


![]()



miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego lato 2026 nr 265
ADRES REDAKCJI
31-131 Kraków, ul. Garbarska 7a tel. 12 252 35 42 e-mail: almamater@uj.edu.pl www.almamater.uj.edu.pl www.instagram.com/almamateruj
RADA PROGRAMOWA
Zbigniew Iwański
Zdzisław Pietrzyk
Aleksander B. Skotnicki
Joachim Śliwa
OPIEKA MERYTORYCZNA
Piotr Jedynak
Jacek Popiel
REDAKCJA
Rita Pagacz-Moczarska – redaktor naczelna Katarzyna Pawlicka – zastępczyni red. naczelnej
WSPÓŁPRACA
Łukasz Pieróg
Piotr Jedynak – Uniwersytet Jagielloński świętuje 662. urodziny ......................... 5 Rita Pagacz-Moczarska – Z miłości do Uniwersytetu 8 Paweł Laidler – Badacz amerykanista
Andrzej
Rekrutacja 2026/2027 – nowe kierunki,
z prof.
WYDAWCA
Uniwersytet Jagielloński
31-007 Kraków, ul. Gołębia 24
PRZYGOTOWANIE DO DRUKU
Opracowanie koncepcji pisma
Rita Pagacz-Moczarska
Opracowanie graficzne i łamanie Agencja Reklamowa „NOVUM” www.novum.krakow.pl
Korekta – Ewa Dąbrowska
DRUK
Drukarnia Gryfix
32-086 Węgrzce, ul. B3 nr 5
Pierwsza strona okładki: Aleja Wawelska na Kampusie 600-lecia Odnowienia UJ Fot. Paweł Krzan
Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych, zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, zmian tytułów oraz zmian redakcyjnych w nadesłanych tekstach, nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń.
Numer zamknięto 22 czerwca 2026. ISSN 1427-1176 nakład: 1800 egz.
KONTO : Uniwersytet Jagielloński PEKAO SA 87124047221111000048544672
z dopiskiem: ALMA MATER – darowizna
Hubert Kaszyński, Olga Maciejewska, Jakub Bidas, Aleksandra Piernicka, Kacper Wcisło – Wieczory Naukowe Instytutu Socjologii UJ
i jak kosić?
Za dokonania w budowaniu podstaw państwa prawa 50
Marek Safjan – Kilka kartek z prawniczego życiorysu ..........................................
Rita Pagacz-Moczarska – Człowiek, który zmienił rytm polskiej kardiologii
53
58
Zbigniew Siudak – Za zasługi w kardiologii interwencyjnej 59
Odnowienie doktoratu prof. Andrzeja Mączyńskiego po 50 latach ........................ 62
Jerzy Pisuliński – Za wkład w umacnianie zasad demokratycznego państwa prawa
Rita Pagacz-Moczarska – Trzy jubileusze prof. Krzysztofa Pleśniarowicza
Jacek Popiel – Znakomity teoretyk teatru i świetny organizator ............................
63
67
72
Nie mówię „żegnajcie”, mówię „do zobaczenia” 74 Nagroda im.
75
Rita Pagacz-Moczarska – Losy absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, cz. 17 76
Wykonuję swoją pracę z niesłabnącym entuzjazmem – z Piotrem Stósem – współwłaścicielem Nautica Safari, absolwentem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi na Uniwersytecie Jagiellońskim rozmawia Piotr Rapciak ....... 77
Józef Mitka – Wokół Hugona Kołłątaja i reformy Akademii Krakowskiej, cz. 1 84
Małgorzata Sokalska – Adam Mickiewicz na Uniwersytecie Jagiellońskim ......... 90
Kobieca twarz Uniwersytetu. Maria Skłodowska-Curie – noblistka poza Krakowem 96

Historyczny sukces dr hab. Magdaleny Heydel, profesor UJ
Przemysław Przybysz – Pierwsze sto lat już za nami! ............................................
Maria Łukaszczyk, Mikołaj Napieralski – Jubileusz 175-lecia Towarzystwa Biblioteki Słuchaczów Prawa UJ
Michał Wieczorowski, Andrzej Kurkiewicz – Doktorat, który pracuje dla gospodarki
Rośliny jadalne na III kampusie UJ ........................................................................ 105 Odpowiedź na wyzwania współczesności 106 Jagoda Łuszczak – Nie trzeba walczyć z wiatrakami 108 15. Kongres Młodej Socjologii
Juwenalia „Krakoskie” 2026 ................................................................................... 111
Rita Pagacz-Moczarska – GALERIA „ALMA MATER”, cz. 32. Skwer prof. Bronisława Chromego .................................................................... 112
Piotr Gierowski – Matka zrodzona z syna 118 Łukasz Pieróg – HistoriUJemy. Profesor w podróży 122 By lepiej rozumieć świat
Janusz Wierzgacz – Niezrównany twórca wspólnot. Wspomnienie o prof. Włodzimierzu Siedliku ....................................................
Odeszli...
Jacek Ormicki – 100. rocznica obrony prac doktorskich Marii Ireny i Wiktora Ormickich ..........................................................................................
Stopnie i tytuły naukowe nadane w 2025 roku .......................................................
Półka nowości

Uniwersytet Jagielloński pulsuje energią. Tętni wielością różnych wydarzeń, podejmuje wciąż nowe wyzwania i otwiera się na rozwój poprzez aktywną współpracę z innymi ośrodkami akademickimi i instytucjami, zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. – Właściwie każdy dzień przynosi w tym obszarze nowe kontakty i dokonania. Tym, co wymaga szczególnego podkreślenia, jest zmieniająca się rola naszej Uczelni. Od roli uczestników konsorcjów badawczych i międzynarodowych sieci przechodzimy aktywnie do pozycji ich liderów oraz inicjatorów i koordynatorów pomysłów i inicjatyw – akcentował rektor UJ prof. Piotr Jedynak w swoim wystąpieniu z okazji uniwersyteckiego święta 12 maja 2026 w auli Collegium Novum. Jednym z dowodów takich spektakularnych działań jest zainicjowana 14 czerwca 2026 współpraca Uniwersytetu Jagiellońskiego z Akademią Górniczo-Hutniczą, Politechniką Krakowską oraz NEWAG SA w celu stworzenia nowoczesnego hubu naukowo-technologicznego, skoncentrowanego na technologiach kwantowych. To realna szansa na uruchomienie w Krakowie jednego z najważniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej ośrodka technologii obliczeń kwantowych! Wszystko to ma odzwierciedlenie w najnowszych rankingach, o czym więcej na kartach tej edycji pisma.
Obecnie Uniwersytet przygotowuje się również na przyjęcie blisko 17 tysięcy młodych ludzi, którzy w roku akademickim 2026/2027 rozpoczną naukę na 278 kierunkach. Uczelnia stawia na najlepszych kandydatów i – podobnie jak w roku ubiegłym – zwiększa limity. Co więcej, oferuje 13 nowych kierunków, wśród których są: chemia sądowa, humanistyka cyfrowa, lingwistyka i technologie językowe, krytyka współczesna czy Mathematics and Computer Science Advanced Track – elitarne studia I stopnia w języku angielskim na Wydziale Matematyki i Informatyki. Ponadto – jak zapowiedział rektor UJ 29 maja 2026 w Collegium Novum podczas konferencji prasowej dotyczącej rekrutacji – od 1 października 2026 studenci UJ będą mieli też możliwość skorzystania z posiłków, oferowanych na każdym z czterech uniwersyteckich kampusów, w przystępnych cenach.
Wybór najważniejszych przedsięwzięć inicjowanych w ostatnich tygodniach na różnych płaszczyznach działalności Uczelni prezentuje bieżące wydanie „Alma Mater”. Na jego łamach także teksty upamiętniające wielowymiarowe dokonania profesorów szczególnie zasłużonych dla krakowskiej Wszechnicy oraz – tradycyjnie już – sporo ciekawostek i blisko 250 unikatowych fotografii.
Zapraszam serdecznie do lektury!
Rita Pagacz-Moczarska
Święto Uniwersytetu Jagiellońskiego to od dekad najważniejszy dzień w naszym akademickim kalendarzu. Nic dziwnego – odsyła w końcu ku gestowi założycielskiemu króla Kazimierza Wielkiego, twórcy krakowskiego Studium Generale, przypominając zarazem o znakomitych kontynuatorach jego dzieła: królowej Jadwidze i królu Władysławie Jagielle. Celebrując ich fundatorski trud, zwracamy się również ku tym wszystkim, którzy przyszli po nich, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za dziedzictwo i tradycje naszej Uczelni.
Tradycje te nie są bynajmniej niezmienne.
Zwyczaj świętowania kolejnych rocznic ustanowiono wszak – w efekcie reformy Hugona Kołłątaja – w 1780 roku.
Szczególną rangę przypisano mu później – w związku z przypadającym w 1964 roku jubileuszem 600-lecia powstania Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od tego czasu jego znaczenie oraz symbolika okrzepły i utrwaliły się. W 2000 roku, na wniosek rektora Franciszka Ziejki, uzupełniono go o wizyty składane w katedrze wawelskiej, w miejscu doczesnego spoczynku królów – fundatora i odnowicieli Uniwersytetu Jagiellońskiego*
W 662. rocznicę ustanowienia naszej Uczelni wprowadziliśmy do tego „repertuaru” nowy element. O godzinie 10.15 zgromadziliśmy się na płycie Rynku Głównego, aby po raz pierwszy w najnowszej historii obchodów Święta Uniwersytetu Jagiellońskiego wysłuchać pieśni Gaudeamus igitur, rozlegającej się
z wieży Bazyliki Mariackiej. Serdeczne podziękowania za przychylność okazaną dla tej ważnej dla nas inicjatywy pragnę niniejszym złożyć na ręce Jego Eminencji księdza kardynała Grzegorza Rysia – arcybiskupa metropolity krakowskiego, oraz księdza Mariusza Słoniny – administratora parafii mariackiej. Za umożliwienie tego przedsięwzięcia dziękuję też, oczywiście, komendantowi miejskiemu Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie starszemu brygadierowi Arkadiuszowi Kielinowi oraz strażakowi-trębaczowi Jarosławowi Stelmachowi, który wykonał Gaudeamus igitur z mariackiej hejnalicy. Wyrażam przy tym nadzieję, że społeczność Uniwersytetu Jagiellońskiego zechce dostrzec w tym wydarzeniu



Rektor UJ prof. Piotr Jedynak, przedstawiciele władz rektorskich i dziekańskich UJ, rektorzy UJ poprzednich kadencji prof. Wojciech Nowak i prof. Jacek Popiel, kanclerz UJ Monika Harpula, przedstawiciele Samorządu Studentów UJ i Towarzystwa Doktorantów UJ oraz pracownicy UJ w katedrze wawelskiej składają hołd założycielowi i fundatorom Uczelni
trwałą i pełnoprawną część własnej tradycji akademickiej.
Gdy w trakcie ubiegłorocznego Święta Uczelni anonsowałem uroczyste otwarcie Oranżerii Warszewicza – która po blisko 60 latach została ponownie oddana do dyspozycji zwiedzających –nie sądziłem, że zostanie z tak wielkim entuzjazmem przyjęta przez krytyków architektury, a przede wszystkim – przez gości. Jest dla mnie źródłem dumy i radości, że w Ogólnopolskim Otwartym Konkursie „Modernizacja Roku & Budowa XXI Wieku” budowla ta zdobyła przed kilkoma miesiącami nagrodę w kategorii obiekty oświaty i nauki.
Głęboko wierzę, że również inne nasze przedsięwzięcia inwestycyjne: zainaugurowana niedawno budowa pierwszego z dwóch domów studenckich zlokalizowanych na Kampusie 600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz kończący się z wolna wieloetapowy proces przebudowy i modernizacji Centrum Kultury „Rotunda”, w momencie finalizacji spotkają się z nie mniejszą przychylnością całej naszej wspólnoty i wszystkich Krakowian. Równolegle postępują też, oczywiście, prace na terenie nowoczesnego kompleksu badawczo-dydaktycznego na Kampusie Medycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum, położonego w Prokocimiu. Pierwszy z tworzących go obiektów – przeznaczony na cele badawcze – został oddany do użytku jesienią ubiegłego roku. W niedalekiej przyszłości otwarty zostanie, będący jego dopełnieniem, obiekt dydaktyczno-edukacyjny, zaprojektowany i wzniesiony z myślą o potrzebach osób studiujących. Znajdą się w nim, między innymi, laboratoria studenckie oraz różnego rodzaju sale: wykładowe i ćwiczeniowe przeznaczone do praktycznej nauki i zajęć z symulacji medycznej, a także pomieszczenia administracyjne.
Jakkolwiek swoją uwagę kierujemy dziś w szczególności ku programowi strategicznemu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza” i naszej dalszej w nim obecności, zabiegając zarazem o osiągnięcie jak najlepszego wyniku w ramach bieżącej ewaluacji jakości działalności naukowej, to przecież nie tylko to nas zaprząta. Nasze dążenia nie koncentrują się wyłącznie na tym, aby zapewnić Uniwersytetowi Jagiellońskiemu możliwie najwyższą pozycję w akademickich rankingach, choć, oczywiście, stale koordynujemy i intensyfikujemy starania na rzecz systematycznej poprawy jego najważniejszych wskaźników – począwszy od naukowych i publikacyjnych, przez wdrożeniowo-komercjalizacyjne, a na finansowych skończywszy.
Wspominam o tym, bo żywię szczere przekonanie, że nowoczesny uniwersytet nie jest zdolny w pełni urzeczywistnić swojego potencjału, orientując się wyłącznie na trywialną rywalizację z innymi, konkurującymi z nim, ośrodkami. Taki rodzaj rywalizacji prowadzi najczęściej do instytucjonalnych i indywidualnych patologii, od których każdy system szkolnictwa wyższego i każdy uniwersytet powinien być wolny.
Dlatego też coraz większy nacisk kładziemy na Uniwersytecie Jagiellońskim na rozwój poprzez twórczą współpracę. Współpracę rozumianą i prowadzoną szeroko – nie tylko na lokalnym gruncie akademickim, lecz także na płaszczyźnie międzyinstytucjonalnej oraz w wymiarze międzynarodowym.
Za ilustrację tej tezy posłużyć mogą trzy niedawne porozumienia, które Uniwersytet Jagielloński zawarł z Polską Agencją Prasową (na rzecz popularyzacji nauki), Uniwersytetem Warszawskim i Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (przede wszystkim na rzecz stałego podnoszenia poziomu badań na-
ukowych, jakości kształcenia i stopnia mobilności doktorantów), oraz z kilkoma krakowskimi ośrodkami akademickimi, które utworzyły razem z nami konsorcjum skupiające się na przygotowaniu i realizacji budowy metra w Krakowie. Ostatnią z tych umów podpisaliśmy 11 maja 2026, wraz z przedstawicielami władz Politechniki Krakowskiej, Uniwersytetu Ekonomicznego, Akademii Górniczo-Hutniczej, Uniwersytetu Rolniczego, Akademii Sztuk Pięknych oraz Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Ceramiki i Materiałów Budowlanych.
Otwartość na współpracę okazujemy w relacjach z wieloma ośrodkami akademickimi, w tym z uczelniami będącymi beneficjentami pierwszej edycji konkursu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”. W ciągu ostatnich pięciu lat zrealizowaliśmy wspólnie kilkadziesiąt projektów i przedsięwzięć, z których większość wymagała wspólnego aplikowania o środki przyznawane w formule konkursowej.
Mówiąc o współpracy, nie można pominąć jej wymiaru międzynarodowego. Właściwie każdy dzień przynosi w tym obszarze nowe kontakty i dokonania. Tym, co wymaga szczególnego podkreślenia, jest zmieniająca się rola naszej Uczelni. Od roli uczestników konsorcjów badawczych i międzynarodowych sieci przechodzimy aktywnie do pozycji ich liderów oraz inicjatorów i koordynatorów pomysłów i inicjatyw. Tak jest, na przykład, w przypadku projektów finansowanych z programu „Horyzont Europa” czy działalności sojuszu Una Europa, którego jesteśmy dzisiaj najprawdopodobniej najaktywniejszym członkiem.
Mam przeświadczenie, że różne formy i modele kooperacji lub nieraz koopetycji, w jakie wchodzimy z innymi ośrodkami akademickimi i organizacjami, już w nieodległej przyszłości staną się źródłem


O godzinie 10.15 z wieży Kościoła Mariackiego, po raz pierwszy w historii, wybrzmiała, zagrana przez hejnalistę Jarosława Stelmacha, pieśń studencka Gaudeamus igitur
jeszcze liczniejszych korzyści – zarówno dla nas, jak i dla całego środowiska akademickiego oraz dla naszego otoczenia społeczno-gospodarczego.
W swoim ubiegłorocznym wystąpieniu mówiłem, między innymi, o brutalnych aktach przemocy, których ofiarami stawali się członkowie rodzimego środowiska akademickiego i medycznego. Z rozczarowaniem i smutkiem konstatuję, że ludzie nauki, podobnie zresztą jak krajowe uczelnie i instytucje naukowe, wciąż bywają celem ataków, których motywacji nie da się żadną miarą uznać za uczciwe czy uzasadnione. Mimo wszystko chcę jednak wierzyć, że znakomita większość z nich wyrasta z niewiedzy, naiwności lub niezrozumienia. A przecież Uniwersytet Jagielloński nie wpisał nigdy swej działalności we wzorzec „wieży z kości słoniowej”. Przeciwnie – zawsze realizował model uczelni otwartej i transparentnej komunikacyjnie, niezmiennie gotowej do rozmowy, zdecydowanej wspierać swoje
otoczenie adekwatnie do jego potrzeb i oczekiwań. Koronnym tego dowodem jest choćby wola włączenia się w dialog na temat projektu nowej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, wyrażana aktywnie przez przedstawicieli Wydziału Prawa i Administracji, a także przez badaczy i ekspertów wywodzących się z innych jednostek organizacyjnych Uczelni.
Za tę postawę należy im się nasza głęboka wdzięczność, albowiem dyskusja nad kształtem polskiej ustawy zasadniczej nie jawi się z pewnością jako rutynowa i wolna od sporów, również – niestety –pozamerytorycznych. Głos specjalistów musi zostać tymczasem wysłuchany i wzięty pod uwagę, jeśli zależy nam, aby najważniejszy dla wszystkich Polaków akt prawny uzyskał należną mu rangę, powagę oraz zdolność pozytywnego oddziaływania na społeczeństwo.
Obchody rocznicy fundacji Uniwersytetu Jagiellońskiego już w czasach Hugona Kołłątaja sprzyjały organizacji rozmaitych
okolicznościowych wykładów, których przedmiotem bywały zwykle dokonania luminarzy krakowskiej wszechnicy lub odkrycia nauki światowej. Obyczaj ten pielęgnujemy do dziś.
Podczas tegorocznej uroczystości świętujemy odnowienie po 50 latach doktoratu prof. Andrzeja Mani. Honorujemy w ten sposób wybitnego historyka, politologa i amerykanistę, który pełnił na UJ wiele istotnych, eksponowanych funkcji – piastując, między innymi, stanowisko prodziekana Wydziału Prawa i Administracji UJ dwóch kadencji (1990–1996), pierwszego dziekana Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ (2000–2002) czy wreszcie prorektora ds. dydaktyki dwóch kadencji (2008–2016).
Piotr Jedynak rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
* K. Stopka, Festa universitatis, „Alma Mater”, 2023, nr 242, s. 12–13.

Gaudeamus igitur wysłuchali, zebrani na płycie Rynku Głównego, przedstawiciele władz rektorskich i dziekańskich UJ, pracownicy, a także studenci i doktoranci najstarszej polskiej uczelni
Świętowanie założenia – w 1364 roku
przez Kazimierza Wielkiego, krakowskiej Alma Mater jest nie tylko znakomitym pretekstem do przypominania historycznych wydarzeń z dziejów najstarszej polskiej uczelni, ale także do debaty nad jej przyszłością i kierunkami dalszego rozwoju. To również okazja do wyrażenia podziękowań osobom wyróżniającym się w swej zawodowej działalności i nieszczędzącym sił w konsekwentnym i wielowymiarowym budowaniu międzynarodowej marki Uniwersytetu.
Do takich osób niewątpliwie należy prof. Andrzej Mania – wybitny politolog, amerykanista, a przy tym wizjoner, niezwykle oddany macierzystej uczelni, dla którego wartością nadrzędną zawsze była i jest wspólnota ludzi – universitas 12 maja 2026 – w obecności władz Uniwersytetu, współpracowników, przyjaciół i rodziny – świętował on odnowienie po 50 latach swojego doktoratu. W auli Collegium Novum, gdzie zorganizowana została ta wyjątkowa uroczystość, świadkami wydarzenia byli także przedstawiciele korpusu konsularnego, rektorzy i prorektorzy krakowskich uczelni i innych polskich ośrodków akademickich, przedstawiciele świata nauki i kultury, rektorzy UJ poprzednich kadencji: prof. Wojciech Nowak i prof. Jacek Popiel, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski Kazimierz Barczyk, dziekani poszczególnych wydziałów, członkowie Rady Uczelni, dyrektorzy Szkół Doktorskich, członkowie Senatu UJ oraz Konwentu Godności Honorowych, kanclerze i kwestorzy, przedstawiciele Samorządu Studentów oraz Stowarzyszenia Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak poinformował prowadzący uroczystość rektor UJ prof. Piotr Jedynak, z wnioskiem o odnowienie doktoratu Profesora wystąpili przedstawiciele Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych, a 25 marca 2026 Senat UJ podjął odpowiednią uchwałę o nadaniu tej uroczystości charakteru uczelnianego. W uzasadnieniu decyzji podkreślono

osiągnięcia naukowe, dydaktyczne i organizacyjne prof. Andrzeja Mani oraz zasługi w okresie pełnienia przez Niego licznych funkcji zarządczych. Doceniono również Jego zaangażowanie i rolę we współpracy z partnerami Uczelni i w życiu społecznym.
– Niezwykle ważnym osiągnięciem Profesora był Jego wpływ na utworzenie,
na początku XXI wieku, Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, który scalił w sobie Instytut Nauk Politycznych, Instytut Studiów Polonijnych i Etnicznych oraz Instytut Studiów Regionalnych, skupiający kilka jednostek prowadzących interdyscyplinarne studia nad wybranymi regionami świata, w tym, oczywiście, amerykanistykę – przypomniał

wygłaszający laudację prorektor UJ ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler. – Rola Profesora w tym procesie była fundamentalna, co wynikało z umiejętności skutecznego lobbowania u rektora UJ prof. Franciszka Ziejki, który nie tylko wyraził zgodę na utworzenie nowego wydziału, ale również powierzył Profesorowi funkcję dziekana. Warto dodać, że to właśnie prof. Andrzej Mania jest odpowiedzialny za oficjalną nazwę Wydziału, który w bieżącym roku akademickim obchodzi 25-lecie swojego istnienia, dzięki czemu dzisiejsze wydarzenie idealnie wpisuje się w uroczystości celebrujące tę ważną dla społeczności akademickiej Uniwersytetu rocznicę (pełny tekst laudacji na s. 9–12).
Niebagatelną rolę w kształtowaniu kierunków rozwoju, a nawet historii
Uczelni prof. Andrzej Mania odegrał jako prodziekan Wydziału Prawa i Administracji w latach 1990–1996, a następnie – z jeszcze większą mocą – w latach 2008–2016, kiedy pełnił funkcję prorektora ds. dydaktyki. Jak zaznaczył laudator, przez ostatnie ponad pół wieku Profesor nie tylko stanowił część akademickiej społeczności, ale ją kreował, umożliwiając młodym naukowcom, dydaktykom i pracownikom administracji rozwijanie swoich kompetencji, dążenie do doskonałości i pogłębianie miłości do Uniwersytetu – Dzisiejsze uhonorowanie mnie taką uroczystością jest momentem bardzo ważnym. Dla porządku muszę dodać, że byłem wielokrotnie nagradzany orderami państwowymi, odznaczeniami samorządowymi oraz medalami zaprzyjaźnionych
uniwersytetów, które wielce szanuję, jednak dzisiejsze wydarzenie zajmie specjalne miejsce w mojej pamięci – akcentował Bohater wydarzenia.
Gratulacjom i najlepszym życzeniom dla Profesora nie było końca. Odbierał je z radością i z charakterystycznym dla Niego poczuciem humoru podczas drugiej, nieoficjalnej, części uroczystości, uświetnionej występem Chóru Akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Camerata Jagellonica. Dostojnie i wzruszająco wybrzmiały słowa Ad multos annos...
Za pomyślność Uniwersytetu i Profesora wzniesiono także toast uniwersyteckim winem.
Rita Pagacz-Moczarska
laudacja dla prof. Andrzeja mani z okazji odnowienia doktoratu po 50 latach
Święto
Uniwersytetu Jagiellońskiego to dzień wyjątkowy i symboliczny, podczas którego celebrujemy dziedzictwo wizji ojców i matki założycielki Almae Matris Cracoviensis. Ludzi, dzięki którym – po przeszło sześciu wiekach – z dumą i godnością współtworzymy Uniwersytet, promujący wysokiej jakości naukę i dydaktykę, inwestujący w ludzi i stojący na straży akademickich wartości. Nie ma bardziej właściwego momentu, aby uhonorować kogoś, o kim śmiało możemy powiedzieć, że zasłużył na miano wizjonera i promotora uniwersyteckich wartości, który większość swojego życia poświęcił Uniwersytetowi, angażując się w naukę, dydaktykę i działalność organizacyjną, ale przede wszystkim inwestując swój czas w drugiego człowieka.
Tradycja na Uniwersytecie to rzecz święta. Zgodnie z tradycją laudacje powinny być krótkie i powinny uwzględniać najważniejsze osiągnięcia osoby honorowanej. W wypadku bohatera dzisiejszej uroczystości łączne spełnienie tych dwóch

Laudację na cześć prof. Andrzeja Mani wygłosił prorektor UJ ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler
Dlatego zamiast – zgodnie z częstym zwyczajem – opowiedzieć historię życia Profesora, wygłoszę laudację osnutą wokół następującej tezy: Andrzej Mania to Monika Simpson
warunków wydaje się niemożliwe – samo wymienienie osiągnięć i funkcji realizowanych przez prof. Andrzeja Manię przekroczyłoby kwadrans akademicki.

człowiek Uniwersytetu, którą udowodnię za pomocą analizy życiorysu i aktywności Profesora, opierając się na czterech filarach determinujących jego tożsamość akademicką: badacza amerykanisty, ojca założyciela, człowieka-instytucji oraz promotora wspólnoty akademickiej.
Filar pierwszy: badacz amerykanista
Uroczystość odnowienia doktoratu po 50 latach powinna skupiać się na osiągnięciach naukowych honorowanego, a te wynikają przede wszystkim z jego pasji, potencjału i charakteru prowadzonych
badań. Andrzej Mania, absolwent I LO im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, zafascynował się historią powszechną podczas studiów na kierunku historia w Instytucie Historii na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ, gdzie rozwijał swoje zainteresowania pod mistrzowskim okiem prof. Henryka Batowskiego, broniąc w 1972 roku pracy magisterskiej na temat stosunków angielsko-rosyjskich w czasie drugiej wojny światowej. W tym samym roku podjął studia doktoranckie w Instytucie Nauk Politycznych Wydziału Prawa i Administracji UJ, kierując swoje pasje badawcze w stronę dyplomacji i stosunków międzynarodowych, co za-

owocowało uzyskaniem stopnia doktora nauk politycznych w roku 1975. Pracę, zatytułowaną Radziecko-niemieckie stosunki dyplomatyczne w okresie od stycznia 1933 do 3 maja 1939 roku, napisał i obronił pod promotorską opieką prof. Batowskiego. Zatrudnienie w Instytucie Nauk Politycznych umożliwiło młodemu doktorowi pogłębianie zainteresowania problematyką stosunków międzynarodowych, a głównym obszarem, który miał odegrać kluczową rolę w kształtowaniu jego tożsamości badawczej, były Stany Zjednoczone Ameryki. To tam udał się po raz pierwszy na początku lat 80., odkrywając swoje zamiłowanie do eksplorowania archiwów, bibliotek i instytucji naukowych, stając się ekspertem w tym zakresie, o czym świadczyć może liczba odwiedzonych bibliotek prezydenckich. Rezultatem tych badań archiwalnych była praca habilitacyjna Polityka administracji Franklina D. Roosevelta wobec Związku Radzieckiego w latach 1933–1939 , jak i późniejsze monografie o polityce USA. W 1983 roku dr Mania uzyskał na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie historii najnowszej stosunków międzynarodowych. Od tamtej chwili problematyka amerykańska stała się jego pasją i celem badawczym, zwłaszcza zagadnienia polityki zagranicznej oraz funkcjonowania amerykańskiej prezydentury. To osiągnięcia naukowe z tego obszaru sprawiły, że 20 stycznia 1993, w chwili, gdy na Kapitolu zaprzysięgano prezydenta Billa Clintona, prezydent RP Lech Wałęsa nadał Andrzejowi Mani tytuł profesora nauk humanistycznych.
Na bogaty dorobek amerykanistyczny Profesora składa się, między innymi, sześć monografii poświęconych polityce USA wobec Europy Wschodniej, a także dwie monografie na temat funkcjonowania amerykańskiego Departamentu Stanu, z czego ta ostatnia, wydana w 2019 roku, otrzymała nagrodę Fundacji Kościuszkowskiej za najlepszą publikację akademicką z zakresu problematyki amerykanistycznej oraz nagrodę I Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych Polskiej Akademii Nauk w dziedzinie nauk politycznych. Dorobek Profesora uzupełnia ponad 80 tekstów naukowych i monografii wydanych pod jego redakcją, a część z nich dotyczy instytucji i zjawisk politycznych analizowanych w polskiej literaturze po raz pierwszy. Ze względu na ścieżkę naukową
i doświadczenie badawcze są to prace z zakresu nauk politycznych, stosunków międzynarodowych i historii, co czyni dorobek prof. Mani interdyscyplinarnym, współgrając z charakterem subdyscypliny, której był prekursorem na Uniwersytecie – amerykanistyki.
Warto również zwrócić uwagę na liczne wizyty badawcze i dydaktyczne za Oceanem i w Europie, między innymi na uniwersytetach: Harvard, Princeton, Columbia, Johns Hopkins, Rutgers, Oxford, University of London, Freie Universität Berlin czy Uniwersytet w Padwie, oraz w ośrodkach badawczych i analitycznych: Wilson Center w Waszyngtonie, The National Archives of the US czy Norweski Instytut Noblowski.
Bogaty dorobek amerykanistyczny prof. Andrzeja Mani świadczy o jego znaczącym wpływie na rozwój badań politologicznych, historycznych i w zakresie stosunków międzynarodowych na arenie ogólnopolskiej, a jego doświadczenie i liczne kontakty międzynarodowe wzmocniły jakość badań prowadzonych na Uniwersytecie Jagiellońskim, szczególnie w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. To z pewnością buduje jego wizerunek jako człowieka Uniwersytetu.
Filar drugi: ojciec założyciel
Określenie „ojcowie założyciele” odnosi się nie tylko do polskich królów mających wpływ na utworzenie i rozwój Akademii Krakowskiej, ale oznacza również polityków i wizjonerów w historii USA, którzy 250 lat temu ogłosili niepodległość od Korony Brytyjskiej, a w 1787 roku przyjęli konstytucję Stanów Zjednoczonych. Trudno nie dostrzec korelacji między osiągnięciem amerykańskich Founding Fathers a działaniami podejmowanymi przez prof. Manię, zarówno na Uniwersytecie Jagiellońskim, jak i poza nim. Przede wszystkim, dzięki wizjonerskiej inicjatywie Profesora, na początku lat 90. rektor UJ prof. Aleksander Koj wyraził zgodę na utworzenie Międzywydziałowego Zakładu Studiów Amerykańskich, powierzając Profesorowi jego kierowanie. W jednostce, która z biegiem czasu przekształciła się w Katedrę Amerykanistyki, funkcjonującą do dziś w strukturach Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, prowadzono pierwsze

tego typu w Polsce interdyscyplinarne studia amerykanistyczne, a także badania w ramach studiów doktoranckich z zakresu amerykanistyki. Profesor Mania był nie tylko twórcą studiów i promotorem badań amerykanistycznych, ale odpowiadał za uzyskanie przez Uniwersytet grantu Fundacji Mellona na utworzenie Biblioteki Amerykanistycznej oraz zainicjował w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego serię „Prace amerykanistyczne Uniwersytetu Jagiellońskiego” i czasopismo naukowe „Ad Americam”. Był twórczy jak autor Deklaracji Niepodległości Thomas Jefferson, pionierski jak wynalazca Benjamin Franklin i postępowy jak współautor konstytucji James Madison.
Innym niezwykle ważnym osiągnięciem Profesora, które wpisuje się w jego aktywność jako ojca założyciela, był wpływ na utworzenie na początku XXI wieku Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, który scalił w sobie Instytut Nauk Politycznych, Instytut Studiów Polonijnych i Etnicznych oraz Instytut Studiów Regionalnych, skupiający kilka jednostek prowadzących interdyscyplinarne studia nad wybranymi regionami świata, w tym, oczywiście, amerykanistykę. Działania te dały początek najbardziej interdyscyplinarnemu wydziałowi Uniwersytetu, Polski, a może i świata. Rola Profesora w tym procesie była fundamentalna, co wynikało z umiejętności skutecznego lobbowania u rektora UJ prof. Franciszka Ziejki, który nie tylko wyraził zgodę na utworzenie nowego wydziału, ale również powierzył Profesorowi
funkcję dziekana. Warto dodać, że to właśnie nasz dzisiejszy bohater jest odpowiedzialny za oficjalną nazwę wydziału, który w bieżącym roku akademickim obchodzi 25-lecie swojego istnienia, dzięki czemu dzisiejsze wydarzenie idealnie wpisuje się w uroczystości celebrujące tę ważną dla społeczności akademickiej Uniwersytetu rocznicę.
Niepokój twórczy prof. Mani nie ograniczył się tylko do działań na poziomie Uniwersytetu, był on bowiem jednym z ojców procesu wyodrębnienia stosunków międzynarodowych najpierw jako kierunku studiów, a potem jako dyscypliny naukowej, której rozwój instytucjonalny jest widoczny w postaci utworzenia Rady Doskonałości Naukowej dyscypliny Stosunki Międzynarodowe, a na UJ Rady Dyscypliny i poddania jej ocenie za ostatni okres ewaluacyjny. Wspomnieć należy także o niepodważalnym wpływie Profesora na utworzenie Polskiego Towarzystwa Stosunków Międzynarodowych, a wcześniej na rozwój procesu kształcenia na studiach politologicznych w Polsce. Dodać warto również znaczący wkład w rozwój trwałej współpracy instytucjonalnej między Uniwersytetem a amerykańskimi ośrodkami naukowymi czy z japońską The Tokyo Foundation, dzięki czemu od przeszło trzydziestu lat studenci i doktoranci mogą uzyskiwać stypendium SYLFF na badania naukowe za granicą. To wszystko sprawia, że określenie „ojciec założyciel”, rozumiane jako współtwórca inicjatyw i aktywności skutkujących rozwojem badań i studiów – amerykanistycznych,
politologicznych, w zakresie stosunków międzynarodowych czy, szerzej, interdyscyplinarnych, pasuje idealnie do bohatera dzisiejszej uroczystości, który – jako człowiek Uniwersytetu – przez ponad pół wieku zrobił wiele dla społeczności akademickiej, tworząc przestrzeń do jej rozwoju badawczego, dydaktycznego i instytucjonalnego.
Filar trzeci: człowiek-instytucja
Powyższe rozważania świadczą o umiejętnościach prof. Andrzeja Mani do inicjowania przemian, a czasem i kreowania nowej rzeczywistości w świecie akademickim, który, zwłaszcza na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie jest w sposób naturalny podatny na zmiany. Jednak aktywność Profesora nie ograniczała się tylko do przedkładania pomysłów i współorganizowania nowej rzeczywistości, lecz bardzo często wyrażała się poprzez jego zaangażowanie instytucjonalne. Z pewnością obroni się stwierdzenie, że „Andrzej Mania funkcji nigdy się nie bał”. Co więcej, w ciągu swojej kariery akademickiej pełnił ich tyle, że każdy prezydent Stanów Zjednoczonych mógłby mu ich liczby pozazdrościć. Mowa tu o niemal trzydziestu stanowiskach w ramach Uniwersytetu i poza nim. Był kierownikiem kilku katedr i zakładów oraz kierownikiem studiów, w tym studiów doktoranckich, sprawował funkcje administracyjne – między innymi prorektora UJ ds. dydaktyki, dziekana Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, prodziekana Wydziału Prawa i Administracji UJ, dyrektora Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych, dyrektora i wicedyrektora Instytutu Nauk Politycznych czy przewodniczącego SYLFF Steering Committee. Jednocześnie był wieloletnim członkiem i ekspertem Państwowej Komisji Akredytacyjnej, członkiem korespondentem i członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności, członkiem Komitetu Nauk Politycznych PAN, a od dziesięciu lat przewodniczącym Rady Społecznej Szpitala Uniwersyteckiego. Przypomnę, że chodzi o jednego człowieka, który oprócz wymiaru instytucjonalnego spełniał się też badawczo i dydaktycznie. Ktoś powie: „łakomy na funkcje”, a ja odpowiem: to funkcje były łakome na Andrzeja Manię, którego kultura popularna lat 70. nazwałaby człowiekiem-orkiestrą. A sceną tej
orkiestry, jak zawsze, był najdroższy jego sercu Uniwersytet Jagielloński.
Filar czwarty: promotor wspólnoty akademickiej
Nie deprecjonując wcześniej przedstawionych osiągnięć prof. Andrzeja Mani na polu działalności badawczej, dydaktycznej czy organizacyjnej, nie mam wątpliwości, że tym, co prawdziwie definiuje jego tożsamość uniwersytecką, jest rola, jaką pełnił i pełni w życiu setek, jeśli nie tysięcy, ludzi, którzy przejściowo lub na stałe związali swój los z Uniwersytetem Jagiellońskim. Na poparcie powyższego twierdzenia można przedstawić dane statystyczne, jak choćby liczbę ponad tysiąca wypromowanych licencjatów i magistrów, ponad stu stypendystów SYLFF czy jeszcze bardziej imponującą, zwłaszcza współcześnie, liczbę trzydziestu sześciu wypromowanych doktorów. Nie chciałbym jednak, aby czynniki ilościowe przesłoniły to, co powinniśmy przede wszystkim zapamiętać: za każdą z podanych liczb kryje się wyjątkowa relacja, którą Profesor budował ze swoimi uczniami i współpracownikami. W relacji tej istotna była jakość merytoryczna, jak również zaufanie, jakim prof. Mania obdarzał ludzi, w których wierzył. Bez względu bowiem na to, jakie mamy pasje i ambicje, jaki potencjał czy ograniczenia, nasze miejsce w świecie często zależy od ludzi, których spotykamy, i od szczęścia, które – choć różnie definiowane – wydaje się nieodzowne na drodze do spełnienia zawodowego i osobistego. Nasze szczęście – mówię tu zarówno w imieniu własnym, jak i wielu współpracowników będących uczniami prof. Mani – polegało na tym, że na pewnym etapie życia Profesor w nas uwierzył, dostrzegł potencjał i wyciągnął do nas rękę. A my, bardziej lub mniej umiejętnie, dłoń tę pochwyciliśmy i rozwinęliśmy skrzydła pod promotorską, mentorską opieką naszego mistrza. Za to, w imieniu nas wszystkich, chciałbym Panu Profesorowi, Tobie, Drogi Andrzeju, serdecznie podziękować. Gdyby sparafrazować prezydenta Kennedy’ego: Nigdy nie pytałeś, co możemy zrobić dla Ciebie, tylko pytałeś, co Ty możesz zrobić dla nas. Nie mam wątpliwości, że prof. Andrzej Mania przez ostatnie ponad pół wieku nie tylko stanowił część akademickiej społeczności, ale ją kreował, umożliwiając młodym naukowcom, dydaktykom i pra-
cownikom administracji rozwijanie swoich kompetencji, dążenie do doskonałości i pogłębianie miłości do Uniwersytetu. Dziś niektórzy z uczniów Profesora pełnią ważne funkcje polityczne, inni realizują się poza granicami Polski, jeszcze inni związali swój los z Uczelnią, prowadząc badania w zakresie amerykanistyki, nauk politycznych czy stosunków międzynarodowych, a są i tacy, którzy próbują (nie zawsze doskonale) naśladować swojego mistrza w procesie zarządzania instytucjonalnego. Wiedza i doświadczenie nabyte dzięki współpracy z Profesorem sprawiają, że wszyscy podzielamy pogląd, że fundamentalną wartością Uniwersytetu jest wspólnota ludzi, universitas , którą to wartość Andrzej Mania przedkładał ponad wszystkie inne. Zawsze czynił to z wrodzoną swadą i dużym poczuciem humoru wymieszanym z drobną złośliwością cechującą ludzi inteligentnych, mając dystans do rzeczywistości, w tym również do siebie, a zwłaszcza do swojej bujnej fryzury czy imponującego wzrostu, które połączyły nas we wspólnej perspektywie na otaczający świat.
To dla mnie zaszczyt, że w Święto Uniwersytetu Jagiellońskiego mogłem wygłosić laudację z okazji odnowienia po 50 latach doktoratu prof. Andrzeja Mani – prawdziwego człowieka Uniwersytetu. Wszyscy jesteśmy Profesorowi winni podziękowania za to, że realizując siebie, pamiętał o budowaniu wspólnoty akademickiej, rozwijaniu nowych kierunków badań, wzmacnianiu jakości kształcenia i modernizowaniu Uczelni w wymiarze instytucjonalnym. W ten sposób przyczynił się do realizacji wizji króla Kazimierza Wielkiego, który, fundując w 1364 roku Studium Generale, marzył, aby było ono nauk przemożnych perł[ą] i źródłem, z którego pełności mieli czerpać wszyscy naukami napoić się pragnący Nie mam wątpliwości, że prof. Andrzej Mania rozbudził pragnienia badawcze amerykanistów, politologów, historyków i specjalistów z zakresu stosunków międzynarodowych, którzy mieli przyjemność współpracować z badaczem, wizjonerem i ojcem założycielem, promotorem wspólnoty akademickiej – człowiekiem Uniwersytetu.
Ad multos annos, Panie Profesorze!
Paweł Laidler prorektor UJ ds. dydaktyki Instytut Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ
prof. Andrzeja mani podczas
Wdniu Święta Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdy pamięć ponad 660 lat aktywności na rzecz kształcenia i rozwoju badań pozwala z dumą patrzeć na dokonania tej instytucji, uczyniono mi zaszczyt uhonorowania 50. rocznicy uzyskania doktoratu. Wielce za to dziękuję. Ten moment pozwala mi na zaprezentowanie refleksji na temat wzajemnego oddziaływania uniwersytetu jako instytucji i pracownika uczelni, wierzę bowiem w znaczenie takiego związku.
Gdy w październiku 1967 roku pojawiłem się na Uniwersytecie Jagiellońskim jako student historii, rozpocząłem fascynujący proces wchodzenia w świat nauki, dydaktyki i obyczaju tej instytucji. Jednak bardzo szybko przyszło mi patrzeć, jak milicja wkroczyła na Uczelnię w czasie wydarzeń marcowych 1968 roku. Studenci pałowani przed historycznymi budynkami to straszny widok, ale, o dziwo, nie odstraszył mnie od studiowania, lecz jeszcze silniej związał życie w pięknym Krakowie z innymi studentami i Uczelnią. Więź umacniały lata zamieszkiwania „na waleta” w Domu Studenckim „Żaczek” i licznych kwaterach. Szczęśliwie, coraz więcej miejsca w tym obrazie Uniwersytetu zajmowali wspaniali profesorowie. Już wówczas rozpoczął się ważny proces formowania mojego profilu badawczego. Podejmowałem początkowo głównie badania nad historią dyplomacji, kierując swoje poszukiwania ku źródłom archiwalnym, lecz w coraz większym stopniu odwoływałem się do metodologii nauk politycznych dla studiowania mechanizmów władzy, a wreszcie do stosunków międzynarodowych dla poznania obszaru relacji między państwami. Ta ewolucja była bardzo pożyteczna dla rozwoju nowych obszarów zainteresowań i koniecznych metod badawczych. Miało to miejsce w czasie, gdy nie było wolności publikacji. W 1983 roku moja habilitacja

mogła się ukazać przy ograniczeniach w dostępności. Zresztą i prace powstałe w związku z doktoratem w 1975 roku zostały zablokowane przez cenzurę. Było to bolesne, gdyż habilitacja powstawała w oparciu o archiwalia amerykańskie zgromadzone w Washington, D.C., zasoby Library of Congress, The New York Public Library i kolekcje Columbia University, co było początkiem wieloletniego procesu prowadzenia badań opartych na źródłach pierwotnych. Praca była efektem pierwszego pobytu za granicą – w USA od października 1980 do czerwca 1981 roku, który obfitował, obok interesujących badań, w dramatyczne wydarzenia. W listopadzie i grudniu 1980 roku dla Polaków i amerykańskiej telewizji podstawowe było pytanie dotyczące polityki ZSRR wobec Polski: „Wejdą czy nie wejdą”. Także wówczas odbyła się walka wyborcza prezydenta Jimmy’ego Cartera z Ronaldem Reaganem, zamach na prezydenta Reagana w marcu, a wreszcie majowy zamach na papieża Jana Pawła II. Te tragiczne zajścia
odsłoniły mechanizmy władzy i działania mediów amerykańskich w momentach kryzysowych, kierując moją uwagę ku nowym obszarom eksploracji naukowej i publikacji.
Podsumowując lata pracy, muszę podkreślić, że moja droga naukowa, poza owocnymi poszukiwaniami archiwalnymi, była w dużej mierze efektem spotkań –z mistrzami, współpracownikami i studentami. To oni kształtowali moje myślenie. Uniwersytet Jagielloński tworzył atmosferę sprzyjającą tej postawie, a u mnie budowało się poczucie wsparcia i wdzięczności dla własnej Alma Mater. Szczególne miejsce w gronie moich mistrzów zajmuje profesor z Instytutu Historii Henryk Batowski – urodzony, co potraktowałem jako osobliwy znak, w dzień niniejszej rocznicy, choć w roku 1907. Był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych w następstwie aresztowań podczas tzw. Sonderaktion Krakau 6 listopada 1939, ale, jak inni, którzy przeżyli ten koszmar, stał się rzecznikiem rozbudowanej współ-

pracy międzynarodowej. To dzięki prof. Batowskiemu mogłem nawiązać pierwsze kontakty ze środowiskiem naukowym za granicą, między innymi z ambasadorem Kazimierzem Dziewanowskim, prof. Piotrem Wandyczem w Yale, prof. Adamem Brunonem Ulamem w Harvardzie. Później, już w Instytucie Nauk Politycznych, wiele dobrego i mądre inspiracje czerpałem, między innymi, od prof. Marka Sobolewskiego czy Marka Waldenberga. Spędziłem za granicą ponad cztery lata, poznając świat akademicki i realizując własne programy badawcze. Bywałem wielokrotnie w Library of Congress, The National Archives of the US, The NYPL
czy, dzięki stypendium The Kosciuszko Foundation, w Columbia University oraz w wielu bibliotekach prezydenckich, o czym wspomniano w laudacji (tekst laudacji na s. 9–12). Monografie i artykuły dotyczące polityki USA wobec Europy Wschodniej, generaliów polityki Stanów Zjednoczonych, amerykańskiej dyplomacji, mechanizmów władzy, w tym Departamentu Stanu i Rady Bezpieczeństwa Narodowego, oraz roli wywiadu w formowaniu polityki, mogły powstać tylko w kontakcie z materiałem źródłowym.
Moim polem szczególnej aktywności była amerykanistyka. Na nim nastąpiło naturalne połączenie spraw organizacyj-

nych i zainteresowań badawczych. Gdy Uniwersytet Jagielloński otrzymał grant z Fundacji Mellona na rozwój biblioteki amerykanistycznej, rektor Aleksander Koj powierzył mi zagospodarowanie funduszu w sposób ważny dla nauki i oczekiwań studentów. Od 1993 roku miałem już tytuł profesora nauk humanistycznych i doświadczenie w poznawaniu świata akademickiego. Mogłem więc organizować Międzywydziałowy Zakład Studiów Amerykańskich, a potem Katedrę Amerykanistyki. Od 1995 roku tworzyłem międzywydziałowe studia doktoranckie z zakresu amerykanistyki. Formuła nieco karkołomna, ale pozwoliła wielu przedstawicielom nauk społecznych i humanistycznych rozwijać wiedzę o USA poprzez przygotowanie i obronę prac doktorskich. Pod moim kierunkiem obroniło pracę 36 osób, a czwórka z nich ma już tytuły profesorskie. Z dumą przywołuję fakt, że „mój” doktor – obywatel Łotwy, Andris Spruds, sprawował do 19 maja funkcję ministra obrony narodowej Republiki Łotewskiej, wielu realizuje się w świecie pozaakademickim, a inni pełnią zaszczytne funkcje w świecie nauki, w tym, między innymi, stając się wspaniałymi laudatorami. Jedną z ostatnich moich monografii (Department of State i Foreign Service USA lat gorącej i zimnej wojny 1939–1989, Kraków 2019) dedykowałem właśnie „moim” doktorom. Jestem głęboko przekonany, że praca z nimi była także dla mnie elementem rozwoju badawczego. Nie tylko oni, ale także ja byłem beneficjentem każdego doktoratu. Prowadzenie interdyscyplinarnych studiów nad regionem nie było łatwe. Wymagało twórczego połączenia metod badawczych wielu klasycznych dyscyplin: historii, nauk politycznych, socjologii, prawa. W efekcie cały zespół tworzył nasze uniwersyteckie rozumienie amerykanistyki. Z przyjemnością wspominam fakt obdarowania mnie przez współpracowników dwiema księgami jubileuszowymi o adekwatnym tytule –Amerykomania. Tak, to cały ja!
Moja praca na Uniwersytecie przez lata była w znacznej mierze włączona w procesy zarządzania jednostkami akademickimi czy tworzenia nowych struktur. Pełniłem wiele funkcji na UJ i w instytucjach naukowych poza Uczelnią, i, wbrew obawom o ich szkodliwość dla rozwoju naukowego, muszę stwierdzić, że zawsze rozszerzało to sposób widzenia świata i pozwalało na realizację własnych ambicji
naukowych. I tak, sprawowanie funkcji dyrektora Instytutu Nauk Politycznych, co wówczas było pewną zmianą pokoleniową w tym środowisku (tak, tak, kiedyś byłem młody), pozostaje w mojej pamięci przede wszystkim przez fakt skutecznego współdziałania z naszym profesorem Erhardem Cziomerem i prof. Jackiem Ziemowitem Pietrasiem z UMCS na rzecz uzyskania w ministerstwie zgody na prowadzenie studiów w zakresie stosunków międzynarodowych. W kolejnych latach, dzięki aktywności Polskiego Towarzystwa Studiów Międzynarodowych (nawiasem mówiąc, utworzonego w naszej Sali Senackiej przed prawie 20 laty) i szczególnemu wysiłkowi obecnych dziś na sali profesorów Edwarda Haliżaka z UW i Marka Pietrasia z UMCS, było możliwe w ostatnich latach uzyskanie przez stosunki międzynarodowe statusu dyscypliny. W efekcie jeden z pierwszych tytułów w dyscyplinie stosunki międzynarodowe został nadany prof. Małgorzacie Zacharze-Szymańskiej – także mojej doktorantce.
Kierując przez wiele lat Katedrą Historii Dyplomacji i Polityki Międzynarodowej w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych, uczestniczyłem w działaniach na rzecz rozwoju, mającego długie tradycje na UJ, kierunku badań – nauki o polityce. Uzyskanie przez INPiSM UJ prawa do doktoryzowania i habilitowania umożliwiło wielu z grona „moich” doktorów uzyskanie tytułów profesorskich. Chodzi tu o Roberta Kłosowicza, Łukasza Kamieńskiego i Pawła Laidlera, jak i mojego magistranta Jana Wiktora Tkaczyńskiego. Będąc kilkakrotnie wybieranym w skład Komitetu Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk, doświadczyłem procesu rozwoju nauk o polityce w ogólnopolskim wymiarze także z udziałem badaczy z UJ.
Jak najlepiej wspominam okres, gdy od 1990 roku przez sześć lat pełniłem funkcję prodziekana Wydziału Prawa i Administracji UJ – był to czas, gdy wprowadzaliśmy reformy modelu studiowania. Zwiększenie możliwości wyboru kursów przez studentów, jak i wprowadzenie egzaminów pisemnych, co obecnie nikogo nie dziwi, wówczas budziło emocje porównywalne, jak sądzę, z niektórymi wielkimi sporami natury ustrojowej. W tych latach szczególnie bliskie były mi działania związane z budowaniem relacji z American Bar Association (głównie Central East European Initiative) i wsparcie działań

na rzecz prowadzenia kursów w zakresie prawa amerykańskiego oraz rozwijania badań nad Stanami Zjednoczonymi przez budowanie kontaktów z amerykańskimi programami o charakterze politologicznym. Stały kontakt ze środowiskiem prawniczym, przebywanie w otoczeniu, czasem niełatwych w kontaktach, posągowych postaci profesorów prawa i imponująca historia tego wydziału do dziś jest w moich odczuciach wyjątkowo ważnym elementem łączącym mnie z dziedzictwem UJ. Szczególne miejsce w moich działaniach zajmuje aktywność na rzecz zorganizowania wydziału zajmującego się światem zewnętrznym i skomplikowaną naturą relacji między podmiotami stosunków międzynarodowych. Promotorem idei stworzenia Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ był rektor Franciszek Ziejka. Z jego woli byłem pierwszym dziekanem Wydziału, a wcześniej organizatorem, ale rozwój Wydziału jest efektem pracy wszystkich pracowników naukowych i administracyjnych, którzy z dobrymi myślami i odwagą włączyli się do tego procesu, za co im wszystkim dziękuję. [...]
Szczególnie wdzięczny jestem Uniwersytetowi za powierzenie mi funkcji prorektora ds. dydaktyki, którą pełniłem w latach 2008–2016. To wielkie zadanie pozwoliło mi angażować się w proces internacjonalizacji oraz rozwój dydaktyki. Miałem w tym zakresie wsparcie i uprzejmą zachętę ze strony moich szefów rektorów: Karola Musioła i Wojciecha Nowaka. To był czas koncentrowania się
także na takich pozornie trywialnych kwestiach jak likwidacja indeksu papierowego, stworzenie nowego wzorca dyplomów uniwersyteckich (dodam, że w warstwie ornamentyki dokumentów skorzystaliśmy przy projektowaniu bordiury dyplomów z kształtu barierek na schodach w tym pięknym budynku), działania na rzecz jakości kształcenia budowanej na bazie standardów międzynarodowych. Miałem wówczas możliwość włączenia się w działania sieci akademickich – International Research University Network, Coimbra Group, The Guild, Utrecht Network, EUA. Dziś cieszy wysoki poziom integracji w sieci Una Europa. Wspólnota problemów i interesów pozwala uczelniom wyrwać się z zaściankowości na poziomie aktywności naukowej i dydaktycznej oraz świadomości.
Od czasu studiów, gdzie włączono mnie do organizacji kongresów międzynarodowych, a potem umożliwiono udział w nich jako uczestnika, nabrałem przekonania, że kontakty te są wielką szansą rozwojową w sferze nauki i poznawania funkcjonowania akademii w wymiarze światowym. [...] Pierwszy, trzymiesięczny, naukowy pobyt za granicą odbyłem w Stevens Point w 1980 roku, kolejne sześć miesięcy, które spędziłem w NYC, Cambridge Mass i Washington D.C., miały wyjątkowe znaczenie dla rozwoju naukowego. Szczególnie ważny, z racji możliwości nawiązywania kontaktów, był wielomiesięczny pobyt w The Norwegian Nobel Institute w Oslo – doradczej i analitycznej instytucji Komitetu Pokojowej

Nagrody Nobla. Prestiżowy i naukowo wartościowy był też pobyt jako fellow of Kennan Institute of Advanced Russian Studies w Smithsonian Institution w 1986 roku. Nie zawsze chodziło o poznanie miejsca i prowadzenie badań źródłowych czy częste publiczne wykłady. Wartością był kontakt z wybitnymi badaczami i politykami będącymi nieprzebranym źródłem wiedzy o meandrach polityki. Wielce cenię spotkania z George F. Kennanem, Paulem H. Nitzem, Waltem Rostowem, Henrym Kissingerem, Zbigniewem Brzezińskim, Peterem W. Rodmanem, kolejnymi ambasadorami USA w Polsce i konsulami w Krakowie, czy Geirem Lundestadem z Oslo. Ważnym doświadczeniem była funkcja profesora wizytującego w SUNY at Buffalo oraz University of Rochester, gdzie wykładając o sprawach amerykańskich, konfrontowałem swą wiedzę i kompetencje dydaktyczne z odbiorcami amerykańskimi. I wyszło to całkiem dobrze.
Każdy z tych wyjazdów naukowych pozwalał podjąć badania w międzynarodowym otoczeniu, budować wiedzę na temat funkcjonowania nauki i dydaktyki w zagranicznych instytucjach. Choć wiązały się one czasem ze zmaganiami z przeciwnościami losu, bolesnym oddaleniem od rodziny, trudnymi warunkami i potrzebą uzyskania uznania dla własnych pomysłów. Jestem prawie pewien, że niejedna z osób w tej auli, także szacownych gości reprezentujących inne uniwersytety i podejmujących badania za granicą, przeżywała podobne momenty walki o pozycję i satysfakcję z rezultatów
badań, uświadamiając sobie, jak wiele dał im uniwersytet.
Ważnym elementem kontynuowania badań i pracy w środowisku naukowym jest zaszczyt bycia czynnym członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Wartości promowane w tej instytucji o ponad 150-letniej historii pozwalają dążyć do ideałów i funkcjonować w otoczeniu wybitnych postaci. Ten kierunek działania PAU nadaje prof. Jan Ostrowski, wspierany przez profesorów: Andrzeja Mączyńskiego, Marka Safjana i Szczepana Bilińskiego.
Specjalnym doświadczeniem było zaangażowanie się w kwestie jakości kształcenia. Przez sześć lat byłem członkiem Państwowej Komisji Akredytacyjnej, gdzie jako wiceprzewodniczący miałem okazję przeprowadzenia wizytacji w 88 szkołach wyższych. Poznałem kwiat i chwast polskiej dydaktyki akademickiej. Ciśnie się na usta i taka refleksja, że słuszna idea przyzwolenia na tworzenie nowych szkół wyższych została w części zniszczona przez nadmierną komercjalizację i traktowanie tych instytucji jako „taśmy produkującej absolwentów”, co tak zdecydowanie krytykował prof. Piotr Sztompka przy wielu okazjach. Szczęśliwie, UJ, jak i znaczna część innych uczelni, dbał o obronę wartości definiujących uniwersytet.
Uniwersytet Jagielloński jest w szczególnej sytuacji – tradycja odgrywa tu bardzo ważną rolę. W licznych wystąpieniach rektor UJ prof. Franciszek Ziejka definiował UJ jako dobro narodowe, symbol i strażnika tożsamości, który nie należy tylko do profesorów i studentów, ale do całego społeczeństwa. Natomiast
obecny rektor UJ, prof. Piotr Jedynak, podkreśla konieczność równowagi między tradycją a nowoczesnością, dodając, że siłą najstarszej polskiej uczelni jest jej zdolność do łączenia wielowiekowej tradycji z wyzwaniami współczesności. Nie mogę nie wspomnieć o przewodniczeniu Radzie Społecznej wspaniałego Szpitala Uniwersyteckiego. To doświadczenie pozwala na obserwacje imponującego rozwoju tej instytucji pod sprawnym zarządem obecnej dyrekcji. Poznawanie coraz bliżej pracowników Collegium Medicum uświadamia fakt wspaniałych sukcesów naukowych i lekarskich. Moje zaufanie do personelu medycznego i wsparcie dla szpitala wyrażałem wielokrotnie, oddając się do dyspozycji lekarzy jako pacjent i umożliwiając im potwierdzanie wysokich kompetencji medycznych. I, jak Państwo widzą, dobrze na tym wyszedłem, trzymam się.
Bez zakłopotania i z przyjemnością stwierdzam, że jestem człowiekiem Uniwersytetu w różnych wymiarach. Przejawia się to w działaniach naukowych i organizacyjnych, ale także w stałej obecności tej instytucji w moim codziennym funkcjonowaniu. Herbatę pijam w kubku z logo UJ, z rozwagą smakuję wino Novum pochodzące z naszych winnic, na spacery z cocker spanielem chodzę w okolicach UJ w bluzie z nadrukiem UJ, a rozmawiając z młodymi ludźmi, odczuwam satysfakcję z informacji, że studiują na UJ, i zdziwienie, że czynią to na innych uczelniach, za co przepraszam moich szanownych gości, którzy przybyli z wielu uniwersytetów. To jakaś obsesja, żeby nie powiedzieć „mania”. Pragnę niniejszym serdecznie podziękować wszystkim, którzy umożliwili mi dostąpienie zaszczytu świętowania 50-lecia otrzymania doktoratu. [...]
Na zakończenie w sposób szczególny dziękuję mojej żonie – Iwonie, która od czasu doktoratu towarzyszy mi w życiu i drodze naukowej, oraz córce Karolinie. Obie przez długie miesiące oczekiwały mojego powrotu z zagranicy, a następnie witały mnie z radością. Mam nadzieję, że córka, znająca Uniwersytet, wybaczy mi, że nie zrealizowałem w pełni jej zalecenia, bym nie mówił za dużo o sobie. Nie udało się. Moje ego w pewnym stopniu wymknęło się spod kontroli, ale jako zodiakalna Lwica córka musi zrozumieć ojca – zodiakalnego Lwa.
Andrzej Mania

Orkiestra Uniwersytetu Jagiellońskiego; solo na trąbce: Piotr Nowak
Koncert organizowany z okazji Święta UJ stał się – obok składania kwiatów na grobach założyciela i fundatorów Uczelni oraz uroczystego posiedzenia Senatu – nieodłączną częścią uniwersyteckiej tradycji. W 2026 roku odbył się on 12 maja o godzinie 18 – zagrała Orkiestra Uniwersytetu Jagiellońskiego pod dyrekcją Justyny Kwarcińskiej. Gości powitał rektor UJ prof. Piotr Jedynak, wydarzenie poprowadził kierownik Zespołu Pieśni i Tańca UJ „Słowianki” Marcin Korbut, a partie solo wykonali Mateusz Dudek (akordeon), Maciej Kwarciński (flet) oraz Piotr Nowak (trąbka). Wnętrze Auditorium Maximum wypełniły pełne energii, południowego temperamentu, ale także elegancji i wyrazistego rytmu dźwięki tanga i bossa novy. O tym, że przypadły do gustu publiczności, świadczyły długie owacje na stojąco. Red.

Rektor UJ prof. Piotr Jedynak i kierownik Zespołu Pieśni i Tańca UJ „Słowianki” Marcin Korbut


Orkiestrą dyrygowała Justyna Kwarcińska

16,7tysiąca miejsc na 278 kierunkach studiów przygotował dla przyszłych studentów Uniwersytet Jagielloński w roku akademickim 2026/2027. O kluczowych terminach, szczegółach rekrutacji oraz nowych kierunkach opowiedzieli podczas konferencji prasowej, zorganizowanej 29 maja 2026 w Sali Senackiej, rektor UJ prof. Piotr Jedynak, prorektor ds.
również, że Uniwersytet Jagielloński wychodzi naprzeciw studentom, dla których barierą do studiowania w Krakowie są wysokie koszty życia. – Od 1 października 2026 zamierzamy wprowadzić rozwiązanie polegające na dopłatach do posiłków. Studenci będą mogli zjeść wartościowe obiady w bardzo atrakcyjnej cenie. Mamy cztery kampusy. Chcemy, żeby na każdym

dydaktyki prof. Paweł Laidler, kierownik Działu Rekrutacji na Studia Kamil Gajęcki oraz zastępca dyrektora Centrum Wsparcia Dydaktyki Tadeusz Dębowski. Rektor, uprzedzając pytania dziennikarzy, podkreślał, że najstarsza polska uczelnia jest przygotowana na większą liczbę kandydatów, związaną z dużą liczebnością rocznika zdającego w tym roku maturę. – Już w ubiegłym roku akademickim na część kierunków, gdzie była bardzo duża liczba świetnych kandydatów, przyjęliśmy zdecydowanie więcej niż 10 procent dodatkowych studentów. Teraz również nie będziemy prowadzić polityki jednakowego zwiększania limitów na wszystkie kierunki, a tylko na te, gdzie jest dużo dobrych kandydatów, a organizacja procesu dydaktycznego pozwoli zachować jakość kształcenia – mówił. Poinformował
– chemia sądowa na Wydziale Chemii – nowoczesne, interdyscyplinarne studia II stopnia dla osób, które chcą wykorzystać zaawansowaną wiedzę chemiczną w służbie wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa publicznego, – filologia ukraińska z drugim językiem obcym na Wydziale Filologicznym – studia dla osób, które chcą profesjonalnie

z nich było takie miejsce, gdzie będzie można w rozsądnej cenie zjeść posiłek –zapowiedział.
Uniwersytet Jagielloński przygotował aż 13 nowych kierunków oraz, co szczególnie akcentował prorektor ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler, kilkanaście programów w języku angielskim. – Wprowadzone w tym roku nowe kierunki pokazują, że Uniwersytet stara się jednocześnie osiągnąć kilka celów edukacyjnych, czyli postawić na najlepszych kandydatów, zaoferować jak najnowocześniejsze studia, kształtować postawy, których byśmy oczekiwali, a przy okazji otwierać również kierunki dla osób ze szczególnymi ambicjami, w tym także naukowymi – zapewnił rektor UJ prof. Piotr Jedynak.
Na najbliższy rok akademicki Uniwersytet przygotował następujące nowe kierunki:
poruszać się między językami, kulturami i realiami Europy Środkowo-Wschodniej, – humanistyka cyfrowa na Wydziale Filologicznym – interdyscyplinarne studia II stopnia dla osób, które chcą łączyć wrażliwość humanisty z kompetencjami analitycznymi i technologicznymi, – krytyka współczesna na Wydziale Polonistyki – studia magisterskie dla osób, które chcą aktywnie uczestniczyć w życiu literackim i kulturalnym oraz profesjonalnie pisać i mówić o zjawiskach współczesnej kultury, – lingwistyka i technologie językowe na Wydziale Filologicznym – nowoczesne studia licencjackie dla osób, które chcą profesjonalnie pracować z językiem w świecie nowych technologii, – Mathematics and Computer Science Advanced Track na Wydziale Matematyki i Informatyki – elitarne studia I stopnia
w języku angielskim, skierowane do wybitnie uzdolnionych studentów zainteresowanych matematyką i informatyką na najwyższym poziomie,
– media studies i komunikowanie multimodalne na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej – studia magisterskie dla osób, które chcą świadomie i profesjonalnie analizować, projektować oraz wykorzystywać komunikację medialną w świecie zdominowanym przez nowe technologie i media cyfrowe,
– Responsible Entrepreneurship and Management na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej – nowoczesne studia I stopnia w języku angielskim skierowane do osób, które chcą łączyć kompetencje menedżerskie i przedsiębiorcze z odpowiedzialnym, zrównoważonym podejściem do biznesu, – studia azjatyckie na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych
– specjalistyczny kierunek skoncentrowany na zrozumieniu współczesnych społeczeństw Azji – ich tradycji kulturowych i religijno-filozoficznych oraz dynamicznych przemian społecznych i kulturowych, – studia strategiczne Azja i Afryka na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych – studia II stopnia skoncentrowane na kluczowych wyzwaniach współczesnego świata: polityce międzynarodowej, bezpieczeństwie i gospodarce w regionach Azji i Afryki, – studia wschodnie na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych (I i II stopnia) – interdyscyplinarny kierunek studiów obszarowych, skoncentrowany na analizie procesów politycznych, społecznych i bezpieczeństwa we wschodnim sąsiedztwie Unii Europejskiej, – środkowoeuropejskie studia rumunistyczne na Wydziale Filologicznym –innowacyjny, międzynarodowy wspólny

program studiów II stopnia, realizowany przez Uniwersytet Jagielloński oraz Uniwersytet Zachodni w Timisoarze, unikatowy w skali Polski i Europy Środkowej kierunek interdyscyplinarny, łączący zaawansowane studia nad językiem, literaturą i kulturą rumuńską z refleksją nad realiami społeczno-kulturowymi regionu środkowoeuropejskiego.
Zakończenie rejestracji na studia jednolite magisterskie oraz I stopnia zaplanowano na 8 lub 9 lipca, a dla studiów II stopnia – 15 lub 24 lipca (w zależności od kierunku). W przypadku wolnych miejsc zostanie uruchomiona rekrutacja dodatkowa, która zakończy się we wrześniu.
Wszelkie informacje dotyczące pełnej oferty studiów, harmonogramu rekrutacji, dokumentów, opłat czy wpisów na studia można znaleźć na stronie rekrutacja. uj.edu.pl
Red.
Uniwersytet Jagielloński zdobył pierwsze miejsce w nowo utworzonym rankingu Fundacji Work & Science – instytucji, której celem jest łączenie świata nauki oraz sektora badawczo-rozwojowego. Najstarsza polska uczelnia otrzymała 100 punktów, wyprzedzając Uniwersytet Warszawski (99,64 pkt.) oraz Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (88,37 pkt.).
Zestawienie tworzone jest w oparciu o sześć kryteriów: nagrody środowiskowe, publikacje naukowe, publikacje Top 1 procent (kategoria mierzy jakość kanałów publikacyjnych poprzez uwzględnienie publikacji w najbardziej prestiżowych czasopismach), obecność badaczy w rankingu World Top 2% Scientists, doktorantów (kategoria opisuje potencjał kształcenia przyszłej kadry naukowej) oraz efektywność instytucjonalną (kategoria pokazuje relację pomiędzy osiągnięciami naukowymi instytucji a wielkością jej zasobów kadrowych).
Punktacja Uniwersytetu Jagiellońskiego w poszczególnych kategoriach prezentuje się następująco: nagrody środowiskowe –78,84 pkt.; publikacje naukowe – 100 pkt.; publikacje Top 1% – 91,95 pkt.; obecność badaczy w rankingu World Top 2% Scientists – 100 pkt.; doktoranci – 90,86 pkt.; efektywność instytucjonalna – 93,14 pkt. Uniwersytet Jagielloński powtórzył również ubiegłoroczny sukces, zostając najlepszą polską uczelnią sklasyfikowaną w World University Ranking przygotowanym przez The Center for World University Rankings (CWUR). Publikowane od 2012 roku zestawienie ocenia jakość kształcenia, kadry naukowej i badań naukowych oraz szanse na zatrudnienie, nie opierając się na ankietach i danych przekazywanych przez uczelnie. Obecnie obejmuje dwa tysiące najlepszych uniwersytetów na całym świecie, co czyni go największym akademickim rankingiem światowych uniwersytetów. W World University Ranking 2026 ujęto 39 polskich uczelni. Wśród nich najwyższe miejsce zajęły Uniwersytet Jagielloński (pozycja 396.), Uniwersytet Warszawski (pozycja 438.) i Akademia Górniczo-Hutnicza (pozycja 627.). Ranking CWUR jest tworzony w oparciu o osiem kryteriów: sukcesy absolwentów i kadry dydaktycznej w międzynarodowych konkursach, zatrudnienie absolwentów na dyrektorskich stanowiskach w firmach o zasięgu globalnym, publikacje w cenionych pismach naukowych oraz najbardziej wpływowych periodykach, cytowalność, indeks Hirscha całej uczelni oraz liczbę międzynarodowych patentów. Pierwsze trzy miejsca w tegorocznej klasyfikacji CWUR zajęły Uniwersytet Harvarda, Instytut Techniczny Massachusetts oraz Uniwersytet Stanforda. Kolejne dwa miejsca przypadły placówkom brytyjskim – Uniwersytetowi w Cambridge i Uniwersytetowi Oksfordzkiemu. Ponadto – według rankingu U.S. News & World Raport „Best Global Universities 2026–2027” – Uniwersytet Jagielloński ponownie został sklasyfikowany jako najlepsza uczelnia w Polsce! Zajęliśmy 394. miejsce na świecie, awansując o 33 pozycje w porównaniu do roku ubiegłego. Utrzymaliśmy więc pozycję lidera wśród polskich uczelni. Red.
Za cztery lata osoby powyżej
Jużza cztery lata, w 2030 roku, osoby powyżej 60. roku życia będą stanowiły 28 procent polskiego społeczeństwa! W roku 2060 odsetek ten ma sięgnąć aż 38 procent*. Dane te pokazują wyraźnie, że starzenie się społeczeństwa staje się jednym z najważniejszych wyzwań społecznych i gospodarczych nadchodzących dekad. W tej sytuacji konieczne są zdecydowane działania obejmujące szeroko zakrojoną edukację i wzmacnianie solidarności międzypokoleniowej. Niezbędne jest również zwiększenie nakładów na politykę senioralną, tak aby zapewnić osobom starszym odpowiedni dostęp do opieki zdrowotnej, wielopoziomowego wsparcia oraz możliwości aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym.
uJ dla polityki senioralneJ

społeczeństwa!
niających potrzeby osób starszych, w tym uchodźców, oraz rozwija narzędzia monitorowania i oceny działań na poziomie lokalnym, także w sytuacjach kryzysowych. Projekt koordynuje prof. Jolanta Perek-Białas, która zwraca uwagę, że polityka wobec starzenia się przestaje być tematem niszowym, a staje się jednym z kluczowych wyzwań rozwojowych Polski. Od tego, jak odpowiemy na zmiany demograficzne dziś, będzie zależeć jakość życia milionów ludzi w kolejnych dekadach
Uniwersytet Jagielloński (konkretnie Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk
Publicznych działające na Wydziale Filozoficznym we współpracy z Collegium Medicum) od 2023 roku rozwija Polską Sieć Miast i Społeczności Przyjaznych Osobom Starszym, w oparciu o rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W jej ramach wspiera lokalne samorządy w tworzeniu polityk uwzględ-

19 maja 2026, podczas uroczystej gali w Pałacu Staszica w Warszawie, przedsięwzięcie weszło na kolejny etap – Uniwersytet Jagielloński uzyskał oficjalną afiliację przy Globalnej Sieci Miast i Społeczności Przyjaznych Osobom Starszym WHO, a współpraca z miastami, gminami i instytucjami krajowymi zyskała formalne umocowanie międzynarodowe.
W wydarzeniu podkreślającym znaczenie tego partnerstwa udział wziął rektor UJ prof. Piotr Jedynak, który zaznaczył, że polityka senioralna stanowi bardzo ważny element działalności Uniwersytetu Jagiellońskiego – zarówno w wymiarze działalności naukowej, jak i odpowiedzialności społecznej, a uzyskanie certyfikatu o tak ważnym statusie jest dowodem zaufania do Uniwersytetu jako koordynatora sieci w skali całego kraju. Profesor Jolanta Perek-Białas podkreśliła natomiast, że miasto przyjazne osobom starszym to w praktyce miasto lepsze dla wszystkich: bardziej dostępne, bezpieczne, przewidywalne i wspólnotowe. – Chcemy pokazywać, że polityka wobec starzenia się nie dotyczy wyłącznie przyszłości tylko osób starszych, ale jakości życia całych społeczności i wszystkich pokoleń – dodała.
wyzwania starzejącego się społeczeństwa
Globalna Sieć Miast i Społeczności Przyjaznych Osobom Starszym (Global Network for Age-Friendly Cities and Communities, GNAFCC), do której, w charakterze polskiego koordynatora, oficjalnie wstąpiła najstarsza polska uczelnia, jest globalną inicjatywą WHO, której celem jest lepsze dostosowanie polityk publicznych oraz usług do potrzeb starzejących się populacji, w oparciu o podejście systemowe oraz dowody naukowe. Do zadań Uniwersytetu Jagiellońskiego należeć będzie wspieranie rozwoju środowisk przyjaznych starzeniu się, wdrażanie wiedzy i standardów WHO do kontekstu krajowego, a także doradzanie jednostkom samorządu terytorialnego w projektowaniu i wdrażaniu polityk publicznych. W praktyce oznacza to, że Uczelnia stanie się centralnym węzłem (national hub) dla rozwoju polityk age-friendly w Polsce.
– Dla nas to nie jest tylko projekt ekspercki, ale proces budowania nowego języka polityki lokalnej wobec starzenia się. Chodzi o to, by osoby starsze nie były postrzegane wyłącznie przez pryzmat opieki czy usług społecznych, ale jako pełnoprawni współtwórcy miast i gmin. Polska sieć ma być miejscem, w którym samorządy mogą uczyć się od siebie, korzystać z wiedzy naukowej i przekładać globalne standardy WHO na konkretne, lokalne rozwiązania – podkreśliła ekspertka w dziedzinie analizy społecznej oraz polityki publicznej Maria Varlamova z Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych UJ.
Jednym z rezultatów pracy w ramach sieci jest Przewodnik po społecznościach przyjaznych osobom starszym, dostępny wkrótce także na stronie CEAPP.

