostępność technologii nie wystarcza”. Czy planujecie pe łnić rolę edukatora także w kontekście wdrożeń AI w firmach? Tak, i uważam, że to jest jedno z najważniejszych zadań, przed którymi stoi dystrybucja w najbliższych latach – ale chcę być przy tym bardzo precyzyjna, bo słowo „edukator” łatwo może zabrzmieć górnolotnie. Nie chodzi o to, żebyśmy organizowali szkolenia dla resellerów z tego, czym jest AI. To nie jest luka, którą musimy wypełniać. Chodzi o coś konkretniejszego i trudniejszego: pomaganie razem z vendorami partnerom w przejściu od rozmowy o AI do faktycznej realizacji projektów AI. A to jest zupełnie inny poziom. Dane, które pojawiły się podczas tegorocznego GTDC EMEA Summit, są tu bardzo wymowne. Wskaźnik gotowości firm na wdrożenia AI spadł z 15 procent w 2024 roku do 9 procent w 2025 roku. To nie jest paradoks – to jest efekt rosnącego rozumienia, jak złożonym procesem jest rzeczywiste wdrożenie AI w środowisku korporacyjnym. Firmy zaczynają rozumieć, że AI to nie jest produkt, który się kupuje i instaluje. To jest projekt transformacyjny, który wymaga odpowiedniej infrastruktury, przygotowania danych, zarządzania ryzykiem regulacyjnym i zmiany procesów.

Co to oznacza dla AB konkretnie, na co dzień?

Pracujemy nad tym, żeby nasze wsparcie dla partnerów w obszarze AI nie kończyło się na sprzedaży infrastruktury. Bo reseller, który sprzedaje klientowi ser-

FIRMY ZACZYNAJĄ ROZUMIEĆ, ŻE AI TO NIE PRODUKT, KTÓRY SIĘ KUPUJE I INSTALUJE. TO PROJEKT TRANSFORMACYJNY.

wer pod AI, a nie potrafi odpowiedzieć na pytanie o zgodność z AI Act, o zarządzanie danymi czy o odpowiedzialność za decyzje algorytmu – jest w bardzo trudnej pozycji. My chcemy być partnerem, który razem z vendorem pomaga mu tę pozycję budować. To długa droga i nie twierdzę, że znamy wszystkie odpowiedzi. Ale kierunek jest jasny: dystrybucja, która w erze AI ograniczy się do roli logistyczno-finansowej, oddaje pole tym,

którzy zrozumieli, że wartość tworzy się dziś na poziomie kompetencji, nie zaś tylko przepływu towaru.

Dużo się dzieje i stąd moje pytanie o  to, jak udaje Ci się zachować dystans do wymagającej rzeczywistości? Jaki jest Twój najczęstszy sposób na relaks?

Nie mogłabym żyć bez książek. Czytam – a właściwie częściej słucham audiobooków – przy każdej możliwej okazji: jadąc autem, ćwicząc czy gotując. Książka przenosi mnie w inny świat, ale równie ważne jest to, że otwiera głowę na inne perspektywy.

Co czytasz i  jakie tytuły możesz polecić naszym Czytelnikom?

Kryminały to mój ulubiony gatunek, więc od nich zacznijmy. Bardzo cenię twórczość Mieczysława Gorzki, przede wszystkim dlatego, że jego książki rozgrywają się we Wrocławiu i okolicach. Czytanie kryminału, w którym rozpoznaje się ulice, klimat miejsca i charakterystyczne zakątki miasta, daje zupełnie inne doświadczenie. Cenię u niego również nieprzewidywalność narracji – wydaje mi się, że wiem, jak dana książka się skończy, a jednak ten autor zawsze mnie zaskakuje. Jeśli zaś ktoś lubi połączenie kryminału z historią, zdecydowanie polecam Macieja Siembiedę – na przykład powieść „Miejsce i imię”. W tle II wojna światowa i wątek diamentów. Mnie wciągnęła.

A literatura faktu? Czytujesz? Jak najbardziej. W tym kontekście polecam książkę „Bóg techy” Sylwii Czubkowskiej. O tym, jak największe korporacje technologiczne kształtują współczesną rzeczywistość gospodarczą, społeczną i polityczną. Książka prowokuje do zadawania trudnych pytań: kto realnie ustala reguły gry w świecie technologii, jakim kosztem i jakie ma to konsekwencje dla firm takich jak nasze. Ta pozycja nabiera szczególnego znaczenia w kontekście aktualnych wydarzeń w Europie – coraz więcej krajów i instytucji publicznie deklaruje strategie suwerenności cyfrowej, próbując ograniczyć zależność od dominujących platform technologicznych. Po tej książce trudno uciec od pytania, czy realne uniezależnienie się od wielkich graczy technologicznych jest w ogóle możliwe – i czy Europa faktycznie dysponuje alternatywą, czy jedynie polityczną wolą.

baramundi:

pod rękę z dystrybutorem

Producent oprogramowania Unified Endpoint Management rozpoczął sprzedaż za pośrednictwem dystrybutora VAD – QBS Prianto. baramundi zamierza dotrzeć w ten sposób do większej liczby partnerów, zapewniając im jednocześnie specjalistyczną obsługę. Obie firmy wspólnie chcą inicjować nowe działania dla partnerów i rozwijać obecność na polskim rynku.

baramundi software jest dostawcą oprogramowania z zakresu Unified Endpoint Management (UEM), które umożliwia kompleksowe zarządzanie infrastrukturą IT – od zdalnego onboardingu nowych urządzeń, przez inwentaryzację zasobów, automatyzację procesów, zarządzanie aktualizacjami i bezpieczeństwem, po dystrybucję oprogramowania i kontrolę w czasie rzeczywistym nad urządzeniami końcowymi. W marcu br. producent podpisał umowę dystrybucyjną z QBS Prianto. Tym samym Polska została pierwszym krajem, w którym baramundi zaczęło działać za pośrednictwem dystrybutora. Rozwiązania niemieckiej firmy, które są już dostępne w Prianto, mają wsparcie techniczne, handlowe i marketingowe.

Własnymi siłami? To już za mało…

Do tej pory niemiecki producent własnymi siłami i jednocześnie z dużym powodzeniem budował swój kanał partnerski. O tym, że robił to dobrze świadczy między innymi fakt, iż dwukrotnie zdobył, po wcześniejszej szczegółowej weryfikacji, certyfikat CRN Channel Master (edycja 2025 i 2026). – W  Polsce działamy od ponad dekady, a sprzedaż zawsze prowadziliśmy i prowadzimy przez partnerów. Żaden klient końcowy nie ma możliwości zakupu naszych produktów bezpośrednio u  nas. Owszem, kontaktujemy się z  odbiorcami, aktywnie ich poszukujemy, wspieramy w testach narzędzi baramundi, natomiast w dalszej kolejności wszelkie wdrożenia, w  których też sami wspieramy partnerów, są prowadzone za pośrednictwem integratorów – mówi Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę. Skąd więc potrzeba włączenia w działania sprzedażowe dystrybutora? Jak tłumaczy Sebastian Wąsik, w baramundi już od dłuższego czasu zastanawiano się jak jeszcze bardziej rozszerzyć obecność na polskim rynku, docierając do większej liczby partnerów obsługujących klientów

biznesowych. Jednocześnie zdawano sobie sprawę, że eskalując biznes, trzeba zapewnić równie dobrą, jak dotąd, opiekę wszystkim współpracującym z producentem integratorom.

– baramundi prowadzi partnerów za rękę. Mają u  nas pełne wsparcie handlowe, techniczne jak też budżety na działania marketingowe. Takie podejście gwarantuje, że wdrożenia naszego oprogramowania u klientów kończą się powodzeniem. Jednak przy większym kanale partnerskim, sam polski oddział nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej pomocy integratorom: szkoleń, opieki przedsprzedażowej, zaplecza technicznego, wsparcia w  spotkaniach z  klientami i podczas wdrożeń. Stąd wybór padł na Prianto, dystrybutora VAD, który dysponuje zasobami i know-how we współpracy z kanałem partnerskim – tłumaczy Sebastian Wąsik.

Podkreśla przy tym tak ważne dla integratorów aspekty wynikające z podpisania umowy z Prianto, jak jeden punkt kontaktu i pomocy w kwestiach związanych z produktami baramundi, dłuższy okres płatności przy zakupie u dystrybutora, rejestracja leadów i możliwość otrzymywania dodatkowych rabatów.

Oferta dla szerokiej grupy partnerów

Oprogramowanie baramundi Management Suite do zarządzania urządzeniami końcowymi (stacjami klienckimi, serwerami, laptopami, urządzeniami mobilnymi) jest wdrażane w bardzo różnych organizacjach. Od zakładów produkcyjnych, przez różnego rozmiaru sklepy, w instytucjach, placówkach administracji państwowej, również w sektorze zbrojeniowym. Co więcej, rozwiązanie można oferować w różnych modelach sprzedażowych, dlatego profil parterów, którzy mogą współpracować z baramundi jest bardzo szeroki.

– Dla integratorów ważne jest, że nasze produkty są znane na rynku i mają potwier-

dzoną skuteczność. Co istotne, w bardzo dużym stopniu p okrywają w ymagania NIS 2, są w pełni dewelopowane w Unii Europejskiej, a sam producent spełnia wymogi ISO/IEC 27. Statystycznie już w  momencie instalacji naszego UEM-a poziom b ezpieczeństwa urządzeń końcowych zwiększa się o 30 procent. Przy czym sama instalacja jest bardzo prosta, trwając, w zależności od wielkości organizacji, najwyżej cztery dni – mówi Sebastian Wąsik.

Pierwsze wspólne działania za nami

Pierwsze wspólne webinary dla partnerów zorganizowane przez baramundi i Prianto miały miejsce w marcu (integratorzy mogli poznać kluczowe korzyści ze współpracy z producentem i jego program partnerski) oraz w kwietniu (szkolenie obejmowało tematykę automatyzacji w zarządzaniu końcówkami). Teraz sam producent zaprasza klientów końcowych i potencjalnych partnerów na baramundi Easy Days 2026 – majowy (26 maja w Warszawie i 28 maja w Poznaniu) roadshow dotyczący zarządzania IT i bezpieczeństwa, który odbędzie się w Warszawie i Poznaniu. Prelegenci skupią się na tematyce inteligentnych narzędzi oraz tym, jak mogą one ułatwić codzienną pracę — na przykład poprzez automatyzację rutynowych zadań. Podczas roadshow wystąpi Piotr Oleksiak, założyciel i dyrektor generalny OSINTownia.pl, który opowie, w jaki sposób zespoły ds. bezpieczeństwa mogą wcześnie identyfikować zagrożenia cyfrowe, zachowując zgodność z RODO.

Dowiedz

Wlipcu ubiegłego roku Software -

One oraz Crayon ogłosiły fuzję.

Od końca kwietnia obie organizacje działają pod wspólną marką: SoftwareOne. Za tym połączeniem stoją konkretne liczby: przychody na poziomie 1,6 mld franków szwajcarskich, 13 tys. ekspertów i portfel 80 tys. klientów w ponad 70 krajach. Powstała organizacja ma wszelkie predyspozycje, by dyktować tempo w segmencie zarządzania licencjami i optymalizacji kosztów oprogramowania.

To jednak nie tylko kwestia skali. Jeszcze przed połączeniem obie firmy zajmowały pozycję lidera w zestawieniu Gartner Magic Quadrant dla usług SAM Managed Services (każda z osobna). Dziś

Zbigniew Borgosz

RNowe otwarcie SoftwareOne:

od korporacji po sektor SMB

Globalny lider wychodzi poza segment klientów korporacyjnych. Po fuzji z Crayon SoftwareOne ogłasza ofensywę w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw oraz budowę kanału partnerskiego w Polsce.

te kompetencje funkcjonują w ramach jednej, zintegrowanej struktury.

– Połączyliśmy dwóch największych partnerów Microsoftu na świecie. SoftwareOne był największym partnerem transakcyjnym, Crayon znajdował się w pierwszej trójce. Po fuzji jesteśmy zdecydowanym numerem jeden, z wyraźną przewagą nad pozostałymi graczamipodkreśla Grzegorz Górkiewicz, Enterprise Sales Director w SoftwareOne.

Od dużych kontraktów do szerokiej oferty multivendor

Dotychczasowa działalność obu firm koncentrowała się na ekosystemach Microsoft, AWS i SAP. Dystrybucja licencji od szerszego grona dostawców

ynek IT wyraźnie przesuwa się dziś z modelu dostarczania narzędzi w stronę dostarczania efektów i to jest kierunek, który już dziś konsekwentnie

Country Leader, SoftwareOne realizujemy. Pracujemy z klientami w modelu, który obejmuje cały cykl życia technologii, od zrozumienia potrzeb, przez dobór rozwiązań, aż po ich wdrożenie i ciągłą optymalizację. Szczególnie w obszarze chmury i sztucznej inteligencji widzimy, że największą wartością nie jest sama technologia, lecz sposób jej wykorzystania. Naszym celem jest, aby klienci mogli podejmować decyzje technologiczne w oparciu o dane, przewidywalność i realne efekty biznesowe, takie jak optymalizacja kosztów, wzrost efektywności czy zwiększenie elastyczności organizacji. W perspektywie najbliższych dwóch lat chcemy ten model jeszcze bardziej rozwijać i skalować, tak aby jeszcze szerzej wspierać klientów w budowaniu ich przewagi konkurencyjnej.

stanowiła jedynie uzupełnienie oferty. Tymczasem w skali globalnej SoftwareOne współpracuje z ponad 7 tys. producentów oprogramowania, począwszy od największych światowych marek, jak Oracle, Veeam i Adobe, przez firmy z obszaru cyberbezpieczeństwa, aż po setki wyspecjalizowanych producentów niszowych rozwiązań. W Polsce ten obszar do tej pory miał charakter drugoplanowy. Teraz staje się jednym z kluczowych i na tym właśnie gruncie ma też rosnąć lokalna baza klientów. W ciągu ostatnich dwóch lat w Polsce zakupów w SoftwareOne lub Crayon dokonało 2,5 tys. podmiotów, przy czym połączony koncern zatrudnia nad Wisłą 400 specjalistów.

– Klienci już nam ufają, a teraz możemy zaproponować im coś zupełnie nowego – obsługę zamówień niestandardowych oraz rzadziej poszukiwanych rozwiązań. W przypadku niszowego oprogramowania koszty operacyjne zakupu często przewyższają koszt samej licencji. Jako agregator współpracujący z tysiącami dostawców pomagamy te zbędne koszty wyeliminować i uprościć proces zakupowy –  wyjaśnia Grzegorz Górkiewicz.

Jedną z istotnych różnic między obiema firmami był sposób zarządzania operacyjnego. SoftwareOne funkcjonowało w silnie zglobalizowanej strukturze– natomiast Crayon stawiał na lokalną

niezależność: każdy oddział miał własną strategię i swobodę działania. Po fuzji przyjęto model hybrydowy, łączący zalety obu podejść.

W Warszawie od kilku lat funkcjonuje Excellence Delivery Center – zespół osadzony w strukturach globalnych SoftwareOne, realizujący projekty dla klientów z różnych rynków. To prestiż, ale też bezpośredni dostęp do doświadczeń i innowacji z innych rynków. – Dzięki lokalnemu kierownictwu możemy szybko reagować na potrzeby rynku. Jednocześnie, gdy projekt nabiera skali, możemy liczyć na wiedzę i zasoby kolegów z całego świata –  mówi Grzegorz Górkiewicz.

Synergia bez kanibalizacji

SoftwareOne i Crayon rzadko spotykały się w bezpośredniej konkurencji, mimo że obie organizacje od lat funkcjonowały w segmencie enterprise. Różnice dotyczyły raczej modeli operacyjnych i akcentów kompetencyjnych niż obsługiwanych klientów. Połączenie tych dwóch firm nie niesie ryzyka kanibalizacji portfela, lecz stanowi przykład synergii, w której komplementarne kompetencje i odmienne doświadczenia rynkowe wzajemnie się wzmacniają. Nowym elementem wspólnej strategii jest świadoma decyzja o równoległym rozwoju w segmentach małych i średnich przedsiębiorstw oraz w kanale partnerskim, obok dalszego umacniania pozycji w enterprise.

– Wcześniej ani SoftwareOne, ani Crayon nie miały systemowego podejścia do rynku SMB i SMC. W SoftwareOne uruchomiłem projekt pilotażowy, ale to była inicjatywa na niewielką skalę. Dziś uruchomiliśmy wyspecjalizowany, dwunastoosobowy zespół skoncentrowany wyłącznie na tych segmentach- mówi Paweł Krupa, Sales Director SMC & SMB w SoftwareOne.

„BUDUJEMY KANAŁ PARTNERSKI OD PODSTAW”.

Struktura opiera się na dwóch filarach. Segment SMC pracuje z firmami do 2 tys. pracowników i obsługiwany jest bezpośrednio, w oparciu o standaryzowane pakiety obejmujące cyberbezpieczeństwo, produktywność oraz fundamenty rozwiązań AI. Natomiast segment SMB to rynek rozproszony, do którego firma zamierza docierać przez sieć partnerów handlowych. To właśnie

Grzegorz Górkiewicz

Połączenie dało nam coś, czego żadna z firm nie miała osobno. SoftwareOne zyskało elastyczność i lokalną decyzyjność, a Crayon globalny zasięg

Enterprise Sales Director, SoftwareOne i bogate zaplecze. Obie firmy przez lata rozwijały się w różnych niszach. Teraz po raz pierwszy mamy narzędzia, żeby działać kompleksowo, od małej firmy przez kanał partnerski aż po największe korporacje z zaawansowanymi projektami enterprise. Dla polskiego rynku IT oznacza to pojawienie się nowego, poważnego dostawcy w kanale dystrybucyjnym i segmencie SMB, gracza z globalnym zapleczem, ale ambicjami, żeby stać się liderem również w tych obszarach, w których dotychczas go nie było widać.

Paweł Krupa

Jednym z kluczowych priorytetów SoftwareOne w Polsce jest dziś budowanie kanału partnerskiego, a więc obszaru, który dotychczas pozostawał

Sales Director SMC & SMB, SoftwareOne poza głównym nurtem działalności zarówno SoftwareOne, jak i Crayon. Firma nie prowadziła sprzedaży przez dystrybucję licencji ani nie oferowała partnerom usług świadczonych w ramach globalnego partnerstwa z Microsoftem. To się zmienia. W tym roku uruchomiliśmy program partnerski i nawiązaliśmy już współpracę z pierwszymi partnerami. Chcemy skalować dotarcie do klientów końcowych poprzez silny ekosystem partnerski, który najlepiej odpowiada potrzebom różnych segmentów rynku. Szczególnie istotna jest dla nas współpraca przy obsłudze mniejszych i średnich organizacji, gdzie model partnerski pozwala zapewnić klientom najwyższą jakość relacji i lokalne wsparcie. Dzięki temu możemy skupić się na obszarach, w których nasza wartość jest największa, jednocześnie oferując klientom SMB efektywny i dopasowany model współpracy.

tutaj tkwi największa zmiana w modelu biznesowym.

– Budujemy kanał partnerski od podstaw. To dla nas zupełnie nowe otwarcie, dlatego jesteśmy gotowi na współpracę z każdym, kto chce razem z nami rosnąć. Wchodząc na ten rynek, oferujemy wyjątkowo atrakcyjne warunki, nawet kosztem niższych marż na starcie – zapewnia Paweł Krupa.

Cel jest klarowny: duży wolumen sprzedaży oraz rozpoznawalność marki. Firma ma w zanadrzu kilka argumentów dla potencjalnych partnerów. Jako globalny partner Microsoft i AWS dysponuje dostępem do programów finansowania niedostępnych dla większości dystrybutorów na polskim rynku. W razie potrzeby może korzystać z puli programów z innych oddziałów w Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych, jak również Wielkiej Brytanii. Dodatkowym atutem jest model obsługi klienta końcowego: każdy klient ma przypisanego opiekuna. W odróżnieniu od większości dystrybutorów skupionych na jednym ekosystemie, SoftwareOne obsługuje jednocześnie Microsoft, AWS, a także Google Cloud, oferując przy tym licencje od ponad 7 tys. innych dostawców. Partner może więc zbudować z jednym

dostawcą kompletną ofertę dla swoich klientów. Uzupełnieniem jest własna platforma, która umożliwia partnerom samodzielne składanie zamówień, zarządzanie licencjami oraz śledzenie statusu zakupów – bez konieczności angażowania zasobów ludzkich po drugiej stronie.

Najpierw porządek z danymi, potem AI Wśród strategicznych priorytetów nowego SoftwareOne jest także rozwój narzędzi analitycznych. Firma obsługuje duże przedsiębiorstwa z rozbudowanymi środowiskami analitycznymi, zasilanymi ogromnymi wolumenami danych z wielu źródeł. Do tej infrastruktury dołącza teraz dorobek Crayon – własna platforma BotSheepard, która służy do szybkiego uruchamiania i zarządzania asystentami AI opartymi na modelach Azure OpenAI.

– Zanim zaczniemy rozmawiać z klientem o AI, musimy poruszyć tematy związane z bezpieczeństwem danych: ich jakością, kontrolą dostępu, właściwym zarządzaniem informacją. Sztuczna inteligencja jest na te elementy wyjątkowo wrażliwa. Wielu dostawców o tym zapomina, my traktujemy to poważnie – podsumowuje Grzegorz Górkiewicz. n

Silky Coders: skala paliwem dla algorytmów

„Sztuczna inteligencja zdecydowanie zmienia sposób pracy, działając w praktyce jak akcelerator produktywności. Jednak jej prawdziwy wpływ widać dopiero wtedy, gdy zaczyna zmieniać sposób podejmowania decyzji’’ – mówi Krzysztof Radziwon, Director of IT Strategy & Execution w Silky Coders, spółce z grupy LPP, właściciela marek odzieżowych Sinsay, Reserved, Cropp, House i Mohito.

Jaką konkretnie funkcję pełni

Silky Coders w grupie LPP?

Krzysztof Radziwon Silky Coders to nie jest klasyczny dział IT. Projektujemy i budujemy system operacyjny dla całego biznesu LPP – począwszy od sklepów, przez produkcję, logistykę, po e-commerce. Początkowo funkcjonowaliśmy jako integralny, klasyczny dział techniczny LPP, obsługujący wszystkie procesy. Wraz z rozwojem kompetencji, rosnącą skalą działania oraz specyfiką pracy zespołów IT zapadła decyzja o wydzieleniu tego obszaru do osobnej spółki. Konieczne było uporządkowanie struktury organizacyjnej i operacyjnej, gdyż łatwiej zarządzać wyspecjalizowanym podmiotem technicznym niż dużym, rozproszonym działem w ramach całego przedsiębiorstwa. Jednocześnie była to odpowiedź na rosnące znaczenie rozwiązań technicznych oraz zmieniające się potrzeby zespołów IT. Z czasem zaczęły one bowiem budować własną tożsamość, co też było całkowicie naturalne, ponieważ funkcjonują zupełnie inaczej niż działy sprzedażowe czy produktowe. Powstanie Silky Coders stworzyło lepsze warunki do rozwijania kompetencji, budowania kultury pracy oraz – co szczególnie istotne – przycią-

Zespół liczy około 800 osób i stanowi główne zaplecze techniczne grupy LPP. Jednocześnie współpracujemy z szeroką siecią partnerów zewnętrznych, co pozwala nam elastycznie zwiększać możliwości operacyjne. Nasze główne centrum kompetencyjne, odpowiedzialne za rozwój systemów, znajduje się w Polsce, chociaż zespoły są rozproszone geograficznie. Na kluczowych rynkach zagranicznych również mamy lokalne wsparcie, głównie w zakresie utrzymania infrastruktury.

Jak zmieniła się konkurencja w branży modowej pod wpływem globalnego e-commerce?

gania specjalistów, którzy chcą pracować w środowisku technicznym, niekoniecznie wiążąc swoją ścieżkę zawodową bezpośrednio z branżą modową.

Jak wygląda skala zespołu Silky Coders i jego organizacja?

Jak tak dynamiczna ekspansja grupy LPP wpływa na funkcjonowanie IT? Marki LPP są dziś obecne na 46 rynkach, a tylko w ubiegłym roku zadebiutowaliśmy w sześciu nowych krajach i otworzyliśmy ponad 1000 salonów. W kolejnych latach planujemy utrzymać bardzo wysokie tempo rozwoju. Równolegle intensywnie rozwijamy e-commerce, rozbudowując funkcjonalność aplikacji mobilnych i zwiększając ich międzynarodowy zasięg. Otwieramy także nowe obiekty magazynowe oraz z powodzeniem wdrażamy w nich rozwiązania robotyczne. Przy takiej skali ekspansja nie byłaby możliwa bez technologii traktowanej jako fundament biznesu, a nie jedynie jako funkcja wspierająca. W LPP dział IT nie pracuje reaktywnie, lecz stanowi integralną część całego modelu operacyjnego. Każdy element rozwoju – otwarcie sklepu, uruchomienie centrum logistycznego czy rozbudowa kanałów e-commerce – wiąże się z konkretnymi planami i działaniami po stronie IT. W praktyce tak dynamiczny rozwój jest dla nas nieustannym testem zdolności do skalowania. Weryfikuje, czy potrafimy reagować wystarczająco szybko, skutecznie i w sposób powtarzalny wspierać biznes na wszystkich rynkach.

Dziś o przewadze konkurencyjnej w coraz większym stopniu nie decydują już wyłącznie produkt czy cena, ale przede wszystkim dopasowanie oferty do aktualnych trendów, które zmieniają się coraz szybciej. Dlatego tak bardzo liczy się szybkość uczenia się, reagowania na zmiany i jakość podejmowanych decyzji. To właśnie globalne platformy e-commerce wprowadziły nową dynamikę. Kluczowe znaczenie zyskała więc zdolność przetwarzania ogromnych wolumenów danych i wykorzystywania ich do optymalizacji praktycznie każdego obszaru działalności – od rekomendacji produktowych, przez wycenę, po zarządzanie przepływem masy towarowej i logistykę. W tym kontekście skala staje się paliwem dla algorytmów i przedsiębiorstwa, które potrafią ją wykorzystać, nie reagują na zachowanie rynku, ale go wyprzedzają.

Czy globalne platformy e-commerce są dla was konkurencją? Tak, zdecydowanie. Działamy na tych samych rynkach i rywalizujemy o tego samego klienta. Warto jednak zauważyć, że dziś konkurencja nie sprowadza się do ceny. W przypadku naszych marek, takich jak Sinsay, w wielu obszarach konkurujemy bardzo skutecznie, także pod względem relacji ceny do jakości. To wynika z połączenia kilku czynników: logistyki, dobrze przemyślanej strategii produktowej, sposobu docierania do klienta oraz – co kluczowe – wykorzystania danych w procesie decyzyjnym. Technologia nie jest tu tylko wsparciem, ale warunkiem osiągnięcia tej skali. Bez niej nie moglibyśmy działać sprawnie w tak wymagającym otoczeniu rynkowym.

TECHNOLOGIA NIE JEST JUŻ WSPARCIEM BIZNESU, LECZ JEGO SYSTEMEM NERWOWYM, KTÓRY CODZIENNIE DECYDUJE O TEMPIE DZIAŁANIA

I JAKOŚCI PODEJMOWANYCH DECYZJI.

Jaką rolę w tej nowej rzeczywistości pełnią rozwiązania techniczne? Przestają być jedynie zestawem narzędzi wspierających poszczególne obszary działalności, a stają się swoistym systemem nerwowym. Odpowiadają za spójny przepływ informacji i stworzenie warunków do podejmowania decyzji z wykorzystaniem aktualnych danych. To oznacza konieczność odejścia od myślenia i działania silosowego. Zamiast wielu odrębnych systemów potrzebny jest jeden spójny „mózg”, który łączy wszystkie informacje i umożliwia ich wykorzystanie w czasie rzeczywistym. Jeżeli każdy system próbuje być tym mózgiem, zazwyczaj kończymy z tysiącami neuronów i brakiem decyzji. Przy czym zbudowanie ekosystemu, który naprawdę łączy dane i wspiera decyzje, to proces trudny, bo firmy mają swoje dziedzictwo technologiczne – systemy budowane w innych realiach, które trzeba teraz dostosować do nowych wymagań.

Jak zmieniła się dynamika trendów w branży modowej i jakie są tego konsekwencje dla IT?

Zmiana jest radykalna. Jeszcze kilka lat temu cykl życia trendu wynosił 6–12 miesięcy. Trend lokalny potrzebował czasu, żeby stać się globalnym, a producenci odzieży mieli przestrzeń, aby na niego zareagować. Obecnie cykl ten skrócił się do 6–12 tygodni. Trend może powstać lokalnie, stać się viralem i bardzo szybko osiągnąć globalny zasięg. To całkowicie zmienia sposób działania. Żeby nadążyć za rynkiem, musimy reagować niemal natychmiast – od stworzenia projektu, przez produkcję, po dystrybucję. Jeżeli reagujemy na trend, który już jest widoczny, najczęściej jesteśmy spóźnieni. Jeśli dzisiaj zamówimy produkcję czegoś, co już jest mocnym trendem, ryzykujemy, że gdy towar dotrze do sklepów stanie się niemodny i będzie zalegać na półkach. Dlatego konieczne jest radykalne skompresowanie wszystkich procesów, co jest niemożliwe bez wsparcia technicznego.

Jak podchodzicie do budowy systemów – rozwijacie je wewnętrznie czy korzystacie z gotowych rozwiązań?

Nasze podejście bazuje na silnych kompetencjach wewnętrznych, w tym w szczególnosci w zakresie analityki danych. To nie jest coś nowego – rozwijamy ten obszar od wielu lat i traktujemy go jako jeden z kluczowych elementów przewagi organizacyjnej. Znaczną część rozwiązań budujemy samodzielnie, zwłaszcza tam, gdzie systemy bezpośrednio wspierają nasze unikalne procesy biznesowe, jak prognozowanie trendów, analiza zachowań klientów czy planowanie operacyjne. Jednocześnie nie działamy w oderwaniu od rynku. Korzystamy także z narzędzi

i modeli dostarczanych przez zewnętrznych partnerów, w zależności od potrzeb i konkretnego zastosowania. Dotyczy to również mechanizmów sztucznej inteligencji. Kluczowe jest jednak to, że systemy, które realnie wspierają biznes, są projektowane i integrowane przez nas, ponieważ tylko my w pełni rozumiemy specyfikę naszej działalności.

Jak szeroko i w jaki sposób wykorzystujecie sztuczną inteligencję?

Zastosowań jest bardzo dużo i obejmują one praktycznie wszystkie obszary

maj 2026 / CRN / 25

działalności – od wsparcia codziennej pracy pojedynczych osób po kluczowe procesy operacyjne. Na najprostszym poziomie są to narzędzia zwiększające efektywność indywidualną, takie jak różnego rodzaju asystenty AI, z których korzystają setki, a nawet tysiące pracowników. Na poziomie organizacyjnym skala wykorzystania sztucznej inteligencji jest znacznie większa. Na przykład w centrach fulfillmentowych wdrażamy autonomiczne roboty, których działanie nie opiera się wyłącznie na prostych algorytmach – systemy uczą się i optymalizują trasy w czasie rzeczywistym. Efekt jest bardzo konkretny: wydajność operacyjna wzrosła wielokrotnie, w niektórych przypadkach nawet pięciokrotnie. To nie jest już optymalizacja, tylko jakościowa zmiana sposobu działania.

