


![]()



miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego luty–marzec 2026 nr 262–263
ADRES REDAKCJI
31-131 Kraków, ul. Garbarska 7a tel. 12 252 35 42 e-mail: almamater@uj.edu.pl www.almamater.uj.edu.pl www.instagram.com/almamateruj
RADA PROGRAMOWA
Zbigniew Iwański
Zdzisław Pietrzyk
Aleksander B. Skotnicki
Joachim Śliwa
OPIEKA MERYTORYCZNA
Piotr Jedynak
Jacek Popiel
REDAKCJA
Rita Pagacz-Moczarska – redaktor naczelna Katarzyna Pawlicka – zastępczyni red. naczelnej
WSPÓŁPRACA
Łukasz Pieróg
Katarzyna Pawlicka – Święto umiędzynarodowienia na Uniwersytecie Jagiellońskim 5
Nagrody INTERSTUDENT 2026 i Gwiazdy Umiędzynarodowienia rozdane!
Ambasador Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w RP
WYDAWCA
Uniwersytet Jagielloński
31-007 Kraków, ul. Gołębia 24
PRZYGOTOWANIE DO DRUKU
Opracowanie koncepcji pisma
Rita Pagacz-Moczarska
Opracowanie graficzne i łamanie
Agencja Reklamowa „NOVUM” www.novum.krakow.pl
Korekta – Ewa Dąbrowska
DRUK
Drukarnia Gryfix
32-086 Węgrzce, ul. B3 nr 5
Pierwsza strona okładki: Dom Profesorski im. Stanisława Pigonia (tzw. Pigoniówka), przy ul. Garbarskiej 7a, od 1 marca 2026 mieści się w nim siedziba redakcji „Alma Mater” Fot. Paweł Krzan
Czwarta strona okładki: Tulipany z Ogrodu Botanicznego UJ Fot. Bogusław Binkiewicz
Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych, zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, zmian tytułów oraz zmian redakcyjnych w nadesłanych tekstach, nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń.
Numer zamknięto 25 marca 2026. ISSN 1427-1176
nakład: 2000 egz. KONTO : Uniwersytet Jagielloński
PEKAO SA 87124047221111000048544672 z dopiskiem: ALMA MATER – darowizna
Rokosz – Kraków przede wszystkim
Jagiellońskiego, cz. 15
44 Chodzi o to, aby nam się chciało chcieć – z Wojciechem S. Wocławem – konferansjerem, ekspertem w zakresie savoir-vivre’u, etykiety w biznesie i dress code’u, absolwentem filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, rozmawia Piotr Rapciak
Kobieca twarz Uniwersytetu. Stefania Tatarówna – pionierka
Czasem wystarczy jeden telefon, by uratować dziecku życie – z dr hab. Małgorzatą Michel, profesor UJ, rozmawia Katarzyna Pawlicka .....
45
Studenckie Koło Naukowe Terapii Celowanej i Układów Supramolekularnych UJ CM – nauka, która ma cel ........................................................................................ 69
Adam R. Parol – Kraków stolicą samorządności doktoranckiej w Polsce 72
Jagoda Łuszczak – Za żadne skarby nie wróciłabym do pierwszego dnia studiów 73
Renata Przybylska – Co mówią o nas słowa roku? Słowa roku 2025: dron i kosmos ..................................................................................................... 76
Rita Pagacz-Moczarska – GALERIA „ALMA MATER”, cz. 30. Tropem rodziny Hordliczków ............................................................................ 78
Joanna Bocheńska, Renata Rusek-Kowalska – Fotografie Ebrahima Alipoora w galerii Asûs 84
Rita Pagacz-Moczarska – Sztuka Wiatrów 86
Bartosz J. Płachno, Łukasz Huculak, Marcin Zawicki – Piękno anatomii ............
Marzena Błach – Galeria, która uwiodłaby Zbigniewa Herberta 90 Łukasz Pieróg – HistoriUJemy. Język portretów 93 Finał prac nad korpusem średniowiecznych witraży południowej Polski ..............
hISToRIA mAgISTRA
Laboratorium człowieczeństwa
Marek Lipiński – 180. rocznica urodzin prof. Karola Olszewskiego
Odeszli...
Odeszli... Dr Jakub Górski ......................................................................................
Antoni Paja – Profesor Jadwiga Paja-Stach (1949–2011) – wspomnienie osobiste
Jan Wnęk – Alfred Szczepański – zapomniany bojownik o repolonizację Uniwersytetu, patriota i pisarz .................................................
Bożena Kucała – Wspomnienie o prof. Krystynie Stamirowskiej-Sokołowskiej 110
Adam Wiernikowski – Pamięci prof. Zygmunta Hanickiego 111
ConvEnTIonES
Piotr Kołpak – Szkoła nauk pomocniczych historii Władysława Semkowicza 113 Jubileuszowa edycja Nagrody im. Wacława Felczaka i Henryka Wereszyckiego 116 Podsumowanie kadencji 2022–2025 oraz wybór władz na nową kadencję Stowarzyszenia Absolwentów UJ 118 IV edycja Zawodów o Puchar Rektora UJ w Narciarstwie Alpejskim i Snowboardzie 120 UJ zagrał z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy ................................................ 122 Wspieramy Hospicjum św. Łazarza! ......................................................................
Filolog rosyjski wobec wojny w Ukrainie
Półka nowości

Wiosna na Uniwersytecie Jagiellońskim rozpoczęła się ważnym akcentem inwestycyjnym
– 20 marca 2026 na Kampusie 600-lecia Odnowienia UJ symbolicznie wbito łopatę, inicjując budowę pierwszego z dwóch akademików, w których zamieszka ponad 400 studentów i doktorantów najstarszej polskiej uczelni. – To jedna z najbardziej radosnych chwil w życiu Uniwersytetu. Studenci i doktoranci zyskają nowe, komfortowe i tanie miejsca zamieszkania. Dla wielu z nich jest to warunek podjęcia kształcenia w Krakowie – mówi rektor UJ prof. Piotr Jedynak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pierwsi mieszkańcy wprowadzą się tam w roku akademickim 2027/2028.

Życie tętni nie tylko na polu inwestycyjnym. W przededniu wiosny na UJ były też inne wyzwania, pojawili się nowi ludzie, nowe cele, projekty i... zmiany. Jedna z nich dotyczyła zespołu „Alma Mater”. 26 lutego 2026, decyzją władz UJ, redakcja przeniosła swoją siedzibę z kamienicy przy ul. Michałowskiego 9 do znajdującego się przy ul. Garbarskiej 7a Domu Profesorskiego im. Stanisława Pigonia. Warto przypomnieć, że ten trzypiętrowy gmach, zwany również „Pigoniówką”, wybudowany został w 1909 roku jako bursa dla studentów oraz pracowników naukowych UJ. Wiosną 1931 roku zamieszkał w nim wybitny historyk literatury prof. Stanisław Pigoń, obejmując zarazem z woli Senatu UJ funkcję seniora Bursy Akademickiej. Stanowisko to sprawował – z przerwą związaną z aresztowaniem 6 listopada 1939 podczas tzw. Sonderaktion Krakau i uwięzieniem w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen oraz okupacją – do 1949 roku.
Na przestrzeni 117 lat budynek, sąsiadujący z ogrodami ojców karmelitów na Piasku, pełnił różne funkcje, między innymi, tuż po wyzwoleniu Krakowa, 23 stycznia 1945, z powodu zniszczenia Collegium Novum, to właśnie w nim odbyło się pierwsze posiedzenie Senatu Akademickiego UJ. Był siedzibą wielu różnych instytucji, między innym dawnego Instytutu Badań Polonijnych, Szkoły Letniej Języka Polskiego, Międzynarodowego Centrum Fulbrighta na Europę Środkową i Wschodnią. Mieściły się w nim także szpital wojskowy, stołówka pracownicza, przychodnia lekarska, hotel profesorski. Dom gościnny UJ zorganizowano tu dopiero w latach 90. ubiegłego wieku.
Z tego, że w 2026 roku stał się on także siedzibą redakcji „Alma Mater” ucieszyłby się z pewnością twórca pisma – prof. Franciszek Ziejka, rektor UJ w latach 1999–2005, który „Pigoniówkę” darzył wielkim sentymentem. Nie tylko ze względu na patrona gmachu – swego mistrza prof. Stanisława Pigonia, ale także dlatego, że od czerwca 1964 do maja roku 1966 mieszkał w jednym z dwuosobowych pokoi znajdujących się na drugim piętrze gmachu. Co więcej, w tym samym czasie, na tej samej kondygnacji, zaledwie cztery pokoje dalej, mieszkała późniejsza jego małżonka... Częstym gościem „Pigoniówki” był również Karol Wojtyła, któremu kiedyś na drzwiach pokoju, w którym przebywał, przyczepiono karteczkę z napisem: „Karol Wojtyła – początkujący święty”. W uniwersyteckim Domu Gościnnym bywali: Tadeusz Różewicz, Norman Davies, Kazimierz Kutz, Rita Gombrowicz, Laco Adamik, Miriam Akavia, Krzysztof Pieczyński czy Michał Żebrowski.
Miejsce to zatem zacne i jest z tego powodu radość. Może więc dlatego trzyosobowej redakcji, dla której przeprowadzka była niemałym wysiłkiem, udało się jednak przygotować podwójny numer pisma z bogactwem różnorodności w środku. Wszystkich naszych Autorów, Czytelników i Sympatyków zapraszam więc serdecznie do lektury i zachęcam do odwiedzania redakcji w nowym miejscu – zdjęcie obiektu znajduje się na pierwszej stronie okładki. W historii naszej jednostki to siódma siedziba. Mam zatem nadzieję, że w gościnnych progach „Pigoniówki”, pod adresem Garbarska 7a, pozostaniemy już na stałe.
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych życzę Wszystkim zdrowia oraz by ten wyjątkowy czas przyniósł ogrom dobra i stał się źródłem pokoju i miłości.
Rita Pagacz-Moczarska
450
uczestników z ponad 100 instytucji odwiedziło Uniwersytet Jagielloński w dniach 28–30 stycznia 2026. Podczas XIX konferencji Studenci zagraniczni w Polsce 2026 , zorganizowanej przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Uniwersytet Jagielloński oraz Fundację Edukacyjną „Perspektywy”, pod patronatem ministra nauki i szkolnictwa wyższego Marcina Kulaska, dyskutowali o przyszłości polskiej nauki w kontekście umiędzynarodowienia. – Nie ma lepszej okazji do strategicznej refleksji nad stanem umiędzynarodowienia, kierunkami, wyzwaniami i narzędziami, którymi powinniśmy się posługiwać, niż to spotkanie. Charakteryzuje je nieskrępowany dialog, którego adresatami są
również przedstawiciele sfery regulacyjnej – podkreślał rektor UJ prof. Piotr Jedynak, który brał udział w otwarciu i zamknięciu konferencji, a także poprowadził panel Gdzie chcemy być – perspektywiczne kierunki i rynki współpracy polskich uczelni Jak ważne jest zwiększenie liczby studentów zagranicznych na polskich uczelniach, pokazał, pierwszy w historii tych spotkań, raport Studenci zagraniczni w Polsce w kontekście nowych regulacji. Skala, trendy i znaczenie gospodarcze przygotowany przez badaczy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Do Krakowa przyjechało dwoje jego twórców: rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach prof. Celina Olszak oraz prorektor ds. kształcenia i współpracy mię-
dzynarodowej tej uczelni prof. Wojciech Dyduch. Jak przekonują autorzy opracowania, osoby z zagranicy studiujące w Polsce to nie tylko uczestnicy systemu edukacji wpływający na umiędzynarodowienie polskich uczelni, ale również długoterminowi inwestorzy dla polskiej gospodarki. Na potwierdzenie swojej tezy przedstawili dane finansowe oparte na skrupulatnych wyliczeniach: liczba 108 tysięcy cudzoziemców na polskich uczelniach zapewnia średnio ponad 5,3 miliarda złotych rocznych wpływów, a roczne przychody z czesnego wpłacanego przez studentów zagranicznych (z uwzględnieniem kierunków medycznych) to 1,52 miliarda złotych, co łącznie daje imponującą sumę ponad 6,8


Otwarcie konferencji Studenci zagraniczni w Polsce 2026. Przemawia rektor UJ prof. Piotr Jedynak, obok rektor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie prof. Grzegorz Mazurek
miliarda złotych wnoszonych do polskiej gospodarki każdego roku. Twórcy raportu wyliczyli, że jeden studiujący obcokrajowiec zostawia w naszym kraju od 36 do 75 tysięcy złotych rocznie, a co czwarty z nich dodatkowo pracuje. Właśnie dlatego konsekwencje mniejszej liczby studentów zagranicznych (zanotowano 1,5 procent spadku) są dla Polski odczuwalne – oszacowane na 133,3 miliona złotych straty.
Temat zmniejszenia się liczby studentów spoza kraju na rodzimych uczelniach pojawił się także w kontekście Ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wyeliminowania nieprawidłowości w systemie wizowym Rzeczypospolitej Polskiej

W XIX edycji konferencji Studenci zagraniczni w Polsce wzięło udział ponad 450 osób
z 4 kwietnia 2025. Jednym z jej założeń jest obowiązek przedstawienia dokumentu potwierdzającego znajomość języka wykładowego (co najmniej na poziomie B2) podczas rekrutacji na studia. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego Andrzej Szeptycki przekonywał, że nowe regulacje mają na celu ograniczenie przyjazdu do Polski młodych ludzi, którzy, zamiast studiować, chcieliby skorzystać z wizy studenckiej, żeby zamieszkać w Polsce lub innym kraju Unii Europejskiej. Jego zdaniem ustawa przynosi pozytywne skutki – choć liczba studentów zagranicznych faktycznie nieco zmalała (dziś to około 7,5 procent wszystkich studiujących), zmniejszyła się także liczba aplikujących o wizę studencką, którym tej wizy się odmawia. Wzrosła

Konferencja prasowa; od lewej: prof. Wojciech Dyduch, prof. Celina Olszak, prof. Piotr Jedynak, prof. Andrzej Szeptycki, Waldemar Siwiński
też liczba studentów zagranicznych na uczelniach publicznych.
Nie jest to jednak stanowisko podzielane przez przeważającą grupę uczestników konferencji, w tym przez większość rektorów polskich uczelni. Prezes i założyciel Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy”, prezydent IREG Observatory Waldemar Siwiński podkreślał, że ostatnie 20 lat było złotym okresem umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego w Polsce, ale niewątpliwie czekają nas wyzwania. Rektor UJ prof. Piotr Jedynak zwracał uwagę, że należą do nich, między innymi, niż demograficzny oraz zjawisko drop-outu, czyli rezygnacji ze studiów przed otrzymaniem dyplomu. – Ostatnie lata spędziliśmy nad tym, żeby pogłębianie procesów internacjonalizacji studiów przestało mieć


Uczestnicy panelu Umiędzynarodowienie 2025 „day by day” – problemy, sprawozdania, komunikaty z prowadzącym – prorektorem UJ ds. współpracy międzynarodowej prof. Jarosławem Górniakiem
charakter wyłącznie ilościowy, mierzony w liczbie studentów zagranicznych, którzy u nas studiują, ale żeby prowadzić coraz bardziej zaawansowane formaty jakościowego kształcenia – akcentował. Poinformował, że na Uniwersytecie Jagiellońskim studiują obecnie młodzi ludzie ze 124 krajów, z których co najmniej 15–20 jest licznie reprezentowanych (to nasi najbliżsi sąsiedzi: Ukraina i Białoruś, ale również Norwegia czy Stany Zjednoczone). Wskazał także na sukces programu Joint Bachelor in Sustainbility (BASUS) w ramach sieci Una Europa, który jest interdyscyplinarnym kierunkiem współtworzonym i współprowadzonym przez osiem czołowych europejskich uczelni i uzyskał akceptację Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Jako cel zdefiniował pozyskiwanie studentów zagranicznych, którzy chcą uczyć się języka polskiego i polskiej kultury, zwłaszcza tych polskiego pochodzenia. Zaznaczył również, że UJ nieustannie pracuje nad zacieśnianiem relacji z innymi państwami, także dalej położonymi, na przykład Wietnamem czy Turcją. Przykładem realizacji tej misji był prowadzony przez rektora UJ prof. Piotra Jedynaka panel, w którym wzięli udział ambasadorowie Turcji (Rauf Alp Denktaş), Uzbekistanu (Amirsaid Agzamkhojaev) oraz Wietnamu (Ha Hoang Hai), a także rektor Uniwersytetu Gdańskiego prof. Piotr Stepnowski, prezes Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” dr Bianka Siwińska oraz zastępca dyrektora Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej dr Łukasz Gołota. Rozmowa była świetną okazją do tego, by sprawdzić, jak postrzegany jest nasz kraj, co chwalą sobie studiujący w nim obcokrajowcy, a także jakie są ich

Rektor UJ prof. Piotr Jedynak i założyciel Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” Waldemar Siwiński podczas zamknięcia konferencji Studenci zagraniczni w Polsce 2026
oczekiwania. Wątki te wracały w trakcie panelu Instrumenty budowy atrakcyjności polskich uczelni wśród studentów zagranicznych, przygotowanego merytorycznie przez pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego, a prowadzonego przez prorektora UJ ds. dydaktyki prof. Pawła Laidlera. Jego uczestnikami byli: konsul generalny Ukrainy w Polsce Wiaczesław Wojnarowski, prorektor Uniwersytetu Gdańskiego ds. współpracy międzynarodowej i przewodnicząca Uniwersyteckiej Komisji Umiędzynarodowienia UG prof. Anna Jurkowska-Zeidler, prodziekan ds. kształcenia w języku angielskim Wydziału Lekarskiego CM UJ prof. Agata Ptak-Belowska, dyrektor Centrum Wsparcia Dydaktyki UJ Piotr Szumliński oraz studentka Wydziału Prawa i Administracji UJ, laureatka konkursu INTERSTUDENT 2026 w kategorii studia magisterskie Valeria Quintana-Solis. Wśród najważniejszych narzędzi zwiększających atrakcyjność uczelni dla obcokrajowców wymieniono welcome culture (świetną organizację i jasne przekazywanie informacji w centrach powitalnych już od pierwszych chwil studenta na kampusie, ale także szeroki wachlarz atrakcyjnych zajęć dodatkowych, na przykład lekcje jogi, warsztaty muzyczne, wycieczki) oraz potrzebę integracji, a nie separacji studentów zagranicznych poprzez wspólne programy anglojęzyczne i uczulenie wszystkich pracowników na konieczność sprawnej komunikacji (na przykład przy użyciu translatorów).
O inicjatywach i działaniach służących zwiększeniu liczby studentów międzynarodowych w Polsce oraz poprawieniu ich komfortu w trakcie studiowania, podejmowanych przez instytucje publiczne
i partnerskie organizacje non-profit, rozmawiano również w trakcie panelu Umiędzynarodowienie 2025 „day by day” – problemy, sprawozdania, komunikaty. Rozmowę poprowadził prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej prof. Jarosław Górniak, a udział wzięli w niej koordynatorka programu „Study in Poland” i dyrektorka ds. międzynarodowych Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” Julia Łysik, Radosław Stanczewski z Forum Administracji Akademickiej, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów Rafał Ramut, przewodnicząca Parlamentu Studentów RP Julia Bednarska-Leśniak, president Erasmus Student Network Dominika Przybyła oraz koordynatorka z biura ds. współpracy z regionami Erasmus+ InnHUB, FRSE Sylwia Kozioł. Prelegenci mówili o konieczności integracji wszystkich środowisk wspierających umiędzynarodowienie polskiego szkolnictwa wyższego oraz sile zintegrowanych działań promocyjnych, a także raportów i publikacji analitycznych. Rafał Ramut przypomniał również, jak ważne są dodatkowe środki na mobilność doktorantów, a Sylwia Kozioł zaznaczyła, że w niedalekiej przyszłości aż około 50 proc. polskich studentów będzie miało kontakt z uczelniami zagranicznymi.
Badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego aktywnie brali udział również w pozostałych panelach, na przykład Gdzie jesteśmy – internacjonalizacja w cieniu dronów prowadzonym przez Waldemara Siwińskiego. Jednym z zaproszonych przez niego prelegentów był prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej i pracownik Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ prof. Krzysztof Pyrć, który poruszył
bardzo ważną w kontekście umiędzynarodowienia kwestię. – PR to nie wszystko i jeśli polskie uczelnie skupiać się będą tylko na promocji, nie przyciągniemy do nas atrakcyjnych badaczy z zagranicy. Wyzwaniem, przed jakim obecnie stoimy, jest kwestia przygotowania takiej oferty, która okaże się ciekawa pod kątem rozwoju naukowego cudzoziemców. Świat idzie do przodu, specjalizuje się, powstają centra doskonałości. I właśnie to jest kierunek, jaki musimy przyjąć. Przestańmy konkurować ze sobą, zacznijmy konkurować z innymi krajami świata – apelował. Niepokojący wydźwięk miała wypowiedź podsekretarza stanu w MNiSW prof. Andrzeja Szeptyckiego, który zdradził, że resort otrzymuje sygnały o powstających w Polsce prywatnych uczelniach z udziałem kapitału rosyjskiego, gdzie studiują
osoby, o których nie do końca wiadomo, czy na pewno są studentami, czy głównym celem ich pobytu w Polsce jest studiowanie. [...] To są przypadki, które wymagają bardzo wnikliwych analiz, nie tylko ze strony naszego ministerstwa, ale także ze strony właściwych służb – ocenił.
Mimo pewnych trudności i niewielkiego zmniejszenia liczby studentów zagranicznych w Polsce umiędzynarodowienie jest na dobrej drodze, cytując Waldemara Siwińskiego. W 2026 roku duże targi promujące polskie szkoły wyższe odbędą się, między innymi, w Turcji, Uzbekistanie i Azerbejdżanie. Natomiast XX, jubileuszowa, edycja konferencji Studenci zagraniczni w Polsce zostanie zorganizowana na początku 2027 roku na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. – Sukces budujemy poprzez ekosyste-
my, wspólne strategie, poprzez mówienie jednym głosem, a równocześnie mówienie szczerze, konkretnie i bez owijania w bawełnę. Jako uczestnik tej konferencji od wielu lat mogę powiedzieć jedno: to spotkanie ma ogromną wartość. Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego przynosi korzyść nie tylko naszym uczelniom, ale służy budowaniu przewagi konkurencyjnej naszego kraju – mówił rektor tej uczelni oraz zastępca przewodniczącego komisji ds. umiędzynarodowienia KRASP prof. Grzegorz Mazurek. Nie ma na to lepszych dowodów niż ponad 100 tysięcy zagranicznych studentów w Polsce, niesłabnące zainteresowanie umiędzynarodowieniem oraz liczba i aktywność uczestników XIX konferencji Studenci zagraniczni w Polsce 2026
Katarzyna Pawlicka
29 stycznia 2026, podczas uroczystej gali w kopalni soli w Wieliczce, wręczono nagrody w XVI edycji konkursu INTERSTUDENT 2026 na najlepszego studenta zagranicznego w Polsce oraz w IX edycji Nagrody Środowiskowej „Gwiazdy Umiędzynarodowienia 2026”.
Konkurs INTERSTUDENT organizowany jest przez Fundację Edukacyjną „Perspektywy” w ramach programu „Study in Poland”, realizowanego wspólnie z Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich. W tym roku kapituła konkursu miała wyjątkowo trudne zadanie,

ponieważ wpłynęło aż 209 zgłoszeń z 55 uczelni, stąd dłuższa niż zwykle lista laureatów – przyznano trzy nagrody specjalne oraz (po raz pierwszy) nagrodę w kategorii najlepszy student polonijny.
Kapituła wybrała laureatów spośród cudzoziemców kształcących się na studiach li-


cencjackich, magisterskich i doktoranckich na uczelniach publicznych i niepublicznych na studiach w języku polskim i języku obcym, których działalność wzbogaca lokalne środowisko akademickie i buduje mosty między kulturami. Nagrodzeni zostali: Emilie Horn z Niemiec/Brazylii (studia licencjackie), Valeria Quintana-Solis z Meksyku (studia magisterskie), Munisa Ziyomukhamedova z Uzbekistanu (studia magisterskie), Jeremy Caldeira z USA (studia doktoranckie), Nicola Secci z Włoch (najlepszy student polonijny) oraz Wiktoria Ptak z USA, Pascal MuamMah z Kamerunu i Fatih Pekcan z Turcji (nagroda specjalna).
Zwyciężczyni konkursu INTERSTUDENT w kategorii studia magisterskie Valeria Quintana-Solis jest studentką V roku prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pełni funkcję UJ Executive Representative w sieci Una Europa i reprezentuje społeczność studencką 11 europejskich uniwersytetów, uczestnicząc w spotkaniach, zgromadzeniach ogólnych i posiedzeniach. W ramach swojej działalności przygotowała plan działań wraz z celami i wskazówkami na kolejne dwa lata dla Una Europa Student Board. Interesuje się prawem prywatnym międzynarodowym oraz europejskim prawem autorskim.
Nagroda Środowiskowa „Gwiazdy Umiędzynarodowienia 2026”, przyznawana osobom, które ze szczególnym oddaniem i satysfakcjonującymi efektami angażują się w proces umiędzynarodowienia polskich szkół wyższych, trafiła w ręce dziewięciu badaczy (wybranych spośród 56 zgłoszeń). Nagrodę przyznaje kapituła składająca się z reprezentantów polskich instytucji i organizacji zaangażowanych w rozwój umiędzynarodowienia (między innymi KRASP, NAWA, FRSE, Perspektywy, KRD, PS RP, IROs, PRom). Funkcję honorowej przewodniczącej kapituły pełni rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.
• Wybitna Gwiazda 2026: prof. Maciej Żylicz – wieloletni prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, profesor w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej (IIMCB) w Warszawie
• Gwiazda Zarządzania 2026: dr hab. Patrycja Matusz, profesor UWr –prorektor ds. projektów i relacji międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego
• Gwiazda Rozwoju 2026: dr hab. Aleksandra Przegalińska, profesor ALK – prorektor ds. innowacji i AI, Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie
Gwiazda Badań 2026: dr hab. Piotr Sankowski, profesor UW – dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS
• Gwiazda Dyplomacji 2026: dr hab. Beata Piskorska, profesor KUL – inicjatorka i kierowniczka projektu Centrum Badań nad Dyplomacją Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
• Gwiazda Kształcenia 2026: dr hab. Magdalena Wrembel, profesor UAM – autorka kursu Multilingual Map of Europe, który prowadzi dla międzynarodowych grup studenckich w ramach europejskiego konsorcjum uniwersyteckiego EPICUR
• Gwiazda Dyplomacji Naukowej 2026: prof. Marzena Dominiak – prorektor ds. umiędzynarodowienia Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu
• Gwiazda Marketingu 2026: Paweł Urgacz – dyrektor Działu Współpracy z Zagranicą, prodziekan ds. umiędzynarodowienia, Akademia WSB w Dąbrowie Górniczej
Wschodząca Gwiazda 2026: dr hab. Katarzyna Sanak-Kosmowska, profesor UEK – dyrektor Centrum Współpracy Międzynarodowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Red.
Wkonferencji Nauka dla społeczeństwa i gospodarki. Finansowanie publiczne badań i innowacji w Polsce , zorganizowanej 17 lutego 2025 na Uniwersytecie Jagiellońskim, udział wzięli przedstawiciele wszystkich najważniejszych agencji i organizacji finansujących rozwój nauki, badań oraz innowacji w Polsce. To sytuacja precedensowa i jednocześnie, co podkreślił otwierający obrady rektor UJ prof. Piotr Jedynak, o niezwykłej wadze, zwłaszcza w kontekście niskich nakładów na naukę, które według projektu budżetu na 2026 rok wynoszą zaledwie 44,26 miliarda złotych. – To spotkanie jest dla nas – podkreślił prezes zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej prof. Krzysztof Pyrć. – Zdaję sobie sprawę, że nie rozwiążemy dziś wszystkich problemów środowiska, ale mam nadzieję, że uda się przekonać kilka osób, by wykorzystały środki do budowy odważnych startupów akademickich [...]. Musimy udrożnić ścieżkę rozwoju, by badacze naprawdę wybitni, z innowacyjnymi pomysłami, mogli realizować je teraz, a nie, na przykład, dopiero za dekadę [...]. Warto zadać sobie pytanie, czy wykorzystujemy wszystkie możliwości w drodze do gospodarki przyszłości, opierającej się na badaniach podstawowych – mówił. Przekonywał również, że rodzimej nauki nie należy rozpatrywać w kategorii „polska”, bo prawdziwa nauka ma wymiar globalny. – Chciałbym, żeby za kilka lat, kiedy pojadę do Japonii czy Stanów Zjednoczonych, ktoś powiedział: „Słuchaj, ta technologia jest z Polski”. Wierzę, że to możliwe, ponieważ jesteśmy jednym z największych państw Unii Europejskiej, mamy gigantyczny potencjał intelektualny, osobowy, potencjał talentu. Mamy zaplecze infrastrukturalne przekraczające standardy wielu krajów odbieranych jako lepiej od nas przygotowane. Chciałbym, żebyśmy to byli w stanie wykorzystać. Chciałbym, żeby przeszkody, zarówno ze strony biznesu, nauki, jak i administracji, zostały wreszcie przełamane – dodał.
O konieczności realnego wpływu nauki na wszystkie inne dziedziny życia,

Prezes zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej prof. Krzysztof Pryć i dyrektor Narodowego Centrum Nauki prof. Krzysztof Jóźwiak przekonywali, że nauka musi mieć jeszcze większy wpływ na polski przemysł i gospodarkę

W konferencji udział wzięli, między innymi, przedstawiciele władz UJ (na zdjęciu od prawej: prof. Bartosz Brożek, prof. Piotr Jedynak i prof. Wojciech Macyk) oraz dyrektorzy i prezesi organizacji finansujących rozwój nauki
zwłaszcza przemysł, gospodarkę i rozwój technologii, przekonywał także dyrektor Narodowego Centrum Nauki prof. Krzysztof Jóźwiak. – Wszystko, co robimy jako naukowcy, powinno służyć dobrostanowi całej ludzkości – akcentował.
Głos oddano również przedstawicielom największych agencji i organizacji
finansujących naukę w Polsce, którzy przybliżyli uczestnikom konferencji dotychczasowe osiągnięcia, przedstawili programy, z których polscy badacze mogą obecnie korzystać, a także opowiedzieli o planach i celach na najbliższe lata. Profesor Krzysztof Jóźwiak podkreślił, że misją prowadzonej przez niego
jednostki jest przede wszystkim coraz większe umiędzynarodowienie polskich naukowców poprzez współpracę z innymi organizacjami. Podczas 14-letniej działalności NCN przyznało prawie 34 tysiące grantów krajowych (18,54 miliarda złotych przyznanego finansowania) i 1068 grantów międzynarodowych (1,2 miliarda złotych). Prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk, który podczas konferencji moderował panel dyskusyjny z udziałem prezesów i dyrektorów agencji wspierających innowacje w Polsce, zauważył w wywiadzie opublikowanym na stronie internetowej Uniwersytetu Jagiellońskiego (link do publikacji: https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/ journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/160345607), że choć to właśnie NCN jest instytucją finansującą najwięcej projektów badawczych realizowanych na Uniwersytecie Jagiellońskim, ma jednak bardzo ograniczone środki do rozdysponowania, dlatego poziom sukcesu w NCN wynosi obecnie tylko nieco ponad 10 procent. Pożądany byłby wyższy wskaźnik, w okolicach 25 procent, co oznacza, że finansowanie powinno wzrosnąć ponaddwukrotnie
Profesor Krzysztof Pyrć jako przedstawiciel, działającej od 1991 roku, Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, poinformował, że dotychczas przyznała ona 2,4 miliarda złotych w ramach 13 tysięcy stypendiów, grantów i nagród. Opowiedział również o programach prowadzonych przez Fundację – między innymi First Team (umożliwia zdobycie finansowania na założenie zespołu badawczego i prowadzenie w Polsce innowacyjnych badań z potencjałem aplikacyjnym), Team Net (wsparcie współpracy najlepszych zespołów badawczych, które w ramach konsorcjów prowadzą działalność naukową w dziedzinie zdrowia, środowiska i przemysłu 4.0) czy Międzynarodowe Agendy Badawcze FENG (finansowanie powstania lub rozwoju wyspecjalizowanych, wiodących w skali światowej zespołów i organizacji badawczych). Dyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (działa od 2017 roku) dr Wojciech Karczewski w swoim wystąpieniu wyróżnił program „Polskie Powroty” – kierowany do naukowców z polskim obywatelstwem, którzy w ostatnich latach pracowali naukowo poza granicami kraju, oraz instytucji naukowych w Polsce, które chcą zatrudnić powracających badaczy. Dzięki niemu już ponad 100 badaczy z doświad-
czeniem pracy za granicą wróciło do kraju, by tu rozwijać się dalej i pracować na polskich uczelniach. Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (agencja rządowa podległa ministrowi ds. rozwoju regionalnego, działa od 2000 roku) Krzysztof Gulda wskazał, że jednym z kluczowych założeń instytucji jest finansowanie i rozwijanie pomysłów startupowych (także startupów uczelnianych) – do tej pory przeznaczono na ten cel 2,5 miliarda złotych. Środki trafiają również do przedsiębiorców chcących prowadzić kompleksowe projekty badawczo-rozwojowe oraz na finansowanie rozwoju technologii i transformację cyfrową firm. O celach i planach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju opowiedział jego dyrektor prof. Jerzy Małachowski. Ta, powołana w 2007 roku, rządowa agencja wykonawcza to dziś największy ośrodek wspierania innowacji w Europie Środkowo-Wschodniej, który na wsparcie polskich uczelni i przedsiębiorstw przeznaczył dotychczas 80 miliardów złotych. Profesor Małachowski podkreślał, że konieczne jest wzmocnienie współpracy środowiska naukowego z biznesem. – Jeśli chcemy gospodarki opartej na wiedzy, musimy postawić na jakość badań i umiędzynarodowienie polskiej nauki – akcentował. Jako słabość wskazał natomiast wciąż zbyt małą liczbę projektów z powodzeniem komercjalizujących badania naukowe.
Konferencja była również okazją do zadawania pytań (w części otwartej spot-

Dyrektor Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej dr Wojciech Karczewski opowiedział, między innymi, o programie „Polskie Powroty”
kania). Druga część dnia upłynęła pod znakiem spotkań zamkniętych z przedstawicielami środowiska naukowego, samorządu oraz biznesu/sektora deeptech. – Chcemy, aby głos praktyków – badaczy, przedsiębiorców oraz przedstawicieli samorządów – został jasno wyartykułowany i wysłuchany w kontekście identyfikacji luk w systemie finansowania, dalszego jego rozwoju, tworzenia nowych mechanizmów wsparcia i wskazania działań deregulacyjnych, które mogłyby przełożyć się na bardziej efektywne działanie sektora – deklarowali organizatorzy, do których, oprócz Uniwersytetu Jagiellońskiego, należały Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Narodowe Centrum Nauki oraz Agencja Badań Medycznych. W spotkaniu udział wzięło blisko 300 badaczy, samorządowców, urzędników i pracowników uczelnianej administracji.
KP
Fot. Anna Wojnar

Panel dyskusyjny prezesów i dyrektorów agencji wspierających innowacje w Polsce moderowany przez prorektora UJ ds. nauki prof. Wojciecha Macyka (pierwszy od lewej), następnie: Piotr Kędra (PFR Ventures), Krzysztof Gulda (Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości), prof. Jerzy Małachowski (NCBiR), dr Wojciech Karczewski (NAWA), prof. Krzysztof Jóźwiak (NCN) i prof. Krzysztof Pyrć (FNP)
Ambasador Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w Polsce Melinda Veronica Simmons gościła na Uniwersytecie Jagiellońskim 27 stycznia 2026. Przedmiotem spotkania, w którym uczestniczyli rektor UJ prof. Piotr Jedynak, a także prorektor UJ ds. współpracy międzynarodowej prof. Jarosław Górniak oraz dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ dr hab. Piotr Bajor, profesor UJ, były przede wszystkim perspektywy i możliwości rozwoju współpracy między Uniwersytetem Jagiellońskim a uczelniami i instytucjami naukowymi ze Zjednoczonego Królestwa.
Rozmawiano też o szansach i wyzwaniach związanych z kształceniem studentów obcokrajowców, a także o potrzebie ciągłego unowocześniania narzędzi i rozwiązań dydaktycznych, które powinny nie tylko nadążać za szybko zmieniającym się światem, ale też antycypować potrzeby i oczekiwania studentów. Poruszono w tym kontekście kwestię programów typu double degree , które – jak choćby w przypadku Joint Bachelor in Sustainability (BASUS), współtworzonego przez uczelnie współpracujące w ramach Una Europa – dają możliwość zdobycia podwójnego dyplomu ukończenia studiów drugiego lub nawet trzeciego stopnia.
Bezpośrednio po spotkaniu z przedstawicielami UJ ambasador odwiedziła Muzeum UJ, gdzie dokonała wpisu do księgi pamiątkowej. Następnie udała się na Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, by wygłosić wykład European Security in Uncertaintimes and the Role of the UK / Polish Strategic Partnership , zorganizowany w ramach cyklu „Jagiellońskie Spotkania Dyplomatyczne”.
MSz


Troje
badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego zostało wyróżnionych podczas Gali Nauki Polskiej, która odbyła się 20 lutego 2026 w Warszawie. Profesor Grażyna Stochel z Wydziału Chemii UJ otrzymała nagrodę za całokształt dorobku, prof. Krzysztof Kamiński z Wydziału Far-
maceutycznego UJ CM został wyróżniony w kategorii działalność wdrożeniowa, a prof. Bernadettę Izydorczyk z Wydziału Filozoficznego UJ nagrodzono za działalność organizacyjną.
Za wybitne osiągnięcia w polskim środowisku akademickim nagrodzono


w tym roku ponad 150 osób. Wyróżnienia zostały przyznane indywidualnie oraz w ramach zespołów badawczych. Dzień Nauki Polskiej obchodzony jest od sześciu lat, zawsze 19 lutego – w dzień urodzin Mikołaja Kopernika.


Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz spotkał się 20 lutego 2026 w Collegium Maius z ministrami obrony państw grupy E5 przeznaczających największe środki na cele obronne w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. W posiedzeniu udział wzięli, oprócz gospodarza, ministrowie
Catherine Vautrin (Francja) i Boris Pistorius (Niemcy) oraz wiceministrowie
Isabella Rauti (Włochy) i Luke Pollard (Wielka Brytania), a także – w formule zdalnej – minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow, szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas – odpowiedzialna

Spotkanie ministrów obrony państw grupy E5 w Collegium Maius; od lewej: Kaja Kallas, Isabella Rauti, Catherine Vautrin, Władysław Kosiniak-Kamysz, Boris Pistorius, Luke Pollard, Radmiła Szekerinska, rektor UJ prof. Piotr Jedynak


Piotr Jedynak na czele kapituły rankingu
liceów i techników „Perspektywy”
za bezpieczeństwo, oraz zastępczyni sekretarza generalnego NATO Radmiła Szekerinska. Znamienitych gości powitał rektor UJ prof. Piotr Jedynak. W trakcie wizyty dokonali oni wpisu do Księgi Pamiątkowej w Collegium Maius. Obrady odbywały się w Librarii. Biuro prasowe MON poinformowało, że ministrowie spotkali się w Krakowie, aby potwierdzić jedność Europy oraz wspólną odpowiedzialność za bezpieczeństwo na obszarze euroatlantyckim.
Red. Fot. Anna Wojnar

i ustępujący przewodniczący
Rektor UJ prof. Piotr Jedynak został nowym przewodniczącym kapituły rankingu liceów i techników „Perspektywy”. Zastąpił na tym stanowisku rektora UŚ prof. Ryszarda Koziołka, który pełnił tę funkcję przez ostatnie trzy lata. Ranking szkół średnich jest najpopularniejszym zestawieniem przygotowywanym przez Fundację Edukacyjną „Perspektywy”. – Rodzice i uczniowie na podstawie tego rankingu podejmują ważne życiowe decyzje – podkreślił prof. Piotr Jedynak w rozmowie z serwisem perspektywy.pl. Zadeklarował również, że dołoży wszelkich starań, by zachować wiarygodność i prestiż tego zestawienia.
Przedstawiciele władz Uniwersytetu
Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego: prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk oraz prorektor UW ds. badań prof. Zygmunt Lalak, 6 marca 2026 podpisali umowę o współpracy obu uczelni w zakresie badań nad mediami i komunikacją społeczną. Wartością dodaną tego przedsięwzięcia ma być budowanie silnej, coraz bardziej rozpoznawalnej nie tylko w kraju, ale także za granicą marki badań naukowych. Jednym z celów porozumienia jest również utworzenie filii Laboratorium Badań Medioznawczych na Uniwersytecie Jagiellońskim, a ponadto: prowadzenie wspólnych projektów z wykorzystaniem biometrii, organizacja konferencji, warsztatów i spotkań ze specjalistami obu uczelni oraz tworzenie nowych kierunków badań i ich popularyzacja.
– Wierzymy, że połączenie doświadczeń i kompetencji naszych zespołów badawczych przyniesie wartość zarówno dla środowiska akademickiego, jak i dla debaty
Mirosław Kaźmierczak / Uniwersytet Warszawski

Uczestnicy wydarzenia, w środku prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk oraz prorektor UW ds. badań prof. Zygmunt Lalak; 6 marca 2026
publicznej. Jestem przekonany, że wspólne projekty, dotyczące tak ważnego obecnie obszaru mediów, platform, algorytmów, pozwolą nam lepiej odpowiadać na wyzwania współczesnego świata w zakresie komunikacji społecznej – podkreślał prof. Wojciech Macyk.
W realizację przedsięwzięcia zaangażowani będą naukowcy z Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej

UJ oraz Laboratorium Badań Medioznawczych UW, działającego na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego, a także zespół LBM UW, kierowany przez dr. hab. Tomasza Gackowskiego, profesora UW. Po stronie Uniwersytetu Jagiellońskiego działać będzie zespół kierowany przez prof. Agnieszkę Hess.
RPM
Zgodnie z zapowiedzią kardynała Grzegorza Rysia, 14 marca 2026 w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie, w obecności sekretarza generalnego Synodu Biskupów kardynała Mario Grecha, zainaugurowany został II Synod Duszpasterski Archidiecezji Krakowskiej. Potrwa on do października 2027 roku. Najważniejszą rolę odgrywać będą zespoły parafialne i te powstałe na poziomie lokalnym. Zaplanowano cztery sesje plenarne, pierwsza z nich odbędzie się już w czerwcu. Kardynał Grzegorz Ryś 26 listopada 2025 został mianowany przez papieża Leona XIV na arcybiskupa metropolitę krakowskiego. Jego uroczysty ingres do katedry wawelskiej odbył się 20 grudnia 2025. Duchowny pochodzi z Krakowa, w którym urodził się 9 lutego 1964. Jest absolwentem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej oraz Papieskiej Akademii Teologicznej (obecnie UP JPII).
Święcenia kapłańskie przyjął 22 maja 1988 z rąk kardynała Franciszka Macharskiego. Jest, między innymi, członkiem Dykasterii ds. Biskupów oraz Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Kurii Rzymskiej, a w ramach działalności Konferencji Episkopatu Polski, członkiem Rady Stałej KEP, przewodniczącym Rady ds. Dialogu Religijnego, przewodniczącym Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem, członkiem Rady ds. Ekumenizmu, Rady ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego oraz Rady ds. Rodziny. W 1994 roku uzyskał doktorat, a w 2000 roku habilitację z nauk humanistycznych w zakresie historii. W latach 2007–2011 był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, a w latach 2011–2017 pełnił funkcję biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej. Za zasługi w działalności na rzecz rozwoju nauki został w 2018 roku odznaczony Złotym

Red. Ks. Paweł Kłys Kardynał Grzegorz Ryś, metropolita krakowski
Krzyżem Zasługi. W latach 2017–2025 pełnił urząd metropolity łódzkiego. Dewizą biskupią kardynała Grzegorza Rysia są słowa: Virtus in infirmitate (Siła w słabości). Od wielu lat pracuje na rzecz dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego. Nowego arcybiskupa metropolitę powitaliśmy w Krakowie z radością!
Ortografia (z greckiego orthos – prawidłowy i grapho – pisać) to, zgodnie ze słownikową definicją, zbiór zasad i reguł obowiązujących w danym języku, dotyczących poprawnej pisowni lub, w drugim znaczeniu, sposób pisania wyrazów. Polska ortografia ukształtowała się w wyniku długiego żmudnego procesu, polegającego na dopasowaniu alfabetu łacińskiego do fonetycznego bogactwa polszczyzny, przejawiającego się zwłaszcza w znacznej liczbie spółgłosek, większej niż w łacinie. Podstawową, choć nie wyłączną, zasadą polskiej ortografii była i nadal w dużym stopniu jest zasada fonetyczna, czyli dążenie do tego, by pisownia wiernie oddawała wymowę. Oprócz tego działa zasada morfonologiczna – chodzi o utrzymanie jedności pisowni słowa w różnych formach, mimo ich częściowo innego brzmienia. Na przykład, mówimy chlep, ale w pozostałych formach wymawiamy b: chleba, chlebem, chleby, stąd w mianowniku w formie chleb uzasadnione jest też zachowanie b w pisowni, wbrew wymowie. Najbardziej na kształcie naszej pisowni zaciążyła zasada historyczna, respektująca tradycję i wynikająca z rozwoju języka polskiego. Te i inne uwarunkowania ortografii polskiej, choć bardzo ważne, nie dotyczą wprowadzonych 1 stycznia 2026 zmian. Obecne modyfikacje stosują się do kwestii raczej mniejszej wagi niż, na przykład, rozróżnienia pisowni u i ó, ż i rz, czy h i ch
W XX wieku pod auspicjami Polskiej Akademii Umiejętności dokonano po raz pierwszy reformy pisowni w 1916 roku, następnie w latach 1934–1936 przeprowadzono kolejną reformę, uznając jej wynik w1936 roku za obowiązujący kanon. Kolejne zmiany, sprowadzające się do poprawek i uzupełnień, znaczą lata: 1956, 1972 i 1996. Zatem obecna reforma ortografii, wchodząca w życie od 1 stycznia 2026, dokonuje się po upływie trzydziestu lat od ostatniej ingerencji. Opracował ją Zespół ds. Reformy Ortografii działający w Radzie Języka Polskiego PAN, a zatwierdziła ta właśnie rada. Celowość proponowanych
zmian przedstawiona została w komunikacie z 10 maja 2024: Rada Języka Polskiego przy prezydium PAN ogłasza [...], że wprowadzenie tych zmian, dotyczących wyłącznie tzw. konwencjonalnych zasad pisowni, przyniesie korzyść w postaci uproszczenia i ujednolicenia zapisu poszczególnych grup wyrazów i połączeń, eliminacji wyjątków, a także likwidacji przepisów, których zastosowanie jest z różnych powodów problematyczne, na przykład wymaga od piszącego zbyt drobiazgowej analizy znaczeniowej tekstu. To zaś przyczyni się do zmniejszenia liczby błędów językowych oraz – być może – umożliwi piszącym skupienie się na innych niż ortograficzne aspektach poprawności tekstu. Rada zaznacza, że większość z wprowadzonych zmian była postulowana już wiele lat temu, jednak z najrozmaitszych powodów nie udało się wcześniej nadać im mocy obowiązującej. Aby dać wszystkim osobom oraz instytucjom, zwłaszcza wydawcom, autorom słowników i programów szkolnych, czas na przygotowanie się do nowej sytuacji, Rada postanowiła, że uchwalone zmiany zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2026. Należy przypomnieć, że kompetencje Rady Języka Polskiego do ustalania zasad ortografii i interpunkcji są potwierdzone w art. 13 ust. 1 Ustawy z dnia 7 października 1999 o języku polskim (z późn. zmianami) i nie ma innej instytucji czy instancji, która by takie kompetencje posiadała.
Czego dotyczą zmiany? Zasadniczo dwóch kwestii: pisowni wielką literą oraz pisowni łącznej lub rozłącznej.
Zmiany w pisowni wielką literą
Użycie wielkiej litery podlega wielu regułom, z których część dotąd nie była wystarczająco jasna, dlatego zdecydowano się na poprawki w przepisach.
1. Wielką literą będziemy zapisywać nazwy mieszkańców miast i wsi – na przykład Krakowianie, Poznaniacy, Tarnowianin, Gdańszczanka, Wilamowianie.
2. Wielką literą będziemy zapisywać wszystkie wyrazy w wieloczłonowych
nazwach obiektów w przestrzeni miejskiej zaczynających się od określeń: aleja/aleje, brama, bulwar, cmentarz, klasztor, kościół, kopiec, most, kładka, osiedle, pałac, park, plac, pomnik, rondo, willa, zamek, czyli, na przykład: Aleja Mickiewicza, Brama Floriańska, Bulwar Czerwieński, Bulwar Rodła, Cmentarz Rakowicki, Klasztor Norbertanek, Kościół Mariacki, Kościół Karmelitów, Kopiec Kościuszki, Most Dębnicki, Kładka Ojca Bernatka, Osiedle Oficerskie, Osiedle Górali, Pałac Pugetów, Pałac Pod Globusem, Plac Wolnica, Pomnik Smoka Wawelskiego, Pomnik Grunwaldzki, Rondo Ofiar Katynia, Willa Decjusza, Zamek Książ. Uwaga! Człony ulica i dzielnica nadal zapisujemy małą literą, czyli, na przykład, ulica Szewska, ulica Jagiellońska, dzielnica Krowodrza, dzielnica Grzegórzki.
3. Wielką literą będziemy zapisywać wszystkie człony wielowyrazowej nazwy własnej lokali usługowych, lokali gastronomicznych, hoteli, kin, teatrów, na przykład: Kawiarnia Literacka, Restauracja Hawełka, Kino Bajka, Teatr Stary, Hotel Pod Różą.
4. Wielką literą będziemy zapisywać wszystkie wyrazy (oprócz przyimków i spójników oraz wyrazów typu imienia) w nazwach orderów, medali, odznaczeń, nagród i tytułów honorowych, na przykład: Nagroda im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej, Nagroda Nobla, Nagroda Pulitzera, Nagroda Templetona, Nagroda Kioto, Literacka Nagroda Europy Środkowej „Angelus”, Nagroda Literacka Gdynia.
5. Wielką literą będziemy zapisywać wszystkie człony w nazwach komet, czyli na przykład Kometa Halleya.
6. Wielką literą będziemy zapisywać nazwy firm i marek wyrobów przemysłowych oraz pojedynczych egzemplarzy tych wyrobów, na przykład: jechałem Toyotą Corollą, kupił Fiata, zatrzymał się przed Fordem, miał na ręce Rolexa, czy ten zegarek to Omega?
7. W nazwach geograficznych pozostaje pisownia małą literą określeń
gatunkujących: cieśnina, góra, jaskinia, jezioro, kanał, morze, nizina, półwysep, przełęcz, przesmyk, przylądek, pustynia, wyspa, wyżyna, zatoka, poprzedzających nazwę własną wyrażoną rzeczownikiem w mianowniku. Dlatego nadal będziemy pisać: cieśnina Bosfor, góra Tabor, jezioro Gopło, morze Marmara, wyspa Wolin, półwysep Hel, pustynia Gobi, wodospad Niagara, zatoka Athos.
Tu warto przypomnieć, że jeśli określenie gatunkujące łączy się z przymiotnikiem lub z rzeczownikiem w dopełniaczu, to wtedy wszystkie człony w nazwie zapisujemy wielkimi literami, na przykład: Morze Bałtyckie, Półwysep Helski, Morze Barentsa, Wodospad Kamieńczyka, Wyspy Owcze, Pustynia Nubijska, Zatoka Meksykańska.
8. Małą literą będziemy zapisywać przymiotniki pochodne od nazwisk, niezależnie od ich znaczenia, na przykład: dramat szekspirowski, koncert chopinowski. Jedynie przymiotniki tego typu zakończone na -owy będą mieć pisownię fakultatywną, czyli albo małą literą – na przykład poematy miłoszowe, albo wielką literą – poematy Miłoszowe.
Zmiany w pisowni łącZnej lub roZłącZnej
Nieustannie sprawiała kłopoty odpowiedź na pytanie, czy zapisywać jakieś wyrazy razem czy osobno. Przynajmniej w części obowiązujące w tym zakresie zasady zostają uproszczone (uwaga zwłaszcza na cząstki nie-, pół-, niby-, quasi-, -by).
1. Łącznie zawsze będziemy zapisywać nie- z imiesłowami, na przykład: nieposprzątany, nieugotowany, nienapisany, niezamknięty, nieodkryty, niewyleczony, niezaproszony.
2. Także łącznie będziemy zapisywać nie- z przymiotnikami i przysłówkami bez względu na kategorię stopnia, czyli rów-
Wybrane przykłady
Było:

nież w stopniu wyższym i najwyższym, na przykład: nieczęsto, niegłupio, niegorszy, niewyższy, nienajszczęśliwszy, nienajlepszy, niestarzej, niedłużej, nienajmądrzej.
3. Łącznie będziemy zapisywać cząstkę pół- z następującym po nim wyrazem, jeżeli całość oznacza jedno pojęcie – na przykład: półzabawa, półżartem, półspał, półczuwał. Pozostaje zapis typu pół-Polak, czyli zapis z dywizem, jeżeli chodzi o kogoś, kto jest w połowie Polakiem.
4. Łącznie będziemy zapisywać cząstki niby-, quasi- z wyrazami zaczynającymi się od małej litery, na przykład: nibyuczelnia, nibyankieta, quasipodatek, quasinaukowy.
Jednak przed wyrazami zaczynającymi się wielką literą nadal stosujemy dywiz, czyli, na przykład, niby-Polak, quasi-Eden.
5. Rozdzielnie będziemy zapisywać cząstki -bym, -byś, -by, -byśmy, -byście ze spójnikami – na przykład: Zastanawiam się, czy by nie pojechać w góry, Jak byś dał radę, to zadzwoń
6. Fakultatywnie, czyli do wyboru, i tak, i tak, można będzie zapisywać albo łącznie, albo rozdzielnie z następnym wyrazem cząstki: super- , ekstra- , eko- ,
Jest: most Grunwaldzki Most Grunwaldzki plac Wolnica Plac Wolnica warszawiak Warszawiak
jeździ fordem
restauracja Hawełka
jeździ Fordem
Restauracja Hawełka kometa Halleya
Kometa Halleya pół żartem półżartem
wege-, mini-, maksi-, midi-, mega-, makro-, czyli, na przykład: superdziewczyna i super dziewczyna, ekstraprzyjęcie i ekstra przyjęcie, ekożywność i eko żywność, wegedania i wege dania, minispódniczka i mini spódniczka, maksipaczka i maksi paczka, makroskala i makro skala.
7. Również fakultatywnie – na trzy sposoby, można będzie zapisywać pary, a nawet trójki wyrazów równorzędnych, podobnie brzmiących: – z łącznikiem, na przykład: tuż-tuż, trzask-prask, bij-zabij, bim-bam-bom,
– z przecinkiem, na przykład: tuż, tuż, trzask, prask, bij, zabij, bim, bam, bom, – rozdzielnie, na przykład: tuż tuż , trzask prask, bij zabij, bim bam bom. Ostatecznie, jak widać, zmian nie jest zbyt wiele. Są one w większości dobrze uzasadnione i prowadzą do uproszczenia reguł pisowni. Niektóre zostały wymuszone tym, że piszący i tak się do pewnych reguł w praktyce nie stosowali, były to więc przepisy martwe.
Nie będzie zatem wielkiej rewolucji, ale warto już teraz dobrze się z nimi zapoznać i stosować w piśmie. W szkołach przyjęto pięcioletni okres przejściowy, pozwalający na stopniowe wprowadzanie i egzekwowanie wymienionych zmian w pisowni.
Rada Języka Polskiego na swojej stronie internetowej rjp.pan.pl opublikowała Mały słownik ortograficzny , w którym przedstawiono nowe reguły pisowni i poparto je licznymi przykładami. Publikacja może pomóc w rozstrzygnięciu wszelkich wątpliwości nasuwających się podczas pisania.
Renata Przybylska
Rada Języka Polskiego PAN


Zdzisława Gruzla (kategoria open dla osób powyżej 15. roku życia) i Nina Gacek (kategoria junior) najlepiej poradziły sobie z arcytrudnymi tekstami IX Dyktanda Krakowskiego, których autorką jest, zgodnie z tradycją, dr hab. Mirosława Mycawka, profesor UJ. Wydarzenie odbywa się w ramach Miesiąca Języka Ojczystego, trwającego od 21 lutego do 21 marca. W największym polskim konkursie ortograficznym w tym roku udział wzięło 657 śmiałków, którzy zgromadzili się w Auditorium Maximum w sobotę 7 marca 2026. Dzięki transmisji on-line z dyktandami mógł zmierzyć się jednak każdy. Uczestnicy sprawdzili swoją wiedzę także z zakresu nowych zasad ortografii, które weszły w życie 1 stycznia 2026 (więcej o nich można przeczytać w artykule prof. Renaty Przybylskiej Zmiany w ortografii – bez wielkiej rewolucji? opublikowanym na s. 20 w tym numerze „Alma Mater”). Do wyzwania przystąpili również goście


specjalni tegorocznej edycji: – piosenkarz i kompozytor Grzegorz Turnau oraz popularyzator nauki i autor książek dla dzieci dr Adam Mirek. – Mam nadzieję, że w tych czasach, w których pisanie i czytanie zaczyna niestety, zanikać, będziecie ich ambasadorami, a Dyktando Krakowskie, wykreowane przez dr hab. Mirosławę Mycawkę, profesor UJ, stanie się trwałą marką na rynku popularyzacji nauki, o której tak dużo mówi się dziś – akcentował rektor UJ prof. Piotr Jedynak, który, wraz z dziekanem Wydziału Polonistyki UJ dr. hab. Jarosławem Fazanem,

profesorem UJ, powitał piszących i organizatorów. Nowa Krakowska Mistrzyni Ortografii Zdzisława Gruzla do startu przygotowywała się od stycznia i popełniła 16

błędów. Jest Częstochowianką, więc, jak przyznaje, najwięcej problemów przysporzyły jej nazwy typowo krakowskie. – Ale, jak widać, marzenia się spełniają. Trzeba pracować, ćwiczyć mózg i pamięć – zaznaczyła. Zwyciężczyni kategorii junior Nina Gacek w Dyktandzie Krakowskim wzięła udział po raz czwarty. – Przed rokiem zajęłam szóste miejsce. Liczyłam znów na pierwszą dziesiątkę, ale nie spodziewałam się, że wygram. W tekście było kilka wyrazów, które mnie zaskoczyły, ale dałam sobie radę. Jestem bardzo wdzięczna mojej polonistce i tacie, którzy mnie przygotowywali – powiedziała. Red.
Najlepsi uczestnicy w kategorii junior
1. Nina Gacek (7 błędów)
2. Antoni Kasprzyk (8 błędów)
3. Łucja Drozdowska ex aequo z Aleksandrą Matułą (9 błędów)
4. Maria Stroińska
5. Jakub Chruścicki
6. Maria Młocek
7. Milena Rzeplińska
8. Nina Matras
9. Katarzyna Pasteczka
Najlepsi uczestnicy w kategorii open
1. Zdzisława Gruzla (16 błędów)
2. Joanna Krynicka (18 błędów)
3. Jakub Wasilewski (19 błędów)
4. Maciej Biniszewski
5. Małgorzata Denys
6. Tomasz Chrobak
7. Jarosław Jurkowski
8. Marcin Ciura
9. Anastazja Oleśkiewicz
10. Anna Pietrzak-Borowska

Kategoria open
W nauce byłem nienajlepszy i nie najbardziej zaangażowany. Tworzyłem haiku, pochłaniałem powieści Joyce’a i Josepha Conrada, grywałem w squasha i żyłem mrzonkami o studiach w Krakowie, zażerając się to chałwą, to halawą, to crème brûlée. Ojciec, zażywny, acz zrzędliwy Pułtuszczanin, wnuk pół-Tuareżki, pół-Abchazki, jako że był pułkownikiem po Wacie, stosował zimny chów i hartował ochoczo mój arcychimeryczny charakter, bym zanadto nie zhardział i nie schamiał. Gdy został attaché, hasał chwacko po świecie. W Compiègne złożył hołd Ferdinandowi Fochowi, a potem hulaj dusza! Słał selfie z wysp Cuszima, przylądka Almadi, Cieśniny Hudsona, pustyni Kara-kum i czort wie skąd jeszcze! À propos czorta…, a zresztą posłuchajcie. Zaczęło się od błahego challenge’u. Rzekłem sobie: - Cóż szkodzi aplikować na polonistykę, a nuż, widelec się uda. I zdarzył się cud, a po nim wybuch euforii. Skądżeż miałem wiedzieć, że pewna hoża hurysa już rozlała olej na Placu Matejki? Pożegnałem się z chrapliwie rzężącym beagle’em i rzęchowatym, wolnobieżnym Hyundaiem ruszyłem na podbój neohumanistyki.
Gnałem na pierwszy scs., gdy znienacka tuż pod Collegium Novum wychynął zza węgła jakiś hipster à la matejkowski Wernyhora. W rozchełstanej quasiczamarze i krakusce na sczochranej czuprynie wyglądał jak żywe dziedzictwo kultury. – Dokądżeż to pędzisz, bajoku? – spytał mnie ów ultra-Krakowiak, wymachując zszarzałym szalikiem Cracovii. – Studia to nie chyży chart, nie uciekną. Chodźżeż ze mną, poczujesz tętno miasta. – I podśpiewując „Gaudeamus igitur”, zaczął mnie włóczyć po drink-barach, fast foodach, jazz clubach – od Vis-à -vis przez Hawełkę do Klubu pod Jaszczurami. Nie dał się odwieść od rundki po muzeach: MOCAK-u, MuFo i Mangdze. Z Melpomeną też weszliśmy w zażyłość. W drodze do teatrów Variété i STU, nużąco ponaglał: - Ruszżeż się, chacharze, katharsis samo się nie przeżyje. Półtrzecia tygodnia przed sesją nasze chilloutowe joint venture z nagła się rozpadło, a mój druh sczezł jak kamfora. Przytłoczony hałdą nieprzeczytanych lektur czułem się jak zhańbiony grzesznik wyjęty wprost z „Boskiej komedii” Dantego Alighieri. Przełączyłem się w tryb last minute: czytanie na wyrywki, hektolitry Tchibo i Coca-Coli oraz survivalowa [surwiwalowa] ekspres-dieta: popcorn, miks orzeszków koli i pinii oraz Lay’sy, których okruszki przyprószały efekt twórczy Rabelais’go i Boccaccia. Na próżno – miszmasz w mojej głowie osiągnął stan klęski żywiołowej. Pod Kościołem Mariackim wsiadłem z głupia frant do dorożki i nagle - eureka! [heureka!] A co by było, gdybym zawarł faustowski pakt z Mefistem? Jeszczem [Jeszcze-m] tej myśli nie skończył, gdy krępe półhucuły, pełne energii dzięki krzepiącej rzodkwi z Korzkwi i niezeprzałej samopszy z Rozprzy, stanęły dęba i w diabelskim szale poniosły powóz w stronę ulicy [ul.] Floriańskiej. Pod Pomnikiem Grunwaldzkim jedna z podków wpadła w poślizg, koń zachybotał, zahaczył chomątem o hydrant. Strumień wody wystrzelił wraz ze mną wzwyż. Omalże zderzyłem się z Kometą Enckego, a gdy spojrzałem w dół, dostrzegłem świeżo stężały śryż na jeziorze Świerzno, płochacze halne pod Hawraniem i brzuch strongmana, który, o dziwo [o dziwo!], chlubnie chudnie w schludnym Hłudnie. Finał? Ból, gips i „kampania wrześniowa”.
Kategoria junior
Gdy mróz na Świętego [św.] Marcina, będzie tęga zima – tak brzmi stare porzekadło. Mimo że w imieniny Marcina było ciepło, zima okazała się nie lżejsza, ale sroższa od poprzednich i wszystkim się uprzykrzyła. Uważnie śledziliśmy na lekcjach przyrody przelot bociana Krutka, który z wszczepionym GPS-em przemierzał trasę z Egiptu do Polski. Po drodze zahaczył o terytoria Syrii, Turcji i Rumunii. Nieopodal Ostrowi Mazowieckiej zrobił sobie postój. Strażnicy Mazurskiego Parku Krajobrazowego skrócili trud jego podróży. Zorganizowali mu podwózkę i pobyt all-inclusive w Krutyni. Tak się z tego ucieszyliśmy, że postanowiliśmy poszukać oznak wiosny także w Ojcowskim Parku Narodowym. Nasamprzód grupka uczniów pomyliła ścieżkę i zaskoczyła watahę dzików podczas buchtowania. Chojrak Hubert chciał sobie zrobić selfie z warchlakami, ale gdy locha chrumknęła i przypuściła szarżę, tak się przeraził, że chybcikiem pobiegł do najbliższej skały. Wspiął się chyżo na ścianę i bez wahania chwycił zmurszały hak. Skruszona skała zaprószyła mu oczy, a spod nóg usunęła się skalna podpórka. Chłopak zachybotał i spadł na kępę jeżyny. Wychynął z tych burzanów upstrzony kolcami jak jeż. Tymczasem koleżanki Mai, hałaśliwie się przekomarzając, wparowały do Groty Łokietka. Znienacka w ciemnoszarej szczelinie zauważyły jakiś ruch. Narobiły wrzasku, zakłócając spokój hibernującym tam nietoperzom z gatunku podkowców. By okiełznać harmider, pani zapytała, jakie znamy zwierzęta i rośliny zwiastujące wiosnę. Wśród ptaków prócz bociana wymieniliśmy: jaskółkę, jerzyka, pójdźkę, żurawia, pustułkę i dzierzbę. Jerzy zahuczał, udając puchacza, a my podaliśmy nazwy roślin, takie jak: śnieżyczka, żonkil, zarzyczka, przebiśnieg i hiacynt. Na koniec utopiliśmy marzannę w Prądniku, zrobiliśmy wspólne zdjęcie z Maczugą Herkulesa w tle i czując w sobie hart ducha, wróciliśmy do Krakowa.
Jagielloński zrealizował kolejny z punktów strategii klimatyczno-ekologicznej UJ, przyjętej uchwałą Senatu UJ 24 kwietnia 2024. Dokument jest odpowiedzią na jedno z najpilniejszych wyzwań XXI wieku – ochronę środowiska naturalnego oraz przeciwdziałanie zmianom klimatu.
W kilkudziesięciu punktach na terenie Uczelni (między innymi w budynku Collegium Novum, na Kampusie 600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego czy w obiektach sportowych) zostały zamontowane poidełka umożliwiające szybkie i higieniczne napełnianie butelek wodą pitną. Urządzenia są wyposażone w dezynfekujące lampy UV oraz filtry poprawiające jakość i smak wody, co zwiększa komfort użytkowania.
– Wprowadzenie poidełek to dobry przykład działania, które łączy cele ekologiczne, ekonomiczne i społeczne. Pomaga ograniczyć zużycie plastiku, ułatwia bezpłatny dostęp do wody i wspiera naszą społeczność w budowaniu dobrego nawyku picia wody zamiast innych napojów. Oczywiście, wiąże się to też z kosztami, ale jesteśmy przeko-


nani, że to inwestycja, która zwróci się na wiele sposobów – przekonuje pełnomocnik rektora UJ ds. zrównoważonego rozwoju dr hab. Piotr Szwedo, profesor UJ.