„tak”
dla długiego i zdrowego życia
20 maja 2026 w Ministerstwie Zdrowia odbyło się posiedzenie inaugurujące Polską Sieć Miast i Społeczności Przyjaznych Osobom Starszym. Otworzyła je minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która zaznaczyła, że utrzymanie zdrowia i dobrostanu wymaga zapewnienia dostępu do opieki zdrowotnej, odpowiedniego odżywiania, edukacji, zatrudnienia, bezpiecznych warunków mieszkaniowych oraz wspierających społeczności lokalnych. Dodała, że w tym roku Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło realizację Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych, co stwarza szerokie możliwości współpracy. – Budowanie państwa przyjaznego osobom starszym to nie zadanie na przyszłość – to zadanie na dziś! To inwestycja w jakość życia nas wszystkich – bo każdy z nas chce żyć długo, zdrowo, aktywnie i godnie w przyjaznym, wspierającym środowisku – akcentowała.

Udział w posiedzeniu wzięli również, między innymi, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocniczka rządu do spraw polityki senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz, przedstawiciel biura regionalnego WHO Yongjie Yon, senator Beata Małecka-Libera, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH dr Bernard Waśko, a z ramienia Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Tomasz Grodzicki.
Uczestnicy, powołując się na badania i międzynarodowe doświadczenia, wskazali, że aktywność społeczna, bezpieczna przestrzeń, dostęp do zieleni i kultury bezpośrednio wydłużają życie w zdrowiu oraz ograniczają ryzyko depresji. W krajach uczestniczących w sieci WHO rozwijane są już projekty społeczności przyjaznych osobom z demencją. Obejmują, między innymi, szkolenia dla pracowników instytucji publicznych, transportu, bibliotek czy lokali usługowych, kładą nacisk na właściwą komunikację i sposoby reagowania w sytuacjach zagubienia lub dezorientacji osób z zaburzeniami pamięci. Celem spotkania było także określenie kierunków współpracy oraz priorytetów polskiej sieci na najbliższe lata. Rozmowy dotyczyły przede wszystkim wzmacniania lokalnych polityk senioralnych, wymiany dobrych praktyk między samorządami, budowania trwałych mechanizmów współpracy oraz wspierania zdrowego, aktywnego i godnego starzenia się mieszkańców.
* Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego Sytuacja osób starszych w Polsce w 2024 roku
Jagielloński został wyróżniony w 12. edycji programu „Odpowiedzialny i Przyjazny Pracodawca”, w ramach którego od 2019 roku nagradzani są pracodawcy szczególnie zaangażowani we wdrażanie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK).
Podczas uroczystej gali, która odbyła się 19 maja 2026 w Centralnym Domu Technika w Warszawie, najstarszą polską uczelnię reprezentował rektor UJ prof. Piotr Jedynak. – Przyznanie certyfikatu Uniwersytetowi Jagiellońskiemu to bardzo ważne wydarzenie, ponieważ wdrażanie Pracowniczych Planów Kapitałowych w Polsce powinno mieć charakter powszechny. Tymczasem wielu pracodawców nie wykorzystuje tej szansy – podkreślił, odbierając certyfikat.
Rektor zaznaczył również, że Uniwersytet Jagielloński należy do grona pracodawców, którzy nie tylko zachęcają pracowników do uczestnictwa w programie jako atrakcyjnej formie oszczędzania na dodatkową emeryturę, lecz także zwiększają swój udział w jego finansowaniu. Od 1 maja 2026 składka wynosi po 2 procent zarówno po stronie pracowników, jak i Uniwersytetu.

odbiera wyróżnienie „Odpowiedzialny i Przyjazny Pracodawca” dla Uniwersytetu Jagiellońskiego
– Bardzo wielu pracowników naszej Uczelni uczestniczy w tym programie, co cieszy nas również ze względu na prognozowaną wysokość przyszłych emerytur. Traktujemy to jako jedno z istotnych narzędzi motywowania pracowników – dodał rektor.
Obecnie z Pracowniczych Planów Kapitałowych na Uniwersytecie Jagiellońskim korzysta blisko 3700 osób. Program umożliwia systematyczne gromadzenie prywatnych oszczędności, które w przy-
szłości mogą stanowić realne wsparcie finansowe.
Zainicjowany w 2019 roku program „Odpowiedzialny i Przyjazny Pracodawca” wyróżnia pracodawców, którzy traktują PPK jako istotny element systemu benefitów oraz mogą pochwalić się wysokim poziomem uczestnictwa pracowników.
Nagrodę przyznają wspólnie Polski Fundusz Rozwoju oraz PFR Portal PPK. Red.

Rektor UJ prof. Piotr Jedynak został wyróżniony Odznaką Honorową za Zasługi dla Samorządu Terytorialnego. Uroczystość wręczenia odznaczenia odbyła się 27 maja 2026 – w Dniu Samorządu Terytorialnego, w siedzibie Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Wyróżnienie przyznawane jest osobom szczególnie zasłużonym dla działalności samorządowej i społecznej, które swoją aktywnością i zaangażowaniem przyczyniają się do poprawy jakości życia mieszkańców regionu. Stanowi ono wyraz uznania dla działań podejmowanych na rzecz wspólnoty lokalnej oraz dobra publicznego.
W tym roku odznaką wyróżniono 15 osób: wójtów, burmistrzów, prezydentów oraz rektorów. W uroczystości, oprócz wojewody małopolskiego, udział wzięli również I wicewojewoda Elżbieta Achinger oraz II wicewojewoda Ryszard Śmiałek.
Wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar podziękował odznaczonym rektorom krakowskich uczelni. – Jesteście ogromnym wsparciem dla mnie jako wojewody, ale również dla marszałka województwa i dla wszystkich jednostek

samorządu terytorialnego w naszym regionie. W chwilach trudnych, gdy pojawiają się wątpliwości, sięgamy po waszą mądrość, wiedzę i doświadczenie.
Jesteśmy dumni z tego, że Małopolska jest akademicką stolicą Polski i bardzo dziękujemy, że państwo rektorzy nie zamykają się w swoich środowiskach, tylko dzielą

się wiedzą i pomagają budować najlepsze dla województwa rozwiązania – mówił, dodając, że podziękowania składa także w imieniu ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, jego współpracowników oraz administracji rządowej w Małopolsce. Red.

27
maja 2026 wizytę na Uniwersytecie
Jagiellońskim złożył ambasador Republiki Włoskiej w RP Luca Franchetti Pardo. Towarzyszył mu dyrektor Instytutu Kultury Włoskiej w Krakowie dr Matteo Ogliari. Gości przyjął w swoim gabinecie rektor UJ prof. Piotr Jedynak. W spotkaniu uczestniczył także dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ dr hab. Piotr Bajor, profesor UJ. Głównym tematem rozmów stała się kwestia internacjonalizacji. Goście i gospodarze omówili ją w perspektywie relacji łączących Uniwersytet Jagielloński z włoskimi ośrodkami akademickimi i naukowymi. Wskazali, że międzynarodowe kontakty akademickie powinny być rozwijane nie tylko w oparciu o klasyczne programy wymiany studentów i pracowników, ale także w ramach innowacyjnych, nowoczesnych rozwiązań, umożliwiających, na przykład, uzyskanie podwójnego dyplomu (taką szansę mają choćby studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Bolońskiego, których uczelnie współtworzą od 2018 roku sojusz Una Europa). Rektor UJ w tym kontekście zaznaczył, że Uniwersytet Jagielloński zamierza w nadchodzących latach jeszcze silniej koncentrować się na poprawie wskaźników internacjonalizacji, posiłkując się środkami pochodzącymi z zewnętrznych źródeł.

Ambasador Włoch nawiązał do wizyty, którą 19 kwietnia 2023 złożył na najstarszej polskiej uczelni prezydent Republiki Włoskiej prof. Sergio Mattarella, a także do obchodów jubileuszu 50-lecia studiów italianistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim , zorganizowanych w październiku tego samego roku przez Zakład Filologii Włoskiej UJ. Rektor Piotr Jedynak odniósł się do słów ambasadora, wskazując, że w podjętej niedawno przez prezesa Polskiej Akademii Nauk prof. Marka Konarzewskiego decyzji o powołaniu dr Magdaleny Wrany na stanowisko

dyrektor PAN Stacji Naukowej w Rzymie dostrzega wydarzenie, które wpisuje się w najnowsze tradycje współpracy Uniwersytetu ze stroną włoską. Uczestnicy spotkania rozmawiali ponadto o szansach, jakie niosą z sobą wspólne projekty akademickie poświęcone problematyce z zakresu dyplomacji czy bezpieczeństwa międzynarodowego, a także o tradycjach włoskiej turystyki, gastronomii, kultury i przemysłu motoryzacyjnego, które – jako instrumenty z dziedziny tzw. soft power – odgrywają bardzo istotną rolę, między innymi, w promocji Italii.
Wizyta ambasadora Włoch była związana, między innymi, z odbywającym się na Uniwersytecie Jagiellońskim XVIII Kongresem Międzynarodowego Towarzystwa Językoznawstwa i Filologii Włoskiej (27–29 maja 2026), w którego uroczystym otwarciu wziął udział. W ramach tej samej wizyty Luca Franchetti Pardo udał się ponadto na Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, gdzie wystąpił z wykładem skierowanym do uczestników cyklu „Jagiellońskie Spotkania Dyplomatyczne”, zatytułowanym: Italy and Poland: A Friendship Deeply Rooted in History and Projected into the Future. An Ambassador’s Perspective.
Budowa
metra w Krakowie to jeden z najważniejszych i najbardziej ambitnych projektów infrastrukturalnych planowanych w mieście. Władze Krakowa zakładają stworzenie nowoczesnego systemu transportu podziemnego, który ma poprawić komunikację, zmniejszyć korki oraz ograniczyć emisję spalin. Według miejskich planów pierwsza linia metra ma połączyć wschodnią i zachodnią część miasta, przebiegając, między innymi, przez centrum i kluczowe węzły komunikacyjne.
Uniwersytet Jagielloński, wraz z pięcioma innymi krakowskimi uczelniami oraz Siecią Badawczą Łukasiewicz – Instytutem Ceramiki i Materiałów Budowlanych, został sygnatariuszem umowy konsorcjum, w której zadeklarowano współpracę podczas przygotowania i realizacji budowy metra w Krakowie. Dokument 11 maja 2026 w Librarii Collegium Maius podpisali przedstawiciele zaangażowanych instytucji: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Piotr Jedynak, rektor

Politechniki Krakowskiej prof. Andrzej Szarata, rektor Akademii Górniczo-Hutniczej prof. Jerzy Lis, prorektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie prof.

Sławomir Śmiech, rektor Uniwersytetu Rolniczego dr hab. Sylwester Tabor, profesor URK, rektor Akademii Sztuk Pięknych prof. Andrzej Bednarczyk oraz dyrektor Instytutu Ceramiki i Materiałów Budowlanych Sieci Badawczej Łukasiewicz dr hab. inż. Paweł Puchniarczyk. – To pierwsza taka sytuacja w Polsce, że miasto z uczelniami, wspólnie, bardzo kompleksowo, podchodzi do budowy tak strategicznej inwestycji. Zostanie wykorzystana wiedza ekspercka pracowników uczelni – członków konsorcjum. To bardzo cenne – podkreślił obecny na wydarzeniu prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Strony zadeklarowały wspólne prowadzenie prac badawczo-rozwojowych, mających na celu opracowanie kompleksowej metodyki realizacji dużych inwestycji infrastrukturalnych, obejmującej, między innymi, aspekty planistyczne, geologiczne, budowlane, prawne, ekonomiczne, społeczne i transportowe związane z projektem budowy, eksploatacją, zarządzaniem i utrzymaniem infrastruktury metra
w Krakowie. Wypracowane rozwiązania zostaną wykorzystane również podczas realizacji innych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Liderem konsorcjum jest Politechnika Krakowska.
– To zwieńczenie ponad dwóch lat pracy, negocjacji i rozmów środowiska naukowego – powiedział rektor Politechniki Krakowskiej prof. Andrzej Szarata. – UJ ma ogromne doświadczenie w zakresie tematyki doradztwa prawnego, archeologii i działania społecznego. Wykorzysta to, między innymi, do wyjaśniania społeczeństwu sensu budowy metra w Krakowie – bo to proces bardzo trudny, wymagający precyzyjnych konsultacji z mieszkańcami. AGH zajmie się kwestiami geologicznymi, Politechnika Krakowska – kwestiami planistycznymi, taborowymi, architektonicznymi, zabytkami, Uniwersytet Ekonomiczny – analizami finansowymi i ekonomicznymi, Uniwersytet Rolniczy – ochroną środowiska i gospodarką przestrzenną, Akademia Sztuk Pięknych – architekturą wnętrz i kwestiami wizerunkowymi, a Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych – sprawą bezpieczeństwa przeciwpożarowego.
Rektor UJ prof. Piotr Jedynak zwrócił uwagę, że budowa metra budzi duże zainteresowanie mieszkańców i ekspertów. – Zwolennicy podkreślają, że metro jest konieczne dla dalszego rozwoju miasta i poprawy jakości transportu publicznego, natomiast przeciwnicy wskazują na wysokie koszty inwestycji, trudne warunki geologiczne oraz ryzyko wieloletnich utrudnień w centrum Krakowa. Kierując krakowskimi uczelniami, współodczuwamy również odpowiedzialność za konkurencyjność miasta, w którym żyjemy. Bardzo łatwo przegapić moment, w którym trzeba odpowiedzieć na wyzwania cywilizacyjne tę konkurencyjność gwarantujące. Dziś decyzją taką jest ta o budowie metra. Ważne jest też to, że w projekcie zrealizują się nie tylko pracownicy, ale również nasi studenci. To będzie dla nich znakomita „szkoła życia” – podsumował.
W 2026 roku projekt wszedł w kolejny etap przygotowań. Miasto rozpoczęło działania związane z dokumentacją techniczną, badaniami geologicznymi i konsultacjami eksperckimi dotyczącymi budowy tuneli oraz taboru metra. Planowane są także

Trzy drużyny Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ pobiegną 6 września 2026 w 15. edycji Poland Business Run – największej charytatywnej sztafecie biznesowej w Polsce. Zespół Instytutu Studiów Europejskich UJ, który już po raz kolejny bierze udział w wydarzeniu, został w tym roku wzmocniony przez przedstawicieli Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ oraz Instytutu Studiów Międzykulturowych UJ. Uczestnicy startują w pięcioosobowych drużynach, a każdy z zawodników pokonuje dystans czterech kilometrów na trasie dookoła krakowskich Błoń i w Parku Jordana.
Inicjatywa promuje idee aktywności fizycznej, integracji pracowników oraz solidarności społecznej. Dochód ze sprzedaży pakietów startowych przeznaczony jest na wsparcie osób z niepełnosprawnością ruchową, po amputacjach oraz po mastektomii – dofinansowanie specjalistycznej rehabilitacji, protez, wózków oraz wsparcia psychologicznego. W 2025 roku w biegach wzięło udział łącznie 46,6 tysięcy osób w Krakowie i Warszawie.
szczegółowe analizy wpływu inwestycji na istniejącą zabudowę i infrastrukturę miejską. Wstępnie zakłada się, że pierwsze odcinki metra mogłyby zostać oddane do użytku w kolejnej dekadzie.
– Współpracując, mamy szansę bardzo pomóc miastu. Znamy je, wiemy, jakimi się rządzi prawami, jak funkcjonuje, czego oczekują mieszkańcy, więc łatwiej nam będzie przekuć naszą wiedzę merytoryczną w pomoc dla niego – dodał rektor PK prof. Andrzej Szarata.
Z uwagi na fakt ścisłej współpracy przy projekcie metra z krakowskimi uczelniami i środowiskiem naukowym, po podpisaniu umowy konsorcjum w siedzibie Urzędu Miasta Krakowa, podpisano następnie list intencyjny dotyczący wspólnych prac badawczo-rozwojowych, związanych z przygotowaniem inwestycji. Warto dodać, że budowa metra uzyskała również deklaracje wsparcia ze strony rządu. Według zapowiedzi finansowanie inwestycji może pochodzić, między innymi, ze środków unijnych i funduszy centralnych.

Zatwierdzona na uJ
Spotkanie kapituły Rankingu Liceów i Techników „Perspektywy”, na czele której stoi rektor UJ prof. Piotr Jedynak, zaowocowało bardzo istotną zmianą. Do listy kryteriów dołączono wskaźnik EWD – Edukacyjną Wartość Dodaną, który uwzględniony będzie już podczas tworzenia najbliższego zestawienia (zostanie opublikowane w styczniu 2027 roku). Obrady kapituły odbyły się 25 i 26 maja 2026 w murach najstarszej polskiej uczelni.
– Cieszę się, że posiedzenie kapituły Rankingu Liceów i Techników odbywa się na Uniwersytecie Jagiellońskim i że właśnie tu podjęliśmy ważną decyzję o rozszerzeniu listy kryteriów rankingowych o EWD. Dla mnie, jako nowego przewodniczącego tego gremium, to dodatkowy powód do satysfakcji, bo zyskujemy jeszcze jeden obiektywny, wiarygodny i sprawdzalny wskaźnik, pozwalający oceniać jakość pracy szkoły. Ta decyzja buduje renomę i wiarygodność naszego zestawienia – akcentował rektor UJ prof. Piotr Jedynak. Wtórował mu założyciel Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” i kierownik rankingu Waldemar Siwiński. – Zmiany wpisują się w dobrą tradycję naszego działania: korzystamy z danych stabilnych i sprawdzalnych, wprowadzamy je po dyskusji na forum

kapituły, świadomi ich wpływu na ranking. Ostatnia taka „rewolucja” miała miejsce w roku 2008, gdy włączyliśmy do kryteriów wyniki egzaminu maturalnego. Wcześniej bazowaliśmy na sukcesach uczniów w olimpiadach przedmiotowych, bo było to jedyne porównywalne, ogólnopolskie kryterium. Teraz robimy kolejny krok. Po dzisiejszym

posiedzeniu wiem, że nasz ranking jest w dobrych rękach – podkreślał. Czym jest wskaźnik EWD i jakie jest jego znaczenie? Jego wdrożenie przenosi punkt ciężkości z wyników egzaminów końcowych na docenienie realnego postępu, jakiego uczeń dokonuje w trakcie nauki. Dzięki temu ranking zyskuje unikatowe narzędzie do identyfikacji i nagradzania tych szkół, które najskuteczniej wspierają młodzież w polepszaniu jej osiągnięć niezależnie od poziomu wyjściowego. Wysoka wartość merytoryczna tego wskaźnika opiera się na jego pełnym obiektywizmie oraz naukowej rzetelności. Jako miara całkowicie zewnętrzna, za którą odpowiada Centralna Komisja Egzaminacyjna, EWD odcina się od jakichkolwiek subiektywnych ocen. Kapituła postanowiła, że wskaźnik EWD z przedmiotów obowiązkowych będzie miał wartość 10 procent. O 5 procent zmniejszy się tym samym waga matury obowiązkowej i rozszerzonej. Red.
Uniwersytet Jagielloński stawia na młode talenty! W dniach 25 i 26 maja 2026 w murach najstarszej polskiej uczelni odbyła się pierwsza edycja wydarzenia „UJ dla olimpijczyków”. 80 najzdolniejszych uczniów szkół średnich z całej Polski poznawało Uniwersytet od środka podczas spotkań z przedstawicielami jego społeczności i kilku specjalnie przygotowanych na tę okazję programów.
Wśród uczestników projektu, realizowanego we współpracy z Fundacją Edukacyjną „Perspektywy”, znaleźli się laureaci i finaliści olimpiad przedmiotowych oraz ich opiekunowie. Przez dwa dni mieli okazję poczuć się jak studenci, biorąc udział w warsztatach, rozmawiając z profesorami i studentami. A powitał ich rektor UJ prof. Piotr Jedynak, który w auli Auditorium Maximum powiedział: Na pytanie, dlaczego warto studiować na UJ, odpowiedź brzmi tak: od 662 lat udaje nam się być na topie. Co prawda, jesteśmy jednym uniwersytetem, ale oferujemy wiele różnych możliwości Nasza oferta jest dziś jedną z najnowocześniejszych w Polsce – jeśli nie najnowocześniejszą. Zwracając się bezpośrednio do olimpijczyków, dodał: – Jesteście Państwo dla

nas szczególnie istotną grupą kandydatów na studia. W ubiegłym roku akademickim na UJ trafiło około 570 olimpijczyków, w tym finalistów i laureatów, to jest wynik imponujący.
Podziwu i motywacji do dalszego działania nie zabrakło w wystąpieniu prorektora ds. dydaktyki prof. Pawła

Laidlera, który podkreślił: Jesteście Państwo wyjątkowi, nie mam co do tego wątpliwości. Zdecydowaliście się sięgać głębiej po wiedzę, rozszerzać swoje kompetencje, zrobić krok ku przyszłości. I mimo że mamy wydarzenie zatytułowane „UJ dla olimpijczyków”, tak naprawdę to Wy, olimpijczycy, jesteście dla UJ-otu. Najważniejszym punktem programu był jednak udział w jednej z dziewięciu ścieżek tematycznych przygotowanych przez poszczególne wydziały:
studia prawnicze – wykłady o kryminalistyce, pomyłkach wymiaru sprawiedliwości, prawie autorskim w dobie AI oraz warsztaty o inteligentnym urzędzie przyszłości,
– studia medyczne – zwiedzanie Muzeum Anatomii Collegium Medicum, prezentacje interdyscyplinarnych projektów w Centrum Innowacyjnej Edukacji Medycznej oraz dyskusje o nowoczesnej edukacji medycznej, – politologia i stosunki międzynarodowe – wykłady o bieżących wydarzeniach, spotkania z kołami naukowymi i wizyta w bibliotece WSMiP, – nauki ścisłe – wykład o pożytecznej trudności, spotkania z kołami naukowymi


przy pizzy, prezentacja kierunków i zwiedzanie nowoczesnego kampusu UJ, – filologie – rozmowy z badaczami, speed mentoring , konwersatorium przekładoznawcze i prezentacja możliwości rozwoju naukowego, – psychologia – zajęcia o psychologii zeznań, badania wariografem, pokaz EEG i prezentacje laboratoriów, – humanistyka klasyczna – zwiedzanie Collegium Maius, Collegium Kołłątaja i Collegium Witkowskiego, zakończone spotkaniem w Collegium Novum, – studia ekonomiczno-komunikacyjne – warsztaty radiowe i telewizyjne
w UJOT FM i UJOT TV oraz debata oksfordzka o AI na rynku pracy, – nauki przyrodnicze – ćwiczenia laboratoryjne z chemii organicznej, pokaz elektroforezy DNA, spacer przyrodniczy i wizyta w Banku Komórek.
Samorząd Studentów UJ przygotował dla uczniów grę miejską Śladami polskich noblistów i spotkanie integracyjne w Klubie Studenckim „Żaczek”. 26 maja w auli Collegium Novum odbyła się dyskusja Dlaczego warto studiować na UJ? z udziałem, między innymi, prorektora ds. dydaktyki prof. Pawła Laidlera, przedstawicieli Samorządu Studentów, Centrum Wsparcia Dydaktyki oraz absolwentów UJ. W jej trakcie olim-
pijczycy mogli zadawać pytania dotyczące rekrutacji, życia akademickiego i studenckiej codzienności.
Ich opiekunowie – nauczyciele – spotkali się natomiast w Collegium Novum z rektorem UJ prof. Piotrem Jedynakiem oraz prorektorem UJ ds. rozwoju prof. Bartoszem Brożkiem, by porozmawiać o współpracy Uniwersytetu ze szkołami średnimi. Wzięli również udział w warsztatach o skutecznym uczeniu się z perspektywy psychologii i neuronauki, które poprowadził dr hab. Mateusz Hohol, profesor UJ, oraz o rozwijaniu myślenia krytycznego w erze TikToka, prowadzonych przez dr. Adama Trybusa. Red.


10-lecie nCPS SolARIS
Uroczyste obchody 10-lecia działalności Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS Uniwersytetu Jagiellońskiego odbyły się 22 maja 2026. W spotkaniu zorganizowanym w Starej Zajezdni uczestniczyło 230 gości, reprezentujących środowisko naukowe, europejskie infrastruktury badawcze, ośrodki synchrotronowe i instytucje współpracujące z SOLARIS, administrację publiczną, władze regionu oraz sektor biznesowy.
Rocznica stała się nie tylko okazją do podsumowania pierwszej dekady działalności jedynego synchrotronu w Europie Środkowo-Wschodniej, ale również momentem refleksji nad rolą nowoczesnej infrastruktury badawczej w rozwoju nauki, technologii i współpracy międzynarodowej.
W uroczystości uczestniczyli również rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Piotr Jedynak, prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Michał Goszczyński, zastępca prezydenta Krakowa
Stanisław Kracik, a także dyrektor generalny European Synchrotron Radiation Facility (ESRF) we Francji prof. Jean Daillant i dyrektor European XFEL w Hamburgu prof. Thomas Feurer.
Oficjalną część rozpoczęły wystąpienia rektora UJ prof. Piotra Jedynaka i prorektora UJ ds. nauki prof. Wojciecha Macyka. Następnie głos zabrał dyrektor NCPS SOLARIS dr hab. Jakub Szlachetko, profesor

Uzupełniające energię elektronów główne wnęki rezonansowe

Rektor UJ prof. Piotr Jedynak i prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk podczas uroczystej gali z okazji 10-lecia SOLARIS
UJ, który nawiązał do twórczości Stanisława Lema – autora powieści Solaris, od której Centrum zaczerpnęło swoją nazwę. – „Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster” – cytował pisarza dyrektor Centrum. – Od dziesięciu lat SOLARIS jest właśnie takim miejscem – poznania, zadawania pytań i przekraczania granic tego, co wydaje się niemożliwe do zobaczenia i zrozumienia – dodał. Przypomniał historię powstania pierwszego synchrotronu w Polsce – od wieloletnich starań środowiska naukowego skupionego wokół Polskiego Towarzystwa Promieniowania Synchrotronowego i Konsorcjum Polski Synchrotron, przez wsparcie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, aż po uruchomienie pierwszej wiązki elektronów w 2016 roku. – SOLARIS jest rezultatem wspólnego wysiłku środowiska naukowego, odwagi instytucjonalnej oraz przekonania, że Polska potrzebuje nowoczesnej infrastruktury badawczej zdolnej do prowadzenia badań na światowym poziomie.
Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Piotr Jedynak podkreślił historyczne znaczenie inwestycji oraz rolę SOLARIS w rozwoju polskiej nauki. – Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS można dziś uznać za jedną

Dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego Michał Goszczyński

z najważniejszych inwestycji naukowych współczesnej Polski. Ośrodek ten nie tylko spełnił pokładane w nim nadzieje i oczekiwania, lecz nawet dalece je przerósł – mówił. W trakcie części oficjalnej reprezentujący ministerstwo dyrektor Michał Goszczyński zwrócił uwagę na strategiczne znaczenie SOLARIS dla europejskiego ekosystemu infrastruktury badawczej oraz dla współpracy międzynarodowej. – SOLARIS jest dziś przykładem infrastruktury, która nie tylko skutecznie rozwija swój potencjał naukowy i technologiczny, ale również buduje trwałe relacje międzynarodowe i aktywnie współtworzy europejską przestrzeń badawczą – mówił. Znaczenie Centrum dla rozwoju Krakowa i Małopolski podkreślali przedstawiciele władz samorządowych. W liście prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, odczytanym przez jego zastępcę Stanisława Kracika, zaznaczono wyjątkowy charakter SOLARIS jako jedynego synchrotronu na świecie funkcjonującego w granicach historycznej europejskiej metropolii. To niezwykłe połączenie nowoczesnej nauki z dziedzictwem kulturowym i wielowiekową tradycją akademicką doskonale oddaje charakter Krakowa – akcentowano w liście. Marszałek województwa małopolskiego Łukasz Smółka zwrócił uwagę na rolę SOLARIS w budowaniu regionalnego ekosystemu innowacji oraz współpracy pomiędzy nauką, biznesem i administracją publiczną. Z kolei wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar wskazał w nadesłanym liście na znaczenie Centrum jako symbolu nowoczesności i dynamicznego rozwoju nauki oraz technologii w regionie. W trakcie jubileuszu wielokrotnie podkreślano europejski i międzynarodowy wymiar działalności SOLARIS. Centrum od lat aktywnie uczestniczy w międzynarodowych inicjatywach i sieciach współpracy infrastrukturalnej, w tym w LEAPS – The League of European Accelerator-based Photon Sources, zrzeszającej najważniejsze europejskie synchrotrony i lasery na swo-
bodnych elektronach. SOLARIS rozwija również współpracę z europejskimi ośrodkami badawczymi oraz organizacjami wspierającymi rozwój nowoczesnych infrastruktur badawczych i badań wykorzystujących promieniowanie synchrotronowe. Do znaczenia SOLARIS dla międzynarodowego środowiska naukowego odniósł się również dyrektor Generalny European Synchrotron Radiation Facility (ESRF) we Francji prof. Jean Daillant. Podkreślił rolę Centrum jako ważnego elementu europejskiego ekosystemu synchrotronowego oraz ośrodka wspierającego rozwój społeczności naukowej wykorzystującej promieniowanie synchrotronowe w Europie Środkowo-Wschodniej. Zwrócił uwagę, że przed uruchomieniem SOLARIS dostęp do tego typu infrastruktury dla wielu naukowców z regionu był znacząco ograniczony, a powstanie synchrotronu w Krakowie otworzyło nowe możliwości rozwoju badań, współpracy i budowania kompetencji naukowych w tej części Europy.
Specjalnie na jubileusz przygotowany został spektakl inspirowany twórczością Stanisława Lema. Inscenizacja, łącząca światło, muzykę elektroniczną oraz performatywne czytanie fragmentów powieści Solaris, stworzyła wyjątkową oprawę dla wydarzenia, podkreślając symboliczne związki pomiędzy nauką, wyobraźnią i kulturą. Artystyczna interpretacja dzieła Lema stała się jednocześnie metaforą działalności samego synchrotronu – miejsca odkrywania tego, co niewidoczne, i przekraczania granic poznania. Wydarzenie stało się nie tylko okazją do świętowania pierwszej dekady działalności Centrum, ale również symbolicznym potwierdzeniem roli SOLARIS jako jednej z najważniejszych infrastruktur badawczych Europy Środkowo-Wschodniej oraz istotnego elementu europejskiego ekosystemu naukowego.
Agnieszka Cudek Centrum SOLARIS

Jagielloński, w ramach wydarzenia Staff Week 2026, przebiegającego pod hasłem Poprzez dostępność do doskonałości akademickiej, gościł w dniach 18–22 maja 2026 grupę pracowników z różnych uczelni europejskich. Jednostką koordynującą przedsięwzięcie było Centrum Dostępności UJ we współdziałaniu z Biurem Pełnomocnika Rektora UJ ds. Współpracy w ramach Una Europa. Data nie została wybrana przypadkowo – 21 maja przypada bowiem Światowy Dzień Wiedzy o Dostępności, a najlepszą formą obchodów tego święta jest szerzenie wiedzy i zwiększanie świadomości. Tematem przewodnim Staff Week była właśnie szeroko rozumiana dostępność w środowiskach akademickich, realizowa-
na w wielu obszarach: architektonicznym, cyfrowym, komunikacyjnym. Uczestnicy przez pięć dni mieli zapewniony bogaty program, który obejmował wykłady eksperckie, warsztaty, wystawy, prezentacje obiektów architektonicznych i debaty z udziałem publiczności.
Spotkania odbywały się w centrum Krakowa, a także na Kampusie 600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego – w budynku Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ.
Podczas oficjalnego otwarcia w auli Collegium Novum gości powitali prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej prof. Jarosław Górniak oraz dyrektor Centrum Dostępności UJ Ireneusz Białek. W swoim wystąpieniu prof. Jarosław Gór-

niak przedstawił nowoczesne podejście do dostępności, z której korzystają wszyscy członkowie społeczności akademickiej, a nie jedynie wybrana grupa osób ze szczególnymi potrzebami. Podkreślił, że procesy w przestrzeni Uczelni powinny być planowane z tą myślą przewodnią. Odwołując się do książki Droga do centrum , podsumowującej historię i działalność Centrum Dostępności UJ, akcentował, że proces zmian w obrębie Uczelni jest również wymagającą drogą ku zapewnianiu dostępności – czasem krętą, czasem wyboistą, z różnymi wyzwaniami, którym staramy się sprostać. Żeby mogły być podejmowane z sukcesem, powinniśmy jako społeczność akademicka stale rozwijać się w sposób bezpieczny

i zrównoważony. Kontynuując myśl prof. Jarosława Górniaka, dyrektor Ireneusz Białek przypomniał historię windy w Collegium Novum. – Ponad dwie dekady temu uznaliśmy, że jest ważne, aby w najbardziej rozpoznawalnym i reprezentacyjnym budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego zainstalować windę. Z jednej strony, było to przedsięwzięcie o charakterze symbolicznym, a z drugiej, ułatwiało codzienne funkcjonowanie osobom z niepełnosprawnościami – czy to tym studiującym i pracującym, czy to przyjeżdżającym do Krakowa jako goście Uniwersytetu. Dziś z windy korzystają wszyscy, uznając ją za oczywistość, niezależnie, czy są osobami z ograniczoną sprawnością, rodzicami z dziećmi, osobami starszymi, czy po prostu chcą z innej perspektywy spojrzeć na historyczny dziedziniec. Można zatem powiedzieć, że dostosowania dzielą się na te oczywiste dla danej epoki i te, które stanowią istotne wyzwanie. Kiedyś takim wyzwaniem była winda, później wsparcie dla osób w kryzysach psychicznych, a teraz są nim potrzeby osób neuroatypowych
O tych właśnie kwestiach oraz programach wsparcia i działaniach Centrum Dostępności UJ opowiedziała specjalistka ds. dostępności informacyjno-komunikacyjnej Marta Bylica. W swojej prezentacji nakreśliła główne obszary tematyczne, następnie rozwijane w trakcie całego tygodnia. Należały do nich: wsparcie edukacyjne dla osób z różnorodnymi potrzebami, epokowa zmiana w rozwoju technologii asystujących, rozwój sztucznej inteligencji i jej rola w życiu osób z niepełnosprawnościami i osób ze szczególnymi potrzebami, uniwersalne projektowanie w środowisku fizycznym i w edukacji.
W dalszej części spotkania koordynatorka sieci uniwersyteckich Dorota Maciejowska, specjalistka ds. Una Europa dr Klaudia Muca-Małek oraz zastępczyni dyrektora Centrum Dostępności UJ Katarzyna Duraj-Per przedstawiły cele projektu „Kompetencje przyszłości: Una Europa dla nowoczesnego społeczeństwa” i zespół, który przez cały tydzień pracował z uczestnikami Staff Week. Nasi goście podzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat dostępności i wspierania studentów z różnorodnymi potrzebami na swoich uczelniach oraz przedstawili oczekiwania edukacyjne związane z pobytem w Krakowie. Wieczorem uczestnicy Staff Week mieli wyjątkową okazję doświadczyć idei dostępności poprzez sztukę. W Centrum


Dostępności UJ przygotowano wystawę prezentującą adaptacje wybranych obiektów z kolekcji Muzeum UJ, opracowane z myślą o osobach z niepełnosprawnością wzroku. Wśród eksponatów znalazły się, między innymi, medal noblowski Wisławy Szymborskiej czy klocki edukacyjne z figurą założyciela Uniwersytetu – Kazimierza Wielkiego. Adaptacje powstały w ramach cyklu wydarzeń „Dotknij kultury”, organizowanego przez Centrum Dostępności UJ i Muzeum UJ – Collegium Maius w minionych latach. Na wystawie można było także zobaczyć grafiki do poznawania dotykowego wraz z opisami, prezentujące ilustracje towarzyszące cyklowi wykładów zrealizowanych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Drugiego dnia uczestnicy wzięli udział w warsztatach dotyczących ewakuacji osób ze szczególnymi potrzebami, które poprowadziła edukatorka Centrum Dostępności UJ Małgorzata Perdeus-Białek. Goście z uczelni europejskich odwiedzili także sąsiadujący z jego siedzibą budynek Małego Paderevianum, będący przykładem rozwiązań architektonicznych zgodnych z zasadami projektowania uniwersalnego, po którym oprowadzały pracowniczki Centrum Dostępności Angelika Mus-Nowak i Ewelina Marć. Wysłuchali również
prezentacji Katarzyny Duraj-Per dotyczącej minimalnych standardów dostępności architektonicznej wspierających wymianę międzynarodową osób z różnorodnymi potrzebami. Po południu nie lada atrakcją była wizyta w Ogrodzie Botanicznym UJ, podczas której podziwiano nie tylko piękną wiosenną florę, ale także ceramiczne adaptacje dotykowe wybranych obiektów ze ścieżki dydaktyczno-przyrodniczej. Przewodnikiem po ścieżce w Ogrodzie Botanicznym był autor tablic – dr Lech Kolasiński, współpracownik Centrum.
Trzeci dzień Staff Week przybrał formułę warsztatową. W Małopolskim Centrum Biotechnologii UJ dyrektor Centrum Dostępności UJ ds. studenckich Magdalena Ziemnicka opowiedziała o kluczowych aspektach dostępności w procesie nauczania osób z różnorodnymi potrzebami na przykładzie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przedstawiła konkretne, racjonalne usprawnienia, dzięki którym szanse osób ze szczególnymi potrzebami są wyrównywane.
Dyrektor Jagiellońskiego Centrum Językowego Dominika Stopa w swoim wystąpieniu zaprezentowała szeroką perspektywę praktyka dotyczącą nauczania języka obcego osób z różnorodnymi niepełnosprawnościami. Podzieliła się



z uczestnikami zarówno zwycięstwami, jak i wyzwaniami związanymi z tą tematyką. Nauka języka obcego osób ze szczególnymi potrzebami wymaga bowiem indywidualnego podejścia do każdego studenta, a także innej metodyki nauczania niż w przypadku pozostałych osób studiujących.
Trzecią część programu wypełniły trzy równolegle odbywające się warsztaty poświęcone neuroróżnorodności, niepełnosprawnościom (na przykład ruchowej, wzrokowej, słuchowej) oraz trudnościom dotyczącym zdrowia psychicznego. Finalnie każda z grup przedstawiła rezultaty dyskusji na forum w części podsumowującej spotkanie.
W czwartek tematem wiodącym była sztuczna inteligencja i jej możliwości wspierania osób z różnorodnymi potrzebami, ale także zagrożenia, jakie wiążą się z jej wykorzystywaniem. W pierwszej części dnia pracowniczki Centrum Dostępności Anna Dybiec i Aneta Bilnicka wygłosiły prelekcje na temat nowoczesnych technologii cyfro-
wych. Anna Dybiec podkreśliła, że dostępność cyfrowa jest niezbędnym elementem funkcjonowania uniwersytetów dbających o jakość, odpowiedzialność i przyszłość. Drugie wystąpienie poświęcone było roli sztucznej inteligencji we wzmacnianiu dostępności w środowisku akademickim, a także przykładom dostępnych narzędzi AI wykorzystywanych w nauce i pracy na uczelni. Podsumowaniem części teoretycznych była żywa debata z uczestnikami na temat sztucznej inteligencji, poprowadzona przez dyrektorów Centrum Dostępności UJ i Centrum Informatyki UJ – Ireneusza Białka i Lucjana Stalmacha. Uczestnicy Staff Week podzielili się doświadczeniami w wykorzystywaniu różnych aplikacji opartych na AI na swoich uczelniach i opowiedzieli o obawach z tym związanych. Została też nakreślona perspektywa uniwersytetów przyszłości – czy narzędzia AI za 10 lat będą w pełni dostępne, i – co za tym idzie – czy nie będzie potrzeby funkcjonowania jednostek wsparcia jak centra dostępności? Czy pojawią się inne, nieprzewidziane dotąd, bariery cyfrowe?
Tydzień owocnej wymiany i doświadczeń zwieńczyła uroczystość wręczenia Nagrody im. Willy’ego Aastrupa – duńskiego filozofa i psychoterapeuty, twórcy Centrum Doradztwa i Wsparcia na Uniwersytecie w Aarhus, wieloletniego współpracownika Centrum Dostępności UJ, która odbyła się 22 maja 2026 w budynku Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ. Willy Aastrup Accessibility Award to nagroda przyznawana corocznie od 2023 roku osobom wyróżniającym się w działalności na rzecz dostępności życia społecznego dla wszystkich.

W tym roku przyznano ją Ewie Wołkanowskiej-Kołodziej – reporterce i fotografce – za: – wrażliwe, a zarazem interwencyjne nagłośnienie problemu „więźniów czwartego piętra” w formie reportażu i fotografii, łączącej walor artystyczny z dokumentalną rzetelnością, – przywracanie widzialności osobom starszym i osobom z niepełnosprawnościami oraz oddawanie im głosu w debacie publicznej, – pobudzanie dyskusji i inspirowanie realnych rozwiązań systemowych na rzecz dostępności, zgodnych z duchem konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami.
Laureatka otrzymała 10 tysięcy złotych i pamiątkowy medal z podobizną Willy’ego Aastrupa autorstwa dr. Lecha Kolasińskiego.
Partnerami nagrody są Google Polska i Fundacja na rzecz Osób z Niepełnosprawnościami „Fronia”.
Tego dnia odbył się również wykład na temat projektowania uniwersalnego w edukacji wygłoszony przez Małgorzatę Perdeus-Białek oraz premiera spotu edukacyjnego zrealizowanego w ramach kampanii edukacyjnej „Dostępność naszą wartością” wraz z krótką charakterystyką kampanii nakreśloną przez pełnomocniczkę rektora UJ ds. komunikacji dr Aleksandrę Powierską. W drugiej części spotkania uczestnicy Staff Week otrzymali certyfikaty udziału, podzielili się refleksjami oraz wysłuchali wykładu prof. Jerzego Silberringa Dr Jekyll and Mr Hyde in OurMinds
To był intensywny czas, pełen rozmaitych wydarzeń, które poszerzały horyzonty w zakresie dostępności w kontekście akademickim. Cieszymy się, że jako jednostka uniwersytecka mogliśmy gościć partnerów z tak wielu uczelni europejskich, dzielić się doświadczeniem i dobrymi praktykami, zgodnie z duchem Światowego Dnia Wiedzy o Dostępności. Mamy nadzieję, że udział w Staff Week 2026 był dla nich inspirujący i budujący. Tegoroczny Staff Week odbył się dzięki wsparciu Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA). Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Społecznego (FERS).
Marta Bylica Centrum Dostępności UJ
Początki Wszechświata, zbuntowane komórki, sposób życia i ewolucja naszych odległych przodków, świadomość i sztuczna inteligencja, a także zmieniający się i adaptujący do tych zmian świat – to tematy przewodnie 12. edycji Copernicus Festival, która odbyła się w dniach 19–24 maja 2026 w Muzeum Inżynierii i Techniki w Krakowie pod hasłem Złożoność W bogatym programie (ponad 30 różnorakich wydarzeń!), oprócz spotkań
z wybitnymi osobowościami świata nauki i jej popularyzatorami, projekcji filmowych i warsztatów, po raz pierwszy w historii festiwalu znalazły się panele eksperckie adresowane do społeczności naukowej, współorganizowane z najważniejszymi krajowymi i europejskimi agencjami grantowymi: Europejską
Radą ds. Badań Naukowych, Narodowym Centrum Nauki oraz Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Wśród za -



proszonych gości znaleźli się, między innymi, prof. David C. Krakauer, prof. John Hawks oraz prof. Hiranya Peiris.
Copernicus Festival wzbogacił się również o Strefę Kampus – wydarzenia dla młodszych uczestników (dzieci i młodzieży) przygotowane w ramach pasm dodatkowych na Uniwersytecie Jagiellońskim.




Czy zagłębiając się w ewolucję naszego gatunku, możemy poznać losy przyszłych pokoleń? Nasza historia pozwala dostrzec pewne schematy i definiować zjawiska, jednak jakie wnioski możemy z nich wyciągnąć dzisiaj? Na te i inne pytania odpowiadał ostatni Copernicus Festival. Jak co roku, można było usłyszeć wybitnych badaczy z całego świata. Jednym z nich był prof. John Hawks – ekspert w zakresie ewolucji hominidów i jeden z odkrywców szczątków Homo naledi. Gatunek Homo naledi został

znaleziony w 2013 roku w trudno dostępnej komorze jaskini Rising Star w Republice Południowej Afryki. Badacze wydobyli około 1700 kości, czyniąc to odkrycie jedną z najbogatszych kolekcji szczątków dawnych krewnych człowieka w Afryce. Dlaczego szczątki kilkudziesięciu osobników znalazły się w tej jaskini i co mówią nam o życiu Homo naledi? Na te i wiele innych pytań odpowiada prof. John Hawks w rozmowie z Dianą Sałacką. Red.
Z prof. Johnem hawksem – ekspertem w dziedzinie genetyki i ewolucji człowieka, kierownikiem Katedry Antropologii i profesorem vilas-Borghesi Distinguished Achievement na uniwersytecie Wisconsin-madison, rozmawia Diana Sałacka
□ Dlaczego jesteśmy jedynym żyjącym gatunkiem z rodziny hominidów?
■ Do tego pytania da się podejść na dwa różne sposoby. Możemy uznać, że stało się tak dlatego, że włączyliśmy do swojego genomu geny innych grup hominidów. Neandertalczycy i denisowianie nie występują dzisiaj jako odrębne gatunki, ale są obecni w naszym genomie, do którego włączyliśmy elementy ich DNA. Jednak trzeba zauważyć, że tych hominidów nie ma obok nas i być może odpowiada za to świat, jaki stworzyliśmy, lub jego elementy. Nie wiemy dokładnie, co jest przyczyną. Wielu naukowców uważa, że może być nią kwestia zachowania, to, że dzisiejsi ludzie cechują się większą współpracą lub współdziałaniem, posługują się językiem – cechami, które czynią nas gatunkiem społecznym, a które prawdopodobnie różniły nas od innych grup homininów. Ale mogą być nią także choroby, które są bardzo ważnym elementem naszej historii ewolucyjnej. Wirusy, bakterie i inne patogeny wpływające na ludzi. Mamy dowody na zmiany genetyczne związane z chorobami, które wystąpiły równolegle ze spotkaniami z neandertalczykami i denisowianami. Ja skłaniam się ku temu, że przyczyną jest coś mniej widocznego niż działania społeczne.
□ Kiedy dokładnie wyginęli denisowianie i neandertalczycy?
■ Otóż nasz gatunek, jak wiadomo, wywodzi się z Afryki, gdzie oddzielił się od neandertalczyków i denisowian. Neandertalczycy spotykali nas później wielokrotnie. Ostatni raz miało to miejsce około 50 tysięcy lat temu, kiedy populacja współczesnych ludzi uległa rozproszeniu i rozprzestrzeniła się po Eurazji i innych częściach świata. Ostatni neandertalczycy żyli około 40 tysięcy lat temu. Wydaje się, że denisowianie przetrwali nieco dłużej, chociaż z zapisów kopalnych wiemy o nich mniej. Współcześni ludzie spotykali się z nimi w tym samym czasie – istnieją dziś populacje o pochodzeniu denisowiańskim, w których fragmenty DNA składające się na to pochodzenie są dość długie. A to oznacza, że nie miały one zbyt wiele czasu na rekombinację i przetasowanie się na przestrzeni pokoleń. Szacujemy, że ostatni denisowianie żyli około 20 tysięcy lat temu.
□ Co sprawia, że odróżniamy jeden gatunek od drugiego? Czy chodzi o genetykę? A jeśli tak, to jaką jej część? A może chodzi o biologiczne cechy, na przykład o wielkość czaszki?
■ Historycznie rzecz biorąc, gatunki były grupami zwierząt, które nie mogły się ze sobą krzyżować i dawać płodnego potomstwa. Taką definicję wszyscy poznaliśmy w szkole. W rzeczywistości większość gatunków będących bliskimi krewnymi nie ma okazji do wzajemnego rozmnażania się, ponieważ żyje w różnych częściach świata. Powodem, dla którego stały się one od siebie różne, jest to, że przystosowały się do różnych warunków. Coraz częściej zauważamy jednak, że gatunki krzyżują się ze sobą na granicach swojego obszaru występowania. W przypadku hominidów mamy bezpośrednie dowody na to, że krzyżowali się między sobą genetycznie, ale nie tylko... Różnią się od siebie budową ciała.
□ Jeśli chodzi o krzyżowanie się neandertalczyków i denisowian, odkryto wiele przypadków, w których mieli wspólne potomstwo. Czy to potomstwo było płodne? Czy to wiemy?
■ Możemy przyjrzeć się ich genom i zobaczyć, jak się krzyżowały. Do mieszania się z neandertalczykami doszło może 20 pokoleń wstecz – oznacza to, że potomkowie denisowian i neandertalczyków mieli dzieci, a te ponownie włączyły się do populacji. Dotyczy to kilku osobników, które znaleźliśmy w jaskini Denisowa, ale także jaskini Peșteracu Oase, gdzie odkryliśmy kości osoby, która miała pra-pra-pradziadków neandertalczyków.
□ Pozwól, że zapytam o odkrycie w RPA – jaskinię Rising Star. Jak doszło do tego odkrycia? Czy było to jakieś przeczucie, intuicja, że w tej jaskini kryje się coś więcej, czy to był po prostu przypadek?
■ W pewnym sensie to znalezisko było przypadkowe. Faktycznie, badacze, którzy udali się do jaskini, Richard Hunter i Stephen Tucker, szukali kości. Nie wspinali się tam po prostu, ot, tak sobie. Jednak część jaskini, w której znaleziono ogromną liczbę szczątków, nie była zaznaczona na mapie. To konkretne odkrycie było więc przypadkowe. Szerszym pytaniem jest to, jakie hipotezy formułowaliśmy w ogóle, podejmując się badań w jaskini Rising Star... Do tej pory naukowcy badali duże skały z dużą liczbą kości zwierzęcych. Odkrycie australopiteka uświadomiło nam, że hominidy występowały również w innych miejscach – niewielkich i niekoniecznie związanych z polowaniami. Pozostało nam przebadać takie stanowiska ponownie, jedno po drugim, i sprawdzić.
□ Co sprawia, że to odkrycie jest tak wyjątkowe?
■ Jest kilka aspektów, które odróżniają je od większości innych stanowisk i czynią je dość spektakularnym. Jednym z nich jest to, że kości znajdowały się głęboko w jaskini, bardzo daleko od


jakiegokolwiek wejścia. Początkowo nie braliśmy tego obszaru jaskini pod uwagę. Drugim aspektem jest to, że szczątki są stosunkowo młode i bardzo dobrze zachowane. Trafiliśmy na skamieniałości z dużą ilością tkanki miękkiej, zawierające wiele substancji organicznych. Trzecią kwestią jest liczba osobników. Nigdy nie widzieliśmy takiego stanowiska, na którym zachowały się dziesiątki szkieletów w tak różnym wieku.
□ Jak więc Homo naledi się tam dostał? Czy posiadał jakieś cechy biologiczne, które pozwalały mu lepiej się wspinać?
■ Jeśli porównamy Homo naledi z ludźmi, zauważymy, że jego mózg jest znacznie mniejszy od naszego, a budowa ramion, rąk i dłoni wykazuje pewne różnice, które, naszym zdaniem, mają związek ze wspinaczką. Ich stopy i nogi są dość podobne do ludzkich. Kręgosłup i miednica wskazują na mniejszy rozmiar ciała niż u przeciętnego współczesnego człowieka, co plasowałoby ich w kategorii bardzo małych ludzi w naszej populacji. Mniejsze kobiety z gatunku Homo sapiens miałyby rozmiar zbliżony do Homo naledi.
□ Ale czy zostali tam zaprowadzeni czy też wpadali niechcący? Mogli zostać tam wrzuceni?
■ Niechcący raczej nie. Przed złożeniem niektórych szkieletów najpierw doszło do jakiejś formy kopania, a następnie kości zostały przykryte piaskiem. Znaleźliśmy również niektóre szkielety w miejscach, gdzie kopano grunt po tym, jak szkielet został złożony. Szkielet leżał więc w ziemi, a ktoś go wykopał, łamiąc niektóre kości i przemieszczając je. Uważamy więc, że gatunek Homo naledi radził sobie z wędrowaniem po jaskini znacznie lepiej niż większość współczesnych ludzi.
□ Widziałam nawet anegdotę dotyczącą badań nad jaskinią Rising Star, którą Lee Berger opublikował na Facebooku –pisał, że poszukiwani są zainteresowani antropologią i będący dobrymi wspinaczami.

■ Właśnie w ten sposób znaleźliśmy osoby chętne do pracy w jaskini. Kiedy zaczynaliśmy prace w jaskini Rising Star, nie znaliśmy nikogo, kto łączyłby te umiejętności. Mieliśmy wielu studentów archeologii, ale niewielu z nich zajmowało się speleologią i wspinaczką, a jednocześnie było drobnej postury. Dotarliśmy do nich właśnie przez ogłoszenie na Facebooku.
□ Przypomnij, ile szkieletów znaleźliście?
■ Na razie znaleźliśmy szczątki co najmniej 29 osób. Wiele z nich to nie są pełne szkielety – ustaliliśmy tę liczbę, licząc zęby. Są obszary, w których znaleźliśmy duże fragmenty szkieletów – szkielet z komory Dinaledi jest obecnie najbardziej kompletny, ale pracujemy nad dwoma innymi, które mogą być z nim porównywalne.
□ Czy istnieją zatem jakieś naukowe hipotezy dotyczące tego odkrycia? Wyobrażam sobie, że jeśli doszło tam do jakiejś formy kopania, nie zrobiłaby tego osoba umierająca, lecz zdrowa, a do tego przydałoby się też trochę światła...
■ Mamy dowody na obecność węgla drzewnego w głębszych częściach jaskini, w tym w tylnej komorze, znajdującej się bardzo blisko miejsca, w którym znaleźliśmy szczątki. Uważamy więc, że Homo naledi używali ognia, aby zapewnić sobie światło w tych odległych miejscach. Teraz jest to przedmiotem badań: ile światła było potrzebne, jak często musieli je mieć, aby funkcjonować w bardzo ciemnych warunkach. Cokolwiek było powodem tego składania ciał, było to zachowanie kulturowe i społeczne.
□ Czy byłoby więc możliwe przeniesienie zwłok osoby zmarłej w głąb jaskini i przekształcenie tego miejsca w cmentarzysko, czy też jest tam zbyt ciasno i nie da się tego zrobić?
■ Moim zdaniem to nie było dla Homo naledi wielkim wyzwaniem. Prowadzimy eksperymenty mające oszacować, jakie są wymagania energetyczne związane z tym przedsięwzięciem. To może być coś niezwykle trudnego albo coś, co nie stanowi większego problemu.
□ Czyli jaskinia Rising Star mogła być po prostu miejscem pochówku dla Homo naledi?
■ Znaleźliśmy części jaskini wykorzystywane przez Homo naledi do praktyk pogrzebowych. Nie wiemy, czy inne części jaskini
służyły im do codziennego życia, czy wykorzystywali ją jako schronienie, czy jedli tam i spędzali czas na co dzień. Nasze wykopaliska mają bardzo niewielki zasięg, a obszary jaskini położone bliżej wejścia są dość zniszczone, więc nie mam wobec nich większych nadziei. Myślę, że jaskinia ta była prawdopodobnie wykorzystywana na wiele sposobów, ale jej część służyła do pochówku.
□ Gdzie możemy umieścić Homo naledi w naszej ewolucji?
■ Homo naledi żył w tym samym czasie co wcześni przedstawiciele naszego gatunku – około 300 tysięcy lat temu. Oddzielił się od nas jednak już we wcześniejszym okresie naszej historii ewolucyjnej. Uważamy, że ich wspólny przodek z dzisiejszymi ludźmi żył prawdopodobnie ponad 1,5 miliona lat temu. Są więc ocalałą gałęzią najwcześniejszych grup naszego rodzaju – Homo Przetrwali obok innych gatunków, takich jak Homo erectus, które miały większe mózgi i prowadziły zupełnie inny tryb życia niż Homo naledi. Wciąż pracujemy nad zrozumieniem, jak wyglądał ich styl życia i co pozwoliło im przetrwać tak długo.
□ Jeśli chodzi o odkrywanie tajemnic naszego gatunku, jakie jest najważniejsze pytanie, które wciąż przed nami stoi?
■ Dla mnie naprawdę zagadkowe są dwa pytania. Jedno z nich brzmi: jak przebiegał proces kształtowania się populacji afrykańskiej, z której wywodzą się wszyscy dzisiejsi ludzie? Nasza genetyka to mozaika tych czasów. Kim więc byli praludzie, którzy się krzyżowali? Jak to się stało? Gdzie to się stało? To jest jedno z kluczowych pytań dotyczących naszej ewolucji. Drugie brzmi: dlaczego tak się stało? Wszyscy wywodzimy się od przodków, którzy żyli w Afryce 200 tysięcy lat temu. Grupa ta ostatecznie rozprzestrzeniła się wszędzie, stanowiąc 95 procent lub więcej genetyki wszystkich ludzi na świecie. W Afryce zastąpiła populacje takie jak Homo naledi. Był to więc ogromny sukces ewolucyjny. Dzisiaj pojawiają się różne spekulacje: czy wynika to z naszej kultury, z komunikacji, z odporności na choroby, z genetyki czy z technologii? Nie wiemy, które z nich były kluczowymi czynnikami dla takiej ekspansji i które pojawiły się jako pierwsze.
□ Czy nasz gatunek nadal się przekształca? Spotkałam się z opinią, że ingerujemy w proces naturalnej selekcji tak bardzo, że trudno tutaj o mechanizmy „czystej” ewolucji.
■ Wciąż ewoluujemy. Część tej ewolucji sięga początków rolnictwa, kiedy to zmieniliśmy się pod względem odporności na choroby i zdolności do trawienia różnych rzeczy. Te cechy zostały ukształtowane w ciągu 10 tysięcy lat. To krótki okres. Ale nawet w ciągu ostatnich 100 lat zaszły zmiany spowodowane doborem naturalnym u ludzi. Na przykład, w Stanach Zjednoczonych, od lat 40. XX wieku, nieco wyżsi mężczyźni i nieco niższe kobiety mieli większe szanse na posiadanie dzieci – ta statystyka to właśnie selekcja naturalna. Liczba ludności na świecie wciąż rośnie, choć nie wynika to jednak z urodzeń w bogatych krajach Europy i Azji Wschodniej. Jeśli jest coś, co pokazuje nam biologia ewolucyjna, to fakt, że sytuacja, gdy organizmy mają mniej potomstwa, nie trwa wiecznie. Musi się to odwrócić.
Rozmawiała Diana Sałacka
dlaczego powinniśmy rozumieć sztuczną inteligencję?
Sztuczna inteligencja przestała być narzędziem z obrzeży nauki i coraz częściej staje się partnerem, który podejmuje decyzje razem z badaczami. Modele odczytują zdjęcia rentgenowskie i prowadzą autonomiczne pojazdy, przesiewają strumienie publikacji oraz typują obiecujące cząsteczki w poszukiwaniu nowych leków. W wielu z tych zadań dorównują człowiekowi, a niekiedy go wyprzedzają, przez co tym częściej powraca pytanie, którego nie sposób dłużej odkładać. Dlaczego model zdecydował właśnie tak?
Wystarczy przywołać dwie sytuacje znane z laboratoriów. W pierwszej system analizuje zdjęcie rentgenowskie i sygnalizuje obecność zmiany nowotworowej. Lecz radiolog nie potrzebuje samego „tak”. Chce wiedzieć, które fragmenty obrazu zaważyły na takim werdykcie. W drugiej model przewiduje aktywność biologiczną związku badanego pod kątem nowego leku, a chemik nie skieruje tej podpowiedzi do kosztownej syntezy, zanim nie zrozumie, na jakiej podstawie powstała. W obu przypadkach liczy się nie tylko skuteczność modelu, ale również zaufanie do jego decyzji. W tym miejscu pojawia się wyjaśnialna sztuczna inteligencja, czyli Explainable Artificial Intelligence (XAI), której celem jest zajrzenie „pod maskę” modelu i zrozumienie, co kryje się za jego decyzjami. Nie jest to już wyłącznie postulat metodologiczny. Europejski AI Act traktuje narzędzia medyczne oraz systemy autonomiczne jako technologie wysokiego ryzyka i w artykule 13. wymaga, aby ich działanie było na tyle przejrzyste, by użytkownik potrafił poprawnie zinterpretować wynik. Postanowienia te wejdą w życie w najbliższych latach, dlatego model już nie może być nieprzeniknioną „czarną skrzynką”. Podstawowe pytanie XAI
https://link.springer.com/article/10.1007/s11227-025-07698-6