Czy mechanizmy sztucznej inteligencji wspierają również podejmowane przez zarząd decyzje strategiczne, w tym dotyczące ekspansji?

Tak, i to w bardzo wymierny sposób. Jednym z dobrych przykładów jest wykorzystanie algorytmów przy wyborze lokalizacji nowych sklepów. Wcześniej bazowaliśmy na modelach analitycznych oraz doświadczeniu, a trafność takich decyzji była na poziomie około 60–70 proc. Obecnie, dzięki wykorzystaniu danych historycznych oraz modeli uczących się, osiągamy trafność przekraczającą 90 proc. To oznacza nie tylko wyraźnie lepszą poprawę jakości decyzji, ale też ich bezpośrednie przełożenie na wyniki biznesowe. Podobnie wygląda sytuacja w innych obszarach, chociażby w systemach rekomendacyjnych, które realnie wpływają zarówno na sprzedaż, jak i doświadczenie klienta.

Jakie inne zastosowania AI mają największy wpływ na biznes? Jednym z obszarów jest produkcja treści marketingowych. Wykorzystanie

sowaniem jest analiza trendów. Sztuczna inteligencja pomaga identyfikować wzorce nie tylko na poziomie ogólnym, ale również bardzo szczegółowym. Trendem może być dziś nie tylko cały styl, lecz także kolor, materiał, krój czy nawet detal konstrukcyjny. Połączenie takiej analizy algorytmicznej z doświadczeniem człowieka pozwala coraz lepiej przewidywać, co będzie istotne dla klientów. W e-commerce testujemy również rozwiązania takie jak wirtualne przymierzalnie, w których klient może zobaczyć, jak dany produkt będzie wyglądał na jego sylwetce. To z kolei powinno docelowo przełożyć się zarówno na wyższą konwersję, jak i mniejszą liczbę zwrotów.

Czy AI wykorzystywana jest także w obsłudze klienta i operacjach back-office?

W tym obszarze również nastąpiła znacząca zmiana. Klasyczne chatboty bazujące na prostych scenariuszach zostały zastąpione przez agentów AI. Takie systemy są w stanie obsługiwać jednocześnie setki rozmów, w wielu językach i przez różne kanały – od stron internetowych po komunikatory. Jednocześnie człowiek nadal pełni rolę nadzorczą i zarządczą – nie znika z procesu, ale jego rola się zmienia. To podejście pozwala zwiększyć skalę obsługi bez proporcjonalnego zwiększania liczby pracowników, przy jednoczesnym zachowaniu jakości.

Czy wdrożenie sztucznej inteligencji wpłynęło na wielkość zatrudnienia w grupie LPP?

To jedne z najbardziej wymagających momentów w roku, ale jednocześnie planowane z dużym wyprzedzeniem i bardzo precyzyjnie. Kluczowe znaczenie ma tu ścisła współpraca między zespołami biznesowymi oraz działem IT. Musimy przewidzieć, kiedy i w jakiej skali pojawi się zwiększony ruch, aby odpowiednio przygotować infrastrukturę. Chociaż korzystamy z chmury, możliwość automatycznego skalowania nie rozwiązuje wszystkich wyzwań. Nie chodzi tylko o dostępność zasobów, ale również o ich efektywne wykorzystanie pod względem kosztowym. Dlatego przygotowania prowadzone są bardzo szczegółowo, często z dokładnością do pojedynczych godzin. W momentach takich jak Black Friday nie wygrywa ten, kto wdraża najwięcej zmian, tylko ten, kto potrafi niczego nie zepsuć. Stabilność w tym czasie ma większą wartość niż innowacja. Dlatego ograniczamy wówczas do minimum wdrażanie nowych funkcji, koncentrując się na stabilności systemów. Przy takiej skali nawet drobny błąd może mieć poważne konsekwencje biznesowe.

Jak przy tej skali działalności wyglądają wyzwania w obszarze cyberbezpieczeństwa?

modeli generatywnych – zarówno graficznych, jak i wideo – pozwoliło obniżyć koszty tworzenia tego typu materiałów o około 60 procent. Przy naszej skali działalności, gdzie mówimy o dziesiątkach tysięcy produktów, jest to bardzo istotna oszczędność. Kolejnym ważnym zasto-

Nie zaobserwowaliśmy takiego skutku jako bezpośredniego następstwa wdrożenia AI, natomiast sztuczna inteligencja zdecydowanie zmienia sposób pracy i premiuje osoby, które potrafią wykorzystać jej potencjał. W praktyce działa jak akcelerator produktywności – pozwala wykonywać wiele zadań szybciej, sprawniej i często w większej skali. To jednak naturalnie rodzi kolejne pytanie: jak najlepiej zagospodarować uwolniony w ten sposób czas i potencjał zespołów. To wyzwanie, z którym mierzy się dziś wiele firm i nie ma tu jednego uniwersalnego rozwiązania. W niektórych obszarach możliwe jest przesunięcie zasobów do innych zadań, w innych konieczne staje się przeprojektowanie procesów i nowe zdefiniowanie sposobu pracy.

W jaki sposób przygotowujecie się na sezonowe wzrosty sprzedaży, takie jak Black Friday czy okres przedświąteczny?

Przy tak rozbudowanej infrastrukturze i skali operacji bezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów odpowiedzialności. Mówimy o setkach ataków dziennie wymierzonych w naszą infrastrukturę, będących głównie próbą wykrycia podatności systemów i ich wykorzystania. Dlatego stosujemy zarówno własne zabezpieczenia, jak i współpracujemy z zewnętrznymi partnerami specjalizującymi się w identyfikacji zagrożeń. Mamy przy tym pełną świadomość, że nie istnieje system w stu procentach odporny na zagrożenia. Przy tej skali nie pytamy, czy atak nastąpi, tylko kiedy to się stanie. Kluczowa jest więc zdolność reagowania, a nie wiara w pełną odporność. Równie ważny jest czynnik ludzki. Prowadzimy szerokie działania edukacyjne – szkolenia, kampanie antyphishingowe i inicjatywy budujące świadomość zagrożeń. Dbamy jednocześnie o to, aby cyfrowa ochrona nie ograniczała rozwoju biznesu. Musi być on integralną częścią systemu – elementem architektury technicznej i operacyjnej. Dotyczy to również coraz silniejszego przenikania się świata cyfrowego i fizycznego, których nie da się już dziś traktować oddzielnie.

Rozmawiał Krzysztof Jakubik

Chmura po hype’ie: dlaczego partnerzy IT wracają do gry

Jeszcze kilka lat temu chmura była odpowiedzią na niemal każdy problem IT. Miała być tańsza, prostsza i nieskończenie skalowalna. Dziś organizacje patrzą na nią inaczej. Nie dlatego, że przestała działać, ale dlatego, że przestała spełniać wszystkie obietnice. Koszty rosną szybciej, niż zakładano, a trudne do przewidzenia modele rozliczeń rujnują budżety. Dochodzą do tego kwestie zgodności z regulacjami (jak RODO) oraz niebezpieczne zjawisko „vendor lock-in”, czyli całkowite uzależnienie od jednego dostawcy. Badania pokazują: większość przedsiębiorstw regularnie przekracza budżety chmurowe, a odzyskanie kontroli nad rozproszonym środowiskiem staje się wyzwaniem. To nie incydent, to stały rynkowy trend. Warto to powiedzieć jasno: to nie jest kryzys chmury, lecz po prostu moment jej dojrzewania.

Od „cloud-first” do „cloud-smart”

Organizacje wcale nie odchodzą od chmury. Zaczynają ją jednak wykorzystywać znacznie świadomiej. Zamiast bezkrytycznego podejścia „wszystko do cloud”, dominuje dziś strategia „właściwe środowisko dla właściwego workloadu”. Hybrid cloud staje się rynkowym standardem. Firmy dokładnie analizują, które systemy powinny pozostać u hyperscalera, a które taniej oraz bezpieczniej działają w środowisku prywatnym. Szacuje się, że 70–80 proc. organizacji rozważa obecnie przeniesienie części zasobów z powrotem poza infrastrukturę wielkiej trójki (tzw. cloud repatriation). To nie jest krok wstecz, to racjonalizacja. Dojrzałe przedsiębiorstwa nie pytają „czy chmura?”, ale „gdzie i na jakich zasadach?”. Kluczowe więc stają się trzy filary: ścisła kontrola kosz-

CHMURA NIE ZNIKA, ONA EWOLUUJE.

Dzięki whitesky.cloud partnerzy MSP budują chmurę pod własnym brandingiem, z niezależnym cennikiem i zabezpieczeniem przed utratą klienta.

tów, suwerenność danych oraz pełna elastyczność.

Największa zmiana dotyczy partnerów

Ta zmiana ma ogromne konsekwencje dla partnerów IT. Przez ostatnią dekadę wielu budowało swój biznes wyłącznie wokół odsprzedaży usług wielkiej trójki. Model był prosty: klient kupuje chmurę, partner ją wdraża i utrzymuje. Problem w tym, że marże są tu radykalnie ograniczone, a kontrola nad klientem mniejsza z każdym rokiem. Ten format dystrybucji definitywnie się wyczerpuje. Partnerzy MSP szukają sposobu, by wrócić do roli prawdziwego operatora z własnym produktem, a nie tylko pośrednika żyjącego z niskiej prowizji. W odpowiedzi widzimy jasny trend: integratorzy budują własne, wysokomarżowe usługi chmurowe. Największa transformacja nie dotyczy dziś samej technologii, ale tego, kto realnie zarabia na kliencie i kontroluje relację biznesową.

Nowa kategoria rozwiązań

Aby powrót do roli niezależnego operatora był możliwy, potrzebna była nowa technologia. I właśnie na rynku debiutują platformy pozwalające budować chmurę w modelu funkcjonalnie zbliżonym do hyperscalerów, ale uruchamianą na własnej infrastrukturze i pod pełną kontrolą partnera. Świetnym przykładem jest whitesky.cloud – w 100 proc. europejska platforma umożliwiająca błyskawiczne uruchomienie suwerennego środowiska IaaS, obsługującego maszyny wirtualne, kontenery Kubernetes i zaawansowany storage w jednym zintegrowanym stacku. Wszystko to może być zainstalowane na własnej infrastrukturze klienta – istniejącej, nowej

Co dalej?

lub w chmurze. To innowacja stworzona z myślą o radykalnym skracaniu wdrożeń (Time-to-Market). Dzięki whitesky. cloud partnerzy MSP budują chmurę pod własnym brandingiem, z niezależnym cennikiem i zabezpieczeniem przed utratą klienta. To rozwiązanie transformuje dzisiejszych „resellerów” w wysokomarżowych „operatorów”.

Rynek wchodzi w dojrzałą fazę. Liczy się w niej nie tylko czysta skalowalność, ale stabilność kosztów, zgodność z prawem UE i cyfrowa niezależność. Chmura nie znika – ona ewoluuje. Klienci przestają szukać miejsca na serwerach „gdziekolwiek”, stawiając na suwerenny i przewidywalny model biznesowy. Ambitni partnerzy IT przestają z kolei konkurować na ułamki marży i decydują się budować autorską wartość. Rozwiązania takie jak whitesky.cloud wspierają ten trend, umożliwiając tworzenie rentownych ekosystemów wolnych od dyktatu gigantów. Najbliższe lata brutalnie zweryfikują, kto jako pierwszy dostrzegł te zmiany. Pytanie nie brzmi już bowiem, czy rynek chmury ulegnie zmianie, ale kto na tej transformacji zdoła wypracować najwyższą przewagę konkurencyjną.

Cyfrowy Bunkier w chmurze, czyli…

… jak zamienić dwa miliony na abonament.

Tajemnicą poliszynela jest to, że ponad dekadę temu miałem przyjemność kierować pewną dużą instytucją państwową, która zajmowała się informatyzacją ochrony zdrowia. Zostało mi z tamtego okresu kilka trwałych odkryć. Jedno z nich brzmi mniej więcej tak: prawdziwa ochrona danych w Polsce jest dobrem luksusowym. Zarezerwowanym dla tych, których stać na odpowiednią armię specjalistów i kilka szaf z serwerami za parę milionów złotych. Dla reszty, czyli dla całego sektora MŚP, ale też dla sporej części dużych firm prywatnych, pozostaje zazwyczaj kombinacja backupu na zewnętrznym dysku i… nadziei.

Przez ostatnie lata ta dysproporcja tylko się pogłębiała. Z jednej strony liczba ataków rośnie w tempie, z którego śledzeniem nie nadążają nawet firmy walczące z tym zawodowo. Z drugiej, koszt profesjonalnego zabezpieczenia utrzymywał się na poziomie skutecznie odstraszającym. Dwa i pół miliona złotych zakupu infrastruktury, kilkanaście tysięcy miesięcznie na utrzymanie oraz dwóch/trzech specjalistów od disaster recovery, których na rynku brakuje, jak lekarzy w POZ… Tymczasem ransomware nie patrzy na wielkość firmy. Szpital powiatowy, kancelaria prawna i średniej wielkości producent z Podkarpacia to cele nie mniej atrakcyjne, jak wielki bank – tyle, że łatwiejsze.

Ransomware kontra dysk z biurka

ZMIENILIŚMY EKONOMIKĘ

OCHRONY DANYCH DLA FIRM

dostać. Żeby atakujący, który przejął kontrolę nad infrastrukturą, nie mógł usunąć albo zaszyfrować kopii zapasowych. Nazywa się to powszechnie na rynku Bunkrem Cyfrowym i do niedawna było dostępne wyłącznie dla wybranych, gdzie budżety mierzy się w milionach. W bankach, w instytucjach rządowych, w korporacjach. Dwa lata temu moja firma, Engave, rozpoczęła budowę takiego bunkra dla ZUS-u, czyli dla instytucji siedzącej na danych osobowych praktycznie wszystkich Polaków. Projekt ogromny, kosztowny, skomplikowany, a patrząc z perspektywy czasu – powiem nieskromnie – dobrze zrobiony. Siedzieliśmy nad nim długo, a kiedy stanął, miałem poczucie zawodowej satysfakcji zmieszane z pewną frustracją. Bo doskonale wiedziałem, że żaden z moich znajomych przedsiębiorców z sektora MŚP takiego poziomu ochrony u siebie nigdy nie zobaczy. Po prostu ich na to nie stać.

SPOZA PIERWSZEJ LIGI.

Znam przedsiębiorców, którzy do momentu pierwszego poważnego incydentu są święcie przekonani, że są dobrze zabezpieczeni, bo mają backup. I faktycznie mają – najczęściej na zewnętrznym dysku, który leży w biurku obok serwera, albo (w wersji nieco bardziej zaawansowanej) na oddzielnej maszynie w tej samej sieci. Z punktu widzenia ransomware’u to mniej więcej tak bezpieczne, jak trzymanie zapasowych kluczy pod wycieraczką.

Tymczasem prawdziwa ochrona wymaga czegoś, co w fachowym żargonie nazywa się fizyczną izolacją. Upraszczając: dane muszą być w miejscu, do którego firmowa sieć nie ma jak się

Dominik Żochowski

Biznesmen, założyciel i współwłaściciel Engave, ekspert w dziedzinie IT i cyfryzacji ochrony zdrowia. Jako Dyrektor Generalny CSIOZ odpowiadał za strategię cyfryzacji sektora zdrowia i wdrażanie kluczowych systemów informatycznych.

Ceniony ekspert, znany z bezkompromisowego podejścia i strategicznego myślenia. Doskonale łączy kompetencje techniczne z biznesowym wyczuciem, budując długoterminowe relacje z klientami i partnerami. Jego praca miała znaczący wpływ na cyfryzację sektora zdrowia i rozwój nowoczesnych systemów IT w Polsce.

Jak pokroiliśmy to na kawałki I właśnie ta moja frustracja doprowadziła nas do pomysłu, którego realizacja zajęła kolejne kilkanaście miesięcy. Skoro technologia jest droga głównie dlatego, że klasyczny model zakłada budowę całej infrastruktury od zera u każdego klienta – to może dałoby się ją pokroić na mniejsze kawałki i udostępnić w modelu abonamentowym? Tak powstał Cyfrowy Bunkier w Chmurze prywatnej Engave, który, o ile wiem, jest pierwszym rozwiązaniem w Polsce realnie zmieniającym ekonomikę ochrony danych dla firm spoza pierwszej ligi

Różnica w liczbach jest na tyle drastyczna, że warto ją przytoczyć. Żeby zbudować sobie Bunkier „po bożemu”, trzeba wyłożyć na starcie minimum dwa i pół miliona złotych. Plus około piętnastu tysięcy miesięcznie na utrzymanie. Plus zespół. Plus wdrożenie trwające od trzech do sześciu miesięcy.

W modelu chmurowym, dla tej samej firmy z pięcioma terabajtami danych produkcyjnych, abonament startuje w okolicach pięciu tysięcy złotych miesięcznie, wchodzi się bez poważnej inwestycji początkowej, a wdrożenie zajmuje dwa do czterech tygodni. Nie potrzeba własnych specjalistów, nie kupuje się sprzętu, nie martwi się modernizacjami co pięć lat.

Od strony biznesowej jest to zupełnie inna rozmowa – dotąd klient miał wybór między „nie stać mnie na to” a „kupuję sobie data center”. Teraz jest trzecia opcja: płaci abonament jak za każdy inny system w firmie, dostaje ochronę tej samej klasy, co ma ZUS, i ma to gotowe w około miesiąc. Dla dyrektora finansowego, który wolał nie zbliżać się do tematu dużych inwestycji w bezpieczeństwo, to zmiana wręcz komfortowa – nie ma już o czym dyskutować z zarządem, bo nie ma o czym dyskutować.

Na czym polega różnica Znam sporo rozwiązań reklamowanych jako bunkier, które w praktyce okazują się zwykłym backupem z lepszym marketingiem. Fot.

Dlatego od początku zależało nam na tym, żeby Cyfrowy Bunkier robił kilka rzeczy, których w zwykłym backupie po prostu nie ma. Każda kopia danych jest skanowana w izolowanym środowisku, zanim zostanie oznaczona jako bezpieczna. Dzięki temu w momencie odtworzenia nie przywraca się wersji, która już jest zainfekowana – a jest to, nawiasem mówiąc, dość powszechny problem przy zwykłym backupie, o którym mało kto chce mówić głośno. Do tego pracuje u nas silnik analityczny, który po paru cyklach uczy się, jak wygląda „normalność” danej firmy, i wyłapuje anomalie, których nie ma jeszcze w żadnej bazie sygnatur. Potrafi więc zareagować na nowe zagrożenie, zanim ktokolwiek w ogóle je opisze. To ważne, bo twórcy ransomware’u też nie próżnują i co chwila wypuszczają coś, na co klasyczne antywirusy mają czas reakcji liczony w tygodniach.

I rzecz z punktu widzenia biznesu najważniejsza – odtworzenie po incydencie trwa godziny, a nie dni czy tygodnie. Różnica pomiędzy „wracamy do pracy po lunchu” a „stoimy tydzień i liczymy straty” to w małej firmie czasem różnica między przetrwaniem a bankructwem. W większej – między incydentem, o którym się zapomni za kwartał, a historią, która będzie żyła własnym życiem w branżowej prasie jeszcze długo po tym, jak problem zostanie już technicznie rozwiązany.

Dla kogo to jest

Pytanie „czy to dla mnie” ma dziś dość oczywistą odpowiedź: jeśli firma nie może sobie pozwolić na utratę danych i bezproduktywny przestój, to tak. Dotyczy to praktycznie każdego przedsiębiorstwa, w którym systemy informatyczne są krytyczne dla działania – a dziś są takie prawie wszystkie. Kancelaria prawna, która traci dostęp do akt klientów. Producent, którego linia stoi, bo ERP nie startuje. Szpital bez dostępu do historii pacjentów. Samorząd, który nie może obsłużyć obywateli. Dla każdej z tych organizacji utrata danych to nie tylko koszt finansowy, ale też reputacyjny, a ten wraca powoli albo nie wraca wcale.

Do tego dochodzi dyrektywa NIS 2 i cały zestaw regulacji, które sukcesywnie rozszerzają krąg podmiotów zobowiązanych do trzymania poziomu cyberbezpieczeństwa na poziomie dużo wyższym niż „mamy antywirusa i jakiś backup”. Tempo, w jakim regulator podnosi poprzeczkę, jest takie, że wiele firm obudzi się z tematem w sposób nagły i niemiły – najczęściej w okolicy pierwszej kontroli albo pierwszego audytu od ubezpieczyciela.

Szczególnie polecam przyjrzeć się temu rozwiązaniu w administracji publicznej, gdzie budżety na IT są z natury rzeczy ograniczone, a dane obywateli wymagają ochrony na poziomie, na który zwykle po prostu brakuje pieniędzy. Model abonamentowy rozwiązuje ten problem elegancko: płaci się przewidywalną kwotę co miesiąc, bez konieczności walki o kilka milionów w jednym roku budżetowym. A dla kogoś, kto kiedyś próbował przepchnąć taki wniosek inwestycyjny w strukturze publicznej, różnica między „podpiszmy umowę serwisową” a „wydajmy trzy miliony jednorazowo” jest różnicą między „zróbmy to w tym kwartale” a „porozmawiamy za dwa lata”.

Cyfrowy Bunkier o którym mowa, budowaliśmy w Engave najpierw dla ZUS-u, a potem w wersji chmurowej dla całej reszty. Mógłbym więc w tej sprawie uprzejmie milczeć i zapraszać klientów na spotkania ze slajdami. Nie milczę, bo przez prawie piętnaście lat słucham na tym rynku, że „pełna ochrona to rozwiązanie dla wybranych” – i serdecznie mam tego dość. Po tylu latach narzekania w tych samych felietonach na ten stan rzeczy chciałem go wreszcie zmienić, a nie tylko opisywać. Czy każdy potrzebuje akurat naszego Bunkra – zostawiam do rozstrzygnięcia czytelnikom. Czy każdy potrzebuje ochrony tej klasy – tu już nie mam wątpliwości.

Architektura systemu

BUNKIER

DANE 1

DANE 2

DANE 3 ANALITYKA CYBERSENSE

STREFA ŁADOWANIA DANYCH

KLIENT 1KLIENT 2KLIENT 3

DANE 1DANE 2DANE 3

BACKUP

RESTORE

INTERNET

KLIENT 1

KLIENT 2 KLIENT 3

Projekt sfinansowany ze środków w ramach programu „Cyfrowa Europa”.

Aby uzyskać więcej informacji, zeskanuj kod QR:

Blackwall: młot na boty

Boty generują już większość ruchu w sieci, co oznacza, że w nowej rzeczywistości cyberzagrożeń muszą odnaleźć się nawet najmniejsze firmy i instytucje.

Mogłoby się wydawać, że strony internetowe małych bibliotek czy żłobków są na ogół omijane przez napastników. Jednak w marcu 2026 r. usługa Blackwall chroniąca serwis jednej, niewielkiej biblioteki zablokowała ponad 25 tys. zapytań od botów wyspecjalizowanych w kradzieży treści. A to oznacza, że mamy właśnie do czynienia z istotną zmianą zasad gry. Przez długie lata firmy kierowały się prostym i zdawałoby się rozsądnym założeniem, że większość ruchu internetowego pochodzi od ludzi. Ta reguła jednak od jakiegoś czasu przestała działać i coraz większy udział ma w nim ruch zautomatyzowany. Jak wynika z najnowszego raportu „Bad Bot in the Agentic Age” opracowanego przez specjalistów Imperva, boty wyprzedzają ludzką aktywność online, stanowiąc w ubiegłym roku ponad 53 proc. całego ruchu w sieci. Aktywność człowieka spadła zatem do 47 proc., przy czym tendencja ta z roku na rok się pogłębia.

Przeciętny internauta na ogół nie ma negatywnych skojarzeń z botami, postrzegając je jako proste programy służące do wykonywania powtarzalnych, żmudnych

zadań, takich jak indeksowanie stron internetowych. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona: mechanizmy te pobierają dane, realizują przepływy pracy i wykonują transakcje na skalę, która coraz skuteczniej zaciera granicę między ludzką a maszynową aktywnością w sieci. Osobną kwestią jest działalność złośliwych botów, wyrządzających szkody na kilku poziomach, takich jak: przejęcia kont, masowe pobieranie danych (web scraping), ataki na API czy oszustwa finansowe. W całym ruchu internetowym szkodliwe

boty odpowiadają za 37 proc. aktywności (ludzie – 47 proc., zwykłe boty – 16 proc.). Walka z tym niewidzialnym przeciwnikiem to poważne wyzwanie, jednak firmy zajmujące się obsługą informatyczną, zarządzaniem infrastrukturą teleinformatycznączy doradztwem IT już jakiś czas temu wypowiedziały botom wojnę. Na taki krok zdecydował się m.in. opolski Linknet. – Na przestrzeni ostatnich lat odnotowujemy lawinowy wzrost liczby ataków na strony www. Brak dodatkowych zabezpieczeń może doprowadzić nie tylko do przestoju, ale także do utraty zaufania klientów, uszczerbku na reputacji firmy, a w przypadku wycieku danych do dotkliwych kar finansowych –  zauważa Piotr Gorysz, CEO Linknet. Opolska firma wykorzystuje do walki z botami platformę Blackwall, zabezpieczającą strony internetowe i aplikacje webowe przed automatycznymi atakami: web scrapingiem, atakami DDoS L7, spamem czy fałszywym ruchem generowanym przez boty. System filtruje ruch sieciowy i analizuje podejrzane zapytania, przepuszczając na przykład roboty indeksujące wyszukiwarek, a blokując złośliwe automaty. Wdrożenie platformy jest proste i sprawdza się najlepiej w małych i średnich organizacjach – uruchomienie podstawowych mechanizmów ochronnych zajmuje zaledwie kilka minut. – Właściciele stron internetowych często nie zdają sobie sprawy ze szkodliwości działania botów. Jeśli ktoś początkowo nie jest przekonany, proponujemy tygodniowy monitoring ruchu. Po tym czasie klient widzi, jak wiele zagrożeń pojawia się na jego stronie każdego dnia. Po takiej analizie większość firm nie ma już wątpliwości, że warto sięgnąć po ochronę – mówi Piotr Gorysz.

Boty

kradną dane

Z usług Linknet korzystają podmioty z bardzo różnych branż: biblioteki, żłobki, centra rehabilitacji, agencje wynajmu mieszkań, firmy geodezyjne, a nawet kościoły. Analiza raportów ruchu za luty i marzec 2026 r. ujawnia wyraźny wzorzec: najczęściej blo-

kowanymi zapytaniami były te generowane przez tzw. złych gości (bad visitors). Dominowały dwie kategorie: Content Scrapers oraz Security Violators. Pierwsze to zautomatyzowane boty pobierające treści ze stron internetowych bez zgody właściciela, najczęściej w celu ich kopiowania, agregowania lub ponownego wykorzystania. Drugie wykonują działania szkodliwe: próby logowania na konta użytkowników z wykorzystaniem wykradzionych baz haseł, rozsyłanie spamu i phishingu czy ataki DDoS. Rekordzistą okazała się jedna z bibliotek – w marcu zablokowano na jej stronie aż 25 819 zapytań od Content Scrapers. Skala zagrożenia jest tym bardziej wymowna, że w lutym liczba ta wynosiła 13 155. To niemal dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie miesiąca. Ataki Security Violators zdarzają się rzadziej, choć ta sama biblioteka wiedzie prym i w tej kategorii: w lutym system powstrzymał 3 841 tego rodzaju botów. Warto przy tym podkreślić, że zupełnym marginesem pozostają tzw. boty społecznościowe – miesięcznie notuje się nieco ponad 100 blokad. – Dzięki współpracy z Blackwall znacząco wzrósł poziom bezpieczeństwa naszych usług. Rozszerzenie oferty pozwala ograniczyć ryzyko utraty klientów i pozyskiwać nowych, a mniejsze zużycie własnych zasobów umożliwia oferowanie usług w atrakcyjnych cenach – podsumowuje Piotr Gorysz.

Infrastruktura krytyczna:

wiele problemów

do rozwiązania

W przypadku infrastruktury krytycznej skala i zaawansowanie zagrożeń rosną szybciej niż zdolności obronne. Z czego to wynika i jak sobie z tym radzić?

Dane statystyczne często się lekceważy, ale poniższych wskaźników nie warto bagatelizować. Według statystyk CERT Polska liczba obsłużonych incydentów cyberbezpieczeństwa w ciągu jednego roku wręcz podwoiła się – z około 111 tysięcy zdarzeń w 2024 r. do ponad 236 tys. w roku ubiegłym. Co więcej, rządowe źródła podają, że polska infrastruktura krytyczna jest celem od 20 do 50 prób ataków dziennie, wyłącznie w obszarach energetyki, transportu i systemów wodnych.

– To nie jest statystyczny szum, ale systematyczna, zorganizowana presja. W dodatku problem nie leży tylko w liczbie ataków, lecz w tym, jak organizacje na nie reagują i czy w ogóle reagują. Atakujący korzystają z AI, automatyzują rozpoznanie i potrafią tygodniami pozostawać niezauważeni w środowisku ofiary – mówi Karol Girjat, Business Development Manager w Net Complex. Przestępcy działają szybciej, nie mają zasad, nie ograniczają ich prawo ani godziny pracy. Ataki przeprowadzają w dzień i w nocy. Często dysponują niemałymi środkami finansowymi, swoje działania traktując jako inwestycję biznesową, ale też nierzadko działają z pobudek politycznych. – Infrastruktura krytyczna rządzi się całkowicie odmiennymi zasadami. Inwestycje w tym obszarze to wielomiesięczne postępowania przetargowe, a budżet na nie musi być starannie zaplanowany. Nie jest też

tajemnicą, że atakujący posiada ogromną motywację. Kwoty okupu żądane za odszyfrowanie danych sięgają milionów. Takich kwot z finansową motywacją na wielu stanowiskach IT, zwłaszcza w sektorze publicznym, nie ma co porównywać – uważa Artur Bicki, CEO w Energy Logserver.

Jeśli chodzi o cele, jednym z najczęściej atakowanych jest sektor energetyczny, głównie ze względu na złożoność systemów sterowania oraz skalę potencjalnych konsekwencji incydentu. Cyberprzestępcy coraz częściej interesują się także branżą wodociągową, transportową i telekomunikacyjną. Rosnąca presja zagrożeń w tych obszarach znajduje odzwierciedlenie w programach rządowych wspierających unowocześnianie infrastruktury krytycznej pod kątem bezpieczeństwa.