Inwestycja przyczynia się do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju ONZ, ze szczególnym uwzględnieniem zadania 6.1 (zapewnienie do 2030 roku powszechnego i sprawiedliwego dostępu do bezpiecznej wody pitnej po przystępnej cenie).
Strategia klimatyczno-ekologiczna została opracowana i przyjęta w ramach działań Rady Klimatycznej UJ pod przewodnictwem jej koordynatorki dr hab. Katarzyny Jasikowskiej, profesor UJ. Dalsze działania związane z implementacją strategii są koordynowane przez pełnomocnika rektora UJ ds. zrównoważonego rozwoju dr. hab. Piotra Szwedo, profesora UJ, który uwzględnia także inne uniwersyteckie procedury związane z tą tematyką. Wykaz poidełek znajdujących się na terenie Uczelni można znaleźć pod linkiem: https://sustainability.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_ mO02S043fHa6/157503974/160086562ński
BP, Red.

Rektor UJ prof. Piotr Jedynak w towarzystwie artystów – tria Czas Dla Nas: Agnieszki Kowaluk, Doroty Jaremy, Anety Jaślar, Macieja Błaszczyka, Jana Chojnackiego, Nie-Bo Orkiestry z wokalistami: Żanetą Luberą, Natalią Kwiatkowską, Robertem Luberą, Bartłomiejem Szopińskim i Bartkiem Grzankiem, oraz tancerzami klubu Swing Step

Publiczność z rektorem UJ prof. Piotrem Jedynakiem nagrodziła wykonawców gromkimi brawami

Uniwersytecki Koncert Noworoczny odbył się po raz 17. Tym razem pod hasłem: Od MoCarta do Rock’n’Rolla

Członkowie grupy MoCarta z programem Ale Kino! na scenie Auditorium Maximum

Wokalistki Nie-Bo Orkiestry wręczyły rektorowi UJ prof. Piotrowi Jedynakowi kapelusz i okulary przeciwsłoneczne

Wśród publiczności nie zabrakło rektora i prorektorów UJ, rektorów UJ poprzednich kadencji, profesorów UJ oraz ich bliskich
Za scenariusz i reżyserię drugiej części koncertu, łączącej kabaret, muzykę i taniec, odpowiadał Filip Jaślar Fot. Anna

Trio wokalno-kabaretowe Czas Dla Nas

Ze sceny wybrzmiały, między innymi, klasyki rock and rolla

Pokaz tancerzy klubu Swing Step – utytułowanej grupy specjalizującej się w rytmach boogie woogie i rock and rolla

Takiej uroczystości na Uniwersytecie
Jagiellońskim jeszcze nie było! 3 grudnia 2026 w auli Collegium Novum, podczas specjalnego posiedzenia Senatu UJ, dwoje wybitnych uczonych, małżeństwo – profesorowie Barbara i Szczepan Bilińscy, równocześnie, tego samego dnia świętowali odnowienie po 50 latach swoich doktoratów! To znamienite wydarzenie zgromadziło liczne grono przedstawicieli świata nauki i kultury, a także wielu przyjaciół, współpracowników, uczniów i rodzinę Jubilatów. Było dostojnie, wzruszająco i absolutnie
wyjątkowo, bo zwyczaj świętowania takich rocznic należy do najpiękniejszych tradycji uniwersyteckich, pozwalających wyrazić wdzięczność i uznanie dla dokonań naukowych jubilatów, ich pracy dla macierzystej uczelni, a także zasług w wychowywaniu uczniów.
Profesor Barbara Bilińska została doceniona i uhonorowana dyplomem odnowienia doktoratu, między innymi, za wyróżniającą się pracę naukową w dziedzinie endokrynologii i biologii rozrodu, stworzenie szkoły naukowej z zakresu andrologii doświadczalnej, kierowanie
przez 22 lata Zakładem Endokrynologii w ówczesnym Instytucie Zoologii, a obecnie Instytucie Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii. Na szczególne uznanie zasługuje też Jej wieloletnia działalność w prezydium krakowskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk oraz budowanie relacji pomiędzy wspólnotą akademicką UJ a środowiskiem naukowym PAN. O wszechstronnych dokonaniach naukowych Pani Profesor, Jej wyjątkowej aktywności organizacyjnej na rzecz Uniwersytetu, a także niezwykłej życzliwości do drugiego człowieka

mówiła wygłaszająca laudację uczennica Jubilatki i Jej wieloletnia współpracownica prof. Anna Hejmej z Zakładu Endokrynologii Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii UJ (pełny tekst laudacji na s. 25–29). – Panią Profesor cechuje nieustająca wiara w sens pozytywnego myślenia oraz energia, która zdaje się być niewyczerpana. Ta radość życia, otwartość na innych i autentyczna chęć wspólnego działania sprawiają, że pozostaje wiecznie młoda duchem – co czyniło Ją zawsze nie tylko mentorką i autorytetem naukowym, ale i prawdziwą towarzyszką młodych ludzi na drodze ich rozwoju – akcentowała laudatorka.
Profesor Barbara Bilińska w swoim wystąpieniu z wdzięcznością przywołała swoich mistrzów i osoby, które odegrały ważną rolę w Jej, nie tylko zawodowym życiu. Zapewniła też, że nie ustanie w podejmowaniu kolejnych wyzwań i rozmów o nauce, a także czerpaniu radości z każdego spotkania.
Profesor Szczepan Biliński otrzymał dyplom odnowienia doktoratu w szczególności za 25 lat pracy organizacyjnej na rzecz UJ, w tym zwłaszcza na stanowisku dziekana Wydziału Biologii i Nauk o Zie-
mi (1999–2005), a w latach 2005–2012 prorektora UJ ds. badań i współpracy międzynarodowej. Doceniono również Jego znaczące badania naukowe w zakresie biologii komórki i działalność dydaktyczną, pracę w kolejnych kadencjach Senatu UJ, wprowa dzenie jednolitego systemu oceny dorobku naukowego pracowników naukowo-dy daktycznych UJ, a gażowanie i utworzenia Narodowego Centrum Nauki w
na s. 31–33) prof. Teresa Szklarzewicz z gii Bezkręgowców i że wszelkie dokonania Jubilata wynikają z
pasją realizuje się w swej akademickiej działalności wszystkim jednak jest przyrodnikiem z wołania, co przejawia się zarówno w pracy naukowej, gdy bada organizmy na poziomie komórkowym, jak i praw naukowych i gdy dokumentuje na fotografiach piękno przyrody
Profesor w swoim wystąpieniu podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania uroczystości. Wspominał najważniejsze wydarzenia i osoby, którym
laudacja z okazji odnowienia po 50 latach doktoratu prof. Barbary Bilińskiej
Profesor Barbara Bilińska, wybitna postać nauki polskiej, w ciągu ostatnich pięciu dekad wniosła nieoceniony wkład w rozwój nauk biologicznych, inspirowała kolejne pokolenia badaczy i wspierała środowisko akademickie. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół endokrynologii i biologii rozrodu, biologii komórki i, przede wszystkim, andrologii. Pani Profesor zajmuje się strukturalną i hormonalną regulacją czynności gonady męskiej w warunkach fizjologicznych i patologicznych oraz kontrolą tych procesów. Uznawana za eksperta światowego formatu w zakresie biologii komórek Leydiga, jest ponadto osobą pełną pasji naukowej, entuzjazmu i otwartą na ludzi.
Urodziła się w Krakowie i tu, w 1956 roku, rozpoczęła edukację w Szkole Podstawowej nr 13 im. Adama Mickiewicza, a następnie uczęszczała do X Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej. W 1967 roku rozpoczęła studia biologiczne na Wydziale Biologii
i skiego, które ukończyła z w egzamin wstępny na Środowiskowe Studia Doktoranckie z doświadczalnej i dalszą drogę naukową z logii Zwierząt Instytutu Zoologii UJ. Pro motorem pracy doktorskiej był kierownik Katedry prof. Adam Kulczycki, a pośrednią opiekę sprawował Zbigniew Dąbrowski, wówczas doktor. Praca była kontynuacją tematu podjętego w sterium. W się obrona rozprawy zatytułowanej promieniowania UV i ków na poziom wolnych aminokwasów w ontogenetycznym uzyskania stopnia doktora nauk przyrod niczych. Okazało się wkrótce, że był to początek jednej z nych i fizjologii zwierząt – w

Wycinek z „Dziennika Polskiego” informujący o publicznej obronie pracy doktorskiej mgr Barbary Bilińskiej; listopad 1975

na komórkach Leydiga myszy, odpowiedzialnych za produkcję testosteronu u samców. Rozwinęła technikę izolacji i hodowli tych komórek w warunkach in vitro. Wczesne zainteresowania Barbary Bilińskiej koncentrowały się wokół morfologii funkcjonalnej komórek Leydiga. W kolejnych latach dzieliła czas na pracę naukową i ogrom zajęć domowych – w roku 1977 została bowiem szczęśliwą mamą bliźniąt, Agnieszki i Michała. Nie przerwała jednak pracy zawodowej i bezpośrednio po urlopie macierzyńskim wróciła do dalszych wyzwań naukowych i obowiązków dydaktycznych, pracując na stanowisku adiunkta. W latach 80. odbyła kilka miesięcznych staży naukowych. Dwukrotny pobyt w Samodzielnej Pracowni Histochemii Uniwersytetu Karola w Pradze pozwolił jej rozwinąć znajomość technik histochemicznych. Podczas staży w Instytucie Genetyki Molekularnej i w Instytucie Fizjologii Czeskiej Akademii Nauk w Pradze poznała nowoczesną wówczas metodę immunocytochemiczną służącą do wizualizacji białek cytoszkieletu, którą wdrożyła do badań na hodowanych komórkach Leydiga w macierzystej pracowni. Rezultatem kilkuletniej pracy było sformułowanie pionierskiej hipotezy o zaangażowaniu elementów cytoszkieletu w proces steroidogenezy. Dzięki zdobytemu wtedy doświadczeniu Barbara Bilińska została zaproszona do odbycia stażu w Instytucie Badań Hormonów i Płodności w Hamburgu. Intensywne badania prowadzone w tych latach na modelu kultur i kokultur
komórek gonady męskiej zaowocowały cyklem oryginalnych prac naukowych i rozprawą habilitacyjną zatytułowaną Regulacja hormonalna funkcji komórek Leydiga in vitro, która została opublikowana w czasopiśmie „Endokrynologia Polska” w 1990 roku i stała się podstawą uzyskania stopnia doktora habilitowanego nauk biologicznych w roku 1991.
Niedługo po habilitacji, w 1996 roku, otrzymała stypendium rządu francuskiego jako senior scientist na realizację własnego projektu, którego celem było określenie roli białek cytoszkieletu w komórkach okołokanalikowych jąder szczura. Podczas czteromiesięcznego pobytu naukowego w Pracowni Biochemii i Biologii Molekularnej na Uniwersytecie w Caen we Francji nie tylko ukończyła swój projekt, ale wspólnie z zespołem prof. Serge’a Carreau podjęła badania, które doprowadziły do wskazania miejsca biosyntezy estrogenów w komórkach plemnikotwórczych dojrzałego płciowo szczura i udowodnienia endokrynnej roli kanalika nasiennego. Owocem tego pobytu była wieloletnia współpraca naukowa, liczne publikacje współautorskie, projekt „Polonium” i realizacja pracy doktorskiej w ramach umowy co-tutelle, a także organizacja wspólnych konferencji we Francji i w Polsce oraz aktywna współpraca z Uniwersytetem Kalabryjskim we Włoszech. Dokonania prof. Bilińskiej z tego okresu przyniosły całkowicie nowe spojrzenie na produkcję estrogenów u samców ssaków i na ich znaczenie dla męskiej płodności, które na stałe wpisało się we współczesną endokry-
nologię gonady męskiej, a publikacje powstałe w tym okresie dziś uznawane są za fundamentalne dla rozwoju tej dziedziny. Rezultaty jej badań doskonale korespondowały z pojawiającymi się w kolejnych dekadach dowodami na zasadniczą rolę estrogenów w wielu aspektach nie tylko żeńskiej, ale też męskiej fizjologii. Po uzyskaniu tytułu profesora w 1998 roku Barbara Bilińska wraz ze swoim zespołem kontynuowała prace dotyczące estrogenów, a jednocześnie uwagę skierowała w stronę czynników zaburzających hormonalną równowagę w męskim układzie rozrodczym, do których należą antyandrogeny. Dzięki kilku uzyskanym przez nią na początku tego wieku grantom, wśród których należy wymienić subsydium profesorskie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej MISTRZ oraz projekt HARMONIA z Narodowego Centrum Nauki, poświęciła się poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób – na poziomie komórkowym i molekularnym – antyandrogeny oddziałują na połączenia międzykomórkowe i sygnalizację komórkową w nabłonku plemnikotwórczym oraz jak wpływają na funkcjonowanie komórek Leydiga. Intensywne prace badawcze prowadzone w ciągu ostatnich dwóch dekad przez Panią Profesor i jej zespół we współpracy z zespołem prof. Yana Chenga i dr Dolores Mruk z Uniwersytetu Rockefellera w Nowym Jorku pozwoliły zrozumieć przyczyny zmian strukturalnych i zaburzeń funkcjonalnych komórek gonady męskiej wskutek zablokowania sygnalizacji androgenowej w różnych okresach rozwoju osobniczego ssaków.
Dziś dorobek naukowy prof. Barbary Bilińskiej jest imponujący – obejmuje ponad 180 oryginalnych prac badawczych i 25 artykułów przeglądowych, opublikowanych w renomowanych czasopismach specjalistycznych, a także 29 rozdziałów w podręcznikach i książkach, wydanych, między innymi, przez Springer Nature, John Libbey, InTech, PZWL i PWN, oraz ponad 200 komunikatów konferencyjnych i 150 haseł encyklopedycznych.
Do najważniejszych dokonań naukowych jej zespołu badawczego należy scharakteryzowanie mechanizmu prowadzącego do nasilenia steroidogennej funkcji komórek Leydiga w warunkach ograniczonego dostępu androgenów oraz określenie i udokumentowanie złożonych mechanizmów funkcjonowania połączeń międzykomórkowych, co jest niezwykle
istotne w kontekście zrozumienia procesu spermatogenezy na poziomie molekularnym i rozwoju przyszłych terapii, umożliwiających leczenie obniżonej płodności męskiej.
Przez całe swoje życie naukowe prof. Barbara Bilińska związana była z Uniwersytetem Jagiellońskim – najpierw jako studentka i doktorantka, potem jako badaczka i wykładowczyni, a od 2003 roku jako profesor zwyczajny. Poza działalnością naukową i dydaktyczną na Uniwersytecie pełniła też wiele funkcji organizacyjnych. Od roku 1997, przez 22 lata, była kierownikiem Zakładu Endokrynologii w Katedrze Fizjologii Zwierząt ówczesnego Instytutu Zoologii, obecnie Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii UJ. Przewodniczyła Wydziałowej i była członkiem Senackiej Komisji ds. Kadry Naukowej i Konkursów Profesorskich na UJ oraz grupy ekspertów Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej dla kierunku biologia. W kolejnych latach pracowała w Radzie Programowej Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej UJ–UR oraz w Radzie CITTRU UJ. W uznaniu dokonań naukowych w krajowym środowisku naukowym prof. Bilińska została uhonorowana wyborem na członka korespondenta Polskiej Akademii Umiejętności w 2004 roku i na członka korespondenta Polskiej Akademii Nauk w 2010 roku. Obecnie jest członkiem czynnym PAU i członkiem rzeczywistym PAN. Wyrazem międzynarodowego uznania dla jej działalności jest członkostwo w European Academy of Andrology oraz członkostwo w Academia Net, gdzie prezentowane są sylwetki wybitnych kobiet prowadzących badania naukowe. Podejmowane nieprzerwanie od pięćdziesięciu lat starania na rzecz środowiska naukowego wynikają z wyróżniającego prof. Bilińską poczucia odpowiedzialności za losy polskiej nauki oraz przekonania, że przemyślane, systematyczne wspólne działania pozwolą udoskonalić funkcjonowanie najważniejszych instytucji naukowych, zapewniając rozwój i coraz lepszą przyszłość nauki i naukowców w Polsce. Warto szczególnie podkreślić jej zaangażowanie w działania na rzecz Polskiej Akademii Nauk. Od 10 lat pełni funkcję wiceprezesa oddziału PAN w Krakowie, a od 14 lat jest członkiem prezydium oddziału. W 2023 roku została powołana w skład Komisji Etyki w Nauce PAN, jest również członkiem Komisji Nagród i Wyróżnień
Wydziału II PAN i członkiem kapituły Medalu im. Michała Oczapowskiego. Jest także członkiem Rady Naukowej Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie, Rady Naukowej Instytutu Fizjologii i Żywienia Zwierząt im. Jana Kielanowskiego PAN w Jabłonnie, Rady Naukowej Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie oraz członkiem Komitetu Biologii Molekularnej Komórki PAN i Komitetu Nauk Weterynaryjnych i Biologii Rozrodu przy Wydziale II PAN. Do dziś utrzymuje współpracę naukową z jednostkami Polskiej Akademii Nauk. W ramach działalności organizacyjnej na rzecz nauki prof. Bilińska pełniła też wiele innych funkcji. Była członkiem Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów (2007–2010, 2017–2020). Przez ponad 15 lat współprowadziła wraz z prof. Janem Litwinem z CM UJ anglojęzyczny kwartalnik naukowy „Folia Histochemica et Cytobiologica”, pełniła funkcję członka kilku rad redakcyjnych – między innymi „Acta Histochemica”, „European Journal of Histochemistry”, „Reproductive Biology”. Przez wiele lat była członkiem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Andrologicznego, Towarzystwa Biologii Rozrodu i Polskiego Towarzystwa Histochemików i Cytochemików, w którym przez dwie kadencje pełniła funkcję prezesa.
Osiągnięcia naukowe, wiedza i doświadczenie Pani Profesor, a także wyjątkowa rzetelność sprawiały, że bardzo często powierzano jej funkcję recenzenta rozpraw doktorskich i habilitacyjnych. Przygotowywała opinie do tytułu profesora i godności doktora honoris causa dla uczonych z kraju i zagranicy, ekspertyzy i oceny na wniosek ministra nauki, przewodniczącego Komitetu Badań Naukowych, Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego oraz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Była też wielokrotnie zapraszana do komitetów honorowych, naukowych lub organizacyjnych międzynarodowych kongresów i konferencji naukowych. Prowadzona przez nią wieloletnia współpraca międzynarodowa z Population Council Biomedical Center w Rockefeller University w Nowym Jorku zaowocowała długoterminowymi stażami naukowymi jej trzech doktorantek, wspólnymi publikacjami i udziałem amerykańskiego partnera w projekcie HARMONIA.
Profesor Barbara Bilińska jest laureatką licznych nagród i odznaczeń za swoją

działalność badawczą oraz działalność na rzecz środowiska naukowego. Osiągnięcia naukowe jej zespołu były wielokrotnie nagradzane przez rektora UJ, a w 2015 roku została uhonorowana Laurem Jagiellońskim za wybitne osiągnięcia w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych. Dwukrotnie otrzymała indywidualną Nagrodę III stopnia Ministra Edukacji Narodowej. Uzyskała stypendium profesorskie MISTRZ z FNP. Została wyróżniona honorowym członkostwem Polskiego Towarzystwa Histochemików i Cytochemików, honorowym członkostwem Polskiego Towarzystwa Andrologicznego, odznaczona Medalem Towarzystwa Biologii Rozrodu, Medalem im. Michała Oczapowskiego oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi i Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Zawsze z wdzięcznością przyjmowała wyrazy uznania oraz wyróżnienia, traktując je jako zaszczyt, jednak w swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślała, że największą radość i spełnienie czerpie z obserwowania sukcesów naukowych swoich podopiecznych, których osiągnięcia są dla niej powodem do dumy i nieustającej satysfakcji. Można z przekonaniem stwierdzić, że prof. Barbara Bilińska stworzyła szkołę naukową z zakresu andrologii doświadczalnej, której znakiem rozpoznawczym jest integracja badań endokrynologicznych, cytologicznych


i molekularnych. Dowodem wyjątkowego zaangażowania w rozwój tej dziedziny było otoczenie opieką naukową ponad 70 magistrantek i magistrantów oraz wypromowanie 14 doktorek. Warto podkreślić, że wszystkie przewody doktorskie zostały zakończone wyróżnieniem, zaś rozprawa doktorska w ramach co-tutelle de thèse uzyskała wyróżnienie na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Uniwersytecie w Caen we Francji. Dziewięć wychowanek kontynuuje pracę naukową, wśród nich pięć ma już tytuł doktora habilitowanego, a trzy uzyskały tytuł profesora.
W czasie swojej pracy na Uniwersytecie prof. Bilińska była niezastąpionym mentorem, wspierającym z pełnym oddaniem – mimo wielu własnych obowiązków – młodych naukowców. Nie tylko dzieliła się z nimi wiedzą i doświadczeniem, ale także okazywała troskę i gotowość do
pomocy. Zawsze dbała o ich rozwój, żywo interesowała się prowadzonymi przez nich badaniami i przyszłością zawodową, poświęcając im swój czas i wykazując się zaangażowaniem, czego – jako jedna z jej uczennic, a potem przez wiele lat współpracowniczka – miałam okazję i przywilej doświadczyć osobiście.
Z nie mniejszą pasją, prawdziwą chęcią dzielenia się swoją wiedzą z młodymi ludźmi oraz wielką dbałością o jakość prowadzonych zajęć Pani Profesor podchodziła do pracy dydaktycznej. Na macierzystym wydziale była cenionym wykładowcą, prowadząc przez ponad 20 lat wykłady z endokrynologii ogólnej oraz seminaria magisterskie i doktoranckie na kierunku biologia, a także wykłady z neuroendokrynologii na kierunku neurobiologia. Wykładała też biologię na międzyuczelnianym kierunku weterynaria

Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej UJ–UR. Prowadzone przez nią zajęcia zawsze cieszyły się wielkim zainteresowaniem studentów. Nieprzypadkowo w 2013 roku została nominowana do tytułu Przyjaciel Studenta. W uzasadnieniu studenci napisali, że Pani Profesor to „skarb wśród wykładowców”, osoba, która „potrafi każdego, nawet najbardziej opornego adepta biologii zainteresować omawianym tematem, a z endokrynologii zrobić hobby”. Słowa te – pełne uznania, ale i serdeczności, do dziś pozostają świadectwem relacji, jakie budowała ze swoimi uczniami.
Jedną z najbardziej inspirujących cech prof. Barbary Bilińskiej, która niezmiennie przyciąga do niej ludzi, jest jej niezwykle życzliwy stosunek do świata i drugiego człowieka. Cechuje ją nieustająca wiara w sens pozytywnego myślenia oraz energia, która zdaje się być niewyczerpana. Ta radość życia, otwartość na innych i autentyczna chęć wspólnego działania sprawiają, że pozostaje wiecznie młoda duchem – co czyniło ją zawsze nie tylko mentorką i autorytetem naukowym, ale i prawdziwą towarzyszką młodych ludzi na drodze ich rozwoju. Pomimo przejścia na emeryturę prof. Bilińska nie rozstała się z Zakładem Endokrynologii, aktywnie angażuje się w przygotowywanie publikacji, redakcję monografii naukowych, organizację konferencji, a także – wciąż bardzo intensywnie – w działalność na rzecz środowiska naukowego. Przychodząc regularnie do Zakładu, z autentyczną troską dopytuje o sprawy doktorantów oraz młodszych pracowników. Zawsze też z dumą mówi o swojej przynależności do społeczności Uniwersytetu Jagiellońskiego i z zainteresowaniem śledzi to, co aktualnie dzieje się na Uniwersytecie.
W tym symbolicznym momencie odnowienia doktoratu po półwieczu dziękujemy Pani Profesor za naukową dociekliwość, wymagającą życzliwość i niezachwianą wiarę w ludzi. Za to, że przez całe życie z pasją łączyła Pani świat spod mikroskopu ze światami swoich uczniów i współpracowników oraz wszystkich członków społeczności akademickiej. Proszę przyjąć nasze głębokie wyrazy uznania i serdeczne gratulacje.
Anna Hejmej Zakład Endokrynologii Instytut Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii UJ

Nie ustaję w podejmowaniu wyzwań, rozmowach
z młodymi o nauce i czerpaniu radości z
Wtak uroczystym dniu myśli krążą wokół ludzi, w otoczeniu których kształtowały się moje zainteresowania, a późniejsza współpraca była przywilejem i zaszczytem.
Od najmłodszych lat rodzice, potem nauczyciele w szkole – często przedwojenni pedagodzy, rozbudzali ciekawość świata, zaszczepiali miłość do czytania i nauki. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, rozpoczęte jesienią 1967 roku,
miały istotne znaczenie w wykształceniu przyszłego badacza. Dane mi było słuchać znakomitych mówców: Stanisława Smreczyńskiego, Henryka Szarskiego, Marii Sarneckiej-Keller, Haliny Krzanowskiej, Jana Zurzyckiego i innych, którzy rozwijali nasze pasje, a przekazując wiedzę, inspirowali do działania.
Na dalszej drodze miałam szczęście spotkać wielu wybitnych uczonych. Z wyrazami wdzięczności zacznę od prof.

Stanisławy Stokłosowej, mojej Mistrzyni, która bezpośrednio po mojej obronie doktorskiej zaproponowała mi dołączenie do zespołu, wprowadzając w nową tematykę badawczą, opartą na modelu hodowanych in vitro komórek. Pracownia przez nią kierowana była wówczas jedyną w Polsce i jedną z nielicznych na świecie, gdzie prowadzono hodowle komórek gonadalnych. Profesor wydobywała to, co w nas najlepsze, uczyła systematyczności, pozwalała



Wszystkim przyjaciołom, dziękuję za serdeczność i wieloletnią przyjaźń. Wspierając się ponownie cytatem z „Małego księcia” – Jesteście jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać – mówiła podczas swojego wystąpienia prof. Barbara Bilińska
na samodzielność, cieszyła się z kreatywności swoich uczniów. Ukierunkowała moją twórczość naukową. Uczyłam się, jak czerpać lekcję z porażek, a przeżywając trudności – jak je pokonać. Bez niej nie byłabym dziś w tym miejscu.
Dzięki kontaktom Pani Profesor odbyłam swój pierwszy staż: na Uniwersytecie Karola w Pradze, w pracowni prof. Zdenka Lojdy – światowej sławy histochemika, dyrektora Instytutu Histologii i Embriologii na Wydziale Lekarskim. [...]
Z wdzięcznością wspominam również pobyty naukowe w Instytucie Genetyki Molekularnej Czeskiej Akademii Nauk w Pradze. Dzięki życzliwości prof. Vladimira Viklickiego wzbogaciłam warsztat badawczy o immunocytochemię – nowatorską w latach 80. technikę. [...]
Przez te wszystkie lata, może niedostatnie w aparaturę i odczynniki do badań, poznawałam budującą obecność autorytetów, a współpraca z wybitnymi postaciami histochemii: Marią Olszewską z Łodzi, Jerzym Kawiakiem z Warszawy, Andrzejem Łukaszykiem i Maciejem Zablem z Poznania i Jerzym Stachurą z Krakowa, była źródłem inspiracji. Za ich namową podjęłam wyzwanie i, po wygranych wyborach, przewodniczyłam Polskiemu Towarzystwu Histochemików i Cytochemików przez dwie kadencje. Do dziś biorę aktywny udział w utrwalaniu jego 65-letniej historii i uczestniczę w corocznych konferencjach, dzieląc się doświadczeniem z młodymi badaczami.
Mówiąc o ludziach, z którymi miałam szczęście współpracować w dalszych latach, pragnę wspomnieć prof. Serge’a Carreau z Uniwersytetu w Normandii. W jego laboratorium spędziłam kilka miesięcy, realizując własny projekt. Przypa-
dek sprawił, że odkryliśmy wspólne pole zainteresowań badawczych: otrzymałam bowiem z Australii korektę artykułu o tematyce nurtującej także prof. Carreau, i resztę pobytu poświęciliśmy na poszukiwanie miejsca biosyntezy estrogenów w komórkach gonady męskiej. Uzyskiwane wyniki mobilizowały do działania, towarzyszył nam entuzjazm, który promieniował na młodych. Stworzyliśmy platformę wieloletniej współpracy angażującą naszych młodszych kolegów i doktorantów. Niestety, przedwczesna śmierć Profesora przerwała dalsze plany naukowe.
Przywołując nazwiska wybitnych uczonych, we wdzięcznej pamięci zachowuję kierownika Zakładu Genetyki i Ewolucjonizmu naszego instytutu, byłą dziekan Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ , z którą miałam zaszczyt współpracować przez kilka lat, uczestnicząc w badaniach komórek Sertoliego – prof. Halinę Krzanowską. [...]
Nieocenioną wartość miały rozmowy i dyskusje z szefem Zakładu Cytologii macierzystego instytutu prof. Wincentym Kilarskim i szefem Zakładu Biologii Komórki ówczesnego Instytutu Biologii Molekularnej prof. Włodzimierzem Korohodą, z którymi dzieliłam zainteresowanie rolą połączeń międzykomórkowych i cytoszkieletu w komórkach. Ich rady, wskazówki, pochwały, czasem słowa krytyki były szczególnie pomocne. Zdaję sobie sprawę, jak rzadki to przywilej móc cieszyć się przyjaźnią i zaufaniem osób, które spotykam od wielu, wielu lat na Uniwersytecie. Jesteśmy wspólnotą, ukształtowała nas nasza ukochana Alma Mater. Nie sposób wymienić każdego z Państwa, czuję się
ogromnie zaszczycona Waszą obecnością. Dzięki Wam pomnażałam szanse na ciekawe, twórcze życie, a każda rozmowa, czasem krótka wymiana zdań, zostawiała ślad wielkich osobowości.
Pragnę przywołać nazwiska osób, które pamiętają tamten dzień [dzień obrony doktoratu – przyp. red.] sprzed pół wieku: prof. Zbigniewa Dąbrowskiego – bezpośredniego opiekuna mojej pracy doktorskiej, dr Jolantę Sadowską, z którą wykonywałam wspólną część metodyczną naszych rozpraw, a także prof. Jacka Szymurę – kolegę ze studiów i macierzystego instytutu. Twoje dzielenie się wiedzą, Jacku, i radość z uprawiania nauki były i są niezwykle inspirujące.
Słowa wdzięczności za każdy dzień wspólnych przeżyć w pracy kieruję do wszystkich koleżanek i kolegów, dziękuję za zaufanie, jakim mnie Państwo obdarzali przez 22 lata kierowania Zakładem Endokrynologii. Te lata pozostają w mojej pamięci!
Zwracam się do moich wychowanek, byłych doktorantek: dziękuję Paniom za tak liczną obecność. Wspólne poszukiwania naukowe, codzienne zmagania i radości stanowiły dla mnie motywację do dalszego działania. Wasze indywidualne dokonania, a równocześnie serdeczna współpraca były inspiracją dla całego zespołu. Razem odkrywałyśmy, że nauka jest piękną przygodą.
Gorące podziękowania przekazuję także rektorowi UJ, Senatowi i członkom Konwentu Godności Honorowych UJ za podjęcie uchwały o odnowieniu po 50 latach mojego doktoratu. Dziękuję dziekan Wydziału Biologii – prof. Magdalenie Chadzińskiej, dyrektor Instytutu Zoologii
i Badań Biomedycznych – prof. Annie Błasiak, i szefowym macierzystych zakładów: prof. Katarzynie Knapczyk-Stworze i prof. Teresie Szklarzewicz, za podjęcie trudu rozpoczęcia procedury zmierzającej do dzisiejszej uroczystości. [...] Odczuwam głębokie wzruszenie uhonorowaniem mnie przez Uniwersytet Jagielloński. W jego murach odkryłam pasję do uprawiania nauki, poznałam piękno naukowego życia, kształtowałam zasady postępowania i udoskonalałam przekazywanie wiedzy młodemu pokoleniu.
[...] Dziękuję Szczepanowi – mojemu mężowi, za mądrość, wsparcie i bycie nieocenionym towarzyszem licznych podróży i tej trwającej 52 lata, a cytując Antoine’a de Saint Exupéry’ego – za wspólne patrzenie w tym samym kierunku . Naszym dzieciom, Agnieszce i Michałowi, dziękuję za wyrozumiałość i za każdy dzień, który był i jest powodem do radości i dumy z Was, Waszych rodzin i naszych kochanych wnuczek: Marysi, Tosi i, nieobecnej dziś z nami, małej Zosi.
I wszystkim przyjaciołom dziękuję za serdeczność i wieloletnią przyjaźń. Wspierając się ponownie cytatem z Małego księcia – Jesteście jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać. Staram się więc, by skrzydła się poruszały, nie ustaję w podejmowaniu wyzwań, rozmowach z młodymi o nauce i czerpaniu radości z każdego spotkania.
Barbara Bilińska Wybrane, obszerne fragmenty wystąpienia, wygłoszonego podczas uroczystości 3 grudnia 2025
Profesor Szczepan Biliński urodził się 14 grudnia 1949 w Krakowie. Tutaj uczęszczał do szkoły podstawowej, a następnie do II Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Jana III Sobieskiego. W 1967 roku podjął studia na kierunku biologia na ówczesnym Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi UJ. Pracę magisterską przygotowywał w Zakładzie Zoologii Systematycznej i Zoogeografii w Instytucie Zoologii (obecnym Zakładzie Biologii Rozwoju i Morfo

Wycinek z „Dziennika Polskiego” informujący o publicznej obronie pracy doktorskiej mgr. Szczepana Bilińskiego; marzec 1975
Anna Wojnar

Szczepan Biliński otrzymał dyplom odnowienia doktoratu w szczególności za 25 lat pracy organizacyjnej na rzecz UJ, w tym zwłaszcza na stanowisku prorektora UJ ds. badań i współpracy międzynarodowej w latach 2005–2012
wskazują, że jego kariera naukowa rozwija-
Przedmiotem wczesnych zainteresowań przyrodniczych Profesora była paleontologia, następnie faunistyka, ostatecznie jednak skoncentrował się na zagadnieniach morfologii owadów oraz filogenezie bezkręgowców. Początek jego działalności badawczej, poczynając od pracy magisterskiej, zbiegł rozwojem technik mikroskomożliwością wykorzystania do badań morfologicznych mikroskopu elektronowego, dzięki któremu otworzyła się możliwość wniknięcia ultrastrukturę komórki. Profesor do perprzez całe naukowe życie rozwijał techniki mikroskopotej dziedzinie. kolejnych latach wprowadził do swoich badań także metody histochemiczne, cytochemiczne oraz immunocytochemiczne.
Efektem doskonałego opanowania warsztatu technicznego była bardzo wysoka jakość dokumentacji naukowej (elektronogramów, mikrofotografii) jego publikacji. Co bardzo ważne, tę swoją cechę – ogromną dbałość o wysoki poziom dokumentacji, przekazał swoim uczniom. Do najważniejszych osiągnięć naukowych Profesora należą prace dotyczące mechanizmów determinacji linii płciowej, morfogenezy i funkcji chmury mitochondrialnej (tzw. ciała Balbianiego), amplifikacji genów rybosomowych w czasie oogenezy, gromadzenia i lokalizacji różnych typów RNA w cytoplazmie oocytu, adaptacji systemu rozrodczego do żyworodności, funkcji połączeń międzykomórkowych i cytoszkieletu podczas oogenezy, a także morfologii jajników i przebiegu oogenezy w aspekcie filogenetycznym. Jest autorem ponad 120 prac eksperymentalnych opublikowanych w renomowanych czasopismach międzyna-


Gratulacje od wygłaszającej laudację prof. Teresy Szklarzewicz z Zakładu Biologii Rozwoju i Morfologii Bezkręgowców Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych UJ oraz przedstawicieli Zespołu Pieśni i Tańca UJ „Słowianki”
rodowych, 28 artykułów przeglądowych, 14 rozdziałów w książkach i licznych innych publikacji naukowych. Był także redaktorem lub współredaktorem ośmiu wydawnictw zbiorowych. Artykuły autorstwa i współautorstwa Profesora opublikowane zostały w renomowanych czasopismach, na przykład „International Review of Cytology”, „Development”, „Developmental Biology”, „Experimental Cell Research”, „Mechanisms of Development”, „Genes”, „Biological Revies”, „Chromosoma”, „BMC Genetics”, „Scientific Reports”, „Cell Motility and the Cytoskeleton”. Osiągnięcia naukowe sprawiły, że w środowisku polskich i zagranicznych biologów prof. Biliński cieszy się ogromnym autorytetem. Ma bardzo duże doświadczenie we współpracy międzynarodowej: prowadził i nadal aktywnie prowadzi współpracę z naukowcami z kilku zagranicznych ośrodków uniwersyteckich, a w Polsce z biologami z Uniwersytetu Wrocławskiego. Odbył liczne staże naukowe – najpierw jako młody adept nauki, a następnie visting professor. Dwukrotnie przebywał na stażu w Międzynarodowym Instytucie Embriologicznym Hubrecht Laboratory w Utrechcie w Królestwie Niderlandów, na stażu DAAD w Uniwersytecie Fryderyka Aleksandra w Erlangen i Norymberdze w Niemczech, na stażu profesorskim na Uniwersytecie w Bazylei w Szwajcarii. Współpracował także z naukowcami z Uniwersytetu Stanu Teksas w Houston w Stanach Zjednoczonych, Technicznego Uniwersytetu Karola Wilhelma w Brunszwiku w Niemczech, Uniwersytetu Karola w Pradze, Uniwersytetu Prowincji Limpopo w Polokwane w Republice Południowej Afryki, Centrum Ekologii i Fizjologii Owadów w Nairobi w Kenii, Uniwersytetu w Ostrawie w Republice Czeskiej, a obecnie prowadzi intensywną współpracę z entomologami z Uniwersytetu Regionu O’Higgins w Rancangua w Chile. Efektem współpracy zagranicznej i krajowej Profesora są liczne publikacje
oryginalne opublikowane w czasopismach z tzw. Listy Filadelfijskiej oraz artykuły przeglądowe, na przykład powszechnie cytowany przez badaczy oogenezy oraz specjalistów od filogenezy owadów artykuł Ovarioletypes and the Phylogeny of Hexapods („Biological Reviews”, 1990), który powstał we współpracy z wybitnym czeskim entomologiem-filogenetykiem prof. Pavlem Štysem.
Nieodłącznym elementem pracy naukowej prof. Szczepana Bilińskiego były i nadal są wyprawy naukowe do bliższych i dalszych rejonów świata, które umożliwiły mu uzyskanie unikalnego materiału do badań. Uczestniczył, między innymi, w wyprawach naukowych do Malezji na wyspę Borneo, do Indonezji na wyspę Sumatrę, na Filipiny na wyspy Luzon oraz Palawan, dwukrotnie odbył wyprawę do Lajuma Research Center w paśmie górskim Soutpansberg w Republice Południowej Afryki, trzykrotnie uczestniczył w wyprawach do Chile (Patagonia, pustynia Atakama), dwukrotnie w wyprawach w góry Ukrainy (Gorgany, Czarnohora), trzykrotnie odwiedził pustynię Saharę i góry Atlas w Maroku, uczestniczył też w wyprawach na pustynie Tunezji i Egiptu. Na mapie wypraw naukowych Profesora znajduje się też Ameryka Południowa, w której eksplorował obszary lasów deszczowych oraz rejony wysokogórskie w Andach w Ekwadorze oraz Boliwii. Należy wspomnieć, że podczas swoich wypraw pamiętał też o innych pracownikach zakładu, zbierając materiał będący później przedmiotem ich badań. Badania materiału zebranego w tych wszystkich zakątkach świata zaowocowały licznymi publikacjami. Podczas wyjazdów naukowych prof. Biliński realizował nie tylko swoją pasję naukową, ale także pasję pozanaukową – fotografowanie przyrody. Wszyscy, którzy mieliśmy przyjemność oglądać przeźrocza czy fotografie autorstwa Profesora, zgodnie stwierdzali, że również w tej dziedzinie jest mistrzem.
Profesor Biliński jest cenionym przez studentów nauczycielem akademickim. Prowadził wykłady z zoologii bezkręgowców, embriologii zwierząt, biologii komórki, biologii rozwoju zwierząt, zajęcia terenowe z zoologii bezkręgowców, seminaria dla magistrantów i doktorantów. Prowadzone przez niego wykłady cieszyły się ogromnym uznaniem wśród studentów, o czym świadczą ich wysokie oceny w ankietach studenckich, nagrody za działalność dydaktyczną oraz uhonorowanie go Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Jest wychowawcą kilku pokoleń biologów. Pod jego kierunkiem powstały liczne prace magisterskie, siedem prac doktorskich, cztery rozprawy habilitacyjne, a jedna z wychowanek otrzymała tytuł profesora. Opiekując się młodszymi adeptami nauki, Profesor był i nadal jest ich prawdziwym mentorem, który umiejętnie wskazuje dalsze kierunki badań, pomaga w rozwiązywaniu napotkanych problemów. Na szczególne uznanie zasługuje także ponadprzeciętne zaangażowanie w działalność organizacyjną na rzecz środowiska akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także w działalność organizacyjną na poziomie krajowym. W latach 1987–1999 pełnił funkcję dyrektora Instytutu Zoologii, a od 1997 do 2005 roku był kierownikiem Zakładu Zoologii Systematycznej i Zoogeografii Instytutu Zoologii UJ. Przez dwie kadencje (1999–2002 i 2002–2005) był dziekanem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, a przez dwie kolejne (2005–2008 i 2008–2012) – prorektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. badań i współpracy międzynarodowej. Pełnił także funkcję przewodniczącego Komisji ds. Majątku i Finansów UJ. Przez sześć kolejnych kadencji (w tym dwie z wyboru jako przedstawiciel Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi) był członkiem Senatu UJ, obecnie jest członkiem Konwentu Godności Honorowych UJ. Oprócz licznych funkcji administracyjnych na Uniwersytecie Jagiellońskim pełnił funkcję przewodni-
czącego Komisji Embriologii i Morfologii PAU oraz Komitetu Cytobiologii PAN, był członkiem Komitetu Zoologii PAN, dyrektorem Wydziału IV Przyrodniczego PAU, członkiem, a następnie przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie, przewodniczącym zespołu ekspertów Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej ds. kryteriów dla kierunku biologia, członkiem, a następnie przewodniczącym sekcji P04C Biologia w Komitecie Badań Naukowych, członkiem Polsko-Amerykańskiej Komisji Fulbrighta, wiceprzewodniczącym, a następnie przewodniczącym Uniwersyteckiej Komisji ds. Programów Międzynarodowych, która działała w ramach Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polski, a w 2010 roku została przekształcona w Uniwersytecką Komisję Nauki. Działał także w ramach Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego jako jej członek oraz wiceprzewodniczący Komisji Nauki, a także w ramach zespołów powołanych przez prezesa PAN, na przykład ds. opracowania projektu zmian w statucie PAN. Był także, wraz z prof. Wincentym Kilarskim oraz prof. Włodzimierzem Korohodą, członkiem komitetu założycielskiego Polskiego Towarzystwa Biologii Komórki, w którym przez kilka lat pełnił funkcję wiceprezesa. Doceniając zaangażowanie oraz ogromne umiejętności organizacyjne prof. Szczepana Bilińskiego, minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka w 2010 roku powierzyła mu niezwykle odpowiedzialną funkcję organizacji Narodowego Centrum Nauki w Krakowie. Również z tego zadania wywiązał się w sposób budzący uznanie i podziw, gdyż prace nad zorganizowaniem od podstaw Narodowego Centrum Nauki do dnia jego uroczystego otwarcia trwały rekordowo krótko, bo tylko pięć miesięcy – był to czas o jeden miesiąc krótszy, niż zakładała minister Kudrycka.
Profesor jest także członkiem rad naukowych czasopism naukowych: międzynarodowego czasopisma „Arthropod Structure and Development”, w którego radzie naukowej pełni funkcję redaktora sekcji Reproductive systems, organogenesis, and repair, oraz dwóch czasopism krajowych: „Folia Biologica” (Kraków) oraz „Postępy Biologii Komórki”, w których pełni odpowiednio funkcję przewodniczącego oraz członka rady redakcyjnej. W 1992 roku został wybrany na członka korespondenta Polskiej Akademii Umiejętności, a od 2008
Anna Wojnar

Profesor jest człowiekiem, który z wielką pasją realizuje się w każdym obszarze swej akademickiej działalności
roku jest członkiem czynnym. Od 2015 pełni funkcję sekretarza generalnego Polskiej Akademii Umiejętności. W 2002 roku został powołany na członka korespondenta Polskiej Akademii Nauk, a w 2016 roku na członka rzeczywistego.
W uznaniu zasług w nawiązaniu, a później w rozwijaniu współpracy naukowej między Uniwersytetem Jagiellońskim a Przykarpackim Uniwersytetem im. Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankiwsku w Ukrainie oraz za wybitne osiągnięcia naukowe w dziedzinie biologii rozwoju i biologii komórki otrzymał w 2014 roku godność doktora honoris causa Uniwersytetu w Iwano-Frankiwsku. Za wybitne osiągnięcia w działalności naukowej, dydaktycznej i organizacyjnej został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Złotym Krzyżem Małopolski, medalem Scientiae et Tempori Futuro (za prace na rzecz Kampusu 600-lecia Odnowienia UJ) oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej.
Mimo formalnego przejścia na emeryturę Profesor nie rozstał się z macierzystą Alma Mater – nadal aktywnie działa na polu naukowym: realizuje grant „Opus” przyznany przez Narodowe Centrum Nauki, bierze udział w wyprawach naukowych i w konferencjach, publikuje oryginalne prace badawcze oraz artykuły przeglądowe. W ostatnich dniach ukazał się kolejny tom, zatytułowany Evo-devo: In Search of New Model Species, cyklicznego wydawnictwa „Results and Problems in Cell Differentiation” wydawanego przez Springer Nature, którego był współredaktorem, a także współautorem artykułu przeglądowego na temat funkcji tzw. chmury mitochondrialnej w żeńskich komórkach płciowych. Swój czas dzieli między laboratoria Zakładu Bio-
logii Rozwoju i Morfologii Bezkręgowców a Polską Akademię Umiejętności, w której pełni funkcję sekretarza generalnego. Mimo licznych obowiązków w pracy naukowej i organizacyjnej potrafi znaleźć czas na realizację własnych zainteresowań pozanaukowych – lubi podróżować, wędrować po górach, fotografować interesujące obiekty przyrodnicze, a także kibicować ulubionej drużynie futbolowej.
Wkład prof. Szczepana Bilińskiego w rozwój nauki, kształcenie studentów i kadry naukowej oraz Jego ogromne zaangażowanie w działalność organizacyjną na rzecz środowiska akademickiego należy więc uznać za wybitne. Wszystko to wynika z faktu, że jest człowiekiem, który z wielką pasją realizuje się w każdym obszarze działalności akademickiej. Przede wszystkim jednak jest przyrodnikiem z powołania, co przejawia się zarówno w jego pracy naukowej, gdy bada organizmy na poziomie komórkowym, jak i podczas wypraw naukowych i prywatnych podróży, gdy dokumentuje na fotografiach piękno przyrody. Szanowny Panie Profesorze, w imieniu własnym oraz całej społeczności Instytutu Zoologii Badań Biomedycznych dziękuję za wszystkie lata Pana pracy na Uniwersytecie, a w imieniu pracowników Zakładu Biologii Rozwoju i Morfologii Bezkręgowców dziękuję za wskazanie nam naszej drogi naukowej i poświęcony nam czas. Życzę dalszych sukcesów w realizacji planów naukowych oraz wielu owocnych wypraw naukowych w najbardziej odległe zakątki świata.
Drogi Jubilacie, Drogi Szczepanie! Ad multos annos!
Teresa Szklarzewicz Zakład Biologii Rozwoju i Morfologii Bezkręgowców Instytut Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii UJ
Odnowienie doktoratu po 50 latach jest jednym z trzech najważniejszych wyróżnień, jakim Uniwersytet Jagielloński może nagrodzić swojego absolwenta. Czuję się więc zaszczycony i zawsze pozostanę wdzięczny mojej Alma Mater. W tym duchu pragnę podziękować prof. Teresie Szklarzewicz i prof. Katarzynie Knapczyk-Stworze – inicjatorkom długotrwałych i z pewnością żmudnych działań, które doprowadziły do dzisiejszego wydarzenia. Dziękuję też wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania uroczystości. Szczególne słowa wdzięczności kieruję do mojej rodziny, w pierwszej kolejności do mojej małżonki – za „półwieczną” opiekę oraz wyrozumiałość dla mojej pracy organizacyjno-administracyjnej. Niestety, bardzo często, mówiąc językiem wieloletniego dydaktyka, były to „zajęcia w godzinach ponadwymiarowych”. Ale nawet w tych trudnych warunkach dzielenie wspólnych zainteresowań, a także zaangażowania w działalność na rzecz naszej Alma Mater było w ciągu tych wielu lat, i wciąż jest, niedającą się przecenić wartością naszego życia. Dziękuję też obecnym dziś dzieciom: Agnieszce i Michałowi, oraz trzem wnuczkom, które, podobnie jak moja małżonka, chcąc nie chcąc, musiały pogodzić się z tym, że praca badawcza, zwłaszcza gdy jest łączona z pracą organizacyjną, nie kończy się ani o godzinie trzeciej, ani o piątej po południu, tylko trwa właściwie cały dzień. Z pewnością bez wsparcia i wyrozumiałości rodziny, a także licznych przyjaciół, nie byłoby mnie w tym miejscu, w którym dziś stoję. Wreszcie, dziękuję wszystkim uczniom, doktorantom i współpracownikom za ponad 50 lat pełnej zaangażowania pracy na rzecz moich – często niestandardowych, pomysłów i projektów naukowych. Pracowałem na rozmaitych stanowiskach i szczeblach organizacyjnych – najpierw na Uniwersytecie Jagiellońskim, a potem w Polskiej Akademii Umiejętności, ściśle przecież związanej z UJ, ponad 35 lat Ale mój związek z Uniwersytetem rozpoczął się dość nietypowo i wynikał z mojego

Profesor w swoim wystąpieniu podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania tej wyjątkowej uroczystości
pochodzenia – urodziłem się wprawdzie w Krakowie, ale w rodzinie wywodzącej się w całości z tzw. Kresów wschodnich. Moi dziadkowie i rodzice mieszkali w okolicach Lwowa, a uczyli się we Lwowie. Do Krakowa trafili w wyniku wojny i powojennego podziału Europy. Trudno się więc dziwić, że w moim rodzinnym domu więcej mówiło się o utraconym „wschodzie”, Lwowie i Uniwersytecie im. Jana Kazimierza niż o Krakowie i Uniwersytecie Jagiellońskim.
Ten nieco dziwny – jak na Krakowianina – stan świadomości zmienił się radykalnie podczas studiów. Wtedy to Uniwersytet Jagielloński stopniowo stawał się dla mnie instytucją coraz to ważniejszą, a w końcu centralną, wokół której obracało się nie tylko moje życie zawodowe, ale także rodzinne. Moimi nauczycielami, mistrzami byli kolejno: prof. Anna Krzysztofowicz (promotor mojej pracy magisterskiej i doktorskiej), prof. Czesław Jura (kierownik Zakładu Zoologii Systematycznej i Zoogeografii, w którym zostałem zatrudniony) i prof. Wincenty Kilarski, który uczył mnie podstaw mikroskopii elektronowej. Bezpośrednio po habilitacji otrzymałem stypendium rządu Holandii i wyjechałem do Utrechtu, gdzie odbyłem długoterminowy staż w Hubrecht Labora-
torium, inaczej International Embryological Institute. Do Krakowa wróciłem – tuż przed stanem wojennym – pełen pomysłów i planów naukowych. Niestety, ich realizacja była, łagodnie mówiąc, utrudniona przez sytuację w Polsce, co doskonale pamiętają ci z Państwa, którzy już wtedy prowadzili prace badawcze, zwłaszcza te eksperymentalne. Stąd w moim życiorysie pojawiają się kolejne krótko- i długoterminowe wyjazdy zagraniczne, podczas których starałem się wykonywać eksperymenty wymagające lepszego zaplecza aparaturowego. Po kilku latach takiej pracy Rada Instytutu Zoologii powierzyła mi funkcję dyrektora Instytutu. Nie było to zadanie łatwe, gdyż w momencie wyboru byłem najmłodszym – zarówno wiekiem, jak i stażem, członkiem Rady Instytutu. Pełniłem tę funkcję przez cztery kolejne kadencje (dodam, że ówczesny statut UJ przewidywał taką sytuację, można było pełnić funkcję dyrektora więcej niż dwie kadencje w szczególnych przypadkach i po uzyskaniu zgody rektora). Co istotne, jako dyrektor Instytutu doświadczyłem odejścia systemu komunistycznego i demokratyzacji. Zmiana ta związana była z całkowitą modyfikacją systemu finansowania i administrowania jednostkami uczelni. Nie muszę dodawać, że w tych
trudnych latach transformacji nabrałem doświadczenia organizacyjnego i pewnie to sprawiło, że Rada Wydziału – wtedy Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, jeszcze z Instytutem Biologii Molekularnej, powierzyła mi kolejną ważną funkcję: funkcję dziekana. Wreszcie, w roku 2002, nieodżałowanej pamięci rektor UJ prof. Franciszek Ziejka zaproponował mi przewodniczenie Senackiej Komisji ds. Majątku i Finansów. Tę propozycję traktuję do dziś jako wielkie wyróżnienie i wyraz zaufania z Jego strony. Przyjąłem ją z wielką obawą – wydawało mi się wtedy, że nie mam wystarczającego doświadczenia, aby pełnić tak odpowiedzialną funkcję. Pewnie to jednak rektor Ziejka miał rację, bo już trzy lata później rozpocząłem pracę na stanowisku prorektora ds. badań i współpracy międzynarodowej, w ekipie rektora Karola Musioła. I wtedy się naprawdę zaczęło – musiałem znacznie ograniczyć działalność badawczą i skoncentrować się przede wszystkim na pracy organizacyjno-administracyjnej. Ale nie żałuję. Bardzo dużo się w tamtych latach nauczyłem, poznałem wielu wspaniałych ludzi. Z powodów, dla mnie oczywistych, zrezygnowałem wówczas z kierowania moim macierzystym zakładem – powierzyłem go mojej dzisiejszej laudatorce. I jak Państwo dziś usłyszeli, był to wybór właściwy.
Apogeum mojej „podróży organizacyjnej” nastąpiło we wrześniu 2010 roku. Byłem wtedy z, obecnym tu dziś, prof. Stefanem Skibą w Duszanbe w Tadżykistanie. Pojechaliśmy tam z dwoma młodymi botanikami. Celem wizyty było podpisanie stosownych umów z Uniwersytetem w Duszanbe i ministerstwem szkolnictwa wyższego Tadżykistanu. Pewnego wieczora siedzieliśmy ze Stefanem w jego pokoju, omawiając plany na dzień następny. Zadzwonił mój telefon komórkowy. To był rektor Karol Musioł. Zaczął od krótkiego pytania: A gdzie ty w ogóle jesteś? Wyjaśniłem, gdzie jestem i z jakiego powodu. Kolejne pytanie Jego Magnificencji mnie zaniepokoiło: Pamiętasz, że w Krakowie ma powstać Narodowe Centrum Nauki? Oczywiście, pamiętałem – co więcej, natychmiast domyśliłem się, o czym będzie mowa. Rektor kontynuował: Właśnie rozmawiałem z minister Kudrycką i uzgodniliśmy, że powinieneś zostać pełnomocnikiem ministra nauki i szkolnictwa wyższego do spraw utworzenia NCN. Nic się nie martw, dam ci
najlepszych ludzi, ale musisz tę funkcję przyjąć... Oczywiście, tak złożoną ofertę potraktowałem jako tzw. propozycję nie do odrzucenia. Po zakończeniu tej, istotnej dla moich dalszych losów, rozmowy telefonicznej dość długo rozmawialiśmy z prof. Skibą o tym, jakie obowiązki i zasadzki czekają na mnie zaraz po powrocie z Tadżykistanu – musiałem przecież połączyć funkcje prorektora i pełnomocnika. Oczywiście, wówczas ani tych obowiązków, ani problemów nie doceniłem – było znacznie trudniej, niż przypuszczałem. Po dość emocjonalnej rozmowie (dziękuję, Stefanie, za podtrzymanie mnie na duchu) poszliśmy spać. Rano, nie przeczuwając niczego złego, spotkaliśmy na śniadaniu naszych towarzyszy – dwóch młodych botaników. Od nich dowiedzieliśmy się, że w nocy było trzęsienie ziemi, alarm i ewakuacja hotelu, a my spaliśmy w najlepsze. Taki to był początek mojej pracy nad utworzeniem NCN w Krakowie. W tym miejscu pragnę gorąco podziękować za pracę w moim zespole ds. utworzenia Centrum dwóm osobom. Dziś pełnią one ważne funkcje na Uniwersytecie. To kanclerz UJ Monika Harpula – wtedy odpowiadała za sprawy kadrowe, oraz dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego Marcin Jędrychowski – był moją prawą ręką. Jedno muszę podkreślić: rektor Musioł i (w tym czasie) prorektor Wojciech Nowak naprawdę „użyczyli” mi najlepszych ludzi, a ja nieskromnie myślę, że doświadczenie wtedy zdobyte przydało się w dalszej karierze tych, tak ważnych dla naszej Alma Mater, osób. Centrum zostało uroczyście otwarte w marcu 2011 roku. Nigdy nie zapomnę tej wytężonej, ale też bardzo inspirującej współpracy i zawsze pozostanę wdzięczny wymienionym osobom.
Po zakończeniu pracy na Uniwersytecie, prof. Andrzej Białas (ówczesny prezes PAU) zachęcił mnie do działania na rzecz kierowanej przez niego instytucji. Pracuję w niej już ponad 12 lat, a od roku 2015 jako sekretarz generalny. Pracy organicznej jest dużo, a i anegdot dałoby się opowiedzieć sporo – ale te pominę.
W ciągu tych 35 lat pracy organizacyjnej, „u podstaw” bardzo brakowało mi pracy badawczej, bo tak naprawdę to o niej marzyłem, gdy studiowałem i potem, gdy zostałem zatrudniony na Uniwersytecie. Nota bene moim pierwszym stanowiskiem było stanowisko inżyniera stażysty do obsługi mikroskopu elektronowego. Dlatego po przejściu na emeryturę, czyli – jak mówił
rektor Ziejka – „po uzyskaniu stypendium Zakładu Ubezpieczeń Społecznych”, postanowiłem powrócić do bardziej intensywnej pracy naukowej. Otrzymałem kolejno dwa granty, finansowane – co za zbieg okoliczności – przez NCN. Badaniom poświęcam obecnie sporo czasu, mam niewielki zespół badawczy i jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę realizować swoje zainteresowania naukowe. Rektor Ziejka często żartował, że NCN powinno wprowadzić też granty dla starszych, także emerytowanych pracowników. Proponował nazwę NOKTURN. Takich grantów dotychczas (niestety) nie ma, moje projekty są finansowane w ramach tradycyjnego programu OPUS.
Uczestnicząc w rozmaitych uroczystościach na UJ, słuchałem wielu pięknych i wspaniałych merytorycznie wykładów inauguracyjnych, a także przemówień wygłaszanych przez laureatów, jubilatów i wyróżnionych przez Uniwersytet Jagielloński. Zapamiętałem znakomite i wzruszające wystąpienia, obecnych na dzisiejszej uroczystości, JM Jacka Popiela, profesorów honorowych uczelni Piotra Sztompki, Andrzeja Zolla, Jacka Dubiela, a także nieżyjących już profesorów rektorów Franciszka Ziejki, Aleksandra Koja oraz niedawno zmarłego prof. Antoniego Jackowskiego. Z taką wiedzą i wspomnieniami trudno było mi pozbyć się emocji i tremy przed dzisiejszą uroczystością. I wtedy przypomniałem sobie czasy przed obroną mojej rozprawy doktorskiej. Było nas wtedy czworo młodych asystentów przygotowujących doktoraty w Zakładzie. Ja pierwszy miałem zaplanowaną obronę i byłem tym faktem mocno zestresowany. Wtedy jeden z kolegów powiedział mi: Szczepan, nic się nie martw, obrona to dwie godziny nerwów, a potem stopień doktora do końca życia. Teraz, gdy chciałem opanować emocje przed dzisiejszą uroczystością, pomyślałem sobie: właściwie z odnowieniem doktoratu po 50 latach jest tak samo – dwie godziny stresu, a potem satysfakcja do końca życia. Tyle tylko, że tego życia po odnowieniu doktoratu pozostaje znacznie mniej niż po samym doktoracie. Ale nie narzekam, ciągle jest wspaniale, póki mogę pracować na rzecz środowiska akademickiego (w PAU), a także realizować swoje pasje naukowe – jako podwójny stypendysta ZUS-u i równocześnie NCN-u w moim macierzystym instytucie.
Szczepan Biliński Wybrane, obszerne fragmenty wystąpienia, wygłoszonego podczas uroczystości 3 grudnia 2025
uroczystość wręczenia księgi pamiątkowej prof. mieczysławowi Rokoszowi
Jeśli
zechcemy komuś podziękować za wyświadczone nam dobrodziejstwo, powiemy na wstępie, że nie wiemy sami, od jakich słów powinniśmy [...] zacząć, ażeby móc wyrazić należne podziękowanie. [...] Na koniec, oddając siebie i wszystkie nasze sprawy woli przyjaciela, powiemy raz jeszcze, że nie mamy sposobu wyrażenia mu tak należnej wdzięczności. Tymi słowami z Modus epistolandi, czyli o sposobie pisania listów Jana Ursyna (Norymberga 1497) rozpoczął swoje wystąpienie prof. Zenon Piech podczas uroczystej ceremonii wręczenia księgi pamiątkowej prof. Mieczysławowi Rokoszowi. W wydarzeniu, które odbyło się 28 stycznia 2026 w zabytkowej auli Collegium Maius, uczestniczyli przedstawiciele władz UJ: rektor prof. Piotr Jedynak, prorektor ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler, a także przewodniczący Sejmiku Województwa Małopolskiego prof. Jan Tadeusz Duda, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej ksiądz prof. Jacek Urban, dyrektor Biura Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dr Maciej Wilamowski, dziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisław Sroka, dyrektor Instytutu Historii UJ prof. Janusz Mierzwa, prodziekani Wydziału Historycznego oraz przyjaciele i wychowankowie prof. Mieczysława Rokosza.
Laudację na cześć Jubilata wygłosili jego uczniowie i współpracownicy - profesorowie Wojciech Drelicharz i Zenon Piech. Wojciech Drelicharz podkreślił, że jest on uczonym o renesansowych horyzontach nie tylko historykiem, lecz także miłośnikiem sztuki i literatury, badającym z historycznego punktu widzenia niektóre ich aspekty, przekraczającym tradycyjne granice nauk humanistycznych. Jest bibliofilem, harcerzem, taternikiem, dzwon-