Rysunek ilustruje zjawisko skrótu uczenia się (shortcut learning) w sieciach neuronowych. Model, zamiast rozpoznawać rzeczywiste cechy zwierzęcia, nauczył się polegać na tle obrazu – husky’ego na śniegu klasyfikuje jako wilka, a wilka na trawie jako husky’ego. Mapy istotności (prawa kolumna) potwierdzają, że to właśnie tło, a nie sam zwierzak, decydowało o wyniku klasyfikacji. Przykład ten pokazuje, jak modele AI mogą uczyć się fałszywych korelacji, osiągając jednocześnie wysoką skuteczność na danych treningowych
brzmi zatem: na które elementy danych model patrzył, podejmując decyzję?
jak sprawdzić, na co patrzy model?
Rozważmy prosty eksperyment myślowy. Modelowi klasyfikującemu obrazy przedstawiamy fotografię psa, którą trafnie przypisuje on do właściwej kategorii. Zakładamy intuicyjnie, że zdecydowały o tym charakterystyczne cechy zwierzęcia, takie jak kształt pyska czy sylwetka. Czy jednak rzeczywiście tak było?
Modele uczą się na ogromnych zbiorach danych i potrafią wychwytywać zależności, których człowiek nawet nie dostrzega. Kłopot polega na tym, że nie każda zależność
jest sensowna. W jednym z głośnych badań nad wykrywaniem zapalenia płuc na podstawie zdjęć rentgenowskich klatki piersiowej okazało się, że model rozpoznawał nie tyle samą patologię, ile metadane konkretnego szpitala odciśnięte na zdjęciu, przez co tracił skuteczność po przeniesieniu do innej placówki. W innym, równie pouczającym, przypadku klasyfikator odróżniał wilki od psów dlatego, że nauczył się rozpoznawać śnieg w tle fotografii. Zjawisko to bywa nazywane efektem „mądrego Hansa”, gdyż prowadzi do trafnej odpowiedzi udzielonej z błędnego powodu.
Dla naukowca takie ostrzeżenie ma konkretną wagę. Ekolog trenujący model do rozpoznawania gatunków na zdjęciach
z fotopułapek może w istocie uczyć go pory dnia albo typu roślinności, a genetyk analizujący dane sekwencjonowania ryzykuje, że model uchwyci się artefaktów konkretnej platformy pomiarowej. Aby identyfikować takie sytuacje, stosuje się metody atrybucji, czyli mapy ważności nakładane na dane, które wskazują fragmenty najmocniej wpływające na decyzję. Jeśli system rozpoznający psa podświetla głowę i sylwetkę zwierzęcia, wszystko wydaje się rozsądne. Jeżeli natomiast największą uwagę przyciąga fragment tła, trzeba zapytać, czego model naprawdę się nauczył. Atrybucja staje się w ten sposób narzędziem kontroli jakości, które pozwala odróżnić rzeczywiste odkrycie od artefaktu ukrytego w danych.
Przez wiele lat dominującym rozwiązaniem w analizie obrazów były klasyczne sieci konwolucyjne, w skrócie CNN, przetwarzające lokalne fragmenty obrazu. W ostatnim czasie prym zaczęły wieść modele typu Vision Transformer, oznaczane skrótem ViT. Zamiast traktować obraz jako siatkę pikseli, dzielą go na mniejsze fragmenty, nazywane patchami, i uczą się relacji zachodzących między nimi. Dzięki temu skuteczniej wykorzystują informację rozproszoną po całym kadrze.
Rynek rozwiązań opartych na Vision Transformerach rośnie w tempie bliskim 38 procent rocznie, a sektor ochrony zdrowia stanowi jego największy segment. Przeglądowe prace z 2025 roku dokumentują zastosowania ViT w kilkunastu obszarach diagnostyki – od raka piersi po guzy mózgu w obrazach rezonansu magnetycznego, gdzie modele te często przewyższają klasyczne sieci konwolucyjne. Dla badacza obrazu medycznego ViT bywa więc po prostu lepszym narzędziem. Podobnie jest w pracy klimatologa, ponieważ na zdjęciu satelitarnym sygnał wylesiania albo topnienia lodu jest rozproszony po całej scenie, a zdolność transformera do wiązania odległych fragmentów obrazu staje się realną przewagą.
Rosnąca popularność tych modeli niesie jednak nowe wyzwania interpretacyjne. Wiele istniejących metod atrybucji, pokazujących, które części danych (na przykład obrazu) były najważniejsze dla decyzji modelu, powstało z myślą o sieciach konwolucyjnych analizujących obrazy. Zastosowane do Vision Transformerów generują wyjaśnienia rozmyte, niestabilne lub wskazujące obszary niezwiązane z analizowanym obiektem. Bywa, że delikatne przesunięcie obrazu albo niewielki szum znacząco zmienia wygenerowaną mapę, mimo że model wciąż widzi dokładnie ten sam obiekt. Sugeruje to, że część informacji
wykorzystywanej przez owe metody może nie pochodzić wyłącznie z samego obrazu. daVe: jak oddzielić sygnał od szumu
W naszej pracy zaproponowaliśmy metodę nazwaną DAVE, co stanowi skrót od Distribution-awareAttribution via ViT Gradient Decomposition. Jest to narzędzie atrybucji zaprojektowane specjalnie z myślą o strukturze Vision Transformer.
DAVE korzysta z własności tych modeli, która pozwala spojrzeć na ich działanie jako na połączenie dwóch elementów: części odpowiedzialnej za utworzenie pewnej transformacji, czyli przekształcenia danych, oraz części stosującej tę transformację do danych wejściowych. Kluczowa obserwacja jest następująca: sama transformacja niesie nie tylko informację o istotności obrazu, ale zawiera również składniki wynikające z konstrukcji modelu, a więc ze sposobu przepływu informacji przez kolejne warstwy oraz z mechanizmów typowych dla transformerów. Część obszarów uznanych za istotne przez standardowe metody jest zatem odciskiem jego architektury. DAVE rozdziela te składniki i tłumi sygnał pochodzący z samej budowy modelu, dzięki czemu końcowa mapa znacznie wierniej oddaje rzeczywistą istotność fragmentów obrazu.
Co daje to w praktyce badawczej? Histopatolog oceniający, czy model wskazuje

Rysunek ilustruje spójność map atrybucji przy niewielkich przekształceniach obrazu – obrót o 5 stopni, przesunięcie poziome o 20 pikseli i pionowe o 8 pikseli. Metoda DAVE konsekwentnie wskazuje te same istotne cechy obiektu zarówno na obrazie oryginalnym, jak i po augmentacji. Konkurencyjne metody – AttnLRP i LeGrad – zawodzą w tym zakresie, wskazując niespójne obszary (zaznaczone białymi markerami). Potwierdza to, że DAVE jest bardziej niezawodny przy drobnych zmianach wejścia, co jest pożądaną cechą każdej wiarygodnej metody wyjaśnialności

trafna, spadek ten powinien być gwałtowny. Takie podejście podobne jest do grupy kontrolnej w eksperymencie, ponieważ pozwala odróżnić wyjaśnienie prawdziwe od jedynie przekonująco wyglądającego. Wyniki pokazują, że wykorzystanie przez nas wiedzy o strukturze Vision Transformerów prowadzi do wyjaśnień bardziej precyzyjnych i wiarygodnych.
dlaczego to ma znaczenie?
Rysunek przedstawia porównanie map atrybucji – wizualizacji pokazujących, na które fragmenty obrazu „zwraca uwagę” sieć neuronowa podczas klasyfikacji. Każdy wiersz odpowiada innemu zdjęciu z zestawu ImageNet-1k, kolumny zaś pokazują wyniki sześciu metod wyjaśnialności AI. Proponowana metoda DAVE generuje mapy wyraźniej skupione na rozpoznawanym obiekcie, z mniejszym „szumem” w tle – tam, gdzie konkurencyjne metody (SmoothGrad, IntGrad, AttnLRP, C-LRP, LeGrad) rozpraszają się na nieistotne fragmenty obrazu, DAVE precyzyjniej wskazuje to, co faktycznie wpłynęło na decyzję modelu na właściwą strukturę tkanki, otrzymuje mapę mniej zaszumioną artefaktami i łatwiejszą do skonfrontowania z wiedzą kliniczną. Materiałoznawca analizujący obrazy mikrostruktury może pewniej orzec, czy model skupia uwagę na granicach ziaren czy raczej na przypadkowym wzorze powstałym podczas akwizycji, czyli gromadzenia informacji do analizy obrazu. W obu sytuacjach chodzi o to samo: by wyjaśnienie mówiło o danych, a nie o samym narzędziu. co pokazują eksperymenty?
Aby sprawdzić skuteczność tego podejścia, porównaliśmy DAVE z popularnymi metodami wyjaśniania modeli. W wielu przypadkach mapy generowane przez naszą metodę były bardziej spójne i wyraźniej skupiały się na rzeczywistych obiektach znajdujących się na obrazie.
Różnica nie sprowadza się jednak do estetyki wizualizacji. Dobre wyjaśnienie powinno odpowiadać na pytanie, czy wskazane obszary faktycznie wpływają na decyzję modelu. Dlatego sięgnęliśmy również po testy ilościowe. W badaniach wiarygodności (faith fulness) stopniowo usuwa się z obrazu fragmenty uznane za najważniejsze i obserwuje, jak szybko spada pewność modelu. Jeśli mapa jest
Zrozumienie działania modeli przestaje być luksusem i staje się warunkiem ich odpowiedzialnego stosowania. Jeżeli system medyczny wskazuje niewłaściwy obszar zdjęcia jako podstawę diagnozy, lekarz słusznie traci do niego zaufanie, a w świetle AI Act brak wystarczającej przejrzystości może wręcz przesądzić o dopuszczeniu narzędzia na rynek. Jeżeli autonomiczny pojazd reaguje na przypadkowy element otoczenia, konsekwencje bywają poważne.
Dla świata nauki stawka jest jeszcze subtelniejsza. Kiedy model sztucznej inteligencji ma wspierać odkrywanie nowych zależności biologicznych czy chemicznych, chcemy mieć pewność, że uchwycił rzeczywisty mechanizm, a nie korelację przypadkowo ukrytą w danych. Wyjaśnienie, które wytrzymuje próbę ilościową, staje się
elementem odtwarzalności badań, ponieważ pozwala recenzentowi i czytelnikowi ocenić, czy wynik opiera się na realnym sygnale czy jedynie na artefakcie. Rozwój sztucznej inteligencji nie polega zatem wyłącznie na budowaniu coraz większych modeli. Równie istotne jest zrozumienie, dlaczego podejmują one swoje decyzje. Jeśli sztuczna inteligencja ma pomagać ludziom w dokonywaniu ważnych wyborów, nie wystarczy bowiem wiedzieć, co powiedziała. Musimy również wiedzieć, dlaczego to powiedziała.
Adam Wróbel, Dawid Rymarczyk, Bartosz Zieliński
Jagiellońskie Centrum Sztucznej Inteligencji, Wydział Matematyki i Informatyki
Praca „DAVE: Distribution-awareAttribution via ViT Gradient Decomposition” autorstwa Adama Wróbla, Siddharthy Gairoli, Jacka Tabora, Bernta Schielego, Bartosza Zielińskiego i Dawida Rymarczykа została wyróżniona i opublikowana w formule spotlight na International Conference on Machine Learning (ICML) ‒ jednej z czołowych konferencji AI na świecie. ICML otrzymała w tym roku rekordowe 23 918 zgłoszeń – dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Przyjęto 26,6 procent prac. Tytuł spotlight otrzymało zaledwie 536 z nich, czyli 2,2 procent wszystkich zgłoszeń, rekomendowanych przez komitet programowy jako prace o szczególnym znaczeniu dla dziedziny.
Rok 2025, będący trzecim rokiem realizacji działań konsorcjum o akronimie CAPHE, obfitował w ważne wydarzenia. Dla przypomnienia, skrót CAPHE oznacza Communities and Artistic Participation in Hybrid Environment (Wspólnoty i Działalność Artystyczna w Środowisku Hybrydowym). Konsorcjum tworzy dziesięć podmiotów: Uniwersytet Jagielloński jako lider oraz Polskie Towarzystwo Estetyczne, Kenyatta University – KU, Faculdade de Belas Artes Universidad da Lisboa, Opera Network, Conservatorio Puccini, Miastopracownia, Narratologies, Polski Uniwersytet na Obczyźnie, National and Kapidostrian University of Athens – NKUA jako partnerzy. Realizują oni wspólne zadania zawarte w umowie grantowej i konsorcjalnej podczas zgrupowań projektowych. Przedsięwzięcie zalicza się do programu ramowego „Horizon”, a konkretnie jego części o nazwie „Maria Curie-Skłodowska Actions” (program finansowania przez Unię Europejską kształcenia doktorskiego i szkolenia doktorów habilitowanych) w odsłonie Staff Exchange, gdzie dąży się głównie do poszerzania kompetencji kadry partnerów, a także rozwoju badań naukowych.
Wiosną 2025 roku złożone zostały raporty zarówno do Komisji Europejskiej, jak i do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przez Uniwersytet Jagielloński, przy pomocy Działu Rozliczeń Projektów Zagranicznych w Kwesturze UJ. W rezultacie przyznano kolejną transzę dofinansowania, tzw. interim payment, która została rozdzielona pomiędzy partnerów. W czerwcu 2025 podpisano również poprawkę do umowy, na mocy której National and Kapidostrian University of Athens przekazał, przez lidera – UJ, organizację wydarzeń dwóm partnerom: Opera Network oraz Narratologies. Nowe rozdanie i dofinansowanie pozwoliły partnerom na efektywną realizację drugiej części projektu i dalszą współpracę.



W maju i czerwcu odbyła się, zaplanowana w umowie projektowej, wizyta w Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie – jednostce edukacyjnej skupiającej się na krzewieniu kultury patriotycznej wśród Polonii brytyjskiej. Aspekt historyczny stanowił punkt wyjścia do dyskusji nad nowoczesnymi narzędziami nauczania. Dorota Hrycak-Krzyżanowska, która jest tam kierowniczką projektu „Aspekty nauczania języka polskiego jako
odziedziczonego/drugiego/obcego” online, wprowadziła w spotkanie nowy wymiar interaktywnych gier miejskich w Londynie. Oprócz spacerów hybrydowych odbyły się warsztaty w szkołach oraz wykład prof. Michała Ostrowickiego z UJ. Pod koniec spotkania portugalski zespół z Lizbony przedstawił roboczy plan na swoją inicjatywę oraz sympozjum jesienią 2025.
Na przełomie sierpnia i września odbył się wyjazd na wyspę Naxos, gdzie w an-


tycznej scenerii partnerzy z Polskiego Towarzystwa Estetycznego zaprezentowali wirtualny spacer wśród rzeźb kenijskiego kolekcjonera Mutumy Marangu, który był gościem tego wydarzenia. Wielomiesięcznej pracy koncepcyjnej i organizacyjnej oraz digitalizacji kolekcji i umieszczenia jej w przestrzeni wirtualnej projektu podjęły się przedstawicielki PTE: prezeska towarzystwa dr hab. Aleksandra Łukaszewicz oraz skarbniczka dr Bogna Gladden-Obidzińska. Warto podkreślić wkład obu badaczek w upowszechnianie sztuki afrykańskiej w Polsce. Dodatkowo wydana została dokumentująca je broszurka – Resonance of Stones
Drugie spotkanie odbyło się w Atenach. Było ukoronowaniem wielomiesięcznej współpracy badaczek i głównego koordynatora z greckim partnerem – Narratologies, dotyczącej rozwoju technik i technologii narracyjnych we współczesnych przestrzeniach miejskich oraz metod ich walidacji. Wydarzenie pod hasłem Embrancing Gaia odbyło się w publicznych ogrodach ateńskich z wykorzystaniem aplikacji immersyjnej Narratologies. Należy podkreślić zaangażowanie koordynatorek: Aliki Iovity i Natashy Papathomy, a także ich ścisłą współpracę z liderem dr. hab. Jakubem Petrim oraz krakowskim zespołem: dr hab. Moniką Krakowską oraz dr Magdaleną Zych, który prowadził badania nad stanami doświadczanymi przez uczestników tego interakcyjnego spotkania.
Kolejna mobilność projektowa została zorganizowana przez Faculdade de Belas Artes Universidad da Lisboa pod egidą rzeźbiarki prof. Heleny Elias. Motywem przewodnim była nauka material literacy, czyli kompetencji polegającej, między
innymi, na znajomości właściwości materiałów, świadomości ich pochodzenia oraz wpływu na środowisko.
W dniach 19–22 listopada 2025 odbyła się konferencja Media and Material Literacy in Extended Reality w murach Faculdade de Belas Artes z udziałem wszystkich zaangażowanych partnerów. Referaty wygłosili, między innymi, Carla Zanin – VR Transcultural Storytelling: KORAS, Hybrid Prototype from Training to Artistic Practice, Katerina Kyriafini, José Revez – Wearing Data While Shaping Reality, Jakub Petri, Monika Krakowska, Magdalena Zych – Gaia’s Echo: Hybrid Methodologies in Immersive & Serious Leisure Research , Barbara Nawrocka, Dominika Wilczyńska, Dominika Janicka – Hybrid Educational Practices as Tools of Inclusion and Exclusion: Feminist Perspectives and Case Studies from the CAPHE Project. Wystąpienia dotyczyły działań podjętych w 2025 roku. Profesor Michał Ostrowicki z UJ (jako Sidey Myoo) opowiadał o egzaminie przeprowadzanym przez dr. hab. Wojciecha Balucha, profesora UJ, z udziałem sztucznej inteligencji. Był to pierwszy taki przypadek w Polsce. Odnotowała go prasa krajowa oraz uniwersyteckie kanały informacyjne.
Wyjazd portugalski miał również swoją odsłonę październikową, której punktem kulminacyjnym był koncert pod tytułem Trans Cultural Storytelling XR, Art & Music Installations. From Education to Artistic Practice 7 listopada 2025 w Superior School of Music w Lizbonie. Pokaz prezentował harmonijne zespolenie działań partnerów zajmujących się muzyką (Opera Network), technologią VR (FBAUL), filmem (KU), metodologią hybrydowości oraz doświadczeniem estetycznym (UJ).
Pracownicy Kenyatta University nakręcili film ukazujący współczesną Kenię, który stał się częścią przedstawienia. Autorami byli dr Clinton Kihima Kanyang z zespołem, Peninah Wanjiru Kamau, dr Beneah Shapaya z prof. Johnem Mugubim jako koordynatorem grupy. Twórcom udało się poszerzyć w praktyce pojęcie Gesamtkunstwerk o warstwę wirtualną, interakcję internetową z publicznością oraz nadać jej transkulturowy wymiar. Koordynatorem całości był Federico Bardazzi, reprezentujący Opera Network, a dyrygentem orkiestry – Portugalczyk Carlos Marecos. Finalnym efektem prac konsorcjum jest monografia New Coordinates for Creative Hybrid Space-Experiences, która ukazała się w wydawnictwie Springer Nature z siedzibą w Nowym Jorku. Tom pod redakcją Adriana Kvokacki, Aleksandry Łukaszewicz, Bogny J. Gladden-Obidzińskiej, stanowiący filozoficzną oraz praktyczną refleksję nad hybrydowością, zostanie zaprezentowany w Krakowie w 2026 roku, podczas ostatniego, kończącego projekt, spotkania z udziałem wszystkich partnerów.
Staraniem UJ oraz przy zaangażowaniu FBAUL ukazał się 74. numer czasopisma „The Polish Journal of Aesthetics” zatytułowany Hybrid Landscapes: Experiencing Things, Mapping Practices, Re-construing Ecologies of Entangled Environments pod redakcją naukową Heleny Elias, Jakuba Petriego, Natalii Anny Michny.
Konsorcjum CAPHE zrealizowało plan projektowy. Koordynatorami przedsięwzięcia w roku 2025 byli: Jakub Petri (UJ) (główny koordynator), Aleksandra Łukaszewicz (PTE), John Mugubi (KU), Helena Elias (FBAUL), Federico Bardazzi (CP), Carla Zanin (OP), Aliki Iovita i Natasha Papathoma (NR), Barbara Nawrocka i Dominika Wilczyńska (MP), Maria Roussou (NKUA), Dorota Hrycak-Krzyżanowska (PUNO). Ewa Chudoba pełniła funkcję project managera
Ewa Chudoba Interdyscyplinarne Centrum Etyki Wydziału Filozoficznego UJ

wiosenne popołudnie w Podgórzu. Grupa studentów dociera do Spoko Pub i – choć oficjalnie jest jeszcze zamknięte –znika w jego wnętrzu. Chwila ciszy... Aż nagle zza otwartych drzwi słychać gromkie: Huuuraaa! Znaleźliśmy!, a zaraz potem rapowane zwrotki piosenki o ekonomii społecznej. Pojawiają się kolejne grupy studentów, Maria Kucińska z Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej w Krakowie podchodzi do poszczególnych osób, zaczynają się rozmowy, jest dużo śmiechu. Właśnie odnaleziono „serce ekonomii społecznej”. Ale zacznijmy od początku... Ekonomia społeczna nie jest nową ideą. W Polsce jej korzenie sięgają epoki Piastów i Jagiellonów, a szczególny rozkwit nastąpił w XIX wieku. Współczesna ekonomia społeczna znacznie różni się jednak od tej sprzed wieków. Inna jest też ogólna świadomość tej idei – związane z nią tematy są dużo częściej podejmowane, na przykład w mediach czy na uczelniach. Mamy więc zakorzenienie w przeszłości, ale i wiele nowych rozwiązań na miarę XXI wieku. Obserwować możemy połączenie nowoczesności z tradycją, biznesu z działalnością charytatywną, a także produktów i usług z lokalnym otoczeniem. W niniejszym artykule chciałbym się jednak przyjrzeć nie tyle samej ekonomii społecznej, co jednemu ze sposobów jej promowania. Zacznę od krótkiej definicji, następnie przejdę do specyfiki krakowskiej ekonomii społecznej, by finalnie zaprezentować nowatorski sposób komunikowania o ekonomii – czyli grę terenową, realizowaną już od kilku lat w ramach corocznego Tygodnia Ekonomii Społecznej.
W literaturze przedmiotu znajdujemy wiele definicji tego terminu. Różnie też nazywa się samą ekonomię społeczną. Pisałem na ten temat w artykule: The Social Economy Combines Heritage with the Present Time: True or False?, który był pokłosiem 6. Forum Dziedzictwa Europy Środkowej1. Europejska Sieć Badawcza

Uczestnicy gry terenowej Ścieżki współpracy..., czyli gdzie bije serce ekonomii społecznej?
(EMES), definiując ekonomię społeczną, wskazuje na przedsiębiorstwa społeczne, których charakterystyczną cechą jest reinwestowanie zysków w społeczność lub inne cele społeczne. EMES określa kryteria społeczno-ekonomiczne specyficzne dla działalności ekonomii społecznej. Kryteria ekonomiczne to działalność gospodarcza, niezależność i suwerenność od instytucji publicznych, ryzyko ekonomiczne oraz zatrudnianie pracowników. Kryteria społeczne obejmują: realizację zadań społecznie użytecznych, oddolny charakter inicjatyw, demokratyczny system zarządzania oraz wspólnotowy charakter działalności. Warto też odróżnić ekonomię społeczną od tak zwanej społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). To drugie pojęcie odnosi się do zarządzania przedsiębiorstwem w taki sposób, aby uwzględniać w nim interesy społeczne czy aspekty środowiskowe, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy (na przykład z pracownikami). Czytelną definicję ekonomii społecznej podaje Rada Ministrów. Ta jednak nazywa ją gospodarką społeczną, którą rozumie jako sferę aktywności obywatelskiej i społecznej, która poprzez działalność gospodarczą i pożytku publiczne-
go służy: integracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych marginalizacją społeczną, tworzeniu miejsc pracy, świadczeniu usług społecznych o charakterze użyteczności publicznej oraz rozwojowi lokalnemu2 Podsumowując, ekonomia społeczna funkcjonuje pomiędzy państwem, rynkiem i społecznością lokalną. Podmioty gospodarki społecznej (zwane dalej PES) działają na styku tych trzech sektorów. W Polsce istnieją cztery grupy podmiotów ekonomii społecznej. Pierwsza to przedsiębiorstwa społeczne (na przykład spółdzielnie socjalne), w których zyski nie są dzielone między członków, lecz przeznaczane na cele społeczne lub na wzmocnienie samych przedsiębiorstw. Drugą grupą są zakłady aktywności zawodowej, warsztaty terapii zajęciowej i kluby integracji społecznej, których celem jest szeroko rozumiana reintegracja zawodowa i społeczna. Kolejne to stowarzyszenia i fundacje prowadzące działalność gospodarczą (tzw. organizacje pożytku publicznego). Czwartą grupę stanowią podmioty gospodarcze, które powstają dla osiągnięcia określonych celów społecznych (spółki non-profit, spółdzielnie pracy, spółdzielnie osób niepełnosprawnych). Nie mniej ważne są nieformalne
działania ekonomii społecznej, na przykład licznie powstające kooperatywy spożywcze oraz rozwijający się ruch spółdzielczości studenckiej. W Krakowie znajdziemy PES reprezentujące każdą z tych grup.
Aby scharakteryzować krakowskie środowisko ekonomii społecznej, warto odnieść się do wspomnianego już Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej. To właśnie w jego ramach powstają najważniejsze inicjatywy związane z ekonomią społeczną w Krakowie i całym regionie. Wszystko, co pozwoli na dokładne zapoznanie się z tym pojęciem oraz jego specyfiką w Małopolsce, znajduje się na stronie internetowej poświęconej ekonomii społecznej3. Można tam znaleźć bibliotekę ekonomii społecznej, informacje o grantach i konkursach, cykl podcastów „Społeczny wymiar usług”, dział edukacyjny, ale przede wszystkim bazę PES i katalog usług. Po dokładnym przestudiowaniu krakowskich PES okazuje się, że miejscem, gdzie znajdziemy ich całkiem sporo, o ile nie najwięcej, jest dzielnica Podgórze. Dlatego właśnie tam studenci różnych uczelni zlokalizowanych w Krakowie szukają „serca ekonomii społecznej”. Idea ekonomii społecznej nie jest w Polsce nowa. Jej działania potrzebują jednak nieustannego promowania. Przeciętny obywatel – na przykład osoba studiująca w Krakowie, często nie wie, czym ekonomia społeczna tak naprawdę jest. Tym samym nie rozpoznaje podmiotów, które promują tę ideę. Ekonomia społeczna doskonale sprawdza się w praktyce. Potrzebna jest jednak edukacja, informowanie i wskazywanie na lokalne PES. I tu właśnie na scenę wkracza krakowski Tydzień Ekonomii Społecznej (dalej TES). Instytut Pedagogiki UJ włącza się w tę inicjatywę od 2014 roku. Studenci i studentki Instytutu Pedagogiki biorą czynny udział w warsztatach i wizytach studyjnych realizowanych w ramach Tygodnia Ekonomii Społecznej. Taka formuła funkcjonowała przez lata, aż do jubileuszowej, X edycji, kiedy to pracownicy Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej zaproponowali mi realizację innowacyjnego sposobu informowania o ekonomii społecznej. Była to gra terenowa Odkryj ekonomię społeczną w Podgórzu. Po kilku latach gra została dopracowana logistycznie, wymyśliłem też specjalną fabułę... i tak powstały „ścieżki współpracy”.
Gra zadebiutowała podczas XV edycji Tygodnia Ekonomii Społecznej – w kwietniu 2024 roku. Jej uczestnicy rozpoczynali rozgrywkę w Spółdzielni Ogniwo przy

ul. Smolki 11A, a punkt finałowy, połączony z wizytą studyjną, znajdował się w kinokawiarni Kika przy ul. Krasickiego 18. Od tamtego czasu, gra miejska zatytułowana Ścieżki współpracy..., czyli gdzie bije serce ekonomii społecznej? realizowana jest każdego roku. 10 kwietnia 2025, podczas XVI edycji Tygodnia Ekonomii Społecznej, punktem startowym był ogród Instytutu Pedagogiki UJ przy ul. Batorego 12, natomiast meta i finałowe poszukiwanie „serca ekonomii” były w Spółdzielni Socjalnej „Równość” przy ul. Bernardyńskiej. Tego samego roku, wracając do Podgórza, grę przeprowadzono jako kluczowy element programu pierwszej, pilotażowej, edycji Małopolskiej Letniej Szkoły Ekonomii Społecznej. Czwarta realizacja odbyła się 14 kwietnia 2026 w ramach XVII edycji Tygodnia Ekonomii Społecznej. Jako miejsce zbiórki i obszar realizacji wyznaczono okolice Targu Pietruszkowego przy ul. Kalwaryjskiej 9–15.
I właśnie finał tej gry opisałem na początku artykułu. Poszukujący „serca
Fot. Maria Kucińska

ekonomii” studenci docierają do różnych punktów, poznając PES charakterystyczne dla tej części Krakowa. Są to, między innymi, Targ Pietruszkowy – zaopatrujący Krakowian w zdrową żywność bezpośrednio od rolników4, kinokawiarnia Kika (niebanalne miejsce na kulturalnej mapie Krakowa)5, Żywa Pracownia – firma społeczna zajmująca się edukacją kulturalną i włączaniem społecznym6, Fundacja „Przyjdź” – oferująca wyroby z drewna7, czy Spółdzielnia Ogniwo – mała księgarnia z wielkimi ideami (oraz spółdzielnia pracy prowadząca niezależny dom kultury)8. O wymienionych podmiotach, a także innych PES funkcjonujących na terenie Podgórza można by napisać kolejny artykuł. Ale gdzie zatem bije poszukiwane w ramach gry miejskiej „serce ekonomii społecznej”?
Studenci po dotarciu na metę i rozwiązaniu układanki otrzymują wskazówki, które ich do niego prowadzą. Podążając za nimi, docierają do drzwi. Po ich otwarciu widzą przed sobą zwykłe lustro. Po chwili konsternacji rozlegają się głosy: To my jesteśmy tym sercem, ekonomia społeczna funkcjonuje dzięki nam. Właśnie takie jest przesłanie tej gry miejskiej. Podmioty ekonomii społecznej potrzebują do życia zwykłych ludzi, którzy zamiast w sieciówce kawę kupią w społecznej kawiarni, zamiast hiszpańskich warzyw w markecie kupią świeże prosto od rolnika na Targu Pietruszkowym, a w prezencie urodzinowym podarują drewnianą grę, ale nie taką z dopiskiem „made in China”, tylko lokalną, zakupioną w Fundacji „Przyjdź”.
Czy gra Ścieżki współpracy... sprawia, że krakowscy studenci dokonują właśnie takich wyborów? Nie wiem. Nie badałem zachowań konsumenckich przed i po. Jednak widok kilkudziesięciu młodych osób, które podczas każdej edycji gry żywo dyskutują o ekonomii społecznej i z zainteresowaniem poszukują jej serca, daje nadzieję na to, że związane z nią dobro będzie się rozszerzać.
Łukasz Hajduk Instytut Pedagogiki UJ
1 Ł. Hajduk, The Social Economy Combines Heritage with the Present Time: True or False?, [w:] Heritage and Development, pod. red. A. Wąsowskiej-Pawlik, J. Purchli, Kraków 2023, s. 77–89.
2 „Monitor Polski”, załącznik do uchwały nr 11 Rady Ministrów z dnia 31 stycznia 2019, Warszawa 2019.
3 www.es.malopolska.pl
4 Targpietruszkowy.pl
5 www.kinokika.pl
6 Zywapracownia.pl
7 Fundacjaprzyjdz.pl
8 www.ogniowo.org
Pracowniczki i pracownicy naukowi Instytutu Socjologii uJ w dyskusji o prowadzonych badaniach, realizowanych
Poszukiwanie prawdy wymaga skupienia i dialogu. Wieczory Naukowe zostały pomyślane jako jeden ze sposobów wzmacniania akademickiej więzi poprzez tworzenie przestrzeni do wzajemnego poznawania się, wymiany myśli oraz budowania wspólnoty w ramach w instytutowej mikroprzestrzeni naszego Uniwersytetu. Istotą poszczególnych spotkań – przynajmniej w założeniu – była możliwość konfrontacji różnych sposobów uprawiania nauki, odmiennych problemów badawczych oraz perspektyw poznawania rzeczywistości społecznej. Zakładane różnice były jednak na tyle niewielkie, by możliwa była ich poznawcza akomodacja oraz wpisanie ich w codzienność akademicką.
Wykłady podczas Wieczorów Naukowych wygłaszały głównie osoby pracujące naukowo i dydaktycznie w Instytucie Socjologii UJ, natomiast dyskusję współprowadzili studenci i studentki z Koła Naukowego Socjologii UJ. Celem siedmiu spotkań była próba głębszego poznania badawczej tożsamości Instytutu Socjologii UJ i refleksja nad nią – kwestia ta okazała się interesująca nie tylko dla studiujących oraz zaangażowanych zawodowo w aktywność naukową, ale również dla pracowniczek i pracowników uczelnianej administracji. – Comiesięczne wtorkowe zebrania o różnej tematyce pozwoliły także studentkom i studentom Instytutu zapoznać się z zainteresowaniami badawczymi oraz projektami naukowymi ich wykładowczyń i wykładowców. Szczególną wartość miały w tym kontekście dyskusje, które odbywały się po wygłoszeniu referatu – mówi Jakub Bidas, student, jeden z moderatorów spotkań Pierwsze spotkanie osadzone było w tradycji interdyscyplinarnych studiów

Wykład prof. Jacka Nowaka (z lewej) Bezpieczeństwo mnemoniczne. Polska pamięć kulturowa w czasach niepewności; moderatorzy Jakub Bidas i dr hab. Hubert Kaszyński, profesor UJ
nad pamięcią społeczną i dotyczyło jej szczególnego znaczenia w czasach niepewności. Profesor Jacek Nowak tłumaczył istotę formowania oficjalnej kultury pamięci, będącej odpowiedzią na potrzebę społecznego bezpieczeństwa, która nadaje poczucie ciągłości historii, a tym samym zwiększa – przynajmniej wyobrażaną –zdolność do przetrwania w świecie zdominowanym przez narrację kryzysu1 . – Po referacie nastąpiła niezwykle ciekawa dyskusja, moderowana przez Jakuba Bidasa, która odnosiła się nie tylko do tematyki wykładu, ale także samej pozycji badacza lub badaczki w strukturze społecznej. Czy powinni oni być zaangażowani w działalność społeczną, a wiedza tworzona w ramach uniwersytetu powinna być pragmatycznie wykorzystywana w codziennym życiu? Czy może rolą badacza jest bycie uważnym obserwatorem lub obserwatorką społeczeństwa i spisywanie swoich przemyśleń

całkowicie niezależnie od rzeczywistości społecznej? – zauważył Jakub Bidas.
Odmienną perspektywę badawczą przedstawiła dr Justyna Struzik, dyskutując i demaskując – z perspektywy studiów o specyfice fenomenologicznej – kontrolną i destrukcyjną siłę dyskursu społecznego wokół osób używających opioidów. Dyskursu, który jest silnie zmedykalizowany i wprzęgnięty w politykę penalizacji uzależnionych, a często nie odpowiada ich rzeczywistym przeżyciom2
W wystąpieniu prof. Katarzyny Ornackiej oraz dr Barbary Ostafińskiej-Molik (z Instytutu Pedagogiki UJ) poruszone zostały zagadnienia metodologii badań nad zdrowiem psychicznym w środowisku akademickim i konieczności uwzględniania perspektywy właściwej dla klasycznych socjologicznych analiz instytucji, gdzie kultura organizacji może wyzwalać zaburzenia sfery emocjonalnej, ale również chronić przed ich wystąpieniem3 – Jak stwierdził prof. Mark Fisher4 , nasze społeczeństwo zmaga się obecnie z problemem prywatyzacji zdrowia psychicznego. Dobrostan jednostek sprowa-
Specjalna odsłona publikacyjna „Pisane inną ręką” – literackie pisarstwo etnograficzne i jego polska specyfika Wieczorów Naukowych IS UJ; na zdjęciu (od lewej): dr Borys Cymbrowski i Jan Firlit (moderatorzy), prof. Grażyna Kubica-Heller, Michał Garapich, prof. Irena Borowik, Andrzej Dybczak
dzany jest tylko do czynników osobistych, z którymi każda osoba powinna uporać się we własnym zakresie poprzez podejmowanie odpowiednich decyzji życiowych lub wizyty w gabinecie psychoterapeuty. Tego typu starania są, oczywiście, cenne, ważne jest jednak także, by nie zapominać o tym, jak bardzo na każdego z nas wpływa nasze otoczenie. Tym samym, w celu poprawy losu jednostek warto przyjrzeć się instytucjom, na przykład uczelniom, które na ten los wpływają – mówi Kacper Wcisło, moderujący spotkanie.
Czwarty Wieczór Naukowy, z udziałem prof. Krystyny Romaniszyn, był nie tylko okazją do refleksji nad problemem migracji oraz kwestią napływu migrantów do Unii Europejskiej, ale również metodologicznym wzorcem akademickiego kunsztu dyskusji nad własnymi badaniami i dążeniem do grupowego wypracowywania wniosków5. – Podczas dyskusji poruszono liczne kwestie, a jedną z najważniejszych był sposób integracji i asymilacji migrantów i migrantek do społeczeństw przyjmujących i współżycia w społeczeństwie przyjmującym. Temat jest szczególnie ważny ze względu na możliwe akty przemocy i wykluczenia, z którymi mogą zmagać się osoby migrujące. W tym kontekście mówiono o roli władz we włączaniu tych osób w społeczeństwo, przy jednoczesnym utrzymaniu tożsamości kulturowej danego państwa – podkreśla
Jakub Bidas
Zespół, zaproszony przez prof. Katarzynę Zielińską: mgr Magdalena Krzemień, dr Agata Rejowska oraz dr Anna Szwed, wprowadził złożoną tematykę wypracowywania praktyk sekularyzacji, określanych jako

renegocjowanie przez rodziców uczniów i uczennic obecności katolicyzmu w polskiej szkole – obecnego w wielu silnie zinstytucjonalizowanych kontekstach6
Przyjmując podobną perspektywę teoretyczną, prof. Marta Smagacz-Poziemska omówiła prowadzone przez siebie od wielu lat badania nad opisem i plastyką życia przestrzeni miejskiej, łącząc teorię praktyk społecznych z koncepcjami wypracowanymi w ramach socjologii miasta7. – Miasto można rozumieć nie tylko jako przestrzeń budynków i infrastruktury, lecz przede wszystkim jako sieć codziennych działań i przyzwyczajeń. Szczególnie ciekawe jest to, w jaki sposób wspólnoty (często niewidoczne na pierwszy rzut oka w dużych miastach) istnieją w innej formie i kształtują się poprzez zrutynizowane codzienne czynności. Przykładem może być – przedstawiana przez prelegentkę –wspólnota ludzi parkujących na tym samym

osiedlu. Osoby te ustalają między sobą pisane i niepisane zasady, a poprzez samą praktykę parkowania stają się sobie bliższe. – podsumowuje moderatorka dyskusji Aleksandra Piernicka).
Ostatni wieczór zaplanowany został przez prof. Małgorzatę Bogunię-Borowską jako panel dyskusyjny z udziałem prof. Barbary Jabłońskiej, prof. Michała Kaczmarczyka (z Uniwersytetu Gdańskiego), dr. Michała Araszkiewicza oraz dr. Borysa Cymbrowskiego. Jego tematyka dotyczyła dynamicznie narastających powiązań między codziennością a światem nowych technologii, a co za tym idzie – z koniecznością dyskusji, prób porządkowania jego znaczenia dla wartości, jak, na przykład, prawda, odpowiedzialność, prawo, szerzej –dla rozumienia kultury współczesnej8.
Cykl siedmiu Wieczorów Naukowych poszerzony został o specjalną odsłonę


Praktyki sekularności w katolickiej (?) Polsce – spotkanie z udziałem dr Anny Szwed, prof. Katarzyny Zielińskiej, dr Agaty Rejowskiej i mgr Magdaleny Krzemień
– dyskusję wokół tekstu prof. Grażyny Kubicy „Pisane inną ręką”. Literackie pisarstwo etnograficzne i jego polska specyfika9 W dyskusji z udziałem prof. Ireny Borowik, Michała Garapicha oraz Andrzeja Dybczaka poszukiwano odpowiedzi na pytanie o komplementarną do dyskursu naukowego rolę twórczości artystycznej. Być może należy przyjąć, że odkrywanie prawdy wymaga, poza skupieniem i dialogiem, również poszukiwania piękna?
Wieczory Naukowe Instytutu Socjologii UJ będą kontynuowane w przyszłym roku akademickim (2026/2027). Rozpocznie je wykład prof. Krzysztofa Gorlacha Władysław Kwaśniewicz. Życiorys na tle epoki, wpisujący się w obchody 100. rocznicy urodzin prof. Władysława Kwaśniewicza – pierwszego dyrektora (w latach 1970–1978) Instytutu Socjologii UJ. Przyszłoroczne dyskusje nad badawczą tożsamością Instytutu Socjologii UJ inicjować będą prof. Marek Kucia, dr Dominika Winogradzka, prof. Barbara Worek, prof. Ewa Kopczyńska, prof. Maria Świątkie-

Prelekcję poruszającą problemy migracji wygłosiła prof. Krystyna Romaniszyn; moderatorzy: Jakub Bidas i dr hab. Hubert Kaszyński, profesor UJ
wicz-Mośny oraz prof. Irena Borowik. Serdecznie zapraszamy!
Hubert Kaszyński, Olga Maciejewska Instytut Socjologii UJ Jakub Bidas, Aleksandra Piernicka, Kacper Wcisło Koło Naukowe Socjologii UJ
Nagrania ze spotkań w ramach Wieczorów Naukowych Instytutu Socjologii UJ można znaleźć pod linkiem: https://socjologia.uj.edu.pl/wieczory-naukowe-is-uj
1 Podstawą rozważań w czasie wystąpienia zatytułowanego Bezpieczeństwo mnemoniczne. Polska pamięć kulturowa w czasach niepewności był projekt realizowany przez dr. hab. Jacka Nowaka, profesora UJ, Bezpieczeństwo mnemoniczne. Tożsamość młodzieży grup etnicznych i narodowych w Polsce
2 Doktor Justyna Struzik odwoływała się w swoim wystąpieniu, zatytułowanym Społeczne wytwarzanie uzależnienia. Między dyskursem a doświadczeniem osób używających opioidów, między innymi, do wyników projektu „Crim Scapes. Navigating Citizenship through European Landscapes of Criminalisation”, przedstawiła także fragmenty komiksu Down by Law: Criminalization, Solidarity, and Survival in Europe, pod red. CrimScapesResearchGroup, PM Press, Oakland 2025 (polskie wydanie: Poza prawem. Kryminalizacja, solidarność i przetrwanie w Europie, Poznań 2026).

3 Punktem odniesienia dla wykładu zatytułowanego Zdrowie psychiczne w organizacji: instytucjonalne ramy i dylematy metodologiczne badań w środowisku akademickim był projekt „Zdrowie psychiczne w organizacji – perspektywa badań nad instytucją”; badanie finansowane jest ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w latach 2026–2029; https://tinyurl.com/43xkd2ru
4 M. Fisher, Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?, Warszawa 2020.
5 Wystąpienie zatytułowane było Lapidaria migracyjne. Ciekawą analizę problematyki migracji przedstawia najnowsza publikacja współautorstwa prof. Krystyny Romaniszyn: R. Jończy, K. Romaniszyn, W poszukiwaniu lepszego życia. Migracje młodzieży ze wsi i mniejszych miast do ośrodków metropolitalnych – w świetle autobiografii, Opole 2026.
6 Wystąpienie zatytułowane Praktyki sekularności w katolickiej (?) Polsce było oparte na prezentacji wyników badań w ramach projektu „Praktyki sekularności w katolickiej Polsce: wytwarzanie nowego porządku społecznego?” (NCN OPUS 26).
7 Prezentacja oparta była na odwołaniach do dwóch projektów realizowanych przez dr hab. Martę Smagacz-Poziemską, profesor UJ, z wykorzystaniem teorii praktyk społecznych: Różnice i granice w procesie tworzenia wielkomiejskich społeczności sąsiedzkich. Studium społeczno-przestrzenne (NCN OPUS 8) i Normalność w warunkach niepewności. Perspektywa prakseologiczna w badaniach (re)produkcji ‘normalnego’ życia miejskiego..., (NCN OPUS 21).
8 Podstawą wystąpienia jest tematyka zbiorowej publikacji: Społeczeństwo cyfrowe. Wykłady akademickie, pod red. M. Boguni-Borowskiej, P. Nowaka (współpraca), Warszawa 2025.
9 G. Kubica, „Pisane inną ręką”. Literackie pisarstwo etnograficzne i jego polska specyfika, Kraków 2025.


Akademia Przyszłości szuka wśród studentów wolontariuszy, którzy przez około godzinę tygodniowo chcieliby spotykać się z dzieckiem z niską samooceną w jego szkole lub świetlicy środowiskowej. Przed rozpoczęciem spotkań organizatorzy zapewniają szkolenie z metod pracy z dziećmi, a także wsparcie oraz materiały i wskazówki, które pomogą się przygotować. Spotkania mają na celu wspólne spędzenie czasu, rozmowę, odkrycie mocnych stron i budowanie pewności siebie dziecka. Więcej informacji i formularz zgłoszeniowy można znaleźć pod linkiem: https://akademiaprzyszlosci.org.pl/wolontariat/ Red.
Jakczęsto kosić trawnik, by osiągnąć kompromis pomiędzy wygodą i bezpieczeństwem ludzi a ochroną bioróżnorodności?
Na to pytanie odpowiedzieli członkowie interdyscyplinarnego zespołu Uniwersytetu Jagiellońskiego pod przewodnictwem dr Joanny Kajzer-Bonk, którzy, w ramach Campus Living Lab. Useful Research HUB, przez trzy lata realizowali na terenie Kampusu 600-lecia Odnowienia UJ projekt pilotażowy „Kosić czy nie kosić?”.
zaskakujące konkluzje
Według badaczy nie warto kosić trawników częściej niż raz w miesiącu, a najlepiej jeszcze rzadziej i koniecznie mozaikowo –czyli przycinać trawę i rośliny jednorazowo tylko na wybranych fragmentach terenu. W efekcie powstaje „mozaika” obszarów o zróżnicowanej wysokości roślinności, sprzyjająca występowaniu organizmów o różnych potrzebach środowiskowych. Zbyt częste koszenie powoduje, że odsłonięta gleba traci swoją strukturę i funkcjonalność oraz szybciej się nagrzewa. Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że całkowita rezygnacja z koszenia zagraża bioróżnorodności – tworząc, między innymi, wrota dla gatunków inwazyjnych. Co ciekawe, według dotychczasowych wyników badań kleszcze występują zarówno na trawnikach koszonych rzadko, jak i na trawnikach koszonych intensywnie.
eksperyment na kampusie uJ
Jak uczestnicy projektu doszli do takich wniosków? Na terenie Kampusu 600-lecia Odnowienia UJ wyznaczono 72 eksperymentalne poletka, na których stosowano różne reżimy koszenia – od koszenia 12 razy w sezonie, przez 8, 6 i 4 razy, po 2 razy w roku, 1 raz w roku oraz 1 raz na dwa lata. W miarę upływu czasu poletka zaczęły wyraźnie różnić się wyglądem i funkcjonowaniem ekosystemu trawnika, co stało się podstawą do porównań w warunkach rzeczywistych, a nie laboratoryjnych.
Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego zbierali także dane dotyczące roślin, liczebności różnych grup owadów, obserwowali aktywność mezofauny glebowej, mierzyli różnorodność taksonomiczną występujących w glebie bakterii i grzybów, a także sprawdzali zmiany właściwości fizykochemicznych gleby i warunków temperaturowo-wilgotnościowych oraz analizowali stan zanieczyszczenia gleby substancjami ropopochodnymi i metalami ciężkimi.
„żywe laboratorium”
Projekt od początku realizowano w logice pięciokrotnej helisy – modelu współpracy na rzecz zrównoważonego rozwoju, w którym równorzędnymi „aktorami” są: nauka, sektor publiczny, sektor prywatny, społeczeństwo oraz przyroda. Oznaczało to, że oprócz prowadzenia badań terenowych równie ważne było współtworzenie rozwiązań z użytkownikami i instytucjami oraz testowanie ich w realnych warunkach kampusu, który dzięki temu stał się żywym laboratorium. Przyroda była tu nie tłem, lecz aktywnym partnerem – jej reakcje na różne reżimy koszenia (obserwowane na poletkach) wyznaczały granice sensownych działań i dostarczały argumentów do rekomendacji.
Istotnym filarem projektu były zogniskowane wywiady grupowe (FGI) z czterema grupami interesariuszy: sektorem publicznym, pozarządowym, mieszkańcami (w tym działkowcami) oraz sektorem

prywatnym (firmy koszące i utrzymujące zieleń). Spotkania pozwoliły rozpoznać potrzeby, obawy i doświadczenia związane z koszeniem, a także wskazały tematy wymagające szerszej edukacji (między innymi kleszcze, alergeny, estetyka i „porządek”, gatunki inwazyjne, strefowanie koszenia). FGI stały się też przestrzenią sieciowania interesariuszy i budowania relacji wykorzystywanych w kolejnych etapach prac. aplikacja edukacyjna dla każdego
Wyniki badań przyrodniczych i społecznych przełożono na praktyczne narzędzie – aplikację webową „Kosić czy nie kosić?” ( https://kosicczyniekosic. wzks.uj.edu.pl/). Aplikacja pełni funkcję edukacyjną i wspiera decyzje dotyczące utrzymania zieleni – pomaga zrozumieć, jak decyzje dotyczące koszenia trawników oraz urbanizacji wpływają na bioróżnorodność i jakość życia w mieście. Zawiera treści edukacyjne, mapy, quizy oraz umożliwia wykonanie dwóch interaktywnych eksperymentów on-line (między innymi o wpływie częstotliwości koszenia na bioróżnorodność oraz o zmianach przyrody Krakowa w kontekście urbanizacji). Posiada funkcje dostępności, między innymi regulację kontrastu i rozmiaru tekstu, transkrypcje nagrań i angielską wersję językową. Dzięki formie webowej jest dostępna bez instalacji i może być wykorzystywana także w pracy szkół i edukatorów. Red.

Nie mogę znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić swoją radość i dumę z obdarzenia mnie tym zaszczytnym tytułem. Mam w pamięci i swojej świadomości wielkość Uniwersytetu Jagiellońskiego, jego miejsce w historii i kulturze, oddziaływanie na nasze myślenie współczesne o Polsce i świecie. Ta wielkość i znaczenie szczególne wynikają z niezwykłego związku pomiędzy dziejami tej uczelni a historią naszego narodu, historią Polski. Trudno sobie wyobrazić dzieje polskiej nauki bez odniesień do Uniwersytetu Krakowskiego. Jego trwanie, ciągłość tradycji, kontynuowana wielosetletnia misja kulturalna i edukacyjna – to są zapewne walory wyróżniające Uniwersytet Jagielloński na tle wszystkich innych uczelni w Polsce – mówił specjalista w zakresie prawa cywilnego, były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Marek Safjan, odbierając 31 marca 2026 w auli Collegium Novum tytuł doktora honoris causa UJ. – Chylę czoła wobec wybitnych uczonych tego znamienitego uniwersytetu, którzy od wieków współtworzyli polską kulturę i zapewniali jej trwanie w najtrudniejszych okresach historii – akcentował

Prof. Marek Safjan i rektor UJ prof. Piotr Jedynak podczas uroczystości nadania Profesorowi godności doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego
Profesor, przypominając grono wybitnych prawników wyróżnionych już wcześniej honorowym doktoratem UJ, a wśród nich profesorów: Fryderyka Zolla starszego, Fryderyka Zolla młodszego, Kazimierza Przybyłowskiego, Andrzeja Burdę, Władysława Woltera, Wacława Szuberta, Andrzeja Murzynowskiego, Henryka Olszewskiego, sędziego Jacka Gudowskiego (obszerne fragmenty tego wystąpienia na s. 53–57).

Uhonorowany z rodziną i bliskimi
Jak poinformował prowadzący uroczystość rektor UJ prof. Piotr Jedynak, z wnioskiem o nadanie prof. Markowi Safjanowi tego najwyższego uniwersyteckiego wyróżnienia wystąpili profesorowie

Na uroczystość przybyło wielu znamienitych gości
Wydziału Prawa i Administracji UJ. Senat Uczelni, po zapoznaniu się z uchwałą Rady WPiA i recenzjami przygotowanymi przez prof. Dagmarę Kornobis-Romanowską z Uniwersytetu Wrocławskiego i prof. Małgorzatę Pyziak-Szafnicką z Uniwersytetu Łódzkiego, popartych uchwałami senatów tych uczelni, podjął odpowiednią decyzję na posiedzeniu 29 października 2025. W szczególności doceniono wybitne zasługi Profesora dla nauki prawa, zwłaszcza prawa cywilnego, prawa medycznego, prawa europejskiego i prawa konstytucyjnego, a także dokonania w budowaniu podstaw państwa prawa i obronę praworządności. Podkreślono także jego wkład w kształtowanie polskich i europejskich standardów prawnych służących ochronie i poszanowaniu godności ludzkiej – Konsekwentna obrona praworządności i państwa prawa cechowała i nadal cechuje publiczną aktywność prof. Marka Safjana, jakże ważną w chwili, gdy decydują się losy Polski jako państwa członkowskiego Unii Europejskiej. W czasie, gdy prof. Marek Safjan był sędzią Trybunału Konstytucyjnego i kierował nim jako prezes (w latach 1998–2006), zapadło wiele znaczących rozstrzygnięć ważnych dla budowania podstaw państwa prawa w Polsce. Przede wszystkim należy wspomnieć o wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2005 (sprawa K 18/04), w którym Trybunał wypowiedział się o zgodności z konstytucją traktatu akcesyjnego, na mocy którego Rzeczpospolita Polska przystąpiła do Wspólnoty Europejskiej – mówił wygłaszający laudację prof. Jerzy Pisuliński z Wydziału Prawa i Administracji UJ. Laudator, przedstawiając bardzo obszernie działalność publiczną prof. Marka Safjana, podkreślił też, że 46 lat temu był on jednym z założycieli NSZZ „Solidarność” na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego – jego macierzystej uczelni, na której, po ukończeniu studiów prawniczych w 1971 roku, pracował od 1973 roku aż do przejścia na emeryturę w roku 2019. – Na Uniwersytecie Warszawskim prof. Marek Safjan zdobywał kolejne szczeble kariery uniwersyteckiej – jako adiunkt (1980–1991), profesor nadzwyczajny (od 1991) i profesor zwyczajny (od 2002). Był prorektorem Uniwersytetu Warszawskiego (1996–1997) i dyrektorem Instytutu Prawa Cywilnego (1994–1996). Pełnił funkcję kierownika Zespołu Prawa Cywilnego w Instytucie Wymiaru Sprawie-

dliwości (1991–1997) i był przewodniczącym jego Rady Naukowej (1997–2012). W latach 1988–1989 uczestniczył w pracach Społecznej Rady Legislacyjnej, współtworząc projekt pierwszej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Już po rezygnacji z urzędu sędziego Trybunału Sprawiedliwości UE w maju 2024 roku został powołany przez prezesa Rady Ministrów na przewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego. Profesor Marek Safjan reprezentował Polskę w Komitecie Ochrony Danych Osobowych Rady Europy (w latach 1990–1994) oraz w Komitecie Bioetycznym Rady Europy (w latach 1991–1997), wchodząc w skład prezydium Komitetu – przypomniał laudator (fragmenty laudacji na s. 52–53).
Za swoją działalność publiczną prof. Marek Safjan został odznaczony, między innymi, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Komandorskim Orderu Wielkiego Księcia Giedymina (przyznanym przez prezydenta Republiki Litewskiej), orderem Grande Ufficiale (przyznanym przez prezydenta Włoch), Wielkim Krzyżem Zasługi z Gwiazdami (przyznanym przez prezydenta Republiki Federalnej Niemiec).
W uroczystości – oprócz prorektorów, dziekanów poszczególnych wydziałów UJ, w tym dziekana Wydziału Prawa i Administracji UJ prof. Piotra Dobosza, członków Senatu UJ, Rady Uczelni oraz Konwentu Godności Honorowych –uczestniczyli również dyrektorzy Szkół Doktorskich, a także przedstawiciele
studentów, doktorantów i absolwentów. Nie zabrakło małżonki, rodziny i przyjaciół prof. Marka Safjana oraz recenzentek w postępowaniu o nadanie mu tytułu doktora honoris causa UJ: prof. Dagmary Kornobis-Romanowskiej i prof. Małgorzaty Pyziak-Szafnickiej. Wśród gości byli też: wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur, zastępca dyrektora Departamentu Prawa Cywilnego i Gospodarczego Ministerstwa Sprawiedliwości dr hab. Przemysław Wołowski, prezes PAU prof. Jan Ostrowski, wiceprezes PAU prof. Andrzej Mączyński, sekretarz generalny PAU prof. Szczepan Biliński, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski Kazimierz Barczyk, przedstawiciele środowiska prawniczego, sędziowie – czynni oraz w stanie spoczynku – Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, sędziowie sądów administracyjnych oraz sędziowie sądów powszechnych w stanie czynnym i spoczynku, profesorowie oraz doktorzy prawa z uniwersytetów polskich, a także adwokaci, radcy prawni, notariusze. Po zakończeniu oficjalnej części uroczystości, którą uświetnił występ Chóru Akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Camerata Jagellonica, był czas na składanie Profesorowi gratulacji i najlepszych życzeń. Za najmłodszego doktora honoris causa UJ wzniesiono także toast uniwersyteckim winem.
RPM
Fragmenty laudacji wygłoszonej przez prof. Jerzego Pisulińskiego, podczas uroczystości
nadania tytułu doktora honoris causa prof. markowi Safjanowi
[...] Konsekwentna obrona praworządności i państwa prawa cechowała i nadal cechuje publiczną aktywność prof. Marka Safjana – jakże ważną w chwili, gdy decydują się losy Polski jako państwa członkowskiego Unii Europejskiej.
W czasie, gdy prof. Marek Safjan był sędzią Trybunału Konstytucyjnego i kierował nim jako prezes (w latach 1998–2006), zapadło wiele znaczących rozstrzygnięć ważnych dla budowania podstaw państwa prawa w Polsce. Przede wszystkim należy wspomnieć o wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2005 (sprawa K 18/04), w którym Trybunał wypowiedział się o zgodności z konstytucją traktatu akcesyjnego, na mocy którego Rzeczpospolita Polska przystąpiła do Wspólnoty Europejskiej [...].
Przechodząc do przedstawienia sylwetki prof. Marka Safjana jako naukowca, należy w pierwszej kolejności podkreślić szerokość jego zainteresowań naukowych, na które niewątpliwie wpływ miało także pełnienie przez Niego urzędu sędziego i prezesa Trybunału Konstytucyjnego oraz sędziego Trybunału Sprawiedliwości UE. Jego pierwszym i chyba najważniejszym obszarem badań naukowych jest i pozostaje nadal prawo cywilne. W swojej twórczości naukowej zajmuje się także zagadnieniami prawa medycznego, prawa konstytucyjnego i prawa europejskiego. W zakresie prawa cywilnego przedmiotem szczególnej refleksji naukowej prof. Marka Safjana były zagadnienia odpowiedzialności cywilnej, w tym odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa za działania władzy publicznej, odpowiedzialności cywilnej lekarza i instytucji medycznych za nienależyte wykonanie świadczeń medycznych, naprawienia szkody na osobie (zwłaszcza zadośćuczynienia). Podejmował w swoich opracowaniach także problematykę klauzul generalnych, aksjologii i zasad prawa cywilnego, wpły-

wu praw podstawowych na prawo cywilne, autonomii woli, ochrony dóbr osobistych, systematyki prawa cywilnego. Na szczególne podkreślenie zasługują Jego publikacje poświęcone horyzontalnemu oddziaływaniu wartości konstytucyjnych (na przykład zasady równego traktowania) na prawo cywilne oraz granic swobody kształtowania treści czynności prawnych i znaczenia klauzul generalnych, do których odwołuje się kodeks cywilny.
Za swoją rozprawę habilitacyjną Prawo wobec ingerencji w naturę ludzkiej prokreacji otrzymał w 1991 roku pierwszą nagrodę w konkursie czasopisma naukowego „Państwo i Prawo”. Wspólnie z innymi cywilistami z Uniwersytetu Warszawskiego przygotował, po śmierci Witolda Czachórskiego, kolejne wydania jego klasycznego podręcznika do prawa zobowiązań, z którego korzystały przez lata rzesze adeptów prawa ze wszystkich ośrodków akademickich w Polsce.
Jego doświadczenie jako sędziego Trybunału Konstytucyjnego znalazło odzwier-
ciedlenie również w licznych publikacjach dotyczących znaczenia wartości konstytucyjnych dla interpretacji obowiązujących przepisów oraz roli Trybunału Konstytucyjnego w urzeczywistnianiu konstytucyjnej aksjologii. Swoją uwagę kierował na proces transformacji prawa polskiego od systemu wyrastającego z ideologii socjalistycznej do systemu urzeczywistniającego zasady demokratycznego państwa prawa. Profesor Marek Safjan jest też redaktorem obszernego, dwutomowego komentarza do Konstytucji RP. Po zapoczątkowanych w 2015 roku zmianach w polskim systemie sądownictwa wielokrotnie wypowiadał się krytycznie na ten temat, kierując swoją naukową refleksję ku ochronie zasad państwa prawa zagrożonych przez instrumentalne traktowanie prawa, jego intencjonalne stanowienie i interpretację podważające Konstytucję RP i wartości przyjmowane w demokratycznych porządkach prawnych i w prawie unijnym. W jednym ze swoich opracowań ( Rządy prawa a przyszłość Europy, „Europejski Przegląd Sądowy”,
2019, nr 8) przestrzegał: Jeżeli rządy prawa wpisane do katalogu zawartego w art. 2 TUE są konieczną przesłanką funkcjonowania wszystkich pozostałych wartości tam wymienionych, to uzasadnione jest stwierdzenie, że ryzyko załamania rządów prawa musi powodować zapalenie świateł alarmowych na wszystkich poziomach. Zjawisko rozprzestrzeniania się wad systemowych związanych z funkcjonowaniem rządów prawa nie ogranicza się do jednego systemu – ma charakter horyzontalny i wertykalny zarazem. Ostrzeżenie to nie straciło na aktualności, mimo upływu lat, a wręcz przeciwnie – wybrzmiewa coraz donioślej. Jak można łatwo dostrzec, naruszanie przyjętych w systemach demokratycznych zasad prawa i utartych interpretacji przepisów jest problemem, z którym konfrontujemy się nie tylko w Polsce. Negowanie wartości leżących u podstaw tych systemów prawnych jest, niestety, zjawiskiem coraz częstszym,
dotykającym stabilne dotąd demokracje, a, co może jeszcze istotniejsze, politycy i rządząca większość często nie kryją się z tym w swoich publicznych wystąpieniach i działaniach, zyskując liczne grono zwolenników, pomimo krytyki ze strony prawniczych autorytetów, takich jak prof. Marek Safjan.
W uznaniu osiągnięć naukowych prof. Marek Safjan został w 2002 roku wybrany na członka Polskiej Akademii Umiejętności, w której pełni obecnie funkcję wiceprezesa. Był wiceprezesem Międzynarodowej Akademii Prawa Porównawczego w latach od 2010 do 2018. Otrzymał dwukrotnie tytuł doktora honoris causa: Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji i Uniwersytetu Śląskiego. Dzisiaj odbiera ten tytuł jako najmłodszy doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Profesor Marek Safjan reprezentuje w swoim życiu wartości humanistyczne,
troskę i szacunek dla każdego człowieka. W obronie tych wartości występował w swoich publikacjach naukowych. Profesor Małgorzata Pyziak-Szafnicka wyraziła w recenzji przekonanie, że Jego postawa życiowa jest świadectwem wcielania tych wartości w codziennej praktyce: zwykła ludzka życzliwość, traktowanie każdego rozmówcy jako godnego uwagi. Z kolei prof. Dagmara Kornobis-Romanowska, w podsumowaniu swojej recenzji, stwierdziła: Jego autorytet jako wybitnego uczonego oraz legitymacja wynikająca z długoletniej i odpowiedzialnej służby sędziowskiej są konsekwencją nieustannej postawy życiowej, wierności zasadom oraz imponujących osiągnięć zawodowych . Przyłączam się do tych opinii.
Ad multos annos Panie Profesorze!
Jerzy Pisuliński
Wydział Prawa i Administracji UJ
Wystąpienie prof. marka Safjana podczas uroczystości nadania mu doktoratu honoris causa uniwersytetu Jagiellońskiego
Niebędę dzisiaj wygłaszał typowego wykładu o prawie, ale raczej opowiem o swojej prawniczej drodze do dojrzałości, mając nadzieję, że Państwo odnajdą w tym bliskie Wam wątki albo przynajmniej pewien punkt odniesienia do refleksji nad prawem. Stąd też wywodzi się pomysł nazwania tego wykładu: Kilka kartek z prawniczego życiorysu. Moją pierwszą i najważniejszą lekcją były, oczywiście, studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Miałem wielu świetnych profesorów – powoli wkraczałem, głównie za pośrednictwem prawa rzymskiego, w siatkę pojęć, konstrukcji i mechanizmów prawnych, czerpałem wiele satysfakcji z rozumienia jego klarownych i bardzo logicznych koncepcji. Pierwszy krok został zrobiony. Ale to była historia, chociaż tworząca podwaliny współczesnego prawa. Prawdziwa konfrontacja z rzeczywistością, a tym samym – można powiedzieć – z prawem w dzia-
Kamil Sikora

