NOTES NA 6 TYGODNI
NR 168
LIPIEC—WRZESIEŃ 2026
ISSN 1730 – 9409
WYDAWNICTWO
BEZPŁATNE

![]()
NOTES NA 6 TYGODNI
NR 168
LIPIEC—WRZESIEŃ 2026
ISSN 1730 – 9409
WYDAWNICTWO
BEZPŁATNE















Twoja uwaga to zasób. Herbert Simon, noblista z ekonomii, już w 1971 r. badał, jak firmy mogą na niej zarabiać – na przykład jak sprawić, byś wybrała szmaragdowy napój zamiast wiśniowego. Wykorzystuje się tu wiedzę behawioralną, czyli sposoby wywoływania reakcji i pragnień konsumentów. Aktywność naszych zmysłów staje się kolejnym surowcem podlegającym radykalnej ekstrakcji. Ekologia uwagi postuluje, by traktować ją jako dobro wspólne – prawo do zachowania zdolności koncentracji, tworzenia więzi i dobrego życia.
Ilustracja na naszej okładce autorstwa Mai Starakiewicz pochodzi z książki Makroskop. Jak patrzeć na technologie?, która ukaże się jesienią 2026. Wydawcą jest Fundacja Grupa Robocza, makroskop.robocza.org
O prawie do cyfrowego miasta i do wytwarzanych przez nas danych czytaj w bloku tematycznym zaczynającym się na str. 97.


Notes Na 6 tygodNi nakład: 2000 egz.
WydaWca
Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana
Adres redAKcji ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa nn6t@beczmiana.pl
redAKtorKA NAcZelNA Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl
redAKtorKA dZiAłu „orieNtuj się” Agnieszka Kowalska, nn6t@beczmiana.pl
ZesPÓł NN6t
Maja cieślak / orientuj się Warszawa Aleksandra dąbrowska / 6 tematów Maciej Frąckowiak / badania i raporty Zuzanna Korszeń / filmiki i relacje Kasia Nowakowska / patronaty Bartosz Nowak / open call Michał Podziewski / zagranica julia szostek / 6 tematów
KoreKtA eKorekta24.pl
reKlAMA i PAtroNAty Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl
WersjA eleKtroNicZNA / ProjeKt Michał szota nn6t.pl
WersjA PAPieroWA / ProjeKt Grzegorz laszuk
sKłAd Anna Hegman
druK
read Me, ul. olechowska 83, 92-403 łódź
PROJEKT GRAFICZNY BLOKU TEMATYCZNEGO Kacper Greń
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
PreZesKA ZArZądu Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl
dZiAł KsięGoWoŚci i dystryBucjA ignacy Krzemień, ignacy@beczmiana.pl
ZAMÓWieNiA, KoNtAKt Z KsięGArNiAMi i WydAWcAMi: +48 515 984 508 dystrybucja@beczmiana.pl
KsięGArNie Bęc / ZesPÓł Bartosz dołotko Kacper Greń joanna jóskowiak Aleksandra sowińska Ania Ziębińska (promo)
Bęc KsięGArNiA iNterNetoWA beczmiana.pl/sklep

Bęc sKleP WieloBrANŻoWy Warszawa, ul. Mokotowska 65 pn.–pt. 13–19, sob. 12–18 +48 515 985 146

Bęc rAdio https://soundcloud.com/bec_zmiana
ProjeKt loGo FuNdAcji Bęc ZMiANA Małgorzata Gurowska
iNForMAcje i ilustrAcje W dZiAle „orieNtuj się” pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl
Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
NN6T. Stały program uczestnictwa w kulturze współczesnej Warszawy współfinansowany jest ze środków m.st. Warszawy
Projekt Fundacji Bęc Zmiana jest współ finansowany przez m.st. Warszawa oraz Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Partnerzy: Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej, Institut für Stadt- und Regionalplanung Technische Universität Berlin. Współpraca: Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi, Goethe-Institut.
Patronat medialny: NN6T




























Koncepcja, choreografia, performans: Kacper Szalecki
Choreografia, performans: Sylwia Nosarzewska
Kostiumy: Paweł Włodarski
Muzyka i charakteryzacja: Zuzanna Siemińska we współpracy z Radosławem Szaleckim
Tekst: Joanna Łępicka
Kuratorzy: Maciek Bychowski, Maciek Olewniczak
Wystawa realizowana w ramach projektu rezydencyjnego „Cechy wspólne, cechy wyjątkowe”









































Współorganizator: Partner:





Osoby artystyczne:
Kornelia Bolechała
Dobrawa Cichoń
Klaudia Dziurawiec
Sasa Lubińska
Ola Nenko
Karol Gniazdowski
Jakub Kostewicz
Kacper Szalecki
Paweł Stefaniak
Miłosz Tomkowicz
Kurator: Adrian Chorębała



















Kuratorka KHM: Karolina Karolak




Do nansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury — państwowego funduszu celowego.

Seria Wizualna jest wspólną inicjatywą Fundacji Bęc Zmiana i Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.




opowieść o egzystencjalnych przełomach, w których odzyskujemy lub tracimy poczucie sprawczości, szykują na lipiec w sokołowsku kuratorzy Marta czyż i dzekashu MacViban. Hasłem przewodnim 12. Festiwalu sztuki efemerycznej Konteksty będzie Overturn/Przewrót. Zaproszeni artyści i artystki rejestrują momenty, w których codzienność zostaje nagle przerwana: narodziny dziecka, utrata pracy, choroba, zmiana tożsamości, decyzja o migracji, ale także doświadczenia wojny, transformacji politycznych, upadku instytucji, jak również przełomy o skali globalnej: walki antykolonialne i związane z nimi przekształcenia porządków politycznych czy akty epistemicznego nieposłuszeństwa i odłączania się od dominujących systemów wiedzy. Festiwal sztuki efemerycznej Konteksty od lat prezentuje najciekawsze zjawiska w sztuce współczesnej w plenerach i historycznych wnętrzach dawnego uzdrowiska na dolnym Śląsku. Wydarzenie tworzone jest przez Fundację sztuki Współczesnej in situ, prowadzoną przez Bożennę Biskupską i Zuzannę Fogtt, która od kilkunastu lat rozwija w sokołowsku Międzynarodowe laboratorium Kultury – miejsce dialogu sztuki, historii i współczesnych wyzwań.

Na tej wystawie dzieła stefana Gierowskiego oglądamy w międzynarodowym kontekście prac takich twórców jak olafur eliasson, Mona Hatoum, Alessandra carosi czy Zizipho Poswa. Fundacja stefana Gierowskiego zaprosiła do pracy nad tym projektem jednego z najbardziej uznanych współczesnych kuratorów Azu Nwagbogu – założyciela fundacji African Artists’ Foundation (AAF), szefa festiwalu l agosPhoto i redaktora naczelnego magazynu „Art Base Africa”. Azu Nwagbogu pisze: „stefan Gierowski całe swoje życie spędził na poszukiwaniu światła. i nigdy nie stwierdził, że je znalazł, co ogromnie mnie porusza. Aether Commons jest zaproszeniem do kontynuowania tego otwartego podejścia. Artyści, których prace tu prezentujemy, tworzą, wykorzystując farby, ceramikę, fotografię, instalacje czy szkło – a to, co ich łączy, to zrozumienie, że światło nie jest tematem samym w sobie. Światło dopiero warunkuje proces myślenia”.
to prezentacja twórczości dwudziestu artystek, które poprzez sztukę podejmują refleksję nad kobiecością, tożsamością i współczesnymi przemianami społecznymi. Kurator Paweł Witkowski: „Mówimy, że sztuka to wolność, ale czy historia kobiet w sztuce naprawdę potwierdza to przekonanie? czy wolność, o której mówimy, była i jest dla wszystkich tak samo dostępna?” Wystawa Woman Art Power 2 jest próbą odpowiedzi na te pytania. Zobaczymy tu prace kobiet o różnych doświadczeniach, temperamentach i wrażliwościach (wśród nich: Martyna czech, iwona demko, ida Karkoszka, Agata Kus, Marta Nadolle, Paulina Poczęta). opowiadają o: ciele, pamięci, relacjach, tożsamości, duchowości, społecznych rolach i ograniczeniach. łączy je przekonanie, że sztuka może być narzędziem realnej zmiany.

Alex urban, Odlot, 2024, dzięki uprzejmości artystki i Galerii LETO

o kolejnej wystawy w łańcuszku szczęścia NoWeGo ZłoteGo Agnieszka Wołodźko nominowała Agę szreder – artystkę, która wierzy w to, że sztuka może być narzędziem zmiany społecznej i politycznej. Pamiętacie plastikowe żołnierzyki, które można było kupić w Prl-owskich kioskach? szreder za ich pomocą snuje we wrocławskim kiosku sztuki opowieść dotykającą wątków dotychczas obecnych w jej twórczości – cielesności, aktywizmu, natury. Artystka pisze: „Wracam do lat dzieciństwa, kiedy nasze babcie opowiadały o koszmarze wojny i kupowały nam w kiosku plastikowe żołnierzyki. Przypominam sobie nagie panie wygięte w niemożliwych pozach spoglądające zza kioskowych krat i zastanawiam się, dlaczego nasze ciała, po tylu latach nieustającej ekwilibrystyki, wciąż nie należą do nas. Wwąchuję się w zapach farby drukarskiej, słucham szelestu cienkiego papieru i próbuję przypomnieć sobie, czy kiedyś łatwiej było wypowiedzieć na głos słowo: ludobójstwo”. tytuł wystawy powstał z inspiracji wierszem Picking up Rocks palestyńskiej poetyki rashy Abdulhadi.
Rodzina siedzi wieczorem w pokoju, rodzice obejmują się na kanapie, dziecko bawi się na dywanie – z p ozoru zwyczajna, spokojna sytuacja. Gdyby nie jajko rozbite na okiennej szybie. Krzysztof Gil znakomicie oddaje aurę strachu, zagrożenia, które czai się tuż za rogiem i zmusza do nieustannej czujności. Wychowywał się w Nowym targu, na osiedlu, gdzie przymusowo lokowano romskie rodziny. Nie miało ono dobrej sławy, nie służyło też dobrze mieszkańcom. Powstało getto. W latach 90. Krzysztof Gil jako dzieciak był świadkiem pogromów inicjowanych przez skinheadów, którzy napadali na romów. Widział, jak romskie dzieci poddawane są reedukacji, wysyłane do szkół specjalnych, jak całe rodziny dostają paszporty w jedną stronę. W Zachęcie, na wystawie Nikt was tu nie chce , pokazuje nowe prace –wielkoformatowe obrazy i instalacje –które tworzą opowieść o współczesnych gettach. – Krzysztof Gil nie przywołuje tu swoich prywatnych historii, ale pokazuje mechanizmy wykluczania, w których się wychował. uniwersalizuje je, odnosząc się zarówno do pierwszego żydowskiego getta w Wenecji, jak i dzisiejszej strefy Gazy. Pokazuje, że każdy z nas – z powodu pochodzenia, wyglądu, tożsamości, uczuć czy innych cech, na które nie ma wpływu – może być wykluczony, stać się tym „obcym”, znaleźć się w realnym lub symbolicznym getcie – mówi kuratorka wystawy Monika Weychert.



jesteśmy ciałami wodnymi, a z punktu widzenia obiegu wody człowiek jest tylko chwilowym naczyniem, formą nie do końca szczelną. całe życie zarówno pozyskuje wodę, jak i ją traci. stopniowo, z wiekiem, przeciekamy. Proces starzenia to wysychanie. Barbara Falender w swoich rzeźbach plastycznie ujęła obecność wody w kobiecym ciele na długo przed powstaniem hydrofeminizmu – koncepcji, w której woda jako nadrzędna materia łączy wszystkie istoty żywe i środowisko. Wystawa zestawia po latach twórczość Falender z teorią hydrofeministyczną, uwypuklając motyw wodny w rzeźbiarskich formach. Artystka podkreśla wyjątkową relację ciała kobiecego z wodą poprzez biologiczne uwarunkowania – miesiączkowanie, ciąże czy karmienie piersią. Woda, która przynosi życie i napełnia jędrne ciała, również wysycha w jej cielesnych przedstawieniach.
Barbara Falender, izyda, fot. jacek Kucharczyk

We Wrocławiu, przy ul. tęczowej, pow stała nowa przestrzeń poświęcona sztuce współczesnej. t o tu swoją gromadzoną od ponad 20 lat kolekcję pokazywać będą w różnych odsłonach ewa i K rzysztof Foltowie, założyciele FoltA Foundation. Wystawa inaugurująca działanie F oltA c ollection nosi tytuł Patrząc na świat od nowa. Kuratorka Małgorzata ludwisiak punktem wyjścia uczyniła tu perspektywę kobiet-artystek. co wynika z herstorii? czy możliwe jest przeorganizowanie naszego spojrzenia poprzez sztukę? czy zmiana narracji oznacza także zmianę doświadczenia świata? Na te pytania odpowiedzi szukamy w pracach m.in. Agaty Bogackiej, tracey emin, Zuzy Golińskiej, izabelli Gustowskiej, Karoliny jabłońskiej, ewy Kuryluk, Natalii ll, teresy Murak, Pauliny ołowskiej i wielu innych artystek i artystów. rozpiętość czasowa między najstarszym a najnowszym dziełem pokazywanym na wystawie wynosi 82 lata: Portret długowłosej dziewczyny Mojżesza Kislinga datowany jest na 1942 rok, a prezentowana niedawno w tate Modern kompozycja przestrzenna koreańskiej artystki Mire lee Open Wound – na rok 2024.

to prezentacja blisko 150 dzieł, które w latach 2024–2026 zostały podarowane do kolekcji Muzeum sztuki w łodzi przez 80 artystek i artystów z kilkudziesięciu krajów. dyrektor daniel Muzyczuk pisze o Darach przyjaźni: „Kolekcja muzeum nie jest zamkniętym zbiorem obiektów, ale żywą infrastrukturą relacji i zobowiązań. Muzeum sztuki w łodzi powstało dzięki podobnemu gestowi: dzięki artystom, którzy uwierzyli, że dzieła mogą krążyć inaczej niż tylko poprzez rynek i własność prywatną. Kiedy zwróciliśmy się do artystów z prośbą o wsparcie, muzeum wychodziło z kryzysu. chodziło nam nie tylko o wzbogacenie kolekcji, ale także o pomoc w powrocie Muzeum sztuki na arenę międzynarodową i odbudowę zerwanych relacji”. Na wystawie w obu siedzibach muzeum prezentowane są prace artystek i artystów związanych z nim od wielu dekad, a także tych, których twórczość weszła w dialog z jego programem w ostatnich latach, m.in.: jasminy cibic, Veroniki Hapchenko, Agaty ingarden, Nikity Kadana, Wendelien van oldenborgh, Pauliny ołowskiej, Agnieszki Polskiej, Mykoły ridnego, julity Wójcik i Antona Vidoklego.
Alicja Kozłowska, tONy ’s oraz
POlsKi CuKier, dzięki uprzejmości
Galerii Ewa Opałka

Wystawa w Galerii ewa opałka odsłania historyczne związki między substancjami leczniczymi, toksycznymi i odurzającymi, z uwzględnieniem ich obecności w medycynie, a także w życiu społecznym, ekonomicznym i politycznym. to opowieść o substancjach jako silnym instrumencie geopolitycznym służącym do kontroli, dominacji, destabilizacji. ekspozycja podkreśla płynność granic między lekami, narkotykami oraz truciznami – kategoriami, których znaczenie zależy od kontekstu kulturowego, prawnego i historycznego. cukier, luksusowe produkty, seks i środki psychoaktywne pojawiają się tu jako elementy jednego rozległego spektrum przyjemności, pożądania, uzależnienia i kontroli. Na wystawie zobaczymy prace: Magdaleny Beyer, doroty Buczkowskiej, Aleksandry Kanarek, Karoliny Konopki, Alicji Kozłowskiej, Marioli Przyjemskiej i jakuba Żwirełły. Galeria ewa opałka weźmie udział w tegorocznej edycji Warsaw Gallery Weekendu, który odbędzie się w dniach 18–20 września.
Wystawa scalająca ostatnie siedem lat pracy twórczej jana Baszaka koncentruje się wokół skóry jako materiału oraz figury oddzielonej od ciała, niosącej pamięć i ślady zużycia. rzeźby zwierząt artysta zszywa z odzyskanych materiałów, a gęsto połączone tekstylia otwierają skojarzenia z raną, z futrem i skórą oderwanymi od przypisanego im porządku. Fetysz sprawia, że brak staje się czymś materialnym, przesuwa pragnienie z osoby na obiekt i zadaje pytanie o możliwość etycznej relacji z tym, co jest jedynie pozostałością. Podwójne czoło, zawarte w tytule wystawy, sugeruje obraz maski nałożonej na twarz. Zwierzęce głowy w praktyce Baszaka pozwalają na maskaradowe ukrywanie i straszenie, a jednoc ześnie działają jako narzędzie przemiany. W rezultacie nie jest jasne, czy mamy do czynienia z ciałem, jego częścią, czy kostiumem. czy uwaga skierowana na martwą skórę jest jeszcze formą otwarcia, czy raczej zamknięciem w obiegu własnego pragnienia?

janek Baszak, śmiejąca się głowa, 2023

Punktem wyjścia wystawy w BGsW jest lokalna historia pomorskiego środowiska artystycznego, a konkretnie: ogólnopolskiego eksperymentalnego Pleneru Graficznego Zapis graficzny w skórze. odbywające się w Krzyni od 1977 do 1989 roku plenery organizowane były przy wsparciu Północnych Zakładów Przemysłu skórzanego „Alka” oraz garbarni w dębnicy Kaszubskiej i odcisnęły ślad nie tylko na twórczości wielu artystów i artystek, ale też na środowiskach pozaartystycznych – skórzane formy zaczęły pojawiać się w przestrzeniach biur i mieszkań. Międzynarodowa Wystawa Skóroplastyczna składa się z dwóch rozdziałów: prezentacji archiwaliów przywołujących historię wydarzenia oraz prac współczesnych osób artystycznych pracujących ze skórą. Materiał ten otwiera nas na wiele zagadnień i rozważań, stając się pretekstem do refleksji nad ekologicznymi, etycznymi, psychologicznymi i kulturowymi aspektami, takimi jak eksploatacja ciał i zasobów, szowinizm gatunkowy czy mechanizmy pożądania.

Wystawa KeNBo w szczecinie jest pierwszą taką okazją do zapoznania się z twórczością chińskiego artysty, który od 2007 roku podróżuje i studiuje za granicą, nieustannie poznając i chłonąc różnice lub powiązania kultur Wschodu i Zachodu. ekspozycja została pomyślana jako wędrówka przez kolejne epizody twórczości i życia KeNBo niczym przez rozdziały książki, a pokaz wieńczy powstający codziennie, w trakcie 123 dni trwania wystawy, cykl prac na papierze łączący kontekst szczecina i pochodzenia artysty, zatytułowany Odra i chiński tusz: zapis nieodwracalnego i zmiennego stanu czasu. tytuł wystawy został zaczerpnięty ze sposobu zapisu intonacji nad samogłoskami, którymi oznacza się wysokość i melodię głosu w standardowym systemie latynizacji języka mandaryńskiego. cztery tony pinyin (ā, á, ǎ, à) ilustrują w zamyśle artysty cały proces obcowania ze sztuką: od początkowego, oszołomionego pytania, przez pomieszanie w próbie zrozumienia, po którym następuje pozorne zrozumienie, aż do ostatecznego rozpoznania i zachwytu.

Wystawa Wioli u j azdowskiej i j u lii Woronowicz opowiada historię kobiecej pracy twórczej, rzemiosła i wspólnotowych form działania, odnosząc się do praktyk przez dekady marginalizowanych. ujazdowska przywraca pamięć o malarkach włocławskiego fajansu, ukazując ich działalność jako formę artystycznej, zawodowej i społecznej sprawczości. Artystka w ramach projektu na kilka miesięcy zatrudniła się do pracy w manufakturze włocławskiego fajansu, gdzie stworzyła pokazywany na wystawie cykl ceramiczny. Woronowicz, którą inspiruje historia kobiecych wspólnot rzemieślniczych, sięga do tradycji tkactwa, tworząc opowieść balansującą między dziedzictwem a feministyczną etnofikcją. Artystki, łącząc badania artystyczne, rękodzieło i spekulatywne narracje, odzyskują i utrwalają niewidoczne dziedzictwo kobiet, które w ich twórczości powraca jako żywa, wciąż aktualna część kultury. lokal_30 weźmie udział w tegorocznej edycji Warsaw Gallery Weekendu, który odbędzie się w dniach 18–20 września.

Daniel Rycharski, Pięciominutowe więzienie, 2026, dzięki uprzejmości artysty i Gunia Nowik Gallery
daniel rycharski analizuje tu sposoby, w jakie instytucje i mechanizmy władzy kształtują doświadczenia wykluczenia, podporządkowania i poczucia winy. Wystawa Wolf’s Hole podsumowuje roczny cykl cotygodniowych wizyt artysty i tarasa Gembika w ośrodku detencyjnym. Prezentowane prace wyrastają z obserwacji instytucjonalnej struktury władzy. ekspozycja odwołuje się do historii chłopskiej, kultury więziennej oraz współczesnych form kontroli społecznej. Bada, w jaki sposób systemy prawne, ekonomiczne i kulturowe określają granice wolności oraz rozstrzygają, kto zostaje poddany marginalizacji i karze. rycharski, koncentrując się na strukturach klasowych i językowych oraz mechanizmach władzy, ujawnia często niewidoczne schematy społeczne. Pokazuje, że doświadczenie uwięzienia nie zaczyna się za murami zakładu karnego. Kształtuje się ono znacznie wcześniej – w normach, instytucjach i relacjach społecznych regulujących dostęp do wolności, uznania oraz uczestnictwa we wspólnocie.
Galeria Guni Nowik weźmie udział w tegorocznej edycji Warsaw Gallery Weekendu, który odbędzie się w dniach 18–20 września.


Maja Demska, work in progress
Punktem wyjścia dla wystawy Z miejsca, w którym stoisz jest historia kawiarni Marysieńka – czyli jednego z naj ważniejszych miejsc życia towarzyskiego i kulturalnego powojennego Gdańska – potraktowana jako pretekst do przyjrzenia się współczesnym formom bycia razem, pamięci miejsca i funkcjonowania „trzecich miejsc”. Wizualna opowieść budowana jest na wzór kadru filmowego, otwarta na różnorodne spojrzenia i perspektywy. Prezentowane prace wyrastają z codzienności, badają osobiste, społeczne i przestrzenne doświadczenia, zatrzymując chwilę, gest i sens. Projekt jest realizowany równolegle w dwóch przestrzeniach – przy ul. szerokiej, gdzie mieściła się niegdyś historyczna Marysieńka, w modernistycznym wnętrzu z lat 60., niegdyś miejscu codziennych spotkań i rozmów, łączącym sztukę, design oraz rytm życia miejskiego. Historia kawiarni oraz zapisane tam ślady codzienności stają się punktem odniesienia i inspiracją do pracy z miejscem. drugą przestrzenią jest GcsW przy ul. Piwnej – kameralna przestrzeń galerii, sprzyjająca uważnemu odbiorowi prac i rozwinięciu narracji wystawy.

yang yifan i Andrzej Wasilewski, wyobrażenie Hunduna, wizualizacja
Projekt Vitiligo potatoes jest wynikiem transkulturowej współpracy artystów, w której spotykają się dwie odmienne tradycje, geografie i sposoby myślenia o relacji człowieka z naturą i cy wilizacją. W tej narracji opartej na chińskiej legendzie o wszechobecnym chaosie – Hundunie – artyści wcielają się w rolę dwóch władców mórz. chaos Hunduna to stan niezróżnicowanej jedności, odzwierciedlony w zestawieniu przeciwieństw obecnych w w ystawie: organicznego i nieorganicznego, natury i cywilizacji. istotną jej częścią jest gest sadzenia ziemniaków, zilustrowany w formie instalacji i dokumentacji filmowej. Na potrzeby wystawy powstała szklarnia, która może być interpretowana jako przestrzeń ochrony, ale również ingerencji człowieka, jego cywilizacyjnej potrzeby zarządzania naturalnymi procesami. drugą część tworzą rejestracje aktu sadzenia ziemniaków, realizowane przez artystów w skrajnie odmiennych warunkach geograficznych.
Plenerowa wystawa Marii strzeleckiej w lublinie to opowieść o książce, która wychodzi poza swoje kartki, i o malarstwie, które wyrasta z niezależnej kultury lat 90., podróży, gór, jaskiń, pracy na spitsbergenie, wyobraźni i bliskiego kontaktu z naturą. ilustracje, fragmenty tekstów i obrazy artystki zobaczymy na planszach, które zawisły na ogrodzeniu ogrodu saskiego. tytuł wystawy Książka wychodzi do miasta / Malarstwo wychodzi z książki dobrze oddaje charakter sztuki Marii strzeleckiej, u której wszystko naturalnie się przenika. tworzone przez nią obrazy i grafiki trafiają na karty jej wielokrotnie nagradzanych książek z serii Beskid bez kitu czy tych poświęconych Nikiforowi i simonie Kossak, ale z powodzeniem funkcjonują również jako autonomiczne dzieła sztuki. Artystka mówi do dzieci i dorosłych jednocześnie, bez uproszczeń i bez protekcjonalnego tonu. W lublinie zobaczymy nie tylko ilustracje z książek, ale też reprodukcje obrazów z wystawy Ostatni przystanek, gdzie nie powieszono anarchii, pokazanej na przełomie kwietnia i maja w przestrzeni liwia Mądzik Art w Warszawie.

Maria Strzelecka, Ostatni przystanek, gdzie nie powieszono anarchii, 2026

Punktem wyjścia wystawy Maśka cholewy jest widokówka z radzionkowa z 1914 roku. rodzinne miasto artysty przedstawiono tak, jak wyobrażano je sobie sto lat później. Nad miastem, po zawieszonym w powietrzu wiadukcie, sunie kolej szybkiego ruchu, ulicami przemyka elektryczny tramwaj, ponad zabudową unosi się monumentalny sterowiec. A co, gdyby to wielkie metropolie patrzyły z taką fascynacją na małe ośrodki? „Wystawa Wieść gminna nie proponuje alternatywnej wizji jutra ani kolejnej utopii. cholewę interesuje moment, w którym przyszłość traci ostrość i przestaje poddawać się jednoznacznemu przedstawieniu. to, co niewyraźne, rozproszone i niepełne, nie jest tutaj brakiem, lecz doświadczeniem współczesności – świata zbyt złożonego, by można go było objąć jednym spojrzeniem” –pisze kuratorka wystawy w 66P joanna Kobyłt-schodowska. Peryferyjność pozostaje jednym z najważniejszych tematów praktyki cholewy, który pokazuje, że przyszłość projektowana przez centra władzy nie musi być przyszłością wspólną ani powszechnie akceptowaną.
16.07–5.09

Malarstwo Macieja Maciejewskiego opiera się na ekspresyjnej deformacji, intensywnym kolorze i świadomie użytym brudzie malarskim. W swoich pracach podejmuje tematy relacji międzyludzkich, społecznych napięć, związku człowieka z naturą. łukasz dziedzic, kurator wystawy Maciejewskiego w Galerii oblatów 3, pisze, że bliski mu jest dziecięcy bazgroł: „Sny mają kły to wystawa o formach, które wymykają się kontroli. o ciałach, które nie mieszczą się w jednej postaci. s ny działają tu (i w ogóle) jako ścieżki do tego, co ukryte: żywe, wstydliwe, trudne do oswojenia, ale i go towe do a taku. Wszystko może w nich ożyć. Wszystko może zmienić kształt. Wszystko może ugryźć”. Wystawa Macieja Maciejewskiego odbywa się w ramach nowego wydarzenia i MP ul s Katowice, prezentującego sztukę i projektowanie w przestrzeni miasta.
Maciej Maciejewski, samoprzytulenie, 2023

Burza jako metafora ruchu pomiędzy rozpadem a odnową – wystawa Marcina janusza to baśniowa i symboliczna opowieść o świecie, w którym natura nie jest jedynie tłem, zjawiskiem atmosferycznym, ale siłą kształtującą krajobraz człowieka. Artysta zaprasza odbiorców do trzech krain – pustynnego żaru, lodu i wody – reprezentujących różnorodne emocje i doświadczenia. odważnie eksperymentując z materią, taką jak cukier, żywica czy ziemia, janusz proponuje obrazy, które można nie tylko oglądać, lecz także odbierać wszystkimi zmysłami. ich fizyczność i organiczność podkreślają symbiozę człowieka i przyrody, kruchość i zmienność. W obrębie płótna dochodzi do spotkania różnych porządków – przeszłości, pamięci i przyszłości, które składają się na pejzaż współczesności.
Na najnowszej wystawie Krzysztofa Franaszka organiczne formy splatają się z technicznymi elementami, zacierając granice między tym, co naturalne, a co sztuczne. Artysta powraca do form i materiałów obecnych w jego praktyce od lat, jednocześnie otwierając się na nowe eksperymenty. Po raz pierwszy w twórczości Franaszka pojawia się szkło – materiał kruchy, a zarazem płynny i nieprzewidywalny, otwierający artystę na pracę ze światłem. tytuł wystawy Światło pada tam, gdzie chce odnosi się zarówno do natury światła – jego nieustannego ruchu, odbić i załamań – jak i do tego, co wymyka się ludzkiemu planowaniu i kontroli. Światło mimowolnie pada na powierzchnię, ciała i zdarzenia, których nie sposób kontrolować. Wystawa pozostaje w tym pełnym napięć zawieszeniu między precyzją a niepewnością. rzeźby tworzą całość, przekształcając przestrzeń galerii le Guern w oparty na kontrastach organizm. Galeria weźmie udział w tegoroc znej edycji Warsaw Gallery Weekendu, który odbędzie się w d niach 18–20 września.

Krzysztof Franaszek, decoherence, 2026
Erna Rosenstein, spokojny świat, 1954, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
© Spadkobiercy artystki, Fundacja Galerii Foksal

Nowa wystawa w Muzeum sztuki Nowoczesnej pokazuje, że surrealizm to ruch, który w zasadzie się nie wyczerpał; od swoich narodzin w latach 20. XX wieku był zjawiskiem międzynarodowym (rozwijał się np. w egipcie, japonii, stanach Zjednoczonych czy Meksyku) i niósł potencjał zmiany. surrealiści reagowali na kolonializm, organizowali się przeciwko faszystom, walczyli w hiszpańskiej wojnie domowej, w czasie ii wojny światowej działali w ruchu oporu. domagali się absolutnej wolności, która miała przeniknąć wszystkie warstwy społeczeństwa. Współkuratorka wystawy Magda lipska mówi: „dzisiejsza sytuacja polityczna bardzo przypomina czasy, w których operowali surrealiści – wojny, które dzieją się wokół i na które trzeba reagować, rosnące ruchy prawicowe i różnego rodzaju dyktatorskie, autorytarne rządy. też jesteśmy w sercu bardzo gwałtownych, globalnych zmian”. Wystawa przyjeżdża do nas z lenbachhaus w Monachium, a kuratorki Magda lipska i dorota jarecka w znacznym stopniu ją rozbudowały i poszerzyły, m.in. o wątek polski.
10.01.2027

orota Podlaska dwa lata temu przeniosła się do Portugalii i jak przyznaje, bardzo trudno jest jej się tam zaadaptować. dlatego na wystawie w Miejscu Projektów Zachęty namalowała mural o przygodach głupiej kozy, która wyruszyła w nieznane, skoczyła bez namysłu na główkę na głęboką wodę. „opowiada on też o syndromie ulissesa. to jest syndrom stresu, związanego z migracją, z tym, że wyjeżdżając, traci się bardzo dużo: przyjaciół, swoją tożsamość, status społeczny” –mówi dorota Podlaska. ostatnio dużo eksperymentuje z techniką akwareli. ruch stara się oddać w serii o niemożliw ym do spełnienia marzeniu – W przyszłym wcieleniu chcę być b-bojem. Na wystawie pokazuje też tytułowe akwarelowe pamiętniki z życia i z podróży.

Wrocławska Żyjnia jest naturalnym miejscem dla opowieści o słońcu: nie jako odległej gwieździe, lecz jako sile, wobec której trzeba stale ustawiać ciało, materię, rytm dnia i w yobrażenie odpoczynku. spójrzcie w okna Żyjni od wschodniej strony – są najlepszym tego dowodem� słoneczne negocjacje nie odbywają się w jednej skali. są biologiczne, bo ciało budzi się i męczy w rytmie światła. są architektoniczne, bo dom, okno, weranda, dziedziniec od wieków próbują wpuścić słońce albo je zatrzymać na zewnątrz. są materialne, bo słońce pracuje na powierzchni Ziemi: wpływa na obieg wody, karmi rośliny, ogrzewa kamień, sprawia, że barwy blakną, zostawia ślad na owocach, węglu, bursztynie. są też polityczne, bo w przegrzewających się miastach cień staje się infrastrukturą, a dostęp do chłodu – już nie tylko miłą okolicznością, ale warunkiem przetrwania. Kuratorką letniego sezonu w Żyjni jest Bogna Świątkowska. W wystawie-sytuacji Negocjacje słoneczne udział biorą: ewa Babiarz, Przemek Branas, Viola Głowacka, Mikołaj Grospierre, izabella jagiełło, jakub „Pionty” jezierski, dominika Kowynia, Marta Niedbał, Maciek salamon, justyna szarowska, Michał szota, Anna sztwiertnia i Honza Zamojski.
leksandra Koleśniak w swoich obrazach przygląda się zewnętrzu, naturze, światu, który płynie własnym, właściwym tempem. często pojawiający się w nich motyw krzesła zachęca do zatrzymania – zaprasza, by usiąść, zwolnić i poczekać na moment, w którym znajdziemy własny rytm. Kurator galerii eskaem Marek rogala pisze: „Paradoksalnie, współczesne poczucie chaosu nie wynika z nadmiaru pracy czy szybkiego tempa działania. Wynika z bierności. Z chwil, w których tracimy rytm, wpadamy w pętlę scrollowania i ogólnego niepokoju, nie potrafiąc zakotwiczyć się w teraźniejszości”. Wystawa Bierny obserwator musi dotknąć drzewa to opowieść o walce o powrót do własnego rytmu. dotknięcie drzewa może pomóc w wybiciu się z marazmu. lato to dobry czas, by próbować wychodzić ze schronienia i dotykać, smakować, doświadczać.



Wramach projektu rezydencyjnego Cechy wspólne, cechy wyjątkowe pochodzący z elbląga Kacper szalecki podejmuje krytyczną pracę z ponad 60-letnim archiwum Galerii e l . Punktem wyjścia są trzy wielkie, stalowe formy stojące w przestrzeni miejskiej – choć są powszechnie uważane za ikoniczne obiekty z Biennale Form Przestrzennych, w rzec zywistości powstały jako użytkowe stojaki na plakaty, zaprojektowane przez Gerarda Kwiatkowskiego i w ykonane w zakładach Zamech. szalecki reaktywuje historie performansów i konceptualnych mistyfikacji tworzonych w elbląskiej instytucji, by przenieść ciężar z gotowego obiektu na doświadczenie procesu, pracę ciała, ruch i eksperymentalną choreografię. Przy okazji wyciąga też na światło dzienne zapomniane mikrohistorie z kuluarów galerii, m.in. plan otwarcia przestrzeni do treningu siłowego w prezbiterium dawnego kościoła podominikańskiego, obecnej siedziby Galerii.
orientuj się — sztuka i
Kacper Szalecki, rzeźba oszustka, dzięki uprzejmości Galerii EL

Prezentowana w duńskim Aros instalacja As Seen Below – The Dome jamesa turrella, pioniera nurtu light and space, to największy skyspace zrealizowany w kontekście muzealnym i, jak podkreśla artysta, jego najbardziej ambitne dzieło. Monumentalna kopuła ma 16 m wysokości i 40 m średnicy, a prowadzi do niej podziemny, rozświetlony korytarz. Wzdłuż ścian rozmieszczono miejsca do siedzenia, zapraszające, by przysiąść, zapatrzeć się i pomyśleć. istotnym elementem realizacji jest oculus w sklepieniu, pokazujący fragment nieba. instalację zaprojektowano tak, by szczególne wrażenie robiła o wschodzie i zachodzie słońca – wtedy kolory wewnątrz kopuły, które zmieniają się podczas seansów świetlnych, zgrywają się z naturą, a granica między światłem sztucznym i naturalnym zdaje się zanikać. tytuł ekspozycji odwołuje się do pasji turrella: lotnictwa. twórca, z wykształcenia psycholog, a z zamiłowania pilot, wielokrotnie podkreślał, że to właśnie obserwacja zmieniającego się nieba, kolorów i atmosfery ukształtowała jego wrażliwość artystyczną.

język artystyczny Aleksandry Waliszewskiej przesiąknięty jest licznymi odniesieniami i nawiązaniami do zróżnicowanych tekstów kultury i źródeł ikonograficznych. jej malarstwo lokuje się w tradycji nurtu symbolizmu, a na obrazach spotykają się wyimaginowane stworzenia, hybrydyczne potwory i żywe trupy, silne kobiece bohaterki i zwierzęta. Przedstawiane przez artystkę sceny często funkcjonują jako alegorie kondycji człowieka i jego zmagań z pierwotnymi uczuciami: strachem, niepokojem, pożądaniem. W ramach wystawy Irruption of Antiquity kuratorka Alison Gingeras zestawiła malarstwo Waliszewskiej z bogatymi zbiorami kolekcji ateńskiego Muzeum Benaki – 15 obrazów polskiej artystki wchodzi w bezpośredni dialog z dziełami sztuki greckiego neolitu, antyku, okresu bizantyjskiego i ery nowożytnej. rezultatem jest wielowarstwowy palimpsest, w którym zacierają się granice pomiędzy okresami historycznymi. Waliszewska pokazuje, że zakorzenione w tradycji antyku motywy, symbole i mity nadal zasilają współczesną wyobraźnię.