– W sektorze prywatnym poziom ochrony również jest bardzo zróżnicowany. Obserwujemy przedsiębiorstwa, które nie mają sprecyzowanych podstawowych mechanizmów bezpieczeństwa OT, ale są również firmy wykorzystujące zaawansowane rozwiązania zintegrowane z centrami SOC – mówi Maciej Gospodarek, Principal Systems Engineer w polskim oddziale Fortinetu. Niepokoić mogą zwłaszcza ostatnie ataki na sektor wodociągowy. Przez lata był on uważany za zbyt lokalny i mało atrakcyjny dla cyberprzestępców. Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała to przekonanie.

– W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy ataki dotknęły oczyszczalnie ścieków i przepompownie w kilku polskich miastach. W każdym przypadku hakerzy manipulowali parametrami urządzeń sterujących. Skala szkód fizycznych zależała bardziej od czujności operatora niż od skuteczności zabezpieczeń cyfrowych – tłumaczy Karol Girjat.

Infrastruktura krytyczna słabym ogniwem

Infrastruktura krytyczna działa na styku technologii IT i OT, co tworzy jeden z najtrudniejszych obszarów do cyberochrony. To zderzenie dwóch światów, które do siebie nie przystają. – IT działa w logice aktualizacji, segmentacji, monitoringu, szybkiego reagowania. OT – w logice bezpieczeństwa procesu, dostępności, stabilności i wieloletniego cyklu życia urządzeń. W IT restart serwera bywa akceptowalny. W OT restart sterownika mo-

USTAWA O

KSC

WDRAŻANA JEST REAKTYWNIE, POWIERZCHOWNIE I POD PRESJĄ TERMINU.

że zatrzymać produkcję, dostawy energii albo proces technologiczny – mówi Karol Kij, Dyrektor Działu Rozwiązań Cyberbezpieczeństwa w Atende.

Nad wszystkim ciąży poważny dług technologiczny. Systemy OT sterujące pracą elektrowni, stacji uzdatniania wody czy węzłów kolejowych były projektowane 15, 20, a czasem 30 lat temu w zupełnie innym świecie technologii.

Tomasz Janoś

Zdaniem integratora

Karol Kij, Dyrektor Działu Rozwiązań Cyberbezpieczeństwa, Atende

Najbardziej dojrzałe organizacje już wcześniej przygotowywały się pod NIS 2, DORA, ISO 27 001, IEC 62 443 czy wymagania sektorowe. Natomiast duża część rynku dopiero teraz przechodzi z fazy „wiemy, że nas to dotyczy” do fazy „musimy się formalnie zidentyfikować, wpisać do wykazu i zbudować realny program zgodności”. Największe bariery to nie sama dokumentacja, tylko operacjonalizacja: brak ludzi, brak budżetów, niejasna własność ryzyka między IT, OT, prawem i zarządem, niedojrzały asset management, słabe zarządzanie dostawcami oraz traktowanie compliance jako projektu papierowego. Rozwiązaniem jest podejście risk-first. Najpierw klasyfikacja podmiotu i usług, potem mapa aktywów krytycznych, analiza luk, roadmapa wdro-

Atende otrzymało tytuł

IT Master 2026

żenia, właściciele ryzyk, mierniki, testy odporności i zarządzanie dostawcami. Compliance musi być produktem ubocznym realnej odporności, a nie odwrotnie.

Dostrzegam na rynku potrzebę zmiany myślenia. NIS 2 nie jest bowiem kolejnym audytem do zaliczenia. To regulacja, która wprost wymaga ciągłego monitorowania bezpieczeństwa, zarządzania incydentami i raportowania zdarzeń w określonych rygorystycznych oknach czasowych. Dla większości podmiotów infrastruktury krytycznej, szczególnie tych, które nie są w stanie zbudować własnego, dojrzałego centrum operacji bezpieczeństwa, naturalną odpowiedzią powinien być MDR. To często po prostu lepsza decyzja: zamiast budować przez lata własny SOC, który będzie działał połowicznie, korzystamy z gotowej usługi eksperckiej, która realnie spełnia wymogi regulacyjne tu i teraz. Zarówno, jeśli chodzi o mo-

Net Complex otrzymał tytuł

IT Master 2026

Karol Girjat, Business Development Manager, Net Complex

nitoring 24/7, jak i o zdolność do reagowania na incydenty w czasie, który NIS 2 przewiduje.

– Projektant systemu SCADA z początku lat 2000 nie zakładał, że urządzenie będzie kiedykolwiek dostępne z sieci. Dziś zdalne zarządzanie, integracja z systemami ERP i cyfryzacja procesów tego po prostu wymagają. Tymczasem aktualizacja oprogramowania w środowisku OT to nie ‚wciśnij i uruchom ponownie’, ale wielomiesięczna operacja wymagająca okien serwisowych, certyfikacji i zgody wielu interesariuszy. W efekcie wiele systemów działa z podatnościami, o których wszyscy wiedzą, ale których nikt nie może szybko załatać – twierdzi Karol Girjat. Kolejnym problemem jest luka kompetencyjna między światem IT a światem inżynierii przemysłowej. Specjalista IT rozumie protokoły sieciowe, ale nie zna takich technologii, jak Modbus, DNP3 czy Profinet. Inżynier automatyki świetnie rozumie proces technologiczny, ale nie myśli kategoriami modeli zagrożeń. Ci dwaj specjaliści często siedzą po różnych stronach organizacji i rozmawiają ze sobą rzadziej, niż powinni. Efektem są luki, które nie leżą ani w kompetencjach IT, ani OT, leżąc dokładnie pomiędzy nimi.

Łatwiej nie będzie

Zabezpieczanie styku IT i OT będzie coraz trudniejsze, chociażby ze względu na rosnącą skalę i złożoność komunikacji

między tymi środowiskami. Wymiana danych napędzana przez transformację do Przemysłu 4.0, zdalny monitoring i integracja z systemami biznesowymi sprawiają, że ten obszar staje się coraz bardziej eksploatowany.

– Skuteczne zabezpieczenie wymaga pełnego zrozumienia kontekstu tej komunikacji, ponieważ tylko wtedy można precyzyjnie definiować polityki bezpieczeństwa i zarządzać dostępem. W praktyce jest to trudne, bo wymaga jednocześnie kompetencji z obszaru OT i cyberbezpieczeństwa, a specjalistów łączących te dwa światy wciąż brakuje – mówi Maciej Gospodarek.

Dodatkowym wyzwaniem jest rosnąca liczba szyfrowanych połączeń między urządzeniami OT i IoT a usługami chmurowymi. Ogranicza to możliwości inspekcji ruchu – tradycyjne systemy bezpieczeństwa często nie są w stanie analizować zawartości zaszyfrowanych sesji. W efekcie zwiększa się powierzchnia ataku, szczególnie w niższych warstwach sieci przemysłowych, gdzie urządzenia mają ograniczone możliwości obrony.

– Najtrudniejsze są cztery rzeczy: brak pełnej inwentaryzacji aktywów OT, słaba segmentacja między IT i OT, niekontrolowany zdalny dostęp dostawców oraz podatne, stare systemy, których nie da się łatwo zak-

tualizować. Do tego dochodzi ograniczona telemetria – wiele organizacji nie widzi, co realnie dzieje się w sieci przemysłowej. W praktyce największym błędem jest traktowanie OT jak kolejnego segmentu IT. To musi być zarządzane inaczej: przez analizę ryzyka procesowego, modelowanie scenariuszy awarii, monitoring pasywny, kontrolę dostępu, segmentację, procedury awaryjne i testowane plany odtworzeniowe – uważa Karol Kij.

Regulacje nie są celem samym w sobie

Receptą na poprawę sytuacji w polskich przedsiębiorstwach i instytucjach zarządzających infrastrukturą krytyczną powinno być wdrożenie regulacji, takich jak NIS 2, a więc dyrektywa zastosowana w polskim porządku prawnym pod postacią ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Zapytaliśmy ekspertów o stan tych wdrożeń i największe przeszkody na drodze do uzyskania zgodności z nowymi przepisami. Co może być rozwiązaniem potencjalnych problemów wdrożeniowych? Nasi rozmówcy zgodnie potwierdzają duże znaczenie KSC. Ustawa jest zbiorem dobrych praktyk i w przypadku świadomych organizacji wdrożenie regulacji już dawno miało miejsce. Większe instytucje związa-

ne z infrastrukturą krytyczną wcześnie rozpoczęły projekty ochrony przed atakami. Widać też oparte o centralne finansowanie publiczne działania, co pozwala także mniejszym organizacjom realizować projekty w obszarze KSC.

– Pozostaje jeden, niestety, najważniejszy problem, jakim jest kadra… a w zasadzie jej brak. Podczas wdrożeń SIEM jesteśmy świadkami, gdy projekt jest zatrzymywa-

ny, bo w urzędzie uszkodziła się drukarka. Główny informatyk zostaje pilnie wezwany do naprawy zaciętego papieru, bo pomimo grantów, finansowania i pięknych haseł w dziale IT nadal pracują dwie osoby. Systemy cybersecurity potrzebują wykwalifikowanej kadry, to największa bariera w realizacji projektów – twierdzi Artur Bicki. Punktem wyjścia dla organizacji, która chce realnie, a nie tylko „na papierze” dą-

żyć do osiągnięcia stanu zgodności, powinno być zrozumienie podstaw – zakresu obowiązków, skali zmian i powodów ich wdrożenia. W rzeczywistości może być jak z RODO.

– To podobna skala zmiany, formalnie znanej od dawna, ale realnie wdrażanej dopiero pod presją terminu i kar (widać, że to mobilizuje organizacje do działania). Ten obowiązek, niestety, w mojej opinii już teraz powoduje, że ustawa o KSC wdrażana jest reaktywnie, powierzchownie i pod presją terminu. W przypadku operatorów usług kluczowych i infrastruktury krytycznej presja czasu jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ skutki błędnych wdrożeń mogą mieć wymiar operacyjny, a nie wyłącznie formalny, a konsekwencje ponosi zarówno organizacja, jak i obywatele czy klienci – uważa Dawid Koziorowski, Offensive Security Team Leader w Dagma Bezpieczeństwo IT. Niestety, gdy do zrobienia jest tak wiele, z nastawieniem do podnoszenia poziomu cyberbezpieczeństwa, także w organizacjach objętych ustawą, nadal bywa różnie. – Niektóre podmioty zarządzające infrastrukturą krytyczną nadal postrzegają bezpieczeństwo jako koszt, a nie jako integralny element organizacji. W praktyce widać to choćby po braku wieloskładnikowego uwierzytelniania, niewystarczającej segmentacji sieci czy słabej kontroli dostępu – rozwiązań, które nie od dziś stanowią podstawowe standardy bezpieczeństwa, niezależnie od formalnego statusu wdrożenia KSC. Znaczenie tych zaniedbań pokazały również niedawne ataki na sektor energetyczny. Dlatego dobrym pomysłem dla osób zarządzających będzie zapoznanie się z ustawą w kontekście własnej organizacji, umieszczenie działań na roadmapie i stały monitoring postępów. Warto przy tym pamiętać: zgodność regu-

RYNEK

lacyjna nie może być celem samym w sobie. Powinno nim być obniżenie realnego ryzyka operacyjnego, a zgodność powinna być naturalnym efektem dobrze zarządzanego bezpieczeństwa – twierdzi Dawid Koziorowski.

Infrastruktura bezpieczna, czyli suwerenna

Zależność od zagranicznych dostawców chmury publicznej oraz problemy z kontrolą bezpieczeństwa systemów i komponentów to realne zagrożenia dla polskiej infrastruktury krytycznej. Czy da się zwiększyć naszą suwerenność w tym obszarze?

– To jest realne zagrożenie, ale nie należy go sprowadzać do hasła „zagraniczne równa się złe”. Problemem jest koncentracja zależności, brak kontroli nad łańcuchem dostaw, ograniczona audytowalność, vendor lock-in, jurysdykcja danych, aktualizacje poza pełną kontrolą klienta i ryzyko komponentów, których nikt po stronie organizacji realnie nie rozumie. Jednak nie chodzi o pełną autarkię w infrastrukturze krytycznej, bo to byłoby nierealne i bardzo kosztowne. Chodzi o suwerenność operacyjną, czyli zdolność państwa i operatorów do utrzymania działania usług krytycznych nawet wtedy, gdy dostawca, chmura, komponent albo łańcuch dostaw zawiedzie – mówi Karol Kij.

Vendor lock-in, czyli ryzyko silnego uzależnienia organizacji od jednego dostawcy technologii lub usług prowadzi do sytuacji, w której zmiana dostawcy, integracja z innymi rozwiązaniami czy migracja danych stają się trudne lub kosztowne. Tego rodzaju zagrożenia należy postrzegać jako jedne z kluczowych słabości w krajowej polityce bezpieczeństwa oraz budowaniu niezależności technologicznej. I jest to szczególnie widoczne, jeśli chodzi o chmurę, bo na tym rynku karty rozdają giganci. – Pełne uzależnienie od dostawców chmury publicznej oraz ograniczona kontrola nad środowiskami IT, zwłaszcza w kluczowych obszarach, takich jak infrastruktura AI, stanowią realne ryzyko dla stabilności i ciągłości działania systemów o znaczeniu krytycznym. W praktyce oznacza to, że silne uzależnienie od jednego dostawcy AI ogranicza zdolność firmy do reagowania na zmiany technologiczne, regulacyjne lub geopolityczne, co wprost przekłada się na poziom jej odporności. Zwiększanie suwerenności w tym obszarze wymaga realnej kontroli nad danymi, architekturą i sposobem przetwarzania

Zdaniem specjalisty

Dawid Zięcina, Director of the Technical Department, Dagma Bezpieczeństwo IT

Czy można jeszcze patrzeć kategoriami rankingu atakowanych sektorów? Ten czas chyba się już skończył. Dzisiaj wszystkie sektory związane z infrastrukturą krytyczną są łakomym kąskiem dla cyberprzestępców. Oczywiście są te mniej lub bardziej „atrakcyjne”. Gdy pojawia się szansa, nie jest istotne czy jest to sektor energetyczny, transportowy, wodny czy zdrowotny, tylko to, żeby wykorzystać możliwości wynikające z powodzenia ataku i skorzystać na tym. Dla jednych ważne będą aspekty finansowe, inni chcą rozgłosu, a jeszcze inni dążą do wywołania paniki i strachu. Na pewno nie należy tworzyć w przestrzeni medialnej wizerunków branż i sektorów, w których rzekomo zabezpieczenia są najsłabsze. Każda organizacja ma silniejsze i słabsze strony, a w obliczu

cyberzagrożeń trzeba szacować ryzyko i podejmować decyzje dotyczące tego, co chronimy w pierwszej kolejności, a co w dalszej.

Paradoksalnie, tworzenie specjalnej, bezpiecznej strefy to główny mankament ochrony styku IT/OT. Zróbmy analogię do oprogramowania. Najbezpieczniejsze jest takie, którego kod jest dostępny publicznie i całkowicie otwarty na modyfikacje. Rozwiązania zamknięte zawsze zaskakiwały nas skalą błędów i podatności, czego nie obserwujemy w projektach open source. Bezpieczna strefa OT utrudnia pracę zarówno atakującym, jak i zespołom działów bezpieczeństwa. Wszędzie są obostrzenia, procedury ruchu, ryzyka utraty gwarancji czy wręcz destabilizacji pracy obiektu. W konsekwencji to obszar, którego latami nikt nie modyfikuje, a wiele jest historii o tym, że serwis zostawił sobie modem dostępowy, który

Energy Logserver zdobyło certyfikat

Channel Master 2026

Maciej Gospodarek, Principal Systems Engineer, Fortinet

Artur Bicki, CEO, Energy Logserver

już bez obostrzeń zestawia połączenie do sieci przemysłowej. W celu zabezpieczenia OT musimy tę strefę odczarować, prowadząc inwestycje z obszaru cybersecurity, tak jak to robimy dla IT.

Największe wyzwania na drodze do osiągnięcia zgodności z ustawą o KSC mają zarówno charakter finansowy, jak i organizacyjny. Wdrożenie kompleksowych rozwiązań wiąże się z istotnymi kosztami, a jednocześnie rynek mierzy się z niedoborem wykwalifikowanych specjalistów. Dodatkową trudnością bywa niejednoznaczność części przepisów oraz dług technologiczny, szczególnie widoczny w środowiskach IT i OT. Dlatego kluczowe znaczenie ma odpowiednie zaplanowanie działań, już na początkowym etapie audytu i analizy luk. Ta identyfikacja obszarów, w których obecne zabezpieczenia nie spełniają jeszcze wymagań regulacyjnych powinna odbywać się przy udziale doświadczonych ekspertów. Po-

zwala to właściwie ustalić priorytety i wdrażać rozwiązania w sposób spójny, tak aby jednocześnie spełniały wymagania regulacyjne i upraszczały utrzymanie zgodności w dłuższej perspektywie.

informacji – mówi Lubomir Stojek, Country Manager Polska w Red Hat. Kluczowe jest tu projektowanie architektury umożliwiającej przenoszenie obciążeń między środowiskami, wzmacnianie bezpieczeństwa łańcucha dostaw oprogramowania oraz wykorzystanie rozwiązań IT bazujących na otwartych standardach, które zapewniają przejrzystość i wgląd w działanie systemów. Warto również pamiętać, że suwerenność nie ogranicza się wyłącznie do danych. Obejmuje także warstwę technologiczną, operacyjną oraz zdolność do niezależnego weryfikowania bezpieczeństwa i integralności

systemów. Dopiero połączenie tych elementów pozwala organizacjom realnie zarządzać swoim środowiskiem IT i budować odporność infrastruktury krytycznej. Wzmacnianie suwerenności cyfrowej powinno być procesem inicjowanym i koordynowanym przez państwo i to na wielu poziomach. Może to obejmować tworzenie narodowych platform opartych na rodzimych rozwiązaniach, które jednocześnie wspierają rozwój krajowego sektora technologicznego i zwiększają jego niezależność. Przykładem mogą być rozwijane już z powodzeniem domenowe modele AI, takie jak PLLuM czy Bielik. n

Executive view

OT z IT Uczymy współpracy

„Organizacje często dopiero w procesie wdrażania systemów cyberbezpieczeństwa uświadamiają sobie, jak dużych zmian wymagają. Przy czym nie tylko technologicznych, ale przede wszystkim organizacyjnych oraz komunikacyjnych” – mówi Łukasz Kolenda-Parakiel, prezes ALMA.

Dlaczego tak dużo mówi się ostatnio o bezpieczeństwie infrastruktury OT?

Infrastruktura OT przez długi czas była traktowana nieco po macoszemu. W tych środowiskach kluczowa jest niezawodność działania, więc kwestie cyberbezpieczeństwa pojawiły się tam stosunkowo późno. W dodatku ataki na infrastrukturę OT wymagają większych kompetencji, więc cyberprzestępcy koncentrowali się wcześniej na łatwiejszych celach. Kiedy jednak już je opanowali, efekty są spektakularne – wyłączenie elektrowni, zakłócenie pracy sieci przesyłowej czy paraliż dostaw wody. To ma ogromne konsekwencje, zarówno gospodarcze, jak i psychologiczne. Groźnie zrobiło się także w Polsce na przełomie roku – atakującym udało się wówczas uzyskać dostęp do części infrastruktury krytycznej. Dlatego jej ochrona to dziś zadanie absolutnie kluczowe.

Czy organizacje zarządzające infrastrukturą OT mają tego świadomość?

Są organizacje, które mają dużą świadomość zagrożeń – posiadają plan działania i konsekwentnie go realizują. Z drugiej strony wciąż trafiamy na środowiska, często bardzo poważne infrastrukturalnie, gdzie kwestie bezpieczeństwa są traktowane marginalnie. Wychodzi się tam z założenia, że skoro system jest odizolowany od internetu, to nie wymaga szczególnej ochrony. Co jest, niestety, lekkomyślne. Po wejściu do takich środowisk z zaawansowanymi systemami monitorowania, praktycznie nie zdarzyło się nam, żebyśmy w krótkim czasie nie wykryli aktywnych połączeń.

Skąd biorą się te niekontrolowane połączenia?

W dużych infrastrukturach krytycznych pracuje wiele osób, głównie automatycy i specjaliści od systemów technologicznych. Są oni pod ogromną presją zapewnienia cią-

głości działania. W efekcie często tworzą swoje „furtki” – instalując dodatkowe urządzenia i konfigurując alternatywne ścieżki dostępu – żeby w razie problemów móc szybko zareagować. Nierzadko wykorzystywany jest do tego tani, „marketowy” sprzęt, którego jedynym celem jest zapewnienie łączności. Systemy stają się wtedy podatne na ataki i są stosunkowo łatwe do zakłócenia. Brakuje w nich odpowiednich zabezpieczeń, segmentacji czy kontroli dostępu.

Co się dzieje, gdy wdrażacie w organizacji narzędzia do monitoringu i inwentaryzacji sieci?

Takie systemy są bezwzględne – pokazują rzeczywistość dokładnie taką, jaka jest. Z początku, na poziomie deklaracji, zwykle wszystko wygląda dobrze – pytane wcześniej zespoły technologiczne potwierdzają, że mają pełną wiedzę o infrastrukturze. Gdy przychodzimy z narzędziem, okazuje się, że są często dziesiątki i setki nieznanych urządzeń, szczególnie w dużych środowiskach. Zdarzają się przy tym zaskakujące przypadki. W sieciach przemysłowych potrafimy znaleźć na przykład konsole do gier czy nieautoryzowane kamery. Ktoś instaluje je „tymczasowo”, żeby coś sobie ułatwić – dajmy na to podgląd procesu. Problem w tym, że takie urządzenia mogą komunikować się z nieznanymi adresami w internecie i nikt nie ma pewności, co dokładnie robią.

Na czym konkretnie polega wasza praca u klienta?

Jesteśmy firmą wdrożeniową, która dostarcza sprawdzone rozwiązania i wspiera klientów w organizacji całego procesu – od technologii po procedury. Podstawą jest wspomniana już inwentaryzacja i monitoring. To uniwersalna zasada w cyberbezpieczeństwie – nie da się chronić czegoś, o czym nie mamy wiedzy. Kolejnym ważnym elementem jest analiza komunikacji między urządzeniami. Tworzymy grafy po-

łączeń i pokazujemy je zespołom technologicznym. Często okazuje się, że nie mają pełnej świadomości, jak poszczególne elementy się komunikują. To prowadzi do ciekawych odkryć i często do optymalizacji samego procesu technologicznego. Następny etap to ocena stanu urządzeń – wersji oprogramowania, podatności. Wspólnie z klientem ustalamy plan działań: aktualizacje tam, gdzie to możliwe, oraz świadome zarządzanie ryzykiem tam, gdzie aktualizacja nie jest możliwa. Sama świadomość podatności już zmienia sposób podejścia do bezpieczeństwa. Końcowym efektem jest pełna widoczność i kontrola, które organizacja zyskuje po uporządkowaniu infrastruktury i wdrożeniu procesów bezpieczeństwa. Dzięki temu znacznie łatwiej wykryć incydenty, w tym pojawienie się nieautoryzowanego urządzenia czy nietypowej komunikacji. Mając wiedzę o tym, jak sieć powinna działać, szybciej zauważamy wszelkie odchylenia i możemy na nie reagować.

Co może stać na drodze do osiągnięcia takiego celu?

KLUCZOWYM WYZWANIEM JEST BRAK SPÓJNYCH PROCESÓW.

Kluczowym wyzwaniem jest brak spójnych procesów między różnymi działami w organizacji: technologicznym – odpowiedzialnym za procesy przemysłowe, IT – zarządzającym infrastrukturą i systemami oraz cyberbezpieczeństwa – monitorującym zagrożenia, często poprzez SOC. Bardzo często te działy nie miały wcześniej potrzeby tak bliskiej współpracy. Teraz muszą nauczyć się komunikacji, wypracować procedury, a także określić konsekwencje ich nieprzestrzegania. Naszą dużą wartością jest to, że potrafimy poprowadzić klienta również organizacyjnie.

Ochrona infrastruktury krytycznej

wymaga zmiany

W ocenie specjalistów

podejścia

Fortinet skala i zaawansowanie zagrożeń wymierzonych w infrastrukturę krytyczną rosną dziś szybciej niż zdolności obronne większości organizacji.

Trwający konflikt zbrojny na wschodzie Europy bezpośrednio przekłada się na aktywność działań grup APT (Advanced Persistent Threat), które coraz śmielej celują w systemy sterowania przemysłowego (OT/ ICS). Zagrożone są: energetyka, wodociągi, sieci transportowe czy telekomunikacja. Problem leży u podstaw: wiele z tych systemów było przez dekady projektowanych z myślą o niezawodności i dostępności, a nie o cyberodporności. Luka między możliwościami atakujących a dojrzałością ochrony nie tylko jest duża, ale wykazuje tendencję wzrostową z uwagi na pojawienie się nowych, opartych o AI narzędzi ataku.

Złożony obraz środowisk IT/OT

W Polsce stan zabezpieczeń nie jest jednorodny. Sektor energetyczny, który jest najczęściej wymieniany jako cel ataków,

SEKTOR ENERGETYCZNY

SIĘ Z POWAŻNYM DŁUGIEM TECHNOLOGICZNYM.

zmaga się ze złożonością odziedziczonych z przeszłości systemów sterowania oraz poważnym długiem technologicznym. Równocześnie rosnące zainteresowanie przestępców atakami na wodociągi czy sieci systemów transportowych dowodzi, że żadna branża nie może czuć się bezpiecznie. Nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC), implementująca dyrektywę NIS 2, wymusza przyspieszenie modernizacji – szczególnie wśród podmiotów kluczowych i ważnych dla funkcjonowania państwa.

Od czego zacząć tworzenie ochrony?

– Skuteczna ochrona infrastruktury krytycznej wymaga dziś podejścia warstwowego, opartego na kilku filarach – mówi Maciej Gospodarek, Principal Systems Engineer w Fortinet. Według specjalisty te filary to: n Segmentacja i widoczność sieci – nowoczesne zapory nowej generacji (NGFW)

z głęboką inspekcją pakietów i obsługą protokołów przemysłowych (Modbus, DNP3, IEC 61 850) pozwalają egzekwować polityki bezpieczeństwa nawet w środowiskach OT/IT, gdzie tradycyjne firewalle pozostawały „ślepe” na ruch sterujący.

n Zarządzanie dostępem uprzywilejowanym (PAM) – przejęcie konta administratora lub inżyniera procesu to najkrótsza droga do centrum sterowania. Rozwiązania klasy PAM wymuszają sesyjną kontrolę dostępu, rejestrację działań i rotację poświadczeń, eliminując podatność wynikającą z haseł statycznych.

n Wykrywanie anomalii i integracja z SOC – pasywne monitorowanie ruchu OT pozwala wykryć odchylenia od normy behawioralnej bez ingerencji w procesy technologiczne. Kluczowa jest integracja z centrum operacji bezpieczeństwa i narzędziami SIEM/SOAR.

n Ochrona punktów końcowych i tożsamości – systemy zarządzania tożsamością (IAM/MFA) oraz rozwiązania EDR, zaprojektowane dla środowisk przemysłowych, uzupełniają obraz, terminując ataki po stronie użytkownika i stacji inżynierskich. n Automatyczna odpowiedź na incydenty – czas reakcji ma kluczowe znaczenie. Platformy umożliwiające orkiestrację i automatyzację (SOAR) skracają czas izolacji zagrożenia z godzin do sekund.

IT/OT wymaga podejścia platformowego Zagrożenia związane z konwergencją IT i OT to nowe wyzwanie dla sektora przemysłowego. Aby skutecznie zabezpieczyć infrastrukturę krytyczną, organizacje potrzebują rozwiązań, które obejmują całe środowisko sieciowe, spełniając potrzeby obu obszarów. Co więcej, aby uzyskać pełną widoczność i kontrolę, wdrażane w zintegrowanych sieciach IT i OT rozwiązania muszą być spójne. Podej-

ście platformowe staje się kluczowe, gdyż mechanizmy ochrony powinny wykraczać poza systemy on-premises. Z dalszym rozwojem przemysłowego internetu rzeczy, prywatnych sieci komórkowych czy modeli zarządzania bezpośrednio w chmurze, coraz więcej urządzeń jest podłączonych do sieci, a tym samym wystawionych na zagrożenia. Dlatego przedsiębiorstwa zarządzające swoimi środowiskami IT/OT powinny wdrożyć proaktywną strategię cyberbezpieczeństwa, koncentrującą się na widoczności, kontroli oraz analizie zachowań.

Zabezpieczanie to proces, nie projekt

– Wdrożenie powyższych rozwiązań to nie jednorazowy projekt, lecz ciągły proces – wymagający regularnych audytów, testów penetracyjnych środowisk OT i podnoszenia kompetencji personelu technicznego – mówi Maciej Gospodarek z firmy Fortinet. Wyjaśnia on, że istotną rolę odgrywa tu dostosowanie do branżowych norm i regulacji: standard IEC 62 443 dostarcza szczegółowych wytycznych dla bezpieczeństwa systemów automatyki i sterowania przemysłowego, definiując wymagania zarówno dla dostawców, integratorów, jak i operatorów. Z kolei zgodność z krajowymi i unijnymi wymogami legislacyjnymi  nie tylko ogranicza ryzyko prawne, ale przede wszystkim wymusza wdrożenie minimalnych, ustandaryzowanych praktyk ochronnych. Podmioty, które traktują bezpieczeństwo infrastruktury jako element kultury organizacyjnej, a nie tylko obowiązek regulacyjny, będą znacznie lepiej przygotowane na scenariusze, których jeszcze nie przewidujemy.

Rynek serwerów pod presją:

małe firmy płacą za gorączkę AI

Dla hiperskalerów i producentów GPU trwa złota era. Dla resellerów, integratorów oraz małych firm kupujących serwery czy NAS-y – to próba wytrzymałości w niepewnych warunkach rynkowych.

Wojciech Urbanek

Boom na AI sprawił, że producenci sprzętu obrócili się plecami do resellerów i integratorów – firm, które przez lata zapewniały im stabilne przychody. Dziś priorytetem są wielkie centra danych, a kanał partnerski musi sobie jakoś radzić. Skutki są odczuwalne od ubiegłego roku, odkąd rynek zmaga się z poważnym niedoborem pamięci RAM i NAND flash, a ceny tych komponentów wystrzeliły w kosmos. W ujęciu rok do roku (I kw. 2026 vs I kw. 2025) pamięci RAM zdrożały o 150–300 proc., a dyski SSD o 180–300 proc. Dla resellerów i integratorów to warunki, w których prowadzenie biznesu staje się loterią. Co gorsza, nie tylko ceny dają się im we znaki.

PRZYGOTOWANIE OFERTY STAJE SIĘ WYZWANIEM SAMO W SOBIE.