Podczas swojego wystąpienia prof. Marek Safjan mówił o prawniczej drodze do dojrzałości
łaniu (swoistym law in action), nastąpiła za to bardzo namacalnie już kilka miesięcy po rozpoczęciu studiów prawniczych, bo
w marcu 1968 roku, na wiecu odbywającym się na dziedzińcu głównym uniwersytetu. Było to ważne doświadczenie dla

początkującego prawnika – oto bowiem prawa wyrażone w tekście prawnym stawały się źródłem i legitymacją protestu i żądań setek młodych ludzi, traciły swoją „papierową neutralność” i charakter czysto ideologicznego przekazu. Było to wtedy bardziej doświadczenie intuicyjne i emocjonalne niż intelektualne, ale pozostawiło mocny ślad.
Dziś, spoglądając z długiej perspektywy, nie sądzę, że mógłbym z przekonaniem twierdzić, że po studiach stałem się prawnikiem rozumiejącym dobrze prawo i w miarę swobodnie poruszającym się po jego obszarach i odnajdującym właściwe ścieżki. Pomogła mi w tym z pewnością aplikacja sądowa.
Po egzaminie sędziowskim mocno się wahałem, czy zostać w sądzie, czy wrócić na uniwersytet, i ostatecznie wybrałem, co dzisiaj uważam za dobrą decyzję, powrót na uczelnię. Były to czasy PRL-u i wydawało się, że to jest – w porównaniu z innymi możliwościami profesjonalnej aktywności – oaza prawdziwej wolności.
To był też dla nas, młodych asystentów, czas wchodzenia w świat teorii prawa pod kierunkiem znakomitych profesorów, wśród których muszę wymienić mojego mistrza – prof. Tomasza Dybowskiego, ale także czas prawdziwych ćwiczeń retorycznych. Wszyscy drżeliśmy na myśl o kolejnych posiedzeniach pracowników Katedry Prawa Cywilnego, przewidując reakcję naszego głównego mentora – prof. Witolda Czachórskiego, który nie był zanadto oszczędny i powściągliwy, oceniając nasze wypowiedzi czy wystąpienia, pod względem nie tylko zawartości, stylu, ale też struktury, a nawet sposobu położenia właściwego akcentu, co zresztą wszystko doskonale ujawniała jego niezwykle plastyczna i wymowna mimika. Ale była to bardzo dobra szkoła prawniczej ścisłości, jasności i logiki. Dzisiaj, jak słucham debat publicznych, także tych dotyczących prawa, to jakże brakuje mi tej mimiki i bardzo żałuję, że ich uczestnicy, często także znani

politycy i dziennikarze, nie przechodzili dobrej szkoły logiki i kultury wypowiedzi prof. Witolda Czachórskiego. Dydaktyka miała także inne jeszcze – nieco anegdotyczne, elementy. Jako młody asystent jeździłem często na zajęcia do tzw. punktów filialnych UW, między innymi do Ciechanowa. Razu pewnego po powrocie z takich zajęć odwiedziło mnie czterech milicjantów, zabrało na najbliższy posterunek i kazało przedstawić przekonywające dowody wskazujące na moje alibi na czas, kiedy nastąpiło zabójstwo listonosza. Byłem – jako jedyny gość zewnętrzny w hotelu w Ciechanowie, najbardziej prawdopodobnym sprawcą tego okrutnego czynu. Rzecz oparła się o prof. Zbigniewa Resicha, wówczas dziekana WPiA, i jakoś z tej opresji wyszedłem. Była to także prawdziwa lekcja prawa w działaniu.
Ten pierwszy okres pracy na Uniwersytecie Warszawskim to także nowe doświadczenia w dziedzinie prawa porównawczego. Studia na Międzynarodowym Wydziale Prawa Porównawczego w Strasburgu pozwoliły mi spojrzeć na system obowiązującego prawa w PRL z większym dystansem i dostrzec bardziej wyraziście jego ułomności, pęknięcia aksjologiczne w zderzeniu z wieloma systemami prawa współczesnego. Konfrontacji tej nie wytrzymywała narracja, prezentowana świetnym francuskim, przez prof. Krotogulewa z Moskwy, który przekonywał do zalet tzw. socjalistycznego porządku prawnego. Spojrzałem na polskie prawo tamtego czasu inaczej – jako na system mocno dotknięty ideologicznym stygmatem w zakresie wielu podstawowych instytucji. Ale jednocześnie dostrzegałem zadziwiającą w tych warunkach odporność polskiej cywilistyki na presję zewnętrzności, wielki wysiłek, aby utrzymać nowoczesność jej rozwiązań i adaptacyjność, a w konsekwencji naprawdę dobrze ustalone miejsce w europejskiej cywilistyce.
Rok 1980 otworzył nowy etap mojego prawniczego dojrzewania. Był to czas
niezwykle ważny dla prawników związanych w różny sposób z „Solidarnością”. Wierząc, że rozpoczynają się wtedy prawdziwie istotne zmiany, staraliśmy się uruchomić naszą wyobraźnię, a skromnej wiedzy prawniczej używać dla ochrony praw i wolności jednostek w sposób od lat niepraktykowany. Eureka! – nastąpiło nagle otrząśnięcie się z ideologicznej tafty, odżyły, pokazały swoje prawdziwe oblicze prawa i wolności takie jak wolność zrzeszania się i zgromadzeń, wolność związkowa, wolność wypowiedzi, wolność od bezprawnej represji. Dzisiaj to brzmi zabawnie, ale odkrycie, że poza prawem ustawowym, dogmatyką – najlepiej uprawianą na poziomie kodeksów, jest coś jeszcze, co nazywa się normą hierarchicznie wyższą, i że z tego wynikają konkretne skutki w postaci narzędzi zmiany rzeczywistości, było fascynującym doświadczeniem. My naprawdę wierzyliśmy w siłę sprawczą tych zasad i podchodziliśmy do postulatów je wyrażających z najwyższą powagą! Było to może naiwne, ale dziękuję losowi za taką dozę naiwności. To procentowało na przyszłość, trwale kształtowało naszą świadomość prawniczą, ale także impregnowało przed strachem i popychało mnie niekiedy do jakże heroicznej ekscentryczności, kiedy już później – w czasie stanu wojennego – usiłowałem pouczać zomowców, nie licząc się z konsekwencjami, że działają nielegalnie i naruszają konstytucję. Kolejny etap moich doświadczeń otworzył grant na Uniwersytecie Montrealskim. Wiele skorzystałem na kontaktach ze światem akademickim i intelektualnym, z, między innymi, Jean Louisem Baudouinem, Paulem Andre Crepeau, Alice Parizeau, Davidem Roy czy Adamem Podgóreckim. Zagłębiłem się wtedy mocno w eksploracje nieznanych sobie dziedzin prawa – związanych z rozwojem nowoczesnej biotechnologii. Stanowiło to niezwykłą przygodę intelektualną. Spojrzałem na prawo z innej perspektywy:
antyczne (w dużym stopniu), stanowiące swoisty monument konstrukcje, zasady zastygłe w utrwalonej tradycji, prawa podmiotowe i instytucje nabrały bowiem cech żywej, plastycznej materii, która stawała się podatna na tworzenie niezwykłych figur, otwierając nowe pola poznawcze i drogi dla intelektualnych dociekań. Stawiała problemy, których samo pojawienie się wymagało ponownego przemyślenia utrwalonych, fundamentalnych koncepcji prawnych, pojęć takich jak konstrukcja osoby jako podmiotu, autonomia człowieka i pola wyboru w sytuacjach granicznych życia i śmierci, tożsamość każdego człowieka i możliwość jej autodefinicji. Czynnikiem kształtującym, by nie powiedzieć determinującym, moje późniejsze spojrzenie na prawo było dostrzeżenie w nim różnorodnych warstw: tej, chciałoby się powiedzieć, czysto zewnętrznej, wynikającej z prostej lektury tekstu i tej wynikającej z aksjologii, z umiejscowienia jej w konkretnym kontekście kulturowym, determinującej pozornie tylko aksjomatyczny charakter określonych pojęć, ale przecież podlegającej równolegle do zmian społecznych i cywilizacyjnych dynamicznej ewolucji. Takie spojrzenie pozwalało na wyjście z czystej dogmatyki, do której byliśmy zresztą nieźle przygotowani przez całą naszą drogę prawniczą i której znaczenia nie mam zamiaru kwestionować. Otwierało dalsze pola eksploracji w odniesieniu do pytań, na które należało dopiero odpowiedzieć. Doświadczenie, z którego wtedy skorzystałem, pokazywało drogę wprowadzenia prawa w obszary szeroko rozumianej humanistyki i filozofii, które pomijane są często przez prawników, skupiających się na formalnych konstrukcjach. Uczyło jednocześnie krytycyzmu i dystansu do przedmiotu interpretacji, tworzyło kompletnie nową przestrzeń dla argumentacji prawniczej. Oczywiście, nie oznaczało to w żadnym stopniu porzucenia dogmatyki, tradycyjnej argumentacji i metodologii prawniczej, ale prowadziło do uznania rzeczywistej funkcji prawa, jego odrębnej roli w eksploracji rzeczywistości, a przede wszystkim zaakceptowania tezy, że rozwiązania, które proponuje, powinny być konfrontowane z rezultatami dociekań w innych obszarach wiedzy, co nie może jednak oznaczać zakwestionowania autonomicznej pozycji prawa. Jak twierdził mój kanadyjski przyjaciel Jean Louis
Beaudouin – właściwe miejsce prawa to rola „piechura nauk społecznych”, ale przy zachowaniu odrębności funkcji każdego z tych obszarów wiedzy.
To podejście okazało się całkiem użyteczną metodą przygotowania „narzędzi badawczych” wobec pojawiających się wyzwań okresu transformacji, który się wkrótce rozpoczął. Rosło znaczenie wielosegmentowości systemu prawnego, konieczności spojrzenia na konstrukcje prawne z perspektywy różnorodnych dyscyplin prawniczych: prawa publicznego i prywatnego, a ponadto finansów, ekonomii, polityki społecznej, a zarazem wymagało wyraźnego odwołania się do

wartości, którymi kieruje się społeczeństwo budujące demokratyczny porządek prawny. Najbardziej fascynującym zjawiskiem, mogę je tu potraktować jako ilustrację tezy o potrzebie uwzględniania w procesie wykładni wielowarstwowości prawa, było przywracanie znaczenia pojęciom i konstrukcjom prawnym, które w okresie ideologizacji systemu prawnego straciły swoje pierwotne znaczenie i sens, służąc zgoła innemu celowi niż ten, który był do tych instytucji przywiązany. W ten sposób powracały w obszarze prawa prywatnego: autonomia stron, prawa podmiotowe, własność, swoboda umów, klauzula rebus sic stantibus, gwarancyjny/ abstrakcyjny charakter określonych czynności, zasady słuszności. W tym ostatnim przypadku to odwrócenie znaczenia
było szczególnie charakterystyczne, bo przejawiało się w ustaleniu kompletnie odmiennej relacji pomiędzy interesem kolektywnym a indywidualnym oraz, w konsekwencji, w odrzuceniu nieomal bezwzględnego prymatu tego pierwszego nad drugim, co stanowiło swoisty kanon interpretacyjny w poprzednim okresie. Oczywiście, owo przywracanie czy też redefiniowanie znaczeń i treści pojęć już zastanych, prawie zawsze istniejących w obrębie prawa prywatnego, było niejednokrotnie wspomagane przez interwencje ustawodawcze, które umacniały kierunek wcześniej już określony przez doktrynę. Był to prawdziwy powrót do źródeł, ale mocno usytuowany w aksjologii demokratycznego społeczeństwa. Reformowanie prawa w czasach transformacji potwierdzało mocne przekonanie, które stanowi do dzisiaj istotny element mojego prawniczego curriculum, o tym, jak potężny jest potencjał tkwiący w rozsądnej, aktywistycznej i z wyobraźnią podejmowanej wykładni, jeżeli potrafimy go dobrze wykorzystać. Nie było to podejście oczywiste, bo dla wielu cywilistów z tamtego czasu odwołanie się do aksjologii rekonstruowanej w oparciu o zasady generalne i wartości systemu jako całości, do koncepcji uniwersalnych praw człowieka było absolutnym novum i prawdziwą rewolucją w analizie zjawisk prawnych. Szczególnie ważnym etapem gromadzenia moich doświadczeń prawniczych i kształtowania prawniczej osobowości był czas sprawowania funkcji sędziowskiej w Trybunale Konstytucyjnym. Był to ciągle czas transformacji, już zaawansowanej, ale nakierowanej nadal na tworzenie i utrwalanie modelu demokratycznego prawa, połączony jednocześnie z równolegle przebiegającym procesem intensywnych przygotowań do akcesji Polski do Unii Europejskiej. Przypomina mi się w tym miejscu pewna anegdota. Wyborem do Trybunału byłem nieco zaskoczony i wcale nie bardzo pewny tego, czy w tym momencie należy porzucić Uniwersytet Warszawski, gdzie sprawowałem funkcję prorektora. Najpierw zadzwonił do mnie mój kolega z czasów studiów Lech Kaczyński, który, dowiedziawszy się o moich obiekcjach, krzyknął wręcz do słuchawki: Człowieku, ty sobie nie zdajesz sprawy z tego, jak będziesz miał potężną władzę i co to znaczy być sędzią Trybunału! Nie jestem

pewien, czy ten argument mnie przekonał i zaważył, ale, tak czy inaczej, odłożyłem obiekcje na bok i złożyłem kilka dni później przysięgę sędziowską. Jedno jest pewne: nie do końca zdawałem sobie sprawę z wyzwań, które mnie czekały. Wchodziłem do Trybunału kształtowanego w tamtych latach przez tak wybitne osobowości prawnicze jak Andrzej Zoll, Janina Zakrzewska, Wojciech Łączkowski, Tomasz Dybowski, Lech Garlicki, Janusz Trzciński. Skład, w którym miałem orzekać przez następne dziewięć lat, wydawał się także imponujący. Znalazłem się w gronie wybitnych prawników, za co jestem wdzięczny losowi.
Wracając do głównego nurtu związanego z kształtowaniem mojej drogi prawniczej, ograniczę się do kilku refleksji, a ściślej do kilku najważniejszych obserwacji, które do dzisiaj kształtują moją wizję sądu konstytucyjnego.
Po pierwsze, aby sprawować funkcję „sędziego najwyższego”, a tak jest w przypadku sędziego konstytucyjnego, konieczna jest specyficzna predyspozycja, którą niektórzy określają (na przykład mój znakomity kolega prof. Andrzej Mączyński) jako wrażliwość konstytucyjną. W tym zawiera się taki postulat podejścia do prawa, który można by określić jako stanowiący antytezę tragicznej wizji stosowania prawa zaprezentowanej przez Franza Kafkę, w której rola sądu to rola niemego bezdusznego organu, który, jak mówi autor Procesu: [...] nic od ciebie nie chce, przyjmuje cię, gdy przychodzisz i odprawia, gdy odchodzisz. Prawo nie może być pułapką i instrumentem bezmyślnej (bezwzględnej) represji, ale przede wszystkim musi wyrażać imperatyw aksjologiczny w postaci „dążenia do słuszności” i poszerzania sfery wolności.
Wrażliwość konstytucyjna to, mówiąc inaczej i odwołując się do ujęcia Olgi Tokarczuk (z przemówienia noblowskiego z 7 grudnia 2019), wrażliwość prezentowana przez tzw. czułego narratora, który dostrzega złożoność świata, ludzkich problemów, oczekiwań i dążeń. Po drugie, należy zawsze pamiętać o tym, że mądre stosowanie prawa to poszukiwanie punktu równowagi – nie bez powodu w pismach Arystotelesa odnajdziemy taką właśnie, opartą na równowadze koncepcję sprawiedliwości. Jak bowiem pisał: Tym więc, co sprawiedliwe, jest to, co proporcjonalne, a to, co wykracza przeciw proporcji, jest niesprawiedliwe1. Najbardziej charakterystyczną postacią poszukiwania równowagi jest zasada proporcjonalności wtedy, gdy trzeba wyznaczyć relacje pomiędzy dwiema zderzającymi się zasadami (wartościami) konstytucyjnymi. Rozstrzyganie o proporcjonalności jest klasycznym modus operandi sędziego konstytucyjnego, ale zanim do tego etapu dojdzie, muszą być poprawnie i wnikliwie zidentyfikowane te pozostające w konflikcie zasady. Tu niezbędna staje się predyspozycja dworkinowskiego Herkulesa i użycie jego instrumentarium do wyboru preferowanej w danej sytuacji wartości. W takich sytuacjach najczęściej sędzia pozostaje sam, bo prawo zakreśla jedynie ramy, pokazuje alternatywne możliwości, ale nie rozstrzyga o ich wyborze, bo ten należy do sędziego... I dlatego musi on stać się Herkulesem. Pozwólcie państwo, nie będę rozwijał tego wątku na tle obecnego orzecznictwa polskiego sądu konstytucyjnego...
Po trzecie, o ile niezbędność odwagi i pełnej niezależności myślenia powinna być oczywistym atrybutem każdego sędziego, to w przypadku sędziego kon-
stytucyjnego mamy do czynienia z „kwalifikacją podwyższoną”. Nie chodzi już o niezależność od jakichkolwiek czynników zewnętrznych i bezstronność wobec uczestników postępowania, ale – o krok dalej – o niezależność, w jakimś stopniu, także od własnych preferencji aksjologicznych i własnej, uwewnętrznionej wizji prawa. Sędzia konstytucyjny musi mieć dystans do własnych poglądów na temat słuszności i sprawiedliwego rozstrzygnięcia, zawsze kierować się zrekonstruowaną w postępowaniu aksjologią konstytucyjną. W tym miejscu przytoczę małą anegdotę jako przyczynek do wyżej sformułowanej tezy. Na początku 1998 roku Marian Krzaklewski wypowiedział publicznie tezę: Oto mamy nareszcie swój Trybunał Konstytucyjny. Zaprotestowałem – niewiele osób rozumiało, dlaczego. Rok później, w maju 1999 roku, zapadło słynne i wiele ważące orzeczenie na temat ustaw lustracyjnych. Trybunał, utrzymując ustawy lustracyjne, w sposób zasadniczy ograniczył arbitralność kwalifikacji ludzi na listach dawnych służb jako tajnych współpracowników, otwierając możliwość skutecznej obrony przed nieuzasadnionymi zarzutami. Obie strony tamtejszej sceny politycznej ostro krytykowały stanowisko Trybunału. Sądzę, że wtedy ujawniła się niezależność sędziów od polityków i zrozumiano tezę, że Trybunał do nikogo nie należy.
Dzisiaj jest ciągle postulatem, aby teza o niezależności TK stała się ponownie elementem opisu polskiej rzeczywistości. Jesteśmy od tej wizji ciągle bardzo odlegli i unicestwiamy w ten sposób zdobycze poprzednich doświadczeń. O ile do 2016 roku orzecznictwo przybliżało nas do Europy i znajdowało równowagę pomiędzy nadrzędnością konstytucyjną a pierwszeństwem prawa europejskiego, to dzisiaj odbywa się marsz w dokładnie odwrotnym kierunku – zmierzamy drogą, na której końcu jest stacja pod nazwą Polexit.
Przeskakując na kolejne kartki swojego prawniczego życiorysu – docieram do najważniejszego doświadczenia lat ostatnich, jakim była moja prawie 15-letnia kadencja w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Znalazłem się tam nieomal bezpośrednio po rocznym grancie badawczym w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji, który był doskonałym pomostem pomiędzy sądem konstytucyjnym a sądem europejskim.
Spoglądając dzisiaj z perspektywy na własne doświadczenia, mogę z przekona-
niem stwierdzić, że lata spędzone w TSUE pozwoliły mi dogłębnie zrozumieć istotę mechanizmów integracji europejskiej, a w rzeczywistości to, czym jest wspólnota europejska. Nie jest to, wbrew temu, co niektórzy sądzą i bezmyślnie powtarzają, ideologiczna koncepcja liberalnych elit nastawionych na stłamszenie własnych tożsamości narodowych państw członkowskich, ale autentyczna i realnie funkcjonująca wspólna przestrzeń prawa i wartości, w której doskonale się mieści jedność oparta na wspólnych dążeniach i aksjologii, jak i zachowanie odrębności, różnorodności własnych tradycji. Takie podejście praktykowałem niemal każdego dnia, zafascynowany, w jakim stopniu reprezentanci 27 państw o różnych tradycjach, wywodzący się z odmiennych systemów prawnych, potrafili znajdować i wypracowywać rozsądny kompromis, ale przede wszystkim świetnie rozumieć swoje racje i argumenty, oparte ostatecznie na wspólnym myśleniu o prawie, aksjologii i kulturze. Brzmi to naiwnie i mało prawdopodobnie, ale zilustruję to dwiema migawkami.
Pierwsza dotyczy sprawy Wielkiej Izby, w której byłem sprawozdawcą. Chodziło o określenie zakresu stosowania Karty Praw Podstawowych. Kilkanaście państw członkowskich i prawie wszyscy uczestnicy postępowania byli przeciw konstrukcji pozwalającej na szersze stosowanie Karty. Trybunał – w imię wzmacniania podstaw aksjologicznych prawa europejskiego – poszedł inną drogą. Nie reprezentowaliśmy stanowiska państw członkowskich zainteresowanych opcją zawężającą kompetencje prawa unijnego, ale naszym celem była ochrona praw obywateli Unii Europejskiej. Byliśmy sędziami europejskimi, a nie francuskimi, niemieckimi czy polskimi.
Druga migawka to wielka debata nad zgodnością z traktatami europejskimi nowego rozwiązania zwanego „mechanizmem warunkowości” przed pełnym składem Trybunału (to więcej niż Wielka Izba). Tym razem stawką było zdefiniowanie koncepcji rządów prawa w UE jako niezbywalnego składnika zasady, którą określaliśmy jako tożsamość europejska. Wyzwanie ogromne, napięcia – zważywszy na ostry sprzeciw pójścia taką drogą (przede wszystkim po stronie rządów Polski i Węgier – inicjatorów postępowania). I tym razem pełny skład – 27 sędziów, wypracował wspólną koncepcję tożsamości Unii Europejskiej

Najmłodszy doktor honoris causa UJ prof. Marek Safjan w towarzystwie rektora UJ prof. Piotra Jedynaka, prof. Jerzego Pisulińskiego oraz dziekana Wydziału Prawa i Administracji UJ prof. Piotra Dobosza; Sala Sencka, 31 marca 2026
opartą na idei autonomicznego porządku prawnego, którego istotnym elementem są rządy prawa. Jedność i różnorodność, a jednocześnie wspólnota wartości – nadające kierunek wykładni prawa europejskiego. Odpowiada to dokładnie poszukiwaniu tego, co wiele lat temu Jacques Delors określił mianem duszy europejskiej, mówiąc: Jeśli nie zdołamy dać Europie sensu, tchnienia, duszy – przegramy.
I w ten sposób spoglądam na prawo dzisiaj: może się ożywić i pełnić prawidłowo swoje funkcje, jeśli uwzględnimy jego konieczny wymiar aksjologiczny. Takie podejście jest syntezą mojego myślenia o prawie, kształtowanego stopniowo niemal od początku studiów. Przychodzi też w pewnym momencie prawdziwa dojrzałość. I myślę, że z tymi doświadczeniami byłem w stanie ją osiągnąć.
Niestety, nie jestem dzisiaj pewny, czy otaczająca nas rzeczywistość pozwoli mi na korzystanie z tych doświadczeń i stwierdzenie, że oto osiągnęliśmy cel. Nie mogę wykluczyć, spoglądając, być może aż nadto pesymistycznie, na rzeczywistość, że rozpoczynamy drogę w odwrotną stronę... Magnificencjo, Szanowni Państwo, z pokorą przyjmując dzisiaj ten wielki zaszczyt, mogę jedynie obiecać, że stanowić będzie on dla mnie mocny impuls, aby nadal podążać tropem wyznaczonym przez moje prawnicze doświadczenie.
Dziękując Państwu za uwagę, raz jeszcze przekazuję ogromne podziękowania za wyróżnienie mnie tak znakomitym tytułem.
Marek Safjan 1 Arystoteles, Etyka nikomachejska, księga V, 1131a, Warszawa 2008, s. 174.

Po zakończeniu oficjalnej części uroczystości Profesor długo przyjmował gratulacje i życzenia
Profesor Jacek Dubiel – wybitny kardiolog, jeden z twórców polskiej kardiologii inwazyjnej, który przez ponad 20 lat kierował II Kliniką Kardiologii Instytutu Kardiologii UJ CM, niestrudzony w dążeniu do ciągłego rozwoju naukowego i poprawy jakości opieki nad pacjentami, powszechnie lubiany i ceniony w środowisku, a ponadto dobry i życzliwy człowiek, 30 kwietnia 2026 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Wydarzenie zorganizowano w ramach uroczystego posiedzenia Senatu UJK w Aula Magna im. prof. Jacka Semaniaka.
Profesor jest 24. osobą uhonorowaną na UJK tym zaszczytnym tytułem. Dołączył do grona innych wybitnych uczonych z Uniwersytetu Jagiellońskiego: Franciszka Ziejki, Jacka Popiela i Andrzeja Białasa, także w ten sposób wyróżnionych.
Podczas uroczystości długo wymieniano zasługi prof. Jacka Dubiela, który w trakcie swej wieloletniej kariery zawodowej sprawował liczne ważne funkcje akademickie. Był, między inny-


mi, prodziekanem Akademii Medycznej w Krakowie, członkiem Senatu UJ, pełnomocnikiem ds. klinicznych rektora UJ oraz przewodniczącym Rady Instytutu Kardiologii UJ CM.
Dokonania Profesora dla kieleckiej kardiologii przypomniała rektor UJK prof. Beata Wojciechowska: Na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku jako prodziekan koordynował zajęcia kliniczne dla studentów Wydziału Lekarskiego, które były prowadzone w Szpitalu Wojewódzkim w Kielcach. Po utworzeniu Świętokrzyskiego Centrum Kardiologii uczestniczył w szkoleniu kadry i przyczynił się do uruchomienia nowoczesnych pracowni oraz wdrażania nowatorskich terapii. Stworzył fundamenty kieleckiej kardiologii. Ale to nie wszystko. – Profesor jest twórcą programu leczenia zawału serca, który stał się wzorcem do organizacji opieki przed- i wewnątrzszpitalnej nad pacjentem z zawałem serca nie wyłącznie w Polsce, ale również w Europie i Stanach Zjednoczonych. Diagnozuje i leczy pacjentów cierpiących nie tylko na zawał, ale także na inne schorzenia kardiologiczne, w tym chorych z nadciśnieniem tętniczym, chorobą wieńcową czy niewydolnością mięśnia sercowego – akcentowała prof. Beata Wojciechowska.
Jak poinformował wygłaszający laudację prof. Zbigniew Siudak z Katedry Chorób Wewnętrznych i Medycyny Rodzinnej UJK, najważniejsze publikacje naukowe prof. Jacka Dubiela dotyczą hemodynamiki krążenia w niewydolności serca, kardiomiopatiach oraz w wadach serca, hemodynamiki oraz metabolizmu mięśnia sercowego w warunkach niedokrwienia i reperfuzji, jak również czynników i leków modyfikujących hemodynamikę krążenia płucnego
Za ogromne zaangażowanie na różnych polach działalności był wielokrotnie nagradzany. Za cykl prac dotyczących inwazyjnego leczenia zawału mięśnia sercowego, w celu zmniejszenia śmiertelności, poprzez tworzenie sieci współpracujących szpitali w 2009 roku otrzymał Zespołową Nagrodę Naukową Wydziału Nauk Medycznych Polskiej Akademii Nauk. W 2010 roku za wybitne osiągnięcia w zakresie kardiologii interwencyjnej wyróżniony został Nagrodą Miasta Krakowa, a w 2019 roku Senat UJ przyznał Mu zaszczytny tytuł profesora honorowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Najstarsza polska uczelnia uhonorowała Go także Laurem Jagiellońskim, nagrodą „Pro Arte Docenti” oraz srebrnym medalem Plus Ratio Quam Vis.
– Pana Profesora nie da się zmierzyć tylko prostymi wskaźnikami bibliometrycznymi czy zamknąć w liczbie publikacji, doktorantów i zaszczytnych tytułów, które Mu nadano. Jego spuścizna ma przede wszystkim wymiar pozamaterialny –w pracy klinicznej i naukowej kolejnych pokoleń lekarzy kardiologów w Polsce i na świecie. To chyba największa satysfakcja dla lekarza, naukowca, dydaktyka – podkreślał laudator, przypominając jednego z najwybitniejszych wychowanków Profesora: dr. Grzegorza Kałużę – dyrektora ds. rozwoju naukowego Cardiovascular Research Foundation w Nowym Jorku, jednej z największych w USA i na świecie organizacji zajmujących się nowatorskimi badaniami klinicznymi w kardiologii inwazyjnej i eksperymentalnej.
Ważnym punktem uroczystości był wykład Profesora – nagrodzony oklaskami na stojąco – w którym przypomniał przeło-

Prof. Jacek Dubiel w trakcie przemówienia
mowe momenty swojej kariery zawodowej i lekarzy, którzy mieli znaczący wpływ na rozwój kardiologii w Polsce i na świecie. W wydarzeniu uczestniczyło grono znakomitych gości przybyłych z różnych stron Polski. Wśród nich nie mogło zabraknąć małżonki Profesora – Jolanty, znanej krakowskiej okulistki, doktor nauk medycznych, twórczyni i wieloletniej ordynator oddziału okulistycznego w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera, a także ich córki – prof. Dominiki Dudek, kierującej Katedrą Psychiatrii i Psychoterapii oraz Kliniką Psychiatrii Dorosłych UJ CM. Uroczystość uświetnił występ wokalny dr Katarzyny Lisowskiej, zastępczyni dyrektora Instytutu Muzyki UJK ds. kształcenia. Było dostojnie i wzruszająco.
Rita Pagacz-Moczarska
Relacja z uroczystości jest dostępna w serwisie YouTube pod adresem: https://www.youtube.com/live/o25ESZqTTBI
laudacja z okazji nadania prof. Jackowi Dubielowi tytułu doktora honoris causa
uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach
Profesor Jacek Dubiel jest jednym z pionierów i współtwórców nowoczesnej kardiologii inwazyjnej, cenionym naukowcem i wspaniałym nauczycielem akademickim, cieszącym się szacunkiem, uznaniem i sympatią studentów, lekarzy oraz pacjentów. Dla mnie osobiście, i dla wielu z nas obecnych na tej uroczystości –jest Nauczycielem, Mistrzem i Mentorem.
Aby móc oddać w pełni sylwetkę Profesora, będę wspierał się recenzjami przygotowanymi na tę okazję przez prof. Mariannę Janion i prof. Jacka Legutkę.
Dokładnie 25 lat temu, jako student trzeciego roku kierunku lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, zachęcony opowieściami starszych kolegów, postanowiłem pojawić się na wykładzie z propedeutyki chorób wewnętrznych, a dokładnie z symptoma-
tologii chorób układu krążenia, prowadzonym przez prof. Jacka Dubiela.
W auli wykładowej Collegium Medicum, pamiętającej czasy znamienitych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak Napoleon Cybulski czy Tadeusz Browicz, rozpoczęła się moja prawdziwa przygoda z medycyną kliniczną i narodziła fascynacja kardiologią. A wszystko to za sprawą umiejętności dydaktycznych i charyzmy dzisiejszego Laureata.
Ten wykład był inny niż wszystkie dotychczasowe. Profesor tłumaczył zawiłości hemodynamiki układu krążenia i niewydolnego serca w sposób prosty i zrozumiały, a jednocześnie oszczędny, okraszając go przykładami klinicznymi i życiowymi dygresjami, a także nawiązując do literatury, co będzie czynił często w swoich wykładach również na
spotkaniach i konferencjach naukowych. Wzbogaceniem prelekcji były interaktywne prezentacje rytmu cwałowego w niewydolności serca za pomocą stukania w pulpit wykładowcy czy omówienie mechanizmu zamykania i otwierania się zastawek serca na przykładzie drzwi wejściowych do auli. Pamiętajmy, że mówimy o czasach, kiedy nie było prezentacji komputerowych i jedynie nieliczni wykładowcy używali statycznych folii oraz rzutnika. Profesor Dubiel wiedział, jak zainteresować studenta wykładem i nie stracić jego uwagi, mając do dyspozycji tylko własny głos i parę rąk. Te Jego zdolności dydaktyczne, także w kontakcie bezpośrednim ze studentami i pacjentami na zajęciach klinicznych i praktycznych, obrosły już legendą. Sam do dzisiaj, w zmodyfikowanej wersji, stosuję je w czasie wykładów

i podczas pracy ze studentami, i z pewnością przekażę je kolejnemu pokoleniu lekarzy i doktorantów. Niemniej jednak, siedząc wtedy i słuchając wykładu, nie śmiałem przypuszczać, że już wkrótce Pan Profesor będzie moim pierwszym szefem, opiekunem specjalizacji, a także promotorem doktoratu, a za dokładnie 25 lat to ja sam, już jako profesor i pracownik UJK, będę wygłaszał laudację na Jego cześć w Kielcach, gdzie od ponad 10 lat działa prężnie kierunek lekarski, o czym nikt 25 lat temu chyba nawet nie marzył. W tym czasie zmieniło się wiele w moim rodzinnym mieście oraz na kieleckiej uczelni, a prof. Jacek Dubiel również miał w tym swój pośredni czy bezpośredni udział, o czym będę mówił bardziej szczegółowo za chwilę.
Profesor Jacek Dubiel urodził się 14 września 1942 w Krakowie. Studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Krakowie ukończył w 1965 roku. Po odbyciu stażu podyplomowego rozpoczął pracę w I Klinice Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Krakowie, przekształconej ostatecznie w 1979 roku w II Klinikę Kardiologii Instytutu Kardiologii Akademii Medycznej, która w 1993 roku stała się częścią Uniwersytetu Jagiellońskiego jako Collegium Medicum. W 1989 roku, w drodze konkursu, powołany został na stanowisko kierownika II Kliniki Kardiologii, pełniąc tę funkcję aż do roku 2012, a więc do przejścia na emeryturę. Stopień naukowy doktora nauk medycznych uzyskał w 1971 roku na podstawie rozprawy Wartość wybranych wskaźników hemodynamicznych w ocenie niewydolności krążenia, a stopień doktora habilitowanego nauk medycznych w dziedzinie kardiologii w 1982 roku, na podstawie rozprawy Hemodynamika
krążenia wieńcowego a stan czynnościowy mięśnia sercowego. Tytuł profesora nauk medycznych otrzymał w roku 1993 z rąk prezydenta RP.
Profesor Jacek Dubiel jest jednym z pionierów polskiej kardiologii inwazyjnej. Jego najważniejsze publikacje naukowe dotyczą hemodynamiki krążenia w niewydolności serca, kardiomiopatiach oraz w wadach serca, hemodynamiki oraz metabolizmu mięśnia sercowego w warunkach niedokrwienia i reperfuzji, jak również czynników i leków modyfikujących hemodynamikę krążenia płucnego. Ważną część jego dorobku stanowią badania dotyczące diagnostyki i leczenia kardiomiopatii przerostowej, choroby niedokrwiennej serca, niewydolności serca oraz techniki zabiegu pierwotnej angioplastyki wieńcowej w świeżym zawale serca. Jest autorem publikacji w renomowanych międzynarodowych czasopismach medycznych, na przykład „American Journal of Cardiology”, „International Journal of Cardiology”, „European Heart Journal”, „Pacing and Clinical Electrophysiology”, „American Heart Journal”, „Journal of the American College of Cardiology”, „Catheterization and Cardiovascular Interventions”, „Eurointervention”, „Arteriosclerosis, Thrombosis, and Vascular Biology” i wielu innych.
Wypromował 28 doktorów, sprawował opiekę nad ośmioma przewodami habilitacyjnymi, a aż 11 spośród jego wychowanków uzyskało tytuł profesora. Za swoją działalność na polu kardiologii był wielokrotnie nagradzany. Otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Laur Jagielloński, Medal Komisji Edukacji Narodowej, medal Cracoviae Merenti oraz medal UJ Plus Ratio Quam Vis i nagrodę „Pro Arte Do-
centi”, jest także członkiem honorowym Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Za wybitne osiągnięcia naukowe i dydaktyczne, promowanie rozwoju kadry naukowej oraz za zasługi we wprowadzaniu nowoczesnej kardiologii interwencyjnej w Polsce Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego przyznał w 2019 roku prof. Jackowi Dubielowi zaszczytny tytuł honorowego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pan Profesor przez ponad 20 lat kierował II Kliniką Kardiologii Instytutu Kardiologii UJ CM. Dzięki jego zaangażowaniu, uporowi, a także pasji w dążeniu do ciągłego rozwoju naukowego i poprawy jakości opieki nad pacjentami w 1997 roku otwarto przy tej klinice nowoczesną pracownię hemodynamiki, która stała się trampoliną do dalszego dynamicznego rozwoju medycznego i naukowego jednostki. W roku 1999 klinika, wraz z Instytutem Kardiologii w Krakowie, wprowadziła własny oryginalny i unikatowy model leczenia zawału serca – tzw. torowaną angioplastykę wieńcową. Powstał wówczas wyjątkowy na skalę światową „Małopolski program interwencyjnego leczenia zawału serca”, oparty na współpracy ośrodka referencyjnego w Krakowie z siecią szpitali rejonowych, który umożliwił chorym z terenu województwa małopolskiego leczenie zawału serca nowoczesnymi metodami inwazyjnymi. Przyczyniło się to do znaczącego spadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej. Wyniki programu i kolejne jego edycje w postaci badań Caress i Eurotransfer były prezentowane wielokrotnie zarówno na europejskich, jak i amerykańskich kongresach kardiologicznych. Sukces programu leczenia zawału serca w Małopolsce sprawił, że zespół II Kliniki Kardiologii pod kierownictwem prof. Jacka Dubiela przyczynił się do uruchomienia współpracujących pracowni kardiologii inwazyjnej w szpitalach także na terenie województw świętokrzyskiego i podkarpackiego.
W trakcie swojej wieloletniej kariery zawodowej, poza kierowaniem kliniką, prof. Jacek Dubiel pełnił wiele innych ważnych funkcji akademickich, w tym prodziekana Akademii Medycznej w Krakowie, członka Senatu UJ, pełnomocnika ds. klinicznych rektora UJ oraz przewodniczącego Rady Instytutu Kardiologii UJ CM. Był na pewno wymagającym szefem, lecz jednocześnie wyrozumiałym. Pozwalał na dużą swobodę i niezależność lekarzy w ich decyzjach terapeutycznych, ale na
pewno nie na brawurę, ucząc nas tym odpowiedzialności za podejmowane decyzje.
Bliskie związki prof. Jacka Dubiela ze świętokrzyskim środowiskiem naukowym i medycznym – przede wszystkim kardiologicznym, sięgają lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to jako prodziekan Akademii Medycznej w Krakowie koordynował zajęcia dydaktyczne dla studentów Wydziału Lekarskiego prowadzone w filii Akademii Medycznej w Kielcach w ramach Katedry Nauczania Klinicznego, a potem Instytutu Medycyny Klinicznej. Dzięki tej inicjatywie studenci ostatnich lat kierunku lekarskiego, pod okiem wybranych i doświadczonych klinicystów, mogli odbywać zajęcia praktyczne w kieleckich szpitalach i placówkach ochrony zdrowia. Po utworzeniu Świętokrzyskiego Centrum Kardiologii w Kielcach prof. Jacek Dubiel wraz z zespołem uczestniczył aktywnie w tworzeniu nowoczesnej pracowni hemodynamiki, szkoleniu kadry medycznej, a następnie uruchomieniu 24-godzinnych dyżurów kardiologii interwencyjnej dla pacjentów z zawałem serca. Wychowankowie Pana Profesora pracują obecnie w Kielcach i w województwie świętokrzyskim, budując prestiż zarówno UJK, jak i ŚCK. Dzięki współpracy z ośrodkami akademickimi z Krakowa, Śląska, Łodzi i Warszawy kielecka kardiologia jest wiodącą specjalizacją w naszym rejonie – w ŚCK w Kielcach i na UJK pracuje obecnie pięciu profesorów belwederskich i kilku kolejnych doktorów habilitowanych kardiologii; żadna z dziedzin klinicznych medycyny nie jest w Kielcach tak licznie reprezentowana przez samodzielnych pracowników naukowych.
Dzięki tej współpracy pacjenci z Kielc i okolic już w połowie pierwszej dekady


XXI wieku uzyskali pełny dostęp do nowoczesnego leczenia zawału serca, co zaowocowało znaczącym zmniejszeniem śmiertelności szpitalnej i poprawą wyników leczenia porównywalną do najlepszych ośrodków kardiologicznych w Polsce i na świecie. Warto zaznaczyć, że miało to miejsce na wiele lat przed ukształtowaniem się podobnego modelu leczenia w licznych bogatszych i lepiej rozwiniętych krajach świata, jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania. Zaangażowanie prof. Jacka Dubiela we wprowadzanie interwencyjnego leczenia zawału serca w Polsce zostało uhonorowane Zespołową Nagrodą Naukową Wydziału Nauk Medycznych Polskiej Akademii Nauk za cykl prac dotyczących inwazyjnego leczenia zawału mięśnia sercowego, w celu zmniejszenia śmiertelności, poprzez tworzenie sieci współpracujących szpitali w 2009 roku, Nagrodą Miasta Krakowa za wybitne osiągnięcia w zakresie kardiologii interwencyjnej w 2010 roku oraz tytułem „Kroki milowe w leczeniu zawału serca”, przyznanym w 2019 roku za osobiste zasługi dla rozwoju kardiologii inwazyjnej w Polsce.
W wypełnionej dziś po brzegi auli
UJK oprócz rodziny i przyjaciół Pana Profesora jest z nami kilka pokoleń lekarzy, specjalistów chorób wewnętrznych i kardiologii, których prof. Jacek Dubiel był nauczycielem i opiekunem, doktorzy
nauk medycznych oraz profesorowie, których był promotorem. Przyjechali na tę uroczystość z Krakowa, Kielc i z całej Polski. Można śmiało powiedzieć, że Jego wychowankowie pracują dzisiaj na całym świecie. Jednym z nich jest dr Grzegorz Kałuża – obecnie dyrektor ds. rozwoju naukowego Cardiovascular Research Foundation w Nowym Jorku, jednej z największych w USA i na świecie organizacji zajmujących się nowatorskimi badaniami klinicznymi w kardiologii inwazyjnej i eksperymentalnej.
To, że wszystkie te osoby są dziś tutaj osobiście, oglądają nas w czasie transmisji on-line lub przesłały listy gratulacyjne, świadczy o tym, że siły oddziaływania Pana Profesora nie da się zmierzyć tylko prostymi wskaźnikami bibliometrycznymi czy zamknąć w liczbie publikacji, doktorantów i zaszczytnych tytułów, które Mu nadano. Jego spuścizna ma przede wszystkim wymiar pozamaterialny w pracy klinicznej i naukowej kolejnych pokoleń lekarzy kardiologów w Polsce i na świecie. To chyba największa satysfakcja dla lekarza, naukowca, dydaktyka.
W imieniu własnym, recenzentów i społeczności akademickiej oraz wszystkich tutaj obecnych – Panie Profesorze, serdecznie gratuluję!
Zbigniew Siudak Katedra Chorób Wewnętrznych i Medycyny Rodzinnej UJK
Profesor Andrzej Mączyński – prawnik, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiej Akademii Umiejętności, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, w latach 2001–2006 wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego, świętował odnowienie swojego doktoratu po 50 latach. Wydarzenie odbyło się 21 maja 2026 w auli Collegium Novum. Prowadzący je rektor UJ prof. Piotr Jedynak poinformował, że z wnioskiem o zorganizowanie uroczystości wystąpili profesorowie Wydziału Prawa i Administracji, a Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas posiedzenia 17 grudnia 2025 podjął uchwałę o nadaniu jej charakteru uczelnianego.
W uzasadnieniu decyzji podkreślono zwłaszcza twórczy wkład Profesora w naukę prawa cywilnego, prawa prywatnego międzynarodowego i prawa mieszkaniowego oraz Jego wkład w umacnianie zasad demokratycznego państwa prawa jako sędziego i wiceprezesa Trybunału Kon-

stytucyjnego, a także członka Państwowej Komisji Wyborczej. Zwrócono również uwagę na działalność legislacyjną Jubilata jako członka Komisji Kodyfikacyjnej

Prawa Cywilnego i Rady Legislacyjnej, doceniono Jego pomoc, udzielaną środowiskom twórców, w szczególności artystom plastykom.
Laudację na cześć Profesora wygłosił prof. Jerzy Pisuliński (jej tekst na s. 63–66), a łaciński tekst dyplomu odczytał dziekan Wydziału Prawa i Administracji prof. Piotr Dobosz.
Profesor Andrzej Mączyński w swoim wystąpieniu podziękował wszystkim inicjatorom i organizatorom jubileuszu. Szczególne słowa wdzięczności skierował do najbliższych – swojej żony Anny oraz dzieci, za ciepło domowego ogniska, stworzenie odpowiednich warunków do pracy naukowej i wyrozumiałość. Podkreślał, że we wdzięcznej pamięci zachowuje swoich mistrzów – znakomitych uczonych i wykładowców: prof. Kazimierza Przybyłowskiego – człowieka legendę, który jeszcze przed ukończeniem 30. roku życia został profesorem i objął katedrę Prawa Cywilnego na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie, oraz prof.
Józefa Skąpskiego – wybitnego prawnika i człowieka niezwykłej życzliwości i dobroci, pod którego kierunkiem prof. Mączyński przepracował blisko 20 lat. Wiele pochlebnych słów wypowiedział również pod adresem swoich uczniów, zwłaszcza doktorantów.
Na zakończenie swojego wystąpienia odwołał się do cytatu z Księgi Koheleta: Widziałem bezprawie na miejscu prawa, a niegodziwość na miejscu sprawiedliwości [przekład z 1904 roku dokonany przez dr. Izaaka Cylkowa – RPM]. Rozwijając refleksje Koheleta i powołując się na tłumaczenie Czesława Miłosza, przywołał przejmujące pytanie: Co może zdziałać sprawiedliwy, gdy zburzone są fundamenty? – To jest pytanie nie tylko aktualne, ale i ponadczasowe – akcentował. – Ale czy w ogóle można na nie odpowiedzieć? Otóż zauważam, że niejednokrotnie podstawy do odpowiedzi na tak wielkie pytania trzeba szukać raczej w dziełach sztuki niż w traktatach uczonych, że intuicja artysty czasem trafniej diagnozuje problem niż uczony, który go bada.
Dla mnie inspiracją do odpowiedzi na to pytanie jest pewne dzieło sztuki filmowej. [...] Tu mam na myśli film zatytułowany „Wyrok w Norymberdze” [amerykański dramat sądowy z 1961 roku w reżyserii Stanleya Kramera – RPM]. [...] Chodzi o proces, w którym oskarżeni są prawnicy służący III Rzeszy. Prowadzącym rozprawę jest emerytowany sędzia amerykański, który ostatecznie wydaje bardzo surowy wyrok, skazując oskarżonych na kary wieloletniego więzienia. Po rozprawie przychodzi do niego adwokat oskarżonych i dziękując za bezstronne prowadzenie sprawy, na koniec zadaje pytanie: „Dlaczego wydał pan taki wyrok? Przecież pan wie, że nie zostanie on wykonany, a ci, których pan skazał, już po kilku latach wyjdą z więzienia. Takie są realia”. Na to ten stary sędzia mu odpowiada: „Jeżeli nawet tak się stanie, to nie znaczy, że tak powinno się stać”.
Gratulacje oraz życzenia wszelkiej pomyślności złożyli Profesorowi: rektor UJ prof. Piotr Jedynak, prorektorzy, dziekani poszczególnych wydziałów
Uniwersytetu, członkowie Rady Uczelni, Senatu UJ, Konwentu Godności Honorowych, jak również obecni podczas uroczystości rzecznik praw obywatelskich prof. Marcin Wiącek, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski Kazimierz Barczyk, wiceprezes krakowskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk prof. Barbara Bilińska, prezes Polskiej Akademii Umiejętności prof. Jan Ostrowski, przedstawiciele środowiska prawniczego i sędziowskiego, w tym kilku sędziów Sądu Najwyższego, były prezes TK Jerzy Stępień, a także zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk. Kilka zaproszonych osób, które nie mogły uczestniczyć w wydarzeniu, w tym prof. Marek Safjan, przysłały listy z gratulacjami. Najlepsze życzenia popłynęły także od współpracowników, przyjaciół i rodziny Profesora.
Uroczystość uświetnił występ Chóru Akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Camerata Jagellonica.
RPM
laudacja z okazji odnowienia po 50 latach doktoratu prof. Andrzeja mączyńskiego
Nietak dawno temu i wcale nie tak daleko stąd, bo w sąsiednim budynku – w Collegium Wróblewskiego przy ul. Olszewskiego 2, na drugim piętrze, w czytelni biblioteki ówczesnego Instytutu Prawa Cywilnego, 25 czerwca 1974 odbyła się publiczna obrona rozprawy doktorskiej przygotowanej przez mgr. Andrzeja Mączyńskiego przed komisją doktorską, której przewodniczył prof. Władysław Siedlecki. Kandydat, zatrudniony wówczas na stanowisku starszego asystenta w Instytucie Prawa Cywilnego, przedłożył rozprawę Forma testamentu w prawie prywatnym międzynarodowym, napisaną pod opieką doc. dr. hab. Józefa Skąpskiego. Recenzentami w tym przewodzie byli prof. Mieczysław Sośniak, prof. Kazimierz Przybyłowski i doc. dr hab. Jerzy Jaku-
Wojnar
Anna


bowski. Obronie przysłuchiwali się żona kandydata – Anna, oraz młodszy kolega mgr Kazimierz Zawada, obecni dzisiaj na sali wraz z Szanownym Jubilatem.
Profesor Mieczysław Sośniak stwierdził, że rozprawa dotyczy nieopracowanego dotąd w piśmiennictwie polskim zagadnienia i zauważył, że Autor nie unikał zagadnień trudnych, wymagających daleko posuniętej samodzielności, a niektóre jego rozważania mają charakter pionierski Kontynuując ocenę rozprawy, podkreślił oryginalność wielu prezentowanych tez, innowacje naukowe i dociekliwość badawczą autora, a wreszcie zauważył, że niewiele jest prac reprezentujących tej klasy poziom. Podsumowując swoją opinię, zaznaczył, że Recenzowana praca stanowi kolejny, po rozprawie habilitacyjnej Maksymiliana Pazdana, etap prowadzonych w ośrodku krakowskim badań nad systemem prawa prywatnego międzynarodowego. W przyszłości każdy zajmujący się problematyką kolizyjną prawa spadkowego będzie musiał ustosunkować się do wywodów zawartych w tej pracy. Drugi z recenzentów, prof. Kazimierz Przybyłowski, przedstawiając swoją ocenę, akcentował, że Wywody jego są jasne, precyzyjne i zwięzłe. Rozległe i gruntowne studia autor wykorzystał z umiarem, bez efekciarskiego popisywania się erudycją. Co do wielu zagadnień proponuje samodzielne, oryginalne rozwiązania, czyni to jednakże w sposób nad wiek rozważny i dojrzały, nie zapędzając się na bezdroża koncepcji krańcowych, które młodzi autorzy często wysuwają tylko dla popisania się oryginalnością, w błędnym przekonaniu, jakoby naukę posuwały naprzód koncepcje skrajne . W podsumowaniu stwierdził, że recenzowana praca znacznie przewyższa wymagania stawiane pracom doktorskim, można ją nazwać pracą wybitną. 1 lipca 1974 Rada
Wydziału Prawa i Administracji nadała mgr. Andrzejowi Mączyńskiemu stopień doktora nauk prawnych. Pod zmienionym tytułem ( Dziedziczenie testamentowe w prawie prywatnym międzynarodowym. Ustawowe i konwencyjne unormowanie problematyki formy) i w skróconej wersji rozprawa doktorska została opublikowana w „Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego” w 1976 roku.
Zacytowałem fragmenty wypowiedzi recenzentów w przewodzie doktorskim Andrzeja Mączyńskiego, gdyż wyjątkowo trafnie charakteryzowały nie tylko ocenianą rozprawę doktorską, lecz nade wszystko kunszt pisarski dzisiejszego jubilata i sposób prowadzenia przez Niego badań przez kolejnych 40 lat pracy naukowej na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Profesor Andrzej Mączyński przez całe swoje zawodowe życie związany był z Uniwersytetem Jagiellońskim, do którego przybył na studia prawnicze z rodzinnego Nowego Sącza, a które ukończył w maju 1968 roku. Choć pozostał po studiach w Krakowie, w jego sercu Nowy Sącz, a więcej – Sądecczyzna, zajmują miejsce szczególne. W swoich opowieściach –a trzeba przyznać, że Jubilat lubi barwnie i długo opowiadać – często wspomina rodzinne strony, a także historyczne postacie, które stamtąd się wywodzą.
Po uzyskaniu stopnia doktora Jubilat kontynuował pracę naukową na Uniwersytecie, gdzie w 1980 roku habilitował się na podstawie rozprawy Rozwiązanie małżeństwa w prawie prywatnym międzynarodowym. W 1989 roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1995 roku tytuł profesora zwyczajnego. Przez wiele lat, aż do przejścia na emeryturę, kierował utworzoną w połowie lat 90. XX wieku Katedrą Prawa Prywatnego Międzynarodowego na Wydziale Prawa i Administracji
Anna Wojnar
UJ, pełnił także przez jedną kadencję funkcję prodziekana Wydziału. W trakcie pracy na Uniwersytecie wypromował kilkunastu doktorów, z których najstarsza doktorantka jest obecnie profesorem prawa, a dwoje doktorantów – doktorami habilitowanymi. W pracy badawczej głównymi obszarami zainteresowań Profesora było prawo prywatne międzynarodowe, materialne prawo cywilne, w tym zwłaszcza prawo zobowiązań, prawo rodzinne i prawo spadkowe, a także prawo mieszkaniowe. W zakresie prawa prywatnego międzynarodowego prof. Andrzej Mączyński zajmował się niemal wszystkimi obszarami prawa kolizyjnego, a więc zagadnieniami ogólnymi, prawem osobowym, prawem rodzinnym i spadkowym. Podejmował także problematykę kodyfikacji prawa międzynarodowego prywatnego. To dzięki Jego zabiegom udało się przetłumaczyć na język polski i opublikować w redagowanym przez Niego przez ponad 30 lat „Kwartalniku Prawa Prywatnego” przekłady wielu zagranicznych kodyfikacji prawa prywatnego międzynarodowego (niemieckiej, belgijskiej, holenderskiej, litewskiej, rumuńskiej, ukraińskiej), przekłady konwencji międzynarodowych (na przykład konwencji lugańskiej i konwencji brukselskiej o jurysdykcji i wykonywaniu orzeczeń sądowych w sprawach cywilnych i handlowych) czy – co miało szczególne znaczenie w okresie poprzedzającym przystąpienie Polski do Wspólnot Europejskich – tłumaczenia aktów prawa wtórnego oraz projektów prawa modelowego (przede wszystkim polskiego tłumaczenia Zasad Europejskiego Prawa Umów). To właśnie w „Kwartalniku Prawa Prywatnego” od lat ukazują się też regularnie przeglądy orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach międzynarodowego (europejskiego) postępowania cywilnego.
Warto wspomnieć, że Jubilat zaktualizował w 1990 roku podręcznik autorstwa Jana Gwiazdomorskiego – jeden z dwóch wówczas podręczników do prawa spadkowego, z których korzystało kilka pokoleń prawników.
Podejmował w swoich licznych publikacjach problematykę spółdzielczych praw do lokali, najmu lokali mieszkalnych oraz ochrony praw lokatorów. W jednym ze swoich opracowań zajął się – ważnym na przełomie lat 80. i 90. XX wieku – zagadnieniem najmu pracowni, które ówcześnie obowiązujące przepisy prawa lokalowego nakazywały traktować na równi z najmem
lokali mieszkalnych. Wspierał swoją wiedzą prawniczą starania środowisk twórczych o respektowanie tych przepisów, na przykład w kontekście wypowiadania umów najmu pracowni artystycznych.
W zakresie prawa zobowiązań analizował, między innymi, kwestię zadośćuczynienia, formułując krytyczne uwagi na temat zmiany art. 448 kodeksu cywilnego w 1996 roku i wykładni tego przepisu. Przeciwstawiał się poglądowi, że artykuł ten jest samodzielną podstawą odpowiedzialności za krzywdę wyrządzoną naruszeniem dobra osobistego. Zajmował się także kwestią dysponowania na wypadek śmierci środkami znajdującymi się na rachunku bankowym przez posiadacza rachunku. Wspomnieć należy, że Jubilat wniósł swój wkład w proces transformacji systemu prawnego po 1989 roku, będąc członkiem Rady Legislacyjnej, Komisji do spraw Reformy Prawa Cywilnego i Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego pierwszej kadencji.
Na uwagę zasługuje także Jego służba publiczna. W listopadzie 1997 roku został wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, w którym od grudnia 2001 roku do końca swojej kadencji w grudniu 2006 roku pełnił funkcję wiceprezesa. W latach 1998–2014 był – jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego – członkiem Państwowej Komisji Wyborczej, która nadzorowała przeprowadzanie w tym czasie wszystkich wyborów w Polsce, a także referendum w sprawie przystąpienia Polski do Wspólnot Europejskich.
Służba sędziowska w Trybunale Konstytucyjnym przyczyniła się do zainteresowania się problematyką konstytucyjną w Jego pracy naukowej. W swoich opracowaniach podejmował, między innymi,
zagadnienie bezpośredniego stosowania konstytucji oraz konstytucyjnych podstaw prawa dziedziczenia i prawa do mieszkania. Jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego miał także wkład w tworzenie podstaw demokratycznego ładu prawnego w Polsce i utrwalanie zasad państwa prawa. Warto w tym miejscu przypomnieć przełomowy wyrok pełnego składu Trybunału Konstytucyjnego z 31 stycznia 2001 (sprawa P.4/99), którego prof. Mączyński był sprawozdawcą. Trybunał Konstytucyjny uznał w tym wyroku za niezgodne z art. 64 ust. 1 i 2 w związku z art. 21 ust. 1 oraz art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wiele przepisów kodeksu cywilnego o dziedziczeniu gospodarstw rolnych. Co istotne, wspomniane przepisy kodeksu cywilnego zostały uznane za niezgodne z powołanymi przepisami konstytucji w odniesieniu do spadków otwartych dopiero od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw (czyli od 14 lutego 2001). To nietypowe rozstrzygnięcie Trybunał uzasadnił w następujący sposób: Przyznanie dokonanej po otwarciu spadku zmianie stanu prawnego skuteczności w zakresie określenia kręgu spadkobierców lub wysokości ich udziałów w spadku prowadziłoby do naruszenia praw majątkowych nabytych przez osoby będące spadkobiercami zgodnie z przepisami obowiązującymi w dacie otwarcia spadku. Tymczasem prawa nabyte w drodze dziedziczenia podlegają ochronie gwarantowanej przez dotyczące własności i innych praw majątkowych przepisy konstytucji. Ochronę tych praw uzasadniają także oparte na art. 2 konstytucji zasady ochrony bezpieczeństwa prawnego i zaufania do prawa. Trybunał dostrzegł więc kolizję konstytucyjnych wartości, którą rozstrzygnął, przyjmując, że do czasu ogłoszenia wyroku poddane

kontroli przepisy kodeksu cywilnego są zgodne z konstytucją. Dzięki zastosowanemu rozwiązaniu uniknięto poważnych komplikacji, jakie niewątpliwie spowodowałoby uznanie przepisów kodeksu cywilnego o dziedziczeniu gospodarstw rolnych za niezgodne z konstytucją od daty jej wejścia w życie w październiku 1997 roku. Ten wyrok Trybunału Konstytucyjnego zamknął tym samym blisko 40-letni okres w dziejach polskiego prawa cywilnego, gdy dziedziczenie gospodarstw rolnych i dział spadku obejmującego takie gospodarstwo podlegały znacznym ograniczeniom, począwszy od ustawy z 1963 roku o ograniczeniu podziału gospodarstw rolnych, przez przepisy tytułu X księgi czwartej kodeksu cywilnego, liberalizowane na skutek kolejnych nowelizacji z 1971, 1982 i 1990 roku. Od 14 lutego 2001 dziedziczenie gospodarstw rolnych w Polsce następuje na ogólnych zasadach prawa spadkowego. Trzeba wreszcie wspomnieć o dwóch pasjach Jubilata: umiłowaniu historii i literatury. Ta miłość zrodziła kilka niezwykłych – jak na prawnika – opracowań. Chciałbym przywołać dwa, dotyczące arcydzieła Adama Mickiewicza Pan Tadeusz. W pierwszym, zatytułowanym Wśród prawników w Soplicowie, prof. Andrzej Mączyński dokonał analizy sporu o przebieg granicy rozdzielającej nieruchomości stanowiące własność Hrabiego i należące do sędziego Soplicy. Jak zauważył, Mickiewicz, mimo braku wykształcenia prawniczego, dobrze orientował się w kwestiach prawnych. Był przecież synem adwokata, wcześniejszego komornika zatrudnionego przy rozstrzyganiu sporów granicznych. Od dzieciństwa słyszał o procesach, w których uczestniczyła jego rodzina. Podczas studiów uniwersyteckich przyjaźnił się z wybitnym potem


prawnikiem Franciszkiem Malewskim, uczestniczącym później w przygotowaniu projektu kodyfikacji prawa obowiązującego w guberniach zachodnich. Pracując jako nauczyciel w Kownie, Mickiewicz uczył nie tylko historii i literatury, ale też prawa. Jego starszy brat, Franciszek, wykonywał zawód ojca, młodszy, Aleksander, ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Wileńskim, był profesorem prawa w Liceum w Krzemieńcu, a potem na uniwersytetach w Kijowie i Charkowie. Przebywanie wśród prawników spowodowało, że Mickiewicz używa w Panu Tadeuszu wielu terminów i wyrażeń należących do języka prawnego i prawniczego. Jubilat podjął się ustalenia, jakie prawo obowiązywało w czasie i w miejscu, w których rozgrywa się akcja „Pana Tadeusza”, i jaką postawę wobec tego prawa zajmują osoby uczestniczące w akcji Odpowiadając na to pytanie, podkreślił, że Bardzo wyraźnie bohaterowie poematu dostrzegają korupcję przenikającą rosyjski system administracyjny i sądowy, a także że Osoby reprezentujące w poemacie tradycję szlachecką z pogardą odnoszą się do prawa rosyjskiego, chociaż ich stosunek do prawa przedrozbiorowego też nie jest jednolity. Na przykład, Wojski idealizuje ustrój polityczny dawnej Rzeczypospolitej, którego istotę widzi w połączeniu wolności z porządkiem, opartym na szacunku dla religii i prawa. Z kolei ze wspomnień Protazego, ostatniego w Litwie woźnego Trybunału, wyłania się inny – bardziej krytyczny, obraz czasów przedrozbiorowych. W podsumowaniu autor stwierdził, że Mickiewicz, kształtując fabułę „Pana Tadeusza”, wykorzystał liczne elementy o charakterze prawnym, ale nie starał się o ich ścisłe przedstawienie. Skoro jednak akcja jego arcydzieła rozgrywa się w realiach czasu i miejscach znanych mu z autopsji, to stworzony przez niego utwór
literacki można traktować jako dokument przedstawiający obraz społeczności zmuszonej żyć w sytuacji, gdy prawo, które ukształtowało jego świadomość, zderza się z narzuconym jej obcym prawem. W drugim, nieco późniejszym, opracowaniu, zatytułowanym Rehabilitacja Gerwazego Rębajły , Jubilat zauważył, że Spośród wszystkich bohaterów „Pana Tadeusza” Gerwazy jest najgorzej ocenianym przez komentatorów dzieła Mickiewicza. Najważniejsze zarzuty pod adresem Gerwazego dotyczą, opartej na jego ślepym przywiązaniu do poległego Stolnika, maniakalnej nienawiści do rodziny Sopliców i zniweczenia powstańczych planów księdza Robaka. Jubilat próbuje osłabić te zarzuty. Polemizuje z prof. Stanisławem Pigoniem, wskazując, że Gerwazy był zapewne zwolennikiem Konstytucji 3 Maja, oraz podkreśla jego patriotyzm, wyrażający się w przekonaniu, że przywrócenie unii Litwy z Koroną uzasadnia puszczenie w niepamięć wcześniejszych krzywd. Analizował przemianę duchową Gerwazego, która jest możliwa dzięki temu, że wierność pamięci Stolnika łączy się u Gerwazego z poczuciem patriotyzmu. Choć przemiana Gerwazego nie ma takiego waloru moralnego jak przemiana Jacka Soplicy, to łączy ich uczucie patriotyzmu, co pozwala traktować Klucznika jako dopełnienie, a nie przeciwieństwo postaci Jacka. Na zakończenie warto przywołać jeszcze jedną publikację Jubilata, opartą na Jego referacie wprowadzającym do dyskusji na posiedzeniu Komitetu Nauk Prawnych 16 grudnia 2010, a zatytułowaną Uwagi o stanie nauki prawa cywilnego. W opracowaniu tym prof. Mączyński przedstawił przemiany polskiego prawa cywilnego w XX wieku. Wskazując na brak opracowania historii polskiej nauki prawa cywilnego, podkreślał jednak
ciągłość jej rozwoju od co najmniej lat 70. XIX stulecia, gdy prawo cywilne we Lwowie zaczął wykładać prof. Ernest Till, a nieco później w Krakowie – profesorowie Fryderyk Zoll (młodszy), Władysław Leopold Jaworski i Stanisław Wróblewski. Przypomniał prace nad kodyfikacją polskiego prawa cywilnego i zmiany, którym podlegał kodeks cywilny od jego uchwalenia w 1964 roku. Jak zauważył, w okresie powojennym udało się ocalić dorobek polskiej cywilistyki, ale osłabieniu uległ jej kontakt z zachodnią nauką prawa cywilnego. Przemiany ustrojowe po 1989 roku nie zerwały ciągłości rozwoju prawa cywilnego. Ze zrozumiałych powodów w nauce podejmowane były w tym okresie zagadnienia podstawowe prawa cywilnego – jak swoboda umów, odszkodowanie za działanie władzy publicznej, ale też nowe wyzwania, związane, na przykład, z elektronizacją obrotu prawnego. Wzrosło zainteresowanie problematyką prawa spadkowego, wcześniej raczej zaniedbaną. Pozytywnym aspektem było dostrzeżenie konstytucyjnych uwarunkowań prawa cywilnego. Autor stwierdził, że nauka prawa cywilnego jest przygotowana do podejmowania nowych problemów i szybko reaguje na pojawiające się unormowania, ale nie zawsze idzie to w parze z gotowością do stosowania nowych metod badawczych Jubilat krytycznie odniósł się do częstych zmian prawa. Nie wzbudzało też Jego entuzjazmu podjęcie przez ówczesną Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego prac nad nowym kodeksem cywilnym. Negatywnie postrzegał dążenie wydawców do sukcesu rynkowego kosztem poziomu naukowego wydawanych publikacji. Zwracał uwagę na zbyt wiele ksiąg jubileuszowych, w których zamieszczane są teksty często dość przypadkowe i bez trwałej wartości. Może więc dlatego nie chciał, aby z okazji przejścia na emeryturę została przygotowana dla Niego księga pamiątkowa. Zamiast tego wolał wydanie Jego wybranych opracowań, w tym rozprawy doktorskiej. Przypomnienie współczesnemu czytelnikowi tej właśnie publikacji z pewnością było trafną decyzją, gdyż, pomimo upływu czasu i zmian normatywnych, wciąż stanowi podstawowe opracowanie problematyki formy testamentu w prawie prywatnym międzynarodowym.
Ad multos annos, Panie Profesorze!
Jerzy Pisuliński Wydział Prawa i Administracji UJ
Wybitny kulturoznawca i teatrolog, uważny i interdyscyplinarny badacz, wychodzący poza myślowe schematy i otwarty na nowe idee nauczyciel akademicki, cieszący się sympatią i szacunkiem kolejnych pokoleń studentów – prof. Krzysztof Pleśniarowicz 5 maja 2026 w auli Collegium Novum świętował trzy jubileusze: 50-lecie opublikowania pierwszego artykułu naukowego, 40-lecie złożenia przysięgi doktorskiej oraz 25-lecie otrzymania tytułu naukowego profesora. Wydarzenie zgromadziło władze Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej, a także liczne grono przedstawicieli świata nauki i kultury, rodzinę, przyjaciół, uczniów, współpracowników i studentów Profesora. Ważnym momentem uroczystości było uhonorowanie Jubilata, za zasługi dla Krakowa, odznaką Honoris Gratia, czego dokonał pełnomocnik prezydenta miasta Paweł Szczepanik.
Nie sposób wymienić wszystkich spektakularnych dokonań i sukcesów Uczonego – autora (między innymi znakomitej książki Teatr śmierci Tadeusza Kantora), współautora i redaktora 41 publikacji książkowych dotyczących literaturoznawstwa i nauk o sztuce, mającego na swym koncie około 200 artykułów i recenzji w 12 językach. Przypomnieć jednak należy, że w latach 1994–2000 prof. Krzysztof Pleśniarowicz pełnił funkcję dyrektora Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora „Cricoteka”. Ponadto ogromnie zasłużył się dla Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas blisko 50 lat pracy, między innymi w Katedrze Teatru i Dramatu (1977–2000), następnie jako kierownik Katedry Kultury Współczesnej (2004–2025), współzałożyciel Instytutu Kultury (2009), prodziekan Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ (2008–2016) oraz przewodniczący Rady Instytutu Kultury UJ (2018–2025).
– Wielość i różnorodność wątków, które splotły się w imponującym dossier prof. Krzysztofa Pleśniarowicza zdumiewa i robi wrażenie – napisał rektor UJ prof. Piotr Jedynak we wprowadzeniu do dedykowanej

Profesorowi księgi jubileuszowej Sceny kultury, którą Jubilat obdarowany został podczas uroczystości. Ten obszerny tom, liczący 856 stron, powstały pod redakcją prof. Cezarego Woźniaka, dr Marty Kudelskiej i dr. Marcina Laberscheka, wydany nakładem „Księgarni Akademickiej”, zawiera 65 różnych tekstów – artykuły naukowe, adresy gratulacyjne, wspomnienia i dedykacje literackie ofiarowane Profesorowi przez przyjaciół i współpracowników. Podczas swojego wystąpienia wzruszony Jubilat podziękował organizatorom uroczystości, a następnie z szacunkiem, uznaniem i wdzięcznością długo wspominał ważne dla Niego osoby, które zostawiły trwały ślad na Jego drodze życia. Mówił o rodzicach, dzięki którym mógł wychowywać się w domu z książek i rękopisów, w którym królowały poezja i recytacja, dramat i teatr. Podziękował swojemu synowi Janowi za osiem lat pracy redakcyjnej, której efektem było wydanie z tych rękopisów ośmiu tomów Pism Jerzego Pleśniarowicza – ojca Krzysztofa, a dziadka Jana. Wspominał uniwersyteckich profesorów, a wśród nich: Kazimierza Wykę, Marię Dłuską, Jerzego Gota-Spiegla, Jana Błońskiego, Dobrochnę Ratajczakową, Jana Ciechowicza, Zbigniewa Osińskiego,
Jerzego Jarzębskiego oraz Jacka Popiela, wygłaszającego na cześć Jubilata laudację (pełny jej tekst na s. 68–71). Nie zabrakło też słów skierowanych do bohatera wielu Jego badań i publikacji – Tadeusza Kantora: Jestem wdzięczny za możliwość obserwowania z bliska jego niezwykłej osobowości artystycznej i wielkich dokonań w perspektywie światowego teatru i światowej sztuki – mówił Profesor. – Dziękuję partnerom z Grupy Krakowskiej, Teatru Cricot 2, Cricoteki, Fundacji imienia Kantora za wieloletnią, niełatwą przygodę artystyczną i naukową – akcentował.
Za wszystkie dobre lata, za życzliwość i inspirację podziękował swoim studentom i doktorantom w kraju i w Stanach Zjednoczonych, a za możliwość spełniania marzeń i realizowania ambitnych planów także Krakowowi i Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. Na zakończenie, nawiązując do świętowanych właśnie trzech jubileuszy, z mocą podkreślił: Inna, nieokrągła, rocznica wydaje mi się dzisiaj nie mniej ważna. Od 36 lat mam wspaniałą rodzinę, wspaniałą żonę, dzieci i wnuki. To naprawdę ważny fundament, na którym można zbudować wiele. Dziękuję!
Rita Pagacz-Moczarska
laudacja dla prof. Krzysztofa Pleśniarowicza z okazji
złożenia przysięgi doktorskiej i
Profesora Krzysztofa Pleśniarowicza poznałem we wrześniu 1973 roku, kiedy jako studenci tzw. roku zerowego realizowaliśmy obowiązkowe w czasach PRL-u praktyki robotnicze. Promieniała z nas radość, że 1 października rozpoczniemy studia w Instytucie Filologii Polskiej, słynnym „Gołębniku”. Ale przed wymarzonym dniem nasze roczniki były kierowane do zakładów przetwórstwa owocowego bądź zakładów tytoniowych na praktyki robotnicze. Było to swoiste doświadczenie absurdów minionego systemu, które miało nas nauczyć kolektywnej pracy i przekonać, że fizyczny wysiłek powinien być obowiązkiem przyszłego studenta. Nie wiem, które miejsce było bardziej ryzykowne dla młodego człowieka. Jedno zachęcało nawet niepalących do dnia praktyki robotniczej, żeby papierosy z tzw. odpadu technicznego zabierać na wieczorne imprezy i uczyć się palić. Zapewne większe niebezpieczeństwo rodziło przetwórstwo owocowe, bo oprócz dżemów czy soków produkowano tam także największy alkoholowy przebój tamtych czasów –słynny jabol, wino „patykiem pisane”, określane w ówczesnym żargonie kryptonimem J-23 (dla nieznających tamtych czasów dopowiem, że było to określenie taniego wina owocowego, najczęściej jabłkowego lub wiśniowego).
Po latach, przy różnych spotkaniach wspominamy historie z tych praktyk, które w większości nie nadają się do opowiedzenia w tej wspaniałej auli. W gronie poznanych wówczas kolegów Krzysztof Pleśniarowicz był postacią, o której wieczorami, po dniu „ciężkiej” pracy mówiło się z dużym zaciekawieniem. Jeden z uczestników praktyki opowiadał, że to wyjątkowo zdolny młody humanista i do tego syn uznanego literata Jerzego Pleśniarowi-


cza (1920–1978) –nie tylko poety, tłumacza literatury białoruskiej, czeskiej, słowackiej, rosyjskiej, ukraińskiej, ale i reżysera teatralnego i radiowego, dramaturga, kierownika literackiego Teatru im. Wandy Siemaszkowej. Już chyba drugiego wieczoru wiedzieliśmy, że ojciec Krzysztofa był jednym z mieszkańców słynnej krakowskiej Kamienicy Literatów przy ul. Krupniczej. Te wiadomości budowały wokół Krzysztofa aurę postaci wyjątkowej. Był w naszym dość wąskim gronie zainteresowanych teatrem osobą o największej wiedzy i orientacji w środowiskach artystycznych. Miał nieukrywany podziw dla wielu literackich i teatralnych dokonań ojca. Parę lat później obserwowałem, z jakim zaangażowaniem przygotowywał do druku jego pracę zatytułowaną Kartki z dziejów rzeszowskiego teatru, a następnie, korzystając z rodzinnego archiwum, udostępniał w starannych opracowaniach kolejne pozostawione przez niego pisma. Po latach te fascynacje osiągnięciami Jerzego Pleśniarowicza przejął także syn Krzysztofa – Jan. Efektem już wspólnych zainteresowań było opublikowanie ośmiu tomów Pism Jerzego Pleśniarowicza. Nie tak dawno, bo w 2025 roku, ukazała się opracowana przez prof. Pleśniarowicza książka: Jerzy Pleśniarowicz. Biografia. Wrócę jeszcze do początków uniwersyteckiej przygody Jubilata. Jako laureat Olimpiady Literatury i Języka Polskiego uzyskał indywidualny tok studiów, który umożliwił mu nie tylko wybór specjalizacji teatrologicznej, ale i możliwość uczestniczenia w wybranych zajęciach na Wydziale Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST i na Wydziale Scenografii ASP. To poszerzanie doświadczeń o inne jednostki naukowo-dydaktyczne stało się praktyką w rozwoju młodego badacza. W następ-
nych latach Krzysztof Pleśniarowicz był uczestnikiem, między innymi, seminarium wybitnego teatrologa – prof. Zbigniewa Raszewskiego, w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie.
Pierwsze dwa lata studiów polonistycznych w Instytucie Filologii Polskiej na Wydziale Filologicznym na pewno nie były łatwe. Wielokrotnie z Krzysztofem i kolegami wspominaliśmy zajęcia i egzaminy z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego czy gramatyki historycznej języka polskiego, logiki czy, z dzisiejszej perspektywy poniekąd „egzotycznych”, a obowiązkowych w czasach PRL-u przedmiotów: filozofii marksistowskiej, ekonomii politycznej socjalizmu.
Wytchnienie dawał nam fakt, że od razu, oprócz uczęszczania na wykłady, ćwiczenia i konwersatoria, zaczęliśmy wchodzić w świat fascynującego życia teatralnego, i to nie tylko w Starym Teatrze. Był to czas legendarnych spektakli Konrada Swinarskiego, Andrzeja Wajdy, Jerzego Jarockiego, najbardziej twórczy okres w biografii Tadeusza Kantora, czas niezapomnianych wieczorów w Piwnicy pod Baranami. Zarazem okres niesłychanego rozwoju teatrów i kabaretów studenckich. Z perspektywy tylu już lat Krzysztof mógłby powiedzieć, że żyliśmy teatrem i literaturą. Na naszym roku było kilku poetów – między innymi Krzysztof Lisowski, Andrzej Kaliszewski, Andrzej Dróżdż, Bogusław Dopart, uczył nas Stanisław Bryndza-Stabro – jeden z przedstawicieli grupy poetyckiej Razem. Żyliśmy poezjami, wieczorami literackimi Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera, Adama Ziemianina.
Pleśniarowicz studia ukończył w czerwcu 1977 roku, uzyskując dyplom z wyróżnieniem. Pracę magisterską zatytułowaną Teatr Józefa Czechowicza napisał pod kierunkiem prof. Jerzego Gota.
Rozpoczynaliśmy wspólnie pracę w Zakładzie Teatru w październiku 1977 roku, w bardzo napiętej sytuacji politycznej wokół UJ, po dramatycznych wydarzeniach związanych ze śmiercią Staszka Pyjasa, naszego o rok starszego kolegi z polonistyki. Po śmierci rektora Mieczysława Karasia dyrekcję Instytutu Filologii Polskiej objął prof. Henryk Markiewicz, bardzo życzliwie nastawiony do teatrologów.
O spotkaniach, już w Zakładzie Teatru, można snuć wiele opowieści. To był czas rozmów o naszych pierwszych projektach

naukowych. Czas pierwszych prezentacji prac na zebraniach Zakładu. Bardzo przeżywaliśmy ambitny projekt utworzenia Instytutu Sztuk Widowiskowych. Profesor Jan Błoński, kierujący wówczas naszym zakładem, i prof. Alicja Helman – jedna z najwybitniejszych przedstawicielek filmoznawstwa, byli tą propozycją na początku bardzo zafascynowani. Pojawiały się już nawet wstępne przymiarki, kto w jakim zakładzie się znajdzie. I my z Krzysztofem, jako najmłodsi członkowie Zakładu Teatru, byliśmy w tej całej sytuacji nieco zagubieni. Zastanawialiśmy się, jak odnajdziemy się w tej nowej strukturze Wydziału Filologicznego. Pamiętam, że po pierwszym zebraniu wyszliśmy razem i odnosząc się do tamtych dyskusji, stwierdziliśmy, że przy uniwersyteckich ograniczeniach finansowych, jakie mogą się pojawić przy tworzeniu nowego instytutu, dla nas może nie być tam miejsca. Wieczór spędzony w kawiarni był na tyle przyjemny, że wychodząc, doszliśmy do wniosku, że pokażemy naszym szefom

nowoczesne myślenie i zaproponujemy utworzenie Zakładu Cyrku – wszak to też jedna ze sztuk widowiskowych (wówczas nie przypuszczaliśmy, ile naukowych prac o cyrku będzie powstawało w następnych latach). Z czasem okazało się, że ten nowy instytut nie został powołany. W pierwszym okresie pracy naukowej Pleśniarowicz niewątpliwie pozostawał pod wpływem teatrologicznej szkoły profesorów Jerzego Gota i Zbigniewa Raszewskiego. Łączył nas wspólny opiekun naukowy – prof. Jan Błoński, niezwykła osobowość, wybitny uczony i życzliwy młodym naukowcom człowiek, niezwykle otwarty na nasze propozycje naukowe. Krzysztof już wówczas mówił o Tadeuszu Kantorze. Za parę lat to prof. Błoński został promotorem jego pracy doktorskiej o „Teatrze Śmierci” Tadeusza Kantora, obronionej w 1986 roku. Książka doktorska ukazała się w 1990 roku.
Błoński dbał o to, abyśmy publikowali swe prace. To zapewne pod jego wpływem Krzysztof przedstawił do krakowsko-wrocławsko-poznańskiej serii „Dramat w teatrze. Teatr w dramacie” znakomity tekst Dramatyzacja ballady, balladyzacja dramatu. Niezwykle interesującą cechą w dorobku Pleśniarowicza jest pewna ciągłość zainteresowań i powroty, niekiedy po latach, do tematów, które fascynowały go już we wczesnym okresie działalności naukowej. Tak było z opracowaniem dorobku Jerzego Pleśniarowicza, tak jest w przypadku twórczości Czechowicza. W roku 2025 ukazała się opracowana na nowo jego książka Teatr Józefa Czechowicza. Pierwsze lata na polonistyce to zarazem był już czas, kiedy filmoznawcy i badacze z zakresu bibliotekoznawstwa snuli plan opuszczenia Instytutu Filologii Polskiej. Stało się to jednak dopiero w 1996 roku, kiedy utworzono Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej. Ale Krzysztof pozostawał nadal w Instytucie Polonistyki. Zapewne dlatego, że w tamtych latach zajmował się przede wszystkim współczesnym teatrem i dramatem XX wieku. Warto przypomnieć, że w latach 1977–1981 był recenzentem teatralnym „Dziennika Polskiego”. Dzięki publikacji książkowej Pogodzić Mrożka z Grottgerem. Ostatnie chwile przed dwustuleciem sceny narodowej w Krakowie 1977–1981 (2005) możemy prześledzić Jego postawę jako krytyka, ale i historyka tego okresu krakowskiego życia teatralnego.
Pleśniarowicz, coraz bardziej wchodząc w istotę przemian, jakie dokonały się w teatrze europejskim od przełomu XIX i XX wieku, starał się przybliżać polskiemu czytelnikowi, w tym szczególnie studentom teatrologii, najważniejsze wydarzenia. Zainicjował serię wydawniczą „Wielkie dzieła teatralne”, którą przez lat kilka współredagował. Wspólnie z prof. Małgorzatą Sugierą opracował dwa tomy studiów: Mity teatru XX wieku: od Stanisławskiego do Kantora (1995) oraz Arcydzieła inscenizacji. Od Reinhardta do Wilsona (1997). Nawet z perspektywy 30 lat widać, jak to były i wciąż są cenne książki.
Pozostając nadal w gronie pracowników Instytutu Polonistyki, uzyskał w 1996 roku habilitację na podstawie rozprawy Przestrzenie deziluzji. Współczesne modele dzieła teatralnego. Była ona zwieńczeniem jego badań nad teatrem XX wieku, podsumowaniem wiedzy na temat odrębności dzieła teatralnego i granic teatralności. Krzysztof Pleśniarowicz jest badaczem, który wyraża przekonanie, że każda z prac wymaga w miarę upływu lat uzupełnienia, dlatego w 2020 roku ukazało się nowe, zmienione, wydanie tej książki, pod tytułem Przestrzenie deziluzji. Dwudziestowieczne modele dzieła teatralnego (wersja angielska pod tytułem Twentieth-Century Models of the Theatrical Work, 2024).
Nowy etap w uniwersyteckiej biografii prof. Pleśniarowicza rozpoczął się w pierwszych dniach dwutysięcznego roku. Nie ukrywam, że przejście od 1 stycznia 2000 roku na stanowisko adiunkta habilitowanego na Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ było dla mnie zaskoczeniem. Polonistyczna teatrologia traciła nie tylko wybitnego znawcę Kantora, ale i znakomitego teoretyka teatru. Dalsza droga naukowo-dydaktyczna i organizacyjna powiązana jest już z tym wydziałem. Tam awansował na stanowisko profesora nadzwyczajnego, a po uzyskaniu tytułu naukowego profesora (2001) – mianowany został w 2007 roku na stanowisko profesora zwyczajnego, od 2020 roku profesora z tytułem honorowym profesora zwyczajnego UJ.
W centrum imponującego dorobku naukowego prof. Pleśniarowicza znajdują się prace poświęcone Kantorowi. Są to książki i artykuły, redakcje tomów pokonferencyjnych poświęconych twórcy Umarłej klasy, edycje prac artysty. Profesor jest autorem pierwszej monografii artysty Kantor. Ar-