Mark rothko po raz pierwszy odwiedził Florencję w 1950 roku. Największe wrażenie zrobiły na nim wówczas freski Fra Angelico w klasztorze san Marco oraz przedsionek Biblioteca Medicea laurenziana projektu Michała Anioła, który zainspirował Seagram Murals – serię obrazów malowanych pod koniec lat 50. XX wieku. dialog z włoską sztuką XV wieku artysta kontynuował w 1966 roku, podczas drugiej wizyty we Florencji, a jej wpływ – szczególnie techniki fresków Fra Angelico – można zauważyć w pracach r othki z tamtego okresu.
Wystawa Rothko we Florencji, poświęcona więzi malarza z tym włoskim miastem, gromadzi ponad 70 prac i podsumowuje jego karierę. to obrazy z kolekcji prywatnych i ze zbiorów ważnych muzeów, m.in. nowojorskich MoMA i Metropolitan Museum of Art, londyńskiego tate, paryskiego centre Pompidou oraz waszyngtońskiej National Gallery of Art. Projekt wchodzi też w przestrzeń miejską poprzez dwie interwencje w miejscach szczególnie ważnych dla artysty –
Museo di san Marco, gdzie prezentowane są realizacje pozostające w dialogu z freskami Fra Angelico, oraz w przedsionku Biblioteca Medicea laurenziana, gdzie obrazy rothko zostały skonfrontowane z architektonicznymi pomysłami Michała Anioła.

Wystawa Brancusi znakomicie prezentuje się w modernistycznym pawilonie projektu Miesa van der rohego. Minimalistyczne, perfekcyjne warsztatowo rzeźby rumuńskiego artysty świecą tam pełnym blaskiem. Gdy przyjechał do Paryża w 1904 roku, był dumny, że może pracować ze swoim mistrzem Augustem rodinem. Ale szybko poszedł własną ścieżką, coraz bardziej upraszczając formę. to, co go wyróżniało, to nie tylko ta synteza, ale również warsztat – pracował bezpośrednio w drewnie i kamieniu, nawiązując do kunsztu tradycyjnego rumuńskiego rzemiosła. Wystawa pokazuje te inspiracje, są tu też filmy i z djęcia, na k tórych możemy zobaczyć, jak pracował constantin Brâncuși. odtworzono tu również fragment jego paryskiej pracowni. Nie tylko człowiek był tematem jego sztuki, również rośliny i zwierzęta – ptaki, ryby, foki. Wychodził ze swoimi obiektami poza mury pracowni i galerii. Najbardziej imponująca była seria jego Niekońc zących się kolumn . Warto również zwrócić uwagę na postumenty jego rzeźb, które traktował jako integralny element swoich prac.
orientuj się — sztuka
brancusi – widok wystawy, mat. Neue Nationalgalerie

large reclining figure Henry’ego Moore’a w Kew Gardens
Rzeźby Henry’ego Moore’a wśród krajobrazów historycznego ogrodu Kew to największa wystawa plenerowa artysty. Ponad 30 dzieł rozmieszczonych na terenie parku zaprasza w podróż przez 70 lat jego twórczości. spacer ułatwiają sensoryczno-interaktywna ścieżka i wirtualny przewodnik, który umożliwia szersze zapoznanie się z twórczością Moore’a i procesem powstawania wybranych realizacji. Wskazuje zarówno na motywy botaniczne inspirujące monumentalne obiekty, jak i materiał wykorzystany do tworzenia poszczególnych prac. Plenerowa ekspozycja przyciąga bogactwem form i skali rzeźb, które mogą w pełni wybrzmieć wkomponowane w naturalny krajobraz. s tojąc wśród drzew i pól, wprost wskazują na naturę jako główną inspirację artysty. syntetyczne, wyabstrahowane formy są hołdem dla przyrody, jej piękna i złożoności, tak docenianych przez rzeźbiarza.
ekspozycji towarzyszy kameralna wystawa prezentowana w shirley sherwood Gallery of Botanical Art. Wnętrza wiktoriańskiej szklarni wypełniają mniejsze prace Moore’a.
Poszukując przestrzeni wspólnototwórczych, organizatorzy 16. edy cji
Manifesta przywracają życie dwunastu opuszczonym kościołom w c zterech miastach Zagłębia ruhry (Bochum, essen, d uisburg i Gelsenkirchen). europejskie Biennale Nomadyczne od 30 lat pokazuje, że sztuka może być narzędziem realnej zmiany społecznej. Historia Zagłębia r uhry, naznaczona transformacją przemysłową, migracją i różnorodna kulturowo, stanowi dla kuratorów oraz artystów inspirację do refleksji nad nowymi sposobami wzmacniania więzi społecznych w obliczu kryzysów politycznych i klimatycznych. Hasło To nie jest kościół uruchamia potencjał dawnych przestrzeni sakralnych jako miejsc dialogu i wspólnoty. W kościele Świętego ludgerusa w Bochum instalacja kolektywów cabosanroque i FleXo ArQuitecturA, oparta na grze w koszykówkę, stała się przestrzenią zabawy dla lokalnych dzieci. W Gelsenkirchen, przy kościele Świętego Bonifatiusa, ogród herbaciany stworzony przez kolektyw Bureau Baubotanik stał się przestrzenią wsparcia dla młodych kobiet i dziewcząt, które podczas prac ogrodniczych znalazły tu bezpieczny azyl. Natomiast w Bochum, w kościele Świętej Anny, Mehtap Baydu stworzyła miejsce dla wspólnego posiłku przygotowywanego przez dwanaście kobiet z lokalnej społeczności. W skład tegorocznego zespołu kuratorskiego wchodzą: Anda r ottenberg, która w latach 90. była jedną z inicjatorek Manifesty, oraz Krzysztof Kościuczuk. Kuratorzy odpowiadają za stworzenie wystaw w trzech kościołach w Bochum, na których zobaczymy m.in.

twórczość dziewięciorga artystek i artystów z Polski: Mirosława Bałki, Zuzy Golińskiej, Nicolasa Grospierre’a, jarosława Kozłowskiego, Katarzyny Kozyry, Małgorzaty Mirgi-tas, Anki sasnal, Wilhelma s asnala oraz Mikołaja sobczaka. to najliczniejsza od lat reprezentacja polskich twórców na Manifeście. Wystawę polskich kuratorów w kościele Świętego Krzyża w Bochum otwiera monumentalna Madonna wykonana z węgla przez Mirosława Bałkę,

przywołująca historię regionu oraz losy polskich górników i robotników przymusowych. ich doświadczenia stają się jednym z kluczowych wątków trzech ekspozycji r ottenberg i Kościuczuka. Kuratorzy, zainspirowani architekturą kościoła kojarzoną z estetyką faszystowską, podejmują temat pamięci, współudziału oraz wymazywania historii. Wystawa porusza również kwestie degradacji środowiska, a także współczesnych form przemocy i wyzysku –zarówno strukturalnej, jak i fizycznej.
Małgorzata Mirga-Tas, rychino (niedźwiedź romski) oraz Jangaro, Kościół Św. Krzyża w Bochum, kuratorowany przez Andę Rottenberg i Krzysztofa Kościuczuka, fot. Kuba celej/IAM

Sztuka spacerowania, fot. Wrocławski Instytut Kultury
Wrocławski instytut Kultury wystartował z nowym projektem, bazującym na doświadczeniach zdobytych podczas szkoły sąsiedzkich s pacerów i s ztuki sąsiedztwa. sz tuka spacerowania – bo o ni m mowa – łączy ideę spacerowania z perspektywą oddolnych działań artystycznych. inicjatywa, która rozpoczęła się w maju, a zakończy w październiku, obejmuje gromadzenie inspiracji i zdobywanie wiedzy, pracę nad własnym pomysłem autorskiego spaceru w przestrzeni miejskiej i jego realizację. Projekt skierowany jest do osób, które chcą działać lokalnie – animatorek kultury, edukatorów i mieszkańców Wrocławia zainteresowanych swoim osiedlem, którzy chcą nauczyć się opowiadać o miejscach i ciekawie oprowadzać po nich innych. doświadczenia uczestników sztuki spacerowania, wykorzystane metody oraz różnorodne podejścia do pracy ze spacerem znajdą się też w publikacji edukacyjnej: praktycznym przewodniku dla osób zainteresowanych animacją kultury.
Romuald Broniarek, dzieci na rowerach, służewiec, 1971, zbiory Ośrodka KARTA

cyklizm w Warszawie pojawił się w XiX wieku. Pierwsze przejażdżki odbywały się w latach 60. na rowerach – nazywanych wtedy „samojezdami” czy „samopędami” – sprowadzanych z zagranicy lub produkowanych lokalnie. Prawdziwy rowerowy boom nastąpił jednak po 1886 roku, gdy powstało Warszawskie towarzystwo cyklistów. Kolarskiej historii stolicy poświęcona jest wystawa Bez trzymanki. Jak rower zmienia Warszawę. ekspozycja pokazuje rower nie tylko jako środek transportu, lecz także jako technologię, która wpływa na sposób doświadczania i postrzegania miasta. Wplatając historię cyklizmu w kontekst społecznych, klasowych i pokoleniowych aspiracji, przedstawia rower jako narzędzie emancypacji kulturowej robotników, kobiet czy dzieci, mające wpływ na relacje między pracą a czasem wolnym, sferą prywatną a publiczną. Nie brakuje też wątków współczesnych – codzienności kurierów, dla których dwa kółka są narzędziem intensywnej, nierzadko wielogodzinnej pracy czy debat o przyszłości Warszawy dotyczących m.in. nowych polityk transportowych, jakości środowiska, dostępności usług oraz skali miasta, w którym chcemy żyć.

co powiecie na wycieczkę do Wrocławia w poszukiwaniu najciekawszych i najlepiej zaprojektowanych budynków d olnego Śląska? Mister Wrocław to nowoczesny spacerownik inspirowany zapomnianym plebiscytem architektonicznym z lat 1961–1978, łączący dawkę twardych informacji i cztery trasy spacerowe z ciekawą perspektywą na symboliczny udział mieszkańców w tworzeniu modernistycznej tkanki miejskiej. Wydawca – Fundacja Fandom –zabiera nas w czarno-białą, nieco nostalgiczną podróż po Wrocławiu czasów powojennych – mieście pełnym śmiałych wizji, odważnej architektury i przestrzeni, które kształtowały życie mieszkańców. Bierzemy książkę i w yruszamy na spacery: od centrum Wrocławia, przez budynki akademickie wokół pl. Grunwaldzkiego i południo we osiedla, aż po modernistyczny Westend.
Książkę kupisz w Bęc Księgarni w Warszawie i w naszej księgarni online www.sklep.beczmiana.pl
Szkoła Podstawowa w Wilanowie, autorzy:
Studio Widoki, 2 pm, MAKstudio

Zodiak Warszawski Pawilon Architektury już po raz 28. zebrał najnowsze projekty dla Warszawy, nadesłane przez architektów i architektki. Wśród 57 projektów, które powstały z inicjatywy inwestorów publicznych i pry watnych dominuje architektura mieszkaniowa. Plany na przyszłość od 1996 roku pokazują, jakie potrzeby i w yzwania stoją przed współczesnymi architektami i architektami. tym razem wśród projektantów i inwestorów kluczowa była adaptacja do zmian wynikających z kryzysu klimatycznego. Proekologiczne rozwiązania stały się standardem projektowania, choć różnią się jeszcze w dużej mierze skalą i zakresem. Najlepsze z nich zostały wyróżnione rekomendacją ekspercką Koła Architektury Zrównoważonej oW sArP. Ważny również jest prospołeczny aspekt architektury, szczególnie przy jej modernizacji. dodatkowo docenione zostały projekty, które aktywizują mieszkanki i mieszkańców. Wystawie towarzyszy program spotkań i dyskusji dotyczący szczęśliwego miasta.

Fundacja Przypływ z okazji stulecia swojego miasta organizuje festiwal sztuki współczesnej sny o Gdyni. W 10 lokalizacjach (m.in. w dawnym Barze Kaszubskim czy historycznym foyer gmachu yMcA) zobaczymy prace niemal 40 zaproszonych artystek i artystów, m.in. animację generatywną autorstwa sainera, fotografie Kacpra Kowalskiego i Pawła Bownika, obrazy Katarzyny swinarskiej, pirografie Zuzanny dolegi, instalacje: świetlne Magdaleny Peli, zapachowe Astrolabium oraz immersyjne Marcina Zawickiego czy Mariusza Warasa. inspiracją dla festiwalu jest utopijna wizja miasta z 1934 roku autorstwa przedsiębiorcy i społecznika juliana rummla, która do dziś pobudza wyobraźnię. jakiej przyszłości chcemy i w jaki sposób kreujemy ją już dziś? o tym dyskutować będziemy podczas festiwalowych spotkań. Zaproszone do projektu osoby artystyczne spoglądają w przyszłość, proponując jej scenariusze –możliwe i w yobrażone, utopijne i dystopijne.
Marcin Zawicki, fot. Daria Lytvynenko
Helena Syrkus i Pierre chareau w Maison de Verre, lata 30. xx wieku, zbiory
Muzeum Sztuki w łodzi

łównymi bohaterkami wystawy SPLOTY są dwie architektki – Barbara Brukalska (1899–1980) i Helena syrkus (1900–1982). Związane z awangardową grupą Praesens oraz Międzynarodowymi Kongresami Architektury Nowoczesnej (ciAM), należały do najważniejszych twórczyń europejskiego modernizmu. ich biografie, rozwijające się na tle pełnego geopolitycznych zawirowań XX wieku, biegły równolegle i wielokrotnie się przecinały, ale pod wpływem osobistych decyzji przyjęły odmienne kierunki. Wystawa prezentuje sylwetki obu architektek i ich dorobek poprzez fotografie, rysunki i filmy, z których wiele pokazywanych jest publicznie po raz pierwszy. Nie mamy jednak do czynienia z klasyczną wystawą monograficzną. Historie Brukalskiej i syrkus są punktem wyjścia do refleksji nad losami awangardy w XX-wiecznej europie Środkowej, a także nad architekturą jako dziedziną relacyjną, opartą na przepływie ludzi i idei. tę perspektywę rozwijają stworzone specjalnie na ekspozycję współczesne prace artystyczne: kompozycja dźwiękowa Barbary Kingi Majewskiej oraz tkanina Alicji Bielawskiej, w których splatają się ponownie architektki i ich historie.

WXiX wieku garbarnia skór, w latach powojennych fabryka kultowych rowerów, na których jeździła cała jugosławia, później squot, dziś – centrum kreatywności c e nter r o g. Niezwykłe są losy przedwojennego, rozległego, betonowego gmachu w centrum lublany, w którym od kilku lat działają ogólnodostępne warsztaty (stolarskie, ceramiczne, szkła, a także gotowania czy produkcji ekologicznych surowców i biomateriałów), miejsca do wspólnej nauki i coworkingu, przestrzenie na rezydencje artystyczne nastawione na dizajn i projektowanie. W center rog znajdują się również sale wystawowe – i to właśnie tam do września 2026 roku można zobaczyć wystawę Międzynarodowego triennale ceramiki uNicuM, której spora część to prezentacja młodych polskich twórców na różne sposoby posługujących się ceramiką. Każdego roku jesienią odbywają się tu natomiast rogdesigndays – organizatorzy szczególnie chętnie zapraszają do udziału w nich środowiska projektowe z naszej części europy. Zarówno na artystyczne rezydencje, jak i na udział w rogdesigndays ogłaszany jest otwarty nabór.

temat placów zabaw na osiedlach deweloperskich powraca za sprawą poradnika dla inwestorów i architektów. i nie sprowadza on tej rozmowy do wyboru urządzeń czy bezpiecznej nawierzchni. Zachęca raczej do myślenia o podwórku jako o wspólnej przestrzeni codzienności – ważnej dla dzieci, opiekunów i wszystkich mieszkańców. Plac zabaw staje się punktem wyjścia do pytań o relacje sąsiedzkie, jakość życia i to, jak projektować osiedle, by nie pogłębiało izolacji. Mocno wybrzmiewa też temat deficytu natury: potrzeby kontaktu z roślinami, cieniem, wodą, bardziej zróżnicowanymi materiałami i mniej przewidywalnym środowiskiem zabawy. Poradnik podsuwa projektantom i inwestorom konkretne wskazówki: jak włączać zieleń do osiedlowych przestrzeni, jak projektować miejsca przyjazne różnym użytkownikom i jak układać relacje między strefami zabawy, odpoczynku i ruchu pieszego, by ograniczać codzienne sąsiedzkie konflikty. Poradnik jest ogólnodostępny i może przydać się także spółdzielniom, wspólnotom mieszkaniowym oraz aktywnym mieszkańcom, którzy chcą sensownie rozmawiać o swoim podwórku.

orobek budowlany lat 90. u wielu osób budzi co najmniej mieszane uczucia i na pewno nie można powiedzieć, że cieszy się szacunkiem. są jednak odstępstwa od tej reguły – niestety ignorowane przez decydentów. Zbudowany według projektu Jerzego Bierwiaczonka budynek dworca kolejowego w Mikołowie jest w mieście powszechnie akceptowany. Na pewno wpływają na to jego stonowana bryła i kameralna forma, ale i fakt, że posadowiony na lekkim wzniesieniu obiekt doskonale harmonizuje z otoczeniem, wpisując się w charakter zabudowy miasta. Ale sam kształt to mało, by obiekt dobrze działał. dworzec od dłuższego czasu prawie w całości stoi pusty, tylko pojedyncze lokale są wynajęte. Zarządzająca budynkiem spółka PKP postanowiła niedawno rozebrać budynek i zastąpić go nowym (zapewne jednym z powtarzalnych, uniwersalnych, pozbawionych wyrazu tzw. dworców systemowych). Mieszkańcy Mikołowa stanęli murem za istniejącym budynkiem – choć wymaga modernizacji, to nie tylko jest w dobrym stanie, ale przede wszystkim ma styl i charakter pasujący do tego konkretnego miejsca, do klimatu miasta. to sami mieszkańcy postulowali objęcie budynku dworca ochroną konserwatorską, by uchronić go przed rozbiórką. urząd Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków uruchomił niedawno tę procedurę.

We wrześniu Wrocław będzie gospodarzem Placemaking Week europe – największego w europie festiwalu poświęconego współtworzeniu przestrzeni publicznych. tegoroczna edycja skupi się na czterech tematach: budowaniu poczucia przynależności, współtworzeniu miasta, odwadze do eksperymentowania i odporności. to okazja do spotkania z międzynarodowym środowiskiem badaczy i praktyków przestrzeni publicznej oraz do wymiany doświadczeń związanych ze wzmacnianiem lokalnych więzi, testowaniem tymczasowych rozwiązań i przygotowywaniem miast na kryzysy klimatyczne, społeczne i zdrowotne. organizatorzy zapowiadają udział ponad 700 osób z całej europy i spoza niej, a sam Wrocław przedstawiają jako otwarty eksperyment przestrzeni publicznej, w którym historia, codzienność i przyszłość spotykają się na ulicach, placach i nadrzecznych przestrzeniach. W programie znajdą się dyskusje, warsztaty, spacery, wizyty studyjne i działania w przestrzeni publicznej. odbędą się w kilku ważnych miejscach Wrocławia, m.in. w centrum kongresowym przy Hali stulecia, na WuW-ie, w Barbarze, Przejściu dialogu, czasoprzestrzeni i kinie Nowe Horyzonty.

to wystawa o wspólnych zachwytach nad przyrodą w mieście – w parkach, na ulicach i plac ach, nad zbiornikami wodnymi. osoby artystyczne biorą tu na warsztat miejsko-przyrodnicze potencjały. testują je też w praktyce, proponując miejsca spotkań i zabawy wokół budynku dawnej łaźni. Zastanawiają się: jak projektować przestrzenie publiczne? jak myśleć o nich dziś, kiedy kontekstem są przyrodnicze i wspólnotowe niedobory? czym jest, a czym może stać się współczesny miejski park? Wideo przygotowane przez kopenhaskie studio krajobrazu slA pokazuje możliwości projektowania przyrody w warunkach miejskich. Grupa projektowa centrala, korzystając z prowadzonych badań nad wodą, poszerza spektrum postrzegania mgły jako zjawiska atmosferycznego i lingwistycznego. A na zewnątrz znajdziemy m.in. wspólnotowy Stół portowy stworzony przez Piotra jurka. „całość potraktujcie jako nawierzchnię do spędzania czasu: przysiadania, rozglądania się, odpoczynku lub pracy. Wewnątrz i na zewnątrz” – piszą kuratorki wystawy Natalia Budnik i Aneta lehmann.

nna Hulačová, jedna z najciekawszych współczesnych czeskich rzeźbiarek, zastanawia się w swojej twórczości nad relacjami między stechnicyzowanym, przekształconym przez człowieka krajobrazem a bytami mu towarzyszącymi: zagrożonymi gatunkami zwierząt, dziko zmienionymi roślinami i hybrydycznymi formami życia. Przy pracy nad rzeźbami współpracuje m.in. z pszczołami, łączy kontrastujące materiały, takie jak beton i materia organiczna. W swoich najnowszych realizacjach analizuje współczesny model produkcji żywności, odsłaniając jego ekologiczne i społeczne konsekwencje. Znane elementy krajobrazu rolniczego przekształca w sugestywne formy, w których odniesienia do folkloru, biologii i technologii tworzą wielowarstwową opowieść o zależnościach między człowiekiem a środowiskiem.

Książki wydawnictwa Bored Wolves w Bęc Księgarni
Niezależne wydawnictwa, nagrodzone w konkursie Najpiękniejsze Polskie Książki 2025, pokażemy latem w naszej Bęc Księgarni w Warszawie. W ciągłej sprzedaży mamy wiele tytułów, uznanych przez jury konkursowe za najlepiej zaprojektowane. oczywiście również wydaną przez Bęc Zmianę książkę Grety samuel EmigracJA. Notatki o człowieku, która zdobyła w tym roku wyróżnienie. Prezentacji w naszej księgarni towarzyszyć będzie wystawa ilustracji z książek krakowskiego wydawnictwa Bored Wolves. o rganizowany od 1 957 roku konkurs należy do najważniejszych inicjatyw promujących najwyższe standardy projektowania, opracowania edytorskiego i wykonania polskich książek. Wszystkie publikacje nagrodzone w 66. edycji Konkursu Polskiego towarzystwa Wydawców Książek zobaczymy na wystawie w Muzeum sztuki Nowoczesnej.

Mitologia słowiańska, kultura ludowa, prześladowania polityczne czy wątki maryjne konfrontowane są tu z queerem, sztuką dragu, muzyką techno i najnowszymi technologiami. ubiór staje się narzędziem wyrażania uczuć, doświadczeń oraz aktualnych napięć społecznych. W Muzeum Włókiennictwa Marcin różyc otworzył wystawę Nowa moda polska. Kronika głębokich uczuć, na której zobaczymy prace 50 współczesnych polskich projektantów i projektantek z kolekcji, którą muzeum buduje konsekwentnie od 7 lat. Kurator wystawy, autor książki Nowa moda polska: „Współczesna moda staje się coraz bardziej autobiograficzna. opowiada przede wszystkim o doświadczeniach, uczuciach i korzeniach tworzących ją osób. Projektowanie może łączyć się z okiełznywaniem strachu, przepracowaniem traum, wyrażeniem radości, miłości czy dumy, ale też buntu i rozczarowania”. W wystawie biorą udział zarówno uznane marki i projektanci o międzynarodowej renomie, jak i twórcy młodego pokolenia, m.in. rafał Świąder, Kasia Kucharska, jacek Gleba, Magda Butrym, tomek Wichrowski, Zofia chylak, Vasina, Michał łojewski, Marcell Pustul, jan F. chodorowicz.

Wtoruniu – święto grafiki projektowej. Aż trzy wystawy możemy zobaczyć w csW w ramach 17. Międzynarodowego Festiwalu Grafiki Projektowej PlAster tegoroczna edycja koncentruje się na słowu, rozumianym jako nośnik emocji, tożsamości i społecznych napięć. Główna, zbiorowa wystawa 17P (jak 17. edycja Plastra) poświęcona jest typografii i jej roli we współczesnym projektowaniu graficznym. Znajdziemy tu nie tylko plakaty, ale też projekty wydawnicze – okładki książek, albumów, płyt winylowych, a także projekcje plakatów animowanych. jest oczywiście międzynarodowa wystawa pokonkursowa Słowo oraz indywidualna wystawa laureata Plastra 2024 –Goyena c hena, jednego z najciek awszych współczesnych projektantów z tajwanu. Artysta od l at bada relacje pomiędzy komunikacją wizualną, systemami symbolicznymi i sztuczną inteligencją.
łukasz Zwolan, deforestation, Nagroda Prezydenta Miasta Torunia

Porcelanowe rzeźby dumnie prezentowane na półkach meblościanki to był hit Prl-u. Nowoczesne, uproszczone, a zarazem bardzo sugestywne kształty zwierząt, rzadziej ludzi, były wyznacznikiem awangardy i stylu zgodnego z europejskimi trendami. Za najbardziej oryginalne należy uznać te zaprojektowane w latach 50. przez artystów związanych z instytutem Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie – Henryka jędrasiaka, Mieczysława Naruszewicza, Hannę orthwein i lubomira tomaszewskiego. syntetyczny język wizualny, który wypracowali, charakteryzujący się zdecydowanym, intensywnym kolorem i odejściem od realistycznych detali na rzecz symbolicznie potraktowanej formy, był powszechnie naśladowany i wyznaczał trendy w polskim dizajnie i sztuce. opracowane przez nich modele ceramiczne (a było ich kilkaset�), zaprojektowane z myślą o produkcji masowej i potrzebach współczesnego odbiorcy, produkowane były przez wszystkie fabryki porcelany w Polsce. Na wystawie zobaczyć można ich pierwowzory, powstałe pod okiem tej czwórki wybitnych projektantów.

organizowany od ponad 20 lat Helsinki design Week to festiwal dobrych praktyk w obszarze zrównoważonego projektowania, architektury i urbanistyki. tematem przewodnim tegorocznej edycji jest hasło The Oncoming Other. W życiu miejskim nieustannie zbliżamy się do siebie. co dzieje się podczas tych pozornie przypadkowych spotkań? co mogłoby się w nich wydarzyć? i jakiego rodzaju obecność wnosimy, gdy spotykamy innych? „sektor kreatywny nie powstaje w zamkniętych systemach, lecz poprzez połączenia międzyludzkie i sieci, w których nieustannie krążą idee, zasoby i znaczenia. Kiedy twórcy, odbiorcy, organizatorzy, media i miejskie władze spotykają się regularnie, zaczyna kształtować się odporność: możliwość odnowy, adaptacji i wspólnego wyobrażania sobie przyszłości” – mówi Kari Korkman, założyciel HdW. Program festiwalu obejmuje wystawy, warsztaty, seminaria, pokazy mody i wiele innych atrakcji. Wydarzenia skierowane są zarówno do profesjonalistów, jak i do szerokiej publiczności.

londyn kipi energią kreatywności, podobnie jak festiwal dizajnu, który w sercu brytyjskiej metropolii gości już od 2003 roku. Ze zróżnicowanym programem, prestiżową listą wydarzeń i zaproszonych twórców i twórczyń london design Festival jest jednym ze znaczących przeglądów globalnej sceny projektowej. Mocny punkt wydarzenia stanowi Global design Forum – wyselekcjonowany program, poświęcony liderom przyszłości, który celebruje dizajn jako siłę napędową rozwoju. Z kolei partnerstwa z Victoria & Albert Museum materializują ten manifest – poprzez cykl rezydencji i instalacji o charakterze site specific. W ubiegłym roku do takiej współpracy została zaproszona Alicja Patanowska. jej praca The Ripple Effect / Efekt domina została wkomponowana w fontannę ogrodu johna Madejskiego w samym sercu budynku. Z kolei wystawa Material Matters czy innowacyjny format Biofab Fair zaprezentowały rozwiązania w obszarze biomateriałów i zrównoważonego rozwoju. szczegóły tegorocznego programu wciąż przed nami, ale trzymajcie rękę na pulsie. Warto przyjąć dawkę londyńskich inspiracji wraz z początkiem kulturalnego jesiennego sezonu.

Wystawa Permakryzys w NoMus-ie – Nowym Muzeum sztuki, gdzie mieści się Gdańska Galeria Fotografii, pokazuje wybór kluczowych cykli Nicolasa Grospierre’a z lat 2000–2025 (w sumie ponad 160 prac). Możemy dzięki temu prześledzić, jak zmieniało się jego podejście do fotografii: od dokumentowania architektury, przez eksperymenty z fotomontażem i układami typologicznymi, aż po prace wykorzystujące narzędzia cyfrowe, sztuczną inteligencję i techniki analogowe, takie jak działanie światła słonecznego jako współtwórcy fotografii. „to jest wystawa o modernizmie, o czasie, o odrodzeniu i oczywiście o kryzysie” – mówi Nicolas Grospierre. Zastanawia się tutaj, jakie znaczenia niesie architektura w kontekście politycznym, socjologicznym, ekonomicznym. jaką historię w niej zapisujemy, ale też – jaką wizję przyszłości.

olga Volodina urodziła się w uzbekistanie. Gdy miała pięć lat, jej rodzina przeniosła się do rosji. tam studiowała dziennikarstwo. sztuką zajęła się na poważnie po przeprowadzce do tajlandii w 2007 roku. W jej fotografiach, działaniach performatywnych i aktywistycznych widoczny jest ten reporterski sznyt. W Galerii labirynt pokazuje swoją animację poklatkową Meat Grinder, opowiadającą o tragicznym losie pokolenia uwięzionego przez opresyjny system –pełen podwójnych standardów, manipulacji i propagandy. tu jednostki mają stać się zasobem systemu, mięsem armatnim gotowym do użycia, gdy nadejdzie odpowiedni moment. do stworzenia animacji olga Volodina wykorzystała ponad 1000 fotografii. Wszystkie scenografie i kostiumy zostały wykonane ręcznie, bez użycia grafiki komputerowej i sztucznej inteligencji.
Wystawa jest częścią Wschodniego Festiwalu Fotografii, który odbywa się w lublinie, ale też w innych miastach regionu: Białej Podlaskiej, radzyniu Podlaskim, chełmie i Zamościu.

andrij Bojarov to artysta, niezależny badacz i kurator, żyjący i pracujący pomiędzy Polską, ukrainą i estonią. jego eksperymenty ze sztuką wideo sięgają lat 80., kiedy zaczął wypracowywać metodę opartą na „kopiach kopii” i pokazywaniu rzeczywistości przez jej fragmenty, odbicia i wspomnienia, by później przesunąć swoją praktykę w stronę fotografii konceptualnej, konsekwentnie podejmując refleksję nad statusem obrazu we współczesnej kulturze. Krakowskie Muzeum Fotografii zaprasza na indywidualną wystawę artysty obejmującą ponad 100 prac –pojedynczych fotografii i zaskakujących wizualnych układów, w których Bojarov wykorzystuje prace różnych autorów, zarówno znanych, jak i anonimowych. Przekształcając kadry filmowe, reprodukcje, materiały archiwalne oraz kserokopie wyszukiwane w rozmaitych źródłach, pokazuje, że sens obrazu nie jest stały, lecz zależy od kontekstu, w jakim zostaje umieszczony, i stawia pytania o funkcjonowanie fotografii jako medium podlegającego ciągłym przekształceniom.

Zanurzając się w filmografię ulrike ottinger, wyruszamy w niezwykłą podróż w czasie i przestrzeni. Podczas tej wędrówki napotkamy takie postaci i miejsca, jak mongolska joanna d’Arc, bezlitosna władczyni chińskiego morza Madame X czy zamieszkane przez społecznych odrzutków Freak city. W filmach ottinger zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością i fikcją. reżyserka bawi się gatunkami – kreuje surrealistyczne i fantasmagoryczne światy, ale jednocześnie wykazuje uważne, niemal antropologiczne zainteresowanie kulturami Wschodu. jako mistrzyni hybrydowości – zarówno w formie, jak i w treści – płynnie przechodzi od antropologicznych faktów do kampowych fantazji. często obrazuje zmienne tożsamości bohaterek i bohaterów, a jej twórczość można odczytywać jako antycypację świadomości i estetyki queer. Podczas retrospektywy reżyserki na festiwalu Nowe Horyzonty zobaczymy m.in. nasycone kiczem i estetyczną przesadą Freak Orlando czy Dorian Gray w zwierciadle prasy brukowej, projekty dokumentalne (Prater, Paryskie kaligramy) oraz najnowszą produkcję: Blood Countess, z niezastąpioną isabelle Huppert w roli głównej.
Fotopol otworzyli
właśnie Kamila
Bondar i łukasz
Gorczyca. ona wciąż szefuje
Fundacji sztuki
Polskiej iNG, on współprowadzi
Galerię raster. Połączyła ich miłość do fotografii i postanowili otworzyć galerię, jakiej im w Warszawie brakuje –taką, która specjalizuje się w fotografii, pokazuje ją, promuje wśród kolekcjonerów i sprzedaje. Nazwa „Fotopol” jest ciut myląca, bo zobaczymy tu nie tylko polską fotografię. Ale pierwsza wystawa nie mogła być bliższa naszej słowiańskiej duszy. Bondar i Gorczyca połączyli prace klasyka fotografii jana Bułhaka i jednego z najważniejszych współczesnych twórców tego medium – Kuby dąbrowskiego. ich twórczość dzieli stulecie, ale z pewnością mieliby o czym rozmawiać.
Kuba dąbrowski: – czym innym była lokalność wtedy, czym innym jest dzisiaj. inny był ciężar gatunkowy fotografii, a nawet ciężar samego sprzętu. Ale czuję z nim tę wspólnotę wrażliwości ukierunkowanej na tutejszość. Na bycie tu, opisywanie tego, co jest najbliżej ciebie. W jego zdjęciach słychać chopina, Mickiewicza. A u mnie, mam nadzieję, słychać tytusa de Zoo, siekierę, Papa dance. i słychać też Bułhaka. Wystawa Tutejsi po raz pierwszy zestawia bezpośrednio zdjęcia obu fotografów. jej tytuł został zapożyczony z w ydanej w 20 25 roku książki Kuby dąbrowskiego Tutejszy, w której on sam przywołuje w tekście postać jana Bułhaka.



