Skip to main content

ALMA_MATER_187

Page 1


Wnętrze Collegium Novum
Fot. Anna Wojnar

20 LAT MIESIĘCZNIKA UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO „ALMA MATER”

Wtym roku redakcja miesięcznika UJ „Alma Mater” obchodzi 20-lecie swego istnienia. Pismo powstało w 1996 roku z inicjatywy ówczesnego prorektora UJ do spraw ogólnych prof. Franciszka Ziejki, który od początku jest opiekunem merytorycznym pisma. Dotychczas ukazało się 187 numerów. Niektóre z nich doczekały się recenzji w czasopismach naukowych. Specjalne edycje „Alma Mater” były poświęcone uniwersyteckiej fizyce, archeologii, hungarystyce, historii, geografii, antropologii, naukom o zdrowiu, chemii, botanice, a także ważnym dla kultury i Uniwersytetu postaciom: Janowi Pawłowi II, Adamowi Mickiewiczowi, Stanisławowi Wyspiańskiemu czy Fryderykowi Chopinowi.

Bardzo dobrze zostały przyjęte przez zagranicznego czytelnika numery w języku angielskim. Stanowią one kompendium wiedzy o najstarszej polskiej uczelni. Wydaniem numeru monograficznego dwukrotnie zostały upamiętnione wydarzenia związane z Sonderaktion Krakau. Ze względu na wartość publikowanych w tych edycjach tekstów i zdjęć zeszyty te są ważnym źródłem informacji o losach uczonych i Uniwersytetu w czasie drugiej wojny światowej. Redakcja współpracuje z wieloma autorami, często pracownikami Uniwersytetu, którzy na łamach pisma dzielą się swoją wiedzą o Uczelni i wynikami prowadzonych przez siebie badań.

Na przestrzeni lat w „Alma Mater” powstały różne cykle wydawnicze, wśród nich cykl „Smak życia”, prezentujący reportaże poświęcone profesorom Uniwersytetu Jagiellońskiego, których autorkami są dziennikarki związane z Uczelnią – Teresa Bętkowska i Elżbieta Dziwisz. Teksty te, ilustrowane zdjęciami pochodzącymi z rodzinnych archiwów Profesorów, stanowią świadectwo czasów, są zapisem drogi realizacji naukowych pasji. Dwadzieścia trzy reportaże zebrane w zbiorze Uczeni przed lustrem w 2006 roku ukazały się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Na łamach „Alma Mater” publikowane były artykuły powstałe na podstawie wykładów prezentowanych podczas spotkań Klubu Historii Idei UJ, który dawniej działał przy Zakładzie Historii Idei Instytutu Etnologii UJ. Zbiór tych tekstów został wydany pod redakcją naukową prof. Ewy Śnieżyńskiej-Stolot w 2005 i 2009 roku przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego w dwóch tomach Spotkania Klubu Historii Idei, t. 1, 1996–2004 i t. 2, 2004–2007.

Dużym zainteresowaniem Czytelników cieszył się cykl dr. Jerzego Dudy opisujący uniwersytety na świecie przedstawiane na znaczkach pocztowych. Poprzez prezentację swojej unikatowej kolekcji filatelistycznej autor opisywał uczelnie funkcjonujące w różnych zakątkach świata.

Z redakcją stale współpracował nieżyjący już dr Krzysztof Kmieć, związany z Katedrą Farmakognozji CM UJ. Był

przez niego, własnoręcznie wykonane ekslibrisy były okazją do przedstawienia tradycji historycznej, kulturowej i farmaceutycznej zastosowania i właściwości różnych roślin.

Znawca prasy dr Sylwester Dziki opisywał ważną dziedzinę działalności krakowskich uczonych w artykułach ukazujących się pod wspólnym tytułem: Profesorowie Almae Matris jako redaktorzy, wydawcy i dziennikarze

W cyklu „Dary dla Muzeum UJ” o nowych nabytkach przekazanych do Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego posiadającego największą w Polsce kolekcję instrumentów naukowych informowała dr Małgorzata Taborska, objaśniając konstrukcję i zastosowanie prezentowanych przyrządów.

Od początku istnienia pisma wiele miejsca poświęca się w nim archeologii. Najczęściej, po zakończonym sezonie, publikowane są wyniki badań na stanowiskach archeologicznych, między innymi w Egipcie, na Cyprze czy Ukrainie. Najwcześniejsze badania prowadzone przez archeologów Uniwersytetu Jagiellońskiego przypomina prof. Joachim Śliwa, przybliżając jednocześnie eksponaty o wartości naukowej i artystycznej z gabinetu archeologicznego.

Ciekawy cykl na łamach „Alma Mater” rozpoczął kilka lat temu dr Tomasz Wiatr, który będąc lekarzem urologiem, łączy swój talent artystyczny z zainteresowaniem historią medycyny. Pełne anegdot biografie z życia uczonych ilustruje własnoręcznie, szkicując ołówkiem nestorów

Pismo tworzone jest przez trzyosobowy zespół redakcyjny przy wsparciu Rady Programowej, Władz Uniwersytetu Jagiellońskiego i pracowników Uczelni.

W 20. roku swej działalności za tę współpracę redakcja „Alma Mater” składa najserdeczniejsze podziękowania.

Pięknie dziękujemy też wszystkim naszym Autorom i Czytelnikom.

Redakcja

ALMA MATER SPIS TREŚCI

miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego październik 2016 nr 187

ADRES REDAKCJI

31-126 Kraków, ul. Michałowskiego 9/3 tel. 12 663 23 50 e-mail: almamater@uj.edu.pl www.almamater.uj.edu.pl

RADA PROGRAMOWA

Zbigniew Iwański

Antoni Jackowski

Zdzisław Pietrzyk

Aleksander B. Skotnicki

Joachim Śliwa

OPIEKA MERYTORYCZNA

Franciszek Ziejka

REDAKCJA

Rita Pagacz-Moczarska – redaktor naczelna Zofia Ciećkiewicz – sekretarz redakcji

Anna Wojnar – fotoreporter

ACTUALIA

WŁADZE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO NA KADENCJĘ 2016–2020

JAKOŚĆ I ROZWÓJ

– z rektorem UJ prof. Wojciechem Nowakiem rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

7

12 KREATYWNA DYDAKTYKA – z prorektorem UJ ds. dydaktyki w latach 2008–2016 prof. Andrzejem Manią rozmawia Anna Wojnar 18

POD HASŁEM INWESTYCJI – z prorektorem UJ ds. Collegium Medicum w latach 2012–2016 prof. Piotrem Laidlerem rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

24

WSPÓŁPRACA NA KAŻDYM ETAPIE DZIAŁAŃ – z prorektorem UJ ds. polityki kadrowej i finansowej prof. Jackiem Popielem rozmawia Rita Pagacz-Moczarska 32

PŁYNNOŚĆ KOMUNIKACYJNA JEST WARUNKIEM KONIECZNYM

z prorektor UJ w kadencji 2012–2016 prof. Marią Jolantą Flis rozmawia Anna Wojnar 40 UNIWERSYTET JEST DOBREM WSPÓLNYM – z prorektorem ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych prof. Stanisławem Kistrynem rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

SCIENTIA

WYDAWCA

Uniwersytet Jagielloński 31-007 Kraków, ul. Gołębia 24

PRZYGOTOWANIE DO DRUKU

Opracowanie koncepcji pisma

Rita Pagacz-Moczarska

Opracowanie graficzne i łamanie

Agencja Reklamowa „NOVUM” www.novum.krakow.pl

Korekta – Elżbieta Białoń, Ewa Dąbrowska

DRUK

Drukarnia Pasaż sp. z o.o. 30-363 Kraków, ul. Rydlówka 24

Projekt okładki: Paweł Kozioł

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych, zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, zmian tytułów oraz zmian redakcyjnych w nadesłanych tekstach, nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń

Numer zamknięto 27 września 2016 ISSN 1427-1176 nakład: 4000 egz.

KONTO:

Uniwersytet Jagielloński PEKAO SA 87124047221111000048544672 z dopiskiem: ALMA MATER – darowizna

PERSONAE

HISTORIA MAGISTRA VITAE

ŚWIATOWE DNI

Jacek Kumański, Jakub Osiecki – ŚWIĘCI WYCHOWANKOWIE

ODSZEDŁ KARDYNAŁ

Artur Kasprzyk – PUŁKOWNIK WŁADYSŁAW

Halina Starostka-Chrzanowska – LEKARZ

Adam Wiernikowski – 150. ROCZNICA POWSTANIA TOWARZYSTWA

Maciej Rogala – 25-LECIE

Mariusz Kusion – PLAGIAT? REAGUJ!

PERSPEKTYWA DZIWACZNA – z Adą Pałką, doktorantką w Katedrze Geometrii Instytutu Matematyki UJ, rozmawia Agnieszka Dudek

Zdzisław Jan Ryn – MOC GÓR JEST NIEPRZEZWYCIĘŻONA

KOLOROWE SERCE WŁOCH

Jerzy Koziński – WSZYSTKO PRZEMINIE, ZOSTANIE TYLKO FOTOGRAFIA...

Piotr Hordyński – NIEZWYKŁE JUBILEUSZE

SCHOLARIS

Piotr Köhler –

CONVENTIONES

Rita Pagacz-Moczarska – DNI POLSKIEJ GEOGRAFII W PARYŻU

TRADYCJA I NOWOCZESNOŚĆ – z dyrektorem Stacji Naukowej PAN w Paryżu prof. Markiem Więckowskim rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

KSIĘGOZBIÓR W PAŁACU PRZY RUE LAURISTON – z Robertem Górskim, bibliotekarzem Stacji Naukowej PAN w Paryżu, rozmawia Rita Pagacz-Moczarska

Małgorzata Tomera – 41. ZJAZD POLSKIEGO LEKARSKIEGO TOWARZYSTWA RADIOLOGICZNEGO

Małgorzata Tomera – PAMIĄTKOWA TABLICA

Krzysztof Fokt, Maciej Mikuła – O

Kazimierz Szczepanek, Jerzy Starzyk – W

Rafał Kiszka – NASZA TOSKANIA

Dagmara Frankiewicz-Sysuła, Arleta Wołos – ŚPIEWAJĄ

OD REDAKCJI

Quod felix, faustum, fortunatumque sit! Oby wypadło dobrze, szczęśliwie i pomyślnie! – tymi słowami rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Wojciech Nowak 1 października otworzy 653. rok akademicki najstarszej polskiej uczelni. Uroczystości inauguracyjne przebiegać będą zgodnie z tradycją. Rano rektor, prorektorzy, przedstawiciele Senatu UJ, reprezentanci 15 uniwersyteckich wydziałów, doktoranci, studenci i pracownicy administracji zgromadzą się w kolegiacie św. Anny, gdzie mszę świętą odprawi metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz. Po niej przedstawiciele społeczności akademickiej przejdą w okolicznościowym pochodzie ulicami miasta z Collegium Maius do Auditorium Maximum. Tam zorganizowane zostaną główne uroczystości inauguracyjne, które dla redakcji miesięcznika UJ „Alma Mater”, obchodzącego w tym roku 20-lecie swego istnienia, będą mieć charakter wyjątkowy...

Co przyniesie bieżący rok akademicki? Z pewnością wiele zmian związanych nie tylko z wyborem nowych władz Uczelni na kadencję 2016–2020, ale także z pierwszym etapem reformy polskiego szkolnictwa wyższego.

Jak zapowiada rektor UJ prof. Wojciech Nowak w wywiadzie zamieszczonym w tej edycji pisma na s. 12–17, priorytetami w nowym roku akademickim będą stabilizacja finansowa, jakość i efektywność badań naukowych, jakość nauczania, rozwój inwestycji i upraszczanie procedur administracyjnych. Niemałym wyzwaniem stanie się dostosowanie Statutu UJ do nowych zapisów deregulacyjnych, które wejdą w życie 1 października 2016, a także utworzenie nowego wydziału, który wyłoni się z Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi i rozpocznie swoją działalność 1 stycznia 2017.

W tym numerze warto też zwrócić uwagę na prezentację władz Uniwersytetu Jagiellońskiego na kadencję 2016–2020, a także wywiady z profesorami: Andrzejem Manią, Piotrem Laidlerem, Jackiem Popielem, Marią Jolantą Flis oraz Stanisławem Kistrynem, podsumowujące cztery lata poprzedniej kadencji.

Październikowemu wydaniu „Alma Mater” atrakcyjności dodaje ponad 300 wyjątkowych fotografii, ilustrujących, między innymi, wizytę papieża Franciszka w Centrum Urazowym Medycyny Ratunkowej i Katastrof oraz Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie, reportaż w cyklu „Smak życia”, artykuły poświęcone fotografowi Adamowi Karasiowi, pułkownikowi Władysławowi Belinie-Prażmowskiemu, medycynie górskiej, tekst o jubileuszach Piwnicy pod Baranami, jak również blok materiałów dotyczących polsko-francuskiego kongresu geograficznego oraz Stacji Naukowej PAN w Paryżu. Zapraszam do lektury. Naprawdę jest w czym wybierać.

WŁADZE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

NA KADENCJĘ 2016–2020

Profesor Wojciech Nowak pełni funkcję rektora drugą kadencję. Urodził się 21 września 1949 w Krakowie. W latach 1968–1974 studiował na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej im. Mikołaja Kopernika w Krakowie. Tytuł doktora obronił również na Akademii Medycznej w 1982 roku. W 1997 roku uzyskał habilitację na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 2003 roku jest profesorem, a od 2007 profesorem zwyczajnym. Posiada specjalizację drugiego stopnia z chirurgii ogólnej.

Zainteresowania naukowe profesora Wojciecha Nowaka koncentrują się wokół chirurgii endokrynologicznej, ultrasonografii w chirurgii, chirurgicznego leczenia nowotworów przewodu pokarmowego, problematyki raka piersi oraz transplantologii. Jest autorem i współautorem 133 publikacji, 285 prezentacji zjazdowych oraz współautorem trzech monografii.

W latach 2003–2008 był zastępcą ordynatora Oddziału Klinicznego Kliniki Chirurgii Ogólnej i Gastroenterologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. W latach 2004–2008 kierował Katedrą Anatomii Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. Od 2009 roku jest kierownikiem III Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej UJ CM.

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Wojciech Nowak

W latach 1999–2005, przez dwie kadencje, był prodziekanem Wydziału Lekarskiego UJ CM ds. studiów klinicznych. Następnie, do 2008 roku, był dziekanem Wydziału Lekarskiego UJ CM, a w latach 2008–2012 prorektorem UJ ds. CM.

Profesor Nowak pełnił także funkcje w instytucjach państwowych i naukowych. W latach 2002–2006 był specjalistą wojewódzkim w dziedzinie transplantologii klinicznej, w latach 2008–2012 – konsultantem wojewódzkim w dziedzinie chirurgii ogólnej. Jest członkiem Państwowej Komisji Egzaminacyjnej w dziedzinie chirurgii ogólnej, European Union Network of Excellence for Gastric Cancer oraz Rady Egzaminacyjnej z zakresu chirurgii ogólnej w European Board of Surgery. Był także prezydentem Europejskiego Towarzystwa Chirurgii (2010–2011).

Należy również do towarzystw naukowych: Towarzystwa Chirurgów Polskich, Polskiego Towarzystwa Anatomicznego, Sekcji Chirurgii Endokrynologicznej PTE, Polskiego Towarzystwa Gastroenterologicznego, Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, European Society of Surgery, International Society of Surgery, European Association of Endoscopic Surgery, European Society of Endocrine Surgery. W 2016 roku profesor Wojciech Nowak rozpoczyna także czteroletnią kadencję przewodniczącego Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.

Anna Wojnar
Bartosz
Siedlik
Od lewej: prorektor ds. Collegium Medicum prof. Tomasz Grodzicki, prorektor ds. dydaktyki prof. Armen Edigarian, prorektor ds. rozwoju prof. Dorota Malec, rektor UJ prof. Wojciech Nowak, prorektor ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych prof. Stanisław Kistryn, prorektor ds. polityki kadrowej i finansowej prof. Jacek Popiel

Profesor Armen Edigarian urodził się 3 października 1970 w Kirowabadzie w Azerbejdżanie. Ukończył studia matematyczne w 1993 roku na UJ, gdzie także obronił doktorat (w 1995 roku), a następnie habilitację w 2002 roku, za którą otrzymał Nagrodę Indywidualną Ministra Edukacji Narodowej i Sportu. Tytuł profesora nauk matematycznych uzyskał w 2011 roku. W pracy naukowej prof. Armen Edigarian szczególnie interesuje się analizą zespoloną i matematyką finansową. Tuż po studiach w 1996 roku, odbył staż naukowy w Lille jako stypendysta rządu francuskiego. Podczas XV Zjazdu Matematyków Polskich w 1999 roku był sekretarzem Komitetu Organizacyjnego. W 2007 roku otrzymał stypendium Fulbrighta w Bloomington na Indiana University w USA. Wielokrotnie w ramach współpracy naukowej odwiedzał Iceland University w Reykjaviku oraz Uniwersytet Amsterdamski.

Prorektor ds. dydaktyki prof. Armen Edigarian

Od 2003 roku kieruje Zakładem Matematyki Finansowej w Instytucie Matematyki UJ. Był opiekunem i jednym z organizatorów Kółka Matematycznego w Instytucie (prowadził także kółko matematyczne w III LO w Tarnowie). W latach 2008–2011 był dyrektorem Instytutu, a także przewodniczył Radzie Instytutu Matematyki UJ. Następnie, do 2016 roku, był dziekanem Wydziału Matematyki i Informatyki UJ.

Profesor Armen Edigarian należy do Polskiego Towarzystwa Matematycznego. W okręgu krakowskim Towarzystwa pełnił funkcję sekretarza w latach 1999–2001, a następnie, do 2003 roku, przewodniczył komisji ds. popularyzacji matematyki. Od 1995 roku jest członkiem Matematycznego Komitetu Olimpijskiego okręgu krakowskiego. W latach 2001–2004 zasiadał także w jury Nagrody im. Kazimierza Kuratowskiego. Jest autorem i współautorem licznych publikacji naukowych.

Profesor Tomasz Grodzicki urodził się w 1959 roku w Krakowie. W 1984 roku ukończył studia na Akademii Medycznej w Krakowie, gdzie dziesięć lat później obronił doktorat. Tytuł doktora habilitowanego uzyskał w 1999 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim – Collegium Medicum. Od 2003 roku jest profesorem medycyny. Jest specjalistą w zakresie chorób wewnętrznych, geriatrii i hipertensjologii. Odbył zagraniczne staże naukowe, między innymi w Nowym Orleanie, Hammersmith Hospital w Londynie oraz w Department of Hypertension Leuwen. Profesor jest współautorem około dwustu publikacji, w tym kilkunastu podręczników z dziedziny nadciśnienia tętniczego, geriatrii i kardiologii.

Od 2001 roku kieruje Katedrą Chorób Wewnętrznych i Gerontologii UJ CM, jest ordynatorem Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego.

W latach 2005–2008 był prodziekanem Wydziału Lekarskiego UJ CM, a przez dwie kolejne kadencje dziekanem tego wydziału.

Przez dwanaście lat był konsultantem krajowym ds. geriatrii (do 2014 roku). Od

Prorektor ds. Collegium Medicum prof. Tomasz Grodzicki

2013 do 2016 roku był zaangażowany w prace Rady ds. Polityki Senioralnej Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Rady Nadzorczej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Warto wspomnieć o działalności prof. Tomasza Grodzickiego w organizacjach naukowych i społecznych. Jest członkiem Rady Naukowej przy Ministrze Zdrowia, Komitetu Nauk Klinicznych PAN, Komisji Nauk Medycznych PAN Oddział w Krakowie, Komisji Medycznej PKOl, Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (którego był prezesem w latach 2006–2008), Rady Naukowej Fundacji MATIO, Academic Board of the European Union Geriatic Medicine Society, Board of the European Academy of Ageing. Profesor należy także do międzynarodowych towarzystw naukowych: American Society of Hypertension, European Society of Hypertension, European Academy for Medicine of Aging, European Union Geriatic Medicine Society.

Fot. Bartosz Siedlik

Profesor Jacek Popiel urodził się 1 sierpnia 1954 w Krakowie. Filologię polską ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1977 roku, a w 1978 roku – dziennikarstwo (studia podyplomowe). Doktorat obronił w 1985 roku. Dziesięć lat później uzyskał stopień doktora habilitowanego w zakresie literaturoznawstwa, teatrologii. Od 2007 roku jest profesorem nauk humanistycznych.

Do zainteresowań naukowych Profesora należy przede wszystkim historia dramatu i teatru polskiego XIX–XXI wieku, dzieje szkolnictwa teatralnego, edycja naukowa tekstów dramatycznych.

Zawodowo, od końca lat 70., jest związany z Katedrą Teatru i Dramatu UJ, której jest kierownikiem, oraz Państwową Wyższą Szkołą Teatralną im. Ludwika Solskiego, gdzie w latach 1996–2002 był rektorem. Na Uniwersytecie Jagiellońskim prof. Jacek Popiel pełnił funkcję dyrektora Instytutu Polonistyki (2002–2005), dziekana Wydziału Polonistyki (2005–2012), prorektora ds. polityki kadrowej i finansowej poprzedniej kadencji. Od 2007 roku należy do Komitetu Nauk o Literaturze PAN. W przeszłości pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Konferencji Rektorów Uczelni Artystycznych

Prorektor ds. polityki kadrowej i finansowej

prof. Jacek Popiel

(1999–2002), należał do Rady Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki (2011–2014). Jest jednym z założycieli Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Polonistycznych. Uczestniczy w pracach komisji miejskich i krajowych ds. kultury oraz komisji ds. nagród w dziedzinie kultury i sztuki. Zasiada także w jury konkursów dramatopisarskich i teatralnych. Jest jednym z założycieli Stowarzyszenia Sezony Teatralne, a także twórcą i dyrektorem artystycznym festiwalu Dramaty Narodów.

Profesor Popiel jest dwukrotnym laureatem Nagrody Indywidualnej Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Został wyróżniony, między innymi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, złotym medalem „Zasłużony kulturze –Gloria Artis”, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Prix Jean Paul II –Europe Chretienne 2015.

Jest autorem ponad 200 prac, między innymi 19 książek, w tym sześciu indywidualnych. Jego teksty były tłumaczone na język angielski, francuski, włoski, hiszpański. Jest autorem kilku scenariuszy teatralnych. Sztuka teatralna według scenariusza prof. Jacka Popiela Doktor Korczak została wystawiona w Tokio i innych japońskich miastach.

Profesor Dorota Malec ukończyła studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji UJ w 1985 roku. Następnie odbyła aplikację sędziowską, zakończoną egzaminem sędziowskim w 1988 roku.

Stopień doktora nauk prawnych (1995), podobnie jak habilitację (2003) uzyskała na macierzystym Wydziale Prawa i Administracji UJ. Tytuł profesora otrzymała w 2009 roku na podstawie monografii Dzieje notariatu polskiego

Profesor Malec jest historykiem prawa polskiego oraz administracji, specjalizuje się w ewolucji i dziejach organów ochrony prawnej i wymiaru sprawiedliwości na ziemiach polskich XIX–XX wieku, historii sądownictwa administracyjnego, kodyfikacji prawa oraz ustroju państwowego i administracji XIX–XX wieku.

Z Wydziałem Prawa i Administracji UJ, na którym w latach 2008–2016 pełniła funkcję prodziekana ds. studiów administracyjnych, związana jest zawodowo

Prorektor ds. rozwoju

prof. Dorota Malec

nieprzerwanie od zakończenia studiów. Od 2009 roku kieruje Katedrą Historii Administracji i Myśli Administracyjnej, a od 2003 – Pracownią Wydawnictw Źródłowych przy Katedrze Historii Prawa Polskiego. Była trzykrotną stypendystką Max Planck Institut für europaische Rechtsgeschichte we Frankfurcie nad Menem. Uczestnicząc w działalności swego Wydziału oraz Uniwersytetu, była, między innymi, członkinią Stałej Senackiej Komisji ds. Kadry Naukowej i Konkursów Profesorskich, Komisji Odznaczeń i Nagród, a od 2015 roku przewodniczyła Stałej Rektorskiej Komisji Statutowo-Prawnej. W aktywności pozauniwersyteckiej prowadziła wykłady dla aplikantów notarialnych i adwokackich, była także członkinią komisji egzaminacyjnych ds. aplikacji notarialnej przy Ministrze Sprawiedliwości. Od 2013 do 2014 roku pełniła funkcję rzecznika dyscyplinarnego przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Była także rzecznikiem dys-

cyplinarnym ministra nauki i szkolnictwa wyższego i członkinią Konwentu Rzeczników MNiSW I i II kadencji (2015–2016).

Profesor Dorota Malec należy do komitetów redakcyjnych czasopism z listy MNiSW: „Czasopisma Prawno-Historycznego” oraz

Profesor Stanisław Kistryn urodził się 16 lipca 1960 w Krakowie. W latach 1979–1984 studiował na Wydziale Matematyczno-Fizycznym UJ. Tytuł doktora nauk fizycznych uzyskał na UJ w 1990 roku, a stopień doktora habilitowanego w roku 2007. Od 2012 roku jest profesorem. Po studiach przez cztery lata pracował jako asystent na Politechnice Federalnej (ETH) w Zurychu. Po powrocie został asystentem w Instytucie Fizyki UJ, a po dwóch latach adiunktem. Od 2009 roku pracuje na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Instytucie Fizyki. Odbył liczne staże zagraniczne, między innymi na Politechnice Federalnej (ETH) w Zurychu, w szwajcarskim Instytucie Paula Scherrera w Villingen, w Centrum Badawczym (KfA) w Juelich w Niemczech oraz w Instytucie Akceleratorowej Fizyki Jądrowej (KVI) w Groningen w Holandii. Podczas pobytów naukowych odwiedził, między innymi, uniwersytety w Kolonii, w Pizie, w Cambridge, w Tokio, Narodowe Laboratorium Uniwersytetów Północnej Karoliny w Duke, USA.

Badania naukowe prof. Kistryna dotyczą dynamiki oddziaływania w układach kilkunukleonowych w precyzyjnych eksperymentach z wykorzystaniem spolaryzowanych wiązek i tarcz, testowania fundamentalnych symetrii oddziaływań elementarnych, mechanizmów reakcji jądrowych, zastosowania metod i technik fizyki jądrowej w różnych dziedzinach badań (archeologii, medycynie, biologii, geologii), układów modularnej elektroniki pomiarowej oraz logiki programowalnej we współczesnych eksperymentach fizyki jądrowej.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim dotychczas zajmował stanowiska: pełnomocnika dziekana ds. Międzywydziałowych Studiów Matematyczno-Przyrodniczych UJ (2006–2012), zastępcy dyrektora Insty-

współtworzonych przez nią „Krakowskich Studiów z Historii Państwa i Prawa”.

Na swoim koncie ma 140 opublikowanych prac naukowych: monografii, podręczników, wydawnictw źródłowych, rozpraw, artykułów oraz recenzji, publi-

Prorektor ds. badań naukowych

i funduszy strukturalnych prof. Stanisław Kistryn

Bartosz Siedlik

tutu Fizyki UJ ds. naukowo-badawczych (2008–2012) oraz prorektora ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych UJ ostatniej kadencji. W obecnej kadencji będzie przewodniczył Uniwersyteckiej Komisji Nauki.

Profesor Stanisław Kistryn należy do Polskiego Towarzystwa Fizycznego oraz Europejskiego Towarzystwa Fizycznego. Współpracuje z wieloma instytucjami. Jest jednym z dyrektorów i założycielem nowej europejskiej sieci The Guild of European Research-Intensive Universities oraz przewodniczącym Rady Użytkowników Centrum Cyklotronowego „Bronowice” w IFJ PAN Kraków, a od 2017 roku obejmie przewodniczenie European Research Committee on Few Body Problems in

kowanych w kraju i za granicą. Za pracę naukową i działalność organizacyjną otrzymała kilkakrotnie Nagrody Rektora UJ. Trzykrotnie przyznano jej indywidualne nagrody MNiSW, w tym dwukrotnie za monografie.

Physics. Był członkiem Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych oraz Zespołu Specjalistycznego ds. Oceny Czasopism Naukowych MNiSW. Jest także członkiem komitetów redakcyjnych czasopism „Few-Body Systems” (Springer Verlag), „Journal of Microphysics” oraz „Journal of Nuclear and Particle Physics”.

Profesor uczestniczy w pracach Komisji Fizyki Jądrowej i Metod Jądrowych afiliowanej obecnie przy Polskim Towarzystwie Fizycznym, Rad Naukowych Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie i Środowiskowego Laboratorium Ciężkich Jonów UW w Warszawie, Komitetu Monitorującego Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego przy Urzędzie Marszałkowskim, zespołu MNiSW opracowującego propozycje zmian algorytmów finansowania uczelni i badań naukowych w Polsce.

Jako ekspert oceniał wnioski w Programie Operacyjnym „Infrastruktura i Środowisko”, Małopolskim Regionalnym Programie Operacyjnym, a także w programie „NuPNET” na rzecz Ministerstwa Nauki i Innowacji Królestwa Hiszpanii; obecnie pełni funkcję eksperta w ocenie projektów Komisji Europejskiej w programie „Horyzont 2020”.

Jest współautorem 114 prac w czasopismach naukowych z tzw. listy filadelfijskiej, współautorem ponad 150 komunikatów w materiałach konferencyjnych oraz ponad 220 przyczynków w raportach rocznych różnych instytucji. Wygłosił ponad 50 referatów zaproszonych na międzynarodowych konferencjach. Współrealizował 17 projektów badawczych krajowych i międzynarodowych. Koordynuje międzynarodową grupę eksperymentalną fizyki kilku nukleonów, skupiającą badaczy z Holandii, Niemiec, Włoch, Portugalii, Japonii, Indii, USA oraz czterech ośrodków z Polski.

WŁADZE DZIEKAŃSKIE NA KADENCJĘ 2016–2020

Dziekan Wydziału Prawa i Administracji prof. Jerzy Pisuliński

Dziekan Wydziału Historycznego prof. Jan Święch

Dziekan Wydziału Chemii prof. Piotr Kuśtrowski

Dziekan Wydziału Lekarskiego prof. Maciej Małecki

Dziekan Wydziału Filologicznego prof. Elżbieta Górska

Dziekan Wydział Biologii i Nauk o Ziemi dr hab. Małgorzata Kruczek

Dziekan Wydziału Farmaceutycznego prof. Jacek Sapa

Dziekan Wydziału Polonistyki UJ prof. Renata Przybylska

Dziekan Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej prof. Piotr Jedynak

Dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu prof. Tomasz Brzostek

Dziekan Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej prof. Ewa Gudowska-Nowak

Dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych prof. Zdzisław Mach

WŁADZE ADMINISTRACJI CENTRALNEJ

Dziekan Wydziału Filozoficznego prof. Jarosław Górniak

Dziekan Wydziału Matematyki i Informatyki UJ prof. Włodzimierz Zwonek

Dziekan Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii prof. Zbigniew Madeja

JAKOŚĆ I ROZWÓJ

Rozmowa z 305. rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Wojciechem Nowakiem

□ 1 września 2016 rozpoczął Pan drugą kadencję na stanowisku rektora UJ. Już w kwietniu, zaraz po wyborach, zapowiedział Pan, że w dużej mierze będzie to kontynuacja działań realizowanych na przestrzeni ostatnich czterech lat. Nadrzędnymi wartościami nadal więc będą autonomia i apolityczność Uniwersytetu. Priorytetami natomiast – stabilizacja finansowa, jakość i efektywność badań naukowych, jakość nauczania, rozwój inwestycji i upraszczanie procedur administracyjnych. Do tego dojdą też nowe wyzwania...

■ Rozwój Uniwersytetu jest procesem ciągłym, często bardzo trudnym, niosącym wyzwania dla całej społeczności akademickiej.

Jeśli chodzi o inwestycje, to w najbliższym czasie harmonogram prac będzie bardzo napięty. Wkrótce do użytku oddana zostanie nowa siedziba Wydziału Prawa i Administracji, która powstała w bezpośrednim sąsiedztwie Auditorium Maximum przy ul. Krupniczej. Na kampusie w Pychowicach niezwykle ważną sprawą będzie zakończenie realizacji wieloletniego programu „Budowa Kampusu 600-lecia Odnowienia UJ”, w ramach którego powstaje kompleks budynków przeznaczonych dla Wydziału Chemii oraz nowa

siedziba Instytutu Nauk Geologicznych. To bardzo istotna sprawa, bo bez rozliczenia tego przedsięwzięcia nie możemy aplikować o środki na dalszy rozwój kampusu.

Mam więc nadzieję, że wszystkie prace będą przebiegały w warunkach dotrzymywania terminów przez inwestorów. Innym niezwykle ważnym przedsięwzięciem jest kontynuacja budowy nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie-Prokocimiu oraz rozbudowa i unowocześnienie istniejącej już tam infrastruktury kampusu medycznego.

Ten napięty harmonogram prac inwestycyjnych będzie dużym wysiłkiem organizacyjnym dla wielu osób, będzie to jednak trud konieczny. Za stały nadzór i rozwiązywanie licznych inwestycyjnych problemów serdecznie dziękuję pracownikom pionu Pani Kanclerz.

Nadal będzie aktywnie modyfikowany proces nauczania, tak aby spełniał wymogi współczesności.

Badania naukowe teoretycznie powinny eksplodować, dlatego że w znacznym stopniu poprawiła się nasza infrastruktura badawcza. Wierzę, że tak będzie. Nie do końca przekłada się to jeszcze na nasze notowania w rankingach międzynarodowych, ale podczas tej kadencji będziemy intensywniej o to zabiegać.

Fot. Anna Wojnar

Rektor UJ prof. Wojciech Nowak

□ W najnowszym rankingu szanghajskim (ARWU) Uniwersytet Jagielloński, podobnie zresztą jak Uniwersytet Warszawski, znalazł się dopiero w piątej setce. W porównaniu do lat ubiegłych to dość znaczny spadek. Wcześniej UJ wraz z Uniwersytetem Warszawskim znajdował się w czwartej setce...

■ Pozycję Uniwersytetu w tym rankingu, który jest dość specyficzny, możemy poprawić w dwóch punktach: dotyczących większej liczby publikacji w najlepszych czasopismach wysoko impaktowanych oraz większej liczby publikacji w przeliczeniu na poszczególnych pracowników naukowych. Wszystkie inne parametry są bardzo trudne do poprawy, o czym niewiele osób wie. Stąd też nasza polityka przez najbliższe cztery lata będzie bardzo jednoznacznie projakościowa. Pod nadzorem prorektora Stanisława Kistryna działa Administracyjne Centrum Wspierania Projektów, które będzie się jeszcze rozwijać. Niestety, nie mamy obecnie żadnego grantu z europejskiej przestrzeni badawczej. To musi ulec zmianie. Tych naukowców, którzy podejmą dodatkowy trud, zarówno jeśli idzie o pozyskiwanie grantów unijnych, jak i publikowanie w najlepszych czasopismach, będziemy promować w sposób szczególny. Na to przeznaczone zostaną znaczne środki finansowe. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dwóch lat przyniesie to efekty.

W tym miejscu warto podkreślić, że Uniwersytet Jagielloński bardzo dobrze wypadł w innym ważnym rankingu: Nature Index 2016 Rising Stars, w którym sklasyfikowany został na pierwszym miejscu wśród 25 najlepszych uniwersytetów w Europie Środkowo-Wschodniej, ocenianych na podstawie prestiżowych publikacji naukowych w ostatnich kilku latach.

Cieszy mnie to tym bardziej, że w tym rankingu oceniany jest również postęp w rozwoju danej uczelni, jaki nastąpił w ciągu ostatnich kilku lat. Nie startujemy przecież z takiego punktu wyjściowego jak Harvard czy Oksford, bo z tymi uniwersytetami nie mielibyśmy szans, nie tylko ze względu na potencjał naukowy, ale też ze względu na sposób finansowania i wysokość nakładów na naukę.

Jak mamy szybko doganiać najlepsze zagraniczne uczelnie, skoro w Polsce finansowanie szkolnictwa wyższego wynosi 0,3 procent PKB – co daje nam trzecie miejsce od końca w Europie, a finansowanie nauki – 0,7 PKB, dając nam czwarte miejsce od końca. Taka jest nasza rzeczywistość. Jeśli do 2020 roku procent PKB dojdzie do 1,7–2 w skali kraju, to będzie bardzo dobrze. Poziom badań naukowych jest pochodną wielu rzeczy. Mamy już bardzo dobrą infrastrukturę i naprawdę świetnych naukowców. By poprawić finansowanie, musimy jeszcze bardziej zintensyfikować nasze działania. Jeśli reforma sprawi, że zostaną wprowadzo-

ne wiodące ośrodki badawcze, współpracujące z szeroko pojętym biznesem, na pewno będzie nam łatwiej. Będziemy mogli realnie konkurować z innymi ośrodkami europejskimi.

Konieczne jest wzmocnienie finansowania ośrodków wiodących. Nauka nie zna demokracji. Pieniądze przeznaczone na badania trzeba bardzo rozsądnie rozdzielać i tu nie może być równości rozdziału na wszystkie uczelnie jednakowo.

□ W czerwcu 2016 roku został Pan wybrany na przewodniczącego Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich (KRUP) na kadencję 2016–2020. Jakie wyzwania dla tego gremium będą w najbliższym czasie najważniejsze?

■ Kluczową sprawą jest w tym momencie przedstawienie prawdy o stanie polskich uniwersytetów. Mam tu na myśli uniwersytety klasyczne, których jest w naszym kraju 19. Chodzi o to, by uniknąć wielu nieporozumień. Ostatnio jesteśmy bardzo ostro krytykowani po wynikach tego najnowszego rankingu szanghajskiego, w którym dwa najlepsze polskie uniwersytety znalazły się w piątej setce. Najwięcej głosów krytycznych pada jednak ze strony osób, które najczęściej nie wiedzą, na czym w ogóle ten ranking polega. Prawdą jest też, że sytuacja finansowa przynajmniej połowy uniwersytetów zrzeszonych w KRUP jest bardzo zła. Najpierw należy więc wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, a potem zadbać o poprawę tej sytuacji. Czy w tej misji znajdziemy sojuszników? Mam nadzieję, że tak.

Nowa siedziba Wydziału Chemii na Kampusie 600-lecia Odnowienia UJ
Obrady Senatu UJ; 29 czerwca 2016

W Polsce działa obecnie ponad 400 szkół wyższych. Tych klasycznych uniwersytetów jest więc stosunkowo niewiele, ale ich głos musi być słyszalny i podejście do nich musi być zupełnie inne. Bo nie da się każdej wyższej szkoły traktować w sposób równorzędny. Podczas kampanii wyborczej mówiłem, że menedżerski system zarządzania dużym klasycznym uniwersytetem jest nierealny. I tak jest. Po czterech latach zarządzania Uczelnią doskonale wiem, co mógłbym zrobić, by zwiększyć zysk Uniwersytetu. Wystarczyłoby, na przykład, rozszerzyć kierunki najbardziej oblegane, a pozamykać te, na których jest mniej chętnych. Ale przecież to absurd, bo klasyczny uniwersytet nie może tak funkcjonować. Musi mieć wsparcie na nauczanie nawet na tych kierunkach, które wydają się zupełnie niedochodowe. Uniwersytetu nie można przecież porównywać z uczelniami technicznymi czy szkołami zawodowymi.

W całej Europie trwa dyskusja, co robić z dyscyplinami bardzo rzadkimi, jak je finansować, kiedy skupiają nieduże grupy ekspertów i studentów. Wiadomo, że one się nie zbilansują. Dla każdego uniwersytetu klasycznego, który prowadzi taką unikatową specjalność, jest to finansowo bardzo niekorzystne. Rolą KRUP jest właśnie zajęcie się tą sprawą. Musimy dyskutować i mówić jednym głosem. To jest bezapelacyjnie priorytet. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich KRASP ma zadania bardziej generalne, zapisane w ustawie o szkolnictwie

Anna Wojnar

wyższym, zrzesza ponad 100 bardzo różnych szkół wyższych, wśród których są politechniki, szkoły artystyczne czy uczelnie wojskowe. Dojście do porozumienia przy tak różnych problemach tak różnych podmiotów jest bardzo trudne.

□ Wracając jeszcze do zadań, które kontynuowane będą na Uniwersytecie Jagiellońskim w drugiej kadencji...

■ Niezmiernie ważną sprawą jest stabilność finansowa Uniwersytetu, którą udaje się nam utrzymać. W tym miejscu podziękowania kieruję do całej kwestury za pilnowanie dyscypliny finansowej.

Niekończącą się historią jest upraszczanie procedur administracyjnych. Robimy to tam, gdzie tylko jest możliwe. Na początku tej kadencji rozpocznie pracę zespół, do którego za pośrednictwem internetu przez 24 godziny na dobę każdy z pracowników Uniwersytetu będzie mógł zgłaszać przykłady, gdzie te procedury są absurdalne, co wymaga poprawy i weryfikacji.

Drogą elektroniczną przesyłane są już wnioski urlopowe, a także wnioski premiowe pracowników administracji. Teraz będzie to wprowadzane na wydziałach, na dwóch z nich system został już przetestowany. Mamy już elektroniczną wersję delegacji krajowych, niedługo wprowadzona zostanie też elektroniczna wersja wniosków o zagraniczny wyjazd służbowy. W formie elektronicznej częściowo dokonywana jest ocena nauczycieli akademickich, a w fazie testów jest ocena pracowników niebędących nauczycielami akademickimi. Planowane jest również wykorzystanie w większym zakresie podpisu elektronicznego, co bardzo uprości nasze działania na wielu polach.

Ważnym wyzwaniem będzie przeniesienie naszej serwerowni z budynku przy ul. Reymonta na kampus.

W najbliższych czterech latach wprowadzone zostaną też pewne zmiany administracyjne związane z zarządzaniem majątkiem Uniwersytetu. Trzeba będzie podjąć strategiczne decyzje dotyczące, między innymi, Polanki Hallera czy Witkowic, gdzie Uniwersytet jest właścicielem dużych działek. Zastanowienia wymaga sprawa zagospodarowania hotelu i baszty w Przegorzałach. Chodzi o to, by majątek Uniwersytetu był odpowiednio wykorzystywany.

Filip Radwański

□ Zapisujące się właśnie w historii Uczelni lata 2012–2016 obfitowały w wiele różnych wydarzeń. Które z nich w sposób szczególny utkwiły Panu w pamięci?

■ W 2014 roku świętowaliśmy Jubileusz 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wszystkie przedsięwzięcia z nim związane miały swoją dynamikę, koloryt i niepowtarzalną atmosferę, co, oczywiście, wspominam z wielką radością.

Rektor UJ

prof. Wojciech Nowak podczas spotkania ze studentami w auli Collegium Novum

Uroczysta immatrykulacja studentów; 1 października 2014

Ale teraz bieżące życie Uczelni przynosi niemal codziennie tak wiele różnych wyzwań, że to na nich w głównej mierze skupiam swoją uwagę. Bardzo bogaty w wyjątkowe wydarzenia jest rok 2016. To właśnie w tym roku odbyły się wybory władz Uczelni na nową kadencję 2016–2020.

Jeśli chodzi natomiast o uniwersyteckie uroczystości, to z radością i wzruszeniem wspominam ostatnie Święto Uniwersytetu, podczas którego 12 maja wręczyłem Andrzejowi Wajdzie złoty medal Plus Ratio Quam Vis. W pamięci mam niezwykle spontaniczną i pozytywną reakcję studentów na to wydarzenie.

Wyjątkowo wspominam także wizytę papieża Franciszka w Krakowie w dniach 27–31 lipca 2016.

27 lipca uczestniczyłem w ceremonii powitania Ojca Świętego na Wawelu, następnego dnia spotkałem się z papieżem w Centrum Urazowym Medycyny Ratunkowej i Katastrof, gdzie odwiedzał ciężko chorego kardynała Franciszka Macharskiego, a także 28 lipca w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie, kiedy spotkał się z leczącymi się tam małymi pacjentami.

□ O czym rozmawiał Pan z papieżem Franciszkiem podczas nieoficjalnego spotkania w Centrum Urazowym Medycyny Ratunkowej i Katastrof?

■ Rozmawialiśmy przede wszystkim o stanie zdrowia kardynała Franciszka Macharskiego, ale także o Szpitalu Uniwersyteckim i o Uniwersytecie w ogóle. Papież bardzo mnie zaskoczył, bo pamiętał o liście, który wystosował do społeczności akademickiej z okazji Jubileuszu 650-lecia UJ. Pamiętał też, jak kardynał Macharski rozumiał wyjątkową rolę Uniwersytetu w funkcjonowaniu miasta i państwa.

Podczas trwania Światowych Dni Młodzieży w Polsce z satysfakcją obserwowałem zaangażowanie środowiska akademickiego, nie tylko naszego Uniwersytetu, ale też i innych krakowskich uczelni, we wszystkie kluczowe wydarzenia i spotkania z udziałem papieża Franciszka. Byliśmy widoczni. Dostrzegłem także aprobatę ze strony Papieża i jego autentyczne zrozumienie roli naszego środowiska w procesie kształcenia młodych ludzi.

□ 2 sierpnia 2016 przyszła wiadomość o śmierci kardynała Franciszka Macharskiego, metropolity krakowskiego w latach 1978–2005, doktora honoris causa i wielkiego przyjaciela Uniwersytetu Jagiellońskiego...

■ Kardynał Franciszek Macharski był wyjątkową postacią dla Krakowa, dla kurii i dla Uniwersytetu. To był książę Kościoła. Miałem w życiu to szczęście, że znałem kardynała od wielu lat. Nasze rozmowy zawsze były dla mnie bardzo inspirujące. Kardynał uważał, że siła Uniwersytetu tkwi w jego otwartości. Że można się spierać w różnych kwestiach, byleby tylko te kłótnie miały odpowiedni poziom merytoryczny. W Uniwersytecie widział universitas – różnorodność i potrzebę nieskrępowanej wymiany myśli. Rozumiał i bardzo cenił tę panującą w nim specyficzną atmosferę. Bywał przecież na niemal wszystkich uniwersyteckich uroczystościach.

Pogrzeb kardynała, który odbył się 5 sierpnia 2016 w katedrze na Wawelu, zgromadził tłumy krakowian.

□ W ciągu czterech ostatnich lat w swoim gabinecie przyjął Pan wielu wyjątkowych gości z zagranicy. Podróżował Pan także po świecie. Która z tych wizyt, które ze spotkań wywarło na Panu szczególne wrażenie?

Wizyta żony premiera Japonii Akie Abe, Collegium Maius; 28 listopada 2014
Wizyta papieża Franciszka w Centrum Urazowym Medycyny Ratunkowej i Katastrof; 28 lipca 2016
Fot. Anna Wojnar

■ Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie powitanie, jakie zorganizowano dla nas na najbardziej prestiżowym uniwersytecie Korei Południowej – Narodowym Uniwersytecie Seulskim (Seoul National University). Koreanki i Koreańczycy, którzy uczą się tam języka polskiego, ubrani w stroje krakowskie zatańczyli krakowiaka.

Po uroczystości zapytałem tych młodych ludzi, dlaczego uczą się naszego języka. Nauka trwa tam cztery lata i na ogół odbywa się w ramach drugiego fakultetu. Odpowiedzieli, że uczą się nie tylko języka, ale także tradycji, kultury i historii, bo Polska się rozwija, a Korea Południowa ma z naszym krajem kontakty handlowe. I to jest właśnie siła tego uniwersytetu. W światowych

rankingach plasuje się on w okolicach Top 50. Kształci się na nim około 26 tysięcy młodych Koreańczyków. Co roku 100 z nich świadomie uczy się języka polskiego, by w przyszłości pracować w naszym kraju. Proces kształcenia jest tam włączony w sposób działania dużych koncernów przemysłowych, w ramach współpracy z biznesem. Bo tam stawia się na innowacyjność. Nawiązaliśmy kontakty z tą uczelnią i mamy nadzieję na realną współpracę.

□ O jakich przedsięwzięciach zrealizowanych w ciągu czterech ostatnich lat myśli Pan z satysfakcją?

■ Cieszę się bardzo, że przy ul. Bydgoskiej 19B otwarliśmy żłobek „Żaczuś”, który prowadzony jest przez Fundację Studentów i Absolwentów UJ „Bratniak”. W ramach resortowego programu rozwoju instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 „Maluch” przedsięwzięcie współfinansowane jest również przez wojewodę małopolskiego. Z tej placówki mogą korzystać dzieci studentów, doktorantów oraz osób zatrudnionych przez Uniwersytet Jagielloński lub wykonujących zadania na rzecz Uczelni na podstawie umów cywilnoprawnych.

Od 2 września 2013 na uniwersyteckim kampusie w Pychowicach, przy ul. Bobrzyńskiego 14, działa również przedszkole, które jest autorskim projektem Jagiellońskiego Centrum Innowacji. Obecnie korzysta z niego 40 dzieci w wieku 2,5–6 lat, a rekrutacja do przedszkola JCI odbywa się przez cały rok w miarę dostępnych miejsc.

Fot. Anna Wojnar

Rektor UJ prof. Wojciech Nowak i reżyser Andrzej Wajda w auli Collegium Novum podczas uroczystego posiedzenia Senatu UJ z okazji Święta UJ; 12 maja 2016

W skali Uniwersytetu są to, oczywiście, niewielkie przedsięwzięcia, które nie mogą równać się, na przykład, z otwarciem Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS czy rozpoczęciem budowy nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu, ale wspominam o nich, bo to pokazuje, że na Uniwersytecie Jagiellońskim myślimy o wspólnocie akademickiej w każdym, także w tym ludzkim, aspekcie.

Cieszę się, że udało nam się zrealizować bardzo trudne przedsięwzięcie, jakim była budowa nowego Paderevianum. Jeszcze nie wszystkie planowane prace w obrębie II kampusu zostały zakończone, ale wierzę, że w ciągu najbliższych czterech lat to nastąpi.

Cztery lata temu obiecałem też Samorządowi Studentów nową siedzibę. Studenci przenieśli się już z podziemi Collegium Novum do pomieszczeń przy ul. Czapskich. Obecnie, wyposażają je. Niedługo do ich dyspozycji będzie jeszcze lokal znajdujący się przy ul. Jagiellońskiej, na wprost wejścia do Collegium Maius. Kiedy w grudniu 2016 roku zakończy się tam remont, zyskają reprezentacyjne pomieszczenia, które stanowić będą dobrą bazę do dalszego rozwoju ich działalności.

Nie udało mi się zrealizować wszystkich planów w stu procentach. Życie zweryfikowało moje zamierzenia. Wiele spraw jest w toku. Bardzo chciałbym, aby ich finał nastąpił podczas trwania obecnej kadencji. Jednym z takich przedsięwzięć jest, na przykład, kontynuacja działań zmierzających do rozpoczęcia budowy Domu Seniora czy infrastruktury sportowej na trzecim kampusie w Pychowicach.

□ 1 października 2016 – w ramach pierwszego etapu reformy polskiego systemu szkolnictwa wyższego przed stworzeniem Ustawy 2.0 – wchodzi w życie ustawa deregulacyjna, przyjęta przez Sejm RP w czerwcu 2016. Jej założenia spowodują pewne zmiany w funkcjonowaniu Uczelni. Do nowych zapisów deregulacyjnych trzeba będzie dostosować Statut UJ. Czy w związku z tym będzie on modyfikowany czy pisany na nowo?

■ Opracowanie nowego statutu jest bardzo trudnym i dyskusyjnym w wielu aspektach procesem. Mogliśmy się o tym przekonać w ciągu ostatnich czterech lat. Niemniej od samego początku kadencji, pod nadzorem prorektor ds. rozwoju prof. Doroty Malec, rozpoczęły się prace nad nowym statutem, jak również dostosowaniem go do nowych założeń deregulacyjnych. To sprawa kluczowa. Tym bardziej że, jak zakłada minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, „Ustawa 2.0”, określająca nowy model szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce, wejdzie w życie w roku akademickim 2018/2019. Musimy więc uporządkować wiele rzeczy. I to nie będzie łatwe.

□ Jakie zmiany nastąpią w strukturze Uczelni?

■ Od 1 stycznie 2017 rozpocznie działalność nowy wydział, który powstanie z podziału Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi. Ten proces już się toczy.

□ Cztery lata temu, na początku pierwszej kadencji, rozpoczynał Pan pracę pełen optymizmu. Czy teraz jest podobnie?

■ Gdybym nie miał optymizmu, nie kandydowałbym na stanowisko rektora UJ po raz drugi. Wierzę, że doświadczenie zdobyte przeze mnie oraz cały zespół współpracowników w ciągu ostatnich czterech lat, będzie procentować. Życzyłbym sobie jeszcze, aby społeczność akademicka rozumiała i akceptowała decyzje podejmowane przez władze UJ, bo one zawsze są konsekwencją wyzwań, jakie przynosi nam XXI wiek.

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska

Strona Księgi z podpisem rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka
Pamiątkowy wpis do Księgi protokołów oddania i przejęcia władzy rektorskiej w UJ
Fot. Anna Wojnar

KREATYWNA DYDAKTYKA

Rozmowa z prorektorem UJ ds. dydaktyki w latach 2008–2016

prof. Andrzejem Manią

□ Przez ostatnich osiem lat pełnił Pan na Uniwersytecie Jagiellońskim funkcję prorektora do spraw dydaktyki. Jak Pan patrzy na te lata?

■ To był czas dający wiele okazji do realizacji ciekawych pomysłów, a na poziomie emocjonalnym były momenty zadowolenia, satysfakcji, irytacji, przygnębienia i rozkwitu przekonania o tym, jak wspaniałą uczelnią jest Uniwersytet Jagielloński, jego pracownicy i studenci. Słyszałem osobiście, jak wielu znanych mi rektorów z całego świata z podziwem wypowiadało się na temat naszej Uczelni w czasie jubileuszu czy spotkań z nimi za granicą. Ponadto przeprowadzając wizytacje 88 szkół jako członek, a potem ekspert PKA, bardzo wyraziście przekonałem się, jak szczególnym miejscem jest ponad 650-letni uniwersytet.

□ W codziennym działaniu doświadczał Pan ograniczeń wynikających z regulacji prawnych i zmian przepisów. Proszę powiedzieć, jak zmiany prawne w obrębie szkolnictwa wyższego wpłynęły na funkcjonowanie Uniwersytetu w tym czasie?

■ Moim podstawowym zadaniem jako prorektora do spraw dydaktyki było działanie na rzecz rozwoju akademickiej dydaktyki oraz sprawy studenckie. Uniwersytet funkcjonuje w ramach przepisów prawa. Są tego pozytywne efekty wtedy, kiedy zmiany przepisów ułatwiają nam funkcjonowanie lub napotykamy problemy, gdy przepisy te są dla nas niekorzystne i niepotrzebnie nas obciążają, na przykład w formie zwiększonej biurokracji. Tego wszystkiego w ciągu tych ośmiu lat doświadczaliśmy. Budziło moje i pracowników Działu Nauczania irytację i zażenowanie to, co musimy wprowadzać na UJ. Głęboko wierzę, że regulacje prawne w sferze szkolnictwa wyższego muszą nam gwarantować swo-

bodę nauki i swobodę kształtowania programów dydaktycznych. To jest dla nas podstawa działania i szansa rozwoju. Cztery lata temu zostały wprowadzone Krajowe Ramy Kwalifikacji. Założenia systemu są słuszne, natomiast sposób wdrażania i kontroli określonych parametrów, który przyjęto w polskiej praktyce, jest zbyt zbiurokratyzowany. Ilość koniecznej dokumentacji jest znacznie przesadzona, co nieraz powoduje spore kłopoty. Mam więc nadzieję, że, zgodnie z zapowiedziami obecnego ministra, system ten zostanie odbiurokratyzowany. Bardzo dobrze natomiast odbieram postawę naszej kadry w tym zakresie, ponieważ pracownicy Uniwersytetu podeszli do tych wymagań ze zrozumieniem i profesjonalizmem. Kwestią, która znacząco wpłynęła na rozwój uniwersyteckiej dydaktyki, było wprowadzenie zwiększonego zakresu swobody Uczelni pod względem tworzenia kierunków studiów. Gdy zaczynałem pracę jako prorektor, działaliśmy pod presją standardów nauczania, ściśle zdefiniowanych w przepisach prawnych, które były wspólne dla wszystkich szkół wyższych, niezależnie od ich możliwości. Była to zła praktyka, ponieważ nie uwzględniała potencjału danej uczelni, a sztuczne zamykanie w tej jednolitości szkodziło. Gdy uzyskaliśmy prawo tworzenia kierunków, wydziały zareagowały natychmiast i zaczęły szukać nowych rozwiązań dostosowanych do ich faktycznych możliwości kadrowych i lokalowych. Kreatywność w tym zakresie była bardzo duża i skorzystaliśmy z tego prawa maksymalnie, dostosowując naszą ofertę dydaktyczną do faktycznego potencjału. Powstawały nowe kierunki, czasem niewielkie. Dla przykładu, świetnie rozwija się neurokognitywistyka, sinologia czy studia dalekowschodnie i bezpieczeństwo. Uniwersytet w szerokim zakresie współpracuje z Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie w ramach studiów weterynaryjnych. Nowo utworzone kierunki bardzo dobrze funkcjonują.

Prof. Andrzej Mania
Spotkanie w gabinecie prorektora UJ prof. Andrzeja Mani, w którym uczestniczył, m.in. konsul generalny USA w Krakowie Walter Braunohler
Fot. Anna Wojnar

Kontynuując kwestie zwiększenia swobody w sferze dydaktycznej, pragnę z satysfakcją wspomnieć o dwóch ważnych zmianach. Podczas mojej kadencji udało się stworzyć i wprowadzić nowy wzór dyplomu – od licencjackiego do habilitacyjnego. Jest to pięknie wyglądający dokument, odwołujący się do bogatej historii UJ. Ponadto dokonała się rzecz bardzo ważna: odstąpiliśmy od papierowej wersji indeksu, który obecnie ma formę elektroniczną. Pojawiły się więc liczne ułatwienia informatyczne dla studentów, głównie za sprawą systemu USOS, choć wiele tu jest jeszcze do zrobienia. W tej sferze kompetencje informatyczne mojego następcy mogą wiele wprowadzić do praktyki na UJ.

□ Podczas swojej kadencji wielokrotnie mówił Pan o działaniach na rzecz poprawy jakości kształcenia. Podkreślał Pan, że Uniwersytet musi być kreatywną szkołą wyższą. Jak było to realizowane?

■ Tak uważam i zawsze to podkreślałem. Uniwersytet to szkoła wyższa, nie tylko miejsce, gdzie prowadzi się badania naukowe i tworzy naukę. Uniwersytet Jagielloński musi się wyróżniać. Dlatego dbałość o jakość dydaktyki, jakość kształcenia to jednocześnie formowanie wizerunku Uczelni. Podczas każdej inauguracji, przemawiając do studentów, mówiłem również, że jest to Uniwersytet dla ambitnych. Ambitni muszą być wszyscy członkowie społeczności akademickiej. Ambitnym trzeba być, spełniając się na Uniwersytecie Jagiellońskim jako badacz, nauczyciel, student i pracownik administracji. Jestem głęboko przekonany, że jest to wyjątkowe miejsce pracy i nauki.

W okresie moich dwóch kadencji udało się na Uniwersytecie Jagiellońskim w znacznym stopniu rozwinąć mechanizmy rozwoju i kontroli jakości. Dla przykładu, na wydziałach funkcjonują odpowiednie komisje monitorujące, w jaki sposób kształcenie jest realizowane na poszczególnych kierunkach. Na bieżąco współpracowaliśmy w tej kwestii z dziekanami i pełnomocnikami ds. jakości kształcenia. Wprowadziliśmy również system monitorowania jakości oparty na ankietach. Mogę więc stwierdzić, że na przestrzeni tych ośmiu lat wykształcił się system dbania o jakość kształcenia, nie jako efekt przymusu, ale naturalnego przekonania o wadze tej aktywności. Nauczyliśmy się definiować jakość na potrzeby konkretnych kierunków. W efekcie możemy poszczycić się znacznymi sukcesami: od wielu lat Wydział Prawa i Administracji UJ wygrywa w rankingach, sukcesy odnosi medycyna uniwersytecka, wiele kierunków otrzymało najwyższe wyróżnienia Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

Mówiąc o poziomie dydaktyki akademickiej, trzeba wskazać na podstawowe w tym względzie znaczenie studentów. Jestem zdania, że bycie studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego to przywilej i wielka szansa w życiu. Studenci, zawsze to powtarzam, mogą i powinni wymagać od siebie i oczekiwać wiele od Uniwersytetu. Odpowiednio organizując własny proces kształcenia, można bardzo dużo skorzystać z możliwości, jakie daje szeroka oferta Uczelni. Jednocześnie, w obliczu coraz szybciej zmieniającego się świata, Uniwersytet mimo swojego wysokiego poziomu w coraz mniejszym stopniu jest odpowiedzialny za pełną sferę wiedzy i umiejętności w kształcenia młodych ludzi, bo świat dostarcza coraz więcej impulsów z zewnątrz. Umożliwiamy więc młodemu człowiekowi studia na danym kierunku, prowadzimy wiele dodatkowych zajęć, ale to student musi wybrać własną dro-

studentów; 1 października 2015

gę rozwoju, a my musimy go do tego zachęcić. Jeśli więc student będzie rozwijał umiejętność samodzielnego zdobywania wiedzy, to poradzi sobie z natłokiem informacji również po skończeniu edukacji i będzie spełniał się na rynku pracy.

□ A czy coś zmieniło się w formule organizacji zajęć? Pojawiały się plany wprowadzenia systemu nauczania na odległość czy nauczania modułowego? Czy istnieje trend polegający na odejściu od wykładów na rzecz pracy w małych grupach?

■ System nauczania modułowego już funkcjonuje tam, gdzie jest to możliwe. Natomiast nauczanie na odległość mogłoby funkcjonować w szerszym zakresie, jednak ta forma edukacji nie jest za dobrze przyjmowana na wszystkich kierunkach. Jest to też trochę droższe. Na razie więc zdalne nauczanie stanowi niejako system wspomagający. Liczę na to, że wyższy poziom informatyzacji Uczelni w sferze dydaktycznej spowoduje, że zdalne nauczanie stanie się w większym stopniu przyjazne dla użytkowników.

Wykłady czasem są krytykowane, ale czytając wypowiedzi studentów w ankietach, widzę, że doceniają dobrych wykładowców, czasem są nimi oczarowani. Owszem, zdarzają się także wypowiedzi negatywne. Ważne jest, aby za tym szła refleksja ze strony wykładowców, dotycząca jakości pracy dydaktycznej. Wykłady powinny być twórcze – jak tworzenie nowego dzieła. Dobry wykładowca powinien też wiedzieć, jak sprowokować studenta do myślenia, poszukiwania nowych rozwiązań. Sam zawsze poważnie traktuję opinie studentów. Warto podkreślić, że na Uniwersytecie jest możliwość odbycia, w ramach programu Ars Docendi, kursów w zakresie doskonalenia kompetencji

Immatrykulacja

dydaktycznych, co od wielu lat funkcjonuje z powodzeniem. Jestem przekonany, że dobrzy wykładowcy kształtują wizerunek Uniwersytetu.

□ A czy ma sens tworzenie studiów międzywydziałowych?

■ Ma sens tworzenie studiów dających możliwość najpełniejszego skorzystania z potencjału intelektualnego kadry. Studenci mają możliwość wyboru kursów na innym kierunku,

Anna Wojnar

Prorektor Andrzej Mania wraz z delegacją z Uniwersytetu w Kobe w auli Collegium Novum; 27 października 2015

oczywiście z praktycznymi ograniczeniami. Musimy w sferze dydaktycznej maksymalnie wzmocnić współdziałanie międzykierunkowe, jednak pod względem formalnym czasem są tu kłopoty. Zauważmy przy tym, że Uniwersytet wspaniale się rozbudował. Mamy nowoczesne budynki, dalsze inwestycje powstają, więc mamy gdzie rozwijać dydaktykę. Studia międzywydziałowe mogą być wielką szansą dla tych wydziałów, które na niektórych kierunkach mają mniej studentów, bo mogą przyciągnąć nowych.

□ Czy zadaniem Uniwersytetu jest przygotowanie do kształcenia się przez całe życie?

■ Tak. I nie trzeba tego robić tylko hasłowo. Często uczenie się przez całe życie kojarzy się jedynie z Uniwersytetem Trzeciego Wieku, który zresztą pięknie działa na naszej Uczelni. Prawdę powiedziawszy, ideę uczenia się przez całe życie powinno się rozwijać już od uzyskania indeksu. Należy cały czas rozwijać swoje umiejętności. Zadaniem Uniwersytetu jest właśnie nauczenie najpierw zdolności poszukiwania wiedzy, a następnie umiejętności samorozwoju i samodzielności, co daje lepsze perspektywy na przyszłość. Nawet na Uniwersytecie wiemy, że nie dajemy quantum wiedzy na całe życie. Uczymy pewnych umiejętności i postaw, które powinny być realizowane przez całe życie.

□ Jak sprawdza się na Uniwersytecie system rekrutacji. Czy niż demograficzny bardzo nas dotknął?

■ Mogę powiedzieć, że, szczęśliwie, niż demograficzny bardzo nas nie dotknął, jednak ciągle żyjemy pod presją tego problemu. Mam satysfakcję z tego, że kandydaci wysoko cenią Uniwersytet Jagielloński, bo nadal w dużej liczbie zgłaszają się nasze studia. Są nawet kierunki, na które w tym roku było więcej kandydatów na studia pierwszego stopnia niż w latach ubiegłych. Pozwala to sądzić, że młodzi ludzie wciąż chcą u nas studiować i wierzą, że mamy ciekawą i nowoczesną ofertę edukacyjną. Ponieśliśmy pewne straty w liczbie studentów na studiach niestacjonarnych, dla niektórych kierunków zmniejszyła się też liczba kandydatów. Najwięcej decyzji o zamknięciu dotyczyło studiów niestacjonarnych. Liczba studiów stacjonarnych, które zostały zamknięte, nie była wielka. Zostały za to uruchomione całkiem nowe studia, więc jesteśmy w sytuacji bardzo dobrej. Na Uniwersytecie mamy zasadę, że nie spieszymy się z zamykaniem kierunków. Zawsze w takich sytuacjach starałem się znaleźć pozytywne rozwiązanie, na przykład wprowadzając, w uzgodnieniu z wydziałami, zasadę, aby nie otwierać kierunków, które nie mają szans przetrwania, ponieważ generuje to problemy finansowe. Pamiętajmy przy tym, że Uniwersytet jest też swego rodzaju skarbnicą kilkudziesięcioletniego, a w przypadku niektórych wydziałów wielowiekowego doświadczenia, więc nie możemy tak łatwo z pewnych rodzajów studiów zrezygnować, jeżeli to my właśnie byliśmy pierwszymi, którzy je w Polsce wprowadzili. Biorąc pod uwagę procesy demograficzne, musimy być także przygotowani na to, zniknie większość studiów niestacjonarnych. Wtedy też ograniczy się pewne źródło dochodów i możliwość funkcjonowania pracowników dydaktycznych, trzeba będzie umieć to zagospodarować. W zamian można będzie, na przykład, zaproponować szerszą ofertę studiów podyplomowych i doktoranckich. Na bieżąco więc monitorujemy wskaźniki i analizujemy tendencje. System rekrutacyjny funkcjonuje bardzo dobrze. Dział Rekrutacji na Studia wszystko starannie przygotowuje i przeprowadza pod względem technicznym, a wydziały bez żadnych kłopotów potrafią ten system wdrażać. Pamiętajmy przy tym, że przeprowadzając rekrutację dla studiów pierwszego stopnia, studiów magisterskich i jednolitych studiów magisterskich, musimy się opierać na zaleceniach prawnych w tym zakresie, czyli jako kryterium bierzemy pod uwagę wynik matury, tylko w nielicznych przypadkach możemy wprowadzić jakiś dodatkowy egzamin. Musimy także nieustannie myśleć o promocji Uniwersytetu wśród kandydatów, ponieważ nie wystarczy już bycie najstarszym uniwersytetem w Polsce. Kreatywność w walce o kandydata powinna być jeszcze większa. Uniwersytet musi być zawsze obecny w przestrzeni społecznej – w zmieniającym się wizerunku, pełnym dynamiki. Uniwersytet ma zaciekawiać.

□ A czy miałoby sens wprowadzenie dodatkowych rozmów z kandydatami?

■ Nie ma sensu wprowadzenia rozmów z kandydatami, bo gdybyśmy uruchomili mechanizm rekrutacji odmienny od wszystkich pozostałych uczelni, to stracilibyśmy część kandydatów. Zapewne byliby to ci słabsi. Owszem, chcemy być uczelnią elitarną, która ma tylko bardzo dobrych studentów, ale naszą

powinnością jest dalsze edukowanie młodych ludzi, a nie tylko bycie beneficjentami wyniku maturalnego. Mamy pokazać, że jesteśmy uczelnią, która potrafi również tych słabszych kandydatów przekształcić.

□ Czy w ostatnich latach zmieniła się liczba studentów przyjmowanych na pierwszy rok studiów?

■ Mniej więcej trzymamy się podobnej wartości. Wydaje się, że gdyby było mniej studentów, to może byłoby efektywniej i łatwiej. To nie jest jednak takie proste. Obowiązujący algorytm powoduje, że dostajemy pieniądze w zależności od liczby studentów, a te pieniądze są źródłem finansowania i funkcjonowania uczelni, więc takie proste zmniejszenie liczby studentów spowodowałoby olbrzymi wyłom w budżecie. Zwracam uwagę na fakt, że efektem boomu edukacyjnego na początku lat 90. był nie tylko wzrost liczby studentów, ale także kadry dydaktycznej, na którą wzrosło wtedy zapotrzebowanie. Ograniczenie liczby studentów spowodowałoby więc zmniejszenie zapotrzebowania również na pracowników dydaktycznych. Z drugiej strony jednak, wtedy pracownicy mogliby bardziej zaangażować się w pracę naukową, zdobywając prestiżowe granty europejskie czy z NCN. Wolelibyśmy, aby nowy algorytm, nad którym pracuje ministerstwo, zmniejszył tę presję, że na danym kierunku musimy mieć konkretną liczbę studentów. Uważam, że o wiele korzystniejszym rozwiązaniem byłaby możliwość zmniejszania liczby studentów tam, gdzie jest to uzasadnione, a z kolei zwiększanie tam, gdzie jest to potrzebne. Uniwersytet Jagielloński ma potencjał naukowy, który przy wyraźnym wsparciu finansowym może odegrać rolę wiodącej uczelni badawczej, nie tracąc nic z potencjału dydaktycznego.

□ Czy po tych latach możemy stwierdzić, że system boloński się sprawdził?

■ Odwrócenie tego procesu jest już niemożliwe. Natomiast uważam, że warto byłoby pomyśleć, aby nasz system edukacyjny przewidywał możliwość wprowadzenia alternatywnych ścieżek edukacyjnych na pewnych kierunkach. Pamiętajmy jednak, że kandydaci przywykli już do systemu, w którym po trzech latach mogą kontynuować naukę na innym kierunku. Jestem rzecznikiem tego, aby istniała jakaś skala sterowanego wyboru dalszych studiów, przynajmniej w obrębie obszarów badawczych. Duże przeskoki są nieprzydatne, bo wiedza przyswojona podczas studiów pierwszego stopnia na drugim nie będzie w pełni wykorzystana, a czas traci się również na nadrabianie braków. Generalnie rzecz biorąc, uważam, że jeżeli prawodawca stworzy tutaj możliwość sterowania wyborem studiów drugiego stopnia, przynajmniej w obrębie obszaru badawczego, to byłoby to korzystne.

Uważam, że powinniśmy zadbać o to, żeby w większym stopniu skorzystać z wielu sieci, do których należymy. Uczelnia musi być w stałych związkach z partnerami zagranicznymi i wykazywać się aktywnością. Jeżeli misją Uniwersytetu jest nauka i dydaktyka, to internacjonalizacja jest mechanizmem przekształcania uczelni przez pryzmat doświadczenia całego świata w tej sferze, ale także przez włożenie naszego wkładu w ten proces.

Na Uniwersytecie Jagiellońskim stopniowo zwiększa się liczba studentów zagranicznych. Niestety, wciąż liczba ta jest niewystarczająca proporcjonalnie do naszego potencjału. Chcielibyśmy mieć więcej studentów z zagranicy, jak i kadry obcej uczącej u nas. Znacznie zwiększyła się liczba kursów na różnych kierunkach studiów prowadzonych przede wszystkim w języku angielskim, ale także w innych językach obcych. Jednak ciągle ta oferta nie jest tak szeroka, jak byśmy chcieli. Dzieje się tak, między innymi, dlatego, że prowadzenie programów studiów w językach obcych jest bardzo kosztowne. Szczególnie w sytuacji, gdy nie dysponujemy dodatkowym wsparciem finansowym. Nie mamy możliwości zapłacenia wykładowcom z zewnątrz tyle, ile się płaci za granicą. Ponadto, na niektórych kierunkach, łatwiej jest uruchomić dydaktykę w językach obcych ze względu na specyfikę dyscypliny naukowej. Pamiętajmy, że studenci z innych krajów jeżdżą po świecie utartymi ścieżkami edukacyjnymi (czasem nawet nie będąc świadomymi, że istnieje Polska i tak dobry uniwersytet jak nasz), dlatego musimy ich zachęcić

Pożegnalne spotkanie z okazji kończącej się kadencji. Prorektor Andrzej Mania w otoczeniu rodziny, współpracowników i pracowników swojego pionu; 6 lipca 2016

□ A jak wygląda kwestia internacjonalizacji? Czy udało się umiędzynarodowić studia i w jakim zakresie?

■ Uważam, że stoimy przed dużym problemem przemodelowania formuły współpracy międzynarodowej. Uniwersytet, polski uniwersytet, ma się przekształcać w barwach międzynarodowych.

konkretną, atrakcyjną ofertą, wprowadzić UJ do ich wyobraźni. Pomógłby, na przykład, system stypendialny dla doktorantów z zagranicy. Wiele dobrych rzeczy się stało w zakresie opieki nad studentami uczestniczącymi w programach mobilności czy w zakresie wymiany pracowników nauki. Pomocne byłoby wypracowanie zasad obsługi przyjeżdżających do nas uczonych na wzór Welcome Center istniejących w wielu uczelniach obcych. Mogłoby to sprawić, że goście z zagranicy czuliby się dobrze i wiedzieli, że Uniwersytet jest przyjaznym i otwartym miejscem, mającym własną tożsamość dobrego polskiego uniwersytetu, będącego ostoją dewizy Plus ratio quam vis

Anna Wojnar

Internacjonalizacja jest bardzo ważnym elementem procesu przekształcania uczelni. Buduje w nas przekonanie, że my sami jesteśmy częścią tego świata. Dlatego również długoletnie pobyty naszych pracowników w zagranicznych placówkach reformują sposób myślenia. Sam spędziłem mniej więcej pięć lat za granicą, głównie w USA, nie zawsze we wspaniałych warunkach, ale zyskałem wiele naukowo i nabyłem przekonanie o wartości międzynarodowych kontaktów. Z tego powodu przez osiem lat znacznie angażowałem się w rozwój współpracy międzynarodowej, szczególnie studenckiej i rozwoju studiów obcojęzycznych. Wymiana kształtuje i budzi przekonanie o własnej wartości, co można spożytkować, wracając do pracy na Uniwersytet. Cieszy mnie mobilność naszych studentów i pracowników, również administracyjnych. Mamy dobrze działające biura obsługujące program Erasmus, rocznie przyjeżdża do nas i wyjeżdża między 800 a 1000 studentów i wielu pracowników naukowych i administracyjnych, a te liczby będą rosły. Powinniśmy jednak dokonać pewnej rewizji dotychczasowych umów, w takim kierunku, aby mieć pewność, że nasi studenci wyjeżdżają faktycznie tam, gdzie mogą skorzystać. Wspaniale rozwinęło się również Jagiellońskie Centrum Językowe (i studium językowe Collegium Medicum), które uzyskało międzynarodową akredytację Equals. Oferujemy więc nauczanie języków obcych, które spełnia europejskie standardy.

z czego jestem bardzo zadowolony. Dlatego zawsze podkreślam, że ogromne znaczenie w pracy na Uniwersytecie ma zdolność współdziałania. Mówię o tym w kontekście sfery dydaktycznej, która jest równie ważna jak sfera akademicka, wzajemnie się wspomagają, więc musi być między nimi budowana równowaga. Zdolność współdziałania nadaje realny kształt pojęciu universitas, bo jesteśmy wspólnotą, mamy wspólny cel i misję do spełnienia. Zawsze powtarzam także, że chcielibyśmy, aby społeczność studencka w jeszcze większym stopniu była aktywna. Więcej przedstawicieli organizacji studenckich powinno uczestniczyć w wyborach, chcieć współtworzyć Uniwersytet. Studenci powinni zdawać sobie sprawę z wartości swojego słowa, nie tylko w okresie przedwyborczym, ale również podczas zasiadania w komisjach, podczas rad wydziałów czy w Senacie. Głos studentów jest zawsze brany pod uwagę, są słuchani z dużym zaciekawieniem i uwagą. Nawet jak mówią inaczej – to dobrze, widzimy, że są aktywni. Studenci są prawowitymi członkami naszej społeczności, mądry głos studenta, wypowiedziany z odwagą, jest nawet w stanie zmusić do ponownego przemyślenia grupę profesorów. My jako pracownicy musimy też chcieć słuchać opinii studentów, chcieć z nimi rozmawiać.