W uroczystości udział wzięli rektor UJ prof. Piotr Jedynak, prof. Jacek Popiel – rektor UJ w latach 2020–2024, pracownicy Instytutu Kultury UJ, Wydziału Polonistyki UJ, Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, a także rodzina, przyjaciele i bliscy Jubilata
tysta końca wieku, opublikowanej w 1997 roku, nagrodzonej, między innymi, Nagrodą im. Stanisława Ignacego Witkiewicza, przyznaną przez polski ośrodek Międzynarodowego Instytutu Teatralnego. Opublikował monografię artysty w Wielkiej Brytanii (2004), na Węgrzech (2007), a w roku 2018 ukazało się znacznie rozszerzone polskie wydanie, pod tytułem Kantor. Trudno w tej laudacji wymieniać wszystkie osiągnięcia naukowe Profesora dotyczące Kantora. Wspomnę jeszcze tylko o redakcji książki Hommage à Kantor (1999), zbierającej prace z dwóch międzynarodowych sesji, których był organizatorem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Olbrzymie znaczenie dla dalszych badań nad Kantorem ma przygotowana przez niego naukowa edycja trzech tomów Pism Kantora w Ossolineum (2004) oraz edycji

Pism Kantora w Rumunii (Scripti despre teatru, 2014).
Trzeba odnotować, że teksty prof. Pleśniarowicza o Kantorze ukazały się w Belgii, Danii, Hiszpanii, Meksyku, Czechach, Niemczech, Rumunii, na Słowacji, w USA, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii, we Włoszech, w Serbii. Pleśniarowicz potrafił w niezwykle odkrywczy sposób pokazać dorobek artysty w kontekście dziejów awangardy XX wieku, opisać niepowtarzalną metodę oddziaływania dzieł Kantora na polskich i światowych widzów. Ten rozdział w jego twórczości bynajmniej nie jest zamknięty. Dosłownie w przeddzień dzisiejszego jubileuszu w prestiżowym Wydawnictwie Routledge ukazała się kolejna książka prof. Pleśniarowicza o Kantorze w języku angielskim – Kantor: A Biography Prace naukowe poświęcone twórcy Umarłej klasy to tylko jedna część dokonań Profesora związanych z postacią Kantora. Znaczenie wręcz historyczne ma fakt, że to właśnie prof. Pleśniarowicz zorganizował w latach 1979–1980 archiwum Teatru Cricot 2, nazwane później Cricoteką –w galerii przy ul. Kanoniczej 5. W latach 1994–2000 był dyrektorem Cricoteki, noszącej już wówczas nazwę Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora. Potrafił zorganizować zespół ludzi, którzy nie tylko gwarantowali sprawne funkcjonowanie tej jednostki, ale i pozyskał współpracowników (niekiedy stażystów) uczestniczących pod jego kierownictwem w projektach badawczych. Wręcz nie chce się wierzyć, że znajdował jeszcze czas na przygotowanie kilkunastu wystaw teatralnego dorobku Kantora w kraju i za granicą (był komisarzem ekspozycji w Brukseli –
1995, Kijowie –1998, Strasburgu – 1998, Sztokholmie – 1998, Kopenhadze – 1999).
Wspominam te fakty, są one bowiem znakomitym uzasadnieniem miejsca i roli, jaką od ćwierćwiecza spełnia Profesor jako pracownik Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej. Przy różnych okazjach, także jako rektor UJ, podkreślałem, jak ważne w postrzeganiu naszego Uniwersytetu jest posiadanie w gronie nauczycieli akademickich w określonych dyscyplinach nie tylko znakomitych teoretyków, historyków, ale i praktyków. Z bliska obserwowałem dyrektorskie działania w Cricotece, w niełatwych latach. Kierowanie jednostkami jest dla naukowca zawsze wyzwaniem, ale tylko ktoś, kto zna środowiska artystyczne, wie, że skala trudności tutaj wielokrotnie się potęguje. Krzysztof Pleśniarowicz, poprzez doświadczenia zdobyte w Cricotece, poznał w praktyce problemy, często nawet bolesne, zarządzania instytucją kultury w Polsce oraz promowania kultury polskiej za granicą. To nie było dzieło przypadku, że wybitny teatrolog znalazł się w gronie pracowników Katedry Zarządzania Kulturą UJ, a następnie Instytutu Kultury na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ.
Powrócę jeszcze do badań naukowych prowadzonych przez prof. Pleśniarowicza. Trudno w tym wystąpieniu omówić wszystkie jego prace naukowe – opublikował w sumie 41 książek, w tym 19 książek autorskich, jego dokonania były tłumaczone na 12 języków.
Ważną sferą naukowych zainteresowań prof. Pleśniarowicza jest od lat teoria teatru. Fascynowały go przemiany teatru przełomu XIX i XX wieku i konwencje współczesnego teatru. Jest współautorem
publikacji Poszukiwania
Nowego Teatru. Próby teorii 1887–1939 z 1987 roku i niezwykle cennej, nie tylko dla teatrologów, książki Teatr Nie-Ludzkiej Formy z 1994 roku (wydanie rozszerzone, 2023 rok).
Krzysztofa Pleśniarowicza zawsze interesowały także przemiany we współczesnym polskim i europejskim dramacie. Podsumowaniem tych jego zainteresowań, rozpoczętych jeszcze w trakcie studiów, była książka Dylemat jedynego wyjścia. Absurd w dramacie u schyłku realnego socjalizmu. I w tym przypadku pierwszą wersję książki Profesor uzupełnił i wydał w 2021 roku, a rok później ukazało się tłumaczenie na język angielski. Bohater uroczystości jest niezwykle cenionym nauczycielem akademickim, prowadzi wykłady, seminaria i ćwiczenia z teorii teatru, historii teatru, teatru współczesnego, kultury współczesnej, wiedzy o kulturze, dziejów kultury, performatyki – dla studentów kilku kierunków na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także, w latach 2001–2022, dla studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Stanisława Pigonia w Krośnie (później Karpackiej Państwowej Uczelni w Krośnie).

także w Brazylii. Mimo pewnego oddalenia z podziwem przyjmowałem Jego kolejne znakomite naukowe, dydaktyczne i organizacyjne osiągnięcia.
Wypromował ponad 100 magistrów i licencjatów oraz pięciu doktorów. Wykładał kulturę polską i teatr europejski na kilku amerykańskich uniwersytetach. Wygłosił 25 referatów podczas sesji naukowych, organizowanych przez polskie i zagraniczne jednostki naukowe, nie tylko w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale
Profesor Krzysztof Pleśniarowicz był przez dwie kadencje zastępcą dyrektora w Instytucie Spraw Publicznych UJ (2002–2008) oraz przez dwie kadencje prodziekanem Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ (2008–2016). Jest założycielem i długoletnim kierownikiem Katedry Kultury Współczesnej, współtwórcą Instytutu Kultury. W latach 2018–2025 był przewodniczącym Rady Instytutu Kultury UJ, w latach 2019–2022 członkiem Rady Dyscypliny Nauki o Sztuce na UJ, a w latach 2022–2026 był członkiem Rady Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ. W latach 2012–2020, jako przedstawiciel rektora UJ, był członkiem Senatu Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Stanisława Pigonia w Krośnie. Szanowny Panie Profesorze, drogi Krzysztofie, gratulując Ci tych wszystkich, w największym skrócie omówionych, osiągnięć, życzę nie tylko dalszych wspaniałych sukcesów, ale przede wszystkim radości z codziennego życia, wolnego już od wielu instytucjonalnych obowiązków. Jako Twój przyjaciel od początków uniwersyteckiej przygody polonistycznej mogę Cię zapewnić, że status uniwersyteckiego emeryta także ma swój niepowtarzalny urok.
Jacek Popiel rektor UJ w latach 2020–2024
Kantor: A Biography autorstwa Krzysztofa Pleśniarowicza to pierwsza kompleksowa anglojęzyczna biografia artystyczna polskiego artysty wizualnego, awangardowego innowatora i twórcy teatralnego Tadeusza Kantora (1915–1990). Książka ukazuje twórczą drogę Kantora od tajnych przedstawień czasu wojny do międzynarodowego uznania teatru Cricot 2, analizując jego osiągnięcia w dziedzinie malarstwa, performansu, happeningu i teatru eksperymentalnego. Podobnie jak dzieła samego Kantora, studium syntetyzuje to, co osobiste, z tym, co historyczne. Jego radykalne eksperymenty estetyczne wyrażały stratę, przetrwanie i konstruowanie pamięci, szczególnie w „Teatrze Śmierci”. Odzwierciedlały one burzliwą historię wojny, okupacji, ludobójstwa, totalitaryzmu i odrodzenia demokracji w Europie Środkowej XX wieku. Opierając się na nieznanych dotąd źródłach archiwalnych, biografia oferuje nowe spojrzenie na życie i praktykę artystyczną Kantora. Śledzi jego interakcje z międzynarodowymi ruchami awangardowymi i neoawangardowymi, podkreślając znaczenie jego prac teoretycznych i twórczości scenicznej dla teatru światowego, a także mniej znane aspekty jego praktyki nauczycielskiej i scenografii. Łącząc biografię, historię sztuki i performatykę, książka Kantor: A Biography zainteresuje badaczy i studentów teatru, sztuk wizualnych i historii kultury, a także czytelników z całego świata zainteresowanych pionierami sztuki XX wieku.

Plus ultra – dewiza cesarza Karola V – wyraża niesłabnące pragnienie przekraczania granic, odkrywania nowych lądów, wkraczania w nieznane. Takie ambicje na niwie badań nad sztuką cechują prof. Marka Walczaka, kierownika Zakładu Historii Sztuki Średniowiecznej i Bizantyńskiej Instytutu Historii Sztuki UJ, który wcześniej, przez dwie kadencje, pełnił funkcję dyrektora Instytutu. Dlatego właśnie książką o takim tytule przyjaciele i uczniowie postanowili uczcić jubileusz 60. urodzin Profesora, którego działań i zainteresowań badawczych nie da się zamknąć w ramach jednego wiodącego tematu ani nawet jednej specjalizacji. Jubilat zajmuje się sztuką średniowieczną ze szczególnym uwzględnieniem Krakowa, bliskie są mu zwłaszcza tematy związane z nekropolią królewską w katedrze na Wawelu i zespołem klasztornym dominikanów. W swoich studiach wykracza jednak daleko poza epokę średniowiecza. Problematyka pamięci historycznej i tzw. długiego trwania, którą chętnie podejmuje, pozwala Mu z równą swobodą prowadzić badania nad sztuką nowożytną. Jest autorem bądź współautorem ponad 230 publikacji naukowych, w tym wielu monografii książkowych. Wśród niezliczonych aktywności naukowych i popularyzatorskich Profesora szczególnie ważną rolę odgrywają w ostatnich latach projekty wystawiennicze (exhibition-based research). Jest autorem koncepcji scenariuszowej Muzeum Dominikanów Polskich, w Muzeum Narodowym w Krakowie przygotował wystawę Mistrz i Katarzyna: Hans von Kulmbach i jego dzieła dla Krakowa (2018), a na Zamku Królewskim na Wawelu ekspozycję Jakob Mertens – antwerpski malarz w Krakowie XVI/XVII wieku (2023). Obecnie jest współkuratorem wystawy Sztuka odrodzonego Królestwa na Zamku Królewskim na Wawelu, która odbędzie się w przyszłym roku.
Profesor Walczak z entuzjazmem angażuje się w działalność konferencyjną i dydaktyczną, a grono jego współpracowników, kolegów, uczniów, w tym wypromowanych magistrów i doktorów, jest bardzo liczne, toteż nie dziwi, że 8 maja 2026,

Prof. Marek Walczak z księgą pamiątkową, ofiarowaną Mu z okazji 60. rocznicy urodzin
podczas uroczystości wręczenia dedykowanej Mu księgi, Sala Lanckorońskich w Instytucie Historii Sztuki była wypełniona po brzegi. Ceremonię zaszczycili dziekan i prodziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisław Sroka oraz dr hab. Sławomir Sprawski, profesor UJ.
Wśród wielu znakomitych gości uwagę zwracał bliski sercu Profesora, ze względu na jego legendarną wręcz miłość do czeskiej sztuki XIV wieku, cesarz Karol IV Luksemburski z małżonką Anną Świdnicką. W ich role wcielili się studenci historii sztuki. Oni też, w rolach


Pola i Hennequina de Limbourg – wysłanników księcia Jana de Berry, ofiarowali Jubilatowi specjalnie przygotowany na tę okazję kodeks. Nawiązali tym do zdarzenia z 1411 roku, kiedy nadworni iluminatorzy księcia de Berry, bracia Limbourg,
wręczyli swojemu panu kawałek drewna pomalowany i oprawiony tak, aby przypominał księgę, jako prezent. Wiedzieli oni o zamiłowaniu Jana de Berry do kolekcjonowania manuskryptów, użyli więc tego wyrafinowanego żartu, aby nawiązać

do pasji księcia. W podobny sposób uhonorowano Jubilata, którego bibliofilska pasja jest dobrze znana w środowisku. Profesor, prócz pamiątkowego kodeksu braci Limbourg, otrzymał też całkiem imponującą, bo liczącą niemal 900 stron, księgę pamiątkową.
Mowy na cześć Jubilata wygłosili profesorowie Stanisław Sroka, Piotr Krasny i Jakub Adamski, odczytano także adresy gratulacyjne od kardynała Grzegorza Rysia, prof. Piotra Skubiszewskiego oraz władz Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego.
Dziękując za urodzinowy prezent –tom zawierający 46 artykułów dotyczących różnorodnych zagadnień z historii sztuki od antyku po XX wiek, Jubilat podkreślał zwłaszcza zalety koleżeńskiej współpracy naukowej, a także fundamentalne znaczenie badań terenowych i poznawania dzieł sztuki in situ . To właśnie takie podejście do nauki przyniosło niedawno owoc w postaci odkrycia, wraz z Dobrosławą Horzelą, krucyfiksu Wita Stwosza w opactwie w Mogile, a wcześniej, w ramach realizacji grantu poświęconego sztuce krakowskich dominikanów, znakomitych niderlandzkich figur z około 1460–1470 roku. Nie bez powodu na okładce dedykowanej Mu książki widnieje fotografia jednej z nich – alabastrowej figury apostoła trzymającego książkę.
Książka „Plus ultra. Studia z historii sztuki”, ofiarowane prof. Markowi Walczakowi w 60. rocznicę urodzin, pod redakcją Mateusza Grzędy, Dobrosławy Horzeli i Wojciecha Walanusa, ukazała się nakładem Wydawnictwa Księgarnia Akademicka.

Wiaczesław Wojnarowski – konsul generalny Ukrainy, który po sześciu latach pracy na tym stanowisku kończy swoją misję – otrzymał z rąk rektora UJ prof. Piotra Jedynaka srebrny medal Plus Ratio Quam Vis. Uroczystość pożegnania dyplomaty połączona z wręczeniem odznaczenia odbyła się 6 maja 2026 w Zamku Królewskim na Wawelu. Oprócz Uhonorowanego i przedstawicieli władz UJ, udział w niej wzięli, między innymi, prezydent Krakowa Aleksander Miszalski, jego wieloletni poprzednik Jacek Majchrowski, wicemarszałek województwa małopolskiego Ryszard Pagacz, kardynał Grzegorz Ryś, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu prof. Andrzej Betlej, a także rektor UJ w kadencji 2020–2024 prof. Jacek Popiel.
Medal Plus Ratio Quam Vis Wiaczesław Wojnarowski otrzymał za wybitne zasługi w umacnianiu dialogu polsko-ukraińskiego, pogłębianiu wzajemnego zrozumienia oraz utrwalaniu więzi między wspólnotami akademickimi Polski i Ukrainy, szczególne zaangażowanie w rozwój współpracy Uniwersytetu Jagiellońskiego z partnerami ukraińskimi, a także za wspieranie wizyt przedstawicieli strony ukraińskiej oraz współkształtowanie relacji opartych na zaufaniu, życzliwości i partnerstwie. W uzasadnieniu podkreślono także jego stałą i życzliwą obecność w życiu Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz aktywne wspieranie inicjatyw naukowych, kulturalnych, wspólnotowych

Rodzina dyplomaty – małżonka Natalia Wojnarowska oraz synowie Wiaczesław i Ostap, a także rektor UJ prof. Piotr Jedynak i prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej prof. Jarosław Górniak
i pomocowych Uczelni, w tym działań podejmowanych przez społeczność Uniwersytetu na rzecz uchodźców z Ukrainy oraz ukraińskich studentów, doktorantów i uczonych.
– Misja Wiaczesława Wojnarowskiego rozpoczęła się 14 marca 2020. Był to czas, którego nikt nie mógł przewidzieć. Najpierw pandemia COVID-19, potem pełnoskalowa agresja Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie. Czas próby dla państw, instytucji, wspólnot i pojedynczych ludzi. W takich okolicznościach dyplomacja nie jest już tylko sztuką reprezentacji. Staje się codzienną pracą na rzecz bezpieczeństwa,

solidarności, komunikacji i zaufania. Staje się umiejętnością łączenia ludzi wtedy, gdy wiele okoliczności mogłoby ich od siebie oddalać. Konsul generalny wykonywał tę misję z wielką odpowiedzialnością i spokojem. Przez lata konsekwentnie wzmacniał dialog polsko-ukraiński – nie jako hasło, lecz jako praktykę. Budował relacje między instytucjami, środowiskami akademickimi, samorządami, instytucjami kultury, organizacjami społecznymi i wspólnotami lokalnymi – akcentował w laudacji prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej prof. Jarosław Górniak. Zwrócił także uwagę na szczególne znaczenie służby konsula dla

Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaznaczając: Nasza Uczelnia od dawna pozostaje miejscem spotkania różnych tradycji, języków i doświadczeń Europy Środkowej i Wschodniej. Współpraca z Ukrainą jest częścią naszej historii, odpowiedzialności i wizji przyszłości
Uhonorowany, dziękując środowisku akademickiemu, a także przedstawicielom licznych instytucji oraz władz za owocną współpracę i solidarność, podkreślił, że minione sześć lat obfitowało
w wyzwania i niełatwe doświadczenia. – Okres mojej misji w latach 2020–2026 był najtrudniejszym w mojej karierze zawodowej, ale bez wątpienia pozostaje jednym z najważniejszych i najbardziej znaczących. Był to czas, który na zawsze zmienił nie tylko moją pracę, ale także moje życie – mówił. Dodał jednak: Nie mówię „żegnajcie”, mówię „do zobaczenia”, bo jestem pewien, że nasze drogi jeszcze się spotkają, ponieważ relacja między naszymi narodami to nie jest roz-

dział, który się kończy. To jest historia, którą piszemy razem każdego dnia. Urodzony we Lwowie Wiaczesław Wojnarowski jest absolwentem Lwowskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz Lwowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Iwana Franki, specjalistą w zakresie prawa międzynarodowego. Z Ministerstwem Spraw Zagranicznych Ukrainy jest związany od 1998 roku, funkcję konsula generalnego Ukrainy w Krakowie pełnił od 14 marca 2020. Red.
habilitowana Beata
Kowalska, profesor UJ, otrzymała Nagrodę im. Kazimiery Bujwidowej. Wyróżnienie, ustanowione decyzją Rady Miasta Krakowa i wręczone 14 kwietnia 2026, ma na celu docenienie kobiet, których praca przez lata pozostawała niedostrzegana, a które w istotny sposób wpływają na jakość życia w mieście. Kandydatury mogły zgłaszać pełnoletnie mieszkanki i pełnoletni mieszkańcy Krakowa w drodze otwartego naboru.

Uczona od lat związana jest z Instytutem Socjologii UJ. Jej badania koncentrują się, między innymi, na genderowym wymiarze obywatelstwa, muzułmańskim feminizmie oraz oddolnych mobilizacjach społecznych. W 1996 roku obroniła pracę doktorską Kulturowe tło wielkich ruchów religijnych u progu ery nowożytnej, której promotorem był prof. Andrzej Flis. Habilitację uzyskała na podstawie pracy Kobiety, rozwój, obywatelstwo w Haszymidzkim Królestwie Jordanii. Była stypendystką Programu Fulbrighta, stypendia i wykłady zagraniczne odbywała, między innymi, na University of Cambridge, Rutgers University, University at Buffalo, New School for Social Research w Nowym Jorku,
American Centre for Oriental Research w Ammanie czy Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu. Została wyróżniona nagrodą rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego za dydaktykę – Pro Arte Docendi. W latach 2017–2024 była zaangażowaną działaczką międzynarodowej sieci Scholars at Risk, której misją jest zarówno działanie na rzecz wolności akademickiej, jak i ochrona prześladowanych członkiń i członków społeczności uniwersyteckiej. Współredagowała książkę Bunt kobiet. Czarne Protesty i Strajki Kobiet. W latach 2020–2024 pełniła funkcję rzeczniczki praw i wartości akademickich UJ oraz zasiadała w kapitule Nagrody im. Kazimiery Bujwidowej.
Jest uhonorowana medalem „Dziękujemy za wolność” (2020) przyznawanym przez Stowarzyszenie Sieć Solidarności. Jako członkini zarządu trzeciej kadencji tego stowarzyszenia zajmowała się w szczególności problemami współczesnego urzeczywistniania ideałów „Solidarności”. W pracy akademickiej prowadziła projekt badawczy dotyczący strajku hutników w 1988 roku w ówczesnej Hucie im. Lenina oraz postaw ludzi z nim związanych, którego rezultatem był film Strajk 88. Nie ma wolności bez „Solidarności” (2018) oraz książka Nowa Huta 1988 – migawki z utopii (2019).
Wśród nagrodzonych w 2026 roku Krakowianek znalazły się również Grażyna Sławińska (pracuje na rzecz osób z niepełnosprawnościami, prowadzi projekty edukacyjne, integracyjne i rehabilitacyjne), Sławomira Walczewska (od ponad 40 lat jest jedną z kluczowych postaci polskiego ruchu feministycznego) oraz Alicja Zioło (licencjonowana przewodniczka miejska, aktywistka i promotorka herstorii oraz idei slow tourism
Cz. 17
Biologia, nurkowanie i fotografowanie to jego trzy, łączące się ze sobą, pasje, które miały niebagatelny wpływ na to, że blisko 30 lat temu, wraz z przyjaciółmi, założył firmę turystyczną Nautica. Od tej pory spełnia marzenia, pracuje z niesłabnącym entuzjazmem i wciąż podejmuje nowe wyzwania. Piotr Stós – bo to o nim mowa – jest absolwentem Wydziału Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego (specjalność hydrobiologia) i obecnie, wraz ze wspólnikiem, prowadzi bazy nurkowe w Chorwacji, organizuje safari w Egipcie i wyprawy do najsłynniejszych miejsc nurkowych na świecie.
Najstarsza polska uczelnia nie była jego pierwszym wyborem. Przeniósł się na nią po trzech latach studiów na Politechnice Krakowskiej, na tamtejszym Wydziale Chemii. – Na UJ wkroczyłem w fantastyczny świat badań naukowych, szerszych idei, fascynujących zajęć z ekologii i fizjologii. Byłem naprawdę szczęśliwy. Poznałem wspaniałą kadrę dydaktyczną, uczestniczyłem w ciekawych zajęciach. [...] Studia uporządkowały mi wiedzę na resztę życia, poznałem język opisu przyrody, którym się trzeba posługiwać – opowiada w rozmowie z Piotrem Rapciakiem, w 17. odsłonie cyklu „Losy absolwentów UJ”. Jego praca magisterska dotyczyła drobnych organizmów bentosowych, zamieszkujących Czarny Staw pod Rysami. Aby zebrać do niej materiał, nurkował w wodach Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Poszedłem ścieżką przetartą przez moją przyszłą żonę, Agnieszkę, która dwa lata wcześniej pisała pracę na temat okrzemek zamieszkujących Morskie Oko. Pewnie dzięki tym doświadczeniom trafiłem do PAN, do Zakładu Biologii Wód. Potrzebowali biologa-nurka w związku z progra-

mem „Alpi 2”, który dotyczył właśnie biologii i fizykochemii jezior alpejskich, a do takowych zalicza się zbiorniki tatrzańskie. Przez trzy lata miałem okazję nurkować tam przy okazji poboru wód – wspomina. I choć od jakiegoś czasu nie pracuje już jako biolog, to – jak podkreśla – nieustająco czuje się przyrodnikiem, niezależnie od tego, czy zajmuje się organizacją imprez nurkowych, jest instruktorem nurkowania czy nurkującym fotografem. Przyznaje, że wiedza zdobyta podczas studiów uczyniła z niego bardziej wnikliwego obserwatora podwodnego świata, świadomie poszukującego interakcji między zwierzętami czy ich sposobów maskowania się. – Teraz, kiedy prowadzimy wyjazdy dla nurków albo kiedy pracuję w bazie nurkowej, w sposób kompetentny potrafię opowiedzieć o tym, co widzimy pod wodą, używając właściwego nazewnictwa, odwołując się do ogólnie przyjętych idei ekologicznych, do powiązań w świecie przyrody. To
Stósa
Piotra
Archiwum
daje mi niesamowity komfort – akcentuje
Doświadczenie w nurkowaniu ma niebywałe! Nurkował ponad sześć tysięcy razy w najróżniejszych miejscach na świecie – między innymi w Egipcie, Indonezji, Palau, Mikronezji, Malezji, Sudanie, Chuuk, na Kubie, Galapagos, Malediwach czy w jeziorze Bajkał. Na szczęście –jak mówi – nurkując, wciąż jeszcze można zostać oczarowanym nietkniętą przyrodą, niezniszczoną i nieskażoną. – Istnieją całe połacie rafy, delikatnych struktur koralowych ciągnących się do granicy widoczności. Płynie się nad nimi 20–30 minut. W tym środowisku są kolorowe ryby i przemykają gdzieś na granicy widoczności rekiny. Wychodzisz po takim nurkowaniu i masz wrażenie, że byłeś w podwodnym raju – opisuje.
Niesamowite jest także to, że doświadczyć tego mogą również osoby z różnymi niepełnosprawnościami, między innymi niewidome lub z porażeniem czterokończynowym, bo Nautica, w oparciu o specjalny system edukacji nurkowej (Handicapped Scuba Association), organizuje szkolenia również dla nich.
Piotr Stós nie chce podpowiadać młodym ludziom, co robić, by połączenie pasji z karierą zawodową stało się łatwiejsze, bo uważa, że to indywidualna sprawa. Jakie wyzwania przed nim? Przede wszystkim utrzymanie firmy na rynku i jej dalszy rozwój. Myślał o napisaniu pracy doktorskiej ale, niestety, brakuje mu czasu. By podzielić się swoją wiedzą dotyczącą fotografii podwodnej, chciałby wydać książkę. Ale największy entuzjazm budzi w nim perspektywa odkrywania kolejnych miejsc podwodnego świata.
Rita Pagacz-Moczarska
Sekcja ds. Współpracy z Otoczeniem Społecznym, będąca częścią Centrum Promocji i Współpracy UJ, organizuje wraz z absolwentami naszej Uczelni zajęcia mentoringowe, szkolenia, prezentacje, debaty i networking. Informacje znajdują się na stronie: alumni.uj.edu.pl. Tam też, w ramach cyklu “Historie absolwentów”, publikowane są wywiady z praktykami rynku pracy, działającymi zarówno w środowisku akademickim, jak i biznesowym.
– współwłaścicielem nautica Safari, absolwentem Wydziału Biologii i nauk o Ziemi na uniwersytecie Jagiellońskim,
□ Świat przyrody to świat żywiołów. Pan postawił na wodę. Kiedy zaczęła się ta fascynacja i dlaczego akurat woda?
■ Przekazy rodzinne sugerują, że woda zawsze była w obszarze moich zainteresowań. Już ponoć jako małe dziecko nurkowałem w wannie. Ale, tak na poważnie, trzeba było dwudziestu lat, żeby trafić do klubu nurkowego i zacząć uczyć się prawdziwego nurkowania. Musiałem do tego dojrzeć. W latach szkolnych wędrowałem i wspinałem się po górach. Góry na wodę zamieniłem w okolicach pierwszego roku studiów.
□ Wybrał Pan ówczesny Wydział Biologii i Nauk o Ziemi na Uniwersytecie Jagiellońskim.
■ Dokładnie rzecz biorąc, studiowanie zacząłem na Politechnice Krakowskiej, na Wydziale Chemii. Po trzech latach, kiedy już nurkowałem, postanowiłem zmienić kierunek i uczelnię. Wybrałem biologię, a dokładniej hydrobiologię, i przeniosłem się na UJ.
■ Nurkowanie miało bardzo duży wpływ na ten wybór. Miałem za sobą nurkowanie na rafie koralowej, w Morzu Śródziemnym, w jeziorach. Niesamowicie mnie to interesowało. Uważałem, że to jest bardzo dobre połączenie zainteresowań z kierunkiem studiów i ewentualnym przyszłym zawodem.
Na UJ wkroczyłem w fantastyczny świat badań naukowych, szerszych idei, fascynujących zajęć z ekologii i fizjologii. Byłem naprawdę szczęśliwy. Poznałem wspaniałą kadrę dydaktyczną, uczestniczyłem w ciekawych zajęciach.
□ Czyli istniał plan, żeby połączyć wiedzę nabywaną na uczelni z nurkowaniem?
■ Wszystko się łączyło i uzupełniało. Na studiach miałem kurs z hydrobiologii, z bezkręgowców. Wiele rzeczy, o których się uczyliśmy, widziałem na własne oczy, pewnie jako jedyny na roku. Wiedzę z hydrobiologii czerpałem też z kursów nurkowych, więc było to świetne uzupełnienie. Studia uporządkowały mi wiedzę


Ukryte w dżungli wejście do jednej z cenot – systemu krasowych jaskiń ciągnących się pod półwyspem Jukatan, Meksyk
na resztę życia, poznałem język opisu przyrody, jakim się trzeba posługiwać. Teraz, kiedy prowadzimy wyjazdy dla nurków albo kiedy pracuję w bazie nurkowej, w sposób kompetentny potrafię opowiedzieć o tym, co widzimy pod wodą, używając właściwego nazewnictwa, odwołując się do ogólnie przyjętych idei ekologicznych, do powiązań w świecie przyrody. To daje mi niesamowity komfort, mimo że od lat nie pracuję już jako biolog.
Z całą pewnością połączenie fundamentu wiedzy przyrodniczej i, może trochę niecodziennych, doświadczeń, nabywanych wielokrotnie w ciągu roku podczas nurkowań w różnych miejscach na świecie, powoduje, że czuję się cały czas przyrodnikiem – niezależnie od tego, że jestem organizatorem imprez nurkowych i instruktorem nurkowania.
□ Skończył Pan studia pośrednio związane z pasją i zaczął budować ścieżkę, która miała pomóc w jej rozwoju.
■ W fenomenalnej książce Andrzeja Wilczkowskiego Miejsce przy stole, która jest głównie poświęcona górom i wspinaczce, autor pisze, że najlepiej, kiedy istnieją trzy punkty wyznaczające płaszczyznę zainteresowań. I u mnie właśnie biologia, nurkowanie oraz fotografia taką płaszczyznę wyznaczyły.
□ A kiedy skończyły się góry?
■ W pewnym momencie zaczęły iść w parze z nurkowaniem. Aż stało się tak, że zacząłem coraz częściej nurkować, po jakimś czasie pracować jako instruktor, no i po prostu tak powolutku, powolutku wspinaczka zniknęła.
□ W takim razie, proszę opowiedzieć, jak zaczęła się przygoda z nurkowaniem.
■ Połowa lat 80. to nie był czas popularności nurkowania. Istniały przede wszystkim kluby albo studenckie, albo prowadzone przez Ligę Obrony Kraju. W takim klubie pracowało się przy sprzęcie, przy planowaniu i organizacji wyjazdów, przy akcjach promocyjnych. W zamian za to można było dostać się na ekskluzywne, zwłaszcza na tamte czasy, wyjazdy do Egiptu, Hiszpanii, Meksyku, Sudanu. Akademicki Klub Podwodny „Krab” miał tradycję. Kiedy do niego wstąpiłem, istniał już ponad 20 lat. Była to już wtedy rozpoznawalna i szanowana organizacja nurkowa, w której działali ludzie wówczas dwukrotnie ode mnie starsi, doświadczeni w organizacji wyjazdów, świetni instruktorzy.
Odmienność tamtych czasów polegała, między innymi, na tym, że kursy nie trwały, jak dziś, kilka dni. Zapisując się do klubu, zaczynało się jesienią i zimą od wizyt na basenie. Potem były pierwsze nurkowania w zbiornikach podkrakowskich, następnie jechało się na dwutygodniowy obóz. To był cały proces „tworzenia” nurka. Teraz nurkowania uczy się szybciej, na przykład w czasie obozów nurkowych czy specjalnych szkoleń trwających zdecydowanie krócej niż rok akademicki.
□ A jak Pan wspomina czas studiów?
■ Dużo emocji w programie pierwszego roku budził przedmiot statystyka matematyczna dla biologów, prowadzony przez prof. Adama Łomnickiego. Z perspektywy byłego studenta Politechniki nie był wielkim wyzwaniem, ale rzeczywiście łatwo nie było.
Krążyła nawet legenda, jak trudno przejść przez tę statystykę, choć mówię o tym z przymrużeniem oka. Dla mnie były to fenomenalne zajęcia, skoncentrowane na użytkowej stronie statystyki, a nie na jej teorii, więc bardzo, bardzo pragmatyczne.
□ Gdzie podjął Pan pracę po zakończeniu studiów?
■ Moja praca magisterska była poświęcona drobnym organizmom bentosowym [bentos – zespół organizmów zwierzęcych związanych z dnem środowisk wodnych – przyp. red.] zamieszkującym Czarny Staw pod Rysami. Materiał do pracy zbierałem, nurkując w Tatrzańskim Parku Narodowym. Poszedłem ścieżką przetartą przez moją przyszłą żonę, Agnieszkę, która dwa lata wcześniej pisała pracę na temat okrzemek zamieszkujących Morskie Oko. Pewnie dzięki tym doświadczeniom trafiłem do PAN, do Zakładu Biologii Wód. Potrzebowali biologa-nurka w związku z programem „Alpi 2”, który dotyczył właśnie biologii i fizykochemii jezior alpejskich, a do takowych zalicza się zbiorniki tatrzańskie. Przez trzy lata miałem okazję nurkować tam przy okazji poboru wód.
□ Zrezygnował Pan z tej pracy, by oddać się kolejnej pasji, czyli fotografii?
■ Tak. Fotografowałem już dużo wcześniej, w liceum, na studiach, i w Krabie, czyli moim macierzystym klubie nurkowym. Od pewnego czasu miałem już trochę zleceń na usługi fotograficzne i wreszcie, wspólnie z kolegą po Łódzkiej Szkole Filmowej, zdecydowaliśmy się na otwarcie studia fotografii reklamowej. To nie był jeszcze czas cyfrówek, więc wszystko miało inny wymiar.
□ Praca sprawiła, że nurkowanie zeszło na dalszy plan, a może przeciwnie?
■ Mieliśmy małe dzieci, prowadziłem studio fotograficzne i troszkę odsunąłem się od nurkowania. Po wakacjach w 1997 roku w Chor-

wacji, gdzie pojechaliśmy z grupą przyjaciół, pomyśleliśmy, że miło byłoby jeździć na wyjazdy nurkowe częściej. Na jednym z wieczornych spotkań stwierdziliśmy, że możemy założyć firmę turystyczną, która będzie organizowała takie wyjazdy, a my wszyscy będziemy w nich uczestniczyć. Działalność rozpoczęliśmy, ale nasza „chorwacka” grupa spotkała się w takim samym gronie dopiero po kilku latach. Życie pokazało, że posiadanie firmy turystycznej nie jest gwarantem stałych wyjazdów w gronie przyjaciół, bo najważniejszym zadaniem jest organizacja wypraw dla klientów, a to zajmuje naprawdę sporo czasu. Podjęcie tej działalności na jakiś czas bardzo ograniczyło moją aktywność w zakresie profesjonalnej fotografii.
□ Na początku drugiej połowy lat 90. chyba nie było jeszcze wielu tego typu firm turystycznych?
■ Byliśmy, z całą pewnością, jedną z pierwszych tego typu firm w Polsce. Zaczęliśmy pokazywać się na targach turystycznych. Dla odwiedzających niemałym zaskoczeniem było, że istnieje firma, która mówi: przyjedźcie do nas na wakacje, a my w tydzień nauczymy Was nurkować
□ Jak odbierali Was ludzie? W tamtych czasach wydawało się, że nurkowanie to elitarna pasja, głównie dla młodych ludzi. Teraz mamy całkowicie inne podejście do wielu aktywności pozazawodowych.
■ Na pewno wtedy nurkowanie było odbierane jako coś bardzo ekskluzywnego. Ludzie nie wierzyli, że w tydzień można nauczyć się nurkować. Poza tym mieliśmy słabą infrastrukturę. Miejsce w Chorwacji, w którym prowadziliśmy przez pierwsze sezony centrum nurkowe, na obecne standardy było bardzo skromne. A jednak ludziom to w ogóle nie przeszkadzało, mało kto miał porównanie z podobnymi ośrodkami w Polsce czy za granicą.
□ Chorwacja była wówczas dla wielu osób krajem, który dopiero planują odkryć.



Fotograf podwodny w akcji, Morze Czerwone, Sataya, Egipt
■ Dokładnie tak. Mieliśmy tam ponton i motorówkę. Oprócz tego korzystaliśmy z łodzi rybackiej, którą gospodarz rano wypływał na ryby, potem sieci wciskał pod ławkę i zabierał nurków. Nikomu to nie przeszkadzało.
□ Działacie już prawie 30 lat. Jak rynek zmieniał się przez dekady?
■ Na początku prowadziliśmy naukę nurkowania w Krakowie i przez pięć miesięcy w bazie w Chorwacji. Następnym krokiem były wyjazdy do Egiptu. Zaczęliśmy tam jeździć mniej więcej dwa lata po otwarciu firmy. Najpierw były to stacjonarne wyjazdy do Hurgady, Dahabi, Sharm El-Sheikh, a potem wpadliśmy na pomysł, by organizować safari nurkowe po Morzu Czerwonym. Na takim tygodniowym safari ludzie mieszkają na łodzi i z niej nurkują trzy–cztery razy dziennie. Poza tym mają okazję dotrzeć do spektakularnych miejsc położonych dalej od brzegu. Wtedy robiliśmy dwa–trzy takie wyjazdy rocznie, teraz jest ich około 30, te lata przyniosły ogromny przełom na rynku. Staliśmy się dojrzałym krajem, którego obywatele korzystają z wielu różnych atrakcji, w tym, między innymi, z możliwości nurkowania w niezwykle atrakcyjnych miejscach na świecie. Na pewno jest to powiązane ze wzrostem świadomości i zamożności Polaków.
□ Porozmawiajmy o fotografii. Przełom XX i XXI wieku był czasem rewolucji w tej dziedzinie. Nastąpiło przejście
z fotografii analogowej na cyfrową. Również dla Pana była to ogromna zmiana.
■ Nawet jeżeli w czasach aparatów analogowych mogliśmy od razu po wykonaniu serii zdjęć pobiec do punktu foto, wywołać materiał, zrobić stykówki albo małe odbitki, na wyjazdach nurkowych było to niemożliwe. Wyjeżdżało się na dwa tygodnie, czasami na miesiąc, i dopiero po powrocie mogłem zobaczyć, co sfotografowałem. Było dużo rozczarowań, ale również wiele wspaniałych niespodzianek. Tymczasem nastąpił przełom. Wykonane zdjęcia można było natychmiast podglądnąć pod wodą i przynajmniej oszacować, czy się udało czy nie. Fotografia podwodna niesie za sobą masę nieintuicyjnych problemów, jak choćby szybka utrata natężenia światła, zanikanie ciepłych barw wraz z głębokością, więc to, co widzi nasze oko, niekoniecznie odpowiada temu, co później oglądamy na zdjęciu. Ale najważniejsze: zniknęła bariera 36 klatek, które mieściły się na tradycyjnym filmie do aparatu. Pierwszy aparat cyfrowy miałem w rękach pod wodą w 2004 roku. Zrobiłem nim, tak po prostu, od razu dobre zdjęcia. Takie, jakich nie miałem wcześniej okazji wykonać.
□ Proszę pozwolić, że zacytuję: Jestem nurkującym fotografem, a kiedy mam słabszy dzień, mało czasu lub gdy brak mi weny, jestem fotografującym nurkiem. Kim częściej bywa Piotr Stós obecnie?
Piotr Stós
■ Na szczęście, zazwyczaj jestem nurkującym fotografem. Jeżeli tylko mogę, czyli nie szkolę albo warunki nie są zbyt trudne, to jestem pod wodą z aparatem fotograficznym. Taka dokumentacja przydaje się przy promocji następnych wyjazdów, jest też fajną pamiątką dla osób, z którymi wyjeżdżam. Polowanie na dobry kadr niesamowicie podnosi adrenalinę. To, między innymi, z tego powodu nurkowanie cały czas sprawia mi ogromną przyjemność. – To taka ścieżka otwartego końca – nie ma możliwości, żeby „wystrzelać” się z tematów. Cały czas zdjęcia, które robię, mogą być lepsze, więc jest o co walczyć, i to daje dużą satysfakcję.
□ Nurkował Pan w wielu miejscach. Wspominał Pan o Chorwacji, gdzie macie centrum nurkowe, ale były też Kuba, Galapagos, Palau, Mikronezja.
■ Rzeczywiście, trochę już pojeździłem po świecie. Spośród miejsc uznawanych przez nurków za ikoniczne nie byłem nigdy w Australii, na Wielkiej Rafie Koralowej, choć pewnie kiedyś się tam wybierzemy. Natomiast wielokrotnie wracamy w te najlepsze miejsca, jak Indonezja, Filipiny, wspomniane Palau, Chuuk (dawniej Truk) w Mikronezji – kultowe miejsce wrakowe z dziesiątkami zatopionych statków floty japońskiej. Nasze kierunki to też Malezja, Kuba, Sudan. Ponad 120 razy byłem w Egipcie jako prowadzący safari nurkowe. Mam na swoim koncie przeszło sześć tysięcy nurkowań, które gdzieś trzeba było wykonać.
□ A jest takie miejsce, które lubi Pan najbardziej?
■ Odpowiedź nie jest prosta. Takich miejsc jest trochę, na przykład Chuuk, Galapagos, Raja Ampat, jezioro Bajkał czy stawy tatrzańskie.
□ Do jezior tatrzańskich jeszcze Pan wraca?
■ Nie, głównie ze względu na to, że nie ma do tego pretekstu. Dyrekcja Parku Narodowego ma bardzo konsekwentną politykę i nie wpuszcza nurków, którzy nie uczestniczą w projektach badawczych. Ale jeżeli kiedyś nadarzy się taka sposobność, to skorzystam z największą przyjemnością, bo to są ekscytujące nurkowania – i ze względu na otoczenie, i ze względu na przejrzystość wody. Niezwykle surowe klimaty, ale bardzo piękne.
□ Chciałby Pan jeszcze kiedyś wrócić do biologii czy jest to już zamknięty temat i teraz liczy się tylko fotografia i nurkowanie?
■ Czasami myślałem o napisaniu doktoratu, ale brakuje mi czasu. Mam bardzo dużo okazji do obserwacji przyrodniczych, szczególnie w tych miejscach, gdzie bywam często, gdzie jest pewna powtarzalność i widzę, co się z nimi dzieje w skali roku, w skali lat. Na pewno można byłoby o nich wiele opowiedzieć, pewne zmierzyć i uporządkować. Mam jednak inne obowiązki. Bywa, że współpracujemy z naukowcami. W Chorwacji, na przykład, podejmujemy działania z Instytutem Rybackim w Splicie, wspieramy również archeologów podwodnych w ich badaniach prowadzonych na wyspie Vis. Lokalizujemy antyczne artefakty pod wodą, pomagamy katalogować znaleziska, wspieramy w logistyce, użyczając środków pływających i sprzętu nurkowego.
□ Zaliczył Pan ponad sześć tysięcy nurkowań. Zapewne każde z nich to niezwykła przygoda. Wspomina Pan którąś szczególnie?
■ Wielokrotnie się zdarza, że wychodzimy oczarowani niezniszczoną, nieskażoną przyrodą, szczególnie tą tropikalną. Nie jest to standard, ale cały czas można zanurkować w takich miejscach, które są nietknięte. Istnieją całe połacie rafy, delikatnych struktur koralowych ciągnących się do granicy widoczności. Płynie się nad nimi 20–30 minut. W tym środowisku pływają kolorowe ryby i przemykają gdzieś na granicy widoczności rekiny. Wychodzisz po takim nurkowaniu i masz wrażenie, że byłeś w podwodnym raju.
W zeszłym roku byłem w lipcu z grupą na Malediwach, w miejscu, które się nazywa Hanifaru, i oglądaliśmy żerowanie mant [manta – jedna z największych ryb oceanu, z rodziny orleniokształtnych, o rozpiętości płetw około siedmiu metrów i wadze dwóch ton – przyp. red.]. Kiedy zobaczysz setki mant, które nie zwracając uwagi na ludzi, wirują w zielonkawej wodzie, zapamiętujesz to na zawsze. Wiesz, że byłeś świadkiem czegoś absolutnie niezwykłego, o czym jeszcze niedawno w ogóle nie miałeś pojęcia.
Dla mnie wspaniałe były także nurkowania w stawach tatrzańskich, szczególnie te podlodowe, gdzie widoczność w skutym lodem Czarnym Stawie sięgała pod wodą 60 metrów, czyli w zasadzie nie widziało się wody. Przez przerębel w dwumetrowym lodzie wpadała wiązka światła. Jak było słonecznie, to taki laserowy promień tańczył gdzieś na dnie, a poza tym była kompletna ciemność, bo lód i śnieg zatrzymywały światło. Wszyscy wychodzili poruszeni. To kolejne wspomnienie na całe życie. Czasami zdarzają się sytuacje trudne: złe warunki, silne prądy. Prądy oceaniczne mogą mieć prędkość od trzech do pięciu metrów na sekundę, czyli praktycznie albo płyniemy w rzece wody, gdzieś
nad rafą, wzdłuż podwodnej ściany, albo próbujemy się zaczepić specjalnymi hakami z linką i oglądać to, co w tym silnym prądzie na krawędzi rafy się dzieje. Na ogół polują tam tuńczyki, rekiny. Na pewno nurkowanie w wielu miejscach na świecie powoduje, że do trudnych wyzwań podchodzi się spokojniej. Wiadomo, jak się zachować w danych warunkach. Nie da się wszystkiego nauczyć na kursie nurkowania – czy to w Egipcie, czy w Polsce, czy w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Trzeba poskładać doświadczenia z wielu miejsc. I wtedy stajemy się dojrzałymi, kompetentnymi nurkami. Podczas wyjazdów najczęściej nurkuję z doświadczonymi ludźmi, więc bardzo rzadko dochodzi do niebezpiecznych sytuacji.
□ Jakie możliwości ma osoba, która chciałaby spróbować nurkowania?
■ Jedna z dziedzin nurkowania to nurt szkoleniowy. Począwszy od podstawowego kursu nurka wód otwartych, czyli Open Water Diver, przez kolejne szczeble edukacji, które pozwalają nauczyć się nurkowania na coraz większych głębokościach, ale do 40 metrów, bo to jest granica nurkowania rekreacyjnego. Można też wybrać wariant szkoleń specjalistycznych, na przykład nauka nurkowania w nocy, nurkowanie w suchym skafandrze, z aparatem fotograficznym, nurkowanie z użyciem innych mieszanin oddechowych niż powietrze. To jest blok nurkowań rekreacyjnych. Kolejne są szkolenia profesjonalne dla przyszłych instruktorów nurkowania i przewodników podwodnych. Jest też strefa kursów dla ludzi, którzy chcą nurkować w bardziej „adrenalinowych” warunkach, na przykład nurkowania dekompresyjne, jaskiniowe, wrakowe – czyli nurkowania techniczne, które wymagają dodatkowego sprzętu i opanowania nowych, zaawansowanych technik.
□ Co trzeba zrobić, by zostać dobrym nurkiem? Elementarne szkolenie, które daje pewną bazę do rozpoczęcia podwodnej przygody, przecież nie wystarczy.
■ Podstawowe szkolenie kończy się dziesięcioma nurkowaniami. Człowiek ma wtedy takie kwalifikacje jak po kursie prawa jazdy. Najpierw się ćwiczy na placu manewrowym, czyli na płytkiej wodzie, potem troszkę głębiej, do 18 metrów. W kolejnym kroku

trzeba dołączyć wiedzę, doświadczenie zbierane podczas wyjazdów, umiejętności posługiwania się sprzętem (najlepiej mieć swój), należy szanować przyrodę i nurkować odpowiedzialnie, czyli stosować się do wypracowanych przez branżę zasad bezpieczeństwa. Opieramy się na schemacie sześcioelementowym, czyli umiejętności, wiedza, doświadczenie, sprzęt, odpowiedzialność i ochrona środowiska. Jeżeli ktoś ma między 50 a 100 nurkowań, to jest już w miarę doświadczonym nurkiem. Nie znam osoby, która po stu zanurzeniach nie potrafi nurkować, więc na pewno praktyka, szkolenie się w dobrych ośrodkach i zwiększanie umiejętności są kluczowe.
Przy okazji, kiedy rozmawiamy o szkoleniach, wspomnę również o tym, że nurkować mogą także osoby z niepełnosprawnościami. Szkolimy takie osoby prawie od początku istnienia Centrum Nautica w oparciu o specjalny system edukacji nurkowej (Handicapped Scuba Association) przygotowany dla osób z ograniczeniami ruchowymi lub sensorycznymi. Wśród naszych wychowanków mamy takich, którzy nurkują jak równy z równym z osobami w pełni sprawnymi i potrzebują tylko pomocy przy wejściu i wyjściu z wody. Mamy również i takie, które muszą nurkować z dwójką asystentów, ponieważ nie są samodzielne pod wodą, na przykład osoby niewidome lub z porażeniem czterokończynowym. Oni też mogą nurkować! Jesteśmy bardzo dumni z tego, że założone przed laty Stowarzyszenie Nautica cały czas działa i pozwala odkrywać podwodny świat osobom z niepełnosprawnością.
□ To wspaniała informacja dla wszystkich, którzy chcieliby spróbować swoich sił w nurkowaniu.
■ Pamiętajmy, że w wielu przypadkach nasze ograniczenia fizyczne nie są przeszkodą, by przeżyć podwodną przygodę.
□ W waszym zespole pracuje wiele osób. Każda z nich ma inną specjalizację?
■ Jesteśmy absolwentami różnych kierunków studiów. W obszarze nurkowania większość z nas to albo przewodnicy, albo instruktorzy, i mamy swoje specjalności. Są osoby, które znają
doskonale rynek azjatycki i przygotowują programy na wyjazdy, są osoby, które zajmują się marketingiem, oraz takie, które zajmują się szkoleniem albo, tak jak ja, fotografią. Dysponujemy w naszym zespole pulą różnych kompetencji i korzystamy z tego w trakcie przygotowywania imprez oraz w trakcie ich realizacji.
□ Nie było takiego momentu w życiu, że chciał Pan powiedzieć: Już mam dość tego nurkowania i będę robił coś innego, może wrócę do moich ukochanych gór z młodości?
■ Wierzę w przeznaczenie. Jeżeli ma się trzy pasje, które się łączą, a człowiek realizuje je od wielu lat i żyje z tego, trudno by było spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: Czy masz pomysł, jak twoje życie poprawić, czy można by było robić coś fajniejszego, coś lepszego? Na razie odpowiedziałem sobie na te pytania i nie mam innego, lepszego pomysłu. Były trudne momenty, na przykład w pandemii. Byliśmy wtedy, tak jak wiele firm turystycznych, gdzieś na krawędzi kryzysu. Na szczęście, mieliśmy akurat dobrą strukturę zatrudnienia, skorzystaliśmy z tarcz pomocowych, ale ponowne rozbudzenie działalności było bardzo mozolne.
Zawirowania polityczne i wojenne też powodują u nas destabilizację. Ostatni przykład to wojna na Bliskim Wschodzie, która spowodowała załamanie rynku lotniczego. Natychmiast odczuliśmy duże problemy z poszukiwaniem alternatywnych tras lotów. Choć pracujemy z ludźmi, którzy najczęściej mają doświadczenia w podróżowaniu i przeżyli już różne trudne sytuacje, to jednak każdy taki incydent wojenny czy destabilizacja jakiegoś rejonu natychmiast odbija się na zainteresowaniu wyjazdami. Świat się robi mniej przewidywalny, więc część osób mówi: odłóżmy podróżowanie na inny czas
□ Wspomniał Pan o czasach pandemii, o braku możliwości wyjazdów. Czy istniały jakieś rozwiązania on-line, dzięki którym można było poznać choć teoretyczne podstawy nurkowania?
■ To jest bardzo dobre pytanie. Organizacja, w której szkolimy – Scuba School International, udostępniła w tym trudnym czasie nurkom za darmo wiele cyfrowych materiałów edukacyjnych, które można było wykorzystać podczas kursów on-line. Orga-
Żółw zielony z przyczepionymi podnawkami, Morze Czerwone, Marsa Shouna, Egipt


Rekin tygrysi i nurkowie w strefie „karmienia”, Ocean Indyjski, Fuvahmulah, Malediwy
nizowaliśmy wiele takich kursów dla osób z całej Polski. Była to też szansa na utrzymanie kontaktów i na to, żeby ludzie nie zapomnieli o nurkowaniu.
□ Rozmawialiśmy o kursach, porozmawiajmy o tej drugiej stronie nurkowania, czyli, chyba można tak powiedzieć, podwodnym zwiedzaniu.
■ Jak najbardziej, to właśnie tak wygląda. Wyjazdy, nazwijmy je egzotycznymi, to najczęściej sześć, siedem do ośmiu dni nurkowania, podczas których wykonuje się około 18–20 zanurzeń. Za każdym razem w innej części rejonu, wokół dużej rafy lub półwyspu. Uczestnicy takich wypraw zdobywają wiedzę o tym, jak wygląda podwodny świat w tym rejonie. Potem z reguły mamy w programie część lądową, bo dla wielu osób to często jedyna okazja, żeby poznać dany kawałek świata. Bywa tak, że pod wodą jest bardzo atrakcyjnie, a na powierzchni już tak nie jest, ale warto też po prostu zobaczyć, jak żyją ludzie w różnych regionach świata. Czasem też po to, żeby docenić, w jak wspaniałym kraju żyjemy.
□ Wróćmy jeszcze na chwilę do początku naszej rozmowy. Mówił Pan już nieco o hydrobiologii. Cały czas wykorzystuje Pan wiedzę z tej dziedziny?
■ Wspomniałem już o tym, że ta wiedza daje mi pewność siebie, gdy mówię o podwodnej przyrodzie. Powoduje też, że obserwuję ją w bardziej kompetentny sposób. Szukam interakcji między zwierzętami, zwracam uwagę na zwyczaje godowe, na sposoby maskowania się tych podwodnych zwierzaków. Pozwala ona osadzić to, co się widzi, w formalnej, przyrodniczej narracji.
□ Czy ma Pan jakąś radę, dzięki której połączenie pasji z karierą zawodową może być łatwiejsze?
■ Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Myślę, że są dwie drogi. Albo decydujemy się na dobrze płatny zawód, z którego dochody pozwalają nam na realizowanie pasji, albo podejmujemy pracę
w obszarze, który bezpośrednio lub pośrednio wiąże się z tym, co nas interesuje. Wtedy nie trzeba na to wydawać pieniędzy. Występujące często na początku kariery zawodowej niespełnione oczekiwania finansowe są w takiej sytuacji kompensowane przez frajdę z wykonywania zawodu. Zawsze jest nadzieja, że to, co robię, będzie się rozwijać, jeżeli utrzymam się na rynku, i będzie przynosić coraz lepsze wyniki ekonomiczne.
Z doświadczenia i obserwacji wiem, że niektóre osoby w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że muszą się wziąć za „porządną” pracę, bo zakładają rodziny, kończą studia i szukają dobrze płatnych posad. Ale są i tacy, którzy mając dość wielkich firm, korporacji, mówią: Zrobię uprawnienia instruktorskie i popracuję sezon lub dwa w klapkach na plaży. Potem często zostają w branży na dłużej.
Są plusy i minusy każdej z tych decyzji, więc trzeba je podejmować indywidualnie i ułożyć sobie swoją ścieżkę, tak by później nie było rozczarowań.
□ Zrealizował Pan wiele swoich marzeń, zbudował firmę, odwiedził mnóstwo wspaniałych miejsc. Jakie teraz stoją przed Panem wyzwania?
■ Oczywiście, wyzwaniem jest zawsze utrzymanie się firmy na rynku i jej dalszy rozwój. Chciałbym też podzielić się swoją wiedzą o fotografii podwodnej, wydając książkę poświęconą tej tematyce. W związku z tym mam też wyzwania cząstkowe. Uzupełniam materiały ilustracyjne i merytoryczne, tak by powstała publikacja, która będzie użyteczna dla przyszłych fotografów podwodnych. No i zawsze atrakcyjnym planem jest odwiedzenie miejsc, których jeszcze nie widziałem. To jest to coś, co mnie napędza i co powoduje, że wykonuję swoją pracę z niesłabnącym entuzjazmem.
□ W takim razie życzę realizacji tych planów. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmawiał Piotr Rapciak Sekcja ds. Współpracy z Otoczeniem Społecznym Centrum Promocji i Współpracy UJ
raków w pierwszej ćwierci XVIII wieku mocno podupadł 1. Panowanie Augusta II Mocnego (1697–1733) i Augusta III Sasa (1733–1763) zapisało się w historii jako okres słabości państwa, w którym wojna domowa rodów magnackich pogrążała kraj w politycznej anarchii i gospodarczym zamęcie. Niegdysiejsza stolica Polski stała się prowincjonalnym miastem, którego liczba ludności przez cały wiek nie osiągnęła poziomu z początku stulecia. Niefortunna polityka króla Sasa wciągnęła Polskę w wojnę ze Szwedami (wojna północna 1700–1721) i spowodowała zapaść ekonomiczną kraju. Podczas wojny siedmioletniej (1756–1763) Polska stała się „karczmą zajezdną” wojsk nieprzyjacielskich. Grabieże rujnowały dobytek, głód i epidemie dziesiątkowały ludność, a klęski elementarne (pożary, huragany, powodzie) rujnowały

Hugo Kołłątaj jako podkanclerz koronny – portret Jana Peszki z 1791 roku, Zamek Królewski w Warszawie
materialne podstawy bytu. Kraj utracił spoistość narodową i terytorialną oraz militarne zdolności obronne. Niemniej jednak w tym okresie nastąpił rozkwit sztuki barokowej i rokokowej. Powstały znamienite dzieła architektury sakralnej. W Krakowie były to kościoły Paulinów na Skałce, Karmelitanek na Wesołej, Misjonarzy na Stradomiu, Trynitarzy (Bonifratrów) i Pijarów, rokokowe wnętrze kolegiaty akademickiej św. Anny autorstwa Baltazara Fontany, barokowy hełm wieży i wnętrze katedry wawelskiej – powstałe z inicjatywy biskupów Kazimierza Łubieńskiego i Andrzeja Stanisława Załuskiego2 W drugiej połowie XVIII wieku sytuacja polityczna i społeczna w Polsce nadal była trudna. Konfederacja barska (1768–1772) – symbol walki o niepodległość, przyczyniła się do pogłębienia kryzysu i pierwszego rozbioru Polski w 1772 roku. Wydarzenia te osła-
Niniejszy artykuł powstał z potrzeby uporządkowania i pogłębienia wiedzy historycznej, której niedostatek towarzyszył mojej długoletniej pracy zawodowej botanika w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego – miejscu, gdzie dziedzictwo Hugona Kołłątaja i Jana Śniadeckiego jest żywe nie tylko w nazwach budynków czy tablicach pamiątkowych, ale także w samej strukturze i duchu Uczelni. Przez te lata, wielokrotnie oprowadzając gości po tym wyjątkowym miejscu, przywoływałem postacie, które odegrały kluczową rolę w reformie Akademii Krakowskiej i działalności Komisji Edukacji Narodowej. Przez ten czas towarzyszyła mi jednak świadomość powierzchowności wiedzy dotyczącej reformatorów – ich życiorysów, motywacji działania i okoliczności, które sprowadziły ich do Krakowa, oraz reakcji ówczesnego środowiska akademickiego na rewolucyjne zmiany, jakie wprowadzali. Choć przedstawione tu fakty mogą wydawać się oczywiste dla historyków, to dla mnie – przyrodnika związanego zawodowo i emocjonalnie z miejscem, które jest żywym pomnikiem ich reform, mają szczególne znaczenie. Niniejsze opracowanie nie jest więc historyczną rozprawką, a osobistym hołdem złożonym postaciom, które nie tylko uratowały Uniwersytet przed upadkiem, ale także wytyczyły drogę rozwoju, którą podąża do dziś.
Józef Mitka dyrektor Ogrodu Botanicznego UJ w latach 2013–2020
biły kraj, nasilając problemy gospodarcze i społeczne. Jeszcze w latach 80. XVIII wieku Kraków był smutnym i opustoszałym miastem. Wszystkie domy grożą zawaleniem, a żaden nie jest naprawiany3 Kryzys nie ominął również Uniwersytetu. Brak środków materialnych sprowadził Uczelnię do rzędu prowincjonalnej szkoły o charakterze plebejskim, z którego kondycji drwiła szlachta, wysyłając młodzież do lepiej uposażonych szkół jezuickich i pijarskich. W nauczaniu dominowała wykładana w lichej łacinie strywializowana scholastyka4. Hugo Kołłątaj tak charakteryzował ówczesny stan Akademii Krakowskiej: Nie będziemy tu wspominać, do jakiego stopnia sławy doszła niegdyś Szkoła Główna Krakowska w Polszcze i Europie. Rozbierając uwagą czasy ostatnie, przyznać z żalem trzeba, że ta sławna niegdyś całej Polski szkoła w bardzo lichym znajdowała się stanie5 Uczelni groziło unicestwienie. Delegacja profesorska, w składzie której znaleźli się ksiądz Alojzy Putanowicz (1737–1788) i ksiądz Andrzej Lipiewicz (ok. 1724 –1778), w roku powstania Komisji Edukacyjnej (1773) udała się do króla Stanisława Poniatowskiego z propozycjami naprawy Akademii (zachowała się wydana drukiem mowa, wygłoszona wówczas przez Lipiewicza do monarchy). Król przyjął delegację życzliwie, lecz skierował ją do Komisji, która początkowo nie uznawała oficjalnie Uniwersytetu, skazała go na nieuchronny rozpad. Upadający Uniwersytet uratował Ignacy Potocki (1750–1809), stwierdzając, że korzystniej będzie oprzeć się na istniejącym fundamencie, niż tworzyć od podstaw nową uczelnię6. Zamysł ten poparł Michał Poniatowski – główny orędownik i obrońca Akademii Krakowskiej oraz długoletni możny protektor Kołłątaja7 . Paradoksalnie, pomimo tragicznej sytuacji gospodarczej i politycznej Rzeczypospolitej, okres dynastii saskiej, zwany przez konserwatywną szlachtę „słodkim panowaniem”, był postrzegany jako czas stabilizacji i spokoju. August II Mocny i August III Sas – królowie elekcyjni, którzy spędzali więcej czasu w Dreźnie niż w Warszawie, nie ingerowali zbytnio w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej. Ta pasywność monarchów, pozbawionych ambicji reformatorskich, stworzyła iluzję stabilizacji, która sprzyjała rozwojowi specyficznej kultury sarmackiej, opartej na kultywowaniu tradycji,
http://zbiory.bj.uj.edu.pl/zenphoto/Public Domain/

wolności szlacheckich i lokalnych zwyczajów – kosztem budowania trwałych fundamentów państwa.
W tym miejscu należy poświęcić uwagę Ignacemu Potockiemu – „dobremu duchowi” reformatora, który niejednokrotnie wybawiał go z opresji, skutecznie wspierał jego działania i inspirował wiele pomysłów. Od 1781 roku Potocki, główny rzecznik stronnictwa obozu patriotów i reformatorów, pełnił funkcję Wielkiego Mistrza loży Wielkiego Wschodu Narodowego Polski. Związki Kołłątaja z organizacją niejawną, w której w Polsce najwyższą pozycję zajmował król Stanisław August
Poniatowski, niewątpliwie przyczyniały się do propagowania idei oświeceniowych, chociaż nie ma dowodów na przynależność samego Kołłątaja do tego ruchu8. Wolnomularstwo, dążące do laicyzacji życia i sprzyjające egalitarnym ruchom społecznym, było naturalnym sprzymierzeńcem reformatorów – miało zbieżne poglądy na wiele zagadnień życia społecznego. Wspólne patrzenie na kwestie społeczne i polityczne sprawiało, że idee oświeceniowe i masońskie często się przenikały, a instytucje życia parlamentarno-politycznego doby Sejmu Czteroletniego często przypominały swoim charakterem wzorce lóż masońskich – zarówno pod względem organizacji, jak i celów reformatorskich. pierwsze jaskółki zmian
www.sdm.upjp2.edu.pl

W reakcji na głęboki kryzys polskiego szkolnictwa pierwsze poważne próby podźwignięcia Akademii Krakowskiej z upadku przypadły na lata 40. i 50. XVIII wieku. Zaniedbana Uczelnia, dotknięta stagnacją naukową, brakiem reform i malejącym prestiżem, stała się przedmiotem troski światłych hierarchów kościelnych. Wśród biskupów krakowskich, którzy podjęli starania na rzecz jej odnowy, wybitne miejsce zajmują: Jan Lipski (1690–1746) – biskup krakowski (1732–1746), inicjator pierwszych reform programowych i zwolennik unowocześnienia metod nauczania, i Andrzej Stanisław Załuski (1695–1758) – biskup krakowski (1746–1758), wybitny mecenas nauki i kultury, który wspólnie ze swoim bratem, Józefem Andrzejem Załuskim (1702–1774), założył w 1747 roku pierwszą w Polsce bibliotekę publiczną w Warszawie (tzw. Biblioteka Załuskich). Biskup Lipski usiłował przeprowadzić pewne reformy, spotkał się jednak z nieprzezwyciężonym oporem fakultetów. Jednym z jego osiągnięć było wprowadzenie w 1745 roku nowoczesnej zasady zobowiązującej drukarnię uniwersytecką do przekazywania do bibliotek kolegiów tzw. egzemplarza obowiązkowego wszystkich publikacji9.
Największe osiągnięcia należy przypisać biskupowi Załuskiemu, który ustanowił katedry języka niemieckiego i francuskiego oraz podjął starania zmierzające do nauczania nowej filozofii i rozbudowy studiów matematycznych. Podkreśla się także starania biskupa o pozyskanie eksponatów i instrumentów do nauczania fizyki i astronomii. Największe sukcesy osiągnął
jednak na polu gospodarczym, promując rozwój przemysłu hutniczego i górniczego zdewastowanego przez najazdy szwedzkie w regionie Olkusza i Sławkowa10. Zasługą Załuskiego jest także rozszerzenie w Małopolsce uprawy ziemniaka11, znanej dotąd głównie w postaci ogrodowej.
Ksiądz Marcin Świątkowski (1720–1790), protegowany biskupa Andrzeja Stanisława Załuskiego, był autorem przełomowego traktatu Prodromus polonus eruditae veritatis (Polski herold naukowej prawdy, 1765). Dzieło to, oparte na filozofii Christiana Wolffa (1679–1754) – ucznia Gottfrieda Wilhelma Leibniza, stało się pierwszą w Polsce apologią nowoczesnej nauki. Traktat Świątkowskiego, chociaż zapomniany przez potomnych, był na wskroś nowoczesny i wyprzedził swoją epokę. Po raz pierwszy w polskiej myśli naukowej podjął on zasadnicze kwestie: wyższości nauki nowożytnej nad starożytnością – odrzucenia autorytetu starożytnych (na przykład Arystotelesa) na rzecz empiryzmu i racjonalizmu, program badań empirycznych – podkreślenie roli obserwacji, doświadczenia i weryfikacji jako podstaw nauki i etyki uczonego obejmującej zasadę obiektywizmu, krytycyzmu i wolności od stronniczości. Przykładem jest cytat: Prawdy zaś należy oczekiwać nie od sprzyjających warunków jakichś czasów, bo to są rzeczy zmienne, lecz od światła natury i doświadczenia, bo to są rzeczy wieczne. Należy więc krytycznie oceniać tego rodzaju prace naukowe i pilnie zważać, aby nie popchnęły one umysłu ku stronniczości [...] A szczególnym zaskoczeniem dla prawidłowo widzącego umysłu jest to, że niewielu ludziom leży na sercu troska o to, aby dla umysłu ludzkiego została otworzona i zawarowana dobrze przez doświadczenie zmysłowe podbudowana...12. Słowa wypowiedziane przed ponad dwoma stuleciami nabierają szczególnego znaczenia wobec współczesnych prób ideologizacji nauki, a dzieło Świątkowskiego jest zwiastunem nowego stylu jej uprawiania w naszym kraju. Biskup Załuski – wybitny mecenas nauki i kultury – osobiście korespondował z Wolffem, niemieckim filozofem i prekursorem oświecenia. To właśnie biskup ufundował swojemu wychowankowi, Marcinowi Świątkowskiemu, stypendium nauko-

we w Halle – ośrodku myśli wolffiańskiej. Program philosophiae scientiarum, który Świątkowski propagował w Krakowie, spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem scholastycznego środowiska Akademii Krakowskiej. Konserwatywni profesorowie, związani z tradycją tomistyczną i scholastyką, postrzegali nowoczesne poglądy filozoficzne Wolffa jako zagroże-
nie dla dotychczasowego dogmatycznego porządku nauczania. Według świadectwa Hugona Kołłątaja Świątkowski prześladowany od starszyzny, oddalił się prędko od zgromadzenia akademickiego i opuścił mury uczelni13
Według opinii Mirosławy Chamcówny14 śmiałością myśli nie dorównał pionierowi reform jego następca na krakowskiej stolicy biskupiej Kajetan Sołtyk (1759–1788), który w kilka lat po śmierci biskupa Załuskiego przystąpił do wizytacji Akademii. W latach 1760–1765 podjął, między innymi, starania o poprawę stanu materialnego Uczelni15. Wynikiem wizytacji było sprawozdanie przedstawione na Sejmie w 1766 roku, które doprowadziło do uchwalenia konstytucji przeznaczającej dla Akademii jedno z opactw komendatoryjnych. Dzięki temu postanowieniu Uniwersytet Krakowski uzyskał w 1784 roku dochody z probostwa miechowskiego16. Była to jedna z tych inicjatyw, które ułatwiły przeprowadzenie późniejszej reformy Akademii przez Hugona Kołłątaja i KEN.
Dramatyczną postać przybrał spór Kołłątaja z biskupem krakowskim. Podczas sejmu Czaplica (marszałkiem sejmu obrano Celestyna Czaplica podkomorzego łuckiego) w 1766 roku Kajetan Sołtyk był liderem konserwatywnego obozu sarmackiego, oponentem króla Stanisława Augusta i wspierającej go Familii (rodu Czartoryskich) oraz poplecznikiem dworu saskiego. Po przystąpieniu do konfederacji radomskiej (sprawa dysydentów) w 1767 roku sprzeciwił się, między innymi, rosyjskim gwarancjom ustaw sejmowych. W rezultacie został uwięziony wraz z kilkoma innymi osobami przez rosyjskiego ambasadora Nikołaja Repnina i zesłany na pięć lat w głąb Rosji, do Kaługi. Wydarzenie to było jedną z przyczyn zawiązania się konfederacji barskiej.