Błuchanie r eceptywne to festiwal muzyczny odby -
wający się w sąsiedztwie morza i zieleni na gdyńskich Babich dołach. i nicjatywa czerpie inspirację z ekologii dźwiękowej oraz idei deep listening Pauline oliveros. organizatorzy kierują się wypracowaną przez kompozytorkę kategorią receptywności, rozumianą jako odejście od czysto analitycznego rozumienia dźwięku na rzecz budowania relacji z otoczeniem poprzez zmysły i bezpośrednie doświadczenie. Podczas festiwalu będzie można posłuchać brzmień zestrojonych ze środowiskiem: ambientu, muzyki elektroakustycznej, akustycznej i eksperymentalnej. Wydarzenie potrwa całą dobę, a jego program muzyczny zostanie podzielony na cztery bloki. trzy z nich zakładają aktywny odbiór, a jeden – nocny – przeznaczony jest na sen. Poza koncertami na festiwalu będzie można doświadczyć wystawy instalacji dźwiękowych, wybrać się na dźwiękowy spacer oraz uczestniczyć w warsztacie ruchowo-dźwiękowym i warsztacie głębokiego słuchania.
erliński festiwal
Heroines of s ound w tym roku zaskakuje programem złożonym ze współczesnych, radykalnych eksperymentów. Feministyczna inicjatywa tym razem w mniejs zym stopniu skupia się na przepisywaniu kanonu i przy woływaniu pomijanych postaci – a bardziej na prezentacji artystek, których współczesne eksperymenty zapewne zostaną wpisane w kanon muzyki eksperymentalnej za kilka, kilkanaście lat. Wśród bohaterek tegorocznej edycji są m.in. fascynująca wirtuozka gry na amplifikowanych misach t omoko sauvage, mistrzyni wykorzystywania sonifikacji danych (np. tzw. edNA) Kyoko czy Anouk Kellner, która zaprezentuje instalacyjną kompozycję na organy i obiekty pneumakustyczne. ensemble Mosaik szykuje monograficzny koncert iris ter schiphorst, a krakowska spółdzielnia Muzyczna – program zawierający utwory kompozytorek polskich (Nina Fukuoka, Żaneta rydzewska, Barbara Zach) oraz zagranicznych (eloain lovis Hübner, yoko Konishi). do tego Miako Klein i jin lim zaprezentują prawdziwie preposteryjny projekt Nova Atlantis, w którym interpretują współczesne technologie poprzez dzieło Francisa Bacona, a leah Muir przedstawi krótki multimedialny dramat muzyczny Em-Body-Ment

Festiwal sanatorium dźwięku na dobre wpisał się do wakacyjnego kalendarza osób zainteresowanych dźwiękiem jako medium we wszelkich jego przejawach, od fluxusowych eksperymentów o awangardowym rodowodzie przez klubowe doświadczenie ciała aż po performatywne praktyki ruchowe. Bywalcy festiwalu wracają do sokołowska dzięki doskonale wyważonej formule, łączącej wyciszenie w iście sanatoryjnym stylu z dopracowaną technicznie dźwiękową oprawą, pozwalającą na niezakłócony i medytacyjny odbiór prezentowanych występów. tegoroczna edycja koncentruje się wokół pojęcia „sekretnego elementu Zapłonu” – rozumianego jako afektywna mikrosiła, inicjująca ruch, napięcie i przemianę – i wokół wszelkich przejawów stanu „przed”, niekoniecznie prowadzącego do rozładowania, ale zostawiającego po sobie ślad i afekt. W programie zarówno festiwalowi weterani – rashad Becker czy kolektyw GAMut iNc, jak i przedstawicielki nowego pokolenia sonicznych eksperymentatorek i eksperymentatorów, z elvin Brandhi i Miłoszem Kędrą na czele. Ważnym tematem 12. edycji będzie również twórczość Gerarda lebika, współtwórcy festiwalu.

teatr Komuna Warszawa, społeczna instytucja kultury, w szczególny sposób chce uczcić 30. rok bycia stowarzyszeniem – uczestniczką i twórczynią oddolnej kultury obywatelskiej. Najważniejszym wydarzeniem obchodów będzie wystawa Komuna. Kolekcja� (we wrześniowe weekendy, zawsze po zmierzchu, w dotychczas niedostępnych przestrzeniach siedziby Komuny przy ul. emilii Plater w Warszawie). to zestaw kilkudziesięciu obiektów i realizacji wideo przygotowanych przez osoby artystyczne zaprzyjaźnione z Komuną, a także bogata prezentacja najważniejszych praktyk rodzimego środowiska sztuk performatywnych ostatnich dekad. Wśród pokazywanych prac znajdą się zarówno zapisy i świadectwa klasycznych spektakli wyprodukowanych w Komunie, jak i autorskie dzieła wideoartowe: performanse dokamerowe oraz filmy eksperymentalne wykorzystujące strategie performatywne. to mocny dowód, że frapujący performans może dziać się nie tylko na żywo, ale i na ekranie. Wystawa jest pierwszym etapem budowania obywatelskiej Kolekcji sztuk Performatywnych. Zebrane prace układają się w sprawozdanie na temat alternatywnych scenariuszy życia i twórczości.

pen source Art Festival w sopocie to interdyscyplinarne wydarzenie artystyczne, skupione na promowaniu najbardziej odkrywczych dźwięków i performansów z całego świata, oscylujące wokół gatunków takich jak muzyka konkretna, noise, drone i ambient, a także swobodnie je przekraczające. Program festiwalu jest tworzony z myślą o prezentacji premierowych projektów i odkrywaniu nowych dźwięków oraz związanych z nim przeżyć. Na liście zaproszonych w tym roku artystów znajdziemy m.in. paryskiego twórcę Aho ssan czy KMru – pochodzącego z Nairobi artystę dźwiękowego, związanego z wytwórnią i festiwalem Nyege Nyege z ugandy. otwierający festiwal koncert na scenie Kameralnej teatru Wybrzeże to rezultat rezydencji artystki Amelie duchow w ramach programu „loGos MAter – the sound of languages”, którego gospodarzem jest Kolonia Artystów. Projekt obejmuje badania artystyczne skupiające się na wymiarze dźwiękowym języka polskiego i dialektów regionalnych. Podczas rezydencji artystka przeprowadzi nagrania terenowe z udziałem członków lokalnej społeczności, a opracowany materiał zostanie zaprezentowany w formie site-specific.

to kameralny festiwal muzyczny, który odbywa się wśród kaszubskiej przyrody. Przyświeca mu idea oddolnego dzielenia się kulturą poza utartymi obiegami dużych ośrodków miejskich. Na festiwalowiczów co roku czekają cztery sceny muzyczne, kino plenerowe, wystawy sztuk wizualnych, skatepark i rozmaite warsztaty. Program muzyczny spokój Festiwal to gatunkowy przekrój niezależnej sceny, zarówno krajowej, jak i zagranicznej. Wśród dotychczas ogłoszonych artystek, artystów i zespołów znaleźli się: nigeryjsko-irlandzki e the Artist, łączący afropunk z klubowymi brzmieniami, wschodzące i ugruntowane gwiazdy warszawskiej sceny rapowej, czyli grupy PGr i toNFA, reprezentantka polskiego neosoulu AjlA czy jazzowe trio PoKusA.
Nadbałtyckie centrum Kultury w Gdańsk u proponuje latem dwie poniekąd uzupełniające się wystawy dotyczące dźwięku –z j ednej strony jako fenomenu otaczającej nas rzeczywistości (edukacyjne Bałtyckie Rewizje Soniczne), a z drugiej – materii twórczości artystycznej (soundartowa Sonosfera). ta pierwsza zahacza o twórczość muzyczną chociażby poprzez prezentowane partytury oraz towarzyszące wystawie koncerty (m.in. Marcina dymitera w duecie z artystką dźwiękową Agatą dyczko). ta druga będzie się wiązała z różnymi działaniami seminaryjnymi i artystyczno-edukacyjnymi. sedno sonosfery stanowią jednak prace Marcina dymitera (instalacja dźwiękowa Spectra), kolektywu panGenerator (instalacja kinetyczno-dźwiękowa Echocity) oraz Wojciecha Blecharza (Speranza, utwór na organy solo). całość składa się w szerszy projekt, który zmierza ku organizowanemu w Gdańsku październikowemu sympozjum ceNse Beyond listening 2026: re-sounding rights of Nature.

Lado w Mieście 2026, Ilustracja: Karolina Skrzyniarz
lato to w Warszawie m.in. czas darmowego cyklu lAdo w Mieście na nadwiślanych bulwarach. tegoroczna edycja odbędzie się bez publicznego finansowania, mimo to zapowiada się jako przegląd pograniczy polskiej alternatywy, z istotnymi występami zagranicznych gości. czekają nas koncerty: od klasyków rodzimej muzyki niezależnej (Kristen�) po nowe inicjatywy (immortal onion�), od postpunkowej energii (Atol, Atol, Atol�) po współczesne reinterpretacje folku (oberkas travel�). Zapowiadają się również bardzo ciekawe międzynarodowe współprace – z jednej strony uznanej (post?)jazzowej formacji lotto z litewską multiinstrumentalistką dominyką Kriščiūnaitė (która wystąpi również solo jako lazy dolphin) oraz daniela szweda (BNNt) z liamem Andrewsem (My disco) w energetycznym, redefiniującym pogranicza postpunku i elektroniki projekcie Aicher/szwed. Ale kto wie, być może wydarzeniem tej edycji lWM będzie np. występ spooky-j, czyli perkusisty oraz producenta jacoba Maskella-Keya, znanego choćby ze współpracy z muzykami z ugandy w ramach formacji Nihiloxica. Pod solowym szyldem łączy połamaną, przeżutą, rozsamplowaną, przetworzoną elektronikę z perkusyjną różnorodnością – wyraźnie inspirowaną tradycjami eksperymentów amsterdamskiej sceny muzyki improwizowanej.
2.07–3.09
Wszyscy przytomni ludzie wiedzą, że zbrodniczy reżim w izraelu to jeden z największych złoli tego świata. jakie są jednak historyczne i i deologiczne początki projektu syjonistycznego? W publikacji Zagłada Palestyny jest zagładą ziemi, będącej zapisem porywającego wykładu wygłoszonego w sierpniu 2024 roku – pół roku po rozpoczęciu przez izrael ludobójstwa w Gazie –Andreas Malm dochodzi do kilku ciekawych wniosków. r elacjonując na wstępie nieomal zapomniane przez historiografię zburzenie palestyńskiego miasta Akka, jakiego z morza za pomocą parowców dokonała w 1840 roku Wielka Brytania, ukazuje w perspektywie długiego trwania imperialistyczne projekcje zachodnich elit wobec Bliskiego Wschodu. Biurokraci imperium Brytyjskiego wysunęli wówczas ideę kolonizacji Palestyny przez Żydów – na 57 lat przed pierwszym kongresem syjonistycznym. czy zatem projekt syjonistyczny był w punkcie wyjścia pomysłem białych Anglosasów? Warto nad tym podumać. j ak się ponadto okazuje, rabunkowa eksploatacja ziemi przez zachodnie mocarstwa od początku szła ramię w ramię z poparciem dla projektu zniszczenia i zagłady Palestyny. Malm uświadamia nam, że zburzenie Gazy to nie tylko ogromny kryzys humanitarny, ale także kryzys ekologiczny, trwający nieprzerwanie od prawie 200 lat.

Książkę kupisz w Bęc Księgarni w Warszawie i na www.sklep.beczmiana.pl
SZTAFA DLA NN6T
Na liryce współczesnej przestałem się znać już jakiś czas temu, ale co do tej sprawy akurat nie mam wątpliwości: szczepan Kopyt to jeden z najbardziej spójnych poetów języka polskiego. W swoim, zdaje się, ósmym już tomie poznański twórca, muzyk i redaktor bynajmniej nie sili się na żadną wirtuozerię. całe szczęście� jego patchworkowe kawałki grają na wielu bębenkach –i jest to wysoce orzeźwiający hałas. Mamy w Riddimie na stypie neolibu do czynienia z dłuższymi próbami poematowymi, rymowanymi błahostkami, strukturami piosenkowymi, luzackimi miniaturkami, próbami prozą, a także z uroczystymi, wizyjnymi, wręcz natchnionymi odezwami. i to właśnie te ostatnie wydają się najbardziej interesujące. W kilku płomiennych, zapadających w pamięć przemowach poetyckich Kopyt precyzyjnie wykłada swój stosunek do trucicieli ludzi i kultur: „nie próbuj opiewać okaleczonego świata / twojego pienia nie chcą słuchać matki / zabitych dzieci ani dzieci zabitych matek / nieważne czy stany zjednoczone albo inny izrael / zadbały o długie cienie dla bomb / by te całowały się z nimi namiętnie / w czerwcowym słońcu enklawy”. czytam tę książkę całkowicie olśniony poetycką śmiałością w mówieniu wprost o czymś większym niż własny bebech. Książkę kupisz w Bęc Księgarni w Warszawie i na www.sklep.beczmiana.pl

Pamiątki po ruchach rewolucyjnych lądują na mieszczańskich półkach. Po co wznawiać dzisiaj klasyczną rozprawkę słynnego francuskiego pisarza, filmowca, członka artystowskiej międzynarodówki sytuacjonistycznej? Najkrótsza odpowiedź brzmiałaby pewnie: bo można. Wydane pierwotnie w przededniu rewolty maja 1968 roku Społeczeństwo spektaklu narobiło w swoim czasie trochę intelektualnego dymu. dziełko to dobrze wyrażało poczucie pokoleniowego i historycznego przesilenia, jakie dało się odczuć w niektórych segmentach zachodnich społeczeństw w związku z nowym cyklem kapitalistycznej akumulacji. W swoim aforystycznym eseju debord wysunął epokową tezę: „spektakl to kapitał, który osiągnął taki stopień akumulacji, że stał się obrazem”. opisując ewolucję kapitalizmu i nową formę spektakularnej władzy, jaką po wojnie roztoczył on nad planetą, ekscentryczny Francuz naraz wpisał się w długą Marksistowską tradycję krytyczną i stał się jej ponowoczesnym prekursorem. Wznowienie Społeczeństwa spektaklu po 60 latach od pierwszego wydania skłania do refleksji: co w 2026 roku zostaje z tej przenikliwej myśli? czy książka ta wciąż podsuwa nam ciekawe tropy do myślenia o współczesności?

A może jest tylko fikuśnym, dziaderskim dokumentem czasów minionych, z którego niewiele dla nas wynika?
Książkę kupisz w Bęc Księgarni w Warszawie i na www.sklep.beczmiana.pl

dzięki uprzejmości
interdyscyplinarny projekt cao Fei Dash poświęcony jest rozwojowi inteligentnego rolnictwa w chinach i Azji Południowo-Wschodniej. W centrum zainteresowań chińskiej artystki od lat pozostaje relacja pomiędzy człowiekiem a nowymi technologiami – tym razem przeanalizowała ją w kontekście przekształceń zachodzących w branży rolniczej. Po trzech latach intensywnych badań stworzyła pracę wykorzystującą bogactwo różnorodnych mediów: od fotografii i archiwów po wideo i rzeczywistość wirtualną. efektem jest złożony obraz zmian, jakim za sprawą Ai ulega rolnictwo. realizacja, choć opowiedziana z perspektywy chińskich doświadczeń, może być rozpatrywana pod względem globalnym, dotyka bowiem kluczowych kwestii związanych z klimatem, zatrudnieniem czy przepływem ludności ze wsi do miast. Fei wskazuje, że automatyzacja usprawnia produkcję i redukuje nakłady pracy, ale jednocześnie stanowi wyzwanie dla tradycyjnej wiedzy, przekazywanej w zwyczajach i praktykach agrarnych, reorganizując relację pomiędzy człowiekiem i ziemią oraz związanymi z nią obyczajami, wierzeniami i lokalną kulturą. definiując plusy i minusy zachodzącego procesu, artystka wychodzi poza stereotypowe pytanie: technologia czy natura i zadaje inne: o miejsce człowieka pomiędzy technologią a naturą.

New Media Week 2026 to wydarzenie poświęcone technologii i sztuce nowych mediów organizowane przez Fundację soundscape. tematem przewodnim tegorocznej odsłony forum jest adaptive breathing. Hasło nawiązuje do kondycji współczesnego życia zdominowanego przez algorytmy, przymus produktywności i konieczność dostosowania do nieustannie zmieniających się warunków. organizatorzy zadają pytanie o to, jak oddychać w gęstniejącym otoczeniu, oraz o to, gdzie przebiega granica między świadomym przystosowaniem a ślepym podporządkowaniem. odpowiedzi szukają w praktykach, które łączą twórczość z badaniem, dźwięk z obrazem, sztukę z inżynierią. Pragną stworzyć interdyscyplinarną platformę, na której można wypracować formy oporu i alternatywne wizje przyszłości. Kluczowym punktem wydarzenia jest Międzynarodowy Konkurs sztuki Nowych Mediów, realizowany w formie otwartego naboru. Zwycięskie projekty otrzymają nagrody pieniężne i zostaną zaprezentowane na wystawie konkursowej w Muzeum Śląskim.
Skwer Sportów Miejskich ma już 15 lat! Wyrósł z potrzeby wprowadzenia do miasta nowych form aktywności fizycznej, otwarcia przestrzeni publicznych na potrzeby nowego pokolenia. Kiedyś pionierska inicjatywa, dziś sprawdzona metoda ulepszania miast.
Ze współzałożycielami fundacji Skwer Sportów Miejskich, architektką Moniką Wróbel oraz Grzegorzem Gądkiem, rozmawia Bogna Świątkowska.
Skwer Sportów Miejskich znacząco zmienił pejzaż Warszawy i sposób korzystania z miasta. Okazało się, że mamy ciała, które potrzebują ruchu. W świecie siedzącym, zanurzonym w technologiach, przestrzenie zachęcające do aktywności fizycznej pełnią funkcję nie tylko infrastruktury, lecz także narzędzi przywracania równowagi. Czy miasto – jego instytucje, projektanci, mieszkańcy – patrzy już na ruch fizyczny w przestrzeni publicznej inaczej?
GRZEGORZ GĄDEK: Powszechna aktywność fizyczna w przestrzeni publicznej to jedna z największych zmian społecznych ostatnich dwóch dekad. Ruch dominuje w dyskusji o zdrowiu publicznym i jakości życia, jego popularność widać w budżetach obywatelskich. Zmiana jest ogromna, ale przed nami dużo pracy – zarówno w kwestii jakości i wielofunkcyjności inwestycji oraz programów publicznych, jak i samego poziomu aktywności Polaków. Jest w tym pewien paradoks, bo choć zmiana jest prawdziwa, dotyczy mniej niż połowy społeczeństwa. Większość rusza się zdecydowanie za mało.
Patrząc na ostatnie 15 lat, trudno nie widzieć waszej roli w popularyzacji tych kwestii. Bez Stadionu Siedmiolecia, odważnej, oddolnej inicjatywy, z którą wprowadziliście do przestrzeni publicznej myślenie o sprawności i ruchu, miasto wyglądałoby dziś inaczej. Uruchomiliście wyobraźnię i pokazaliście, że sport może być jednym z ważnych narzędzi projektowania miejskiej przyszłości. Czy było łatwo?
GG: Mnie jako osobę spoza architektury zaskoczyło, że te propozycje to innowacja. Praca z ekspertami wielu dziedzin, rzetelne badania, wielofunkcyjny program, jakość i wysoka dostępność wydawały mi się oczywiste. Tymczasem uchwyciliśmy kiełkujące na Zachodzie i niewidoczne w Polsce pomysły. Zamiast kopiować wzorce poprzedniej generacji, znaleźliśmy się w światowej awangardzie. Kiedy zaczynaliśmy naszą działalność, Warszawa przeżywała też boom związany z mistrzostwami piłkarskimi Euro 2012 i pieniędzmi z Unii, zmieniała się kultura ak-

Stadion Siedmiolecia, koncepcja powstała podczas warsztatów z udziałem grupy architektów, sportowców i badaczy społecznych. Teren przybrał formę odwróconego stadionu, w którym publiczność znajduje się w środku i dzięki temu może obserwować aktywności sportowe oraz miejskie życie. 2010, źródło: www.skwer.eu
tywności fizycznej. Trudno uwierzyć, ale wtedy za wejście na trawnik w parku można było dostać mandat – sejm zniósł to prawo dopiero w 2010 roku. Jesteśmy więc częścią większej zmiany i możemy powiedzieć, że się do niej przyczyniliśmy. Od początku założyliśmy również, że przestrzeń publiczną trzeba budować za publiczne pieniądze, aby nie pogłębiać jej komercjalizacji. Wobec tego musieliśmy stać się wiarygodnym partnerem dla publicznych instytucji. Ważna też była determinacja, bo pierwszych dwóch inwestycji nie udało się zrealizować przez warszawskie problemy z własnością gruntu. Przełomem był projekt w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, czyli Skwer w Pawilonie. W okresie zimowym w pawilonie Emilia, który był wówczas tymczasową siedzibą MSN, powstał prototyp wielofunkcyjnego placu. Pomysł się świetnie sprawdził, co potwierdziło badanie zespołu socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego. Obecność w Emilii ma ciekawe konsekwencje, bo podczas otwarcia

Skwer w Pawilonie, Pawilon Emilia, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, projekt: Centrala. Spontaniczna idea ferii zimowych w Muzeum Sztuki Nowoczesnej przekształciła się w trwający miesiąc prototypowy koncept przestrzeni publicznej łączącej funkcje aktywności, wypoczynku i sztuki. Atrakcje pawilonu przyciągnęły prawie 10 000 odwiedzających, fot. Bartosz Stawiarski, 2013, źródło: www.skwer.eu
obecnej siedziby muzeum prezydent Rafał Trzaskowski powiedział, że parter budynku jest placem pod dachem. Z rozmów z dyrekcją wiemy, że to wniosek ze skweru. Jesteśmy wdzięczni za zaufanie i wsparcie dyrekcji muzeum, za to, że mogliśmy dołożyć cegiełkę do tak ważnej inwestycji i pokazać, że ruch jest częścią współczesnej kultury.
Jakie inicjatywy, w których braliście udział, najlepiej pokazują przejście od sytuacji, w której aktywność w mieście była wręcz karana, do momentu, w którym ruch i obecność ciała w przestrzeni publicznej stały się czymś oczywistym?
GG: Impulsem był brak jakościowych miejsc dla aktywności. Pod względem strategii najcenniejsze założenia powstały już podczas pierwszego projektu, czyli Stadionu Siedmiolecia, który nadal inspiruje nas pod względem
modelu pracy. Skupiamy się na miejscach wysoko dostępnych: węzłach transportowych, placach, otoczeniu budynków użyteczności publicznej, szkołach, miejscach pod wiaduktami. Efektem jest architektura łącząca funkcje i estetykę, dająca szansę socjalizacji osób w różnym wieku oraz obserwacji aktywności. Projektowanie dla sportu skupia się często na funkcjach i w efekcie wiele inwestycji służy osobom, które już go uprawiają, zamiast przyciągać nowych użytkowników.
Działamy na tyle długo, że w tym czasie wiele dyscyplin przeszło przemianę. Weźmy deskorolkę – kiedyś symbol buntu, dziś sport olimpijski. Oczywiście zostało w niej sporo anarchii, ale mamy zupełnie inną epokę. Symbolem zmiany w Warszawie był projekt na Placu Grzybowskim, gdzie w 2013 roku udało się na próbę zdjąć blokady z murków i zalegalizować jazdę na desce w jednej alejce, w określonych godzinach. Władze miasta były pewne, że zakaz będzie łamany i blokady wrócą. Tymczasem zasady były przestrzegane i ta alejka jest odblokowana do dziś.
Waszą zasługą było także to, że projekty Skweru mówiły zupełnie innym językiem – zachęcającym, otwartym, zapraszającym do działania. Wasza grupa zawiązała się właściwie przypadkiem. Co wtedy wydawało wam się najważniejsze?
GG: To był totalny przypadek! Na pierwsze spotkanie skwerowe przyszła Monika, która tego samego dnia wróciła z wakacji. Zaproponowała pracę warsztatową z udziałem wielu pracowni. Dodajmy, że uczestnicy dowiedzieli się o warsztatach dzień przed ich startem. To byli świetni projektanci z aktywnych do dziś pracowni: Agata i Mateusz z BudCudu, Gosia i Simone z Centrali, Marta i Michał z MFRMGR i jeszcze WWAA – Natalia i Marcin, no i Monika jako reprezentantka KAPS. Pewnie dziś trudno byłoby zebrać tak mocny skład w jednym pokoju, a wtedy po prostu wszyscy się pojawili i przez weekend pracowaliśmy wraz z ekipami DSK Family i Parkour United.
MONIKA WRÓBEL: Chcieliśmy pokazać inne podejście do projektowania – bardziej radosne i bliższe codzienności. To

Streetworkout w Warszawie: gdy w latach 2012-2014 powstawała Aleja Sportów Miejskich na Bemowie – pierwszy projekt zrealizowany z inicjatywy Skweru Sportów Miejskich, nie były jeszcze dostępne zestawy siłowni typu street workout. Drążki zostały więc zaprojektowane wspólnie ze sportowcami trenującymi kalistenikę i parkour i wykonane ze stalowych, zespawanych ze sobą rur. Dziś w Warszawie – co widać na tej mapie – jest już ponad 90 siłowni plenerowych.
był moment, kiedy dyskusja o tym, jak powinny wyglądać przestrzenie publiczne, nabierała tempa. Komponent sportowy stał się jedną z możliwości pokazywania, jak można z tej przestrzeni korzystać w sposób żywy, cielesny, spontaniczny. Dla mnie to było również odwołanie do wspomnień. Wówczas, 15 lat temu, przestrzeń publiczna funkcjonowała inaczej, ale przecież inaczej wyglądała
też 30 lat temu, kiedy byliśmy dziećmi czy nastolatkami. Korzystaliśmy z niej wtedy bardzo intensywnie i chyba była w nas potrzeba pewnej rekompensaty po latach 90., czasie niedoboru i zakazów, które miały uporządkować sytuację, a w praktyce nas ograniczały.
Porozmawiajmy więc o tym, jak pracujecie. Jakie wyglądają badania, które prowadzicie, by zrozumieć różnorodne grupy użytkowników?
MW: Podstawa to zrozumienie potrzeb, czyli dobre rozpoznanie przestrzeni, z którą pracujemy, oraz jej użytkowników. Zaczynamy od badań urbanistycznych i społecznych, angażujemy urzędników i inne grupy zainteresowane projektem, aby zrozumieć ich potrzeby i cele.
GG: Od początku podeszliśmy do tego systematycznie, jak do budowy produktu. Zaczęliśmy od badań ilościowych, żeby się zorientować, co jest ważne dla ludzi w różnym wieku. Udało nam się zrozumieć główne potrzeby i obawy oraz to, że nie ulegają one szybkim przemianom, bo biologiczna ewolucja postępuje dużo wolniej niż zmiany technologiczne. Mając taką bazę, teraz skupiamy się na badaniach jakościowych i obserwacji przestrzeni.


Projekt modernizacji południowo-wschodniego narożnika Parku Świętokrzyskiego, fragment, wizualizacja, Studio Widoki
MW: Z czasem doszły do tego badania przyrodnicze. W pierwszych projektach aspekt środowiskowy praktycznie się nie pojawiał. Dziś błękitno-zielona infrastruktura jest równie istotna jak aktywność fizyczna. W czasie naszej działalności zmienił się sposób mówienia o klimacie – przede wszystkim od mówienia o ociepleniu w czasie przyszłym przeszliśmy do czasu teraźniejszego, bo to dzieje się na naszych oczach. Zmiana klimatu jest ogromną zmianą, do której musimy przygotować całą Polskę.
GG: Wyjaśnijmy też, że naszą specjalizacją jest przekładanie badań i trendów na materiały używane przez urzędy w zamówieniach publicznych. Założyliśmy, że zrobimy więcej dla idei rozwoju ruchu, wspierając urzędników i architektów, zamiast prowadząc własną pracownię projektową. Naszą rolą jest rozpoznanie, uzgodnienie i opisanie zakresu prac. Potem wybrani przez urząd architekci tworzą projekt, często z pomocą naszą i animatorów aktywności. Udział specjalistów w procesie jest kluczowy, bo bez nich powstają koszmarki, które po prostu nie działają.
Wprowadzaliście do publicznej widoczności i społecznej akceptacji różne formy ruchu, które wcześniej nie były traktowane poważnie. Dzięki waszym projektom kalistenika, parkour, jazda na deskorolce czy rowerowe triki zaczęły być postrzegane jako pełnoprawne praktyki miejskie. Jak wy opowiadacie o tych aktywnościach? Bo to przecież nie zawsze jest sport w klasycznym sensie.
MW: Przede wszystkim doszliśmy do tego, że potrzebujemy nowej kategorii opisującej ruch w mieście. „Sporty miejskie” to hasło chwytliwe, często kojarzone z czymś nowym, awangardowym albo nawet ekstremalnym, ale my zaczęliśmy używać go szerzej – jako określenia całej kultury fizycznej i wszystkich form aktywności ruchowej podejmowanych w mieście.
Takie ujęcie otwiera zupełnie nowe możliwości myślenia o ruchu, bo on ma bardzo różne oblicza i często wiąże się ze stylem życia, z kulturą, z mikroświatami, w których funkcjonujemy jako użytkownicy miasta. Kiedy mówimy

Wykres z Barometru Warszawskiego: ulubione aktywności ruchowe warszawiaków, https://um.warszawa.pl/waw/warszawa-w-liczbach/barometr-warszawski6
o sportach miejskich tak szeroko, możemy też bardziej świadomie pracować z potrzebami różnych grup. One są zróżnicowane, ale można szukać między nimi relacji i próbować je łączyć w przestrzeniach wielofunkcyjnych. To daje szansę na budowanie spójności społecznej.
W swoim mówieniu o Skwerze często kierujecie naszą uwagę w przyszłość: projektowanie przyszłych zachowań, projektowanie przestrzeni wzmacniających dobrostan czy wspólnotę. To kategorie, które wykraczają daleko poza sport czy aktywność fizyczną –zwłaszcza tę nieformalną, uprawianą indywidualnie, poza instytucjonalnymi ramami i poza logiką rywalizacji. Jakie zjawiska motywują was do działania?
GG: Znaczenie społeczno-gospodarczej aktywności fizycznej jest dobrze zrozumiane na świecie. Inspiracji jest ogrom, bo wiele państw stara się wykorzystać potencjał ruchu dla realizacji celów polityk publicznych. Z mojej perspektywy kluczowe jest przełożenie tego na korzyści dla naszego kraju. Tu powstaje główne pytanie: o to, czy umiemy się jako naród przeobrazić i zmienić azymut, na którym jesteśmy. Co prawda mamy widoczną gołym okiem zmianę w aktywności w przestrzeni, lecz jednocze-
śnie większość Polaków ma objawy stresu informacyjnego, jesteśmy przebodźcowani, a w statystykach widać wzrost otyłości i depresji, zapaść demograficzną, polaryzację, brak zaufania. Mamy cud gospodarczy, ale jakim kosztem? Stoimy przed realnym ryzykiem, że to sukces na kredyt, którego odsetki nas zniszczą.
Długoterminowe planowanie jest przy tym niezwykle utrudnione, bo istnieje wiele niewiadomych. Musimy myśleć wielowariantowo, a przede wszystkim sprawnie podejmować odważne decyzje i umieć o nich rozmawiać. Trudno być w tym względzie optymistą, bo zamiast budować państwo porządne, na wielu poziomach „tanie państwo” nadal niestety ma się dobrze.
Żyjemy też w czasie przyspieszenia technologii. Nie wiadomo, co dalej z AI, ale jasno już widać skutki rewolucji smartfonowej. Nie ma wątpliwości, że trzeba zakazać mediów społecznościowych dzieciom i młodzieży co najmniej do 16. roku życia, wymusić zmianę platform żyjących z polaryzacji i rozbicia więzi rodzinnych. Nasza uwaga jest surowcem dla branży technologicznej, a niska jakość naszego życia to cena, którą są one gotowe zapłacić za swój zysk. Wymowne, że liderzy firm sektora IT często izolują swoje dzieci od tych produktów, bo dobrze wiedzą, że to po prostu trucizna.
Ewolucyjnie jesteśmy tacy sami od tysięcy lat – zbudowani pod świat fizyczny i relacje z ludźmi, a nie pod wpatrywanie się godzinami w świecący prostokąt. To jest niedoceniany aspekt ruchu: powtarza się „sport to zdrowie”, ale jest to również jedno z najlepszych źródeł szczęścia, długowieczności, pewności siebie, życia w zgodzie z własną naturą.
MW: Żyjemy w czasie przełomów, które skłaniają do szukania analogii. I warto wrócić do transformacji związanej z rewolucją przemysłową. Wtedy sport i umasowienie aktywności fizycznej stały się odpowiedzią na zupełnie nowe wyzwania: monotonną, wyniszczającą pracę w fabrykach, gwałtowne zmiany społeczne, życie w nowych realiach urbanizacji. Wiek XIX to przecież nie tylko narodziny przemysłu, ale też narodziny masowego sportu. Mam poczucie, że siła aktywności fizycznej wynika właśnie z tej bezpośredniej relacji między ciałem a oso-