Podziękowania dla prof. Andrzeja Mani od rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka za cztery lata na stanowisku prorektora ds. dydaktyki

Anna Wojnar

□ A jak układała się współpraca z podległymi jednostkami?

■ Z całym zespołem mojego pionu współpraca układała się bardzo dobrze, nie doświadczyłem nierzetelności, natomiast spotkałem się z dużą aktywnością i kreatywnością. Wypracowaliśmy poczucie wspólnoty, czego wynikiem była dobra współpraca i atmosfera pracy. Wszystkie działy w moim pionie dostały duży zakres swobody działania i zaufania. Byłem ciągle zarzucany pomysłami, widziałem u wszystkich silną motywację do działania. Nie zawsze wszystko było idealnie, ale zawsze staraliśmy się działać na rzecz porozumienia. Nie kolidowało to z moim prawem do kierowania, z jasnym przekonaniem, że mam określone prawa i kompetencje do decydowania o ważnych sprawach i prawo do domagania się bycia solidnym w zakresie wykonywania obowiązków.

Zawsze starałem się klarownie definiować zadania, które stoją przed ludźmi, wspierać ich, rozwoju oraz zachowywać należytą formę kontaktowania się z pracownikami, z uszanowaniem każdego człowieka.

□ A jak się układała współpraca ze studentami?

■ Jestem bardzo zadowolony z bieżącej współpracy, zarówno ze studentami, jak i doktorantami. Przeżywaliśmy dwie wielkie akcje zmiany regulaminu studiów. To była naprawdę ciężka praca, ponieważ trzeba stworzyć regulamin, który jest przyjazny dla studentów, ale pozwala także czegoś od nich oczekiwać. Każdy element regulaminu był więc szczegółowo omawiany i uzgadniany przez dużą grupę reprezentantów całej Uczelni. Udało się nam wypracować wspólne, uzgodnione stanowisko,

Dokonałem wielu zmian kadrowych, które były konieczne. Obecnie jest to bardzo dobry zespół, przygotowany pod względem językowym i kulturowym do prowadzenia współpracy międzynarodowej. To są zespoły, których kierownicy w większości mają jasną wizję swojego działania, to nie są ludzie, których trzeba popędzać, napominać. Nawet przy tak ogromnej ilości spraw, która jest w pionie prorektora do spraw dydaktyki. Kończę więc kadencję z dużą satysfakcją, bo wiem, że zostawiam uczelni kapitał, który, mam nadzieję, zostanie dobrze wykorzystany. Z tego miejsca chciałbym wszystkim kierownikom działów i pracownikom podziękować za wszystkie lata współpracy. Na zakończenie kadencji przygotowano dla mnie piękne i wzruszające pożegnanie. Była to dla mnie wielka radość, bo zaskoczono mnie całkowicie. Świadczyło o tym, że istnieje poczucie wspólnoty, czego życzę mojemu następcy.

Jestem również bardzo zadowolony ze sposobu funkcjonowania Senackiej Komisji do spraw Dydaktycznych, gdzie bardzo dobrze układała się moja współpraca z prodziekanami, działami administracji mojego pionu i innych jednostkami dydaktycznymi Uniwersytetu. Omawialiśmy konkretne sprawy zawsze z dużą otwartością, w przyjaznej atmosferze, choć różniliśmy się w wielu kwestiach. Ale na koniec zawsze powstawało porozumienie. Za to wszystko również dziękuję pracującym ze mną prodziekanom. O dobrej atmosferze współpracy niech świadczy fakt, że nie głosowaliśmy nad sprawami, a wypracowywaliśmy wspólne stanowisko i zawsze znajdowaliśmy sposób na przygotowanie stanowiska dla Senatu.

□ Otrzymał Pan nagrodę Integralia, przyznawaną przez krakowskie uczelnie za wspieranie niepełnosprawnych studentów. W tym zakresie chyba dużo się zmieniło na Uniwersytecie Jagiellońskim w ostatnim czasie?

■ Zdecydowanie tak. Muszę stwierdzić, że Dział do spraw Osób Niepełnosprawnych rozwinął się doskonale. Udało się zagwarantować świetne warunki lokalowe w nowym budynku Paderevianum II, z doskonałym wyposażeniem. Pracownicy Działu są doskonale przygotowani do pełnienia swoich zadań, realizując różnorodne projekty wsparcia osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Pod tym względem jesteśmy wzorcowi. Od początku pracy jako prorektor miałem przekonanie, że Uniwersytet musi szeroko działać w zakresie wyrównywania szans edukacyjnych osób niepełnosprawnych. Moim celem było, i udało się to osiągnąć, żeby wszystkie osoby, które potrzebują specjalnego wsparcia, mogły z oferty Uniwersytetu korzystać. Uniwersytet nie może wykluczać nikogo. Los też zrządził, że obecny kierownik tego działu był moim magistrantem i być może to ukształtowało moją wrażliwość w tych sprawach.

□ Jak podsumuje Pan swoją dotychczasową pracę administracyjną na Uniwersytecie?

■ Pracę administracyjną zacząłem już w końcu lat 80. Przez lata pełniłem wiele różnorodnych funkcji: w latach 1990–96 byłem prodziekanem Wydziału Prawa i Administracji, potem, kolejno, dyrektorem Instytutu Nauk Politycznych, angażując się w utworzenie studiów w zakresie stosunków międzynarodowych, organizatorem i pierwszym dziekanem Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych, pierwszym dyrektorem Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych (stworzyłem studia amerykanistyczne na UJ i nadal jestem aktywny w zakresie badań amerykanistycznych na UJ jako kierownik Katedry Amerykanistyki), byłem przez sześć lat członkiem i wiceprzewodniczącym PKA.

muszę stwierdzić, że każdy z rektorów zapewnił mi swobodę działania i obdarzył mnie dużym zaufaniem, a ja z satysfakcją pełniłem swoją funkcję. Zadaniem prorektora jest twórcze działanie w ramach kompetencji wskazanych przez rektora. Nie mnie oceniać własne działania, ale sposób pracy obu rektorów był ważną, dodającą skrzydeł inspiracją dla działań w sferze dydaktyki, spraw studenckich czy międzynarodowych. Za stworzenie warunków do kreatywnego działania serdecznie dziękuje Panom Rektorom. Wiele satysfakcji dawała także współpraca z Państwem Prorektorami, Paniami Kwestorami, Panem i Panią Kanclerz. Wiele spraw, które formalnie należało do mnie, mogłem zrealizować dzięki współpracy z nimi, za co im dziękuję. Wszyscy działaliśmy, mimo różnic, w poczuciu zaufania i szacunku.

□ Proszę zdradzić Pańskie plany na przyszłość?

■ Wracam do pełnej aktywności naukowej i dydaktycznej. Nie zalewam się łzami, ale z zaciekawieniem patrzę w przyszłość. Staram się powrócić do roli „młodego”, dobrze zapowiadającego się uczonego. Przede wszystkim zamierzam dokończyć dwie książki, aplikować o granty. Mam również pod opieką dwoje nowych doktorantów, a wychowałem już 32 doktorów. Chcę

Wreszcie było dla mnie zaszczytem pełnienie funkcji prorektora do spraw dydaktyki. Pierwszą kadencję pełniłem za czasu rektorstwa prof. Karola Musioła, drugą u obecnego rektora prof. Wojciecha Nowaka. Osobowość rektora wywiera duży wpływ na sposób działania całego zespołu. W tym przypadku

młodszym kolegom pomóc w procesie habilitowania (w stosunku do 10 osób udało się już ten plan zrealizować) i uzyskiwaniu tytułu profesora. Zamierzam spełniać się w roli badacza i nauczyciela akademickiego, będąc gotowy do wsparcia rektora i dziekana w sprawach i działaniach, w których moje doświadczenie może być przydatne dla Uczelni, między innymi zasiadając w Senacie UJ.

□ Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Rozmawiała Anna Wojnar

Prof. Andrzej Mania ze swoim następcą prof. Armenem Edigarianem
Anna Wojnar

POD HASŁEM INWESTYCJI

Rozmowa z prorektorem UJ ds. Collegium Medicum w latach 2012–2016

prof. Piotrem Laidlerem

□ Cztery lata Pana pracy na stanowisku prorektora ds. Collegium Medicum UJ upłynęły w dużej mierze pod hasłem inwestycji. Jedną z tych najbardziej spektakularnych jest nowa siedziba Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu. Co obecnie dzieje się na placu budowy tego ogromnego przedsięwzięcia?

■ To były bardzo ważne i dobre cztery lata mego życia. A odpowiadając na Pani pytanie, powiem, że inwestycja realizowana jest zgodnie z harmonogramem. Przy ul. Macieja Jakubowskiego w 2015 roku wybudowany został już wielopoziomowy parking, teraz z ziemi wyrasta gmach szpitala, który jest kompozycją składającą się z dziesięciu elementów. Trwają prace związane z makro- i mikroniwelacją terenu pod drogi i parkingi naziemne, a także prace dotyczące wykonania kanalizacji sanitarnej, deszczowej czystej i brudnej oraz zakaźnej. Przyznam, że widząc ruch na placu budowy tej ogromnej inwestycji, czuję satysfakcję. Bo przecież na rozpoczęcie prac

związanych z budową nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu krakowskie środowisko medyczne czekało blisko 60 lat. Przeszkód było mnóstwo, pojawiały się kontrowersje co do lokalizacji, protesty ekologów, było zaskarżenie wyników przetargu dotyczącego wyłonienia generalnego wykonawcy, co ma zawsze miejsce wtedy, gdy konkurenci walczą o tak dużą stawkę, o tak duży kontrakt – to już, oczywiście, była końcówka procesu wyłaniania generalnego wykonawcy. Decyzje zapadły wcześniej, na samym niemal początku kadencji, czyli w 2012 roku. Po wnikliwym zapoznaniu się z zagadnieniem, rozeznaniu i przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw”, mając na uwadze ogromny wysiłek moich poprzedników – rektorów Akademii Medycznej oraz prorektorów UJ ds. Collegium Medicum – doszedłem wówczas do wniosku, że nie mamy wyboru. Z budżetu państwa za pośrednictwem Ministerstwa Zdrowia otrzymaliśmy na tę inwestycję, na wybudowanie tak długo wyczekiwanej i bardzo potrzebnej

Jerzy Sawicz
Archiwum Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu
Prof. Piotr Laidler

nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego, 800 milionów złotych. Tej szansy absolutnie nie wolno było zaprzepaścić.

W styczniu 2015 roku Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum podpisał umowę z konsorcjum firm: Warbud SA, VAMED & CO KG i Porr SA, na generalną realizację przedsięwzięcia. 29 kwietnia 2015 odbyła się, z udziałem premier Ewy Kopacz, ministra Wojciecha Kosiniaka-Kamysza, wojewody małopolskiego Jerzego Millera, marszałka województwa małopolskiego Marka Sowy, prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego i metropolity krakowskiego kardynała Stanisława Dziwisza, uroczystość symbolicznego wmurowania kamienia węgielnego. Zakończenie budowy planowane jest na 2019 rok. W końcowej fazie prac budowlanych rozpocznie się wyposażanie całego kompleksu w nowoczesny sprzęt medyczny. Na ten cel mamy już zagwarantowane, między innymi, 60 milionów euro w ramach projektu Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014–2020. Dzięki naszym staraniom i zrozumieniu przez Urząd Marszałkowski wagi podejmowanego przedsięwzięcia zadanie pod nazwą „Wyposażenie Nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie-Prokocimiu” nie tylko zostało uwzględnione przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego w trybie pozakonkursowym, ale również wpisano je do tzw. kontraktu terytorialnego.

□ Jak zagospodarowane zostaną obiekty znajdujące się przy ul. Kopernika, z których w 2019 roku uniwersyteckie kliniki przeniosą się do nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu?

■ Proszę pamiętać, że nie wszystkie obiekty zostaną całkowicie zwolnione, opuszczone. Przy ul. Kopernika pozostanie, na przykład, ginekologia, położnictwo, psychiatria, geriatria. Będzie też wykorzystywany obiekt Centrum Urazowego Medycyny Ratunkowej i Katastrof, które rozpoczęło działalność w czerwcu 2013 roku.

Po przeprowadzce nie da się pewnie uniknąć konieczności komercjalizacji niektórych zwolnionych obiektów. Ale cały teren jest w dyspozycji Uczelni i Szpitala Uniwersyteckiego. Opracowywaniem szczegółowego planu zagospodarowania terenu znajdującego się przy ul. Kopernika zajmuje się już, powołany pod koniec ubiegłego roku, zespół ds. aranżacji bazy medycznej Szpitala Uniwersyteckiego. Bardziej szczegółowy plan powinien powstać na przełomie lat 2017 i 2018.

□ Nowa siedziba Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu to nie jedyna inwestycja, która w ciągu ostatnich czterech lat pochłonęła sporo Pana energii i czasu...

■ To prawda. Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum jako inwestor zaangażowany był także w trwającą od 2011 roku przebudowę i modernizację

Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego – niezwykle ważnego ośrodka medycznego, edukacyjnego i badawczego, służącego dzieciom z województwa małopolskiego i województw sąsiednich. Na modernizację Uniwersytecki Szpital Dziecięcy otrzymał z budżetu państwa 201 milionów złotych. W kilku miejscach Szpitala ekipy remontowe nadal pracują i pracować będą do 2018 roku. Z realizacją tego przedsięwzięcia związana też była inwestycja, podjęta i prowadzona – w porozumieniu i przy wsparciu Uczelni i USD – przez Fundację Ronalda McDonalda. To wynik doskonałej współpracy tych trzech podmiotów, której efektem było uruchomienie w 2015 roku pierwszego Domu Ronalda McDonalda w Polsce. To wspaniała, piękna inicjatywa. W tym Domu rodzice przebywających w szpitalu dzieci mogą bezpłatnie, w komfortowych warunkach zregenerować siły, by móc maksymalnie skoncentrować się na wspieraniu swoich dzieci w procesie długotrwałego leczenia szpitalnego.

Uroczystość symbolicznego wmurowania kamienia węgielnego pod budowę nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu; 29 kwietnia 2015
Plac budowy nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego przy ul. Jakubowskiego; 21 września 2016
Fot. Jerzy Sawicz

□ Innym ważnym przedsięwzięciem, w realizację którego także był Pan bardzo zaangażowany, jest rewitalizacja zespołu domów studenckich w Prokocimiu.

■ W 2014 roku rozpoczęliśmy bardzo ciekawy – pierwszy taki w Polsce – projekt Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w sektorze budynków użyteczności publicznej, ściśle mówiąc: w szkolnictwie wyższym. Dotyczy on rewitalizacji zespołu domów studenckich UJ CM, usytuowanych przy ul. Badurskiego w Prokocimiu. W maju 2016 roku do użytku oddany został pierwszy budynek A, ze 177 pokojami dwu- i jednoosobowymi, salą wielofunkcyjną, pralnią, suszarnią, salą do aerobiku, dobrze wyposażonymi kuchniami, jadalnią oraz przestronnym salonem. Dzięki wspólnemu wysiłkowi wielu pracowników działów technicznych i administracyjnych UJ CM udało się z powodzeniem przygotować ten projekt, a następnie nadzorować jego realizację przez partnera prywatnego – PPP Venture.

26 września 2016 w obecności wicepremiera Jarosława Gowina odbyło się uroczyste otwarcie dwóch domów studenckich, Studium Wychowania Fizycznego i zmodernizowanego terenu sportowo-rekreacyjnego.

Mówię o tym z ogromną satysfakcją, bo w ten sposób, oprócz bieżącego celu, czyli remontu bazy mieszkalnej studentów UJ CM, przyczyniamy się do realizacji pomysłu o utworzeniu w Krakowie-Prokocimiu kampusu medycznego, który zrodził się jeszcze za czasów kadencji rektora ówczesnej Akademii Medycznej w Krakowie prof. Leona Tochowicza, w latach 50. XX wieku. Z radością śledzę przebieg prac związanych z tą inwestycją, bo mam do niej szczególny sentyment. Umowę dotyczącą projektu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego, modernizacji domów studenckich przy ul. Badurskiego podpisywałem jako pierwszą, zaraz po rozpoczęciu kadencji.

□ Jeśli chodzi o obiekty zlokalizowane w Prokocimiu, to warto też dodać, że remon-

tu doczekała się Biblioteka Medyczna, posiadająca najcenniejszy w Polsce tego typu księgozbiór. Obecnie w jej odrestaurowywanych pomieszczeniach, oprócz odnowionej biblioteki, powstanie nowoczesne Centrum Innowacyjnej Edukacji Medycznej. Jaką rolę będzie pełnić ta jednostka?

■ Budowa centrów nowoczesnego kształcenia medycznego, w tym naszego Centrum Innowacyjnej Edukacji Medycznej, jest projektem ogólnopolskim, finansowanym ze środków unijnych dla rozwoju zaplecza edukacyjnego w medycynie. W Centrum znajdą się nowoczesne sale symulacji, w których studenci Wydziału Lekarskiego i Wydziału Nauk o Zdrowiu zdobywać będą umiejętności praktyczne, niezbędne do późniejszej pracy zawodowej. Studenci będą uczyć się na fantomach, mających możliwość symulowania rozmaitych stanów ciśnienia, składu krwi, pomiarów biochemicznych, takich, jakie bada się podczas przyjmowania pacjenta do szpitala. Przyszli lekarze będą mieć też możliwość wykonywania na tych fantomach zabiegów, które będą odwzorowaniem tych przeprowadzanych na pacjentach. Otwarcie Centrum planowane jest na 2017 rok.

□ Powodem do satysfakcji niewątpliwie jest także fakt, że Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum jest najlepszą uczelnią medyczną w Polsce. W rankingu „Perspektyw” był liderem co roku przez cztery lata pełnienia przez Pana funkcji prorektora...

■ Tak, uważam się za wyjątkowego szczęściarza! Pięć lat z rzędu, w tym cztery w okresie mojej kadencji, UJ CM był uznawany za najlepszą uczelnię medyczną w kraju. To nie moja zasługa, to wynik ciężkiej pracy uczonych, lekarzy, szeroko rozumianych służb medycznych, studentów, zespołów technicznych i służb administracyjnych, a także zapewne w jakimś stopniu władz Uczelni, które starały się nie pozbawiać nikogo entuzjazmu i nie

Podpisanie umowy Partnerstwa Publiczno-Prywatnego na remont i modernizację domów studenckich UJ CM przy ul. Badurskiego; od lewej: zastępca kwestora UJ ds. CM mgr Marcin Jędrychowski, prorektor prof. Piotr Laidler – w imieniu UJ CM oraz dyrektorzy Gilles Leonard i Ludovic Duplan –w imieniu partnera prywatnego

Otwarcie Domu Ronalda McDonalda; 14 października 2015
Fot. Jerzy Sawicz

zepsuć efektów kolektywnego wysiłku kilku tysięcy pracowników i studentów. W kategorii kierunki studiów w 2016 roku najlepsze w Polsce okazały się z UJ CM farmacja (Wydział Farmaceutyczny), kierunek lekarski (Wydział Lekarski) oraz kierunki z zakresu nauk o zdrowiu (Wydział Nauk o Zdrowiu), reprezentujące wszystkie wydziały wchodzące w skład Collegium Medicum.

Dodam jeszcze, że w 2016 roku UJ CM zdobył pierwsze miejsce w rankingu liderów badań podstawowych NCN, w klasyfikacji biorącej pod uwagę liczbę grantów i wysokość środków przyznanych na projekty realizowane przez wydziały i jednostki uczelniane UJ w 2015 roku. UJ CM zdobyło w sumie 31 grantów na łączną kwotę 18,5 miliona złotych.

Jeśli chodzi natomiast o satysfakcję bardziej osobistą, to cieszę się, że wiele osób pozytywnie ocenia tę kadencję, rozumiejąc, że w imię działania na rzecz dobra wspólnego, jakim jest UJ CM, byłem gotowy przyjmować nawet najtrudniejsze wyzwania. To zrozumienie sytuacji ma dla mnie ogromne znaczenie, bo przecież funkcja prorektora wymaga podejmowania różnych, często trudnych, decyzji, wielu godzin przemyśleń, po których i tak nie do końca jest się pewnym, czy wybrany sposób działania jest najlepszy.

Od lewej: dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu CM UJ prof. Tomasz Brzostek, prorektor ds. Collegium Medicum UJ prof. Piotr Laidler, pełnomocnik rektora UJ ds. kształcenia i współpracy międzynarodowej w Collegium Medicum prof. Beata Tobiasz-Adamczyk, dziekan Wydziału Farmaceutycznego CM UJ prof. Jacek Sapa, kierownik Kliniki Kardiologii Interwencyjnej CM UJ prof. Krzysztof Żmudka

W tym miejscu chciałbym jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że bez współpracy z wieloma osobami, z którymi zetknąłem się w ciągu tych czterech lat – nie sposób w ramach tego wywiadu wymienić wszystkich, a ponadto nie wybaczyłbym sobie, gdybym kogokolwiek pominął – nie udałoby się zrealizować tylu różnych przedsięwzięć.

□ Ze Szkołą Medyczną dla Obcokrajowców jest Pan związany od początku jej istnienia, przez wiele lat był Pan przewodniczącym Rady Szkoły. W jakiej kondycji jest obecnie ta jednostka? Ilu kształci się w niej studentów i z jakich krajów? Czy w ciągu czterech lat nabór do Szkoły wzrósł, czy utrzymuje się na tym samym poziomie?

■ W Szkole Medycznej dla Obcokrajowców kształci się obecnie blisko 700 studentów z 25 krajów. By dobrze realizować program, liczba studentów nie powinna już wzrastać. Przeciętna amerykańska uczelnia medyczna ma na roku 100–150 studentów. My mamy ich znacznie więcej, łącznie z cudzoziemcami – około 450. Wiele lat temu założyliśmy, że Szkoła nie może być zbyt liczna, bo stawiamy na jakość. I uważam, że to była dobra decyzja. Organizacja Szkoły Medycznej dla Obcokrajowców jest ogromnym wyzwaniem. Kiedy w 2004 roku, na dziesięciolecie Szkoły, wydawałem okolicznościowy biuletyn, naliczyliśmy, że w proces kształcenia i organizację tej jednostki zaangażowanych było, w mniejszym lub większym stopniu, około 700 osób. W okresie 2002–2008, gdy byłem przewodniczącym Rady Szkoły i równocześnie prodziekanem ds. współpracy międzynarodowej i nauki, wiele decyzji zapadało na styku tych dwóch obszarów. Mogłem analizować problemy, podejmować działania i koor-

dynować ich realizację, mając na względzie szeroko rozumiany interes wydziału, SMO i Uczelni. Sądzę z perspektywy lat, że taki system zarządu pozwalał szybko reagować. To sprawnie i dobrze funkcjonowało.

Nabór do Szkoły od kilku lat utrzymuje się, mniej więcej, na tym samym poziomie. Kształcą się w niej młodzi ludzie głównie z Norwegii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Ale są też studenci z Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Zimbabwe, Senegalu czy Malezji, żeby wymienić niektóre, również egzotyczne kraje. Jak widać, znają nas na całym świecie, coś dobrego musieli słyszeć, skoro decydują się tu przyjechać i studiować!

Szkoła cieszy się wśród obcokrajowców bardzo dobrą opinią. Jej absolwenci odnoszą sukcesy i po powrocie do swoich krajów świetnie radzą sobie w życiu zawodowym.

Inauguracja roku akademickiego 2013/2014 na UJ CM z przedstawicielem Ministerstwa Zdrowia podsekretarzem stanu dr. Aleksandrem Soplińskim

Jerzy Sawicz
Archiwum
„Perspektywy”

Spotkanie z Hoh Hong Huat z Malezji, Interstudentem 2012 roku; od prawej: kierownik Sekcji ds. Szkoły Medycznej dla Obcokrajowców UJ CM mgr Magdalena Stępniak oraz przewodniczący Rady Szkoły Medycznej dla Obcokrajowców prof. Jerzy Walocha

6 lipca 2016 na Uniwersytecie w Edynburgu, w ramach uroczystości poświęconych 75. rocznicy powstania Polskiej Szkoły Medycznej na Uniwersytecie w Edynburgu, dyplom doktora honorowego tej uczelni otrzymał prof. Piotr Laidler. Na zdjęciu moment nadania tytułu przez Jej Królewską Wysokość Księżniczkę Annę – kanclerz Uniwersytetu w Edynburgu

Dyplom doktora honorowego w zakresie nauk, został przyznany prorektorowi UJ prof. Piotrowi Laidlerowi za całokształt działalności akademickiej ze szczególnym wskazaniem dokonań w zakresie międzynarodowej działalności edukacyjnej, a zwłaszcza na rzecz rozwoju współpracy między polskimi uczelniami medycznymi a Uniwersytetem w Edynburgu. Na zdjęciu prorektor Piotr Laidler wpisuje się do księgi pamiątkowej, obok Jej Królewska Wysokość Księżniczka Anna

Przygodę ze Szkołą Medyczną dla Obcokrajowców zacząłem, zanim jeszcze zostałem dyrektorem Instytutu Biochemii Lekarskiej. Już w 1994 roku ówczesny jego dyrektor prof. Włodzimierz Ostrowski desygnował mnie do kontaktu z ówczesnym dziekanem Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum prof. Stanisławem Konturkiem w zakresie realizacji programów nauczania dla studentów międzynarodowych. Później, jak już Pani wspomniała, od 2000 roku, działałem jako przewodniczący Rady Szkoły. Zostałem obdarzony dużym kredytem zaufania i, co za tym idzie, miałem znaczną swobodę zarządzania. Bardzo za to dziękuję wszystkim rektorom UJ, prorektorom UJ ds. CM, dziekanom Wydziału Lekarskiego i życzę obecnemu przewodniczącemu Rady Szkoły, którym od 2012 roku jest prof. Jerzy Walocha, podobnych warunków działania.

Na przestrzeni 22 lat, w oparciu o międzynarodowe kontakty, udało się Uczelni stworzyć wspólnym wysiłkiem wielu ludzi, zarówno nauczycieli akademickich, jak i administracji, jednostkę kształcącą w międzynarodowej przestrzeni edukacyjnej na wysokim poziomie. To wielkie, ważne dzieło.

University of Edinburgh

□ 6 lipca 2016 na Uniwersytecie w Edynburgu otrzymał Pan dyplom doktora honorowego tej uczelni za całokształt działalności akademickiej ze szczególnym wskazaniem dokonań w zakresie międzynarodowej działalności edukacyjnej, a zwłaszcza na rzecz rozwoju współpracy między polskimi uczelniami medycznymi a Uniwersytetem w Edynburgu. Dyplom wręczyła Panu Jej Królewska Wysokość Księżniczka Anna – kanclerz Uniwersytetu w Edynburgu.

/ The University of Edinburgh

■ To była wyjątkowa uroczystość, która zorganizowana została w ramach obchodów 75. rocznicy powstania tam Polskiego Wydziału Lekarskiego. Bardzo ciekawa jest historia tej jednostki. Wydział utworzony został w marcu 1941 roku w ramach porozumienia rządu polskiego z Senatem Uniwersytetu w Edynburgu, by kształcić kadry medyczne dla potrzeb Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii. Organizacją Wydziału, z polecenia premiera generała Władysława Sikorskiego, zajął się prof. Antoni Tomasz Jurasz, były dziekan Wydziału Lekarskiego i prorektor Uniwersytetu w Poznaniu. Wydział funkcjonował do 1949 roku. Działał na nim, między innymi, prof. Bolesław Skarżyński, przyszły kierownik Zakładu Chemii Lekarskiej Wydziału Lekarskiego UJ, który przez około półtora roku (1946–1947) nauczał w Edynburgu chemii fizjologicznej. Studiowało na nim 336 polskich studentów, spośród których 227 uzyskało dyplom lekarza. Po wojnie większość z nich zdecydowała się na pozostanie na obczyźnie. Do Polski wróciło zaledwie dwudziestu dwóch, w tym podchorąży Antoni Kępiński, późniejszy sławny psychiatra, który kierował Kliniką Psychiatryczną Akademii Medycznej w Krakowie.

□ Jakie były zalążki Pana współpracy z Uniwersytetem w Edynburgu?

■ Szkocja jest krajem niezwykle interesującym, o bardzo wysokim standardzie w zakresie edukacji, zwłaszcza w naukach przyrodniczych i medycznych, w tym także weterynarii. Współpraca z Edynburgiem wzięła się stąd, że powstała tam – powołana przez absolwentów Polskiego Wydziału Lekarskiego i z zamysłem kontynuacji dobrych tradycji tej jednostki oraz za pełną akceptacją władz Uniwersytetu w Edynburgu – fundacja, która służy poprawie

Jerzy Sawicz

standardów kształcenia i umiejętności lekarzy. I właśnie poprzez tę fundację udało się nawiązać kontakt z tamtejszym Uniwersytetem.

Równocześnie w Polsce otrzymaliśmy, w ramach Programu Operacyjnego „Kapitał Ludzki”, projekt „Pro bono Collegii Medici Universitatis Jagellonicae”, którego celem była poprawa kwalifikacji kadry kształcącej na kierunkach medycznych, i w ramach tego projektu powstała koncepcja dokształcania naszych lekarzy na trzech uniwersytetach na świecie, z którymi mieliśmy już kontakty: Uniwersytecie w Rochester w stanie Nowy Jork, Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium oraz właśnie Uniwersytecie w Edynburgu. Mając świadomość, jak ważna dla wszystkich polskich uczelni medycznych może okazać się współpraca z Uniwersytetem w Edynburgu realizowana poprzez projekty edukacyjne, badawcze, przed- i podyplomowe, zaprosiłem przedstawicieli tej uczelni do Collegium Medicum na posiedzenie Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych, której jako prorektor UJ ds. CM byłem członkiem, i działałem na rzecz nawiązania ściślejszych kontaktów z Edynburgiem. Jeździliśmy też w grupie przedstawicieli niektórych polskich uczelni medycznych do Edynburga, a ja starałem się, aby współpraca z Uniwersytetem w Edynburgu objęła wszystkie polskie uczelnie medyczne.

klinicznej i onkologii. Aktywny udział naszych naukowców w pozyskiwaniu projektów jest nie do przecenienia. To niezwykle ważne nie tylko, jeśli chodzi o rozwój naszej Uczelni, ale również jej rozpoznawalność.

□ Z jakimi innymi zagranicznymi uczelniami współpracuje Collegium Medicum?

■ Przez wiele lat, obejmujących kadencje moich wszystkich poprzedników, wypracowaliśmy międzynarodowe kontakty w zakresie edukacji i badań naukowych, czego efektem jest dziś 36 umów bilateralnych z uczelniami zagranicznymi, z czego 23 umowy podpisano od 2012 roku. Naszymi partnerami są, między innymi, Uniwersytet w Kioto, University of Rochester School of Medicine and Dentistry, University of Edinburgh, Uniwersytet w Bonn, Uniwersytet w Kopenhadze, Uniwersytet w Rio de Janeiro, Uniwersytet w Greifswaldzie, University of Pennsylvania School of Dental Medicine czy Uniwersytet w Bolonii, aby wymienić tylko niektóre.

□ Badacze z UJ CM uczestniczą w wielu krajowych i międzynarodowych projektach. Jak to wygląda, jeśli chodzi o liczby?

■ Obecnie ze źródeł krajowych finansowanych jest 936 projektów, w tym 235 nowych, to znaczy pozyskanych w latach 2012–2016, na łączną kwotę blisko 155 milionów złotych. Siedem projektów finansowanych jest z funduszy europejskich i innych środków pomocowych, a 27 projektów realizowanych jest ze źródeł zagranicznych. W ramach tzw. niekomercyjnych badań klinicznych realizowanych jest osiem projektów, które dotyczą onkologii dziecięcej, chorób wewnętrznych, chorób metabolicznych, laryngologii, immunologii

□ Na które z realizowanych w ciągu ostatnich czterech lat projektów zwróciłby Pan szczególną uwagę?

■ Wspomnę o dwóch zagadnieniach, które, moim zdaniem, są bardzo wartościowe, ale, co za tym idzie, trudne i wymagają dalszego intensywnego, odpowiedzialnego działania i racjonalnego rozwoju. Pierwsze odnosi się do wspomnianych przeze mnie powyżej niekomercyjnych badań klinicznych. W Europie średnio 39 procent wszystkich prowadzonych badań klinicznych to niekomercyjne

Jerzy Sawicz
Uczestnicy uroczystości na Uniwersytecie w Edynburgu
Prorektor UJ ds. Collegium Medicum prof. Piotr Laidler podczas uroczystości wręczenia dyplomów absolwentom Collegium Medicum
Douglas Robertson / The University of Edinburgh

Podpisanie porozumienia w sprawie współfinansowania niekomercyjnego badania klinicznego „Europejski program leczenia dzieci z neuroblastoma wysokiego ryzyka” z Fundacją Polsat reprezentowaną przez prezes Krystynę Aldridge-Holc. Ze strony UJ CM prof. Walentyna Balwierz, kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Instytutu Pediatrii, prorektor UJ ds. CM prof. Piotr Laidler oraz zastępca kwestora UJ ds. CM mgr Marcin Jędrychowski

badania kliniczne. W Polsce na przestrzeni ostatnich lat nastąpił niewielki wzrost liczby niekomercyjnych badań klinicznych, w czym też mamy swój udział, ale wciąż niekomercyjne badania kliniczne to jedynie 2–2,5 procent wszystkich krajowych projektów klinicznych. Jesteśmy w kraju ośrodkiem, który prowadzi największą ilość niekomercyjnych badań klinicznych. Jednym z nich, w którego uruchamianie byłem też osobiście włączony, to Europejski Program Leczenia Dzieci z Neuroblastomą Wysokiego Ryzyka 1.7 (High risk study neuroblastoma Study 1.7 of SIOP-Europe) (SIOPEN) [HR-NBL-1.7/ SIOPEN], dotyczący przeprowadzenia eksperymentalnej, pierwszej w Polsce, innowacyjnej immunoterapii przy użyciu przeciwciał anty-GD2, a także leczenia powikłań. W UJ CM prowadzone są obecnie dwa badania z wykorzystaniem przeciwciał antyGD2 – w neuroblastomie wysokiego ryzyka. Neuroblastoma (nerwiak zarodkowy współczulny) jest źle rokującą i cechującą się jedną z najwyższych śmiertelności chorobą nowotworową u dzieci. Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum jest sponsorem tych badań w Polsce. Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie z badaczem prof. Walentyną Balwierz na czele prowadzi badania i w ich ramach terapię jedynie w Krakowie, koordynując jednocześnie przygoto-

wania do włączenia się do badań ośrodków w Lublinie, Bydgoszczy, Gdańsku i Wrocławiu. Dzięki rozpoczęciu tych projektów w UJ CM mali pacjenci z całej Polski nie muszą wyjeżdżać na kosztowne leczenie poza granicami Polski. Niewątpliwym sukcesem UJ CM, osiągniętym we współpracy z Fundacją Polsat, było wprowadzenie nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie w październiku 2015 roku. Wprowadzone zmiany dotyczą sposobu finansowania procedur medycznych stosowanych w ramach niekomercyjnych badań klinicznych. Upraszczając, można powiedzieć, że po nowelizacji procedury medyczne udzielane pacjentowi w ramach niekomercyjnego badania klinicznego finansowane są przez NFZ. To pozwoliło na finansowanie z NFZ również badań nad neuroblastomą.

Firmy farmaceutyczne nie są zainteresowane tego typu badaniami, dlatego prowadzi się je w trybie tzw. niekomercyjnych badań klinicznych. UJ CM jest liderem, jeśli chodzi o liczbę takich badań w Polsce. Jak już wspomniałem, w ramach niekomercyjnych badań klinicznych na naszej Uczelni realizowanych jest osiem projektów, a w Polsce jest ich zaledwie kilkanaście.

Drugie zagadnienie dotyczy coraz bardziej rozwijającego się nurtu badań z udziałem komórek macierzystych, z którymi wszyscy wiążą nieprawdopodobne nadzieje. To bardzo trudny temat, dlatego że coraz częstsze są próby wykorzystania tych badań w celach sensu stricto komercyjnych. W efekcie pojawiła się teraz moda na stosowanie komórek macierzystych, na których oparta jest poważnie traktowana medycyna regeneracyjna. Na Uniwersytecie Jagiellońskim – Collegium Medicum realizowany jest obecnie, we współpracy z kilkoma innymi ośrodkami w Krakowie i w kraju, ważny projekt dotyczący efektów stosowania komórek macierzystych w leczeniu schorzeń układu krążenia, z którym wiążemy duże nadzieje. Jest on finansowany z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, a koordynatorem krajowym jest UJ CM, a konkretnie Zakład Transplantologii Katedry Immunologii Klinicznej i Transplantologii Instytutu Pediatrii UJ CM.

w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym pierwszej w Polsce pediatrycznej sali hybrydowej

□ O jaki specjalistyczny sprzęt służący do diagnozowania i leczenia pacjentów wzbogaciły się uniwersyteckie szpitale w latach 2012–2016?

■ Wymienię tylko te najistotniejsze nabytki. W 2013 roku w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym otwarta została pierwsza w Polsce sala hybrydowa, a dwa lata później do szpitala zakupiono również analogowy stacjonarny aparat RTG. Dodatkowo USD wzbogacił się jeszcze o specjalną wannę do leczenia oparzeń oraz aparat służący do ogrzewania bardzo wychłodzonych chorych. W 2014 roku Szpital Uniwersytecki wzbogacił się o cyfrowy mammograf. Uniwersytecka Klinika Stomatologiczna wzbogaciła się o aparat do znieczulenia ogólnego Danmeca-Siesta iTS (2012) oraz aparat rentgenowski pantomograficzny (2015). Do Uniwersyteckiego Szpitala Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego w Zakopanem zakupiono dwa śródoperacyjne aparaty RTG z ramieniem „C” (2012 i 2015). Środki na te nabytki pozyskiwane są z Ministerstwa Zdrowia, ale także z innych źródeł – od sponsorów, jak na przykład Wielka Orkiestra Świątecznej Po-

Otwarcie
Fot. Jerzy Sawicz

mocy, czy zbierane podczas licznych imprez typu biegi, koncerty, żeby wymienić tylko niektóre z nich.

□ Jak wygląda sytuacja finansowa Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum?

■ Sytuacja finansowa jest stabilna. W latach 2012–2015 nastąpił wzrost dotacji na działalność dydaktyczną, a także wzrost przychodów z komercyjnej działalności dydaktycznej. Stabilne były przychody z działalności badawczej. Wzrosły, rzecz jasna, również koszty, ale per saldo odnotowaliśmy wzrost dochodów UJ CM. Warto jeszcze dodać, że w tym okresie średnio o 30 procent wzrosły wynagrodzenia dla pracowników, co wynikało z przewidzianej ustawą regulacji płac w szkolnictwie wyższym.

□ W jakiej sferze działalności czuje Pan niedosyt?

■ Jest jedna rzecz. Obiecywałem sobie, że pierwszą część kadencji poświęcę inwestycjom, a zwłaszcza uruchomieniu budowy nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu, natomiast w drugiej części skupię się na działaniu na rzecz poprawy jakości świadczonych przez nas w placówkach/ szpitalach uniwersyteckich usług medycznych, a także poprawieniu relacji lekarz–pacjent. Nierzadko bowiem otrzymujemy zarzuty i skargi pacjentów kierowane pod adresem szpitali i Uczelni (UJ CM jest ich podmiotem tworzącym) na niesatysfakcjonującą działalność medyczną. To bardzo trudny temat i nie miejsce tu i czas na jego szczegółowe przedstawianie i dyskutowanie, ale zderzając się często nie do końca z zasadną krytyką, chciałem zmierzyć się z tym tak ważnym społecznie problemem. Niestety, nie udało mi się. Inwestycje pochłonęły większość czasu, jakim dysponowałem, i nie zdążyłem wypracować propozycji działań, z których byłbym naprawdę usatysfakcjonowany i które odważyłbym się podjąć w nadziei, że być może pomogłyby, choć w małym stopniu, poprawić ocenę naszej pracy w zakresie działalności leczniczej.

natomiast, że problem ten był głównym tematem wywiadu Badania nad nowotworami wyzwaniem dla naukowców, którego udzieliłem Annie Wojnar w 2008 roku i który ukazał się w 101. numerze „Alma Mater”.

□ 31 sierpnia 2016 przekazał Pan władzę prof. Tomaszowi Grodzickiemu. Czego życzy Pan swojemu następcy?

■ Tego, czego życzyłbym również sobie: skutecznego, satysfakcjonującego działania, pełnych entuzjazmu współpracowników, słowem – powodzenia.

Uroczystość symbolicznego przekazania władzy i pamiątkowy wpis do Księgi protokołów oddania i przejęcia władzy rektorskiej w UJ; od lewej prof. Piotr Laidler i prof. Tomasz Grodzicki

□ Pana zainteresowania naukowe skoncentrowane są na poszukiwaniu metod skutecznego leczenia nowotworów. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

■ Interesują mnie badania ekspresji oraz charakterystyki funkcjonalnej białek adhezyjnych i szlaków sygnalizacyjnych, zaangażowanych w proces powstawania i rozwoju nowotworów oraz mechanizmów ich działania na poziomie molekularnym, jak również wykorzystania metod biofizycznych (mikroskopia sił atomowych) do charakteryzowania właściwości mechanicznych (elastyczność i adhezja) komórek nowotworowych. Bardzo wiele laboratoriów i badaczy na świecie – w tym również kierowany przeze mnie zespół – zajmuje się poszukiwaniem skutecznych sposobów leczenia chorób nowotworowych. Wiele już nauczyliśmy się, ale nadal jest wiele do zrobienia. Dziś bez znajomości mechanizmów funkcjonowania badanych struktur i procesów na poziomie molekularnym nie można liczyć na znalezienie satysfakcjonujących rozwiązań. Zagadnienie biologii nowotworów oraz prób ich leczenia to ogromna, przekraczająca ramy i cel tej rozmowy, dziedzina. Wspomnę

□ Zanim objął Pan funkcję prorektora UJ ds. Collegium Medicum, w latach 2008–2012 był Pan pełnomocnikiem rektora UJ ds. badań naukowych i współpracy międzynarodowej w CM, w latach 2002–2005 i 2005–2008 prodziekanem Wydziału Lekarskiego UJ CM ds. nauki i współpracy międzynarodowej, w latach 2002–2008 koordynatorem programu Sokrates-Erasmus na Wydziale Lekarskim UJ CM, od ponad 20 lat – jak już wspomniałam – jest Pan także związany ze Szkołą Medyczną dla Obcokrajowców. Jakie ma Pan plany zawodowe na przyszłość?

■ Mam świadomość, że nauka jest bardzo zaborcza, nie lubi administracji, a ja faktycznie administracji poświęciłem w ostatnich czterech latach sporo czasu. Mimo to przez cały czas byłem zaangażowany w działalność naukowo-dydaktyczną w Katedrze Biochemii Lekarskiej, którą kieruję od 1996 roku. Mam swój zespół naukowy, doktorantów. Będę więc, tak jak przez całe zawodowe życie, zajmował się nauką i dydaktyką, jak również będę maksymalnie rozwijał i modernizował działalność naukową swojej katedry. Zostałem przedstawicielem Wydziału Lekarskiego do Senatu UJ na kadencję 2016–2020. Tak więc korzystając ze swojej wiedzy i doświadczenia, nadal będę aktywnie i z wielką radością pracować dla dobra Uniwersytetu.

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska

Anna Wojnar

WSPÓŁPRACA NA KAŻDYM ETAPIE DZIAŁAŃ

Rozmowa z prorektorem UJ ds. polityki kadrowej i finansowej prof. Jackiem Popielem

□ Jak krótko podsumowałby Pan cztery lata kadencji na stanowisku prorektora ds. polityki kadrowej i finansowej?

■ Dla mnie nie był to okres łatwy, bo nawet doświadczenia wynikające z pełnienia funkcji dyrektora instytutu czy dziekana wydziału nie dają pełnego wyobrażenia o skali obowiązków prorektora ds. polityki kadrowej i finansowej, obowiązków w odniesieniu do całości uczelni. Zawsze będę przypominał, że Uniwersytet to największy zakład pracy w Małopolsce, o bardzo zróżnicowanej strukturze, skupiający wiele wspaniałych, wybitnych osobowości, które obligują władze do trochę innego traktowania spraw kadrowych niż w innej instytucji. Jest to przede wszystkim jednostka naukowa i dydaktyczna, i każda osoba kierująca sprawami kadrowymi musi brać to pod uwagę.

Był to też czas zmian związanych z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i kodeksem pracy. Konieczne było więc systematyczne dostosowywanie przepisów wewnętrznych UJ do wymagań ustawowych, rozporządzeń ministra. Wprowadziliśmy zmiany w Statucie UJ, w tych punktach, które dotyczą spraw

kadrowych. Szczęśliwie jednak, dzięki znakomitej współpracy z wieloma różnymi osobami, w tym ze związkami zawodowymi, trudności udało się bezkonfliktowo pokonać.

□ A propos ustawy o szkolnictwie wyższym. 1 października 2016 wejdą w życie założenia ustawy deregulacyjnej, przyjętej przez Sejm RP w czerwcu 2016. To pierwszy etap reformy polskiego systemu szkolnictwa wyższego przed stworzeniem Ustawy 2.0. Które z tych założeń są najistotniejsze, jeśli chodzi o działalność prorektora UJ ds. polityki kadrowej i finansowej?

■ Deregulacja jest konieczna. Mówiono o niej już od wielu lat niemal przy każdej okazji. Nie ukrywam, że wraz z całym środowiskiem akademickim liczymy, że nowe prawo o szkolnictwie wyższym ułatwi codzienne funkcjonowanie środowiska naukowego i dydaktycznego i pracę władz uczelni. Często bowiem trudności w zarządzaniu są spowodowane nadmiarem przepisów warunkujących podejmowanie decyzji i problemami w ich interpretacji.

Co będzie ułatwieniem? Nowelizacja wyeliminuje, między innymi, obowiązek przeprowadzania postępowania konkursowego

Prof. Jacek Popiel
Anna Wojnar
Bartosz Siedlik

w przypadku awansowania nauczyciela akademickiego, a także w sytuacji przedłużenia zatrudnienia nauczyciela akademickiego, jeśli jego poprzednie zatrudnienie trwało nie krócej niż trzy lata. Druga bardzo istotna zmiana dotyczy oceny nauczycieli akademickich. W stosunku do wszystkich grup pracowników naukowo-dydaktycznych, naukowych i dydaktycznych oceny będą przeprowadzane nie rzadziej niż raz na cztery lata.

Przy okazji wejścia w życie ustawy deregulacyjnej chciałbym przypomnieć, że nas wiąże nie tylko ustawa o szkolnictwie wyższym, ale także przepisy wewnętrzne zapisane w Statucie UJ, który był opracowany jeszcze w okresie obowiązywania poprzedniej ustawy. Warto wspomnieć, że w czasie kadencji 2012–2016 była próba zmiany Statutu UJ, niestety, nie zakończyła się sukcesem. Myślę więc, że obecnie jest wola, by obecnego Statutu UJ już nie nowelizować, ale napisać nowy. Najlepiej byłoby, gdyby stało się to już w przyszłym roku, ponieważ jest to podstawowy dokument wyznaczający zasady funkcjonowania Uczelni.

□ Czy będzie mniej biurokracji?

■ Mam taką nadzieję. Bo nie tylko w pionie prorektora ds. polityki kadrowej i finansowej jest ona odczuwalna. Liczba spraw wpływających do mojego sekretariatu wzrasta z roku na rok, i jeśli, w ramach deregulacji, nie podejmiemy w tej kwestii jakichś radykalnych środków, to naprawdę będzie ciężko. W związku z tym, że ciągle zmieniają się przepisy, niejednokrotnie mamy świadomość, że moglibyśmy zrezygnować z pewnych działań o charakterze biurokratycznym, tylko potem pojawiają się problemy przy zewnętrznych kontrolach. W Polsce, sądzę, że właśnie z nadmiaru przepisów, częstokroć bardzo nieprecyzyjnych,

a niekiedy nawet wchodzących w sprzeczność z innymi aktami prawnymi, pojawiają się trudności w rozstrzyganiu problemów, i to nie tylko kadrowych i finansowych. Uniwersytet Jagielloński jest instytucją państwową, dlatego nasze decyzje muszą być zgodne z dyscypliną finansów publicznych.

□ Ilu pracowników naukowych, ilu administracyjnych, a ilu studentów liczy obecnie Uniwersytet? Jak te liczby mają się do stanu sprzed czterech lat, kiedy obejmował Pan stanowisko prorektora UJ ds. polityki kadrowej i finansowej?

■ Te liczby zmieniają się niemal z dnia na dzień, jest to, między innymi, spowodowane przechodzeniem pracowników UJ na emeryturę. Podam dane pochodzące z dorocznych sprawozdań rektora. 31 grudnia 2015 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim pracowało 7748 osób. Ta liczba przeważnie odnoszona jest do liczby studentów (ponad 40 tysięcy). Ale proszę pamiętać, że UJ jest równocześnie jednostką badawczą i część zatrudnionych związana jest tylko z projektami naukowymi. Warto podkreślić, że w grupie ponad 4 tysięcy nauczycieli było 535 profesorów tytularnych. W stosunku do 2012 roku na UJ – bez Collegium Medicum – o 142 osoby wzrosła liczba nauczycieli akademickich i o 127 osób pracowników administracji, technicznych i obsługi. Ten wzrost w grupie nienauczycieli był powiązany przede wszystkim z oddanymi do użytku nowymi budynkami na Kampusie 600-lecia Odnowienia UJ. Nowe przestrzenie pojawiły się także w obrębie drugiego kampusu – w pobliżu Auditorium Maximum oddano do użytku Paderevianum II, otwarto nowy obiekt dla Wydziału Prawa i Administracji. Wraz z oddaniem do użytkowania nowych budynków pojawia się konieczność uruchomienia

Budynek Paderevianum II przy ul. Krupniczej
Anna Wojnar

Inauguracja; 1 października 2014

nowych etatów, zwłaszcza w przypadku zatrudnienia osób do sprzątania czy pomocy technicznej. W tej dziedzinie normy są narzucone przez zewnętrzne przepisy i czy nam się to podoba, czy nie, stworzenie takich etatów jest konieczne.

Ten wzrost pracowników był również połączony z projektami badawczymi. Żeby mieć pełne wyobrażenie o skali zatrudnienia na UJ, trzeba jeszcze odnotować kilka tysięcy osób zatrudnianych na umowach cywilno-prawnych.

□ O ile metrów kwadratowych, w porównaniu do roku 2012, powiększyła się powierzchnia lokalowa, dydaktyczno-badawczo-administracyjna Uniwersytetu?

■ Ten wzrost jest znaczący: w stosunku do 2012 roku UJ zyskał ponad 60 tysięcy metrów kwadratowych nowej powierzchni lokalowej. Oddaliśmy do użytkowania nową siedzibę Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej, Małopolskie Centrum Biotechnologii, Centrum Edukacji Przyrodniczej, Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS, Paderevianum II, nowy budynek dla Wydziału Prawa i Administracji. Również Instytut Psychologii Wydziału Filozoficznego zyskał gruntownie zmodernizowany budynek przy ul. Ingardena 6.

□ Jest Pan odpowiedzialny za mienie Uniwersytetu. Co konkretnie kryje się pod tym stwierdzeniem?

■ Moja odpowiedzialność za mienie UJ związana jest z faktem, że każda decyzja dotycząca majątku Uniwersytetu powiązana jest z finansami i przy podejmowaniu decyzji musi być połączona z opiniami Stałej Senackiej Komisji do spraw Majątku i Finansów, którą kieruję.

O uniwersyteckich inwestycjach wielokrotnie w różnych publicznych wystąpieniach mówił Pan Rektor Wojciech Nowak, ja natomiast chciałbym tylko dodać, że jeśli chodzi o Kampus 600-lecia Odnowienia UJ, jesteśmy kontynuatorami i realizatorami programu wieloletniego. Nie ukrywam, że w realizacji tego programu pojawiają się trudności, bo inaczej wyglądało myślenie

o tej ogromnej inwestycji w 2000 roku, a inaczej wygląda dziś. Zmieniły się technologie, przepisy warunkujące oddawanie budynku do użytku, w związku z tym na etapie realizacji konieczne są poprawki, zmiany. W kadencji 2012–2016 wielokrotnie powracała refleksja, że przy tych wspaniałych budynkach uniwersyteckich na kampusie w Pychowicach brakuje akademików i nie ma odpowiedniego zaplecza sportowo-wypoczynkowego, które stwarzałoby pracownikom i studentom możliwość aktywnego spędzania wolnego czasu. Obecnie toczą się pewne ustalenia z tym związane. Jak Pani wiadomo, zrezygnowaliśmy z budowy pływalni akademickiej, gdyż w pierwotnych założeniach miała to być pływalnia olimpijska, na budowę której nie byłoby nas stać, nie mówiąc już o kosztach utrzymania.

Oczywiście, odpowiedzialność za mienie dotyczy nie tylko nowych inwestycji, ale również obiektów, które wymagają modernizacji, remontów i zagospodarowania. Problem ten dotyka, między innymi, remontu i modernizacji starego Paderevianum i małego Paderevianum, uniwersyteckich obiektów w Przegorzałach: zamku, baszty, a zwłaszcza Kolegium Polonijnego im. Kazimierza Pułaskiego, które w ciągu ostatnich lat, kiedy dydaktyka w większości przeniosła się do centrum miasta, zmieniło swój charakter. W najbliższym czasie trzeba więc będzie zadecydować, jak zagospodarować tę przestrzeń. Podobne wyzwania dotyczyć będą Polanki Hallera, Witkowic (budynku po dawnym szpitalu okulistycznym), a także domów gościnnych UJ, w tym zwłaszcza Ośrodka Recepcyjno-Konferencyjnego w Modlnicy i domu gościnnego w Krakowie przy ul. Floriańskiej oraz terenów sportowych przy ul. Piastowskiej. Kwestia przyszłości tych wszystkich obiektów będzie niewątpliwie wyzwaniem na kadencję 2016–2020. Dodam jeszcze, że kiedyś większość środków na remonty przeznaczana była dla starej części Uniwersytetu. Dziś remontów wymagają już najstarsze budynki na kampusie w Pychowicach.

□ W majątku Uniwersytetu znajdują się również mieszkania. Iloma takimi mieszkaniami dysponuje obecnie Uczelnia i jaki będzie ich los?

■ Obecnie UJ dysponuje 174 mieszkaniami, ulokowanymi w różnych częściach Krakowa. Najwięcej znajduje się w ośmiu kamienicach, które są własnością Uczelni. Mamy również mieszkania w blokach zarządzanych przez Wspólnoty Mieszkaniowe, w domach studenckich i hotelach asystenckich (blisko 300 miejsc). W przypadku mieszkań trudność polega na tym, że stare przepisy dotyczące przydziału nakładają się na nowe, oparte na bardziej przejrzystej polityce lokalowej. Władze Uniwersytetu w praktyce nie mogą rozwiązywać umów, które w przeszłości oddawały te mieszkania na czas nieokreślony. Mieszkania znajdujące się obecnie w posiadaniu Uniwersytetu chcemy utrzymać jako przykład aktywnej polityki związanej z zatrudnianiem osób, które są niezbędne z punktu widzenia rozwoju naukowego i dydaktycznego jednostek naszej Uczelni. W ogłoszeniach konkursowych często pojawia się zapis mówiący o tym, że w chwili wygrania konkursu przez osobę spoza Krakowa Uniwersytet gwarantuje jej mieszkanie. Realizujemy to zarówno w przypadku profesorów

zagranicznych, którzy do nas przyjeżdżają na okresy dłuższe czy krótsze, lektorów, jak i osób z zewnątrz, które wygrywają takie konkursy.

Mieszkania znajdujące się w starych, zabytkowych kamienicach uniwersyteckich także wymagają remontów, co jest oczywiście poważnym wysiłkiem finansowym. Dlatego też niejednokrotnie dochodzi do tego, że realizujemy tylko najpilniejsze potrzeby. Polityka mieszkaniowa na UJ powinna koncentrować się na inwestycjach w określone kamienice. Powinniśmy rezygnować z tych kamienic czy mieszkań, których nie opłaca się utrzymywać. To są bardzo trudne decyzje, bo wówczas pracownikowi, który mieszkał czasem wiele lat w danym miejscu, trzeba zaproponować inne lokum. W tym myśleniu zawsze jednak jest troska o pracowników Uniwersytetu, szczególnie tych emerytowanych.

□ Czy w takim razie w latach 2016–2020 ma szansę na realizację budowa Domu Seniora, o którą już kilkanaście lat temu zabiegał rektor Franciszek Ziejka?

■ Ten temat powraca i powinien być wreszcie doprowadzony do szczęśliwego finału. Problemem jednak są kwestie finansowe: skąd wziąć na tę inwestycję odpowiednie środki i w jaki sposób zagwarantować utrzymanie tego domu przy świadomości, jak ograniczone są środki finansowe emerytowanych nauczycieli akademickich.

□ Pomimo znacznego zwiększenia powierzchni lokalowej w ciągu ostatnich czterech lat Uniwersytet wciąż jeszcze zmuszony jest do wynajmowania pomieszczeń do celów dydaktycznych i administracyjnych. Jaką powierzchnię zajmują wynajmowane pomieszczenia?

■ W omawianym okresie zajęcia dydaktyczne odbywały się w 12 wynajmowanych budynkach. Ale z każdym rokiem zmniejsza się liczba metrów kwadratowych powierzchni podnajmowanej na dydaktykę. Obecnie to około 10 tysięcy metrów. W roku 2015 zrezygnowaliśmy z podnajmu przestrzeni w sześciu budynkach, znajdujących się w różnych częściach Krakowa. Ponadto wynajmujemy jeszcze około trzech tysięcy metrów kwadratowych na potrzeby administracji i magazyny.

□ W jakiej kondycji finansowej jest Uniwersytet? Jak ona się ma w porównaniu do sytuacji, kiedy cztery lata temu rozpoczynał Pan kadencję?

■ Kondycja finansowa Uniwersytetu jest stabilna, nie ma żadnych poważnych zagrożeń. Z pełną satysfakcją mogę powiedzieć, że Uniwersytet jest uczelnią, która nie zaciągnęła kredytów i tym samym nie ma żadnych zobowiązań wobec banków. Kredyty są tylko z pozoru łagodną formą unikania problemów finansowych. Co więcej, Uniwersytet nie opiera swoich bilansów rocznych na sprzedażach majątku, które poprawiają wynik finansowy tylko w danym roku. A ten wynik jest dobry. W sprawozdaniach z wykonania planu rzeczowo-finansowego UJ (bez Collegium Medicum) mamy rokrocznie „zysk”: w 2013 roku – 6 milionów złotych, w roku 2014 – 14,5 miliona złotych, a w roku 2015 – 22,6 miliona złotych. Biorąc jednak pod uwagę skalę przedsięwzięć inwestycyjnych, remontowych, modernizacyjnych, nie są to kwoty pozwalające wierzyć, że zrealizujemy wszystkie plany,

na które nie będzie dotacji zewnętrznej, i tym samym trzeba je finansować ze środków wypracowanych.

Porównywanie wyników finansowych natomiast jest trudne z uwagi na to, że każdy okres ma inne wyzwania. Nastąpiła kolosalna zmiana jeśli chodzi o dochody własne Uniwersytetu. Należy o tym mówić dlatego, że zmniejsza się kwota, która wpływała z tytułu studiów niestacjonarnych, i jest to spadek bardzo znaczący. W 2012 roku przychody z tytułu usług edukacyjnych wynosiły prawie 60 milionów złotych, w 2013 – 55 milionów, w 2014 –48 milionów, a 2015 – 47,5 milionów złotych. Nastawienie Uniwersytetu jest takie, że ten ubytek studentów niestacjonarnych może być w znacznym stopniu zrekompensowany przez studia podyplomowe. Uważam jednak, że Uniwersytet Jagielloński powinien skupić się przede wszystkim na kształceniu stacjonarnym, bo mając taką kadrę i takie warunki, studia, szczególnie drugiego i trzeciego stopnia, powinny być jego wizytówką. A na studia pierwszego stopnia powinniśmy przyjmować tylko najlepszych maturzystów. Wzrastają natomiast wpływy pochodzące z projektów badawczych, bo budżet centralny mający szansę finansowania później różnych ogólnouniwersyteckich działań oparty jest przede wszystkim na dotacji dydaktycznej, wpływach ze wspomnianych usług edukacyjnych, ale także na kosztach pośrednich z projektów badawczych, zarówno tych finansowanych ze środków strukturalnych, jak i tych związanych z Narodowym Centrum Nauki, Narodowym Centrum Badań i Rozwoju czy Narodowym Programem Rozwoju Humanistyki.

□ A jeśli chodzi o rozdział środków? Zgodnie ze Statutem UJ prorektorowi ds. polityki finansowej i kadrowej, oprócz Działu Spraw Osobowych, biura prorektora i stanowiska

Anna Wojnar
Uroczysty pochód inauguracyjny, Collegium Maius; 1 października 2014

ds. kontroli wewnętrznych, podlega także Dział Socjalny. Jakimi środkami dysponuje w tym roku zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, z którego, między innymi, dofinansowywane są wczasy dla pracowników i zapomogi?

■ Jest to powiązane z obowiązującymi odpisami na czynnych pracowników, emerytów i rencistów. Kwota jest znacząca, bo rocznie przeznaczamy na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych ponad 16 milionów złotych (bez Collegium Medicum). Z punktu widzenia pracowników najbardziej istotne jest dofinansowanie do wypoczynku („wczasów pod gruszą”), z którego na

wersyteckie muzeum swą działalnością wykracza daleko poza myślenie o muzeach uczelnianych.

Algorytm podziału środków, wypracowany z dziekanami, jest następnie akceptowany i szczegółowo dyskutowany przez członków Stałej Senackiej Komisji Majątku i Finansów, bez akceptacji tej Komisji żadna istotna decyzja w sprawie wydatkowania środków uniwersyteckich nie może zostać podjęta. Ta zasada jest podstawą prowadzenia przejrzystej polityki finansowej na UJ. Wiele spraw dotyczących mienia udaje się rozwiązać dzięki wsparciu ze środków pochodzących z różnych programów: sejmowych, rządowych, europejskich, marszałkowskich, ale także dzięki pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Gdyby nie było dofinansowania z instytucji zewnętrznych, uniwersyteckie obiekty na pewno nie byłyby w takim stanie, w jakim są.

Uroczyste zakopanie Kapsuły Czasu UJ, Ogród Profesorski; 8 maja 2014. Od prawej: prorektorzy UJ prof. Jacek Popiel, prof. Andrzej Mania, prof. Stanisław Kistryn, prof. Maria Jolanta Flis, prof. Piotr Laidler; rektor UJ prof. Wojciech Nowak oraz rektorzy poprzednich kadencji –prof. Franciszek Ziejka oraz prof. Karol Musioł

przykład w 2015 roku skorzystało prawie 10 tysięcy osób, w tym blisko 5 tysięcy pracowników, 1,5 tysiąca emerytów i rencistów, 3,5 tysiąca członków rodzin. I tutaj z satysfakcją podkreślam, że jesteśmy instytucją, która w sposób niezwykle troskliwy, poprzez znakomicie działającą komisję socjalną i Dział Socjalny dba o pracowników emerytowanych i rencistów. To też jest wizytówka Uniwersytetu.

□ Sprawuje Pan nadzór także nad Biblioteką Jagiellońską, Archiwum UJ i Muzeum UJ. Jak w przypadku tych jednostek wygląda kwestia finansowania?

■ Na Uniwersytecie podstawowe decyzje dotyczące podziału środków z dotacji dydaktycznej, otrzymywanej z ministerstwa, są wypracowywane w pierwszej kolejności w rozmowach z dziekanami. Te rozmowy nie są łatwe, niejednokrotnie emocjonalne, ale pokazują, że zarówno jedna, jak i druga strona stara się myśleć o dobru całego Uniwersytetu. I to daje nam podstawę zagwarantowania środków dla jednostek pozawydziałowych, które wymagają bardzo dużych nakładów. W szczególności chodzi właśnie o Bibliotekę Jagiellońską, ale także o Muzeum i Archiwum UJ. Bo nadal, mimo podejmowanych prób, nie udaje się uzyskać pieniędzy dla tych jednostek z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, choć powszechnie wiadomo, że Biblioteka Jagiellońska jest biblioteką narodową, a nasze uni-

□ Jakie wnioski płyną z ankiet dotyczących oceny pracowników – nauczycieli akademickich?

■ Ustawa nakłada na nas obowiązek oceny nauczycieli akademickich – do tego roku co cztery lata nauczycieli mianowanych i co dwa lata pozostałych. W tej kadencji mieliśmy ocenę dwuletnią, a obecnie realizujemy ocenę czteroletnią. Na Uniwersytecie od czasów prorektora Szczepana Bilińskiego mamy jeszcze doroczne ankiety samooceny. Z zadowoleniem przyjmuję fakt, że w tegorocznej ustawowej ocenie nauczyciel akademicki otrzymuje kwestionariusz oceny w wielu działach wypełniony w oparciu o dane znajdujące się w różnych jednostkach administracji uniwersyteckiej. Marzeniem jest doprowadzenie do sytuacji, żeby w następnej ocenie pracownik tylko uzupełniał kwestionariusz o informacje, które nie dotarły do jednostek UJ. Sądzę, że w polityce kadrowej poszczególnych wydziałów okresowa ocena będzie miała – w świetle nowych przepisów kodeksu pracy, który wszedł w życie w lutym 2016 roku – jeszcze większe znaczenie. Jak wiadomo, obecnie mamy 33-miesięczny okres zatrudnienia na czas określony, a później jest już umowa na czas nieokreślony.

Komisje wydziałowe, biorąc pod uwagę przy ocenie nauczyciela akademickiego nadal obowiązujące zapisy w naszym statucie, ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i kodeks pracy, decydują o dalszym losie nauczyciela. Przypominam, że w przypadku oceny negatywnej komisja stawia wniosek o ponowną ocenę po roku. Może również zaproponować rozwiązanie umowy. Druga negatywna ocena już zobowiązuje władze Uczelni do rozwiązania umowy. Oczywiście, nauczyciel akademicki ma możliwość odwołania się od decyzji komisji wydziałowej do Stałej Senackiej Komisji ds. Kadry Naukowej i Konkursów Profesorskich. W środowisku akademickim rzadko pojawiają się głosy podważające wiarygodność tych ocen. Ocena naukowca dokonana przez naukowców jest czymś, co – jeśli nie było uchybień formalnoprawnych – nie daje podstaw do uchylenia decyzji o wypowiedzeniu umowy przez sąd pracy. Muszę jednak powiedzieć, jako osoba odpowiedzialna za przebieg procesu oceny, że jest to olbrzymie przedsięwzięcie w skali Uniwersytetu. Dlatego z radością przyjąłem wprowadzoną przez tzw. ustawę deregulacyjną, zasadę, że

ta ocena w stosunku do wszystkich nauczycieli będzie odbywała się raz na cztery lata.

□ A jeśli chodzi o ankiety dotyczące pracowników administracyjnych?

■ Te ankiety są niezbędne z punktu widzenia oceny relacji pomiędzy poszczególnymi działami, w szczególności relacji pomiędzy pracownikami obsługujących tok studiów a studentami. Jako nauczyciele pracujemy głównie dla studentów i w tej ocenie musi być także brany pod uwagę stosunek pracownika administracyjnego do studenta. Student jest skazany na pracownika administracji od momentu przyjęcia na studia do momentu, kiedy otrzymuje dyplom. Oczywiście, staramy się, by te oceny były obiektywne. Kilka krytycznych opinii przy 100 czy 200 oceniających studentach nie może decydować o losach danego pracownika. Krytyczne uwagi są jednak bardzo pożyteczne dla władz dziekańskich czy rektorskich, a także dla samych zainteresowanych.

□ Czy możemy powiedzieć, że kadra UJ się starzeje?

Spotkanie organizacyjne przed Jubileuszem 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Collegium Novum; 30 marca 2014

■ Rocznie odchodzi na emeryturę około stu pracowników. Jedną z najtrudniejszych kwestii było zrealizowanie uchwały Senatu UJ dotyczącej pracy profesorów po ukończeniu 70. roku życia. Profesor przechodzący na emeryturę ma prawo pracować przez jeden rok na pół etatu albo na cały etat przez jeden semestr. Wielu znakomitych naukowców przechodzi na emeryturę w pełni sił, dlatego ustaliliśmy, że jeśli dany pracownik naukowy zdobędzie projekt badawczy, z którego może być finansowany jego etat, to może pracować przez następne lata, może także zatrudnić osoby do tego projektu. I to jest nowe nastawienie władz Uczelni w stosunku do emerytów. W ramach środków z dotacji dydaktycznej kierownicy katedr i dziekani muszą natomiast dbać o to, żeby pojawiali się następcy naszych profesorów. Przecież mamy znakomitych wypromowanych przez wydziały doktorów, którzy stwarzają szansę wypełnienia luk pokoleniowych, coraz częściej pojawiających się w niektórych zakładach i katedrach.

Wracając jeszcze do zasad polityki kadrowej, dodam, że awans doktora habilitowanego na stanowisko profesora nadzwyczajnego – problem, który budził w UJ duże emocje, nie jest złym rozwiązaniem. W większości przypadków osoby, które awansowały na to stanowisko, w ciągu pięciu lat uzyskują tytuł profesora. Doktorowi habilitowanemu daje ten awans pewien rodzaj satysfakcji zawodowej, niejednokrotnie jeszcze bardziej mobilizuje, by ten tytuł w ciągu pięciu lat uzyskać.

W ostatnich latach zmieniła się także sytuacja starszych wykładowców. W uzasadnionych przypadkach wyrażamy zgodę na ogłoszenie konkursu na stanowisko starszego wykładowcy i zaangażowanie tam osoby, która jest znakomitym dydaktykiem, była zatrudniona na stanowisku adiunkta, ale jednak rozwój naukowy nie dał jej szans na uzyskanie habilitacji. Sądzę, że niekiedy niewystarczająco docenialiśmy wartość dydaktyczną naukowców. Sam pamiętam znakomitych starszych wykładowców, którym wiele zawdzięczam, a którzy do emerytury pozostali starszymi wykładowcami. Oni, oczywiście, mają większe pensum (360 godzin), ale to nie oznacza, że z taką osobą należy się pożegnać tylko dlatego, że nie uzyskała habilitacji.

□ Podczas kadencji 2012–2016, zgodnie z decyzjami Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, były przeprowadzone trzy regulacje uposażeń nauczycieli akademickich.

■ Z satysfakcją mogę powiedzieć, że po raz pierwszy od wielu lat były one znaczące dla środowiska zarówno nauczycieli akademickich, jak i administracji i obsługi. W porównaniu do 2012 roku wynagrodzenia zasadnicze nauczycieli wzrosły średnio o 30 procent, największy wzrost nastąpił w grupie asystentów – ponad 40 procent, ale w tej grupie pensje były na większości wydziałów bardzo niskie. Nadal jednak uważam, że wraz z kolejnymi awansami związanymi z uzyskaniem stopni naukowych i tytułu profesora winny iść znaczące podwyżki. Regulacje były także okazją do wyrównania pewnych dysproporcji pomiędzy poszczególnymi jednostkami, zarówno gdy chodzi o wydziały, jak i jednostki administracji uniwersyteckiej.

□ A jak układała się współpraca ze związkami zawodowymi?

■ Bardzo dobrze. I w tym miejscu chciałbym za to związkom podziękować. Nasze rozmowy dotyczące regulacji, zarówno tych zasadniczych, jak i uznaniowych, za każdym razem były próbą wysłuchania argumentów jednej i drugiej strony. Udawało nam się dość szybko podpisywać porozumienia, które dawały szansę wdrożenia w trzech kolejnych latach (2013–2015) – przed wakacjami – regulacji uposażeń.

Ale to nie tylko te kwestie były okazją do kontaktu ze związkami zawodowymi, było także wiele spraw dotyczących konkretnych osób. Nie zawsze, oczywiście, były to sprawy możliwe do załatwienia po linii związków, w szczególności tam, gdzie chodziło o rozwiązanie umowy czy nawet dyscyplinarne zwolnienia. Jednak wielokrotnie argumenty, które przekazywałem, były przyjmowane przez związki zawodowe ze zrozumieniem. Myślę, że te cztery lata to przykład bardzo owocnej współpracy, zarówno z NSZZ „Solidarność”, jak i Związkiem Nauczycielstwa Polskiego.

□ Podsumowując, jaki zakres działalności dał Panu najwięcej satysfakcji w ciągu ostatnich czterech lat?

■ Największą satysfakcję dała mi możliwość bardzo harmonijnej, opartej na wzajemnej życzliwości współpracy ze wszystkimi osobami, z którymi się spotykałem. W szczególności mam tu na myśli Pana Rektora, Państwa Prorektorów i Dziekanów, Panią Kanclerz, Panią Kwestor i kierowników poszczególnych działów. Ale nie tylko. Mówię o tym, bo sprawy kadrowe i finansowe dotykają całej społeczności akademickiej. W polityce kadrowej najbardziej istotna jest przejrzystość w rozstrzyganiu spraw pracowniczych. Ważne, żeby w sytuacji, kiedy nie można podjąć pozytywnej dla pracownika decyzji, przekazać zainteresowanej osobie argumenty decyzji negatywnej. Oczywiście, najlepiej, jeśli robi się to podczas bezpośredniej rozmowy, ale nie zawsze jest to możliwe, wtedy można to wyrazić za pośrednictwem dziekana czy innych osób. Bo nie ma nic gorszego jak decyzja negatywna, której pracownik nie rozumie.

□ Czy na jakiejś płaszczyźnie pojawiały się niedogodności?

■ Codzienne funkcjonowanie prorektora do spraw kadrowych i finansowych jest bardzo absorbujące, polega na konieczności podejmowania decyzji, podpisywania niezliczonej liczby dokumentów. Jeszcze raz chciałbym jednak podkreślić, że na każdym etapie działań władz Uczelni niesłychanie ważna jest współpraca. Jeśli przychodzę do Collegium Novum i mam świadomość, że mogę liczyć na najbliższych współpracowników, to jest to ogromne wsparcie i daje zadowolenie, pomimo uciążliwości codziennego funkcjonowania.

Z mojego punktu widzenia brakuje czasu na rzetelną własną pracę naukową, ale także na spokojną refleksję, która dawałaby szansę strategicznego myślenia o tym, co można byłoby w imię rozwoju i dobra pracowników zrobić, by Uniwersytet bardziej dynamicznie się rozwijał, dawał pełniejszą satysfakcję pracownikom i studentom z tego, że pracują i studiują na najstarszej i najlepszej polskiej uczelni, i aby mieszkańcy oraz ludzie przyjeżdżający z zagranicy mieli poczucie, że chcieliby tutaj pracować.

□ Przed Panem druga kadencja. Jakie najważniejsze zadania wyznacza Pan sobie na kolejne cztery lata?

■ O wyzwaniach dotyczących mienia uniwersyteckiego już wspominałem. Rozbudowa kampusu w Pychowicach i części Uniwersytetu w obrębie drugiego kampusu powoduje, że trzeba się zastanowić, czy wszystkie budynki uniwersyteckie są nam potrzebne. Jeśli tak, to czy ich użytkowanie nie powinno być powiązane z nowymi funkcjami, na pewno należy rezygnować z powierzchni dzierżawionej. Druga, jeszcze ważniejsza, sprawa związana jest z realizacją idei uniwersytetu jako jednej wspólnoty akademickiej. W ostatnich dwóch dziesięcioleciach pojawiła się tendencja do rozdrabniania dydaktyki na poszczególne wydziały, tworzenia nowych kierunków, specjalności, zakładów o podobnych celach naukowych i dydaktycznych funkcjonujących na różnych wydziałach. Ta sprawa wymaga głębokiej, pozbawionej emocji refleksji. Zastanowienia się, czy przy spadku liczby studentów nie należy niekiedy myśleć o wprowadzeniu studiów międzywydziałowych. Rangę naukową na pewno można podnieść poprzez większą konsolidację badawczą jednostek, prawne usankcjonowanie możliwości skupienia się najwybitniejszych uczonych przede wszystkim na działalności badawczej. Ale to jest bardzo trudny temat, bo wiąże się z finansami. Dotyczy to kierunków takich jak, na przykład, informatyka, psychologia, kulturoznawstwo. A zatem podczas tej kadencji trzeba będzie pomyśleć perspektywicznie, co dla Uniwersytetu będzie bardziej korzystne z punktu widzenia dydaktyki i rozwoju naukowego. W ciągu najbliższych czterech lat trzeba też będzie rozwiązać problem przestrzeni dla Wydziału Studiów Międzynarodowych, znaleźć nowe zaplecze dla Biblioteki Jagiellońskiej, dla uniwersyteckich muzeów, dla archiwów. Za chwilę pojawi się problem, gdzie te zbiory przechowywać. Przy czym, jeśli te tematy mają być zamknięte w obrębie nowej kadencji, to decyzje muszą zostać podjęte najpóźniej w roku akademickim 2017/2018. Jest także problem najmłodszej kadry naukowej i relacji pomiędzy studiami doktoranckimi a możliwością zatrudnienia. Powiem otwarcie: liczę tutaj na konstruktywne rozmowy z dziekanami, ponieważ bardzo rozwinęliśmy studia doktoranckie. I dobrze, bo Uniwersytet jest do tego predestynowany, natomiast boleję nad tym, że promujemy znakomitych doktorów, ale nie dajemy im szansy dalszego rozwoju naukowego. Po doktoracie ci młodzi ludzie muszą mieć jakieś zatrudnienie, zwłaszcza jeśli są wybitnymi osobowościami. Można by więc pomyśleć o jakimś okresie przejściowym, wypracowanym właśnie w ramach polityki kadrowo-finansowej. Ale to znowu wymaga dyskusji w obrębie kolegium rektorsko-dziekańskiego, a później w ramach Senackiej Komisji Dydaktycznej i Stałej Komisji ds. Majątku i Finansów. To bardzo poważny problem. Niejednokrotnie z dwudziestu absolwentów studiów doktoranckich udaje się zatrudnić tylko jednego. Oczywiście, oni mogą aplikować do różnych innych instytucji, ale przecież to często Uniwersytet jest właśnie miejscem, gdzie dalej powinni się rozwijać.