Strona tytułowa Prodromus Polonus eruditae veritatis Marcina Świątkowskiego (1765); (Polski herold naukowej prawdy, czyli traktat o dostojeństwie i użyteczności, o utrudnieniach i pomocy oraz siedzibach nauk dla rozwoju nauki z okazji wyboru króla polskiego na podstawie rozmaitych autorów opracowany przez M. Marcina Świątkowskiego, magistra sztuk wyzwolonych i filozofii doktora, kustosza kościoła kolegiackiego w Skarbimierzu [kościół św. Jana Chrzciciela w Skalbmierzu])
W sporze z Hugonem Kołłątajem, który miał charakter prestiżowy i światopoglądowy (młody reformator vs. senior konserwatysta), biskup Kajetan Sołtyk, pogrążony w stanie „melancholii”17 po traumie zesłania w głąb Rosji, a także wyrzutami sumieniami po katastrofie kraju, podżegany przez prałatów, nałożył na młodego kanonika ekskomunikę w reakcji na okoliczności sporu o beneficja kościelne. W rezultacie Koł-
łątaj musiał opuścić diecezję. Ostatecznie Sołtyk, jako mente captus (niepoczytalny), za którego został uznany, od 15 maja 1782 przebywał w odosobnieniu w Kielcach. Po kilku latach Kołłątaj uzyskał rewizję wyroku ekskomuniki od zastępcy biskupa, ówczesnego archidiakona kapituły krakowskiej księdza Józefa Olechowskiego (1735–1806, biskup krakowski od 1786 roku), i odzyskał utracone posiadłości18
Do zasług archidiakona należy zaliczyć jego mediację, wraz z Antonim Żołędziowskim, w rokowaniach prowadzonych przez Kołłątaja z odsuniętymi od swoich katedr teologami. Otrzymawszy emerytury, wszyscy z nich ustąpili i oddali Szkole Głównej swoje kanonie i mieszkania w budynku Collegium Maius, otwierając w ten sposób możliwość przeprowadzenia reform19
Usunięcie ciążącej na Kołłątaju ekskomuniki przez prymasa Ostrowskiego, przy czynnym udziale Jana Śniadeckiego i Ignacego Potockiego, zażegnało kryzys i umożliwiło jego wybór na fotel rektora Szkoły Głównej pod koniec stycznia 1783 roku. Objęcie rektoratu przez Kołłątaja wymagało zrzeczenia się przez Żołędziowskiego funkcji rektorskiej, co urzeczywistniło się 21 października 1783. Według źródeł wyszedł z tej opresji skołatany utrapieniem20
Akt ekskomuniki był przejawem szerszego zjawiska, jakim była niechęć wobec reform ze strony konserwatywnego środowiska kościelnego, starającego się o zachowanie status quo Uczelni. Co więcej, w tej kwestii niezdecydowane stanowisko zajmowała także Komisja Edukacji Narodowej i sam jej prezes Michał Poniatowski, co groziło załamaniem planów reformatorskich21
Jeszcze w okresie przed reformą Kołłątaja wspomniany już Józef Putanowicz (1737–1788) – profesor Akademii, autor podręcznika geografii dla Szkół Nowodworskich, prekursor nauczania filozofii eklektycznej, opracował w 1764 roku nowoczesny schemat organizacyjny studiów uczelnianych22. Jego działania reformatorskie zbiegały się z założeniem przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1765 roku elitarnej świeckiej szkoły wyższej w Polsce – Szkoły Rycerskiej w Warszawie, kształcącej przyszłych oficerów i urzędników państwowych w duchu nowoczesnych idei oświeceniowych. Z tego wczesnego okresu pochodzą także pierwsze głosy o potrzebie założenia obserwatorium astronomicznego
www.diecezja.pl

w Krakowie, których wyrazicielem był Jakub Niegowiecki (1719–1783), cichy zwolennik Kopernika, wysłany przez biskupa Załuskiego w 1763 roku do Wiednia celem zakupu instrumentów astronomicznych23. Stał się on później ofiarą reformy, gdyż jako jej kontestator z powodu utraty beneficjów w 1780 roku wszedł w spór z Radą Główną Szkoły Głównej i został usunięty z jej grona. W rezultacie Komisja Edukacyjna odmówiła wpisania go na listę emerytów, pozostawiając „z miłosierdzia” posiadane beneficja i zezwalając na zamieszkanie w Collegium Maius24
Ostatecznie dopiero w latach 1790–1792 dokonano przebudowy pałacu Czartoryskich przy ul. Kopernika, we-
dług wstępnych planów architekta KEN Stanisława Zawadzkiego, wykonanej pod kierownictwem Feliksa Radwańskiego. Uroczyste otwarcie „Pałacu Astronomicznego” odbyło się 1 maja 1792, ale już od jesieni roku poprzedniego rozpoczął tam swoje prace Jan Śniadecki. Ówczesny dyrektor Ogrodu Botanicznego Franciszek Scheidt otrzymał mieszkanie na parterze Obserwatorium, gdzie przemieszkiwali kolejni dyrektorzy jednostki, aż do czasów Władysława Szafera25
komisJa edukacJi narodoweJ
Maciej Szczepańczyk

Komisja Edukacji Narodowej została powołana ustawą sejmową 14 października 1773, zaledwie dwa miesiące po kasacie zakonu jezuitów. Powstała w dramatycznych okolicznościach sejmu rozbiorowego, a jej założycielami byli, między innymi, Joachim Chreptowicz i następca Kołłątaja na fotelu rektorskim – Feliks Oraczewski. Była to pierwsza na świecie państwowa instytucja o charakterze ministerstwa edukacji, której powstanie zainicjował król Stanisław August Poniatowski wraz ze swoim reformatorskim otoczeniem. Głównym celem Komisji było przejęcie majątku i zreformowanie systemu szkolnictwa w Rzeczypospolitej po likwidacji szkół jezuickich. Chociaż pionierskie reformy Stanisława Konarskiego (Collegium Nobilium, 1741) były istotnym osiągnięciem, polskie szkolnictwo – w znacznej mierze podporządkowane instytucjom kościelnym – nie było zdolne do przeprowadzenia niezbędnych, głębokich zmian26. Warto zaznaczyć, że bezpośrednio przed kasatą zakonu szkolnictwo jezuickie odzyskało po okresie stagnacji wysoki poziom i w obrębie klasztornych murów formowało elitę – ludzi gruntownie wykształconych, o dobrym smaku i wykwintnych manierach. Właśnie z tym zakonem król Stanisław August Poniatowski wiązał początkowo największe nadzieje w kontekście reform oświatowych i politycznych. Wśród twórców nowo powstałej instytucji znaleźli się dostojnicy kościelni: Ignacy Józef Massalski (1727–1794) i Michał Jerzy Poniatowski (1736–1794). Wśród magnatów wyróżniał się Andrzej Zamoyski (1716–1792), redaktor zbioru praw – Kodeksu Zamoyskiego , odrzuconego przez sejm w 1780 roku. Był to dotkliwy cios dla prac Komisji, gdyż jeden z artykułów ustanawiał powszechny obowiązek utrzymywania szkół parafialnych
przez proboszczów pod zwierzchnictwem KEN, a inny obrócenie części dóbr kościelnych na cele charytatywne i oświatowe27 Najwybitniejszym i najbardziej oddanym sprawom edukacji był Ignacy Potocki (1750–1809). Z jego inicjatywy powstało Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych, którego był długoletnim prezesem. Wśród członków Komisji znalazł się również Hugo Kołłątaj, który 15 maja 1777 pojawił się w Krakowie jako wizytator z pełnomocnictwa Komisji w celu reorganizacji Szkół Nowodworskich oraz przeprowadzenia wizytacji i reformy Akademii Krakowskiej28
Hugo kołłątaj – życiorys i działalność reformatorska
Hugo Kołłątaj urodził się 1 kwietnia 1750 w Dederkałach Wielkich koło Krzemieńca na Wołyniu, w rodzinie zubożałego szlachcica. Gdy był dzieckiem rodzina przeniosła się do Sandomierskiego. Początki jego edukacji wiążą się ze szkołą średnią w Pińczowie, a następnie ze Szkołami Nowodworskimi, gdzie otrzymał stypendium uniwersyteckie. W 1768 roku ukończył prawdopodobnie studia na Akademii Krakowskiej w zakresie filozofii i teologii. Niższe święcenia uzyskał 13 czerwca 1767 z rąk sufragana krakowskiego Franciszka Potkańskiego (1708–1789), swojego krewnego. Dzięki protekcji biskupa i nowo poznanych wpływowych dygnitarzy watykańskich, po śmierci biskupa Andrzeja Załuskiego uzyskał prowizję na kanonię krakowską 23 lutego 1773 bezpośrednio z rąk papieża Klemensa XIV. Papież dostrzegł w młodym kanoniku geniusz, śmiałość charakteru, zdolność do rozmowy o naukach, pracowitość i czynność. Uzyskanie beneficjum otworzyło kolejne drzwi i, mimo sprzeciwu urażonych decyzją „ponad głowami” kanoników krakowskich, w tym Józefa Olechowskiego (1735–1806), który zarządzał diecezją w imieniu schorowanego biskupa Sołtyka, Kołłątaj został wyświęcony na prezbitera 1 listopada 1775 przez biskupa Potkańskiego29
uniwersytet. Doświadczenia tam zdobyte, zwłaszcza dotyczące laicyzacji nauczania, Kołłątaj wcielał później w Krakowie. Tutaj zetknął się z bratankiem króla Stanisława Augusta, również Stanisławem Poniatowskim, a znajomość ta okazała się kluczowa w pierwszym etapie kariery reformatora. Po krótkim pobycie w Wiedniu udał się do Getyngi, gdzie poznał wzorce reformy wydziału lekarskiego oraz ideę założenia ogrodu botanicznego. Następnie wyjechał do Austrii, a stamtąd do Rzymu, gdzie przebywał na Uniwersytecie Sapienza.

roli reformatora, zyskał również miano wybitnego publicysty i filozofa. W swoich rozważaniach starannie unikał religijnych spekulacji, koncentrując się na postulacie obiektywnego porządku naturalnego, w który wpisuje się człowiek. Stronił od oświeceniowych wypowiedzi w stylu wolteriańskim, charakterystycznym dla radykalnych krytyków Kościoła tego okresu. Pod wpływem Condillaca i innych filozofów Oświecenia rezygnował także z języka teologii, co naraziło go – niesłusznie – na zarzut deizmu. Jego poglądy nie zawsze mieściły się jednak w ramach katolickiej ortodoksji32
Po opuszczeniu murów Akademii podjął studia za granicą – w Wiedniu, gdzie znajdował się zreformowany według nowoczesnych i postępowych zasad
Po drodze zatrzymał się w Bolonii. We Włoszech z pasją oddawał się poznawaniu arkanów architektury i malarstwa. Oprócz starannego wykształcenia i przygotowania do służby publicznej, pozyskał wówczas wiele cennych znajomości, które ułatwiły jego późniejszą karierę30 Był człowiekiem żądnym wiedzy, o „ruchliwym umyśle” i niezwykle konsekwentnym w podjętych działaniach. Jako rektor Szkoły Głównej Koronnej uczęszczał systematycznie na wykłady historii naturalnej Jana Jaśkiewicza (1749–1809)31. Posiadał sprecyzowane i usystematyzowane poglądy na życie społeczne i polityczne, które wyraził w licznych pismach. Dzięki temu, obok
Kołłątaj był krytycznym zwolennikiem francuskiego fizjokratyzmu (François Quesnay, Mercier de la Rivière), uważając za podstawowe źródło bogactwa narodu produkcję rolną. Jako utylitarysta nie omieszkał poglądu tego uzupełnić znaczeniem rzemieślniczej działalności wytwórczej i handlu. Zgodnie z założeniami dominującego ruchu myślowego jego koncepcja „porządku fizyczno-moralnego” łączyła w jednym systemie pojęciowym ekonomię z etyką. W tym ujęciu praca, wolność i własność są przyrodzonymi prawami człowieka (należytościami), natomiast szacunek, solidarność i przestrzeganie umów tworzą obowiązki moralne (powinności względem wspólnoty). Ich równowaga warunkuje „porządek moralny”, czyli ład społeczny. Inspirując się oświeceniowym naturalizmem (z nawiązaniem do myśli Rousseau, choć bardziej umiarkowanym), Kołłątaj głosił, że pierwotna harmonia między człowiekiem a naturą – rozumiana jako stan równowagi, sprawiedliwości i wolności, została zakłócona przez ucisk społeczny i ignorancję. Dalej, niewłaściwe struktury władzy, niedostępność wiedzy oraz niesprawiedliwe stosunki ekonomiczne (na przykład pańszczyzna) oddaliły człowieka od jego naturalnego stanu, prowadząc do degradacji moralnej i społecznej. Dlatego reformy społeczne: racjonalne ustawy, powszechna edukacja oraz zniesienie pańszczyzny, miały być środkami odnowy życia społecznego przywracającymi sprawiedliwość, wolność i godność jednostki33. Poprzez odwołanie
do kategorii „przyrodzenia” – rozumianej jako zbiór „swobód człowieka w jego własnym sercu”, Kołłątaj nie był apologetą oświeceniowego deizmu, jak twierdzą niektórzy komentatorzy, lecz pozostawał w zgodzie z Objawieniem: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu34
Oto próbka żywego stylu pisarskiego i poglądów Kołłątaja dotycząca podatków35: Jakiejż natury będzie w Polszcze podatek? Polak nie troskliwy o ugruntowanie swego własnego charakteru, Polak, smutna kopia obcych zwyczajów, wprowadzi papiery stemplowane na transakcje i urzędy, uchwali kominowe dlatego tylko, że łatwo kominy porachować, włoży pogłowne na pewną część ludzi dlatego, że inaczej wierzą, że nimi opinia w całym świecie wzgardziła; [...] nareszcie będzie nakładał monopolia na tabakę, skóry, trunki, etc.; ośmieli się wprowadzić do miast akcyzy, podniesie cła i wszystko bez zastanowienia zrobi, nie pomyślawszy, że chcąc być wolnym – jest niewolniczych układów naśladowcą; podaje swoje ręce w niewolę, poddając się pod tyle gatunków prześladowania rządowego. [...] Moim przeto zdaniem podatek ludu wolnego powinien być jeden na wszystkich jako rozsądna ofiara.
Należy także podkreślić skuteczny wysiłek reformatora w dziele kształtowania polszczyzny jako nowoczesnego języka nauki i filozofii.
W „naukach moralnych” (społecznych) Kołłątaj stał na stanowisku, że prawo do posiadania rzeczy wynika z pracy ludzkiej a nie przywilejów, mianowicie rzeczy, które posiadł, nabył kosztem sił swoich36. Jego myśl wyprzedzała epokę: głosił wolność jednostki, szacunek dla własności i obowiązek solidarności społecznej, zyskując, nie bez racji, opinię społecznego radykała.
W swoich działaniach konsekwentnie dbał o zachowanie niezależności materialnej, opierając się na beneficjach kościelnych, które zapewniały mu stabilność finansową i swobodę działania. Nie należy zapominać, że w tym okresie pozycję społeczną i polityczną określał majątek. Autokratyczny charakter oraz bezwzględność w osiąganiu celów często zrażały współpracowników, co prowadziło do konfliktów. W powierzonych mu sprawach finansowych był daleki od należytej skrupulatności, co odnotowują źródła historyczne, w tym Śniadecki37. Po klęsce
insurekcji kościuszkowskiej (1794) Hugo Kołłątaj spotkał się z falą zarzutów – zarówno politycznych, jak i finansowych. Oskarżenia o zawłaszczenie środków publicznych (na przykład funduszy powstańczych) zostały ostatecznie obalone, jednak atmosfera podejrzeń i rozliczeń, jaka zapanowała po upadku powstania, uniemożliwiła mu kontynuację kariery politycznej w Księstwie Warszawskim (1807–1815). Jego postawa jako polityka doby insurekcji – zwłaszcza podejrzenia o radykalizację poglądów (na przykład sympatie dla idei rewolucji francuskiej) oraz nieudowodnione oskarżenia o zamiar zgładzenia króla Stanisława Augusta, pozostaje przedmiotem ożywionej dyskusji wśród historyków i pasjonatów historii. Należy podkreślić, że sprawowany przez niego urząd wizytatora szkół w czasach reformy Akademii nie był płatny, co oznaczało, że jako reformator pracował bez wynagrodzenia. Nie szczędził wsparcia materialnego osobom z jego otoczenia. Przykładowo, gwarantował stypendium Janowi Śniadeckiemu, umożliwiając mu kontynuowanie studiów. Ponadto z własnych funduszy zaopatrywał szkoły parafialne w podręczniki wydawane przez KEN38, a w początkowych, trudnych latach reformy Akademii przekazywał na jej rozwój i zakup zbiorów minerałów39 swoje środki.
Dużo złej sławy w oczach konserwatystów przyniosła mu bezwzględna likwidacja klasztorów kontemplacyjnych i rugowanie zakonników z parafii, aby uzyskane w ten sposób środki przeznaczyć na rozwój Akademii. Niewiele brakowało, by z jego inicjatywy doszło do usunięcia cystersów z ich opactwa w Mogile40 Dobro Rzeczypospolitej było celem, któremu Hugon Kołłątaj podporządkował całą swoją działalność naukową, polityczną i społeczną. Z tego względu nauki przyrodnicze miały, jego zdaniem, służyć badaniu i wykorzystaniu rodzimych zasobów naturalnych. Z kolei historia winna koncentrować się na dziejach narodu polskiego, w tym na materialnych świadectwach jego przeszłości, takich jak zbiory etnograficzne, archiwa czy zabytki. Ostatecznie, postać Kołłątaja jako męża stanu w opinii wybitnych historyków epoki stawia go na równi z sylwetkami Olivera Cromwella i kardynała Richelieu41.
Józef Mitka
Instytut Botaniki UJ
1 J. Bieniarzówna, Stulecie upadku, [w:] J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Dzieje Krakowa. Kraków w wiekach XVI–XVIII, Kraków 1984, s. 457.
2 Ibidem, s. 512–514.
3 J.M. Małecki, Kraków w dobie Oświecenia, [w:] J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Dzieje Krakowa..., op.cit., s. 552. |
4 H. Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce, Wrocław 2003, s. 21.
5 Ibidem, s. 54.
6 H. Barycz, Alma Mater Jagellonica. Studia i szkice z przeszłości Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1958, s. 189; A. Mitera-Dobrowolska, Komisja Edukacji Narodowej 1773–1794, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1966, s. 82. |
7 M. Chamcówna, Epoka wielkiej reformy, [w:] M Chamcówna, K. Mrozowska, Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1765–1850, t. II, część I, Uniwersytet Jagielloński, Wydawnictwa Jubileuszowe, t. XXI, Kraków 1965, s. 13.
8 P. Maroszek, Hugo Kołłątaj jako duchowny. W 250. rocznicę papieskiej nominacji kleryka Kołłątaja na kanonię katedry krakowskiej, Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, Kraków 2023, s. 199.
9 J. Bieniarzówna, Stulecie upadku..., op.cit., s. 543.
10 K. Opałek, Myśl Oświecenia w Krakowie 1955, s. 45. |
11 M. Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński w dobie Komisji Edukacji Narodowej. Szkoła Główna Koronna w okresie wizyty i rektoratu Hugona Kołłątaja 1777–1786, „Monografie z Dziejów Nauki i Techniki II”, Polska Akademia Nauk, Wrocław–Warszawa 1957, s. 19. |
12 M. Świątkowski, Polski herold naukowej prawdy, Ossolineum, Wrocław–Warszawa 1976, s. 100. |
13 M. Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński..., op.cit., s. 24.
14 Ibidem, s. 31.
15 Ibidem, s. 44.
16 M. Chamcówna, K. Mrozowska, Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach..., op.cit., s. 11. |
17 J. Śniadecki, Żywot literacki Hugona Kołłątaja, Wrocław 1951, s. 50.
18 P. Maroszek, Hugo Kołłątaj jako duchowny, Kraków 2023, s. 53. |
19 M.??? Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński..., op.cit., s. 112.
20 J. Śniadecki, Żywot literacki..., op.cit., s. 52.
21 M. Chamcówna, K. Mrozowska, Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego..., op.cit., s. 20.
22 Ibidem, s. 8.
23 M. Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński..., op.cit., s. 33, J. Śniadecki, Żywot literacki..., op.cit., s. 38.
24 M. Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński..., op.cit., s. 134.
25 A. Piekiełko[-Zemanek], Historia Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Kraków 1983, s. 15.
26 M. Mitera-Dobrowolska, Komisja..., op.cit., s. 16.
27 M. Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński..., op.cit., s. 108.
28 Ibidem, s. 79.
29 P. Maroszek, Hugo Kołłątaj..., op.cit., s. 41.
30 M. Chamcówna, K. Mrozowska, Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego..., op.cit., s. 62; P. Maroszek, Hugo Kołłątaj..., op.cit., s. 29.
31 M. Chamcówna, Uniwersytet Jagielloński..., op.cit., s. 63.
32 P. Maroszek, Hugo Kołłątaj..., op.cit., s. 209.
33 S. Macheta, Kołłątaj, Wiedza Powszechna, Warszawa 1973, s. 85.
34 Księga Jeremiasza 31, 33, Biblia Tysiąclecia, wydanie trzecie poprawione, Wydawnictwo Pallotinum, Warszawa 1980, s. 944. |
35 S. Macheta, Kołłątaj..., op.cit., s. 161.
36 Ibidem, s. 77.
37 J. Śniadecki, Żywot literacki..., op.cit. s. 64.
38 P. Maroszek, Hugo Kołłątaj..., op.cit. s. 126.
39 Ibidem, s. 145.
40 Ibidem, s. 93.
41 W. Tokarz, Ostatnie lata Hugona Kołłątaja (1794–1812), Kraków 1905, s. 134. |
Adam Mickiewicz symbolicznie powrócił do Uniwersytetu Jagiellońskiego wraz z realizacją projektu badawczego NPRH „Mickiewicziana krakowskie”. Paradoks polega na tym, że wieszcz osobiście nigdy Krakowa nie odwiedził, zatem krakowską Alma Mater mógł poznać jedynie pośrednio. Jako najważniejszy twórca epoki, był obecny w świadomości ludzi nauki, kultury, którzy tworzyli dawny Uniwersytet i nadawali ton intelektualnemu życiu miasta. Zgromadzenie wszystkich dziewiętnastowiecznych mickiewiczianów, o czym na łamach „Alma Mater” pisała kierująca projektem prof. Maria Korytowska („Alma Mater”, 2024, nr 251, s. 134–145), podobnie jak o towarzyszącej projektowi wystawie, zorganizowanej w Bibliotece Jagiellońskiej („Alma Mater”, 2025, nr 256, s. 87), jest okazją do przybliżenia kilku aspektów obecności Mickiewicza w krakowskiej nauce, szczególnie w naukowym obiegu, rekonstruowanym na podstawie zawartości krakowskich archiwów.
Należy podkreślić, że wiodącą formą krakowskiego ruchu intelektualnego związanego z Mickiewiczem w drugiej połowie stulecia był jego wszechobecny kult, wyrażający się w działaniach o charakterze popularyzatorskim, częstokroć ciekawych z racji ich performatywności i znaczenia kulturalno-towarzyskiego, ale pozbawionych prawdziwie naukowego wymiaru. Ten mniej formalny i nienaukowy aspekt funkcjonowania dzieł i biografii poety wśród odbiorców z Krakowa związany był z formowaniem potocznych sądów, z kształtowaniem swoistej hierarchii ważności poszczególnych tekstów. Do rozpoznawalności utworów przyczyniała się ich popularność na wieczorkach „ku czci”, na deskach teatrów, odczytach i prelekcjach.
Innym równie ciekawym aspektem paradoksalnej (nie)obecności Mickiewicza na Uniwersytecie Jagiellońskim są oznaki zaangażowania środowiska akademickiego w pielęgnowanie kultu

Wykaz wykładów Wydziału Filozoficznego UJ, w tym Mickiewicz i romantycy prof. Stanisława Tarnowskiego, w półroczu letnim 1876/1877
wieszcza – organizacja wielkiej manifestacji, jaką stał się krakowski pogrzeb, jubileusz 100. urodzin, działania komitetu budowy pomnika, a, w skromniejszym wymiarze, wmurowanie pamiątkowej tablicy czy ufundowanie popiersia – dłuta Marcelego Guyskiego, po dziś dzień zdobiącego niszę po prawej stronie wejścia do Collegium Maius od strony ul. Jagiellońskiej. Wszystkie te ślady przeszłości zachowały się w drobiazgowo prowadzonej dokumentacji sprzed niemal 150 lat, spoczywającej w Archiwum UJ, w teczkach akt Senatu. Czytane dzisiaj bruliony pism, protokoły, okólniki i odezwy są nie tylko kartą z dziejów uniwersyteckiej biurokracji, ale pozwalają poczuć atmosferę uroczystego zaangażowania, z jakim Uniwersytet podchodził do planów postawienia pomnika Mickiewicza
przed nieistniejącym jeszcze Collegium Novum (pisał o tym w 264. numerze „Alma Mater” dr hab. Wojciech Ryczek), udziału profesorów w kondukcie żałobnym podczas uroczystości pogrzebu na Wawelu czy bulwersującej Kraków sprawy dyscyplinarnej studenta Włodzimierza Lewickiego, którego mowa pogrzebowa wygłoszona w imieniu młodzieży akademickiej wzbudziła poruszenie w kręgach władzy.
Nawet posługując się obiektywnymi danymi, jak katalogi wydań i wykazy poszczególnych egzemplarzy książek, nie można stworzyć rzetelnego i miarodajnego obrazu dziewiętnastowiecznego stanu badań nad życiem i twórczością Mickiewicza. Tym bardziej trudno jest ocenić wartość poszczególnych rozpraw, zwłaszcza w perspektywie ich późniejsze-
Archiwum UJ
go znaczenia, które liczyłoby się miarą ich „cytowalności” i trwałości w tradycji badań. Ciekawsze wydaje się to, co trudniejsze do uchwycenia: naukowe życie Mickiewicza w Krakowie – coś, co, być może, dałoby się nazwać „krakowskim duchem” w badaniach poświęconych dziełom wieszcza. Jest to tradycja, która towarzyszy rozwojowi naukowemu Józefa Kallenbacha, Ignacego Chrzanowskiego, wpływa na Stanisława Windakiewicza, Stanisława Pigonia, Stefana Kołaczkowskiego – by na tym okresie przedwojennym poprzestać i nie otwierać perspektyw czasu Wacława Kubackiego czy Kazimierza Wyki. Nawet jeśli wielu z wymienionych badaczy kształtowało się naukowo w innych ośrodkach, Kraków stał się dla nich ważnym etapem kariery naukowej i często także miejscem pisania znaczących rozpraw poświęconych Mickiewiczowi. To na Uniwersytecie Jagiellońskim spodziewać się można rozwijania badań nad twórczością Mickiewicza, formułowania dojrzałych sądów, inspirowania wartościowych rozpraw, słowem – zalążka prawdziwej mickiewiczologii.
W XIX wieku Uniwersytet tylko częściowo spełnił te nadzieje i trudno byłoby obronić tezę o wyjątkowym znaczeniu krakowskich badań akademickich nad Mickiewiczem. Obrazu tego dopełniają kwerendy w krakowskich bibliotekach i archiwach, w których znajduje się łącznie około 350 pozycji, które zakwalifikować można do kategorii szeroko rozumianych opracowań na temat życia i twórczości wieszcza. Czy jednak jest to liczba znacząca i dokumentująca faktyczne zainteresowanie tematem oraz profesjonalizację dyskursu literaturoznawczego poświęconego jego dziełom?
To ledwie dziesiąta część wszystkich mickiewiczianów krakowskich z tego okresu, a biorąc pod uwagę mieszczące się w tej grupie dublety czy, nie tak rzadkie, przypadki druków występujących praktycznie w każdej z poważniejszych bibliotek, uzyskamy obraz niepokojący. Jeśli bowiem kult Mickiewicza w Krakowie rozwijał się w drugiej połowie XIX wieku z imponującym rozmachem, to nie można tego samego powiedzieć na temat dynamiki badań naukowych i dokumentujących je publikacji.
Jak wiadomo, niewiele brakowało, by Mickiewicz został wykładowcą literatury na Uniwersytecie Jagiellońskim – po Michale Wiszniewskim, który ostatecznie
opuścił Kraków i katedrę uniwersytecką w 1849 roku. Profesura wieszcza mogła pchnąć na zupełnie nowe tory miejscowe literaturoznawstwo i zapewnić potomnym pokaźną teczkę rękopisów Prelekcji krakowskich. Ich braku, niestety, nie rekompensuje wkład naukowy profesorów, którzy kolejno obejmowali kursy z literatury polskiej i powszechnej: Lucjana Siemieńskiego, potem przez niemal 20 lat Karola Mecherzyńskiego (formalnie do 1871 roku). Choć Mecherzyński zasłynął jako sprawny organizator, rzetelnie wywiązujący się z licznych obowiązków, mówcą był raczej miernym, jego wykładom brakowało polotu i wyraźnie grzęzły w dawnych przyzwyczajeniach i konwenansach. Specjalizował się w zagadnieniach z zakresu historii literatury polskiej ze szczególnym uwzględnieniem literatury dawnej, historii języka, dziejów Krakowa. Nie wprowadził do wykładów żadnego z zagadnień współczesnej literatury, o możliwości interpretowania twórczości Mickiewicza nie wspominając. Zamiast jednak osądzać tę postawę, trzeba spojrzeć na jego działalność w kontekście ówczesnych realiów politycznych. Swoboda, jaką cieszył się Kraków w czasach, gdy przysługiwał mu status wolnego miasta (1815–1846), w okresie profesury Mecherzyńskiego była już tylko wspomnieniem. Wskutek powstania krakowskiego zaborca dokonał bowiem reorganizacji, nadając Uniwersy-
tetowi status uczelni austriackiej, w której językiem wykładowym był niemiecki. Z programów nauczania wykreślono kurs historii Polski, a literatura polska uzyskała status zajęć nieobowiązkowych. Dokumentacja uniwersytecka z drugiej połowy XIX wieku odzwierciedla ten fakt. Coraz więcej prac było w języku niemieckim, nawet nazwy wykładów w języku polskim tłumaczone były na potrzeby protokołów i wykazów na język niemiecki. Jak wspominał ówczesny student Uniwersytetu, a później wykładowca Adam Bełcikowski: Nie zaręczamy za pewność, ale zdaje nam się, że Mecherzyński nie wykładał o Malczewskim, Zaleskim i Mickiewiczu, bo o Słowackim i Krasińskim nie ma już co mówić. Dla młodzieży był to brak zbyt dotkliwy . W tych okolicznościach krakowska brać akademicka musiała dość długo czekać na wprowadzenie tematyki Mickiewiczowskiej do sal wykładowych. Nastąpiło to dopiero w roku akademickim 1870/1871, a wykładowcą był nie kto inny, tylko sam Bełcikowski, wówczas Privatdozent. Mecherzyński nie był już czynnym wykładowcą. Propozycja Bełcikowskiego wraz z trzema tygodniowo godzinami Historii literatury polskiej XIX wieku docenta prywatnego, hr. Stanisława Tarnowskiego, wypełniały w semestrze letnim zapotrzebowanie na kursy z literatury polskiej.
W kolejnych latach wśród wykładów monograficznych prowadzonych przez


Tarnowskiego znalazły się: O Mickiewiczu (rok akademicki 1874/1875), Mickiewicz i romantycy (semestr letni roku akademickiego 1876/1877), a po dłuższej przerwie, spowodowanej pełnieniem funkcji rektora Uniwersytetu, wykład zatytułowany po prostu Adam Mickiewicz (w semestrze zimowym 1886/1887). Były też regularne kursy historii literatury polskiej prowadzone przez Tarnowskiego, chronologicznie obejmujące epokę mickiewiczowską. Można zatem powiedzieć, że przynajmniej jakaś część młodzieży akademickiej kształcącej się w tym okresie miała regularny kontakt z twórczością wieszcza. Jeśli zajrzymy do zachowanych w Archiwum Narodowym notatek Adama Chmiela – krakowskiego historyka kultury, archiwisty, który w latach 1886–1890 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, to pod datą 1 grudnia 1886 znajdziemy jego zapiski z wykładu o Konradzie Wallenrodzie, domyślać się można, że prowadzonego przez Tarnowskiego.
Z dokumentacji archiwalnej nie wynika, jaki był zakres i sposób wykładania Tarnowskiego. Z innych źródeł wiemy o kontrowersjach, które ten historyk literatury budził. Polemika, jaką toczyli z nim, jako galicyjskim konserwatystą, przedstawiciele współczesnego mu pozytywizmu warszawskiego, ale także nieco później reprezentanci nowych nurtów, na przykład Stanisław Brzozowski czy
Wilhelm Feldman, dość skutecznie przekonała opinię publiczną o wstecznym charakterze jego myśli. Z punktu widzenia badań nad Mickiewiczem istotne jest przede wszystkim to, jak mocno Tarnowski dowartościowywał rolę romantyzmu w rozwoju polskiej literatury i współczesnego światopoglądu oraz jak bardzo jego sądy o literaturze pozostawały zbieżne z poglądami politycznymi. W największej mierze wpłynęło to na jego predylekcję do Zygmunta Krasińskiego (oraz znaną niechęć do Juliusza Słowackiego, zwłaszcza we frenetycznej i mistycznej odmianie), ale i w badaniach nad Mickiewiczem skutkowało znamiennymi przesunięciami: doceniał Grażynę, Konrada Wallenroda, Pana Tadeusza i niektóre fragmenty Dziadów. Mniejszą uwagę poświęcał poezjom, teksty i poglądy poety z okresu towiańszczyzny odrzucał, orędował natomiast za publikacją korespondencji wieszcza i traktował listy jako podstawę do stworzenia jego wiarygodnego portretu psychologicznego. Trudno spodziewać się, by w salach akademickich prezentował inne podejście do twórczości Mickiewicza. Ostatnim dziewiętnastowiecznym śladem wykładowej aktywności Tarnowskiego jako badacza Mickiewicza jest prowadzony w roku akademickim 1892/1893 wykład Mickiewicz na emigracji W aktach uniwersyteckich trudno wskazać prawdziwie naukowe tropy
badań nad Mickiewiczem. Nie wszystkie wykazy zajęć w poszczególnych latach zachowały się w komplecie, a i wówczas, gdy mamy tytuły kursów, nie sposób wnioskować na temat ich faktycznej tematyki inaczej, niż tylko analizując równolegle prowadzone przez wykładowców badania oraz tezy formułowane przez nich w publikacjach. I tak, na przykład, wiemy, że Stanisław Windakiewicz wygłosił 5 marca 1896 wykład habilitacyjny o Sonetach krymskich z podtytułem Studium esto-psychologiczne, którego ślady z pewnością można odnaleźć w późniejszych rozprawach badacza. Jego skłonność do analizowania psychiki Mickiewicza i traktowania dzieł literackich jako bezpośredniej projekcji życia wewnętrznego krytykował po latach Wacław Borowy, który, wracając do studium o Sonetach krymskich, konstatował ze zdumieniem, że w tej rozprawie, która na ogół zachowała tak dużo dawnej świeżości i tak nadal ujmuje polotem, ustępy biograficzne właśnie są zupełnie nie do przyjęcia. Styl wywodu Windakiewicza, nazwany przez Borowego prostolinijnym realizmem pozytywistycznym , raził już po upływie jednego pokolenia. Szkoda, że akta uniwersyteckie nie zawierają protokołu jego wykładu habilitacyjnego, w którym właśnie portret psychologiczny Mickiewicza musiał zostać wysunięty na plan pierwszy. Warto odnotować, że opublikowane w 1896 roku studium Windakiewicza o Sonetach – raczej w części estetycznej niż biograficznej – przywoływał Wilhelm Bruchnalski w opracowaniu lwowskiej edycji Dzieł Adama Mickiewicza wydanej w 1900 roku, zatem ta linia inspiracji naukowej miała pewien potencjał. Sam zaś Windakiewicz stał się legendarną postacią krakowskiej Alma Mater, wykładając literaturę polską przez ponad trzydzieści lat w sposób wysoce osobliwy i pełen anegdot, o czym nie bez nostalgii wspominał Wacław Borowy.
Z Wydziałem Filologicznym UJ związane są kariery naukowe dwóch badaczy twórczości Mickiewicza, z których pierwszy, Józef Tretiak (1841–1923), uzyskał w 1885 roku stopień doktora, przedkładając komisji opublikowaną we Lwowie trzytomową monografię zatytułowaną Mickiewicz w Wilnie i Kownie, życie i poezja, drugi zaś, Józef Kallenbach (1861–1929), habilitował się na podstawie rozprawy „Dziadów część IV”. Studium porównawcze w 1887 roku.
Recenzentami w obu postępowaniach byli Lucjan Malinowski i Stanisław Tarnowski. Tretiak był także jednym z wykładowców Uniwersytetu prezentujących zagadnienia mickiewiczowskie w ramach wykładów Wydziału Filozoficznego. Jako docent prywatny wykładał O życiu i pismach Adama Mickiewicza w semestrze letnim roku 1890/1891, powtarzając ten wykład również w semestrze zimowym 1891/1892.
Może się to wydać dziwne, że w krakowskich archiwach zachowały się tylko dwa wydania doktorskiej książki Tretiaka (w Bibliotece Jagiellońskiej i Bibliotece Czartoryskich). Tyle samo jest wydań dwutomowej Młodości Mickiewicza (1798–1824) z podtytułem Życie i poezja (Petersburg 1898), którą to publikacją badacz powrócił w jubileuszowym 1898 roku do młodzieńczego okresu życia i twórczości wieszcza.Większość ustaleń dotyczących okresu wileńsko-kowieńskiego zachowuje w obu tych książkach spójność. Autor dosłownie powtarzał materiał wcześniejszej monografii w późniejszym opracowaniu, jednak książka z 1898 roku ma bardziej popularyzatorski zamysł, stając się zarysem monografii pierwszej połowy życia i twórczości wieszcza. Tretiak dał w niej szersze tło biograficzne, obejmujące informacje o przodkach rodu, środowisku rodzinnym, okresie szkolnym. W obu książkach, jak również w wydanej już w XX wieku pozycji Adam Mickiewicz w świetle nowych źródeł (1815–1821) (Kraków 1917), Tretiak tworzył model nowoczesnego podejścia do złożonej tkanki życia i twórczości poety, pokazując, jak wzajemnie się warunkują. Zgodnie z nowymi, pozytywistycznymi modelami scjentystycznymi dokumentował wpływ środowiska na kształtowanie postawy artystycznej i życiowej twórcy.
Z perspektywy namysłu nad naukową atmosferą wokół badań poświęconych Mickiewiczowi szczególnie ciekawe wydają się uwagi profesorów Malinowskiego oraz Tarnowskiego w roli promotora, sformułowane w recenzjach w postępowaniu doktorskim prowadzonym przez Wydział Filologiczny latem 1885 roku. Malinowski, podkreślając kompleksowy charakter badań źródłowych przeprowadzonych przez Tretiaka, już w drugim akapicie swojej recenzji zaznaczył, że praca p. Tretiaka jest więcej literacka, dla szerszego koła czytelników przeznaczona, nie masz
tu więc ani całego aparatu krytycznego, ani wyliczenia materiałów, z których Autor czerpał, co dla dysertacji doktorskiej uważać by należało za ujemną stronę pod względem metody. Zastrzegł, że książka Tretiaka „zdaje się” rekonstruować całokształt dostępnej wiedzy na temat otoczenia, w jakim krystalizowała się postawa młodego Mickiewicza. Recenzent docenił warsztat interpretatora twórczości poetyc-
kiej autora Ballad i romansów. Zostały one, zdaniem Malinowskiego, omówione w wyczerpujący sposób, z uwzględnieniem kontekstu porównawczego, a więc ballad Goethego i Schillera, analiza Grażyny dowiodła zaś niezbędnego krytycyzmu doktoranta oraz opanowania przezeń warsztatu filologicznego. Co ciekawe, komentując wskazane przez Tretiaka niedociągnięcia młodzieńczego poematu

Recenzja Stanisława Tarnowskiego rozprawy habilitacyjnej Józefa Kallenbacha
o mężnej żonie Litawora, takie jak niekonsekwencje w budowie, brak istotnego węzła dramatycznego i niejasności wątku powieściowego, Malinowski uznał te argumenty za słuszne i trafne, jednocześnie powątpiewając, czy jednakże wpłyną one na obniżenie wartości poematu w przekonaniu narodu. Recenzja ta pokazuje, że w Uniwersytecie istniała już wówczas świadomość odrębności filologii oraz rzetelnego opanowania jej warsztatu od przekonań rzeszy czytelników – instancji niewzruszalnej opiniami naukowców. Z dzisiejszego punktu widzenia nieco humorystycznie brzmią zarzuty formułowane przez Malinowskiego wobec Tretiaka, który, jego zdaniem, nie poradził sobie z analizą Dziadów części IV , ale wina to może nie tyle Autora, ile samego badanego przedmiotu, który w istocie swej niejasny, owiany mgłą mistycyzmu,
zdaje się sam usuwać od analizy opartej na trzeźwym widzeniu rzeczy
Autorem drugiej recenzji jest Tarnowski, lepiej zapoznany z karierą naukową niemłodego już w chwili procedury badacza, który był autorem licznych pomniejszych rozbiorów i recenzji, uznanych przez krakowskiego profesora za przejawy sądu samodzielnego, śmiałego, a najczęściej trafnego. Tarnowski podkreślał rozległy stan badań, będący podstawą opracowania, choć wypunktował pewne niedociągnięcia, w tym zbytnie poleganie na opiniach świadków biografii (na przykład Antoniego Edwarda Odyńca), w ślad za którymi Tretiak trzyma się jeszcze tradycyjnego, cokolwiek panegirycznego i wzniosłego, pojmowania Mickiewicza, przez co wizerunek jego i osób, z którymi był w stosunkach, wypadł nieco konwencjonalnie, ogólnikowo. Niemniej jednak
zdaniem Tarnowskiego była to najlepsza z istniejących książek o Mickiewiczu, a do jej szczególnych zalet zaliczał najdokładniejszy ze wszystkich dotychczasowych rozbiór Ballad i romansów Z dzisiejszej perspektywy może wydać się to zdumiewające, że debiutancki tom Mickiewicza dopiero po z górą pół wieku doczekał się pogłębionego omówienia, które w opinii ówczesnych autorytetów ustaliło pewien fundamentalny poziom interpretacji dzieła. Kiedy jednak przeczytamy we wstępie recenzji Tarnowskiego, że dotychczasowy dorobek Tretiaka w postaci pomniejszych rozpraw dotyczył przedmiotów z najnowszej romantycznej epoki literatury polskiej, a sam doktorant wymienił w swoim dorobku, między innymi, artykuły o Bajronizmie w poezji polskiej, o Juliuszu Słowackim, o Józefie Bohdanie Zaleskim oraz dwa teksty

o Zygmuncie Krasińskim – to uświadomimy sobie, że nie pojedyncze artykuły o Sienkiewiczu i Asnyku, ale rozprawy o twórcach romantycznych stanowiły w oczach Tarnowskiego podstawę do uznania Tretiaka za badacza najnowszej literatury. Romantyzm zmarłych trzydzieści lat wcześniej wieszczów nie był więc w cieniu krakowskiej katedry historii literatury odległą tradycją, ale dziedzictwem niemal współczesnym, domagającym się podjęcia rudymentarnych działań naukowych.
Sławę opracowań biografii i poezji Mickiewicza przez Tretiaka względnie szybko przyćmiły dwa tomy monografii Adam Mickiewicz, wydanej przez Józefa Kallenbacha w 1897 roku w Krakowie. Miały one nie tylko przewagę kilku lat nowszej publikacji, a więc opartej o pełniejszy stan badań, ale i bardziej kompleksowej koncepcji obejmującej całokształt życia i twórczości poety. Zanim powstała ta książka, Kallenbach doktoryzował się, a następnie habilitował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Drugie postępowanie przeprowadzono na podstawie jego badań nad poezją Mickiewicza. Podstawą habilitacji była rozprawa Czwarta część „Dziadów” Adama Mickiewicza, poddająca analizie dzieło, które przy okazji oceny dorobku doktorskiego Tretiaka Malinowski określił jako „niejasne”. W przypadku Kallenbacha recenzent docenił walory warsztatowe, twierdząc, że Autor przyswoił sobie gruntownie metodę historyczno-porównawczą, rozprawa zaś jego zdaniem świadczy o bystrości sądu, głębokości poglądów i trafności wniosków. Za pewien mankament metodologiczny Malinowski uznał zbyt pobieżne opracowanie stanu badań, ale zarówno sama rozprawa, jak i wskazane przez habilitanta pozostałe publikacje oraz jego wykłady, w których, podobnie jak w rozprawach, Kallenbach zajmuje stanowisko genetyczno-porównawcze , skłoniły go do sformułowania jednoznacznie pozytywnej konkluzji.
Obszerniejsza i bardziej entuzjastyczna w tonie była recenzja rozprawy o IV części Dziadów napisana przez Tarnowskiego, który także eksponował porównawczy wymiar badań Kallenbacha, obudowując spostrzeżenia dokładnym omówieniem wcześniejszych jego dokonań. Wśród niedociągnięć studium Tarnowski wymieniał nadmiar cytatów (zwłaszcza w części o Jeanie Paulu [Richterze]) i usterki stylistyczne, ale jako
pierwszy i najważniejszy błąd wskazał brak tła, na którym należy czytać Dziady – biograficznego i historycznoliterackiego. Być może ta wiedza jest powszechna, wywodził Tarnowski, ale dla szerszej publiczności konieczna, a nawet dla czytelnika uczonego dobrze by było w kilku słowach przypomnieć, że przedmiot to ważny, a nie pierwszy lepszy obojętny szczegół literatury . Jest to niejedyny dowód na świadomie i konsekwentnie formułowane stanowisko Tarnowskiego, według którego funkcja prac naukowych wykraczała potencjalnym oddziaływaniem poza wąską grupę akademików, dlatego postulował on, by nawet najbardziej specjalistyczne rozprawy – a za taką można uznać habilitację Kallenbacha – pisane były ze świadomością tej edukacyjnej roli. Specjalistyczny wymiar studium Kallenbacha o Dziadach realizował się przede wszystkim przez jego charakter komparatystyczny. Jak bowiem podkreślali obaj recenzenci, analiza tekstu dramatu na tle literatury światowej: Cierpień młodego Wertera Goethego, Nowej Heloizy Rousseau, Walerii Barbary Juliane de Krüdener oraz Siebenkäs Jeana Paula, pozwoliła odczytać Dziady jako dzieło o ponadnarodowej problematyce i europejskim sznycie. Zwłaszcza partie poświęcone inspiracjom czerpanym z dzieł Jeana Paula uznano za najmocniejszą część rozprawy, najbardziej odkrywczą i będącą wysoce oryginalnym wkładem Kallenbacha w badania nad Mickiewiczem. Przygotowując skróconą wersję recenzji akademickiej do druku, Tarnowski cytował samego Kallenbacha z jego mocną konkluzją, że w historii duchowego rozwoju Mickiewicza nie należy pomijać Jean Paula , do czego dodał własną ocenę: Twierdzenie to tak jest oczywiście dowiedzione, że musi odtąd być uważane za pewnik. Winszujemy szczerze temu, kto je pierwszy postawił i od razu tak dobrze go dowiódł
W zasobach Archiwum Narodowego w Krakowie znajdziemy dowód na to, że rezonans podobnych rozpraw naukowych – niejako ucieleśniając przekonania i postulaty formułowane przez Tarnowskiego – nie ograniczał się tylko do kręgu profesorów Uniwersytetu, ale współtworzył tkankę życia intelektualnego miasta. Oto jego kronikarka, autorka pisanych przez ponad czterdzieści lat dzienników, Aleksandra Czechówna, zanotowała 29 października 1888, że Kallenbach
zaczyna się coraz więcej odznaczać swoimi pracami, a między innymi Tarnowski bardzo chwali jego ostatnią pracę o „Dziadach” Mickiewicza, w której Kallenbach udowadnia, iż w tym dziele poety bardzo wyraźnie widać wpływ Jana Pawła Rychtera . Być może znajomość o IV części Dziadów była w tym przypadku wyłącznie zapośredniczona przez omówienie Tarnowskiego, ale przecież sąd ten nabrał charakteru obiegowego. To jeden z tych szczególnych drobiazgów, który pozwala zajrzeć do umysłów minionej epoki, by przekonać się, jak mogła wyglądać osmoza badań naukowych w kręgach odbiorców otwartych na wiedzę, choć nieprofesjonalnych, spoglądających na katedry uniwersyteckie i ku publikowanym przez akademików książkom, ale w sposób amatorski –w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Małgorzata Sokalska Wydział Polonistyki UJ
Artykuł powstał na podstawie referatu wygłoszonego 23 maja 2025 w auli Collegium Novum podczas konferencji „Mickiewicz w Krakowie”, zorganizowanej w ramach grantu „Mickiewicziana krakowskie” (NPRH/DN/SP/507001/2021/11), realizowanego na Wydziale Polonistyki UJ w latach 2023–2028. Wszystkie referaty zebrano w tomie Mickiewicz w Krakowie, pod redakcją Wojciecha Ryczka, Kraków 2026.
LITERATURA
ANK 29/1581/11 zeszyt notatek Adama Chmiela
AUJ, sygn. S II 542
AUJ, sygn. S II 543
AUJ, sygn. S II 544
AUJ, sygn. S II 528
AUJ, sygn. WF II 504
AUJ, sygn. WF II 121 W. Borowy, Stanisław Windakiewicz, „Pamiętnik Literacki”, 1935, z. 1.
A. Czechówna, Dziennik, t. 23 (Pamiętnik A. C. Rok 1888 od miesiąca października cały rok 1889 i rok 1890 do miesiąca września), ANK sygn. 29/1582/23.
P. Hapanowicz, Stanisław Tarnowski (1837–1917). Szkic do portretu uczonego, „Rocznik Biblioteki Kraków”, 2022, nr 6. J. Kallenbach, Czwarta część „Dziadów” Adama Mickiewicza. Studyjum porównawcze, „Pamiętnik Akademii Umiejętności w Krakowie. Wydziały Filologiczny i Filozoficzno-Historyczny”, 1888, t. VII.
R. Stachura, Adam Bełcikowski – pisarz i historyk literatury, Kraków 2005.
S. Tarnowski, Czwarta część „Dziadów” Adama Mickiewicza. Studium porównawcze, napisał Dr Józef Kallenbach, „Przegląd Polski”, 1888, R. 22, t. 4.
J. Tretiak, Młodość Mickiewicza (1798–1824). Życie i poezja, t. 1–2, Petersburg 1898.
M. Włodarski, Karol Mecherzyński, w: Złota księga Wydziału Filologicznego, red. J. Michalik, W. Walecki, Kraków 2000.
M. Zięba, Opinie Stanisława Tarnowskiego o Mickiewiczu, Słowackim i Krasińskim. Z prac ogłaszanych w „Przeglądzie Polskim” w latach 1866–1890, „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Historicolitteraria”, 2002, nr 2.
Mija 28 lub 29 lat od czasu, gdy żegnając niezbyt gościnny Kraków, udała się Pani do Paryża. Przez usta prof. Witkowskiego, osobiście nawet przychylnego zamiarom Pani, nastąpiła wówczas odmowa na asystentkę katedry fizyki, gdyż Uniwersytet Krakowski nie przyjmował wówczas kobiet nawet na studia – pisał w liście do Marii Skłodowskiej-Curie prof. Odo Bujwid, pierwszy polski bakteriolog, esperantysta, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wielki zwolennik obecności kobiet w nauce i na uczelniach wyższych. Jego list jest prawdopodobnie jedynym śladem pisanym, świadczącym o staraniach wybitnej polskiej chemiczki o przyjęcie do krakowskiej Katedry Fizyki, kierowanej w tamtym czasie przez prof. Augusta Witkowskiego, w charakterze asystentki. Skłodowska miała wtedy, w 1894 roku, 27 lat i podwójny tytuł licencjata zdobyty na Sorbonie. Co znamienne, jak donosił krakowski „Czas”, do egzaminu kończącego studia z fizyki stanęła (jako jedyna kobieta) obok 65 mężczyzn i okazała się najlepsza! Licencjat z matematyki ukończyła z drugą lokatą. Najstarsza polska uczelnia nie była jednak gotowa, by przyjąć w swe mury kobietę, nawet tak uzdolnioną. Pierwsze studentki (nie mówiąc o profesorkach!) rozpoczęły tu bowiem naukę dopiero trzy lata później – w 1897 roku.

grody Nobla, którymi została wyróżniona w 1904 i 1911 roku, jest historią.
Głodnej wiedzy i pragnącej kontynuowania akademickiej kariery Marii Skłodowskiej nie pozostało nic innego jak wyjechać z kraju, mimo, co podkreślali jej bliscy i znajomi, silnego przywiązania do języka ojczystego i patriotycznych wartości. Wróciła do Francji, a reszta, chciałoby się powiedzieć mając w pamięci dwie Na-
Związków z Krakowem nie zerwała jednak całkowicie nigdy, a jej odkrycia już 1899 roku były przedmiotem akademickich dyskusji w dawnej stolicy Polski (wykład Polonium i Radyum wygłosił na przykład prof. August Witkowski). Rok później chemiczkę zaproszono na IX Zjazd Lekarzy i Przyrodników – jedno z najważniejszych spotkań środowiska naukowego i medycznego tamtego okresu, a jednocześnie narodową manifestację. Maria Skłodowska-Curie nie przyjechała, ale przysłała referat. Mniej więcej w tym czasie obdarowała
UJ preparatem chlorku radu, na który inne europejskie uczelnie (ze znacznie bardziej liczebnymi katedrami chemii i fizyki) musiały jeszcze poczekać. Zachowały się także listy noblistki do polskich naukowców, a wśród rzeczy osobistych rektora UJ prof. Augusta Witkowskiego znaleziono rozprawę doktorską uczonej z dedykacją. Na wniosek prof. Witkowskiego i prof. Natansona badaczka została w 1909 roku członkinią Akademii Umiejętności – do 1931 roku jedyną kobietą w szeregach tej instytucji. O krakowskich uczonych pisała zresztą: grono ludzi, których uznanie jest dla mnie niezmiennie cenne i przynosi mi zaszczyt. Mocno ją dotknęła wiadomość o śmierci prof. Witkowskiego. Profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego docenili natomiast noblistkę podwójnie, o czym niewiele osób dziś pamięta. W 1924 roku została wyróżniona tytułem doktora honoris causa przez dwa wydziały – Filozoficzny (za rewolucyjne odkrycia z zakresu fizyki i chemii) i Lekarski (za gigantyczny wkład jej odkryć w rozwój radioterapii i onkologii). Nie wiemy, jaki stosunek do tych odznaczeń miała Maria Skłodowska-Curie, nie brakowało jednak głosów, że to rodzaj zadośćuczynienia za odrzucenie sprzed lat. Red.
LITERATURA:
A. Rafalska-Łasocha, Kontakty Marii Skłodowskiej-Curie ze środowiskiem krakowskim, „Prace Komisji Historii Nauki PAU” 2013, tom XII, s. 33–66
U. Krawiec-Wróbel, Maria Skłodowska-Curie w Krakowie, „Foton” 2003, nr 82, s. 4–16
A. Rafalska-Łasocha, Maria Skłodowska Curie – kobieta niezwykła, „Alma Mater” 2011, nr 136, s. 12–15
Doktorhab. Magdalena Heydel, profesor UJ, pokieruje polskim oddziałem PEN Clubu. Decyzję podjęli członkowie stowarzyszenia podczas walnego zgromadzenia 26 maja 2026. To historyczny moment, stanowisko to bowiem po raz pierwszy w historii przypadło kobiecie! Jej kadencja potrwa do 2030 roku.
– Wybór na stanowisko prezesa Polskiego PEN Clubu – stowarzyszenia, które w 2025 roku świętowało swoje stulecie, to wielkie wyróżnienie i ogromna odpowiedzialność. Stoję na ramionach gigantów: Stefana Żeromskiego, Jana Parandowskiego czy Władysława Bartoszewskiego, szczególnie jednak cenię sobie fakt, że moją poprzedniczką była Maria Kuncewiczowa, która jako wiceprezes przewodziła Polskiemu PEN Clubowi na uchodźstwie w czasie II wojny światowej – mówi dr hab. Magdalena Heydel, profesor UJ. Podkreśla również, że misją, założonego w 1921 roku w Wielkiej Brytanii, PEN Clubu jest obrona wolności słowa i ludzi pióra narażonych na prześladowania ze strony sił, które tę wolność chcą ograniczać lub nią manipulować. – W naszych niespokojnych czasach, wobec wojny, która rozgrywa się również w przestrzeni informacyjnej, wobec narastających w wielu miejscach tendencji autokratycznych, a także wobec rzeczywistości nowych mediów, chcemy tę misję realizować przez udział w debacie publicznej, działania edukacyjne, a także przez konsekwentne podkreślanie znaczenia literatury, która jest wspólną wartością wszystkich narodów i przestrzenią prawdziwej wolności – deklaruje.
Polski PEN Club został założony w 1925 roku i jest częścią międzynarodowej sieci PEN International. Od swoich członków wymaga przestrzegania zasad zawartych w Karcie PEN, której fundamentami są obrona wolności wypowiedzi oraz sprzeciw wobec cenzury i wszelkich

form prześladowań twórców (między innymi na tle narodowościowym, klasowym, rasowym). Stowarzyszenie organizuje także publiczne odczyty, dyskusje literackie, konferencje międzynarodowe oraz spotkania z autorami zagranicznymi (goszczeni byli, między innymi, Josip Brodski, Friedrich Dürenmatt, Umberto Eco, Allen Ginsberg, Günter Grass, Seamus Heaney, Miroslav Holub, György Konrad, Mario Luzi, Claudio Magris, Bułat Okudżawa, Amos Oz i Martin Walser).
W wyniku wyborów uzupełniających do zarządu polskiego PEN Clubu dołączył poprzedni prezes dr Marek Radziwon.
Doktor habilitowana Magdalena Heydel, profesor UJ, kieruje Centrum Badań Przekładoznawczych oraz studiami magisterskimi przekładoznawstwo literacko-kulturowe na Wydziale Polonistyki UJ Zajmuje się przekładoznawstwem i komparatystyką literacką i kulturową. Jest redaktor naczelną pisma „Przekładaniec. A Journal of Translation Studies”. Opublikowała, między innymi, mono -
grafie Obecność T.S. Eliota w literaturze polskiej (2003) i Gorliwość tłumacza. Przekład poetycki w twórczości Czesława Miłosza (2013) oraz antologie Współczesne teorie przekładu (2009) oraz Polska myśl przekładoznawcza (2013) – wraz z Piotrem Bukowskim. Jest stypendystką Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (1999), laureatką Nagrody Indywidualnej Ministra Edukacji Narodowej (2003) oraz dwukrotnie nagrody miesięcznika „Literatura na Świecie” (2008, 2011). Członkinią International Association for Translation and Intercultural Studies IATIS, członkinią honorową Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury oraz Polskiego PEN Clubu oraz kuratorką gdańskiego festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu”. Nominowaną do nagrody Europejski Poeta Wolności (2018, 2020). Jej przekłady dzieł Josepha Conrada, Seamusa Heaneya, T.S. Eliota, Teda Hughesa, Alice Oswald, Roalda Dahla, Dereka Walcotta, Virginii Woolf i innych były wielokrotnie nagradzane.
Red.

Podhasłem 100 lat i więcej! Etnologia i antropologia kulturowa w Krakowie Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ świętował w dniach 17–19 kwietnia 2026 swój jubileusz. W obchodach uczestniczyli przedstawiciele władz Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Umiejętności, środowiska akademickiego i muzealnego oraz społeczność Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ
– osoby związane z Instytutem od lat 60. ubiegłego wieku: studiujące, pracujące lub z nim zaprzyjaźnione. Wspólne świętowanie odbywało się w budynkach UJ, gmachu PAU oraz na ulicach Krakowa. Jubileuszowe obchody rozpoczęło seminarium naukowe Etnologia i antropologia kulturowa w Krakowie. Źródła i perspektywy, które odbyło się w siedzibie PAU. Seminarium było okazją do uczczenia,

Wręczenie Złotego Medalu Polonia Minor od Samorządu Województwa Małopolskiego; od lewej: prof. Jan Święch, dr hab. Róża Godula-Węcławowicz, profesor PAN, dr hab. Anna Niedźwiedź, profesor UJ oraz Monika Gubała

Debata Kołłątajowska: Nie wszystko jest oczywiste; od lewej: dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ dr hab. Anna Niedźwiedź, profesor UJ, Bartosz Hlebowicz, Olga Drenda, Anna Mikulska, Doma Matejko, Jerzy Chodorek, Magdalena Wadowska
przypadającego w tym roku, stulecia utworzenia Komisji Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności. Uczestnicy wydarzenia przywoływali przeszłość krakowskich instytucji związanych z etnologią i antropologią kulturową, by później przejść do rozważań na temat teraźniejszości i przyszłości dyscypliny. Spotkanie zakończyło się muzycznym korowodem, który, przy dźwiękach ludowych melodii, przeszedł ulicami Krakowa

Przemarsz muzycznego korowodu ulicami Krakowa podczas pierwszego dnia jubileuszu prowadzony przez polsko-ukraiński zespół folklorystyczny Dusza/Душа

Muzyczna niespodzianka na zakończenie drugiego dnia jubileuszowych obchodów – zespół muzyczny złożony z absolwentów i absolwentek Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ

do budynku Collegium Maius, gdzie odbył się wernisaż wystawy Nie wszystko jest oczywiste... Początki i Po-stu-laty. Po wernisażu goście zostali zaproszeni do Collegium Kołłątaja na jej zwiedzanie.
Kolejny dzień jubileuszowych obchodów upłynął w Collegium Novum. Rano odbyła się Debata Kołłątajowska: Nie wszystko jest oczywiste. Antropologia poza akademią, w której udział wzięli absolwenci i absolwentki IEiAK UJ. Zaproszeni goście dyskutowali o tym, w jaki sposób w swojej pracy medialnej lub artystycznej wykorzystują idee, z którymi zapoznali się podczas studiów. W rozmowie prowadzonej przez Annę Niedźwiedź i Magdalenę Wadowską uczestniczyli: Jerzy Chodorek, Olga Drenda, Bartosz Hlebowicz, Doma Matejko oraz Anna Mikulska. W czasie
panelu doktoranckiego Młoda antropologia doktorantki i doktoranci opowiadali o swoich projektach badawczych. Później odbyło się spotkanie wspominkowe wypełnione opowieściami absolwentek i absolwentów o latach studenckich. Zakończyła je muzyczna niespodzianka, która wprowadziła mniej formalną i radosną atmosferę towarzyskiej integracji. Kulminacyjnym momentem uroczystości było zaserwowanie tortu jubileuszowego.
Podczas ostatniego dnia świętowania goście zgromadzili się w Collegium Kołłątaja. Niedzielny poranek i wczesne popołudnie były okazją do rozmów przy słodkim poczęstunku. W programie znalazło się także oprowadzanie po wystawie jubileuszowej oraz projekcje filmów Matka wołyńskich sierot (dokument o prof.