– Wzrost cen komponentów jest dotkliwy, ale uważam, że znacznie bardziej problematyczny dla ciągłości biznesu jest chaos informacyjny. Jeden z dostawców poinformował mnie, że mogę złożyć zamówienie, jednak pod warunkiem, że się z niego nie wycofam. Czas oczekiwania to około trzech miesięcy. Jeśli w tym czasie cena wzrośnie, muszę zaakceptować podwyżkę – mówi Jacek Marynowski, CEO Storage IT, firmy obsługującej segment małego i średniego biznesu. Storage IT mimo wszystko nie rezygnuje i nadal sprzedaje systemy NAS dla małego biznesu. Jednak na przykład RAFcom podjął bardziej radykalną decyzję: wobec skoko-

Zdaniem integratora

Jacek Marynowski, CEO, Storage IT

wego wzrostu cen pamięci i dysków firma całkowicie wstrzymała sprzedaż NAS-ów. – Trudna sytuacja dotyka też rynek serwerów i macierzy dyskowych SAN. Problemy z cenami i dostępnością komponentów sprawiają, że przygotowanie oferty staje się wyzwaniem samym w sobie, a nawet jeśli uda się złożyć jakąś konfigurację, na realizację zamówienia trzeba czekać przynajmniej trzy miesiące – mówi Tomasz Spyra, CEO RAFcomu.

Serwery entry-level pod presją

Analitycy TrendForce w kwietniu obniżyli prognozę tempa wzrostu dostaw serwerów na 2026 r. – z 20 do 13 proc. rok do roku. Boom na systemy obliczeniowe dla sztucznej inteligencji nakręca popyt zarówno na serwery AI, jak i maszyny ogólnego przeznaczenia. Problem w tym, że dla dostawców priorytetem pozostają jednostki z najwyższej półki, co przekłada się na wydłużone terminy realizacji zamówień na komponenty do serwerów niższych klas.

Producenci pamięci przenoszą tymczasem moce produkcyjne z chipów konsumenckich na HBM (High Bandwidth Memory) – technologię zasilającą serwery AI. To przejście wywołuje historyczny niedobór standardowej pamięci. Analitycy SemiAnalysis, od lat analizujący rynek półprzewodników, podkreślają, że taka sytuacja jak obecna nie miała jeszcze miejsca. Jednocześnie analitycy Counterpoint prognozują, że koszty modułów DDR5 dla serwerów podwoją się do

W przypadków serwerów dla użytkowników domowych i małych firm, nie mamy do czynienia z ogromnymi podwyżkami. Producenci zdążyli zgromadzić spore zapasy komponentów, więc wzrosty cen są umiarkowanie odczuwalne poniżej 10 procent. Tym bardziej, że domowe NAS-y, a także rozwiązania klasy SOHO i SMB, nie są specjalnie rozrzutne pod względem specyfikacji. Wiele z nich oferuje zaledwie 2, 4 lub 8 GB pamięci RAM, a to wartości, które w komputerze osobistym dawno przestały wystarczać. W droższych urządzeniach podwyżki są już bardziej widoczne i sięgają 20–30 procent.

końca 2026 r. w porównaniu z początkiem ubiegłego roku.

Nawet zapowiadany 20-procentowy wzrost produkcji DRAM w 2026 r. nie nadąży za popytem napędzanym przez AI. Do tego rosną ceny nośników i procesorów. Na początku kwietnia Intel zapowiedział korektę cen procesorów serwerowych o 8 -10 proc. w drugiej połowie roku. Podobne kroki planuje AMD – według doniesień „Commercial Times” firma zamierza podnieść ceny układów CPU o około 16 -17 proc. Co to oznacza dla serwerów entry-level, najczęściej kupowanych przez małe firmy? Presja kosztowa, drożejące komponenty i wpływ rynku AI sprawiają, że „tani serwer” staje się coraz mniej realnym pojęciem. Analogia z rynkiem PC nasuwa się sama: według Gartnera tanie komputery osobiste po prostu znikną z oferty, bo producentom przestanie się opłacać wytwarzanie maszyn w cenach akceptowalnych dla oszczędnych klientów. Gwałtowny wzrost cen pamięci pozbawia ich możliwości oferowania komputerów poniżej 500 dol. Na pierwszy rzut oka ceny serwerów entry-level nie eksplodowały i nadal można znaleźć konfiguracje startowe w relatywnie przystępnych przedziałach cenowych. Zmiana dotyczy jednak tego, co małe firmy faktycznie kupują. W wielu przypadkach są to dziś jednostki z procesorem Intel Xeon E, 16–32 GB RAM (często DDR5), dyskiem SSD jako głównym nośnikiem, macierzą RAID oraz zdalnym zarządzaniem (iDRAC/iLO). Na takie wybory wpływają rosnące wymagania aplikacji, powszechność wirtualizacji nawet w małych środowiskach, a także rosnące znaczenie backupu oraz cyberodporności.

Największy wpływ na cenę serwerów entry-level mają pamięci DRAM i NAND flash. Szacunki mówią same za siebie: w 2024 r. serwer za około 6 tys. zł wymagał wydania około 1,5 tys. zł na RAM i SSD łącznie. Dziś w urządzeniu wycenianym na 8 tys. zł te same komponenty kosztują już około 3 tys. zł. – Na typowy projekt w małej firmie składa się konsolidacja kilku maszyn fizycznych do środowiska wirtualnego, system

Adobe Stock, archiwum

CRM, usługi plikowe, backup oraz baza danych. W takich scenariuszach najczęściej konfigurujemy procesor Intel Xeon 6 lub AMD EPYC 9000, żeby zostawić zapas pod dalszą wirtualizację, ale nie przepłacać za niewykorzystane rdzenie. Przy czym punkt wyjścia to 64-256 GB RAM. Jeśli chodzi o nośniki, optymalnym rozwiązaniem jest kombinacja dysków NVMe Gen5, SAS lub SATA oraz modułu z dyskami M.2 na system operacyjny – tłumaczy Rafał Szczypiorski, Business Development Manager GSS w Dell Technologies.

Dwa oblicza rynku NAS Rynek urządzeń NAS dla segmentu małych firm kształtują dziś dwa przeciwstawne trendy: relatywnie dobra dostępność samych urządzeń oraz drastyczny wzrost kosztów nośników danych i pamięci RAM, które pochłaniają znaczną część budżetu inwestycyjnego. W odróżnieniu od serwerów ogólnego przeznaczenia, na które czas oczekiwania może sięgać od kilku miesięcy do niemal roku, urządzenia NAS dla MŚP są zazwyczaj dostępne bez większych opóźnień. Tacy producenci jak QNAP, Synology czy Asustor, odpowiednio wcześnie zabezpieczyli stany magazynowe i dziś mogą realizować zamówienia sprawnie.

– Problemy z komponentami, głównie pamięciami flash, mają na razie nieduży, ale już zauważalny wpływ na rynek NAS. Owszem, jesteśmy w stanie dostarczać zamówienia bez opóźnień, natomiast problem pojawia się później, szczególnie gdy klient chce rozbudować pamięć RAM lub dokupić dyski SSD. Tu niestety nie tylko ceny poszybowały w górę, ale i dostępność jest katastrofalna. Podobnie wygląda sytuacja z dyskami HDD – zauważa Łukasz Milic, Business Development Manager w QNAP-ie.

Analogicznie jest w przypadku Synology, w przypadku którego, jeśli pojawiają się trudności z dostępnością, dotyczą nośników lub urządzeń z wyższej półki, a ewentualne opóźnienia liczone są w tygodniach, nie miesiącach. Przemysław Biel, Country Sales Manager Poland w Synology, odnotowuje wyraźny wzrost zainteresowania produktami z niższego segmentu cenowego. Klienci sięgają po nie coraz częściej, bo po doliczeniu kosztów nośników to właśnie one jako jedyne mieszczą się w budżecie. Bez zakłóceń działa też dostępność produktów Asustor.

– Jesteśmy częścią grupy Asus, co pozwala nam korzystać z synergii w zarządzaniu kosztami i wysokiej efektywności łańcucha dostaw. Dzięki temu utrzymujemy stabilność cen, które w pierwszym kwartale wzrosły o około 10 proc. Duże znaczenie ma też ścisła współpraca z dystrybutorem

CZĘŚĆ PROJEK

TÓW ROZPOCZĘTYCH W 2025 ROKU, KTÓRE CZEKA ŁY NA DOFINANSOWANIE, TRZEBA ZACZYNAĆ OD NOWA.

Polska – mówi Oktawia Jabłońska, Sales & Marketing Manager Asustora. Dystrybutorzy aktywnie wspierają resellerów i odbiorców końcowych w dostosowaniu się do nowych realiów. Pzykładowo, AB pomaga optymalizować konfiguracje i dobierać alternatywne rozwiązania. – Kwartał do kwartału wzrosty cen sprzętu NAS i serwerów potrafiły sięgać kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent, szczególnie w momentach największych zaburzeń łańcuchów dostaw. Producenci i dystrybutorzy starają się jednak aktywnie reagować. Co ważne, czas działa na korzyść rynku: klienci i partnerzy coraz sprawniej adaptują się do nowych poziomów cen, a sytuacja stopniowo się stabilizuje – przyznaje Iwona Ostrowska, Product Manager w AB. Choć sytuacja rynkowa pozostaje dynamiczna, w samych urządzeniach adresowanych do SOHO nie widać przełomowych zmian. Mały biznes najchętniej inwestuje w dwu- i czterozatokowe urządzenia desktopowe, wyposażone w procesor x86 klasy Celeron lub Ryzen oraz pamięć RAM od 4 do 8 GB. U czołowych producentów standardem staje się już dedykowana aplikacja do backupu całych systemów. Ciekawą nowością jest natomiast możliwość wykorzystania serwera NAS jako platformy NDR (Network Detection and Response).

Czekać czy kupować?

W obliczu niedoboru komponentów i rosnących cen małe firmy stają przed trzema opcjami: kupić sprzęt po aktualnych cenach, odłożyć zakup na później lub przenieść się do chmury. Ta ostatnia wydaje się najbardziej racjonalna, a jednak niewiele przedsiębiorstw decyduje się na ten krok. – Część klientów SOHO zwraca się ku publicznym usługom chmurowym. Jednak w Europie nasila się zgoła odmienny trend, polegający na wzroście nacisku na cyfrową suwerenność danych i ochronę prywatności. Z perspektywy wielu małych firm dane bywają zbyt wrażliwe lub zbyt istotne dla działalności, by powierzać je publicznej chmurze – podkreśla Oktawia Jabłońska.

Taka sytuacja sprzyja dostawcom sprzętu oferującym własne rozwiązania chmury prywatnej.

Drugie wyjście to przesunięcie zakupów w czasie. Problem w tym, że nikt tak naprawdę nie wie, jak długo ceny pamięci będą piąć się w górę.

W wyjątkowo trudnym położeniu znaleźli się integratorzy. Namawianie klientów do odraczania zakupów jest karkołomne, gdy sami nie mają sygnałów od producentów, kiedy sytuacja może się ustabilizować.

– Działamy elastycznie, czasem przekonujemy do skromniejszych konfiguracji

Zdaniem specjalisty

Przemysław Biel, Country Sales Manager Poland, Synology

WIprzypadku Synology nie ma większych problemów z dostępnością towaru pod konkretne projekty. Niestety, ze względu na duże zmiany cen czasem klienci muszą zmodyfikować konfigurację lub po prostu rozkładają zakupy na kilka partii. Coraz częściej jednak klienci, którzy budżetowali rozwiązania bazujące na serwerach A-Brand, przychodzą do nas, gdyż po pierwsze mamy dostępność towaru, a po drugie nasze rozwiązanie jest dużo efektywniejsze kosztowo i nie zawiera ukrytych opłat w przyszłych okresach.

ntegratorzy w ostatnich miesiącach realizowali zakupy w obawie przed podwyżkami, budując solidne zapasy na części komponentów, jednak teraz mierzą się z niskim popytem klientów końcowych, którzy przestali akceptować ekstremalne ceny. Dzisiaj zauważamy sygnały wyprzedaży z ich strony, a co za tym idzie, drastyczne ograniczenie nowych zakupów. Stagnacja widoczna jest w przypadku większych inwestycji, zarówno w organizacjach rządowych, jak i prywatnych, szczególnie w związku z trudnością w zrozumieniu sytuacji, w której wymaga się od nich akceptacji nowych warunków oraz niedoszacowaniem budżetów. To oczywiście również negatywnie przekłada się na biznes integratorów.

Łukasz Lisatowicz, System Engineer, AB

CWSynology zdobyło certyfikat Channel Master 2026

Wojciech Kiałka, Director, Specialized Solutions Poland, TD Synnex

oraz częściej otrzymujemy techniczne zapytania dotyczące tego, czy NAS można wykorzystać w konkretnych, często bardzo niestandardowych scenariuszach. Resellerzy i integratorzy wyraźnie zwiększyli zainteresowanie możliwościami systemów operacyjnych NAS-ów, szczególnie w kontekście wdrożeń na większą skalę. Jako inżynier mogę dodać, że ich wyobraźnia bywa naprawdę nieograniczona. Niejednokrotnie tworzyliśmy wyjątkowo nietypowe konfiguracje, które, z tego co wiem, działają do dziś i realizują swoje zadania bezbłędnie.

śród małych firm zauważam bardzo wyraźny trend sięgania po jednoprocesorowe serwery rack 1U/2U oraz kompaktowe serwery tower, które mają zapewnić możliwie najwyższy współczynnik wydajności do kosztu oraz poboru mocy. Takie modele są przy tym ciche i nie wymagają osobnej serwerowni. W przypadku rozwiązań rack zdecydowanie najczęściej wybierane są platformy jednogniazdowe, co pozwala ograniczyć zarówno koszt zakupu, jak i koszty licencjonowania oprogramowania w modelu „per core” lub „per socket”.

Dell Technologies zdobył certyfikat Channel Master 2026

WRafał Szczypiorski, Business Development Manager GSS, Dell Technologies

sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się rynek nośników pamięci masowej, resellerzy często mierzą się z ograniczoną dostępnością dysków HDD, co skłania ich do rozważania alternatyw wobec konfiguracji napędów we wdrożeniach serwerów NAS. W tym

Oktawia Jabłońska, Sales & Marketing Manager, Asustor przypadku kluczowego znaczenia nabiera kompatybilność z dyskami innych producentów. Odpowiadamy na tę potrzebę, wspierając szeroką gamę kompatybilnych dysków HDD i SSD oraz na bieżąco weryfikując nowe modele, co pozwala zwiększyć elastyczność wdrożeń zarówno w firmach, jak i w segmencie konsumenckim

niż pierwotnie planowane, ale gotowych na późniejszą rozbudowę. Część projektów rozpoczętych w 2025 roku, które czekały na dofinansowanie, trzeba zaczynać od nowa. Zamawiający często nie mają po-

la manewru, by zwiększyć budżet lub zmienić wcześniej zatwierdzone przez zarząd założenia. Krótko mówiąc, każdy projekt to osobna „rzeźba” – podsumowuje Jacek Marynowski. n

Bezpieczne dokumenty,

Stare oprogramowanie może kosztować firmę więcej niż kupno nowych licencji. Po wejściu w życie nowelizacji KSC należy dokładniej przyglądać się narzędziom, które dotąd działały bez problemów.

Nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która weszła w życie 3 kwietnia 2026 r., istotnie zmienia sposób, w jaki przedsiębiorstwa i instytucje publiczne powinny podchodzić do bezpieczeństwa środowisk IT. Nowe przepisy wdrażające założenia dyrektywy NIS 2 przesuwają punkt ciężkości z reagowania na incydenty na aktywne zarządzanie ryzykiem. Oznacza to konieczność bieżącej kontroli wykorzystywanego oprogramowania – również tego, które przez lata było traktowane jako rozwiązania „niskiego ryzyka”, jak narzędzia do pracy z dokumentami.

Dobrym przykładem są starsze, niewspierane wersje ABBYY FineReader. Chociaż w wielu firmach nadal funkcjonują jako stabilne i znane użytkownikom narzędzie OCR/PDF, z perspektywy nowych regulacji stają się potencjalnym źródłem ryzyka. Kluczowy problem polega na braku wsparcia producenta, a więc braku aktualizacji bezpieczeństwa oraz dostosowania do zmieniających się standardów systemowych.

Nowelizacja KSC wprost wskazuje na obowiązek stosowania adekwatnych środków technicznych i organizacyjnych. Oprogramowanie, które nie jest rozwijane oraz aktualizowane, przestaje spełniać ten warunek. Co więcej, przepisy podkreślają odpowiedzialność kierownictwa za nadzór nad cyberbezpieczeństwem. Utrzymywanie w środowisku IT narzędzi, dla których znane podatności nie są eliminowane, może zostać uznane za niewłaściwe zarządzanie ryzykiem, a w kon-

Jacek Wójcik

bezpieczna firma

sekwencji prowadzić do odpowiedzialności organizacyjnej.

Warto przy tym pamiętać, że systemy do przetwarzania dokumentów nie są rozwiązaniami neutralnymi z punktu widzenia bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie – operują często na danych wrażliwych, dokumentach finansowych, kadrowych czy prawnych. Również pliki PDF oraz inne formaty wejściowe mogą być potencjalnym źródłem zagrożeń. Jeśli oprogramowanie nie otrzymuje aktualizacji, firma traci zdolność reagowania na nowe zagrożenia, co stoi w sprzeczności z wymaganiami ustawy.

Aktualizacja zamiast ryzyka

Firmy powinny obecnie skrupulatnie weryfikować swoje podejście do zarządzania licencjami i cyklem życia oprogramowania. W praktyce nie chodzi wyłącznie o aktualizację „dla zasady”, lecz zapewnienie zgodności regulacyjnej oraz ograniczenie realnego ryzyka operacyjnego. Coraz większego znaczenia nabierają modele licencyjne, które umożliwiają elastyczne dopasowanie się do potrzeb firmy i uzasadnienie ekonomiczne przejścia na aktualne wersje aplikacji.

dyrektor handlowy działu dystrybucji, AutoID Polska

S taramy się wspierać instytucje państwowe i firmy w inwentaryzacji wykorzystywanych rozwiązań. Często okazuje się, że liczba użytkowników starych i nieaktualnych licencji jest znacznie większa, niż mogłoby się wydawać. Organizujemy wtedy bezpłatne środowisko testowe, które odwzorowuje przyjęte założenia i cele. Po uwzględnieniu modelu licencjonowania pozwalającego na pracę na zasadach zamienności w większości przypadków koszty w przeliczeniu na użytkownika stają się ułamkiem kwot, jakie początkowo były zakładane.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na model licencjonowania typu „jednoczesny dostęp”, obecny m.in. w nowszych wersjach ABBYY FineReader PDF. Pozwala on wielu pracownikom korzystać z oprogramowania w zależności od rzeczywistych potrzeb, bez konieczności przypisywania licencji do konkretnego stanowiska. Taki model znacząco obniża barierę wejścia do aktualnych, wspieranych rozwiązań, a jednocześnie usprawnia procesy związane z obiegiem dokumentów.

Z perspektywy biznesowej to istotna zmiana. Zamiast utrzymywać przestarzałe oprogramowanie z uwagi na koszty, firmy mogą przejść na nowoczesne i bezpieczne rozwiązania bez konieczności pełnego „przelicencjonowania” na wszystkich użytkowników. Tym samym łatwiej pogodzić wymagania regulacyjne z optymalizacją wydatków IT.

Nowelizacja KSC nie pozostawia wątpliwości – bezpieczeństwo oprogramowania staje się elementem zarządzania ryzykiem na poziomie strategicznym. W tym kontekście korzystanie z niewspieranych wersji programów, takich jak ABBYY FineReader PDF, przestaje być jedynie kwestią techniczną. Staje się decyzją biznesową, która może mieć wymierne konsekwencje prawne i operacyjne.

Jacek Wójcik, dyrektor handlowy działu dystrybucji, AutoID Polska FineReader@FineReader.pl

Platforma kontra prompt:

wojna o szybkość

tworzenia aplikacji

Rynek low-code i no-code przez dekadę rósł na obietnicy, że „każdy może tworzyć aplikacje bez pisania kodu”. Teraz AI składa tę samą obietnicę i to bez zamykania użytkownika w gotowych komponentach.

Wojciech Urbanek

Pod koniec kwietnia światowe media obiegła informacja o zaskakującym sojuszu: SpaceX Elona Muska, kojarzone głównie z podbojem kosmosu, nawiązało ścisłą współpracę z Cursorem, stosunkowo mało znanym startupem dostarczającym narzędzia AI do tworzenia kodu. Co więcej, kosmiczny gigant zabezpieczył sobie prawo do przejęcia startupu za 60 miliardów dolarów, a jeśli do akwizycji nie dojdzie, zapłaci Cursorowi 10 miliardów za wspólnie wykonaną pracę.

Na początku roku Elon Musk połączył SpaceX ze swoim startupem xAI, tworząc podmiot działający pod szyldem SpaceXAI. Umowa wpisuje się w szerszy trend: startupy z Doliny Krzemo-

W OSTATNICH MIESIĄCACH ROLA AI W PROCESIE TWORZENIA OPROGRAMOWANIA OSIĄGNĘŁA PUNKT ZWROTNY.

wej i wielkie koncerny technologiczne toczą zacięte boje o klientów korporacyjnych, którzy szukają narzędzi AI do kodowania i zwiększania produktywności. Rynek jest gorący i zanim ogłoszono umowę ze SpaceX, zainteresowanie Cursorem wyraził również Microsoft, ostatecznie jednak rezygnując z oferty. W listopadzie ubiegłego roku niewielka firma była wyceniana na 29,3 mld dol., aczkolwiek nowa proponowana wycena to 50 mld dol., co stanowi niemal dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

Cursor mierzy się z silną konkurencją. Coraz większą popularność zdobywa stworzony przez Anthropic Claude Code, a Codex od OpenAI może pochwalić się ponad 4 mln aktywnych użytkowników. Na rynku funkcjonuje też kilka ciekawych startupów – Windsurf, Zed czy Kiro. Ostatni z wymienionych wyróżnia się tym, że przy naprawianiu błędów stawia na spójność strukturalną. Przykładowo, podczas gdy Cursor często stosuje „najmniejszą możliwą poprawkę”, Kiro potrafi przebudować cały podsystem, aby zachować czystość architektury.

Inną gwiazdą w tym gronie jest szwedzki Lovable, działający w nieco w innym obszarze niż Cursor czy Windsurf. Lovable to typowa platforma typu no code bazująca na modelach językowych opracowanych przez OpenAI. Użytkownik opisuje, co chce stworzyć, a system generuje interfejs, bazę danych i logikę. Wszystko dzieje się bez pisania ani jednej linijki kodu. Szwedzi zaledwie osiem miesięcy po uruchomieniu platformy Lovable przekroczyli barierę 100 milionów dolarów przychodów, a wycena startupu sięgnęła 6,6 mld dol. Bardzo podobne jest rozwiązanie Base 44 – startupu, który w ubiegłym roku był kupiony przez Wix – izraelską firmę programistyczną oferującą najbardziej znany na świecie kreator stron internetowych.

Programista w epoce AI: koordynator zamiast kodera

W ostatnich miesiącach rola sztucznej inteligencji w procesie tworzenia oprogramowania osiągnęła punkt zwrotny. AI nie jest już tylko asystentem, stając

się kluczowym współtwórcą kodu. Za tym przełomem stoją zarówno giganci technologiczni, jak Anthropic, OpenAI czy Microsoft, jak i małe startupy, które w zawrotnym tempie podnoszą poprzeczkę możliwości. Wymowna jest tu ewolucja poglądów Andreja Karpathy’ego, współzałożyciela OpenAI. W październiku, w podcaście „Dwarkesh”, był sceptyczny:

– Tym modelom wciąż daleko do ideału. Branża ewidentnie próbuje przeskalować oczekiwania, udając przełom tam, gdzie go po prostu nie ma – mówił Karpathy.

Zaledwie dwa miesiące później ten sam człowiek napisał: „Nigdy nie czułem się tak w tyle jako programista”. Trudno o bardziej dobitne świadectwo tego, jak szybko zmienia się krajobraz rynku”.

Dario Amodei, dyrektor generalny Anthropic, zapowiedział w marcu ubiegłego roku, że za trzy do sześciu miesięcy AI będzie wytwarzać około 90 proc. kodu, a za rok ma go, zasadniczo, pisać w całości. Prognoza się nie sprawdziła, ale rzeczywistość i tak robi wrażenie. Dane pokazują, że asystenci tacy jak GitHub Copilot generują dziś średnio 46 proc. kodu pisanego przez swoich użytkowników. W przypadku niektórych języków programowania, takich jak Java, udział kodu wygenerowanego przez AI sięga nawet 61 proc.

– Ręczne pisanie kodu było niegdyś głównym zajęciem programistów. Dziś ta czynność jest w znacznej mierze zautomatyzowana. Juniorzy już dotkliwie odczuli zmiany na rynku pracy po pandemii. Teraz dzieje się coś podobnego, choć na znacznie szerszą skalę, proces ten dotyka również

seniorów. Najwyraźniej widać to w obszarze tworzenia interfejsów użytkownika oraz warstwy wizualnej serwisów i aplikacji internetowych. Choć ogólna liczba deweloperów nie maleje, zmienia się charakter zapotrzebowania. Coraz wyżej cenione są umiejętności koordynowania i nadzorowania pracy wielu agentów AI

– tłumaczy Jacek Migdał, CEO Quesma. Po narzędzia AI do tworzenia kodu bardzo chętnie sięgają polscy programiści. Jak wynika z badania JetBrains AI Pulse 2026, aż 92 proc. rodzimych deweloperów deklaruje korzystanie z co najmniej jednego narzędzia AI w celach zawodowych. Największą popularnością cieszą się ChatGPT (33 proc.), GitHub Copilot (29 proc.), Claude Code (21 proc.) oraz Cur-

Według różnych szacunków wykorzystanie sztucznej inteligencji pozwala zespołom programistycznym zwiększyć wydajność o 30–55 proc. Jednak mimo rosnącej adopcji pojawia się niepokojący sygnał: zaufanie deweloperów do dokładności narzędzi AI spadło w tym roku do zaledwie 29 proc., podczas gdy rok wcześniej wskaźnik ten wynosił 33 proc. Krytycy kodu generowanego przez AI wskazują na jego nieprzejrzystość i brak głębokiego osądu technologicznego. Badania przeprowadzone przez Ox Security potwierdzają te obawy: kod tworzony przez AI systematycznie wykazuje antywzorce architektoniczne i luki bezpieczeństwa. Jeśli nie zostanie poddany rygorystycznej weryfikacji przez człowieka, dług techno-

Low-code pod presją AI: ewolucja, nie rewolucja

Wbrew obiegowym opiniom narzędzia do automatyzacji pracy programistów nie pojawiły się wraz z debiutem ChatGPT. Już w 2011 r. na rynku zadebiutowały platformy do tworzenia oprogramowania oparte głównie na graficznym interfejsie użytkownika. Sama nazwa „low-code” pojawiła się trzy lata później – ukuli ją analitycy Forrester Research. Pierwszą platformą no-code był natomiast Bubble, uruchomiony w 2012 r., który umożliwiał programowanie wizualne całkowicie bez pisania kodu.

Co czeka firmy dostarczające narzędzia low-code (LC) i no-code (NC)? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony inwazja nowych konkurentów zdecydowanie im nie sprzyja, z drugiej jest szansa, że popłyną na fali rosnącej popularności asystentów AI. Jedno jest pewne: na rynku zrobi się ciasno i miejsca nie wystarczy dla wszystkich.

– Platformy LC/NC oraz narzędzia AI próbują realizować tę samą wizję, a mianowicie, że z komputerem da się pracować jak z człowiekiem i wdrożenie aplikacji może zająć zaledwie jeden dzień. Pierwsze z wymienionych osiągają to poprzez budowanie diagramów i przepływów pracy. Narzędzia AI obiecują tymczasem, że wystarczy opisać problem językiem naturalnym. Sztuczna inteligencja jest przy tym bardziej elastyczna, bo nie zamyka użytkownika w gotowych komponentach. Rynek LC/NC nie znika, ale musi się redefiniować – tłumaczy Jan Kwapisz, CTO w Omniviser.

Nieco inaczej na tę rywalizację patrzy

ment Manager w OPTeam. Jego zdaniem nowoczesne generatory aplikacji bazujące na AI nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla dojrzałych platform low-code, lecz stają się ich naturalnym uzupełnieniem.

Jednak, jakby na to zagadnienie nie patrzeć, narzędzia AI rzuciły wyzwanie low-code w jego najsilniejszym punkcie: szybkości tworzenia aplikacji. Projekty no-code są kończone średnio w trzy tygodnie, tradycyjne projekty deweloperskie zajmują niespełna 15 tygodni, zaś AI – zaledwie kilka godzin. Platformy LC/NC niejednokrotnie uderzają w sufit funkcjonalności, gdy wymagania biznesowe

niać gotowe komponenty własnym kodem, dając deweloperom pełną kontrolę nad wydajnością i logiką biznesową aplikacji.

– Największą przewagą platform LC/NC jest dostarczanie gotowego, bezpiecznego fundamentu, który obejmuje nie tylko warstwę wizualną, ale przede wszystkim silniki procesowe oraz stabilną architekturę backendową. Platformy te eliminują problem rozproszonego kodu, oferując jedno spójne środowisko z centralnym dziennikiem zdarzeń i jednolitym modelem uprawnień – wyjaśnia Mateusz Szwajkosz.

ty – użytkownik biznesowy opisuje aplikację słowami, a platforma low-code ją generuje. To połączenie obu podejść w jednym środowisku. Pozostaje jednak poważny problem: shadow IT. Pracownicy coraz częściej używają AI do pisania skryptów poza kontrolą działu IT, a to dokładnie to zagrożenie, przed którym low-code miał niegdyś chronić.

Vibe coding: programowanie na wyczucie

stają się zbyt specyficzne. W takiej sytuacji pojawiają się nieudokumentowane skrypty i rozmaite obejścia. Tego problemu nie ma w przypadku asystentów AI: wynikiem ich pracy jest czysty kod, który programista może dowolnie modyfikować. Warto przy tym podkreślić, że niektóre platformy (OutSystems, Retool, Mendix czy nAxiom) pozwalają uzupeł-

Platformy low-code często wygrywają w środowiskach korporacyjnych, gdzie kluczowe są bezpieczeństwo, ład technologiczny i stabilność architektoniczna. Innymi słowy: nie sprzedają tylko „szybkiego klikania aplikacji”, ale przede wszystkim święty spokój działu IT. Narzędzia AI są z kolei przeznaczone dla profesjonalnych programistów i startupów budujących unikalne, wysoce niestandardowe rozwiązania. Startup, który musi stworzyć nowatorski system finansowy, nie zamknie się w sztywnych ramach low-code. Te dwa światy zaczynają się jednak powoli przenikać. Microsoft Power Apps czy Mendix integrują już własne Copilo-

Jednym z najgorętszych tematów w świecie oprogramowania jest ostatnio tak zwany vibe coding, termin ukuty przez Andreja Karpathy’ego. Koncepcja jest prosta: programista niemal całkowicie oddaje pisanie kodu asystentowi AI, sam skupiając się na opisywaniu tego, co chce osiągnąć – metodą prób i błędów, w naturalnym języku. W klasycznym podejściu programista rozumie każdą napisaną przez siebie linijkę kodu, podczas gdy w przypadku vibe codingu niekoniecznie. Andrej Karpathy opisał to bez ogródek: „akceptujesz sugestie AI, wklejasz komunikaty o błędach z powrotem do czatu, prosisz o poprawki i nie dotykasz kodu rękami”. Słowem, liczy się ogólny rytm projektu, nie zaś szczegóły implementacji.