Promocje doktorskie Wydziału Polonistyki UJ, aula Collegium Novum; 15 grudnia 2014 Filip Radwański

□ Jak przy takim natłoku obowiązków udaje się Panu jeszcze znaleźć czas na pracę naukową i dydaktyczną, bo przecież prowadzi Pan seminarium magisterskie, ma Pan doktorantów?

■ Mój rytm pracy jest bardzo ściśle wyznaczony. W rektoracie jestem codziennie mniej więcej od godziny 8.15–9 i rzadko udaje mi się wrócić do domu przed godziną 17. W tygodniu mam określone pory popołudniowe przeznaczone na seminaria i na pracę zespołów badawczych. Nigdy te terminy nie są powiązane z czasem normalnego funkcjonowania administracji uniwersyteckiej. Już w pierwszym roku kadencji przekonałem się, że ustalanie terminu spotkania zespołu badawczego czy zajęć seminaryjnych w godzinach 8–15 jest bardzo ryzykowne, bo zawsze wypada wtedy coś nieprzewidzianego.

Na pracę własną mam zarezerwowane godziny wieczorne i czasem weekendy.

□ Przewodniczy Pan komitetowi naukowemu krytycznego wydania dzieł literackich Karola Wojtyły – Jana Pawła II, które ma ukazać się w 2020 roku, ale to nie jedyne naukowe przedsięwzięcie, którym się Pan zajmuje...

■ Istotnie, wraz z zespołem intensywnie pracujemy nad edycją literackich i teatralnych pism Karola Wojtyły. Jest to fascynująca praca, bo mamy możliwość dotarcia do rękopisów (niekiedy nawet nowych tekstów) i skonfrontowania ich z innymi wersjami rękopiśmiennymi. W odniesieniu do świętego Jana Pawła II jest to szczególne przeżycie. Satysfakcję daje też współpraca ze znakomitym gronem osób. Systematycznie gromadzę materiały do kilku publikacji i mam nadzieję, że w jakimś momencie uda mi się je dokończyć. Zawsze marzyłem o tym, by napisać monografię Ludwika Solskiego – patrona Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, wielkiego aktora, który żył sto lat. Mam ogrom notatek i materiałów, ale wciąż piszę poszczególne rozdziały...

Mam też bardzo zaawansowane dwie inne książki – jedną dotyczącą dwudziestolecia międzywojennego i aspektów związanych z dramatem i teatrem, drugą dotyczącą dramaturgii współczesnej. Na razie jednak nie widzę realnych podstaw, by moje marzenia naukowe wkrótce się spełniły.

W tym miejscu przypomniały mi się rozmowy, które w latach 80. ubiegłego wieku ówczesny rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Józef Andrzej Gierowski prowadził w profesorami. Mówił wówczas, że wystarczy, aby prorektor poświęcił Uczelni na wypełnianie obowiązków urzędowych tylko dwa dni w tygodniu, a resztę czasu może już przeznaczyć na pracę naukową...

Nie zrezygnowałem i nie chcę rezygnować z bezpośredniego kontaktu ze środowiskiem artystycznym, od początku swej drogi naukowej byłem z tym środowiskiem związany i chcę, aby tak pozostało, co w praktyce oznacza, że przewodniczę komisjom różnych konkursów, nagród artystycznych. W zakresie samej działalności artystycznej udało mi się w tym okresie skończyć tylko jeden scenariusz teatralny, wszystkie pozostałe pozostawiam na bardziej sprzyjające czasy.

Mówię o tym dlatego, że dla teatrologa uprawianie samej historii i teorii teatru bez dotykania praktyki scenicznej jest jakimś rodzajem braku. W przeszłości byłem organizatorem festiwali teatralnych i autorem scenariuszy teatralnych. Teraz nie jestem w stanie znaleźć na to czasu.

Dzisiaj Uniwersytet jest tak potężną instytucją, tak odpowiedzialne działania są związane z funkcjami pełnionymi przez poszczególne osoby w hierarchii uniwersyteckiej, że połączenie aktywnej działalności naukowej z pełnieniem funkcji jest bardzo trudne, co jednak nie oznacza, że niemożliwe.

□ Czego życzyć Panu na drugą kadencję?

■ Każdy z nas w pierwszej kolejności odpowie – zdrowia, później – wiary w to, że wspólnie z całym środowiskiem akademickim naszej Uczelni w najbliższych latach uda się w sposób znaczący zwiększyć rangę Uniwersytetu Jagiellońskiego w Polsce i w świecie.

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska

Rektor UJ prof. Wojciech Nowak wręcza prof. Jackowi Popielowi nominację na stanowisko prorektora ds. polityki kadrowej i finansowej na lata 2016–2020; 31 sierpnia 2016
Pamiątkowy wpis do Księgi protokołów oddania i przejęcia władzy rektorskiej w UJ Fot. Anna Wojnar

PŁYNNOŚĆ KOMUNIKACYJNA

JEST WARUNKIEM KONIECZNYM

Rozmowa z prorektor UJ w kadencji 2012–2016 prof. Marią Jolantą Flis

□ W 2012 roku objęła Pani stanowisko prorektora do spraw rozwoju na Uniwersytecie Jagiellońskim. W wyniku Pani pracy, prowadzonej wraz z powołanym zespołem, powstała Strategia Rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego. Proszę powiedzieć, skąd wzięła się ta koncepcja?

■ Strategia rozwoju została nie tylko wymuszona przez Unię Europejską i jej procedury, ale jest odpowiedzią na wyzwania, jakie stawia przed nami współczesny, zglobalizowany świat. Strategia rozwoju jest narzędziem, którego powstanie zostało wymuszone przez zmieniającą się rzeczywistość. Nie można, i takie było moje głębokie przekonanie, kiedy decydowałam się na podjęcie tego wyzwania, pozostać obojętnym na te procesy. Minął czas rozwoju na zasadzie procesów żywiołowych. Gigantyczne przyspieszenie, globalizacja, nie mówiąc już o postępie technologicznym, który jest moim zdaniem czynnikiem fundamentalnym, świadczą o tym, że jesteśmy w trakcie kolejnej rewolucji przemysłowej. Nikt i nic tego nie powstrzyma. Natomiast trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to gigantyczne przyspieszenie, natłok informacji są trudne do ogarnięcia, wszystkiego jest za dużo, jesteśmy w kryzysie nadmiaru. Efektem tej sytuacji są zmiany, które często są nie do przewidzenia. Jednak z tego faktu nie wynika, że nie należy próbować przynajmniej zapanować nad kierunkami rozwoju. Dlatego fundamentem strategii, którą uważam za spory sukces, było przede wszystkim

zdefiniowanie sytuacji, w której obecnie jesteśmy. Moje przekonanie o konieczności zmian było i pozostało bardzo głębokie. Zmiana w funkcjonowaniu Uniwersytetu nie przyjdzie z zewnątrz, to środowisko akademickie musi się zrestrukturyzować, co jednak okazuje się nie być proste. Głęboko nadal wierzę w to, że restrukturyzacja musi być zainicjowana oddolnie. Trzeba przy tym jednak pamiętać, że Uniwersytet jest instytucją państwową i jesteśmy finansowani z pieniędzy podatników. Zależymy więc od regulacji i decyzji ministerstwa. Czyli z jednej strony współczesna rzeczywistość wymusza na Uniwersytecie działania na rzecz zmiany funkcjonowania, dostosowanej do wymogów współczesności, a z drugiej – istnieją warunki brzegowe zależne od decyzji politycznych.

□ Co było największym wyzwaniem podczas tworzenia i realizacji strategii?

■ Stworzenie strategii nie było łatwe. Największym wyzwaniem było uzyskanie konsensusu, bo jak wszyscy wiemy, Uniwersytet jest federacją wydziałów. Problemów z tym związanych doświadczyłam osobiście, będąc dziekanem przez dwie kadencje Wydziału Filozoficznego. Trudno więc się dziwić, że zarówno na badania naukowe, jak i na dydaktykę dziekani patrzą z perspektywy swojego wydziału. Po czterech latach pełnienia funkcji prorektora do spraw rozwoju moje przekonanie socjologiczne, oparte na wiedzy i bezpośrednim doświadczeniu,

Fot. Anna Wojnar

Prof. Maria Jolanta Flis
W auli Collegium Maius, Święto UJ; 12 maja 2013

potwierdziło się w pełni: nie da się nowych treści włożyć w stare formy, czyli w stare struktury, bo one już są po prostu niewydolne. W drugiej połowie XIX wieku Herbert Spencer pokazał, że istnieje coś takiego jak inercyjność trwania instytucji, czyli że każda instytucja ma samoistną tendencję do trwania w stanie równowagi, inaczej mówiąc – do odtwarzania się zawsze w tej samej formie. Wtedy może rzeczywiście tak było, natomiast w XXI wieku to jest już nierealne.

Uniwersytet jest dużą instytucją, gdzie trudno jest osiągnąć maksymalną efektywność zarządzania. Jak wiadomo, efektywne są takie jednostki naukowo-dydaktyczne, które mają nie więcej niż 10 tysięcy studentów i 5 tysięcy pracowników naukowych i administracyjnych. Rzeczywiście, jak się popatrzy, na przykład, na Massachusetts Institute of Technology czy Oksford, to tam ta proporcja nie jest zachwiana. Pomijam fakt, że są to zupełnie inaczej finansowane uczelnie niż Uniwersytet Jagielloński, który jako uczelnia państwowa finansowany jest z tak zwanego algorytmu ministerialnego, który sam w sobie jest dość kontrowersyjny i również wymaga radykalnej zmiany celem wygenerowania nowej struktury w nauce i szkolnictwie wyższym. Efektywność zarządzania na poziomie całego Uniwersytetu jest więc wypadkową konsensusu, który uda się uzyskać w kolegium dziekańskim, bo jeśli nie ma przyzwolenia na restrukturyzację, to władze rektorskie nie są w stanie niczego narzucić. Punktem kluczowym są, oczywiście, regulacje prawne oraz wewnętrzne procedury, czyli Statut UJ, który rzeczywiście musi być kompatybilny z ustawą o szkolnictwie wyższym. Ustawa była uzupełniana, poprawiana i w zasadzie w tej chwili jej wartość w sensie przełożenia na efektywność zarządczą jest zerowa, tak samo jak i wartość naszego statutu jest analogicznie też słaba. W tej sytuacji nie da się wygenerować zmian, które zaowocowałyby poprawieniem jakości badań naukowych i jakości kształcenia, jeśli procedury, które mamy – patrz statut – temu nie sprzyjają, czego doświadczyliśmy jako zespół rektorski ostatniej kadencji. Ponadto, według tezy Adama Smitha, autora Bogactwa narodów, nie ma nic gorszego dla instytucji, jak przeetatyzowanie, a my jesteśmy przeetatyzowani, zarówno w wymiarze naukowo-dydaktycznym, jak i w wymiarze administracji, i to na każdym szczeblu.

□ Jaki jest więc efekt prac nad strategią rozwoju UJ?

■ To, czym się możemy pochwalić, to, nad czym zespół pracował bardzo długo, ale wyniki są, przynajmniej z mojego punktu widzenia, zadowalające, to stworzyliśmy listę 15 kluczowych wskaźników realizacji strategii rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego na

lata 2016–2020. Lista powstała w wyniku dialogu prowadzonego z jednostkami organizacyjnymi UJ, odpowiedzialnymi zarówno za realizację najważniejszych działań strategicznych, jak i posiadającymi dostęp do danych niezbędnych do regularnego monitorowania wskaźników. Do każdego wskaźnika dostosowany został odpowiedni algorytm, przydzielona jednostka organizacyjna UJ oraz źródło techniczne. Wskaźniki dotyczą głównie pionów prorektorskich z punktu widzenia władzy centralnej, czyli kolegium rektorskiego. Dane będą zbierane w ramach procesu monitoringu strategii co rok. W roku akademickim 2016/2017 przeprowadzona zostanie aktualizacja strategii rozwoju UJ oraz aktualizacja listy i definicji kluczowych wskaźników strategicznych.

Monitoring wskaźników nie jest jedynym narzędziem zarządzania strategicznego UJ, a ogólne definicje wskaźników nie oznaczają ignorowania specyfiki poszczególnych wydziałów pod względem wielu charakterystycznych dla nich działań badawczych i dydaktycznych. Oczywiście, ze względu na fakt, że wydziały mają samodzielność finansową, to strategia ma być dla nich ogólną ramą do realizacji poszczególnych strategii wydziałowych. Polska Komisja Akredytacyjna wymaga

Pochód inauguracyjny przed Collegium Novum; 1 października 2015
Prof. Maria Jolanta Flis podczas otwarcia Międzynarodowych Regat Ósemek Wioślarskich
o Puchar Rektora UJ; 11 maja 2014
Anna Wojnar Jerzy Pajor

tego, aby każda uczelnia była finansowana w ramach algorytmu ministerialnego jako całość, potem ten algorytm ministerialny, po niełatwych debatach, jest przenoszony na podział pieniędzy między wydziałami, natomiast wydziały są autonomiczne w ka-

Prorektor Maria Jolanta Flis uczestniczyła również w uroczystości otwarcia Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS; 24 listopada 2015 Anna Wojnar

tegoriach finansowych, jak i oczywiście badawczych i dydaktycznych, więc mają swoje strategie rozwoju. W związku z tym myślę, że o jakości strategii, którą udało nam się wspólnymi siłami w ramach prac Stałej Senackiej Komisji ds. Rozwoju wypracować, świadczy już sama akceptacja projektu przez dziekanów. Natomiast nie było wystarczającej woli do tego, żeby podjąć wysiłek zrestrukturyzowania archaicznej struktury Uniwersytetu, która musi zostać uelastyczniona, ponieważ nie odpowiada wymaganiom XXI wieku. Nie możemy liczyć na to, że 652 lata naszej historii zrobią wszystko za nas. W kategoriach zarządczych wszystko, co było możliwe, zostało zrobione, natomiast na efekty trzeba poczekać, jednak nie będzie ich widać, jeśli nie uelastyczni się tej struktury. Powiedziałabym jeszcze jedno. W momencie, kiedy przechodziliśmy już z deklaracji zawartych w strategii do przełożenia na wskaźniki, okazało się, że rzeczywiście jest mnóstwo barier, ale nie wynikały ze złej woli osób, które w proces zarządczy są zaangażowane, ale właśnie ze złych procedur albo z nadmiaru procedur i wspomnianego już nadmiaru danych. Nie ma nawet takiego programu, jeśli chodzi o IT, za pomocą którego można byłoby to rozstrzygnąć. Realizacja strategii wymaga pracy zespołowej, głębokiego namysłu, ale przede wszystkim tego, co ja na swój własny użytek nazywam płynnością komunikacyjną. W tak dużej instytucji, jaką jest Uniwersytet Jagielloński. Płynność komunikacyjna jest warunkiem koniecznym, aczkolwiek nadal niewystarczającym do efektywnego zarządzania.

□ Jaki jest pierwszy cel strategii?

■ Pierwszy cel strategii to integracja działalności UJ w dydaktyce i badaniach naukowych. Możemy ją ocenić, analizując stopień integracji dydaktyki, czyli odsetek programów studiów prowadzonych przez więcej niż jedną podstawową jednostkę organi-

zacyjną oraz proces tworzenia interdyscyplinarnych zespołów badawczych, realizujących projekty w składzie przedstawicieli co najmniej dwóch jednostek podstawowych oraz innych jednostek UJ. To także zwrot inwestycji w infrastrukturę badawczo-dydaktyczną, czyli wartość przychodów z tytułu projektów badawczych i edukacyjnych oraz przychodów z wynajmu infrastruktury w stosunku do wartości początkowej środków trwałych i aparatury naukowo-badawczej zakupionej w danym roku kalendarzowym. To, co było wyzwaniem na początku naszej kadencji cztery lata temu, to ustabilizowanie, wtedy już mocno się kołyszącej, łódki inwestycyjnej na poziomie funduszy strukturalnych. Oddaliśmy do użytkowania ważne inwestycje, jednak jednocześnie pojawił się problem utrzymania budynków na terenie Kampusu 600-lecia Odnowienia UJ. Mówię tu o rozmiarach nowych siedzib Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej oraz Wydziału Chemii. Musimy działać na rzecz tego, aby w sytuacji niżu demograficznego i konkurencyjności w obrębie szkolnictwa wyższego nowoczesne laboratoria i ogromne przestrzenie dydaktycznie nie były puste. Ma to także wpływ na zmiany samej specyfiki procesu dydaktycznego. Według mnie era uczenia bezpośredniego, wygłaszania wykładów ex cathedra należy już do przeszłości i tego nic nie powstrzyma. Trzeba odpowiadać na wyzwania współczesności.

□ Drugi cel strategii to osiągnięcie najwyższej jakości nauczania. Jakie wskaźniki w tym obszarze brane są pod uwagę?

■ Przede wszystkim jest to „jakość” kandydatów na jednolite studia magisterskie oraz studia I stopnia, co wyznacza mediana wyniku kwalifikacji na studia stacjonarne wystarczającego do przyjęcia na jednolite studia magisterskie oraz studia I stopnia. Znaczenie ma tutaj również oferta dydaktyczna w języku angielskim w postaci kursów i programów studiów oraz liczba studentów w nich uczestniczących. Brane jest pod uwagę także wynagrodzenie absolwentów w ciągu trzech lat po zakończeniu studiów na UJ. Duże znaczenie ma również studencka aktywność na arenie międzynarodowej, czyli liczba wyjeżdżających studiować za granicę do wiodących ośrodków akademickich (pierwsze 300 miejsc w rankingu ARWU) oraz studentów do nas przyjeżdżających. Uwzględniana jest również pozycja UJ w rankingach „Perspektyw”, ARWU i QS.

Jeśli chodzi o jakość nauczania, to uderzmy się we własną pierś. Wzięliśmy udział w oszustwie edukacyjnym. Sposób, w jaki środowisko po 1989 roku uruchomiło boom edukacyjny, jest naganny, bo wynikiem tego jest umasowienie kształcenia, które w bezpośredni sposób koreluje z obniżeniem jego jakości. Nie da się kształcić na bardzo wysokim poziomie masowo, ludzi o zróżnicowanym kapitale kulturowym i wiedzy, z którą na Uniwersytet zostali przyjęci. Dlatego potrzebne są odpowiednie kryteria doboru kandydatów. Uważam, że należy wrócić do tego, co już u nas było, a co funkcjonuje dzisiaj w najlepszych amerykańskich uniwersytetach z Ligi Bluszczowej, gdzie wprawdzie jest konkurs świadectw, ale także są rozmowy z kandydatami, na podstawie których przyjmuje się rzeczywiście najlepszych. Nie twierdzę, że słabi nie mają szans, bo elitarność nie jest wrogiem egalitaryzmu. Egalitaryzm to równość szans w dostępie do określonego

dobra, więc prowadzenie rozmów nie byłoby naganne i niezgodne z ustawą o szkolnictwie wyższym. Rozmowa kwalifikacyjna nie jest formą egzaminu z konkretnych przedmiotów, tylko sprawdza kapitał kulturowy oraz umiejętność krytycznego myślenia. Trzeba też dodać, że nie ma takiego rynku pracy na świecie, który wchłonąłby taką rzeszę ludzi o przeciętnej jakości wykształcenia.

□ Czyli mamy za dużo studentów?

■ Zdecydowanie tak. Nie byliśmy przygotowani i nadal, pomimo tego, że wzrosła liczba etatów, nie jesteśmy przygotowani na taką liczbę studentów. Nie da się w skali masowej kształcić na wysokim poziomie. Pamiętajmy przy tym, że zbieramy efekty tego, co działo się na wcześniejszych etapach kształcenia. Poza tym pojawiło się niepokojące zjawisko: ponieważ już na etapie nauki w szkole średniej zaniechano uczenia krytycznego myślenia, to większość młodych ludzi uważa, że jeżeli coś już zostało napisane (czytaj: wydrukowane), to trzeba się tego nauczyć na pamięć, i to wystarczy. Tak nie jest. Na studia powinno się iść po to, żeby zrozumieć siebie i świat, co można zrobić wtedy, gdy pyta się, dlaczego, kiedy się jest dociekliwym i krytycznym, przede wszystkim w stosunku do samego siebie, ale i otaczającego świata. Dla mnie przyrost wiedzy oznacza przyrost wątpliwości. Natomiast nasz system edukacyjny poszedł w stronę spłaszczenia, wpisując młodych ludzi w wymagania testów i z przesłaniem, że wszyscy skazani są na sukces. Nie jest prawdą, że nie trzeba ćwiczyć pamięci, począwszy od szkoły podstawowej, ale ważne jest ćwiczenie pamięci w kontekście myślenia procesowego. Z pamięcią i z myśleniem jest tak jak ze sportem – muszą być konsekwentnie ćwiczone, bo to trening czyni mistrza. Nie wystarczy sam talent. System kształcenia musi więc prowokować uczniów, a potem studentów do krytycznego myślenia, do twórczego podejścia do problemu, do analizy i poszukiwania, jak uzyskaną wiedzę można wykorzystywać w celu polepszania siebie i świata. W budowaniu wyższej jakości kształcenia przeszkadza masowość i nieobecność dyskursu, który brzmi: jakość musi kosztować. Nie możemy na razie zmienić systemu rekrutacji, ponieważ trzyma nas ustawa o szkolnictwie wyższym. Należałoby również odejść od sztywnego trzymania się stałego pensum związanego z etatem, bo to senat uczelni powinien ustalać jego wysokość. Sposób rozliczania pensum to jest jedna z najważniejszych kwestii, które trzeba będzie zmienić w sposób istotny, bo zmieniają się strategie edukacyjne. Pojawia się, na przykład, wymóg uczenia przez całe życie. Poza tym uważam, że najlepszą formą kształcenia jest praca w małych grupach, góra ośmioosobowych, w miejsce tradycyjnych zbiorowych wykładów. Bezpośrednie relacje student – wykładowca powinny być realizowane w małych grupach

Otwarcie wystawy manuskryptów zatytułowanej Beethoven i nowe drogi w Bibliotece Jagiellońskiej; 7 marca 2016

ćwiczeniowych, seminaryjnych i konwersatoriach, również przez profesorów. Jeżeli nowe myślenie nie zakiełkuje w mentalności władz uczelni, to nie można liczyć na dalszy rozwój jakości nauczania.

□ Na Uniwersytecie Jagiellońskim powstała platforma zdalnego nauczania. Jak rozwija się to przedsięwzięcie?

■ Platforma zdalnego nauczania, owszem, powstała, ale niewiele osób z niej korzysta. Centrum Zdalnego Nauczania funkcjonuje bardzo dobrze. Jednak brakuje zaangażowania ze strony pracowników, którzy są przywiązani do tradycyjnej formuły wykładów, aby chcieć wykładać za pośrednictwem platformy. Jeżeli mamy odpowiadać na wyzwania współczesności, to nie możemy bazować na archaicznej wiedzy, jakiejkolwiek nie miałaby ona wartości, bo to, co jest klasyką, jest inspirujące i do tego zawsze

Podziękowania od rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka za czteroletnią kadencję, posiedzenie Senatu UJ; 29 czerwca 2016
Fot. Anna Wojnar

Śniadanie profesorskie w Collegium Maius; 15 lipca 2016

trzeba wracać, jednak należy szukać alternatywnych rozwiązań. Zdalne nauczanie jest czasochłonne, musi być aktualizowane na bieżąco, wymaga więc aktywności, nie tylko ze strony potencjalnych studentów, ale i wykładowców.

□ Trzecim celem strategii jest osiągnięcie najwyższej jakości badań naukowych. Co tu jest brane pod uwagę?

■ Przede wszystkim ocena parametryczna wydziałów, czyli odsetek wydziałów UJ posiadających kategorię A+. Oceniamy tu także mobilność naukową, czyli odsetek wyjazdów doktorantów i pracowników w celach naukowo-badawczych do wiodących ośrodków akademickich (pierwsze 300 miejsc w rankingu ARWU) lub ważnych instytucji badawczych. To także jakość publikacji, czyli stosunek liczby artykułów autorstwa pracowników UJ opublikowanych w czasopismach z listy A i C do liczby artykułów autorstwa pracowników UJ opublikowanych w czasopismach z listy B. Ważne są tutaj także przychody ze sprzedaży wyników badań o charakterze wdrożeniowym (umowy licencyjne, umowy sprzedaży praw, patentów i produktów, przychody spółek spin-off, sprzedaż usług badawczych i prac eksperckich) w przychodach z podstawowej działalności operacyjnej UJ. Nie do przecenienia jest również efektywność pozyskiwania środków zewnętrznych na badania naukowe i rozwój, czyli odsetek projektów badawczych i badawczo-rozwojowych składanych w ramach krajowych i zagranicznych programów badawczych i badawczo-rozwojowych, zakończona przyznaniem finansowania. Muszę tu zaznaczyć, że efektywność pozyskiwania środków zewnętrznych na badania naukowe i rozwój wciąż jeszcze nie jest zadowalająca. Podstawowe pytanie, które trzeba byłoby zadać, to kto ma pozyskiwać środki zewnętrzne na badania naukowe i rozwój. W strukturze uniwersytetów zachodnich, na przykład amerykańskich z tak zwanej Ligi Bluszczowej, taką funkcję pełni najczęściej kanclerz. Mam tu na myśli środki, które pochodzą spoza funduszy Unii Europejskiej i spoza dotacji ministerialnych. Chodzi o to, żeby dać szansę przedsiębiorstwom prywatnym, małym i średnim, zainwestowania w naukę. Jednak w naszej rzeczywistości trudno jeszcze przekonać przedstawicieli rodzimego biznesu, aby podjęli takie wyzwanie, bo w badaniach naukowych podstawowych nie zakłada się, że efekty będą natychmiastowe, w formie na przykład nowych technologii. To niebywale trudna kwestia.

Anna Wojnar

Jednak trzeba zaznaczyć, że w dziedzinie współpracy z gospodarką otwierają się przed nami nowe możliwości. Coraz lepiej rozwija się współpraca z biznesem i spółkami skarbu państwa. Dużą rolę odgrywa, na przykład, Kapituła Biznesu działająca przy rektorze UJ. Zostałam też zaproszona do rady naukowej polskiej spółki gazowej, jednej z córek PGNiG. Tego typu działalność ma właśnie służyć temu, aby szukać partnerów zewnętrznych do wspólnych działań badawczych. My musimy dać impuls gospodarce i liczę na to, że to się uda. Mamy dużo do zaoferowania, warto tutaj wspomnieć chociażby Jagiellońskie Centrum Innowacji czy Małopolskie Centrum Biotechnologii. To bardzo trafione inwestycje.

□ Czyli w działalności na rzecz rozwoju konieczna jest integracja wydziałów w obszarach dydaktyki i badań naukowych?

■ Zdecydowanie tak. To, czym tłumaczą się dziekani, nie realizując integracji, to aktualny rodzaj finansowania, który ją utrudnia czy wręcz uniemożliwia. Aby utworzyć studia międzywydziałowe, konieczna jest elastyczność. Fragmentaryzacja, która miała miejsce, też była wymuszona przez różnego rodzaju czynniki, ale w tej chwili już wiadomo, że fragmentaryczna edukacja prowadzi do bardzo niebezpiecznych konsekwencji, mianowicie do tworzenia obszarów niewiedzy, a to także kreuje w wymiarze edukacyjnym obszary po prostu etycznie niedowartościowane. Uważam, że rozdzielanie badań naukowych i procesów kształcenia jest niebezpieczne, dlatego że według prostej zasady: żeby uczyć, trzeba samemu coś umieć, wymóg prowadzenia badań jest nie do obejścia w wymiarze edukacyjnym, kształceniowym. Aby dobrze uczyć, trzeba cały czas prowadzić badania własne.

□ Jak powinno przebiegać dążenie do osiągnięcia ostatniego celu strategii, czyli skutecznego wpływu Uniwersytetu na otoczenie społeczne, kulturowe i gospodarcze?

■ Wskaźniki, które opracowaliśmy w tej kwestii, obejmują transfer wiedzy, czyli liczbę umów z podmiotami zewnętrznymi (komercjalizacja, partnerstwo, sprzedaż usług) oraz projekty edukacyjne. Wyznacznikiem jest także średnia liczba comiesięcznych pozytywnych i neutralnych wypowiedzi na temat UJ w mediach. Średnia liczba comiesięcznych odwiedzin domeny uj.edu.pl oraz aktywności internautów w uniwersyteckich mediach społecznościowych. To, czym możemy się pochwalić w tym zakresie, to transfer wiedzy, który oznacza liczbę umów z podmiotami zewnętrznymi: licencyjnych, sprzedaży praw, patentów i produktów, przychodów spółek spin-off, sprzedaży usług badawczych i prac eksperckich. Tu widać rozwój i to dobrze działa, między innymi za sprawą funkcjonowania CITTRU, które zajmuje się pomocą formalną w przygotowywaniu wniosków grantowych. Tu rzeczywiście wpisujemy się w trend rozwojowy. Niestety, trzeba jednocześnie podkreślić, że współcześnie zniknęła społeczna odpowiedzialność Uniwersytetu i nauki. W czasach realnego socjalizmu, jakkolwiek krytycznie tego nie oceniać, w przestrzeni symbolicznej miasta Krakowa i Polski Uniwersytet Jagielloński

był symbolem dominującym, miał siłę oddziaływania na otaczającą go rzeczywistość (był opiniotwórczy), bo musiał wypracować strategię przetrwania, i to się udawało, lepiej lub gorzej, ale się udawało. Po 1989 roku pozycja Uniwersytetu w tej przestrzeni symbolicznej zmalała, w pewnym stopniu zostało to spowodowane przez nadmierny rozwój szkolnictwa wyższego. Po boomie edukacyjnym pole semantyczne zostało tak rozmyte, że rola UJ w symbolicznej przestrzeni społecznej stopniała.

□ Jak więc możemy odbudować kulturotwórczą rolę Uniwersytetu?

■ Myślę, że solidną pracą, jakością tego, co robimy. Jakość to nie tylko deklaracje, ale konkretne działania. Trzeba, mając dobrą diagnozę aktualnego stanu rzeczy, wrócić do elitarności. Nie jest to łatwe ze względu na wspominane warunki brzegowe, trudne w sensie politycznym, ale w sensie kulturowym naprawdę nic nam nie broni tego, żeby to, co robimy, co jest naszą misją, co jest naszymi celami, robić dobrze. Nie wystarczy tutaj podkreślanie naszej wielowiekowej historii, bo to nie przesądza o wyborze studiów przez potencjalnych kandydatów, ale trzeba pokazywać, jak nasza tożsamość koresponduje z nowoczesnością. Myślenie historyczne jest bardzo ważne, ale musimy pokazywać się jako uczelnia nowoczesna. Jako socjolog zdaję sobie sprawę z tego, że trzeba uobecniać przeszłość Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale uobecniać ją w takich kategoriach, aby inspirować, nie legitymizować Uniwersytet dzisiaj. Trzeba inspirować środowisko, zarówno pracowników, jak i studentów, do dynamicznego rozwoju, do tego, żeby Uniwersytet był jeszcze lepszy.

□ Czyli nowoczesna tożsamość Uniwersytetu Jagiellońskiego musi opierać się na elastyczności?

■ Tak, nie możemy tylko bronić struktury dziewiętnastowiecznej, nie dlatego, że ona jest zła sama w sobie, ale dlatego, że jest nieefektywna w XIX wieku.

się więc, i to uważam za duży sukces w kategoriach poznawczych, przekonać członków Stałej Senackiej Komisji ds. Rozwoju, przynajmniej w większości (bo strategia została zatwierdzona), że w dobie globalizacji trzeba mieć wyznaczone ramy rozwoju i wytyczony kierunek zmian, bo licząc na rozwój żywiołowy, wykluczymy się sami. Nastąpiła więc zmiana jakościowa w tej dziedzinie. Poza tym udało się rzeczywiście pokazać administracji centralnej, jakie są ich sfery działalności na rzecz rozwoju i zakres odpowiedzialności w tej kwestii. Teraz wiemy już, co może się udać i nad czym jest sens dalej pracować, a co nie ma szans na powodzenie. Muszę także podkreślić, a jest to dla mnie bardzo ważne i jest dużym wyróżnieniem, że podczas ostatniej kampanii dotyczącej wyboru rektora UJ zarówno rektor prof. Wojciech Nowak, jak i jego kontrkandydat prof. Jerzy Szwed docenili strategię i w swoich wystąpieniach odwoływali się do jej założeń. Wytyczne strategii są w trakcie realizacji i opracowywania kart wyników. To jest ciężka praca u podstaw w formule pozytywi-

□ Jak więc podsumuje Pani cztery lata kadencji?

■ Udało się zrealizować sporo, bo, po pierwsze, pojawiła się świadomość konieczności zmian. Na początku powstawania strategii rozwoju funkcjonowało przekonanie wśród większości dziekanów, że jest to niepotrzebny projekt, wymyślony przez Unię Europejską, który nie koresponduje z tym, co się nazywa rozwojem żywiołowym Uniwersytetu. Było to wynikiem braku myślenia o rozwoju i jego konieczności oraz przekonania, co mnie smuci, że nie ma potrzeby się rozwijać, bo jesteśmy najlepsi, najstarsi i w związku z tym będziemy się rozwijać żywiołowo, w zależności od tego, jak rzeczywistość będzie się kształtowała. Jest to myślenie najgorsze z możliwych, zwłaszcza teraz, kiedy jesteśmy, jak już wspomniałam, w trakcie kolejnej rewolucji przemysłowej wywołanej czynnikiem technologicznym. Udało

stycznej. Zaniechanie tego byłoby błędem kardynalnym. Poza tym zespół, z którym ciężko pracowaliśmy, przy wsparciu Stałej Senackiej Komisji ds. Rozwoju, to są młodzi ludzie naprawdę zaangażowani w badania naukowe i dydaktykę, którzy tak na dobrą sprawę pracują dla swojej przyszłości, bo zależy im, aby był to najlepszy Uniwersytet. To jest rzeczywiście pasja i wiedza, czyli wszystko to, czego potrzeba, żeby przynajmniej w znaczącej części strategię zrealizować. Jak już wspomniałam, za warunki brzegowe, które są zależne od decyzji politycznych, nie jesteśmy w stanie ponosić odpowiedzialności. Powiedziałabym, że możemy się uelastycznić, jeśli chodzi o strukturę organizacyjną i zmienić koncepcję przekazywania wiedzy przy użyciu nowych środków technologicznych.

□ Życzę więc dalszych sukcesów i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wojnar

Uroczystość symbolicznego przekazania władzy i pamiątkowy wpis do Księgi protokołów oddania i przejęcia władzy rektorskiej w UJ. Od prawej prof. Maria Jolanta Flis i prof. Dorota Malec, Collegium Maius, 31 sierpnia 2016
Anna Wojnar

PODSUMOWANIE KADENCJI PODSUMOWANIE KADENCJI

UNIWERSYTET JEST DOBREM WSPÓLNYM

Rozmowa

z prorektorem ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych

prof. Stanisławem Kistrynem

□ Jak po czterech latach pełnienia funkcji prorektora ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych ocenia Pan potencjał naukowo-badawczy Uniwersytetu?

■ Kiedy rozpoczynałem pracę na stanowisku prorektora, to Rozporządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 13 lipca 2012 pojawiły się nowe zasady kategoryzacji i parametryzacji. Ocenie podlegały wcześniejsze osiągnięcia, ale procedura była nowa, i to ją rozpracowywałem w pierwszym roku działalności. Miałem przygotowanie, bo w latach 2011–2012 byłem członkiem Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych MNiSW. Wynik okazał się bardzo dobry. Obecnie sześć wydziałów Uniwersytetu ma kategorię A+, siedem – kategorię A i tylko dwa kategorię B. Oczywiście mamy ambicje, by było jeszcze lepiej. Potencjał naukowo-badawczy Uniwersytetu już wcześniej potwierdzały statusy Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących, które otrzymały trzy wydziały: w konsorcjum Wydział Chemii i Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej (wraz z trzema innymi instytucjami) oraz Wydział Lekarski w konsorcjum z Instytutem Farmakologii PAN. W 2014 roku status KNOW otrzymał jeszcze Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii wspólnie z Jagiellońskim Centrum Innowacji.

Wybitne osiągnięcia naszych badaczy i wysoki potencjał Uniwersytetu zyskują także swe potwierdzenie w polskich rankingach, w których plasujemy się na pierwszym lub drugim miejscu naprzemiennie z Uniwersytetem Warszawskim. Różnice punktowe są jednak zawsze niewielkie. Warto dodać, że w kategorii „potencjał” jesteśmy ciągle na pierwszym miejscu, natomiast w kategorii „osiągnięcia” – na drugim.

□ Naukowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego nie mają sobie równych w pisaniu projektów badawczych i zdobywaniu grantów, zwłaszcza tych z Narodowego Centrum Nauki. Jak to się przekłada na liczby?

■ Rocznie z Narodowego Centrum Nauki pozyskiwanych jest około 200 projektów, a w ciągu ostatnich czterech lat w sumie było ich prawie 900 na łączną kwotę prawie 400 milionów złotych. Oznacza to, że rocznie z samego NCN w realizacji jest około 600–700 projektów, bo ich średni czas trwania to około trzy lata. Co za tym idzie, rocznie „przepracowujemy” około 250–300 milionów złotych. To jest wymierny sukces. Przyznawanie tych projektów jest zewnętrzną oceną jakości badań naukowych, wydaną przez ekspertów niezwiązanych z Uniwersytetem Jagiellońskim. Warto uzupełnić, że w NCN Uniwersytet Jagielloński najczęściej jest liderem co do sumy zdobywanych

Fot. Anna Wojnar

Prof. Stanisław Kistryn
Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS

środków, a na pierwszym lub drugim miejscu co do liczby projektów (tu naprzemiennie z UW). Projektów finansowanych z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju jest mniej, ale za to bywają bardziej spektakularne. W ramach programów ministerialnych pracownicy UJ korzystają także z Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Corocznie ogółem w realizacji mamy około 800 projektów.

□ A jeśli chodzi o projekty finansowane ze środków europejskich?

■ W przypadku grantów pozyskiwanych z funduszy europejskich trzeba zaznaczyć, że ważne jest nie tylko stworzenie dobrego wniosku, który zostanie przyjęty do finansowania, czy nawet sama realizacja projektu. Istotne jest, by ten projekt poprawnie rozliczyć, a potem przez następne pięć lat, kiedy nie ma już finansowania, utrzymać wskaźniki osiągnięte podczas trwania projektu. Konieczne jest, by wszystko było zgodne z regułami, które, niestety, czasem zmieniają się w trakcie gry. W ciągu ostatnich lat w ramach funduszy strukturalnych realizowanych było 147 projektów na sumę 247 milionów euro, czyli na ponad miliard złotych. To kolosalne wsparcie przeznaczone na rozwój potencjału naukowego i dydaktycznego. Dzięki tym funduszom możliwe stało się wyposażenie Uniwersytetu w najnowocześniejszą, światowej klasy aparaturę. By uświadomić wszystkim, jak znaczne są to kwoty, dodam tylko, że pełny roczny budżet Uniwersytetu wynosi około miliarda złotych.

nadzieję, że MCB stanie się już wkrótce jednostką rozpoznawalną w skali Europy i świata, w której warto robić badania i z którą warto współpracować.

□ Do tych sztandarowych projektów, których realizacja pomogła stworzyć na Uczelni unikatowe laboratoria, należy szczególnie Panu bliski projekt „Atomin”. Ale nie tylko...

■ Projektem „Atomin”, dotyczącym badania układów w skali atomowej i subatomowej, realizowanym na Wydziale Chemii oraz Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej, interesowałem się z racji moich obowiązków jeszcze przed objęciem funkcji prorektora. Dzięki temu spektakularnemu przedsięwzięciu na wyposażenie laboratoriów w nowoczesną aparaturę, umożliwiającą prowadzenie innowacyjnych badań, udało się pozyskać przeszło 100 milionów złotych.

Podobną kwotę zdobyło także Małopolskie Centrum Biotechnologii – drugi gigantyczny projekt, realizowany w ramach Programu Operacyjnego „Innowacyjna Gospodarka”. MCB powoli staje się centrum doskonałości i prowadzenia badań naukowych na najwyższym poziomie, przyciągając nie tylko polskich, ale i zagranicznych naukowców, między innymi z Niemiec, Francji, Japonii czy Indii.

Pieczęcią doskonałości jest znajdujące się w jego strukturze prestiżowe laboratorium niemieckiego Towarzystwa Maxa Plancka. Mam

Ogromny wieloletni projekt, zakończony w grudniu 2015 roku, to Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS. To największa i najbardziej spektakularna z naszych inwestycji, jedyna taka infrastruktura w Europie Środkowo-Wschodniej. Źródłem funduszy w wysokości 200 milionów złotych był także Program Operacyjny „Innowacyjna Gospodarka” z perspektywy 2007–2013. Jednostka już funkcjonuje. Warto podkreślić, że Centrum będzie otwarte dla wszystkich grup badawczych z Polski i zagranicy. Ogromnym osiągnięciem ostatniego okresu jest fakt, że po czterech latach starań Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podjęło decyzję, iż w ramach

Spotkanie z delegacją z Uniwersytetu w Kobe w Sali Senackiej Collegium Novum; 18 maja 2016
Podpisanie umowy o współpracy z Politechniką Krakowską w siedzibie Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS. Od prawej: prorektor UJ prof. Stanisław Kistryn i rektor Politechniki Krakowskiej prof. Kazimierz Furtak

współdziałania w konsorcjum CERIC-ERIC (Central European Research Infrastructure Consortium), utworzonego przez Komisję Europejską i skupiającego najlepsze ośrodki badań i wyspecjalizowane laboratoria z Europy Środkowej, Centrum SOLARIS otrzyma stabilne finansowanie na pięć lat na utrzymanie infrastruktury i działalność bieżącą. To ogromny sukces. O zabezpieczenie finansowe dla synchrotronu zabiegano na UJ od dawna. Ja pierwszy raz w tej sprawie byłem w ministerstwie jeszcze przed oficjalnym objęciem funkcji prorektora, wraz z prorektorem UJ prof. Piotrem Tworzewskim i kwestor Marią Hulicką. Wymieniając ważne uniwersyteckie przedsięwzięcia, nie można pominąć projektu „Rozwój i modernizacja infrastruktury dydaktycznej na kierunkach przyrodniczych i ścisłych UJ”, realizowanego od 1 września 2010 do 30 września 2015, dzięki któremu powstało unikatowe w skali Polski Centrum Edukacji Przyrodniczej, pozwalające na prowadzenie badań, a także wykorzystanie w procesie dydaktycznym zbiorów muzealnych UJ z zakresu nauk zoologicznych, geologicznych, antropologicznych i paleobotanicznych. Bezcenną cechą tej jednostki będzie jej wykorzystanie w obszarze popularyzacji badań. Wartość dofinansowania projektu ze środków Unii Europejskiej wyniosła blisko 55 milionów złotych, w tym przypadku w ramach Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”.

□ Mówiąc o badaniach, nie sposób choćby nie wspomnieć o komercjalizacji i działaniach Uniwersytetu zmierzających do współpracy nauki z biznesem. Tym, oprócz dynamicznie rozwijającej się spółki Jagiellońskie Centrum Innowacji, utworzonej przez UJ w 2004 roku, zajmuje się również podległe Panu Centrum Transferu Technologii Uniwersytetu Jagiellońskiego CITTRU. Jak Uniwersytet radzi sobie na tym polu?

■ Komercjalizacja jest istotnym elementem wieńczącym badania naukowe. Jeśli chodzi o JCI, to trzy lata temu do użytku oddane zostały dwa nowe budynki, dzięki którym powierzchnia Life Science Park zwiększyła się do 20 tysięcy metrów kwadratowych. Celem JCI jest wspieranie przedsiębiorczości i zapewnienie finansowania dla innowacyjnych projektów. Uniwersytet jest założycielem i jedynym udziałowcem JCI. Posiada 100 procent udziałów w spółce. JCI wspiera działalność innowacyjną w szeroko pojętym obszarze biotechnologii i farmakologii, wynajmuje wysoko uzbrojoną przestrzeń laboratoryjną oraz rozwija własne jednostki badawczo-usługowe. Poprzez swoje spółki-córki wspiera przedsięwzięcia biznesowe, pomagając im osiągnąć dojrzałość technologiczną i samodzielność finansową. Wspieraniem działań na styku nauki i biznesu zajmuje się również Centrum Transferu Technologii Uniwersytetu Jagiellońskiego CITTRU, które z jednej strony rozpoznaje zainteresowania biznesu co do pożądanej tematyki prac naukowców, a z drugiej – przygląda się temu, co oni robią, zbiera tę ofertę i przekazuje na zewnątrz. Dla zwiększenia integracji Uniwersytetu z otoczeniem społeczno-gospodarczym na Uczelni działa także Kapituła Biznesu. To wszystko przekłada się na to, że z roku na rok wzrasta liczba zgłoszeń patentowych, zarówno polskich, jak i międzynarodowych.

□ O ile konkretnie?

■ Mamy kilkadziesiąt zgłoszeń rocznie. Co roku o 20–30 więcej. Dla Uniwersytetu, którego główną misją są badania podstawowe – to dużo. Dobrze, że idziemy w tym kierunku, bo teraz wzrasta też liczba prac zleconych Uniwersytetowi, czyli coś, na czym, wykorzystując naszą infrastrukturę, nasze kompetencje, możemy zarabiać, po to, by tę infrastrukturę móc utrzymać i modernizować, by ciągle służyła jak najlepiej.

Święto UJ, aula Collegium Maius; 12 maja 2013
Prorektor UJ prof. Stanisław Kistryn wraz z prorektorem UJ prof. Jackiem Popielem podczas inauguracji w Auditorium Maximum; 1 października 2015 Fot. Anna Wojnar

Chciałbym tu wspomnieć, że właśnie otrzymaliśmy niezależne potwierdzenie rangi naszych działań – Uniwersytet Jagielloński jako jedyna polska i jedyna w Europie Wschodniej uczelnia znalazł się na liście 100 najbardziej innowacyjnych europejskich szkół wyższych, opracowanej przez agencję Thomson Reuters.

□ Ilu zagranicznych naukowców pracuje obecnie na UJ? Ilu naszych pracowników co roku wyjeżdża w celach badawczych do innych zagranicznych ośrodków naukowych?

■ Przede wszystkim ważne jest, że ta wymiana międzynarodowa odbywa się nie tylko na poziomie profesorów, ale również młodszych pracowników naukowych. W ramach Międzynarodowych Studiów Doktoranckich przyjeżdżają do nas doktoranci z różnych stron świata. Niektórzy z nich zostają tu na stałe. Obserwujemy znaczący wzrost mobilności naukowców. Wyjazdy są różne, bardzo częste na konferencje. Natomiast jeśli chodzi o wyjazdy związane z wymianą stażową czy współpracą, to jest ich kilkaset rocznie. Przyjeżdżających do nas zagranicznych naukowców co roku jest około 150.

□ Czy wydziały humanistyczne w pozyskiwaniu grantów próbują dorównać wydziałom ścisłym? Jak ocenia Pan te starania z perspektywy ostatnich czterech lat?

■ Jest poprawa. Przede wszystkim pojawiają się programy dla nauk społecznych i humanistycznych. Ale i bez tego niektóre jednostki bardzo dobrze sobie radziły w tej kwestii. W pozyskiwaniu grantów liderami są Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii, Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej i Wydział Chemii. Ale Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej czy Wydział Filozoficzny ustępują im tylko w niewielkim stopniu. Nauki humanistyczne mają swoje programy, jak Narodowy Program Rozwoju Humanistyki czy panele z NCN, obejmujące obszar nauk humanistycznych, społecznych i o sztuce, które może nie mają spektakularnego finansowania, ale w ich ramach przyznawanych jest więcej grantów niż w panelu nauk ścisłych i technicznych. Naukowcy zrozumieli, że należy się starać o własne finansowanie i że to nie wstyd, gdy grant nie zostanie przyznany, bo stopień sukcesu wynosi 20 procent. To, że ktoś nie otrzyma finansowania w danym rozdaniu, nie oznacza, że projekt był zły, tylko, po prostu, że nie wystarczyło pieniędzy.

Celowo nie podaję tu osobnych liczb, bo chciałbym, by Uniwersytet patrzył na siebie jak na integralną całość. Oczywiście działającą w różnych kierunkach, bo przecież każdy wydział ma swoją specjalizację, jak i każdy instytut w ramach swojego wydziału i każdy naukowiec w ramach swojej katedry. Lecz podkreślam – chciałbym, by na UJ patrzono jak na dobro wspólne. Bo właśnie dzięki temu, że jesteśmy wspólnotą, możemy działać lepiej, niż gdybyśmy upierali się przy całkowitym odosobnieniu, na przykład biotechnologii i filologii romańskiej. Liczba grantów na wydziałach przyrodniczych wciąż pozostaje wysoka, a na wydziałach, które początkowo miały mniej grantów – ta liczba rośnie. To bardzo dobrze. Co więcej, wiem, że pojawiają się transdyscyplinarne i cross-dyscyplinarne projekty realizowane pomiędzy wydziałami społecznymi i przyrodniczymi, i granty, które integrują podejście naukowców do pewnych problemów z zakresu nauk przyrodniczych, ale z uwzględnieniem aspektu

nauk społecznych. To bardzo ważne i chciałbym, aby się rozwijało, bo może przynieść kolosalne efekty dla dobra społeczeństwa.

□ Wśród jednostek administracyjnych Panu podległych, oprócz wspomnianego już Centrum Transferu Technologii CITTRU i Działu Współpracy Międzynarodowej, od roku działa również Centrum Administracyjnego Wsparcia Projektów. Jak sprawdza się funkcjonowanie tej jednostki?

■ Rolą władz Uczelni, a zwłaszcza moją, jest stworzyć jak najlepszą strukturę wsparcia naukowców. By ta struktura kreowała

Podpisanie porozumienia o współpracy pomiędzy UJ, AGH i PAN w siedzibie Narodowego Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS; 2 marca 2016

odpowiednie procedury, które niejako zautomatyzują proces realizacji projektów. To nie jest łatwe. Dlatego cieszy, kiedy coś udaje się nam usprawnić. Tym bardziej że „wchodzimy” już w największy w historii program finansowania badań naukowych i innowacji w Unii Europejskiej – Program Ramowy „Horyzont 2020”, którego budżet w latach 2014–2020 wynosi prawie 80 miliardów euro.

Centrum Administracyjnego Wsparcia Projektów powstało z połączenia Działu Funduszy Strukturalnych (który wcześniej powstał z fuzji stworzonej przeze mnie sekcji ds. tych funduszy i części dawnego CITTRU) i Działu Programów Badawczych. Jego zadaniem jest usprawnienie działań uniwersyteckich jednostek w procesie pozyskiwania funduszy i realizacji projektów. Centrum pomaga naukowcom już na etapie aplikacji, a potem na poziomie realizacji i rozliczenia oraz utrzymywania wskaźników.

Cieszę się, bo słyszę głosy naukowców, że stworzenie Centrum było dobrym pomysłem, że jednostka działa dobrze i realnie pomaga. Oczywiście, są też głosy krytyki, które sprawiają, że próbujemy pewne rzeczy poprawiać. Wypracowaliśmy wiele procedur, na przykład w kwestii zatrudniania i wynagradzania w projektach, w kwestii prac zleconych, udostępniania infrastruktury, własności intelektualnej. Przede wszystkim jednak wypracowaliśmy obszerny regulamin realizacji projektów na UJ. Chodzi o to, by uporządkować działania na poziomie administracji. Notabene, takie możliwie ujednolicone regulaminy działalności wprowadzamy też w jednostkach pozawydziałowych, jak Solaris,

Anna Wojnar

MCB, JCET czy Centrum Edukacji Przyrodniczej. Część tych regulaminów Senat UJ przyjął stosunkowo niedawno, by uprościć i ujednolicić strukturę organizacyjną i działanie tych jednostek. W ramach aktywności Centrum Administracyjnego Wsparcia Projektów sami próbujemy prowadzić audyty projektów, by –uprzedzając zewnętrzne kontrole – zweryfikować, co jeszcze możemy poprawić, zanim ktoś z zewnątrz nam to zakwestionuje. Warto dodać, że Centrum organizuje również szkolenia dla przyszłych kierowników projektów, w kwestii przepisów, wydawania

nadzieję, że Centrum będzie się dalej rozwijało i wspomagało coraz efektywniej działania badaczy.

□ Od roku na Uniwersytecie działa również Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Jakie nadzieje wiąże Pan z tą jednostką?

■ Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości ma stwarzać warunki do rozwoju pierwszej przedsiębiorczości wśród studentów i młodszych pracowników poprzez różne szkolenia, doradztwo ekspertów i udostępnianie przestrzeni dla działalności powstających startupów. AIP działa pod opieką CITTRU, otwarte zostało w połowie listopada 2015 i oprócz warsztatów, szkoleń i spotkań dało już okazje do kilku prób stworzenia własnego biznesu młodym aktywnym osobom.

Posiedzenie Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej, przemawia prorektor UJ

i rozliczania środków. Naukowiec nie musi znać tych przepisów, ale musi wiedzieć, że one są. To chcemy właśnie uświadamiać i spotyka się to ze sporym zainteresowaniem.

Po roku funkcjonowania regulaminu realizacji projektów, wsłuchując się w głosy pracowników UJ, które do nas dochodziły, regulamin został znowelizowany i teraz, mam nadzieję, będzie lepiej odpowiadał zarówno wymogom przepisów, jak i naukowcom.

□ Planował Pan stworzenie agend Centrum Administracyjnego Wsparcia Projektów na poszczególnych wydziałach, by naukowcy mogli szybciej i łatwiej komunikować z administracją. Czy ten plan będzie wkrótce zrealizowany?

■ Pani Redaktor nieco uprzedza wypadki, to dopiero plany. Chciałbym, aby współpraca administracji tzw. centralnej i wydziałowej była jak najściślejsza. Przeznaczenie części zasobów administracji do obsługi projektów jest już faktem. W Dziale Spraw Osobowych została wydzielona specjalna sekcja do obsługi zatrudniania i wynagradzania w projektach. Podobne sekcje działają w kwesturze, nadzorowaniem rozliczania projektów unijnych i międzynarodowych zajmuje się zastępca kwestora ds. projektów międzynarodowych Marek Sokół. Inne sekcje kwestury rozliczają projekty krajowe. Dalszemu zbliżeniu działań administracji centralnej i w jednostkach miałoby służyć stworzenie placówek na najbardziej aktywnych wydziałach, które integrowałyby pracowników CAWP i wydziałowych, co pozwoliłoby im na wspólną opiekę nad projektami.

Powołanie Centrum Administracyjnego Wsparcia Projektów to jedno z tych przedsięwzięć, z których jestem dumny. Mam

□ W jaki sposób Uniwersytet stara się zwiększać swój prestiż na arenie międzynarodowej?

■ Między innymi poprzez podejmowanie znaczących wyzwań. Wspomniałem już o konsorcjum CERIC-ERIC. Innym sztandarowym działaniem, które podjęliśmy jako Uniwersytet, jest udział w międzynarodowej spółce FAIR, czyli w budowie Ośrodka Badań Antyprotonami i Jonami w Niemczech, realizowanej w ramach międzynarodowej konwencji podpisanej przez rządy państw, które inwestują tam swoje pieniądze. Uniwersytetowi Jagiellońskiemu została powierzona rola udziałowca reprezentującego rząd RP. Bardzo ważne jest to, że nasza Uczelnia należy do różnych sieci uniwersyteckich, między innymi do grupy Coimbra, w skład której wchodzi 37 najstarszych i najbardziej prestiżowych europejskich uczelni.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że 1 czerwca 2016 w Brukseli powstała nowa uniwersytecka sieć współpracy pod nazwą The Guild of European Research-Intensive Universities, zrzeszająca czołowe europejskie uczelnie, które kładą szczególny nacisk na doskonałość badań naukowych. Uniwersytet Jagielloński, jako jedyny w tej części Europy, jest członkiem założycielem tej sieci. Podczas założycielskiego spotkania reprezentowałem naszą Uczelnię w Brukseli, gdzie wybrano mnie jako jednego z trzech dyrektorów w funkcji skarbnika. Kolejni członkowie sieci zostaną ogłoszeni na oficjalnej uroczystości inaugurującej działalność The Guild, która odbędzie się w czerwcu 2017.

Uniwersytet Jagielloński reprezentuję także w IREG (International Ranking ExpertGroup) Observatory on Academic Ranking and Excellence – Międzynarodowej Grupie Ekspertów zajmującej się oceną rankingów. Grupa ta wydaje swoje certyfikaty i jest globalnie uznana za wiarygodny autorytet. Oceniamy rankingi i dyskutujemy o ich wpływie na działalność uniwersytetów, na to, jak optymalizować parametry tych rankingów, by one rzeczywiście coś znaczyły. W tym przypadku Uniwersytet Jagielloński wszedł do tej grupy także jako pierwszy polski uniwersytet publiczny.

Oczywiście Uniwersytet umacnia swoją pozycję także poprzez bezpośrednie kontakty z różnymi zagranicznymi ośrodkami naukowymi, poprzez wizyty partnerskie. Nawiązywaniem umów zajmuje się mój Dział Współpracy Międzynarodowej, który, notabene, też przeszedł reorganizację w ciągu ostatnich czterech lat i dzięki czemu teraz działa efektywniej.

Maciej Banach
prof. Stanisław Kistryn, Libraria Collegium Maius; 9 maja 2014

□ W jakim kierunku podąża współpraca międzynarodowa w zakresie badań?

■ Ta współpraca musi wypływać oddolnie. Można próbować inicjować ją na poziomie władzy między instytucjami, ale następnie ona musi wypływać z woli pojedynczych grup badawczych czy poszczególnych naukowców, bo tylko wtedy to ma sens. Wcześniej ta współpraca ukierunkowana była raczej na Zachód, bo tam był potencjał, ale teraz trudno określić jakieś preferencje. Istnieją ugruntowane kontakty z uniwersytetami ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Europy czy Ameryki Południowej. Ale nawiązujemy też współpracę z uczelniami z krajów Dalekiego Wschodu, Chin, Tajwanu i Japonii. Współpracujemy z naukowcami z całego świata.

□ W rankingach lokalnych Uniwersytet Jagielloński niezmiennie plasuje się na czołowych miejscach. Gorzej jednak wypada w rankingach międzynarodowych. W najnowszym rankingu szanghajskim (ARWU) Uniwersytet Jagielloński znajduje się dopiero w piątej setce. W porównaniu do lat ubiegłych to dość znaczny spadek. Wcześniej UJ wraz z Uniwersytetem Warszawskim znajdował się w czwartej setce. Dlaczego najlepszym polskim uczelniom tak trudno przebić się na arenie międzynarodowej?

■ W tym najbardziej znanym rankingu szanghajskim na tym dalekim miejscu jesteśmy razem z Uniwersytetem Warszawskim. Oczywiście, nie jest to miejsce zadowalające, ale trzeba też wiedzieć, że notuje się tam blisko 10 tysięcy uniwersytetów O tym, że w innych międzynarodowych rankingach Uniwersytet wypada znacznie lepiej, świadczy fakt, że w światowym rankingu CWUR – The Center for World University Rankings wśród 1000 notowanych w nim szkół wyższych sklasyfikowanych zostało dziewięć polskich uniwersytetów i politechnik, a wśród nich Uniwersytet Jagielloński to najwyżej oceniona uczelnia. Ranking zdominowały uniwersytety ze Stanów Zjednoczonych, których w pierwszej dwudziestce jest aż 16. Na pierwszym miejscu tradycyjnie znalazła się najbogatsza uczelnia świata – amerykański Uniwersytet Harvarda. W czołówce znalazł się Uniwersytet Stanforda, politechnika w Massachusetts (MIT),

Uniwersytet Cambridge, Uniwersytet Oksfordzki. Uniwersytet Jagielloński uplasował się na 429. miejscu. W porównaniu z ubiegłorocznym zestawieniem jest to awans o 22 pozycje. Na 449. miejscu znalazł się Uniwersytet Warszawski, a Akademia Górniczo-Hutnicza na 819.

W innych międzynarodowych rankingach Uniwersytet też odnotowuje delikatny awans. Niedawno w rankingu dotyczącym klasyfikacji uniwersytetów co do innowacyjności UJ znalazł się w pierwszej setce i występuje jako jedyny wśród uniwersytetów z Europy Środkowo-Wschodniej. Nie jest to powód do tego, by spocząć na laurach, ale widać, że jest poprawa. Innowacyjność uczelni w Polsce różnie można oceniać, zwłaszcza biorąc pod uwagę nakłady na naukę.

Dodam jeszcze, że ramach sieci Coimbra byłem też w zespole, który analizował kwestie rankingów. Podczas dyskusji zwracano uwagę, że uczelnie powinny przyglądać się osiągnięciom swoich naukowców, śledzić, czy dorobek ich osiągnięć przyrasta, sprawdzać, jakie jest tempo tego przyrostu. Jeśli pod tym kątem spojrzymy na UJ – to przyrost jest. W przyszłym roku znowu zmierzymy się z kategoryzacją polską. Wtedy dokładnie okaże się, na ile to się poprawiło. Bo poprawiło się.

Kontynuując ten wątek – analizując trendy zmian efektywności naukowej, obraz wydaje się niejednoznaczny. O ile we wspomnianym ARWU notujemy spadek (ale zmieniła się metodologia – tu też odsyłam do analiz IREG), to w innych wspominanych klasyfikacjach tendencja jest odwrotna. Jeszcze jeden pozytywny sygnał daje nam ostatnia klasyfikacja „Nature Index 2016 Rising Stars”. Wśród 25 najlepszych uniwersytetów w Europie Środkowo-Wschodniej ocenianych na podstawie prestiżowych publikacji naukowych w ostatnich kilku latach Uniwersytet Jagielloński zajął zaszczytne pierwsze miejsce, co oznacza nasz najszybszy relatywnie wzrost efektywności naukowej.

□ Duży nacisk stawia Pan na popularyzację nauki...

■ Cieszę się, że udało się wydać kilka publikacji ukazujących siłę Uniwersytetu w badaniach naukowych. Mam tu na myśli Projektor 1, nad którym prace rozpoczęły się jeszcze przed objęciem przeze mnie stanowiska prorektora, ale do którego miałem za to wkład merytoryczny jako jeden z autorów, oraz wydany w 2014 roku

Stacja końcowa linii badawczej UARPES w SOLARIS

Projektor 2, czyli popularnonaukowe wizytówki kilkudziesięciu naukowców, którzy w przystępny sposób opowiadają o prowadzonych przez siebie badaniach. Uaktualnioną wersję Projektora 1 i 2 udało się wydać także w języku angielskim. Te publikacje przekazujemy dziennikarzom, wysyłamy decydentom i partnerskim instytucjom. Innym cennym kompendium wiedzy o nauce na UJ jest tom O badaniach i współpracy naukowej, prezentujący jednostki naukowe UJ, ich najważniejsze osiągnięcia, najlepszych naukowców – wydany w języku polskim i angielskim, a także tom Z naukowcami o nauce zawierający wywiady z kilkudziesięcioma naszymi wybitnymi naukowcami, po części wspomnianymi w pierwszym tomie. Uważam te wydawnictwa za bardzo ważne w demonstrowaniu wagi nauki jako takiej oraz roli naszego Uniwersytetu w jej tworzeniu. Mam nadzieję, że w ciągu następnych czterech lat będziemy przedstawiać ciąg dalszy prezentacji naszej siły i zasobów.

Była taka idea, by dla optymalnego wykorzystania laboratoriów i znajdującego się w nich specjalistycznego sprzętu UJ i AGH udostępniały sobie nawzajem te bazy. Bo, na przykład, jeśli grupa naukowców UJ, pisząc grant, wie, że do realizacji projektu potrzebuje jakiejś specjalistycznej aparatury, która jest dostępna w laboratorium na AGH, to wiedząc, że może z niej skorzystać, nie będzie starać się o pozyskanie takiej samej, tylko wykorzysta tę już istniejącą, a zamiast tego spróbuje dokupić coś innego, co być może pozwoli na otwarcie nowej perspektywy badawczej. Docelowo chcielibyśmy połączyć takie bazy wszystkich krakowskich uczelni – w gronie odpowiednich prorektorów podejmowaliśmy już konkretne rozmowy w tym kierunku.

□ W jakiej sferze swojej działalności czuje Pan niedosyt?

Z Działem Promocji i Informacji UJ prowadzone są też inne cykliczne działania, takie jak Cafe Nauka, Noc Naukowców, Festiwal Nauki, a ostatnio także konkurs Mądra książka. Wszystkie te przedsięwzięcia prezentowane są na stronie internetowej poświęconej nauce.

W tym miejscu warto też wspomnieć o działalności popularyzacyjnej i naukowej Wydawnictwa UJ. Bo rocznie jego nakładem ukazuje się ponad 200 książek, na swojej platformie WUJ opiekuje się ponad 40 czasopismami, gdzie zamieszczane są artykuły stricte naukowe.

□ W planach ma Pan także przygotowanie trzeciego tomu publikacji prezentującej zaplecze badawcze Uniwersytetu. Nie tylko po to, by pokazać, iloma laboratoriami dysponuje Uczelnia, ale by ułatwić naukowcom możliwość efektywnego wykorzystania specjalistycznej aparatury naukowej. Kiedy ta publikacja ujrzy światło dzienne?

■ To nie jest łatwe, ale bardzo ważne przedsięwzięcie. Prace nad tym tomem już trwają, ale trudno powiedzieć, kiedy możliwe będzie ich zakończenie. By zinwentaryzować aparaturę na UJ, trzeba opracować odpowiednią procedurę. Do tego potrzebna jest współpraca wielu osób i odpowiednie narzędzia.

■ Z punktu widzenia administracyjnego warto dalej upraszczać procedury. Jeżeli mamy 800 projektów i 3500 naukowców, to całość działań musi być ujęta w pewne ramy formalne, ale te ramy muszą być dobrze ustawione – elastyczne i tylko tam, gdzie są niezbędne. I nad tym musimy dalej pracować; nie twierdzę, że jest źle, bo regulaminy, które tworzymy, są dobre. Wiele mógłby pomóc elektroniczny obieg dokumentów, który trzeba mądrze wdrażać. Mówiłem o tym, że stworzyliśmy lepszą strukturę administracyjną w Centrum Administracyjnego Wsparcia Projektów, Dziale Współpracy Międzynarodowej i CITTRU, ale nie udało mi się – i to mi leży na sercu – stworzyć tym jednostkom właściwych warunków lokalowych. CITTRU powinno przenieść się na kampus w Pychowicach, bo tam, zwłaszcza po przeprowadzce chemii, działa większość jednostek, które realizują większość prac zleconych, tam siedziby swoje mają MCB, JCET, wydziały BBB, FAIS, BiNoZ (a dojdzie Chemia), które realizują najwięcej projektów. Na razie jednak przeprowadzka CITTRU jest niemożliwa. Jeśli chodzi o promocję nauki, to cieszę się z tego, co się udało zrobić. Ale uważam, że promocja nauki jest na tyle ważna, że znacznie większe wsparcie powinna otrzymać Sekcja Promocji Nauki działająca w Dziale Promocji i Informacji UJ. Ta sekcja powinna być wzmocniona osobowo i instrumentalnie.

W skali całego Uniwersytetu nie udało mi się natomiast przekonać naukowców do szerszej aplikacji o granty międzynarodowe, zwłaszcza Europejskiej Rady Nauki (ERC). Wiem, że procedura jest skomplikowana. Ale dla pracowników, którzy zdecydują się aplikować, zamierzam wprowadzić program zachęt i ułatwień, tak, by, między innymi, mieli zniżkę pensum i pewne dodatki finansowe.

Musimy też pracować nad zacieśnieniem kontaktów z biznesem, nad rozwijaniem współpracy na różnym poziomie technologicznego zaawansowania, a może nawet nad

Promocja Projektora 2; Sala Senacka, 2014

zdobywaniem mecenatu, przejawiającego się w finansowym wsparciu nauki. Wszak dawne włoskie uniwersytety działały dzięki dotacjom możnych osobistości i instytucji, głównie banków...

Nie udało mi się dostatecznie upowszechnić poczucia wspólnoty w ramach Uniwersytetu. Wciąż, niestety, partykularne interesy jednostek czasami przeważają nad wizją Uniwersytetu jako całości. Chociażby na forum Senackiej Komisji ds. Finansowania Badań Naukowych i Współpracy Międzynarodowej wciąż obserwuję pewne dotkliwe partykularyzmy.

Pojawiają się grupy interdyscyplinarne, cross-dyscyplinarne, multidyscyplinarne, ale na poziomie organizacyjnym zarówno wspólnot wydziałów, jak i w pionach administracji centralnej ściślejsze współdziałanie, wymienianie się informacjami i doświadczeniami musi być wzmocnione.

Co do administracji centralnej i „burzenia murów” między pionami – mówiłem o tym wyzwaniu na początku kadencji podczas jednego ze spotkań Pani Kanclerz z pracownikami administracji. Po tych czterech latach niewątpliwie jest poprawa, ale ciągle jeszcze bywa, że informacja nie rozprzestrzenia się tak, jak powinna.

UJ prof. Wojciech Nowak wręcza prof. Stanisławowi Kistrynowi nominację na stanowisko prorektora ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych na lata 2016–2020; 31 sierpnia 2016

□ Jest Pan fizykiem, z pasją mówi Pan o tej dziedzinie nauki. Dlaczego fizyka nie cieszy się popularnością wśród młodych ludzi?

■ Mówię z pasją o fizyce, bo jestem fizykiem. Każda dziedzina może być pasjonująca. Na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej sumarycznie ciągle przyjmujemy mniej więcej tyle samo studentów. Myślę więc, że nie jest tak bardzo źle. Problem jest taki, że fizyka, podobnie jak matematyka, jest uważana za przedmiot trudny. Medycyna też, ale po fizyce trudniej młodemu człowiekowi wyobrazić sobie, co będzie robił, natomiast po medycynie wiadomo – tak się przynajmniej przyjęło uważać.

Klucz leży też niewątpliwie w organizacji systemu nauczania. Zaniedbana została edukacja nauczycieli. Aby obudzić w młodym człowieku pasję, trzeba ją mieć samemu. Z drugiej jednak strony, powinna być przywrócona ranga i prestiż zawodu nauczyciela. Nauczyciele powinni być dobrze wykształceni, ale też i dobrze wynagradzani.

□ Czy udaje się Panu godzić pracę naukową z obowiązkami prorektora?

■ Decydując się wejść do administracji Instytutu Fizyki i Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej, pracowałem naukowo jeszcze w miarę efektywnie. Po objęciu funkcji prorektora na pracę naukową pozostaje jednak niewiele czasu. W momencie powołania na funkcję udało mi się sprowadzić cenną aparaturę z Holandii do Centrum Cyklotronowego Bronowice, abyśmy mogli kontynuować badania. Wraz z moją grupą wprowadziliśmy nowe metody badawcze i ciągle je eksploatujemy i udoskonalamy. Ale teraz raczej śledzę pracę moich kolegów, z racji swojego doświadczenia udzielam rad i wskazówek. Na kreatywną pracę badawczą pozostaje mi, niestety, niewiele czasu, tak więc zaimek osobowy „my” w powyższych zdaniach to raczej nadużycie.

Udało mi się natomiast doprowadzić do końca doktoraty dwóch studentów, stali się doktorami, w tym jeden to najlepszy student międzynarodowy w ramach konkursu Interstudent 2015.

Udaje mi się też być autorem 7–8 artykułów rocznie, co prawda połowa z nich powstaje w ramach multiinstytucjonalnej współpracy, ale druga część to wynik prac mojej grupy, w które wciąż rzeczywisty wkład wnoszę. W pierwszym roku kadencji wraz z koleżanką napisaliśmy artykuł przeglądowy, który został uznany za jeden z artykułów roku w znaczącym czasopiśmie z listy filadelfijskiej i który jest w naszym środowisku uznawany za znaczący. A zatem ciągle udaje mi się zbierać dla mojego Wydziału te mało poważane punkty. Jestem proszony o recenzje i opinie, a także zapraszany na konferencje branżowe, a więc ktoś jeszcze pamięta, że jestem fizykiem. Podobnie, przyjemność sprawiają mi zaproszenia do uczestniczenia w różnych gremiach czy radach naukowych, jak Laboratorium Ciężkich Jonów Uniwersytetu Warszawskiego czy Komitet Nagród Polskiego Towarzystwa Fizycznego. Wiem jednak, że aby pracować dobrze jako administrator i reprezentant Uniwersytetu, trzeba się w tę pracę zaangażować w całości. Podjąłem to wyzwanie. To był mój wybór, okupiony zaniechaniem intensywnego uprawiania nauki. Ale to ciekawe doświadczenie, a nauka nie da o sobie całkiem zapomnieć.

□ Jak krótko podsumowałby Pan współpracę władz Uniwersytetu w latach 2012–2016?

■ Sporo udało się osiągnąć i zrealizować wiele ważnych przedsięwzięć. Było to możliwe, bo w gronie kolegium rektorskiego współpraca była doskonała. Mam na myśli także współpracę z Panią Kanclerz i Panią Kwestor. Wierzę, że w kadencji 2016–2020 będzie podobnie.

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska

Rektor
Anna Wojnar

THE GUILD OF EUROPEAN RESEARCH

Nowa sieć uniwersytecka w Europie

1czerwca 2016 w Brukseli powstała nowa uniwersytecka sieć współpracy pod nazwą The Guild of European Research – Intensive Universities, zrzeszająca czołowe europejskie uczelnie, które kładą szczególny nacisk na doskonałość badań naukowych.

Status członków założycieli, których przedstawiciele obecni byli na uroczystości podpisania aktu założycielskiego, posiadają uniwersytety z Bolonii, Glasgow, Getyngi, Groningen, Oslo, Tybingi, Warwick, Uppsali, a także Uniwersytet Jagielloński, który reprezentowany był przez prof. Stanisława Kistryna, prorektora ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych. Kolejni członkowie zostaną ogłoszeni na oficjalnej uroczystości inaugurującej działalność Sieci, które odbędzie się w czerwcu 2017.

Działania nowo powołanej Sieci skoncentrowane będą na optymalnym wykorzystaniu i rozwoju potencjału członków w zakresie badań naukowych, promocji wysokich standardów dydaktycznych, kształtowania europejskiej polityki na rzecz współpracy badawczej, a także wypracowaniu innowacyjnych rozwiązań mogących sprostać trudnym wyzwaniom naukowym i społecznym. Sieć zamierza odgrywać istotną rolę na forum europejskim, wpływając na kierunki alokacji funduszy w programach strukturalnych i horyzontalnych, kształtując transnarodowe polityki naukowe oraz organizując wspólne aktywności swoich członków, dbając o zrównoważoną dziedzinowo i obszarowo dystrybucję zasobów.

Do pierwszego składu zarządu Sieci wybrani zostali: jako przewodniczący –prof. Ole Petter Ottersen (Uniwersytet w Oslo), wiceprzewodniczący – prof. Anton Muscatelli (Uniwersytet w Glasgow), skarbnik – prof. Stanisław Kistryn (Uniwersytet Jagielloński) oraz sekretarz generalny – prof. Jan Palmowski (Uniwersytet w Warwick).

Rektor Uniwersytetu w Oslo, przewodniczący Kolegium Dyrekcyjnego The Guild of European Research – Intensive Universities, prof. Ole Petter Ottersen zwrócił uwagę, że organizacja ta stanowi

The

cenne i inspirujące zaplecze wiedzy dla europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego, a także prezentuje innowacyjne podejście w zakresie budowania potencjału naukowego w Europie. – Cieszy nas perspektywa bliższej współpracy z Komisją Europejską, parlamentarzystami, przedstawicielami władz i innymi osobami, które będą stały na straży wypracowania znakomitych, strategicznych i praktycznych rozwiązań, których beneficjentami będą członkowie całej europejskiej wspólnoty – zaznaczył prof. Ole Petter Ottersen. W świetle decyzji obywateli Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii Europejskiej, członkowie Sieci wystosowali oświadczenie stwierdzające, że nieskrępowana wymiana studentów oraz naukowców w Europie stano-

wi kluczowy czynnik w dziedzinie rozwoju nauki. Członkowie The Guild podkreślili, że popierają swobodną wymianę myśli naukowej, która nie może być ograniczona przepisami lub granicami. Ponadto zaznaczyli, że stoją po stronie integracji oraz wolności dyskusji dotyczącej nauki w obrębie kampusów i społeczności akademickiej. W swoim oświadczeniu zwrócili się do rządu Wielkiej Brytanii, Parlamentu Europejskiego, Komisji i Rady Europejskiej, aby zmiany polityczne nie wpłynęły negatywnie na wymianę myśli naukowej, a granice pozostały otwarte dla personelu akademickiego oraz studentów na terenie Europy.