Rektor UJ prof. Piotr Jedynak w imieniu społeczności akademickiej złożył podziękowania Jubilatowi za zaangażowanie na rzecz Uniwersytetu oraz pracę społeczną i organizacyjną w wielu instytucjach

zgromadziła
nikiem wawelskim, autorem wielu cennych prac naukowych. Przez trzy dekady pełnił funkcję jedenastego prezesa Komitetu Kopca Kościuszki ustanowionego w 1820 roku. Dziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisław Sroka, prowadzący spotkanie, podkreślił, że stanowi ono wyraz wdzięczności za wszystko, co Profesor zrobił dla Instytutu Historii, Wydziału Historycznego, Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także dla Krakowa i nauki.
Jego biografię naukową przypomniał prof. Wojciech Drelicharz. Mieczysław Rokosz pracę magisterską o przyczynach zaniku pieniądza kruszcowego w Cesarstwie Wschodniorzymskim w I połowie V wieku napisał pod kierunkiem prof. Józefa Wolskiego, którego uważa za swojego mistrza. Po studiach pracował najpierw jako kierownik Archiwum Powiatowego w Bochni, a następnie jako redaktor w Wydawnictwie Ossolineum i Wydawnictwie Literackim. W 1973 roku powrócił na Uniwersytet i rozpoczął pracę w Zakładzie Historii Polski Średniowiecznej, a następnie, od 1981 roku, przez 27 lat pracował w Zakładzie Nauk Pomocniczych Historii i Archiwistyki. Pracę doktorską Wenecka oficyna Alda Manucjusza i Polska w orbicie jej wpływów obronił w 1980 roku. Jego publikacje są odzwierciedleniem szerokich zainteresowań badawczych. W zakresie nauk pomocniczych historii obejmowały bibliologię historyczną, archeologię prawną, w szczególności problematykę insygniów i rytuałów monarszych, geografię historyczną oraz kampanologię, czyli naukę o dzwonach. Zajmował się także sfragistyką i heraldyką – tu zwłaszcza problematyką godła Orła Białego. Podejmował tematy mediewistyczne. Pisał o Bolesławie Chrobrym i Bolesławie Śmiałym, o propagandzie kultu św. Wojciecha przez cesarza Ottona III. Podejmował wątki legendowe ukazując je w procesie długiego trwania. I tak np. pisał o Szczerbcu, o historycznych przesłankach ojcowskiej legendy o Łokietku, czy o Giewoncie – rycerzu śpiącym – w narodowym micie niepodległościowym. Zajmował się postacią i twórczością Mickiewicza, problematyką tatrzańską, zakopiańską i kościuszkowską, historią harcerstwa, a przede wszystkim historią Krakowa i jego zabytków.
W roku 2007 uzyskał habilitację na podstawie rozprawy Dzwony i wieże Wawelu. W latach 2008–2018 był zatrudniony w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” (obecnie Uniwersytet

Ignatianum) na stanowisku profesora i kierownika Katedry Dziedzictwa Kulturowego Polski.
Działał w wielu instytucjach i towarzystwach naukowych, spośród których przede wszystkim wymienić należy: wieloletnie członkostwo Wydziału (Zarządu) Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków

Krakowa oraz w Społecznym Komitecie Odnowy Zabytków Krakowa. Przez piętnaście lat był pierwszym prezesem odrodzonego Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, prowadząc tam intensywną działalność naukową, wydawniczą i służąc tej ważnej placówce. Szczególne miejsce w jego aktywności zajmował Komitet Kop-
ca Kościuszki, któremu prezesował przez trzydzieści lat od 1994 do 2024 roku. Jego dokonania na tym polu przedstawił dyrektor Biura Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dr Maciej Wilamowski. W ciągu lat swej prezesury pozyskał od miasta trzy obiekty forteczne poaustriackiego fortu pod Kopcem i przy wydatnej pomocy finansowej SKOZK dźwignął je z ruiny przeznaczając je na centrum konferencyjno-wystawowe, lokując w nich duży księgozbiór kościuszkowski i doprowadzając do utworzenia Muzeum Kościuszkowskiego z wystawą stałą Kościuszko bohater wciąż potrzebny. Kiedy na skutek powodziowych ulew w roku 1997 zdarzyła się największa w dziejach Kopca Kościuszki jego katastrofa budowlana, po trzech latach kołatania o fundusze w ciągu następnych trzech Pomnik ten został odbudowany. W wigilię Narodowego Święta Niepodległości 10 listopada 2002. został uroczyście oddany narodowi jako ,,wiecznotrwały znak niepodległości Polski i solidarności narodów w imię dobra ludzkości”. Skutecznie zabiegał u władz UNESCO i Sejmu RP o ustanowienie roku 2017 Rokiem Kościuszki, a następnie wraz z prezydentem Krakowa prof. Jackiem Majchrowskim zorganizował światowe obchody Kościuszkowskie z udziałem przedstawicieli środowisk kościuszkowskich z 9 krajów z 4 kontynentów. W ciągu lat swej prezesury w Komitecie prof. Rokosz tworzył podstawy do starań o utworzenie z mocy ustawy Narodowej Fundacji Tadeusza Kościuszki. Warto też przypomnieć, że Profesor zaangażował się w obronę nazwy Góry

Dyrektor Biura Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa Maciej Wilamowski przedstawił pełną zaangażowania pracę Jubilata na rzecz zabytków Krakowa, w szczególności tę podejmowaną przez 30 lat na stanowisku prezesa Komitetu Kopca Kościuszki
Kościuszki w Australii. Odbył wyprawę do Australii. Zimą 2017 roku brnąc w zamieci na rakietach śnieżnych, zdobył, (w wieku 75 lat), najwyższy szczyt Australii (2228 m. n.p.m.), by rozwinąć tam polską flagę. Przy pomocy australijskich przyjaciół nawiązał kontakt z przedstawicielami klanu rdzennych mieszkańców Gór Śnieżnych, zapraszał ich do Krakowa, uświadamiał kim był Kościuszko by uczynić z nich kustoszów nazwy Mount Kościuszko. Jako prezes Komitetu nawiązał też kontakty z West Point, z Towarzystwem Historyczno-Literackim przy Bibliotece Polskiej w Paryżu oraz z Solurą i Rapperswilem.
– W 2024 roku Pan Profesor [...] zostawił Kopiec jako centrum przyciągające młode pokolenie – nie tylko historyków, ale przedstawicieli wolnych zawodów, biznesu, żołnierzy państw sojuszniczych stacjonujących na terenie Polski, wszystkich, którym leży na sercu współpraca polsko-amerykańska – mówił dyrektor Biura Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dr Maciej Wilamowski. – Panie Profesorze, za te 30 lat społecznej pracy proszę przyjąć, w imieniu SKOZK i polskiego środowiska miłośników i opiekunów zabytków, najserdeczniejsze podziękowania – dodał.
Dyrektor Instytutu Historii UJ prof. Janusz Mierzwa zwrócił uwagę na charakter aktywności naukowej i społecznej Profesora w Towarzystwie Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, SKOZK-u, współpracę z przedstawicielami instytucji kościelnych. – Krakowskość Pana Profesora, który nie urodził się w Krakowie, a którą się dzieli, jest bardzo życzliwa i ciepła. Miałem okazję uczęszczać do Pana Profesora na ćwiczenia z nauk pomocniczych historii... To, co z tych zajęć zapamiętałem, to erudycja, duża życzliwość, olbrzymia kultura języka – dodał.
Lista zasług Profesora jest długa. Świadectwem tego są liczne ordery, odznaczenia i dyplomy honorowe oraz honorowe członkostwa. Jubileusz 80-lecia był okazją do złożenia podziękowań i wyrażenia uznania dla Jego dokonań. Jak podkreślił prof. Zenon Piech, kończąc laudację, spotkanie Mieczysława Rokosza jest darem. Na pytanie, kim jest Jubilat, odpowiedział, że jest on człowiekiem kultury i Uniwersytetu oraz patriotą. Kultura w jego wydaniu ma zarówno wymiar codziennych życzliwych relacji międzyludzkich, jak i kultury wysokiej, historycznej, artystycznej i literackiej, którą żyje na co dzień i którą dzieli się z innymi. Podobną rolę pełni patriotyzm, będący żywotną siłą motywującą jego działania. Łączą się one w wymiarze rodzimym i europejskim, gdyż nie ma pełnej europejskiej kultury bez polskości, a polskości bez europejskiej perspektywy. Czynnikiem
spajającym to jest Uniwersytet, Alma Mater – Matka Żywicielka, rozumiana jako źródło żywotnych soków, z których czerpiemy. Zwracając się do bohatera uroczystości, powiedział: Szanowny Jubilacie, Drogi Mieczysławie, chcemy Ci bardzo serdecznie podziękować za to, że dzięki Tobie nasze życie było piękniejsze, mądrzejsze, szlachetniejsze i głębsze. Życzymy wielu lat zdrowia, realizacji planów i marzeń, i wzbogacania nas swoją osobowością Najcenniejszym darem dla uczonego jest książka. Głównym punktem uroczystości było zatem wręczenie Jubilatowi przez rektora UJ prof. Piotra Jedynaka tomu Kraków przede wszystkim. Księga jubileuszowa Profesora Mieczysława Rokosza. Publikacja pod redakcją prof. Zenona Piecha jest zbiorem artykułów nawiązujących tematyką do zainteresowań naukowych Jubilata. Rektor zwrócił się do niego: Tacy profesorowie pozwalają Uniwersytetowi zachować odpowiednią kulturę akademicką. Panie Profesorze, w imieniu całej społeczności Uniwersytetu ogromnie, szczerze dziękuję za te lata, które Pan poświęcił Uniwersytetowi, ale czuję się też upoważniony podziękować za aktywność w innych instytucjach. Rzadko kiedy nauczyciele akademiccy są obdarzeni przymiotem menedżeryzmu. Pan Profesor, oprócz walorów dotyczących poziomu naukowego, zaangażowania w pracę Wydziału, wykazał się niewątpliwie przez te lata świetnymi zdolnościami organizacyjnymi. Gratuluję i proszę o więcej
Red.

Urodziłem się w Makowie Podhalańskim, w szkole. Ta makowska szkoła miała białe ściany i czerwony dach, była ,,biało-czerwona”. Stała na okupacyjnej granicy między Gubernią a Rzeszą i była – za sprawą mego Taty – punktem kontaktowo-przerzutowym AK. Chyba dlatego, że się tam urodziłem, dobrze czuję się w szkole, również tej akademickiej. Wykołysałem się w tradycji powstania styczniowego i Legionów. Atmosfera domu rodzinnego, pamięć o przodkach, ich życiu i dokonaniach może mieć i ma wpływ na stosunek do przeszłości i na nasze postawy wobec współczesności.
Z biblioteczki mego chłopięctwa wspomnę Serce Amicisa, które wzbudziło mą ciekawość Włoch i chęć do prowadzenia dzienników. Od dzieciństwa też magnetyzowały mnie purpurowo-złocone grzbiety trzech tomów serii ,,Polska – jej dzieje i kultura” w bibliotece Taty.
Na pierwszą wycieczkę do Krakowa zabrał mnie Tata w 1946 roku. Musiało to być w maju, skoro w kościele Mariackim widziałem wystawioną na dowód powrotu ołtarza Wita Stwosza figurę apostoła Jakuba podtrzymującego Marię. Karol Estreicher przywiózł z Norymbergi ołtarz 30 kwietnia, a pod koniec maja skrzynie z rzeźbami przewieziono do pracowni konserwatorskich na Wawel.
Byłem też wtedy pierwszy raz na Wawelu. Pamiętam puste białe ściany komnat, w jednej z nich wisiały kopie chorągwi krzyżackich przywrócone z Malborka, gdzie z wielką paradą wywieźli je Niemcy. Dopiero później, po 1956 roku, przeżywaliśmy powrót Szczerbca i arrasów oraz koncert chopinowski Witolda Małcużyńskiego w Sali Senatorskiej transmitowany przez telewizję.
Po odrestaurowaniu pokazano ołtarz na wystawie w gmachu kuchni królewskich. To były lata mojej nauki w Liceum Sztuk Plastycznych. Chodziliśmy wtedy na tę wystawę ze szkicownikami, poznając ołtarz w detalach, z bliska i rysując. W 1957 roku władze PRL zdecydowały się zwrócić ołtarz do kościoła. Uroczystość odsłonię-
Adam Bujak

Prof. Mieczysław Rokosz z włócznią św. Maurycego i z sandomierską koroną hełmową; Wawel, 2020
cia wyznaczono na święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Umówiłem się wtedy z kolegą z klasy i z bursy przy Augustiańskiej 7 – Marianem Paciorkiem, że pojedziemy na tę uroczystość. Pamiętam zachwyt pełnym złota i błękitu ołtarzem Stwosza, który świetnie harmonizował z paletą matejkowskich polichromii i szklanymi kobiercami witraży. Minęły lata. Przed wizytą Jana Pawła II w Krakowie w 1999 roku, w programie której było nawiedzenie Bazyliki Mariackiej, przystąpiono do odczyszczenia ołtarza. Tę jego pospieszną restaurację prowadził ten sam Marian Paciorek, już jako profesor konserwacji na ASP. Chodziliśmy wtedy po rusztowaniach – wysoko, aż po Koronację Matki Boskiej, i znów oglądali ołtarz z bliska. I wreszcie niedawno, w czasie komisji konserwatorskich SKOZK, znowu gdy ołtarz był gruntownie
restaurowany, miałem możność intymnego spotkania z Witem Stwoszem.
Wspomniałem ołtarz Mariacki Stwosza, bo ten wielki ,,pomnik religii i kultury” był dla mnie pierwszym źródłem, w którym – prócz historii świętej w średniowiecznym kostiumie – ,,czytałem” o życiu średniowiecza, zanim zacząłem czytać źródła pisane.
Katedrę, jak cały Kraków, poznawałem z przewodnikami Walerego Eliasza Radzikowskiego i Karola Estreichera. A w dawnej Bibliotece Muzeum Przemysłowego przy ul. Smoleńsk 9, w czytelni, skąd piękny był widok na Wawel, zaczytywałem się w Sztuce Krakowa Dobrowolskiego, w artykułach z ,,Rocznika Krakowskiego”, a też w Ziemiorodztwie Karpatów. Dyrektorem Biblioteki był Kazimierz Wojciech Witkiewicz, Wielki Mistrz Zakonu Bibliofilskiego z Kapitułą Orderu Białego Kruka, któremu

był wielką uroczystością Wydziału Historycznego UJ; od lewej: dziekan Wydziału Historycznego prof. Stanisław Sroka, dr hab. Wojciech Drelicharz, profesor UJ, dr hab. Zenon Piech, profesor UJ, prof. Mieczysław Rokosz, rektor UJ prof. Piotr Jedynak
przedstawił mnie, jako ucznia Liceum Sztuk Plastycznych, nasz profesor Włodzimierz Hodys. Amor librorum połączyła mnie później z innymi członkami tego białokruczego towarzystwa, jak Witold Chomicz czy Tadeusz Przypkowski.
Do katedry wawelskiej dojrzewałem przez lekturę i osobiste doświadczenie tej niezwykłej świątyni. Poprzez dzwonienie w Zygmunta, które jest posługą liturgiczną oraz służbą narodowi, czuję się z Katedrą mocno związany i mógłbym tu tylko powtórzyć, co powiedział o niej Stanisław Wyspiański.
W krużgankach franciszkańskich, gdy poznawałem portrety biskupów, nagle zjawił się przede mną jak żywy kardynał Adam Stefan Sapieha, jakim go widziałem w bezpośrednim kontakcie chyba w 1950 roku – a był to portret pędzla Fryderyka Pautscha. Pamiętam Collegium Maius jeszcze sprzed restauracji Estreichera – Kremerowskie, neogotyckie, z pomnikiem Kopernika na dziedzińcu. Później los zetknął mnie z prof. Estreicherem, gdy tu, w Collegium Maius, kształtowaliśmy typograficznie 40. tom ,,Rocznika Krakowskiego” poświęcony Ambrożemu Grabowskiemu – pradziadkowi Profesora, i następny.
Rok 1955 to był czas odbudowy pomnika Mickiewicza na Rynku i pierwszych zachłyśnięć wieszczem. Pamiętam ten sobotni mroźny, słoneczny dzień jego odsłonięcia 26 listopada (rocznicowy dzień zgonu Mickiewicza), kiedy to przemawiał Stanisław Pigoń w todze.
Rok ’56 przyniósł pierwsze doświadczenie odradzającego się wtedy ZHP.
Generała Roberta Baden-Powella mam za genialnego pedagoga. Sądzę, że gdyby skautowski i nasz harcerski system wychowania chłopców i dziewcząt jeszcze bardziej się upowszechnił, to świat byłby lepszy.
Rok 1957 to 50-lecie śmierci Wyspiańskiego. W liceum uczył nas prof. Waśkowski, kuzyn Wyspiańskiego, który o nim wspominał. Pielgrzymowałem wtedy od pętli bronowickiej przy ul. Rydla, przez zabudowane dziś pola, daleko za miasto, do Bronowic. Z wiaduktu nad torami kolejowymi był widok na Kraków, prawie tak piękny jak w sztychu Georga Brauna i Fransa Hogenberga z Civitates orbis terrarum. Bronowice z Rydlówką i dworkiem Włodzimierza Tetmajera były wtedy normalną podkrakowską wsią. Żyli jeszcze uczestnicy tamtego wesela, a do Teatru im. Słowackiego po kilkakroć chodziło się za najtańszy bilet ,,na jaskółkę”, by oglądać Wesele wystawione przez prof. Bronisława Dąbrowskiego. Wiele lat później miałem przedziwnie osobistą satysfakcję z faktu metamorfozy duchowej Gustawa w Konrada w Dziadach na scenie Starego Teatru kreowanej przez mego kolegę z liceum i z harcerstwa – dozgonnego przyjaciela Jerzego Trelę.
To migawki niektórych najdawniejszych wspomnień, pierwszych wtajemniczeń w Kraków i poprzez Kraków w ducha polskiej kultury. Miasto jest źródłem radości mego istnienia, ale są też inne miejsca w Polsce, i poza nią, gdzie czuję się również zadomowiony.
Na lata mych studiów przypadały dwa wielkie jubileusze: w 1964 – 600-lecie za-
łożenia w Krakowie uniwersytetu, i w roku 1966 – tysiąclecie chrztu Mieszka, które obchodziliśmy jako Sacrum Poloniae Millenium. Oba te jubileusze emocjonowały, oddziaływały, inspirowały do studiów. W gronie nauczycieli akademickich czasu mych studiów, w Gomułkowskim PRL-u, cenna była obecność zwłaszcza profesorów Henryka Wereszyckiego i Wacława Felczaka, ale też, między innymi, Krystyny Pierackiej, Henryka Batowskiego, Kazimierza Piwarskiego, Kazimierza Lepszego. Szczególnie zaś wspominam śp. prof. Józefa Wolskiego, z którego seminarium wyszedłem. Było nas na tym seminarium tylko czworo. Czytaliśmy, między innymi, Pauzaniasza, z którym potem podróżowałem po Grecji. Przybliżenie się do świata grecko-rzymskiego wpłynęło bardzo korzystnie na późniejsze moje studia nad dziejami kultury.
Lata studiów wiążą się z intensywnymi początkami mego taternictwa i pracą w Kole Historyków, z którym odnowiłem kontakty w latach asystentury.
Pomijam nurty mych zaciekawień badawczych, wspomnę tylko, że magnetyzował mnie blask Włóczni św. Maurycego, którą uważam za kamień węgielny polskiej suwerenności, a też legitymację naszej obecności w łacińskiej Europie. Pociągał mnie blask koron królewskich, ordo coronandi , a także problematyka godła Orła Białego. Wspominam pełne piękna lata studiów nad wenecką oficyną Alda Manucjusza i jej wpływem na polską kulturę renesansowego humanizmu. Doświadczyłem wtedy szczególnego uroku uprawiania badań historycznych, polegającego na magicznym wejściu w czas dawno miniony i w środowisko ludzi tam żyjących, poznawania ich, a nawet zaprzyjaźniania się z nimi. Tak było, gdy wszedłem w humanistyczne środowisko weneckiej oficyny Alda. Wspominam też moje spotkania z Kościuszką i Mickiewiczem. Sądzę, że mickiewiczologia jest dziedziną niesłusznie przez historyków zaniedbywaną. W mych zainteresowaniach badawczych nie było ścisłych cezur chronologicznych –nie dbając o tzw. karierę, czułem się trochę jak ogrodnik w pięknym ogrodzie historii. Ze szczególną wdzięcznością wspominam prof. Władysława Szafera i prof. Piotra Bańkowskiego z Warszawy, którzy jako pierwsi przyjęli do druku moje juwenilia. Lista wdzięcznych wspomnień jest oczywiście dłuższa. Nie mogę jednak z czcią nie wymienić professoressy Karli Lanckorońskiej, którą poznałem w 1984 roku.
Wiele zawdzięczam życzliwości prof. Zbigniewa Perzanowskiego, dzięki któremu na trzy bez mała dekady znalazłem się w świetnym Zakładzie Nauk Pomocniczych
Historii i Archiwistyki, gdzie wciąż dzięki wspaniałym ich następcom jest obecny wielki duch Stanisława Krzyżanowskiego i Władysława Semkowicza.
Przesuwa się przed moimi oczyma cały poczet rektorów mojego czasu na Uniwersytecie – od magnificencji Stefana Grzybowskiego, który spoczywa na cmentarzu przy starym kościółku w Orawce, do rektora mojego pokolenia i przyjaciela Franciszka Ziejki, i następnych. Wspominam legendarną postać janitora Juliana Lisa, uniwersyteckich pedli – Malinowskiego, Skórę i innych. Cisną się anegdoty, ale nie czas i miejsce na nie. Mógłbym wspominać starych naszych wielkich profesorów: Tadeusza Sinkę, Tadeusza Lehra-Spławińskiego, Romana Grodeckiego, Jana Dąbrowskiego, których w latach 60. odprowadzaliśmy na wieczny spoczynek, czy też przyjeżdżających z Warszawy Kazimierza Michałowskiego – zachwycającego nas swymi rewelacjami z Faras, i Władysława Tatarkiewicza.
Byłem pod wrażeniem ujmującej osobowości, postawy i dokonań nie tylko naukowych prof. Aleksandra Gieysztora, z którym zetknąłem się po raz pierwszy w 1965 roku na ogólnopolskim seminarium
studenckich kół historycznych w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Później były spotkania z Profesorem na Zamku Królewskim w Warszawie, w Sandomierzu, a także na Wawelu.
Lubiłem uczyć. Cieszę się, że uczyłem Polski średniowiecznej, Polski od piastowskich przyciesi, Polski Piastów, i że uczyłem umiejętności warsztatowych. Z tamtych lat mego nauczania wiodą się liczne związki przyjaźni z wieloma z Was, Szanowni i Drodzy Profesorowie – którzy jesteście tu obecni. I to, co mnie dziś tu spotyka, odczytuję jako wielki dla mnie, choć nie wiem, czy zasłużony, dar tej przyjaźni. Jeśli jakieś rzucone przeze mnie ziarno wzeszło rozwiniętym kłosem, to nie ma większej dla nauczyciela radości.
Z wdzięcznością wspominam też Akademię Ignacjańską, która przedłużyła me nauczanie prawie o dekadę.
Za jedną z największych wartości mam CZAS. Nauczył mnie tego Seneka, że wszystko jest nie nasze, jedynie czas nam dany jest nasz
Od Tomasza à Kempis i z doświadczenia wiem, że człowiekowi do życia wystarcza umiarkowana ilość dóbr. A patrzenie w nieskończoną czasoprzestrzeń Kosmosu, w gwieździste me tatrzańskie noce uświadamiało mi, że jesteśmy ziarnami piasku w żarnach czasu, lecz na razie mamy jak ci ewangeliczni ,,słudzy nieużyteczni”
– czynić sumiennie przynajmniej to, co powinniśmy.
Działałem honorowo w kilku towarzystwach, w niektórych przez długie lata, zawsze czując się sługą polskiej kultury. Od lat studiów nabywałem poczucie mocnego związku z Uniwersytetem, którego dzieje i tradycje wpajał w nas prof. Henryk Barycz.
Dziś mam sposobność publicznie chylić czoła wobec świetnej tradycji Almae Matris. I chcę życzyć mojemu Uniwersytetowi, by wobec niepokojących prądów teraźniejszości trwał w mocnym poczuciu swej tożsamości. By kształcił kolejne pokolenia w duchu zdrowego patriotyzmu, by pielęgnował i rozwijał nasze dziedzictwo, bo – jak uczy, jakże bliski naszej społeczności, Jan Paweł II – ojczyzna to dziedzictwo po ojcach.
Trudno w krótkim czasie wyrazić wszystko, cobym chciał. Może jeszcze jedno: nic się jeszcze – dzięki Dobrym Niebom – nie skończyło, sempre siamo giovani – jak mówił prof. Wolski, więc robimy, co możemy, dalej.
Za to zaś, co mnie dziś – tu, w tej nasyconej naszą historią auli Collegium Maius, spotyka, jeszcze raz z serca dziękuję.
Mieczysław Rokosz Tekst wystąpienia wygłoszonego podczas uroczystości 28 stycznia 2026

Profesor Andrzej Szytuła, wieloletni pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, został wyróżniony przez International Centre for Diffraction Data (ICDD, USA) za nadzwyczajne zasługi i wieloletni wkład naukowy w rozwój międzynarodowych baz danych strukturalnych, stanowiących podstawowe narzędzie identyfikacji związków krystalicznych w badaniach naukowych na całym świecie.
International Centre for Diffraction Data (ICDD, USA) jest międzynarodową, renomowaną instytucją gromadzącą i udostępniającą dane uzyskiwane z pomiarów metodą dyfrakcji na polikryształach, z wykorzystaniem promieniowania rentgenowskiego oraz neutronów i elektronów. Wyniki, po szczegółowym opracowaniu numerycznym, są publikowane w ramach bazy Powder Diffraction File (PDF), z której korzystają naukowcy na całym świecie, reprezentujący różne dziedziny nauk ścisłych i technicznych. W roku 2025 przypadła 55. rocznica rozpoczęcia systematycznych badań nad własnościami związków międzymetalicznych w środowisku krakowskim. Początkowo obejmowały one badania stopów Heuslera – związków opartych na bazie pierwiastków 3d elektronowych, obejmujących ich syntezę oraz charakterystykę strukturalną metodami dyfrakcji promieniowania rentgenowskiego i neutronów. Pod koniec lat 70. zakres badań został rozszerzony na nową klasę związków międzymetalicznych o stechiometrii RMn₂X₂, gdzie R oznacza pierwiastek ziem rzadkich, a X pierwiastek p-elektronowy.
Jagiellonian University
Recognized for his contribution of over 1,000 entries in the ICDD Powder Diffraction File®



W kolejnych latach badania objęły również inne grupy związków międzymetalicznych, w tym o składach RTX, RTX₂, R₃T₄X₄, R₅T₂X₄ oraz R₁₁T₄X₉, gdzie T jest pierwiastkiem d-elektronowym, a X – pierwiastkiem p-elektronowym. Rezultatem wieloletniej działalności badawczej było opublikowanie ponad 400 prac naukowych, które na trwałe weszły do światowej literatury przedmiotu. Wyrazem międzynarodowego uznania dla badań prowadzonych w krakowskim środowisku było, między innymi, zaproszenie do współautorstwa monografii wydanej przez CRC Press w Stanach Zjednoczonych oraz do przygotowania artykułów przeglądowych w prestiżowych zagranicznych wydawnictwach naukowych.
Znacząca część wyników uzyskanych metodą dyfrakcji promieniowania rentgenowskiego, po ich szczegółowym numerycznym opracowaniu, została przekazana do bazy danych ICDD. W efekcie 55 lat działalności naukowo -
-badawczej powstał obszerny zbiór, obejmujący ponad 1000 kompletów danych strukturalnych. Przykładowe opracowanie jednego związku zostało zaprezentowane na przyznanym dyplomie. Profesor Andrzej Szytuła podkreśla, że powstanie tego wyjątkowego zbioru danych było możliwe dzięki wieloletniej współpracy z licznym gronem uczonych w kraju i za granicą, w szczególności z pracownikami i doktorantami Zakładu Fizyki Ciała Stałego Instytutu Fizyki UJ, którym składa serdeczne podziękowania.
Przyznanie dyplomu przez ICDD stanowi wyraz uznania dla wieloletniego i znaczącego wkładu prof. Andrzeja Szytuły w badania strukturalne związków międzymetalicznych oraz potwierdza międzynarodową rangę jego osiągnięć naukowych. Jest to również potwierdzenie aktywnego udziału środowiska Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozwoju światowych badań nad strukturą i własnościami tych związków. Red.
A. Szytuła, J. Leciejewicz, Handbook of Crystal Structures and Magnetic Properties of Rare Earth Intermetallics, CRC Press, Boca Raton (USA) 1994.
A. Szytuła, J. Leciejewicz, Magnetic Properties of Ternary Intermetallic Compounds of the RT2X2 Type, [w:] Handbook of the Physics and Chemistry of Rare Earths, t. 12, pod red. K.A. Gschneidera Jr., L.R. Eyringa, North Holland 1989, s. 133.
A. Szytuła, Magnetic Properties of Ternary Intermetallic Rare Earth Compounds, [w:] Handbook of Magnetic Materials, pod red. K.H.J. Buschowa, t. 6, Elsevier Science Publishers B.W., 1991, s. 85.
Początek 2026 roku okazał się dla środowiska Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku czasem istotnych zmian oraz powodów do dumy. Na stanowisku dyrektora wielce zasłużoną dla tej jednostki Ewę Piłat zastąpiła 1 lutego dr hab. Dorota Gierszewski, profesor UJ. Zanim jednak stało się to formalnie, 11 stycznia 2026, podczas koncertu noworocznego dla studentów JUTW, zorganizowanego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, Ewa Piłat została uhonorowana brązowym medalem Plus Ratio Quam Vis za wybitne zasługi dla Uniwersy-
tetu Jagiellońskiego. Odznaczenie otrzymała z rąk rektora UJ prof. Piotra Jedynaka oraz prorektora UJ ds. dydaktyki prof. Pawła Laidlera. – Gratulujemy wszystkich osiągnięć! To dzięki takim osobom Uniwersytet Jagielloński jest najlepszą polską uczelnią –akcentował podczas uroczystości rektor UJ. – Ten medal na zakończenie mojej pracy sprawia, że odchodzę z Uniwersytetu jako osoba spełniona, doceniona i to uczucie będzie mi towarzyszyć do końca moich dni – podkreśliła Ewa Piłat tuż po odebraniu wyróżnienia.



Odznaczenie wręczyli Ewie Piłat rektor UJ prof. Piotr Jedynak oraz prorektor UJ ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler
Jagielloński Uniwersytet Trzeciego Wieku jest jednostką pozawydziałową Uniwersytetu Jagiellońskiego, której celem jest propagowanie wiedzy oraz idei uczenia się przez całe życie wśród osób starszych. Ewa Piłat kierowała nim od 2012 roku. Przy wsparciu ówczesnego prorektora UJ ds. dydaktyki prof. Andrzeja Mani przeprowadziła gruntowną reformę, wprowadzając model kształcenia wzorowany na studiach podyplomowych. Student sam wybiera główny kierunek kształcenia oraz fakultety. Opłata, którą uiszcza, pozwala zatrudnić najlepszych wykładowców oraz zainwestować w sprzęt umożliwiający, między innymi, organizację zajęć w trybie hybrydowym – stacjonarnie i on-line w czasie rzeczywistym. W roku akademickim 2025/2026 JUTW zanotował rekordowe zainteresowanie – naukę rozpoczęło 919 osób, a 200 zostało wpisanych na listę rezerwową.
Często to nie przeszkody obiektywne nie pozwalają nam postawić kolejnego kroku, ale to, że nam się po prostu nie chce skutecznie pracować – mówi Wojciech S. Wocław – konferansjer, ekspert w zakresie szkoleń z wystąpień publicznych, a także savoir-vivre’u, etykiety w biznesie i dress code’u. – Warto sięgać wzrokiem dalej – być otwartym, nie ograniczać swojego horyzontu wyłącznie do tego, co już przeżyliśmy, bo przeżyjemy jeszcze wiele innych doświadczeń i one też nas czegoś nauczą. Chodzi też o to, aby nam się chciało chcieć – akcentuje
Szybko, bo już jako nastolatek, zrozumiał, że w przyszłości chciałby pracować jako konferansjer, ale wówczas nie przypuszczał, że to może być zawód, z którego da się żyć. Pierwsze zadanie konferansjerskie otrzymał w szóstej klasie szkoły podstawowej. Kiedy okazało się, że jest w tym dobry, natychmiast zaczęły pojawiać się kolejne wyzwania. Natomiast o tym, że będzie studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, wiedział od zawsze. Dlaczego wybrał polonistykę? W liceum imponował mu charyzmatyczny i pełen pasji polonista, posiadający siłę przekonywania i umiejętność zjednywania sobie ludzi. Przyznaje jednak, że po maturze myślał też o prawie, psychologii i dziennikarstwie.

wspomina rozmowy prowadzone między zajęciami, na stancjach czy późną nocą na ławce na Plantach. – Takich rozmów nie odbywa się nigdy wcześniej i nigdy później – dodaje.
funkcjonującego na Uniwersytecie Ekonomicznym, wraz ze studentami z innych uczelni dla regionalnego programu TVP Kraków współtworzył Studencki Magazyn Dezinformacyjny , pracował w radiu...
Dziś też nie ma czasu na nudę. Oprócz wspomnianych już rodzajów aktywności tworzy i reżyseruje części oficjalne różnych wydarzeń. Wyspecjalizował się w firmowych jubileuszach polskich firm rodzinnych. Przyznaje, że nosi w sercu właściwie każdy z nich. W sposób szczególny wspomina Dni Muzyki Polskiej, w ramach których wystąpił, między innymi, w Operze w Sydney. Od lat jest gospodarzem Forum Prostego Języka „Prosto i kropka”.
W jakim kierunku chciałby rozwijać swoją pasję? Marzeń nie brakuje, a jednym z nich jest poprowadzenie jednego z wieczornych koncertów na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.
– Studia polonistyczne to była dla mnie wielka szkoła wyobraźni, mówienia, pisania, formułowania myśli, w końcu wrażliwości – podkreśla w rozmowie z Piotrem Rapciakiem. Z sentymentem
Regularną pracę rozpoczął już na początku studiów, w firmie eventowej. Ale nie spoczął na laurach. Rozwijał swoje zainteresowania, działając na różnych polach. Stworzył własną stronę internetową, zapisał się do prowadzonego przez Stanisława Knapika kółka zainteresowań
– Przygoda z konferansjerką prowadzi mnie w różne ciekawe rewiry – mówi. Tym, którzy chcieliby ją rozpocząć, podpowiada, by na początku nie stawiali sobie zbyt wysoko poprzeczki, a pierwsze doświadczenia zdobywali w swoim środowisku. By dawali się poznać innym, a także by myśleli nieszablonowo i wychodzili poza swoje przekonania, bo może się okazać, że trzeba będzie podążać zupełnie inną drogą, niż sobie wcześniej wyobrażali.
Rita Pagacz-Moczarska
Wspieraniem studentów i absolwentów w zakresie planowania ścieżki kariery oraz wejścia na rynek pracy już od ponad 20 lat zajmuje się Biuro Karier UJ, będące częścią Centrum Wsparcia Dydaktyki UJ. W ramach współpracy z absolwentami UJ organizowane są zajęcia mentoringowe, szkolenia, prezentacje, debaty, o których informacje można znaleźć na stronie biurokarier.uj.edu.pl
Na stronie alumni.uj.edu.pl od sześciu lat, w ramach cyklu „Historie absolwentów”, publikowane są wywiady z osobami będącymi praktykami rynku pracy, działającymi zarówno w środowisku akademickim, jak i biznesowym.
Rozmowa z Wojciechem S. Wocławem – konferansjerem, ekspertem w zakresie savoir-vivre’u, etykiety w
□ Pana kariera zawodowa zaczęła się dość wcześnie. Według oficjalnych informacji trwa już 20 lat, ale w praktyce chyba trochę dłużej – od 13. roku życia.
■ Zanim to wyjaśnię, zacznę od pewnej refleksji. W czasach liceum zaczytywałem się w życiorysach znanych ludzi. Powtarzała się w nich jedna rzecz: wszyscy bardzo szybko zaczynali pracę w swoim zawodzie. Początki sięgały często szkoły podstawowej. Zawsze zazdrościłem takim osobom, że życie tak wcześnie podpowiedziało im, co mają robić i jaką drogą pójść. Potem zorientowałem się, że mnie prowadziło dokładnie tak samo.
Z archiwum Wojciecha S. Wocława

Byłem bodaj w szóstej klasie szkoły podstawowej, zbliżał się Dzień Nauczyciela, gdy nauczycielka przygotowująca uroczystości szkolne wskazała uczniów, którzy będą tańczyć, śpiewać, recytować wiersze, a do mnie powiedziała: Ty będziesz konferansjerem . Zapytałem wtedy, kim jest konferansjer. Ona mi to wytłumaczyła i rzeczywiście od tamtej pory prowadziłem wszystkie wydarzenia, później także w gimnazjum i liceum.
Gdy studiowałem polonistykę, mieliśmy w programie zajęcia ze sztuki komunikowania. Występowaliśmy, między innymi, przed kamerą. Profesor Aneta Załazińska zapytała, czy miałem wcześniej doświadczenia w tej materii, ponieważ dość sprawnie mi to szło. Pochwaliłem się wtedy, że od szkoły podstawowej prowadzę różne wydarzenia. Po zajęciach podeszła do mnie Maja Dylczyk, jedna z koleżanek z roku, i zaproponowała pracę w firmie eventowej swojego taty. Wtedy zaczęła się moja prawdziwa kariera w tym zawodzie. Innymi słowy – zacząłem regularną pracę. Pierwsze pieniądze zarobiłem zresztą jako 14-latek. Wtedy w gminie, w której mieszkałem, pojawił się inwestor, który kupił nieruchomość, żeby stworzyć w niej hotel. Przed rozpoczęciem tego projektu zorganizował dwudniowy festyn. Podpytywał, kto mógłby poprowadzić to wydarzenie, no i wskazano na mnie. Zaproponował mi wynagrodzenie i premię, jeśli będzie zadowolony z mojej pracy. Po wszystkim wręczył ją bez dalszych negocjacji [śmiech].
□ Już jako nastolatek wiedział Pan, że konferansjer to zawód, który mógłby Pan wykonywał w przyszłości, czy jednak były też inne plany? Wybrał Pan polonistykę na UJ, dodatkowo ze specjalizacją nauczycielską. Czy to był drugi zawód, o którym Pan myślał?
■ Sam się czasami zastanawiam, dlaczego poszedłem na polonistykę. Myślę, że ogromne znaczenie miał wpływ mojego polonisty z liceum. Jak się jest bardzo młodym, to często wydaje się, że za pewne cechy, które charakteryzują danego człowieka, odpowiadają właśnie studia, jego wykształcenie. Mój nauczyciel – Kazimierz Sporoń z Liceum im. Staszica w Tarnowskich Górach, był i jest wielką osobowością i bardzo charyzmatycznym człowiekiem. Też taki chciałem być: charyzmatyczny, ciekawy, z wielką pasją, potrafiący zjednać sobie ludzi, mieć taką siłę przekonywania i autorytet jak on. Bardzo dużo mu zawdzięczam. Zresztą w tamtym czasie myślałem jeszcze o prawie, psychologii, dziennikarstwie, w ogóle o kierunkach humanistycznych. Polonistyka była blisko dziennikarstwa. I teraz kontekst. Wychowałem się w niedużej wsi na Śląsku. Nie było tam wielkich perspektyw, jeśli chodzi o karierę. Sąsiedzi pracowali „na zakładzie” w sąsiedniej miejscowości, byli stolarzami, ślusarzami. Zdarzył się prawnik czy lekarz, ale konferansjera nie było. W latach 90. na weselach pojawiał się czasami wodzirej, ale to nie było to, co chciałem robić. Pomimo tego, że już wtedy prowadziłem różne szkolne wydarzenia, w ogóle nie przychodziło mi do głowy, że to może być zawód, że z tego można by żyć. Rola prowadzącego kojarzyła mi się raczej z zawodem dziennikarza, prezentera telewizyjnego. To były zresztą czasy, kiedy w Telewizji Polskiej prezenterzy zapowiadali program. Po wieczornych wiadomościach w TVP na ekranie pojawiał się Grzegorz Miśtal albo Tomasz Kammel i zapraszał na wieczorne pasmo. Bardzo mi się to podobało i o takim dziennikarstwie wtedy marzyłem. Nie o dziennikarstwie śledczym czy politycznym, tylko właśnie o byciu prowadzącym, o byciu gospodarzem.
Na początku studiów, kiedy Maja zaproponowała mi współpracę z Agencją Życie, otworzyła się przede mną droga do bycia prowadzącym, ale bez programu, bez kontekstu telewizyjnego.
Bardzo szybko powstała moja strona internetowa – chyba jedna z pierwszych konferansjerskich stron w polskim internecie. Nie musiałem się martwić o pozycjonowanie, bo jak się wpisało konferansjer w wyszukiwarce, wyskakiwało zaledwie kilka pozycji [śmiech]. Natomiast trudno było się wtedy wybić konferansjerowi, który nie był z telewizji. Nawet agencje eventowe, których wtedy istniało jeszcze niewiele, szukając prowadzącego, kierowały swoje kroki w stronę telewizji. Dziś na rynku są osoby, które specjalizują się w konkretnych rzeczach, na przykład, jak w moim przypadku, w prowadzeniu wydarzeń biznesowych, profesjonalnych, eleganckich, i to do nich się zwraca.
□ Wróćmy w takim razie jeszcze do studiów. Jak to się stało, że wybrał Pan Kraków i Uniwersytet Jagielloński?

■ Jako ośmio- lub dziewięciolatek biegałem za piłką po boisku ze starszymi kolegami. Przez 15 lat swojego życia byłem jedynakiem i chyba z tego powodu trzymałem się głównie ze starszymi... Niektórzy z nich kończyli podstawówkę i wybierali się do liceum. Rozmawiali, gdzie kto pójdzie dalej. Jeden z nich rzucił do mnie: A ty, gdzie? A ja z pełnym przekonaniem odpowiedziałem, że do Liceum Staszica w Tarnowskich Górach, a na studia na Uniwersytet Jagielloński. Chyba się urodziłem z takim pomysłem, by trafić właśnie na UJ. Na pewno już w tamtym czasie wiedziałem, że UJ to najlepsza uczelnia w Polsce i wielka tradycja. To były ważne powody. Bez wątpienia znaczenie miała również aura Krakowa – miasta poetów i artystów, szczególnie Marka Grechuty. No i, oczywiście, to piękne miasto...
□ Jak wspomina Pan czas studiów?
■ Bardzo dobrze. Co ciekawe, niedawno zacząłem kolejne studia, tym razem psychologię. Gdy po 15 latach od zakończenia polonistyki wchodzę na wykłady czy ćwiczenia, staram się porównać odbiór studiów wtedy i dziś. Na pewno wówczas można było poczuć się zagubionym w gąszczu wiedzy, która nagle spadła na człowieka. W gąszczu lektur, których przeczytanie w tak krótkim czasie nie było możliwe... W meandrach języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, w którym do tej pory potrafię zmówić Ojcze nasz
Pamiętam zajęcia z pedagogiki prowadzone przez dr Teresę Wojtasińską, która powiedziała wówczas coś, co zapamiętałem, a co powinno być również przesłaniem dla wszystkich, którzy wybierają się na studia. Brzmiało to mniej więcej tak: Trafiliście na uniwersytet z różnych miejsc i różnych środowisk. Uniwersytet jest miejscem, w którym trzeba mieć odwagę podważać swoje przekonania. To, w co się wierzy. Musicie stworzyć w sobie taką postawę intelektualnej odwagi, żeby umieć to zrobić, jeżeli znajdziecie dowody na to, że w rzeczywistości jest inaczej, niż wam się do tej pory wydawało. Inaczej niż to wynikało z waszych
dotychczasowych opinii czy światopoglądu. Mam nadzieję, że niczego tu nie przekręcam i pani doktor nie będzie musiała pisać sprostowania [śmiech]. Jej słowa odebrałem jako wezwanie do krytycznego myślenia, do poszerzania horyzontów, również do podejrzliwości wobec intelektualnych mód. W czasie studiów bardzo ważne były dla mnie rozmowy w studenckim gronie, które prowadziło się między zajęciami, na stancjach, późną nocą na ławce na Plantach. Były absolutnie wyjątkowe. Takich rozmów nie odbywa się nigdy wcześniej i nigdy później. Są wręcz warunkiem do osiągnięcia stanu rozbuchania intelektualnego, który na tym etapie życia jest niezwykle ważny. Potem nie raz człowiek stygnie w ramach, w które wtłacza go życie. Ale rozmawiać uwielbiam do dziś!
□ Pana historia pokazuje, że jeśli ma się pasję, która sięga nawet wieku szkolnego, i chce się ją realizować, to przy odrobinie samozaparcia i szczęścia można uczynić z niej sposób na życie. Czy ta ponaddwudziestoletnia przygoda z konferansjerką jest dla Pana nadal przygodą, czy cieszy tak samo jak wcześniej?
■ Tak! Konferansjerka ma wiele zalet. Po pierwsze, pozwala wciąż poznawać nowych ludzi. Po drugie, każde wydarzenie ma inną tematykę. Raz jest to jubileusz firmy produkującej aluminium, raz konferencja branży okiennej, innym razem taka o tematyce prawnej albo medycznej, jeszcze innym forum na temat upraszczania języka, gala nagrody gospodarczej, wybory miss albo koncert muzyki klasycznej. Nie ma czasu na nudę. Gorzej, nie ma czasu, by zgłębić to wszystko, czego ma się szansę dotknąć! To wada [śmiech]. Ta praca to jest wieczne pączkowanie. Rośnie jak krzak, na którym co chwila pojawia się nowy pąk. W zasadzie tak było od początku.
Jeszcze w trakcie studiów trafiłem do kółka zainteresowań na Uniwersytecie Ekonomicznym, które prowadził Stanisław Knapik. Należeli do niego studenci z różnych krakowskich uczelni. Robiliśmy program Studencki Magazyn Dezinformacyjny dla regionalnego oddziału TVP w Krakowie. Poznałem tam kilka osób, które później kontynuowały karierę w mediach.
Pewnego razu, chyba byłem już po studiach licencjackich, napisała do mnie koleżanka z tamtych czasów, która wtedy pracowała w jednej z ogólnopolskich rozgłośni radiowych – Aga Wrońska, dziś w Radiu Kraków. Zaproponowała, abym przyszedł do nich na wakacyjne praktyki. Przyszedłem i zostałem na dłużej. To była pierwsza poważna praca w mediach. Równolegle wtedy wciąż prowadziłem wydarzenia. Po około roku, z powodu restrukturyzacji, straciłem etat w radiu, ale miałem co robić. Przyszedł do mnie jeden z moich klientów i powiedział tak: Słuchaj, jak już tak występujesz w radiu i na scenie, to może byś mi powiedział, jak to się robi. No i tak zaczęła się moja rola szkoleniowca. Do dziś przygotowuję ludzi do wystąpień publicznych.
Od zawsze interesował mnie temat savoir-vivre’u. Wspomniana koleżanka ze studiów, Maja, u której ojca zaczynałem pracę jako konferansjer, pewnego dnia opowiedziała, że zgłosił się do nich klient z prośbą o przygotowanie oferty na warsztaty z savoir-vivre’u dla swoich pracowników. Zaczęła więc rozglądać się za ofertami i odkryła – to było 13 lat temu – że zdecydowaną większość podobnych szkoleń prowadzili głównie byli dyplomaci. Wydało jej się to zbyt dalekie od realiów biznesu. Po jakimś czasie usłyszałem od niej: Jak już tak chodzisz w krawacie i pijesz kawę w filiżance, to może zająłbyś się takimi szkoleniami z savoir-vivre’u? Świat zawirował! Pamiętam, że jako nastolatek znalazłem w domu rodzinnym książkę O zachowaniu się przy stole Ingrid Cording Uwielbiałem ją. Było w niej mnóstwo zdjęć i opowieści o przyjęciach, restauracjach, sztućcach, podawaniu potraw, eleganckim zachowaniu, ba! o świecie, w którym chciałem żyć [śmiech]! No więc pomysł Mai nie wydał mi się pozbawiony sensu. Zacząłem czytać, wgłębiać się w świat zasad savoir-vivre’u, co tu dużo gadać, studiować ten temat!
Kiedy dowiedzieli się o tym moi znajomi z radia, zaczęli przychodzić od czasu do czasu, abym coś im powiedział na ten temat do mikrofonu. To było jak kula śniegowa. Z czasem Magda Wojtoń, którą poznałem jeszcze w radiu VOX, rzuciła w redakcji RMF24 pomysł, abym zaczął pisać blog na temat savoir-vivre’u na stronie redakcji newsowej. Szefostwo się zgodziło i tak pisałem przez kilka lat. Potem z tych tekstów powstała książka Savoir vivre, czyli jak ułatwić sobie życie. Chyba dwa lata później napisałem drugą – Etykieta w biznesie, czyli jak ułatwić sobie życie w pracy. Równocześnie proponowałem klientom szkolenia z tego zakresu. Jakiś czas później dołączyłem jako power speaker do agencji Powerspeech, założonej przez Marcina Prokopa.
Można powiedzieć, że przygoda z konferansjerką prowadzi mnie w różne ciekawe rewiry, które bardzo lubię i w których dobrze się czuję.
□ Reasumując, obecnie realizuje Pan trzy główne rodzaje aktywności: pierwsza z nich to konferansjerka – prowadzenie wydarzeń, druga – szkolenia z wystąpień publicznych, i wreszcie trzecia, czyli szkolenia i doradztwo w zakresie savoir-vivre’u i etykiety biznesowej. Jaki będzie kolejny kierunek?
■ Wypączkuję [śmiech]! Powiem może słowo o tych szkoleniach. Zaczęło się od wystąpień publicznych. Potem doszedł savoir-vivre, etykieta w biznesie i dress code. To są takie klasyczne całodzienne szkolenia dla przedsiębiorców, menedżerów, działów sekretariatów, dla wszystkich, którzy chcą skuteczniej i bardziej świadomie odnajdywać się w różnych biznesowych sytuacjach i budować markę osobistą na solidnych podstawach. Zdarza się, że prowadzę takie szkolenia w ramach większych wydarzeń, na przykład konferencji firmowych. Wtedy na spotkanie może przyjść każdy uczestnik takiego eventu.
Pracuję też indywidualnie z osobami, które potrzebują wsparcia w tych dziedzinach, na przykład z sukcesorami firm rodzinnych. Kiedyś przyszedł do mnie klient, który przekazywał firmę swojemu synowi. Syn, świetny menedżer, pracował w bardzo nowoczesnej i stosunkowo wyluzowanej branży. Firma ojca działała z kolei w bardzo konserwatywnym środowisku. Spotykaliśmy się prawie pół roku. Pomogłem mu opanować wszystkie zasady etykiety, niezbędne w jego nowych realiach. Stworzyliśmy też jego „szafę biznesową”. Do dziś pamiętam, jak wychodził z przymierzalni, stawał przed lustrem i się uśmiechał. Wcześniej zakładał garnitur jedynie na śluby, z obyczajowej konieczności, a tu nagle zaczął odkrywać, że w nim da się dobrze wyglądać i tak samo czuć. Świetna współpraca i przykład bardzo dojrzałego podejścia do tematu.
A propos pączkowania.... Obecnie już nie tylko prowadzę wydarzenia, ale również tworzę i reżyseruję ich części oficjalne.


Przez lata zapowiadałem ludzi, którzy występowali na scenie, potem zacząłem ich do tych występów przygotowywać, a z czasem zacząłem przygotowywać także części oficjalne. Mogę powiedzieć, że wyspecjalizowałem się w firmowych jubileuszach, szczególnie polskich firm rodzinnych, w których wciąż jest więcej fantazji niż w międzynarodowych korporacjach. To pozwala na kreatywność. Prezes, najczęściej będący również właścicielem firmy, kiedy obchodzi rocznicę jej powstania, traktuje takie wydarzenie jak coś wyjątkowego. Nie ma się co dziwić! Zależy mu na tym, by zrobić to jak najlepiej, by zaskoczyć swoich gości. Kiedy przychodzi się do kogoś takiego z ciekawym pomysłem, po prostu się go realizuje.
Normą jest, że na takie wydarzenia przyjeżdżają zagraniczni kontrahenci i często nie mogą uwierzyć, jak wysoki jest poziom eventów w Polsce. Kiedyś przygotowywałem część oficjalną dla firmy, która zaprosiła kilkudziesięciu dziennikarzy, w tym wielu z zagranicy. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że ci ludzie nie będą pisać tylko i wyłącznie o tej firmie, ale wywiozą z tego wydarzenia wspomnienia naszego kraju. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będą mówić o Polsce, o polskiej gościnności i myśleć bardzo pozytywnie o tym, co tu przeżyli i zobaczyli. Dlatego zrobienie eventu firmowego to nie jest tylko ciastko, kawa, catering, ale przekazanie ważnego komunikatu, zbudowanie wizerunku, który zostaje gościowi w pamięci. Firmowe gale jubileuszowe oparte na rozmowie mają jeszcze jeden bardzo ważny wymiar: budują wspólnotę. I o tym potem mówią sami goście – klienci i pracownicy, którzy biorą w nich udział. Klienci pogłębiają relacje z daną firmą, a pracownicy przyznają, że poczuli nową energię, że coś zrozumieli, że w większym stopniu czują się częścią całości. Pochodzę ze wsi i dzięki temu wiem, jak ważna jest wspólnotowość. Lubię wspólnoty. I bardzo lubię pracę z polskimi firmami. Doskonale je rozumiem, znam ich potrzeby i mam poczucie, że w ten sposób robimy coś więcej, budujemy, co tu dużo mówić, nasz kraj.
Pytał pan o kierunek. Mogę powiedzieć o marzeniach. Wciąż takie mam! Jednym z nich jest poprowadzenie któregoś z wieczornych koncertów na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.
□ Życzę zatem, aby się spełniło. Zostańmy jeszcze przez chwilę przy wydarzeniach dla firm. Proszę opowiedzieć, jak one wyglądają, jak są organizowane?
■ Najczęściej to eleganckie wydarzenie, które odbywa się w ciągu dnia albo, częściej, wieczorem. To zazwyczaj bankiet, a więc kolacja połączona z częścią oficjalną i artystyczną. Zdarza się, że część oficjalna odbywa się w ciągu dnia, na przykład w teatrze, a druga część – kolacja i pewien akcent artystyczny, późnym popołudniem.
Części oficjalne wyglądają różnie. Czasem są to przemówienia najważniejszych przedstawicieli firmy i gości, czasem gala wręczenia nagród, a czasem... No właśnie! Czasem – jest to moja ulubiona forma – rozmowy o historii firmy. Taka rozmowa ma trzy – cztery części, są one przeplatane artystycznymi akcentami, które zawsze nawiązują do tej historii. Na scenę zapraszamy założycieli, pracowników, klientów, nieraz przedstawicieli lokalnej społeczności. Z tyłu umieszczone są ekrany, na których wyświetlane są zdjęcia, filmy, grafiki, ilustrujące to, o czym mówią osoby biorące udział w rozmowie. Całość robi wrażenie talk-show i jest bardzo angażująca zarówno dla rozmówców, jak i słuchających. Przygotowanie takiego wydarzenia zajmuje nieraz kilka miesięcy, ale daje niesamowity efekt. Pogłębia relacje, tworzy wspólnoty, pozwala się poznać i zrozumieć. No i stawia w centrum rozmowę! Coś, czego nam dziś tak bardzo brakuje.
□ Czy jest takie wydarzenie, które wspomina Pan w sposób szczególny?
■ W zasadzie prawie każdy jubileusz polskiej firmy rodzinnej. W trakcie planowania człowiek zżywa się z ludźmi, poznaje ich historie, a potem nosi je w głowie i w sercu. Śmieję się czasem, że ponad 10 lat przygotowywania jubileuszy to moje prywatne studia MBA. Na pewno jedną z najbardziej niezwykłych przygód był projekt Dni Muzyki Polskiej – cykl koncertów muzyki klasycznej w dziewięciu krajach na czterech kontynentach. Wystąpiłem, między innymi, w operze w Sydney. Niezwykłe przeżycie. Są takie wydarzenia, które prowadzę od lat, na przykład Forum „Prosto i kropka”, które promuje prosty język w komunikacji publicznej. Tu jestem naprawdę gospodarzem, nie tylko gospodarzem-najemnikiem. Kiedyś przez 10 lat prowadziłem wydarzenia dla jednej z dużych korporacji. Pracownicy byli przekonani, że jestem zatrudniony w którymś z działów. Kiedy wchodziłem do biurowca, witali się ze mną jak ze swoim. Zawsze z ogromną satysfakcją wspominam te wydarzenia, do których kogoś przygotowałem i na których ta osoba, dzięki naszej współpracy, świetnie wypadła... Antywspomnieniem pozostaje pandemia. Na początku 2020 roku miałem zapełniony kalendarz do grudnia i nagle w ciągu jednego tygodnia wszystkie wydarzenia zostały wykreślone. COVID na dwa–trzy lata prawie całkowicie zatrzymał działalność branży eventowej.
□ Stracił Pan wszystkie zlecenia czy udało się chociaż częściowo pracować on-line?
■ Raptem kilka razy. Trzeba było żyć z oszczędności, które w dużej mierze w tym czasie zostały skonsumowane. Pandemia pokazała mi, że dziedziny, którymi się zajmuję, nie są towarem pierwszej potrzeby. W trudnych czasach eventy i szkolenia, zwłaszcza związane z „moją” tematyką, odchodzą na bok. A jednocześnie, paradoksalnie, pandemia udowodniła, jak ważną rolę mają takie wydarzenia. Potrzebujemy innych ludzi. Potrzebujemy się spotykać. Potrzebujemy celebrować. To część naszej wspól-
notowości. To jeden z warunków, który pozwala zdrowo funkcjonować!
□ Jak zmieniał się rynek eventowy czy szkoleniowy przez ponad 20 lat Pana działalności?
■ Na pewno nastąpiła niesamowita profesjonalizacja usług. Organizacja wydarzenia nie jawi się dzisiaj nikomu jako rzecz łatwa. Kiedyś choćby wspomniane polskie firmy rodzinne robiły imprezy własnymi siłami dla, powiedzmy, kilkudziesięciu pracowników. Dziś wiele z tych firm zatrudnia co najmniej kilkuset pracowników, a ludzie, którzy mieliby zorganizować imprezę firmową, zderzają się z naprawdę sporymi wyzwaniami logistycznymi, decyzyjnymi. Nawet jak w pierwszym odruchu zabierają się za to sami, to po chwili szybko udają się do profesjonalistów, którzy taką imprezę wymyślą, zaplanują i zorganizują. Wystarczy uświadomić sobie, ile pracy trzeba włożyć choćby w przygotowanie zaproszenia, które dzisiaj musi być dopracowane zarówno pod kątem tekstu, jak i identyfikacji wizualnej. Ponadto bardzo często chce się mieć rozwiązania niepowtarzalne, skrojone na miarę.
Z archiwum Wojciecha S. Wocława