Vibe coding przywodzi na myśl zjawisko „citizen developera”, spopularyzowane przez analityków Gartnera. Kryje się za nim pracownik, który nie jest programistą, ale tworzy przy użyciu platform LC/NC aplikacje na własny użytek. Może to być na przykład handlowiec budujący

JEDNYM TEMATÓWZ NAJGORĘTSZYCH W ŚWIECIE

OPROGRAMOWANIA

JEST

OSTATNIO TZW. VIBE CODING.

prostą aplikację do śledzenia kontaktów. W praktyce takie przypadki wciąż należą do rzadkości, ale łączy je z vibe codingiem ta sama idea: osoba bez technicznego zaplecza próbuje samodzielnie rozwiązać problem biznesowy, bez angażowania całego zespołu IT.

– Powstające w ten sposób rozwiązania bywają oderwane o d w ymagań b ezpieczeństwa, słabo zintegrowane z pozostałymi narzędziami, niepodatne na audyt i trudne do skalowania. Tego typu podejście sprawdza się najczęściej przy aplikacjach wspierających organizację pracy, ale nie przy złożonych systemach biznesowych – mówi Łukasz Wróbel, wiceprezes i CBDO w Webconie.

Zdaniem specjalisty

Mateusz Szwajkosz, Business Development Manager, OPTeam

Popyt na platformy LC/NC utrzymuje się na wysokim poziomie, co potwierdzają prognozy analityków wskazujące, że do końca 2026 roku aż 75 procent nowych aplikacji będzie powstawać w tym modelu. Głównym czynnikiem napędzającym ten segment jest narastający deficyt specjalistów IT, który w Polsce szacuje się na poziomie blisko 150 tysięcy osób. Organizacje nie mogą już czekać miesiącami na realizację kluczowych funkcjonalności w ramach sztywnych systemów ERP czy CRM, które są kosztowne i trudne w modyfikacji. Kolejnym motorem wzrostu jest presja na tempo wdrożenia oraz konieczność cyfryzacji procesów „miękkich”, w rodzaju HR i procesu

przyjęcia do pracy, których tradycyjne systemy dziedzinowe nie obsługują w sposób wystarczająco elastyczny.

Generatory aplikacji AI i platformy procesowe rozwiązują inne problemy. Te pierwsze potrafią szybko wygenerować pojedynczą aplikację na podstawie prompta, ale firmy zdają już sobie sprawę, że celem nie jest dostarczenie jednej aplikacji, ale stworzenie systemu złożonego z dziesiątek rozwiązań procesowych, które ze sobą współpracują, korzystają z tych samych danych, jak też są zarządzane przez wewnętrzny zespół. Takich systemów nie buduje się „jednym promptem”. W ostatecznym rozrachunku przyszłość przedsiębiorstwa nie może zależeć od decyzji dostawcy modelu językowego o drastycznej zmianie ceny, zmniejszeniu wydajności czy ograniczeniu możliwości modelu.

Jan Kwapisz, CTO, Omniviser

PŁukasz Wróbel, wiceprezes i CBDO, Webcon

latformy LC/NC wyraźnie ewoluują dziś w kierunku „AI-assisted development”, czyli środowisk, w których użytkownik nie tylko przeciąga elementy na ekranie, lecz współpracuje z agentem AI proponującym logikę, budującym integracje i generującym kolejne kroki procesu. Coraz częściej zamiast ręcznego budowania przepływów użytkownik opisuje cel biznesowy. System sam proponuje przepływ pracy, integracje i warunki decyzyjne. Oznacza to, że granica między LC/NC a AI zaczyna się zacierać. Najlepsze platformy nie będą ani czystym LC, ani wyłącznie kodowaniem AI, tylko hybrydą obu podejść. W praktyce oznacza to przejście z budo-

wania aplikacji do orkiestracji decyzji i procesów, gdzie człowiek definiuje intencję biznesową, a system dobiera najlepszą implementację techniczną.

Platformy LC/NC oferują kompletny ekosystem bezpieczeństwa, mechanizmy zarządzania oraz infrastrukturę do długoterminowego utrzymania aplikacji. W przeciwieństwie do generatorów AI, dają użytkownikom biznesowym pełną, wizualną kontrolę nad logiką procesów i znacznie ułatwiają ich debugowanie. Rozwój sztucznej inteligencji jest jednak na tyle dynamiczny, że w najbliższym czasie te dwa światy zaczną się naturalnie przenikać i uzupełniać, a nowoczesne środowiska LC/NC będą w coraz większym stopniu zasilane przez AI.

No cóż, pracownik nietechniczny nie weźmie odpowiedzialności za architekturę, bezpieczeństwo ani kontrolę jakości. Nie zrobi tego też AI. Dlatego specjaliści rozumiejący techniczne konsekwencje podejmowanych decyzji pozostają i długo jeszcze pozostaną niezastąpieni.

– Vibe coding to metoda skuteczna przy prostych zadaniach, ale potrafi też odpowiedzieć: „masz rację, skasowałem całą bazę danych”. Model działa często z dużą pewnością siebie nawet wtedy, gdy po-

Artur Kmiecik, Head of Cloud and Infrastructure, Capgemini

pełnia krytyczny błąd, a użytkownik bez wiedzy technicznej może w ogóle nie zdać sobie sprawy, że system właśnie wyrządził poważną szkodę — ostrzega Jan Kwapisz. Dlatego poważni dostawcy starają się zaszczepić wśród klientów model „citizen-assisted development”, oparty na wyraźnym podziale ról: użytkownicy biznesowi tworzą wstępne wersje aplikacji i zbierają wymagania, a zespoły IT przekształcają je w gotowe rozwiązania, „zadbane” pod kątem integracji, bezpieczeństwa i skalowalności. n

Nie przegap

dla Twojego informacji ważnych biznesu!

Masz konto na CRN.pl?

Włącz wysyłkę newslettera CRN na stronie

CRN.pl/prenumerata (wymagane wcześniejsze zalogowanie na CRN.pl/logowanie).

Nie masz jeszcze konta na CRN.pl?

Załóż je na stronie CRN.pl/rejestracja

cyfryzacja sposobem na usprawnienie biznesu TSL:

Firmy z branży TSL zmagają się z coraz większymi kosztami, a wymagania klientów rosną. W cenie są rozwiązania, które usprawnią operacje, pomogą obniżyć wydatki i zapewnią interoperacyjność systemów.

Krzysztof Pasławski

Rosnące koszty działalności, niedobór kadr, mniejsza liczba przewozów, jak również kolejne obowiązki regulacyjne sprawiają, że nastroje w przedsiębiorstwach z sektora TSL (transport, spedycja, logistyka) w tym roku zdecydowanie uległy pogorszeniu. Tak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. W marcu br. wartość Miesięcznego Indeksu Koniunktury dla tej branży zmalała o prawie 8 pkt. w ciągu miesiąca. Badani przedsiębiorcy częściej niż w ub.r. wskazywali na spadek sprzedaży i liczby nowych zamówień. Według KRD w końcu marca br. zadłużenie firm z sektora wzrosło o 69 mln zł rok do roku, do poziomu 1,66 mld zł (blisko 80 proc. tej kwoty przypada na przewoźników drogowych).

Z badania Rzetelnej Firmy wynika natomiast, że 48 proc. przedsiębiorstw transportowych nie planuje w tym roku działań rozwojowych.

RYNEK TSL WCHODZI W FAZĘ DOJRZALSZEGO WZROSTU.

Pomimo ostrożności części przedsiębiorstw co do perspektyw rozwoju, dostawcy sygnalizują ożywienie popytu na rozwiązania cyfrowe dla sektora TSL. Dotyczy to zwłaszcza wdrożeń wspierających biznes, co staje się szczególnie istotne wobec coraz wyższych kosztów (drożejące paliwo, wynagrodzenia), zmienności na rynku i obaw o koniunkturę gospodarczą. W cenie są systemy, które usprawniają operacje, pozwalają przewidywać i optymalizować koszty, zwiększają odporność łańcucha dostaw. Przedsiębiorcy TSL chcą kompleksowych rozwiązań, które upraszczają operacje i ograniczają ryzyko po ich stronie. – Największy wzrost zapotrzebowania dotyczy rozwiązań poprawiających efektywność operacyjną. Firmy coraz częściej inwestują w automatyzację magazynów, systemy zarządzania transportem i te-

lematykę, a także w technologie ograniczające koszty energii – informuje Jacek Wołczuk, IT Solution Architect/Support Team Manager w ITBoom.

Integrator odnotowuje również rosnący popyt na systemy zarządzania magazynem (WMS), automatyczne sortery oraz magazynowe autonomiczne roboty mobilne (AMR), które poruszają się po zadanej trasie. Z kolei obowiązki regulacyjne zwiększają zainteresowanie rozwiązaniami wspierającymi cele ESG i tzw. niskoemisyjność.

Zapotrzebowanie na cyfryzację usprawniającą działalność przedsiębiorstwa widać zwłaszcza tam, gdzie presja na koszty i wymagania klientów co do sprawności dostaw są szczególnie wysokie, stąd największą aktywność inwestycyjną w obszarze rozwiązań dla magazynów i logistyki przejawiają przedsiębiorstwa e-commerce, handel detaliczny, sektor FMCG, farmacja i produkcja.

Odpowiedzią na rosnące koszty w branży jest również zapotrzebowanie na systemy, które przetwarzając i interpretując dane pomagają przedsiębiorcy w podejmowaniu decyzji biznesowych, wspierają efektywność działania firmy. Przy tym dla klientów TSL kluczowa staje się interoperacyjność systemów.

– Klienci oczekują, że rozwiązania cyfrowe połączą dane operacyjne, przestrzenne i biznesowe w spójny kontekst decyzyjny –  zaznacza Jarosław Marciniak, Geospatial Business Unit Director w Spyrosofcie. Według niego jest to szczególnie widoczne w firmach oferujących usługi kurierskie.

Automatyzacja potrzebuje zaawansowanego sprzętu

Istotnym trendem w rozwiązaniach dla sektora TSL jest również automatyzacja, co z kolei przekłada się na rosnące zainteresowanie urządzeniami mobilnymi o wysokiej wydajności, długim czasie

pracy i zaawansowanych możliwościach komunikacyjnych, takich jak 5G czy Wi-Fi 6/6E. Nowy sprzęt wyposażony w SoC z jednostkami AI, umożliwia rozpoznawanie obrazu, OCR i analizę danych operacyjnych w czasie rzeczywistym bez konieczności korzystania z chmury. Kluczową cechą staje się więc zdolność do lokalnego przetwarzania danych w modelu edge computing.

– Największe zapotrzebowanie obserwujemy w logistyce magazynowej, gdzie rośnie poziom automatyzacji procesów kompletacji i kontroli jakości, a także w transporcie i logistyce ostatniej mili, gdzie kluczowa jest szybkość reakcji i dostęp do aktualnych danych – informuje

Zdaniem specjalisty

Przemysław Drabczyk, Sales Manager Poland and Hungary w Jarltechu. W sektorze TSL odnotowuje się także większe zainteresowanie rozwiązaniami cyberbezpieczeństwa, takimi jak EDR/ XDR. Rośnie zapotrzebowanie na kontrolę dostępu do systemów IT w postaci rozwiązań PAM w połączeniu z narzędziami MFA, audytami bezpieczeństwa systemów, usługami SOCaaS w celu ciągłego monitoringu i szybkiej reakcji na incydenty. Rośnie też świadomość klientów odnośnie do tego, by rozszerzać systemy o narzędzia obserwowalności. – Jako integrator coraz częściej rozmawiamy z klientami spedycyjnymi, którzy każdego dnia obsługują w systemach setki tysięcy czy miliony zdarzeń i widzą, że narzędzia obserwowalności są konieczne, aby móc szybciej eliminować wąskie gardła. Mogą one narazić organizację na nieobsłużenie w odpowiednim czasie wszystkich zadań, co przekłada się na odpływ klientów, a za tym odpływ przychodów – mówi Łukasz Pachocki, architekt rozwiązań bezpieczeństwa w Atende.

Klienci chcą kompleksowych

rozwiązań

Dostawcy sygnalizują, iż zmieniają się wymagania klientów końcowych. Mianowicie mniejszą wagę niż w minionych latach przywiązują oni do ceny zakupu, a większą do TCO. Przy tym generalnie przy wyborze rozwiązania zyskują na znaczeniu kryteria pozakosztowe. – Coraz większe znaczenie dla klientów mają niezawodność, transparentność procesów, możliwość raportowania i zgodność z regulacjami z zakresu zrównoważonego rozwoju –  twierdzi Michał Osuch, Commercial Director CHEP na Polskę i kraje bałtyckie.

Według niego widoczna jest także rosnąca potrzeba elastyczności: szybkiego

reagowania na zmiany wolumenów, sezonowość oraz zakłócenia w łańcuchach dostaw. Rośnie oczekiwanie wdrożenia kompleksowych systemów, zapewniających integrację różnych narzędzi cyfrowych.

– W porównaniu do ubiegłych lat klienci nie poszukują już wyłącznie sprzętu,

FIRMY OCZEKUJĄ KOMPLEKSO- WYCH SYSTEMÓW, ZAPEWNIAJĄCYCH INTEGRACJĘ RÓŻNYCH NARZĘDZI CYFROWYCH.

lecz kompleksowych, skalowalnych rozwiązań, które można łatwo integrować z systemami klasy WMS i TMS. Klienci coraz większy nacisk kładą na bezpieczeństwo danych, zarządzanie flotą urządzeń, możliwość zdalnej konfiguracji i długi cykl życia produktów – informuje Przemysław Drabczyk.

Także specjaliści Spyrosoftu, który realizuje znaczną część projektów z obszaru logistyki i transportu na rynku brytyjskim, obserwują widoczną wcześniej „na wyspach” rosnącą popularność zintegrowanych rozwiązań. Otóż firma odnotowuje coraz większe zainteresowanie platformami integrującymi dane z wielu źródeł i wspierającymi konkretne scenariusze działania.

– Takie podejście znajduje zastosowanie w magazynowaniu i centrach dystrybucji, gdzie interoperacyjność danych oraz ich właściwa interpretacja w czasie zbliżonym do rzeczywistego stają się kluczowe dla płynności operacji –  wyjaśnia Jarosław Marciniak, Geospatial Business Unit Director w Spyrosofcie.

Jak zauważa, dostęp do danych przestaje być barierą – wyzwaniem jest ich fragmentacja i brak interoperacyjno-

Znaszych obserwacji wynika, że w porównaniu z ubiegłym rokiem popyt na rozwiązania dla sektora transportu, logistyki i magazynowania jest stabilny. Firmy rzadziej inwestują „na zapas” – zamiast tego poszukują rozwiązań, które realnie zwiększają efektywność operacyjną, odporność łańcucha dostaw i przewidywalność kosztów. Wzrosło zapotrzebowanie na rozwiązania skalowalne, cyrkularne i oparte na danych: standaryzowane noPrzemysław Drabczyk, Sales Manager Poland and Hungary, Jarltech

Wnajbliższych latach sztuczna inteligencja będzie miała istotny wpływ zarówno na wymagania użytkowników, jak i na proces sprzedaży. Urządzenia „AI-ready” staną się standardem rynkowym, a klienci będą coraz częściej oczekiwać nie tylko sprzętu, ale również wartości dodanej w postaci oprogramowania, analityki i integracji z procesami biznesowymi. Obecnie obserwujemy rosnące zainteresowanie rozwiązaniami wykorzystującymi AI. Najczęściej są one wdrażane w obszarach automatyzacji procesów operacyjnych, takich jak rozpoznawanie obrazu i tekstu

(OCR), analiza danych w czasie rzeczywistym, optymalizacja procesów logistycznych i wsparcie pracowników poprzez rozwiązania głosowe.

Michał Osuch, Commercial Director na Polskę i kraje bałtyckie, CHEP

śniki transportowe, systemy poolingowe, lepszą widoczność przepływów i narzędzia wspierające optymalizację zapasów.

ści pomiędzy źródłami. Spada natomiast zapotrzebowanie na wyspecjalizowaną telemetrię czy niszowe dane.

– Klienci oczekują, że rozwiązania cyfrowe połączą dane operacyjne, przestrzenne i biznesowe w spójny kontekst decyzyjny, co szczególnie wyraźnie widać w usługach kurierskich, gdzie liczy się szybka interpretacja informacji i wsparcie decyzji podejmowanych w krótkich cyklach czasowych – mówi Jarosław Marciniak.

Z kolei, jeśli chodzi o rozwiązania cyberbezpieczeństwa, to więcej klientów zaczyna dopasowywać własne wymagania do regulacji.

– W sektorze TSL na pewno swoje piętno odciśnie NIS 2. Dyrektywa ta nakłada na firmy obowiązek analizy ryzyka i osobistą odpowiedzialność zarządu za cyberbezpieczeństwo – uważa Paweł Majewski, kierownik sprzedaży Finanse & TSL w Atende.

Narzędzia AI dadzą dostawcom przewagę

Integratorzy odnotowują rosnące zainteresowanie rozwiązaniami wykorzystującymi narzędzia AI w sektorze TSL. Ma to związek z tym, że branża coraz bardziej potrzebuje systemów cyfrowych ułatwiających podejmowanie decyzji i działań w oparciu o dane. Najczęściej narzędzia sztucznej inteligencji są wykorzystywane do planowania popytu, prognozowania wolumenów, optymalizacji tras, zarządzania zapasami i poprawy widoczności w łańcuchu dostaw. Ponadto przedsiębiorcy coraz częściej wspierają się rozwiązaniami AI w scenariuszach predykcyjnych, umożliwiających identyfikację potencjalnych błędów operacyjnych jeszcze przed ich wystąpieniem. Globalne badanie Zebra Technologies i Oxford Economics „The Impact of Intelligent Operations Report: Logistics” wykazało, że niemal 40 proc. respondentów wykorzystuje narzędzia sztucznej inteligencji do prognozowania popytu, a już ponad 2/3 wdraża je lub testuje w za-

PRZEDSIĘBIORCY CORAZ CZĘŚCIEJ WSPIERAJĄ SIĘ ROZWIĄZANIAMI SZTUCZNEJ INTELIGENCJI W SCENARIUSZACH PREDYKCYJNYCH.

rządzaniu zapasami. Kolejne dwie trzecie organizacji wdraża lub stosuje AI do predykcyjnego szacowania czasu dostawy, a 57 proc. firm wykorzystuje sztuczną inteligencję do planowania i optymalizacji tras.

Zdaniem integratora

Łukasz

Pachocki, architekt rozwiązań bezpieczeństwa, Atende

Jak w każdym sektorze, również w przypadku

Atende zdobyło tytuł IT Master 2026

TSL obserwujemy wzrost sprzedaży tych rozwiązań, które bezpośrednio lub pośrednio przyczyniają się do wzmocnienia odporności organizacji na ewentualne zagrożenia. Należą do nich, rzecz jasna, cyberzagrożenia: począwszy od zapewnienia stabilności pracy całych środowisk i tworzenie bardziej elastycznych w działaniu i obsłudze wydajnych systemów, po zwiększanie świadomości pracowników i wdrażanie kolejnych specjalizowanych rozwiązań. Sektor ten jest szczególnie narażony na ataki ransomware, paraliżujące spedycję i magazyny, czy phishing wymierzony w spedytorów w postaci fałszywych zleceń. W przypadku

ransomware klienci oczekują zaawansowanych rozwiązań EDR / XDR do wykrywania i blokowania oprogramowania szantażującego i ochrony stacji końcowych, terminali dostępowych czy serwerów. Do tej puli rozwiązań sugerujemy dodanie NDR.

Zmienia się postrzeganie rozwiązań cyfrowych przez firmy z sektora TSL, podobnie zresztą jak w wielu innych branżach. Coraz rzadziej są one traktowane wyłącznie jako systemy IT wspierające wizualizację danych czy automatyzację pojedynczych procesów, a coraz częściej jako narzędzia doradzające w podejmowaniu decyzji biznesowych. Kluczowe stają się tzw. insights, czyli zdolność technologii do interpretowania danych i rekomendowania optymalnych działań pod kątem kosztów, czasu i efektywności operacyjnej. Proces ten jest szczególnie widoczny w logistyce e-commerce, gdzie interoperacyjność systemów i szybkie decyzje wpływają na poziom obsługi klienta i koszty operacyjne.

Jacek Wołczuk, IT Solution Architect/Support Team Manager, ITBoom

WJarosław Marciniak, Geospatial Business Unit Director, Spyrosoft

porównaniu z poprzednimi latami wyraźnie zmieniły się oczekiwania klientów końcowych. Obecnie przedsiębiorstwa znacznie silniej koncentrują się na całkowitym koszcie posiadania, a nie tylko na cenie zakupu rozwiązania. Oczekują przy tym większej elastyczności, krótszych czasów wdrożeń i możliwości skalowania usług w zależności od sezonowości. Coraz częściej wymagają również pełnej integracji systemów logistycznych z ich własnymi platformami ERP, narzędziami e-commerce czy systemami kurierskimi. Wzrosło również znaczenie bezpieczeństwa danych i odporności operacyjnej.

Jedna trzecia pytanych organizacji twierdzi natomiast, iż sztuczna inteligencja jest jednym z najważniejszych narzędzi potrzebnych do usprawnienia dostaw i operacji terenowych.

– W dłuższej perspektywie AI będzie zwiększać oczekiwania użytkowników wobec precyzji, szybkości i personalizacji rozwiązań, a dla dostawców stanie się istotnym elementem przewagi konkurencyjnej i źródłem wartości dodanej w procesie sprzedaży –  uważa Michał Osuch.

Co więcej, jeśli chodzi o sprzęt, to przedsiębiorcy z sektora TSL oczekują również urządzeń (np. czytniki, skanery) do obsługi rozwiązań opartych na AI. Według badania Zebry większość pytanych liderów z branży transportu i logistyki dąży do skrócenia czasu przejazdu (68 proc.) i uzyskania pełnej widoczno-

ści każdego pojazdu, kierowcy i dostawy (66 proc.), ponieważ przekłada się to znacznie na niższe koszty i poprawę efektywności dostaw. Jako technologie najbardziej potrzebne do wprowadzenia tych usprawnień respondenci wskazali analitykę predykcyjną (69 proc.), komputery mobilne z czytnikami kodów kreskowych (66 proc.) i tablety (53 proc.).

Dostawcy sygnalizują również potrzebę korzystania przez klientów z konwersacyjnych modeli AI jako interfejsu do danych – tak, aby można było zadawać pytania i uzyskiwać interpretacje.

– Rynek TSL wchodzi w fazę dojrzalszego wzrostu, w której przewagę konkurencyjną buduje się nie wielkością floty czy powierzchni magazynowej, lecz technologią, automatyzacją i zdolnością do szybkiego reagowania na zmiany – podsumowuje Jacek Wołczuk z ITBoom. n

Dlaczego nie? IPv8?

Branża IT bardzo lubi opowiadać o architekturach nowej generacji, ale znacznie częściej specjalizuje się w utrzymywaniu przy życiu architektur starej generacji.

Wkwietniu przez „technologiczną” odnogę internetu przewinęła się momentami żywa dyskusja o czymś, co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak żart z konferencji dla administratorów sieci: czy świat powinien zacząć myśleć o IPv8? Impulsem był draft tego protokołu złożony przez Jamesa Thaina do organizacji standaryzacyjnej IETF (Internet Engineering Task Force) oraz szeroko komentowany na Hacker News. Warto jednak zachować uczciwą narrację, bowiem sam fakt zgłoszenia draftu do IETF nie oznacza jeszcze narodzin nowego standardu – podobny dokument może złożyć praktycznie każdy, a rozpoczęcie prac nad nim to zupełnie osobna kwestia.

Sama koncepcja IPv8 nie sprowadzała się do prostego „dajmy więcej adresów niż w IPv6”, bo ten problem (zgodnie z założeniami tego standardu) praktycznie nie istnieje. W największym uproszczeniu chodziło o odejście od klasycznego adresu IPv4 w rodzaju 192.0.2.1 na rzecz formatu przypominającego 0.0 251 240 192.0.2.1 albo — w uproszczonym zapisie — 64 496 192.0.2.1. Pierwsza część miała identyfikować operatora lub organizację, druga konkretne urządzenie. Według autora miało to nie tylko radykalnie zwiększyć dostępną pulę adresów, ale także uprościć routing i zachować kompatybilność z IPv4. Brzmi rozsądnie, ambitnie i futurystycznie – czyli dokładnie tak, jak zwykle brzmią projekty tworzone przez branżę, która nadal nie zakończyła poprzedniej migracji.

To właśnie ten kontekst uczynił tę dyskusję tak interesującą. Nie dlatego, że IPv8 rzeczywiście jutro stanie się standardem, bo nic na to nie wskazuje (specjaliści dopatrzyli się wielu nieścisłości w złożonym do IETF dokumencie). Ciekawe jest raczej to, że w branży w ogóle pojawił się pomysł rozmowy o kolejnej generacji protokołu internetowego w momencie, gdy IPv6 nadal nie osiągnął pełnej dominacji – mimo że istnieje od końca lat 90.! W wielu krajach popularyzacja IPv6 rośnie całkiem przyzwoicie, szczególnie u operatorów mobilnych i hiperskalerów, ale globalnie internet nadal w ogromnym stopniu działa na starym fundamencie, czyli IPv4.

Warto zatem przypomnieć, jak wyglądała narracja wokół właśnie IPv4 jeszcze kilkanaście lat temu. Ostrzeżenia były bardzo konkretne: przestrzeń adresowa jest ograniczona, liczba urządzeń rośnie wykładniczo, smartfony i IoT dopiero się rozpędzają, więc lada moment internet zderzy się z twardą ścianą. I w 2011 roku IANA (Internet Assigned Numbers Authority) rzeczywiście rozdała ostatnie wolne pule IPv4. Później regionalne rejestry zaczęły racjonować zasoby, a komentarze ekspertów często miały niemal apokaliptyczny ton. Jednak przełom nie nastąpił, bo tak zwykle bywa, kiedy rynek znajdzie tańszy sposób na odsunięcie Armagedonu w czasie.

Tym sposobem okazało się stosowane już od wielu lat rozwiązanie Network Address Translation, które w tym konkretnym przypadku początkowo miało być raczej prak-

tycznym obejściem niż nowym filarem internetu. NAT od zawsze pozwalał ukrywać dziesiątki urządzeń w sieci lokalnej za jednym publicznym adresem IP. Operatorzy telekomunikacyjni rozwinęli ten model do Carrier-Grade NAT, gdzie jeden adres publiczny może obsługiwać znacznie większą grupę klientów, więc z perspektywy użytkownika problem zniknął niemal całkowicie.

To był moment bardzo charakterystyczny dla branży IT. Formalnie rozwiązanie problemu już istniało w postaci IPv6, ale wdrożenie tej nowej wersji protokołu wymagało kosztów, zmian procesów, inwestycji w sprzęt i kompetencje. NAT był brzydszy architektonicznie, ale znacznie tańszy. A nasza branża, wbrew własnej mitologii o przełomach i innowacjach, niezwykle często wybiera rozwiązania „wystarczająco dobre”, jeśli pozwalają uniknąć kosztownej i zbyt angażującej transformacji. To zresztą nie koniec historii IPv4. Gdy wolnych adresów zaczęło brakować, rynek zrobił to, co robi niemal zawsze: zamienił niedobór w produkt i… rozpoczął się handel adresami IPv4.

W efekcie znaleźliśmy się w osobliwym miejscu. IPv4 formalnie miał dawno temu odejść do historii, IPv6 miał przejąć jego rolę, a dziś przedstawiciel środowiska technicznego – trudno nadal ocenić, czy na serio, czy w formie żartu – zastanawia się nad IPv8. Nie dlatego, że IPv6 okazał się techniczną porażką. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze spełnił swoje podstawowe założenie. Problem polega na tym, że sukces techniczny nie oznacza sukcesu wdrożeniowego.

W historii branży IT były też inne, podobne osobliwości.

Przykładem może być chociażby Domain Name System (DNS), którego niezbyt świetlaną przyszłość prognozowano w kontekście coraz większej skali ataków DDoS. Zamiast wielkiej wymiany fundamentów internetu branża dołożyła kolejne warstwy: caching, anycast, CDN-y i rozproszone systemy ochrony.

Mamy też powstały w 1959 r. język programowania COBOL, który od dekad regularnie „umiera”, po czym wraca w raportach o systemach bankowych i administracyjnych. Powód jest banalny: kod być może jest archaiczny, ale działa, a jego wymiana oznacza ogromne ryzyko biznesowe. A w świecie korporacyjnym techniczna archaiczność rozwiązania rzadko jest wystarczającym argumentem do jego usunięcia. Podobny mechanizm dotyczył Adobe Flash, który oficjalnie zakończył życie w 2020 r., ale jeszcze długo funkcjonował w systemach przemysłowych i szkoleniowych. I właśnie dlatego rozmowa o IPv8 jest bardziej interesująca jako komentarz do kondycji branży IT, która bardzo lubi opowiadać o architekturach nowej generacji, ale znacznie częściej specjalizuje się w utrzymywaniu przy życiu architektur starej generacji. Ta druga kompetencja jest zresztą znacznie bardziej dochodowa, choć zdecydowanie gorzej wygląda na konferencyjnych slajdach.

Krzysztof Jakubik

dziennikarz CRN Polska

NAT BYŁ BRZYDSZY ARCHITEKTONICZNIE, ALE ZNACZNIE TAŃSZY.

Peryferyjni gracze

wchodzą do poważnej gry

Gdy giganci zmieniają zasady gry, otwiera się pole do działania również dla mniejszych firm, które próbują przejąć inicjatywę, oferując tańsze, bardziej elastyczne i często lepiej dopasowane rozwiązania niż rynkowi liderzy.

Rynek infrastruktury IT przeżywa rzadko spotykane przesilenie. Kontrowersyjne decyzje Broadcomu po przejęciu VMware’a, skutkujące drastycznymi podwyżkami cen i uproszczeniem portfolio sprawiły, że tysiące firm na całym świecie stanęły przed koniecznością przemyślenia swojego stosu technologicznego. To zjawisko, które jednych boli, ale za to innych napędza. Na tegorocznym IT Press Tour w Sofii był to jeden z przewodnich motywów: jak zagospodarować przestrzeń, którą pozostawił po sobie dotychczasowy lider rynku wirtualizacji. I tu pojawiają się polski Storware i bułgarski StorPool, które od lat budowały swoje pozycje na obrzeżach głównego nurtu. Dziś trafiają w samo centrum zainteresowania klientów. Z kolei amerykański startup Caeves Technology gra inną kartą, celując w dane, które organizacje gromadzą, ale których nie potrafią wykorzystać.