Monika Bogucka pracownik Biura Prorektora ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych

Uczestnicy spotkania powołującego międzynarodową sieć współpracy The Guild of European Research – Intensive Universities

Prorektor prof. Stanisław Kistryn podpisuje porozumienie, na mocy którego utworzona została sieć współpracy pod nazwą
Guild of European Research – Intensive Universities, Bruksela; 1 czerwca 2016

GRATULUJĘ ODWAGI I OPANOWANIA...

Dr hab. Dorota Lachowska-Cierlik i Witold Gurak

Gratuluję odwagi i opanowania. Pokonaliście Państwo naturalny w takich sytuacjach opór psychiczny. Reanimacja wymaga wielkiego wysiłku fizycznego i psychicznego. Jest to też walka z czasem. Dzięki waszym zdecydowanym działaniom uratowane zostało życie studentki – mówił rektor UJ prof. Wojciech Nowak, dziękując dr hab. Dorocie Lachowskiej-Cierlik oraz studentowi biologii Witoldowi Gurakowi za podjęcie odważnych działań, dzięki którym uratowano życie Mai Przybycień. Spotkanie odbyło się 29 czerwca w Collegium Novum. Do wypadku doszło 28 maja 2016 w Stacji Górskiej UJ w Ochotnicy Górnej. Około godziny 18, podczas grupowej prezentacji

wyników badań w trakcie kursu Ecology of Invertebrates, studentka Maja Przybycień (I rok SUM, biologia) straciła przytomność i upadła. Natychmiast przystąpiono do udzielenia pomocy oraz wezwano służby ratunkowe. Po stwierdzeniu ustania akcji serca rozpoczęto reanimację, którą przeprowadził dr Tomasz Skalski oraz student Witold Gurak (II rok SUM, biologia). Akcja reanimacyjna trwała około 17 minut, do czasu przybycia karetki z ratownikami medycznymi. Ratownicy, przy użyciu defibrylatora, przywrócili akcję serca i przystąpili do dalszych czynności ratujących życie. Po upływie 10 minut do akcji dołączyli lekarze z załogi karetki, która przyjechała z Nowego Targu. W akcji

DELEGACJA Z PAFOS

27 czerwca br. gościła u rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka delegacja z Pafos: burmistrz Pafos Phedonas Phedonos, przedstawiciel rady miejskiej Polydoros Polydorou oraz sekretarz miasta Themis Filippidis. Ze strony UJ w spotkaniu wzięła udział prof. Ewdoksia Papuci-Władyka, która kieruje pracami archeologów z Zakładu Archeologii Klasycznej Instytutu Archeologii UJ w Pafos. Badania koncentrują się, między innymi, na agorze, czyli głównym placu miejskim, stanowiącym administracyjne, handlowe i religijne centrum miasta. Odkrycia uniwersyteckich archeologów rzucają nowe światło rolę stolicy Cypru w okresie helenistyczno-rzymskim.

ratowniczej, oprócz ratowników, czynny udział brali dr Tomasz Skalski oraz dr hab. Dorota Lachowska-Cierlik. Studentka została przetransportowana helikopterem do szpitala w Nowym Targu. Obecnie, po wszczepieniu rozrusznika, Maja Przybycień przebywa już w domu. W podziękowaniu za odwagę rektor UJ wręczył dr hab. Dorocie Lachowskiej-Cierlik oraz Witoldowi Gurakowi pamiątkowe dyplomy. Do gratulacji przyłączył się prorektor UJ ds. dydaktyki prof. Andrzej Mania. W imieniu nieobecnego na spotkaniu dr. Tomasza Skalskiego gratulacje odebrała dziekan Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ dr hab. Małgorzata Kruczek. Red.

Od lewej: prof. Andrzej Mania, rektor UJ prof. Wojciech Nowak, Witold Gurak, dr hab. Dorota Lachowska-Cierlik, dziekan Wydziału BiNoZ dr hab. Małgorzata Kruczek

W JORDANII

SCIENTIASCIENTIA KRAKOWSKIE BADANIA ARCHEOLOGICZNE

Umowa o współpracy z Uniwersytetem Jordańskim w Ammanie

Wostatnich dniach czerwca 2016 Uniwersytet Jagielloński podpisał umowę o współpracy w dziedzinie archeologii z Uniwersytetem Jordańskim w Ammanie. Współpraca ta będzie silnym wsparciem dla prowadzonych od trzech lat prac krakowskich naukowców w Jordanii oraz impulsem do poszerzenia współpracy polsko-jordańskiej.

W dniach 16–21 lipca w Jordanii przebywała delegacja naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego z dziekanem Wydziału Historycznego UJ prof. Janem Święchem na czele. W skład delegacji wchodzili również prodziekan prof. Stanisław Sroka, dyrektor Instytutu Archeologii UJ prof. Krzysztof Ciałowicz oraz dr Piotr Kołodziejczyk z IA UJ. Celem delegacji było dokonanie przeglądu stanowisk archeologicznych w pobliżu miejscowości

At-Tafila na południu Jordanii, gdzie od trzech lat prace powierzchniowe prowadzi ekipa archeologiczna z UJ pod kierunkiem dr. Piotra Kołodziejczyka. Kluczowym etapem wizyty było podpisanie umowy o współpracy w dziedzinie archeologii między Uniwersytetem Jagiellońskim (UJ) w Krakowie i Uniwersytetem Jordańskim (JU) w Ammanie.

Polscy naukowcy spotkali się także w Ammanie w Ministerstwie Turystyki

i Starożytności (MTS) z dr. Montherem Jamhawi, dyrektorem generalnym Departamentu Starożytności Jordanii (departament, który jest częścią MTS, jest odpowiednikiem instytucji głównego konserwatora zabytków w Polsce, odpowiadając, między innymi, za wszystkie prowadzone w Jordanii misje archeologiczne). Podczas spotkania, w którym uczestniczył również ambasador RP w Ammanie dr Monther Jamhawi, wyraził

zadowolenie z faktu, że ekipa z UJ jest już drugą – po ekipie z Uniwersytetu Warszawskiego, prowadzącą od 2014 roku wykopaliska w Beit Ras na północy Jordanii – ekipą z Polski zaangażowaną w prace badawcze w Jordanii.

Grupa krakowskich badaczy złożyła także wizytę na Uniwersytecie Jordańskim w Ammanie, gdzie wygłoszono wykład na temat polskich wykopalisk w regionie Bliskiego Wschodu, w tym w Tell el-Farcha w Egipcie, gdzie ekipa pod kierunkiem prof. Krzysztofa Ciałowicza z UJ prowadzi wykopaliska od około 20 lat. Delegację przyjął rektor JU prof. Azmi Mahaftha oraz dyrektor Instytutu Archeologii na JU prof. Maysoon Al Nahar. Podczas spotkania rektor Azmi Mahaftha, nawiązując do umowy o współpracy między JU w Ammanie i UJ w Krakowie, podpisanej w 2010 roku przy okazji wizyty w Jordanii prorektora UJ prof. Szczepana Bilińskiego, jak również wizyt w Polsce rektora JU prof. Ekhleifa Tarawneha (2013) oraz rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka w Jordanii (2014), stwierdził, że

Delegacja UJ przed Muzeum Archeologicznym Uniwersytetu Jordańskiego w Ammanie

stosunki między obu uczelniami układają się bardzo dobrze. Wskazał, między innymi, na zwiększającą się popularność na JU w Ammanie języka polskiego, wykładanego od 2010 roku. Wyraził przy tym nadzieję, że podpisanie umowy o współpracy w dziedzinie archeologii przyczyni się do znaczącego poszerzenia współpracy między uczelniami w tej dziedzinie. Ze swej strony wsparcie placówki dla inicjatyw służących rozwojowi polsko-jordańskich naukowych kontaktów obiecał także ambasador RP w Ammanie.

Wizytę na JU zakończyła uroczysta ceremonia podpisania przez dziekana Wydziału Historycznego UJ prof. Jana Święcha (w imieniu rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka) oraz prezydenta JU prof. Azmiego Mahafthy – umowy o współpracy w dziedzinie archeologii między UJ w Krakowie i JU w Ammanie.

Prace nowego polskiego projektu badawczego prowadzonego przez UJ na terenie Bliskiego Wschodu rozpoczęły się w 2013 roku. Archeolodzy i studenci z Instytutu Archeologii prowadzą prace poszukiwawcze na terenie południowej Jordanii. Projektem kieruje dr Piotr Kołodziejczyk. We współpracy z jordańskim Departamentem Starożytności wytypowano teren położony w okolicach miejscowości At-Tafila, na którym archeolodzy spodziewają się odnaleźć ślady obecności człowieka z okresu od epoki kamienia do czasów rzymskich. Nieopodal znajdują się ważne stanowiska archeologiczne, jak stolica Edomitów – Bosra (obecnie miejscowość Buseira) czy skalne refugium Sela, interpretowane często jako ważne miejsce kultowe i arena wielkiej bitwy pomiędzy Izraelitami i Edomitami. W okolicy znajduje się także słynna Wadi Feynan – dolina kopalni miedzi, która odegrała kluczową rolę w przetwórstwie tego surowca i jego eksporcie na tereny rodzącego się we wczesnej epoce brązu państwa faraonów.

Krakowskich archeologów szczególnie interesują znaleziska z epoki brązu, które

mogą pomóc w odpowiedzi na wiele pytań związanych z obecnością człowieka na terenie Edomu w tym okresie. Drugim ważnym problemem badawczym jest rola tego mikroregionu w okresie nabatejskim i rzymskim oraz jego powiązania ze szlakami handlowymi i innymi ważnymi ośrodkami północnej części Płaskowyżu Edom. Nadrzędny i długofalowy temat badawczy krakowskich archeologów stanowi przede wszystkim przebieg traktów komunikacyjnych na terenie południowej Jordanii i rola warunków środowiskowych w rozwoju i przemianach ludzkiej aktywności na tym terenie.

Od lewej: rektor Uniwersytetu Jordańskiego prof. Azmi Mahafzah, ambasador RP w Jordanii dr hab. Krzysztof Bojko i prodziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisław Sroka

Badania są prowadzone w bardzo trudnych, górskich warunkach. Niektóre rejony wytypowanego obszaru są niemal niedostęp-

ne lub będą wymagały w przyszłości wykorzystania technik wspinaczkowych, a nawet użycia w procesie dokumentacji dronów. Rozległa górska dolina (Wadi) rozpoczyna się na płaskowyżu Edom w okolicach miejscowości At-Tafila i schodzi aż do Wadi al-Araba, która rozciąga się pomiędzy Morzem Martwym a zatoką Akaba. Ekipa z Instytutu Archeologii UJ dokumentuje

wizytą w Ambasadzie RP w Ammanie, od lewej: kierownik Zakładu Archeologii Egiptu i Bliskiego Wschodu Instytutu Archeologii UJ prof. Krzysztof Ciałowicz, prof. Stanisław Sroka, dr hab. Krzysztof Bojko, prof. Jan Święch oraz asystent w Zakładzie Archeologii Egiptu i Bliskiego Wschodu UJ dr Piotr Kołodziejczyk

Od lewej: prodziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Stanisław Sroka, rektor Uniwersytetu Jordańskiego prof. Azmi Mahafzah, dziekan Wydziału Archeologii i Turystyki Uniwersytetu Jordańskiego prof. dr Maysoon Al Nahar, ambasador RP w Jordanii dr hab. Krzysztof Bojko, dziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Jan Święch oraz kierownik Zakładu Archeologii Egiptu i Bliskiego Wschodu Instytutu Archeologii UJ prof. Krzysztof Ciałowicz

w tym roku wszystkie znalezione stanowiska i zabytki archeologiczne w północno-wschodnim fragmencie terenu objętego koncesją, a także opracuje plan działania na kolejne sezony. Dzięki temu powstaje baza danych przestrzennych dostępnych do dalszej obróbki w systemie GIS (Geographic Information System). Kolejne prace badawcze planowane są na jesień 2016 roku.

Piotr Kołodziejczyk asystent w Zakładzie Archeologii Egiptu i Bliskiego Wschodu Instytutu Archeologii UJ

Z

BIRLA MANDIR – BADANIA NAD WSPÓŁCZESNYMI

PRZEMIANAMI HINDUIZMU

Problem przemian religijno-społecznych w Indiach jest w światowej literaturze naukowej podejmowany dość często. Stosunkowo nieczęsto jednak staje się on przedmiotem rozważań polskich uczonych, zwłaszcza jeśli chodzi o specyfikę tych procesów w okresie po odzyskaniu przez Indie niepodległości. Tę lukę wypełniają pionierskie (także w skali światowej) badania podjęte w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji przez prof. Martę Kudelską, dr Agnieszkę Staszczyk i dr Agatę Świerzowską. Punktem wyjścia badań stały się, całkowicie dotąd nieobecne w dyskursie naukowym, kompleksy świątynne, określane potocznie mianem Birla Mandir, które powstawały na terenie północnych i środkowych Indii od lat 30. XX wieku z inicjatywy rodziny Birlów, powszechnie

znanej nie tylko ze względu na ogromne sukcesy odnoszone przez jej członków na polu biznesowym, ale także ze względu na szeroko zakrojoną działalność społeczną. Od samego początku, jeszcze w wieku XIX, Birlowie koncentrowali swoją aktywność filantropijną na trzech obszarach: edukacji (fundowanie szkół, instytutów naukowo-badawczych, stypendiów), dobrostanu społecznego (fundowanie szpitali, przytułków, wspieranie rozmaitych akcji mających na celu wyeliminowanie nierówności społecznych) oraz – co dla podjętych badań jest najistotniejsze – ożywienia i odnowy religijności i duchowości hinduskiej. Ostatnie z wymienionych zamierzeń Birlowie realizowali początkowo, odnawiając i utrzymując, a później fundując imponujące kompleksy świątynne. Będące przedmiotem badań świątynie (podczas trzech pobytów badaw-

Świątynia Lakszmi Narajan, Delhi Agata Świerzowska

czych w Indiach autorki projektu odwiedziły i szczegółowo udokumentowały 19 kompleksów) są niezwykle różnorodne, i to pod każdym względem. Birla Mandir lokowane są w różnych kontekstach urbanistycznych i społecznych – wyrastają zarówno w metropoliach mających znaczenie polityczne (Delhi, Kolkata [Kalkuta]), jak i w ośrodkach mniejszych, ale bogatych w tradycje religijno-historyczne (Kurukshetra, Vrindavan, Hajdarabad, Jaipur, Patna, Varanasi), a także w nowszych centrach przemysłowych (Renukoot, Alibaug, Shahad, Gwalior) czy akademickich (Pilani). Świątynie te nie mają także jednorodnej formy architektonicznej – niektóre są wzorowane na znanych świątyniach hinduistycznych, będących popularnymi miejscami pielgrzymkowymi i/lub zabytkami (np. dla Birla Mandir w Gwaliorze wzorem była świątynia Surji w Konaraku,

a dla Birla Mandir w Pilani – świątynie Viśvanatha czy Kandariya Mahadev w Khajuraho), inne nawiązują do form architektonicznych charakterystycznych dla poszczególnych regionów Indii, zwykle jednak przekształcając je i/lub uzupełniając dodatkowymi elementami, w jeszcze innych zastosowano nowoczesne

rozwiązania architektoniczne wychodzące poza tradycyjną indyjską architekturę sakralną. Równie różnorodne są wezwania badanych świątyń – mamy tu zarówno najważniejsze postaci panteonu hinduistycznego, takie jak Wisznu czy Śiwa, bądź ich aspekty, jak i zdecydowanie mniej popularne bóstwa (np. Saraswati, Wisznu Śeszaśajin), są też bóstwa mające jedynie zasięg lokalny, jak, na przykład, Withoba. Birla Madir zaskakują także rozmaitymi, niespotykanymi w innych miejscach przedstawieniami, które – poza funkcją estetyczną – są przede wszystkim nośnikiem istotnych treści symbolicznych. Co szczególnie interesujące, motywy te (umiejscowione przecież w świątyniach hinduistycznych) odsyłają nie tylko do religijnej tradycji hinduizmu, ale również buddyzmu, sikhizmu czy dźainizmu, a także, i to może budzić szczególne zdziwienie, judaizmu, chrześcijaństwa, konfucjanizmu czy zoro -

Świątynia Saraswati, Pilani; fragment zewnętrznej dekoracji z widocznymi przedstawieniami Marii Skłodowskiej-Curie, Karola Marksa oraz Chrystusa Pantokratora

astryzmu. Więcej nawet, odsyłają one do szeroko pojętej kultury innych (niż hinduski) kręgów kulturowych, nawiązując do filozofii, nauki, sztuki, a nawet polityki tych obszarów. Doskonałym przykładem są tu świątynie w Pilani, Jaipurze czy Hajdarabadzie. Na zewnętrznych ścianach pierwszej z wymienionych, poza wizerunkami bóstw i scen mitologicznych z tradycji religijnej hinduizmu, znalazły się postaci, między innymi, Jezusa Chrystusa, Alberta Einsteina, Galileusza, Marii Skłodowskiej-Curie, Ludwika Pasteura, Johna F. Kennedy’ego, Abrahama Lincolna, a nawet Włodzimierza Lenina. W Jaipurze z kolei ściany zdobią przedstawienia, między innymi, Jezusa Chrystusa, Matki Boskiej, świętych: Piotra, Pawła, Franciszka, Teresy, oraz Mojżesza, Konfucjusza czy Sokratesa. W Hajdarabadzie z kolei, na jednym ze świątynnych tarasów umieszczono obszerne cytaty ze Starego i Nowego Testamentu, Talmudu, a także pism Konfucjusza.

Birla Mandir – co w przypadku świątyń indyjskich jest nietypowe – pełnią nie tylko funkcje kultowe, religijne, ale i świeckie: edukacyjne, kulturotwórcze, a niektóre są także pomyślane lub traktowane jako miejsca rekreacyjne. I tak, na przykład, nieopodal świątyń w Kalkucie i Jaipurze

Świątynia Saraswati, Pilani

powstały obserwatoria astronomiczne, w pobliżu świątyń w Hajdarabadzie znaj-duje się kompleks naukowo-dydaktyczny obejmujący planetarium, muzea (nauki, archeologiczne, sztuki współczesnej, lalek, dinozaurów), bibliotekę oraz sale konferencyjne, świątyni w Bhopalu towarzyszy muzeum sztuki religijnej, w świątyni kalkuckiej zaś, w jej dolnej części, znajduje się sala amfiteatralna, w której odbywają się rozmaite przedstawienia tradycyjnych indyjskich sztuk performatywnych. Niemal wszystkie kompleksy świątynne są także usytuowane w olbrzymich i starannie utrzymanych ogrodach, które – zwłaszcza w miejscach industrialnych –stają się jedynym, lub jednym z niewielu, atrakcyjnym miejscem rekreacyjnym. W niektórych ogrodach świątynnych, tak

jak ma to miejsce w Delhi, umieszczono wielką fontannę oraz urządzono park rozrywki dla dzieci.

Jest rzeczą trudną przy pierwszym spojrzeniu na Birla Mandir odnaleźć w ich różnorodności jakieś jednolite przesłanie, spójną wizję, ideę, która, jak można przypuszczać, przyświecała fundatorom kompleksów – osobom mającym realny wpływ na kształt życia społecznego, politycznego i gospodarczego Indii w burzliwym okresie przed i po odzyskaniu niepodległości. Poszukiwanie owej myśli przewodniej jest w istocie pytaniem o znaczenie świątyń czy – ściślej rzecz ujmując – jest to pytanie o treść i znaczenie przekazu wyrażanego przez świątynie, a kierowanego bez wątpienia do każdego odwiedzającego, ale – jak można przypuszczać, także szerzej – do całego narodu indyjskiego. Jak się wydaje, i taką tezę stawiają badaczki, świątynie fundowane przez rodzinę Birlów można potraktować jako element strategii mającej na celu budowanie i upowszechnianie nowej wizji hinduizmu jako systemu otwartego, tolerancyjnego,

ekumenicznego, w ramach którego jest miejsce na rozmaite drogi prowadzące do różnie konceptualizowanej transcendencji. Jednocześnie jednak ten nowoczesny hinduzim ma charakter wyraźnie inkluzywny, hierarachiczny i nacjonalizujący – choć akceptuje wszystkie religie i tradycje duchowe, to jednak sam siebie traktuje preferencyjnie i postrzega jako najwyższą, najdoskonalszą formę religii, dającą człowiekowi możliwość doświadczenia pełni najwyższej prawdy. Odwołuje się również do tradycyjnych hinduskich wartości, uznając je za fundamentalne nie tylko dla cywilizacji indyjskiej, ale ładu społecznego w ogóle. Taki obraz hinduizmu, którego wyrazem są właśnie Birla Mandir, jest, jak sądzą badaczki, częścią szerszej tendencji obserwowanej w Indiach od czasów renesansu indyjskiego (XIX wiek), zmierzającej do skonstruowania i utrwalenia spójnej i możliwie powszechnie akceptowalnej tożsamości hinduskiej, która mogłaby stać się podstawą funkcjonowania nowoczesnych i silnych Indii.

Badaczki mają nadzieję, że podjęte prace rzucą nowe światło na toczący się od wielu lat dyskurs naukowy na temat postawy wyznawców hinduizmu wobec innych wyznań religijnych w kontekście ich własnej tożsamości. Wyniki badań mogą również pomóc w zrozumieniu przemian religijno-społecznych, jakie miały miejsce (i zachodzą nadal) w Indiach po odzyskaniu niepodległości.

Birla Mandir – współczesne hinduistyczne kompleksy świątynne są przykładem modernizacji przez powrót do tradycji. Badania są prowadzone w ramach programu „Opus 5” Narodowego Centrum Nauki [UMO-2013/09/B/HS1/02005].

Agata Świerzowska adiunkt w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ

Świątynia Śiwy, Renukoot
Świątynia Ganeśi, Alibaug
Agnieszka Staszczyk
Agata Świerzowska

WYZWANIA NAUKOWE PORADZIECKIEJ AZJI CENTRALNEJ

– projekt badaczek z UJ w Republice Tadżykistanu

Choć od upadku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich upłynęło ćwierć wieku, to wiedza o byłych republikach radzieckich w Azji Centralnej nie została znacząco poszerzona, zwłaszcza w obszarze analiz kulturoznawczych. Nowe światło na zachodzące tam zmiany kulturowe rzucają badania realizowane w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ.

Poradziecka Azja Centralna obejmuje pięć współczesnych państw: Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan. Kraje te powstały w wyniku rozpadu radzieckiego imperium, ogłaszając deklaracje niepodległości i stając się suwerennymi republikami. Region ten wciąż pozostaje trudno dostępny dla badaczy, z których większość dysponuje

tylko znajomością rosyjskiego, a nie dominujących na tych obszarch języków. – Nasz projekt, dzięki naszym zróżnicowanym kompetencjom kulturoznawczym i językowym, w tym mojej znajomości języka tadżyckiego oraz doświadczeniom badawczym w regionie – w nowatorski sposób przybliża swoiste „wojny kulturowe”, towarzyszące formowaniu się niepodległego Tadżykistanu – tłumaczy dr Paulina Niechciał, kierownik projektu. Rozluźnienie centralnej kontroli Moskwy i liberalizacja życia politycznego zgodnie z wprowadzoną przez Michaiła Gorbaczowa polityką pieriestrojki sprawiły, że i na terenie Tadżykistanu – najmniejszej i najbiedniejszej z centralnoazjatyckich republik – zaczęły pojawiać się grupy stojące w opozycji

do komunistycznego rządu. Promowane przez nie nowe idee były związane zarówno z demokratyzacją i liberalizacją życia publicznego, jak i promowały odrodzenie wartości narodowych i muzułmańskich. Brak zgody co do wizji niepodległego Tadżykistanu doprowadził w 1992 roku do wojny domowej pomiędzy – jak się w uproszczeniu przyjmuje – stroną postkomunistyczną a muzułmańską, trwającej formalnie do 1997 roku, ale której echa w tadżyckiej polityce słyszane są do dzisiaj.

Punktem wyjścia prowadzonych badań było założenie, że wojna to nie tylko walka zbrojna, ale również konflikt w obszarze kultury, gdzie ścierają się różne ideały społeczne, wizje powojennego ładu, symbole czy wartości, za które warto walczyć

Jeden z akwenów tzw. Haft Kul –łańcucha siedmiu jezior w Górach Fańskich

i umierać. Naszym celem stała się analiza kulturowych strategii i ich dynamiki na tle toczącego się w tym okresie konfliktu.

Przypadek ten wydał się nam bardzo ważny i ciekawy – w tadżyckiej wojnie domowej zaangażowane strony walczyły o władzę w obszarze wspólnej kultury, odmiennie niż w przypadku wielu wojen domowych, opartych na różnicach etniczno-narodowych – wyjaśnia dr Elżbieta Olzacka, spe-

cjalizująca się między innymi w badaniach wojen z perspektywy kulturowej. – Co więcej, kraj ten jest szczególnie ciekawy na tle regionu, ponieważ tylko tam język państwowy należy do grupy języków irańskich, a Tadżycy w swoim dyskursie tożsamościowym odwołują się do poczucia wspólnoty ze światem kultury perskojęzycznej, czyli Iranem czy Afganistanem – dodaje dr Paulina Niechciał.

Analiza pokazała, że mimo istnienia przeciwstawnych nurtów w tadżyckiej polityce, dążących do ustanowienia określonych struktur państwowych, niekoniecznie opierały się one na sprzecznych wartościach. Rządzący postkomuniści podkreślali w swoich publikacjach rolę islamu jako istotnego elementu tadżyckiej narodowej tożsamości, z kolei opozycyjni działacze frakcji demokratycznej i muzułmańskiej nie byli w stanie uwolnić się od języka komunistycznej propagandy oraz posługiwania się ideologicznymi kliszami i sloganami.

Badania zostały oparte na wywiadach z ekspertami, które pozwoliły lepiej zrozumieć zarówno sam przebieg konfliktu, jak i jego kulturowe realia, a także na analizie prasy z tamtego okresu. Artykuły w gazetach to istotna płaszczyzna do badania procesów kulturowych, gdyż szczególnie w początkach lat 90. XX wieku prasa tadżycka była ważnym narzędziem walki o wartości, wizje nowego państwa oraz jego kultury, języka i perspektyw Fot. Paulina Niechciał

Ozdobne kolumny w Duszanbe, wzorowane na architekturze irańskiego Persepolis
Wierni przed meczetem Maulany Jakuba Czarchi w Duszanbe

rozwoju. Panująca wówczas atmosfera otwartości i wolności słowa nie przez wszystkich jest jednak oceniana pozytywnie – w Tadżykistanie do dzisiaj pokutuje opinia, że winnymi wojny domowej byli dziennikarze, którzy rozpalili wrogość w społeczeństwie, manipulując opinią publiczną. Efektem tych przekonań były prześladowania i liczne morderstwa osób związanych z prasą, do których dochodziło również po zakończeniu wojny. Kontrowersyjność tematu sprawiła, że niezwykle trudno było zebrać materiały do analizy. Warto podkreślić wkład tego projektu w rozwój nauki. Dzięki jego interdyscyplinarnemu charakterowi – łączeniu perspektyw, wiedzy i narzędzi badawczych studiów kulturowych, etnologii, socjologii oraz orientalistyki – stanowi on ważny element studiów kulturoznawczych w Polsce. Co więcej, mimo że Tadżykistan – jako obszar perskojęzyczny – wchodzi w obszar zainteresowań iranistyki, badania zarówno polskich, jak i zagranicznych iranistów w tym zakresie są właściwie marginalne, szczególnie w odniesieniu do współczesności. Podobnie rzecz ma się ze studiami rosjoznawczymi czy postradzieckimi – tu również Tadżykistan jest obszarem naukowo zaniedbanym. Prowadzone badania stanowią znaczący

Dr Paulina Niechciał i dr Elżbieta Olzacka z żołnierzami przygotowującymi się do uroczystej parady w Duszanbe

przyczynek do poszerzenia empirycznie ugruntowanej wiedzy na temat roli kultury w przemianach politycznych po rozpadzie ZSRR. Poszerzają one ponadto stan wiedzy historycznej zarówno w odniesieniu do tadżyckiej wojny domowej, jak i rozwoju systemu prasowego w Tadżykistanie w okresie pieriestrojki oraz po upadku Związku Radzieckiego. Należy dodać, że zebrane materiały prasowe są dostępne w stworzonym przez badaczki „Archiwum prasy tadżyckiej”, dostępnym poprzez stronę internetową Katedry ( www.psc. uj.edu.pl).

Paulina Niechciał Elżbieta Olzacka autorki są adiunktami w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ

WSPÓŁCZESNE MIASTA

Wdniach 29 czerwca – 1 lipca 2016 Instytut Socjologii UJ stał się europejskim centrum socjologicznej debaty na temat współczesnych miast. Konferencja Moving Cities. Contested views on urban life, współorganizowana przez Instytut Socjologii i miejską sieć badawczą European Sociological Association (ESA RN37), zgromadziła ponad 170 badaczek i badaczy z 25 krajów (i 72 miast). Analizując to wydarzenie z perspektywy kilku tygodni, które minęły od jego zakończenia, można jednoznacznie stwierdzić, że konferencja była sukcesem nie tylko frekwencyjnym, ale również merytorycznym i organizacyjnym.

Konferencję otworzyła Ligia Ferro, koordynatorka miejskiej sieci badawczej ESA, oraz przedstawiciele Uniwersytetu Jagiellońskiego: dziekan Wydziału Filozoficznego prof. Jarosław Górniak, zastępca dyrektora Instytutu Socjologii dr hab. Andrzej Bukowski oraz przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Socjologicznego prof. Grażyna Skąpska. Ich krótkie wy-

stąpienia nie miały charakteru wyłącznie kurtuazyjnego – wskazywali na rosnące polityczne, ekonomiczne i kulturowe znaczenie miast oraz nowe wyzwania, z jakimi miasta muszą się zmierzyć w związku z nierównościami społecznymi, migracja-

mi, aktami przemocy i terroru. Podkreślali aplikacyjny wymiar socjologii miasta, w tym znaczenie prowadzonych badań dla racjonalizacji dyskusji publicznej o problemach społecznych oraz sposobach ich rozwiązywania.

Referaty zaprezentowano w ramach sześciu paneli tematycznych, dotyczących, między innymi, metodologii badań nad współczesnymi miastami, przemian instytucji miejskich i napięć między tradycyjnymi i nowymi porządkami miasta i miejskości, przejawami globalizacji i jej konsekwencjami w życiu miast, przestrzeni publicznej czy lokalności. Ogólnej refleksji nad wystąpieniami podjęli się uczestnicy piątkowej sesji podsumowującej: prof. Laura Bovone z Università Cattolica del Sacro Cuore w Mediolanie, prof. Carlos Fortuna z Universidade de Coimbra, prof. Ruy Hutchison z University of Wisconsin Green Bay i prof. Krzysztof Frysztacki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zauważali wielość wykorzystywanych w badaniach ujęć teoretycznych i metodologicznych, otwartość na dorobek innych dyscyplin oraz wieloaspektowość problemów badawczych, związanych

Otwarcie konferencji Moving Cities organizowanej przez Instytut Socjologii oraz miejską sieć badawczą ESA
Wykład Saskii Sassen dotyczył nowych i ukrytych nierówności społecznych

zarówno z praktykami życia codziennego w mieście, jak i wpływem polityki na funkcjonowanie miast.

Wartość merytoryczną i prestiż konferencji tworzyły również wykłady zaproszonych badaczek i badaczy, wśród których znalazła się prof. Saskia Sassen –intelektualistka znana na całym świecie z publikacji na temat globalizacji i migracji, twórczyni pojęcia „globalne miasto”. I tym razem podjęła tematykę wykluczenia społecznego, zwracając uwagę na te jego wymiary, które stają się niewidzialne, bo są nieobecne w dyskursie publicznym, oficjalnych statystykach i języku codziennym.

Problematykę wykluczenia i nierówności w mieście podjęli również – choć z bardzo różnych perspektyw – Ayo Mansaray z University of East London, Talja Blokland z berlińskiego Humboldt University oraz Jacek Gądecki z Akademii Górniczo-Hutniczej. Mansaray w wykładzie The Right to the City and Struggles for Community, bazując na badaniach prowadzonych w Londynie, zrekonstruował rolę miejskich szkół w procesie gentryfikacji i, szerzej, w reprodukowaniu struktury społecznej. Blokland przedstawiła krytyczną analizę klasycznych koncepcji (miejskiej) wspólnoty, proponując w to miejsce relacyjny model badań nad zróżnicowanymi społecznie, kulturowo i ekonomicznie społecznościami miejskimi. Wykład Jacka Gądeckiego był krytyczną refleksją nad pojęciem „smart city”. Rozważania osadził on na analizie dyskursu (czy wręcz ideologii) „smart city” oraz społecznych i technologicznych kontekstów i użyć pojęcia. Wskazał na potencjalnie negatywne, wykluczające konsekwencje redukowania tego pojęcia do wymiaru technologicznego.

Intensywne dyskusje podczas spotkań grup tematycznych i wykładów oraz opinie przekazywane organizatorom przez

uczestników i zaproszonych wykładowców świadczyły o tym, że konferencja była dla nich miejscem ważnej debaty o mieś-

Wykład Saskii Sassen w Auditorium Maximum zgromadził blisko 300 osób

cie. Okazją do rozmów i nawiązywania kontaktów – i do poznawania Krakowa –były też wydarzenia towarzyszące: pokaz filmu Warsaw Frankenstein w Spółdzielni Ogniwo, urban jogging prowadzony przez Bena Koschalkę, koncert Trip to the East w wykonaniu syryjskiego zespołu oraz warsztaty Future on My Mind – Communication and Participation in the Local Community przeprowadzone przez pracowniczki i pracowników Instytutu Socjologii oraz Fundację Rozwoju Badań Społecznych.

Marta Smagacz-Poziemska adiunkt w Zakładzie Socjologii Stosowanej i Pracy Socjalnej Instytutu Socjologii UJ

Ayo Mansaraya podczas wykładu omówił związek między lokalną polityką edukacyjną i gentryfikacją miasta
Talja Blokland podjęła się krytycznej analizy kategorii wspólnoty

ŚWIATOWY KONGRES OSTEOPOROZY W 2018 ROKU W KRAKOWIE

Staraniem prof. Edwarda Czerwińskiego, kierownika Zakładu Chorób Kości i Stawów Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM, przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Osteoartrologii, w 2018 roku kolejny World Congress On Osteoporosis, Osteoarthritis And Musculoskeletal Diseases odbędzie się w Krakowie. Po raz pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej. Szacuje się, że weźmie w nim udział około 3500 uczestników.

W aplikacji Kraków konkurował z Barceloną, Bolonią, Brukselą, Genewą, Lizboną, Londynem i Niceą. Władze International Osteoporosis Foundation podjęły decyzję po zasięgnięciu opinii CNS (Towarzystw zrzeszone w IOF) oraz firm farmaceutycznych.

Obrady będą się odbywać w Centrum Konferencyjnym ICE. Uroczyste otwarcie zaplanowano w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, a bankiet w Kopalni Soli w Wieliczce. Kongresy WCO-IOF, obok kongresów The American Society for Bone and Mineral Research, należą do najważniejszych wydarzeń naukowych w zakresie chorób mięśniowo-szkieletowych na świecie.

Na odbywającym się w Maladze tegorocznym kongresie World Congress On Osteoporosis, władze International Osteoporosis Foundation (IOF) oficjalnie ogłosiły, że coroczny WCO-IOF-ESCEO

w 2018 roku odbędzie się w Polsce w dniach 19–22 kwietnia 2018. Na walnym zebraniu IOF prof. Edward Czerwiński przedstawił założenia organizacyjne, a prof. Jean-Yves Reginster pokreślił, że ICE jest najpiękniejszym Centrum Kongresowym jakie widział. Przy współpracy Urzędu Miasta Krakowa, Wydziału Promocji i Turystyki, Referatu Biuro Kongresów oraz wsparciu organizatora Kongresu Firmy Humacom w Maladze zorganizowana została promocja Kongresu WCO 2018 Kraków. Krakowskie stoisko było zlokalizowane przy głównym ciągu komunikacyjnym. Ulotki reklamowe były również umieszczone w materiałach kongresowych uczestników. Ponadto na stoisku znajdował się telebim, na którym wyświetlany był film promocyjny o Krakowie i Centrum Kongresowym ICE. Duża liczba uczestników z całego świata wyrażała swoje zadowolenie, że WCO odbędzie się po raz pierwszy w Polsce, gdzie większość z nich jeszcze nigdy nie była.

Szczegółowe informacje o kongresie można znaleźć na stronie http://www.wco-iof-esceo.org/

Fot. Edward

Czerwiński
Prof. Edward Czerwiński podczas tegorocznego kongresu w Maladze przy stoisku promującym World Congress on Osteoporosis w 2018 roku w Krakowie
Stoisko cieszyło się dużym powodzeniem wśród uczestników WCO

W DOBREJ PRZESTRZENI

MIĘDZYLUDZKIEJ...

Kapitał społeczny. Teoria przestrzeni międzyludzkiej to tytuł najnowszej książki prof. Piotra Sztompki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (Kraków 2016). Debata jej poświęcona odbyła się 8 czerwca 2016 w auli Collegium Novum. Przewodniczył jej dr hab. Wiesław Gumuła, profesor UJ, a uczestniczyli w niej prof. Andrzej Kojder (Uniwersytet Warszawski), prof. Grażyna Skąpska (UJ), dr hab. Janusz Majcherek, profesor UP, dr Maria Wiśniewska (Rada Nadzorcza Orange) i prezes Henryk Woźniakowski (Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”).

Książka, choć ma charakter teoretyczny, jest zarazem zaskakująco aktualna. Jak stwierdza we wstępie autor, teoretyk dogonił zmieniające się społeczeństwo, gdyż erozja kapitału społecznego, czyli sieci dobrych relacji międzyludzkich, to wielki problem naszych czasów. Najbardziej niepokojąca jest słabość relacji moralnych: zaufania, lojalności, wzajemności, solidarności, szacunku i sprawiedliwości. Odbudowa kapitału moralnego to zadanie równie ważne jak wzrost ekonomiczny. Bo, jak twierdzi prof. Piotr Sztompka, Klucz do dobrobytu i szczęścia społeczeństwa leży

w pozytywnych relacjach społecznych, w dobrej przestrzeni międzyludzkiej i gęstej przestrzeni moralnej. Uczestnicy debaty, zainspirowani jej przebiegiem, przesłali pytania do profesora, które skupiły się wokół czterech kwestii.

WĄTPLIWOŚCI TEORETYCZNE

Andrzej Kojder: Na początku swoich rozważań pisze Pan: Nasza swoiście ludzka konstytucja [...] jest [...] cała proweniencji społecznej. Czy pominięcie uwarunkowań (czynników) biologicznych i psychologicznych jest raczej przypadkowe, czy też intencjonalne?

Piotr Sztompka: Miałem na myśli to, że wszystkie nasze przekonania, wartości, reguły postępowania, definicje tożsamości czerpiemy od innych: rodziców, krewnych, kolegów szkolnych, nauczycieli, mistrzów, współpracowników, sąsiadów, znajomych itp., a także tych, którzy na nas oddziałują pośrednio, przez książki i gazety, które czytamy, programy, które oglądamy w telewizji, portale społecznościowe, w których uczestniczymy. Natomiast cechy biologiczne i predyspozycje

Jerzy Sawicz

psychologiczne dziedziczymy wraz z genami. Stanowią nasz potencjał, tabula rasa, ale jak go wykorzystamy, budując swoją osobowość – to już kwestia relacji z innymi. Dlatego zadedykowałem moją książkę Tym, dzięki którym jestem tym, kim jestem

Andrzej Kojder: Twierdzi Pan, że Więzi moralne powinny rozciągać się na całe społeczeństwo globalne. Czy bardzo by Pan protestował, gdyby ktoś te więzi rozciągnął na całą przyrodę i świat zwierząt?

Piotr Sztompka: Pewno miłośnicy psów ze mną się nie zgodzą, ale dla mnie relacje społeczne wiążą tylko ludzi, bo ich cechą podstawową jest świadomość uczestników, a ta przysługuje tylko ludziom. A jeszcze bardziej ludzkie są więzi moralne, które zakładają świadomą akceptację pewnych wartości. Czym innym natomiast jest świadomość – ale właśnie ludzka świadomość – zagrożeń, jakie człowiek sprowadza na swoje otoczenie i postulat objęcia całej przyrody i świata zwierząt odpowiednią ochroną. Trudno mi sobie wyobrazić, aby niedźwiedzie troszczyły się o prawa człowieka...

Wiesław Gumuła: Wiele szans jest niewykorzystanych, spora część kapitału społecznego również się „marnuje” – podobnie jak w tym fragmencie z Wesela Wyspiańskiego: Miałeś chamie złoty róg... Jakie czynniki sprzyjają skutecznemu i efektywnemu wykorzystaniu nawet skromnego kapitału społecznego? A w jakich marnujemy nasz kapitał społeczny?

Henryk Woźniakowski: Jak zapewniać zdrową równowagę między kapitałem „wiążącym” a „pomostowym”? Jak zachować gotowość grupy do otwartości?

Piotr Sztompka: Najważniejsze jest to, aby w szerszej społeczności – szkole, uniwersytecie, firmie, gminie, państwie – panował dobry „klimat” relacji międzyludzkich. Bo wtedy mój prywatny kapitał społeczny nie będzie ograniczony tylko do mojego kręgu rodziny czy znajomych, ale będzie otwarty ku innym, także nieznajomym. Tylko wtedy podejmę ryzyko nawiązywania nowych relacji, współpracy, działań innowacyjnych, twórczych –z pożytkiem zarówno dla siebie, jak i całej szerszej wspólnoty. Kiedy natomiast w szerszej społeczności

panuje „klimat” wrogości, nieufności, zawiści, pogardy – będę się starał odgrodzić murem od innych i zamknąć tylko w kręgu najbliższych, na których mogę polegać.

POLSKIE DYLEMATY

Maria Wiśniewska: Obserwując i uczestnicząc w naszej polskiej rzeczywistości, mamy przekonanie, że nasz kapitał społeczny jest niewielki, że samoograniczamy się w naszej przestrzeni międzyludzkiej. Co powinno się stać lub co powinniśmy zrobić, żeby to zmienić, żebyśmy wszyscy mogli w naszej przestrzeni rozwinąć przysłowiowe skrzydła?

Henryk Woźniakowski: Czy władze publiczne (państwowe, samorządowe) mogą i/lub powinny podejmować działania na rzecz wzrostu kapitału społecznego? Jeśli tak – to jakimi środkami?

Janusz Majcherek: Co może uczynić zwykły uczestnik społeczeństwa na rzecz budowy kapitału społecznego, poza jego budowaniem przez pozytywne relacje w swoim bezpośrednim otoczeniu, gdy jest on metodycznie niszczony przez zinstytucjonalizowany system polityczny?

Piotr Sztompka: Są dwa kierunki i dwie szanse odbudowy kapitału społecznego: działania odgórne i oddolne. Te pierwsze wymagają woli politycznej, te drugie – mobilizacji obywatelskiej. Niestety, daleko łatwiej jest rządzić „samotnymi w tłumie” niż tworzącymi solidarną wspólnotę. Już w starożytnym Rzymie formułowano dyrektywę divide et impera. Ale prędzej czy później rządzący zdadzą sobie sprawę, że rozwój państwa bez obywatelskiej współpracy i dobrej kondycji moralnej jest niemożliwy. I wtedy podejmą na serio takie sprawy jak edukacja obywatelska i etyczna na wszystkich etapach od szkoły do uniwersytetu, wykorzystanie edukacyjnych walorów sportu masowego, publiczne wyróżnianie i nagradzanie wybitnych i szlachetnych, a nie tylko straszenie karami i represjami, przekazywanie znacznych środków na inicjatywy obywatelskie, samorządowe, oddolne zamiast postępującej centralizacji, zapewnienie obywatelom poczucia życiowego bezpieczeństwa przez respektowanie prawa i niezależnych

Fot. Jerzy Sawicz
Prof. Piotr Sztompka
Uczestnicy debaty w auli Collegium Novum

instytucji sądowych, w tym konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego. A ci, którzy rządzą duszami, czyli w naszych warunkach Kościół, zmienią akcent z katechizacji i wdrażania do rytuału na podniesienie morale wiernych. Nadzieję na taką zmianę przyniosły niedawne Światowe Dni Młodzieży i przesłania papieża Franciszka. Natomiast sami obywatele muszą zrozumieć, ile tracą, zamykając się i odgradzając od innych, a ile mogą zyskać i wygrać poprzez współpracę, poczynając od najmniejszych inicjatyw lokalnych, przez stowarzyszenia, kluby, organizacje pozarządowe, aż po masowe ruchy społeczne. Tutaj szczególną rolę mogą odegrać uznani i akceptowani przez społeczność spontaniczni liderzy.

Janusz Majcherek: Czy nie był Pan nadmiernym optymistą, stwierdzając we wstępie do książki, że choć kapitał społeczny mamy w Polsce słabo rozwinięty, to instytucje polityczne i system ekonomiczny są już stabilne i trwałe?

Jerzy Sawicz

Po spotkaniu Autor podpisywał książkę

Piotr Sztompka: Proszę pamiętać, że książkę kończyłem latem roku 2015, gdy sukces dwudziestu sześciu lat transformacji wydawał się niewątpliwy i trwały. Wydarzenia polityczne od tego czasu przyniosły dalszą destrukcję kapitału społecznego, podzieliły Polaków, wytworzyły klimat konfliktu wewnętrznego i ostrej walki politycznej. Rozwijający się opór obywatelski przeciwko takiej tendencji daje jednak nadzieję, że da się ją odwrócić metodami demokratycznymi. W każdym razie jestem dalej optymistą.

ZMIANA SPOŁECZNA A KONFLIKT

Henryk Woźniakowski: Czy zmiana, niezbędna nawet w grupach wyposażonych w silny kapitał społeczny, może nastąpić bez konfliktu? Czy konflikt jest zawsze zjawiskiem negatywnym, tzn. sprzecznym z imperatywem budowania kapitału społecznego?

Janusz Majcherek: Jak silne zagrożenie dla kapitału społecznego stwarzają ostre podziały, mające wręcz charakter wojen kulturowych, nękające współczesne społeczeństwa, w tym polskie?

Piotr Sztompka: Najważniejsze z perspektywy socjologa zaimki osobowe to „my” i „oni”. To one wyznaczają kształt naszej przestrzeni międzyludzkiej. Każdy człowiek definiuje sobie subiektywnie zakres tych, o których myśli „my” i tych, o których myśli „oni”. Ten zakres może być wąski, na przykład „my, rodzina”, „my, krakowiacy”, lub szeroki, na przykład „my, Polacy”, „my, Europejczycy”. Im szerszy jest ten zakres, tym potencjał konfliktu jest mniejszy. Pierwszym warunkiem zakończenia wojen polsko-polskich jest, abyśmy zaczęli myśleć o sobie „my, Polacy”, a nie „my, prawdziwi Polacy”, „my, wyborcy PIS”, „my, zwolennicy KOD”. Wtedy odzyskuje sens pojęcie wspólnoty narodowej i dobra wspólnego. Tutaj impuls musi przychodzić od góry, od elity politycznej. Dlatego tak ważne jest, na przykład, aby prezydent był naprawdę prezydentem wszystkich Polaków, a parlamentarzyści myśleli nie o swojej partii, ale o służbie wszystkim Polakom. Ale nie tylko zakres, ale także treść decyduje o złowrogim charakterze konfliktu. Konflikt jest destrukcyjny dla kapitału społecznego, gdy chodzi nie o jakąś sprawę, ale o pognębienie przeciwnika, gdy angażuje emocje – zawiść,

wrogość, nienawiść, pogardę – a nie racjonalne argumenty, gdy zrywa z wszelkimi regułami i samoograniczeniami, a nie toczy się w cywilizowanych ramach, gdy przeciwnikowi odmawia się godności, a nie próbuje wczuć się w jego racje. Wszelkie wojny, także ideologiczne, religijne, kulturowe niszczą tkankę międzyludzkich relacji. Konflikt może natomiast sprzyjać pomnażaniu kapitału społecznego, gdy przybiera formę zdrowej konkurencji, współzawodnictwa, bo wówczas pełni rolę mobilizującą, sprzyja innowacji i ciągłemu dążeniu do doskonalenia. Taki konflikt może prowadzić do nawiązywania relacji, pojawiania się kooperacji i w efekcie nawet do tworzenia wspólnot.

NA NASZYM UNIWERSYTECKIM PODWÓRKU

Maria Wiśniewska: Co Pan Profesor sądzi o naszej akademickiej przestrzeni międzyludzkiej? Czy relacje między członkami tej wielkiej wspólnoty stanowią dobry kapitał społeczny, z którym możemy optymistycznie myśleć o przyszłości?

Piotr Sztompka: Idea wspólnoty uczonych, a także wspólnoty nauczających i nauczanych to fundament instytucji uniwersytetu. Niestety, skutecznie niszczą akademicki kapitał społeczny tendencje ku biurokratyzacji, kwantyfikacji, parametryzacji osiągnięć badawczych, umasowienia edukacji, wtłaczania programów w absurdalny gorset tzw. Krajowych Ram Kwalifikacji. Nie przypadkiem w ramach instytucji, która dla szerszego społeczeństwa powinna być przykładem cnót, mnożą się zjawiska patologiczne: plagiatów, fałszowania wyników, osiągnięć pozornych, rutynizacji dydaktyki, upolitycznienia. O konieczności odbudowy tradycyjnego kształtu uniwersytetu mówili jednym głosem uczestnicy Kongresu Kultury Akademickiej w ramach jubileuszu UJ (patrz: P. Sztompka, K. Matuszek (red.) Idea uniwersytetu – reaktywacja, Kraków 2015, Wydawnictwo UJ). Jak i w innych przypadkach – wymaga to z jednej strony mądrych reform odgórnych, a z drugiej mobilizacji społeczności akademickiej w obronie godnych wartości zawartych w uniwersyteckiej tradycji. I także tutaj wielką rolę mogą odegrać liderzy wszystkich szczebli, od rektorów do szefów katedr czy zakładów, którzy obdarzeni demokratycznym mandatem mogą w ramach autonomii uniwersyteckiej uczynić wiele dla przywracania i podtrzymywania wspólnotowych, kooperacyjnych relacji.

SMAK ŻYCIA

– Myślę, że warto wiedzieć, jak powstawały wielkie cywilizacje, dlaczego upadały. Warto też poznać swoje korzenie – te mniej lub bardziej odległe. Archeologia temu sprzyja. Więcej nawet niż źródła pisane, które na ogół przybliżają nie codzienność zwykłych ludzi, a wydarzenia z kręgu władzy... – mówi prof. Krzysztof Ciałowicz.

Z KĘT DO TELL EL-FARCHA

To było w 2006 roku. Wiosną. W północno-wschodniej delcie Nilu, w Gazali – miejscowości odległej o niecałe 120 kilometrów od Kairu. Dzień zaczął się zwyczajnie. Krzysztof Ciałowicz wraz ekipą badawczą wczesnym rankiem opuścił wiejski dom i jak zawsze udał się na stanowisko archeologiczne w Tell el-Farcha, inaczej: na Wzgórze Kurczaka, bo tak z języka arabskiego na język polski tłumaczy się nazwę tego stanowiska.

Marcowa, choć nieco pochmurna pogoda sprzyjała archeologicznej robocie. I to na tyle, że ekipa – kierowana właśnie przez prof. Ciałowicza i dr. Marka Chłodnickiego z Muzeum Archeologicznego w Poznaniu – przedłużyła ją nawet w czasie. Nieoczekiwanie natrafiła na ciężki stary dzban przykryty miską z gliny. Ten dzban od razu wzbudził zaciekawienie naukowców. Na dodatek oczom tropiących przeszłość Egiptu badaczy ukazał się jeszcze jeden rarytas – zarys niewidocznego dotąd muru, otaczającego część eksploatowanej powierzchni. Czy dziwić się, że w ekipie zapanowała radość?

Że dr Mariusz Jucha, znawca ceramiki, natychmiast ostrożnie zaczął wydobywać z ziemi znalezisko leżące tuż przy murze? Że przystąpiono do obfotografowania zabytku pamiętającego epokę przeddynastyczną? Że, na koniec, naczynie o cylindrycznym kształcie zabrano ze sobą do

bazy w Gazali, by sprawdzić, czy oprócz piachu i utwardzonego mułu kryje jeszcze inne skarby w swoim wnętrzu?

Fakt: to sprawdzanie – przy dodatkowym oświetleniu tarasu wieloma latarkami – trwało do północy, może i dłużej. Emocje egiptologów zaś sięgnęły zenitu, gdy z dzbana o wysokości około 30 centymetrów udało się wydobyć aż 62 figurki zwierząt, ptaków i karłów wyrzeźbionych z kłów hipopotama! Jeszcze większa eksplozja radości wybuchła trzy dni później, gdy w Tell el-Farcha, osadzie powstałej blisko cztery tysiące lat przed naszą erą, badacze odkryli prawdziwy skarb: dwie połamane, pogniecione, sprasowane figurki... – Te figurki były rzeczywiście bardzo zniszczone – mówi profesor. Udało się jednak odtworzyć rdzeń każdej z nich. Był on wykonany z drewna i dobrze oddawał zarys postaci, rysy twarzy, a nawet palce rąk czy nóg władcy nieznanego nam z imienia. Na te wyrzeźbione rdzenie – co ciekawe –twórcy obu figurek (jedna z nich miała 60, a druga 30 centymetrów) nałożyli później złotą folię, odpowiednio ją formując i wykańczając detale. Po drewnianym stelażu, do którego była przyczepiona owa folia –najprawdopodobniej półmilimetrowej grubości – nie zostało jednak ani śladu. O jego obecności świadczą szczerozłote nity o długości czterech milimetrów każdy. Tych nitów było aż 140.

Dziś – oczywiście po ich oczyszczeniu, zadokumentowaniu i żmudnej konserwacji –figurki zdobią Muzeum Egipskie w Kairze. Z Egiptu bowiem nie wolno wywozić przedmiotów odkrytych w trakcie wykopalisk. Pewnie słusznie.

IMPULS

Znaleziska sprzed dziesięciu lat dla Krzysztofa Ciałowicza – specjalisty ar-

Podczas promocji doktorskiej

Prof. Krzysztof Ciałowicz

cheologii śródziemnomorskiej, badacza genezy państwa egipskiego, a zarazem współszefa krakowsko-poznańskiej ekspedycji – były bezcenne. Okazały się przydatnym drogowskazem, impulsem, który nakazywał tropicielom śladów przeszłości nie tracić nadziei, a skupić się na bardziej wnikliwym penetrowaniu delty Nilu.

Profesor z sentymentem (tapetę ekranu jego komputera zdobi piękny gryf i kilka figurek wydobytych z dzbana, także i złota postać nieznanego władcy) wspomina dziś tamten czas. Okazał się wszak milowym krokiem w poznawaniu kraju pełnego historycznych zagadek. Kraju, w którym samodzielne badania Polaków zapoczątkował w 1937 roku wybitny egiptolog prof. Kazimierz Michałowski. Ten, co zwykł mawiać: „Nie tylko w mniemaniu świata nauki, ale również w najszerszej opinii cywilizowanego społeczeństwa aktualny poziom kultury danego kraju mierzy się tym, czy posiada on własne wykopaliska w Egipcie”.

PRACA DLA WIELU POKOLEŃ

W Egipcie – kraju zamieszkanym przez ponad 82 miliony ludzi, graniczącym z Izraelem i Strefą Gazy, Sudanem oraz Libią – poszukiwanie śladów odległej przeszłości trwa od więcej niż stu lat. Ileż tam jednak jeszcze tajemnic? Ileż historycznych zagadek odnoszących się do okresu formowania się państwa?! Zwłaszcza w rozległej delcie Nilu, rzeki,

która wpada do Morza Śródziemnego.

Ta jedna z największych delt świata –o powierzchni 24 tysięcy kilometrów kwadratowych – dopiero od ostatniej ćwierci XX wieku znalazła się w centrum zainteresowania archeologów. Za to jakiego! Obecnie jest penetrowana przez ekipy badawcze co najmniej kilkunastu krajów. W tym również przez polską ekspedycję geologów, antropologów, archeologów, ceramików, geofizyków, paleobotaników, osteologów poszukujących korzeni starożytnego Egiptu. I tu od razu mocno podkreślę: do tej pory w północnym Egipcie nasi badacze odnieśli niemały sukces, chociaż przekopali niewiele więcej niż 10 procent z 400-arowej powierzchni „swojego” terenu wykopaliskowego – stanowiska, z którego po czterech latach bezowocnych poszukiwań „skarbów” wycofali się Włosi, a na który Polacy weszli w 1998 roku.

– Dlaczego tylko 10 procent? – nieśmiało pytam profesora.

– Prace prowadzimy na dużych, otwartych przestrzeniach. Kopiemy szerokopowierzchniowo, ale również wielopłaszczyznowo. To znaczy, że wgłębiamy się w kolejne nawarstwienia ziemi – aż do miejsca określonego przez archeologów jako calec i stanowiącego końcowy punkt badań. Tych nawarstwień jest w delcie Nilu bardzo dużo. Każde pokolenie bowiem – w ciągu tysięcy lat! – zostawiało po sobie ślady, wznosząc

domy, warsztaty czy zagrody, a po ich zniszczeniu następne. Wylewy Nilu też przyczyniły się do powstawania kolejnych warstw. Więc nie ma co ukrywać: stosowanie efektywnej (także i kosztownej) metody badań zajmuje dużo czasu. A to znaczy, że pracy w Tell el-Farcha starczy dla wielu jeszcze pokoleń. Zwłaszcza że mnóstwo stanowisk wykopaliskowych jest jeszcze „dziewiczych”. – Wieść gminna niesie, że polska ekspedycja ma fart – mówię. – Nie określałbym tego w ten sposób. Można by bowiem odnieść wrażenie, że wykopaliska polegają na szczęściu. To prawda, trzeba je mieć. Ale pierwszą rzeczą jest ocena, czy konkretne stanowisko eksploracyjne rokuje nadzieje i czego się można po nim spodziewać. Do tego zaś potrzeba, oprócz znajomości epoki i regionu, tak zwanych badań powierzchniowych i analizy zebranego materiału czy badań geofizycznych i odpowiedniej interpretacji obrazów z warstw znajdujących się już pod ziemią – egiptolog, który od 2008 roku piastuje stanowisko dyrektora Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, uśmiecha się, gdy po jego objaśnieniu słowo „fart” natychmiast zamieniam na „sukces”.

DOBRA DECYZJA

Dlaczego, skoro głośno mówi się o sukcesie Polaków, z wykopalisk w Tell el-Farcha – od osiemnastu lat badanego

przez Polaków – wcześniej wycofali się Włosi? To mnie nurtuje. Myślę bowiem, że teraz oni swej decyzji żałują. Profesor jednak zapewnia, że o żadnej zazdrości, żadnych zadrach nie ma mowy. Ba, dziś uczestnicy włoskiej wyprawy nawet bardzo się cieszą z sukcesów swoich następców. Zwłaszcza że pracował z nimi przez trzy lata również nasz rodak, dr Marek Chłodnicki.

Marek Chłodnicki pracuje nadal. Razem z Krzysztofem Ciałowiczem zdecydowali bowiem, że po zejściu Włochów ze stanowiska archeologicznego polska ekipa obejmie po nich schedę. I objęła. Po pierwszym sezonie, kiedy za pomocą kilku wykopów sondażowych ustalono stratygrafię i wstępną chronologię stanowiska, szefowie poprosili do współpracy dr. Tomasza Herbichę. Geofizyk miał pomóc w wyborze najbardziej obiecujących fragmentów stanowiska, by od nich właśnie rozpocząć prace wykopaliskowe.

RÓG OBFITOŚCI

Wyniki badań geofizycznych okazały się zachęcające. Wskazywały na to, że Tell el-Farcha kryje jeszcze sporo tajemnic. Można powiedzieć, że to... róg obfitości! Zdaję sobie sprawę z tego, że nie opiszę tu wszystkich odkryć. Proszę więc profesora, aby to on podpowiedział, które z nich są najistotniejsze. Ten, po namyśle, wskazuje na kompleks administracyjno-świątynny (tam odnaleziono depozyt wspomnianych wcześniej figurek) z okre-

W samochodzie terenowym w Sudanie

su panowania tzw. dynastii 0, czyli jeszcze przedhistorycznej w tradycyjnym ujęciu, centrum browarnicze, a w nim cztery browary powstałe w latach 3700–3500 p.n.e., zatem w czasach tak zwanej kultury dolnoegipskiej, wcześniejszej w Delcie niż Nagada (ta druga pojawia się dopiero ok. 3400 lat p.n.e.), cmentarzysko powstałe w okresie protodynastycznym (wcześniej niż wspomniana wyżej dynastia 0) i trwające do początków Starego Państwa (okres budowy piramid) – dotąd przebadano 140 różnych grobów, w znacznej części należących do miejscowej elity, o czym świadczą choćby ich wymiary i staranność wykonania, w niektórych z nich odkryto dziesiątki glinianych oraz kamiennych naczyń, także palety, biżuterię itp. Można więc śmiało powiedzieć, że wydobytych z ziemi przedmiotów było grubo ponad setka.

– W tej nekropolii – to dodatkowe jeszcze objaśnienie profesora – została odnaleziona mastaba (poprzednik piramid) o sporych wymiarach: 16,9 na 18,1 metra. Tworzą ją cztery pomieszczenia, a mury zewnętrzne, te otaczające komorę grobową, osiągają aż 3 metry grubości. Jest to najstarsza mastaba w Egipcie, wzniesiona około 3300–3200 lat przed naszą erą.

NOWA KARTA EGIPTU?

Krótko rzecz ujmując, można powiedzieć, że polscy archeolodzy – właśnie pod kierunkiem profesora Ciałowicza i dr. Chłodnickiego – rzucili nowe światło na początkowy okres państwa faraonów:

odkryli układ architektoniczny starożytnej osady i mnóstwo zabytków z tamtych czasów. Dowiedli, między innymi, że z Palestyny i Synaju na osłach dowożono cenne towary: oliwę, szlachetne kruszce i kamienie czy wino, do Górnego Egiptu, uznawanego za kolebkę państwa, a dalej już karawanami albo (co prawdopodobne) łodziami. Tell el-Farcha było centrum handlowym. I to znaczącym – co obala dotychczasowe teorie głoszące, że wszystko, co działo się w Egipcie, działo się tylko i wyłącznie na południu. Tyle tylko, że po kilkuset latach rozkwitu tej osady (miasta?) – za panowania Dena, czwartego władcy po Narmerze, założycielu I historycznej dynastii – ta wielka osada zaczęła powoli upadać.

– Zniszczyła ją chyba konkurencja – mówi profesor, autor wielu publikacji i sześciu książek omawiających, między innymi, początki cywilizacji egipskiej.

– Jak zatem w konfrontacji z archeologicznymi wykopaliskami wypada aktualna wiedza o starożytnym Egipcie? – takie pytanie uważam za istotne.

– Ta wiedza wciąż się wzbogaca, zmienia. Wykopaliska ostatnich lat zweryfikowały i nadal weryfikują dotychczasowe oceny procesu formowania się początków egipskiego państwa – wschodnia delta Nilu w czasach starożytnych okazała się wielce znacząca, niemal wiodąca w tym formowaniu. Dlatego historia powoli uwzględnia to w swoich przekazach – odpowiada egiptolog.

– To znaczy, że podręczniki szkolne również? – dopytuję.

Profesor na moment wpada w zadumę. I nie o podręcznikach, a o gazetach, radiu i telewizji woli porozmawiać. Te media bowiem dość często zapraszają do swoich redakcji jego, a także i innych polskich badaczy. Dziennikarze proszą, aby podzielili się z egipskim społeczeństwem swymi coraz to nowymi odkryciami.

Można śmiało powiedzieć, że Egipcjanie są bardzo zainteresowani poznaniem przeszłości swego państwa, dla którego Delta była szczególnie ważnym elementem, gdyż miała dużo większe znaczenie, niż dotąd przypuszczano. Niemniej – a powołuję się tu na wiedzę profesora – w formowaniu się państwa najważniejszą rolę odegrał Górny Egipt. Z tym, że dopiero wejście Egipcjan z po-

łudnia do Delty pozwoliło im na przejęcie szlaków handlowych, szybszą stratyfikację społeczną i w efekcie stworzenie państwa. Etapem pośrednim w tym tworzeniu było powstanie kilku centrów politycznych i ich rywalizacja. Tell el-Farcha było najważniejszym centrum we wschodniej Delcie, może nawet stolicą regionu.

PASJA W PARZE Z PRACĄ

Jak formowała się jedna z najstarszych cywilizacji? Jaki był początek układów dynastycznych, religii, sztuki? Takie i podobne pytania stawia sobie mój interlokutor od chwili, gdy nie jako turysta, a dyplomowany archeolog zaciekawił się Egiptem. Kiedy to było? Pierwszy raz w 1978 roku, podczas naukowego stypendium do tego kraju. Drugi – pięć lat później, gdy przygotowywał pracę doktorską. Dziś prof. Ciałowicz szczerze przyznaje, że już pogubił się w liczeniu wyjazdów stypendialnych i delegacyjnych do Egiptu. Dlatego mówi: – Znacznie mi łatwiej coroczne pobyty na wykopaliskach określić tak: spędziłem w Egipcie w sumie ponad cztery lata, mam tam swoje miejsce, swoje łóżko w wynajmowanym domu, który rozrasta się wraz z powiększaniem polskiej ekipy, sklepy, w których robię zakupy. Owszem, nasiąkłem atmosferą arabskiego kraju. Dopasowałem

się nawet do odmiennych od naszych zachowań mieszkańców Gazali, którzy pracują z nami na wykopaliskach, do których zbliżyliśmy się tak bardzo, że zapraszani jesteśmy do ich domów na sziszę, czyli fajkę wodną, na wesela czy inne uroczystości rodzinne. Pyta pani, czy w Egipcie w obliczu ataków terrorystycznych czuję się bezpiecznie? Tak, w „naszej” wiosce czuję się bezpiecznie.

– Kiedyś powiedział mi Pan tak: „Nie ukrywam, że mimo zmęczenia dwu-, trzymiesięczną pracą w ogromnym żarze Egiptu już w samolocie lecącym do Polski czuję się rozdarty – korci mnie powrót na Wzgórze Kurczaka, dalsze penetrowanie delty Nilu”.

– Moja pasja to moja praca – tak lakonicznie odpowiada człowiek mający wielką estymę dla pierwszego faraona Egiptu, Narmera, który żył trzy tysiące lat przed narodzeniem Chrystusa i był

człowiekiem o geniuszu podobnym Napoleonowi czy Karolowi Wielkiemu. Rzecz tylko w tym, że profesor teraz zastanawia się, czy zjednoczenie Egiptu rzeczywiście należy przypisywać Narmerowi czy jego przodkom – ojcu lub dziadkowi...

MISTRZOWIE

Pasja w parze z pracą. Brzmi dobrze. I prawdziwie, gdy zna się dorobek naukowy Krzysztofa Ciałowicza. Również jego stosunek, jako nauczyciela akademickiego, do młodych ludzi, którym kiedyś przyjdzie kontynuować pewnie i misję w Tell el-Farcha. Fakt: profesor ma dziś na koncie 45 „swoich” magistrów i pięciu doktorów.

– Kto był na studiach Pana mistrzem? –pytam absolwenta Uniwersytetu Jagiel-

Mecz piłkarski rozgrywany z robotnikami z Tell el-Farcha

lońskiego, który dyplom otrzymał w 1977 roku, tytuł doktora uzyskał osiem lat później, a profesora w 2002 roku. – Gdyby nie było prof. Śliwy, nie byłoby też prof. Ciałowicza – wyznanie krótkie, ale opowieść o prof. Joachimie Śliwie, zajmującym się zagadnieniami sztuki i archeologii Egiptu i Bliskiego Wschodu, jest znacznie dłuższa. Z emerytowanym już naukowcem, powszechnie szanowanym i cenionym za wiedzę, uczestniczył wszak w wielu badaniach wykopaliskowych, między innymi w Oasr el-Sagha. Pod jego okiem przygotowywał też rozprawę doktorską Głowice maczug w okresie predynastycznym i archaicznym w dolinie Nilu oraz habilitacyjną Symbole przedstawień władcy egipskiego w okresie predynastycznym Kto jeszcze równie mocno wpisał się w pamięć Krzysztofa Ciałowcza, który będąc na czwartym roku archeologii, otrzymał etat (techniczny) na uczelni? Profesor Maria Ludwika Bernhard – badaczka starożytności klasycznej, wykładowczyni w dziedzinie archeologii śródziemnomorskiej, historyk sztuki i muzykolog, uczestniczka Powstania Warszawskiego, która od 1954 do 1971 roku kierowała Katedrą Archeologii Śródziemnomorskiej; po połączeniu się tej katedry z Katedrą Archeologii Polski w 1971 roku powstał obecny Instytut Archeologii UJ, którego pierwszym dyrektorem został prof. Rudolf Jamka, a po jego śmierci funkcję tę spełniali kolejno profesorowie: Janusz Kozłowski, Kazimierz Godłowski, Janusz Ostrowski, Jan Chochorowski.

Obok Joachima Śliwy i Marii Ludwiki Bernhard prof. Ciałowicz bardzo wysoko cenił zmarłego w 2004 roku prof. Lecha Krzyżaniaka – wieloletniego dyrektora Muzeum Archeologicznego w Poznaniu, wykładowcę na prestiżowych uniwersytetach Stanów Zjednoczonych, Kanady, Niemiec, a także znakomitego organizatora ekspedycji wykopaliskowych do Egiptu, Algierii i Sudanu. To właśnie z tym archeologiem przyszło mu się spotkać po studiach, już na zawodowej ścieżce, aż cztery razy w Sudanie, na stanowisku Kadero. Nieco później w delcie Nilu –choć tam już nie na tym samym, a na sąsiednim stanowisku archeologicznym.

ZE SPITSBERGENU DO EGIPTU

Najpierw wykopaliska w Polsce, następnie w Sudanie, Egipcie. A „po drodze”? Może warto przypomnieć, że zanim prof. Ciałowicz trafił do Tell el-Farcha, wyjechał w lecie 1981 roku do Bułgarii, gdzie w dorzeczu Strumy Polacy prowadzili wykopaliska na stanowiskach grecko-rzymskich. On sam prowadził badania na górze o wdzięcznej nazwie Kożuch, ale, niestety, dość szybko musiał razem z ekipą z badań się wycofać – w naszym kraju wybuchła „Solidarność”, więc w kraju rządzonym przez Todora Żiwkowa nie byliśmy już mile widziani.

W 1983 roku młody naukowiec wyruszył na Spitsbergen. A to dlatego, że zachorował jeden z uczestników wyprawy archeolo-

giczno-geograficznej zorganizowanej przez Uniwersytet i trzeba go było zastąpić. Nie był tam jednak długo. Po sześciu tygodniach wrócił do Polski i jesienią poleciał do Egiptu. Nie mógł przecież zrezygnować z przyznanego mu na trzy miesiące stypendium. Zwłaszcza że interesowała go już głównie egiptologia – nauka, której przedmiotem badań jest kultura i sztuka w krajach basenu Morza Śródziemnego i która wykorzystuje własne metody badawcze.

– Kiedy się Pan zainteresował archeologią? – dociekam.

Profesor śmieje się, zastrzega, że zabrzmi to banalnie – ale taka jest prawda: – W młodości.

PRACA NA POCZCIE?

Mały Krzyś lubił, jak wszyscy chłopcy, czytać książki podróżnicze. Starszy – sięgał po lektury już bardziej świadomie. Chciał być archeologiem. Nie jak tata –lekarzem. Nie jak mama – inżynierem. Marzył o tym, by jeździć po Polsce. Ba – po świecie. I wszędzie tam odnajdywać przedmioty, które mogą zaświadczać o przeszłości danego kraju, o jego korzeniach. Niemal od zawsze zaciekawiało go, jak powstawały wielkie cywilizacje, dlaczego upadały.

– W drugiej, może trzeciej klasie licealnej byłem już pewien, jakie mam wybrać studia – mówi.

Krzysztof uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiań-

Profesor przekazuje złotą figurkę odnalezioną w Tell el-Farcha, już po konserwacji, do

Archeolodzy przy jednym z odkrytych w Tell el-Farcha grobów
Muzeum Kairskiego

skiego w Kętach. W tym mieście bowiem pracował, jako internista, jego ojciec – absolwent II LO im. Jana Sobieskiego w Krakowie, legitymujący się też dyplomem lekarza z pieczęcią Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym mieście i jego żona, absolwentka uniwersyteckiego jeszcze Wydziału Rolniczego, stworzyła i prowadziła ciepły, tradycyjny dom. Tyle że syn Romualda i Danuty Ciałowiczów nie z Kętami położonymi w dolinie Soły wiązał swoją przyszłość. Mierzył dalej. Pomimo że jego nauczyciel matematyki nie miał dobrego o nim zdania

mówi o swoich młodzieńczych latach. O pierwszym zauroczeniu już nie tylko historią, ale również archeologią.

Wawel miał jeszcze jeden atut. Właśnie tam Krzysztof z powodzeniem „oswajał się”, wtapiał w środowisko ludzi nauki i kultury, którymi otoczona – jako osoba zajmująca się tłumaczeniem prac naukowych i oprowadzaniem ważnych gości – była ciotka. I to do tego stopnia, że niektórzy z nich, właśnie na jej prośbę, zabierali ciekawskiego,

Prof. Krzysztof Ciałowicz z dyrektorem Wielkiego Egipskiego Muzeum

wykopaliska na Wawelu, w Przemyślu, Czorsztynie, Nowym Sączu, Wojniczu.

i kiedyś nawet wprost mu powiedział: „Ty będziesz pracował na poczcie!”.

WAWEL DRUGIM DOMEM

Jaka poczta?! Ciotka Krystyna, z wykształcenia romanistka, która pracowała w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu, przecież już w dzieciństwie zdołała zaszczepić ulubionemu siostrzeńcowi miłość do historii. Czy dziwić się, że chłopak – jak tylko nadarzyła się okazja – korzystał z jej gościnnego domu w Krakowie, na Dębnikach? Stamtąd miał przecież bardzo bliziutko do wawelskiego wzgórza, do zamku pełnego skarbów pamiętających odległe czasy czy do archiwalnych zbiorów dokumentalnych, które go fascynowały.

– Wawel był moim drugim domem. Był i dobrą szkołą – tak dziś profesor

Polscy Archeolodzy: prof. Krzysztof Ciałowicz i dr Marek Chłodnicki (w „służbowych strojach”) z władzami Uniwersytetu w Mansurze

chłonnego wiedzy nastolatka z sobą w tak zwany teren – między innymi do Ojcowa czy na zamek w Rudnie, gdzie prowadzili badania. Wśród pierwszych nauczycieli archeologii znalazł się wówczas i prof. Andrzej Żaki, członek Polskiej Akademii Nauk, który odkrył liczne zabytki epoki przedromańskiej i romańskiej, prowadząc

GNIAZDO

Wczesnym rankiem 1972 roku, pewny dokonanego wyboru studiów, Krzysztof zasiadł więc spokojnie w uniwersyteckiej ławie. Czekał go pierwszy sprawdzian wiedzy – egzamin wstępny. Kandydatów na jedno miejsce było kilku, konkurencja wielka. Jego marzenia, widać, były jednak większe! Po paru dniach zobaczył swoje nazwisko na liście osób przyjętych na uczelnię. W październiku zaś został w pełni usatysfakcjonowany wręczonym mu indeksem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ciotka Krystyna, córka Józefa Jachiecia. Jej siostra, a matka Krzysztofa wraz z mężem, dziadek Józef, ojciec mamy... Nie, nie ma co dalej wyliczać. Cała rodzina cieszyła się przecież z udanego, dobrego startu Krzyśka. A rodzina to zacna. Nawet w encyklopedii czy internetowej wikipedii można poczytać o zasługach jej członków – synów Stefana i Anny z domu Kafka wyrosłych z gniazda na Dębnikach. O Franciszku, prawniku z wykształcenia, jednym z trzech braci Józefa, dziadka Krzysztofa, dowiedziałam się, że nie tylko był jednym z założycieli

Układanie zabytków z Tell el-Farcha w gablocie w Muzeum Egipskim w Kairze

Cracovii, jej graczem, a później sędzią piłkarskim, a nawet (w latach 1929–1939) wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej – ale że w czasie pierwszej wojny światowej służył w Legionach Polskich, w roku 1920 brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a drugiej wojnie dowodził, między innymi, Podokręgiem Zachodnim w Obszarze Warszawskim AK. Franciszek, bohater aż pięciokrotnie (!) odznaczony Krzyżem Walecznych, ma „swoją” ulicę w Milanówku – tam bowiem po wojnie zamieszkał z żoną i dwiema córkami. Drugi brat dziadka – Stanisław, też walczył w Legionach, zginął w 1919 roku. Trze-

ci, Eugeniusz – podobnie jak jego dwaj bracia – walczył w Legionach, również w Powstaniu Warszawskim.