Wspólne przygotowania parku rowerowego przy ul. Kazury w Warszawie do nowego sezonu, fot. Marcin Zawadzki
bowością. Ciało jest naszym narzędziem – i dzięki własnej woli możemy z tego narzędzia korzystać. Może to jest ostatni obszar rezyliencji, który mamy realnie pod kontrolą. Jeżeli obawiamy się przyszłości, o co nietrudno w dzisiejszych czasach, jeśli nie znajdujemy odpowiedzi w świecie instytucji, państwa czy systemów, które nie zapewniają nam poczucia bezpieczeństwa, to ciało wciąż pozostaje ostatnim ogniwem, na które możemy wpływać. We wszystkich krajach rozwiniętych pojawia się teraz silny ruch na rzecz przywracania analogowego sposobu życia. I tutaj przestrzeń może nas bardzo wspierać – o ile jest mądrze zaprojektowana. To jeden z najważniejszych przełomów ostatnich lat: to już nie jest kwestia poglądów, ale przebadane ze wszystkich stron dane naukowe. Aktywność fizyczna to jedynym uniwersalne narzędzie przeciwdziałania najpoważniejszym problemom cywilizacyjnym: od przebodźcowania i depresji po konsekwencje starzenia się populacji. To są fakty, więc pytanie brzmi: jak tworzyć przestrzeń, która będzie dostatecznie dobra, żeby ludzie naprawdę chcieli się ruszać?
Zaczęliśmy od opowieści o Skwerze Sportów Miejskich jako o inicjatywie młodych ludzi, którzy postanowili wprowadzić do miasta funkcje, których sami potrzebowali. W jakim miejscu jesteście dziś?
MW: Naszym marzeniem jest, by w Polsce powstały wielofunkcyjne, otwarte przestrzenie, które naturalnie zapraszają wszystkich – łączą rodziny, dają miejsce aktywności wszystkim grupom wiekowym i pozwalają wspólnocie spotykać się w codziennym rytmie życia.
GG: Dziś w Warszawie jest wiele miejsc, w tym pięć stacji metra, gdzie znajdują się inwestycje zaprojektowane z naszym udziałem. Te miejsca są pełne życia i to jest największe osiągnięcie: widzimy, że to podejście działa i jest częścią odpowiedzi na wyzwania, przed którymi stoimy. Wyzwania dużo poważniejsze niż te, o których myśleliśmy, projektując pierwszy skwer.
GRZEGORZ GĄDEK współzałożyciel i prezes fundacji Skwer Sportów Miejskich. Współautor koncepcji wielu zrealizowanych inwestycji przestrzennych oraz dokumentów z dziedziny rozwoju aktywności fizycznej. Doświadczony manager produktów cyfrowych związany między innymi z grupą Sport.pl. Stypendysta Departamentu Stanu USA oraz British Council.
MONIKA WRÓBEL
architektka, urbanistka i badaczka miejska działająca w obszarze przestrzeni publicznych. Współzałożycielka Fundacji Skwer Sportów Miejskich, wspierającej rozwój przyjaznych, międzypokoleniowych przestrzeni miejskich rekreacji, oficjalnego partnera inicjatywy Nowego Europejskiego Bauhausu. Członkini Rady Doradczej międzynarodowego stowarzyszenia City Space Architecture zrzeszającego badaczy i praktyków przestrzeni publicznej oraz Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej w Warszawie.
Kultura sportów miejskich Warszawy
ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury, od 6.08.2026
Wystawa przygotowana przez Skwer Sportów Miejskich to opowieść o tym, jak krajobraz, architektura i historia stolicy wpływają na aktywność fizyczną jej mieszkańców.
W czasach, gdy coraz więcej osób mierzy się ze skutkami stresu, samotności i siedzącego trybu życia, ruch staje się jednym z najważniejszych zasobów zdrowia i dobrostanu. Wystawa pokazuje jednak, że aktywność fizyczna nie jest wyłącznie kwestią indywidualnej motywacji. Kształtują ją również przestrzeń miasta, dostęp do terenów zielonych, infrastruktura sportowa, a także relacje społeczne i lokalne wspólnoty.
Warszawa ma wyjątkowy potencjał do ruchu. Wisła, Skarpa Warszawska, parki, lasy i miejskie wzgórza od ponad stu lat inspirują mieszkańców do pływania, wiosłowania, jazdy na rowerze, biegania i wielu innych aktywności. Wystawa prowadzi przez historię stołecznej kultury ruchu – od pierwszych zakładów gimnastycznych, plenerowych basenów po współczesne bulwary, skateparki i oddolne inicjatywy sportowe.
Ekspozycja łączy archiwalne fotografie, mapy, obiekty, projekty architektoniczne i współczesne badania. Pokazuje zarówno wielkie inwestycje sportowe, jak i nieformalne miejsca aktywności tworzone przez samych mieszkańców.
Pomimo oczywistych korzyści z aktywności, znacząca część mieszkańców Warszawy nie jest nią zainteresowana. Dlatego w ramach wystawy zastanawiamy się z ekspertami wielu dziedzin jak skutecznie zachęcić obecnie nieaktywne osoby tak by czerpały radość z życia dzięki różnym formom aktywności fizycznej. Podpowiadamy też jak projektować Warszawę, by ruch był dostępny dla większej liczby osób lub jak pogodzić potrzeby rekreacyjne z wyzwaniami związanymi ze zmianą klimatu i ochroną przyrody.
Miasto w ruchu to historia kultury miejskiej widzianej przez pryzmat codziennych praktyk ruchowych, wspólnot, krajobrazu i przestrzeni publicznej. To także zaproszenie do rozmowy o tym, jak stworzyć Warszawę, która jeszcze skuteczniej zachęca mieszkańców do aktywnego trybu życia.
Wystawa Miasto w ruchu czynna będzie do listopada 2026
Specjalny dodatek NN6T prezentuje najciekawsze przykłady projektów i działań powstających z inicjatywy środowisk twórczych w Warszawie: pomysły oddolne, nowe modele produkcji kultury, różnorodność i wielokulturowość, relacje kultury i środowiska naturalnego, kultura przestrzeni miejskich, innowacyjność warszawskiego sektora kreatywnego.
NN6T. Stały program uczestnictwa w kulturze współczesnej Warszawy 2026-2028 współfinansowany jest ze środków m.st. Warszawy
Wydawczynią NN6T jest Fundacja Bęc Zmiana www.beczmiana.pl
Czytaj wydania onlajnowe NN6T: www.nn6t.pl
Słuchaj 6 tematów!
N jak nasłuch
N jak nadawanie
6 jak sześć
T jak temat
Co miesiąc nowe odcinki w Radiu Kapitał i w Bęc Radiu!
Ostatnie miesiące obfitują w ciekawe i nowatorskie badania dotyczące uczestnictwa w kulturze. W poprzednim numerze NN6T (#167) przedstawialiśmy wnioski z raportu podsumowującego ogólnopolskie badanie zrealizowane przez Narodowe Centrum Kultury, który ujmował tę praktykę jako aktywność osadzoną w określonym kontekście: przestrzennym, czasowym, technologicznym i społecznym. Takie spojrzenie na aktywności kulturalne pozwala lepiej zrozumieć ich uwarunkowania i konsekwencje. Umożliwia także dostrzeżenie w kulturze wymiaru życia codziennego – wizyty w instytucjach bywają jego stosunkowo niewielką, ale bardzo istotną częścią.
Tym ciekawsze okazują się wnioski z badania poświęconego uczestnictwu w kulturze, zleconego przez Biuro Kultury, a zrealizowanego przez Warszawskie Obserwatorium Kultury. Choć dotyczą stolicy, mogą inspirować instytucje, osoby i organizacje z innych części Polski. Badanie to jest z pewnością niezwykłe ze względu na skalę oraz powiązanie z lokalnymi politykami kulturalnymi (więcej o tym w nocie metodologicznej). Zarazem jest pouczające z uwagi na zawarte w nim dane. Dotyczą one nie tylko okoliczności uczestnictwa, lecz także motywacji do brania lub niebrania udziału w określonych aktywnościach kulturalnych. Chociaż w badaniu realizowanym przez Ipsos nie brakuje szczegółowych informacji o miejscach i społecznych konfiguracjach uczestnictwa w kulturze, nas najbardziej zainteresowały pytania dotyczące znaczenia przypisywanego kulturze: czego się od niej oczekuje, z czyich rekomendacji się korzysta i jakie efekty kontaktu z nią się dostrzega. Interesujące są również wyniki, które pokazują, kto nie uczestniczy w kulturze instytucjonalnej – barierą bywa brak czasu, środków, ale też niepewność odczuwana podczas wystaw, koncertów lub przedstawień dotycząca tego jak się w takiej sytuacji zachować. Kto choćby przekartkuje kolejne strony, z pewnością zwróci uwagę na charaktery-
styczne oczekiwania wobec kultury. Można je dostrzec nawet w mieście, które w skali kraju uchodzi za bardzo progresywne. Jak się okazuje, kultura to przede wszystkim miejsce, które daje schronienie przed rzeczywistością – pozwala nie myśleć o codzienności i sięgać po chwile wytchnienia, często w towarzystwie. Kultura okazuje się więc miejscem, od którego oczekuje się raczej uspokojenia niż trudnych tematów i aktywizmu. W czasach kryzysu, załamania się porządku sensów i utraty przekonania, że ład społeczny rozwija się w przewidywalnym i zasadniczo korzystnym kierunku, rośnie popyt na doświadczenia, które pochłaniają uwagę odwracając ją jednocześnie od tego, co na co dzień męczy lub dostarcza powodów do niepokoju. To z pewnością wyzwanie dla instytucji i organizacji kultury, które budują swoje programy w odpowiedzi na wspomniane oczekiwania, próbując odróżnić potrzebę komfortu, którego ludzie pragną, od konfrontacji z utrapieniem, któremu przecież będzie trzeba kiedyś stawić czoła. Atmosfera ta tworzy także potencjał dla współpracy między osobami zajmującymi się kulturą a pracującymi z rozmaicie rozumianym dobrostanem, np. w obszarach zdrowia, architektury, pomocy społecznej, obronności czy IT. Zarówno obserwowany zwrot w badaniach uczestnictwa w kulturze (jako usytuowanej, codziennej praktyki), jak i wyniki dotyczące oczekiwań wobec kultury wskazują na sensowność jej kontekstualizowania w coraz to nowych obszarach życia. Chodzi choćby o to, by spotkać i splatać ze sobą nie tyle różne sektory, ile języki myślenia zarówno o współczesnym polikryzysie, jak i o formach ukojenia, które bywają bardziej lub mniej pomocne w radzeniu sobie z tym wyzwaniem.
M ACIEJ F R ą CKOWIAK
co robią wszyscy, a co nieliczni?
nieMal wszYscY: Oglądanie filmu (96%), oglądanie serialu (89%) wiĘkszOŚĆ: Bycie w gościach lub przyjmowanie gości (75%), wychodzenie na miasto (55%), ognisko lub grill (54%)
niektÓRzY: Słuchanie muzyki (49%), czytanie czasopism (43%), czytanie książek (40%), gotowanie nowych potraw (38%), słuchanie podcastów (37%), sport (29%), festyny (29%), gry video (29%), kabaret (27%), krzyżówki (27%)
nieliczni: Zabytki (23%), przedstawienia teatralne (23%), wydarzenia sportowe jako kibic (23%), majsterkowanie (22%), dyskoteki (20%), gry planszowe (19%), ZOO/ogród botaniczny (19%), wystawy (17%), parki rozrywki (17%), potańcówki (16%), spacery tematyczne (12%), zajęcia edukacyjne (12%), inicjatywy lokalne (12%), wydarzenia kultur innych krajów (10%), cyrk (9%), balet (9%), opera (8%), własna twórczość (6%), kursy artystyczne (6%), tworzenie przedmiotów użytkowych (5%)
Legenda: odpowiedzi na pytanie: „Zaznacz, w których z poniższych aktywności brałeś/aś udział w ostatnich 12 miesiącach. Wszystko jedno, czy w Warszawie, czy gdzie indziej. Uwzględnij zarówno uczestnictwo osobiste, jak i online lub przez media (np. TV, radio, online). Nie bierz pod uwagę działań, które były częścią Twoich obowiązków zawodowych” (N=9023).
aktywności realizowane w przestrzeniach prywatnych
Filmy i seriale (97%)
Muzyka (96%)
Przedstawienia (50%)
Wystawy (29%)
aktywności realizowane w przestrzeniach publicznych
Wystawy (87%)
Przedstawienia (71%)
Muzyka (45%)
Filmy i seriale (40%)
Legenda: odpowiedzi na pytanie: „Zaznacz, w których z poniższych aktywności brałeś/aś udział w ostatnich 12 miesiącach. Wszystko jedno, czy w Warszawie, czy gdzie indziej. Uwzględnij zarówno uczestnictwo osobiste, jak i online lub przez media (np. TV, radio, online). Nie bierz pod uwagę działań, które były częścią Twoich obowiązków zawodowych” (N=9023).
w czym uczestniczysz sam(a) a w czym z innymi?
t Y lkO sa M (a)
Filmy i seriale 24%
Muzyka 25%
Przedstawienie 11%
Wystawy 8%
t Y lkO z inn YM i
Filmy i seriale 25%
Muzyka 16%
Przedstawienie 60%
Wystawy 65%
sa M (a) i z inn YM i
Filmy i seriale 52%
Muzyka 58%
Przedstawienie 29%
Wystawy 27%
Legenda: ilustracja przedstawia odsetki osób odpowiadają- cych na pytanie: „Z kim przeważ- nie…?”, zadawane osobom badanym, które wcześniej deklarowa- ły, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy podjęły tę aktywność.
Jak ważna jest dla ciebie kultura?
Legenda: odsetek osób zakla- syfikowanych do poszczególnych kategorii według odpowiedzi na pytanie: „Jak ważny jest dla Ciebie kontakt z kulturą i sztuką? Mamy na myśli np. oglądanie filmów, słuchanie muzyki, czytanie książek, chodzenie do teatru czy na wystawy”. „Obojętni” to osoby, które zaznaczały odpowiedzi od 1 (zupełnie nieistotny) do 3; „Umiarkowani” –od 3 do 6; „Zaangażowani” –od 7 do 10.
czego oczekujesz od kontaktu z kulturą?
Pozwoli mi oderwać się od codzienności 35%
Będzie źródłem rozrywki i zabawy 30%
Pozwoli mi na chwilę wytchnienia 28%
Całkowicie pochłonie moją uwagę 28%
Będzie to okazja do spędzania czasu z innymi 24%
Legenda: oczekiwa- nia wobec ulubionych aktywno- ści –pięć najważ- niejszych wyborów (N=9023).
kto zachęca cię do czytania (słuchania) książek?
Bezpośrednie rekomendacje rodziny, przyjaciół lub znajomych 37%
Reklamy 27%
Opinie rodziny, przyjaciół lub znajomych w mediach społecznościowych 27%
Opinie profesjonalnych recenzentów lub dziennikarzy 21%
Opinie i komentarze innych widzów w internecie (np. na forach, w aplikacjach) 21%
Opinie influencerów lub twórców internetowych 18%
Podpowiedzi algorytmów z platform streamingowych lub social mediów 18%
Nie wiem/ trudno powiedzieć 16%
Legenda: odsetek odpowie- dzi na pytanie: „Czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy zachę- ciły Cię...” (N=3577).
Oglądanie wystawy (n=1525)
Oglądanie/słucha- nie przedstawień (n=2713)
Czytanie/słu- chanie książki (n=3577)
Słuchanie muzyki (n=4381)
Oglądanie filmu lub serialu (n=8772)
Pytanie / efekt
Do głębi cię poruszyło
Dyskutowałeś/ aś z kimś o filmie; utworze, koncercie, albumie; książce; przedstawie- niu; wystawie
Zmienił(a) twój sposób myślenia o czymś
Oglądając, słuchając, czytając chciałeś/aś odciąć się od innych osób
Legenda: odsetek odpowiedzi na pytanie: „Które z poniższych sytuacji związanych z… przy- darzyły Ci się w ciągu ostatnich 12 miesięcy?”, zadawanego osobom, które wcześniej zadeklaro- wały, że po- dejmowały daną czynność w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
ile osób nie uczestniczy w kulturze instytucjonalnej?
63%
co przyciąga cię do kultury instytucjonalnej?
Tematyka, która cię interesuje (52%), udział artystów, których cenisz (44%), niska cena biletu / wstępu (37%), dogodny termin wydarzenia (dzień tygodnia, godzina) (32%), rekomendacja twoich bliskich lub znajomych (27%), przyjazna, nieformalna atmosfera miejsca (22%), poczucie bezpieczeństwa w miejscu wydarzenia (21%), możliwość uczestnictwa ze znajomymi lub rodziną (20%), pozytywne recenzje internautów (17%), lokalizacja blisko twojego miejsca zamieszkania (15%), jakość techniczna wydarzenia (15%), poczucie komfortu w trakcie wydarzenia (15%)
Legenda: łączny odsetek osób odpowiadają- cych na pytanie: „Dlaczego w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie brałeś/aś udziału w ak- tywnościach, które Cię interesują?” (N=9023).
63%
Legenda: odsetek osób odpo- wiadających na pytanie: „Gdybyś mógł/mogła w najbliż- szym czasie wziąć udział w wydarzeniu kulturalnym (przedstawieniu, wystawie lub koncercie), które z poniższych czynników byłyby dla Ciebie ważne?”, zadawane w grupie osób, które nie uczestniczyły w interesują- cych ich aktywnościach w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
czego nie wolno?
Nawet w przedstawieniach dla pełnoletnich widzów nie powinno być nagości 53%
Przedstawienia, wystawy ani koncerty nie powinny być finansowane z pieniędzy podatników 51%
Przedstawienia, wystawy i koncerty NIE powinny dotyczyć polityki 51% Szkoda wydawać pieniądze, żeby chodzić na przedstawienia, wystawy i koncerty 38%
Legenda: odsetek osób badanych zgadzają- cych się ze wskazany- mi opiniami (N=9023).
kto czuje się niepewnie na wystawach i koncertach?
42%
Legenda: odsetek osób, które zde- cydowanie zgadzają się z opinią: „Czuję się niepewnie na przedstawie- niach, wystawach i kon- certach, bo nie zawsze wiem, jak się zachować”. Na ilustracji wskazano kategorie osób, wśród których opinia ta była bardziej powszechna niż średnia w badaniu.
kto nie uczestniczy w kulturze instytucjonalnej?
1%
nie podejmowało aktywności kulturalnych (oglądanie filmów lub seriali, słuchanie muzyki, czytanie książek)
37%
nie odwiedziło warszawskich instytucji kultury (muzea, teatry, kina, galerie, biblioteki, domy kultury)
podstawowe wykształcenie (68%), zła sytuacja materialna (68%) wykształcenie wyższe (23%), dobra sytuacja materialna (28%)
Legenda: odsetek osób, które zadeklarowały, że w ostatnich 12 miesiącach nie odwie- dziły żadnej warszawskiej instytucji kultury; strzałkami zaznaczono, w odniesieniu do osób posiadających określoną charakte- rystykę, kiedy rośnie szansa na brak uczestnictwa, a kiedy spada.
Dlaczego nie bierzesz udziału w aktywnościach, które cię interesują?
Brak czasu 45%
Zmęczenie 31%
Za duże koszty 25%
Nie chciało mi się 21%
Niedogodne terminy/godziny 21%
Inne zainteresowania
i sprawy były ważniejsze 20%
St an zdrowia 19%
Brak towarzystwa, z którym mógłbym/ mogłabym w tym uczestniczyć 17%
Brak interesującej oferty/repertuaru 15%
Brak informacji na temat oferty/repertuaru 15%
Trudności z dojazdem 14%
Brak dostępnych biletów lub wejściówek 14%
Konieczność opieki nad dzieckiem/ dziećmi lub innymi osobami 12%
Poczucie, że nie pasuję do tego 12%
Treść, tematyka nie zgadzała się z moimi wartościami lub poglądami 12%
Obawa przed negatywną reakcją znajomych lub rodziny 10%
Brak odpowiedniego sprzętu
(np. komputera z Internetem, TV) 9%
Legenda: odsetek osób odpowiada- jących we wskazany sposób na pytanie: „Dlaczego w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie brałeś/aś udziału w ak- tywnościach, które Cię in- teresują?”, zadawane, jeśli wcześniej wskazały one, że nie uczestniczyły w in- teresujących je aktywnoś- ciach w ciągu ostatnich 12 miesięcy (N=439 8)
informacja o badaniu
Badanie realizowane wieloetapowo i z użyciem zróżnicowanych technik badawczych. w czerwcu 2025 roku rozpoczęły się wywiady z interesariuszami warszawskiej kultury instytucjonalnej, po których nastąpiły zogniskowane wywiady grupowe z osobami mieszkającymi w warszawie. w sierpniu 2025 roku zrealizowano dziesięć tak zwanych wywiadów kognitywnych (online) w typologicznie dobranej grupie osób, które komentowały kwestionariusz ankiety, aby upewnić się, że odzwierciedla on ich doświadczenia. w ramach projektu zrealizowano także sondaż na ogromnej (w porównaniu z innymi podobnymi badaniami) losowej dwustopniowej próbie 9023 wywiadów caPi (ankieta wypełniana ze wsparciem ankietera), dzięki czemu ankieta jest reprezentatywna na poziomie dzielnic. warto też zwrócić uwagę, że w badaniu wzięły udział osoby w wieku 15 lat i więcej. w toku prac analitycznych w kwietniu i maju 2026 roku zrealizowano także ostatnią fazę badań – 15 obserwacji uczestniczących dotyczących praktyk osób reprezentujących wyodrębnione statystycznie (po sondażu) segmenty uczestników/uczestniczek warszawskiej kultury.
skład zespołu realizującego badanie. wOk: Ma łgorzata Bakalarz-Duverger, Łucja krzyżanowska, Grzegorz liśkiewicz, kacper solecki. ipsos: agnieszka Bąk, natalia Ganko, Joanna skrzyńska, tymoteusz Ogłaza. konsultacja merytoryczna: Marek krajewski.
zachęcamy do wnikliwego zapoznania się z prezentowanym wydawnictwem. Jest ono dostępne w wersji elektronicznej bezpłatnie na stronach warszawskiego Obserwatorium kultury. Można je pobrać, korzystając z poniższego kodu QR:

Współczesne miasta są już laboratoriami algorytmicznego zarządzania. Numer 168 „NN6T” zwraca uwagę na nieobecność w de batach miejskich prawa do cyfrowego miasta , tym bardziej niepokojącą, że jesteśmy w mome ncie zwrotnym, w k tórym technologia przestała być futurystyczną wizją, a sta ła się niewidzialną infrastrukturą miejskiej codzienności.
Dlaczego ruchy miejskie i większość organizacji pozarządowych – wyjątkiem jest niestrudzony i skuteczny w swoich działaniach Panoptykon – tak rzadko zajmują się tymi zagadnieniami? Czy dlatego, że cyfrowa infrastruktura jest trudniej uchwytna niż wycinka drzew, podwyżka czynszów czy likwidacja połączenia autobusowego? Jej działanie jest rozproszone, techniczne i ukryte za językiem innowacji. Skutki pojawiają się stopniowo, odpowiedzialność rozmywa się, a obrona praw cyfrowych jest traktowana jako domena ekspertów, nie zaś część walki o demokrację lokalną. Tymczasem właśnie tutaj rozstrzyga się dziś coraz większa część prawa do miasta.
Ponieważ algorytmy nie zmieniły jeszcze naszego życia w sposób drastyczny, popadamy w to, co Rutger Bregman nazywa „negacjonizmem AI”. Umniejszając wpływ technologii na nasze życie, pozwalamy technologicznym oligarchom budować swoje
do cyfrowego miasta";
do cyfrowego miasta";
do cyfrowego miasta";
do cyfrowego miasta";
cyfrowego
wpływy na niespotykaną dotąd skalę, bez kontroli społecznej. Tym samym ryzykujemy, że stara umowa społeczna zostanie po cichu usunięta przez kolejną aktualizację systemu.
Aby uniknąć czarnych scenariuszy (nakreślonych ostatnio przez unijny Joint Research Centre w raporcie Futures of EU Democracy), takich jak przejęcie władzy przez big techy czy technokratyczny dryf – potrzebujemy rzetelnej wiedzy, na której można oprzeć miejską politykę przyszłości.
Z badań wynika, że akceptacja technologii zależy nie od kompetencji cyfrowych, ale od zaufania do instytucji i poczucia sprawczości obywatelskiej. Bez zrozumienia lokalnego kontekstu ryzykujemy wpadnięcie w pułapkę atrakcyjnego dla niektórych władz miejskich techno-solucjonizmu, traktującego technologie jako uniwersalne lekarstwo na problemy, które w rzeczywistości wymagają dialogu społecznego, dziś często odbywającego się także online.
Technologie zmieniły sferę protestu i debaty publicznej. Ułatwiają mobilizację i współpracę, ale też wzmacniają polaryzację, manipulują emocjami, zacierają odpowiedzialność za eskalowane konflikty. Nie chodzi więc o to co technologia potrafi, ale o to komu służy, kto ją kontroluje i jakie relacje społeczne utrwala.
Ważny głos w tej dyskusji należy do środowisk kreatywnych. Sztuka współczesna, śmiało używająca nowych technologii, badająca ich rzeczywistą naturę i możliwości, potrafi ujawnić niewidoczne warstwy technologii, tworzyć krytyczne narzędzia obserwacji, testować obywatelskie modele wykorzystania danych i proponować inne sposoby projektowania usług publicznych. Dzięki pracy wykonywanej przez artystki i artystów cyfrowe miasto może być bardziej odpowiedzialne i wspólne. Dla wszystkich. Zapraszamy do lektury!
Anna Domaradzka, Bogna Świątkowska
<<"Prawo do cyfrowego miasta";
do cyfrowego miasta"; <<"Prawo do cyfrowego miasta"; <<"Prawo do cyfrowego miasta";
<<"Prawo cyfrowego miasta";

Vanessa Graf Zestaw do prac terenowych nad materialnym internetem: Warszawa, 2022, praca powstała dla Biennale Warszawa, stołecznej instytucji kultury istniejącej w latach 2017–2022, obecnie znajduje się w archiwach Fundacji Biennale Warszawa, https://biennalewarszawa.org
Kontrola nad algorytmizacją miast to nie tylko kwestia techniczna, ale
ważny element walki o podmi otowość mieszkańców i l okalnych społeczności.
Ruchy progresywne w w iększym wymiarze powinny włączyć się w budowę alternatywnych publicznych struktur technologicznych – piszą Anna Domaradzka i M agdalena Roszczyńska-
Kurasińska (Civil City Lab, Instytut Studiów Społecznych, Uniwersytet Warszawski) .
Współczesne zarządzanie miastem znajduje się w punkcie zwrotnym. Sztuczna inteligencja przestała być domeną science-fiction i stała się realnym narzędziem w rękach urzędników i polityków. Postęp technologiczny i rozwój rynku sztucznej inteligencji wywiera bezprecedensową presję na wdrażanie zautomatyzowanego podejmowania decyzji w zarządzaniu usługami publicznymi. Trwający od lat „cyfrowy zwrot” (ang. smart turn), obiecuje poprawę jakości usług i sprawniejsze osiąganie celów politycznych.
AI już teraz pomaga w optymalizacji planowania urbanistycznego czy automatyzacji powtarzalnych zadań urzędniczych. Efekty w pierwszej kolejności odczuwają na swojej skórze mieszkańcy wielkich miast, które wyprzedzają rządy we wdrażaniu cyfrowych rozwiązań. Jednak za hasłami optymalizacji i unowocześnienia kryją się głębokie wątpliwości natury etycznej i społecznej.
Dominująca narracja na temat AI – kształtowana głównie przez wielkie korporacje technologiczne i powtarzana przez liderów miast – opiera się na koncepcji techno-solucjonizmu. Postrzega on technologię jako uniwersalne lekarstwo na złożone problemy społeczne, zapewniające wydajność i produktywność. AI jest prezentowane jako Święty Graal zarządzania: narzędzie, które poprzez automatyzację powtarzalnych zadań i redukcję błędów uczyni z miasta idealnie naoliwioną maszyną.
Badacze społeczni wskazują na drugą stronę medalu: skupienie się wyłącznie na wydajności ekonomicznej prowadzi do osłabienia wartości demokratycznych i praw obywatelskich. Z etycznego punktu widzenia, wdrażanie AI bez krytycznej analizy ryzyka powoduje erozję odpowiedzialności publicznej. Istnieje realne zagrożenie, że algorytmiczne błędy i uprzedzenia (ang. algorithmic bias) przyczynią się do dyskryminacji i utrwalą nierówności społeczne. Równocześnie, złożoność modeli AI – tzw. „czarne skrzynki” – uniemożliwia kontrolę społeczną na dotychczasowych zasadach.
Badania zespołu Civil City Lab Uniwersytetu Warszawskiego rzucają wyzwanie zjawisku socjotechnicznej ślepoty. To częste u decydentów założenie, że opór mieszkańców wobec AI wynika z niezrozumienia technologii lub braku kompetencji cyfrowych. Taka technokratyczna perspektywa zakłada, że barierą innowacji jest „analfabetyzm technologiczny”, a nie realne, uzasadnione obawy dotyczące np. prywatności czy sprawiedliwości społecznej. W naszych badaniach proponujemy zmianę paradygmatu. Zamiast pytać, jak przeforsować innowację, sprawdzamy, pod jakimi warunkami obywatele są skłonni ją zaakceptować. To pozwala przenieść punkt ciężkości z parametrów technicznych na relację między mieszkańcem a zarządem miasta.
Miasto to nie tylko miejsce konsumpcji usług, ale arena polityczna, w której mieszkańcy mają prawo aktywnie kształtować swoją codzienność. Dlatego badania oparliśmy na pojęciu sprawczości obywatelskiej (ang. citizen efficacy) oraz sformułowanej przez Henriego Lefebvre’a idei prawa do miasta. W kontekście cyfrowym sprawczość ta oznacza wiarę we własną zdolność do rozumienia i uczestnictwa w procesach obywatelskich, a także przekonanie, że władze reagują na głos i potrzeby mieszkańców. Wdrażanie AI może tę sprawczość wzmocnić – np. poprzez ogólnodostępne platformy e-partycypacji – ale może ją również zdusić, jeśli algorytmy staną się nieprzejrzystymi „czarnymi skrzynkami”, a procesy ich tworzenia zostaną oddane w ręce prywatnych firm, nad którymi kontrola publiczna jest znikoma. Warto przyjrzeć się różnicom między technokratyczną wizją inteligentnego miasta a realnym, przeżywanym doświadczeniem jego mieszkańców.
i dośw iadczenie: lęk kontra zaufanie
Podczas gdy liderzy miast zachwycają się obietnicami wydajności i optymalizacji, pojawia się kluczowe pytanie: co o tym wszystkim myślą sami mieszkańcy? Starając się lepiej zrozumieć postawy mieszkańców wobec AI przeanalizowaliśmy wyniki
badań z trzech bardzo różnych miast: nowoczesnego Singapuru, cyfrowego lidera Tallinna oraz dynamicznie rozwijającej się Warszawy*.
Nasze badania jasno wskazują, że akceptacja AI w lokalnym zarządzaniu nie jest wynikiem prostego równania technicznego. To splot indywidualnych doświadczeń, zaufania do struktur władzy oraz poczucia realnego wpływu na kształt własnego miasta. Zidentyfikowaliśmy cztery kluczowe czynniki, które kształtują stosunek do wdrażania algorytmów w zarządzaniu miastem:
» Poczucie sprawczości obywatelskiej (citizen efficacy): wiara w to, że jako jednostki mamy wpływ na losy naszego miasta i że władze liczą się z naszym zdaniem.
» Zaufanie do władz lokalnych: przekonanie, że instytucje miejskie zapewniają wysokiej jakości usługi i wspierają oddolne inicjatywy.
» Doświadczenie z technologią: jak dobrze radzimy sobie z nowinkami technologicznymi i jak często z nich korzystamy.
» Lęk przed technologią: obawy o to, czy rozwój AI nie zagraża naszej wolności, relacjom międzyludzkim lub demokracji.
Singapur, uznawany za jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie miast świata, wykazał najwyższy poziom akceptacji dla AI. Co ciekawe, mieszkańcy Singapuru deklarowali jednocześnie najwyższy poziom lęku przed technologią, ale ich zaufanie do instytucji i silne poczucie sprawczości przeważyły te obawy. W tym kontekście akceptacja AI wynika z przekonania, że algorytmy w rękach sprawnych władz mogą przynieść korzyści wspólnocie.
Tallinn, stolica Estonii, to model cyfrowej transformacji. Mieszkańcy tego miasta czują się najbardziej kompetentni w korzystaniu z technologii. Jednak w przeciwieństwie do Singapuru, w Tallinnie jedynym znaczącym czynnikiem wpływającym na
* Pisaliśmy o tym w #161 NN6T (maj-czerwiec 2025) przedstawiając w rubryce RAPORT NN6T wyniki badań przeprowadzonych przez Civil City Lab Instytut Studiów Społecznych UW dotyczących opinii mieszkańców Warszawy na temat zastosowania sztucznej inteligencji do zarządzania miastem, www.nn6t.pl/2025/04/30/nn6t-161-majczerwiec-2025/

Adam Harvey, Dziewięć z 11 917 obrazów ze zbioru danych Brainwash, na podstawie zbioru danych Brainwash autorstwa Russell i innych, MegaPixels.cc, o pracach artysty czytaj w tym numerze NN6T w tekście Jakuba Depczyńskiego Inne technologie są możliwe.
akceptację AI okazał się lęk przed technologią. Sugeruje to, że w tym dojrzałym cyfrowo społeczeństwie podejście do AI jest bardziej emocjonalne i ostrożne – samo doświadczenie z internetem nie wystarcza, by rozwiać obawy dotyczące wpływu algorytmów na życie publiczne.
W Warszawie sytuacja wygląda inaczej. Głównym motorem akceptacji sztucznej inteligencji okazało się zaufanie do władz lokalnych. Jeśli warszawiacy wierzą w kompetencje swoich urzędników, są bardziej skłonni zaakceptować narzędzia, których ci urzędnicy używają. Poczucie własnej sprawczości nie przekładało się bezpośrednio na zgodę na AI – działo się to tylko wtedy, gdy szło w parze z zaufaniem instytucjonalnym. Co istotne, w Warszawie (podobnie jak w innych miastach) kobiety oraz osoby w średnim wieku wykazywały nieco mniejszy entuzjazm wobec algorytmów niż najmłodsi respondenci. Najmłodsze pokolenie (poniżej 24 roku życia) jest najbardziej techno-optymistyczne. Zaskakującym wynikiem badań jest relacja między doświadczeniem technologicznym a akceptacją AI. Choć biegłość
w korzystaniu z nowych technologii skutecznie obniża lęk (co potwierdziły wyniki ze wszystkich miast), to wcale nie musi oznaczać bezkrytycznej akceptacji. Wręcz przeciwnie – w niektórych przypadkach większa wiedza techniczna może prowadzić do bardziej krytycznego spojrzenia na wdrażanie AI w zarządzaniu miastem. Osoby lepiej wykształcone w każdym z miast były bardziej przekonane o konieczności wdrażania AI, co sugeruje, że zrozumienie korzyści płynących z innowacji pomaga w ich akceptacji.
W badaniu pytaliśmy o zgodę na użycie AI w konkretnych obszarach: przyznawaniu zasiłków, planowaniu transportu publicznego, wysyłaniu patroli policji czy decyzji o zakazie demonstracji. Wyniki dowodzą, że nie traktujemy AI jako monolitu, a kceptacja zależy od tego, jak bardzo dana decyzja ingeruje w nasze prawa i bezpieczeństwo.
Badania wskazują, że akceptacja sztucznej inteligencji w miastach nie jest tylko kwestią techniczną, ale społeczną. Aby obywatele nie czuli się wykluczeni, trzeba wzmacniać ich poczucie sprawczości i zaufania do instytucji. Sama technologia – nawet najdoskonalsza – nie obroni się w oczach mieszkańców, jeśli będą odczuwać lęk o swoją wolność i prywatność.
Przeprowadzone przez nasz zespół badania pokazują, że każda lokalna społeczność potrzebuje innej strategii wdrażania AI. W Singapurze kluczem jest sprawczość, w Warszawie zaufanie, a w Tallinnie oswojenie lęków. W kolejnych badaniach staramy się odróżniać ogólne pojęcie sztucznej inteligencji od konkretnych produktów, takich jak czatboty oparte na AI czy systemy decyzyjne wspierające pracę urzędników, by lepiej zrozumieć nasze codzienne interakcje z cyfrowym urzędem.
Szersza debata nad wdrażaniem sztucznej inteligencji (AI) w miastach, wymaga jednak poszerzenia wniosków z badań o istotny kontekst ideologiczny. Analiza aktualnych tekstów publicystycznych, w tym wydanej w maju tego roku encykliki papieża Leona XIV wskazuje na paradoksalną zamianę ról: podczas gdy środowiska lewicowe często popadają w „negacjonizm AI”, to z kręgów konserwatywnych płynie dziś merytoryczna krytyka technokratycznego modelu rozwoju.
W tekście An Inconvenient Truth About AI (Substack 7.06.2026)
Rutger Bregman stawia odważną tezę, że o ile dwadzieścia lat temu problemem prawicy było negowanie zmian klimatu, o tyle dzisiaj problemem lewicy jest negowanie zagrożeń wynikających z rozwoju sztucznej inteligencji. Środowiska progresywne, akademickie i dziennikarskie mają tendencję do umniejszania potencjału AI, określając sztuczną inteligencję jako „stochastyczną papugę” czy „bezduszny silnik statystyczny”. Według Bregmana takie podejście jest niebezpieczne, bo pozwala technologicznym oligarchom budować potęgę przy uśpieniu czujności progresywnych aktorów społecznych.
Zupełnie inny ton przyjmuje papież Leon XIV w encyklice Magnifica Humanitas. Zamiast lekceważyć technologię, papież widzi ją jako kolejny przejaw paradygmatu technokratycznego, który sprowadza człowieka do poziomu danych i wydajności. Encyklika ostrzega przed „syndromem Wieży Babel”, poświęcającym słabszych na rzecz efektywności i homogenizacji, w imię ogromnych zysków. Ważnym wątkiem jest wspomniana w encyklice erozja odpowiedzialności, wynikająca z delegowania decyzji (np. w sądownictwie czy usługach publicznych) do zautomatyzowanych systemów, które nie znają „współczucia ani przebaczenia”. Papież podkreśla też zagrożenia związane z tym, że kontrola nad infrastrukturą cyfrową spoczywa w rękach ponadnarodowych korporacji, które mają większą moc sprawczą niż wiele rządów.
„prawa do miasta” po społeczną
Bregman apeluje do środowisk progresywnych, by przestały udawać, że AI to tylko szum informacyjny, i zaczęły domagać się realnej kontroli nad rozpędzonym rozwojem technologii. Po pierwsze zarówno kraje, jak i miasta muszą posiadać własne zaplecze eksperckie w dziedzinie nowoczesnych technologii, aby móc oceniać modele AI tak, jak ocenia się leki przed wprowadzeniem na rynek. Po drugie, jeżeli AI zaczyna zastępować pracę ludzi – w tym urzędników, pracowników socjalnych czy służb bezpieczeństwa – zyski i oszczędności nie mogą płynąć do garstki
gigantów z Doliny Krzemowej, ale powinny finansować pomoc społeczną, opiekę zdrowotną czy emerytury. Wyzwaniem jest też „technologiczny NIMBY-izm”, bo blokowanie budowy centrów danych w Europie pogłębia „cyfrową kolonizację” naszego regionu przez USA i Chiny.
Fundament pesymistycznej analizy Bregmana stanowi sformułowana przez Luke’a Drago i Rudolfa Laine’a koncepcja „klątwy inteligencji” (ang. intelligence curse), która współbrzmi z obawami papieża Leona XIV. Istotą klątwy jest zerwanie umowy fiskalnej, która od czasów rewolucji przemysłowej wiąże interesy rządzących z losem rządzonych. W tradycyjnej gospodarce państwo i firmy inwestują w edukację, zdrowie i infrastrukturę, ponieważ zdrowy i wykształcony obywatel generuje wyższe podatki i zyski. Gdy AI staje się tańszym i wydajniejszym pracownikiem, ludzie przestają być potrzebni. Społeczeństwo post-AI może przypominać najgorsze przypadki krajów, gdzie elity czerpią zyski bezpośrednio z zasobu (AI), a obywatele stają się jedynie uciążliwością lub zbędnym kosztem. Bez interwencji mechanizm ten prowadzi do „cyfrowego feudalizmu” – zablokowania mobilności społecznej i powstania nowej, nietykalnej oligarchii technologicznej, która nie potrzebuje ani armii, ani głosów zwykłych ludzi do utrzymania władzy.
Koncepcja „klątwy inteligencji” dobrze tłumaczy widoczny w badaniach lęk mieszkańców przed utratą sprawczości. Jeśli zarządzanie miastem zostanie w pełni zautomatyzowane, mieszkańcy przestaną być partnerami dla władzy, a staną się jedynie konsumentami usług w systemie, który ich nie potrzebuje.
Bregman wykorzystuje idee „klątwy”, by ostrzec lewicę przed biernością. Skoro dochody z pracy ludzkiej mogą wyparować, państwo (i miasto) opiekuńcze (pomoc socjalna, zdrowie, emerytury) traci fundament finansowy. Dlatego Bregman postuluje model, w którym obywatele muszą stać się współwłaścicielami infrastruktury AI, a nie tylko jej użytkownikami.
Encyklika papieża uderza w ten sam punkt: paradygmat technokratyczny sprowadza człowieka do „danych i wydajności”, poświęca słabszych i eliminuje podmiotowość osoby. Papież, podobnie jak autorzy „Klątwy”, widzi ratunek w demokratyzacji instytucji i oddolnej odpowiedzialności. Podkreśla, że budowa sprawiedliwego społeczeństwa nie odbywa się poprzez narzucone techno-rozwiązania, ale wspólną odpowiedzialność mieszkańców, przedsiębiorców i liderów lokalnych.
Dla ruchów progresywnych oznacza to przejście od defensywnego lęku przed inwigilacją do aktywnego kształtowania regulacji AI. Nasze badania pokazują, że akceptacja sztucznej inteligencji zależy od poczucia sprawczości obywatelskiej. Bregman idzie krok dalej, wzywając do stworzenia pozytywnej wizji
przyszłości, w której AI pomaga w realizacji „marzenia nowoczesności” – skrócenia tygodnia pracy i wyzwolenia człowieka od nudnych, powtarzalnych zadań.
Dzisiejsza krytyka AI to ostrzeżenie przed ustrojową i egzystencjalną zmianą, którą serwuje nam wąska grupa technologicznych oligarchów z USA i Chin, w której człowiek traci swoją „kartę przetargową” w relacji z władzą i kapitałem. Rozwiązaniem nie jest ucieczka od technologii, ale jej społeczne „rozbrojenie” i włączenie w procesy demokratyczne, zanim umowa społeczna zostanie trwale zerwana.
Zatem kontrola nad algorytmizacją miast to nie tylko kwestia techniczna, ale ważny element walki o podmiotowość mieszkańców i lokalnych społeczności. Jeśli ruchy progresywne nie włączą się w budowę alternatywnych, publicznych struktur technologicznych, przyszłość miast zostanie zdefiniowana przez technokratyczny paradygmat, przed którym ostrzega dziś konserwatywna myśl humanistyczna. Jedno jest pewne: droga do inteligentnego miasta i cyfrowego miejskiego zarządzania prowadzi nie przez kable i procesory, ale przez budowanie zaufania, dialog z mieszkańcami i dbałość o ich poczucie wpływu na otaczającą rzeczywistość.
ANNA DOMARADZKA
Socjolożka. Dyrektorka Instytutu Studiów Społecznych im. prof. Roberta Zajonca Uniwersytetu Warszawskiego. Kieruje zespołem Civil City Lab oraz Katedrą UNESCO „Kobiety, społeczeństwo, rozwój”. Bada społeczeństwo obywatelskie, ruchy społeczne i aktywizm miejski, a także wpływ mieszkańców na polityki publiczne i zarządzanie miastami. Specjalizuje się w międzynarodowych badaniach porównawczych z zakresu studiów miejskich, socjologii płci i socjologii nauki. Uczestniczy w projektach dotyczących demokratycznych miast, spójności społecznej i odpowiedzialnych innowacji.
MAGDALENA ROSZCZYŃSKA-KURASIŃSKA
Psycholożka. Zastępczyni dyrektorki Instytutu Studiów Społecznych im. prof. Roberta Zajonca Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje także Centrum Wyzwań Społecznych. W pracy badawczej łączy psychologię społeczną z analizą układów złożonych i nowych technologii. Zajmuje się m.in. zaufaniem, współpracą, nauką obywatelską, zrównoważonym rozwojem społecznym oraz społecznymi konsekwencjami cyfryzacji. Bada również zastosowanie sztucznej inteligencji i technologii opartych na danych w zarządzaniu miastami i usługach publicznych.