Trening w Krakowskim Klubie Szermierzy
Jeśli chodzi o samych prowadzących, to chyba mniej jest ludzi, którzy traktują prowadzenie wydarzeń dorywczo. Agencja eventowa wie, że potrzebuje kogoś pewnego, kto ma większe doświadczenie, kto będzie wiarygodny nie tylko dla tej agencji, ale i dla klienta. Na pewno dziś nie jest już tak, że pierwszym wyborem dla agencji czy klienta jest ktoś, kto pracuje w telewizji. Często agencje polecają osoby, które nie są powszechnie znane, ale są świetne w tym, co robią, są profesjonalistami.
Na pewno jesteśmy dziś bardziej świadomi, że organizacja wydarzeń to nie tylko i nie głównie zabawa. To przede wszystkim spotkania. Różnorodne: biznesowe, rozrywkowe, kulturalne, sportowe, prywatne. Ale spotkania. A my chcemy i potrzebujemy się spotykać. I to się nie zmieniło.
Kiedyś, jak się przedstawiałem, zawsze ktoś mówił: Aha, czyli jesteś wodzirejem. Dla pokolenia moich rodziców, które oglądało Wodzireja z Jerzym Stuhrem i bywało na weselach z wodzirejami, a nie – jak dziś, z DJ-ani, to były pierwsze skojarzenia. Tymczasem ja zawsze chciałem być konferansjerem, a nie festyniarzem. Nie Lutkiem Danielakiem, tylko Lucjanem Kydryńskim albo Janem Suzinem. Poważnym facetem, który w elegancki, lekki i dowcipny sposób potrafi przeprowadzić gości od początku do końca wydarzenia.
□ Czy w Pana życiu nadal obecna jest polonistyka? Czy wiedzę z tych studiów wykorzystuje Pan nadal w pracy?
■ Studia polonistyczne to była dla mnie wielka szkoła wyobraźni, mówienia, pisania, formułowania myśli, w końcu wrażliwości. Tekst, poezja, proza uwrażliwiają człowieka, pozwalają mu wypowiadać się o świecie i rozumieć go w sposób pogłębiony.
Konferansjerka to jest opowieść, którą trzeba sprawnie stworzyć i włączyć do niej uczestników wydarzenia. Szkolenia z kolei mają coś z nauczania.
□ Uniwersytet również jest obecny w Pana życiu. Prowadził Pan chociażby galę Alumnaliów – wydarzenie dla absolwentów UJ, które, po raz pierwszy w historii, odbyło się we wrześniu 2025 roku.
■ Tak, to była wspaniała impreza. Prowadzę też od kilku lat galę Mądrej Książki. Bardzo lubię wracać na Uniwersytet. Dla mnie to miejsce, w którym dostałem coś więcej niż samo wykształcenie. Kardynał Macharski zapytał mnie kiedyś – miałem wtedy może 22 lata – co studiuję. Odpowiedziałem: Polonistykę na Gołębiej. Złapał mnie za ramię, spojrzał w oczy, zamilkł na chwilę i powiedział: Wiesz, kto tam studiował? – Wiem – odparłem. – Pamiętaj, że to zobowiązanie – usłyszałem w odpowiedzi. Uniwersytet Jagielloński to jest dla mnie wielka sprawa.
□ Gdyby ktoś chciał pójść w Pana ślady i zostać konferansjerem, jakie powinien mieć predyspozycje?
■ Na początek powiedziałbym: zacznij od prowadzenia wydarzeń, które masz w zasięgu ręki. Nie myśl od razu w kategorii gaży, jaką ma jedna czy druga znana osoba. Nie myśl o najbardziej prestiżowych wydarzeniach – festiwalach, galach, bo tych raczej w pierwszym roku swojej pracy nie poprowadzisz. Pomyśl o środowisku, w którym jesteś, o miejscowości, w której mieszkasz czy wspólnocie, w której działasz. Tam zacznij zdobywać pierwsze doświadczenia. Druga kwestia: daj się innym poznać w tej roli. Mów, że to robisz. I wreszcie: bądź otwarty na pewne rzeczy, wyjdź poza swoje przekonania, bo może się okazać, że będziesz podążał zupełnie inną drogą, niż sobie wcześniej wyobrażałeś. Na początku ścieżki zawodowej prowadziłem wydarzenia w centrach handlowych, między innymi tak zwaną animację sprzedaży. Opowiadałem w dużych marketach o tym, ile co kosztuje, żeby zachęcić ludzi do kupna. Mało powiedzieć, że tego nie cierpiałem... Ale pracowałem dalej. Po pierwsze, jeśli chciałem być konferansjerem, musiałem z czegoś żyć. Po drugie, nawet w tym można było znaleźć jakieś wyzwanie, na przykład próbować wypracować najbardziej przekonujący i skuteczny przekaz. Na pewno nie można za szybko się poddawać i myśleć, że jeśli dana praca nie podoba mi się w jej dzisiejszym wymiarze, to trzeba ją rzucić. Warto sięgać wzrokiem dalej – być otwartym, nie ograniczać swojego horyzontu wyłącznie do tego, co już przeżyliśmy, bo przeżyjemy jeszcze wiele innych doświadczeń i one też nas czegoś nauczą. Chodzi też o to, aby nam się chciało chcieć. Często to nie przeszkody obiektywne nie pozwalają nam postawić kolejnego kroku, ale to, że nam się po prostu nie chce skutecznie pracować.
Rozmawiał Piotr Rapciak
W2026 roku mija dokładnie 120 lat od uzyskania przez Stefanię Tatarównę (1880–1942) stopnia doktora. Wydarzenie trwale zapisało się w historii najstarszej polskiej uczelni, ponieważ tytuł ten po raz pierwszy otrzymała kobieta (wcześniej kilka badaczek nostryfikowało swoje doktoraty zdobyte za granicą).
Praca doktorska Tatarówny – Król-Duch Słowackiego a nadczłowiek Nietzschego, złożona na Wydziale Filozoficznym i zaopiniowana pozytywnie przez profesorów Maurycego Straszewskiego i Stefana Pawlickiego, uznana została za dzieło nowatorskie, napisane z należytą sumiennością i rzetelnością, z jednym tylko zastrzeżeniem, dotyczącym przedstawienia tła historycznego. O jej wartości świadczy przedruk w prestiżowym „Pamiętniku Literackim” i duża cytowalność w późniejszych badaniach nad tekstami Juliusza Słowackiego i Fryderyka Nietzschego. Sam fakt nadania tytułu doktora nauk kobiecie wywołał w 1906 roku taką sensację, że wzmianki o nim pojawiły się w prasie polskiej i polonijnej (między innymi w „Słowie Polskim”, „Głosie Narodu”, „Gazecie Narodowej”, „Nowinach”, „Nowej Reformie”, „Prawdzie” i „Gazecie Polskiej” z Chicago). Z przetartego przez Tatarównę szlaku szybko skorzystały kolejne absolwentki filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, wśród nich także jej siostra Wacława, która przedstawiła rozprawę doktorską Sądy syntetyczne a priori Kanta i we współczesnych badaniach nad podstawami matematyki w ogóle, a geometrii w szczególności . Siostry miały zresztą bardzo bliską relację – wspólnie mieszkały, pracowały jako nauczycielki i nie założyły własnych rodzin.
Aktywność Stefanii nie ograniczała się jedynie do dydaktyki. Absolwentka krakowskiego Gimnazjum św. Anny, wykształcenie wyższe zdobywała na Uniwersytecie Jagiel-

https://www.dzielnica13.krakow.pl
lońskim i Uniwersytecie Wiedeńskim, gdzie uczęszczała, między innymi, na wykłady prof. Wilhelma Jerusalema czy prof. Friedricha Jodla. Myśl Fryderyka Nietzschego poznawała nie tylko przez dostępne publikacje, ale uczestnicząc w jego wykładach w Monachium. Fascynacja niemieckim filozofem trwała zresztą w jej przypadku do końca życia. Podobnie jak słabość do polskiego mesjanizmu, spirytyzmu, mistycyzmu i duchowości, a także zainteresowanie twórczością Goethego, zwłaszcza motywem faustycznym. W latach 1908–1920 Tatarówna mieszkała we Lwowie, ucząc języka polskiego i niemieckiego w gimnazjum żeńskim. Po powrocie do Krakowa zaczęła publikować powieści (Przeciw losowi, 1922), zbiory opowiadań (Porachunek z szatanem, 1928, O miłości mistrza Twardowskiego: historja smutna i inne nowele, 1926) i dramaty w odcinkach (Książę Józef, Niewolnicy, Łukasiński). Debiut poetycki – śmiały tomik Poezye. Buddha, ceniony dziś zwłaszcza za wątki proekologiczne, zaliczyła jeszcze jako studentka, w roku 1903, a pisania wierszy nie porzuciła całkiem nigdy.
Choć jej zainteresowania literackie i badawcze mogą wydawać się dalekie od spraw polityczno-społecznych, i na tym polu pozostawała niezwykle aktywna. Współpracowała z Polską Partią Socjalistyczną i należała do Ligi Kobiet, publikując manifesty w tworzonym przez polskie feministki piśmie „Na posterunku”. W 1926 roku, wraz z Marią Ponikowską i Teodorą Męczkowską, założyła polski oddział Stowarzyszenia Kobiet z Wyższym Wykształceniem. Była członkinią Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych, a także Stowarzyszenia na rzecz Zwalczania Alkoholizmu „Eleuteria”. Silne zainteresowanie duchowością zaowocowało dołączeniem do Polskiego Towarzystwa Antropozoficznego, a poparcie Stefana Żeromskiego i Jana Kasprowicza – przynależnością do Związku Zawodowego Literatów Polskich. Rozległą wiedzę i zdolności językowe wykorzystywała, recenzując książki (także obcojęzyczne) dla czasopism naukowych, pisząc felietony, eseje, polemiki, a także artykuły naukowe z zakresu filozofii (na przykład Moralne podstawy ideologii polskiej, 1937), pedagogiki, etyki oraz sztuki. By zachować pamięć o Stefanii Tatarównie i uczcić jej dorobek, Uniwersytet Jagielloński od 2021 roku funduje nagrodę jej imienia przyznawaną za najlepszą pracę magisterską i rozprawę doktorską uwzględniającą perspektywę genderową i / lub perspektywę płci w dowolnej dziedzinie nauki. Red.
E. Chudoba, A. Smywińska-Pohl, Filozofki na Uniwersytecie Jagiellońskim 1897–1967. Antologia, Kraków 2023. A. Smywińska-Pohl, W poszukiwaniu prababek – o pierwszych filozofkach z Uniwersytetu Jagiellońskiego (1897–1939), „Etyka”, 2012, nr 45, s. 106–118. J. Żebrowski, Zapomniana podgórzanka. O życiu i twórczości Stefanii Tatarówny, https://www.dzielnica13.krakow.pl/artykuly-z-historii-podgorza/zapomniana-podgorzanka-ozyciu-i-tworczosci-stefanii-tatarowny, dostęp: 27.01.2026.
Pani rektor, rektorka, rektora?1
Jestem reżyserem. Reżyserka to pomieszczenie na miotły. Tak o swojej profesji mówiła Agata Duda-Gracz podczas wywiadu udzielonego Jackowi Cieślakowi z „Rzeczpospolitej” na temat wyreżyserowanego przez siebie w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego przedstawienia Proszę Państwa, Wyspiański umiera2. W tym (i nie tylko) kontekście trudno zaprzeczyć obserwacji, że język kreuje naszą rzeczywistość. I to niekiedy tak dalece, że, nie wiedzieć czemu, wyłączamy w tym procesie niezależność krytycznego myślenia i, jeśli wolno to tak tutaj ująć, zdrowy rozsądek.
To prawda, że żyjemy w czasach polaryzacji i – oględnie mówiąc – retorycznej przesady, a często wręcz nawet zacietrzewienia, które nie pozwala dostrzec racji u innych. Ma to miejsce szczególnie w sposobie komunikowania się w przestrzeni zbiorowej. Jak bardzo – to skrótowo najlepiej obrazuje opis naszych relacji werbalnych: mówimy, ale nie słuchamy. Nadajemy, ale nie odbieramy. Przywołany w tytule artykuł autorstwa Renaty Przybylskiej jest chwalebnym odrzuceniem takiej metody społecznej komunikacji. Lub, jeszcze inaczej i gorzej, narracji, o której dałoby się powiedzieć to zaledwie, że słów wodnistych w niej co niemiara. Wyważona argumentacja i starannie dobrane, także historyczne, przykłady pokazują w zamierzony, jak wolno przyjąć, przez autorkę sposób analizę od strony językoznawczej toczonego obecnie sporu o (nie)stosowanie feminatywów. Wykażę się tutaj jednak odwagą polemiczną i pozwolę sobie wskazać, że przedmiotowa kwestia dotyczy nie tyle językowych – jakby na to nie patrzyć – igraszek, ile podstaw kodu porozumiewania się społeczeństwa. A więc zagadnienia, którego w rzeczonym zestawieniu większy ciężar gatunkowy nie powinien budzić wątpliwości.
Przyjęcie wskazanego stwierdzenia jako przesłanki prowadzi do przypomnienia, czym język jest i jaką, bo to interesuje
tutaj najbardziej, funkcję ma do spełnienia. Według powszechnie dostępnej definicji język to „system budowania wypowiedzi, używany w procesie komunikacji”3. Spośród jego cech wartych natomiast przytoczenia na uwagę zasługuje, między innymi, to, że zakłada on według tejże definicji:
1. istnienie nadawcy i odbiorcy – nadawca nadaje komunikat do odbiorcy, który dysponuje tym samym kodem, oraz że
2. język jest systemem znaków o charakterze konwencjonalnym4

Ostatecznie czytamy tam, że język służy do przedstawiania rzeczywistości dotyczącej przedmiotów, czynności czy abstrakcyjnych pojęć za pomocą znaków5 . Służebny charakter języka prowadzi nas zatem do jego teleologicznej wykładni, która pozwala zaklasyfikować go jako narzędzie komunikacji umożliwiające efektywne porozumienie się obydwu stron. Z uwagi na kontekst tych rozważań wypada podkreślić od razu kluczowy przymiotnik efektywne – czyli takie, tu z kolei odwołanie do instrumentarium nauk ekonomicznych, jakie pozwala uzyskać możliwie najlepsze rezultaty przy możliwie najniższych kosztach oraz nakładzie czasu i pracy. Efektywność to bowiem nic innego jak jeden z tych najpowszechniej stosowanych wskaźników, który mówi, jak przy minimalizacji zużycia zasobów potra-
fimy maksymalizować rezultaty, a zatem jak dobrze wykorzystujemy określone zasoby, aby osiągnąć wyznaczone cele6. Tyle w teorii. Spróbujmy ją w tej sytuacji odnieść do praktyki formułowania przekazu, aby zobaczyć, czy ekonomia słowa ma tutaj zastosowanie z punktu widzenia jego efektywności (z)rozumienia. Najprostsze zdanie-przykład, który pozwolę sobie wziąć na warsztat, brzmi: W ramach tegorocznej, jubileuszowej edycji kongresu [...] odbyło się ponad 120 sesji z udziałem ponad 350 prelegentek i prelegentów, które śledziło 5000 uczestniczek i uczestników7. Ponieważ piszącemu te słowa nie jest znany ani jeden przypadek kongresu, w którym braliby udział tylko mężczyźni, wolno retorycznie zapytać, czy wprowadzenie w tym przypadku feminatywów jest uzasadnione z punktu widzenia efektywności lektury rzeczonego sprawozdania? I czy, mówiąc wprost, nie jest aby tak, że nie tylko to wprowadzenie rozprasza uwagę czytającego, co wręcz ją odwraca od meritum komunikatu, czyli w tym przypadku liczby uczestniczących w kongresie osób?
Oczywiście, doskonale rozumiem podnoszony argument o potrzebie wprowadzania symetrii rodzajowo-płciowej, tyle tylko, że nie każde jej stosowanie jest uzasadnione komunikacyjnie-poznawczo, jeśli wziąć pod uwagę właśnie kryterium potrzeby zwięzłości informacyjnej, a przez to efektywności komunikacyjnej. Przesada informacyjna wywołuje bowiem skutek odwrotny od zamierzonego, co mogą potwierdzić wszyscy kierujący pojazdami. Nagromadzenie wielu znaków przy drodze na krótkim jej odcinku powoduje to jedno, że uwaga kierowców zaczyna się skupiać na ich percepcji, a nie na prowadzeniu auta i innych użytkownikach drogi, z tragicznymi niejednokrotnie skutkami.
To, co jednak może odstręczyć najbardziej nawet zagorzałego zwolennika powszechnego stosowania w języku feminatywów, to brak równie powszechnie
(za)akceptowanych form żeńskich nazw zawodów i tytułów. Nie mamy bowiem pewności przy ich posługiwaniu się, która z form derywatywnych jest (bardziej) poprawna: ministra czy ministerka, rektora, rektorka czy też może rektoryni? Bogactwo polskich wykładników żeńskości wchodzących w skład feminatywów:
1. dzierżawcze przyrostki żeńskości (-owa, -ówna, -ina/-yna, -anka), przykładowo: krawcowa, hrabina, burmistrzanka, koleżanka,
2. formanty (-ka, -ini/-yni, -ica/-yca, -ina/-yna, -anka), przykładowo: autochtonka, kibicka, sabotażystka, skoczkini, przodkini, sportowczyni, wydawczyni, anielica, 3. sufiksy (-icha/-ycha, -na, -essa), przykładowo: kowalicha, druhna, baronessa8 , może przyprawić przecież o zawrót głowy każdego lub każdą, jeśli trzymać się uparcie symetrii rodzajowo-płciowej.
Wprowadzanie feminatywów napotyka na jeszcze jedną przeszkodę, na którą warto zwrócić uwagę. Niejednokrotnie jest bowiem tak, że tworzone według powyższych reguł, wchodzą one derywatywnie w zakres już istniejących wyrazów, ale mających już ustalone inne znaczenie. Tu przykładowo: wojak – wojaczka, żongler – żonglerka, murarz – murarka, reżyser – reżyserka I wojaczka, i żonglerka, i murarka wreszcie to przecież nic innego jak zajęcie, fach, rzemiosło wykonywane przez wojaka, żonglera oraz murarza. W przypadku zaś reżyserki to z kolei nic innego jak pomieszczenie, które jest nie tyle miejscem przechowywania mioteł (według sardonicznego przyrównania Agaty Dudy-Gracz), ile miejscem pracy reżysera w studiu radiowym lub telewizyjnym. Aczkolwiek, czego tu nie ukrywam, jestem pełen podziwu dla plastyczności języka polskiego, obcej w tej skali językom, przykładowo, angielskiemu i niemieckiemu, to trudno przemilczeć, że ta mnogość form umożliwiających tworzenie feminatywów jest nie tylko utrapieniem obcokrajowców chcących opanować nasz język, ale i otwarciem puszki Pandory skutków prawnych, co już jednak nie jest problemem bynajmniej teoretycznym. Jeśli bowiem zechcieć przyjąć wiele krążących w obiegu medialnym feminatywów za popisy jedynie erudycji ich autorów, to bezsprzecznie nie da się tego powiedzieć o językowym feminizowaniu tamże kategorii stanowisk i tytułów, co do których ustawodawca ustalił obowiązującą wszystkich bez wyjątku adresatów normę językową. Mamy zatem, przykładowo, według konstytucji RP9 nie tylko prezydenta Rzeczy-
pospolitej Polskiej (art. 126–145), premiera (prezesa Rady Ministrów) (art. 147–162), posłów i senatorów (art. 96, 97, 100, 102, 103 ust. 1), marszałka Sejmu i Senatu (art. 98 ust. 4, art. 110), ale także prezesa Najwyższej Izby Kontroli (art. 205–206), rzecznika praw obywatelskich, a wreszcie sędziów (art. 178–181) i członków Trybunału Stanu (art. 199–200) bądź Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (art. 214). Uprzedzając, dodam tu od razu, że konstytucje innych państw również odwołują się do form męskoosobowych w przypadkach wszystkich podanych przez siebie urzędów i stanowisk. Stąd stosowanie w medialnym wokabularzu politycznym terminów: prezydentka, premierka, prezeska, senatorka, kanclerka, ambasadorka, marszałkini czy członkini, nie tyle razi, co uznajemy tu za mniej ważne, ile jest z punktu widzenia obowiązujących uregulowań ustrojowo-konstytucyjnych niepoprawne.
Podobnie rzecz się ma ze stopniami i tytułami w świecie akademickim. Nie inne jak właśnie tylko formy męskoosobowe stopni i tytułów naukowych odnotowuje Ustawa o stopniach naukowych i tytule naukowym z 14 marca 200310. Za niemające zatem pokrycia w przepisach jest używanie w mianowniku liczby pojedynczej żeńskich form typu: doktora, doktora habilitowana czy profesorka. To ostatnie zresztą określenie ciśnie od razu na usta pytanie, dlaczego nie profesora? Tylko kategoriami męskoosobowymi posługuje się także ustawodawca w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z 20 lipca 201811 oraz Statucie UJ z 29 maja 201912 Według tego ostatniego nie ma zatem na naszym Uniwersytecie takich stanowisk jak, przykładowo, dyrektorka, pełnomocniczka bądź kierowniczka. Podobnie rozstrzyga to Kodeks pracy z 26 czerwca 1974 13 , w którym próżno szukać ponadto definicji pracowniczki. Swoją drogą, i trudno tutaj nie zapytać, dlaczego nie mówimy i nie piszemy, jeśli już, o pracownicach, skoro, idąc tropem analizy porównawczej, stosujemy określenie w mianowniku liczby mnogiej: pszczoły-robotnice, a nie przecież pszczoły-robotniczki?
to nie da się przeoczyć, że język pozostaje również składnicą utartych powszechnie związków frazeologicznych i powszechnie przyjętych znaczeń wyrazów. Możemy je (z)burzyć, wprowadzić nowe – wszystko to prawda. Tylko po co, skoro czytamy już w Pawłowym, znanym ogólnie Liście do Koryntian: Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje14. Ma bowiem rację Renata Przybylska w swoim przywołanym tu artykule, gdy z powołaniem się na autorytet prof. Zenona Klemensiewicza przypomina jego stanowisko, że tam, „gdzie tego wymaga ład prawny, administracyjny, organizacyjny itp., dopuszczalna jest umowna stałość form jednych i drugich lub tylko jednych”15
Piszący te słowa może tylko podpisać się pod tym stanowiskiem. Podkreślę tu bowiem z pełnym przekonaniem, że forsowanie tytułowych zmian, tej, jak je określa ministra Kotula, dopuszczalnej wobec mężczyzn „dyskryminacji pozytywnej”16, nawet jeśli przyświecają temu szczytne ideały, nie tylko jest nie do pogodzenia ze standardami demokratycznego państwa prawa, ale ma również to do siebie, że podawana – jak doświadczamy tego obecnie – w końskiej dawce, uśmierci ich każdego męskiego odbiorcę, nawet tego najbardziej wyrozumiałego.
Każdy język jest tworem, i z tym zgodzimy się chyba wszyscy, odzwierciedlającym według ustalonych w nim reguł słowotwórczych, między innymi, nasze zmieniające się relacje ze światem zewnętrznym. Ale jakkolwiek byśmy dowartościowywali potrzebę podążania za odnotowywaniem w nim coraz to nowych trendów i mód w zakresie komunikowania się w przestrzeni zbiorowej,
Jan Wiktor Tkaczyński Katedra Euroazjatyckiej Transformacji Porównawczej UJ
1 R. Przybylska, Pani rektor, rektorka, rektora?, „Alma Mater”, 2025, nr 255, s. 54–58.
2 A. Duda-Gracz, Nie używam feminatywów..., https://kobieta. rp.pl/wywiad/art39677541-agata-duda-gracz-nie-uzywamfeminatywow-rezyserka-to-pomieszczenie-na-miotly 3 https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_(mowa)
4 Ibidem
5 Ibidem
6 Efektywność, https://www.google.com/search?q=efektywny&ie=UTF-8
7 Ekonomia oparta na wartościach, „Alma Mater”, 2025/2026, nr 260–261, s. 6.
8 A. Małocha-Krupa (red.), Słownik nazw żeńskich polszczyzny, Wrocław 2015, s. 10–11.
9 Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997, Dz.U. RP 1997, nr 78, poz. 483.
10 Ustawa o stopniach naukowych i tytule naukowym z 14 marca 2003 roku, Dz.U. RP 2017, poz. 1789 (tekst jednolity z 27 września 2017).
11 Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z 20 lipca 2018 roku, Dz.U. RP 2024, poz. 1571 (tekst jednolity z 11 września 2024).
12 Statut UJ z 29 maja 2019 roku, https://bip.uj.edu.pl/dokumenty/statut (tekst ujednolicony z 28 września 2022 roku).
13 Kodeks pracy z 26 czerwca 194 roku, Dz.U. RP 2025 poz. 277, 807, 1423, 1661 (tekst jednolity z 14 lutego 2025 roku).
14 Biblia Tysiąclecia, Pierwszy List do Koryntian, 10, 23.
15 R. Przybylska, Pani rektor..., op. cit., s. 58.
16 https://www.reddit.com/r/Polska/comments/1pna1e4/dyskryminacja_pozytywna_i_parytety_wg_kotuli/
Z przewodniczącą Zespołu ds. Standardów Etyki Badań Społecznych z udziałem Dzieci w Biurze
Rzecznika Praw Dziecka, kierowniczką kierunku pedagogika specjalna IP uJ i Pracowni metodologii
Badań Społecznych i Analizy Danych IP uJ, opiekunką naukową Koła naukowego Pedagogów Resocjalizacyjnych IP uJ i liderką Behaviour in Crisis lab dr hab. małgorzatą michel, profesor uJ, rozmawia
Katarzyna Pawlicka
□ W Jeleniej Górze doszło do morderstwa 11-letniej Danusi, którego sprawczynią była dziewczynka starsza od niej zaledwie o rok. Wydarzenie wstrząsnęło opinią publiczną. Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tej bezprecedensowej i tragicznej sytuacji?
■ Rzeczywiście, w Polsce chyba po raz pierwszy doszło do zabójstwa dziecka przez dziecko. Prawodawstwo nie obejmuje takich przypadków, ale też ich po prostu wcześniej nie było. Polskie prawo zakłada odpowiedzialność karną osób od 13 roku życia. Tym bardziej o tym, co się stało, powinniśmy myśleć wielopłaszczyznowo. Jedna płaszczyzna to konieczność zapewnienia bezpieczeństwa sprawczyni, 12-letniej dziewczynce, podczas badań psychiatrycznych i dalszego procesu resocjalizacji. Druga – ochrona społeczeństwa. Proszę zwrócić uwagę, że ta sytuacja wywołała w Jeleniej Górze niemalże zamieszki społeczne. Ludzie mają tendencję do dokonywania samosądów, linczów. Nie chodzi o to, by te zachowania oceniać – tak działa społeczeństwo, takie zachodzą w nim procesy, ale by przy okazji edukować i uwrażliwiać. Natomiast ten konkretny przypadek jest trudny nie tylko z prawnego, ale także z resocjalizacyjnego punktu widzenia. Paradoksalnie, nie możemy resocjalizować dwunastolatki, bo ona jest jeszcze w procesie socjalizacji i wychowania, i długo w nich pozostanie. Socjalizacja odbywa się na gruncie rodziny, szkoły, środowiska lokalnego. Dlatego zadajemy sobie pytanie, co takiego stało się w życiu tego dziecka, że wymyśliło tak skrajną formę zademonstrowania czegoś światu? Na ten temat na razie możemy jedynie spekulować.

Dr hab. Małgorzata Michel, profesor UJ
Joanna Dzierzbicka
□ Czy dziś agresji, zachowań niebezpiecznych jest wśród dzieci więcej niż, na przykład, 10 lat temu? Co mówią na ten temat dane i badania?
■ W tym kontekście mówiłabym bardziej o przemocy. Agresję ma w sobie każdy z nas. Pytanie, co z nią robi – możemy rozładować ją w sposób nieszkodzący nikomu: podczas treningu boksu, jazdy na rowerze czy biegając. Do przemocy dochodzi natomiast, gdy jej sprawca obiera sobie jakiś przedmiot lub podmiot złości, agresji, gniewu. To może być rzecz (niszczenie mienia), zwierzę lub człowiek. Rzadziej notujemy wzrost przypadków przemocy wobec zwierząt. Natomiast faktycznie obserwujemy bardzo duży wzrost zjawiska przemocy w rówieśniczych relacjach interpersonalnych. A sprawa dodatkowo się komplikuje, ponieważ mamy dwie równoległe rzeczywistości: realną i cyfrową. Zwłaszcza dzieci są głęboko zanurzone w tej drugiej. Praktycznie wszystkie procesy rówieśnicze przeniosły się do cyberprzestrzeni. Zauważyłam także inną niepokojącą korelację: fala wzrostu przemocy jest kompatybilna i równoległa z falą wzrostu prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. A czym jest samobójstwo? Jest aktem autoagresji. Rośnie liczba dzieci samotnych, porzuconych, niezaopiekowanych, pozbawionych uwagi. Teraz trzeba się temu przyjrzeć, wykorzystując metody badawcze.
□ Trafiłam na badania potwierdzające, że od lat 80. XX wieku rośnie sukcesywnie przemoc u dziewczynek.

■ Rozumiem, że może być to zaskoczeniem dla tzw. opinii społecznej, ale dla mnie absolutnie nie jest. Nadal mamy bardzo mało wyników badań dotyczących stricte dziewcząt podejmujących zachowania łamiące społeczne normy, co nie jest równoznaczne z tym, że do takich sytuacji dochodzi rzadko. Pewne procesy, na przykład wychowania i socjalizacji, spowodowały, że dziewczynki były wychowywane do tłumienia agresji, która znajdowała ujście gdzie indziej. Natomiast w ostatnich latach wychowanie i wzorce socjalizacyjne dotyczące płci trochę się zmieniły. Dziewczynka może, a nawet powinna, być dziś przebojowa, głośno mówić światu, co w sobie nosi, a nosi w sobie również agresję. Notujemy chociażby przypadki gangów dziewczęcych, które czasami mają rys pseudokibicowski, ale nie zawsze. Prowadziłam dwie lub trzy prace magisterskie o krakowskich kibickach, więc nie jest to zjawisko unikatowe czy ulotne.
□ Eksperci wskazują na tzw. czynniki ryzyka, które sprawiają, że młody człowiek jest zagrożony zachowaniami agresywnymi, a nawet popełnieniem poważnego przestępstwa. Które z tych sygnałów uważa Pani za najważniejsze?
■ Na pewno samotność, co potwierdzają zarówno badania moje i mojego zespołu, jak i międzynarodowe. Samotność bywa często czynnikiem wyzwalającym różnego rodzaju negatywne wzorce rozwiązywania tego problemu. Powoduje, że doświadczające jej osoby są bardziej podatne na działania radykalizujące, które mogą, ale nie muszą, skończyć się jakimś aktem
przemocy. Im bardziej człowiek jest samotny, wyizolowany (mówiąc o dzieciach i młodzieży – mamy na myśli raczej grupę rówieśniczą), tym bardziej szuka alternatywy – atrakcyjnej dla siebie treści, grupy czy ideologii. 20–30 lat temu tacy ludzie trafiali do sekt. Obecnie mniej się o tym mówi, ale to nie znaczy, że sekty nie działają – one tylko zmieniły swój charakter. To, na jaką grupę trafi młody człowiek, jest przypadkiem. Paradoksalnie, atrakcyjna nie jest konkretna ideologia, to, czy ta grupa będzie, na przykład, zradykalizowana prawicowo czy lewicowo, chociaż tak się może wydawać na zewnątrz. Atrakcyjne jest to, że samotna dotąd osoba zaczyna mieć kontekst społeczny, rówieśniczy, zaczyna być zauważana.
Istnieją też bardzo ciekawe analizy wskazujące, że większość nieletnich sprawców ataków terrorystycznych w szkołach to były osoby samotne. Mamy przesłanki do tego, by twierdzić, że samotność odczuwała też dziewczynka, która zabiła swoją rówieśniczkę w Jeleniej Górze. Oczywiście, nie bez znaczenia były czynniki osobowościowe i nie tylko – w myśl teorii o wieloczynnikowych tłumaczeniach ludzkich zachowań i procesów.
Czynnikiem ryzyka może być także nieadekwatna, zaniżona samoocena, czyli, mówiąc kolokwialnie, poczucie, że jest się do niczego. Trzecia kwestia, z którą się borykamy i nad którą przestaliśmy jako dorośli: badacze, pedagodzy, wychowawcy, psychologowie, kompletnie panować, to grupy zradykalizowane, działające zarówno w przestrzeni realnej i wirtualnej, czyli takie, które głoszą treści nienawistne i dyskryminujące innych ze względu na jakąś cechę.
□ Zanim dojdzie do tragedii, pojawiają się, często bagatelizowane przez dorosłych, sygnały, że z dzieckiem dzieje się coś złego.
■ Jesteśmy w stanie wskazać sygnały ostrzegawcze, tzw. czerwone flagi. W latach 90. w Stanach Zjednoczonych odnotowano wzrost fali ataków uczniów na swoich rówieśników w szkołach, mowa o masowych strzelaninach. Tam, oczywiście, mieliśmy do czynienia z bronią palną, bo to wynika ze specyfiki Stanów. W Polsce mamy noże, a przestępstw czy czynów karalnych z ich użyciem jest naprawdę bardzo dużo, także wśród nieletnich. Już po zatrzymaniu 12-latki w Jeleniej Górze media nagłośniły w ciągu dwóch miesięcy cztery takie przypadki, zapewne najbardziej spektakularne. Po wydarzeniach w USA FBI razem z zespołem prof. Arnolda Goldsteina, który później stworzył metodę treningu zastępowania agresji (TZA/ART), dokładnie przyjrzeli się profilowi tych nastoletnich sprawców i zauważyli powtarzalność pewnych czynników. Są to: samotność, wyizolowanie, marginalizacja z grupy rówieśniczej i negatywne naznaczanie, także przez nauczycieli. Osoby, które słyszały: Jesteś gorszy, do niczego się nie nadajesz, z ciebie nic nie będzie, w pewnym momencie zaczęły planować zemstę, odgrażać się i mówić o tym głośno. Tyle że nikt nie reagował, bo nikt nie bierze poważnie słów dziecka, które mówi, że kogoś zabije. A to poważny błąd i jednocześnie czubek piramidy nienawiści Gordona Allporta, która powstała w latach 50. XX wieku. U jej podstawy znajdują się zjawiska, które na co dzień obserwujemy także w polskich szkołach, na przykład odsuwanie od grupy rówieśniczej, wykluczanie z zabaw, niezapraszanie na urodziny, wycieczki, niemówienie cześć Następnie próby publicznego naznaczania poprzez mówienie: Ty jesteś gorszy, taki czy owaki. Pod adresem dzieci z Ukrainy pojawiło się naznaczanie w postaci zemsty za Wołyń... Wreszcie stopień trzeci, na który nauczyciele nadal nie reagują, czyli izolowanie w sensie fizycznym – na przykład wymierzanie kary, chociażby w toalecie szkolnej czy szkolnym zapleczu lub na boisku po lekcjach, za cechy od nas niezależne, jak język czy kolor skóry. Czwarty stopień piramidy Alporta to groźby: Kiedyś cię zabiję/zabijemy; nie chcemy, żebyś istniał, bo masz czarną skórę. Powód może być irracjonalny, nieoczywisty i na pierwszy rzut oka niewidoczny, jak, na przykład, kibicowanie innej drużynie, co obserwujemy w Krakowie już w szkołach podstawowych. Później, gdy rozmawia się ze sprawcami, często nie są go nawet w stanie wskazać. Sam proces nie jest taki trudny do zrozumienia – trudniejsze jest wyłapanie czerwonych flag, bo kto musiałby to robić? Nauczyciele, wychowawcy w klubach młodzieżowych, domach kultury, placówkach, gdzie odbywają się zajęcia pozalekcyjne? Wymawiają się brakiem czasu, koniecznością przekazywania wiedzy z danego przedmiotu... Ale to nie znaczy, że nie mają być mądrymi dorosłymi w życiu tych dzieci i na każdym kroku pokazywać im wzorce. Jestem bardzo surowa w stosunku do dorosłych, bo każda szkoła ma teraz standardy ochrony małoletnich, a mało kto z kadry bierze pod uwagę, że dotyczą one także przemocy rówieśniczej. Dyskryminacja i okazywanie jej jawnie w sposób wykluczający kogoś ze względu, na przykład, na pochodzenie to złamanie prawa. Rodzice z kolei zagubili się w procesach wychowawczych, ponieważ doszło do odwrócenia systemu wartości, w którym priorytetem stały się dobra materialne. A działania integracyjne, przeciwdziałające samotności są znacznie ważniejsze.

□ Przerażające jest to, że jesteśmy coraz bardziej oswojeni z autoagresją, także tą prowadzącą do prób samobójczych (często obecną w przekazach medialnych), oraz z agresją skierowaną na rówieśnika. Granica między samoagresją a agresją wymierzoną w inną osobę jest cienka, czy powinniśmy te dwie kwestie rozpatrywać osobno?
■ I tak, i nie. U osób, które przejawiają zachowania eksternalizacyjne, czyli wyrzucają agresję na zewnątrz, stwierdza się większą impulsywność – mówiąc kolokwialnie: najpierw coś robią, a później pomyślą. Osoby kierujące agresję na siebie, czyli przejawiające zachowania internalizacyjne, mają większą skłonność do introwersji, zamykania się w sobie. Rzadko się zdarza, że obie te tendencje idą w parze. Natomiast kiedy pomagałam studentce zorganizować proces badawczy do pracy magisterskiej, w której przyglądała się procesowi romantyzowania zaburzeń w zachowaniu, w tym zaburzeń psychicznych w przestrzeni wirtualnej, zauważyłam, że brakuje w edukacji normalizacji kryzysów rozwojowych. To naturalne, że nastolatek zadaje sobie pytania egzystencjalne, filozoficzne, zalicza spadki nastroju, płacze do poduszki, zakochuje się na zabój i krótkotrwale. Dzieciom nikt dziś o tym nie mówi, dlatego radzą sobie z tymi sytuacjami, jak potrafią, czyli, na przykład, próbują u siebie autodiagnozować nieistniejące zaburzenia czy choroby psychiczne. A jak cokolwiek się wydarzy, agresję kierują na siebie.
□ U niektórych młodych ludzi przybiera to skrajną postać i kończy się tragedią.
■ I tu mamy do czynienia z aktami autoagresji, jak samookaleczenie ciała, głodzenie się. Wybierają skrajną formę. A dlaczego? Ponieważ w sytuacji samotności nie mają punktu zaczepienia w grupie społecznej: u koleżanek, pani w szkole, cioci, której można powiedzieć wszystko. Takie dziecko jest w skrajnej rozpaczy, rozpada się na kawałki. Polska nie gwarantuje bezpłatnych zajęć pozalekcyjnych dla wszystkich dzieci równościowo. Świetlice szkolne bardzo często są otwarte do godziny 13–14 i potem dziecko zostaje bez opieki. Nie ma takich placówek, jak były dawniej, chociażby świetlic osiedlowych. Młodzi ludzie siedzą w galeriach handlowych, bo tam jest ciepło. Dlatego działania
pedagogiczne i profilaktyczne powinny być przekierowane na galerie handlowe i na ulicę. Gdańsk zrobił to świetnie – właściciel udostępnił jedno z pomieszczeń i przekształcił na klub młodzieżowy, gdzie jest streetworker, psycholog, pedagog, można napić się ciepłej herbaty, porozmawiać czy po prostu posiedzieć. Ale takich działań jest wciąż za mało.
□ Czy są kraje, od których Polska mogłaby się uczyć w zakresie pracy z dziećmi i młodzieżą lub konkretne rozwiązania systemowe podobne do tego z Gdańska, by skuteczniej zapobiegać przemocy, samobójstwom i innym tragediom?
■ Teoretycznie i z punktu widzenia formalnoprawnego takie rozwiązania są, dlatego że jest ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która zakłada, że mogą powstawać w środowisku lokalnym tzw. placówki wsparcia dziennego, w tym typu podwórkowego. Gdy w 2023 roku prowadziłam badania dotyczące wykluczonych dzieci, dotarłam do kilkunastu organizacji pozarządowych, które prowadzą placówki wsparcia dziennego typu podwórkowego i wychodzą do dzieci na ulicę. Wszystkie borykają się z ogromnymi problemami finansowymi, nie kadrowymi. Trzy lata temu, a była to bardzo mroźna zima, jedna z takich placówek została zamknięta w styczniu aż do kwietnia. Dostałam w tej sprawie telefon, ponieważ już wtedy prowadziłam zespół w Biurze Rzecznika Praw Dziecka, więc byłam bliżej osób mogących coś w tej sprawie zdziałać. Doszło do interwencji dotyczącej decydentów i władz miasta, żeby dzieci mogły się gdzieś zagrzać, mieć konsultacje z psychologiem, odrobić lekcje, jeśli chodzą do szkoły, ewentualnie spotkać się z kuratorem. Wtedy dowiedzieliśmy się, że w grudniu kończy się większość projektów tych placówek. Kończy się też w mieście budżet na ten cel, a na kolejny trzeba czekać aż do wiosny. Tymczasem dzieciom takim jak Kamil z Częstochowy i setkom innych wali się świat – z dnia na dzień są pozbawione osób dorosłych, opieki, ciepła, jedzenia. A my się dziwimy, że pół miliona dzieci w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie, o czym informuje raport Szlachetnej Paczki. Myślę, że może być ich nawet więcej. Oczywiście, dało się uruchomić budżet rezerwowy miasta i tę placówkę zostawić otwartą. Problemem okazały się nie uwarunkowania formalnoprawne, ale zła wola włodarzy. Są miasta, które potrafią tak gospodarować budżetem, że z rezerwy finansują lokalne placówki wsparcia dziennego, by dziecko nie wylądowało na ulicy w najtrudniejszym okresie roku, czyli w zimie. Po moim raporcie S.O.S. Wsparcie organizacji streetworkeskich, który wyszedł w 2023 roku, kilka miast zmieniło politykę finansową w stosunku do tych jednostek. W ramach programu Miasta Przyjazne Dzieciom UNICEF Poland, w którym jestem ekspertką, tworzymy teraz narzędzie diagnostyczne oparte na, między innymi, moich wynikach badań, aby każde miasto, które wejdzie do tego
programu, miało dokładną diagnozę najbardziej wykluczonych i „niewidzialnych” dzieci ze swojego terenu. Bez niej nie dostanie certyfikatu miasta przyjaznego dzieciom.
□ „Niewidzialne dzieci” – pozbawione opieki, spędzające czas na ulicy, często niechodzące do szkoły, pochodzą wyłącznie z ubogich domów?
■ Absolutnie nie. Rzeczywiście większość z nich pochodzi z ubogich rodzin, zaniedbanych podwórek i ulic. Ale do placówek przychodzą też te z całkiem dobrze sytuowanych pod względem ekonomicznym domów, w których są problemy z przemocą domową, uzależnieniami rodziców, zaniedbaniami, chorobą lub kryzysem psychicznym. Wiele z nich boi się wracać na noc do domu. Do domu bał się wracać także Kamil z Częstochowy, który zmarł 8 maja 2023 po tym, jak został skatowany przez swojego ojczyma. Dziennikarze czasem pytają mnie, ile jest „niewidzialnych” dzieci ulicy w Polsce. Nie potrafię im odpowiedzieć, bo tych danych nie ma, niestety, nikt. Na szczęście, podczas międzynarodowej konferencji w Wilnie udało mi się nawiązać kontakt z grupą badaczy z Oksfordu, którzy pracują nad metodą liczenia takich dzieci zaczerpniętą z nauk przyrodniczych. Oni stosują ją do liczenia dzieci uchodźczych, małoletnich ofiar wojny i konfliktów zbrojnych. UNICEF też próbuje tę metodę stosować i efekty są zadowalające. Bardzo chciałabym, przynajmniej pilotażowo, wdrożyć ją też w Polsce.
□ Czy tragiczna śmierć Kamila z Częstochowy, nagłośniona przez media, a w jej następstwie nowelizacja przepisów, która weszła w życie 15 lutego 2024, wprowadzając obowiązek stosowania standardów ochrony małoletnich we wszystkich placówkach pracujących z dziećmi, zwiększyła świadomość społeczną?

Domena publiczna
■ Doszło do pewnego uszczelnienia systemu – częściej reagują służby, sąsiedzi, więcej jest telefonów interwencyjnych, zgłoszeń na niebieską linię. Bo czasem naprawdę wystarczy jeden telefon, żeby uratować dziecku życie. Teraz tylko zadajemy sobie pytanie, co zrobić, żeby zmienić statystyki, bo w Polsce z powodu przemocy domowej wciąż ginie około 30 dzieci rocznie. Zespół do spraw badania śmierci dzieci, który działa przy Ministerstwie Sprawiedliwości, nie nadąża z analizą tych przypadków. A ile dzieci jest maltretowanych i ile takich sytuacji nie jest zgłaszanych? Możemy się tylko domyślać. Właśnie skończyliśmy w Ministerstwie Sprawiedliwości pracę nad Kartą Praw Dzieci Rodziców Osadzonych. Będziemy ją zatwierdzać. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, nadal nie wiemy, ile jest w Polsce dzieci, których rodzice odbywają karę więzienia. A są one szczególnie narażone na przemoc, bo, jak się okazuje, najwięcej sprawców przemocy domowej wobec
dzieci to są partnerzy matek, osoby będące po wyrokach sądowych.
□ Dzieci z przemocowych domów spędzają długie godziny na ulicy, a stąd prosta droga do... gangów młodzieżowych. Nimi również zajmowała się Pani w swojej pracy badawczej.
■ Pojęcie gangu naturalnie budzi sensację i emocje, dlatego że ludzie mają w głowie obraz z filmu czy serialu. Tymczasem socjolog Frederic Thrasher już w latach 30. XX wieku opisał proces tworzenia gangu, który jest niezmienny do dziś – zmienia się tylko treść, bo transformacji podlega rzeczywistość kulturowo-społeczna. Gang powstaje, kiedy w społeczeństwie jest tzw. szczelina, istniejąca także dziś w Polsce w wyniku anomii społecznej, silnej polaryzacji i samotności wśród dzieci. Ta szczelina, w związku z tym, że natura nie lubi próżni, musi się czymś zapełnić. Wypełniają ją nowe zasady, systemy wartości, których wszyscy potrzebujemy, a które dzieci czy młodzież same sobie tworzą. I tak, jeśli modne są, na przykład, środki psychoaktywne, gangi zajmują się ich dystrybucją. A narkotyki rozprowadza się w grupie i tworzy się struktura, hierarchia. Jeden z członków takiego gangu młodzieżowego z Krakowa opowiadał mi, że jak się spędza cały dzień na ulicy, to człowiek widzi starszych kolegów, chce być taki jak oni, też chce coś znaczyć. Gang staje się grupą przetrwania. To samo opowiadała moja magistrantka, która pracuje w kuratorskim ośrodku pracy z młodzieżą w Krakowie. Dzieci noszą w plecakach pałki teleskopowe, gaz. Idą na miasto i urządzają samosądy. I taka grupa w literaturze socjologicznej i kryminologicznej nazywa się gangiem. Są też szkolne gangi, w ramach których ich członkowie wyznaczają sobie granice, terytoria w szkole, rozprawiają się z „wrogami” w toaletach, mają wewnętrzne zasady. Wymierzanie sprawiedliwości jest zresztą bardzo popularne w grupach dziecięcych i młodzieżowych, zwłaszcza na pewnym etapie rozwoju moralnego (wyznaczył je Lawrence Kohlberg). Tylko dorośli nie traktują tego poważnie. Jak pisze prof. Piotr Sztompka w świetnej książce Socjologia XXI wieku, wielkie teorie się nie zmieniają, zmienia się tylko treść zachodzących procesów. Na przykład, gdy 12-letnie dziecko zabija koleżankę nożem, możemy diagnozować je właśnie pod kątem rozwoju moralnego. W Polsce temat pracy pedagogicznej i profilaktycznej z gangami młodzieżowymi praktycznie nie istnieje, chociaż teoretycznie mamy wiedzę, jak to robić, a na świecie są dobre praktyki. Istotne jest chociażby dostosowanie godzin pracy streetworkerów do godzin, w których dochodzi do największej liczby przemocowych incydentów. Z tego powodu w Stanach Zjednoczonych rozgrywki koszykówki ulicznej czy warsztaty hip-hopowe robi się wieczorem, gdy statystycznie jest najwięcej niebezpiecznych zachowań.

wybitnego pedagoga. Czego współczesna pedagogika może się od niego nauczyć?
■ Wszystkiego. Część zakładów poprawczych w Polsce realizuje model Jedlewskiego do dziś, w ogóle nie znając jego genezy. Historia zaczyna się w powojennych Krzeszowicach, gdzie Jedlewski stworzył osieroconej młodzieży nie kolejną opiekuńczą ochronkę, lecz prawdziwy dom. W Państwowym Zakładzie Wychowawczo-Naukowym młodzież nie tylko mieszkała lecz również uczyła się i aktywnie spędzała czas wolny. Zauważył, że jego „dzieci” mają traumę wojenną, tęsknią za rodzicami, wykazują niepokojące zachowania. Byli wśród nich, na przykład, mali powstańcy z Warszawy, którzy nie rozstawali się z bronią palną. Wpadł więc na pomysł, że trzeba im jak najlepiej zapełnić czas. Stąd pojawiły się metody zaczerpnięte ze sztuki, teatr, muzyka... Sławie Przybylskiej, która była jedną z wychowanek, powiedział: masz piękny głos, będziesz śpiewać. Władzom lokalnym szybko to zaczęło przeszkadzać, co jest zjawiskiem powszechnym w przypadku wizjonerów, rewolucjonistów, jak mówił Émile Durkheim – pozytywnych dewiantów, więc Jedlewskiego wydelegowano do Warszawy. Tam zaczął zajmować się problematyką dzieci, jak się wówczas mówiło, upośledzonych moralnie i zaproponował zastosowanie tych samych metod pracy co w Krzeszowicach. Jeździł po zakładach poprawczych w Polsce, gdzie zobaczył obraz nędzy i rozpaczy: przemoc, bunty wychowanków, dorosłych bez kompetencji zatrudnianych do pracy z młodzieżą z tzw. łapanki. Zaproponował jako metodę wychowawczą i resocjalizacyjną... teatr. Wprowadził pierwsze w Polsce studia kształcenia pedagogów resocjalizacyjnych, przekonywał również, że wychowawca, oprócz wykształcenia kierunkowego, powinien mieć pasję – chodzenie po górach, grę na gitarze, jazdę na rowerze, którą mógłby zarażać wychowanków. W swoich badaniach naukowych – co wtedy w ogóle było nie do pomyślenia – pytał samych resocjalizowanych, co chcieliby robić i czego potrzebują. Proponował otworzyć placówki resocjalizacyjne dla nieletnich na środowisko lokalne, namawiał, by wychowankowie zdobywali wykształcenie. Postulował stworzenie lokalnych systemów diagnozy i profilaktyki, współpracy między instytucjami, żeby, na przykład, policja, zatrzymując dziecko, mogła sprawdzić w systemie, że w domu tego dziecka jest przemoc. W Polsce wciąż mamy z tym problem, co pokazuje przykład Kamila z Częstochowy. Wiemy, że policja dwa lub trzy razy odwoziła go do domu. Domu, w którym doświadczał nieprawdopodobnej i zakończonej tragedią przemocy. Dlatego tak ważne, by wsłuchiwać się w głos Jedlewskiego, ale także prowadzić kolejne badania, wdrażać pilotażowe metody i czerpać z doświadczeń innych państw oraz nauk społecznych, które mogą mieć realną moc zmieniania rzeczywistości na lepsze.
□ A propos wciąż aktualnych teorii. W swojej najnowszej książce Nieletni w pedagogii Stanisława Jedlewskiego. Refleksje (nie) domknięte kontynuuje Pani namysł nad metodami tego
□ Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Katarzyna Pawlicka
Profesorowie Andrzej i Fryderyk Zollowie zostali uhonorowani Medalem Misji Jana Karskiego. Odznaczenie przyznano decyzją Towarzystwa Jana Karskiego za działania dla patriotycznego i obywatelskiego dobra wspólnego Polaków oraz wysiłków na rzecz praworządności RP
Profesor Andrzej Zoll został wyróżniony za nieustawanie w generacyjnych działaniach dla patriotycznego i obywatelskiego dobra wspólnego Polaków oraz wysiłków na rzecz praworządności RP i jej europejskiej solidarności wspólnotowej z innymi . Podkreślono, że był zaangażowany w nurt przemian związanych z „Solidarnością” oraz prace Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych tego związku i jest jednym z najważniejszych autorów i autorytetów polskich reform prawno-ustrojowych w Polsce uwolnionej od jałtańskiej zależności od Związku Sowieckiego , a także odważnie zabierał głos we wszystkich najważniejszych polskich debatach publicznych, opowiadając się za tworzeniem systemu prawnego odpowiadającego standardom europejskim

oraz przeciwko próbom ograniczania praw człowieka i nietolerancji, oraz za szeroko pojętym dialogiem politycznym, religijnym i kulturowym, w tym katolicko-żydowskim i polsko-żydowskim
Profesor Fryderyk Zoll Medal Misji Jana Karskiego otrzymał przede wszystkim za pomoc dla walczącej Ukrainy,


do której skierował 65 konwojów pomocowych, z których większość osobiście prowadził, w tym jako kierowca pojazdów. Czynem dowodzi, że przetrwanie Ukrainy jest nie tylko dla Polski wyzwaniem moralnym, ale także politycznym i strategicznym, decydującym o naszej niepodległości [...], a działalność ta stanowi kontynuację rodzinnej misji patriotycznej – czytamy w uzasadnieniu.
Profesorowie Andrzej i Fryderyk Zollowie nie są jedynymi przedstawicielami Wydziału Prawa i Administracji UJ uhonorowanymi Medalem Misji Jana Karskiego. Odznaczenie przyznano wcześniej prof. Zbigniewowi Ćwiąkalskiemu, za wypełnienie pro bono misji obrończej niewinnie skazanego Tomasza Komendy, poprzez procesowe doprowadzenie do uniewinnienia go i w osobnym postępowaniu sądowym do zasądzenia należnego mu odszkodowania i zadośćuczynienia, oraz Piotrowi Hofmańskiemu za ściganie rosyjskich zbrodniarzy wojny w Ukrainie.
Red.

Krakowskim akcentem 30. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena jest wystawa manuskryptów muzycznych w Bibliotece Jagiellońskiej zatytułowana Beethoven. Przełom klasycyzmu i romantyzmu i prezentowana od 20 marca do 2 kwietnia 2026. Honorowy patronat nad nią objął konsul generalny Republiki Federalnej Niemiec w Krakowie Holger Mahnicke. Wernisażowi towarzyszył recital fortepianowy Książek Piano Duo – Agnieszki Zahaczewskiej-Książek i Krzysztofa Książka Fantazja f-moll D. 940 Franza Schuberta. W ramach ekspozycji zaprezentowane zostały autografy Ludwiga van Beethovena: szkicowniki i czystopisy jego dzieł, pochodzące ze zbiorów dawnej Pruskiej Biblioteki Państwowej (wcześniejszej Królewskiej Biblioteki) w Berlinie, przechowywane w Bibliotece Jagiellońskiej. 20 marca 2026 obyło się również sympozjum Beethoven. Przełom klasycyzmu i romantyzmu. Skarby Biblioteki Jagiellońskiej. Dyrektor Instytutu Muzykologii UJ prof. Magdalena Dziadek wygłosiła wykład Kształtowanie się pojęcia muzyki klasycznej w piśmiennictwie niemieckim czasów młodości Beethovena. Omówienia zagadnienia manuskryptów muzycznych podjęli się dr hab. Małgorzata Janicka-Słysz, profesor AMKP, w prelekcji Co „mówią” muzyczne rękopisy? Próba rozeznania oraz dr Michał Lewicki, kurator wystawy, który wygłosił wykład Rękopisy Ludwiga van Beethovena w Bibliotece Jagiellońskiej. Red.
Troje pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum pomyślnie ukończyło 12-miesięczny program szkoleniowy Polish Clinical Scholars Research Training, realizowany przez Harvard Medical School Postgraduate Medical Education. Uroczysta ceremonia wręczenia certyfikatów odbyła się 20 listopada 2025 w Bostonie (USA). Program ukończyli: dr Renata Rajtar-Salwa – adiunkt w II Klinice Kardiologii Instytutu Kardiologii UJ CM, dr hab. Magdalena Szopa, profesor UJ –pracownik Katedry Chorób Metabolicznych Wydziału Lekarskiego UJ CM, oraz dr Radosław Pach – adiunkt w I Katedrze Chirurgii Ogólnej Wydziału Lekarskiego UJ CM. Program został stworzony z myślą o lekarzach i naukowcach zaangażowanych w rozwój badań klinicznych w Polsce. Organizatorem kursu była Agencja Badań
Medycznych, odpowiedzialna za koncepcję, rekrutację oraz zaplecze organizacyjne, natomiast część merytoryczna i realizacyjna została powierzona Harvard Medical School Postgraduate Medical Education. Naukowcy, wyłonieni w ogólnopolskim postępowaniu konkursowym, przez rok uczestniczyli w intensywnym programie edukacyjnym obejmującym webinaria, warsztaty stacjonarne, kursy e-learningowe oraz multidyscyplinarne projekty zespołowe. Szkolenie obejmowało zagadnienia z zakresu medycyny molekularnej, biostatystyki, metodologii badań klinicznych, analizy danych medycznych, a także planowania i prowadzenia badań obserwacyjnych oraz eksperymentalnych. W ramach programu doskonalono również kompetencje w zakresie prezentacji wyników badań, przygotowywania publikacji naukowych, komunikacji

Dr Renata Rajtar-Salwa – adiunkt w II Klinice Kardiologii Instytutu Kardiologii UJ CM, dr hab. Magdalena Szopa, profesor UJ – pracownik Katedry Chorób Metabolicznych Wydziału Lekarskiego UJ CM, oraz dr Radosław Pach – adiunkt w I Katedrze Chirurgii Ogólnej Wydziału Lekarskiego UJ CM, podczas ceremonii wręczenia certyfikatów ukończenia programu szkoleniowego Polish Clinical Scholars Research Training, realizowanego przez Harvard Medical School Postgraduate Medical Education; Boston, 20 listopada 2025

akademickiej oraz zarządzania projektami badawczymi. Zajęcia prowadzili eksperci Harvard Medical School oraz specjaliści z partnerskich ośrodków naukowych.
Ukończenie programu przez troje pracowników UJ CM świadczy o wysokim poziomie badań naukowych prowadzonych w krakowskim ośrodku oraz wzmacnia potencjał uczelni do aktywnego udziału w międzynarodowych projektach badawczych. Inicjatywa wpisuje się w długofalową strategię UJ CM, której celem jest rozwój globalnego partnerstwa akademickiego oraz poprawę jakości kształcenia i badań poprzez współpracę z najbardziej prestiżowymi ośrodkami naukowymi na świecie. Zacieśnianie relacji pomiędzy Uniwersytetem Jagiellońskim a Harvard Medical School otwiera drogę do dalszego współdziałania, wymiany doświadczeń i wspólnych projektów, wzmacniając pozycję UJ CM w międzynarodowym obiegu naukowym.
W tym miejscu warto również dodać, że ojciec prof. Magdaleny Szopy, ekonomista prof. Andrzej Szopa – emerytowany, wieloletni pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest absolwentem Harvard Business School (1992), co można postrzegać jako kontynuację rodzinnych tradycji akademickich, choć w innych dziedzinach.
WNarodowym Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS zakończyła się pierwsza seria eksperymentów związanych z budową teleskopu kosmicznego HYADES, tworzonego na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ. Badania dotyczyły prototypu filtra gazowego i zostały przeprowadzone z wykorzystaniem promieniowania w zakresie ultrafioletu próżniowego – odpowiadającego warunkom, w jakich teleskop będzie pracował w przestrzeni kosmicznej.
wodór jako wskaźnik obecności wody
Woda jest jednym z podstawowych warunków istnienia życia w znanej nam
formie, a zarazem jedną z najpowszechniejszych cząsteczek we Wszechświecie. Stanowi główny składnik komet, które od lat wskazywane są jako potencjalne źródło ziemskich oceanów. Bezpośrednia obserwacja kometarnej wody pozostaje jednak bardzo trudna. – Znacznie łatwiej jest obserwować atomy wodoru uwolnione w gazowych otoczkach komet w wyniku rozpadu cząsteczek wody – wyjaśnia dr Michał Drahus, kierownik projektu HYADES. Uwolnione atomy, wzbudzane światłem słonecznym, emitują intensywne promieniowanie w tzw. linii Lyman-alfa. Jest ono czułym wskaźnikiem obecności wody – zarówno tej „zwykłej” H2O, jak i jej cięższego wariantu: HDO, zawierającego deuter, jedyny stabilny izotop
wodoru. Wyznaczenie stosunku deuteru do wodoru (D/H) w kometach i porównanie go ze znanym i stabilnym składem izotopowym ziemskich oceanów może przybliżyć odpowiedź na pytanie o pochodzenie wody na Ziemi.
Promieniowanie w zakresie Lyman-alfa znajduje się w dalekim ultrafiolecie i jest całkowicie pochłaniane przez ziemską atmosferę. Z tego powodu teleskop HYADES projektowany jest jako urządzenie orbitalne, przeznaczone do pracy poza nią. W ciągu trzech lat pracy satelity planowane jest przebadanie około 50 komet. To ogromny postęp – do tej pory bowiem astronomowie, wykorzystując inne instrumenty, zbadali zaledwie 13 komet w ciągu 40 lat.


badania w Zakresie ultrafioletu próżniowego
Zanim teleskop zostanie wyniesiony na orbitę, jego elementy muszą zostać sprawdzone w warunkach zbliżonych do tych, w jakich będą pracować w przestrzeni kosmicznej. Taką możliwość daje synchrotron SOLARIS.
W eksperymentach wykorzystano promieniowanie o energii około 10 eV (elektronowoltów), odpowiadające zakresowi ultrafioletu próżniowego. Pomiary prowadzono na linii badawczej URANOS z wykorzystaniem nowego przyłącza do tej linii, zaprojektowanego pod kierunkiem prof. Jacka Kołodzieja specjalnie na potrzeby rozwoju teleskopu HYADES.


Testowany filtr gazowy zapewnia selektywną transmisję promieniowania w linii Lyman-alfa, umożliwiając rozdzielenie sygnału pochodzącego od wodoru i deuteru oraz ograniczając wpływ promieniowania emitowanego przez tzw. geokoronę, czyli wodorową otoczkę Ziemi. Precyzja jego działania będzie miała bezpośrednie znaczenie dla wiarygodności przyszłych pomiarów izotopowych.
Za konstrukcję filtra odpowiada dr hab. Tomasz Kawalec, profesor UJ. Pod jego kierunkiem przeprowadzono serię eksperymentów w lutym, czerwcu i listopadzie 2025 roku. Badania pozwoliły przetestować innowacyjną metodę dysocjacji molekuł w filtrze gazowym, zweryfikować konfigurację układu oraz udoskonalić metody pomiarowe.