Polski akcent w Sofii

Polski Storware nawiązał w swojej narracji do „Opowieści wigilijnej” Charlesa Dickensa, posługując się motywem trzech duchów: przeszłości, teraźniejszości

TYSIĄCE FIRM NA CAŁYM ŚWIECIE STANĘŁY PRZED KONIECZNO- ŚCIĄ PRZEMYŚLENIA SWOJEGO STOSU TECHNOLOGICZNEGO.

i przyszłości. W 2013 r., gdy powstawał Storware, dominującym środowiskiem wirtualizacji w centrach danych był VMware. Nie bez przyczyny niektórzy dostawcy, tacy jak Veeam, zbudowali swój model biznesowy na backupie maszyn wirtualnych działających w tym środowisku. VMware oraz Hyper-V Mi-

crosoftu łącznie kontrolowały wówczas około 80 proc. rynku. Storware obrał inny kierunek: postanowił zagospodarować segment, którym najwięksi gracze wzgardzili.

– Już wtedy pytaliśmy, co z pozostałymi środowiskami KVM XEN, które funkcjonowały bez ochrony klasy korporacyjnej. Nikt wówczas nie oferował takiego rozwiązania –  mówi Paweł Mączka, CEO Storware’u.

Pierwsza wersja rodzimego produktu o nazwie vProtect ukazała się w 2015 r. Początkowa reakcja rynku była chłodna. Kiedy Paweł Mączka prezentował go jako system backupu wspierający KVM, potencjalni klienci często odpowiadali, że nikt nie korzysta z tego środowiska. Co ciekawe, przełomem dla polskiej firmy wcale nie była zasadnicza zmiana postawy użytkowników końcowych, lecz reakcja największych graczy branżowych.

– Od 2019 roku IBM, Dell czy Open Text zaczęły dostrzegać, że w ich portfolio brakuje solidnego rozwiązania do ochrony danych w środowiskach open source. Zamiast budować je od zera, zdecydowały się na współpracę OEM – wyjaśnia Paweł Mączka.

Obecnie produkty polskiej firmy dostępne są pod różnymi nazwami: Dell vProtect, OpenText Data Protector for Cloud Workloads czy vProtect w katalogu IBM. We wszystkich tych przypadkach silnik pochodzi od Storware’a. Paweł Mączka zapowiada, że jeszcze w tym roku firma podpisze kolejną umowę OEM z jednym z czołowych dostawców rozwiązań do ochrony danych.

– Mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Z jednej strony Storware nie jest marką szerzej rozpoznawalną w kanale sprzedaży, z drugiej zaś nasza technologia przeszła rygorystyczne due diligence u czterech czołowych graczy. Kiedy

podczas rozmów z klientami mówimy, że nasz system został zweryfikowany przez IBM i Della, otwierają się drzwi, które inaczej pozostałyby zamknięte – mówi Paweł Mączka.

Przez lata większość przychodów Storware’u pochodziła z kontraktów OEM, jednak proporcje uległy zmianie: obecnie 60 proc. wpływów pochodzi ze sprzedaży pod własną marką. Duch teraźniejszości objawia się w przejęciu VMware’a przez Broadcom. Storware, podobnie jak wielu innych mniejszych dostawców, jest beneficjentem tej transakcji. Paweł Mączka przyznaje wprost, że z perspektywy jego firmy było to najlepsze zdarzenie, jakie mogło spotkać rynek wirtualizacji.

– Strategia Broadcomu sprawiła, że około 80 procent mniejszych klientów korzystających z produktów VMware’a, w tym tysiące dostawców usług zarządzanych i chmurowych, musiało szukać alternatywy. Nagle w rozmowach z klientami zaczęły pojawiać się takie nazwy jak Proxmox, XCP-ng, OpenStack czy Citrix Hypervisor. Rok wcześniej nikt o nich nie słyszał, a my chronimy te środowiska od dekady – mówi Paweł Mączka. Duch przyszłości nie straszy, lecz kusi. Cel na lata 2026–2030 to pozycja lidera backupu dla środowisk KVM i OpenStack na świecie. W planach na 2026 r. znalazły się wersja 7.5 z aktualizacją API Nutanix AHV oraz wersja 8.0, planowana na trzeci kwartał, wprowadzająca replikację dla OpenStack. Trwają również rozmowy z polskim producentem rozwiązań do deduplikacji danych o integracji, która zapewniłaby wsparcie dla środowisk o pojemności pół petabajta i więcej.

StorPool: europejska alternatywa dla vSAN

StorPool, bułgarski dostawca oprogramowania do pamięci masowej, chce

Wojciech Urbanek, Sofia

wykorzystać rynkowe przesilenie: gwałtowny wzrost kosztów platformy VMware po przejęciu przez Broadcom oraz rosnące znaczenie cyfrowej suwerenności i infrastruktury AI. Podczas IT Press Tour w Sofii firma przekonywała, że jej technologia software-defined storage może być dziś czymś więcej niż tylko alternatywą dla klasycznych macierzy – postrzega ją jako fundament nowoczesnych centrów danych. StorPool powstał w 2011 r. w Sofii i podkreśla swoje bułgarskie korzenie oraz silne zaplecze inżynierskie.

– Bułgaria ma długą tradycję technologiczną, ale znacznie rzadziej niż firmy z USA potrafiła skutecznie komercjalizować produkty globalnie. StorPool chce być przykładem europejskiej spółki technologicznej, która zbudowała własną, zaawansowaną platformę storage bez gigantycznego finansowania venture capital – tłumaczy Bojan Iwanow, CEO i założyciel StorPool.

Rdzeniem oferty StorPool jest platforma pamięci blokowej dostarczana w formie usługi. Firma opisuje ją jako odpowiednik Amazon EBS wdrażany lokalnie: u klienta, na jego własnym sprzęcie. StorPool nie sprzedaje klasycznych macierzy, lecz warstwę programową, która zarządza danymi, wydajnością, replikacją i odpornością środowiska. Platforma obsługuje wiele protokołów dostępu do danych i różne klasy wydajności.

StorPool, podobnie jak Storware, uważa, że najważniejszym impulsem zakupowym w 2026 r. nie jest AI, lecz ucieczka klientów od VMware’a. Po zmianach licencyjnych i wzroście cen po przejęciu przez Broadcom wiele firm szuka alternatywy dla dotychczasowego stosu wirtualizacyjnego. StorPool ocenia, że część klientów mogła zmierzyć się nawet z dziesięciokrotnym wzrostem kosztów, szczególnie jeśli korzystali

z ograniczonego zakresu funkcji VMware. Firma uważa, że klienci nie chcą dziś budować środowiska z pięciu osobnych komponentów, lecz szukają kompletnego, wspieranego stosu: hiperwizora, pamięci masowej, sieci, backupu i portalu usług, dostępnego całą dobę. StorPool rozwija trzy warianty oferty dla klientów odchodzących od VMware’a: platformę storage jako zamiennik vSAN, StorPool One – zintegrowany stos infrastrukturalny oraz rozwiązanie oparte na Oracle Linux i Oracle Virtualization.

Bułgarska firma działa w ponad 30 krajach i obsługuje klientów na pięciu kontynentach. Około połowa przychodów pochodzi z Europy, około 30 proc. z Ameryki Północnej, a reszta z innych regionów świata. Firma podkreśla, że pozostaje rentowna i rozwija się bez zewnętrznego finansowania na dużą skalę.

Dane w grobie: czy warto je wskrzeszać?

Analitycy IDC przewidują, że do końca 2027 r. globalne zasoby informacji wzrosną do 291 zetabajtów, z czego od 80 do 90 proc. stanowią dane nieustrukturyzowane: nagrania wideo, obrazy czy treści z mediów społecznościowych. Problem w tym, że aż 68 proc. takich danych powstaje raz i pozostaje praktycznie niewykorzystanych, a firmy przeznaczają nawet 30 proc. budżetów na przechowywanie zasobów, które nie generują żadnej wartości biznesowej. Właśnie w tym obszarze swoją szansę widzi Caeves Technology, amerykański startup założony w 2024 r., który zachęca klientów do sięgania po „ciemne dane” zalegające w archiwach. „Twoje zapomniane dane skrywają przełomy jutra. Zasługują na to, by żyć, a nie leżeć w grobie” – przekonuje firma.

– Pomagamy organizacjom obniżyć wydatki na infrastrukturę i tchnąć życie w dane, które przez lata zalegały w archiwach – mówi Jaap Van Duijvebonde, VP of Product & Customer Experience w Caeves. Typowy klient płaci dziś od 8 do 15 centów za gigabajt miesięcznie za dane na macierzach enterprise. Caeves deklaruje obniżenie tego kosztu nawet do 2 centów. Model działania jest stosunkowo prosty: klient instaluje oprogramowanie na serwerze Windows Server lub maszynie wirtualnej. Instancja działa jak standardowy zasób sieciowy (UNC, SMB, NFS), buforując dane lokalnie, po czym asynchronicznie zapisuje je w Azure Blob

BUŁGARIA MA DŁUGĄ TRADYCJĘ TECHNOLOGICZNĄ.

Storage. Dane automatycznie przechodzą przez kolejne warstwy przechowywania: hot, cool, cold, aż po archiwum. Kluczowym elementem architektury jest kontener, który analizuje magazyn obiektowy i indeksuje zasoby z pełnym zachowaniem uprawnień NTFS i Active Directory za pośrednictwem Microsoft Graph. Podstawowym sposobem udostępniania danych archiwalnych jest łącznik do Microsoft Copilot, choć firma traktuje go jako punkt wyjścia. W 2026 r. planowane jest wdrożenie serwera MCP, który umożliwi podłączenie dowolnego modelu językowego, w tym rozwiązań Anthropic lub modeli lokalnych. Caeves oferuje trzy warianty wdrożenia: w pełni chmurowy (Azure), hybrydowy (instancja lokalna + Azure) oraz edge-to-cloud dla organizacji o rozproszonej strukturze. Pierwsze 5 TB jest bezpłatne, klient płaci jedynie za zasoby Azure. Powyżej tego progu obowiązuje cennik degresywny. n

modele językowe Stawiamy na mniejsze

Gaius-Lex to polski asystent AI do analizy dokumentów i researchu prawnego. Skąd pierwotnie wziął się pomysł na to rozwiązanie?

Paweł Kulig Pomysł pojawił się kilka lat temu, jeszcze zanim narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji trafiły do szerokiego obiegu, gdy temat był znany głównie w środowisku badaczy i inżynierów. Kluczowe było doświadczenie Witka Wydmańskiego, naszego współzałożyciela i CTO, który pracował przy projekcie akademickim realizowanym dla amerykańskiej agencji FDA, odpowiedzialnej za regulowanie lokalnego rynku leków. Stworzono tam semantyczną wyszukiwarkę publikacji naukowych pozwalającą identyfikować powiązania między lekami a ich skutkami ubocznymi, co wymagało łączenia metod wyszukiwania semantycznego

DZIĘKI MECHANIZMOM WYKRY- WANIA BŁĘDÓW POTRAFIMY MIERZYĆ HALUCYNACJE.

i leksykalnego oraz budowy algorytmów analizujących kontekst informacji. Po zakończeniu tego projektu kompetencje Witka zostały wykorzystane w kolejnych inicjatywach, chociażby w branży nieruchomości, gdzie pracowaliśmy nad modelami predykcji cen w warunkach ograniczonej dostępności danych. Zebrane doświadczenie skierowało nas w stronę problemów związanych z analizą dużych zbiorów tekstowych. Zderzając to z rynkiem odkryliśmy, że prawnicy operują właśnie na takich danych, co doprowadziło do stworzenia pierwszego prototypu systemu do przeszukiwania orzecznictwa bazującego na wczesnych modelach językowych. Wzbudził on duże zainteresowanie, ale okazał się wówczas nieopłacalny

ze względu na koszty techniczne, dlatego projekt został odłożony i wróciliśmy do niego dopiero wraz ze zmianą warunków rynkowych.

Do jakiej grupy docelowej kierowany jest Gaius-Lex?

Koncentrujemy się na profesjonalnych użytkownikach, przede wszystkim większych kancelariach prawnych. To właśnie tam występuje największa potrzeba optymalizacji procesów, takich jak przygotowywanie pism procesowych, które są z jednej strony sformalizowane i powtarzalne, a z drugiej wymagają dostosowania do konkretnych danych wejściowych. Nasz system dobrze radzi sobie właśnie z takim schematycznym przetwarzaniem informacji. Natomiast nie kierujemy tego produktu do odbiorców indywidualnych, ponieważ chcemy ograniczyć ryzyko jego niewłaściwego użycia, które mogłoby wynikać z braku weryfikacji merytorycznej wyników generowanych przez Gaius-Lex. Traktujemy ten system jako narzędzie wspierające, a nie zastępujące prawnika, ponieważ każde tego typu rozwiązanie wymaga kontroli i interpretacji przez człowieka i nie powinno być traktowane jako autonomiczne źródło decyzji.

Gdzie przebiega granica między odpowiedzialnością dostawcy systemu a odpowiedzialnością prawnika korzystającego z takiego narzędzia? Kluczowa zasada brzmi tutaj: „ufaj, ale sprawdzaj”. System pozostaje narzędziem, a nie podmiotem podejmującym decyzje. Ostateczna odpowiedzialność za wykorzystanie odpowiedzi, ich interpretację i przekazanie dalej klientowi zawsze pozostaje po stronie człowieka. Można to porównać do kalkulatora — jeśli inżynier wykorzysta błędny wynik jego pracy przy projektowaniu mostu, odpowiedzialności nie ponosi producent kalkulatora, lecz

„Uzależnienie od zewnętrznych modeli AI byłoby ryzykowne zarówno z perspektywy stabilności usługi, jak i bezpieczeństwa danych, dlatego rozwijamy własną architekturę” – mówi Paweł Kulig, CEO firmy Gaius-Lex.

osoba, która użyła narzędzia bez odpowiedniej weryfikacji. W przypadku narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji ta zasada wygląda dokładnie tak samo.

Czy za funkcjonowanie systemu Gaius-Lex odpowiada wyłącznie jeden model językowy, czy też łączone są różne podejścia i komponenty?

Nie bazujemy tylko na jednym modelu językowym. Od początku uznaliśmy, że budowanie produktu całkowicie zależnego od zewnętrznych dostawców, takich jak OpenAI czy Anthropic, byłoby ryzykowne zarówno z perspektywy stabilności usługi, jak i bezpieczeństwa danych. Dlatego rozwijamy architekturę, która pozwala uruchamiać modele lokalnie i zachować większą kontrolę nad całym środowiskiem. Stawiamy na mniejsze modele językowe, które są łatwiejsze do wdrożenia we własnej infrastrukturze, chociaż wymagają więcej pracy, aby osiągnąć jakość porównywalną z największymi modelami rynkowymi. Współpracujemy też z Fundacją SpeakLeash i wykorzystujemy model Bielik w wybranych obszarach systemu. Jednocześnie stale testujemy inne modele bazujące na otwartym źródle i sprawdzamy, czy mogą lepiej realizować konkretne zadania.

Czyli sam model językowy nie jest najważniejszym elementem systemu? Nie. Kluczowa jest cała architektura stojąca przed modelem. Całość bazuje na orkiestracji wielu komponentów: modeli językowych, własnych modeli pomocniczych, silników wyszukiwania i baz danych przechowujących informacje prawne. Każdą wprowadzaną zmianę testujemy na rozbudowanych benchmarkach, żeby mieć pewność, że rozwój systemu rzeczywiście poprawia jego jakość, a nie prowadzi do regresji. Wszystkie te elementy współpracują po to, by użytkownik otrzy-

PROCESU

DOCHODZENIA DO WNIOSKÓW.

mał odpowiedź opartą na wiarygodnych źródłach i możliwie najlepiej dopasowaną do swoich potrzeb. Gaius wykorzystuje mechanizm RAG, umożliwiający wzbogacanie odpowiedzi o kontekst pochodzący z wyszukiwania odpowiednich źródeł. Najważniejsze jest więc to, aby przed przekazaniem pytania do modelu dostarczyć mu możliwie najlepsze dokumenty. Problem polega na tym, że użytkownik nie zawsze precyzyjnie opisuje to, czego naprawdę szuka, dlatego system musi interpretować nie tylko treść zapytania, ale również stojącą za nim intencję.

W jaki sposób w praktyce z systemu Gaius-Lex korzystają prawnicy?

Obserwujemy wyraźny podział na dwa główne rodzaje zastosowań. Pierwsze to analiza prawna, która wymaga zwięzłych, jednoznacznych odpowiedzi typu „tak” lub „nie” wraz z podstawą prawną. Drugie zastosowanie to research prawny, który polega na eksploracji tematu i dostarczeniu szerokiego zestawu źródeł. Istotne są różnice w oczekiwaniach co do formy odpowiedzi. Ponieważ niedopasowanie długości i szczegółowości odpowiedzi do potrzeb użytkownika wpływa na ocenę systemu, rozwijamy mechanizmy lepszego rozpoznawania jego intencji.

W jaki sposób mierzona jest jakość działania systemu?

Podstawą oceny jest weryfikacja czy system odwołuje się do właściwych podstaw prawnych oraz czy jego odpowiedzi są merytorycznie poprawne. Każda zmiana w architekturze lub konfiguracji modeli jest testowana pod kątem wpływu na jakość, ponieważ efekty takich zmian nie zawsze są przewidywalne. Korzystamy z rozbudowanych zestawów pytań testowych, które systematycznie rozszerzamy, a także z testów syntetycznych pozwalających analizować poszczególne kompo-

nenty pod kątem takich parametrów, jak precyzja i kompletność. Dodatkowo rozwijamy mechanizmy wykrywania błędów charakterystycznych dla modeli językowych, w tym generowania nieistniejących odniesień, poprzez weryfikację sygnatur i kontekstu ich użycia względem rzeczywistych dokumentów. Dzięki temu jesteśmy w stanie mierzyć i ograniczać zjawisko halucynacji, a jednocześnie dostarczamy narzędzia, które mogą być również wykorzystywane niezależnie do weryfikacji dokumentów, co ma praktyczne znaczenie w kontekście rosnącej ilości treści generowanych automatycznie.

Jak generalnie wygląda kwestia zaufania do udzielanych przez Gaius-Lex odpowiedzi?

Kluczowa jest możliwość prześledzenia procesu dochodzenia do wniosków, dlatego koncentrujemy się na dostarczaniu wraz z odpowiedzią pełnego kontekstu, w tym konkretnych źródeł, fragmentów dokumentów i podstaw prawnych, które pozwalają użytkownikowi szybko zwery-

fikować odpowiedź. W praktyce wartość systemu wynika z tego, że umożliwia on bazowanie na konkretnych materiałach, a nie tylko na samej treści odpowiedzi, ponieważ w pracy prawnika sama odpowiedź bez źródeł nie ma znaczenia, nawet jeśli jest poprawna.

Jak utrzymujecie aktualność bazy wiedzy modeli LLM i czy są one na bieżąco trenowane na kolejnych nowych przepisach?

Modele językowe nie są aktualizowane w sposób ciągły poprzez ich ponowne trenowanie, ponieważ jest to proces kosztowny i nieefektywny, szczególnie w kontekście częstych zmian przepisów.

NIE BAZUJEMY WYŁĄCZNIE NA JEDNYM MODELU JĘZYKOWYM.

Dlatego stosujemy podejście polegające na dostarczaniu dodatkowych aktualnych informacji w momencie generowania odpowiedzi, co pozwala modelowi operować

na bieżących danych, bez konieczności ich wcześniejszego wbudowania w jego strukturę – finalnie kluczową rolę odgrywa więc warstwa dostarczania kontekstu, a nie sam model. Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że orzecznictwo często odnosi się do nieaktualnych wersji przepisów, co wymaga szczególnej ostrożności w interpretacji i filtrowaniu wyników, aby unikać powoływania się na uchylone regulacje. System Gaius-Lex jest stale uszczelniany na podstawie zgłoszeń użytkowników i wykrytych przypadków błędów, co pozwala stopniowo zwiększać jego wiarygodność.

Czy macie jakieś wyzwania związane z trudnymi przypadkami, na przykład, gdy orzecznictwo bywa sprzeczne albo niejednoznaczne?

Sprzeczność jest immanentną cechą systemu prawnego, wynikającą z istnienia równoległych linii orzeczniczych, które mogą różnić się zarówno w czasie, jak i pomiędzy poszczególnymi apelacjami.

BARDZO SZYBKO

To z kolei ma realne znaczenie procesowe, ponieważ miejsce rozpatrywania sprawy wpływa na ocenę szans jej rozstrzygnięcia. Sytuacja ta wynika z ogólności przepisów, które z konieczności pozostawiają przestrzeń interpretacyjną dla sędziów i prawników. Gaius-Lex domyślnie przeszukuje szeroki zakres źródeł i wskazuje najbardziej adekwatny obszar prawa. Natomiast dopiero doprecyzowanie przez użytkownika – czy to poprzez treść zapytania, czy poprzez dostępne w interfejsie filtry, takie jak konkretna apelacja, instancja, sędzia, słowa kluczowe czy podstawa prawna – pozwala zawęzić wyniki i dostosować je do konkretnego kontekstu sprawy.

Czy w ogóle istnieją jakieś obszary prawa, przy których tego typu podejście zawodzi?

Ograniczenia wynikają nie tyle z konkretnych dziedzin prawa, co raczej z modelu pracy i poziomu specjalizacji użytkownika. W przypadku prawników działających w bardzo wąskich niszach, którzy na bieżąco śledzą wszystkie nowe orzeczenia i zmiany legislacyjne, użyteczność naszego narzędzia może wydawać się początkowo mniejsza. Praktyka pokazuje jednak, że nawet w takich przypadkach system potrafi dostarczyć dodatkową wartość, wskazując źródła lub dokumenty, których

użytkownik wcześniej nie znał. Potwierdzają to znane nam sytuacje, gdy wyspecjalizowani prawnicy znajdowali dzięki systemowi nowe materiały i unikalne dokumenty, które poszerzały ich kontekst analityczny.

Czy w jakikolwiek sposób europejskie regulacje dotyczące sztucznej inteligencji, w szczególności AI Act, wpływają na waszą działalność? Nasze rozwiązanie klasyfikowane jest obecnie jako system o umiarkowanym poziomie ryzyka, przy czym regulacje są nadal w fazie zmian i konsultacji, dlatego monitorujemy ich wpływ i będziemy, w razie potrzeby, podejmowali działania dostosowawcze. Natomiast już teraz istotne znaczenie mają kwestie związane z ochroną danych osobowych w ramach RODO oraz czynniki ryzyka wynikające z takich przepisów, jak Cloud Act, które w określonych sytuacjach mogą umożliwiać organom amerykańskim dostęp do danych przechowywanych przez podmioty podlegające ich jurysdykcji. To stanowi jeden z argumentów za budowaniem infrastruktury i rozwiązań w obrębie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, aby ograniczyć tego typu ryzyko, zwłaszcza w kontekście tajemnicy zawodowej prawników.

Jak widzicie rozwój tego typu systemów w dłuższej perspektywie? Możliwych jest kilka równoległych kierunków. Jeden zakłada dalszą automatyzację powtarzalnych procesów prawniczych i potencjalne budowanie przez duże podmioty rozwiązań zdolnych do częściowego zastępowania tradycyjnych kancelarii. Znajduje to odzwierciedlenie w wycenach globalnych firm legal-techowych, które w niektórych przypadkach przewyższają wartość całego rynku tego typu usług. Drugi kierunek dotyczy rosnącej presji ze strony dostawców dużych modeli językowych, którzy rozwijają własne narzędzia mogące konkurować z wyspecjalizowanymi rozwiązaniami, co już dziś wpływa na wyceny spółek z tej branży. Trzeci kierunek związany jest z budowaniem suwerenności technologicznej, szczególnie w Europie, gdzie rośnie nacisk na rozwój lokalnych modeli, infrastruktury i kompetencji, co wynika zarówno z uwarunkowań regulacyjnych, jak i geopolitycznych. Przy czym istotnym elementem przyszłości jest również dostarczanie narzędzi dla mniejszych kancelarii, które pozwolą im automatyzować procesy bez konieczności posiadania zaawansowanych kompetencji technicznych. Chodzi

TRADYCYJNE SYSTEMY INFORMACJI PRAWNEJ SĄ PO PROSTU ZBYT WOLNE.

o systematyzację wiedzy i pracy w sposób umożliwiający efektywne wykorzystanie sztucznej inteligencji. I właśnie w tym obszarze widzimy swoje miejsce.

Kto najbardziej może ucierpieć na tej rewolucji?

Najmocniej tę zmianę mogą odczuć tradycyjni dostawcy informacji prawnej i starsze wydawnictwa prawnicze, które przez lata opierały swój model biznesowy na publikowaniu klasycznych baz aktów prawnych, komentarzy i orzecznictwa. Wiele z tych podmiotów zbyt wolno reaguje na rozwój sztucznej inteligencji i często brakuje im kompetencji potrzebnych do budowy narzędzi wykorzystujących modele językowe oraz nowoczesne wyszukiwanie semantyczne. Tymczasem sami prawnicy – zwłaszcza młodsze pokolenie – bardzo szybko przyzwyczaili się do pracy z rozwiązaniami bazującymi na AI i coraz mniej chętnie wracają do tradycyjnych systemów informacji prawnej, które wymagają ręcznego przeszukiwania baz danych i są po prostu znacznie wolniejsze. Nawet jeśli część starszych prawników nadal preferuje klasyczne narzędzia, kierunek zmiany wydaje się wyraźny: oczekiwanie rynku przesuwa się z samego dostępu do informacji na szybkie dostarczenie gotowego kontekstu, analizy i uporządkowanych wniosków.

Czy planujecie ekspansję międzynarodową i czy w ogóle korzystanie z tego typu rozwiązań ma sens poza lokalnym kontekstem ustawowym? Tak, zresztą ta ekspansja już jest realizowana. Dodaliśmy między innymi obsługę prawa czeskiego, co zwiększa wartość systemu dla użytkowników, ponieważ umożliwia pracę w wielu jurysdykcjach jednocześnie. Zoptymalizowaliśmy także proces wdrażania kolejnych krajów, dzięki czemu będzie mógł być realizowany stosunkowo szybko, co otwiera drogę do dalszej ekspansji. Planujemy rozwijać się głównie w Europie, chociaż nie wykluczamy również innych kierunków. Robimy to z myślą o kancelariach obsługujących sprawy międzynarodowe – rozwój funkcjonalności wielojurysdykcyjnych oraz integracja różnych systemów prawnych w jednym narzędziu pomoże im budować przewagę konkurencyjną.

Rozmawiał Krzysztof Jakubik

czyli kryzys na rynku pamięci Ciemna strona rozwoju AI,

Jako że natura nie znosi próżni, należy spodziewać się pojawienia całkiem nowych (z europejskiego punktu widzenia) producentów, oferujących produkty zacofane technologicznie, za to w bardzo atrakcyjnej cenie.

Sztuczna inteligencja zaczyna wpływać na życie każdego z nas, niosąc wiele korzyści, jak i zagrożeń, o czym mówi się już od kilku lat. W ostatnich miesiącach rynek IT (oraz Telco) rozpala nieco mniej oczywisty aspekt boomu na AI, którym są niedobory na rynku pamięci RAM i flash, spodowodowane przekierowaniem dostaw z rynku detalicznego na inwestycje w centra danych. W niektórych rozmowach pojawia się wręcz określenie „RAMmagedon”. W poniższym artykule przyjrzymy się, czy rzeczywiście mamy do czynienia z końcem świata, jaki znamy.

Pamięci RAM

W pierwszym kwartale 2026 r. rynek RAM w Polsce skurczył się prawie o 20 proc. w ujęciu ilościowym i wzrósł ponad dwukrotnie pod względem wartości sprzedaży. Przeciwne dynamiki dla tych dwóch wskaźników oznaczają jedno – bardzo istotną podwyżkę cen. Ogółem wzrost ten w omawianym kwartale wyniósł ponad 160 proc., przyspieszając z każdym mie-

Sprzedaż poszczególnych rodzajów pamięci RAM na polskim rynku (udział ilościowy)

siącem i osiągając prawie 250 proc. rok do roku w marcu!

Co ciekawe (na razie?) nie obserwujemy downgrade’u do starszych technologii. DDR5 SDRAM stanowiło ponad 60 proc. sprzedaży, podczas gdy rok temu udział wyniósł 45 proc. Dla tego segmentu w I kw. widzimy ponad 10-procentowy wzrost rok do roku, choć z każdym miesiącem dynamika jest coraz słabsza i w marcu segment zanotował już spadek o 15 proc.

Warto wspomnieć również o tym, że o ile sprzedaż do retailu spadła o ponad 40 proc. w porównaniu z I kw. 2025 r., to na rynku B2B spadek był minimalny, zaś w handlu pomiędzy dystrybutorami nastąpił prawdziwy boom (+84 proc.). Pokazuje to, jak rzadkim dobrem stały się pamięci RAM.

Dyski wewnętrzne

O badaniu

Panel Dystrybucyjny GfK/NIQ (GfK MI: Supply Chain) to badanie ciągłe, którego celem jest odzwierciedlenie obrazu rynku dystrybucji IT i Telco w Polsce. Wyniki oparte są na rzeczywistych danych sprzedażowych dostarczanych przez kilkudziesięciu dystrybutorów prowadzących działalność na polskim rynku. Dane dostępne są w cyklu tygodniowym zarówno dla kategorii konsumenckich, jak i B2B. Więcej informacji: maciej.piekarski@nielseniq.com.

Maciej

Piekarski

pełni funkcję Commercial Director Tech&Durable (ex. GfK) w NIQ.

I kwartał 2025 r.I kwartał 2026 r.

DDR3 SDRAM 3% 1%

DDR4 SDRAM 53% 37%

DDR5 SDRAM 45% 61%

Zmiana wolumenu sprzedaży pamięci RAM w Polsce po kanałach

I kwartał 2026 vs I kwartał 2025 RAM TOTAL -19%

-2%

Sprzedaż dysków SSD zanurkowała o ponad 40 proc. rok do roku, osiągając poziom z 2016 r. O stopniu nierównowagi rynkowej świadczy gwałtowny (i przyspieszający) wzrost ceny – o około 100 proc. w I kw. i 150 proc. w marcu! Dzięki temu rynek w ujęciu wartościowym zanotował wzrost o około 15 proc., choć z każdym miesiącem był on coraz mniejszy, a w marcu zanotowaliśmy już spadek w porównaniu z 2025 r. Czy w związku z powyższym do łask wróciły dyski HDD? Zdecydowanie tak, ale nie wszędzie… Ogółem ich sprzedaż wzrosła o prawie 50 proc., dzięki czemu ich udział w rynku dysków wewnętrznych podwoił się w porównaniu z początkiem 2025 r., osiągając poziom 40 proc. (czyli widziany ostatnio w 2018 r.). Nie dotyczy to jednak segmentu B2C, na którym wciąż dominują dyski SSD (90 proc. udziału), zaś sprzedaż HDD skurczyła się prawie o 75 proc.! Jednocześnie widzimy, że pojemności dysków (zarówno SSD jak i HDD) wciąż rosną.