Adam Harvey, CV Dazzle, look 2, dla magazynu „DIS”, dyrekcja artystyczna: Lauren Boyle i Marco Roso, modelka: Irina, 2010, fryzura: Pia Vivas, fot. Adam Harvey, o pracach artysty czytaj w tym numerze NN6T w tekście Jakuba Depczyńskiego Inne technologie są możliwe.
Czy demokracja przetrwa rewolucję w relacjach społecznych, jaką niosą cyfrowe techniki komunikowania?
Czy „włodarze” miast i gmi n uzbrojeni w nowe narzędzia całkowicie zdominują demokrację lokalną? A może pozwolą nam one wspiąć się na wyższy poziom kompetencji i obywatelskiego zaangażowania i stworzyć nowy, lepszy ład w samorządzie?
Pytają Witold Gawda i Lech Mergler.
Tekst powstał w celu wyrażenia punktu widzenia środowisk aktywnych mieszkańców miast, określanych jako ruchy miejskie. Duża część z nich ma reprezentację w postaci ogólnopolskiej federacji Kongres Ruchów Miejskich (KRM). My, autorzy tego tekstu, jesteśmy założycielami i liderami Kongresu, www.kongresruchowmiejskich.pl
Z punktu widzenia aksjologii ruchów miejskich (MIASTOPOGLĄDU) rozwój publicznych cyfrowych usług na poziomie miejskim ma znaczenie przede wszystkim ze względu na jego wpływ na stan partycypacyjnej demokracji samorządowej. Z jednej strony może on – i powinien – przyczyniać się do rozszerzenia demokratycznej podmiotowości społeczeństwa obywatelskiego. To nowe „narzędziowe” możliwości komunikacji i wyrażania potrzeb wspólnoty samorządowej oraz zmiany prawno-instytucjonalne gwarantujące bezpieczeństwo i równowagę w zakresie „dystrybucji władzy” lokalnej, zmieniającej się z powszechną aplikacją technik cyfrowych. Ich rozwój niesie także zagrożenia dla podmiotowości wspólnoty samorządowej, bo może wzmacniać (już wielką) przewagę informacyjną władzy nad społeczeństwem obywatelskim. Czyli więcej „samodzierżawia”, mniej demokracji.
Od lat zabiegamy o zmiany na rzecz demokratyzacji w ustroju samorządowym. Chodzi zwłaszcza o sprzeczność między oficjalnymi deklaracjami samorządowych wspólnot mieszkańców o władzy a praktyką zarządzania. Tu dominuje figura omnipotentnego „włodarza” – wójta, burmistrza lub prezydenta miasta, często wielokadencyjnego. Demokracja lokalna to szkoła demokracji w ogóle. Na tym podstawowym poziomie społecznej organizacji mieszkańcy już doświadczają tego, że demokracja lokalna to puste hasło, a władza samorządowej wspólnoty jest fikcją. Ma to bez wątpienia wpływ na postawy kierujące ich innymi zachowaniami politycznymi. Skutki widzimy – w wyborach powszechnych wielkie poparcie mają ugrupowania odchodzące od standardów demokracji liberalnej, takich jak trójpodział władzy, check and balance, subsydiarność, prawa człowieka i obywatela. Jakie znaczenie dla tej sytuacji mają nowe techniki komunikacyjne?
c y ber Ki N g s!
Nasza demokracja opiera się na sposobach komunikacji społecznej właściwych dla czasu, w którym się kształtowała. Media charakteryzowało wyraźne rozdzielenie ról – byli nadawcy kreujący masowy przekaz i odbiorcy niedysponujący takimi możliwościami. Obok tej asymetrii istotną rolę odgrywał mechanizm filtracyjny – kod kulturowy zawarty w języku środowisk inteligenckich. Wyznaczał on standardy zachowań i określał, co wolno, a czego nie wolno. Podstawowym wymogiem było np. publikowanie prawdy i tylko sprawdzonych informacji, a także cywilizowane standardy ekspresji emocjonalnej. Ogromne znaczenie miały autorytety, czyli ludzie, środowiska, instytucje o doniosłym wpływie na opinie pozostałych.
Fundamenty demokracji zbudowane zostały na asymetrii – nierówności komunikacyjnej. Ta „niesprawiedliwość” odgrywała jednak ważną rolę w stabilizowaniu demokratycznego porządku. Maskowała jego pęknięcia, takie jak fasadowość procedur czy nierówny dostęp do dóbr, władzy i prestiżu.
Masowa komunikacja poprzez media elektroniczne oznacza prawdziwą rewolucję. Przynosi jej demokratyzację, ale jedynie w znaczeniu umasowienia przez zniesienie starych barier. Kluczowa, wcześniej nieobecna jakość to jej interaktywność, zacierająca odrębność nadawcy i odbiorcy informacji. Miliony ludzi weszły w nową rolę: twórców masowych przekazów medialnych, a niektórzy stali się autorytetami dla swoich odbiorców. Ich pozycja ma jednak zupełnie odmienny charakter niż „starych” autorytetów, bo nie ma mowy o wspólnym (ogólnospołecznym) kodzie kulturowym. Przeciwnie – osobne bańki internetowe tworzą własne światy przekonań, prawd i właśnie autorytetów. Znikły strukturalne nierówności w komunikacji, które skrywając wady demokracji, stabilizowały system. Bardziej oczywisty stał się fałsz narracji mówiących o władzy obywateli, ludu czy suwerena. Nowa komunikacja zniszczyła podstawy konstrukcji ładu społecznego i dotychczasowe hierarchie.
Nowe techniki komunikacji odsłoniły wady „starej” demokracji i dołożyły do tego świat nowych relacji międzyludzkich, niosący zarówno szanse, jak i zagrożenia.
Istnieje ryzyko, że nowe, cyfrowe technologie informacyjne zostaną wpisane w obecny dramatyczny trend zwijania demokracji liberalnej, w tym samorządowej. Same w sobie nie są to oczywiście „narzędzia szatana” i walka z nimi jest drogą donikąd. Pod wieloma względami nowe technologie zmieniły nasz świat na lepsze i uzasadniona krytyka skutków ubocznych czy wybranych negatywnych aspektów rewolucji komunikacyjnej tego nie podważa.
Z własnego podwórka: funkcjonowanie ogólnopolskiej federacji KRM nie byłoby możliwe bez nowych technologii; to dzięki nim członkowie władz i zespołów roboczych z różnych miast mogą wspólnie pracować, podejmować decyzje, głosować itd. Wideokonferencje, podpisy elektroniczne, systemy obsługi dotacji, formularze zgłoszeniowe czy składanie deklaracji online, bez konieczności podróżowania po całym kraju, a także własne media elektroniczne pozwalające na kontakt z tysiącami odbiorców – to wielka sfera ułatwień codziennego funkcjonowania organizacji społecznych. I nie tylko.
W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na istotną cechę strukturalną masowej komunikacji elektronicznej, zabójczą dla demokratycznego ładu. Jego podstawa to społeczny dialog / szeroka debata publiczna, oparty/oparta na racjonalnym obrazie świata i merytorycznej argumentacji, na przekonywaniu (Habermas). Tymczasem algorytmy zarządzające tą komunikacją są skonstruowane tak, by działać odwrotnie. Służą maksymalizacji zysku dysponentów platform cyfrowych, który zależy od intensywności ruchu w sieci. Sprzyja temu oparcie przekazu na emocjach – nie liczą się racje, lecz emocjonalne narracje i obrazy, nie fakty, lecz afekty, wrażenia, odczucia. Przekaz racjonalny, dowód, logiczna argumentacja są marginalizowane. Największy ruch, co ma dramatyczne skutki, generują przekazy emocjonalnie wredne, destrukcyjne, kolportujące wrogość, przemoc, strach, niepokój, obrzydzenie, nieufność, podejrzliwość itd. Stąd ogromna przewaga tzw. fejków i hejtu nad rzeczowym przekazem i możliwość szerokiej manipulacji komunikacją, dezinformacji, patoinformacji itd. przez podmioty zarządzające platformami.

Ilustracja z książki Eaten by the Internet, wyd. Meatspace Press, 2023, https://meatspacepress.com, więcej o tej publikacji czytaj na stronie 158.
Divide et impera, dziel i rządź, starożytna rzymska dyrektywa dla władców, jest dziś w szerokim użyciu, ponieważ platformy cyfrowe masowo uzależniają od siebie użytkowników i osłabiają bądź rozbijają związki międzyludzkie w realnym świecie. Choć kontakt i komunikacja są łatwe jak nigdy, to słabnie potrzeba kontaktu w realu. Coraz trudniejsze bywają więc społeczna samoorganizacja i aktywność poza internetem, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi młodszych.
Władza lokalna jest już obecnie mocno wyobcowana społecznie. Dysponowanie przez nią narzędziami komunikacji cyfrowej o takim jak wyżej potencjale, skrojonymi pod wyłącznie własne zapotrzebowanie, prowadziłoby do rosnącego autorytaryzmu. Koszmar z Roku 1984 Orwella technicznie już jest realny i ogromnieje. I nie chodzi tylko o skalę możliwej inwigilacji obywateli.

Ilustracja z książki Eaten by the Internet, wyd. Meatspace Press, 2023, https://meatspacepress.com, więcej o tej publikacji czytaj na stronie 158.
Będziemy oto prawdopodobnie mieli do czynienia z pojawieniem się wyzwań społecznych na gruncie przewidywalnych, raczej powszechnych zmian kognitywnych. Uwiąd zdolności intelektualnych kolejnych pokoleń będzie wynikiem coraz szerszego cedowania „myślenia” i pamiętania na AI. Inne wyzwanie to wspomniana degradacja więzi w rzeczywistości na rzecz integracji w społecznościach wirtualnych. Nastąpi dalsza segmentacja i polaryzacja postrzegania świata, co doprowadzi do powstania wielopolarnej sieci różnych tożsamości z coraz mniejszym obszarem wspólnych autoidentyfikacji. Każda z baniek wyposażona będzie w wiedzę, dowody na słuszność własnej wizji świata, własne autorytety i własny kod kulturowy. Jeśli te zmiany nastąpią, spowodują znaczące przekształcenia w sferze społecznej organizacji i polityki. Powszechne staną się trudności we współpracy grup o różnych tożsamościach. Demokrację liberalną zastąpi nowa hybrydowa struktura zawierająca mniej uzgodnionych reguł (bo trudniej o wspólne wartości), a więcej bezwzględnej walki, w tym technologicznie zaawansowanej manipulacji.
c y ber Ki N g s!
Powyższy rzut oka na wyzwania rozwoju komunikacji cyfrowej, a dalej AI, przywołuje rzeczy raczej powszechnie znane. Tu kładziemy nacisk na jej znaczenie dla stanu i funkcjonowania demokracji. Czy to przypadek, że najwięksi światowi dyrygenci cyfrowej komunikacji stają publicznie w twardej opozycji do standardów i wartości demokracji liberalnej, praw człowieka i obywatela itd.? Hasło no kings nie jest w tym kontekście przypadkowe. Zagrożenia ze strony masowego, cyfrowego żywiołu są już na tyle rozpoznane i uświadomione, że na poziomie politycznym zostały zapoczątkowane próby okiełznania ich. Globalnie niezbyt to wychodzi, jako że giganci cyfrowego świata mają wielkie możliwości w swojej walce o władzę nad światem. Regionalnie, czyli na poziomie np. UE, próby przyjęcia praw ograniczających trwają. Na poziomie różnych krajów są chyba bardziej zaawansowane, ale mają skromniejsze ambicje. Najgłośniej jest o ograniczeniu najmłodszym dostępu do smartfonów oraz o opodatkowaniu cyfrowych gigantów.
Samorządowe no cyber kings to nakaz uniemożliwienia przejęcia przez samorządowych „włodarzy” całości przewag wynikających z rozwoju komunikacji cyfrowych w sferze publicznej. Lokalnie możliwe ogarnianie żywiołu cyfrowego to takie kształtowanie cyfrowych usług publicznych, by podnosiło to realne szanse wzmacniania i odbudowania demokracji samorządowej, wbrew ekspansji jednoosobowej władzy wykonawczej dominującej nad samorządem. Wspólnotę samorządową tworzą mieszkańcy, nie „włodarze” czy radni. Kierunek innowacji wyznacza potrzeba zwiększania dzięki nim podmiotowości społeczeństwa obywatelskiego, jego samoorganizacji, budowania siły, kształtowania postaw prodemokratycznych mieszkańców, kompetencji obywatelskich, praktycznej odpowiedzialności za wspólnotę.
11. Ludzie – podstawa demokracji
Porządek demokratyczny oparty jest na silnych filarach proceduralno-instytucjonalnych, ugruntowanych zapisami prawa. Stabilizują go także liczne grupy interesu broniące status quo. To system, który osłabia malejące przywiązanie obywateli do wartości i procedur demokratycznych. Przyczyną jest m.in. wskazana sprzeczność deklaracji i praktyki, której nie maskują
już nierówności komunikacyjne. Żadne jednak zapisy, konstytucje, sądy, umowy i spisane sojusze nie zagwarantują trwania demokracji! Każde z tych zabezpieczeń da się zdemontować, jeśli pojawi się wystarczająco potężna zainteresowana tym siła. Jedyną kotwicą skutecznie broniącą trwania demokracji są postawy prodemokratyczne obywateli, ich gotowość do jej obrony i biegłość w jej procedurach. By wyzwolić ten potencjał, nie wystarczą wybory raz na kilka lat. One nie dają poczucia sprawczości, a bez niego nie będzie postaw obywatelskiej odpowiedzialności. Bez wpływu nie ma odpowiedzialności. Żeby nauczyć się demokracji, trzeba ją praktykować – jak najbliżej, na szczeblu wspólnoty samorządowej.
Całościowy pakiet propozycji pozytywnych (co wprowadzić) i negatywnych (czego zakazać, co wykluczyć) dotyczących lokalnej aplikacji technologii komunikacyjnych do sfery publicznej winno wypracować wiarygodne ciało społeczne, wyłonione demokratycznie, wsparte przez ekspertów. Na podstawie obecnych w obiegu publicznym postulatów są już jednak możliwe propozycje, które zmniejszą przywileje władzy i partii politycznych dominujących nad społeczeństwem obywatelskim. Wśród nich są zasady:
» Transparentności. Bez niej nie jest możliwa społeczna kontrola nad wdrażaniem nowych technologii w sferze publicznej. Obecnie instytucje samorządowe stają się niedostępnymi twierdzami (bramki, strażnicy, ochrona itd.).
Procedury cyfrowego załatwiania spraw to kolejny pas „murów obronnych”, separujących mieszkańca od władzy. Ekspansja sztucznej inteligencji, która zastąpi ludzi władzy w kontaktach z mieszkańcami, uczyni tych drugich bezbronnymi, a władzę – bardziej niezależną, poza kontrolą.
» Równości w dostępie. Kompetencje cyfrowe są zróżnicowane, zwłaszcza zależne od wykształcenia, kapitału kulturowego, zawodu, wieku itd. Konieczne jest instytucjonalne wsparcie dla słabszych uczestników tych praktyk cyfrowej komunikacji – powołanie rzecznika ich praw itp. Naszym zdaniem zasadą powinno też być to, że każdą sprawę z urzędem można załatwić w tradycyjny sposób, jeśli ktoś ma taką potrzebę, czyli w rzeczywistym świecie i na papierze. Jak wspomnieliśmy, nowe technologie cyfrowe to – obok zagrożeń – szanse, m.in. zwiększenia dostępności demokratycznych procedur, co ułatwi obywatelskie zaangażowanie.
c y ber Ki N g s!
Przykłady:
»powszechna zasada, że także podmioty społeczne występujące ze swoimi inicjatywami wymagającymi udokumentowania społecznym poparciem, jak referendum, inicjatywa uchwałodawcza, przeprowadzenie konsultacji, rejestracje do wyborów (komitetu, kandydatów), będą mogły zrobić to formalnie przez internet, jak partie do wyborów;
»możliwość udziału przez internet w głosowaniach powszechnych (wybory, referendum, opiniowanie), przynajmniej w lokalnych sprawach;
»rozszerzenie zakresu dostępu do informacji publicznej w trybie cyfrowym (chodzi o to, by dostępny był nie tylko finalny protokół, lecz także np. nagranie audio/wideo z posiedzeń organów władzy);
»tradycyjne dyżury radnych powinny zostać uzupełnione o wirtualne spotkania, tzw. lajfy, a ich numery telefonów i adresy mailowe – udostępnione w trybie bezwyjątkowym.
Zapewne, jak zawsze zresztą, nie sposób przewidzieć przyszłość. Tym bardziej że teraźniejszość zmienia się tak dynamicznie, jak nigdy wcześniej w dziejach. To nie oznacza, że nic nie wiadomo –wiadomo przynajmniej, co już się stało i dzieje. Zajmują nas stan (kiepski) i perspektywy demokracji samorządowej w kontekście ekspansji cyfrowych technologii komunikacyjnych. Staraliśmy się pokazać zagrożenia w tym obszarze i mechanizm zmian w działaniu ustroju demokratycznego w tych realiach. A także szanse dla demokracji w tym nowym świecie, jeśli będziemy robić dla niej to, co wydaje się konieczne.
WITOLD GAWDA
Socjolog, ekspert partycypacji obywatelskiej i działacz samorządowy, obecnie wiceprezes Kongresu Ruchów Miejskich. Pracował w instytucjach naukowych i mediach, m.in. jako dyrektor Biura Reklamy TVP. Założył w Łomiankach ruch miejski DIALOG i współtworzył porozumienie mieszkańców, które w 2018 roku wygrało wybory samorządowe; następnie pełnił funkcję wiceburmistrza Łomianek. Jest inicjatorem badań Skaner Samorządności i programu zmian „Samorządność 2.0”. Współautor książki O pustyni samorządności i jej rewitalizacji, poświęconej kondycji polskiej demokracji lokalnej.
LECH MERGLER
Poznański aktywista miejski, inżynier z wykształcenia, wydawca i publicysta. Współtworzył stowarzyszenia My-Poznaniacy oraz Prawo do Miasta, należące do pionierskich środowisk polskiego ruchu miejskiego. Był współorganizatorem pierwszego Kongresu Ruchów Miejskich w Poznaniu w 2011 roku, a w latach 2016–2019 pełnił funkcję prezesa jego zarządu. Autor książki Poznań konfliktów, współautor publikacji Anty-bezradnik przestrzenny. Prawo do miasta w działaniu oraz O pustyni samorządności i jej rewitalizacji. Zajmuje się demokracją lokalną, polityką miejską i kryzysem samorządności.

Magda Szpecht, Badanie internetu, 2026, Dojrzewanie, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, wernisaż, fot. HaWa, dzięki uprzejmości Zachęty, o pracach artystki czytaj w tym numerze NN6T w tekście Jakuba Depczyńskiego Inne technologie są możliwe.
Walcząc o c yfrowe prawo do miasta, walczmy także o pra wo do publicznej dyskusji nad skutkami zmian w pra ktykach wynikających z i ch stosowania – pisze Maciej Frąckowiak .
Kiedy mniej więcej rok temu kończyłem zbieranie ankiet poświęconych ukorzenianiu się generatywnej sztucznej inteligencji na mojej macierzystej uczelni, Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu*, miałem przekonanie, że czas niezwykle mi sprzyja –otwierała się szansa, by uchwycić, w jaki sposób technologia chatbotów rozluźnia, a następnie zmienia rutyny pracy naukowej. Oczywiście nie byłem w tym rozpoznaniu odosobniony. W tym samym okresie lub nieco później prowadzono wiele badań, które identyfikowały podobne przeobrażenia także w innych obszarach życia, np. badania Anny Domaradzkiej dotyczące użycia AI w publicznych usługach miejskich† lub badania realizowane przez Zakład Badań Problemów Społecznych i Pracy Socjalnej Wydziału Socjologii UAM poświęcone jego zastosowaniu w systemie pomocy społecznej‡.
Wszystkie te rodzaje aktywności są oczywiście w miastach niezwykle intensywnie obecne. Kiedy jednak odniesiemy je do idei cyfrowego prawa do miasta, chociażby w rozumieniu Henriego Lefebvre’a, Davida Harveya i Kacpra Pobłockiego, odkryjemy, że związki tej technologii z miastem warto rozpatrywać przynajmniej dwojako: na ile powiększa ona sprawiedliwy dostęp do usług, zwiększa jego różnorodność, a także sprzyja partycypacji w zarządzaniu miastem i jego infrastrukturą. W odniesieniu do technologii cyfrowych zwykle koncentrujemy się na kwestiach związanych z ich niepublicznym charakterem – brakiem otwartej i transparentnej infrastruktury oraz uprzedzonymi algorytmami – poświęcając mniej uwagi temu, w jaki sposób ich zastosowanie zmienia charakter praktyk, którym towarzyszy, a zatem jak zmienia i samo miasto. Odwołam się pokrótce do doświadczeń osób, które w Poznaniu zajmują się nauczaniem, by lepiej wyjaśnić, co mam na myśli.
Kiedy pytałem członków i członkinie swojej akademickiej społeczności, do czego używają sztucznej inteligencji, dowiedziałem się, że głównie do zadań związanych z redakcją i tłumaczeniem tekstów naukowych, a najrzadziej do tworzenia narzędzi badawczych; tu nadal bardziej popularne jest opieranie się na ludzkiej ekspertyzie. Ciekawiło mnie również to, jakie refleksje
* Przedsięwzięcie to było realizowane w ramach grantu Scientists Facing AI: Foresight at AMU in Light of European Research Findings (ERC Report), sfinansowanego przez UAM w ramach programu ID-UB (wniosek nr 140/04/POB5/0008).
† Chodzi o projekt Prawo do inteligentnego miasta: wpływ nowych technologii na jakość życia, relacje społeczne i politykę miejską, zob. np. http://iss.uw.edu.pl/wp-content/ uploads/sites/286/2025/06/Raport-AI-CCL.pdf [dostęp: 24.06.2026].
‡ Raport Sztuczna inteligencja w pracy socjalnej dostępny jest pod adresem: http:// socjologia.amu.edu.pl/aktualnosci/1298-sztuczna-inteligencja-w-pracy-socjalnej-raport-zogolnopolskiego-badania [dostęp: 24.06.2026].
najczęściej wzbudza wykorzystanie AI do tych celów – okazało się, że były to rozmaite dylematy etyczne, ale także rozważania na temat tego, na czym polega unikalność ludzkiej wiedzy, czy tego, jak rozumie się samą kategorię oryginalności. Oczywiście interesowały mnie też nastroje towarzyszące wymienionym zastosowaniom oraz przewidywania, gdzie okażą się korzystne, a gdzie będą zagrażać. W pierwszym obszarze badacze i badaczki spodziewali się przyspieszenia procesu naukowego. Co ciekawe, rzadziej jednak łączyli owo przyspieszenie z jednoczesnym pogłębieniem jego jakości czy odważniejszym stawianiem celów. Jeśli zaś chodzi o obawy, to – bez zaskoczenia – największe dotyczyły ryzyka związanego z nadzorem czy scoringiem społecznym, czyli klasyfikowaniem ludzi na podstawie ich śladów cyfrowych, a także bezrefleksyjnej produkcji wiedzy napędzanej przez procesy jej utowarowienia i naukowej parametryzacji. Przeważająca część badanych podzielała też obawy, że AI będzie miało wpływ na szanse kariery w obszarze nauki oraz na powiększanie nierówności między kategoriami badawczymi i instytucjami ulokowanymi w różnych częściach Europy i świata.
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
Związki technologii z mi astem warto rozpatrywać dwojako: na ile powiększa ona sprawiedliwy dostęp do usług, zwiększa jego różnorodność, sprzyja partycypacji w za rządzaniu miastem i j ego infrastrukturą.
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
Z sondażu dowiedziałem się ponadto, że generatywna sztuczna inteligencja „przywędrowała” do świata nauki z życia codziennego – wiedza o niej była zatem czerpana bardziej z nieformalnych relacji i mediów niż ze źródeł akademickich. Nie oznacza to, że tego rodzaju źródła informacji zadowalały osoby, które z nich korzystały – istniało duże zapotrzebowanie na dodatkowe szkolenia, chociażby takie, które pozwalałyby wgryźć się w zasady funkcjonowania technologii dużych modeli językowych i lepiej je zrozumieć pod kątem technicznym. Pytałem oczywiście o więcej kwestii, ale w tym miejscu warto wspomnieć może jeszcze o tym, że pozycje, z których koleżanki i koledzy z uczelni dzieli się ze mną swoim doświadczeniem, były zróżnicowane. Udało mi się to grono podzielić na trzy grupy: pierwsza z nich bardzo intensywnie korzystała z dużych modeli językowych, a zarazem doświadczała instytucjonalnego wsparcia uczelni w tym
zakresie, druga również była aktywna, lecz miała mniejsze wsparcie, ostatnia miała zaś najmniejsze doświadczenie, ale też była najostrożniejsza w oczekiwaniach. Wszystkie grupy łączy jednak pewne doświadczenie z wykorzystaniem modeli językowych; można więc przypuszczać, że w dobrowolnym badaniu nie wzięły udziału osoby odrzucające tę nową technologię albo – jak można przypuszczać – czujące się przez nią zagrożone.
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
W pol skich warunkach zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji, mające u sw ych źródeł raczej indywidualną zaradność niż zasoby instytucjonalne, wiązać można z pra gnieniem bardziej efektywnego radzenia sobie z za daniami w w arunkach ogólnego przeciążenia i ni edofinansowania.
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
Komentując te wyniki, warto powrócić do pojęcia praktyki społecznej, która ewoluuje na skutek włączenia do niej nowego elementu — w tym wypadku chodzi o praktykę naukową, która zmienia się w wyniku włączenia do niej dużych modeli językowych i chatbotów. Jak przypomina Filip Schmidt, autor niedawno opublikowanego tekstu poświęconego zmianie społecznej w perspektywie teorii praktyk społecznych§, proces ten sprawia, że zmieniają się nie tylko materialne narzędzia, lecz także umiejętności oraz znaczenia wiązane z uprawianiem przeobrażającej się aktywności. Co więcej, dynamika owych przeobrażeń zależy zarówno od możliwości nowej technologii, jak i od kontekstu jej zastosowania. W polskich warunkach instytucjonalnych zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji, mające u swych źródeł raczej indywidualną zaradność niż zasoby instytucjonalne, wiązać można chociażby z pragnieniem bardziej efektywnego radzenia sobie z zadaniami w warunkach ogólnego przeciążenia i niedofinansowania.
Innymi słowy – zarówno w nauce, jak i w pomocy społecznej czy usługach miejskich nowe technologie obiecywałyby przede wszystkim możliwość nadganiania, a nie poprawę jakości realizowanych zadań. Dla przykładu: byłyby użyteczne
§ Zob. F. Schmidt, Kiedy praktyki się zmieniają? Krytyczna analiza koncepcji i mechanizmów zmiany i dynamiki społecznej w teorii praktyk społecznych Shove, Pantzara i Watsona oraz Schatzkiego, „Przegląd Socjologiczny” 2025, nr 74(4), s. 107–142. https://doi. org/10.26485/PS/2025/74.4/5.
w szybkich przeglądach literaturowych oraz w tłumaczeniu tekstów naukowych, pomagałyby osobom, które starają się wywiązywać ze zobowiązania, by publikować więcej za granicą i w ten sposób skuteczniej nawiązywać do nauki uprawianej w krajach globalnego centrum. Można sobie także wyobrazić, że będą pomocne w dialogowaniu z mieszkankami czy klientami usług społecznych, porządkowaniu ich zapytań, agregowaniu płynących z nich wniosków oraz sugerowaniu rozstrzygnięć, na podobnej zasadzie jak testuje się duże modele językowe wspierające wywiady lekarskie, wobec których rosną oczekiwania, a maleje czas, jaki można poświęcić na ich przeprowadzenie.
Z perspektywy prawa do cyfrowego miasta warto zatem oczywiście pytać o to, na ile technologie takie jak duże modele językowe rzeczywiście powiększą dostęp do publicznych usług, skrócą czas oczekiwania na odpowiedź, umożliwią zdalne załatwianie spraw – oczywiście bez utraty jakości. Ponadto koniecznie trzeba interesować się technicznym aspektem owych technologii: na jakich danych będą trenowane modele, co z ich prywatnością, stronniczością i tak dalej. Warto jednak pytać również o to, jak na skutek zastosowania tych nowych narzędzi zmienią się kluczowe dla funkcjonowania miasta praktyki – sfera ta obecnie wcale nie jest bardziej przejrzysta niż aspekt samego oprogramowania. Nie chodzi, jak starałem się pokazać, jedynie o to, jak robi się pewne rzeczy, ale też o to, jak rozumie się sens ich wykonywania. Walcząc o cyfrowe prawo do miasta, walczmy więc nie tylko o natywne i publiczne oprogramowanie, uznające różnorodność miejskiej wspólnoty, ale także o prawo do publicznej dyskusji nad skutkami zmian w praktykach wynikających z ich stosowania.
MACIEJ FRĄCKOWIAK
Socjolog, doktor nauk społecznych, badacz miasta i kultury wizualnej. Autor i redaktor tekstów oraz książek naukowych i popularyzatorskich poświęconych tym tematom. Inicjator i kurator działań animujących miejską przestrzeń publiczną, a także debatę na jej temat. W latach 2019-2021 był współpracownikiem Miejskiej Pracowni Planowania Przestrzennego i Strategii Rozwoju przy opracowywaniu zagadnień społecznych na użytek powstającego Studium Uwarunkowań i Kierunków Rozwoju Warszawy. Adiunkt na Wydziale Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz wykładowca w School of Form Uniwersytetu SWPS.

Artystk i i a rtyści często jako pierwsi zabierają głos w spra wach dotyczących nadużywania wiedzy i w ładzy przez podmioty zbierające dane na nasz temat. Jak? O tym pisze Jakub Depczyński.
Współczesne miasto to znacznie więcej niż ulice, budynki, place i drogi, biura, instytucje, firmy, organizacje czy jednostki, grupy i społeczności. Dziś przestrzeń miejska i to jak ją odczuwamy i jak w niej funkcjonujemy, jest w dużej mierze współtworzona przez oplatającą ją sieć materialnej i niematerialnej infrastruktury cyfrowej – od centrów danych i serwerowni, przez czujniki, anteny i kamery, po aplikacje, algorytmy, platformy, zautomatyzowane systemy i modele generatywne. Każdego dnia zbierają i analizują dane, organizują ruch uliczny i transport miejski, determinują to jak wygląda handel, praca i komunikacja, a coraz częściej decydują też o tym kto w mieście jest widoczny, zdrowy, zadowolony, bezpieczny, wiarygodny i ma szansę odnieść sukces, a kto zostanie poddany uważnej obserwacji, postawiony w trudnej sytuacji, uznany za zagrożenie lub po prostu wykluczony. W każdej minucie każda i każdy z nas bierze udział w procesie szkolenia i doskonalenia tej infrastruktury, zostawiając w niej swój cyfrowy ślad za pomocą smartfonów, laptopów, systemów płatności, mediów społecznościowych czy aplikacji umożliwiających korzystanie z usług publicznych.
W rzeczywistości tak mocno nasyconej technologiami, w której dane stanowią jeden kluczowych zasobów, prawo do miasta oznacza także prawo do prywatności i niewidoczności, do wiedzy o tym co dzieje się z informacjami na nasz temat, do decydowania o tym na jakich zasadach będą działać platformy i big techy, do wpływu na to do kogo należą i jakim interesom służą technologie, które organizują naszą miejską codzienność.
Artystki i artyści pracują z tymi zagadnieniami od lat: pomagają nam dostrzec niewidoczną infrastrukturę technologiczną; podkreślają nasze uwikłanie w złożone, często pozostające poza naszą kontrolą sieci i systemy; wyjaśniają jak działają algorytmy oraz cyfrowe narzędzia nadzoru i kontroli; analizują uprzedzenia wpisane w zbiory danych oraz ujawniają skrywane koszty ekologiczne, społeczne i ekonomiczne rozwoju technologii i ogrom ludzkiej pracy stojącej np. za pozornie w pełni maszynową sztuczną inteligencją. Co więcej, nie zatrzymują się tylko na krytyce – hakują systemy, testują narzędzia oporu, rozwijają alternatywne modele cyfrowego obywatelstwa i wspólnotowego zarządzania danymi.
W liście przygotowanej z myślą o temacie głównym tego wydania NN6T opisuję 12 twórczyń i twórców, których praktyki i prace dowodzą, że wciąż możemy, i powinniśmy, spierać się o to jak wygląda cyfrowy wymiar miast, a inne technologie – sprawiedliwe, zrozumiałe, transparentne, wspólne – są możliwe.
Jeden z najważniejszych twórców pracujących z tematami takimi jak systemy nadzoru, tajne technologie wojskowe, widzenie maszynowe czy fizyczna infrastruktura Internetu i sztucznej inteligencji. Wyedukowany zarówno jako artysta wizualny i geograf, w swoich projektach łączy fotografię, wideo, instalację i rzeźbę z badaniami naukowymi i dziennikarstwem śledczym. W początkach kariery zasłynął zdjęciami, ujawniającymi niewidoczne na co dzień elementy materialnej infrastruktury umożliwiającej funkcjonowanie sieci oraz technologii śledzenia i nadzoru – fotografował podwodne kable światłowodowe, tajne satelity krążące po niebie czy niedostępne dla zwykłych obywateli bazy wojskowe i centra badawcze. Od 2017 r. Paglen pracuje z technologiami widzenia maszynowego i dużymi zbiorami danych, w szczególności obrazami wykorzystywanymi do trenowania algorytmów rozpoznawania twarzy oraz modeli generatywnych. W pracy They Took the Faces from the Accused and the Dead z 2019 r. analizuje obrazy używane na wczesnych etapach rozwoju tych technologii, zanim badacze i inżynierowie zaczęli po prostu ściągać dane z portali społecznościowych – pochodziły one z policyjnych archiwów charakterystycznych zdjęć robionych osobom zatrzymanym, skazanym i więźniom. Z kolei stworzony we współpracy z badaczką Kate Crawford (której książka Atlas sztucznej inteligencji to lektura obowiązkowa dla każdej osoby zainteresowanej AI) projekt ImageNet Roulette (2019) pozwala publiczności sprawdzić, w jaki sposób ich wizerunek sklasyfikuje system wytrenowany na ImageNet – przez lata jeden z największych i najważniejszych zbiorów obrazów używanych w uczeniu maszynowym. Praca nie tylko ujawnia i zadaje pytanie o pochodzenie, etyczność i polityczny wymiar danych wykorzystywanych do uczenia modeli, ale też krytycznie przygląda się samym taksonomiom, używanym do ich kategoryzowania – w przypadku ImageNet okazują się one niezwykle płytkie i uproszczone, pełne uprzedzeń i stereotypów, czasami wprost rasistowskich, seksistowskich czy zupełnie dehumanizujących.
Oczywiście ta lista nie mogłaby powstać bez wspomnienia o Hito Steyerl, artystce, twórczyni filmów, badaczce, wykładowczyni i pisarce. W swojej twórczości – wideo, instalacjach, animacjach, wykładach performatywnych i tekstach – zajmuje się przede wszystkim statusem obrazu i problematyką widoczności w świecie algorytmów, platform, mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji. Cyfrowymi obrazami, które traktuje nie tylko jako
wizerunki, ale też operacyjne dane napędzające kluczowe technologie, i tym jak są udostępniane, śledzone, oceniane, monetyzowane, kompresowane czy używane w uczeniu maszynowym, zajmuje się już od niemal 20 lat. W kultowej pracy z 2013 r. How Not to Be Seen: A Fucking Didactic Educational .MOV File prezentuje śmieszno-straszny poradnik tłumaczący jak unikać bycia wykrytym przez wszechobecne systemy nadzoru, śledzenia i rozpoznawania twarzy. Już niemal 15 lat temu wskazała, że w świecie nasyconym technologiami cyfrowymi bezpieczeństwo i prywatność nie są kwestią prawa i sądu, tylko zdolności do pozostania niewidocznym – nieczytelnym dla kamer, niewykrywalnym dla satelit, nieobecnym na platformach. Z kolei w najnowszym wideo
Mechanical Kurds z 2025 r. Steyerl przygląda się niewidocznej, pracy stojącej za trenowaniem modeli generatywnych oraz politycznemy wymiarowi AI. Wideo, łączące nagrania dokumentalne i obrazy wygenerowane przez modele, opowiada o codziennej rzeczywistości Kurdów żyjących w obozie uchodźczym w Iraku, którzy wykonują żmudną, Dystopijny wymiar działalności sektora big tech ujawnia się, gdy obóz zostaje zaatakowany przez sterowane przez AI drony należące do tureckiej armii nacierającej na iracki Kurdystan. Choć Steyerl opowiada o działaniu szczególnie okrutnym, tak naprawdę w tym mechanizmie bierze udział każdy z nas – np. wypełniając niewinne okienka Captcha umożliwiliśmy trening „platformy sztucznej inteligencji, która wykorzystuje tajne raporty wywiadowcze do podejmowania decyzji o życiu i śmierci, wskazując, które cele należy zaatakować”, którą firma Palantir sprzedała Ministerstwu Obrony Izraela w 2024 r. Więcej na ten temat możecie przeczytać w najnowszej książce Hito Steyerl Medium Hot: Images in The Age of Heat, która już niedługo ukaże się w języku polskim nakładem Pamoja Press.
Choć może się wydawać, że ogromne zainteresowanie jakie wzbudzają najnowsze prace tego duetu to po prostu tymczasowa moda czy internetowy hype, to nie ulega kwestii, że Herndon i Dryhurst konsekwentnie tworzą jedne z najciekawszych i najbardziej rozbudowanych projektów na przecięciu sztuki współczesnej i sztucznej inteligencji. Inspirują się cybernetyką, twórczością generatywną oraz sztuką systemów z lat 60. i 70. XX w. Swoją praktykę określają jako „sztukę protokołów” – czyli taką, która jako medium wykorzystuje algorytmy, modele AI, platformy, konwencje społeczne oraz infrastruktury technologiczne, determinujące zasady produkcji, dystrybucji i odbioru kultury w epoce cyfrowej. Ich prace często odwołują się do estetyki i ikonografii

religijnej, przyjmując kształt np. grającego muzykę organową retrofuturystycznego ołtarza wykonanego z wentylatorów do kart graficznych, czy przypominającego religijny rytuał performansu, którego uczestnicy poprzez wspólne śpiewanie trenują model generatywny oparty o twórczość średniowiecznej mistyczki Hildegardy z Bingen. Zgodnie z ideą „sztuki protokołów” technologiczne i prawne zaplecze są dla artystów równie istotne jak to czego możemy doświadczyć na wystawie. Herndon i Dryhurst na różne sposoby eksperymentują z wykorzystaniem sztuki jako narzędzia ochrony bezpieczeństwa i prywatności oraz budowy alternatywnych, skupionych na współwłasności i suwerenności infrastruktur produkcji, przechowywania, przetwarzania i udostępniania danych. W ramach głośnej wystawy The Call w Serpentine Galleries w Londynie w 2024 r., powołali do życia byt prawny przypominający spółdzielczy fundusz powierniczy, który opiekuje się nagraniami piętnastu lokalnych chórów, wykorzystanymi do wytrenowania modelu generatywnego będącego sercem projektu. Należą do niego sami chórzyści oraz eksperci w zakresie AI i prawa autorskiego, którzy wspólnie dbają o to by dane wytworzone w ramach The Call były wykorzystywane w sposób transparentny, uczciwy i zgodny z interesem wszystkich zaangażowanych stron oraz samą ideą projektu. Z kolei podczas wystawy Starmirror w berlińskim KW Institute w 2025 r., Herndon i Dryhurst
zaprezentowali obiekty wykonane we współpracy ze stworzonym przez artystów, ale udostępnionym publicznie i bezpłatnie generatywnym modelem Public Diffusion. Jest on oparty o PD40M –największy na świecie darmowy zbiór obrazów z domeny publicznej, do którego każdy z nas może przekazać swoje obrazy i zdjęcia za pomocą aplikacji Starmirror, i tym samym wesprzeć rozwój publicznej infrastruktury open source, zamiast oddawać swoje dane Mecie czy Alphabetowi.
Być może nie jest to pierwsza osoba, która przychodzi do głowy, gdy myślimy o artystach pracujących z tematami prawa do danych i prywatności, ujawniania infrastruktury technologii cyfrowego nadzoru czy opracowywania alternatywnych, wspólnotowych modeli zarządzania danymi. Jednak brytyjsko-libański twórca, znany przede wszystkim z działań wykorzystujących polityczny wymiar dźwięku, jak najbardziej podejmuje także i te tematy. Jego prace zwykle przyjmują kształt badań i śledztw, których efektem może być zarówno film wideo, instalacja dźwiękowa, performens czy wykład, jak i możliwy do wykorzystania w działalności rzeczniczej i aktywistycznej lub procesach sądowych raport, zbiór materiałów dowodowych czy też pakiet zeznań. Już we wczesnych pracach, takich jak The Freedom of Speech Itself and Conflicted Phonemes z 2012 r., Abu Hamdan przyglądał się danym dźwiękowym i temu jak są one zbierane, analizowane i wykorzystywane przez władzę. Analizował nagrania akcentów uchodźców ubiegających się o azyl, które traktowano jako dane biometryczne, ujawniające skąd „naprawdę pochodzą” i czy „na pewno należy im się ochrona”. Jak pokazały śledztwa artysty i powstały na ich bazie prace, urzędy w Wielkiej Brytanii i Holandii stosowały do ich analizy metod, które doprowadziły do wielu bezprawnych i nieuzasadnionych deportacji. Z kolei w jednej ze swoich najnowszych prac, zatytułowanej Waterfall (2026), która powstała we współpracy z założoną przez Abu Hamdana działającą w obszarze praw człowieka agencją Earshot, artysta przygląda się przecięciu danych dźwiękowych, akcentów językowych i technologii opartej o sztuczną inteligencję. Wykorzystuje w niej nagrania z rozmów z anglojęzycznymi call centers dużych firm, które często obsługiwane są przez nisko opłacanych pracowników z krajów Globalnego Południa. By uniknąć potencjalnego niezadowolenia klientów z rozmowy z osobą mówiącą z silnym akcentem, call centers stosują filtry oparte o modele AI, które w czasie rzeczywistym modyfikują głos osób na infolinii, tak aby akcent zniknął. Abu Hamdan równocześnie ujawnia istnienie tej technologii