Równolegle w laboratorium Zakładu Fotoniki na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ prowadzone są prace nad kolejną – ulepszoną wersją prototypu.
Zakres planowanych obserwacji
HYADES będzie obserwował nie tylko klasyczne komety, lecz także nietypowe komety pasa planetoid oraz obiekty międzygwiazdowe – przybyszów z innych układów planetarnych: 1I/ʻOumuamua, 2I/Borisov i 3I/ATLAS, mogących nieść informacje o wodzie spoza naszego kosmicznego sąsiedztwa.
Projekt realizowany jest dzięki finansowaniu Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych w ramach grantu ERC Consolidator Koncepcję HYADES opracowali dr Michał Drahus (kierownik projektu), dr Piotr Guzik, mgr Mikołaj Sabat z Obserwatorium Astronomicznego UJ oraz dr hab. Tomasz Kawalec, profesor UJ, z Instytutu Fizyki im. Mariana Smoluchowskiego UJ. W realizację misji zaangażowany jest szerszy zespół badaczy, inżynierów i studentów: dr hab. inż. Piotr Orleański, profesor CBK PAN i UJ, mgr Antoni Węglarz, mgr Robert Adamski, Szymon Ryszkowski, Jan Skiba, Yauheni Stsefanenka oraz Kamil Wyrwich. Start (satelita z instrumentem zostanie wystrzelony w kosmos) teleskopu planowany jest na 2028 rok. Do tego czasu projekt będzie przechodził kolejne etapy rozwoju technologicznego oraz przygotowań do pracy w warunkach orbitalnych.
Opracowali Anna Gawlik, Tomasz Kawalec

Sztuczna inteligencja w zasobach cyfrowej informacji
Narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję oferowane w coraz szerszym wyborze przez dostawców cyfrowej informacji naukowej (przede wszystkim baz piśmiennictwa) są udostępniane społeczności Uniwersytetu za pośrednictwem
Biblioteki Jagiellońskiej. „Porozmawiają” w języku naturalnym, pomogą sformułować pytania badawcze, zrobią streszczenia, podpowiedzą literaturę i wskażą najbardziej wpływowych autorów, a nawet wykonają wstępną analizę stanu badań. I to wszystko w kilka sekund.
Rewolucja trwa, a wraz z nią dyskusja o zastosowaniach sztucznej inteligencji w praktyce badawczej i dydaktycznej.
Biblioteka akademicka istnieje przede wszystkim po to, by wspierać społeczność swojej uczelni. Jej rolą jest zapewnienie dostępu do szerokiej i możliwie najlepszej oferty zasobów informacji naukowej i związanych z nimi narzędzi oraz ułatwianie
świadomego podejmowania decyzji o stopniu, zakresie i sposobie ich wykorzystania.
Dlatego warto przyjrzeć się narzędziom opartym na sztucznej inteligencji, które trafiają wraz z cyfrowymi publikacjami „do rąk” naukowców, dydaktyków i studentów. Prognozy wskazują, że w kolejnych latach ich liczba wzrośnie, a zakres dostępnych funkcji znacznie się rozszerzy.
Jakiego wsparcia można spodziewać się po tych narzędziach? Przede wszystkim pomocy w zakresie prowadzenia szeroko rozumianej analizy stanu badań, obejmującej zróżnicowane działania – od wyszukiwania i oceny piśmiennictwa dotyczącego danej problematyki, przez identyfikowanie aktualnych frontów badawczych, szkół, paradygmatów i wpływowych badaczy, po syntezowanie stanu wiedzy naukowej i wskazywanie twierdzeń wymagających weryfikacji czy luk do wypełnienia. Działają one bowiem w oparciu o cyfrowe zasoby
konkretnych baz piśmiennictwa naukowego i innych „produktów” informacyjnych nauki, w tym, na przykład, filmów z eksperymentów, nagrań wystąpień konferencyjnych czy zestawów danych badawczych. Przed bliższym przyjrzeniem się samym narzędziom warto zatrzymać się na chwilę na kluczowych kontekstach analizy stanu badań, które szczególnie wyraźnie ujawniają się w praktyce bibliotekarskiej: lawinowym wzroście cyfrowej „produkcji” naukowej oraz przemianach zachowań informacyjnych badaczy. Kontekstach, które sprzyjają patrzeniu na narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję jako remedium zdolne, być może, do przywrócenia efektywności systemowi komunikacji naukowej w nowych uwarunkowaniach. Po pierwsze, wyraźnie widoczna jest niewydolność tradycyjnych narzędzi znajdowania publikacji w bazach piśmiennictwa i katalogach bibliotecznych bazujących
jedynie na metadanych (opisach publikacji). Wraz z umasowieniem zasobów publikacji naukowych wzrosła niejednoznaczność terminologiczna. Wyraźna stała się potrzeba wyszukiwania opartego również na analizie znaczenia treści publikacji. Co więcej, nawet precyzyjnie formułowane zapytania zaczęły generować tak dużą liczbę wyników, że ich analiza mogła przekraczać racjonalne możliwości badaczy. Ze względu na czasochłonność, w dynamicznie rozwijających się obszarach nauki wyniki szerokich przeglądów systematycznych przedstawiały raczej historyczny, a nie aktualny stan wiedzy. Ponadto zarówno katalogi biblioteczne, jak i duża część wyszukiwarek funkcjonujących w bazach piśmiennictwa naukowego „zwracały” masowe wyniki w kolejności zupełnie przypadkowej z punktu widzenia potrzeb badacza, zmuszając go do przeglądania wszystkich adresów. Pojawiające się dodatkowe możliwości ich filtrowania czy porządkowania, na przykład według częstotliwości cytowania, enigmatycznie określanej „trafności” lub daty publikacji, tylko częściowo łagodziły problem. Proponowano też inne rozwiązania – w tym szczególnie dobrze ugruntowane w nauce podejście oparte na analizie cytowań. Przez lata wykazało swoją skuteczność, stanowiąc podstawę działania platformy Web of Science, ale także istotne ograniczenia. Dzisiaj również Clarivate – obecny właściciel tej platformy, proponuje użytkownikowi korzystanie z asystenta wyposażonego w sztuczną inteligencję. W tak dużych zbiorach już nie wystarcza wyszukiwanie
kompletne i maksymalnie precyzyjne, ale niezbędne wydaje się wsparcie w zakresie oceny, selekcji jakościowej i analitycznego uporządkowania wyników wyszukiwania. Po drugie, w środowisku informacyjnym człowieka zaczął wyraźnie dominować inny model zaspokajania potrzeb informacyjnych, który przenoszony jest do świata nauki. Upraszczając: miejsce poszukiwania źródeł informacji zastępuje oczekiwanie gotowych odpowiedzi, a nawet od razu rozwiązania samego problemu, który wywołał potrzebę informacyjną. Można to zilustrować następująco: dawniej, kiedy ktoś wybierał się do nieznanego miejsca, kupował mapę (źródło informacji), z której sam pozyskiwał informacje pozwalające na dotarcie do konkretnych obiektów. Potem zaczął zawierzać aplikacjom nawigacyjnym, które od razu odpowiadają na pytanie, jak dotrzeć do celu (gotowa informacja – skręć w lewo, jedź prosto...). I wreszcie w autonomicznych pojazdach w ogóle informacja nie musi być przedstawiana użytkownikowi, bo samochód sam zawiezie go do celu. Podobny proces można zaobserwować w bibliotekarstwie akademickim. Tradycyjna usługa dostarczania badaczom źródeł informacji o publikacjach (na przykład bibliografii dziedzinowych) zderza się z potrzebą otrzymania już gotowych, uporządkowanych wykazów publikacji (wraz z dostępem do pełnych tekstów) spełniających konkretne kryteria.
A idąc dalej – wśród użytkowników rośnie zapotrzebowanie na narzędzia, które te liczne wyszukane teksty „przeczytają”
i dadzą gotowe odpowiedzi na nurtujące ich pytania – najlepiej formułowane w języku naturalnym, lub zrobią gotową analizę stanu badań. Niezależnie od oceny takiego podejścia staje się ono faktem. Jak zatem wygląda oferta narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję, dostępnych dla społeczności Uniwersytetu Jagiellońskiego wraz z zasobami cyfrowego piśmiennictwa naukowego?
Przede wszystkim jest bardzo dynamiczna. Niektóre narzędzia są całkowicie nowymi produktami, kolejne pojawią się w najbliższych miesiącach. Udostępniane bywają tzw. wersje beta, czyli narzędzia już działające, ale jeszcze w trybie testowym, które mogą okazać się niestabilne lub niekompletne, a ich funkcjonalności mogą być zmodyfikowane nawet jutro lub wzbogacone o kolejne rozwiązania. Bywa też, że ich działanie nie obejmuje wszystkich zasobów informacyjnych danego dostawcy (na przykład HeinOnline Article Summaries tylko w bazie Law Journal Library).
Są także udostępniane na różne sposoby. W niektórych przypadkach możliwość korzystania z nich wynika wprost z prawa do użytkowania danej bazy (ACM Digital Library, AskJoVE, EBSCO AI Insights oraz EBSCO Natural languagesearch, HeinOnline Article Summaries, OED AI Search Assistant , Oxford AcademicAI Discovery Assistant, ProQuest Research Assistant, Scopus AI). W innych konieczne jest założenie dodatkowo indywidualnego, darmowego konta (Beck-chat, CAS SciFinder Search Sense i CAS SciFinder Prior Art

Discovery AI, JSTOR AI ResearchTool, Reaxys AI Search Beta). A, na przykład, w Web of Science (zakup w ramach ogólnopolskiej „oszczędnościowej” licencji) wsparcie sztucznej inteligencji (Web of Science Research Assistant) nie jest w ogóle dostępne dla społeczności UJ. W części baz narzędzia te uruchamiane są automatycznie (na przykład ACM Digital Library AI-generatedarticlesummaries). W innych konieczne jest kliknięcie odpowiedniego przycisku, który może znajdować się na głównej stronie (na przykład Scopus AI), ale też może pojawiać się dopiero na liście wyników wyszukiwania przy konkretnych publikacjach (na przykład EBSCO AI Insight) lub po wyświetleniu wybranej publikacji (na przykład ProQuest Research Assistant).
I wreszcie – co najciekawsze – dostępne narzędzia mocno różnią się między sobą zakresem oferowanych funkcjonalności. Czego można od nich obecnie oczekiwać?
● Możliwości formułowania zapytań wyszukiwawczych w języku naturalnym. Wybrane narzędzia ujawniają sposób, w jaki transformują takie zapytania na „tradycyjne” wyrażenia logiczne (na przykład EBSCO Natural language search – po włączeniu funkcji „wyszukiwanie w języku naturalnym” na ekranie pokazującym wyniki wyszukiwania i kliknięciu niefortunnie przetłumaczonego polecenia „pokaż zawężone zapytanie”), Oxford English Dictionary AI Search Assistant, Reaxys AI Search Beta, CAS SciFinder Prior Art Discovery AI). W niektórych przypadkach jest także możliwość czatowania (na przykład AskJove, Beck-chat, Oxford Academic AI Discovery Assistant) w celu doprecyzowania zapytania.
● Rzeczowych, faktograficznych odpowiedzi wygenerowanych na podstawie publikacji i innych zasobów informacyjnych zgromadzonych w danej bazie (na przykład BECK-chat czy CAS SciFinder Search Sense – wraz ze wskazaniem źródeł i propozycją cytowania, czy AskJoVE –wraz z odesłaniami do zasobów o podobnej tematyce).
● Streszczeń wyszukanych publikacji. Mogą przyjmować ustrukturyzowaną formę generowaną dla każdej publikacji według jednego standardu: na przykład HeinOnline Article Summaries: Law Journal Library – przycisk „AI Sumary” dostępny przy niektórych wyszukanych publikacjach lub ProQuest Research Assistant w ProQuest Central na poziomie opisów wyszukanych publikacji. Mogą też być nieustrukturyzo-
wane (na przykład ACM Digital Library AI-generated article summaries), mieć postać listy najważniejszych wniosków lub problemów (na przykład EBSCO AI Insights – po użyciu przycisku „Podsumowanie AI” znajdującego się pod opisami wyszukanych publikacji) albo przyjmować nietypowe formy – na przykład podcastu (ACM Digital Library Podcast-style summaries of conferencesessions). Co interesujące, mogą też dotyczyć materiałów nietekstowych (na przykład wideo – AskJoVE).
● Wykazów publikacji w jakiś sposób powiązanych z wyszukaną publikacją. Mogą towarzyszyć automatycznie generowanym streszczeniom, sugerując inne teksty o podobnej tematyce (na przykład w ProQuest Research Assistant w ProQuest Central z przykładu powyżej), ale mogą też stanowić wykaz źródeł, na podstawie których narzędzie sztucznej inteligencji udzieliło odpowiedzi faktograficznej (na przykład CAS SciFinder Prior Art Discovery AI). W innych przypadkach analiza zawartości wyszukanych tekstów pozwala na automatyczne generowanie adnotowanych bibliografii, które zawierają krótkie informacje o treści poszczególnych publikacji (na przykład Oxford Academic AI Discovery Assistant).
● Kompleksowej analizy stanu badań. Tej ostatniej funkcjonalności, jako najbardziej zaawansowanej, warto poświęcić kilka słów więcej, szczególnie że to ona zwiastuje istotne przemiany w pracy oraz roli naukowca i dydaktyka akademickiego. Przykładem może być Scopus AI. Po jego uruchomieniu (przycisk „Scopus AI” na głównej stronie bazy Scopus) i wprowadzeniu pytania (też w języku naturalnym) użytkownik otrzymuje wieloaspektową analizę, na którą składają się: – tłumaczenie zapytania na wyrażenie logiczne, – syntetyczny przegląd struktury tematycznej badań wraz z odesłaniami do wybranego piśmiennictwa (w wersji normalnej i poszerzonej), – mapę koncepcyjną obszaru badawczego (concept map) dla pytania „What research is currently being conducted on academic library management?”, – listę ekspertów (topic experts) z charakterystyką poszczególnych badaczy i informacją o ich najważniejszych publikacjach powiązanych z tematem wyszukiwania, – propozycje tematów badawczych wraz z podstawową bibliografią dla każdego i sugestiami hipotez.
Podobne treści, choć w wyraźnie mniejszym zakresie, oferuje też, na przykład, asystent wyszukiwania multiwyszukiwarki ExplorUJ, prosząc o podanie pytania badawczego i w odpowiedzi wyświetlając wykaz publikacji, przeglądowy opis problematyki oraz proponując kolejne pytania badawcze.
Odrębną kwestią jest jakość analiz wykonanych przez tego typu narzędzia, ale warto zwrócić uwagę na ich wieloaspektowość, szybkość uzyskania wyników i łatwość korzystania. Nawet jeśli traktować je dzisiaj tylko jako punkt wyjścia dla kolejnych kroków wykonywanych już przez człowieka, to można się spodziewać, że będą doskonalone przez producentów i znajdą wielu użytkowników w środowisku akademickim, na co już wskazują statystyki. Wykorzystanie narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji rodzi jednak problem (oczywiście nie jedyny) z zapewnieniem intersubiektywnej sprawdzalności całego procesu dochodzenia do nowej wiedzy. A zatem z zagwarantowaniem transparentności na każdym etapie badań i jasnego dla czytelnika (dotychczas innego człowieka) dokumentowania podejmowanych w jego trakcie decyzji i ustaleń. Kluczem wydaje się zatem nie kwestia tego, czy i ile sztucznej inteligencji (jakkolwiek ją definiować) jest w oferowanych narzędziach, ale na ile procesy pozyskiwania i przetwarzania przez nie informacji (a zatem też wnioskowania) są transparentne i akceptowalne w rozumowaniu naukowym. Mimo starań niektórych producentów, z perspektywy człowieka-badacza wynik ich działania wygląda trochę jak, potocznie mówiąc, królik z kapelusza – nawet jeśli uznać, że i królik, i kapelusz są prawdziwe. Ale być może jest to cena, jaką przyjdzie zapłacić za dynamiczny rozwój nauki? Konieczność, bez której nie będzie można tej dynamiki podtrzymać? Na ile zmianie ulegnie w związku z tym rola badacza i sposób dochodzenia do wiedzy naukowej? Czy zatem także owa wiedza nie będzie już inną wiedzą?
Dużo pytań i mało odpowiedzi. Jak zawsze na takim etapie drogi, na którym już trudno byłoby zawrócić, a jeszcze nie bardzo wiadomo, gdzie nas zaprowadzi. Spis narzędzi1
● ACM Digital Library AI-generatedarticlesummaries (ACM Digital Library – przede wszystkim na poziomie informacji o konkretnych artykułach z czasopism („journals” i „magazines”) i materiałów konferencyjnych („proceedings”) –
przykład: Conferences / UBICOMP / Proceedings / UbiCompCompanion’25 / TowardPervasive Skin Health)
● ACM Digital Library Podcast-style summaries of conference sessions (ACM Digital Library, w większości materiałów konferencyjnych opublikowanych w ostatnich miesiącach – przykład: Conferences / ASSETS / Proceedings / ASSETS ’25 / Session Summary Podcast: Session 1: Paper Session 1A: Inclusive Mixed Reality)
● Ask JoVE (Journal of Visualized Experiments)
● Asystent wyszukiwania (ExplorUJ)
● Beck-chat (Beck-Online. Die Datenbank)
● CAS SciFinder Prior Art Discovery AI (SciFinder-n (Chemical Abstracts)) –dostęp wznowiony od 1 marca 2026
● CAS SciFinderSearchSense ( SciFinder-n; Chemical Abstracts) – dostęp wznowiony od 1 marca 2026
● EBSCO AI Insights – „Podsumowanie AI” (Academic Search Ultimate i 10 innych baz EBSCO: Business Source Ultimate, Film & Television Literature Index with Full Text, Historical Abstracts with Full Text, Legal Source, Health Source: Consumer Edition, Health Source: Nursing/Academic Edition, MasterFILE Premier, Newspaper Source, Regional Business News, Teacher Reference Center)
● EBSCO Natural languagesearch –„Wyszukiwanie w języku naturalnym” włączane na ekranie pokazującym wyniki wyszukiwania (przykład – Academic Search Ultimate)
● HeinOnline Article Summaries (Law Journal Library na platformie HeinOnline)
● JSTOR AI Research Tool (JSTOR Archival Journals and Primary Sources Collection oraz JSTOR eBooks)
● Oxford English Dictionary AI Search Assistant (Oxford English Dictionary)
● Oxford AcademicAI Discovery Assistant (Oxford AcademicBooks oraz Oxford Academic Journals – przełącznik między bazami na górze ekranu)
● ProQuest Research Assistant (ProQuest Central Premium)
● Reaxys AI Search Beta (Reaxys)
● Scopus AI (Scopus)
Remigiusz Sapa, Norbert Nocóń Biblioteka Jagiellońska
1 Wszystkie wymienione narzędzia dostępne są poprzez oferowaną przez Bibliotekę Jagiellońską multiwyszukiwarkę ExplorUJ. Należy wyświetlić portal WWW BJ (https:// bj.uj.edu.pl), przewinąć ekran w dół aż do pojawienia się kafelka „explorUJ”, który należy kliknąć. Już w systemie ExplorUJ należy z górnego paska wybrać „Bazy online” i w polu wyszukiwania wpisać nazwę wybranej bazy (nazwa umieszczona jest w nawiasie zaraz po nazwie narzędzia w dostępnym tutaj wykazie). Na liście wyników należy wybrać wyszukiwaną bazę (zazwyczaj będzie to jedyna pozycja na tej liście), a następnie wejść do niej, korzystając z linku będącego nazwą tej bazy w części „Wersja cyfrowa”/„Dostępność”. Wyjątkiem jest „Asystent wyszukiwania”, który jest dostępny od razu po wejściu do multiwyszukiwarki ExplorUJ, ale wymaga zalogowania do indywidualnego konta bibliotecznego (nie pocztowego).

Nastyku fizyki, chemii i biologii coraz częściej powstają rozwiązania, które do niedawna wydawały się trudne do pogodzenia. Jednym z nich jest stworzenie powierzchni, które, z jednej strony, skutecznie wiążą wybrane białko funkcjonalne (o prawidłowej strukturze przestrzennej, zdolne do pełnienia swojej określonej funkcji biologicznej w komórce lub organizmie), a z drugiej – niemal całkowicie blokują niespecyficzną adsorpcję (przyłączanie się cząsteczek białka do powierzchni innego materiału) wszystkich pozostałych. Zespół naukowców z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, we współpracy z badaczami z Uniwersytetu w Gandawie oraz Politechniki Lwowskiej, zaprezentował właśnie rozwiązanie, które łączy te dwie – pozornie sprzeczne – cechy. Używane do tej pory powierzchnie funkcjonalne powstały z myślą o zastosowaniach w biosensorach oraz hodowlach komórek. W takich systemach kluczowe znaczenie ma nie tylko ilość unieruchomionego białka funkcjonalnego, lecz także jego aktywność biologiczna i orientacja względem powierzchni. Dodatkowo, nieselektywna adsorpcja innych białek, typowa dla wielu materiałów, prowadzi do zakłóceń sygnału pomiarowego i obniżenia wiarygodności wyników. Z tego powodu od lat poszukuje się materiałów, które potrafiłyby „rozpoznać” właściwe cząsteczki i zignorować pozostałe. Rozwiązaniem zaproponowanym przez zespół naukowców są powierzchnie pokryte szczepionymi kopolimerami, złożonymi z dwóch rodzajów segmentów pełniących odmienne funkcje. Segmenty OEGMA odpowiadają za odporność na niespecyficzną adsorpcję białek, natomiast segmenty MAA – po odpowiedniej aktywacji – umożliwiają kowalencyjne (stałe)

wiązanie wybranego białka funkcjonalnego. Odpowiedni dobór proporcji tych segmentów pozwolił uzyskać warstwy o wyjątkowych właściwościach selektywnych.
W toku badań udało się określić optymalny skład takich warstw, który zapewnia praktycznie zerową adsorpcję niespecyficzną, a jednocześnie rekordowo wysoki poziom immobilizacji (unieruchomienia na powierzchni nośnika) białka funkcjonalnego. W przypadku immunoglobuliny G (IgG) zajmowała ona nawet 29 procent objętości szczepionych polimerów. Tak wysoka gęstość aktywnych przeciwciał ma bezpośrednie przełożenie na potencjalną czułość biosensorów, zwiększając prawdopodobieństwo skutecznego rozpoznania antygenu.
Istotnym elementem badań była analiza nie tylko samej obecności przeciwciał w warstwach polimerów, lecz także ich rozmieszczenia i orientacji. Do tego celu wykorzystano spektrometrię mas jonów wtórnych ToF-SIMS – technikę pozwalającą badać skład chemiczny i strukturę molekularną z bardzo wysoką czułością. Zastosowanie tej metody umożliwiło określenie, które fragmenty przeciwciała uczestniczą w tworzeniu wiązań z powierzchnią oraz w jaki sposób orientacja cząsteczki wpływa na zachowanie jej
aktywności biologicznej. To właśnie ta orientacja decyduje o tym, czy przeciwciało zachowa zdolność skutecznego wiązania antygenu. Równolegle z badaniami nad selektywnością wiązania białek oceniano biokompatybilność opracowanych powierzchni. Testy z wykorzystaniem hodowli ludzkich fibroblastów potwierdziły, że materiały są przyjazne dla komórek. Co więcej, wykazano, że kowalencyjne (atomy dzielą się parami elektronów) przyłączenie do powierzchni fibronektyny – drugiego białka funkcjonalnego użytego w badaniach, dodatkowo zwiększa ich zgodność biologiczną. Otwiera to drogę do potencjalnych zastosowań nie tylko w biosensorach, lecz także w inżynierii tkankowej i biomateriałach.
Wyniki badań zostały opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „ACS Applied Materials and Interfaces”. Prace te są częścią projektu SONATA (grant 2021/43/D/ST5/02231), realizowanego pod kierunkiem dr hab. Katarzyny Gajos. Celem projektu jest pogłębienie wiedzy na temat dominujących orientacji przeciwciał na różnych powierzchniach oraz zrozumienie oddziaływań odpowiedzialnych za ich selektywne wiązanie.
Opisane badania pokazują, że precyzyjne projektowanie powierzchni na poziomie molekularnym pozwala nie tylko kontrolować ilość immobilizowanego białka, lecz także zachować jego funkcjonalność. Dzięki tym odkryciom możliwe będzie zaprojektowanie bardziej niezawodnych biosensorów i zaawansowanych biomateriałów, w których powierzchnia przestaje być biernym nośnikiem, a staje się aktywnym, zaprogramowanym elementem całego układu.
Opracowała Anna Gawlik
Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej
Ważne odkrycie pracowników Katedry Fizjologii Wysiłku i Bioenergetyki mięśni Wydziału nauk o Zdrowiu uJ
Pracownicy Katedry Fizjologii Wysiłku i Bioenergetyki Mięśni Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego ‒ Collegium Medicum, przy współpracy z zespołami naukowymi z JCET UJ oraz Uniwersytetu Medycznego w Essen (Niemcy), opublikowali przełomową pracę na temat znaczenia mioglobiny w wysiłku fizycznym1. Artykuł Myoglobin Deficiency Impairs Maximal Oxygen Uptake and Exercise Performance: A Lesson from Mb-/-mice został zamieszczony w renomowanym czasopiśmie „The Journal of Physiology”, założonym w 1878 roku.
O znaczeniu badań informuje także opublikowany niedawno w tym czasopiśmie tekst nadesłany do redakcji, autorstwa Adriana Bayonas-Ruiza i Barbary Bonacasy, zatytułowany Rethinking Oxygen Handling in Exercising Muscle: From Myoglobin Deficiency to a CO Shield, w którym autorzy podkreślają istotę odkrycia opisanego w publikacji Myoglobin Deficiency... w kontekście swoich badań.
Mioglobina (Mb) pełni ważną funkcję w organizmie jako rezerwuar i transporter tlenu w mięśniach szkieletowych i w sercu. Intuicyjnie uważano, że odgrywa ona również istotną rolę w wysiłku fizycznym, jednakże wyniki dwóch wpływowych prac podały w wątpliwość jej znaczenie jako czynnika warunkującego tolerancję wysiłku.
Wyniki badań zespołu prowadzącego badania pod kierownictwem prof. Jerzego A. Żołędzia dowodzą, wbrew wcześniejszym doniesieniom, że mioglobina jest niezbędna do osiągania wysokiej wydolności fizycznej. W pracy tej wykazano bowiem, że myszy z nokautem mioglobiny (Mb-/-) w wysiłku na bieżni mechanicznej osiągają istotnie niższe maksymalne prędkości biegu oraz niższe wielkości maksymalnej konsumpcji tlenu w porównaniu do myszy kontrolnych (Mb+/+). Ponadto wyższy współczynnik wymiany oddechowej (RER) u myszy
Archiwum Katedry Fizjologii Wysiłku Bioenergetyki Mięśni Wydz iału Nauk o Zdrowiu UJ CM

Pracownicy Katedry Fizjologii Wysiłku i Bioenergetyki Mięśni, Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM; od lewej: dr Lucyna Widacha, prof. Joanna Majerczak, prof. Jerzy A. Żołądź, prof. Marcin Grandys, dr Justyna Zapart-Bukowska
Mb-/- podczas biegu z wysoką prędkością w porównaniu do myszy kontrolnych (Mb+/+) wskazuje na przesunięcie wykorzystania substratów energetycznych w kierunku metabolizmu glukozy u myszy Mb-/-. Dodatkowo brak mioglobiny obniża podstawową ogólnoustrojową i mięśniową biodostępność tlenku azotu (NO), co może mieć wpływ na regulację dostępności tlenu w mięśniach szkieletowych oraz w sercu, jak i na funkcję mitochondriów. Praca ta wyjaśnia również, dlaczego wcześniejsze badania z wykorzystaniem modelu myszy Mb-/- nie były w stanie wykazać istotnej roli mioglobiny w maksymalnym wysiłku fizycznym.
Bayonas-Ruiz i Bonacasa uznali ją za punkt zwrotny w badaniach nad funkcją mioglobiny w wysiłku fizycznym. Artykuł jest dostępny w bazie PubMed (doi: 10.1113/ JP285067. Epub 2024 Feb20. PMID: 38376957).
Red.
A. Bayonas-Ruiz, B. Bonacasa, Rethinking Oxygen Handling in Exercising Muscle: From Myoglobin Deficiency to a CO Shield. „Journal of Physiology”, 2025,
doi: 10.1113/JP290460. Epub ahead of print. PMID: 41321041.
D.J. Garry, G.A. Ordway, J.N. Lorenz, N.B. Radford, E.R. Chin, R.W. Grange, R. Bassel-Duby, R.S. Williams, Mice without Myoglobin, „Nature”, 1998, nr 395 (6705), s. 905–908.
A. Godecke, U. Flogel, K. Zanger, Z. Ding, J. Hirchenhain, U.K. Decking, J. Schrader, Disruption of Myoglobin in Mice Induces Multiple Compensatory Mechanisms, „Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America”, 1999, t. 96, nr 18, s. 10495–10500.
G.A. Millikan, Muscle Hemoglobin, „Physiological Reviews”, 1939, nr 19, s. 503–523.
J.B. Wittenberg, Myoglobin-facilitated Oxygen Diffusion: Role of Myoglobin in Oxygen Entry into Muscle, „Physiological Reviews”, 1970, nr 50, z. 4, s. 559–636.
J.B. Wittenberg, B.A. Wittenberg, Myoglobin Function Reassessed, „Journal of Experimental Biology”, 2003, nr 206 (Pt12), s. 2011–2020.
1 Jerzy A. Żołądź (kierownik Katedry Fizjologii Wysiłku i Bioenergetyki Mięśni Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM), Marcin Grandys, Joanna Majerczak (Katedra Fizjologii Wysiłku i Bioenergetyki Mięśni Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM), Marta Smeda, Agnieszka Kij, Anna Kurpińska, Grzegorz Kwiatkowski (Jagiellońskie Centrum Rozwoju Leków), Janusz Karasiński (Instytut Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii UJ), Ulrike Hendgen-Cotta (Cardiology and Vascular Medicine, West German Heart and Vascular Center, University Hospital Essen, Medical Faculty, University of Duisburg-Essen), Stefan Chłopicki (dyrektor Jagiellońskiego Centrum Rozwoju Leków, Katedra Farmakologii Wydziału Lekarskiego UJ CM).
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ zaprasza na wyjątkowe wydarzenie zatytułowane 100 lat i więcej! Etnologia i antropologia kulturowa w Krakowie. Zostanie ono zorganizowane we współpracy z Komisją Etnograficzną PAU – także świętującą w tym roku 100. rocznicę swego istnienia. Obchody jubileuszowe odbędą się w dniach 17–19 kwietnia w siedzibie Polskiej Akademii Umiejętności oraz budynkach Uniwersytetu Jagiellońskiego wspólnie z całym środowiskiem związanym z dziedziną antropologii oraz absolwentkami i absolwentami kierunku etnografia, etnologia i antropologia kulturowa. W ramach jubileuszu odbędą się, między innymi, debata Kołłątajowska o antropologii poza akademią, seminarium naukowe Etnologia i antropologia kulturowa w Krakowie. Źródła i perspektywy oraz wystawa Nie wszystko jest oczywiste... Początki i Po-stu-laty
Patronat nad przedsięwzięciem objęli rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prezes Polskiej Akademii Umiejętności.
PRogRAm JuBIlEuSZu:
17 kwietnia (piątek)
Aula PAU, ul. Sławkowska 17 9–16.30


Etnologia i antropologia kulturowa w Krakowie

Część wydarzeń została sfinansowana ze środków Wydziału Historycznego w ramach Programu Strategicznego Ini-
Seminarium naukowe Etnologia i antropologia kulturowa w Krakowie. Źródła i perspektywy 16.30–17
Muzyczny korowód z ul. Sławkowskiej do Collegium Maius z udziałem zespołu Dusza oraz Koła Naukowego Studentów Etnologii i Antropologii Kulturowej 17–19
Collegium Maius – dziedziniec, ul. Jagiellońska 15, oraz Galeria Pod Przewiązką, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, ul. Gołębia 9 / św. Anny 6
Wernisaż wystawy jubileuszowej o historii Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ Nie wszystko jest oczywiste... Początki i Po-stu-laty
18 kwietnia (sobota)
Collegium Novum, ul. Gołębia 24, aula 9.30–11.30
Debata Kołłątajowska Nie wszystko jest oczywiste. Antropologia poza akademią
cjatywa Doskonałości na Uniwersytecie Jagiellońskim
Jako paneliści udział wezmą absolwenci IEiAK UJ: Jerzy Chodorek, Olga Drenda, Bartosz Hlebowicz, Doma Matejko, Anna Mikulska i Magdalena Wadowska 12–14
Inicjatywa doktorancka Młoda Antropologia – sesja naukowa i prezentacja wybranych antropologicznych badań doktorantów ze Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ
15.30–17.30
Spotkanie wspominkowe emerytowanych pracowników, absolwentów Katedry Etnografii Słowian / Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, współpracowników i przyjaciół
Collegium Novum, II piętro 18–21
Tort jubileuszowy i spotkanie Uczestników
19 kwietnia (niedziela)
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej, ul. Gołębia 9 /św. Anny 6 10–14
Poranek w Instytucie: śniadaniowe spotkanie międzypokoleniowe, spacery, pokazy filmu, oprowadzanie po wystawie jubileuszowej
Bo rzeczy naprawdę wielkie rodzą się z ciekawości.
A rzeczy naprawdę ważne z potrzeby zmieniania świata na lepsze.
takie miejsca na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie nauka nie kończy się wraz z zamknięciem drzwi laboratorium. Gdzie ciekawość świata idzie w parze z odpowiedzialnością, a badania nie są tylko kolejnymi eksperymentami, lecz realną próbą odpowiedzi na wyzwania współczesnej medycyny. Do takich miejsc należy Studenckie Koło Naukowe Terapii Celowanej i Układów Supramolekularnych (SKN TCiUS), działające od 2021 roku na Wydziale Lekarskim UJ CM. Koło powstało z inicjatywy studentów, którzy zaprosili do współpracy dr Małgorzatę Lasotę, zajmującą się od lat nowoczesnymi terapiami onkologicznymi. Obecnie działalność SKN TCiUS koncentruje się na rozwoju terapii celowanych nowotworów przewodu pokarmowego o złym rokowaniu, w szczególności raka trzustki, który pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny, z wykorzystaniem nanocząstek i innowacyjnych leków. Badania realizowane są w Ośrodku Biomedycyny i Nauk Interdyscyplinarnych UJ CM, a działalności koła przewodniczy student V roku kierunku lekarskiego Adam Kozik. Od początku swojego istnienia SKN TCiUS rozwija się w oparciu o model mentorskiej opieki naukowej. Studenci zdobywają praktyczne kompetencje laboratoryjne, ucząc się pełnego procesu badawczego – od planowania eksperymentów, przez analizę wyników, aż po prezentację efektów pracy na krajowych i międzynarodowych konferencjach. Równolegle Koło prowadzi intensywną działalność dydaktyczną i popularyzatorską.


Skala i jakość tych działań znalazły odzwierciedlenie w licznych ogólnopolskich wyróżnieniach. Koło zdobyło wiele nagród, na przykład Debiut Roku 2022, Najlepsze Koło Naukowe w Polsce 2023, Najlepszy Opiekun 2024, a realizowane projekty były wielokrotnie doceniane w konkursach StRuNa i ProJuvenes.
Szczególnym momentem była jubileuszowa gala 15-lecia konkursu Studenckiego Ruchu Naukowego StRuNa 2025, podczas której dr Małgorzata Lasota została uhonorowana prestiżową nagrodą SUPER-StRuNa za wieloletnie wspiera-
nie studenckiej działalności naukowej – symboliczne podsumowanie kilku lat intensywnej pracy zespołu. SKN TCiUS tworzy dziś interdyscyplinarny zespół młodych naukowców, którego aktywność koncentruje się zarówno na badaniach podstawowych i aplikacyjnych, jak i szeroko rozumianej edukacji oraz popularyzacji nauki. To przykład środowiska, w którym nauka rozwija się dzięki ludziom gotowym podejmować ambitne wyzwania: konsekwentnie, zespołowo i z myślą o realnym wpływie na przyszłość medycyny.

Kadr z filmu Studenckiego Koła Naukowego Terapii Celowanej i Systemów Supramolekularnych, który zwyciężył w ogólnopolskim konkursie filmowym ScienceBuzz, promującym badania naukowe poprzez kreatywne filmy
dZiałalność naukowa – precyZja Zamiast prZypadkowości
Badania prowadzone przez członków koła wpisują się w globalny trend odchodzenia od klasycznej, nieselektywnej chemioterapii na rzecz leczenia projektowanego „na miarę” konkretnej komórki nowotworowej. Zespół skupia się na wykorzystaniu innowacyjnych nośników oraz nowej generacji leków – inhibitorów kinaz tyrozynowych, umożliwiających precyzyjne dostarczanie substancji terapeutycznych do komórek nowotworowych przy jednoczesnym ograniczeniu toksyczności wobec zdrowych tkanek.
W praktyce badawczej oznacza to pracę na liniach komórkowych nowotworów oraz wieloaspektową ocenę odpowiedzi komórek na badane związki. Analizowane są, między innymi, proliferacja, indukcja apoptozy oraz procesy migracji i inwazji,
kluczowe dla rozwoju i przerzutowania nowotworu.
Zaplecze metodologiczne SKN TCiUS obejmuje szerokie spektrum nowoczesnych technik biofizycznych i biologicznych. W badaniach wykorzystywane są również dynamiczne rozpraszanie światła, dichroizm kołowy oraz ultrawirowanie analityczne, pozwalające ocenić stabilność kompleksów lek–nośnik. Odpowiedź komórek nowotworowych analizowana jest z użyciem testów żywotności, cytometrii przepływowej oraz analiz cyklu komórkowego, a zmiany strukturalne i molekularne obserwowane są dzięki mikroskopii konfokalnej i elektronowej. Istotnym elementem działalności naukowej Koła jest współpraca międzyinstytucjonalna i międzynarodowa. Wspólnie z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym prowadzone jest modelowanie molekularne badanych związków, natomiast współpraca z firmą Real Research umożliwiła rozwój


Nagroda specjalna SUPER-StRuNa podczas 15., jubileuszowej edycji konkursu StRuNa dla dr Małgorzaty Lasoty
badań w modelach trójwymiarowych. Uniwersytet Karola w Pradze zapewnił dostęp do specjalistycznych metod ultrawirowania analitycznego, kluczowych dla oceny trwałości projektowanych kompleksów.
Skala i jakość prowadzonych badań znajdują odzwierciedlenie w licznych projektach finansowanych ze środków krajowych i europejskich, realizowanych, między innymi, w ramach programów „SKN tworzą innowacje”, „Doskonała nauka” oraz Funduszy Europejskich dla Rozwoju Społecznego (FERS „Wsparcie studentów w zakresie podniesienia ich kompetencji i umiejętności”). Szczególnie istotny jest realizowany obecnie projekt FERS, którego celem jest rozwój kompetencji studentów i ich przygotowanie do funkcjonowania na międzynarodowej arenie naukowej – od laboratorium po największe światowe kongresy (między innymi Digestive Disease Week 2026, Chicago).

Efektem tej działalności są publikacje w czasopismach o wysokim współczynniku IF, wystąpienia na prestiżowych konferencjach międzynarodowych – na przykład ASBMB (Chicago), ENABLE (Sewilla) i FEBS (Stambuł), oraz nagrody i wyróżnienia, potwierdzające realny potencjał aplikacyjny prowadzonych badań.
dZiałalność dydaktycZna – nauka prZeZ doświadcZenie
Równie istotnym filarem aktywności SKN TCiUS jest dydaktyka, rozumiana znacznie szerzej niż w tradycyjnym modelu akademickim. Od początku istnienia koła nacisk kładziony jest na zasadę learning by doing – naukę poprzez działanie, eksperyment i bezpośredni kontakt z nowoczesnym warsztatem badawczym.
Członkowie Koła regularnie uczestniczą w specjalistycznych szkoleniach, warsztatach i seminariach poświęconych metodologii badań naukowych, analizie danych oraz nowoczesnym technikom laboratoryjnym. Ważnym elementem tej ścieżki rozwoju są również szkolenia z zakresu pozyskiwania środków na działalność naukową, realizowane, między innymi, podczas Zimowej Szkoły Studenckiego Towarzystwa Naukowego UJ CM oraz Krakowskiej Biomedycznej Szkoły Letniej. Pokazują one, że skuteczna nauka wymaga nie tylko pasji, ale także umiejętności planowania i zarządzania projektami.
Dydaktyka w SKN TCiUS nie kończy się jednak w murach uczelni. Koło


aktywnie angażuje się w popularyzację nauki, kierując swoje działania do dzieci, młodzieży oraz szerokiego grona odbiorców spoza środowiska akademickiego. Widowiskowe prezentacje chemiczne realizowane podczas Festiwalu Nauki i Sztuki, Małopolskiej Nocy Naukowców, w szkołach, domach dziecka czy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie pokazują, że biomedycyna potrafi fascynować i inspirować.
Istotnym elementem działalności dydaktycznej są także warsztaty laboratoryjne prowadzone podczas wydarzeń krajowych i międzynarodowych. W ramach International Medical Students Conference oraz Krakowskiej Biomedycznej Szkoły Letniej uczestnicy mieli możliwość bezpośredniego kontaktu z technikami pracy na liniach komórkowych, co pozwalało konsekwentnie łączyć teorię z praktyką.
Przedsięwzięcia dydaktyczne Koła obejmują również przestrzeń medialną. Autorski podcast Punkt wyjścia stał się platformą inspirujących rozmów o nauce, a udział gości zagranicznych, takich jak prof. Antoni Słomiński z Uniwersytetu Alabama w Birmingham, potwierdza szeroki zasięg i dojrzałość tej inicjatywy.
dZiałalność organiZacyjna – nauka to sport Zespołowy
SKN TCiUS to również prężnie działająca wspólnota akademicka, dla której
organizacja wydarzeń naukowych jest naturalnym przedłużeniem pracy badawczej i dydaktycznej. Od 2021 roku członkowie Koła współtworzyli i organizowali konferencje, seminaria oraz wydarzenia popularyzujące naukę, konsekwentnie budując przestrzeń do wymiany wiedzy i doświadczeń.
Do kluczowych przedsięwzięć należą dwie ogólnopolskie inicjatywy: Krakowskie Forum Biomedyczne (2024) – które zgromadziło ponad stu młodych naukowców z Polski i zagranicy, oraz Krakowska Biomedyczna Szkoła Letnia (2025) – łącząca wykłady eksperckie z intensywnymi warsztatami laboratoryjnymi. Oba wydarzenia pokazały, że studenckie projekty mogą być realizowane na wysokim, profesjonalnym poziomie.
Ta wielowymiarowa aktywność Koła przekłada się na konkretne osiągnięcia: stypendia Erasmus+, staże badawcze BioLab Fundacji Fulbrighta, stypendia ministra nauki oraz stypendium rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Działalność SKN TCiUS pokazuje, że nowoczesna nauka rodzi się na styku ambicji i pracy zespołowej oraz badań i odpowiedzialności społecznej. Koło jest przestrzenią, w której młodzi naukowcy mogą realizować swoje zainteresowania i rozwijać kompetencje. Miejscem spotkania wiedzy z empatią, a innowacji z realną potrzebą pomocy drugiemu człowiekowi.
Red.
Podkoniec 2025 roku Kraków pełnił zaszczytną rolę gospodarza obrad dwóch ogólnopolskich gremiów doktoranckich, w których, poprzez Towarzystwo Doktorantów UJ, obecny jest Uniwersytet Jagielloński. Doktoranci naszej Uczelni byli współorganizatorami XXII Zjazdu Delegatów Krajowej Reprezentacji Doktorantów (KRD) oraz partnerami posiedzenia Rady Doktoranckiego Forum Uniwersytetów Polskich (DFUP). Oba wydarzenia miały charakter sprawozdawczo-wyborczy –dotychczasowe władze podsumowały rok 2025 oraz dokonano wyboru nowych na kolejny rok kalendarzowy.
XXII Zjazd Delegatów KRD miał miejsce w dniach 5–7 grudnia. Oficjalne obrady toczyły się w murach Politechniki Krakowskiej, zaś pozostałe wydarzenia odbywały się w różnych zakątkach Krakowa (między innymi w Klubie pod Jaszczurami). Towarzystwo Doktorantów UJ reprezentowali: w roli delegata prezes Adam R. Parol, zaś jako obserwatorki –Laura Szafarczyk, Małgorzata Kopania (wiceprezes) i Agata Kuźma (sekretarz). W otwarciu zjazdu wzięli udział również znamienici goście z Uniwersytetu Jagiellońskiego – prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk oraz dyrektorzy Szkół Doktorskich UJ: prof. Katarzyna Stolarz-Skrzypek, dr hab. Roman Skibiński, profesor UJ, i dr hab. Sebastian Kołodziejczyk, profesor UJ. Podczas obrad spośród trzech kandydatów na stanowisko
przewodniczącego KRD wybrano Rafała Ramuta z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Wyłoniono również członków zarządu i Komisji Rewizyjnej KRD na kolejny rok kalendarzowy.
Doktoranckie Forum Uniwersytetów Polskich (DFUP) zrzesza samorządy doktoranckie kilkunastu polskich uczelni o charakterze uniwersyteckim. Z grona krakowskich jednostek, oprócz Towarzystwa Doktorantów UJ, partycypuje w nim także Uniwersytet Papieski Jana Pawła II, który przyjął uczestników zjazdu w dniach 12–14 grudnia na swoim nowym kampusie przy ul. Bobrzyńskiego. W przeciwieństwie do zjazdu KRD, ten bogaty był również w inne niż sprawozdawczo-wyborcze części programu – odbyła się Gala Nagród DocUp, panel dyskusyjny, zwiedzanie Biblioteki Głównej czy szkolenie z zakresu wykorzystania w pracy doktorskiej wytworów sztucznej inteligencji. Nie zabrakło również spotkań towarzyszących o charakterze integracyjnym. Delegatem z ramienia Towarzystwa Doktorantów UJ był jego prezes Adam R. Parol, który w ramach obrad został wybrany na członka komisji wyborczej. Swoją obecnością zjazd zaszczycili również dr hab. Roman Skibiński, profesor UJ (dyrektor Szkoły Doktorskiej Nauk Ścisłych i Przyrodniczych UJ), oraz dr hab. Sebastian Kołodziejczyk, profesor UJ (dyrektor Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ). Przewodniczącym DFUP na rok 2026

został Łukasz Sitkowski z Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie, który był jedynym kandydatem na to stanowisko; wybrano również pozostałych członków zarządu. Na poziomie lokalnym także doszło do wyborów i zmian. 4 grudnia 2025 w Akademii Kultury Fizycznej im. Bronisława Czecha w Krakowie (AKF) odbył się Sprawozdawczo-Wyborczy Zjazd Porozumienia Doktorantów Krakowskich (PDK). Nową przewodniczącą PDK została Aleksandra Błotnicka z AKF, zaś na wiceprzewodniczącą wybrano doktorantkę UJ Małgorzatę Śliż, która w Towarzystwie Doktorantów UJ pełni funkcję przewodniczącej zespołu ds. szkoleń. 18 grudnia 2025 odbyło się natomiast Zwyczajne Walne Zgromadzenie Towarzystwa Doktorantów UJ, gdzie wybrani zostali nowi członkowie Rady i Komisji Rewizyjnej. Oba te ciała również funkcjonują w ramach kadencji zamykającej się w jednym roku kalendarzowym. Dotychczasowym władzom gremiów samorządności doktoranckiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Krakowie i na poziomie ogólnopolskim, serdecznie dziękujemy, podobnie jak organizatorom i gospodarzom wszystkich wspominanych wydarzeń. Jednocześnie gratulujemy wybranym na rok 2026 działaczom, życząc powodzenia w planowanych przedsięwzięciach!
Adam R. Parol Towarzystwo Doktorantów UJ

człowiekowi, żyjącemu około 75 lat, statystycznie przychodzi zmierzyć się z kilkoma życiowymi kryzysami. Jednak tzw. generacja Z, będąca pierwszym pokoleniem w pełni dorastającym w cyfrowym świecie, przeżywa średnio trzy w ciągu jednego dnia, szczególnie gdy słuchawki rozładują się w autobusie, konturówka do ust się zgubi, a crush, czyli obiekt westchnień, nie odpisze przez trzy godziny. Albo tak przynajmniej im się wydaje... Erik Erickson wskazywał dokładnie osiem kryzysów przypadających na najważniejsze okresy życia, rozumianych jako rozwój psychospołeczny podnoszący poziom naszej integracji z otaczającym nas światem. Jednym słowem umożliwiających szeroko pojęte samodoskonalenie.
żegnaj, gorąca krwi!
Wspomniane kryzysy wywodzą się z konfliktów, a ich wynikiem jest zdobyta (albo i nie) cnota. O „cnotliwości” studenta w tym przypadku nie decyduje sumienność czy zaangażowanie, z jakim odnosi się do obowiązków uczelnianych. Pracowitości, za Eriksonem, mieliśmy nauczyć się w szkole podstawowej. Kryzys, jaki przychodzi nam rozwiązać we wczesnej dorosłości, dotyczy relacji. W tym okresie liczy się przede wszystkim tworzenie bliskich i intymnych znajomości, które uczą miłości, ufności i troski o innych, co w przyszłości pomoże nam pełnić przypisane i wybrane role społeczne. W psychologii młoda dorosłość (emerging adult hood) odnosi się do osób w wieku 18–24 lat. To właśnie wtedy zdolności poznawcze dojrzewają, a ludzie osiągają lepszą zdolność myślenia krytycznego, abstrakcyjnego, złożonego, a także możliwość bardziej adaptacyjnego zarządzania emocjami. Impulsywność ustępuje miejsca przewidywalności za sprawą ostatecznego uformowania się kory przedczołowej,

która odpowiada przede wszystkim za podejmowanie decyzji, planowanie i hamowanie nagłych, nieprzemyślanych zachowań. Układ limbiczny, który w okresie dorastania usilnie próbował rządzić, porzuca dyktaturę i zaczyna współpracować z innymi ważnymi obszarami w mózgu. W konsekwencji nie jesteśmy już tak bardzo emocjonalni, nasze życie to mniejsza sinusoida i nie reagujemy tak mocno zarówno na te pozytywne, jak i negatywne bodźce, bo zaczynamy kontrolować to, co wcześniej wydawało się być niekontrolowalne. To wszystko ma przygotować nas na kluczowe zmiany w życiu, jakimi są głównie osiągnięcie niezależności i wybór zarówno ścieżki życiowej, jak i partnera, z którym będziemy budować wspólną przyszłość. A wszystko zaczyna się od pójścia na studia.
witaj, realności!
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto w wieku 16 lat nie pomyślał: „Nie mogę się doczekać, aż skończę osiemnastkę”, albo ten, kto przy pierwszej lepszej kłótni z rodzicami odliczał dni do wyprowadzki z domu, bo wtedy „można robić wszystko, czego dusza zapragnie”. To prawda – można. Ale co dalej?
Za żadne skarby nie cofnęłabym się do pierwszego dnia studiów. Wróciłam z uczelni, po wykładzie, z którego nic nie zrozumiałam, ale pilnie notowałam to, o czym nie miałam pojęcia (wtedy jeszcze robiłam notatki), i się rozpłakałam. Wróciłam do pustego mieszkania, w Krakowie znałam pięć osób na krzyż, wszyscy na studiach jakoś magicznie mieli już swoje grupki, a ja nie miałam się do kogo odezwać. Nawet nie chciałam się odzywać. Z perspektywy czasu trochę żałuję, że zamknęłam się na możliwości od samego początku i dopiero w drugim semestrze zaczęłam doceniać moje studenckie życie. Ale nie wiedziałabym, jak może być fajnie na studiach, gdyby na początku nie było beznadziejnie.
studentka IV roku
Pójście na studia oznaczało dla mnie przeprowadzkę do innego, znacznie większego i bardziej ekscytującego, miasta. Moje środowisko zmieniło się o 180 stopni, zmienili się też ludzie, którzy otaczali mnie do tej pory. Musiałam poznać nowe osoby, a ,,musiałam’’ to w tym przypadku dobre
określenie, bo w ogóle tego nie chciałam. Wolałam siedzieć w domu i oglądać serial pod kocem, niż chodzić na spotkania integracyjne i wystawiać się na nowe znajomości, które wtedy stanowiły dla mnie na tyle duże wyzwanie, że wśród wielu innych – mieszkanie bez rodziców, ogarnianie wszystkiego na własną rękę, tęsknota za znanym i bezpiecznym, objawiało się wręcz jako zagrożenie. Ciężko było mi znaleźć osoby, z którymi mogłam się dogadać, również dlatego, że wszyscy wydawali się dobrze wiedzieć, po co znaleźli się na tych studiach i do czego dążą. Ja nie wiedziałam. W wakacje wyjechałam na dwa miesiące, żeby zapomnieć o tym, co było, i poszukać innego rozwiązania. Po powrocie zaczęłam drugi rok studiów i wreszcie poczułam się jak u siebie. Dopiero wtedy poznawanie ludzi oraz Krakowa stało się dla mnie nie koniecznością, a przywilejem i naturalną koleją rzeczy, której już ani nie wymuszałam, ani się nie bałam. studentka III roku
Mówią, że studia to najlepszy okres w życiu. Nie dla wszystkich, bo według badań studenci uniwersytetów doświadczają depresji znacznie częściej niż ogólna populacja. Zwłaszcza na pierwszym roku, co potwierdzają litewscy studenci medycyny, z których aż 71 procent deklaruje, że studia negatywnie wpłynęły na ich kondycję emocjonalną, i to już na samym początku. Może powinniśmy mierzyć ich inną miarą, z racji wymagającego kierunku, jednak podobnych przypadków jest znacznie więcej. Badania przeprowadzone w 2020 roku dowodzą, że 75 procent studentów pierwszego roku zgłasza subiektywne doświadczenie stresu w wielu dziedzinach życia. Ponadto odczuwanie lęku wśród studentów waha się od 20 do 50 procent, przy czym wyższy odsetek występuje w pierwszych latach życia uniwersyteckiego. Problemy, z jakimi zmagają się młodzi dorośli, nie ograniczają się jedynie do terytorium Europy, Australii czy Stanów Zjednoczonych. Badanie przeprowadzone w Bangladeszu wykazało, że 69,5 procent studentów pierwszego roku cierpi na depresję, a 61 procent ma stany lękowe. Ponad 31 procent z badanych tajwańskich studentów doświadczyło przynajmniej jednego problemu dotyczącego zdrowia psychicznego w ciągu pierwszego roku, z czego większość z nich wykazywała objawy przed rozpoczęciem studiów. Problem wydaje się być zatem międzykulturowy i niezależny od płci czy wychowania, cho-
ciaż to ostatnie może przyczyniać się do jego złożoności. Ucząc się funkcjonowania w dysfunkcyjnych rodzinach, często powtarzamy szkodliwe wzorce interpersonalne i intrapersonalne w późniejszych latach. Nie zmienia to faktu, że wśród młodych ludzi na całym świecie coraz częściej odnotowuje się spadek samopoczucia, a ono, według japońskich badaczy, jest niższe niż wśród osób w średnim wieku. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zdobycie eriksonowskiej cnoty w świecie pełnym możliwości nie jest wcale trudne. Jednak analizując dzisiejszą rzeczywistość i współwystępujące wraz z nią zachowania, kryzys „intymność vs izolacja”, który polega na budowaniu głębokich i trwałych relacji w młodej dorosłości zamiast oddalania się od ludzi i zamykania w bezpiecznej przestrzeni, staje się wyzwaniem, któremu bardzo trudno sprostać.
międZy internetem a prawdą
– Mnogość informacji i bodźców, jakie docierają do młodych ludzi w internecie, sprawia, że sieć ich zasysa. Pytania, które zazwyczaj zadajemy sobie w młodym wieku („Kim jestem? Czy dobrze wybrałem studia?”), łączą się dzisiaj z obrazkami dwudziestokilkuletnich milionerów w sieci, presją osiągnięcia sukcesu, marzeniem o dochodach pasywnych i podróżowaniu – mówi dr Monika Wasilewska, psychoterapeutka i wykładowczyni na Uniwersytecie Jagiellońskim, analizując odczuwane przez młodych dorosłych ciągłe zmęczenie i przebodźcowanie wynikające z życia w wirtualnym świecie. Według dr Wasilewskiej pieniądze stanowią dzisiaj jedną z ważniejszych wartości dla młodego człowieka, która decyduje o jego postrzeganiu samego siebie. – Jeśli chcę odnieść sukces, być szanowanym, muszę zarabiać duże pieniądze, jeśli tego nie robię – jestem niewystarczający, nie jestem nic wart, co jest wyczerpujące – dodaje. To nas, młodych ludzi, także gubi, bo nie potrafimy odnaleźć się w świecie, w którym standardy są wyśrubowane, oczekiwania są na najwyższym poziomie przy ciągłej narracji o konieczności spełniania nierealnych wzorców. A w tym wszystkim jesteśmy samotni. – Zadaniem wczesnej dorosłości jest znalezienie sobie partnera czy partnerki i zbudowanie intymnych relacji, także przyjaźni. Dzisiaj bardzo często to jest krótkie zaspokajanie zachcianek, przyjemności, a nie realizowanie potrzeb.

Człowiek potrzebuje trwałych związków na lata, czasami na całe życie. To jest coraz trudniejsze, bo ten świat jest plastikowy. Nie przywiązujemy się do rzeczy, wyrzucamy je, nie naprawiamy ich. Ludzi też wyrzucamy i to bez zastanowienia – mówi psychoterapeutka i wykładowczyni specjalizująca się w badaniu młodych dorosłych.
Przez pierwszy semestr średnio co dwa dni chciałem wrócić do domu. Czułem się bardzo samotny, nie potrafiłem się odnaleźć. Teraz tęsknię za Madrytem, bo zawsze się tam coś działo, ale na początku nie miałem nawet z kim wyjść. Myślałem, że będzie lepiej. Brakowało mi Polaków, poznałem kilka osób, ale czułem, że to będą krótkie znajomości. W drugim semestrze, kiedy już stwierdziłem, że na pewno rzucę studia, zacząłem spędzać więcej czasu z innymi i poznałem studentów z Polski. Coś kliknęło. Poczułem się lepiej. Nareszcie nie musiałem analizować każdej wypowiedzi w mojej głowie i mogłem mówić po polsku. Trzymamy się razem do dzisiaj. student, który zrezygnował ze studiów w Madrycie i przeniósł się na Uniwersytet Jagielloński
Głębokie i stałe relacje są nie tylko cnotą, do której zdobycia powinniśmy dążyć w młodym wieku, ale i wartością, która
jest dla całego gatunku ludzkiego niezbędna. Prowadzone na Harvardzie przez 80 lat najdłuższe badania nad szczęściem opisane w książce Dobre życie dowodzą, że najważniejszym elementem wpływającym na poczucie dobrostanu wśród ludzi są ich więzi z innymi. Dobre kontakty międzyludzkie bezpośrednio wpływają na długość i jakość życia oraz zdrowie psychiczne i fizyczne. Jednak dzisiejsze relacje są – za dr Moniką Wasilewską – pustymi kaloriami: z psychiką jest tak samo jak z odżywianiem. Zaspokajają nas pełnowartościowe posiłki, nie fast foody. One nie karmią. Psychika potrzebuje realizacji prawdziwych potrzeb, nie zachcianek albo lęku. Nie da się zastąpić realnego kontaktu z człowiekiem wirtualnymi znajomościami. Nie wychodzisz do ludzi, bo się boisz oceny, dezaprobaty, bycia sobą i w danym momencie jest bezpieczniej, bo nie konfrontujesz się z wyzwaniem. Na dłuższą metę to jest dla Ciebie jak śmieciowe jedzenie – będziesz żyć, ale niezdrowo sZcZęście w niesZcZęściu
Podobno nieszczęścia chodzą parami, a w przypadku studentów pierwszego roku – czasami i w grupach. Bo mimo poczucia, że mamy dzisiaj wiele – idąc na studia, tracimy najcenniejsze dla nas po-
czucie bezpieczeństwa, którego nie da się odbudować w trakcie jednego spotkania integracyjnego. Zostawiamy za sobą znane środowisko, rodzinny dom, większość znajomych i zapewne też „jakąś” wersję siebie. Wchodzimy w obce środowisko, zazwyczaj wyjeżdżamy do innego miasta, mierzymy się z nową rzeczywistością, która okazuje się mocno zderzać z wyobrażeniami. Dla jednych może być to wyzwalające, dla większości jednak okazuje się być przerażające, bo to wszystko dzieje się wtedy, gdy przychodzi nam stawić czoła wymaganiom społecznym i własnym. I to jeszcze w świecie, który nie działa na korzyść młodego człowieka, atakując go zewsząd zagrożeniami, newsami i idealnymi projekcjami. Choć jesteśmy już dorośli i poczucie bezpieczeństwa musimy odbudować sobie sami, niejednokrotnie nie wiemy, jak to zrobić. Warto wiedzieć, że to chwilowe poczucie samotności jest wpisane w nasz rozwój, samodzielność nie jest taka zła, a układ limbiczny w końcu oddaje pałeczkę korze przedczołowej. Poza tym, są jeszcze cykliczne, cotygodniowe studenckie czwartki.
Jagoda Łuszczak studentka psychologii stosowanej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ
Pierwszy plebiscyt na słowo roku odbył się w Polsce w 2011 roku, co oznacza, że ma już piętnastoletnią historię. O wyborze decyduje głównie statystyka, ale nie tylko. Słowo jest wybierane przez dwa gremia: językoznawców powołanych do kapituły konkursu i internautów głosujących w powszechnym plebiscycie. Wyniki obu głosowań czasem są identyczne, a czasem rozbieżne, co widać w poniższej tabelce. Oto dotychczasowe wyniki plebiscytu.
Słowa roku odzwierciedlają to, co w danym okresie było istotnym elementem debaty publicznej oraz co szczególnie budziło społeczne obawy lub nadzieje. Negatywny wymiar naszych przeżyć z ostatnich latach ilustrują te dotyczące patologii w życiu społecznym: parabank, kilometrówka . Troskę, ale i niepokój o kształt naszego życia politycznego zdradzają prezydencja, trybunał, konstytucja, wybory, koalicja. Najgroźniej wybrzmie-
Rok Wybór kapituły Wybór internautów Inni pretendenci
2011 prezydencja katastrofa, jak żyć?, kibol
2012 parabank parabank kryzys, leming, ministra, trotyl, zamach
2013 gender gender
2014 kilometrówka separatysta (w Ukrainie) ekspert, Euromajdan, janosikowe, podsłuch, słoik1, tęcza
2015 uchodźca uchodźca Trybunał, bankowicz, bankster
2016 trybunał pięćset plus czarny protest, edukacja, Brexit, kobieta, postprawda, suweren, dobra zmiana
2017 puszcza rezydent (młody lekarz) smog, sąd, konstytucja, drzewo
2018 konstytucja konstytucja niepodległość, klimat, dzban, ruch miejski, protest, siatkówka
2019 LGBT klimat
2020 koronawirus koronawirus
2021 szczepienie szczepienie
2022 wojna wojna
2023 sztuczna inteligencja wybory
2024 koalicja koalicja
2025 dron kosmos
Wybór zwycięskiego słowa poprzedzony jest analizą częstości występowania słów w wybranych mediach ogólnopolskich, głównie dziennikach. Z przyjętą metodologią można się zapoznać na stronie: http://www.slowanaczasie.uw. edu. pl
Ciągłe monitorowanie mediów pozwala też wskazywać słowa dnia i słowa miesiąca. W rezultacie powstaje wstępna lista proponowanych do wyboru haseł.
wają oczywiście słowa związane z wojną w Ukrainie: separatysta, wojna, dron. Poza krajowe podwórko wychodzi też uchodźca – odbicie kryzysu migracyjnego w Europie. Najbardziej traumatyczne było doświadczenie pandemii, które wymagało ciągłego użycia wyrazów koronawirus i szczepienie Nieustanne problemy ze służbą zdrowia znalazły oddźwięk w awansowaniu rezydenta, w znaczeniu młodego lekarza, do kategorii słów najważniejszych. Na obawy
związane ze zmianami klimatycznymi oraz na potrzebę ochrony naturalnych zasobów Ziemi wskazują wyróżnione w plebiscycie wyrazy puszcza (Puszcza Białowieska) i klimat. Emancypacyjne dążenia marginalizowanych grup społecznych kryją się w zapożyczonym z angielskiego skrótowcu LGBT i zapożyczeniu leksykalnym, również z angielskiego, gender. Pozytywnie odbierane zjawiska nazywają nieliczne wyrażenia: kosmos i jednak sztuczna inteligencja. Zwróćmy uwagę na to, że żadne z tych słów roku, uznanych za ważne, nie jest emocjonalnie obojętne. Słuszne jest zatem twierdzenie: Słowa mogą być traktowane jako nośniki społecznych emocji, a długofalowo – pamięci2 . Wśród słów roku są wyrazy nowe, które powstały niedawno, aby nazwać nieistniejące dotąd zjawiska. Chronologizacja w Wielkim słowniku języka polskiego PAN (wsjp.pl) pokazuje następujące pierwsze datowania tych stosunkowo młodych jednostek leksykalnych: parabank – 1992, gender – 1995, i, najmłodszy, dron z 2000 roku. Ciekawe, że koronowirus/koronawirus nie jest najmłodszy, ma datację z 1978 roku, kilometrówka jest z 1981 roku. Do kapituły plebiscytu na słowo roku należą obecnie badacze reprezentujący różne ośrodki uniwersyteckie w Polsce oraz dziennikarze popularyzujący polszczyznę: Andrzej Blikle, Jerzy Bralczyk, Bartek Chaciński, Katarzyna Kłosińska, Ewa Kołodziejek, Teresa Kruszona, Agnieszka Kunikowska, Jan Miodek, Jerzy Podracki, Renata Przybylska, Michał Rusinek, Barbara Sobczak, Małgorzata Tułowiecka. Sekretarzem kapituły plebiscytu jest Marek Łaziński z Wydziału Polonistyki UW, a patronat nad konkursem sprawuje Rada Języka Polskiego. Słowo roku jest wybierane także w innych krajach: Czechach, Austrii, Niemczech, Szwajcarii, Słowenii, Stanach Zjednoczonych, Australii, Japonii, Chi-

nach. Metody są bardzo różne. Zasadniczo chodzi o te słowa, które przyciągnęły największą uwagę w danym roku, lub te, które najtrafniej charakteryzują mijające 12 miesięcy. W niektórych plebiscytach jest też wybierane antysłowo, czyli „złe słowo”, „niesłowo” (niem. Unwort), oraz typowane jest powiedzenie roku – na przykład w Austrii i na Litwie. W USA członkowie American Dialect Society głosują, oprócz słowa roku, także na słowo polityczne, cyfrowe, slangowe lub nieoficjalne, mające największe szanse
powodzenia, najbardziej przydatne, najbardziej twórcze i wywołujące reakcję „co do cholery?!” (WTF, lit. what the f...) oraz na hasztag roku i na emoji roku. W Japonii od 1995 roku wybierane jest nie tyle słowo, co znak roku – kanji
W Polsce oprócz słowa roku wybiera się też w ogólnokrajowym plebiscycie młodzieżowe słowo roku. W 2025 roku internauci wskazali na szponcić/szpont – czasownik oznacza spontaniczne, energiczne działanie, często improwizowane, a rzeczownik szpont efekt takich działań.
Rolę opisywanych przykładów trafnie oddaje sformułowanie, że jest to pamięć zaklęta w słowach.
Renata Przybylska Katedra Historii Języka i Dialektologii Wydziału Polonistyki UJ, Rada Języka Polskiego PAN, członkini kapituły konkursu Słowo Roku
1 Warszawskie żartobliwe, ale także złośliwe określenie przyjezdnych.
2 Słowa roku, słowa miesiąca, słowa dnia, pod redakcją M. Kwiecień, M. Łazińskiego, Warszawa 2019.
3 https://www.uw.edu.pl/wyniki-plebiscytu-slowo-roku-2025/, dostęp: 28.01.2026.
SMOG (2017) to słowo z „czarnej serii” słów złych, ale, niestety, prawdziwie opisujących naszą rzeczywistość. Jest to zapożyczenie z języka angielskiego, kontaminacja wyrazów: fog ‘mgła’ i smoke’ dym’. Rok 2018 był rokiem walki ze smogiem. Grozę zamkniętą w tym wyrazie oddaje charakterystyczny cytat z Manueli Gretkowskiej: Powietrze stało gęstym, zawiesistym smogiem. Mam nadzieję, że był to ostatni rok strasznej kariery tego słowa. (RP)
NIEPODLEGŁOŚĆ (2018) to słowo z serii świętych słów Polaków. Niepodległość to przykład formacji z kategorii nazw cech, z charakterystycznym przyrostkiem -ość, zbudowanej jako słowo pochodne od przymiotnika niepodległy Niepodległy to wbrew pozorom przymiotnik wieloznaczny. W najczęściej przywoływanym znaczeniu politycznym oznacza tyle co suwerenny, taki, który nie zależy pod względem politycznym od innego państwa i w odniesieniu do tego właśnie znaczenia wybrzmiewa rzeczownik niepodległość, powszechnie kojarzony i używany w 2018 roku w związku ze stuleciem odzyskania przez Polskę niezależności. Jednak interesujące i ważne w kontekście problemów minionego roku jest również znaczenie kolejne: taki, który nie ulega pewnym (zwykle modnym, propagowanym lub wręcz narzucanym) tendencjom, zjawiskom. Takie znaczenie ujawnia się, między innymi, w kontekstach: niepodległy modom, niepodległy wobec masowości, wobec mód W najbliższym 2019 roku [słowo niepodległość było kandydatem do zwycięstwa w 2018 roku – przyp. red.] obu tych rodzajów niepodległości: politycznej w odniesieniu do naszej ojczyzny i osobistej, wewnętrznej w odniesieniu do siebie warto życzyć. (RP) DRON (2025) to bezzałogowy statek powietrzny. W polskich słownikach notowany od niedawna (wsjp.pl), pierwsze wystąpienia w korpusach tekstów pochodzą z 2000 roku. Słowo wywodzi się z języka angielskiego, gdzie drone to w pierwszym znaczeniu truteń. Znaczenie techniczno-militarne słowa wykształciło się w latach 30. XX wieku przez skojarzenie z cichym lotem trutnia. Wybór drona na słowo roku w Polsce związany jest z wojną w Ukrainie oraz incydentami naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Dron nie był słowem szczególnie częstym tylko w 2025 roku, lecz w dłuższym okresie. Jeszcze kilka lat temu wywoływał skojarzenia ze sterowaną zabawką latającą lub różnymi cywilnymi urządzeniami latającymi. (MŁ)3
cz. 30
Oniezwykle pracowitej i skromnej rodzinie Hordliczków do dziś krążą legendy. Byli czeskimi emigrantami, którzy na początku XIX wieku przybyli do Królestwa Polskiego na Mazowsze. Jeden z nich – przedsiębiorczy Ignacy Hordliczka, który (dzięki funduszom zgromadzonym z wytwórni octu) najpierw w Barczącej koło Mińska Mazowieckiego, a potem w Trąbkach, w gminie Pilawa, koło Garwolina znakomicie rozwinął działalność hutniczą, tworząc słynną Hutę Szkła „Czechy” (Fabrykę Szkła i Kryształów „Czechy”). Jej wyroby zachwycały i były cenione daleko poza granicami Królestwa. Jednak nie to, że fabryka była dobrze zarządzana i przyniosła rodzinie Hordliczków ogromną fortunę, jest w tej opowieści najważniejsze. Pamięć, uznanie, szacunek i sławę właściciele huty zdobyli tym, w jaki sposób traktowali swoich pracowników. Fenomenem okazała się osada robotnicza „Czechy”, stworzona w 1835 roku przez wspomnianego już Ignacego Hordliczkę, wspieranego później przez dwóch bratanków – Edwarda i Wilhelma. Mieszkańcy osady nie tylko otrzymywali za swą pracę godziwe wygrodzenie. Pracodawcy oferowali im również dobre warunki do życia, otaczali opieką ich rodziny, uczyli zaradności, dbali o wykształcenie dzieci, a nawet o dobre relacje międzyludzkie. Wdrożona tam już w latach 30. XIX wieku polityka socjalna i awansowa sprawiła, że praca dla Hordliczków była postrzegana jako szczególny przywilej. Pracownicy w kolejnych pokoleniach często awansowali nawet na stanowiska kierownicze, a niektórzy po odbyciu praktyki w hucie zakładali własne firmy. Osada szybko stała się wzorem traktowania pracowników i została zgłoszona do międzynarodowego konkursu, zorganizowanego w Paryżu przez Napoleona III w 1867 roku, dotyczącego troski przemysłowców o pracowników. Spośród zgłoszeń z całej Europy jury wyłoniło pięć firm i podzieliło między nie główną nagrodę w wysokości 100 tysięcy franków francuskich. Wśród laureatów znalazła się firma Hordliczków. Z biegiem lat rodzina ta coraz bardziej się polonizowała. W XX wieku jej przedstawiciele