– A Pana dziadek, Józef? – pytam. – Uprawiał łucznictwo, później był sędzią sportowym. Wiele czasu z nim spędziłem, bo mieszkał na Dębnikach, z siostrą mojej mamy, a ja tam często bywałem. Szanowałem dziadka. Za szczerość, za otwartość – choć był bardzo surowy, narzucający w domu austriacki dryl wojskowy...

– ...dryl austriacki? Jak mam to rozumieć?

Opowieść o dziadku, który wspierał wnuka w wyborze zawodu, jest równie ciekawa jak o jego braciach. Tyle że droga Józefa Jachiecia nie z polskim, a austriackim wojskiem się łączyła. W 1910 roku został bowiem wcielony do austriackiej armii na cztery lata, które przeciągnęły się aż do ośmiu. Pierwszą wojnę światową, jako radiotelegrafista, z tą armią właśnie przeżył. Za to w czasie drugiej wojny światowej w jego mieszkaniu przy ul. Barskiej odbywało się tajne nauczanie. Podczas tej wojny – a powinnam to dodać – pięknie na kartach historii zapisała się też babcia Krzysztofa Ciałowicza ze strony ojca, która była łączniczką w Armii Krajowej. Również jej dwaj bracia walczący w partyzantce na terenie ziemi miechowskiej – jeden z nich, Władysław Rojek ps. „Butny”, był oficerem i dowódcą jednego z oddziałów. Ukochany dziadek Józef, który szczerze się cieszył wnukiem studentem, zmarł w wieku 86 lat. Wtedy, gdy ten był na pierwszym roku, gdy mógł się pochwalić, że jeszcze jedno mu się udało: na drugim

roku będzie mógł się specjalizować w archeologii śródziemnomorskiej!

– Ta od zawsze mnie interesowała. Nawet tak bardzo, że wahałem się przez chwilę, czy aby podania na studia nie złożyć na Uniwersytecie Warszawskim, który już ten dział wiedzy miał wyodrębniony. Nie złożyłem jednak, na szczęście, bo w Krakowie też to uczyniono – mówi profesor. I jeszcze raz słyszę, że Kraków, Wawel, Uniwersytet Jagielloński to ważne dla niego punkty odniesienia.

– Panie Profesorze, ma Pan rodzinę –żonę i dwóch synów. Czy oni czasem towarzyszą Panu w corocznych, przecież i wielomiesięcznych wyjazdach do Egiptu? –zmieniam temat rozmowy. Mój rozmówca nie wydaje się tym pytaniem zaskoczony. Zapewne inni już także go indagowali. Odpowiada mi więc tak:

– Urszula, moja żona, jest z zawodu analitykiem medycznym. Synowie zaś są już dorośli, prowadzą samodzielne życie – Jakub z wykształcenia jest ekonomistą, Mateusz – politologiem.

– Czy na wyprawy zabiera Pan ze sobą książki? – chcę coś więcej dowiedzieć się już nie o badaniach wykopaliskowych, a o samym profesorze.

– Dawniej woziłem ich pełen plecak. Teraz już nie dźwigam tej masy kryminałów, które uwielbiam czytać w wolnych chwilach. Mam tablet-czytnik i w nim dziesiątki tytułów. Starczy tej literatury na wiele miesięcy, które pewnie jeszcze spędzę w Tell el-Farcha. Mówiłem przecież, że przekopaliśmy dopiero niewiele więcej niż dziesięć procent...

Teresa Bętkowska

Wizyta na stanowisku archeologicznym ambasadora Polski w Egipcie Jana Natkańskiego z małżonką
Prof. Krzysztof Ciałowicz z żoną, synową i wnukami

ODZNACZENIA HONOROWE WOJEWÓDZTWA MAŁOPOLSKIEGO

Podczas

Święta Małopolski, które w tym roku było obchodzone na Zamku Kmitów i Lubomirskich w Nowym Wiśniczu 11 czerwca br., zostały wręczone wyróżnienia dla zasłużonych Małopolan. Odbywające się po raz ósmy święto przypada w czerwcu dla upamiętnienia pierwszej mszy papieskiej na Błoniach, rocznicy wyborów ’89 roku, oraz powstania samorządu regionalnego.

Ceremonii przewodniczył Marszałek Województwa Małopolskiego Jacek Krupa, a władze Uniwersytetu reprezentowała pełnomocnik rektora UJ ds. kształcenia i współpracy międzynarodowej w CM prof. Beata Tobiasz-Adamczyk.

W uznaniu zaangażowania i osiągnięć na rzecz rozwoju kardiologii i hipertensjologii prof. Kalina Kawecka-

-Jaszcz została odznaczona Srebrnym Medalem Honorowym za Zasługi dla Województwa Małopolskiego.

Profesor Stanisław Waltoś znalazł się wśród wyróżnionych Odznakami Honorowymi Województwa Małopolskiego – Krzyżami Małopolski – projektem nawiązującymi do regionu i krzyża na Giewoncie.

Wyróżnieni Odznaką Honorową Województwa Małopolskiego – Krzyżem Małopolskim
Prof. Stanisław Waltoś z żoną Dorotą podczas Święta Małopolski
Prof. Kalina Kawecka-Jaszcz
odznaczona Srebrnym Medalem Honorowym Za zasługi dla Województwa Małopolskiego
Grono wyróżnionych Medalem Honorowym Za zasługi dla Województwa Małopolskiego
Fot.
Jerzy Sawicz

75. ROCZNICA POWSTANIA POLSKIEJ SZKOŁY

MEDYCZNEJ PRZY UNIWERSYTECIE W EDYNBURGU

Zokazji 75. rocznicy utworzenia Polskiej Szkoły Medycznej przy Uniwersytecie w Edynburgu 6 lipca 2016 odbyła się uroczystość w auli kanclerza Uniwersytetu w Edynburgu podczas której nadano tytuły doktora honoris causa polskim uczonym. Profesor Piotr Laidler (CM UJ) otrzymał tytuł za pracę przy organizowaniu edukacji medycznej i zacieśnianiu więzów pomiędzy Polskimi Uniwersytetami Medycznymi a Uniwersytetem w Edynburgu. Wyróżnienie to otrzymała również dr Maria Długołęcka-Graham za wieloletnią pracę przy prowadzeniu Polskiej Szkoły Medycznej przy Uniwersytecie Edynburskim oraz prof. Jacek Wysocki z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu za dorobek naukowy i zacieśnianie współpracy pomiędzy Polskimi Uniwersytetami Medycznymi a Uniwersytetem w Edynburgu.

Warto zaznaczyć, że tytuł doktora hc Uniwersytetu w Edynburgu otrzymała w 1909 roku Maria Skłodowska-Curie.

Kanclerz Uniwersytetu księżniczka Anna wręczyła okolicznościowe medale wybite z okazji 75-lecia Szkoły przedstawicielom polskich uczelni medycznych. Otrzymali je profesorowie: Tomasz Bączek z Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku, Dariusz Matosiuk z Uniwersytetu Me-

Pierwszy rząd od lewej: prof. Beata Tobiasz-Adamczyk (CM UJ), dr Halina Marszalek-Lewicka, Ewa Wysocka, prof. Jacek Wysocki (Uniwersytet Medyczny w Poznaniu), prof. Piotr Laidler (CM UJ), kanclerz Uniwersytetu w Edynburgu księżniczka Anna, dr Maria Długołecka-Graham, Cece Graham, prof. Lucyna Woźniak (Uniwersytet Medyczny w Łodzi); drugi rząd: prof. Jacek Szepietowski (Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu), prof. Tomasz Bączek (Uniwersytet Medyczny Gdańsk), ambasador RP w Londynie Witold Sobków, prof. Jeremy Bradshaw, prof. Jonathan Seckl, wicekanclerz prof. Charlie Jeffrey, prof. Paweł Laidler (UJ); z tyłu: prof. James Garden, Sarah Smith

dycznego w Lublinie, Roman Stefański z Instytutu Neurologii w Warszawie; Jacek Szepietowski z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu; Beata Tobiasz-Adamczyk (CM UJ); Jacek Wachowiak z Uniwersytetu

Douglas Robertson / The University of Edinburgh

Medycznego w Poznaniu; Lucyna Woźniak z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz dr Paweł Szychta reprezentujący Instytut Badawczy w Łodzi.

Polska Szkoła Medyczna przy Uniwersytecie w Edynburgu została powołana 22 marca w 1941 z inicjatywy płk prof. Francisa Alberta Crewa, komendanta Szpitala Wojskowego w Edynburgu, profesora Uniwersytetu Edynburskiego. Organizatorami również byli prof. Sydney Smith, Sir Thomas Holland, generał Władysław Sikorskiego oraz ppłk prof. Antoni Jurasz, który przed wojną był dziekanem i prorektorem Uniwersytetu Poznańskiego. Wykłady były prowadzone również po polsku, a końcowy egzamin odbywał się w języku angielskim. Przez osiem lat istnienia szkoły zatrudnionych w niej było 10 polskich profesorów i 30 asystentów.

Prof. Beata Tobiasz-Adamczyk otrzymuje od kanclerz Uniwersytetu w Edynburgu księżniczki Anny medal z okazji 75. rocznicy utworzenia Polskiej Szkoły Medycznej przy Uniwersytecie w Edynburgu

Douglas Robertson / The University of Edinburgh

ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY W KRAKOWIE

31. Światowe Dni Młodzieży odbywały się w Krakowie w dniach 26–31 lipca 2016. Papież Franciszek przybył do Krakowa 27 lipca i przebywał w naszym mieście pięć dni. Udał się również z wizytą do klasztoru na Jasnej Górze w Częstochowie oraz do byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie zgromadziły blisko trzy miliony pielgrzymów z całego świata, ze 187 krajów. W obsługę ŚDM zaangażowany był Uniwersytet Jagielloński. Młodzi ludzie zwiedzali zabytkowe obiekty UJ, a niektóre uniwersyteckie jednostki umożliwiły im zakwaterowanie

Anna Wojnar
Rita Pagacz-Moczarska
Rita Pagacz-Moczarska
Patrycja Szczepanik
Rita Pagacz-Moczarska
Rita Pagacz-Moczarska

WIZYTA PAPIEŻA FRANCISZKA W CENTRUM

URAZOWYM MEDYCYNY RATUNKOWEJ I KATASTROF

27 lipca, wcześnie rano, w drodze do Częstochowy, papież przyjechał z niespodziewaną wizytą do Centrum Urazowego Medycyny Ratunkowej i Katastrof Szpitala Uniwersyteckiego przy ul. Kopernika 36, gdzie od 12 czerwca br. przebywał ciężko chory kardynał Franciszek Macharski

Papieża powitał rektor UJ prof. Wojciech Nowak, kierownik Oddziału Klinicznego Anestezjologii i Intensywnej Terapii nr 1 prof. Jerzy Wordliczek, pracownicy szpitala oraz grupa pielgrzymów. Papież modlił się przy łóżku kardynała, a także pobłogosławił cały szpital i podziękował zespołowi, który zajmował się kapłanem

Na zakończenie wizyty rektor UJ prof. Wojciech Nowak podziękował Ojcu Świętemu za odwiedzenie placówki, pamięć o jego pacjentach i pracownikach oraz naszej Uczelni

Fot. Archiwum Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie

Fot. Anna Wojnar

WIZYTA PAPIEŻA FRANCISZKA W UNIWERSYTECKIM SZPITALU DZIECIĘCYM W KRAKOWIE

Nie mogło zabraknąć podczas mojej wizyty w Krakowie spotkania z młodymi pacjentami tego szpitala – mówił papież Franciszek 29 lipca 2016 podczas wizyty w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. – Pozdrawiam was wszystkich. Chciałbym zatrzymać się trochę przy każdym chorym dziecku, przy jego łóżku, przytulić je jedno po drugim, posłuchać choćby przez chwilę każdego z was i razem milczeć w obliczu pytań, na które nie ma natychmiastowych odpowiedzi Jakże bardzo chciałbym, abyśmy jako chrześcijanie byli zdolni do stawania u boku chorych tak, jak Jezus, z milczeniem, przytuleniem, z modlitwą. Nasze społeczeństwo jest niestety zanieczyszczone kulturą odrzucenia, która jest przeciwieństwem kultury gościnności. Zaś ofiarami kultury odrzucenia są właśnie osoby najsłabsze, najbardziej kruche; a to jest okrucieństwem. Miło natomiast widzieć, że w tym szpitalu najmniejsi i najbardziej potrzebujący są przyjmowani i otoczeni opieką. Dziękuję za ten znak miłości, jaki nam dajecie! To jest oznaka prawdziwej kultury ludzkiej i chrześcijańskiej: postawić w centrum uwagi społecznej i politycznej ludzi w najbardziej niekorzystnej sytuacji.[…]

Służenie z miłością i czułą troską osobom potrzebującym pomocy sprawia, że wszyscy wzrastamy w człowieczeństwie i otwiera nam ono drogę do życia wiecznego: kto pełni uczynki miłosierdzia, nie boi się śmierci.

Wspieram wszystkich, którzy ewangeliczną zachętę „chorych nawiedzać” uczynili swoją osobistą decyzją życiową: lekarzy, pielęgniarki, wszystkich pracowników służby zdrowia, jak również kapelanów i wolontariuszy. Niech Pan pomaga wam w dobrym wypełnianiu waszej pracy, zarówno w tym, jak i w każdym innym szpitalu na świecie. I niech wam wynagrodzi, obdarzając was pokojem wewnętrznym oraz sercem zawsze zdolnym do czułości.

Dziękuję wam wszystkim za to spotkanie! Zabieram was ze sobą w miłości i modlitwie. Proszę też was, nie zapominajcie modlić się za mnie.

W szpitalnym holu na papieża Franciszka czekało kilkudziesięciu małych pacjentów wraz z rodzicami. Po spotkaniu w holu szpitala papież Franciszek udał się do sal przy Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, gdzie czekały na niego najciężej chore dzieci

W spotkaniu uczestniczył również rektor UJ prof. Wojciech Nowak, pracownicy szpitala i zaproszeni goście

Franciszek to drugi po Janie Pawle II papież, który odwiedził Uniwersytecki Szpital Dziecięcy. Na zdjęciu Ojciec Święty z dyrektorem Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie dr. hab. Maciejem Kowalczykiem

ŚWIĘCI WYCHOWANKOWIE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO

Przygotowując wystawę w Muzeum

Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius: O świętości! Uniwersytet Jagielloński i jego święci wychowankowie pragnęliśmy pokazać naszych uniwersyteckich świętych, ale także odwołać się do szczególnego systemu wartości chrześcijańskich – do tej aksjologii, która nawet niewierzącym wydaje się dość bliska. Odwiedzając wystawę, można było podążać dwiema ścieżkami. W tej pierwszej skupiliśmy się na kanonizowanych już wybitnych profesorach i studentach Alma Mater. Na Uniwersytecie Krakowskim te charyzmatyczne postaci nie znalazły się przypadkowo. Jak zauważył prof. Krzysztof Stopka – zgodnie z wolą króla Kazimierza Wielkiego wyrażoną w dokumencie fundacyjnym z 1364 roku Uniwersytet miał wydawać nie tylko ludzi uczonych, ale także zdobnych w „cnoty”. Wypracowane w greckiej i rzymskiej cywilizacji antycznej pojęcie „cnoty” (gr. areté, łac. virtus ) oznaczało wówczas zarówno męstwo i bohaterstwo, jak i szczególne predyspozycje moralne. Chrześcijaństwo znacznie rozwinęło tę koncepcję. Do cnót kardynalnych, sformułowanych jeszcze przez Platona (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo), doszły cnoty teologiczne (wiara, nadzieja i miłość). Wszystkie one najpełniej miały urzeczywistniać się w życiu osób uznanych przez Kościół za święte. Uniwersytet Krakowski w swych długich dziejach z wielkim powodzeniem realizował testament króla-fundatora. Kształcił, wychowywał bądź przynajmniej skupiał w swym kręgu osoby uznane przez Kościół rzymskokatolicki za święte i błogosławione. Na wystawie znalazły się zatem teksty i przedmioty kultu związane z królową Jadwigą, uważaną za jedną z głównych inspiratorek odnowienia Uniwersytetu w 1400 roku i ufundowania Wydziału Teologicznego w Krakowie, Janem z Kęt, Szymonem z Lipnicy, Janem z Dukli, Stanisławem Kazimierczykiem i królewiczem

Wystawa była poświęcona świętym związanym z Uniwersytetem Jagiellońskim

Kazimierzem Jagiellończykiem oraz tymi żyjącymi w ostatnim dwustuleciu: Józefem Sebastianem Pelczarem i Józefem Bilczewskim. W bliskim kręgu ludzi Uniwersytetu rozwijał też swe idee Adam Chmielowski – brat Albert, niezwykły artysta malarz, ojciec bezdomnych i opuszczonych. Poczet świętych zamyka papież Jan Paweł II, który studiował na

Uniwersytecie Jagiellońskim polonistykę i teologię.

Zastęp kanonizowanych Kościoła katolickiego, a związanych z Alma Mater stanowi bez wątpienia powód do dumy, a jak retorycznie zapytał na wernisażu wystawy dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa Stanisław Dziedzic, która uczelnia z Europy środkowej i wschodniej może poszczycić się tak licznym gronem osób wyniesionych na ołtarze, a przy tym tak wybitnych i zasłużonych, ludzi o cechach wyrazistych, jednocześnie potwierdzających swoje przywiązanie do człowieka i najwyższych wartości?

Wspomnianą już drugą ścieżką ekspozycji O świętości! był fenomen religijny. Świętość, pomimo że z założenia uniwersalna jako zbiór ogólnych wartości, staje się w praktyce w nas samych czymś, co nie daje się dookreślić banalnymi sformułowaniami. Nawet przykłady świętych już przywołane są zazwyczaj jedynie wskazówkami, a nie żelaznymi

Fot. Janusz Kozina

Fragment ekspozycji

zasadami, „jak żyć i postępować”. Nawet świętość apostołów czy ich następców jest stale wymykającym się, niedefiniowalnym, zjawiskiem. Przewrotnie można by powiedzieć, że świętość to niewiele ponad „miłość bliźniego” jednak z każdym jednostkowym przypadkiem fenomen ten interioryzuje się w człowieku, jest czymś osobistym, staje się wewnętrznym kodeksem, gdzie wszak sprawiedliwość i miłość mają swoje centralne miejsce, ale cały mechanizm tego zjawiska jest czymś wciąż niepojętym. Postanowiliśmy więc w ramach ekspozycji pozostawić zwiedzającym kilka pytań bez odpowiedzi. Chcieliśmy jednie zaznaczyć, że świętość to nie ślepe przestrzeganie szeregu praw i zasad. Jakie świadectwo i jakie „wskazówki” pozostawili po sobie uniwersyteccy „święci’? Na

Janusz Kozina

Wystawa stanowiła opowieść o Świętości Boskiej (Sacrum) i człowieczych zmaganiach na drodze do doskonałości

pewno ich życiorysy nie stanowią imitacji życia Chrystusa. Każdy z tych świętych żył swoim własnym przypadkowym życiem historycznym ale mimo tych indywidualności i rozbieżności w działaniu akademickim, artystycznym, politycznym czy charytatywnym był jakiś wspólny pierwiastek. Mamy nadzieję, że osoby, które odwiedziły wystawę, odnalazły go, tak jak i inspirację dla siebie, by stawać się wciąż i wciąż lepszym człowiekiem...

Autorzy wystawy, Jacek Kumański i Jakub Osiecki, szczególnie dziękują osobom, które merytorycznie pomogły w trakcie jej powstawania: księdzu Janowi Kaczkowskiemu oraz prof. Karolowi Tarnowskiemu i prof. Krzysztofowi Stopce.

Jacek Kumański starszy renowator w Muzeum UJ Jakub Osiecki asystent muzealny w Muzeum UJ

ŚWIĘTA MATKA TERESA Z KALKUTY – DOKTOR HONORIS CAUSA UJ

Wręczenie dyplomu honoris causa UJ Matce Teresie odbyło się w Warszawie w siedzibie Zgromadzenia Sióstr Miłości 27 maja 1993

4 września 2016 w Rzymie kanonizowana została Matka Teresa z Kalkuty, która w 1993 roku otrzymała tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wręczenie dyplomu odbyło się w Warszawie w siedzibie Zgromadzenia Sióstr Miłości 27 maja 1993. Ówczesny dziekan Wydziału Filozoficznego i promotor doktoratu prof. Władysław Stróżewski na łamach „Tygodnika Powszechnego” z 5 września 1993 tak relacjonował tę uroczystość: Godzina 16.20. W pokoiku-magazynie, przylegającym do głównej Sali, służącej na co dzień jako stołówka dla najuboższych, nakładamy uroczyste stroje uniwersyteckie. Po chwili znajdujemy się w Sali. Na podium czeka już długi stół przykryty białym obrusem. Przed nami świadkowie wydarzenia: biedacy, stali i przygodni mieszkańcy tego domu, których szare, zgaszone, ale napięte ciekawością, twarze kontrastują z pełnymi pogody, młodzieńczymi twarzami siadających między nimi sióstr. Są mniej lub bardziej przypadkowi goście, ekipy telewizyjne, fotoreporterzy. Za stołem rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego –prof. Andrzej Pelczar, po jego bokach: prodziekan Wydziału Filozoficznego – prof. Beata Szymańska oraz piszący te słowa – dziekan i promotor. Cieszę się, że tuż przy mnie znalazł się ks. kardynał Macharski, niezawodny przyjaciel Uniwersytetu i uczestnik wszystkich najważniejszych wydarzeń w życiu tej Uczelni. Wchodzi Matka Teresa. Na prostym krześle, po prawej stronie stołu, złożony koc, by mogła siąść nieco wyżej… Takiego doktoratu jeszcze nie było. Zamiast wspaniałej auli Collegium Maius – stołówka dla najuboższych, zamiast barokowych stalli – najskromniejszy stół, zamiast ozdobnego fotela dla doktoranta – zwyczajne krzesło. I co najważniejsze: zamiast tłumu dostojnych gości, duchownych i świeckich (dla wszystkich chętnych na pewno zabrakłoby zaproszeń!) – ci, którzy najbliżsi są Matce Teresie: najbiedniejsi z biednych i oddane im siostry… Dokumenty i wspomnienia związane z uroczystością nadania tytułu doktora honoris causa UJ Matce Teresie zostały opublikowane w broszurze Matka Teresa z Kalkuty. Doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego w dniu beatyfikacji w dziesięciolecie nadania godności doktora honoris causa, Kraków, 19 października 2003.

Jadwiga Rubiś

ŚWIĘTE KOBIETY POLSKI I WĘGIER

Od 18 lipca 2016 w krużgankach krakowskiego klasztoru franciszkanów można oglądać wystawę Bogactwo ubóstwa. Święte kobiety Polski i Węgier w średniowieczu. Organizatorami przedsięwzięcia są: Uniwersytet Jagielloński (Wydział Historyczny), klasztor franciszkanów w Krakowie, Uniwersytet Katolicki w Piliscsaba (Węgry) oraz Konsulat Generalny Węgier w Krakowie.

Wystawa ma na celu ukazanie pewnego fragmentu średniowiecznego ubóstwa. Jako wzorce posłużyły święte niewiasty dynastycznego pochodzenia z Polski i Węgier, które w swoim życiu praktykowały ewangeliczne cnoty. Pomimo tego, że posiadały władzę i wszelkie dobra materialne ówczesnego świata, wybrały ubóstwo i miłosierdzie. Cnota mądrości została ukazana na przykładzie życia i działalności Jadwigi Andegaweńskiej, pokora na przykładzie życia Jadwigi Śląskiej, miłosierdzie zostało zaprezentowane w życiu Elżbiety Węgierskiej, posłuszeństwo na przykładzie błogosławionej Salomei, cierpliwość na przykładzie życia św. Kingi, czystość na przykładzie życia św. Małgorzaty Węgierskiej, miłość na przykładzie biografii księżnej Jolenty, a do zaprezentowania ubóstwa posłużyła księżna Agnieszka Czeska.

Każda z cnót ewangelicznych została krótko omówiona w dwóch językach: polskim i angielskim, a ponadto ilustrowana miniaturami odnoszącymi się do życia konkretnych świętych niewiast. Miniatury zostały pozyskane z różnych zbiorów europejskich, przede wszystkim z Kolonii, Pragi, Esztergom, Koszyc, a także ze zbiorów polskich.

Wystawę można zwiedzać do 14 października br.

Ekspozycja była jednym z wydarzeń towarzyszących Światowym Dniom Młodzieży

Fot. Anna Wojnar

Wystawa ma na celu ukazanie średniowiecznego ubóstwa. Jako wzorce posłużyły święte niewiasty dynastycznego pochodzenia z Polski i Węgier

ODSZEDŁ KARDYNAŁ FRANCISZEK MACHARSKI –

DOKTOR

HONORIS CAUSA UJ

2sierpnia 2016 roku zmarł kardynał Franciszek Macharski następca kardynała Karola Wojtyły, metropolita krakowski od 1978 roku. Od 2005 arcybiskup senior archidiecezji krakowskiej. Doktor honoris causa i wielki przyjaciel Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek Rady Społecznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie (1998–2005). Niestrudzony uczestnik życia Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz wszystkich ważnych przedsięwzięć dotyczących nauki, kultury i współpracy międzynarodowej środowiska krakowskiego. Sprawujący tradycyjną rolę Wielkiego Kanclerza UJ, patron ducho-

wy naszej Uczelni. Okazał wielką pomoc materialną i duchową społeczności akademickiej w okresie stanu wojennego i u schyłku PRL. Duchowny zasłużony dla rozwoju teologii pastoralnej, o ogromnym dorobku naukowym i organizacyjnym. Odznaczony między innymi Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Uhonorowany odznaką Honoris Gratia oraz Srebrnym Medalem Cracoviae Merenti.

5 sierpnia 2016 na Wzgórzu Wawelskim kardynała Franciszka Macharskiego żegnały tłumy krakowian…

Kardynał spoczął w Katedrze na Wawelu, w krypcie obok kardynała księcia Adama Stefana Sapiehy, pod ołtarzem św. Stanisława.

Anna Wojnar
Kardynał Franciszek Macharski
Pogrzeb kardynała Franciszka Macharskiego odbył się 5 sierpnia na Wzgórzu Wawelskim

PUŁKOWNIK WŁADYSŁAW BELINA-PRAŻMOWSKI

Twórca odrodzonej polskiej kawalerii

Pułkownik Władysław Belina-

Prażmowski (1888–1938), twórca przedwojennej polskiej kawalerii, urodził się w 1888 roku jako syn powstańca z 1863 roku1. Jako ziemianin, miłośnik koni oraz doskonały jeździec miał wszelkie predyspozycje, by zostać kawalerzystą2

Wzorowa opinia wynikająca z działalności w Związku Walki Czynnej3 oraz zaufanie, jakim Józef Piłsudski darzył go od chwili pierwszego spotkania, ułatwiły Prażmowskiemu stworzenie polskiej formacji zbrojnej w formie kawaleryjskiej jazdy4. Pierwsze zadanie, jakie otrzymał od Komendanta, stało się symbolem zaistnienia nie tylko kawalerii, ale wręcz całego wojska polskiego. Oto bowiem, dowodzony przez Belinę patrol, słynna „siódemka”, jako pierwszy oddział odradzającego się wojska przełamał granice zaborów. To kawaleria jako pierwsza wtargnęła do Królestwa, czyniąc to kilka dni przed wkroczeniem doń Pierwszej Kompanii Kadrowej5!

Informacje dostarczone przez „siódemkę” na temat sytuacji w przygranicznych rejonach Królestwa przekonały ostatecznie Piłsudskiego, że piechotę powinien wspierać kawaleryjski oddział zwiadowczy6 Dalsze zmagania frontowe pokazały, że dane o nieprzyjacielu Komendant otrzymywał głównie za sprawą patroli, które

Władysław Belina-Prażmowski, dowódca 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich – fotografia portretowa w mundurze galowym. Widoczna rękojeść pałasza

pod dowództwem Beliny-Prażmowskiego nieustannie odbywali kawalerzyści7. Podczas działań operacyjnych na froncie wschodnim pierwszej wojny światowej Prażmowski doskonale sprawdził się jako dowódca powierzonych mu oddziałów kawalerii. Imponował odwagą, zmysłem taktycznym, co pozwalało podjąć mu odpowiednio skalkulowane ryzyko

i nie wahać się przed zaatakowaniem przeważającego liczebnie przeciwnika8. Zaufanie, jakim darzyli go podkomendni, oraz świetne ich wyszkolenie sprawiły, że dowodzone przez niego jednostki ponosiły w czasie walk stosunkowo niewielkie straty9. Sprzyjało to ciągłemu napływowi ochotników, umożliwiając sukcesywną rozbudowę polskiej kawalerii do rozmiarów pułku10.

Po odejściu z wojska w 1921 roku11 przez resztę życia pułkownik Belina- Prażmowski nadal działał na rzecz państwa. Piastował, między innymi, stanowisko prezydenta miasta Krakowa oraz wojewody lwowskiego12. Zmarł w 1938 roku w Wenecji, dokąd udał się na kurację zdrowotną13. Jego nagła śmierć była dla Polski stratą wybitnego dowódcy w obliczu zbliżającej się wojny z Niemcami. Obraz twórcy odrodzonej polskiej kawalerii utrwalił się dzięki legendzie, piosenkom i twórczości literackiej14. Postać Władysława Beliny-Prażmowskiego była owiana legendą już za jego życia15 Starając się zrozumieć jej istotę, należy uświadomić sobie, jaką rolę odegrała w niej kawaleria.

Kawalerię, a właściwie jazdę, bo tak tę formację zbrojną u jej zarania nazwano, postrzega się przede wszystkim jako rodzaj broni. W świadomości społeczeństwa

Władysław Belina-Prażmowski jako rotmistrz ułanów

Władysław Belina-Prażmowski jako rotmistrz ułanów
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

polskiego kawaleria stała się formacją szczególną, a jej znaczenie urosło do rangi symbolu potęgi i wolności16. Zasadniczych przyczyn tego niezwykłego zjawiska upatrywać należy w przeszło stuletnim zniewoleniu Polaków przez państwa zaborcze. Uciemiężony naród od początku tęsknił za wielkimi sukcesami militarnymi. Pamiętano, że ostatnie spektakularne zwycięstwa oręża polskiego w XVII wieku były dziełem jazdy17. Społeczeństwu brakowało tych szaleńczych, brawurowych szarż w jej wykonaniu.

Wielkie nadzieje odżyły wraz z pojawieniem się polskich oddziałów kawaleryjskich w czasach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Pomimo bohaterskiej postawy polskich kawalerzystów, toczących zacięte boje u boku Napoleona oraz w powstaniu listopadowym, marzenia o odzyskaniu niepodległości nie spełniły się. Wydarzenia te miały jednak niebagatelne znaczenie. Odtąd bowiem w upokorzonym i zniechęconym narodzie z wolna zaczął pojawiać się pogląd, że jedynie kawaleria jest w stanie podjąć skuteczną walkę o upragnioną wolność i niepodległość18

Jednak wraz z upadkiem powstania listopadowego przestała istnieć armia polska. Ponieważ nie mogły rozwijać się dotychczasowe polskie instytucje militarne, doszło do całkowitego upadku zawodowej tradycji wojskowej. Młode pokolenia Polaków nie darzyły już rzemiosła wojskowego takim szacunkiem, jak czynili to ich bohaterscy przodkowie19. Wyszkolenie wojskowe posiadali oficerowie i żołnierze pełniący służbę w armiach zaborczych. Wiązało ich to jednak z obcą ideologią, sprzeczną z polską racją stanu. Narodowi potrzebny był żołnierz wyrosły z szeregów wojska polskiego, rozumiejący specyfikę jego organizacji i będący świadomy celów

Piłsudski gra w szachy z Jędrzejem Moraczewskim (z lewej). Obok widoczny oficer Legionów Polskich, rotmistrz Władysław Belina-Prażmowski (z prawej, za Piłsudskim); 1916

Uroczystość rozdania dyplomów ukończenia szkoły podchorążych przez legionistów. Dyplomy rozdaje pułkownik Władysław Belina-Prażmowski; Ostrołęka 1917

swojej służby20. Czarę goryczy przepełniły klęski kolejnych powstań, a zwłaszcza powstania styczniowego21. Duch walki w narodzie zamarł.

Społeczeństwo nie odpowiadało na jakiekolwiek inicjatywy czynnego wystąpienia przeciw okupantom. Nawet w obliczu wybuchu Wielkiej Wojny, kiedy to zaborcy stanąć mieli przeciwko sobie do walki, dla większości Polaków perspektywa zrywu z bronią w ręku jawiła się jako coś nierealnego, jako sprawa dalekiej przyszłości. Inicjatorów odnowy polskich tradycji

ułanów

wojskowych czekało niezwykle trudne zadanie. Ich wysiłki nie poszły na marne jedynie dzięki dobraniu do współpracy odpowiednich ludzi – ludzi, u których zapał do pracy, jak również niepohamowana wola odzyskania niepodległości brały górę nad nastrojami społecznymi. Takim człowiekiem był właśnie pułkownik Belina-Prażmowski22.

Propagowana przez legionistów koncepcja wysiłku zbrojnego na rzecz odzyskania własnej państwowości w zaistniałej sytuacji nie mogła spotkać się

Legiony Polskie w miejscowości Wołczeck na Wołyniu. Józef
Rotmistrz
Władysław Belina-Prażmowski na koniu

Jubileusz piętnastolecia istnienia 1. Pułku Szwoleżerów. Marszałek Józef Piłsudski z grupą oficerów przechodzi przed frontem zgrupowanych oddziałów. Od lewej: ppłk Jan Karcz, kpt. Sosiński, płk Władysław Belina-Prażmowski, gen. Daniel Konarzewski, Warszawa 2 sierpnia 1929

z entuzjastycznym przyjęciem. Należało więc uświadomić spacyfikowanemu społeczeństwu jej celowość23. Kiedy okazało się, że rzeczowe argumenty nie trafiają na podatny grunt, postanowiono wzniecić w narodzie odpowiednie nastroje24. Realizację tego przedsięwzięcia umożliwiła wyjątkowość Pierwszej Brygady Legionów, do której przynależeli także ułani Beliny-Prażmowskiego. Pierwszą Brygadę wyróżniał już sam jej skład osobowy. Kadrę oficerską tworzyli w większości absolwenci uczelni, był nim również Władysław Prażmowski 25. Wśród szeregowych żołnierzy przeważali z kolei studenci i gimnazjaliści. Tak wykształconemu wojsku łatwiej było docierać z ideą legionową do coraz szerszych kręgów społecznych. Początkowo zapoznawali się z nią młodzi żołnierze pochodzący

ze środowisk robotniczych i chłopskich, którzy dołączali do Pierwszej Brygady w trakcie jej działań na froncie26. Mogli zatem przenosić ją w swoje rodzinne strony. Samo rozpowszechnianie idei jednak nie wystarczało. Polaków należało przekonać, że posiadają w sobie wolę walki, która jest tożsama z niepodległościowym duchem Legionów27

Zbawiennym okazał się ów osobliwy charakter Pierwszej Brygady. Nie chodzi jedynie o to, że oficerowie wyróżniali się nienagannym wykształceniem, że wielu, podobnie jak Belina-Prażmowski28, posiadało wybitne zdolności dowódcze. Doniosłe znaczenie miał również fakt, że pośród nich znaleźli się utalentowani artyści, dzięki którym Legiony porozumiały się ze społeczeństwem29. Swą twórczością, której popularność wykra-

czała poza oddziały legionowe, wskrzeszali w narodzie pragnienie posiadania własnego zwycięskiego wojska 30. Nie były to wówczas głośne nazwiska, choć wielu z nich pobierało wcześniej nauki u wybitnych przedstawicieli świata artystycznego. Wystarczy wspomnieć Leopolda Gottlieba, ucznia Jacka Malczewskiego, czy późniejszego marszałka Polski Edwarda Rydza-Śmigłego, absolwenta krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, który był wychowankiem Leona Wyczółkowskiego. Służący w 1. pułku ułanów Zygmunt Rozwadowski pod okiem Wojciecha Kossaka i Jana Styki współtworzył Panoramę Racławicką31 Wśród pisarzy wielkim popularyzatorem idei legionowej był Juliusz Kaden-Bandrowski, kronikarz Pierwszej Brygady32. Do grona wybitnych twórców okresu Drugiej Rzeczpospolitej dołączył późniejszy generał wojska polskiego Bolesław Wieniawa-Długoszowski –poeta, którego talent w pełni rozwinął się podczas służby w Pierwszej Brygadzie33 Nie sposób również pominąć autora popularnej ułańskiej piosenki O mój rozmarynie Wacława Denhoffa-Czarnockiego34

Poeci, malarze, rzeźbiarze i inni twórcy nie próbowali Polaków niczym szczególnym zaskakiwać. Wręcz przeciwnie. Sztuka, którą tworzyli, była odbiciem istniejących w świadomości społecznej legend, mitów i wszelkich opowieści, które na przekór wpajanej przez zaborców ideologii kształtowały postawy w zniewolonym narodzie. Opisy i obrazy z pola walki Legionów tworzono tak, aby przypominały ludziom czyny ich ulubionych bohaterów z literatury romantycznej35

Najlepiej do wyobraźni Polaków przemawiały frontowe wizerunki kawalerzystów. Stały się najpopularniejszym motywem sztuki legionowej, szczególnie wśród pisarzy i malarzy. Nikomu nie przeszkadzało, że w warunkach ówczesnej wojny rola kawalerii diametralnie się zmieniła. O rozstrzygnięciu bitwy nie decydowała już dynamiczna szarża w wykonaniu jazdy. W warunkach wojny okopowej rolę tę przejęła piechota, po uprzednim przygotowaniu pola przez artylerię. Kawalerzyści pełnili najczęściej zadania patrolowe, zwiadowcze, osłonowe oraz pościgowe. Pomimo to artyści w miejsce drobnych potyczek z wycofującymi się oddziałami przeciwnika najchętniej zamieszczali szarże ułanów zdobywających pozycje wroga36. Szczególną rolę w oddziaływaniu sztuki legionowej na

Uroczystość zaprzysiężenia nowo wybranego prezydenta Krakowa Władysława Beliny-Prażmowskiego w sali Rady Miejskiej w Krakowie; 1931

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

społeczeństwo odegrał Belina wraz ze swymi kompanami. Wystarczy stwierdzić, że zarówno on sam, jak i jego towarzysze ze słynnej „siódemki” byli przez artystów legionowych najczęściej portretowanymi żołnierzami37

Belina był uosobieniem wszelkich tradycji kawaleryjskich, człowiekiem o ułańskim temperamencie 38 . Upodabniając swoje oddziały do jazdy z epoki Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego39, ukazywał się ludziom ułanem, jakiego sobie wyobrażali. Te wyśnione ułańskie mundury, barwne stroje dawno oczekiwane musiały robić na Polakach wrażenie40 Sygnały kawaleryjskich trębaczy, których melodie tworzono w oparciu o pieśni ludowe, rozbrzmiewały niemal po całym kraju41. Jakże odmienne od dotychczas słyszanych marszów zaborczych armii, swojsko brzmiącą nutą uświadamiały społeczeństwu, że odradzające się wojsko polskie jest ich częścią, że walczy przecież o wspólną sprawę.

Władysław Belina-Prażmowski stworzył coś więcej niż tylko formację wojskową. Kawaleria w okresie Drugiej Rzeczpospolitej stała się instytucją elitarną. Jedyną w swoim rodzaju. To nie elity wstępowały do kawalerii, lecz ona sama je formowała. Wartości, jakie wpajano żołnierzom służącym w kawalerii, mocno oddziaływały na całe społeczeństwo42

Tradycje kawaleryjskie oraz nieocenione wartości wychowawcze i szczytne idee związane z tym rodzajem wojska, choć nieco przeobrażone, są wciąż żywe. Obecnie w Wojsku Polskim obok kawale-

Święto Kawalerii w Krakowie z okazji 250. rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej. Marszałek Józef Piłsudski i wojewoda Władysław Belina-Prażmowski (w płaszczu) w otoczeniu starszych oficerów po zakończonej rewii. Widoczni m.in.: gen. Bernard Mond (na lewo od marszałka), płk Jan Karcz (pierwszy z prawej), płk Ludwik Kmicic-Skrzyński (drugi z prawej), gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski (trzeci z prawej), płk Stefan Hanka-Kulesza (czwarty z prawej), płk Roman Abraham (na lewo za gen. Długoszowskim), Kraków 1933

rii pancernej występuje nawet kawaleria powietrzna. Świadczy to o niesłabnącym przywiązaniu Polaków do nazewnictwa pochodzącego od starej konnej formacji.

Artur Kasprzyk doktorant na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie

1 P. Hubiak, Belina i jego ułani, Kraków 2003, s. 12, 14.

2 Ibidem, s. 12, 99, 102, 104.

3 Ibidem, s. 14, 15.

4 L. Wasilewski, Józef Piłsudski. Jakim Go znałem, Warszawa 1935, s. 125.

5 C. Leżeński, L. Kukawski, O kawalerii polskiej XX wieku, Wrocław 1991, s. 14.

6 P. Hubiak, Belina..., s. 22.

7 J. Piłsudski, Moje pierwsze boje, Łódź 1988, s. 29.

Otwarcie przystani Wioślarskiego Klubu Wojskowego w Krakowie. Widoczni m.in.: wojewoda krakowski Mikołaj Kwaśniewski (w środku ), pułkownik Marian Bolesławicz (z prawej bliżej środka w mundurze bez czapki), prezydent Krakowa Władysław Belina-Prażmowski (pierwszy rząd, drugi z lewej); 1932

8 P. Hubiak, Belina..., s. 27.

9 Ibidem, s. 36, 45.

10 J. Smoleński, Beliniacki rodowód, [w:] Księga dziejów 7. Pułku Ułanów Lubelskich im. Generała Kazimierza Sosnkowskiego, opracowanie zbiorowe pod red. Józefa Smoleńskiego i Mariana W. Żebrowskiego, Londyn 1969, s. 19, 24.

11 P. Hubiak, Belina..., s. 78.

12 Ibidem, s. 5.

13 Ibidem, s. 93.

14 Ibidem, s. 5, 6, 102.

15 Ibidem, s. 5.

16 C. Leżeński, L. Kukawski, O kawalerii..., s. 8.

17 Ibidem, s. 8.

18 Ibidem, s. 11.

19 N. Davies, Serce Europy. Polska: przeszłość we współczesności, Kraków 2014, s. 261.

20 M. Klimecki, K. Filipow, Legiony polskie. Dzieje bojowe i organizacyjne, Warszawa 2014, s. 36.

21 N. Davies, Serce Europy..., s. 261.

22 J. Smoleński, Beliniacki rodowód..., s. 31.

23 B. Urbankowski, Filozofia czynu. Światopogląd Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1988, s. 227.

24 Ibidem, s. 260.

25 Studiował na Wydziale Górniczym Politechniki Lwowskiej oraz w Akademii Górniczej w Leoben w Austrii. Zob. P. Hubiak, Belina..., s. 14–19.

26 B. Urbankowski, Filozofia czynu..., s. 219, 227.

27 Ibidem, s. 260.

28 P. Hubiak, Belina..., s. 74.

29 B. Urbankowski, Filozofia czynu..., s. 226, 227.

30 W. Milewska, M. Zientara, Sztuka Legionów Polskich, [w:] Legenda Legionów. Opowieść o Legionach oraz ludziach Józefa Piłsudskiego, Warszawa 2013, s. 448.

31 B.Urbankowski, Filozofia czynu..., s. 224, 225.

32 H. Szczechowicz, Polacy o Legionach Polskich, [w:] Legenda Legionów..., s. 291.

33 B. Urbankowski, Filozofia czynu..., s. 222.

34 Ibidem, s. 242.

35 Ibidem, s. 218, 227.

36 W. Milewska, M. Zientara, Sztuka Legionów Polskich..., s. 422, 448.

37 Ibidem, s. 415.

38 C. Leżeński, L. Kukawski, O kawalerii..., s. 18.

39 Ibidem, s. 18.

40 B. Urbankowski, Filozofia czynu..., s. 227.

41 C. Leżeński, L. Kukawski, O kawalerii..., s. 407.

42 Ibidem, s. 139, 149.

LEKARZ I LEGIONISTA

Jan Ludwik Stopczański (1878–1945)

Jan Ludwik Stopczański urodził się w Krakowie 6 lipca 1878. Jego ojciec, Aleksander, był doktorem medycyny, profesorem chemii patologicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, a od 21 grudnia 1872 –członkiem nadzwyczajnym Akademii Umiejętności. W 1906 roku przeszedł w stan spoczynku, zmarł w Krakowie w 1912 roku. Na tablicy epitafijnej grobowca rodzinnego na cmentarzu Rakowickim widnieje napis, że Aleksander Stopczański był także radcą dworu oraz kawalerem Orderu Żelaznej Korony III.

W 1896 roku Jan ukończył ck. Gimnazjum św. Jacka w Krakowie przy ul. Siennej 13 i rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W Archiwum UJ w indeksie doktorantów pod rokiem 1901 widnieje zapis: Dominus Joannes Ludovicus Stopczański oriundus Cracovia, Doctor Universae renuntiatus est. Cracovia 26 mensis Aprilis anni 1902. Po uzyskaniu dyplomu doktora wszech nauk lekarskich Stopczański pracował w Szpitalu św. Łazarza przy ul. Kopernika 17 na Oddziale Chorób Skórno-Wenerycznych. Od 1910 roku pełnił funkcję lekarza miejskiego (fizyk miejski przy Urzędzie Miasta w Krakowie), nadal pracował w wybranej przez siebie specjalizacji. Jego gabinet mieścił się przy ul. Szewskiej 4/6, gdzie zajmował duże, czteropokojowe mieszkanie.

Został ochotniczo wcielony do Legionów Polskich 15 sierpnia 1914. Rozpoczął służbę od organizowania służby sanitarnej dla 2. pułku piechoty Legionów. Z pułkiem tym uczestniczył w kampanii karpackiej,

Od lewej: Helena Stopczańska, Jan Stopczański, Lidia Stefańska

biorąc udział we wszystkich bitwach w Karpatach jako żołnierz oraz pełniąc funkcję lekarza polowego. W styczniu 1915 roku otrzymał miesięczny urlop, po którym został przydzielony do służby sanitarnej w Szkole Podchorążych w Marmaros-Sziget, gdzie pracował jako lekarz. Po utworzeniu się 6. pułku piechoty został przeniesiony do tegoż pułku, gdzie sprawdził się jako lekarz i żołnierz, uczestnicząc z nim we wszystkich kampaniach. We wspomnieniach lekarzy i farmaceutów z lat 1914–1920, które ukazały się w publikacji Karabin i nosze, wydanej w 1936 roku, odnajdujemy dr. Jana Stopczańskiego. Pułkownik dr Leopold Rudke tak wspomina służbę w sanitariacie 2. Brygady Legionów – kampanię węgierską: Otrzymaliśmy rozkaz załadowania się do pociągu na dworcu towarowym w Krakowie .Już podczas drogi dowiedzieliśmy

się, że jedziemy na Węgry celem dalszego szkolenia i organizowania Brygady. W pociągu było całkiem wesoło i wygodnie. [...] Nikt nie przypuszczał, że ledwo dojedziemy na miejsce przeznaczenia, zamiast ćwiczeń będzie prawdziwa wojna. [...] Zadaniem Legionów, zaraz po przybyciu w okolice Marmaros-Sziget, było oczyszczenie północnych Węgier z luźnych band kozackich. [...] Zostało to dokonane dość łatwo, dzięki forsownym marszom i zwycięskim potyczkom, prawie bez strat. Dodało to naszym chłopakom dużo odwagi i fantazji, a przede wszystkim zaprawiało nas powoli do rzemiosła wojennego.

Następnym zadaniem było przeprawienie się przez Karpaty [...] i zajęcie Nadwórnej. [...] W ślad za oddziałami ciągnęły długim sznurem treny bojowe i prowiantowe. Rankiem dnia 29 października 1914 r. – Pogoda piękna, słońce

jesienne przygrzewa. Są wieści, że szykuje się bitwa. Koło godziny 10-tej od strony Nadwórnej nadjeżdża pod komendą D-ra Stopczańskiego transport chorych i rannych ewakuowanych z Lazaretu Pol. w Nadwórnej, liczący około 70 osób. [...] Dr. Zieliński i Dr. Stopczański rozpoznają postrzał tętnicy udowej [...]. Ranny jest już bardzo skrwawiony. Neurolog i wenerolog męczyli się pół godziny, czy nawet dłużej, zanim odnaleźli tętnicę [...]. Pot kroplisty wystąpił na czoła operatorów i w determinacji wypijają ostatnią moją butelkę szampana, którą zarezerwowałem dla tego rannego. [...] 2-ga Brygada w pierwszej większej bitwie o Nadwórną, mimo chwilowej porażki, zdała jednak swój egzamin bojowy.

W czasie kryzysu przysięgowego Jan Stopczański przeszedł do Polskiego Korpusu Posiłkowego, a po przejściu 2. brygady pod Rarańczą tylko dzięki brakowi lekarzy specjalistów uniknął internowania. [...] W Korpusie przebywał do 1 grudnia 1917, a następnie został przydzielony do Szpitala Rezerwowego nr 1 w Przemyślu jako lekarz dla oddziału legionowego. Po rozwiązaniu Polskiego Korpusu Posiłkowego Stopczański pozostał w szpitalu jako lekarz cywilny do 15 lutego 1918. 15 grudnia tegoż roku został zwolniony z Legionów w stopniu kapitana. Z chwilą powstania państwa polskiego Stopczański zgłosił się do służby w armii polskiej, a po zakończeniu wojny przeszedł do rezerwy. Za walkę w Legionach Polskich 31 lipca 1922 nadano Janowi Ludwikowi Stopczańskiemu Krzyż Walecznych z trzema okuciami. Z odznaczeń niepodległościowych – 17 października 1932 otrzymał Krzyż Niepodległości.

Wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości (17 września 1932) Janowi Stopczańskiemu

W zeszycie ewidencyjnym Korpusu Osobowego Jan Stopczański, syn Aleksandra i Marii Abhauder, ujęty jest w sanitarnej grupie lekarzy ze stosunkiem do służby: oficer pospolitego ruszenia. W rubryce stan rodzinny wpisane jest imię i nazwisko panieńskie żony – Helena Mateczna. Informacje te, spisane 15 maja 1939 i podpisane przez komendanta Kadry, znajdują potwierdzenie w Księdze Zaślubionych w parafii św. Józefa w Krakowie-Podgórzu, gdzie czy-

tamy, że Jan Ludwik Stopczański, syn Aleksandra, dr medycyny, oraz Helena Józefa Mateczna, córka Antoniego i Marii z domu Zaruba, 8 kwietnia 1917 zawarli ślub, którego udzielił im ksiądz Józef Kaczmarczyk. Świadkami byli Józef Broszkiewicz i Franciszek Pyrkiewicz. Helena miała wówczas dwadzieścia sześć lat, a Jan – trzydzieści dziewięć, różnica wieku między małżonkami wynosiła lat trzynaście. Poznali się w Łagiewnikach, w pałacu hrabiostwa Stanisławy i Mieczysława Groyeckich (późniejszego legionisty), przybyłych do Krakowa z Poznańskiego. Helena kochała konie i konną jazdę; towarzyszyła przyszłemu mężowi konno w czasie jego służby w Legionach.

Helena i Jan otrzymali na pamiątkę niepowtarzalny albumik, w którym humorystyczno-satyrycznie zostały ujęte sylwetki grupy legionistów, kreślone ołówkiem lub akwarelami. Niestety, albumik ten wraz z nazwiskami jego autorów przepadł bez wieści. Nie odnalazły go także w zbiorach muzeów krakowskich panie Wacława Milewska i Maria Zientara, autorki ciekawej pozycji Sztuka Legionów Polskich i jej twórcy. 1914–1918, wydanej w Krakowie w 1999 roku.

W 1918 roku, po rozwiązaniu Legionów, państwo Stopczańscy wrócili do Krakowa i zamieszkali w kamienicy przy ul. Szewskiej 4,

tuż przy Rynku Głównym. Mieszkanie to jeszcze za czasów kawalerskich wynajmował dr Jan Stopczański. Na parterze były sklepy, a na piętrze Stopczańscy zajmowali

duże mieszkanie umeblowane antykami, ściany zdobiły cenne obrazy. mieściła się tam także gabinet doktora oraz oddzielna poczekalnia. Prowadzili „dom otwarty”, w którym chętnie gromadziło się liczne towarzystwo. Jego znaczną część – ze względu na kontakty Jana w trakcie studiów oraz późniejsze znajomości i przyjaźnie – stanowili pracownicy Uniwersytetu.

Helena i Jan Stopczańscy byli właścicielami ziemi w Kostrzu pod Krakowem. Ówczesne Kostrze było pustkowiem, gdyż dawne zabudowania mieszkalne i gospodarcze zostały wyburzone przed pierwszą wojną światową w trakcie budowania przez wojsko „pasa ochronnego”. W 1935 roku stanął w Kostrzu samotnie nowy dworek, wybudowany w manierze międzywojennej oraz zabudowania gospodarcze: duża stodoła i stajnia z oświetleniem elektrycznym, a w niej kilka koni. Wjazd do byłej własności Stopczańskich prowadzi w lewo, z głównej drogi do Kostrza. Kiedyś była to droga folwarczna, dzisiaj ul. Zdzisława Jachimeckiego. W Kostrzu grunty były kiepskie, w większości bagna, ponieważ woda powodziowa zalewała część terenu. Stopczańscy przebywali głównie w Krakowie, a do Kostrza przyjeżdżali na krótkie wypady. Z czasem zostali zmuszeni do sprzedawania po kawałku swych 4,5 hektara ziemi. Okazywali życzliwość kupującym, mówiąc: „Będziesz miał pieniądze, to oddasz”, lub zgadzali się na rozłożenie należności na raty.

Państwo Stopczańscy wyjeżdżali na wycieczki krajowe i zagraniczne wojaże, często zabierając ze sobą siostrzenicę Lidkę, bardzo przez nich lubianą (nie mieli dzieci). Zachowały się zdjęcia zrobione w czasie ich pobytu w Karlsbadzie, we Włoszech, w Grecji. Doktor Jan wyjeżdżał Fot. z archiwum

Helena i Jan Stopczańscy
W środku Helena i Jan Stopczańscy
Helena i Jan Stopczańscy – Florencja, fontanna Neptuna na Piazza della Signoria

także służbowo, między innymi został poproszony o wygłoszenie odczytu na Międzynarodowym Kongresie Medycyny Tropikalnej w Kairze. Żona i siostrzenica Lidka przebywały z nim jako osoby towarzyszące. Niestety, dr Jan rozchorował się (przypuszcza się, że mogła to być malaria). W zaistniałej sytuacji Helena z Lidką wyruszyły na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Nie zachowały się zdjęcia czy pozdrowienia przesłane do Krakowa. Pamiątką pobytu w Kairze był identyfikator dr. Stopczańskiego, na którego awersie i rewersie były wpisane dane osobowe oraz data Kongresu. Niestety, i on się nie zachował.

Gdy wybuchła druga wojna światowa, dr Jan Ludwik Stopczański nie brał czynnego udziału w wojnie – został zwolniony

dokumentem wystawionym 15 maja 1939 przez komendanta Kadry. Miał już 61 lat, pracował nadal jako lekarz miejski, jego dalszą pracę przerwała choroba. W nekrologu napisano, że Dr. Jan Stopczański, prymariusz Szpitala oo. Bonifratrów, fizyk miejski, przeżywszy lat 66, po ciężkiej chorobie, opatrzony św. Sakramentami, zasnął w Panu dnia 12 kwietnia 1945 r. Żona i rodzina. Nie ma informacji, że był legionistą. Nabożeństwo żałobne zostało odprawione w kaplicy na cmentarzu Rakowickim, a pochowany został w rodzinnym grobowcu Stopczańskich.

Helena po śmierci męża została sama; bardzo przeżywała jego odejście – byli bardzo dobrym małżeństwem. Gdy w 1952 roku jej starsza siostra Maria z córką Lidią zostały przez ówczesne władze bezprawnie pozbawione spadku po ojcu i dziadku Anto-

nim Matecznym – przyjęła ich do siebie, do mieszkania przy ul. Szewskiej. W związku z przymusowym podziałem większych mieszkań Helenie pozostały dwa pokoje, bez kuchni i łazienki. Po śmierci siostry Marii w 1966 roku mieszkała z siostrzenicą Lidią. Na obiady chodziła do Grand Hotelu przy ul. Sławkowskiej. Było to także miejsce spotkań towarzyskich. Z czasem w życiorysie Heleny został zapisany nowy adres. W spisie mieszkańców Państwowego Domu Opieki Społecznej odnotowano, że 29 czerwca 1976 o godz. 12.30 została przy-

jęta Stopczańska Helena z domu Mateczna, córka Antoniego i Marii z domu Zaruba. Urodzona 19 lutego 1891 roku w Bielsku-Białej, wdowa po Janie Stopczańskim [...] Jej pobyt u Helclów trwał pół roku. Leżała w dużej 10-osobowej sali. Helena Józefa z Matecznych Stopczańska zmarła 14 stycznia 1977 w wieku 86 lat. Została pochowana w grobowcu rodzinnym Stopczańskich na cmentarzu Rakowickim, tak jak chciała – blisko ukochanego męża.

Halina Starostka-Chrzanowska

Nekrolog (pochodzi ze zbiorów Oddziału Dokumentacji Życia Społecznego w Bibliotece Jagiellońskiej); reprodukcja Z. Kos

Helena i Jan Stopczańscy
Helena i Jan Stopczańscy na ul. Sławkowskiej w Krakowie

150. ROCZNICA POWSTANIA TOWARZYSTWA LEKARSKIEGO KRAKOWSKIEGO

Towarzystwo Lekarskie Krakowskie powstało pod koniec XIX wieku, w 1866 roku, z inicjatywy doktora Aleksandra Kremera. Podłoże wykreowała atmosfera rozwoju nauk medycznych i specyfika problemów zawodu lekarskiego – a tym samym konieczność stworzenia forum wymiany myśli i inspiracji pochodzących z obszaru praktyki medycznej. Początkowo krakowscy lekarze spotykali się w sekcji lekarskiej założonego w 1815 roku Towarzystwa Naukowego, zalążka późniejszej Polskiej Akademii Umiejętności, z którą to do dziś Towarzystwo Lekarskie Krakowskie – tak samo jak i z Uniwersytetem Jagiellońskim – posiada ścisłe związki merytoryczne, personalne i emocjonalne. Korzystali przy tym z gościny w gmachu Towarzystwa Naukowego przy ul. Sławkowskiej. Prawdziwe „zjednoczenie” Towarzystwa nastąpiło w 1905 roku, kiedy to został oddany do użytku Dom Towarzystwa Lekarskiego przy ulicy Radziwiłłowskiej 4. Jest on jednym z najświetniejszych zabytków Młodej Polski, do dziś stanowiący siedzibę Towarzystwa. Pod wieloma względami to budowla wyjątkowa, w szczególności – że twórcą wystroju wnętrza był sam Stanisław Wyspiański. Powiodło się to dzięki osobistym zabiegom i nieutrudzonej energii, a przede wszystkim przyjacielskim relacjom z artystą, ówcze-

Prezes TLK prof. Igor Gościński podczas otwarcia obchodów jubileuszu w auli Collegium Novum; 14 czerwca 2016

snego prezesa Towarzystwa, a mojego znakomitego poprzednika na stanowisku dziekana krakowskiego Wydziału Lekarskiego w latach 1911–1912, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1921–1922, jak również imiennika – profesora nauk medycznych Juliana Nowaka. [...] Zarówno poprzednio, jak i dziś, Towarzystwo Lekarskie Krakowskie to wybitne umysły oraz pokłon dla tradycji i historycznych wartości; wytężona praca wielu

Anna Wojnar Jerzy Sawicz

uczonych i społeczników z obszaru szeroko rozumianej medycyny; nieprzerwane współdziałanie z ośrodkami i instytucjami zagranicznymi, współtworzone przez członków Towarzystwa, utrzymywane dzięki indywidualnym kontaktom naukowym i osobistym z lekarzami i naukowcami. Znacząco pomogła w tym działalność Państwa Profesorów, w szczególności Marii Rybakowej, Józefa Bogusza, Marka Sycha, Henryka Gaertnera, Aleksandra B. Skotnickiego, Zdzisława J. Ryna, Igora Gościńskiego i wielu innych. Członkowie Towarzystwa do chwili obecnej pozostali jednak wierni maksymie Hipokratesa, że „ze wszystkich sztuk medycyna jest najszlachetniejsza”(omnium artium medicina noblissima est). Może dzięki temu Jubilat –Towarzystwo Lekarskie Krakowskie –może świętować 150. rocznicę powstania.

Rektor UJ prof. Wojciech Nowak

Fragment wstępu jubileuszowego wydawnictwa „Towarzystwo Lekarskie Krakowskie. Jubileusz 150-lecia (1866–2016)” przygotowanego pod redakcją Adama Wiernikowskiego (Wyd. TLK, Kraków 2016)

W auli Collegium Novum zgromadzili się znakomici goście

Świętowano w dniach 14–15 czerwca 2016 pod patronatem ministra zdrowia dr. Konstantego Radziwiłła, rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka i prezydenta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego.

Obchody rozpoczęły się mszą św. odprawioną przez księdza dr. Lucjana Bielasa, historyka i duszpasterza akademickiego UP JPII w Krakowie, który w homilii powiedział, między innymi: w tym jubileuszowym dniu będzie wiele wspomnień. Będzie okazja, by przypomnieć wspaniały dorobek Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego. To również czas refleksji nad przyszłością. Chciałbym, aby w przestrzeni uniwersyteckiej kolegiaty św. Anny, [...] jeszcze raz mocno wybrzmiało słowo KOLEGA i niech ono nigdy nie zniknie z waszych ust dla naszego dobra – dobra pacjentów.

Obchody jubileuszowe kontynuowano w auli Collegium Novum, gdzie organizatorzy: prezes TLK prof. Igor Gościński i prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie prof. Andrzej Matyja, powitali zebranych.

Uniwersytet Jagielloński reprezentował prorektor UJ prof. Piotr Laidler, prezydenta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego – sekretarz Piotr Stańczyk, Okręgową Radę Lekarską – prof. Andrzej Matyja i dr Jerzy Friediger, Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Lekarskiego –prezes honorowy prof. Jerzy Woy-Wojciechowski i obecny prezes prof. Waldemar Kostewicz, sekretarz dr inż. Marian Baraniecki, skarbnik dr Krystyna Podgórska-Baraniecka, Towarzystwo Lekarskie Częstochowskie – sekretarz Iwona Kiełtyka, Oddział Śląski PTL – dr Jerzy Dosiak,

Oddział w Tarnowie – dr Antoni Sydor, Koło w Śremie – dr Barbara Siwicka, Polskie Towarzystwo Medyczne w Republice Czeskiej – MUDr Józef Słowik. Po wygłoszeniu okolicznościowych przemówień przekazano wyróżnienia i odznaczenia dla TLK i członków zarządu. Między innymi dr Jacek Jonkisz, dr Alicja Macheta i dr Jarosław Zawiliński zostali odznaczeni przez Piotra Stańczyka medalem Honoris Gratia, prof. Igor Gościński i dr Adam Wiernikowski zostali członkami honorowymi Polskiego Towarzystwa Medycznego w Republice Czeskiej, prof. Zdzisław Gajda otrzymał medal Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. TLK wyróżniła również zasłużonych. Członkostwo honorowe TLK i medal jubileuszowy im. Aleksandra Kremera otrzymali: prof.prof. Jerzy Jurkiewicz, Andrzej Matyja, Wojciech Nowak, Wiesław Pawlik, Jerzy Woy-Wojciechowski, a medal Medicus Laureatus otrzymali prof.prof. Tomasz Grodzicki, Zdzisław J. Ryn, Władysław Sułowicz oraz dr Jerzy Friediger i dr Adam Wiernikowski.

Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie prof. Andrzej Matyja

wręczył prof. Igorowi Gościńskiemu pamiątkową statuetkę

Sesja naukowa obejmowała dwa referaty: profesora honorowego UJ Franciszka Ziejki Towarzystwo Lekarskie w dziejach Krakowa trwale zapisane i prof. Aleksandra B. Skotnickiego Rozważania o prawdzie i nadziei w medycynie. Pierwszy referat historyczny na kanwie wydarzeń politycznych przedstawił życie naukowe Krakowa, w tym działalność TLK, drugi – o charakterze filozoficznym, problematykę relacji

lekarz–pacjent. Pełne teksty zamieszczono w wydawnictwie jubileuszowym.

Po południu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego odbył się spektakl poetycko-muzyczny Leczymy słowem przygotowany przez Unię Polskich Lekarzy Pisarzy (UPPL), Towarzystwo Lekarskie Krakowskie i Okręgową Izbę Lekarską w Krakowie.

– Z pierwszej sesji wynieśliśmy zasadnicze dwie przesłanki, dwie cechy, które powinny charakteryzować dobrego lekarza. Powinien posiadać wiedzę i życzliwość. Zwłaszcza ta druga cecha teraz jest mało stosowana i prowadzi to do konfliktu pacjent – lekarz.

Anna Wojnar
Jerzy Sawicz
Jerzy
Sawicz
Członkowie i sympatycy Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego licznie przybyli na uroczystość
Prof. Franciszek Ziejka podczas wykładu

Jakie wskazania na przyszłość ma Towarzystwo Lekarskie dla państwa? Koledzy wiedzę mogą czerpać na zebraniach Towarzystwa, które odbywają się co

z tym przy ul. św. Tomasza 32, naprzeciwko Akademii Muzycznej, jest osoba bardzo wierna nam i bardzo życzliwa – pani mgr Stanisława Motak-Hnatowicz. Obecnie możecie się tam zapoznać z wystawą grafika dr. Ryszarda Żaby , przewodniczącego Komisji Kultury Okręgowej Izby Lekarskiej, a dalsze imprezy organizować tam będzie prof. Hładki –podkreślił na wstępie prof. Igor Gościński.

Spektakl Leczymy słowem prowadził prof. Waldemar Hładki, także autor scenariusza i reżyser. Ogłoszono wyniki Ogólnopolskiego konkursu poetyckiego dla lekarzy, wręczono nagrody, a aktorzy Starego Teatru Ewa Kaim i Jacek Romanowski prezentowali nagrodzone wiersze.

tydzień w środy, typowe środy lekarskie od godziny 17 w naszym Domu przy ul. Radziwiłłowskiej 4. Od pięciu lat dysponujemy również miejscem do spotkań artystycznych, bo jak uczy historia – sztuka łagodzi obyczaje, a nie tylko muzyka, i w związku

I nagrodę zdobyła dr Agnieszka Rautman-Szczepańska, lekarka pracująca obecnie w Sztokholmie. Ukończyła studia medyczne w Bydgoszczy i uzyskała polskie prawo wykonywania zawodu. II nagrodę otrzymała prof. Anna Pituch-Noworolska, pediatra immunolog z krakowskiego Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, członek UPPL i Związku Literatów Polskich. III nagrodę – dr Piotr Piątek, lekarz dentysta z Kołobrzegu, członek UPPL, i jest to jego kolejna nagroda w konkursie poetyckim.

Muzyczną oprawę wieczoru zapewniała wokalistka Agata Bernadt i zespół muzyczny w składzie: Adam Niedzielin –instrumenty klawiszowe, Grzegorz Piętak – kontrabas, Artur Malik – perkusja, Stefan Błaszczyński – flet, Adam Prucnal – skrzypce. Uczestnicy uroczystego spotkania obejrzeli także sztukę teatralną Opętani Witolda Gombrowicza, w reżyserii Tadeusza Bradeckiego, w wykonaniu aktorów Teatru im. Juliusza Słowackiego.

Drugiego dnia obchodów jubileuszowych w sesji przedpołudniowej, adresowanej do szerokiego grona słuchaczy, wystąpił dr Zbigniew Beiersdorf, który przedstawił referat Stanisław Wyspiański w Domu Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego, oraz Janusz Antos z opracowaniem Stanisław Wyspiański jako odnowiciel sztuki polskiej książki W sesji popołudniowej, adresowanej do lekarzy, szczególnie hematologów, zespół lekarzy Kliniki Hematologii CM UJ (dr hab. Wojciech Jurczak, dr Agnieszka Giza, dr Dagmara Zimowska-Curyło, dr Monika Długosz-Danecka, dr Magdalena Piotrowska) pod kierownictwem prof. Aleksandra B. Skotnickiego przestawił we wszechstronnym ujęciu Współczesne leczenie zespołów limfoproliferacyjnych z zastosowaniem przeciwciał monoklonalnych i innych leków celowanych 25 czerwca odbyło się jeszcze spotkanie z poetami lekarzami w Audialni Stanisławy Motak-Hnatowicz przy ul. św. Tomasza 32, a na wniosek Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego dr Wojciech Skucha został przez marszałka województwa małopolskiego Jacka Krupę odznaczony Krzyżem Małopolski – Srebrną Odznaką Honorową Województwa Małopolskiego. Rok Jubileuszowy TLK potrwa do końca 2016 roku.

Adam Wiernikowski sekretarz Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego

Jerzy Sawicz
Jerzy Sawicz
Anna Wojnar
Prof. Wiesław Pawlik otrzymał z rąk prof. Igora Gościńskiego członkostwo honorowe TLK i medal jubileuszowy im. Aleksandra Kremera
Prof. Aleksander Skotnicki wręcza prof. Jerzemu Jurkiewiczowi członkostwo honorowe TLK i medal jubileuszowy im. Aleksandra Kremera
Od lewej: prof. Igor Gościński i prof. Aleksander Skotnicki

PRZYJACIEL KRAKOWSKIEJ KARDIOCHIRURGII DZIECIĘCEJ

Profesor Thomas Spray, dyrektor Departamentu Leczenia Wrodzonych Wad Serca w Children’s Hospital of Philadelphia, otrzymał srebrny medal Plus Ratio Quam Vis. Profesor Spray, najwybitniejszy światowy autorytet w leczeniu wrodzonych wad serca u dzieci, jest wieloletnim konsultantem i naukowym opiekunem Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej CM UJ. Jego pomoc polega przede wszystkim na szkoleniach kardiochirurgów krakowskich w swoim macierzystym ośrodku, co owocuje przeniesieniem do Krakowa najnowszych technologii i technik operacyjnych. Dzięki zaangażowaniu prof. Spraya, który od wielu lat współorganizuje niezwykle cenione w Europie międzynarodowe warsztaty Krakow Workshop on Congenital Heart Disease, do Krakowa przyjeżdżają najwybitniejsi specjaliści w dziedzinie leczenia wrodzonych wad serca.

14 czerwca podczas jubileuszu 150-lecia Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego, po wygłoszeniu laudacji przez kierownika Kliniki Kardiochirurgii Instytutu Pediatrii WL UJ CM prof. Janusza Skalskiego, wyróżnienie wręczył Profesorowi prorektor UJ ds. CM prof. Piotr Laidler.

Thomas Spray pełnił funkcję prezydenta American Association of Thoracic Surgeons, jest autorem 300 publikacji, należy do najważniejszych amerykańskich, europejskich i światowych towarzystw naukowych. Jest przyjacielem ośrodka krakowskiego, polskie korzenie ma jego żona. 13 czerwca br. marszałek województwa małopolskiego odznaczył go Złotym Krzyżem Małopolski.

Od lewej: prof. Thomas Spray i prof. Piotr Laidler
Uroczystość odbyła się 14 czerwca 2016 w auli Collegium Novum podczas jubileuszu 150-lecia Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego
Od prawej: prof. Piotr Laidler, prof. Janusz Skalski, prof. Thomas Spray

25-LECIE INSTYTUTU ZDROWIA PUBLICZNEGO

czerwca 2016 Instytut Zdrowia Publicznego Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM obchodził jubileusz 25-lecia. Z tej okazji w Collegium Nowodworskiego zorganizowano międzynarodową konferencję Zdrowie publiczne w Polsce, w Europie i na świecie, podczas której przedstawiano i analizowano liczne problemy dotyczące zdrowia publicznego. Wracano również pamięcią do najważniejszych faktów z historii i rozwoju Szkoły, a następnie Instytutu Zdrowia Publicznego. W konferencji wzięły udział osoby, które zainicjowały i zapoczątkowały działalność Szkoły Zdrowia Publicznego i ją rozwijały, słuchacze i absolwenci uczestniczący w aktywnościach dydaktycznych, eksperci z zakresu wielu obszarów w ochronie zdrowia z Polski i z zagranicy, osoby pracujące w Szkole i w Instytucie w przeszłości i współcześnie.

Konferencję otworzył i powitał gości prof. Włodzimierz Cezary Włodarczyk, urzędujący od 2012 roku dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego i dyrektor Szkoły w latach 1996–2000. W imieniu

Konferencję otworzył prof. Włodzimierz Cezary Włodarczyk

władz Uczelni pełnomocnik rektora UJ ds. kształcenia i współpracy międzynarodowej w CM prof. Beata Tobiasz-Adamczyk przekazała pozdrowienia i najlepsze

życzenia na przyszłość. Ze strony Ministerstwa Zdrowia podsekretarz stanu dr Krzysztof Łanda wygłosił słowa powitalne i pozdrowienia dla uczestników.

Fot. Jerzy Sawicz

Pierwsza część konferencji była poświęcona genezie powstania i pierwszym latom funkcjonowania Szkoły. Mówili o tym prof. Włodzimierz Włodarczyk oraz prof. Rafał Niżankowski.

Następna sesja, której przewodziły prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM prof. Małgorzata Schlegel-Zawadzka i dyrektor Biura WHO w Polsce dr Paulina Karwowska, była zatytułowana Zdrowie publiczne w Polsce i na świecie

Autorami referatów byli: prof. Stanisława Golinowska, prof. Andrzej Pająk, oboje z Instytutu Zdrowia Publicznego, oraz były wieloletni dyrektor Health Services Department w Biurze Regionalnym WHO w Kopenhadze prof. Andrzej Wojtczak. Kolejną sesję Zdrowie publiczne wczoraj i dziś prowadzili dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu prof. Tomasz Brzostek oraz dyrektor w Health Systems, Medical Products and Innovation, European Com-

Od lewej siedzą dr Krzysztof Łanda, prof. Stanisława Golinowska, mgr Ewa Pędracka-Kwaskowska i prof. Beata Tobiasz-Adamczyk

mission dr Andrzej Ryś. Referaty przedstawili: dr Andrzej Ryś – New Challenges and Old Dilemmas – 25 Years After oraz

były minister zdrowia Węgier z Semmelweis University dr Miklŏs Szŏcska – Big Data for Saving Lives and Public Money

Instytut Zdrowia Publicznego, a wcześniej Szkoła Zdrowia Publicznego to najstarsza instytucja w Polsce kształcąca menedżerów ochrony zdrowia oraz specjalistów zdrowia publicznego. Utworzono ją w 1991 roku dzięki inicjatywie władz Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Medycznej w Krakowie przy wsparciu ówczesnego Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej i dzięki doradztwu przedstawicieli francuskiego Ministerstwa Zdrowia. W 1997 roku Szkoła Zdrowia Publicznego została przekształcona w Instytut Zdrowia Publicznego i stanowi dzisiaj integralną część Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM. W roku 2011 kierunkowi zdrowie publiczne, prowadzonemu przez IZP WNZ UJ CM, Państwowa Komisja Akredytacyjna przyznała ocenę wyróżniającą, a rok później kierunek został przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wyróżniony dotacją projakościową, przyznawaną najlepszym w Polsce kierunkom studiów. Fot. Jerzy Sawicz

W towarzyszącej sesji dyskusji panelowej wystąpiły osoby ściśle związane ze Szkołą i Instytutem oraz absolwenci: podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia absolwent dr Krzysztof Łanda, były dziekan Wydziału Ochrony Zdrowia w czasie przekształcenia Szkoły w Instytut prof. Antoni Czupryna, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, były członek Rady Dyrektorów Praktyków SZP dr Marek Haber, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, absolwent Dariusz Poznański, były wicedyrektor SZP, były prezydent ASPHER – Stowarzyszenia Szkół Zdrowia Publicznego w Regionie Europejskim (The Association of Schools of Public Health in the European Region) dr Stojgniew J. Sitko, pierwszy dyrektor SZP, były kanclerz UJ dr Tadeusz Skarbek.

Z kolei sesję zatytułowaną Przyszłość zdrowia publicznego poprowadził dziekan Wydziału Lekarskiego w latach 2012–2016 i nowo wybrany prorektor UJ ds. CM na kadencję 2016–2020 prof. Tomasz Grodzicki oraz przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk prof. Tomasz Zdrojewski. W sesji tej wzięli udział i wygłosili referaty: dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie i konsultant krajowy w zdrowiu publicznym prof. Mirosław Wysocki, prelegentka z zaprzyjaźnionego Uniwersytetu w Maastricht – prezydent elekt ASPHER dr Katarzyna Czabanowska, dyrektor Narodowej Szkoły Zdrowia Publicznego w Rennes we Francji (L’École des Hautes Etudes en Santé Publique)

prof. Laurent Chambaud, dyrektor ASPHER, oraz Robert Otok. W podsumowaniu konferencji prof. Włodzimierz Włodarczyk podkreślił znaczenie wartości tradycji w funkcjonowaniu akademickich instytucji oraz wskazał korzyści płynące z kumulowania doświadczeń kolejnych generacji, przy poszanowaniu przez następców dorobku poprzedników i wzajemnie.