Co dalej?

Powyższe dane pokazują, że rynek jest daleki od równowagi. Obecnie obserwowane przesunięcie sprzedaży w kierunku rozwiązań B2B, które zapewniają wyższe marże nie będzie trwać wiecznie. Wraz z rosnącymi cenami na rynku B2C struktura sprzedaży po kanałach będzie się normalizować, choć oczywiście w ujęciu absolutnym równowaga rynkowa zostanie osiągnięta na znacznie niższym poziomie niż w poprzednich latach. Wszyscy sobie zadajemy pytanie, kiedy dostępność (i ceny) wrócą do normy? Może za rok, a może później. A jako, że natura nie zna próżni to należy spodziewać się, że w międzyczasie pojawią się całkiem nowi (z europejskiego punktu widzenia) producenci, oferujący produkty zacofane technologicznie, ale za to w bardzo atrakcyjnej cenie. Taki „powrót do przeszłości”.

RYNEK JEST DALEKI OD RÓWNOWAGI.

AI:

hype i co dalej?

Po pierwszej fali zachwytu nad LLM-ami, warto zadać pytanie, gdzie dziś naprawdę, w tym kontekście, powstaje wartość dla partnerów IT.

Rynek AI bardzo szybko dojrzewa. Jeszcze niedawno niemal każda rozmowa zaczynała się od dema, proof of concept albo kilku efektownych promptów. Dziś to już nie wystarcza. Firmy nie pytają wyłącznie, czy model „potrafi”. Pytają, czy rozwiązanie da się bezpiecznie osadzić w procesie, zintegrować z istniejącą architekturą, zasilić dobrymi danymi i utrzymać w produkcji bez chaosu kosztowego, operacyjnego i regulacyjnego.

To jest najważniejsza zmiana po pierwszej fali hype’u wokół LLM-ów. Sam model stał się bardziej dostępny, a prawdziwa przewaga wróciła do fundamentów. Dziś wartość nie powstaje już na poziomie samego dostępu do technologii. Powstaje tam, gdzie AI styka się z danymi, procesem, bezpieczeństwem, odpowiedzialnością i realnym wynikiem biznesowym.

Analitycy McKinseya pokazują, że adopcja AI rośnie bardzo szybko, ale dojrzałość wdrożeniowa za tym nie nadąża. W najnowszym badaniu ponad trzy czwarte organizacji deklaruje użycie AI w co najmniej jednej funkcji biznesowej, a 71 proc. regularne użycie GenAI. Jednocześnie mniej niż jedna trzecia firm stosuje większość praktyk potrzebnych do skutecznego wdrażania i skalowania GenAI, a mniej niż jedna piąta dobrze śledzi KPI dla tych rozwiązań. Innymi słowy, narzędzia weszły do firm szybciej niż

MARŻA I PRZEWAGA PRZESUWAJĄ SIĘ Z „POKAZANIA AI” DO „DOWIEZIENIA AI”.

kompetencje i procesy potrzebne do tego, żeby zamienić eksperyment w powtarzalną wartość.

Dla partnerów IT, integratorów, VAR-ów i dostawców usług zarządzanych ten sygnał jest bardzo konkretny. Kończy się epoka, w której dało się wygrać rozmowę samym hasłem „wdrażamy AI”. Taką deklarację może dziś złożyć prawie każdy. Jednak coraz mniej klientów kupuje obietnicę, natomiast rośnie odsetek takich, którzy kupują zdolność do ograniczenia ryzyka, skrócenia czasu dojścia do produkcji i uporządkowania całego środowiska wokół modelu.

Od demonstracji do wdrożenia

Największa różnica między demem a wdrożeniem nie leży w samym modelu. Leży w tym, co dzieje się wokół niego. Prototyp można dziś zbudować relatywnie szybko, korzystając z gotowego API i dobrze przygotowanych promptów. Produkcyjne wdrożenie wymaga już czegoś zupełnie innego: jakości danych, kontroli dostępu, integracji z systemami klienta, monitoringu odpowiedzi, monitoringu kosztów, testów, polityk bezpieczeństwa i jasnej odpowiedzialności za wynik.

W praktyce właśnie tu wykłada się wiele projektów AI. Nie na samym modelu, lecz na warstwie organizacyjnej. W architekturach RAG bardzo często nie zawodzi sam LLM. Zawodzą źródła, z których korzysta. Jeśli dokumenty są nieaktualne, rozproszone, źle opisane albo niespójne, model nie naprawi tego problemu. On go tylko ubierze w bardziej przekonujące zdanie. To jest dzisiaj jedna z najważniejszych prawd o rynku AI. W AI najdroższy nie jest błąd modelu. Najdroższy jest błąd procesu, który model wzmac-

nia. Właśnie dlatego wartość przesuwa się z warstwy narzędziowej do wdrożeniowej. Klient nie potrzebuje dziś kolejnej prezentacji o możliwościach modelu. Potrzebuje odpowiedzi na dużo trudniejsze pytania.

Które kompetencje naprawdę rosną?

Jeżeli spojrzeć na rynek bez marketingowego filtra, to rośnie dziś nie tyle popyt na ogólne „role AI”, ile na kompetencje potrzebne do złożenia działającego systemu. Najprościej opisać je w czterech warstwach: dane, integracja, AI engineering i MLOps, jak też bezpieczeństwo, compliance i governance (patrz ramka).

To nie jest tylko intuicja rynku. WEF wskazuje AI i big data oraz networks i cybersecurity jako jedne z najszybciej rosnących obszarów kompetencji do 2030 r. McKinsey z kolei pokazuje rosnące znaczenie ról takich jak AI data scientists, machine learning engineers i data engineers, a także nowych funkcji związanych z compliance i etyką AI. W dużych organizacjach właśnie przy tych rolach widać największe różnice względem mniejszych firm, a połowa respondentów z organizacji korzystających z AI deklaruje, że będzie potrzebować większej liczby data scientists niż obecnie.

W moich kilkudziesięciu rozmowach z founderami i CTO scale-upów z USA i Europy najczęściej wracają dziś nie pytania o wybór modelu, lecz o architekturę danych, bezpieczną integrację i ownership całego procesu po stronie organizacji. To jest zupełnie inny poziom dojrzałości. I to właśnie tam powstaje dziś realna wartość.

Z perspektywy rynku rekrutacyjnego i doradczego ten trend jest wyjątkowo czytelny. W Yard Corporate obserwujemy, że

Fot. Adobe Stock, archiwum

sam dostęp do LLM-a przestał być trwałym wyróżnikiem. Wyróżnikiem staje się zdolność do złożenia zespołu, który rozumie dane, potrafi połączyć warstwę modelową z architekturą klienta i jednocześnie dowieźć bezpieczeństwo, tempo wdrożenia i sensowny model operacyjny.

Co było najbardziej przeceniane

Po pierwszej fali hype’u najbardziej przeceniany był sam dostęp do modelu. Jeszcze niedawno wydawało się, że przewaga będzie wynikać z tego, kto „ma AI”. Dziś widać już wyraźnie, że dostęp się komodytyzuje. Sam LLM nie buduje trwałej przewagi wdrożeniowej. Po drugie, przeceniane było promptowanie jako osobna, samodzielna przewaga rynkowa. Dobrze zaprojektowana interakcja z modelem nadal ma znaczenie, ale bez danych, integracji, testowania, monitoringu i kontroli ryzyka nie zamienia się w wartość biznesową. Po trzecie, zbyt wiele rozmów o AI sprowadzano do prostego pytania o redukcję etatów. To nośna medialnie narracja, ale zbyt płaska biznesowo. McKinsey pokazuje, że w niektórych funkcjach respondenci częściej przewidują spadek zatrudnienia, ale w IT i product development częściej spodziewany jest wzrost headcountu niż jego spadek. Dla partnerów IT oznacza to zmianę języka sprzedaży. Mniej opowieści o „tańszej pracy dzięki AI”, więcej o nowych klasach usług, odpowiedzialności i kompetencji po stronie dostawcy.

Większa wartość biznesowa z genAI koreluje dziś nie tyle z samym eksperymentowaniem, ile z przebudową workflow, mocniejszym nadzorem nad AI governance i wdrożeniem praktyk adopcyjnych, takich

5 pytań dojrzałego klienta przed wdrożeniem AI

1. Czy nasze dane są do tego w ogóle gotowe i uporządkowane?

2. Skąd dokładnie model bierze odpowiedzi i jak zapobiegniemy halucynacjom?

3. Jak wepniemy to w realny proces operacyjny i obecną architekturę?

4. Jakie są KPI i kto po stronie organizacji przejmuje ownership za wynik?

5. Jak będziemy kontrolować koszty zapytań (API) i ryzyko nadużyć?

Kompetencje, które są potrzebne do złożenia działającego systemu

l Dane: data engineering, jakość danych, dostępność, pipeline’y i governance.

l Integracja: osadzenie modeli w istniejącej architekturze, procesach i aplikacjach klienta.

l AI engineering i MLOps: wdrożenie, testowanie, monitoring, wersjonowanie, utrzymanie i rozwijanie modeli w środowisku produkcyjnym.

l Bezpieczeństwo, compliance i governance: obszary, które przestały być dodatkiem, a stały się warunkiem rozpoczęcia projektu.

jak roadmapa, mechanizmy feedbacku czy dobrze zdefiniowane KPI. To bardzo ważna wskazówka dla całego kanału IT. Marża i przewaga przesuwają się z „pokazania AI” do „dowiezienia AI”.

Bezpieczeństwo i governance przestały być dodatkiem

AI nie będzie oceniana wyłącznie przez pryzmat funkcjonalności. Coraz częściej będzie oceniana przez pryzmat ryzyka, odpowiedzialności i zgodności. To już nie jest przyszłość, ale teraźniejszość. Komisja Europejska podaje, że AI Act wszedł w życie 1 sierpnia 2024 r. Od 2 lutego 2025 r. zaczęły obowiązywać przepisy dotyczące zakazanych praktyk i AI literacy, a od 2 sierpnia br. zaczęły obowiązywać zasady governance oraz obowiązki dla modeli ogólnego przeznaczenia. Równolegle NIS 2 wzmacnia obowiązki w zakresie zarządzania ryzykiem, raportowania incydentów i odpowiedzialności kierownictwa.

To nie jest wyłącznie kwestia prawa. To także kwestia ludzi i zasobów. ENISA wskazuje, że 89 proc. organizacji spodziewa się potrzeby dodatkowych pracowników, aby sprostać wymogom NIS 2. To bardzo praktyczny sygnał dla partnerów IT: cyber i compliance nie są już osobnym światem obok AI. Coraz częściej są jednym wspólnym projektem biznesowym.

Co to zmienia dla partnerów IT

Jeżeli wartość przesuwa się z modelu do wdrożenia, partnerzy IT muszą inaczej opisać własną ofertę. Samo „wdrażamy AI” jest dziś zbyt szerokie i zbyt łatwe do skopiowania komunikacyjnie. Znacznie bardziej przekonujące stają się usługi zdefiniowane wokół realnego problemu klienta. Najmocniej wybrzmiewają dziś takie obszary jak:

data readiness assessment, integracja AI z istniejącą architekturą, bezpieczne wdrożenie modeli, AI governance workshops, monitoring jakości odpowiedzi i kosztów, zarządzanie ryzykiem, szkolenia użytkowników, jak również managed services wokół AI i cyber.

Zmienia się również sposób budowania zespołów. Firma nie potrzebuje już jednej osoby „od AI”, która rozwiąże cały problem. Potrzebuje układu kompetencji. Jedna osoba rozumie dane, druga architekturę i integrację, trzecia bezpieczeństwo i compliance, zaś czwarta potrafi przełożyć wszystko na język biznesowy klienta. Przewaga nie powstaje dziś na poziomie pojedynczego stanowiska. Powstaje na poziomie zespołu i usługi, które potrafią dowieźć efekt. Rynek przestał premiować tych, którzy najgłośniej mówią o AI. Dziś firmy nie kupują inteligentnego slajdu – kupują przewidywalne wdrożenie, porządek w danych, integrację i bezpieczeństwo. Kupują zespół, który rozumie, że model to dopiero początek rozwiązania. I właśnie tu powstaje dziś realna wartość dla partnerów IT. Nie w dostępie do LLM-a czy kolejnym demie. Wartość powstaje tam, gdzie kończy się hype, a zaczyna odpowiedzialne dowiezienie wyniku. Tam, gdzie AI staje się częścią procesu realnie wpływającego na przychody, koszty i przewagę operacyjną klienta.

Mikołaj Niewirowski

jest założycielem Yard Corporate, agencji specjalizującej się w budowie zespołów technologicznych dla startupów po f inansowaniu z USA, Izraela i Europy.

Zamówienia publiczne w IT:

rosnący rynek

Sektor IT jest jednym z kluczowych beneficjentów zamówień publicznych, ale jego potencjał jest w tym zakresie o wiele wyższy.

Rynek zamówień publicznych w Polsce należy do największych i najbardziej dynamicznych w Unii Europejskiej. W 2024 r. wartość kontraktów udzielanych w reżimie ustawy Prawo zamówień publicznych osiągnęła poziom 330 mld zł, a łącznie z zamówieniami poniżej progów stosowania ustawy było to około 587 mld zł.

Jak wynika z analiz, rynek zamówień publicznych dostępny dla branży ICT wyceniany jest na kilkaset miliardów złotych rocznie, jednak sektor ten wciąż w zbyt ograniczonym stopniu z tego potencjału korzysta. Rok 2025 przyniósł, po trudnym 2024 r. (spadek wolumenu przetargów ICT o 15 proc.), odbicie – eksperci prognozują, że mógł on okazać się rekordowy pod względem zamówień publicznych na produkty i usługi IT w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Rok 2026 zapowiada się jeszcze bardziej interesująco.

Kancelaria Wierzbicki&Co, specjalizująca się w obsłudze prawnej zamówień publicznych, postanowiła zbadać ten rynek w sektorze IT od środka. Efektem jest „Raport: Zamówienia publiczne w sektorze IT w Polsce – analiza rynku”, przygotowany na podstawie analizy próbki 79 postępowań przetargowych prowadzo-

CYBERBEZPIECZEŃSTWO WCHODZI NA ZUPEŁNIE NOWY POZIOM WYDATKÓW PUBLICZNYCH.

nych w latach 2023–2025. To pierwsze tak szczegółowe opracowanie przygotowane przez kancelarię prawną, które łączy perspektywę prawną z danymi rynkowymi, dając dostawcom IT konkretne narzędzie do oceny rynku.

Aż 71,8 proc. postępowań objętych analizą przekraczało unijne progi wartości zamówień – co oznacza znacznie bardziej sformalizowane procedury oraz dłuższe terminy składania ofert. Dominujący tryb to przetarg nieograniczony (ponad 72 proc. postępowań). Średni termin składania ofert wynosi 35,7 dnia, przy czym przy zamówieniach powyżej

progów unijnych jest to aż 44 dni, a poniżej – tylko 14 dni.

Co ciekawe, średnia liczba ofert w postępowaniu wynosiła zaledwie 2,13, a mediana – dokładnie 2. Co więcej, w 45 proc. postępowań wpłynęła tylko jedna oferta. To wynik wyraźnie poniżej średniej dla całego rynku zamówień publicznych w Polsce, gdzie przeciętna liczba ofert przekracza 2,9. Niska konkurencja w IT to dla dostawców jednocześnie dobra i zła wiadomość: szansa na wygraną jest wyższa, ale zamawiający, świadomi tego problemu, coraz częściej sięgają po mniej rygorystyczne warunki udziału, by przynajmniej formalnie zapewnić sobie wybór. Mediana kwoty, którą zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia wynosi około 2,14 mln zł dla całej próby, ale przy zamówieniach powyżej progów unijnych skacze do 3,75 mln zł. Mediana wartości wybranej oferty najkorzystniejszej to z kolei 1,69 mln zł. Rozbieżność między kwotą planowaną a finalną ceną oferty wskazuje, że zamawiający systematycznie szacują wartość zamówień ostrożnie (lub z zapasem), co daje wykonawcom pewną przestrzeń cenową.

Jakie warunki muszą spełnić firmy?

Najczęściej stawiany warunek udziału – zdolność techniczna i zawodowa w postaci udokumentowanego doświadczenia (referencji) – pojawia się w 58 proc. postępowań. To progowy wymóg dla zdecydowanej większości przetargów IT i zarazem największa bariera wejścia dla firm bez ugruntowanego portfolio projektów publicznych. Wymóg dysponowania odpowiednim personelem (ekspertami, specjalistami z certyfikatami i wieloletnim stażem) pojawia się w 30 proc. przypadków, a wymóg posiadania konkretnych uprawnień lub wpisów do rejestrów – w 26,5 proc. Wadium jest wymagane w blisko co drugim postępowaniu (45,6 proc.), przy czym przy zamówieniach powyżej progów unijnych ta częstotliwość sięga 53,6 proc. Mediana wysokości wadium to 86 tys. zł dla zamówień unijnych i 17,5 tys. zł dla pozostałych. Dla firm kalkulujących prze-

WYGRANIE PRZETARGU WYŁĄCZNIE

AGRESYWNĄ CENĄ JEST W IT CORAZ TRUDNIEJSZE.

pływ gotówki to ważna pozycja w planie finansowym.

Jeśli zaś chodzi o kryteria oceny ofert – rynek IT jest bardziej dojrzały niż powszechnie się sądzi: tylko w 48,1 proc. postępowań cena była jedynym kryterium. W pozostałych przypadkach obok ceny (która zazwyczaj miała wagę 60 proc.) zamawiający punktowali parametry techniczne i jakość (44 proc. postępowań), poziom SLA i wsparcia technicznego (11 proc.) oraz doświadczenie i kwalifikacje personelu (10 proc.). To sygnał, że wygranie przetargu wyłącznie agresywną ceną jest w IT coraz trudniejsze.

Co przyniesie 2026 rok?

Rok 2026 to dla rynku zamówień publicznych IT w Polsce czas kilku równoległych, silnych impulsów – zarówno regulacyjnych, jak i budżetowych. Pierwsza i najważniejsza zmiana to podniesienie od 1 stycznia 2026 roku podstawowego progu stosowania ustawy PZP z 130 tys. do 170 tys. zł. Dla większości zamówień IT zmiana ta jest kosmetyczna – dominują kontrakty daleko przekraczające ten pułap. Może to jednak ożywić segment małych, specjalistycznych

zamówień (np. licencji na oprogramowanie czy jednorazowych usług wdrożeniowych), które dotychczas musiały przechodzić pełną procedurę przetargową.

Po drugie, cyberbezpieczeństwo wchodzi na zupełnie nowy poziom wydatków publicznych. Ministerstwo Cyfryzacji zapowiedziało rekordowe nakłady na budowę Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa, implementującego dyrektywę NIS 2. Program „Cyberbezpieczny Rząd” wygenerował już wnioski grantowe o łącznej wartości 276 mln zł, z terminem realizacji do sierpnia 2026 r. W budżecie państwa na 2026 r. zabezpieczono 250 mln zł wyłącznie na świadczenia teleinformatyczne dla ekspertów cyberbezpieczeństwa w sektorze publicznym. Dla dostawców rozwiązań z zakresu ochrony sieci, SOC, szyfrowania i zarządzania tożsamością to perspektywa wielu dużych postępowań.

Po trzecie, chmura obliczeniowa i sztuczna inteligencja trafiają do centrum strategii cyfryzacji państwa. Zgodnie z planami Ministerstwa Cyfryzacji na lata 2026–2027 powstać ma AI Hub dla administracji publicznej – centralny ośrodek koordynujący wdrażanie AI w urzędach. Już 70 proc.

jednostek administracji publicznej korzysta z rozwiązań chmurowych, a kolejne zamówienia w tym zakresie – zarówno na infrastrukturę, jak i usługi zarządzane – będą nieuchronnie rosły.

Po czwarte, edukacja cyfrowa generuje przetargi o skali dotąd niespotykanej w tym segmencie. Łączna wartość postępowań na wyposażenie szkolnych pracowni STEM i AI sięgnęła 2,4 mld zł. To ogromna szansa dla dostawców sprzętu i oprogramowania edukacyjnego, ale też skomplikowane postępowania pod względem wymagań technicznych i logistycznych.

Wnioski dla działów sprzedaży

Dane z raportu Wierzbicki&Co pozwalają sformułować kilka praktycznych wniosków dla firm aktywnych lub planujących aktywność w przetargach IT. Wejście na rynek bez referencji z podobnych projektów jest w praktyce bardzo utrudnione – warunek doświadczenia to selektor eliminujący większość nowych graczy. Firmy nieposiadające portfolio projektów publicznych powinny rozważyć strategię konsorcjum lub podwykonawstwo u większych graczy, zanim samodzielnie staną do przetargu.

Niska mediana liczby ofert (2,0) oznacza, że rynek był znacznie mniej nasycony, niż mogłoby się wydawać. Konkurencja cenowa jest realna, ale nie jest jedynym polem walki – inwestycja w jakość oferty technicznej, parametry SLA i kwalifikacje wskazanego personelu realnie mógł się przełożyć na wynik oceny ofert w ponad połowie postępowań.

Wydaje się zatem, że rok 2026 powinien być dobry – jeśli chodzi o zamówienia publiczne w sektorze IT. Dla wielu mniejszych i średnich firm ICT to być może dobry moment, by rozważyć wejście w ten segment i rozszerzenie skali działalności (oczywiście, pamiętając przy tym, iż rynek zamówień publicznych jest znacznie bardziej sformalizowany niż rynek prywatny, stąd trzeba być lepiej przygotowanym organizacyjnie i prawnie).

Przemysław Wierzbicki

jest adwokatem i wspólnikiem zarządzającym kancelarii Wierzbicki&Co.

Prawo do naprawy

to dopiero początek

Jak unijne dyrektywy zmieniają branżę elektroniki i AGD w rynek oparty na trwałości i relacjach z klientem?

Najbliższe kilkanaście miesięcy będzie dla branży elektroniki i AGD w Europie okresem istotnej zmiany regulacyjnej i operacyjnej. Lata 2026–2028 będą okresem, w którym unijne regulacje realnie przestawią elektronikę i AGD z modelu sprzedażowego na model lifecycle & service. Nowe przepisy mogą budzić u niektórych producentów obawy, jednak zdecydowanie niepotrzebnie. Twarda matematyka bilansowa i rynkowe analizy jasno pokazują, że w nowej rzeczywistości to naprawa, cyrkularność i doskonała obsługa posprzedażowa staną się kluczowym filarem rentowności. Jeszcze do niedawna ekologia w biznesie była traktowana jako kosztowny dodatek wizerunkowy. Dziś staje się fundamentem rentowności. Europa generuje 17,6 kg e-odpadów rocznie na osobę – najwięcej na świecie, a ilość elektrośmieci rośnie pięć razy szybciej niż możliwości ich recyklingu. W odpowiedzi na ten kryzys Unia Europejska wprowadza pakiet regulacji, który

EKOPROJEKTOWANIE PRZESTAJE

zmienia zasady gry: dyrektywę Right to Repair (R2R), rozporządzenie ESPR oraz CSRD.

Legislacyjne trio: co dokładnie się zmieni?

Zmiany, które wejdą w życie, nie są kosmetyczne i uderzają w sam rdzeń łańcucha wartości, ale tym razem nie w formie listy nakazów, lecz spójnego ekosystemu prawnego. Fundamentem jest tu Prawo do Naprawy (R2R), które państwa członkowskie muszą wdrożyć do 31 lipca 2026 r. Przepisy te wzmacniają obowiązek zapewnienia

naprawy dla tych kategorii urządzeń, które są objęte unijnymi wymogami naprawialności — w tym wybranych grup AGD, RTV, smartfonów i tabletów — także po upływie handlowej rękojmi i to na przejrzystych dla konsumenta warunkach.

Ustawodawca przewidział również mechanizm, który zachęca do wyboru trwalszych rozwiązań – dyrektywa zakłada przedłużenie odpowiedzialności sprzedawcy o 12 miesięcy po dokonaniu naprawy w ramach rękojmi. Choć dokładny kształt i sposób implementacji tego mechanizmu będzie zależał od przepisów krajowych poszczególnych państw członkowskich, to jest to wyraźny krok w stronę budowania zaufania konsumentów do naprawianego sprzętu.

Równolegle wdrażany jest ESPR, czyli rozporządzenie, które przesuwa punkt ciężkości na etap projektowania produktu. Jego celem jest to, by urządzenia były bardziej trwałe, naprawialne i lepiej przygotowane do funkcjonowania w całym cyklu życia — nie tylko do sprzedaży. W praktyce oznacza to ramy dla wymogów dotyczących trwałości, naprawialności, możliwości demontażu oraz informacji o produkcie.

Jednym z narzędzi wspierających ten model będzie Cyfrowy Paszport Produktu (DPP), wdrażany etapami dla wybranych kategorii. To cyfrowy zestaw danych o urządzeniu, który docelowo ma ułatwiać dostęp do informacji o składzie, parametrach środowiskowych czy obsłudze serwisowej. ESPR wzmacnia też presję na większą przejrzystość i ograniczanie marnotrawstwa, ale konkretne obowiązki będą wprowadzane etapami, zależnie od grupy produktowej. Nieprzestrzeganie nowych wymogów będzie wiązało się z ryzykiem sankcji i kosztów zgodności, dlatego ekoprojektowanie przestaje być tematem wizerunkowym, a staje się obszarem zarządczym. Dla producentów

i dystrybutorów to jasny sygnał: sposób projektowania produktu zaczyna bezpośrednio wpływać nie tylko na zgodność regulacyjną, ale też na organizację serwisu, dostępność części i odporność operacyjną całej firmy. Dopełnieniem całego systemu jest CSRD, która już wpływa na sposób raportowania i oceny dojrzałości operacyjnej firm, choć jej zakres i harmonogram dla kolejnych grup podmiotów są dziś upraszczane na poziomie UE. Co niezwykle istotne, nowe zasady raportowania dotyczą również podmiotów spoza Unii Europejskiej, które prowadzą na jej terenie istotną działalność gospodarczą. CSRD zwiększa presję na ujawnianie danych dotyczących wpływu środowiskowego, procesów operacyjnych i zarządzania w całym cyklu życia produktu, sprawiając, że strategie cyrkularne stają się jawną, zweryfikowaną informacją. Dzięki temu rynek finansowy, inwestorzy i banki mogą w przejrzysty sposób ocenić, czy firma rzeczywiście opiera swój rozwój na sprawdzonych modelach gospodarki obiegu zamkniętego, czy też jej działania mają charakter wyłącznie deklaratywny.

Twarda matematyka: czy naprawa się opłaca?

Czy takie podejście do naprawy sprzętu faktycznie opłaca się biznesowo? Eksperci rynku i analitycy zgodnie podkreślają, że mądre zarządzanie obsługą posprzedażową tworzy przestrzeń do realnych, mierzalnych oszczędności. Według badań przeprowadzonych przez analityków McKinseya, proces zwrotu i wymiany urządzenia na zupełnie nowe generuje dwu- do trzykrotnie wyższy koszt jednostkowy niż jego skuteczna i sprawna naprawa. W praktyce oznacza to, że dobrze zaprojektowany proces naprawczy może być dla producenta wyraźnie korzystniejszy kosztowo niż model oparty na wymianach.

Z kolei wnioski płynące z raportu Deloitte’a wskazują na kolejną korzyść: efektywne zarządzanie naprawami i wydłużanie cyklu życia urządzeń pozwala obniżyć rezerwy gwarancyjne przedsiębiorstwa o wartości rzędu 10 do 25 proc. Wniosek płynący z tych danych dla dyrektorów finansowych jest wysoce optymistyczny: w obliczu rosnących kosztów pozyskania surowców i wahań na rynku transportowym, inwestycja w sprawny serwis posprzedażowy jest po prostu bezpieczniejszą i bardziej opłacalną strategią niż ciągłe wytwarzanie produktów na wymianę.

Paradoks naprawiacza i luka zaufania

Skoro naprawa jest tak opłacalna, dlaczego wciąż wolimy kupować nowe urządzenia? Tu dochodzimy do bariery psychologicznej. Badania przeprowadzone wspólnie przez Fixit i SW Research obnażają tzw. paradoks naprawczy. Aż 80 proc. klientów oczekuje możliwości naprawy sprzętu przy jego zakupie. Jednak w zderzeniu z rzeczywistością entuzjazm opada. Okazuje się, że 41 proc. badanych rezygnuje z naprawy, bo trwa ona zbyt długo. Kolejne 39 proc. wskazuje, że koszty serwisu są dla nich zbyt wysokie. Co gorsza, aż 34 proc. konsumentów nie wie, gdzie szukać pomocy w razie awarii. Mamy więc rynek, który chce naprawiać, ale nie ma do tego narzędzi. Tu otwiera się szansa dla producentów – ci, którzy zaoferują przejrzysty, szybki serwis, wygrają walkę o klienta. To gra warta świeczki, bo sprawny i przewidywalny serwis wzmacnia lojalność klienta, ogranicza frustrację i zwiększa szansę na kolejne zakupy w obrębie tej samej marki.

„Miejskie

kopalnie”: pieniądze leżą na ulicy

Nowe regulacje skłaniają również do dużo mądrzejszego zarządzania komponenta-

mi pod koniec cyklu użytkowania sprzętu. Odzysk części i materiałów ze starszych urządzeń to niezwykle skuteczny sposób na budowanie długoterminowej odporności i stabilności łańcuchów dostaw. Warto zauważyć, że unijne Prawo do naprawy (R2R) będzie wymagało od producentów zapewnienia dostępności kluczowych części zamiennych przez określony czas – zazwyczaj od 5 do 10 lat, w zależności od kategorii produktowej – od momentu, w którym dany model przestaje być oferowany w sprzedaży.

W obliczu takich wytycznych systematyczne pozyskiwanie oryginalnych części z urządzeń wycofywanych z rynku stanowi mądrą, perspektywiczną i opłacalną ekonomicznie strategię. Jak wynika z danych McKinseya, sprytne ponowne wykorzystanie części może trwale obniżyć koszty materiałowe przedsiębiorstwa o 5 do 15 proc. Biorąc pod uwagę statystyki, które mówią, że globalne zakłócenia w płynnych dostawach elektroniki zdarzają się średnio co 3,7 roku, posiadanie własnego, zdywersyfikowanego źródła części stanowi dla firm bezcenną stabilizację.

Co ważne, działania cyrkularne przynoszą też korzyści środowiskowe, które można monetyzować – przetworzenie tony zużytych sprzętów pozwala na uniknięcie znacznych emisji dwutlenku węgla w porównaniu z produkcją pierwotną. Rynki coraz częściej przeliczają te uniknięte emisje na certyfikaty węglowe, co w optymalnych warunkach może przynieść firmom przychód na poziomie od 11 do 100 dol. za każdą poprawnie zagospodarowaną tonę materiału.