Oryginalne obiekty pochodzące z huty „Czechy” oraz współczesne kopie wybranych egzemplarzy
walczyli o niepodległość Polski i wielce zasłużyli się dla naszego kraju swą pracą. Historii Fabryki Szkła i Kryształów „Czechy” oraz rodzinie Hordliczków poświęcona została intrygująca wystawa zatytułowana Na pamiątkę... Tableaux fotograficzne Konrada Brandla i Jadwigi Golcz, zorganizowana w Muzeum Fotografii w Krakowie. Jej centralnymi eksponatami są dwa wyjątkowe tableaux, które w kwietniu 2025 roku trafiły do zbiorów MuFo jako dar Krakowskiej Huty Szkła (Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych). – Powstały one z okazji 50- i 80-lecia Fabryki Szkła i Kryształów „Czechy” w Trąbkach i uwieczniają nie tylko jej właścicieli i pracowników, ale także architekturę zakładu oraz jego wyroby – informują kuratorki ekspozycji Katarzyna Marko i Magdalena Skrejko. – Pierwsze tableau, wykonane przez Konrada Brandla w 1872 roku, było prezentem od urzędników i robotników dla braci Wilhelma i Edwarda Hordliczków, drugie – przygotowane w 1902 roku w atelier Jadwigi Golcz – wyrazem uznania dla wielmożnej Edwardowej Hordliczkowej. Obecna podczas wernisażu, który odbył się 13 lutego 2026, współautorka (wraz z Krzysztofem Kotem) książki Śladami Hordliczków – dr Anna Ogonowska podkreśliła, że obiekty nie są jedynie pamiątką, lecz świadectwem rzeczywistej, nowatorskiej kultury organizacyjnej. Twarze widoczne na tableaux to oblicza zadowolonych ludzi. Ekspozycję, dostępną dla zwiedzających do 12 kwietnia 2026, znakomicie dopełniają oryginalne obiekty pochodzące z huty „Czechy’’ oraz ich współczesne kopie, wykonane na podstawie wzorów w Krakowskiej Hucie Szkła.– W tle pojawia się także wątek trzeciego tableau – z 1882 roku, wykonanego z okazji 60-lecia fabryki. Dziś zaginione, znane jedynie z reprodukcji, wciąż czeka na ponowne odkrycie – akcentują kuratorki.
Dorota Marta
Kto wie, być może to właśnie wystawa w MuFo lub prezentacja w GALERII „ALMA MATER” przyczynią się do jego odnalezienia...
Rita Pagacz-Moczarska

Tableau z 1872 roku, wykonane przez Konrada Brandla, oprócz fotografii portretowych zawiera 10 zdjęć pejzażowych (budynki huty szkła w osadzie „Czechy”), trzy fotografie zabytków/obelisków, reprodukcję rysunku, powstałego przed 1872 rokiem o nieustalonym autorstwie oraz cztery niewielkie fotografie przedstawiające wyroby Fabryki Szkła i Kryształów „Czechy”; format: 125 x 172 cm

Fragment tableau z 1872 roku; od lewej: portret Ignacego Hordliczki, założyciela Fabryki Szkła i Kryształów „Czechy”, reprodukcja Konrad Brandel z fot. prawdopodobnie Maurycego Paszkiewicza wykonanej przed 1854; portret Wilhelma Hordliczki, bratanka Ignacego, reprodukcja Konrad Brandel z fot. Jana Mieczkowskiego wykonanej 1869–1872; portret Edwarda Hordliczki, bratanka Ignacego, reprodukcja Konrad Brandel z fot. Jana Mieczkowskiego; portret Karoliny Hordliczkowej, żony Ignacego, reprodukcja Konrad Brandel z fot. prawdopodobnie Maurycego Paszkiewicza wykonanej przed 1854

Wyroby Fabryki Szkła i Kryształów „Czechy”, fragment tableau z 1872 roku













Ebrahim Alipoor jest wybitnym kurdyjskim fotografikiem, laureatem nagrody World Press Photo 2025 za reportaż Bullets Have No Borders (Kule nie znają granic), który poświęcony jest tragicznemu losowi kurdyjskich przemytników na granicy iracko-irańskiej. Wystawę jego fotografii, zatytułowaną Podróże Suzan. Język kurdyjski w Rożhelacie (Kurdystanie irańskim), można było oglądać od 4 listopada do 31 grudnia 2025 w Galerii Asûs (w Collegium Paderevianum).
Suzan, główna bohaterka wystawy, jest nauczycielką języka kurdyjskiego w Kurdystanie irańskim, nazywanym przez Kurdów Rojhelat (Rożhelat) (czyli Kurdystanem Wschodnim). Podróżuje od wioski do wioski, aby uczyć dzieci i dorosłych czytania i pisania w ich ojczystym języku. Kurdowie stanowią jedną z najważniejszych mniejszości etnicznych i religijnych w Iranie, liczącą od 8 do 10 milionów mieszkańców. Tymczasem, choć konsty-
tucja Iranu wspomina o istnieniu języków innych niż perski, tylko on jest uznany za jedyny oficjalny środek komunikacji w tym kraju. Jednocześnie dekrety wydawane przez władze irańskie zniechęcają do używania lub wręcz zakazują używania języka kurdyjskiego, zwłaszcza w edukacji. Nauczyciele i aktywiści są systematycznie poddawani arbitralnym aresztowaniom, jak chociażby Zara Mohammadî, która za propagowanie znajomości własnego języka w 2022 roku została skazana na pięć lat więzienia. Co ciekawe, zarówno w Iranie, jak i w Turcji to głównie kurdyjskie kobiety podejmują się nauczania własnego języka, pomimo stojących na ich drodze przeszkód i dużego ryzyka prześladowań. Jest to bowiem dla nich zarówno forma emancypacji, jak i szansa rozwoju zawodowego. Dlatego już w wieku 16 lat, czyli zaraz po ukończeniu szkoły, Suzan z własnej inicjatywy rozpoczęła nauczanie języka kurdyjskiego w mia-
stach i odległych wioskach. Podobnie jak inni nauczyciele, była nieraz aresztowana i przesłuchiwana, ale wciąż kontynuuje swoją pracę. W latach 2009–2025 uczyła języka kurdyjskiego w licznych wioskach w regionie miast Bokan, Mahabad, Saqez czy Miyanduaw (Miyandoab w oficjalnej perskiej nomenklaturze). Podczas otwarcia wystawy udało nam się nawiązać z Suzan kontakt internetowy i gościć ją w murach Uniwersytetu Jagiellońskiego wirtualnie. Wystawa Podróże Suzan była pierwszą wystawą Ebrahima Alipoora poświęconą właśnie temu tematowi.
Ebrahim Alipoor urodził się w Bane w Kurdystanie irańskim. Fotografią zajmuje się od około piętnastu lat, ponieważ jest to, jak twierdzi, najbliższy mu artystyczny sposób, by poruszać serca ludzi, a także by wpływać na rzeczywistość społeczną w Iranie. Iranu nigdy nie opuścił, a jednym z głównych tematów jego fotograficznych opowieści są mieszkańcy

Bliskiego Wschodu, zwłaszcza Kurdowie, których region zna najlepiej. Alipoor od lat jest zaprzyjaźniony z Pracownią Studiów Kurdyjskich UJ. Kilka lat temu prezentował w Krakowie i w Warszawie swój projekt fotograficzny poświęcony kurdyjskim derwiszom, pokazywał także swoje filmy i opowiadał o podróżach. Jego pierwszy album fotograficzny, Pir Shalyar. Six Years of Pir Shalyar in Photography, ukazał się w 2020 roku w Iranie pod patronatem warszawskiego Muzeum Azji i Pacyfiku i Pracowni Studiów Kurdyjskich UJ. Uhonorowany w 2025 roku nagrodą World Press Photo reportaż opowiada o tragicznym losie koolberów ‒ kurdyjskich tragarzy noszących ładunki przez góry na granicy Iranu z Irakiem. Trudna
sytuacja ekonomiczna zmusza ich do ryzykowania życiem, by utrzymać rodziny. Często padają też ofiarami armii irańskiej, dla której są jedynie przestępcami. Więcej o twórczości Alipoora można odnaleźć na stronie: www.ebrahimalipoor.com
Wystawa Podróże Susan zainaugurowała istnienie kameralnej galerii fotografii Wydziału Filologicznego UJ – Asûs. W otwarciu udział wzięli, między innymi: Ebrahim Alipoor, prodziekan Wydziału Filologicznego UJ dr hab. Jadwiga Kita-Huber, profesor UJ, dyrektor Instytutu Orientalistyki prof. Barbara Michalak-Pikulska, pełnomocnik Rządu Regionalnego Kurdystanu w Polsce Ziyad Raoof oraz licznie przybyli studenci i przedstawiciele kurdyjskiej i irańskiej diaspory. Spotka-



nie prowadziła kierowniczka Pracowni Studiów Kurdyjskich UJ dr hab. Joanna Bocheńska. Otwarcie swym występem uświetniła kurdyjska pieśniarka Pervin Kaplan.
Asûs to nazwa wyimaginowanej krainy pochodzącej z twórczości znanego polskim czytelnikom kurdyjskiego pisarza z Turcji Mehmeta Dicle. Asûs jest trochę miastem, a trochę wsią, cechuje go przenikalność literackich obrazów i niepokorność mieszkańców. Nazwa Asûs pochodzi jednak od znacznie starszego, praindoeuropejskiego słowa as oznaczającego „kamień” i „twardość”. Stąd wywodzi się zarówno staroirański „kamień” (as), jak i „niebo” (asman), pojmowane przez przodków Persów, Kurdów i Afgańczyków jako „kamienne sklepienie”. Archaiczne wyobrażenie nieba jako twardego, kamiennego sklepienia rozciągniętego nad światem możemy odnaleźć, między innymi, w świętej księdze zaratustrian – Aweście. I choć kamień potocznie kojarzy się raczej z szorstkością, ciężarem i szarością, to należy pamiętać, że ma liczne szlachetne odmiany, z których najdoskonalszą i zarazem najtwardszą jest diament.
Pomysłodawcy przedsięwzięcia, wykorzystując szeroki zasięg leksykalny i bogaty kontekst kulturowy pojęcia Asûs jako nazwy galerii fotografii Wydziału Filologicznego UJ, pragną zwrócić uwagę na wielowymiarowość języka, którym można opowiadać o świecie. Podczas gdy literatura pozwala go widzieć jedynie oczami wyobraźni, fotografia nierzadko koryguje te wyobrażenia i nadaje im kształt. Świat współczesny posługuje się dziś na szeroką skalę mieszaniną słów i obrazów, tworząc z nich bardziej i mniej wysublimowane systemy znaczeń. Pomimo ich powszechności i medialnej banalizacji wrażliwie użyty język i obraz umożliwiają bardziej subtelny wgląd w rzeczywistość – zwłaszcza tę odległą, stanowiącą nieraz przedmiot badań pracowników Wydziału Filologicznego.
Joanna Bocheńska
Renata Rusek-Kowalska Instytut Orientalistyki UJ
Otym, jak twórcze i absolutnie wyjątkowe staje się życie, kiedy kocha się to, co się robi, i robi się to, co się kocha, nieustająco przekonują: dr Tomasz Wiatr – znakomity urolog i androlog ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, i równocześnie mistrz rysunku, oraz jego ojciec Marek Wiatr – człowiek renesansu, który z sukcesem łączy karierę śpiewaka operowego z miłością do malarstwa.
5 marca 2026 zaprosili oni publiczność na otwarcie kolejnej wystawy swoich prac, tym razem wyeksponowanych w Pałacu Sztuki Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Wzrok przyciągały tam wykonane węglem i ołówkiem, charakteryzujące się delikatną kreską i subtelną grą świateł i cieni rysunki dr. Tomasza Wiatra, poświęcone refleksji nad anatomią i pięknem ludzkiego ciała, oraz klimatyczne, pastelowe, naznaczone młodopolskim akcentem olejne pejzaże autorstwa Marka Wiatra.
Wydarzenie zgromadziło wielu znakomitych gości ze świata nauki, medycyny i kultury. Wśród nich nie zabrakło przedstawicieli zarządu TPSP, w tym prezesa prof. Mariusza Korkosza, sekretarza prof. Jerzego Nowakowskiego, przewodniczącego komisji rewizyjnej prof. Romana Pfitznera, twórcy krakowskiej torakochirurgii dr. Henryka Olechnowicza czy prof. Czesława Dźwigaja. Na wernisaż przybyła też liczna reprezentacja Uniwersytetu Jagiellońskiego w osobach, między innymi, prorektora UJ ds. Collegium Medicum prof. Macieja Małeckiego, dyrektora Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Marcina Jędrychowskiego, byłego prorektora UJ ds. dydaktyki prof. Andrzeja Mani czy prezesa Stowarzyszenia Absolwentów UJ i byłego prorektora UJ ds. Collegium Medicum prof. Piotra Laidlera.
Sylwetki obu twórców ekspozycji zatytułowanej Sztuka Wiatrów przedstawił prowadzący uroczystość dyrektor Przemysław Witek. Podkreślił, że dom rodziny Wiatrów często odwiedzali znani



artyści, a rodzina przyjaźniła się, między innymi, z córką Marii Konopnickiej – Zofią Mickiewiczową i córką Wojciecha Kossaka – Magdaleną Samozwaniec.
Marek Wiatr ukończył studia wokalne na Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie prof. Heleny Szubert-Słysz, a swoje umiejętności doskonalił, między innymi, na kursach mistrzowskich w Weimarze pod kierunkiem światowej sławy barytona Pawła Lisicjana. Rozwijał również swój talent malarski, ucząc się u Stanisława Kochanka oraz w pracowni prof. Alojzego Siweckiego. Ma na koncie ponad 40 wystaw indywidualnych i zbiorowych, był także twórcą i dyrektorem artystycznym Polskiego Festiwalu Narodowego w Żarnowcu.

specjalista reumatologii i chorób wewnętrznych, który również pracuje w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, przypomniał, że Towarzystwo liczy już 172 lata i w 1854 roku było trzecią tego typu organizacją na świecie, po Monachium i Paryżu, odgrywając kluczową rolę w krzewieniu zamiłowania do sztuki i podtrzymywaniu patriotycznego ducha w czasach zaborów. Dodał, że Pałac Sztuki, w którym odbywa się wystawa, został wzniesiony w 1901 roku na gruncie pozyskanym od miasta za sześć rysunków Artura Grottgera.
W rodzinie Wiatrów nie brak też tradycji medycznych. Cztery pokolenia przodków to lekarze – absolwenci Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tomasz także poszedł w ich ślady i w 2008 roku ukończył studia na Wydziale Lekarskim Collegium Medicum UJ, a w 2016 roku z wyróżnieniem zdał Europejski Egzamin Specjalistyczny, uzyskując tytuł FEBU.
Zainteresowanie sztuką, rozbudzone przez bliskie relacje ze środowiskiem artystycznym, sprawiło jednak, że w 2010 roku zaczął rysować portrety słynnych osób. Pierwsza autorska wystawa odbyła się rok później w dworku Marii Konopnickiej w Żarnowcu. Od tamtej pory jego prace były prezentowane, między innymi, w Budapeszcie, Muzeum UJ, siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej przy ul. Krupniczej 11a oraz Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie. Na jego dorobek składa się już ponad 30 wystaw krajowych i zagranicznych. O związkach świata medycyny ze sztuką i silnej reprezentacji środowiska medycznego na wernisażu mówił w swoim krótkim wystąpieniu prorektor UJ prof. Maciej Małecki. Zwrócił też uwagę, że Klinika Urologii Szpitala Uniwersyteckiego zaczyna pełnić rolę swoistej „oazy sztuki”, bo przecież ze swych muzycznych fascynacji i artystycznej działalności oraz organizacji słynnego dorocznego Festiwalu KultUro powszechnie znany jest także ordynator Kliniki – prof. Piotr Chłosta, przełożony dr. Tomasza Wiatra.
Prezes TPSP prof. Mariusz Korkosz, notabene także lekarz,

Osobistymi refleksjami na temat swojej twórczości i pasji podzielili się też bohaterowie uroczystości. Marek Wiatr mówił o bliskim pokrewieństwie malarstwa i muzyki, wskazując na wspólne elementy, takie jak barwa czy technika. Podkreślił, że śpiew wymaga konfrontacji z publicznością i emocjami, podczas gdy malarstwo jest dla niego intymną odskocznią od codzienności i antidotum na stres. Rozbawił publiczność kilkoma anegdotami, między innymi o Jerzym Dudzie-Graczu, który sprzedał klientowi obraz przypadkowo oblepiony pierzem, tłumacząc jego nietypową fakturę „europejskim trendem”, oraz o swoim nauczycielu, malarzu Stanisławie Kochanku, którego nazwisko wywołało zabawne nieporozumienie.
Doktor Tomasz Wiatr przyznał, że choć rysunek jest dla niego czymś, bez czego nie potrafi żyć, to jednak medycynę zawsze stawia na pierwszym miejscu. – Nieustanny kontakt ze sztuką jest wspaniałym dopełnieniem, gdyż zdobywana dzięki niej wrażliwość procentuje później w kontaktach z pacjentami – akcentował. Nawiązując do swojego nazwiska, opowiedział też o pacjencie –z zamiłowania żeglarzu, który wybrał go na lekarza, ze względu na... wiatr.

Wartością dodaną wystawy, eksponowanej w Pałacu Sztuki w Krakowie do 29 marca 2026, i spotkania z jej twórcami była refleksja, którą podzielili się ze zwiedzającymi: że do tego, aby nasze życie stało się kompletne, potrzebujemy harmonii i równowagi nie tylko w najbliższym otoczeniu, ale przede wszystkim w nas samych.
Rita Pagacz-Moczarska

Piąta edycja wystawy z cyklu „na pograniczu światów” w Centrum Edukacji Przyrodniczej uniwersytetu
Słowo „anatomia” przywołuje dziś najczęściej obraz ciała, ludzkiego lub zwierzęcego. Kojarzy się także z poglądowymi tablicami, niekiedy z salą sekcyjną, zapachem formaliny oraz preparatami organów zamkniętymi w szklanych słojach na szkolnych i muzealnych półkach. Tymczasem niegdyś anatomia nierozerwalnie związana była z kulturą wizualną, a nawet rozrywką. Jej historia to nie tylko rozwój wiedzy o budowie organizmów, lecz także opowieść o fascynacji formą, proporcją i strukturą. Mistrzowie: Leonardo da Vinci, Andrea Vesalius, a później Bernhard Siegfried Albinus i Jan Wandelaar, traktowali anatomię jako drogę do zrozumienia harmonii natury. Powstające wówczas dzieła: rysunki, drzeworyty, tablice i atlasy, były nie tylko materiałem dydaktycznym, ale kunsztownym obiektem artystycznym, świadectwem przenikania się nauki i sztuki. Da Vinci studiował mięśnie i kości nie po to jedynie, aby je opisać, lecz aby uchwycić prawdę o ruchu i dynamice życia. De humani corporis fabrica Vesaliusa stała się natomiast
zarówno kamieniem milowym medycyny, jak i arcydziełem druku, rytownictwa i renesansowego myślenia o człowieku. Wystawa, do której odwołuje się niniejszy tekst, przywraca anatomii jej pierwotne, szerokie znaczenie. Pokazuje ją nie jako martwą wiedzę zamkniętą w muzeum czy sali sekcyjnej, ale jako uważne, precyzyjne spojrzenie na świat, poszukujące logiki formy i zasady organizacji. Anatomia to bowiem nie tylko opis budowy człowieka czy zwierząt. To także sposób rozumienia struktury i działania wszystkiego, co nas otacza – organizmów żywych i obiektów nieożywionych, komórek i maszyn, liści i konstrukcji architektonicznych. To nauka patrzenia i zdolność widzenia tego, jak i z czego utkana jest rzeczywistość. Pojęcie anatomii stało się kluczem dla kolejnej wystawy z cyklu „Na pograniczu światów” – Piękno anatomii, dostępnej dla zwiedzających od 15 stycznia do 14 lutego 2026). Była to piąta już odsłona serii łączącej sztukę i naukę, która odbywa się w gościnnych progach Centrum Edukacji Przyrodniczej UJ. W tegorocz-

Fragment ekspozycji w tzw. gabinecie profesorskim; centralnie obraz Jarosława Modzelewskiego Zamiast kupować fałszywego, Tarabułę namaluj sobie prawdziwego 2023, na gablocie praca Mariusza Warasa ++.raw 2025
nej edycji udział wzięli artyści związani z Krakowem, Warszawą, Wrocławiem, Gdańskiem, Lublinem i Podlasiem: Karol Babicz, Marta Borgosz, Daniel Cybulski, Marcin Dymek, Krzysztof Gliszczyński, Łukasz Huculak, Arkadiusz Karapuda, Tomasz Kopcewicz, Juliusz Kosin, Mikołaj
profesorskiego, nawiązującego do gabinetów uczonych z przełomu XIX i XX wieku. Należy podkreślić koncepcję ekspozycji, łączącej realizacje artystów współczesnych z fascynującymi naturaliami, wydobytymi dzięki uprzejmości dyrektora z magazynów Centrum Edu-

Kowalski, Anna Kołodziejczyk, Tomasz Kręcicki, Tomasz Kulka, Piotr Lutyński, Paweł Matyszewski, Jarosław Modzelewski, Kamil Moskowczenko, Agata Nowosielska, Małgorzata Pawlak, Olga Pawłowska, Bartosz J. Płachno, Agata Przyżycka, Wojciech Pukocz, Zbigniew Rogalski, Krzysztof Syruć, Radosław Szlęzak, Sławomir Toman, Aleksandra Waliszewska, Mariusz Waras, Tomasz Winiarski, Marcin Zawicki, Anna Maria Zuzela. Opiekę kuratorską nad prezentacją objęli Bartosz J. Płachno, Marcin Zawicki i Łukasz Huculak. Szczególne podziękowania za współpracę aranżacyjną należą się Arkadiuszowi Karapudzie, zaś za przygotowanie materiałów promocyjnych Kamilowi Moskowczence.
Instalacje artystyczne, obiekty i obrazy wkomponowano nie tylko w przestrzeń wystaw czasowych. Wtopiły się także w specyficzną przestrzeń tzw. gabinetu
obrazom Olgi Pawłowskiej. Abstrakcyjne struktury inspirowane tkankami biologicznymi pojawiły się w opartych na multiplikacji kompozycjach Piotra Lutyńskiego, Juliusza Kosina, Tomasza Kopcewicza, Kamila Moskowczenki i Krzysztofa Gliszczyńskiego – artysty, który suge -

kacji Przyrodniczej. Odwiedzający mieli szansę zapoznać się nie tylko z obiektami artystycznymi inspirowanymi fenomenami natury, ale też eksponatami na co dzień skrytymi na zapleczu instytucji popularyzującej naukę. Dzięki tak wielu artystom temat anatomii został potraktowany niezwykle różnorodnie – odnaleźć można było odniesienia ugruntowane zarówno w skali makro, jak i traktujące morfologię bardziej tkankowo i mikroskopowo. Swoisty biomorficzny mikroświat prezentowały ascetyczne prace Daniela Cybulskiego i Agaty Przyżyckiej, a także surrealizujące struktury malarskie Marcina Dymka czy, nieco bardziej drapieżne, Tomasza Kulki – malarza niewątpliwie czerpiącego z wyobraźni Hieronima Boscha. Niepowtarzalny oniryzm towarzyszył swobodnie przekraczającej anatomiczne granice wyobraźni Aleksandry Waliszewskiej oraz zanurzonym w staroegipskiej kosmogonii

Bartosz J. Płachno
Fot.
stywnie oddaje biologiczną miękkość materii w technice enkaustyki. Paweł Matyszewski przedstawił barwną malarską układankę z organicznych elementów i imitacji lastryko. Część artystów odwołała się bezpośrednio do historycznych studiów anatomii zwierząt i człowieka. Zbigniew Rogalski pokazał, nawiązujący do słynnego rysunku Dürera, cykl fotografii przedstawiających skrzydła ptaków, zaś Wojciech Pukocz, nawiązujący w stylistyce do tablicy anatomicznej, szkielet dłoni wpisany w dekoracyjny ornament. Pomiędzy kuriozum a artystycznymi wizjami dokumentacji naukowej lokują się prace Łukasza Huculaka, inspirowane, między innymi, atlasami włoskiego humanisty i przyrodnika Ulissesa Aldrovandiego. Jedną z nich można było oglądać w zestawieniu z nawiązującym do niej, niepokojącym, zamkniętym w szklanym „terrarium” obiektem Marty Borgosz, co

Na fotografii po lewej obrazy, od lewej: Krzysztofa Gliszczyńskiego Pneuma I (2020–2021), Wojciecha Pukocza Dłon prawa (2025) i Łukasza Huculaka Aldrovandi (2025). Na fotografii po prawej: obraz Małgorzaty Pawlak Łono (2026), po lewej w gablotach obrazy Agaty Nowosielskiej Podskórnie (cykl 2025), Czoło (2025), Olgi Pawłowskiej Ciałka górskie (2025–2026), Marcina Dymka, bez tytułu (2025) oraz obiekt Krzysztofa Gliszczyńskiego Urna nr 40 (2023–2025). Pracom artystów towarzyszą obiekty przyrodnicze z kolekcji CEP UJ. Pomiędzy gablotami obraz Łukasza Huculaka
razem tworzyło specyficzną instalację imitującą relację pierwowzoru/preparatu z jego wizualną reprezentacją. Z przestrzennych, wielowarstwowych organicznych struktur Krzysztof Syruć wyprowadził coś na kształt majestatycznej architektury, natomiast Mikołaj Kowalski z drobin kurzu, obserwowanych przy użyciu elektronowego mikroskopu skaningowego, uczynił coś na kształt galaktyki. Równie monumentalne, a zarazem kosmiczne skojarzenia mógł budzić szkieletowy „architekton” Mariusza Warasa, który płynnie wtopił się w wypełnioną obiektami muzealnymi przestrzeń gabinetu profesorskiego. Nie zabrakło odniesień do morfologii roślin: Małgorzata Pawlak przedstawiła anatomię zmutowanego owocu. Marcin Zawicki z typową dla siebie dezynwolturą zantropomorfizował ziemniaczaną bulwę. Karol Babicz sportretował apokryficznie nieznanego botanika epoki odrodzenia, a Radosław Szlęzak mięsożerną roślinę w bogatej, postimpresjonistycznej chromatyce. Tomasz Winiarski technikami graficznymi przedstawił niepokojące skrzyżowanie roślin z elementami
mechanicznymi. Tomasz Kręcicki dokonał swoistej sekcji: pokazując anatomię rośliny, odsłonił zarazem wnętrze obrazu. Agata Nowosielska stworzyła cykl niezwykle cielesnych obrazów, które współgrały ze szkieletami koralowców i krasnorostami, tocząc specyficzny dialog. Dwoje artystów przedstawiło „anatomię starości”: Anna Maria Zuzela pokazała starzejące się ciało w czułym i wrażliwym ujęciu, natomiast Jarosław Modzelewski pracę przedstawiającą niedawno żegnanego Janusza Tarabułę, wybitnego krakowskiego twórcę. Nie obyło się bez postkonceptualnych gier: Arkadiusz Karapuda z multiplikacji słowa structure stworzył wieloelementową instalację przypominającą oś/kręgosłup, zaś Sławomir Toman w na poły abstrakcyjnym, anamorficznym labiryncie odbić ukrył własny portret. Anna Kołodziejczyk, mistrzyni malarskiej architektury, pokazała pracę nawiązującą do fizjologii i powidoków Władysława Strzemińskiego. Bartosz Płachno, jedyny naukowiec pośród uczestników, zaprezentował nie same reprezentacje anatomiczne, lecz swoiste klucze do ich

uzyskania: niezwykle efektowne preparaty mikroskopowe, które na pierwszy rzut oka sprawiały wrażenie szkatuły pełnej kosztowności.
Wystawa, będąca szczególną platformą przenikania się sztuki i nauki, jednocześnie promowała zbiory przyrodnicze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przedsięwzięcie odbyło się pod honorowym patronatem rektorów: prof. Piotra Jedynaka (Uniwersytet Jagielloński), dr. hab. Adama Świerżewskiego, profesora ASP (Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku), i prof. Wojciecha Pukocza (Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu). To już ostatnia wystawa w CEP UJ – nowa odsłona za rok w Muzeum Historii Naturalnej UJ!
Bartosz J. Płachno Instytut Botaniki, Wydział Biologii UJ Łukasz Huculak Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu Marcin Zawicki Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku
dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze i bez wybaczenia1
Wgrudniu 2025 roku została otwarta nowa wystawa stała w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie – Galeria Sztuki Europejskiej. Komunikaty prasowe wymieniają kilkanaście znanych nazwisk, reklamując tę przestrzeń jako miejsce eksponowania prac autorstwa tak wybitnych rzeźbiarzy jak Antonio Canova i Gustav Vigeland czy obrazów artystów trwale wpisanych do kanonu historii sztuki: Paola Veneziana, Lorenza Lotta, Lavinii Fontany, Pietera Brueghla mł., Lucasa Cranacha mł., Luki Giordana, Mattii Pretiego, Elisabeth Vigée-Le Brun i Maurice’a de Vlamincka2

Jednak to nie nazwiska twórców są atutem tej ekspozycji. Taka wyliczanka może być myląca, na wystawie bowiem zobaczymy tylko jedną pracę Canovy: popiersie Napoleona (notabene, niefortunnie eksponowane na bardzo niskim postumencie – aby
Zbigniew Herbert zajrzeć w oczy cesarzowi, trzeba się bardzo pochylić), oraz jedną Vigelanda – Pocałunek (niewielki gipsowy projekt rzeźby pochodzący z kolekcji Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego jest jedyną, jak podają kuratorzy wystawy, pracą słynnego norweskiego rzeźbiarza w polskich zbiorach muzealnych3). Wiele spośród prezentowanych obrazów pochodzi z warsztatów znanych twórców (zostały stworzone przez ich uczniów), inne to dzieła naśladowców, znaczna część natomiast jest im przypisywana (bez pewnego potwierdzenia autorstwa). Tak jest w przypadku obrazów Judyta z głową Holofernesa (przypisywanego Lavinii Fontatnie na podstawie analizy stylistycznej4) i Grający w kości (atrybuowany jako dzieło Mattii Pretiego). Prace wiązane z Lucasem Cranachem młodszym pochodzą z jego warsztatu i są przykładem seryjnych wizerunków dwóch ojców reformacji: Marcina Lutra i Filipa
Melanchtona. Do Muzeum Narodowego w Krakowie trafiły jako spuścizna po Mieczysławie Gąseckim. Natomiast Samobójstwo Lukrecji, z kolekcji Jana Matejki, to dzieło naśladowcy Lucasa Cranacha starszego.
Zaznaczyć trzeba, że nie znajdziemy tu przeglądu wszystkich stylów i prądów sztuki europejskiej. W galerii prezentowane są przykłady malarstwa włoskiego, francuskiego, niemieckiego, flamandzkiego i holenderskiego – te ostatnie zdecydowanie dominują. Niewątpliwie jest to zasługa Rusieckich. Hrabia Stanisław Ursyn-Rusiecki przekazał ze swojej rodzinnej kolekcji, zapoczątkowanej przez jego ojca
Józefa, około 2500 obiektów, w tym 211 obrazów. Trzon kolekcji dzieł obcych Rusieckiego stanowiło siedemnastowieczne malarstwo niderlandzkie z obrazami Cornelisa de Vosa i Jana van Goyena na czele5
Swoistym przewodnikiem po Galerii Sztuki Europejskiej może być zbiór szkiców Zbigniewa Herberta Martwa natura z wędzidłem. Tytułowy tekst, traktujący o XVII-wiecznym malarzu holenderskim Janie Simonszu van de Beecku, Herbert zadedykował Józefowi Czapskiemu6, gdyż, tak jak autor Na nieludzkiej ziemi, przeżył podobną iluminację7 w amsterdamskim Muzeum Królewskim, gdzie oczarowała go Martwa natura z wędzidłem pędzla artysty tworzącego pod pseudonimem Torrentius. Zbigniew Herbert lubił obcować ze sztuką holenderską. W eseju Delta pisał: Tego Ruysdaela uwielbiałem zawsze, ale za przewodnika po starej, prowincjonalnej Holandii wybrałem – Jana van Goyena8
Warto przypomnieć, co na temat swojego ulubionego malarza krajobrazów 9 pisał autor Barbarzyńcy w ogrodzie: Jan van Goyen w środkowym okresie swojej twórczości maluje szereg świetnych, monochromatycznych dzieł z dominantą bistru, sepii, ciężkiej zieleni10. [...] Ten wielki malarz gospodarował swoim talentem fatalnie. Był artystą cenionym i płodnym, ale fakt, że sprzedawał sam własne obrazy za żebraczą cenę 5–25 guldenów, przekreślał szanse na poważną karierę. Nikt z szanujących się, chyba że w sytuacji przymusowej, nie sprzedawał swoich płócien za cenę tylko nieco wyższą od kosztu materiału11 .

Gustav Vigeland, Pocałunek; 1897. Rzeźba z kolekcji Feliksa Jasieńskiego przekazany do zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie w 1920 roku

Fontana, Judyta z głową

Jan van Goyen rozpoczął naukę zawodu bardzo wcześnie, bo jako dziesięcioletni chłopiec. Ze swoich podróży po Niemczech i Anglii przywoził teki szkiców, które, jak zauważa Zbigniew Herbert, są: szybkie, impresjonistyczne, pozbawione szczegółu, wykonane jakby jednym pociągnięciem ołówka nieodrywanego od karty papieru; przedkładał zawsze wąską paletę pokrewnych kolorów nad budowanie obrazu z wielu kontrastów, i w tym sensie pozostał do końca malarzem monochromatycznym12 [...]. Kiedy miał blisko 45 lat, osiedlił się w Hadze, co nie oznaczało bynajmniej stabilizacji materialnej. Imał się więc
Nieznany malarz według Lucasa Cranacha, Lukrecja popełniająca samobójstwo; XVI wiek, dar Jana Matejki z 1889 roku
wszystkiego. Na pomysłach mu nie zbywało. Handlował obrazami kolegów, organizował aukcje, spekulował domami i gruntami ziemskimi, a także nieszczęsnymi tulipanami. Wynikiem tych komercyjnych łamańców było dwukrotne bankructwo i śmierć w długach. Złośliwi współcześni twierdzili, że jedyną jego pomyślną transakcją była transakcja matrymonialna: wydał swoją córkę za obrotnego i zamożnego oberżystę – malarza Jana Steena13
Obrazy Jana van Goyena Zbigniew Herbert oglądał w Muzeum Historii Sztuki w Dordrechcie, w monachijskiej Pinakotece, w muzeum w Dahlem, a od 2022 można zaznać tej przyjemności także w Krakowie. Na Wawelu znajduje się bowiem Pejzaż z kościołem tego artysty, a w Gmachu Głównym MNK (ponownie po przerwie14) Ślizgawka – obraz z kolekcji hrabiego Stanisława Ursyn-Rusieckiego. Wielbiciele sztuki flamandzkiej i holenderskiej będą oczarowani. Eklektyczność to kolejna zaleta Galerii Sztuki Europejskiej. Zróżnicowanie obiektów wynika z historii powstawania zbioru sztuki obcej w strukturach Muzeum Narodowego w Krakowie – na marginesie zadania priorytetowego, którym było gromadzenie polskiej spuścizny artystycznej „na pożytek narodu”15. Kolekcja dzieł europejskich powstała niejako przypadkiem – na bazie darów od rodzimych kolekcjonerów. Wśród zgromadzonych tu artefaktów dominują obrazy. Warte zobaczenia, jak krajobraz, który pojawił się w Galerii Sztuki Europejskiej 29 stycznia 2026 i będzie tu wisiał do końca roku obok pejzażu prekursora impresjonizmu Johanna Bartholda Jongkinda (Krajobraz z wiatrakiem). Są to Wiejskie chaty pośród drzew z Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie. Jak wykazały interdyscyplinarne badania prowadzone w Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych (LANBOZ) przy Muzeum Narodowym w Krakowie we współpracy z badaczami z Muzeum van Gogha w Amsterdamie ten niewielki olejny obraz z 1883 roku namalowany został przez Vincenta van Gogha.
– dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły mi cząstki swojej tajemnicy i w wielkiej zarozumiałości pomyślałem że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla mnie16
Zbigniew Herbert Duccia, co prawda, w tej nowo udostępnionej Krakowianom przestrzeni ekspozycyjnej nie spotkamy, niemniej jednak wielbiciele włoskiego malarstwa nie będą rozczarowani. Znajdą tu (między innymi) fragment Ukrzyżowania przypisywany Paolowi Veneziano oraz Adorację Dzieciątka ze świętymi Lorenza Lotta. Lorenzo Lotto, domniemany uczeń Belliniego, o którym
w słynnych Żywotach pisał Vasari, to artysta zapomniany na długie lata – jego prace były niegdyś rozpoznawane jako dzieła Giorgiona. W Galerii Narodowej w Londynie znajduje się Portret kobiety z rysunkiem Lukrecji tego weneckiego malarza. Krakowski obraz jest sygnowany i uchodzi za jeden z najcenniejszych w zbiorach MNK. W 1908 roku oglądał go w Krakowie, w kolekcji hrabiego Pusłowskiego, monografista Lotta Bernard Berenson17 i uznał za wczesne dzieło z 1508 roku. W tłumaczeniu Żywotów najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów Vasariego Karol Estreicher wzmiankował w przypisie krakowski obraz (znajdujący się w zbiorach MNK od 1971 roku) i datował go na około 1525 rok. Karol Estreicher podawał również inną wersję tytułu: Św. Rodzina18. Historycy nie są zgodni co do jednej z postaci: znajdującego się na drugim planie, pomiędzy Marią a św. Franciszkiem, zakapturzonego świętego – był on rozpoznawany jako św. Józef albo św. Hieronim.

Jan van Goyen, Ślizgawka; około 1640. Dar Stanisława Ursyn-Rusieckiego z 1939 roku

Ucieszą się również tropiciele i tropicielki herstorii sztuki. Obrazy i rzeźby prezentowane w Galerii Sztuki Europejskiej opowiadają również o roli kobiet w sztuce, przypominają historie biblijnych bohaterek – jak Estera (Uczta u Estery flamandzkiego malarza Hendricka Herregoutsa z 1653 roku), Judyta (Judyta z głową Holofernesa – obraz przypisywany Lavinii Fontanie, włoskiej malarce), oraz dzieje pań znanych z mitologii i historii. Na fragmencie włoskiej skrzyni posagowej zwraca uwagę scena porwania fenickiej księżniczki Europy – siostry Kadmosa, założyciela Teb. Malowidło to przypisywane jest Mistrzowi Karola z Durazzo – nieznanemu z imienia florenckiemu artyście. Umowne określenie personaliów tego malarza pochodzi od sceny na cassone z Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, przedstawiającej zdobycie Neapolu przez Karola z dynastii andegaweńskiej, zwanego również Karolem z Durazzo. Ponadto zobaczyć tu można rzymską Lukrecję (na obrazie z daru Jana Matejki) oraz miniaturzystkę prezentującą efekty swojej pracy – Walerię ze Stroynowskich Tarnowską (autorstwo tego portretu przypisuje się malarzowi Domenicowi del Frate). Natkniemy się także na kopię obrazu Elisabeth Vigée-Le Brun, znanej portrecistki arystokracji europejskiej. Wśród namalowanych kobiecą ręką dzieł wyróżnia się obraz Olgi Boznańskiej – portret ukazujący ważnego darczyńcę Muzeum Narodowego w Krakowie, kolekcjonera, znawcę Japonii Feliksa „Mangghę” Jasieńskiego.

Olga Boznańska, Portret Feliksa Jasieńskiego; 1907. Obraz z kolekcji Feliksa Jasieńskiego przekazany do zbiorów Muzeum w 1920 roku
11 Ibidem, s. 18.
12 Ibidem, s. 18.
13 Ibidem, s. 18.
Galeria Sztuki Europejskiej oferuje mnóstwo emocji i szeroki wybór dzieł (około 120!) z różnych zakątków naszego kontynentu. Warto dać sobie czas na niespieszne poznawanie tej wystawy, bo nie jest to ta sama prezentacja zbiorów sztuki europejskiej, jaką dekadę temu można było oglądać w Europeum. Niewątpliwie coś dla siebie znajdzie tu każdy, nie tylko amatorzy malarstwa weneckiego czy holenderskich portretów, pejzaży i martwych natur. W roku Józefa Czapskiego koniecznie trzeba się wybrać do Gmachu Głównego MNK i dać się olśnić dziełom mniej znanym.
Marzena Błach Biblioteka Wydziału Polonistyki UJ
1 Z. Herbert, Modlitwa Pana Cogito – podróżnika, [w]: tegoż, Wybór poezji, Wrocław 2018, s. 433.
2 Karnet, Nowa Galeria Sztuki Europejskiej MNK, https://karnet. krakowculture.pl/61928-krakow-nowa-galeria-sztuki-europejskiej-mnk, dostęp: 9.01.2026.
3 M. Kargol, K. Płonka-Bałus, A. Spodaryk, Galeria Sztuki Europejskiej. Przewodnik, Muzeum Narodowe w Krakowie,, Kraków 2025, s. 46.
4 M. Kargol, opis w Elektronicznym Katalogu Zbiory Cyfrowe MNK: https://zbiory.mnk.pl/pl/wyniki-wyszukiwania/katalog/427352, dostęp: 28.01.2026.
5 M. Kargol, A. Sporadyk, Dzieje zbioru malarstwa i rzeźby europejskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie, [w:] M. Kargol, K. Płonka-Bałus, A. Spodaryk, Galeria Sztuki Europejskiej..., op.cit., s. 25–26.
Cierpliwy głos książki poucza: najgorszą rzeczą w sprawach ducha jest pośpiech19
Zbigniew Herbert
w
6 W tym miejscu warto również odnotować obraz Józefa Czapskiego Kobieta w oknie z 1977 roku, który do Muzeum Narodowego w Krakowie, gdzie obecnie eksponowany jest na wystawie Memento vitae w Pawilonie Czapskiego, trafił z kolekcji Katarzyny i Zbigniewa Herbertów. Obecnie w Pawilonie Czapskiego udostępniany jest tylko zbiór wszystkich obrazów Józefa Czapskiego ze zbiorów MNK, część biograficzna jest w trakcie modernizacji i nie jest jeszcze znana data jej otwarcia dla publiczności.
Fot.
7 Chodzi o obraz Pan Pivot na koniu w lasach koło Ville d’Avray z Galerii Narodowej w Londynie, który olśnił Czapskiego. Pisze o tym w swoim eseju Mój Londyn (J. Czapski, Mój Londyn, „Kultura”, 1959, nr 11 (145), s. 29–34). Angielska wersja tytułu podawana w elektronicznym katalogu National Gallery brzmi: Monsieur Pivot on Horseback (https://www.nationalgallery.org.uk/paintings/jeanbaptiste-camille-corot-monsieur-pivot-on-horseback). Obraz nie jest eksponowany, ale należący do wielbicieli Czapskiego Wojciech Karpiński w swojej książce Obrazy Londynu dzielił się doświadczeniem ze specjalnego pokazu tego płótna.
8 Z. Herbert, Delta, [w:] tegoż, Martwa natura z wędzidłem, Warszawa 2003, s. 13.
9 Ibidem, s. 16.
10 Ibidem, s. 17.
14 Obraz Jana van Goyena Ślizgawka (pod tytułem: Na zamarzniętym kanale) poprzednio był prezentowany w Ośrodku Kultury Europejskiej „Europeum” – oddziale MNK funkcjonującym w latach 2013–2020 w dawnym spichlerzu.
15 K. Płonka-Bałus, O wystawie malarstwa i rzeźby europejskiej z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie, M. Kargol, K. Płonka-Bałus, A. Spodaryk, Galeria Sztuki Europejskiej..., op.cit., s. 11.
16 Z. Herbert, Modlitwa Pana Cogito – podróżnika, [w:] tegoż, Wybór poezji, Wrocław 2018, s. 431.
17 D. Dec, Lorenzo Lotto, [w:] D. Dec, J. Wałek, Obraz jak klejnot: Lorenzo Lotto „Adoracja Dzieciątka”, ok. 1508, Kraków 1997, s. 17.
18 G. Vasari, Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów, t. 5, Warszawa-Kraków 1986, s. 171, przypis nr 16.
19 Z. Herbert, Książka, [w:] tegoż, Wybór poezji, Wrocław 2018, s. 579.
Agdyby spróbować ponownie „rozgadać”, pociągnąć za język profesorów, których wizerunki znajdują się w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego? Zwłaszcza wybitnych filologów, którzy badaniom nad językiem poświęcili całe swoje zawodowe życie... Mogliby opowiedzieć zaskakująco dużo: o słowach, które chcieli wprowadzić do polszczyzny, o językach, które znali niemal „na pamięć”, o ginących mowach, naukowych buntach i akademickich pasjach.
jacek prZybylski – ucZony, który wymyślał słowa

To byłaby twórcza i zabawna rozmowa! Gdyby Jacek Przybylski (1756–1819) zagadnął do nas z portretu, zapewne zacząłby od językowych eksperymentów. W czasach reformy kołłątajowskiej był bibliotekarzem i wykładowcą greki, lecz to jego pomysły słowotwórcze budziły największe emocje. Łączył rozległą wiedzę z bujną wyobraźnią, co zaowocowało eksplozją neologizmów.
Przybylski lubił nadawać nazwę temu, co dotąd jej nie miało. Pionowy zapis liter określał mianem „pisma słupiste -
go”, a epokę sprzed wynalezienia pisma nazywał „przedabecadłową”. Nawet „ortografię” próbował zastąpić rodzimym „prawopisarstwem”. W jego wizji język miał być samowystarczalny i precyzyjny. Jednym z najtrwalszych pomysłów profesora okazała się „wszechnica” – propozycja polskiego odpowiednika uniwersytetu. Choć uczelnie oficjalnie nie noszą dziś takiej nazwy, słowo przetrwało także w uzusie. Nie wszystkie językowe wynalazki spotkały się jednak z aprobatą współczesnych Przybylskiemu uczonych, a krytyka była ostra. Kto wie, jak brzmiałaby polszczyzna, gdybyśmy na co dzień mówili o „oszcządkach” albo czymś „ostatnioczesnym”.
jerZy kuryłowicZ – miał jęZyk w pamięci

Portret prof. Jerzego Kuryłowicza (1895–1978) to przedstawienie posiadacza umysłu o niezwykłej pojemności. Wspominano go jako badacza o fenomenalnej pamięci, wspieranej systematyczną pracą. Już jako bardzo młody człowiek wyjechał na studia do Wiednia, gdzie miał idealne warunki do nauki języków. Na początku
były to języki europejskie – od angielskiego po rosyjski, ale na tym Kuryłowicz nie poprzestał. Jego ciekawość rosła wraz z poznawaniem kolejnych słowników, dlatego zapisał się do Szkoły Języków Wschodnich, gdzie zgłębiał arabski i perski. Dla tego jednego z najważniejszych lingwistów XX wieku granice językowe właściwie nie istniały! Z czasem lista opanowanych języków urosła do kilkudziesięciu – znalazły się wśród nich języki semickie, język hetycki czy sanskryt. Te imponujące kompetencje zaprowadziły go na szczyt światowego językoznawstwa i uczyniły jednym z najważniejszych indoeuropeistów XX wieku. Wykładał w kilku miastach, by ostatecznie związać się z Krakowem. W swoich pracach nie ograniczał się do samej znajomości języków. Interesowały go struktury fonologiczne, teoria spółgłosek laryngalnych czy historyczna onomastyka. Wyzwanie zaczynało się tam, gdzie kończyła się zwykła umiejętność porozumiewania się.
tadeusZ lehr-spławiŃski – strażnik ginącego jęZyka

Portret prof. Tadeusza Lehra-Spławińskiego, mal. Wlastimil Hofman; 1947
Jak długo trwa pamięć, tak długo istniejemy. Z portretu prof. Lehra-Spławińskiego (1891–1965), rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1938–1946, płynie opowieść o ludziach, których już
nie ma – Drzewianach. Byli oni zachodniosłowiańskim plemieniem posługującym się językiem połabskim, a ich odrębność etniczna zanikła w XVIII wieku. To właśnie ta wymierająca mowa przyciągnęła uwagę uczonego. Efektem jego badań była Gramatyka połabska z 1929 roku, do dziś uznawana za najpełniejsze opracowanie języka Drzewian. Szczególną wagę przywiązywał do fonetyki i morfologii, czyli do tego, jak język brzmiał i jak zbudowane były jego formy. Dla Lehra-Spławińskiego nie była to jedynie akademicka ciekawostka. Połabskie dialekty stopniowo zanikały pod wpływem nasilającej się germanizacji. Drzewianie najdłużej opierali się temu procesowi, dzięki czemu ich język przetrwał dłużej niż inne odmiany połabszczyzny. Ostatecznie jednak także on został wyparty z życia publicznego. Zakazy używania go w urzędach, szkołach i kościołach sprawiły, że młodsze pokolenia milczały, by uniknąć kar. Tym większe znaczenie miała praca Lehra-Spławińskiego, który ocalił połabski od całkowitego zapomnienia. Językoznawstwo słowiańskie ma wobec niego dług wdzięczności.
jan baudouin de courtenay, cZyli pod prąd

Wykraczał poza ramy, a jego portret przedstawia naukowego buntownika o nowoczesnych poglądach. Profesor Jan Baudouin de Courtenay (1845–1929) był pacyfistą, feministą i zwolennikiem ochrony środowiska – a przecież urodził się w połowie XIX wieku. Wolnomyślicielstwo i sprzeciw wobec konwenansów
towarzyszyły mu przez całe życie. Także w nauce szedł pod prąd. Zamiast skupiać się wyłącznie na tekście pisanym, zwrócił uwagę na język mówiony i jego psychologiczne aspekty. To podejście stało się jednym z fundamentów nowoczesnego językoznawstwa. Jego odwaga intelektualna prowadziła czasem do skandali. Baudouin de Courtenay uznał bowiem, że skoro wulgaryzmy funkcjonują w języku, powinny znaleźć się również w słowniku – i rzeczywiście wprowadził je do jednego z wydań słownika Władimira Dala. Dla wielu było to przekroczenie granicy akademickiej przyzwoitości. Na Uniwersytecie Jagiellońskim wykładał gramatykę porównawczą, ale jego zainteresowania wykraczały daleko poza standardowy program. Fascynowały go gwary, języki sztuczne – zwłaszcza esperanto, a nawet mowa dzieci, którą obserwował u członków własnej rodziny.
jan safarewicZ – filolog Z charakterem żołnierZa

Portret prof. Jana Safarewicza (1904–1992), gdyby nieoczekiwanie ożył, mógłby opowiedzieć historię odwagi jeszcze sprzed kariery akademickiej. Przedstawiony na nim uczony, zanim został profesorem języków starożytnych, brał udział w walkach o Wilno i w wojnie z bolszewikami. Wojskowa dyscyplina i poczucie obowiązku towarzyszyły mu także później. W czasie II wojny światowej jego patriotyczna decyzja o wyjeździe do Lwowa sprawiła, że uniknął aresztowania podczas tzw. Sonderaktion Krakau. Po powrocie do Krakowa pracował jako konduktor, a jednocześnie angażował się w tajne nauczanie, ryzykując życie
w obronie nauki. Jego największą pasją była łacina. Stworzył pierwszą w Polsce gramatykę historyczną tego języka, opisując jego rozwój od archaicznych form po klasyczną elegancję autorów rzymskich. Interesowały go zmiany dźwięków, form i składni w czasie. Nie ograniczał się jednak do jednego języka. Badał także grekę, litewski i języki słowiańskie, poszukując wspólnych indoeuropejskich korzeni. Jako kierownik katedry i redaktor czasopism naukowych wychował całe pokolenia językoznawców.
maria dłuska – filologia w poetyckim rytmie

Z życiorysu prof. Marii Dłuskiej (1900–1992) wybrzmiewa opowieść o nauce, która stopniowo zbliża się do poezji. Jej badania zaczynały się od fonetyki, potem obejmowały prozodię i wersologię, by w końcu prowadzić ku poetyce historycznej i interpretacji literatury. Ten rozwój był logiczny i konsekwentny. Choć po wojnie pracowała także w Lublinie, punktem odniesienia pozostawał dla niej Uniwersytet Jagielloński. Regularnie zabiegała o zachowanie formalnych więzi z krakowską uczelnią, jakby nie potrafiła się z nią rozstać, nawet administracyjnie. Jej przywiązanie miało wymiar osobisty. W jednym z pism nazwała UJ swoją „ojczyzną”, podkreślając przynależność i emocjonalną więź z miejscem, które było dla niej czymś więcej niż tylko pracą. W życiorysie wspominała, że poza matką nie ma bliskiej rodziny. Tym wyraźniej widać, jak ważne było dla niej środowisko akademickie. Uniwersytet stał się przestrzenią budowania relacji, tożsamości i poczucia sensu.
miecZysław brożek – surowy tłumacZ antyku

Gdyby przemówił portret prof. Mieczysława Brożka (1911–2000), mógłby zacząć od cytatów, które znamy do dziś, choć nie zawsze pamiętamy ich autorów. To dzięki temu uczonemu polscy czytelnicy mogli poznać dzieła rzymskich komediopisarzy, takich jak Terencjusz, w rodzimym języku. Brożek był wybitnym tłumaczem łaciny, a jego przekłady cechowała nie tylko poprawność, lecz także bogate komentarze. To one pomagały zrozumieć sens i kontekst antycznych tekstów osobom, które nie znały łaciny biegle. Jego dorobek translatorski był ogromny i wymagał tytanicznej pracy. Profesor słynął z niezwykłej pracowitości, ale też z tego, że podobnego zaangażowania oczekiwał od studentów. Studia pod jego kierunkiem nie należały do najłatwiejszych. Jako egzaminator był bezlitosny. Perfekcjonizm Brożka budził postrach, a drobne błędy mogły skoń -

czyć się niezaliczeniem. Tym samym tłumacz antycznych komedii stawał się mimowolnym reżyserem współczesnych dramatów akademickich. ***
Intrygujących portretów-rozmówców jest przy ul. Jagiellońskiej 15 w Krakowie o wiele więcej. W tekście zarysowane zostały tylko wybrane wątki, subiektywne migawki z bogatych życiorysów, które wystarczą jednak, by przypomnieć, że język nie jest martwym przedmiotem badań. Żyje tak długo, jak długo są ludzie gotowi wyrażać w nim myśli, słuchać go, opisywać, bronić. Oraz o nim pamiętać.
Łukasz Pieróg Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego
Od 21 marca 2026, w nowych przestrzeniach ekspozycyjnych w CEP przy ul. Gronostajowej 5, można oglądać pełnowymiarową rekonstrukcję mamuta włochatego. Podstawą do stworzenia imponującego modelu była czaszka zwierzęcia sprzed około 14 tysięcy lat – jeden z najcenniejszych eksponatów w zbiorach Uniwersytetu Jagiellońskiego. W pracach, które trwały blisko rok, wykorzystano różne techniki, między innymi skanowanie laserowe oraz frezowanie w technologii 3D. Formę rzeźbiarską zaprojektowała Ewa Stawiarska. Wykonanie powierzono Pracowni artystycznej Kamyk.pl z Ostrowca Świętokrzyskiego, specjalizującej się w rekonstrukcjach paleontologicznych. Do wykonania okrywy wykorzystano ponad 20 kilogramów włosia. W CEP od 21 marca na stałe zagościły także trzy inne, nowe wystawy: Skarbiec Ziemi, Gleby Polski oraz Rośliny kopalne. Red.


WInstytucie Historii Sztuki UJ 23 stycznia 2026 odbyła się premiera tomu poświęconego korpusowi średniowiecznych witraży południowej Polski autorstwa dr hab. Dobrosławy Horzeli, profesor UJ: Die mittelalterlichen Glasmalereien in Kleinpolen (ohne die Marienkirche in Krakau), im Przemyśler Land und in Schlesien, Universitas, Kraków 2025 (CVMA Polen, t. I: Südpolen, cz. 2). Książka ukazała się w prestiżowej, międzynarodowej serii „Corpus Vitrearum Medii Aevi”, która powstaje w ramach działalności Corpus Vitrearum – stowarzyszenia historyków sztuki i konserwatorów z Europy i Ameryki Północnej, które od ponad 70 lat nadaje kierunek światowym badaniom nad witrażami, pracując pod auspicjami Comité International d’Histoire de l’Art i Union Académique Internationale. Zadanie opracowania średniowiecznych witraży podjęto w Polsce w 1958 roku. Na rezultaty trzeba było czekać 60 lat – dopiero w roku 2018 ukazał się korpus witraży średniowiecznych kościoła Mariackiego w Krakowie, nad którym pracę rozpoczął prof. Lech Kalinowski (zm. 2004), kontynuowała ją Helena Małkiewiczówna (zm. 2016), a dokończyła dr hab. Dobrosława Horzela, profesor UJ.


Wznowione badania weszły w fazę intensywnego rozwoju dzięki pozyskanemu przez nią grantowi NPRH (2014–2021). Współczesna humanistyka to nie praca samotników, ale gra zespołowa, toteż w studiach nad witrażami południa Polski wspierali ją historycy, konserwatorzy, specjaliści w zakresie naukowej dokumentacji fotograficznej i rysunkowej oraz architekci. Jedni byli zatrudnieni w projekcie, inni włączali się w prace nieformalnie. Cząstkowe wyniki badań publikowano na bieżąco i prezentowano na konferencjach w kraju i za granicą, a także upowszechniano (o wystawie Cud światła. Witraże średniowieczne w Polsce w Muzeum Narodowym w Krakowie można przeczytać w „Alma Mater” nr 217 z 2020 roku). Teraz przyszła pora na publikację opus magnum: tomu korpusowego liczącego niemal 800 stron, zawierającego 900 ilustracji naukowych, w tym rysunków, wysokiej jakości fotografii i rekonstrukcji. Podczas prezentacji książki dziekan Wydziału Historycznego, prof. Stanisław Sroka, przedstawił autorkę tomu, dr hab. Dobrosławę Horzelę, profesor UJ jako badaczkę sztuki średniowiecznej Europy Środkowej i docenianą w środowisku naukowym sekretarz międzynarodowego zarządu Corpus Vitrearum. O najnowszych sukcesach w pozyskiwaniu środków i organizowaniu prac nad witrażami w Polsce mówił prof. Wojciech Bałus – przewodniczący Polskiego Komitetu Narodowego Corpus Vitrearum. Na koniec o książce i specyfice pracy nad nią opowiedziała autorka.