Całe spotkanie zakończyło się pamiątkowymi zdjęciami, do którego stanęli wszyscy uczestnicy konferencji, a wśród nich zaproszenie goście, władze Uczelni i Wydziału, kolejni dyrektorzy Szkoły i Instytutu Zdrowia Publicznego.

Maciej Rogala asystent w Zakładzie Polityki Zdrowotnej i Zarządzania Instytut Zdrowia Publicznego WNZ UJ CM Fot. Jerzy Sawicz

Od lewej dr Miklŏs Szŏcska, dr Andrzej Ryś, dr Tadeusz Skarbek, prof. Rafał Niżankowski i prof. Andrzej Surdacki
Podczas sesji Przyszłość zdrowia publicznego, od lewej: prof. Tomasz Zdrojewski, prof. Tomasz Grodzicki, prof. Mirosław Wysocki
Prof. Laurent Chambaud
Dr Krzysztof Łanda

PLAGIAT? REAGUJ!

Rozpoznałeś swoje słowa lub ilustracje w cudzym dziele? Czerpanie z czyjegoś dorobku, z poszanowaniem określonych zasad, jest legalne, wręcz niezbędne, aby świat mógł się rozwijać1. Być może jednak stałeś się ofiarą plagiatu? Jeśli tak, pora na rewanż...

Prawo nie definiuje, czym jest plagiat. Co więcej, pojęcie to nie pojawiło się dotąd w żadnej z polskich ustaw o prawie autorskim2. Ogólnie rzecz biorąc3, plagiat to bezprawne przypisanie sobie autorstwa lub współautorstwa całości bądź części cudzego chronionego prawnie dobra intelektualnego4

Plagiat jest umyślnym działaniem, choć nie brak opinii, że niechlujstwo i rażąca niedbałość względnie nieumiejętność w redagowaniu przypisów nie zwalnia z odpowiedzialności5. Niektórzy autorzy wyróżniają również tzw. plagiat ukryty, polegający na przejęciu przynajmniej części cudzego dzieła, przetworzeniu go i połączeniu z elementami twórczymi, które pochodzą od plagiatora6. Plagiat zawsze narusza prawa autorskie osobiste i co do zasady powoduje uszczerbek w majątkowych prawach autorskich. Choćby z uwagi na takie zawiłości prawne, zanim wstąpi się na drogę sądową lub zgłosi sprawę policji, dobrze jest najpierw skontaktować się z prawnikiem. Zależnie od okoliczności, w tym nastawienia drugiej strony, niekiedy może wystarczyć nieformalne pismo (mail) do plagiatora z prośbą o usunięcie danych treści lub ich prawidłowe oznaczenie. Inaczej jest, gdy doszło do wykorzystania cudzej twórczości komercyjnie, na szerszą skalę lub plagiator nie reaguje na podjęte kroki.

społeczny wskazany przez twórcę. Rozpowszechnienie (fragmentu) cudzego utworu bez zgody autora może ponadto godzić w jego interesy majątkowe. Na przykład, gdy plagiator/wydawca zarabia na danej publikacji. Stanowi to podstawę roszczenia nie tylko o zaniechanie dalszego naruszania praw majątkowych, usunięcie jego skutków, wydanie uzyskanych korzyści, ale również o naprawienie wyrządzonej szkody, tj. rekompensatę pieniężną.

W takiej sytuacji powinno się wystosować pismo do plagiatora i jego wydawcy, informując, kto jest prawowitym autorem. Jeśli istnieje taka możliwość, dobrze jest podać na to dowody7. Na pewno przydadzą się one w ewentualnym procesie sądowym. W razie naruszenia autorskich praw osobistych można domagać się dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków (w szczególności wycofania nakładu ze sprzedaży, usunięcia tekstu ze strony, publicznych przeprosin). Jeżeli naruszenie praw było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub – na żądanie twórcy – zobowiązać sprawcę, aby wsparł finansowo cel

Jeśli wezwanie nie przyniosło zadowalających efektów, następnym krokiem jest złożenie pozwu. Swoich orędowników ma idea powołania odrębnych sądów ds. własności intelektualnej. Dotychczas właściwe w tych sprawach są sądy okręgowe. W procesie o plagiat ciężar dowodu spoczywa na powodzie. Oznacza to, że musi on udowodnić swoje autorstwo utworu, co do którego toczy się spór. Orzekając o ww. kwestiach finansowych, sąd zasadniczo bierze pod uwagę, między innymi, rodzaj utworu i stopień naruszenia. Roszczenia cywilne z tytułu popełnienia plagiatu przedawniają się z upływem dziesięciu lat. Osobnym tematem jest odpowiedzialność karna plagiatorów. Przywłaszczenie sobie autorstwa albo wprowadzanie w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu stanowi przestępstwo zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat trzech. Na każdej osobie, która powzięła informację o popełnieniu czynu zabronionego, spoczywa tzw. społeczny obowiązek zawiadomienia o tym organów ścigania. Choćby ustnie do protokołu. Niezawiadomienie nie powoduje jednak żadnych konsekwencji karnych8. Chyba że chodzi o instytucje państwowe lub samorządowe. Te podmioty mają prawny obowiązek (niezależny od swojego uznania) niezwłocznie zawiadomić prokuratora lub policję, jeśli w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, a więc, na przykład, plagiatu. Karalność plagiatu ustaje po pięciu latach. Istnieją przypadki graniczne, które mogą budzić podejrzenia o plagiat, lecz nim nie są. Na przykład twórczość równoległa. Może się bowiem zdarzyć, że dwie lub więcej osób niezależnie od siebie w tym samym czasie ma ten sam pomysł i go realizuje. Wówczas plagiat nie zachodzi, gdyż nie może być

nieświadomy. Odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne nie są objęte ochroną prawnoautorską tak jak utwór ustalony w konkretnej postaci. Nie wyklucza to jednak ich ewentualnej ochrony na zasadach ogólnych prawa cywilnego. Nie mamy do czynienia z plagiatem także w razie kontynuowania cudzego dzieła, o ile dany autor stworzy kolejną część i przedstawi w nim twórczo, na przykład, nowe losy bohaterów. Granica między dozwoloną inspiracją, zapożyczaniem i plagiatem jest bardzo nieostra. Ponadto warto zauważyć, że stosowanie podobnych do cudzych środków wyrazu (tzw. stylu wypowiedzi) z zasady nie stanowi naruszenia praw autorskich. Natomiast skopiowanie cudzego utworu przy prawidłowym oznaczeniu jego pierwotnego autora oraz źródła to nie plagiat, lecz niedozwolony przedruk, tj. przekroczenie prawa cytatu.

Mariusz Kusion

Podstawa prawna:

Ustawa z 4 II 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz.U. z 2006 r., nr 90, poz. 631 z późn. zm.

Ustawa z 6 VI 1997 r. Kodeks postępowania karnego, Dz.U. z 1997 r., nr 89, poz. 555 z późn. zm. Ustawa z 23 IV 1964 r. Kodeks cywilny, Dz.U. z 2016 r., poz. 380, 585.

1 Więcej na temat dozwolonego użytku w ramach prawa cytatu w „Alma Mater” nr 186, lato 2016 (M. Kusion, Legalne cytowanie w pracy naukowej, s. 52).

2 Vide J. Sieńczyło-Chlabicz, Odpowiedzialność nauczycieli akademickich, doktorantów i studentów z tytułu popełnienia plagiatu, „Transformacje prawa prywatnego”, 2010, nr 1, s. 133.

3 Vide m.in. M. Mozgawa, J. Radoniewicz, Przepisy karne w prawie autorskim. Zagadnienia teorii i praktyki, „Prokuratura i Prawo” 1997, nr 7–8, s. 10; J. Barta (red.), R. Markiewicz (red.), M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, K. Felchner, E. Traple, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Lex 8545.

4 Jest to np. utwór w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a także wynalazek, wzór użytkowy, projekt racjonalizatorski.

5 R. Zenderowski, Plagiat Istota – rodzaje – skutki (w odniesieniu do prac pisemnych na studiach wyższych), Warszawa 2008, s. 2.

6 M. Szaciński, Naruszenie autorskich dóbr osobistych w postaci plagiatu, niedozwolonych zapożyczeń oraz zniekształceń utworu, „Palestra” 1981, nr 6, s. 27.

7 Np. zaświadczenia, umowy wydawnicze, kserokopie, logi serwerów z datami publikacji, daty publikacji utrwalone w zapisanych feedach.

8 Brak realizacji tego obowiązku podlega ocenie w aspekcie moralnym, a sankcje mogą przybrać jedynie wymiar społeczny (P. Hofmański, Kodeks postępowania karnego, Warszawa 2007, s. 33). Mowa, między innymi, o wykluczeniu z kręgu towarzyskiego, stygmatyzacji, wyrażeniu pejoratywnej opinii na temat takiego zachowania (vide J. Grajewski, E. Skrętowicz, Kodeks postępowania karnego, Gdańsk 1996, s. 96).

PERSPEKTYWA DZIWACZNA

Rozmowa z Adą Pałką, doktorantką w Katedrze Geometrii Instytutu Matematyki na Wydziale Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

□ Jest Pani doktorantką w Katedrze

Geometrii Instytutu Matematyki Wydziału Matematyki i Informatyki UJ i jednocześnie pomysłodawczynią i autorką wystawy Perspektywa dziwaczna w Polsce. Wystawa starych druków, rękopisów i dzieł anamorficznych, którą w dniach 8–29 czerwca 2016 można było oglądać w Bibliotece Jagiellońskiej. Pasjonuje się Pani fotografią i zagadnieniami anamorficznymi. Kiedy nastąpiła fascynacja anamorfozą?

■ W trakcie studiów na matematyce równocześnie zajmowałam się fotografią. Często jednak spotykałam się ze zdziwieniem, że matematyczka robi zdjęcia, przecież matematyka i sztuka to dwie skrajności. Pisząc pracę magisterską, postanowiłam pokazać, że wprost przeciwnie: matematyka i sztuka mają wiele wspólnego. Praca magisterska była przeglądowym zebraniem kilku zagadnień łączących te dwie, z pozoru skrajne, dziedziny. Cieszyła się ona dużym zainteresowaniem znajomych i nie tylko, a mnie samej jej pisanie i wnikanie we wszystkie zawiłości sprawiało ogromną satysfakcję i niedosyt. Postanowiłam nie poprzestać na pracy magisterskiej i z ambitnym zamiarem kontynuowania badań nad cechami wspólnymi matematyki i sztuki rozpoczęłam studia doktoranckie. Nie wiedziałam jednak, czym dokładnie chciałabym się zająć. Zagadnienie anamorfozy zasugerował mi prof. Piotr Krasny z Instytutu Historii Sztuki UJ. Wspomniał, że jest to zagadnienie łączące te

dwie dziedziny, jednak matematycy dotąd wnikliwie się nim nie zajęli, a historycy sztuki nie mają często odpowiedniej wiedzy z matematyki, aby zbadać ten temat. Jako że praca doktorska miała powstać przecież na Wydziale Matematyki i Informatyki, nie Wydziale Historii Sztuki, pod opiekę wziął mnie dr hab. Robert Wolak, profesor UJ, który jest pasjonatem i kolekcjonerem sztuki. I tak powoli, acz ambitnie, zajęłam się zagadnieniem anamorfozy, które dość szybko pochłonęło mnie bez reszty.

□ Właściwie wszystkie Pani publikacje naukowe to prace łączące elementy matematyki i sztuki. Jakie są te „punkty wspólne” między tymi dwiema dziedzinami? Jaki wpływ ma matematyka na obrazy anamorficzne, główny obszar Pani badań naukowych?

■ Choć dla wielu osób związek między matematyką i sztuką zaczyna się i kończy na złotej proporcji, to jednak nietrudno się domyślić, że jest ich więcej, a tak naprawdę niemal każde dzieło sztuki w jakiś sposób czerpie coś z matematyki. Poczynając od wspomnianej złotej proporcji, perspektywy, rzutów różnych brył na płaszczyznę, poprzez muzykę, taniec, teatr (m.in. projektowanie scenografii czy nawet kostiumów), architekturę. Artyści korzystają przy tworzeniu dzieł z programów komputerowych, różnych aplikacji, projektują je i kreślą, korzystając z elementarnych zasad geometrii. Wymieniać przykłady można w nieskończoność. Przy takiej mnogości tematów postanowiłam skupić się na anamorfozie. Jest to niezwykle wdzięczny temat. Pomimo że zajmuję się nim już praktycznie od sześciu lat, nadal nie brakuje mi tematów do badań, a znajomość matematyki bardzo pomaga mi zagłębiać się w niuanse metod konstrukcji anamorfoz.

□ Pod okiem naukowców, o których wspomniała już Pani wcześniej, matematyka dr. hab. Roberta Wolaka, profesora UJ, i historyka sztuki prof. Piotra Krasnego pracuje Pani obecnie nad zagadnieniem rzutowania anamorficznego. Czy stanowi ono temat Pani pracy doktorskiej?

Od lewej: dyrektor BJ prof. Zdzisław Pietrzyk; dr hab. Robert Wolak, prof. UJ; Ada Pałka – kuratorka wystawy, Ryszard Paprocki

Fot. Mariusz Kopiejka

Ada Pałka – kuratorka wystawy

■ Tak, w mojej pracy doktorskiej zajmuję się bardzo konkretnym przykładem rzutowania anamorficznego, a dokładnie anamorfozą zwijalną stożkową oraz innymi wariantami anamorfoz zwijalnych. Do tego rodzaju anamorfoz zaliczamy niezwykle ciekawe dzieło polskiego grafika Jana Ziarnki Para kochanków, które znajduje się w zbiorach Fundacji xx. Czartoryskich w Krakowie. Reprodukcję tego dzieła można było zobaczyć na wystawie. Rycina przedstawia nagą parę w akcie miłosnym, która wyłania się dopiero po zwinięciu ryciny w stożek i obraniu punktu patrzenia nad wierzchołkiem. Tworząc to dzieło, Ziarnko zastosował technikę siatek deformacyjnych, metodę ich konstrukcji dla tego rodzaju anamorfoz opisał szczegółowo w swoim traktacie po tytułem Perspectivae stereo graphicae pars specialis z roku 1619. Ten właśnie traktat przyciągnął moją uwagę, nie ma o nim słowa w żadnej dostępnej literaturze, w której mowa jest o anamorfozie. Jednak jest to najwcześniejszy odnaleziony traktat opisujący anamorfozę zwijalną stożkową i, co ważne, jedyny napisany przez Polaka. W ramach mojej pracy doktorskiej dokładnie analizuję metodę konstrukcji zaproponowaną przez Ziarnkę, a także dodatkowo rozwiązuję zostawione przez niego twierdzenia, które zostały jedynie sformułowane, ale nieopatrzone słowem komentarza. Warto zaznaczyć, że moja praca doktorska będzie pracą z matematyki bardzo mocno nawiązującą do historii matematyki.

□ Prowadzi Pani wykłady dla dorosłych słuchaczy, ale też warsztaty dla dzieci. Jak one podchodzą do matematyki w sztuce, jak ją rozumieją? Może któreś ze spotkań szczególnie Pani zapamiętała?

■ Zarówno wykłady, jak i warsztaty prowadzę dla dzieci i dla dorosłych. Młodsze dzieci nie mają uprzedzeń i bardzo ochoczo zmagają się z zagadnieniem anamorfozy. Nie mają pojęcia, że znajdowanie związku pomiędzy matematyką i sztuką to coś dziwnego. Młodzież i dorośli częściej zadają mi pytanie: „I gdzie tu jest matematyka?”, na które oczywiście chętnie odpowiadam i wszystko dokładnie wyjaśniam. Duże zainteresowanie moimi wykładami i warsztatami wzbudzam wśród nauczycieli matematyki i plastyki. Chociaż sami nie zawsze podejmują się poprowadzenia takich warsztatów, nawet z moją korespondencyjną pomocą, to często zapraszają mnie do swoich szkół. Zapadły mi w pamięć zajęcia w ramach Uniwersytetu Dzieci z grupą uczniów w wieku 9–10 lat. Jedna dziewczynka po warsztatach podeszła do mnie, przyciskając do siebie rysunek, i powiedziała: „Te warsztaty były cudowne, łączyły dwie rzeczy, które kocham, matematykę i malowanie”. Zaniemówiłam...

□ Pani kolejna pasja to fotografia. Czy w niej także można doszukać się powiązań z anamorfozą? Czy powstały jakieś Pani prace inspirowane tą formą?

■ Fotografia to moja pasja, szczególnie lubię zajmować się, można by rzec, nawiązując to tematu wystawy, „fotografią dziwaczną”, tj. staram się odtwarzać dawne techniki fotografii, zamykać się w ciemni fotograficznej i konstruować własne aparaty typu camera obscura. Moja pasja pomaga mi w dokumentowaniu anamorfoz. Są także programy, które zwykłe zdjęcie przekształcą w dzieło anamorficzne. Ja jednak nie łączę

Ryszard Paprocki Biblioteka dzieło wykonano wspólnie z Marcinem Czają, 2016
Mariusz Kopiejka

tych dwóch zagadnień, anamorfozy i fotografii, gdyż nie samą anamorfozą człowiek żyje.

□ Kiedy powstał pomysł na wystawę Perspektywa dziwaczna w Polsce?

■ Wystawa była podsumowaniem moich badań nad anamorfozą w ramach projektu badawczego „Perspektywa dziwaczna w Polsce. Próba skompletowania i usystematyzowania informacji oraz materiałów dotyczących zainteresowania rzutem anamorficznym na terenie Polski”, nr 2012/07/N/HS2/00679, który jest finansowany ze środków Narodowego Centrum Nauki w ramach grantu PRELUDIUM 4 dla młodych naukowców bez stopnia doktora. W trakcie trzyletnich badań oraz licznych kwerend spotkałam się ze sporym zainteresowaniem tematem wśród osób z różnych środowisk. Jednocześnie okazało się, że wbrew pogłoskom i obawom, w Polsce mamy niezwykle dużo dzieł anamorficznych. Są to wprawdzie głównie traktaty, ale jednak ich liczba i znaki proweniencyjne wskazują, że były one popularne i bardzo rozpowszechnione. Ponadto warto wyróżnić niezbyt znane dzieło Jana Ziarnki, o któ-

rym wspominałam, i jego traktat, który jest niezwykle ważny dla moich badań. Mamy też w Polsce znakomitych artystów, mających w swoim dorobku dzieła wykorzystujące rzutowanie anamorficzne. Na wystawie chciałam zarówno pokazać ich prace, jak i poznać ich ze sobą. Nie znali się do tej pory, nie wiedzieli o sobie, a co ciekawe, wszyscy są związani z Krakowem.

□ A kiedy zaczęła się realizacja samego pomysłu? Co stanowiło najbardziej czasochłonny element przygotowań?

■ Sam pomysł pojawił się ponad rok temu, gdy podczas licznych kwerend, rozmów z pracownikami bibliotek w całej Polsce, a także po znalezieniu ogromnej liczby traktatów, postanowiłam szerszemu gronu przedstawić wynik moich badań, gdyż wiele osób było nimi żywo zainteresowanych. Najlepszym miejscem na taką wystawę była właśnie Biblioteka Jagiellońska, w której znalazłam ponad 40 traktatów anamorficznych. Pomyślałam, że prezentowane zbiory, głównie stare druki, rękopisy i ryciny, zostaną w tak wyjątkowym miejscu, historycznym i magicznym, odpowiednio wyeksponowane. Najwięcej pracy zajęło mi przygotowanie katalogu wystawy. Niewielki folder, który można było zabrać na pamiątkę w trakcie trwania wystawy, to zaledwie skromna zapowiedź katalogu wystawy, który został jednak wydany po jej zakończeniu. Ponad stustronicowy katalog zawiera nie tylko wprowadzające teksy dotyczące wystawy, projektu i rozwoju anamorfozy w Polsce, ale przede wszystkim stanowi bardzo szczegółowy opis wszystkich prezentowanych na wystawie dzieł. Opracowanie katalogu zajęło mi ponad dziewięć miesięcy intensywnej pracy, która dla mnie jako matematyka wymagała dokształcenia się z wielu dziedzin i opanowania nowego słownictwa, a także poszerzenia wiedzy w zakresie zna-

Hans Hamngren The eye anamorphotic construction; 1974
Animacja Tomasza Lenarcika San Francesco di Paola Fot. Mariusz Kopiejka

ków proweniencyjnych. Jednak wszystkie zdobyte umiejętności i zgłębienie tematyki poddały mi pomysł na kolejne tematy warte uwagi. Analiza traktatów pokazała, jak niewiele wiemy na temat zagadnień badanych dawniej. Tematów jest tak dużo, że przydałby się cały sztab ludzi, aby móc je lepiej zanalizować.

□ Kto wspierał Panią w przygotowaniach wystawy?

■ W przygotowaniach do wystawy, w wielu chwilach słabości i przytłoczenia ogromem pracy wspierali mnie znajomi, rodzina i mój partner. Gdy pojawiał się konkretny problem, zawsze mogłam liczyć na pomoc dr. hab. Roberta Wolaka, a przy planowaniu wystawy logistycznie konsultowałam się z prof. Piotrem Krasnym. Duże wsparcie i aprobatę otrzymałam też od władz Wydziału Matematyki i Informatyki. Niezwykle cenna była pomoc doświadczonej w tworzeniu wystaw Małgorzaty Kusak z Biblioteki Jagiellońskiej. Artysta Ryszard Paprocki sam wyszedł z inicjatywą namalowania na oczach zwiedzających ogromnej anamorfozy 3D, w tworzeniu której pomagał mu Marcin Czaja. Krzysztof Tomaszewski, który zajmował się oprawą graficzną wystawy, nadał jej profesjonalną i niezwykle atrakcyjną postać a wisienką na torcie były animacje Tomasza Lenarcika. Warto też podkreślić ogromny, acz może ostatecznie nie do końca zauważalny, wkład pracowników licznych bibliotek w Polsce, którzy pomagali mi w trakcie moich kwerend u nich, a także później, w trakcie badań nad pochodzeniem zbiorów. To oni zainspirowali mnie do stworzenia wystawy.

□ Jakie jest współczesne oblicze anamorfozy?

■ Obecnie anamorfoza jest traktowana jako ciekawostka, jako nowy niestandardowy przekaz jakichś informacji, przeważnie reklamy. Ma zaskakiwać i choć na chwilę zatrzymać przechodnia. Można więc rzec, że nic się nie zmieniło od XVI wieku. Jednak powoli pojawia się dodatkowe wykorzystanie anamorfozy jako znaków drogowych. Choć każdemu znane są nienaturalnie wydłużone płaskie znaki drogowe na jezdni, które z punktu widzenia kierowcy nie są zdeformowane, to jednak nie każdy sobie zdaje sprawę, że to anamorfoza. Pojawiły się pomysły tworzenia przejścia dla pieszych w formie rysunku 3D, aby zwiększyć

widoczność pasów, a tym samym bezpieczeństwo na drogach, pomysł ten jednak jest jeszcze w powijakach.

□ Do kogo w głównej mierze skierowana była wystawa i jaki –oprócz samego eksponowania tematu – był jej cel?

■ Starałam się przygotować wystawę w taki sposób, aby każdy znalazł w niej coś dla siebie. Młodsi i starsi zwiedzający mogli zrobić sobie zdjęcie nad przepaścią w podłodze Biblioteki i przyjrzeć się odbiciom zdeformowanych dzieł w walcowych lustrach. Matematycy pochylali się nad licznymi starodrukami i ciekawostkami matematycznymi w nich zawartymi. Historycy sztuki w przystępny sposób mogli poznać matematyczne zasady wykorzystywane w anamorfozie. Głównym celem wystawy było zainteresowanie i rozpowszechnienie zagadnienia „perspektywy dziwacznej” w Polsce .

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Dudek

Biuro ds. Promocji Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

Więcej informacji dotyczących wystawy można znaleźć na stronie http://perspektywadziwaczna.blogspot.com

Franciscus Aguilonius E Societate Iesv Opticorvm Libri Sex..., Antverpiae 1613

MOC GÓR JEST NIEPRZEZWYCIĘŻONA

Medycyna górska (wysokościowa) jest młodą dyscypliną medyczną o charakterze wielodyscyplinarnym. Zajmuje się problemami fizjologicznymi, fizjopatologicznymi i medycznymi związanymi z przebywaniem człowieka w wysokich górach. Obejmuje również aspekty genetyczne oraz adaptacyjne do przebywania na dużych wysokościach. W zakresie nauk klinicznych zajmuje się zaburzeniami w procesie adaptacji i aklimatyzacji, tj. chorobą górską w jej różnorodnych formach. Istotnym podmiotem medycyny górskiej są stali mieszkańcy dużych wysokości, ich czynnościowa i strukturalna adaptacja do życia w tych warunkach, epidemiologia

Na dużych wysokościach w Andach... ciągle odnajduje się wyraźne ślady obecności człowieka: resztki drewna i węgla, narzędzia z miedzi, groty strzał, a nawet miniaturowe rzeźby, które zaświadczają o skłonności prehistorycznych Indian do wchodzenia na górskie wierzchołki, niewątpliwie z jakiegoś użytecznego powodu, z jakimś publicznym przesłaniem.

Francisco José de San Román, 1896

swoistość chorób typowych dla tej szczególnej kategorii osób. Ważnym obszarem tej specjalności jest prewencja i leczenie zaburzeń i zachorowań wywołanych przez czynniki urazowe dużych wysokości: niedotlenienie, odwodnienie, niskie temperatury, urazy fizyczne. Jednym słowem – medycyna górska zajmuje się kondycją zdrowotną oraz bezpieczeństwem zarówno stałych mieszkańców gór, jak i osób przebywających w środowisku górskim czasowo. Medycyna górska może być przykładem szeroko rozumianej medycyny antropologicznej, w której organizm człowieka, w zdrowiu i w chorobie, funkcjonuje w bezpośrednim powiązaniu ze środowiskiem naturalnym, w tym wypadku ze środowiskiem wysokogórskim. W tym ujęciu

człowiek i środowisko oddziałują na siebie wzajemnie, stanowiąc jedność. Zajmując się badaniem zdolności adaptacyjnych organizmu ludzkiego do życia w środowisku wysokogórskim, określaniem jego odporności na działanie czynników urazowych, opracowywaniem metod usprawniających adaptację i aklimatyzację, poznawaniem swoistości fizjologicznej i patologicznej stałych mieszkańców gór, leczeniem i zapobieganiem chorób swoistych w tym środowisku – medycyna górska wnosi poważny wkład w medycynę ogólną1. Przy obecnym stanie wiedzy byłoby naiwnością sądzić, że wszelkie problemy fizjologiczne i patologiczne w wysokich górach są uwarunkowane tylko niedostatkiem tlenu. Istotny wpływ na żywy organizm ma także niska temperatura otoczenia, promieniowanie słoneczne

I Polska Wyprawa w Góry Patagonii; 1973/1974

i jonizujące, odżywianie, warunki społeczno-ekonomiczne, a także kulturowe. Etiologia problemów patologicznych jest wieloczynnikowa i tylko nieliczne badania naukowe uwzględniają tę okoliczność w wymiarze ekologicznym.

RELACJA CZŁOWIEK – GÓRY

Warto sobie uzmysłowić, że relacja człowiek – góry jest szczególna i złożona. Szczególna, gdyż dotyczy więzi człowieka ze środowiskiem naturalnym gór, uchodzącym od zarania jego poznawania za środowisko niesprzyjające życiu, w dodatku niebezpieczne i groźne. Nie bez powodu wiele regionów górskich na świecie, podobnie jak głębiny morskie, ostało się do dzisiaj nietkniętych stopą ludzką. Jest to relacja złożona, gdyż dotyczy wszystkich sfer ludzkiego funkcjonowania: biologicznej, społecznej, psychologicznej i duchowej. Wysokie góry nie przyciągały uwagi człowieka pierwotnego, raczej budziły lęk niż zainteresowanie. Przez wieki zmieniało się też pojęcie i wyobrażenie gór jako naturalnych geomorfologicznych form krajobrazu. Inaczej postrzega góry małe dziecko, dla którego „górą” może być babka z piasku na plaży, inaczej rolnik uprawiający ziemię na nachylonych stokach górskich, inaczej alpinista czy himalaista, a jeszcze inaczej kosmonauta obserwujący łańcuchy górskie z perspektywy kosmosu. Na ogół fenomen gór jest postrzegamy w perspektywie pionowej: w górę lub w dół. W górę patrzy mieszkaniec nizin, a z góry patrzy alpinista, pilot samolotu czy kosmonauta z przestrzeni kosmicznej. Nie zawsze jednak jest zachowana perspektywa pionowa. Tak jest w przypadku rozległych płaskowyżów świata – tybetańskiego czy południowoamerykańskiego (Altiplano), wznoszących się na wysokość 3000–5000 metrów nad poziom morza. Zarówno stali mieszkańcy tych regionów, jak i przybysze z poziomu morza nie mają wrażenia, że żyją na dużej wysokości, gdyż teren po horyzont może być płaski jak stół. W niektórych miejscach może mieć charakter pustynny, jak w przypadku pustyni Atakama.

Ewolucję postaw człowieka wobec gór ujął trafnie Mazzotti: Pierwsze wrażenie, jakie góry wywarły na człowieku, to zabobonny lęk. Dopiero później góry stały się obiektem adoracji2

Istnieje przepaść między aktualnym rozumieniem i przeżywaniem gór a tym,

jak było w przeszłości. Postawa lęku przed górami trwała do początków XVII wieku. Przełamali ją głównie ludzie nauki, podejmujący coraz to nowe tematy badawcze w środowisku górskim. Można powiedzieć, że to uczeni odarli góry z ich mitycznej grozy i niebezpieczeństwa. W Szwajcarii przełomową rolę odegrał lekarz Juan Jacobo Scheuchzer z Zurychu. Jego praca na temat orografii Szwajcarii pobudziła zainteresowanie górami. Ewolucja postawy emocjonalnej uległa przyspieszeniu. Jeszcze szybciej zmieniało się pojęcie o trudnościach zdobywania gór oraz o motywach tej działalności.

W wierzeniach ludów pierwotnych ukształtowało się przekonanie, że wierzchołki gór sięgają ponadziemskiego wymiaru – nie tylko chmur, ale nawet nieba. W większości religii świata wierzchołki gór, zwłaszcza najwyższych w danym regionie, są traktowane jako miejsce styku Ziemi i Nieba. Dlatego górom nadano cechy nadprzyrodzone, a ich wierzchołki uczyniono siedzibą bóstw lub demonów. U wielu ludów góry stały się symbolem najwyższych wartości kulturowych i duchowych. Góra Synaj zajmuje uprzywilejowaną pozycję w Biblii. Na tej świętej górze Mojżesz otrzymał Dziesięć Przy-

Do połowy XX wieku alpinizm był sportem bez reguł i bez konkurencji. Aby wyruszyć na podbój gór, wystarczyła siła fizyczna, odporność na czynniki środowiska oraz odwaga. Rozwój alpinizmu, a zwłaszcza himalaizmu, stawiał przed alpinistami coraz większe wymagania kondycyjne i zdrowotne, a równocześnie techniczne. Mówił o tym Chris Bonington w 1979 roku: jedno, co muszą uczynić współcześni alpiniści, aby otworzyć nowe wymiary dla ducha eksploracji i przygody, to trenować swe ciało i umysł poprzez własną autodyscyplinę cechującą prawdziwych atletów3. Niestety, niewielu alpinistów wzięło sobie do serca to proste zalecenie i wybiera się w góry wysokie bez odpowiedniego przygotowania fizycznego i psychicznego.

kazań, jako prawną i etyczną podstawę zachodniej cywilizacji. Odległy himalajski szczyt Kajlas, wznoszący się samotnie nad Wyżyną Tybetańską, orientuje umysły milionów hinduistów i buddystów w stronę duchowej wolności. Mount Everest stanowi dla wielu, nie tylko himalaistów, najwyższy cel, jaki może osiągnąć człowiek. Jedną z najwyższych i najbardziej świętych gór jest Annapurna4. Miejscowa nazwa jest połączeniem sanskryckich słów anna (pożywienie) i purna (wypełniona) Góry naruszyły spokój i harmonię ziemskiego krajobrazu. W miejscu uderzenia gromu wyrosła największa z gór, góra Elbrus. Rosła ona przez 800 lat w stronę nieba, aż z jej szczytu mógł zostać przerzucony most zbawienia, droga dusz po śmierci. [...] Góra Elbrus stała

Andrzej Łapiński
Illimani – Gniazado Kondora. Narodowa góra Boliwijczyków

się w świadomości religijnej znakiem pierwotnej walki między pierwiastkami dobra i zła. [...] Góra Elbrus wskazuje człowiekowi drogę wewnętrznego moralnego i duchowego doskonalenia. Droga w górę symbolizuje oczyszczenie duszy, osiąganie przez nią mądrości, samowiedzy i dzielności. [...] W Eliadowskiej morfologii sacrum góra, konotująca wzniosłość, ruch wertykalny, wysokość, solidność, trwałość, moc natury, symbolizuje tym samym centrum świata i życia, drogowskaz czy wręcz drogę do boskiej krainy, jest axis mundi, osią świata, łączącą w wymiarze antropologicznym i kosmicznym ziemię z podziemiami i niebem, a człowieka z tym, co nadprzyrodzone. Góra obrazuje zatem węzeł komunikacji człowieka ze sferą transcendentną5

Góra wypiętrzona z płaskowyżu ziemi, wysoka, majestatyczna, sięgająca ku wysokości nieba, [...] solidna, niewzruszona, emanująca milczeniem, tajemnicą, grozą, jest mikrokosmosem, wszechświatem na miarę człowieka. Dlatego wielu wspinaczy gór świata podkreśla „metafizyczny” charakter przygody w górach6

W poszukiwaniu śladów ludzkiej bytności w górach ciągle natrafiamy na rozmaite obiekty archeologiczne i antropologiczne pozostawione przez tych, którzy jako pierwsi podejmowali trud i ryzyko

wchodzenia na najwyższe formacje górskie. W Alpach takie ślady zapisali Celtowie i Rzymianie. Alpejska przełęcz Piccolo San Bernardo [jest jednym z takich tajemnych miejsc, gdzie historia przeplata się ze współczesnością, technika XXI wieku ze śladami z zamierzchłej przeszłości]. Chodzi o tajemnicze konstrukcje kamienne zwane Kromlech. Są to kamienne płaskie kręgi o niejasnym przeznaczeniu. Wiele wskazuje na to, że mogły to być obiekty o charakterze astronomicznym. Jak pisze Gronowska-Babicz, mogły służyć do oznaczania równonocy wiosennej, jesiennej i czasu przesilenia letniego. Do dzisiaj okoliczni mieszkańcy traktują te miejsca jako święte. I tak właśnie, w prastarym kamiennym kręgu odbija się przeszłość i przyszłość, gwiazdy, Słońce i Ziemia, a materia ożywia Ducha, który pośredniczącym intelektem ogarnia bieg trwania7. Najlepszym przykładem mogą być refleksje Mieczysława Karłowicza, owiewanego potężnym, wiekuistym oddechem wszechbytu, Fryderyka Nietzschego, który w górach doznawał prawdziwych olśnień intelektualnych, czy Reinholda Messnera ocieranie się o granice odczuwania, pojmowania życia8

Nie bez powodu góry znalazły swe miejsce w religiach, mitologii i symbolice ich mieszkańców. W kulturach mieszkańców Andów znajduje to wyraz, między innymi, w nazwach nadawanych wierzchołkom gór. Najwyższe z nich są zwykle utożsamiane z płcią męską i zawierają w swojej nazwie człon machu, związane zaś z płcią kobiecą – człon huayna. Machu znaczy stary lub męski, a huayna znaczy młody lub kobiecy. Warto zauważyć, że góry o tych nazwach najczęściej występują parami i sąsiadują z sobą, na przykład Machu Picchu i Huayna Picchu. Do wyjątków można zaliczyć Elbrus, najwyższy szczyt Kaukazu, którego nazwa w miejscowym narzeczu znaczy „piersi dziewicy”. Obie niemal symetryczne śnieżne kopuły kojarzą się jednoznacznie z symbolami kobiecości. Zdaniem Rudolfa Otto, człowiek wkraczający w góry jest całkiem od nich zależny, zdany niejako na ich łaskę i niełaskę, znajduje się w pełnym władaniu krajobrazu niebezpieczeństw i grozy. [...] Istnieje też inny rodzaj uzależnienia, stan, w którym człowiek jest „w mocy” góry.

W sensie przestrzennym ludzie mogą być daleko od gór, ale wielu twierdzi, iż jest jakaś niewidzialna więź skłaniająca do ciągłych powrotów. Rudolf Otto nazywa ten stan „uczuciem zależności stworzenia”, uczuciem własnego pogrążenia i unicestwienia. Wszechmoc sprawia, że człowiek zaczyna żyć w „drugiej” niejako rzeczywistości [...]. Ciągłe powroty w góry, nieustanne wchodzenie na szczyty czyni z nich niemal obsesję. Owładnięty górą człowiek staje się jej niewolnikiem9 Fascynacja górami jest ogromną siłą, niczym gigantyczny magnes i kołowrót napędzający ludzką działalność w górach. Zdaniem Zowisło doświadczenie gór jest doświadczeniem par excellence inicjacyjnym. Jak każda inicjacja jest ono próbą człowieka w obliczu zagadki tremendum et fascinosum (tu: tajemnicy fascynującej i groźnej). Próbą jego potencjału, wyobraźni, samowiedzy, etosu, odwagi, energii, mocy. Próbą człowieczeństwa wobec absolutu rzeczywistości, konfrontacją kruchości i przygodności ludzkiej kondycji wobec potęgi niewzruszonego istnienia natury, której góra zdaje się być najwymowniejszym znakiem10 Z interesującego nas punktu widzenia nie tyle istotny jest fizyczny kształt gór, tj. geomorfologia, ile wysokość nad poziomem morza. Dlatego pojęcie medycyny górskiej kojarzy się z pojęciem wysokości i mówi się o medycynie górskiej (lub wysokościowej). Odróżnia się ją od medycyny lotniczej czy kosmicznej. O tej różnicy decyduje wysokość nad poziomem morza i związane z nią obniżenie ciśnienia barometrycznego i ciśnienia parcjalnego tlenu oraz temperatury otoczenia. Czynnikiem etiologicznym jest hipoksja hipobaryczna, odpowiedzialna za „chorobę górską” w rozmaitych jej formach klinicznych. Mimo szybkiego rozwoju medycyna górska w Polsce nie została do tej pory uznana za odrębną specjalność na wzór dyscyplin klinicznych czy ratunkowych. W świecie powstały towarzystwa naukowe medycyny górskiej oraz organizacje zajmujące się niesieniem fachowej po-

U stóp Metterhornu, Alpy Grażyna Ryn-Nowosińska

mocy przedlekarskiej i lekarskiej w górach oraz badaniami nad funkcjonowaniem człowieka na dużych wysokościach. W skali światowej zrzeszają one kilka tysięcy lekarzy różnych specjalności, których łączy uprawianie alpinizmu. Szacuje się, że liczba publikacji naukowych z zakresu fizjologii, medycyny i ratownictwa górskiego sięga około 30 tysięcy. Powstało Międzynarodowe Towarzystwo Medycyny Górskiej (International Society for Mountain Medicine – ISMM) z siedzibą w Szwajcarii. Publikuje ono własny periodyk naukowy oraz organizuje krajowe, międzynarodowe i światowe konferencje i kongresy medycyny górskiej. Z inicjatywy tego towarzystwa opracowuje się diagnostyczne narzędzia badawcze w celu ujednolicenia diagnozowania rozmaitych form choroby górskiej i innych stanów patologicznych związanych z urazowym wpływem środowiska. W 1997 roku ISMM na posiedzeniu w Interlaken w Szwajcarii przyjęło kryteria i programy szkolenia teoretycznego i praktycznego wymaganego do uzyskania zawodowych kwalifikacji w zakresie medycyny górskiej. Ukończenie szkolenia upoważnia do otrzymania Dyplomu Medycyny Górskiej (Diploma in Mountain Medicine – DiMM).

Specjalistyczne komisje medyczne koordynują opiekę medyczną i ratownictwo w górach oraz badania naukowe. Do tej pory w ramach tych kursów odbyło szkolenia około 3500 lekarzy różnych specjalności. W 2011 roku powstało Polskie Towarzystwo Medycyny i Ratownictwa Górskiego (PTMiRG) z siedzibą w Centralnej Stacji Ratownictwa Górskiego w Szczyrku. Liczy około 100 członków, głównie lekarzy-alpinistów, w tym kilku samodzielnych pracowników nauki i ratowników górskich. Towarzystwo, we współpracy z Komisją Medyczną Polskiego Związku Alpinizmu, zorganizowało cztery ogólnopolskie konferencje medycyny górskiej.

czy astronomowie pracujący w wysokogórskich obserwatoriach.

Do drugiej grupy, zwanej homo ludens alpinus , zalicza, między innymi, bywalców ośrodków turystyki i sportów górskich, a więc narciarzy, alpinistów, przewodników górskich itd. Także osoby uprawiające w górach rozmaite dyscypliny o charakterze sportowym czy akrobatycznym, takie jak biegi górskie na dużej wysokości, lotniarstwo, bobsleje, szybownictwo górskie czy spływy kajakowe po

winnych przyjemności żadna tak jak alpinizm nie może być korzystna dla kondycji duchowej i fizycznej, gdyż poprzez wysiłek, jakiego wymaga wspinaczka w rozrzedzonym górskim powietrzu, odnawia swą energię, a na skutek przezwyciężonych trudności alpinista staje się lepiej przygotowany i umocniony do konfrontowania się z trudnościami, jakie niesie życie, i do obrony przed nimi

Jak widać, rozpiętość motywów sięga od psychologicznych, filozoficznych

Różnorodne są motywy przebywania człowieka w górach. Człowiek żyje w górach z pokolenia na pokolenie, żyje w górach i żyje z gór. Doktor Pietro Bassi z Courmayeur (Włochy) nazywał takiego człowieka el homo faber alpinus – człowiekiem górskiej pracy. Wśród milionów mieszkańców gór są pasterze, rolnicy, budowniczowie dróg i tuneli, żołnierze oddziałów górskich, także górnicy, naukowcy

górskich rzekach. Odrębną grupę stanowią pielgrzymi odwiedzający górskie ośrodki życia religijnego i kultu czy pustelnicy. W górach od wieków znajdowali schronienie dysydenci, partyzanci, zbójnicy, osoby prześladowane czy szukające wolności. Jedni udają się w góry, by szukać w nich spokoju, oddalenia od cywilizacji i od naporu traumatycznej codzienności, by w bezpośrednim kontakcie z przyrodą kontemplować istotę i sens życia, by zbliżać się do Boga; inni – by w górach szukać trudności, niebezpieczeństwa i ryzyka, aby w konfrontacji z nimi sprawdzać własne siły i możliwości, aby sięgać granic możliwości ludzkich, a nawet je przekraczać. Oto, co powiedział alpinista, który jako pierwszy wspiął się na tron świętego Piotra, Achille Damiano Ambrogio Ratti (Pius XI): Wiadomo, że ze wszystkich nie-

i religijnych do czysto pragmatycznych, użytkowych czy sportowych.

Medycyna górska powstawała w miarę rozwoju eksploracji coraz to wyższych gór świata zarówno przez ludzi podejmujących tam pracę, jak i przez alpinistów. Pionierami tej dyscypliny stali się lekarze ekip zawodowych pracujących na dużych wysokościach, jak również lekarze alpiniści towarzyszący wyprawom wysokogórskim. Można przyjąć, że w świecie funkcjonuje kilkuset lekarzy alpinistów, którzy łączą swoje pasje sportowe z zawodem. Wypracowano bliską współpracę lekarzy alpinistów ze służbami ratownictwa górskiego. Warto przypomnieć, że jednym z pierwszych lekarzy w Europie, który podjął fachowe obserwacje w zakresie fizjologii i fizjopatologii dużych wysokości, był Francuz Etienne Henri Jacottet.

Grzegorz
Gaj
Autor w „śniegach pokutujących” – nieves penitentes, Chile

W 1891 roku wspiął się na wierzchołek Mont Blanc, aby przeprowadzić pomiary fizjologiczne na najwyższym wierzchołku Europy. Mimo choroby górskiej zrezygnował z zejścia, aby obserwować proces aklimatyzacji. Ciekawość naukowca przypłacił życiem. Sekcja zwłok wykazała „katar z towarzyszącym ostrym obrzękiem płuc”, dzisiaj rozpoznawanym jako wysokościowy obrzęk płuc. Nikt bardziej niż alpiniści nie docenia tlenu jako prawdziwego eliksiru życia. Złożony proces adaptacji i aklimatyzacji jest nastawiony przede wszystkim na przystosowanie organizmu do funkcjonowania w warunkach hipoksji hipobarycznej (obniżonego ciśnienia parcjalnego tlenu). A wszystko zaczęło się od odkrycia Błażeja Pascala (1623–1662), który wykazał, że ciśnienie barometryczne powietrza, a wraz z nim ciśnienie parcjalne tlenu zmniejszają się w miarę wzrostu wysokości. Od tego momentu zaczęły się dyskusje i zmagania, by sprawdzić, na jaką wysokość uda się wspiąć człowiekowi bez użycia tlenu z butli.

W miarę postępu badań i publikacji w czasopismach medycznych powoływano towarzystwa medycyny górskiej. Dysponujemy setkami publikacji o charakterze monograficznym oraz dziesiątkami tysięcy artykułów naukowych. Rolę integrującą pełni wspomniane ISMM. Niemal we wszystkich górach świata funkcjonują ośrodki czy pracownie fizjologii i medycyny górskiej, często pod auspicjami uniwersytetów.

W niektórych krajach medycynę górską traktuje się nieformalnie jako odrębną specjalność. Opracowano szczegółowe programy szkolenia teoretycznego i praktycznego oraz sposoby egzaminowania

zakończone stosownym dyplomem. Współczesna wiedza medyczna oraz doświadczenie praktyczne pozwalają na wczesne rozpoznanie różnorodnych form patologii wysokościowej, na zapobieganie ostrej chorobie górskiej oraz na leczenie jej skutków. Opracowano standardy postępowania zapobiegawczego i leczniczego w najcięższych stanach, jakimi są wysokościowy obrzęk płuc i wysokościowy obrzęk mózgu. Dzięki temu udaje się uchronić wiele osób od groźnych następstw.

w mentalności współczesnych alpinistów. Ich bezinteresowna pasja zmagania się ze scenerią gór, usłana wielkimi zwycięstwami, ale i okupiona porażkami ze śmiercią włącznie – nabiera w tym sporcie nadzwyczajnego znaczenia. Organizm ludzki w zetknięciu z górami i wysokością doświadcza wpływu różnorodnych czynników urazowych. Najstarsze zapisy takich doświadczeń znajdujemy, między innymi, w Piśmie Świętym oraz w pismach innych religii, zwłaszcza hinduistycznej czy tybetańskiej.

Od zarania swego istnienia człowiek przyglądał się górom z szacunkiem, z rezerwą, a nieraz z lękiem. Ze względu na ukształtowanie, niedostępność, wysokość, zimno, wiatry, śniegi i lawiny góry budziły respekt i nie zachęcały do osiedlania się. Człowiek pierwotny traktował wysokie góry jako miejsca sakralne, jako siedzibę bóstw i na ich wierzchołkach budował sanktuaria czy adoratoria. Ze względu na pionową formację góry kształtowały w człowieku wertykalną hierarchię wartości. Nic dziwnego, że niemal we wszystkich kulturach istnieją tzw. święte góry jako siedziby bóstw, jako miejsca ofiarne lub miejsca duchowych peregrynacji. Góry znalazły swe miejsce w wierzeniach, przesądach i mitach, ale także w większości religii świata. Ze szczególną czcią, ale i z lękiem odnoszono się do wulkanów ze względu na erupcje i niebezpieczeństwo dla okolicznych mieszkańców.

Pierwotne pragnienie człowieka, aby wznieść się ponad chmury, ku niebu, ku bezgranicznej swobodzie, przetrwało

Niektórzy mówią o emocjonalnym uzależnieniu od gór. Człowiek poddaje się ich mocy, a kto raz dostał się w ich czarodziejską moc, ten spod niej nie wydobędzie się nigdy, bo moc gór jest nieprzezwyciężona11 .

Zdzisław Jan Ryn

1 Z.J. Ryn, Początki i rozwój medycyny górskiej, w: Góry – człowiek – turystyka, pod red. P. Cybuli, M. Czyża S. Owsianowskiej, Kraków 2011, s. 149–156.

2 Cyt. za: J. Cervera Batariu, Moral de Montaña, Club Excursionista de Gracia, Barcelona 1957, s. 86–88.

3 Cyt. za: A. Castelló Roca, Preparación fisica del montañero, „Medicina de Montaña”, Vitoria-Gasteiz 1984, s. 21.

4 E. Bernbaum, The Heights of Inspiration: Sacred Mountains of the World, „High Altitude Medicine & Biology”, 2000, nr 1(3), s. 229.

5 M. Zowisło, Symbolika góry, w: Góry... – człowiek..., s. 57–58.

6 Ibidem, s. 62.

7 I. Gronowska-Babicz, W Alpach podniebnych... Śladami Celtów, Rzymian i Heideggera, „Tatry”, 2011, nr 4 (38), s. 124–125.

8 Ibidem, s. 62.

9 K.R. Klementowski, O symbolice góry, „Góry i Alpinizm”, 1995, nr 12–12, s. 84–86.

10 M. Zowisło, Symbolika góry, s. 63.

11 Cyt. za Z. Mirek, Duchowy wymiar relacji człowiek – przyroda, w: Góry... – człowiek..., P. Cybula, M. Czyż, S. Owsianowska, red., s. 82.

Zdzisław Jan Ryn

Grupa Fitz Roya w Andach Patagonii

KOLOROWE SERCE WŁOCH

20września 2016 w podziemiach Collegium Maius odbył się wernisaż wystawy zatytułowanej Kolorowe serce Włoch, na której zaprezentowane zostały zdjęcia wykonane przez absolwentkę Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Małgorzatę Kistryn. Fotografie zostały wykonane w latach 2014–2016 w Umbrii, nazywanej często zielonym sercem Włoch. W wernisażu wzięło udział wielu gości, w tym przedstawiciele władz Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz przyjaciele Autorki. Oficjalnego otwarcia wystawy dokonał rektor UJ prof. Wojciech Nowak. Fotografie dr Małgorzaty Kistryn można oglądać w Collegium Maius do 16 października 2016. Red.

Uroczyste otwarcie wystawy; przemawia rektor UJ prof. Wojciech Nowak, po lewej Autorka dr Małgorzata Kistryn, po prawej dyrektor Muzeum UJ prof. Krzysztof Stopka
Wśród zaproszonych gości byli przedstawiciele władz UJ oraz przyjaciele Autorki
Jedno ze zdjęć dr Małgorzaty Kistryn wykonane we włoskiej Umbrii
Fot. Anna Wojnar

WSZYSTKO PRZEMINIE, ZOSTANIE TYLKO FOTOGRAFIA...

Adam Karaś – fotograf z psychologiczną intuicją

Wsamym centrum Krakowa, przy ul. Szewskiej 12, uwagę przyjezdnych i rodowitych krakowian zawsze zwracały uwagę gabloty zakładu fotograficznego Adama Karasia. Zainteresowanie przechodniów skupiało się jednak nie na zwyczajnych, tradycyjnych zdjęciach wizytowych, gabinetowych czy legitymacyjnych mniej lub bardziej urodziwych klientek i klientów zakładu – lecz na fotomontażach, z których każdy był opatrzony jakąś sentencją, zmuszającą do głębszego zastanowienia się nad sensem naszego życia. Wykonawcą tych fotomontaży i autorem sentencji był Adam Karaś, który stworzył sobie własną filozofię,

a wykonywane fotomontaże nazywał „fotoraturami”. Przewodnią ideę tej filozofii fotograf objaśniał jako myśl odtwarzającą obraz fotograficzny i zawsze twierdził, że fotografia kształci, a każdy człowiek jest modelem dla fotografa, psychologa, pisarza czy też pracownika nauki. Dla użytku i przemyśleń klientów na ścianach atelier wywiesił różnego rodzaju hasła i maksymy, jak: Fotografia jest pismem całego świata, Fotografia językiem narodów, Słowo jest narodowe – fotografia międzynarodowa. I główne motto: Wszystko przeminie, zostanie tylko fotografia. Adam Karaś uważał, że fotografia portretowa jest związana z problemem

wydobywania zmian mimicznych, że fotografia to druk, a „fotoratura” to myśl. Wyraz twarzy jest wywoływany zmianą uczuć, przy fotografii mimika jest grą mechaniczną lub emocjonalną, nadaną przez reżysera fotografii. Efektem tego podejścia do życia i zawodu były właśnie te fotomontaże, zmuszające widza do zatrzymania się i kontemplacji treści zawartej w obrazie fotograficznym, połączone ze słowną sentencją. Dla przykładu przytaczam kilka cykli fotomontaży: – antywojenne: Ziemia płonie, Wojna grobem ziemi, Nie igraj z wojną, Cisza przed burzą, Kto winien?, Piekło, Przez wojnę,

zapisują; 1932 z postacią Adama Karasia

Kamery

– antyalkoholowe: Wódka winna , Tatusiu – nie pij!, Przez wódkę, Wódka to śmierć, – nastrojowe: Dzieciństwo , Matka , Filtr życia , Życie ziemi , Opatrzność , Czas , Śmierć – głód , Przedszkole , Na krakowskim Rynku, Lajkonik, Stary i nowy Kraków, Fantazja – rozbicie atomu

Produkował też zabawne kartki z sentymentalnymi żarcikami, jak: Przy Tobie błądzi myśl, Nie odchodź ode mnie, Czy odnajdę Ciebie?, Miasto śpi – ja szukam Cię, Sto lat na emeryturze

Już wymienienie tych kilku cykli fotomontaży i ich sentencji wskazuje, że ich autor miał szerokie zainteresowania i ogarniał nimi wszystkie dziedziny życia, nie stroniąc od całkiem nowoczesnych, a nawet młodzieżowych. Ta wszechstronność sprawiła, że Adam Karaś stał się człowiekiem – instytucją, znaną nie tylko w Krakowie, ale i w Polsce, a nawet i za granicą. Zainteresowanie działalnością Adama Karasia wykazywali profesjonaliści, dziennikarze, filmowcy, artyści, a także pracownicy nauki. Swoje fotomontaże prezentował nie tylko w gablotach reklamujących działalność zakładu, ale i na wernisażach, na przykład w roku 1968 u Piotra Skrzyneckiego w Piwnicy pod Baranami, w Galerii Związków Fotografików Polskich w Krakowie i w Warszawie, w 1978 roku w Krakowskim Towarzystwie Fotograficznym. Samo atelier było też filmowane przez Polską Kronikę Filmową, a reportaż wyświetlano przed seansami filmowymi w kinach w całej Polsce. Pan Adam wystąpił w roli fotografa w filmie Na wylot, a w filmie Przewodnik właśnie on fotografuje Piotra Skrzyneckiego. W jednym z odcinków filmu Polskie drogi Adam Karaś aranżował wystrój zakładu fotograficznego, którego wyposażenie dostarczył z własnego atelier. Działalność Adama Karasia budziła zainteresowanie i innych środków masowej informacji, stąd wiele wywiadów przeprowadzili z nim redaktorzy różnych czasopism, wystąpił też w programie telewizyjnym Pegaz i na antenie Polskiego Radia. Artykuły o Adamie Karasiu i jego pasji ukazały się, między innymi, w „Świecie” (14 lutego 1960), „Życiu Literackim” (30 czerwca 1963), „Echu Krakowa” (5–6 listopada 1966), w „Gazecie Krakowskiej” (23–24 listopada 1985), a także dwukrotnie w londyńskiej „Panoramie”, a reportaż o „fotoraturach” i ich autorze zamieściła TV Berlina Zachodniego. Adam Karaś

został też uwieczniony w książce Ryszarda Kosińskiego Głowy podwawelskie, gdzie jeden z rozdziałów jest mu w całości poświęcony. Występuje też w książce Zbigniewa Wyszyńskiego Filmowy Kraków 1896–1971

Kim więc był Adam Karaś? Urodził się 19 października 1896 w Krakowie, w ubogiej i wielodzietnej rodzinie robotniczej. Był samoukiem, gdyż edukację formalną zakończył w czteroklasowej, ówczesnej szkole wydziałowej. Wcześnie, bo w roku

1912, rozpoczął pracę zarobkową jako kopista u Antoniego Czajki, w zakładzie fotograficznym „De Paris”, mieszczącym się przy ul. Basztowej 17. W tym zakładzie zgłębiał tajniki sztuki fotograficznej do 1922 roku. Następnie do 1925 roku był pracownikiem w Zakładzie artystyczno- fotograficznym Kuczyński i Gürtler, mającym siedzibę w Rynku Głównym, w Pałacu Spiskim. Od roku 1918 łączył pracę zawodową z dodatkowym zajęciem fotoreportera w „Nowościach Ilustrowa-

Portret artysty
Po burzy; 1932

nych”, drukowanych przez Pawła Madejskiego. W 1925 roku otworzył, wraz z bratem Wiktorem, zakład fotograficzny przy ul. Czarnowiejskiej 5. Zakład ten prowadzili wspólnie do 1932 roku, kiedy przenieśli się na ul. Szewską 12. Po śmierci brata w 1970 roku właścicielem firmy pozostał Adam Karaś.

Należy podkreślić, że Adam Karaś był zawsze ciekawy świata i nowinek technicznych. Między innymi w latach 1927 do 1933 Adam i Wiktor Karasiowie rozpoczęli produkcję filmów krótkometrażowych, z których dwa nawet dotrwały do naszych czasów. O produkcji filmowej braci Karasiów tak pisze Zbigniew Wyszyński w swojej książce Filmowy Kraków 1896–1971 : W połowie lat 20. podjęli realizację filmów – Adam i Wiktor Karasiowie, posiadając zakład fotograficzny przy ul. Czarnowiejskiej 5. Rozmiłowani w trikach technicznych i fotomontażach, dostrzegli w kinematografie możliwości stosowania różnego rodzaju rozwiązań montażowych. Mieli rozległe plany i pomysły inscenizacyjne, których nie udało im się jednak z braku zaplecza materialnego – zrealizować. Podjęli zatem realizację filmów reklamowych i reportaży, z których dwa przechowały się po dzień dzisiejszy.

Pierwszy dotyczy obchodów religijnych w Kalwarii Zebrzydowskiej. Przedstawia tłumy pątników, procesję, pogrzeb Matki Boskiej i szereg innych obrazków rodzajowych. Drugi jest reportażem z uroczystości odsłonięcia pomnika przy sanatorium w Makowie Podhalańskim. Ponadto bracia Karasiowie zrealizowali reportaż z wycieczki harcerskiej „Przygody Biszkopta”, reportaż z rzeźni w Tarnowie, reportaż z jednej z uroczystości legionowych, film oświatowy o higienie dzieci w wieku szkolnym i inne. Ponadto bracia Karasiowie byli też operatorami filmów realizowanych przez Gustawa Puchalskiego i innych

Jak już zaznaczyłem, Adam Karaś był samoukiem, ale o dużych zdolnościach technicznych i manualnych, które przyda-

Fantazja, fotomontaż; 1960

wały się w jego działalności zawodowej. Poza pierwszą kamerą kupioną w Wiedniu za 250 koron – całe wyposażenie atelier (poza soczewkami i żarówkami) sporządzał we własnym zakresie. A były to aparaty do powiększeń, kopiarki, baseny

Filtr życia, fotomontaż; 1935
Śmierć, fotomontaż; 1936

(kuwety), lampy, reflektory i inne sprzęty niezbędne do pracy w zakładzie. Oczywiście, także cała aranżacja atelier była pomysłu i wykonania Adama Karasia. Prócz tego Adam Karaś nigdy nie wyzbył się żyłki fotoreporterskiej, dzięki czemu utrwalił na kliszy fotograficznej różne historyczne zdarzenia mające miejsce w Krakowie, jak chociażby zdjęcie pierwszego samolotu przelatującego nad Krakowem, przejazd księcia Karola Habsburga przez ul. Basztową, zdjęcie kompanii strzelców na Wawelu w 1919 roku, przysięgi legionistów, aktu proklamacji Polski z udziałem Józefa Piłsudskiego na Wawelu, wielką powódź w Krakowie w 1932 roku, burzenie pomnika Adama Mickiewicza przez okupantów w 1940 roku, wkraczanie wojsk radzieckich w styczniu 1945 roku, uroczystości jubileuszowe 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1964 roku czy też transport helikopterem statuy Władysława Jagiełły na koniu w czasie rekonstruowania Pomnika Grunwaldzkiego, zburzonego przez okupanta. Obiektyw swego aparatu kierował również na zabytki, jak pomnik Mikołaja Kopernika na dziedzińcu Col-

legium Maius, Pomnik Grunwaldzki, sarkofag Kazimierza Wielkiego, insygnia królewskie i inne, których nie sposób wszystkich wymienić. To były jednak prywatne zainteresowania, ale oczywiście Adam Karaś musiał dbać o zapewnienie codziennego bytu swojej rodzinie, wykonując na zamówienia usługi: zdjęcia legitymacyjne, portretowe czy ślubne lub z innych uroczystości rodzinnych swoich klientów. Do zdjęć portretowych stosował zresztą swoisty rytuał. Osoba portretowana musiała mu psychicznie odpowiadać. W tym celu stwarzał w atelier intymną atmosferę, tonował światło, rozwieszał lub układał draperie, puszczał płyty gramofonowe z nastrojową muzyką i stosowną rozmową wprowadzał osobę fotografowaną w pogodną atmosferę. Stosował tę „terapię” tak długo, aż uznał, że osiągnął zamierzony efekt i dopiero wtedy naciskał spust migawki. Ten sposób „urabiania” i przygotowywania osoby fotografowanej był dobrze znany bywalcom

atelier Adama Karasia i przysparzał mu określony i specyficzny typ klienteli. Czy więc Adam Karaś był artystą? Sam za takiego się nie uważał i do Związku Artystów Fotografików Polskich nie należał. Początkowo udzielał się tylko w Cechu Fotografów, którego był współzałożycielem i gdzie przez pewien czas pełnił nawet obowiązki członka Komisji Rewizyjnej. Jednakże działalność organizacyjna go nie satysfakcjonowała, wolał swój czas poświęcić stałemu majsterkowaniu, które prowadziło do udoskonalania własnego sprzętu fotograficznego i wyposażaniu domu w aparaty ułatwiające gospodarstwo domowe. Od 1939 roku prowadził zakład wraz z żoną Henryką pod firmą Adam Karaś.

Niestety, obie córki nie przejęły pasji po ojcu i wybrały inne zawody. Adam Karaś zmarł 21 października 1986 i wraz ze śmiercią swego założyciela zakład nieuchronnie zmierzał do likwidacji. Wprawdzie do grudnia 1987 roku nadal zakład prowadziła wdowa, ale w związku z podeszłym wiekiem i złym stanem zdrowia musiała zrezygnować z dalszej pracy zarobkowej. Jeszcze za życia Adama Karasia zakładem żywo interesowało się Krakowskie Towarzystwo Fotograficzne z prezesem Władysławem Klimczakiem, ale ostatecznie wyposażenie zakładu przejęło nowo powstałe w Krakowie Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego.

Jerzy Koziński Fotografie Adama Karasia pochodzą z kolekcji Autora

Stary i nowy Kraków, panorama miasta 1936 i 1964
Ochrona przyrody

NIEZWYKŁE JUBILEUSZE PIWNICY POD BARANAMI

Jubileusz 60. rocznicy istnienia kabaretu jest wydarzeniem szczególnym. Piwnica pod Baranami, na co dzień ukryta w ciasnych podziemiach pałacu Potockich, starała się, gdy tylko sytuacja na to pozwalała, wychodzić na zewnątrz ze swymi niezwykłymi działaniami, jakimi zazwyczaj kabarety się nie zajmują. Jednym z nich było właśnie świętowanie jubileuszy. Nie tylko samej Piwnicy, ale także wybranych rocznic związanych z dziejami Krakowa. W ramach tych obchodów przygotowywano najróżniejsze inscenizacje historyczne, bale i festyny. Warto przypomnieć choćby tylko dwa spośród wielu przedsięwzięć tego rodzaju: pochód przez miasto i sesję naukową, które zorganizowano przed dwudziestu i przed czterdziestu laty.

Wielki pochód na 40-lecie Piwnicy pod Baranami wyruszył wczesnym wieczorem 15 czerwca 1996 spod Wawelu i ul. Grodzką skierował się ku Rynkowi. Było w nim wielkie materii pomieszanie. Defiladę otwierało stadko baranów prowadzone przez górali, szedł połykacz ognia, byli tańczący krakowiacy, Lajkonik i gi-

gantyczny kogut. W postacie historyczne wcielili się znani aktorzy: Anna Dymna była królową Boną, Edward Wnuk jako Franz Joseph jechał powozem z cesarzową

Zaproszenie na nadzwyczajną jubileuszową sesję naukową Rady Naukowej Piwnicy pod Baranami

Elżbietą, konno jechał Daniel Olbrychski jako książę Józef Poniatowski. Zabytkową motopompę ze strażakami w pełnym rynsztunku ciągnęły dwa konie. W białym samochodzie jechał Mieczysław Święcicki z białą brodą ubrany w biały strój. Najbardziej przyciągały uwagę trzy platformy wiozące ogromne rzeźby z papier mâché, wszystkie projektowane przez Jerzego Skarżyńskiego. Pierwsza przedstawiała sfinksa z głową Piotra Skrzyneckiego, na którym przysiadł gigantyczny motyl, druga wilczycę kapitolińską z głową Piotra ozdobioną baranimi rogami, a trzecia trzech Stańczyków również z głową Piotra. Na końcu defilady jechała ustrojona zielenią wielka platforma wioząca artystów Piwnicy, fortepian i barana skomponowanego z białych kwiatów. U wylotu ul. św. Jana czekała trybuna kryjąca pod czerwonym dachem wiele wybitnych osób, a wśród nich laureata Nagrody Nobla – Czesława Miłosza, a także dwoje byłych premierów III RP – Tadeusza Mazowieckiego i Hannę Suchocką, którzy pod koniec imprezy wraz z prezydentem miasta Józefem Lassotą znaleźli się na platfor-

Na platformie wiozącej Piwniczan, już w Rynku, od lewej: Józef Lassota, Piotr Skrzynecki, Hanna Suchocka (z twarzą zasłoniętą kwiatami), Tadeusz Mazowiecki, pierwszy z prawej Krzysztof Piesiewicz
Piotr Hordyński

mie wiozącej Piwniczan. Już po zmroku platforma ta powędrowała na Błonia, gdzie czekał pomnik z głowami artystów kabaretu, wyrzeźbionymi przez Bolesława Chromego.

Parada nawiązywała do bardzo różnorodnych tradycji. Była równocześnie pastiszem antycznego triumfu i żartobliwym przypomnieniem pochodów pierwszomajowych, a platformy z kompozycjami Skarżyńskiego przywodziły na myśl alegoryczne pojazdy z epoki renesansu we Włoszech. Była też trochę pochodem karnawałowym z akcentami retro, a przede wszystkim półżartobliwą apoteozą Piotra Skrzyneckiego – może poważniejszą, niż mogłoby się pierwszej chwili wydawać –bo Piotr był już honorowym obywatelem miasta Krakowa i miał przed sobą już tylko niespełna rok życia. Pochód miał upamiętniać rocznicę istnienia kabaretu, zabawić i być cieszącym oko widowiskiem, łącząc kpinę z powagą i sentyment dla tradycji z ironią.

Wśród wielu innych imprez jubileuszowych 1996 roku, obok inscenizacji w rocznicę przeniesienia przez króla Zygmunta III stolicy z Krakowa do Warszawy z udziałem licznych znanych aktorów, galowego przedstawienia i balu w Teatrze im. Słowackiego, znalazła się też sesja naukowa w auli Polskiej Akademii Umiejętności. Pierwsza, okazalsza, sesja naukowa organizowana przez Piwnicę odbyła się dwadzieścia lat wcześniej, 12 listopada 1976, w tej samej auli –wówczas jeszcze należącej do Polskiej Akademii Nauk – dla uczczenia jubileuszu 20-lecia Piwnicy pod Baranami.

Temat sesji, wymyślony przez Piotra Skrzyneckiego, był bardzo stosowny na taką okazję – była nim rozrywka, a drukowane zaproszenia wystosowane przez Radę Naukową Piwnicy opatrzone były

stosownym cytatem z Myśli Pascala. W przygotowaniu sesji udział wzięli Michał Rożek i Józef Opalski. Wśród patronów imprezy i uczestników sesji znalazło się wiele wybitnych postaci. Już skład komitetu honorowego robił wrażenie: byli w nim uczeni z Władysławem Tatarkiewiczem i prezesem krakowskiego oddziału

PAN Marianem Mięsowiczem na czele, a także Andrzej Wajda, Jerzy Waldorff, prezydent Krakowa Jerzy Pękala. Lista uczonych różnych specjalności wygłaszających zarazem starannie przygotowane i dowcipne referaty wyglądała równie imponująco. Byli wśród nich: Julian Aleksandrowicz, Jan Błoński, Alicja

Fragment tekstu Krystyny Pisarkowej

Helman, Kazimierz Kowalski, Henryk Markiewicz, Józef Mitkowski, Stefan Morawski, Krystyna Pisarkowa, Marek Rostworowski. Mimo zapowiedzi nie przybyło trzech prelegentów: Władysław Tatarkiewicz, liczący wówczas 90 lat, który przysłał listowne gratulacje, Jan Zachwatowicz i Konstanty Puzyna. Była to prawdziwa sesja naukowa i równocześnie rodzaj intelektualnego

kabaretu posługującego się formą uniwersyteckiego wykładu. Wyróżniał się niezwykły występ Krystyny Pisarkowej, znakomicie przygotowany także aktorsko. Uczona stanęła za katedrą w czarnej pelerynie, z pochyloną głową, z opadającymi na twarz włosami i podekscytowanym głosem rozpoczęła: „Proszę się nie ekscytować!”. Referat zatytułowany Rozrywka – przyczynek do analizy semantycznej

omawiał pojęcie rozrywki „w kontekście pojęć dowcip i roztargnienie, w perspektywie diachronicznej i synchronicznej” – ponieważ były to czasy mody na strukturalizm. Prelegentka przygotowała ilustrujące wykład tablice i jak na filologa przystało, sypała terminami w różnych językach: gdy padło słowo „Unterhaltung” tablica była podtrzymywana, gdy słowo „razwleczenije” została rozciągnięta (składała się z dwóch części). Był to prawdziwy kabaret naukowy, błyskotliwa parodia naukowego dyskursu żonglująca naukowymi terminami. Równie wielkie uznanie zdobył Kazimierz Kowalski, wygłaszając referat Rola zabawy w procesie ewolucji, którego teza brzmiała: to nie mrówcza praca, ale raczej małpia skłonność do zabawy stworzyła człowieka. Julian Aleksandrowicz opowiadał o lekarzach, którzy leczyli melancholię, wysyłając chorych na komedie do teatru, a Henryk Markiewicz mówił o różnych żartach i mistyfikacjach, których autorami byli uniwersyteccy uczeni. Józef Mitkowski opowiedział, jak uniwersytecka komisja dyscyplinarna, do której należał wraz z Ludwikiem Ehrlichem

W dorożce cesarz Franz Joseph z cesarzową Elżbietą
Zabytkowa motopompa Fot.

i Ludwikiem Piotrowiczem, z wielkim trudem usiłowała nakłonić studenta Piotra Skrzyneckiego, by tylko zechciał wyrazić zgodę na uczęszczanie na zajęcia z przedmiotu, który – skądinąd słusznie – uważał za bezsensowny.

Na zakończenie swój referat wygłosił przewodniczący sesji Jan Błoński.

Podkreślił, że Piwnica posługuje się parodią i absurdem, wykorzystując teksty zaczerpnięte z kultury narodowej i „sięga ku podstawom naszej kultury” – uchwycił on w ten sposób najistotniejszą chyba cechę wyróżniającą kabaret Piwnicy pod Baranami, który opierał swe żarty i parodie zawsze na solidnym podkładzie

W samochodzie Mieczysław Święcicki

Piotr Hordyński

kultury i wiedzy, bez którego nie stawały się one w pełni czytelne. Oczywistym jest bowiem, że aby odczuć żartobliwy dystans do tradycji, musi się ją wcześniej dobrze poznać.

Trzeba podkreślić, że Piwnica pod Baranami żyła zawsze w symbiozie z ludźmi nauki, którzy często bywali jej gośćmi. Gdy pojawiali się na widowni, kabaret odwzajemniał ich sympatię, kierując niekonwencjonalne z reguły słowa powitania, wystawiając zarazem na próbę – z pomyślnym z reguły rezultatem – ich poczucie humoru.

Piwnica do dziś kontynuuje tradycję nadzwyczajnych imprez jubileuszowych, z którymi wychodzi poza swą siedzibę. Sesję naukową z podobnie wybitnymi nazwiskami prelegentów urządzono także na 40-lecie, zaś w bieżącym, również jubileuszowym, 2016 roku na 60-lecie kabaretu odbył się, połączony tym razem z Niedzielą Nowoorleańską, skromniejszy niż przed laty pochód, a właściwie przejazd grupy Piwniczan meleksami spod Barbakanu na Rynek.

Piotr Hordyński

Wilczyca kapitolińska z głową Piotra Skrzyneckiego według projektu Jerzego Skarżyńskiego

PRACOWITE WAKACJE BOTANIKÓW

Wprocesie studiowania biologii poznawanie roślin w ich naturalnym środowisku jest nieodzownym elementem procesu dydaktycznego. Kraków, jako jeden z nielicznych ośrodków uniwersyteckich w Polsce, ma wyjątkowe położenie geograficzne, umożliwiające pokazanie w naturze większości podstawowych gatunków roślin i zbiorowisk roślinnych Polski. Tereny, na których rosną, są dostępne podczas jednodniowych wyjazdów. Ta sprzyjająca okoliczność została wykorzystana do zorganizowania zajęć terenowych dla studentów, jedynych takich zajęć w Polsce.

Zajęcia terenowe z botaniki mają bardzo długą tradycję. Już słynny szwedzki przyrodnik Karol Linneusz (1707–1778) organizował cieszące się ogromną popularnością wycieczki poza miasto na zbieranie roślin. Zajęcia terenowe mają na Uniwersytecie Jagiellońskim nieco krótszą tradycję, sięgającą jednak także XVIII wieku. Już Franciszek Scheidt (1759–1807), profesor chemii i historii naturalnej w latach 1787–1805, jako pierwszy w krakowskim ośrodku organizował wycieczki florystyczne ze studentami, najczęściej w okolice Krakowa lub szczególnie interesujące pod

względem botanicznym Karpaty. W połowie XIX wieku jeden z kolejnych profesorów botaniki, Ignacy Rafał Czerwiakowski (1808–1882), prowadził w latach 1850–1864 „wycieczki florystyczne” odbywające się w semestrze letnim w soboty. Nowoczesne zajęcia terenowe z botaniki wprowadził na Uniwersytecie Jagiellońskim Marian Raciborski (1863–1917). W latach 1912–1916 (z wyjątkiem 1914

roku) odbywały się „wycieczki botaniczne”, które w 1917 roku poprowadził jednorazowo Józef Rostafiński (1850–1928)1 W latach 1957–1974 organizowane były kurso-praktyki botaniczne dla studentów w polskich Beskidach Zachodnich2. Przez następne siedem lat zajęcie terenowe z botaniki odbywały się wyłącznie w semestrze letnim w czasie roku akademickiego. Były to kilkugodzinne wycieczki na terenie Krakowa i w najbliższej okolicy, na które jeżdżono komunikacją miejską3 Pod koniec lat 70. XX wieku zmieniono koncepcję zajęć terenowych dla studentów biologii. Jej autorem był prof. Jan Kornaś (1923–1994). Głównym celem dwunastodniowych zajęć (dwa tygodnie łącznie z sobotami) odbywanych po I roku studiów było nauczenie studenta odróżniania podstawowych 150 gatunków roślin oraz 20–30 rodzin roślin okrytozalążkowych. Pomocne w osiągnięciu tego celu było zebranie własnego zielnika. Dzięki tym zajęciom przyszli nauczyciele biologii,

Grupa podczas zajęć terenowych w Mydlnikach w Krakowie; lipiec 2007

Babia Góra, Diablak, zajęcia prowadzą od lewej: dr Krystyna Towpasz, doc. dr hab. Zbigniew Dzwonko, dr Bogdan Zemanek; lipiec 1985

gdy już trafili do szkół, nie obawiali się wyjść z uczniami poza mury szkoły na wycieczki. Wszak w naszych szerokościach geograficznych rośliny są tym elementem środowiska biotycznego, który dominuje w krajobrazie.