Jadwidze Klimaszewskiej) i Nieoczywisty antropolog (wspomnienia o prof. Czesławie Robotyckim).
W jubileuszowych wydarzeniach uczestniczyło około 300 osób. Obchody stulecia krakowskiej etnologii i antropologii kulturowej były okazją do podsumowania dotychczasowych osiągnięć, integracji, spotkań po latach, długich rozmów i refleksji. Jubileusz połączył ze sobą różne pokolenia pracowników naukowych, studentów i absolwentów oraz osób, które wykorzystują dorobek antropologii w swojej codziennej pracy. Ta wymiana rozmaitych doświadczeń okazała się bardzo inspirująca dla dalszych poszukiwań naukowych.
Przemysław Przybysz Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ

W dniach 16–20 września 2026 w Krakowie odbędzie się konferencja Antropologia w ruchu: mobilność ludzi, praktyk, idei. Wydarzenie, które jest częścią 101. Walnego Zgromadzenia Delegatów Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, stanowić będzie kolejną część obchodów 100-lecia Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ oraz 115-lecia Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Według organizatorów hasło konferencji – Antropologia w ruchu – ma zachęcać do krytycznej i twórczej refleksji nad rozmaitymi wymiarami mobilności kształtującymi współczesną antropologię: ruchem ludzi, idei, metod badawczych, form instytucjonalnych i granic dyscypliny. Podczas trzech dni konferencji będzie można uczestniczyć w kilkunastu panelach poświęconych, między innymi, zagadnieniu, jak antropologia przemieszcza się między polami badawczymi i dyscyplinami, z uczelni do świata społecznego, przez granice geograficzne, kulturowe i epistemiczne. Organizatorzy zapraszają do udziału wszystkich, którzy chcą wraz z Instytutem Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ kontynuować świętowanie 100-lecia jego istnienia!
Najstarsza organizacja studencka w Polsce – Towarzystwo Biblioteki Słuchaczów Prawa UJ, świętowała jubileusz 175-lecia. Główna część obchodów odbyła się w dniach 22–25 kwietnia 2026. Początki Towarzystwa sięgają przełomu czerwca i lipca 1851 roku (dokładnie okresu od 19 czerwca do 1 lipca 1851), kiedy to zrodziła się oddolna inicjatywa młodzieży studenckiej kształcącej się na Wydziale Prawa UJ. Był to niezwykle trudny moment w dziejach polskiego narodu – epoka narastającego neoabsolutyzmu i intensywnej germanizacji uczelni, poprzedzająca nadejście autonomii galicyjskiej. W tych realiach politycznych młodzi adepci prawa postawili sobie za cel stworzenie instytucji wspierającej proces samokształcenia oraz – co kluczowe – zapewniającej powszechny dostęp do fachowej literatury prawniczej w języku polskim. Fundamentem, na którym skonsolidowała się społeczność Towarzystwa, stała się niezależna biblioteka studencka. Ponieważ dostęp do polskiej książki prawniczej był wówczas rażąco ograniczony, studenci sami przejęli odpowiedzialność za formację intelektualną. Zbiory tworzono od podstaw, bazując na regularnych składkach członkowskich oraz darowiznach kadry profesorskiej Krakowa. Wybitni wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego chętnie przekazywali dzieła z własnych pry-

watnych kolekcji, dzięki czemu biblioteka stale powiększała swój zasób, osiągając w szczytowym momencie liczbę kilkunastu tysięcy tytułów. Wśród nich znajdowały się unikatowe, bezcenne dzieła z XVII i XVIII wieku, które stanowiły codzienny warsztat pracy naukowej krakowskiej młodzieży akademickiej oraz podstawę samodzielnych studiów.
Z biegiem lat organizacja rozszerzała zakres merytoryczny swoich działań. W latach 90. XIX wieku Towarzystwo stało się prężnym i kluczowym ośrodkiem życia
naukowego, kulturalnego i patriotycznego w Galicji. Zaangażowało się w liczne inicjatywy o charakterze narodowym, organizując zjazdy naukowe, odczyty oraz konkursy krasomówcze i naukowe. Równolegle rozwinięto działalność wydawniczą –TBSP UJ skoncentrowało się na powielaniu materiałów dydaktycznych oraz skryptów, co w znaczący sposób ułatwiło studentom codzienny dostęp do wiedzy.
Misja edukacyjna Towarzystwa przetrwała nawet najcięższe zawirowania dziejowe XX wieku, nie tracąc ciągłości.

Podczas pierwszej wojny światowej, pomimo formalnego zamknięcia Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1914–1915, TBSP UJ nie zawiesiło działalności i zachowało struktury. Organizacja przeniosła tymczasowo swoją oficjalną siedzibę do Wiednia, skąd nieprzerwanie kontynuowała pracę edukacyjną. Czasem największego rozkwitu i stabilizacji materialnej stowarzyszenia okazał się okres międzywojenny. Kamieniem milowym było otrzymanie w 1928 roku kamienicy przy ul. Jabłonowskich 5 w Krakowie. Została ona przekazana na podstawie zapisu testamentowego prof. Edmunda Krzymuskiego – wieloletniego kuratora TBSP, rektora UJ i członka Komisji Kodyfikacyjnej. Profesor pragnął w ten sposób zabezpieczyć materialne podstawy bytu organizacji na przyszłość oraz mocniej spoić ją z przestrzenią miejską Krakowa, tworząc trwałe zaplecze biblioteczne i ośrodek wymiany intelektualnej w centrum miasta.
W obliczu kataklizmu drugiej wojny światowej członkowie TBSP wykazali się ogromną odwagą i zaangażowaniem obywatelskim. Towarzystwo aktywnie włączyło się w nurt podziemnej działalności konspiracyjnej, udostępniając ocalone fragmenty swojego bogatego księgozbioru na potrzeby tajnego nauczania, ratując tym samym polską myśl prawną przed unicestwieniem.
Po wojnie sprawnie przeprowadzono rewindykację kamienicy przy ul. Jabłonowskich oraz odzyskano część rozproszonego księgozbioru. Pasmo sukcesów przerwały jednak brutalne realia polityczne stalinizmu. W 1950 roku, zaledwie kilka miesięcy przed planowanymi uroczystymi obchodami stulecia istnienia, komunistyczne władze podjęły decyzję o likwidacji TBSP. Budynek został przejęty przez Uniwersytet Jagielloński, powielarnię skryptów zamknięto, a historyczny księgozbiór przymusowo przekazano do zasobów Biblioteki Jagiellońskiej. Pomimo formalnego niebytu duch i tradycja organizacji przetrwały nieformalnie w ramach studenckich kół naukowych – w szczególności skupiających historyków prawa oraz karnistów. Odwilż polityczna przyniosła oficjalną reaktywację TBSP UJ w 1957 roku. Choć organizacji nie przywrócono dawnej pełnej samodzielności prawnej i od tamtego momentu funkcjonuje ona jako jednostka organizacyjna UJ, podjęto udane starania o częściowe odzyskanie dawnego księgozbioru i odbudowę silnej pozycji


w krakowskim środowisku akademickim. Na przestrzeni 175 lat istnienia przez struktury Towarzystwa przewinęły się rzesze studentów, stając się kuźnią elit intelektualnych, naukowych i politycznych kraju. W kronikach organizacji oraz spisie jej bibliotekarzy i prezesów widnieją nazwiska mężów stanu, rektorów, wybitnych jurystów i członków palestry. Wśród nich wymienić trzeba: Juliusza Leo, Maksymiliana Zatorskiego, prof. Stanisława Estreichera, prof. Fryderyka Zolla starszego, prof. Władysława Woltera, prof. Wojciecha Marię Bartla, prof. Władysława Leopolda Jaworskiego czy prof. Adama Vetulaniego.
Współcześnie Towarzystwo Biblioteki Słuchaczów Prawa UJ z powodzeniem łączy bogate dziedzictwo z wymogami nowoczesności, funkcjonując jako prężna federacja, zrzeszająca ponad 30 kół naukowych afiliowanych przy Wydziale Prawa i Administracji UJ. Jako największa i najbardziej aktywna organizacja studencka na wydziale TBSP stanowi centrum akademickiej aktywności. Do jego głównych
zadań należy koordynowanie projektów naukowych, pomoc logistyczna dla studentów, a także reagowanie na bieżące oczekiwania organizacyjne i logistyczne młodzieży akademickiej. Towarzystwo pełni rolę wszechstronnej platformy zrzeszającej, która ułatwia integrację liderów różnych organizacji, wspiera wymianę doświadczeń i pozwala na generowanie interdyscyplinarnych, innowacyjnych przedsięwzięć naukowych.
Kluczowym filarem tej działalności jest organizacja konferencji o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym, paneli dyskusyjnych oraz seminariów naukowych, które przyciągają do Krakowa wybitnych ekspertów, teoretyków i praktyków prawa. Ta aktywność przynosi wielowymiarowe korzyści – umacnia pozycję UJ jako wiodącego ośrodka naukowego oraz pozwala na wypracowywanie innowacyjnych projektów odpowiadających na współczesne wyzwania społeczne i gospodarcze regionu.
Ważnym elementem działalności są inicjatywy społeczne, adaptacyjne oraz


Godność członka honorowego TBSP UJ przyznano prof. Andrzejowi Zollowi w dowód wdzięczności za szczególną życzliwość i pomoc. Wyróżnienie wręczył prezes TBSP UJ Mikołaj Napieralski
integracyjne. Wśród nich wyróżnia się flagowy program wsparcia rówieśniczego „Twój starszak”. Polega on na merytorycznej i logistycznej pomocy studentów młodszym kolegom z pierwszego roku, ułatwiając im odnalezienie się w strukturach uniwersyteckich, zarządzanie czasem oraz świadomy dobór przedmiotów. Działania te uzupełnia coroczny wrześniowy „dzień adaptacyjny” wprowadzający nowo przyjętych w progi uczelni. Z kolei z myślą o studentach wyższych roczników, poszukujących własnej ścieżki rozwoju, Towarzystwo organizuje cykle spotkań „Doktorat w (9)5 minut – [ZOBACZ JAK]”, przybliżające zasady rekrutacji do Szkół Doktorskich oraz metody pozyskiwania grantów badawczych.
Trwające cztery dni kwietniowe uroczystości jubileuszowe były godnym podsumowaniem tej 175-letniej historii, łącząc w sobie powagę tradycji, refleksję naukową oraz pamięć o przodkach. Ranga wydarzenia zyskała uznanie najwyższych władz, czego wyrazem były liczne patronaty honorowe, przy jednoczesnym wsparciu

Tytułem członka seniora TBSP UJ uhonorowano profesorów Wojciecha Jakimowicza, Janinę Błachut i Monikę Florczak-Wątor – dawnych opiekunów TBSP UJ. Na zdjęciu także prezes TBSP UJ Mikołaj Napieralski (pierwszy z lewej)
finansowym – ze strony Komitetu Kopca Kościuszki w Krakowie, Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie oraz Samorządu Studentów UJ.
Obchody rozpoczęły się 22 kwietnia 2026 od uroczystego posiedzenia zarządu TBSP UJ w zabytkowych wnętrzach Pałacu Larischa przy ul. Brackiej 12. Kluczowym punktem spotkania było podjęcie okolicznościowej uchwały w sprawie przyjęcia oficjalnego stanowiska z okazji jubileuszu 175-lecia TBSP UJ. W dokumencie tym członkowie zarządu podjęli głęboką refleksję nad wielopokoleniową misją organizacji, która od 1851 roku niezmiennie pozostaje kuźnią elit prawniczych oraz ostoją wolnej myśli i etosu rzetelnej nauki. W przyjętym stanowisku zadeklarowano dalsze wierne pielęgnowanie tradycyjnych wartości uniwersyteckich – prawdy, rzetelności i wzajemnego szacunku, przy jednoczesnym rozwijaniu nowoczesnej formuły wspierania aspiracji naukowych studentów oraz budowaniu silnej wspólnoty łączącej obecnych słuchaczy prawa z wychowankami Towarzystwa.

23 kwietnia zaproszeni goście udali się do gmachu Biblioteki Jagiellońskiej na pokaz unikatowych starodruków pochodzących z dawnej kolekcji Towarzystwa, który zorganizowano w ramach tegorocznego jubileuszu. Dzięki uprzejmości dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej dr. hab. Remigiusza Sapy, profesora UJ, pracowników Sekcji Starych Druków oraz Oddziału Organizacji BJ, uczestnicy mogli obcować z bezcennymi, autentycznymi pamiątkami, stanowiącymi przez dekady – aż do przymusowego wcielenia księgozbioru do struktur BJ w latach 50. ubiegłego wieku – samo serce materialnego i naukowego dziedzictwa najstarszej organizacji studenckiej w Polsce.
Prezentowane na wystawie dzieła, z których najstarsze pochodziły z XVI, XVII i XVIII wieku, stanowiły niegdyś codzienny, podstawowy warsztat samodzielnych studiów prawniczych młodzieży akademickiej. Oglądający mogli zobaczyć woluminy, z których wiedzę czerpały całe pokolenia dawnych studentów, co pozostawiło na książkach unikatowe, historyczne

ślady użytkowania. Wśród eksponatów znalazł się, najstarszy w zbiorze, niezwykle elegancki paryski druk Corpus Iuris Canonici z lat 1507–1508, a także niemal „zaczytany” egzemplarz Corpus Iuris Civilis z 1594 roku z komentarzem Denysa Godefroya, posiadający zniszczoną kartę tytułową oraz pofałdowaną, spękaną oprawę pergaminową, co dobitnie świadczy o jego wielowiekowej intensywnej eksploatacji.
Zgromadzona publiczność mogła podziwiać również dawne podręczniki, z których obowiązkowo szkolili się dawni słuchacze prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak chociażby Ius Regni Poloniae Mikołaja Zalaszowskiego z 1702 roku. Ogromne poruszenie wywołały unikatowe ślady osobiste pozostawione przez dawnych czytelników – od odręcznych, siedemnastowiecznych alfabetycznych wykazów reguł prawnych na kartach w dziele Andrzeja Lipskiego, przez misterne, przygotowane przez samych właścicieli, pergaminowe paginatory ułatwiające odnajdywanie treści w tekście, aż po dwustuletnią, zasuszoną roślinną zakładkę w podręczniku Justusa Henninga Böhmera z 1739 roku, na którego kartach znudzeni studenci osiemnastowiecznych wykładów zostawiali własnoręczne rysunki i inskrypcje. Ekspozycja ta stała się poruszającym dowodem na ciągłość nauczania prawa. 24 kwietnia przyniósł kulminację jubileuszu. Poranek rozpoczął się od refleksyjnego akcentu – delegacja studentów udała się na Cmentarz Rakowicki, aby złożyć wiązanki kwiatów na grobach dawnych kuratorów i profesorów szczególnie zasłużonych dla rozwoju Towarzystwa. Następnie w uniwersyteckiej kolegiacie św. Anny odprawiona została msza święta w intencji całej społeczności TBSP UJ. Głównym punktem dnia była uroczysta akademia w auli Collegium Novum, którą zainaugurował występ Chóru Akademickiego UJ Camerata Jagellonica. Po oficjalnym otwarciu wydarzenia głos zabrał prezes TBSP UJ Mikołaj Napieralski, który uroczyście powitał licznie przybyłych gości. Wśród nich znaleźli się przedstawiciele władz rektorskich i dziekańskich: rektor UJ prof. Piotr Jedynak, prorektor ds. dydaktyki UJ prof. Paweł Laidler, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ prof. Piotr Dobosz oraz kurator TBSP UJ prof. Wojciech Jakimowicz. Obecni byli także parlamentarzyści, reprezentanci samorządu miejskiego oraz przedstawiciele palestry.

Prezentacja unikatowych starodruków pochodzących z dawnej kolekcji Towarzystwa, obecnie przechowywanych w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej
Podczas oficjalnego wystąpienia prezes Mikołaj Napieralski przywołał łacińską sentencję Sapienter et audacter (Mądrze i śmiało) – jako trafny opis wieloletniej działalności Towarzystwa, w której szacunek dla tradycji zawsze łączył się ze studencką odwagą. W przemówieniu odwołał się bezpośrednio do poruszających słów prof. Stanisława Estreichera: I rozwija się równo, z roku na rok, a choć nić jego istnienia wątleje nieraz, przecież się nigdy nie zrywa. Te słowa wybitnego rektora i humanisty wybrzmiały w murach akademii jako zobowiązanie dla współczesnych pokoleń studentów.
W dalszej części akademii głos zabrali zaproszeni goście honorowi: rektor UJ prof. Piotr Jedynak, dziekan WPiA UJ prof. Piotr Dobosz, kurator TBSP UJ prof. Wojciech Jakimowicz, senator Monika Piątkowska (reprezentująca marszałek Senatu RP). Przemówienie wygłosiła również dr Bogna Halska-Pionka (pełnomocnik prezydenta Krakowa), która uroczyście wręczyła Towarzystwu Biblioteki Słuchaczów Prawa UJ odznakę Honoris Gratia. To prestiżowe odznaczenie, przyznawane przez prezydenta Krakowa, stanowi oficjalne uznanie szczególnych zasług organizacji na rzecz miasta i jego mieszkańców, zwłaszcza w obszarze budowania krakowskiego ośrodka akademickiego oraz wieloletniej działalności prospołecznej integrującej społeczność uniwersytecką z Krakowem.
Ważnym elementem uroczystości było nadanie najwyższych godności Towarzystwa. Po wygłoszeniu laudacji przez prof. Włodzimierza Wróbla tytuł członka honorowego TBSP UJ odebrał prof. Andrzej Zoll – były rzecznik praw obywatelskich, prezes Trybunału Konstytucyjnego
i dawny kurator organizacji. Następnie wręczono tytuły członków seniorów, którymi uhonorowani zostali wybitni profesorowie zasłużeni dla Towarzystwa: Janina Błachut, Monika Florczak-Wątor oraz Wojciech Jakimowicz. Tytuły otrzymali również prof. Tomasz Gizbert-Studnicki oraz prof. Andrzej Szumański, którzy odebrali je w późniejszym terminie. Wręczono także wyróżnienia honorowe „Zasłużony dla TBSP UJ”.
Po części artystycznej w wykonaniu orkiestry UJ prof. Michał Rusinek z Wydziału Polonistyki UJ wygłosił porywający wykład jubileuszowy poświęcony roli i znaczeniu retoryki w codziennej pracy profesjonalnego prawnika. Uroczystość zakończyła się wspólnym obiadem i licznymi kuluarowymi rozmowami.
Wielkie świętowanie dobiegło końca 25 kwietnia, kiedy to w murach Pałacu Larischa zainaugurowano ogólnopolską konferencję naukową zatytułowaną Historia, tradycja, upamiętnienie – współczesna refleksja nad dziedzictwem. Dyskusje naukowe zamknęły klamrą te wyjątkowe dni, stanowiąc platformę międzypokoleniowej debaty nad rolą tradycji instytucjonalnej i odpowiedzialnością młodych jurystów za kształtowanie przyszłej kultury prawnej w Polsce.
Obchody wyjątkowego jubileuszu 175-lecia Towarzystwa Biblioteki Słuchaczów Prawa UJ dobitnie pokazały, że organizacja ta – mimo licznych dziejowych burz, a nawet próby jej całkowitego wymazania z mapy akademickiej w czasach stalinizmu – nigdy nie utraciła swojej tożsamości.
Maria Łukaszczyk
Mikołaj Napieralski Towarzystwo Biblioteki Słuchaczów Prawa UJ

Jak nauka rozwiązuje problemy polskich firm – wnioski z badań przedsiębiorców w ramach projektu „upowszechnianie dobrych praktyk realizacji programu »Doktorat wdrożeniowy«”
Jeszcze kilkanaście lat temu doktorat kojarzył się głównie z działalnością akademicką, publikacjami naukowymi i pracą wyłącznie na uczelni. Dziś coraz częściej staje się narzędziem rozwiązywania realnych problemów technologicznych, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa. Program „Doktorat wdrożeniowy”, z ogromnym sukcesem prowadzony przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pokazuje, że współpraca nauki i biznesu może przynosić wymierne efekty nie tylko dla uczelni, ale przede wszystkim dla gospodarki. Wbrew stereotypowi doktorat wdrożeniowy nie polega wyłącznie na przygotowaniu rozprawy naukowej. Jego efektem są także realne rozwiązania wprowadzane bezpośrednio w przedsiębiorstwach, ponieważ podmioty gospodarcze oczekują praktycznych rezultatów: nowych technologii, prototypów urządzeń, procedur i usprawnień procesowych czy optymalizacji parametrów produkcji. Nauka staje się tu narzędziem wspierającym codzienne funkcjonowanie zakładu, a nie celem samym w sobie, co w ankietach przeprowadzonych na potrzeby ewaluacji programu podkreślają przedstawiciele świata gospodarczego.
Korzyści z takich działań okazują się bardzo wymierne. Pokazując konkretne przykłady: w branży metalurgicznej optymalizacja zużycia reagentów przełożyła się bezpośrednio na obniżenie kosztów produkcji, natomiast w sektorze spawalniczym ograniczono liczbę poprawek i wyeliminowano część czasochłonnych procesów obróbczych. Udało się też stworzyć całkowicie nowe rozwiązania technologiczne ‒ na przykład inteligentne obrabiarki, innowacyjne systemy światłowodowego monitoringu czy nowoczesną żywność funkcjonalną. W wielu przypadkach doktoraty wdrożeniowe pozwalają

również tworzyć rozwiązania trudne do skopiowania przez konkurencję, co ma ogromne znaczenie na coraz bardziej wymagającym rynku, a wdrożenia przynoszą firmom szybsze reagowanie na potrzeby rynku i większą niezależność technologiczną, czyli funkcjonowanie bez konieczności szukania pomocy u zewnętrznych dostawców technologii. Korzyści mają również wymiar organizacyjny. Program przyczynia się do profesjonalizacji kadr oraz budowania kultury innowacji w przedsiębiorstwach. Pracownicy uczą się analitycznego podejścia do problemów technologicznych i systematyki badań. Doktoranci stają się „łącznikami” między światem nauki a przemysłem, przenosząc standardy badawcze do codziennej praktyki przedsiębiorstw. A ich pozytywny przykład oddziałuje na inne osoby w przedsiębiorstwach.
Bardzo istotny jest także wpływ programu na konkurencyjność firm. Respondenci podkreślają, że wdrożone rozwiązania poprawiają jakość produktów i usług, zwiększają elastyczność produkcji oraz wzmacniają wiarygodność przedsiębiorstw w oczach klientów i partnerów biznesowych. A firmy budują przewagę
technologiczną, której nie byłyby w stanie osiągnąć wyłącznie własnymi siłami. Dla wielu udział w programie stał się zatem sposobem na budowanie nowoczesnego wizerunku i zwiększenie wiarygodności wobec klientów oraz partnerów biznesowych. Analiza doświadczeń osób uczestniczących w programie pokazuje, że podmioty gospodarcze traktują doktoraty wdrożeniowe w dużej mierze jako inwestycję strategiczną. Nie chodzi przy tym wyłącznie o prestiż czy budowanie relacji z uczelniami. Przedsiębiorcy wskazują, że dzięki współpracy z naukowcami mogą realizować projekty o wysokim stopniu złożoności przy relatywnie niskim ryzyku finansowym. Mogą również zatrudnić w swoich podmiotach osoby o dużym potencjale innowacyjności lub utrzymać pracowników szukających ciekawych wyzwań rozwojowych.
Jak każdy program, także i ten ma swoje specyficzne uwarunkowania. Według ankietowanych uczestników największym wyzwaniem okazuje się praca doktoranta wdrożeniowego, który musi jednocześnie funkcjonować w świecie nauki i biznesu. Wielu wprost mówi o „dwóch etatach” i trudnościach pogodzenia obowiązków
zawodowych z prowadzeniem badań i realizacją wymogów kształcenia. Zauważają jednak, że Szkoły Doktorskie są coraz bardziej elastyczne, wychodząc naprzeciw potrzebom słuchaczy. Dodatkowym problemem bywa konieczność synchronizacji badań z bieżącym rytmem produkcji w przedsiębiorstwie. Ale i tu znajduje się rozwiązanie, a firmy często organizują testy poza godzinami największego obciążenia lub wyznaczają specjalne „okna technologiczne” przeznaczone wyłącznie na eksperymenty badawcze. Istotnym wyzwaniem pozostaje też przenoszenie wyników badań laboratoryjnych do warunków przemysłowych. Rozwiązania, które sprawdzają się w kontrolowanym środowisku laboratoryjnym, nie zawsze od razu działają równie skutecznie
w pełnej skali, co wymaga dodatkowych działań ukierunkowanych na wdrożenie. Mimo tych trudności ogólna ocena programu pozostaje bardzo pozytywna. Większość przedsiębiorców deklaruje chęć dalszego udziału w doktoratach wdrożeniowych, oczywiście pod warunkiem znalezienia odpowiednich kandydatów i tematów o realnym potencjale biznesowym. Respondenci podkreślają również z perspektywy własnych doświadczeń, że kluczem do sukcesu jest precyzyjne zdefiniowanie problemu technologicznego już na początku projektu oraz pełne wsparcie ze strony zarządu firmy. Doświadczenia uczestników programu pokazują zatem, że współpraca nauki i biznesu może być jednym z najważniejszych motorów rozwoju
nowoczesnej gospodarki. Doktoraty wdrożeniowe przestają być jedynie alternatywną ścieżką kariery akademickiej. Coraz częściej stają się narzędziem budowania innowacyjności przedsiębiorstw, transferu wiedzy i tworzenia rozwiązań, które wpływają na konkurencyjność polskich firm. W świecie, w którym przewaga technologiczna decyduje o pozycji rynkowej, połączenie potencjału nauki i doświadczenia przemysłu może okazać się jednym z kluczowych warunków dalszego rozwoju polskiej gospodarki.
Michał Wieczorowski
Politechnika Poznańska, kierownik grantu
Andrzej Kurkiewicz
Instytut Spraw Publicznych UJ
Praca naukowa dofinansowana ze środków budżetu państwa w ramach programu ministra nauki i szkolnictwa wyższego pod nazwą „Nauka dla społeczeństwa II”, nr projektu NdS-II/SP/0373/2023/01, kwota dofinansowania 1 076 500 zł, całkowita wartość projektu 1 076 500 zł.


Wszystkie uprawiane dziś warzywa i owoce pochodzą od dzikich roślin. Na drodze hodowli były modyfikowane przede wszystkim w kierunku uzyskania dużego plonowania, ale zmniejszano też goryczkowość (choć powodują ją substancje czynne, które bywają bioaktywne i prozdrowotne). W lesie natomiast można znaleźć rośliny silnie rozrastające się, na przykład łatwy w identyfikacji podagrycznik (Aegopodium podagraria, gatunek należący do rodziny selerowatych), który jest dobrą rośliną dla początkujących. W ramach spotkań organizowanych przez Ogródek Społeczny na Kampusie 600-lecia Odnowienia UJ świat dzikich roślin przybliżył dr Maciej Gustab, pracownik Katedry Biologii Roślin i Biotechnologii Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, pasjonat roślin użytkowych, absolwent studiów biologicznych na UJ oraz szkoły doktorskiej Nauk Ścisłych i Przyrodniczych w MCB UJ. Podczas spaceru pełnego smaków, zapachów i uważnych obserwacji, który odbył się 29 maja 2026, rozpoznawano i zbierano rośliny wiosenne i późnowiosenne. Wśród nich znalazły się podagrycznik, kwiatostan babki lancetowatej, kwiatostan czarnego bzu, chmiel oraz komosa biała. Bogactwo, które oferuje łąka, jest na wyciągnięcie ręki. To hobby otwierające na nowe doznania zmysłowe. Zainteresowanie zbieraniem dzikiej żywności powróciło w latach 60. W Polsce na wzrost jego popularności wpłynęły szczególnie badania naukowe i publikacje prof. Łukasza Łuczaja, botanika na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Rzeszowskiego. Warto też wspomnieć wkład dr. Wojciecha Szymańskiego, który w 2013 obronił doktorat na temat dzikich roślin jadalnych w Instytucie Botaniki UJ. Badania naukowe nad roślinami dzikimi jadalnymi dotyczą przede wszystkim hodowców, którzy chcą wyprowadzać nowe ciekawe odmiany. Przy okazji warsztatów prowadzonych w mieście często pojawia się pytanie o zanieczyszczenia. Jeśli chodzi o skażenie gleby i jakość powietrza, to w Krakowie są zupełnie inne warunki nieopodal dawnej huty, a inne w Lesie Wolskim. Osobną kwestią jest zdolność roślin do kumulacji metali ciężkich, takich jak ołów, cynk czy kadm. W Krakowie Białe Morza w Łagiewnikach są hałdą poprzemysłową Krakowskich Zakładów Sodowych „Solvay”. Na łąkach między III kampusem UJ a Górką Pychowicką nie wykryto wysokich stężeń metali ciężkich w glebie. Z pomocą mogą przyjść mapy rozmieszczenia metali ciężkich dostępne w internecie. W czasach odległych, gdy zbiory były znacznie mniejsze, na przednówku jadano na przykład lebiodę, perz, pokrzywy. Źródła z epoki podają nawet przepisy. Niewyczerpanym źródłem wiedzy jest etnobotanika. Inspiracją do przygotowania potraw mogą być kuchnie regionalne. Hitem w kuchni doktora dr. Macieja Gustaba są pierogi z farszem z podagrycznika. Poleca, by każdą roślinę najpierw spróbować solo, na przykład zblanszować liście. Od tego momentu można puścić wodze fantazji, eksperymentować z przyprawami i dodatkami. Młode liście mogą być składnikiem sałatek, smoothie, dodatkiem do zup. Właśnie wspólne przygotowanie pierogów z farszem z dzikich roślin zakończyło spacer na III kampusie UJ.
Na podstawie informacji dr. Macieja Gustaba oprac Tun.
Kampus 600-lecia Odnowienia UJ wzbogacił się o kolejną nowoczesną przestrzeń, z której korzystać mogą wszyscy studenci oraz pracownicy naukowi. Mowa o, poddanej kompleksowej przebudowie, przestronnej, wielofunkcyjnej Bibliotece Nauk Przyrodniczych na Wydziale Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii, otwartej uroczyście 22 maja 2026. – Miejsce, w którym się obecnie znajdujemy, stanowi najlepszy dowód na to, jak w zmieniającym się świecie zmienia się uniwersytet. Bardzo się cieszę, że dziekani wydziałów tej części kampusu wykazali się otwartością i dostrzegli fakt, że w XXI wieku funkcja bibliotek ulega transformacji, a potrzeby i oczekiwania studentów, doktorantów i pracowników ewoluują. Jeśli Uniwersytet ma być miejscem innowacji, tworzenia nowych pomysłów, przełomowych odkryć, trzeba stworzyć warunki, w których to się może odbywać – akcentował rektor UJ prof. Piotr Jedynak, który, wraz z innymi przedstawicielami władz rektorskich i dziekańskich, wziął udział w spotkaniu inaugurującym działalność biblioteki. – Rok 2026 został ogłoszony rokiem popularyzacji nauki, ministerstwo mocno stawia na ten aspekt naszej działalności, włączając go do procedur ewaluacyjnych, więc wydaje się, że tego rodzaju przedsięwzięcie, a za chwilę będzie ono kontynuowane w drugiej części kampusu, na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej, jest dowodem, że 662 lata, które kończy w tym roku Uniwersytet Jagielloński, nie są dla nas żadnym obciążeniem, że potrafimy być nowocześni mimo tego zacnego wieku – dodał, zapraszając zgromadzonych na wykład prof. Karola Życzkowskiego Dlaczego komputer kwantowy (jeszcze) nie działa?. W prelekcji, która była częścią Copernicus Festival, uczestniczyli, między innymi, uczniowie IV Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II w Tarnowie.

W ramach modernizacji Biblioteki Nauk Przyrodniczych stworzono nowoczesną strefę kreatywną i coworkingową, a także wyznaczono miejsca spotkań i relaksu.
– Naszym założeniem było przekształcenie tradycyjnej przestrzeni bibliotecz-
nej w otwarte i elastyczne środowisko sprzyjające zarówno kreatywnej pracy zespołowej, jak i indywidualnej nauce oraz integracji użytkowników. Zależało nam na zachowaniu funkcji biblioteki przy jednoczesnym nadaniu wnętrzom nowej jakości

użytkowej i społecznej – wyjaśnia Karolina Kokot z pracowni architektonicznej Mocolocco, odpowiedzialnej za projekt i jego wykonanie.
By mogło się to udać, cały księgozbiór został przeniesiony na pierwsze piętro. Na parterze powstały stanowiska do pracy grupowej, spotkań, miejsca pracy indywidualnej i wyciszenia, a także przestrzeń umożliwiająca organizację wydarzeń, wystaw czy prezentacji. Strefę pracy głośnej (na parterze) oraz pracy cichej (na piętrze) łączą wewnętrzne schody, a przeszklenia z barierą akustyczną gwarantują komfort pracy bez ryzyka utraty dostępu do światła dziennego i poczucia otwartości wnętrza. – Piętro zachowało charakter strefy cichej nauki i tradycyjnej funkcji bibliotecznej. Zaplanowałyśmy tam ogólnodostępne regały z księgozbiorem, stanowiska komputerowe i skanery, pokoje do pracy grupowej oraz miejsca do indywidualnej nauki. Na tej kondygnacji znajduje się również lada recepcyjna biblioteki oraz strefa obsługi studentów – mówi Karolina Tkocz z Mocolocco.
Biblioteka Nauk Przyrodniczych została wyposażona w ergonomiczne meble miękkie – fotele, kanapy i modułowe siedziska, stoły o różnych wysokościach, w tym biurka z automatyczną regulacją, oraz zabudowę meblową integrującą funkcje nauki i wypoczynku.
– Całość została dostosowana do potrzeb zróżnicowanej społeczności akademickiej, z uwzględnieniem osób ze szczególnymi potrzebami oraz użytkowników o odmiennej wrażliwości sensorycznej i różnych sposobach pracy. [...] Kluczowe znaczenie miały akustyka, łagodne oświetlenie, czytelna komunikacja wizualna, przewidywalny układ funkcjonalny oraz elastyczne wyposażenie –dodaje Karolina Kokot.

Projekt objął również stworzenie nowego, bardziej reprezentacyjnego wejścia do strefy na parterze bezpośrednio z głównego holu budynku. Rozwiązanie to zwiększyło dostępność przestrzeni i podkreśliło jej nową rolę jako centralnego miejsca spotkań oraz aktywności akademickiej. – Z nowej przestrzeni będą mogli korzystać nie tylko naukowcy, doktoranci i studenci naszych trzech wydziałów, lecz również przedstawiciele innych uczelnianych jednostek, a także partnerzy z otoczenia biznesowego i gospodarczego, z którymi Uniwersytet Jagielloński współpracuje – mówi dziekan Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ prof. Jolanta Jura. Przyznaje też, że w dobie dynamicznego rozwoju platform cyfrowych, kiedy pracownicy, doktoranci i studenci znacznie rzadziej korzystają z tradycyjnych zbiorów, decyzja o unowocześnieniu i dostosowaniu biblioteki bardzo cieszy.

Biblioteka Nauk Przyrodniczych jest wspólną biblioteką wydziałów: Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii, Geografii i Geologii oraz Biologii. Jej księgozbiór zawiera wielodziedzinową kolekcję książek i czasopism z zakresu biotechnologii, geografii, zoologii, biologii, ochrony środowiska oraz nauk pokrewnych. Liczy około 119 tysięcy woluminów druków zwartych, z których część funkcjonuje jako zbiory podręczne oraz dydaktyczne bibliotek zakładowych. BNP współpracuje i prowadzi wymianę publikacji z wieloma polskimi i zagranicznymi ośrodkami naukowymi. W 2014 roku przystąpiła do współpracy z Biblioteką Jagiellońską przy tworzeniu cyfrowych kopii cennych i unikatowych dokumentów ze swoich zbiorów. Publikacje są udostępniane na platformie Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej pod linkiem: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra
Red.

laleczki voodoo
Z przyszłością bywa tak, że czasami lepiej nie wiedzieć, co przyniesie. Pociągające może być jednak to, że w wielu przypadkach ma się na nią wpływ, można ją zmienić, co daje (z perspektywy psychologicznej) poczucie sprawczości i kontroli nad własnym życiem. To z kolei w znaczący sposób poprawia dobrostan psychiczny, pozytywnie wpływając na funkcjonowanie człowieka. Jak przekonuje Roger Clarke, w świecie wirtualnym trudno o taką możliwość. Według australijskiego badacza w internetowej rzeczywistości rządzą nami bowiem algorytmy i modele, które z odległości decydują o naszym kolejnym wyborze.
Clarke ponad 30 lat temu opisał to zjawisko, posługując się terminem digitial persona1 – e-osobowość, która jest tworzona w zastępstwie tej prawdziwej i budowana na podstawie analizy danych. Jest ona modelem osoby (nie rzeczywistym człowiekiem), na którym można podejmować decyzje, operując zdalnie, co może prowadzić do uprzedmiotowienia prawdziwej, żywej jednostki i wzrostu kontroli nad nią. Według Rogera Clarke’a sprawia to, że użytkownicy internetu stali się jak laleczki voodoo – bywają poddawani manipulacji.
Homo digitalis
Laleczki voodoo zazwyczaj budzą nieprzyjemne, często przerażające, skojarzenia, jednak Roger Clarke, podtrzymał tę tezę, publikując w 2012 roku, po upływie dwudziestu lat od pierwszego tekstu, artykuł Promise Unfulfilled: The Digital Persona Concept, Two Decades Later2, w którym, z jeszcze większą dozą krytycyzmu, odniósł się do ówczesnych technologii. Zauważył, że w drugiej dekadzie XXI wieku digital persona funk-
cjonuje niemal automatycznie, staje się podstawą decyzji podejmowanych przez człowieka, przewiduje zachowania, ocenia wiarygodność i klasyfikuje użytkowników. I choć wiele współczesnych technologii było dostępnych już wtedy, nieczęsto miały tak wielki wpływ na społeczeństwo, jaki mają dziś. Rozwój internetu nastąpił z ogromnym rozmachem, zlewając portfel, kalendarz, pamiętnik i album ze zdjęciami w nieopuszczającą naszej ręki jedność –smartfon. Ekran z klawiaturą towarzyszy człowiekowi codziennie od momentu otwarcia oczu (88 procent badanych deklaruje, że sięgają po telefon w ciągu pierwszej godziny po przebudzeniu (badania Fundacji Digital Poland z 2025 roku) aż do ich zamknięcia, stając się głównym źródłem interakcji międzyludzkich, informacji, rozrywki, odpoczynku, decyzji konsumenckich i przychodów. I mimo że idea powstania i ciągłego modernizowania urządzeń technologicznych skupia się przede wszystkim na ułatwieniu życia, współcześnie dostępność internetu niejednokrotnie staje się utrudnieniem. Prowadzi do wielu różnych uzależnień, FOMO3 (fear of missing out), przybierającej na sile dezinformacji, problemów z pamięcią, uwagą i snem, co skutkuje przewlekłym zmęczeniem i zaburzonym funkcjonowaniem w realnej oraz wirtualnej rzeczywistości. Ta ostatnia w dużym stopniu przejmuje kontrolę nad naszą codziennością, co podkreśla w swojej książce Wojciech Kardyś, nazywający nowego, postmodernistycznego człowieka homo digitalis. Według autora obraz dzisiejszego homo sapiens – funkcjonującego jednocześnie w dwóch światach, które są dla niego tak samo istotne, wygląda następująco: to osobnik cyfrowy, otoczony technologią i siecią, od której jest uzależniony bardziej, niż myśli. Przepuszczający codzienność przez mały ekran, komunikujący się bez słów, zdobywający informacje bez

wysiłku i żyjący w rytmie powiadomień. Wielu badaczy podkreśla, że definicja życia w społeczeństwie uległa całkowitej transformacji. Amerykański socjolog prof. Rogers Brubaker twierdzi, że dostępność technologii zrewolucjonizowała relacje międzyludzkie, określając je na nowo i nadając im nowe obowiązki oraz oczekiwania. Przekształciła praktyki kulturowe, zmieniła życie gospodarcze i polityczne, którymi rządzą teraz niekończące się cyfrowe treści i wielkie monopole. Co więcej, przeformatowała także sposób myślenia jednostki o samej sobie. A jak wiadomo nie od dziś – tam, gdzie nowe zjawisko społeczne, tam psychologów, badaczy i naukowców nie brakuje.
różowe okulary Vr
By połączyć ich siły, w dniach 20–21 marca 2026 na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego odbyła się druga edycja konferencji Healthy Minds. Jej głównym tematem była hiperłączność – mówiąca o ciągłym byciu on-line, gdzie granice między światem realnym a wirtualnym zacierają się. Wojciech Kardyś pisał o dwóch światach mających równorzędne znaczenie dla współczesnego człowieka, jednak definicja hiperłączności podkreśla, że obecnie te rzeczywistości całkowicie się złączyły. Ograniczenie lub całkowite odłączenie się od którejś z nich jest niewykonalne, o czym mówi organizatorka konferencji dr Kaja Głomb: Nie możemy udawać, że jesteśmy gotowi w pełni odciąć się od cyfryzacji. Życie off-line i on-line nie mają być kontrami dla siebie nawzajem. Musimy nauczyć się jedynie pewnej równowagi i umiejętnego wykorzystywania technologii, by one nam
służyły. Zjawiska w internecie są kompletnie poza naszą kontrolą i musimy zwiększyć świadomość zagrożeń, jakie z nich wynikają. Aby podkreślić wagę bezpośredniego kontaktu i autentycznego doświadczenia, wykłady oraz panele odbywały się w formule stacjonarnej, a poruszane tematy dotyczyły zarówno zagrożeń, jak i możliwości, jakie stoją przed badaczami w zdigitalizowanej cywilizacji.
– Jako psychologowie bardzo chętnie koncentrujemy się na negatywach, bo widzimy je w różnych programach badawczych. Dostrzegamy negatywny wpływ social mediów na samoocenę wśród nastolatków, samotność, radykalizację poglądów czy nasilenie teorii spiskowych. Myślę, że jest też dużo zalet, bo trudno nie mówić o pozytywnych zjawiskach hiperłączności, wynikających z możliwości utrzymywania kontaktu z bliskimi, gdziekolwiek się jest, o dostępie do pracy w różnych, bardziej elastycznych formach czy o cyfrowych nomadach, którzy korzystają z życia w pełni, bo pracują tam, gdzie chcą. Jest mnóstwo pozytywów, ale one nie są tak uniwersalne jak negatywy, bo koncentrują się tylko na niektórych aspektach hiperłączności, szczególnie tych, które mają nam ułatwić życie – podkreśla dr Kaja Głomb, jednocześnie zwracając uwagę na nowe możliwości w pracy terapeutycznej, jakie daje psychologom i psychoterapeutom rozwój technologiczny. Ich badaniem już od kilkunastu lat zajmuje się jedna z prelegentek – prof. Heleen Riper z Uniwersytetu Amsterdamskiego, która edukuje przyszłych psychologów w kwestii aplikacji mających mierzyć samopoczucie wśród użytkowników czy okularów VR (wirtualnej rzeczywistości), dzięki którym leczone są fobie. Dla badaczki nowe technologie to nowe możliwości, które trzeba wykorzystać, a uczelnie jako pierwsze powinny zwracać uwagę na drzemiący w różnorakich urządzeniach potencjał.
cyFrowe plemiona
Potencjał drzemie nie tylko w cyfryzacji, lecz także w jej użytkownikach, szczególnie tych młodych, których zjawisko hiperłączności dotyczy najbardziej. To właśnie młodzi dorośli potrafią często zachowywać w sieci największą autentyczność, a tym samym najlepiej wykorzystywać możliwości, jakie ona oferuje. Pewnie dlatego, że są przyzwyczajeni do funkcjonowania równolegle w świecie


realnym i wirtualnym. Jednocześnie, choć starsze pokolenie jest mniej odporne na dezinformację, to właśnie milenialsi mają, według dr Kai Głomb, większą świadomość higieny cyfrowej. – Wiele osób, które internet odkryły w późniejszych etapach życia, jest mniej krytycznych wobec treści w sieci i przyjmuje je za prawdę. My jednak byliśmy wychowywani bez sieci, znamy inne życie. Pisaliśmy prace magisterskie, gdy dostęp do informacji nie był tak powszechny, inaczej spędzaliśmy czas wolny. Spoglądaliśmy przez okno, zawieszaliśmy wzrok na tym, co za szybą, i być może byliśmy bardziej uważni na detale. Cyfryzacja jest dla nas dodatkiem, bo nie znaliśmy przestrzeni wirtualnej. Młode pokolenie przeciwnie – social media zaczęły wywierać coraz większy społecznie wpływ właśnie wtedy, gdy ich tożsamość przechodziła przez największe i najważniejsze kryzysy rozwojowe związane z dojrzewaniem. Może dlatego uzewnętrznianie się, poszukiwanie siebie, rozwiązań czy wsparcia on-line stanowi dla większości z nich codzienność i wytycza własną ścieżkę działania, która niesie ze sobą równocześnie korzyści, jak i zagrożenia. I choć hiperłączność zmieniła sposób funkcjonowania zarówno jednostek, jak i całego społeczeństwa, nadal są zauważalne pewne stałe i charakterystyczne elementy, choćby różnice międzypokoleniowe. Jak mówi dr Kaja Głomb, każda generacja ma w internecie swoją przestrzeń: Facebook stał się miejscem dla 40–50-latków, pokolenie Z i Alfa korzysta z innych platform. Gdyby zostały one zabrane, nie byłaby to pokoleniowa tragedia. Młodzi znaleźliby sposób na to, żeby, być może, rekompensować częściowe braki czymś innym. Są świetni w odnajdywaniu alternatyw, w robieniu rzeczy na przekór

Hipo-łączność – zmniejszenie aktywności w świecie cyfrowym4
Skoro generacja Z (i nie tylko ona) ma w sobie zdolność do poszukiwania alternatyw, prawdopodobnie znajdzie przestrzeń i pomysł na to, by za jakiś czas, w zależności od potrzeb, trochę bardziej się odłączyć. Pewne tego zwiastuny można zauważyć już dzisiaj, bo natychmiastowe odpisywanie na wiadomości spychane jest z podium na rzecz wyłączania powiadomień z social mediów i odpowiadania na nie dopiero w przeznaczonym do tego czasie. Świadomość części zagrożeń i korzyści wynikających z użycia nowych technologii jest już wielu ich użytkownikom dobrze znana i zdecydowanie więcej mówi się obecnie o korzyściach bycia w świecie realnym, nie w wirtualnym. A mimo że trendy ciężko przewidzieć, pewna hipo-łączność może wkrótce okazać się jednym z nich. Moda zawsze wraca, chociaż w tym przypadku nie musi – i jak mówi dr Kaja Głomb, nie trzeba rezygnować z technologii. To by była walka z wiatrakami. Chodzi o to, żeby nie dać się jej kontrolować.
Jagoda Łuszczak studentka psychologii stosowanej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ
R. Brubaker, Digital Hyperconnectivity and the Self, „Theory and Society”, 2020, t. 49, nr 5–6, s. 771–801; https://doi. org/10.1007/s11186-020-09405-1
Technologia w służbie społeczeństwu. Czy Polacy zostaną społeczeństwem 5.0? Edycja 2025; Fundacja digital poland; https://ai.gov.pl/aktualnosci/Polacy-w-rytmie-hiperlacznosci
1 https://www.rogerclarke.com/DV/DigPersona.html
2 https://rogerclarke.com/ID/DP12-120817.html
3 fear of missing out – lęk przed byciem pominiętym lub wykluczonym z wydarzeń
4 hipo- (gr.) – przedrostek oznaczający niedobór, zmniejszone nasilenie
Kongres Młodej Socjologii to studencko-doktorancka konferencja o międzynarodowym zasięgu, skierowana do młodych osób zainteresowanych tematyką społeczną. Cechą odróżniającą wydarzenie
dyskusji – zarówno z innymi studiującymi, jak i międzypokoleniowo, z bardziej doświadczonymi badaczami i badaczkami. 15. edycja wydarzenia odbyła się w dniach 10–12 kwietnia 2026 w Instytu-

praca i prekaryjność, relacje i miłość czy zdrowie.
– Dla nas, osób studiujących na pierwszym roku, KMS był odkryciem całkowicie nowego świata. Nie mieliśmy pojęcia, jak

od innych konferencji jest w pełni oddolny charakter – KMS tworzony jest przez osoby członkowskie Koła Naukowego Socjologii UJ dla innych osób studiujących. Wsparcie, zarówno na gruncie merytorycznym, jak i organizatorskim, gwarantuje dyrekcja oraz kadra Instytutu Socjologii UJ. Organizatorzy współpracują również z innymi stowarzyszeniami, na przykład Polskim Towarzystwem Socjologicznym czy European Sociological Association. Celem konferencji jest stworzenie dla jej uczestników przestrzeni umożliwiającej dzielenie się swoimi refleksjami i pomysłami. Przedsięwzięcie jest okazją do
cie Socjologii UJ. Tegorocznymi gośćmi byli: prof. Elizabeth Shove z Lancaster University, dr hab. Katarzyna Suwada, profesor UMK, oraz dr hab. Wojciech Śmieja, profesor UŚ. Prelegentki i prelegenci mieli możliwość wygłoszenia referatów w ramach 28 paneli konferencyjnych, których tematyka odzwierciedlała różnorodność zainteresowań młodych badaczy i badaczek społecznych. Wśród poruszanych problemów znalazły się: wyzwania metodologiczne, przemiany religijności, gender studies , analizy klasowe, opór i bunt, społeczeństwo cyfrowe, władza i polityka, migracje międzynarodowe,

to jest uczestniczyć w takim wydarzeniu. Nie możemy się doczekać, kiedy będziemy mogli brać udział w Kongresie nie tylko jako słuchacze, ale również jako prelegenci! – mówią Julia i Szymon z Instytutu Socjologii UJ.
Podziękowania należą się wszystkim zaangażowanym wolontariuszkom i wolontariuszom, którzy dbali o płynny przebieg wydarzenia, oraz Radzie Naukowej, w której skład wchodzili eksperci i ekspertki z całej Polski.
Komitet organizacyjny 15. Kongresu Młodej Socjologii

Terenprzed Domem Studenckim „Żaczek” na cztery dni zamienił się w tętniącą życiem scenę koncertową, a to oznaczało tylko jedno – najstarsza polska uczelnia ponownie została współorganizatorem Juwenaliów „Krakoskich”, które odbyły się w dniach 13–23 maja 2026. Wraz z Akademią Górniczo-Hutniczą, Politechniką Krakowską oraz Akademią Kultury Fizycznej zadbała o muzyczne i pozamuzyczne atrakcje dla spragnionych zabawy studentów. Wśród zaproszonych gwiazd znaleźli się, między innymi, Reto, Miły ATZ, Modelki, Kacperczyk, Chivas, Tymek, Fisz i Emade oraz Happysad.

Prorektorzy UJ (od lewej prof. Paweł Laidler, prof. Joanna Zalewska-Gałosz i prof. Wojciech Macyk) ze studentami przed budynkiem Collegium Novum
15 maja studenci wszystkich krakowskich uczelni zjedli wspólnie śniadanie w Miasteczku Studenckim AGH, a następnie kolorowym korowodem ruszyli na rynek, gdzie odebrali od prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego klucze do miasta. W przemarszu wzięli udział również prorektorzy UJ: prof. Paweł La-



Samorządu Studentów UJ w trakcie pochodu juwenaliowego
idler, prof. Wojciech Macyk i prof. Joanna Zalewska-Gałosz.
Samorząd Studentów UJ, oprócz koncertów, przygotował wiele dodatkowych atrakcji. Należały do nich, między innymi, PreJuwe JuweCrawl i PreJuwe Party – imprezy, które miały na celu wprowadzenie uczestników juwenaliów w imprezowy
Organizatorzy Juwenaliów „Krakoskich” na Uniwersytecie Jagiellońskim


nastrój oraz integrację polskich i zagranicznych studentów. Dla osób nieprzepadających za słuchaniem muzyki na żywo zorganizowano Juwe Grilla oraz Juwe Fest (we współpracy z Samorządem Studentów Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie) z grillem, strefą spa i kinem plenerowym. Miłośnicy sztuki mieli okazję obejrzeć wystawę historycznych plakatów juwenaliowych (Juwe Wernisaż) połączoną z premierą filmu z okazji siedemdziesięciu lat Juwenaliów „Krakoskich”. Nie zabrakło także, jak w ubiegłych latach, Juwe Gry Miejskiej (tym razem w klimacie Dungeons & Dragons) i Juwenaliowych Mistrzostw Sportowych.
cz. 32
Wybitny krakowski rzeźbiarz, medalier, twórca rzeźby sakralnej, a także malarz, rysownik i poeta, uczeń Xawerego Dunikowskiego, jeden z założycieli świętującej w tym roku 70-lecie istnienia Piwnicy pod Baranami, wieloletni profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, człowiek instytucja – prof. Bronisław Chromy 3 czerwca 2026 obchodziłby swoje 101. urodziny... Dobrze się więc stało, i w pełni zasłużenie, że kilka dni przed tą rocznicą – 28 maja 2026 – jego imieniem nazwano skwer w Parku Decjusza na Woli Justowskiej, znajdujący się przy jego autorskiej galerii. – W swojej sztuce łączył tematykę historyczną, martyrologiczną i animalistyczną – czytamy na zamieszczonej przy wejściu na skwer tablicy pamiątkowej. Warto przypomnieć, że dziełem artysty jest jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Krakowa – sześciometrowy, wykonany z brązu Smok Wawelski, który od 1972 roku, czyli odkąd pojawił się u stóp Wawelu, codziennie przyciąga rzesze turystów. Rzeźb i pomników znakomicie wkomponowanych w pejzaż miasta Profesor ma na swym koncie znacznie więcej – należą do nich, między innymi, fontanna Trzej grajkowie na placu Wolnica, słynne Owieczki na trawniku przed Uniwersytetem Rolniczym, Sowy – znajdujące się na Plantach, czy pomnik psa Dżoka przy bulwarach wiślanych pod Wawelem. Profesor jest także autorem poruszającej, niemal ośmiometrowej rzeźby z brązu, zatytułowanej Z życia do życia, przedstawiającej Chrystusa, w kościele Arka Pana w Nowej Hucie.
– Stworzył swój własny styl oraz nową koncepcję rzeźby, opartą na osobistych, nigdzie niewyuczonych zasadach – pisze

Fragment tablicy pamiątkowej poświęconej prof. Bronisławowi Chromemu
w albumie Bronisław Chromy. Od początku opiekująca się spuścizną ojca córka artysty Grażyna Chromy-Rościszewska. Był niesamowicie pracowity i odważny, charakteryzował się niebywałą wyobraźnią. – To ona decydowała o jego sztuce i przemianach stylu. Podsuwała skojarzenia zaskakujące oryginalnością i trafnością syntezy i narzucała kształt. Cała reszta, czyli znakomity warsztat i bezbłędne opanowanie kompozycji, były wobec niej drugorzędne –akcentuje Grażyna Chromy-Rościszewska. To właśnie ona była gospodynią tej kameralnej, ale dzięki temu wyjątkowo wzruszającej i pięknej uroczystości, podczas której Artysta powrócił we wspomnieniach przybyłych na nią osób. – To wydarzenie jest zaledwie skromną próbą oddania hołdu twórcy, wielokrotnie swoimi pracami obdarowującego miasto – mówił pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. kultury Paweł
Rita Pagacz-Moczarska
Szczepanik, który wraz z córką Artysty dokonał symbolicznego odsłonięcia okolicznościowej tablicy. Prezes Towarzystwa Przyjaciół Biblioteki Jagiellońskiej prof. Zdzisław Pietrzyk przypomniał rozmowy z rzeźbiarzem, które odbył 13 lat temu, podczas organizacji jego wystawy w najstarszej polskiej książnicy. Głos zabrali także: rektor ASP prof. Andrzej Bednarczyk, Bogdan Micek z kabaretu Piwnica pod Baranami oraz przewodniczący Rady Dzielnicy VII Zwierzyniec Witold Górny, który podkreślił wielowymiarowość artysty, będącego społecznikiem i aktywnym mieszkańcem dzielnicy, twórcą, między innymi, statuetki Lajkonika – wręczanej do dziś przez Radę Dzielnicy VII osobom szczególnie zasłużonym dla Zwierzyńca. W wydarzeniu udział wzięli także: pomysłodawca przedsięwzięcia Edward Szumara z Towarzystwa Przyjaciół BJ, przyjaciele, rodzina i znajomi słynnego rzeźbiarza. Uroczystość uświetnił minikoncert w wykonaniu Oli Maurer z Piwnicy pod Baranami.
Dzieła prof. Bronisława Chromego znane są na całym świecie i znajdują się nie tylko w wielu krakowskich i polskich muzeach, ale także w zbiorach muzeów w Paryżu, Kopenhadze, Helsinkach, Barcelonie, Dijon, Rawennie, Hasselt, Bochum i w Arezzo, jak również w kolekcjach prywatnych, między innymi w Austrii, Japonii, Australii, USA oraz Kanadzie. Kilka wybranych prac Profesora – z bogatego zbioru rzeźb, „wrośniętych” w zieloną przestrzeń nazwanego właśnie jego imieniem skweru – można zobaczyć w 32. odsłonie GALERII „ALMA MATER”.
Rita Pagacz-Moczarska

















W2022 roku po raz pierwszy skorzystałem z możliwości finansowania
tzw. współpracy z otoczeniem społecznogospodarczym w programie ID.UJ na Wy-

dziale Filologicznym – „Nauka dla społeczeństwa / Research to Society” (R2S). Początki były skromne i ostrożne – wspólnie ze Stowarzyszeniem Psychiatria i Sztuka

im. dr. Andrzeja Kowala oraz prowadzoną przez nie galerią Stacja Badawcza Outsider Art zorganizowaliśmy cykl warsztatów artystycznych „Pismo – Słowo – Obraz”. Projekt zapoczątkował stałą współpracę, która z czasem rozwinęła się w inicjatywy znacznie ambitniejsze, obejmujące także partnerów z Czech. W kolejnych latach, w ramach następnych edycji ID.UJ, zorganizowano sześć wystaw prezentujących twórczość artystów z kręgu art brut / outsider art – łącznie dwunastu twórców z Polski i Czech. Efektem projektów były trwałe i regularne kontakty z czeską galerią Art Brut Praha i pracownią Ateliér Radostné Tvorby, prowadzonymi przez Vladimíra Drábka – czeskiego społecznika z Pragi, oraz Jaromíra Typlta – czeskiego poetę, eseistę i kuratora, który od wielu lat promuje w Czechach tzw. sztukę surową. Warsztaty z roku 2022 były zaledwie nieśmiałym początkiem wspólnych inicjatyw, które rozwinęły się w kolejnych latach i wychodząc poza instytucjonalne ramy programu, zyskały wymiar międzynarodowy. Był to, można powiedzieć, projekt wstępny, próbny, którego miejsce i znaczenie zatarło się nieco w pamięci. Ale dla jednej przynajmniej osoby okazał się wydarzeniem przełomowym, które dosłownie odmieniło jej życie.
Termin art brut (sztuka surowa) ukuł w latach 40. XX wieku Jean Dubuffet – malarz francuskiej awangardy, rozczarowany oficjalnym światem sztuki i jego rynkową logiką. W poszukiwaniu autentycznego gestu artystycznego zwrócił się ku twórczości osób nieskażonych kulturą artystyczną – wolnej od naśladownictwa, tradycji i konwencji artystycznych, samorodnej, inwencyjnej, stanowiącej całkowicie czyste działanie artystyczne, surowe i brutalne w swojej bezpośredniości. Sztukę tę zaczął gromadzić, promować i popularyzować, a stworzony przezeń koncept szybko
przekroczył granice Francji, rozwijając się w różnych krajach Europy.
marcin babło
Krakowskie warsztaty w Stacji Badawczej Outsider Art pomyślane zostały jako przestrzeń spotkania twórców profesjonalnych i intuicyjnych. Jednym z uczestników był Marcin Babło – rozpoznawalny już polski artysta art brut, którego prace znajdują się, między innymi, w kolekcji Muzeum Śląskiego. Nie jest on głównym bohaterem tego tekstu, ale należy poświęcić mu chwilę uwagi. Urodził się w 1981 roku w Bochni, gdzie do dziś mieszka i tworzy. Rysował od dziecka, marzył o Liceum Plastycznym w Wiśniczu, ostatecznie ukończył szkołę zawodową i zdobył zawód cukiernika, którego jednak nigdy nie wykonywał. Choruje na schizofrenię paranoidalną, był wielokrotnie hospitalizowany – o swojej chorobie mówi przy tym bardzo odważnie i wprost, również publicznie (o doświadczeniach tych opowiadał, między innymi, w filmach dokumentalnych Maluję, bo muszę... Błażeja Brzozowskiego i Emila Książczaka oraz Marcin Dariusza Tokarczyka). Debiutował w 2018 roku na I Krakowskim Salonie Sztuki, a jego pierwsza wystawa indywidualna odbyła się w lubelskiej Galerii Art Brut. Wystawiał również w Interdyscyplinarnym Centrum Terapii Szpitala Klinicznego im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie oraz w Stacji Badawczej Outsider Art. Tworzy głównie na papierze za pomocą kolorowych markerów, chętnie też sięga

po tablet, na którym powstają cyfrowe grafiki. Jego prace – barwne lub czarno-białe ornamentalne płaszczyzny, wypełniają skomplikowane struktury budowane z dużej liczby drobnych elementów (horror vacui to termin dobrze charakteryzujący jego twórczość). Płaszczyzny te rozlewają się, falują, przybierając rozmaite kształty, niekiedy abstrakcyjne, kiedy indziej figuratywne (najczęściej są to twarze, które zlewają się ze sobą lub nachodzą na siebie). Malarski świat Marcina Babło to przestrzeń niezwykle dynamiczna, niespokojna. Prezentowane przez niego struktury zdają się pozostawać w nieustannym napięciu i ruchu, wprowadzają odbiorcę w nastrój niepewności i niepokoju, w świat halucynacji, sennych widziadeł i szamańskich wizji, w których wszystko wiruje, drga i porusza się w niespokojnym, gorączkowym rytmie.
mama marcina
Marcinem Babło opiekuje się mama –Halina Babło, urodzona również w Bochni, w 1955 roku. Całe życie przepracowała w sklepie jako sprzedawczyni, potem kierowniczka – i nigdy nie interesowała się sztuką. Od 2015 roku jest na emeryturze, swój wolny czas poświęca na troskliwą opiekę nad synem, jeździ z nim na wernisaże, wspiera go w sytuacjach kryzysowych. Są w zasadzie nierozłączni. W 2022 roku pani Halina również pojawiła się na warsztatach. Nie zamierzała malować, przypatrywała się z boku. Wówczas prof. Grażyna Borowik, prezydent Stowarzyszenia Psychiatria i Sztuka, prowadząca spotkania warsztatowe, namówiła ją, by nie siedziała bezczynnie i również spróbowała coś stworzyć – w efekcie powstał kolaż, który znalazł się nawet w katalogu wieńczącym warsztaty. Taki był początek historii, której dalszego ciągu nikt nie był w stanie wówczas przewidzieć.
Pani Halina rozpoczęła przygodę z rysowaniem. Aktywność ta wciągała ją stopniowo, z coraz większą siłą. Próbowała różnych technik artystycznych, starając się wpisać w rozmaite typy twórczości: malowała kredkami i farbami, wykonywała abstrakcje, obrazy religijne, portrety ludzi z kręgów, w których się obracała – rozdawała je następnie osobom portretowanym. Prawdziwy przełom przyszedł wraz z pastelami, które pozwoliły wyeksponować barwne aspekty jej prac. Stopniowo narodziła się artystka, choć

trudna do jednoznacznego zaszeregowania czy klasyfikacji. Nie jest to malarka spod znaku art brut – jej twórczość wyraźnie odwołuje się do tradycji, widoczne jest w niej poszukiwanie inspiracji. Artyści „surowi” tworzą zwykle w izolacji, której powody bywają różne (wykluczenie społeczne, choroba), malują i rzeźbią wyłącznie dla siebie, z wewnętrznej potrzeby, są wolni i w żaden sposób niedeterminowani przez konwencje artystyczne. W przypadku Haliny Babło wygląda to bardzo różnie – jej inspiracje, przynajmniej w niektórych przypadkach, bywają dobrze widoczne.
Halina babło – malarka
Najbliżej jej chyba do artystów naiwnych – silniej jednak osadzonych w kontekście kultury i sztuki aniżeli twórcy


surowi. Naiwiści tworzą nierzadko pod wpływem bodźców zewnętrznych związanych ze sztuką oficjalną. Bywa, że porównują się z artystami profesjonalnymi, nieobce jest im pragnienie uznania i zajęcia odpowiedniego miejsca w artystycznej hierarchii, co u twórców z kręgu art brut w zasadzie się nie zdarza. Halina Babło jest przypadkiem dość nietypowym – z natury raczej „naiwna”, inspiracje dla swojej twórczości czerpała, co paradoksalne, ze sztuki surowej. Zwielokrotnione twarze i oczy stapiające się ze sobą w jedną całość, hybrydyczne, groteskowe istoty, specyficzna faktura formalna sugerująca obsesyjny czy kompulsywny charakter prezentowanych wyobrażeń to elementy zdające się nawiązywać do twórczości syna. Trudno jednak stwierdzić jednoznacznie, na ile świadome są te zapożyczenia. Niewątpliwie Halinę Babło uznać można za ciekawy przypadek malarki naiwnej, dla której wzorem i inspiracją stało się art brut
Drugim ważnym źródłem jej twórczości jest sztuka religijna – przedstawienia świętych, znanych księży, Jana Pawła II, różne sceny ewangeliczne (zwłaszcza ukrzyżowanie) to bardzo częsty, wręcz dominujący, temat jej malarstwa. Przy czym w najlepszych pracach inspiracja sztuką psychotyczną wydaje się słabsza, a na plan pierwszy wybijają się tematy, problemy i zainteresowania samej artystki. Świat Haliny Babło to świat rzeczywistości metafizycznej, religijnej, silnie jednak splecionej z doczesnym tu i teraz. Biblia jest dla malarki swoistym drogowskazem,
podstawowym i uniwersalnym rezerwuarem wzorców i postaw, które pragnie wcielać w życie. Już same tytuły obrazów (por. reprodukcje) stanowią świadectwo wiary i moralności autorki, odsyłają do wyobrażeń przedstawiających nieustanną walkę dobra ze złem. Tak-tak, nie-nie – taki właśnie jest świat Haliny Babło. Przedstawienie cierpiącego Chrystusa czy wizja opiekuńczej Matki Boskiej to obrazy niezwykle bliskie autorce, niemające nic z abstrakcji, osobiste i intymne, tłumaczące jej własny (choć nie tylko) los i miejsce na ziemi.
Z drugiej strony, odbiorca odnajdzie w pracach artystki wyobrażenia stworzeń zagadkowych, tajemniczych i fantastycznych, wywołujących nieodparte wrażenie niesamowitości. Monstra o wielu oczach, przypominające koty czy psy, twarze nakładające i rozpływające się w sobie, wyrastające jedna z drugiej – to wszystko motywy sugerujące związek ze sztuką o źródłach psychotycznych. Niekiedy te dwa kręgi tematyczne nakładają się na siebie i przeplatają – surrealne motywy przenikają do prac religijnych. Niektóre obrazy zmierzają w stronę abstrakcji, ich figuratywność jest jedynie delikatnie sugerowana. Tak dzieje się na obrazach prezentujących sceny zbiorowe, na których postacie ludzkie malowane są raczej uproszczonymi znakami, trudno więc mówić o ich mimetycznym wymiarze – są to zwykle kompozycje o wybitnie symbolicznym charakterze. Pojawiają się obrazy o wyraźnie mandalicznym kształcie. Duchowa przestrzeń tych wizji ma charakter synkretyczny – łączy elementy różnych tradycji, sugerując przede wszyst-

kim obecność pierwiastka duchowego, religijnego, metafizycznego, któremu towarzyszy sugestywne wrażenie niesamowitości i niezwykłości pogłębiane przez uproszczenia przedstawianych postaci, gdy, na przykład, pojawiają się jedynie głowy, a reszta ciała jest nieobecna. Niewątpliwie istotne jest abstrakcyjne tło: układy barwnych pasów, kwadratów, kół, które często wypełniają kompozycję. Abstrakcje te również zdają się odsyłać do tego, co nieprzedstawialne w inny sposób –do rzeczywistości duchowej. Niektóre prace nasuwać mogą skojarzenia (oczywiście przy równoczesnej świadomości zasadniczych różnic) z abstrakcyjną sztuką Jerzego Nowosielskiego czy z tak zwanymi stronami dywanowymi średniowiecznych zabytków sztuki iluminatorskiej, takich jak