– wykorzystywanej powszechnie, często bez wiedzy ani klientów, ani pracowników – i tworzy narzędzie oporu – w ramach projektu wraz ze swoim zespołem opracował anty-algorytm, który przywraca oryginalne brzmienie zmodyfikowanych przez sztuczną inteligencję głosów.
Artysta, haker, badacz i pisarz – to jedna z kluczowych postaci działających na przecięciu sztuki, technologii i ekologii. Jego książki New Dark Age: Technology and the End of the Future (2018) oraz Ways of Being (2022) to jedne z najciekawszych artystycznych publikacji na temat dwóch kluczowych wyzwań XXI wieku – katastrofy klimatycznej oraz rewolucji mediów społecznościowych, algorytmów, platform i sztucznej inteligencji. Bridle od samego początku swojej kariery zajmował się dokumentowaniem i ujawnianiem infrastruktury technologicznego nadzoru –fotografował centra danych, radary, anteny i kamery. W ramach projektu Every CCTV Camera z 2013 r. wybrał się na dwukilometrowy spacer Londynie, jednym z najściślej nadzorowanych miast na świecie, podczas którego udokumentował 140 kamer, filmujących przestrzeń publiczną. Z kolei w rozpoczętym w 2012
r. projekcie Drone Shadow badał technologie związane z dronami wojskowymi – piętnaście lat temu wiedza na ich temat nie była jeszcze powszechna, zresztą do dziś większość z nas nie widziała takiej maszyny na własne oczy. Na podstawie pozyskanych schematów odrysowywał w przestrzeniach publicznych kontur prawdziwych dronów w skali 1:1, ujawniając ich wygląd i (zaskakująco dużą) skalę oraz śmiercionośne możliwości – z dzisiejszej perspektywy cykl sprawia wrażenie ponurego proroctwa. Jednym z najsłynniejszych projektów Bridle’a jest Citizen Ex z 2015 r., w którym artysta zadaje pytanie o znaczenie obywatelstwa i praw człowieka oraz suwerenności danych w rzeczywistości, w której coraz bardziej zależymy od globalnie rozproszonej infrastruktury sieciowej. Projekt jest oparty o wtyczkę do przeglądarki internetowej, która pokazuje, gdzie fizycznie znajdują się odwiedzane przez nas strony oraz którędy wędrują nasze dane – w jakich miejscach stoją serwery z którymi się łączymy, po jakich kablach odbywa się komunikacja, gdzie akumulowane są informacje. Użytkownicy wchodzący w interakcję z pracą otrzymują wizualizację swojego „algorytmicznego obywatelstwa”, pokazującą w jakich krajach i jurysdykcjach zostawiają swój cyfrowy ślad i które kraje mogą korzystać z wytworzonych przez nich danych.
Każda technologia identyfikacji, klasyfikacji i nadzoru, niezależnie od tego jak nowoczesna i złożona, może zostać zhakowana – często w zaskakująco łatwy sposób. Czasem wystarczy trochę sprytu i wyobraźni. Nie brakuje ich Adamowi Harveyowi, badaczowi, projektantowi, artyście i aktywiście sieciowemu, znanemu z tworzenia narzędzi umożliwiających stawianie oporu systemom inwigilacji, technologiom widzenia maszynowego i rozpoznawania twarzy oraz procesom ekstrakcji danych. W swoich projektach eksperymentuje zarówno z ciałem, makijażem, modą czy technikami kamuflażu, jak i metodami cyfrowymi i hakerskimi. Zasłynął już swoją pracą magisterską z 2010 r. zatytułowaną CvDazzle, czyli lookbookiem prezentującym stylizacje, makijaże, biżuterię i fryzury, które uniemożliwiały rozpoznanie przez popularne ówcześnie algorytmy rozpoznawania twarzy, jednocześnie pozostając w pełni czytelnymi – a wręcz wizualnie atrakcyjnymi – dla ludzi. W paradoksalnym ruchu futurystyczne „looki” zaprojektowane przez artystę zarówno podkreślają indywidualność i wyjątkowość pojedynczych osób, jak i sprawiają, że dla „oczu” maszyny stają się one nieodróżnialne od tła. Kolejny projekt artysty, Hyperface z 2015 r., rozszerza repertuar technik antyinwigilacyjnego kamuflażu o użycie ubrań i tkanin. Zostały one pokryte wygenerowanymi
algorytmicznie wzorami, które narzędzia rozpoznawania obrazu fałszywie identyfikują jako ludzkie twarze, co znacznie utrudnia im właściwe działanie. Harvey zajmuje się nie tylko krytyczną analizą i oddolnym hakowaniem zautomatyzowanych systemów nadzoru – tworzy także oparte o duże zbiory danych i sztuczną inteligencję narzędzia mające służyć dziennikarzom śledczym, aktywistom i działaczom na rzecz praw człowieka. Prace takie jak VFRAME (2017) i DFACE (2021) pozwalają m.in. automatycznie ukrywać tożsamość osób znajdujących się na zdjęciach (np. pochodzących z protestów) czy bezpiecznie używać sztucznej inteligencji do analizy wrażliwych nagrań wideo dokumentujących np. strefy konfliktu czy przemoc państwową lub policyjną.
Im bardziej świat nasycony jest tym, co nieustannie obserwuje otaczająca nas rzeczywistość, tym bardziej stajemy się widoczni. Dla wielu grup i społeczności, zwłaszcza mniejszościowych i najbardziej narażonych na przemoc, widoczność raczej niż z sukcesem, kojarzy się z niebezpieczeństwem. Amerykański artysta, pisarz i autor filmów Zach Blas w swojej praktyce krytycznie analizuje technologie inwigilacji, platformy, algorytmy i sztuczną inteligencję z perspektywy queerowej, podkreślając wagę prawa do prywatności i bycia niewidzianym, oraz ujawniając uprzedzenia i dehumanizujące założenia wpisane w zautomatyzowane systemy identyfikacji, kategoryzacji i nadzoru. W projekcie Facial Weaponization Suite (2012-2014) współpracował z osobami queerowymi, migranckimi i uchodźczymi. Podczas warsztatów wspólnie tworzyli abstrakcyjne, amorficzne maski oparte o skany ich twarzy, odnoszące się symbolicznie do konkretnych doświadczeń użycia narzędzi biometrycznych (m.in. systemów identyfikacji migrantów na granicy meksykańsko-amerykańskiej czy badania orientacji seksualnej za pomocą analizy wizerunków). Funkcjonują one zarówno jako obiekty prezentowane na wystawach, kostiumy używane w performensach jak i użyteczne narzędzia, umożliwiające zakamuflowanie twarzy przed zautomatyzowanymi systemami widzenia maszynowego. W kolejnym projekcie, Face Cages (2014-2016) Blas użył diagramów skanów twarzy – podstawowego elementu funkcjonowania systemów rozpoznawania, śledzenia i nadzoru jednostek – jako wzorów do wykucia metalowych masek-kagańców. Niewygodne, groteskowe, przypominające jednocześnie narzędzia tortur i gadżety erotyczne obiekty, noszone przez queerowe artystki i artystów, podkreślają przepaść jaka dzieli uproszczone biometryczne reprezentacje od prawdziwych, ludzkich ciał oraz indywidualnych biografii i doświadczeń.
Choć dzięki rozwojowi globalnych sieci technologicznych i wielkich zbiorów danych wiemy dziś o świecie więcej niż kiedykolwiek, to często okazuje się że na wiele tematów wciąż nie mamy wystarczających informacji. Amerykańsko-nigeryjska artystka Mimi Onuoha pracuje z tematem braku danych od 2016 r. W projekcie The Library of Missing Datasets zbiera i dokumentuje nieistniejące zbiory danych. Prezentowana w formie szuflad z pustymi teczkami praca przypomina nam, że pomimo ogromnego nasycenia świata danymi, informacje na wiele tematów wciąż nie istnieją, lub są zbyt rozproszone by można było z nich skorzystać przy analizie polityk publicznych, projektowaniu rozwiązań urbanistycznych czy trenowaniu modeli AI. Artystka wśród brakujących zbiorów danych umieściła m.in. publicznie dostępny rejestr posiadaczy broni palnej, statystki na temat obywateli nie posiadających konta bankowego, bazę wiedzy o ofiarach wojny domowej w Nigerii czy mapę lokalizacji centrów przetwarzania danych należących do Amazona. Propozycje nieistniejących, a potencjalnie bardzo użytecznych i sensownych, zbiorów danych Onuoha kolekcjonuje od ponad dekady, konsultując się z badaczami, dziennikarzami, aktywistami i politykami. Kolejne warianty swojej pracy poświęca konkretnym tematom i obszarom – jak na przykład sprawiedliwość środowiskowa czy doświadczenie czarnych obywateli USA – podkreślając z jednej strony jak bardzo niepełna jest nasza wiedza, a z drugiej z jak bardzo ograniczone są zasoby danych, których używamy do podejmowania decyzji oraz budowania różnorodnych zautomatyzowanych systemów i narzędzi, w tym modeli AI.
Czasami praca artystyczna może być punktem wyjścia do stworzenia prawdziwej kampanii na rzecz zmiany prawa czy postaw społecznych. W takich działaniach specjalizuje się Paolo Cirio – włoski artysta, haker i aktywista od wielu lat zajmujący się kwestiami prawa do danych i wizerunku, technologicznymi systemami kontroli i nadzoru oraz tym jak nasze dane i dane na nasz temat wykorzystywane są przez globalne korporacje, platformy i rządy państw narodowych. W 2016 r. rozpoczął projekt Obscurity w ramach którego zebrał i uczynił nieczytelnymi 15 milionów zdjęć policyjnych osób, które trafiły do systemu więziennego w USA. Tego rodzaju fotografie są nie tylko wykorzystywane do trenowania modeli generatywnych, ale też kupowane i masowo rozpowszechniane przez portale internetowe, które pobierają
od ofiar opłatę za ich usunięcie z sieci. Cirio zbiera tego rodzaju zdjęcia, rozmazuje je, prezentuje na wystawach i równolegle wstawia z powrotem do sieci, znacznie utrudniając wyszukanie oryginałów. Na bazie tej pracy artysta rozpoczął kampanię Right2Remove, która ma na celu wprowadzenie w USA prawa do usunięcia swoich danych z wyszukiwarek internetowych, na wzór regulacji obowiązujących w Unii Europejskiej. W pracy Capture z 2020 r. zaprezentował ponad tysiąc publicznie dostępnych zdjęć francuskich policjantów, którzy brutalnie tłumili demonstracje, po czym przeanalizował je opartym na sztucznej inteligencji systemem rozpoznawania twarzy – takim samym jak ten, którego policja używała do profilowania protestujących. Wyniki swoich analiz i tożsamości policjantów udostępnił publicznie, a pracę zaprezentował jako instalację artystyczną i kampanię plakatową w przestrzeni publicznej. Na podstawie tego projektu Cirio rozpoczął kampanię #BanFacialRecognitionEU, która ma na celu zakazanie użycia technologii rozpoznawania twarzy w Unii Europejskiej. W projekcie Iris z 2021 r. artysta zajął się technologiami wykrywania tożsamości za pomocą skanu tęczówki oka. Łącząc umiejętności artystyczne i hakerskie opracował metodę modyfikacji koloru tęczówki (np. za pomocą soczewek kontaktowych) w taki sposób, aby uniemożliwić identyfikację jej właściciela. Praca, prezentowana w formie przypominającej panoptykon wieży z wielkoskalowymi wydrukami zmodyfikowanych kolorystycznie tęczówek, przypomina, że każda, nawet najbardziej wyrafinowana technologia nadzoru, ma swoje granice i można stawić jej opór – czasami w zaskakująco łatwy sposób.
Wraz z nieustannie przyśpieszającym rozwojem globalnych firm technologicznych i wciąż pęczniejącą bańką na rynku AI, zwiększa się zapotrzebowanie zarówno na materialną infrastrukturę, jak i, często niedostrzeganą, ludzką pracę. Polski fotograf i artysta Tytus Szabelski-Różniak od wielu lat zajmuje się artystycznym badaniem i krytyczną analizą splotu materialnego zaplecza technologii – od zmieniających miejskie i podmiejskie krajobraz hal magazynowych, stacji przekaźnikowych i centrów danych po zautomatyzowane systemy nadzoru – oraz świata pracy, w którym coraz częściej warunki narzucają algorytmy optymalizacyjne czy aplikacje i platformy. W ramach projektu AMZN (2018-2022) zatrudnił się na krótko w magazynie Amazona w podpoznańskich Sadach podczas przedświątecznej gorączki zakupowej, by osobiście zbadać, jak wygląda praca w jednej z największych i najnowocześniejszych firm na świecie. Na podstawie

Tytus Szabelski-Różniak, quite flammabale, for a cloud, 2026, fot. Jakub Depczyński.
obserwacji w dużej mierze zautomatyzowanej i maszynowo optymalizowanej pracy oraz rozmów za innymi zatrudnionymi osobami, w tym wieloma związkowcami, stworzył multimedialną instalację, na którą składają się zdjęcia dokumentujące architekturę charakterystycznych hal magazynowych, film poświęcony samoorganizacji pracowniczej w Amazonie czy seria fotografii odtwarzających opresyjne procedury pracy, oparte o nieustanne zbieranie i analizę danych oraz nadzór technologiczny. W kolejnym projekcie, Algorytmy oporu (2022) na podstawie badań codziennych doświadczeń osób pracujących dla globalnych firm kurierskich, opracowywał potencjalne techniki stawiania oporu wobec zautomatyzowanej kontroli ich pracy. W ostatnich latach coraz dokładniej przygląda się temu jak architektura i materialność systemów technologicznych zmieniają krajobraz przestrzeni – w pracy As Above, so Below (2025) udokumentował znajdującą się w Poslce stację przekaźnikową systemu Starlink,. Z kolei w najnowszej quite flammabale, for a cloud (2026) skorzystał z niedużych, uruchamianych lokalnie modeli generatywnych by wytworzyć obrazy płonących, gęsto dymiących centrów danych – zarówno przypominając o ogromnych ilości energii i wody zużywanych przez infrastrukturę AI, jak i dokonując symbolicznej zemsty na ekstraktywistycznej technologii. W oku Szabelskiego-Różniaka przypominają one współczesną wersję szybów
naftowych: toksycznych, emitujących mnóstwo ciepła maszyn, które wydobywają paliwo niezbędne do napędzania przegrzanej bańką AI globalnej gospodarki – dane. Obecnie artysta pracuje nad cyklem dokumentującym nowe, ogromne centra danych budowane przez zagraniczne firmy technologiczne na terenie Warszawy.
Artystka konceptualna często współpracująca z naukowcami z obszarów takich jak biologia, geologia i technologie cyfrowe, tworząca złożone, spekulatywne prace, podważające jasne rozróżnienia na to co naturalne i to co technologiczne. Od wielu lat zajmuje się tematami takimi jak zbiorowa inteligencja, ekstrakcja danych, niewidzialna praca czy narzędzia AI. W szczególności interesuje się tym w jaki sposób współczesne systemy technologiczne masowo zbierają, analizują, wykorzystują dane, a także mechanizmami, jakie wykorzystuje gospodarka kapitalistyczna do przekształcania ich w mierzalną wartość. Jej projekt Conversions z 2019 r. jest oparty o system pobierający bieżące dane na temat afektów wyrażanych we wpisach politycznie zaangażowanych użytkowników Twittera/X. Na podstawie analizy tych informacji powstają zmieniające się w czasie obrazy – mapy ciepła pokazujące „temperaturę emocji” globalnej społeczności, która podąża za reakcjami na aktualne wydarzenia polityczne. Choć sama praca jest subtelna, to jednoznacznie wskazuje na niepokojący potencjał wytwarzany przez oplatające całą planetę sieci technologiczne, dla których każdy z nas staje się tylko pikselem na mapie ciepła – skoro dynamikę zbiorowych afektów politycznych milionów ludzi tak łatwo można przemienić w dane, przeanalizować zwizualizować, to być może współczesnej władzy znacznie łatwiej jest ją przewidywać, reagować na nią, a może nawet ją kształtować? Z kolei w pracy Aggregated Ghost z 2020 r. Kurant (podobnie jak wcześniej wspomniana Hito Steyerl i wiele innych współczesnych artystek) przygląda się niewidzialnej pracy ludzkiej, kryjącej się za pozornie zdematerializowanymi i w pełni zautomatyzowanymi systemami technologicznymi. Artystka opłaciła tysiące pracowników na platformie crowdsourcingowej Amazon Mechanical Turk prosząc ich o wykonanie prostej czynności – przesłanie jej swojego autoportretu. Następnie we współpracy z głębokimi sieciami neuronowymi stworzyła z uzyskanych w ten sposób zdjęć jeden połączony obraz – zbiorowy portret tzw. „ghost workerów”, ponad miliona osób z całego świata, których niewidoczna, zwykle prekarna i słabo opłacana, praca umożliwia funkcjonowanie dużych modeli AI.

Magda Szpecht, Badanie internetu, 2026, wystawa Dojrzewanie, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, 01.05–20.09.2026, fot. Maciej Landsberg / archiwum Zachęty –Narodowej Galerii Sztuki, CC BY-SA.

Współczesna sieć to nie tylko platformy, czyhające na naszą uwagę i emocje algorytmy czy zautomatyzowane systemy pozyskiwania i klasyfikowania danych. To także liczna bagna, zakamarki i ciemne lasy, w których ukrywają się stawiający opór technofeudalnej nawale partyzanci. Polska reżyserka teatralna, performerka, artystka i cyfrowa aktywistką Magda Szpecht jest jedną z nich – jak sama mówi, cyberelfką. Działając na przecięciu sztuki, hakerstwa, dziennikarstwa, badań białego wywiadu i kontrpropagandy, na co dzień walczy z dezinformacją, farmami trolli i przemocą w świeci, w szczególności skupiając się na działaniach związanych z rosyjską inwazją na Ukrainę. Jej performens Cyber Elf z 2022 r. opowiada o cyberkaktywistycznej pracy i codziennych bitwach, toczonych na frontach wojny informacyjnej –raportowaniu fake newsów, często żmudnym i wymagającym fact checkingu, zgłaszaniu siejących przemoc i nienawiść fałszywych kont czy dokumentowaniu, potwierdzaniu i upowszechnianiu wiedzy o rosyjskich zbrodniach wojennych. W 2025 r. w estońskim teatrze Vaba Lava roku premierę miał wyreżyserowany przez Szpecht performens Spy Girls, który powstał we współpracy z ukraińskimi służbami wywiadowczymi. W jego ramach aktorki stworzyły fałszywe profile internetowe na platformach randkowych i Telegramie by prowadzić rozmowy z rosyjskimi żołnierzami i wydobywać od nich informacje cenne dla ukraińskiej armii. Z kolei w najnowszej pracy przygotowanej na wystawę w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki – Agencji badania Internetu z 2026 r, Szpecht stworzyła interaktywną instalację inspirowaną prawdziwą rosyjską farmą trolli. Korzystająca z pracy widownia może wcielić się w pracownika takiej farmy i samodzielnie zobaczyć jakich technik manipulacji i narzędzi cyfrowych, w tym modeli generatywnych, używa się by w wydajny, zautomatyzowany sposób rozpowszechniać dezinformację, podgrzewać polaryzację i siać nienawiść w sieci.

Magda Szpecht. Spy Girls, fot. Ilja Smirnov, materiały festiwalu Boska Komedia.
JAKUB DEPCZYŃSKI historyk sztuki, badacz i kurator. Ukończył studia magisterskie z historii i teorii sztuki na Wydziale Zarządzania Kulturą Wizualną Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Pracuje w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie jako kurator programu publicznego. Interesuje się praktykami postartystycznymi, społeczną użytecznością sztuki, sztuką wobec planetarnego kryzysu klimatycznego i środowiskowego oraz relacjami technologii i sztuki. Jest współtwórcą Atlasu Roku Antyfaszystowskiego oraz współzałożycielem Biura Usług Postartystycznych, Solidarnego Domu Kultury „Słonecznik” i platformy Future Fragments.

Miasta w Iranie, gdzie odbyły się protesty w latach 2025-2026, fragment, źródło: commons.wikimedia.org.
Zbi eranie i w ykorzystywanie danych przez ruchy społeczne jest ważne. Dane opisują świat, ale też wytwarzają wiedzę, która może ujawniać niewidoczne problemy i dosta rczać argumentów potrzebnych do działania – mówi Maciej
Kowalewski, socjolog specjalizujący się w ba daniu protestów.
Badasz funkcjonowanie
oddolnych protestów we współczesnej przestrzeni społecznej, zwłaszcza w gęstym środowisku miejskim. Systemy nadzoru i kontroli, uzasadniane potrzebą bezpieczeństwa, stają się coraz bardziej rozwinięte, pomysłowe i wielokanałowe. Gdzie przebiega granica, zwłaszcza w naszych niespokojnych czasach, między gwarantowaniem bezpieczeństwa a kontrolą aktywności obywatelskiej?
MACIEJ KOWALEWSKI: Dosyć dużo wiemy o tym, jakie dane są zbierane, znacznie mniej natomiast o tym, w jaki sposób są później przetwarzane. W takim mieście jak Szczecin istnieje techniczna możliwość śledzenia dowolnego numeru rejestracyjnego samochodu. Można by było – gdyby mieć odpowiednią moc obliczeniową - obserwować użytkownika konkretnego pojazdu przez kilka dni, sprawdzać, gdzie się zatrzymuje, na jak długo i jakimi trasami się porusza. Czym innym jest jednak gromadzenie danych, a czym innym ich systematyczne przetwarzanie. Musiałby również istnieć określony cel takiej obserwacji i zapewne jakieś warunki prawne jej prowadzenia.
O ile zdajemy sobie sprawę z obecności monitoringu wizyjnego, urządzeń geolokalizacyjnych w smartfonach, bramek wejściowych w różnych instytucjach czy danych zbieranych przez aplikacje i mapy, które pomagają nam poruszać się po mieście, o tyle znacznie mniej wiemy o tym, jak te dane mogą być ze sobą łączone, przypisywane do innych form aktywności i wykorzystywane w konkretnym celu.
BŚ: Ale to jest chyba największe pole niepewności –jakie dane, przez kogo i w jakim celu?
MK: Możliwości rozpoznawania twarzy czy ustalania, kto i gdzie pojawia się lub loguje w przestrzeni miejskiej, istnieją już od dłuższego czasu. Integracja danych pochodzących z różnych źródeł da możliwość nie tylko śledzenia, lecz także przewidywania określonych poczynań. Próby wykorzystywania sztucznej inteligencji do rozpoznawania potencjalnie niebezpiecznych zachowań w przestrzeni publicznej trwają już od dawna. System może na przykład potraktować nagłe zatrzymanie lub zmianę tempa poruszania się jako sygnał odbiegający od normy i przypisać mu potencjalnie
niebezpieczne znaczenie. Problem polega więc nie tylko na tym, że jesteśmy obserwowani, ale także na tym, że nasze aktywności mogą być automatycznie interpretowane według kryteriów, których nie znamy.
BŚ: Co z tą wiedzą może zrobić socjologia? Jakimi n arzędziami bada relacje między protestem, nadzorem i przetwarzaniem danych?
MK: Badacze rzadko są dysponentami danych. Bardzo trudno uzyskać do nich dostęp. Dotyczy to nawet danych geolokalizacyjnych związanych z logowaniem się urządzeń do sieci. Oczywiście powstają prace, które wykorzystują takie informacje, na przykład do pokazania, jak często określone przestrzenie miejskie służą wyrażaniu sprzeciwu, ale nadal są to raczej wyjątkowe przypadki. Częściej korzysta się z narzędzi umożliwiających pozyskiwanie danych z platform społecznościowych. Dodatkowe oprogramowanie pozwala stosunkowo szybko analizować na przykład zdjęcia publikowane w związku z konkretnym protestem lub inną formą sprzeciwu. Mimo to badań nad cyfrowymi przejawami zaangażowania aktywistycznego jest mniej niż mogłoby się wydawać. Dane te są zapewne intensywnie przetwarzane, ale częściej przez inne podmioty niż badacze akademiccy. Znacznie więcej dzieje się wtedy, gdy badacze zajmują się danymi wytwarzanymi przez samych aktywistów. To bardzo interesujące pole nauki, jak i aktywności społecznej. Ruchy społeczne tworzą własne narzędzia, które pozwalają monitorować niepokojące procesy, zaniedbania albo zniekształcenia w oficjalnym obrazie rzeczywistości.
Zakres takich działań jest bardzo szeroki: od pomiarów zanieczyszczenia powietrza i działalności alarmów smogowych, przez monitorowanie wycinki drzew, po badanie natężenia hałasu. Aktywiści często robią to oddolnie, poza istniejącymi instytucjami albo równolegle do nich. Wykorzystywanie danych przez ruchy społeczne stało się już dużą i ważną dziedziną badań. Nie chodzi tu wyłącznie o opisywanie świata, ale także o wytwarzanie wiedzy, która może podważać dane oficjalne, ujawniać niewidoczne problemy i dostarczać argumentów potrzebnych do działania.
BŚ: Codziennie produkujemy – nieświadomie pracując na rzecz tych, którzy je zbierają –mnóstwo informacji na nasz temat, ale wciąż brakuje jasnych reguł dotyczących dostępu
do tych danych i kontroli nad sposobem ich wyko rzystywania. Radni i ruchy miejskie widzą to co jest materialne – na przykład w Warszawie kwestie dotyczące danych nie są przedmiotem ich zainteresowania. Miejskich polityk, które by to regulowały nie ma, prace nad Strategią Cyfryzacji Polski do roku 2035 dopiero trwają*.
MK: Dla mnie najciekawsze są tu dwie kwestie. Pierwsza dotyczy tego, w jaki sposób dane i sposoby ich obrazowania służą do budowania opowieści o mieście – także opowieści politycznej –oraz o tym, co w miejskim środowisku może się wydarzyć. Druga wiąże się z transparentnością: z pytaniem, jakie dane są właściwie gromadzone i co się z nimi później dzieje. Pierwsze zagadnienie dotyczy tego, co nazywam miejską obietnicą albo przestrogą. Wizualizacje danych – wykresy, mapy, interaktywne narzędzia – pozwalają przedstawiać możliwe scenariusze rozwoju miasta i wpływać na sposób, w jaki mieszkańcy je sobie wyobrażają. Politycy już dawno odkryli, że kartografii można używać do uzasadniania decyzji i odwoływania się do zbiorowej wyobraźni. Początkowo dotyczyło to przede wszystkim państw i regionów, z czasem także miast. Powstawały więc mapy biedy, przestępczości czy rozmaitych dysfunkcji społecznych.
Ten mechanizm działa do dzisiaj. Niezależnie od tego, czy politycy chcą zwrócić uwagę na zagrożenia związane z zanieczyszczeniem środowiska, czy na wyobrażone przez siebie niebezpieczeństwa związane z wielokulturowością, chętnie odwołują się do map i wykresów. Czasami są one oparte na nieprawdziwych albo odpowiednio dobranych danych, które mają wywołać określoną reakcję. Dzisiaj przygotowanie takiej wizualizacji jest stosunkowo łatwe. Narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję pozwalają szybko stworzyć wykres, mapę czy grafikę, co widzimy już także na poziomie polityki samorządowej.
BŚ: I jakie są tego skutki?
MK : Wizualizacje odwołujące się do zbiorowej wyobraźni, a niekiedy także do zbiorowych lęków, służą albo konstruowaniu obrazu zagrożenia, albo wskazywaniu pożądanego kierunku zmian. Może to być mapa występowania określonych gatunków zwierząt w mieście, mapa wycinki drzew, zanieczyszczenia powietrza czy
* https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/strategia-cyfryzacji-polski-do-2035-roku