Kurs był obowiązkowy dla studentów I roku biologii. Zajęcia odbywały się w dwóch turach (ze względu na liczbę uczestników): najczęściej od 1 do 14 lipca i od 15 do 28 lipca, po raz pierwszy przeprowadzono je w roku akademickim 1981/1982. Rozpoczynał je wykład wprowadzający, podczas którego uczestnicy byli zaznajamiani z planowanym przebiegiem zajęć, wymaganiami stawianymi podczas zaliczenia, zasadami bezpieczeństwa i z charakterystyką odwiedzanych terenów. Obejmowały cztery całodniowe wyjazdy: do Puszczy Niepołomickiej, na Wyżynę Małopolską, w Gorce i na Babią Górę, cztery wyjścia półdzienne i trzykrotne zajęcia kameralne. Ostatni dzień poświęcony był na zaliczenie zajęć.

lekarski Sanguisorba officinalis czy rutewka wąskolistna Thalictrum lucidum, rezerwat w starorzeczu Wisły Wiślisko Kobyle z całym zestawem gatunków bagiennych (szuwarowych) i wodnych,

rośliny kwiatowe z rodziny Lemnaceae Na tym starorzeczu doskonale można było pokazać strefowy układ roślinności (zależny od zwiększającej się głębokości). Ostatnim miejscem odwiedzanym pod-

Zajęcia całodzienne miały jednakowy schemat. Wszystkie grupy jechały, w początkowym okresie uniwersyteckimi, następnie wynajmowanymi, autobusami w wyznaczone miejsce. Tam odbywało się omówienie zagadnień, które były tematem danej wycieczki.

W Puszczy Niepołomickiej pokazywane były gatunki i zbiorowiska roślinne typowe dla Polskiego Niżu. Odwiedzano rezerwat Lipówka, gdzie zapoznawano się z lasem grądowym i typowymi dla tego zbiorowiska gatunkami, polanę Warsztaciska z łąką okresowo podmokłą, na której rósł, między innymi, czosnek kątowaty Allium angulosum , krwiściąg

Zajęcia terenowe na Wyżynie Miechowskiej, przed rezerwatem Wały; lipiec 2014

2011/2012

To były moje najlepsze zajęcia w tym roku :) Do tej pory idę sobie na spacer i patrzę: o, Betula pentula, a tu, hmm, chyba Acer campestre, a tu Robinia pseudacacia. Nie widziałam i nie słyszałam, aby jakikolwiek wykładowca tyle umiał :) Pan umiał to przekazać i w nas to „wtopić”. Gdybym mogła, poszłabym raz jeszcze na zajęcia. Ach wiem, co mi się nie podobało. Za mało punktów za zielnik. Bo jednak długo się go robi i trzeba się troszkę naprodukować. Dziękuję za wiedzę, którą mi Pan przekazał.

jak skrzyp bagienny Equisetum fluviatile, jaskier wielki Ranunculus lingua, marek szerokolistny Sium latifolium, grążel żółty Nuphar luteum, żabiściek pływający Hydrocharis morsus-ranae czy najmniejsze

czas wyjazdu do Puszczy Niepołomickiej było starorzecze Wisły koło wsi Grobla, w którym pokazywano pływające rośliny wodne, takie jak osoka aloesowata Stratiotes aloides i wodna paproć salwinia pływająca Salvinia natans, a wśród resztek szuwarów – szalej jadowity Cicuta virosa. Sukcesja na terenach odwiedzanych w Puszczy Niepołomickiej sprawiła, że przez ostatnie kilka lat zajęcia odbyły się jednorazowo w Ojcowskim Parku Narodowym, a następnie na lewobrzeżnych wałach wiślanych koło Łączan.

Na Wyżynie Małopolskiej odwiedzano rezerwat Wały w miejscowości Dosłońce koło Racławic. Rezerwat ten został utworzony dla ochrony rosnącej tam populacji dziewięćsiłu popłocholistnego Carlina onopordifolia . Bardzo bogata w gatunki murawa kserotermiczna znajdująca się w rezerwacie i jego okoli-

Zajęcia terenowe w Mydlnikach w Krakowie; lipiec 2014

cach była okazją do zapoznania studentów z gatunkami pontyjsko-pannońskimi, problemami pochodzenia zbiorowisk półnaturalnych i ich ochrony. Na pobliskich polach uprawnych można było natrafić na rzadkie już w tych czasach chwasty rędzinowe (jak włóczydło polne Caucalis daucoides). Następnym miejscem, w którym odbywały się zajęcia tego dnia, był rezerwat Kwiatówka, leżący na pół-

ce się w pobliżu znaczne powierzchnie odłogów były doskonałym miejscem do zbiorów zielnikowych i zapoznania się z towarzyszącą człowiekowi tzw. florą ruderalną.

Zajęcia w Gorcach miały za zadanie zapoznanie z lasem bukowym regla dolnego oraz gatunkami hal gorczańskich. Najczęściej zajęcia odbywały się na trasie wiodącej od przełęczy Przysłop

2013/14

Było wspaniale. Pan doktor specjalnie wybierał takie miejsce, gdzie było dużo roślin danego gatunku, żeby dla każdego wystarczyło. Bardziej podobała mi się taka forma. W naszej grupie Pan doktor wskazywał roślinę, od razu coś o niej opowiedział, a że zbieraliśmy w miejscach, gdzie danej rośliny było pod dostatkiem, każdy znalazł egzemplarz dla siebie. Jednocześnie nie oznacza to, że każdy musiał mieć ten sam zielnik. Można było zbierać także różne inne rośliny, później przynosząc na zajęcia kameralne, i Pan dr wtedy pomagał oznaczyć, co to za roślina. Zaliczenie było dobre, bo student odpowiadał z wybranych roślin z całego zielnika, z siedliska i z rodziny, dzięki czemu motywowało go to do odpowiedniego przygotowania. Moja wiedza została w znaczny sposób poszerzona. Nawet teraz, spacerując po parku, bez trudu mogę nazywać poszczególne gatunki roślin. Zajęcia świetne, prowadzący rewelacyjny, z ogromną wiedzą, potrafił wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Bardzo ciekawie prowadził zajęcia, dzięki czemu naprawdę zainteresował botaniką kilka osób z prowadzonej grupy. Bardzo dobrze będę wspominać te zajęcia terenowe.

noc od Książa Wielkiego. W rezerwacie i okolicy pokazywano świetlistą dąbrowę – najbogatsze w gatunki zbiorowisko leśne w Polsce. Trzecim odwiedzanym miejscem była pobliska miejscowość Moczydło. Tu zapoznawano z gatunkami chwastów roślin okopowych. Znajdują-

w Lubomierzu żółtym szlakiem na Gorc Troszacki, stamtąd zielonym szlakiem do doliny Kamienicy, gdzie w przysiółku Rzeki czekały na nas autobusy. Czasem zamiast w Gorcach zajęcia odbywały się na pobliskim Jasieniu w Beskidzie Wyspowym. W ostatnich kilku latach trasa uległa

pewnej modyfikacji ze względu na remont szlaku: doliną Kamienicy do polany Trusiówka, a stamtąd ścieżką dydaktyczną na polanę Pod Skały i dalej szlakiem żółtym w kierunku przełęczy Przysłop. Najdłuższy był wyjazd na Babią Górę. Celem tych zajęć było pokazanie naturalnej szaty roślinnej tego pasma, zwłaszcza wyższych pięter roślinności –regla górnego, piętra kosówki i halnego (alpejskiego). W obrębie reglowych pięter leśnych i piętra kosówki zwracano uwagę na roślinność związaną ze szczególnymi typami siedlisk, na przykład wykształcające się wzdłuż cieków wodnych ziołorośla, a w źródliskach – mszarniki. Zwracano także uwagę na osobliwości florystyczne Babiej Góry (zwłaszcza gatunki wysokogórskie), a wśród nich na występującą tylko w tym pasmie górskim w Polsce rogownicę alpejską Cerastium alpinum Autobusy podwoziły nas na przełęcz Krowiarki. Tam zazwyczaj miało miejsce omówienie zagadnień botanicznych. Potem uczestnicy dzielili się na trzy grupy w zależności od swych możliwości fizycznych i kondycyjnych. Najtrudniejsza trasa prowadziła początkowo górnym płajem szlakiem niebieskim, by skręcić żółtym szlakiem (Perć Akademicka) na Diablak. Trasa średnio trudna prowadziła czerwonym szlakiem przez Sokolicę na Diablak. Obie trasy łączyły się na Diablaku, a stamtąd wiodły na przełęcz Brona, z niej czerwonym szlakiem do schroniska na Markowych Szczawinach, skąd górnym płajem wracało się na przełęcz Krowiarki. Trasa najłatwiejsza prowadziła z przełęczy Krowiarki górnym płajem do schroniska na Markowych Szczawinach i z powrotem na przełęcz Krowiarki.

Oprócz całodniowych zajęć terenowych odbywały się czterokrotnie także zajęcia terenowe półdzienne. Ich trasy były wyznaczane zazwyczaj w pobliżu Krakowa przez poszczególnych prowadzących. Odwiedzano, między innymi, łąki między Sidziną a Tyńcem, murawy kserotermiczne w Mydlnikach, łąki nowohuckie, łąki w Kostrzu i w pobliżu osiedla Kliny, jurajskie dolinki podkrakowskie, a nawet Białą Górę koło Tunelu i Puszczę Dulowską (niezapomniane wyprawy koleją!). Wszystkie te zajęcia terenowe (z wyjątkiem odbywanych w rezerwatach i parkach narodowych) były okazją do zebrania wymaganych 150 gatunków roślin do zielnika.

Trzykrotnie zajęcia odbywały się w salach ćwiczeniowych. Ich celem była

Dr Sławomir Florjan ze studentami w Gorcach; lipiec 2015

praktyczna nauka oznaczania roślin (na żywych, specjalnie do tego celu zebranych materiałach i z użyciem kluczy), omówienie najważniejszych rodzin roślin okrytozalążkowych (według wyboru osoby prowadzącej), podstawowych gatunków krajowych drzew i krzewów oraz uzupełnienie i usystematyzowanie wiedzy zdobytej podczas wyjazdów terenowych. Zwiedzano wtedy także Muzeum Ogrodu Botanicznego, sam Ogród Botaniczny UJ, Zielnik UJ oraz uniwersyteckie Muzeum Paleobotaniczne.

W ostatnim dniu, podczas zaliczenia, studenci prezentowali znajomość gatunków roślin zawartych w samodzielnie sporządzonych podczas zajęć zielnikach. Charakteryzowali wybrane rodziny roślin okrytozalążkowych oraz wybrane zagadnienia omawiane na zajęciach.

Zajęcia były obowiązkowe dla studentów I roku biologii. Za każdym razem wywoływały początkowo lekki niepokój. Jednakże po opanowaniu umiejętności szybkiego zbierania wskazanych przez prowadzących gatunków ten początkowy niepokój mijał. Zajęcia większości studentów bardzo się podobały, o czym świadczą ich opinie. Zdarzyło się, że były okazją do zobaczenia po raz pierwszy w życiu lasu liściastego w Polsce [sic!] czy wejścia po raz pierwszy na Babią Górę. Niektórych te zajęcia tak zainteresowały, że pod ich wpływem rozpoczynali studiowanie botaniki. Inni po zakończeniu zajęć terenowych umawiali się i już prywatnie odwiedzali miejsca, w których niedawno byli z prowadzącymi. Oprócz zdobywanych wiadomości i umiejętności wyjazdy w teren były okazją do integracji studentów w obrębie danego rocznika i poznania specjalności naukowych różnych prowadzących. Był to dla wielu uczestników

2014/2015

Zajęcia terenowe znacząco poszerzyły moją wiedzę o botanice. Prowadzący podawał wiele informacji na temat zbieranych do zielnika roślin, oprócz podstawowych informacji podawał również wiele ciekawostek, dzięki czemu zajęcia były bardziej interesujące. Pan Doktor zawsze służył również pomocą w technicznych kwestiach zbioru roślin. Na zajęciach kameralnych prowadzący dokładnie omawiał wszelkie zagadnienia potrzebne do zaliczenia zajęć, wszystkie informacje były podane na zajęciach, usystematyzowane, więc nie mieliśmy problemu z ich szukaniem do zaliczenia. Prowadzący chętnie udzielał pomocy w przypadku jakichkolwiek niejasności przy oznaczaniu roślin, był dla nas zawsze cierpliwy i wyrozumiały, dzięki czemu zajęcia przebiegały w bardzo przyjemnej atmosferze.

Na ćwiczeniach terenowych [...] panowała swobodna, przyjemna atmosfera. Prowadzący podawał wiele informacji na temat zbieranych do zielnika roślin, podawał też wiele ciekawostek, dzięki czemu zajęcia były bardziej interesujące, zawsze służył pomocą w technicznych kwestiach zbioru roślin. Wyczerpująco udzielał informacji na temat stanowisk i siedlisk, w których zbieraliśmy rośliny. Podczas wycieczek wielokrotnie powtarzaliśmy wspólnie nazwy zebranych już roślin, dzięki czemu szybciej i łatwiej nam było je zapamiętać do zaliczenia.

niezwykły czas, który wspominali później wielokrotnie podczas zjazdów i spotkań. Niestety, o tych zajęciach pisze się już w czasie przeszłym. W związku ze zmianą programu studiowania biologii oraz oszczędnościami4 program zajęć terenowych dla I roku biologii, począwszy od roku akademickiego 2015/2016, został zmieniony. W ich miejsce wprowadzono krótkie, jedynie czterodniowe, zajęcia odbywane w Krakowie i jego najbliższych okolicach w czerwcu, przed końcem semestru. Są one powrotem do dawnych koncepcji tego typu zajęć, organizowanych na Uniwersytecie Jagiellońskim już w XIX wieku. To smutne, że zajęcia, które miały wieloletnią tradycję, które były tak wielkim atutem krakowskiej botaniki, tak doskonale zorganizowane i prowadzone przez prawdziwych pasjonatów flory oraz kształtujące spojrzenie

na ojczystą przyrodę kilku pokoleń uniwersyteckich przyrodników, przechodzą w opisanej tu postaci do historii.

Piotr Köhler kierownik Zakładu Badań i Dokumentacji Polarnej im. prof. Zdzisława Czeppego Instytutu Botaniki UJ

1 A. Zemanek, Dzieje nauczania botaniki w Uniwersytecie Jagiellońskim, „Varia”, t. 290, Kraków 1991, s. 25, 32, 36, 39.

2 K. Szczepanek, Studenckie botaniczne kursy wakacyjne w Karpatach, „Życie Szkoły Wyższej”, nr 11 (1)/1963, s. 94–98; K. Szczepanek, Studenckie botaniczne praktyki wakacyjne w polskich Beskidach Zachodnich w latach 1957–1974, w: „Bioriznomanittâ ukraïns’kih Karpat”. Materiały konferencji naukowej poświęconej 50-leciu Karpackiej Wysokogórskiej Stacji Biologicznej Lwowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Iwana Franki, Lviv 2005, s. 22–25.

3 Informacja pisemna otrzymana od mgr Teresy Anielskiej (list elektroniczny z 24 lutego 2016).

4 Dotychczasowe zajęcia były bardzo drogie ze względu na konieczność wynajmowania autobusów, którymi dowożeni byli studenci z Krakowa na zajęcia całodzienne.

Babia Góra, prowadzący zajęcia, trzeci z lewej dr Józef Mitka, piąty z lewej mgr Piotr Köhler; lipiec 1992

DNI POLSKIEJ GEOGRAFII W PARYŻU

Ponad

100 naukowców z Polski

i Francji uczestniczyło w międzynarodowym kongresie Assises franco-polonaises de géographie, który odbył się w dniach 1–4 czerwca 2016 w Paryżu. Patronat nad przedsięwzięciem objęli ambasador RP we Francji dr Andrzej Byrt, który otworzył kongres, oraz rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Wojciech Nowak. List rektora skierowany do uczestników spotkania odczytał podczas uroczystości otwarcia dyrektor Muzeum UJ prof. Krzysztof Stopka. Wydarzenie zorganizowane zostało z okazji przypadającej w styczniu 2018 roku 100. rocznicy powstania Polskiego Towarzystwa Geograficznego. Gospodarzem czterodniowych uroczystości był dyrektor Stacji Naukowej PAN w Paryżu prof. Marek Więckowski.

Obrady Assises franco-polonaises de géographie odbywały się w Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Paryżu (sesja plenarna), Stacji Naukowej PAN oraz w Bibliotece Polskiej. Uczestniczyli w nich szefowie lub przedstawiciele wszystkich współpracujących ze sobą ośrodków geograficznych, a także geografowie z placówek zainteresowanych podjęciem wspólnych badań. Wśród nich byli dyrektor Instytutu Geografii Universitè Lyon 2 prof. Lydia Coudroy, prof. Antoine Le Blanc (Universitè du Littoral Cote d’Opale, Dunkierka), prof. Nathalie Lemarchand (Universite Paris 8), dyrektor Instytutu Geografii

Universitè Blaise Pascal Clermont-Ferrand prof. Daniel Ricard, prof. Stanisław Wicherek oraz prof. Anna Geppert (Universitè Paris-Sorbonne), prof. Clement Narteau (Institut de Physique du Globe de Paris), prof. Izabella Łęcka, prof. Andrzej Lisowski oraz prof. Maciej Jędrusik z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN w Warszawie prof. Marek Degórski i prof. Grzegorz Węcławowicz z IGPZ PAN, a także dyrektor Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ dr hab. Marek Drewnik, przewodniczący Komisji Geograficznej PAU prof. Kazimierz Krzemień (IGiGP), prof. Danuta Ptaszycka-Jackowska (IGiGP), prezes Polskiego Towarzystwa Geograficznego prof. Antoni Jackowski (IGiGP), dyrektor Muzeum UJ prof. Krzysztof Stopka, dr Małgorzata Taborska z Muzeum UJ, prof. Anna Bochnak z Instytutu Filologii Romańskiej UJ, dr hab. Elżbieta Bilska-Wodecka, dr hab. Dorota Matuszko, mgr Katarzyna Rotter-Jarzębińska (IGiGP), prof. Sylwia Kaczmarek z Wydziału Nauk Geograficznych Uniwersytetu Łódzkiego. O tradycji współpracy polsko-francuskiej w dziedzinie geografii mówił podczas swojego wystąpienia w Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Paryżu prof. Antoni Jackowski. Przypomniał, że pierwsze materialne przejawy francusko-polskich relacji geograficznych sięgają

XV wieku, kiedy to ośrodek akademicki w Krakowie stanowił ważne w Europie centrum naukowe związane z geografią. – W XVII wieku w Polsce zaczęli się pojawiać podróżnicy i kartografowie francuscy, z których część przybywała na zaproszenie dworu królewskiego lub magnatów. Ruch ten nasilił się w następnym stuleciu – informował profesor. – Po upadku powstania listopadowego wielu Polaków znalazło się we Francji, w ramach tzw. Wielkiej Emigracji. Tworzyli ją przede wszystkim przedstawiciele inteligencji, w tym również naukowcy zajmujący się geografią i kartografią. Polacy zaprezentowali wtedy we Francji znaczące opracowania, które na trwałe weszły do historii naszej geografii i kartografii. Wielu wybitnych później geografów przyjeżdżało do Francji na studia i staże, tutaj uzyskiwało stopnie doktorskie. Profesor podkreślił, że dla wzmocnienia współpracy polskich i francuskich geografów niezwykle ważną okazała się konferencja pokojowa w Paryżu, zorganizowana w latach 1919–1920. Zaowocowała ona wieloletnią przyjaźnią i wieloma wspólnymi przedsięwzięciami tak wybitnych geografów, jak Emmanuel de Martonne, Georges Chabot, Eugeniusz Romer, Henryk Arctowski, Teofil Szumański czy Jan Czekanowski.

Podczas obrad geografów niezwykle cenne były też dyskusje dotyczące obecnych powiązań badawczych, a także możliwości ich rozwoju w kolejnych latach. Jako przykład wzorowych relacji naukowych uznano trwającą od 1983 roku współpracę Instytutów Geografii Uniwersytetu Blaise Pascal w Clermont-Ferrand i Uniwersytetu Jagiellońskiego.

1 czerwca 2016

Ważnym punktem obrad Kongresu było podpisanie pięcioletniej konwencji o współpracy naukowej geografów polskich i francuskich, które odbyło się w Ambasadzie RP w Paryżu. Dokument podpisali profesorowie: wiceprzewodniczący Narodowego Komitetu Geograficznego Francji Antoine le Blanc, przewodniczący Narodowego Komitetu Geograficznego Polski Marek Degórski oraz przewodniczący Polskiego Towarzystwa Geograficznego Antoni Jackowski.

Ambasador Polski we Francji dr Andrzej Byrt; 1 czerwca 2016

Kongresowi towarzyszyły dwie wystawy, które można było oglądać do września 2016 roku. Pierwszą wystawę, zatytułowaną Podróże przez historię, zorganizowała Biblioteka Polska. Zaprezentowano na niej dokumenty kartograficzne,

Podpisanie konwencji o współpracy między Polskim Towarzystwem Geograficznym, Narodowym Komitetem Geograficznym Polski a Francuskim Narodowym Komitetem Geograficznym, Ambasada RP w Paryżu; 1 czerwca 2016

mapy i atlasy, począwszy od XVI wieku, ilustrujące wzajemne powiązania Polski i Francji. Druga ekspozycja, Geografia polska – tradycja i współczesność, zorganizowana została w siedzibie Stacji Naukowej PAN przez Polskie Towarzystwo Geograficzne, Muzeum UJ oraz Instytut Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ. Twórcami koncepcji, kuratorami i głównymi autorami byli prof. Antoni Jackowski z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ oraz dr Małgorzata Taborska z Muzeum UJ. Komisarzem wystawy był Robert Górski ze Stacji Naukowej PAN w Paryżu. Najważniejsze wydarzenia w polskiej geografii, począwszy od XV wieku aż do dziś, wyeksponowane zostały na 40 planszach. Z Paryża wystawa przeniesiona została do Instytutu Geografii Uniwersytetu w Dunkierce, a następnie eksponowana będzie w Clermont-Ferrand. Zainteresowane nią są także inne francuskie ośrodki naukowe.

Warto zaznaczyć – o czym podczas obrad wspominał prof. Antoni Jackowski –że ekspozycja Geografia polska – tradycja i współczesność jest trzecią w historii polską geograficzną wystawą prezentowaną w Paryżu. Pierwsza, zatytułowana Granice Polski, powstała w 1919 roku w paryskim Kole Polskim Artystyczno-Literackim z inicjatywy Eugeniusza Romera. Ten wybitny profesor UJ zaangażowany był także wraz z Józefem Wąsowiczem w organizację drugiej ekspozycji ilustrującej rozwój polskiej kartografii od XVI wieku, którą można było oglądać w 1931 roku w Bibliotece Polskiej przy Quai d’Orleans w Paryżu.

Rita Pagacz-Moczarska

Wystąpienie dyrektora Stacji Naukowej PAN w Paryżu prof. Marka Więckowskiego, Ambasada RP w Paryżu;
Robert Górski
Robert Górski
Rita Pagacz-Moczarska

W STACJI NAUKOWEJ PAN W PARYŻU

Uczestnicy międzynarodowego kongresu Assises franco-polonaises de géographie podczas obrad zorganizowanych w Stacji Naukowej PAN w Paryżu; 2 czerwca 2016

Tuż po otwarciu wystawy, od lewej: dr Małgorzata Taborska, prof. Marek Więckowski, prof. Danuta Ptaszycka-Jackowska, prof. Antoni Jackowski, prof. Krzysztof Stopka, dr Natalia Obukowicz-Wawrzyniak, Robert Górski

Wystawę Geografia polska – tradycja i współczesność otworzyli przewodniczący Polskiego Towarzystwa Geograficznego prof. Antoni Jackowski oraz dyrektor Muzeum UJ prof. Krzysztof Stopka

Fragment wystawy Geografia polska – tradycja i współczesność, zorganizowanej w siedzibie Stacji Naukowej PAN przez Polskie Towarzystwo Geograficzne, Muzeum UJ oraz Instytut Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ

Profesor Antoni Jackowski przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Geograficznego na kadencję 2016–2020

Podczas 61. Zjazdu Polskiego Towarzystwa Geograficznego, który odbywał się od 27 do 30 czerwca br. w Instytucie Geografii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, odbyło się Walne Zgromadzeniem Delegatów, w trakcie którego wybrano nowe władze Towarzystwa. W wyniku głosowania przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Geograficznego na kadencję 2016–2020 został ponownie wybrany prof. Antoni Jackowski, profesor honorowy UJ, emerytowany profesor zwyczajny Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ

Robert Górski
Robert Górski
Robert Górski
Rita Pagacz-Moczarska
Rita Pagacz-Moczarska

TRADYCJA I NOWOCZESNOŚĆ

Rozmowa z dyrektorem Stacji Naukowej PAN w Paryżu

prof. Markiem Więckowskim

□ Historia Stacji Naukowej PAN w Paryżu swymi korzeniami sięga 1893 roku. Jakie były początki tej jednostki?

■ Dzieje Stacji wpisują się w różne wydarzenia i procesy historyczne związane z Wielką Emigracją w Paryżu. Powołano wówczas wiele instytucji chroniących dziedzictwo narodowe, w tym: w 1832 roku Towarzystwo Literackie i Towarzystwo Naukowe, cztery lata później Komitet Historyczny, a w 1836 roku Komitet Statystyczny i Bibliotekę Polską, która do dziś mieści się w zakupionym w 1853 roku siedemnastowiecznym domu przy 6 quai d’Orléans na Wyspie Świętego Ludwika, w pobliżu katedry Notre-Dame. Uroczyste otwarcie Stacji Naukowej, wówczas Polskiej Akademii Umiejętności, odbyło się 3 maja 1893 właśnie przy Bibliotece Polskiej w Paryżu, gdzie Stacja rozpoczynała swoją działalność.

□ Rola i misja stacji zmieniały się na przestrzeni 123 lat...

■ Pierwszym przewodniczącym Komitetu Miejscowego Stacji, mieszczącej się w budynku Biblioteki Polskiej, był książę Władysław Czartoryski, a sekretarzem syn Adama Mickiewicza – Władysław. To wielkie dziedzictwo...

Rola stacji zmieniała się z biegiem czasu i uwarunkowaniami historyczno-politycznymi. Podczas okresu Wielkiej Emigracji stawiano na podtrzymywanie polskości. Natomiast po drugiej wojnie światowej chodziło o to, by stworzyć Polakom możliwość kontaktów z zagranicą, w tym przypadku z Francją. I to było niezwykle istotne. Kiedy ktoś wyjeżdżał na stypendium, staż, wymianę, na wykład czy konferencję,

to mógł relatywnie tanio wynająć pokój w Stacji. Tak jest zresztą do dziś. Po 1989 roku, kiedy Polska stawała się wolnym krajem, zmieniały się koncepcje funkcjonowania Stacji, ale przez dwadzieścia kilka lat różne inicjatywy realizowane były siłą rozpędu. Natomiast w wieku XXI, zwłaszcza po tym, jak weszliśmy do Unii Europejskiej, akcent powinien być postawiony na bardziej nowoczesną promocję oraz na projekty międzynarodowe, nie tylko polsko-francuskie.

Dziś Stacja jest jedną z siedmiu placówek Polskiej Akademii Nauk działających poza granicami RP, gdyż stacje naukowe PAN istnieją jeszcze w Rzymie, Wiedniu, Moskwie i Kijowie, w Berlinie działa Centrum Badań Historycznych, a w Brukseli Biuro Promocji Nauki PolSCA.

W 2014 roku PAN podpisała umowę z Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP o współpracy jednostek za granicą. Chodzi tu głównie o ambasady i instytuty polskie, gdzie jest duże pole do wspólnych działań, tym bardziej że Polska Akademia Nauk współpracuje z ponad siedemdziesięcioma zagranicznymi akademiami nauk i organizacjami równorzędnymi z Europy, Azji, Ameryki Północnej i Afryki.

□ Dziś jednym z najważniejszych zadań Stacji jest promocja polskiej nauki i kultury. Ale nie tylko...

■ Celem Stacji jest także rozwój współpracy naukowej między Polską a Francją i krajami frankofońskimi, rozwijanie kontaktów naukowych i kulturalnych polsko-francuskich, a także szeroko rozumiana pomoc naukowcom z Polskiej Akademii Nauk i uniwersytetów, a także stażystom, stypendystom, studentom

Prof. Marek Więckowski podczas otwarcia konferencji Polska na mapach; 2 maja 2016
Prof. Marek Więckowski Archiwum prywatne
Robert Górski

przybywającym do Francji z polskich uczelni i innych instytucji naukowych w celach badawczych lub edukacyjnych. Do zadań Stacji należy również obsługa przyjeżdżających do niej gości. Popularyzacją osiągnięć polskich naukowców zajmujemy się poprzez organizację spotkań naukowych, seminariów, wykładów, wystaw, konferencji, działalność wydawniczą, a także współpracę ze środowiskami naukowymi w danym kraju.

□ Siedziba Stacji mieści się obecnie przy 74 rue Lauriston w XVI dzielnicy, jednej z najbardziej prestiżowych w Paryżu. Jaka jest historia tego obiektu?

■ Dzieje tego obiektu są bardzo interesujące. Siedzibą Stacji jest kamienica wybudowana na początku XX wieku. Pierwszymi jej właścicielami byli książęta Clermont-Tonnerre, zaprzyjaźnieni z Marcelem Proustem, który bywał na salonach przy rue Lauriston. W swej powieści W poszukiwaniu straconego czasu uwiecznił nawet niektóre sceny z tych wizyt. W pałacyku gościli również Polacy, między innymi spokrewniony z rodziną właścicieli Leon Radziwiłł czy Ignacy Paderewski. Później budynek przy 74 rue Lauriston przeszedł w ręce rodziny Sanguszków. W 1919 roku mieściła się w nim główna kwatera polskiej delegacji wysłanej na konferencję wersalską, w skład której wchodzili, między innymi, Kazimierz Dłuski, Michał Sokolnicki, Antoni Sujkowski, Bolesław Wieniawa-Długoszowski. W gmachu tym organizowano wówczas spotkania i odczyty z udziałem ważnych polityków i naukowców. W tych spotkaniach uczestniczyła także Maria Skłodowska-Curie. W okresie międzywojennym budynek przeszedł ponownie w ręce francuskie, zaś po drugiej wojnie światowej stopniowo zaczął przechodzić w ręce polskie i przeznaczono go na cele naukowe. Przeniosła się tu Stacja Naukowa, która tuż po utworzeniu Polskiej Akademii Nauk stała się Stacją Naukową PAN i w tej formie działa do dziś.

□ Obecnie siedziba Stacji mieści się w dwóch budynkach.

■ Główny budynek został oddany do użytku w 1908 roku, w miarę upływu czasu przekształcano i dobudowywano pewne pomieszczenia i piętra. W latach 60. i 70. XX wieku do głównego budynku dobudowano pawilon, a później w podziemiach zorganizowano bibliotekę, czytelnię i kuchnię, które obecnie służą naszym gościom. W niezmienionej postaci pomieszczenia te przetrwały kilkadziesiąt lat. Mocno się wyeksploatowały, zniszczyły i wymagają remontów. Niektórzy mówią, że przypominają „środkowy PRL”. Czas z tym skończyć, bo przecież mamy XXI wiek.

□ Iloma pokojami gościnnymi dysponuje obecnie Stacja?

■ W obu budynkach mamy obecnie 30 pokoi, w których do dyspozycji gości jest łącznie ponad czterdzieści miejsc noclegowych.

Kilka pokoi przeznaczonych jest na dłuższe pobyty, na które najczęściej przyjeżdżają studenci bądź doktoranci. Pozostałe pokoje wynajmowane są na kilku- lub kilkunastodniowe pobyty. W głównym budynku znajdują się również mieszkania dla pracowników Stacji, a także sekretariat, biura, duża sala konferencyjna i mniejsze sale konferencyjne i wystawowe.

□ Ile osób zatrudnionych jest w stacji PAN w Paryżu?

■ Dziewięć. Oprócz mnie jest jeden pracownik zespołu merytorycznego, opiekun Biblioteki, jedna osoba w recepcji, jedna w sekretariacie, jeden technik, który na co dzień nie tylko opiekuje się budynkiem i naprawia drobne rzeczy, a także pomaga przy organizacji imprez, administrator i dwie osoby sprzątające, które zajmują się również przygotowywaniem pokoi dla gości.

□ To niewiele...

■ To faktycznie za mało, zwłaszcza jeśli ambitnie myśli się o rozwoju naukowym i promocji Stacji.

Marek
Więckowski
Siedziba Stacji Naukowej PAN przy 74 rue Lauriston w Paryżu

Problemem jest jednak nie tylko niewielka liczba osób zatrudnionych w Stacji, ale także struktura organizacyjna. Pięć–sześć osób w zasadzie opiekuje się budynkiem, biurami i pokojami gościnnymi oraz szeroko pojętą administracją. Ale mam nadzieję, że już od przyszłego roku uda mi się wzmocnić zespół merytoryczny i tak przekształcić strukturę, abyśmy mogli lepiej wypełniać naszą misję.

□ Jest Pan absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, profesorem w Instytucie Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, był Pan wiceprzewodniczącym Polskiego Towarzystwa Geograficznego, redaktorem naczelnym czasopisma „Geographia Polonica”, napisał Pan ponad czterdzieści książek naukowych, popularnonaukowych, podręczników, a także blisko 200 artykułów naukowych i popularnonaukowych, przygotował Pan i prowadził ponad 100 programów telewizyjnych (między innymi Polskie ABC ) oraz ponad 200 audycji radiowych głównie o tematyce geograficznej, był Pan także prezenterem pogody w Panoramie w programie 2 TVP. Jak rozpoczęła się Pana działalność na stanowisku dyrektora Stacji w Paryżu?

■ W 2010 roku wprowadzono ustawę o PAN, która regulowała wybór dyrektorów wszystkich instytutów i jednostek PAN. Ustalono wtedy, że każdy dyrektor będzie wybierany na drodze konkursu.

W 2014 roku, po odejściu poprzedniego dyrektora Stacji prof. Zbigniewa Kuźnickiego, rozpisano nowy konkurs na to stanowisko, w którym wziąłem udział. Wahałem się do ostatniej

chwili, bo miałem świadomość, że to trudna misja i wymaga całkowitej zmiany dotychczasowego życia: zawodowego i prywatnego. Jak to sam nazwałem – następuje w takim momencie zmiana trajektorii życia. Powiedziałem sobie: spełniam wszystkie kryteria, przedstawiam nowoczesną koncepcję, mocno stawiającą na rozwój Stacji i wychodzącą naprzeciw współczesnym potrzebom i poczekam na werdykt. Widocznie spodobało się to władzom PAN i niemal natychmiast rozpocząłem swoją misję w Paryżu w czerwcu 2014 roku.

Kadencja jest czteroletnia. Po jej zakończeniu można ubiegać się o następną, ale trzeba ponownie wystartować w konkursie. Obecnie możliwe są maksymalnie dwie kadencje.

□ Jaki jest Pana pomysł na prowadzenie Stacji? Jakie wyzwania postawił Pan sobie jako dyrektor tej placówki?

■ Marzeniem było i jest stworzenie nowoczesnego Centrum Naukowego, które będzie się zajmowało zarówno promocją na wysokim poziomie, jak i badaniami naukowymi. Buduję zespół, w którym muszą być ludzie uczciwi, kompetentni, kreatywni i sami wiele od siebie wymagający. Zespół, który będzie w stanie stworzyć „miejsce spotkań”, który będzie się rozumiał, uzupełniał i chciał ze sobą pracować. Trzon tego zespołu już jest. Mogę tym ludziom zaufać i z nimi budować centrum. Sam mogę i wolę wskazywać zadania do wykonania, wizje, które można realizować. Lubię zajmować się popularyzacją nauki, chcę to zrobić w sposób nowoczesny, tym bardziej że Stacja Naukowa PAN w Paryżu ma ogromny potencjał. Moją kadencję nazwałem „Tradycja i nowoczesność”, bo odnosząc się do tego, co zostało wypracowane przez moich poprzedników, chciałbym także realizować nowe przedsięwzięcia, korzystając z najnowszych rozwiązań XXI wieku. Chciałbym, aby pewne konferencje naukowe czy inne kulturalne przedsięwzięcia przekształcały się w wydarzenia cykliczne, bo w tym widzę największy sens. Takim konferencjom powinny towarzyszyć wystawy i wykłady organizowane dla szerszej publiczności. To już się dzieje. Odkąd jestem dyrektorem Stacji, rocznie organizujemy ponad 50 różnych przedsięwzięć.

Uważam też, że działalność Stacji nie powinna ograniczać się wyłącznie do relacji polsko-francuskich. Oczywiście, one są najważniejsze, ale dziś trzeba myśleć o projektach międzynarodowych, w których jest co najmniej kilku partnerów. Mamy takie Fot. Robert Górski

Fragment wystawy Geografia polska – tradycja i współczesność, Stacja Naukowa PAN w Paryżu

projekty, w ramach których zrealizowaliśmy już kilka dużych międzynarodowych konferencji. Zrobiliśmy, na przykład, interdyscyplinarną konferencję o podróżowaniu w Europie Środkowej, na którą zaprosiliśmy specjalistów z ośrodków naukowych ze Słowacji, Węgier, Polski i Francji. Uczestniczyli w niej nie tylko eksperci od transportu i urbaniści, ale także historycy.

Organizujemy też konferencje związane z oficjalnymi wydarzeniami światowymi i polskimi, jak na przykład 100-lecie śmierci Henryka Sienkiewicza, 60-lecie działalności Piwnicy pod Baranami, Międzynarodowy Rok Mapy czy Międzynarodowy Rok Gleb ogłoszony przez UNESCO).

Myślałem również o tym, by w Stacji organizować spotkania rad naukowych różnych międzynarodowych czasopism oraz przygotować w pełni profesjonalną ofertę do organizowania „spotkań projektowych”. Jak wspomniałem, takie spotkania już organizujemy (mamy pokoje gościnne, salę konferencyjną, sprzęt audiowizualny, a ze zorganizowaniem przerw kawowych nie ma żadnego problemu). Przeciętnie odbywają się cztery spotkania rocznie, przybywają na nie przedstawiciele kilku zespołów badawczych z różnych państw europejskich, w tym obowiązkowo z Polski i Francji.

Dwa razy w miesiącu w ramach cyklu „Le café scientifique” organizujemy w Stacji seminaria, które pełnią rolę kawiarenek naukowych. Chodzi o to, by zachęcić naszych gości – profesorów, doktorantów, a także studentów, reprezentujących różne dziedziny nauki, by na chwilę oderwali się od swojej pracy badawczej i podzielili się z innymi swoją wiedzą, opowiedzieli o swoich doświadczeniach. Te seminaria nie są stricte naukowe, ich celem jest spotkanie i rozmowa. Okazuje się, że jest bardzo wiele tematów do dyskusji i wiele wątków wspólnych, jak choćby kwestia doktoratów cotutelle. W organizację tych spotkań zaangażowany jest w sposób wzorowy i twórczy Robert Górski, który sprawuje pieczę nad biblioteką Stacji. Bardzo jest też pomocny w organizowaniu wystaw. Jest osobą, dzięki której pozytywnie myślę o dalszym rozwoju Stacji.

Podobnie ciepło myślę o Pani Doktor Natalii Wawrzyniak, którą wyselekcjonowałem po starannie przeprowadzonym procesie rekrutacji. Była po prostu najlepsza i z każdym tygodniem to udowadnia. Wnosi dużo entuzjazmu, staranności i pomysłowości do naszych prac. Dzięki niej myślimy na poważnie o przekształcaniu naszych publikacji w bardziej nowoczesne i potrzebne formy. Stworzymy nowe cykle konferencji i na poważnie zajmiemy się własnymi pracami naukowymi.

Robert Górski

Chciałbym jeszcze zatrudnić osobę, która opiekowałaby się organizacją wydarzeń naukowych, obsługiwała spotkania Rady Programowej SN PAN, pilnowałaby pełnej archiwizacji dokumentów i materiałów związanych z wydarzeniami naukowymi. Jeśli na początku 2017 roku uda nam się stworzyć jeszcze jeden etat dla pracownika merytorycznego, to już będzie skok jakościowy. Ten nowy pracownik zajmowałby się głównie analizą dokumentów naukowych, polityką naukową Francji oraz pomocą w kontaktach pomiędzy polskimi i francuskimi instytucjami naukowymi i współpracą z instytucjami działającymi na rzecz nauki oraz stowarzyszeniami naukowymi.

□ Z czego utrzymuje się Stacja?

■ Stacja utrzymuje się z dwóch źródeł: dotacji z budżetu państwa oraz budżetu własnego, pochodzącego głównie z działalności hotelarskiej. Jak jednak wiadomo, ceny za wynajem pokoi nie mogą być wygórowane, bo – jak już mówiłem – jednym z podstawowych celów stacji jest pomoc polskim naukowcom. W tej materii jesteśmy organizacją non profit i po opłaceniu wszystkich rachunków nasz budżet wychodzi na zero.

□ Oba budynki Stacji wymagają, niestety, pilnych remontów. Przed Panem gigantyczne wyzwanie. Jaki ma Pan plan, by temu wyzwaniu sprostać, zwłaszcza przy niedostatecznej ilości środków finansowych?

Członkowie Kapituły Konkursu Wybitny Polak we Francji, edycja 2015 – podczas gali finałowej w Ambasadzie RP w Paryżu

■ Jest to niewątpliwie trudny okres dla Stacji. Może nawet w pewien sposób przełomowy. Czuję i wiem, że mam już wsparcie kancelarii PAN, Rady Programowej Stacji i planujemy z coraz większym rozmachem wielką akcję naprawczą. Jednak codzienność bardzo utrudnia nam działanie. Już nie nadążamy z „łataniem dziur”, cieknącą wodą, odpadającym tynkiem... Gdy rozpocząłem swoją pracę, szybko zorientowałem się, że problemy są tu niemal na każdym polu. Stopniowo, konsekwentnie „odgruzowujemy” pomieszczenia, sprzątamy, wywozimy stare, zepsute i niepotrzebne przedmioty, porządkujemy dokumentację. Wydaję nowe zarządzenia, regulaminy oraz instrukcje działania. Gdy są respektowane, to wówczas idziemy do przodu. Szybko stworzyliśmy nowe pomieszczenia biurowe, a także nowe powierzchnie wystawowe. Wprowadziliśmy elektroniczny system rezerwacji pokoi, uporządkowaliśmy aspekty związane z archiwizacją dokumentów, materiałów pokonferencyjnych itp.

Część pomieszczeń naprawiamy we własnym zakresie, w ramach obowiązków służbowych. Udało mi się zatrudnić wyśmienitego technika, który jest młodym, energicznym człowiekiem, któremu „chce się działać i pracować”, zna się na wielu elementach i do tego ma wyższe wykształcenie. Poważniejsze

Integralną częścią wielu konferencji organizowanych w Stacji Naukowej PAN w Paryżu, stały się wizyty we francuskich jednostkach naukowych

prace zlecamy fachowcom na zewnątrz. Opracowujemy cały plan nowych remontów, tak, aby wykonać je w miarę sprawnie, profesjonalnie i aby wykonane prace nie wymagały poprawek przez wiele lat. Na razie zaczynamy remontować pokoje i miejsca, w których mieliśmy awarie. Na przełomie roku odświeżymy salę konferencyjną i bankietową wraz z cyklinowaniem zabytkowych, drewnianych podłóg. Po Nowym Roku, mam nadzieję, spełni się moje marzenie – sala konferencyjna zostanie wyposażona w wielki ekran i nowoczesny rzutnik zawieszony na suficie, nagłośnienie oraz mównicę i stół prezydialny. Będą też monitory do promocji, wyświetlania wystaw multimedialnych i filmów. Myślę już też o przygotowaniu pierwszych projektów architektonicznych do nowej aranżacji kuchni, biblioteki, czytelni i tzw. sali sportowej. Prace rozpoczniemy zaraz, jak tylko uda się nam pozyskać na to przedsięwzięcie środki finansowe.

□ Z jakimi instytucjami i ośrodkami naukowymi współpracuje Stacja PAN w Paryżu?

■ Dobrze układa nam się współpraca z Ambasadą Rzeczypospolitej Polskiej w Paryżu, której siedziba znajduje się w pięknym Pałacu Monako przy ulicy Saint-Dominique. Wspólnie udało się nam już zrealizować wiele ciekawych przedsięwzięć, co ważne, zakończonych sukcesem. Przy organizacji tych wydarzeń razem jest nam nie tylko łatwiej, ale i ekonomiczniej. Cieszę się z tej współpracy, której efektem był, między innymi, międzynarodowy kongres Assises franco-polonaises de géographie zorganizowany w dniach 1–4 czerwca 2016 w Paryżu. Uroczyste otwarcie przedsięwzięcia oraz sesja plenarna kongresu odbyły się właśnie w siedzibie ambasady, kolejne sesje natomiast w Stacji Naukowej PAN oraz w Bibliotece Polskiej. W ostatnim okresie udało się nam bowiem odnowić współpracę z Biblioteką Polską, z którą rocznie realizujemy dwie duże konferencje. Podczas kongresu geografów odbyła się tam nie tylko jedna z sesji, ale także wystawa map zatytułowana Podróże przez historię. Naszymi naturalnym partnerami są też polskie uniwersytety, w tym także Uniwersytet Jagielloński. Wśród zaprzyjaźnionych ze Stacją profesorów UJ są, między innymi, Jerzy Wyrozumski, Franciszek Ziejka, Antoni Jackowski. Współpracujemy też z jednostkami takimi jak Biblioteka Polska w Paryżu, Centrum Cywilizacji Polskiej na Sorbonie, z instytutami, na przykład Węgierskim, Słowackim. Mam też bardzo dobry kontakt z Ambasadą Francji w Polsce i cieszę się z tego

bardzo, bo jestem przekonany, że razem może lepiej służyć naukowej współpracy polsko-francuskiej.

Oczywiście, nasze zainteresowania obejmują też wiele instytucji naukowych, głównie CNRS (francuski odpowiednik PAN), a także uniwersytety paryskie. Na razie nasza współpraca wiąże się przede wszystkim z ludźmi, dzięki którym mamy dostęp do tych organizacji. Lista osób współpracujących ze Stacją jest bardzo długa. Są na niej też liczni polscy naukowcy pracujący we Francji.

Musimy tylko zdawać sobie sprawę, że, po pierwsze, nasze misje i działania są różne, a po drugie – mamy ograniczone możliwości finansowe i kadrowe. Mam nadzieję, że nastąpią wzmocnienia kadrowe, że będę mógł większy nacisk położyć na poznawanie wiodących francuskich ośrodków naukowych oraz na analizę ich polityki naukowej. Wówczas krąg instytucji współpracujących jeszcze się rozszerzy. Chciałbym rozpocząć oficjalne wizyty w innych ośrodkach naukowych Francji oraz w zagranicznych centrach naukowych CNRS.

Robert Górski

□ Wcześniej Assises miały nieco inny charakter...

■ Istotnie. Pomysł organizowania Assises przejąłem po poprzednikach i wypromowałem je do rangi najważniejszych wydarzeń w roku. Wcześniej były to małe przedsięwzięcia dotyczące literatury i archeologii. Naczelną zasadą Assises, co przekażę też mojemu następcy, jest, by wydarzenie to co roku dotyczyło innej dziedziny, a także by promowało współpracę polsko-francuską w danej dziedzinie wraz z podkreśleniem osiągnięć i planów na przyszłość. Są to już polsko-francuskie kongresy naukowe. Kiedy w połowie czerwca 2014 roku rozpoczynałem kadencję, pierwszym wydarzeniem, które tutaj otworzyłem i poprowadziłem były Assises historyczne, z udziałem prof. Henryka Samsonowicza, prof. Jean-Claude’a Schmidta z Francji i wielu innych. W lipcu 2015 roku kolejnym dużym przedsięwzięciem było Assises chemiczne, zorganizowane we współpracy z Uniwersytetem Adama Mickiewicza w Poznaniu, z udziałem noblisty Jean-Marie Lehna, który wygłosił wykład inauguracyjny w Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Paryżu. Z mojej inicjatywy i przy ogromnej, serdecznej pomocy ambasadora Andrzeja Byrta udało się zorganizować i wręczyć nobliście polskie odznaczenie państwowe.

Na rok 2016 wymyśliłem Assises geograficzne. Tu z kolei udało się doprowadzić do zorganizowania uroczystości podpisania konwencji dotyczącej współpracy między Polskim Towarzystwem Geograficznym, Francuskim Komitetem Naukowym Geografii i Polskim Komitetem Geograficznym PAN, za co jestem szczególnie wdzięczny prof. Antoine Blanc.

□ Dlaczego akurat w tym roku Assises poświęcone zostało geografii?

■ Międzynarodowy kongres Assises franco-polonaises de géographie, który odbył się w dniach 1–4 czerwca, jest pewnego rodzaju pomostem pomiędzy organizowaną w 2014 roku przez Polskę w Krakowie konferencję IGU (Międzynarodowa Unia Geograficzna) a organizowanym przez Francję kongresem IGU, który odbędzie się w 2022 roku w Paryżu. Ponadto decyzją Mię-

dzynarodowej Asocjacji Kartograficznej rok 2016 został ogłoszony Międzynarodowym Rokiem Mapy (MRM), a przez The International Council for Science ICSU (Międzynarodową Radę Nauki) Międzynarodowym Rokiem Global Understanding. Do tego jeszcze w 2018 roku Polskie Towarzystwo Geograficzne świętować będzie 100-lecie swego istnienia.

□ W 2018 roku również Stacja Naukowa PAN w Paryżu będzie obchodzić piękny jubileusz –125-lecie swego istnienia. Z pewnością ma Pan już pomysł na przygotowanie tego jubileuszu. Czy może zdradzić Pan coś z tych planów?

■ W przyszłym roku chciałbym przygotować wielką książkę ukazującą współpracę polsko-francuską w dziedzinie geografii (temat ostatnich Assises), efekty prac pomiędzy ośrodkami naukowymi nie tylko z punktu widzenia historycznego, ale też współcześnie. Byłby to piękny przykład i zachęta dla innych dziedzin, aby wykonać podobną pracę i stworzyć nową serię wydawniczą.

Chciałbym, aby w tworzenie coraz silniejszych relacji polsko-francuskich, angażowały się kolejne pokolenia młodych Polaków i Francuzów.

Na dalsze lata mam już trzy pomysły na Assises: dotyczące medycyny, socjologii i nauk matematyczno-informatycznych. Jestem przekonany, że te spotkania zaowocują kolejnymi dobrymi projektami w tych dziedzinach nauki i staną się doskonałym forum do dyskusji dla reprezentujących te dziedziny naukowców.

jeszcze zapraszają mnie do wygłoszenia prezentacji na sesjach plenarnych konferencji...

Jak skończymy remonty i prace w Stacji ułożą się i będą szły własnym rytmem, zaczniemy budować centrum naukowe, które

postawi sobie za cel prace nad dwoma–trzema osiami tematycznymi, oczywiście związanymi z relacjami polsko-francuskimi. Marzą mi się też projekty naukowe.

Może uda nam się też wydać pierwszą książkę – efekt konferencji, która odbędzie się w listopadzie 2016, dotyczącą noblisty, polskiego wielkiego pisarza Henryka Sienkiewicza. Jeśli do tego otworzymy nowy cykl „Humanistyka cyfrowa”, wspomnimy o „Le café scientifique”, to będziemy mieli z czym wchodzić w nowe 125-lecie.

Innym pomostem prowadzącym do jubileuszu będzie prawdopodobnie wielkie święto z okazji 60-lecia pierwszej umowy partnerskiej o współpracy, podpisanej pomiędzy PAN a CNRS w październiku 1957.

□ A co obecnie znajduje się w kręgu Pana zainteresowań badawczych?

■ Trudno się pracuje naukowo przy takim nadmiarze prac i ich różnorodności, ale próbuję. Śmieję się, że bardziej jestem tu zarządcą i kierownikiem budowy, niż naukowcem...

Niemniej jednak w wolnych chwilach kontynuuję pracę nad zagadnieniami granic politycznych i turystyki. Udało mi się już napisać dwa artykuły, które są opublikowane w czasopismach z tzw. listy filadelfijskiej (chyba to pierwsze tego typu osiągnięcie dyrektora którejkolwiek stacji PAN podczas kadencji). Teraz pracuję nad książką o współczesnych przemianach w turystyce pod redakcją moją i prof. Dietera Mullera, która będzie wydana w wydawnictwie Springer. Pod redakcją moją oraz prof. Vladimira Kolossova powstaje tom czasopisma „Geographia Polonica” o granicach w Europie Środkowo-Wschodniej. Miałem okazję też być kilka razy recenzentem prac doktorskich, w Gdańsku i Lyonie, recenzentem artykułów naukowych i książek. Na szczęście,

□ Czy zamierza Pan kandydować na drugą kadencję?

■ Odkąd pełnię swoją misję, po zapoznaniu się z ogromem problemów, zaniedbań, zaniechań, awarii, które już są naszą codziennością, oraz utrudnieniami przez „życzliwych”, częściej myślałem o rezygnacji z tej funkcji niż o przedłużeniu kadencji. Za wcześnie o tym myśleć, mam jednak świadomość, że minął już półmetek pierwszej kadencji.

Chciałbym zbudować nowoczesne centrum naukowe. Jeśli to by się udało... Ale nie zależy to tylko ode mnie.

□ Czego życzyć Panu na kolejne lata pracy na stanowisku dyrektora Stacji?

■ Abym nie stracił entuzjazmu. Przyjechałem tu z ogromną energią i pomysłami. Wydaje mi się, że jestem otoczony dobrymi ludźmi, i to jest piękne, bo utwierdza mnie w przekonaniu, że wiele jeszcze mogę tu zdziałać.

A tak po ludzku, żebym wreszcie miał czas, aby trochę „poczuć” moją ukochaną Francję, aby trochę popodróżować. W te wakacje już się to udało. Były cudowne Alpy z żoną i dziećmi, były weekendy nad morzem w Normandii. Może to już jakiś pozytywny przełom. Szczególnie, że na tych wyjazdach powstało wiele nowych pomysłów dotyczących Stacji, które teraz chciałbym wprowadzić w życie.

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska

Sala konferencyjna i sala bankietowa Stacji Naukowej PAN w Paryżu
Jakub Olszak

KSIĘGOZBIÓR W PAŁACU PRZY RUE LAURISTON

□ Jaka jest historia biblioteki Stacji Naukowej Polskiej Akademii Nauk w Paryżu, liczącej obecnie około 10 tysięcy woluminów?

■ Gromadzenie księgozbioru rozpoczęło się w 1947 roku. Biblioteka funkcjonowała jednak z przerwami i była wielokrotnie reorganizowana, ze względu na skomplikowaną sytuację Polskiej Akademii Umiejętności i związane z nią zmiany organizacyjne, trudne warunki lokalowe i materialne. Książki z jej zbiorów kilkakrotnie były przekazywane do kraju. W 1971 roku cenne polonica, między innymi druki Wielkiej Emigracji, zostały przewiezione do Biblioteki PAN w Kórniku.

Rozmowa z Robertem Górskim, bibliotekarzem Stacji Naukowej PAN w Paryżu oraz opiekunem seminarium naukowego Le Café scientifique naukowego. Podział księgozbioru na kilka głównych kategorii tematycznych, takich jak działy osobowe wielkich Polaków: Fryderyka Chopina, Marii Skłodowskiej-Curie, Adama Mickiewicza, a także nauki społeczne, historia, sztuka, film i teatr, literatura oraz bibliotekoznawstwo – ułatwia znalezienie interesującej dla czytelnika publikacji. Staramy się na bieżąco poszerzać zasoby, dzięki czemu biblioteka nieustannie wzbogaca się o nowe tytuły. Dzięki sugestii dr Natalii Wawrzyniak z naszej Stacji od roku 2015 określono nowy profil zakupów, odpowiadając na zapotrzebowanie czytelników. Dotyczy to polskich i francuskich nagród literackich. Tytuły te będą uzupełniane w dwóch wersjach językowych. Będziemy więc mogli udostępnić cenne polskie dzieła literackie także czytelnikom francuskim.

□ Trzon Biblioteki stanowią zbiory dokumentujące historyczno-kulturalne związki Francji i Polski. Ale nie tylko. Jaki zakres tematyczny obejmuje ten księgozbiór?

■ Nasza biblioteka specjalizuje się w dokumentowaniu związków historycznych i kulturalnych Francji i Polski, historii polskiej nauki i jej osiągnięć, różnorodności polskiego dziedzictwa kulturalnego: literatury, sztuki, muzyki. W zbiorach znajdują się pozycje dotyczące relacji polsko-francuskich i światowego dorobku

□ Każda biblioteka ma swoje „białe kruki”. Które z książek Biblioteki Stacji Naukowej PAN w Paryżu są najcenniejsze?

■ W naszych zbiorach zachowało się kilka cennych serii, takich jak: „La France et ses trésors” (8 tomów), „Histoire de France” (10 tomów), „Encyclopedia Britannica” (32 tomy),

„Encyclopedia universalis” (30 tomów), „Grand dictionnaire universel du XIXe siècle” (24 tomy), „Grand Larousse universel” (15 tomów), „Historie de France” (10 tomów). Ostatnio księgozbiór wzbogacił się o pierwszy pełny francuski przekład dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium / Des révolutions des orbes célestes . Nasze zbiory zostały wzbogacone dzięki darom przekazanym, między innymi, przez Ambasadę RP w Paryżu w roku 2015. Unikatowy jest też zbiór publikacji związanych z organizowanymi w Stacji konferencjami, wystawami i spotkaniami naukowymi.

□ Przy Bibliotece działa również czytelnia. Kto i na jakich zasadach może z nich korzystać?

■ Z Biblioteki korzystają zarówno goście Stacji, jak i czytelnicy z miasta. To prawda, mamy czytelnię, którą nazwaliśmy Le Café scientifique. Staje się ona integralną częścią Stacji Naukowej. Wkrótce goszczący u nas ludzie nauki będą mogli z niej korzystać przez 24 godziny na dobę. W ciągu dnia pomagam im w wyborze odpowiednich książek lub czasopism. Bo nie ma u nas wypełniania rewersów, wszystko jest zamawiane bezpośrednio u mnie. To, co prawda, pozwala mi poznać profil czytelników i odpowiadać na ich potrzeby, ale zdaję sobie jednak sprawę z tego, że biblioteka i czytelnia w takiej formie nie mogą już funkcjonować. Czytelnicy są coraz bardziej wymagający. Książka w wersji papierowej przestaje wystarczać. Dlatego pracujemy nad tym, by nasze zbiory pojawiły się także na nośnikach cyfrowych. Stąd, między innymi, pomysł stworzenia w Stacji biblioteki multimedialnej. Pierwszy krok to dostęp do internetu i polskich baz bibliograficznych. Katalog kartkowy zostawiliśmy jako wartość historyczną. Na bieżąco omawiam z zespołem Stacji Naukowej propozycje zmian w organizacji przestrzeni przyszłej mediateki. Efektem jest, między innymi, utworzenie w Bibliotece miejsca do cichej pracy dla gości Stacji.

□ Księgozbiór znajduje się w pomieszczeniach usytuowanych w podziemiach przewiązki łączącej główny gmach Stacji z pawilonem dobudowanym w latach 70. XX wieku. Od kilku lat pojawił się problem z zawilgoceniem tych pomieszczeń. Jak obecnie wygląda sytuacja? Czy nie stanowi to zagrożenia dla księgozbioru?

■ Księgozbiór jest bezpieczny. W ciągu najbliższych miesięcy zostanie ostatecznie przeniesiony do pomieszczeń archiwum oraz biura biblioteki. Te problemy w pewnym sensie zainspirowały mnie do nowych pomysłów, między innymi do stworzenia kawiarni naukowej, czyli wspomnianej Le

Café scientifique. Mamy już piękną salę konferencyjną i patio. Ale bardzo przydałaby się nam jeszcze sala czasu wolnego wyposażona w sofy, nowoczesne stoły i projektor, połączona (z myślą głównie o studentach) z czytelnią do nauki indywidualnej lub grupowej. Byłoby to idealne miejsce dla spotkań z cyklu Le Café scientifique.

□ Od dwóch lat biblioteka jest unowocześniana. Komputerowa baza katalogowa jest dostępna on-line...

■ Obecnie wykorzystujemy francuski system biblioteczny BCDI, który pozwala czytelnikowi samodzielnie potwierdzić obecność tytułu w naszym księgozbiorze. Niestety, brak polskich znaków diakrytycznych w tym programie generuje konieczność znalezienia innej formy multiwyszukiwarki. Mogłaby się ona pojawić wraz z nową stroną internetową, która obecnie jest jeszcze w fazie projektowania. Wierzę jednak, że powstanie w najbliższym czasie. Zamierzamy także działać na różnych serwisach/portalach społecznościowych.

Obwoluta najnowszego francuskiego przekładu dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium

□ Biblioteka w ramach swej działalności zaangażowana jest w realizację różnych projektów. Jakie są efekty współpracy z innymi ośrodkami naukowymi?

■ Bardzo ciekawa okazała się współpraca z bibliotekami francuskimi w ramach Rencontre „Médiation & numérique dans les équipements culturels” , które odbyło się w dniach 6–7 października 2014 w Centrum Pompidou w Paryżu. Głównym tematem obrad była funkcjonalność digitalizacji i przedstawienie rezultatów projektów kulturalnych i naukowych w różnych or-

Wojciech Olejniczak

ganizacjach, w tym w bibliotekach. Czytelnicy naszej przyszłej mediateki będą mieli zapewnioną pełną informację dotyczącą specjalistycznych bibliotek na terenie Paryża.

Dzięki rozszerzeniu formuły Le Café scientifique, odbyły się już wystąpienia naukowe gości z zagranicy. W listopadzie 2015 roku wraz z Grupą Inicjatyw Naukowych Stowarzyszenia Studentów Polskich we Francji zorganizowane zostało spotkanie z Claude’em Namerem – tancerzem, reżyserem i dyrektorem projektu „Sensation tango”. Referent zaprezentował film dokumentalny przedstawiający jego zajęcia z osobami niewidomymi i niedowidzącymi oraz mówił o wymiarze psychologicznym i społecznym tego typu arteterapii.

W związku z organizowanymi imprezami naukowymi przygotowujemy też wystawy, które eksponujemy na parterze i pierwszym piętrze Stacji. Na przykład, w okresie od 3 lutego do 18 marca 2015 zaprezentowaliśmy 12 reprodukcji dzieł Olgi Boznańskiej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie oraz kolekcji prywatnych. Trzeba dodać, że nasza miniwystawa promowała retrospektywę malarstwa Boznańskiej, która w tym okresie miała miejsce w Muzeum Narodowym w Krakowie i Warszawie.

Jakub Olszak

W ramach organizowanej przez Stację konferencji Voyager en Europe médiane w marcu 2015 roku miała miejsce wizyta studyjna w Bibliotece Narodowej Francji (BNF François Mitterrand). Odwiedzono wiele działów biblioteki – od części ekspozycyjnej aż do części archiwalnej, w celu zapoznania się z nowoczesnym stylem udostępniania wszelkich nośników informacji. Spotkanie to pozwoliło też na zintegrowanie przedstawicieli różnych środowisk, które brały udział w tym wydarzeniu. W czerwcu 2015 roku mogłem uczestniczyć w inauguracji nowej przestrzeni frankofońskiej w Księgarni Polskiej w Paryżu przy 123 Boulevard Saint-Germain. Współpraca z BNF i Księgarnią Polską może przynieść więcej owoców w przyszłości. W celu wzbogacenia oferty w 2016 roku nawiązałem kontakt z pracownikiem BNF Elżbietą Walle ze stowarzyszenia bibliotekarzy slawistów BESEDA. Planujemy stworzenie koncepcji wymiany danych pomiędzy bibliotekami oraz wystąpienie pani Walle na seminarium w cyklu Le Café scientifique Bardzo cenimy sobie współpracę z innymi ośrodkami bibliotecznymi Polskiej Akademii Nauk. Podsumowaniem sezonu 2014/2015 stała się francusko-polska wystawa Biblioteka Kórnicka i jej francuskie skarby, która była integralną częścią wydarzenia naukowego La szlachta polska à la française. Od maja roku 2016 pokazywaliśmy w Stacji wystawę zatytułowaną Mapa i jej historia, przygotowaną przez Bibliotekę Gdańską PAN. Plansze do niej były w dwóch językach – polskim i francuskim. Ekspozycji towarzyszył film. Są to wydarzenia szczególne, bo prezentują zbiory instytucji PAN. W celu wzbogacenia naszej oferty w latach następnych planujemy stworzenie koncepcji współpracy i wymiany danych pomiędzy bibliotekami innych instytutów bądź stacji zagranicznych Polskiej Akademii Nauk. W dniach 1–4 czerwca 2016 odbył się Polsko-Francuski Kongres Geograficzny Assises franco-polonaises de géographie, połączony z dwiema wystawami: Podróże przez historię – prezentowaną w Bibliotece Polskiej w Paryżu, oraz Geografia polska – tradycja i współczesność, zrealizowaną w naszej Stacji. Kuratorami wystawy byli prezes Polskiego Towarzystwa Geograficznego prof. Antoni Jackowski z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ oraz dr Małgorzata Taborska z Muzeum UJ. Wystawa o polskiej geografii była prezentowana w naszej Stacji do września 2016 roku.

Patio Stacji Naukowej PAN w Paryżu; wejście do Biblioteki

□ Opiekuje się Pan Biblioteką od dwóch lat. Kiedy rozpoczęła się Pana przygoda z książkami? Jak trafił Pan do Stacji Naukowej w Paryżu?

■ Moja przygoda z książkami trwa od chwili, kiedy nauczyłem się czytać. Jako nastolatek wypożyczałem książki swoim koleżankom i kolegom, używając kart i katalogu domowego...

Kiedy kilkanaście lat temu świadomie wybierałem zawód, nie spodziewałem się, że trafię do stolicy kraju mediatek. W 2014 roku prof. Marek Więckowski zaczął budować zespół paryskiej Stacji i zaproponował mi misję bibliotekarza, którą z wielką radością przyjąłem. Wcześniej pracowałem w pracowni czytelniczej Pałacu Młodzieży w Warszawie.

Mam nadzieję, że uda mi się wdrożyć pomysły i projekty, które na bieżąco tworzą się w mojej głowie. Nie jest łatwo, ale wierzę, że cały zespół Stacji poradzi sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. Najtrudniejsze jest to, że problemy remontowe weryfikują nasze zamierzenia i plany. Z tego powodu nie ma u nas typowego dnia pracy, każdy dzień jest inny.

Biblioteczny portret Marii Skłodowskiej-Curie

□ Z jakich zrealizowanych przedsięwzięć jest Pan dumny? Jakie wyzwania jeszcze przed Panem?

■ Program seminariów naukowych z cyklu Le Café scientifique, zapoczątkowany w Bibliotece Stacji Naukowej w 2014, roku utrwalił się jako interesująca forma spotkań naukowych środowiska młodych polskich naukowców z przedstawicielami innych środowisk opiniotwórczych, zainteresowanych rozwojem relacji polsko-francuskich na polu nauki i kultury. O dużym zainteresowaniu Le Café... świadczy coraz większa liczba ich uczestników. Udział w nich pozwala na integrację i wymianę myśli środowiska naukowego, które gościmy w Stacji Naukowej w Paryżu. Krótkie sprawozdania z debat zamieszczane są na stronie internetowej Stacji, co pozwala poszerzyć krąg seminarzystów. Można bez wątpienia stwierdzić, że przełom nastąpił podczas wrześniowego spotkania inauguracyjnego w sezonie 2015/2016, na którym referat zatytułowany La géopolitique à l’heure de la mondialisation: les liens entre intérêts locaux et globaux à partir de quelques exemples: Ukraine, Syrie, axes de développement en Eurasie wygłosił dr hab. Bruno Drweski. Następnie odbyło się robocze spotkanie, z udziałem dyrektora Stacji prof. Marka Więckowskiego, które dotyczyło, między innymi, studiów we Francji, wymiany naukowej pomiędzy Polską a Francją, konferencji i perspektyw na rok 2016. Spotkanie stało się okazją do przedstawienia propozycji seminariów i spotkań tematycznych w najbliższej przyszłości, zasugerowanych przez Sekcję Doktorantów Grupy Inicjatyw Naukowych Stowarzyszenia Studentów Polskich we Francji. Dzięki

tej współpracy planujemy nowe formy aktywizacji uczestników poprzez rozwinięcie form klubowych oraz intensyfikację działalności na zewnątrz Stacji. Z pewnością ta współpraca pozwoli na kontynuację comiesięcznych seminariów w ramach cyklu Le Café scientifique. Jeśli chodzi o wyzwania, to w lutym 2016 roku reprezentowałem Stację na wernisażu wystawy plakatu polskiego w merostwie w Rouen. Spotkanie z autorami ekspozycji pozwala mieć nadzieję, że w przyszłości uda się zorganizować retrospektywę naukowego plakatu polskiego w paryskiej Stacji. Zobaczymy...

□ Co znajduje się w kręgu Pana zainteresowań badawczych? Jak długo zamierza Pan zostać w Paryżu? Jakie są Pana plany zawodowe?

■ Naukowo jestem związany z Uniwersytetem Warszawskim. Początkowo w kręgu moich zainteresowań badawczych były nauki ekonomiczne. Pracę magisterską pisałem na Wydziale Nauk Ekonomicznych ze specjalnością ekonomika i organizacja handlu zagranicznego. Ukończyłem też studia podyplomowe na Wydziałach Geografii i Studiów Regionalnych oraz Pedagogicznym. Wciąż czułem jednak zawodowy niedosyt. W końcu wybrałem bibliotekoznawstwo i informację naukową, i to był wybór docelowy. Zgodnie z umową zostanę w Paryżu jeszcze dwa lata. A później? Dzięki doświadczeniu francuskiemu otwierają się przede mną nowe perspektywy „kariery zawodowej”. Myślę o pracy bibliotekarza w kraju, w którym jest ona dużym wyzwaniem, na przykład w Brazylii. Wciąż mam otwartą głowę, dystans do siebie, dużo pokory i cierpliwości.

□ Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska

Uwagi i zapytania dotyczące Biblioteki Stacji Naukowej PAN w Paryżu można kierować pod adresem bibliotheque@paris.pan.pl lub pod nr tel. +33(0)156901838

Wojciech Olejniczak

41. ZJAZD POLSKIEGO LEKARSKIEGO TOWARZYSTWA RADIOLOGICZNEGO

WCentrum Kongresowym ICE w Krakowie w dniach 2–4 czerwca miał miejsce 41. Zjazd Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologii (PLTR). Organizowane co trzy lata wydarzenie to główna impreza naukowa polskiego środowiska radiologicznego, która już po raz czwarty odbyła się w Krakowie; poprzednie zjazdy miały miejsce w latach 1949, 1964 i 1986. Tegoroczny zjazd odbył się w szczególnym momencie, gdyż 120 lat temu właśnie w Krakowie – na Uniwersytecie Jagiellońskim – narodziła się polska radiologia. Na początku stycznia 1896 prof. Karol Olszewski wykonał pierwsze polskie zdjęcia rentgenowskie. Również w Krakowie, 100 lat temu, ukazała się książka, w której krakowski radiolog dr Karol Mayer (późniejszy profesor) opisał założenia rentgenowskiej techniki wykonywania zdjęć warstwowych (tomografia rentgenowska – nie mylić z tomogra-

fią komputerową), wyprzedzając, uznanego za twórcę tej metody, André Bocage’a (uzyskał patent w 1921 roku). Kolejną rocznicą było 90-lecie wydawania „Polskiego Przeglądu Radiologii” (obecnie „Polish Journal of Radiology”) – naukowego pisma PLTR, którego współzałożycielem był krakowski radiolog Henryk Wachtel. Te wszystkie rocznice zobowiązywały i dlatego komitet naukowy zjazdu z jego prezydentem prof. Andrzejem Urbanikiem, kierownikiem Katedry Radiologii Collegium Medicum UJ, postarał się, aby 41. Zjazd PLTR był wydarzeniem szczególnym. W dniu poprzedzającym rozpoczęcie zjazdu odsłonięto tablicę upamiętniającą wykonanie pierwszych polskich zdjęć rentgenowskich. W ramach zjazdu w Centrum ICE zorganizowano także specjalną wystawę historyczną Kamienie milowe polskiej radiologii, gdzie eksponowano 20 steli, na których przedstawiono 40

najważniejszych wydarzeń z historii radiologii w naszym kraju. Odbyła się także promocja książki Radiologia w kręgu Uniwersytetu Jagiellońskiego – 1896–2016, podczas której autorzy przedstawili historię tej specjalności medycyny w placówkach Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz szpitali będących pod jego nadzorem. Przedsięwzięcia te spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem uczestników zjazdu, podobnie jak rekonstrukcja pierwszego aparatu rentgenowskiego prof. Olszewskiego, która była nieustannie fotografowana.

W ramach zjazdu odbyło się 26 sesji naukowych, 31 szkoleniowych, trzy specjalne, a także sesja plakatowa (plakaty elektroniczne) oraz dziewięć edycji warsztatów. Przedstawiono najnowszy stan wiedzy w zakresie diagnostyki obrazowej, nie tylko ściśle radiologicznej, ponieważ wystąpili również medycy nuklearni,

Jerzy Sawicz
Zjazd Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologii jest najważniejszym wydarzeniem naukowym polskich radiologów

których z radiologią łączą hybrydowe urządzenia SPECT/CT i PET/CT. Bardzo duży nacisk położono na część szkoleniową, która często miała formę wymiany poglądów. Do czynnego udziału w zjeździe włączono, oprócz radiologów, również techników elektroradiologii, fizyków i inżynierów, a także studentów medycyny i kierunku elektroradiologia (po raz pierwszy). Tak liczna reprezentacja środowiska diagnostyki obrazowej umożliwiła intensywną wymianę informacji, a także jego integrację. Po raz pierwszy umożliwiono, w ramach jednej sesji, prezentację najważniejszych osiągnięć głównych firm produkujących sprzęt dla diagnostyki obrazowej. Kolejny raz bardzo ważną okazała się sesja zatytułowana Quo vadis, radiologio, podczas której przedstawiono aktualne problemy tej dyscypliny. Bardzo istotny był udział w niej przedstawicieli sejmowej komisji ds. zdrowia, Ministerstwa Zdrowia oraz konsultanta krajowego ds. radiologii i diagnostyki obrazowej. Niezwykle ciekawe były prezentacje pokazujące wyniki ankiet „Wizerunek radiologa” (respondentami było ponad 2 tysiące radiologów oraz specjalistów interny, chirurgii ogólnej i lekarzy rodzinnych), jak również „Ocena procesu specjalizacji z zakresu radiologii i diagnostyki obrazowej” (wyniki uzyskano na podstawie prawie 800 ankiet wypełnionych przez osoby w trakcie specjalizacji). Podkreślono też bardzo ważną rolę dydaktyki już na poziomie przeddyplomowym, proponując konkretne rozwiązania w tym zakresie.

Tradycyjnie, dużą widownię zgromadziła sesja będącą quizem wiedzy radiologicznej – o zwycięstwo walczono zawzięcie, głosując za pomocą elektronicznego systemu, notującego nie tylko prawidłowość odpowiedzi, ale również czas reakcji.

Parter i poziom I Centrum Kongresowego zajęły stanowiska ekspozycyjne 43 firm związanych z diagnostyką obrazową. Znakomicie zaaranżowane ekspozycje pozwoliły na zapoznanie się, w jednym miejscu, z tym, co radiologom oferuje przemysł. Co ważne, na wielu stoiskach

nie tylko reklamowano wyroby, ale także organizowano warsztaty i minipokazy naukowe. Poziom II przeznaczono na strefę relaksu, ale i tutaj warto było się zatrzymać przed ekspozycjami specjalnymi – na wielkich planszach prezentowano badania radiologiczne kwiatów, muszli, dzieł sztuki, mumii egipskich (eksponowano przy tym kopie mumii Aset-iri-khet-es, znajdującą się w krakowskim Muzeum Archeologicznym), diagnostykę dla potrzeb medycyny sądowej, była także wspomniana rekonstrukcja pierwszego polskiego aparatu rentgenowskiego oraz

Jerzy Sawicz
„Radiologiczny” żart z obrazu Dama z gronostajem Leonarda da Vinci

wystawa historyczna. Można było także zapoznać się z historią Radiologicznych Mistrzostw Polski w Narciarstwie i Żeglarstwie. Uwagę zwracał wielki monitor, na którym prezentowano „pierwszą damę Krakowa” – czyli Damę z gronostajem Leonarda da Vinci. Jak przystało na radiologów, wizerunek obrazu wymieniał się z radiologicznym obrazem damy i zwierzątka. Na poziomie II zlokalizowano także meeting point oznaczony wielkim logotypem PLTR. Osobną atrakcją była ścianka przedstawiająca badanie rentgenowskie z roku 1937 – można było się sfotografować, umieszczając głowę w wyciętym otworze. Dużym zaskoczeniem była replika witraża z kościoła oo. Franciszkanów w Krakowie. Jej twórca, Stanisław Wyspiański, przedstawił prawą rękę postaci tak, jak widać, ją na zdjęciu rentgenowskim. Najpewniej stało się to pod wpływem odkrycia Roentgena, gdyż artysta stworzył dzieło właśnie wtedy, kiedy Roentgen zaprezentował swoje odkrycie. Witraż umieszczono w ciemnym pomieszczeniu, a z głośników płynęły dźwięki chorałów gregoriańskich.

Jak na każdym zjeździe, znalazł się także czas na wspólną zabawę – Get-together Party zorganizowano w Starej Zajezdni na krakowskim Kazimierzu.