W tomie przedstawiono wyniki badań nad wszystkimi, zachowanymi w całości lub we fragmentach, witrażami sprzed

1530 roku, wykonanymi na objętym opracowaniem terenie lub przywiezionymi tam w ramach działalności kolekcjonerskiej. Malarstwo witrażowe południa Polski zaprezentowano w szerokim kontekście europejskim, a w wymiarze lokalnym zostało ono po raz pierwszy ukazane jako istotne medium sztuki średniowiecznej. To ważne, bo dotychczas witrażownictwo stanowiło dziedzinę sztuki średniowiecznej, która była przez badaczy innych jej rodzajów lekceważona lub zapomniana. Autorka zwracała uwagę na prezentację witraży w Polsce także w ujęciu międzygatunkowym. Jak mówiła, szczególne znaczenie mają wyniki studiów nad malarstwem witrażowym w latach około 1380–1440 w Krakowie. Zmieniły one utrwalony obraz tego środowiska jako w pełni zależnego od sztuki czeskiej i wskazały na niezwykle istotny w jego kształtowaniu komponent austriacki. Kraków okazał się ważnym, a dotąd niezauważanym ośrodkiem


witrażownictwa środkowoeuropejskiego pierwszej połowy XV wieku.
W zaprezentowanej opowieści o studiach nad witrażami odrębnym wątkiem były witraże obce, przechowywane w kolekcjach


muzealnych i prywatnych. Jak relacjonowała Dobrosława Horzela, badania proweniencyjne stanowiły dla niej szczególne wyzwanie. O ile witraże lokalne można badać w kontekście sztuki swego regionu, dzieła w kolekcjach najczęściej nie mają ustalonego pochodzenia. Wobec tego każdy witraż lub zespół stanowił odrębne zagadnienie, zmuszając do podejmowania studiów nad sztuką rozmaitych regionów Europy: od Szwajcarii, przez Francję po Wielką Brytanię. Badaczka witraży polemizowała z poglądem, że dobre wyniki w nauce przynosi wyłącznie konkurencja. Mówiąc o swoich badaniach, podkreślała fundamentalną rolę, jaką w rozwiązaniu licznych zagadek historyczno-artystycznych odegrała współpraca w ramach międzynarodowego środowiska Corpus Vitrearum, kooperacja z konserwatorkami z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz wymiana informacji z kolegami realizującymi inne granty w Instytucie Historii Sztuki. Wykład spotkał się z aplauzem publiczności, zamykając optymistycznym akcentem ten etap studiów nad średniowiecznymi witrażami. Entuzjazm będzie przydatny: na wydanie czeka kolejny polski tom serii „Corpus Vitrearum Medii Aevi”, dotyczący witraży północy Polski.
Auschwitz jest najbardziej rozpoznawalnym na świecie symbolem Holokaustu i ludobójstwa. Prawnym fundamentem powołania Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau był wniosek przyjęty 1 lutego 1946 przez komisję Krajowej Rady Narodowej ds. kultury i sztuki o nadanie byłemu KL Auschwitz statusu miejsca polskiego i międzynarodowego męczeństwa.
Dla ocalenia byłego obozu potrzebne były działania prawne. Wyzwolony 27 stycznia 1945 przez żołnierzy 60. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, stawał się łupem szabrowników. Poobozowe baraki plądrowano, a pochodzące z rozbiórki elementy konstrukcyjne przeznaczano na handel lub wysyłkę, między innymi z myślą o odbudowie miast i wsi zniszczonych podczas działań wojennych. Sowieckie władze wywoziły porzuconą przez Niemców dokumentację na wschód. W poszukiwaniu złota dentystycznego i biżuterii przekopywano ziemię i przepłukiwano ludzkie prochy. Powracający z wojennej tułaczki zasiedlali budynki byłych podobozów.
14 czerwca 1947 w uroczystości otwarcia Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau – instytucji, która od początku istnienia była cmentarzem, pomnikiem, ośrodkiem edukacji i badań, uczestniczyło ponad 50 tysięcy osób. Przez kolejne lata zabezpieczano teren i obiekty dawnego obozu, a także zbierano dowody na popełnione zbrodnie.
Niemal równocześnie, przed 80 laty, podjęta została refleksja naukowa nad tym, co wydarzyło się w KL Auschwitz-Birkenau, i nad losami obozu po wyzwoleniu.
W tę tradycję wpisują się posiedzenia Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego, zwoływane w rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau. Spotkanie, zorganizowane wspólnie z Uniwersytetem Jagiel-

Edith Hofmann, więźniarka byłego KL Auschwitz, bez tytułu
lońskim 26 stycznia 2026, było poświęcone uczonym i osobom, których działania przyczyniły się do zachowania pamięci. Prezes Towarzystwa prof. Igor Gościński zaprosił do otwarcia obrad prorektora UJ ds. Collegium Medicum prof. Macieja Małeckiego, który nie tylko przedstawił rys historyczny, ale także przywołał początki studiów nad tym miejscem pamięci.
– Wyzwania związane z KL Auschwitz wymagają od nas podejmowania ciągłego, konsekwentnego wysiłku na rzecz podtrzymywania pamięci historycznej, choćby poprzez badania, edukację, działalność społeczną, popularyzatorską – mówił prorektor.
Przy tej okazji wspomniano dzieło „Przegląd Lekarski Oświęcim” – organ TLK, wydawany w latach 1961–1991. Publikowano w nim pionierskie opracowania poświęcone psychicznym i somatycznym następstwom życia obozowego, uzupełnio-
ne szczegółową dokumentacją medyczną, oraz unikatowe w skali świata świadectwa więźniów KL Auschwitz-Birkenau. Wynikało z nich, między innymi, że jedne z najwcześniejszych badań rozpoczęto w Klinice Psychiatrii w Krakowie. Na przestrzeni lat wydawnictwu towarzyszyły działania na rzecz pojednania.
Ukazały się antologie „Przeglądu Lekarskiego Oświęcim” – dwie w języku angielskim i obszerna, finansowana przez Niemców, niemieckojęzyczna. Współczesne udostępnianie i sukcesywne tłumaczenie, a także kontynuację prac zawdzięczamy wydawnictwu Medycyna Praktyczna. Staraniem tego wydawnictwa powołana została platforma Medical Review Auschwitz służąca międzynarodowej dyskusji akademickiej na temat medycznych aspektów i konsekwencji prześladowań nazistowskich w obozach koncentracyjnych. Zbiór unikatowych

publikacji historycznych i współczesnych, opracowany w ramach projektu, analizuje haniebne przykłady udziału lekarzy w Zagładzie, a także bohaterskie wysiłki więźniów-lekarzy i personelu medycznego internowanych w obozach, którzy działali wbrew machinie ludobójstwa. Na stronie internetowej dostępne są polskie wydania zeszytów oraz wybór artykułów z „Przeglądu Lekarskiego Oświęcim” w przekładach angielskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim. Organizowana jest także doroczna konferencja Medical Review Auschwitz: Medycyna za drutem kolczastym, której celem jest inicjowanie dyskusji między specjalistami oraz edukacja lekarzy, pracowników służby zdrowia i studentów.
Podczas posiedzenia przypomniano sylwetki uczonych, dzięki którym możliwe były szczepienia przeciwko tyfusowi plamistemu więźniów w gettach i obozach koncentracyjnych. O wojennej działalności prof. Rudolfa Weigla, uhonorowanego tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów
Świata, opowiedział prof. Artur Jurczyszyn. Przypomniał także postać Ludwika Flecka, uwięzionego w 1941 roku w getcie we Lwowie, w którym produkował szczepionkę. W 1943 roku został przeniesiony do Auschwitz – tam zajmował się odczynem Wassermana, a następnie do KL Buchenwald, gdzie prowadził sabotaż polegający na szczepieniu personelu obozowego mniej skuteczną szczepionką. Po wojnie był rzeczoznawcą i świadkiem w procesach norymberskich. Profesor Jurczyszyn przypomniał także Stanisławę Leszczyńską – położną z Auschwitz, która odebrała trzy tysiące porodów i uzyskała zgodę Josefa Mengele na utrzymanie niemowląt przy życiu.
Niezwykle ważną postacią, angażującą się w politykę pamięci oraz wspierającą prowadzenie badań nad Holokaustem poprzez działalność filantropijną, był Tadeusz Tad Taube, doktor honoris causa UJ. Przeznaczył on także donacje z myślą o badaniach nad kulturą żydowską dla Hebrew University w Tel Awiwie,

Uniwersytetu Stanforda i Muzeum Polin. Na Uniwersytecie Jagiellońskim fundacja Taube Philanthropies podjęła współpracę z Instytutem Judaistyki i Centrum Taubego Badań Zaawansowanych w Naukach Społecznych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Biografię urodzonego w Krakowie Tada Taubego przedstawił dyrektor Centrum i prorektor ds. dydaktyki UJ prof. Paweł Laidler. Szeroko rozumiane badania nad Zagładą i represjami podczas drugiej wojny światowej są prowadzone w wielu jednostkach Uniwersytetu Jagiellońskiego. Posiedzenia TLK, które cieszą się zainteresowaniem badaczy wielu dyscyplin, ośrodków naukowych, miejsc pamięci, są jedną z najstarszych inicjatyw podejmujących naukową refleksję nad ludobójstwem dokonanym przez Trzecią Rzeszę.
* Obóz był laboratorium człowieczeństwa – i jego zaniku – Primo Levi

Wtym roku obchodzimy trzy rocznice związane z postacią prof. Karola Olszewskiego, który wraz z prof. Zygmuntem Wróblewskim na przełomie marca i kwietnia 1883 roku skroplił uznawane za gazy trwałe składniki powietrza: tlen i azot oraz tlenek węgla. 29 stycznia 2026 minęła 180. rocznica urodzin prof. Karola Olszewskiego. W maju przypada 160. rocznica złożenia przez niego egzaminu maturalnego w C.K. Gimnazjum w Tarnowie, a 16 października minie 160 lat od rozpoczęcia studiów chemicznych na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ponadto pod koniec stycz-

nia upłynęło 130 lat od wykonania przez prof. Olszewskiego pierwszych na ziemiach


polskich zdjęć rentgenowskich, a w lutym pierwszych zdjęć rentgenowskich dla celów diagnostyki medycznej.
Karol Olszewski urodził się w Broniszowie (dawniej Tarnowskim), kilkanaście kilometrów od Ropczyc. Osierocony przez jedno z rodziców jako trzytygodniowe niemowlę – ojca zamordowali chłopi w czasie rebelii galicyjskiej Jakuba Szeli, wyjechał z matką i starszą siostrą do Nowego Sącza, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej i gimnazjum. W 1863 roku porzucił szkołę i postanowił przyłączyć się do powstania styczniowego w zabo-
rze rosyjskim. W Krakowie, wraz z innymi ochotnikami, został aresztowany przez austriacką policję. Po zwolnieniu z więzienia kontynuował naukę w C.K. Gimnazjum w Tarnowie, gdzie zdał egzamin maturalny, a następnie rozpoczął studia chemiczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Całe dorosłe życie, które poświęcił nauce i prowadzonym przez siebie badaniom gazów w niskich temperaturach, zostało wielokrotnie opisane na przestrzeni ponad 100 lat w artykułach, opracowaniach i książkach poświęconych jego postaci i dokonaniom. Wiele informacji można znaleźć

w archiwalnych materiałach źródłowych, jakie posiada Uniwersytet Jagielloński. Jednak dla wielu prof. Karol Olszewski nadal pozostaje postacią nieznaną. Dlatego w Broniszowie i Tarnowie – miejscach związanych z urodzeniem i wejściem w dorosłość młodego Karola, kultywowana jest pamięć o wielkim absolwencie, naukowcu, patriocie i Polaku, który trzykrotnie był nominowany do Nagrody Nobla – z fizyki (dwa razy: w 1903 i 1913 roku) i chemii (1913).
Jego postać nieustannie przybliżana jest uczniom i środowisku Tarnowa poprzez organizację sesji popularnonaukowych z okazji kolejnych rocznic skroplenia powietrza, z okazji wmurowania tablic pamiątkowych: w budynku I LO w Tarnowie (ufundowanej przez rektora UJ prof. Karola Musioła w 2010 roku) i dwóch tablic w Szkole Podstawowej


w Broniszowie – pierwszej z okazji nadania imienia szkole (2010 rok), drugiej z okazji 125. rocznicy wykonania przez niego pierwszych polskich badań rentgenowskich (ufundowanej staraniem prof. Andrzeja Urbanika, ówczesnego kierownika Katedry Radiologii Collegium Medicum UJ).
Pamięć zbiorowa o prof. Olszewskim w Broniszowie będzie trwała,
W Centrum Nauki i Techniki Pasażu Odkryć w Tarnowie od pięciu lat działa Pracownia Przyrodnicza im. Karola Olszewskiego, w której tajemnice przyrody poznają uczniowie tarnowskich szkół. Po ogłoszeniu przez Radę Miasta Tarnowa roku 2023 Rokiem Karola Olszewskiego Pasaż Odkryć wraz z I LO w Tarnowie zorganizował sesję popularnonaukową z okazji 140. rocznicy skroplenia połączoną z pokazem doświadczeń z ciekłym azotem i z panelem dyskusyjnym Wczoraj, dzień dzisiejszy i jutro kriogeniki Rokrocznie w budynku I LO w Tarnowie w ostatni piątek września, w ramach Małopolskiej Nocy Naukowców, absolwenci liceum organizują cykl doświadczeń z ciekłym azotem, przybliżając widzom postać Karola Olszewskiego i ukazując własności ciał w niskich temperaturach.

Awers karty pocztowej ze znaczkiem i okolicznościowym stemplem pocztowym
między innymi dzięki zasadzeniu na dziedzińcu szkoły dębu pamięci „Karol” czy skomponowaniu przez Tomasza Andreasika hymnu szkoły, którego refren nawiązuje do pierwszego skroplenia powietrza:
To właśnie nasz, Karol Olszewski Którego mądrość wszystko zmienia Dokonał tego jako pierwszy Ulotne skroplił tlenu marzenia

Tarnowscy filateliści pod koniec 2023 roku zorganizowali promocję walorów filatelistycznych – kartki pocztowej (tzw. karty maksimum), znaczka i datownika, które graficznie nawiązują do osoby uczonego i jego osiągnięć w 140. rocznicę skroplenia.
Pamięć o prof. Karolu Olszewskim trwa i napawa dumą, że postać światowej sławy naukowca daje przykład kolejnym pokoleniom młodych ludzi ciekawych świata i zjawisk, które czekają na odkrycie.
Marek Lipiński I Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie
Adresy stron z tekstem hymnu SP w Broniszowie https://spbroniszow.szkolna.net/ o-szkol/hymn-szkoly https://spbroniszow.szkolna.net/pliki/plik/ hymn-szkoly1-1-1666892736.pdf https://www.youtube.com/watch?v=cK-RnmJfq18
Prof. Antoni Jackowski – wybitny polski geograf społeczno-ekonomiczny, współtwórca powojennej krakowskiej i polskiej szkoły geografii turyzmu, badacz geografii religii oraz historii polskiej geografii. W latach 1972–2006 związany z Instytutem Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ na Wydziale Geografii i Geologii (do roku 2000 Instytut Geografii na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi UJ). Zastępca dyrektora Instytutu Geografii (1984–1987), prodziekan Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ ds. studenckich (1987–1990), dyrektor Instytutu Geografii (1991–1993 i 1999–2005), dziekan Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ (1993–1999). Twórca jedynego w Polsce i drugiego w Europie Zakładu Geografii Religii (1994). Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, srebrnym medalem Plus Ratio Quam Vis, srebrnym medalem Scientiae et Tempori Futura za działalność dla powstania i budowy Kampusu 600-lecia Odnowienia UJ, Medalem im. Wincentego Pola – nadawanym przez Komitet Nauk Geograficznych PAN, Medalem im. Jerzego Kondrackiego – nadawanym przez Radę Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych UW. Profesor honorowy Uniwersytetu Jagiellońskiego (2007), doktor honoris causa Uniwersytetu Preszowskiego, honorowy obywatel miasta i gminy Pobiedziska. Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Geograficznego (2012–2020), a następnie jego honorowy przewodniczący. Członek licznych gremiów i towarzystw naukowych. Zmarł 17 listopada.
Mgr Teresa Ignatowicz – przez niemal trzydzieści lat związana z Uniwersytetem Jagiellońskim. Większą część swojego zawodowego życia pracowała w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, gdzie prowadziła sekretariat oraz sprawy studenckie. Zmarła 27 listopada.
Zbigniew Nowak – wieloletni pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista ds. bezpieczeństwa. Zmarł 2 grudnia.
Dr hab. Piotr Horbatowski, profesor UJ – dyrektor Instytutu Glottodydaktyki Polonistycz-
nej UJ. Wybitny wykładowca i organizator życia akademickiego, badacz teatru polskiego, ponad trzy dekady związany z Uczelnią. Zmarł 10 stycznia.
Dr hab. Celina Juda, profesor UJ – slawistka i bułgarystka. Całe życie naukowe i zawodowe związana z Instytutem Filologii Słowiańskiej UJ, którego w latach 2008–2012 była dyrektorką. Autorka licznych prac z zakresu literatury i kultury bułgarskiej oraz macedońskiej. Członkini Komisji Słowianoznawstwa PAN i Komisji Kultury Słowian PAU. Zmarła 10 stycznia.
Prof. Janina Preussner-Zamorska – emerytowana profesor Wydziału Prawa i Administracji UJ, adwokat. Od 1966 roku do przejścia na emeryturę związana z Katedrą Prawa Cywilnego UJ, którą kierowała w latach 2002–2003 oraz 2007–2008. W działalności naukowej zajmowała się zagadnieniami części ogólnej prawa cywilnego, prawem autorskim i wynalazczym, prawem reklamy i nieuczciwej konkurencji. Współpracowała ze Społeczną Radą Legislacyjną Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych NSZZ „Solidarność”. Zmarła 16 stycznia.
Prof. Marek Wójcik – wieloletni pracownik Zakładu Chemii Fizycznej i Elektrochemii Wydziału Chemii UJ. Kierownik Zespołu Spektroskopii Molekularnej. Zmarł 16 stycznia.
Mgr Natalia Tołsty – badaczka, podróżniczka, współpracowniczka Instytutu Porównawczych Studiów Cywilizacji Wydziału Filozoficznego UJ. Sekretarz Rady Dyscypliny Nauki o Kulturze i Religii pierwszej kadencji. W działalności naukowej zajmowała się meksykańską medycyną tradycyjną oraz praktykami znachorek i znachorów, działających na terenie Meksyku. Nowatorstwo i innowacyjność tych badań zostały dostrzeżone przez Narodowe Centrum Nauki i nagrodzone grantem „Preludium 20”. Zmarła 21 stycznia.
Krystyna Bielawska – emerytowany pracownik Biblioteki Jagiellońskiej, związana z Biblioteką od 1970 roku. Zmarła 12 lutego.
Prof. Rett Ryszard Ludwikowski – prawnik i politolog, wieloletni pracownik Wydziału Prawa i Administracji UJ. Do 1982 roku kierownik Zakładu Współczesnych Ruchów i Myśli Politycznej UJ. Od 1984 roku związany z The Catholic University of America. W działalności naukowej zajmował się, między innymi, handlem międzynarodowym, prawami człowieka, systemami konstytucyjnymi i doktrynami politycznymi. Od 1991 roku koordynator International Business and Trade Summer Law Program w Krakowie, który stał się fundamentem trwałej współpracy między UJ a The Catholic University of America. Współtwórca Szkoły Prawa Amerykańskiego na UJ. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej oraz odznaką „Zasłużony dla Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Zmarł 12 lutego.
Dr Anna Dziaduś-Sokołowska – wieloletni pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego –Collegium Medicum. W latach 1975–2006 zatrudniona w Zakładzie Biofizyki Katedry Fizjologii UJ CM. Zmarła 20 lutego.
Dr Józef Kasprzyk – wieloletni pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. W latach 1970–2008 zatrudniony w Katedrze i Zakładzie Histologii UJ CM. Zmarł 27 lutego.
Prof. Janusz Ostrowski – profesor w Instytucie Archeologii UJ, dyrektor Instytutu Archeologii UJ (1991–1996), kierownik Zakładu Archeologii Klasycznej (1998–2005), dyrektor Muzeum Czartoryskich (1994–1999). Wybitny autorytet w zakresie archeologii klasycznej (Grecji i przede wszystkim Rzymu). Członek, między innymi, Komisji Filologii Klasycznej PAU, Komisji Archeologicznej krakowskiego oddziału PAN, Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN, Rady Naukowej Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN w Warszawie, Rady Muzealnej Muzeum Narodowego w Krakowie. Odznaczony Nagrodą Ministra Szkolnictwa Wyższego, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 9 marca.
1marca 2026 zmarł dr Jakub Górski – przewodniczący Rady Uczelni Uniwersytetu Jagiellońskiego na kadencję 2025–2028 oraz wieloletni członek tego gremium.
Doktor Jakub Górski ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Stopień doktora nauk prawnych zdobył w 1992 roku na podstawie interdyscyplinarnej rozprawy przygotowanej pod opieką prof. Marii Boruckiej-Arctowej, w której podjął temat poszukiwania koncyliacyjnych sposobów oddziaływania prawa. Pracę naukową i dydaktyczną w Katedrze Socjologii Prawa UJ łączył z praktyką prawniczą. Ukończył aplikację radcowską i uzyskał tytuł zawodowy radcy prawnego, a od 1999 roku koncentrował się głównie na reprezentowaniu renomowanych klientów instytucjonalnych z Polski i świata, między innymi miejskich spółek, wiodących polskich koncernów petrochemicznych, zagranicznych sieci handlowych czy przedsiębiorstw z sektora elektroenergetycznego. Długoletnia aktywność na tym polu zapewniła mu status i pozycję specjalisty w obszarze prawa cywilnego, handlowego i administracyjnego, znakomicie zorientowanego w problematyce z zakresu sporów sądowych i arbitrażu, energetyki, obrotu nieruchomościami i inwestycji budowlanych, a także prawa korporacyjnego czy własności intelektualnej i przemysłowej. Jako pełnomocnik w sprawach toczących się przed sądami powszechnymi chętnie sięgał po alternatywne metody rozwiązywania konfliktów, jak, na przykład, postępowania mediacyjne lub te prowadzone przed sądami polubownymi. Doktor Jakub Górski pozostawał wspólnikiem i partnerem zarządzającym w jednej z największych niezależnych polskich kancelarii prawnych – SPCG (T. Studnicki, K. Płeszka, Z. Ćwiąkalski, J. Górski), której założyciele i właściciele związani są z Uniwersytetem Jagiellońskim, między innymi, w ramach pracy akademickiej i naukowej.
Doktor Jakub Górski był członkiem Rady Uczelni Uniwersytetu Jagielloń -

Jakub Górski
skiego w kadencjach 2019–2020 oraz 2021–2024. Na posiedzeniu 12 grudnia 2024 członkowie tego gremium jednogłośnie wskazali go na stanowisko przewodniczącego. Niespełna tydzień później jego
kandydaturę zatwierdził Senat UJ. Funkcję tę piastował od 1 stycznia 2025. Doktor Jakub Górski został pochowany 6 marca 2026 na Cmentarzu Rakowickim.
Moja siostra Jadzia przyszła na świat 16 grudnia 1949 w Rzeszowie. Nasi rodzice, Edward i Krescencja, w czasie drugiej wojny światowej byli żołnierzami Armii Krajowej: tata – oficerem, mama – łączniczką. Nie ujawnili się po wojnie i dzięki temu oboje z siostrą nie mieliśmy kłopotów w szkole ani na studiach. Pracowali i zarabiali na codzienne potrzeby naszej rodziny, a ponadto mama dbała o naszą edukację pozaszkolną. Mnie zafundowała prywatne lekcje angielskiego (za co do dziś jestem jej wdzięczny), a Jadzię zapisała na lekcje gry na pianinie w pobliskim domu kultury. Tak się zaczął Jadzi związek z muzyką. Jej nauczycielka, pani Górska, stwierdziła, że moja siostra ma talent i powinna się rozwijać w tym kierunku. Tak więc kontynuowała swoje kształcenie pianistyczne w tym samym domu kultury, w tzw. ognisku muzycznym, ponieważ do szkoły muzycznej było zbyt daleko. Ten fakt zaważył do pewnego stopnia na jej dalszej drodze życiowej.
Latem 1962 roku nasza rodzina przeniosła się do Krakowa. Dużo rzeczy zostało w rzeszowskim mieszkaniu (mieszkaliśmy tam razem ze wspaniałymi dziadkami, rodzicami naszej mamy), ale pianino pojechało z nami. Jadzię przyjęto do siódmej klasy szkoły podstawowej przy ul. Grochowskiej, ale w szkole muzycznej odmówiono przyjęcia jej do równoległej klasy, argumentując, że ognisko to nie to samo. W drodze wyjątku zaproponowano jej przyjęcie do klasy szóstej. Ten brak synchronizacji co jakiś czas dawał o sobie znać. Po szkole podstawowej nie mogła zdawać do liceum muzycznego, gdzie miałaby łatwiejsze życie, bo lekcje muzyczne i z innych przedmiotów odbywałyby się w jednym budynku i jedno byłoby grono pedagogiczne. Zdała więc do X Liceum im. Ko-

misji Edukacji Narodowej i równolegle kończyła szkołę muzyczną. To był duży wysiłek dla młodej osoby. Po ukończeniu I klasy licealnej została przyjęta do Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Władysława Żeleńskiego przy ul. Basztowej w Krakowie. Tam poznała Zbigniewa Wodeckiego (wiekowo różniło ich parę miesięcy). Po szkole ich drogi zawodowe się rozeszły. Wodecki wybrał karierę estradową, natomiast moja siostra przejawiała coraz większe zainteresowanie historią i teorią muzyki.
Bardzo chciała studiować muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie wystarcza do tego dowolne


świadectwo maturalne, nawet z technikum. W tamtych czasach konieczne było świadectwo ukończenia szkoły o profilu muzycznym i dodatkowo trzeba było zdać trudny egzamin. Dlatego po zdaniu matury w X Liceum Ogólnokształcącym przez kolejny rok kończyła średnią szkołę muzyczną. Nie mając pewności, czy dostanie się na wymarzoną muzykologię, postanowiła rozpocząć inne studia, tak „na wszelki wypadek”. Została przyjęta na slawistykę na UJ, kierunek z językiem serbsko-chorwackim. Zaliczyła pierwszy rok, po czym zdała na muzykologię i już nie kontynuowała studiów językowych. Poświęciła się odtąd wyłącznie ukochanej dziedzinie nauki.

Studiowała muzykologię na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ w latach 1969–1974. Uzyskała tytuł magistra po obronie pracy dyplomowej Twórczość orkiestrowa Claude’a Debussy’ego, napisanej pod kierunkiem dr Elżbiety Dziębowskiej. Od 1974 do 1976 roku pracowała w Polskim Wydawnictwie Muzycznym w zespole redakcyjnym Encyklopedii muzycznej PWM. Tak się złożyło, że dr Dziębowska była również redaktorem naczelnym tej encyklopedii. Ona była tą osobą, która zauważyła u Jadzi predyspozycje do pracy naukowej i skłoniła ją do przejścia na Uniwersytet Jagielloński, do Katedry Historii i Teorii Muzyki (przekształconej w 1999 roku w Instytut Muzykologii). Tutaj moja siostra przeszła wszystkie szczeble kariery akademickiej: od asystenta, przez starszego asystenta (1979 rok), następnie adiunkta – po obronie pracy doktorskiej System w muzyce Witolda Lutosławskiego w 1983 roku. Była to nowatorska w dziedzinie muzykologii rozprawa, ponieważ jej autorka wykorzystywała do analizy muzyki tego sławnego kompozytora interdyscy-
plinarną teorię systemów o charakterze matematycznym. Promotorem tej pracy była wybitna polska muzykolog prof. Zofia Helman. To wyjątkowa sprawa, że znaleźli się recenzenci, którzy tę pracę docenili. Po doktoracie moja siostra kontynuowała pracę naukową i dydaktyczną, ale myślała też o założeniu rodziny. Swojego przyszłego męża, dr. Ryszarda Stacha (obecnie emerytowany profesor UJ), poznała w kolejce do kasy kwestury UJ. To były czasy, kiedy wynagrodzenie za pracę wypłacane było w gotówce, a nie przelewem na konto. Kolejka była długa, był czas, aby porozmawiać. Między Jadwigą i Ryszardem powstała nić sympatii. Pobrali się w 1990 roku. Dwa lata później pojawił się na świecie ich ukochany syn Aleksander.
Oboje nie zaniedbywali kariery naukowej. On uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych z psychologii, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ona w 1994 roku habilitowała się na UJ na podstawie rozprawy Dzieła otwarte w twórczości kompozytorów XX wieku, a w 2000 roku otrzymała tytuł profesora nauk humanistycznych. Została najpierw profesorem nadzwyczajnym (od 2001), a następnie profesorem zwyczajnym (od 2006). Powierzano jej odpowiedzialne funkcje w strukturze macierzystej uczelni. W latach 1999–2006 kierowała Zakładem Muzyki Nowej Instytutu Muzykologii UJ, a po reorganizacji Instytutu w 2006 roku –Zakładem Metodologii i Historii Muzyki XIX–XXI Wieku. Od 2002 do 2008 roku pełniła funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Muzykologii ds. studenckich.
Obowiązki administracyjne potrafiła pogodzić z intensywną pracą naukową. Zajmowała się muzyką współczesną (według muzykologów jest to okres od XIX wieku do dziś), ale szczególnie interesowała się twórczością Witolda Lutosławskiego. Ten wielki kompozytor zaliczał ją do grona swoich bliskich znajomych i niejednokrotnie zapraszał do swojego domu pod Warszawą. Owocem tych spotkań i wielogodzinnych rozmów były dwie książki: Witold Lutosławski oraz Lutosławski i jego styl muzyczny , wydane w latach 1996 i 1997. Jadwiga była pomysłodawczynią i członkinią komitetu organizacyjnego konferencji naukowej Witold Lutosławski i jego wkład do kultury muzycznej XX wieku w 2004 roku, a także autorką scenariusza wystawy Witold Lutosławski i jego idee

muzyczne . Kierowała Ośrodkiem Dokumentacji Życia i Twórczości Witolda Lutosławskiego, który stworzyła razem ze swoimi współpracownikami. W latach 1997, 1999 i 2002 była jurorem (a w 1999 przewodniczącą jury) ogólnopolskiego konkursu Wokół Witolda Lutosławskiego dla uczniów średnich szkół muzycznych, organizowanego w Białymstoku. Pracując nieprzerwanie na uczelni, kontynuowała pracę nad Encyklopedią muzyczną PWM jako redaktor naukowy jednego z działów i autor haseł. Oczywiście, jest autorką hasła Lutosławski , które zajmuje 20 stron i jest jednym z najobszerniejszych w tej publikacji. Można powiedzieć, że Lutosławskim zajmowała się do końca życia, ponieważ jeszcze w 2009 roku zorganizowała panel Osobowość Witolda Lutosławskiego. W 2004 otrzymała Medal Towarzystwa im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie za wybitny wkład w badania naukowe i popularyzację twórczości tego kompozytora.
W ramach swojej działalności naukowej nie zajmowała się jednak wyłącznie tym twórcą. Jej horyzont naukowy obejmował historię i teorię muzyki polskiej i powszechnej XIX–XXI wieku, metodologię badań muzykologicznych oraz leksykografię muzyczną. Interesowała się muzyką włoską. Intensywnie współpracowała z Uniwersytetem Bolońskim, przebywała tam wielokrotnie na wizytach naukowych, a ponadto wygłaszała wykłady w instytucjach naukowych w Rzymie, Padwie i Cremonie. Tak się złożyło, że w 1983 roku byłem również w Italii, na stażu naukowym w ICTP w Trieście, i odwiedziłem ją w Bolonii podczas jednego weekendu. Zapoznała mnie wtedy ze swoimi przyjaciółmi, a ja miałem okazję przekonać się, jak moja sio-
stra biegle mówi po włosku. Język angielski też dobrze znała. Na pewno znajomość tego języka była niezbędna podczas jej pobytów naukowych w Holandii (była tam jako stypendystka Fundacji Mellona), w USA i Wielkiej Brytanii. Jej najważniejsze, moim zdaniem, dzieło – Muzyka polska od Paderewskiego do Pendereckiego, ukazało się również w wersji anglojęzycznej pod tytułem Polish Music from Paderewski to Penderecki. Dzięki temu świat mógł się zapoznać z twórczością kompozytorów polskich XX i XXI wieku.
Dużo czasu poświęcała też kształceniu młodych adeptów muzykologii. Wypromowała wielu magistrów i doktorów. Była lubiana i ceniona przez młodzież – można się o tym dowiedzieć ze wspomnień jej byłych studentek, obecnie osób na stanowiskach. Intensywnie pracując, znajdowała czas na inne aktywności. Zrobiła prawo jazdy, jeździła na nartach, z grupą przyjaciół zaliczyła obozy wędrowne po Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Razem z mężem wybudowali dom w Mogilanach otoczony ładnym ogrodem. Wielokrotnie byłem tam zapraszany z moją rodziną. Jest to dla mnie nadal miłe wspomnienie.
Niestety, w to aktywne i twórcze życie wtargnęła ciężka i nieuleczalna choroba. Jadwiga walczyła z nią dzielnie, do końca nie zaprzestając pracy naukowej i dydaktycznej. Odeszła 11 stycznia 2011, pozostawiając nas w smutku i żalu. Spoczęła w grobie rodzinnym na Cmentarzu Batowickim. Na tablicy nagrobnej widnieje napis: Kochała rodzinę i pracę naukową. Jest to krótkie i piękne podsumowanie jej życia.
Antoni Paja absolwent fizyki UJ emerytowany profesor AGH
Podkoniec 2025 roku mija 160. rocznica uwolnienia (na podstawie amnestii) aresztowanego za działalność patriotyczną Alfreda Szczepańskiego. Wśród licznych osób związanych w XIX wieku z Krakowem i Uniwersytetem Jagiellońskim jest on postacią nieco zapomnianą, dlatego warto przybliżyć jego dokonania. Przez wiele lat wytężonej pracy społecznej, politycznej i literackiej pozostawił po sobie trwały ślad w polskiej kulturze doby zaborów. Obecnie może być wzorem niezłomnej postawy i walki o prawa ojczyzny do niepodległego bytu państwowego, możliwości nauczania na uniwersytetach w języku narodowym czy dbania o pamięć historyczną. W okresie braku państwowości polskiej takie patriotyczne postawy były szczególnie pożądane – budowały zręby tożsamości narodowej i pozwalały na kształtowanie idei związanych z polskością. Napisane przez Szczepańskiego prace prowokowały do namysłu nad różnymi problemami, w tym nad zagadnieniami wychowawczymi, które były mocno dyskutowane w XIX stuleciu.
Zarys życia i dZiałalności społecZno-politycZnej
Alfred Szczepański urodził się w 1840 roku w Tarnowie. Jego ojciec, Józef, był nauczycielem. Młody Alfred odebrał staranne wykształcenie, ucząc się najpierw w Tarnowie, a następnie w Gimnazjum św. Anny w Krakowie. Uzyskawszy maturę, podjął studia z zakresu historii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu. Od początku studiów wykazywał duże zainteresowanie przeszłością i wspólnie z Ludwikiem Kubalą i Tadeuszem Wojciechowskim powołali kółko historyczne, które stawiało sobie za cel samokształcenie i upowszechnianie patriotyzmu. Marzył, aby Katedrę Historii Polskiej objął Karol Szajnocha. Przynależał również do tzw.

obozu młodych w Galicji, który głosił hasła liberalno-demokratyczne. Będąc członkiem komitetu Towarzystwa Bratniej Pomocy Uczniów Uniwersytetu Jagiellońskiego, został wsparty stypendium im. Jana Śniadeckiego.
Jesienią 1859 roku, a więc po klęsce Austrii w wojnie o niepodległość Włoch, z inicjatywy studenta medycyny Stanisława Löwenhardta postanowiono zwrócić się do ministra oświaty w Wiedniu z adresem o repolonizację najstarszej polskiej uczelni. Szczepański przygotował wówczas petycję do austriackich władz oświatowych, która postulowała powrót języka polskiego jako wykładowego na krakowskim uniwersytecie. Z tą petycją udał się, wraz z Wojciechem Wołkiem (studentem medycyny), do Wiednia, gdzie jednak w ministerstwie oświaty został zatrzymany przez policję i odesłany do Krakowa: Pierwszym staraniem delegacji po przybyciu było naturalnie uzyskać audiencję u ministra oświaty, w tym też celu bez straty czasu udali się do gmachu
Ministerstwa Oświecenia. Tutaj jednak zamiast oglądania pana ministra twarzą w twarz spotkali się oko w oko z dwoma komisarzami policji, którzy drogą krótką, nie dbając o protesta, kazali ich odprowadzić na policję wiedeńską, gdzie deputacji najpierw odebrano inkryminowany adres, a następnie zaczęto spisywać protokół. Wieczorem tegoż samego dnia bohaterzy nasi byli już w drodze z Wiednia do Krakowa – pisał Damazy Miśko. Szczepańskiego wydalono z Uniwersytetu, lecz dzięki wstawiennictwu wybitnego profesora medycyny Józefa Dietla przywrócono w poczet studentów. Pod nadzór policji został oddany po ponownym wysłaniu petycji do Wiednia. Był zatrzymywany także za uczestnictwo w organizowanych w Krakowie spotkaniach manifestacyjnych upamiętniających powstanie listopadowe i powstanie krakowskie z 1846 roku. Ambicją Szczepańskiego było działanie na rzecz ponownej niepodległości państwa polskiego. Był w latach 1861–1863 jednym z głównych przywódców krakowskiej młodzieży i jednym z inicjatorów powołania tzw. Ławy Krakowskiej, która miała za cel animować działalność konspiratorską. Współzakładał Radę Naczelną Galicyjską, która skupiała zwolenników obozu „czerwonych”. Po wybuchu powstania styczniowego Szczepański w Hotelu Saskim żegnał płomiennym przemówieniem studentów litewskich udających się walczyć do Królestwa Polskiego. Aprobował działania Tymczasowego Rządu Narodowego, jednak jego wiara w powodzenie zrywu niepodległościowego zmalała po aresztowaniu generała Mariana Langiewicza, który, jako dyktator powstania, miał szansę poprowadzić Polaków do upragnionych zwycięstw. W marcu 1863 roku Józef Wysocki, pełniący wówczas funkcję dyrektora Wydziału Spraw Wojskowych w Galicji, mianował Szczepańskiego komisarzem
wojennym województwa krakowskiego. Kilka miesięcy później został on też, na krótko, naczelnikiem miasta Krakowa. W październiku 1863 roku zatrzymała go policja austriacka i w marcu 1864 roku usunięto go z grona studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz skazano aż na 18 lat odbywania kary w więzieniu. Więziono go w zamku na Wawelu, we Lwowie oraz Ołomuńcu. W ostatnim z wymienionych miejsc przebywał, między innymi, ze Stanisławem Tarnowskim i pionierem myśli pozytywistycznej Tadeuszem Romanowiczem, z którymi nawiązał przyjacielskie relacje. Wolność odzyskał na mocy amnestii ogłoszonej pod koniec 1865 roku. Powrócił wówczas do Krakowa, gdzie wykonywał pracę translatorską i publicystyczną. Nadal interesował się problemami politycznymi, a także rozwijał swoje zainteresowania zagadnieniami gospodarczymi. Latem 1868 roku udał się do Zurychu na międzynarodowy zjazd dziennikarzy. Kilka miesięcy później nawiązał współpracę jako referent gospodarczo-statystyczny, a następnie jako redaktor odpowiedzialny z dziennikiem „Kraj”, który popularyzował hasła liberalno-demokratyczne i był opozycyjnie nastawiony do konserwatywnego dziennika „Czas”. Wraz z grupą osób zbliżonych do „Kraju” założył w Krakowie Koło Polityczne, z ramienia którego bezskutecznie kandydował do Sejmu Krajowego w 1870 roku.
Na początku lat 70. XIX wieku Szczepański prowadził wykłady z historii Polski i powszechnej na Wyższych Kursach dla Kobiet Adriana Baranieckiego w Krakowie. Jesienią 1877 roku związał się z dziennikiem „Czas”, zasilając tym samym obóz stańczyków. Wierzył wówczas, że konserwatyści są w stanie skuteczniej niż demokraci wdrożyć w życie hasła pracy organicznej. Dwa lata później zaczął współorganizować jubileusz 50-lecia twórczości pisarskiej Józefa Ignacego Kraszewskiego. W 1880 roku Szczepański zamieszkał w Wiedniu, gdzie został zatrudniony jako sekretarz generalny w Länderbanku. Przebywając w stolicy monarchii, nadal marzył o karierze politycznej. W 1892 roku kolejny raz przegrał wybory do Sejmu Krajowego, a w roku 1897 nie uzyskał mandatu do Rady Państwa, o który bezskutecznie konkurował z Ignacym Daszyńskim. Do Krakowa powrócił w roku 1899. Przebywając na emeryturze, należał do rady nadzorczej firmy Ludwika Zieleniewskiego. Wykazywał również
aktywność w Komitecie dla Turystyki Tatrzańskiej, który powstał w Zakopanem wiosną 1908 roku. Zmarł w maju 1909 roku i spoczął na Cmentarzu Rakowickim.
twórcZość pisarska
Obok aktywności społeczno-politycznej Szczepański dużo uwagi poświęcał pracy pisarskiej. Pozostawił po sobie liczne opracowania poświęcone zagadnieniom

z obszaru polityki, literatury i kultury. Pokazują one światopogląd autora, jego zapatrywania na przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość Polaków i ich ojczyzny.
Silną wymowę propatriotyczną miały już pierwsze jego artykuły, ogłaszane w ukazującym się we Lwowie piśmie „Czytelnia dla młodzieży”. Tam w 1860 i 1861 roku pisał o zmarnowanych szansach powstańczych, które wynikały, między innymi, z pokładania dużych nadziei w dyplomacji. Cenił dokonania Joachima Lelewela i po jego śmierci napisał wiersz ku jego pamięci. W okresie powstania styczniowego polemizował z Józefem Szujskim, który uważał, że to „biali” powinni przejąć wiodącą rolę w zmaganiach o niepodległość narodu. Radykalna w swojej treści praca Szczepańskiego W tył (1863) nie tylko piętnowała „białych” i ich powątpiewanie w sukces walki zbrojnej, ale również niosła przesłanie zmian na wsi, a szczególnie wcielenia w życie pełnego uwłaszczenia chłopów.
Podczas odbywania kary więzienia we Lwowie napisał pracę Rodowód idei narodowości, która została opublikowana w „Dzienniku Literackim” z 1863 roku. Swym zainteresowaniom historycznym dał po raz kolejny wyraz, ogłaszając w 1869 roku w Krakowie pracę Jana Matejki obraz unii lubelskiej . W tym samym roku przygotował publikację Siła dla praw, w której nawiązywał do dewizy Otto von Bismarcka Siła przed prawem i wskazywał na jego złowrogą politykę wobec Polaków. Żywo interesował się wydarzeniami politycznymi w monarchii austriackiej. W pracy Przesilenie państwowe w Austrii w roku 1879 opowiadał się za legalistycznymi zmianami na najwyższych szczeblach politycznych kraju. Ustosunkował się także do wielkiej pracy Henryka Lisickiego Aleksander Wielopolski 1803–1877 , ogłaszając w 1880 roku studium Po burzy. Przybliżył w nim czytelnikom swoją aktywność podczas powstania styczniowego, zagłębiał się w przyczyny klęski tego zrywu narodowego. Już po przejściu na emeryturę ogłosił w „Przeglądzie Polskim” z 1901 roku artykuł zatytułowany Reforma ustawy wyborczej w Austrii –wywód przyczynowy i projekt, w którym wyraził swoje nieprzychylne stanowisko wobec powszechnego prawa wyborczego i zachwalał program polityczny stańczyków, mający za fundament idee lojalnościowe wobec monarchii. O problemach galicyjskich konserwatystów Szczepański pisał również w broszurze Niebezpieczeństwo. Uwagi przygodne na rok p. 1901, która sygnalizowała rozwój na terenie Galicji przekonań politycznych o wymowie socjalistycznej. U schyłku swojego życia wydał broszurę o treści politycznej Trzy sprawy. List otwarty do p. Stanisława Koźmiana (1908). Chciał nią rozpocząć wymianę myśli na temat polityki zaborców wobec Polaków, przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości położenia politycznego ojczyzny. Oprócz spraw politycznych uwagę Szczepańskiego przykuwały problemy ekonomiczne zacofanej gospodarczo Galicji. W 1878 roku wydał w Krakowie broszurę Do reformy stosunków wiejskich. O przemyśle domowym . Ten przemysł miał, zdaniem autora, być dla przeludnionej wsi dodatkowym, oprócz rolnictwa, źródłem zatrudnienia i utrzymania. Zdawał sobie przy tym sprawę z ogromnych braków w zakresie prac nad rozwojem przemysłu w Galicji, a także nienowoczesności małej i wielkiej produkcji. Tam
– jak wyjaśniał – przemysłu dotąd zupełnie prawie nie ma (lub zupełnie pierwotny, surowy, zastarzały, ograniczony na bardzo mały zakres) – gdzie lud wiejski w ogóle, lubo obdarzony wielu zdolnościami, ciemny jest, zupełnie nieprzemyślny i do pracy niechętny, wreszcie gdzie nie ma wcale ducha przedsiębiorczego. [...] Tylko przez naukę może być przemysł domowy wzbudzony, lub wydobyty z pierwotnej produkcji do produkcji ulepszonej, któraby go robiła zdolnym do konkurencji.
Szczepański pragnął, aby w Galicji powstawały szkoły przysposabiające młodzież do pracy w przemyśle. Rozumiał bowiem, że tylko dzięki nauce i solidnej praktyce możliwy będzie progres w galicyjskim życiu gospodarczym, które w tamtym okresie było obrazem stagnacji. W czasie, kiedy ukazała się broszura O przemyśle domowym, zaczynały się rozwijać fundamenty ideologii przemysłowej w Galicji. Coraz odważniejsze były głosy, że oprócz przemysłu drobnego, domowego należy budować zręby przemysłu wielkiego, przede wszystkim naftowego, który da dochód i zatrudnienie tysiącom jej mieszkańców.
poświęcił mu wiersz Kochajmy się! (Fantazja biesiadna). Interesował się również starożytną poezją grecką i w 1882 roku wydał w Wiedniu zbiór własnych przekładów. Antologia ukazała się pod tytułem Na greckiej lirze. Spolszczał także utwory komediowe, które były zamieszczane w „Bibliotece dla kobiet”, będącej dodatkiem do „Kaliny”. Wielkim jego dokonaniem translatorskim było przyswojenie polszczyźnie kilku tomów Dziejów powszechnych ilustrowanych Otto Spamera.


Karty w książce – przekładzie poezji greckiej Alfreda Szczepańskiego Na greckiej lirze
Na początku XX wieku Szczepański szerzył idee tworzenia zrzeszeń przemysłowo-budowlanych. W 1908 roku ukazały się na ten temat dwie jego prace: Pospolite ruszenie! Wezwanie... i Towarzystwa przemysłowo-budowlane (Nowy typ). Projekt przystosowany dla towarzystw urzędniczych. Te prace poruszały nowe zagadnienia, słabo obecne w życiu gospodarczym Galicji, i wyraźnie wskazywały na profity płynące z zakładania towarzystw przemysłowo-budowlanych. Sugestie Szczepańskiego odnośnie aktywizacji gospodarczej galicyjskiego społeczeństwa wyrastały na gruncie bystrych obserwacji bardzo słabej wytwórczości w zaborze austriackim. Podróżując po Europie, był świadkiem szybko zachodzących, postępowych zmian ekonomicznych, które poprawiały poziom życia ludności. Galicja na przełomie XIX i XX wieku nadal pozostawała w tyle za najbardziej rozwiniętymi krajami wchodzącymi w skład monarchii austriackiej. W dorobku Szczepańskiego znajdują się również prace z zakresu literatury. Jego wiersze ukazywały się pod kryptonimem Alf w tygodniku „Kalina”, a w roku 1869 do rąk czytelników trafił tom jego poezji, zatytułowany Trzaski. Chcąc uczcić 50-lecie pracy pisarskiej Józefa Kraszewskiego,
Szczepański dał się również poznać jako autor dramatów i komedii. Niektóre z nich były wystawiane w teatrach galicyjskich, a także w miastach Królestwa Polskiego i w Poznaniu. Zainteresowanie czytelników wzbudził jego opis wyprawy podróżniczej do Serbii, który opublikował w 1881 roku pod tytułem Nad Dunajem i Sawą . W tamtym czasie, a więc po przenosinach do Wiednia, korespondował z polskimi pismami: „Dziennik Poznański”, „Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne”, „Kłosy”, „Kurier Warszawski”, „Słowo”. Jego publikacje świadczyły o niegasnącym zainteresowaniu polską kulturą i chęci utrzymywania więzi z rodakami.
Zapomnianą dziś sferą działalności pisarskiej Szczepańskiego są prace o przeszłości polskiego szkolnictwa. Już w 1866 roku w „Dzienniku Literackim” opublikował szkic Szkoły w Polsce. Jako prelegent na Kursach dla Kobiet Adriana Baranieckiego wygłosił referat Rzecz o szkole i wychowaniu publicznym w Polsce. Najważniejszym jego osiągnięciem pisarskim traktującym o polskiej oświacie była jednak praca Szkoły i wychowanie w Polsce: przegląd historyczny od najdawniejszych do najnowszych czasów, publikowana najpierw w „Tygodniku Wielkopolskim” z 1871 roku, a później wydana w formie książki. We wstępie do
swych rozważań Szczepański zwracał uwagę na znaczenie oświaty w życiu narodów, argumentując, że zapewnia im ona wolność i dobrobyt. Nie miał najlepszego zdania o dziejach oświaty w Polsce, której zaniedbania doprowadziły do upadku ojczyzny: Losy szkół i oświaty są w dziejach naszych jedną z owych smutnych kart, podających klucz do wyjaśnienia upadku państwa. Jak w całej naszej historii, tak i tutaj, naprzeciw wielkim zasadom i wielkim usiłowaniom staje potworna praktyka, pogrążająca naród w ciemnocie. Myśl, zrazu rozwinięta i swobodna – ginie w dewocji; wolność ginie w nietoleranckim fanatyzmie, w przywilejach i kastowości; treść, nauka – giną w formie. Autor dostrzegał wiele błędów popełnianych przez przodków w przeszłości, permanentne zaniedbywanie rozwoju szkolnictwa i nauki, a starania o naprawę oświaty podjęte przez Stanisława Konarskiego i Komisję Edukacji Narodowej uznawał za zbyt późne, aby mogły uratować niepodległy byt Rzeczypospolitej. Z książki Szczepańskiego emanowała myśl wyciągania nauki z błędów przeszłości i konieczności naprawy życia umysłowego. Wierzył, że odrodzenie oświaty może być dźwignią i impulsem dla rozwoju polskiego narodu. Wysuwał postulaty zaprowadzenia obowiązku uczęszczania do bezpłatnych szkół i szerzenia ruchu oświatowego. Uważał ponadto, że szkoły powinny być niezależne od władz kościelnych i politycznych, podporządkowane wyłącznie powołanym władzom szkolnym.
Tymi odważnymi postulatami Szczepański wyprzedzał późniejsze idee głoszące potrzebę wprowadzenia obowiązku szkolnego, zaktywizowania działań wokół rozwinięcia ruchu oświatowego wśród wszystkich warstw społeczeństwa. Pokazując niełatwą przeszłość polskiego szkolnictwa, chciał zmian na lepsze w jego przyszłym funkcjonowaniu. Uświadamiał przy tym czytelników, że społeczeństwo ma prawo się bronić przed zgubnymi wpływami ciemnoty i zacofania, ma możliwości pobudzania życia umysłowego i budowania zrębów oświaty. Wprowadzenie obowiązkowego szkolnictwa traktował Szczepański jako najlepszą ochronę dzieci i młodzieży przed negatywnymi skutkami braku nauki, obojętnością opiekunów i rodziców. Wychodził przy tym z założenia,
że bezwzględną potrzebą zakładania szkół powinien zająć się rząd i gminy, zadbać w tych szkołach o solidną edukację i narodowy język wykładowy. Swoje rozważania zakończył słowami: W oświacie i tylko w oświacie jest źródło, bezpieczeństwo i błogosławieństwo dla wszelakiej pracy, usiłowań i pomyślności narodu
konkluZje
Alfred Szczepański, dzięki swej aktywności w różnych obszarach, chlubnie zapisał się w dziejach kultury polskiej. Jak oceniał po latach wybitny historyk Wacław Tokarz, Szczepański miał inteligencję rzutką i jasną; świadczą o tym choćby jego prace publicystyczne, pisane ze swadą i zręcznie, choć i trochę powierzchownie zarazem. Posiadał najniezawodniej duże zalety organizatorskie: dowiódł tego choćby przez zorganizowanie deputacji do Wiednia w roku 1859. [...] Inaczej zresztą nie wydobyłby się na stanowisko uznanego i długoletniego przywódcy tego świetnego zastępu młodzieży, który gromadził się wówczas w murach naszej „Alma Mater”. Jego chęć przywrócenia na Uniwersytecie języka polskiego jako języka wykładowego była świadectwem, że część ówczesnych studentów miała nadzieję na spolszczenie
szkolnictwa, ponowne wyrażanie swoich myśli i przekonań podczas zajęć dydaktycznych w języku narodowym W działalności Szczepańskiego widoczne były również niestrudzone dążenia do podsycania nastrojów patriotycznych, organizowania uroczystości upamiętniających twórczość wybitnych polskich pisarzy czy udział w przygotowaniach do zrywu niepodległościowego, jakim było powstanie styczniowe. Szczególnie ten młodzieńczy heroizm Szczepańskiego z początku lat 60. XIX wieku zasługuje na podkreślenie i uznanie. Jerzy Moszyński wystawił w książce Obrachunek z „Rzeczą” p. Stanisława Koźmiana „O roku 1863” z jej autorem i z tegoż przyjaciółmi wysoką ocenę działalności agitatorskiej Szczepańskiego między młodzieżą uniwersytecką, cenił jego bezgraniczną miłość do ojczyzny i nienawistny stosunek do Rosji: Męczennik sprawy narodowej ścigany bezustannie przez wrogą policję, ostentacyjnie wywijał się przed jej prześladowaniem. Szczepański był na ustach całej młodzieży [...] dzisiaj z brodą, jutro bez brody, dziś w konfederatce i orłem na brzuchu, jutro w surducie, bo ścigany przez policję, dziś w Krakowie, jutro wyjeżdża do Węgier, to znowu wraca. Nie dziwota, że wielki ten patriota był

słońcem, na które zwracały się oczy całej młodzieży krakowskiej, że został następnie naczelnikiem Ławy Krakowskiej, bo był to patriota niezwykły. Szczepański zmienił w późniejszym okresie swoje zapatrywania na drogi odzyskania niepodległości, ale nigdy nie wyrzekł się narodowej dumy i myśli o suwerennej Polsce, która znowu zacznie odgrywać istotną rolę w Europie. Szczepańskiemu nie było dane dożyć niepodległości ojczyzny. Pozostawił jednak po sobie dorobek bogaty, który zaświadcza o jego przywiązaniu do tego, co polskie, co w czasach zaborów państwa polskiego budowało tożsamość narodową Polaków.
Jan Wnęk
A. Kliszcz, Szczepański Alfred, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. XLVII, Warszawa–Kraków 2010–2011, s. 313–318. D. Miśko, Historia założenia i rozwoju Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczniów Uniwersytetu Jagiellońskiego w 25. rocznicę jubileuszową, Kraków 1891.
J. Moszyński, Obrachunek z „Rzeczą” p. Stanisława Koźmiana „O roku 1863” z jej autorem i z tegoż przyjaciółmi, Kraków 1895.
W. Tokarz, Kraków w początkach powstania styczniowego i wyprawa na Miechów, t. 1, Kraków 1914.
M. Zgórniak, Młodzież akademicka Uniwersytetu Jagiellońskiego wobec wydarzeń politycznych lat 1846–1866, [w:] Studia z dziejów młodzieży Uniwersytetu Krakowskiego od oświecenia do połowy XX wieku, t. 1, pod red. C. Bobińskiej, Kraków 1964, s. 107–164.

15. Kongres Młodej Socjologii, czyli studencko-doktorancka konferencja o międzynarodowym zasięgu, skierowana do młodych ludzi zainteresowanych tematyką społeczną, odbędzie się w dniach 10–12 kwietnia 2026 w murach Instytutu Socjologii UJ przy ul. Grodzkiej 52. Wydarzenie organizowane jest przez osoby członkowskie Koła Naukowego Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego przy merytorycznym wsparciu kadry Instytutu Socjologii UJ. Podczas Kongresu, podobnie jak w poprzednich latach, wygłoszone zostaną pasjonujące referaty, odbędą się inspirujące dyskusje oraz spotkania, które z pewnością na długo pozostaną w pamięci uczestników. Gośćmi specjalnymi tegorocznego wydarzenia będą: literaturoznawca i polonista dr hab. Wojciech Śmieja, profesor UŚ, oraz socjolożka dr hab. Katarzyna Suwada, profesor UMK. – Wspólnie tworzymy wyjątkową przestrzeń do wymiany doświadczeń, dzielenia się wiedzą i budowania wartościowych relacji. To niepowtarzalna okazja, aby zaprezentować swoje zainteresowania badawcze i osiągnięcia w obszarze nauk społecznych. Nasza konferencja umożliwia postawienie pierwszych kroków w karierze akademickiej, poszerzenie horyzontów oraz pogłębienie refleksji nad najważniejszymi, aktualnymi problemami społecznymi – akcentują organizatorzy (kontakt: kms@uj.edu.pl), zapraszając do udziału w wyjątkowym przedsięwzięciu. Więcej informacji, dotyczących wydarzenia można znaleźć na: facebook.com/KongresMlodejSocjologii oraz kms.confer.uj.edu.pl. RPM



Krystyna Stamirowska-Sokołowska –wybitna anglistka, autorytet wśród polskich i europejskich anglistów, znawczyni współczesnej powieści angielskiej, która przez wiele lat współkształtowała badania literaturoznawcze i nauczanie literatury w Instytucie Filologii Angielskiej UJ, zmarła 16 października 2025. Spoczęła na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Całe życie naukowe Pani Profesor było związane z Uniwersytetem Jagiellońskim. W latach 1958−1963 studiowała filologię angielską na Wydziale Filologicznym UJ. Jej praca magisterska, napisana pod kierunkiem nestora krakowskiej anglistyki prof. Przemysława Mroczkowskiego, była porównawczą analizą dzieł Jamesa Joyce’a i Samuela Becketta. W swoich późniejszych badaniach jedynie sporadycznie wracała do tych pisarzy, ale nowatorstwo i eksperyment literacki interesowały ją zawsze. Wnosiła do badań literackich wielką erudycję i przenikliwą refleksję, pogłębioną studiami filozoficznymi, które podjęła na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ równolegle, jeszcze jako studentka anglistyki. Rozprawa doktorska z zakresu filologii angielskiej, obroniona w 1974 roku na Wydziale Filologicznym UJ − zainspirowana fenomenologią, a zwłaszcza wkładem Romana Ingardena w estetykę, była poświęcona teoretycznym i empirycznym badaniom nad recepcją dzieł literackich ( The Reader and the Literary Work: Theoretical and Empirical Perspectives).
Inny wyraźny nurt w badaniach literaturoznawczych prof. Stamirowskiej-Sokołowskiej stanowiły kulturowe uwarunkowania twórczości literackiej i literackie odpowiedzi na wyzwania współczesności. W rozprawie habilitacyjnej Representations of Reality in the Post-war English Novel 1957−1975 (Universitas 1992) autorka skupiła się na powojennej powieści realistycznej, podkreślając jej zakorze-

nienie w realiach społeczno-kulturowych Anglii tego okresu. Kwestie tożsamości − jednostkowej i zbiorowej, zadomowienia lub alienacji oraz problematyka dziedzictwa kulturowego często pojawiają się w publikacjach Pani Profesor. Ważnym osiągnięciem w tym zakresie jest współredagowana przez nią antologia Images of English Identity 1800−1960 (Universitas 1998), która powstała w rezultacie kierowanego przez nią projektu finansowanego przez Komitet Badań Naukowych. Ulubionym obszarem badań prof. Stamirowskiej-Sokołowskiej pozostawał modernizm i jego kontynuacje we współczesnej literaturze. Ceniła oryginalność i niebanalną formę, ale przy tym uważała, że nadrzędnym celem formalnych eksperymentów i wszelkiej wartościowej literatury powinno być znalezienie odkrywczego sposobu opowiadania o człowieku i podejmowanie prób wyjaśniania i zrozumienia ludzkiej sytuacji. Dlatego w kręgu jej zainteresowań byli szczególnie tacy pisarze jak Joseph Conrad, Kazuo
Ishiguro i Bryan Stanley Johnson. Johnsonowi poświęcona została ostatnia monografia jej autorstwa, zatytułowana B.S. Johnson’s Novels: A Paradigm of Truth (Universitas 2006). Podsumowując, prof. Stamirowska-Sokołowska opublikowała dwie monografie autorskie, redagowała lub współredagowała pięć monografii zbiorowych, z których szczególnie istotne są tomy adresowane do polskiego czytelnika: Współczesna powieść brytyjska: Szkice (Universitas 1997) oraz Historia, fikcja, (auto)biografia w powieści brytyjskiej XX wieku (Universitas 2006). Współredagowała także czasopismo conradystyczne „Yearbook of Conrad Studies (Poland)” i była współautorką dwóch skryptów do nauczania literatury. Przez dziesięć lat współpracowała z Wydawnictwem Literackim jako recenzent i konsultant naukowy. Pisała wstępy i posłowia do polskich wydań literatury angielskiej. Jednym z ważniejszych osiągnięć tego okresu jest redakcja naukowa pierwszego polskiego wydania Listów Davida Herberta Lawrence’a (Wydawnictwo Literackie 1984). W sumie lista jej publikacji obejmuje około stu pozycji, wliczając w to artykuły naukowe i rozdziały w książkach, recenzje, artykuły popularyzatorskie, opracowania redakcyjne, tłumaczenia tekstów naukowych i hasła w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, Encyklopedii literatury PWN, Słowniku pisarzy angielskich i amerykańskich.
Profesor Stamirowska - Sokołowska była członkinią Komisji Neofilologicznej PAU, European Society for the Study of English (ESSE), Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, Joseph Conrad Society i B.S. Johnson Society. O znaczeniu jej badań i uznaniu, jakim się cieszyła, świadczyła także intensywna współpraca międzynarodowa. W czasach, gdy było to znacznie trudniejsze niż dziś, odbyła kilkakrotnie staże na uniwersytetach
w Wielkiej Brytanii, a także liczne wyjazdy na konferencje i wykłady gościnne. Prócz wspomnianych badań KBN była też kierownikiem trzech projektów międzynarodowych poświęconych współczesnej literaturze angielskiej. Starała się przy tym, aby jej kontakty przynosiły korzyści także Instytutowi, stąd jej wyjazdy nieraz owocowały, na przykład, programem wymiany akademickiej albo kolejnym zestawem książek dla biblioteki instytutowej.
Profesor Stamirowska - Sokołowska odeszła na emeryturę w roku 2011, po ponad 45 latach pracy. W ówczesnej Katedrze Filologii Angielskiej została zatrudniona jako asystent w maju 1966 roku, gdzie na kolejnych etapach kariery zawodowej obejmowała stanowisko adiunkta (1974), adiunkta habilitowanego (1992), profesora nadzwyczajnego (2002) oraz profesora tytularnego (2008). Pełniła, między innymi, funkcję zastępcy dyrektora (1993−1996) i dyrektora Instytutu (2008−2009) oraz
utworzyła Zakład Literatury i Kultury Brytyjskiej XX i XXI Wieku, którym kierowała przez 17 lat. Wypromowała 13 doktorów i około 140 magistrów.
Pani Profesor bardzo zależało na rozwoju Instytutu i utrzymywaniu wysokich standardów nauczania, co wypływało z jej głębokiego przeświadczenia o fundamentalnym znaczeniu humanistyki, w tym szczególnej roli, wręcz „misji” literatury (jak napisała w przedmowie do jednej ze swoich książek). Starała się także o włączenie polskiej anglistyki w światową naukę, po latach zamknięcia za żelazną kurtyną. Była jedną z inicjatorek powstania ogólnopolskiego stowarzyszenia anglistów PASE. Angażowała się w jego prace i reprezentowała polskich anglistów podczas zebrania założycielskiego europejskiego stowarzyszenia anglistów ESSE. PASE – zarejestrowane pod adresem Instytutu Filologii Angielskiej UJ, działa nieprzerwanie od 1991 roku i stanowi część trwałego wkładu Pani Profesor w rozwój krakowskiej i polskiej anglistyki.