Transport publiczny w Paryżu – ruch pasażerski w 1889 r., tramwaje i statki, fragment, źródło: commons.wikimedia.org.
przestępczości. Za każdym razem działa podobny mechanizm: używa się środków możliwie silnie przemawiających do zbiorowej świadomości, żeby dane mogły nie tylko coś pokazać, ale także zadziałać na wyobraźnię.
Nie jest to jednak zupełnie nowy sposób opowiadania miasta. Miasta zawsze próbowały przyciągać, konstruując obraz obietnicy albo odstraszać, budując wizerunek przestrzeni niebezpiecznej czy niewygodnej, wymagającej „pozbycia się problemu”. Nawet dyskusja o tym, czy mieszkańcy miast są szczęśliwsi od mieszkańców wsi, dotyczy w gruncie rzeczy określonego wyobrażenia na temat życia w środowisku miejskim. Interesujące jest to, jak dane wytwarzane przez naukowców, aktywistów czy ruchy oddolne zostają później przejęte przez politykę lokalną. Bardzo często służą budowaniu jednej z tych dwóch narracji: miasta jako obietnicy albo miasta jako zagrożenia. Drugie pole to transparentność. Nie spotkałem się dotąd z przypadkiem, w którym instytucje podległe samorządowi przedstawiałyby w sposób całościowy i zrozumiały informacje o tym, jakie dane gromadzą. W odniesieniu do miasta myślimy przede wszystkim o danych geolokalizacyjnych, ale zapewne nie tylko o nich. Problem polega więc nie wyłącznie na samym zbieraniu danych, lecz także na tym, że mieszkańcy nie mają pełnej wiedzy o ich zakresie, sposobach łączenia i możliwych zastosowaniach.
BŚ: Kierujesz projektem Aktywizm a w ytwarzanie wiedzy. Archiwa i dane o protesta ch w pol u polityki kontestacji . To wieloletnie badanie finansowane przez Narodowe Centrum Nauki, które ma się zakończyć wnioskami w roku 2028. Pewnie dziś jest za wcześnie, żeby rozmawiać o rezultatach, ale warto wspomnieć o ciekawym wątku – badacie zarówno bazy rejestrujące protesty, ale także archiwa tworzone przez ruchy społeczne dotyczące własnej działalności.
MK: Zauważyliśmy, że powstaje stosunkowo dużo baz i zestawów danych ewidencjonujących akty protestu. Część z nich działa tak samo jak dziesięć czy dwadzieścia lat temu: na podstawie artykułów prasowych zbiera się informacje o tym, gdzie, kiedy, przez kogo, w jakiej formie i w jakim celu została zorganizowane zdarzenie protestacyjne. Takie dane są niezwykle przydatne, ponieważ pozwalają śledzić zmiany aktywności ruchów społecznych, podejmowanych tematów.
Od pewnego czasu pojawiają się także zestawy danych tworzone automatycznie albo półautomatycznie. Informacje są pozyskiwane z platform społecznościowych i elektronicznych wydań prasy, dzięki czemu niemal w czasie rzeczywistym można śledzić aktywność protestacyjną różnych podmiotów, nawet w skali globalnej. Na świecie działa kilka takich projektów.
Oprócz tego istnieje oczywiście ogromna liczba materiałów dotyczących bliższej i dalszej przeszłości: dokumentacji protestów, aktów obywatelskiego sprzeciwu i działalności ruchów społecznych. W Polsce takich archiwów i zasobów nie mamy jednak zbyt wiele. Przekonanie, że nawet aktywizm prowadzony w bardzo małej skali jest częścią dziedzictwa kulturowego i historycznego, wciąż nie jest powszechne.
BŚ: Ale jednak ta oddolna archiwistyka się rozwija.
MK: Zmieniają to częściowo archiwa społeczne i cały ruch wspierany między innymi przez Centrum Archiwistyki Społecznej. W przypadku ruchów społecznych jest to niezwykle ważne, ponieważ ich historia zwykle zostaje później opowiedziana przez kogoś innego. Ruchy społeczne funkcjonują zazwyczaj w polu konfliktu, więc ich dzieje bardzo chętnie opiszą przeciwnicy polityczni, policja, szeroko rozumiana opozycja albo późniejsi
spadkobiercy. Jeżeli same nie zadbają o swoją historię i nie opowiedzą własnego zaangażowania, zrobią to za nie inni. Zauważyliśmy również, że współczesne ruchy, działając w dużej mierze cyfrowo, przestały dostatecznie troszczyć się o archiwizację. Kiedy używano plakatów, protokołów ze spotkań, odezw, manifestów, papierowej prasy, ulotek czy naklejek, łatwiej było zachować materialny ślad aktywności. Dzisiaj jest to często profil na Facebooku, kanał na WhatsAppie albo strona internetowa. Łatwo więc przyjąć, że wszystko to będzie trwało wiecznie. Ale nie będzie.
BŚ: Tu uzależnienie od firm dostarczających rozwiązania technologiczne jest szczególnie dobrze widoczne.
MK: Tak. Zwłaszcza, że nie chodzi wyłącznie o to, żeby można było później prowadzić badania. Chodzi o to, żeby nie trzeba było ponownie walczyć o te same sprawy i od początku opowiadać tych samych idei. Żeby historia konkretnego zaangażowania przetrwała nie dziesięć czy dwadzieścia lat, lecz znacznie dłużej.
Dlatego próbujemy w Polsce przekonywać aktywistów i ruchy społeczne, by gromadziły własną dokumentację. Trochę się przed tym broniliśmy, ponieważ nasz projekt ma charakter naukowy i dotyczy tego, jak wiedza funkcjonuje w polu polityki. Zdarzyło się jednak, że sami zaczęliśmy zbierać materiały, zwracając się do różnych ruchów z prośbą o ich przekazanie, o ile wcześniej nie trafiły do innej instytucji. Okazało się, że dzieje się to stosunkowo rzadko.
Stworzenie takiego archiwum nie jest celem naszego projektu. Widzimy wyraźnie, że warto tworzyć archiwa codziennego aktywizmu. Aktywiści mają oczywiście wystarczająco dużo bieżącej pracy, zmagają się ze zmęczeniem, przeciążeniem i wypaleniem, ale warto zadbać o to, żeby ich wysiłek mógł zostać przeniesiony w przyszłość. Archiwum jest bowiem przede wszystkim opowieścią o przyszłości. Jest pytaniem o to, jak skonstruować depozyt, który wysyłamy ludziom żyjącym za kilka pokoleń.
BŚ: Protest zwykle wiąże się z domniemaniem au tentyczności społecznych emocji, które wyprowadzają ludzi na ulicę, romantycznym wyobrażeniem, że protestujący zawsze mają moralną słuszność i występują w obronie
słabszych albo pokrzywdzonych. Tymczasem najnowsze technologie pozwalają emocje wytwarzać i wzmacniać – podsycać polaryzację, uruchamiać konflikty wewnętrzne, osłabiać wspólnotę czy destabilizować państwo. Czy można jeszcze odróżnić oddolny sprzeciw od konfliktu świadomie wywoływanego i sterowanego z zewnątrz?
MK: Ludzie wychodzą na ulicę w bardzo różnych sprawach, także po to, żeby manifestować chęć wykluczenia innych, głosić poglądy rasistowskie, antyimigranckie, antyszczepionkowe czy anty-LGBT. Granica między protestem a zamieszkami oraz między oddolną mobilizacją a sprowokowaniem jej pojawienia się w przestrzeni publicznej jest również bardzo płynna. Nowe technologie rozpowszechniania informacji znacznie utrudniają rozpoznanie co jest czym, począwszy od deepfake’ów, a skończywszy na tym, że także relacje z protestów bywają przedmiotem celowej dezinformacji i manipulacji. Zestawia się ze sobą materiały pochodzące z różnych miejsc i wydarzeń, używa prowokacji, preparuje fotografie i grafiki.
Emocje, które skłaniają nas do wyjścia na ulicę, są oczywiście niezwykle ważne. Wobec władzy autorytarnej protest bywa jedynym dostępnym narzędziem oporu i sprzeciwu. Jednocześnie istnieje ryzyko, że polityka całkowicie przeniesie się na ulicę, a wyrażanie emocji i iluzja sprawczości urosną do niebotycznych rozmiarów. Powraca wtedy romantyczne wyobrażenie, że pospolite ruszenie albo zajazd szlachecki może zastąpić inne, rutynowe i nudne formy sprawowania władzy. To niestety może obrócić się przeciwko samej demokracji.
BŚ: To znaczy?
MK: Istnieje niebezpieczeństwo, że polityka dziejąca się poza instytucjami – dawniej powiedzielibyśmy: polityka pozaparlamentarna, polityka ulicy – zacznie wypierać sposoby podejmowania decyzji wypracowane w ramach demokracji parlamentarnej. Pamiętajmy też, że masowe wyjście na ulicę daje poczucie sprawstwa i wpływu na decyzje, ale te decyzje nie zawsze później zapadają. Rozczarowanie po protestach w sprawie zaostrzenia prawa do aborcji w Polsce jest częścią zjawiska, o którym mówię. Masowe zaangażowanie, podejmowane w słusznym społecznym gniewie i w określonym kontekście politycznym, mogło stworzyć
złudną nadzieję, że sprawa została już rozstrzygnięta. Skoro było nas tak wiele, skoro tak wiele osób wyszło na ulicę, to coś z pewnością musi się zmienić. Tymczasem się nie zmieniło. To doświadczenie może działać demotywująco i osłabiać samo życie polityczne.
BŚ: Z drugiej strony uczestnictwo w proteście często staje się wydarzeniem pokoleniowym, doświadczeniem formującym całą generację.
Demonstracja może nie doprowadzić bezpośrednio do zmiany decyzji politycznej, ale zmienia jej uczestników.
MK: Każda forma protestu – od strajku okupacyjnego po wyjście na ulicę – angażuje nas cieleśnie i emocjonalnie. Wymaga czasu, zasobów i wejścia w relacje społeczne, które pod wpływem tego doświadczenia także ulegają zmianie. Protesty uliczne nie znikną, bo są ucieleśnionym doświadczeniem politycznym. Nawet jeśli duża część obywatelskiego sprzeciwu przenosi się do sieci, dokumentacja ma cyfrowy charakter, a zdjęcia stają się głównym świadectwem aktywności protestacyjnej, niezmienny pozostaje jej rdzeń: wspólne, fizyczne doświadczenie obecności i działania.
DR HAB. MACIEJ KOWALEWSKI
Socjolog miasta i badacz ruchów społecznych. Od 2017 r. kieruje Instytutem Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego; na kolejną kadencję został powołany na lata 2025–2028. Od 2022 r. stoi także na czele UNESCO Chair for Social Sustainability. Prowadził badania między innymi jako visiting associate w LSE Cities oraz na Uniwersytecie Hamburskim; był stypendystą DAAD i Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Bada miasto jako miejsce formowania się konfliktów, wspólnot, tożsamości i roszczeń politycznych. Analizuje między innymi obywatelstwo miejskie, publiczne manifestowanie niezadowolenia, polityczne znaczenie placów, ulic i innych przestrzeni wspólnych, a także sposoby, w jakie architektura może wspierać albo ograniczać protest. Jest autorem publikacji Protest miejski. Przestrzenie, tożsamości i praktyki niezadowolonych obywateli miast (Zakład Wydawniczy NOMOS, Kraków 2016).
Jan Oleszczuk-Zygmuntowski , ekonomista, spółdzielca i badacz gospodarki cyfrowej oraz modeli zarządzania danymi, mówi o tym, dlaczego prawo do cyfrowego miasta nie może sprowadzać się do dostępu do aplikacji i sprawnie działających e-usług. Cyfrowa warstwa miasta powstaje na wspólnej infrastrukturze, ale coraz częściej pozostaje pod kontrolą prywatnych platform, które decydują o obiegu informacji, sposobach korzystania z usług i przepływie pieniędzy. Mieszkańcy korzystają z wygody, lecz tracą wpływ na zasady działania systemów oraz dostęp do wiedzy wytwarzanej z ich aktywności. Rozmowa prowadzi od hulajnóg zajmujących publiczne chodniki po miliardy złotych odpływające z lokalnej gospodarki do zagranicznych firm technologicznych. Zygmuntowski przekonuje, że alternatywą dla wyboru między władzą big techów a centralizacją państwa mogą być cyfrowe dobra wspólne: platformy, zasoby i instytucje zarządzane demokratycznie, także na poziomie samorządów. Bo cyfrowe prawo do miasta oznacza również prawo do kontroli nad wartością, którą wspólnie wytwarzamy.
c zy alternatywą dla modelu amerykańskiego ma być model chiński? b ig Tech czy b ig s tate? W naszym środowisku odpowiadamy raczej: b ig c ommons – duże dobra wspólne, wymagające modeli bardziej lokalnie zakorzenionych.
Sylwia Czubkowska , dziennikarka technologiczna i autorka m.in. uhonorowanej nagrodą im. Marcina Króla książki Bóg techy, mówi o tym, dlaczego nawet najbardziej ambitne miasto nie odzyska samodzielnie kontroli nad cyfrową infrastrukturą. Samorządy mogą przejrzyście wybierać dostawców, chronić dane mieszkańców, pilnować technologii używanych w szkołach i inwestować w otwarte oprogramowanie zamiast kolejnych licencji. Bez wsparcia państwa i Unii Europejskiej pozostaną jednak wyspami na oceanie zdominowanym przez amerykańskie platformy, chmury i systemy operacyjne. Rozmowa dotyczy nie tylko bezpieczeństwa danych, lecz także zależności instytucji publicznych od narzędzi, których zasad działania nie kontrolują. Czubkowska pokazuje, że cyfrowa suwerenność zaczyna się od pozornie technicznych decyzji: warunków przetargu, miejsca przechowywania danych czy wyboru oprogramowania. Przestrzega zarazem przed produkowaniem kolejnych miejskich strategii bez realnych kompetencji i środków. Prawo do cyfrowego miasta wymaga lokalnych eksperymentów, ale odpowiedzialność za jego ochronę musi sięgać znacznie dalej niż granice samorządu.
p oszc zególne miasta mogą próbować działać na własną rękę, ale bez zmiany systemowej będą wyspami na oceanie. s zczególnie w św iecie cyfrowym nie ma już jednostkowego podejmowania decyzji.
Filip Kozarski , architekt i autor rewitalizacji Grid Arthub w na terenie dawnej stoczni Gdańsku, mówi o zaletach przestrzeni, w których nie jesteśmy stale obserwowani. Pustostany, obrzeża, ogródki działkowe i nieformalne miejsca spotkań dają coś, czego coraz częściej brakuje w projektowanych i monitorowanych miastach: swobodę działania bez gotowego scenariusza, możliwość eksperymentu, popełniania błędów i bycia poza zasięgiem nieustannej kontroli.
Kozarski przekonuje, że kamera nie zawsze zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Może równie dobrze przypominać, że każdy gest zostaje zarejestrowany, oceniony i przekształcony w informację. Dlatego interesuje go miasto mniej uporządkowane, pozostawiające miejsce na nieformalność, przypadek i nieprzewidziane użycia. Rozmowa prowadzi do pytania, czy możliwy jest jeszcze powrót do miasta analogowego – takiego, w którym
ludzie spotykają się bez pośrednictwa platform, sami przekształcają przestrzeń i nie muszą bez przerwy produkować danych na swój temat.
Kiedy widzę wiele kamer, nie czuję się bezpieczniej, tylko bardziej niebezpiecznie. Nie dlatego, że chcę
coś zniszczyć, ale dlatego, że niepokoi mnie, ile osób na mnie patrzy i c o robi z tą informacją.
Krzysztof Nawratek , architekt, badacz miasta i wykładowca University of Sheffield, mówi o sztucznej inteligencji jako technologii, której nie da się już po prostu odrzucić, ale którą trzeba wyrwać z logiki korporacyjnej kontroli. Uniwersytet nie powinien bronić się przed AI zakazami i nostalgią za własną autonomią. Powinien raczej zapytać, dlaczego maszyna potrafi wykonywać zadania stawiane studentom i co to mówi o sposobie, w jaki dziś uczymy.
Nawratek proponuje spojrzeć na AI jak na zewnętrzną pamięć ludzkości: narzędzie wyrosłe z języka, kultury i wiedzy wytwarzanej wspólnie przez pokolenia. Problemem nie jest więc sama technologia, lecz władza nad nią, zależność instytucji od cyfrowych korporacji i utrata kontroli nad warunkami produkcji wiedzy. Rozmowa prowadzi od kryzysu uniwersytetu do miasta jako infrastruktury współbycia – przestrzeni, która pozwala bardzo różnym ludziom żyć obok siebie, wspólnie, choć niekoniecznie wspólnotowo.
m a terialność miasta pozwala bardzo różnym ludziom żyć obok siebie, niekoniecznie razem. p otrze bujemy mechanizmów współbycia: wspólnie, ale nie wspólnotowo.
Michał Kuszewski , współautor warszawskich zasad odpowiedzialnego wykorzystywania sztucznej inteligencji w urzędzie, mówi o tym, jak miasta powinny wprowadzać nowe technologie bez utraty zaufania mieszkańców. Administracja nie może działać według logiki firm technologicznych: najpierw wdrożyć, a potem naprawiać skutki. Każde narzędzie powinno być sprawdzone pod kątem bezpieczeństwa danych, przejrzystości działania i realnej korzyści dla użytkowników.
Etyczność nie oznacza jednak rezygnacji z technologii. AI może skracać czas obsługi zgłoszeń, pomagać w wypełnianiu dokumentów, wyszukiwaniu informacji czy planowaniu transportu. Warunkiem jest ograniczenie jej do konkretnych zadań, lokalne przechowywanie danych i zachowanie odpowiedzialności po stronie człowieka. Kuszewski przekonuje, że najlepszą ochroną nie są zakazy, lecz jasne reguły, edukacja urzędników i testowanie rozwiązań w małej skali. Prawo do cyfrowego miasta zaczyna się tam, gdzie technologia wspiera kontakt z mieszkańcem, zamiast go zastępować lub zamieniać w obiekt nadzoru.
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
Zakazywanie prowadzi do shadow a i : skoro nie mogę użyć narzędzia na komputerze służbowym, zrobię to na telefonie. l epsze są jasne reguły, edukacja i w yjaśnienie, czego nie wolno robić i dl aczego.

Nazwa projektu wydawniczego Meatspace Press pochodzi z cyberpunkowego slangu oznaczającego przeciwieństwo cyberprzestrzeni – prawdziwe życie (ang. meat – mięso). Mark Graham i Joe Shaw, inicjatorzy wydawnictwa, deklarują, że nie wierzą w takie podziały. Ich zdaniem to, co cyfrowe jest materialne, a życie realne jest już tak cyfrowe, że wszystko stało się wspólną przestrzenią. Meatspace Press powstało z myślą o popularyzacji badań akademickich dotyczących technologii cyfrowych i zjawisk społecznych. W 2017 r. ukazała się pierwsza książka Our Digital Rights to the City (Nasze cyfrowe prawo do miasta), po niej How to Run a City Like Amazon, and Other Fables (Jak zarządzać miastem jak Amazon i inne bajki), następnie Data Justice and COVID-19 Global Perspectives (Sprawiedliwość danych a COVID-19: perspektywy globalne) oraz Fake AI.
Ostatnia książka, Eated by the Internet (Pożarci przez internet), pod redakcją Corinne Cath, antropolożki technologii związanej z Critical Infrastructure Lab na Uniwersytecie Amsterdamskim, ukazuje polityczny wymiar infrastruktury internetowej.
Badaczka pisze we wstępie: Żyjemy w wyjątkowym momencie: technologie internetowe stały się domyślną infrastrukturą społeczeństwa. Służą nie tylko komunikacji, ale także organizacji życia społecznego, polityki i gospodarki, sięgają po nasze środowisko materialne, zagarniają miasta. (..) Dziś technologie internetowe są podstawową infrastrukturą społeczeństwa. Nie tylko w sensie tego, jak komunikujemy się ze sobą, ale także pod względem tego, jak organizujemy nasze środowisko społeczne i materialne. Jednak ta rozległa dziedzina technologii obejmująca wszystko – anteny komórkowe, chmury obliczeniowe, chipy, serwery danych, satelity, standardy i komponenty oprogramowania, systemy operacyjne, przeglądarki i moc obliczeniową, które umożliwiają łączność – rzadko przyciąga uwagę, chyba że coś się zepsuje. Jednak nawet wtedy większość użytkowników internetu nie zadaje sobie pytania „dlaczego?”.
Infrastrukturę internetową ignorujemy ze szkodą dla nas samych. Nie będziemy w stanie złagodzić szkodliwych zmian technologicznych, jeśli nie rozumiemy jak infrastruktura internetowa pochłania świat. Siłą napędową tych zmian jest grupa podmiotów, których motywacje nie są w pełni zgodne z interesem publicznym. A przecież ten, kto kontroluje infrastrukturę, kontroluje granice publicznej wypowiedzi, ale także produkcję gospodarczą, spójność społeczną i politykę, co sprawia, że ta ignorowana infrastruktura jest w istocie kluczowym polem politycznym. Zgłębianie polityki infrastruktury internetowej oznacza zgłębianie niewidocznych sił, które kształtują nasze społeczeństwa.
Internet nie jest więc już jedną z wielu technologii komunikacyjnych, lecz podstawową infrastrukturą organizującą życie
społeczne, politykę, gospodarkę, administrację i materialne środowisko miast. Dlatego kontrola nad internetem oznacza kontrolę nad warunkami wypowiedzi publicznej, produkcji ekonomicznej, funkcjonowania instytucji i jakości życia obywateli i obywatelek.
Piętnaście rozdziałów napisanych przez badaczy, aktywistów i specjalistów od technologii z całego świata analizuje szereg tematów, od infrastruktury internetowej po kolonializm kosmiczny i wyścig o dostęp do zasobów księżyca, od szkód wyrządzanych przez firmy blockchain na obszarach wiejskich Ameryki, po specyfikę cenzury online w Azji. Teksty poruszają drażliwe tematy, omawiając między innymi konsolidację władzy w branży reklamowej i chmurowej, rolę infrastruktury internetowej w wojnie w Ukrainie oraz wpływ technologii na środowisko.




Eaten by the Internet pod redakcją Corinne Cath, 2023, wydawnictwo Meatspace Press, https://meatspacepress.com/
Wszystkie publikacje Meatspace Press są dostępne w otwartym dostępie (Open Access) i można je bezpłatnie pobrać na licencji Creative Commons BY-NC-SA. https://meatspacepress.com/
<<"Prawo do cyfrowego miasta";
cyfrowego
Osmo – przedrostek w medycynie/fizjologii. Wskazuje na związek z węchem (z greckiego osmē, np. osmofobia)
lub ciśnieniem osmotycznym.
Słownik Języka Polskiego PWN
nowy wyraz* to rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami tworzymy spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, albo takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych.
Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: bogna@beczmiana.pl
* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).
Słownik, który proponuje Marta Lisok, autorka opublikowanej właśnie książki Osmofuturyzm. O zapachu i bezużytecznym spojrzeniu*, wyrasta z interdyscyplinarnych badań nad sposobami odczuwania zapachu u przedstawicieli gatunków, których zmysł węchu jest znacznie bardziej wyczulony niż u ludzi.
Hasła są efektem spekulacji nad scenariuszami przyszłości pod kątem ewolucji zmysłów. Poszczególne pojęcia wiążą się z konsekwencjami przebodźcowania i modyfikacji rytmu dobowego, wynikającymi ze zwiększonej ilości czasu spędzanego w środowiskach cyfrowych. Łączą doświadczenia węchowe i nowe niepokoje związane z gwałtowanymi przemianami krajobrazów zapachowych. Diagnozują wybrane zjawiska sensoryczne jako wypadkową dwóch procesów, z jednej strony – rozwoju technologii dowartościowujących wzrok, z drugiej – żałoby klimatycznej spowodowanej utratą bioróżnorodności.
Inicjowane słownikiem rozważania nad oddechem jako narzędziem splatającym wnętrze ciała z otoczeniem otwierają nowe perspektywy badawcze i projektowe. Przynoszą nie tylko opisy potencjalnych zaburzeń powonienia, ale też odpowiadające na nie modele praktyk regeneracyjnych, terapeutycznych i adaptacyjnych.
Budują w ten sposób wyobrażenia o tym, jak będzie pachnieć przyszłość, w jakich warunkach i za pomocą jakich przedłużeń zmysłu węchu przyjdzie nam ją odczuwać. Na marginesie tych symulacji pozwalają nastroić się na aktywności, lęki i zaburzenia sensoryczne, które mogą stać się codziennością całej populacji.
Marta Lisok
* Wydana w czerwcu 2026 roku nakładem wydawnictwa Fundacji Bęc Zmiana we współpracy z Akademią Sztuk Pięknych w Katowicach, dofinansowana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
antroPologia zmysłów
Bada, w jaki sposób poszczególne kanały percepcji są kształtowane przez kulturę. Zgodnie z tą myślą znaczenia rozpisane na wzrok, słuch, węch, smak i dotyk okazują się uwarunkowane społecznie i zmienne w czasie. Przykładem może być przejście od kultur oralnych do piśmiennych, które radykalnie zmieniło ludzką zmysłowość, faworyzując wzrok jako narzędzie obiektywnego poznania, a węch, dotyk i smak spychając na marginesy zarówno rozważań filozoficznych, jak i eksperymentów naukowych. Kluczowy moment w badaniach prowadzonych w ramach antropologii zmysłów miał miejsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Dokonywano wtedy porównań pomiędzy kulturą Zachodu a społecznościami indygenicznymi. Zabieg ten pozwolił na wskazanie różnic w sposobie opisywania bodźców sensorycznych, jak i zaakcentowanie historycznych uwarunkowań wpływających na wartościowanie danych płynących z poszczególnych zmysłów.
BłotoluBność / immersjolutyzm (łac. immersio – ‘zanurzanie’, lutum – ‘błoto’)
Uzależnienie od przebywania na terenach grząskich i błotnych. Zanurzanie się w błocie jako atawizm wpływa na redukcję stresu i napięć psychicznych.
Jak większość pozycji o charakterze horyzontalnym jest wyrazem sprzeciwu wobec norm społecznych, opresji produktywności i innych mechanizmów kontroli.
Pozwala na doświadczenie niepewności związane z przedzieraniem się przez miejsca pozbawione stabilnych konturów, pełne miękkich i śliskich form, wymagające badania za pomocą ciała, którego ciężar staje się przyrządem pomiarowym dostarczającym informacji o głębokości wody i gęstości terenu.
(gr. oikos – ‘dom, miejsce do życia’, iatrós – ‘lekarz, uzdrowiciel’) Bada środowiskowe uwarunkowania zaburzeń psychicznych, zajmuje się diagnozowaniem amnezji pokoleniowej związanej z wygasaniem doświadczeń bezpośredniego kontaktu z przyrodą bądź żałoby klimatycznej uwarunkowanej zmianami ekosystemu, w tym procesem utraty bioróżnorodności. Przykładem analiz prowadzonych w ramach ekopsychiatrii może być solastalgia, jedno z określeń ukutych przez australijskiego filozofa
Glenna Albrechta zajmującego się ekologią społeczną. Opisuje ono stres spowodowany zmianami środowiska naturalnego i nieznajdującą pocieszenia tęsknotę za domem, pomimo że nigdy się go nie opuściło. Odzwierciedla głębokie poczucie straty, bezradności i winy naocznego świadka
obserwującego zagładę najbliższego ekosystemu.
halucynacje węchowe / antosmia
Patrz Zaburzenia węchowe
melancholia gleBowa / terraPatia
(łac. terra – ‘ziemia’, gr. patia – ‘choroba’) Psychiczny i emocjonalny dyskomfort wywołany brakiem możliwości wdychania zapachu gleby. Tęsknota za kontaktem z ziemią łączy się z poczuciem wyobcowania z rytmu pradawnych kultów agrarnych, podkreślających współzależność między ludzkimi i więcej niż ludzkimi formami życia, a także wspólną im zdolność do przekształceń. Kojący zapach pozwala myśleć o przemianie dokonującej się w kategoriach mierzonych czasem cyklicznym wyznaczanym przez wzrost, rozkwit i gnicie. Przypomina o obiegu materii jako archiwum procesów dekompozycji i zbiera efekty międzygatunkowej współpracy. Melancholia glebowa jest w tym kontekście fantazją o połączeniu z materią ziemi i zachodzącymi w niej powolnymi procesami odbywającymi się w kontrze do paradygmatu błyskawicznego i precyzyjnie zaplanowanego działania nakierowanego na maksymalną produktywność. Wpisana w nią zgoda na pozostawanie w bezruchu, bycie bezczynnym pozwala na
zanurzenie się we własne ciało, poddawanie sile grawitacji. Jest symulacją rytuału grzebalnego, ćwiczeniem z uziemienia, formą przygotowania na procesy osobniczego rozkładu.
olfaktoryczne
Projektowanie / olfaktoryczna moda
Prototypy strojów inspirowane komunikacją zapachową owadów, powłoki pozwalające na odbieranie informacji całą powierzchnią ciała, np. dzięki specjalnie zaprojektowanym czujnikom działającym na zasadzie digital nose (urządzenia służącego do detekcji zapachów, wykrywającego toksyczne substancje, przeterminowane produkty spożywcze, określone choroby).
Innym przykładem projektowania olfaktorycznego są tekstylia służące do odstraszania owadów przy użyciu sztucznych zapachów (np. specjalistyczna odzież do przedzierania się przez zarośla, wysokie trawy), dizajnersko-entomologiczne projekty zmierzające do stworzenia strojów nasączonych repelentami, np. permetryną, która działa na układ nerwowy owadów i pajęczaków, zmuszając je do ucieczki.
osmofuturyzm
(gr. osme – ‘zapach, woń, odór’, łac. futurus – ‘przyszły’)
Badanie przyszłości przez pryzmat prognozowanych
aktywności olfaktorycznych i znaczeń przypisywanych zapachom w przyszłości. Analizy prowadzone w jego ramach odbywają się w perspektywie prognoz klimatycznych i innych procesów cywilizacyjnych. Tak ujęte badania nad kierunkiem ewolucji zmysłu węchu można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza jest związana z woniami, które dopiero się pojawią jako efekty technicyzacji doświadczenia, podobnie jak zapach ozonu, który stał się symbolem elektryfikacji w ramach rewolucji przemysłowej. Ta grupa przynosi pytanie, jaka woń okaże się dominująca w epoce postcyfrowej.
Druga kategoria związana jest z woniami, które przestaną być odczuwalne ze względu na utratę bioróżnorodności i degradację środowiska, wymieranie gatunków, wynikające z zubożenia ekosystemów i pustynnienia krajobrazu. Trzecia kategoria zbiera wonie, które dopiero nauczamy się odczuwać, dzięki hiperczułym przedłużeniom zmysłu węchu (np. wzbogaconym technologicznie powłokom), projektowanym na wzór sposobów odczuwania charakterystycznych dla innych gatunków.
PulwiofoBia
(łac. pulvis – ‘pył’, gr. phobos – ‘lęk’) Niepokój spowodowany kurzem, pyłem i innymi drobinami unoszącymi się w powietrzu. Zetknięcie z substancjami
sypkimi wymusza konfrontację z myślą o długim trwaniu materii, obserwowanym w rytmie falowym, od powolnego zagęszczania do rozproszenia. Wyznacza drogę od kruszejących skał, które zamieniają się w glebę, przez składające się na nią pierwiastki, po korzystające z nich organizmy, przekształcające się w złoża węgla, wydobyte, spalone i unoszące się w powietrzu. Skłania do myślenia o własnej dekompozycji. Cyrkulujące pyły uniemożliwiają widzenie, skazują władzę oka na bezużyteczność. Tym samym zagrażają wszystkim modelom rzeczywistości, których głównym celem jest kategoryzowanie i potrzeba wnikliwego poznania przynoszącego jednoznaczny wynik. Przynoszą alternatywne modele myślenia operujące gramatyką wdechu i wydechu. Jej przeciwieństwem jest mgłofilia, nebulafilia (łac. nebula – ‘mgła’), czyli poszukiwanie przestrzeni o słabej widoczności. W czasach całodobowego zanurzenia w świetle ekranów gwarantujących odpowiednie warunki do niemal nieprzerwanej aktywności wzrokowej obserwuje się tendencję przeciwną (mgłofilię), związaną z potrzebą zaniechania widzenia, zanurzenia w środowiskach, które uniemożliwiają obserwacje.
sanatorium zaPachowe / osmotoPia
(gr. osme – ‘zapach’, topos – ‘miejsce’) Przestrzenie zaprojektowanych doświadczeń zapachowych, gdzie zapach jest głównym elementem terapii pozwalającej na zetknięcie z historycznymi woniami albo na dostrojenie do prognozowanych zjawisk olfaktorycznych powiązanych z przemianami cywilizacyjnymi.
Dostępne w sanatoriach komory percepcyjne eliminują z pola widzenia wszelkie punkty odniesienia, linie i krawędzie. Mózg, pozbawiony zwykłych bodźców, zaczyna sam wytwarzać obrazy na zasadach podobnych do transu, głębokiej medytacji lub halucynacji, których źródłem staje się zapach. Wtłaczany do pomieszczenia zestaw woni przywołuje osobiste doświadczenia, może przyczynić się do odblokowania zapomnianych wspomnień, konfrontacji z traumatycznymi, niewypowiedzianymi doświadczeniami. Jedną z metod towarzyszących jest przebywanie w ciemności, nyktoterapia (gr. nyktós – ‘noc, terapia, leczenie, uzdrawianie’), czyli praktyka terapeutyczna polegająca na pozostawaniu w odosobnieniu w całkowitej ciemności przez kilka dni, w celu wyciszenia przebodźcowanego układu nerwowego i stabilizacji nastroju. Jest to indywidualny proces detoksu cyfrowego, który umożliwia regulację dobowego rytmu syntezy melatoniny.
wietrznictwo / anemosfilia
(gr. anemos – ‘ruch powietrza, oddech, powiew’)
Jeden z niepokojów olfaktorycznych objawiający się zaburzeniami przyzwyczajeń węchowych. Diagnozowane jako kompensacyjna potrzeba dostarczenia układowi nerwowemu dodatkowych bodźców charakterystyczna dla „pokolenia wnętrz” spędzającego 90% czasu w zamkniętych pomieszczeniach. Wietrznictwo łączy się z poszukiwaniem dodatkowych stymulacji sensorycznych wobec niedoboru bądź powtarzalnych doświadczeń zmysłowych.
Wystawianie się na silne podmuchy zalicza się do atawizmów i jako takie wiąże się z poszukiwaniem sposobów wybudzenia się po okresie hibernacji. W zaburzonym rytmie dobowym i cyklu pór roku zachowanie to łączy się z wystawianiem się na ciągi powietrza ze sztucznych nawiewów, których intensywność umożliwia dobodźcowanie.
zaBurzenia węchu / dysosmia
Obejmują zarówno ilościowe, jak i jakościowe osłabienie lub brak zdolności wyczuwania zapachów. Mogą być efektem przebywania w neutralnych zapachowo pomieszczeniach. Ich jednolity krajobraz zapachowy doprowadza do aberracji zmysłu węchu, który halucynuje, staje się hiperczuły,
albo przeciwnie – stopniowo wygasza się jako zmysł. Jednym z jej przejawów jest ślepota zapachowa, anosmia (gr. an – ‘nie, bez’, osme – ‘zapach, węch’) – to nabyty brak funkcji węchu. Cierpiący na anosmię często skarżą się na poczucie wyobcowania, anhedonię, brak apetytu, nierzadko na zaburzenia lękowe lub depresyjne. Po konsultacjach neurologicznych, oprócz środków farmakologicznych, laryngolodzy zalecają trening węchu, który polega na dostarczaniu silnych bodźców zapachowych. Innym przypadkiem zaburzeń węchu jest nadwrażliwość węchowa, hiperosmia (gr. hiper – ‘nadmiar, ponad, powyżej’), która objawia się ekstremalnym wyczuleniem na zapachy. Osoby zmagające się z tą

dolegliwością odczuwają zapachy znacznie intensywniej i silniej niż przeciętny człowiek. Pozornie neutralne zapachy mogą wywoływać u nich dyskomfort, nudności, a nawet migreny.
Kolejnym przykładem są halucynacje węchowe, fantosmia (gr. phántasma – ‘zjawa, urojenie’), czyli zaburzenie węchowe charakteryzujące się odczuwaniem zapachów, które w rzeczywistości nie istnieją w danym środowisku.
Pacjenci doświadczają najczęściej nieprzyjemnych woni, takich jak zapach spalenizny, zgnilizny czy chemikaliów, choć mogą pojawiać się u nich również wrażenia przyjemne, np. omamy związane z nieistniejącymi już krajobrazami, którym towarzyszyła określona pula zapachów.
dr Marta Lisok
Kuratorka, krytyczka sztuki, badaczka, wykładowczyni w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, gdzie od 2023 roku kieruje Zakładem Teorii i Historii Sztuki. Absolwentka historii sztuki (UJ) i filozofii (UŚ). Kuratorka kilkudziesięciu wystaw, m.in. w CSW Zamek Ujazdowski, Muzeum KODE w Bergen, BWA Katowice, Bunkier Sztuki w Krakowie, Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, OP ENHEIM we Wrocławiu, a także konferencji naukowych: Nasłuchiwanie (2024), Grzyby i inni. Ku symbiocenowi (2025), Urszula Broll. Pejzaże jeszcze dalekiego świtu (2025). Redaktorka książek, m.in. Fungi and Others. Towards the Symbiocene (2026), On or out the grid (2022), Najbardziej na świecie (2022), Głębokie słuchanie (2019), Widmo (2016), Mocne stąpanie po ziemi (2015), Nocne aktywności (2014), O powstawaniu i ginięciu (2014). Stypendystka Marszałka Województwa Śląskiego i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Członkini Rady Programowej Muzeum Śląskiego i Galerii Rondo Sztuki w Katowicach. W swojej praktyce kuratorskiej używa sztuki jako narzędzia do prognozowania przyszłych form odczuwania. Autorka książki Osmofuturyzm. O zapachu i bezużytecznym spojrzeniu, wydanej w wydawnictwie Fundacji Bęc Zmiana w 2026 roku.




cegiełek, próbujących po prostu żyć swoim prostopadłościennym życiem! instagram.com/kosmiczna_ekspedycja_kube
telefony zarastają nieprzejrzanymi zdjęciami niczym pas przy linii kolejowej nawłocią, nieodebrane promocje i powiadomienia o logowaniu przywalają skrzynki mejlowe, wiadomości grupowe piętrzą się jak azbestowe dachówki, historyczne dane geolokacji i zainteresowania sklepem z odzieżą sportową gromadzą w przedmiejskich serwerowniach kurz cyfrowy zwany bitrotem. czy da się zrobić coś mądrego z tym cyfrowym łupieżem, by przestał nawiedzać nasze głowy raz i na zawsze – odpowiedzi szuka piotr „puldzian” płucienniczak.
każda osoba, która poczuła pilną potrzebę pozbycia się materiałów budowlanych i innych zbędnych dla własnego dobrostanu, wie, jakąż niezwykłą przeprawą jest podróż do pSzok-u oraz pertraktacje z bywalcami tego miejsca. zdarzają się tacy, którzy na samo wspomnienie o takiej ekskursji argumentują na rzecz porzucania odpadów na obszarach leśnych lub przy granicy pasa
drogowego. takimi szkodnikami nie będziemy się dziś zajmować. przeciwnie, będzie interesować nas skuteczna i ekologiczna redukcja śladu osobistego.
faktem jest, że gminy zobowiązane przez tajemne regulacje udostępniają takie punkty redukcji gabarytów z gruzem. cóż jednak dzieje się z odpadami cyfrowymi, które także