Księga z Kell czy Ewangeliarz z Lindisfarne – z wszystkimi tymi przypadkami, w których abstrakcyjny ornament staje się nośnikiem treści mistycznych, wyrazem strachu przed nieskończoną przestrzenią duchową, jak pisał Wilhelm Worringer. Na tle tych geometrycznych kształtów o mistycznym wymiarze pojawiają się przedstawienia ludzkich postaci, a w zasadzie – jak wcześniej wspomniano – ich znaki: twarze, głowy, które mają symbolizować ludzi. Zawieszone w abstrakcyjnej przestrzeni, przypominają psychotyczne sylwetki malowane przez Marię Wnęk. Nieważny jest tu chyba sposób ich przedstawiania, lecz relacje pomiędzy nimi, odkrywające pewną historię, narrację, którą chce przedstawić autorka, zwykle o religijnym charakterze, przypominającą moralitet, który niesie uniwersalne i niepodważalne przesłanie etyczne.
Ich prostota, bezpośredniość, naiwność właśnie jest tym, co przykuwa uwagę odbiorcy. Obrazy te prezentują świat ładu i porządku, jednoznaczny, kompletny, spójny. To przestrzeń chrześcijańskiego mitu, coraz rzadziej spotykana w dzisiejszej zlaicyzowanej rzeczywistości. We współczesnym świecie relatywnych i rozproszonych wartości, postprawdy, subiektywnej etyki, którego mieszkańcy są „skazani na wolność”, wizja ta ma dla odbiorcy niemałą siłę przyciągania.
Nie mniej istotne są barwne walory prac Haliny Babło, które skrzą się kolorami. Artystka sięga po barwy czyste, chromatyczne, zwykle dość wyraziste, a przy tym udaje się jej zachować swego rodzaju równowagę: gamy i kontrasty kolorystyczne są dobierane w sposób przemyślany, zaskakują swoją zwartością i kompletnością. Świat Haliny Babło jest pełny i spójny, zarówno od strony tematycznej i aksjologicznej, jak i artystycznej.
narodziny artystki
Halina Babło nie wyobraża sobie dziś życia bez malowania. Wstaje o czwartej lub piątej rano i siada do pracy – codziennie na jej profilu facebookowym pojawiają się jeden lub dwa nowe rysunki. Od roku 2022 stworzyła ich już kilka tysięcy, ma za sobą pierwsze wystawy indywidualne w Polsce i za granicą – w 2025 razem z Marcinem Babło prezentowała swoje prace w galerii Art Brut Praha (wystawa Matka zrodzona z syna), gdzie spotkały się z dużym uznaniem publiczności

i kupowane były przez kolekcjonerów z Czech i Europy Zachodniej. Jej rysunki trafiły do kolekcji Muzeum Śląskiego i Muzeum Etnograficznego w Toruniu. Wspólnie z synem tworzą wyjątkowy duet na scenie polskiej sztuki nieprofesjonalnej, przypominający może trochę inną słynną parę artystyczną: Henryka Berlewiego i jego matkę Helenę, która zasłynęła jako malarka nieprofesjonalna tworząca pod pseudonimem Hel-Enri. Ale ta historia to nie tylko opowieść o narodzinach artystki. To także świadectwo misji Uniwersytetu i jego realnego wpływu na otoczenie społeczne. Gdyby nie warsztaty z 2022 roku, pani Halina być może nigdy nie zostałaby malarką. Oczywiście, nie można tu zapomnieć o inicjującej roli prof. Grażyny Borowik, która instynktownie wyczuła drzemiący
w niej potencjał twórczy. Nie mniej istotne było wsparcie udzielone przez Uczelnię. To właśnie środki finansowe z programu ID.UJ pozwoliły na stworzenie przestrzeni spotkania i współpracy, w której talent artystyczny mógł zostać dostrzeżony, a następnie rozwinięty. Symbolicznym ukoronowaniem tej drogi jest wystawa otwarta w kwietniu 2026 roku, również realizowana w ramach programu „Nauka dla społeczeństwa”. Halina Babło prezentuje na niej swoje prace obok Dašy Filípkovej – uznanej malarki surowej z Pragi.
A co wydarzy się dalej? Zobaczymy. Sztuka – zwłaszcza ta rodząca się z przypadku – ma tendencję do zaskakiwania.
Piotr Gierowski Instytut Filologii Słowiańskiej UJ
Profesor w podróży
Uczony zawsze jest podróżnikiem. Bywa, że jego wycieczki kończą się dwie ulice dalej – wejściem do biblioteki lub archiwum, gdzie trzeba przeprowadzić kwerendę. Jednak nierzadko celem wyprawy jest inne miasto na Starym Kontynencie czy jeszcze dalej – naukowa ekspedycja do Ameryki Południowej, na Antarktydę lub do Afryki. Choć dawniej podróże były trudniejsze, profesorowie nie stronili od dalekich wypraw. Opisanie wszystkich ich eskapad na kilku stronach nie jest możliwe, dlatego przedstawiono jedynie wybrane przykłady.
zapowiada się kwitnąco
Jedną z dyscyplin naukowych mocno związanych z podróżowaniem jest botanika. Im bardziej egzotyczne gatunki chce się zbadać, tym bardziej odległy kierunek na bilecie. Kiedy Marian Raciborski
(1863–1917) odkrył w wieku 14 lat moczarkę kanadyjską – roślinę wodną, o której występowaniu w Polsce nie wiedział żaden krakowski badacz, zapewne nie przypuszczał, jak dalekie strony przyjdzie mu zwiedzić. Jego kariera naukowa rozwijała się jak bujna winorośl. Botaniczne zainteresowania uczonego pognały go do Azji Południowo-Wschodniej, gdzie zajął się badaniami tropikalnej flory na Jawie. Trafił do stacji doświadczalnej do badań trzciny cukrowej, a następnie do stacji hodowli tytoniu. Jego tropikalna przygoda rozpoczęła się w roku 1896. Jawa okazała się prawdziwym rajem dla spragnionego egzotycznych odkryć botanika. Uczony prowadził badania nad pasożytniczymi grzybami niszczącymi plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Były to wówczas raczej słabo poznane organizmy, a praca Raciborskiego pozwoliła na odkrycie kilkuset taksonów glonów i grzybów nowych dla


Kosmos. Przegląd zagadnień naukowych , zeszyt 3, Lwów 1927
nauki! Odkrycia uczonego miały także konsekwencje praktyczne: umożliwiły mu opracowanie specjalnego chemicznego preparatu grzybobójczego (tzw. preparatu Raciborskiego), który bardzo ułatwił życie jawajskim plantatorom. Przy okazji uczony zgromadził na Jawie pokaźną kolekcję zbiorów botanicznych i etnograficznych. Kolejnym botanikiem, który prowadził badania daleko poza uniwersyteckimi murami był prof. Jan Kornaś (1923–1994). Ten jeden z najwybitniejszych przedstawicieli tej dyscypliny w Polsce sporo jeździł po świecie – od pustyni przez tundrę aż po wiecznie zielone lasy w strefie tropikalnej. Wszystko po to, by zebrać materiał do ponad 600 publikacji i stać się wybitnym pterydologiem. Wbrew pozorom pterydolog nie ma nic wspólnego z pterodaktylami – zna się za to na paprotnikach. Profesor Kornaś zajmował się także inwentaryzacją flory na określonym obszarze, a więc florystyką. W 1963 roku wziął udział w wyprawie na Fansipan (3143 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Wietnamu. Jego relacja z podróży naszpikowana jest wiedzą na temat napotkanych roślin: Wychodzimy o 6.45. [...] Prowadzi Meo w malowniczym stroju, z długą strzelbą [...]. Zbieram gł. paprocie, [...] na ścieżce mnóstwo ślicznej, czerwonej Balanophora. Nad potokiem b. ładna flora skrajnych higrofitów: Trichomanes sp. na głazach, Viola, jakieś Polygonatum.
przywitanie z afryką
Inną dyscypliną, w której przydaje się zamiłowanie do dalszych wycieczek, jest filologia. Jednym z uczonych niebojących się podróży w najodleglejsze
zakątki świata był prof. Roman Stopa (1895–1995) – etnograf i ojciec polskiego językoznawstwa afrykańskiego. To jeden z najwybitniejszych specjalistów zajmujących się językami mlaskowymi (click languages), w których spółgłoski mlaskowe są artykułowane niezależnie od oddechu, ruchem ssącym języka lub warg. Rozróżnia się, między innymi, mlask wargowy, zębowy, boczny czy dziąsłowy. Podczas swojej słynnej wieloletniej wyprawy po Czarnym Lądzie prof. Stopa przysłuchiwał się z wrażliwością naukowca językom buszmeńskim. Równolegle do swoich badań nad językami Afryki interesował się teorią pochodzenia mowy ludzkiej –glottogonii. Był właściwie pionierem tej nauki! Profesor uważał Afrykę za „praojczyznę mowy ludzkiej”, a żywym reliktem języka człowieka pierwotnego miał być według niego właśnie buszmeński. Skoro już dotarliśmy do Afryki, wypada wspomnieć kolejnego słynnego orientalistę i językoznawcę – prof. Tadeusza Lewickiego (1906–1992). Kiedy około roku 1960 nowe, wolne państwa zaczęły pojawiać się jedno po drugim na mapie Afryki, w świecie naukowym wybuchła „afrykańska” gorączka. Zaczęto masowo zajmować się historią tego kontynentu, a jedną z legend filologii orientalnej został właśnie ten uczony. Duży rozgłos przyniosła mu publikacja West African Food in the Middle Ages: According to Arabic Sources z 1974 roku. Opis afrykańskich kulinariów w wydaniu Lewickiego uznawany jest za


wzorcową monografię z zakresu historii kultury materialnej. Specjalizacją Lewickiego były głównie przedkolonialne dzieje Afryki Zachodniej. Nie potrzebował siwej brody i kilku dekad doświadczenia, by zaimponować naukowemu światu. Jeszcze jako młody uczony zdobył uznanie w gronie badaczy islamu i historyków Wschodu, dzięki czemu to jemu zaproponowano napisanie artykułu o ibadytach do Encyklopedii islamu. Jego kolekcja ibadyckich rękopisów, którą zgromadził podczas pobytu w Algierii, ma ogromne znaczenie dla historii Afryki na południe od Sahary. Z kolei będąc inicjatorem rozwoju studiów orientalistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, Lewicki przyczynił się do powstania arabistyki, islamistyki, afrykanistyki czy iranistyki na krakowskiej uczelni. filozofia podróżowania

Profesor Wincenty Lutosławski (1863–1954) bardzo serio traktował nie tylko filozofię Platona i zgłębianie istoty życia duchowego, ale także podróżowanie – najlepiej długo, intensywnie i tak, żeby zdążyć trochę pobyć „wewnątrz” odwiedzanego kraju. Od młodości przemierzał Europę, odwiedzając, między innymi, Włochy, Francję, Niemcy i, szczególnie chętnie, Hiszpanię. Tam nie ograniczał się do muzeów i zabytków – równie ważne były dla niego uliczne rozmowy, lokalne zwyczaje i próby wtapiania się w otoczenie.
Z bandytami w południowych Włoszech uchodziłem za byłego bandytę i dzięki temu
wiele się dowiedziałem od nich, czego by porządnemu człowiekowi nie powiedzieli. Z rybakami bywałem rybakiem, z kupcami kupcem, z rolnikami rolnikiem, z kobietami poetą – a gdym trafił na nauczyciela, to byłem nauczycielem. Trzeba w podróży wyjść ze swojej własnej skóry i wesoło wchodzić w różne role, nie tracąc fantazji, lecz śmiało pływając po nieznanych wodach, jak ongi Słowacki w swych wędrówkach czynił – pisał.
Z tych doświadczeń powstała książka Jak tanio podróżować? Wędrówki iberyjskie, która ma tytuł przywodzący na myśl poradnik dla skąpych studentów, ale w rzeczywistości jest czymś zupełnie innym. Zamiast tabelki „jak przeżyć za pięć peset” dostajemy barwną opowieść o Hiszpanii i Portugalii, pełną obserwacji, anegdot i filozoficznych dygresji. Lutosławski opisuje Madryt, Sewillę czy Toledo, ale jeszcze chętniej ludzi: ich temperament, religijność, zamiłowanie do sztuki i codzienne rytuały.
dookoła świata
Andrzej Krzesiński (1884–1964) należał do podróżników, którzy dobrze wiedzieli, że prawdziwe poznanie świata nie mieści się w krótkich wyjazdach typu „citybreak” – dla niego liczyły się długie, wieloetapowe wyprawy, dające czas na obserwację i zrozumienie. W latach 1936–1937, jako teolog i wykładowca filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, odbył długą podróż badawczą. Jej celem było lepsze poznanie kultur różnych regionów świata w odniesieniu do tradycji cywilizacji chrześcijańskiej. Był dobrze przygotowany do wyprawy: dysponował własnymi środkami finansowymi i swobodnie posługiwał się ponad dziesięcioma językami, co znacznie ułatwiało kontakt

z ludźmi. Trasa prowadziła przez Amerykę Północną, Hawaje, Japonię, Koreę, Mandżurię, Chiny, Tybet i Indie. Nie tylko obserwował i zbierał materiały, ale też dzielił się wiedzą, wygłaszając wykłady o kulturze europejskiej. W Indiach miał okazję spotkać Mahatmę Gandhiego, który zapowiedział, że jeśli wybierze się do Europy, chętnie odwiedzi również Polskę. Podróż wzbudzała duże zainteresowanie prasy, a po powrocie Krzesiński często występował publicznie, opowiadając o swoich doświadczeniach z dalekich krajów. Wzbogacał te prelekcje własnymi filmami i przeźroczami dokumentującymi życie na innych kontynentach. Wiele z wykonanych przez niego zdjęć trafiło później do książki Daleki Wschód w obrazach, która stała się podsumowaniem jego wyprawy.
Skoro dziś o podróżach, warto zatrzymać się przy temacie kartografii.
O tym, że prawidłowo opracowana mapa potrafi dosłownie „opowiedzieć”
dobrze świat, wiedział prof. Eugeniusz Romer (1871–1954) – urodzony we Lwowie geograf, kartograf i klimatolog. Łączył dane statystyczne, obserwacje przyrody i myślenie przestrzenne, tworząc przedstawienia, które nie tylko pokazywały, ale też wyjaśniały rzeczywistość. Najbardziej znanym dziełem Romera był Geograficzno-statystyczny atlas Polski z 1916 roku. Nie był to zwykły zbiór map, lecz spójna wizja kraju – jego ludności, gospodarki, środowiska i układu przestrzennego. Obejmował ziemie historyczne, sprzed 1772 roku, rozszerzone o Śląsk i Pomorze Środkowe, ukazując Polskę jako całość mimo politycznych podziałów. Nic dziwnego, że publikacja wywołała silne reakcje – zarówno entuzjazm, jak i sprzeciw. Choć większość nakładu została skonfiskowana, kilka egzemplarzy atlasu przedostało się na Zachód. Jeden z nich trafił aż do Stanów Zjednoczonych i posłużył jako materiał ekspercki podczas międzynarodowych obrad. Sam Romer,


Prof. Eugeniusz Romer – geograf, profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Jagiellońskiego, członek Polskiej Akademii Umiejętności; 1928 rok
zaproszony jako specjalista od kwestii terytorialnych i ludnościowych, pokazał, że rzetelna kartografia może realnie wpływać na decyzje polityczne – bez wielkich słów, za to dzięki precyzji skali i danych. Atlas był tylko częścią jego ogromnego dorobku, na który złożyły się setki publikacji, liczne inne atlasy, mapy ścienne i globusy. Romer uchodzi za twórcę nowoczesnej kartografii polskiej oraz pioniera syntez klimatologicznych. Równie ważna była dla niego edukacja – jego atlasy szkolne doczekały się wielu wydań i przez lata kształtowały wyobraźnię kolejnych pokoleń uczniów. Pokazał, że dobra geografia to nie tylko opis świata, ale przede wszystkim sposób jego zrozumienia – najlepiej z szerszej, „lotniczej” perspektywy.
koła w rucH!
W trakcie podróży można „iść na łatwiznę” i kupić bilet na pociąg czy

samolot, ale można też wejść na zupełnie inny poziom i... samemu skonstruować środek transportu. Profesor Ludomir Sawicki (1884–1928) był geografem często pakującym walizki, a jego ekspedycje spełniały nie tylko funkcje naukowe. Krzysztof Kolumb płynął statkiem „Santa Maria”, kapitan Nemo miał „Nautilusa”, a Sawicki jeździł „Orbisem”. Tak właśnie nazywał się słynny samochód, który przemierzył tysiące kilometrów podczas trzech zorganizowanych przez niego wypraw naukowych. Sawicki zakupił pojazd od francuskiego producenta Renault, ale nie był to zwykły model z katalogu. „Orbis” został skonstruowany według pomysłu samego uczonego. Mikrobus świetnie radził sobie z pokonywaniem nierówności terenu, był także wyposażony w walec z liną na wypadek ugrzęźnięcia auta w błocie. Na dachu przewidziano miejsce na składaną łódź żaglową, narzędzia, a nawet miejsce do spania. Wnętrze mogło pomieścić siedem osób. Profesor Sawicki za kółkiem „Orbisu” wyruszył, między innymi, na wyprawę nad Morze Czarne na Półwyspie Bałkańskim w 1927 roku. Trasa objęła Dobrudżę, turecką Strandżę oraz obszar Anatolii. Co ciekawe, na tę podróż profesor otrzymał na rozkaz Ministerstwa Spraw Wojskowych sześć namiotów oraz pięć karabinów. Tak na wszelki wypadek... Geografowie w dwudziestoleciu międzywojennym mieli rozmach, wysoko postawili poprzeczkę w dziedzinie organizacji naukowych wydarzeń! W dniach 2–12 czerwca 1927 Instytut Geograficzny UJ, wspólnie z krakowskim oddziałem


Polskiego Towarzystwa Geograficznego, zorganizował II Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów. Cóż w tym niezwykłego? Wydarzenie to miało formę podróży kolejowej dookoła Polski! Pociąg był nie tylko miejscem noclegowym, ale także odbywała się w nim część zebrań i dyskusji. Jak zwiedzać, to na całego: Dziedzice, Katowice, Poznań, Gdynia, Warszawa, Wilno, Kresy Wschodnie, Lwów, Borysław, Zakopane i Tatry, a na koniec Kraków. Podróż naukowa nie ograniczała się tylko do linii kolejowej, często organizowano zwiedzanie miast, przez które przejeżdżano, a także terenowe wycieczki o charakterze geologicznym, górniczym czy etnograficznym. Podczas postojów spotykano się z politykami i działaczami społeczno-kulturalnymi.
szwedzki stół
Z wycieczek, zwłaszcza dalekich, przydałoby się przywieźć pamiątki. Niestety, tego elementu nie zabrakło w przypadku szwedzkiej wyprawy do Polski w XVII wieku. Wizyta wojsk Karola Gustawa w Rzeczypospolitej nie należała do najprzyjemniejszych. Nieproszeni goście pozostawili po sobie spory bałagan i przy okazji nie zapomnieli wziąć souvenirów. Co najbardziej podobało się Szwedom? Wszystko – książki, obrazy, biżuteria, krucyfiksy, a nawet fontanny, organy i dzwony! O odzyskaniu większości nie było mowy, ciężko było nawet ustalić, co konkretnie złupiono.
250 lat później, na zlecenie Akademii Umiejętności, prof. UJ Jan Łoś, wybitny polonista, udał się do Szwecji ze specjalną misją. Celem ekspedycji było poszukiwanie poloników. Profesor Łoś, wraz z Eugeniuszem Barwińskim i Ludwikiem Birkenmajerem, udał się
za morze w poszukiwaniu polskich książek i pism zrabowanych w XVII wieku. Uczeni nie ograniczali się do katalogów. Sięgali wprost do półek, badając kodeks za kodeksem. W samych działach druków przeglądnęli dziesiątki tysięcy książek. W trakcie wyprawy odkryto mnóstwo rękopisów oraz 160 nieznanych lub zapomnianych druków polskich z XVI i XVII wieku. Sprawozdanie z poszukiwań w Szwecji opublikowano w 1914 roku. Jan Łoś opracował jego indeks. Wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy, że wkrótce potrzebny będzie kolejny, o wiele większy, raport o zrabowanych dziełach... Sezon na podróże trwa w najlepsze. I choć dla większości z nas letnie wyjazdy łączą się raczej z wypoczynkiem niż pracą naukową, przypomnijmy, jakże barwnie ujętą, poradę prof. Stanisława Tarnowskiego (1837–1917), słynnego lidera „Stańczyków”, dla turystów udających się do innych krajów: Cóż spamiętasz, jeżeli nie utrzymujesz pilnie dzienniczka podróżnego i nie robisz notatek. Zwiedzaj, porównuj kraje, ludzi i obyczaje, korzystaj . Sam uczony spisał relację z podróży, w którą w 1857 roku wybrał się jako 20-latek. Hrabia z Dzikowa w pięć miesięcy zaliczył trasę ukończoną w Ziemi Świętej z przystankami, między innymi, w Hiszpanii, Egipcie, Syrii i tureckim Konstantynopolu. Przesiadając się z pojazdów konnych na statek, kolej czy wielbłądy, sumiennie eksplorował kolejne kraje. W swojej relacji krytykował typ nieogarniętego turysty, co to nudzi siebie i przewodnika ustawicznymi pytaniami, bo mu się ze wszystkich zwiedzonych rzeczy zrobiła w głowie kasza, bigos, plątanina
Zatem, zwiedzajmy z głową!
Pieróg Muzeum UJ
Mapomatyka. Jak mapy prowadzą nas i zwodzą autorstwa Pauliny Rowińskiej zdobyła tytuł Mądrej Książki Roku. Gala 11. edycji tego prestiżowego
a także prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk, który, otwierając wydarzenie, mówił: Mądra książka prowokuje do pytań, może wyprowadzać ze strefy komfortu, ale

plebiscytu, nagradzającego najlepsze książki popularnonaukowe dla dzieci i dorosłych, odbyła się 20 maja 2026 w auli Collegium Novum. Tradycyjnie poprowadził ją Wojciech W. Wocław, a udział wzięli w niej nagrodzeni autorzy, członkowie kapituły, przedstawiciele wydawnictw i mediów, uczniowie wyróżnieni w konkursie na najlepszą reklamę oraz okładkę książki, prorektor UJ ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler,


Wtórował mu, związany z plebiscytem od lat, prof. Stanisław Kistryn, który, obok dr Moniki A. Koperskiej, dr. Kamila Kopija, Mileny Gumienny, Marty Seweryn,

też pozwala poczuć się trochę naukowcem. Przyznał również, że naukowcom nie jest łatwo mówić o nauce takim językiem, żeby nią kogoś zainteresować. – Tymczasem chcemy i musimy być rozumiani, żeby nasza praca była doceniana i postrzegana jako społecznie pożyteczna. Dzisiejsze wydarzenie jest jedną z możliwości tego pokazania – dodał, zachęcając do sięgnięcia po każdą z 15 nominowanych książek.


Aleksandry Stanisławskej, Leszka Szumlasa i Marty Alicji Trzeciak, zasiada w jego jury. – Popularyzowanie wyników badań naukowych rozszerzających horyzonty ludzkiej wiedzy jest niezwykle istotne: dla naukowców – bo zrozumienie ich pracy jest podstawą do akceptacji społecznej finansowania instytucji badawczych, oraz dla całego społeczeństwa – bo pozwala lepiej rozumieć i podziwiać świat w jego całej, wieloaspektowej złożoności. Kluczową rolę w tych działaniach odgrywają autorzy umiejący tłumaczyć zawiłości nauki w sposób przystępny dla ogółu czytelników oraz agencje wydawnicze, które takie pozycje wprowadzają na rynek – akcentował. Przytoczył również dwa ważne dla niego cytaty: Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów ludzkiej cywilizacji autorstwa Marii Dąbrowskiej i W każdej wiedzy jest tylko tyle prawdy, ile jest w niej matematyki Immanuela

Uczniowie szkół średnich nagrodzeni w konkursie na najlepszą okładkę i reklamę wyróżnionych książek z opiekunami i członkami jury
Kanta, wyrażając nadzieję, że mądrych, wartościowych i ciekawych publikacji nigdy nie zabraknie.
Wyróżniona główną nagrodą Mapomatyka... Pauliny Rowińskiej pokazuje, jak fascynującym owocem związku matematyki i kartografii są mapy. Nie tylko pozwalają codziennie docierać do celu, ale, jak przekonuje autorka, stanowią też skuteczne narzędzie walki z przestępczością czy epidemiami. Ich rozwój na przestrzeni stuleci prowadził do odkrywania nowych obszarów nauki i technologii. Mają moc, ale nie są neutralne. Kształtują wyobrażenia o świecie i wpływają na decyzje – także polityczne, chociaż żadna mapa nie daje pełnego obrazu rzeczywistości, a niektóre dramatycznie ją zniekształcają. Dlatego umiejętność ich prawidłowego czytania jest bezcenna.
Tytuł Mądrej Książki Roku 2025 dla dzieci otrzymała publikacja Co głowie wyjdzie na zdrowie? Mózg wie i o tym opowie Róży Hajkuś. Autorka – lekarka

Autorzy nagrodzonych książek z członkami jury
i popularyzatorka nauki, przystępnym, zabawnym językiem tłumaczy w niej, jak prawidłowo zadbać o zdrowie mózgu (poprzez zdrowe jedzenie, aktywność fizyczną, odpoczynek) i czego unikać (na przykład nadmiaru bodźców i długiego wpatrywania się w ekran), by mu nie zaszkodzić.
Już po raz trzeci w plebiscycie doceniony został Adam Mirek – tym razem za książkę Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha. W jego ręce trafiła nagroda internautów i czytelników „Dziennika Polskiego”.
Społeczność akademicka UJ nagrodziła Dawida Myśliwca za książkę Wszyscy TO robimy, czyli krótka opowieść o mijaniu się z prawdą, w której autor przygląda się mechanizmom kłamstwa, manipulacji i dezinformacji towarzyszącym nam na każdym kroku – od niewinnych rodzinnych anegdot po wielkie kampanie polityczne. Przestrzega przed pułapkami współczesnego świata, w którym coraz
Książki dla dorosłych
trudniej odróżnić to, co prawdziwe, od fałszu. Okazją do rozwinięcia wybranych wątków, ale także, na przykład, pytań o karierę zawodową Myśliwca, który jest założycielem i twórcą youtubowego kanału Uwaga! Naukowy Bełkot, subskrybowanego przez 887 tysięcy osób, była jego rozmowa z dr. Łukaszem Lamżą, która zwieńczyła tegoroczną galę.
W jej trakcie wręczono również nagrody i wyróżnienia dla uczniów szkół średnich, którzy przygotowali najlepsze projekty okładek oraz reklamy nominowanych książek.
Organizatorem konkursu i gali był Uniwersytet Jagielloński – właściciel portalu Mądre Książki. Partnerami tegorocznej edycji byli: Copernicus Festival, „Dziennik Polski”, PAP – Nauka w Polsce, program „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza” realizowany na UJ, a także księgarnia De Revolutionibus Books oraz portal Cafe Nauka.
KP
Nicklas Brendborg, (Super)stymulowani. Jak nauka i przemysł manipulują naszymi instynktami, tłum. Alicja Głuszak, wydawnictwo Copernicus Center Press
Paul Cooper, Utracone cywilizacje. Jak rozkwitały i upadały imperia, tłum. Arkadiusz Bugaj, wydawnictwo Znak Horyzont Crawford Hollingworth, Cathy Tomlinson, Mózg na autopilocie. Jak nie dać się oszukać schematom myślenia, tłum. Magda Witkowska, wydawnictwo Prószyński i S-ka
Agata Kaźmierska, Wojciech Brzeziński, Co to będzie? Krótki przewodnik po końcach świata, wydawnictwo Port Agnieszka Krzemińska, Homo (nie tylko) sapiens. Inna opowieść o naszych przodkach, Wydawnictwo Literackie
Dawid Myśliwiec, Wszyscy TO robimy, czyli krótka opowieść o mijaniu się z prawdą, wydawnictwo Altenberg Paulina Rowińska, Mapomatyka. Jak mapy prowadzą nas i zwodzą, tłum. Michał Rogalski, wydawnictwo RN
Kelly Weinersmith, Zach Weinersmith, Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa, wydawnictwo Insignis
Joshua Winn, Mała księga egzoplanet, tłum. Tomasz Lanczewski, wydawnictwo Helion
Adam Zbyryt, Czego się boją ptaki?, Wydawnictwo Poznańskie
Książki dla dzieci i młodzieży
Boguś Janiszewski, Agnieszka Jankowiak-Maik, Max Skorwider (ilustracje), Czy Krzyżacy to fajni chłopacy?, wydawnictwo Agora dla dzieci
Róża Hajkuś, Paweł Gierliński (ilustracje), Co głowie wyjdzie na zdrowie? Mózg wie i o tym opowie, wydawnictwo Sensus
Adam Mirek, Artur Ernest (ilustracje), Coś tu śmierdzi. Nauka, która wrze, bulgocze i wybucha, wydawnictwo Znak Emotikon Jolanta Richter-Magnuszewska, Co mówią zwierzęta?, wydawnictwo Kropka Michał Rusinek, Joanna Rusinek (ilustracje), Bibuła w tapczanie. O „Solidarności” dla dzieci, wydawnictwo Agora dla dzieci
Profesora Włodzimierza Siedlika poznałem w 2009 roku podczas przesłuchań do Chóru Polskiego Radia w Krakowie – był wówczas dyrektorem tego zespołu. Przyjął mnie na etat do sekcji tenorów. W 2010 roku zaproponował mi posadę asystenta w Chórze Akademickim Uniwersytetu Jagiellońskiego Camerata Jagellonica i dyrygenta Żeńskiego Chóru Akademickiego UJ, a później asystenta i dyrygenta w Chórze Akademickim Uniwersytetu Papieskiego PSALMODIA i Górecki Chamber Choir. Tak rozpoczęła się moja bliska współpraca z Profesorem.
Włodzimierz Siedlik był bezsprzecznie człowiekiem, który jednoczył ludzi i gromadził ich wokół siebie. Zaryzykuję stwierdzenie, że to dzięki niemu, i dla niego, chórzyści przychodzili na próby i brali udział w koncertach. Zawsze był blisko nas, a my tę bliskość wyraźnie odczuwaliśmy.
Podczas studiów w Akademii Muzycznej w Krakowie my, jego przyszli asystenci, nauczyliśmy się bardzo wiele. To właśnie współpraca z Profesorem,

obserwacja jego pracy oraz jego wiara w nas nauczyły wszystkich budowania więzi z zespołem, czytelnej komunikacji, ale również dyplomacji i umiejętności reagowania w sytuacjach nieprzewidywalnych. Był niezrównanym twórcą wspólnot. Kształcił i kształtował swoich asystentów,

umożliwiając im pracę z zespołami podczas prób, by potem rzucić ich na głęboką wodę, niespodziewanie mówiąc tuż przed koncertem: Dziś ty dyrygujesz.
Mając tak wiele obowiązków, zawsze znajdował dla nas czas: był z nami podczas wyjazdów zagranicznych, koncertów

krajowych czy wyjazdowych warsztatów wokalnych. Często po zajęciach czy koncertach dołączał do spotkań z chórzystami, aby porozmawiać o muzyce, o życiu.
Spośród wielu wspólnych przeżyć pamiętam dobrze wyjazd chóru UJ na koncerty do Włoch w 2012 roku. Nie byliśmy wtedy idealnie przygotowani z uwagi na absorbujące wcześniejsze zobowiązania. Podczas próby generalnej w Udine Profesor zainspirował nas głęboką wiarą w nasze możliwości, prowadząc próbę tak, jakby pracował z najlepszym chórem zawodowym na świecie. Jego zaangażowanie było niezwykłe. Poprosił, by przez cały koncert wszyscy chórzyści byli z nim w kontakcie wzrokowym i aby mu zaufali. Jako pierwszy wykonaliśmy wtedy utwór Zdrowaś bądź Maryja Henryka Mikołaja Góreckiego. Po tym, jak wybrzmiała ostatnia fraza, publiczność zgromadzona w katedrze nagrodziła nas kilkuminutową owacją na stojąco. Moment ten sprawił,
że do dziś wspominamy tamten koncert jako jeden z najważniejszych pod dyrekcją Profesora. W trakcie jego trwania żaden chórzysta nawet na moment nie chciał, a wręcz nawet nie ośmielił się spuścić wzroku z Profesora.
Dziś, aby upamiętniać i kontynuować dzieło Włodzimierza Siedlika, którym było nieustanne integrowanie chórzystów oraz społeczności muzycznych, realizujemy cykliczne koncerty krakowskich chórów. Organizatorami koncertów są, między innymi, Filharmonia Krakowska i Akademia Muzyczna w Krakowie. Spotkania te pozwalają nam znowu poczuć obecność Profesora poprzez wykonywanie utworów, które tak bardzo ukochał.
I jeszcze wspomnienie: Profesor każdego dnia pokonywał koleją trasę Wola Rzędzińska – Kraków, Kraków – Wola Rzędzińska. Zdarzało się czasem, że wracając po próbach lub koncertach do domu rodzinnego pod Jasłem, odwoziłem
przy okazji Profesora do jego domu. Czas ten wykorzystywaliśmy na rozmowy o wszystkim: o muzyce, naszych rodzinach, wierze, zdrowiu, planowaliśmy kolejne projekty i próby. Mieliśmy też przygody. Podczas jednej z takich podróży, późnym wieczorem, pod Brzeskiem, z wielkim trudem ominęliśmy dużą rodzinę dzików. Przejęty tą sytuacją Profesor skomentował: Takich atrakcji i wzruszeń nie doświadczysz, jadąc pociągiem W pewnym momencie naszej znajomości Profesor zaproponował, abyśmy mówili do siebie po imieniu, ale odpowiedziałem, że nigdy nie przejdzie mi to przez usta. Kiedy po wielu miesiącach zwróciłem się do niego: Włodziu, poklepał mnie po ramieniu i powiedział z uśmiechem: Widzisz, nie boli, i dodał: Dziękuję
Janusz Wierzgacz dyrygent Chóru Akademickiego UJ „Camerata Jagellonica” i Krakowskiego Chóru Akademickiego UJ
7 czerwca 2026 przypadła pierwsza rocznica śmierci prof. Włodzimierza Siedlika – dyrygenta Krakowskiego Chóru Akademickiego UJ w latach 1994–2001 oraz Chóru Akademickiego UJ Camerata Jagellonica w latach 2006–2013. Profesor Włodzimierz Siedlik pracował jako nauczyciel akademicki na Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie oraz na Uniwersytecie Papieskim im. Jana Pawła II w Krakowie. Był dyrygentem Chóru UP JPII PSALMODIA od jego założenia w 1988 roku. W latach 1995–2010 pełnił funkcję dyrektora i kierownika artystycznego Chóru Polskiego Radia w Krakowie. W roku 2000, podczas uroczystości jubileuszowych 75-lecia Polskiego Radia, odznaczony został Złotym Krzyżem Zasługi. W 2001 roku otrzymał Nagrodę im. Jerzego Kurczewskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie dyrygentury, przyznawaną przez kapitułę pod honorowym patronatem prof. Krzysztofa Pendereckiego. W 2010 roku został odznaczony medalem „Zasłużony dla kultury polskiej”, nadawanym przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W 2012 roku został uhonorowany odznaczeniem Benemerenti przez papieża Benedykta XVI za wyjątkowe zasługi dla Kościoła. W 2013 roku, podczas jubileuszu 135-lecia Krakowskiego Chóru Akademickiego UJ, otrzymał medal Uniwersytetu Jagiellońskiego Plus Ratio Quam Vis. odeszli...
Prof. Marcin Marian Wójcik – emerytowany profesor Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którym związany był ponad 50 lat. Światowej klasy specjalista w dziedzinie doświadczalnej fizyki neutrin i ciemnej materii. Prowadził badania w Narodowym Instytucie Fizyki Jądrowej w Gran Sasso (Włochy), Instytucie Maxa Plancka w Heidelbergu (Niemcy) oraz w Federalnym Instytucie Fizyki i Techniki w Brunszwiku (Niemcy).
Autor lub współautor ponad 250 recenzowanych prac naukowych opublikowanych w najbardziej renomowanych czasopismach, między innymi, „Science” i „Nature”. Zaangażowany w wiele krajowych i międzynarodowych projektów badawczych. Uhonorowany, między innymi, Nagrodą indywidualną Rektora UJ, Nagrodą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Nagrodą Ministra Edukacji
Narodowej oraz Nagrodą Prezesa Rady Ministrów. Promotor licznych prac doktorskich, wychowawca wielu pokoleń fizyków. Zmarł 2 kwietnia.
Jadwiga Kawka – emerytowana specjalistka ds. administracyjnych w Instytucie Historii UJ, zajmująca się wszelkimi kwestiami związanymi z obsługą administracyjną ówczesnych studiów dziennych magisterskich. Zmarła 10 kwietnia.
Mecenas Janusz Długopolski – wybitny prawnik, ceniony członek samorządu adwokackiego. Pełnił liczne, odpowiedzialne funkcje, między innymi, członka i rzecznika dyscyplinarnego ORA, sędziego Wyższego Sądu Dyscyplinarnego, członka Komisji Szkolenia Aplikantów Adwokackich, członka Naczelnej Rady Adwokackiej i jej prezydium, rzecznika dyscyplinarnego NRA, członka Komisji Prawnej ORA, delegata na Krajowe Zjazdy Adwokatury oraz członka Sądu Dyscyplinarnego. Odznaczony odznaką „Adwokatura Zasłużonym” oraz medalem „Pro Lege et Libertate”. Narciarz i żeglarz. Od 1965 roku należał do AZS UJ. Inicjator powołania sekcji żeglarskiej UJ. Organizator I Mistrzostw Polski Uniwersytetów w Narciarstwie (1970). Pełnił liczne funkcje w AZS UJ, AZS Kraków i AZS. Założyciel Klubu Narciarskiego AZS Kraków. W roku 1981 jako sekretarz KS AZS AWF Kraków doprowadził do pozyskania przez klub przystani wioślarskiej. Od roku 2011 współpracował z KS AZS AKF Kraków na rzecz budowy Ośrodka Sportów Wodnych. Członek honorowy AZS. Zmarł 12 kwietnia.
Anna Łopuszyńska – przez wiele lat związana z Biblioteką Nauk Przyrodniczych UJ. Zmarła 14 kwietnia.
Maria Sady – w latach 1974–2003 zatrudniona w Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych Akademii Medycznej, a następnie w Studium Języków Obcych UJ CM. Od 1981 do 1984 roku kierowała zespołem lektorów. Zmarła 21 kwietnia.
Prof. Tadeusz Cichocki – wybitny histolog, naukowiec i nauczyciel o ogromnej wiedzy, który dla wielu pokoleń studentów pozostanie mistrzem i autorytetem. Rektor ówczesnej Akademii Medycznej im. Mikołaja Kopernika w Krakowie (1987–1990). Na tej uczelni pełnił funkcje zastępcy dyrektora Instytutu Biologiczno-Morfologicznego (1969–1978), kierownika Zakładu Histologii (1971–1992), prodziekana, a następnie dziekana Wydziału Lekarskiego (1975–1981). Kierownik Katedry i Zakładu Histologii UJ CM (1992–2007). Członek krajowych i międzynarodowych towarzystw naukowych. Odznaczony: Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski,
Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Odznaką za Wzorową Pracę w Służbie Zdrowia. Uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Zmarł 21 kwietnia.
Prof. Włodzimierz Korohoda –emerytowany pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, wybitny biolog komórki, naukowiec i nauczyciel akademicki. Jeden z ostatnich świadków historii formowania się Instytutu Biologii Molekularnej, z którego bezpośrednio wywodzi się Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ. Od 1957 roku pracownik Katedry Fizjologii Roślin. Organizator i kierownik Zakładu Biologii Komórki w latach 1979–2005. Dyrektor Instytutu Biologii Molekularnej Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ w latach stanu wojennego i tuż po nim. Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu w latach 1984–1988. Członek licznych krajowych gremiów naukowych, w tym komitetów Polskiej Akademii Nauk, rad naukowych instytutów badawczych oraz Polskiej Akademii Umiejętności. Współtwórca Polskiego Towarzystwa Biologii Komórki i jego honorowy członek. Autor ponad 150 oryginalnych prac naukowych i artykułów przeglądowych, współautor ośmiu podręczników akademickich. Był wychowawcą wielu pokoleń studentów, doktorantów i młodych naukowców. Promotor 21 doktoratów oraz ponad 100 prac magisterskich. Człowiek ogromnej wiedzy, pasji badawczej i życzliwości. Zmarł 24 kwietnia.
Dr Jarosław Hryszko – nauczyciel akademicki Instytutu Informatyki i Matematyki Komputerowej Wydziału Matematyki i Informatyki UJ. Popularyzator wiedzy, który inspirował studentów do eksplorowania praktycznych zastosowań inżynierii oprogramowania oraz sztucznej inteligencji, a także ukazywał, czym jest nowoczesna, interdyscyplinarna edukacja informatyczna. Ceniony dydaktyk, aktywnie zaangażowany w projekty studenckie. Człowiek dobry, kompetentny i pogodny, niezwykle życzliwy wobec innych, czynnie wspierający akcje społeczne, edukację podopiecznych domów dziecka oraz akcje charytatywne na rzecz uchodźców z Ukrainy. Zmarł 23 kwietnia.
Dr Michał Nowakowski – adiunkt w Katedrze Historii Administracji i Prawa Wyznaniowego UJ. Od początku kariery
zawodowej związany z Wydziałem Prawa i Administracji UJ. Autor znaczących prac naukowych o historii administracji. Znakomity dydaktyk, nauczyciel akademicki oraz wychowawca wielu roczników studentów. Zmarł 10 maja.
Prof. Zdzisław Gajda – emerytowany pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. W latach 1956–1984 był związany z Katedrą i Zakładem Ortodoncji, a w latach 1984–2000 był kierownikiem Katedry i Zakładu Historii Medycyny Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej im. Mikołaja Kopernika w Krakowie. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Naukowiec i nauczyciel o ogromnej wiedzy, który dla wielu pokoleń studentów pozostanie mistrzem i autorytetem. Wybitny znawca historii krakowskiej medycyny. Zmarł 3 czerwca.
Mgr Monika Grzesiak – wieloletnia pracownica Centrum Współpracy Międzynarodowej UJ. Zmarła 7 czerwca.
Dr hab. Michał Pułaski, profesor w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektor Instytutu Historii UJ (1987–1993), kierownik Zakładu Historii Powszechnej Najnowszej (1995–2006). Wybitny autorytet w zakresie historii powszechnej XX wieku. Autor licznych prac poświęconych historii dyplomacji i stosunków międzynarodowych Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w okresie międzywojennym. Redaktor naczelny rocznika „Kontakty”. Członek Komisji Środkowoeuropejskiej PAU, Komisji Wojen i Wojskowości PAU. Sekretarz Krakowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. Przewodniczący Stałej Wspólnej Polsko-Czeskiej Komisji Nauk Humanistycznych. Inicjator powstania, a następnie przewodniczący Polsko-Słowackiej Komisji Nauk Humanistycznych. Przewodniczący (a następnie honorowy przewodniczący) kapituły Nagrody im. Wacława Felczaka i Henryka Wereszyckiego. Współzałożyciel, a potem przewodniczący Komisji Uczelnianej NSZZ „Solidarność” na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odznaczony Medalem Ministerstwa Oświaty Republiki Czeskiej II klasy, Medalem honorowym Františka Palackiego za zasługi w dziedzinie nauk historycznych przyznanym przez Akademię Nauk Republiki Czeskiej. Zmarł 7 czerwca.
Zamieszczone obok zdjęcie to fotografia pamiątkowa wykonana w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego po promocji doktorskiej małżonków Marii Ireny i Wiktora Ormickich, równe 100 lat temu, 30 czerwca 1926. Świeżo upieczonym doktorom towarzyszą (z tyłu od lewej strony) prof. Jerzy Smoleński i prof. Ludomir Sawicki, promotor obu doktoratów. Patrzę na tę fotografię i nie potrafię ukryć wzruszenia. Mam niewiele wspomnień z ojcem. Zapamiętałem moment, gdy we wrześniu 1939 roku wyruszyliśmy na ucieczkę przed armią niemiecką. Ojciec niósł duży wypchany plecak, na którym siedziałem jeszcze ja. Miałem wtedy cztery lata i dwa miesiące. Doszliśmy niezbyt daleko – do Śledziejowic nieopodal Wieliczki. Dziś jeździ tam miejski autobus. Nasza rodzina szła wówczas piechotą.
Z bratem i matką zostaliśmy w Śledziejowicach, gdzie przygarnięto nas we dworze, ojciec pożegnał się z nami i poszedł dalej, ku granicy z Rumunią. Odchodząc, powiedział do mojego starszego o sześć lat brata: Jesteś teraz najstarszym mężczyzną w rodzinie, opiekuj się matką i młodszym bratem
Brat Andrzej pamiętał słowa ojca, cieszył się w rodzinie (i nie tylko) dużym autorytetem, w wielu życiowych sytuacjach radziła się go również nasza mama – Maria Irena Ormicka.
Ojciec dotarł do Zaleszczyk, jednak wrócił już w październiku, bo jak oznajmił, nie mógł zostawić rodziny w nadchodzących trudnych czasach.
Kiedy 6 listopada, miesiąc później, wychodził z domu, nikt nie przypuszczał, że już nie powróci. Wraz z innymi profesorami aresztowano go podczas tzw. Sonderaktion Krakau, po czym wywieziono do niemieckiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, a następnie kolejno do obozów koncentracyjnych w Dachau i Gusen, gdzie został zamordowany 17 września 1941.
Jacek Ormicki

arcHeologia
Doktoraty
Joanna Markiewicz
Jakub Puziuk
Habilitacje
Dariusz Niemiec
Michał Wojenka
Joanna Dębowska-Ludwin
astronomia
Doktoraty
Angel Priyana Noel
Arpita Misra
Sagar Sethi
Doktoraty
Oleksij Kelebaj
Sławomir Konopa
Daniela Pietraszek
etnologia i antropologia kulturowa
Doktoraty
Dariusz Nikiel
Kinga Stabrawa-Powęska
FilozoFia
Doktoraty
Michał Gil Sanchez
Mariusz Maziarz
Wojciech Micał
Jan Rostek
Grzegorz Słowiński
Tomasz Stanowski
Habilitacje
Piotr Nowak
Olga Poller
geografia społeczno-ekonomiczna i gospodarka przestrzenna
Doktoraty
Magdalena Miśkowiec
Karolina Kapustka
Habilitacje
Miłosz Jodłowski
Krzysztof Ostafin
Jadwiga Gałka
Doktoraty
Karolina Madeja
Jacek Stawiski
Piotr Juchowski
Apolonia Kuc
Filip Mazurczak
Mateusz Małajowicz
Habilitacje
Aleksandra Arkusz
Adam Świątek
inFormatyka tecHniczna i telekomunikacJa
Doktoraty
Michał Jureczka
Jakub Ruszil
Adriana Borowa
Łukasz Maziarka
Aleksandra Nowak
Michał Zając
Habilitacje
Grzegorz Surówka
Stanisław Jastrzębski
językoznawstwo
Doktoraty
Natalia Rzońca
Maciej Markiewicz
Anna Wojciechowska-Pieszko
Aron Fodor
Zuzanna Bodziony
Paulina Karpeta
Magdalena Mikołajczyk-Bąk
Ewa Kubusiak
Urszula Malina
Olga Radziszewska
Habilitacje
Piotr Owsiński
literaturoznawstwo
Doktoraty
Łukasz Woiński
Michael Kuhn
Weronika Korzeniecka
Michał Sawczuk
Maja Jarnuszkiewicz
Magdalena Kotlarczyk
Karolina Stawiarz
Karolina Pasiut
Alina Ielisieieva
Martyna Milewska
Klaudia Mucha-Iwaniczko
Paulina Rydz
Agata Wojciechowska
Katarzyna Szarszewska
Paulina Gajos
Michał Gliński
Daniel Natkaniec
Ewelina Kaczmarczyk
Paulina Żarnecka
Wiktor Dziemski
Habilitacje
Jacek Hajduk
Piotr Gierowski
Agnieszka Dauksza
Urszula Pilch
matematyka
Doktoraty
Oskar Szymański
Donalda Woukeng Feudjio
Tymoteusz Chmiel
Konrad Deka
Jakub Banaśkiewicz
Melih Can
Dimitri Jordan Kenne
Michał Buchała
Sebastian Babiński
Agnieszka Kozdęba
Jacek Kubica
Tomasz Wawak
Alexandre Miranda Trilles Junior
Habilitacje
Marcin Pitera
nauki biologiczne
Doktoraty
Adam Antosiak
Gniewosz Drwięga
Maëlle Lefeuvre
ChuChu Lu
Katarzyna Sarad
Maciej Gustab
Aleksandra Synowiec
Olha Timofieieva
Patryk Chudy
Ewa Stanek
Mateusz Szwalec
Agnieszka Dorman
Kinga Stopa
Weronika Szukała
Filip Turza
Katarzyna Leśniak
Joanna Budziaszek
Priyanka Dahate
Aleksandra Giza
Alaa Hseiky
Kamila Kulig
Laurensius Lie
Julia Łakomska
Elwira Nieboga
Jan Pukalski
Olga Wiecheć-Cudak
Karolina Chowaniec
Yuliya Chykunova
Junchen Deng
Izabela Harla
Magdalena Juszczak
Michał Kanoza
Kinga Kamińska
Katarzyna Kłak-Pomykała
Adam Kłóś
Daria Krzysztofik
Ewa Mlyczyńska
Kinga Nit
Marta Przymuszała
Kamil Przytulski
Zuzanna Karwowska
Mohamadreza Mirzaei
Jakub Hryc
Anna Jacuła
Katarzyna Trzos
Pranav Unnikrishnan
Emilia Barreto-Duran
Ahmed Mohamed
Mateusz Zbyradowski
Paweł Żbik
Habilitacje
Jerzy Kotlinowski
Piotr Wilk
Doktoraty
nauki cHemiczne
Katarzyna Jędrzejowska
Marta Stolarek-Sipior
Marek Białoruski
Arnab Dutta
Przemysław Bielski
Krystian Mróz
Karolina Mermer
Jagoda Orleańska
Karolina Augustyniak
Patrycja Leszczenko
Łukasz Pięta
Maciej Wyczesany
Kevin Dalberto
Jakub Zakrzewski
Joanna Mazurkiewicz
Katarzyna Rogacz
Damian Jędrzejowski
Beata Wyżga
Michał Liberka
Tomasz Charytanowicz
Łukasz Płachta
Seweryn Żubrowski
Paweł Stelmaszczyk
Marcin Cieślak
Renata Palowska
Natan Rajtar
Habilitacje
Gabriela Grzybek
nauki Farmaceutyczne
Doktoraty
Alicja Skórkowska
Marcin Jakubiec
Daria Wilczyńska
Agnieszka Wiesner-Kiełczewska
Izabella Góral
Jędrzej Kukułowicz
Katarzyna Ciepiela
Jakub Jurczyk
nauki Fizyczne
Doktoraty
Tomasz Szołdra
Marek Kopciuch
Jakub Czartowski
Zuzanna Orzechowska
Adith Sai Aramthottil
Albert Rico Andres
Weronika Golletz
Dominik Ciurla
Moises Bermejo Moran
Paulina Czarnecka-Trela
Yana Shymborska
Neha Chug
Magdalena Kołodziej
Gerard Angles Munne
Agata Kubisiak
Irena Padniuk
Daria Cegiełka
Diego Fernando Ramirez Jimenez
Tomasz Krehlik
Habilitacje
Hesam Soltanpanahi Sarabi
Katarzyna Gajos
nauki medyczne
Doktoraty
Antonina Bryniarska
Anna Kaczmarska
Sabina Krzyżowska
Artur Pawlik
Anna Rzepa
Magdalena Górny
Michał Łabul
Gabriela Rusin
Anna Czech
Katarzyna Kowalczyk
Dominika Michalik
Aleksandra Gorostowicz
Anna Łopatkiewicz
Małgorzata Pińska
Martyna Schönborn
Łukasz Bobrzyński
Barbara Czopik
Kinga Szabat
Mateusz Wilk
Jakub Bargiel
Kamil Bugała
Damian Dudkiewicz
Krzysztof Gąsiorowski
Michał Kania
Adrianna Klajmon
Daniel Rams
Małgorzata Staszczyk
Jakub Batko
Barbara Brzychczy-Sroka
Kamil Gabryszuk
Magdalena Konop
Katarzyna Ptak
Elżbieta Buczek
Izabela Dawidowska-Nowak
Alicja Dudek
Magdalena Gębicka
Artur Kacprzyk
Agnieszka Karaś
Nadia Khan
Monika Konarska-Włosińska
Aleksandra Szustkiewicz-Karoń
Mateusz Świerz
Marta Barszcz-Boniczewska
Maciej Borys
Dorota Długosz
Katarzyna Doroszewska
Justyna Grochala
Jarosław Jarczewski
Dawid Storman
Łukasz Trybalski
Habilitacje
Joanna Szpor
Jolanta Bugajska
Paweł Krawczyk
Kamil Polok
Olga Milczarek
Michał Chyrchel
Elżbieta Paszek
Danuta Sorysz
Agata Krawczyk-Ożóg
Gracjana Krzysiek-Mączka
Michał Gontarz
Paweł Rostoff
Aleksander Siniarski
Dorota Gil
Marzena Lenart
Elżbieta Klimiec-Moskal
Magdalena Pisarska-Adamczyk
Małgorzata Jasińska
Magdalena Kurnik-Łucka
Konrad Malinowski
nauki o komunikacji społecznej i mediacH
Doktoraty
Karina Czepiec-Veltzé
Patrycja Cheba
Vaibhava Shetty
Kateryna Savranska
Habilitacje
Katarzyna Bąkowicz
nauki o kulturze i religii
Doktoraty
Maria Casadei
Aleksandra Czubak
Judyta Dąbrowska
Krzysztof Hliniak
Karlijn Korpershoek
Natalia Krygowska-Nowak
Marta Kupis
Maciej Kuster
Paweł Michna
Wiktor Możgin
Daniel Muzyczuk
Maria Rutkowska
Przemysław Skrzyński
Peter Timko
Habilitacje
Robert Czyżykowski
nauki o polityce i administracJi
Doktoraty
Wawrzyniec Banach
Marta Labuda
Klaudia Kudławiec-Sokołowska
Jan Niemiec
nauki o sztuce
Doktoraty
Barbara Michalczyk-Zwolińska
Jędrzej Kościński
Zuzanna Berendt
Elżbieta Musialik
nauki o zarządzaniu i jakości
Doktoraty
Dawid Janik
Wioletta Śląska-Zyśk
Adam Jezierski
nauki o zdrowiu
Doktoraty
Agata Stodolska
Katarzyna Adamczyk
Elżbieta Rafa
Wioleta Rosa
Izabela Sowińska
Mateusz Kobryn
Costase Ndayishimiye
Katarzyna Klaś
Kinga Żmijewska-Jasińska
Habilitacje
Jan Piasecki
Grażyna Puto
Maciej Załuski
nauki o ziemi i środowisku
Doktoraty
Magdalena Murawska-Kącka
Monika Bryła
Marta Szubert-Pufelska
nauki prawne
Doktoraty
Jakub Krzemiński
Filip Biegun
Katarzyna Rużyczka
Daniel Kwiatkowski
Piotr Kłosowski
Kamil Leśniewski
Igor Szpotakowski
Kevin Foglar
Michał Powszedniak
Adam Wróblewski
Paweł Ochmann
Łukasz Łaguna
Jakub Wojas
Michał Barycki
Habilitacje
Grzegorz Blicharz
Magdalena Grzyb
Michał Dudek
Witold Zontek
nauki socJologiczne
Doktoraty
Edyta Tobiasiewicz
Radosław Nawojski pedagogika
Doktoraty
Dagmara Kolasa
psycHologia
Doktoraty
Katarzyna Gabryś
Kaja Głomb
Maksymilian Korczyk
Marta Kuczek
Natalia Siekiera
Nitika Singh
Joanna Szczotka
Piotr Szymanek
Habilitacje
Cengiz Acartürk
Bartosz Wojciechowski
Jakub Szewczyk
tytuły profesora
dziedzina nauk HumanistycznycH
Jadwiga Hučková – nauki o sztuce
Kinga Paraskiewicz – językoznawstwo
Jarosław Stolicki – historia
Tadeusz Czekalski – historia
Marek Ferenc – historia
Anna Piotrowska – nauki o sztuce
Tomasz Pudłocki – historia
Ewa Kocój – etnologia i antropologia kulturowa
Krzysztof Zajas – polonistyka
Tomasz Kowalski – filozofia
dziedzina nauk medycznycH i nauk o zdrowiu
Paweł Maga – nauki medyczne
Jerzy Soja – nauki medyczne
Grażyna Wyszyńska-Pawelec – nauki medyczne
Jerzy Dropiński – nauki medyczne
Maciej Wiatr – nauki medyczne
Katarzyna Krzanowska – nauki medyczne
Aleksandra Gilis-Januszewska – nauki medyczne
Magdalena Kotańska – nauki farmaceutyczne
Elżbieta Łuczyńska – nauki medyczne
Artur Dziewierz – nauki medyczne
Tomasz Rakowski – nauki medyczne
Paweł Rubiś – nauki medyczne
Jarosław Zalewski – nauki medyczne
Urszula Marcinkowska-Trimboli – nauki o zdrowiu
dziedzina nauk społecznycH
Dorota Pietrzyk-Reeves – nauki o polityce i administracji
Ewa Bogacz-Wojtanowska – nauki o zarządzaniu i jakości
Zofia Wodniecka-Chlipalska – psychologia
Mateusz Stępień – nauki prawne
Łukasz Gacek – nauki o polityce i administracji
Małgorzata Zachara-Szymańska – stosunki międzynarodowe
Krzysztof Trzciński – nauki o polityce i administracji
dziedzina nauk ścisłycH i przyrodniczycH
Małgorzata Lenartowicz – nauki biologiczne
Leszek Hadasz – nauki fizyczne
Rafał Czyż – matematyka
Agnieszka Kaczor – nauki chemiczne
Joanna Kozieł – nauki biologiczne
Marcin Broniatowski – nauki chemiczne
Joanna Raczkowska – nauki fizyczne
Michał Węgrzyn – nauki biologiczne
Sławomir Dinew – matematyka
Marcin Sikora – nauki fizyczne
dziedzina nauk inżynieryjno-tecHnicznycH
Igor Podolak – informatyka techniczna i telekomunikacja

Arvind Narayanan, Sayash Kapoor Sztuczna inteligencja. Złudne obietnice, realne możliwości
Rewolucja w medycynie i niezawodne strategie biznesowe – rozwojowi sztucznej inteligencji towarzyszą liczne obietnice. Coraz częściej kluczowe decyzje banków, sądów czy instytucji pomocy społecznej oparte są na algorytmach. Czy słusznie?
Autorzy – uznani eksperci w dziedzinie AI –sprawdzają, kiedy sztuczna inteligencja naprawdę działa, a kiedy jest tylko marketingowym chwytem. Predykcyjna AI ma za zadanie oszacować ryzyko recydywy czy przewidzieć wybuch pandemii, ale często okazuje się nieskuteczna i prowadzi do błędnych decyzji. Generatywna AI dostarcza pozornie atrakcyjnych treści w kilka sekund, lecz równie szybko może szerzyć dezinformację. Narzędzia moderujące wykorzystywane w mediach społecznościowych nie zawsze potrafią odróżnić realne zagrożenia od niewinnych postów.
Problem nie leży wyłącznie w technologii. Polega on także na projektowaniu i wdrażaniu systemów przez firmy oraz publiczne instytucje często bez odpowiedniej kontroli społecznej. Skuteczne regulacje prawne i zrozumienie słabych punktów AI pozwolą unikać tych pułapek i racjonalnie wykorzystać jej potencjał.

Aleksandra Zienowicz-Wielebska, Józef Maciuszek
Psychologia w branży filmowej
Niniejsza publikacja łączy naukowe podstawy psychologii z praktycznym doświadczeniem twórców filmowych. Autorzy przystępnie wyjaśniają, czym jest psychologia wykonania, jak działa motywacja osiągnięć w świecie twórczym oraz w jaki sposób styl przywództwa reżysera i producenta wpływa na efektywność i satysfakcję z pracy. Przedstawiają także wyniki badań nad psychologicznym funkcjonowaniem filmowców oraz rozmowy z uznanymi przedstawicielami branży: Grzegorzem Łoszewskim, Wojciechem Marczewskim, Jowitą Budnik, Karoliną Bruchnicką, Alkiem Pietrzakiem, Łukaszem Simlatem, Marcinem Kasińskim, Pawłem Dyllusem, Adrianem Apanelem i Anną Serdiukow. Ich refleksje tworzą wielowymiarowy obraz środowiska filmowego – pełnego pasji, napięcia, ryzyka, ale też współpracy i wzajemnego wsparcia. Książka może zainteresować wszystkich, którzy chcą lepiej rozumieć ludzi stojących przed kamerą i za nią.

Karolina Nessel
Zaangażowanie kibica w ekosystemie marki sportowej
Książka analizuje funkcjonowanie kibica w ekosystemie marki sportowej, w którym klub i zawodnik tworzą powiązaną strukturę wpływającą na postawy i zachowania konsumenckie. Autorka pokazuje, że zaangażowanie kibica ma charakter wielowymiarowy i relacyjny, a poziom tego zaangażowania wobec jednej marki wpływa na odbiór drugiej.
Opracowanie łączy ujęcie teoretyczne z badaniami empirycznymi, w których zbudowano i zwalidowano dwie skale do pomiaru zaangażowania: wobec drużyny oraz wobec sportowca. Zastosowanie modelowania równań strukturalnych pozwoliło zrekonstruować zależności między konstruktami i określić ich wpływ na uczestnictwo meczowe i konsumpcję medialną. Wyniki pokazują silną współzależność komponentów zaangażowania oraz znaczenie triadycznej relacji kibic–drużyna–zawodnik.

Grzegorz Wingert Ewangelia Marcjona a kanoniczne ewangelie synoptyczne. Nowa próba rozwiązania problemu zależności
Zagadnienie genetycznych relacji między ewangeliami synoptycznymi od setek lat nurtuje czytelników. I choć pojawiło się wiele hipotez wyjaśniających te związki, to żadna nie zyskała powszechnej aprobaty. Książka jest kolejną próbą zmierzenia się z problemem synoptycznym, która w centrum stawia zaginiony tekst wykorzystywany przez Marcjona z Synopy.
Ten zagadkowy manuskrypt traktowano zwykle jako okaleczoną i dalece zmodyfikowaną redakcję Ewangelii Łukasza. W historii badań pojawiały się jednak głosy, że Ewangelia Marcjona może być wcześniejsza. Argumentując za tym stanowiskiem, autor nie tylko wprowadza czytelnika w skomplikowany świat literackich analiz, ale także rysuje obraz chrześcijaństwa II wieku – czasu, gdy głównym kryterium wspólnoty wciąż była kategoria komunii, a nie ortodoksji.
Hipoteza względnej pierwotności Ewangelii Marcjona była już wysuwana, ale jej dawni zwolennicy nie potrafili jej należycie dowieść – była to raczej propozycja podszyta polemiką z tradycyjnym chrześcijaństwem. Ich nieliczni nowsi kontynuatorzy również proponowali argumentację niekompletną i przesadną. Grzegorz Wingert znacznie posunął badania naprzód. Powiązał je też interesująco z problemem relacji między różnymi ewangeliami. Jest to ciekawy wkład w studia nad Biblią i wczesnym chrześcijaństwem, istotny także w skali międzynarodowej.
Michał Wojciechowski

Shige (CJ) Suzuki, Ronald Stewart
Manga. Przewodnik
Manga jest w Japonii wszechobecna. Można ją znaleźć w sklepach samoobsługowych, u fryzjera, w pralniach publicznych, a nawet w codziennej prasie czy na ulicznych plakatach. Jakie były jej początki, jak się zmieniała i dlaczego stała się ważnym elementem globalnej popkultury?
Autorzy przedstawiają historię rozwoju japońskiego komiksu od najwcześniejszych form, przez manga boom w latach dziewięćdziesiątych, aż po czasy współczesne. Prezentują specyficzne cechy narracyjne i stylistyczne mangi, różnorodność gatunków oraz grup odbiorców. W książce znajdziemy analizę jej społeczno-kulturowych aspektów: gender bending, seksualności czy kontrowersji związanych z cenzurą. Omówiona została twórczość takich mistrzów, jak Hagio Moto, Ōtomo Katsuhiro i Tezuka Osamu, oraz tytuły, które znają niemal wszyscy: Czarodziejka z Księżyca, Naruto czy Doraemon

Jarosław Źrałka Majowie. Na tropie wielkiej cywilizacji Ameryki Środkowej
Budowniczowie piramid, twórcy skomplikowanego systemu pisma i mistrzowie astronomii – Majowie stworzyli jedną z najbardziej rozwiniętych, a zarazem zagadkowych cywilizacji w historii ludzkości. Archeolog Jarosław Źrałka od wielu lat kieruje badaniami na terenach współczesnej Gwatemali – w miejscu, gdzie niegdyś rozkwitała cywilizacja Majów. W swojej książce zabiera nas na wyprawę przez losy tej kultury: od jej narodzin ponad cztery tysiące lat temu, przez okres rozkwitu i upadku wielkich miast, aż po czasy konkwisty i współczesność. Z pasją odmalowuje życie codzienne Majów. Jakie ofiary składali bogom? Jak wyglądały ich obrzędy pogrzebowe? Dlaczego grali w piłkę i z czego przyrządzali halucynogenne napoje? Sięga przy tym do najnowszych odkryć archeologicznych – dokonanych również przez polskich badaczy w Gwatemali – oraz do kronik i hieroglificznych inskrypcji.
Kultura Majów to nie tylko prastare dzieje – ich potomkowie wciąż żyją w Ameryce Środkowej, pielęgnując swoje tradycje i języki. Książka Źrałki to barwna historia cywilizacji – opowieść o jej triumfach, tajemnicach i determinacji, by zachować unikatową tożsamość. W recenzji prof. Justyna Olko z Wydziału Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego napisała: „Majowie” przedstawiają aktualny stan wiedzy o kulturze tej cywilizacji w szerokim ujęciu chronologicznym, geograficznym i tematycznym. Szczególnie cennym i oryginalnym dokonaniem jest włączenie do książki informacji o licznych dokonaniach i wynikach badań polskich archeologów pracujących na ziemiach Majów, a także omówienie znaczenia tych faktów dla rozwoju nauki światowej. Splatają się one z prezentacją najnowszych wyników badań innych archeologów, dając wielowymiarowy i nieoczywisty obraz tej fascynującej kultury
legenda do mapy
znajdującej się na s. 1
1. Pałac Larischa
2. Makieta nieistniejącego już kościoła na pl. Wszystkich Świętych
3. Popiersie Jana Matejki
4. Kurza Stopka na Wawelu
5. Kościół pw. Świętych Piotra i Pawła

Sylwia Konarska-Zimnicka „Kiedy krew puszczać, kiedy bańki stawiać...”
Jatromatematyka (medycyna astrologiczna) w wiekach średnich
Książka porusza bardzo ważne zagadnienie związku starożytnej i średniowiecznej medycyny i astrologii, dzisiaj historycznej nauki, opartej na ptolemejskim, geocentrycznym Kosmosie. Twórcami tej wiedzy zwanej jatromatematyką mieli być mityczni uczeni Petrozyrys i Nechepso. Podstawą było przekonanie o współzależności makro- i mikrokosmosu, czyli człowieka, przyporządkowaniu części ciała ludzkiego znakom zodiaku (melotezja), co dało początek medycynie humoralnej. Książka pokazuje odmienny od współczesnego sposób myślenia, który rozwinął się w środowisku arabsko-judeo-muzułmańskim, a przejęty został przez chrześcijańską Europę i wykładany był na średniowiecznych uniwersytetach. Horoskopy i prognostyki stały się nieodzowną pomocą medyków, ponadto przewidywały pojawianie się plag i zarazy. Początkowo przepisywane ręcznie, rozpowszechniły się dzięki wynalezieniu druku i stały się stałym elementem kalendarzy. Autorka skupiła się na astrologii i medycynie wykładanej na Uniwersytecie Krakowskim, opracowywanym w tym środowisku prognostykom i kalendarzom astrologicznym, a także zielnikom. Książka oparta jest na bogatym materiale źródłowym, głównie w języku łacińskim. Zawiera także średniowieczne ilustracje człowieka zodiakalnego.

Sylwia Konarska-Zimnicka, Piotr Piotrowski
Centiloquium Pseudo-Ptolemeusza. Studium dzieła
Książka jest krytycznym wydaniem dzieła Centiloquium (Aneks I) i przekładem na język polski (Aneks II). Edycja tekstu oparta jest na inkunabułach z 1493 roku znajdujących się w Bibliotece Jagiellońskiej (Dr Inc.1433 III, 1846 III, 2701 III; tłumaczenie na łacinę Platona z Tivoli). Centiloquium przez wieki uchodziło za dzieło Klaudiusza Ptolemeusza (około 100 – 168), jak wiadomo, autora Czworoksiągu (grec. Tetrabiblos, łac. Quadripartitum). Powstało o wiele później w kręgu kultury arabsko-judeo-muzułmańskiej, którą tworzyli Albumasar (787–886), Alcabitius (zm. 967), Al-Kindi (zm. 873) i wielu innych. Centiloquium, obok Czworoksiągu Ptolemeusza, stanowiło źródło wiedzy o geocentrycznym modelu Kosmosu wykładanej na średniowiecznych uniwersytetach. W 1449 roku na Uniwersytecie Krakowskim założono katedrę astrologii, gdzie źródłem wiedzy było właśnie Centiloquium. Książka zawiera szczególnie cenny Słownik polskich odpowiedników pojęć i terminów, występujących w przekładzie Platona z Tivoli. Ewa Śnieżyńska-Stolot
6. Collegium Novum
7. Fontanna Fryderyka Chopina

8. Skarbonka SKOZK
9. Pomnik Mikołaja Kopernika
10. Bazylika Mariacka w Krakowie
11. Figura w Ogrodzie Profesorskim