Koniec z niepotrzebnymi reklamacjami

Ażeby jednak system oparty na serwisie mógł funkcjonować bez zakłóceń, konieczne jest wyeliminowanie sytuacji, w których cały skomplikowany proces reklamacyjny uruchamiany jest zupełnie niepotrzebnie. Branża elektroniczna od lat boryka się ze zjawiskiem reklamacji, których można z powodzeniem uniknąć – mówimy tu o przypadkach braku fizycznej usterki w sprzęcie, kiedy to samo urządzenie jest w pełni sprawne. Przyczyną zgłaszanych przez klienta problemów jest najczęściej nietypowa konfiguracja oprogramowania, nieaktualny system, proste zabrudzenie czy po prostu brak zrozumienia konkretnej instrukcji obsługi.

Z danych operacyjnych Fixit wynika, że takie chybione zgłoszenia mogą stanowić nawet 20 proc. przypadków trafiających do diagnozy. To pokazuje, jak duży potencjał oszczędności kryje się nie tylko w sa-

mej naprawie, ale już na etapie kwalifikacji zgłoszenia. Zamiast tracić czas techników i obciążać środowisko zbytecznym transportem, innowacyjne centra serwisowe wykorzystują dziś możliwości sztucznej inteligencji.

Algorytmy wykrywają podobne, historyczne przypadki zgłoszeń i na ich podstawie dostarczają użytkownikowi spersonalizowaną, krokową instrukcję pozwalającą mu samodzielnie usunąć niedogodność w domu. Dzięki takim udogodnieniom proces wsparcia staje się nie tylko dużo szybszy i wygodniejszy z perspektywy konsumenta, ale pozwala firmom znacznie redukować koszty logistyczne i ślad węglowy operacji posprzedażowych.

Relacja, która nie kończy się przy kasie

Przez lata współcześni producenci przyzwyczaili się inwestować ogromne budżety w działania marketingowe, aby zachęcić klienta do podjęcia decyzji zakupowej. Każdy detal unboxingu czy pierwszy interfejs obsługi jest starannie dopracowany. Niestety, dość często ta troska ulatuje pod koniec cyklu życia urządzenia, a klient jest pozostawiany bez realnego wsparcia w najtrudniejszym dla niego momencie – gdy sprzęt ulega awarii, bądź wymaga bezpiecznej utylizacji.

SPRAWNY I PRZEWIDYWALNY SERWIS WZMACNIA LOJALNOŚĆ KLIENTÓW.

Dla świadomych rynkowo producentów ten moment staje się dziś potężną szansą. Przekształcenie irytującego problemu w płynne, pozytywne doświadczenie serwisowe to unikalna okazja do zbudowania zaufania, które przekłada się na lojalność wobec marki na długie lata. Zmiany regulacyjne, które będą wdrażane od 2026 r. etapami, nie są przeszkodą. Dla producentów i dystrybutorów są impulsem, by uporządkować model serwisowy zanim stanie się on twardym wymogiem rynkowym. Producenci powinni wykorzystać ten czas, aby udowodnić konsumentom, że ich wsparcie nie kończy się w chwili odejścia od kasy.

Mariusz Ryło

Autor pełni funkcję CEO w firmie Fixit

Źródło: PARP i Uniwersytet Jagielloński, raport “Bilans kapitału ludzkiego. Sztuczna inteligencja w firmach: gotowość do adopcji, kompetencje i potrzeby”.

Puls branży IT

Istotne trendy produktowe, technologiczne, biznesowe, w oparciu o dane pochodzące z renomowanych agencji analitycznych, organizacji branżowych i globalnych mediów, dotyczące głównie Europy i Polski.

Sporo firm nie jest gotowych na AI

Pomimo rosnącego zainteresowania AI, infrastruktura wielu firm w Polsce nie jest jeszcze gotowa do wykorzystania narzędzi sztucznej inteligencji – wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Otóż z AI aktywnie korzysta 23 proc. badanych przedsiębiorców, natomiast aż 64 proc. pozostaje niezdecydowanych albo nie ma zdolności wdrożeniowych. Autorzy raportu zwracają uwagę, że gotowość do implementacji AI jest zależna zwłaszcza od tego, czy firmy mają dostęp do odpowiedniej infrastruktury IT, czy jest ona bezpieczna i stabilna oraz nowoczesna i sprawnie działająca. Tak dzieje się jednak w przypadku mniej niż połowy pytanych przedsiębiorców. Przykładowo, 44 proc. zapewnia, że korzysta z systemów IT, które pozwalają na wdrożenie i korzystanie z AI, natomiast wystarczające zasoby obliczeniowe posiada 37 proc. respondentów. Wskazuje to na potencjał do dalszych inwestycji. Wdrożeniom AI pomaga korzystanie przez określoną firmę z chmury, jak również bezpieczeństwo i stabilność systemów IT oraz korzystanie z platformy danych/analitycznej. Te elementy wspierają, jednak nie zapewniają same w sobie pełnej gotowości na sztuczną inteligencję – zauważają eksperci. Badaniem objęto organizacje z 12 branż o największym potencjale wdrażania AI.

Gotowość infrastruktury IT polskich firm na AI

posiada bezpieczną i stabilną infrastrukturę IT pozwalającą na wdrożenie lub korzystanie z AI

ma nowoczesne i sprawnie działające systemy IT, pozwalające na wdrożenie lub korzystanie z AI

ma dostęp do odpowiedniej infrastruktury IT

aktywnie korzysta z usług chmurowych w działaniach związanych z danymi w zakresie wdrażania lub korzystania z AI

posiada wystarczające zasoby obliczeniowe, pozwalające na wdrożenie lub korzystanie z AI

posiada zintegrowaną platformę danych lub analityczną, pozwalającą na wdrożenie lub korzystanie z AI

Brzegowe centra danych będą rosły

W latach 2026–2033 wydatki na brzegowe centra danych mają rosnąć co roku o blisko 15 proc. – prognozuje Grand View Research. W ten sposób wartość tego rynku sięgnęłaby w 2023 r. poziomu 105,8 mld dol. Rozwój ten ma być zwłaszcza związany z coraz szerszym zastosowaniem urządzeń Internetu Rzeczy w różnych branżach, rozwojem aplikacji mobilnych, popularnością streamingu online oraz e-handlu. Na rynek wpłynie też generalnie wzrost wydatków na centra danych. Przy czym największe wydatki pójdą na duże obiekty – kampusy hiperskalowalne i regionalne brzegowe data center, dostosowane do wnioskowania AI i analityki IoT. Spośród branż najwięcej mają wydawać firmy z sektora ICT. Według raportu nakłady na rozwiązania – łączące sprzęt i oprogramowanie – zdominowały rynek (87 proc. udziału w 2025 r.), głównie dzięki dostarczaniu kompleksowej, sterowanej programowo zintegrowanej infrastruktury dostosowanej do rozproszonych środowisk obliczeniowych. Natomiast 13 proc. poszło na usługi, w tym zarządzane.

GOTOWOŚĆ DO IMPLEMENTACJI AI JEST ZALEŻNA ZWŁASZCZA OD TEGO, CZY FIRMY MAJĄ DOSTĘP DO ODPOWIEDNIEJ INFRASTRUKTURY IT.

Wzrost wydatków na obserwowalność

Wydatki przedsiębiorstw na obserwowalność solidnie wzrosły rok do roku – wynika z danych Futurum Research. Odsetek organizacji, które deklarują budżety w przedziale 1 mln – 2 mln dol. oraz 2 mln – 5 mln dol. zwiększył się o ponad 6 pkt. proc. Jednocześnie poszła w dół liczba firm wydających na obserwowalność mniej niż 50 tys. dol. rocznie. W ocenie ekspertów to strukturalna relokacja – obserwowalność przesuwa się z pozycji operacyjnej do strategicznej inwestycji w infrastrukturę. Ich zdaniem firmy decydują się na większe budżety przed wdrożeniem agentów AI na szeroką skalę, ponieważ zarządzanie ich zachowaniem wymaga infrastruktury obserwowalności stworzonej w tym celu. Skok wydatków w jeden rok wynika z tego, iż tradycyjne narzędzia monitorujące nie zostały zaprojektowane do rejestrowania intencji, rozumowania ani cyklów decyzyjnych agentów. Zmiana wydatków sygnalizuje, że kupujący rozumieją tę różnicę. Tym samym rozwiązania monitorujące infrastrukturę bez agentów będą musiały zmierzyć się z perspektywą wyparcia z rynku, ponieważ wymagania przedsiębiorstw dotyczące pełnego stosu natywnego dla obserwowalności będą się zwiększać.

Wartość budżetów organizacji na obserwowalność (odsetek wskazań)

Sukces w chmurze bez cięcia budżetów

W tym roku wyraźnie zmieniło się podejście organizacji do pomiaru postępów w realizacji celów inwestycji w chmurę – twierdzą specjaliści Flexery. Ze zgromadzonych przez nich danych wynika, że zamiast skupiania się zespołów FinOps na redukcji kosztów, na znaczeniu zyskuje mierzenie wartości biznesowej. Choć nadal większość organizacji za najważniejszą uważa optymalizację kosztów usług cloud, to o 12 pkt. proc. wzrosła „wartość dostarczona jednostkom biznesowym” (obecnie 64 proc.) jako wskaźnik oceny postępów w realizacji celów chmury. Z kolei o 3 pkt. proc. zwiększyło się wskazanie na „wzrost przewagi konkurencyjnej” (55 proc.), a o 2 pkt. proc. „przyspieszenie tempa innowacji” (50 proc.). Zdaniem autorów raportu oznacza to ewolucję praktyk FinOps od generowania oszczędności do roli, która pomaga określić wartość biznesową dostarczanej technologii. Już prawie połowa zespołów (49 proc.) wdraża ekonomię jednostkową, aby zrozumieć koszt usługi i dostosować wydatki do rezultatów (w ubiegłym roku odsetek ten wynosił 40 proc.). Jak zatem podsumowują specjaliści Flexery: „przesłanie jest jasne: sukces w chmurze nie polega już na cięciu budżetów, ale na gwarantowaniu zwrotu z inwestycji i umożliwianiu innowacji”.

Jakie są najważniejsze

wskaźniki oceny postępów w realizacji celów chmury?

Efektywność kosztowa i oszczędności

Zmigrowana liczba obciążeń

Zmniejszenie powierzchni centrum danych

Wartość dostarczona jednostkom biznesowym

Unikanie kosztów

Wzrost przewagi konkurencyjnej

Likwidacja lub ograniczenie długu technolog icznego

Przyspieszenie

Źródło: Flexera “2026 State of the Cloud Report”.

57 proc. polskich firm wdroży Wi-Fi 6E

W ciągu roku wdrożenie Wi-Fi 6E planuje 57 proc. polskich firm, przy czym 34 proc. wciąż korzysta z Wi-Fi 5 – wynika z badania Cisco. Organizacje w Polsce inwestują w modernizację sieci bezprzewodowych głównie z powodu wzrostu liczby urządzeń Internetu Rzeczy (58 proc.) i modelu pracy BYOD (54 proc.). Do kolejnych czynników należą: korzystanie z aplikacji, które wymagają wysokiej przepustowości (38 proc.) i rozwój rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (28 proc.). W sumie aż 80 proc. pytanych firm zapewnia, że zwiększyło budżety na rozwiązania bezprzewodowe, a 67 proc. planuje wzrost w kolejnych 4–5 latach. W tym 16 proc. respondentów zapowiada zwiększenie nakładów na sieci bezprzewodowe o ponad 50 proc. Jednocześnie firmy, które modernizują swoje sieci, zapewniają o korzyściach z wdrożeń. Ponad połowa twierdzi, że inwestycje te wpłynęły pozytywnie na przychody firmy.

Korzyści z modernizacji sieci w firmie

Co miesiąc sprawdzamy,

o czym branża IT (i

biznesowym portalu społecznościowym

Szymon Krawiec, Managing Editor we „Wprost”, odniósł się do śmierci Sławomira Ignacaka: „Ta śmierć to wstyd dla polskiego państwa. Byłego nauczyciela z Grójca fiskus i sądy przez ponad 20 lat ścigały za podatek, którego nie było. Mimo tego, że mężczyzna był śmiertelnie chory, państwo nigdy nie odpuściło, zostawiając mu 1300 zł z renty na życie. Ta sprawa jest banalnie prosta i totalnie absurdalna. 20 lat temu Sławomir Ignacak zdecydował się pomóc koleżance. Prowadziła warsztat samochodowy, ale pewnego dnia zachorowała, więc zwróciła się do kolegi, czy na czas jej nieobecności w firmie, nie mógłby regulować w jej imieniu należności wobec pracowników i dostawców. To był 2005 r. Ignacak zdecydował się pomóc. Wypłacał z firmowego konta pieniądze i regulował zobowiązania. Urzędnicy fiskusa dopatrzyli się w tym przestępstwa. Ich zdaniem mężczyzna powinien zapłacić podatek od kwot, które wypłacał z konta znajomej. I tak zaczęła się gehenna mężczyzny, która trwała ponad 20 lat. Zaległość urosła przez lata do 400 tys. zł. Choremu zajęto dom, ściągano mu też pieniądze z renty, zostawiając 1300 zł na życie. W sprawie wielokrotnie wnioskowano o umorzenie długu z powodu braku dowodów przestępstwa albo zwyczajnie przedawnienia. Kończyło się zawsze na ping-pongu między instytucjami – jedna chce umorzyć, druga odpowiada, że sprawę trzeba ponownie rozpatrzyć. W sprawie wnioskowano o ulgę podatkową – pan Sławomir jej nie dostał, bo urząd stwierdził, że nie ma w tym żadnego interesu publicznego. Na początku tego roku mężczyzna zmarł. Wiadomo, że nie zabił go fiskus, tylko śmiertelna choroba, ale gdyby nie bezduszność państwa wobec własnego obywatela, być może mógłby żyć dłużej. Zostawił po sobie żonę, dom i 400 tys. zł długu. Państwo będzie teraz ścigać wdowę?”.

Wojciech Urbanek, zastępca redaktora

naczelnego CRN Polska, wspomina: „kiedyś nosiłem T-shirty z podobiznami moich muzycznych idoli, miałem też etap z koszulkami mojej ulubionej drużyny piłkarskiej. Ale żeby nosić T-shirt z twarzą… swojego szefa? Nigdy mi to do głowy nie przyszło. Tymczasem w Dolinie Krzemowej takie ciuchy sprzedają się jak świeże bułeczki i to wcale nie za grosze. Za zielony sweter z karykaturą Jensena Huanga, CEO Nvidii, trzeba wysupłać 178 dolarów. Kilka sklepów e-commerce oferuje skórzane kurtki motocyklowe wzorowane na tych noszonych przez Huanga i Elona Muska – ceny startują od około 140 dolarów. ‘Zostań prawdziwą ikoną stylu i przykuwaj uwagę w każdym pomieszczeniu’ – kusi LeatherCult, wyceniając swoją kurtkę à la Jensen na 250 dolarów. Palantir poszedł o krok dalej i wypuścił limitowaną kolekcję koszulek z Alexem Karpem, własnym CEO. Na jednej z nich szef firmy sportretowany jest w technice akwareli: napięte mięśnie szyi, ciemne okulary, a nad głową jego ulubione motto: ‘Dominuj’. Cena: 75 dolarów. Wyprzedane podobno w ciągu kilku godzin”.

nie tylko) dyskutuje na największym

Jakub Skałbania,

założyciel Netwise, odpowiada na pytanie dlaczego tak trudno „przeskoczyć z demo AI na produkcję? Może dlatego, że próbujesz wdrożyć u siebie to samo, co wszyscy. Tak samo jak mówimy klientowi wprost, że nie robimy CRM dla B2C w telco, albo że robimy corporate banking, ale nie retail, tak samo trzeba mówić o GenAI – nie robi się ‘wszystkiego’. A ci, co robią wszystko, nie umieją dobrze nic. Bo vertical AI bije generyczne AI na głowę. Dlaczego z M365 Copilot ‘włączonego’, a nie wdrożonego w proces, najczęściej wychodzi słaba adopcja, zerowy ROI i kolejna półka niezintegrowanych narzędzi? Bo ogólne AI nie rozumie Twoich danych, nie zna Twoich procesów i nie ogarnia Twojego compliance, a Microsoft daje PLATFORMĘ, a nie gotowe rozwiązanie. Gotowe są demo tools i powerpointy. Na produkcji zaczyna się rzeczywistość, a w CRM widać to szczególnie wyraźnie. Dynamics 365 czy Salesforce dla produkcji to fundamentalnie inna implementacja niż dla dystrybutora, albo ubezpieczeń, nawet jak na demie wszyscy mieli szanse sprzedaży i workflowy. Ta sama platforma, ale inne modele danych, inne reguły, inne integracje i zupełnie inny kontekst dla AI. Kto tego nie rozumie na etapie projektu, zrozumie na etapie faktury, albo przy liczeniu ROI. Vertical AI to jest coś, co po pierwszej fali hype’u zaczyna odróżniać demo od wdrożenia. Nawet w najprostszych przypadkach, jeśli Twój copilot nie dowozi, to sprawdź, czy ktoś Ci go wdrożył, czy tylko włączył. A potem sprawdź, czy ten ktoś rozumiał procesy biznesowe. Copilot to nie Exchange. I tak, to oznacza znajomość procesów biznesowych i konieczność tworzenia custom agentów i mnóstwa integracji”.

Rafał Brzoska, CEO InPost Group

, odniósł się do spotkania i rozmowy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, dotyczącej inwestycji InPostu w Mondial Relay – największej dotychczas polskiej inwestycji we Francji (900 mln euro do dzisiaj). „InPost Group jest głęboko zaangażowany w rozwój innowacji technologicznych i wspieranie rozwoju sektora logistycznego we Francji. (…) Wykorzystując zaawansowane rozwiązania logistyczne i rozbudowując naszą infrastrukturę, dążymy do modernizacji dostaw ostatniej mili we Francji. Przejęcie Mondial Relay jest przykładem tego, jak połączenie lokalnego doświadczenia ze skalą i technologią ogólnoeuropejskiej grupy może stworzyć ekosystem dostaw, przynoszący korzyści zarówno konsumentom, jak i firmom. Było też szczerze o tym, czego dziś potrzebuje Europa: więcej innowacyjności, silniejszej konkurencyjności i prostszych zasad dla biznesu – czyli mniej regulacji. Europa musi stworzyć warunki, które pozwolą jej firmom skutecznie konkurować z podmiotami z Azji i Stanów Zjednoczonych”.

Borys Skraba, COO Strix Group, uważa że większość firm patrzy na e-commerce w zły sposób: „w najnowszym raporcie ‘Capturing the next big arenas of competition in ten charts’ McKinsey Global Institute jest jeden wykres, który moim zdaniem warto zobaczyć i naprawdę zrozumieć. Pokazuje on tzw. ‘next big arenas of competition’, czyli obszary, które wygenerują największą część globalnego wzrostu w najbliższych 10–15 latach. I najważniejszy wniosek jest prosty: wzrost nie będzie pochodził z tych samych miejsc co dotychczas. Kiedy spojrzy się na ten wykres, widać wyraźnie przesunięcie w stronę cyfrowych ekosystemów handlu, AI & software, platform i marketplace’ów oraz nowych łańcuchów dostaw. Ale kluczowe nie jest to, które branże rosną, tylko w jaki sposób one działają na siebie. To nie są już odrębne i zamknięte segmenty rynku. To są połączone systemy, które budują wartość poprzez integrację wielu elementów naraz. W tym kontekście e-commerce przestaje być jednym z kanałów czy nawet jedną z branż. Staje się ‘warstwą infrastrukturalną’, która spina te systemy w całość. Łączy produkty z usługami, finansowanie z transakcją, logistykę z dostępnością w czasie rzeczywistym i dane z procesem podejmowania decyzji. Coraz częściej to właśnie e-commerce jest interfejsem całego modelu biznesowego, miejscem, gdzie spotykają się wszystkie kluczowe procesy firmy. To fundamentalna zmiana, bo oznacza przejście od prostego modelu sprzedaży produktów w wielu kanałach, do orkiestracji całych ekosystemów wartości. Widać to w praktyce bardzo wyraźnie: marketplace’y rosną szybciej niż tradycyjne sklepy, embedded finance realnie zwiększa konwersję, a zarządzanie danymi produktowymi w PIM staje się krytyczne, bo treść jest tworzona, wzbogacana i dystrybuowana na dużą skalę z wykorzystaniem AI. Sztuczna inteligencja przestaje być dodatkiem, a zaczyna być integralną częścią operacyjnego modelu działania. A paradoksalnie największym błędem, który wciąż widać w wielu organizacjach, jest traktowanie e-commerce jako jednego z kanałów sprzedaży. W rzeczywistości w tych nowych warunkach rynkowych e-commerce pełni rolę systemu operacyjnego biznesu. To on definiuje, jak klient wchodzi w kontakt z firmą, jak podejmowane są decyzje zakupowe, jak monetyzowana jest wartość i jak firma skaluje się na nowe rynki. Dlatego firmy, które wygrywają, nie zaczynają od frontendu czy designu. Zaczynają od architektury, integracji z systemami core (ERP, pricing, dostępność, finansowanie), przepływów danych i zdolności do skalowania. W złożonych biznesach, szczególnie w B2B, konwersja nie jest problemem UX czy wyglądu strony. To jest problem systemowy, wynikający z tego, czy wszystkie elementy procesu działają razem w czasie rzeczywistym. To wszystko ma bardzo konkretne konsekwencje. Firmy, które wcześnie dostosują się do tych nowych obszarów wzrostu, budują platformy zdolne do skalowania, tworzą efekty sieciowe i stają się trudne do zastąpienia. Te, które tego nie zrobią, zostają we fragmentarycznych setupach, walczą głównie ceną i mają realny problem ze skalą. Dlatego patrząc na ten wykres, warto zadać sobie jedno pytanie: czy budujesz kolejny kanał sprzedaży, czy budujesz system, który pozwoli twojej firmie rosnąć w tych nowych „arenach” rynku.

Dawid

Paczka, CEO emiteo, odniósł się do podcastu „WojewódzkiKędzierski”, w którym wystąpiła Lena Polański, najlepiej zarabiająca Polka na OnlyFans: „Zadeklarowane przez nią dotychczasowe zarobki na e-prostytucji to 7 milionów dolarów w 5 lat. Cały ten wywiad to jedna wielka analiza biznesowa, brak natomiast jakichkolwiek wzmianek o wątpliwościach, moralności, negatywnym wpływie i potencjalnej demoralizacji młodych dziewczyn”.

Piotr Konieczny, założyciel

Niebezpiecznik.pl, odnosi się do ataku, który „mogliście przegapić. Bo z początku wyglądał na niszowy i mocno techniczny oraz związany z ‘vibecodingiem’. Ale moim zdaniem to błąd. O tym ataku przeczytać powinien każdy admin, programista, devops, ale również C-levels (CTO/CSO), bo tu nie zawiniła (tylko) technologia. Zawiniło też bardzo homeopatyczne podejście do podstawowych, znanych od lat procedur i reguł. Co się stało? 1. Chłop w firmie A na służbowym (!) sprzęcie pobrał… cheaty do gry Roblox. I zainfekował się infostealerem. Przez dwa miesiące (!!) atakujący łykali jego hasła i dostępy. 2. Chłop w firmie B założył sobie konto w usłudze świadczonej przez firmę A. Zalogował się do niej przez… konto Google, a na okienku OAuth podczas logowania zgodził się na dostęp do wszystkiego: dysku, kalendarza, e-maila (!!!). 3. Atakujący siedzący w firmie A zobaczyli, że pojawił się token OAuth z firmy B. I ‘zhackowali’ firmę B dzięki dostępowi przez ten zbyt szeroki token właśnie. Bez phishingu na pracownika. Bez wyłudzenia hasła. Bez podrzucania malware’u. Kurtyna. Ten sam efekt byłby oczywiście w przypadku ‘logowania się przez konto Microsoft’. Bo problem leży w innym miejscu. Co tu poszło nie tak? Shadow IT. Zarówno chłop A, jak i B korzystali ze służbowego sprzętu i służbowych kont do celów prywatnych (jeden do gry, drugi do niezatwierdzonej usługi firmy trzeciej). Czy to ich wina? Trochę tak. Ale… brak wykrycia tego przez 2 miesiące to już wina IT, a nie pracowników. Można było wykryć anomalie. Gdyby się miało EDR-y, gdyby się patrzyło w logi… No i na koniec: brak stosowania zasady minimalnych przywilejów, zbyt szerokie scopy kluczy i tokenów, brak separacji środowisk, brak MFA, i generalnie źle zorganizowane uwierzytelnienie nie tylko do zewnętrznych aplikacji. Firmy wydają aktualnie miliony na ochronę przed ryzykami związanymi z AI. A kładzione są starymi atakami, wykorzystującymi podstawowe błędy. Może warto ten dług technologiczny u siebie ogarnąć zanim zacznie się wdrażać guardrailsy na AI i inne cuda? To, co się stało, opisałem w skrócie i pobieżnie. Smaczków jest więcej. Pełniejszy zarys znajdziecie w artykule na Niebezpieczniku, który warto rozesłać znajomym. Dodam link w komentarzu poniżej”.

Wojciech

Urbanek

zastępca redaktora naczelnego CRN Polska

Opłata

w oparach absurdu

Jaś Kapela jest szczęśliwy, ZAiKS jest bogatszy, dystrybutorzy elektroniki dostali nowe obciążenie, a konsumenci kolejny niewidoczny koszt ukryty w cenie telefonu.

Niejaki Kapela – poeta, pisarz, felietonista i freak fighter – nie posiada się z radości. Powód? Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego, właśnie podpisała nowelizację rozporządzenia o opłatach reprograficznych. Sukces ma wielu ojców, a Jaś nie zamierza stać w cieniu. Nasz bohater oznajmił na platformie X: „W ogóle chciałem wam wszystkim podziękować. Warto było iść do Hejt Parku, przeżyć ogólnopolski hejt, zacząć walczyć w Prime MMA, odbyć siedem walk w oktagonie, otrzymać stypendium ministra, przeżyć kolejne fale hejtu, żeby w końcu opłata reprograficzna została znowelizowana i ZAIKS [pisownia oryginalna] miał jeszcze więcej kasy”.

Jakby nie patrzeć, sprawne lawirowanie między państwową kroplówką a komercyjną rozrywką najniższych lotów to umiejętność, której mogliby Jasiowi pozazdrościć najwięksi wyjadacze show-biznesu. Być może właśnie tak ma wyglądać nowoczesna walka o kulturę. Kapela ma satysfakcję, choć tak naprawdę nie on jest realnym sprawcą tej zmiany, a raczej jej symbolem. ZAiKS ma pełniejsze konto, a my? My po prostu zapłacimy więcej za każdego smartfona, tablet czy laptopa.

TO NIE REFORMA PRAWA AUTORSKIEGO, TO FISKALNA ARCHEOLOGIA.

No cóż, to Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego, podpisała nowelizację rozporządzenia o opłatach reprograficznych. Dystrybutorzy elektroniki będą odprowadzać jeden procent od ceny netto urządzeń na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Brzmi skromnie, ale w praktyce oznacza konkretne kwoty: smartfon w cenie hurtowej 1,5 tys. zł generuje 15 zł opłaty, laptop za 3 tys. zł – 30 zł. Przy wolumenach, jakimi operują duzi dystrybutorzy IT, dziesiątki tysięcy urządzeń miesięcznie, mówimy o setkach tysięcy złotych rocznie odprowadzanych do organizacji zbiorowego zarządzania. Formalnie obowiązek spoczywa na dystrybutorach. W praktyce branża nie ma wątpliwości: to koszt, który zostanie przerzucony w dół łańcucha. Konsument nie zobaczy tej pozycji na fakturze, lecz przy kasie, gdy cena telefonu okaże się o kilkadziesiąt złotych wyższa. Niemniej Marta Cienkowska uspokaja, że opłata nie jest podatkiem, bo nie trafia do budżetu państwa, a koszt ponoszą producenci i importerzy, a nie konsumenci.

Jednak, jakby nie patrzeć, ta danina to relikt epoki, która już nie istnieje. Sens opłaty reprograficznej był niegdyś prosty i uczciwy. Kupujesz płytę, nagrywasz ją

na kasetę, artysta nie dostaje nic za tę kopię, niech więc przynajmniej producent nośnika dorzuci się do wspólnej puli. Logika z czasów magnetofonów i nagrywarek CD. Miała ona sens w czasach powszechnego kopiowania treści.

Dziś większość użytkowników przyjęła inne założenie: płacę za dostęp, nie za posiadanie. Miesięczny abonament, muzyka w chmurze, żadnych plików – tak działają dziś Spotify, Apple Music czy Tidal. Co istotne, platformy streamingowe faktycznie płacą artystom za każde odtworzenie: w czasie rzeczywistym, proporcjonalnie do słuchalności, w sposób mierzalny i transparentny. Przykładowo gwiazdy polskiego rapu, takie jak Oki, Mata czy Taco Hemingway, inkasują z tego tytułu po kilka milionów złotych rocznie. Mechanizm działa. I tu pojawia się sedno absurdu. W cenie smartfona ukryta jest opłata reprograficzna, bo teoretycznie można na nim kopiować cudzą twórczość. Jednak jego użytkownik płaci abonament streamingowy, jeśli faktycznie chce słuchać muzyki. Płaci więc dwa razy: raz za możliwość, której nie używa, i raz za usługę, z której korzysta. Co ciekawe, sprawa była już przedmiotem rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości UE. Trybunał wskazał, że użytkownik w streamingu nie ma pełnej kontroli nad kopią, nie może jej przesłać znajomemu ani swobodnie skopiować poza aplikację, co podważa zasadność nakładania opłaty reprograficznej bezpośrednio na usługi streamingowe.

Zwolennicy rozporządzenia mają swój argument i warto go potraktować poważnie: twórcy mają prawo do wynagrodzenia za każdą formę eksploatacji ich dzieł, a prawo autorskie powinno nadążać za technologią. To argument uczciwy, szczególnie w kontekście artystów niszowych, których streaming słabo wynagradza, bo algorytmy faworyzują masową słuchalność. Problem w tym, że opłata reprograficzna tego problemu nie rozwiązuje. Pieniądze z niej nie trafiają precyzyjnie do pomijanych twórców, ale do systemu dystrybucji zbudowanego pod inną epokę. Jeśli celem jest wsparcie artystów marginalizowanych przez streaming, potrzeba nowego narzędzia, nie zaś starego, przykładanego do nowej rzeczywistości i licząc, że nikt nie zauważy niedopasowania. To nie reforma prawa autorskiego. To fiskalna archeologia, próba rozwiązywania problemów XXI wieku narzędziami z końca XX stulecia. Jaś Kapela ma powody do satysfakcji. System również. Tylko niewiele ma to wszystko wspólnego z rzeczywistością. Z kulturą w zasadzie też nie bardzo.

Czy wiesz, że…

jeśli pracujesz w rmie z branży IT, możesz bezpłatnie zaprenumerować magazyn CRN Polska?

Załóż konto na stronie

crn.pl/rejestracja

Najlepiej poinformowany magazyn w branży IT!

dla resellerów, VAR-ów i integratorów

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
CRN Polska 5/2026 by Peristeri - CRN Polska - Issuu