Piotr „Puldzian” Płucienniczak, Rozgnieciony komputer (Rak), akryl na płótnie, 50×50, 2026. Herakles rozgniótł Karkinosa, a Hera w ramach przeprosin przybiła go do nieboskłonu. Dopóki gwiazdy nie zgasną, będziemy zatem żyć pod znakiem pękniętej skorupy.
mielibyśmy ochotę w godny sposób odprawić w przestrzeń nieistnienia? problem ten narasta wraz z zapotrzebowaniem na centra przetwórstwa danych oraz akcje korporacji nvidia, a wkrótce dotrze także do zabudowań mieszkalnych.
nawet plik pozornie zmieciony z prywatnego dysku pozostawia na krzemowej powierzchni delikatną poświatę, z której można czasem wyczytać jego minioną zawartość. rzadko jednak mamy ochotę szyfrować cały komputer i wycierać dysk szmatką rozprowadzającą zera w miejscu informacji. Duch niedokasowanych danych nawiedza nas niczym wspomnienie o nieistniejącej sieci handlu wielkopowierzchniowego: jakieś migawki produktów, zakupów, preferencji konsumenckich. wiesz, że wystarczy znajomość trzech miejsc, w których bywasz, by cię zidentyfikować? może nawet dwóch, jeśli znam twój wiek albo płeć. podstępny zbieracz może się z takich skrawków wiele dowiedzieć.
zakute w dysk twardy bity danych każą nam być sobą. prekursorem jest tu, rzecz jasna, sam dowód osobisty. Bez tego dokumentu któż wiedziałby, jak się nazywamy, gdzie mieszkamy i co mamy w ogóle do zrobienia? państwowe przypisanie, które althusser nazywał „interpelacją”, wywołuje nas do bycia jednoznaczną (o)sobą. od innego francuskiego filozofa
(zwanego foucaultem) możemy sobie również pożyczyć termin „ujarzmienie”, który opisywać ma, jak różne państwowe procedury zamykają nas i każą nam mieć „ja” w tym zamknięciu. nie dość zatem, że z kilku drobnych danych można zrekonstruować moją osobę, to jeszcze osobiście czuję się zobowiązany być taką osobą, jaką opisują mnie dokumenty. algorytm, który ufundowałem na swoich wyborach estetycznych, podtrzymuje teraz moje preferencje, bo nie wyświetla rzeczy, które pozwoliłyby mi się zmienić.
to całkiem kłopotliwa sytuacja, bo przecież nie chciałbym, żeby rzeczy, które w przeszłości zrobiłem, określały mnie do końca egzystencji. nawet przestępca ma prawo do popełnienia przestępstwa, odrobienia kary, a następnie – po kilku latach – do wymazania wzmianek o tych perypetiach z obowiązujących dokumentów. Dzięki temu może on zacząć życie na nowo z poszanowaniem wszystkich zasad prawa. chciałbym, by ta sama zasada dotyczyła mojej historii wyszukiwania w mediach społecznościowych.
Statusy z nieistniejącego od wieków portalu grono.net zapewne nie mają większego wpływu na moją osobowość i na postrzeganie mnie przez znajomych. nie mam zielonego pojęcia, co mogłem tam pisać. mogę zatem uznać, że moja historyczna osobowość została
zlikwidowana wraz z resztą cyfrowej masy upadłościowej. podobne zdanie miałem na temat swoich zapisków muzycznych w portalu last.fm, w którym dawno temu usunąłem konto. nie przeszkodziło to nieznanej mi osobiście osobie odezwać się do mnie, bo dwadzieścia lat temu pisałem z nią jakieś głupoty na forum.
niewysłowione są potknięcia młodości! cóż gorszego, niż zobaczyć własne statusy sprzed dwóch dekad! wiatr z przeszłości przywodzi zapach wilgotnej piwnicy rozdmuchiwany wiatraczkiem zmęczonego laptopa.
czy to wszystko trzeba pamiętać? Jeśli zwolnimy dyski twarde z obowiązku pamiętania o naszych przeszłych myślach, nikt – taki jest fakt – nie będzie o nich pamiętał. Dokonania można sobie przypomnieć, gdy wejrzeć na ich efekty, natomiast myśli nie pozostawiają nic godnego wzmianki. tak powinno zostać. owszem, Unia europejska zapewnia nam „prawo do zapomnienia”, ale jak z niego korzystać, jeśli rozproszone algorytmy wiją się przez kable i każdy do własnej jamy zabiera mój kawałek danych? któż konkretnie miałby mnie zapomnieć, jeśli nie wiem nawet, kto przechowuje mnie w pamięci?
może lepiej zapomnieć o sobie samemu? wywieźć dawną siebie razem ze zbiorem statusowych wypowiedzi i opublikowanych zdjęć do punktu
selektywnego zbierania odpadów komunikacyjnych, gdzie zostaną zutylizowane. założyć nowy profil egzystencji. zdarza się, że ludzie stają się inni od siebie po szczególnie szokujących zdarzeniach. wszak czy tożsamość musi być ciągła? literatura i kino dostarczają wielu przykładów na interesujące historie życia, w których następuje zmiana i wytarcie dawnej perypetii. nawet jeśli nie określa mnie ta sprawa i niewielką wagę przywiązuję do przeszłych decyzji estetycznych i etycznych, fakt pozostawiania niechcianego śladu trapi mnie jak polującego kota. Jeśli mam ochotę zostać sobą, to chciałbym, abym to ja podejmował decyzję o zostaniu sobą. administrator danych osobowych niech odczepi się ode mnie i mojego kursora.
czy potrzebujemy punktów pozbywania się cyfrowego gruzu? całkiem możliwe.
Piotr Puldzian Płucienniczak krajoznawca, wydawca, wykładowca. Pracuje na ASP w Warszawie, mieszka w Łodzi. Zwolennik um iarkowanej komputeryzacji w granicach prawa.
przemysł wokół metawersum rozwija się teraz bardzo intensywnie. warto więc zadać pytanie, kto dziś w największej mierze projektuje te „nowe światy”, czyje doświadczenia są w nich reprezentowane i jakie relacje społeczne zostaną do nich przeniesione – sprawdza bal architektek.
Jeśli wierzyć marketingowi Doliny krzemowej, rzeczywistość wirtualna ma nas wszystkich uratować. Będziemy pracować w metawersum, spotykać się w metawersum, chodzić do szkoły w metawersum, a być może nawet przeżywać kryzysy egzystencjalne w metawersum. Dla garstki osób brzmi to jak mokry sen, spełnienie marzeń zaczerpniętych z kina science fiction (klasy B), podglądanego za młokosa z wypiekami na twarzy. Być jak flynn z ejtisowej produkcji Tron, kopią samego/samej siebie i żyć w przestworzach systemu komputerowego – brzmi intrygująco i ciekawie, ale raczej na chwilę, dopóki nie zemdli i oczy nie
zapieką. Dobrze wtedy mieć gdzie wyjść na spacer i spotkać się z przyjaciółmi na kawę.
rozszerzenie rzeczywistości czy Vr itp. to oczywiście wielki potencjał. za sprawą gogli czy nawet smartfona możemy zwiedzić wystawę w odległej placówce kultury czy obejrzeć musical na Broadwayu, nie ruszając się z domu. to dobre narzędzie spekulatywne do prototypowania i testowania rozwiązań architektonicznych, z których korzystamy i które potem możemy przenieść (lub nie) do tej „prawdziwej rzeczywistości”. i wreszcie awatary – mają potencjał uwrażliwiający, bycia

NeuroSpeculative Afro-Feminism, kolektyw Hyphen-Labs., https://hyphen-labs.com/NSAF
medium w urealnianiu odczucia cudzego doświadczania.
Spoglądając jeszcze w przeszłość: spuścizna lat 80. to nie tylko science fiction klasy B. cyborg biolożki i feministycznej filozofki Donny haraway z jej A Cyborg Manifesto nie ma wiele wspólnego z tym hollywoodzkim, który strzela laserami z oczu. nie jest maszyną. Jest figurą myślenia. istotą, która wymyka się podziałom pomiędzy człowiekiem i technologią, naturą i kulturą, tym, co biologiczne, i tym, co sztuczne.
nasz awatar w wirtualnej rzeczywistości jest przecież dokładnie takim bytem. nie jest
nami i jednocześnie jest nami. może mieć dowolne ciało, płeć, wiek czy wygląd. może znaleźć się tam, gdzie fizycznie nigdy nie dotrzemy. to m.in. dlatego rzeczywistość wirtualna staje się tak interesującym polem dla feministycznej wyobraźni. nie dlatego, że automatycznie kogokolwiek emancypuje, ale dlatego, że pozwala eksperymentować z innymi sposobami bycia w świecie.
Jednym z najwcześniejszych przykładów takiego myślenia była Osmose char Davies z 1995 roku. w czasach, gdy większość twórców cyfrowych marzyła o realistyczniejszych symulatorach i skuteczniejszych
narzędziach kontroli, Davies zaproponowała coś odwrotnego. w jej świecie nie poruszano się za pomocą joysticka ani przycisków. nawigacja odbywała się poprzez oddech i ruch ciała. Użytkownik nie zdobywał przestrzeni, nie walczył z przeciwnikami i nie kolekcjonował punktów. po prostu dryfował. Była to jedna z pierwszych prób stworzenia Vr opartego na uważności, relacyjności i doświadczeniu, a nie na podboju.
w 2022 roku na biennale sztuki w wenecji, w pawilonie greckim, artystka loukia alamanou pokazywała, jak Vr może służyć przepracowywaniu doświadczeń marginalizacji i wykluczenia. zrealizowany we współpracy z romską społecznością w atenach film Oedipus in Search of Colonus przenosi antyczny mit edypa w kontekst współczesnych peryferii miejskich, czyniąc z wirtualnej rzeczywistości medium opowiadania historii z perspektywy tych, którzy na co dzień pozostają niewidzialni.
Dziś podobne pytania pojawiają się w projektach takich jak neuroSpeculative afrofeminism kolektywu hyphen-labs. twórczynie kierują dominującą narrację technologiczną na to, jak wyglądałaby przyszłość, gdyby od początku była projektowana przez kobiety i osoby należące do grup marginalizowanych. to antykapitalistyczna wizja przyszłości
oparta na trosce, reprezentacji i sprawczości.
Jeszcze dalej idzie artystka i badaczka micha cárdenas, wykorzystująca technologie immersyjne do eksplorowania doświadczeń queerowych i transpłciowych. Jej projekty pokazują, że Vr może być nie tylko narzędziem reprezentacji, ale również przestrzenią eksperymentowania z tożsamością, ciałem i normami społecznymi.
wśród wielu współczesnych realizacji Vr-owych temat i postulaty feministycznego projektowania są coraz bardziej obecne. interesującą perspektywą dla architektury wirtualnej jest koncepcja hydrofeminizmu astridy neimanis. Jej Ciała wodne to byty pozostające w nieustannej relacji z innymi ludźmi, zwierzętami, technologiami i środowiskiem. nie jesteśmy wyspami. Jesteśmy częścią większego systemu przepływów, zależności i wzajemnych oddziaływań. można wyobrazić sobie, że metawersum jest także – całkiem kompatybilnym – składnikiem tego płynu.
Jak każdy szanujący się pseudointelektualista, za każdym razem, kiedy czytam cokolwiek, co zawiera w sobie słowo „dane”, mimowolnie przypominam sobie cytat Jeana Baudrillarda o tym, że „żyjemy w świecie, w którym informacji staje się coraz więcej, a sensu coraz mniej” – pisze sasza pohorelov.
począwszy od 2016 roku nigeryjsko-amerykańska artystka i antropolożka mimi Ọnụọha pracuje nad projektem The Library of Missing Datasets, czyli nad Biblioteką brakujących zbiorów danych. prace odnoszące się do Biblioteki… były stopniowo prezentowane przez ostatnią dekadę jako komoda wypełniona pustymi folderami z nazwami zbiorów danych, które – z różnych, często nieznanych powodów – nie zostały zbadane lub przynajmniej nie są dostępne publicznie. autorka motywuje swój projekt potrzebą zilustrowania szarych stref, gdzie logiczne i konieczne byłoby posiadanie informacji, których mimo wszystko nie ma. lwia część przykładów przytoczonych przez mimi odnosi się
do systematycznych wykluczeń osób ze społeczności marginalizowanych lub do wewnętrznych i zewnętrznych działań amerykańskiego rządu.
Jednym ze światowych przykładów, który pozostał mi w pamięci, jest przedstawienie braku danych na mapach google’a na temat fawel istniejących w różnych zakątkach świata. na same w sobie braki danych można patrzeć z różnych stron (w tym szczególnie z perspektywy społeczności zapomnianych i zaniedbanych przez rząd, który zbierałby te dane), ale pomijając interpretacje tych przypadków, projekt mimi Ọnụọhy zainspirował mnie w 2019 roku do rozpoczęcia własnych poszukiwań.
nie wiem jak dla was, ale dla mnie zjawiskiem, o którym dowiaduję się coraz więcej i więcej, a znajduję w nim coraz mniej sensu, jest życie w mieście stołecznym warszawa. w mieście, które naprawdę kocham, ale które pod pewnymi względami zamienia się w park rozrywki, co prowadzi do tego, że prędzej czy później nabawiasz się choroby lokomocyjnej.
Siedem lat temu, czyli wtedy, kiedy zaczęła się moja przygoda ze stolicą, założyłem coś, co stanowi moją największą informacyjną dumę – czyli kawową mapę warszawy. wszystko zaczęło się od planowania mojej pierwszej wycieczki do miasta. chciałem wtedy znaleźć miejsca, które pokazałyby mi, jak żyją warszawscy hipsterzy –grupa, do której najwyraźniej bardzo chciałem się wówczas zaliczać. Stopniowo, już po przeprowadzce, mapa zapełniała się kolejnymi miejscami wraz z odkrywaniem przeze mnie okolic miasta dalszych niż dworzec i moja 14-metrowa mikrokawalerka przy lotnisku. później też odkryłem, że jeśli zmęczę się pracą w swoim „lofcie”, to za cenę – wtedy jeszcze – 12 złotych mogę kupić tanią kawę i dalej klikać w komputer, ale w nieco większym pomieszczeniu w otoczeniu innych osób z naklejkami na laptopach.
Jeśli mimi dokumentowała brak danych, to coffee warszawa, która w momencie pisania tekstu liczy 299 miejsc, stanowi
raczej archiwizację konsumpcyjnego kofeinowego absurdu, w którym się znajdujemy.
często brak mówi więcej niż obecność, dlatego wydaje mi się, że najlepszą metodą uświadomienia sobie ilości matcha latte na mieście jest znalezienie punktu, w którym go akurat nie ma. po pierwotnej analizie danych z map google’a postanowiłem znaleźć geograficzny punkt na śródmieściu, który jest najdalej położony od jakiejkolwiek kawiarni. wyróżniam cztery główne kryteria trafienia na kawową listę: a) lokalizacja na terenie warszawy; b) niebycie korpopodobną sieciówką; c) podpadanie (czasami z przymrużeniem oka) pod parasol tzw. kawiarni speciality; d) serwowanie matchy. Bycie „dobrą kawiarnią” nie znajduje się na liście wymagań. to w końcu archiwum, a nie lista ukrytych lokalnych perełek, chociaż owe na pewno się tam znajdą.
pierwszym krokiem w mojej analizie było przygotowanie danych: stworzyłem tabelę, w której spisałem wszystkie oznaczone przeze mnie kawiarnie, zaznaczyłem, w jakiej dzielnicy się znajdują, używając kodów pocztowych, i odfiltrowałem te, które znajdują się w śródmieściu. niestety okazało się, że google nie dodał możliwości rysowania map okręgów, dlatego ręcznie przeniosłem lokalizacje kawiarni na zewnętrzną stronę, gdzie taka opcja była dostępna.

zaznaczywszy 100 miejsc (na mapie znalazły się 104, ale niestety maksymalną liczbą pinezek na wybranym portalu było 100), udało mi się znaleźć 10 relatywnie większych okręgów, w których nie znajdowała się ani jedna kawiarnia. po obliczeniu promienia tych antymatchowych kół odkryłem poszukiwane miejsce: 52.217562, 21.042365. promień największej strefy wolnej od matcha latte wyniósł 600,1 metra.
róbcie z tą informacją, co chcecie – chociaż jest szansa, że od momentu napisania tego tekstu ktoś już wpadł na nową matcharnię przy ul. kawalerii.
Sasza Pohorelov twórca internetowy, autor treści wszelakich o różnym stopniu powagi. Pełnił funkcję redaktora zarządzającego magazynu „DUMA”. Obecnie prowadzi konto memowe @pysznestopy.pl
malarka karolina Szwed mieszka i pracuje w warszawie, choć pochodzi z Bielska-Białej, a aSp kończyła w katowicach. Jej obrazy powstają z połączenia eksperymentowania i intuicji. interesują ją szybkie notatki, przelotne ślady i zapamiętane ruchy ręki. zamiast podążać za z góry określoną metodą, traktuje malarstwo jako proces prób i błędów, gdzie instynkt, tempo pracy, przypadek i krytyczna refleksja działają razem. cały proces przypomina grę losowo-zręcznościową.
Zuzanna Michalczyk: Czy jest jakaś okoliczność, doświadczenie, które najbardziej zbliżyło cię do malarstwa? A może od zawsze miałaś przymus wewnętrzny do komunikowania się ze światem w ten sposób? Karolina Szwed: wydaje mi się, że przymus komunikowania się ze światem istnieje zawsze –o ile ktoś nie mieszka z własnej woli pod kamieniem – a znalezienie formy wydarza się po części przez przypadek. można też się zastanowić nad tym, co to jest predyspozycja – dlaczego niektóre rzeczy są instynktownie łatwiejsze, a inne trudniejsze. wybierałam sobie zawsze rzeczy, które wydawały mi się
najbliższe, dlatego jako dziecko byłam przekonana, że będę zajmować się muzyką, to po prostu było coś znanego z domu. przez to, że nie uczyłam się muzyki technicznie na poważnie, nie znałam terminów i teorii, nie potrafiłam niczego na szybko zanotować ani zaznaczyć, wszystko przestawało działać, kiedy chciałam zrobić coś swojego. ale lubiłam rysować. Do tego nie była mi potrzebna żadna specjalna technika, rysunek jest dla mnie zrozumiały, nawet jeśli jest niepoprawnie skonstruowany w klasycznym rozumieniu rzemieślniczym. nikomu nie przeszkadza, że nie można narysować drugi raz

takiego samego. a dla mnie, szczególnie ostatnio, interesujące jest to, co wymyśla się na bieżąco. Uważam, że takie działania są nawet trudniejsze, kiedy ma się już zestaw umiejętności technicznych i praktykę. malarstwo też jest pozornie łatwe. Szczególnie jeśli chodzi o próg wstępu i to, jak się uczy młode osoby – pewnie dlatego jest teraz bardzo dużo złych malarzy.
ZM: Co uważasz za najtrudniejsze w procesie twórczym?
KS: U mnie to zależy od humoru. próbuję rozwiązywać problemy, działając w skali, w której umiem sobie poradzić. często trudno mi zaakceptować, że coś łatwo poszło, albo cieszyć się z małych efektów. wiadomo, że kiedy uczysz się nowych rzeczy, na początku robisz największe postępy, a potem idzie powoli. to często dzieje się przy malowaniu drugiego lub trzeciego obrazu, kiedy używasz podobnej metody. za pierwszym razem mam wrażenie, że coś odkrywam. a później, pomimo że prace różnią się od siebie, korzystanie ze znajomych rozwiązań odbiera mi tę część procesu, która w mojej głowie wiąże się z oceną, czy postarałam się wystarczająco. Jeśli coś uznajesz za nowatorskie w malarstwie, to zawsze jest to prywatne odczucie i pojawia się ono tym rzadziej, im głębiej się w tym siedzi.
ZM: Czego nie chcesz słyszeć o swojej sztuce?
KS: największa głupota może być przynajmniej śmieszna
i myślę, że długodystansowo muszę się przyzwyczajać do różnych komunikatów. chciałabym wierzyć, że im dalej w las, tym mądrzejsi będą ludzie, dyskusje i tak dalej, ale to chyba nie jest realistyczne i na pewno nie jest linearne. mojej mamie często się myliło i mówiła „rysunek” na obraz czy „narysować” zamiast „malować”, ale teraz myślę, że to wcale nie jest takie straszne. teraz nawet uznaję to za ciekawe. na pewno nie chciałabym słyszeć, że w mojej pracy jest coś, czego tam nie ma.
ZM: A czy łatwo ci rozstać się ze sprzedanym obrazem?
KS: nie wiem, czy cieszyłabym się z tych obrazów bardziej, gdyby nie były sprzedane i miałabym je u siebie na zawsze. lubię mieć skończony obraz u siebie przez chwilę, żeby się do niego przyzwyczaić – zawsze jest to jakiś kontekst dla kolejnych prac, które powstają, ale przy zbyt dużej ilości informacji na ścianach też nie pracuje się najlepiej.
wiążąc się z galerią komercyjną, liczymy na to, że praca artystyczna stanie się źródłem utrzymania. częściowo lub –jeśli się ma szczęście i akurat kliknie tam na świecie – w całości. oczywiście malując obraz, nie myślę, że on powstaje po to, żeby został sprzedany. maluję obraz po to, żeby go rozwiązać i skończyć, ale poza tym obiektywnie powstaje on też po to, żeby ktoś mógł go zobaczyć. mogę sobie pozwolić na malowanie właśnie dlatego, że

Szwed 2025-08-30, fot. Adam Gut
czasami ktoś te obrazy kupuje do kolekcji prywatnej albo do instytucji. to właśnie sprzedaż pracy artystycznej przedłuża jej dostępność i żywotność. oczywiście idealnie by było, gdyby praca była dostępna, a nie zamknięta na zawsze w magazynie czy mieszkaniu. pokazywanie prac w muzeum, a nie w galeriisklepie, w ogóle jest najlepsze.
ZM: A jak się czujesz w nowym Turnusie przy Emilii Plater?
KS: Jasne, że jest inaczej. według mnie jest lepiej. często przychodzę do turnusu, żeby po prostu odpocząć. nie wiem, ilu artystów odwiedza w tym celu swoje galerie, ale mogę strzelić, że nie jest to powszechne. pomimo przewijających się
tłumów i wszystkich wydarzeń czy warsztatów jakoś tam się to wszystko mieści. poza tym jest bardzo podobnie klimatem do wolskiej – za którą, jak mówiłam, będę tęsknić. a nie tęsknię.
Turnus Warszawska inicjatywa artystyczna łącząca funkcję galerii, kawiarni i miejsca spotkań. Skupia się na budowaniu społeczności, promocji młodej sztuki oraz inkluzywności. Organizuje wystawy, performanse i wydarzenia edukacyjne w niezobowiązującej, sąsiedzkiej atmosferze.
Żyjemy w czasach, w których rola mitu ma szczególne znaczenie dla krajobrazu społeczno-politycznego. zwrot antynaukowy, w ramach którego tradycyjnie rozumiana wiedza i badania zastępowane są przez myślenie magiczne i przeświadczenie o degradacji czasu, jedynie potęguje polityczne znaczenie narracji – przekonuje agata cieślak.
mity społeczne są różne. łatwo wyodrębnić je z narracji tożsamościowych mających za zadanie scalenie społeczeństw w naród, np. opowieści o wygranych albo przegranych wojnach, powstaniach czy rewolucjach. mogą przejawiać się w przekonaniu o tym, że współczesne społeczeństwo ulega degradacji, a żeby ją zatrzymać, należy zawrócić ze ścieżki postępu do korzeni – wartości, wiary przodków, początków organizacji społeczno-politycznych, „tradycyjnej” relacji człowieka ze środowiskiem naturalnym. obecność sztucznej inteligencji i szerzej rozumianego algorytmu zdaje się
pogłębiać potrzebę konstruowania mitologicznych narracji. Bo skoro najlepsze mamy za sobą, a w przyszłości czekają nas jedynie piach, wojny i rozmowy z botami, być może nie warto już konstruować nowych wizji politycznych, a ponieść się nostalgii za utraconym społeczeństwem?
co istotne, mitologiczne narracje nie muszą mieć swojego potwierdzenia w nauce. Stanowią zapis pewnej narracji o przeszłości niebędącej świadectwem historycznym (bo przekracza możliwości weryfikacji naukowej), ale mającej niesamowitą siłę mobilizacyjną.

celem mitu jest budowanie wspólnotowego obrazu grupy społecznej połączonej przekonaniami. warto podkreślić, że w naukach politycznych konstytucyjna rola mitu jest powszechnie rozpoznawana. mit nie stanowi więc synonimu bajki czy kłamstwa, lecz narrację, która nadaje sens zbiorowym działaniom, legitymizującą dany porządek polityczny i kształtującą wyobrażenia o tożsamości grupy społecznej. Jest to rodzaj opowieści, która nie aspiruje do obiektywizmu, ale została skonstruowana po to, żeby odzwierciedlać zbiorową wolę społeczną. na potrzeby konstruowania narracji mitycznych tworzy się nowe interpretacje faktów, a nawet nowe „tradycje” i wierzenia (np. wiele „starożytnych tradycji” zostało wynalezionych w XiX w., kiedy rozwijały się struktury państw nowożytnych). zadaniem mitu nie jest więc opisywanie przeszłości, lecz tworzenie przyszłości, w odniesieniu do ideologicznej interpretacji dawnych wydarzeń, wierzeń lub przyzwyczajeń. to jedno z kluczowych narzędzi politycznych i fundament wielu doktryn politycznych.
Dlaczego zrozumienie mitu jako konstruktywnego elementu rzeczywistości społecznej jest dziś szczególnie istotne? Jeśli uznamy za fakt, że to w narracjach mitycznych kształtuje się świadomość społeczno-polityczna, rola mitu okaże się nieoceniona. widać to zarówno
w kontekście konserwatywnych zwrotów politycznych, jak i narracjach okołotechnologicznych, a nawet ekologicznych – tym, co mobilizuje jednostki do działania, nie są fakty, ale właśnie narracje, które powstają w danym kontekście. te mają często również negatywne konsekwencje. Bezpośrednie oddziaływanie narracji na wolę i emocje społeczne może stać się przyczyną do autorytaryzmu. pisze o tym m.in. hannah arendt*, dla której ideologiczne narracje mobilizujące społeczeństwa do faszyzmu są jednoczącą odpowiedzią na samotność, będącą codziennym doświadczeniem mas. według autorki mity tożsamościowe mają za zadanie organizować masy społeczne w odpowiedzi na rzeczywistość polityczną, w której jedyną doświadczaną wspólnotą jest ta związana z pracą.
niezależnie od nadrzędnego celu mitu formowanie narracji społecznych nigdy nie jest po prostu błędem związanym z interpretacją historii, ale celowym działaniem ideologicznym. widać to szczególnie w kontekście niezwykle popularnej narracji współczesnego mainstreamu o „marksizmie kulturowym” jako o zjawisku uknutym przez grupy lewicowych uczonych i działaczy, które ma przyczyniać się do upadku zachodniej cywilizacji. w swojej najnowszej książce
* H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Świat Książki, 2021.
The Cultural Marxism Conspiracy* brytyjski historyk a.J.a. woods opisuje, w jaki sposób teoria krytyczna wywodząca się z zaplecza intelektualnego szkoły frankfurckiej przekształciła się ze zbioru trudnych teorii społecznych w skondensowany obraz wroga skrajnej prawicy. mit „marksizmu kulturowego” to antysemicka teoria spiskowa, która błędnie przedstawia zachodnią myśl lewicową jako celowo odpowiedzialną za współczesne ruchy atakujące tradycyjne wartości kulturowe naszej cywilizacji oraz tzw. poprawność polityczną, która od wewnątrz koroduje społeczeństwa. autor sprawnie przeprowadza czytelników przez tło historyczne zjawiska i podkreśla konieczność rozpoznania tego mitu jako zjawiska wcale nie współczesnego, zrodzonego w internecie, lecz osadzonego w dekadach świadomej pracy ideologicznej. analiza woodsa doskonale pokazuje, że to, co mogłoby się wydawać marginalną retoryką, jest w rzeczywistości starannie kultywowanym mitem, istniejącym w świadomości społecznej na długo, zanim znalazł się w głównym nurcie przemówień parlamentarnych.
Jeśli spojrzymy na mitologię myśli konserwatywnej i skrajnie prawicowej jako na narracje rozwijane systematycznie od końca XX wieku, to okaże się,
* A.J.A. Woods, The Cultural Marxism Conspiracy, Verso, 2026.
że stają się łatwiejsze do zdemontowania. wiodące prym narracje dotyczące polityki rynkowej, tożsamości narodowej i silnego sprzeciwu wobec projektów socjalistycznych to nie „nowa prawica”, ale ciągle odgrzewany kotlet.
Cieślak artystka, autorka, producentka, pracowniczka kultury. Działa na styku różnych dziedzin, nieprzerwanie wierząc w istotę sztuki. agata-cieslak.com
zastanawiam się, o co tu właściwie chodzi – o habitualne obywatelstwo, poczucie, że się przynależy? zagwarantowaną możliwość korzystania z infrastruktury, od aplikacji rządowych po tokeny ai? a może o równą i powszechną partycypację z zapierającymi dech perspektywami na horyzoncie, która mnie ukształtowała, zanim państwa nie zaczęły zamykać internetu, a platformy społecznościowe nie znalazły sposobu na monetyzację każdego ruchu użytkujących? – pyta agata czarnacka.
Bart custers, profesor prawa cyfrowego na Uniwersytecie w lejdzie, w 2022 roku zwracał uwagę, że rysują się przed nami trzy kategorie problemów w „cyfrowym mieście”: pogwałcenia naszych praw wynikające z używania nowych technologii, konflikty uprawnień w polu nowych technologii i nowe sprawy, których obecne prawo jeszcze nie przewiduje.
paź monet, który wylądował na pozycji opisującej obecny stan rzeczy, przypomina, że dopiero się uczymy, czym tak naprawdę
jest cyfrowe miasto i jakie stawia przed nami wyzwania, na które będzie odpowiadać „prawo do cyfrowego miasta” –jak jednocześnie walczyć o powszechny dostęp do internetu i o prawo do bycia offline? Jak sobie poradzić z brzemieniem nieskrępowanego dostępu do wiedzy i informacji (jakie to na nas nakłada niesamowite obowiązki!), i to w kontekście faktu, że wiedza ta jest często niepewna? czy prawo do bycia zapomnianym jest fair w stosunku do tych, którzy chcą pamiętać? Jak sobie poradzić z ideałem

wolności słowa, który ostatnimi czasy przeciska się przez każdą szczelinę i syczy wężowym językiem hejtu? tyle pytań, tak mało odpowiedzi! a przede wszystkim tak mało w nas gotowości, by rozstrzygnięcia powierzyć komu innemu.
co dalej? gdzie się zwrócić? tarot podrzuca nam tu króla monet, inwestora, co wprowadza kolejne conundrum: kto właściwie jest inwestorem w cyfrowym mieście? Big techy? rządy? czy użytkownicy, dzięki którym to wszystko się kręci? odruchowo powiemy, że wielkie firmy technologiczne, ale może właśnie odwrócenie tego punktu widzenia jest nam niezbędne, żeby pójść dalej? Jasne jest już dzisiaj, że posthistoryczna architektura państw narodowych w mniej lub bardziej luźnych koalicjach nie dźwignęła ciężaru globalnej wioski i ma niewielkie
szanse stanąć na straży prawa do cyfrowego miasta – jeśli go chcemy, musimy na serio zastanowić się nad instytucją inwestora i być może przebudować światowy ład.
cesarzowa, wielkie arkanum szczodrości i generatywności, podsuwa kierunek. nie, nie chodzi o generatywną ai, przynajmniej nie taką, jaką znamy. chodzi raczej o feministyczne podejście z perspektywy obfitości i gościnności, budowę cyfrowego miasta, do którego prawo nie będzie dla nas oznaczało wykluczeń i różnicowania dostępu wszystkim nie-nam.
Agata Czarnacka filozofka, aktywistka feministyczna, tarocistka. Agata zaprasza na czytania indywidualne (także online) lub na „Pałacową promocję” w Café Kulturalna w Warszawie, którą urządza z okazji lub bez okazji (daty do sprawdzenia w mediach społecznościowych): fb.com/tarotagaty instagram.com/tarot_ agaty
nagrobki (maciek salamon i adam witkowski)

przede wszystkim mamy szczęście, że mieszkamy w polsce. gorzej mają ci z południa europy, gdzie od maja do października ludzie wyglądają, jakby ktoś ich zostawił w nagrzanym samochodzie i zapomniał wrócić.
gdy piszę te słowa, jest 15 czerwca. za oknem pada deszcz, niebo ma kolor starej szmaty, a telefon pokazuje, że temperatura odczuwalna wynosi 8 stopni. hurra! można założyć czapkę, ciepłe buty
i przez chwilę poczuć, że cywilizacja jeszcze nie upadła.
na wstępie wymieńmy przewagi zimy nad latem, bo może nie dla wszystkich jest jasne, że zima to po prostu fajniejsza pora roku.
po pierwsze: latem są komary. zimą ich nie ma. Już samo to powinno kończyć dyskusję. natura ma jeszcze wiele tego typu stworzeń w zanadrzu, które –jakoś tak wyszło – upodobały sobie lato: meszki, kleszcze,

osy, szerszenie, muchy końskie, bąki, gzy, jusznice, mrówki, pchły, pluskwy, mole, muszki owocówki… Długo można wymieniać.
po drugie: latem w wielu krajach są upały. a każdy wie, że
łatwiej ciepło się ubrać, żeby się ogrzać, niż rozebrać, żeby się ochłodzić. w pewnym momencie kończą się ubrania, a człowiek dalej cierpi.
po trzecie: zimą też można jeść lody. to nieprawda, że lody są


tylko na lato. lody zimą mają nawet więcej sensu, bo się nie topią, nie ciekną po ręce i nie wyglądasz, jakbyś właśnie przegrał walkę z mlekiem.
po czwarte: ubrania. latem wszyscy nagle udają, że dobrze wyglądają w klapkach, krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach. nie wyglądają. liczba sensownych rzeczy letnich jest ograniczona, szczególnie jeśli nie chodzisz w sukienkach.
zimą natomiast zaczyna się prawdziwa moda. płaszcze, swetry, szaliki, czapki, warstwy. można się tak zawinąć, że nikt nie wie, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna kołdra. i to jest piękne. zimą nie musisz mieć formy. zimą możesz mieć tajemnicę. pod szalikiem da się ukryć wszystko: fałdy, pryszcze, drugi podbródek, rozczarowanie życiem i paczkę pierogów.
latem ciało jest wystawione na widok publiczny, co samo w sobie powinno być nielegalne. człowiek idzie ulicą i nagle uczestniczy w niechcianej wystawie dermatologicznej. plecy, łokcie, pięty, kolana – wszystko na wierzchu, jakbyśmy jako gatunek niczego się nie nauczyli.

Jest jeszcze sprawa aktywności. latem ludzie koniecznie chcą coś robić. Jechać nad jezioro. iść na rower. Spotkać się w plenerze. zjeść coś na świeżym powietrzu, czyli w miejscu, gdzie wiatr przewraca serwetki, osa próbuje popełnić samobójstwo

w twojej drożdżówce, a ty udajesz, że to relaks. zimą nikt od ciebie nie wymaga spontaniczności. zimą można powiedzieć: „nie wyjdę, bo jest zimno” –i każdy to rozumie. latem, gdy mówisz: „nie wyjdę, bo jest za gorąco”, ludzie patrzą na ciebie tak, jakbyś właśnie obraził ich matkę i całą chorwację.
Jak więc przeżyć lato, jeśli woli się zimę?
po pierwsze: nie wyjeżdżać. to najważniejsze. wyjazdy latem są pułapką. człowiek płaci ogromne pieniądze, żeby stać w korku, spać w dusznym pokoju, jeść frytki za cenę kolacji i oglądać innych ludzi, którzy też udają, że dobrze się bawią.
po drugie: zostać w polsce i ufać pogodzie. polska pogoda ma wiele wad, ale jedną zaletę: nigdy nie jest zbyt pewna siebie. nawet w lipcu może nagle przypomnieć sobie listopad i uratować nam dzień.
po trzecie: zasłonić okna, włączyć wentylator, udawać, że to arktyczny wiatr, i czekać. lato kiedyś minie. wszystko mija. młodość, entuzjazm, krem z filtrem, wakacyjna miłość i ludzie mówiący: „ale pięknie grzeje!”.
a potem przyjdzie jesień. liście zaczną gnić, dni zrobią się krótsze, ludzie trochę zamilkną, a świat znów stanie się znośny.
czyli jednak jest nadzieja.

projekt: magda mokrzan
– inspiracją dla projektu była architektura brutalistyczna dawnego bloku wschodniego. w budownictwie brutalizm cechował się dużą ekspresją, dbałością o faktury i materiały, a także surową geometrycznością; te jego właściwości zdecydowałam się przełożyć na kształt liter – mówi twórczyni kroju, typografka magda mokrzan.
Brutalizm to krój bezszeryfowy, akcydensowy. w jego srogich, monumentalnych kształtach czuje się tę samą tektonikę, którą wyróżniają się sztandarowe przykłady polskiego brutalizmu: gdyński kościół św.
Józefa (1960–1967), katowicki Spodek (1964–1971), krakowskie galeria Sztuki współczesnej „Bunkier Sztuki” (1965) i hotel forum (1973–1977) albo warszawski Dom książki „Uniwersus” (1975–1980). we wszystkich tych przykładach widać to, co kluczowe dla brutalizmu – odważne eksperymenty z właściwościami surowego betonu, béton brut, kontynuowane przez cały okres trwania nurtu od końca lat 40. aż po lata 80. XX wieku.
– chociaż punktem wyjścia dla projektu był alfabet łaciński, szybko zdecydowałam się rozszerzyć Brutalizm o cyrylicę, tak by nawiązanie do historii
naszego regionu europy było konsekwentne. część krajów składających się niegdyś na blok państw komunistycznych posługuje się tym alfabetem – podkreśla magda. – Do wspaniałych przykładów brutalizmu należą znana powszechnie zachodnia Brama Belgradu (inaczej genex tower, 1977–1980) albo hotel Salut w kijowie (1982–1984).
mimo że brutalizm kojarzy się nam przede wszystkim z formą monumentalną i przytłaczającą, krój pisma Brutalizm wychodzi naprzeciw potrzebom współczesnej typografii, w której korzysta się na co dzień z wielu odmian grubości liter. to font variable, czyli taki, który umożliwia harmonijne zmiany kształtów w ramach rodziny znaków zaprojektowanej przez typografkę. i tak, w zależności od naszych potrzeb, płynnym ruchem przechodzimy od najbardziej brutalistycznej odmiany extrabold do delikatnego rysunku wariantu light.
– prace nad Brutalizmem zaczęłam w 2022 roku. teraz jest już na bardzo zaawansowanym etapie i myślę, że opublikowanie go na łamach „nn6t” zdecydowanie doda mi sił, by doprowadzić go do szczęśliwego finału –mówi magda. – mocno liczę na jego życie poza moją szufladą!



Magda Mokrzan
Inaczej Fonciara – projektantka graficzna, typografka i edukatorka z doświadczeniem w pracy dydaktycznej, projektowej i popularyzatorskiej. Prowadzi warsztaty kaligraficzne, zajmuje się liternictwem, typografią i brandingiem, a także tworzy treści edukacyjne. Swoją praktykę w dizajnie łączy z działalnością akademicką. W 2025 roku wydała książkę Fonciary. Nieopowiedziana historia polskich projektantek krojów pisma w XX wieku. IG: @magdamokrzan
obywatelska kolekcja sztuk performatywnych z okazji 30-lecia Stowarzyszenia Teatr Komuna Warszawa
Akademia Ruchu, Janusz Bałdyga, Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak, Tim Etchells, Teatr Komuna Warszawa, Grzegorz Klaman, Ramona Nagabczyńska, Ania Nowak, Krzysztof Maniak, Agnieszka Mastalerz, Markus Öhrn, Wojciech Puś, Kuba Stępień, WE WILL FAIL, Dominik Więcek, Zorka Wollny, Wojtek Ziemilski, Marta Ziółek.
kurator: Tomasz Plata
2–30.09.2026