Zokazji 30. rocznicy śmierci prof. Zygmunta Hanickiego Towarzystwo Lekarskie Krakowskie wraz z Katedrą i Kliniką Nefrologii UJ CM zorganizowało 10 grudnia 2025 zebranie poświęcone jego pamięci. Rozpoczęto je wręczeniem dyplomu członka honorowego TLK dr. Antoniemu Sydorowi. Nowy członek honorowy jest specjalistą chorób wewnętrznych i nefrologii, absolwentem Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Białymstoku, gdzie w latach 1969–1981 pracował w Zakładzie Patomorfologii, a następnie w Klinice Kardiologii. Od 1981 roku pracuje w Tarnowie. Stworzył ośrodki dializ i nefrologii w obu tamtejszych szpitalach – w latach 1981–1993 był ordynatorem Oddziału Chorób We -
Archiwum Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego


wnętrznych z Pododdziałem Dializ Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego, a od 1993 do 2016 roku ordynatorem takiego samego oddziału Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza. Od 2016 roku jest koordynatorem ds. transplantacji nerek. Szkolił się, między innymi, w Szwecji i USA, a co najważniejsze: od początku swej działalności nefrologicznej był związany z osobą prof. Zygmunta Hanickiego i z Kliniką Nefrologii przez niego kierowaną.
Doktor Sydor od 2015 roku jest wiceprezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. Przez 32 lata był prezesem oddziału PTL w Tarnowie, stale współpracując z Towarzystwem Lekarskim Krakowskim. Wyróżniony został odznaczeniami państwowy -
mi: Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, wieloma medalami, oraz tytułami: członka honorowego PTL, prezesa honorowego oddziału PTL w Tarnowie, a także medalem Gloria Medicinae.
Należy podkreślić, że to nie tylko zasłużony lekarz, ale również dobry człowiek oraz zdolny pianista, który talent muzyczny wykorzystał, między innymi, koncertując podczas akcji charytatywnych. Następnie wychowanek prof. Zygmunta Hanickiego i jego następca na stanowisku kierownika Katedry i Kliniki Nefrologii UJ CM – prof. Władysław Sułowicz przedstawił Wspomnienie o Panu Profesorze Zygmuncie Hanickim w 30. rocznicę śmierci. Bogato ilustrowany referat zobrazował życie i różne obszary działalności prof. Hanickiego. Od czasów szkolnych był związany z Krakowem, gdzie skończył Gimnazjum im. Nowodworskiego i rozpoczął w 1937 roku studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego, przerwane przez wybuch drugiej wojny światowej. Studia ukończył w 1946 roku i od razu rozpoczął pracę w II Klinice Chorób Wewnętrznych kierowanej przez prof. Tadeusza Tempkę, światowej sławy hematologa. Tutaj przeszedł wszystkie szczeble kariery zawodowej i naukowej: od asystenta do kierownika kliniki (1969), i od tytułu doktora medycyny (1947) do tytułu profesora zwyczajnego (1980). Jego prace: doktorska i habilitacyjna, dotyczyły zagadnień hematologicznych. Nefrologią zajmował się od 1949 roku publikując w „Przeglądzie Lekarskim” artykuły na temat „sztucznej nerki”, praktycznie od zorganizowania w 1962 roku oddziału dializoterapii, który po powstaniu w 1969 roku Instytutu Medycyny Wewnętrznej przekształcono w Klinikę Nefrologii. Jego głównymi kierunkami badawczymi były: hematologia, immunologia, hemodializa, toksyny mocznicowe, dializat otrzewnowy i rekombinowana ludzka erytropoetyna. Był autorem i współautorem ponad 200 pełnotekstowych prac naukowych, rozdziałów w podręcznikach i streszczeń zjazdowych. Promotorem

12 przewodów doktorskich, opiekunem dwóch habilitacji oraz licznych specjalizacji z chorób wewnętrznych i nefrologii. Działalność dydaktyczna obejmowała ćwiczenia, seminaria i wykłady dla studentów z dziedziny chorób wewnętrznych i nefrologii, szkolenie w ramach działalności Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego i szkolenia wyjazdowe. Był opiekunem Studenckiego Towarzystwa Naukowego.
Profesor Hanicki pełnił wiele funkcji uczelnianych i krajowych, między innymi prorektora ds. klinicznych, prodziekana Wydziału Lekarskiego, przewodniczącego Senackiej Komisji Klinicznej Akademii Medycznej w Krakowie, członka Krajowego Zespołu Specjalistycznego ds. Nefrologii i Komisji Nefrologicznej

XII Międzynarodowy Kongres Nefrologiczny w
od
PAN oraz konsultanta regionalnego dla Polski południowowschodniej. Należał do wielu krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych, między innymi: Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego, którego został członkiem honorowym, Europejskiego Towarzystwa Dializy i Transplantacji oraz Niemieckiego Towarzystwa Nefrologicznego. Odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Był wyróżniany przez ministra zdrowia i opieki społecznej oraz wielokrotnie przez władze Uczelni. Po przejściu na emeryturę w 1989 roku, przez pięć lat, aż do śmierci w 1995 roku, był redaktorem naczelnym „Przeglądu Lekarskiego”, organu TLK. Podczas zebrania prof. Katarzyna Krzanowska ‒ kierownik Katedry i Kliniki Nefrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego ‒ Collegium Medicum, wygłosiła wykład Jak hamować progresję przewlekłej choroby nerek. W oparciu o liczne publikacje przedstawiła znaczenie dla wykrywania i oceny stopnia niewydolności nerek, szczególnie u osób otyłych i z cukrzycą, badania wskaźnika albumina/ kreatynina w moczu (UACR – Urine Albumin-to-Creatinine Ratio). Służy on do wykrywania albuminurii, która jest wczesnym sygnałem uszkodzenia nerek i jest niezbędna szczególnie w monitorowaniu cukrzycy i nadciśnienia, a także istotna dla oceny ryzyka sercowo-naczyniowego. W zebraniu uczestniczyli także, między innymi, były rektor Akademii Medycznej im. Mikołaja Kopernika w Krakowie prof. Tadeusz Popiela, asystentka prof. Zygmunta Hanickiego i prof. Władysława Sułowicza, uczestniczka i świadek rozwoju dializoterapii dr Krystyna Dużyk-Żabińska oraz autor niniejszego sprawozdania, który z Zuzanną Pączek, Przemysławem Hirszlem i Zbylutem Twardowskim jako pierwsi rozpoczęli działalność w zakresie dializoterapii w Krakowie. Dwaj ostatni wykonali pierwszą dializę przy użyciu sztucznej nerki Alwalla – jedynej, która była wtedy do dyspozycji.
dr
Adam Wiernikowski sekretarz TLK
Konferencja naukowa poświęcona postaci i dorobkowi prof. Władysława Semkowicza – wybitnego historyka, twórcy krakowskiej szkoły nauk pomocniczych historii oraz jednej z kluczowych postaci polskiej historiografii XX wieku, odbyła się 4 grudnia 2025 w Auli im. ks. prof. Józefa Tischnera w Collegium Witkowskiego (Instytut Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego). Wydarzenie zgromadziło liczne grono badaczy, nauczycieli akademickich, archiwistów oraz doktorantów i studentów, co świadczy o niesłabnącym zainteresowaniu postacią Semkowicza oraz zainicjowanymi przez niego kierunkami badawczymi. Organizatorem konferencji była Pracownia Nauk Pomocniczych Historii i Źródłoznawstwa, przy wsparciu dziekana Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisława Sroki oraz dyrektora Instytutu Historii UJ prof. Janusza Mierzwy. Obrady miały charakter ogólnopolski i zgromadziły referentów z różnych ośrodków akademickich – z wyraźną przewagą historyków krakowskich.
Konferencja była kolejnym etapem systematycznych badań dotyczących postaci Władysława Semkowicza oraz historii Katedry/Zakładu/Pracowni Nauk Pomocniczych Historii UJ. W jej trakcie wygłoszono 11 referatów. Prelegentami w większości byli uczeni z Pracowni Nauk Pomocniczych Historii i Źródłoznawstwa UJ. W obradach uczestniczyli także przedstawiciele zaprzyjaźnionych zakładów nauk pomocniczych historii w Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu oraz na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Podczas konferencji autorom wyróżniających się prac dyplomowych wręczono Nagrody im. Władysława Semkowicza oraz zaprezentowano jubileuszowy tom 220 lat nauk pomocniczych historii
Domena publiczna

Prof. Władysław Semkowicz (1878–1949), twórca krakowskiej szkoły nauk pomocniczych historii
na Uniwersytecie Jagiellońskim („Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego – Prace Historyczne”, 2025, nr 152, z. 2). Publikacja stanowi podsumowanie dorob-
Anna Wojnar

Publikacja 220 lat nauk pomocniczych historii w Uniwersytecie Jagiellońskim („Zeszyty Naukowe UJ. Prace Historyczne”, nr 152, 2025)
ku krakowskiego środowiska badaczy nauk pomocniczych historii od momentu ich narodzin u progu XIX wieku po czasy współczesne. Autorzy podejmują zagadnienia związane z dziejami Zakładu Nauk Pomocniczych Historii, kierunkami prowadzonych badań oraz sylwetkami wybitnych uczonych z nim związanych, a także przedstawiają opracowania poświęcone cennym zbiorom źródłowym. Całość osnuta jest wokół refleksji nad znaczeniem nauk pomocniczych historii w badaniu i ochronie dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej. Władysław Semkowicz (1878–1949), profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, należał do grona najwybitniejszych przedstawicieli polskiej nauki historycznej pierwszej połowy XX wieku i odegrał kluczową rolę w ukształtowaniu nowoczesnych nauk pomocniczych historii w Krakowie. Związany z UJ w latach 1916–1949, łączył niezwykłą erudycję źródłoznawczą z nowoczesnym podejściem metodologicznym i wybitnym talentem dydaktycznym, a także szerokimi perspektywami badawczymi. Jako uczony o rozległych zainteresowaniach zajmował się genealogią rodów rycerskich i szlacheckich w Polsce i na Litwie, geografią historyczną, paleografią, dyplomatyką, heraldyką oraz edytorstwem źródeł, a jego prace na długie dekady wyznaczyły standardy i kierunki badań w tych dziedzinach. Szczególne znaczenie miała jego działalność jako twórcy podręczników i edytora, dzięki której kolejne pokolenia studentów i badaczy zdobywały solidne przygotowanie warsztatowe. Nie mniej istotny był instytucjonalny wymiar jego aktywności. Jako organizator życia naukowego i inicjator wielkich przedsięwzięć edytorskich przyczynił się do wzmocnienia pozycji UJ

jako jednego z najważniejszych ośrodków badań nad źródłami historycznymi w Polsce. Konferencja ukazała Semkowicza jako uczonego o trwałym wpływie na polską historiografię, nauczyciela akademickiego formującego całe środowisko badawcze oraz prawdziwego patrona nauk pomocniczych historii. Wiele zainicjowanych przez niego programów badawczych realizuje się także współcześnie, co jest świadectwem żywotności jego szkoły.
Uroczystego otwarcia konferencji dokonał rektor UJ prof. Piotr Jedynak. Podkreślił niesłabnącą aktualność postaci Władysława Semkowicza dla współczesnego środowiska akademickiego. Zwrócił także uwagę na naukową i społeczną działalność historyka – łączącą rzetelny warsztat naukowy z odpowiedzialnością obywatelską, która może stanowić wzór dla kolejnych pokoleń badaczy i studentów.
Obrady rozpoczęli organizatorzy sesji – profesorowie Zenon Piech i Wojciech Drelicharz. Profesor Piech zacytował fragment listu młodego Semkowicza z 1903 roku, który stał się mottem konferencji: Uważam swój zawód przyszły jako posterunek narodowy, bo jestem zdania, że każdy Polak obdarzony przez Pana Boga większym talentem powinien go spożytkować przede wszystkim dla ojczyzny. Referent podkreślił znaczenie etosu pracy naukowej: Nasza praca to nie tylko granty, projekty i ewaluacje, ale także służenie wyższym wartościom, a prawdziwą ewaluacją jest to, co wejdzie na stałe do dorobku histo-
riografii i zostanie uznane przez przyszłe pokolenia. Słowa te wyznaczyły ton całej konferencji, wskazując na Semkowicza jako uczonego-instytucję, którego dorobek zachował trwałą wartość naukową.
W pierwszym referacie prof. Zenon Piech przedstawił Semkowicza jako twórcę szkoły nauk pomocniczych historii, ukazując proces jej formowania,
metodologiczne podstawy oraz znaczenie dla rozwoju polskiej historiografii XX wieku. Szczególnie zaakcentował dydaktyczną działalność uczonego i jego umiejętność kształcenia i formowania młodych badaczy. Podkreślił planowość i zespołowość jego prac, koncentrację na zgłębianych tematach oraz włączanie do nich swoich uczniów podczas seminarium w Gabinecie Nauk Pomocniczych Historii UJ, wyposażonym w specjalistyczną bibliotekę oraz zbiory. Następnie prof. Wojciech Drelicharz zaprezentował postać Semkowicza jako inicjatora nowej serii „Monumenta Poloniae Historica”, uczonego o dużym rozmachu organizacyjnym i wizji historiografii opartej na solidnej i rozległej bazie źródłowej. Podkreślił, że był on inicjatorem wielkich działań historiograficznych, których znaczenie wykraczało daleko poza jego własne badania. Zebrane przez Semkowicza materiały naukowe stały się po wojnie podstawą serii wydawniczej „Monumenta Poloniae Historica Series Nova”. Kolejny referat, wygłoszony przez prof. Andrzeja Marca, dotyczył badań genealogicznych oraz ich współczesnych implikacji. Pomimo pojawiającej się od czasu do czasu krytyki koncepcje Semkowicza dotyczące genealogii rycerskiej do dziś pozostają punktem wyjścia i inspiracją

Referenci i goście konferencji Szkoła nauk pomocniczych historii Władysława Semkowicza, zgromadzeni wokół portretu Profesora; od lewej: dr Jakub Rogulski, prof. Janusz Mierzwa, prof. Marcin Starzyński, prof. Piotr Biliński, prof. Zenon Piech, prof. Bogumił Szady, prof. Stanisław Sroka, prof. Andrzej Marzec, prof. Janusz Grabowski, dr Teresa Wolska-Smoleń, Łukasz Więcek, prof. Lidia Korczak, prof. Sławomir Sprawski, prof. Wojciech Drelicharz; Kraków, 4 grudnia 2025
dla badań nad elitami średniowiecznymi i nowożytnymi. Reprezentujący Katolicki Uniwersytet Lubelski prof. Bogumił Szady przedstawił bohatera konferencji jako badacza dającego nowy impuls geografii historycznej wraz z kartografią, dzięki czemu dziedzina ta została trwale zakorzeniona w polskich badaniach historycznych. Podkreślił ogromne znaczenie pionierskiej Mapy województwa krakowskiego w dobie Sejmu Czteroletniego (1788–1792) , opracowanej pod kierunkiem Semkowicza w ramach Komisji Atlasu Historycznego Polski PAU. Profesor Stanisław Sroka wygłosił referat poświęcony Semkowiczowi jako badaczowi dziejów Słowacji. Wystąpienie ukazało zaangażowanie badacza nie tylko w kwestie naukowe, ale także społeczno-polityczne oraz jego udział jako eksperta w sporach granicznych polsko-czechosłowackich okresu międzywojennego. Zwrócił uwagę na dramatyzm sytuacji, w której zaufanie Semkowicza do mocy argumentów naukowych nie znalazło uznania u niektórych słowackich polityków – niegdyś jego studentów. Profesor Lidia Korczak omówiła pracę Semkowicza nad rękopiśmiennymi materiałami do drugiego, niewydanego, tomu Kodeksu dyplomatycznego katedry i diecezji wileńskiej . Ponownie zarysowała postać inicjatora wielkich, długofalowych przedsięwzięć edytorskich, skierowanych także na źródła dokumentowe, omówiła powojenną historię prac nad tymi materiałami przez innych historyków i podkreśliła zasadność ich wydania drukiem. W referacie dotyczącym badań paleograficznych Semkowicza prof. Marcin Starzyński podkreślił, że opracowany przez niego podręcznik paleografii łacińskiej, wydany w 1951 roku, jest wybitnym osiągnięciem naukowym, a dokonane przez autora ustalenia do dzisiaj pozostają aktualne. Doktor Jakub Rogulski omówił badania Semkowicza nad elitami Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wystąpienie ukazywało poszerzenie jego badań genealogicznych na obszar dawnej Litwy i aktualność wielu ustaleń badacza oraz trwałą wartość jego – niegdyś krytykowanej – szkoły genealogicznej. Profesor Janusz Grabowski z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie przybliżył postacie Władysława Semkowicza i Stanisława Kętrzyńskiego (1876–1950) – profesora Uniwersytetu Warszawskiego, w kontekście ich „ży-
wotów równoległych”. Kętrzyński był najwybitniejszym obok Semkowicza międzywojennym badaczem nauk pomocniczych historii. Referent przedstawił jego drogę naukową oraz wzajemne relacje obu historyków. W tym nurcie mieścił się też referat prof. Piotra Bilińskiego, który ukazał Władysława Semkowicza w Dziennikach Władysława Konopczyńskiego (1880–1952), działającego na UJ w tym samym czasie co bohater konferencji. Był to szczególnie interesujący osobisty portret uczonego, ukazujący go na tle środowiska intelektualnego epoki. Doktor Marcin Klemenski omówił jego działalność w Polskiej Akademii Umiejętności, ukazując go jako organizatora życia naukowego, który obok własnych badań potrafił skutecznie animować prace instytucjonalne i zespołowe. Ostatni referat wygłosił Łukasz Więcek, przedstawiając Jadwigę Semkowiczową (1897–1983) jako dokumentalistkę życia i działalności męża. Po śmierci Semkowicza stało się to głównym celem jej życia. Uporządkowała i opracowała archiwalia męża oraz przygotowała wiele publikacji drukowanych i w postaci maszynopisów. Wystąpienie, dzięki unikatowym fotografiom oraz mało znanym źródłom do biografii bohatera sesji, miało szczególnie poruszający charakter. Konferencja zakończyła się podsumowaniem, w którym wielokrotnie podkreślano, że refleksja nad dorobkiem Władysława Semkowicza wykracza poza ramy historii historiografii oraz pozostaje ważnym impulsem do dalszych badań nad metodologią i warsztatem historyka w zakresie nauk pomocniczych historii. W całodniowych obradach uczestniczyła prawnuczka prof. Semkowicza, dr Teresa Wolska-Smoleń. Na zakończenie, w imieniu rodziny, w ciepłych słowach podziękowała organizatorom konferencji oraz prelegentom za kultywowanie pamięci o swoim pradziadku i jego wkładzie w polską historiografię.
Mając na względzie doniosłą rolę bohatera sesji, Instytut Historii UJ ogłosił pierwszą edycję konkursu im. prof. Władysława Semkowicza na najlepszą pracę licencjacką i magisterską w zakresie historii. Przed rozpoczęciem obrad nagrody w konkursie wręczyli rektor UJ prof. Piotr Jedynak oraz przedstawiciel partnera konkursu – Olaf Pietek z wydawnictwa Znak Horyzont. W kategorii praca licencjacka zwyciężyła rozprawa zatytułowana Konflikt gromady wiejskiej z konwentem

Karykatura prof. Władysława Semkowicza autorstwa Jana Rudnickiego; 1933
cystersów w Mogile 1783–1803 autorstwa Bartłomieja Hałatka (przygotowana pod kierunkiem dr. Stanisława Witeckiego). Kapituła uznała, że w tej kategorii przyzna także wyróżnienie – za pracę Artur Starewicz jako kierownik Biura Prasy KC PZPR (1956–1963) autorstwa Wiktora Brożka (przygotowaną pod kierunkiem dr. Pawła Sękowskiego). W kategorii praca magisterska zwyciężyła rozprawa Marka Blachy 1816. Katastrofa, której nie było (?) Rok bez lata na ziemiach polskich (przygotowana pod kierunkiem prof. Tomasza Pudłockiego). Kapituła uznała, że również i w tej kategorii przyzna wyróżnienia: Kindze Balińskiej za rozprawę Studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1945–1956. Wybrane problemy (przygotowaną pod kierunkiem prof. Marii Stinii), Jackowi Chojnowskiemu za pracę Urzędnicy miejscy Wąwolnicy w latach 1749–1811. Studium biograficzno-genealogiczne (przygotowaną pod kierunkiem prof. Wojciecha Drelicharza) oraz Marcinowi Musiałowi za rozprawę Socjalisty droga do Niepodległej. Działalność społeczno-polityczna Zygmunta Klemensiewicza (do roku 1919) (przygotowaną pod kierunkiem prof. Janusza Mierzwy). Statuetkę nagrody, inspirowaną karykaturą Semkowicza autorstwa malarza Jana Rudnickiego (1933), wykonał dr Marcin Smosna z Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w porozumieniu z prof. Marcinem Starzyńskim.
Piotr Kołpak Instytut Historii UJ
Już
po raz 25. wręczono Nagrodę im. Wacława Felczaka i Henryka Wereszyckiego. 12 grudnia 2025 otrzymał ją dr Pavel Dvořák, za książkę Apoštol demokracie: Československo a mytický obraz Edvarda Beneše. Nagrodę honorową otrzymał doc. Stefan Deczew za książkę Syedinenijeto sreszczu zadkulisijeto. Politika i pamet (1885–1998).
25. edycja uroczystości odbyła się w Sali Pod Kruki Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie. Udział wzięli w niej – oprócz laureatów – między innymi ambasador Republiki Czeskiej w Polsce prof. Břetislav Dančák, ambasador Bułgarii w Polsce Margarita Ganeva, konsul Węgier w Krakowie dr Tibor Gerencsér, dyrektor Bułgarskiego Centrum Kultury

Uroczystość odbyła się w Sali Pod Kruki Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie; 12 grudnia 2025

dr Petar Lyanguzov, konsul honorowy Bułgarii w Krakowie Wiesław Nowak, a także dziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisław Sroka oraz prorektor UJ ds. polityki kadrowej i finansowej prof. Joanna Zalewska-Gałosz. Uroczystość poprzedziło złożenie kwiatów pod tablicami upamiętniającymi patronów wyróżnienia, znajdującymi się w Instytucie Historii UJ.

Pavel Dvořák (pierwszy od prawej) odebrał nagrodę z rąk prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. polityki kadrowej i finansowej prof. Joanny Zalewskiej-Gałosz, dziekana Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisława Sroki oraz Małgorzaty Dudziak z Wydawnictwa Literackiego

Nagroda im. Wacława Felczaka i Henryka Wereszyckiego – wybitnych historyków związanych z Uniwersytetem Jagiellońskim, przyznawana jest za książki opublikowane w trzech ostatnich latach opisujące dzieje Europy Środkowo-Wschodniej oraz jej relacje z Polską od średniowiecza do współczesności. Fundatorami wyróżnienia są Wydawnictwo Literackie oraz Wydział Historyczny UJ. Naprzemiennie otrzymują je badacze polscy i zagraniczni. W 25. edycji – międzynarodowej, spośród 21 zgłoszonych książek kapituła nominowała osiem tytułów.
– Profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego Wacław Felczak i Henryk Wereszycki to uczeni o wielkim etosie i wierności złożonej niegdyś przysiędze doktorskiej. W czasach najtrudniejszych dla nauk historycznych w Polsce potrafili stworzyć atmosferę dla uprawiania nauki bez ideologii – przypomniał podczas uro-
czystości prof. Stanisław Sroka, który był jedną z osób wręczających nagrodę, obok prezesa Polskiego Towarzystwa Historycznego prof. Roberta Litwińskiego, prorektor UJ prof. Joanny Zalewskiej-Gałosz, wicedyrektor MCK Marzeny Daszewskiej oraz Małgorzaty Dudziak z Wydawnictwa Literackiego.
Doktor Pavel Dvořák studiował historię, filologię romańską oraz historię Czech (doktorat) na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu im. Masaryka w Brnie. Zajmuje się głównie historią Czech pierwszej połowy XX wieku. Obecnie pracuje w Muzeum Regionu Nowojičínskiego na stanowisku zastępcy dyrektora. W wyróżnionej książce Apoštol demokracie: Československo a mytický obraz Edvarda Beneše przeanalizował narodziny mitu prezydenta Edwarda Benesza oraz jego funkcjonowanie w sferze publicznej, w edukacji, publicystyce i literaturze.
W tym celu posłużył się różnorodnymi narzędziami – od mitologii greckiej, przez dokumenty urzędowe, prywatne zapiski, literaturę piękną czy fotografie, jednocześnie uwzględniając współczesny bohaterowi monografii kontekst społeczno-polityczny.
Docent Stefan Deczew jest autorem kilku książek opowiadających o bułgarskiej historii i tożsamości. Pracuje na Nowym Uniwersytecie Bułgarskim w Sofii, wcześniej był zatrudniony na Uniwersytecie w Błagojewgradzie, a także na Uniwersytecie Sofijskim. W nagrodzonej monografii, starając się obalić wciąż żywe w bułgarskim społeczeństwie mity, podjął tematykę zjednoczenia Księstwa Bułgarii z Rumelią Wschodnią w 1885 roku, a także przeprowadził analizę procesów zachodzących w bułgarskiej elicie.
Książki nominowane w 2025 roku do Nagrody im. Wacława Felczaka i Henryka Wereszyckiego:
Marie-Janine Calic, Balkan-Odyssee 1933–1941. Auf der Flucht vor Hitler durch Südosteuropa, Monachium 2025 Stefan Deczew, Syedinenijeto sreszczu zadkulisijeto. Politika i pamet (1885–1998), Płowdiw 2025 (nagroda honorowa) Pavel Dvořák, Apoštol demokracie: Československo a mytický obraz Edvarda Beneše, Praga 2024 (nagroda główna)
Andrei Faur, Liberalismul şi Românii din Transilvania şi Ungaria (1838–1914), Kluż-Napoca 2024
Raluca Goleşteanu-Jacobs, Habsburg Galicia and the Romanian Kingdom. Sociocultural Development, 1866–1914, Londyn – Nowy Jork 2024
Nekončícípříběh: Narativyvzniku Československa v měnícím se čase a prostoru (1918–1992), redakcja: Jan Hálek, Boris Moskovič, Tomáš W. Pavlíček, Jakub Štofaník, Praga 2023
János Szabados, Die Karriere des deutschen Renegaten Hans Caspar in Ofen (1627–1660) im politischen und kulturellen Kontext, Wiedeń 2023
Oliver Zajac, Hotel Lambert and the Austrian Empire, 1831–1846, 2004 (https://doi.org/10.1007/978-3-031-72455-8)


W dniach 23–25 kwietnia 2026 na Uniwersytecie Jagiellońskim – Collegium Medicum w Krakowie odbędzie się 34. Międzynarodowa Konferencja Studentów Medycyny (International Medical Students’ Conference, IMSC). To jedno z największych, najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych przedsięwzięć dla studentów medycyny w Europie i równocześnie jedno z najważniejszych forów wymiany wiedzy i doświadczeń młodych naukowców. Co roku przyjeżdżają oni do Krakowa z całego świata, by zaprezentować wyniki swoich badań, słuchać wykładów prowadzonych przez światowej sławy specjalistów, uczestniczyć w warsztatach i konkursach oraz sprzyjających nawiązywaniu kontaktów wydarzeniach towarzyskich. Organizatorzy serdecznie zapraszają wszystkich zainteresowanych!
RPM
Takie wydarzenie odbywa się raz na trzy lata. 4 października 2025 zorganizowane zostało walne zgromadzenie członków Stowarzyszenia Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, w którym udział wzięło liczne grono uczestników, dumnych ze swojej przynależności do
rocznicy i nadanie jej uroczystego charakteru. Zorganizowano, między innymi, wydarzenia naukowe, kulturalne, spotkania integracyjne oraz podjęto inicjatywy promujące dziedzictwo naszej Alma Mater. Podkreślił, że działalność ta przyczyniła się do umocnienia pozycji Stowarzyszenia

społeczności najstarszej uczelni w Polsce. Prezes SAUJ prof. Piotr Laidler przywitał wszystkich zebranych, w tym, między innymi, rektora i prorektora Uniwersytetu Jagiellońskiego poprzednich kadencji prof. Wojciecha Nowaka i prof. Andrzeja Manię oraz najstarszego stażem członka Stowarzyszenia – prof. Jana Michalika. Następnie przedstawił szczegółowe sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia w kadencji 2022–2025. Należy podkreślić, że w jej trakcie przypadł jubileusz 60-lecia Stowarzyszenia. Prezes przypomniał zebranym działania realizowane w tym okresie przez zarząd, których celem było upamiętnienie


sultacji naukowej dr. hab. Przemysława Żukowskiego, profesora UJ, dyrektora Archiwum UJ. Przypomniał także cykl wykładów popularnonaukowych „W poszukiwaniu prawdy i w służbie społeczeństwu”, prowadzonych przez uczonych z Uniwersytetu. Wspomniał również o od-

w środowisku krakowskim i akademickim, a także zwiększyła rozpoznawalność organizacji wśród absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wśród udanych przedsięwzięć wymienił, między innymi, wydanie książki autorstwa dr hab. Marii Stinii, profesor UJ zatytułowanej Między tradycją a nowoczesnością. Jubileusz 60-lecia Stowarzyszenia Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego (1964–2024) oraz nakręcenie filmu okolicznościowego w reżyserii Barbary Szumowskiej, którego operatorem był Bogusław Sławiński – Uniwersytet Jagielloński i jego absolwenci. 60 lat Stowarzyszenia Absolwentów, przy kon-
słonięciu (we współpracy, między innymi, z Fundacją Centrum Leczenia Szpiczaka) tablic upamiętniających zasłużonych dla Uniwersytetu i polskiej kultury uczonych, profesorów: Stanisława Estreichera, Kazimierza Kostaneckiego, Macieja z Miechowa (Miechowity) i Franciszka K. Waltera, czy wreszcie o współorganizacji z Muzeum UJ konkursu naukowo-kulturowego Plus ratio quam vis oraz organizacji uroczystej akademii w czerwcu 2024 roku, a także Zjazdu Absolwentów UJ, zwieńczającego we wrześniu 2024 roku uroczystości 60-lecia funkcjonowania SAUJ. Stowarzyszenie uczestniczyło również w organizacji –
pierwszych w historii Uniwersytetu, Alumnaliów UJ, które odbyły się we wrześniu 2025. Impreza nie tylko pogłębiła integrację środowiska absolwenckiego i wzmocniła więzi z Uczelnią, ale także stworzyła przestrzeń do wspomnień, inspirujących rozmów i wspólnego świętowania.
Za sukces uznać należy uruchomienie projektu „Karta członkowska”, którą wręczano wszystkim członkom podczas walnego zgromadzenia. Każdy zarejestrowany członek SAUJ będzie w jej posiadaniu, co umożliwi korzystanie z rozmaitych „beneficjów”.
Prezes przedstawił także kwestię istotną z punktu widzenia przyszłości Stowarzyszenia, a mianowicie zmiany w statucie umożliwiające prowadzenie przez SAUJ działalności gospodarczej. W rezultacie podjętych przez zarząd (we współpracy z komisją rewizyjną) działań, zatwierdzonych przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie 11 kwietnia 2024, Stowarzyszenie zostało wpisane do Krajowego Rejestru Przedsiębiorców (22 kwietnia 2024). Środki, które zostaną wypracowane w ramach działalności, przeznaczone będą w całości na cele statutowe. Powołana została również kilkuosobowa Rada Sponsorska SAUJ, złożona z absolwentów UJ, którzy odnieśli sukcesy w działalności biznesowej.
Sprawozdanie finansowe, obejmujące bilans, rachunek zysków i strat oraz informację uzupełniającą, wykazało stabilną kondycję finansową Stowarzyszenia. Stało się ponadto potwierdzeniem dla zwieńczonych sukcesami starań zarządu o pozyskiwanie sponsorów dla podejmo-


wania, również we współpracy z licznymi partnerami, ambitnych zadań statutowych.
Następnie omówiono raporty komisji rewizyjnej oraz sądu koleżeńskiego, które potwierdziły poprawność funkcjonowania organizacji w minionym okresie.
Po dyskusji zakończonej pozytywną oceną działań zarządu komisja rewizyjna złożyła wniosek o udzielenie mu absolutorium za kadencję 2022–2025, a głosowanie, przeprowadzone w trybie jawnym, zakończyło się jednogłośnym zatwierdzeniem działań władz Stowarzyszenia.
Dziękując za akceptację działań zarządu w okresie minionych trzech lat, prof. Piotr Laidler z satysfakcją podkreślił rozwój Stowarzyszenia. Zwrócił także uwagę na wzrost liczby jego członków.
Ważnym punktem walnego zgromadzenia był wybór władz na kadencję 2025–2028: zarządu, komisji rewizyjnej i sądu koleżeńskiego.
W imieniu ustępującego zarządu prezes, prof. Piotr Laidler, zgłosił kandydatów na członków organów statutowych. Nie było dodatkowych zgłoszeń z sali. Do zarządu wybrano: dr. Edwarda Araszkiewicza, Katarzynę Frankowicz, mec. Magdalenę Sośniak (zastępca sekretarza), Wiolettę Kolbusz-Lasę (skarbnik), prof. Piotra Laidlera (prezes zarządu), dr. Tomasza Pardelę (sekretarz), Łukasza Pieroga, dr. Piotra Rapciaka (wiceprezes), dr Agnieszkę Rzepielę (zastępca skarbnika) oraz prof. Krzysztofa Stopkę (wiceprezes). Do komisji rewizyjnej: mec. Renatę Majewską, Barbarę Nikorowicz i dr Elżbietę Wendę, a do sądu koleżeńskiego Marię Dolik, Lenę Kumięgę-Tarchałę i Aleksandrę Paję. Podczas Walnego Zgromadzenia Członków SAUJ prodziekan ds. rozwoju
i badań naukowych Wydziału Lekarskiego UJ CM prof. Grzegorz Gajos wygłosił wykład Między Dionizosem a Hipokratesem: o winie, zdrowiu i umiarze, zabierając słuchaczy w interdyscyplinarną podróż od starożytnych uczt po najnowsze raporty medyczne, poszukując odpowiedzi na pytanie, czy kulturowa wartość wina idzie w parze z jego pozytywnym wpływem na zdrowie. Odpowiedzią jest złoty środek, czyli umiar. – Wznosząc toast, pamiętajmy o granicach: między mitem a medycyną jest miejsce na odpowiedzialną przyjemność. Za zdrowie – i rozsądek! – podkreślał prelegent, łącząc perspektywę kardiologa i edukatora winiarskiego.
Warto też wspomnieć o unikatowym dziele – kronice Stowarzyszenia. Jest to prowadzony od 1974 roku zbiór relacji z wydarzeń, jakie organizowało i w jakich brało udział Stowarzyszenie na przestrzeni lat – ręcznie pisanych i wzbogacanych zdjęciami, rysunkami, podpisami uczestników oraz nierzadko ich komentarzami. Obecnie zapisanych jest 18 tomów, których autorkami są wieloletnie członkinie SAUJ: nieżyjąca już Irena Borczyńska (lata 1974–2000), Maria Gaweł (lata 2001–2013) oraz Barbara Rosławiecka od 2013 roku nadal. Materiały w nich zawarte posłużyły dr hab. Marii Stinii, profesor UJ podczas pisania historii SA UJ oraz autorom filmu o absolwentach UJ i Stowarzyszeniu. Mamy nadzieję, że zainteresowani działalnością i ludźmi tworzącymi Stowarzyszenie na przestrzeni ponad 60 lat nieraz jeszcze sięgać będą do informacji zebranych w tym wielotomowym, zupełnie wyjątkowym dziele.
Łukasz Pieróg
Trzecia odsłona zmagań w slalomie gigancie na terenie kompleksu narciarskiego Beskid w Spytkowicach zakończyła 24 lutego 2026 tegoroczną edycję Zawodów o Puchar Rektora UJ w Narciarstwie Alpejskim i Snowboardzie. Zawody, których poprzednie tury odbyły się 29 stycznia oraz 18 lutego, cieszą się dużym zainteresowa-
niem wśród pracowników, doktorantów i studentów. To nie tylko doskonała okazja do sprawdzenia swoich sił w duchu zdrowej, sportowej rywalizacji, lecz także spotkania na świeżym powietrzu sprzyjające integracji, budowaniu relacji oraz wzmacnianiu wspólnoty akademickiej. Puchary i statuetki najlepszym narciarzom, snowboardzistom oraz

drużynom wręczył prorektor ds. dydaktyki prof. Paweł Laidler. Przy tej okazji nie zabrakło podziękowań dla organizatorów imprezy ze Studium Wychowania Fizycznego i Sportu UJ, koordynatorów wydziałowych i pozawydziałowych, a także wszystkich uczestników oraz sympatyków wydarzenia. KP

Wyniki klasyfikacji generalnej (po trzech turach zawodów)
Kobiety – czasy netto:
1. Marcjanna Kubala (Wydział Filozoficzny)
2. Barbara Stępień (Wydział Prawa i Administracji)
3. Dobrosława Szumiło-Kulczycka (Wydział Prawa i Administracji)
4. Irena Raźny (Jagiellońskie Centrum Językowe)
5. Paulina Polak (Wydział Filozoficzny)
Kobiety – przelicznik Salomona:
1. Irena Raźny (Jagiellońskie Centrum Językowe)
2. Dobrosława Szumiło-Kulczycka (Wydział Prawa i Administracji)
3. Barbara Stępień (Wydział Prawa i Administracji)
4. Marcjanna Kubala (Wydział Filozoficzny)
5. Julianna Karaszkiewicz-Kobierzyńska (Wydział Prawa i Administracji)
Mężczyźni – czasy netto:
1. Wojciech Hajduk (Dział Administracji Kampusu)
2. Łukasz Tischner (Wydział Polonistyki)
3. Marcin Molenda (Wydział Chemii)
4. Adam Dyrda (Wydział Prawa i Administracji)
5. Jan Zięba (Wydział Polonistyki)
Mężczyźni – przelicznik Salomona:
1. Wojciech Hajduk (Dział Administracji Kampusu)
2. Łukasz Tischner (Wydział Polonistyki)
3. Marcin Molenda (Wydział Chemii)
4. Jan Zięba (Wydział Polonistyki)
5. Adam Dyrda (Wydział Prawa i Administracji)
Klasyfikacja drużynowa:
1. Wydział Prawa i Administracji
2. Wydział Chemii
3. Wydział Polonistyki
4. Wydział Filozoficzny
5. Dział Administracji Kampusu




Uniwersytet Jagielloński ponownie wsparł Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Celem tegorocznej zbiórki (finał WOŚP odbył się 25 stycznia 2026) jest realne wsparcie dla najmłodszych pacjentów cierpiących na schorzenia
niem mocującym do stołu operacyjnego, śródoperacyjnego endoskopu pediatrycznego, mobilnego cyfrowego aparatu RTG oraz nowoczesnych stołów operacyjnych. Ponadto przewidziano kupno zestawów do endoskopowej ultrasonografii, planimetrii

gastroenterologiczne. Fundacja WOŚP planuje zakup innowacyjnego sprzętu dla oddziałów chirurgii przewodu pokarmowego, w tym, między innymi, konsoli chirurgicznej Da Vinci Xi, retraktora chirurgicznego samostabilizującego LoneStar (zestaw wielorazowy i haki jednorazowe), zestawu retraktorów Nathansona z ramie-

Uniwersytet Jagielloński przygotował cztery wyjątkowe aukcje: – zwiedzanie Biblioteki Jagiellońskiej – wizyta w Klinice Papieru, w której książki odzyskują życie, Oddziale Digitalizacji – Oddziale Zabezpieczania, pokaz

przełyku, endoskopii kapsułkowej, aparatu CT do kolonoskopii wirtualnej czy ośrodków prowadzących żywienie pozajelitowe i dojelitowe. Ogólnopolska zbiórka odbywała się pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci”, a zgromadzone w jej trakcie fundusze będą realnym wsparciem dla około 1,2–1,5 miliona najmłodszych pacjentów.

wyjątkowych zbiorów, a także spotkanie z dr. hab. Remigiuszem Sapą, profesorem UJ, dyrektorem BJ, – indywidualne zwiedzanie NCPS SOLARIS – jednego z najnowocześniejszych ośrodków badawczych w Polsce, – wyjątkowe zwiedzanie Centrum Edukacji Przyrodniczej „za kulisami przyrody”, zwiedzanie magazynów zbiorów, pracowni i laboratoriów, – prywatny koncert kameralny w wykonaniu muzyków Orkiestry UJ w składzie: dwoje skrzypiec, altówka oraz wiolonczela.
Łączna kwota, którą udało się przekazać Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy z powyższych aukcji, to 9675 złotych.
Własne aukcje przygotowały też wybrane katedry lub instytuty, Samorząd Studentów UJ, a także, indywidualnie, pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Wiosną, tradycyjnie już od 25 lat, Hospicjum św. Łazarza inicjuje akcję Pola Nadziei, mającą na celu edukację i uwrażliwianie społeczeństwa, szczególnie dzieci i młodzieży, na los chorych i cierpiących. Od 2003 roku żonkilowe pola kwitną nie tylko w Krakowie, ale także w innych miastach Polski – dla pacjentów z tamtejszych hospicjów. W tym czasie odbywają się spotkania, konkursy, koncerty i happeningi oswajające z tematyką hospicyjną. Towarzyszy im również zbieranie funduszy na opiekę dla terminalnie chorych.
Członkowie społeczności Uniwersytetu Jagiellońskiego pomagają Hospicjum św. Łazarza w Krakowie na co dzień i cyklicznie. 5 grudnia 2025, we współpracy z Zespołem Szkół Ogólnokształcących Sportowych nr 2 w Krakowie oraz partnerami instytucjonalnymi, najstarsza polska uczelnia zorganizowała (już po raz piąty) Charytatywny Amatorski Turniej w Piłce Siatkowej. Dzięki zaangażowaniu organizatorów oraz zawodników ośmiu drużyn udało się zebrać dla hospicjum ponad 35,5 tysięcy złotych.


Rekordowo wysokie okazało się również wsparcie ze strony pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas akcji „Kolęda dla hospicjum”. W ra -

Hospicjum św. Łazarza w Krakowie można wesprzeć poprzez wpłatę do wirtualnej puszki pod adresem: https://hospicjum.krakow.pl/ wirtualna-puszka/ za pośrednictwem tradycyjnego przelewu: numer konta: 92 2490 0005 0000 4530 9034 8688 (wpłaty z dopiskiem: wirtualna puszka), a także przekazując 1,5 procent podatku KRS 0000048149
mach przedsięwzięcia #kolędadlahospicjum2025 z samej tylko zbiórki z puszek przekazali oni 16 117,05 złotych i 7 euro, a łączna kwota wsparcia z akcji wynosiła 86 244,93 złote, gdyż datki zbierano również przez kod QR.
Warto przypomnieć, że kolędnicy z UJ są jedyną grupą, która w okresie przedświątecznym zbiera w ten sposób fundusze na opiekę hospicyjną nieprzerwanie od 2012 roku.
KP, RPM
Żył sobie człowiek, chodził do pracy, rodzinę żywił. Tyle że pewnego ładnego wieczoru mściwy karzeł z telewizora – prezydent sąsiedniego kraju – mianował go „nazistą”. I ogłosił, że winien umrzeć, bo Ukrainę stworzył Lenin. A jutro w jego okno wleci pocisk, nie będzie już ani żony, ani dzieci, ani jego samego. Słowa zaczerpnięte z autobiografii Aleksieja Nawalnego Patriota stały się mottem tomu prof. Grzegorza Przebindy pod znamiennym tytułem Umarli są szczęśliwi? Dziennik trzeciego roku wojny, wydanego nakładem Wydawnictwa Księgarnia Akademicka. Znak zapytania nawiązuje do wydarzeń po zamordowaniu Nawalnego przez służby, za kołem podbiegunowym. Zmarły nie mógł zaznać spokoju: Władimir Putin i patriarcha Cyryl długo nie dopuszczali do jego pochówku.
Na kartach książki autor odnotowuje fakty z okresu od 25 marca 2024 do 10 marca 2025, czyniąc z nich punkt wyjścia do refleksji historycznych i literackich. Solidaryzuje się zarówno z, zabijanymi bombami, Ukraińcami, jak i z Rosjanami niepokornymi wobec reżimu. Indywidualne historie bohaterów książki malują szerszy obraz sytuacji, mechanizmy działania reżimu i skalę terroru wobec dysydentów. Należy zaznaczyć, że każda ofiara, każde ukraińskie dziecko, jest wymieniona z imienia i nazwiska.
W Ukrainie panuje przekonanie, że wojna jest przejawem odbudowy imperializmu rosyjskiego. Ukraińscy badacze i komentatorzy zwracają uwagę, że kultura rosyjska była przez wieki wykorzystywana jako narzędzie legitymizujące rosyjską dominację nad sąsiadami.
Od wybuchu wojny powszechna jest opinia przedstawiająca kulturę rosyjską jako narzędzie polityczne Kremla, czego konsekwencją są decyzje instytucjonalne o jej całkowitym bojkocie. Autor stawia pytanie, czy literatura i kultura Rosji –w osobach jej przedstawicieli: Puszkina, Dostojewskiego, Tołstoja, Brodskiego, Sołżenicyna – ponosi odpowiedzialność za reżim i wojnę. Omawia źródła idei w zmieniających się ustrojach Rosji, a także ewolucję tych treści w kulturze

i literaturze. W publicystyce powtarzane są tezy i fragmenty utworów literackich, udowadniające, że twórca wyrażał poglądy, które kształtowały imperialne wyobrażenia. Czytelnik orientuje się, jak zwodnicze może być tłumaczenie wypowiedzi czy tekstu w oderwaniu od kontekstu historycznego. Autor sugeruje raczej, że skuteczniejsze w dążeniach antywojennych wydaje się poszukiwanie winowajców w osobach współczesnych prowojennych twórców kultury rosyjskiej. Wiele miejsca poświęcił antywojennie nastawionym rosyjskim pisarzom na wygnaniu – Dmitrijowi Bykowowi, Borisowi Akuninowi, Wiktorowi Szenderowiczowi, Wiktorowi Jerofiejewowi, Ludmile Ulickiej – kontynuującym dzieło Natalii Gorbaniewskiej, Iriny Iłowajskiej-Alberti, Władimira Maksimowa, Andrieja Siniawskiego, Bułata Okudżawy.
Od początku wojny zachodnia opinia publiczna z niedowierzaniem pyta o postawę społeczeństwa rosyjskiego wobec inwazji, poboru wojskowego, brak masowego oporu.
Rosyjski dziennikarz na emigracji, Michaił Zygar, ukuł pojęcie „zbiorowy Putin”, odnoszące się do nastrojów i przekonań
rosyjskiego społeczeństwa o wrogim wobec Rosji „zgniłym Zachodzie”. Postawy wzmacniane są przez media propagandowe, a ważną rolę odgrywa także oficjalny nurt prawosławia, utożsamiający Zachód z satanizmem.
W ideologii, która neguje prawo Ukrainy do niezawisłości, fundamentalną rolę pełni religia. We wstępie do książki został przywołany Światowy Rosyjski Sobór Ludowy, zwołany w Moskwie przez patriarchę Cyryla 28 listopada 2023 pod hasłem Teraźniejszość i przyszłość Russkiego Miru, podczas którego Władimir Putin wygłosił przemówienie inauguracyjne wyświetlane na telebimie pośród ikon Chrystusa Pantokratora. Religia w służbie ustroju nie waha się uzasadniać zbrodni Pismem. Szczególnie uderzająca jest analiza działań militarnych na tle kalendarza liturgicznego prawosławia, kiedy ataki bywają szczególnie brutalne. Autor przywołuje również losy duchownych niehołdujących władzy. Czytelnik poznaje wizję historii w propagandzie rosyjskiej, marginalizującą rolę Rusi Kijowskiej, w której daty i wydarzenia konstytuujące Ruś są zawłaszczane przez Rosję, a także z transformacją idei przez Putina, dla którego Ukraina jest konstruktem rzekomo stworzonym kolejno przez Polaków po unii Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej (1569), austriackich generałów przed pierwszą wojną światową, tzw. banderowców podczas drugiej wojny światowej, a terytorialnie przez przywódców radzieckich.
Autor przekonuje, że analiza współczesnych zbrodni Federacji Rosyjskiej w zestawieniu z dziejami średniowiecznej Rusi oraz Rosji carskiej i sowieckiej, prowadzi do wniosku, że archaiczne metody i słabość gospodarki uniemożliwiają wskrzeszenie dawnego imperium. Przestrzega przed sądem, że wojna była nieuchronna w duchu heglowskim i że w Rosji nie jest możliwa zmiana. Kwestionuje tezę historiozoficzną o tym, że Rosja po inwazji się nie zmieni. Przyjmuje, że historia i idee nie determinują kierunku, w jakim podąży Rosja. Wierzy w sens sprzeciwu.
W 2023 roku ukazała się książka prof. Grzegorza Przebindy Ostatnia wojna Putina. Rozprawa filologa z Rosją. Zadawano sobie wówczas pytanie, czy to zamykający tom o tej tematyce. Trwająca wojna przesądziła o kontynuacji. Wokół najnowszej książki na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyła się dyskusja, do której autor zaprosił redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, dysydenta czasów PRL Adama Michnika, historyka prof. Andrzeja Chwalbę oraz filologa, tłumacza literatury ukraińskiej dr. Przemysława Tomanka. Spotkanie w auli Collegium Novum 22 stycznia 2026 prowadził dziekan Wydziału Filologicznego UJ prof. Władysław Witalisz, który przywołał słowa Władimira Kary-Murzy Młodszego, rosyjskiego dziennikarza i opozycjonisty, skazanego w kwietniu 2023 roku na 25 lat kolonii karnej za krytykę inwazji na Ukrainę: Wiem, że nastanie dzień, gdy mrok nad naszym krajem się rozwieje, gdy czarne będzie nazwane czarnym, a białe białym, gdy wojna zostanie nazwana wojną, a uzurpator uzurpatorem, gdy za przestępców zostaną uznani ci, którzy podżegali, rozpętywali tę wojnę, a nie ci, którzy próbowali ją zatrzymać. Dzień ów nastanie tak nieuchronnie jak wiosna, która przychodzi nawet po najbardziej mroźnej zimie Warto dodać, że Władimir Kara-Murza Młodszy został zwolniony z kolonii karnej i przebywa na emigracji.
Paneliści podkreślali, że książka jest erudycyjnym dziennikiem intelektualnym, gdzie aktualne wydarzenia z linii frontu, z bombardowanych miast, bieżące wiado-

Promocja książki prof. Grzegorza Przebindy Umarli są szczęśliwi? Dziennik trzeciego roku wojny; od lewej: autor, redaktor Adam Michnik, dr Przemysław Tomanek, prof. Andrzej Chwalba; aula Collegium Novum, 22 stycznia 2026
mości, konfrontowane są z wielowiekowym dziedzictwem państwowości moskiewskiej, rosyjskiej historii i myśli filozoficznej.
W opinii Adama Michnika Dziennik jest fotografią czasu, opus magnum polemicznym w stosunku do rozpowszechnionego wyobrażenia. Szczególnie interesującym dlatego, że jego autor doskonale czuje się w obrębie literatury rosyjskiej. Podkreślił, że książka jest wolna od rusofobii. Wskazał przy tym na fragmenty dotyczące Osipa Mandelsztama oraz ukrytą polemikę autora z Czesławem Miłoszem. Noblista sięgnął do tekstu Mandelsztama z 1914 roku, utrzymanego w duchu wielkorosyjskiego patriotyzmu, z którego wyciągnął wniosek o poglądach poety. Z dwóch tomów wspomnień Nadieżdy Mandelsztam wiadomo jednak, że jego tożsamość literacka nie była nacjonalistyczna, wielkorosyjska. Był to człowiek, który postawił bardzo brutalną diagnozę cywilizacji bolszewickiej, a jego słynny wiersz Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi jest tego dowodem.

Michnik przekonywał, że wywód prof. Przebindy prowokuje do namysłu, pokazuje niejednoznaczność stosunku rosyjskiej kultury do rosyjskiej historii. Wśród przykładów przywołał rozważania o pisarstwie Michaiła Szyszkina, współczesnego pisarza rosyjskiego, piszącego brutalnie, pesymistycznie. Jednocześnie prof. Przebinda przytacza słowa pisarza w sposób, który budzi nadzieję, pokazuje, że opór w obrębie rosyjskiej kultury jest obecny.
Redaktor zwrócił również uwagę na rozważania dotyczące Sołżenicyna: – To jest opowieść o pisarzu wielkiej chwały, a jednocześnie o czymś niepokojąco dwuznacznym Grzegorz zauważa, że pisząc o stalinizmie, Sołżenicyn jakby nie chciał widzieć, jak stalinowsko-bolszewicki język wpisuje się w wielkorosyjski szowinizm. To jest ciekawe, jak bardzo Sołżenicyn, zważywszy na jego stosunek do Ukrainy, ciąży Grzegorzowi. W tym sensie to jest pasjonujące. Autor jest bardzo życzliwy dla wielkości literackiej, ale nie jest inkwizytorski w potępianiu. Raczej się stara opowiedzieć pewną narrację, niżby występować jako ich demaskator
Obecny podczas spotkania Nikita Kuznetsov, tłumacz literatury polskiej na język rosyjski, zwrócił uwagę na instytucjonalną odpowiedź państwa polskiego na agresję rosyjską, która nie polega na unieważnieniu kultury rosyjskiej, tylko kultury polskiej w przestrzeni rosyjskojęzycznej. Jako przykład wymienił likwidację portali poświęconych kulturze polskiej w języku rosyjskim – culture.pl i Polska Literatura Online.
Profesor Grzegorz Przebinda – filolog, rusycysta, kulturoznawca, historyk idei, tłumacz, maratończyk – podczas pisania książki wracał do słów Czesława Miłosza z Traktatu moralnego: Nie jesteś jednak tak bezwolny, a choćbyś był jak kamień polny, lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach

Joanna Wardęga
Turystyka w służbie narodu. Przeszłość, dziedzictwo i nacjonalizm w Chinach
W książce Turystyka w służbie narodu. Przeszłość, dziedzictwo i nacjonalizm w Chinach turystyka analizowana jest jako narzędzie polityki wewnętrznej i zagranicznej, wykorzystywane przez Komunistyczną Partię Chin w celu rekonstruowania tożsamości narodowej. Główne tezy publikacji wskazują, że rozwój turystyki jest ściśle kontrolowany przez państwo, by przekazywać selektywne narracje nacjonalistyczne. Czerwona turystyka kreuje mit KPCh jako zbawiciela narodu, tanatoturystyka buduje patriotyzm poprzez traumy narodowe – jak „stulecie upokorzeń” czy wojna z Japonią, a turystyka etniczna w Tybecie, Xinjiangu, Mongolii Wewnętrznej lub Yunnanie promuje wizję harmonijnego narodu, komodyfikując kultury mniejszości. Natomiast turystyka wyjazdowa Chińczyków wzmacnia soft i sharp power Pekinu, służąc ugruntowywaniu globalnej pozycji Chin.

Piotr Marecki
Gatunki cyfrowe 3. Historie mówione
Gatunki cyfrowe 3 to trzeci tom cyklu poświęconego współczesnym formom ekspresji w kulturze cyfrowej, kontynuacja prac z lat 2018 i 2024. Tym razem autor koncentruje się wyłącznie na zjawiskach najnowszych mediów – tych, które wyrosły w odpowiedzi na pandemię, przeciążenie informacyjne, rozwój sztucznej inteligencji i falę dezinformacji. Książka przedstawia sześć rozmów z praktykami współczesnej kultury internetowej: od badania patostreamingu i „patointernetu”, przez analizę shitpostingu, fenomen Twine’a, zjawisko „karteczek” i przemiany memetyki, po groteskowy świat AI slopów i viralowego „chałkonia”. Każdy rozdział ukazuje kulturę cyfrową z perspektywy osób, które ją współtworzą – lurkerów, archiwistów, memiarzy, administratorów. Tom powstał w ramach UBU labu Uniwersytetu Jagiellońskiego i stanowi zarazem zapis badań, praktyk i refleksji nad twórczością cyfrową, łącząc teorię z doświadczeniem uczestników sieci. To panorama współczesnych gatunków cyfrowych –dynamicznych, płynnych i nieustannie redefiniujących granice sztuki, komunikacji i codzienności.

Sascha Bru Demokracja, prawo i modernistyczne awangardy. Pisarstwo w stanie wyjątkowym
Książka Demokracja, prawo i modernistyczne awangardy to wybitny przykład transdyscyplinarnego namysłu nad historią literatury i myśli politycznej. W porównaniu z klasycznymi pozycjami dotyczącymi awangardy (Peter Bürger, Matei Călinescu, Andreas Huyssen) praca Bru stanowi odważne przeformułowanie pytania o polityczność formy literackiej. Autor nie poprzestaje na analizie ideologicznych deklaracji czy instytucjonalnych afiliacji, lecz proponuje nowy model lektury: traktowanie tekstów awangardowych jako przestrzeni projektowania alternatywnych porządków polityczno-prawnych. W tym sensie publikacja jest wartościowym uzupełnieniem literatury z zakresu badań nad prawem i literaturą, ale wyraźnie wyróżnia się swoim zakotwiczeniem w estetyce awangardy i historii literatury modernistycznej.
Z recenzji Aleksandra Wójtowicza

Philippe Rosier Terapeutyczna moc powięzi. Psychosomatyczna metoda pracy nad bólem, stresem i chronicznym zmęczeniem
Co ma wspólnego przewlekły ból pleców z chronicznym stresem? Odpowiedź tkwi w powięzi – sieci tkanki łącznej, która rozpościera się w całym ciele oraz zapisuje ślady naszych fizycznych i emocjonalnych doświadczeń.
Philippe Rosier wprowadza czytelników w świat terapii powięziowej, innowacyjnej metody pracy z ciałem i umysłem. Łącząc wiedzę z neurobiologii, psychologii somatycznej i medycyny manualnej, pokazuje, jak można przywracać elastyczność powięzi i równowagę układu nerwowego. Prezentuje praktyczne narzędzia: od zabiegów manualnych, przez terapię ruchową, po ćwiczenia z interocepcji i uważności cielesnej. Ich zastosowanie pomoże w redukcji bólu, regulowaniu emocji i odbudowie poczucia bezpieczeństwa.
Terapeutyczna moc powięzi to inspirująca lektura dla fizjoterapeutów, osteopatów i psychoterapeutów szukających nowych metod wspierania pacjentów. Skorzystają z niej także wszyscy, którzy chcą lepiej zrozumieć własne ciało i powrócić do wewnętrznej równowagi.

Nancy McWilliams
Superwizja psychoanalityczna
Superwizja to znacznie więcej niż kontrola –jest żywą, relacyjną formą edukacji, która chroni przed wypaleniem zawodowym i wspiera całościowy rozwój terapeuty. Stanowi bezpieczną przestrzeń do eksploracji własnych reakcji i ograniczeń, w której można bez lęku przed oceną mówić o trudnościach pojawiających się w pracy z pacjentem. Nancy McWilliams ukazuje superwizję jako niezbędny filar praktyki klinicznej każdego specjalisty.
Autorka – światowej sławy terapeutka i badaczka, wytycza kluczowe obszary superwizji, proponuje monitorowanie psychologicznych parametrów życiowych – takich jak bezpieczeństwo w przywiązaniu, regulacja afektu czy mentalizacja, ułatwiające ocenę osiągnięć poznawczych i emocjonalnych pacjenta. Omawia przymierze superwizyjne, specyfikę pracy indywidualnej i grupowej oraz świadomy dobór interwencji. Książka uczy, jak kształtować wewnętrzny głos superwizyjny – zdolność do autorefleksji, otwartość na konsultację i dalszy rozwój. Perspektywa McWilliams zakłada dialog między nurtami oraz interdyscyplinarność; łączy tradycję psychoanalityczną z następującymi podejściami: humanistycznym, Gestalt, integracyjnym i systemowym. Ten kompleksowy podręcznik będzie wsparciem nie tylko podczas superwizji, lecz także w pracy terapeutycznej. Pomoże widzieć więcej, decydować mądrzej i chronić siebie oraz pacjenta.

Elżbieta Galińska Muzyka jako medium terapeutyczne. Muzyka metaforą człowieka, jego życia i choroby (perspektywa własnych doświadczeń klinicznych)
Celem niniejszej monografii jest analiza muzyki jako tworzywa diagnostycznego i terapeutycznego w procesie leczenia. W improwizacjach klinicznych zwraca się uwagę na wzory, gesty muzyczne, które mogą być markerami diagnostycznymi zaburzeń komunikacji, nastroju, napędu czy tożsamości. Elżbieta Galińska opracowała założenia i metodykę muzykoterapii zaburzeń psychicznych – zwłaszcza nerwicowych, odżywiania i osobowości – z wykorzystaniem metody portretu muzycznego, uznanej w 2021 roku przez World Federation of Music Therapy za oryginalny model muzykoterapii. W książce przytacza badania z zastosowaniem Inwentarza Osobowości BFI oraz własnego Muzycznego Testu Tożsamości (wystandaryzowanego przez psycholog Marię Dymnikową). Dokonuje też przeglądu koncepcji teoretycznych oraz wyników badań medycznych i psychologiczno-muzycznych.

Suzumi Suzuki
Obdarowana
Rzeczy, które dostałam od matki
Dzielnica nocnej rozrywki. Po pracy w jednym z klubów hostessa wraca do domu nad ranem. Jej ruchy odmierza mechaniczny rytm: zgrzyt ciężkich drzwi, chrzęst zamka. Intymne rytuały przynoszące dotąd namiastkę spokoju zostają zaburzone, kiedy śmiertelnie chora matka wprowadza się do mieszkania córki. W ciasnym pokoju, w ciszy pełnej napięcia dwie kobiety próbują funkcjonować obok siebie.
Ciało córki skrywa pod tatuażami blizny po oparzeniach zadanych ręką matki. Ciało matki, niegdyś adorowane, trafia pod opiekę tej, którą kiedyś kontrolowało. Towarzyszenie umierającej staje się sekwencją banalnych automatycznych czynności. Suzumi Suzuki precyzyjnie rejestruje świat znany jej od środka – codzienność hostess i seksworkerek neonowego Tokio. Zadaje pytanie: do kogo należy i ile jest warte ciało, gdy staje się towarem lub obiektem cudzych pragnień?
Obdarowana to pozbawiony złudzeń zapis relacji, w której bliskość jest zagrożeniem, a zrozumienie wydaje się nieosiągalne.

Rowan Jacobsen
Dzikie kakao.
Wyprawa do źródeł czekolady
Od ceremoniału po masową konsumpcję i z powrotem. Dzikie kakao, o głębokim i wyrazistym smaku, było uważane przez starożytnych Majów i Azteków za pokarm bogów. Wytwarzana z niego czekolada towarzyszyła narodzinom, ślubom i rytuałom pogrzebowym, a jej przygotowanie stanowiło formę praktyki duchowej. Dzisiaj ziarno kakaowca to przede wszystkim cenny surowiec na światowych giełdach towarowych, a związany z nim, wart 130 miliardów dolarów, przemysł przyczynia się do niszczenia lasów deszczowych i wyzysku milionów robotników.
Rowan Jacobsen przemierza amazońską dżunglę od niedostępnych rejonów Boliwii, przez Brazylię, aż do dawnych twierdz Majów w Belize, Gwatemali i Meksyku. Spotyka ludzi walczących z korporacjami Big Chocolate, rolników ratujących szlachetne odmiany kakao, wytwórców czekolady „od ziarna do tabliczki” i przywódców rdzennych społeczności broniących swoich tradycji. Dzięki nim poznajemy alternatywny model upraw, który chroni bioróżnorodność i niezależność lokalnych gospodarek. Dzikie kakao to wielowymiarowy reportaż podróżniczy łączący historię, ekologię i kulinaria. Lektura intensywna i uzależniająca jak smak i aromat prawdziwej czekolady.

Antonia Hylton Szaleństwo.
Rasizm i przemoc w szpitalu psychiatrycznym w Crownsville
Zimą 1911 roku dwunastu pacjentów, uznanych w dokumentach za „niebezpiecznych szaleńców”, zamiast leków otrzymało do rąk siekiery. Pod nadzorem lekarza ruszyli do lasu, by własnymi siłami wykarczować teren i wznieść mury gmachu, z którego mieli już nigdy nie wyjść. Tak powstało Crownsville – szpital psychiatryczny dla Czarnych w stanie Maryland.
Reportaż Antonii Hylton to wstrząsająca historia instytucji, która oficjalnie miała leczyć, a w rzeczywistości stała się narzędziem terroru. Przez dekady placówka ta funkcjonowała niczym obóz pracy, gdzie diagnozy służyły usankcjonowaniu niewolnictwa, zaś eksperymenty medyczne i „terapie” – od elektrowstrząsów po lobotomię, przypominały tortury. To tutaj systemowy rasizm decydował o tym, kogo traktować jak pełnoprawnego obywatela.
Autorka prowadzi śledztwo oparte na materiałach ocalałych w archiwach, zeznaniach świadków oraz przywołując losy własnej rodziny. Szaleństwo to akt oskarżenia wobec systemu pełnego niesprawiedliwości i nadużyć, a także osobista misja przywrócenia godności ofiarom, których cierpienie miało zostać wymazane z historii.

Szanowni Państwo!
Ukazujące się od 1996 roku czasopismo uniwersyteckie „Alma Mater” służy do prezentacji życia wspólnoty akademickiej najstarszej polskiej uczelni. W ciągu 30 lat – dzięki wspólnemu wysiłkowi autorów, współpracowników i redaktorów, dzięki życzliwości Czytelników i zaangażowaniu władz UJ – udało się stworzyć otwarte forum wymiany informacji i poglądów. Sukcesywnie zwiększała się częstotliwość ukazywania się pisma – kwartalnik stał się najpierw dwumiesięcznikiem, a następnie miesięcznikiem. Wszystkim osobom zainteresowanym regularnym otrzymywaniem najnowszych edycji uniwersyteckiego czasopisma proponujemy członkostwo w Klubie Czytelnika „Alma Mater”. Każdy, kto wpłaci na konto Uniwersytetu Jagiellońskiego dowolną kwotę, pozwalającą na opłacenie kosztów przesyłki pocztowej, staje się członkiem naszego Klubu. Klubowicz otrzymuje pocztą gratisowy egzemplarz kolejnych numerów miesięcznika „Alma Mater”. Fundusze zgromadzone dzięki hojności naszych Czytelników przeznaczamy na pokrycie kosztów druku i dystrybucji pisma.
Miesięcznik dostępny jest na stronie www.almamater.uj.edu.pl
Zapraszamy również do odwiedzania naszego Facebooka i Instagrama: www.instagram.com/almamateruj. Jesteśmy także na LinkedIn.
Dokonując wpłaty na konto: Uniwersytet Jagielloński, PEKAO SA 87 1240 4722 1111 0000 4854 4672 z dopiskiem „ALMA MATER – darowizna”, prosimy o powiadomienie redakcji drogą mailową (almamater@uj.edu.pl) lub przesłanie wypełnionej deklaracji na adres: 31131 Kraków, ul. Garbarska 7a.
Imię i nazwisko
Adres
Telefon – faks – email
Absolwent UJ: tak nie Jeśli tak, proszę podać wydział, kierunek i rok ukończenia studiów:
Deklaruję wpłatę (darowiznę) w wysokości . . . . . . . . . . na konto Uniwersytetu Jagiellońskiego w . . . . . . roku. Proszę o za pi sa nie mnie do Klubu Czytelnika „Alma Mater” i regularne przesyłanie miesięcznika UJ. Wyrażam zgodę – nie wyrażam zgody (niewłaściwe skreślić) na opublikowanie mojego imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania na liście członków Klubu w miesięczniku „Alma Mater”
Podpis