Pasjonaci biegania, mimo deszczu, przebiegli dystans ponad trzech kilometrów, oglądając Kraków z perspektywy wałów Wisły. Mieli swoje pięć minut także twórcy – 3 czerwca na wernisażu spotkali się radiolodzy malarze. Wystawa (eksponowano 41 prac) wypadła imponująco. Na specjalnych planszach zaprezentowano też prace, jakie napłynęły na konkurs literacki „Jak zostałem radiologiem”.

Program zjazdu był niezwykle różnorodny – część naukowa prezentowała bar-

dzo wysoki poziom, a w części towarzyskiej wszyscy mogli znaleźć coś dla siebie. Warto podkreślić udział wielu gości zagranicznych – przyjechały delegacje wszystkich towarzystw radiologicznych z sąsiednich krajów, a także z wielu krajów Europy. Honorowymi gośćmi byli prezydenci European Society of Radiology oraz Radiological Society of North America, najważniejszych radiologicznych towarzystw na świecie. Goście zagraniczni przyznali, że zachwycił ich Kraków, Centrum Kongresowe ICE, ale także wysoki poziom naukowy i organizacyjny zjazdu. Zwrócili też uwagę na znakomicie przeprowadzoną – w formie pokazu multimedialnego – ceremonię otwarcia zjazdu.

41. Zjazd Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego pozwolił na

szeroką promocję polskiej radiologii na świecie. Wspaniałą atmosferę stworzyli uczestnicy w liczbie około 1900 osób, udowadniając kolejny raz, że polska radiologia to wielka rodzina, którą tworzą radiolodzy, technicy elektroradiologii, fizycy i inżynierowie medyczni, a także studenci z radiologicznych kół naukowych.

Tradycyjnie, w przeddzień zjazdu odbyło się Walne Zebranie delegatów PLTR, na którym wybrano nowe władze na kadencję 2016–2019. Prezesem Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologii został kierownik Katedry Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Andrzej Urbanik. Przez najbliższe trzy lata Kraków będzie więc radiologiczną stolicą kraju.

Małgorzata Tomera Sekretarz redakcji „Radiologia w Polsce”, www.polradiologia.org, pracownik Katedry i Zakładu Radiologii CM UJ

Fot.
Jerzy Sawicz
Podczas Walnego Zebrania delegatów PLTR wybrano nowe władze na kadencję 2016–2019. Prezesem PLTR został kierownik Katedry Radiologii CM UJ prof. Andrzej Urbanik
Walne Zebranie delegatów PLTR odbyło się w przeddzień zjazdu w auli Collegium Maius
Podczas Kongresu firmy prezentowały ofertę dotyczącą diagnostyki obrazowej

PAMIĄTKOWA TABLICA

Odkrycie promieni X przez Wilhelma Konrada Roentgena było jednym z kamieni milowych w rozwoju medycyny. Stało się to 8 listopada 1895, ale Roentgen utrzymywał wiadomość o tym fakcie w tajemnicy.

Świat dowiedział się o niezwykłym odkryciu 5 stycznia 1896 z artykułu autorstwa Ernsta Lecheta zamieszczonego w wiedeńskim dzienniku „Die Presse”. Wiadomość o tym, wraz z egzemplarzami „Die Presse”, dotarła do Krakowa już 5 stycznia wieczorem. Tak więc krakowski świat naukowy zapoznał się z nowym odkryciem bardzo szybko, a w Krakowie, po raz pierwszy na ziemiach polskich, ukazała się notatka prasowa, którą zamieścił krakowski dziennik „Czas” 8 stycznia 1896 (zaledwie trzy dni po pierwszej publikacji na świecie). Na podstawie tych doniesień prasowych profesor chemii UJ Karol Olszewski mógł wykonać pierwsze polskie zdjęcie rentgenowskie (w dniach 8–20 stycznia) bezpośrednio po ogłoszeniu sensacyjnych wiadomości. Pionierskie doświadczenia radiologiczne prof. Olszewskiego zostały opisane w dzienniku „Czas” z 21 stycznia 1896. W takich okolicznościach na Uniwersytecie Jagiellońskim narodziła się polska radiologia, a co bardzo istotne, stało się to w tym samym czasie co w przodujących ośrodkach światowej nauki. Profesor

Prof. Andrzej Urbanik przypomniał zebranym zasługi prof. Karola Olszewskiego

Uroczystego odsłonięcia tablicy upamiętniającej osobę i działalność prof. Karola Olszewskiego dokonano 1 czerwca 2016

Olszewski, otwierając polski rozdział światowej radiologii, stał się jednym z jej pionierów.

Niestety, to niezwykle ważne dla polskiej medycyny wydarzenie nie było dotąd dostatecznie upamiętnione. Dlatego w Katedrze Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego zrodziła się inicjatywa upamiętnienia początków polskiej radiologii poprzez wmurowanie pamiątkowej tablicy na ścianie gmachu Collegium Wróblewskiego przy ul. Olszewskiego 2, gdzie mieściła się pracownia prof. Karola Olszewskiego. Pomysł prof. Andrzeja Urbanika, kierownika Katedry Radiologii UJ CM, od razu uzyskał poparcie rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka, dziekana Wydziału Lekarskiego prof. Tomasza Grodzickiego, prof. Franciszka Ziejki z Konwentu Godności Honorowych, a także dziekan Wydziału Prawa i Administracji i gospodarza obiektu prof. Krystyny Chojnickiej. Tablicę zaprojektował prof. Jerzy Nowakowski, rzeźbiarz z krakowskiej ASP. Czerń granitu połączył z blaskiem polerowanej blachy, nawiązując w ten sposób do czerni i bieli radiologicznych obrazów.

Odsłonięcie tablicy odbyło się 1 czerwca 2016 w samo południe, 120 lat od pamiętnego wydarzenia. Było bardzo uroczyście, a ceremonia zgromadziła spore grono wyjątkowych osób.

Warto dodać, że kwiatową oprawę uroczystości stanowiły bukiety chryzantem, ulubionych kwiatów prof. Olszewskiego. Uprawa kwiatów była bowiem jego hobby, a o chryzantemach napisał nawet książkę.

Małgorzata Tomera

Fot. Anna Wojnar

O NAJDAWNIEJSZYCH KSIĘGACH MIEJSKICH

Wydział Prawa i Administracji UJ gościł w dniach 9–10 czerwca 2016 uczestników I seminarium projektu badawczego „Fontes Iuris Lusatiae Superioris Vetustissimi”. Głównym celem projektu, finansowanego ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego za pośrednictwem Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki, jest krytyczne opracowanie i wydanie jednej z najstarszych miejskich ksiąg sądowych przechowywanych w archiwach polskich – tzw. Czerwonej Księgi miasta Zgorzelca z lat 1305–1416. Wydziałowi Prawa i Administracji UJ w projekcie partneruje Uniwersytet

Marcina Lutra w Halle-Wittenberdze, którego pracownik, dr Christian Speer, należy do grupy projektowej (obok doktorów Krzysztofa Fokta i Macieja Mikuły z UJ). W ramach projektu przewidziano dwa seminaria, obejmujące spotkania naukowców z różnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej o tematyce zbliżonej do głównej pro -

norowym patronatem prezydenta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego. Do udziału w seminarium, z referatami bądź w roli prowadzących i podsumowu-

blematyki projektu, z których pierwsze odbyło się właśnie w Krakowie, pod ho-

jących obrady, zaproszono 14 badaczy z Polski, Republiki Czeskiej, Niemiec

Seminarium było ważnym krokiem na drodze do lepszego poznania początków miejskiej samorządności i dokumentacji w naszej części Europy

i Słowacji. Ostatecznie w seminarium wzięły udział 24 osoby reprezentujące 12 instytucji. Obrady zaszczycili swą obecnością, między innymi, wybitny historyk prawa, a zarazem znany popularyzator historii i były prorektor UJ prof. Stanisław Grodziski oraz uznany wydawca źródeł historycznych, obecnie dyrektor Archiwum Narodowego w Krakowie prof. Wojciech Krawczuk. Ze względu na inne pilne obowiązki przybyć nie zdołał patron honorowy przedsięwzięcia – prezydent Jacek Majchrowski, skierował jednak do uczestników seminarium list, w którym napisał: Mam nadzieję, że pobyt w Krakowie, historycznej stolicy Polski, będzie przez wszystkich Państwa miło wspominany. Jestem przekonany, że nasze miasto będzie miejscem dyskusji, wymiany poglądów i spotkania wyjątkowej rangi profesjonalnego i opiniotwórczego grona. List prezydenta Krakowa odczytała otwierająca obrady z ramienia gospodarzy prodziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ prof. Dorota Malec. Życzenia owocnych obrad na ręce organizatorów złożyli także zaproszeni na seminarium badacze dziejów dawnych miast, którzy nie mogli wziąć udziału w tym wydarzeniu, między innymi profesorowie Henryk Samso -

Uczestnicy I seminarium projektu badawczego „Fontes Iuris Lusatiae Superioris Vetustissimi”

nowicz z Warszawy, Lech Tyszkiewicz, Rościsław Żerelik i Mateusz Goliński z Wrocławia oraz Antoni Gąsiorowski z Poznania, a także archiwiści sprawujący pieczę nad zgorzelecką Czerwoną Księgą: dr Janusz Gołaszewski, dyrektor Archiwum Państwowego we Wrocławiu, i mgr Adam Baniecki, kierownik jego oddziału terenowego w Bolesławcu.

Seminarium, odbywające się w językach angielskim i niemieckim, składało się z dwóch części: sesji naukowej poświęconej początkom kancelarii miejskich i najstarszym miejskim księgom w Europie Środkowo-Wschodniej oraz spotkania roboczego, na którym zaprezentowano prowadzone obecnie i dopiero planowane projekty obejmujące inwentaryzację i edycję źródeł pisanych o proweniencji miejskiej.

Pierwszą część otworzyła prof. Dorota Malec. Obrady prowadziły prof. Danuta Janicka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i prof. Hana Pátková z Uniwersytetu Karola w Pradze, a podsumował je prof. Andreas Ranft z Uniwersytetu Marcina Lutra w Halle. Wysłuchano referatów autorstwa prof. Hany Pátkovéj, dr. Vílema Knolla (Uniwersytet Zachodnioczeski w Pilznie), dr. Katalin Gőnczi (Saska Akademia Nauk w Lipsku), doc. Adriany Švecovéj (Uniwersytet Trnawski), dr. Nadi Štachovéj i Lenki Šmidovéj-Malárovéj (Uniwersytet Masaryka w Brnie), dr. hab. Ewy Wółkiewicz (Polska Akademia Nauk) i dr. Piotra Oknińskiego (Uniwersytet Warszawski).

Pod koniec pierwszego dnia obrad w krakowskim magistracie odbył się bankiet, na którym uczestników seminarium

powitała reprezentująca prezydenta Krakowa wicedyrektor jego biura Agnieszka Staniszewska. O znaczeniu Krakowa jako ośrodka badań nad dawnymi miastami i prawem miejskim mówił kierownik projektu Krzysztof Fokt. Do tego wątku nawiązał prof. Wacław Uruszczak w swym exposé otwierającym drugi dzień obrad, przypominając uczestnikom dorobek krakowskiej szkoły historyków państwa i prawa oraz zasługi swych poprzedników i własne w zakresie edytorstwa źródeł historycznych. Realizowane i planowane projekty badawcze prezentowali prof. Andreas Ranft i dr Christian Speer (Uniwersytet Marcina Lutra w Haale), dr Wieland Carls (Saska Akademia Nauk w Lipsku), dr Krzysztof Fokt (Uniwersytet Jagielloński) oraz dr Maciej Mikuła (Uniwersytet Jagielloński). Prezentacjom towarzyszyły liczne dyskusje, jedna z nich, szczególnie cenna dla uczestników projektu, dotyczyła instrukcji wydawniczej Czerwonej Księgi. Wszystkie prezentacje podsumował prof. Wojciech Mrozowicz z Uniwersytetu Wrocławskiego.

W zgodnej ocenie uczestników przedsięwzięcia seminarium okazało się waż-

nym krokiem na drodze do lepszego poznania początków miejskiej samorządności i dokumentacji w naszej części Europy. W referatach i dyskusji poruszono wiele istotnych wątków dotyczących początków miejskich kancelarii, między innymi kwestię datacji ich początków i form dokumentacji tworzonej na tym inicjalnym etapie ich rozwoju, zróżnicowania ksiąg miejskich, metod ich inwentaryzacji i edycji, a także problem zasięgu poszczególnych kręgów prawa miejskiego. Rezultaty obrad seminarium zostaną ogłoszone drukiem w wydawanym przez Wydział Prawa i Administracji UJ czasopiśmie o międzynarodowej renomie – „Krakowskich Studiach z Historii Państwa i Prawa”.

Organizatorzy seminarium składają podziękowania dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ prof. Krystynie Chojnickiej, a także Urzędowi Miasta Krakowa oraz Fundacji Studentów i Absolwentów UJ „Bratniak” za organizacyjne i materialne wsparcie tego przedsięwzięcia.

Krzysztof Fokt Maciej Mikuła pracownicy Katedry Historii Prawa Polskiego UJ

Okucie księgi z grawerunkiem smoka

W HOŁDZIE PROFESOROWI WŁADYSŁAWOWI SZAFEROWI

130.rocznicę urodzin prof. Władysława Szafera postanowili uczcić leśnicy – pracownicy Nadleśnictwa Mielec i członkowie Polskiego Towarzystwa Leśnego oraz Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej „Inicjatywa”. W dniach 14–15 kwietnia 2016 zorganizowali konferencję poświęconą temu wybitnemu botanikowi, człowiekowi nauki, popularyzatorowi i pionierowi w dziedzinie zorganizowanej ochrony przyrody w Polsce. Inicjatywa zyskała także poparcie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, Ligi Ochrony Przyrody Okręgu Podkarpackiego oraz regionalnych władz państwowych i samorządowych.

Konferencja zorganizowana została w Mielcu, gdzie Władysław Szafer spędził swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Już jako uczeń tamtejszej szkoły ludowej, a następnie gimnazjum w Rzeszowie wykazywał wielkie zamiłowanie do przyrody, odbywając liczne wycieczki w okolicach Mielca, a później na prawie całym obszarze Puszczy Sandomierskiej.

W programie konferencji i imprez towarzyszących, opracowanym przez

zespół pracowników nadleśnictwa pod kierunkiem nadleśniczego mgr. inż. Huberta Sobiczewskiego, przy współudziale mgr inż. Marii Zuch, znalazły się nie tylko referaty naukowe i historyczne, ale także wspomnienia dotyczące nieznanych lub mało znanych zdarzeń z życia i działalności prof. Władysława Szafera. W konferencji uczestniczyło ponad 150 osób, w większości byli to ubrani w galowe mundury leśnicy, co nadało spotkaniu szczególnie uroczysty charakter. Wśród wyjątkowych gości byli także córka prof. Władysława Szafera Anna Szarska-Staniszewska oraz wnuk profesora – Władysław Szarski.

W pierwszym dniu konferencji wykłady wygłosili: prof. Kazimierz Szczepanek z Instytutu Botaniki UJ, Elżbieta Oleksiak z Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Gustawa Daniłowskiego w Sos-

nowcu, prezes Polskiego Towarzystwa Leśnego prof. Andrzej Grzywacz z Wydziału Leśnego SGGW w Warszawie, dyrektor Muzeum Regionalnego w Mielcu dr Jerzy Skrzypczak, ksiądz dr Sławomir Zych z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz Krzysztof Haptaś z Muzeum Regionalnego w Mielcu.

Interesującym uzupełnieniem wykładów były osobiste wspomnienia Władysława Szarskiego – wnuka prof. Władysława Szafera, jak również omówiona w pierwszej części konferencji inicjatywa opracowania monografii powiatu mieleckiego. We Wspomnieniach przyrodnika , wydanych w 1973 roku przez Wydawnictwa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, prof. Władysław Szafer tak pisał o tej monografii: Podjął ją z wielkim nakładem pracy i prywatnych funduszów Stefan Sękowski, właściciel Wojsławia, poseł na sejm lwowski i marszałek powiatu. Dobrał sobie najlepszych doradców z grona profesorskiego Lwowa, między innymi E. Romera, M. Raciborskiego, F. Bujaka i innych, na redaktora zaś tego dzieła, które miało objąć wszystkie kierunki nauk fizjograficznych i humanistycznych, powołał Alfreda Wysockiego, zdolnego urzędnika lwowskiego Namiest-

Uczestnicy konferencji w sali obrad
Odsłonięcie tablicy pamiątkowej poświęconej pamięci prof. Władysława Szafera
Janusz Kipa
Joanna
Cieślik

nictwa. Po jego przeniesieniu się ze Lwowa do Wiednia i po śmierci Sękowskiego –inicjatywą pomysłu, na wniosek prof. M. Raciborskiego redakcję „Monografii mieleckiej” w 1912 roku objął Wł. Szafer. Tuż przed wybuchem I wojny światowej w 1914 roku obszerny rękopis I tomu W. Szafer oddał do drukarni W.L. Anczyca w Krakowie. Wybuch wojny był śmiertelnym ciosem dla tego prawdopodobnie jedynego w swoim rodzaju dzieła monograficznego, dotyczącego jednego powiatu

Konferencji towarzyszyła szczególna publikacja zatytułowana W hołdzie wielkości Szafera, wydana pod redakcją Hu-

monografii powiatu mieleckiego. Ciekawostkę książki stanowią, opublikowane w suplemencie, Listy z Ameryki prof. Władysława Szafera, jego artykuł O niektórych rzadszych roślinach niżu galicyjskiego oraz Opis ślubu Janiny Jentys i Władysława Szafera z dnia 18 marca 1919 r. autorstwa prof. Stefana Jentysa (w Krakowie publikacja ta jest dostępna w Bibliotece Instytutów Botaniki UJ i PAN przy ul. Lubicz 46 oraz w Bibliotece Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego przy al. 29 Listopada 46).

Posadzenie

siedziby Nadleśnictwa Mielec posadzono także Dąb Szafera. Ciekawym punktem programu było też zwiedzanie obiektów

berta Sobiczewskiego i księdza Sławomira Zycha, którą otrzymali wszyscy uczestnicy spotkania. Zamieszczone w niej zostały nie tylko referaty wygłoszone podczas konferencji, ale także teksty dotyczące

Doskonałym uzupełnieniem konferencji była również wystawa licznych pamiątek związanych z życiem i działalnością naukową prof. Władysława Szafera, zorganizowana przez mgr inż. Marię Zuch. Eksponaty wypożyczone zostały z różnych instytucji naukowych: Ogrodu Botanicznego UJ, Instytutu Botaniki UJ i PAN, Ojcowskiego Parku Narodowego, Biblioteki Publicznej w Sosnowcu), a także pozyskane od rodziny prof. Szafera. Na wystawie nie zabrakło też licznych fotografii i dokumentów, niektórych prac profesora, pamiątek i dokumentów z życia i działalności profesora i jego rodziny (wiele można znaleźć w publikacji W hołdzie wielkości Szafera). Drugiego dnia konferencji uczestnicy wzięli udział w odsłonięciu i poświęceniu tablicy pamiątkowej poświęconej prof. Władysławowi Szaferowi. W ramach uroczystości przy Powiatowym Centrum Edukacji Ekologicznej mieszczącym się na terenie

przyrodniczych w rezerwacie „Buczyna w Cyrance na Płaskowyżu Kolbuszowskim im. Władysława Szafera”.

Kazimierz Szczepanek profesor w Instytucie Botaniki i Ogrodzie Botanicznym UJ

Jerzy Starzyk profesor na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie

Janusz Wyzina
Joanna Cieślik
Joanna Cieślik
Dębu Szafera
Uczestnicy konferencji na tle Powiatowego Centrum Edukacji Ekologicznej im. Władysława Szafera w Mielcu
Monografia W hołdzie wielkości Szafera
ze zbiorów Muzeum Ogrodu Botanicznego UJ
Anna Szarska-Staniszewska – córka prof. Władysława Szafera podpisuje jubileuszową publikację

Tradycyjne śniadania profesorskie odbywają się na Uniwersytecie Jagiellońskim od 2000 roku – dla uczczenia rocznicy wydania przez króla Władysława Jagiełłę przywileju odnowienia Akademii Krakowskiej 26 lipca 1400 roku

Ze względu na organizację Światowych Dni Młodzieży w Krakowie tegoroczna uroczystość odbyła się wyjątkowo 15 lipca. Zgromadzonych na dziedzińcu Collegium Maius gości powitał rektor UJ prof. Wojciech Nowak

Fot. Anna Wojnar

Głównym punktem uroczystości był wykład honorowego profesora UJ i prezesa Polskiej Akademii Umiejętności prof. Andrzeja Białasa zatytułowany Natura boi się próżni

Tradycyjny posiłek miał miejsce na dziedzińcu Collegium Nowodworskiego

Dziękując za wygłoszenie wykładu, rektor UJ prof. Wojciech Nowak, w imieniu całej społeczności akademickiej, złożył prof. Andrzejowi Białasowi serdeczne życzenia z okazji osiemdziesiątych urodzin
Fot. Anna Wojnar

NASZA TOSKANIA

Mija dekada, odkąd winne krzewy pojawiły się w krajobrazie malowniczych wzniesień Pogórza Wiśnickiego. Winnica Uniwersytetu Jagiellońskiego była tu jedną z pierwszych. Nasłoneczniony, południowy stok, łagodnie opadający ku dolinie, którą płynie Dworski Potok, doskonałe warunki geologiczne oraz specyficzny mikroklimat wytworzyły unikatowe terroir, nadające winom z tutejszej winnicy wyjątkowy i niepowtarzalny charakter. Obserwując równo przycięte winne latorośle, dojrzewające w sierpniowym słońcu okazałe kiście winogron czy odwiedzając nowocześnie wyposażony budynek winiarni oraz wypełnioną po brzegi cennym trunkiem piwnicę, trudno uwierzyć, że początkowo projekt miał charakter naukowego eksperymentu.

IMPONUJĄCY DEBIUT NOVUM

Pierwsze sukcesy nadeszły bardzo szybko. W roku 2008, kiedy winnica Nad Dworskim Potokiem wydawała swoje pierwsze owoce, jury Międzynarodowego Konkursu Win Uniwersyteckich, odbywającego się w słoweńskim Mariborze, wyróżniło młode wino Novum za debiut w gronie ośmiu europejskich uczelni posiadających własne uprawy winorośli. Ten – mogłoby się wydawać – skromny sukces polskiego wina ukazał drzemiący w nim potencjał, o którym znany francuski enolog prof. Alain Carbonneau, specjalista w dziedzinie uprawy winorośli

uniwersytetu w Montpellier, podczas jednej z wizyt w Krakowie wypowiedział się następująco: Dziś już wiem, że wasz klimat nie jest wcale taki zły dla winorośli, ale wciąż nie rozumiem jednego: w jaki sposób waszym winiarzom, którzy zaledwie pięć czy dziesięć lat temu posadzili swoje pierwsze krzaki winorośli, udaje się nieraz zrobić lepsze wina niż wielu naszym producentom, którzy zajmują się tym od pokoleń?1

Uhonorowane tytułami championa oraz dziewiętnastoma medalami krajowych i zagranicznych konkursów wina

z winnicy Nad Dworskim Potokiem kształtują dziś rynek polskiego wina.

PREKURSOR KOMERCYJNEJ

PRODUKCJI WINA

Do czasu nowelizacji – w lipcu 2008 roku – ustaw regulujących w naszym kraju produkcję wina gronowego polskich winiarzy obowiązywały przepisy znacznie ograniczające możliwość prowadzenia działalności. Winnica Nad Dworskim Potokiem była pierwszą w Polsce, której udało się spełnić wymagania dostosowanych

Adam Kiszka z żoną Elżbietą przed budynkiem winiarni Nasłonecznione
Fot.
Anna Wojnar

do norm prawa europejskiego przepisów i wprowadzić do obrotu polskie wino. Warto nadmienić, że do roku 2011 uniwersytecka winnica była jedynym w Małopolsce komercyjnym producentem wina. Obecna skala produkcji winnicy Nad Dworskim Potokiem to 12 tysięcy litrów wina rocznie.

ENOLOGIA, CZYLI NAUKA O WINIE

Komercyjny sukces wina Novum stanowił inspirację do zagospodarowania naukowego potencjału uniwersyteckiej winnicy i utworzenia na Wydziale Farmaceutycznym pionierskiego dla polskiej nauki kierunku studiów podyplomowych z zakresu enologii, czyli nauki o winie. Program studiów obejmuje

szeroki zbiór zagadnień związanych z problematyką wina, wśród których przewidziano podstawy uprawy winorośli, chemię wina, technologię produkcji wina i winifikację, kulturowe i zdrowotne aspekty wina, analizę sensoryczną wraz z elementami degustacji wina, regulacje prawne w produkcji i dystrybucji wina. Zajęcia praktyczne odbywają się na terenie uniwersyteckiej winnicy i winiarni. 21 grudnia 2016 rozpoczyna się rekrutacja na studia enologiczne w roku akademickim 2016/2017. Zajęcia rozpoczną się w lutym 2017 roku, zgodnie z cyklem przyrodniczym winorośli. Do końca roku akademickiego 2015/2016 Uniwersytet Jagielloński wykształcił grupę ponad stu enologów.

Wino Novum można kupić za pośrednictwem sklepu znajdującego się przy uniwersyteckiej winnicy w małopolskich Łazach, koło Bochni, oddalonych od centrum Krakowa o 40 minut drogi. Wyprawę do winnicy Nad Dworskim Potokiem warto uatrakcyjnić wizytą w bocheńskiej kopalni soli oraz wczesnobarokowym zamku Kmitów i Lubomirskich w Nowym Wiśniczu.

Rafał Kiszka pracownik Działu Promocji i Informacji UJ

1 W. Bosak, Przewodnik po małopolskich winnicach, Gorczańska Organizacja Turystyczna, Kamienica 2015, s. 4.

GDZIE KUPIĆ?
Wypełniona po brzegi cennymi trunkami piwnica

ŚPIEWAJĄ RAZEM OD DZIESIĘCIU LAT

Wpaździerniku 2016 roku mija dziesięć lat od momentu, kiedy do istniejącego od 1878 roku Krakowskiego Chóru Akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego (chóru męskiego) dołączyły: Żeński Chór Akademicki UJ i Chór Akademicki UJ Camerata Jagellonica (chór mieszany). Stało się to dzięki staraniom dyrygenta dr. hab. Włodzimierza Siedlika oraz ówczesnego kierownika chóru Wiesława Kudzi.

Chór Camerata Jagellonica przejął z czasem obowiązki reprezentacyjnego chóru uniwersyteckiego, zapewniając oprawę muzyczną najważniejszych wydarzeń odbywających się na Uniwersytecie Jagiellońskim, natomiast podczas licznych koncertów – zarówno w Polsce, jak i za granicą – program artystyczny przygotowywany jest w taki sposób, aby dać okazję do zaprezentowania się wszystkim trzem chórom.

Od momentu powstania chór Camerata Jagellonica działał pod batutą dr. hab. Włodzimierza Siedlika. Od października 2013 roku dyrygentem i osobą odpowiedzialną za przygotowanie artystyczne zespołu jest Janusz Wierzgacz. Akompaniatorem chóru jest Oleg Sznicar (dyrygent Krakowskiego Chóru Akademickiego UJ). Do najważniejszych sukcesów chóru można zaliczyć: II miejsce i Złotą Strunę zdobytą w Ogólnopolskim Konkursie Chórów w Niepołomicach (2016), udział w festiwalu China Shanghai International

Arts Festival (2009), udział w festiwalu Cracovia Sacra (2010), dwukrotny udział w festiwalu Cori d’Europa w Udine (2012, 2015), udział w festiwalu Meeting of Student Choirs w Błagojewgradzie i Sofii (2015). Ponadto chór Camerata Jagellonica nagrał i wydał kilka płyt, między innymi Pieśń Rodzin Katyńskich Henryka Mikołaja Góreckiego (2008), Uniwersytet Jagielloński Janowi Pawłowi II z utworami Missa pro pace i Ojczyzna Feliksa Nowowiejskiego (2011) oraz płytę z polskimi kolędami W Dzień Bożego Na-

rodzenia (2015). W 2014 roku chór wziął udział w prawykonaniu utworu Jana A.P. Kaczmarka Universa – opera otwarta , napisanego z okazji Jubileuszu 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Żeński Chór Akademicki UJ w pierwszych latach swej działalności prowadzony był przez siostrę Adriannę Miś (w latach 2006–2007) i Annę Gertner (w latach 2007–2010). Od lutego 2010 roku dyryguje nim Janusz Wierzgacz. Asystentem dyrygenta i akompaniatorem chóru jest Anita Pyrek-Nąckiewicz. Chór

Chór Akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego Camerata Jagellonica podczas koncertu finałowego festiwalu Meeting of Student Choirs w Błagojewgradzie (Bułgaria); 23 kwietnia 2015

Paweł
Trystuła
Manuil Vasilev
Chór Akademicki UJ Camerata Jagellonica podczas występu w XVIII Ogólnopolskim Konkursie Chórów O Złotą Strunę na Zamku Królewskim w Niepołomicach; 9 kwietnia 2016

uczestniczył w licznych festiwalach muzycznych, między innymi Cracovia Sacra (2011) czy 25. Dni Muzyki Kompozytorów Krakowskich (2013), gdzie swoim śpiewem uświetnił mszę świętą inaugurującą festiwal, brał udział w nagraniach fonograficznych, a w 2012 roku wywalczył drugie miejsce w XV Małopolskim Konkursie Chórów O Złotą Strunę w Niepołomicach.

Z okazji jubileuszu 10-lecia chóru Camerata Jagellonica i Żeńskiego Chóru Akademickiego UJ zapraszamy na wyjątkowy koncert, który odbędzie się w sali Filharmonii Krakowskiej 30 października 2016. Punktem kulminacyjnym tego koncertu będzie wykonanie przez Chór Akademicki UJ Camerata Jagellonica , solistów oraz muzyków Grupy Dętej Blaszanej i Perkusyjnej Orkiestry Filharmonii Krakowskiej utworu Gloria Johna Ruttera. W programie koncertu znajdą się także utwory, między innymi, Józefa Świdra, Feliksa Nowowiejskiego, Krzysztofa Pendereckiego i Romualda Twardowskiego. Bezpłatne zaproszenia na ten koncert dostępne będą w kasie Filharmonii od 20 października.

Filip Moszner kierownik Chóru Akademickiego UJ Camerata Jagellonica

Na zakończenie kilka wybranych kart z Pamiętnika dwóch chórzystek Żeńskiego Chóru Akademickiego UJ i chóru Camerata Jagellonica, związanych z zespołami od samego początku. Więcej wspomnień będzie można znaleźć w folderze jubileuszowym.

2006/2007

Chór bez dyrygenta istnieć nie może. A my mamy aż dwóch, w osobach siostry Adrianny Miś oraz pana Włodzimierza Siedlika. Chórem żeńskim dyryguje siostra Ada, a całym chórem pan Siedlik. Tworzy się repertuar, pierwsze dźwięki już za nami, nie wszystko nam wychodzi, ale pracujemy intensywnie, by móc pokazać się już wkrótce publicznie. Zatem czas na warsztaty muzyczne. Najlepszym połączeniem muzyki z odpoczynkiem są góry, zatem wyruszyliśmy do Zawoi. Plan dnia był śpiewająco wypełniony, ale nie zabrakło także czasu na relaks i integrację. Tańce w rytm góralskiej kapeli, malownicze krajobrazy, spacery – to wszystko, czego chórzyście najbardziej potrzeba. Po powrocie z Zawoi czas na pierwszą odsłonę

artystyczną. Po powrocie z Zawoi czas na pierwszą odsłonę artystyczną – koncert kolęd w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

2009/2010

19 października 2009. Czy kiedykolwiek marzyłam, żeby wystąpić w Teatrze Wielkim w Szanghaju? Nie, nigdy. A dzisiaj właśnie wystąpiłam. Dyrygował nami nasz dotychczasowy akompaniator – pan Oleg Sznicar, i muszę przyznać, że wyszło całkiem nieźle. Kto wie, co teraz będzie z karierą pana Oleczka, skoro pod jego batutą podbijamy Chiny! Przyjechaliśmy tu na China Shanghai International Arts Festival (impreza towarzysząca Expo 2010) i przez kilka dni możemy dotknąć zupełnie innej kultury, jednocześnie promując naszą. Niesamowite! Chociaż jeszcze nie przystosowaliśmy się do innej strefy czasowej, a łatwiej znaleźć tu człowieka chodzącego w piżamie po ulicy niż kubek kawy, to najlepiej w ogóle byłoby nie spać, żeby zobaczyć jak najwięcej! Miasto w nocy zachwyca światłami, a w dzień przytłacza rozmiarem. Ludzie przemili, a jedzenie przedziwne. Z dnia na dzień doskonalimy proces targowania się i jedzenia pałeczkami. Nie wiem, mam chyba tyle myśli w głowie, ilu ludzi mieszka w tym mieście (ponad dwadzieścia milionów!).

2010/2011

2013/2014

Ten rok zapisze się pod nazwą UNIVERSA. Czym jest UNIVERSA? To utwór skomponowany przez laureata Oscara Jana A.P. Kaczmarka specjalnie na Jubileusz 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Chór wyśpiewuje „Arytmetyka, Gramatyka, Astronomia...”, czyli snuje muzyczną opowieść o siedmiu sztukach wyzwolonych. 10 maja 2014 na Rynku krakowskim pojawia się nawet postać Mikołaja Kopernika w osobie..., i tutaj zaskoczenie dla całej publiczności i pytanie zarazem: „czy Mikołaj Kopernik kobietą był?”, ponieważ rola tego wielkiego astronoma zostaje powierzona divie – Małgorzacie Walewskiej. To był niezapomniany historyczny wieczór w blasku fleszy i cudownych dźwięków

Dagmara Frankiewicz-Sysuła Arleta Wołos chórzystki Żeńskiego Chóru Akademickiego UJ oraz Chóru Akademickiego UJ Camerata Jagellonica

1 kwietnia 2011. [...] Wciąż nie dowierzam, że nagraliśmy płytę! Przez trzy ostatnie noce nagrywaliśmy „Missa Pro Pace” i „Ojczyznę” Feliksa Nowowiejskiego w kościele pw. św. Jana Kantego w Krakowie. Dlaczego w nocy? Bo wtedy jest najciszej. To płyta na pamiątkę zbliżającej się beatyfikacji Jana Pawła II. Przejeżdżając przez Bronowice, nigdy nie powiedziałabym, że ten kościół w kształcie spodka ma takie możliwości akustyczne i takie organy! Było pięknie. Męcząco, ale pięknie. Wielogodzinna walka o czystość i równość (dźwięków i taktów oczywiście), a potem bułka – i śpiewamy dalej. Już nie mogę się doczekać, żeby posłuchać nagrania

Dominik Zdziebko
Żeński Chór Akademicki UJ podczas zwiedzania Sofii; 22 kwietnia 2015

KONCERT CHÓRÓW

24czerwca

2016 w auli Collegium

Novum UJ odbył się koncert chórów akademickich Uniwersytetu Jagiellońskiego, podczas którego wystąpiły: Krakowski Chór Akademicki UJ (chór męski) – pod batutą Olega Sznicara, oraz Żeński Chór Akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego i – stanowiący połączenie składów żeńskiego i męskiego – Chór Akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego Camerata Jagellonica – oba pod dyrekcją Janusza Wierzgacza. Krakowskiemu Chórowi Akademickiemu UJ towarzyszyli soliści: Justyna Chmielek-Korbut (puzon), Marcin Korbut (klarnet) i Łukasz Lelek (fortepian). W programie znalazły się utwory, między innymi, Henryka Mikołaja Góreckiego, Krzysztofa Pendereckiego, Urmasa Sisaska, Romualda Twardowskiego i Bolesława Wallek-Walewskiego.

Koncert był znakomitym zwieńczeniem sezonu artystycznego 2015/2016, w którym Chór Akademicki UJ Camerata Jagellonica, oprócz udziału w najważniejszych uroczystościach uniwersyteckich, uczestniczył w licznych koncertach i różnego rodzaju projektach muzycznych. A były wśród nich, między innymi:

• koncert Requiem Gabriela Fauré w kościele św. Józefa Oblubieńca NMP

w Krakowie – 2 listopada 2015

• koncert w kościele św.św. Piotra i Pawła w Bochum oraz występ podczas uroczystości zorganizowanej w ramach obchodów jubileuszu 50-lecia Uniwersytetu

Ruhry w Bochum – 5–6 listopada 2015

• koncert krakowskich chórów akademickich w kolegiacie św. Anny w ramach obchodów Akademickiego Dnia Pamięci, podczas którego wykonane zostało Requiem Maurice Durufle’a – 6 listopada 2015

• koncert Oratorium kalwaryjskie (zorganizowany w ramach przygotowań do Światowych Dni Młodzieży) w Centrum Kongresowym ICE Kraków – 8 grudnia 2015

• wydanie płyty z polskimi kolędami (z towarzyszeniem orkiestry) w grudniu 2015 – nagrania miały miejsce w kościele św. Katarzyny w Krakowie w czerwcu i listopadzie 2015

• koncert kolęd Chwałę Pana wyśpiewajmy w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego – 13 stycznia 2016

• koncert galowy W hołdzie żołnierzom wyklętym w Auditorium Maximum UJ – 28 lutego 2016

• XVIII Ogólnopolski Konkurs Chórów w Niepołomicach, w którym chór „Camerata Jagellonica” zajął II miejsce i zdobył nagrodę Złotej Struny – 9–10 kwietnia 2016

• wspólny koncert z Chórem Kameralnym Uniwersytetu Fryderyka-Aleksandra w Erlangen i spotkanie w Urzędzie Miasta Norymbergi podczas wizyty zorganizowanej w ramach współpracy ze Studentenwerk Erlangen-Nürnberg – 27–28 kwietnia 2016

• udział w multiwidowisku FLOW, przedstawiającym historię Wrocławia XX wieku, jednym z głównych wydarzeń organizowanych w ramach „Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016” – 11 czerwca 2016 Warto zaznaczyć, że podczas koncertów w Bochum (5 listopada 2015), w Collegium Maius (13 stycznia 2016) oraz w Erlangen (27 kwietnia 2015) zaprezentowały się publiczności wszystkie trzy chóry uniwersyteckie. Ponadto Krakowski Chór Akademicki UJ wystąpił podczas koncertu kolęd w bazylice św. Franciszka z Asyżu w Krakowie 24 stycznia 2016 oraz uczestniczył w dwóch koncertach zorganizowanych w ramach VI Festiwalu Chórów Męskich Krakowska wiosna, który odbył się w Muzeum Inżynierii Miejskiej w dniach 6–8 maja 2016.

Anna Wojnar
Uroczyste zakończenie koncertu – od lewej: Janusz Wierzgacz, Marcin Korbut, Justyna Chmielek-Korbut, Oleg Sznicar oraz Łukasz Lelek

PRZEGLĄD WYDARZEŃ

30 maja

Prorektor J. Popiel uczestniczył w jubileuszu prof. Andrzeja Borowskiego, obchodzącego 70. rocznicę urodzin.

31 maja – 1 czerwca

Prorektor S. Kistryn uczestniczył w Brukseli w spotkaniu inaugurującym nową sieć europejskich uniwersytetów badawczych „The Guild”, przewodnicząc sesji oficjalnego zawarcia porozumienia i podpisując w imieniu Uniwersytetu Jagiellońskiego akt założycielski międzynarodowego stowarzyszenia pożytku publicznego The Guild of European Research-Intensive Universities. Objął także funkcję jego skarbnika.

1 czerwca

Prorektor A. Mania uczestniczył w kilkudniowej konferencji NAFSA ( Association of International Educators) w Denver (USA), gdzie prowadził rozmowy z przedstawicielami 14 uczelni zagranicznych.

2 czerwca

Rektor W. Nowak i prorektor S. Kistryn uczestniczyli w Warszawie w gali rozdania nagród Kryształowej Brukselki 2016, w której Uniwersytet Jagielloński otrzymał nominację w kategorii uczelnie.

2–4 czerwca

Rektor W. Nowak i prorektor S. Kistryn uczestniczyli w zgromadzeniu plenarnym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, zorganizowanym w siedzibie Politechniki Warszawskiej. Podczas zgromadzenia wybrano nowe władze KRASP na kadencję 2016–2020. Przewodniczącym KRASP został rektor Politechniki Warszawskiej prof. Jan Szmidt. Zastępcami przewodniczącego zostali wybrani prof. Wiesław Bielawski, rektor elekt Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, oraz prof. Andrzej Tretyn, rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Prorektor P. Laidler uczestniczył w Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych w Sopocie.

3 czerwca

Prorektor M. Flis powitała w Collegium Maius delegatów czwartego zjazdu Forum Uniwersytetów Polskich (FUniP), autonomicznego porozumienia samorządów

studenckich, którego gospodarzem był Samorząd Studentów UJ.

4 czerwca

Prorektor M. Flis przyjęła w imieniu rektora UJ cztery grupy dzieci w ramach obchodów Rektorskiego Dnia Dziecka, oprowadzając młodych gości po szczególnych miejscach Collegium Novum: gabinecie rektora, Sali Senackiej i auli. W wydarzeniu wzięły udział trzy grupy dzieci z Uniwersytetu Dzieci oraz jedna grupa z placówek opiekuńczo-wychowawczych przy ul. Zyblikiewicza w Krakowie.

5 czerwca

Prorektor M. Flis złożyła gratulacje finalistom XXXI Olimpiady Wiedzy Ekologicznej. Olimpiada odbywała się pod patronatem prorektora UJ ds. rozwoju, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego oraz Ligi Obrony Przyrody, przy wsparciu dziekan oraz pracowników Wydziału BiNoZ, a także Domu Gościnnego UJ w Przegorzałach.

8 czerwca

Prorektor S. Kistryn reprezentował Uniwersytet Jagielloński podczas uroczystości ogłoszenia wyników rankingu szkół wyższych „Perspektywy” 2016, odbierając dyplomy za zajęcie pierwszego miejsca w kategoriach „uczelnia o najwyższym potencjale naukowym” i „najwyższy prestiż wśród kadry akademickiej” oraz za zajęcie drugiego miejsca w rankingu uczelni polskich. Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum został uznany po raz piąty z rzędu za najlepszą uczelnię medyczną w Polsce w rankingu szkół wyższych „Perspektywy” 2016. Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum zajął pierwsze miejsce w kategorii akademickich uczelni medycznych. W rankingu sklasyfikowano również kierunki studiów prowadzone przez poszczególne akademickie uczelnie medyczne. W obszarze kierunków medycznych i o zdrowiu pierwsze miejsce w kraju zdobyły: kierunek lekarski prowadzony przez Wydział Lekarski UJ CM, kierunek farmacja prowadzony przez Wydział Farmaceutyczny UJ CM oraz kierunki z zakresu ochrony zdrowia prowadzone przez Wydział Nauk o Zdrowiu UJ CM. W rankingu kierunków studiów UJ zajął pierwsze miejsce w 12 kategoriach: pedagogika (Wydział Filozoficzny)

prawo (Wydział Prawa i Administracji) psychologia (Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej) farmacja (Wydział Farmaceutyczny CM), ex aequo z WUM kierunek lekarski (Wydział Lekarski CM), ex aequo z WUM ochrona zdrowia (Wydział Nauk o Zdrowiu CM) biotechnologia (Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii) ochrona środowiska (Wydział Chemii) filologia polska (Wydział Polonistyki) filozofa (Wydział Filozoficzny) historia i archeologia (Wydział Historyczny) kulturoznawstwo oraz wiedza o krajach i regionach (Wydział Historyczny)

Prorektor M. Flis otworzyła w Collegium Maius konferencję Związki polsko-chorwackie na przestrzeni wieków. Historia, kultura, literatura Konferencja pod patronatem honorowym rektora UJ została zorganizowana przez Instytut Filologii Słowiańskiej UJ oraz Ambasadę Republiki Chorwacji.

Prorektor A. Mania przewodniczył uroczystości zakończenia roku akademickiego 2015/2016 na Jagiellońskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku.

9–11 czerwca

Rektor W. Nowak i prorektor S. Kistryn uczestniczyli w Bydgoszczy w posiedzeniu Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich. Rektor W. Nowak, podczas zorganizowanego na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego XII plenarnego posiedzenia Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich, został wybrany na przewodniczącego KRUP na kadencję 2016–2020. Wiceprzewodniczącymi zostali rektor Uniwersytetu Szczecińskiego prof. Edward Włodarczyk oraz rektor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie prof. Stanisław Michałowski, a honorowym przewodniczącym KRUP prof. Bronisław Marciniak.

9 czerwca

Prorektor P. Laidler uczestniczył w V Krakowskiej Konferencji Onkologicznej, zorganizowanej z okazji 65. rocznicy utworzenia krakowskiego Oddziału Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie.

11 czerwca

Prorektor A. Mania uczestniczył w uroczystości zakończenia Szkoły Prawa Niemieckiego

oraz Szkoły Prawa Polskiego organizowanych przez Wydział Prawa i Administracji UJ we współpracy z Uniwersytetem Ruprechta Karola w Heidelbergu i Uniwersytetem Johannesa Gutenberga w Moguncji.

13 czerwca

Rektor W. Nowak podczas spotkania w auli Collegium Novum wręczył listy gratulacyjne oraz uniwersyteckie pamiątki studentom Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy w roku akademickim 2015/2016 osiągnęli sukces sportowy, zdobywając medale w Akademickich Mistrzostwach Polski.

14 czerwca

Prorektor S. Kistryn uczestniczył w posiedzeniu Rady Naukowej Środowiskowego Laboratorium Ciężkich Jonów Uniwersytetu Warszawskiego. W tym samym dniu prorektor uczestniczył w finałowym spotkaniu IV edycji Salonu Naukowego Towarzystwa Doktorantów UJ, wręczając dyplomy uczestnikom i laureatce Salonu Gigantów Dorocie Malinie.

16 czerwca

Prorektor M. Flis otworzyła w Instytucie Psychologii UJ jubileuszową XXV Konferencję Psychologii Rozwojowej.

15–18 czerwca

Prorektor P. Laidler otworzył w Krakowie II Central European Biomedical Congress (CEBC), zorganizowany przez Instytut Farmakologii PAN w Krakowie oraz Wydział Lekarski UJ CM.

17 czerwca

Prorektor S. Kistryn uczestniczył w Warszawie w posiedzeniu Zespołu ds. Finansowania Szkolnictwa Wyższego i Nauki w MNiSW z udziałem podsekretarz stanu dr hab. Teresy Czerwińskiej, prezentując koncepcję nowego algorytmu podziału dotacji podstawowej dla szkół wyższych, oraz spotkał się z Jarosławem Gowinem, ministrem nauki i szkolnictwa wyższego.

18 czerwca

Prorektor A. Mania uczestniczył w uroczystym, publicznym posiedzeniu Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie.

18–23 czerwca

Rektor W. Nowak przewodniczył delegacji Uniwersytetu Jagiellońskiego przebywającej z wizytą w Hongkongu podczas obchodów jubileuszu 25-lecia założenia Hong Kong University of Science and Technology (HKUST).

20 czerwca

Prorektor A. Mania reprezentował krakowskie środowisko naukowe podczas zebrania

zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów Międzynarodowych w Warszawie.

Prorektor S. Kistryn otworzył w Krakowie międzynarodową konferencję New Quantum Phases with Frustration and Entanglement i międzynarodowe warsztaty Erasmus Staff Training Week

Prorektor S. Kistryn w Narodowym Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS przyjął wizytę przedstawicieli Komisji ds. Polityki Gospodarczej ECON przy Komitecie Regionów UE, wygłaszając prelekcję o Uniwersytecie Jagiellońskim i Centrum SOLARIS oraz towarzysząc gościom w zwiedzaniu Centrum.

22 czerwca

Prorektor S. Kistryn reprezentował Uniwersytet Jagielloński podczas uroczystości nadania tytułu doktora honoris causa księdzu prof. Michałowi Hellerowi przez Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie.

21–23 czerwca

Prorektor J. Popiel uczestniczył w zorganizowanym w Katowicach Zjeździe Polonistyki Zagranicznej oraz uroczystości nadania tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego prof. Marii Delaperrière.

24 czerwca

Prorektor J. Popiel wziął udział w zorganizowanej w auli Collegium Maius uroczystości wręczenia nagrody Instytutu Książki Transatlantyk dla najwybitniejszego popularyzatora literatury polskiej za granicą.

INNE WYDARZENIA

22 maja

Rozstrzygnięto konkurs „Lider nauk farmaceutycznych” organizowany przez „Gazetę Farmaceutyczną” przy wsparciu firmy Gedeon Richter oraz Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, w którym II nagrodę za pracę doktorską otrzymał dr Tadeusz Karcz, reprezentujący Wydział Farmaceutyczny UJ CM. Kadrze Wydziału Farmaceutycznego UJ CM w uznaniu wybitnych efektów kształcenia został przyznany po raz kolejny srebrny medal Scientia Nobilitat, który odebrała prodziekan Wydziału Farmaceutycznego UJ CM prof. Anna Wesołowska. Wręczenie nagród odbyło się w ramach obchodów Dnia Polskiej Farmacji w Warszawie.

24 maja

Prorektor P. Laidler uczestniczył w uroczystym otwarciu Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego im. prof. Antoniego Kępińskiego przy ul. Olszańskiej 5 w Krakowie. Uroczystość była efektem porozumienia podpisanego pomiędzy Uniwersytetem

Jagiellońskim – Collegium Medicum, Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie, Stowarzyszeniem Rodzin „Zdrowie Psychiczne”, Stowarzyszeniem „Otwórzcie Drzwi”, a także Stowarzyszeniem na Rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej.

28 maja

Na Wydziale Farmaceutycznym przy ul. Medycznej w Krakowie odbyła się konferencja Nowoczesna kosmetologia – od nauki do biznesu Jej organizatorami były Zakład Chemii Bioorganicznej i Zakład Biochemii Farmaceutycznej Wydziału Farmaceutycznego UJ CM oraz Centrum Transferu Technologii CITTRU UJ. Celem konferencji było stworzenie platformy do dyskusji oraz współpracy pomiędzy naukowcami, partnerami ze świata przemysłu kosmetycznego oraz studentami i absolwentami studiów kosmetologicznych.

3 czerwca

W Collegium Nowodworskiego UJ miało miejsce coroczne międzynarodowe sympozjum Gloria Orthodontiae 2015/2016 o charakterze naukowo-szkoleniowym, zorganizowane przez Medyczne Centrum Kształcenia Podyplomowego UJ wraz z Katedrą Ortodoncji Wydziału Lekarskiego UJ CM, kierowaną przez prof. Bartłomieja Lostera. Tegorocznymi laureatami medalu Gloria Orthodontiae – przyznawanego osobom najbardziej zasłużonym dla rozwoju polskiej i europejskiej ortodoncji –zostali prof. Gunvor Semb z Norwegii oraz prof. William Show z Wielkiej Brytanii.

W Kielcach odbył się XVI Kongres Medycyny Rodzinnej, na który przybyli specjaliści oraz praktycy z tej dziedziny medycyny z całej Polski. Podczas zjazdu Złote Krzyże Zasługi – nadane przez prezydenta RP i wręczone przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia Marka Tombarkiewicza – za wybitne osiągnięcia dla rozwoju medycyny w Polsce otrzymali: dr hab. Tomasz Tomasik, kierownik Zakładu Medycyny Rodzinnej Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii WL UJ CM, dr hab. Adam Windak oraz kierownik Kliniki Angiologii II Katedry Chorób Wewnętrznych im. prof. Szczeklika prof. Rafał Niżankowski.

4 czerwca

We Wrocławiu odbyła się kolejna edycja Ogólnopolskiego Międzyuczelnianego Konkursu Wiedzy Anatomicznej Scapula Aurea, Golden Scapula 2016. Wśród reprezentantów 11 uczelni medycznych w konkursie udział wzięły dwie drużyny reprezentujące UJ CM. Zespół polskojęzyczny reprezentowali: Marta Kalek, Veranika Baravik i Karolina Grad. Reprezentanci Szkoły Medycznej

dla Obcokrajowców WL UJ CM wystąpili w składzie: Helene D. Styrkestad, Bendik Skinningsrud i Jakub Kocemba. Opiekę merytoryczną sprawowali pracownicy Katedry Anatomii WL UJ CM.

W Collegium Nowodworskiego odbyło się drugie spotkanie Klubu Absolwenta Wydziału Lekarskiego UJ CM. Uczestników spotkania powitał dziekan Wydziału Lekarskiego UJ CM prof. Tomasz Grodzicki. Podczas spotkania absolwenci wysłuchali wykładów oraz zaprezentowany został portal internetowy Klubu.

6 czerwca

Prof. Dariusz Dudek, kierownik II Kliniki Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych UJ CM, został laureatem prestiżowej nagrody Kroki Milowe, nazywanej Oscarem kardiologii. Nagroda jest przyznawana od 2012 roku za wybitne osiągnięcia w leczeniu zawału serca podczas międzynarodowej konferencji kardiologicznej w Zabrzu.

7 czerwca

W Collegium Nowodworskiego odbyła się trzecia Gala Sportu, której przewodniczył prorektor P. Laidler. W uroczystości wzięło udział ponad 70 studentów UJ CM, w tym ze Szkoły Medycznej dla Obcokrajowców, oraz ich trenerzy. W trakcie Gali Sportu wyróżniono najlepszych sportowców UJ CM zrzeszonych w KU AZS i biorących udział w Akademickich Mistrzostwach Polski, Akademickich Mistrzostwach Małopolski oraz Mistrzostwach Polski Uczelni Medycznych. W ostatnią niedzielę zakończyła się dwuletnia edycja Mistrzostw Polski Uczelni Medycznych, w której UJ CM zdobył srebrny medal i tytuł wicemistrza Polski.

9 czerwca

Prorektor P. Laidler otworzył w Collegium Nowodworskiego Forum Psychiatrii Środowiskowej Beneficjentów, Rodzin i Profesjonalistów Umacnianie i zdrowienie – dać nadzieję.

11 czerwca

Chór Akademicki UJ „Camerata Jagellonica” wziął udział w multiwidowisku FLOW, będącym jednym z głównych wydarzeń organizowanych w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Na scenie nad Odrą we Wrocławiu spotkało się ponad 300 artystów z czterech krajów (Izrael, Czechy, Niemcy, Polska), którzy wykonali czteroaktowy utwór wokalno-instrumentalny, opisujący historię Wrocławia XX wieku. Utwór stanowił ilustrację muzyczną wielkiego spektaklu multimedialnego, który miał miejsce pomiędzy Wyspą Piaskową a mostem Pokoju.

W dniach 7–10 czerwca 2016 w Uniwersyteckim Centrum Medycznym w Groningen (Holandia) odbył się 23. Międzynarodowy Studencki Kongres Nauk Biomedycznych – jeden z wiodących kongresów studentów nauk (bio)medycznych w Europie. Kongres odwiedziło blisko 750 uczestników z 58 krajów. Podczas sesji ustnej dotyczącej chirurgii i transplantologii praca przygotowana przez studentów Studenckiego Koła Naukowego II Katedry Chirurgii Wydziału Lekarskiego UJ CM Influence of Laparoscopic Gastric By-pass Learning Curve on Complications and Bariatric Treatment otrzymała nagrodę główną. UJ CM reprezentował student piątego roku Wydziału Lekarskiego UJ CM Michał Wysocki.

W Krakowie odbyły się XIII Warsztaty Peripheral Interventions (PINC). Kolejna edycja warsztatów to forum wymiany wiedzy i praktycznych umiejętności dla lekarzy wykonujących zabiegi na naczyniach obwodowych: kardiologów inwazyjnych, radiologów, angiologów i chirurgów naczyniowych z Polski oraz innych krajów Europy Środkowej. Głównymi organizatorami warsztatów byli prof. Dariusz Dudek i dr hab. Stanisław Bartuś, profesor UJ, z II Kliniki Kardiologii Instytutu Kardiologii WL UJ CM.

12 czerwca

Lądowisko Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie przyjęło pierwszy helikopter, który wylądował z 6-letnim chłopcem na pokładzie. Pacjent został przewieziony śluzą łączącą płytę lądowiska ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Lądowisko zostało wybudowane w ramach programu przebudowy Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie na lata 2011–2018.

13 czerwca

Wydział Prawa i Administracji UJ po raz trzeci z rzędu zwyciężył w rankingu wydziałów prawa przygotowanym przez dziennik „Rzeczpospolita”. Drugie miejsce przypadło w tym roku Uniwersytetowi w Białymstoku, a trzecie Uniwersytetowi Warszawskiemu.

14–15 czerwca

W Krakowie odbyły się warsztaty Organizacja działań ratunkowych w zdarzeniach z udziałem materiałów niebezpiecznych, zorganizowane przez Zakład Medycyny Katastrof i Pomocy Doraźnej WL UJ CM we współpracy z Jednostką Ratowniczo-Gaśniczą nr 6 w Krakowie.

16 czerwca

Uniwersytet Jagielloński jako jedyna polska uczelnia znalazł się na liście 100 najbardziej innowacyjnych europejskich szkół wyższych opracowanej przez agencję

Thomson Reuters. Ranking stworzony został na podstawie analizy publikacji naukowych i danych patentowych z lat 2009–2014.

18 czerwca

W Krakowie odbyło się XIX spotkanie pacjentów po transplantacji szpiku, leczonych w Klinice Hematologii WL UJ CM, na które przybyło 180 byłych pacjentów z różnych stron Polski i ze Lwowa. Podczas spotkania Klinika Hematologii WL UJ CM otrzymała certyfikat programu „W trosce o pacjenta” w uznaniu wieloletniej opieki nad chorymi z przewlekłą białaczką szpikową.

W uznaniu osiągnięć ośrodka krakowskiego w promowaniu polskiej chirurgii endokrynologicznej na świecie prof. Marcin Barczyński z Kliniki Chirurgii Endokrynologicznej III Katedry Chirurgii Ogólnej WL UJ CM został wybrany na stanowisko prezesa Polskiego Klubu Chirurgii Endokrynologicznej na kadencję 2016–2019.

22 czerwca

Podczas gali rozdania nagród w konkursie Studencki Nobel 2016, która odbyła się w Warszawie, student Wydziału Lekarskiego UJ CM Mateusz Hołda został ogłoszony laureatem tego konkursu, zdobywając I miejsce w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu. Studencki Nobel to konkurs organizowany od ośmiu lat przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. W jego ramach studenci z całej Polski rywalizują o laury w sześciu kategoriach branżowych oraz o nagrodę główną. Co roku w konkursie startuje kilkuset uczestników z publicznych oraz prywatnych uczelni w Polsce. Konkurs odbył się pod patronatem, między innymi, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Polskiej Akademii Nauk oraz Polskiej Akademii Umiejętności.

23 czerwca

W X rankingu wydziałów prawa „Dziennika Gazety Prawnej” w kategorii uczelni publicznych po raz szósty z rzędu zwyciężył Wydział Prawa i Administracji UJ. Drugie miejsce zajął Uniwersytet Warszawski, a trzecie Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wydział Prawa i Administracji UJ został dodatkowo wyróżniony nagrodą specjalną z okazji 10-lecia rankingu.

Podsumowanie sukcesów sportowych zawodników UJ

Akademickie Mistrzostwa Polski: – wioślarstwo kobiet i mężczyzn, 2–3 czerwca 2016, Bydgoszcz

• II miejsce w klasyfikacji – w typie uniwersytety

– tenis mężczyzn, 13–16 czerwca 2016, Łódź

• III miejsce w klasyfikacji – w typie uniwersytety

Akademicki Puchar Polski w Wioślarstwie – AZS Rowing CUP 2016 (klasyfikacja generalna na podstawie wyników z zawodów: Regaty Ósemek Wioślarskich o Puchar Rektora UJ, AMP w Bydgoszczy, Warsaw River Race):

• II miejsce w klasyfikacji generalnej kobiet.

Zawodniczki piłki nożnej AZS UJ, po trzech latach gry w I lidze awansowały do Ekstraligi Piłki Nożnej (najwyższa klasa rozgrywkowa). Nasze zawodniczki przez cały sezon nie straciły bramki w 18 spotkaniach (bilans bramkowy 55–0).

ZMARLI

Dr Jadwiga Bieda – emerytowany pracownik Akademii Medycznej im. Mikołaja Kopernika. W latach 1951–1978 zatrudniona w Zakładzie Stomatologii Zachowawczej. Zmarła 17 maja 2016.

Dr Barbara Dąbrowska – pracownik Instytutu Nauk o Środowisku Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ. Zmarła 3 czerwca 2016.

Kazimierz Paleczny – emerytowany pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. Zmarł 4 czerwca 2016.

Prof. Krzysztof Kaczanowski – wybitny antropolog, emerytowany profesor zwyczajny Zakładu Antropologii Instytutu Zoologii UJ. Całe zawodowe życie związany z Wydziałem Biologii i Nauk o Ziemi UJ. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Nagrodą Rektora UJ „Pro Arte Docendi”. Uhonorowany odznaką Honoris Gratia przyznaną przez prezydenta Krakowa oraz złotą odznaką „Za pracę społeczną dla miasta Krakowa”. Zmarł 4 czerwca 2016.

Dr Jan Werszowiec-Płazowski – pracownik Zakładu Filozofii Nauk Przyrodniczych

UNIKATOWY MEDAL

Dar prof. Michała Jaskólskiego dla Muzeum UJ

Zbiory Muzeum UJ zostały wzbogacone o cenną pamiątkę – medal wybity w 1930 roku na cześć przechodzącego na emeryturę prof. Kazimierza Twardowskiego (1866–1938) filozofa i pedagoga, twórcy szkoły lwowsko-warszawskiej – polskiej filozoficznej szkoły naukowej. Wyjątkowy eksponat przekazał prof. Michał Jaskólski na ręce rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka podczas uroczystej promocji szóstego tomu Słownika historii doktryn politycznych, która odbyła się 20 maja w Collegium Maius.

Do uczniów prof. Kazimierza Twardowskiego należeli, między innymi, prof.prof. Władysław Tatarkiewicz, Kazimierz Ajdukiewicz, Izydora Dąmbska, Tadeusz Kotarbiński, Juliusz Kleiner, Jerzy Kuryłowicz.

Instytutu Filozofii UJ. W latach 2002–2005 członek Senatu UJ. Autor kilkudziesięciu prac naukowych poświęconych filozofii nauki oraz tłumacz klasycznych prac z zakresu filozofii fizyki. Zmarł 6 czerwca 2016.

Teresa Mudyna-Wrzesińska – emerytowany pracownik Pionu Technicznego UJ. W ostatnich latach pracy kierownik Sekcji Usług Remontowych. Zmarła 6 czerwca 2016.

Prof. Cezary Wodziński – filozof, historyk filozofii, tłumacz, eseista. Wykładowca i pracownik Instytutu Kultury Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ. Zmarł 12 czerwca 2016.

Informacje zebrał i opracował Adrian Ochalik, rzecznik prasowy UJ

Medal zaprojektował jego ulubiony uczeń – prof. Władysław Witwicki, wybitny psycholog i pedagog, tłumacz dzieł Platona, które sam ilustrował, wykazując tym samym niespotykany jak na amatora talent plastyczny.

Medal ten jest dziś unikatowy i brak go zarówno w zbiorach Ossolineum, jak i muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego matryca pierwotna znajduje się w Muzeum Medalierstwa we Wrocławiu.

PÓŁKA NOWOŚCI

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Konstytucjonalizm – doktryny – partie polityczne

Księga dedykowana

Profesorowi Andrzejowi Ziębie

Księga zatytułowana Konstytucjonalizm – doktryny – partie polityczne została przygotowana dla uczczenia jubileuszu siedemdziesięciolecia urodzin prof. Andrzeja Zięby – wybitnego konstytucjonalisty, twórcy oraz kierownika Katedry Konstytucjonalizmu i Ustrojów Państwowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorami zamieszczonych w księdze ponad 50 tekstów są przyjaciele, uczniowie i współpracownicy Jubilata oraz inne osoby, którym dane było spotkać Pana Profesora na swojej drodze naukowej. Artykuły poświęcone bliskiej Jubilatowi problematyce szeroko pojętego konstytucjonalizmu, doktryn politycznych i prawnych oraz partii politycznych wyszły spod pióra wielu, często znakomitych, politologów i prawników. Są one hołdem dla kontynuatora tradycji krakowskiej szkoły nauk politycznych, znanego i cenionego brytanisty, który w swoich badaniach umiejętnie łączy wątki prawnicze i politologiczne, utrwalając w tworzonym wokół siebie środowisku naukowym przekonanie o ich nierozerwalności i wzajemnym przenikaniu się.

Jacek Baluch, Piotr Gierowski

Czesko-polski słownik terminów literackich

Wartość naukowa słownika polega przede wszystkim na tym, że ma on charakter encyklopedyczny – nie tylko podaje ekwiwalenty haseł w obcym języku, ale także wyjaśnia ich pochodzenie, szczególne użycia danych terminów czy wręcz ich sens w terminologicznej tradycji języka czeskiego.

Tom zawiera: – ponad 1500 kompleksowo opracowanych haseł, – duży zakres tematyczny: od terminów najstarszych, o utrwalonej tradycji, wywodzących się najczęściej ze źródeł greckich i łacińskich, po współczesne cytaty z polskich przekładów czeskich tekstów teoretycznych, – kontekstowe objaśnienia haseł dotyczących praskiego strukturalizmu, – obszerny wykaz źródeł, – polsko-czeski indeks terminów.

Konstrukcja haseł została rozbudowana w stosunku do standardowych ujęć tego rodzaju publikacji, co znajduje uzasadnienie w charakterze i sposobie funkcjonowania terminologii literackiej. Kompleksowe opracowanie terminów zapewnia owocną lekturę zarówno literaturoznawcom i filologom, jak i czytelnikom spoza kręgu naukowego.

Sara Mannheimer Poziom zero

Powieść Sary Mannheimer to poetycka historia o tym, jak pewna kobieta próbuje poskromić rzeczywistość i stworzyć znaczenie. Jest tu Dom – z kuchnią, przedpokojem, pokojami wewnętrznymi oraz, rzecz jasna, Biblioteką. Z pomocą nieco trudnego przewodnika, jaki stanowi Stopień zero pisania Rolanda Barthes’a, stara się zbliżyć do istoty światowej literatury. Powieść zawiera także przepiękny opis „straconego” życia. Okazuje się jednak, że braki i smutki potrafią być siłami, które sprawią, że człowiek poświęci się literaturze. Niczym czerwona nić biegnie przez książkę pytanie o granicę między życiem a pisaniem.

Poziom zero Sary Mannheimer to pyszna uczta dla smakoszy literatury, powieść-zagadka dla czytelników-detektywów oraz wielka przyjemność dla tych, którzy zamiast ślizgać się po powierzchni, wolą zaglądać do wnętrza.

Sara Mannheimer urodziła się w 1967 roku w Lund, dorastała w Göteborgu, a od wielu lat mieszka i pracuje w Sztokholmie. Prowadzi niewielką wytwórnię szkła. Jej debiutancka powieść Reglerna (Reguły) została świetnie przyjęta przez krytykę, nominowano ją do najważniejszej szwedzkiej nagrody literackiej Augustpriset i uhonorowano nagrodą debiutancką gazety „Borås”.

Monarchia.

Alternatywa – mit – anachronizm pod redakcją Ryszarda Kantora, Renaty Hołdy

Prace tworzące tom podejmują interesującą refleksję o przeszłości i współczesności monarchicznych ustrojów w różnych częściach świata, o wpływie monarchii na kulturę i stan świadomości społeczeństw żyjących w państwach, których system zakłada istnienie monarchy wyposażonego w różny zakres kompetencji. Ważnym aspektem rozważań autorów jest namysł nad czynnikami warunkującymi przeszłe i współczesne postrzeganie monarchy, w tym roli mediów – zarówno transmitujących do masowego odbiorcy przekaz o działaniach i zachowaniach monarchy, jak i wpływających na praktykowane przez panujących zwyczaje i ceremonie.

Z recenzji Andrzeja Dudka

John A. McClure

Półwiary

Obecność duchowych nawróceń rysuje się wyraźnie w takich powieściach, jak Vineland Thomasa Pynchona, Raj Toni Morrison czy Leki na miłość Louise Erdrich. Tym, co łączy te tak różne książki, są postaci bohaterów – konwertytów rozczarowanych sekularyzmem, ale nieufnych wobec dogmatycznej religijności. Półwiary to

pierwsze studium poświęcone całemu szeregowi dzieł współczesnej literatury, które rozpatruje się w tych kategoriach, poddając analizie ich struktury i strategie oraz oceniając wkład, jaki wnoszą w publiczną debatę nad miejscem religii w ponowoczesnym świecie.

Taktyki wizualne.

Michel de Certeau i obrazy pod redakcją Katarzyny Thiel-Jańczuk

Wydana w 1980 roku we Francji książka Michela de Certeau Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, która stała się punktem wyjścia do powstania niniejszego tomu, inspirowała liczne nurty rozwijających się od ponad trzydziestu lat badań kulturowych. Choć jednak zaproponowane przez Certeau pojęcia „taktyk” i „strategii” zadomowiły się już na stałe w słowniku badań nad kulturą popularną, studiach postkolonialnych czy urban studies, rzadko pojawiają się one w kontekście badań nad kulturą wizualną. Autorzy zbioru stawiają sobie za cel uzupełnienie tego braku, biorąc za punkt wyjścia fakt, że – pomimo znikomej w gruncie rzeczy liczby dzieł francuskiego myśliciela poświęconych wprost namalowanym obrazom czy patrzeniu – w całej swej twórczości poruszał się on konsekwentnie w obszarze problematyki przedstawienia.

Nowa globalna architektura finansowa. W stronę bezpieczniejszego sektora bankowego pod redakcją Barbary Liberskiej

Książka Nowa globalna architektura finansowa. W stronę bezpieczniejszego sektora bankowego jest poświęcona analizie pokryzysowych reform, których celem było zwiększenie stabilności globalnego sektora bankowego. Szczególną uwagę zwrócono na nowe regulacje dotyczące ryzyka systemowego, instytucji zbyt dużych, by upaść (too big to fail), restrukturyzacji i upadłości banków, nowej umowy kapitałowej – Bazylea III, agencji ratingowych, wynagrodzeń w bankach, systemu shadow banking, struktury nadzoru bankowego oraz roli banków centralnych.

Monografia została przygotowana przez pracowników Katedry Globalizacji, Instytutu Ekonomii, Finansów i Zarządzania Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Autorzy starają się odpowiedzieć na następujące pytania:

• Czy zostały wyciągnięte właściwe wnioski z globalnego kryzysu finansowego lat 2007–2009?

• Jakie propozycje reform globalnego systemu finansowego przedstawiła grupa G-20?

• Jakie reformy i zmiany zostały wprowadzone w ostatnich siedmiu latach w celu zwiększenia bezpieczeństwa sektora bankowego?

• Jak zmieniła się globalna architektura finansowa po kryzysie i z jakimi wyzwaniami świat musi się zmierzyć? Publikacja ta powinna pobudzić do dyskusji nad skutkami dotychczasowych reform oraz wskazać kierunki dalszych zmian w globalnej architekturze finansowej, które pozwolą na ograniczenie występowania podobnych kryzysów w przyszłości. Polecamy ją studentom i wykładowcom, dziennikarzom i politykom, a w szczególności osobom odpowiedzialnym za utrzymanie stabilizacji globalnych finansów.

Instytut Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ

Antoni Jackowski, Izabela Sołjan, Elżbieta Bilska-Wodecka, Justyna Liro Studium Turyzmu Uniwersytetu Jagiellońskiego (1936–1939) i jego rola w rozwoju geografii turyzmu

Książka dotyczy bardzo doniosłego etapu w historii polskiej geografii – nie tylko ważnego dla geografii turyzmu. [...] Dostarcza nam wiele informacji o historii polskiej geografii, współczesnej geografii i nauk o turystyce. Została napisana bardzo dobrym językiem i zawiera treści nieznane [...] dotychczas szerszemu gronu czytelników interesujących się turystyką.

Z recenzji Andrzeja Kowalczyka Bez wątpienia ewenementem w skali międzynarodowej było utworzenie w 1936 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim Studium Turyzmu, z siedzibą w Instytucie Geograficznym. Odegrało ono istotną rolę w rozwoju polskiej i światowej geografii turyzmu, planowania przestrzennego i regionalnego, szczególnie związanego z turystyką oraz w zakresie przygotowania kadr dla rozwijającego się w Polsce ruchu turystycznego. Działalność Studium pozwoliła uświadomić społeczeństwu, jak ważne miejsce w rozwoju społeczno-ekonomicznym regionów i miejscowości może zajmować turystyka. [...]

W stosunku do państw europejskich oraz Stanów Zjednoczonych typowa geografia turyzmu zaczęła się rozwijać w Polsce stosunkowo późno, w zasadzie dopiero po 1930 roku. Przyczyny tego były dwojakiej natury. Po pierwsze – w latach 20. i 30. XX wieku geografowie dążyli przede wszystkim do opracowania podstaw teoretyczno-metodycznych dla masowego ruchu krajoznawczego. [...] Po drugie – dopiero pod koniec lat 20. władze państwowe i gospodarcze zaczęły bardziej interesować się problematyką rozwoju turystyki, zarówno krajowej, jak i zagranicznej.

Dla propagowania idei badań naukowych z turystyki szczególne znaczenie miały zjazdy turystyczne w Jaremczu (1934) i Wiśle (1935). Na forum tych zgromadzeń zdecydowanie już wskazywano, że dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki turystycznej niezbędne jest utworzenie wyspecjalizowanej placówki naukowo-dydaktycznej. Panował przy tym niemal jednomyślny pogląd, że placówka taka powinna być zlokalizowana w Krakowie. [...]

W 1934 roku Stanisław Leszczycki zaczął organizować w Instytucie Geograficznym UJ Pracownię Geografii Turyzmu. Jego współpracownikami byli głównie studenci. Gromadzono książki i broszury, mapy, fotografie, foldery i tym podobne materiały, które miały stanowić w przyszłości bibliotekę i archiwum planowanego Studium Turyzmu. Przedsięwzięciu patronował dyrektor Instytutu prof. Jerzy Smoleński. W tym czasie Stanisław Leszczycki opublikował mało dziś znany artykuł Turystyka a nauczanie geografii w szkole. Zwraca w nim uwagę na fakt, że turystyka jest bardzo istotnym środkiem dla uzupełnienia wiadomości geograficznych. [...] To bezpośrednie zetknięcie się z poszczególnymi dzielnicami Polski nie tylko pozwoli na zapoznanie się z ich krajobrazem i życiem, lecz pozwoli także na zrozumienie ich najistotniejszych zagadnień, związanych z przyszłym rozwojem. Najlepszą drogą do tego celu jest rozwijanie akcji wycieczek i turystyki wśród młodzieży, a to zależnie od stopnia nauki oraz wieku. Wycieczki te równocześnie z zamknięciem wykształcenia średniego winny być zakończone podróżą okrężną po ziemiach polskich, dającą syntetyczny pogląd na całość zagadnień własnego kraju. [...]

Cytujemy ten fragment, stanowił bowiem swoiste credo późniejszej działalności Studium Turyzmu w zakresie turystyki młodzieżowej.

Fragment książki

KLUB CZYTELNIKA „ALMA

Szanowni Państwo!

Ukazujące się od 1996 roku czasopismo uniwersyteckie „Alma Mater” służy do prezentacji życia wspólnoty akademickiej najstarszej polskiej uczelni. W ciągu dwudziestu lat – dzięki wspólnemu wysiłkowi autorów, współpracowników i redaktorów, dzięki życzliwości Czytelników i zaangażowaniu władz UJ – udało się stworzyć otwarte forum wymiany informacji i poglądów. Sukcesywnie zwiększała się częstotliwość ukazywania się pisma – kwartalnik stał się najpierw dwumiesięcznikiem, a następnie miesięcznikiem. Wszystkim osobom zainteresowanym regularnym otrzymywaniem najnowszych edycji uniwersyteckiego czasopisma proponujemy członkostwo w Klubie Czytelnika „Alma Mater”. Każdy, kto wpłaci na konto Uniwersytetu Jagiellońskiego dowolną kwotę, pozwalającą na opłacenie kosztów przesyłki pocztowej, staje się członkiem naszego Klubu. Każdy Klubowicz otrzymuje pocztą gratisowy egzemplarz kolejnych numerów miesięcznika „Alma Mater”. Fundusze zgromadzone dzięki hojności naszych Czytelników przeznaczamy na pokrycie kosztów druku i dystrybucji pisma.

Dokonując wpłaty na podane na odwrocie konto, należy jednocześnie przesłać na adres redakcji wypełnioną deklarację:

Imię i nazwisko

Adres

Telefon – faks – e­mail .........................................................................

Absolwent UJ: tak nie Jeśli tak, proszę podać wydział, kierunek i rok ukończenia studiów:

Deklaruję wpłatę (darowiznę) w wysokości

na konto Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2016 roku. Proszę o za pi sa nie mnie do Klubu Czytelnika „Alma Mater” i regularne przesyłanie miesięcznika UJ. Wyrażam zgodę – nie wyrażam zgody (niewłaściwe skreślić) na opublikowanie mojego imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania na liście członków Klubu w miesięczniku „Alma Mater”. Podpis

Wnętrze Collegium Novum
Fot. Anna Wojnar

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
ALMA_MATER_187 by alma mater - Issuu